Racjonalista - Strona głównaDo treści
Wolna wola nie istnieje

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
27-05-2005 16:39HaribuWolna wola nie istnieje
Ehh...
Ponieważ mój wcześniejszy wątek jakoś tak bezpłodnie wygasł, a niestety nie ma tutaj mechanizmu umieszczania aktywnych wątków na początku, postanowiłem zacząć go do nowa. Mam nadzieję, że moderator się nie obrazi. Postaram się zacząć troszkę wyraźniejszym zagajeniem, by każdy dokładnie wiedział z czym ewentualnie polemizować.
Moja teza brzmi:
Wolna wola (rozumiana jako ludzka zdolność do podejmowania samodzielnych decyzji) dla naukowego racjonalisty nie może istnieć.
Co Państwo o tym sądzą?
pozdr.
Haribu

Haribu
Hmm...
Może jeszcze wyjaśnię dlaczego tak uważam.
Otóż racjonalista, przynajmniej spod znaku takich stron jak ta, jest generalnie przekonany, że wszystko co odbierają nasze zmysły da się wyjaśnić naukowo. [Pan Mariusz Agnosiewicz: "Jestem przekonany, że wszelkie "objawienia", zjawy i urojenia, bez względu czy chodzi o "boga" czy "ufoludki" można wyjaśnić naukowo. Jeśli na razie u nas tutaj nic szczegółowo nie pisaliśmy o wyjaśnieniu tego co stało się w Fatimie, to nie znaczy, że ta było coś boskiego, ani też, że nie napiszemy o tym za jakiś czas..." w: www.racjonalista.pl/index.php/s,35/d,1955 ] Wyjaśnić naukowo to pokazać naturalny mechanizm i naturalny łańcuch przyczyn i skutków, które doprowadziły do badanego zjawiska, a następnie go powtórzyć raz na zawsze obalając jego "cudowność". Kwestią czasu pozostaje więc dla racjonalisty wyjaśnienie także naszych zachowań, od najważniejszych decyzji po najdrobniejsze zachcianki. Już teraz mówi się o genach Boga, altruizmu, chciwości, lenistwa i wielu innych cech ludzkich, które uważaliśmy dotąd za nasze wybory. Swoje trzy grosze do determinizmu dokładają jeszcze środowiskowcy lansujący przemożny wpływ warunków naszego dorastania i życia na nasze myśli, słowa i działania. Nic się nie dzieje bez przyczyny - nawet miłość powoli staje się tylko procesem chemicznym. Wszystko jest wynikiem niezliczonych konfiguracji okoliczności, sił, mechanizmów, przypadków i matematycznych wzorów. Zaś to co uważamy obecnie za wolną wolę jest po prostu jednym z ogniw w łańcuchu, tylko powodowanym tak przeogromną liczbą czynników, których w większości nawet sobie nie uświadamiamy, że sprawia wrażenie jakbyśmy to my decydowali o sobie i świecie wokół nas.
Nie chcę tu rozwodzić się nad wizjami obliczania przyszłości, bo to wg mnie kwestia, którą ze względu komplikacji podjąć będziemy mogli może za jakieś 1000 lat. Pozostawmy przyszłość i zastanówmy się nad przeszłością. Czy byliśmy w niej podmiotami, czy może byliśmy i wciąż jesteśmy przedmiotami? Gdzie racjonalista znajduje miejsce dla ludzkiej wolnej woli?
Patuszkin (2279 punktów)
To ciekawy problem. Rzeczywiscie kiedy spoglądam na swoją przeszłość dostrzegam, że moje zachowania były uwarunkowane takimi-to-a-takimi czynnikami, natomiast kiedy spoglądam w przyszłość odnoszę wrażenie, że potrafię samodzielnie dokonywać wyborów.
Czy istnieje tutaj jakaś sprzeczność?
Jeśli ktoś definiuje wolną wolę jako wolę nieuwarunkowaną niczym, czyli jako przyczynę, która nie posiada przyczyny, wtedy ma problem, bo zjawisko wolnej woli nie podlega już poznaniu rozumowemu. Wolna wola staje się irracjonalna.

Słusznie zauważyłeś, że to zjawisko można badać z dwóch perspektyw, które trudno do siebie zredukować. Można rozumieć ludzkie wybory "od zewnatrz" czyli np. kiedy jest niezaangażowany obserwator, który poszukuje przyczyn dla zachowań obserwowanych jednostek.
Istnieje też perspektywa "od wewnątrz", kiedy jesteś podmiotem działania. I wtedy możesz odnosić wrażenie, że są pewne czynniki uczuciowe i rozumowe, które skłaniają cię ku określonym wyborom, ale ostatecznie ty jako podmiot decydujesz. Innymi słowy podejmujac decyzję sam siebie determinujesz. I ten moment autodeterminacji można nazwać wolnością.

Sądzę, że sprzeczność pomiedzy różnymi opiniami wynika stąd, że można spoglądać na fenomen woli z dwóch perspektyw. Dobrze to wyraził Kant, kiedy mówił, że od zewnatrz człowiek jest częscią królestwa natury i jako taki musi podlegać prawidłowościom natury. Natomiast w przeżyciu wewnętrzym jest cześcią królestwa ducha. Tutaj on jest podmiotem działania i dokonuje wyborów. Jak te dwie możliwości pogodzić?

Czy jest mozliwość żeby tak postawiony problem rozwiązać? Jak sądzisz Haribu?

Piotrek Patucha
scorp

Pozwólcie panowie,

Wolna wola (w postępowaniu człowieka, jako zdolność dokonywania arbitralnych, niczym nie uwarunkowanych wyborów), jest faktem obserwowanym w wielu sytuacjach; sprawdź to grając w warcaby: możesz zagrać tak albo siak, jak sam chcesz. Skutki będą raz dodatnie raz ujemne, a czasami bez znaczenia dla wyniku gry. Kto twierdzi, że człowiek nie ma wolnej woli, niech zagra w warcaby i sam zobaczy.

Zostaliśmy wyposażeni w wolną wolę w procesie ewolucyjnym jako zdolność niezbędną w eksploracji nieprzewidywalnego środowiska, margines na jego zmienność i element niezbędny ze względu na specyfikę działania mózgu. Niezbędny margines, luz w przegubach, bez którego żaden mechanizm nie pojedzie.
Marcin (187 punktów)

>Wolna wola (w postępowaniu człowieka, jako zdolność dokonywania arbitralnych, niczym nie uwarunkowanych wyborów), jest faktem obserwowanym w wielu sytuacjach; sprawdź to grając w warcaby: możesz zagrać tak albo siak, jak sam chcesz. Skutki będą raz dodatnie raz ujemne, a czasami bez znaczenia dla wyniku gry. Kto twierdzi, że człowiek nie ma wolnej woli, niech zagra w warcaby i sam zobaczy.
Ktoś dobrze grający w warcaby nie wykona "dowolnego" ruchu, ale taki, który w danym momencie mu się opłaca i pozwoli na wygraną. Chyba, że woli przegrać. Ale wtedy chęć wygrania czy przegranej też jest czymś zmotywowana.

Stanrom (259 punktów)
>>Zostaliśmy wyposażeni w wolną wolę w procesie ewolucyjnym jako zdolność niezbędną >>w eksploracji nieprzewidywalnego środowiska, margines na jego zmienność i element >>niezbędny ze względu na specyfikę działania mózgu. Niezbędny margines, luz w >przegubach, bez którego żaden mechanizm nie pojedzie.

Co w takim razie powiesz na "wolną wolę" u wszystkich innych żywych istot? Czy zatem uprawnione jest twierdzenie, że w wolną wolę został wyposażony tylko człowiek? A jeżeli tak, to co z jego zwierzęcymi przodkami?
Czy "wolnej woli" nie należałoby wiec potraktować jako zespół zakodowanych odruchów i zachowań uzależnionych od wewnętrznych i zewnę trznych bodźcow?
A jeżeli tak jest, to gdzie tu "wolna wola"? Nie wiem co o tm myśleć.
Stanisław
nicram79 (460 punktów)
Ja już na ten temat pisałem, ale krótko napiszę jeszcze raz. Zgadzam się z Tobą. Z punktu widzenia nauki (takiego sposobu patrzenia na świat, jaki przyjmują naukowcy), wolna wola istnieć nie może. Natomiast w życiu codziennym oczywiście w nią wierzę. No cóż - ewolucja i kultura widać tak ukształtowały mój umysł, że muszę wierzyć, przynajmniej jeśli mam zachować zdrowie psychiczne .
dajmonion (3663 punktów)

>Otóż racjonalista, przynajmniej spod znaku takich stron jak ta, jest generalnie >przekonany, że wszystko co odbierają nasze zmysły da się wyjaśnić naukowo.
>Kwestią czasu pozostaje więc dla racjonalisty wyjaśnienie także naszych zachowań, od >najważniejszych decyzji po najdrobniejsze zachcianki.
Potrzeba ostrożności przy formułowaniu takich wniosków. To prawda, że dysponujemy kilkoma modelami teoretycznymi, które przy pomocy pojęć naukowych wyjaśniają wiele motywów naszego postępowania. Mam na myśli np: socjologię, psychologię czy biologię molekularną.
Mamy do nich zaufanie i słusznie. Ich sukcesy kształtują w nas przekonanie, że w przyszłości wszystkie aspekty ludzkiego zachowania zostaną wyjaśnione. Pokusa wysnucia takiego wniosku jest przeogromna. Takie myślenie samo się narzuca. A jednak popełnilibyśmy błąd gdybyśmy to przeświadczenie potraktowali jako tezę a nie hipotezę. Rozumowanie indukcyjne prowadzi do uogólnień, które ostatecznie mogą okazać się fałszywe.
dajmonion
Teresa
Moi drodzy Haribu, Nicram79

z przyjemnością mogę napisać, że nie macie racji. Oto moje uzasadnienie.

"Bycie wolnym" oznacza, że "mogę", ale również, że "mogę inaczej", innymi słowy, że mam zdolność (niezbędną siłę) do podjęcia decyzji.
Owo "mogę" jest świadomością mocy woli. Im większą mam moc tym mam większy wybór. Dlatego wola czyni wolnym!

Przecież na teorii wolności opiera się cała wiara w ludzi. Podam prosty przykład.

Mąż wierzy, że jego żona jest na tyle wolna, że podczas jego nieobecności nie ulegnie impulsom i pokusom i go nie zdradzi (bo będzie potrafiła się im oprzeć). To czy tak się stanie zależy od mocy woli zony, ale również od jej mocy wolności chcenia. Czy żona ma taką moc, żeby po pierwsze chcieć być wierną, a po drugie czy ma moc żeby podjąć taką decyzję w trudnym momencie? Jeżeli ma moc, żeby chcieć być wierną to pozostaje nierozstrzygniętą kwestią czy rzeczywiście zechce być wierną? A jeżeli jest w stanie podjąć decyzje, ze nie zdradzi męża, to nadal pozostaje nierozstrzygnięte czy taką decyzję podejmie.
Co więcej wg mnie moc woli można nawet kształtować i zwiększać.

Zgadzam się z Piotrkiem Patuszkinem, że te przeciwieństwa pomiędzy determinizmem a tezą o wolności wynikają z odmienności stanowiska, jakie przyjmujemy w rozważaniach:

-czy proces podejmowania decyzji rozważamy "od zewnątrz" w sposób odtwórczy w czasie przeszłym, jako przebieg zdarzeń, które już przeszły, i które "rozbieramy" na części,

czy też:

- proces podejmowania decyzji rozważamy w sposób twórczy przenosząc się we właśnie chcącego i działającego człowieka, który właśnie stoi przed decyzją. W człowieku tym dopiero coś "staje się".
Na przykład gdyby istniał człowiek, który postanowiłby sobie, ze będzie zawsze postępował w sposób prawy i zawsze niezależnie od okoliczności potrafiłby się tak zachować to wg mnie taki człowiek jest super wolny.

Przy tym pierwszym "odtwórczym" sposobie patrzenia kompletnie nie jest brany pod uwagę rozstrzyganie. Tylko wynik procesu rozstrzygania jest brany już jako coś "gotowego" i powiązywany warunkowo (następnik, poprzednik) z innymi procesami.

Pozdrawiam
nicram79 (460 punktów)
>z przyjemnością mogę napisać, że nie macie racji. Oto moje uzasadnienie.
>"Bycie wolnym" oznacza, że "mogę", ale również, że "mogę inaczej", innymi słowy, że mam zdolność (niezbędną siłę) do podjęcia decyzji.
>Owo "mogę" jest świadomością mocy woli. Im większą mam moc tym mam większy wybór. Dlatego wola czyni wolnym!

Nie rozumiem tego fragmentu. Czym miał by być ta "siła" czy "moc" ? . I czy jest to siła czy świadomość ?

>Przecież na teorii wolności opiera się cała wiara w ludzi. Podam prosty przykład.
>Mąż wierzy, że jego żona jest na tyle wolna, że podczas jego nieobecności nie ulegnie impulsom i pokusom i go nie zdradzi (bo będzie potrafiła się im oprzeć). To czy tak się stanie zależy od mocy woli zony, ale również od jej mocy wolności chcenia. Czy żona ma taką moc, żeby po pierwsze chcieć być wierną, a po drugie czy ma moc żeby podjąć taką decyzję w trudnym momencie? Jeżeli ma moc, żeby chcieć być wierną to pozostaje nierozstrzygniętą kwestią czy rzeczywiście zechce być wierną? A jeżeli jest w stanie podjąć decyzje, ze nie zdradzi męża, to nadal pozostaje nierozstrzygnięte czy taką decyzję podejmie.

Właśnie dlatego w codziennym życiu wierzymy w wolną wolę. Ale nauka różni się od życia codziennego i często musi odrzucać nasze potoczne widzenie świata żeby realizować swoje cele.

>Zgadzam się z Piotrkiem Patuszkinem, że te przeciwieństwa pomiędzy determinizmem a tezą o wolności wynikają z odmienności stanowiska, jakie przyjmujemy w rozważaniach:
>-czy proces podejmowania decyzji rozważamy "od zewnątrz" w sposób odtwórczy w czasie przeszłym, jako przebieg zdarzeń, które już przeszły, i które "rozbieramy" na części,
>czy też:
>- proces podejmowania decyzji rozważamy w sposób twórczy przenosząc się we właśnie chcącego i działającego człowieka, który właśnie stoi przed decyzją. W człowieku tym dopiero coś "staje się".

Tylko nauka, która szuka falsyfikowalnych empirycznie (czyli "zewnętrznie") reguł, nie może przyjąć perspektywy "wewnętrznej".

>Na przykład gdyby istniał człowiek, który postanowiłby sobie, ze będzie zawsze postępował w sposób prawy i zawsze niezależnie od okoliczności potrafiłby się tak zachować to wg mnie taki człowiek jest super wolny.

A może byłby niewolnikiem swoich postanowień, których nie miałby możliwości zmieniać ?

>Przy tym pierwszym "odtwórczym" sposobie patrzenia kompletnie nie jest brany pod uwagę rozstrzyganie. Tylko wynik procesu rozstrzygania jest brany już jako coś "gotowego" i powiązywany warunkowo (następnik, poprzednik) z innymi procesami.

Rozstrzyganie jest brane pod uwagę. Ale jest brane pod uwagę jako pewien realnie zachodzący proces, który można badać i który jest determinowany różnymi innymi procesami i stanami. A nie coś co nie podlega żadnym dającym się zbadać regułom.

Pozdrawiam
Teresa
>Nie rozumiem tego fragmentu. Czym miał by być ta "siła" czy "moc" ? . I czy jest to siła czy świadomość ?

"Być wolnym" ma dwojaki sens:
1. mieć bezpośrednią świadomość że mogę podjąć decyzję, mieć bezpośrednią świadomość wyboru (tzw. świadomośc mocy woli),
2. zdolność do podjęcia decyzji tj. "mam niezbędną siłe", "potrafię".

Świadomośc, że mogę wybierać jest czymś odrębnym w stosunku do zdolności do dokonania wyboru.

>Tylko nauka, która szuka falsyfikowalnych empirycznie (czyli "zewnętrznie") reguł, nie może przyjąć perspektywy "wewnętrznej".

Nauka, która patrzy "zewnętrznie" nie może niczego dowieść przeciwko zjawisku wolności.
Możemy się łudzić co do każdego konkretnego przypadku wolności, mówiąć, ze to iluzja (że motywy są ukryte) : ale w tym "złudzeniu" tkwi to że wolność istnieje. Zaraz to rozwinę.

>Rozstrzyganie jest brane pod uwagę. Ale jest brane pod uwagę jako pewien realnie zachodzący proces, który można badać i który jest determinowany różnymi innymi procesami i stanami. A nie coś co nie podlega żadnym dającym się zbadać regułom.

Problem w tym, że nauka patrząca od "zewnątrz" nie jest w stanie empirycznie dowieść, że decyzja danej osoby (mającej świadomość możliwości wyboru), wynikła jednoznacznie z przeszłych przeżyć a nie wynikła w sposób bezpośredni z samej świadomości możliwości wyboru.

Masz przed sobą tylko łańcuch procesów i stanów, ale tak naprawdę nie wiadomo w jakiej mierze przebieg tych procesów jednoznacznie wynika z (przeszłych) przeżyć osoby (tj. poprzednich stanów i procesów), a w jakiej mierze z bezpośredniej świadomości możliwości wyboru (czyli mocy woli) i zasad etycznych.

Łańcuch decyzji i postępowanie człowieka wolnego jest bardziej zrozumiały od "wewnątrz" ale trudniej wyjaśnialny "od zewnątrz" gdyż musimy uwzględnić indywidualność tego człowieka, a łańcuch człowieka zniewolonego i wiedzionego ludzkimi popędami może dać się lepiej wyjaśnić od "zewnątrz" (za pomocą praw natury ), ale jest mniej zrozumiały (bardzo pogmatwany) "od wewnątrz".

Generalnie uważam, że aby poznać istotę wolnej woli trzeba uzyć metody rozważań fenomenologicznych, które pozwalają na wchodzenie "od wewnątrz" i metafizyki, ponieważ dla nauk patrzących "od zewnątrz" jest ona nieuchwytna, ale to, ze jest nieuchwytna nie oznacza, że nie istnieje.

Pozdrawiam
nicram79 (460 punktów)
>"Być wolnym" ma dwojaki sens:
>1. mieć bezpośrednią świadomość że mogę podjąć decyzję, mieć bezpośrednią świadomość wyboru (tzw. świadomośc mocy woli),
>2. zdolność do podjęcia decyzji tj. "mam niezbędną siłe", "potrafię".
>Świadomośc, że mogę wybierać jest czymś odrębnym w stosunku do zdolności do dokonania wyboru.

Ok.

>>Tylko nauka, która szuka falsyfikowalnych empirycznie (czyli "zewnętrznie") reguł, nie może przyjąć perspektywy "wewnętrznej".
>Nauka, która patrzy "zewnętrznie" nie może niczego dowieść przeciwko zjawisku wolności.
>Możemy się łudzić co do każdego konkretnego przypadku wolności, mówiąć, ze to iluzja (że motywy są ukryte) : ale w tym "złudzeniu" tkwi to że wolność istnieje. Zaraz to rozwinę.

Moim zdaniem nauka zakłada od początku, że coś takiego nie istnieje, więc siłą rzeczy nie może tego dowieść (w znaczeniu: podać silne argumenty za czymś). To są jej wstępne założenia a nie coś czego można dowodzić.

>>Rozstrzyganie jest brane pod uwagę. Ale jest brane pod uwagę jako pewien realnie zachodzący proces, który można badać i który jest determinowany różnymi innymi procesami i stanami. A nie coś co nie podlega żadnym dającym się zbadać regułom.
>Problem w tym, że nauka patrząca od "zewnątrz" nie jest w stanie empirycznie dowieść, że decyzja danej osoby (mającej świadomość możliwości wyboru), wynikła jednoznacznie z przeszłych przeżyć a nie wynikła w sposób bezpośredni z samej świadomości możliwości wyboru.
>Masz przed sobą tylko łańcuch procesów i stanów, ale tak naprawdę nie wiadomo w jakiej mierze przebieg tych procesów jednoznacznie wynika z (przeszłych) przeżyć osoby (tj. poprzednich stanów i procesów), a w jakiej mierze z bezpośredniej świadomości możliwości wyboru (czyli mocy woli) i zasad etycznych.

Świadomość (w pewnym nie metafizycznym rozumieniu) i zasady etyczne też są zjawiskami które można badać.

>Generalnie uważam, że aby poznać istotę wolnej woli trzeba uzyć metody rozważań fenomenologicznych, które pozwalają na wchodzenie "od wewnątrz" i metafizyki, ponieważ dla nauk patrzących "od zewnątrz" jest ona nieuchwytna, ale to, ze jest nieuchwytna nie oznacza, że nie istnieje.

Ok. Można wierzyć że istnieje, ale z nauką nie ma to nic wspólnego.

Teresa
>Ok. Można wierzyć że istnieje, ale z nauką nie ma to nic wspólnego.
>

Równie dobrze można powiedzieć, że przenoszenie do psychiki ludzkiej metodologii z fizyki (determinizmu) jest bezpodstawne.

Wolna wola jest w końcu faktem, którego każdy z nas jest bezpośrednio świadomy.
Zadaniem filozofa jest nie przeczyć takim faktom, ale je wyjaśniać.
Stanrom (259 punktów)
>Moi drodzy Haribu, Nicram79
>z przyjemnością mogę napisać, że nie macie racji. Oto moje uzasadnienie.
>"Bycie wolnym" oznacza, że "mogę", ale również, że "mogę inaczej", innymi słowy, że mam zdolność (niezbędną siłę) do podjęcia decyzji.
>Owo "mogę" jest świadomością mocy woli. Im większą mam moc tym mam większy

Moim zdaniem jest to tylko pozorna pewność, że to ja podejmuję decyzję zgodną z moją wolą. Czyż nie może być tak, że podjęcie decyzji wynikło z przyczyn z góry zdeterminowanych, uzależnionych od zakodowanych w nas odruchów i wpojonych nam norm zachowań? A zatem, czy naszych zachowań nie należałoby potraktować raczej jako wynik pewnego programu, wciąż zmienianego, ale jednak tylko programu?
Stanisław
Teresa
>Moim zdaniem jest to tylko pozorna pewność, że to ja podejmuję decyzję zgodną z moją wolą. Czyż nie może być tak, że podjęcie decyzji wynikło z przyczyn z góry zdeterminowanych, uzależnionych od zakodowanych w nas odruchów i wpojonych nam norm zachowań?

Ale właśnie w tej "pozornej pewności, że to ja podejmuję decyzję zgodną z moją wolą" , którą każdy z nas odczuwa, jest zawarta wolna wola.

Nie mówiąc już o tym, że gdybyśmy nie mieli takiej "pewności" to zupełnie obce byłoby nam również z poczucie przymusu.

Pozdrawiam

lipschitz (1674 punktów)
Zrobić krok dalej w tym temacie, to zapytać czy rzeczywiście wszystko ma swoją wartość a nasze życie ogranicza się jedynie do poruszania się pomiędzy tym, co korzystne i tym, co niekorzystne? Jeżeli posiadamy miarę, a następnie wszystko mierzymy według tej miary, to w tym miejscu wolności z pewnością nie znajdziemy, będziemy zależni od tego, co najwartościowsze, a wybory ograniczą się co najwyżej do sytuacji, kiedy zabraknie nam informacji dotyczących potencjalnych korzyści - jak w tym przykładzie z warcabami: gracz porusza się dosyć swobodnie, ponieważ nie posiada informacji dotyczącej najkorzystniejszego pierwszego ruchu. Ale i w tym przykładzie łatwo zauważyć, że im gra staje się bardziej przewidywalna, tym "wolność" gracza maleje, kiedy może zrobić akcję na zbicie 2 pionków lub jednego to oczywiście robi tą pierwszą (chyba, że przeciwnikiem jest jego szef, wtedy wybiera także najkorzystniejszy wariant )

Miarą o której wcześniej wspomniałem jest rzecz jasna informacja, źródłem tej informacji zaś może być doświadczenie lub na przykład nauki rodziców, kościoła, szkoły itd. Kiedy nie ma informacji pojawia się namiastka "wolności", kiedy jednak już jest informacja, pozostaje wybrać najkorzystniejszą opcję, czyli najwartościowszą. Nie twierdzę jednak, że ignorancja jest prawdziwą namiastką wolności, a jedynie tyle, że dopiero wtedy podjęte działania nie wydają się tak silnie zdeterminowane . Nie wydają się też takie, kiedy istnieje wiele równoważnych sposobów osiągnięcia tej samej korzyści, ale w ogóle odnoszę wrażenie, że ten brak wiedzy lub równoważność informacji stał się nadzieją na wolność - według mnie to błędne rozumowanie.

Wiem, że racjonaliści nie lubią, kiedy stawia się ich w jednym szerego z ludźmi wierzącymi, ale trudno Chodzi mi o to, że dla naukowca, ateisty lub osoby wierzącej ważna jest informacja. Ateiści mają pretensje do wierzących o jakość tej informacji, i pewnie słusznie, ale w tym względzie można według mnie jednak stwierdzić, że generalnie tu, czy gdzie indziej, ważna stała się informacja, np. ktoś dowiedział się, że ma chodzić do kościoła, a ktoś samodzielnie odkrył, że powinien raczej znaleźć sobie inne wartości. Są to informacje i te informacje stają się punktami odniesienie przy późniejszych podejmowanych decyzjach. Chcę powiedzieć, że każdy na swój subiektywny sposób jest uwarunkowany przez to, co wie, że to co wie, jest w dużej mierze sklasyfikowane i pewne informacje mają priorytet.

Dla intelektu wolność musi być czymś irracjonalnym, tak jak już to zostałe tu wspomniane, ale według mnie wcale nie dlatego, że nie istnieje, może istnieć, jedynie intelekt, który nie umie inaczej funkcjonować niż poprzez korzyści i straty, nie jest w stanie sobie tego wyobrażać. Intelekt może przyjąć różne wartości (np. w różnych częściach świata), może uważać, że to a to jest bardzo dobre dla niego, ale generalnie jest zawsze we władaniu informacji jakie zawarł w sobie, w swojej pamięci, może to być 10 przykazań, jakaś wolnościowa idea, też doświadczenia życiowe itp.

Zapytam: czy rzeczywiście jesteśmy tylko tym, czym jest nasz intelekt? Fakt, że się z tym utożsamiamy, ale czy to rzeczywiście my, że to wszystko co wiemy o życiu, w co wierzymy, a co de facto stanowi naszą bazę informacyjną to my? Według mnie wygląda to trochę trywialnie, jestem Polakiem, bo się urodziłem tutaj, ale rodząc się tam jestem Rosjaninem, albo rodząc się w Indiach Krisna jest moim Bogiem. Ponieważ jestem tu, a nie np. w plemieniu dzikiej Afryki, chodzą do szkoły, kończę dobrą uczelnię itd. Jednak ani tu, ani tam, ani w czasach przeszłych nie umiem się wyłamać ze schematu - jestem mniej więcej tym, co mnie otacza oraz doświadczeniem jakie mnie w tym otoczeniu spotkało. Nie widzę tu wolności, ale ujrzałbym ją w czlowieku, który się zdystansował, nie względem jakiejś konkretnej idei, ale względem całego tego procesu intelektualnego, tych wszystkich informatycznych zależności. Nie uważam, że informacja jest zła, nic z tych rzeczy, chodzi mi cały czas jedynie o to, że nie ma w niej wolności, że wszędzie gdzie pojawia się informacja i zostaje ona uznana za istotną - wolność nie istnieje.

Szukam więc wolności poza intelektem, nie dlatego, że jest tam z całą pewnością, ale dlatego, że tylko tam może być i pytam wtedy samego siebie, czy jestem rzeczywiście tylko tym co myślę i co wiem? Bo jeśli tak, to wolności nie ma, jedynie mniej lub bardziej wygodna niewola (mówi się trudno, jeżeli tak jest ) Zaczynam badać to z innej strony, pytam się np. o to, co jest najpierw? Najpierw jest doświadczenie, które ciało ma zdolność odebrać, potem dopiero informacja. Są więc pewne liche nadzieje, że intelekt to nie wszystko, np. mając uszkodzony fizycznie mózg mogę nie zapamiętywać przeszłych chwil i nadal jednak żyć. Ale cały czas to małe nadzieje. Moje ciało, jego komórki są także mocno zdeterminowane na określony typ informacji, już sam ten fakt może znaczyć, że nawet nowe doświadczenia są uwarunkowane przez potrzeby ciała, nadzieja przygasa. Nie ma wolności? Co jest irracjonalne z punktu widzenia intelektu? Według mnie to, co uzna on za stratę, a jednak tak postąpi, ale znowu może postąpił tak, bo miał informację,że coś jest lepsze, tylko np. wyparł się jej.

Podusumuję, bo jest ograniczenie Myślę, że nie trzeba kogoś pytać o wolność, ale sprawdzić czy stać nas na "irracjonalne" zachowanie, np. wybór 1 zł, zamiast 100zł, albo nie dokonanie wyboru w ogóle, ot tak, dla eksperymentu, by dowiedzieć się, czy można wyrwać się z pęt informacyjnego kręgu, czy może jednak nie można, ale nie w sytuacji, kiedy nic nie wiemy, lub znamy wiele sposobów, lecz właśnie wtedy, kiedy wiemy bardzo dokładnie, co będzie dobre dla nas. Większość ludzi twierdzi, że np. niemożliwym jest być wolnym od kulturowego dziedzictwa, ale to także informacja jaką się kierują - nie można, to nie uwolnią się przecież. I co się zdarza, kiedy informacja, wartość zostanie uziemiona? Jest, ale umysł nie sięga po nią?
Haribu
>Dobrze to wyraził Kant, kiedy mówił, że od zewnatrz człowiek jest częscią królestwa natury i jako taki musi podlegać prawidłowościom natury. Natomiast w przeżyciu wewnętrzym jest cześcią królestwa ducha. Tutaj on jest podmiotem działania i dokonuje wyborów. Jak te dwie możliwości pogodzić?
>
Ja bym powiedział, że królestwo ducha nie istnieje, a jeśli już to w postaci królestwa psychiki, które też polega mechanizmom przyczynowo-skutkowym.

--------------------------

Jeśli chodzi o warcaby to nie sądzę by był to przykład na wolną wolę. Aby obalić ten argument wystarczy, że przedstawię kompletny łańcuch przyczynowo-skutkowy od ruchu wstecz. OK

Przyjrzyjmy się sytuacji kiedy pierwszy gracz dokonuje "wyboru" pierwszego ruchu. Z pozoru każdy powie, że jest wolny i może zrobić co zechce (w ramach reguł ma się rozumieć). Ale zapytajmy się tego gracza:

Dlaczego ruszyłeś się (powiedzmy) z pola H6 na G5. Co on może powiedzieć?
1. "Ruszyłem się tam: od niechcenia"
[Jeśli tak to nie dokonał wolnego wyboru, tylko poszedł za pierwszym lepszym impulsem, posłuchał instynktu tak jak robią nieświadome niczego zwierzęta.]

2. "Ruszyłem się tam: bo wybrałem strategię, w której taki musi być mój pierwszy ruch"
[Tutaj nie mamy już do czynienia z bezmyślnym zwierzęciem, które idzie ślepo za instynktem. Ale czy mamy wolną wolę? Sprawdźmy.]

Dlaczego postanowiłeś wybrać strategię zamiast grać na początku od niechcenia?
2a. "Bo uznałem, że to wyjście lepsze"
[Wybranie lepszego wyjścia to nie jest wolna wola tylko instynktowna reakcja zwierząt zdolnych do minimalnej inteligentnej dedukcji. Zwierzęcy instynkt też wskazuje lepsze wyjścia w oparciu o informacje w danej chwili dostępne. Jeśli małe zwierzątko stanie oko w oko z drapieżnikiem, to też zareaguje ucieczką w las, a nie na przykład na otwartą przestrzeń, jeśli jego warunki fizjologiczne i warunki drapieżnika dadzą więcej szans na przetrwanie ofiary w lesie. A jak np. zobaczymy mysz na środku pokoju to ona nie pobiegnie nam między nogami tylko ucieknie do najbliższej dziury w ścianie.]

Dlaczego postanowiłeś wybrać właśnie tą strategię, a nie inną?
2b. "Bo uznałem, że ta jest najlepsza" [Wciąż brak wolnej woli - tylko reakcje]

Dlaczego nie wybierzesz lepszej strategii?
2c. "Bo lepszej nie znam" [Zwierzęta też wybierają optymalne wyjścia ale tylko spośród wyjść im znanych]

A załóżmy, że wybrał słabą strategię, choć znał lepsze:
Dlaczego wybrałeś słabą strategię, choć znasz lepsze?
3. "Bo chcę się sprawdzić w tej"

Dlaczego chcesz się sprawdzić w słabej strategii?
3a. "Bo w tych dobrych już wielokroć wygrywałem, a sprawdzane się w słabych podwyższy moje umiejętności." [Brak wolnej woli - tylko reakcja polegająca na wyborze optymalnej drogi]

I tak można ciągnąć aż do jego urodzin. Gdzie więc jest ta wolna wola?
Teresa
Przepraszam, że się wtrącę, ale ...

Wg mnie wolna wola jest w tym, że:

Nie jest Pan wstanie przewidzieć jakiego ruchu dokona gracz w warcaby, ponieważ nie może Pan wcześniej "zmierzyć" siły motywów jakie ten gracz będzie odczuwał i przeżywał w trakcie rozstrzygania jak ma postąpić, a więc nie jest Pan w stanie niezależnie od "ja" gracza przewidzieć z góry co się zdarzy.

Dopiero post factum może Pan powiedzieć, że gracz był zdeterminowany przez najsilniejszy motyw , ale ten motyw jest uznawany za najsilniejszy tylko, dlatego że już wiemy, że doprowadził do takiej a nie innej decyzji.

Dlaczego?

Zanim gracz przesunął pionek z pola H6 na G5
- miał poczucie (świadomość) możliwości podjęcia róznych wyborów (różne strategie gry),
- miał świadomość że może których z nich wybrać,
- kierując się umotywowaną chęcią wybrał jedną z nich,
- jego chęc opiera się na poczuciu (przeżyciu), że konkretny wybór będzie pozytywny,
- ocena pozytywny/ negatywny opiera się na wartościach, które wyznaje "ja" gracza,
- a więc siła motywów wiąże się z wartościami "ja" gracza,
- wartości mają hierarchię, która odpowiada szczeblom wolności "ja".

Człowiek, który jest wolny wznosi się ponad wszelkie relacje przyczynowe i sam staje się przyczyną, tzn. jego "ja" staje się przyczyną i ma cos do powiedzenia i w tym tkwi wolność.
Teresa
Haribu, poza tym z tych przykładów wypowiedzi gracza, które Pan podał wcale nie wynika, że gracz w warcaby nie jest wolny.

Jest jak najbardziej wolny, ponieważ to jego "ja" uznało, że przesunięcie pionka z pola H6 na G5 jest z jakiegoś względu "sensowne".

Gdyby nie był wolny nie potrafiłby uzasadnić swego postępku, ponieważ brak wolności to postępowanie pod wpływem czystego impulsu jak np. zbrodnia popełniona w afekcie.

Jeśli gracz w warcaby jest racjonalistą, to znaczy, ze po prostu uznaje za sensowne postępowanie w sposób "spójny", "rozsądnie", "niesprzecznie" czy "zgodnie z logiką", ale to nie znaczy, że przez to traci wolność .
Wprost przeciwnie sama możliwość uznania czegoś za sensowne wynika z jego wolności.

Właśnie, bo jest wolność "do" i wolność "od".
Np. mogę być wolna od brania narkotyków. A np. jako osoba wierząca jestem wolna do modlenia się.

Racjonalista natomiast jest wolny od irracjonalizmu .
V0lrath (3440 punktów)
Myśle, że rozważania o grze w warcaby nie są do końca słuszne. Otóż weźmy grę w szachy (nieco bardziej skomplikowana) - komputer może grać z żywym człowiekiem i wcale nie wybiera najlepszej możliwości - jedynie najlepszą jaką w zadanym czasie udało mu się znaleźć i algorytm "sądzi", że jest najlepsza (jak jest kilka równych to wybiera na podstawie innych kryteriów lub losuje). Czy algorytm ma "wolną wolę"? Postawiony w tej samej sytuacji z dokładnością taką jak się stawia grających w warcaby wcale nie musi dać takiego samego ruchu gdy wybór nie jest jednoznacznie dobry - bo może być to wybór wylosowany z kilku wyborów lub sytuacja może nie być na tyle dokładnie odtworzona (inne "doświadczenia" algorytmu zebrane w bazie danych lub troszkę inny - różniący się o mikrosekundy - czas dany na poszukiwanie rozwiązania), że algorytm postąpi inaczej niż poprzednim razem.

Poza tym problem wolnej woli przypomina mi problem początku Wszechświata lub problem świata stojącego na słoniach stojących na żółwiach.
Jeśli powiemy, że istnieje coś poza światem, jakaś "wolna wola" to możemy zadać pytanie o jej strukturę. I jej strukturę - tą zbadaną na podstawie informacji napływających do obecnego świata - trzeba uzasadnić inną "wolną strukturą", o której z kolei też pośrednio można coś powiedzieć, więc też nie będzie do końca wolna, więc trzeba szukać kolejnej "wolnej" struktury...i tak dalej.

Myślę, że "wolna wola" jeśli istnieje to nie jest niczym niematerialnym.
Ale może też istnieć (choć nie wiem czy istnieje i nie zakładałbym jej istnienia) - może się to odbywać na podstawie jakiegoś indeterministycznego procesu - na przykład zasad mechaniki kwantowej (o ile są tak na prawdę niedeterministyczne - najlepiej wraz z Kopenhaską interpretacją).
Wtedy informacja "pojawiałaby się" - byłaby tworzona w takich procesach, świat byłby gdy go obserwujemy "w trakcie tworzenia" z informacyjnego punktu widzenia i wolna wola mogłaby się przejawiać poprzez taką tworzącą się informację o wystarczająco skomplikowanej - dzięki chaotycznym procesom - strukturze.
Ale to tylko taka hipoteza - nie racjonalny pogląd. Można w to wierzyć, ale jeszcze tego nie wiemy - nie powinno się więc tego zakładać, ale odłożyć na półkę z niesprawdzonymi hipotezami.

A tak na marginesie - zastanawiam się czy ilość informacji (a więc entropia) we Wszechświecie rośnie czy tylko przepływa z różnych poziomów i struktur na inne... A jeśli rośnie to skąd się bierze?
nicram79 (460 punktów)
>Ale może też istnieć (choć nie wiem czy istnieje i nie zakładałbym jej istnienia) - może się to odbywać na podstawie jakiegoś indeterministycznego procesu - na przykład zasad mechaniki kwantowej (o ile są tak na prawdę niedeterministyczne - najlepiej wraz z Kopenhaską interpretacją).

Ja tak jak zwykle trochę na marginesie . Mam takie pytanie. Jak to jest z tym prawdopodobieństwem i determinizmem? Tzn. czy przyjmuje się (w fizyce), że są zjawiska zupełnie losowe ? Bo to by chyba oznaczało założenie, że nigdy nie znajdziemy ich żadnej przyczyny. Ale dlaczego mielibyśmy robić takie pesymistyczne założenia ? Byłbym wdzięczny jakby ktoś znający się na tym napisał jak to jest.
V0lrath (3440 punktów)
Nie, chyba nie ma założenia, że są procesy indeterministyczne ani założenia w danym wypadku, że coś jest indeterministyczne - raczej opis inteterministyczny - losowy lub statystyczny - jest uznawany za coś chwilowego siedzącego sobie na granicy poznania.
Teresa
>Myśle, że rozważania o grze w warcaby nie są do końca słuszne. Otóż weźmy grę w szachy (nieco bardziej skomplikowana) (...)

Czy algorytm ma "wolną wolę"? Wg mnie nie, ponieważ postępuje mechanicznie.
Myślałam o tym i wydaje mi się, że nawet w przypadku gry w warcaby uwidaczniają się różnice.
Algorytm jest tak zdeterminowany, że po naciśnięciu przycisku "play" mechanicznie przystępuje do gry. Każdy kolejny ruch algorytmu, jaki by nie był, jest wykonywany mechanicznie.
A w przypadku człowieka mamy przeżycie aktu chcenia wzięcia udziału w grze. W algorytmie czegoś takiego w ogóle nie ma! W samym przeżyciu chcenia u człowieka może "stać się" coś nowego, np. pomysł, żeby zagrać w inną grę. Natura przyczynowa przeżycia aktu chcenia nie wykazuje cech przyczynowości mechanicznej. Są nawet tacy, którzy uważają, ze życie jest jednym ciągłym przeżyciem, a nie serią czasowo powiązanych przyczyn i skutków.

Marcin (187 punktów)

>Właśnie, bo jest wolność "do" i wolność "od".
>Np. mogę być wolna od brania narkotyków. A np. jako osoba wierząca jestem wolna do modlenia się.
>Racjonalista natomiast jest wolny od irracjonalizmu .
>
To jest to samo. Wolność do modlenia się to wolność od braku czy zakazu modlitwy. Tak samo wolność do racjonalizmu to wolność od racjonalizmu itp.
Marcin (187 punktów)
>Przepraszam, że się wtrącę, ale ...
>Wg mnie wolna wola jest w tym, że:
>Nie jest Pan wstanie przewidzieć jakiego ruchu dokona gracz w warcaby, ponieważ nie może Pan wcześniej "zmierzyć" siły motywów jakie ten gracz będzie odczuwał i przeżywał w trakcie rozstrzygania jak ma postąpić, a więc nie jest Pan w stanie niezależnie od "ja" gracza przewidzieć z góry co się zdarzy.
Tak samo nie jestem w stanie przewidzieć, że jakieś tam wydarzenie historyczne przyczyni się do innego. Jednak po zajściu tego drugiego wydarzenia potrafię uzasadnić, że było ono spowodowane tym pierwszym. Tak więc szukanie związków przyczynowych działa w przeszłość, niekoniecznie w przyszłość.
Taki psychoanalityk nie powie, że jakieś wydarzenie z dzieciństwa spowoduje taki a nie inny typ nerwicy. Jednak odwrotnie jak najbardziej.
stanislaw
>Wolna wola (rozumiana jako ludzka zdolność do
>podejmowania samodzielnych decyzji) dla naukowego
>racjonalisty nie może istnieć.


No cóż sądzic??."Nie sądźmy a nie będziemy sądzeni". Ale przeżywszy już trochę życia które przeznaczyła mi natura na przeżycie mogę i nawet mam prawo stwierdzić że według stwierdzenia bibli; rozum to owszem mamy; ale wolnej woli NIESTETY NIE MAMY. Wolna wola (rozumiana jako ludzka zdolność do podejmowania samodzielnych decyzji) W OGÓLE NIE ISTNIEJE!!!!! Spróbuję to uzasadnić. Biblia mówi że mamy rozum i wolną wolę. Ale już w księdze rodzaju ogranicza tą swobodę DEKALOGIEM. I już jesteśmy do tyłu. A weźmy chociażby PRAWO Cywilne czy Karne. Gdzie by tylko nie otworzył tam wszędzie jest: "Jeżeli..... no to ...". No i gdzie jest ta wolna wola człowieka. Stary testament mówi że "OKO ZA OKO, ZĄB ZA ZĄB". Proszę spróbujcie to stosować, a nie wyjdziecie do końca życia z więzienia. Mówimy że kobieta może decydować bo ma "rozum i wolną wolę". A niech spróbuje usunąć niechcianą ciążę. I to jest SWOBODA OBYWTELSKA???????. Wstawiłem kilka kipiących dla "NIEKTÓRYCH" wątków. Jeżeli macie wątpliwości możemy podyskutować. Wiem jedno... . Ja tam byłem i niejedno widziałem, i mam prawo tak stwierdzać. Jeżeli to się KOMUŚ nie podoba (hm ma do tego prawo), w każdej chwili możemy podyskutować. Szanuję wypowieź każdego i chętnie się do niej ustosunkowuję, pod warunkiem że będzie to OPINIA OD SERCA, i nie pod dyktando - (zresztą wg najstarszego prawa świata też mam rzekomo "ROZUM I WOLNĄ WOLĘ". Wszystkich pozdrawiam serdecznie. lp.pw@3atsaj
ugaguga

>Biblia mówi że mamy rozum i wolną wolę.

Biblia "dużo mówi".Jak to traktujesz (poważnie lub masz to gdzieś) Twój wybór. (wolna wola?)

>Ale już w księdze rodzaju ogranicza tą swobodę DEKALOGIEM. I już jesteśmy do tyłu. A weźmy chociażby PRAWO Cywilne czy Karne. Gdzie by tylko nie otworzył tam wszędzie jest

Dekalogu czy też prawa przestrzegać nie musisz.Osobiście wolabym żeby były jednak przestrzegane.Jeżeli tylko strach przed konsekwencjami ma powstrzymywać kogoś, komu na przykład "nie zabijaj" lub "nie kradnij" ogranicza wolną wolę to dobrze ,że są jakieś zasady.Bywają ludzie ,którzy nie boją się konsekwencji,godzą się na nie lub potrafią ich uniknąć. W tym przypadku o tym co zrobią decyduje ich wolna wola (n.p. taki A.Hitler pokazał czym to czasem pachnie) .Poza tym łamanie prawa jest nagminne (od drobiazgów po przestępstwa kryminalne) więc widać ,że chyba wielu ludziom niebardzo ogranicza ich wolną wolę.

>Jeżeli to się KOMUŚ nie podoba

Chodzi o ustalenie faktów,kwestia gustu jest zbędna

> pod warunkiem że będzie to OPINIA OD SERCA

Mam nadzieję ,że tak własnie odbierzesz mój komentarz

>i nie pod dyktando

Czyje lub w jakim sensie? Szczerze mówiąc nie rozumiem dlaczego od razu przyjmujesz takie założenie.
leo_z (935 punktów)
>Moja teza brzmi:
>Wolna wola (rozumiana jako ludzka zdolność do podejmowania samodzielnych decyzji) dla naukowego racjonalisty nie może istnieć.
>Co Państwo o tym sądzą?
Zgadzam się z Pańską tezą. Według mnie zawsze - nawet w jakiejś najdrobniejszej części, jesteśmy uzależnieni od "czegoś" (impulsu, przemiany ...i bóg wie czego jeszcze). Zawsze możemy się zapytać "a czego to jest (było) skutkiem". Rozpatrując sprawę w ten sposób nasza wolna wola to mit ...kolejna próba podbudowania własnego EGO przez człowieka.

pozdrawiam
Haribu
>Myśle, że rozważania o grze w warcaby nie są do końca słuszne. Otóż weźmy grę w szachy (nieco bardziej skomplikowana) - komputer może grać z żywym człowiekiem i wcale nie wybiera najlepszej możliwości - jedynie najlepszą jaką w zadanym czasie udało mu się znaleźć i algorytm "sądzi", że jest najlepsza (jak jest kilka równych to wybiera na podstawie innych kryteriów lub losuje). Czy algorytm ma "wolną wolę"?
>
Oczywiście, że nie. On jedynie reaguje wybierając drogę, która w danej sytuacji wydaje się najlepsza. I tak samo rzecz się ma z człowiekiem. Tyle że zamiast warcabów, szachów czy jakiejkolwiek innej gry mamy życie, które jest milionkroć bardziej skomplikowane od szachów.

>Postawiony w tej samej sytuacji z dokładnością taką jak się stawia grających w warcaby wcale nie musi dać takiego samego ruchu gdy wybór nie jest jednoznacznie dobry - bo może być to wybór wylosowany z kilku wyborów lub sytuacja może nie być na tyle dokładnie odtworzona (inne "doświadczenia" algorytmu zebrane w bazie danych lub troszkę inny - różniący się o mikrosekundy - czas dany na poszukiwanie rozwiązania), że algorytm postąpi inaczej niż poprzednim razem.
>
Zgadza się. Różnice między ruchami dwóch osób postawionych w tej samej sytuacji zawsze wynikają albo z różnicy tych dwóch osób albo z różnicy (choćby minimalnej) sytuacji.

>Myślę, że "wolna wola" jeśli istnieje to nie jest niczym niematerialnym.
Ale może też istnieć (choć nie wiem czy istnieje i nie zakładałbym jej istnienia) - może się to odbywać na podstawie jakiegoś indeterministycznego procesu - na przykład zasad mechaniki kwantowej (o ile są tak na prawdę niedeterministyczne - najlepiej wraz z Kopenhaską interpretacją).
Wtedy informacja "pojawiałaby się" - byłaby tworzona w takich procesach, świat byłby gdy go obserwujemy "w trakcie tworzenia" z informacyjnego punktu widzenia i wolna wola mogłaby się przejawiać poprzez taką tworzącą się informację o wystarczająco skomplikowanej - dzięki chaotycznym procesom - strukturze.
>
Nie wydaje mi się, by to mogło działać - by mogła istnieć materialistyczna wolna wola. Mechanika kwantowa nie jest tutaj nadzieją, bo ją bardzo słabo znamy i ze świecą chyba szukać poważnego naukowca, który by zakładał, że nie istnieją w niej prawa i mechanizmy. To tylko kwestia czasu jak je odkryjemy i także w niej odnajdziemy determinizm. Czyli kompletny brak czegokolwiek, co mogłoby prowadzić nas do wolnej woli. Jeśli zaś chodzi o przejawianie się wolnej woli w "pojawianiu się" informacji z "chaotycznych procesów" to... hmm... nie sądzę.

Wniosek nasuwa mi się taki, że wszystko co robimy jest zdeterminowane przez nasze geny, wychowanie i okoliczności. Jesteśmy przedmiotami bezdusznej i ślepej natury.

Czy rzeczywiście ta strona i w ogóle cała ludzka działalność to tylko ślepa igraszka bezwładnie odbijających się od siebie atomów? Czy racjonalny naukowiec może w ten smutny wniosek podstawnie nie wierzyć?
inhet (1073 punktów)
Najpierw potrzebna byłaby definicja wolnej woli.
Jeżeli, za Kołakowskim, przyjmiemy, że to zdolnośc samodzielnego podejmowania decyzji, to:
subiektywnie mamy wolną wolę.(mamy swiadome wrażenie samodzielności decyzji)
obiektywnie jej nie mamy(decyzja jest wypadkową zachodzących w mózgu procesów).
Eksperyment Libeta wykazał, że decyzja zapada na okolo 0,5 sekundy przed jej uswiadomieniem.
Teresa
>Wniosek nasuwa mi się taki, że wszystko co robimy jest zdeterminowane przez nasze geny, wychowanie i okoliczności. Jesteśmy przedmiotami bezdusznej i ślepej natury.

Oczywiście, że nie ma wolnej woli jeśli założymy, że zjawiska psychiczne są materialne.

Poczytajcie sobie:

Józef Bocheński "Sto zabobonów"
" MATERIALIZM. Zabobon polegający na twierdzeniu, że wszystko co jest, a w szczególności wszystkie zjawiska psychiczne, są materialne, to jest fizyczne, że więc myśl, świadomość, uczucie, wola itp. bądź wcale nie istnieją, bądź muszą być rozumiane jako coś fizycznego, w gruncie rzeczy jako ruchy kawałków materii. Tak pojęty materializm jest jednym z najdziwniejszych zabobonów, jakie filozofowie wymyślili kiedykolwiek, jako że zjawiska psychiczne są całkiem oczywiście czymś najzupełniej różnym od fizycznych. Aby się o tym przekonać, wystarczy wyobrazić sobie, jak radził niemiecki filozof Leibniz, mózg
powiększony do rozmiarów młyna. Przechadzając się w tym młynie, widzielibyśmy różne kawałki materii, popychające się nawzajem, ale nigdy najmniejszego śladu czegoś, co można by nazwać świadomością - bo to jest czymś najzupełniej różnym od tych kawałków i ich ruchów. Innymi słowami, twierdzić, że świadomość itd. jest materialna, jest dziwolągiem podobnym do twierdzenia, że woda jest właściwie żelazem albo srebro właściwie woskiem.
Trzeba przyznać, że inteligentniejsi spośród ludzi, którzy się przyznają do materializmu, nie idą aż tak daleko. Przyznają, że zjawiska psychiczne są czymś różnym, ale - powiadają - są "w zasadzie" czymś materialnym. Ale i to jest zabobonem, jako że niepodobna zrozumieć, co oni tutaj przez "materialny" rozumieją. Można by równie dobrze twierdzić, że żelazo jest "w zasadzie" drzewem, co wygląda na bełkot*.
Jedynym argumentem materialistów jest powołanie się na (oczywistą) zależność funkcji psychicznych od fizjologicznych. Ale z tego, że A zależy od B, nie wynika bynajmniej, że A jest tym samym co B. Można by równie dobrze twierdzić, że skoro płaszcz, wiszący na żelaznym haku, porusza się, gdy poruszamy tym hakiem i spada razem z nim, to jest sam żelaznym hakiem (Bergson).
Wreszcie bywa, że chodzi o proste nieporozumienie: ludzie, którzy twierdzą, że są materialistami, chcą nieraz w rzeczywistości tylko odrzucić zabobon reistyczny dotyczący duszy*, a mianowicie mniemanie, że ona jest rzeczą. W tym wypadku mają zupełną rację, ale szkoda, że nazywają ten słuszny pogląd zabobonnym imieniem materializmu."


V0lrath (3440 punktów)
Dlaczego musi to być smutny wniosek?

Ja osobiście nie widzę nic smutnego w tym, że jestem zbudowany z materii, a nie z jakiejś nieokreślonej "energii" czy czegoś innego oraz nie przeszkadza mi bardzo, że jestem prawdopodobnie deterministyczny, a nie losowy.
Teresa
>Zgadzam się z Pańską tezą. Według mnie zawsze - nawet w jakiejś najdrobniejszej części, jesteśmy uzależnieni od "czegoś" (impulsu, przemiany ...i bóg wie czego jeszcze). Zawsze możemy się zapytać "a czego to jest (było) skutkiem". Rozpatrując sprawę w ten sposób nasza wolna wola to mit ...kolejna próba podbudowania własnego EGO przez człowieka.

Słuszny wniosek, ale tutaj nie piszesz chyba o wolnej woli tylko o dowolności. Należy rozróżnić trzy rzeczy:

- determinizm - jest to twierdzenie, że człowiek nie może sam decydować, ale jest zmuszony przez przyczyny fizyczne względnie psychiczne to takiego czy innego wyboru,

- wolną wolę - jest to twierdzenie, że człowiek może sam decydować,

-indeterminizm (dowolność) - twierdzenie, ze człowiek może postępować całkowicie dowolnie, przypadkowo.

Owszem, przy podejmowaniu decyzji jesteśmy uzaleznieni czy uwarunkowani, ale nie na takiej samej zasadzie na jakiej uwarunkowane są czysto kompulsywne (przymusowe) postępki. Np. elektron w przeciwieństwie do człowieka niczego nie przezywa, nie przeżywa tego "że coś go skłania do zmiany stanu" i niczego sam nie rozstrzyga.

Haribu
>Dlaczego musi to być smutny wniosek?
>Ja osobiście nie widzę nic smutnego w tym, że jestem zbudowany z materii, a nie z jakiejś nieokreślonej "energii" czy czegoś innego oraz nie przeszkadza mi bardzo, że jestem prawdopodobnie deterministyczny, a nie losowy.
>
Ale determinizm nie sprawia jedynie tego, że nie jesteśmy losowi (na marginesie dodam, iż nie jestem pewien czy procesy deterministyczne nie mogą zawierać w sobie pewnych elementów losowości), ale sprawia przede wszystkim to, że OKAZUJE SIĘ, IŻ NIE MAMY WOLNEJ WOLI.
Uważam, że to smutne, bo to praktycznie nasz koniec. Nie ma "nas" w sensie jaki obecnie "nam" przypisujemy. My się tylko sobie zdajemy. No bo kto to jesteśmy "my"? Ludzie - istot suwerenne? Z deterministycznego punktu widzenia już nie. Więc czym jesteśmy? Ano chyba pozostaje nas określić już tylko jako najinteligentniejsze zwierzęta na tej planecie. "Świadomość" (jakkolwiek ją definiować) jest produktem ubocznym, który nie ma wpływu na nasze życie tak jak "piękno kwiatu" (jakkolwiek je definiować) nie ma wpływu na jego los. [http://polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1208997&MP=1 oraz www.racjonalista.pl/kk.php/s,3955]

Polecam "Cztery eseje o wolności" Berlina. Jeśli determinizm kiedyś zupełnie obali tezy o wolności naszej woli, to konsekwentne podejście do takiej prawdy zniszczy doszczętnie nasz dotychczasowy świat. Takie pojęcia jak "dobro", "zło", "moralność" czy najważniejsze: "odpowiedzialność" stracą rację bytu. W praktyce legnie w gruzach prawna podstawa wszystkich kodeksów karnych i nie tylko. Jak karać kogokolwiek za to, czego nie mógł nie zrobić, bądź wyciągać wobec kogokolwiek konsekwencje za czyny, o których nie on zdecydował?
Jak żyć ze świadomością, że wszystko co robimy jest jedynie grą samolubnych genów i memów [http://www.open-mind.pl/Ideas/Memy.htm], w której my jesteśmy jedynie ich bezwolnymi nośnikami??
Marcin (187 punktów)
Cytat: "Jeśli determinizm kiedyś zupełnie obali tezy o wolności naszej woli, to konsekwentne podejście do takiej prawdy zniszczy doszczętnie nasz dotychczasowy świat. Takie pojęcia jak "dobro", "zło", "moralność" czy najważniejsze: "odpowiedzialność" stracą rację bytu. W praktyce legnie w gruzach prawna podstawa wszystkich kodeksów karnych i nie tylko. Jak karać kogokolwiek za to, czego nie mógł nie zrobić, bądź wyciągać wobec kogokolwiek konsekwencje za czyny, o których nie on zdecydował?"

Morderca został zdeterminowany by zabić, policjant był zdeterminowany by go złapać, sędzia by ukarać. Tak więc nie będzie tak źle.
Jeśli chodzi o wolne wybory to możemy dokonywać je tylko w świecie, w którym rządzi przyczynowość. Gdyby nie było przyczynowości to nie moglibyśmy wiedzieć, co stanie się po dokonaniu wyboru. Same postanowienia również są przyczynami. W świecie, w którym nie istnieje przyczynowość nie miałyby żadnych skutków.
Można dać taki przykład, że kość ramienia nie porusza się swobodnie bo ogranicza ją kształt łożyska. Tylko gdyby ramię było oddzielone od łożyska poruszałoby się swobodnie. Ale ramię unoszące się samodzielnie w przestrzeni nie jest zdolne do poruszania się. Tak więc musi być jakoś ograniczone.

>Jak żyć ze świadomością, że wszystko co robimy jest jedynie grą samolubnych genów i memów [http://www.open-mind.pl/Ideas/Memy.htm], w której my jesteśmy jedynie ich bezwolnymi nośnikami??
Akurat teoria samolubnych genów niezbyt do mnie trafia.
nicram79 (460 punktów)
>Uważam, że to smutne, bo to praktycznie nasz koniec. Nie ma "nas" w sensie jaki obecnie "nam" przypisujemy. My się tylko sobie zdajemy. No bo kto to jesteśmy "my"? Ludzie - istot suwerenne? Z deterministycznego punktu widzenia już nie. Więc czym jesteśmy? Ano chyba pozostaje nas określić już tylko jako najinteligentniejsze zwierzęta na tej planecie.

Myślę, że nie musi to być smutne. Smutne jest dla kogoś, kto z tego że nauka nic nie może powiedzieć o wolnej woli wyciąga wniosek, że wolnej woli "tak naprawdę nie ma". Czyli smutne jest, jeśli uznajemy że coś takiego można rozstrzygnąć: albo wolna wola jest albo jej nie ma. Ja np. uznaję, że mam wolną wolę (tzn. wierzę w to). Ale jak staram się tak bardziej naukowo analizować zachowanie ludzi, to tą wiarę zawieszam, bo widzę że do nauki ona nie pasuje. Jak się wystarczająco oddzieli naukę od tego w co się wierzy poza nauką, to chyba nie musi to być smutne.

> "Świadomość" (jakkolwiek ją definiować) jest produktem ubocznym, który nie ma wpływu na nasze życie tak jak "piękno kwiatu" (jakkolwiek je definiować) nie ma wpływu na jego los. [http://polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1208997&MP=1 oraz www.racjonalista.pl/kk.php/s,3955]

Z tym się niezgodzę. Myślę, że w zależności od tego jak ją rozumiemy jest albo jakąś złożoną formą procesów poznawczych - i wtedy nie jest skutkiem ubocznym tylko określonym zjawiskiem zachodzącym w organizmach ludzi, albo jest "niematerialna i subiektywna" i wtedy w ramach nauki wogóle nie może istnieć, podobnie jak wolna wola.

>Polecam "Cztery eseje o wolności" Berlina. Jeśli determinizm kiedyś zupełnie obali tezy o wolności naszej woli, to konsekwentne podejście do takiej prawdy zniszczy doszczętnie nasz dotychczasowy świat. Takie pojęcia jak "dobro", "zło", "moralność" czy najważniejsze: "odpowiedzialność" stracą rację bytu. W praktyce legnie w gruzach prawna podstawa wszystkich kodeksów karnych i nie tylko. Jak karać kogokolwiek za to, czego nie mógł nie zrobić, bądź wyciągać wobec kogokolwiek konsekwencje za czyny, o których nie on zdecydował?

Dlaczego ? Oceny moralne i normy społeczne istnieją we wszystkich społecznościach i w większości z nich nie opierają się w takim stopniu na idei wolnej woli jak u nas (jeśli w ogóle). Zresztą, dlaczego mamy uważać, że o tym czynie on nie zdecydował. Zdecydował, tylko jako realnie istniejący bardzo złożony i myślący organizm a nie jako jakieś metafizyczne "ja". I w każdym społeczeństwie będzie się różne jego decyzje wartościować. Nie sądzę też, żeby stwierdzenie, że z punktu widzenia nauki wolna wola nie istnieje, mogło podważyć wiarę w wolną wolę poza nauką.

>Jak żyć ze świadomością, że wszystko co robimy jest jedynie grą samolubnych genów i memów [http://www.open-mind.pl/Ideas/Memy.htm], w której my jesteśmy jedynie ich bezwolnymi nośnikami??

Moim zdaniem, twierdzenie, że jesteśmy "grą samolubnych genów i memów" to wielkie uproszczenie. Jesteśmy bardzo złożonym organizmem który jest elementem wielu innych złożonych procesów - społecznych i przyrodniczych, zachodzących na wielu poziomach złożoności poiwiązanych ze sobą różnymi relacjami. Nasza rola jako nośników genów i memów jest tylko jedną z wielu jakie pełnimy, choć niezbędna żebyśmy mogli przetrwać. Ale to nie znaczy, że jedyna i że inne nie są ważne. A tak nawiasem mówiąc, to co oznacza określenie "samolubny" w stosunku do genów ?
Teresa
>Ale determinizm nie sprawia jedynie tego, że nie jesteśmy losowi (na marginesie dodam, iż nie jestem pewien czy procesy deterministyczne nie mogą zawierać w sobie pewnych elementów losowości), ale sprawia przede wszystkim to, że OKAZUJE SIĘ, IŻ NIE MAMY WOLNEJ WOLI.

Chyba się ze mną zgodzicie, że:

Podjęcie decyzji przez człowieka nie zmienia "natury przedmiotów, nie czyni koniecznym tego, co samo w sobie było przygodne, ani nie uniemożliwia tego, co było możliwe" . (Leibniz)

A więc:

1. Jeżeli było wiele "możliwych" wyborów to to, że wybrałam jeden z nich nie sprawia, że wybór pozostałych opcji był niemożliwy.

Owszem post factum zapadnięcie decyzji i wybranie jednej rzeczy, uniemożliwia wybranie pozostałych rzeczy.

2. Ponadto to, że coś wybrałam, nie sprawia, ze to było konieczne do wybrania.

Owszem post factum kiedy decyzja już zapadła, przyjmuje się za zwycięski ten motyw, który doprowadził do decyzji, która zapadła.

Z tego wynika, że determinizm nie obala wolnej woli i w ogóle nic "nie ma" przeciw niej.

"Jednym słowem, gdy mówimy o możliwości jakiejś rzeczy, nie chodzi o przyczyny, które mają powodować albo powstrzymywać jej faktyczne zaistnienie. Gdyby było inaczej, zmienialibyśmy sens wyrażeń i pozbawialibyśmy użyteczności rozróżnienie tego, co możliwe, i tego, co faktycznie istnieje, jak czynił Abelard i jak wydawał się po nim czynić Wiklef. (Leibniz)"

Ja też mam takie wrażenie, że determinizm myli to, co było możliwe z tym, co faktycznie jest.

P.S.
Natomiast mnie smuci to, ze wielu uważa, ze rozumna metafizyka nie jest możliwa ..

leo_z (935 punktów)
>Słuszny wniosek, ale tutaj nie piszesz chyba o wolnej woli tylko o dowolności. Należy rozróżnić trzy rzeczy:
Nie rozumiemy się:
Przyczyna to jest to, co pozbawia nas mrzonki odnośnie posiadania wolnej woli. Nie jest istotne jakiej użyjesz nazwy i jaką podeprzesz się regułką i tak zawsze jesteśmy zdeterminowani jakąś przyczyną, która - o ironio!, w pewnym momencie zaczyna być postrzegana przez nas jako "wolna wola".
Cały świat - w tym i my, jest uwarunkowany jakąś przyczyną... no i bardzo dobrze... dzięki temu nasze życie jest naprawdę ciekawe.

Tereso, o wolnej woli możesz mówić wtedy, gdy nie byłoby żadnych uwarunkowań, a te pojawiają się z chwilą pierwszego impulsu - niezależnie od jego formy, energii czy czego tam się nie wymyśli. Zauważ, że nawet gdy rodzimy się nie jest to naszą wolą, czy nawet naszych rodziców ale określonej przyczyny np. impulsu chemicznego przekładającego się na prokreację.
Gdyby człowiek miał wolną wolę, to by siedział dalej w Raju drwiąc w ten sposób z ogrodnika


pozdrawiam
Teresa
>Gdyby człowiek miał wolną wolę, to by siedział dalej w Raju drwiąc w ten sposób z ogrodnika

Widzę Leo, że Tobie po prostu marzy się WSZECHMOC, bo teraz z kolei o niej piszesz .

Ludzka wolność (moc woli) nie jest aż tak wielka, ale z tego nie wynika, że jej w ogóle nie ma.
leo_z (935 punktów)
>Widzę Leo, że Tobie po prostu marzy się WSZECHMOC, bo teraz z kolei o niej piszesz .
Tereso nadal mylisz pojęcia... to, że chcę siedzieć przed telewizorem, a nie poddać się dyktatowi np. żony, która wskazując na śmieci czyni wymowny gest ręki nie oznacza, że jestem WSZECHMOCNY ale, że mam WOLĘ przeciwstawienia się żonie. Jednak nie jest to wolna wola ale tylko wola uwarunkowana chęcią oglądania np. meczu.

>Ludzka wolność (moc woli) nie jest aż tak wielka, ale z tego nie wynika, że jej w ogóle nie ma.
Tereso ja nie twierdzę, że człowiek nie ma woli, ja twierdzę, że owa WOLA zawsze jest czymś uwarunkowana więc trudno mówić o WOLNEJ WOLI.

pozdrawiam
leo_z (935 punktów)

zdublowało mnie ... o hosanna, czyżby CÓD... eee... to chyba nie ten wątek...
.
Teresa
Volrath:
>Myśle, że rozważania o grze w warcaby nie są do końca słuszne. Otóż weźmy grę w szachy (nieco bardziej skomplikowana) - komputer może grać z żywym człowiekiem i wcale nie wybiera najlepszej możliwości

Haribu:
>Wniosek nasuwa mi się taki, że wszystko co robimy jest zdeterminowane przez nasze geny, wychowanie i okoliczności.
>jesteśmy "grą samolubnych genów i memów"

To ja mam pytanie czym jest "ja", które zadaje takie pytania i wypowiada powysze twierdzenia? Czy to geny tak mówią "jesteśmy grą samolubnych genów i memów"?
Chyba nie, bo jest to "ja" będące ponad tymi genami, zdające sobie z nich b. dobrze sprawę.

Volrath, tak samo żeby mógł powstać program do gry w warcaby musi przecież istnieć jakieś większe "ja", które go najpierw obmyśli.

Wydaje mi sie, że można równie dobrze powiedzieć, że "wolna wola" jest zakodowana w genach, w naszym DNA w którym zapisane są doświadczenia kilku milionów lat ewolucji.

Skoro kolor oczu, inteligencja i poczucie humoru są zakodowane w genach (determinowane przez geny) i jeżeli możemy powiedzieć tak:

"Istota, którą opisują te geny, będzie mieć niebieskie oczy."

to logicznie możemy powiedzieć ze:

"Istota, którą opisują te geny, będzie miała własną świadomość, będzie mogła budować swoją tożsamość (tzn. "swoje ja") niezależnie od tych genów i co za tym idzie będzie mogła (realnie) decydować."

A ta wolność jest tak wszechogarniającym doświadczeniem psychologicznym, że J.P. Sartre filozof ateista zmuszony był powiedzieć: "Jeśli Bóg istnieje, to przyszłość jest zdeterminowana, a ja nie jestem wolny. Jestem wolny. Przeto: Bóg nie istnieje".


Patuszkin (2279 punktów)
Moim zdaniem akt wolności jest tylko uświadomieniem sobie konieczności.
Wyobraźmy sobie ciągi przyczynowo-skutkowe w dużym uproszczeniu:
na górze akty psychiki, na dole fakty. Strzałki oznaczają kierunek, np. że fakt zostaje uświadomiony ^

A - B - C - D - E
^...^ ......^
1 - 2 - 3 - 4 - 5

Akt D jest aktem podjecia decyzji. Natomiast A i B jest uświadomieniem sobie jakiegoś stanu rzeczy. Mogą być też akty świadomości procesów psychicznych.
Tak czy owak moim zdaniem, akt woli "D" jest tylko świadmością tego, że fakt "4" ma miejsce.

Oczywiście to tylko hipoteza, z którą nie musicie się zgadzać. Żeby tą kwestię poznać należałoby zbadać relacje pomiędzy świadomością i mózgiem. (Proszę wziaść pod uwagę eksperyment, w którym wykazano, że akt świadomości decyzji pojawia się pół sekundy po wysłaniem impulsów z mózgu do działania).

Pozdro
Piotrek Patucha
Teresa
>Moim zdaniem akt wolności jest tylko uświadomieniem sobie konieczności.

Piotruś, co Ty za mądre rzeczy tutaj powypisywałeś! Rozumiem, że akt D jest aktem podjęcia decyzji oraz jest tylko świadomością tego, że fakt "4" ma miejsce. Czy z tego wynika, że akt woli "D" polega tylko na uświadomieniu sobie faktu podjęcia decyzji ("4") przez niższą warstwę? Czy świadomość tylko biernie nasłuchuje, który motyw zwycięży? Trzeba też uwzględnić chcenie. "Ja" chce być zgodne ze swoimi długoterminowymi planami i postanowieniami. Poza tym "ja" może nie chcieć przyjmować do wiadomości pewnych faktów . Może nie znasz takiej książki Maxa Schelera "Wolność. Miłość. Świętość". Jest w niej między innymi poruszony problem natury przyczynowości zjawisk psychicznych. Wolność jest tam przedstawiona jako o stosunek wielorakich form przyczynowości. Łańcuchy przyczynowe (tzw. formy przyczynowości) współistnieją niezależnie od siebie, ale wykazują wzajemną zależność (nie przyczynową), tzn. działanie w jednej formie przyczynowości jest możliwe, gdy znajdzie fundament w działaniu innej formie. Ale to trudne ! Polecam.
Jeszcze krótki fragment z nt. świadomości: www.jezuici.pl/lenartowicz/fscntzm/scjentzm.htm

"Fundamentalny problem "materii i sił" z jednej strony a "świadomości" z drugiej pozostał nierozwiązany do dziś, pomimo ogromnego postępu biologii typu analitycznego. Oto, czego student dowiaduje się dziś ze wstępu do podręcznika biologii7]

"The aim of biology must ultimately be to explain the living world in terms of scientific principle, although appreciating that organisms behave in ways which often seem beyond the capabilities of their component parts. Certainly the consciousness of living organisms cannot be described in terms of chemistry and physics even though the neuro-physiologist can describe the working of the single neurone in physico-chemical terms. Consciousness may be the collective working of millions of neurones and their electrochemical states, but as yet we have no real concept of the chemical nature of thought and ideas. Nor do we understand completely how living organisms originated and evolved. [...] Thus we are reduced to the position that we cannot define precisely what life is or whence it came. All that we can do is to describe the observable phenomena that distinguish living matter from non-living matter".

[7] Green N. P. O., Stout G. W., Taylor D. J. (1996) Biological Science 1&2, Cambridge UP - podkr. KJ i PL"


Nie myślałam, ze jezuici tak wałkują temat scjentyzmu. Ale z drugiej strony ci naukowcy to już nie widzą świata spoza swoich laboratoriów.

P.S. św. Marku może jak się głębiej wgryzę w ww artykuł nt scjentyzmu to Cię zrozumiem. Ale nie chciałabym podzielić losów o. Anthony de Mello SJ.
Patuszkin (2279 punktów)
Tereniu,
Na moim memografie pojęcie wolnej woli okazuje się być tylko szkodliwym wirusem, który utrudnia ludziom poznawanie prawidłowości, którym podlega kosmos i człowiek jako jego integralna cząstka. Proszę zwrócić uwagę, że rozpoznawanie świata, w którym żyjemy jest możliwie tylko przy założeniu, że każdy skutek ma przyczynę. Poznając jakiś fenomen pytamy: dlaczego (gr. dia ti) to się stało? Dlaczego to jest takie-a-takie? I początki naukowej myśli były ufundowane na tym właśnie pytaniu. W tym kontekście nie może dziwić, że greckim filozofom wolna wola była czymś z gruntu obcym. I podobnie w dzisiejszym naukowym światku, wolna wola nie może sobie zagrzać spokojnego miejsca, a jeśli funkcjonuje, to na zasadzie czegoś co wchodzi w sprzeczność deterministycznym obrazem świata i jako takie musi być zanegowane. I tenże deterministyczny obraz świata wcale nie szkodzi racjonalności w działaniu i nie odbiera człowiekowi godności!
Moim zdaniem wolna wola odbiera tą godność bo suponuje, że człowiek wyłamuje się spod praw przyrody (w tym sensie jest: niepoznawalny i działa irracjonalnie). Cała nasza ludzka kultura, z której czerpiemy dumę, i dzięki której uważamy się za coś lepszego od krokodyla lub kawki została zbudowana na przekonaniu, że kosmos jest poznawalny dzięki temu, że jego struktura jest porządkowana przez prawa. Człowiek, który rozumie prawidłowości, którym podlega on i otoczenie, może rozwijać swoje talenty i skuteczniej działać. Ktoś kto promuje ideę wolnej, nie uwarunkowanej woli, karze ludziom wierzyć, że wiedza o nim samym jest niemożliwa. A właśnie ta wiedza (Poznaj samego siebie!) sprawia, że stajemy się doskonalsi. A czy można poznać siebie, przyjmując z góry, że ludzkie zachowanie nie podlega żadnym prawidłowościom?

Piotrek Patucha
Patuszkin (2279 punktów)
A propos Schelera. Z tego co napisałaś to wynika, że byliśmy zgodni: wolność jest zgodą na koniecznosć. Wszystko wskazuje na to, że te wątki fil. Schelera przejął i rozwijał Nicolai Hartmann, bo u niego spotkałem się z warstwicową koncepcją bytu oraz rozumieniem wolności jako złożenia wielu ciągów przyczynowo skutkowych. Ta sama bajka. Ale to już w Grecji było, kochana, dawo dawno temu.

Serdecznie pozdrawiam
Piotrek Patucha
Teresa
>Na moim memografie pojęcie wolnej woli okazuje się być tylko szkodliwym wirusem, który utrudnia ludziom poznawanie prawidłowości, którym podlega kosmos i człowiek jako jego integralna cząstka

Wg mnie wolność nie jest bezcelowa ani tym bardziej szkodliwa, ponieważ wolność wyraża się w tym, ze poprzez przeżycie skruchy człowiek może uwolnić się od poczucia winy!
Wedle Schelera skrucha jest metodą samouzdrowienia duszy i odzyskania sił! Co więcej sens i wartość naszego życia w dowolnym momencie czasowym pozostają jeszcze w sferze naszej wolnej władzy. Oznacza to, ze mogę (mam moc) odmienić każdą chwilę ze swej przeszłości co do wartości i sensu.
R
V -------------Z
a b c d e f g
gdzie a, b, c, d, e, f, g to przeżycia,
V- przeszłość,
Z -przyszłość.

Ostatnie przeżycie g nie jest determinowane przez przeżycie f, ale przez cały ciąg R.
Każde z przeżyć a, b, c, d, e może stać się na nowo oddziaływujące na g. Dopiero po śmierci każde z przeżyć staje się "gotowym", tzn. jego sens staje się niezmiennym faktem. Może to brzmi dla Ciebie jak herezja, ale poczytaj sobie, Piotruś, Schelera, znajdziesz tam wiele ciekawych rzeczy, będącymi jednak naturalnymi aktami, którymi w religii Bóg obdarza człowieka. Wiem, ze jego filozofię rozwijali m.in. filozofowie katoliccy Dietrich von Hildebrand i Karol Wojtyła . Natomiast sam Max Scheler stał się fenomenologiem pod wpływem Edmunda Husserla.

>Moim zdaniem wolna wola odbiera tą godność bo suponuje, że człowiek wyłamuje się spod praw przyrody (w tym sensie jest: niepoznawalny i działa irracjonalnie).

Wydaje mi się, że to, o czym napisałeś, jest akurat pseudoproblemem. Wg mnie właśnie wolna wola jest jednym z naturalnych praw przyrody.
Teistycznie takie właśnie wnioski wyciąga się z procesu ewolucji czyli, ze proces ewolucji doprowadził stopniowo do powstawania istot coraz to bardziej wolnych, a ukoronowaniem tego procesu jest akurat człowiek - istota naprawdę wolna (tzn. wolna od popędów). Zwierzęta są bardziej wolne od roślin, bo mogą się poruszać. Zwierzęta podlegają swoim popędom/instynktom, a człowiek - nie.
Innymi słowy im więcej rozumu i ducha, tym więcej wolności .

>Ta sama bajka. Ale to już w Grecji było, kochana, dawo dawno temu.

Przykro mi, ale Grecja raczej mi mniej odpowiada pod względem moralności, a moralność jest skorelowana ze szczęściem (przynajmniej w religii tak jest).

"Pogląd, że to wszystko jedno, jak kto wierzy w Boga, chyba po raz pierwszy w dziejach został sformułowany osiemnaście wieków temu. Wyrósł on ze zdumienia pogan, iż chrześcijanie gotowi są raczej dać się zabić, niż wziąć udział, choćby tylko formalnie, w kulcie ich bogów. Przecież - krytykował chrześcijan za tę postawę Celsus, żyjący w II wieku po Chr. bardzo inteligentny i wnikliwy polemista antychrześcijański - "nie ma żadnej różnicy, czy nazwiemy Boga Zeusem, jak robią Grecy, czy nadamy Mu inne imię, używane przez Egipcjan albo mieszkańców Indii".
Wypowiedź Celsusa cytuje Orygenes w swoim niezwykle cennym dziele, które poświęcił w całości polemice z tym filozofem. Jakżeż - odpowiada Orygenes - moglibyśmy się zgodzić na utożsamienie Boga prawdziwego z Zeusem, skoro z postacią tego greckiego boga związane są różne uwłaczające Bogu prawdziwemu opowieści mityczne? Bóg prawdziwy jest zupełnie inny niż Zeus i zupełnie inne są Jego obyczaje! "
www.opoka.(*)kiwania/1_bog_w_religiach.html

Ale mogę się mylić.

Ja również serdecznie Cię pozdrawiam
Trzymaj się

Patuszkin (2279 punktów)

>Wg mnie wolność nie jest bezcelowa ani tym bardziej szkodliwa, ponieważ wolność wyraża się w tym, ze poprzez przeżycie skruchy człowiek może uwolnić się od poczucia winy!

Wola to nie skrucha. Nie rozumiem dlaczego mielibyśmy te pojęcia utożsamiać? Chociaż może być tak, że to co nazywamy wolą to jakieś kłębowisko różnych uczuć. I w każdym momencie tzw wola będzie złożeniem nowych emocji. Np. Kiedy sięgam po papierosa kieruje mną głód nikotyny. Ale kiedy cofam rękę, powoduje mną strach czyli troska o zdrowie. Należałoby każdy akt woli badać osobno i za każdym razem okazałoby się, że mamy tutaj różnorodne emocje, myśli i koniecznosci zewnętrzne.
I pewnie może być tak, że pewne działania są zabarwione skruchą(jeśli skruchę rozumiemy jako świadomość własnej niedoskonałości, wyczucie granic) to skrucha może być dobrym podkładem skuteczego działania. Jednak jeśli skruchę pojmiemy jako poczucie winy, gorszości, uczucie quasi-depresyjne, to jej odczuwanie może utrudniać rozpoznanie sytuacji i wpędzić jednostkę w tarapaty.

>Wedle Schelera skrucha jest metodą samouzdrowienia duszy i odzyskania sił! Co więcej sens i wartość naszego życia w dowolnym momencie czasowym pozostają jeszcze w sferze naszej wolnej władzy. Oznacza to, ze mogę (mam moc) odmienić każdą chwilę ze swej przeszłości co do wartości i sensu.

Pewnie jest tak, że skrucha wielu ludziom pomaga złapać wewn., specyficzną dla nich równowagę ducha.

>>Moim zdaniem wolna wola odbiera tą godność bo suponuje, że człowiek wyłamuje się spod praw przyrody (w tym sensie jest: niepoznawalny i działa irracjonalnie).
>Wydaje mi się, że to, o czym napisałeś, jest akurat pseudoproblemem. Wg mnie właśnie wolna wola jest jednym z naturalnych praw przyrody.
>Teistycznie takie właśnie wnioski wyciąga się z procesu ewolucji czyli, ze proces ewolucji doprowadził stopniowo do powstawania istot coraz to bardziej wolnych, a ukoronowaniem tego procesu jest akurat człowiek - istota naprawdę wolna (tzn. wolna od popędów). Zwierzęta są bardziej wolne od roślin, bo mogą się poruszać. Zwierzęta podlegają swoim popędom/instynktom, a człowiek - nie.

Z tym nie mogę się zgodzić. Uważam, że instynkty zawsze "działają", ale mogą być sublimowane w wyższy rodzaj aktywności. Oczywiście to niebezpiecza zagrywka i czasem kończy się żałośnie, jak w przypadku niektórych ascetów, których myśli są opętane sexem i jedzeniem. Każdy ruch ich myśli oznacza albo jedno albo drugie.

>Innymi słowy im więcej rozumu i ducha, tym więcej wolności .

Tak, z tym się zgodzę. Im więcej wiedzy tym lepiej rozumiesz konieczność, której podlegasz.

>Przykro mi, ale Grecja raczej mi mniej odpowiada pod względem moralności, a moralność jest skorelowana ze szczęściem (przynajmniej w religii tak jest).

Przychodzi kobieta do Towarzystwa Ubezpieczeniowego i mówi, ze chcesz kupić polisę na życie. Lecz agent odpowiada: sprzedam pani życiówkę, ale musi pani wziaść jeszcze OC i AC na samochód, ubezpieczyć dom i firmę. Kobieta wkurza się bo nie chce pakietu tylko to jedno konkretne ubezpieczenie.

Odnoszę wrażenie, że ty "kupujesz pakietami". A ja mówiłem tylko o jednym zgadnieniu: tj wolności.

>"Pogląd, że to wszystko jedno, jak kto wierzy w Boga, chyba po raz pierwszy w dziejach został sformułowany osiemnaście wieków temu. Wyrósł on ze zdumienia pogan, iż chrześcijanie gotowi są raczej dać się zabić, niż wziąć udział, choćby tylko formalnie, w kulcie ich bogów. Przecież - krytykował chrześcijan za tę postawę Celsus, żyjący w II wieku po Chr. bardzo inteligentny i wnikliwy polemista antychrześcijański - "nie ma żadnej różnicy, czy nazwiemy Boga Zeusem, jak robią Grecy, czy nadamy Mu inne imię, używane przez Egipcjan albo mieszkańców Indii".

Interesuje się religiami, ale o tyle o ile mają wpływ na konkretny nurt filozoficzny. Zagadnienie wolności jest problemem filozoficznym ale akurat w tym przypadku nie trzeba odwoływać się do religii.

>Wypowiedź Celsusa cytuje Orygenes w swoim niezwykle cennym dziele, które poświęcił w całości polemice z tym filozofem. Jakżeż - odpowiada Orygenes - moglibyśmy się zgodzić na utożsamienie Boga prawdziwego z Zeusem, skoro z postacią tego greckiego boga związane są różne uwłaczające Bogu prawdziwemu opowieści mityczne? Bóg prawdziwy jest zupełnie inny niż Zeus i zupełnie inne są Jego obyczaje! "

Tereniu, co to ma do rzeczy? Problem Boga to jakiś inny rejon rozważań. Jak zaczniemy skakać to-tu-to-tam, pogubimy się w myśleniu. Obierzmy jedną ścieżkę i jej się trzymajmy.

Pozdrawiam
Piotrek Patucha
Teresa
Drogi Patuszkinie

Biorę sobie do serca Twoją uwagę. Ok, trzymajmy się tematu.

Wg mnie wolna wola jest oczywistym faktem, ponieważ nawet jeśli nazwiemy ją "iluzją" - to faktem jest, że każdy z nas taką iluzję odczuwa. Poza tym uważam, że zadaniem filozofa jest wyjaśnianie oczywistych faktów a nie przeczenie im.

Co za tym idzie Twe twierdzenie, ze przyjęcie wolnej woli wyłącza człowieka z praw przyrody albo przeczy zasadom naukowym to nie jest żaden argument.

Napisałam o skrusze i poczuciu winy, ponieważ to są chyba kolejne zjawiska psychiczne, których nie jest w stanie wytłumaczyć (wyjaśnić) determinizm, jeśli oczywiście chcemy do wyjasniania zjawisk psychicznych stosować metodologię wziętą z fizyki.

Napisałeś o zasadzie "poznaj samego siebie", i bardzo dobrze, ale dlaczego mamy przy tym przeczyć oczywistym faktom?

>Oczywiście to niebezpiecza zagrywka i czasem kończy się żałośnie, jak w przypadku niektórych ascetów, których myśli są opętane sexem i jedzeniem. Każdy ruch ich myśli oznacza albo jedno albo drugie.

Chodziło mi to, że w człowiek ma moc panować nad odruchami zwierzęcymi ( w tym sublimować je).

>Odnoszę wrażenie, że ty "kupujesz pakietami". A ja mówiłem tylko o jednym zgadnieniu: tj wolności.

Żebyśmy się dobrze zrozumieli. Z pewnością filozofii greckiej należą się wyrazy uznania.
Ale religiia daje tak wyczerpujące i całościowe odpowiedzi na pytania o sens życia, itp., że filozofia pod tym względem wydaje mi się być pod pewnymi względami przestarzałą.
Poza tym, cóż my kobiety to mamy chyba z natury większą zdolność niż mężczyzni do myślenia syntetycznego!

>Problem Boga to jakiś inny rejon rozważań. Jak zaczniemy skakać to-tu-to-tam, pogubimy się w myśleniu. Obierzmy jedną ścieżkę i jej się trzymajmy.

Masz rację. Mam nadzieję, że nie pomyślałeś, ze ja korzystając ze sposobności zbaczam z tematu, żeby szybko napisać coś Bogu, to wynika jedynie z mojej nieporadności. Akty psychiczne w religii to jest bardzo pasjonujący temat, bo nabierają w niej niesamowitych znaczeń, przez co mogą wpływać inspirująco również na filozofię.

Pozdrawiam
Patuszkin (2279 punktów)
>Drogi Patuszkinie
>Biorę sobie do serca Twoją uwagę. Ok, trzymajmy się tematu.
>Wg mnie wolna wola jest oczywistym faktem, ponieważ nawet jeśli nazwiemy ją "iluzją" - to faktem jest, że każdy z nas taką iluzję odczuwa. Poza tym uważam, że zadaniem filozofa jest wyjaśnianie oczywistych faktów a nie przeczenie im.
>Co za tym idzie Twe twierdzenie, ze przyjęcie wolnej woli wyłącza człowieka z praw przyrody albo przeczy zasadom naukowym to nie jest żaden argument.

Czy my się dobrze rozumiemy? Nie przeczę wolności wyboru. Przeczę wolności, która wymyka się spod konieczności.

>Chodziło mi to, że w człowiek ma moc panować nad odruchami zwierzęcymi ( w tym sublimować je).

Ależ oczywiście, że może panować. Panowanie nad sobą to myśl, która dla niektórych staje się koszmarem. Widziałaś na pewno tych opanowanych, którzy popadają w obłęd panowania.

cześć.
Piotrek Patucha
Teresa
>Czy my się dobrze rozumiemy? Nie przeczę wolności wyboru. Przeczę wolności, która wymyka się spod konieczności.

Ok. Zgoda, że jest coś takiego jak konieczność chcenia, czyli chcenie przepełnione zrozumieniem (tzn. "rozumiem głęboki sens czegoś, więc tego właśnie muszę chcieć").
Ale żeby zaszła konieczność chcenia musi nastąpić zrozumienie.

"(...)Z pozycji obserwatora chorobę psychiczną można określić właśnie dzięki temu, że zajmuje się wobec pacjenta postawę wyjaśnienia przyczynowego o jego słów i zachowań. Przyczynowość psychiczna zaczyna się tam gdzie kończy się zrozumienie. Możemy też powiedzieć: [dopiero tam], gdzie kończy się wolność, którą zakładamy we wszelkim rozumieniu." Scheler

Poza tym konieczność chcenia to nie jest jakaś mechaniczna konieczność przyczynowa. Konieczność chcenia jest czymś innym niż poczucie przymusu. Przymus ogranicza naszą moc, natomiast konieczność chcenia jest jej wyrazem.

Wg Schelera: "Istnienie przedmiotu "dla" jakieś istoty bez realnego oddziaływania mechanicznego przedmiotu na nią i jej możność bycia determinowaną przezeń jest początkiem wolności" dla tej istoty.

>Ależ oczywiście, że może panować. Panowanie nad sobą to myśl, która dla niektórych staje się koszmarem. Widziałaś na pewno tych opanowanych, którzy popadają w obłęd panowania.
No właśnie, że nie widziałam!
Patuszkin
>Ok. Zgoda, że jest coś takiego jak konieczność chcenia, czyli chcenie przepełnione zrozumieniem (tzn. "rozumiem głęboki sens czegoś, więc tego właśnie muszę chcieć").
>Ale żeby zaszła konieczność chcenia musi nastąpić zrozumienie.

Jest kłopot z tym rozumieniem. Bo jakieś łatwe, lokalne sprawy każdy jest w stanie pojąć. Ale kiedy rzucimy okiem na państwo, kontynent, ziemię całą, wtedy sploty wydarzeń, relacje międzyludzkie stają niezmiernie skomplikowane. Pozostaje jedynie zadowolić się prawdopodobieństwem, czyli przekonaniem, że w naszych myślach jest trochę prawdy o tym czym jesteśmy i co na nas oddziaływuje.

W naszej dyskusji pojęcie wolności kilka razy zmieniało znaczenie. Myślę, że to jedna z przyczyn, dla której nie potrafiliśmy osiagnąć porozumienia. Nadal jesteśmy w lesie.

Ja zdefiniowałem wolność jako "zgodę na konieczność", ale już nie dodałem, czy to jest dobra czy gorsza konieczność. Myślę, że ten moment jest ważny, ale w tej dyskusji nie trzeba tego rozwijać.
Ty zaś używasz pojecia wolności w znaczeniu "wolności wyboru" i to zmienia radykalnie optykę rozumienia tego problemu. Bo jedno i drugie jest, ale to dwa różne momenty.
I powiem więcej: Wolność wyboru ma każdy człowiek od urodzenia, tym większą im mniejszą presję wywierają nań rodzice(w wieku dziecięcym) i państwo. Wolność wyboru może czasem występować w znaczeniu wolności politycznej.

Natomiast wolność w moim znaczeniu, tj. "zgoda na konieczność", nie każdemu przysługuje, bo tylko tym, którzy zacznają rozumieć prawidłowości, którym podlega przyroda i człowiek. Ta wolność zwiększa się wraz ze wzrostem wiedzy. Maksymalnie wolny byłby tylko ten, który zrozumiałby wszystko, ale takiego jeszcze nie było. A czy będzie? Śmiem wątpić. Przy czym nie oznacza to, że nie warto zdobywać wiedzy, że można położyć się plackiem i udawać, że wszyscy są w takim samym położeniu. Wręcz przeciwnie. Wiedza wyzwala. Im więcej będziesz wiedziała tym łatwiej będziesz godzić się z koniecznością. Tak to rozumiem.

Pozdrawiam.
Teresa
Bardzo mi się to podoba, co napisałeś o zrozumieniu.

Pamiętam takie zdarzenie, że udało mi się bez najmniejszego trudu wybaczyć komuś coś, dopiero wtedy, kiedy zrozumiałam jego motywy ... i to po paru latach, w ciągu których byłam smutna i bezsilna (bo nie mogłam wybaczyć, choć z góry wiedziałam, że powinnam - jako wierząca).

Ale powróćmy to tematu ... innymi słowy człowiek jest wolny, ponieważ ma możność zgodzenia się na konieczność ... o ile jest ona oczywista. Ta oczywistośc na niego naciska i naciska, aż w końcu on jej ulega.

Rozumiem, że Tobie chodzi o coś, co wyrosło (oczywiście!) w starożytnej Grecji, czyli o to aby poznawać świat obiektywnie i na podstawie tej obiektywnej wiedzy podejmować skuteczne działania.

"Wzorem, niestety często ignorowanym, jest pod tym względem dowódca w bitwie. Nie ma zapewne człowieka bardziej praktycznego, intensywnie zaangażowanego w akcję niż on. A przecież, gdy patrzy przez lornetkę na pole bitwy, stara się je widzieć z wzorową przedmiotowością, bez najmniejszego śladu wartościowania." J.M.Bocheński

Ale niestety im większy jest zakres rzeczywistości (im mniej obiektywnej wiedzy) tym nasza wola jest mniej naciskana (brak konieczności). Wtedy wydaje mi się, że musimy wartościować, czyli oceniać, co jest "dobre" a co "złe". Musimy, bo inaczej nie moglibyśmy działać.

Ty mówisz o prawdopodobieństwie, ale wydaje mi się, ze to nie jest najlepszy pomysł.
Np. rury z wodą, przyznaj, że bardziej prawdopodobne jest, aby woda płynęła z góry na dół a nie z dołu do góryw rurze. I tak patrząc na kran, ale nie znając jego działania, ktoś mógłby powiedzieć, ze bardziej prawdopodobne jest aby woda płynęła z góry do kranu. A tymczasem nic bardziej mylnego! Co za tym idzie ciekawy obraz świata można by zbudować na zasadzie prawdopodobieństwa.

Pan Leszek Kołakowski chyba coś takiego napisał, że kiedy nie wiemy, co jest sprawiedliwe, to kierujmy się -po chrześcijańsku- miłosierdziem, to jest najlepsze wyjście.
Muszę Ci wyznać, Piotrek, że ja jestem wierząca, bo postrzegam/przeżywam Boga jako Najwyższe Dobro dla "ja" reprezentanta gatunku ludzkiego (czyli i mnie), a to, co złe - wolę odrzucać. Ale i tak cały czas odczuwam niedosyt. A takie byty jak dobro i zło, to są byty transcendentne, które przeżywam nie tylko jako własne stany doznaniowe psychiczno-fizyczne.

Ale mam do Ciebie pytanie czy gdyby Hitler wszystko wiedział to nie napadłby na Polskę?

Chociaż z drugiej strony tylko po to, żeby zademonstrować swoją wolność mogę odmówić zgody na konieczność! Na przykład mogę założyć własna uczelnie (bo nie sądzę aby w imię tolerancji pozwolono mi na taki proceder na uczelni państwowej ) , na której będę wykładać (wbrew oczywistym faktom), że ziemia jest płaska i kto mi zabroni? (Wolnośc wyboru?).

Ja (niestety) w życiu nie tylko kierowałam się prawdopodobieństwem czy też obiektywną wiedzą-, ale również brałam pod uwagę to, co jest "dobre" a co "złe" w skutecznej miłości bliźniego lub przynajmniej żeby nie zaszkodzić temu bliźniemu. A opierałam się na na świadomości własnej mocy woli i mocy czynu. Ale może Ty potrafisz, to ująć w ryzach prawdopodobieństwa i konieczności .

Pozdrawiam serdecznie
beuek (18 punktów)
bardzo ciekawe zagadnienie kiedy spojrzeć z dystansu na moje dotychczasowe życie faktycznie pole manewru było dość wąskie i moje wole wybory praktycznie istniały w ograniczonym wieloma czynnikami zakresie
(poza wyborem czy kupić kebaba czy hamburgera to już moje zachcianki)
ALE co to tezy że za 1000lat nauka rozpracuje przyszłość i wolną wolę uczyni przewidywaną nie można się zgodzić ponieważ tym samym właśnie zabiłeś człowieka i zrobiłeś ze mnie i moich towarzyszy śmieszne maszynki. powiedzmy śmieszne maszynki 90%. 10% człowieczeństwa musisz mi zostawić
inhet (1073 punktów)
>ALE co to tezy że za 1000lat nauka rozpracuje przyszłość i wolną wolę uczyni przewidywaną nie można się zgodzić ponieważ tym samym właśnie zabiłeś człowieka i zrobiłeś ze mnie i moich towarzyszy śmieszne maszynki. powiedzmy śmieszne maszynki 90%. 10% człowieczeństwa musisz mi zostawić
>
Jeśli człowieczeństwo ma być jedynie nieprzewidywalnością ludzkiego zachowania, to żałosne by to było człowieczeństwo - a na miano najpełniejszych ludzi zasługiwaliby schizofrenicy.
beuek

>> Jeśli człowieczeństwo ma być jedynie nieprzewidywalnością ludzkiego zachowania, to żałosne by to było człowieczeństwo - a na miano najpełniejszych ludzi zasługiwaliby schizofrenicy.
>

Nie do końca chyba się rozumiemy. Czytałeś wcześniejszą wypowiedź może? Dla mnie człowieczeństwo to przede wszystkim rozum i wolna wola (tudzież uczucia)jeśli byłyby one przewidywalne w stu procentach, to już nie jest żadna wolna wola i żaden rozum, dzięki którego operacjom kierujemy swoim życiem (istnieje tylko zbitek danych z których za pomocą odpowiedniego wzoru możemy wyliczyć co dany człowiek zrobi itd). Nie rozumiem co w takim człowieczeństwie żałosnego? (tzn. rozumiem że człowieczeństwo poniekąd jest żałosne! tyle że nijak się to ma do kontekstu).
Pozdrawiam
beuek

>> Jeśli człowieczeństwo ma być jedynie nieprzewidywalnością ludzkiego zachowania, to żałosne by to było człowieczeństwo - a na miano najpełniejszych ludzi zasługiwaliby schizofrenicy.
>

Czy człowieczeństwo rozumiane przezemnie przedewszystkim jako rozum oraz wolna wola według Ciebie jest żałosne? Zbiór danych z których, za pomocą odpowiedniego wzoru można wyliczyć przyszłość każdego człowieka wyklucza w pewnym sensie te dwa przymioty człowieczeństwa. Z drugiej strony zgadzam się, iż jest żałosnym człowieczeństwo jako takie samo w sobie. To na inny temat dyskusja. Pozdrawiam
Tomek, tomw2
Wolna wola z punktu widzenia nauki nie ma racji. Jak wiemy prawa fizyki są deterministyczne (w przypadku mechaniki kwantowej jest to determinizm probabilistyczny), a ludzkie myśli i doznania mają podłoże materialne. To podłoże, którym jest nasz mógz i procesy w nim zachodzące, podlega takiemu samemu determinizmowi jak raszta świata. Innymi słowy, jego stan aktualny jest wynikiem stanu poprzedniego. Nie ma tu miejsca na wolną wolę. Z tego punktu widzienia subiektywne poczucie wolnej woli wydaje się być złudzeniem. Trudno ustalić, jaka jest prawda.
V0lrath (3440 punktów)
Przy okazji czytania podręcznika do psychofizjologii (Piotr Jaśkowski - "Zarys psychofizjologii" - polecam bo łatwy do zrozumienia nawet dla laika w dziedzinie) z ciekawych rzeczy na temat wolnej woli ostatnio dowiedziałem się o eksperymencie Frieda i współpracowników - został przeprowadzony w 1991 roku i polegał na tym, że badacze stymulowali różne obszary kory ruchowej mózgu impulsami i sprawdzali reakcję.
Zaobserwowano, że stymulacja pierwszorzędowej kory ruchowej powoduje pojawianie się ruchów nieintencjonalnych, identyfikowanych przez uczestnika eksperymentu jako obce (tak jak na przykład w syndromie obcej ręki ruchy kończyny są przez chorego identyfikowane jako obce).
Ale co ciekawsze podczas stymulacji dodatkowego pola ruchowego (SMA - supplementary motor area) słabymi impulsami uczestnik doznawał chęci wykonania ruchu, a przy mocniejszych impulsach wykonywał ruch wolicjonalny tą częścią ciała, którą "chciał" ruszyć przy słabszych impulsach - postrzegany jako efekt wolnej woli (choć ruch ten był tak na prawdę w pełni przewidywalnym wynikiem stymulacji).

Kolejną ciekawostkę stanowi doświadczenie Libeta. Badani wykonywali ruch palcem w dowolnej chwili obserwując tarczę zegara z czerwonym punktem wyznaczającym czas - obracajacym się szybko - okres obrotu wynosił 2,56 s.
Badany musiał określić w którym momencie podjął decyzję o ruszeniu palcem.
W czasie eksperymentu obserwowano EEG i EMG. Pozwoliło to określić czas wystąpienia:
1. potencjału gotowości (na podstawie EEG)
2. świadomego aktu woli (na podstawie obserwacji badanego)
3. ruchu palcem
Co ciekawe okazało się, że potencjał gotowości pojawia się mniej więcej na sekundę przed wykonaniem ruchu, a świadomy akt woli następuje później - około 300 ms przed ruchem. Nawet jeśli badany był proszony o spontaniczność i nie planowanie ruchu, potencjał gotowości i tak pojawiał się co najmniej na pół sekundy przed ruchem i wcześniej od aktu wolnej woli.
Wniosek z eksperymentu jest taki, że inicjalizacja działania zaczyna się przed uświadomieniem sobie tego, że chce się działać. Działalność neuronalna przygotowująca działania zaczyna się na długo przed aktem świadomej woli.
Świadomość jest zawiadamiana dopiero po fakcie i stwarza poczucie wolnego działania.

Podobne eksperymenty powtórzyli Haggard i Eimer - przy czym postanowili lepiej zbadać relację przyczynowo skutkową oraz przetestować przypadek gdy badany mógł zrobić dowolny ruch ręką, a także zastosowali zlateralizowany potencjał gotowości. Relacja czasowa między wystąpieniem fazy przygotowania do ruchu, a świadomym "podjęciem decyzji" w wyniku ich badań została osłabiona - okazało się, że odległość nie jest wielka, ale jednak nadal kolejność i relacja jest taka sama. Eksperyment wykluczył RP (potencjał gotowości) jako "nieświadomą przyczynę świadomego stanu, od którego zależy osąd W" (Haggard & Eimer,1999, s. 132), ale jednocześnie jako taką przyczynę pokazał LRP (zlateralizowany potencjał gotowości).
RP zaczyna jedynie niesprecyzowane przygotowanie do działania.
LRP zaczyna się później niż RP, ale i tak wcześniej niż świadomy akt woli.
Grzegorz (2117 punktów)
>Co ciekawe okazało się, że potencjał gotowości pojawia się mniej więcej na sekundę przed wykonaniem ruchu, a świadomy akt woli następuje później - około 300 ms przed ruchem. Nawet jeśli badany był proszony o spontaniczność i nie planowanie ruchu, potencjał gotowości i tak pojawiał się co najmniej na pół sekundy przed ruchem i wcześniej od aktu wolnej woli.

Czytałem o tym eksperymencie (choć nie w szczegółach - a diabeł właśnie w tych szczegółach tkwi) i nie mam pewności co do trafności metody badawczej.

Pierwszy problemem jaki tu widzę to fakt, że pomiędzy podjęciem przez badanego decyzji, a zakomunikowaniem tej decyzji też upływa czas, co więcej jest to też decyzja. Druga sprawa, że operujemy na jednostkach typu 300 ms czyli 0,03 s.
Czyli - ocena momentu wystąpienia "świadomego aktu woli" dokonywana jest przez badanego, człowiek raczej nie jest na tyle "żwawy" żeby percepować wyraźnie i bez wątpliwości odcinki czasu tego rzędu, potem mamy jeszcze decyzję o przekazaniu komunikatu (nie jest to w końcu jakiś odruch bezwarunkowy tylko działanie intencjonalne, więc też zabiera jakiś czas) no i wreszcie sam akt komunikowania (np. przez naciśniecie przycisku czy cokolwiek innego) - ja próbowałem kiedyś na stoperze elektronicznym dokonać najszybszego możliwego włączenia i wyłączenia, słowem wyłapania minimalnego czasu reakcji samego organizmu - konia z rzędem temu, kto potrafi zrobić to w 0,03 s. czy nawet 0,3 s. Kolejna rzecz to aktywność mózgu podczas całego eksperymentu - badany podejmuje nie tylko decyzje o zgięciu palca, ale również np. o przyciśnięciu przycisku (czy podjęcia innej formie komunikacji z badającym) - zastanawiam się czym w odczycie fal mózgowych te decyzje się różnią i na jakiej podstawie, ktoś stwierdził, że ten, a nie inny wykres jest efektem tej, a nie inne decyzji ? Dodatkowo, człowiek nie może wyłączyć sobie myślenia, czy wyłączyć kompletnie funkcjonowania mózgu na jakimś obszarze - podchodząc tak skrajnie redukcjonistycznie sądzę (mogę się mylić) że niemożliwe ustalenie, czy to pojawianie się "decyzji nieuświadomionej" przed "decyzją uświadomioną" nie jest efektem jakiegoś całkiem innego procesu. Dlatego też zastanawiam się czy ten eksperyment faktycznie udowadnia swoje wnioski. To, że od podjęcia decyzji do faktycznego ruchu palcem mija jakiś czas raczej jest bezdyskusyjne i chyba nie budzi sensacji (trzeba jakoś tą maszynerię ścięgnowo mięśniową poruszyć).

Ponieważ pisze Pan że się "obczytał" to może jest odpowiedź na moje wątpliwości która je rozwieje.

Pozdrawiam

V0lrath (3440 punktów)
> Pierwszy problemem jaki tu widzę to fakt, że pomiędzy podjęciem przez badanego decyzji, a zakomunikowaniem tej decyzji też upływa czas, co więcej jest to też decyzja.

Badany zapamiętywał moment, a nie komunikował.
To znaczy później mówił gdzie była czerwona kropka gdy podjął decyzję.
> Druga sprawa, że operujemy na jednostkach typu 300 ms czyli 0,03 s.

Raczej 0,3 s.

> Czyli - ocena momentu wystąpienia "świadomego aktu woli" dokonywana jest przez badanego, człowiek raczej nie jest na tyle "żwawy" żeby percepować wyraźnie i bez wątpliwości odcinki czasu tego rzędu, potem mamy jeszcze decyzję o przekazaniu komunikatu (nie jest to w końcu jakiś odruch bezwarunkowy tylko działanie intencjonalne, więc też zabiera jakiś czas) no i wreszcie sam akt komunikowania (np. przez naciśniecie przycisku czy cokolwiek innego) - ja próbowałem kiedyś na stoperze elektronicznym dokonać najszybszego możliwego włączenia i wyłączenia, słowem wyłapania minimalnego czasu reakcji samego organizmu - konia z rzędem temu, kto potrafi zrobić to w 0,03 s. czy nawet 0,3 s.

Nie komunikował tego od razu. Miał za zadanie patrzeć na tarczę, śledzić czerwoną kropkę i zapamiętać moment. Pamięć działa bardzo szybko - dużo szybciej niż akcja czy reakcja.

> Kolejna rzecz to aktywność mózgu podczas całego eksperymentu - badany podejmuje nie tylko decyzje o zgięciu palca, ale również np. o przyciśnięciu przycisku (czy podjęcia innej formie komunikacji z badającym) - zastanawiam się czym w odczycie fal mózgowych te decyzje się różnią i na jakiej podstawie, ktoś stwierdził, że ten, a nie inny wykres jest efektem tej, a nie inne decyzji ?

Badany podejmował tylko akcję ruszania palcem oraz zapamiętywania gdzie była czerwona kropka w momencie dokonania wyboru o ruszeniu palcem. Nic nie klikał ani nie mówił. To robił dopiero potem.

> Dodatkowo, człowiek nie może wyłączyć sobie myślenia, czy wyłączyć kompletnie funkcjonowania mózgu na jakimś obszarze - podchodząc tak skrajnie redukcjonistycznie sądzę (mogę się mylić) że niemożliwe ustalenie, czy to pojawianie się "decyzji nieuświadomionej" przed "decyzją uświadomioną" nie jest efektem jakiegoś całkiem innego procesu.

Różne partie mózgu są odpowiedzialne za różne sprawy. Można sprawdzić - mając wyniki z różnych elektrod - przy pomocy analizy danych z jakiego obszaru mózgu pochodzi dany załamek fali.

> To, że od podjęcia decyzji do faktycznego ruchu palcem mija jakiś czas raczej jest bezdyskusyjne i chyba nie budzi sensacji (trzeba jakoś tą maszynerię ścięgnowo mięśniową poruszyć).

Tak - to nie budzi sensacji.
Sensację budzi to, że najpierw działa w sposób niezależny od "wolnej woli" i nieświadomy dodatkowa kora ruchowa, a potem dopiero człowiek uświadamia to sobie - po fakcie rzeczywistego dokonania wyboru - chęć dokonania wyboru oraz proces dokonywania wyboru.

> Ponieważ pisze Pan że się "obczytał" to może jest odpowiedź na moje wątpliwości która je rozwieje.

Jeszcze się nie obczytałem - dopiero sobie czytam. Ale na "pierwszy ogień" poszło kilka pierwszych rozdziałów oraz bardzo interesujący rozdział ostatni (o wolnej woli) - nie mogłem się powstrzymać i czytać po kolei.
Tomaderon (6 punktów)
>To znaczy później mówił gdzie była czerwona kropka gdy podjął decyzję.

Możliwe, że warunki doświadczenia wymuszały szybką reakcję. W takiej sytuacji każdy potencjał gotowości skutkował świadomym ruchem. Jeśli badany był proszony o jak najszybszy ruch palcem po podjęciu decyzji, to była ona wówczas bardziej podatna na procesy automatyczne (nie było czasu na świadome rozważanie decyzji, a drobny impuls, generowany nieświadomie, powodował skutek ostateczny). Czynności podlegające świadomej kontorli mogą być wykonywane z większym lub mniejszym zaangażowaniem sobiektywnie postrzeganej przez nas woli (np. oddychanie). Ważne, aby w tego typu doświadczeniach udział woli był możlwie duży, tymczasem wydaje się, że w tym wypadku warunki eksperymentu udział ten ograniczały.
Problem nieinstnienia wolnej woli budzi nie tylko wątpliwości natury moralnej, czy estetycznej, ale także naukowo-filozoficznej. Jeśli rzeczywiście miałoby być tak, że wolnej woli nie ma, to świadomość jako rzecz ukształtowana przez ewolucję, traci sens. Równie dobrze moglibyśmy wówczas działać jako beduszne automaty. Chyba, że świadomość jest skutkiem ubocznym rozwoju układu nerwowego. Potencjalnie jest to możliwe do sprawdzenia.
Grzegorz (2117 punktów)
>Badany zapamiętywał moment, a nie komunikował.
>To znaczy później mówił gdzie była czerwona kropka gdy podjął decyzję.

OK dzięki za uściślenie - wielu powołuje się na eksperyment a nigdzie nie znalazłem opisu metody. Na racjonaliście.pl jest tylko, że "logika doświadczenia była dość skomplikowana":
www.racjonalista.pl/kk.php/s,3955

>Raczej 0,3 s.

Przyznaję - mój błąd szybciej napisałem niż pomyślałem

>Badany podejmował tylko akcję ruszania palcem oraz zapamiętywania gdzie była czerwona kropka w momencie dokonania wyboru o ruszeniu palcem. Nic nie klikał ani nie mówił. To robił dopiero potem.

Tu jednak widzę problem - ponieważ doświadczenie to od strony obiektu badań jest prostsze do przeprowadzenia niż fuzja termojądrowa więc zwyczajnie postanowiłem się sam po testować - oczywiście bez elektrod , tylko chciałem wyłapać moment podjęcia decyzji zgięcia palca, patrząc jednocześnie na stoper i zapamiętać - ten stoper to po to żeby być rozproszonym przez wpatrywanie się w jakiś zegar i zmusić się do zapamiętywania czegoś co potem niby przekażę badaczowi. Trudno byłoby zasymulować dodatkowo jakiś stres związany z faktem bycia obiektem badanym, ale trudno. Spróbuj z resztą sam (odejdę już od formy Pan bo mam wrażenie że się wygłupiam).
Przedstawię wynik moich kilkunastominutowych obserwacji - wiedząc co mam robić koncentrowałem się na tym zginaniu palca, cały czas o tym myślałem, bardzo trudno było mi określić moment podjęcia decyzji, na samym początku w ogóle miałem wrażenie, że nic innego nie robię tylko bez przerwy podejmuje decyzję, potem, jak się trochę skoncentrowałem, za ten moment przyjmowałem odruchowo zwerbalizowanie polecenia jakie sobie wewnętrznie w myślach formułowałem. Jednak jak się dobrze zastanowiłem to miałem wrażenie, że decyzja zapadała przed werbalizacją w myślach (najpierw decyzja, a potem jej ubranie w formę werbalną). Potem próbowałem polecenia nie ubierać w słowa (hehe - spróbuj zabronić sobie o czymś myśleć ) - nie wiem czy mi w ogóle wyszło. Sprawa z zegarem - makabra, niby człowiek ma jakąś podzielność uwagi, ale to patrzenie na ruchome cyferki powodowało, że im dłużej próbowałem, tym więcej miałem wątpliwości co do określenia momentu, więc po kilkunastu próbach odstawiłem stoper i zamknąłem oczy. Szczerze mówiąc sam nie wiem - gdyby jakiś typ w kitlu pytał mnie po każdej próbie o ten moment, to chyba uczciwie musiałbym powiedzieć, że nie mogę jednoznacznie ustalić. Musiałbym otrzymac najpierwjakieś wytyczne po czym mam poznac jednoznacznie moment podjęcia decyzji. Z resztą co się będę rozpisywał - jak masz chwilę czasu - spróbuj, może to tylko ja jestem jakiś rozkojarzony i Tobie wyjdzie to inaczej.

>Sensację budzi to, że najpierw działa w sposób niezależny od "wolnej woli" i nieświadomy dodatkowa kora ruchowa, a potem dopiero człowiek uświadamia to sobie - po fakcie rzeczywistego dokonania wyboru - chęć dokonania wyboru oraz proces dokonywania wyboru.

No nie wiem - może to wynikać z problemu ustalenia przez badanego, kiedy tak na prawdę decyzje podjął. Nie wyobrażam sobie tu jakiegoś zobiektywizowanego symptomu, który ktoś kazał badanemu przyjąć za moment podjęcia decyzji.

>Jeszcze się nie obczytałem - dopiero sobie czytam. Ale na "pierwszy ogień" poszło kilka pierwszych rozdziałów oraz bardzo interesujący rozdział ostatni (o wolnej woli) - nie mogłem się powstrzymać i czytać po kolei.

Jak juz napisałem o doświadczeniu czytałem same ogólniki ale wyczytałem też że ostatecznie wiele lat później sam Libet stwierdził że wolna wola jednak może istnieć, już choćby przez fakt możliwości powstrzymania się od działania.

Pozdrawiam

V0lrath (3440 punktów)
Jest pewna różnica między stoperem (zarówno elektronicznym jak i tradycyjnym) a tarczą z czerwoną kropką robiącą bardzo szybkie obróty dookoła tarczy - jeden obrót to 2,56 s.

Nie wiem jak to było z dokładnością pomiarów, ale chyba była spora skoro udało się - w doświadczeniach następców - zauważyć podział na grupę osób, które stwierdzają moment podjęcia decyzji wcześniej oraz później, a także znaleźć korelację między LRP, a późniejszym postrzeganym aktem wolnej woli, a brak takowej między RP.

LRP->akt świadomej woli
RP,LRP->działanie

Może popróbuję się tak pobawić - ale nie ze stoperem - najpierw zrobię sobię - programowo - tarczę z kropką.
Grzegorz (2117 punktów)
>Jest pewna różnica między stoperem (zarówno elektronicznym jak i tradycyjnym) a tarczą z czerwoną kropką robiącą bardzo szybkie obróty dookoła tarczy - jeden obrót to 2,56 s.

Oczywiście, ale nie używałem stopera do mierzenia czasu tylko jako czynnik rozpraszający uwagę, bowiem zastanawiając się nad całym przebiegiem doświadczenia doszedłem do wniosku że obiekt badany ma konieczność skupiania się jednocześnie na: 1) precyzyjnym wyczuciu momentu podejmowanie decyzji,
2) obserwacji tarczy
3)zapamiętaniu jakiegoś punktu na tarczy w korelacji z decyzją.

>Nie wiem jak to było z dokładnością pomiarów, ale chyba była spora skoro udało się - w doświadczeniach następców - zauważyć podział na grupę osób, które stwierdzają moment podjęcia decyzji wcześniej oraz później, a także znaleźć korelację między LRP, a późniejszym postrzeganym aktem wolnej woli, a brak takowej między RP.
>LRP->akt świadomej woli
>RP,LRP->działanie

Taaaa to jest zastanawiające. Może faktycznie jest to prawidłowość, ale nie ukrywam że odnoszę się do tego raczej sceptycznie i wydaje mi się, że powinno być też jakieś inne wyjaśnienie tego zjawiska (nie mam podstaw - po prostu nie przemawia to do mnie). Nie jestem naukowcem więc pewnie ja do tego nie dojdę, ale może to mieć coś wspólnego np. z procesem "werbalizacji" decyzji w świadomości - kiedy zginamy palec po to aby postukać w klawiaturę nie wydajemy sobie żadnych uświadomionych, werbalnych, poleceń dotyczących aparatu ruchowego - działają wypracowane odruchy, ale kiedy ktoś każe mi świadomie czymś poruszyć jest jednak zauważalna różnica. Druga sprawa to, że człowiek na ogół podejmuje decyzję w rodzaju "idę do baru" a nie "zegnę nogę w kolanie, potem podniosę, postawę dalej, wyprostuję itd. ......" w tym pierwszym przypadku reakcje organizmu są wyuczonymi odruchami i odbywają się poza świadomością (chodzi mi tu o wnioskowanie dalsze dotyczące wolnej woli). Trzecia sprawa to kwestia, o której już pisałem, czyli izolacja procesów w mózgu - pisałeś że można wyodrębnić odpowiednie ośrodki i jest to prawda, tyle że zastawiam się czy decyzja poruszenia mięśniem ręki i mięśniem oka nie odbywa się w tym samym ośrodku ? Badany człowiek nie może wyłączyć całego mózgu poza tym jednym ośrodkiem, siedzi sobie i stara się skoncentrować na tym jednym ruchu, ale jednocześnie porusza setką innych mięśni w ciele, odbiera setki bodźców zewnętrznych, stara się skoncentrować wzrok (czyli porusza mięśniami odpowiedzialnymi za prawidłowe wyostrzenie wzroku), jak go cos swędzi to się podrapie, lub przynajmniej podejmie decyzje o konieczności podrapania, przypomni mu się wczorajszy obiad, będzie reagował na emocje, które budzi w nim eksperyment etc. Jeśli nawet odrzucić część z tych wymienionych czynności jako zachodzące w innych obszarach mózgu, to nadal jednak zostaje cos więcej niż jeden tylko ruch i jedna tylko uświadomiona decyzja. Powtarzalność eksperymentu sugerowałaby jego moc dowodową ale cóż - ile razy bym nie powtarzał eksperymentu z obserwacją słońca, zawsze mi wychodzi że to ono się rusza a ja stoję

Pozdrawiam
Tomaderon (6 punktów)
> w tym pierwszym przypadku reakcje organizmu są wyuczonymi odruchami i odbywają się poza świadomością (chodzi mi tu o wnioskowanie dalsze dotyczące wolnej woli).
Rzeczywiście, udział woli w wykonywaniu czynności dowolnych może być różny. Np. oddychanie - może być zupełnie automatyczne (np. to utracie przytomności) lub też świadomie przez nas kontrolowane. Zdaje się, że doświadczenie, o którym piszemy, preferowało raczej czynności odruchowe.
Grzegorz (2117 punktów)
>Rzeczywiście, udział woli w wykonywaniu czynności dowolnych może być różny. Np. oddychanie - może być zupełnie automatyczne (np. to utracie przytomności) lub też świadomie przez nas kontrolowane. Zdaje się, że doświadczenie, o którym piszemy, preferowało raczej czynności odruchowe.

Nie wiem czy dobrze rozumiem powyższe stwierdzenie, jeśli błądzę co do Twojej intencji to mnie popraw.
Wnioskiem doświadczenia jest ustalenie że, upraszczając mocno, decyzja zapada przed uświadomieniem sobie decyzji, co przekuwa się na wątpliwość dotyczącą "wolnej woli".
Jeśli przyjąć, jak piszesz, że preferowane byłyby czynności odruchowe, to możliwość ustalenia momentu podjęcia świadomej decyzji odpada moim zdaniem w ogóle. Z natury rzeczy jak się człowiek skoncentruje na procesie oddychania to może go sobie obserwować (wtedy nie koniecznie jest świadomy momentu podjęcia decyzji o uruchomieniu odpowiednich mięśni mimo, że staje się świadomy całego procesu) lub może próbować nim sterować (czyli daje świadome polecenia organizmowi żeby ten np. wstrzymał oddech, a przed tym poleceniem, podejmuje decyzję, żeby tak a nie inaczej zrobić).
Czyli wg mnie - jeśli mówimy o odruchach to raczej nie dałoby by się dojść do osiągniętych wniosków. Wniosek, że czynność odruchowa "decydowana" jest poza świadomością, raczej kontrowersyjny nie jest. Doświadczenie jednak narobiło i robi do dziś sporo szumu bo zdaje się wspierać tezę, że w świadomym procesie decyzyjnym, decyzja faktycznie zapada przed uświadomieniem sobie decyzji.
Mój pogląd, którego nie mogę dowieść inaczej niż poprzez rozumowanie tudzież próbę na sobie skłania się do tego, że może istnieć jakieś inne wytłumaczenie, które falsyfikuje wniosek:
1) nie jestem pewien czy daje się faktycznie wydzielić z sygnałów w badanym ośrodku konkretny sygnał świadczący o podjęciu decyzji, bo nie da się na tyle wyizolować obiektu badanego żeby bez jakichkolwiek wątpliwości pozbawić go związków z innymi procesami zarówno poza ośrodkiem jak i w nim samym. Zaistnienie różnicy potencjałów elektrycznych nie wskazuje nam treści, a założenie, że człowiek ześrodkuje całą swoją psychiczną, świadomą koncentrację w jednym punkcie jest moim zdaniem naciągane - szczególnie, że nie w jednym ale co najmniej w trzech Inaczej mówiąc - po czym badacz pozna, że odebrany sygnał jest decyzją ruszenia palcem, a nie decyzją poruszenia okiem koniecznym dla zaobserwowania wskazówki?
2) na sobie stwierdziłem, że jeśli wyłączyć czynniki rozpraszające i skoncentrować się maksymalnie na tej jednej myśli - decyzji, to faktycznie można wręcz percepować różnicę czasową pomiędzy podjęciem decyzji, a jej no nie wiem jak to nazwac powiedzmy "przekładem na język polski" w mojej świadomości (czyli wydaniem polecenia) - nie mogę stwierdzić co uznać za moment podjęcia decyzji, bo człowiek nie myśli tylko słowami - szczególnie jeśli chodzi o proste wyuczone czynności. Z kolei wychwycenie świadome tego przed-werbalnego sygnału jest trudne (dla mnie), nawet jeśli postaram się wyłączyć maksymalnie wszystko co mnie rozprasza. Kłopot zatem w tym, co eksperymentator kazał przyjmować badanemu jako moment podjęcia decyzji.
3) Ten "przed-werbalny" sygnał jest wyrazem intencji działania i zależy od mojej woli (w tym konkretnym badaniu) - zatem jeśli ta różnica wyraża się w tym miejscu tj. za decyzję uzna się polecenie, a nie ów sygnał to różnica czasowa nie stanowi dowodu na brak wolnej woli, tylko na to że pomiędzy intencjonalnym impulsem, a jego również intencjonalnym, werbalnym odwzorowaniem w świadomości upływa jakiś czas potrzebny na sformułowanie polecenia.
Nie potrafię prawidłowo opisać tego wszystkiego w języku specjalistów z tej dziedziny. Nie twierdzę też bo nie mam podstaw, że to wszystko brednie. Zgłaszam tylko pewne nasuwające mi się wątpliwości.

Hehe no trochę się rozpisałem poza tematem Twojego postu , ale jak zacząłem pisać to sobie poukładałem wnioski, więc nie traktuj proszę tego jako polemiki z czymś czego nie napisałeś, tylko jako ciąg dalszy całej dyskusji.

Pozdrawiam
tomaderon
>Nie wiem czy dobrze rozumiem powyższe stwierdzenie, jeśli błądzę co do Twojej intencji to mnie popraw.
>Wnioskiem doświadczenia jest ustalenie że, upraszczając mocno, decyzja zapada przed uświadomieniem sobie decyzji, co przekuwa się na wątpliwość dotyczącą "wolnej woli".
>Jeśli przyjąć, jak piszesz, że preferowane byłyby czynności odruchowe, to możliwość ustalenia momentu podjęcia świadomej decyzji odpada moim zdaniem w ogóle.

Może nie dość precyzyjnie to napisałem. Miałem na myśli to, że czynność zamierzona może zachodzić z większym lub mniejszym udziałem woli. Mogę kontrolować dokładnie ruch mojej ręki i palców podczas drapania się po głowie, co jednak nie wydaje mi się wygodne. Zamiast tego moja wola (czyli w zasadzie ja) wydaje ogólne polecenie podrapania się po głowie, a szczegóły ruchowe są już automatyczne. Wówczas udział woli jest mniejszy. Jeśli zdarzyłoby mi się podrapać po głowie w chwili zastanowienia, niejako mimowolnie, to wpływ woli byłby jeszcze mniejszy. Czyli że widzę tu kontinuum. Jeśli udział woli w wykonywaniu czynności jest niewielki (przeważa odruchowość), to myślę, że wyjaśnienie, w myśl którego akt zamierzony byłby poprzedzany nieświadomym impulsem inicjalizującym, jest do zaakceptowania bez konieczności negowania istnienia wolnej woli.

>2) na sobie stwierdziłem, że [...] można wręcz percepować różnicę czasową pomiędzy podjęciem decyzji, a jej no nie wiem jak to nazwac powiedzmy "przekładem na język polski" w mojej świadomości. [...] Z kolei wychwycenie świadome tego przed-werbalnego sygnału jest trudne (dla mnie), nawet jeśli postaram się wyłączyć maksymalnie wszystko co mnie rozprasza. Kłopot zatem w tym, co eksperymentator kazał przyjmować badanemu jako moment podjęcia decyzji.

Myślę, że przytomnie ustalili, że decyzją jest pierwszy świadomy akt nt. wykonania ruchu. Sprawdziłem to na sobie i nie mam kłopotów z ustaleniem momentu decyzji, która w dodatku ma postać niewerbalną. Zdziwiło mnie natomiast, że masz problem z wychwyceniem "sygnału przedwerbalnego". To interesujące, bo jeśli sygnał ten miałby być wytworem Twojej woli, to nie powinieneś mieć problemów z jego namierzeniem. Może więc odczuwasz coś w rodzaju potencjału gotowości? W tym temacie chyba nie sposób nie odwoływać się to subiektywnych wrażeń.

Grzegorz (2117 punktów)
>Może nie dość precyzyjnie to napisałem. Miałem na myśli to, że czynność zamierzona może zachodzić z większym lub mniejszym udziałem woli...

Ok - teraz rozumiem i się zgadzam całkiem

>Mogę kontrolować dokładnie ruch mojej ręki i palców podczas drapania się po głowie, co jednak nie wydaje mi się wygodne. Zamiast tego moja wola (czyli w zasadzie ja) wydaje ogólne polecenie podrapania się po głowie, a szczegóły ruchowe są już automatyczne. Wówczas udział woli jest mniejszy. Jeśli zdarzyłoby mi się podrapać po głowie w chwili zastanowienia, niejako mimowolnie, to wpływ woli byłby jeszcze mniejszy. Czyli że widzę tu kontinuum. Jeśli udział woli w wykonywaniu czynności jest niewielki (przeważa odruchowość), to myślę, że wyjaśnienie, w myśl którego akt zamierzony byłby poprzedzany nieświadomym impulsem inicjalizującym, jest do zaakceptowania bez konieczności negowania istnienia wolnej woli.

No (mniej więcej) taka myśl też mi po głowie chodzi - jeśli założyc że faktycznie dało się wykryc takie nastepstwo impulsów to jeszcze nie rozwiązuje kwestii - czym jest ten pierwszy impuls i czy jest on pochodną woli

>Myślę, że przytomnie ustalili, że decyzją jest pierwszy świadomy akt nt. wykonania ruchu. Sprawdziłem to na sobie i nie mam kłopotów z ustaleniem momentu decyzji, która w dodatku ma postać niewerbalną. Zdziwiło mnie natomiast, że masz problem z wychwyceniem "sygnału przedwerbalnego". To interesujące, bo jeśli sygnał ten miałby być wytworem Twojej woli, to nie powinieneś mieć problemów z jego namierzeniem. Może więc odczuwasz coś w rodzaju potencjału gotowości? W tym temacie chyba nie sposób nie odwoływać się to subiektywnych wrażeń.

Trudna sprawa - nie to może że nie mogę ustalic (bo to świadczyłoby chyba jak raz za koncepcją że cos się dzieje ode mnie niezaleznego) ale, nie moge ustalić w sposób który nie budziłby żadnych moich wątpliwości. Czyli gdyby mnie ktoś badał to oczywiście coś bym wskazał ale tak z pewnym marginesem błędu (ten odcinek czasu jest niezmiernie krótki) Nie wiem - może jakiś pokręcony jestem , a może po prostu nie wiem czego oczekiwać ? Gdybym miał jakąś maszynkę i mógłbym sobie moje subiektywne odczucia przypożądkowac do zdefiniowanych sygnałów byłoby to prostsze - tak czy inaczej to co piszesz na końcu wydaje mi się bardzo istotne - czynnik subiektywny w tym badaniu jest dość spory, aby go uniknąć musieli badacze chyba pouczyć swoje obiekty co ma byc jak rozumiane, a to mogło wpłynąc na wynik - nie chcę wysuwać zarzutów, ale takie moje subiektywne odczucie.
Zupełnie dalszą kwestią jest przekładanie efektów tego eksperymentu na wolną wolę i tutaj czuję opory znaczenie większe, bo nawet przyjmując, że wszystko było OK to nadal wniosek, że zaprzecza to "wolnej woli" jest delikatnie mówiąc przesadzony. To już jest, moim zdaniem, typowe "wróżenie z nauki"

Pozdrawiam

V0lrath (3440 punktów)
>>Może nie dość precyzyjnie to napisałem. Miałem na myśli to, że czynność zamierzona może zachodzić z większym lub mniejszym udziałem woli...
>Ok - teraz rozumiem i się zgadzam całkiem

Czynności odruchowe nie są generowane w dodatkowej korze ruchowej lecz w pierwszorzędowej korze ruchowej.
Gdyby ruch nie był wolicjonalny lecz odruchowy nie zaobserwowanoby LRP. Odruchy także testowano w innych eksperymentach.

>No (mniej więcej) taka myśl też mi po głowie chodzi - jeśli założyc że faktycznie dało się wykryc takie nastepstwo impulsów to jeszcze nie rozwiązuje kwestii - czym jest ten pierwszy impuls i czy jest on pochodną woli

Otóż byli ludzie, którzy podawali średnio czas dokonania wyboru wcześniej, a inni później (były nawet dwie wersje eksperymentu - tak, by było to bardziej wolicjonalne lub mniej - zależało od tego czy ruch ręką miał być ustalony z góry czy dowolny z pewnej ilości - na przykład 2) - w doświadczeniu z LRP (zrobionego by sprytnie przetestować, a może i podważyć wnioski z dośw. Libeta).
U tych postrzegających moment wyboru wcześniej RP pojawiało się w tym samym momencie względem ruchu (co świadczy o braku korelacji RP->odczucie wolnej woli) ale nie w takim samym względem obserwacji dokonania wyboru.
Z LRP było inaczej - następował w tym samym momencie względem "aktu woli", a nie ruchu (czyli była korelacja LRP->wolna wola).
Niestety nie mam bardzo dokładnego opisu doświadczeń i wyników (można pewnie taki artykuł znaleźć w bibliotece wydziału psychologii, a na pewno można kupić w internecie za prawie 30 dolarów - darmowego nie znalazłem).

Te doświadczenia nie przeczą wolnej woli, ale pokazują co najwyżej, że prawdopodobnie nie jest tak wolna, jak się wydaje oraz co najmniej część ruchów postrzeganych jako własne i wolne wynika z niezbyt wolnej woli.

>>Myślę, że przytomnie ustalili, że decyzją jest pierwszy świadomy akt nt. wykonania ruchu. Sprawdziłem to na sobie i nie mam kłopotów z ustaleniem momentu decyzji, która w dodatku ma postać niewerbalną.

Zacytuję:

"Badany był proszony o podanie, w jakiej w pozycji znajdowała się wskazówka w momencie, gdy podjął on decyzję o wykonaniu ruchu palcem (zdarzenie W)."

>Zupełnie dalszą kwestią jest przekładanie efektów tego eksperymentu na wolną wolę i tutaj czuję opory znaczenie większe, bo nawet przyjmując, że wszystko było OK to nadal wniosek, że zaprzecza to "wolnej woli" jest delikatnie mówiąc przesadzony. To już jest, moim zdaniem, typowe "wróżenie z nauki"

Nie zakrzyknęłem "Ha! Wolnej woli nie ma! To zostało dowiedzione!".
Jedynie stwierdzam, że wyniki doświadczeń sugerują, że przynajmnej w niektórych przypadkach wolna wola nie jest tak wolna, jak się to odczuwa (nie wszystko co odczuwamy jako wolną wolę jest efektem na prawdę wolnej świadomej woli).
Grzegorz (2117 punktów)
>Nie zakrzyknęłem "Ha! Wolnej woli nie ma! To zostało dowiedzione!".
>Jedynie stwierdzam, że wyniki doświadczeń sugerują, że przynajmnej w niektórych przypadkach wolna wola nie jest tak wolna, jak się to odczuwa (nie wszystko co odczuwamy jako wolną wolę jest efektem na prawdę wolnej świadomej woli).

Ależ ja Ci czegoś takiego nie imputuję - nawet gdyby mi ktoś powiedział, że tak zrobiłeś to musiałbym się upewnić bo na słowo bym nie uwierzył.
Natomiast takie okrzyki wznoszą różni publicyści, w tym także skądinąd naukowcy, którzy chyba jednak zbyt przejmują się sprawą konieczności wspierania jakiegoś światopoglądu lub napisania czegoś sensacyjnego, sam nie wiem - może tylko się nudzą
Oto przykład z www.racjonalista.pl/kk.php/s,3955

"Tu oczywiście pojawia się od razu problem (świadomej) wolnej woli, fenomenu od wieków hołubionego przez filozofów, etyków, teologów, prawników, a także akceptowanego na co dzień przez zwykłych ludzi. Niestety, zarówno analiza logiczna pojęcia wolnej woli, współczesna ogólna wiedza neurofizjologiczna, jak i konkretne eksperymenty przeprowadzone na ochotnikach zdają się niedwuznacznie sugerować, iż coś takiego jak wolna wola (w rozumieniu filozoficznym) nie tylko nie istnieje, ale wręcz nie ma żadnego sensu, jest pojęciem pustym i wewnętrznie sprzecznym. Spróbuję poniżej przedstawić argumenty przemawiające na rzecz tak zdecydowanej i dla wielu najprawdopodobniej bulwersującej tezy"

to by jeszcze było do przyjęcia ale dalej:

"Przeciwko świadomej wolnej woli świadczą także dobitnie konkretne eksperymenty neurofizjologiczne. Doświadczenie Libeta, którego nie będę bliżej omawiał, gdyż jego logika jest dosyć skomplikowana, pokazuje, iż proces uświadamiania sobie danych zmysłowych trwa do około 0.5 sekundy ...."

no i podsumowanie:

"Z powyższych rozważań wynika, że świadoma wolna wola nie jest ani wolna, ani świadoma. Świadomość nie uczestniczy w podejmowaniu decyzji, a jedynie z opóźnieniem, post factum, dowiaduje się o decyzjach podjętych na poziomie nieświadomym

Skąd pan doktor wyciągnał takie wnioski ??? No właśnie - nie jest to jedyny, ani taki znów odosobniony przypadek, w którym pozanaukowe wnioski naukowca, serwowane są jak "stwierdzone naukowo prawdy" i kto wie może (niestety) staną się dla kogoś kolejną cegiełką w światopoglądzie "opartym o naukę"

Pozdrawiam

Tomaderon (6 punktów)
>Skąd pan doktor wyciągnał takie wnioski ??? No właśnie - nie jest to jedyny, ani taki znów odosobniony przypadek, w którym pozanaukowe wnioski naukowca, serwowane są jak "stwierdzone naukowo prawdy" i kto wie może (niestety) staną się dla kogoś kolejną cegiełką w światopoglądzie "opartym o naukę"

Według mnie są pewne przesłanki naukowe, które wskazują na to, że wolna wola nie istnieje (choćby fizyczny determinizm, o którym już pisałem). Jednak wydaje mi się, że przyjęcie takiego stanowiska byłoby z wielu powodów bardzo trudne do zaakceptowania. Mimo to należy dążyć do prawdy.

Grzegorz (2117 punktów)
>Według mnie są pewne przesłanki naukowe, które wskazują na to, że wolna wola nie istnieje (choćby fizyczny determinizm, o którym już pisałem). Jednak wydaje mi się, że przyjęcie takiego stanowiska byłoby z wielu powodów bardzo trudne do zaakceptowania. Mimo to należy dążyć do prawdy.

No i tu wchodzimy na grząski grunt - przedstawię taki sobie model rozumowania - na pewno nie jest kompletny, ale chodzi mi nie o prawidłową nomenklaturę ani szczegółową wielostronną i interdyscyplinarną analizę problemu, tylko o pewien modelowy mechanizm.

Jeśli przyjmiemy założenia że:

A) badanie było przeprowadzone w sposób gwarantujący obiektywizm (jak największym stopniu - nie mówię o kategoriach absolutnych) wyników
B) użyto adekwatnych środków do badania zjawiska

to możemy stwierdzić (upraszczam), że zaobserwowano w części przypadków (bo nie wszystkich) zjawisko wystąpienia jednego sygnału przed drugim sygnałem, a z uwagi na przyjętą (założenie) konwencję, określono czym te sygnały były w kontekście świadomości ludzkiej (bo treść sygnałów raczej nie wynikała z aparatury pomiarowej). Koniec - na tym kończy się to co ustalono w badaniu, dalej mamy wnioski w postaci uogólnień:

1) przyjmując za prawdziwe założenia A i B oraz przyjmując za prawidłowe ustalenie znaczenia poszczególnych sygnałów w treści postrzeganej przez świadomość, mamy powód przypuścić, że w tym konkretnym przypadku badanej czynności i związanego z nią procesu decyzyjnego wystąpiło zjawisko różnicy czasowej u znaczącej części osobników w badanej grupie ludzi.

To jest uogólnienie wynikające bezpośrednio z obserwacji i choć wymaga przyjęcia wstępnych założeń, nie koniecznie dających się udowodnić, można przyjąć że są to wnioski uprawdopodobnione wystarczająco.

2) jeśli grupa badana była reprezentatywna (założenie) dla ludzkiej populacji można przyjąć, że zjawisko to (wystąpienie różnicy czasowej w procesie decyzyjnym przy ruszaniu palcem) dotyczy całej populacji.

Tu już pojawiają się kwestie statystyczne i tego co jest lub nie jest reprezentatywne - zaczyna się nazwijmy to "spekulacja" na temat wyników, na podstawie przyjętych założeń z innej już dziedziny. Obciążenie błędem rozumowania rośnie.

3) jeśli przyjąć dotychczasowe pkt. 1-2 i założyć, że innych ruch, działania, decyzje są tym samym co ruszenie palcem, możemy przyjąć, że u ludzi w procesie decyzyjnym zachodzi wykazana różnica czasowa

Tu pojawiają się kwestie kompletnie spoza badania i analogia - ruszenie palcem i podjęcie decyzji w sprawie pójścia na studia jest tym samym procesem (tej drugiej nikt nie badał). Wniosek ten to już jest wniosek nazwijmy to "sensacyjno - naukowy" nadaje się jako hipoteza do działu ciekawostek naukowych i w celu dalszego badania. Obciążenie błędem nadal rośnie, bo dochodzą nowe niesprawdzone założenia i następuje projekcja wyników badania na zjawiska nie badane, ale uznane za tożsame

4) skoro udowodniono 1-3 to znaczy, że każda decyzja uświadomiona jest poprzedzona decyzją nieuświadomioną ergo - nie ma wolnej woli

To jest moim zdaniem kwadratura koła - wniosek taki nie wynika z niczego poza pobożnym życzeniem, aby uznać pkt. 2-3 za udowodnione, przynajmniej w takim samym sensie jak 1. Uogólnienie to jest koncepcją nie wynikająca z obserwacji. Nie wiadomo w ogóle jak się to ma do pojęcia "wolnej woli".

Oczywiście doświadczenie to i podobne nie odbywają się w próżni i pewne założenia można przyjąć - ale dla mnie, w podanym przykładzie, nauka kończy się najdalej na pkt.2, 3 to już rzecz dyskusyjna, ale można sięgnąć do innych badań (np. badanie Kornhubera, które jednak nadal dotyczy poruszania placem) powołać się na inne czynniki determinujące (badania socjologiczne czy psychologiczne) i mamy jakąś zgrabną hipotezę wymagającą dalszych badań.

Do prawdy należy dążyć więc = nazywajmy wyniki - wynikami, tezy - tezami, hipotezy - hipotezami, poglądy - poglądami i starczy.
Jeśli wystarczy aby autorytet wygłosił swój pogląd, aby stwierdzić, że to prawda to czym by się nauka różniła od objawionej religii ?

Twój pogląd który zacytowałem rozumiem i szanuję - są pewne przesłanki które zaprzeczają wolnej woli. Takie przedstawienie sprawy zatrzymuje się na etapie mniej więcej 3 z mojego przykładu - a więc na hipotezie, którą należy badać i potwierdzić bądź falsyfikować.

Pozdrawiam
V0lrath (3440 punktów)
>Natomiast takie okrzyki wznoszą różni publicyści, w tym także skądinąd naukowcy, którzy chyba jednak zbyt przejmują się sprawą konieczności wspierania jakiegoś światopoglądu lub napisania czegoś sensacyjnego, sam nie wiem - może tylko się nudzą

Po prostu wyciągają chyba zbyt daleko idące wnioski.
Istnienie wolnej wolnej woli jest mniej prawdopodobne niż jej nie istnienie - na bazie dotychczasowej wiedzy - ale nie zostało jeszcze całkowicie odrzucone. Co najwyżej można wyciągnąć wniosek, że nie wszystko co postrzegamy jako wolną wolę jest nią.
I możliwe, że wolna wola ogranicza się jedynie do decyzji na wyższym i bardziej abstrakcyjnym poziomie - np. do decyzji o pójściu na dyskotekę lub do decyzji o tańczeniu, ale nie decyzji o wykonywanych w tym celu ruchach. Ale to też nie jest jeszcze pewne.

Obecne badania EEG przypominają mi badanie działania programu komputerowego na podstawie zapisu fal elektromagnetycznych generowanych przez komputer.
Jeśli program coś wyświetla lub wykonuje interakcję z użytkownikiem to pół biedy - da radę odtworzyć dane z klawiatury czy idące kablem na monitor - nawet z pewnej odległości. Jednak jeśli tylko coś "mieli" i oblicza to raczej ciężko to wykryć - może sam proces obliczeń i jego umiejscowienie łatwo, obszary używanej pamięci być może też, ale sposób wykonywania już nie bardzo.
Gdyby nie nowoczesne metody jak fMRI, nasza wiedza o działaniu mózgu nie byłaby tak "duża" jak jest teraz.

>no i podsumowanie:
>"Z powyższych rozważań wynika, że świadoma wolna wola nie jest ani wolna, ani świadoma. Świadomość nie uczestniczy w podejmowaniu decyzji, a jedynie z opóźnieniem, post factum, dowiaduje się o decyzjach podjętych na poziomie nieświadomym

Trochę zbyt daleko idące wnioski.
Wnioskiem jest jedynie, że wola w tego typu ruchach nie jest wolną wolą. Nic jednak nie mówi o wolnej woli dotyczącej bardziej abstrakcyjnej decyzji o tym co robić - czyli na przykład czy ruszać ręką czy też nie, czy wziąć udział w eksperymencie czy nie itp..
Wolna wola wtedy ograniczałaby się - będzie komputerowa analogia - do wybierania i uruchamiania programów albo procesów tworzenia programów na podstawie uczenia się, ale nie samego ich wykonywania.
Zresztą nie wiem - nie znam na tyle dokładnie wyników doświadczeń i sposobu ich przeprowadzenia by na pewno stwierdzić czy rację miał powyższy doktor czy też nie.
Bo może być tak, że każde działanie jakie postrzegamy jako wolicjonalne jest generowane bez udziału świadomości, a potem informacja o nim jest przesyłana w 2 kierunkach - do świadomości i do pierwszorzędowej kory ruchowej.
Jednak to chyba nie wynika z doświadczenia - wynika tylko to, że ruchy wolicjonalne są tak generowane, a nic nie mówi o wolicjonalnych decyzjach.
Na przykład osoby z zespołem Parkinsona mają problemy z ruchami wolicjonalnymi, ale nie polega to na tym, że nie potrafią abstrakcyjnie podjąć decyzji o tym, by na przykład pójść na spacer - po prostu po podjęciu tego typu decyzji czują opór, tak jakby siłę, która nie pozwala im wykonać lub utrudnia wykonanie wolicjonalnego ruchu. A wszystko przez właśnie uszkodzenia i degenerację drugorzędowej kory ruchowej.

P.S. Ja osobiście nie wierzę w wolną wolną wolę. Przypomina mi ona konstrukt w stylu pierwszej przyczyny lub świata stojącego na słoniach. Ale nie jest ona kompletnie wykluczona - szczególnie jeśli ktoś nie przyjmuje determinizmu.
Grzegorz (2117 punktów)
>Po prostu wyciągają chyba zbyt daleko idące wnioski.

Może chcą zabłysnąć kontrowersyjną tezą w środowisku ???

>Istnienie wolnej wolnej woli jest mniej prawdopodobne niż jej nie istnienie - na bazie dotychczasowej wiedzy - ale nie zostało jeszcze całkowicie odrzucone. Co najwyżej można wyciągnąć wniosek, że nie wszystko co postrzegamy jako wolną wolę jest nią.

Pozostaje zatem podstawowa kwestia - kto lub co podyktowało Ci tą odpowiedź i spowodowało że zdecydowałeś jej udzielić ?

>I możliwe, że wolna wola ogranicza się jedynie do decyzji na wyższym i bardziej abstrakcyjnym poziomie - np. do decyzji o pójściu na dyskotekę lub do decyzji o tańczeniu, ale nie decyzji o wykonywanych w tym celu ruchach. Ale to też nie jest jeszcze pewne.

Wydaje mi sie że to teza znacznie bardziej zdroworozsądkowa. I nie tworząca jakichś decydujących za mnie tworów czego - podświadomości ? kosmitów ? a może Matrix - nawet pasuje to do modelu zdalnego sterowania - coś daje mi instrukcje co mam zrobić ?

>Obecne badania EEG przypominają mi badanie działania programu komputerowego na podstawie zapisu fal elektromagnetycznych generowanych przez komputer.
>Jeśli program coś wyświetla lub wykonuje interakcję z użytkownikiem to pół biedy - da radę odtworzyć dane z klawiatury czy idące kablem na monitor - nawet z pewnej odległości. Jednak jeśli tylko coś "mieli" i oblicza to raczej ciężko to wykryć - może sam proces obliczeń i jego umiejscowienie łatwo, obszary używanej pamięci być może też, ale sposób wykonywania już nie bardzo.

Myślę że to trafna analogia

>Trochę zbyt daleko idące wnioski.
>Wnioskiem jest jedynie, że wola w tego typu ruchach nie jest wolną wolą. Nic jednak nie mówi o wolnej woli dotyczącej bardziej abstrakcyjnej decyzji o tym co robić - czyli na przykład czy ruszać ręką czy też nie, czy wziąć udział w eksperymencie czy nie itp..

Zgadzam się

>Wolna wola wtedy ograniczałaby się - będzie komputerowa analogia - do wybierania i uruchamiania programów albo procesów tworzenia programów na podstawie uczenia się, ale nie samego ich wykonywania.

Wydaje mi się dość rozsądne

>Zresztą nie wiem - nie znam na tyle dokładnie wyników doświadczeń i sposobu ich przeprowadzenia by na pewno stwierdzić czy rację miał powyższy doktor czy też nie.

Nie wiem czy ma rację, ale na pewno jej nie wykazał

>Bo może być tak, że każde działanie jakie postrzegamy jako wolicjonalne jest generowane bez udziału świadomości, a potem informacja o nim jest przesyłana w 2 kierunkach - do świadomości i do pierwszorzędowej kory ruchowej.
>Jednak to chyba nie wynika z doświadczenia - wynika tylko to, że ruchy wolicjonalne są tak generowane, a nic nie mówi o wolicjonalnych decyzjach.
>Na przykład osoby z zespołem Parkinsona mają problemy z ruchami wolicjonalnymi, ale nie polega to na tym, że nie potrafią abstrakcyjnie podjąć decyzji o tym, by na przykład pójść na spacer - po prostu po podjęciu tego typu decyzji czują opór, tak jakby siłę, która nie pozwala im wykonać lub utrudnia wykonanie wolicjonalnego ruchu. A wszystko przez właśnie uszkodzenia i degenerację drugorzędowej kory ruchowej.

To ciekawe - chyba trochę przeczy wynikom, nad którymi sie tak znęcam

>P.S. Ja osobiście nie wierzę w wolną wolną wolę. Przypomina mi ona konstrukt w stylu pierwszej przyczyny lub świata stojącego na słoniach. Ale nie jest ona kompletnie wykluczona - szczególnie jeśli ktoś nie przyjmuje determinizmu.

To przynajmniej uczciwe postawienie sprawy ja akurat w nią wierzę bo inaczej musiałbym powałac do życia jakiś "twór" który w moim umyśle siedzi i steruje mną - a po co mnożyć byty nad miarę. Przepraszam za głupawą dygersję w tym monencie, ale skoro ktoś za nas decyduje i mozna to wykazac, to może jednak jest to Bóg i mamy na to neuorologiczny dowód z tym że o tej wolnej woli to wyznawcy się mylą

Pozdrawiam
V0lrath (3440 punktów)
Ja akurat nie wierzę w wolną wolę bo uważam zewnętrzną wolną wolną wolę za taki byt nadmiarowy.
Otóż to, co postrzegam jako wolną wolę może być i prawdopodobnie jest tylko pewnym poziomem abstrakcji jak chodzi o procesy w mózgu. Wcale nie musi mieć zewnętrznego źródła.
Tak jak program przeglądarki wyświetlającej ten post jest pewnym poziomem abstrakcji względem tego, co dzieje się "w bebechach" komputera.

Poza tym sądzę, że każdy byt można opisać przy pomocy informacji - wszystko co istnieje posiada strukturę informacyjną.
Dlaczego?
Ponieważ wszystko co obserwuję można przedstawić przy pomocy informacji - z definicji sygnału. Sama obserwacja jest aktem przekazywania informacji. Tak samo oddziaływanie.

A istnienie definiuję poprzez obserwację i oddziaływania - czyli coś istnieje jeśli pośrednio lub bezpośrednio zachodzi jakakolwiek relacja (czyli w zasadzie "transfer" informacji) między tym czymś a mną.
Zresztą ewentualna "reszta" i tak mnie nie interesuje - bo z definicji nie ma nic wspólnego ani ze mną ani z moim życiem ani z tym Wszechświatem ani z moją przyszłością (tutaj taka uwaga - coś może dopiero zacząć istnieć - mam na myśli istnienie w sensie tego, co jest obserwowalne teraz - przy czym zakładam na podstawie obserwacji, że niedaleka przyszłość będzie prawdopodobnie bardziej zależna od "teraz" niż od tego, co ewentualnie dopiero powstaje - bo na przykład w pewnym sensie Wszechświat "na brzegu" 13,6 mld lat świetlnych od nas dopiero powstaje).

Tak na marginesie to jak coś jest w stanie superpozycji (na przykład jakaś cząstka) to wedle tej definicji istnieje w obu stanach na raz z odpowiadającym im prawdopodobieństwem. Jak funkcja falowa ulega redukcji to ten drugi "znikający" stan znika wedle tej definicji - czyli albo przestaje rzeczywiście istnieć w sensie całkowicie obiektywnym albo przestaje być powiązany relacją z stanem, w którym ja się znajduję - czyli przestaje istnieć względem mnie, choć być może obiektywnie istnieje - jeśli akurat interpretacja mechaniki kwantowej w postaci wielu światów jest poprawna (czego nie wiadomo - nie wiadomo nawet czy kiedykolwiek się tego dowiemy).

> To ciekawe - chyba trochę przeczy wynikom, nad którymi sie tak znęcam

Oni mogą wtedy na przykład chcieć iść na spacer, ale nie mogą dokonać aktu wolnej woli w postaci wybrania się fizycznego na spacer - nie mogą lub mają trudności z wykonaniem ruchów wolicjonalnych. Czują jednocześnie, że chcą ruszyć nogą i nie chcą ruszyć nogą - 2 przeciwne negujące się siły. Każdej chęci ruszenia nogą odpowiada jednocześnie silna niechęć ruszenia nogą.
Za to mogą wykonać akt odruchowy - w stylu żwawego ucieknięcia na własnych nogach z pożaru.
Grzegorz (2117 punktów)
Trochę nie na temat, ale wreszcie przeczytałem sobie całego arta z linka (poprzednio tylko omiotłem wzrokiem), który wskazał tu kolga i jeśli komuś się nie chce to wkleję przynajmniej jeden fragment, który jest jednym z wniosków Libeta:

"Psychological implication: Consciousness is not a high level authority that gives orders to subordinated instances. Instead, its main role is a selective one: make a decision between the bulk of possibilities that are proposed by unconscious processes.

przepraszam wszystkich czytających za lenistwo ale tekst jest raczej prosty. Co raz bardziej mi się wydaje, że ten eksperyment jest po prostu nadinterpretowny. Wątki sensacyjne biorą górę.

>Ja akurat nie wierzę w wolną wolę bo uważam zewnętrzną wolną wolną wolę za taki byt nadmiarowy.

A czemu zewnętrzną ? Ja zawsze uważałem że ta "autonomia zarządzani" to po prostu cecha świadomości - całkiem wewnętrzna dlatego uważam dokładnie odwrotnie - jeśli jej (woli) nie ma wpływ na decyzje ma albo podśwadomość (której raczej nikt w psychologii niepodejrzewa o zdolnośc do podejmowania decyzji natomiast przedstawianie danych do decyzji pasuje) albo jakiś inny twór co już zakrawa na paranoję i krasnale

>Otóż to, co postrzegam jako wolną wolę może być i prawdopodobnie jest tylko pewnym poziomem abstrakcji jak chodzi o procesy w mózgu. Wcale nie musi mieć zewnętrznego źródła.

No i moim zdaniem nie ma - jest to program zarządzający, system opreracyjny, jak zwał tak zwał, ale jest (nadal IMHO) - "w środku".

Pozdrawiam

placownik
> więc zwyczajnie postanowiłem się sam po testować - oczywiście bez elektrod , tylko chciałem wyłapać moment podjęcia decyzji zgięcia palca, patrząc jednocześnie na stoper i zapamiętać - ten stoper to po to żeby być rozproszonym przez wpatrywanie się w jakiś zegar i zmusić się do zapamiętywania czegoś co potem niby przekażę badaczowi.
   Link do tarczy z czerwoną kropką (między innymi)
amor.rz.hu(*)998dgh/philom/consc/consc.html

Grzegorz (2117 punktów)
Dzieki - przydało się

Pozdrawiam
placownik
>Badany musiał określić w którym momencie podjął decyzję o ruszeniu palcem.
>W czasie eksperymentu obserwowano EEG i EMG. Pozwoliło to określić czas wystąpienia:
>1. potencjału gotowości (na podstawie EEG)
>2. świadomego aktu woli (na podstawie obserwacji badanego)
>3. ruchu palcem
>Co ciekawe okazało się, że potencjał gotowości pojawia się mniej więcej na sekundę przed wykonaniem ruchu, a świadomy akt woli następuje później - około 300 ms przed ruchem. Nawet jeśli badany był proszony o spontaniczność i nie planowanie ruchu, potencjał gotowości i tak pojawiał się co najmniej na pół sekundy przed ruchem i wcześniej od aktu wolnej woli.
   Rozumiem, że każdorazowo ruch palcem był poprzedzany świadomym aktem woli, a ten z kolei każdorazowo był poprzedzany powstaniem (wytworzeniem) potencjału gotowości. Czy z dostępnych Ci opisów eksperymentu wynika jednoznacznie, że nie występowały sytuacje, w których po wytworzeniu potencjału gotowości nie następował świadomy akt woli, a później ruch palcem?.
lutka
Wolna wola jest złudzeniem - czy można dokonać czynu wolnego absolutnie, wolnego od motywu? Niepodobna uwolnić się od własnego "zachcenia", nie mówiąc już o uwarunkowaniach i nieskończonej niemal złożoności czynników, które determinują nasze czyny.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365