 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 06-03-2012 13:50 | Ocykan (3528 punktów) | Późniejsze emerytury
7 na 7 | Rzecznicy podniesienia wieku przejścia na emeryturę do 67 lat twierdzą, że to dla dobra kobiet. No bo będą miały wyższą emeryturę. Niby tak, będą miały emeryturę trochę wyższą (jakie będzie to "trochę" - nikt obecnie nie wie). Z drugiej jednak strony tę trochę wyższą emeryturę dostaną o 7 lat później, co oznacza, że będą ją brały o 7 lat krócej (a niektóre - w ogóle). Jako że stare mądre porzekadło głosi, że dwa razy daje, kto szybko daje (bis dat qui cito dat), nic dziwnego, że kobiety nie są skłonne dać się olśnić wizją wyższej emerytury po 67 roku życia.
Ci sami rzecznicy "obalają" problem wpływu późniejszych emerytur na wzrost bezrobocia twierdzeniem, że wskutek zmniejszenia się populacji nie tylko że żadnego bezrobocia nie będzie, ale nawet powstanie problem braku rąk do pracy. Zapominają jednak, że miejsca pracy tworzą ludzie, głównie ci w sile wieku. Ponieważ będzie ich mniej, to i miejsc pracy będzie mniej. Ponadto produkuje się przecież dla ludzi. Mniej ludzi to mniejszy popyt na towary i usługi. Mniejszy popyt - to mniej miejsc pracy.
Podniesienie wieku przejścia na emeryturę to przykład leczenia objawów, miast choroby. Ale przykład nietypowy. Bo ordynowane lekarstwo nie tylko nie leczy choroby, lecz ją pogłębia. "Choroba" bowiem to zbyt mała dzietność. Pozbawienie młodych kobiet pomocy ich matek i/lub teściowych z pewnością nie zachęci ich do rodzenia dzieci.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
17 na 19 | Meretseger (61860 punktów) | >Pozbawienie młodych kobiet pomocy ich matek i/lub teściowych z pewnością nie zachęci ich do rodzenia dzieci. Z pewnością. A ustawowo chcesz wprowadzać obowiązek "pomocy młodym kobietom ze strony matek i teściowych"? Bo może owe matki, same jeszcze młode, wcale nie mają ochoty "pomagać", tylko wolą pracować? Przyjmując, że zmiana pokolenia następuje średnio co 25 lat, świeżo upieczona babcia ma lat 50, pasję, rozległe zainteresowania i głęboko w nosie problemy socjologiczne. Po prostu chce jeszcze trochę pożyć. Młode kobiety, które chcą realizować się zawodowo, powinny mieć do dyspozycji wykwalifikowane opiekunki (są osoby, które chcą realizować się właśnie w takim zawodzie), żłobki, przedszkola oraz środki, by je opłacić. Powinny wiedzieć, że nie zarżną się tym dzieckiem, brakiem pieniędzy, koniecznością wiecznego szukania nowej, coraz gorszej pracy (bo młoda matka to pracownik "niepełnowartościowy"). To je zachęci do rodzenia dzieci, a nie jakaś pomoc babci. Babcia może pójść z wnukiem w niedzielę na spacer i lody. A zresztą dlaczego tylko "młode kobiety", a nie "młodzi mężczyźni"? Dlaczego mają im pomagać "matki i teściowe", a nie "ojcowie i teściowie"? Hm? Wszak panowie też rączki i nóżki posiadają, a nakarmienie dziecka butelką to nie takie wielkie halo.
|
|
 | 6 na 6 | Ocykan (3528 punktów) | >A ustawowo chcesz wprowadzać obowiązek "pomocy młodym kobietom ze strony matek i teściowych"?
To chyba miała być ironia? Faktem jednak jest, że wiele matek i teściowych pomaga młodym kobietom. I wiele robi to bardzo chętnie. Jeżeli 60-latka nie chce pomagać - jej sprawa, niech nie pomaga. Jeżeli jednak chce - to czemu jej to mocą prawa uniemożliwiać?
>Młode kobiety, które chcą realizować się zawodowo, powinny mieć do dyspozycji wykwalifikowane opiekunki (są osoby, które chcą realizować się właśnie w takim zawodzie), żłobki, przedszkola oraz środki, by je opłacić. Powinny wiedzieć, że nie zarżną się tym dzieckiem, brakiem pieniędzy, koniecznością wiecznego szukania nowej, coraz gorszej pracy (bo młoda matka to pracownik "niepełnowartościowy"). To je zachęci do rodzenia dzieci,
Masz rację, tak powinno być i tak w niektórych krajach jest. W Polsce jednak, pod rządami PO czy też jakiejkolwiek innej z istniejących partii, tak nie jest i nie będzie. Chyba, że Ty założysz partię, która zdobędzie władzę i zapewni młodym kobietom to wszystko o czym piszesz... Jednak, póki co, babcie są nie do zastąpienia.
>zresztą dlaczego tylko "młode kobiety", a nie "młodzi mężczyźni"?
Bo, póki co, mężczyźni dzieci nie rodzą.
>Dlaczego mają im pomagać "matki i teściowe", a nie "ojcowie i teściowie"?
Nikt pomocy ojców i teściów nie wyklucza. Jednakowoż obecnie mają oni dużo mniej czasu niż matki i teściowe, ponieważ pracują o 5 lat dłużej.
|
|
|  | 9 na 9 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >>Dlaczego mają im pomagać "matki i teściowe", a nie "ojcowie i teściowie"? >Nikt pomocy ojców i teściów nie wyklucza. Jednakowoż obecnie mają oni dużo mniej czasu niż matki i teściowe, ponieważ pracują o 5 lat dłużej.
Dalej coś z tą matematyką u Ciebie kiepsko. Żeby system babciowy działał, Polki powinny czekać z pierwszą ciąża do ukończenia 30 roku życia. W tym systemie szansa na drugie dziecko szybko maleje a trzecie to już będzie cud. Wzrasta też ryzyko wad płodu. Świetna metoda na zahamowanie starzenia się społeczeństwa.
No i jeszcze musimy założyć, że większość kobiet w wieku okołoemerytalnym nie marzy o niczym innym tylko o podcieraniu pup i gotowaniu kaszek. No bo co taka "babcia" może mieć za ambicja zawodowe albo nie daj boże hobby?
Większość znanych mi kobiet po 50-tce traktuje zajmowanie się wnukami jak karę - swoje odchowały i wystarczy. No może ja obracam się w takim środowisku, w którym te panie prowadzą firmy, są dyrektorami banków, radnymi i sołtysami, czasami też po prostu pracują na etacie, dobre w swoim zawodzie jako księgowe, kadrowe, specjalistki od kosztorysowania, jest też jedna pani inżynier co w wieku 60 lat lata jeszcze po budowie i nie ma zamiaru przestać w najbliższym czasie. Mają kariery które niedawno nabrały rozpędu, bo dzieci dorosły i wyleciały z gniazda.
ps. Kolejny facet który wie lepiej czego potrzeba kobietom. I większość tych geniuszy nie może pojąc, dlaczego te głupie baby uważają, że męskie pomysły są do d...?
"Religion is the opiate of the masses - - and we all know you should never give drugs to kids"
|
|
| |  | 5 na 5 | Ocykan (3528 punktów) | > Kolejny facet który wie lepiej czego potrzeba kobietom.A oto kolejna baba, która uważa, że lepiej wie czego potrzeba kobietom niż one same. A tymczasem: Cytat:Aż 87 proc. Polaków uważa, że tak jak dziś kobiety powinny przechodzić na emeryturę wcześniej niż mężczyźni - wynika z sondażu TNS OBOP dla "Dziennika". W tym samym badaniu 92 proc. kobiet broni swojego prawa do wcześniejszej emerytury, a tylko 6 proc. godzi się skończyć pracę w tym samym wieku co panowie, czyli 65 lat. www.wnp.pl(*)hca-pracowac-dluzej,13315.html
|
|
| | |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) | A nie prościej to zostawić samym zainteresowanym, kiedy zechcą pójść na emeryturę? Powiedzmy - minimalny wiek przejścia na emeryturę - 62-63 lata. Chcesz, to pracuj dalej, nie chcesz, to idź na tę emeryturę. Chciałabym wiedzieć, na jakiej "próbie losowej" przeprowadzano to badanie. Mnie nikt nie pytał, moich koleżanek też nie. Wszystkie poza jedną, która ma bogatego męża, jesteśmy za wydłużeniem wieku emerytalnego dla kobiet (lub inaczej - zrównania go z wiekiem dla mężczyzn). Powód? Dłuższa średnia życia i krótszy czas pracy to wymierna strata w pieniądzach. Niektóre kobiety umieją liczyć, szkoda, że jeszcze nie wszystkie. A może liczą, że na tej nędznej emeryturze mąż je utrzyma? Niech im idzie na zdrowie, ale mnie nie będzie miał kto utrzymywać, w kamieniołomach też nie pracuję i dlatego jestem za wydłużeniem wieku emerytalnego. Przynajmniej dla siebie, jak inne kobiety nie chcą.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Ocykan (3528 punktów) | >A nie prościej to zostawić samym zainteresowanym, kiedy zechcą pójść na emeryturę?
Też tak uważam.
>Wszystkie [...] jesteśmy za wydłużeniem wieku emerytalnego dla kobiet (lub inaczej - zrównania go z wiekiem dla mężczyzn).
Niekonsekwencja. W świetle tego, co pisałaś wcześniej, powinnyście być za pozostawieniem decyzji o terminie przejścia na emeryturę samym zainteresowanym.
>Dłuższa średnia życia i krótszy czas pracy to wymierna strata w pieniądzach.
Mimo wszystko życzę Ci dłuższego życia. A długość pracy pozostawiam (zgodnie z Twoim, chociaż niekonsekwentnym, życzeniem)do Twojej decyzji.
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) |
> Niekonsekwencja. W świetle tego, co pisałaś wcześniej, powinnyście być za pozostawieniem decyzji o terminie przejścia na emeryturę samym zainteresowanym.Napisałam: Cytat:Powiedzmy - minimalny wiek przejścia na emeryturę - 62-63 lata. Chcesz, to pracuj dalej, nie chcesz, to idź na tę emeryturę. Czyli - zrównujemy wiek minimalny dla wszystkich, a czy pracujemy dalej, my decydujemy. Być może poprzednio wyraziłam się niejasno. > Mimo wszystko życzę Ci dłuższego życia.Dziękuję, wzajemnie. Ale nieważne, ile będę żyła, moja emerytura i tak będzie niższa niż Twoja, bo mój zgromadzony kapitał (równy Twojemu) zostanie podzielony na większą liczbę miesięcy. > A długość pracy pozostawiam (zgodnie z Twoim, chociaż niekonsekwentnym, życzeniem)do Twojej decyzji.No masz. Znów "niekonsekwentnym". Powtórzę jeszcze raz: Ty: nabywasz prawo do emerytury w wieku 63 lat. Potem pracujesz albo nie, wedle życzenia (i możliwości). Ja: nabywam prawo do emerytury w wieku 63 lat. Potem pracuję albo nie, wedle życzenia (i możliwości). Odpowiada Ci taki model?
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Mal_ (208 punktów) | > Ty: nabywasz prawo do emerytury w wieku 63 lat. Potem pracujesz albo nie, wedle życzenia (i możliwości).> Ja: nabywam prawo do emerytury w wieku 63 lat. Potem pracuję albo nie, wedle życzenia (i możliwości).> Odpowiada Ci taki model?Teraz niby też jest opcja pracować dalej - mimo osiągnięcia wieku emerytalnego - jednak nie zawsze jest tak pięknie. Moja mama nie ma zamiaru przechodzić na emeryturę po pierwsze dlatego, że dostanie grosze w porównaniu do swojej obecnej pensji, a po drugie dlatego, że zanudziłaby się w domu na śmierć (pewnie dosłownie  ) Okazuje się jednak, że tam, gdzie pracuje - jest praktyka zwalniania ludzi, którzy mogą już odejść na emeryturę. Póki co utrzymuje się na swoim stanowisku, ale zobaczymy co czas przyniesie. ja, dla siebie też nie wyobrażam sobie przejścia na emeryturę i siedzenia w domu. Chciałabym odejść z pracy dopiero wtedy, kiedy faktycznie mój stan zdrowia nie pozwoli mi wykonywać dotychczasowego zajęcia. Rozwiązanie, które podajesz, jest logiczne, ale obawiam się, że 90% ludzi pierwszego dnia po wspomnianych 63 urodzinach będzie odchodziło na emeryturę. Jeśli np. ja będę pracować do 70 roku życia to i tak moja emerytura będzie dużo mniejsza niż taka, kiedy wszyscy mieliby obowiązek pracy do 67 roku życia, ponieważ moja emerytura nie jest wypłacana z moich własnych składek, tylko ze środków które w danym momencie zostaną wpłacone przez ludzi pracujących. Jeśli ludzi pracujących będzie niewiele, a większość ludzi zacznie pobierać emeryturę od 63 roku życia, to dla mnie tych składek zostanie już niewiele. Ciężko mi sięz Tobą nie zgodzić, że takie rozwiązanie byłoby najlepsze, ale osobiście wolałabym aby wszystkim zrównać wiek emerytalny do 67 lat.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Meretseger (61860 punktów) | >osobiście wolałabym aby wszystkim zrównać wiek emerytalny do 67 lat. Ja też bym tak osobiście wolała, ale wiem, że są zawody, w których się nie da tak długo pracować. Można to jeszcze rozwiązać inaczej - emerytura w wieku 67 lat, a w uzasadnionych wypadkach możliwość przejścia na wcześniejszą emeryturę (wtedy świadczenie byłoby niższe)?
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Mal_ (208 punktów) | >>osobiście wolałabym aby wszystkim zrównać wiek emerytalny do 67 lat. >Ja też bym tak osobiście wolała, ale wiem, że są zawody, w których się nie da tak długo pracować. Można to jeszcze rozwiązać inaczej - emerytura w wieku 67 lat, a w uzasadnionych wypadkach możliwość przejścia na wcześniejszą emeryturę (wtedy świadczenie byłoby niższe)? >
To mi się zdecydowanie bardziej podoba. Już w tej chwili działają komisje przydzielające renty. Te same komisje mogłyby również rozpatrywać wnioski o wcześniejsze emerytury.
Dodam, że sama jestem za zwiększeniem wieku emerytalnego, mimo że mi osobiście nie jest to na rękę - moja teściowa załapie się na późniejszy wiek - a tak już niedługo pomogłaby mi przy dziecku (nie na stałę tylko czasami, ponieważ i tak mieszka 100km od mojego miejsca zamieszkania - co jest dzisiaj częste, więc nie wydaje mi się, żeby "instytucja" babć i cioć rozwiązywała problem przedszkoli i żłobków)
|
|
|  | 1 na 1 | Meretseger (61860 punktów) | >Jeżeli jednak chce - to czemu jej to mocą prawa uniemożliwiać? Takiego prawa nie było, nie ma i nie będzie. Mam nadzieję, że prawa nakazującego pomoc też nie.
|
|
 | KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > Powinny wiedzieć, że nie zarżną się tym dzieckiem, brakiem pieniędzy, koniecznością wiecznego szukania nowej, coraz gorszej pracy (bo młoda matka to pracownik "niepełnowartościowy"). To je zachęci do rodzenia dzieci, a nie jakaś pomoc babci. Babcia może pójść z wnukiem w niedzielę na spacer i lody.-Babcia wnuczkowi w niedzielę nie odpuści, spacer, lody, a potem do kościółka 
Jakości rozumu nie należy mierzyć ilością wiedzy, lecz stosunkiem do prawdy.
|
|
|  | 2 na 2 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | > >Powinny wiedzieć, że nie zarżną się tym dzieckiem, brakiem pieniędzy, koniecznością wiecznego szukania nowej, coraz gorszej pracy (bo młoda matka to pracownik "niepełnowartościowy"). To je zachęci do rodzenia dzieci, a nie jakaś pomoc babci. Babcia może pójść z wnukiem w niedzielę na spacer i lody.> -Babcia wnuczkowi w niedzielę nie odpuści, spacer, lody, a potem do kościółka  Dłuższa praca zawodowa kobiet to też mniejsze zainteresowanie "kościółkiem. W każdym razie tak wynika z moich obserwacji. Kościółek jest często wynikiem nadmiaru wolnego czasu i braku zainteresowań. Dlatego jak już mamusia pójdzie na emeryturę, lepiej zamiast dawać jej wnuka do upupiania, zapisać ją na uniwersytet trzeciego wieku. I wnukowi i babci wyjdzie to na zdrowie.
"Religion is the opiate of the masses - - and we all know you should never give drugs to kids"
|
|
| |  | 3 na 3 | Ocykan (3528 punktów) | > Kościółek jest często wynikiem nadmiaru wolnego czasu i braku zainteresowań.A ministra Mucha uważa, że skutkiem nadmiaru wolnego czasu jest przesiadywanie przez emerytów w placówkach służby zdrowia. Diagnoza nieco inna, ale tok rozumowania podobny. Okazuje się, że to nie potrzeby duchowe czy stan zdrowia, tylko "zagospodarowanie" nadmiaru wolnego czasu. Jakie to proste...
|
|
| | |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) | Z pewnością jest to krzywdzące uogólnienie, ale czasem tak bywa. Najczęściej dotyka to kobiety - wdowy, które całe życie poświęcały się dla męża i dzieci, a tu nagle robi się wokół nich pustka. Nie miały własnego życia i nadal nie mają, właściwie teraz już mają, ale nie wiedzą, jak je zagospodarować. Zwykle są też niezamożne. Nie, one sobie nie wymyślają nieistniejących chorób. One święcie wierzą, że naprawdę są chore. Morał z tego taki, że poświęcenie się bez reszty dla rodziny w dłuższej perspektywie okazuje się szkodliwe.
|
|
 | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) |
>Młode kobiety, które chcą realizować się zawodowo, powinny mieć do dyspozycji wykwalifikowane opiekunki (są osoby, które chcą realizować się właśnie w takim zawodzie), żłobki, przedszkola oraz środki, by je opłacić. Powinny wiedzieć, że nie zarżną się tym dzieckiem, brakiem pieniędzy, koniecznością wiecznego szukania nowej, coraz gorszej pracy (bo młoda matka to pracownik "niepełnowartościowy"). To je zachęci do rodzenia dzieci, a nie jakaś pomoc babci. Babcia może pójść z wnukiem w niedzielę na spacer i lody.
Wczoraj moja żona zapisała dzieciaka do PEDIATRY.....na kwiecień. W przypadku choroby dziecka znalezienie opiekunki jest mniej więcej tak samo proste jak dostać się do dobrego pediatry.
To nie jest tak że babcia załatwia wszystko ale jednak jest jakąś alternatywą.
|
|
|  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) |
>To nie jest tak że babcia załatwia wszystko ale jednak jest jakąś alternatywą. O ile jest. Przecież nie zmusisz babci, by przyjechała do Szczecina z Przemyśla biorąc urlop, żeby zaopiekowała się Twoim dzieckiem? W razie choroby dziecka lekarz rodzinny może wystawić zwolnienie jednemu z rodziców.
|
|
| |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) | >>To nie jest tak że babcia załatwia wszystko ale jednak jest jakąś alternatywą. >O ile jest. Przecież nie zmusisz babci, by przyjechała do Szczecina z Przemyśla biorąc urlop, żeby zaopiekowała się Twoim dzieckiem? >W razie choroby dziecka lekarz rodzinny może wystawić zwolnienie jednemu z rodziców.
Ale to nie w tym rzecz czy babcia jest w Przemyślu czy w Szczecinie i czy lekarz wystawi zwolnienie. Ta cała sytuacja to jak "średnia krajowa", "zielona wyspa na mapie Europy" itd. Nie sposób rozmawiać o konkretnych przypadkach w odniesieniu do globalnych problemów. Bo albo będzie to wyglądało dobrze u góry albo kiepsko na dole.
Nie znam nikogo kto byłby w takiej samej sytuacji jak druga osoba. Natomiast rozwiązania systemowe są uśrednianie dla wszystkich.
|
|
| | |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) | >Natomiast rozwiązania systemowe są uśrednianie dla wszystkich. Bo inaczej się nie da. Nie wyobrażam sobie rozwiązania systemowego uwzględniającego wszystkie możliwe przypadki. W sprawie babć nie da się przyjąć żadnych pośrednich rozwiązań. Jak słusznie stwierdzasz, każda sytuacja jest inna. Ktoś może mieć matkę/teściową, która nie ma co robić i jest chętna do pomocy, a ktoś inny nie. Dlatego w rozwiązaniu systemowym trzeba przyjąć, że nikt tej matki/teściowej nie ma. Tak jest bezpieczniej. Wpisywanie babci w system po pierwsze, skrzywdzi osoby, które babcią nie dysponują, po drugie, skrzywdzi babcie, które nie mają ochoty na zajmowanie się wnukami, bo swoje przy pieluchach już odstały (i nikt nie ma prawa czynić im z tego tytułu żadnych wyrzutów). Dlatego uważam, że "babcia" to jest alternatywa bardzo prywatna, która nigdy nie może się stać systemową.
|
|
| | | |  | | farmer (22440 punktów) |
>W sprawie babć nie da się przyjąć żadnych pośrednich rozwiązań.
Trzeba pamiętać że kiedy mówi się o wydłużeniu o 7 lat to zapomina się że dużo osób przechodziło na wcześniejsze emerytury w wieku 55 lat. Jednym słowem traci się jakieś 12 lat.
Żyjemy w kraju gdzie budowanie "systemem gospodarczym" jest ciągle najtańszą opcją. I nie dotyczy się to tylko budowy domu. Budowanie rodziny systemem gospodarczym też jest ciągle najtańszą opcją. Zapomina się że ta gospodarka istnieje dzięki ludziom którzy korzystają choćby z "babć". Którzy mogli pozwolić sobie na założenie rodzin bo babcia była na wcześniejszej emeryturze. Zawsze będą jakieś podpórki czy to w wychowaniu, czy to w pracy czy budowaniu czy w życiu codziennym. Jeśli zostawiamy babcie w spokoju zostawmy to zostawmy wszystko fachowcom. Póki co nie widzę takiej możliwości.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Alicja Duda (25557 punktów) | >Zawsze będą jakieś podpórki czy to w wychowaniu, czy to w pracy czy budowaniu czy w życiu codziennym. Jeśli zostawiamy babcie w spokoju to zostawmy wszystko fachowcom. Póki co nie widzę takiej możliwości. Babcia może być wyjątkiem ale nie regułą. Nawet dla dobra dziecka niania powinna mieć mniej niż 60 lat. Trzeba chronić babcie przed wyzyskiem przez państwo i rodzinę.
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
1 na 1 | dstr (1474 punktów) | >"trochę" - nikt obecnie nie wie). Z drugiej jednak strony tę trochę wyższą emeryturę dostaną o 7 lat >później, co oznacza, że będą ją brały o 7 lat krócej (a niektóre - w ogóle).
Kapitał im się nie zmieni, tylko czas jego pobierania. Nikt nikomu nie każe czekać do 67 roku - uzbieraj sobie ekwiwalent kilkuletnich przychodów, a okres od 60 do 67 roku życia możesz spokojnie przebimbać. Kapitał zresztą nie znika, jeżeli umrze się przed emeryturą (o ile ma go kto odziedziczyć).
>Ci sami rzecznicy "obalają" problem wpływu późniejszych emerytur na wzrost bezrobocia twierdzeniem... >Podniesienie wieku przejścia na emeryturę to przykład leczenia objawów, miast choroby. Ale przykład >nietypowy. Bo ordynowane lekarstwo nie tylko nie leczy choroby, lecz ją pogłębia. "Choroba" bowiem >to zbyt mała dzietność.
A jeżeli "choroba" to masowa dezaktywizacja populacji zdolnej do pracy i wypracowywania dobrobytu, to czy podniesienie wieku emerytalnego nie jest rozwiązaniem? A jeżeli "choroba", to głodowy poziom emerytur, na które nieświadome masy się godzą, ewentualnie są wypychane? A jeśli "chorobą" nazwać mizerny popyt generowany przez bidujących emerytów?
Babcia opiekunka to też nie norma, nigdy nią nie była (szczególnie, jeżeli mieszka gdzie indziej, jest schorowana lub nie żyje) i nigdy nią nie będzie. Lepszym rozwiązaniem jest bykowe (np. wyższy podatek dochodowy), z którego finansowane byłyby dodatki dla rodziców, za które można babcię zatrudnić i dać jej dorobić do 67. roku życia, ewentualnie do emerytury... albo babcię wysłać do sanatorium i zatrudnić profesjonalną opiekunkę - co kto woli, co kto może.
Coraz dłuższe trwanie życia musi zresztą w końcu też zmienić nawyki społeczne, okres aktywności zawodowej, a przez to obowiązki, które do tej pory przejmowali zdezaktywizowani, muszą tym razem przejąć firmy i osoby z sektora usług (który powinien chociaż trochę odciążyć społeczeństwo z bezrobocia spowodowanego mniejszą rotacją pracowników; zwiększona zamożność zazwyczaj też wpływa na ogólne zmniejszenie bezrobocia).
A na koniec dodatkowy efekt: zamożniejsi żyją dłużej. Szczególnie w przypadku najbiedniejszych przepracowanie 2-7 lat więcej wcale nie musi się wiązać ze skróceniem okresu emerytury o równie długi okres.
|
|
 | 2 na 2 | Ocykan (3528 punktów) | >Nikt nikomu nie każe czekać do 67 roku - uzbieraj sobie ekwiwalent kilkuletnich przychodów, a okres od 60 do 67 roku życia możesz spokojnie przebimbać. Kapitał zresztą nie znika, jeżeli umrze się przed emeryturą (o ile ma go kto odziedziczyć).
Czy wiesz co piszesz, czy piszesz co wiesz? Poczytaj sobie trochę na temat rządowych propozycji dot. "reformy" emerytalnej.
|
|
|  | | dstr (1474 punktów) | >>Nikt nikomu nie każe czekać do 67 roku - uzbieraj sobie ekwiwalent kilkuletnich przychodów, a okres od 60 do 67 roku życia możesz spokojnie przebimbać. Kapitał zresztą nie znika, jeżeli umrze się przed emeryturą (o ile ma go kto odziedziczyć). >Czy wiesz co piszesz, czy piszesz co wiesz? Poczytaj sobie trochę na temat rządowych propozycji dot. "reformy" emerytalnej. Wiem co piszę i piszę, co wiem. Wiem, że chwilowo nikt nikogo do pracy nie zmusza, a wg. obecnych przepisów kapitał zazwyczaj nie przepada. Odnoszę się tylko do zagadnień, które omówiłeś w pierwszym poście, a wiem, że podjąłeś tam temat podniesienia wieku emerytalnego, bezrobocia, systemowo uwarunkowanej niskiej dzietności i babci opiekunki.
Jeżeli "reforma" będzie zmuszała do pracy, to chętnię się o tym dowiem i chętnie o tym poczytam. Ja Tobie z kolei polecam lekturę własnego wpisu z godziny 13:50.
|
|
 | 4 na 4 | jasenka (1863 punktów) | >> Nikt nikomu nie każe czekać do 67 roku - uzbieraj sobie ekwiwalent kilkuletnich przychodów, a okres od 60 do 67 roku życia możesz spokojnie przebimbać.
Średnie wynagrodzenie w Polsce to chyba 2 tys. zł netto? Czy może 2,5? Ekwiwalent kilkuletnich przychodów to powiedzmy 5 x 30 tys. = 150 tys. Znasz kogoś, kto żyje tylko ze swojej średniopaństwowej pensji i jest w stanie uzbierać 150 tys. zł? Bo problem wcześniejszej emerytury raczej nie dotyczy osób, które teraz zarabiają po 6 tys. i więcej. Jakoś nie widzę tych samych paniuś, które teraz wywalają na kosmetyczki, stylistów, SPA i ciuchy od projektantów po parę kawałków miesięcznie, gdy zapierniczają po 60. w sklepie albo w jakimś zapomnianym biurze.
|
|
|  | | dstr (1474 punktów) | >>> Nikt nikomu nie każe czekać do 67 roku - uzbieraj sobie ekwiwalent kilkuletnich przychodów, a okres od 60 do 67 roku życia możesz spokojnie przebimbać. >Średnie wynagrodzenie w Polsce to chyba 2 tys. zł netto? Czy może 2,5? Ekwiwalent kilkuletnich przychodów to powiedzmy 5 x 30 tys. = 150 tys. Znasz kogoś, kto żyje tylko ze swojej średniopaństwowej pensji i jest w stanie uzbierać 150 tys. zł? Nie. >Bo problem wcześniejszej emerytury raczej nie dotyczy osób, które teraz zarabiają po 6 tys. i więcej. Właśnie. Jeżeli kogoś nie stać na zaprzestanie pracy w wieku 60 lat, to niech nie przechodzi. Jeżeli ktoś całe życie zarabia 2.5k to w istniejącym systemie polecałbym mu pracować co najmniej do 70.
>Jakoś nie widzę tych samych paniuś, które teraz wywalają na kosmetyczki, stylistów, SPA i ciuchy od projektantów po parę kawałków miesięcznie, gdy zapierniczają po 60. w sklepie albo w jakimś zapomnianym biurze.
Żyjąc na zachodzie widzę, że się da. Nota bene - problem niezdatności do pracy jest osobnym problemem i podpada pod kwestię rent i ubezpieczeń na wypadek niepełnosprawności.
Może inaczej - problemem w pierwszym rzędzie nie jest zagadnienie humanitarności emerytur, tylko wykonalność. Państwo teraz już dopłaca do systemu (z podatków), a lepiej nie będzie jak banda biedaków będzie dociągała z pomocy społecznej świadczenia dodatkowe i zaniżała koniunkturę na wszystko. Jeżeli stać Cię - to idź na emeryturę w wieku 40 lat. Jak nie, to ktoś za Ciebie musi zapłacić. Kto dokładnie? Dzieci, wujek, społeczeństwo? W ogólnym przypadku musisz to niestety być Ty sama.
|
|
| |  | 3 na 5 | jasenka (1863 punktów) | > Żyjąc na zachodzie widzę, że się da.Odnoszę wrażenie, że raczej na Księżycu  System działa na zasadzie umowy pokoleniowej, tyle jeszcze dodam.
|
|
| | |  | | dstr (1474 punktów) | > >Żyjąc na zachodzie widzę, że się da.> Odnoszę wrażenie, że raczej na Księżycu  To sobie nie pogadamy, skoro z faktami raczysz dyskutować. > System działa na zasadzie umowy pokoleniowej, tyle jeszcze dodam.Jak działa, to dobrze. Problem w tym, że nie działa, a przynajmniej w obecnej formie nie może działać w nieskończoność. Można w takiej sytuacji podjąć kroki w kierunku ustalenia nowej umowy społecznej, albo sobie wmawiać, że jest dobrze i że będzie lepiej. Miłego życia w cudownej krainie, gdzie emeryt nigdy nie głoduje i pieniądze rosną na drzewach.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | jasenka (1863 punktów) | >Miłego życia w cudownej krainie, gdzie emeryt nigdy nie głoduje i pieniądze rosną na drzewach.
Chyba mnie nie zrozumiałeś. To Ty proponowałeś wyżej: >> Nikt nikomu nie każe czekać do 67 roku - uzbieraj sobie ekwiwalent kilkuletnich przychodów, a okres od 60 do 67 roku życia możesz spokojnie przebimbać". A tu pieniądze właśnie nie rosną na drzewach. Umowa pokoleniowa nie działa, właśnie o to mi chodziło! Ergo - ja pracując dużo i z całej siły, nie pracuję na swoją emeryturę, tylko na obecnych emerytów. I byłoby wszystko fajnie, ale dzieci jest coraz mniej. Nie mogę tych pieniędzy ładowanych w ZUS mądrze zainwestować, więc będę musiała pracować nawet dłużej niż do 67. roku życia, żeby nie umrzeć z głodu, bo emerytura wystarczy mi tylko na waciki.
|
|
| | | | |  | | dstr (1474 punktów) | > >Miłego życia w cudownej krainie, gdzie emeryt nigdy nie głoduje i pieniądze rosną na drzewach.> Chyba mnie nie zrozumiałeś. To Ty proponowałeś wyżej:> >> Nikt nikomu nie każe czekać do 67 roku - uzbieraj sobie ekwiwalent kilkuletnich przychodów, a okres od 60 do 67 roku życia możesz spokojnie przebimbać".> A tu pieniądze właśnie nie rosną na drzewach.Noooo, nie rosną. Właśnie dlatego trzeba (ogólnie rzecz biorąc) pracować coraz dłużej, jeżeli (przeciętnie) żyjesz dłużej niż pokolenie wstecz. Nie nazbierasz na wczesną emeryturę, to pracuj dalej. > Nie mogę tych pieniędzy ładowanych w ZUS mądrze zainwestować,Nie możesz. > więc będę musiała pracować nawet dłużej niż do 67. roku życia, żeby nie umrzeć z głodu, bo emerytura wystarczy mi tylko na waciki.Nawet, gdybyś mogła sama mądrze inwestować, to i tak musiałabyś pracować do 67. roku życia, albo dłużej. Teraz tylko częściowo dokładasz się w ramach solidarności pokoleniowej obecnym emerytom i będziesz musiała polegać na przyszłych pokoleniach, żeby tą zaliczkę Ci spłacili. Problem jest naprawdę wieloaspektowy i w Polsce ma trochę inne podłoże niż w Holandii, Niemczech, czy Grecji. Ale bez względu na to, jak niewydajny jest system w Polsce i jak pokraczna jest lokalna "umowa pokoleniowa", to - żyjemy dłużej - chcemy żyć lepiej - pokolenie baby boomersów (w całej Europie) przechodzi na emerytury i trzeba ich za coś utrzymywać - duża część opieki zdrowotnej jest (mniej lub bardziej) bezpłatna, a emeryci sobie tego nie żałują i ktoś musi na to pracować. Z podnoszeniem wieku emerytalnego tak naprawdę spóźniliśmy się (wszyscy) kilka lat - pierwsze pokolenie powojenne już nie będzie solidarnie uczestniczyć w kosztach wydłużającego się życia... Chociaż w Polsce to pokolenie powojenne przez długi czas nie miało za dużo do gadania... Anyway, społeczeństwo kosztuje i nie może wszystko zawsze być na naszą korzyść ;P Na koniec przeciwnikom podwyższania wieku emerytalnego polecam znalezienie racjonalnych argumentów za obniżeniem wieku emerytalnego.
|
|
| | | | | |  | | -jad- (18783 punktów) |
> Na koniec przeciwnikom podwyższania wieku emerytalnego polecam znalezienie racjonalnych argumentów za obniżeniem wieku emerytalnego.  Nie chce mi się już robić. Dla mnie jest to bardzo racjonalne i namacalne. Przeciwnikom mojego poglądu polecam znalezienie racjonalnych argumentów za utrzymaniem jakichkolwiek emerytur. High Hopes
|
|
|  | | MarcinK (9189 punktów) |
> Średnie wynagrodzenie w Polsce to chyba 2 tys. zł netto? Czy może 2,5? Ekwiwalent kilkuletnich przychodów to powiedzmy 5 x 30 tys. = 150 tys. Znasz kogoś, kto żyje tylko ze swojej średniopaństwowej pensji i jest w stanie uzbierać 150 tys. zł?Znam. Tu działa magia procentu składanego. Odkładając 250 zł miesięcznie przez 30 lat przy rentowności 5% (pomijam inne czynniki jak inflacja itd) uzbiera się 167 145 zł. > Bo problem wcześniejszej emerytury raczej nie dotyczy osób, które teraz zarabiają po 6 tys. i więcej.Dotyczy jak najbardziej. Im więcej się zarabia tym też więcej wydaje. Coś na temat przyszłych emerytur: Cytat:Roczna podstawa wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe w danym roku kalendarzowym nie może być wyższa od kwoty odpowiadającej trzydziestokrotności prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego w gospodarce narodowej na dany rok kalendarzowy, określonego w ustawie budżetowej (art. 19 ust. 1 ustawy z 13 października o systemie ubezpieczeń społecznych, tekst jedn.: Dz.U. z 2009 r., nr 205, poz. 1585 z późn. zm.). Odprowadza się więc składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe tylko do momentu przekroczenia ww. kwoty przez ubezpieczonego.
Podstawa prawna: obwieszczenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej z 16 grudnia 2011 r. w sprawie kwoty ograniczenia rocznej podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe w roku 2012 oraz przyjętej do jej ustalenia kwoty prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia (M. P. nr 115, poz. 1160) Jak to się przedstawia na liczbach: Prognozowane przeciętne wynagrodzenie miesięczne w 2012 r. 3526 zł. 3526 x 30 = 105 780 brutto 105 780/12 = 8815 brutto - 6208 netto Prognozowana stopa zastąpienia przyszłej emerytury : Wersja optymistyczna - 50% - 3104 netto Wersja pesymistyczna - 30% - 1862 netto W tym systemie najwięcej zależy od wysokości naszego średniego wynagrodzenia bo od jego wielokrotności pobierane są składki. Jest jednak jeden pewnik - od zarobków 6208 netto w 2012 roku w górę w zasadzie nie ma różnic w wysokości przyszłych emerytur. Jeśli ktoś zarabia naprawdę dużo to składki są nieco szybciej pobierane (np prezes banku z zarobkami powyżej 105 780 brutto miesięcznie w lutym już nie ma pobieranych składek) ale przy wypłacie emerytur będzie otrzymywał podobną kwotę jak osoby znacznie mniej zarabiające.
|
|
5 na 5 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >Pozbawienie młodych kobiet pomocy ich matek i/lub teściowych z pewnością nie >zachęci ich do rodzenia dzieci.
Więcej dzieci rodzi się nie tam, gdzie zajmują się nimi mityczne babcie, a tam, gdzie są łatwo dostępne żłobki i przedszkola, ojcowie włączają się w opiekę nad dziećmi częściej niż na czas czytania bajki na dobranoc a urodzenie dziecka nie robi z kobiety obywatela drugiej kategorii.
Oczywiście największa dzietność jest w społeczeństwach, w których kobiety nie mają żadnych praw i ich jedyną funkcją społeczną jest rodzenie dzieci (najlepiej chłopców).
Który sposób na podnoszenie dzietności sugerujesz zastosować w Polsce?
Bo dowodów na działanie systemu "babciowego" nie ma żadnych, więc możemy o nim zapomnieć.
"Religion is the opiate of the masses - - and we all know you should never give drugs to kids"
|
|
2 na 2 | Grzegorz (5685 punktów) | >Rzecznicy podniesienia wieku przejścia na emeryturę do 67 lat twierdzą, że to dla dobra kobiet. To akurat jest tylko jeden z argumentów, wg mnie drugorzędny. Najważniejszy argument sprowadza się do starego porzekadła - "z pustego i Salomon nie naleje". Oczywiście że większości kobiet podwyższenie wieku emerytalnego się nie spodoba, ale to akurat żaden argument - mundurowi chcieliby nadal odchodzić na emerytury po 15 latach pracy, górnicy chcieliby pracować jak w socjalizmie a zarabiać jak w kapitalizmie, itd.
A swoją drogą kobiety nawet po zrównaniu wieku emerytalnego kobiety byłyby w dość uprzywilejowanej sytuacji (mówię o systemie emerytalnym, nie o reszcie rzeczywistości). W końcu zarabiając tyle samo co mężczyzna (czyli oddając takie same składki na ZUS-y, fundusze, itd.) będą się potem cieszyć taką samą emeryturą dobre kilka lat dłużej (statystycznie).
|
|
3 na 3 | Tichy62 (213 punktów) | Dopóki wierzący w Św. Zus-a nie stracą swojej wiary będzie coraz gorzej. Źródłem zła jest system oparty na tak zwanej "umowie międzypokoleniowej" (a tak przy okazji; nikt nikogo nie pytał o to czy chce brać w tym udział). Całe to gadanie o wieku emerytalnym to zasłona dymna. Politycy robią to co zawsze; przerzucają problem na następnych w kolejce.
|
|
 | 1 na 1 |
8 na 8 | Alicja Duda (25557 punktów) | >Podniesienie wieku przejścia na emeryturę to przykład leczenia objawów, miast choroby. Ale przykład >nietypowy. Bo ordynowane lekarstwo nie tylko nie leczy choroby, lecz ją pogłębia. "Choroba" bowiem >to zbyt mała dzietność. Pozbawienie młodych kobiet pomocy ich matek i/lub teściowych z pewnością nie >zachęci ich do rodzenia dzieci.
Warunkiem zwiększenia dzietności jest pomoc państwa dla młodych małżeństw. Na to by kobieta chciała mieć dzieci to musi mieć gwarancję, że te dzieci jest w stanie utrzymać i wychować. Młodzi mają niskie zarobki i stać ich najwyżej na dwoje dzieci, a najczęściej kończą na jednym. Bo na karku mają kredyt, pracodawca niechętnie widzi zwolnienia lekarskie a jest taki okres w życiu dziecka, że praktycznie choruje bez przerwy. Żłobków nie ma, niania jest droga, przedszkola państwowe nie zaspokajają potrzeb a przedszkola prywatne są drogie. Z jednym dzieckiem jakoś młodzi mogą sobie poradzić ale już z dwójką to duży problem. Babcie są a czasem ich nie ma, lub mieszkają daleko.
Mam wśród znajomych dużo pań, które przeszły na emeryturę w wieku 55 - 60lat. Te które przeszły na emeryturę w wieku 55 lat, są już na emeryturze blisko dziesięć lat, 60 latki kilka lat. Znam je długo. I muszę stwierdzić, że emerytura powoduje zgłupienie, ucieczki w choroby, depresje.... Inteligentne kobiety po dziesięciu latach na emeryturze żyją tylko serialami, plotkami.. Nie straciły nic ze swego intelektu kobiety, które pracują mimo przekroczenia 65 roku życia albo znalazły sobie jakieś ciekawe zajęcie któremu poświęcają czas. To emerytalne zgłupienie dotyka też i mężczyzn. I odnoszę wrażenie, że mężczyźni głupieją na emeryturze w szybszym tempie niż kobiety. Starszemu człowiekowi potrzebny jest żywy kontakt z różnymi ludźmi,poczucie jeszcze się jest przydatnym, jakieś obowiązki.... Uważam, że człowiek powinien pracować tak długo jak tylko jest w stanie. Emerytura wcale nie jest długimi wakacjami.
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
 | 2 na 2 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Nie wiem, jaki jest procent ludzi pracujących w przemyśle, po różnorakich fabrykach, ale chyba nie pomylę się, jak napiszę, że spory. Większość wykonywanych przy tym czynności jest delikatnie pisząc małotwórcza i nieinspirująca. Stoi się najczęściej przy jakiejś machinie, stole czy taśmie i wciska to czy tamto. Przez osiem godzin dziennie albo i dwanaście, pięć dni w tygodniu a nawet i siedem. To jest dopiero wstęp do zidiocenia. A będzie coraz gorzej, bo automatyzacja postępuje. Jeden mój kolega przykręca 12 śrubek, jakaś miska olejowa czy coś takiego, i tak na okrągło, ale za 3000, więc jest wniebowzięty. Drugi przyciska kilka przycisków i szarpie jakąś wajchę, a bratowa coś tam obszywa, mniej więcej cały czas to samo. Kontakt z ludźmi z reguły wzrokowy, bo na 15-minutowej przerwie trzeba się spieszyć z żarciem (bynajmniej nie jedzeniem, bo trzeba sie jakoś jeszcze domyć i dojść na stołówkę), a nie opowiadać. Coraz większy obłęd w pracy, u mojego brata np. jest tak, że wyśrubowano normy i poszczególne zespoły ścigają się między sobą, bo im się uśredniona liczba wyświetla nad rozgrzanymi łbami, jak tempo za małe (z reguły tak jest) to na czerwono, a jak się rozszaleją, to mają zielone cyferki (podobno kolor nadziei, tylko na co?). Kiedyś w pracy można było pogadać przy dymku, czy przy kawie, teraz mowy nie ma. Może jeszcze w drodze do czy z, raczej do, bo z, to już się nikomu nie chce gęby otwierać. U mnie w pracy, widzę, że tylko niektóre panie z biura, miałyby może ochotę na dłużej. Te z produkcji, by najchętniej zagryzły za ten pomysł. Ale one zapierd...ją jak małe samochodziki. Nie życzę największemu wrogowi. A fabryk w Polsce i takich profesji jest mnogo. Więc jak ktoś ma sensowna pracę i chce tam chodzic, to powinien chodzić, ale obawiam sie, że większość robi z reguły coś niezbyt mądrego na wzór pań w hipermarketowej kasie (to pikanie usrane i jaki bogaty kontakt z ludźmi!). Ja mam pracę interesującą i urozmaiconą, więc kto wie, co będę wolał w wieku 65 lat. Ale to ja. Co do dzietności, to święte słowa oczywiście, ale to jak grochem o ścianę.
|
|
|  | 4 na 4 | Alicja Duda (25557 punktów) | >U mnie w pracy, widzę, że tylko niektóre panie z biura, miałyby może ochotę na dłużej. Te z produkcji, by najchętniej zagryzły za ten pomysł. Z mojego doświadczenia wynika, że te "fizyczne" szukają pracy na emeryturze i dużo łatwiej ją znajdują ( sprzątanie, niańczenie itd.) W tej całej reformie nie mam za złe przedłużenia wieku ale kompletny brak pomysłu na działania osłonowe dla tych którzy pracować już w tym wieku nie mogą.
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
| |  | 2 na 2 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Z mojego doświadczenia wynika, że te "fizyczne" szukają pracy na emeryturze i dużo łatwiej ją znajdują ( sprzątanie, niańczenie itd.)
Jasne, bo co innego, kiedy jest się jeszcze przed emeryturą, a co innego, jak już się siedzi w domu. Wtedy część nie wytrzymuje i idzie coś robić. Moja mama najlepszym przykładem jest. Ale ja jestem absolutnie za dowolnością, bo pracuję w takim miejscu, gdzie widzę tych "fizycznych" mężczyzn niewiele przed 65 i kobiety przed 60 i większość zwyczajnie nie daje rady. To jest takie dogorywanie. Na szczęście, nikt im przynajmniej nie ma tego za złe, ale nie wszędzie tak miło jest. I oni mówią zawsze wprost, że jak tylko by mogli, to już by ich nie było. Nie dalej, jak miesiąc temu najlepsza, najwydajniejsza pracownica z typowo kobiecego wydziału, powiedziała mi, że w życiu nie da rady, ma 52 lata, a przenieść na inne stanowisko się jej nie da, bo nic specjalnie mądrzejszego nie ma. Chce jeszcze przemęczyć trzy lata, mąż zarabia dobrze, mają sporo pola, najwyżej się sprzeda. Kiedy przyglądam się jak pracuje (i inni tam) to mi się wierzyć nie chce, że tak można 8 czasami 12 godzin przez tyle lat i ani trochę się jej nie dziwię, że ma dosyć. Masakra. Chociaż kto wie, czy właśnie nie będzie chciała później gdzieś popracować lżej, jakby była możliwość. Na razie to ona sama tego prawdopodobnie nie wie. I tak pracujących jest naprawdę wielu.
>W tej całej reformie nie mam za złe przedłużenia wieku ale kompletny brak pomysłu na działania osłonowe dla tych którzy pracować już w tym wieku nie mogą.
No to tego nie wiedzialem. Tragedia. Ręce opadają.
|
|
| | |  | 4 na 4 | Alicja Duda (25557 punktów) | >>W tej całej reformie nie mam za złe przedłużenia wieku ale kompletny brak pomysłu na działania osłonowe dla tych którzy pracować już w tym wieku nie mogą. >No to tego nie wiedzialem. Tragedia. Ręce opadają. A przecież można by pomyśleć o 1/2 etatach dla tych co nie mogą (1/2 emerytury i 1/2 etatu). Pieniędzy taki 1/2 emeryt miałby więcej a dla przyszłych emerytów perspektywa nie byłaby taka czarna. Ale moim zdaniem Tusk robi wszystko by mu ta ustawa nie przeszła. Za chwilę się z niej wycofa bo liczy że wtedy słupki pójdą w górę i odrobi to co stracił na ACTA.
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
| fiiś (1053 punktów) | >Rzecznicy podniesienia wieku przejścia na emeryturę do 67 lat twierdzą, że to dla dobra kobiet. (...)
Ta argumentacja to tylko ładne opakowanie aby łatwiej sprzedać śmierdzący towar. Rzeczywisty powód to finanse i niezdolność do finansowania emerytur coraz dłużej żyjącego społeczeństwa. Może nam się to bardzo nie podobać, ale pieniędzy więcej nie będzie i na emerytury nie starczy, więc albo wszyscy pójdziemy dużo wcześniej z torbami, albo trzeba wydłużać wiek - tyle realia.
>Podniesienie wieku przejścia na emeryturę to przykład leczenia objawów, miast choroby. Ale przykład >nietypowy. Bo ordynowane lekarstwo nie tylko nie leczy choroby, lecz ją pogłębia. "Choroba" bowiem >to zbyt mała dzietność.
I tu się już całkiem nie zgadzam. Zwiększenie dzietności problem tylko powiększy, a niczego nie załatwi. Pojawią się problemy bezrobocia, biedy itd. Biedne kraje to przerabiają za nas. Przeciwnie, w moim przekonaniu korzystne jest ograniczanie przyrostu. Młode, dobrze rokujące rodziny można z korzyścią importować, gdy zajdzie taka potrzeba. trzeba natomiast robić wszystko, aby ludzie mogli jak najdłużej pracować z korzyścią dla siebie i innych. Tu możliwe jest mnóstwo rozwiązań. A jeśli ktoś nie chce długo pracować, to niech oszczędza, aby modź iść na bezpłatny urlop przed emeryturą. Oczywiście, państwo, społeczeństwo są od tego aby wspomagać tych najsłabszych, ale im będzie bogatsze, tym będzie mogło robić to skuteczniej.
|
|
1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) |
Z pewnością kobiety będą miały wyższe emerytury, od tych które by miały gdyby pracowały np do 60 roku życia. Będą to jednak relatywnie i tak niższe emerytury niż obecnie.
To że kobiety będą brały emeryturę 7 lat krócej nie ma znaczenia także dla nich, bo przecież nie ma się czego cieszyć z głodowych emerytur, a te "wyższe" krócej pobierane kogo interesują, gdy przechodzi się na drugą stronę mocy. Łatwiej umierać ze świadomością że się swoje wzięło? Nie sądzę.
Problem wzrostu bezrobocia, dzietności i reformy emerytalnej powinien być rozwiązywany pakietem ustaw, jedna emerytalna tego nie załatwi.
Wydłużenie wielu emerytalnego nie spowoduje wzrostu bezrobocia, bo przyszli 60-latkowie to dzisiejsi 30-latkowie, kompletnie inni niż ich rodzice dzisiaj w wieku 50-60 lat. Przyszły 60-latek może bez problemu pracować, będzie bardziej wykształcony, mobilny, elastyczny, itd... Ale potrzeba zmian systemowych, trzeba się przygotować do tego, aby była praca dla 60-latków, dopasowana do wieku i możliwości, może np 1/2 etatu, programy przesunieć pracowniczych, dostosowania miejsc pracy, szkoleń, programy rozwoju przyszłościowych branż, itd ... a tego nie ma.
Potrzeba też zupełnej zmiany w nauce i edukacji, dopasowania szkolnictwa do rynku pracy, dobrze przygotowanej strategii, programów rozwoju przyszłościowych branż i kadr dla tych branż.
DZietność to wynik nadziei na lepsze życie. Duża część młodych ludzi w Polsce boi się o przyszłość, brak pracy lub niskie zarobki powodują walkę na rynku pracy - kariera kosztem rodziny oraz przesuwanie narodzin dzeicka później. Kluiczowe są także zmiany kulturowe.
I tak wszystko sprowadza się do poziomu rozwoju i PKB + dobre strategie rozwoju, wizja rozwoju kraju, a tej nie ma.
|
|
 | 2 na 2 | RadRado (1047 punktów) | Widzę, że niemal kompletnie pominęliście problem jak wygląda sytuacja z punktu widzenia kogoś kto dopiera pracy szuka. Otóż mam 25 lat i zerowe doświadczenie zawodowe, bo zachciało mi się studiować na dziennych. 2 lata po licencjacie ciągle bezskutecznie szukam pracy, robiąc przy tym kursy jak np. wózek widłowy (na widlaka wszędzie chcą z doświadczeniem i tak już rok mam ten papier na nic) Nie szukam niczego specjalnego, pytam o pracę w meblowych, na stacjach benzynowych, w magazynach... Niedawno byłem w sklepie NETTO - zobaczyłem kolejkę jak w PRL za mięsem, tylko, że to byli bezrobotni hurtem umówieni na tą godzinę co ja(mówimy o pracy za 1000zł z haczykiem w spożywczym, żebyście nie myśleli, że coś super) Myślicie poważnie, że podniesienie wieku emerytalnego poprawi budżet? Bo ja widzę setki ludzi w urzędzie pracy którzy tak jak ja chętnie popracowaliby na emerytury swoich rodziców gdyby mieli taką szansę. Myślicie poważnie, że więcej dzieci poprawi sytuację? Bo ja się cieszę, że rodzice mają tylko mnie jednego na utrzymaniu, inaczej byłoby bardzo krucho. Już teraz "nadwyżka" młodych ratuje się w Anglii czy w Holandii a co gdyby było nas więcej? Powiem wam co by było. W którym poprzednim wątku zamiast zastanawiać się co zrobić z bezdomnymi psami, omawialibyście co zrobić z hordami zdziczałych bezrobotnych bez prawa do zasiłku.
|
|
|  | darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Tragedia. Współczuję. Dodam, że mam u siebie jednego polonistę z marzeniami bycia nauczycielem zasuwającego młotkiem, a teraz doszedł mu kolega po politechnice. Obaj nie mają wejść i znajomości więc klupią nity. Przynajmniej niezbyt ciężko i za jakie takie pieniądze.
|
|
|  | 3 na 3 | Brzostowski (7067 punktów) | Będę pewnie zbyt brutalny i trochę Cię skrzywdzę w tym poście, nie bierz go jednak do siebie, post ten jest raczej odpowiedzią na postawę którą bardzo dobrze znam, postawę młodych ludzi podejmujących studia i studiujących dziennie, a potem zdziwionych życiem   . 1. Czy idąc na studia wybrałeś kierunek zgodny ze swoimi zainteresowaniami czy prognozowanymi potrzebami lokalnego/regionalnego rynku pracy? Znałeś te potrzeby? 2. Dlaczego nie pracowałeś na studiach? Czy angażowałeś się w czasie studiów w koła naukowe, organziacje studenckie? Czy poznałeś branżę związaną ze swoimi studiami? Czy czytałeś prasę branżową? Czy w ogóle interesowałeś się tym? 3. Czy wiedziałeś po co studiujesz? Co chcesz potem robić? Chociaż ogólnie? 4. Jakich umiejętności nauczyłeś się na studiach? Inaczej: co umiesz robić? 5. Dlaczego nie wymyślisz sobie malutkiego biznesiku, nie weźmiesz dotacji z urzędu pracy i nie zaczniesz działać? Jesteś wykształcony, masz ochotę, jesteś młody, pełen energii do pracy, jak rozumiem? 6. Czy znasz swoje słabe strony jako potencjalny pracownik? Czy pracujesz nad ich wyeliminowaniem? 7. ... Porada. Zrób tak: 1. Idź do urzędu pracy, złóż papiery i weź 15 tys. dotacji. 2. Załóż działaność - siedziba w domu. 3. Kup komputer i legalne oprogramowanie, telefon, załóż stronę internetową. 4. Kup sobie fajny skórzany fotel. 5. Jak masz samochód to fajnie, jak nie pożycz od rodziców, jak nie weź w leasing. 6. Strona internetowa - broker usług budowlanych, ludzie dzwonią do Ciebie gdy chcą drobnych lub wiekszych usług budowalnch, Ty masz bazę takich fachowców (aby taką bazę stworzyć - 1 mies. pracy z komputerem i telefonem). Przekazujesz klientów fachowcom. Bierzesz 7%-5% prowizji od wartości usługi. 7. Koszty: ZUS, tel. paliwo,media: 1 tys. zł/mies. 8. Przychody: 2 remonty mieszkania, koszty usług po 20tys., prowizja 5%: 2 tys. A potem wszystko zależy od Ciebie. Mój kolega zarabia w ten sposób ok. 5 tys. zł/mies. na południu kraju. A jak pomysł nie pasuje, to są tysiące innych.
|
|
| |  | 1 na 1 | Mal_ (208 punktów) | > Będę pewnie zbyt brutalny i trochę Cię skrzywdzę w tym poście, nie bierz go jednak do siebie, post ten jest raczej odpowiedzią na postawę którą bardzo dobrze znam, postawę młodych ludzi podejmujących studia i studiujących dziennie, a potem zdziwionych życiem  .> 1. Czy idąc na studia wybrałeś kierunek zgodny ze swoimi zainteresowaniami czy prognozowanymi potrzebami lokalnego/regionalnego rynku pracy? Znałeś te potrzeby?A ja dorzucę swoje 3 grosze: Mamy obecnie za dużo ludzi po studiach, ponieważ jest masa śmieciowych kierunków o mizernym poziomie nauczania, które rozdają dyplomy ludziom, którzy zaledwie liznęli wiedzę teoretyczną nie mówiąc o praktycznej. To logiczne, że jeśli człowiek ma wyższe wykształcenie to źle czuje się pracując w Tesco na kasie. Oto właśnie moim zdaniem przyczyna takiego stanu rzeczy - takiego odsetku ludzi bezrobotnych po studiach.
|
|
| | |  | 1 na 1 | fiiś (1053 punktów) | >To logiczne, że jeśli człowiek ma wyższe wykształcenie to źle czuje się pracując w Tesco na kasie. >Oto właśnie moim zdaniem przyczyna takiego stanu rzeczy - takiego odsetku ludzi bezrobotnych po studiach. > Mimo wszystko, z tego co wiem, do tych marketów na kasę ustawiają się kolejki chętnych. zatem problem tkwi gdzie indziej. Przy określonej ilości miejsc pracy i określonym potencjale gospodarki do tworzenia nowych mamy konkretny potencjał pracy. Teoretycznie każdy może pracę dostać, ale w praktyce dostaną ją statystycznie rzecz biorąc najlepsi (choćby w tym, że mają lepsze układy - nieistotne,bo nie mowa tu o sprawiedliwości). Dla części pracy nie będzie. Na dodatek do likwidowania miejsc pracy przyczynia się nie ubłagalnie rozwój technologii. Przy założeniu, że ilość miejsc pracy może się per saldo zmniejszać wyjścia widzę trzy: 1) wcześniejsza emerytura, ale z czego utrzymać większą ilość emerytów, co dodatkowo obciąży gospodarkę podatkami zmniejszając jeszcze bardziej ilość miejsc pracy - błędne koło. Nie odnoszę się tutaj do konkretnej ilości lat bo to kwestia techniczna, 2) krótszy dzień/tydzień pracy - brzmi atrakcyjnie, ale już nie dla przedsiębiorców - jak obronić się przed konkurencją innych rynków i przenoszeniem produkcji, której efektem jest zmniejszenie ilości miejsc pracy - znów błędne koło, 3) zmniejszyć podaż ludzi na rynek pracy - dwa sposoby: emigrancja i ograniczenie przyrostu - kontrowersyjne
Oczywiście najlepszym rozwiązaniem jest tworzenie nowych miejsc pracy, a do tego potrzeba mniejszych podatków, lepszej infrastruktury, sprawniejszego i bardziej przychylnego państwa oraz pozyskania zagranicznych inwestycji.
Ciekaw jestem, która opcja najbardziej się podoba i dlaczego. A może są jeszcze inne?
|
|
 | 1 na 1 | Ocykan (3528 punktów) | >Problem wzrostu bezrobocia, dzietności i reformy emerytalnej powinien być rozwiązywany pakietem ustaw, jedna emerytalna tego nie załatwi.
>Ale potrzeba zmian systemowych, trzeba się przygotować do tego, aby była praca dla 60-latków, dopasowana do wieku i możliwości, może np 1/2 etatu, programy przesunieć pracowniczych, dostosowania miejsc pracy, szkoleń, programy rozwoju przyszłościowych branż, itd ... a tego nie ma.
> Potrzeba też zupełnej zmiany w nauce i edukacji, dopasowania szkolnictwa do rynku pracy, dobrze przygotowanej strategii, programów rozwoju przyszłościowych branż i kadr dla tych branż.
Powinien być, potrzeba... Oczywiście. Ale nie ma i nie będzie (przynajmniej pod rządami tej koalicji).
|
|
|  | | fiiś (1053 punktów) | >Powinien być, potrzeba... Oczywiście. Ale nie ma i nie będzie (przynajmniej pod rządami tej koalicji). >
Jeśli nie pod rządami tej koalicji, to może następnej. Niech ci chociaż zaczną, następni mogą poprawić.
|
|
 | 2 na 2 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | > dobre strategie rozwoju, wizja rozwoju kraju, a tej nie ma. I coś mi od środka podpowiada, że nie będzie.
|
|
3 na 3 | Mal_ (208 punktów) | Ogólnie dodając coś od siebie do tematu, chciałam zauważyć, że: dla mężczyzn te 2 lata różnicy (między 65 a 67 rokiem życia) nie robią aż tak KOLOSALNEJ różnicy. dla kobiet - +/- 7 lat to juz większa różnica i o tym powinno się dyskutować. Natomiast jak dotąd to średnia wieku kobiet jest dłuższa i to one dłużej zachowują sprawność. Dlaczego więc tyle się "trąbi" np o kierowcach autobusów wieku 67 lat - teraz są w wieku 65 lat - to mała różnica. A kobiety i tak będąc kierowcą czy przedszkolanką będą dłużej sprawne fizycznie i umysłowo (takie są statystyki). Więc w czym problem? Chyba w tym, że (oj, za to mi się oberwie?  ) może ludziom po prostu nie chce się pracować?  Co Wy na to? (w innym wątku poparłam, że są zawody, w których powinno się krócej pracować, uważam też że są przypadki ludzi schorowanych, krórzy również powinni mieć możliwość wcześniejszego odejścia na emeryturę - ale tylko po weryfikacji ich stanu zdrowia).
|
|
| Jan Rylew (3965 punktów) | Dzisiaj prezydent Komorowski powiedział, ze zmiany są nieodzowne. Na takie dictum można się od biedy zgodzić, ale powstaje pytanie: Jakie zmiany są potrzebne ?
Moim zdaniem Polska nie potrzebuje podniesienia wieku emerytalnego tylko stabilnego systemu emerytalnego w którym składki płacone przez pracowników będą sprawiedliwie kapitalizowane, a o wieku przejścia na emeryturę zadecyduje sam zainteresowany w oparciu o wyliczenie wysokości jego emerytury oraz jego własnych możliwości i planów. Państwo powinno tylko zadbać o gwarancje miejsca pracy dla starszych, którzy chcą dalej pracować i młodych, którzy w wyniku tego będą mieli mniejsze szanse na znalezienie zatrudnienia. Państwo pobierając składki zaciąga kredyt u ubezpieczonego na finansowanie bieżących emerytur. Ten kredyt trzeba zwrócić w okresie spłaty. Podnoszenie wieku emerytalnego spowoduje, ze wiele ubezpieczonych nie doczeka już swoich emerytur lub będzie krócej z nich korzystać i jest niejako zerwaniem jednostronnym umowy kredytu. To nie jest uczciwe wobec obywateli. W wyniku ustawowego podniesienia wieku emerytalnego, zmniejszą się szanse młodych ludzi na rynku pracy, wielu z nich będzie zmuszonych wyemigrować, do czego już się szykują. Wtedy sytuacja się pogorszy, będzie to problem innego premiera i starszego społeczeństwa. Kluczowym problemem są nowe miejsca pracy dla młodych ludzi, dla starszych bezrobotnych, dla Polaków którzy chcieliby wrócić z emigracji i przestać się tułać po świecie, dla części armii urzędników, która tak bujnie się rozrosła za rządów PO.
|
|
2 na 2 | martok (1115 punktów) | >"Choroba" bowiem >to zbyt mała dzietność.
Wszyscy to ciągle powtarzają, również w tym wątku. A ja zupełnie nie rozumiem w jaki sposób rodzenie (obecnie) wielu dzieci ma (w przyszłości) poprawić byt Polaków. Nie spotkałem się jak dotąd z ani jednym naprawdę przekonywającym argumentem na rzecz zwiększania populacji, natomiast przychodzi mi do głowy wiele argumentów przeciw. Oto kilka z nich. 1. Skąd wiadomo, że rodzące się w tej chwili dziecko będzie w przyszłości pracować na moją emeryturę? Bardziej jest prawdopodobne, że nie znajdzie pracy i będzie pobierać zasiłek, zmniejszając moją emeryturę. Obecnie jest w Polsce 640.000 bezrobotnych, a z tym dzieckiem będzie razem 640.001. 2. Kraje, w których rodzi się najwięcej dzieci, są najbiedniejsze. 3. W krajach najbogatszych przyrost naturalny jest praktycznie zerowy. 3. Niektóre kraje (np. Monaco i Holandia) już dawno osiągnęły maksymalną (stosowną dla swojej powierzchni) liczbę obywateli i po prostu już nie mogą się dalej rozwijać liczebnie (przykładowa Holandia ma powierzchnię jednego polskiego województwa). Ale jakoś nie widać, aby te kraje miały splajtować - na razie emerytury są tam całkiem znośne.
Ponieważ jednak zewsząd słyszę, że potrzeba nam duuużo dzieci, to przyjmuję, że te argumenty są nietrafne. Czy mógłby mnie ktoś przekonać? Bardzo proszę.
|
|
 | | Jan Rylew (3965 punktów) | >Ponieważ jednak zewsząd słyszę, że potrzeba nam duuużo dzieci, to przyjmuję, że te >argumenty są nietrafne. Czy mógłby mnie ktoś przekonać? Bardzo proszę.
Być może to jest tak, że każdy słyszy to co chce usłyszeć, bo mnie w uszach dźwięczy: "Dzieci powinno się rodzić tyle żeby zapewnić reprodukcję prostą." Jeśli liczba ludności spada to i gospodarka będzie się kurczyć i nie będzie z czego spłacać rosnących wykładniczo zadłużeń państw w tym i długu emerytalnego. Niby to jest problem tych do których należał kapitał, ale jak widać na przykładzie Grecji (a Polska idzie w jej ślady) na koniec obciąża się najsłabszych, których nie będzie stać na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Nastąpi więc dalsze przyspieszenie spadku liczby ludności. Na to jest niby prosta rada, sprowadzić ludzi z Afryki, Turcji, Bangladeszu itd., którzy jako tania siła robocza napędzą znów inwestycje i gospodarkę, ale i to rozwiązanie nie jest wolne od problemów finansowych, adaptacyjnych i w końcu mniejszości, która budzi lęk, gdy się rozrasta i oddziela od reszty. Dużo prościej chyba jest pozbyć się nadwyżki ludności. Już to przerabialiśmy w historii. Ale i to rozwiązanie ma poważne wady. Myślę, że przeludnienie światu nie grozi. Katastroficzne prognozy o wybuchu liczby ludności nie sprawdzą się, bo oparte były na kalkulacji dotyczącej ludności Azji i Afryki. Teraz gdy Chiny świetnie sobie poradziły z problemem wzrostu populacji widać, że i Indie pójdą tą drogą. Do Afryki dotrą także w końcu środki antykoncepcyjne. Za pięćdziesiąt lat może być problem z globalnym spadkiem ludności, ciekawe jak to wpłynie na światowy system ekonomiczny, jakie będą oddziaływania wzajemne. To dość daleka przyszłość, ale młodzi jeszcze będą mogli sobie porównać. Ciekawe wydaje się zagadnienie, czy w związku z postępem technologicznym na świecie i polaryzacją kapitału zasoby pracy będą się kurczyć ?
|
|
|  | | martok (1115 punktów) |
>"Dzieci powinno się rodzić tyle żeby zapewnić reprodukcję prostą."
Z tym całkowicie się zgadzam. Jednak wydaje mi się, że liczba ludności w Polsce od paru lat się ustabilizowała, a więc reprodukcję prostą w zasadzie mamy. O co więc chodzi tym, którzy twierdzą, że rodzi się za mało dzieci? W wypowiedziach polityków (i nie tylko) ja osobiście wyraźnie słyszę hasło wzrostu liczby ludności. Ale może jestem przewrażliwiony.
|
|
| |  | | Jan Rylew (3965 punktów) | >ja osobiście wyraźnie słyszę hasło wzrostu liczby ludności. Ale może jestem >przewrażliwiony.
Z Wikipedii: "Przyjmuje się, iż współczynnik dzietności między 2,10 ÷ 2,15 jest poziomem zapewniającym zastępowalność pokoleń. W 2000 współczynnik dzietności wynosił w Polsce 1,37[1], a w roku 2008 współczynnik ten wzrósł do 1,39[2]." To oznacza, że jest nas coraz mniej, a obawy są takie jak napisałem powyżej, stąd wołania o więcej dzieci. Kto lubi myśleć niech pomyśli dlaczego nastąpił znaczny spadek współczynnika dzietności w stosunku do czasów PRL. Może dlatego, że Polacy stali się bogaci!?
|
|
| | |  | 1 na 1 | martok (1115 punktów) |
>To oznacza, że jest nas coraz mniej, a obawy są takie jak napisałem powyżej, stąd wołania o więcej dzieci.
W r. 2005 ludność Polski wynosiła 38.191.000; w r. 2009 - 38.167.329; w r. 2010 - 38.200.037, a w r. 2011 - 38.482.919. Trudno się w tych danych dopatrzyć alarmującego spadku, szczególnie, że demografia podlega różnym fluktuacjom (np. rytm niż-wyż). Obecnie jest nas niemal o 3,5 mln więcej niż np. w r. 1978.
Ale tak w ogóle, to bardzo dziękuję, że zechciał się Pan wdać w rzeczową wymianę informacji w tej nurtującej mnie sprawie.
|
|
| | | |  | | sukulent (2309 punktów) | > Trudno się w tych danych dopatrzyć alarmującego spadku, szczególnie, że demografia podlega różnym fluktuacjom (np. rytm niż-wyż). Obecnie jest nas niemal o 3,5 mln więcej niż np. w r. 1978.Boję się, że w tych fluktuacjach właśnie sęk. Spójrz na strukturę wiekową i przewidywany czas przezycia dla odpowiednich grup wiekowych. Obecnie pokolenie wyżu powojennego to 65-latkowie (circa, oczywiście). Według statystyk pożyją jeszcze średnio 10 lat. Wtedy będzie tąpnięcie. I od tego zacznie się wymieranie.
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"  )
|
|
|  | 3 na 3 | fiiś (1053 punktów) | >"Dzieci powinno się rodzić tyle żeby zapewnić reprodukcję prostą." To założenie jest aktualne dla gatunków biologicznych ale już nie człowieka od kiedy ma in vitro i inne techniki. Ostatnio brytyjka w wieku bodajże 65 lat urodziła bliźniaczki....
>Jeśli liczba ludności spada to i gospodarka będzie się kurczyć i nie będzie z czego spłacać rosnących wykładniczo zadłużeń państw w tym i długu emerytalnego. Wystarczy wydłużyć wiek emerytalny i mamy więcej ludzi na rynku pracy i wzrost konsumpcji, a gdy brak rąk do pracy wystarczy otworzyć granice i stworzyć odpowiednią selekcję - praktykuje to skutecznie wiele państw - Kanada, Australia, Nowa Zelandia, a jak trzeba to też W. Brytania czy Holandia, pomimo swoich nacjonalizmów.
>Na to jest niby prosta rada, sprowadzić ludzi z Afryki, Turcji, Bangladeszu itd., którzy jako tania siła robocza napędzą znów inwestycje i gospodarkę, ale i to rozwiązanie nie jest wolne od problemów finansowych, adaptacyjnych i w końcu mniejszości, która budzi lęk, gdy się rozrasta i oddziela od reszty. Problem mniejszości to sprawa edukacji i mentalna.
>Dużo prościej chyba jest pozbyć się nadwyżki ludności. Tego się już prosto nie zrobi i osobiście nie chcę doprowadzać do takiej sytuacji stąd za kluczowe i mądre uważam właśnie ograniczanie przyrostu tam gdzie się da.
>Myślę, że przeludnienie światu nie grozi. Przeludnienie może nie, za to nadmiar niepotrzebnych i wykluczonych zdecydowanie tak! Efektem tego są gettta, obozy dla uchodźców, dzielnice nędzy.
>Za pięćdziesiąt lat może być problem z globalnym spadkiem ludności, Jeśli kiedyś zabraknie ludzi to się ich dorobi, w probówkach - no problem.
>Ciekawe wydaje się zagadnienie, czy w związku z postępem technologicznym na świecie i polaryzacją kapitału zasoby pracy będą się kurczyć? Moim zdaniem zdecydowanie tak i właśnie przed tym trzeba się zabezpieczyć ograniczaniem przyrostu.
|
|
| |  | | Jan Rylew (3965 punktów) | >>Ciekawe wydaje się zagadnienie, czy w związku z postępem technologicznym na świecie i polaryzacją kapitału zasoby pracy będą się kurczyć? >Moim zdaniem zdecydowanie tak i właśnie przed tym trzeba się zabezpieczyć ograniczaniem przyrostu. Nie wiem czy to dobre zabezpieczenie. Spadek ilości dzieci i młodzieży to także spadek potrzeb społecznych, a co za tym idzie spadek popytu, a to z kolei spowoduje ograniczanie produkcji towarów związanych z tą grupą ludzi, zamykanie szkół i przedszkoli, zwolnienia pracowników, nauczycieli i innych których praca związana jest z dziećmi i młodzieżą. W efekcie kurczenie się gospodarki, bo w końcu będzie mniej i dorosłych ludzi. Kapitał nie będzie inwestował w "gasnące rynki". To spowoduje dalsze zmniejszenie ilości mniejsc pracy. Wydaje się, że przed bezrobociem w tym systemie nie da się uciec, a takie zabezpieczenie jest iluzoryczne. Może się mylę, jak myślisz
|
|
| | |  | 1 na 1 | fiiś (1053 punktów) | > Nie wiem czy to dobre zabezpieczenie. Spadek ilości dzieci i młodzieży to także spadek potrzeb społecznych, a co za tym idzie spadek popytu,W moim przekonaniu wywoła to raczej przesunięcia międzysektorowe. Mniej młodych ale więcej aktywnych zawodowo starszych, a starsi generują popyt na inne usługi - związane ze zdrowiem, regeneracją sił, pracując będą więcej korzystać z restauracji, fryzjera, kosmetyczki, wygenerują większy popyt na odzież itd. Poza tym będą to nowi starsi - aktualni 30-o, 40-o latkowie, wysportowani, zadbani, dbający o zdrowie i kondycję, mający różne nowe zainteresowania - wykreują oni i inni dla nich całkiem nowy popyt. I do tego cała technika ułatwiająca i umożliwiająca pracę w starszym wieku. A alternatywa to zwiększona ilość dzieci z biednych rodzin, bez perspektyw zawodowych, mieszkaniowych, kredytowych i innych, w efekcie wzrost obszarów wykluczenia i nędzy, z jedyną wizją przyszłości jaką jest emigracja zarobkowa i pozostanie gorszą kategorią na całe życie. P.s. właśnie przeczytałem coś bardzo a' propos - polecam wyborcza.p(*)ukierek1&utm_campaign=wyborcza
|
|
| | | |  | | Jan Rylew (3965 punktów) | > >Nie wiem czy to dobre zabezpieczenie. Spadek ilości dzieci i młodzieży to także spadek potrzeb społecznych, a co za tym idzie spadek popytu,> W moim przekonaniu wywoła to raczej przesunięcia międzysektorowe.> Mniej młodych ale więcej aktywnych zawodowo starszych, a starsi generują popyt na inne usługi - związane ze zdrowiem, regeneracją sił, pracując będą więcej korzystać z restauracji, fryzjera, kosmetyczki, wygenerują większy popyt na odzież itd.Bardzo ciekawe, jeszcze żeby przestali umierać zachowując zdrowie. W końcu liczba ludności musi spaść i nie da się utrzymać tej skali produkcji. Nie da się zjeść dwóch lunchów (no chyba, że byłyby darmowe  > A alternatywa to zwiększona ilość dzieci z biednych rodzin, bez perspektyw zawodowych, mieszkaniowych, kredytowych i innych, w efekcie wzrost obszarów wykluczenia i nędzy, z jedyną wizją przyszłości jaką jest emigracja zarobkowa i pozostanie gorszą kategorią na całe życie.Ale tak nie musi być. Robienie dzieci nie jest trudne i bogaci też mogą się tym zająć, tym bardziej, że mają warunki ekonomiczne do wychowania dzieci. To widać już w zamożniejszych krajach zachodu. Z drugiej strony świadomość niemożności ekonomicznej biedniejszych zmusza ich do myślenia i korzystania ze środków antykoncepcyjnych, które powinny być wydawane darnowo, prawda? > P.s. właśnie przeczytałem coś bardzo a' propos - polecamDzięki za link do ciekawego tekstu
|
|
| | | | |  | | fiiś (1053 punktów) | >Ale tak nie musi być.
Oczywiście, ze nie. Przedstawiłem tylko inny punkt widzenia, który pokazuje, że wcale teza o konieczności zwiększenia dzietności nie jest oczywista. Bogaci mogą mieć dzieci, ale często nie chcą. Często też dlatego są bogaci, ze ich nie mają. Z kolei jeśli prowadzi się politykę prorodzinną to zwykle kończy się wzrostem dzietności właśnie u biednych o to jest trochę błędne koło. Osobiście nie boję się problemem odtwarzania populacji bo z tym sobie człowiek z dzisiejszą techniką bez problemu poradzi, jeśli zajdzie taka potrzeba. Natomiast innego sposobu na zlikwidowanie rosnącego bezrobocia nie widzę. A starsi żyją i będą żyć coraz dłużej i trzeba tych ludzi jakoś zagospodarować, a nie skazywać ich na 50 lat na emeryturze, też często, przez to nikomu niepotrzebnych.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|