Racjonalista - Strona głównaDo treści
Auta elektryczne a spadek czytelnictwa

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
07-03-2012 19:56kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Auta elektryczne a spadek czytelnictwa
Ocena 4 na 4
W mojej ulubionej rozgłośni radiowej słuchałem przed chwilą jednej z moich ulubionych audycji, której autorzy zastanawiali się dlaczego samochody elektryczne słabo się sprzedają - nawet takie, które bez ładowania akumulatorów pozwalają przejechać kilkaset km, i nie kosztują dużo więcej niż auta z tradycyjnymi silnikami. Panowie doszli do wniosku, że przyczyną jest rosnące lenistwo konsumentów, którzy preferują coraz mniej wymagające produkty. A taki samochód elektryczny wymaga więcej uwagi niż spalinowy, bo z doładowaniem akumulatorów jest więcej zachodu niż z tankowaniem tego drugiego, do tego ładowanie trwa o wiele dłużej niż tankowanie.

Zaraz po wysłuchaniu wspomnianej audycji, na jednym z moich "ulubionych" portali internetowych, natrafiłem na tytuł "Przemoc domowa w Polsce to dramatyczny problem". Kliknąłem i zobaczyłem, że cały tekst informacji składa się z zaledwie 5 zdań, zaś pod nimi jest okienko z filmikiem, który (po odliczeniu reklamy) trwa niecałe 3 minuty.

Uświadomiłem sobie, że panowie z radiowej audycji motoryzacyjnej mają rację. Współczesny konsument staje się coraz bardziej leniwy, coraz mniej wymagający od siebie. 5 zdań tekstu (więcej widocznie ciężko już mu przeczytać w skupieniu i ze zrozumieniem) i niecałe 3 minuty filmiku nakręconego w konwencji teledysku uwalniającego od konieczności czytania. Większej ilości informacji już współczesny konsument nie jest w stanie przyswoić.

Pozostaje pytanie - czy to konsument się zmienia, a oferta dostosowuje, czy odwrotnie?
Przykład z samochodami, a także spadające ciągle czytelnictwo dowodzi raczej tego pierwszego.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Kamil Ciura (762 punktów)
Tak, społeczeństwo odchodzi od nawyku czytania. Na pewno wpływa na to także byle-jakość treści w internecie. Większość informacji na portalach informacyjnych jest pisana taką polszczyzną, że gdybym nie czytał książek, uwsteczniłbym się językowo.

A co do samochodów elektrycznych - dochodzi także mała promocja tego rozwiązania, brak infrastruktury w miastach i wiele innych czynników. Jak dla mnie najważniejszy jest jednak:

czynnik szpanera

czyli fakt, że ludzie lubią pochwalić się dźwiękiem silnika, mocą samochodu, lubią "przygazować" na drodze publicznej by pokazać innym "kto tu rządzi". Samochód elektryczny jest dla nich zwyczajnie nudny. Osoby które mogą sobie pozwolić na zakup takiego auta - wybiorą raczej brykę spalinową z odpowiednim "kopytem".

Nigdy nie byłem fanem motoryzacji, nie mam nawet prawa jazdy (po co, skoro mieszkam, uczyłem się i pracuję w Krakowie, gdzie wszędzie niemal szybciej dostanę się MPK/rowerem niż autem?!) - które w końcu z pewną niechęcią będę musiał wyrobić. Ja bym chciał samochód kompaktowy, cichy, energooszczędny, nie musi wyciągać więcej niż 100km/h nawet. Rajdówkami niech się wożą ludzie z problemami ze swoim ego. Może w przyszłości, za kilka lat, wybiorę auto elektryczne? Pod warunkiem, że będę miał je gdzie ładować...

jeszcze link do artykułu który wyjaśnia, dlaczego przed pojazdami elektrycznymi długa droga...

www.samoch(*)ne.org/ryzykowna_revolucja.htm
07-03-2012 22:13 
 Ocena 2 na 2
Madman (7811 punktów)
>Samochód elektryczny jest dla nich zwyczajnie nudny.
Chyba, że taki samochód elektryczny:


kogut59 (3090 punktów)
>A co do samochodów elektrycznych - dochodzi także mała promocja tego rozwiązania, brak infrastruktury w miastach i wiele innych czynników. Jak dla mnie najważniejszy jest jednak:
>czynnik szpanera
>czyli fakt, że ludzie lubią pochwalić się dźwiękiem silnika, mocą samochodu, lubią
mój następny nowy samochód jest na 100% elektryczny w 2013 roku
Selanos (12869 punktów)
Ja dla odmiany słyszałem o tym, że w Polsce coraz popularniejsze są przeróbki samochodów z napędu spalinowego na elektryczny w małych, prywatnych warsztatach. Można sobie przerobić wiekowy samochód za kwotę kilkanaście razy niższą niż kupno nowego, fabrycznie elektrycznego pojazdu. Myślę, że problemem jest właśnie cena, która nie dość że wysoka, to jest tym bardziej zniechęcająca, że konsumenci mają poczucie kupowania kota w worku, bo samochody elektryczne to wciąż jest nowość.

Co do pięciu zdań tekstu... To wina tylko "konsumenta"? Mnie to denerwuje kiedy klikam na jakiś artykuł który jest na stronie głównej portalu i dostaje do przeczytania kilka zdań po których nie jestem ani trochę mądrzejszy.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Ja dla odmiany słyszałem o tym, że w Polsce coraz popularniejsze są przeróbki samochodów z napędu spalinowego na elektryczny w małych, prywatnych warsztatach.
Ciekawe co wstawiają w tych warsztatach. Części od melexów czy od wózków akumulatorowych, jakie jeżdżą w zakładach przemysłowych i na dworcach kolejowych.

>Co do pięciu zdań tekstu... To wina tylko "konsumenta"? Mnie to denerwuje kiedy klikam na jakiś artykuł który jest na stronie głównej portalu i dostaje do przeczytania kilka zdań po których nie jestem ani trochę mądrzejszy.
No to denerwuje nas to samo, tyle że mnie jeszcze bardziej denerwuje, gdy nawet taki szczątkowy tekst zastępowany jest filmikiem, co zdarza się coraz częściej. Sądzę, że to jednak jest wina konsumentów. Portale by tego nie robiły, gdyby to nie było bardziej opłacalne niż umieszczenie dłuższego tekstu. Obecnie komunikowanie się przy pomocy emaili stało się już przestarzałe, smsy i filmiki dominują.


Pieprzę, nie solę.
coreless (16088 punktów)

Odwieczne problemy polskiego dziennikarstwa motoryzacyjnego, sportowego, politycznego itp.: "Co ma piernik do wiatraka?"; "Jaki jest wpływ księżyca na rozwój dorożkarstwa w Chinach?" i "Czy łysy może walnąć grzywką o kant kuli?".

Słowem, trzeba by się zastanowić czy sami panowie "dziennikarzowie" tu nie partaczą, to znaczy dokładnie, czy nie leją wody - z lenistwa właśnie.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Twoja wypowiedź w 100% zgodna jest z tym, co zarzucasz dziennikarzom. Ni przypiął, ni wypiął; pasuje jak kwiatek do kożucha (pięść do nosa); potrzebna jest jak dziura w moście (piąte koło u woza). Aby tylko palnąć coś "oryginalnego" (jak zazwyczaj).


Pieprzę, nie solę.
coreless (16088 punktów)

I jak zazwyczaj zostanę przy swoim.
emilpromil (184 punktów)
Auta elektryczne słabo się sprzedają bo są drogie, średnio 2x droższe od spalinowego odpowiednika.
przyspiesz(*)ozna-juz-rezerwowac-czy-warto/

Nawet samodzielna przeróbka jest mniej opłacana od remontu silnika i kosztów paliwa, ludzie przerabiają auta dla wygody, bo główna zaleta elektryków to przyjemność z jazdy i prostota obsługi (właściwie to brak obsługi - ładuje się i jeździ: żadnych olejów, rozrządów, filtrów, itp.).

Skąd się biorą te dane o nie czytaniu książek ?
Ludzie czytają wcale nie mniej książek jak kiedyś, a nawet więcej bo książki teraz można ściągnąć z torrentów i nie jest się ograniczonym do przekładów i literatury polskiej.

Portale internetowe to takie tablice ogłoszeń, tam nie ma miejsca na dużo tekstu.

Nie ma jednego konsumenta, jest cała masa grup i podgrup konsumentów i ofert dla niech.
spellbinder (8577 punktów)
Aleś się rozpisał! Dwa zdania i już się człowiekowi nie chce czytać...;P

A tak serio... konsument się zmienił. Od samego początku ludzkiego gatunku się zmieniał.

Wyobraźmy sobie samiutki początek. Banda dzikusów założyła sobie obozowisko. Jeden dzikus poszedł gdzieś poszukać jagódek i znalazł jagodowe Eldorado. Nazbierał w torbę parę kilo i zasuwa do swoich... i zaczyna liczyć ile się jeszcze nachodzi, żeby przynieść resztę. Wymyśla więc taczkę i od tamtej pory niczego już nie nosi.

Mniejsze drzewka można ścinać na modłę bobrzą, ale żeby się mniej namęczyć i więcej naciąć lepiej jest podejść do tematu z wygładzonym kawałkiem kamienia zatkniętym na kijek. Itd.

Jeśli coś można zrobić prościej, mniejszym nakładem sił, to człowiek tak to właśnie zrobi. Bez tego podejścia nie mielibyśmy postępu. Ma to również swoje mroczne strony jak widać...
07-03-2012 22:47 
 Ocena 1 na 1
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Mam wrażenie, że im bardziej rozwija się technologia, im bardziej ułatwia i upraszcza życie, tym bardziej współczesny człowiek zamiast się rozwijać doznaje regresu.
Jeszcze trochę, a zaczniemy pohukiwać na siebie jak jaskiniowcy (już teraz "rozmowy" niektórych sprowadzają się w zasadzie do kilku(nastu) dźwięków), tyle że otoczeni będziemy bardzo zaawansowanym technicznie środowiskiem. Podobnie jak jaskiniowiec żył w bardzo zaawansowanym technicznie środowisku - jak na jego czasy.



Pieprzę, nie solę.
07-03-2012 23:33 
 Ocena 3 na 3
spellbinder (8577 punktów)
Jest jeszcze kwestia tego, że rozwój technologii informatycznych sprawił, że dziś tego pohukującego widać bardziej, niż te 100, czy nawet 20 lat temu.

Klasy się ze sobą przemieszały, więc praktycznie każdy yntelygent może w jakimś momencie życia mieć za sąsiada małpę podniecającą się piłką nożną, chlejącą piwo w bramie, gadającego o ruchaniu i suczkach nie mając na myśli psów...

Życie jest łatwiejsze, ale to raczej nam wychodzi na zdrowie - póki co przynajmniej. Bo można zaobserwować jakiś progres jednak... Niektórzy przedstawiciele naszego gatunku zatrzymali się mentalnie na etapie chłopa pańszczyźnianego, ale to na szczęście jest tylko margines.

Możemy zauważyć wiele takich rzeczy, które w skali kilku lat zdają się być regresem (jak choćby nieumiejętność pisania bez komputerowej korekty błędów), ale z drugiej strony człowiek może nabywać inne zdolności, które w zmieniającej rzeczywistości stają się bardziej przydatne. Po cholerę komu umiejętność czytania mapy, skoro zaraz każdy będzie miał w kieszeni GPS w komórce (a na mnie będą spoglądać z góry jak na idiotę, który przerzuca te kolorowe kartki i z debilną miną będą pytać - "a skąd ty wiesz, że właśnie tu jesteś?").
08-03-2012 01:15 
 Ocena 3 na 3
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Jest jeszcze kwestia tego, że rozwój technologii informatycznych sprawił, że dziś tego pohukującego widać bardziej, niż te 100, czy nawet 20 lat temu.
Nie wiem jak to było 100 lat temu, ale 20 (a nawet jakieś 45) lat wstecz jestem w stanie sięgnąć pamięcią, która mi podpowiada, że rozmowa między przedstawicielami mojego gatunku nie sprowadzała się do artykulacji następujących komunikatów:
- Ja pier.dole, ale sie wczoraj, kur.wa, zajebi.ście najeba.łem jak chu.j!
- Nie pierd.ol!
- Kur.wa, ja pier.dole! Zajebi.ście, co nie?
- Kur.wa! Zajebi.ście!
- Chu.j, kur.wa, zajebi.ście było! Ziomek powiedział, że sie zrzygałem, co nie, ale to chu.j!
- Kur.wa, ja pier.dole!
itp.


>Klasy się ze sobą przemieszały, więc praktycznie każdy yntelygent może w jakimś momencie życia mieć za sąsiada małpę podniecającą się piłką nożną, chlejącą piwo w bramie, gadającego o ruchaniu i suczkach nie mając na myśli psów...
Mieszkam (z niewieloma kilkuletnimi przerwami) w tym samym bloku od ponad 35 lat. W tym czasie wspomniane przez ciebie "małpy" nie pojawiały się przez ok. 30 lat. Nie pojawił się żaden "artysta" mażący sprejem po ścianach, markerem w windach. Nie było "dekoratorów wnętrz" pracujących wiertarką nawet po 21, nie było studentów wynajmujących lokale, z okien których rzygali, pluli, rzucali petami, przez które darli mordy do 3 nad ranem w dowolny dzień tygodnia, nie było psich odchodów w windach, na klatkach schodowych, nie było (wow!) ludzkich odchodów w tychże windach i na tychże klatkach schodowych.

>Życie jest łatwiejsze
Dla kogo? Od kiedy? I co to w ogóle znaczy "łatwiejsze życie"?

>Niektórzy przedstawiciele naszego gatunku zatrzymali się mentalnie na etapie chłopa pańszczyźnianego, ale to na szczęście jest tylko margines.
Nie margines, ale większość, i nie zatrzymali się na etapie chłopa pańszczyźnianego, ale cofnęli się do etapu niewolnictwa. A może nawet rozwinęli koncepcję niewolnictwa, wszak w starożytności niewolnicy nie brali udziału we wszechobecnym teraz "wyścigu szczurów".

>Po cholerę komu umiejętność czytania mapy, skoro zaraz każdy będzie miał w kieszeni GPS w komórce (a na mnie będą spoglądać z góry jak na idiotę, który przerzuca te kolorowe kartki i z debilną miną będą pytać - "a skąd ty wiesz, że właśnie tu jesteś?").
Tym razem już żartujesz, mam nadzieję?


Pieprzę, nie solę.
08-03-2012 08:58 
 Ocena 4 na 4
Przemek J. (3008 punktów)
Ja mam trochę odmienne zdanie. Dzięki mediom, w szczególności Internetowi chamstwo i lenistwo stały się po prostu bardziej widoczne. Chamstwo i głupota były zawsze, teraz tylko zyskały tubę, przez którą mogą wrzeszczeć i obnażać swoje nic przed całym światem.

Może faktycznie nieco bardziej schamiał język, choć nawet tego nie jestem pewien. Nie chodziłem pod budki z piwem, żeby się przysłuchiwać, a teraz gdy alkohol jest wszędzie to i ta stylistyka się rozlazła. Dzięki technologii, zyskaliśmy więcej wolnego czasu, z którego każdy korzysta tak jak lubi i potrafi. Nadal jest wiele osób, które dużo czytają, a że nie muszą zmywać naczyń, prać ręcznie itd. to czytają więcej. Mówię w imieniu swoim i wielu moich znajomych, którzy lubią czytać. Osoby te wolną chwilę raczej poświęcą lekturze niż obwieszczaniu całemu światu tego jak to dużo czytają Przybywa też osób, które nie bardzo widzą co zrobić z wolnym czasem, albo po prostu lubią wolność od wyzwań intelektualnych ale zamiast głupawego serialu wybierają używki i gdakanie z koleżkami. A że język taki a nie inny, no cóż problem, który wszyscy znamy: niewydolne szkolnictwo i problemy społeczeństwa na dorobku.

Psich odchodów nie było, bo gdy jest więcej czasu i pieniędzy to i więcej osób pozwala sobie na zwierzaka. Znacznie więcej osób sprząta po swoich pupilach obecnie niż 20 lat temu, przynajmniej na terenach gdzie ja z psami wychodziłem i wychodzę. Ludzkie odchody w windach, budynkach były w Polsce zawsze, może miałeś po prostu to szczęście, że się z tym nie spotykałeś. Moim zdaniem, teraz gdy jest dużo mniej toalet publicznych, paradoksalnie jest to mniejszy problem, gdy takowe były w prawie każdym mieście.

Zgadzam się z przedmówcą, że życie jest łatwiejsze, w tym sensie, że ubyło nam pracy fizycznej, mamy więcej czasu, trochę więcej pieniędzy i łatwiejszy dostęp do wielu dóbr. Kiedy pierwszy raz zapisałem się do biblioteki, książki które chciałem przeczytać były w tzw. specjalnym obiegu. Dobre relacje z bibliotekarką, jakieś drobne akty wdzięczności, a i tak trzeba było kilka tygodni czekać, na niektóre nowości to nawet miesiące. Obecnie tylko w Internecie mogę sobie pobrać (legalnie) więcej dobrych książek i publikacji niż jestem w stanie przeczytać i to w dowolnym języku. Gdy idę do biblioteki to mam listę, żeby wyjść w jakimś przyzwoitym czasie

>Nie margines, ale większość, i nie zatrzymali się na etapie chłopa pańszczyźnianego, ale cofnęli się do etapu niewolnictwa. A może nawet rozwinęli koncepcję niewolnictwa, wszak w starożytności niewolnicy nie brali udziału we wszechobecnym teraz "wyścigu szczurów".

Nikt się nigdzie nie cofnął. Ludzka mentalność niewiele zmieniła się w tym zakresie, tylko teraz mamy więcej swobody i wyraźniejsze stają się granice pomiędzy różnymi warstwami społecznymi.


Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
08-03-2012 11:55 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>Nie wiem jak to było 100 lat temu, ale 20 (a nawet jakieś 45) lat wstecz jestem w stanie sięgnąć pamięcią, która mi podpowiada, że rozmowa między przedstawicielami mojego gatunku nie sprowadzała się do artykulacji następujących komunikatów:
>- Ja pier.dole, ale sie wczoraj, kur.wa, zajebi.ście najeba.łem jak chu.j!
>- Nie pierd.ol!
>- Kur.wa, ja pier.dole! Zajebi.ście, co nie?
>- Kur.wa! Zajebi.ście!
>- Chu.j, kur.wa, zajebi.ście było! Ziomek powiedział, że sie zrzygałem, co nie, ale to chu.j!
>- Kur.wa, ja pier.dole!
>itp.


Polski język zwulgaryzował się nieco po II wojnie, bo przejęliśmy od Ruskich pewne zwroty.

Nie mówiąc już o tym, że klasy społeczne się wymieszały. Część ludzi zawsze była kiepsko wykształcona i miała ograniczony zasób słownictwa ukierunkowany na wyrażenie afektu. Kwestia użycia nieco innych słów, a nie człowieka jako człowieka.

Dodatkowo myślę, acz pewności mieć nie mogę, że rozwój języka "sieci" pozwolił na zastosowanie większej ilości wulgaryzmów ze względu na anonimowość, a to z kolei przeniosło się na życie codzienne, dlatego też nawet ludzie bardziej wykształceni niż pan Miecio spod budki z piwem używają słowa "kurwa" jako znaku przestankowego.

>Mieszkam (z niewieloma kilkuletnimi przerwami) w tym samym bloku od ponad 35 lat. W tym czasie wspomniane przez ciebie "małpy" nie pojawiały się przez ok. 30 lat. Nie pojawił się żaden "artysta" mażący sprejem po ścianach, markerem w windach. Nie było "dekoratorów wnętrz" pracujących wiertarką nawet po 21, nie było studentów wynajmujących lokale, z okien których rzygali, pluli, rzucali petami, przez które darli mordy do 3 nad ranem w dowolny dzień tygodnia, nie było psich odchodów w windach, na klatkach schodowych, nie było (wow!) ludzkich odchodów w tychże windach i na tychże klatkach schodowych.

Bo nie było:
-Spray'ów.
-Wiertarek.
-Markerów.
-Studentów z połową mózgu (wszak wiadomo, że dziś praktycznie kazdy jełop może być studentem)
-A i psów było chyba mniej.

A wulgarni idioci byli. Po dziś dzień pamiętam, jak 22 lata temu po raz pierwszy usłyszałem brzydkie słowo. Siedmioletni kolega bawił się z kumplem w parku, schowali się w krzakach i udawali, że to jakiś bunkier. Poszedłem zajrzeć i usłyszałem na swoje "cześć" siarczyste "wy****laj"

>Dla kogo? Od kiedy? I co to w ogóle znaczy "łatwiejsze życie"?

To znaczy, że coraz mniej trzeba umieć, żeby coś robić. Mniej trzeba łazić, mniej kombinować - jak z tą mapą chociażby. Jak 10 lat temu się zgubiłeś w lesie, albo w górach to miałeś przerąbane. Noc się zbliża, człowiek błądzi po bezdrożach i coraz głebiej osuwa się w lęk. Dziś zerknie na wyświetlacz komórki i już nie jest zgubiony.

Wszystko jest łatwiejsze. Odrabianie prac domowych chociażby. Ja musiałem się czegoś nauczyć, żeby pracę odrobić. Dziś dzieciak starczy, że wejdzie w Internet i zapyta. Bo już nawet nie szuka, nie ma potrzeby, skoro może wejść na stronkę i zapytać.
Nawet piractwo komputerowe jest łatwiejsze. Kiedyś trzeba było zasuwać na giełdę, biedny student żeby sprzedać płytki musiał stać na mrozie... dziś to robi z domu. I zarabia więcej i w zasadzie nic nie musi robić, tylko download i upload, a nie wypalanie setek płyt

Dostęp do wiedzy jest wszechogarniający. Są ludzie od wszystkiego, więc na niczym w zasadzie nie trzeba się znać. Zakupy dowiozą do domu. Rachunki same się zapłacą. Telefon ma każdy przy sobie, a skoro penetracja rynku wynosi ponad 100%, to nawet nie jeden tylko dwa albo i trzy

Rodzic nie musi się martwić o dziecko, starczy że zadzwoni.

>Nie margines, ale większość, i nie zatrzymali się na etapie chłopa pańszczyźnianego, ale cofnęli się do etapu niewolnictwa. A może nawet rozwinęli koncepcję niewolnictwa, wszak w starożytności niewolnicy nie brali udziału we wszechobecnym teraz "wyścigu szczurów".

Co prawda to prawda. Ale dziś robią to, bo mają cel! Muszą mieć 50" monitor, żeby na nim nie mieć co oglądać

>Tym razem już żartujesz, mam nadzieję?

Znaczy z czym?
fiiś (1053 punktów)

>Jeśli coś można zrobić prościej, mniejszym nakładem sił, to człowiek tak to właśnie zrobi. Bez tego podejścia nie mielibyśmy postępu. Ma to również swoje mroczne strony jak widać...

Lenistwo tak definiowane jest w pewnym sensie synonimem ekonomiki życia.
Póki co samochody elektryczne są wciąż życiowo nieekonomiczne. Potrzeba przekroczenia masy krytycznej, punktu, kiedy używanie ich zacznie się pod różnymi względami - takze psychologicznymi - życiowo opłacać.

W kwestii czytelnictwa i podobnych, myślę, że kultura w swym aspekcie elitarnym funkcjonuje podobnie jak ogon pawia. To nic, że jest obciążeniem - pełni inną funkcję, różnicującą. To była rola kultury wysokiej.
Rola kultury masowej jest inna - zaspokaja podstawowe, proste potrzeby.
Kultura realizująca tę funkcję idzie na łatwiznę wychodząc naprzeciw leniwemu odbiorcy.
Tu wiele się nie zmieniło, poza środkami, którymi teraz dysponuje i wielkością rynku (efekt rosnącego dobrobytu, ilości wolnego czasu, urbanizacji...)
Paralaxa (150 punktów)
Elektryczne auta mają zasięg około 100 km. Na trasie to jest 2 godziny jazdy. Ładowanie akumulatorów 20 godzin. W mieście 100 km to przeciętnie około 4 do 6 godzin jazdy. Ale w mieście 100 km nie da się przejechać autem elektrycznym na "jednym ładowaniu". Podczas stania w korkach światła, dmuchawa, ogrzewanie ( chłodzenie), wszelkie układy sterowania też pobierają prąd z akumulatora - liczy się przecież dłuższy czas pracy tych urządzeń. Częsty start - stop, start - stop, także zwiększa konsumpcję energii z akumulatora. Teraz pytanie. Na jak długo ( ile lat ), wystarczy ta bateria akumulatorów?
Ile będzie kosztować nowa bateria akumulatorów + jej wymiana? Ile będzie kosztować utylizacja zużytych baterii akumulatorów? Ile więcej prądu będą musiały wyprodukować nasze przestarzałe elektrownie? Ile więcej spalą węgla kamiennego, węgla brunatnego, czy też innych paliw kopalnych? Ile więcej te elektrownie wyprodukują związków szkodliwych tak "przyjaznych" dla środowiska? Na razie elektryczne autka to zabawka dla bardzo, bardzo bogatych snobów. A Interia, Onet i MSM to zmowa monopolistyczna w tematach plotkarskich. Teraz nie ma tam co czytać na wszystkich polskich portalach to samo. Nawet tytułów tych plotek nie zmieniają - wszędzie takie same. Tak jak TV o jednej porze wszędzie reklamy. Nie oglądam telewizji. Słucham czasami radia i tam także "sensacje" i plotki. Aż się rzygać chce. Macie także rację co do poziomu "dziennikarzy" oraz do ich "poprawnej" polszczyzny. Są jeszcze dobre księgarnie wysyłkowe i przy zamówieniu 10 książek dostaję 3 za darmo i nie płacę za przesyłkę. Tylko już nie mam gdzie składować tych przeczytanych. Ale je lubię. Czytam elektroniczne, ale lubię te papierowe i zakładki do książek, i lubię czytać dwie na raz. To mi daje pełnię zadowolenia.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Elektryczne auta...
www.chevro(*)rodukcyjny-chevrolet-volt.html

>Tylko już nie mam gdzie składować tych przeczytanych.
Wyślij mi listę tych książek, a może je odkupię i nawet zapłacę za przesyłkę.

Pieprzę, nie solę.
08-03-2012 23:21 
 Ocena 1 na 1
Paralaxa (150 punktów)
>>Tylko już nie mam gdzie składować tych przeczytanych.
>Wyślij mi listę tych książek, a może je odkupię i nawet zapłacę za przesyłkę.
>
Pieprzę, nie solę.


Dziękuję za propozycję.
"Ale je lubię. Czytam elektroniczne, ale lubię te papierowe i zakładki do książek, i lubię czytać dwie na raz". - Tak właśnie napisałem. Nie zamierzam się pozbywać nieraz ciężko zdobywanych pozycji w czasach głębokiego socjalizmu. Było tak, że rozkładał się dopiero kiermasz z książkami przy ulicy, a ja potrafiłem tam stać trzymając rękę na książce, którą chciałem mieć i czekałem cierpliwie aż zaczną oficjalnie sprzedawać.
Z ciekawszych pozycji mam np. "Słownik przekleństw i wyrazów brzydkich" w ośmiu językach. Odznaczony "Złotą Świnią". Poza tym będę miał je komu przekazać.
09-03-2012 01:08 
 Ocena 1 na 1
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Napisałeś, że nie masz gdzie składować przeczytanych książek, więc pomyślałem, że się ich pozbywasz, stąd moja propozycja odkupienia.
Ja też pamiętam PRL i kiermasze książek wokół Pałacu Kultury, co człowiek wyrabiał, żeby kupić poszukiwaną pozycję. Tę radość, gdy się udało i to rozczarowanie, gdy się nie udało.
To pod względem kultury w ogóle były wariackie czasy np. kupowanie biletów do kina u "koników", albo chodzenie do teatru na to samo przedstawienie po kilka(naście) razy. Na winylowe płyty z zachodnią muzyką rockową polowało się w tzw. ośrodkach kultury (czechosłowackiej i węgierskiej) albo stało się w kilometrowych kolejkach po single pod sklepem "Tonpressu". W którymś z domów towarowych "Centrum" kupowało się czarno-białe zdjęcia-skany z zagranicznych czasopism. Jak to dobrze, że tamte czasy minęły.



Pieprzę, nie solę.
Paralaxa (150 punktów)
09-03-2012 08:56 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
>Tylko już nie mam gdzie składować tych przeczytanych.
Miejsce na książki zawsze musi się znaleźć. Parę lat temu przy okazji przeprowadzki pozbyłam się "ślubnego" serwisu porcelanowego, którego i tak nie używałam. Zyskałam w ten sposób 2 półki na książki, na tyle głębokie, że stoją w dwóch rzędach. Doskonałym wyjściem jest zamocowanie pod sufitem wzdłuż każdej wolnej u góry ściany lekkiej półki na wspornikach, można w ten sposób wygospodarować sporo metrów na książki. W moim mieszkaniu jedynym miejscem, gdzie jeszcze nie upchnęłam książek, jest łazienka. Poza tym są wszędzie: w sypialni, jadalni, kuchni i przedpokoju, na półkach, w szufladach, w szafie i na szafie. Nie lubię pozbywać się książek.
wolkar (467 punktów)
(zablokowany)
Nie chwalący się, mam w tej chwili 3296 tytułów w swojej bibliotece. Wiem to, bo jest skatalogowana. Ponieważ księgozbiór o dużej ilości tytułów bez przejrzystego katalogu staje się stosem makulatury, polecam znakomity, darmowy program biblioteczny autorstwa Marka Ryńskiego, dający dostęp do bazy ISBN, znajdujący się pod adresem:

bibliotekarz.net

Jak się wydaje, nie jest on już wspierany przez Autora, ale i tak ma cechy produktu komercyjnego, a już na pewno nie znajdzie się lepszego programu za darmo (z pewnością nie będzie żal pieniążka, którym można wyrazić uznanie Autorowi, wpłacając go na Jego konto).

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365