Coraz ciekawiej na Wiejskiej i w okolicach...
Klaruje się sytuacja: bracia Kaczyńscy razem licząc dostali za mało władzy aby powiedzieć państwo to my, za wiele - aby to co z owej władzy jeszcze pzostało mogło skusić kogokolwiek rozsądnego do wzięcia na siebie odpowiedzialności za współrządzenie - ta bowiem dzieliłaby sie pół na pół.
Rzecz może nie tyle w ilości owej władzy, co w jej fatalnym strukturalnym podziale: albowiem PiS jako partia ma w sejmie mniejszość - jednak jej lider poprzez przełożenie na brata dysponuje całością władzy prezydenckiej - jeśli bedzie trzeba, to i przeciwko reszcie własnej partii. Czyni go to w PiS liderem niepodważalnym a jakikolwiek bunt niemozliwym - ale...
Znalazł sie Jarosław Kaczyński ze swą partią w sytuacji podobnej jak USA po pokonaniu ZSRR - a ZSRR dało sie pokonać chytrze, niespodziewanie i - na swoich warunkach. Po czym Stany Zjednoczone obudziły sie w próżni: bez dotychczasowego wroga ale i bez dotychczasowych sojuszników - których przecież nie co innego jak strach przez nuklearną potęga Kremla czynił dotąd wobec Ameryki cichymi i uległymi; i wypowiedziały (lekko ku temu podpuszczone przez pewnego Saudyjczyka) fantastyczną wojnę światowi arabskiemu - a może i całemu.
W Polsce w każdym razie naród zmęczony juz leniwym budzeniem się z niewoli a podjudzony kalumniami ostatniej kampanii zaufał tym, którzy krzyczeli najgłośniej i najmniej przebierali w słowach: rozumne to nie było, na szczęście jednak i zwycięskie partie zbyt pochłonięte kampanią zapomniały na czas zapytać same siebie - co dalej? A po wyborach sprawy nabrały swoistej dynamiki i dziś juz pytać za późno.
Mamy zatem dwie silne partie: jedną prawicową a drugą bedącą jej osobliwym dopełnieniem, workiem w który wrzucono wszystko co sie dało z prawej i lewej - plus wianuszek partyjek uzupełniających. Zwycięstwo Tuska w wyborach prezydenckich stworzyłoby pewną równowagę (dwaj złoczyńcy idący na robotę: ty weź broń ja amunicję - w razie czego bedziemy uzbrojeni a w plecy mi nie strzelisz) - jednak Lech Kaczyński w roli prezydenta koalicę PiS-PO czyni dla PO samobójczą. Pozostaje dobrać z tych mniejszych - najpewniej również głoszącą hasła prawa i sprawiedliwości partię Andrzeja Leppera.
Na razie trwa licytacja wzajemnych oskarżeń: kampania wyborcza nie rozstrzygnęła niczego, więć show must go on... Oby widzowie tego cyrku co nieco zrozumieli - oby spektakl wzbudził w nas wreszcie najzwyklejsze poczucie niesmaku: jeśli nie - w następnych kampaniach wyborczych decydować będą chyba już nie słowa a rękoczyny.
Zauważę jedynie: z woli narodu partie lewicowe czy umiarkowane udziału w tym gorszącym spektaklu nie biorą, jedynie Władysław Frasyniuk z dystansu używa niekiedy jedynego atrybutu przewodniczącego jaki mu pozostał - a jest im klakson. SLD zatem, SDPl czy PD mają alibi - gdy emocje opadną i trzeba bedzie się zastanowić nad przyczynami kompromitacji, partie te bedą mogły ze spokojem powiedzieć narodowi: Panowie i Panie - z Waszej woli nas przy tym nie było.
|