 |
Prawa autorskie w oparach absurdu Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » ABC Racjonalisty
| Napisano | Autor | Tytuł | | 06-06-2008 14:19 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | Prawa autorskie w oparach absurdu
2 na 2 | Kolejny raz prawnicy nie radzą sobie z rozumieniem prawa. Z GW: "Pewna francuska niekomercyjna strona, archi-guide.com/, została zmuszona do wycofania wielu zamieszczonych na jej łamach fotografii. Przyczynili się do tego posiadacze praw autorskich do prezentowanych na fotografiach budynków. Wycofano projekty autorstwa między innymi Chistiana de Portzamparc i Le Corbusiera." Pomyślałem sobie, że taki portal jak nasz powinien wesprzeć prawników (zresztą nie tylko prawników, także innych specjalistów) od strony podstaw umiejętności rozumienia. Istnieją pewne dziedziny życia słabo uregulowane pod względem prawnym, gdyż nie mają za sobą wielu wieków bogatej tradycji. Jak widać, nie tylko klonowanie, informatyka, kolonizacja pozaziemska... ale także dziedziny pozornie nie tak nowe wymagają często pracy twórczej mającej niewielkie oparcie w dotychczasowych osiągnięciach kultury prawnej. W takim przypadku pomoc Racjonalistów może być trudna do przecenienia, gdyż umiejętność racjonalnego myślenia, dostrzegania sedna, fundamentów, spojrzenia czystego bez rutynowych uproszczeń, stereotypów i innych wad rozumienia typowych dla specjalistów, jest umiejętnością rzadko spotykaną, szczególnie wśród specjalistów. Dlatego proponuję dyskusję o niektórych implikacjach, jakie biorą się z niektórych fundamentów prawa i podstawowych zasad państwa prawa, dla nowych potrzeb w zakresie praw autorskich (i nie tylko). Przypomnijmy sobie najpierw, czemu powinien służyć system ochrony prawa i wymiaru sprawiedliwości. Najważniejszym celem jest ochrona praw podmiotowych, które można nazwać "dobrami" i "spodziewanymi dobrami" jeśli odpowiednio szeroko rozumiemy pojęcie "ochrona dóbr" - tak żeby obejmowało też dobra abstrakcyjne i subiektywne. Od razu widzimy, że dziennikarz opisujący problem nie odróżnia praw autorskich architekta (czyje dobro one chronią), od ochrony prywatności mieszkańców domu, zaprojetowanego przez architekta. Kiedy mamy do czynienia z publikowaniem fotografii domu, to mieszkańcy domu są podmiotem prawa do prywatności, zaś zupełnie inny podmiot - jakiś obcy architekt - jest podmiotemm prawa autorskiego. W tym przypadku prawo do prywatności i prawo autorskie nie mają ze sobą nic wspólnego, a to się niestety autorowi artykułu poplątało. W tym temacie kontrowersje budzą prawa autorskie architekta, więc zapomnijmy o prawie do prywatności. Wróćmy znów do podstaw prawa w kontekście praw autorskich. Jakie są dobra chronione przez prawa autorskie, kto jest podmiotem praw autorskich? Wymieńmy przykładowe dobra, które należą się autorowi: pieniądze ze sprzedaży dzieł i ich kopii, kompetencje (można je sprzedać np. w postaci porad, szkoleń, droższych usług), prestiż dający pozycję w hierarchii społecznej autorów (można go przełożyć na wysokość wynagrodzenia dla stanowiska wiążącego się z prestiżem, sława (można ją sprzedać reklamując cokolwiek)... Gdy autor próbuje egzekwować swoje prawo, musi, jak każdy podmiot prawa, powołać się na jakieś dobro, które utracił lub może utracić w wypadku, gdyby to jego prawo nie zostało wyegzekwowane. Zauważmy, że autor nie ma prawa do dowolnego interpretowania dowolnych sytuacji i zdarzeń z udziałem swojego dzieła - nie może np. żądać, żeby w każdym domu umieścić mikrofon, który pozwoliłby policji karać każdego za słuchanie muzyki bez zgody autora. Autor może żądać od policji tylko takich działań, które odnoszą się do wyraźnie wskazanych dóbr, które należą się autorowi, a które autor może utracić wbrew swojej woli. Kiedy pomyślimy racjonalnie, co może stracić architekt w efekcie publikacji zdjęcia domu, którego projektu jest autorem, widzimy, że jeżeli zdjęcie jest wykonane z pozycji zwykłego przechodnia, to architekt nie może stracić nic, ponieważ każdy odbiorca takiego zdjęcia może przybyć w to miejsce w roli zwykłego przechodnia i samemu obejrzeć ten dom i samemu zrobić sobie zdjęcie. Prawnik, który daje achitektowi prawo ingerowania w te wydarzenia, pokazuje, że nie potrafi racjonalnie myśleć i nawet jeśli jest na co dzień dobrym prawnikiem, to w sytuacjach nowych zagadnień, wykraczających poza dobre, ugruntowane prawo, wymaga on wsparcia ze strony kogoś dobrze rozumiejącego podstawy - Racjonalisty. Jak widać, bez takiego wsparcia prawnicy tworzą absurdy, których mogliby uniknąć. Architekt mógłby żadać np. wycofania fotografii takich, które mogą być wykonane tylko z miejsca dostępnego dla mieszkańców domu. Architekt mógłby żadać np. rekompenaty, gdyby ktoś posłużył się zdjęciami wykonanymi z pozycji przechodnbia w celu zarabiania na doradztwie architektonicznym albo na reklamie ("... pasuje szczególnie do pięknie zaprojektowanych domów"). Tak m.in. widzę naturalną rolę Racjonalisty w społeczeństwie - pomagać różnym specjalistom, tworzącym coś nowego w swoich dziedzinach, co wymaga racjonalnej analizy u samych podstaw danej dziedziny w szerszym konkście logicznym lu etycznym. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>Architekt mógłby żądać np. wycofania fotografii takich, które mogą być wykonane tylko z miejsca >dostępnego dla mieszkańców domu. Też nie, przecież wolno pokazywać własne mieszkanie. .
|
|
 | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >wolno pokazywać własne mieszkanie.
Zwykle wolno, ale pewnych rzeczy nie wolno. Wyobraź sobie, że wypożyczyłeś obraz, powiesiłeś go na ścianie, zrobiłeś zdjęcie swojego mieszkania, na którym widać tylko ten obraz...
doku
|
|
|  | 5 na 5 barycki (7788 punktów) (zablokowany) | >ale pewnych rzeczy nie wolno. > Jeśli postmodernistyczna interpretacja prawa posunie się jeszcze o malutki kroczek, to najlepiej będzie nie malować, bo i dla kogo. Adam Barycki
|
|
| |  | | Miłosz (imię) (376 punktów) |
postmodernistyczna interpretacja prawa
nie słyszałem o takiej, ciężko mi się odnosić do samego pojęcia, ale chyba największe znaczenie ma to, co dokonujący interpretacji ma w głowie (czy raczej czego nie ma)
Życie to taka potrawa, która każdemu inaczej smakuje, ale z której każdy zadowoliłby się chociażby okruszkami.
|
|
| | |  | 5 na 5 barycki (7788 punktów) (zablokowany) | >ma w głowie (czy raczej czego nie ma) > Poza babami w głowie nie mam nic. Adam Barycki
|
|
|  | 2 na 2 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>pewnych rzeczy nie wolno. Wyobraź sobie, że wypożyczyłeś obraz, powiesiłeś go na ścianie, zrobiłeś zdjęcie swojego mieszkania, na którym widać tylko ten obraz... Jeśli to obraz wielkiej wartości, umowa użyczenia zapewne zabezpiecza przed taką sztuczką. .
|
|
| |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Jeśli to obraz wielkiej wartości, umowa użyczenia zapewne zabezpiecza przed taką sztuczką.
Właśnie. Zastosujmy to jako analogię do dzieł architekta. Można sobie wyobrazić taką umowę między achitektem a właścicielem domu.
doku
|
|
| | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>Można sobie wyobrazić taką umowę między achitektem a właścicielem domu. Niewolnoć Tomku w swoim domku. Zważywszy, że własnościowe w bloku jest bardziej własne, trudno wyobrazić sobie tak zadufanego w sobie architekta oraz tak durnego kupującego. .
|
|
| | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > trudno wyobrazić sobie tak zadufanego w sobie architekta oraz tak durnego kupującego.
Nawet we Francji? Przypomnij sobie, skąd pomysł na ten wątek. Durnota niektórych ludzi przekracza najśmiejsze wyobrażenia.
doku
|
|
| | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>Durnota niektórych ludzi przekracza najśmiejsze wyobrażenia. Ale samobójcze byłoby takie zabezpieczenie architekta - tu obudził się we mnie kombinator. Jeśli nie można legalnie tworzyć wizerunków dzieła, ewentualny plagiat staje się bezkarny! Jak architekt udowodniłby, że skopiowano jego dzieło?
Postępowanie jest takie. Właściciele na podstawie fotografii doprowadzają do powstania kopii domu, po czym dokumentację niszczą, a przed sądem łapka w łapkę z budowniczymi idą w zaparte. Sąd orzeka, że nie ma plagiatu, skoro nie mógł być znany pierwowzór: wykaż pan, panie architekt, że kopiowali, to damy wiarę zarzutowi plagiatu. Tere-fere! .
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > na podstawie fotografii doprowadzają do powstania kopii domu, po czym dokumentację niszczą, a przed sądem łapka w łapkę z budowniczymi idą w zaparte. Sąd orzeka, że nie ma plagiatu, skoro nie mógł być znany pierwowzór: wykaż pan, panie architekt, że kopiowali, to damy wiarę zarzutowi plagiatu.To akurat wiem, jak to się robi, gdyż przypadkiem miałem przelotnie do czynienia z Ministerstwem Spraw Konsumenckich i Społecznych Kanady w kontekście uchwały o znakach The Trade Marks Act. Robi się to w ten sposób, że autor wybiera ze swojego dzieła pewne elementy, które uważa za kluczowe i oryginalne, np. określoną oryginalną kombinację pewnych elementów składowych. PSR mogłoby mieć swój znak, np. symbol nieskończoności umieszczony w środku wizerunku słoneczka z promieniami. Można zastrzec taką kombinację symboli (być może jest ona zbyt uboga, ale to dla tej dyskusji bez znaczenia), żeby nikt bez zgody PSR nie mógł takiego symbolu używać. Autor projektu architektonicznego mógłby w podobny sposób, oczywiście o wiele bardziej złożony, zdefiniować kilka kluczowych dla jego projektu kombinacji form i zastrzec je.
doku
|
|
4 na 4 barycki (7788 punktów) (zablokowany) | >celem jest ochrona praw podmiotowych > Może racjonalniej byłoby chronić przestrzeń publiczną przed własnością prywatną, gdyby jej podmiotowość nie śmierdziała tak mocno socjalizmem. Adam Barycki
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Może racjonalniej byłoby chronić przestrzeń publiczną przed własnością prywatną
Może jakiś przykład? Nie rozumiem tej idei.
doku
|
|
|  | 4 na 4 barycki (7788 punktów) (zablokowany) | >Nie rozumiem tej idei. > Miałem na myśli tylko to, że podmiotem poza osobą są też inne instytucje, choćby społeczeństwo i racjonalnie byłoby zachować równowagę między podmiotami. Każda preferencja uprzedmiatawia. Adam Barycki
|
|
| |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Miałem na myśli tylko to, że podmiotem poza osobą są też inne instytucje, choćby społeczeństwo
Podmiotowość ma swoje atrybuty, nie można nazywać podmiotem dowolnego abstrakcyjnego bytu czy podzbioru ludzi. Ponieważ nie jest to wątek filozoficzny, podam tylko zdawkowo niektóre atrybuty podmiotu.
1. Podmiot ma cel lub cele - można wskazać przedmiot spośród innych przedmiotów wyróżniony przez celową aktywność podmiotu jako cel
2. Podmiot ma narzędzia - można wskazać przedmiot spośród innych przedmiotów wyróżniony przez celową aktywność podmiotu jako narzędzie osiągania celu
3. Podmiot ma intencje - nie toczy się przez czas bezwładnie poddany wływom bodźców i zdarzeń, ale modyfikuje swoje reakcje i inicjuje swoją aktywność zgodnie z określoną koncepcją tej aktywności
4. Podmiot ma godność - broni swojej wolności, bezpieczeństwa, własności i zasłużonego miejsca w hierarchii podmiotów
5. Podmiot ma sądy - wartościuje byty pod wględem etycznym, logicznym i estetycznym
6. Podmiot jest w relacji z innymi pomiotami - komunikuje się, prezentuje swoje stanowisko, zawiera umowy itd.
Podmiotem może być np. społeczność lub państwo, ale ani społeczeństwo ani naród nie są podmiotami.
Podmiotem może być np. małżeństwo czy klan, ale rodzina naturalna nie jest podmniotem, nawet jeśli zdefiniować związki i granice pokrewieństwa.
Podmiotem może być np. określona zorganizowana mniejszość religijna, seksualna, etniczna lub rasowa, ale ani religia, ani dewiacja, ani grupa etniczna, ani rasa nie są podmiotami, nawet jeśli stanowią wyróżniające się getto w danym państwie.
doku
|
|
| | |  | 3 na 3 barycki (7788 punktów) (zablokowany) |
>Podmiotowość ma swoje atrybuty, nie można nazywać podmiotem dowolnego abstrakcyjnego bytu czy podzbioru ludzi. > Zgadzam się całkowicie. Pisząc "społeczeństwo" miałem na myśli faktyczną zbiorowość określoną stanem prawnym i zwyczajem. Mój błąd - skrót myślowy. Adam Barycki
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Może racjonalniej byłoby chronić przestrzeń publiczną przed własnością prywatną
Chodzi Ci więc o przestrzeń "publiczną" rozumianą jako własność jakiegoś podmiotu zbiorowego w rodzaju gminy, dzielnicy, miasta ..., który ma naturalne prawo, jak każdy podmiot, dysponować swoją własnością? Jeżeli tak, to owszem, może mieć sens, że racjonalnie myślące władze miasta zechcą wydać zgodę na wybudowanie w swoim mieście jakiegoś pomnika (domu) tylko pod warunkiem, że właściciele praw autorskich (architekci, rzeźbiarze, malarze...) rezygnują ze wszelkich roszczeń wobec podmiotów, które z przestrzeni publicznej miasta sfotografują, sfilmują, ... ten pomnik (dom) i wykorzystają tę kopię w swoim interesie bez naruszania sensu wymowy artystycznej dzieła.
Ale równie dobrze można wyobrazić sobie umową przeciwną, wynikającą z tego, że mieszkańcom miasta tak bardzo będzie zależało na jakimś pomniku, że miasto będzie musiało podpisać z autorem umowę, i chętnie ją podpisze, że każde wykorzystanie wizerunku pomnika zrobionego z przestrzeni publicznej miasta będzie podlegało rozliczeniu z autorem w taki sposób, że wszystkie korzyści osiągnięte przez jakikikolwiek podmiot muszą być oszacowane i wypłacone autorowi.
Zauważ, że w przypadku domu tego rodzaju umowy mogą być podpisane na cztery sposoby: umowa między miastem i właścicielem, miastem i architektem, właścicielem i architektem oraz umowa trójstronna - a każda z tych umów może zupełnie inaczej regulować zasady korzystania z przestrzeni prywatnej właściciela posesji i przestrzeni publicznej miasta. Nie zapominaj o fundamentalnej zasadzie równości (podmiotów) wobec prawa, z której wynika jednakowa swoboda w zawieraniu umów między podmiotami, niezaleźnie od tego, jaka jest natura podmiotów. Przestrzeń prywatna jest tak samo "ważna" jako własność, jak przestrzeń publiczna
doku
|
|
|  | 3 na 3 barycki (7788 punktów) (zablokowany) | >Nie zapominaj o fundamentalnej zasadzie równości (podmiotów) wobec prawa, z której wynika jednakowa swoboda w zawieraniu umów między podmiotami, niezaleźnie od tego, jaka jest natura podmiotów. Przestrzeń prywatna jest tak samo "ważna" jako własność, jak przestrzeń publiczna > "Rażące naruszenie zasad współżycia społecznego", taką formułę zawiera kodeks cywilny i wyklucza ona wszelkie zapisy wynikające z umowy wzajemnej, które ją naruszają. Umowa cywilna może zawierać wszystko, ale nie wszystko co jest w niej zawarte, może być chronione prawnie, a więc może być świstkiem papieru w znaczeniu prawnym. Adam Barycki
|
|
| |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >>Nie zapominaj o fundamentalnej zasadzie równości (podmiotów) wobec prawa, z której wynika jednakowa swoboda w zawieraniu umów między podmiotami, niezaleźnie od tego, jaka jest natura podmiotów. Przestrzeń prywatna jest tak samo "ważna" jako własność, jak przestrzeń publiczna >> >"Rażące naruszenie zasad współżycia społecznego", taką formułę zawiera kodeks cywilny i wyklucza ona wszelkie zapisy wynikające z umowy wzajemnej, które ją naruszają. Umowa cywilna może zawierać wszystko, ale nie wszystko co jest w niej zawarte, może być chronione prawnie
To oczywiste, "jednakowa swoboda" nie oznacza pełnej dowolności. Jednak sformułowanie "rażące naruszenie zasad współżycia społecznego" nie powinno oznaczać czegoś, co "razi" w sposób dowolny, ale powinno być jakoś rozumiane. Ponieważ nie jestem prawnikiem, nie mam pewności, jak w polskim prawie definiuje się "zasady współżycia społecznego" - jest to dla mnie fascynująco ciekawe zagadnienie, gdyż rozumienie tych zasad jest jedną z najsłabszych stron mojego racjonalnego myślenia - chyba nawet bym się nie podjął próby samodzielnego ich zdefiniowania, nawet tak na roboczo w takiej dyskusji.
Nawet nie wiem, czy polscy prawnicy rozumieją jakoś te zasady, czy tak tylko wpisali coś takiego do kodeksów, żeby dać władcom PRL taki polski "Paragraf 22". Jeżeli mam rację, to pewnie otworzę osobny wątek, w którym zaproponuję dyskusję i wspólne zdefiniowanie tych zasad.
doku
|
|
| | |  | 3 na 3 barycki (7788 punktów) (zablokowany) |
>Nawet nie wiem, czy polscy prawnicy rozumieją jakoś te zasady, czy tak tylko wpisali coś takiego do kodeksów, żeby dać władcom PRL taki polski "Paragraf 22". Jeżeli mam rację, to pewnie otworzę osobny wątek, w którym zaproponuję dyskusję i wspólne zdefiniowanie tych zasad. > Te zasady definiuje i wpływa na stosowaną praktykę Sąd Najwyższy, nie PRL-u, tylko Najjaśniejszej RP. Zapewniam Pana, że prawnicy doskonale rozumieją tę zasadę. Jeżeli jest Pan zwolennikiem tworzenia zasad prawnych na tym forum, to najlepszym narzędziem, będą komitety ludowe. Myślę, że i kucharek w nich nie zabraknie. Adam Barycki
|
|
| | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Zapewniam Pana, że prawnicy doskonale rozumieją tę zasadę. Jeżeli jest Pan zwolennikiem tworzenia zasad prawnych na tym forum, to najlepszym narzędziem, będą komitety ludowe.
Chyba zapomniał Pan, że mówimy o "zasadach współżycia..." czy jakoś tam, a nie o zasadach prawnych.
Wiem że to nieładnie tak mówić, ale nie wierzę Panu, że nasi prawnicy rozumieją te zasady. Mamy wybitnych polityków z tytułami profesorów prawa, którzy prawa nie rozumieją, nie mówiąc już o tych tam zasadach. Proszę polecić mi lekturę napisaną przez polskiego prawnika, w której te zasady są dobrze zdefiniowane, to Panu uwierzę.
doku
|
|
| | | | |  | 3 na 3 barycki (7788 punktów) (zablokowany) | >Chyba zapomniał Pan, że mówimy o "zasadach współżycia..." czy jakoś tam, a nie o zasadach prawnych. > "Rażące naruszenie zasad współżycia społecznego" jest kategorią prawną umieszczoną w KC, a więc mówimy o zasadach prawnych. Jak doskonale prawnicy rozumieją tę zasadę, świadczą najlepiej samochody którymi jeżdżą. Zawsze się zdarza, że roszczenia strony wynikające z umowy, a naruszające tę zasadę, są oddalane przez sąd. Tylko skomplikowane formalizmy, pozwalają czasem wygrać taką sprawę (mój prawnik potrafił wygrać kilka). Jeżeli jest Pan zainteresowany tą problematyką, proszę w wyszukiwarce internetowej wpisać "odsetki umowne". Znajdzie Pan trochę stron z komentarzami Sądu Najwyższego i interpretacjami profesorów prawa, również przykłady konkretnych rozstrzygnięć. (Odsetki umowne, to temat z przed dwóch lat, od 20.01.2006r. ustawodawca zlikwidował problem odsetek inną ustawą, ale to jest dobry przykład stosowania powyższej zasady). Adam Barycki
|
|
| | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Jeżeli jest Pan zainteresowany tą problematyką, proszę w wyszukiwarce internetowej wpisać "odsetki umowne".
A więc nie ma lektur, gdzie takie zasady są jasno i systematycznie zdefiniowane i objaśnione?
Tak myślałem.
doku
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 barycki (7788 punktów) (zablokowany) |
> A więc nie ma lektur, gdzie takie zasady są jasno i systematycznie zdefiniowane i objaśnione?> Tak myślałem.> Lepiej jest myśleć i to tak zdecydowanie, o tym, o czym się cokolwiek wie. Zasady prawne zawsze ostatecznie definiuje sąd. Jeżeli to Panu nie odpowiada, twórz Pan komitety rewolucyjne. A o literaturze na temat podstaw zasad prawnych dowie się Pan na każdym uniwersytecie. Na mnie Pan nie licz. Jest przykład jak na tym forum traktuje osoby przedstawiające materiały merytoryczne ( www.racjonalista.pl/forum.php/s,140259#w142961 www.racjonalista.pl/forum.php/s,140259#w142957 ). Nie zamierzam prowadzić merytorycznej dyskusji z osobami nie rozumiejącymi o czym rozmawiają. A drwić, zabraniają mi ich obrońcy, moderatorzy. Adam Barycki
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | >Zasady prawne zawsze ostatecznie definiuje sąd. Oj... Znów google zawiodły?
|
|
| | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >o czym się cokolwiek wie. Zasady prawne zawsze ostatecznie definiuje sąd. Jeżeli to Panu nie odpowiada, twórz Pan komitety rewolucyjne. A o literaturze na temat podstaw zasad prawnych dowie się Pan na każdym uniwersytecie. Na mnie Pan nie licz. Jest przykład jak na tym forum traktuje osoby przedstawiające materiały merytoryczne
Tak, wiem i rozumiem, ale co mi szkodziło spróbować. Nie udało się, trudno, jestem ignorantem i na razie pozostanę ignorantem, ale jakoś to przeżyję, że nie wiem, co to są "zasady współżycia... jakiego? znów zapomniałem jak to się nazywa".
Niestety, w ogólności popieram zasadę, że na takim portalu toczyć się powinno dyskusje, a nie powinno wykładać się innym jakiegoś przedmiotu.
Ake komitetów rewolucyjnych tworzyć nie będę, do tego mnie nie namówisz.
doku
|
|
| | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | co to znaczy "(zablokowany)"? - przeczytałem, odpowiedziałem, commitnęło z sukcesem
doku
|
|
2 na 2 | Miłosz (imię) (376 punktów) |
Przedstawiona sytuacja rzeczywiście jest absurdalna. Niemniej pełna ocena tego przypadku jest możliwa przy jego dokładniejszym poznaniu oraz przy poznaniu regulacji prawa autorskiego obowiązującej i funkcjonującej (orzecznictwo) we Francji.
I. Pewnie jest tam coś takiego jak dozwolony użytek chronionych utworów. Jest on wyłomem w monopolu prawnoautorskim (korzystanie z utworu i jego rozpowszechnianie), zbiorem tzw. licencji ustawowych i nie dopuszcza do powstawania kuriozalnych sytuacji. Może mieć charakter osobisty albo publiczny. Tutaj w grę wchodzi ta druga ewentualność. Jeżeli chodzi o przepisy polskiej ustawy (z 4 II 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, upa) to omawiany przypadek wyczerpywałby pewnie hipotezę normy, jaka wypływa z art. 33 pkt. 1) upa, zgodnie z którym wolno rozpowszechniać:
"utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku."
- zgodnie ze "słowniczkiem" ustawy (art. 6) utwór rozpowszechniony to utwór (za zezwoleniem twórcy - lex specialis stanowią przepisy o "licencji ustawowej") w jakikolwiek sposób udostępniony publicznie (pkt. 3) wymienionego artykułu). - należą tu przypadki utrwalania utworu architektonicznego przez fotografię i następnie udostępnianie tej fotografii nieoznaczonemu kręgowi odbiorców. - posługiwanie się fotografią budynku raczej z definicji wyklucza ten sam użytek. Może gdyby chodziło o pomnik, to wskazany przepis nie pozwalałby na rozpowszechnianie (bez zgody twórcy) np.: pocztówek okolicznościowych odnoszących się do postaci, wydarzenia itp., które uwiecznia pomnik, a więc mających tę samą "funkcję", ale to tylko moja dygresja.
Mowa była o tym, że strona, którą zamknięto, miała charakter niekomercyjny, a więc spełniony był - przynajmniej na gruncie polskiego prawa - warunek korzystania z ustawowej licencji.
Powyższe uwagi dotyczą relacji między wskazanym sposobem rozpowszechniania utworu a ochroną takiego utworu wynikającą z autorskich praw majątkowych. Majątkowe prawa autorskie są zwykle ograniczone w czasie, więc jeszcze to mogłoby tutaj wchodzić w grę.
II. Pozostaje jeszcze kwestia naruszenia autorskich praw osobistych. Najogólniej rzecz biorąc, chronią one osobistą więź twórcy z utworem. W polskiej ustawie ich treść określono w art. 16. Nie są ograniczone w czasie i po śmierci twórcy mogą być wykonywane oraz dochodzone (jeżeli nie wyraził on innej woli) przez osoby z jego rodziny (małżonek, w jego braku zstępni, w ich braku... bla bla bla...) albo odpowiednią organizację twórców (art. 78). Jeżeli na przykład zamysł twórców portalu i jego koncepcja artystyczna były sprzeczne z intencjami i koncepcją artystyczną architektów i portal publikując zdjęcia domków wykrzywił tą koncepcję, to mogłaby wchodzić w grę ochrona osobistych praw autorskich. Ochrona ta przypomina ochronę dóbr osobistych z Kodeksu cywilnego, nie ma zasadniczo charakteru majątkowego, polega głównie na odp. zobowiązaniach, jakie sąd nakłada na naruszyciela, niemajątkowe zobowiązania są niezależne od jego winy, przy jej stwierdzeniu wchodzić może w grę zadośćuczynienie (dodatkowo w przyp. krzywdy) lub zapłata odp. kwoty na odp. cel społeczny.
Tak to po mojemu i... po polsku wygląda, jak coś skopałem, proszę interweniować
Życie to taka potrawa, która każdemu inaczej smakuje, ale z której każdy zadowoliłby się chociażby okruszkami.
|
|
 | 1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
> Może gdyby chodziło o pomnik, to wskazany przepis nie pozwalałby na rozpowszechnianie (bez zgody twórcy) np.: pocztówek okolicznościowych odnoszących się do postaci, wydarzenia itp., które uwiecznia pomnik, a więc mających tę samą "funkcję" To chyba błędne podejście. Architektura staje się elementem krajobrazu, o czym każdy jej twórca od początku wie. Więc architekci, rzeźbiarze, ogrodnicy - i kto tam jeszcze - zawłaszczaliby krajobrazy? Bo idąc dalej - co z ubiorami od wielkich krawców? Tantiemy za wyjście z domu w garniturze? .
|
|
|  | 1 na 1 | Miłosz (376 punktów) |
No, ta teza jest wątpliwa, dlatego zaznaczyłem, że to "tylko moja dygresja"
Dzięki za ten komentarz. Trzeba by pogrzebać w komentarzach i orzecznictwie, jak rozumie się w praktyce pojęcie "tego samego użytku", czego nie uczyniłem. Prawo autorskie to ciekawy dział prawa.
Ja osobiście spotkałem się z nieco podobnym kazusem, który dotyczył ikebany wystawionej na jakimś konkursie florystycznym. Ktoś sfotografował tę ikebanę i zrobił z tego pocztówkę. Do autorki ikebany dotarł egzemplarz pocztówki i wytoczyła proces jej wydawcy, z tego co wiem, wygrany. Nie wiem jednak czy dotyczył ochrony autorskich praw osobistych, czy majątkowych. W porównaniu z taką ikebaną pomnik jest jednak rzeczywiście częścią krajobrazu i chyba dotyczą go trochę inne zasady.
Tantiemy, z tego co wiem, są związane z prawami pokrewnymi, do których należą pr. do artystycznych wykonań, fonogramów, wideogramów, nadań programów itp., więc raczej nie dotyczy utworów, jakimi mogłyby być wyroby krawieckie.
Pozdrawiam, Miłosz
PS.: kurcze, musiałem edytować swoją wypowiedź, bo siedzenie w podręcznikach nakłada końskie okulary i osłabia moją zdolność do "zwykłej" dyskusji na temat tego, co się w takich mądrych książkach wyczytało... :/
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > II. Pozostaje jeszcze kwestia naruszenia autorskich praw osobistych. Najogólniej rzecz biorąc, chronią one osobistą więź twórcy z utworem.
Wolałbym nie rozwijać tego tematu, dotyczy on w moim odczuciu innego prawa podmiotowego niż prawa autorskie w zakresie, jaki poruszyłem zaczynając ten wątek, mimo że w nazwie też mamy "autorskie prawo". Wątek ten dotyczy zagadnień ekonomicznych, jakby należnych dochodów z inwestycji autorskiej, ty zaś proponujesz zagadnienia czysto artystyczne, jak np. prawo do chrony dzieła przed wypaczeniem sensu, jak to bywa ze skracanymi dramatami czy scenariuszami pisanymi wg powieści. To też ciekawy temat, ale inny.
doku
|
|
|  | | Miłosz (376 punktów) |
Ok. Napisałem o tym, bo chyba tylko taka ochrona mogłaby we wskazanym przez Pana przypadku wchodzić w grę. Również wg mnie ochrona majątkowa w tej sytuacji byłaby absurdem.
Pozdrawiam, Miłosz
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|