Przejrzałem swoje posty i wywnioskowałem, że zaprezentowałem się jako piewca teologii wypracowanej w Wedach.Czas zatem aby rozprawic się z Paramatmanem

.
Poniżej przedstawiam główne założenia myśli "jogicznej" i jedziemy... niech katolicy odetchną z ulgą

Zatem:
1.Bóg - Bóg, który śni o Wszechświecie.Wszystko jest Bogiem.
2.Człowiek - Bóg, który zagubił się w ułudzie mayi i dąży - drogą nabywania doświadczeń z kolejnych inkarnacji - do uświadomienia sobie prawdy o swoim boskim pochodzeniu.Uświadomienie wyzwoli człowieka i pozwoli mu na nowo postrzegac siebie jako Boga.
3.Maya - "nie to" - opis Wszechświata obserwowalnego.Wszechświat nie istnieje, jest złudzeniem, "snem Boga".
4.Ananda - stan idealnego szczęścia, rozkosz Bytu. To nasza nagroda za odrzucenie doczesności i zjednoczenie się z Bogiem.Brak anandy powoduje, że człowiek jest istotą wiecznie poszukującą szczęścia.
5.Joga - droga do Boga.Zestawy przeróznych cwiczeń oddechowych.Oddech jest w szkołach jogi bardzo istotny.Kontrola oddechu to kontrola umysłu.Kontrola umysłu - to kontrola kreacji ułudy Wszechświata.Zaznaczam, żeby nie prowokowac - nie jedyna droga do Boga.Hinduizm jest tolerancyjny.Każdy realizuje Boga (nawet ateiści) - każdy na swój sposób.
6.Reinkarnacja i karma - zdobywanie doświadczenia, nauka.Człowiek okresowo przenosi swoją świadomośc wpierw ze świata obserwowalnego do astralnego.Powroty związane są z pragnieniami. Innymi słowy - człowiek wraca bo chce.Bytowanie w świecie astralnym to okresowa wędrówka świadomości kosmosie idealnym.Czyli człowiek w swiecie astralnym równiez umiera i przenosi się "wyżej" - do kosmosu Idei.Dalej już jest tylko zjednocznie z Bogiem.
Okay, teraz moje zastrzeżenia.
1.Wszystko jest Bogiem ... jednocześnie nic nim nie jest.Bo kamien to kamień, woda to woda, a debil to debil.
Kwestia zdolności postrzegania - powiedzą jogini.Dla jednych kamień to ciało jednolite, dla innych zbiór czastek elementarnych.
Co Wy na to?
2.Sprawa deklaracji - wybór z Bogiem czy z własnym "ja".
Otóż stwierdzam, że chcę umrzec i zjednoczyc się już teraz z Paramatmanem, odczuwac boską anandę.Nie podoba mi się świat obserwowalny i rezygnuję z dalszej edukacji.Słowem, Paramatmanie, przekonałeś mnie, że lepiej jest życ z Tobą w absolutnej anandzie niż w tym nieciekawym świecie.Niniejszym rezygnuję ze swojego "ja", żegnam sie z nim bez żalu.
Nic się nie dzieje.Dalej widzę Wszechświat.Nie zostałem oświecony , a powinienem.
To nie takie proste - odpowiedzą jogini - wymagane sa wiczenia i lata wyrzeczeń.
Co Wy na to?
3.Wszechświat nie istnieje, jest wytworem mojego umysłu.Okay, nie mam dowodu, że tak nie jest.W końcu to co empirycznie doświadczam, to tylko informacja elektryczna interpretowana w mózgu, który jest narzedziem umysłu.
Z drugiej strony - nie ma dowodu, że tak jest.Jeżeli Kosmos to moje wyorażnie, to wyobrażam sobie właśnie, że mam bardzo dużo forsy.Nic się dzieje.Dalej mam mało.
4. Boskie szczęście - jeżeli Bóg jest tak szczęsliwy, po co zagubił się w mayi tworząc człowieka.
itd...
Nie jestem związany emocjonalnie z hinuizmem ale stawiam się w roli adwokata mniejszości.Zatem bedę polemizował i ze zwolennikami hinduizmu i z przeciwnikami.
Zapraszam do dyskusji - ucieszmy katolików racjnalną krytyką orientalnej teologii
