Racjonalista - Strona głównaDo treści
Nasza młoda część społeczeństwa.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
07-01-2012 18:54wafelos (517 punktów)Nasza młoda część społeczeństwa.
Ocena 2 na 2
Witam, jak nazwa wątku wskazuje to temat dotyczy naszej młodzieży czyli moich rówieśników. Otóż zauważyłem u większości z osób w moim i podobnym wieku iż ich światopogląd opiera się na trywialnych rzeczach. Dla nich się liczy tylko żeby się w sobotę na imprezie upić do nieprzytomności i na następny dzień opowiedzieć jak to fajnie sponiewierać siebie.Do tego osobą takim ja jak którzy lubią się uczyć i są ambitni ,mają za złe to co robimy. Nie potrafią zrozumieć że ktoś lubi się uczyć.Nie mówię oczywiście że każdy nastolatek taki jest ale niepokoi mnie to że ten proces przyspiesza. Coraz więcej młodych ludzi ma gdzieś dobre wykształcenie i porzuca je na rzecz chwilowych przyjemności. Co myślicie o takim postępowaniu sporej części ludzi którzy mają zapewnić przyszłość temu narodowi, czy ten naród doczeka się lepszej przyszłości jeśli to młodzież ją stanowi?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

simo.hayha. (433 punktów)
>Otóż zauważyłem u większości z osób w moim i podobnym wieku iż ich światopogląd opiera się na trywialnych rzeczach

Zależy jaki to wiek. Też jestem stosunkowo młody, ale tak dobrałem sobie znajomych, że i pochlać wódkę możemy, na imprezę pójść potańczyć, ale pogadać o Heideggerze, McLuhanie, ekonomii, polityce, historii też nie jest problemem.

> Dla nich się liczy tylko żeby się w sobotę na imprezie upić do nieprzytomności i na następny dzień opowiedzieć jak to fajnie sponiewierać siebie.

Dużo lepiej jest wtedy zapalić papierosa (albo i nie) i porozmawiać o sensie istnienia ;p
Czasami dla śmiechu, czasami nie.

> Coraz więcej młodych ludzi ma gdzieś dobre wykształcenie i porzuca je na rzecz chwilowych przyjemności.

Jeszcze raz, ważni są znajomi. U mnie obowiązuje mechanizm napędzania się wiedzą/książkami/filmami. Jak ktoś nie nadąża, to jest mu wstyd ("No jak to?! Nie czytałeś tego??!!") i w wolnej chwili sięgnie po książkę, o której rozmawialiśmy.

Oczywiście są rozmowy o "dupach, samochodach i nowych Iphonach" (mam nadzieję, że nikogo nie uraziłem - to jest wyrażenie humorystyczne, nie szowinistyczne), ale ile można ?

>. Co myślicie o takim postępowaniu sporej części ludzi którzy mają zapewnić przyszłość temu narodowi, czy ten naród doczeka się lepszej przyszłości jeśli to młodzież ją stanowi?

Nie chcę też całkiem negować problemu, bo coś jest na rzeczy. Posłużę się nazwą grupy na facebooku, żeby zobrazować o co mi chodzi - "Ludzie bez poglądów. Przyszłość należy do nas"

Krótkie, a bardzo bolesne zdanie pokazujące nastawienie do świata wielu młodych ludzi. Każdy "coś tam" wie, ale nie potrafi wyrobić sobie zdania, w jakiś sposób określić swojej pozycji do zastanej rzeczywistości. To najbardziej boli. Co więcej nie bardzo potrafię powiedzieć z czego wynika to "intelektualne tchórzostwo".

A o przyszłość Polski bym się nie martwił. Jest naprawdę wielu błyskotliwych i pomysłowych młodych ludzi. Trochę wiary w człowieka, pozytywnego nastawienia i znalezienie sobie przestrzeni do działania

pozdrawiam, simo.

A complete unknown, like a rolling stone.
08-01-2012 17:57 
 Ocena 1 na 1
Mandella (83 punktów)

>Krótkie, a bardzo bolesne zdanie pokazujące nastawienie do świata wielu młodych ludzi. Każdy "coś tam" wie, ale nie potrafi wyrobić sobie zdania, w jakiś sposób określić swojej pozycji do zastanej rzeczywistości. To najbardziej boli. Co więcej nie bardzo potrafię powiedzieć z czego wynika to "intelektualne tchórzostwo".

Wydaję mi się, że jest to wina po części systemu edukacji, wszystkiego trzeba się uczyć według klucza, zero krytycznego myślenia i kreatywności, jedynie zastrzyk wiedzy.
Dlatego ucieka się w znajomych, imprezy, książki i filmy. Właśnie z tego wynika "intelektualne tchórzostwo", a wiadomo po alkoholu odwagi przybywa.
Być może to dobrze, boję się pomyśleć jak by wyglądał rozwój "otwartych umysłów" przez jakąkolwiek instytucję.
RadRado (1047 punktów)
>więcej młodych ludzi ma gdzieś dobre wykształcenie i porzuca je na rzecz chwilowych przyjemności.

Też miałem takich dokładnie kolegów w gimnazjum, czy potem w technikum - częściowo spadochroniarze, reszta z trudem przechodziła z klasy do klasy.
Nauczycielki to mnie 'kujona' stawiały im za wzór i wiesz co?
Dziś mam 25 lat, skończone studia z dobrymi wynikami (jechałem na stypendiach naukowych - nawet na wymianie takowe mi przyznali za średnią)i... jestem bezrobotny.
Jedyne co udało mi się znaleźć przez półtora roku od dyplomu to 2 tygodniowa inwentaryzacja. Cóż... ja marnowałem czas na uczelniach kiedy moi "mniej zdolni" koledzy zaczynali pracę. Teraz oni mają doświadczenie, którego rozpaczliwie brakuje w moim CV i to oni a nie mają większą szansę na pracę - już nie wspominając o pracy w zawodzie, którą mają najczęściej ci po zawodówkach...
Nigdzie mnie nie chcą, bo nie mam doświadczenia w niczym, a przecież nie robię się młodszy. Straciłem też coś wg mnie ważniejszego niż perspektywy na karierę zawodową - MŁODOŚĆ. Kiedy inni balowali ja czytałem, uczyłem się... inni chlali, zaliczali dziś często są żonaci albo w związkach a ja od lat jestem samotny. Obserwując moich kolegów doszedłem do wniosku, że najłatwiej kogoś poznać na imprezie właśnie - niestety czas imprezowania mnie ominął, teraz wszystko zajęte, moje rówieśniczki jeśli nie dzieciate to przynajmniej pozaręczane. Wiem, że nie jestem przypadkiem odosobnionym, moja kuzynka studiowała materiałoznawstwo - jechała niemal na samych 5 i rodzina zawsze stawiał mi ją za wzór. Dopóki nie została absolwentką zatrudnioną do... rozwieszania dekoracji w markecie za g... pieniądze. Od tego momentu stałą się tematem tabu w sprawach motywacji do nauki.
Jako nieco starszy kolega dam Ci dobrą radę - rzuć te książki w cholerę i zacznij ŻYĆ ! Kto jak kto, ale czytelnik tego forum powinien wiedzieć, że ma jedno życie i jedną młodość - nie zmarnuj jej. Studia nie zapewnią Ci w tym kraju nic, lepiej naucz się kłaść glazurę. Taka nauka zajmie Ci mniej czasu, który będziesz mógł spędzić bardziej pożytecznie - na imprezowaniu i zawieraniu nowych znajomości, które potem mogą Ci się przydać właśnie przy szukaniu pracy
07-01-2012 21:14 
 Ocena 12 na 12
liliac (147340 punktów)
>Jako nieco starszy kolega dam Ci dobrą radę - rzuć te książki w cholerę i zacznij ŻYĆ ! Kto jak kto, ale czytelnik tego forum powinien wiedzieć, że ma jedno życie i jedną młodość - nie zmarnuj jej. Studia nie zapewnią Ci w tym kraju nic, lepiej naucz się kłaść glazurę. Taka nauka zajmie Ci mniej czasu, który będziesz mógł spędzić bardziej pożytecznie - na imprezowaniu i zawieraniu nowych znajomości, które potem mogą Ci się przydać właśnie przy szukaniu pracy

Jako również - "nieco starsza" koleżanka - pozwolę sobie nie zgodzić się z twoimi radami

A autorowi wątku życzę kręgu znajomych podzielających jego pasje
07-01-2012 21:17 
 Ocena 10 na 10
wafelos (517 punktów)
Niestety ja nie mógłbym po prostu kłaść glazurę. Mam ambicje zostać naukowcem i robić to co kocham czyli poznawać świat. Ja swoją dziewczynę poznałem w bibliotece.A jeśli chodzi o pracę to mi na kasie nie zależy, mam swoje cele, marzenia. Mówisz zacznij żyć, ale każdy ma własną definicje dobrego przeżycia życia , ja nie uczę się dla dobrej pracy , ja się uczę z pasji.
07-01-2012 21:41 
 Ocena 4 na 4
RadRado (1047 punktów)
"Niestety ja nie mógłbym po prostu kłaść glazurę."
Szkoda, że nie mogę cofnąć czasu i zapytać kuzynki czy mogłaby po prostu robić w markecie. Każdemu się tak wydaje, dopóki jest na utrzymaniu rodziców.

"to mi na kasie nie zależy, mam swoje cele, marzenia."
Nie wiem dokładnie jakie, niemniej cele i marzenia mają to do siebie, że często kosztują, nawet jeśli nie bezpośrednio.
07-01-2012 22:55 
 Ocena 9 na 9
farmer (22440 punktów)
>Niestety ja nie mógłbym po prostu kłaść glazurę.

Szacunek. Musisz być mistrzem, bo dobry glazurnik to skarb. Dojście do perfekcji wymaga lat. Skoro umniejszasz pracę glazurnika to czekam z niecierpliwością na efekty Twojej pracy.
07-01-2012 23:58 
 Ocena 2 na 2
Sarif (2786 punktów)
>Niestety ja nie mógłbym po prostu kłaść glazurę. Mam ambicje zostać naukowcem i robić to co kocham czyli poznawać świat. Ja swoją dziewczynę poznałem w bibliotece.A jeśli chodzi o pracę to mi na kasie nie zależy, mam swoje cele, marzenia. Mówisz zacznij żyć, ale każdy ma własną definicje dobrego przeżycia życia , ja nie uczę się dla dobrej pracy , ja się uczę z pasji.

Różnie się do kwestii nauki podchodzi - nie można cały czas robić tego samego bo prowadzi to do monotonii , a chyba nikt nie chce mieć monotonnego życia. Raz się uczysz , raz idziesz na imprezę ,a innym razem realizujesz jakieś swoje hobby , albo po prostu obijasz się. Młodzież nam się nie robi coraz bardziej oporna na naukę , a bardziej skora do picia do nieprzytomności - musisz rozróżniać to co słyszysz że robili gdzieś w jakimś miejscu, a od tego co było naprawdę. Zauważyłem że dzisiejsza młodzież już od gimnazjum potrafi strasznie ubarwiać i zniekształcać swoje opowieści byle tylko czymś się wyróżnić w grupie, a tak naprawdę nie zrobili większości z tego co opowiadają. Zdarzyło się latem że dzięki znajomościom udało nam się z grupką znajomych zabrać na zieloną szkołę z 2 gimnazjum - my już oczywiście po maturze, ale że nie mieliśmy lepszych planów to lepsze to niż nic. No i pojechaliśmy. Przez ten tydzień poznałem ludzi którzy znają się na seksie, alkoholach , klubach więcej niż nawet moi starsi znajomi , ale z dnia na dzień wyszło jaka jest prawda - uraczyliśmy ich dosłownie naszymi kilkoma kieliszkami jak zajrzeli do nas i bodajże 10 osób z tego co usłyszeliśmy przy śniadaniu piło z nami do oporu wczorajszego wieczoru, tak samo jak mój kolega wyciągnął tabakę to kolejnego dnia każdy gimnazjalista kupił sobie na mieście taką samą i mieliśmy kilka przypadków ostrego zwrotu z organizmu po wciągnięciu zbyt dużej ilości. Typowi mali lanserzy i tyle, a najgorsze że wielu z nich nawet inteligentnych ale wolą z siebie robić idiotów by zaszpanować starszym kolegom. Ale nie o tym dyskusja ;]

Uważasz że glazurnik też nie ma ambicji? Może jego ambicją jest położenie jak najdoskonalej glazury ? Albo masa innych możliwości. Praca jak każda inna - tacy ludzie są potrzebni , tak samo jak robotnicy, policjanci i humaniści których jak zauważyłem na studiach technicznych uważa się za gorszą grupę społeczeństwa bo przecież nie mają ambicji itp. Każdy robi to co może , albo to na co mu życie pozwala. Na kasie ci nie zależy ? Ale może jak będzie żonaty albo w związku partnerskim to druga strona będzie oczekiwać że coś zarobisz, a nie że spędzisz życie w garażu projektując wehikuł czasu. Będziesz miał dziecko to będzie je trzeba czymś nakarmić w coś ubrać. Rodzice się zestarzeją to wypada wspomóc finansowo i fizycznie takich. Więc nie mów że pieniądze nie mają znaczenia. Powiedz to masie biednych ludzi którzy mieli ambicje , albo i nie mieli , ale życie oraz ich zachowanie oraz zachowanie innych sprawiło że są w tym miejscu a nie w innym.

Sorry , za bardzo się rozpisałem , może trochę nie na temat , może i nie, ale jak piszę to nie lubię potem czegoś dodawać , ani krótkich notek wstawiać. Życie jest jakie jest, będziesz naukowcem - fajnie, może coś wymyślisz co pomoże ludziom , nie będziesz - no szkoda, ale przecież żyjesz dalej bo masz jedno życie - nikt nie mówi by się poddawać, ale są okoliczności które i ciebie nie ominą , a sprawią że będziesz musiał podjąć jakąś pracę i może zostaniesz właśnie takim glazurnikiem - więc zanim coś napiszesz zastanów się.

Oczywiście zgadzam się ze wszystkim co napisała liliac , a jeżeli napisałem coś sprzecznego w swoim wywodzie to ze zmęczenia musiałem coś źle sklecić ;]

For a long time now, I thought I was just a survivor, but I'm not. I'm the winner. That's who I am.
08-01-2012 18:42 
 Ocena 4 na 4
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
>Niestety ja nie mógłbym po prostu kłaść glazurę.
"Naukowcze" przyszły!
Przepraszam, że się czepiam, bo sama nienawidzę jak poprawia się cudzą gramatykę, i sama mam pewnie co nieco na sumieniu, ale jakoś tak sentymentalnie przywiązałam się do celownika i smuci mnie niezmiernie, nagminne ostatnio zastępowanie go biernikiem. Ja też nie mogłabym "kłaść glazurę". Ale wolałabym nie kłaść GLAZURY.
Bardzo się cieszę, że mamy na forum przyszłego noblistę, ale błagam, oprócz przedmiotów ścisłych o minimum nauki o języku.
07-01-2012 21:24 
 Ocena 5 na 5
simo.hayha. (433 punktów)
To nie można ŻYĆ i się uczyć jednocześnie?

Chodzić na imprezy, poznawać ludzi, rozpoczynać i kończyć związki i jednocześnie dawać radę na uczelni ?

W sumie oceny mam średnie, a studia trudne. Zacząłem jednak troszkę kręcić się w mojej branży, więc liczę, że nie skończę jako bezrobotny bez doświadczenia po zrobieniu magistra :<

Naprawdę jest aż tak źle ? :<


A complete unknown, like a rolling stone.
07-01-2012 21:30 
 Ocena 9 na 9
liliac (147340 punktów)
>To nie można ŻYĆ i się uczyć jednocześnie?

Można

>Chodzić na imprezy, poznawać ludzi, rozpoczynać i kończyć związki i jednocześnie dawać radę na uczelni?

Jasne, że można

>Naprawdę jest aż tak źle ?

Bez przesady

Można (naprawdę) żyć i jednocześnie studiować/pracować (także naukowo)/utrzymywać relacje z ludźmi/czytać (nie tylko literaturę branżową)/zajmować swoim hobby/dobrze się bawić.
07-01-2012 21:39 
 Ocena 1 na 1
simo.hayha. (433 punktów)
No, takiej odpowiedzi oczekiwałem i takie mam nadzieje na przyszłość.

(dzięki za edycję - wstyd mi, NAPRAWDĘ)

Wiem, że argument z autorytetu w tym przypadku może się wydawać nietrafiony (w końcu każdy przeżyje swoje studia i swoje życie zawodowe sam), ale znam wiele osób po moim kierunku, którzy bawili się i poznawali świat, jednocześnie dając radę na studiach. Po studiach radzą sobie nie najgorzej zarówno w pracy jak i osobiście, chociaż wiadomo, że kosztowało ich to masę pracy

Uff...

pozdrawiam.

A complete unknown, like a rolling stone.
08-01-2012 16:38 
 Ocena 1 na 1
Łukasz Sobala (208 punktów)
>>To nie można ŻYĆ i się uczyć jednocześnie?
>Można
Hm.
Smart teens don't have sex (or kiss much either). Oraz artykulik na ten temat w blogu: klik

Statystycznie jest ciężej.
I taka króciutka uwaga: po raz kolejny potwierdza się, że syty nie zrozumie głodnego.

PS. Powiązany artykuł, chyba najbardziej zwięzły: www.gnxp.c(*)tercourse-and-intelligence.php
Paszczak Paweł (183 punktów)
>To nie można ŻYĆ i się uczyć jednocześnie?

Można. Ale i tak trzeba z czegoś zrezygnować.
07-01-2012 22:29 
 Ocena 2 na 2
simo.hayha. (433 punktów)
Wyśpię się w grobie


A complete unknown, like a rolling stone.
Jan Res (4015 punktów)
>> Studia nie zapewnią Ci w tym kraju nic, lepiej naucz się kłaść glazurę.
Dużo w tym smutnej prawdy. Ja, na szczęście, wyjechałem 40 lat temu za granice i pracując w charakterze wykładowcy miałem piękną pracę, bardzo dobrą pensję, a teraz emeryturę.
Teraz wyjechać znacznie łatwiej. Może i Ty powinieneś o tym pomyśleć?
09-01-2012 22:09 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>Nauczycielki to mnie 'kujona' stawiały im za wzór i wiesz co?
>Dziś mam 25 lat, skończone studia z dobrymi wynikami (jechałem na stypendiach naukowych - nawet na wymianie takowe mi przyznali za średnią)i... jestem bezrobotny.

Niestety, nie dość się przyłożyłem i nie znalazłem źródła ale z tego, co wiem, to nader często się zdarza, że ludzie z bardzo dobrymi wynikami w szkole osiągają mizerne wyniki ( i/lub zarobki) w karierze zawodowej. W dorosłym życiu najlepiej radzą sobie ci, którzy byli w szkole średniakami.
Dlaczego tak jest, dokładnie nie wiadomo. Głównym podejrzanym są zbyt wysokie aspiracje prymusów ale z pewnością nie tylko o to chodzi. Wymagania spadają z każdym odrzuconym podaniem ale nie tłumaczy to, dlaczego były świetny uczeń układa ketchupy na półkach w markecie.
Możnaby podejrzewać, że osoba przeprowadzająca rekrutację zwyczajnie, po ludzku, boi się konkurencji ze strony młodego geniusza ale sam sądzę, że jednak nie w tym rzecz. Przeczucie mówi mi, że winę ponosi swego rodzaju ułomność emocjonalna kujonów (bez obrazy) polegająca na tym, że nie potrafią oni rozmawiać z ludźmi. Umieją słuchać, gadać ale nie umieją się dogadać. Możliwe, że to właśnie przez te opuszczone imprezy, dlatego że nauka zawsze była ważniesza od znajomych i zabawy. A szef też, przecież, człowiek...

Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
09-01-2012 22:33 
 Ocena 2 na 2
Matix (5786 punktów)
Witaj. Typowy kujon nie skupia się nad danym zagadnieniem tylko na otrzymaniu jak najwyższej oceny. A że jedno często nie idzie w parze z drugim to wiem doskonale z własnego przykładu. Ot pierwszy rok (polibuda), matma, znajomi prymusi naginają zadania jedno po drugim, jeśli nie wiedzą jak coś rozwiązać idą na korki, na kolokwium zadania bardzo podobne, w zasadzie różnią się wartościami. Kiedy ja zamiast naginać jedno po drugim wolałem zwolnić i nieco przestudiować zagadnienie, aby je zrozumieć. Niestety przez to nie zdążyłem ogarnąć całości materiału i... 3.0. Oczywiście to nie tylko do matmy się odnosiło. Ba, mniejsza z matmą, potem doszły przedmioty zawodowe i tu dopiero są jaja. Okazuje się, że niektórzy ze średnią 4.8 nie mają pojęcia o rzeczach których wykuli się na pamięć na czas egzaminu, podczas gdy ja wolałem zamiast skupić się na ocenie, zrozumieć zagadnienie, a dzięki temu zapamiętać jego sedno na stałe.
09-01-2012 23:22 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>Witaj. Typowy kujon nie skupia się nad danym zagadnieniem tylko na otrzymaniu jak najwyższej oceny.

Typowy kujon ją otrzymuje a nie tylko się skupia. Poza tym, zgoda.

>Kiedy ja zamiast naginać jedno po drugim wolałem zwolnić i nieco przestudiować zagadnienie, aby je zrozumieć. Niestety przez to nie zdążyłem ogarnąć całości materiału i... 3.0. Oczywiście to nie tylko do matmy się odnosiło. Ba, mniejsza z matmą, potem doszły przedmioty zawodowe i tu dopiero są jaja. Okazuje się, że niektórzy ze średnią 4.8 nie mają pojęcia o rzeczach których wykuli się na pamięć na czas egzaminu, podczas gdy ja wolałem zamiast skupić się na ocenie, zrozumieć zagadnienie, a dzięki temu zapamiętać jego sedno na stałe.

Nauka to, niestety, ciężka praca i często wszystkiego mieć nie można. Zrobiłeś to, co uważałeś za właściwe i poniosłeś tego konsekwencje. "Niektórzy" kiedyś może poniosą konsekwencję swoich wyborów.


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
08-01-2012 04:19
 Ocena 10 na 10
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
Prawdę mówiąc, Ameryki nie odkryłeś.
Kiedy ja się uczyłem było podobnie i przypuszczam, że starsi koledzy i koleżanki mogliby się zgodzić. Rób to co uważasz za słuszne, innymi się nie przejmuj. Masz swoje marzenia i dążysz do ich spełnienia, to jest najważniejsze. Kraj dał sobie radę i pewnie nadal tak będzie. Poza tym, mógłbys do cholery wyrwać się z dziewczyną z biblioteki i zaszaleć! Nie samą nauką człowiek żyje
Natomiast przykro mi z powodu kolegi, który chyba żałuje że ukończył studia. Odnoszę wrażenie, że popada w marazm i zgorzknienie. Takie subiektywne myślenie. Ja swoje "studia" zacząłem w momencie kiedy moi znajomi prawie je kończyli. Zaocznie, bo praca była najważniejsza. Do tego nie otworzyli działu "budowa maszyn", bo chętnych nie było (sic!), a ja to co? Jak sie to skończyło, łatwo można sobie wyobrazić. I pozostałem... glazurnikiem, między innymi. 12 godzinny tryb pracy, "buty wiązane na stojąco", ludzie którzy patrzą się na ciebie z poczuciem wyższości to tylko niektóre z "przyjemności" bycia prostym robotnikiem. Pozwoliły mi zrozumieć co straciłem wypisujac się z "polibudy".
Jak mawia mój brat: trzeba wziąć się w garść, ścisnąć się za jaja i zacząć działać. Jeśli coś nie wychodzi to trzeba zaczynać po raz kolejny, nie załamywać się.

Wafelos, nie wątpię że dasz radę pogodzić pasję z odrobiną szaleństwa. Odwagi, na imprezce nikt nie wnika, "kujon", maniak z laboratorium, czy "odjazowy kolo". Przybakaj, chlapnij kielicha, obtańcuj wszystkie dziewczyny, wrzuć na luz! Rano powrócisz do swoich ulubionych zajęć. Wiem, brzmi prostacko, ale działa
spellbinder (8577 punktów)
Od czego by tu zacząć...

Dobra, na początku "wycieczka osobista" Jest trochę takiej "niedopasowanej" młodzieży, której nie podobają się zabawy organizowane przez ich rówieśników. Ci mole książkowi nie grają w piłkę, stronią od ludzi, a pewne modele zachowań (w tym libacje) odbierają w kategoriach skrajnego obrzydzenia.

Kwestia wychowania, cech osobowości, wszystko jedno. Oceniają więc tych rówieśników na podstawie bardzo pobieżnej, stereotypowej wręcz obserwacji. Wiem, bo sam takim dzieckiem byłem. Nie miałem, jako "młodzież" takich problemów jak rówieśnicy, czyli skąd wytrzasnąć szlugi i flaszkę. I uważałem, że ich interakcje do tego się ograniczają.

A to nie do końca tak jest.

Umówmy się - ludzie są różni. Mają różne potrzeby, różne zdolności i cechy osobowości. Bardziej lub mniej ograniczone zasoby poznawcze. Ale póki się nie przeniknie do danego środowiska, nie ma co go kategorycznie oceniać.

Alkohol to tylko część interakcji międzyludzkich. W naszej kulturze jest na to położony dość duży nacisk, który jednak nie warunkuje ani zachowania ludzi, ani ich zainteresowań, czy sposobów spędzania wolnego czasu. Wśród tych zachlanych mord również zdarzają się ludzie wartościowi.

Większość ludzi natomiast jest śrenia - mało rozumie, mało jest w stanie pojąć. Osobie o większych zdolnościach ciężko jest znaleźć się w tym społeczeństwie, bo człowiek ma uczucie bycia otoczonym przez samych idiotów (teraz taki film w kinach wyświetlają: Szpieg. Wczoraj byłem na tym, siedzi przede mną facet i komentuje "czy ktoś ten film w ogóle zrozumiał?". No ja zrozumiałem, bez problemu - okazuje się jednak, że tam gdzie wszystko jest podane czarno na białym ludzie muszą prosić o wytłumaczenie, co widać przy okazji pytań na forach poświęconych filmom).
Otoczenia szkolnego nie wybieramy, więc... no kicha, po prostu kicha. Nie ma do kogo gęby otworzyć. Ale tak jest dzisiaj i zawsze tak było. Krzywa Gaussa zobowiązuje.

Do tego "osobą" takim jak Ty (uczącym się i ambitnym) mają za złe to co robimy? Mogą się dziwić. Nie ogarniają. Mają inne priorytety. Żeby miały za złe - nie rozumiem tego ja z kolei. Mógłbyś to jakoś rozwinąć?

I teraz końcówka - samo podejście do edukacji. Kiedyś królowała myśl, że trzeba zdobyć wykształcenie. Dziś ludzie zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, że samo wykształcenie guzik człowiekowi da. Do większości zawodów jest wręcz niepotrzebne.

Mam mnóstwo znajomych, którzy pokończyli wyższe uczelnie, renomowane nawet, jak na Polskę i teraz zajmują się byle czym. Mam znajomą, która po ekonomii pracuje jako handlowiec w hurtowni, czyli opyla sklepom wzorzyste tkaniny. Mam inną znajomą, która po biotechnologii pracuje na recepcji w jakiejś klinice. Mam również znajomego, który jeszcze studiów nie skończył, ciągną się za nim jak smród za wojskiem, a prowadzi własną firmę zakorzenioną w dziedzinie wiedzy, która w Polsce wciąż raczkuje.

Studiujesz pięć lat i idziesz do pracy, która z kierunkiem studiów niewiele ma wspólnego po to, żeby robić jakiś wycinek tematyczny pracy.

Ludzie dochodzą do wniosku, że aby wykonywać większość zawodów można być byle głupkiem i nie mieć absolutnie żadnej bardziej zaawansowanej wiedzy. Kult wiedzy został przerwany, stratowany buciorami.
wafelos (517 punktów)

>Do tego "osobą" takim jak Ty (uczącym się i ambitnym) mają za złe to co robimy? Mogą się dziwić. Nie ogarniają. Mają inne priorytety. Żeby miały za złe - nie rozumiem tego ja z kolei. Mógłbyś to jakoś rozwinąć?

Otóż mówią mi że jak mogę interesować się takimi rzeczami jak kosmos,fizyka etc. Uważają takie rzeczy za istne szaleństwo. Rozumiałbym ich jakbym non stop siedział nad książkami i nic innego poza tym nie robił.Ale chodzę na imprezy,dyskoteki,wypije czasami coś na nich, czasami trochę więcej ale zawsze po tym wracam do domu, idę spać a na następny dzień dalej robię to co miałem robić. A oni nie potrafią wyrwać się z tego koła imprez,każda kolejna impreza tylko ich podsyca do kolejnej bardziej pijackiej imprezy a odsuwają się od nauki.Zrobili sobie z tego swoistą ideologie życia i uważają ze chodząc na imprezy i dobrze się ucząc to jestem wewnętrznie sprzeczny co do ich wartości. Zgadzam się z większością z was że jak i odpoczynek tak i nauka jest ważna w życiu, w temacie chodziło mi o to że ci ludzie popadli w skrajność. Ci znajomi chodzą ze mną do szkoły którą darzy się szacunkiem, oni chcą iść na energetykę, biotechnologię etc. A w tym kierunku nie robią nic. Uważają do tego że kładzenie glazury chociażby godzi w ich inteligencje i oni chcą zostać kimś. No ale za kilkadziesiąt dobrych imprez nie dadzą ci inżyniera czy magistra.

Ale podsumowując chodzi mi o to że oni uważają że samymi imprezami dojdą do czegoś bez nauki w jakiejkolwiek postaci a ja uważam że trzeba znać tą granice gdzie trzeba skończyć imprezę i zabrać się za siebie. I właśnie to mają mi za złe że nie podzielam ich myślenia o życiu wypełnionych wyłącznie imprezami.
08-01-2012 12:31 
 Ocena 6 na 6
spellbinder (8577 punktów)
Popadli w skrajność mówisz? Z ich perspektywy to Ty popadasz w skrajność

Ich zachowanie może być śmiało efektem mechanizmu znanego jako "samoutrudnianie". Człowiek przeczuwa, że nie jest dostatecznie dobry aby dostać "mocną" ocenę. Będzie się biedak męczył nad książkami, a dostanie 3. Cios dla samooceny. W związku z czym podejmuje działania mogące posłużyć jako wytłumaczenie kiepskiej oceny - nie uczy się tylko imprezuje, sprząta, gotuje obiad.

Ludzie idą na studia nie tylko pod wpływem przemożnej potrzeby zdobywania wiedzy. Dużo ulega naciskom ze strony rodziców, są przeświadczeni o tym, że do zdobycia porządnej pracy potrzebny jest papierek, a w głowie może być pusto (co w wielu wypadkach się zgadza, bo człowiek uczy się zawodu dopiero wykonując ten zawód, a nie na zajęciach polegających głównie na pitoleniu w bambus). Wreszcie nie każdy chce mieć same piąteczki, co nie zawsze wynika z braku pędu do wiedzy.

>I właśnie to mają mi za złe że nie podzielam ich myślenia o życiu wypełnionych wyłącznie imprezami.

Dalej nie rozumiem tego sformułowania "mają mi za złe". Co to znaczy? Czym to się objawia?
wafelos (517 punktów)

>Dalej nie rozumiem tego sformułowania "mają mi za złe". Co to znaczy? Czym to się objawia?

Objawia się to dziecinnymi docinkami i zaczepkami, do tego dochodzi mój ateizm, niektórzy wręcz gardzą mną za mój ateizm i jednocześnie przypisują zło ateizmu nauce. Ale wracając do tematu, mają docinki typu :'' Co mama nie da ci jeść jak dostaniesz 4 zamiast 5 ?'' , oczywiście ignoruję tego typu teksty.
spellbinder (8577 punktów)
>Objawia się to dziecinnymi docinkami i zaczepkami, do tego dochodzi mój ateizm, niektórzy wręcz gardzą mną za mój ateizm i jednocześnie przypisują zło ateizmu nauce. Ale wracając do tematu, mają docinki typu :'' Co mama nie da ci jeść jak dostaniesz 4 zamiast 5 ?'' , oczywiście ignoruję tego typu teksty.

Czyli nie tyle mają Ci za złe, co z Ciebie szydzą. Normalka. Mów, że nie da. Przyjmij na klatę, pokaż że to Ci nic nie robi, to się wtedy dopiero odpierniczą. Chwilę się pośmieją, ale bardzo łatwo zabierzesz im z ręki oręż. Docinki są zabawne dopóki, dopóty ktoś się nimi przejmuje.
wafelos (517 punktów)
Pisałem że ignoruje tego typu teksty. Nie mówię też że mój światopogląd oparty na faktach,sceptycyzmie i nauce jest złotym środkiem na życie. Nie mówiłem też ze imprezy,spicie się jest czymś niewyobrażalnie złym i trzeba tego zakazać.Głównie chciałem przedstawić problem poszerzania się tego zjawiska wśród młodzieży. Choć uważam że jest to iście nielogiczne zachowanie. Chciałem tylko przedyskutować ten temat wśród nas racjonalistów.
Mandella (83 punktów)
Zawsze mi się zdawało, że ateizm ewentualnie agnostycyzm wiąże się z siłą charakteru i asertywnością. Jeśli chodzi o mnie to nie było łatwo się wyrwać z okowów religii, miałem bądź co bądź katechetów z charakterem i nie było to takie oczywiste. Jednak nie byłem sam może dlatego było mi łatwiej.

Ja myślę jednak, że sceptycyzm dotyczy również tego co my uważamy za słuszne, nieustanna krytyka otoczenia i samego siebie wydawała mi się receptą na sukces, dlatego uznałem też, że wewnętrznie bliżej mi do agnostyka, bo w gruncie rzeczy nie wiem czy Bóg istnieje, oczywiście wydaje mi się to irracjonalne biorąc pod uwagę moją wiedzę. Dlatego nie łatwo mi przechodzi przez usta "mój światopogląd oparty jest na faktach", nie poszedłeś za daleko?

Zastanów się również czy częściowo wina nie leży po stronie rodziny, wymagają tego wszystkiego od Ciebie? Czy to poświęcenie nauce jest twoją osobistą ambicją?
wafelos (517 punktów)
U mnie w rodzinie przywiązuję się sporą wagę do nauki ale to ja zdecydowałem że chcę poświęcić życie jako naukowiec. Rodzina nie naciska , chcą bym był szczęśliwy. Nie podoba się im że chcę być naukowcem dlatego że płaca jest taka jaka jest jako wykładowcy na uczelni no ale jak mówiłem ,nie robię tego dla pieniędzy. Pochodzę z rodziny naukowców, biologów, chemików i matematyków , oni mnie zainspirowali do bycia naukowcem ale nigdy do niczego nie zmuszali. Więc ta sprawa jest tylko moją osobistą ambicją a że mam wsparcie w rodzinie to nic innego jak korzystać z szansy danej mi przez los.
08-01-2012 22:53 
 Ocena 4 na 4
Łukasz Sobala (208 punktów)
>Rodzina nie naciska, chcą bym był szczęśliwy. Nie podoba się im że chcę być naukowcem dlatego że płaca jest taka jaka jest jako wykładowcy na uczelni no ale jak mówiłem, nie robię tego dla pieniędzy. Pochodzę z rodziny naukowców, biologów, chemików i matematyków , oni mnie zainspirowali do bycia naukowcem ale nigdy do niczego nie zmuszali. Więc ta sprawa jest tylko moją osobistą ambicją a że mam wsparcie w rodzinie to nic innego jak korzystać z szansy danej mi przez los.
Jako student biotechnologii, czyli być może kierunku pokrewnemu Twojemu powiem Ci tyle - nie oglądaj się na tych znajomych. Haters gonna hate. Na studiach spotkach inteligentniejszych (chociaż także "pustaki" będące tam tylko dla papierka, co samo w sobie nie jest złe, ale czasem odczuwa się za niektórych intelektualny ambaras). A na biologicznym kierunku spotkasz na pewno więcej ateistów (a także osoby głęboko wierzące, co dla mnie jest totalną hipokryzją). I nikt już nie będzie wyśmiewał się z Twojego braku wiary. Być może z takiego powodu, że ludzie będą już bardziej zajęci sobą.

Z drugiej strony, wszystko zależy od podejścia. Prawda jest taka, że oceny z liceum czy skądkolwiek będą się później tak liczyły, jak zeszłoroczny śnieg. Na studiach jest z tym różnie - jeśli chcesz stypendium, albo dostać się na lepszą uczelnę na II stopień to powinieneś zdobywać dobre oceny.
Co do wybrania kierunku rozwoju, fajnie, że się zdecydowałeś już teraz co robić. Ja nie miałem pomysłu, dopóki nie zainteresowałem się swoimi studiami na serio. Nie mam też wielkich myślicieli w rodzinie, a mam nadzieję zrobić coś dla nauki. I szczerze mówiąc raczej nie przejmowałem się tym, co mi jakiś nauczyciel w szkole wystawił. To o czym piszesz, czyli wyśmiewanie się z "lepszych"... Wyróżniasz się, więc inni Cię dostrzegają. Nie ma w tym nic złego. Miej też dystans do siebie. Nie spodziewaj się, że w liceum ktoś będzie naprawdę czuł szacunek do realnej osoby. Sam byłem (jestem?) takim prześmiewcą, tylko że teraz jest po prostu dla mnie ważne nauczyć się czegoś, co uważam za istotne, ocena jest mało ważna.
Dzisiejszy świat dużo potrafi wybaczyć, i zawsze pozostaje możliwość zmiany swojego zawodu. O tym też warto nie zapominać.

Jeszcze co do stwierdzenia Mandelli, że ateizm wiąże się z siłą charakteru, pozwolę tu się nie zgodzić. Siła charakteru zależy od tego, jak ktoś wpływa na emocje innych. Ateizm wynika z indywidualnych rozważań. Kwestionowanie autorytetu wynikające z wiedzy też nie jest oznaką siły charakteru, bo tutaj liczy się zachowanie w określonej sytuacji. Jeśli jednak komuś uda się zademonstrować, że siła charakteru zależy od wiedzy, jestem skłonny podyskutować.
Gbursson (106 punktów)
W Polsce rzecz się ma właśnie tak - większości wykształcenie nie jest potrzebne, rynek jest nasycony 'magazynierami' bez doświadczenia. Rzecz się zmienia za granicą - siedzę w Irlandii od paru lat i magister to jest KTOŚ - nawet jeśli ma zerowe doświadczenie ma spore szanse na znalezienie pracy w zawodzie - czy biotech czy kadry. Rzecz jasna tutaj uczą inaczej, stąd ten szacunek.


Odi profanum vulgus et arceo
Pan cogito (182 punktów)
Ja nie cierpię państwowej edukacji, tego co mnie uczą w liceum, nie ma tam praktycznie nic interesującego, na dodatek nauczyciele mają często talent do zrażania ludzi do jakiś tematów. Ogólnie edukacja potrzebuje wielu reform, bo póki co reformy jakie są wprowadzane pogarszają tylko sytuację...
Nie jestem oporny na wiedze czy coś w tym stylu, wręcz przeciwnie. Ale szkoła mnie nudzi, dobija mnie głupota ludzi otaczających mnie, ich wąskie spoglądanie na różne problemy. Wąska wiedza nauczycieli..
ssplayer (706 punktów)
>Ja nie cierpię państwowej edukacji, tego co mnie uczą w liceum

Dlatego ja wybrałem technikum. Ogólnokształcące przedmioty są równie nudne (w większości) co w LO ale przynajmniej zawodowe są przydatne i ciekawe.
Innymi słowy, to co w LO robi ktoś na papierze ja w Tech. robię w praktyce.
Kto się szybciej i lepiej nauczy...?

Proponuję ci moją metodę:

1. Ucz się jak najlepiej tego, co cię interesuje.
2. Ucz się języka angielskiego.
3. Ucz się przedmiotów obowiązkowych na maturze aby "jako tako" je zdać.
4. Całą resztę pozostaw w stylu "byle zdać" - mój laptop "uczy się" linijek tekstu dużo lepiej ode mnie.
5. Rozwiązywanie testów maturalnych uczy rozwiązywania testów maturalnych.

Zerknij:

osswiata.nq.pl/zylinska/
Pan cogito (182 punktów)
>Kto się szybciej i lepiej nauczy...?
zależy już czego, mi lepiej będzie dostać się na studia.
>Proponuję ci moją metodę:
>1. Ucz się jak najlepiej tego, co cię interesuje.
>2. Ucz się języka angielskiego.
>3. Ucz się przedmiotów obowiązkowych na maturze aby "jako tako" je zdać.
>4. Całą resztę pozostaw w stylu "byle zdać" - mój laptop "uczy się" linijek tekstu dużo lepiej ode mnie.
staram się właśnie coś takiego robić
>5. Rozwiązywanie testów maturalnych uczy rozwiązywania testów maturalnych.
>Zerknij:
>osswiata.nq.pl/zylinska/
hm zerknę tu jutro, jak się wyśpię.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365