Racjonalista - Strona głównaDo treści
Gwiazdowskiego pomysł na emerytury

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
NapisanoAutorTytuł
29-10-2011 11:47młody banita (209 punktów)
(zablokowany)
Gwiazdowskiego pomysł na emerytury
Ocena 2 na 2
Były prezes ZUS-u, dziś prezydent Centrum im. Adama Smitha, wpadł na pomysł uleczenia polskiego systemu emerytalnego.
podatki.on(*)ry,19923,4893933,1,prasa-detal
Nie sądzicie, że to populistyczne hasełko mające przygotować społeczeństwo do wielkich podwyżek VATu w celu uniknięcia czyhającego kryzysu? Bo 21% podatek podołał by sfinansowaniu emerytur, jednak czy jest to do przyjęcia dla osób ze średnią krajową? Tego się chyba po prostu nie da. Co o tym sądzicie?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

waldeck77 (4307 punktów)
>Nie sądzicie, że to populistyczne hasełko mające przygotować społeczeństwo do wielkich podwyżek VATu

Tak, to populistyczne hasełko, jak większość bełkotu "ekspertów" z Centrum Smitha, których wciska się do każdej audycji czy materiału poświęconego ekonomii. Tak jak w tzw. kwestiach moralnych dziennikarzyny z polskich maintreamowych mediów pobiegną zawsze po opinię do jakiegoś księżula, tak w sprawach ekonomii zasięgną opinii "smithowców". Poziom ekspertyzy podobny.
Anna Salman (16360 punktów)
>Były prezes ZUS-u, dziś prezydent Centrum im. Adama Smitha, wpadł na pomysł uleczenia polskiego systemu emerytalnego.
Jaki to populizm? To bandytyzm! Aż mnie coś ...

Tak, z roku na rok będzie się zwiększało bezrobocie, więc emerytury będą sobie finansować sami emeryci (ci, którzy już przez ileś lat odprowadzali składki na ZUS) oraz bezrobotni.
Firmom w niczym to nie ulży, bo koszty ich działania wzrosną z innego powodu, a spadnie popyt na towary i usługi wskutek podwyższenia cen.
30-10-2011 10:01 
 Ocena 1 na 1
MarcinK (9189 punktów)

>Tak, z roku na rok będzie się zwiększało bezrobocie,

Dlaczego?

> więc emerytury będą sobie finansować sami emeryci (ci, którzy już przez ileś lat odprowadzali składki na ZUS)

Chyba wszyscy konsumenci. Poza tym co to ma za znaczenie z jakiego "wora" to będzie wypłacane?

>Firmom w niczym to nie ulży,

?

> bo koszty ich działania wzrosną z innego powodu,

Jakiego?

> a spadnie popyt na towary i usługi wskutek podwyższenia cen.

To chyba powinien zrównoważyć zwiększony popyt?
30-10-2011 10:49 
 Ocena 4 na 4
Anna Salman (16360 punktów)
>>Tak, z roku na rok będzie się zwiększało bezrobocie,
>Dlaczego?
Bo wskutek rozwoju technologii i reorganizacji pracy zmniejsza się popyt na pracę.
>> więc emerytury będą sobie finansować sami emeryci (ci, którzy już przez ileś lat odprowadzali składki na ZUS)
>Chyba wszyscy konsumenci. Poza tym co to ma za znaczenie z jakiego "wora" to będzie wypłacane?
Dla kogoś, kto przez kilkadziesiąt lat był obciążany dodatkowym podatkiem - składką emerytalną, przy czym nie mógł oczekiwać podwyżki bo pracodawca musiałby się liczyć z dodatkowym wzrostem kosztów pracy, ma znaczenie, że nadal będzie płacił składki na emeryturę, tylko w innej formie. Dla tych, którzy uwierzyli (a niektórzy jeszcze wierzą), że te dodatkowe obciążenia zrekompensują sobie pewnymi ulgami po zakończeniu pracy ma to ogromne znaczenie.
>>Firmom w niczym to nie ulży, bo koszty ich działania wzrosną z innego powodu,
>Jakiego?
Firmy też są konsumentami towarów i usług, więc każdorazowy wzrost cen podraża koszty ich działalności.
>> a spadnie popyt na towary i usługi wskutek podwyższenia cen.
>To chyba powinien zrównoważyć zwiększony popyt?
Jeszcze nie słyszałam o takim cudzie ekonomii, że wzrost cen zwiększa popyt. U nas owszem "eksperci" wymachują PKB, jako wyznacznikiem wzrostu popytu. Tyle, że jest on liczony kwotowo, więc nawet spadek popytu na konkretne towary i usługi jest równoważony właśnie wyższymi cenami. Z niektórych rzeczy nie można zrezygnować, np.: żywność, opłaty obowiązkowe, wymiana zużytego sprzętu czy ubrań. A ponieważ w międzyczasie wzrastają ceny, to kwotowo mamy wzrost PKB (który w ok. 60% pochodzi z popytu wewnętrznego). To jest właśnie magia statystyki.
30-10-2011 11:30 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)

>Bo wskutek rozwoju technologii i reorganizacji pracy zmniejsza się popyt na pracę.

Teraźniejszy system i tak bankrutuje, zus rokrocznie ma deficyt, a sytuacja demograficzna jest jeszcze względnie dobra. Skoro, jak piszesz, będzie się zwiększało bezrobocie, czyli zanikać będą wpływy z opodatkowania pracy, to lepiej chyba zbierać środki na emerytury z podatków pośrednich bo te mogą się zwiększać choćby poprzez wpływy środków od emigrantów, czyli tych, dla których tu pracy nie będzie.

Tak swoją drogą to na razie zdaje się hipoteza - jak zaczęła się rewolucja przemysłowa to tez ludzi miały zastąpić maszyny, a system wciąż jakoś funkcjonuje.

> Dla tych, którzy uwierzyli (a niektórzy jeszcze wierzą), że te dodatkowe obciążenia zrekompensują sobie pewnymi ulgami po zakończeniu pracy ma to ogromne znaczenie.

Państwowy system "gwarantowanych" emerytur można sobie prześledzić choćby na przykładzie Grecji gdzie Państwo je właśnie obcina. Dla emeryta większe znaczenie powinno raczej mieć, że dostanie te środki niż komu się aktualnie zabiera.

>Firmy też są konsumentami towarów i usług, więc każdorazowy wzrost cen podraża koszty ich działalności.

Nie wiem na ile poprawne są wyliczenia Pana Gwiazdowskiego ale vat na poziomie 21% nie podraża skokowo zdaje się kosztów działalności firm. Wpływy z redukcji kosztów pracy powinny to z nawiązka wyrównać.

>Jeszcze nie słyszałam o takim cudzie ekonomii, że wzrost cen zwiększa popyt.

Nieco skróciłem - skoro się zwiększy popyt, poprzez zwiększoną konsumpcję to nie ma gwarancji, że w ogóle dojdzie do wzrostu cen.

> U nas owszem "eksperci" wymachują PKB, jako wyznacznikiem wzrostu popytu. Tyle, że jest on liczony kwotowo, więc nawet spadek popytu na konkretne towary i usługi jest równoważony właśnie wyższymi cenami. Z niektórych rzeczy nie można zrezygnować, np.: żywność, opłaty obowiązkowe, wymiana zużytego sprzętu czy ubrań. A ponieważ w międzyczasie wzrastają ceny, to kwotowo mamy wzrost PKB (który w ok. 60% pochodzi z popytu wewnętrznego). To jest właśnie magia statystyki.

No ok ale przecież nawet przy tych wyliczeniach ktoś to wszystko musiał kupić, a procentowy udział podstawowych produktów w koszyku inflacyjnym przeciętnego Polaka wciąż maleje.
30-10-2011 19:07 
 Ocena 2 na 2
Anna Salman (16360 punktów)
>Teraźniejszy system i tak bankrutuje, zus rokrocznie ma deficyt, a sytuacja demograficzna jest jeszcze względnie dobra. Skoro, jak piszesz, będzie się zwiększało bezrobocie ...
Nie - będzie się zwiększało, ale wciąż się zwiększa. I nieważne, jak jest klasyfikowane, jeżeli poziom zatrudnienia wśród osób w wieku produkcyjnym wynosił na początku roku 56%, z czego dużą część stanowiły umowy tzw. śmieciowe tzn. że obecnie nasz rynek pracy jest w stanie wchłonąć nie więcej, niż 45% osób w wieku produkcyjnym. Renciści i "przedwcześni" emeryci, o których tyle się mówi stanowią w pozostałej grupie zaledwie kilka procent.

> ... lepiej chyba zbierać środki na emerytury z podatków pośrednich bo te mogą się zwiększać choćby poprzez wpływy środków od emigrantów, czyli tych, dla których tu pracy nie będzie.
A gdzie będzie? Bezrobocie rośnie nie tylko u nas. Może się zdarzyć, że jedyne "wpływy" z zagranicy to będzie część wracających stamtąd rodaków. Model irlandzkiego sukcesu (eksport taniej siły roboczej do bogatszych państw) nie sprawdził się u nas. Częściowo z powodu kryzysu, częściowo dlatego że Polacy nie wykazali się analogicznym "patriotyzmem ekonomicznym".

>Tak swoją drogą to na razie zdaje się hipoteza - jak zaczęła się rewolucja przemysłowa to tez ludzi miały zastąpić maszyny, a system wciąż jakoś funkcjonuje.
W międzyczasie wzrósł popyt, ale głównie dzięki temu, że pracownicy mogli zarobić i przeznaczyć te pieniądze na konsumpcję. Zresztą niewielu dziś chce pamiętać, że wiek XIX był wiekiem wielkiego eksportu europejskiej biedy za ocean. Nadwyżki ludności, w tym przestępcy, trafiali do kolonii. Poza tym istniały obszary, na których kapitalizm raczkował lub wręcz nie istniał, a potencjalna siła robocza nie miała żadnej mobilności - to właśnie m.in. na naszych terenach.

> Dla emeryta większe znaczenie powinno raczej mieć, że dostanie te środki niż komu się aktualnie zabiera.
Nie do końca, ponieważ zabiera się jemu i to po raz drugi.

>Nie wiem na ile poprawne są wyliczenia Pana Gwiazdowskiego ale vat na poziomie 21% nie podraża skokowo zdaje się kosztów działalności firm. Wpływy z redukcji kosztów pracy powinny to z nawiązka wyrównać.
Słyszałam już wyliczenia ekspertów, jak to wzrost podatków pośrednich minimalnie wpływa na ceny. Z reguły nie uwzględnia się tego, że paliwo, gaz, energia elektryczna są wykorzystywane zarówno przez producentów,jak i pośredników - finalnie te podwyżki się kumulują.

>Nieco skróciłem - skoro się zwiększy popyt, poprzez zwiększoną konsumpcję to nie ma gwarancji, że w ogóle dojdzie do wzrostu cen.
Do konsumpcji potrzebny jest konsument, który ma pieniądze. Można jeszcze zachęcać do życia na kredyt, co się aktualnie dzieje, ale Amerykanie to już chyba wystarczająco przetestowali. Ponad 2 mln Polaków ma już zobowiązania przeterminowane.

>No ok ale przecież nawet przy tych wyliczeniach ktoś to wszystko musiał kupić, a procentowy udział podstawowych produktów w koszyku inflacyjnym przeciętnego Polaka wciąż maleje.
Akurat tego ostatnio nie śledziłam, ale jestem sceptyczna wobec wyliczeń: raz, że wartość niektórych zakupów jest trudna do oszacowania (coraz większa liczba osób zaopatruje się poza sklepami), dwa - niższe wydatki np. na żywność, czy ubranie mogą wynikać ze zmiany struktury produktów (kupujemy coraz większe badziewo), trzy - część osób może być podatna na reklamę i ograniczać ilość / rezygnować z jakości produktów podstawowych na rzecz tego, co "zapewni im szczęście".
30-10-2011 20:38 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)

>Renciści i "przedwcześni" emeryci, o których tyle się mówi stanowią w pozostałej grupie zaledwie kilka procent.

Dane z 2010 roku:

Cytat:
Tylko co trzecia osoba w Polsce w wieku 55-64 lat pracuje. Zajmujemy pod tym względem drugie miejsce od końca za Maltą, gdzie pracuje tylko 28,1 proc. osób.


Poniżej coreless wkleja bardzo ciekawego linka:

Cytat:
Jednostkowe dochody emerytów od ośmiu lat są wyższe niż w gospodarstwach pracowników. Po pierwsze, gospodarstwa emeryckie zazwyczaj składają się z jednej lub dwóch osób, z których każda uzyskuje stały dochód. Tymczasem na utrzymaniu pracowników pozostają dzieci, a w wielu przypadkach tylko jedna osoba ma stałą pracę. Ale winny jest też system podatkowy, który nakłada na pracowników ogromne daniny. Pracownik po opłaceniu 32% na ZUS i 18% na PIT dostaje zaledwie 61% tego, co gotowy jest mu zapłacić pracodawca. Przykładowo: z pensji 2.500 złotych brutto państwo zabierze aż 1.153,90 złotych podatku, a pracownik na rękę dostanie tylko 1.808,10 zł. Podatek od przeciętnej emerytury wynosi 321,84 zł.


Cytat:
Skutkiem tego, że państwo polskie poprzez system podatkowy premiuje emerytów i rolników kosztem pracowników, jest rosnąca liczba tych pierwszych. Polacy w praktyce okazują się świetnymi ekonomistami i bezbłędnie kalkulują, co im się bardziej opłaca. A opłaca się jak najwcześniejsze przejście na emeryturę, które daje przywilej podatkowy w postaci zwolnienia od składek na ZUS. Na koniec 2010 roku na garnuszku ZUS pozostawało 7,5 mln ludzi. Do tego należy doliczyć 1,4 mln pobierających zapomogi z KRUS-u oraz armię 390 tys. emerytowanych mundurowych.


Jeśli Państwo, poprzez system podatkowy, promuje emerytów i rolników to trudno się spodziewać by u nas znacząco wzrósł poziom aktywności zawodowej Polaków.

>A gdzie będzie? Bezrobocie rośnie nie tylko u nas.

W sąsiednich Niemczech spada, a w Holandii czy Austrii bezrobocia praktycznie w ogóle nie ma.

> Może się zdarzyć, że jedyne "wpływy" z zagranicy to będzie część wracających stamtąd rodaków. Model irlandzkiego sukcesu (eksport taniej siły roboczej do bogatszych państw) nie sprawdził się u nas. Częściowo z powodu kryzysu, częściowo dlatego że Polacy nie wykazali się analogicznym "patriotyzmem ekonomicznym".

Skąd ten wniosek? Dane z 2009 roku:

Cytat:
Od czasu wstąpienia do Unii polscy emigranci pracujący w krajach Wspólnoty przesłali oficjalnie do Polski już blisko 70 mld złotych. Średnio więc do Polski płynie 38 mln złotych dziennie. Dla porównania - w tym czasie rolnicy w ramach dopłat otrzymali 40 mld zł od Unii i 20 mld z budżetu państwa. Według ekonomistów pieniądze przesłane przez emigrantów stanową nawet 1,5 proc. polskiego PKB.


Dane z 2011 roku:

Cytat:
Do naszego kraju płyną olbrzymie pieniądze od polskich emigrantów. W ubiegłym roku wysłali oni 4,2 mld euro - wynika z danych NBP. Ten rok może być jeszcze lepszy.


Cytat:
W rezultacie zagraniczne przelewy do rodzin w Polsce mogą w tym roku pobić rekord z 2007 roku. Wtedy z zagranicy przesłano do kraju 5,2 mld euro.Polacy pracujący w Niemczech wysłali w 2010 r. do kraju 1,15 mld euro. To prawie 100 mln euro miesięcznie. Rodacy podejmujący w Niemczech pracę na przełomie maja i czerwca do końca roku mogą przysłać 700-800 mln euro więcej niż przed rokiem. Łącznie to prawie 2 mld euro z samych Niemiec.


>W międzyczasie wzrósł popyt, ale głównie dzięki temu, że pracownicy mogli zarobić i przeznaczyć te pieniądze na konsumpcję.

No i co tutaj niepokojącego?

>Zresztą niewielu dziś chce pamiętać, że wiek XIX był wiekiem wielkiego eksportu europejskiej biedy za ocean. Nadwyżki ludności, w tym przestępcy, trafiali do kolonii. Poza tym istniały obszary, na których kapitalizm raczkował lub wręcz nie istniał, a potencjalna siła robocza nie miała żadnej mobilności - to właśnie m.in. na naszych terenach.

A w czasach globalizacji to samo możemy osiągnąć eksportem produktów oraz know how do krajów rozwijających.

>Nie do końca, ponieważ zabiera się jemu i to po raz drugi.

Greckiemu emerytowi obniża się realnie jego wypracowany poziom emerytury. Mnie by osobiście mało interesowało w jaki sposób Państwo finansuje składki emerytalne jeśli co miesiąc wpływałyby te wypracowane składki na moje konto.

>Słyszałam już wyliczenia ekspertów, jak to wzrost podatków pośrednich minimalnie wpływa na ceny. Z reguły nie uwzględnia się tego, że paliwo, gaz, energia elektryczna są wykorzystywane zarówno przez producentów,jak i pośredników - finalnie te podwyżki się kumulują.

Koszty pracy producentów i pośredników tez kumulują się analogicznie.

>Do konsumpcji potrzebny jest konsument, który ma pieniądze.

No przecież ta propozycja zakłada właśnie oddanie pieniędzy konsumentowi.

> Można jeszcze zachęcać do życia na kredyt, co się aktualnie dzieje, ale Amerykanie to już chyba wystarczająco przetestowali. Ponad 2 mln Polaków ma już zobowiązania przeterminowane.

Skąd teza, że ta propozycja zachęca do życia na kredyt?

>Akurat tego ostatnio nie śledziłam, ale jestem sceptyczna wobec wyliczeń: raz, że wartość niektórych zakupów jest trudna do oszacowania (coraz większa liczba osób zaopatruje się poza sklepami), dwa - niższe wydatki np. na żywność, czy ubranie mogą wynikać ze zmiany struktury produktów (kupujemy coraz większe badziewo), trzy - część osób może być podatna na reklamę i ograniczać ilość / rezygnować z jakości produktów podstawowych na rzecz tego, co "zapewni im szczęście".

1. Poza sklepami to znaczy gdzie?

2. Badziewie czy nie jednak podstawowe potrzeby zaspokajają. Jakoś sceptyczny jestem wobec tezy, że kiedyś to takie cuda były, a teraz wszystko schodzi na psy.

3. Z podstawowych potrzeb zrezygnować nie sposób - to Ty w innym wątku zdaje się przywoływałaś piramidę Maslowa.

Nie mogę teraz znaleźć odpowiednich danych (jeszcze ich poszukam) ale np. udział żywności w koszyku od 1999 roku do dzisiaj spadł z 31 do 24%.
30-10-2011 23:58 
 Ocena 3 na 3
Anna Salman (16360 punktów)
Dziękuję za statystyki, ale są one tak nachalnie cytowane w mediach od jakiegoś czasu, że zaczęły wzbudzać moje podejrzenia. Wybacz - wychowywałam się w latach, gdy oficjalne informacje były przyjmowane sceptycznie (teraz nam tego sceptycyzmu brakuje). Ponadto są dostępne na rynku tytuły, gdzie te statystyki wyglądają nieco inaczej.
Problemu emerytur nie załatwi przekładanie pieniędzy z kieszeni do kieszeni. Pracownik powinien mieć wybór, jak i gdzie chce się ubezpieczyć na wypadek emerytury i czy w ogóle. No i ulgi w podatkach dla tych, którzy płacą. Do tej pory nie ma nawet ulg podatkowych z tytułu III filaru.
Pisałeś, że ZUS leży, skąd więc przekonanie, że nie zostaną roztrwonione wpływy z wyższych podatków pośrednich, przy czym o ile w przypadku ZUS można szacunkowo wyliczyć, ile pieniędzy powinno wpłynąć i w jakiej wysokości mają być wypłaty, w drugim przypadku istnieje poważne ryzyko, że to wszystko się rozmydli.
Wysyłanie pracowników na wcześniejsze emerytury - to byłby temat na odrębny artykuł.
Ponadto autor cytowanego artykułu zapomniał o jednym, najważniejszym - wzrost liczby emerytów jest efektem demografii oraz stabilności zatrudnienia w poprzednich latach. Na emerytury przechodzą osoby, które uzyskały uprawnienia, czyli weszły w wiek emerytalny i miały wypracowany okres składkowy. Nie martwmy się więc o przyszłych emerytów przy tym poziomie bezrobocia, ilości umów śmieciowych (jesteśmy liderem w UE), minimalnych składkach płaconych przez indywidualnych przedsiębiorców. Będziemy mieć za ...dziesiąt lat ileś tam osób w wieku emerytalnym, w dużej części bez emerytur, w porównywalnej z emeryturami głodowymi.
Pobudzenie aktywności zawodowej to nie tylko system podatkowy, ale również zniesienie ograniczeń w dostępie do zawodów (jesteśmy ponoć rekordzistą unijnym w liczbie dziedzin objętych koncesjami) oraz podejście do drobnych przedsiębiorców. Przyczyn jest zresztą więcej, ale teraz mówi się o podatkach, bo jest dziura w budżecie i trzeba ją szybko załatać.
>W sąsiednich Niemczech spada, a w Holandii czy Austrii bezrobocia praktycznie w ogóle nie ma.
O ile Niemcy są skłonni przyjąć część Polaków - młodych, których sami chcą kształcić adekwatnie do potrzeb swojej gospodarki, o tyle Holendrzy chętnie pozbyliby się części naszych rodaków, które to inicjatywy jakoś wzbudzają w Polsce gwałtowne sprzeciwy.
> Cytat:
...polscy emigranci pracujący w krajach Wspólnoty przesłali oficjalnie do Polski już blisko 70 mld złotych. ...Według ekonomistów pieniądze przesłane przez emigrantów stanową nawet 1,5 proc. polskiego PKB.
>

W PRL też to tak działało. Wyludniały się całe regiony Podkarpacia i białostocczyzny, za to statystyczny Polak zarabiając 2 tys. miesięcznie, wydawał 3 tys. Taki mały cud gospodarczy. Jakoś kapitalizmu na tym nie zbudowaliśmy.
Nasz udział w PKB UE wynosi ponoć ok. 2% (jesteśmy 6 krajem Unii pod względem wielkości). Nie eksportujemy technologii, ani wysokoprzetworzonych produktów. Nasz eksport to głównie surowce i tania siła robocza. Dawniej taki kraj nazywany był krajem Trzeciego Świata, teraz zieloną wyspą.
>>...pracownicy mogli zarobić i przeznaczyć te pieniądze na konsumpcję.
>No i co tutaj niepokojącego?
Nic, prosta zależność - pracownik jest również konsumentem. Bezrobocie albo niskie zarobki obniżają popyt.
>>... wiek XIX był wiekiem wielkiego eksportu europejskiej biedy za ocean.
>A w czasach globalizacji to samo możemy osiągnąć eksportem produktów oraz know how do krajów rozwijających.
To my jesteśmy krajem rozwijającym się i to nasze obligacje niedługo kupią Chińczycy, o ile uznają, że warto. O polskim eksporcie jw.
> Mnie by osobiście mało interesowało w jaki sposób Państwo finansuje składki emerytalne jeśli co miesiąc wpływałyby te wypracowane składki na moje konto.
A mnie by na pewno interesowało, gdybym miała drugi raz płacić na to samo - raczej zażądałabym zwrotu całej przekazanej kiedyś kwoty, rezygnując z emerytury.
>Koszty pracy producentów i pośredników tez kumulują się analogicznie.
Nigdy nie twierdziłam, że te koszty są sensowne. Powinny być maksymalnie obniżone i to po stronie pracodawcy. A pracownik powinien mieć ulgi, jw.
>No przecież ta propozycja zakłada właśnie oddanie pieniędzy konsumentowi.
Nie oddania, lecz wyjęcia ich z jego drugiej kieszeni.
>Skąd teza, że ta propozycja zachęca do życia na kredyt?
Bo jeżeli brakuje na podstawowe wydatki, to sięga się po kredyt. Przy znikomej świadomości ekonomicznej społęczeństwa i nachalnej reklamie, możemy mieć to, co w Stanach.
>1. Poza sklepami to znaczy gdzie?
Na przykład na targowiskach, gdzie oprócz żywności i ubrań można również nabyć towary z przemytu lub kradzione. Ponadto - kto wycenia rynek wynajmu mieszkań (podobno w Warszawie jest ok. miliona niezameldowanych osób)? Owszem - czytałam gdzieś dane "szacunkowe". Mam wątpliwości do statystyk, które są robione na ładne oczy.
>2. Jakoś sceptyczny jestem wobec tezy, że kiedyś to takie cuda były, a teraz wszystko schodzi na psy.
Nie stawiałam nigdy tezy, że kiedyś były cuda, bo pamiętam rynek ciągłych niedoborów. Chyba jednak czego innego oczekiwaliśmy dwadzieścia lat temu, niż nowych dostaw do szmateksów.
>3. Z podstawowych potrzeb zrezygnować nie sposób ...
Dlatego tu najczęściej podnosi się ceny. W ten sposób skutki kryzysu w największym stopniu finansują najubożsi. Poza tym obecna definicja podstawowych potrzeb wymaga rozszerzenia - będąc w UE, mamy inną świadomość i inne aspiracje.
>Nie mogę teraz znaleźć odpowiednich danych ...
Wierzę bez statystyk. Tylko, czy wynika to z obniżenia cen żywności, czy z podrożenia innych podstawowych towarów, a może Polacy przerzucili się na towary luksusowe? Jaki jest udział w "podstawowych kosztach" spłat kredytów, w tym hipotecznych? I czy w ogóle jest liczony?
31-10-2011 09:36 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)

>Problemu emerytur nie załatwi przekładanie pieniędzy z kieszeni do kieszeni.

W tej propozycji raczej chodzi o przełożenie z dużo głębszej do płytszej i tym sposobem rozruszanie gospodarki.

>Pracownik powinien mieć wybór, jak i gdzie chce się ubezpieczyć na wypadek emerytury i czy w ogóle.

"Czy w w ogóle" to przy tym poziomie pensji raczej egzaminu nie zda, a w demokracji każdy ma jeden głos.

> No i ulgi w podatkach dla tych, którzy płacą. Do tej pory nie ma nawet ulg podatkowych z tytułu III filaru.

To akurat doskonale wiem. Ja mam osobiście nadzieję, że cały ten problem mnie zupełnie nie dotyczy no chyba, że zbankrutuje firma, której powierzam swoje oszczędności emerytalne.

>Pisałeś, że ZUS leży, skąd więc przekonanie, że nie zostaną roztrwonione wpływy z wyższych podatków pośrednich, przy czym o ile w przypadku ZUS można szacunkowo wyliczyć, ile pieniędzy powinno wpłynąć i w jakiej wysokości mają być wypłaty, w drugim przypadku istnieje poważne ryzyko, że to wszystko się rozmydli.

Nie jestem pewien czy Pan Gwiazdowski ma jakieś wyliczenia czy też rzucił takie popularne hasło. Dla mnie problemem byłoby np. wyliczenie tej emerytury - wszystkim po równo, czyli system kanadyjski, czy też każda transakcja zostawia elektroniczny ślad przypisany do podatnika żeby wyliczyć ile on konsumuje?

> Nie martwmy się więc o przyszłych emerytów przy tym poziomie bezrobocia, ilości umów śmieciowych (jesteśmy liderem w UE),

Pytanie, jeśli Twoja prognoza jest słuszna i będzie narastała presja podażowa przy malejącym popycie na rynku pracy, w jaki sposób ograniczyć ich ilość? Próba regulacji prawnej wypchnie je w szarą strefę bądź spowoduje jeszcze większą ich ilość.

> minimalnych składkach płaconych przez indywidualnych przedsiębiorców.

Akurat o nich bym się nie martwił - przyzwyczajeni są do bardzo nieprzyjaznego biznesowo środowiska to i na emeryturze sobie poradzą. Duża część z nich z resztą sobie prywatnie odkłada składki.

>Będziemy mieć za ...dziesiąt lat ileś tam osób w wieku emerytalnym, w dużej części bez emerytur, w porównywalnej z emeryturami głodowymi.

No a wszyscy mają jeden głos.

>Pobudzenie aktywności zawodowej to nie tylko system podatkowy, ale również zniesienie ograniczeń w dostępie do zawodów (jesteśmy ponoć rekordzistą unijnym w liczbie dziedzin objętych koncesjami) oraz podejście do drobnych przedsiębiorców. Przyczyn jest zresztą więcej, ale teraz mówi się o podatkach, bo jest dziura w budżecie i trzeba ją szybko załatać.

Zgoda.

>O ile Niemcy są skłonni przyjąć część Polaków - młodych, których sami chcą kształcić adekwatnie do potrzeb swojej gospodarki, o tyle Holendrzy chętnie pozbyliby się części naszych rodaków, które to inicjatywy jakoś wzbudzają w Polsce gwałtowne sprzeciwy.

To doniesienia prasowe - nie wiem na ile wiarygodne i nie wiem na ile emigranci nie są po prostu tematem wyborczym ichniejszej prawicy.

>W PRL też to tak działało. Wyludniały się całe regiony Podkarpacia i białostocczyzny, za to statystyczny Polak zarabiając 2 tys. miesięcznie, wydawał 3 tys. Taki mały cud gospodarczy. Jakoś kapitalizmu na tym nie zbudowaliśmy.

Tym razem idzie nam w miarę dobrze. Jednak Polska Anno Domini 2011 jest zupełnie inną Polska niż ta z 1989 roku. Subiektywnie - zdecydowanie lepszą.

>Nasz udział w PKB UE wynosi ponoć ok. 2% (jesteśmy 6 krajem Unii pod względem wielkości).

Jesteśmy za wielką piątką. PKB mamy zbliżony do Holandii i Belgii i zdecydowanie wyższy niż reszta krajów Wspólnoty.

>Nie eksportujemy technologii, ani wysokoprzetworzonych produktów.

Nie od razu Rzym zbudowano ale pomału coś zaczynamy eksportować. Nie licząc oczywiście choćby samochodów czy śmigłowców no ale tu nie wiadomo na ile jesteśmy tylko halą montażową.

> Nasz eksport to głównie surowce

Jakie? Nawet węgiel, którego mamy w nadmiarze, importujemy.

> i tania siła robocza.

Jak każdy kraj, który obok siebie ma bogatszych sąsiadów.

> Dawniej taki kraj nazywany był krajem Trzeciego Świata, teraz zieloną wyspą.

Albo członek UE i OECD czy Państw skupiających najbogatsze kraje świata.

>To my jesteśmy krajem rozwijającym się i to nasze obligacje niedługo kupią Chińczycy, o ile uznają, że warto. O polskim eksporcie jw.

Wszystko jest pochodną punktu odniesienia. Mimo naszego zacofania i tak jesteśmy zdecydowanie w górnej części drabinki względem ogromnej większości świata.

>A mnie by na pewno interesowało, gdybym miała drugi raz płacić na to samo - raczej zażądałabym zwrotu całej przekazanej kiedyś kwoty, rezygnując z emerytury.

W teraźniejszym systemie nie oddali by Ci całej bo i tak planują wypłacić Ci jej część, a będzie tylko gorzej.

>Nie oddania, lecz wyjęcia ich z jego drugiej kieszeni.

Mimo to do znacznie płytszej.

>Bo jeżeli brakuje na podstawowe wydatki, to sięga się po kredyt. Przy znikomej świadomości ekonomicznej społęczeństwa i nachalnej reklamie, możemy mieć to, co w Stanach.

Jak dla mnie - każdy jest kowalem własnego losu. System bankowy jest od tego żeby ograniczać te zapędy.

>Nie stawiałam nigdy tezy, że kiedyś były cuda, bo pamiętam rynek ciągłych niedoborów. Chyba jednak czego innego oczekiwaliśmy dwadzieścia lat temu, niż nowych dostaw do szmateksów.

Ja widzę raczej możliwość wyboru jakiej wcześniej nie miałem.

>Dlatego tu najczęściej podnosi się ceny. W ten sposób skutki kryzysu w największym stopniu finansują najubożsi.

Tak świat zbudowany, że najubożsi zawsze najwięcej płacą.

> Poza tym obecna definicja podstawowych potrzeb wymaga rozszerzenia - będąc w UE, mamy inną świadomość i inne aspiracje.

No a kto za to zapłaci?

>Wierzę bez statystyk. Tylko, czy wynika to z obniżenia cen żywności, czy z podrożenia innych podstawowych towarów, a może Polacy przerzucili się na towary luksusowe? Jaki jest udział w "podstawowych kosztach" spłat kredytów, w tym hipotecznych? I czy w ogóle jest liczony?

W Gusie nie pracuje Wrócę do tego jak znajdę jakieś odpowiednie dane.
31-10-2011 12:59 
 Ocena 4 na 4
Anna Salman (16360 punktów)
>... chodzi o przełożenie z dużo głębszej do płytszej i tym sposobem rozruszanie gospodarki.
Podnoszenie podatków nie rozrusza gospodarki. Nie o to chodzi, że pieniądze w jednej kieszeni się skończyły - zabrakło kieszeni, bo zmniejsza się ilość miejsc pracy, od których można ściągać podatki (bezrobocie, szara strefa). Nie mają tego problemu kraje skandynawskie, gdzie poziom zatrudnienia w grupie produkcyjnej jest ponad 90%, a wiek emerytalny mają wyższy, niż u nas (i chyba obie płcie po równo).
Osobiście uważam, że tego typu pomysł się nie przebije, bo wymagałby mimo wszystko nakładu pracy intelektualnej, żeby rozwiązać problemy typu: co z tymi, od których już ściągano przez lata podatki, jak wyliczyć, ile się komu należy (sam to podniosłeś).

Ale ... spróbujmy się odciąć w ogóle od statystyk. Dlaczego? Bo w zasadzie nie wiadomo, czemu mają służyć. Gdyby miały zostać wykorzystane do ułatwienia opisania zjawisk społecznych, powinny być całościowe, a w ślad za nimi powinna nadążać całościowa diagnoza np.stanu gospodarki i sposoby jej poprawienia. Tymczasem podawane są wyrywkowo, w zależności od aktualnych potrzeb. Brakuje pieniędzy na emerytury? No to proszę bardzo - ilu mamy emerytów i jak im się dobrze żyje (wszystko z tzw. uśrednienia Kowalskiego). Część pobiera nienależne, zawyżone świadczenia (pracownicy służb specjalnych dawnego ustroju) - i co z tego? Czy od czasu podania tej informacji podjęto kroki w celu weryfikacji tych świadczeń? Nie.
Czy wcześniejsi emeryci, KRUS-owcy i wysoka (ale rzeczywista, a nie potencjalna) liczba młodych emerytów rzeczywiście pochłaniają takie kwoty? Dlaczego równie energicznie nie przeprowadza się analiz naprawdę zbędnych wydatków z budżetu - resztówki w spółkach skarbu państwa, gdzie członkowie z politycznego nadania biorą horrendalne pensje nie wiadomo za co, nasz udział w wojnach i zakup złomu z USA. O krk (i ichnich emeryturach) w państwowych mediach mówi się w kontekście "zamachu na kościół i katolicyzm".
I na koniec - dlaczego politycy są przychylni takim rozwiązaniom, jak podniesienie wieku emerytalnego, gdy kilka lat temu postulowali, żeby poseł po jednej kadencji miał już prawa emerytalne? Moja pamięć nie jest tak krótkotrwała, jak news medialny, pewnie wielu innych osób też. Stąd absencja wyborcza, stąd brak realnego poczucia wpływu na rzeczywistość polityczną. Osobiście, jako kobieta w średnim wieku miałabym dylemat, czy posiadam teraz większy, czy mniejszy zakres swobód obywatelskich, niż przed rokiem 1989 - przynajmniej nikt nie wkraczał w prywatne sfery mojego życia.
Reasumując - przed jakimikolwiek rewolucjami w systemie emerytalnym, zwłaszcza polegającymi na podnoszeniu podatków, chciałabym zobaczyć plan redukcji wydatków z budżetu, ale realny, a nie polegający na kolejnym drenażu moich kieszeni.
Dlaczego w dzisiejszym komentarzu ds ekonomicznych p.Legutko piszczał przez 10 minut o wysokiej absencji chorobowej Polaków, w oparciu o artykuł na onecie, a przemilczał sąsiedni artykuł, jak oszukiwani są kierowcy przy pobieraniu opłat? Bo trzeba wciąż podkreślać, jak dalece nam się społeczeństwo nie udało. Dlaczego nikt szeroko nie komentował informacji sprzed kilku tygodni o spekulacjach na rynku nieruchomości (ceny mieszkań były zawyżane o nawet 50%, co wpędziło wielu nabywców w spiralę zadłużenia, dziś jeszcze ceny są zawyżone o nawet 30%), a dzisiaj usłyszałam, że spadający popyt na mieszkania wymusi na deweloperach tzw. odpowiedzialność społeczną (będą musieli budować jeszcze przedszkola i drogi dojazdowe - chyba żart). Trzeba bardzo uważać na informacje, zbyt nachalnie serwowane, bo od pewnego momentu informacja przestaje być informacją i staje się elementem propagandy.
Górnictwo przynosi straty? Był taki okres - obecnie wpływy do budżetu ok. 7mld, przy jednoczesnym braku decyzji o inwestycji np. w technologie czystego spalania, czy uzyskiwanie paliwa. Nie musielibyśmy wydobywać gazu łupkowego, dewastując sobie środowisko, za to moglibyśmy się stać poważnym eksporterem wysokoprzetworzonych produktów. No ale tu już trzeba pomyśleć i to perspektywicznie, a nie od wyborów do wyborów.
Eksport surowców? - Kiedyś to było na geografii w V klasie. Istniały też branże, które przy niewielkich stosunkowo nakładach mogły być konkurencyjne w świecie (np. przemysł tekstylny). Zostały zlikwidowane. Brakuje przetwórstwa spożywczego, jak w PRL, a ile można eksportować ziemniaki i truskawki. Pomysł wyprzedaży lasów państwowych - zwiększenie sprzedaży drewna (znowu PRL).

>System bankowy jest od tego żeby ograniczać te zapędy.
Wolne żarty - przecież bank jest tak samo podmiotem gospodarczym działającym na rynku, w dodatku, jak pokazały ostatnie wydarzenia, nie ponoszącym praktycznie żadnego ryzyka w związku z tą działalnością. Politycy zasłaniając się fałszywą troską o "drobnych ciułaczy" (depozyty do pewnych kwot są ubezpieczone), akcjonariuszy (gra na giełdzie to rodzaj hazardu i każdy powinien to czynić na własne ryzyko) oraz funkcjonowanie gospodarki, jako całości (ale ona już leży i spekulacje finansowe to coś w rodzaju respiratora) udowodnili, że wszyscy są równi, ale niektórzy równiejsi (Orwell?).
Stąd wzięły się protesty w rozwiniętych krajach Zachodu, a u nas dominuje myślenie "i tak biedni zawsze ponoszą najwyższe koszty", "już się przyzwyczaili, nie martwmy się o nich". To jest niestety mentalność feudalna i idąc tym tropem możemy przywrócić obowiązek odrabiania pańszczyzny (zaledwie 150 lat minęło, jak żeśmy się z nią rozstali) oraz 16-godzinny dzień pracy, czy zatrudnianie dzieci za połowę stawki.
W porównaniu z latami 90-tymi straciłam optymizm. Widzę, że nie potrafimy uwolnić się od schematów myślowych i jako naród jesteśmy kompletnie odtwórczy, a nie innowacyjni. Tu się nie przebije żaden pomysł pochodzący spoza dominującego nurtu ekonomicznego, a są już takie rozwiązania w świecie. Nie dla nas - my wolimy manipulować statystykami.
31-10-2011 20:53 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)

> Nie o to chodzi, że pieniądze w jednej kieszeni się skończyły - zabrakło kieszeni, bo zmniejsza się ilość miejsc pracy, od których można ściągać podatki (bezrobocie, szara strefa).

Jakie proponujesz na to remedium?

>Ale ... spróbujmy się odciąć w ogóle od statystyk. Dlaczego? Bo w zasadzie nie wiadomo, czemu mają służyć.

Bez statystyki leży sektor ubezpieczeniowy czy bankowy. Statystyka to narzędzie jak inne - trzeba wiedzieć jak używać.

> a nie polegający na kolejnym drenażu moich kieszeni.

Ja wciąż nie wiem gdzie Ty widzisz ten drenaż kieszeni. Ta propozycja zakłada przecież, że per saldo konsument ma mieć więcej gotówki do swojej dyspozycji.

> bo od pewnego momentu informacja przestaje być informacją i staje się elementem propagandy.

Czy jest, wg Ciebie, jakiś sposób żeby to obiektywnie ocenić?

>Eksport surowców? - Kiedyś to było na geografii w V klasie.

A teraz po szkole:

Cytat:
Ilościowe i wartościowe relacje eksportu i importu w poszczególnych grupach surowców przedstawiały się następująco:

· w grupie surowców energetycznych tonaż surowców importowanych był w 2010 roku wyższy niż eksportowanych, nawet pomimo nie uwzględnienia danych dotyczących importu gazu ziemnego. Saldo wartości obrotów handlowych pozostało ujemne i wyniosło 38 331 610 tys. PLN. Saldo było bardziej niekorzystne w stosunku do roku 2009 o 24,35 %, czyli 7 506 345 tys. PLN. Zdecydował o tym bardzo wyraźny wzrost wartości importu - o 14 906 381 tys. PLN, przy zdecydowanie mniejszym wzroście wartości surowców sprzedanych - o 7 400 036 tys. PLN. Bardzo prawdopodobne jest, iż przy uwzględnieniu danych dotyczących gazu ziemnego wartość importu byłaby znacznie wyższa a tym samym saldo obrotów handlowych jeszcze bardziej niekorzystne.

· w grupie surowców metalicznych tonaż importowanych surowców również był wyższy niż eksportowanych, przy czym różnica ta była większa niż roku 2009. Podobnie jednak jak w latach poprzednich, dzięki korzystnej koniunkturze cen uzyskano dodatnie saldo wartości obrotów handlowych, które wyniosło 5 890 365 tys. PLN. Było ono ponad znacząco wyższe niż w roku poprzednim (o 1 828 690 tys. PLN).

· w grupie surowców chemicznych tonaż surowców sprowadzonych do Polski był nieznacznie większy niż tonaż surowców wyeksportowanych. Zarówno wartość importu jak i eksportu wzrosły bardzo wyraźnie - odpowiednio o 931 008 tys. PLN (33,06 %) i 626 101 tys. PLN (26,35 %). Dlatego też saldo obrotów handlowych pozostało ujemne i osiągnęło poziom niższy niż w roku 2009 - miało wartość 744 264 tys. PLN.

· w grupie surowców skalnych saldo obrotów handlowych także pozostało ujemne i ze względu na większy wzrost wartości importu niż wartości eksportu było bardziej niekorzystne niż w roku wcześniejszym - wyniosło 695 693 tys. PLN.


We wszystkich kategoriach jesteśmy importerem netto wszelakich surowców. Gdzie ten eksport?

> Istniały też branże, które przy niewielkich stosunkowo nakładach mogły być konkurencyjne w świecie (np. przemysł tekstylny).

Branża tekstylna padła wszędzie na zachodzie bo po prostu nie wytrzymała made in china

> Zostały zlikwidowane. Brakuje przetwórstwa spożywczego, jak w PRL, a ile można eksportować ziemniaki i truskawki.

Nie chcę być zgryźliwy ale czy to aby nie propaganda:

Cytat:
W niewielu dziedzinach polskiego przemysłu udało się tak wyraźnie, a co najważniejsze realnie, zwiększyć poziom produkcji oraz poprawić wyniki finansowe. Już w 1996 r. wartość produkcji przemysłu spożyw­czego po raz pierwszy przekroczyła rekordowy poziom z 1988 r.


Dane z 2005 roku:

Cytat:
Przemysł spożywczy jest jedną z najważniejszych dziedzin polskiej gospodarki, stał się jej prawdziwą siłą pociągową. Jego udział w wartości sprzedaży całe­go przemysłu wynosi blisko 24% i jest ok. 9 punktów procento­wych wyższy niż w 15 krajach Unii Europejskiej, gdzie wynosi średnio 15%. Wśród krajów UE wyższy niż w Polsce udział prze­mysłu spożywczego mają tylko Dania (28%) i Grecja (27%).


>>System bankowy jest od tego żeby ograniczać te zapędy.
>Wolne żarty - przecież bank jest tak samo podmiotem gospodarczym działającym na rynku,

I są mechanizmy, które, odpowiednio stosowane, powinny przeciwdziałać przekredytowaniu.

> w dodatku, jak pokazały ostatnie wydarzenia, nie ponoszącym praktycznie żadnego ryzyka w związku z tą działalnością.

To akurat wynaturzenie.

> Politycy zasłaniając się fałszywą troską o "drobnych ciułaczy" (depozyty do pewnych kwot są ubezpieczone),

Jeśliby padł cały system to te "gwarancje" drobnych ciułaczy byłyby równie dobre jak te "gwarantowane" emerytury greckie.

> akcjonariuszy (gra na giełdzie to rodzaj hazardu i każdy powinien to czynić na własne ryzyko)

W warunkach normalnie działającej ekonomii giełda to, alternatywny od bankowego, sposób pozyskiwania kapitału, a spekulacje i hazard to statystyczny margines.

> oraz funkcjonowanie gospodarki, jako całości (ale ona już leży i spekulacje finansowe to coś w rodzaju respiratora) udowodnili, że wszyscy są równi, ale niektórzy równiejsi (Orwell?).

Nie można wiecznie żyć na kredyt.

>Stąd wzięły się protesty w rozwiniętych krajach Zachodu, a u nas dominuje myślenie "i tak biedni zawsze ponoszą najwyższe koszty", "już się przyzwyczaili, nie martwmy się o nich".

Moja uwaga to był zwykły truizm. Biedni zawsze, w każdym systemie, najwięcej za wszystko płacą no właśnie dlatego, że są biedni. Bardziej interesujące dla mnie jest jak tego biednego z biedy wyciągnąć niż się nad nim użalać.

>W porównaniu z latami 90-tymi straciłam optymizm. Widzę, że nie potrafimy uwolnić się od schematów myślowych i jako naród jesteśmy kompletnie odtwórczy, a nie innowacyjni.

Nie podzielam Twojego pesymizmu.

> Tu się nie przebije żaden pomysł pochodzący spoza dominującego nurtu ekonomicznego, a są już takie rozwiązania w świecie. Nie dla nas - my wolimy manipulować statystykami.

Co konkretnie masz na myśli?
Anna Salman (16360 punktów)
>Jakie proponujesz na to remedium?
Dlaczego akurat ja? Ja jestem tylko prostą kobietą w średnim wieku. Od tego mamy podobno ekspertów i to nieźle opłacanych.
>Statystyka to narzędzie jak inne - trzeba wiedzieć jak używać.
Gdyby była - zgoda. Jednak widzę po wielu komentarzach i artykułach prasowych, że jest raczej bożkiem, do którego można się odwołać, gdy coś nie wychodzi. Na papierze wychodzi.
>Ja wciąż nie wiem gdzie Ty widzisz ten drenaż kieszeni. Ta propozycja zakłada przecież, że per saldo konsument ma mieć więcej gotówki do swojej dyspozycji.
Zrozum, jeżeli płaciłam przez kilkadziesiąt lat składki, czyli otrzymywałam mniej pieniędzy (mogłabym więcej inwestować na własną rękę), to nie rozumiem, dlaczego teraz mam płacić za wszystko drożej, żeby chociaż część tych pieniędzy odzyskać, bo całej kwoty i tak nie. Upraszczając - kupujesz karnet biletów na festiwal filmowy, uprawniający do wejścia na wszystkie seanse. I tak na wszystkie nie pójdziesz, bo praca, inne zajęcia itd. Potem zjawiasz się na jeden z kilku senasów, na który możesz sobie "czasowo" pozwolić i ... kasują cię za bilet.
>Czy jest, wg Ciebie, jakiś sposób żeby to obiektywnie ocenić?
Obiektywizm nie istnieje w odniesieniu do indywidualnych ocen. Ale pamiętam poprzedni okres i nachalne machanie statystykami wg których Polska była jednym z gigantów w prawie każdej dziedzinie. Dziś mam poczucie deja vu, tym bardziej że jest bardzo dużo tematów zastępczych, co robi wrażenie zagadywania (dawniej była zimna wojna), przy innych zbyt wielka ilość powtórzeń, kolejne są marginalizowane.
>We wszystkich kategoriach jesteśmy importerem netto wszelakich surowców. Gdzie ten eksport?
No to jest mi przykro, że nawet tego nie potrafimy. Czyli co? Została tylko tania siła robocza, bo mamy za wysokie koszty wydobycia? Przez chwilę tak było z węglem.
>Branża tekstylna padła wszędzie na zachodzie bo po prostu nie wytrzymała made in china>
Tak, rzeczywiście to jest ta wyższa jakość.
>Nie chcę być zgryźliwy ale czy to aby nie propaganda:
Znowu deja vu - jesteśmy potęgą nawet większą, niż PRL.
>I są mechanizmy, które, odpowiednio stosowane, powinny przeciwdziałać przekredytowaniu.
Te akurat znam i one od lat są reguralnie" rozmontowywane" wzorem USA.
>Jeśliby padł cały system to te "gwarancje" drobnych ciułaczy byłyby równie dobre jak te "gwarantowane" emerytury greckie.
Ale nie było kontroli wtedy, gdy w systemie pojawiały się te, jak twierdzisz "wynaturzenia".
>W warunkach normalnie działającej ekonomii giełda to, alternatywny od bankowego, sposób pozyskiwania kapitału, a spekulacje i hazard to statystyczny margines.
Tam, gdzie pojawia się zjawisko kreatywnej księgowości, większość transakcji nabiera charakteru spekulacji.
>Nie można wiecznie żyć na kredyt.
Nigdy nie żyłam na kredyt, ale dla osób korzystających z tego, było nie było, narzędzia pobudzania gospodarki podstawowymi przesłankami były: dostępność (poluzowanie procedur kredytowych) oraz znikome ryzyko takich działań - wskaźnik optymizmu dotyczący koniunktury (polityka i owe cudowne statystyki).
> Biedni zawsze, w każdym systemie, najwięcej za wszystko płacą no właśnie dlatego, że są biedni.
I nie jest to dla mnie wystarczający powód.
>Bardziej interesujące dla mnie jest jak tego biednego z biedy wyciągnąć niż się nad nim użalać.
Jak zauważyłam najbardziej "użalają" się ci, którzy doprowadzają do zwiększania obszarów biedy. Bo bieda to niezły temat na wybory i pretekst do podnoszenia podatków, dzięki którym ci, którzy jeszcze biedni nie są, szybciej mogą się nimi stać. Stąd protesty wśród przedstawicieli klasy średniej, a nie mieszkańców slumsów - tamci przywykli, a poza tym stracili nadzieję na poprawę sytuacji.
>Co konkretnie masz na myśli?
Pojawiają się pewne pomysły w prasie niszowej, są propozycje zgłaszane przez publicystów zachodnich. Nie jestem z pokolenia "klikasz i masz", do takich rzeczy trzeba dotrzeć.
Na pewno należałoby zwiększyć wpływ społeczeństw na politykę, a co za tym idzie na decyzje ekonomiczne. Rzeczywista demokracja, czyli uczestnicząca z jak najmniejszym udziałem "zawodowych polityków", przekłamujących rzeczywistość. To, co pisał A.Toffler, w skrócie - dodatkowa izba parlamentu (społeczna i rotacyjna - wylosowana, stanowiąca próbę reprezentatywną), na wzór ławy przysięgłych, głosująca na konkretne ustawy.
Anna Salman (16360 punktów)
Nie dlatego, żebym chciała ciągnąć ten wątek, ale znalazłam coś akurat w GW z 4 listopada (pewnie gdzieś w sieci też jest). Dotyczy "transferów migracyjnych".

> Cytat:
W rezultacie zagraniczne przelewy do rodzin w Polsce mogą w tym roku pobić rekord z 2007 roku. Wtedy z zagranicy przesłano do kraju 5,2 mld euro ... Rodacy podejmujący w Niemczech pracę na przełomie maja i czerwca do końca roku mogą przysłać 700-800 mln euro więcej niż przed rokiem. Łącznie to prawie 2 mld euro z samych Niemiec.


GW z 4.11.2011 "Podróże za pracą. Ludzie wciągłym ruchu".
Cytat:
Według Banku Światowego całkowity transfer pieniędzy "migracyjnych" do Polski w 2007r., kiedy był największy, wyniósł aż 10,5 mld dol., w 2009r. - 9 miliardów.

Nie sądzę, że wtedy przelicznik USD / EUR był ok. 1:2. Podejrzewam natomiast, że można znaleźć inne źródła, które podadzą jeszcze inne dane. I właśnie taki rozdźwięk w publikowanych informacjach, zauważony nie po raz pierwszy, wzbudza we mnie uzasadnione wątpliwości, co do ich wiarygodności. Odbiorca nie jest w stanie sam zweryfikować, kto i w którym momencie publikuje prawdę. Dlatego zachowuję rezerwę.
30-10-2011 11:49 
 Ocena 3 na 3
Jarek B. (426 punktów)
(zablokowany)
>W skutek rozwoju technologii i reorganizacji pracy zmniejsza się popyt na pracę.

W skutek rozwoju technologii mamy dzisiaj komputery, telewizory czyli medialną rozrywkę, która stworzyła zupełnie nowy sektor konsumpcyjny dając tym samym pracę milionom ludzi na świecie. Bez rozwoju technologii coś takiego nigdy by nie powstało, a metod redystrybucji dochodu narodowego byłoby tym samym mniej. Idąc dobrowolnie do kina czy kupując oprogramowanie komputerowe wspieramy finansowo ludzi, którzy z tego się utrzymują. Piękna sprawa. Oczywiście maszyny w jakimś stopniu zastąpiły ludzi w procesie produkcji, ale dzięki temu mamy ogromną masę towarów co składa się na bogactwo świata zachodniego.

>>> więc emerytury będą sobie finansować sami emeryci
>>Chyba wszyscy konsumenci. Poza tym co to ma za znaczenie z jakiego "wora" to będzie wypłacane?
>Dla kogoś, kto przez kilkadziesiąt lat był obciążany składką emerytalną ma znaczenie, że nadal będzie płacił składki na emeryturę, tylko w innej formie.

Emeryci płacą na własne świadczenia tak czy inaczej bo państwo zaciąga kredyty w bankach komercyjnych płacąc obligacjami skarbu państwa by pozyskać środki na wypłaty obecnych emerytur. Obligacje państwowe zaś zawsze są finansowane przez podatników, a więc również i emerytów.

>>>Firmom w niczym to nie ulży, bo koszty ich działania wzrosną z innego powodu,
>>Jakiego?
>Firmy też są konsumentami towarów i usług, więc każdorazowy wzrost cen podraża koszty ich działalności.

Ale taki koszt jest znacznie mniejszy oraz mniej szkodliwy dla przedsiębiorstwa bowiem likwiduje sporą część papierkowej roboty i odciąża pracodawcę kosztami zatrudniania pracowników.

>>> a spadnie popyt na towary i usługi wskutek podwyższenia cen.

Dlaczego miałby spaść popyt na konsumpcję skoro konsumenci będą posiadać w kieszeni więcej PLN bo praca już nie będzie opodatkowana ? Nie rozumiem. Przecież dzięki temu mechanizmowi więcej pieniędzy trafi na rynek, a mniej do sektora administracji publicznej. Oczywiste, że w skutek tego rynek tylko i wyłącznie zyska bowiem dzięki obecności dodatkowego kapitału powstaną lepsze możliwości rozwoju.
lukaszewicz (5674 punktów)
> Co o tym sądzicie?
>
Jestem za.
Jarek B. (426 punktów)
(zablokowany)
W przypadku, gdy państwo zabiera pracodawcom w formie podatków pieniądze stanowiące opłaty za zatrudnianie pracowników to konsekwencją tego jest zmniejszanie inwestycji przedsiębiorstw prywatnych bowiem poszerzanie kadry pracowniczej wiąże się również z kosztami na rzecz budżetu państwa. Nie tylko te koszty, ale również płaca minimalna, która w przyszłym roku będzie jeszcze wyższa dodatkowo obciąży pracodawców. Co więcej nie ma żadnego ekonomicznego uzasadnienia dlaczego wysokość opłat nałożonych na pracownika miałaby być wprost proporcjonalna do skuteczności jego pracy. Obecny system jest tak skonstruowany, że im lepszy pracownik to tym większe płaci podatki co jest o tyle absurdalne, że nie tylko stanowi to jeden z elementów demotywujących pracownika, ale mówi o błędnym założeniu wedle, którego to urzędnik rzekomo wie lepiej jak wydać pieniądze od pracownika, który zarabia coraz więcej - a więc wie jak to się robi. System kapitalistyczny wymyślił doskonały mechanizm swobodnej dystrybucji dochodu - tym czymś jest konsumpcja. Podatek VAT zamiast kosztów związanych ze zwiększaniem miejsc pracy jest o tyle ekonomicznie skuteczniejszy, że pracownikowi oraz pracodawcy pozostanie więcej pieniędzy w kieszenie co z kolei przekłada się na potencjalnie wyższy wskaźnik konsumpcji, ergo dowolna dystrybucja tak powstałego dochodu będzie wyższa. Systemu emerytalnego nie da się uratować tak czy inaczej. Natomiast istnieje możliwość korzystnego wpłynięcia na rozwój przedsiębiorstw prywatnych w Polsce co jest o tyle ważne, że nadal mamy na rynku ostatni wyż demograficzny. Potencjał polskiego rynku pracy oferuje znacznie większe perspektywy rozwoju aniżeli wynika to ze stanu obecnego znaczenie obciążonego niejednokrotnie zbędnymi barierami administracyjnymi. Młodzi ludzie nadal wyjeżdżają na zachód w poszukiwaniu pracy podczas, gdy tutaj w Polsce nadal można ten rynek rozwijać. Dlaczegóż więc nie odciążyć pracodawców z kosztów pracy tworząc tym samym większe możliwości zatrudniania większej ilości pracowników ? Pomysł Centrum im. Adama Smitha ma same zalety.
31-10-2011 23:49 
 Ocena 1 na 1
młody banita (209 punktów)
(zablokowany)
Nie sądzisz, że jest on jednak zbyt wysoki i nawet odciążenie o składki emerytalne to zdecydowanie za mało? W efekcie rzeczywiście pozwoli to wypracować zagwarantowanie emerytur, jednak spowoduje, że dziś średnia część społeczeństwa stanie na skraju nędzy.
coreless (16088 punktów)

Sądzę, że jeśli emerytur nie będzie z czego wypłacić, to po prostu nie zostaną wypłacone.
Ale na razie w Polsce średni dochód emeryta jest wyższy niż osoby pracującej:
vabanque.n(*)polsce-nie-oplaca-sie-pracowac
O ile intuicja mnie nie myli, piramidy finansowe mają to do siebie, że wcześniej czy później się zawalają. Polski system emerytalny już jest ruiną.
30-10-2011 10:34 
 Ocena 1 na 1
DyktaFon (9281 punktów)

>O ile intuicja mnie nie myli, piramidy finansowe mają to do siebie, że wcześniej czy później się zawalają. Polski system emerytalny już jest ruiną.

Nie przesadzajmy.... 23% zawsze można zmienić na 32%... a potem dalej... Politycy się wyżywią, gorzej z innymi...
Sobiepan (87 punktów)

>Nie przesadzajmy.... 23% zawsze można zmienić na 32%... a potem dalej... Politycy się wyżywią, gorzej z innymi...
Można skorzystać z legalnej konkurencji: Litwa, Wielka Brytania...
Nie można płacić składek na ubezpieczenia społeczne w dwóch krajach naraz, jest masa pośredników specjalizujących się w "arbitrażu", ale to jest wysoce nieetyczne i pewnie rząd coś wymyśli.
Najlepiej być hipokrytą:
www.goldblog.pl/2011/01/madry-amisz/
Oraz zakopywać pewne metale po słupami wysokiego napięcia.
Jan Rylew (3965 punktów)
> Co o tym sądzicie?
Ciekawe jak liczył, bo wiadomo, że na najbliższe lata mamy podatek vat w wysokości 23%.Tylko część produktów ma stawkę 8 i 5% (żywność, książki itp.) Czyżby jednolita stawka vat 21% czyli zwiększenie vat na produkty żywnościowe i inne społecznie preferowane, dała takie dodatkowe wpływy podatkowe, które mogłyby zrekompensować wpływy składkowe ZUS do funduszu emerytalnego (50 - 60 mld zł). Cały zwiększony w tym roku vat ma przynieść ok 120 mld zł. Zapewne chodzi o jakieś częściowe wartości. Jak się domyślam chodzi o odciążenie pracodawcy. Obciążeni zostaliby wszyscy konsumenci, a tym dotkliwiej biedniejsza część społeczeństwa.
No chyba, że p. Gwiazdowski proponuje obciążyć Vatem także "produkty" branży finansowej, tu wystarczyłby prawdopodobnie stopa podatkowa w wysokości ułamka procenta, bez utrudniania życia biedniejszej części społeczeństwa.
Sobiepan (87 punktów)

>No chyba, że p. Gwiazdowski proponuje obciążyć Vatem także "produkty" branży finansowej, tu wystarczyłby prawdopodobnie stopa podatkowa w wysokości ułamka procenta, bez utrudniania życia biedniejszej części społeczeństwa.
Korzystanie z "produktów" kredytowych jest korzystne podatkowo, państwo zniechęca do zakupów i inwestycji z oszczędności, z różnych niuansów prawnych doszło do tego, że banki oferują kredyty pod zastaw gotówki(!), politykom marzy się sterowanie gospodarką za pomocą stopy procentowej, pieniądz należy do państwa, gdyby nie banksterzy, państwo nie miało by ultrataniej kasiorki na swoje potrzeby, socjalistyczna Szwecja kiedyś zrobiła sobie bańkę kredytową(podatek Tobina też), a Dania teraz musiała ratować banki.
Ubik (181 punktów)
Może nie do końca na temat, ale też dotyczy w pewnym stopniu systemu emerytalnego.
Nie wiem czy bardziej rozśmieszył czy zasmucił mnie ten obrazek, ale imao jest trafny.
noto.lu/9743,Madoff
a$ia (103 punktów)
A gdyby tak zlikwidować ZUS? Utworzyć jakiś fundusz dla tych, którzy już odkładają, a nowo zatrudnionych, wkraczających w fazę produkcyjną wyłączyć z tego chorego systemu? Niech odkładają na indywidualne konta w państwowych bankach (patrząc na to, co dzisiaj się dzieje z prywatnymi...) na jakiś przyzwoity %. Pracodawcy będą mogli dać większą pensję, emerytury pracowników będą o wiele wyższe, pracodawcy skorzystają również. Ewentualnie jakiś % na jakiś fundusz dla bezrobotnych, żeby mieli za co żyć, kiedy stracą pracę
Wiem, ze My - młodzi, finansujemy teraz dzisiejszych emerytów, ale warto byłoby się zastanowić jak można uzyskać dla nich pieniądze bez naszej pomocy. Inaczej tego systemu nigdy nie opuścimy, a on będzie pożerał coraz więcej, coraz więcej.... Aż zabraknie dla mnie lub moich dzieci... Jakie to straszne

"W ciągu całego życia człowiek nie tyle jest, ile stwarza siebie." F.Dostojewski

Wróć do listy wątków działu Gospodarka i ekonomia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365