>Prokuratura zajmująca się lądowaniem na brzuchu samolotu pilotowanego przez kapitana >Wronę nie może zamknąć śledztwa, bo są trudności z odnalezieniem i przesłuchaniem wszystkich >pasażerów samolotu. >Powstaje pytanie: czy prokurator prowadzący to śledztwo jest idiotą, któremu wydaje się, że >którykolwiek i każdy z pasażerów wniesie cokolwiek godnego uwagi odnośnie postępowania pilotów, czy >też przepisy prawa zmuszają prokuratora do przesłuchania każdego świadka zdarzenia, choćby nie miał >zielonego pojęcia o pilotowaniu samolotu? >Tak czy owak mamy do czynienia z idiotyzmem, którego warto by się pozbyć.
Polscy prokuratorzy licytują się na grubość akt sprawy. Później w telewizji pokazują sędziego siedzącego za kilkudziesięcioma tomami akt. Sprawy się wleką latami, bo sędziowie muszą czytać tysiące stron niepotrzebnych zeznań i poczekać aż prokurator znajdzie wszystkich świadków zanim przekaże sprawę, choćby i jeden z 200 świadków wyjechał do Nowej Gwinei, otrzymał azyl, został Papuasem i zaszył się w buszu. Zeznania świadków w przypadku sprawy Wrony muszą brzmieć mniej więcej tak. "Ano panocku, siedzę se w tym samolociku i już mamy lundować, a tu nagle wsyscy ksycą i piscą i nagle jedno wielkie pierdut!". Następny pasażer: "No ja se siedzę i czekam na tą kawę co ją zamówiłem. Patrzę, idzie stewardesa, taka bardzo ładna, zgrabna pani w seksownym mundurku. Schyla się z tą kawą nade mną. Ja biorę tą kawę i jednym okiem łypię jej w dekolt, aż tu nagle - sru! I cała gorąca kawa wylała mi się na jaja. Myślę se jak zaraz tam wpadnę do tej budy z pilotami, jak im kopa zasadzę!". No i tak z 5 tomów takich rzeczy sędziowie muszą przeczytać.
br
|