Racjonalista - Strona głównaDo treści
Boga nie ma.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
18-02-2005 17:43Ożeł (251 punktów)Boga nie ma.
Widze, ze powstaje tutaj duzo tematow dotyczacych (nie)istnienia Boga.
Zakladam osobny poniewaz mam dowod na to, ze Boga nie ma (przedstawilem go w temacie "To jest bezsensu" jednak uznalem ze tam w tonach niepotrzebnego tekstu ciezko go bedzie znalesc).
Jezeli juz powstal taki temat to przepraszam - jestem na forum od niedawna.

Oto moj dowod:
Bog to istota wszechwiedzaca, niesmiertelna i wszechmocna (to glowne wyznaczniki Boskosci i jesli cos takie nie jest, to Bogiem tego nazwac nie mozna).
Bog jest wiec idea sprzeczna wewnetrznie, bo jesli jest wszechmocny to powinien moc siebie zabic, ale nie moze, bo jest niesmiertelny, a jesli czegos nie moze to znaczy ze nie moze byc wszechmocny itd.
WNIOSKI: Bog nie moze zaistniec w naszym wszechswiecie - Boga nie ma.
PS: Generalnei Bog moze istniec tam, gdzie logika nie obowiazuje, ale w naszym wszechswiecie logika obowiazuje czego dowodzi empiryka ponad wszelka watpliwosc. Tam zas, gdzie nie obowiazuje logika Bog nie jest nam "potrzebny" poniewaz jesli nie ma logiki nie potrzebna jest pierwsza przyczyna.

Prosilbym takze o nie cytowanie tony ksiazek, dyskusje na poziomie i logike.
Schowajcie tuniki z krzyzami i miecze, potrzebne beda racjonalne argumenty.

Dowodu tego nauczyl mnie moj nauczyciel mentat M. - pozdrawiam.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

myśliciel
>Bog to istota wszechwiedzaca, niesmiertelna i wszechmocna (to glowne wyznaczniki Boskosci i jesli cos takie nie jest, to Bogiem tego nazwac nie mozna).
>Bog jest wiec idea sprzeczna wewnetrznie, bo jesli jest wszechmocny to powinien moc siebie zabic, ale nie moze, bo jest niesmiertelny, a jesli czegos nie moze to znaczy ze nie moze byc wszechmocny itd.

Skoro Bóg wszystko stworzył oprócz siebie to jest On wszechwiedzący, nieśmiertelny i wszechmocny dla własnego dzieła stworzenia, ale nie dla siebie. Jakim On jest dla siebie, tego się prawdopodobnie nigdy nie dowiemy...

Pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>Skoro Bóg wszystko stworzył oprócz siebie to jest On wszechwiedzący, nieśmiertelny i wszechmocny dla własnego dzieła stworzenia, ale nie dla siebie. Jakim On jest dla siebie, tego się prawdopodobnie nigdy nie dowiemy...
>Pozdrawiam

Bog jest wszechmocny wiec stworzyl wszechswiat. A nie: Bog stworzyl wszechswiat wiec jest wszechmocny.
To co podalem (wszechmocn, wszechwiedza i niesmiertelnosc) to wlasciowosci potencjalnego desygnatu Boga.
Przebiśnieg (137 punktów)
>Bog jest wszechmocny wiec stworzyl wszechswiat. A nie: Bog stworzyl wszechswiat wiec jest wszechmocny.

Przepraszam, że zapytam z czego On go stworzył?
Z takiej nielogicznej "osobliwości" "nicości"?
Nie piszesz tylko z teistami - pamiętaj o tym.

Ożeł (251 punktów)
>>Bog jest wszechmocny wiec stworzyl wszechswiat. A nie: Bog stworzyl wszechswiat wiec jest wszechmocny.
>Przepraszam, że zapytam z czego On go stworzył?
>Z takiej nielogicznej "osobliwości" "nicości"?
>Nie piszesz tylko z teistami - pamiętaj o tym.
>
Jakie to ma znaczenie dla dyskusji? Co to wyjasni w tym temacie?

Bog wogole nie stworzyl naszego wszechswiata, bo Boga nie ma. To co napisalem to dogmat religijny [wszechmocny Bog tworzy] , a to jak On tworzy mozna tutaj zaniedbac.
Trukszyn
"Bóg może się unicestwić , a jednak byc nieśmiertelnym, ponieważ we Wszechświecie nie ma uniwersalnego czasu, zatem Bóg będąc wszechobecnym może jednoczesnie istniec w pewnym punkcie czasoprzestrzeni , a w innym punkcie może już nie istnieć".
Na końcu zawarłem przykład w oparciu o wszechświat Godlowski.
Pozdrawiam
Trukszyn
I dodam:
Matematyczny dowód na istnienie Boga został opracowany przez Ernesta Godla, fizyka i matematyka na poczatku roku 1970.
Ożeł (251 punktów)
>"Bóg może się unicestwić , a jednak byc nieśmiertelnym, ponieważ we Wszechświecie nie ma uniwersalnego czasu, zatem Bóg będąc wszechobecnym może jednoczesnie istniec w pewnym punkcie czasoprzestrzeni , a w innym punkcie może już nie istnieć".
>Na końcu zawarłem przykład w oparciu o wszechświat Godlowski.

We wszechswiecie wogole nie ma czasu. Wiec Godlowi sie troche pomylilo...
Trukszyn
>We wszechswiecie wogole nie ma czasu. Wiec Godlowi sie troche pomylilo...
Musisz tą tezę udowodnic.Istnienie czasu wynika z teorii względności.
gooa (746 punktów)
>
>Bog to istota.......wszechmocna..

To, ze moze, nie oznacza, ze musi.
Nie zapomnij rowniez, ze cechy Boga sa wymyslem ludzkim.


Ożeł (251 punktów)
>To, ze moze, nie oznacza, ze musi.

pisalem o racjonalnych argumentach.

>Nie zapomnij rowniez, ze cechy Boga sa wymyslem ludzkim.
>
>

Bog jest wymyslem ludzkim (tak wynika z tego co piszesz).
gooa (746 punktów)

>pisalem o racjonalnych argumentach.

A sam jakie podales?

Jak narazie ci, co sie odezwali, dostali od Ciebie "po glowie".
Szukaj sobie tych argumentow sam, albo z podobnymi do Ciebie.
Ożeł (251 punktów)
>>pisalem o racjonalnych argumentach.
>A sam jakie podales?

podalem argument racjonalny, opierajcy sie na logice i do takiego chcialbym zeby sie odniosl. a Ty piszesz "moze, ale nie musi" to marna sofistyka mi chodzi o potencjalna mozliwosc a nie o to co robi.

>Jak narazie ci, co sie odezwali, dostali od Ciebie "po glowie".

Co rozumiesz jako dostanie "po glowie" ? staram sie odpisywac kazdemu, dyskutowac - od tego jest forum.
gooa (746 punktów)

>podalem argument racjonalny, opierajcy sie na logice i do takiego chcialbym zeby sie odniosl. a Ty piszesz "moze, ale nie musi" to marna sofistyka mi chodzi o potencjalna mozliwosc a nie o to co robi.
Podales przyklad paradoksu, dotyczacego wszechmocy Boga (tak jak z kamieniem, wszyscy znaja tego typu "zagadki" i Twoj nauczyciel nie nauczyl Cie zadnego dowodu.
Wszecmogacy, moze miec rowniez i wole wszechmogaca.
Ożeł (251 punktów)
>Podales przyklad paradoksu, dotyczacego wszechmocy Boga (tak jak z kamieniem, wszyscy znaja tego typu "zagadki" i Twoj nauczyciel nie nauczyl Cie zadnego dowodu.

Jezeli cos tworzy paradoksy to znaczy ze nie ma desygnatu - to dowod logiczny. Ludzie nie przyjmuja go z powodu ich prymitywnych mechanizmow obronnych.
[to nie jest "zagadka"]

>Wszecmogacy, moze miec rowniez i wole wszechmogaca.

Belkotu nie rozumiem. Rozwin ta wypowiedz, bo nie wiem, ani o co chodzi, ani do czego sie odnosisz...
George prosto z drzewa
A ja ci powiem, że się mylisz, ja jestem wszechmogący.
slawecki (7 punktów)
Bóg jest wymysłem człowieka, a raczej pewnej cuchnącej cwaniactwem grupy ludzi.
huculska (34 punktów)
Szanowny ORLE,uważaj na prawo,bo znalazłeś się w strefie katoforum,a przynajmniej wszystko na to wskazuje.Poczytaj sobie posty jakie tu zamieścili forumowicze,90% to czatolik i jeszcze coś lepszego od tv-wytrwam!SŁAWA!!!Na pohybel czarnej stonce!!!
Ożeł (251 punktów)
>Szanowny ORLE,uważaj na prawo,bo znalazłeś się w strefie katoforum,a przynajmniej wszystko na to wskazuje.Poczytaj sobie posty jakie tu zamieścili forumowicze,90% to czatolik i jeszcze coś lepszego od tv-wytrwam!SŁAWA!!!Na pohybel czarnej stonce!!!
>

Nie rozumiem o czym piszesz, co to za belkot?
mariusz
Osobiscie uwazam, ze Bog nie istnieje poniewaz nie ma dowodow na jego istnienie, natomiast to czlowiek stworzyl Boga, a nie na odwrot i zrobil to dlatego, poniewaz kiedy nie potrafiac odpowiedziec sobie na jakies pytanie czy zrozumiec jakiegos zjawiska przypisywal je poprostu Bogu. Taka odpowiedz byla najprostsza i dla niektorych jest do dzisiaj. Kiedys to Bog odpowiadal np za pogode, ludzkie zdrowie, zwyciezkie wojny czy pomyslnosc danego czlowieka, dzis wiemy ze nie mial z tym nic wspolnego, a za wymienione tu przyklady odpowiadaja prawa przyrody, sila militarna czy umiejetnosc radzenia sobie w zyciu. Za pare parenascie lat Bog przestanie istniec, poniewaz poniewaz odpowiemy sobie na koleje zagadnienia, ktore dzis przypisujemy Bogu. Bog przestanie byc potrzebny do zrozumienia swiata i tak jak czlowiek tysiace lat temu Boga stworzyl, tak niebawem przyczyni sie do jego zniszczenia.

Ożeł (251 punktów)
>Osobiscie uwazam, ze Bog nie istnieje poniewaz nie ma dowodow na jego istnienie,

pisalem cos o racjonalnych argumentach...
Brak dowodow niczego nie dowodzi (jedynie niewiedzy), a Twoje argumenty wierzacy moga rowniez stosowac. np. nie ma dowodow nt powstania naszego wszech wiec Bog moze istniec...
mariusz
>>Osobiscie uwazam, ze Bog nie istnieje poniewaz nie ma dowodow na jego istnienie,
>pisalem cos o racjonalnych argumentach...
>Brak dowodow niczego nie dowodzi (jedynie niewiedzy), a Twoje argumenty wierzacy moga rowniez stosowac. np. nie ma dowodow nt powstania naszego wszech wiec Bog moze istniec...
>
Jak to nie ma dowodow na temat powstania wszechswiata, przeciez wiemy, ze wszechswiat powstal w wyniku wielkiego wybuchu i sa na to dowody. Nie wiemy jedynie co bylo przyczyna, ale czy brak odpowiedzi oznacza, ze stworzyl go Bog? to tak jakby stwierdzic, ze jesli cos nie jest czerwone to znaczy, ze jest zielone, a dlaczego zielone?
Ożeł (251 punktów)
>>Jak to nie ma dowodow na temat powstania wszechswiata, przeciez wiemy, ze wszechswiat powstal w wyniku wielkiego wybuchu i sa na to dowody. Nie wiemy jedynie co bylo przyczyna, ale czy brak odpowiedzi oznacza, ze stworzyl go Bog? to tak jakby stwierdzic, ze jesli cos nie jest czerwone to znaczy, ze jest zielone, a dlaczego zielone?

Przepraszam wyrazilem sie nieprecyzyjnie. Chodzi mi o to ze nie znamy przyczyny wszsytkiego, przyczyny istnienia wogole. Ja podalem juz dowod na to ze Boga nie ma. Chodzi mi tylko o to ze dyskusja na poziomie jaki zaproponowales [nie ma dowodow na desygnat, wiec nie ma desygnatu] bedzie nie na miejscu. Pelno juz takich jest na tym forum i do niczego nie prowadza.
mariusz
wiem, ze jest to trudny temat i ciezko o nim rozmawiac zwlaszcza, ze sa ludzie ktorzy uparcie twierdza, ze maja racje, zgadzam sie z pana pogladami, denerwuje mnie jednak fakt, ze tak wielu twierdzi, iz ma racje chociaz jej nie ma. Staram sie jednak myslec racjonalnie!
George prosto z drzewa
>wiem, ze jest to trudny temat i ciezko o nim rozmawiac zwlaszcza, ze sa ludzie ktorzy uparcie twierdza, ze maja racje, zgadzam sie z pana pogladami, denerwuje mnie jednak fakt, ze tak wielu twierdzi, iz ma racje chociaz jej nie ma. Staram sie jednak myslec racjonalnie!

Lej na to, ludzie używają racji jak życiowego eliksiru. Co to jest w ogóle racja? Mieliśmy racje wywołując II wojnę czy nie? A może produkując i zatwierdzając papierosy mamy? Itd. bez końca. Racja? Daj spokój. To pojęcie jest obecnie tak nierozumiane i tak ograniczone, że ani nie ma sensu go używać. Dzisiaj racja to $$$
slawecki (7 punktów)
Nie ma racjonalnych argumentów na istnienie czy też nieistnienie Boga. Truizm, ale w przypadku Boga jest to kwestia wiary. Intuicja mówi mi, że Boga nie ma, a co za tym idzie nie wierzę w jego isnienie, a co za tym idzie uważam całą naukę kościoła na temat Boga za zwykłą, kierowaną politycznym wyrachowaniem bajkę. Wolę Andersena ( wiem, że pisał basnie).
Ożeł (251 punktów)
>Nie ma racjonalnych argumentów na istnienie czy też nieistnienie Boga. Truizm, ale w przypadku Boga jest to kwestia wiary. Intuicja mówi mi, że Boga nie ma, a co za tym idzie nie wierzę w jego isnienie, a co za tym idzie uważam całą naukę kościoła na temat Boga za zwykłą, kierowaną politycznym wyrachowaniem bajkę. Wolę Andersena ( wiem, że pisał basnie).
>
Przedstawilem racjonalne argumenty i to o nich mialabyc dyskusja. ehhh.... czytajcie ludzie co ja pisze.
George prosto z drzewa
>>Nie ma racjonalnych argumentów na istnienie czy też nieistnienie Boga. Truizm, ale w przypadku Boga jest to kwestia wiary. Intuicja mówi mi, że Boga nie ma, a co za tym idzie nie wierzę w jego isnienie, a co za tym idzie uważam całą naukę kościoła na temat Boga za zwykłą, kierowaną politycznym wyrachowaniem bajkę. Wolę Andersena ( wiem, że pisał basnie).
>>Przedstawilem racjonalne argumenty i to o nich mialabyc dyskusja. ehhh.... czytajcie ludzie co ja pisze.
>

Istenienie czego? Jakiego Boga. Co to jest to BOGA? Ja być prosta luda z inna kraina, ja nie wiedzieć takiego słowa jak Boga to sie mnie z miotła kojarzyć.
kupon
Podstawa irreligijnej krytyki jest taka oto: człowiek tworzy religię, nie zaś religia - człowieka. Religia jest to mianowicie samowiedza i poczucie samego siebie u człowieka, który bądź siebie jeszcze nie odnalazł, bądź już znów zagubił. Ale człowiek - to nie jest istota oderwana, istniejąca gdzieś poza światem.
Człowiek - to świat człowieka, państwo, społeczeństwo. To państwo, to społeczeństwo stwarzają religię, odwróconą na opak świadomość świata, są one bowiem same odwróconym na opak światem. Religia jest ogólną teorią tego świata, jego encyklopedycznym skrótem, jego logiką w popularnej formie, jego spirytualistycznym point d` honneur, jego entuzjazmem, jego sankcją moralną, jego uroczystym dopełnieniem, jego ogólną racją bytu i pocieszeniem. Jest urzeczywistnieniem istoty ludzkiej w fantazji, dlatego że istota ludzka nie posiada prawdziwej rzeczywistości. Walka przeciw tej religii jest więc pośrednio walką przeciw owemu światu, którego duchowym aromatem jest religia.
Nędza religijna jest jednocześnie wyrazem rzeczywistej nędzy i protestem przeciw nędzy rzeczywistej.
Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu.

Słowa starego klasyka wiecznie żywe
św.Marek
   Byłbym Ci wdzięczny, gdybyś dołożył staranności w formie swoich postów - mam przyjemniejsze zajęcia niż korekta.

___________
Pozdrawiam
slawecki (7 punktów)
Ze światem, w którym nadal, mimo całkowitej kompromitacji prym wiedzie religia trzeba walczyć, tak samo jak trzeba walczyc z glupotą. Syzyfowa praca, fakt. Zasłużyliśmy na to, w przyrodzie nic nie ginie.
huculska (34 punktów)
>Ze światem, w którym nadal, mimo całkowitej kompromitacji prym wiedzie religia trzeba walczyć, tak samo jak trzeba walczyc z glupotą. Syzyfowa praca, fakt. Zasłużyliśmy na to, w przyrodzie nic nie ginie.
>
Masz rację SŁAWECKI,w przyrodzie nic nie ginie,tylko przez głupotę ludzką ginie przyroda.Dlatego też z takim światem jak piszesz trzeba walczyć z dużą determinacją.Nie można sobie pozwolić na to aby tak jak już Ty napisałeś skompromitowana religia dyktowała nam co jest dla nas dobre a co złe i tłumaczyła naszym dzieciom od najmłodszych lat że zrodziły się z jakiegoś grzechu jak wiemy że było innaczej.
George prosto z drzewa
>>Ze światem, w którym nadal, mimo całkowitej kompromitacji prym wiedzie religia trzeba walczyć, tak samo jak trzeba walczyc z glupotą. Syzyfowa praca, fakt. Zasłużyliśmy na to, w przyrodzie nic nie ginie.
>>Masz rację SŁAWECKI,w przyrodzie nic nie ginie,tylko przez głupotę ludzką ginie przyroda.Dlatego też z takim światem jak piszesz trzeba walczyć z dużą determinacją.Nie można sobie pozwolić na to aby tak jak już Ty napisałeś skompromitowana religia dyktowała nam co jest dla nas dobre a co złe i tłumaczyła naszym dzieciom od najmłodszych lat że zrodziły się z jakiegoś grzechu jak wiemy że było innaczej.
>

Ja uważam nie tylko, że w przyrodzie nic nie ginie, ale również nic nie jest bez powodu (również niszczący człowiek). Być może zniszczenie przyrody jest wynikiem ewolucji natury, w tym ludzi. Może po prostu takie są koleje losu.
Freva
>Osobiscie uwazam, ze Bog nie istnieje poniewaz nie ma dowodow na jego istnienie, natomiast to czlowiek stworzyl Boga, a nie na odwrot i zrobil to dlatego, poniewaz kiedy nie potrafiac odpowiedziec sobie na jakies pytanie czy zrozumiec jakiegos zjawiska przypisywal je poprostu Bogu. Taka odpowiedz byla najprostsza i dla niektorych jest do dzisiaj. Kiedys to Bog odpowiadal np za pogode, ludzkie zdrowie, zwyciezkie wojny czy pomyslnosc danego czlowieka, dzis wiemy ze nie mial z tym nic wspolnego, a za wymienione tu przyklady odpowiadaja prawa przyrody, sila militarna czy umiejetnosc radzenia sobie w zyciu. Za pare parenascie lat Bog przestanie istniec, poniewaz poniewaz odpowiemy sobie na koleje zagadnienia, ktore dzis przypisujemy Bogu. Bog przestanie byc potrzebny do zrozumienia swiata i tak jak czlowiek tysiace lat temu Boga stworzyl, tak niebawem przyczyni sie do jego zniszczenia.
>

Zgadzam sie! Ale ogolnie temat rzeka...
Freva
>Osobiscie uwazam, ze Bog nie istnieje poniewaz nie ma dowodow na jego istnienie, natomiast to czlowiek stworzyl Boga, a nie na odwrot i zrobil to dlatego, poniewaz kiedy nie potrafiac odpowiedziec sobie na jakies pytanie czy zrozumiec jakiegos zjawiska przypisywal je poprostu Bogu. Taka odpowiedz byla najprostsza i dla niektorych jest do dzisiaj. Kiedys to Bog odpowiadal np za pogode, ludzkie zdrowie, zwyciezkie wojny czy pomyslnosc danego czlowieka, dzis wiemy ze nie mial z tym nic wspolnego, a za wymienione tu przyklady odpowiadaja prawa przyrody, sila militarna czy umiejetnosc radzenia sobie w zyciu. Za pare parenascie lat Bog przestanie istniec, poniewaz poniewaz odpowiemy sobie na koleje zagadnienia, ktore dzis przypisujemy Bogu. Bog przestanie byc potrzebny do zrozumienia swiata i tak jak czlowiek tysiace lat temu Boga stworzyl, tak niebawem przyczyni sie do jego zniszczenia.
>

Zgadzam sie Tylko nie rozumiem po co taki temat tutaj, bo Ci ktorzy tak mysla to rozumieja te argumenty itd. ale coz... katolicy jak to katolicy nigdy nawet nie sprobuja sie zastanowic czy aby to w co niby wierza nie jest falszem. Zachowuja sie przy tym tak jakby mieli patent na prawde a tak w ogole to nic nie wiedza !!bo nigdy nic do konca nie wiadomo ...Pozdrawiam
slawecki (7 punktów)
Ja wiem jak się nazywam - Marek Sławecki. Żarcik. Pozdrawiam
św.Marek
>Szanowny ORLE,uważaj na prawo,bo znalazłeś się w strefie katoforum, (...)

   Źle adresujesz swoje słowa. Gdyby adresat miał nick "Orzeł", odmieniałoby się "Orle". Ponieważ Kolega obrał sobie nick "Ożeł", powinno mówić się "Ożele".

__________
Pozdrawiam
Holy_Grail_Seeker (86 punktów)
Słownik filozofii:
"Bóg - doskonała istota, która stworzyła (stwarza) świat i opiekuje się nim. [...]"
>Zakladam osobny poniewaz mam dowod na to, ze Boga nie ma
Ze względu na Twą gorącą prośbę o dyskusje na poziomie powstrzymuje się od sarkastycznych uwag.
>Oto moj dowod:
>Bog to istota wszechwiedzaca, niesmiertelna i wszechmocna
>(to glowne wyznaczniki Boskosci i jesli cos takie nie jest [...])
masz mały problem:
Bóg jest istotą doskonałą. (o czym chyba umyślnie zapomniałeś)
Dlatego też nie jest sprzeczny wewnętrznie.
Gdyby był sprzeczny wewnętrznie , nie byłby istotą doskonałą.
Skoro nie jest sprzeczny wewnętrznie, nie może zaistnieć sytuacja jaką opisałeś, podobnie z kamieniem i takie tam.
Nie może , bo gdyby zaistniała, to Bóg byłby sprzeczny wewnętrznie.
Jeśli byłby sprzeczny wewnętrznie nie byłby doskonały.
Jeśli nie byłby doskonały, nie byłby Bogiem.
Jeśli nie byłby by Bogiem, to dowód który przedstawiłeś nie dotyczy Boga.
Czy to jasne?
>WNIOSKI: Bog nie moze zaistniec w naszym wszechswiecie -
>Boga nie ma.
takie wnioski to sobie można do kieszeni włożyć.
>PS: Generalnei Bog moze istniec tam, gdzie logika nie
>obowiazuje, ale w naszym wszechswiecie logika obowiazuje
>czego dowodzi empiryka ponad wszelka watpliwosc.
>Tam zas,
>gdzie nie obowiazuje logika Bog nie jest nam "potrzebny"
>poniewaz jesli nie ma logiki nie potrzebna jest pierwsza
>przyczyna.
Chyba coś Ci się plącze. Jeśli chcesz mówić "półsłówkami" to nie zaczynaj takiego tematu. Co to znaczy w ogóle?
Sprecyzuj (najlepiej z przykładami) tą część swojego wywodu.
>Schowajcie tuniki z krzyzami i miecze, potrzebne beda
Ja mojego miecza nie oddam, pierwej zginę!
>racjonalne argumenty.
racjonalizm w teorii poznania:
"[...] aby uzyskać rzetelną wiedze , należ korzystać zarówno z doświadczenia jak i poznania pozanaukowego (w sensie: scjentyzm) [...]"
tak więc powoływanie się na sama empirykę nic tu nie da
PS. Bardzo Cię proszę, nie rzucaj słów na wiatr, że wymyśliłeś własny dowód, bo to co napisłałeś jest naprawdę oklepane.

~pozdrawiam serdecznie (ver 3.0)
|---|
|\|/|
|-0-|
\/|\/
 \-/
Ożeł (251 punktów)
>Słownik filozofii:
>"Bóg - doskonała istota, która stworzyła (stwarza) świat i opiekuje się nim. [...]"

Urzadzasz sobie jawna kpine chyba [?] Co znaczy istota doskonala? Wlasnosciami Boga jest to co wymienilem (wszechmoc, niesmiertelnosc, wszechwiedza) to sprawia ze byc taki nazywany jest doskonalym nazywany.

>>Zakladam osobny poniewaz mam dowod na to, ze Boga nie ma
>Ze względu na Twą gorącą prośbę o dyskusje na poziomie powstrzymuje się od sarkastycznych uwag.

Wieszzgory negujesz mozliwosc istniena dowodu na to ze Boga nie ma...

>>Oto moj dowod:
>>Bog to istota wszechwiedzaca, niesmiertelna i wszechmocna
>>(to glowne wyznaczniki Boskosci i jesli cos takie nie jest [...])
>masz mały problem:
>Bóg jest istotą doskonałą. (o czym chyba umyślnie zapomniałeś)
>Dlatego też nie jest sprzeczny wewnętrznie.
>Gdyby był sprzeczny wewnętrznie , nie byłby istotą doskonałą.
>Skoro nie jest sprzeczny wewnętrznie, nie może zaistnieć sytuacja jaką opisałeś, podobnie z kamieniem i takie tam.
>Nie może , bo gdyby zaistniała, to Bóg byłby sprzeczny wewnętrznie.
>Jeśli byłby sprzeczny wewnętrznie nie byłby doskonały.
>Jeśli nie byłby doskonały, nie byłby Bogiem.
>Jeśli nie byłby by Bogiem, to dowód który przedstawiłeś nie dotyczy Boga.
>Czy to jasne?

Co to za belkot? Jaka DOSKONALOSC? czy doskonalosc jest jaks wlasnoscia? doskonalosc to cecha? Cecha jast wszechmoc, wszechwiedza, niesmiertelnosc, ale nie doskonalosc. [jakkowliek to mam rozumiec]

>>WNIOSKI: Bog nie moze zaistniec w naszym wszechswiecie -
>>Boga nie ma.
>takie wnioski to sobie można do kieszeni włożyć.

To racjonalne wnioski.

>>PS: Generalnei Bog moze istniec tam, gdzie logika nie
>>obowiazuje, ale w naszym wszechswiecie logika obowiazuje
>>czego dowodzi empiryka ponad wszelka watpliwosc.
>>Tam zas,
>>gdzie nie obowiazuje logika Bog nie jest nam "potrzebny"
>>poniewaz jesli nie ma logiki nie potrzebna jest pierwsza
>>przyczyna.
>Chyba coś Ci się plącze. Jeśli chcesz mówić "półsłówkami" to nie zaczynaj takiego tematu. Co to znaczy w ogóle?
>Sprecyzuj (najlepiej z przykładami) tą część swojego wywodu.

Nic mi sie nie placze, to logiczne zdania. Boga nie ma w naszym wszechswiecie [nie oddzialuje na niego] gdyz obowiazuje tutaj logika [wiec cos sprzecznego wewnetrznie nie moze istniec] , ktos moglby powiedziec "zaraz zaraz, skoro, Bog nie moze istniec w naszym wszech to nie znaczy ze nie moze istneic wogole, nie wszedzie musi obowiazywac logika" i to prawda, logika moze nie obowiazywac poza naszym wszechswiatem wiec Bog moze zaistniec... ale jezeli nie obowiazuje tam logika to Bog nie jest potrzebny jako pierwsza przyczyna (jako stworca naszego wszechswiata, gdyz tam gdzie nei ma logiki mogl on powstac samorzutnie bez niczyjej ingerencji).
Mam nadzieje ze wyjasilem.

>>racjonalne argumenty.
>racjonalizm w teorii poznania:
>"[...] aby uzyskać rzetelną wiedze , należ korzystać zarówno z doświadczenia jak i poznania pozanaukowego (w sensie: scjentyzm) [...]"
>tak więc powoływanie się na sama empirykę nic tu nie da

Co to za cytat? uzywam tylko metod naukowych bo eliminuja one subiektywizm, sa scisle. Empiryka (i logika, ktora powstala dzieki empiryce) slozy do okreslania prawdziwosci tez, a jakies pozanaukowe metody hm... co to ma byc wogole?

>PS. Bardzo Cię proszę, nie rzucaj słów na wiatr, że wymyśliłeś własny dowód, bo to co napisłałeś jest naprawdę oklepane.
>~pozdrawiam serdecznie (ver 3.0)

Napisalem wyraznie, ze ktos mnie tego nauczyl, a to ze jest to oklepane nie znaczy ze jest zrozumiane i Ty jestes tego dowodem. Zauwazylem te to twierdzenie spotyka sie z ironicznym usmiechem, bo jest znane i traktowane jako infantylnie-banalne. Nie rozumiem takiej reakcji.

Holy_Grail_Seeker (86 punktów)
>>Słownik filozofii:
>>"Bóg - doskonała istota, która stworzyła (stwarza) świat i opiekuje się nim. [...]"
>Urzadzasz sobie jawna kpine chyba [?] Co znaczy istota doskonala? Wlasnosciami Boga jest to co wymienilem (wszechmoc, niesmiertelnosc, wszechwiedza) to sprawia ze byc taki nazywany jest doskonalym nazywany.
To co wymyśliłeś nie znaczy że jest prawdziwe.
doskonały (słownik):
1. [...] mający wszelkie zalety, wolny od jakichkolwiek błędów, wad [...]
2. zupełny , absolutny, idealny"
tak więc atrybuty jakie podały określają Boga, ale nie sprawiają, że dzięki nim nazywamy go doskonałym. Zresztą abstrahując już od tematu, to nie podałeś wszystkich cech boga, nie mówiąc już o cechach Boga (chrześcijańskiego).
>Wieszzgory negujesz mozliwosc istniena dowodu na to ze Boga nie ma...
To nie jest dowód, tylko stare jak świat wywody, wielokrotnie obalone.
>Co to za belkot? Jaka DOSKONALOSC? czy doskonalosc jest jaks wlasnoscia? doskonalosc to cecha? Cecha jast wszechmoc, wszechwiedza, niesmiertelnosc, ale nie doskonalosc.
Chcesz rozmowy na poziomie, ale sam prezentujesz bełkot i to pierwsza klasa.
Tak, doskonałość jest własnością.
Tak, doskonałość jest cechą.
Polecam słownik języka polskiego, jeśli nie wierzysz (możliwe, że dobrze polskiego nie znasz, skoro takie "argumnety" przywołujesz).
"Bóg to istota doskonała"
"Bóg to istota wszechobecna"
"Bóg to istota wszechmogąca"
Widać wyraźnie, że doskonałość jest atrybutem Boga i to wymienianym na pierwszym miejscu (zawsze).
>To racjonalne wnioski.
Wiesz co znaczy racjonalny. To znaczy osiągnięty w drodze dyskursywnej analizy. Twój dowód nie jest racjonalny pod żadnym względem, bo swoje rozumowanie oparłeś na wybrakowanych założeniach, dodatkowo "dyskursywny" znaczy akceptowany przez każdą rozumną dorosłą osobę: jak widzę masz z tym duże kłopoty.
>Nic mi sie nie placze, to logiczne zdania.
chyba tylko dla Ciebie...
>Boga nie ma w naszym wszechswiecie [nie oddzialuje na niego] gdyz obowiazuje tutaj logika [wiec cos sprzecznego wewnetrznie nie moze istniec] , ktos moglby powiedziec "zaraz zaraz, skoro, Bog nie moze istniec w naszym wszech to nie znaczy ze nie moze istneic wogole, nie wszedzie musi obowiazywac logika" i to prawda, logika moze nie obowiazywac poza naszym wszechswiatem wiec Bog moze zaistniec... ale jezeli nie obowiazuje tam logika to Bog nie jest potrzebny jako pierwsza przyczyna (jako stworca naszego wszechswiata, gdyz tam gdzie nei ma logiki mogl on powstac samorzutnie bez niczyjej ingerencji).
1. żeby coś było sprzeczne wewnętrznie nie może być doskonałe. Bóg jest doskonały, więc nie jest sprzeczny wewnętrznie.
2. nie będę się dalej wysilał (jeśli chodzi o nasz wszechświat), bo ad.1 obala całe twoje rozumowanie (polecam też przenieść się na chwile w świat Guttenberga, bo w wirtualnym świecie Turinga jest dużo kiczu).
3. jeśli chodzi o wszechświat bez logiki, to też nie udowodniłeś że boga nie ma. Bowiem to, że nie ma w nim logiki, nie znaczy , że ktoś go nie stworzył.
Zresztą, przed dalszą częścią zdefiniujmy pojęcie logika:
czy chodzi tu o zbiór określonych praw obowiązujących w danym wszechświecie, czy chodzi tu o zbiór praw obowiązujących w naszym wszechświecie.
>Mam nadzieje ze wyjasilem.
Tak, ale chyba to tylko potwierdziło niesłuszność Twoich wniosków.
>Co to za cytat? uzywam tylko metod naukowych bo eliminuja one subiektywizm, sa scisle. Empiryka (i logika, ktora powstala dzieki empiryce) slozy do okreslania prawdziwosci tez, a jakies pozanaukowe metody hm... co to ma byc wogole?
Logika nie powstała dzięki empiryce. Logika posługuje się pojęciami, których nie ma w świecie.
Można przeprowadzić rozumowanie logiczne całkowicie bez empiryki: aprioryzm.
Podobnie empiryka: może obyć się całkowicie bez logiki, bowiem opiera się na doświadczeniu a nie rozumie.
W teorii poznania racjonalizm łączy więc zarówno poznanie naukowe (w sensie scjentyzm), doświadczanie jak i pozanaukowe (w sensie aprioryzm - oparty tylko na intelekcie).
Racjonalizm: www.slowni(*)50BC9E5002C12565820012EC81.php
Przybliż też sobie inne pojęcia: logika, aprioryzm, scejntyzm, dowód, empiryka, dowody na istnienie Boga.
>Napisalem wyraznie, ze ktos mnie tego nauczyl, a to ze jest to oklepane nie znaczy ze jest zrozumiane i Ty jestes tego dowodem. Zauwazylem te to twierdzenie spotyka sie z ironicznym usmiechem, bo jest znane i traktowane jako infantylnie-banalne. Nie rozumiem takiej reakcji.
Tak, ale nie nazywa się tego szumnie: dowodem na nieistnienie Boga.

~pozdrawiam serdecznie (ver 3.0)
|---|
|\|/|
|-0-|
\/|\/
 \-/
Ożeł (251 punktów)
>>>Słownik filozofii:
>>>"Bóg - doskonała istota, która stworzyła (stwarza) świat i opiekuje się nim. [...]"
>>Urzadzasz sobie jawna kpine chyba [?] Co znaczy istota doskonala? Wlasnosciami Boga jest to co wymienilem (wszechmoc, niesmiertelnosc, wszechwiedza) to sprawia ze byc taki nazywany jest doskonalym nazywany.
>To co wymyśliłeś nie znaczy że jest prawdziwe.

Znaczy. Zapoznaj sie z swietymi ksiegami religi ktorych wywodzi sie idea jedynego Boga - to co podalem to Boskie cechy.

>doskonały (słownik):
>1. [...] mający wszelkie zalety, wolny od jakichkolwiek błędów, wad [...]
>2. zupełny , absolutny, idealny"

Posiada zalety, wolny od wad. Widzisz co czytasz? Samochod nie jest doskonaly, jezeli jego CECHA sa slabe hamulce. Doskonalosc, jest pewna wypadkowa cech danego obiektu. Doskonaly kwadrat to taki, ktory cechuje sie: idealna rownoscia wszystkich bokow, miara kontow wewnetrzncyh 360stopni itd. Przykladow moge mnozyc, jezeli nie ozumiesz.

>tak więc atrybuty jakie podały określają Boga, ale nie sprawiają, że dzięki nim nazywamy go doskonałym. Zresztą abstrahując już od tematu, to nie podałeś wszystkich cech boga, nie mówiąc już o cechach Boga (chrześcijańskiego).

Podalem cechy desygnatu Boga i istota, ktore te cechy posiada jest Bogiem. Jakie jeszcze znasz cechy? Czytales Biblie, Koran?

>>Wieszzgory negujesz mozliwosc istniena dowodu na to ze Boga nie ma...
>To nie jest dowód, tylko stare jak świat wywody, wielokrotnie obalone.

Nie sa obalone, przynajmniej jakos nie widze zebys je obalal.

>>Co to za belkot? Jaka DOSKONALOSC? czy doskonalosc jest jaks wlasnoscia? doskonalosc to cecha? Cecha jast wszechmoc, wszechwiedza, niesmiertelnosc, ale nie doskonalosc.
>Chcesz rozmowy na poziomie, ale sam prezentujesz bełkot i to pierwsza klasa.
>Tak, doskonałość jest własnością.
>Tak, doskonałość jest cechą.
>Polecam słownik języka polskiego, jeśli nie wierzysz (możliwe, że dobrze polskiego nie znasz, skoro takie "argumnety" przywołujesz).
>"Bóg to istota doskonała"
>"Bóg to istota wszechobecna"
>"Bóg to istota wszechmogąca"
>Widać wyraźnie, że doskonałość jest atrybutem Boga i to wymienianym na pierwszym miejscu (zawsze).

Bog to istota doskonala, co nie znaczy ze cechuje ja doskonalosc. Nie pojmujesz? Cos co jest wszechmocne, niesmiertelne i wszechwiedzace jest doskonale (jest tez wewnetrznie sprzeczne).
Odpowiedz mi co znaczy doskonalosc jako cecha? Powtarzam doskonalosc to okreslenie obiektu ktory ma cechy czyniace go doskonalnym [Odsylam do przykladu z kwadratem i samochodem]
podaj jeszcze przyklad: Spotykasz na ulicy kogos [dajmy mu imie Zenek] i ten ktos jest wszechmocny, niesmiertelny i wszechwiedzacy. Jestes pod wrazeniem cech Zenka, wiec nazywasz go doskonalym. [bo jakby nie patrzec jest doskonaly, ale doskonalym czynia go jego cechy]
NIE JEST TAK ZE: Spotykasz na ulicy Zenka i widzisz ze jest on doskonaly. [bo co to niby znaczy?]

>>To racjonalne wnioski.
>Wiesz co znaczy racjonalny(...)Twój dowód nie jest racjonalny pod żadnym względem, bo swoje rozumowanie oparłeś na wybrakowanych założeniach...

zalozenia sa proste:
w naszym wszechswiecie obowiazuje logika [fakt potwierdzony empirycznie]
idea Boga jest wszechmocna, niesmiertelna i wszechwiedzaca [te artybuty pochodza z religi, ktore STWORZYLY POJECIE JEDNEGO BOGA, mam gdzies Twoje slowniki i to jak je rozumiesz, a wyzej wykazalem ze rozumujesz blednie]

>>Nic mi sie nie placze, to logiczne zdania.
>chyba tylko dla Ciebie...
>>Boga nie ma w naszym wszechswiecie (...)

>1. żeby coś było sprzeczne wewnętrznie nie może być doskonałe. Bóg jest doskonały, więc nie jest sprzeczny wewnętrznie.

Doskonalosc to nie cecha. [czytaj wyzej ponownie... powoli]

>2. nie będę się dalej wysilał (jeśli chodzi o nasz wszechświat), bo ad.1 obala całe twoje rozumowanie (polecam też przenieść się na chwile w świat Guttenberga, bo w wirtualnym świecie Turinga jest dużo kiczu).
>3. jeśli chodzi o wszechświat bez logiki, to też nie udowodniłeś że boga nie ma. Bowiem to, że nie ma w nim logiki, nie znaczy , że ktoś go nie stworzył.

Napisalem, ze tam gdzie nie ma logiki Bog MOZE ISTNIEC.

>Zresztą, przed dalszą częścią zdefiniujmy pojęcie logika:
>czy chodzi tu o zbiór określonych praw obowiązujących w danym wszechświecie, czy chodzi tu o zbiór praw obowiązujących w naszym wszechświecie.

Chodzi mi o nasz wszechswiat, logika jest jedna.

>>Mam nadzieje ze wyjasilem.
>Tak, ale chyba to tylko potwierdziło niesłuszność Twoich wniosków.

Gdzie?

>>Co to za cytat? uzywam tylko metod naukowych bo eliminuja one subiektywizm, sa scisle. Empiryka (i logika, ktora powstala dzieki empiryce) slozy do okreslania prawdziwosci tez, a jakies pozanaukowe metody hm... co to ma byc wogole?
>Logika nie powstała dzięki empiryce. Logika posługuje się pojęciami, których nie ma w świecie.

I co z tego? Logika jako zbior praw powstala na bazie ludzkiego doswiadczenia, a wiec empiryki. Nie ma czegos takiego jak transcendentne prawa, materia ma wlasciwosci, ktore prawa dyktuja, poznanie wlasciwosci materii odbywalo sie empirycznie.

>Można przeprowadzić rozumowanie logiczne całkowicie bez empiryki: aprioryzm.

Zgadzam sie.

>Podobnie empiryka: może obyć się całkowicie bez logiki, bowiem opiera się na doświadczeniu a nie rozumie.

Zgadzam sie.

>W teorii poznania racjonalizm łączy więc zarówno poznanie naukowe (w sensie scjentyzm), doświadczanie jak i pozanaukowe (w sensie aprioryzm - oparty tylko na intelekcie).

Logika to tez poznanie naukowe (jedyne obok empiryki), logika dowodzi sie prawdziwosci lub falszywosci tez.

>Racjonalizm: www.slowni(*)50BC9E5002C12565820012EC81.php
>Przybliż też sobie inne pojęcia: logika, aprioryzm, scejntyzm, dowód, empiryka, dowody na istnienie Boga.

Nie ma takiej potrzeby. Zas ty zapoznaj sie z: mechanizmy obronne, sprzecznosc wewnetrzna, Bog.

slawecki (7 punktów)
Wasze wątpliwości smiało można rozwiać za pomocą kalklatora. Spróbujcie, albo dalej przepisujcie książki. Wszysto to już było, raz, dwa, trzy..., milion...raz za razem, wszystko już było.
leo_z (935 punktów)
> Oto moj dowod:
Kolego to co przedstawiasz, to żaden dowód, a tylko - moim zdaniem, nieudolna prowokacja
Dlaczego tak sadzę... ano dlatego:
1. Oczekujesz logiki. Za logiczne należy przyjąć domniemanie, że niemożliwe jest udowodnienie czegoś czego nie ma. Jeżeli czegoś nie ma, to nie ma i wydaje się zasadnym stwierdzenie, że nie może być wartość minusowa zera, ani odwrotnie tj. wartość plusowa zera.
2. Skąd Twoja niczym nie umotywowana pewność, że (to glowne wyznaczniki Boskosci i jesli cos takie nie jest, to Bogiem tego nazwac nie mozna). Czy mógłbyś sypnąć garścią logicznych uzasadnień na poparcie swojej tezy.
Z uwagi, że sam nie znajduję uzasadnienia dla Twoich spostrzeżeń (mam nadzieje, że je szybko przedłożysz), pozwolę sobie na jeszcze parę "wtrąceń":
3. Dlaczego ograniczasz się tylko do boga katolickiego. Bogów, bożków itp. można zliczać na pęczki. Dlaczego uważasz, w tym katolickim jest coś wyjątkowego, a w Wirakoczy nic takiego nie znajdujesz. Czyżbyś był zdominowany regionalizacją
4. Logika wymaga, aby po tak spektakularnym udowodnieniu nieistnienia Boga, abyś wziął się za unicestwianie kolejnego na liście. W swoim czasie widziałem taką listę - tego są setki. Weź pod uwagę, że każde najdrobniejsze plemię - czy to afrykańskie, czy to amazońskie lub eskimoskie za punkt honoru ma posiadanie SWOJEGO BOGA. A czym ich bóg jest gorszy od katolickiego. Uważam, że byłaby to dyskryminacja
5. Korzystając z bujnej wyobraźni piewców pana B. do podanych przez Ciebie emanacji boskich takich jak: wszechwiedza, nieśmiertelność i wszechmoc dorzucę - nieskończenie doskonały, niezmierzony, wszechobecny, niezmienny, niewidzialny, święty, miłosierny, wolny, transcendentalny, immanentny, życzliwy, niezłożony.
Nie żałuj sobie, to da Tobie kolejne mozliwosci do popisania się swoją "racjonalnością".

>Schowajcie tuniki z krzyzami i miecze, potrzebne beda racjonalne argumenty.
Czyżbyś dopiero od nas oczekiwał je usłyszeć

pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>> Oto moj dowod:
>Kolego to co przedstawiasz, to żaden dowód, a tylko - moim zdaniem, nieudolna prowokacja

"kadzy ma swoje opinie tak jak kazdy ma odbitnice" Schow

>Dlaczego tak sadzę... ano dlatego:
>1. Oczekujesz logiki. Za logiczne należy przyjąć domniemanie, że niemożliwe jest udowodnienie czegoś czego nie ma. Jeżeli czegoś nie ma, to nie ma i wydaje się zasadnym stwierdzenie, że nie może być wartość minusowa zera, ani odwrotnie tj. wartość plusowa zera.

Logika jest narzedziem do weryfikacji twierdzen na prawdziwe i falszywe. Lezeli cos jest nielogiczne to poprostu tego w naszym wszechswiecie NIE MA. A wiec mozna udowodnic, ze nazwa nie ma desygnatu.

>2. Skąd Twoja niczym nie umotywowana pewność, że (to glowne wyznaczniki Boskosci i jesli cos takie nie jest, to Bogiem tego nazwac nie mozna). Czy mógłbyś sypnąć garścią logicznych uzasadnień na poparcie swojej tezy.
>Z uwagi, że sam nie znajduję uzasadnienia dla Twoich spostrzeżeń (mam nadzieje, że je szybko przedłożysz), pozwolę sobie na jeszcze parę "wtrąceń":

Takie przymioty Boskosci napisalem, poniewaz tak zostal opsiany Bog we wszysktich najwiekszych religiach monoteistycznych, ktore nota bene pojecie jednego Boga wytworzyly.

>3. Dlaczego ograniczasz się tylko do boga katolickiego. Bogów, bożków itp. można zliczać na pęczki. Dlaczego uważasz, w tym katolickim jest coś wyjątkowego, a w Wirakoczy nic takiego nie znajdujesz. Czyżbyś był zdominowany regionalizacją

Patrz wyzej. Aha i ja widze roznice miedzy slowem Bog, a slowem bog. Bog jest jeden (wg. najwiekszych religi monoteistycznych - Judaizm Islam Chrzescijanstwo) i ma te wlasnie przymioty, a bozkami sie nie zajmuje.

>4. Logika wymaga, aby po tak spektakularnym udowodnieniu nieistnienia Boga, abyś wziął się za unicestwianie kolejnego na liście. W swoim czasie widziałem taką listę - tego są setki. Weź pod uwagę, że każde najdrobniejsze plemię - czy to afrykańskie, czy to amazońskie lub eskimoskie za punkt honoru ma posiadanie SWOJEGO BOGA. A czym ich bóg jest gorszy od katolickiego. Uważam, że byłaby to dyskryminacja

Patrz wyzej.
Przyklad dla czepialskich: jezeli chcemy udowodnic, ze jeden samochod jest nieudany, nie musimy udowadniac, ze wszystkie samochody takie sa, ale nie znaczy to tez, ze wszystkie takie nie sa.

>5. Korzystając z bujnej wyobraźni piewców pana B. do podanych przez Ciebie emanacji boskich takich jak: wszechwiedza, nieśmiertelność i wszechmoc dorzucę - nieskończenie doskonały, niezmierzony, wszechobecny, niezmienny, niewidzialny, święty, miłosierny, wolny, transcendentalny, immanentny, życzliwy, niezłożony.

Dorzucaj ile chcesz, mozesz dorzucic nawet kolor zielony, temperature ciala -300 C i bujna brode niczym pan Kleks, ale chocby mial milion wlasciowosci to i tak wszechmoc i niesmiertelnosc sprawiaja, ze jego idea jest sprzeczna wewnetrznie.

>Nie żałuj sobie, to da Tobie kolejne mozliwosci do popisania się swoją "racjonalnością".
>>Schowajcie tuniki z krzyzami i miecze, potrzebne beda racjonalne argumenty.
>Czyżbyś dopiero od nas oczekiwał je usłyszeć
>pozdrawiam

Oczekiwalem od was je uslyszec, ale chyba sie przeliczylem.
leo_z (935 punktów)
>Logika jest narzedziem do weryfikacji twierdzen na prawdziwe i falszywe. Lezeli cos jest nielogiczne to poprostu tego w naszym wszechswiecie NIE MA. A wiec mozna udowodnic, ze nazwa nie ma desygnatu.
Zdaje się, że nie do końca czujesz o co mi chodzi. Posłużę się zapożyczonym od Ciebie przykładem samochodu. Załóżmy, że:
dorwałeś gdzieś książkę eksploatacyjną samochodu. W niej przeczytałeś że "Żżżyn" to samochód niepsujący się, który wszędzie dojedzie i jest najprostszy w naprawie.
Czując szwindel na kilometr wskazujesz, że jest rzeczą niemożliwą aby samochód niepsujący się był najprostszy w naprawie.
Genialne... koniec z obłudą... mit obalony.
Tylko zauważ, że jedno co udowodniłeś to fakt, że instrukcja obsługi zawiera kłamliwe desygnaty Żżżyna, a nie to, że Żżżyna nie ma.
Ja natomiast twierdzę, że nie ma takiej marki samochodu jak "Żżżyn", a w związku z tym bez sensu jest rozpatrywanie czy on się psuje, czy nie i jak daleko można nim dojechać.
Opierając się o te właśnie przesłanki zakładam, że jest to prowokacja - chyba, że z Twej strony jest to jakaś forma "wprawki" dla intelektualnego rozwoju forumowiczów.

Co do reszty mojego postu... możesz odbierać to jak chcesz... jako czepianie również.

Ps. mój osąd o Twoim racjonalizmie jak był, tak dalej jest mocno ugruntowany ;-P


pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>Zdaje się, że nie do końca czujesz o co mi chodzi. Posłużę się zapożyczonym od Ciebie przykładem samochodu. Załóżmy, że:
>dorwałeś gdzieś książkę eksploatacyjną samochodu. W niej przeczytałeś że "Żżżyn" to samochód niepsujący się, który wszędzie dojedzie i jest najprostszy w naprawie.
>Czując szwindel na kilometr wskazujesz, że jest rzeczą niemożliwą aby samochód niepsujący się był najprostszy w naprawie.
>Genialne... koniec z obłudą... mit obalony.
>Tylko zauważ, że jedno co udowodniłeś to fakt, że instrukcja obsługi zawiera kłamliwe desygnaty Żżżyna, a nie to, że Żżżyna nie ma.

Twoj przyklad nie jest analogia, bo w ksiazce nie ma definicji "Żżżyn'u" [a wiec nie ma opisanego "co to jest" nie ma wyjasnionego "co Żżżyn'em jest a co nie jest"] jest tylko jego OPIS [bo jezeli to jest definicja to kazdy "niepsujący się, który wszędzie dojedzie i jest najprostszy w naprawie" samochod bedzie Żżżyn'em]. Opis moze byc falszywy i nie determinuje desygnatu, a to co wymienilem to nie opis Boga, a wlasnosci istoty i jezeli cos spelnia te wlasnosci to jest Bogiem.

Do reszty sie nie odniose nie ma sensu.
leo_z (935 punktów)

>Twoj przyklad nie jest analogia, bo w ksiazce nie ma definicji "Żżżyn'u" [a wiec nie ma opisanego "co to jest" nie ma wyjasnionego "co Żżżyn'em jest a co nie jest"] jest tylko jego OPIS [bo jezeli to jest definicja to kazdy "niepsujący się, który wszędzie dojedzie i jest najprostszy w naprawie" samochod bedzie Żżżyn'em]. Opis moze byc falszywy i nie determinuje desygnatu, a to co wymienilem to nie opis Boga, a wlasnosci istoty i jezeli cos spelnia te wlasnosci to jest Bogiem.
Tak na marginesie, a na jakiej podstawie zakładasz, że takowej definicji "Żżzyna" niema itd. Czytałeś, czy co... może masz w biblioteczce

>Do reszty sie nie odniose nie ma sensu.
U mnie - co do powzietych przekonań, bez zmian


pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>>Twoj przyklad nie jest analogia, bo w ksiazce nie ma definicji "Żżżyn'u" [a wiec nie ma opisanego "co to jest" nie ma wyjasnionego "co Żżżyn'em jest a co nie jest"] jest tylko jego OPIS [bo jezeli to jest definicja to kazdy "niepsujący się, który wszędzie dojedzie i jest najprostszy w naprawie" samochod bedzie Żżżyn'em]. Opis moze byc falszywy i nie determinuje desygnatu, a to co wymienilem to nie opis Boga, a wlasnosci istoty i jezeli cos spelnia te wlasnosci to jest Bogiem.
>Tak na marginesie, a na jakiej podstawie zakładasz, że takowej definicji "Żżzyna" niema itd. Czytałeś, czy co... może masz w biblioteczce

Czytaj co pisze! Wykazazalem ze Twoj przyklad nie jest anlogia, bo: w ksiazce nie ma DEFINICJI "Żżżyn'u" est tylko jego OPIS. Cytuje dalej: a to co wymienilem to nie opis Boga, a wlasnosci istoty i jezeli cos spelnia te wlasnosci to jest Bogiem.

Definicja Żżżynu byc moze i istnieje, ale Ty mylisz subiektywny opis/opinie z definicja.

Najlepiej przeczytaj jeszcze 10 razy to co napisalem wyzej.
leo_z (935 punktów)
>Czytaj co pisze! Wykazazalem ze Twoj przyklad nie jest anlogia, bo: w ksiazce nie ma DEFINICJI "Żżżyn'u" est tylko jego OPIS.
A Ty staraj się zrozumieć co inni Tobie odpisują. Jeżeli nie łapiesz pewnych analogii i nasuwających się wniosków z nich wypływających - cóż... poproś, a postaram się bardziej dostępniej ("łopatologicznie").

>to co wymienilem to nie opis Boga, a wlasnosci istoty i jezeli cos spelnia te wlasnosci to jest Bogiem.
Te własności (desygnaty) ktoś stworzył - czytaj człowiek.
Postaw sobie pytanie: czego dowodzisz wykazując, że określone desygnaty są niespełnialne, sprzeczne lub wykluczające się. Ano wykazujesz, że ktoś (religia to też ludzie) odwalił fuszerkę i nic poza tym.
W tym momencie nie udowadniasz, że boga niema lecz "udowadniasz", że przydane mu desygnaty są w jakieś mierze z sobą sprzeczne.
Przyjmijmy, że KK, całe chrześcijaństwo, islam i judaizm pod naporem Twojego dowodzenia wycofuje się z tezy o bogu jako istocie wszechwiedzącej, nieśmiertelnej i wszechmocnej. Co się zaczyna dziać... (założenie) ano okazuje się, że nowe spojrzenie na księgi objawione dają wyraźnie "dyrektywy", że wszechmoc boga nie posiada aspektu materialnego, lecz objawia się w sferze duchowej na co są liczne dowody w Piśmie Świętymi (tu stosowne przykłady) i oznacza to - ani mniej, ani więcej, że bóg posiada siłę nieograniczonego wsparcia duchowego dla każdego z nas grzeszników tej ziemi itd...

Twój "dowód" jest tyle wart co koszt energii elektrycznej niezbędnej do podtrzymania pamięci zapisu elektronicznego - ogólnie rzecz biorąc niewiele

>Najlepiej przeczytaj jeszcze 10 razy to co napisalem wyzej.
Miej litość człowieku... wiem, że masz tendencje do określania co jest bełkotem, co nie, jaka forma dyskusji jest dla Ciebie do przyjęcia, a jaka nie... ale taka kara, 10 razy... i to za co...
Ty, a może Ty myślisz, że ja nie zrozumiałem o co w Twoich epistolograficznych wywodach chodzi... na tak, to ma sens... ale żeby zaraz 10 razy

pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>>Czytaj co pisze! Wykazazalem ze Twoj przyklad nie jest anlogia, bo: w ksiazce nie ma DEFINICJI "Żżżyn'u" est tylko jego OPIS.
>A Ty staraj się zrozumieć co inni Tobie odpisują. Jeżeli nie łapiesz pewnych analogii i nasuwających się wniosków z nich wypływających - cóż... poproś, a postaram się bardziej dostępniej ("łopatologicznie").

To nie byla analogia, co wykazalem. Mylisz definicje z opisem. Jezeli tam byla definicja to Żżżynow nei ma, a jezeli opis to jest falszem.

>>to co wymienilem to nie opis Boga, a wlasnosci istoty i jezeli cos spelnia te wlasnosci to jest Bogiem.
>Te własności (desygnaty) ktoś stworzył - czytaj człowiek. (...)

Desygnat to nie wlasciwosc. Boga opisali ludzie, ale ponoc pod natchnieniem Ducha Sw. wiec nota bene - Boga. Jak wiec mogli go zle zdefiniowac? Jak mozna zmienic tresc ksiag, ktore sa SWIETE?

PS:Przewaznie wykazuje, dlaczego cos nazywam belkotem.
leo_z (935 punktów)
>To nie byla analogia, co wykazalem. Mylisz definicje z opisem. Jezeli tam byla definicja to Żżżynow nei ma, a jezeli opis to jest falszem.

>Desygnat to nie wlasciwosc. Boga opisali ludzie, ale ponoc pod natchnieniem Ducha Sw. wiec nota bene - Boga. Jak wiec mogli go zle zdefiniowac? Jak mozna zmienic tresc ksiag, ktore sa SWIETE?

>PS:Przewaznie wykazuje, dlaczego cos nazywam belkotem.

Ja wiem, że o sobie to tak trudno, ale przeczytaj to co napisałeś... jeżeli to nie jest bełkot, to nie wiem jak to nazwać.
Mi już ręce opadłyyyyyyyyyyyyyyy (na klawiaturę). Wygrałeś... nawet łopata nie pomaga. Chyba tylko Joanna potrafiłaby Cię przebić. ;-P

Z mojej strony już zero komentarza... popełniam elektroniczne seppuku. Auuć... to boli

pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>>To nie byla analogia, co wykazalem. Mylisz definicje z opisem. Jezeli tam byla definicja to Żżżynow nei ma, a jezeli opis to jest falszem.
>>Desygnat to nie wlasciwosc. Boga opisali ludzie, ale ponoc pod natchnieniem Ducha Sw. wiec nota bene - Boga. Jak wiec mogli go zle zdefiniowac? Jak mozna zmienic tresc ksiag, ktore sa SWIETE?
>>PS:Przewaznie wykazuje, dlaczego cos nazywam belkotem.
>Ja wiem, że o sobie to tak trudno, ale przeczytaj to co napisałeś... jeżeli to nie jest bełkot, to nie wiem jak to nazwać.

Ja bym to nazwal zdaniem logicznym.

>Mi już ręce opadłyyyyyyyyyyyyyyy (na klawiaturę). Wygrałeś... nawet łopata nie pomaga. Chyba tylko Joanna potrafiłaby Cię przebić. ;-P
>Z mojej strony już zero komentarza... popełniam elektroniczne seppuku. Auuć... to boli

Nie skomentuje.
leo_z (935 punktów)
ps.2

>"kadzy ma swoje opinie tak jak kazdy ma odbitnice" Schow
czy można coś bliższego o tym człowieku, ot tak dla zapoznania się

pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>ps.2
>>"kadzy ma swoje opinie tak jak kazdy ma odbitnice" Schow
>czy można coś bliższego o tym człowieku, ot tak dla zapoznania się
>pozdrawiam

No wlasnie neiwiele o nim wiem... nawet nie wiem czy dobrze nazwisko napisalem ale jak sie cos dowiem chetnie napisze
slawecki (7 punktów)
Każdego "Boga" wymyślił człowiek. Władza wszędzie jest atrakcyjna, niezależnie od stopnia "ucywilizowania", struktury społecznej. "Bóg" jest niezawodnym kijem i marchewką, wzbudza lęk i daje złudzenie wolności, zawsze ten sam absurd. Wiara w "Boga" wynika, albo z głupoty, albo z ignorancji. Coż, każdy człowiek jest ignorantem, niektórzy w kwestji boga, niektórzy w kwestji motoryzacji. Od niewiedzy groźniejsza jest tylko wiedza, ale wiedza, świadomość jest namiastką wolności ( wolnośi nie ma, człowiek ogranicza sam siebie, upośledza nawet - TRUIZM). Religia chrześcijańska, "Bóg" tam wiszący na krzyżu, w trzech osobach itd. jest typowym przykładem, ilustracją. Oczywiście można traktować biblię, ewangelie na zasadzie swoistego symbolizmu, tylko jak to się ma do obowiązującej obecnie nauki kościoła, jak już wcześniej napisałem absurd. Niewiara w "Boga" może wynikać ze zwykłej wiedzy historycznej. Wystarczy przyjżeć się jak powstawały, kształtowały, sankcjonowały się państwa, cywilizacje. Jak pogodzić wielobóstwo z późniejszym monoteizmem, ktoś tu kłamie. To,że Cesarstwo Rzymskie, potęga spod znaku karmiącej suki, jest teraz państwem kryjącym w sobie małe, ale jakże poteżne (w swym politycznym od wieków wyrachowniu zwłaszcza)państwo Watykan, nie jest wcale przykładem zwycięstwa jedynego prawdziwego i nieomylnego "Boga" a jedynie skutkiem takich czy innych, ogólnie znanych, klęsk militarnych i politycznej nieudolności, a zwłaszcza manipulacją pieniędzmi i bezczelnym imperializmem chrześcijaństwa, podsycanym lekiem i oczywistym, jak najbardziej "oraganoleptycznym" terrorem. To nie jest tylko wczesne czy późnie średniowiecze, to także XVIII i XIX wiek. Najpierw militarne a później także i światopoglądowe zniewolnienie Czarnego kontynentu, cały ruch misjonarski, krucyfiksem traktowali, dzisiaj także traktują. Generalnie skazaliśmy na, jakże teraz widoczną i oczywistą masakrę, my europejczycy, cywilizację starszą od naszej, niewierni byli. To także wyprawy XIV i XV wieku. To śmieszne, ale wykorzystaliśmy nawet konie, no i oczywiście, tradycyjnie ogień i miecz. Im więcej czytam, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że zasłużyliśmy na tą dominującą religię, dominującego "Boga", nawet na papieża polaka. My ludzie jesteśmy cieniasami, dopuściliśmy, dopuszczamy, wchłaniamy śmieci, intelektualno-teologiczne zjawy. Można tylko wyć. Wszysto to są rzeczy oczywiste, napewno mocniej stojące historycznie niż niepokalane poczęcie i śmierć na krzyżu Chrystusa. Tylko...Szczać mi się chce
Ożeł (251 punktów)
Po to piszesz to co piszesz? W jakim celu? Z jakiego podowu? Oto Twoje slowa:

>Nie ma racjonalnych argumentów na istnienie czy też nieistnienie Boga. Truizm, ale w przypadku Boga jest to kwestia wiary. Intuicja mówi mi, że Boga nie ma, a co za tym idzie nie wierzę w jego isnienie, a co za tym idzie uważam całą naukę kościoła na temat Boga za zwykłą, kierowaną politycznym wyrachowaniem bajkę. Wolę Andersena ( wiem, że pisał basnie).
>
>Wasze wątpliwości smiało można rozwiać za pomocą kalklatora. Spróbujcie, albo dalej przepisujcie książki. Wszysto to już było, raz, dwa, trzy..., milion...raz za razem, wszystko już było.
>

Skoro zakladasz, ze nie ma takich argumentow to albo udowodnij mi, ze sie myle lub wogole nie wchodz na takie tematy na takim forum. Mielismy dyskutowac na temat tego co JA NAPISALEM, a nie powielac w nieskonczonosc swoje opinie nt Boga, bo "opinia jest jak odbytnica kazdy ja ma."
Olo.
Ożeł, skąd wiesz że Bóg nie potrafi siebie zabić?
Może potrafi?

Ale jest tak mądry (wszechwiedzący też), że tego nie robi. I ta mądrość czyni Go nieśmiertelnym.

Nigdy też nie sytworzy kamienia, którego nie mógłby podnieść. Jest na to za mądry. I to Go czyni wszechmogącym.

Zarazem łączy w sobie wszechmoc i mądrość i nigdy nie pozwoliłby sobie umrzeć. Nadal pozostaje wszechmogący i nieśmiertelny. Taki jest. Twój umysł popełnia błąd.

Pozdrawiam.
Ożeł (251 punktów)
>Ożeł, skąd wiesz że Bóg nie potrafi siebie zabić?
>Może potrafi?

jest niesmiertelny, a niesmiertelnosc to brak mozliwosci smierci.

>Ale jest tak mądry (wszechwiedzący też), że tego nie robi. I ta mądrość czyni Go nieśmiertelnym.

Mi nie chodzi o to co Bog ROBI, tylko co robic MOZE, a skoro MOZE wszystko to MZOE sie zabic ale NIE MOZE bo jest niesmeirtelny, paradoks.

>Nigdy też nie sytworzy kamienia, którego nie mógłby podnieść. Jest na to za mądry. I to Go czyni wszechmogącym.

To samo co wyzej, ja mowie o mozliwosci potencjalnej.

>Zarazem łączy w sobie wszechmoc i mądrość i nigdy nie pozwoliłby sobie umrzeć. Nadal pozostaje wszechmogący i wieczny. Taki jest. Twój umysł popełnia błąd.
>Pozdrawiam.
>

Twoj umysl popelnia blad, bo nie dostrzegasz roznicy miedzy ROBI, a MOZE ROBIC.
Przebiśnieg (137 punktów)
>Widze, ze powstaje tutaj duzo tematow dotyczacych (nie)istnienia Boga.
Podać ci jedną, dwie czy czterdzieści i cztery powody, że musimy się z tym uporać racjonalnie?
>Zakladam osobny poniewaz mam dowod na to, ze Boga nie ma przedstawilem go w temacie "To jest bezsensu" jednak uznalem ze tam w tonach niepotrzebnego tekstu ciezko go bedzie znalesc.
Ja znalazłem idź i sprawdź co odpisałem.

>PS: Generalnei Bog moze istniec tam, gdzie logika nie obowiazuje,
Czyżbyś chciał zarzucić Bogu brak logiki?
>ale w naszym wszechswiecie logika obowiazuje (...)
Zgadzam się.
>poniewaz jesli nie ma logiki nie potrzebna jest pierwsza przyczyna.
Przyczyna czego? logiki? Bóg dał Ci logikę, potrafisz to przyjąć za możliwe?
>Prosilbym takze o nie cytowanie tony ksiazek, dyskusje na poziomie i logike.
Czyli zapraszasz do postawienia pytania o Boga?
To co istnieje alternatywa? Czy może zaprosisz Boga do rozmowy w systemie religijnym?
"Jeśli istniejesz zniż się do mojego poziomu!" - bo jeśli tego nie potrafisz, to powiem ludziom, że Cię nie ma! albo to co zrobiłeś:
Założyłeś post pt: "Boga nie ma" - kuriozalne zaproszenie nie sądzisz logiku?
>Schowajcie tuniki z krzyzami i miecze, potrzebne beda racjonalne argumenty.
Mówisz do religiantów, ludzi zamkniętych w więzieniach religijnego umysłu narzucanego przez antyboskich barbarzyńców - reprezentantów bogów ludzkich możliwości.
>Dowodu tego nauczyl mnie moj nauczyciel mentat M. -
Dopiero poznasz nauczyciela.
Pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
Wiec jdziemy:

>>Widze, ze powstaje tutaj duzo tematow dotyczacych (nie)istnienia Boga.
>Podać ci jedną, dwie czy czterdzieści i cztery powody, że musimy się z tym uporać racjonalnie?

Nie rozumiem intencji tego pytania, juz uporalem sie z tym racjonalnie.

>>PS: Generalnei Bog moze istniec tam, gdzie logika nie obowiazuje,
>Czyżbyś chciał zarzucić Bogu brak logiki?

Mowie tylko ze w wszechswiatach w ktorych nie ma logiki desygnat Boga moze istniec, ale w naszym nie moze.

>>ale w naszym wszechswiecie logika obowiazuje (...)
>Zgadzam się.

Ciesze sie.

>>poniewaz jesli nie ma logiki nie potrzebna jest pierwsza przyczyna.
>Przyczyna czego? logiki? Bóg dał Ci logikę, potrafisz to przyjąć za możliwe?

Przyczyna powstania wszechswiata [naszego].

>>Prosilbym takze o nie cytowanie tony ksiazek, dyskusje na poziomie i logike.
>Czyli zapraszasz do postawienia pytania o Boga?
>To co istnieje alternatywa? Czy może zaprosisz Boga do rozmowy w systemie religijnym?
>"Jeśli istniejesz zniż się do mojego poziomu!" - bo jeśli tego nie potrafisz, to powiem ludziom, że Cię nie ma! albo to co zrobiłeś:
>Założyłeś post pt: "Boga nie ma" - kuriozalne zaproszenie nie sądzisz logiku?

Tego co tu piszesz rowniez nie rozumiem. napisalem tylko dowod na to ze idea Boga nie ma desygnatu.

>>Dowodu tego nauczyl mnie moj nauczyciel mentat M. -
>Dopiero poznasz nauczyciela.
>Pozdrawiam
>
Juz poznalem.

A teraz Twoj post z tematu "to bez sensu". Jedziemy:

>>Bog to istota wszechwiedzaca,
>Skąd wiesz?

Z swietych ksiag religi, ktore pojecie Boga stworzyly.

>>niesmiertelna
>Zgadzam się to podstawa bytu doskonałego.
>>wszechmocna
>Na co ukierukowuje swą moc? W jakim sensie wszechmocna? Prosiłeś go o piątkę na maturze a dostałeś cztery?

Wszechmocna, czyli moze wszystko.

>>to glowne wyznaczniki Boskosci
>po części świadome po części psychiczne. Ludzkie i zgadzam się Bogów ludzkich nie ma.

Wszechmoc, niesmierelnosc i wszechwiedza to wyznaczniki Boga, opisane ludzkim jezykiem, ale mysle ze nie ma niescislosci w ich rozumieniu. [wytlumacze jednak: wszechmoc = moze wszystko, niesmietelnosc = nie moze umrzec, wszechwiedza = wie wszystko]

>>Bog jest wiec idea sprzeczna wewnetrznie, bo jesli jest wszechmocny to powinien moc siebie zabic, ale nie moze, bo jest niesmiertelny,
>Gdyby był idiotą próbowałby w nieskończoność się unicestwiać nie mogąc się logicznie czy fundamentalnie unicestwić.

Bog moze wszystko wiec powinien moc sie unicestwic, ale jest niesmiertelny - paradoks wyklucza istnienie desygnatu Boga.

>>a jesli czegos nie moze to znaczy ze nie moze byc wszechmocny itd.
>Nie może nie istnieć. Po prostu mu nie wypada słuchać zachcianek degeneratów duchowych. (ogólnie mówiąc)

Nie moze nie istniec? To sofistyczny argument opierajacy sie na niedoskonalosci jezyka. Idea Boga moze nie miec desygnatu.

>>WNIOSKI: Bog nie moze zaistniec w naszym wszechswiecie - Boga nie ma.
>Bóg nie może zaistnieć bo jest nieśmiertleny i ponadczasowy.

Wytlumacze Ci co znaczy nie istneic w naszym wszechswiecie: nie istniec w naszym wszechswiecie oznacza nie oddzialywac na nasz wszechswiat. Co ma do tego niesmiertelnosc i [jakkolwiek zrozumiana] ponadczasowosc?

>Może chodzi Ci o to, że człowiek nie może być Bogiem?
>Pozdrawiam
>
Moze nie rozumiesz tego co napisalem.

gooa (746 punktów)
>wszechmoc = moze wszystko, niesmietelnosc = nie moze umrzec, wszechwiedza = wie wszystko]
>>>Bog jest wiec idea sprzeczna wewnetrznie, bo jesli jest wszechmocny to powinien moc siebie zabic, ale nie moze, bo jest niesmiertelny,

Sam gdzies wyzej pisales, ze trzeba odroznic moc od przymusu, ja tez i chciales miec wiecej argumentow.Jestes, jestescie w tym samym punkcie, co na poczatku .
We wszechswiecie tez tez tak jest, wszystko jest wszechwielkie, wszechmale, tutaj jest tam i odwrotnie.
Niesmiertelnosc moez tez oznaczac - moc nie umrzec?
"powinien moc siebie zabic" - moze moze, ale nie chce?
A wlasciwie, to moze sie i zabija w nas ?
Moze Bog jest podobny do wszechswiata/ow i nigdy nie bedzie nam dane tego zbadac ?

Ożeł (251 punktów)
> >wszechmoc = moze wszystko, niesmietelnosc = nie moze umrzec, wszechwiedza = wie wszystko]
>>>>Bog jest wiec idea sprzeczna wewnetrznie, bo jesli jest wszechmocny to powinien moc siebie zabic, ale nie moze, bo jest niesmiertelny,
>Sam gdzies wyzej pisales, ze trzeba odroznic moc od przymusu, ja tez i chciales miec wiecej argumentow.Jestes, jestescie w tym samym punkcie, co na poczatku .

Widze, ze nie rozumiesz co sie do Ciebie pisze. Bog jako istota wszechmocna MOZE robic wszystko, ale jako niesmiertelna NIE MOZE sie zabic itd. rozumiesz? a Ty piszesz ze nei ma sprzecznosci, bo Bog moze nei chciec siebie zabijac.

>We wszechswiecie tez tez tak jest, wszystko jest wszechwielkie, wszechmale, tutaj jest tam i odwrotnie.
>Niesmiertelnosc moez tez oznaczac - moc nie umrzec?
>"powinien moc siebie zabic" - moze moze, ale nie chce?
>A wlasciwie, to moze sie i zabija w nas ?
>Moze Bog jest podobny do wszechswiata/ow i nigdy nie bedzie nam dane tego zbadac ?
>
Reszty nie skomentuje, nie ma po co.
Tobie polecam czytanei tego co ja pisze o tym jaki jest Bog i dlaczego Go nie ma.
gooa (746 punktów)

> jaki jest Bog i dlaczego Go nie ma

Lepiej bedzie jak sie sam zdecydujesz.Od samego poczatku nie wiesz oco pytasz.

Ożeł (251 punktów)
>> jaki jest Bog i dlaczego Go nie ma
>Lepiej bedzie jak sie sam zdecydujesz.Od samego poczatku nie wiesz oco pytasz.
>

To fragment mojej wypowiedzi mogles zacytowac rownie dobrze "jest Bog i dlaczego Go nie ma".
Uzadzasz sobie kpiny z uzytkownikow forum? Masz ich za idiotow? Myslisz, ze oni sa na tyle glupi, zeby dostrzec, ze Twoje argumenty to zwykla retoryka sofistyczna? wybierasz fragment mojej wypowiedzi, ktory faktycznie wskazuje na to ze pisze glupoty... ale to tylko fragment.
gooa (746 punktów)

>Uzadzasz sobie kpiny z uzytkownikow forum? Masz ich za idiotow? Myslisz, ze oni sa na tyle glupi, zeby dostrzec, ze Twoje argumenty to zwykla retoryka sofistyczna? wybierasz fragment mojej wypowiedzi, ktory faktycznie wskazuje na to ze pisze glupoty... ale to tylko fragment.
Gdybym miala za idiotow tych, ktorzy tutaj pisza, nie widzialabym sensu otwierania tej strony.
Nie moge zrozumiec dlaczego sie tak wzburzasz, kazdy na swoj sposob stara sie pomoc Ci w znalezieniu jesli nie argumentow, to moze chociaz drogi.
Tak, tylko Ty z gory zalozyles, ze nalezy szukac czego w czyms, co wedlug Ciebie nie istnieje. Nie istnieje, poniewaz posiada cechy, ktore nie pozwalaja mu istniec. Dla mnie to nie sa argumenty, wiec probuje podejsc do tego z innej strony, a w zamian otrzymuje niezbyt przyjemne odpowiedzi. Szkoda.
Ożeł (251 punktów)
Sluchaj to co piszesz do mnie w tym temacie jest bezsensu. "moze ale nie musi" itd. Albo podajesz racjonalny argument na to ze sie myle albo nie pisz nic, bo nie rozumiem Twoich postow, wyczuwam w nich takze pewna zlosliwosc.
gooa (746 punktów)
> Albo podajesz racjonalny argument na to ze sie myle albo nie pisz nic, bo nie rozumiem Twoich postow, wyczuwam w nich takze pewna zlosliwosc.

Jezeli wyczuwasz u mnie zlosliwosc, to ja wyczuwam u Ciebie zly dzien.
mariusz
Bog o ktorym mowa nie moze istniec, poniewaz nie moze byc on zarowno niesmiertelny jak i wszechmocny, ale czy nie moze istniec inny bog niewszechmocny, smiertelny i nie wszystkowiedzacy?
Ożeł (251 punktów)
>Bog o ktorym mowa nie moze istniec, poniewaz nie moze byc on zarowno niesmiertelny jak i wszechmocny, ale czy nie moze istniec inny bog niewszechmocny, smiertelny i nie wszystkowiedzacy?

Bog nie ma desygnatu, cos co nie jest wszechmocne, niesmiertelne, wszechwiedzace Bogiem nie jest. [Bogiem z duzej litery]
mariusz
Chyba wiem o co tu chodzi. Uwaza Pan, ze zeby moc nazwac kogos Bogiem to musi on byc wszechmocny, niesmiertelny itd. To tak samo jakby nazywac kogos kto nie ma dziecka ojcem. Co to za ojciec bez dziecka? Albo co to za Bog, ktory jest smiertelny?
Ożeł (251 punktów)
>Chyba wiem o co tu chodzi. Uwaza Pan, ze zeby moc nazwac kogos Bogiem to musi on byc wszechmocny, niesmiertelny itd. To tak samo jakby nazywac kogos kto nie ma dziecka ojcem. Co to za ojciec bez dziecka? Albo co to za Bog, ktory jest smiertelny?

Tak, dobrze rozumiesz.
Jest nazwa, definicja nazwy i to definicja okresla co jest desygnatem tej nazwy, a co nim nie jest. Mamy wiec nazwe X definicja nazwy X jest YZ i wszystko co jest YZ jest desygnatem X. Jezeli YZ jest def. sprzeczna wewnwetrznie to X nie moze miec desygnatu.
mariusz
Uwazam, ze tego typu rozumowanie dotyczy tylko definicji Boga. Definicja Boga mowi, ze ma On byc taki a taki, ale jak sie okazuje definicja jest bledna, oznacza to ze Boga z duzej litery nie ma, ale nie swiadczy, ze nie istnieje bog z malej litery. Ludzie wierzacy, a jest ich pare miliardow wirza w Boga zle go definiujac, ale wierza w stworzyciela , kogos komu zawdzieczja swoj byt. Jesli sworzyciel nie jest Bogiem to kim jest? Moze jest jak wczesniej wspomnialem kims niewszechwiedzacym i smiertelnym.
Tak wiec argumenty przez Pana wysowane moga obowiazywac tylko w przypadku Boga, a nie boga, ktorego ludzie myla z Bogiem.
Ożeł (251 punktów)
>Uwazam, ze tego typu rozumowanie dotyczy tylko definicji Boga. Definicja Boga mowi, ze ma On byc taki a taki, ale jak sie okazuje definicja jest bledna, oznacza to ze Boga z duzej litery nie ma, ale nie swiadczy, ze nie istnieje bog z malej litery. Ludzie wierzacy, a jest ich pare miliardow wirza w Boga zle go definiujac, ale wierza w stworzyciela , kogos komu zawdzieczja swoj byt. Jesli sworzyciel nie jest Bogiem to kim jest? Moze jest jak wczesniej wspomnialem kims niewszechwiedzacym i smiertelnym.
>Tak wiec argumenty przez Pana wysowane moga obowiazywac tylko w przypadku Boga, a nie boga, ktorego ludzie myla z Bogiem.

Pojecie Boga wytworzyly religie monoteistyczne, a wiec udowodnilem ze kazdy wyznawca Islamu Judaizmu czy tez kazdy Chrzescijanin wierzy w bzdure.
Co to boga z malej to taki bog [jak to zawsze sie dziala i bedzie dziac w histori] slozy do "zapychania" dziur w wiedzy naukowej, nie wiemy jak powstal wszechswiat wiec pewnie stworzyl go jakis bog. Ale kiedys bog byl "odpowiedzialny" za milosc, powstawanie dzieci w lonie ich matek itd. A teraz nauka to wyjasnila. Kiedys wyjasni wszystko i nie bedzie juz boga, bo nie bedzie mial co "zapychac".
mariusz
Wlasnie oto chodzi, kiedy czlowiek czegos nie rozumie to zwala wine na Boga, na szczescie ludzie coraz czesciej zaczynaja myslec i ograniczaja Jego ingerencje w nasze zycie. Na szczecie!
Bog jest odpowiedzia na ich niewiedze. Oj biedni Ci ludzie!!!
mariusz
Skoro juz wdalem sie w wieksza dyskusje na temat Boga, to czy Bog tak narpawde moze byc wszechmocny?
Mysle, ze nie, a to dlatego, ze skoro istnial od zawsze to musial istniec w opaciu o jakies prawa, ktore umozliwily mu istniec, a wiec podlegal jakims prawom, skoro podlegal jakims prawom to znaczy ze nie jest wszechmocny, a wiec Pana opinia jest zgodna z prawda.
gooa (746 punktów)

>Mysle, ze nie, a to dlatego, ze skoro istnial od zawsze to musial istniec w opaciu o jakies prawa, ktore umozliwily mu istniec
Boze !

> a wiec podlegal jakims prawom, skoro podlegal jakims prawom to znaczy ze nie jest wszechmocny,
zlituj sie

> a wiec Pana opinia jest zgodna z prawda.
i badz wszechwspanialomyslny

amen

Przepraszam, ze trafilo na Ciebie. To przypadek.
Ożeł (251 punktów)
>>Mysle, ze nie, a to dlatego, ze skoro istnial od zawsze to musial istniec w opaciu o jakies prawa, ktore umozliwily mu istniec
>Boze !
>> a wiec podlegal jakims prawom, skoro podlegal jakims prawom to znaczy ze nie jest wszechmocny,
>zlituj sie
>> a wiec Pana opinia jest zgodna z prawda.
>i badz wszechwspanialomyslny
>amen
>Przepraszam, ze trafilo na Ciebie. To przypadek.
>
Prosilem o dyskusje na poziomie, teraz prosze zebys sie nie wypowiadal/a w tym temacie, bo to co piszesz nie ma zadnej wartosci.
gooa (746 punktów)

>>Prosilem o dyskusje na poziomie,
Ty sam postawiles poprzeczke.


>teraz prosze zebys sie nie wypowiadal/a w tym temacie
Wykupiles swoj watek, albo go dzierzawisz ?

>, bo to co piszesz nie ma waznej wartosci.
To Twoj problem Panie Sedzio.
Przyda Ci sie jeszcze paru nauczycieli (ktorzy ucza dowodow).
Ale najlepszym bedziesz Ty.Twoje zycie i oby Cie jak najmniej nauczylo...
Ożeł (251 punktów)
>>>Prosilem o dyskusje na poziomie,
>Ty sam postawiles poprzeczke.

Nie przesloczyles jej.

>
>teraz prosze zebys sie nie wypowiadal/a w tym temacie
>Wykupiles swoj watek, albo go dzierzawisz ?

Chcialem przeprowadzic dyskusje, bez retoryki sofitycznej i glupiego "czepiania sie bzdru" [jak Ty to wlasnie robisz]

> >, bo to co piszesz nie ma waznej wartosci.
>To Twoj problem Panie Sedzio.
>Przyda Ci sie jeszcze paru nauczycieli (ktorzy ucza dowodow).
>Ale najlepszym bedziesz Ty.Twoje zycie i oby Cie jak najmniej nauczylo...
>
Dalej to co piszesz nie ma zadnej wartosci.

gooa (746 punktów)

>>Ty sam postawiles poprzeczke.
>Nie przesloczyles jej.
Z reguly, na poprzeczki lubie patrzec, traktowac je, jako cel. Jak juz przeskocze, to i tak nastepna bedzie wyzsza, az do skutku, albo padne z wycieczenia, albo stwierdze, ze pewne szczyty sa nie do osiagniecia. I po co to komu ?

>>Ale najlepszym bedziesz Ty.Twoje zycie i oby Cie jak najmniej nauczylo...
I nadal dobrze Ci zycze.
Ożeł (251 punktów)
re Mariusz:
A wiec przyjalems moj dowod na to, ze Boga nie ma. Ciesze sie, ze nie pisalem tego wszystkiego na marne.
gooa (746 punktów)

>A wiec przyjalems moj dowod na to, ze Boga nie ma.
Slyszalam juz o nawracaniu na wiare...ale nie...


>Ciesze sie, ze nie pisalem tego wszystkiego na marne.
Chrystus troche bardziej sie poswiecil...
Ożeł (251 punktów)
>>A wiec przyjalems moj dowod na to, ze Boga nie ma.
>Slyszalam juz o nawracaniu na wiare...ale nie...

Nikogo chyba nie interesuje to co Ty slyszalas.

>
>Ciesze sie, ze nie pisalem tego wszystkiego na marne.
>Chrystus troche bardziej sie poswiecil...

I co z tego?
gooa (746 punktów)

>>Slyszalam juz o nawracaniu na wiare...ale nie...
>Nikogo chyba nie interesuje to co Ty slyszalas.
Ale jakos wszyscy do dzis sa tym przejeci.

>>
>Ciesze sie, ze nie pisalem tego wszystkiego na marne.
>>Chrystus troche bardziej sie poswiecil...
>I co z tego?
Z Twojego, czy z Chrystusa poswiecenia?

gooa (746 punktów)

>Tak, dobrze rozumiesz.
To tak bez zlosliwosci, zastanawiam sie, jak mozna cos "zle rozumiec" ?
Ożeł (251 punktów)
>>Tak, dobrze rozumiesz.
>To tak bez zlosliwosci, zastanawiam sie, jak mozna cos "zle rozumiec" ?
>
Mozna zalozyc, ze rozumie sie dobrze, a tak naprawde nie zrozumiec tego co ktos chce oprzekazac w komunikacie.

Jaki sens maja Twoje posty? przeciez Ty sie czepiasz caly czas moich slowek, a nie dyskutujesz o temacie.
gooa (746 punktów)
>>>Tak, dobrze rozumiesz.
>>To tak bez zlosliwosci, zastanawiam sie, jak mozna cos "zle rozumiec" ?
>>Mozna zalozyc, ze rozumie sie dobrze, a tak naprawde nie zrozumiec tego co ktos chce oprzekazac w komunikacie.
Co rozumiec ? Ktos, kto " dobrze " rozumuje, to normalnie pownien Ciebie zrozumiec, chyba, ze nie rozumie Ciebie , dlatego, ze "dobrze rozumuje.
Ożeł (251 punktów)
Denerwujesz mnie, ba strasznie mnie wku******, a wiesz czemu? Bo ja prosilem o dyskusje nt mojego doowdu, a Ty zalozyles, ze dowod jest bledny, cytujesz fragmenty moich wypowiedzi i nabijasz sie z nich, czepiasz sie slow itd. Skoro nie masz nic do powiedzenia to nic nie mow, zasmiecasz temat postami, ktore nie maja tutaj zadnej wartosci. Uwazam Ciebie za kompletnego idiote. Ja przedstawilem dowod, ktos podjal probe udowodnienia mi ze nie mam racji i dyskutujemy, a Ty co piszesz?

powiem tak [powtorze sie wiem] jezeli traktujesz uzytkownikow tego forum jak bande glupcow i myslisz, ze oni nie widza jakie bzdury piszesz, ale to sie mylisz. Pozostawiam to jednak ich ocenie, ja juz wiecej do Ciebie nie pisze, bo jestem b. nerwowym czlowiekiem, a staram sie nad soba panowac.
św.Marek
   Ożełu, poohamuj swoje zapędy i bądź tak uprzejmy wyzbyć się ze swoich postów dosadnej oceny innych uczestników forum.

___________
Pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>   Ożełu, poohamuj swoje zapędy i bądź tak uprzejmy wyzbyć się ze swoich postów dosadnej oceny innych uczestników forum.
>___________
>Pozdrawiam

Jezeli jestes adminem to badz tak uprzejmy i usun te posty z tego tematu, bo ja nie widze ich zwiazku z omawiana sprawa. [mowie o postach uzytkownika: gooa, slawecki] Chyba, ze takowy zwiazek istnieje, a poprostu ja go nie widze.[w takim wypadku przepraszam, ze zaczalem dyskusje, bo widze nie wiem co to jest dyskusja, ani temat dyskusji]
św.Marek
>Jezeli jestes adminem to badz tak uprzejmy i usun te posty z tego tematu, bo ja nie widze ich zwiazku z omawiana sprawa. [mowie o postach uzytkownika: gooa, slawecki] Chyba, ze takowy zwiazek istnieje, a poprostu ja go nie widze.[w takim wypadku przepraszam, ze zaczalem dyskusje, bo widze nie wiem co to jest dyskusja, ani temat dyskusji]

   Nie jestem adminem, lecz opiekuję się naszym forum pilnując porządku i przestrzegania zasad kultury. Użyte przez Ciebie określenia innego użytkownika są niekulturalne. Nie wątpię, że zagalopowałeś się, bo w innych Twoich tekstach tego nie widzę. Tylko dlatego nie usunąłem Twojej odpowiedzi, ale to nie znaczy, żebym miał to tolerować w przyszłości. To jest i pozostanie forum przeznaczne wyłącznie do rzeczowej dyskusji. Jeśli nie chcesz widzieć odpowiedzi nie odpowiadających Twoim założeniom, to nie prowokuj ich, ani nie daj się sprowokować wdając się w niepotrzebne awantury, które zwykle kończą się wymianą epitetów i moją interwencją.

___________
Pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>   Nie jestem adminem, lecz opiekuję się naszym forum pilnując porządku i przestrzegania zasad kultury. Użyte przez Ciebie określenia innego użytkownika są niekulturalne. Nie wątpię, że zagalopowałeś się, bo w innych Twoich tekstach tego nie widzę. Tylko dlatego nie usunąłem Twojej odpowiedzi, ale to nie znaczy, żebym miał to tolerować w przyszłości. To jest i pozostanie forum przeznaczne wyłącznie do rzeczowej dyskusji. Jeśli nie chcesz widzieć odpowiedzi nie odpowiadających Twoim założeniom, to nie prowokuj ich, ani nie daj się sprowokować wdając się w niepotrzebne awantury, które zwykle kończą się wymianą epitetów i moją interwencją.
>___________
>Pozdrawiam

Rozumiem, przepraszam - to bylo w afekcie. Chcialem i chce dalej dyskutowac tutaj, wiec bede ignorowal wypowiedzi, ktore nic nie wnosza.
leo_z (935 punktów)
Mam pytanie z zakresu sawuarwiwru.

Czy jak ktoś komuś "nawtyka" np.
...Denerwujesz mnie, ba strasznie mnie wku******,
to kultura wymaga aby przeprosić obiekt inwektyw, czy też moderatora - ...Rozumiem, przepraszam - to bylo w afekcie. Chcialem i chce dalej dyskutowac tutaj...


pozdrawiam
św.Marek
>Czy jak ktoś komuś "nawtyka" np.

   To sprawa indywidualnej kultury każdego i niech każdy rozstrzyga sam czy i kogo powinien przepraszać.

___________
Pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>Mam pytanie z zakresu sawuarwiwru.
>Czy jak ktoś komuś "nawtyka" np.
>...Denerwujesz mnie, ba strasznie mnie wku******,
>to kultura wymaga aby przeprosić obiekt inwektyw, czy też moderatora - ...Rozumiem, przepraszam - to bylo w afekcie. Chcialem i chce dalej dyskutowac tutaj...

Jest tez kultura dyskusji, ktora wymaga od wypowiadajcych sie argumentow. Nie bede przepraszal osoby, ktora uwazam za idiote za to, ze ja tak nazwalem. [to samo z wqr. mnie]
Powinienem to ujac inaczej wiec przeprosilem osoby, ktore dbaja o porzadek i kulture na forum.
gooa (746 punktów)

Dopiero co wyszlismy z watku poruszajacego problem braku kultury w internecie.
Teoretycznie zostalam obrazona i uwazam, ze konsekwencje nie byly proporcjonalne.

Ale...to wlasnie od zlego wychowania zaczyna sie upadek ludzkiej godnosci.
gooa (746 punktów)

>Uwazam Ciebie za kompletnego idiote.

Wyjelam z kontekstu, ale to chyba mowi samo za siebie.
Ciekawa jestem, czy tolerowanie Twojej (grzecznie mowiac) arogancji na tutejszym forum jest uwarunkowane tytulem Twojego watku, czy po prostu ignorancja podstaw dobrego wychowania.
Ożeł (251 punktów)
>
>Uwazam Ciebie za kompletnego idiote.
>Wyjelam z kontekstu, ale to chyba mowi samo za siebie.
>Ciekawa jestem, czy tolerowanie Twojej (grzecznie mowiac) arogancji na tutejszym forum jest uwarunkowane tytulem Twojego watku, czy po prostu ignorancja podstaw dobrego wychowania.

To moja opina na Twoj temat, zdenerwowales mnie i musialem odreagowac. Uwarunkowana jest moja ocena tego co piszesz oraz motywow jakie tym kieruja. [zakaldam ze sie nasmiewasz, nabijasz lub jestes wredny poprostu] Przesadzilem i nie powinienem tego pisac, ale mysle ze dobrze to oddaje to co mysle o Tobie i tym co Ty tutaj piszesz. [moglbym pocytowac Twoje wypowiedzi argumentujac to dlaczego uwazam Ciebie za idiote, ale... nie chce mi sie]

A wiec zapraszam do DYSKUSJI o moim dowodzie na nieistniene Boga. I prosze nie czepiaj sie slowek i wyrwanych z kontekstu wypowiedzi, oraz agumentuj swoje zdanie.
Przebiśnieg (137 punktów)
>Nie rozumiem intencji tego pytania, juz uporalem sie z tym racjonalnie.
Skąd czerpiesz definicję Boga skoro religie jak ustaliliśmy już na tym forum (a może nie) nie są żródłem racjonalnej definicji Boga - a więc bytu świadomego i istniejącego czyli nie mającego początku ani końca w odróżnieniu od egzystencji.
>Mowie tylko ze w wszechswiatach w ktorych nie ma logiki desygnat Boga moze istniec, ale w naszym nie moze.
bóg religijny czyli ludzki jeśli ma być desygnatem Boga to nasza rozmowa faktycznie nie ma sensu. Boga ludzkiego czyli stworzonego przez człowieka nie uznaję.
>Przyczyna powstania wszechswiata [naszego].
Nie uznaję logicznie pytania o przyczynę powstania nieskończoności! Problem czy Ty ją akceptujesz jako zjawisko i cechę ZBIORU WSZYSTKO?
>>Czyli zapraszasz do postawienia pytania o Boga?
Nie jesteś gotów podjąć wyzwania, które rzucasz. O teiźmie przedyskutowano już wiele stron i to, że go negujesz nikogo nie dziwi poza wykolejeńcami dla których to forum powinno być dostępne w wersji CZYTAM, ponieważ wersja ODPOWIADAM jest możliwa po zabiegu MYŚLĘ LOGICZNIE.
>>To co istnieje alternatywa? Czy może zaprosisz Boga do rozmowy w systemie religijnym?
Jest to system, który zaproponowałeś komuś kto podważa nie tyle wiarygodność religii ile napiętnowuje fakt iż wypacza ona problem pojęcia "bytu doskonałego" toteż rozmowy o Bogu w systemie rozważań racjonalnych stają się niedostepne językowo.
>>"Jeśli istniejesz zniż się do mojego poziomu!" - bo jeśli tego nie potrafisz, to powiem ludziom, że Cię nie ma! albo to co zrobiłeś:
>>Założyłeś post pt: "Boga nie ma" - kuriozalne zaproszenie nie sądzisz logiku?
>Tego co tu piszesz rowniez nie rozumiem. napisalem tylko dowod na to ze idea Boga nie ma desygnatu.
I nie dziwię się nawet nie zapytałeś siebie czym może być Bóg, tylko sprowadzasz go do poziomu religijnego. Widzisz problem jest w tym, że nie możemy stworzyć słowa KUKUrem zamiast Bóg, ponieważ religie dotknęły bardzo ważnej rzeczy RELACJI CZŁOWIEK-BÓG i ją zafałszowały i należy ją racjonalnie od-fałszować bo ÓW FAŁSZ TKWI JAKO PROBLEM DO ROZWIĄZANIA.
Rozważ Boga tak jak proponuję (na start) jako istotę istniejącą i co wynikałoby z faktu, że istnieje czyli nie może się unicestwić. Drugą opcję równoległą zostaw bo jest równoległa - że nie istnieje i nie ma tematu.
2:
>Z swietych ksiag religi, ktore pojecie Boga stworzyly.
Nie są one przedmiotem rozmów o Bogu w postawieniu pytania: CZYM JEST BÓG.
Takie pytanie stawia istota otwarta wolna od uprzedzeń i niczego nie przyjmuje na wiarę.
>Wszechmocna, czyli moze wszystko.
Logicznie: Skoro istnieję jak mogę nie istnieć?
>Wszechmoc, niesmierelnosc i wszechwiedza to wyznaczniki Boga, opisane ludzkim jezykiem, ale mysle ze nie ma niescislosci w ich rozumieniu. [wytlumacze jednak: wszechmoc = moze wszystko, niesmietelnosc = nie moze umrzec, wszechwiedza = wie wszystko]
Ostatecznie kontynuując Twoje nadużycia słowa WSZYSTKO powiem jest WSZYSTKIM i problem Boga znika sam, pozostaje pytanie czym jest WSZYSTKO?
>>>Bog jest wiec idea sprzeczna wewnetrznie, bo jesli jest wszechmocny to powinien moc siebie zabic, ale nie moze, bo jest niesmiertelny,
Idea ponad Bogiem? Czy Bóg ponad ideą? Czy Bóg = IDEA? Pytam CZYJA???
>>Gdyby był idiotą próbowałby w nieskończoność się unicestwiać nie mogąc się logicznie czy fundamentalnie unicestwić.
>Bog moze wszystko wiec powinien moc sie unicestwic, ale jest niesmiertelny - paradoks wyklucza istnienie desygnatu Boga.
Zaproponuj korektę pojęcia Bóg, może unicestwisz problem religii jednym słowem kluczem!
>>>a jesli czegos nie moze to znaczy ze nie moze byc wszechmocny itd.
>>Nie może nie istnieć. Po prostu mu nie wypada słuchać zachcianek degeneratów duchowych. (ogólnie mówiąc)
>Nie moze nie istniec? To sofistyczny argument opierajacy sie na niedoskonalosci jezyka. Idea Boga moze nie miec desygnatu.
Bóg jest słowem potrzebującym desygnatu, niestety aktualnie w morzu desygnatów wyłania się nawet jako czarna dziura nauki i wiedzy, a przecież mamy problem z samointerpretacją więc coś może nas z Bogiem łączy?
>Wytlumacze Ci co znaczy nie istneic w naszym wszechswiecie: nie istniec w naszym wszechswiecie oznacza nie oddzialywac na nasz wszechswiat. Co ma do tego niesmiertelnosc i [jakkolwiek zrozumiana] ponadczasowosc?
Więc spakujmy "nasz wszechświat" do ciasta osobliwości i zeżryjmy go by zniknął raz na zawsze. "Nasz wszechświat" możemy unicestwić, w końcu to MY na niego oddziałujemy.
Zróbmy to epirycznie i logicznie. Wszechświat według niektórych powstał więc pora by zniknął." Hej Boże! Ożeł chce byś unicestwił wszystko łącznie z samym sobą. Byś był do przyjęcia przez ludzką pseudologikę skoro możesz wszystko!" :*)
>>Moze nie rozumiesz tego co napisalem.
Zdziwiłbyś się jak dobrze Cię rozumiem.
Pozdrawiam

Ożeł (251 punktów)
>Skąd czerpiesz definicję Boga skoro religie jak ustaliliśmy już na tym forum (a może nie) nie są żródłem racjonalnej definicji Boga - a więc bytu świadomego i istniejącego czyli nie mającego początku ani końca w odróżnieniu od egzystencji.
>bóg religijny czyli ludzki jeśli ma być desygnatem Boga to nasza rozmowa faktycznie nie ma sensu. Boga ludzkiego czyli stworzonego przez człowieka nie uznaję.

Jest jedna idea Boga [z duzej litery] i ta idea zostala stworzona przez religie monoteistyczne. Rozumiem, ze mozesz miec wlasna definicje boga [z malej litery, bo Bog jest nazwa wlasna i ma juz swoja definicje], ale ja udowadniam tylko, ze kazdy Chrzescijanin, wyznawca Islamu czy Judaizmu wierzy w bzdure.

[To u gory przeczytaj dokladnie, bo wyjasnia wiekszosc Twoich tez w poscie, dlatego nei odnosilem sie do wszystkich]

>>Przyczyna powstania wszechswiata [naszego].
>Nie uznaję logicznie pytania o przyczynę powstania nieskończoności! Problem czy Ty ją akceptujesz jako zjawisko i cechę ZBIORU WSZYSTKO?

Nieskonczonosc nie ma desygnatu. Wszechswiat to zbior tego co istnieje [=wchodzi w sprzezenia]

>Logicznie: Skoro istnieję jak mogę nie istnieć?

Cos albo istnieje, albo nie istnieje.
Skoro istniejesz tzn. ze oddzialujesz, wchodzisz w sprzezenia. Ale mozna przestac istniec, kiedy przestanie sie oddzialywac na zawsze.
Jezeli chodzi Ci zas o desygnat Twoj, to desygnat Twoj istnieje jako osoba , ale kiedy umrzesz i sie rozlozysz to Twoj desygnat przestanie istniec.

>>Wszechmoc, niesmierelnosc i wszechwiedza to wyznaczniki Boga, opisane ludzkim jezykiem, ale mysle ze nie ma niescislosci w ich rozumieniu. [wytlumacze jednak: wszechmoc = moze wszystko, niesmietelnosc = nie moze umrzec, wszechwiedza = wie wszystko]
>Ostatecznie kontynuując Twoje nadużycia słowa WSZYSTKO powiem jest WSZYSTKIM i problem Boga znika sam, pozostaje pytanie czym jest WSZYSTKO?

Nie wazne co Ty powiesz, wazna jest definicja. [czytaj wyzej]

>>>>Bog jest wiec idea sprzeczna wewnetrznie, bo jesli jest wszechmocny to powinien moc siebie zabic, ale nie moze, bo jest niesmiertelny,
>Idea ponad Bogiem? Czy Bóg ponad ideą? Czy Bóg = IDEA? Pytam CZYJA???

Bog to idea bytu wszechmocnego, niesmiertelnego i wszechwiedzacego. Idea to pojecie w jezyku, desygnat idei to to czego nie istnienie udawadniam.
Ta idea powstala w religiach, ktore ja wymyslily..

>>Wytlumacze Ci co znaczy nie istneic w naszym wszechswiecie: nie istniec w naszym wszechswiecie oznacza nie oddzialywac na nasz wszechswiat. Co ma do tego niesmiertelnosc i [jakkolwiek zrozumiana] ponadczasowosc?
>Więc spakujmy "nasz wszechświat" do ciasta osobliwości i zeżryjmy go by zniknął raz na zawsze. "Nasz wszechświat" możemy unicestwić, w końcu to MY na niego oddziałujemy.

Nie mozemy zatrzymac sprzezenia wzrotnego materii za pomoca sily woli.
"Zeżrec" tez zabardzo nie mozemy wszystkiego.

>Zróbmy to epirycznie i logicznie. Wszechświat według niektórych powstał więc pora by zniknął." Hej Boże! Ożeł chce byś unicestwił wszystko łącznie z samym sobą. Byś był do przyjęcia przez ludzką pseudologikę skoro możesz wszystko!" :*)

Nie ma sensu zwracania sie do Boga poniewaz on nie istnieje, co wykazalem.

>>>Moze nie rozumiesz tego co napisalem.
>Zdziwiłbyś się jak dobrze Cię rozumiem.
>Pozdrawiam
>
Z tego co piszesz wynika, ze mnie nie rozumiesz wcale.

Wyobraz sobie poprostu osobe, ktora moze wszystko, a nie moze sie zabic.
Kogos takiego nie ma i byc nie moze.
Przebiśnieg (137 punktów)Odp: Boga religijnego nie ma.
>>Z tego co piszesz wynika, ze mnie nie rozumiesz wcale.
>Wyobraz sobie poprostu osobe, ktora moze wszystko, a nie moze sie zabic.
>Kogos takiego nie ma i byc nie moze.

Nie będę sobie wyobrażał ludzkiej idei Boga.
Już to zrobiono w religiach dlatego tytuł Twojego postu brzmi "Boga nie ma", zapomniałeś dopisać religijnego i wtedy nikt nie rozważałby logicznie jego istnienia.
Istnieć może tylko BÓG LOGICZNIE UZASADNIONY.
Ale to co przemawia na Twoją korzyść to fakt, iż w dziale religie nie powinniśmy o nim pisać. Od tego jest dział światopogląd by zadać w nim pytanie czy w poglądzie na świat wszystkiego co istnieje jest miejsce czy uzasadnienie obecności Boga i jaki powinien być jego desygnat lub zbiór desygnatów z którego wybieramy jeden i to najlepiej w tytule wątku.
Możesz na mnie liczyć w polemikach bo przyświeca nam ten sam cel.
Pozdrawiam

Ożeł (251 punktów)
>Nie będę sobie wyobrażał ludzkiej idei Boga.

Jest idea Boga, jako slowo w jezyku posiadajce definicje.

>Już to zrobiono w religiach dlatego tytuł Twojego postu brzmi "Boga nie ma", zapomniałeś dopisać religijnego i wtedy nikt nie rozważałby logicznie jego istnienia.

Pisze o Bogu, kazdy wie kim jest Bog i kto wprowadzil jego pojecie. Nie musze pisac religijnego, bo to Ty wierzysz w cos innego niz w Boga, a nie religie, ktore to pojecie stworzyly.

>Istnieć może tylko BÓG LOGICZNIE UZASADNIONY.
>Ale to co przemawia na Twoją korzyść to fakt, iż w dziale religie nie powinniśmy o nim pisać. Od tego jest dział światopogląd by zadać w nim pytanie czy w poglądzie na świat wszystkiego co istnieje jest miejsce czy uzasadnienie obecności Boga i jaki powinien być jego desygnat lub zbiór desygnatów z którego wybieramy jeden i to najlepiej w tytule wątku.

Udowodnilem tylko, ze Bog nie ma desygnatu i jego idea jest bzdura. A cos co nie pasuje do definicji Boga Bogiem nie jest i tyle.
DrobnerOdp: Boga nie ma.
>wszechmocny to powinien moc siebie zabic, ale nie moze, bo jest niesmiertelny, a jesli czegos nie moze to znaczy ze nie moze byc wszechmocny itd.
>WNIOSKI: Bog nie moze zaistniec w naszym wszechswiecie - Boga nie ma.
Wysoko oceniam Twój zamiar i Twoją próbę. ALE:
znalazłem błąd (lukę) w Twoim rozumowaniu. Twój wniosek jest (niestety) błędny logicznie, bo niepełny:
niemożność zabicia się niekoniecznie musi oznaczać nieistnienie;
może być tak, że bóg nie może się zabić, gdyż NIE ŻYJE!, a to nie znaczy, że nie istnieje,
(np. kamień).
Jaśniej: hipotetyczny bóg nie może ODEBRAĆ sobie życia np. z tego powodu, że go NIE MA, co nie oznacza braku wszechmocy, tylko niemożliwość logiczną.
Wierzący mogą twierdzić, że tu leży istota nieśmiertelności - "osobowe bytowanie" w nieznanej nam formie trwałego istnienia, różnej od śmiertelnego życia.
Ożeł (251 punktów)
>Wysoko oceniam Twój zamiar i Twoją próbę. ALE:
>znalazłem błąd (lukę) w Twoim rozumowaniu. Twój wniosek jest (niestety) błędny logicznie, bo niepełny:
>niemożność zabicia się niekoniecznie musi oznaczać nieistnienie;

Niemoznosc zabicia sie oznacza brak wszechmocy.

>może być tak, że bóg nie może się zabić, gdyż NIE ŻYJE!, a to nie znaczy, że nie istnieje,
>(np. kamień).

Skoro, ktos jest z definicji niesmiertelny to znaczy, ze umrzec nie moze, a skoro mowisz, ze ktos nie moze umrzec to stwierdzasz, ze zyje. [a fakt zycie nie oznacza istnienia, kiedy umre bede istnial dalej i dazyl do entropii, tylko czy bede mogl cos stworzyc?]

>Jaśniej: hipotetyczny bóg nie może ODEBRAĆ sobie życia np. z tego powodu, że go NIE MA, co nie oznacza braku wszechmocy, tylko niemożliwość logiczną.

Tylko zaciemniles sprawe, nie jestem w stanie poddac tej wypowiedzi analizie logicznej, bo jej nie rozumiem. [w logice naukowej takie zdanie nazywa sie "belkotem"]
Odpowiedz wiec:
-Co znaczy ze Boga nie ma? [przeciez dowodze, ze go nie ma - czyli: nie oddzialuje na nasz wszechswiat]
-Co znaczy "niemozliwosc logiczna"?

>Wierzący mogą twierdzić, że tu leży istota nieśmiertelności - "osobowe bytowanie" w nieznanej nam formie trwałego istnienia, różnej od śmiertelnego życia.
>
Bog to cos/ktos co ma wlasnosci: wszechmoc, niesmiertelnosc, wszechwiedza. I WSZYSTKO co posiada te wlasciwosci bedzie Bogiem. Forma bytowania [jakkolwiek rozumiana] jest tutaj zaniedbywalna.

Ale powiem inaczej. Jezeli Bog "bytuje" sobie [zrozumcie to jak chcecie] to nie moze tego "bytowania" zakonczyc, bo jest niesmiertelny. [NIE moze "niebytowac"]
Drobner
>>Jaśniej: hipotetyczny bóg nie może ODEBRAĆ sobie życia np. z tego powodu, że go NIE MA, co nie oznacza braku wszechmocy, tylko niemożliwość logiczną.
Poprawiam:
hipotetyczny bóg nie może ODEBRAĆ sobie życia np. z tego powodu, że NIE MA tego życia, co nie oznacza braku wszechmocy, tylko niemożliwość logiczną.

Jeszcze prościej: jest nieśmiertelny, nie może umrzeć bo np. NIE ŻYJE, a nie dlatego, że nie istnieje.

A to z bytowaniem to już lepsze.
Ożeł (251 punktów)
>>>Jaśniej: hipotetyczny bóg nie może ODEBRAĆ sobie życia np. z tego powodu, że go NIE MA, co nie oznacza braku wszechmocy, tylko niemożliwość logiczną.
>Poprawiam:
>hipotetyczny bóg nie może ODEBRAĆ sobie życia np. z tego powodu, że NIE MA tego życia, co nie oznacza braku wszechmocy, tylko niemożliwość logiczną.
>Jeszcze prościej: jest nieśmiertelny, nie może umrzeć bo np. NIE ŻYJE, a nie dlatego, że nie istnieje.

Jakkolwiek nazwiesz sposob istnienia Boga [czy bedzie to: zycie, istniene,. bytowanie, spanie, onanizowanie sie, [ponadczasowe] trwanie, medytowanie itd.] to niesmietelnosc oznacza, ze Bog NIE MOZE zakonczyc tej formy bytowania. Wiec dalej nic nie wyjasniles.

>A to z bytowaniem to już lepsze.

Skoro lepsze to sie do tego odnies.
Drobner
>Niemoznosc zabicia sie oznacza brak wszechmocy.
Wg mojego wcześniejszego postu: nie nie może sobie odebrać życia, bo nie ma tego życia.

>Skoro, ktos jest z definicji niesmiertelny to znaczy, ze umrzec nie moze, a skoro mowisz, ze ktos nie moze umrzec to stwierdzasz, ze zyje. [a fakt zycie nie oznacza istnienia, kiedy umre bede istnial dalej i dazyl do entropii, tylko czy bede mogl cos stworzyc?]
>..zycie nie oznacza istnienia..
błąd: to istnienie nie oznacza życia, nie oznacza konieczności śmierci, może być więc nieśmiertelne.

>>Jaśniej: hipotetyczny bóg nie może ODEBRAĆ sobie życia np. z tego powodu, że go NIE MA, co nie oznacza braku wszechmocy, tylko niemożliwość logiczną.
>Tylko zaciemniles sprawe, nie jestem w stanie poddac tej wypowiedzi analizie logicznej, bo jej nie rozumiem. [w logice naukowej takie zdanie nazywa sie "belkotem"]
Sorry: podmiotem tego zdania miało być "życie"!

>-Co znaczy "niemozliwosc logiczna"?
Np.: nie można odebrać życia komuś kto tego życia nie ma.

>>Bog to cos/ktos co ma wlasnosci: wszechmoc, niesmiertelnosc, wszechwiedza. I WSZYSTKO co posiada te wlasciwosci bedzie Bogiem. Forma bytowania [jakkolwiek rozumiana] jest tutaj zaniedbywalna.
Powtarzam: nieśmiertelność istnienia nie musi oznaczać życia. Tylko o to mi chodzi.

>Ale powiem inaczej. Jezeli Bog "bytuje" sobie [zrozumcie to jak chcecie] to nie moze tego "bytowania" zakonczyc, bo jest niesmiertelny. [NIE moze "niebytowac"]
Ciekawe!
Ożeł (251 punktów)
>>Niemoznosc zabicia sie oznacza brak wszechmocy.
>Wg mojego wcześniejszego postu: nie nie może sobie odebrać życia, bo nie ma tego życia.

Co znaczy nie miec zycia?

>>Skoro, ktos jest z definicji niesmiertelny to znaczy, ze umrzec nie moze, a skoro mowisz, ze ktos nie moze umrzec to stwierdzasz, ze zyje. [a fakt zycie nie oznacza istnienia, kiedy umre bede istnial dalej i dazyl do entropii, tylko czy bede mogl cos stworzyc?]
>>..zycie nie oznacza istnienia..
>błąd: to istnienie nie oznacza życia, nie oznacza konieczności śmierci, może być więc nieśmiertelne.

Mozna istniec i nie zyc. Mozna teoretycznie zyc wiecznie.

>Np.: nie można odebrać życia komuś kto tego życia nie ma.

Truizm. [wiecej moj post wyzej]

>>>Bog to cos/ktos co ma wlasnosci: wszechmoc, niesmiertelnosc, wszechwiedza. I WSZYSTKO co posiada te wlasciwosci bedzie Bogiem. Forma bytowania [jakkolwiek rozumiana] jest tutaj zaniedbywalna.
>Powtarzam: nieśmiertelność istnienia nie musi oznaczać życia. Tylko o to mi chodzi.
>>Ale powiem inaczej. Jezeli Bog "bytuje" sobie [zrozumcie to jak chcecie] to nie moze tego "bytowania" zakonczyc, bo jest niesmiertelny. [NIE moze "niebytowac"]
>Ciekawe!


Nie tylko ciekawe, ale i prawdziwe. Ktos niesmiertelny NIE moze nie zyc, a skoro Ty zycie Boga anzywasz bytowaniem to poprostu podmienilem slowa i ja.

myśliciel
Szanowny Ożele.
Widać, że najsilniejszym punktem owego dowodu na nieistnienie Boga jest kwestia Jego nieśmiertelności a ściślej jego nie możności pozbawienia się życia.
Bóg nie jest ideą ani czymś ale kimś, czyli osbą.

Jak już wcześniej pisałem:

>>Bóg wszystko stworzył oprócz siebie to jest On nieśmiertelny ... dla własnego dzieła stworzenia,

Smierć dotyczy kogoś kto żyje. Aby ktoś mógł żyć musi się najpierw narodzić.
Skoro nic nie wiemy na temat narodzin Boga to znaczy, że jego życie różni się od życia biologicznego.
Ktoś tu trafnie to wcześniej ujął mianem bytowania czyli istnienia.
Zatem Bóg jest nieśmiertelny, nie dlatego , że nie może się zabić, ale dlatego, że śmierć go nie dotyczy.

Pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>Szanowny Ożele.
>Widać, że najsilniejszym punktem owego dowodu na nieistnienie Boga jest kwestia Jego nieśmiertelności a ściślej jego nie możności pozbawienia się życia.
>Bóg nie jest ideą ani czymś ale kimś, czyli osbą.

Slowo Bog to idea, desygnat Boga to byt odpowiadajacy definicji tej idei.

>Jak już wcześniej pisałem:
>>>Bóg wszystko stworzył oprócz siebie to jest On nieśmiertelny ... dla własnego dzieła stworzenia,
>Smierć dotyczy kogoś kto żyje. Aby ktoś mógł żyć musi się najpierw narodzić.
>Skoro nic nie wiemy na temat narodzin Boga to znaczy, że jego życie różni się od życia biologicznego.
>Ktoś tu trafnie to wcześniej ujął mianem bytowania czyli istnienia.
>Zatem Bóg jest nieśmiertelny, nie dlatego , że nie może się zabić, ale dlatego, że śmierć go nie dotyczy.
>Pozdrawiam
>
Pisalem to wyzej, ale sie powtorze:
Jakkolwiek nazwiesz forme istniena Boga to fakt, ze musibyc on byc NIESMIERTELNY oznacza, ze NIE MOZE PRZESTAC ISTNIEC [w jakielkolwiek formie to istnienie sie przejawia]
myśliciel
>>Szanowny Ożele.
>>Widać, że najsilniejszym punktem owego dowodu na nieistnienie Boga jest kwestia Jego nieśmiertelności a ściślej jego nie możności pozbawienia się życia.
>>Bóg nie jest ideą ani czymś ale kimś, czyli osbą.
>Slowo Bog to idea, desygnat Boga to byt odpowiadajacy definicji tej idei.
>>Jak już wcześniej pisałem:
>>>>Bóg wszystko stworzył oprócz siebie to jest On nieśmiertelny ... dla własnego dzieła stworzenia,
>>Smierć dotyczy kogoś kto żyje. Aby ktoś mógł żyć musi się najpierw narodzić.
>>Skoro nic nie wiemy na temat narodzin Boga to znaczy, że jego życie różni się od życia biologicznego.
>>Ktoś tu trafnie to wcześniej ujął mianem bytowania czyli istnienia.
>>Zatem Bóg jest nieśmiertelny, nie dlatego , że nie może się zabić, ale dlatego, że śmierć go nie dotyczy.
>>Pozdrawiam
>>Pisalem to wyzej, ale sie powtorze:
>Jakkolwiek nazwiesz forme istniena Boga to fakt, ze musibyc on byc NIESMIERTELNY oznacza, ze NIE MOZE PRZESTAC ISTNIEC [w jakielkolwiek formie to istnienie sie przejawia]

Będę uparty, bo dla chrześcijanina Bóg to jednak Osoba i to Osoba doskonała. Była tu wcześniej dyskusja o doskonałości Boga
ale powiem dosadnie, że Bóg to Osoba doskonała pod KAŻDYM względem.
Zatem konstruowanie definicji owej DOSKONAŁEJ pod KAŻDYM względem OSOBY jest pozbawione sensu.

Pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>Będę uparty, bo dla chrześcijanina Bóg to jednak Osoba i to Osoba doskonała. Była tu wcześniej dyskusja o doskonałości Boga
>ale powiem dosadnie, że Bóg to Osoba doskonała pod KAŻDYM względem.
>Zatem konstruowanie definicji owej DOSKONAŁEJ pod KAŻDYM względem OSOBY jest pozbawione sensu.

Definicje skonstruowala religia, ktora stworzyla pojecie Boga.
Juz pisalem w tym temacie, ze doskonalosc nie jest zadna cecha, jest jedynie wypadkowa cech osoby/obiektu/zjawiska. Bog jest nazywany doskonalym, gdyz jest wszechwiedzacy, wszechmocny i niesmiertelny.

PS:Nawet jesli doskonalosc jest cecha, to Bog bedzie wtedy: wszechwiedzacy, wszechmocny, niesmiertelny i doskonaly. Co nie zmienia faktu, ze nie moze zaistniec, bo dalej sprzeczne sa wszechmoc i niesmeirtelnosc.
mariusz
Pisze Pan, Panie Myslicielu, ze smierc Boga nie dotyczy, bo jego istnienie opiera sie o cos zupelnie innego niz znane nam zycie, ale to nie jest istotne, poniewaz zachodzi pytanie czy Bog moze sie unicestwic? Niewazne jaki rodzaj bytu reprezentuje, jesli nie to nie jest wszechmocny.
Starsky (134 punktów)
>Zatem Bóg jest nieśmiertelny, nie dlatego , że nie może się zabić, ale dlatego, że śmierć go nie dotyczy.

W uzupełnieniu: Bóg może się zabic i mimo to istnieć nadal. Udowodnił to niejaki Jezus z Nazaretu około 2 tys lat temu.
Możecie w to nie wierzyc, ale jest to rozwiazanie przytaczanej sprzeczności definicji Boga.


Pozdrawiam
Pavel
Ożeł (251 punktów)
>>Zatem Bóg jest nieśmiertelny, nie dlatego , że nie może się zabić, ale dlatego, że śmierć go nie dotyczy.
>W uzupełnieniu: Bóg może się zabic i mimo to istnieć nadal. Udowodnił to niejaki Jezus z Nazaretu około 2 tys lat temu.
>Możecie w to nie wierzyc, ale jest to rozwiazanie przytaczanej sprzeczności definicji Boga.
>Pozdrawiam
>Pavel
Nie moze sie zabic DEFINITYWNIE, bo jest niesmiertelny.
A jesli chodzi o Jezusa to zyl coprawda, ale nie byl synem Boga i nie wstal z grobu napewno, bo o ile dobrze pamietam Rzymianie nie mieli zwyczaju chowac ukrzyzowanych ludzi. [wisieli na krzyzu, az ich nie zjadly zwierzeta i nie zostaly same kosci]

A wiec sprzecznosc pozostaje.
Starsky (134 punktów)
>Nie moze sie zabic DEFINITYWNIE, bo jest niesmiertelny.
>A wiec sprzecznosc pozostaje.

A jesli Bóg istnieje wielosobowo (tak wierzą chrzescijanie) i jedna z tych osób umiera, a inna nie. Nb co to znaczy zabić się DEFINITYWNIE? Czy mozna zabic się inaczej?

Pozdrawiam
Pavel
Ożeł (251 punktów)
>A jesli Bóg istnieje wielosobowo (tak wierzą chrzescijanie) i jedna z tych osób umiera, a inna nie. Nb co to znaczy zabić się DEFINITYWNIE? Czy mozna zabic się inaczej?

Bog jest jeden, a to, ze przejawia sie w 3 osobach jest zaniedbywalne. [to nic nie wnosi...]Zabic sie definitywnie? No wlasnie... czyli zabic sie tak, zeby juz nie ozyc. [jezeli ktos jest niesmiertelny to nie moze tego zrobic]
Drobner
>Bóg nie jest ideą ani czymś ale kimś, czyli osbą.
Tego nie wiemy.
>Skoro nic nie wiemy na temat narodzin Boga to znaczy....
tylko tyle, że nic nie wiemy na temat narodzin Boga. Jakiekolwiek wnioski to bezzasadne spekulacje
Np. Nic nie wiesz na temat moich narodzin.
>Zatem Bóg jest nieśmiertelny, nie dlatego , że nie może się zabić, ale dlatego, że śmierć go nie dotyczy.
bo np. nie żyje i dlatego umrzeć nie może

PZDR
Ożeł (251 punktów)
>>Bóg nie jest ideą ani czymś ale kimś, czyli osbą.
>Tego nie wiemy.

Wiemy, ze Bog to slowo, a konkretniej idea, ktora zaklada istote wszechmogaca niesmiertelna i wszechswiedzaca. I wszystko o takich wlasciwosciach bedzie desygnatem Boga.

Reszta w innych postach.
myśliciel
Pisałem o tym przed chwilą ale się powtórzę

>Będę uparty, bo dla chrześcijanina Bóg to jednak Osoba i to Osoba doskonała. Była tu wcześniej dyskusja o doskonałości Boga
ale powiem dosadnie, że Bóg to Osoba doskonała pod KAŻDYM względem.
Zatem konstruowanie definicji owej DOSKONAŁEJ pod KAŻDYM względem OSOBY jest pozbawione sensu.

Kolego Drobner dla chrześcijanina Bóg to wyłącznie osoba

Pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>ale powiem dosadnie, że Bóg to Osoba doskonała pod KAŻDYM względem.
>Zatem konstruowanie definicji owej DOSKONAŁEJ pod KAŻDYM względem OSOBY jest pozbawione sensu.
>Kolego Drobner dla chrześcijanina Bóg to wyłącznie osoba

Bog jest taki, jaki ja napisalem w temacie, ze jest. A jego doskonalosc pod kazdym wzgledem to prawda, bo co moze niedoskonalego, ktos kto moze wszystko i wszystko wie?
Tylko, ze to ze jego cechy czynia go doskonalym nie znaczy ze moze istniec.
Drobner
>>>Bóg nie jest ideą ani czymś ale kimś, czyli osbą.
>>Tego nie wiemy.
>Wiemy, ze Bog to slowo, a konkretniej idea, ktora zaklada istote wszechmogaca niesmiertelna i wszechswiedzaca. I wszystko o takich wlasciwosciach bedzie desygnatem Boga.
>Reszta w innych postach.

Ożele:
Nie wszystkie odpowiedzi są akurat do Ciebie!
Drobner
>Co znaczy nie miec zycia?
Po prostu nie żyć.
>Mozna istniec i nie zyc. Mozna teoretycznie zyc wiecznie.
>>Np.: nie można odebrać życia komuś kto tego życia nie ma.
>Truizm. [wiecej moj post wyzej]
Nieprawda: Można istnieć i nie żyć, i NA PRZYKŁAD wtedy nie można się zabić, bo to niemożliwe, logicznie wykluczone.
Na tym Polega Twój błąd logiczny: to Ty mówiąc, że coś jest nieśmiertelne, bezpodstawnie zakładasz, że to coś żyje. A przecież nie musi!

>>>Ale powiem inaczej. Jezeli Bog "bytuje" sobie [zrozumcie to jak chcecie] to nie moze tego "bytowania" zakonczyc, bo jest niesmiertelny. [NIE moze "niebytowac"]
>Nie tylko ciekawe, ale i prawdziwe. Ktos niesmiertelny NIE moze nie zyc
MOŻE nie żyć, i wtedy nie może się zabić.
Z tym bytowaniem już lepiej - odróżniamy wtedy od życia (śmiertelnego).

>a skoro Ty zycie Boga anzywasz bytowaniem to poprostu podmienilem slowa i ja.
A jak byłoby 'spowodować niebytowanie': czyżby 'odbycić'?
Ożeł (251 punktów)
>>Mozna istniec i nie zyc. Mozna teoretycznie zyc wiecznie.
>>>Np.: nie można odebrać życia komuś kto tego życia nie ma.
>>Truizm. [wiecej moj post wyzej]
>Nieprawda: Można istnieć i nie żyć, i NA PRZYKŁAD wtedy nie można się zabić, bo to niemożliwe, logicznie wykluczone.
>Na tym Polega Twój błąd logiczny: to Ty mówiąc, że coś jest nieśmiertelne, bezpodstawnie zakładasz, że to coś żyje. A przecież nie musi!

Po co Bog mialby nazywac siebei niesmiertelnym skoro nie zylby? Nie wiem jak Ty definiujesz, zycie, ale juz pisalem jakkolwiek nazwiesz forme istniena boga to niesmeirtelnosc sprawia, ze nie moge on tego istniena zakonczyc.

>>>>Ale powiem inaczej. Jezeli Bog "bytuje" sobie [zrozumcie to jak chcecie] to nie moze tego "bytowania" zakonczyc, bo jest niesmiertelny. [NIE moze "niebytowac"]
>>Nie tylko ciekawe, ale i prawdziwe. Ktos niesmiertelny NIE moze nie zyc
>MOŻE nie żyć, i wtedy nie może się zabić.
>Z tym bytowaniem już lepiej - odróżniamy wtedy od życia (śmiertelnego).
>>a skoro Ty zycie Boga anzywasz bytowaniem to poprostu podmienilem slowa i ja.
>A jak byłoby 'spowodować niebytowanie': czyżby 'odbycić'?
>

Zabawy slowne pasuja do Domowego Przedszkola i tam zapraszam pasjonatow takich gier.
Drobner
>jakkolwiek nazwiesz forme istniena boga to niesmeirtelnosc sprawia, ze nie moge on tego istniena zakonczyc.
OK. Chciałem tylko Ci wskazać, że nieśmiertelność wyklucza TYLKO śmierć, umieranie, zabicie, utratę życia. Już sam widzisz, że wyklucza także życie. Sam też widzisz, że wyklucza ŻYCIE a nie ISTNIENIE.
Nie obrażaj się, jestem po tej samej stronie, szukajmy razem. Mówisz o "zabawach" słownych. Nasza "zabawa" spowodowała, że już rozróżniamy "życie" i "istnienie", nieprawdaż?
(Przy okazji - w świetle Twoich zamiarów i wniosków - cały Twój wątek jest grą jedynie 'słowną', prawda?)
>jakkolwiek nazwiesz forme istniena boga to niesmeirtelnosc sprawia, ze nie moge on tego istniena zakonczyc.
Nie nieśmiertelność! Bo ta jest możliwa przy istnieniu bez życia (wtedy śmierć się nie ima, nie dotyczy).
Cecha, o której myślisz, to 'wieczność' istnienia, trwania, nie nieśmiertelność. Tak więc 'zabawy słowne' prowadzą do precyzowania terminów.
Ale już sam doszedłeś: ",b.czy wszechmocny i wiecznotrwały bóg może w swej wszechmocy spowodować swoje nieistnienie?"
Moim zdaniem jest to lepsze, konkretniejsze sformułowanie problemu.
Czekam na Twoje wnioski wobec tak, wspólnie sformułowanego problemu.

PZDR, Drobner
Ożeł (251 punktów)
>>jakkolwiek nazwiesz forme istniena boga to niesmeirtelnosc sprawia, ze nie moge on tego istniena zakonczyc.
>OK. Chciałem tylko Ci wskazać, że nieśmiertelność wyklucza TYLKO śmierć, umieranie, zabicie, utratę życia. Już sam widzisz, że wyklucza także życie. Sam też widzisz, że wyklucza ŻYCIE a nie ISTNIENIE.

jezeli mowisz o kims NIESMIERTELNY tzn ze nie moze umrzec, skoro nie moze umrzec to zyje. Kamien nie zyje, wiec nie moze byc niesmiertelny.

>Nie obrażaj się, jestem po tej samej stronie, szukajmy razem. Mówisz o "zabawach" słownych. Nasza "zabawa" spowodowała, że już rozróżniamy "życie" i "istnienie", nieprawdaż?
>(Przy okazji - w świetle Twoich zamiarów i wniosków - cały Twój wątek jest grą jedynie 'słowną', prawda?)

To nei gra slowna o wnioskowanie logiczne.

>Cecha, o której myślisz, to 'wieczność' istnienia, trwania, nie nieśmiertelność. Tak więc 'zabawy słowne' prowadzą do precyzowania terminów.
>Ale już sam doszedłeś: ",b.czy wszechmocny i wiecznotrwały bóg może w swej wszechmocy spowodować swoje nieistnienie?"

Niesmeirtelny, to pewne ograniczenie, wszechmocn to mozliwosc robienia wszystkiego. Nie mozna moc robic wszystkiego i nie moc sie zabic...
Drobner
>jezeli mowisz o kims NIESMIERTELNY tzn ze nie moze umrzec, skoro nie moze umrzec to zyje. Kamien nie zyje, wiec nie moze byc niesmiertelny.
1. Niestety nie. 'nieśmiertelny' znaczy tylko 'nie umiera', a na pewno nie nie znaczy 'żyje'.
2. Kamień JEST NIEŚMIERTELNY. Dokładniej: materia kamienia jest nieśmiertelna, forma kamienia może się zmieniać. A materia/energia jest wieczna, istnieje a nie żyje!
>>(Przy okazji - w świetle Twoich zamiarów i wniosków - cały Twój wątek jest grą jedynie 'słowną', prawda?)
>To nei gra slowna o wnioskowanie logiczne.
Jeśli OD POCZĄTKU WIERZYSZ (zakładasz), że bóg nie istnieje (podmiot naszej rozmowy), to wszelka rozmowa o 'nim' jest 'grą słowną', WYŁĄCZNIE logiczną.
>Niesmeirtelny, to pewne ograniczenie
a właśnie miało być nieograniczeniem w zamyśle.
> wszechmocn to mozliwosc robienia wszystkiego. Nie mozna moc robic wszystkiego i nie moc sie zabic...
Można, jeśli się nie żyje, a przynajmniej jeśli się nie żyje w sposób, jaki zna człowiek.

Naprawdę lepiej mówić i 'istnieniu', nie o życiu, bo przegrasz z każdym wierzącym (m.in. wskutek różnych rozumień słów, co Ty nazywasz 'zabawą słowną') [BTW: różne rozumienie pojęć prowadzi do ekwiwokacji i utrudnia rozmowę/dyskusję]
Np. Ty sam rozumiałeś do tych pór życie jako istnienie, a to nie to samo.

Dobra: sformułuj swój dowód w kategorii istnienia, nie opozycji życia-nieśmiertelności.

{Sam domagałeś się wypowiedzi o Twoim dowodzie: pokazałem, że nieśmiertelność wyklucza życie, takie jakie rozumiemy, znamy, NIE WYKLUCZA istnienia}
B. chętnie będę Cię czytał!

PZDR, Drobner

>>Nie obrażaj się, jestem po tej samej stronie, szukajmy razem. Mówisz o "zabawach" słownych. Nasza "zabawa" spowodowała, że już rozróżniamy "życie" i "istnienie", nieprawdaż?
Ożeł (251 punktów)
>>jezeli mowisz o kims NIESMIERTELNY tzn ze nie moze umrzec, skoro nie moze umrzec to zyje. Kamien nie zyje, wiec nie moze byc niesmiertelny.
>1. Niestety nie. 'nieśmiertelny' znaczy tylko 'nie umiera', a na pewno nie nie znaczy 'żyje'.

Nie umiera, czyli nie zmienia formy istniena jakakolwiek by ta forma nie byla.

>2. Kamień JEST NIEŚMIERTELNY. Dokładniej: materia kamienia jest nieśmiertelna, forma kamienia może się zmieniać. A materia/energia jest wieczna, istnieje a nie żyje!

Materia moze przestac istniec, a energia to odzialywanie materii na materie.

>>>(Przy okazji - w świetle Twoich zamiarów i wniosków - cały Twój wątek jest grą jedynie 'słowną', prawda?)
>>To nei gra slowna o wnioskowanie logiczne.
>Jeśli OD POCZĄTKU WIERZYSZ (zakładasz), że bóg nie istnieje (podmiot naszej rozmowy), to wszelka rozmowa o 'nim' jest 'grą słowną', WYŁĄCZNIE logiczną.

To wnioskowanei logiczne mowiace dlaczego desygnat Boga nie moze istniec.

>>Niesmeirtelny, to pewne ograniczenie
>a właśnie miało być nieograniczeniem w zamyśle.
>> wszechmocn to mozliwosc robienia wszystkiego. Nie mozna moc robic wszystkiego i nie moc sie zabic...
>Można, jeśli się nie żyje, a przynajmniej jeśli się nie żyje w sposób, jaki zna człowiek.

Podejde do tego inaczej! Skoro Bog jest wszechmocny to moze sprawic, ze bedzie zyl, a skoro bedzie zyl to nie bedzie mogl sie zabic, bo bedzie wszechmocny. Dalej mamy paradoks.

>Naprawdę lepiej mówić i 'istnieniu', nie o życiu, bo przegrasz z każdym wierzącym (m.in. wskutek różnych rozumień słów, co Ty nazywasz 'zabawą słowną') [BTW: różne rozumienie pojęć prowadzi do ekwiwokacji i utrudnia rozmowę/dyskusję]
>Np. Ty sam rozumiałeś do tych pór życie jako istnienie, a to nie to samo.

Zycie to homeostaza, istnienie to wchodzenie w sprzezenia.
Krzysiu
Moim zdaniem Bóg jest nieśmiertelny, ale jeśli zechciałby się zabić, to tak by się stało, ponieważ jest wszechmogący.
Jego nieśmiertelność polega na tym, że żadna z osób trzecich nie może go zabić, choćby jak się starała. Może to uczynić tylko On sam, czego oczywiście nie zrobi, ponieważ nie leży to w jego planach.
Drobner
>Moim zdaniem Bóg jest nieśmiertelny, ale jeśli zechciałby się zabić, to tak by się stało, ponieważ jest wszechmogący.
>Jego nieśmiertelność polega na tym, że żadna z osób trzecich nie może go zabić, choćby jak się starała. Może to uczynić tylko On sam, czego oczywiście nie zrobi, ponieważ nie leży to w jego planach.
1.) Czy chodzi Ci konkretnie o "żadną z trzecich osób" Trójcy?
2.) A opowiedz nam, jak to "On sam może uczynić"? Choćby hipotetycznie.
mariusz
Jesli nawet Bog by nie zyl, to jako wszechmocny moglby sie ozywic, a wtedy takze jako wszechmocny moglby sie zabic, a wiec nadal mamy problem
Drobner
>Jesli nawet Bog by nie zyl, to jako wszechmocny moglby sie ozywic, a wtedy takze jako wszechmocny moglby sie zabic, a wiec nadal mamy problem
Idiotyzm: jakby nie żył to nie miałby/utraciłby wszystkie swoje własności, m. in. wszechmoc.

PZDR, Drobner
mariusz
Czyli Pan Ożel ma racje, Boga nie ma, bo co to za Bog, ktory nie jest wszechmocny.
Drobner
>Czyli Pan Ożel ma racje, Boga nie ma, bo co to za Bog, ktory nie jest wszechmocny.
Nie, pan Ożeł pyta, czy bóg może się zabić.
Ja twierdzę, że nie może. Ale to nie wyklucza ani istnienia, ani wszechmocy.

PZDR, Drobner
(Przy okazji: jestem ateistą)
(Przy okazji 2: Ożeł chciał logiki, ja Mu tylko pomagam.)
mariusz
Pan Ożel pyta czy Bog moze sie zabic i jednoczesnie byc wszechmocnym
Ożeł (251 punktów)
>>Czyli Pan Ożel ma racje, Boga nie ma, bo co to za Bog, ktory nie jest wszechmocny.
>Nie, pan Ożeł pyta, czy bóg może się zabić.
>Ja twierdzę, że nie może. Ale to nie wyklucza ani istnienia, ani wszechmocy.

Mariusz uzyl lepszego slowa, Bog nie moze sie UNICESTWIC, bo jego definicja zaklada, ze musi istniec zawsze.
Wez pod uwage, ze Ci ktory pisali np. Biblie nie musieli myslec, ze Bog zyje tak jak czlowiek, oni poprosu napisali, ze Bog nie moze przestac istniec. I to cala niesmiertelnosc.
Drobner
>Mariusz uzyl lepszego slowa,
Dobrze, że zauważyłeś. 'Istnienie' to niekoniecznie 'życie'.
'Śmierć' to tylko koniec życia, nie koniec istnienia. Moim celem było dotarcie do pojęcia 'unicestwienie', 'zaprzestanie istnienia', 'spowodowanie nieistnienia'
>Bog nie moze sie UNICESTWIC, bo jego definicja zaklada, ze musi istniec zawsze. Wez
Teraz problem jest ściślej zdefiniowany niż poprzednio; nie sądzisz?
>Ci ktory pisali np. Biblie nie musieli myslec, ze Bog zyje tak jak czlowiek, oni poprosu napisali, ze Bog nie moze przestac istniec. I to cala niesmiertelnosc.
Ale wcześniej nie zdefiniowałeś takiego pojmowania 'nieśmiertelności'. Myślę więc, że Ci się przydałem

Dobra: zmieniłeś terminologię.
Przeformułuj swój dowód do tej nowej sytuacji, bez opozycji: nieśmiertelność - istnienie.

Czekam niecierpliwie,
Drobner.
Przebiśnieg (137 punktów)Odp: Boga religijnego nie ma.
1. Przebiśnieg 20-02 17:30 napisałem panu Ożełowi:

"Rozważ Boga tak jak proponuję (na start) jako istotę istniejącą i co wynikałoby z faktu, że istnieje czyli nie może się unicestwić. Drugą opcję równoległą zostaw bo jest równoległa - że nie istnieje i nie ma tematu."

2. Ożeł zapomniał napisać na wstępie tego co napisał mi później:
>"Jest jedna idea Boga [z duzej litery] i ta idea zostala stworzona przez religie monoteistyczne. Rozumiem, ze mozesz miec wlasna definicje boga [z malej litery, bo Bog jest nazwa wlasna i ma juz swoja definicje], ale ja udowadniam tylko, ze kazdy Chrzescijanin, wyznawca Islamu czy Judaizmu wierzy w bzdure."

Moim zdaniem mimo wszystko nie musiał bo część forum to RELIGIE.
czyli Sz.P. Drobner:
Jesteśmy w podzbiorze irracjonalnym, a więc proponuję uznanie za błąd rozmowę o Bogu Prawdziwym czyli takim, który istnieje.
Na koniec refleksja:
Boga Fikcyjnego pokona Bóg Prawdziwy.

Ożeł (251 punktów)
>1. Przebiśnieg 20-02 17:30 napisałem panu Ożełowi:
>"Rozważ Boga tak jak proponuję (na start) jako istotę istniejącą i co wynikałoby z faktu, że istnieje czyli nie może się unicestwić. Drugą opcję równoległą zostaw bo jest równoległa - że nie istnieje i nie ma tematu."

Belkot.

>Jesteśmy w podzbiorze irracjonalnym, a więc proponuję uznanie za błąd rozmowę o Bogu Prawdziwym czyli takim, który istnieje.

Wytlumacze poraz ostatni:
JEST NAZWA - Bog
DEFINICJA - [byt] wszechmogacy, niesmiertelny i wszechwiedzacy.
DESYGNAT [obiekt/osoba/zjawisko itd. oznaczajce dana nazwe (desygnatem monitora jest to an co teraz patrzysz)] - i UDOWODNILEM, ze takiego desygnatu NIE MA, bo idea Boga jest sprzeczna wewnetrznie.
Przebiśnieg (137 punktów)
>>"Rozważ Boga tak jak proponuję (na start) jako istotę istniejącą i co wynikałoby z faktu, że istnieje czyli nie może się unicestwić. Drugą opcję równoległą zostaw bo jest równoległa - że nie istnieje i nie ma tematu."
>Belkot.
Chciałbyś... Uważasz, że alternatywa, że coś istnieje lub nie istnieje jest błędna logicznie? Jeżeli wybierasz istnieje to może jednocześnie nie istnieć? Jeżeli wybierasz nie istnieje to czy może równolegle istnieć? To są opcje równoległe czyli odrębnie rozważalne dwa warianty.
Załóżmy, że coś istnieje, po co od razu Bóg, weźmy kamień. Zamykamy go w ściśle " idealnie nieprzepuszczalnym pojemniku" i czy można sprawić iż kamień zniknie? Inaczej mówiąc czy można unicestwić wszystko co w pojemniku do nicości w rodzaju próżni absolutnej? Dodatkowo zakładam, iż nie wydostaje się cokolwiek poza "granice nieprzepuszczalnego pojemnika".
>Wytlumacze poraz ostatni:
>JEST NAZWA - Bog
Jest
>DEFINICJA - [byt] wszechmogacy, niesmiertelny i wszechwiedzacy.
byt - zgadzam się i istniejący z definicji bytu czyli istniał, istnieje i będzie istniał
Atrybuty czy parametry czy cechy bytu istniejącego nie są nam znane. Tym bardziej jeśli mówimy o bycie świadomym, bo domniemam, że taki bardziej nas interesuje.
>DESYGNAT [obiekt/osoba/zjawisko itd. oznaczajce dana nazwe (desygnatem monitora jest to an co teraz patrzysz)] -
Jestem twórcą idei monitora. Istota świadoma o podobnym mi statusie zrozumie ideę monitora.
>i UDOWODNILEM, ze takiego desygnatu NIE MA, bo idea Boga jest sprzeczna wewnetrznie.
Idea religijnego czy też ludzkiego Boga - tak
Mówiąc jednakże, że Bóg oznacza byt zapytaj co jeszcze możesz o nim powiedzieć.
Kim jesteś dla tego bytu by Go określać czy definiować?
Świadomością nadrzędną względem bytu?
Możesz to założyć i napisać, że jest wszechmogący czyli mogący wszystko:
Proszę teraz określić zbiór wszystkich możliwych możliwości:
Może zaliczysz do nich irracjonalność i brak logiki w bycie?
Może skoro może wszystko to może również móc nic?
Zdecyduj wszystko czy nic!
Jest taka alternatywa?
Nie mogąc nic nie istnieje czyli nie jest bytem czyli nie rozważasz Boga, tylko irracjonalny nonsens, czyż nie?
Wszechwiedzący? Hmmm, czy to nie oznacza wszechobecny?
Uważaj bo wdepniesz mu na odcisk.

Ożeł (251 punktów)
>Chciałbyś... Uważasz, że alternatywa, że coś istnieje lub nie istnieje jest błędna logicznie? Jeżeli wybierasz istnieje to może jednocześnie nie istnieć? Jeżeli wybierasz nie istnieje to czy może równolegle istnieć? To są opcje równoległe czyli odrębnie rozważalne dwa warianty.

Nie pisalem, ze cos istnieje lub nie istnieje. Znajac definicje istnienia [ktora podawalem juz niejednokrotnie] mowie, ze cos albo istnieje, albo nie istnieje. [jeszcze konkretniej: "cos nie istnieje" oznacza tutaj, ze NAZWA NIE MA DESYGANTU]

>Załóżmy, że coś istnieje, po co od razu Bóg, weźmy kamień. Zamykamy go w ściśle " idealnie nieprzepuszczalnym pojemniku" i czy można sprawić iż kamień zniknie? Inaczej mówiąc czy można unicestwić wszystko co w pojemniku do nicości w rodzaju próżni absolutnej? Dodatkowo zakładam, iż nie wydostaje się cokolwiek poza "granice nieprzepuszczalnego pojemnika".

Przy takich zalozeniach, sprzezenie zwrotne nie zniknie nigdy, wiec materia bedzie istniec wiecznie. [podkreslam: "przy takich zalozeniach"]

>>Wytlumacze poraz ostatni:
>>JEST NAZWA - Bog
>Jest
>>DEFINICJA - [byt] wszechmogacy, niesmiertelny i wszechwiedzacy.
>byt - zgadzam się i istniejący z definicji bytu czyli istniał, istnieje i będzie istniał

Chodzi o to ze Bogiem jest cos niesmeirtelnego, wszechmogacego i wszechwiedzacego, a cos co nie istnieje nie moze takie byc. [jezeli czegos nie ma to jak to moze wszystko wiedziec skoro tego NIE MA?]

>Atrybuty czy parametry czy cechy bytu istniejącego nie są nam znane. Tym bardziej jeśli mówimy o bycie świadomym, bo domniemam, że taki bardziej nas interesuje.

Wiem co istnieje a co nie. Podawalem juz def. istnienia.

>>DESYGNAT [obiekt/osoba/zjawisko itd. oznaczajce dana nazwe (desygnatem monitora jest to an co teraz patrzysz)] -
>Jestem twórcą idei monitora. Istota świadoma o podobnym mi statusie zrozumie ideę monitora.

Tego zdania nie rozumiem.... belkot?
[monitor to slowo, ktorego definicja jest "jakies tam pudlo na ktorym wyswietlaja sie kolorowe obrazki" i kazde "pudlo na ktorym wyswietlaja sie kolorowe obrazki" bedzie desygnatem monitora"

>>i UDOWODNILEM, ze takiego desygnatu NIE MA, bo idea Boga jest sprzeczna wewnetrznie.
>Idea religijnego czy też ludzkiego Boga - tak

Idea jest wymyslona przez ludzi. Cos co nie ejst wszehcmocne wszechwiedzace i niesmietelne desygnatem Boga nie jest.

>Mówiąc jednakże, że Bóg oznacza byt zapytaj co jeszcze możesz o nim powiedzieć.

Bog oznacza wszechmogacy, niesmiertelny i wszechwiedzacy, a wiec jezeli KAMIEN jest wszechmocny, niesmiertelny i wszechwiedzacy to KAMIEN jest desygnatem Boga.

>Kim jesteś dla tego bytu by Go określać czy definiować?

To zaniedbywalne.

>Świadomością nadrzędną względem bytu?

Belkot? Nie rozumiem tego pytania.

>Możesz to założyć i napisać, że jest wszechmogący czyli mogący wszystko:
>Proszę teraz określić zbiór wszystkich możliwych możliwości:
>Może zaliczysz do nich irracjonalność i brak logiki w bycie?

Nie rozumiem pytania. Tlumacz...

>Może skoro może wszystko to może również móc nic?

Skoro moze wszystko to moze wszystko.

>Zdecyduj wszystko czy nic!
>Jest taka alternatywa?

Moc wszystko oznacza nie moc nic? Pomysl!

>Nie mogąc nic nie istnieje czyli nie jest bytem czyli nie rozważasz Boga, tylko irracjonalny nonsens, czyż nie?

Nie rozumiesz. Rozwarzam czy idea Boga moze miec desygnat, a raczej udowadniam, ze NIE MOZE.

>Wszechwiedzący? Hmmm, czy to nie oznacza wszechobecny?

Nie.
Przebiśnieg (137 punktów)
>Nie pisalem, ze cos moze istniec i nie istniec. Znajac definicje istneina [ktora podawalem juz niejednokrotnie] mowie, ze cos albo istnieje, albo nie istnieje. [jeszcze konkretniej: "cos nie istnieje" oznacza tutaj, ze NAZWA NIE MA DESYGANTU]
Czy istnieje byt świadomy?
Czy istnieje nieśmiertelny nośnik świadomości?
Podałem dwa nowe desygnaty słowa Bóg.
Przy nich inne nie wydają się zbyt prymitywne by je przypisywać Bogu?
>Chodzi o to ze Bogiem jest cos niesmeirtelnego
Zgadzam się musi takie być istniejąc a nie egzystując.
>wszechmogacego i wszechwiedzacego
takie słowa nie mają desygnatów, może nie są logiczne i nie należą do Boga logicznie Prawdziwego? I dlatego:
>a cos co nie istnieje nie moze takie byc. [jezeli czegos nie ma to jak to moze wszystko wiedziec skoro tego NIE MA?]
właśnie nie istnieje pojęcie wszechmocy i wszechwiedzy, to religijny nonsens.
>>>DESYGNAT [obiekt/osoba/zjawisko itd. oznaczajce dana nazwe (desygnatem monitora jest to an co teraz patrzysz)] -
>>Jestem twórcą idei monitora. Istota świadoma o podobnym mi statusie zrozumie ideę monitora.
>Tego zdania nie rozumiem.... belkot?
Patrzę na monitor czy na słowo? Monitor jest materią nieokreśloną i niczemu nie przydatną jeżeli go nie określę czyli nie nadam mu sensu istnienia. Jestem kreatorem uporządkowania materii zgodnie z własną ideą uzyskania monitora. Monitor nie zaistnieje w tej formie beze mnie (człowiek jako twórca monitora).
>[monitor to slowo, ktorego definicja jest "jakies tam pudlo na ktorym wyswietlaja sie kolorowe obrazki" i kazde "pudlo na ktorym wyswietlaja sie kolorowe obrazki" bedzie desygnatem monitora"
Żałosny desygnat ale wiadomo, że nie o to chodzi by podawać dokładny desygnat monitora.
Charakter monitora sprawia iż idea jego powstania nie zaczyna się na poziomie molekularnym tylko na poziomie wielkich układów molekularnych.
>>Idea religijnego czy też ludzkiego Boga - tak
>Idea jest wymyslona przez ludzi. Cos co nie ejst wszehcmocne wszechwiedzace i niesmietelne desygnatem Boga nie jest.
Ludzie nie wymyślają idei twórcy idei. Ludzkie idee dotyczą ludzi i do tej pory tylko delikatnie zachaczają o człowieczeństwo, które przecież nie ma desygnatu niepodważalnego.Jeśli teraz takiemu komuś kto nie potrafi określić samego siebie, przychodzi ochota na określanie istot doskonalszych to wychodzą z tego paszkwile nadające się tylko do przyjęcia na wiarę. A jeśli jest więcej niż jeden paszkwil powstaje konflikt o prymat jednego paszkwila nad drugim.
>Bog oznacza wszechmogacy, niesmiertelny i wszechwiedzacy, a wiec jezeli KAMIEN jest wszechmocny, niesmiertelny i wszechwiedzacy to KAMIEN jest desygnatem Boga.
Czyli nie wiesz co jest desygnatem Boga Prawdziwego, ale wiesz już co to jest paszkwil.
>>Świadomością nadrzędną względem bytu?
>Belkot? Nie rozumiem tego pytania.
Chciałbyś..., nie ma świadomości nadrzędnej względem bytującej. Możesz być bytem równoległym dla Boga czyli drugim Bogiem by oceniać go na podstawie posiadanej wiedzy.
>>Możesz to założyć i napisać, że jest wszechmogący czyli mogący wszystko:
>>Proszę teraz określić zbiór wszystkich możliwych możliwości:
>>Może zaliczysz do nich irracjonalność i brak logiki w bycie?
>Nie rozumiem pytania. Tlumacz...
1. Nie można zarzucić logicznie istniejącemu bytowi, że nie istnieje i prosić go by przestał istnieć. Czyli jak to nazwałeś : zabił się, skoro może wszystko.
2. Logiczny byt nie posiada własności nielogicznych czyli brak logiki w bycie jest nonsensem.
Czyli powiedzieć byt nie istnieje to absurd.
>>Może skoro może wszystko to może również móc nic?
>Skoro moze wszystko to moze wszystko.
Ale nie może tego co nieistnieje jako możliwość. A skoro ludzki historyczny bałwan czyli od tej pory większość populacji wstecz do kolebki życia - przypisują Mu niemożliwe możliwości to już inny problem, który postaram się ostatecznie rozwiązać już niebawem.
>>Zdecyduj wszystko czy nic!
>>Jest taka alternatywa?
>Moc wszystko oznacza nie moc nic? Pomysl!
Nie muszę o tym myśleć bo możliwości ze zbioru NIC nie istnieją.
>>Nie mogąc nic nie istnieje czyli nie jest bytem czyli nie rozważasz Boga, tylko irracjonalny nonsens, czyż nie?
>Nie rozumiesz. Rozważam czy idea Boga moze miec desygnat, a raczej udowadniam, ze NIE MOZE.
No to wyrażasz się coraz precyzyjniej IDEA BOGA w ustach człowieka może być fałszem.
A ta przytoczona przez Ciebie czyli Bóg religijny to jest fałsz.
>>Wszechwiedzący? Hmmm, czy to nie oznacza wszechobecny?
>Nie.
No to co wie o sytuacjach w których go nie ma?
Co wie o aktualnej proporcji kumulusów do nimbusów nad wschodnią Palestyną?
Oczekuj wątku w dziale światopogląd (niebawem)
Pozdrawiam

Ożeł (251 punktów)
>>Nie pisalem, ze cos moze istniec i nie istniec. Znajac definicje istneina [ktora podawalem juz niejednokrotnie] mowie, ze cos albo istnieje, albo nie istnieje. [jeszcze konkretniej: "cos nie istnieje" oznacza tutaj, ze NAZWA NIE MA DESYGANTU]
>Czy istnieje byt świadomy?

Jezeli chodzi Ci o cos posiadajce swiadomosc to tak - np. czlowiek.

>Czy istnieje nieśmiertelny nośnik świadomości?

Nie.

>Podałem dwa nowe desygnaty słowa Bóg.
>Przy nich inne nie wydają się zbyt prymitywne by je przypisywać Bogu?

Jakie? Wiesz co to jest desygnat?

>>Chodzi o to ze Bogiem jest cos niesmeirtelnego
>Zgadzam się musi takie być istniejąc a nie egzystując.
>>wszechmogacego i wszechwiedzacego
>takie słowa nie mają desygnatów, może nie są logiczne i nie należą do Boga logicznie Prawdziwego? I dlatego:

Nie ma Boga "logicznie prawdziwego", bo jego idea jest sprzeczna wewnetrznie.

>>a cos co nie istnieje nie moze takie byc. [jezeli czegos nie ma to jak to moze wszystko wiedziec skoro tego NIE MA?]
>właśnie nie istnieje pojęcie wszechmocy i wszechwiedzy, to religijny nonsens.

Pojecie istneije, nie ma tylko obiektu o takich wlasciwosciach.

>>>>DESYGNAT [obiekt/osoba/zjawisko itd. oznaczajce dana nazwe (desygnatem monitora jest to an co teraz patrzysz)] -
>>>Jestem twórcą idei monitora. Istota świadoma o podobnym mi statusie zrozumie ideę monitora.
>>Tego zdania nie rozumiem.... belkot?
>Patrzę na monitor czy na słowo? Monitor jest materią nieokreśloną i niczemu nie przydatną jeżeli go nie określę czyli nie nadam mu sensu istnienia. Jestem kreatorem uporządkowania materii zgodnie z własną ideą uzyskania monitora. Monitor nie zaistnieje w tej formie beze mnie (człowiek jako twórca monitora).

Nazwa (lub jej brak) nie determinuje materii. Monitor to nazwa, to na co patrzysz to desygnat, przedmiot, ktoremu ludzioe nadali nazwe monitor.

>>[monitor to slowo, ktorego definicja jest "jakies tam pudlo na ktorym wyswietlaja sie kolorowe obrazki" i kazde "pudlo na ktorym wyswietlaja sie kolorowe obrazki" bedzie desygnatem monitora"
>Żałosny desygnat ale wiadomo, że nie o to chodzi by podawać dokładny desygnat monitora.

Zalosny desygnat? Kup lepszy monitor.

>Charakter monitora sprawia iż idea jego powstania nie zaczyna się na poziomie molekularnym tylko na poziomie wielkich układów molekularnych.

I co z tego?

>Ludzie nie wymyślają idei twórcy idei. Ludzkie idee dotyczą ludzi i do tej pory tylko delikatnie zachaczają o człowieczeństwo, które przecież nie ma desygnatu niepodważalnego.Jeśli teraz takiemu komuś kto nie potrafi określić samego siebie, przychodzi ochota na określanie istot doskonalszych to wychodzą z tego paszkwile nadające się tylko do przyjęcia na wiarę. A jeśli jest więcej niż jeden paszkwil powstaje konflikt o prymat jednego paszkwila nad drugim.

Pisze o tym, ze slowo Bog nie ma desygnatu. Nie rozumiem tego wywodu.

>>Bog oznacza wszechmogacy, niesmiertelny i wszechwiedzacy, a wiec jezeli KAMIEN jest wszechmocny, niesmiertelny i wszechwiedzacy to KAMIEN jest desygnatem Boga.
>Czyli nie wiesz co jest desygnatem Boga Prawdziwego, ale wiesz już co to jest paszkwil.

Zdefiniuj "Boga Prawdziwego" bo ja o Bogu pisze.

>Chciałbyś..., nie ma świadomości nadrzędnej względem bytującej. Możesz być bytem równoległym dla Boga czyli drugim Bogiem by oceniać go na podstawie posiadanej wiedzy.

Boga nie ma - wiec nie moge.

>1. Nie można zarzucić logicznie istniejącemu bytowi, że nie istnieje i prosić go by przestał istnieć. Czyli jak to nazwałeś : zabił się, skoro może wszystko.

Ja mu nie narzucam woli, mowie tylko, ze istneiej tutaj sprzecznosc jego MOZLIWOSCI.

>2. Logiczny byt nie posiada własności nielogicznych czyli brak logiki w bycie jest nonsensem.

Wykazalem brak logiki w definicji, wiec nie ma ona desygnatu. Nie mozesz wiec mowic o jakims bycie o tych wlasciwosciach.

>Czyli powiedzieć byt nie istnieje to absurd.

Mowie: Bog nie moze istniec.

>Ale nie może tego co nieistnieje jako możliwość. A skoro ludzki historyczny bałwan czyli od tej pory większość populacji wstecz do kolebki życia - przypisują Mu niemożliwe możliwości to już inny problem, który postaram się ostatecznie rozwiązać już niebawem.

Widze, ze Ty mowisz o swoim bogu, a ja o Bogu.

>>>Zdecyduj wszystko czy nic!
>>>Jest taka alternatywa?
>>Moc wszystko oznacza nie moc nic? Pomysl!
>Nie muszę o tym myśleć bo możliwości ze zbioru NIC nie istnieją.

Belkot? nie rozumiem..... Mi chodzi o robienie czegos, a nie o jakeis zbiory niczego [?].

>No to wyrażasz się coraz precyzyjniej IDEA BOGA w ustach człowieka może być fałszem.

Idea Boga nie ma desygnatu. [bede to pisal, az zrozumeisz o czym mowie]

>>>Wszechwiedzący? Hmmm, czy to nie oznacza wszechobecny?
>>Nie.
>No to co wie o sytuacjach w których go nie ma?
>Co wie o aktualnej proporcji kumulusów do nimbusów nad wschodnią Palestyną?

Jezeli tego nie wie, to nie jest wszechwiedzacy, czyli nie mowimy o Bogu tylko o kims innym.

PS: Piszesz jakbys wiedzial na 100%, ze Bog istneije, a ja temu zaprzeczam.
Przebiśnieg (137 punktów)
>>2. Logiczny byt nie posiada własności nielogicznych czyli brak logiki w bycie jest nonsensem.
>Wykazalem brak logiki w definicji, wiec nie ma ona desygnatu. Nie mozesz wiec mowic o jakims bycie o tych wlasciwosciach.
Sam sobie odpowiadasz. Cały czas piszesz o nielogicznej definicji Boga (fałszywy dogmat). Określasz fałszywe właściwości bytu rozbudowując fałszywy dogmat.
>>Czyli powiedzieć byt nie istnieje to absurd.
>Mowie: Bog nie moze istniec.
Wyciągasz wniosek, że fałszywa deficja (a nie Bóg) nie może mieć desygnatu w prawdziwej rzeczywistości. Gratuluję. Cały czas się zgadzamy.
>>>Moc wszystko oznacza nie moc nic? Pomysl!
>>Nie muszę o tym myśleć bo możliwości ze zbioru NIC nie istnieją.
>Belkot? nie rozumiem..... Mi chodzi o robienie czegos, a nie o jakeis zbiory niczego [?].
Można robić tylko to co racjonalne a myśleć o czynnościach irracjonalnych i przypisywać je istotom na zasadzie wiary, że to potrafią. Widzisz albo potrafię albo nie potrafię. Wiara to nonsens chyba, że chodzi o pytanie: "Czy potrafię?" a potem logicznie stwierdzam "Wiem, że to potrafię albo nie potrafię". Jeśli chcę potrafić szukam możliwości w zbiorze tych które istnieją czyli są dostepne. Nie obejmuję wiedzą tego zbioru dlatego błądzę. Najgorsze jest jednak to jeśli wyciągam logiczne wnioski z fałszywych możliwości np.:
"Człowiek - to istota chodząca po Ziemii, która lata, bo nie działa na niego grawitacja ziemska"
To fałszywa definicja i fałszywy desygnat.
Fałszywy wniosek brzmi: Człowieka nie ma bo defincja jest sprzeczna.
Pytam: Czemu nie fałszywa?
Pytasz: Czemu nie odrzucić jej w całości?
Ja: Bo zawiera część prawdzią czyli "to istota chodząca po Ziemii"
Wracając do Boga analogicznie "Bóg - to byt (...)" - zdanie prawdziwe
Cokolwiek dopiszesz nie prawdziwego (fałszywego) nalezy racjonalnie odrzucić korzystając z logiki. Bo kłamstwo rodzi kolejne kłamstwo i otrzymasz zakłamaną ludzkość (stan aktualny)
Zakłamanej ludzkości nie można odrzucić ale trzeba ją wyleczyć czyli dokonać korekty desygnatów na racjonalne, czyli odrzucić fałsz czyli Boga religijnego czyli:
ODEBRAĆ PRAWA DO ISTNIENIA RELIGIOM I IDEOLOGIOM SPOŁECZNYM OPARTYM NA FAŁSZU.
Inna postawa jest przyzwoleniem na pogwałcenie PRAWA ISTOTY DO POSTĘPOWANIA ZGODNEGO Z WŁASNĄ NATURĄ.
Jest ona obecnie realizowana w atmosferze fałszywej tolerancji dla debilizmu i chorób psychicznych uznawanych za zdrowie.
>Idea Boga nie ma desygnatu. [bede to pisal, az zrozumeisz o czym mowie]
No to napisz wątek: "IDEI BOGA NIE MA!" i nie prowokuj.
>Jezeli tego nie wie, to nie jest wszechwiedzacy, czyli nie mowimy o Bogu tylko o kims innym.
A czy ten ktoś nie może być przynajmniej BYTEM?
>PS: Piszesz jakbys wiedzial na 100%, ze Bog istneije, a ja temu zaprzeczam.
Wniosek poprawny logicznie.
Pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>>>2. Logiczny byt nie posiada własności nielogicznych czyli brak logiki w bycie jest nonsensem.
>>Wykazalem brak logiki w definicji, wiec nie ma ona desygnatu. Nie mozesz wiec mowic o jakims bycie o tych wlasciwosciach.
>Sam sobie odpowiadasz. Cały czas piszesz o nielogicznej definicji Boga (fałszywy dogmat). Określasz fałszywe właściwości bytu rozbudowując fałszywy dogmat.
>>>Czyli powiedzieć byt nie istnieje to absurd.
>>Mowie: Bog nie moze istniec.
>Wyciągasz wniosek, że fałszywa deficja (a nie Bóg) nie może mieć desygnatu w prawdziwej rzeczywistości. Gratuluję. Cały czas się zgadzamy.

Definicja jest falszywa, a wiec desygnat Boga nie istnieje. [czyt. Bog nie istnieje] A jezeli cos nie odpowiada definicji Boga to nie jest Bogiem tylko czyms innym i powinno miec inna nazwe. Nie przypisuj innych wlasciwosci czemus co jest juz zdefiniowane. Np jezeli mowisz o sloniu definiujac go jako gada to tak naprawde nie mowisz o sloniu tylko o czym innym. [bo slon ma juz swoja definicje i nie jest gadem]

>>>>Moc wszystko oznacza nie moc nic? Pomysl!
>>>Nie muszę o tym myśleć bo możliwości ze zbioru NIC nie istnieją.
>>Belkot? nie rozumiem..... Mi chodzi o robienie czegos, a nie o jakeis zbiory niczego [?].
>Można robić tylko to co racjonalne a myśleć o czynnościach irracjonalnych i przypisywać je istotom na zasadzie wiary, że to potrafią. Widzisz albo potrafię albo nie potrafię. Wiara to nonsens chyba, że chodzi o pytanie: "Czy potrafię?" a potem logicznie stwierdzam "Wiem, że to potrafię albo nie potrafię". Jeśli chcę potrafić szukam możliwości w zbiorze tych które istnieją czyli są dostepne. Nie obejmuję wiedzą tego zbioru dlatego błądzę. Najgorsze jest jednak to jeśli wyciągam logiczne wnioski z fałszywych możliwości np.:

Wszechmoc oznacza, ze potrafi sie wszystko.

>"Człowiek - to istota chodząca po Ziemii, która lata, bo nie działa na niego grawitacja ziemska"

-Jezeli def. czlowieka, ktora podales jest ogolnie przyjeta za prawdziwa [a nie jest swoja droga] to czlowiek nie ma desygnatu [Ty bedziesz istnial dalej, ale nie bedziesz nosil nazwy czlowiek, bo nie bedziesz jej desygnatem, poniewaz nie bedziesz odpowiadal jej definicji.]

>To fałszywa definicja i fałszywy desygnat.

Def. jest dobra, bo mowi, ze czlowieka nie ma.

>Fałszywy wniosek brzmi: Człowieka nie ma bo defincja jest sprzeczna.

To dobry logiczny wniosek. [caly czas przyjmuje, ze def. ktora podales jest ogolnie przyjeta za prawdziwa]

>Pytam: Czemu nie fałszywa?
>Pytasz: Czemu nie odrzucić jej w całości?

Bo mowi nam, ze czlowiek nie istnieje.

>Ja: Bo zawiera część prawdzią czyli "to istota chodząca po Ziemii"

Liczy sie cal def., a nie jej czesc.

>Wracając do Boga analogicznie "Bóg - to byt (...)" - zdanie prawdziwe
>Cokolwiek dopiszesz nie prawdziwego (fałszywego) nalezy racjonalnie odrzucić korzystając z logiki. Bo kłamstwo rodzi kolejne kłamstwo i otrzymasz zakłamaną ludzkość (stan aktualny)
>Zakłamanej ludzkości nie można odrzucić ale trzeba ją wyleczyć czyli dokonać korekty desygnatów na racjonalne, czyli odrzucić fałsz czyli Boga religijnego czyli:
>ODEBRAĆ PRAWA DO ISTNIENIA RELIGIOM I IDEOLOGIOM SPOŁECZNYM OPARTYM NA FAŁSZU.

czyt. wyzej.

>Inna postawa jest przyzwoleniem na pogwałcenie PRAWA ISTOTY DO POSTĘPOWANIA ZGODNEGO Z WŁASNĄ NATURĄ.
>Jest ona obecnie realizowana w atmosferze fałszywej tolerancji dla debilizmu i chorób psychicznych uznawanych za zdrowie.

Nie rozumiem. Jezeli chodzi Ci o to ze ja mwoie, ze Bog powinien moc sie zabuic to nie ejst to zadne pogwalcenie prawa do postepowania.

>>Idea Boga nie ma desygnatu. [bede to pisal, az zrozumeisz o czym mowie]
>No to napisz wątek: "IDEI BOGA NIE MA!" i nie prowokuj.

Jest idea Boga jako slowo w jezyku.

>>Jezeli tego nie wie, to nie jest wszechwiedzacy, czyli nie mowimy o Bogu tylko o kims innym.
>A czy ten ktoś nie może być przynajmniej BYTEM?

Jezeli def. Boga bedzie: Bog jest bytem. To i Ty i ja bedziemy Bogami, bo ludzie tez chyba sa jakims bytem.

>>PS: Piszesz jakbys wiedzial na 100%, ze Bog istneije, a ja temu zaprzeczam.
>Wniosek poprawny logicznie.

Tak jest poprawny logicznie: "piszesz jakbys wiedzial" i moze i wiesz, ale sie mylisz.

ZROB TAK:
Wymysl sobie wlasna nazwe i jej definicje, a pozniej zaloz nowa religie. naczej Twoj problem nie bedzie rozwiazany.
Przebiśnieg (137 punktów)
Zrozumiałem: Człowiek nie istnieje.
Jestem khgcdgcwechgb i myślę, że teraz zrozumiesz przynajmniej jedno:
Czym jest szacunek dla języka
Tym samym czym szacunek dla ludzkości.
Jeśli każdy z nas będzie mówił w innym języku i innymi pojęciami o tym samym a potem nie wiadomo o czym to powstanie z tego bełkot.
A z bełkotu rozmówca mówi:
>Definicja jest falszywa, a wiec desygnat Boga nie istnieje. [czyt. Bog nie istnieje] A jezeli cos nie odpowiada definicji Boga to nie jest Bogiem tylko czyms innym i powinno miec inna nazwe. Nie przypisuj innych wlasciwosci czemus co jest juz zdefiniowane. Np jezeli mowisz o sloniu definiujac go jako gada to tak naprawde nie mowisz o sloniu tylko o czym innym. [bo slon ma juz swoja definicje i nie jest gadem]
Przenieś to co napisałeś na moją fałszywą definicję człowieka. Odpowiedz czym jest fałszywa definicja?
>Wszechmoc oznacza, ze potrafi sie wszystko.
Zdefiniuj "wszystko". Proszę określić logikę możliwości irracjonalnej np.:
"Potrafię trwać jako kamień w nieskończoność, a czasem jestem kamieniem, który pije wodę i mówi bez sensu".
>-Jezeli def. czlowieka, ktora podales jest ogolnie przyjeta za prawdziwa
Kto decyduje o prawdziwości tej definicji? Ogół? Jaki ogół?
Pytam?
IDIOTÓW?
>. [a nie jest swoja droga] to czlowiek nie ma desygnatu [Ty bedziesz istnial dalej, ale nie bedziesz nosil nazwy czlowiek, bo nie bedziesz jej desygnatem, poniewaz nie bedziesz odpowiadal jej definicji.]
To jak mam się nazwać nwegcvkgewcghwefgf?????
>>To fałszywa definicja i fałszywy desygnat.
>Def. jest dobra, bo mowi, ze czlowieka nie ma.
W tym zdaniu znowu brak szacunku dla języka! Kogo nie ma?
>>Fałszywy wniosek brzmi: Człowieka nie ma bo defincja jest sprzeczna.
>To dobry logiczny wniosek. [caly czas przyjmuje, ze def. ktora podales jest ogolnie przyjeta za prawdziwa]
Jakim prawem? A może Ty mi wierzysz? Może jesteś tak "ciekawą" postacią, która nie wie co to jest prawda intersubiektywna? (prawda nie może być inna, czyż nie?)
>>Pytam: Czemu nie fałszywa?
>>Pytasz: Czemu nie odrzucić jej w całości?
>Bo mowi nam, ze czlowiek nie istnieje.
Nie mam litości: JESTEŚ NARZĘDZIEM DLA JĘZYKA.
Służ mu bo on Ci nie służy.
>>Ja: Bo zawiera część prawdzią czyli "to istota chodząca po Ziemii"
>Liczy sie cal def., a nie jej czesc.
Grawitacja (def.) -to siła alfonsa.
Ptasi wniosek: Grawitacja nie istnieje!
>>Jest ona obecnie realizowana w atmosferze fałszywej tolerancji dla debilizmu i chorób psychicznych uznawanych za zdrowie.
>Nie rozumiem. Jezeli chodzi Ci o to ze ja mwoie, ze Bog powinien moc sie zabuic to nie ejst to zadne pogwalcenie prawa do postepowania.
Tak Bóg w wersji Człowiek ma taką możliwość no chyba, że lekarze zdejmą go z krzyża (albo z szubienicy) i reanimują.
Oczywiście przebajerackie jest zdanie następne:
>Jezeli def. Boga bedzie: Bog jest bytem. To i Ty i ja bedziemy Bogami, bo ludzie tez chyba sa jakims bytem.
Żartujesz, heheh, wystarczy, że powiem i każę innym powtarzać jak małpom że Bóg jest bytem wszechmogącym i według Twojej logiki unicestwię Boga i ludzi. A przecież to tylko jedno słowo więcej w definicji, czyż nie?
>>>PS: Piszesz jakbys wiedzial na 100%, ze Bog istneije, a ja temu zaprzeczam.
>>Wniosek poprawny logicznie.
>Tak jest poprawny logicznie: "piszesz jakbys wiedzial" i moze i wiesz, ale sie mylisz.
>ZROB TAK:
>Wymysl sobie wlasna nazwe i jej definicje, a pozniej zaloz nowa religie. naczej Twoj problem nie bedzie rozwiazany.
Potrzebowałem tego polecenia do tworzenia fikcji ,żebyś zrozumiał mechanizm odtrącenia Boga w języku poprzez plugastwa językowe czyli również religijne irracjonalne definicje Boga (do wzięcia na wiarę)
Pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
PROZE... BLAGAM... CZYTAJ TO CO JA PISZE!

>Zrozumiałem: Człowiek nie istnieje.

Tak, ZGODNIE Z DEF. KTORA PODALES czlowiek nie istnieje.

>Jestem khgcdgcwechgb i myślę, że teraz zrozumiesz przynajmniej jedno:

Jezeli khgcdgcwechgb odpowiada znanej nam def. czlowieka [ten ze slownika, nie tej Twojej] to jestes desygnatem khgcdgcwechgb.

>Czym jest szacunek dla języka
>Tym samym czym szacunek dla ludzkości.
>Jeśli każdy z nas będzie mówił w innym języku i innymi pojęciami o tym samym a potem nie wiadomo o czym to powstanie z tego bełkot.

TAK! NARESZCIE ZROZUMIALES!! Tylko, ze to Ty mowisz innym jezykiem, bo przypisujesz idei Boga inne wlasciwosci niz te - ogolnie przyjete -, ktorymi ja sie posluguje.

>A z bełkotu rozmówca mówi:
>>Definicja jest falszywa, a wiec desygnat Boga nie istnieje. [czyt. Bog nie istnieje] A jezeli cos nie odpowiada definicji Boga to nie jest Bogiem tylko czyms innym i powinno miec inna nazwe. Nie przypisuj innych wlasciwosci czemus co jest juz zdefiniowane. Np jezeli mowisz o sloniu definiujac go jako gada to tak naprawde nie mowisz o sloniu tylko o czym innym. [bo slon ma juz swoja definicje i nie jest gadem]
>Przenieś to co napisałeś na moją fałszywą definicję człowieka. Odpowiedz czym jest fałszywa definicja?

Popelnilem maly blad. Def. Boga jest wewnetrznie sprzeczna. Twoja def. czlowieka tez jest wewnetrznie sprzeczna. Ale definicja to definicja.

>>Wszechmoc oznacza, ze potrafi sie wszystko.
>Zdefiniuj "wszystko". Proszę określić logikę możliwości irracjonalnej np.:
>"Potrafię trwać jako kamień w nieskończoność, a czasem jestem kamieniem, który pije wodę i mówi bez sensu".

" logikę możliwości irracjonalnej " tego nie uwzglednie...
Wszystko to wszystko, bez ograniczen.

>>-Jezeli def. czlowieka, ktora podales jest ogolnie przyjeta za prawdziwa
>Kto decyduje o prawdziwości tej definicji? Ogół? Jaki ogół?
>Pytam?
>IDIOTÓW?

Nie znam sie na procesach tworzenie slow i ich definicji, napewno jednak nie decytujesz o tym Ty i Twoje oczekiwania co do Boga. [poprostu wziales to slowo od jakiejs religii i sam rozbudowales jego znaczenie zgodnie z wlasnymi wyobrazeniami co powoduje tylko niepotrzebne spory takie jakie mamy teraz]

>>. [a nie jest swoja droga] to czlowiek nie ma desygnatu [Ty bedziesz istnial dalej, ale nie bedziesz nosil nazwy czlowiek, bo nie bedziesz jej desygnatem, poniewaz nie bedziesz odpowiadal jej definicji.]
>To jak mam się nazwać nwegcvkgewcghwefgf?????

To jak masz sie nazywac zalezy od slowa, napewno nie mozesz o sobie mowic czlowiek, bo def. ktora podales nie mozna do Ciebie opasowac. [i to caly czas staram sie Tobie wytlumaczyc]

>>>To fałszywa definicja i fałszywy desygnat.
>>Def. jest dobra, bo mowi, ze czlowieka nie ma.
>W tym zdaniu znowu brak szacunku dla języka! Kogo nie ma?
>>>Fałszywy wniosek brzmi: Człowieka nie ma bo defincja jest sprzeczna.
>>To dobry logiczny wniosek. [caly czas przyjmuje, ze def. ktora podales jest ogolnie przyjeta za prawdziwa]
>Jakim prawem? A może Ty mi wierzysz? Może jesteś tak "ciekawą" postacią, która nie wie co to jest prawda intersubiektywna? (prawda nie może być inna, czyż nie?)

Z twojej def. jasno wynikalo, ze Ty nie jestes czlowiekiem, bo np. nie latasz. (caly czas podkreslam, ze przy tym co pisalem przyjalem Twoja def. jako prawdziwa - ogolnie przyjeta)

>>>Pytam: Czemu nie fałszywa?
>>>Pytasz: Czemu nie odrzucić jej w całości?
>>Bo mowi nam, ze czlowiek nie istnieje.
>Nie mam litości: JESTEŚ NARZĘDZIEM DLA JĘZYKA.
>Służ mu bo on Ci nie służy.

Jezyk slozy do opisywania swiata, skoro definiujesz jakies slowo to oczywistym jest, ze okreslasz rowniez obiekty jakie to slowo oznacza.

>>>Ja: Bo zawiera część prawdzią czyli "to istota chodząca po Ziemii"
>>Liczy sie cal def., a nie jej czesc.
>Grawitacja (def.) -to siła alfonsa.
>Ptasi wniosek: Grawitacja nie istnieje!

Czytaj wyzej nt. def.
[jezeli do tego momentu nie zrozumiales zaleznosci miedzy definicja a zbiorem desygnatow to zakonczymy rozmowe]
Reszte usunalem, bo musialbym sie powtarzac. Wszystko co konieczne napisalem wyzej.

>>>>PS: Piszesz jakbys wiedzial na 100%, ze Bog istneije, a ja temu zaprzeczam.
>>>Wniosek poprawny logicznie.
>>Tak jest poprawny logicznie: "piszesz jakbys wiedzial" i moze i wiesz, ale sie mylisz.
>>ZROB TAK:
>>Wymysl sobie wlasna nazwe i jej definicje, a pozniej zaloz nowa religie. naczej Twoj problem nie bedzie rozwiazany.
>Potrzebowałem tego polecenia do tworzenia fikcji ,żebyś zrozumiał mechanizm odtrącenia Boga w języku poprzez plugastwa językowe czyli również religijne irracjonalne definicje Boga (do wzięcia na wiarę)

Co Ty nazywasz Bogiem? Zdefiniuj to!
Czy Ty nie pojmujesz, ze ja mowie Boga nie ma, bo nie ma nic wszechmogacego i niesmiertelnego, a tylko taka istota bedzie Bogiem?
Przebiśnieg (137 punktów)
>Co Ty nazywasz Bogiem? Zdefiniuj to!
>Czy Ty nie pojmujesz, ze ja mowie Boga nie ma, bo nie ma nic wszechmogacego i niesmiertelnego, a tylko taka istota bedzie Bogiem?

To co Ja nazywam Bogiem musi być dostępne każdemu ludzkiemu JA i wtedy mówimy o tym samym.
JA twierdzę, że bytu istniejącego (niekoniecznie zwanego Bogiem) nie dotyczy unicestwienie, gdyż jest ono niemożliwe i mówienie o czymś takim jest mówieniem o NICZYM, lub jeśli wolisz o logice irracjonalności.
Co do definicji Boga:
Mamy 99 osób, które twierdzą, że Bóg to byt wszechmogący czyli taki, który może się zabić ( z fałszywej definicji wszechmocy) i jedną, która wyklucza tak rozumiane pojęcie.
Wiem, że jesteś jeszcze z tymi 99-cioma, ale spróbuj:
Jeżeli jedna osoba mówi prawdę na sto to czy pozostałe 99 opinii ma sens dla desygnatu?
(desygnat log. przedmiot, do którego się dana nazwa stosuje (zgodnie z regułami języka).)
Obiektem naszych badań naukowych jest Bóg, czyli co?
Ustaliliśmy że jakaś forma bytu? Czy nie?
Jeśli dobrze zrozumiałem dopisujemy cechę typu :
"wszechmogący rozumiany jako mogący się zabić", czyli logicznie akceptujemy, że w skład możliwości Boga wchodzi unicestwienie.
Nastepnie:
99 - osób zgadza się na ten dopis do definicji (większość) i
1 - osoba nie zgadza się na taki przypis do definicji gdyż uważa, że:
"wszechmogący rozumiany jako mogący się zabić" - jest zdaniem wewnętrznie sprzecznym logicznie, gdyż w zbiorze MOŻLIWOŚCI nie figuruje UNICESTWIENIE.
następnie:
99 osób twierdzi, że Boga nie ma ponieważ zbiorowe dopisanie do niego irracjonalnej cechy przekreśliło Go całkowicie.
1 osoba pozostaje na etapie "Bóg jest to byt" i jeżeli doda 99 osób, które go przekreśliły językowo przypisując mu fałszywą cechę to może dopisać jeszcze taki odnośnik do Boga:
Bóg jest to byt ignorowany przez 99 osób poza jedną poprzez jeden idiotyczny bo absurdalny i sprzeczny z logicznym charakterem desygnatu PRZYPIS DO DEFINICJI!
Co do drugiego przypisu zgadzam się jest nieśmiertelny.
Czyli ograniczony nieśmiertelnością
Logicznie więc nie może przez to ograniczenie się zabić (unicestwić)
Mało tego z powyższego wynika iż przypisanie mu dostępnej możliwości typu unicestwienie jest niemożliwa jeśli wypowiem w definicji nieśmiertelny zanim ktoś idiotycznie, choćby to powtarzały milirady małp na raz!!! doda:
"wszechmocny rozumiany jako mogący się zabić"
JA tego do definicji Boga nie dodałem i dlatego nie możemy się porozumieć ponieważ nie identyfikuję się światopoglądowo z większością, która nie wie co robi i/lub błądzi.
Co Ty na to?
Może jest tu jakiś sędzia? z mojej strony zapraszam.

Ożeł (251 punktów)
Desygnat to ktos/cos oznaczajace dana nazwe.

Ty nie rozumiesz poprostu. Ty nie mowisz o Bogu tylko o kims innym, Ty nie piszesz o wszechmocy tylko o czyms innym.

Bog ma def. zgodna z dogmatami religii, ktore jego pojecie stworzyly i na takiej def. ja operuje.

Wiec wymysl sobie wlasna nazwe i nie przypisuj juz istniejacym innych wlasciwosci.
Drobner
>czyli Sz.P. Drobner:
>Jesteśmy w podzbiorze irracjonalnym, a więc proponuję uznanie za błąd rozmowę o Bogu Prawdziwym czyli takim, który istnieje.
Ożeł zaproponował rozmowę o logice pewnego wnioskowania i ja się w nią włączyłem. Jest ciekawa.
A o 'bogu' nie rozmawiam, bo nie wiem co oznacza ten rzeczownik.

PZDR, Drobner
Przebiśnieg (137 punktów)
>A o 'bogu' nie rozmawiam, bo nie wiem co oznacza ten rzeczownik.

Ale wiesz co oznaczają przymiotniki typu : chrześcijański czy jakkolwiek inaczej okaleczony irracjonalnością przez RELIGIE (wszystkie) czyli systemy wiary.
Ożeł (251 punktów)
>>A o 'bogu' nie rozmawiam, bo nie wiem co oznacza ten rzeczownik.
>Ale wiesz co oznaczają przymiotniki typu : chrześcijański czy jakkolwiek inaczej okaleczony irracjonalnością przez RELIGIE (wszystkie) czyli systemy wiary.
>

To tak jakbys nazwal ewolucje teoria dotyczaca defekacji. Co prawda to Darwin wymyslil teorie ewolucji, ale Ty wiesz lepiej...
KislastyOdp: Boga nie ma.
Bog niemusi liczyć isęz logiką i dlatego jest Bogiem.Proste
Ożeł (251 punktów)
>Bog niemusi liczyć isęz logiką i dlatego jest Bogiem.Proste

Ktos bedzie Bogiem wtedy, kiedy bedzie niesmiertelny, wszechmogacy i wszechwiedzacy - proste. Z tym, ze wykazalem iz nikt taki nie moze istniec.
Tatanka Yotanka
"Ktos bedzie Bogiem wtedy, kiedy bedzie niesmiertelny, wszechmogacy i wszechwiedzacy". Powtarzasz to w kółko. I powtarzasz, że tak głoszą podstawowe teksty religii monoteistycznych, które - jak rozumiem - pośrednio atakujesz.
Otóż.
Nie znam Koranu. Ale przeczytałem całą Biblię. I nigdzie nie pada tam choćby podobny do Twojego opis Boga. Owszem, mówi się np. że Bóg jest "zazdrosny w swej miłości", że "rozpalił się Jego gniew", że jest "miłosierny i łaskawy", ale nigdzie nie ma mowy o jego tzw. "tomistycznych" cechach. Chyba, że coś przeoczyłem.
Zatem.
Podejmę z Tobą racjonalną dyskusję, jeśli Ty wykażesz się wiedzą, do której pretendujesz. Podaj mi konkretne cytaty z Biblii potwierdzające podane PRZEZ CIEBIE właściwości Boże, a wtedy pogadamy o Bogu biblijnym.
Powodzenia.
Ożeł (251 punktów)
>Podejmę z Tobą racjonalną dyskusję, jeśli Ty wykażesz się wiedzą, do której pretendujesz. Podaj mi konkretne cytaty z Biblii potwierdzające podane PRZEZ CIEBIE właściwości Boże, a wtedy pogadamy o Bogu biblijnym.

Jedziemy!

Wszechmocny:

(3) A Bóg Wszechmocny będzie ci błogosławił. Uczyni cię płodnym i da ci liczne potomstwo, tak że staniesz się praojcem wielu szczepów.

(Ks. Rodzaju 28:3, Biblia Tysiąclecia)

(11) Po czym Bóg rzekł do niego: Ja jestem Bóg wszechmocny. Bądź płodny i rozmnażaj się. Niechaj powstanie z ciebie naród i wiele narodów, i niechaj królowie zrodzą się z ciebie.

(Ks. Rodzaju 35:11, Biblia Tysiąclecia)

(14) A Bóg Wszechmocny niechaj sprawi, aby ów człowiek zlitował się nad wami i puścił wolno waszego brata oraz Beniamina. Skoro mam zostać samotny, to niech tak już będzie!

(Ks. Rodzaju 43:14, Biblia Tysiąclecia)

(3) rzekł do Józefa: Bóg Wszechmogący ukazał mi się w Luz, w kraju Kanaan, i błogosławiąc mi

(Ks. Rodzaju 48:3, Biblia Tysiąclecia)

(25) od Boga ojców twoich, który cię będzie wspomagał, od Wszechmocnego, który ci będzie błogosławił - błogosławieństwa z niebios wysokich, błogosławieństwa otchłani leżącej najniżej, błogosławieństwa piersi i łona.

(Ks. Rodzaju 49:25, Biblia Tysiąclecia)

Wieczny [niesmiertelny nota bene]:

(28) Czy nie wiesz tego? Czyś nie słyszał? Pan - to Bóg wieczny, Stwórca krańców ziemi. On się nie męczy ani nie nuży, Jego mądrość jest niezgłębiona.

(Ks. Izajasza 40:28, Biblia Tysiąclecia)

(27) Zwycięzcą jest Bóg odwieczny. Zniża swą broń - On od wieków, by odpędzić wroga przed tobą; to On woła: Wyniszcz!

(Ks. Powt. Prawa 33:27, Biblia Tysiąclecia)

(25) jedyny Rozdawco dóbr, jedynie sprawiedliwy, wszechmocny i wieczny, który wybawiasz Izraela ze wszystkiego zła, który ojców naszych uczyniłeś wybranymi i który uświęciłeś ich,

(2 Ks. Machabejska (w) 1:25, Biblia Tysiąclecia)

28) Czy nie wiesz tego? Czyś nie słyszał? Pan - to Bóg wieczny, Stwórca krańców ziemi. On się nie męczy ani nie nuży, Jego mądrość jest niezgłębiona.

(Ks. Izajasza 40:28, Biblia Tysiąclecia)

(5) Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła władza. Nazwano Go imieniem: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju.

(Ks. Izajasza 9:5, Biblia Tysiąclecia)

Tatanka Yotanka
No, rozbawiłeś mnie maksymalnie! To, że rozumujesz po grecko-łacińsku, wcale nie znaczy, że wszyscy na świecie tak rozumują czy rozumowali. Musisz wejść w ducha wypowiedzi, którą krytykujesz i - zamiast podawać co Ty tam widzisz - znaleźć najpierw intencje autora. Czyli: CO AUTOR MIAŁ NA MYŚLI. Przykłady, które podajesz to strzał do własnej bramki.
Bo:
mylisz OPIS właściwości Bożych, z TYTUŁAMI.
Na Bliskim Wschodzie do dziś w rozmowie z osobą bardziej godną od siebie zaczyna się od tzw. "afirmujących tytułów", które są jakby dodatkowymi imionami, nazwami własnymi tej osoby, które mają za zadanie JEDYNIE podkreślić jej rangę, a nie WŁAŚCIWOŚCI. Potem może ewentualnie nastąpić w ramach "chwalby" opis czynów danej osoby - te już są jakimś opisem, ale przecież nie mającym nic wspólnego z filozofią 8)
Sam popatrz:
> A Bóg Wszechmocny będzie ci błogosławił. Uczyni cię płodnym i da ci liczne potomstwo, tak że staniesz się praojcem wielu szczepów. (Ks. Rodzaju 28:3, Biblia Tysiąclecia)

Bóg Wszechmocny jest tu tytułem (jednym z wielu). Opisem Jego właściwości jest, że BŁOGOSŁAWI. Jak to w hebrajskim: nie dość, że pada CECHA, to jeszcze pojawia się jej WYJAŚNIENIE (w tym wypadku: błogosławić oznacza "uczynić płodnym, dać liczne potomstwo" etc.).

I tak dalej, i tak dalej. Każde stwierdzenie typu "Bóg wszechmocny", "Wieczny", "Pan" to tytuły lub imiona. Wprost mówi o tym cytowany przez Ciebie bezwiednie Izajasz: "Nazwano Go IMIENIEM: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju" (podkreślenie moje).
Opisy właściwości Bożych to na przykład: "On się nie męczy ani nie nuży, Jego mądrość jest niezgłębiona". Ale z tego opisu jaką wyciągniesz dominantę? Że jest niezmordowany i mądry mądrością niezgłębioną? A co to znaczy?

Poza tym zauważ jedną rzecz: tłumaczenie, na które się powołujesz, zostało wykonane przez katolików. Czemu więc w miejscach gdzie spokojnie mogli naciągnąć słówko WSZECHMOCNY na WSZECHMOGĄCY - nie uczynili tego? Czemu zamiast WSZECHWIEDZĄCY jest jedynie PEŁEN MĄDROŚCI, a zamiast NIEŚMIERTELNY stoi zwykle Odwieczny (Wieczny)?
Bo Ci tłumacze wiedzieli, że ani w biblijnym hebrajskim, ani w grece koine Nowego Testamentu nikt nie posługuje się terminami filozoficznymi. Takowe po prostu - przynajmniej w sensie filozofii grackiej - wśród Żydów nie istniały.

Słowem: miło, że Cię zmusiłem do chwilowego przysiadu nad konkordancją (lub czyimiś wypiskami z konkordancji), ale już w pierwszym podejściu wykazałeś się tak radykalną ignorancją, że chyba nie ma co z Tobą dalej dyskutować...

No, chyba że mnie jeszcze czymś pozytywnym zaskoczysz...

Choć wątpię.
Ożeł (251 punktów)
To co piszesz ma sens, ale nie powiem jeszcze, ze dowod obalony. Musze pomyslec i dam odpowiedz lub przyznam Tobie racje.
Ożeł (251 punktów)
Gratuluje wykazals, ze sie myle. Dziekuje Ci za to, bo wole znac prawde, nawet kosztem tak tragicznej omylki.

ALE, ale.... zawsze jest ALE.

Moje przyklady na wszechmocn Boga sa jedna wielka wtopa, co nie znaczy, ze nie ma na to dowodow w Biblii. Niestety nie mam kontaku z zadnym ksiedzem, ale jezeli nadarzy sie okazja z pewnoscia poprosze o takie fragmenty. [tak nawiasem mowiac to na podtsawie Biblii lub jej roznych przekladow mozna udowodnic b. wiele "faktow", ktore same sobie przecza]

Poniewaz jednak nie moge wykazac tego co mowie na podstawie cytatow z Biblii odniose sie do dogmatow religi na, ktore sie powolywalem. Dogmaty powstaja przez interpretacje pism swietych i to z nich poznajemy def. Boga jako wszechmogacego.
I tyle na ten temat.

jeszcze raz dziekuje za poprawienie mnie.
Tatanka Yotanka
>Gratuluje wykazals, ze sie myle. Dziekuje Ci za to, bo wole znac prawde, nawet kosztem tak tragicznej omylki.

Szacunek w Twoją stronę. Przepraszam jeśli przy okazji potraktowałem Cię nieco obcesowo. Szacunek jeszcze raz.

>Moje przyklady na wszechmocn Boga sa jedna wielka wtopa, co nie znaczy, ze nie ma na to dowodow w Biblii.

Słuszna intuicja. Są

>tak nawiasem mowiac to na podtsawie Biblii lub jej roznych przekladow mozna udowodnic b. wiele "faktow", ktore same sobie przecza

Bardzo wiele faktów, które sobie wzajem przeczą można też wykazać na podstawie teorii względności, układu Mendelejewa oraz instrukcji obsługi żelazka - zwłaszcza jeśli się do nich nie zastosuje stosownego klucza hermeneutycznego.
Czy jeśli Ci powiem, że w Biblii nie ma sprzecznych tez, uwierzysz mi na słowo? Czy może znowu się spróbujemy? To naprawdę przyjacielska propozycja.

>Poniewaz jednak nie moge wykazac tego co mowie na podstawie cytatow z Biblii odniose sie do dogmatow religi na, ktore sie powolywalem. Dogmaty powstaja przez interpretacje pism swietych i to z nich poznajemy def. Boga jako wszechmogacego.

Kolejna słuszna intuicja. Rzeczywiście, przymioty Boga - których nielogiczność atakowałeś - są "wydedukowane" z Pisma.
Ale: UWAGA!
W dogmatach też ich nie znajdziesz. To znaczy znajdziesz stwierdzenia typu "wszechmogący", jednak bez DEFINICJI, której tak bardzo przecież potrzebujesz, żeby podjąć jakikolwiek kontr-dyskurs...
Spryciarze z tych chrześcijan, co?
Może więc poszukaj raczej u muzułmanów?
Ożeł (251 punktów)
>>tak nawiasem mowiac to na podtsawie Biblii lub jej roznych przekladow mozna udowodnic b. wiele "faktow", ktore same sobie przecza
>Bardzo wiele faktów, które sobie wzajem przeczą można też wykazać na podstawie teorii względności, układu Mendelejewa oraz instrukcji obsługi żelazka - zwłaszcza jeśli się do nich nie zastosuje stosownego klucza hermeneutycznego.

Na podstawie Biblii powstalo ponad 20tys. sekt i zwiazkow wyznaniowych. Zdaje sobie sprawe, ze tresc Biblii jest sporo "naciagana" przez roznych ludzi.

>Czy jeśli Ci powiem, że w Biblii nie ma sprzecznych tez, uwierzysz mi na słowo? Czy może znowu się spróbujemy? To naprawdę przyjacielska propozycja.

Nie jestem specjalista od Biblii

>>Poniewaz jednak nie moge wykazac tego co mowie na podstawie cytatow z Biblii odniose sie do dogmatow religi na, ktore sie powolywalem. Dogmaty powstaja przez interpretacje pism swietych i to z nich poznajemy def. Boga jako wszechmogacego.
>Kolejna słuszna intuicja. Rzeczywiście, przymioty Boga - których nielogiczność atakowałeś - są "wydedukowane" z Pisma.
>Ale: UWAGA!
>W dogmatach też ich nie znajdziesz. To znaczy znajdziesz stwierdzenia typu "wszechmogący", jednak bez DEFINICJI, której tak bardzo przecież potrzebujesz, żeby podjąć jakikolwiek kontr-dyskurs...
>Spryciarze z tych chrześcijan, co?
>Może więc poszukaj raczej u muzułmanów?
>
U muzulmanow takie slowo tez jest i bynajmniej tytulowaniem tego bym nie nazwal. Wszech[wszystko]mogacy[potrafiacy]. I to na tej podstawie przyjmuje sie def. Boga taka jaka podalem.
Tatanka Yotanka
>U muzulmanow takie slowo tez jest i bynajmniej tytulowaniem tego bym nie nazwal. Wszech[wszystko]mogacy[potrafiacy]. I to na tej podstawie przyjmuje sie def. Boga taka jaka podalem.

Zgadzam się. Dlatego właśnie polecam muzułmanów jako znacznie wdzięczniejszy obiekt ewentualnych racjonalistycznych ataków Aczkolwiek i oni mają dość wyrafinowaną teologię, więc też będziesz się musiał chyba trochę wysilić.
Ożeł (251 punktów)
>Zgadzam się. Dlatego właśnie polecam muzułmanów jako znacznie wdzięczniejszy obiekt ewentualnych racjonalistycznych ataków Aczkolwiek i oni mają dość wyrafinowaną teologię, więc też będziesz się musiał chyba trochę wysilić.
>

Napisalem "u muzulmanow TEZ".
Dalej twierdze, ze defnicja Boga jest taka, jaka podalem.
Tatanka Yotanka
No, to powodzenia Don Kichocie Skoro lubisz walkę z wiatrakami
Trukszyn
Musze was zmartwić.
Wszechmoc, wzechwiedza,nieśmiertelność i wszechobcność to cechy Boga wykazane w Wedach.Zatem dysuję trzeba powołać na nowo.
Kochany, Biblia biblią, ale islamscy Sufi też coś brzęczą o wszechmocy itd...
Przebiśnieg (137 punktów)
Do Tatanka:
>Bo Ci tłumacze wiedzieli, że ani w biblijnym hebrajskim, ani w grece koine Nowego Testamentu nikt nie posługuje się terminami filozoficznymi. Takowe po prostu - przynajmniej w sensie filozofii grackiej - wśród Żydów nie istniały.
Biedny Jezus Chrystus i on z tymi ludźmi musiał rozmawiać.
Czy zgodzisz się z opinią, że to przejaw wyjątkowego miłosierdzia?
Czy aby stać się człowiekiem do rozmowy z Chrystusem trzeba odrzucić swoje Żydostwo ze światopoglądu do "ogrodu sztuk" na rzecz człowieczeństwa? (dotyczy wszystkich kultur i światpogladów kulturowych w najostrzejszej formie będacych religiami)?
>Słowem: miło, że Cię zmusiłem do chwilowego przysiadu nad konkordancją (lub czyimiś wypiskami z konkordancji), ale już w pierwszym podejściu wykazałeś się tak radykalną ignorancją, że chyba nie ma co z Tobą dalej dyskutować...
Przepraszam, że się wtrącam do Waszej rozmowy, ale skoro jest szansa na ciekawą dyskusję z filozofem to moze warto?
>No, chyba że mnie jeszcze czymś pozytywnym zaskoczysz...
Proszę mnie zaskoczyć odpowiedzią. Pytanie pomocnicze:
Czy wspomniany przeze mnie "ogród sztuk" jest pochodną człowieczeństwa i należy do tego samego zbioru co irracjonalne odchody (w sensie jednego ze zbiorów w całej pozostałości po egzystencji)?
Cel pytania:
Wpływ odchodów na analizę wszechświata i bytów na problem otwartości ludzkiego umysłu na poznanie prawdy o rzeczywistości.
Czekam i pozdrawiam serdecznie.
Tatanka Yotanka
Do: Przebiśnieg

Gwoli wyjaśnienia. Moja rozmowa z "Ożełem" miała jedynie na celu wskazanie mu oczywistego faktu: należy interpretować pojęcia w ramach kontekstu, w jakim zostały użyte. Twierdząc, że w Biblii
>nikt nie posługuje się terminami filozoficznymi. Takowe po prostu - przynajmniej w sensie filozofii grackiej - wśród Żydów nie istniały.
stwierdzam tylko powyższą tezę, a nie dokonanuję oceny: czy to dobrze, czy to źle. I bynajmniej nie stwierdzam, że np. filozofia grecka stoi wyżej od przekazu biblijnego. Zwłaszcza, że zarówno Stary jak i Nowy Testament również posiadają klarowny system metafizyczno-antropologiczny (vide "Esej o myśli hebrajskiej" Claude'a Tresmontanta), który cenię.

>Biedny Jezus Chrystus i on z tymi ludźmi musiał rozmawiać.
>Czy zgodzisz się z opinią, że to przejaw wyjątkowego miłosierdzia?

Z jednej strony: zgadzam się (choć wyczuwam niepotrzebną tu ironię, bo zdaje się, że mówimy o poważnych sprawach). To samo przecież mówi św. Paweł w Flp 2,6-11.
Z drugiej strony: nie zgadzam się. Skoro bowiem miłosierdzie Jezusa wynika z miłości, to nie może być robieniem ludziom tak zwanej "łaski", prawda?
Wbrew pozorom zatem: to zawiły temat.

>Czy aby stać się człowiekiem do rozmowy z Chrystusem trzeba odrzucić swoje Żydostwo ze światopoglądu do "ogrodu sztuk" na rzecz człowieczeństwa? (dotyczy wszystkich kultur i światpogladów kulturowych w najostrzejszej formie będacych religiami)?

Nie rozumiem pytania, bo nie rozumiem zbyt wielu jego części. Co to znaczy "stać się człowiekiem do rozmowy z Chrystusem"? Co to znaczy "odrzucić swoje Żydostwo ze światopoglądu"? W dodatku "na rzecz człowieczeństwa"? Co to znaczy, że "światopoglądy kulturowe" są "w najostrzejszej formie religiami"?

Niemniej odpowiem jak umiem: z pochodzenia jestem ćwierć-Żydem (babcia była Żydówką). Żydem "pełnokrwistym" stałem się właśnie dzięki rozmawianiu z Chrystusem (Rz 2,28-29). Ufam, że jest to odpowiedź zrozumiała jednoznacznie.

>Przepraszam, że się wtrącam do Waszej rozmowy, ale skoro jest szansa na ciekawą dyskusję z filozofem to moze warto?

Ciekawą dyskusję zawsze warto podjąć. Jestem więc otwarty. Jednakowoż nie jestem filozofem. Przykro mi.

>Proszę mnie zaskoczyć odpowiedzią. Pytanie pomocnicze:
>Czy wspomniany przeze mnie "ogród sztuk" jest pochodną człowieczeństwa i należy do tego samego zbioru co irracjonalne odchody (w sensie jednego ze zbiorów w całej pozostałości po egzystencji)?
>Cel pytania:
>Wpływ odchodów na analizę wszechświata i bytów na problem otwartości ludzkiego umysłu na poznanie prawdy o rzeczywistości.

Cóż. To kolejne pytanie, którego nie rozumiem. Ufam mimo wszystko, że moje powyższe odpowiedzi przynajmniej w części zaspokoją Twoją ciekawość. I być może zapoczątkują naprawdę interesujący dialog

>Czekam i pozdrawiam serdecznie.
>

I ja pozdrawiam najserdeczniej. I również czekam
Przebiśnieg (137 punktów)
>Ciekawą dyskusję zawsze warto podjąć. Jestem więc otwarty.
>Cóż. To kolejne pytanie, którego nie rozumiem.
>I ja pozdrawiam najserdeczniej. I również czekam

Zapraszam do moich ostatnich wątków.
Kislasty
Homer Simpson: czy Bóg może stworzyć burito tak gorące ,że niebędzie w stanie go zjeść???
Ożeł (251 punktów)
>Homer Simpson: czy Bóg może stworzyć burito tak gorące ,że niebędzie w stanie go zjeść???

To rowniez dobry przyklad.
Drobner
>>Homer Simpson: czy Bóg może stworzyć burito tak gorące ,że niebędzie w stanie go zjeść???
>To rowniez dobry przyklad.
Tenproblem już dawno rozwiązano.
Twój jest lepszy tylko trzeba go dobrze sformułować.
Na razie nadal rozumiesz 'nieśmiertelność' w niepełny sposób.
Pa.
Ożeł (251 punktów)
>Na razie nadal rozumiesz 'nieśmiertelność' w niepełny sposób.

Wyjasnielm na 3 sposoby:

"Wez pod uwage, ze Ci ktory pisali np. Biblie nie musieli myslec, ze Bog zyje tak jak czlowiek, oni poprosu napisali, ze Bog nie moze przestac istniec. I to cala niesmiertelnosc."

"Skoro Bog moze wszystko to moze uczynic siebie zywym i wtedy nie bedzie mogl siebeie zabic, bo jest niesmiertelny"

"Jakkolwiek nazwiesz sposob istnienia Boga [czy bedzie to: zycie, istniene,. bytowanie, spanie, onanizowanie sie, [ponadczasowe] trwanie, medytowanie itd.] to niesmietelnosc oznacza, ze Bog NIE MOZE zakonczyc tej formy bytowania."

Teresa
Nie ma sprzeczności pomiędzy wszechmocą z nieśmieterlnością, ale sama wszechmoc + nieśmieterlność nie wstarczy aby rozkwikłać zagadkę

1.
"Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością"
(1 List Jana 4:5-11, BT)

2.
Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa,
które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie.
(1 list do Koryntian 13:8, BT) - NIESMIERTELNOSC MILOSCI (miłość jesli jest prawdziwa nigdy się nie kończy)

3.
"(miłość) Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma."
(1 list do Koryntian 13:7, BT)- WSZECHMOC MILOSCI

4.
"Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. (...)
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą
w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany."
(1 list do Koryntian 13:10, BT) - WSZECHWIEDZA MIŁOŚCI

Jak widać nie ma sprzeczności wszechmocy z nieśmieterlnością.

Ponadto w doskonałej miłości zachodzą również równania:
1. dobro=prawda
2. sprawiedliwość=miłość
itp.

Ożeł (251 punktów)
Zastanawiam sie czy nie potraktowac tego postu jako zartu... ale odpisze.

>Nie ma sprzeczności pomiędzy wszechmocą z nieśmieterlnością, ale sama wszechmoc + nieśmieterlność nie wstarczy aby rozkwikłać zagadkę
>1.
>"Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością"
>(1 List Jana 4:5-11, BT)

Ja miluje [kocham]. Ale nie Boga, bo go nie ma.

>2.
>Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa,
>które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie.
>(1 list do Koryntian 13:8, BT) - NIESMIERTELNOSC MILOSCI (miłość jesli jest prawdziwa nigdy się nie kończy)

Milosc ustaje wraz z np. zakonczeniem homeostazy.

>3.
>"(miłość) Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma."
>(1 list do Koryntian 13:7, BT)- WSZECHMOC MILOSCI

Odsylam do artykulu pt. "chemia milosci"

>4.
>"Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. (...)
>Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą
>w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany."
>(1 list do Koryntian 13:10, BT) - WSZECHWIEDZA MIŁOŚCI

Co przyjdzie? Kiedy?

>Jak widać nie ma sprzeczności wszechmocy z nieśmieterlnością.

Skad taki wniosek?

>Ponadto w doskonałej miłości zachodzą również równania:
>1. dobro=prawda

Dobro to twierdzenei zgodne z rzeczywistoscia?

>2. sprawiedliwość=miłość

Okreslony stan chemiczny pewnych czesci mozgu to sprawiedliwosc? Nie sadze...
Przebiśnieg (137 punktów)
>Zastanawiam sie czy nie potraktowac tego postu jako zartu... ale odpisze.
I słusznie, bo Biblia jest czymś co ociera się o pojęcie Boga, gdyż zawiera jego prawdziwe atrybuty i mase zafałszowań
Przyjdzie Ten, który oddzieli ziarno od plew.
Przyjdzie wiosna i wszyscy zakwitniemy.
>>"Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością"(1 List Jana 4:5-11, BT)
PRAWDA. Miłość jest stanem bytu świadomego "Bóg"
>Ja miluje [kocham]. Ale nie Boga, bo go nie ma.
Ty nie wiesz co to jest miłość, głuszysz ją w sobie, zaprzeczasz jej i sprowadzasz do zwierzęcego bagienka. Odwracasz się od Boga, mówiąc, że Go nie ma.
>>Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa,
>>które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie.
>>(1 list do Koryntian 13:8, BT) - NIESMIERTELNOSC MILOSCI (miłość jesli jest prawdziwa nigdy się nie kończy)
PRAWDA. Wszystkie atrybuty bytu świadomego trwają razem z nim.
>Milosc ustaje wraz z np. zakonczeniem homeostazy.
Jak wyżej. Stany lustrzane nie są stanami duchowymi.
Zrób sobie kukiełkę - bedzie istotą tylko w chorej wyobraźni.
A złudzenie, że będzie Cie kochać, może skończyć się tragicznie dla odurzonego.
(jednak, jeżeli mówimy o miłości jako seksie to wtedy kukiełka może się przydać)
>>"(miłość) Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.">>(1 list do Koryntian 13:7, BT)- WSZECHMOC MILOSCI
Jeżeli wszystko odnosi się do istniejącego ZBIORU WSZYSTKO, gorzej jak mamy do czynienia ze zmaterializowaną głupotą do której miłość nie przemawia,
>Odsylam do artykulu pt. "chemia milosci"
"Chemia miłości" to "umierający byt wszechmogący" - dwa plugastwa językowe.
>>"Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. (...)
>>Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą
>>w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany."
>>(1 list do Koryntian 13:10, BT) - WSZECHWIEDZA MIŁOŚCI
Eksperyment całościowy trwa. Wolałbym nie wymieniać osób, które biorą w nim udział i ich wkładu w produkt finalny.
>Co przyjdzie? Kiedy?
Syn Boży i stanie przed Tobą i zapyta:
No to co z tą "chemią"?

>>1. dobro=prawda
>Dobro to twierdzenei zgodne z rzeczywistoscia?
A nie? TAK a teraz kolega mi powie czym jest ZŁO, według analogii i przeniesie to na religie.
>>2. sprawiedliwość=miłość
Z miłości wynika sprawiedliwość.
Kto jest w stanie miłować ten ma wewnętrzną konieczność zgodnie z naturą stanu.
>Okreslony stan chemiczny pewnych czesci mozgu to sprawiedliwosc? Nie sadze...
Jeżeli czyimś umysłem jest chemiczny penis i jego obraz w szarym uzwojeniu to nawet zachodzi podejrzenie, że uzasadni gwałt na zakonnicy. Metodą "tolerancji seksualnej" dla zboczeń i dominacji seksu nad duchowością.
P.S. Podoba Ci się "jazda"? Wiesz, że nie personalnie
Ja atakuję tylko opinie nigdy ich autorów bo ich miłuję.

Ożeł (251 punktów)
>I słusznie, bo Biblia jest czymś co ociera się o pojęcie Boga, gdyż zawiera jego prawdziwe atrybuty i mase zafałszowań
>Przyjdzie Ten, który oddzieli ziarno od plew.
>Przyjdzie wiosna i wszyscy zakwitniemy.

Biblia to stek przeklaman i plagiatow. Tlumaczenia Biblii to cos jeszcze bardziej zalosnego.

>>>"Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością"(1 List Jana 4:5-11, BT)
>PRAWDA. Miłość jest stanem bytu świadomego "Bóg"

Milosc jest stanem biochemicznym mozgu.

>>Ja miluje [kocham]. Ale nie Boga, bo go nie ma.
>Ty nie wiesz co to jest miłość, głuszysz ją w sobie, zaprzeczasz jej i sprowadzasz do zwierzęcego bagienka. Odwracasz się od Boga, mówiąc, że Go nie ma.

Co ja wiem o milosci? Moze zamiast wierszy czytam naukowe artykuly, moze robi mi sie mdlo jak ogladam kolejna scene milosna w tanich marnych filmach, ale bylem zakochany raz i wiem co to jest milosc.

>>>Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa,
>>>które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie.
>>>(1 list do Koryntian 13:8, BT) - NIESMIERTELNOSC MILOSCI (miłość jesli jest prawdziwa nigdy się nie kończy)
>PRAWDA. Wszystkie atrybuty bytu świadomego trwają razem z nim.
>>Milosc ustaje wraz z np. zakonczeniem homeostazy.
>Jak wyżej. Stany lustrzane nie są stanami duchowymi.

Sa tylko stany biochemiczne, mozg odpowiada za swiadomosc, uczucia. To co mowisz jawnie przeczy nauce, wiec moglbys chociaz powolac sie na jakies badania.

>"Chemia miłości" to "umierający byt wszechmogący" - dwa plugastwa językowe.

Belkot.

>>>"Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. (...)
>>>Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą
>>>w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany."
>>>(1 list do Koryntian 13:10, BT) - WSZECHWIEDZA MIŁOŚCI
>Eksperyment całościowy trwa. Wolałbym nie wymieniać osób, które biorą w nim udział i ich wkładu w produkt finalny.

Elegancko, zaproscie mnie jak juz "eksperyment" osiagnie zamierzone efekty.

>>Co przyjdzie? Kiedy?
>Syn Boży i stanie przed Tobą i zapyta:
>No to co z tą "chemią"?

Obudze sie i pomysle "znowu mialem zly sen".

>>>1. dobro=prawda
>>Dobro to twierdzenei zgodne z rzeczywistoscia?
>A nie? TAK a teraz kolega mi powie czym jest ZŁO, według analogii i przeniesie to na religie.

Dobro i zlo to nazwy puste. Ludzie nazywaja dobrem to co sprawia im lub ludzia z ich otoczenia przyjemnosc.

>>>2. sprawiedliwość=miłość
>Z miłości wynika sprawiedliwość.
>Kto jest w stanie miłować ten ma wewnętrzną konieczność zgodnie z naturą stanu.

Wszystko jest zgodne z natura.

>>Okreslony stan chemiczny pewnych czesci mozgu to sprawiedliwosc? Nie sadze...
>Jeżeli czyimś umysłem jest chemiczny penis i jego obraz w szarym uzwojeniu to nawet zachodzi podejrzenie, że uzasadni gwałt na zakonnicy. Metodą "tolerancji seksualnej" dla zboczeń i dominacji seksu nad duchowością.

A tego zrozumiec nie sposob.
Teresa

Do Ożeł-a:

>Zastanawiam sie czy nie potraktowac tego postu jako zartu... ale odpisze.
To nie żart, ale niewątpliwie problem.

Tak, jak to świetnie napisał Totanka Yotanka spośród wszystkich przymiotów Bożych wiara katolicka wymienia wszechmoc Bożą, z tym, że wszechmoc ta jest: powszechna i miłująca!! Bóg jako najwyższa siła we wszechświecie wykracza poza sferę pojęć jak i zmysłów. W wierze katolickiej wiemy o Bogu tyle "ile" sam zechciał nam o sobie objawić przez słowa "natchnione" karty Pisma św.

Zanim jednak powrócę to "Hymnu do miłości" chcę jeszcze wyjaśnić "logicznie", o jaką miłość chodziło mi (nie o stan biochemiczny mózgu) i jak się ona ma do wszechmocy .

Po pierwsze ponieważ wiemy o Bogu tyle "ile" sam zechciał nam objawić z kart Pisma św., stąd wiemy, że jest On prawdą i miłością:
- jedynym powodem, dla którego Bóg zechciał się objawił jest miłość.
- miłość Boża do ludzi jest wieczysta: "Ukochałem Cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość" Jr 31,3,
- "Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale moja miłość nie odstąpi od ciebie" (Iż 54,10)
- miłość ta przezwycięża nawet największe niewierności: "Tak bowiem Bóg umiłował świat, że syna Jednorodzonego dał" (J 3,16)
- miłość jest istotą Boga: "Bóg jest miłością" (1 J 4,8).
- Sam Bóg jest wieczną wymianą miłości pomiędzy: Ojcem, Synem i Duchem św.

Po drugie Pismo Św. wielokrotnie wyznaje wszechmoc Bożą:
- "Czyni On wszystko, co zechce" (PS 115,3)
- Bóg jest wszechmogący na niebie i ziemi, ponieważ on sam je stworzył,
- Dla Niego nic nie jest niemożliwe (Łk 1,37) i rozporządza on swoim dziełem zgodnie ze swoją wola,
- Jest Panem wszechświata, którego porządek sam ustalił i który jest mu całkowicie poddany,
- On jest władcą historii, rządzi sercami i wydarzeniami wedle swojego upodobania.

Po trzecie jednak wszechmoc Boża nie jest samowolna: "W Bogu moc i istota, wola i rozum, mądrość i sprawiedliwość są tym samym, tak że nic nie może być w mocy Bożej, co nie mogłoby być w sprawiedliwej woli Bożej czy w mądrym rozumie" (Tomasz z Akwinu)
Co za tym idzie jeżeli Bóg jest miłością a drugiej strony jest wszechmocny, to jego miłość jest wszechmocna a jego wszechmoc miłująca...

Powracając jeszcze do Hymnu do miłości, do którego się odwołałam, weźmy tylko te wytłuszczone fragmenty:
1. Bóg jest miłością
2. Miłość nigdy nie ustaje,
3. (miłość wszystko znosi ...), wszystko przetrzyma.

To już coś niecoś nam mówi nt. CHARAKTERU wszechmocy Bożej jak i "nieśmiertelności", prawda?? I to mi chodziło, żeby to podkreślić, że to nie jest to "bezduszna" wszechmoc..
tylko miłująca.
V0lrath (3440 punktów)
Tak się zastanawiam: Bóg jest wszechmocny i jest miłością, więc czemu stworzył nas z takim poziomem skłonności do zła / dobra oraz z takim systemem kształtowania się tych skłonności na podstawie środowiska i genów, a nie innym - np. jako całkowicie wolnych jak chodzi o wybór zła / dobra (czyt. niezależnych od wpływu genów lub życia i środowiska pod tym względem) albo przynajmniej lepszych niż jesteśmy - byśmy tak bardzo na wzajem się nie krzywdzili?
Bo zło w człowieku nie wynika w 100% z wolnego wyboru. Nie potrafiłbym np. powiedzieć sobie, że np. w ramach eksperymentu lub zobaczenia jak to jest będę od jutra złym człowiekiem. Tak samo wielu złych ludzi (morderców, degeneratów, gangsterów itp. itd.) nie potrafi okazywać uczuć, a zło jest mocno zakorzenione w ich naturze - ukształtowały to nie tyle świadomość, a głównie nieświadome procesy zależne od genów i środowiska - nigdy nie powiedzieli sobie: "o, bycie dobrym mi się nie opłaca - od jutra przechodzę na ciemną stronę!" czy coś w tym stylu. Częściowo to, że stali się źli, w wielu przypadkach wynikało z wolnej woli. Ale nie w 100% - w znacznej części (a w niektórych przypadkach w 100%) powodem jest oddziaływanie środowiska, procesy ukryte dla świadomości oraz geny. Dla niektórych wybór zło/dobro to nie kwestia wolnej woli - przynajmniej do póki nie mają nawet świadomości, że mogliby wybrać inaczej lub póki nie potrafią wybrać inaczej (co wynika z natury i ukształtowanego systemu zasad, a nie z własnego wyboru).
Pamiętajmy, że nasz "wewnętrzny kodeks moralny" wpływa bardzo mocno (a czasem zasadniczo) na nasze wybory, a odwrotnie - bywa ciężko sobie uświadomić, że coś jest nie tak z nim i jeszcze ciężej zmienić (szczególnie samemu - samą wolną wolą) - czasem nawet jest to nie możliwe ze względu na cechy, które nie są/nigdy nie były zależne od wolnej woli danego człowieka.

Więc dlaczego Bóg stworzył nas takimi miast dać nam wszystkim 100% wolności lub przynajmniej jakiś poziom wolności tym, którzy obecnie jednak nie dokonują wyboru w tym względzie (dobro/zło)?
Tatanka Yotanka
Do VOlratha:

>Tak się zastanawiam: Bóg jest wszechmocny i jest miłością, więc czemu stworzył nas z takim poziomem skłonności do zła / dobra oraz z takim systemem kształtowania się tych skłonności na podstawie środowiska i genów, a nie innym - np. jako całkowicie wolnych jak chodzi o wybór zła / dobra (czyt. niezależnych od wpływu genów lub życia i środowiska pod tym względem) albo przynajmniej lepszych niż jesteśmy - byśmy tak bardzo na wzajem się nie krzywdzili?

>Więc dlaczego Bóg stworzył nas takimi miast dać nam wszystkim 100% wolności lub przynajmniej jakiś poziom wolności tym, którzy obecnie jednak nie dokonują wyboru w tym względzie (dobro/zło)?

Świetne, choć dość klasyczne pytanie: "unde malum", "skąd zło"?
Najprościej:
raz dana wolność daje Ci wolność wyboru. Natomiast raz podjęty wybór (zła), wiąże ręce Tobie i innym (tym, których jakoś Twój wolny wybór angażował), sprawiając, że kolejne mozliwe wybory dobra stają się coraz trudniejsze.
Ale nie niemożliwe!
Na co dowodem masa ludzi, którzy wciąż - pomimo negatywnego zdeterminowania - podejmują również dobre etycznnie decyzje i czyny.
Wystarczy się rozejrzeć wokół. Żyjemy. Nie jest z nami aż tak źle.
I nie jest aż tak źle z tą naszą wolnością
Ożeł (251 punktów)
Wasze dywagacje maja dwa bledne zalozenia:
-wolna wola istnieje
-zlo/dobro istnieje

Otoz jest zupelnie przeciwnie:
Ludzie nie maja wolnej woli, sa zdeterminowany fenotypowo, genotypowo i przez okolicznosci.
Dobro i zlo nie maja desygnatow. Dobrem nazywane jest to co przynosi przyjemnosc nam lub ludzia z naszego otoczenia (zlo analogicznie).

"wewnetrzny kodeks moralny" chodzi chyba o sumienie, toz to wytwor motywu aprobaty spolecznej, dlatego polega na czynieniu i wartosciowaniu pozytywnym tego co sprawia innym przyjemnosc.
V0lrath (3440 punktów)
Dobro i zło mogą mieć desygnaty, ale będą one zazwyczaj subiektywne, bo nie ma pojęcia ogólnego z którym każdy się zgodzi - każdy ma własny kodeks moralny - można znaleźć za to część wspólną - można ewentualnie zbudować obiektywną definicję zła (odp. dobra) z owej wspólnej części, choć nie każdy się zgodzi by ją nazywać "zło" (odp. "dobro"). Zło i dobro to pojęcia abstrakcyjne na pewne cechy pewnych obiektów/zdarzeń/czynów. O ile nie każdy obiektywny obserwator musi dojść do wyróżnienia tych cech (bo może uznać wyróżnianie i nazywanie za nieistotne poznawczo), o tyle można podać definicję i udowodnić, że stosuje się do wielu obiektów i zachodzi oraz jest logiczna i spójna (o ile to jest ta wspólna definicja - np. taka jak Twoja).

>Ludzie nie maja wolnej woli, sa zdeterminowany fenotypowo, genotypowo i
>przez okolicznosci.

Uważam, że wolna wola istnieje. Wolna wola jako możliwość świadomego dokonywania wyboru niezależnie od zewnętrznych okoliczności (zewnętrznych względem mojego JA - świadomości). I nie traktuję tego jako "założenie" lecz jako empirycznie sprawdzalny poprzez własne doświadczenie fakt. Jeśli mam ochotę kiwnąć palcem to mogę to zrobić. Co znaczy mam ochotę? Może się wydawać, że to, na co "mam ochotę" jest dyktowane tylko przez same zewnętrzne względem mojego JA: pamięć, wiedzę, potrzeby, aktualne myśli (przetwarzanie informacji) oraz zmysły. Czy oby na pewno? Otóż sądzę, że nie - mimo tego, że uważam, że nie ma żadnych niematerialnych przyczyn, metafizycznych elementów, oddziaływań z jakąś duszą itp. Otóż istnieją pewne rodzaje procesów (które bardzo mocno są widoczne w zasadach działania naturalnych sieci neuronowych - w przeciwieństwie do tych sztucznych), które prowadzą do tego, że układ mimo deterministycznych zasad jest nieprzewidywalny - z punktu widzenia informacji widocznej z poziomu makro. Nazwane są pod ogólnym określeniem chaos. Co ciekawe jest możliwe, że wolna wola pochodzi od losowości - a możliwe, że z poziomu makro wszystko jedno czy jest to losowość "powstająca" cały czas czy też losowość, która ujawnia się w czasie. Do tego dochodzą efekty kwantowe, powodujące wraz z chaosem, że informacja przenosi się z poziomu kwantowego na poziom makro i poziom makro na dłuższą metę jest stabilny w pewnym zakresie i jak chodzi o pewne cechy, ale nie jest przewidywalny. Tak jak pogoda.
Wiemy, że do możliwych procesów w pogodzie zaliczymy deszcze, burze, śnieg, huragan itd. itp. i możemy stwierdzić, że z ogromnym prawdopodobieństwem będą występować, ale nigdy nie określimy kiedy i gdzie wystąpią na dłuższą metę (dłuższą - więcej niż kilka dni). Z mózgiem jest podobnie - można znaleźć zestaw stanów dyktowanych przez strukturę mózgu, geny, środowisko i otoczenie, ale nie w każdej sytuacji będziemy pewni co zrobi (nawet jeśli znamy wszystkie dotychczasowe zachowania danego człowieka i budowę mózgu co do atomu) i nie będziemy pewni na dłuższą metę niczego. Mózg zachowuje się w pewnym stopniu chaotycznie (czasem mniej czasem bardziej) i moim zdaniem chaos wraz z strukturami, które powodują, że interpretujemy wybory mózgu jako wolne wybory (czasem złude a czasem rzeczywiste), są podstawą funkcjonowania wolnej woli. Wydaje nam się, że jest w 100% wolna. Tak nie jest. Niektórzy sądzą, że jest w 100% zdeterminowana. Ale tak też nie jest. Moim zdaniem zawartość prawdziwej wolnej woli w poczuciu wolnej woli zależy od sytuacji i jest różna, ale wolna wola istnieje. Co ciekawe jeśli hamuje się procesy chaotyczne w mózgu to zmniejsza się świadomość, a także osoby, które są w stanie pobudzenia mają wysoki poziom zawartości chaosu w procesach zachodzących w mózgu i odwrotnie - śpiący mają zmniejszony.
Oczywiście trudno tak na prawdę udowodnić istnienie wolnej woli - ale można udowodnić nieprzewidywalność działania mózgu w pewnym stopniu i nie zależność - w pewnym stopniu - nawet od budowy na poziomie atomów i elektronów (choć nadal zależy od aktualnego stanu wszechświata z maksymalną dokładnością, to trzebaby znać stan całego wszechświata z nieskończoną lub ogromną dokładnością oraz jakoś wiedzieć co się zdarzy jak chodzi o procesy kwantowe - także nieprzewidywalne). Można udowodnić, że konieczna nieprzewidywalność zachodzi (nawet jeśli zasady są deterministyczne - choć ze względu na procesy kwantowe to nie koniecznie musi być prawdą) - konieczna choć nie wystarczająca. Za to moim zdaniem wystarczająca jest empiryczne doświadczenie posiadania wolnej woli (mogę kiwnąć palcem kiedy chcę) wraz z obserwacją nieprzewidywalności procesów w mózgu.

Poza tym trzeba stwierdzić co się definiuję jako "ja". Bo można od "ja" oddzielić myślenie, pamięć, zmysły, poczucie wolnej woli, odczuwana informacja w postaci przetworzonych zmysłów - itp. itd. - praktycznie wszystko - tak, że zostanie tylko poczucie istnienia. Wtedy oczywiście wolna wola jest czymś zewnętrznym. Z drugiej strony można jednak poprzyłączać to, do czego zakładamy, że mamy jakiś stopień zaufania - np. pamięć, poczucie wolnej woli, myśli, informacja odczuwana świadomie lub część tych rzeczy. Nie zależnie od tego czy przyłączymy je czy nie, to one istnieją i trzeba zanalizować skąd się biorą - fizycznie. Poczucie wolnej woli wtedy w znacznej mierze będzie złudzeniem - bo pewne deterministyczne rzeczy jawią się nam jako wybrane przez wolną wolę, ale są także niedeterministyczne elementy - i te można nazwać prawdziwą wolną wolą (choć i tak pochodzeniem jednych i drugich nie będzie niefizyczne, metafizyczne JA, ale coś fizycznego - procesy w mózgu i ośrodek odpowiadający za identyfikowanie wyborów jako własne i ośrodek odróżniania zewnętrza od wewnętrznego "JA" bezpośrednio, a często cały wszechświat i procesy kwantowe pośrednio).
Ożeł (251 punktów)
A wiec dzialania czlowieka sa w 100% zdeterminowane. Jezeli chcesz pokiwac sobie palcem to zawsze bedzie "kierowal" Toba jakis motyw. Jezeli chcesz udowodnic, ze wolna wola istnieje i pokiwasz sobie ot tak palcem to motywem Twoim, bedzie chec udowodnienia istnienia wolnej woli. Nie rozumiem skad tez Twoja pewnosc, ze na poziomie kwantowym determinizm "nie dziala". Wytlumaczycsz mi to?

NAJLEPIEJ PODAJ MI PRZYKLAD DZIALANIA WOLNEJ WOLI. [przedstaw dzialanie czlowieka, ktore nic nie determinuje]

Aha! Ja nie operuje pojeciem "ja", ja operuje pojeciem SWIADOMOSC. Znam jego def. i wydaje mi sie bardziej konkretne.

Zas co do dobra i zla to pisalem, ze te pojecie nie maja desygnatow (nie ma czegos takeigo jak dobro, nic samo w sobie nie jest dobre, dobro to slowo opisujace cos subiektywnie - nie opisuje zadnej wlasnosci przedmiotu) Tak wiec czy stworzysz def. dobra lub zla to bedzie sie ona opierala na subiektywnych wrazeniach autora definicji, a tak czy inaczej dobro (zlo)desygnatu miec nie bedzie.
V0lrath (3440 punktów)
>A wiec dzialania czlowieka sa w 100% zdeterminowane. Jezeli chcesz pokiwac sobie palcem to zawsze bedzie "kierowal" Toba jakis motyw. Jezeli chcesz udowodnic, ze wolna wola istnieje i pokiwasz sobie ot tak palcem to motywem Twoim, bedzie chec udowodnienia istnienia wolnej woli. Nie rozumiem skad tez Twoja pewnosc, ze na poziomie kwantowym determinizm "nie dziala". Wytlumaczycsz mi to?
>NAJLEPIEJ PODAJ MI PRZYKLAD DZIALANIA WOLNEJ WOLI. [przedstaw dzialanie czlowieka, ktore nic nie determinuje]
>Aha! Ja nie operuje pojeciem "ja", ja operuje pojeciem SWIADOMOSC. Znam jego def. i wydaje mi sie bardziej konkretne.

Nie jestem filozofem i nie za dużo - przynajmniej jak na razie - wiem o filozofii i jej definicjach niestety (piszę to, co sam wymyślam z siebie ). Od strony filozoficznej interesuję się takimi zagadnieniami od niedawna. Jaka jest ta definicja Świadomości?

2 przykłady działania, które zapewne (choć pewności nie mam) w znacznej mierze nie determinuje stan zmysłów ani pamięci czy wewnętrzny stan umysłu lecz chaos:
1. Człowiek ma do wyboru dwie możliwości, które traktuje jako praktycznie rzecz biorąc równoznaczne, nie ma sprecyzowanego zdania, anie wybór nie jest b. ważny, ale mimo tego musi bardzo szybko - spontanicznie - dokonać wyboru. To, co wybierze, statystycznie rzecz biorąc będzie losowe lub prawie losowe (to znaczy czasem będzie od czegoś deterministycznie zależało, a czasem nie).
2. Człowiek ma bez zastanawiania wygenerować ciąg liczb "pseudolosowych". Sam próbowałem - nie wyjdą liczby kompletnie niezależne od siebie i losowe - większość była w pierwszym tysiącu i prawie wszystkie nie przekroczyły 2 tys. oraz pojawiały się czasem ciągi zależnych liczb, ale z drugiej strony pojawi(ł) się pewien poziom losowości i chaosu.

Do tego o ile motyw oraz umiejętności mogą mocno wpływać na ogólne wybory, to wcale nie musi na szczegóły ich wykonania. Np. są rzeczy, które bardzo dobrze umiesz robić lub robisz instynktownie - weźmy za przykład chodzenie - nie wykonujesz zazwyczaj świadomie. Nogi cię niosą, ale nie czujesz tego, że świadomie wybierasz sposób chodzenia, że świadomie kierujesz każdym ruchem.
Gdy zaczynasz się czegoś uczyć, to odczuwasz, że wykonujesz daną rzecz świadomie bardziej niż gdy dobrze to opanujesz.
Ale to mogą być tylko złudzenia - odczucia. I napewno w znaczym stopniu są.
Jednak nie odmawiałbym na tej podstawie możliwości temu, że w pewnym stopniu wolna wola może być prawdziwa - ze względu na nieprzewidywalny czynnik w procesach zachodzących w mózgu (i to nieprzewidywalny nawet gdy pominiemy procesy kwantowe - choć wtedy nieprzewidywalny i deterministyczny za razem).

Z badań fal mózgowych człowieka wynika, że są mocno chaotyczne i nieprzewidywalne - choć można określić wielowymiarowy atraktor, który jest w znacznym stopniu stabilny, czyli pewne cechy wyborów i myślenia są stałe.
Możliwe, że duża część lub nawet większość wolnej woli to złudzenie - nie potrafię obecnie określić stopnia zawartości prawdziwej wolnej woli w wolnej woli, ale sądzę, że wolna wola - ta prawdziwa - ma rację bytu chociażby ze względu na chaotyczne procesy w mózgu uzależniające jego stan (chociaż nie od razu - zmiany rozchodzą się i przechodzą między poziomami z skończoną prędkością) od informacji, która do skali makro przechodzi ze skali mikro, a tam zachodzą procesy kwantowe.

Skąd brak determinizmu na poziomie kwantowym?
Doświadczenie Bella popularnie jest uważane za przeczące deterministycznym procesom redukcji funkcji falowej.

Można znaleźć dynamikę - opartą o chaos z atraktorem będącym nieskończenie dokładnym fraktalem - w której możemy mieć deterministyczne zasady i możemy też mieć dynamikę z zewnętrznymi zmiennymi ukrytymi, ale są one mało prawdopodobne i choć formalnie deterministyczne, to potrzebujące nieskończonej pojemności informacyjnej i nieskończonych możliwości obliczeniowych do symulowania takiej mechaniki - czyli nieprzewidywalne w skończonym wszechświecie z rozdzielonym poziomem makro powyżej skali Plancka i zmiennych ukrytych / ukrytej dynamiki poniżej tego poziomu.

Tak czy inaczej prawie każde oddziaływanie na poziomie kwantowym (redukcja funkcji falowej przy oddziaływaniu obiektów w których przynajmniej jeden jest powiązany informacyjnie z obserwatorem - przy której zaniknie z punktu widzenia obserwatora stan superpozycji stanów) prowadzi do pojawienia się drobnego losowego efektu (losowego z punktu widzenia umieszczonego w czasie obserwatora - ŚWIADOMOŚCI - ale nie koniecznie z punktu widzenia całości Wszechświata). Tak zwany "efekt motyla" obserwowany w wielu procesach może doprowadzić do tego, że drobna losowa zmiana stanu obserwatora po pewnym czasie przerodzi się w zmienę bardzo znaczącą.

Poza tym co to za różnica czy wolna wola jako niedeterministyczne zachowanie istnieje czy też nie? Może wola jako wynik w znacznym stopniu deterministycznego działania mózgu nadal może być traktowana jako w pewnym sensie wolna,bo w końcu jakiś fizyczny fragment materii informacyjnie definiuje to,czym jestem,więc w zasadzie to można się spodziewać,że ja jako świadomy byt będę przynajmniej w znacznym(większościowym lub prawie całkowitym)stopniu zdeterminowany(wraz z moją wolą)przez moją fizyczność - przez fizyczną budowę.Wtedy dla wolnej woli istnieje fizyczny odpowiednik - w.w.istnieje fizycznie.

>Zas co do dobra i zla to pisalem, ze te pojecie nie maja desygnatow (nie ma czegos takeigo jak dobro, nic samo w sobie nie jest dobre, dobro to slowo opisujace cos subiektywnie - nie opisuje zadnej wlasnosci przedmiotu) Tak wiec czy stworzysz def. dobra lub zla to bedzie sie ona opierala na subiektywnych wrazeniach autora definicji, a tak czy inaczej dobro (zlo)desygnatu miec nie bedzie.

Dobro = wszystko to, co jest pośrednim lub bezpośrednim powodem większej ilości przyjemności lub innych pozytywnych odczuć niż nieprzyjemnych odczuć i cierpienia-w rozważanym zbiorze czujących bytów na które dane coś ma wpływ.
Zło = odwrotnie do dobra.
V0lrath (3440 punktów)
Jeszcze jak chodzi o zło / dobro - o ile nie bierzemy pod uwagę metaficzycznego, niefizycznego pochodzenia subiektywnych odczuć grupy bytów wywołanych danym czymś, to te odczucia (tak samo jak byty) mają fizyczne uzasadnienie i pochodzenie oraz można je zawrzeć w definicji.

A jak chodzi o wolę - to trudno mi ocenić czy pochodzi w większej mierze od chaotycznych procesów czy od tych deterministycznych i przewidywalnych, jednak jestem przekonany, że w jakimś stopniu od jednych, a w jakimś od drugich oraz osobiście stawiałbym, że jest różnie - w zależności od warunków i problemu.
Myślę, że z jednej strony to wolna wola jest w jakimś stopniu złudzeniem (przynajmniej jako zdefiniowana poprzez brak determinizmu), ale z drugiej nie jestem pewien czy brak determinizmu jest dobrym określeniem i zdefiniowaniem tego, czym jest podstawowa cecha wolnej woli - czy jest warunkiem koniecznym na to, że wola jest "wolna" i że mam wybór. A to dlatego, że sam siebie stawiam jako element fizyczny, część fizycznego świata, więc należałoby się spodziewać, że jeśli zasady są deterministyczne (choć wydaje mi się, że dzięki chaosowi i efektom kwantowym nie są), to ja sam jestem też bytem deterministycznym jeśli rozpatrujemy wszechświat z maksymalną możliwą dokładnością informacyjną (jeśli trzeba/można to nieskończoną) - co nie przeszkadza w tym, że w skali makro - w skali na której "operuje" mój byt i działają komórki, sieci neuronowe itp. występuje (o ile patrzymy tylko na tą skalę) nieprzewidywalność i możliwe, że nie ma różnicy dla ŚWIADOMOŚCI jakie jest pochodzenie tej nieprzewidywalności - czy jest to rzeczywista losowość, chaos, efekty kwantowe czy coś innego - możliwe, że liczą się własności w skali makro, a nie pochodzenie.
Ożeł (251 punktów)
f. i wydaje mi sie bardziej konkretne.
>Nie jestem filozofem i nie za dużo - przynajmniej jak na razie - wiem o filozofii i jej definicjach niestety (piszę to, co sam wymyślam z siebie ). Od strony filozoficznej interesuję się takimi zagadnieniami od niedawna. Jaka jest ta definicja Świadomości?

Swiadomosc to calosc procestow myslowych i doswiadczen danej osoby w danym momencie, polega na przewodzeniu impulsow elek. na neuronach w tzn. nowym mozgu.

>2 przykłady działania, które zapewne (choć pewności nie mam) w znacznej mierze nie determinuje stan zmysłów ani pamięci czy wewnętrzny stan umysłu lecz chaos:
>1. Człowiek ma do wyboru dwie możliwości, które traktuje jako praktycznie rzecz biorąc równoznaczne, nie ma sprecyzowanego zdania, anie wybór nie jest b. ważny, ale mimo tego musi bardzo szybko - spontanicznie - dokonać wyboru. To, co wybierze, statystycznie rzecz biorąc będzie losowe lub prawie losowe (to znaczy czasem będzie od czegoś deterministycznie zależało, a czasem nie).

Nie bedzie losowe, komus sie tylko moze tak wydawac. Popierwsze wybrana czynnosc jest wg. jednostki b. oplacalna nawet jezeli z pozoru wybor wydaje sie rowny, pozatym podejmujac szybka decyzje duza role odgrywa doswiadczenie czlowieka, ktore podswiadomie uklada wzroce podobnych sytuacji i przez to pomaga wybrac "lepsza droge".

>2. Człowiek ma bez zastanawiania wygenerować ciąg liczb "pseudolosowych". Sam próbowałem - nie wyjdą liczby kompletnie niezależne od siebie i losowe - większość była w pierwszym tysiącu i prawie wszystkie nie przekroczyły 2 tys. oraz pojawiały się czasem ciągi zależnych liczb, ale z drugiej strony pojawi(ł) się pewien poziom losowości i chaosu.

To mylna interpretacja. Nic samo z siebie sie nie mowi, choc moze sie tak wydawac. Trudno w tym przykladzie wskazac motyw jaki kierowal czlowiekiem co nie znaczy ze motyw taki nie istnieje.

>Z badań fal mózgowych człowieka wynika, że są mocno chaotyczne i nieprzewidywalne - choć można określić wielowymiarowy atraktor, który jest w znacznym stopniu stabilny, czyli pewne cechy wyborów i myślenia są stałe.

Te fale sa poukladane i to dosc dobrze, moze ludzia trudno zrozumiec dokladnie te fale oraz to jak sie rozchodza w mozgu, ale jestesmy na dobrej drodze.

>Skąd brak determinizmu na poziomie kwantowym?
>Doświadczenie Bella popularnie jest uważane za przeczące deterministycznym procesom redukcji funkcji falowej.

Poszukam inf. na ten temat u pewnej osoby i odpowiem Tobie moze jeszcze dzis.

Zas co do nieprzewidywalnosci, to ludzka percepcja jest zadowna tak jak i metody naukowe, ale to nie znaczy, ze czegos sie przewidziec nie da. byc moze kiedys bedzie to mozliwe.

>>Zas co do dobra i zla to pisalem, ze te pojecie nie maja desygnatow (nie ma czegos takeigo jak dobro, nic samo w sobie nie jest dobre, dobro to slowo opisujace cos subiektywnie - nie opisuje zadnej wlasnosci przedmiotu) Tak wiec czy stworzysz def. dobra lub zla to bedzie sie ona opierala na subiektywnych wrazeniach autora definicji, a tak czy inaczej dobro (zlo)desygnatu miec nie bedzie.
>Dobro = wszystko to, co jest pośrednim lub bezpośrednim powodem większej ilości przyjemności lub innych pozytywnych odczuć niż nieprzyjemnych odczuć i cierpienia-w rozważanym zbiorze czujących bytów na które dane coś ma wpływ.
>Zło = odwrotnie do dobra.

Czyli dobre jest to co wiekszosc uzna za dobre? Zrobimy referendum i powiemy, ze takie, a takie dzialania sa dobre? To jest ebzsensu, lepiej wykazac, ze cos jest niekorzystne z jakiegos powodu, niz nazywac to poprostu ZLYM bo tak chciala wiekszosc.

V0lrath (3440 punktów)
>Nie bedzie losowe, komus sie tylko moze tak wydawac. ...

Tak, ale to nie wyklucza pewnego poziomu losowości oraz nie wyklucza tego, że w pewnych warunkach losowość może mieć większy wpływ niż doświadczenie i przewidywalne procesy. Zauważ, że mózg to nie komputer czy automat - w komputerze i innych urządzeniach elektronicznych wszelkie szumy w sygnałach są tłumione, a przy przesyłaniu poprzez "zaszumiony" kanał stosuje się kodowanie eliminujące błędy.
W mózgu nie ma takich systemów, nie ma kodowania - a wręcz przeciwnie - drobne nieregularności nie są tłumione, ale zazwyczaj wzmacniane. Układ nie jest w stanie stabilnym, ale porusza się w pobliżu tego stanu - po pewnego rodzaju atraktorze chaotycznym - każdy element mózgu (neurony, aksony) zachowuje się nie jak układ liniowy w stanie termodynamicznie ustabilizowanym i zamkniętym, ale jak układ nieliniowy otwarty nie osiągający stanu termodynamicznej stabilności oraz dyssypatywny - zachodzi w nim wymiana energii i materii z innymi częściami mózgu i z zewnętrzem mózgu. Systemy otwarte - szczególnie te złożone - są praktycznie zawsze w stanie nie dokładnej stabilności termodynamicznej - drobne pobudzenie może prowadzić do pojawienia się chaosu, a samoorganizujące się - jak mózg - są wręcz z definicji w stanie dosyć odległym od stabilności. Do tego dochodzi w tego typu systemach do pojawiania się punktów krytycznych w których system może przejść do jednego z 2 stanów w których jeden lub oba prowadzą do przejścia w jakąś formę chaotycznego zachowania, a przejście zależy od bardzo małych różnic. To tak jak byśmy w komputerze nie przejmowali się ani zakłóceniami ani ewentualnymi możliwościami zachodzenia tak zwanych "wyścigów" - sytuacji kiedy stan wyjściowy zależy od nieprzewidywalnej kolejności zdarzeń na poziomie elektroniki (np. od tego który sygnał (a raczej jego zmiana) dotrze pierwsza do danej bramki).
Kiedy patrzymy na jakiś system - np. na mózg - jako na coś złożonego z milionów małych elementów to zauważymy, że każdy z tych elementów może działać w pewnym stopniu losowo podczas gdy całość - ze względu na statystykę - zachowuje lub przynajmniej wydaje się zachowywać stabilnie, liniowo i deterministycznie. Entropia w mózgu stale maleje - jest w pewnym sensie "wydalana" na zewnątrz. Statystyczna entropia zawsze podąża w kierunku zmian zgodnie z prawdopodobieństwem - jeśli potraktujemy entropię jako miarę chaosu to można powiedzieć, że prawdopodobieństwo przejścia układu w pewne możliwe stany określa jednocześnie niepewność systemu. Boltzman wykazał, że systemy zazwyczaj dążą (poprzez nieodwracalne procesy termodynamiczne) do stanu coraz większej entropii co oznacza, że dążą do coraz większej losowości na poziomie molekularnym. Jednak odnosi się to tylko do systemów b. blisko termodynamicznej stabilności - systemy samoorganizujące działają inaczej - zmniejszają entropię kosztem zewnętrza, którego entropia dodatkowo rośnie. Do tego ich atraktory są częściowo lub całkowicie chaotyczne.
Jak to się dzieje, że pewne procesy są chaotyczne, nieprzewidywalne, ale w pewnym stopniu i jak chodzi o pewne cechy produkują przewidywalne wyniki? Wynika to z przejść fazowych tych systemów. Polega to na ograniczeniu możliwych stanów podsystemów do tylko niewielkiej ich ilości poprzez tak zwany "parametr sterujący" - Haken w 1987 roku pokazał jak to się dzieje, że "parametry sterujące" wyznaczony przez statystyczne zachowanie podsystemów steruje efektami samoorganizacji i ograniczania ilości możliwych stanów podsystemów, a przejścia do tych stanówpowodują organizację i zmiany "parametrów sterujących". Takie zachowanie powoduje, że system porusza się po stabilnym atraktorze o danym kształcie ale jednocześnie jest to atraktor chaotyczny i pewne elementy zachowania są nieprzewidywalne. Przewidywalne elementy zachowania procesów są fizycznymi odpowiednikami takich obiektów/cech jak podświadomość czy procesy analizy informacji itp. itd. Można powiedzieć, że atraktor jest odpowiednikiem fizycznym "archetypu" według Junga. Makroskopowy system jest stabilny i przewidywalny jak chodzi o większość cech, ale występuje w nim pewien chaotyczny, nieprzewidywalny element - który prawdopodobnie jest fizycznym odpowiednikiem ego i zawiera w sobie wolną wolę oraz jest fizycznym JA (według Junga). Mała zmiana w otwartym systemie w mózgu powoduje dużą zmianę w zachowaniu. Zmianę nieprzewidywalną - tak działa chaos. Impulsy chaotyczne i deterministyczne sterują mózgiem, a dokładniej jego interakcją z zewnętrzem. Jak by było za małe natężenie impulsu chaotycznego, to człowiek zachowywałby się jak robot z typowego filmu o robotach. Jak za małe przewidywalnego - to pojawiłyby się, coraz silniejsze "marzenia", coraz większa losowość, nierealność itp. - gdy mózg umiera i brakuje tlenu to tak się zresztą często dzieje.

>Czyli dobre jest to co wiekszosc uzna za dobre? Zrobimy referendum i powiemy, ze takie, a takie dzialania sa dobre? To jest ebzsensu, lepiej wykazac, ze cos jest niekorzystne z jakiegos powodu, niz nazywac to poprostu ZLYM bo tak chciala wiekszosc.

Wiem, trudno dobro i zło "zmierzyć" bo trzeba by wiedzieć co odczuwają (i to nie przez referendum, ale np. poprzez zbadanie impulsów w mózgu) wszyscy będący pod wpływem danego czegoś (np. zdarzenia), a to raczej nie za bardzo możliwe, ale zdefiniować można - i stwierdzić, że definicja na nie wiele się przydaje (co nie znaczy, że tak zdefiniowane zło czy dobro nie istnieje - poprostu nie możemy bezpośrednio go mierzyć), ale przynajmniej uśrednione pojęcie tego, co jest dobre lub złe w danej grupie bytów (np. ludzi) jest z sporym prawdopodobieństwem zbliżone do tego, co wynikałoby z takiej definicji zastosowanej do tej grupy. Podobnie część wspólna poglądów co do zła z większości przeciętnych światopoglądów będzie zbliżona do tego (lub części tego), co za złe będzie uważała i odczuwała przeciętna grupa ludzi.
Tak, złe = bardziej niekorzystne niż korzystne z punktu widzenia zbioru bytów na które ma to coś wpływ.
V0lrath (3440 punktów)
Jeszcze muszę dodać, że nie ma czegoś takiego jak bezwzględne zło - zło bez kontekstu zbioru czujących bytów na które dane coś ma wpływ.
Możliwe, że nawet większość obiektów i zdarzeń we Wszechświecie jest neutralna w kategoriach zło/dobro, bo nie mają jakiegoś znaczącego, zwuważalnego wpływu na to, co się dzieje z czującymi bytami.

Nóż, widelec czy wybuch supernowej nie są ani dobre ani złe.

Za to suma nóż + widelec + "wynalazek" posługiwania się nimi + smaczny obiad już są według tej definicji dobre - bo powodują zadowolenie jakiejś osoby

Podobnie wybuch supernowej w pobliżu Ziemii (lub innego zamieszkałego przez czujące byty świata) - gdyby np. słoneczko wybuchło - byłoby złe.
Ożeł (251 punktów)
Sluchaj, jezeli w mozgu sa jakies zaklucenia (nie neguje tego) to jest to tylko kolejny czynnik, ktory determinuje Twoje zachowanie. Podaj przyklad dzialania czlwoieka z wolna wola.

Co do dobra i zla to nie ma sensu czegos nazywac zlym/dobrym (rozumiem, ze jestes przyzwyczajony do takich pojeci, ale to nazwy puste), bo zaden obiekt nie jest obiektywnie zly/dobry. Nie ma tez zadnego sensu robic ankiety "kto co uwaza za dobre/zle", bo taki podzial nie ma zadnego sensu! Latwiej wykazac, z jakeigo powodu czegos robic nie wolno, niz nazywat to zlym.
V0lrath (3440 punktów)
>Sluchaj, jezeli w mozgu sa jakies zaklucenia (nie neguje tego) to jest to tylko kolejny czynnik, ktory determinuje Twoje zachowanie. Podaj przyklad dzialania czlwoieka z wolna wola.

Wolna wola, jeśli istnieje, to skądś się bierze, więc trudno oczekiwać, że będzie czymś niefizycznym - że nie będzie miała fizycznego odpowiednika. A co jeśli ma w chaotycznym elemencie sterowania - na krótką metę i małą skalę w zakłóceniach, a na dłuższą w ich rozszerzaniu się, wzmacnianiu i wpływu ogólnie, choć za razem subtelnie, na wszystko co się dzieje w mózgu?

Są 2 możliwości + kontinuum między nimi:
1. Wolna wola pochodzi od jakiejś losowości, z napływu informacji do Wszechświata, procesów kwantowych czy czegoś w tym stylu (a może tylko przepływowi chaosu informacyjnego z poziomu molekuł do poziomu makroskopowego - nie wiadomo czy przypadkiem to nie wystarczy).
2. Wolna wola jest tak na prawdę procesem deterministycznym, a jej indeterminizm iluzją.

Dopóki wiemy (lub jesteśmy mocno przekonani), że istnieją nieprzewidywalne (a najprdopodobniej także indeterministyczne) procesy kwantowe oraz procesy w mózgu są mocno chaotyczne, to nie możemy wykluczyć istnienia wolnej woli - szczególnie, że coś takiego jak wolna wola odczuwamy. Należy zbadać w jakim stopniu to co odczuwamy jest tylko iluzoryczną wolną wolą, a w jakim jest indeterministyczne, ale nie można zakładać, że w 100% tak jest - bo jest prawie pewne moim zdaniem, że w 100% tak nie jest - choć nie potrafię określić powiedzieć czy jest tak w 40%, 80%, 99.9% czy jakimś innym stopniu.

>Co do dobra i zla to nie ma sensu czegos nazywac zlym/dobrym (rozumiem, ze jestes przyzwyczajony do takich pojeci, ale to nazwy puste), bo zaden obiekt nie jest obiektywnie zly/dobry.

Jest obiektywnie dobry (lub zły), choć trudno to zmierzyć. Jeśli odczucia innych osób mają fizyczne odpowiedniki - czyli nie wierzymy w metafizyczne dusze, których zbadać nie można, ale w impulsy w mózgu itd. to obiekt dobry nie jest sam w sobie dobry, ale jest dobry jeśli bierzemy pod uwagę nie tylko sam obiekt ale też resztę wszechświata. A więc jest to cecha danego czegoś umieszczonego gdzieś w czasoprzestrzenii i mającego wpływ na czujące byty (czyli na Ziemi posiadające mózgi).
Definicja ta ma rację bytu na tej samej zasadzie według której coś takiego jak pojęcie prędkości jest sensowne - prędkość nie ma sensu jeśli nie ma umiejscowienia w czasoprzestrzeni oraz punktu odniesienia. Chyba nie zaprzeczysz, że pojęcie prędkości ma sens?

Zgodzę się, że to mało przydatne pojęcie

Ale można stworzyć przybliżone skrócone pojęcie - np. jako to, co należy lub co nie należy robić będąc człowiekiem żyjącym w społeczeństwie.

Lub subiektywny odpowiednik, który wyznacza to, co dana osoba (czy też grupa osób) uważa za zgodne z definicją (gdyż w momencie, w którym nie ma możliwości dokładnej oceny tego co jest dobre lub co złe należy zadowolić się uśrednioną lub jednostkową subiektywną definicją).

Po co pisać długo "to czego nie należy robić" zamiast "coś złego"?
Ożeł (251 punktów)
>>Sluchaj, jezeli w mozgu sa jakies zaklucenia (nie neguje tego) to jest to tylko kolejny czynnik, ktory determinuje Twoje zachowanie. Podaj przyklad dzialania czlwoieka z wolna wola.
>Wolna wola, jeśli istnieje, to skądś się bierze, więc trudno oczekiwać, że będzie czymś niefizycznym - że nie będzie miała fizycznego odpowiednika. A co jeśli ma w chaotycznym elemencie sterowania - na krótką metę i małą skalę w zakłóceniach, a na dłuższą w ich rozszerzaniu się, wzmacnianiu i wpływu ogólnie, choć za razem subtelnie, na wszystko co się dzieje w mózgu?
>Są 2 możliwości + kontinuum między nimi:
>1. Wolna wola pochodzi od jakiejś losowości, z napływu informacji do Wszechświata, procesów kwantowych czy czegoś w tym stylu (a może tylko przepływowi chaosu informacyjnego z poziomu molekuł do poziomu makroskopowego - nie wiadomo czy przypadkiem to nie wystarczy).
>2. Wolna wola jest tak na prawdę procesem deterministycznym, a jej indeterminizm iluzją.

Nie ma wolnej woli, bo zachowanie czlowieka jest zdeterminowane genotypowo, fenotypowo i przez okolicznosci! Zaklucenia w mozgu mozna nazwac tutaj okolicznosciami. Pozatmy nie znam indeterministycznych efektow kwantowych o ktorych piszesz... Odczowanie nie ma nic do tego.

>>Co do dobra i zla to nie ma sensu czegos nazywac zlym/dobrym (rozumiem, ze jestes przyzwyczajony do takich pojeci, ale to nazwy puste), bo zaden obiekt nie jest obiektywnie zly/dobry.
>Jest obiektywnie dobry (lub zły), choć trudno to zmierzyć. Jeśli odczucia innych osób mają fizyczne odpowiedniki - czyli nie wierzymy w metafizyczne dusze, których zbadać nie można, ale w impulsy w mózgu itd. to obiekt dobry nie jest sam w sobie dobry, ale jest dobry jeśli bierzemy pod uwagę nie tylko sam obiekt ale też resztę wszechświata. A więc jest to cecha danego czegoś umieszczonego gdzieś w czasoprzestrzenii i mającego wpływ na czujące byty (czyli na Ziemi posiadające mózgi).

Odczuwia maja desygnaty, ale to tylko ODCZUCIA! Reakcja na bodzce. Niczego nie mozemy anzwac dobrym (tak samo jak niczego nie mozemy nazwac PIEKNYM), a mzoemy powiedziec ze ODCZUWQAMY cos jako dobre (lub piekne).

>Definicja ta ma rację bytu na tej samej zasadzie według której coś takiego jak pojęcie prędkości jest sensowne - prędkość nie ma sensu jeśli nie ma umiejscowienia w czasoprzestrzeni oraz punktu odniesienia. Chyba nie zaprzeczysz, że pojęcie prędkości ma sens?

Predkosc to co innego. Materia porusza sie z jaka predkoscia, ktora jest obiektywnie do zmierzenia.

>Zgodzę się, że to mało przydatne pojęcie
>Po co pisać długo "to czego nie należy robić" zamiast "coś złego"?

Bo nie kazdy jest konformista, wiec nie kazdy zaprzestabnie robienia czegos, bo to jest ogolnie przyjete za "zle". Trzeba wytlumaczyc.

V0lrath (3440 punktów)
Ok, co do dobra i zła to wygrałeś - bo w sumie można zdefiniować istniejące i obiektywne zło na określenie czegoś w kontekście danego obszaru czasoprzestrzeni zawierającego czujące byty, ale nie jest to przydatna definicja - nie można użyć tej definicji do niczego konstruktywnego, a samej własności zmierzyć (przynajmniej obecnie).


Jak chodzi o wolę, to jak już wspominałem mózg i jego części nie są w stanie stabilnym termodynamicznie ani nawet w pobliżu tego stanu. Drobne zaburzenie na poziomie atomów może przenieść się na zmianę zachowania i decyzji na poziomie makro (a raczej nawet stale się przenosi - tak jak drobne zaburzenia jak machanie rękami przenosi się na zmianę pogody i jak staniesz na łące i pomachasz ręką to pogoda za kilka lat będzie z sporym prawdopodobieństwem inna niż by była gdybyś nie pomachał) Np. będzie miało wpływ na decyzję o tym czy zakreślisz cyfrę 8 czy 9 w totka lub czy kupisz czarne czy niebieskie skarpetki. Stan mózgu wyznacza coś więcej niż suma jego części i jest nieprzewidywalny (nawet jeśli pominiemy procesy kwantowe i stwierdzimy, że procesy są deterministyczne zakładając nieskończoną dokładność pomiaru to i tak moim zdaniem z punktu widzenia funkcjonowania poziomu makro (od atomów w górę na przykład) jest to nierozróżnialne od prawdziwej losowości - bo to być może w sumie wszystko jedno czy losowość powstaje wraz z czasem czy też powstała raz na początku, a potem poprzez chaotyczne lecz deterministyczne procesy powoli się ujawnia w skali makro).
Ożeł (251 punktów)
Zaburzenia maja wplyw na na decyzje, ale nijak sie maja do wolnej woli. Bo zaburzenie to poprostu kolejny czynnik determinujacy zachowanie. Skoro zamiast powiedziec 7 dzieki zaburzenia powiesz 8 to to i tak nie bedzie akt wolnej woli.
A mimo iz ludzie slabo potrafia przwidywac stany mozgu itd. to prosze nie zapominac, ze ta nauka wszybko sie rozwija, a wiec byc moze kiedys bedzie mozne przewidziec dokladne zachowanie na podstawie mozgu, zmieniac zachowanie za pomoca neurochirurgii itd.
V0lrath (3440 punktów)
>Zaburzenia maja wplyw na na decyzje, ale nijak sie maja do wolnej woli. Bo zaburzenie to poprostu kolejny czynnik determinujacy zachowanie. Skoro zamiast powiedziec 7 dzieki zaburzenia powiesz 8 to to i tak nie bedzie akt wolnej woli.

Wydaje mi się, że wymagasz do istnienia prawdziwej wolnej woli braku fizycznego jej odpowiednika - to znaczy musi być czymś niezależnym od fizycznej rzeczywistości. Jeśli tak, to rzeczywiście - wolnej woli niezależnej od fizycznej rzeczywistości - nie istniejącej fizycznie - nie ma moim zdaniem. W tym się zgadzamy.

>A mimo iz ludzie slabo potrafia przwidywac stany mozgu itd. to prosze nie zapominac, ze ta nauka wszybko sie rozwija, a wiec byc moze kiedys bedzie mozne przewidziec dokladne zachowanie na podstawie mozgu, zmieniac zachowanie za pomoca neurochirurgii itd.

Nie będzie możliwe, bo nie można poznać z nieskończoną dokładnością stanu układu.
Prawdopodobieństwo, że losowo wybrana liczba rzeczywista będzie liczbą wymierną jest zerowe. Zgadzasz się?
No to weź jakąś liczbę rzeczywistą - np. 0,75429572593759... i 2 deterministyczne zachowania:
1. Mnożymy liczbę 10 razy i zmieniamy pierwszą cyfrę na 0.
2. Stosujemy równanie logistyczne x[n+1] = c*x[n](1-x[n]) gdzie c to na przykład 3.75

Oba rodzaje zachowania są całkowicie deterministyczne. Mimo to dysponując skończenie dokładną wiedzą to jeśli wiemy, że stan początkowy to w przybliżeniu 0,75429572593759 (nieskończonej wiedzy nigdy nie mamy i mieć nie będziemy), to:
1. Po 15 iteracjach totalnie nie wiemy co będzie dalej.
2. Po około 70 iteracjach totalnie nie wiemy co będzie dalej, a już wcześniej pojawiają się znaczne błędy.

A więc znając położenie i prędkość każdego atomu w mózgu może się okazać, że po kilkudziesięciu sekundach czy minutach stan będzie nie do przewidzenia - przynajmniej w kwestii pewnych cech stanu. Nie tylko trzebaby znać położenie, prędkość i inne cechy stanu każdej cząstki w mózgu i jego otoczeniu, ale trzeba znać te stany nieskończenie dokładnie (lub prawie nieskończenie - zależnie od tego na jak długo chcemy przewidywać - przy czym nie możemy dowolnie dokładnie zbadać układu ponieważ nie możemy używać dowolnie małej cząstki do badania - cząstki badające zaburzają stan cząstek badanych) by przewidywać dokładnie co się stanie na dłuższą metę.

Informacja "widoczna" dla zjawisk dotyczących świadomości i przetwarzania informacji w mózgu z ich poziomu oraz pochodzących z zmysłów na pewno nie jest wystarczająca do przewidywania ich zachowania. Ba, nawet badanie każdej cząstki czymkolwiek co jest dostępne - jakąkolwiek cząstką nie będzie wystarczające na dłuższą metę.
Poza tym z punktu widzenia zjawisk na poziomie świadomości raczej nie powinno być rozróżnialne czy wolna wola wynika z źródła informacji oraz chaosu "z poza wszechświata" - jakiejś duszy - czy z nieobserwowalnych części zmiennych dotyczących obiektów. Moim zdaniem to ten chaotyczny wkład + jego deterministyczna złożona struktura (chaos deterministyczny - przewidywalny jak chodzi o pewne cechy i nieprzewidywalny jak chodzi o inne) + mechanizm wywołujący poczucie wolnej woli i łączący wszystko daje w sumie fizyczny odpowiednik wolnej woli i Świadomości.
Ożeł (251 punktów)
>>Zaburzenia maja wplyw na na decyzje, ale nijak sie maja do wolnej woli. Bo zaburzenie to poprostu kolejny czynnik determinujacy zachowanie. Skoro zamiast powiedziec 7 dzieki zaburzenia powiesz 8 to to i tak nie bedzie akt wolnej woli.
>Wydaje mi się, że wymagasz do istnienia prawdziwej wolnej woli braku fizycznego jej odpowiednika - to znaczy musi być czymś niezależnym od fizycznej rzeczywistości. Jeśli tak, to rzeczywiście - wolnej woli niezależnej od fizycznej rzeczywistości - nie istniejącej fizycznie - nie ma moim zdaniem. W tym się zgadzamy.

Ludzkim postepowaniem kieruja motywy psychiczne. Jestesmy swiadomi i porafimy planowac dzialania, by osiagnac wieksza przyjemnosc (zamiast kupic lizaka za 5gr mozna skladac pieniadze i kupic lepszego za 20gr) generalnie jednak nie mamy wiecej wolnej woli niz pies czy bakteria.

>>A mimo iz ludzie slabo potrafia przwidywac stany mozgu itd. to prosze nie zapominac, ze ta nauka wszybko sie rozwija, a wiec byc moze kiedys bedzie mozne przewidziec dokladne zachowanie na podstawie mozgu, zmieniac zachowanie za pomoca neurochirurgii itd.
>Nie będzie możliwe, bo nie można poznać z nieskończoną dokładnością stanu układu.

Mamy leki zmieniajace zachowanie, bedzie mozna je rowniez zmieniac za pomoca neurochirurgii. Za pomoca genetyki bedzie mozna wyliczyc nawet z bardzo duzym prawdopodobienstwem potencjal czlowieka do np. popelniania morderstw na tle seksualnym. Oczywiscie dochodza do tego okolicznosci, a wiec masa roznych czynnikow. Ludzkie mozliwosci do przwidywania sa ograniczone to fakt. Ale wszystko jest zdeterminowane.
V0lrath (3440 punktów)
>Ludzkim postepowaniem kieruja motywy psychiczne. Jestesmy swiadomi i porafimy planowac dzialania, by osiagnac wieksza przyjemnosc (zamiast kupic lizaka za 5gr mozna skladac pieniadze i kupic lepszego za 20gr) generalnie jednak nie mamy wiecej wolnej woli niz pies czy bakteria.

Myślę, że nie mamy dużo więcej niż pies, ale więcej niż bakteria.
Ludzkim postępowaniem kierują motywy psychiczne i stan środowiska tak jak wzrostem rośliny jak chodzi o pewne aspekty - pewne deterministyczne rzeczy.
Tu się zgodzę - ale jeśli popatrzysz na drzewa - mają one podobną strukturę, np. wszystkie dęby mają podobne liście, rozkład gałęzi itp. itd. Jednak nie znajdziesz 2 takich samych drzew. Ba, dzięki chaotycznemu zachowaniu układów o ile warunki nie zostaną odtworzone z nieskończoną dokładnością lub przynajmniej ogromną dokładnością jaka jest nie do uzyskania - bo każdy pomiar wpływa na obiekt pomiaru - zasada nieoznaczoności Heisenberga funkcjonuje - drzewo będzie wyglądało inaczej.

>Mamy leki zmieniajace zachowanie, bedzie mozna je rowniez zmieniac za pomoca neurochirurgii. Za pomoca genetyki bedzie mozna wyliczyc nawet z bardzo duzym prawdopodobienstwem potencjal czlowieka do np. popelniania morderstw na tle seksualnym. Oczywiscie dochodza do tego okolicznosci, a wiec masa roznych czynnikow. Ludzkie mozliwosci do przwidywania sa ograniczone to fakt. Ale wszystko jest zdeterminowane.

Można obliczyć z bardzo dużym prawdopodobieństwem czy w przyszłości (w pewnym jej przedziale) wystąpi burza śnieżna:
1. na terenie pustyni Sahary
2. na terenie Alaski
czyli potencjał pogody do wykreowania burzy w danym regionie.

Nie można zaś przewidzieć z wyprzedzeniem miesiąca gdzie i kiedy wystąpi.

Tajfunem można sterować - jeśli mielibyśmy satelity mogące podgrzewać dowolny obszar wodny na Ziemii - obliczono jak należałoby podgrzać powierzchnię (o kilka stopni pewne w przybliżeniu okrągłe "paski" dookoła tajfunu) by skierować dany tajfun w innym kierunku.
Problem w tym, że nie da rady przewidzieć gdzie i kiedy wystąpi z wystarczającym wyprzedzeniem - więc trzebaby mieć system satelit i czujników oraz systemu sterowania na ogromną skalę by bronić się przed tajfunami.

Procesy chaotyczne zazwyczaj mają strukturę i stabilne cechy, ale mają też mocno zmienne, niestabilne i nieprzewidywalne.

Typowe zachowania, motywy, sposoby reakcji itp. są stabilnymi i dosyć deterministycznymi częściami chaotycznych procesów w mózgu. Ale samo sterowanie i przetwarzanie brane jako całość jest chaotyczne. Można przewidywać jak ktoś się zachowa w danej sytuacji, ale nie przewidzisz tego z 100% pewnością anie nie przewidzisz szczegółów tego zachowania oraz wyborów w punktach krytycznych gdy sterowanie ze strony deterministycznych procesów staje w punkcie niestabilnej równowagi i "sygnał" decyzji deterministycznej jest słabszy (bo nie można się łatwo zdecydować czy "na tak" czy "na nie") niż sygnał chaotyczny.
Ożeł (251 punktów)
Zauwaz, ze to co ty nazywasz "chaosem" to stan umowny. Jezeli wyrzucisz 100 kredek na podloge z wysokosci 2 m to rozpadna sie w chaosie. Mimo wszystko bedzie to uporzadkowane i zdeterminowane przez pewne prawa.

Zas powolywales sie na "doswiadczenie Bella" i mialem Tobie to wyjasnic. Ale nie rozumiem zabardzo o co chodzil, moglbys mi to przyblizyc?
V0lrath (3440 punktów)
>Zauwaz, ze to co ty nazywasz "chaosem" to stan umowny. Jezeli wyrzucisz 100 kredek na podloge z wysokosci 2 m to rozpadna sie w chaosie. Mimo wszystko bedzie to uporzadkowane i zdeterminowane przez pewne prawa.

Nie na tym polega chaos.
Chodzi mi o chaos jaki jest opisany na stronach:
site.newworld.n17.waw.pl/nauka/matematyka/chaos/
pl.wikipedia.org/wiki/Chaos_(matematyka)
www.racjonalista.pl/kk.php/s,3340

>Zas powolywales sie na "doswiadczenie Bella" i mialem Tobie to wyjasnic. Ale nie rozumiem zabardzo o co chodzil, moglbys mi to przyblizyc?

Na razie odeślę niestety do stron i to głównie po angielsku, bo idę już spać.
Ale może jutro napiszę coś o tym - w razie potrzeby.

www.wiw.pl(*)tka/Esej.asp?base=r&cp=1&ce=79
perso.wanadoo.fr/eric.chopin/epr/aspect.htm
en.wikiped(*)ll_inequality#Hidden_variables
en.wikipedia.org/wiki/Bell_test_experiments
Tatanka Yotanka
Do Ożeła:

Znowu mieszasz pojęcia.

>A wiec dzialania czlowieka sa w 100% zdeterminowane. Jezeli chcesz pokiwac sobie palcem to zawsze bedzie "kierowal" Toba jakis motyw. Jezeli chcesz udowodnic, ze wolna wola istnieje i pokiwasz sobie ot tak palcem to motywem Twoim, bedzie chec udowodnienia istnienia wolnej woli.

Znowu strzelasz gola do własnej bramki. Przecież wolna wola to mozliwość świadomego i swobodnego wyboru pomiędzy jednym a drugim. Tak? No, to masz: mogę ruszać albo nie ruszać palcem. Zatem cokolwiek wybiorę będzie dowodem mojej decyzji - czy nie tak? A że miałem motyw?
Ale przecież motyw to nie determinanta! Ja się decyduję na motyw. To jest doświadczenie oczywiste. Jeśli Ty twierdzisz, że motyw mnie "zmusza", to Ty to musisz udowodnić - nie odwrotnie.
Zgodnie z twierdzeniem Clarke'a: "twierdzenia nadzwyczajne wymagają nadzwyczajnych dowodów".

>Nie rozumiem skad tez Twoja pewnosc, ze na poziomie kwantowym determinizm "nie dziala". Wytlumaczycsz mi to?

A słyszałeś coś o Heisenbergu?

>NAJLEPIEJ PODAJ MI PRZYKLAD DZIALANIA WOLNEJ WOLI. [przedstaw dzialanie czlowieka, ktore nic nie determinuje]

Siedzę i Ci odpisuję. Oto dowód. Nic mnie do tego nie zmusza. Oczywiście, mam swoje motywy. Które wybieram. One mnie do niczego nie zmuszają.

>Aha! Ja nie operuje pojeciem "ja", ja operuje pojeciem SWIADOMOSC. Znam jego def. i wydaje mi sie bardziej konkretne.

Istnieją dziesiątki definicji świadomości, więc do której się odnosisz? Poza tym prawie każda z nich zakłada jakieś "ja"

>Zas co do dobra i zla to pisalem, ze te pojecie nie maja desygnatow (nie ma czegos takeigo jak dobro, nic samo w sobie nie jest dobre, dobro to slowo opisujace cos subiektywnie - nie opisuje zadnej wlasnosci przedmiotu)

Kpisz czy o drogę pytasz? Dobro i zło są pojęciami etycznymi odnoszącymi się do aktów świadomych, a nie do opisu "własności przedmiotu"!
Jak Ci powiem "smaczne jabłko" i wskażę desygnat - o! to będzie - nie dość, że kolokwialny opis przedmiotu (bo "dobry" znaczy tu tyle, co "smaczny") - to jeszcze obserwacja oparta na moim subiektywnym doświadczeniu.
Desygnaty etyczne czy noetyczne są czymś innym, niż desygnaty bytowe... To znaczy do pewnego momentu, ale skoro Ty nawet tego nie wiesz... Ej...
Ożeł (251 punktów)
>Znowu mieszasz pojęcia.
>>A wiec dzialania czlowieka sa w 100% zdeterminowane. Jezeli chcesz pokiwac sobie palcem to zawsze bedzie "kierowal" Toba jakis motyw. Jezeli chcesz udowodnic, ze wolna wola istnieje i pokiwasz sobie ot tak palcem to motywem Twoim, bedzie chec udowodnienia istnienia wolnej woli.
>Znowu strzelasz gola do własnej bramki. Przecież wolna wola to mozliwość świadomego i swobodnego wyboru pomiędzy jednym a drugim. Tak? No, to masz: mogę ruszać albo nie ruszać palcem. Zatem cokolwiek wybiorę będzie dowodem mojej decyzji - czy nie tak? A że miałem motyw?
>Ale przecież motyw to nie determinanta! Ja się decyduję na motyw. To jest doświadczenie oczywiste. Jeśli Ty twierdzisz, że motyw mnie "zmusza", to Ty to musisz udowodnić - nie odwrotnie.

Motywy to determinaty! Wybor swiadomy i swobodny to tylko pozory. Wszystkie dzialania czlowieka zmierzaja ku osiagnieciu przyjemnosci i unikaniu nieprzyjemnosci. Dlatego nie ma ani kawalka wolnej woli w poruszaniu palcem, jezeli chcesz za ta pomoca udowodnic sobie, ze masz wolna wole by poczuci sie lepiej.

>Zgodnie z twierdzeniem Clarke'a: "twierdzenia nadzwyczajne wymagają nadzwyczajnych dowodów".
>>Nie rozumiem skad tez Twoja pewnosc, ze na poziomie kwantowym determinizm "nie dziala". Wytlumaczycsz mi to?
>A słyszałeś coś o Heisenbergu?

Slyszalem i co z tego? nie rozumiem...

>>NAJLEPIEJ PODAJ MI PRZYKLAD DZIALANIA WOLNEJ WOLI. [przedstaw dzialanie czlowieka, ktore nic nie determinuje]
>Siedzę i Ci odpisuję. Oto dowód. Nic mnie do tego nie zmusza. Oczywiście, mam swoje motywy. Które wybieram. One mnie do niczego nie zmuszają.

Zmusza Ciebie do tego podarzanie za przyjemnoscia, ktora osiagasz dzieki np. aprobacie innych (ktorym podoba sie to co piszesz) lub poczuciu panowania nad soba (masz wiedze i potrafisz ja bronic swoich racji). Ty sama nie wybierasz motywu, motywy sa podswiadome i mama spora autonomicznosc. [polecam Abraham Sperling "Psychologia"]

>>Aha! Ja nie operuje pojeciem "ja", ja operuje pojeciem SWIADOMOSC. Znam jego def. i wydaje mi sie bardziej konkretne.
>Istnieją dziesiątki definicji świadomości, więc do której się odnosisz? Poza tym prawie każda z nich zakłada jakieś "ja"

Moja def. jest definicja, ktora oddaje stan faktyczny, weic te "dzieskiatki" innych mnie nie interesuja. Swiadomosc to ogol procesow myslowych i doswiadczen danej osoby w danym czasie - to pamiec operacyjna polegajaca na przewodzeniu impulsow elek. w korze mozgowej.

>>Zas co do dobra i zla to pisalem, ze te pojecie nie maja desygnatow (nie ma czegos takeigo jak dobro, nic samo w sobie nie jest dobre, dobro to slowo opisujace cos subiektywnie - nie opisuje zadnej wlasnosci przedmiotu)
>Kpisz czy o drogę pytasz? Dobro i zło są pojęciami etycznymi odnoszącymi się do aktów świadomych, a nie do opisu "własności przedmiotu"!
>Jak Ci powiem "smaczne jabłko" i wskażę desygnat - o! to będzie - nie dość, że kolokwialny opis przedmiotu (bo "dobry" znaczy tu tyle, co "smaczny") - to jeszcze obserwacja oparta na moim subiektywnym doświadczeniu.
>Desygnaty etyczne czy noetyczne są czymś innym, niż desygnaty bytowe... To znaczy do pewnego momentu, ale skoro Ty nawet tego nie wiesz... Ej...

Desygnatu nie maja wiec. A ja pisalem ze sloza do subiektywnego opisu zjawisk. Nie rozumiem wiec po co piszesz to co piszesz skoro sie zgadzamy?
Tatanka Yotanka
Ożeł:

>Motywy to determinaty! Wybor swiadomy i swobodny to tylko pozory.

OK. Uparcie stawiasz tezę. Teraz ją udowodnij. Chyba, że jakiś dogmat, w który uwierzyłeś? Ale przecież Ty walczysz z dogmatami... Hm... To może rzeczywiście zostałeś zdeterminowany, żeby w to uwierzyć? ...

>Wszystkie dzialania czlowieka zmierzaja ku osiagnieciu przyjemnosci i unikaniu nieprzyjemnosci.

Zgoda. Ale tylko w sferze sarx/soma - psyche. W sferze noetycznej już nie. A sfera noetyczna jest wobec tej pierwszej NADRZĘDNA - stąd wolność woli. Patrz: Viktor E. Frankl. Nauczany już od kilkudziesięciu lat.

>>A słyszałeś coś o Heisenbergu?
>Slyszalem i co z tego? nie rozumiem...
Skoro nie rozumiesz, to mi przykro. Mnie tu za korepetycje nie płacą.

>Ty sama nie wybierasz motywu, motywy sa podswiadome i mama spora autonomicznosc.
Po pierwsze: nie jestem kobietą. Tatanka Yotanka to imię legendarnego wodza Lakotów (znaczy: Siedzący Byk ). Po drugie: to, że motywy są podświadome i mają sporą autonomię nie znaczy automatycznie, że są kompletnie NIEŚWIADOME (ufam, że znasz różnicę między podświadomością i nieświadomością) oraz że mają CAŁKOWITĄ autonomię. Ergo. Nadal musisz udowodnić, że w ludzkich decyzjach nie ma elementu wolnego wyboru.

>[polecam Abraham Sperling "Psychologia"]

Z zawodu jestem psychoterapeutą. I od długiego już czasu mieszkam poza Polską. Nie jestem więc pewien czy mówimy o tej samej pozycji... ale jedyna tego typu książka Sperlinga, jaką znam to podręcznik dla licealistów. Czy rzeczywiście odsyłasz mnie do podręcznika dla licealistów?!

>Moja def. jest definicja, ktora oddaje stan faktyczny, weic te "dzieskiatki" innych mnie nie interesuja. Swiadomosc to ogol procesow myslowych i doswiadczen danej osoby w danym czasie - to pamiec operacyjna polegajaca na przewodzeniu impulsow elek. w korze mozgowej.

A słyszałeś o badaniach prowadzonych przy okazji radykalnego rozdzielenia półkul mózgowych w ramach terapii epilepsji? Oraz o ich obecnej kontynuacji? Wynika z nich, że meta-refleksja (właściwy "drive" świadomości) jest czymś zdecydowanie wykraczającym poza układ nerwowy i "neuronowy prąd"? Tylko proszę, nie mów mi znowu, że słyszałeś, ale nie rozumiesz...

>>Desygnaty etyczne czy noetyczne są czymś innym, niż desygnaty bytowe... To znaczy do pewnego momentu, ale skoro Ty nawet tego nie wiesz... Ej...
>Desygnatu nie maja wiec. A ja pisalem ze sloza do subiektywnego opisu zjawisk. Nie rozumiem wiec po co piszesz to co piszesz skoro sie zgadzamy?

Piszę to, co piszę, bo się NIE ZGADZAMY. Dobro i zło mają desygnaty, ale inne. Z tym, że zauważ co piszę: MAJĄ DESYGNATY. I dalej: INNE.
gdzie my się tu niby zgadzamy?
Ożeł (251 punktów)
>>Motywy to determinaty! Wybor swiadomy i swobodny to tylko pozory.
>OK. Uparcie stawiasz tezę. Teraz ją udowodnij. Chyba, że jakiś dogmat, w który uwierzyłeś? Ale przecież Ty walczysz z dogmatami... Hm... To może rzeczywiście zostałeś zdeterminowany, żeby w to uwierzyć? ...

Udowodnilem! Dzialaniami czlowieka kieruja jego motywy psychiczne. Teraz Ty powinnas podac mi przyklad dzialania wolnej woli.

>>Wszystkie dzialania czlowieka zmierzaja ku osiagnieciu przyjemnosci i unikaniu nieprzyjemnosci.
>Zgoda. Ale tylko w sferze sarx/soma - psyche. W sferze noetycznej już nie. A sfera noetyczna jest wobec tej pierwszej NADRZĘDNA - stąd wolność woli. Patrz: Viktor E. Frankl. Nauczany już od kilkudziesięciu lat.

Nie wiem co to jest sfera noetyczna, ale zapewne jest to jakas totalna bzdura, bo ludzie zawsze daza jedynie do swojej przyjemnosci.

>>>A słyszałeś coś o Heisenbergu?
>>Slyszalem i co z tego? nie rozumiem...
>Skoro nie rozumiesz, to mi przykro. Mnie tu za korepetycje nie płacą.

Mi tez nie placa za korepetycje, ale Ci powiem. Zapytalem co z tego, bo Heisenberg nie obala tego, ze wszechswiat jest zdeterminowany. Wiec, albo mi wytlumaczyc dlaczego sie powolujesz na tego czlowieka, albo nie rzucaj takich hasel. (sam nie bede sie domyslal o co Ci chodzi... zapewne o nieoznacznosc, ale slcuham co mi ciekawego powiesz)

>>Ty sama nie wybierasz motywu, motywy sa podswiadome i mama spora autonomicznosc.
>Po pierwsze: nie jestem kobietą. Tatanka Yotanka to imię legendarnego wodza Lakotów (znaczy: Siedzący Byk ). Po drugie: to, że motywy są podświadome i mają sporą autonomię nie znaczy automatycznie, że są kompletnie NIEŚWIADOME (ufam, że znasz różnicę między podświadomością i nieświadomością) oraz że mają CAŁKOWITĄ autonomię. Ergo. Nadal musisz udowodnić, że w ludzkich decyzjach nie ma elementu wolnego wyboru.

Tak juz jezeli chodzi o zasady dyskusji to ja postawilem teze, ze wszystkie dzialania czlowieka nie maja wolnej woli, bo ludzki kieruja ich motywy psychiczne. Teraz powinnas podac mi przyklad wolnej woli, by obalic moja teze. Pozatym motywow nie mozna wybierac! Jezeli chcesz ograniczac sile innych motywow to kieruja toba motyw panowania.

>>[polecam Abraham Sperling "Psychologia"]
>Z zawodu jestem psychoterapeutą. I od długiego już czasu mieszkam poza Polską. Nie jestem więc pewien czy mówimy o tej samej pozycji... ale jedyna tego typu książka Sperlinga, jaką znam to podręcznik dla licealistów. Czy rzeczywiście odsyłasz mnie do podręcznika dla licealistów?!

Chcialem, zebys sie cos dowiedziala o motywach psychicznych, bo mowisz, ze mozesz sobie dowolnie miedzy nimi wybierac.

>Moja def. jest definicja, ktora oddaje stan faktyczny, weic te "dzieskiatki" innych mnie nie interesuja. Swiadomosc to ogol procesow myslowych i doswiadczen danej osoby w danym czasie - to pamiec operacyjna polegajaca na przewodzeniu impulsow elek. w korze mozgowej.
>A słyszałeś o badaniach prowadzonych przy okazji radykalnego rozdzielenia półkul mózgowych w ramach terapii epilepsji? Oraz o ich obecnej kontynuacji? Wynika z nich, że meta-refleksja (właściwy "drive" świadomości) jest czymś zdecydowanie wykraczającym poza układ nerwowy i "neuronowy prąd"? Tylko proszę, nie mów mi znowu, że słyszałeś, ale nie rozumiesz...

Nie jest niczym wykraczajacym poza uklad nerwowy. Swiadomosc powstaje w mowym mozgu podczas przewodzenia impulsow elek. na neuronach.
Skad oni wyciagneli takie konkluzje?

>>>Desygnaty etyczne czy noetyczne są czymś innym, niż desygnaty bytowe... To znaczy do pewnego momentu, ale skoro Ty nawet tego nie wiesz... Ej...
>>Desygnatu nie maja wiec. A ja pisalem ze sloza do subiektywnego opisu zjawisk. Nie rozumiem wiec po co piszesz to co piszesz skoro sie zgadzamy?
>Piszę to, co piszę, bo się NIE ZGADZAMY. Dobro i zło mają desygnaty, ale inne. Z tym, że zauważ co piszę: MAJĄ DESYGNATY. I dalej: INNE.
>gdzie my się tu niby zgadzamy?

My sie zgadzamy co do tego, ze pojecie dobra/zla slozy do opisu zjawisk, a nie opisu wlasnosci przedmiotu. Nasza neizgodza polega na tmy, ze nie wiesz co to jest desygnat.
Tatanka Yotanka
Ożeł:

i tu kończymy naszą dyskusję definitywnie. Czemu?
Jeden, prosty, podstawowy fakt.
Zwróciłem Ci wyraźnie uwagę, że nie jestem kobietą. Potem to powtórzyłem, pisząc, że z zawodu jestem psychoterapeutą (forma męska). Ty jednak nadal i uparcie zwracasz się do mnie w swoim poście jak do kobiety.

Z tego wnioskuję, że
- albo kompletnie nie rozumiesz kierowanych do Ciebie komunikatów,
- albo nie czytasz uważnie,
- albo najzwyczajniesz w świecie "rżniesz głupa".

Którekolwiek z tych przypuszczeń jest słuszne, mniejsza o to.
Skoro wprowadzasz "szum" w najbardziej podstawowy poziom komunikacji, to jak mogę przypuszczać, że jesteś w stanie klarownie odbierać i nadawać informacje na wyższym poziomie komplikacji?
Stąd dalszą dyskusję uważam za bezcelową.
Ożeł (251 punktów)
>i tu kończymy naszą dyskusję definitywnie. Czemu?
>Jeden, prosty, podstawowy fakt.
>Zwróciłem Ci wyraźnie uwagę, że nie jestem kobietą. Potem to powtórzyłem, pisząc, że z zawodu jestem psychoterapeutą (forma męska). Ty jednak nadal i uparcie zwracasz się do mnie w swoim poście jak do kobiety.

Przepraszam! Pisze szybko, nie mialem zamairu Ciebie obrazac.

>Z tego wnioskuję, że
>- albo kompletnie nie rozumiesz kierowanych do Ciebie komunikatów,
>- albo nie czytasz uważnie,
>- albo najzwyczajniesz w świecie "rżniesz głupa".
>Którekolwiek z tych przypuszczeń jest słuszne, mniejsza o to.
>Skoro wprowadzasz "szum" w najbardziej podstawowy poziom komunikacji, to jak mogę przypuszczać, że jesteś w stanie klarownie odbierać i nadawać informacje na wyższym poziomie komplikacji?

Negujesz to, ze u mnie to nie zwyczaj. Piekne wnioski, na podstawie prostego przejezyczenia. Skoro nie potrafisz wykazac bledu w moich twierdzeniach to dobre i to. Skoro jednak czytajc moje wypowiedzi, odnosisz sie do czegos co nie ma zadnej wartosci naukowej to moze sam lepiej zajalbys sie tym "wyzszym poziomem komplikacji".
V0lrath (3440 punktów)
>raz dana wolność daje Ci wolność wyboru. Natomiast raz podjęty wybór (zła), wiąże ręce Tobie i innym (tym, których jakoś Twój wolny wybór angażował), sprawiając, że kolejne mozliwe wybory dobra stają się coraz trudniejsze.
>Ale nie niemożliwe!
>Na co dowodem masa ludzi, którzy wciąż - pomimo negatywnego zdeterminowania - podejmują również dobre etycznnie decyzje i czyny.

Masa ludzi, ale nie wszyscy.

A poza tym weźmy np. jakiegoś gangstera, który robi to co robi (w tym np. morderstwa) z zimną krwią. Nie zawsze (a b. często nie) można powiedzieć, że wybrał zło, zrobił coś złego i potem "poszło już z górki" - zrobił to kolejny raz i kolejny i tak dalej. Człowiek jest tak skonstruowany, że pewne warunki (+ pewne, chyba zresztą przeciętne, uwarunkowania genetyczne) wyzwalają w nim wewnętrzny ukryty dla świadomości i wolnej woli mechanizm powodujący zanikanie zasad moralnych oraz sumienia. Tymi warunkami jest bardzo niski status społeczny - głównie za młodu - oraz względnie złe warunki i/lub traktowanie, a także wpływ osób z którymi się zadaje. I to nie jest tak, że popełnia coś złego i to powoduje, że kolejne popełnienie czegoś złego staje się łatwiejsze, a czynienie dobra trudniejsze (nie wspominając już o tym, że taki system też ogranicza wolną wolę i jest mało sprawiedliwy). Jest tak, że zestaw standardowych zasad moralnych oraz sumienie nie wykształcają się odpowiednio mocno lub zanikają w pewnych warunkach i jest to nieświadome i niezależne od woli (choć można to kontrolować wolą w pewnym stopniu - jeśli ma się tego świadomość - czyli raczej nie za młodu, ale u osób starszych - za młodu wyboru nie ma, bo nie ma się świadomości możliwości wyboru). "Młody gniewny" nie ma dużego wpływu jak chodzi o wolną wolę na to kim się stał (choć nie można powiedzieć, że nie ma wcale - często ma, jednak czasem nie ma [szczególnie mocno widać brak możliwości wyboru u niektórych osób z zabużeniami i chorobami psychicznymi - szczególnie gdy są nawet nie świadome możliwości innej niż zgodna z własną naturą]).
Czy ktoś sprawiedliwy, wszechmocny i pełen miłości stworzył by coś takiego?
Tatanka Yotanka
Do VOlratha:

Wszystko ładnie pięknie Jedna tylko uwaga.

Nie buduje się uogólnienia, teorii, wzoru etc. na podstawie wyjątku lub danych marginalnych.

Morderca to margines. Zgadzamy się? Więc jeśli próbujesz wnioskować z obserwacji antropologicznej, wychodź od PRZECIĘTNEGO homo sapiens. W przeciwnym wypadku dojdziesz (dochodzisz) do dość makabrycznych wizji

Jeśli ten świat byłby li tylko kloacznym dołem, rzeczywiście można by zapytać: jak jakikolwiek Bóg mógł coś takiego stworzyć?

Tymczasem jednak nie jest tak źle. I nie widzę w świecie aż tak wielkiej zbrodni, do której "potrzebny" by był Bóg lub jakiś jego "stwórczy błąd". Ludzie ludziom to uczynili.
V0lrath (3440 punktów)
To nie są rzeczy marginalne (choć nie są też b. powszechne - bardziej głośne niż powszechne) - w dzisiejszych czasach coraz więcej jest takich przypadków, a poza tym nie tylko morderców mam na myśli, ale i "źle wychowaną" młodzież oraz jej zachowania, rozboje, pijaństwo czy napady.

Np. odsetek tych "złych" jest względnie niski mimo niskiego poziomu życia u afrykańskich ludów czy indian z terenów dorzecza Amazonki. Za to jest dosyć wysoki wśród grup, szczególnie młodzieżowych, pochodzących z biednych rodzin z miejskiego środowiska - mimo lepszych warunków niż mają indianie. Widać relację między środowiskiem a ilością "złych" (choć nie koniecznie takich diabolicznych i zawsze złych - poprostu mających naturalną i nie wynikającą z wolnej woli i z wyboru skłonność do popełniania np. drobnych przestępstw jak kradzież, bicie się itp.) oraz między względnym obserwowalnym przez daną grupę poziomem życia - względem tych żyjących najlepiej (czyli w sumie poziomem w hierarchii społecznej). Indianie mimo kiepskich warunków uważają że mają dobre warunki - bo mogą swoje warunki porównywać z innymi członkami plemienia lub z warunkami innych plemion. Za to młody człowiek w złej sytuacji często jest pod wpływem kolegów, których kształtowało to samo środowisko oraz ma świadomość tego - widzi to, że jego warunki są kiepskie względem np. ludzi bogatych.
Skoro jest to deterministyczna relacja, to w jakimś stopniu wpływ na bycie "złym" nie może być w 100% wolny - niedeterministyczny. A w pojedynczych przypadkach zdarza się, że wogóle wolnym nie jest.

Moim zdaniem byt sprawiedliwy, pełny miłości i wszechmogący nie dopuściłby do nawet jednego takiego przypadku ograniczenia wolnej woli przez wpływ środowiska + geny + wewnętrzny mechanizm mający zastosowanie przy wychowaniu (lub nawet przebywaniu) w względnie złych warunkach.
Tatanka Yotanka
>To nie są rzeczy marginalne (choć nie są też b. powszechne - bardziej głośne niż powszechne)

Zatem nadal nie da się z nich wyprowadzać żadnej zasady.

>Np. odsetek tych "złych" jest względnie niski mimo niskiego poziomu życia u afrykańskich ludów czy indian z terenów dorzecza Amazonki. Za to jest dosyć wysoki wśród grup, szczególnie młodzieżowych, pochodzących z biednych rodzin z miejskiego środowiska - mimo lepszych warunków niż mają indianie...

...i tak dalej. Ciekawy wstęp do jakiegoś opracowania socjologicznego czy... ja wiem... antropologiczno-kulturowego. Tylko jakim cudem dochodzisz do następującego wniosku:
>Skoro jest to deterministyczna relacja, to w jakimś stopniu wpływ na bycie "złym" nie może być w 100% wolny - niedeterministyczny. A w pojedynczych przypadkach zdarza się, że wogóle wolnym nie jest.
I co to w ogóle znaczy?
Widzisz, z zawodu jestem psychoterapeutą (juz o tym gdzieś wyżej pisałem) i nigdy nie spotkałem radykalnie "zdeterminowanego" przez jakieś czynniki pacjenta. Niejaki wyjątek mogą tu stanowić przypadki o podłożu endogennym (ale to bardzo skomplikowane i wciąż jeszcze dla nauki dość tajemnicze) oraz - często związani z tą pierwszą grupą - psychopaci (z tym, że tu mamy problem jeszcze bardziej złożony). Wciąż jednak są to - o ile! - wyjątki. nadal zatem nie da się na tej podstawie zbudować jakiejkolwiek spójnej teorii.

>Moim zdaniem byt sprawiedliwy, pełny miłości i wszechmogący nie dopuściłby do nawet jednego takiego przypadku ograniczenia wolnej woli przez wpływ środowiska + geny + wewnętrzny mechanizm mający zastosowanie przy wychowaniu (lub nawet przebywaniu) w względnie złych warunkach.

A czemu?
V0lrath (3440 punktów)
>>To nie są rzeczy marginalne (choć nie są też b. powszechne - bardziej głośne niż powszechne)
>Zatem nadal nie da się z nich wyprowadzać żadnej zasady.

Ok, zgadzam się.

>...i tak dalej. Ciekawy wstęp do jakiegoś opracowania socjologicznego czy... ja wiem... antropologiczno-kulturowego. Tylko jakim cudem dochodzisz do następującego wniosku:
>>Skoro jest to deterministyczna relacja, to w jakimś stopniu wpływ na bycie "złym" nie może być w 100% wolny - niedeterministyczny. A w pojedynczych przypadkach zdarza się, że wogóle wolnym nie jest.
>I co to w ogóle znaczy?

Jeśli widzimy, że w pewnych grupach żyjących w podobnym środowisku (np. wśród biednych na przedmieściach) jest wyższy poziom osób wybierających "zło" niż w grupach mających inne środowisko życia (np. ludzi mających zagwarantowany dobry poziom życia), to widać, że środowisko ma pewien wpływ na wybór "zła" czy "dobra" i jest to niezależne od wolnej woli - bo jest to deterministyczne w pewnym stopniu (określonym przez statystykę). A więc musi działać jakiś deterministyczny mechanizm w człowieku, który powoduje wpływ na wybór "zła" lub "dobra" w zależności od warunków zewnętrznych - środowiskowych - możliwe, że dużo mniejszy niż wpływ samej czystej wolnej woli, ale przestaje to być już wybór samej wolnej woli.
Dlaczego Bóg stworzył taki mechanizm powodujący, że jednym jest łatwiej wybrać dobro a innym trudniej?

>Widzisz, z zawodu jestem psychoterapeutą (juz o tym gdzieś wyżej pisałem) i nigdy nie spotkałem radykalnie "zdeterminowanego" przez jakieś czynniki pacjenta. Niejaki wyjątek mogą tu stanowić przypadki o podłożu endogennym (ale to bardzo skomplikowane i wciąż jeszcze dla nauki dość tajemnicze) oraz - często związani z tą pierwszą grupą - psychopaci (z tym, że tu mamy problem jeszcze bardziej złożony). Wciąż jednak są to - o ile! - wyjątki. nadal zatem nie da się na tej podstawie zbudować jakiejkolwiek spójnej teorii.

Nie chodzi mi o spójną teorię w stylu "jesteśmy zdeterminowani przez środowisko i geny", ale o to, że jednym łatwiej wybrać "dobro", innym trudniej, a dla jeszcze innych to praktycznie nie możliwe (choć to ostatnie to raczej pojedyńcze przypadki) i to komu łatwiej a komu trudniej najczęściej nie zależy od wyborów wolnej woli.
Czemu ta niesprawiedliwość?

>>Moim zdaniem byt sprawiedliwy, pełny miłości i wszechmogący nie dopuściłby do nawet jednego takiego przypadku ograniczenia wolnej woli przez wpływ środowiska + geny + wewnętrzny mechanizm mający zastosowanie przy wychowaniu (lub nawet przebywaniu) w względnie złych warunkach.
>A czemu?

Bo nie jest to moim zdaniem sprawiedliwe jednym dawać na starcie z racji tego jak i gdzie się urodził i wychowuje / żyje większe szanse bycia "dobrym człowiekiem" niż innym.
Tatanka Yotanka
>A więc musi działać jakiś deterministyczny mechanizm w człowieku, który powoduje wpływ na wybór "zła" lub "dobra" w zależności od warunków zewnętrznych - środowiskowych - możliwe, że dużo mniejszy niż wpływ samej czystej wolnej woli, ale przestaje to być już wybór samej wolnej woli.

Oczywiście, że istnieją mechanizmy determinujące. Wolna wola jednak to "możność" podjęcia decyzji i działania POMIMO ich istnienia. Nie ma mechanizmu determinującego wolną wolę. Byłby to absurd.

>Dlaczego Bóg stworzył taki mechanizm powodujący, że jednym jest łatwiej wybrać dobro a innym trudniej?

A jak to zmierzyć komu łatwiej, a komu trudniej? Nam do tego typu oceny zdecydowanie brak danych.

>Czemu ta niesprawiedliwość?

A czemu zaraz niesprawiedliwość? Różnorodność. Po prostu. Czy fakt, że jesteś tej a nie innej płci też odbierasz za niesprawiedliwy?

>nie jest to moim zdaniem sprawiedliwe jednym dawać na starcie z racji tego jak i gdzie się urodził i wychowuje / żyje większe szanse bycia "dobrym człowiekiem" niż innym.

Pochodzenie itd. to ewentualne determinanty np. szans na zostanie multimilionerem, a nie tego czy się będzie "dobrym człowiekiem". Poza tym jak zmierzyć "dobroć" człowieka? Skąd wiadomo, że kieszonkowiec z Maroka jest gorszy od pruderyjnego amerykańskiego mieszczucha?
Nie nam to osądzać, bo - jak już napisałem wyżej - nie mamy pełnych danych.
Ożeł (251 punktów)
Przeczytalem 5 razy Twoj post i nie rozumiem go nic a nic. Pisze tylko, ze wszechmoc i niesmiertelnosc czynia idee Boga wewnetrznie sprzeczna. Nie neguje tego, ze jakis Bog jesli milosierny, ale nie widze zwiazku miedzy miloscia, a wszechmocna. To tyle...
Teresa
Wg Ciebie wszechmoc+ nieśmiertelność są sprzeczne.
Wg mnie wszechmoc+miłość+nieśmiertelność już nie są sprzeczne i taki byt istnieje.
Uzasadnienie:
Bogu nigdy "nie przyjdzie do głowy" zabić się, bo on sam jest doskonałą miłością, a do istoty miłość należy jej trwałość (ona nigdy się nie kończy). Gdyby jednak chciał się zabić (zabiłby się) to nie byłby już miłością, czyli nie byłby sobą.

O Bogu:
"On wiary dochowuje, bo nie może się zaprzeć siebie samego."

To tyle.
Ożeł (251 punktów)
>Wg Ciebie wszechmoc+ nieśmiertelność są sprzeczne.
>Wg mnie wszechmoc+miłość+nieśmiertelność już nie są sprzeczne i taki byt istnieje.

Nie ma czegos takiego jak "wg. Ciebie" to co pisze to nie moja opinia, a logiczny wniosek.

>Uzasadnienie:
>Bogu nigdy "nie przyjdzie do głowy" zabić się, bo on sam jest doskonałą miłością, a do istoty miłość należy jej trwałość (ona nigdy się nie kończy). Gdyby jednak chciał się zabić (zabiłby się) to nie byłby już miłością, czyli nie byłby sobą.

Bogu nie musi "przychodzic do glowy" zabijac sie - ja pisze o potencjalnej mozliwosci. Skoro "milosc"[w cudzyslowiu, bo ja inaczej definiuje milosc] nigdy sie nie konczy, to tutaj tez jest sprzecznosc, gdyz Bog potencjalnie powinien moc zakonczyc milosc skoro jest wszechmocny.

>O Bogu:
>"On wiary dochowuje, bo nie może się zaprzeć siebie samego."

Tez uwazam, ze teoteryczny Bog nie moze zaprzec sie siebie samego, bo nie istnieje.

PS:Jestes kolejna osoba (to tylko moje subiektywne wrazenie - nie bierz sobie tego do serca), ktora pisze tak jakby wiedziala na 100% ze Bog istnieje, a ja bym temu na sile zaprzeczal. Proponuje jednak dyskutowac o samej idei....
V0lrath (3440 punktów)
Moim zdaniem Bóg taki, jakim go przedstawiają popularne definicje istnieć nie może, bo jego cechy są często sprzeczne ze sobą lub zakładanymi cechami innych obiektów (nieśmiertelny+wszechmocny czy wszechwiedzący+wolna wola ludzi albo pełen miłości+sprawiedliwy+świat jaki jest każdy widzi) - w tym się w 100% zgadzam z Tobą.

Poza tym definicje nie zawsze są ścisłe lub twierdzi się, że znaczą co innego niż to co my rozumiemy (w jakiś sposób nie do pojęcia dla człowieka).

Jednak zauważ, że gdyby pogląd na nielogiczność czy na przeszkadzającą nieścisłość i niezrozumiałość definicji stał się powszechny, to zawsze można przeformułować definicje (w ramach starej religii, jej odłamu lub nowej religii) i założyć nową religię zgodną lub przynajmniej niesprzeczną w pewnym zadowalającym stopniu logiką, a jednocześnie wpasowaną w dziury nauki tak, by jeszcze długo (lub zgoła wcale) nie można było rozważyć
z b.b. dużą pewnością + podparcie w obserwacjach / logice, że danego bytu nie ma.

Najlepsze co można zrobić to spróbować zweryfikować i obalić logicznie pewne definicje Boga / boga, a gdy już nie można w ten sposób, to wykazywać (na podstawie empirycznych obserwacji), że prawdopodobieństwo, że takowy byt istnieje jest bardzo bardzo małe.

Myślę, że z obserwacji tego, że idea i pojęcia Boga / innych bogów + reszty bytów transcentdentnych/metafizycznych zmienia się w czasem i ciąglę stara się, przynajmniej w cywilizowanej części świata uznającej racjonalizm, znajdować tam, gdzie nie dociera nauka, wynika, że z bardzo dużym prawdopodobieństwem kiedyś te idee zanikną lub ewentualnie pozostaną w formie całkowicie nieweryfikowalnych wierzeń w bardzo bardzo bardzo mało prawdopodobne rzeczy (bo ludzka natura jest już taka, że często jest ukierunkowana na to, by wierzyć - nie zależnie od racjonalności wiary i bez dowodów).

P.S. Zastanawiam się czemu tak wiele osób jest pewnych co do istnienia Boga, "wiedzą" o jego istnieniu, skoro ich wiedza polega na wierze i to w byt zdefiniowany jako logicznie sprzeczny lub/i bez ścisłej definicji lub/i bardzo bardzo mało prawdopodobny patrząc na świat i biorąc pod uwagę informacje o nim i empiryczne obserwacje.
Ożeł (251 punktów)
Taki Bog nie istnieje, wiec wykazalem, ze sporo ludzi na tym swiecie wierzy w totalna bzdure.
Co do zmian def. Boga to mysle, ze def. ktora mamy jest dobra i nie powinna zostac zmieniona. [to byloby male przegiecie nie? "skoro takiego Boga nie ma to my sobie wymyslimy innego, zeby tylko byl prawdopodobny"]
V0lrath (3440 punktów)
No tak, ale religie nie są niezmienne. Dopasowują się do powszechnej wiedzy i światopoglądu tak jak ewoluujące stworzenie do środowiska. Dzięki temu nie giną i nie dają się tak łatwo innym religiom / naukowym poglądom na świat.

Oczywiście jeśli tak się stanie to nie zrobią tego tak od razu i zauważalnie - bo dla wiernych raczej nie jest miłe gdy nagle w ich religii coś się zmienia i mówione jest, że to w co wierzyli to był błąd / nieprawda.
Nawet gdy zmieniają się szczegóły (typu czy można jeść jakiegoś rodzaju potrawy w Wigilię) to sporo ludzi zaczyna mieć wątpliwości - a co dopiero by było przy ewentualnej zmianie podstawowych zasad/dogmatów.
Ale mogą zmienić powoli - np. powoli modyfikując i uszczegółowiając definicję lub jej zakres - np. "nieśmiertelności" czy "wszechmocy", a potem znów przywracając możliwie jak najbardziej niejednoznaczną definicję jednak tak, by logicznie pasowała do innych lub zmieniając nazwę gdy definicja powoli zostanie zmieniona i będzie już czymś innym lub wycofując się powoli z definicji lub jej części - możliwości jest sporo. Ważne by ruch nie był gwałtowny i nagły, ale powolny i trudny do zauważania.
Ożeł (251 punktów)
Nie wyobrazam sobie religii, ktora zmienila by swoje DOGMATY... zreszta moga zmieniac jak chca. Jednak przyszloscia jest odejscie od mitologicznego opisu swiata i zwrocenie sie ludzi ku nauce (ten proces ciagle postepuje i raczej nie da sie go zatrzymac). Mechanizmy obronne i konformizm sklaniaja ludzi ku religii, ale coraz wieksze rzesze chca znac prawde.
myśliciel
>Nie wyobrazam sobie religii, ktora zmienila by swoje DOGMATY... zreszta moga zmieniac jak chca. Jednak przyszloscia jest odejscie od mitologicznego opisu swiata i zwrocenie sie ludzi ku nauce (ten proces ciagle postepuje i raczej nie da sie go zatrzymac). Mechanizmy obronne i konformizm sklaniaja ludzi ku religii, ale coraz wieksze rzesze chca znac prawde.
>

Współczesny, wykształcony, wierzący człowiek nie musi się wcale zwracać ku nauce, bo przecież nie jest od niej "odwrócony".

Ponadto, nie zastępuje on sobie naukowego opisu świata "mitologicznym opisem" tegoż świata.

Do opisu świata nie jest wspułczesnemu,wykształconemu, wierzącemu człowiekowi potrzebna żadna "mitologia".
Ma przecież do tego współczesną wiedzę i ją uznaje i wykorzystuje tak samo człowiek nie wierzący.

Już parokrotnie na tym forum pisałem, że wiara to nie wiedza.

Znam sporo wykształconych, posiadających rozległą wiedzę ludzi
którzy są chrześcijanami (niekoniecznie katolikami).
Sam zresztą się za takiego uznaję.

Pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>Współczesny, wykształcony, wierzący człowiek nie musi się wcale zwracać ku nauce, bo przecież nie jest od niej "odwrócony".

Nie pisalem, ze jest odwrocony. Chodzilo mi o to ze nauka "wypiera" Boga z coraz to innych dziedzin zycia. Milosc "juz" nie pochodzi od Boga, ziemia nie jest centrum wszechswiata itd.

>Ponadto, nie zastępuje on sobie naukowego opisu świata "mitologicznym opisem" tegoż świata.
>Do opisu świata nie jest wspułczesnemu,wykształconemu, wierzącemu człowiekowi potrzebna żadna "mitologia".

Przeciez wierzacy czlowiek wyznaje jakas mitologie. Mityczne wyjasnienie swiata w ktore wierzysz Ty to Bog stwazajacy wszystko. Nauka nie odkryla jeszcze jak powstal Wszechswiat (nie chodzi mi o wielki wybuch, ale o jego przyczyny), wiec ludzie wierzacy wciskaja tam Boga.

>Już parokrotnie na tym forum pisałem, że wiara to nie wiedza.

A wiedza jest lepsza.

>Znam sporo wykształconych, posiadających rozległą wiedzę ludzi
>którzy są chrześcijanami (niekoniecznie katolikami).
>Sam zresztą się za takiego uznaję.

Ja tez znam, ale sila autorytetow na mnie nie dziala.
myśliciel

>>Ponadto, nie zastępuje on sobie naukowego opisu świata "mitologicznym opisem" tegoż świata.
>>Do opisu świata nie jest wspułczesnemu,wykształconemu, wierzącemu człowiekowi potrzebna żadna "mitologia".
>Przeciez wierzacy czlowiek wyznaje jakas mitologie. Mityczne wyjasnienie swiata w ktore wierzysz Ty to Bog stwazajacy wszystko.
>

Tak! Wszystko czyli ludzi też i naukę też

>>Już parokrotnie na tym forum pisałem, że wiara to nie wiedza.

>A wiedza jest lepsza.

Nie chodziło mi o to aby wybierać między wiarą a wiedzą.
Uważam, że można posiadać wiedzę naukową i być chrześcijaninem zarazem, niczego nie udając i nie wchodząc w kolizję z własnym sumieniem.

Pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>>>Ponadto, nie zastępuje on sobie naukowego opisu świata "mitologicznym opisem" tegoż świata.
>>>Do opisu świata nie jest wspułczesnemu,wykształconemu, wierzącemu człowiekowi potrzebna żadna "mitologia".
>>Przeciez wierzacy czlowiek wyznaje jakas mitologie. Mityczne wyjasnienie swiata w ktore wierzysz Ty to Bog stwazajacy wszystko.
>>Tak! Wszystko czyli ludzi też i naukę też

Wierzysz

>>>Już parokrotnie na tym forum pisałem, że wiara to nie wiedza.
>>A wiedza jest lepsza.
>Nie chodziło mi o to aby wybierać między wiarą a wiedzą.
>Uważam, że można posiadać wiedzę naukową i być chrześcijaninem zarazem, niczego nie udając i nie wchodząc w kolizję z własnym sumieniem.

Wiara jest am gdzie nie ma wiedzy. nie neguje tego, ze sa wyksztalceni i madrzy chrzescokanie.
V0lrath (3440 punktów)
Moim zdaniem zawsze się znajdzie taka "definicja" jakiegoś nierealnego nadprzyrodzonego bytu - boga, która będzie pasowała w miejsce, gdzie nie ma jeszcze nauki i będzie logicznie spójna a za razem nieweryfikowalna przynajmniej przez długi czas - będzie pewność, że długo nikt jej nie zepsuje.

W granicy w nieskończoności nauka rozwiąże zagadkę bytów nadprzyrodzonych - w końcu je potwierdzając lub co dużo bardziej prawdopodobne, a w niektórych wypadkach pewne, odrzucając.
Jednak w skończonym czasie i z skończonym zasobem informacyjnym zawsze będzie pewien obszar niewiedzy w który można wpasować jakiegoś boga. Będzie on wyjątkowo mało prawdopodobny i prawdopodobieństwo będzie maleć w czasie, ale jeśli będzie bardzo dobrze skonstruowany lub będzie zmieniała się definicja to 0 prawdopodobieństwa osiągnie dopiero po nieskończonym czasie i to jeśli zbierzemy nieskończoną ilość informacji. Nie wiem czy ktoś będzie kiedyś wierzył w byt, którego prawdopodobieństwo będzie wynosiło np. 10 ^ -50, ale nie można wykluczyć tego - skoro obecnie wierzy się w nielogicznie zdefiniowane i sprzeczne ze sobą byty - czyli mające prawdopodobieństwo 0.
Teresa

Do Ożeła i Volrath-a

>Taki Bog nie istnieje, wiec wykazalem, ze sporo ludzi na tym swiecie wierzy w totalna bzdure.

Taki Bóg istnieje!
Proszę bardzo tym razem bardziej "logiczny dowód" na to, że nieśmiertelny+wszechmocny nie jest sprzeczne ze sobą!

Pewnie się zgodzicie, że Boża wszechmoc jest nieskończona (On naprawdę moze wszystko!!) i że Bóg jest nieskończenie nieśmiertelny (On naprawde trwa na wieki).

A ile to jest nieskończoność+nieskończoność??? Plus nieskonczonosć? Minus nieskończoność?? To zależy.

A jaki jest w takim razie wynik działania:
'nieskończona' wszechmoc unicestwia 'nieskończoną' nieśmiertelność,
bo to o tym pisze Ożeł w swoim 'dowodzie'??? Może wiecie?

Wg mnie aspekt nieskończonej wszechmocy Boga sprawia, że zabicie się Boga jest możliwe.
A aspekt nieskończonej
nieśmiertelnosci sprawi, że Bóg ( i tak) będzie "żywy".

Może więc byc On jednocześnie wszechmogący i niewszechmogący, żywy i martwy. Nie widzę tu sprzeczności.

Jednak nieskończona wszechmoc pokonuje niewszechmoc jak i nieskończona niesmiertelność pokonuje martwotę, dlatego jest on nadal wszechmocny i zywy.

Nie potrafie powiedziec, czy to co napisałam ma sens, ale wydaje mi się, że coś w tym jest.
Ożeł (251 punktów)
>Proszę bardzo tym razem bardziej "logiczny dowód" na to, że nieśmiertelny+wszechmocny nie jest sprzeczne ze sobą!
>Pewnie się zgodzicie, że Boża wszechmoc jest nieskończona (On naprawdę moze wszystko!!) i że Bóg jest nieskończenie nieśmiertelny (On naprawde trwa na wieki).
>A ile to jest nieskończoność+nieskończoność??? Plus nieskonczonosć? Minus nieskończoność?? To zależy.

Nieskonczonosc nie ma desygnatu.

>A jaki jest w takim razie wynik działania:
>'nieskończona' wszechmoc unicestwia 'nieskończoną' nieśmiertelność,
>bo to o tym pisze Ożeł w swoim 'dowodzie'??? Może wiecie?
>Wg mnie aspekt nieskończonej wszechmocy Boga sprawia, że zabicie się Boga jest możliwe.
>A aspekt nieskończonej nieśmiertelnosci sprawi, że Bóg ( i tak) będzie "żywy".

A wiec bedzie sprzecznosc, bo sie zabija i jest dalej zywy.

>Może więc byc On jednocześnie wszechmogący i niewszechmogący, żywy i martwy. Nie widzę tu sprzeczności.
>Jednak nieskończona wszechmoc pokonuje niewszechmoc jak i nieskończona niesmiertelność pokonuje martwotę, dlatego jest on nadal wszechmocny i zywy.
>Nie potrafie powiedziec, czy to co napisałam ma sens, ale wydaje mi się, że coś w tym jest.

Ja potrafie: to nie ma sensu.
Teresa
>Nieskonczonosc nie ma desygnatu.
I co z tego? Kurcze, w końcu mówimy o "Bogu".

>A wiec bedzie sprzecznosc, bo sie zabija i jest dalej zywy.
Obawiam się, że jeśli będzie nieskończenie żywy i nieskończenie wszechmocny to już nie będzie takie proste do stwierdzenia . Chyba mało kto czuje się pewnie obcując z pojęciem nieskończoności. W analizie matematyczne są np. rozważane nieskończone zbiory kiedy mówimy o granicy. Obawiam się jednak, że one nie wystarczą do przeprowadzenia Twego dowodu ...

P.S. Zauważ, że jeśli jest On naprawdę wszechmocny, to może nawet sprawić, że przestanie podlegac prawom logiki .
Ożeł (251 punktów)
>>Nieskonczonosc nie ma desygnatu.
>I co z tego? Kurcze, w końcu mówimy o "Bogu".

Mowimy o idei Boga to zasadnicza roznica, a desygnat nieskonczonosci poproatu nie istnieje.

>>A wiec bedzie sprzecznosc, bo sie zabija i jest dalej zywy.
>Obawiam się, że jeśli będzie nieskończenie żywy i nieskończenie wszechmocny to już nie będzie takie proste do stwierdzenia . Chyba mało kto czuje się pewnie obcując z pojęciem nieskończoności. W analizie matematyczne są np. rozważane nieskończone zbiory kiedy mówimy o granicy. Obawiam się jednak, że one nie wystarczą do przeprowadzenia Twego dowodu ...

Sprzecznosc dalej jest, mimo iz dodalas slowko nieskoczonosc.

>P.S. Zauważ, że jeśli jest On naprawdę wszechmocny, to może nawet sprawić, że przestanie podlegac prawom logiki .

Zauwaz ze najpierw musialby zaistniec, a to nie mozliwe.

V0lrath (3440 punktów)
Dodajmy do własności Boga "nie podlega zasadom logiki" i już mamy "definicję" jak trzeba - niepodważalną.

Na pierwszy rzut oka taki dodatek powinien zmniejszyć prawdopodobieństwo występowania takiego bytu, bo wszystko co obserwujemy podlega prawom logiki - ale paradoksalnie taki dodatek zwiększa prawdopodobieństwo istnienia Boga z 0 do poziomu prawdopodobieństwa, że zasady logiki nie są ogólne i nie są słuszne - a to jest bardzo (tu dużo x bardzo) bardzo bliskie 0.

Z drugiej strony taki Bóg z równie ogromnym prawdopodobieństwem nie ma związku z naszym istnieniem, bo wszystko co do nas dociera ma postać zapisywalnych w "języku logiki" informacji - kanały łączące nas z rzeczywistością jak i sama nasza struktura jest logiczna, a więc w zakresie związku z nami każdy byt musi być logiczny - część nielogiczna nie ma na nas wpływu i nie ma związku z nami (ale i to można obejść - mówiąc, że po prostu taki byt może sprawić byśmy przestali odbierać i przetwarzać logicznie lub poprostu wszystko, co zrobi nielogicznego my nie możemy odebrać, więc to my jesteśmy ograniczani, a nie jego wszechmoc czy inne cechy ).

Tatanka Yotanka
Do VOlratha i Ożeła:

No i Wam, Panowie, Pani Teresa dowaliła A Ty, Ożeł, się nie wij jak piskorz w sieci, że nieskończoność nie ma desygnatu, bo w takim razie nieśmiertelność i wszechmoc, które tak zaciekle wyżej atakowałeś, też nie mają desygnatu. Słowem: co? Walka z wiatrakami... To, co mówi Pani Teresa jak najbardziej ma sens, zwłaszcza w obrębie stworzonej przez Ożeła nomenklatury. Paradoksalnie: sprowadzenie Boga do absurdu i sprzeczności stawia nas w punkcie wyjścia. Czyli "Bóg jest" lub "Boga nie ma" pozostają na powrót w obszarze osobistego doświadczenia i... wiary
Szacunek, Pani Tereso, szacunek. Świetna intuicja
Ożeł (251 punktów)
>Do VOlratha i Ożeła:
>No i Wam, Panowie, Pani Teresa dowaliła A Ty, Ożeł, się nie wij jak piskorz w sieci, że nieskończoność nie ma desygnatu, bo w takim razie nieśmiertelność i wszechmoc, które tak zaciekle wyżej atakowałeś, też nie mają desygnatu. Słowem: co? Walka z wiatrakami... To, co mówi Pani Teresa jak najbardziej ma sens, zwłaszcza w obrębie stworzonej przez Ożeła nomenklatury. Paradoksalnie: sprowadzenie Boga do absurdu i sprzeczności stawia nas w punkcie wyjścia. Czyli "Bóg jest" lub "Boga nie ma" pozostają na powrót w obszarze osobistego doświadczenia i... wiary
>Szacunek, Pani Tereso, szacunek. Świetna intuicja

Nieskonczonosc nie ma desygnatu to truizm. Z tego truizmu wcale nie wynika, ze cos NIE moze byc niesmiertelne lub wszechmocne. Pani matka Teresa dodala poprostu slowo nieskonczony, ktore nic nie wnosi, bo ani nie jest w def. Boga, ani w zadnen sposob nie zmienia pojecia wszechmocny i niesmiertelnosci. A wiec dea Boga nei ma desygnatu, bo jest wewnetrznie sprzeczna.
V0lrath (3440 punktów)
Co zmienia słowo nieskończoność?

Co znaczy nieskończenie nieśmiertelny lub nieskończenie wszechmocny?

Jak dla mnie to efekt jest taki sam jak po dodaniu słowa nieskończenie do cechy zielony.
Nieskończenie zielony. Czym to się różni od zielony? Może tym, że jest idealnie zielony? To znaczy nie ma odstępstw od zieloności w żadnym aspekcie?
Jeśli jest zielony i czerwony to sprzeczność można jakoś pogodzić - stwierdzając w jakim sensie, warunkach i w jakiej części jest zielony a w jakich czerwony. Jeśli jest nieskończenie zielony i nieskończenie czerwony to albo:
1. Nie różni się od tego co "zielony i czerwony",
2. Nie ma żadnego sensu,
3. Sprzeczność jest mocniejsza bo jest całkowicie (idealnie, nieskończenie) zielony i całkowicie (idealnie, nieskończenie) czerwony. Wtedy może istnieć jeśli nie istnieją prawa logiki.
Teresa
Do Tatanka Yotanka
>Szacunek, Pani Tereso, szacunek. Świetna intuicja

Dzięki . Również składam wyrazy uznania .
Teresa

Do Ożeła:

>Sprzecznosc dalej jest, mimo iz dodalas slowko nieskoczonosc.

Nie sądzę . Zobrazuję to jeszcze za pomocą dialogu dwóch osób:

Dialog 1
X: Czy Bóg skoro jest wszechmogący może się zabić?
Y: Oczywiście, że tak, ale skoro jest wszechmogący może się tez i ożywić.
X: Ale czy Bóg skoro jest wszechmogący może się zabić tak, żeby nie mógł się ożywić?
Y: Oczywiście, że tak, ale skoro jest wszechmogący może ożywić się nawet wtedy, kiedy 'zabił się tak, żeby nie mógł się ożywić'.
(musi mieć taką potencjalną możliwość, bo jest wszechmogący!!!)
X: Ale czy Bóg skoro ...
itd. itd. itd.

Dialog 2
A: Czy Bóg może stworzyć kamień, którego nie może podnieść?
B: Oczywiście, że tak, ale skoro jest wszechmogący może też podnieść kamień, którego nie może podnieść.

Dla osoby wszechmogącej nie ma nic niemożliwego.
Ożeł (251 punktów)
>Do Ożeła:
>>Sprzecznosc dalej jest, mimo iz dodalas slowko nieskoczonosc.
>Nie sądzę . Zobrazuję to jeszcze za pomocą dialogu dwóch osób:
>Dialog 1
>X: Czy Bóg skoro jest wszechmogący może się zabić?
>Y: Oczywiście, że tak, ale skoro jest wszechmogący może się tez i ożywić.
>X: Ale czy Bóg skoro jest wszechmogący może się zabić tak, żeby nie mógł się ożywić?
>Y: Oczywiście, że tak, ale skoro jest wszechmogący może ożywić się nawet wtedy, kiedy 'zabił się tak, żeby nie mógł się ożywić'.
>(musi mieć taką potencjalną możliwość, bo jest wszechmogący!!!)
>X: Ale czy Bóg skoro ...

Ale Bog nie moze sie zabic, bo jest niesmiertelny! Tak wiec niesmiertelnosc jest sprzeczna w wszechmoca.

>itd. itd. itd.
>Dialog 2
>A: Czy Bóg może stworzyć kamień, którego nie może podnieść?
>B: Oczywiście, że tak, ale skoro jest wszechmogący może też podnieść kamień, którego nie może podnieść.

Nie mozna podniesc kamienia, ktorego nie mozna podniesc(truizm). To kolejna sprzecznosc dowodzaca, ze Boga nie ma.
Teresa
Popełniłeś błąd w swym dowodzie.
W założeniach piszesz, że:
>Bog to istota wszechwiedzaca, niesmiertelna i wszechmocna (to glowne wyznaczniki Boskosci i jesli cos takie nie jest, to Bogiem tego nazwac nie mozna).

Natomiast w dowodzie piszesz o Nim, że czegoś nie może.
To błąd, bo jeśli jest to istota istotnie wszechmocna to może wszystko.
Koniec kropka.
V0lrath (3440 punktów)
W takim razie wszechmoc jest sama w sobie logicznie sprzeczna - to znaczy wszechmoc istnieje jeśli nie istnieją - nie obowiązują powszechnie i względem wszystkiego - zasady logiki.

Jeśli nie istnieją zasady logiki, ale istnieje wszechmoc, to niczego nie wiemy - niczego w żaden sposób nie można oceniać pod względem tego, czy może istnieć czy nie i czy istnieje czy nie. W takim razie krasnoludki są równie uprawnione co smerfy, krzesło, Bóg, czasoprzestrzeń, różowe furkające nosorożce czy cokolwiek co można lub nie można sobie wyobrazić.
Ożeł (251 punktów)
Popełniłeś błąd w swym dowodzie.
>W założeniach piszesz, że:
>>Bog to istota wszechwiedzaca, niesmiertelna i wszechmocna (to glowne wyznaczniki Boskosci i jesli cos takie nie jest, to Bogiem tego nazwac nie mozna).
>Natomiast w dowodzie piszesz o Nim, że czegoś nie może.
>To błąd, bo jeśli jest to istota istotnie wszechmocna to może wszystko.

To co napisalem to def. idei Boga, nie pisze o zadnym konkretnym Bogu, tylko i idei i jej potencjalnych desygnatach. Poniewaz wykazalem, ze idea jest wewnetrznie sprzeczna to BOG NIE ISTNIEJE, PONIEWAZ NIE MA ISTOT, KTORE MOGA WSZYTKO, A NIE MOGA SIE ZABIC.
A wiec idea Boga jest sprzeczna, a nie moje wnioskowanie.
myśliciel
w ten sposób można w nieskończoność.
Ten spór jest nie do rozstrzygnięcia, bo dla racjonalisty wiara w Boga to głupstwo, a dla wierzącego to sens życia.
Tatanka Yotanka
>Poniewaz wykazalem, ze idea jest wewnetrznie sprzeczna to BOG NIE ISTNIEJE,

Skoro wykazałeś, że idea Boga jest sprzeczna, to (wniosek): idea Boga jest sprzeczna.

Zauważ: idea ta jest sprzeczna... a jednak istnieje!
Skoro z faktu, że idea jest sprzeczna, nie wynika nawet, że ta idea nie istnieje, to skąd Ci nagle przyszło, że Byt, którego oznacznikiem jest owa idea, miałby nie istnieć?

Gdzie tu połączenie logiczne?

Coś mam wrażenie, że cała ta Twoja walka z Bogiem to jakieś "religijne" zacietrzewienie na wymyślonych dogmatach, niż wynik jakiegolwiek rozumowania
Ożeł (251 punktów)
>>Poniewaz wykazalem, ze idea jest wewnetrznie sprzeczna to BOG NIE ISTNIEJE,
>Skoro wykazałeś, że idea Boga jest sprzeczna, to (wniosek): idea Boga jest sprzeczna.

Idea jest wewnetrznie sprzeczna (a konkretnie sprzeczna jest je def.). STAD WNIOSEK: idea ta nie ma desygnatu.

>Zauważ: idea ta jest sprzeczna... a jednak istnieje!

Idea istnieje jako slowo w jezyku. Slowa to symbole, ktore moga meic desygnaty(choc niekoniecznie).

>Skoro z faktu, że idea jest sprzeczna, nie wynika nawet, że ta idea nie istnieje, to skąd Ci nagle przyszło, że Byt, którego oznacznikiem jest owa idea, miałby nie istnieć?

Idea istnieje? Jak to rozumiesz? Zobaczyles ja? Dotklenes? Polizales? Bog to slowo, konkretniej idea.

>Gdzie tu połączenie logiczne?

Mylisz podstawowe pojecie, nie odruzniasz idei od desygnatu itd.

>Coś mam wrażenie, że cała ta Twoja walka z Bogiem to jakieś "religijne" zacietrzewienie na wymyślonych dogmatach, niż wynik jakiegolwiek rozumowania
>
Wrazenie jest subiektywnym odczuciem.
Teresa
>Idea istnieje jako slowo w jezyku. Slowa to symbole, ktore moga meic desygnaty(choc niekoniecznie).

A co Ty się tak przyczepiłeś tego desygnatu.

Bez wątpienia istnieje coś takiego jak czas.
Jest to czwarty wymiar czasoprzestrzeni w fizyce relatywistycznej.

Zobaczyles go kiedyś? Dotknałeś? Polizales?

Czy możesz mi powiedzieć co jest desygnatem czasu?

Chyba nie zegar ?
Ożeł (251 punktów)
>>Idea istnieje jako slowo w jezyku. Slowa to symbole, ktore moga meic desygnaty(choc niekoniecznie).
>A co Ty się tak przyczepiłeś tego desygnatu.

Uczepilem sie slowa desygnat, poniewaz w tej dyskusji nalezy odroznic slowo "Bog" od desygnatu tego slowa. Bardziej scisle jest okreslenie "idea Boga nie ma desygnatu" niz "Bog nie istnieje". [w potocznej mowie nie ma sensu mowic "synku wyprowadz desygnat psa na dwor", ale podczas takiego wnioskowania jest to slowo niezbedne]

>Bez wątpienia istnieje coś takiego jak czas.
>Jest to czwarty wymiar czasoprzestrzeni w fizyce relatywistycznej.
>Zobaczyles go kiedyś? Dotknałeś? Polizales?
>Czy możesz mi powiedzieć co jest desygnatem czasu?
>Chyba nie zegar ?

Czas nie ma desygnatu. Czas to miara zmiany polozenia czasteczek wzgledem siebie.
Teresa
Ożel-e,
podsumujmy to, co do tej pory powiedzieliśmy odnośnie idei Boga (wg nomenklatury, którą przedstawiłeś):
- logicznie rzecz biorąc idea Boga jest sprzeczna, jest to paradoks,
- religijnie(ja reprezentuję taki typ myślenia) nie jest sprzeczna i nie jest to paradoks (bo w religii oczywiste jest to, ze Bóg może wszystko czyli może też to, czego nie może).

Wg mnie Twój wniosek:
"Bóg nie może zaistnieć w naszym wszechświecie" - do tego miejsca jest słuszny.
Natomiast jego dalszy ciąg , czyli od słów: " - Boga nie ma...." do samego końca jest bezzasadny, bo nie możesz z góry zakładać, że Bóg istniejący poza wszechświatem nie mógł stworzyć wszechświata i co wiecej, że wcale nie dba o wszechświat, który sam stworzył.
Zwłaszcza, że zgodnie z Objawieniem Bóg stworzył wszechświat i człowieka z MIŁOSCI!!!

Zgodnie z prawdami wiary:
Bóg istnieje poza naszym wszechświatem, jest transcendentny! To On stworzył ten wszechświat, co więcej może dowolnie oddziaływać na ten wszechświat, podtrzymywać jego istnienie, może nawet stać się człowiekiem!
Właśnie wg religii katolickiej Bóg jest trynitarnym bytem. Zauważ, że Chrystus stał się człowiekiem, umarł a potem miał moc odzyskać życie, tj. Jego Ojciec - Bóg przywrócił Go do życia.
Innymi słowy Bóg z miłości do ludzi umarł za nich!!

To tyle.

Pozdrawiam .
P.S.
Ja w tym dialogu celowo przyjęłam taki męski styl rozmowy (stąd tyle znaczków ), żeby nie dać się rozgnieść jak mrówka. I jak już, to jestem siostrą a nie matką, to drobna różnica.
Ożeł (251 punktów)
>podsumujmy to, co do tej pory powiedzieliśmy odnośnie idei Boga (wg nomenklatury, którą przedstawiłeś):
>- logicznie rzecz biorąc idea Boga jest sprzeczna, jest to paradoks,
>- religijnie(ja reprezentuję taki typ myślenia) nie jest sprzeczna i nie jest to paradoks (bo w religii oczywiste jest to, ze Bóg może wszystko czyli może też to, czego nie może).

Jest sprzeczna to oczywiste, mozna poprostu tego nie przyjmowac do wiadomosci lub mowic moze tez to czego nie moze" jak uwazasz.

>Wg mnie Twój wniosek:
>"Bóg nie może zaistnieć w naszym wszechświecie" - do tego miejsca jest słuszny.
>Natomiast jego dalszy ciąg , czyli od słów: " - Boga nie ma...." do samego końca jest bezzasadny, bo nie możesz z góry zakładać, że Bóg istniejący poza wszechświatem nie mógł stworzyć wszechświata i co wiecej, że wcale nie dba o wszechświat, który sam stworzył.

Zgadzam sie, Bog moze istniec poza naszym wszechswiatem [dodam jednak, ze nie moze oddzialywac na nasz wszechswiat, bo nei mzoe w inm istniec] - konkretniej tam gdzie nie obowiazuje logika - jednak to nie ma zadnego znaczenia, bo jezeli nie obowiazuje gdzies logika to nasz wszechswiat mogl powstac bez niczyjej ingerencji.

>P.S.
>Ja w tym dialogu celowo przyjęłam taki męski styl rozmowy (stąd tyle znaczków ), żeby nie dać się rozgnieść jak mrówka. I jak już, to jestem siostrą a nie matką, to drobna różnica.

Jak Ty jestes siostra to ja jestem chlopczyk a prywatnie jestes mniej mesko-twarda?
Teresa
>Zgadzam sie, Bog moze istniec poza naszym wszechswiatem [dodam jednak, ze nie moze oddzialywac na nasz wszechswiat, bo nei mzoe w inm istniec] - konkretniej tam gdzie nie obowiazuje logika

Logicznie rzecz biorąc (ściśle mówiąc zgodnie z logiką Arystotelesa) masz rację.

Z drugiej strony logika Arystotelesa już tak przepoiła nasz sposób myślenia, że uważa się ją za oczywistą i naturalną (w logice tej twierdzenie, ze X jest A i nie A jest nonsensem).

Ale istnieje również logika paradoksalna (stosowana na Wielkim Wschodzie). Zgodnie z ta logiką orzeczniki X że A i nie A nie wykluczają się wzajemnie, np.

"Słowa, które są całkowicie prawdziwe, wydają się paradoksem". (Lao-tse)

"Moje słowa można bardzo łatwo zrozumieć i bardzo łatwo wprowadzić w życie, ale na całym świece nie ma nikogo, kto by mógł je zrozumieć, i wprowadzić w życie"

Logika ta zawarta jest w filozofii Heraklita i dialektyce, cyt. za Wikipedią:

"Za arche (podstawę istnienia Wszechświata) Heraklit uznał ogień, który "żyje śmiercią tego, co spala". Jednak procesem przemian kieruje logos - mądrość, będąca jednością przeciwieństw."

Może tę logikę należałoby zastosować, żeby Bóg mógł zaistnieć?

Być może nasza rzeczywistość jest bardziej złożona niż by to wynikało z logiki Arystotelesa.
Być może "zabić się i żyć" nie jest niemożliwe, ale tylko bardzo trudne (wymagające wielkiej mocy).

P.S. Natomiast myśląc religijnie Bóg jako byt niezawisły, niezależny (absolutus) wobec wszelkich praw (w tym logiki) może być wszędzie (i w transcendencji i w naszym wszechświecie).
Zgodziłam się z Toba, że "Bóg nie może ZAISTNIEĆ w naszym wszechświecie", bo on jest również niezawisły wobec czasu (jest poza czasem), on po prostu "JEST" od zawsze, tak więc w jego przypadku nie ma sensu mówić o momencie czy o punkcie jego "zaistnienia" (jego istnienie nie ma początku ani nie ma końca).
Teresa
c. d.
>Jak Ty jestes siostra to ja jestem chlopczyk
A nie brat?
Ożeł (251 punktów)
>c. d.
>>Jak Ty jestes siostra to ja jestem chlopczyk
>A nie brat?

Moze byc brat ale raczej braciszek, bo zakladam, ze jestem mlodszy od Ciebie.
Ożeł (251 punktów)
>>Zgadzam sie, Bog moze istniec poza naszym wszechswiatem [dodam jednak, ze nie moze oddzialywac na nasz wszechswiat, bo nei mzoe w inm istniec] - konkretniej tam gdzie nie obowiazuje logika
>Logicznie rzecz biorąc (ściśle mówiąc zgodnie z logiką Arystotelesa) masz rację.
>Z drugiej strony logika Arystotelesa już tak przepoiła nasz sposób myślenia, że uważa się ją za oczywistą i naturalną (w logice tej twierdzenie, ze X jest A i nie A jest nonsensem).

Jest tylko jedna logika i zgodnie z jej zasadami przeprowadzam wnioskowanie.

>P.S. Natomiast myśląc religijnie Bóg jako byt niezawisły, niezależny (absolutus) wobec wszelkich praw (w tym logiki) może być wszędzie (i w transcendencji i w naszym wszechświecie).

Nie moze - co wykazalem.

>Zgodziłam się z Toba, że "Bóg nie może ZAISTNIEĆ w naszym wszechświecie", bo on jest również niezawisły wobec czasu (jest poza czasem), on po prostu "JEST" od zawsze, tak więc w jego przypadku nie ma sensu mówić o momencie czy o punkcie jego "zaistnienia" (jego istnienie nie ma początku ani nie ma końca).

Bóg nie może ZAISTNIEĆ w naszym wszechświecie = Bog nie istnieje. [zwracam uwage na znak "="]

Ożeł (251 punktów)
>Popełniłeś błąd w swym dowodzie.
>W założeniach piszesz, że:
>>Bog to istota wszechwiedzaca, niesmiertelna i wszechmocna (to glowne wyznaczniki Boskosci i jesli cos takie nie jest, to Bogiem tego nazwac nie mozna).
>Natomiast w dowodzie piszesz o Nim, że czegoś nie może.
>To błąd, bo jeśli jest to istota istotnie wszechmocna to może wszystko.

To co napisalem to def. idei Boga, nie pisze o zadnym konkretnym Bogu, tylko i idei i jej potencjalnych desygnatach. Poniewaz wykazalem, ze idea jest wewnetrznie sprzeczna to BOG NIE ISTNIEJE, PONIEWAZ NIE MA ISTOT, KTORE MOGA WSZYTKO, A NIE MOGA SIE ZABIC.
Bóg=jest+nie jest
Postawienie w ten sposób tezy jest błędne z dwóch powodów. Po pierwsze nie da się udowodnić istnienia Boga - a zatem nie da się udowodnić również jego nieistnienia. Po drugie zdania - "Boga nie ma" wogóle nie powinno się antycypować, . Bóg jest treścią psychiczną, jest kompleksem, który wyraża się w postaci archetypu. Archetyp ten występuje w podświadomości ludzkiej i nie ma możliwości poznania go przez świadomość, która za narzędzie ma myślenie ukierunkowane. Poznanie treści podświadomości, czyli tego co boskie jest niemożliwe w kategoriach myślenia logicznego. To jednak nie oznacza że nie jest możliwe takie poznanie wogóle. Jedyną możliwością zbliżenia się do tego problemu, do "zrozumienia" - (a raczej uwierzenia) archetypu prowadzi poprzez analizę własnej podświadomości, a to zasadza się już w kategoriach wiary. Wierząc w to że w jaźni, która zawiera w sobie podświadomość jak i świadomość archetyp dochodzi do głosu możemy poznać siebie - jednak do tego nie prowadzi żadna wiedza empiryczna czy teoretyczna, która posługuje się logiką. A więc w człowieku w fundamentach jego podświadomości dana jest od zawsze substancja stanowiąca rdzeń łączący świadomości jednostkowe, która może być określana mianem boskiej. Negacja Boga zatem oznacza negację jednostki, negacja tej praenergii która jest podstawą świadomości każdego człowieka oznacza również negację osoby która neguje.
A przecież ta osoba wypowiedziała zdanie - Boga nie ma. Już samo to, że pomyślała takie zdanie i je sformułowała oznacza, że osoba ta istnieje. A jeżeli osoba ta istnieje, to istnieć również musi pewna psychiczna prasubstancja na której osadza się świadomość tej osoby - a więc ów archetyp, który przez niektórych nazywany jest Bogiem.
Ożeł (251 punktów)
>Postawienie w ten sposób tezy jest błędne z dwóch powodów. Po pierwsze nie da się udowodnić istnienia Boga - a zatem nie da się udowodnić również jego nieistnienia.

Udowodnilem jego nieistnienie. PS: mowienie, ze jak czegos sie nie da udowodnic to rowniez nie da sie temu zaprzeczyc jest absoutna bzdura, a nie jakas zasada logiczna.

>Po drugie zdania - "Boga nie ma" wogóle nie powinno się antycypować, . Bóg jest treścią psychiczną, jest kompleksem, który wyraża się w postaci archetypu. Archetyp ten występuje w podświadomości ludzkiej i nie ma możliwości poznania go przez świadomość, która za narzędzie ma myślenie ukierunkowane. Poznanie treści podświadomości, czyli tego co boskie jest niemożliwe w kategoriach myślenia logicznego.

Skad te dane?

>To jednak nie oznacza że nie jest możliwe takie poznanie wogóle. Jedyną możliwością zbliżenia się do tego problemu, do "zrozumienia" - (a raczej uwierzenia) archetypu prowadzi poprzez analizę własnej podświadomości, a to zasadza się już w kategoriach wiary. Wierząc w to że w jaźni, która zawiera w sobie podświadomość jak i świadomość archetyp dochodzi do głosu możemy poznać siebie - jednak do tego nie prowadzi żadna wiedza empiryczna czy teoretyczna, która posługuje się logiką.

A wiec sam w to wierzysz... to wiele wyjasnia.

>więc w człowieku w fundamentach jego podświadomości dana jest od zawsze substancja stanowiąca rdzeń łączący świadomości jednostkowe, która może być określana mianem boskiej. Negacja Boga zatem oznacza negację jednostki, negacja tej praenergii która jest podstawą świadomości każdego człowieka oznacza również negację osoby która neguje.

Jaka to substancja? Skad o niej wiesz?

>A przecież ta osoba wypowiedziała zdanie - Boga nie ma. Już samo to, że pomyślała takie zdanie i je sformułowała oznacza, że osoba ta istnieje. A jeżeli osoba ta istnieje, to istnieć również musi pewna psychiczna prasubstancja na której osadza się świadomość tej osoby - a więc ów archetyp, który przez niektórych nazywany jest Bogiem.
>
Nie musi,co innego wyznacza istnienie.
V0lrath (3440 punktów)
Ta dyskusja o logice to do nikąd prowadzi , bo jeśli logika nie obowiązuje to wprowadzenia jakiegokolwiek uzasadnienia nie jest konieczne, a żadnych dowodów nie jest możliwe - nawet wprowadzenie uzasadnienia nie jest możliwe (a raczej jest możliwe, ale prawdopodobieństwo jest niedefiniowalne i w zasadzie równoważne braku prawdopodobieństwa - wszystko jest równie możliwe) - wogóle nic nie jest pewne - a nawet nie nic nie ma nawet drobnego ułamka pewności - nie ma możliwości oceny czegokolwiek pod żadnym względem i totalnie nic nie wiemy. Nic. 0. Nawet nasz tok myślenia czy pamięć nie mają najmniejszych podstaw i uzasadnienia by im ufać.
Drondh (1 punktów)
Na początek przepraszam jeśli coś powtórzę, ale przeczytanie całości tego tematu okazało się dla mnie zbyt wyczerpujące, zwłaszcza, że wciąż mam pracę domową na jutro.
Pierwsze pytanie.

Czy mówimy o Bogu - Iahwe, czy o bogu w znaczeniu oderwanym od konkretnej religii?
Nie ma ucieczki od kultury zachodniej i ostatnich 1500 lat Chrześcijaństwa. Religia, która kiedyś była interesująca została na długo oszpecona przez Średniowiecze.

Wracając do tematu. Zapomnijmy o Ojcu i Synu, a zajmijmy się najbardziej interesującym aspektem Boga zachodniego, a przy tym najbardziej uniwersalnym - Duchem Świętym.
Duch Święty jest we wszystkim i wszystko jest pierwiastkiem ducha świetego. W takim razie, czy nie można Boga utożsamić ze wszechświatem?
Wtedy stworzenie świata i stworzenie samego siebie byłoby jedną czynnością, a jeśli wcześniej nic nie istniało, to nie widzę różnicy pomiędzy stworzeniem czegoś z niczego a istnieniem czegoś od zawsze.
Nie czytałem Biblii, ani nie jestem religioznawcą, więc nie potrafię wypowiadać się na temat istnienia, bądź nie Boga "naszego", zachodniego, ale na pewno można przyjąć (albo i nie przyjmować) i nie można dowodem logicznym obalić istnienia Ducha Świętego, Wszechstwórcy, tudzież innych bogów-stwórców innych religii.

mariusz
Nie jestem upowazniony by dac Ci odpowiedz na to pytanie, ale moge powiedziec, ze jest tu mowa nie jak myslisz o bogu Iahwe tylko o Bogu, Bogu wszechmocnym , niesmiertelnym i wszechwiedzacym.
Ożeł (251 punktów)
Przeczytaj post Mariusza.

>Duch Święty jest we wszystkim i wszystko jest pierwiastkiem ducha świetego. W takim razie, czy nie można Boga utożsamić ze wszechświatem?
>Wtedy stworzenie świata i stworzenie samego siebie byłoby jedną czynnością, a jeśli wcześniej nic nie istniało, to nie widzę różnicy pomiędzy stworzeniem czegoś z niczego a istnieniem czegoś od zawsze.

Istnieje istotna roznica miedzy istnieniem od zawsze, a powstaniem z niczego.
Generalnie takie ujecie Ducha Swietego jest bezsensu. W jakim celu/Z jakiego powodu: mamy nazywac wszechswiat Duchem Swietym? To przeciez nie wnosi nic do opisu rzeczywistosci. Ba! Komplikuje go tylko dodajac pojecie zbedne.
Teresa
1. Ja dalej nie rozumiem dlaczego "logicznie rzecz biorac" (trzymając się ram Twej nomenkaltury ) istota niezawisła (wszechmocna), bedąca ponad wszelką logiką, transcendentna, poza wszechświatem, nie może "zaistnieć" w swiecie rządzonym przez logikę???

Wg mnie może.
Jeżeli tej istoty z założenia nie ograniczają (nie dotyczą) żadne prawa logiki, to znaczy, że to ona panuje nad prawami logiki, a nie prawa logiki nad nią, co za tym idzie prawa logiki nie stanowią o jej "być albo nie być" ani we wszechświecie ani nigdzie.

Przykład.
Jeśli istnieje jakaś istota, która nie musi jeść żeby żyć, to czy z tego powodu nie może ona być w świecie, w którym koniecznie trzeba jeść żeby żyć. Bynajmniej!

Analogicznie jeśli istnieje istota, która jest nieśmiertelna i wszechmocna, to czy z tego powodu nie może ona zaistnieć w świecie, w którym wszystko jest śmiertelne
i niewszechmocne. Wszechświat w końcu umrze (zniknie), ale ta istota i tak pozostanie przy życiu.

2. Uważam też, ze ponieważ istota ta jest wszechobecna to wszechświat jest w Niej, czyli innymi słowy jesteśmy w tej Istocie, bo to Ona stworzyła Wszechświat wedle praw, które odkrywamy, a nie na odwrót.
Ożeł (251 punktów)
>1. Ja dalej nie rozumiem dlaczego "logicznie rzecz biorac" (trzymając się ram Twej nomenkaltury ) istota niezawisła (wszechmocna), bedąca ponad wszelką logiką, transcendentna, poza wszechświatem, nie może "zaistnieć" w swiecie rządzonym przez logikę???

Ja wiem dlaczego tego nie rozumiesz. Ty nie potrafisz wyjsc z pewnych form pojmowania swiata jakie zostaly Tobie narzucone oraz tego jak je rozbudowalas. Dla Ciebie istnieje dobry pan Bog w niebie, ktory moze istniec mimo tego, ze jest z def. wewnetrzny sprzecznie, poniewaz wymyslil on sobie, ze prawa logiki podlegac nie bedzie. A pozatym jest transcendentny i jeszcze pare innych fajnych okreslen ma.
Nie moze zaistniec dlatego, ze nie ma istot, ktore moga wszystko, a nie moga siebie zabic, gdyz to jest sprzeczne i wyklucza mozliwosc istnienia.

>Wg mnie może.
>Jeżeli tej istoty z założenia nie ograniczają (nie dotyczą) żadne prawa logiki, to znaczy, że to ona panuje nad prawami logiki, a nie prawa logiki nad nią, co za tym idzie prawa logiki nie stanowią o jej "być albo nie być" ani we wszechświecie ani nigdzie.

Nie panuje nad prawami logiki, bo nie istnieje.

>Jeśli istnieje jakaś istota, która nie musi jeść żeby żyć, to czy z tego powodu nie może ona być w świecie, w którym koniecznie trzeba jeść żeby żyć. Bynajmniej!

Nie moze, bo jest sprzeczna z prawami tego swiata.

>Analogicznie jeśli istnieje istota, która jest nieśmiertelna i wszechmocna, to czy z tego powodu nie może ona zaistnieć w świecie, w którym wszystko jest śmiertelne
>i niewszechmocne. Wszechświat w końcu umrze (zniknie), ale ta istota i tak pozostanie przy życiu.

Nie z tego powodu nie moze zaistniec.

>2. Uważam też, ze ponieważ istota ta jest wszechobecna to wszechświat jest w Niej, czyli innymi słowy jesteśmy w tej Istocie, bo to Ona stworzyła Wszechświat wedle praw, które odkrywamy, a nie na odwrót.

Nie ma znaczenia co uwazasz.

PS: Co znaczy: nomenkaltury.
MARIUSZ
Jestem pod wrażeniem!!! Ten temat był dyskutowany przez tak wiele dni i osiągnął chyba rekordową ilość odpowiedzi.
Pana dowód w pełni mnie przekonuje i cieszę się, że ten wątek pojawił się na forum oraz, że mogłem wziąć w nim udział.

Poruszył Pan kwestie, ktorej nigdy nie rozważałem, (chociaż w Boga nie wierzę), ALE DAŁA MI ONA DO MYŚLENIA!!!
Ożeł (251 punktów)
>Jestem pod wrażeniem!!! Ten temat był dyskutowany przez tak wiele dni i osiągnął chyba rekordową ilość odpowiedzi.
>Pana dowód w pełni mnie przekonuje i cieszę się, że ten wątek pojawił się na forum oraz, że mogłem wziąć w nim udział.
>Poruszył Pan kwestie, ktorej nigdy nie rozważałem, (chociaż w Boga nie wierzę), ALE DAŁA MI ONA DO MYŚLENIA!!!

Zakladajac ten temat mialem dwa cele - oba osiagnalem. Jednym z celow bylo zobaczenie wlasnie takiego posta, a wiec (nie klamiac i przesadzajac) jestem z siebie dumny. To mile uczucie, ze moglem Panu w czyms pomoc. Dziekuje za rozmowe.
yumemori
Moim skromnym zdaniem, troszeczke malo zasadne jest logiczne dowodzenie nie/istnienia Boga, bo stosujemy zle narzedzie w stosunku do tego co chcemy udowodnic.
Istnienie Boga jest kwestia wiary [logika z wiara wspolnego ma niewiele], dla kazdego indywidualnie, wiec nie powinienes Orle pisac swoim rozmowcom/czyniom ze "to nie istotne co uwazaja" [lub zlosliwe pytac co oznacza slowo z literowka,wiem ze zlosliwosc to podobno cecha ludzi inteligentnych, ale nieuzasadniona raczej nie].
A Bog jesli istnieje, to prawdopodobnie nie w naszym wszechswiecie, wiec prawa jakie w wyniku ludzkiego logicznego rozumowania powinny Boga dotyczyc - wcale nie musza.
św.Marek
    Serdecznie dziękuję yumemori. Napisałeś dokładnie to, co czułem, ale nie umiałem tak zwięźle napisać.

___________
Pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>Moim skromnym zdaniem, troszeczke malo zasadne jest logiczne dowodzenie nie/istnienia Boga, bo stosujemy zle narzedzie w stosunku do tego co chcemy udowodnic.

Do weryfikowania twierdzen uzywa sie dwoch narzedzi: logiki i empiryki. To dobre narzedzia.

> Istnienie Boga jest kwestia wiary [logika z wiara wspolnego ma niewiele], dla kazdego indywidualnie, wiec nie powinienes Orle pisac swoim rozmowcom/czyniom ze "to nie istotne co uwazaja"

Istnienie nie jest NIGDY kwestja wiary, a ze logika z wiara ma nie wiele wspolnego dlatego z wiara nie dyskutuje. To co uwazaja moi rozmowcy naprawde jest nie istotne, gdyz zalozylem topic do dyskusji, a nie wymiany pogladow.

>[lub zlosliwe pytac co oznacza slowo z literowka,wiem ze zlosliwosc to podobno cecha ludzi inteligentnych, ale nieuzasadniona raczej nie].

Jezeli nie rozumiem danego slowa i nie kojaze go z zadnym mi znanym to sie pytam o znaczenie. [sam robie duzo literowek i jestem sklonny sie poprawic i napisac poprawnie slowo w ktorym popelnilem blad]

>A Bog jesli istnieje, to prawdopodobnie nie w naszym wszechswiecie, wiec prawa jakie w wyniku ludzkiego logicznego rozumowania powinny Boga dotyczyc - wcale nie musza.

Pisalem o tym w moim dowodzie, po co po mnie powtarzasz?
jo!3
ożeł jesteś geniuszem udowodniłeś mi że BÓG istnieje (w moim wzsechświecie) a w twoim jest tylko "logika" jo!
Ożeł (251 punktów)
>ożeł jesteś geniuszem udowodniłeś mi że BÓG istnieje (w moim wzsechświecie) a w twoim jest tylko "logika" jo!

Obawiam sie, ze istniejemy w tym samym wszechswiecie (na ktory notabene sklada sie wszystko co istnieje), a wiec obu z nas obowiazuje logika. W jaki sposob udowodnilem?
jo!3
>Obawiam sie, ze istniejemy w tym samym wszechswiecie (na ktory notabene sklada sie wszystko co istnieje), a wiec obu z nas obowiazuje logika. W jaki sposob udowodnilem?

obawiasz się czyżbyś wątpił w prawidłowośc swojego udowodnienia jo!
Ożeł (251 punktów)
>>Obawiam sie, ze istniejemy w tym samym wszechswiecie (na ktory notabene sklada sie wszystko co istnieje), a wiec obu z nas obowiazuje logika. W jaki sposob udowodnilem?
> obawiasz się czyżbyś wątpił w prawidłowośc swojego udowodnienia jo!

"Obawiam sie" w kontekscie tej wymiany zdan oznacza: "przykro mi, ale sie mylisz, jest inaczej", "boje sie, ze jednak nie masz racji, bo jest inaczej". To czesty zwrot i myslalem, ze jest dla wszystkich zrozumialy. W zaden sposob w swoje slowa nie watpie.
jo!3
>Obawiam sie, ze istniejemy w tym samym wszechswiecie (na ktory notabene sklada sie wszystko co istnieje), a wiec obu z nas obowiazuje logika. W jaki sposob udowodnilem?

jezeli w naszym świecie istnieje tylko logika więc my powinniśmy być tak smo logiczni bo jeżeli "coś" pierwszego stało się na początku i rozwijało się tylko i wyłącznie zgodnie z logiką czyli moje istnienie zawdzięczam tylko logice wiec nie mógłbym pomyśleć o czymś nielogicznym a dlaczego moge jo!
Ożeł (251 punktów)
> jezeli w naszym świecie istnieje tylko logika więc my powinniśmy być tak smo logiczni bo jeżeli "coś" pierwszego stało się na początku i rozwijało się tylko i wyłącznie zgodnie z logiką czyli moje istnienie zawdzięczam tylko logice wiec nie mógłbym pomyśleć o czymś nielogicznym a dlaczego moge jo!

Przeczytaj moje wszystkie posty, nigdzie nie pisalem, ze istnieje u nas TYLKO logika, nie pisalem nawet, ze logika istnieje (w tym kontekscie), tylko ze OBOWIAZUJE.
Czemu uwazasz, ze nie jestesmy logiczni? Podlegamy prawa logiki, co nie znaczy, ze nie mozemy pomyslec nielogicznie. Zwroc jednak uwage, ze myslenie nielogiczne lub dzialanie nielogiczne nie jest sprzeczne z prawami logiki. (chyba, ze podasz mi przyklad kiedy czlowiek swoim dzialaniem/mysleniem zlamal prawa logiki)
A jezeli koniecznie chcesz udowodnic swoje slowa to opisz mi dwie RZECZY, ktore sa ze soba sprzeczne.
jo!3
>Przeczytaj moje wszystkie posty, nigdzie nie pisalem, ze istnieje u nas TYLKO logika,
powidz mi więc skąd wzieła się "u nas(nie)TYLKO logika"
nie pisalem nawet, ze logika istnieje (w tym kontekscie), tylko ze OBOWIAZUJE.
>Czemu uwazasz, ze nie jestesmy logiczni? Podlegamy prawa logiki, co nie znaczy, ze nie mozemy pomyslec nielogicznie. Zwroc jednak uwage, ze myslenie nielogiczne lub dzialanie nielogiczne nie jest sprzeczne z prawami logiki. (chyba, ze podasz mi przyklad kiedy czlowiek swoim dzialaniem/mysleniem zlamal prawa logiki)
>A jezeli koniecznie chcesz udowodnic swoje slowa to opisz mi dwie RZECZY, ktore sa ze soba sprzeczne.
jo!
Ożeł (251 punktów)
>>Przeczytaj moje wszystkie posty, nigdzie nie pisalem, ze istnieje u nas TYLKO logika,
>powidz mi więc skąd wzieła się "u nas(nie)TYLKO logika"

To ludzie wymyslili logike. Brak logiki w ludzkim mysleniu wynika ze zlej interpretacji zjawisk, racjonalizacji itd . Ogolnie to b. skomplikowane i nie jestem w stanie tego wyjasnic, nie rozumeim jednak co to ma do tego, ze w swiecie nie ma nielogicznosci? Ludzkie myslenie ani dzialnie nie jest sprzeczne z prawami logiki.
yumemori
>Do weryfikowania twierdzen uzywa sie dwoch narzedzi: logiki i empiryki. To dobre narzedzia.
Owszem, ale do twierdzen, ktore da sie logicznie lub empirycznie zweryfikowac, a twierdzeniu o istnieniu Boga [a tym bardziej nieistnieniu] raczej nie.
>Istnienie nie jest NIGDY kwestja wiary, a ze logika z wiara ma nie wiele wspolnego dlatego z wiara nie dyskutuje. To co uwazaja moi rozmowcy naprawde jest nie istotne, gdyz zalozylem topic do dyskusji, a nie wymiany pogladow.
Dyskusja rodzi sie zwykle z wymiany pogladow.
Rozumiem, ze nie dopuszczasz wiary w to, ze cos czego istnienia dotychczas nie udowodniono, a istnieje potencjalnie, moze aktualnie zaistniec [wybaczcie ta arystotelesowka terminologie -.^]
Niemozliwe jest nie dykutowac z wiara piszac o Bogu
>Jezeli nie rozumiem danego slowa i nie kojaze go z zadnym mi znanym to sie pytam o znaczenie. [sam robie duzo literowek i jestem sklonny sie poprawic i napisac poprawnie slowo w ktorym popelnilem blad]
Eech, no dobrze -_-
>>A Bog jesli istnieje, to prawdopodobnie nie w naszym wszechswiecie, wiec prawa jakie w wyniku ludzkiego logicznego rozumowania powinny Boga dotyczyc - wcale nie musza.
>Pisalem o tym w moim dowodzie, po co po mnie powtarzasz?
Wybacz...
Ożeł (251 punktów)
>>Do weryfikowania twierdzen uzywa sie dwoch narzedzi: logiki i empiryki. To dobre narzedzia.
>Owszem, ale do twierdzen, ktore da sie logicznie lub empirycznie zweryfikowac, a twierdzeniu o istnieniu Boga [a tym bardziej nieistnieniu] raczej nie.

Przeciez wlasnie zweryfikowalem twierdzenie o istnieniu Boga jako falszywe.

>>Istnienie nie jest NIGDY kwestja wiary, a ze logika z wiara ma nie wiele wspolnego dlatego z wiara nie dyskutuje. To co uwazaja moi rozmowcy naprawde jest nie istotne, gdyz zalozylem topic do dyskusji, a nie wymiany pogladow.
>Dyskusja rodzi sie zwykle z wymiany pogladow.
>Rozumiem, ze nie dopuszczasz wiary w to, ze cos czego istnienia dotychczas nie udowodniono, a istnieje potencjalnie, moze aktualnie zaistniec [wybaczcie ta arystotelesowka terminologie -.^]

Dopuszczam mozliwosc, ze cos co moze zaistniec - zaistniec moze(truizm). Ale Bog nie moze zaistniec co udowodnilem. Nie wyklucza to faktu, ze mozna w niego wierzyc.

>Niemozliwe jest nie dykutowac z wiara piszac o Bogu

Wiara przewaznie potrzebuje przeslanek (mowi sie, ze wiara ich niepotrzebuje, ale to tylko w nieliczncyh wypadkach). Jezeli jednak ktos w Boga poprostu wierzy to ja mu nie bede zabranial, nie mam zamiaru jednak z osoba taka dyskutowac, bo to bezsensu. Dyskusja toczy sie przez wymiane argumentow, a nie wymianie pogladow typu: "ja wierze w to i tamto, a Ty?".

>>>A Bog jesli istnieje, to prawdopodobnie nie w naszym wszechswiecie, wiec prawa jakie w wyniku ludzkiego logicznego rozumowania powinny Boga dotyczyc - wcale nie musza.
>>Pisalem o tym w moim dowodzie, po co po mnie powtarzasz?
>Wybacz...

Wybaczam.
Teresa
Nie do wiary, ze jeszcze odpisuję

Zgodzicie się pewnie, ze:

Paradoksalnie pierwszym warunkiem dla pojęcia nieśmiertelności jest śmierć!

A w Bogu - skoro jest nieśmiertelny i jest pierwszym bytem ze wszystkich bytów ( nic co teraz istnieje, nie mogło zaistnieć wcześniej niż ON) - śmierci przecież nie ma (wyklucza to założenie o nieśmiertelności)!

Czyli mówienie o śmierci w Jego przypadku nie ma sensu.

Czy jasno się wyraziłam??
Ożeł (251 punktów)
>Nie do wiary, ze jeszcze odpisuję

Sugerujesz, ze dyskusja ze mna nie ma sensu?

>Paradoksalnie pierwszym warunkiem dla pojęcia nieśmiertelności jest śmierć!
>A w Bogu - skoro jest nieśmiertelny i jest pierwszym bytem ze wszystkich bytów ( nic co teraz istnieje, nie mogło zaistnieć wcześniej niż ON) - śmierci przecież nie ma (wyklucza to założenie o nieśmiertelności)!
>Czyli mówienie o śmierci w Jego przypadku nie ma sensu.

Bylo to juz rozpatrzone:

"Wez pod uwage, ze Ci ktory pisali np. Biblie nie musieli myslec, ze Bog zyje tak jak czlowiek, oni poprosu napisali, ze Bog nie moze przestac istniec. I to cala niesmiertelnosc."

"Skoro Bog moze wszystko to moze uczynic siebie zywym i wtedy nie bedzie mogl siebie zabic, bo jest niesmiertelny"

"Jakkolwiek nazwiesz sposob istnienia Boga [czy bedzie to: zycie, istniene,. bytowanie, spanie, onanizowanie sie, [ponadczasowe] trwanie, medytowanie itd.] to niesmietelnosc oznacza, ze Bog NIE MOZE zakonczyc tej formy bytowania."
jo!3
ożeł powiedz mi dlaczego chcesz udowodnić ze boga niema
jo!
Ożeł (251 punktów)
>ożeł powiedz mi dlaczego chcesz udowodnić ze boga niema
>jo!

Priorytetem dla mnie jest znajomosc prawdy.
jo!3
>Priorytetem dla mnie jest znajomosc prawdy.
>
więc uważasz że znasz wszystkie prawdy jo!
Ożeł (251 punktów)
>>Priorytetem dla mnie jest znajomosc prawdy.
>>więc uważasz że znasz wszystkie prawdy jo!
>
Skad ta konkluzja?
Nie uwazam, ze wiem wszystko. Uwazam, ze wiem relatywnie b. malo.
jo!3
>>Skad ta konkluzja?
>Nie uwazam, ze wiem wszystko. Uwazam, ze wiem relatywnie b. malo.
>
jeżeli zmasz dodawanie to znasz sume każdych liczb jo!
Ożeł (251 punktów)
>>>Skad ta konkluzja?
>>Nie uwazam, ze wiem wszystko. Uwazam, ze wiem relatywnie b. malo.
>jeżeli zmasz dodawanie to znasz sume każdych liczb jo!

Napisalem tylko, ze najwyzsza wartoscia dlamnie jest znajomosc prawdy. Twoj przyklad z dodawaniem jest tutaj jakims nieporozumieniem.
jo!3
>Napisalem tylko, ze najwyzsza wartoscia dlamnie jest znajomosc prawdy. Twoj przyklad z dodawaniem jest tutaj jakims nieporozumieniem.
>
udowobniłeś przeciż że boga niema poznałeś więc pierwszą prawde z której powinny wynikać jej pochodne jo!
Ożeł (251 punktów)
>>Napisalem tylko, ze najwyzsza wartoscia dlamnie jest znajomosc prawdy. Twoj przyklad z dodawaniem jest tutaj jakims nieporozumieniem.
>>udowobniłeś przeciż że boga niema poznałeś więc pierwszą prawde z której powinny wynikać jej pochodne jo!

Blednie zakladasz, ze wiedza nt. Boga jest najwazniejsza oraz, ze wszyskto z tej wiedzy musi wynikac.
jo!3
>Blednie zakladasz, ze wiedza nt. Boga jest najwazniejsza oraz, ze wszyskto z tej wiedzy musi wynikac.
>
może nie rozmawiajmy już na poziomie baranków bożych i innych takich bożych krówek jesteś w stanie unieś się ponad to (przepraszam tych co wieżą w króliczki bo niechce was obrażać sam wieże tylko w innym wymiaże prosze nie dajcie się wykożystywać tylko bóg jest wszystkim czego wam potrzeba sami możecie go znaleść prosze nie dajcie się wykożystywać!oj) jo!
św.Marek
    Szanowny użytkowniku jo!3. To, że każdy ma prawo pisać na tym forum nie oznacza, że może sobie pisać co chce i jak chce. Bądź uprzejmy używać reguł języka polskiego, a w szczególności przestań zamieszczać taką ilość błędów ortograficznych i zacznij używać znaków interpunkcyjnych, bo na razie to co zamieszczasz jest bezładnym chaosem.

___________
Pozdrawiam
jo!3
>    Szanowny użytkowniku jo!3. To, że każdy ma prawo pisać na tym forum nie oznacza, że może sobie pisać co chce i jak chce. Bądź uprzejmy używać reguł języka polskiego, a w szczególności przestań zamieszczać taką ilość błędów ortograficznych i zacznij używać znaków interpunkcyjnych, bo na razie to co zamieszczasz jest bezładnym chaosem.
>___________
>Pozdrawiam
przepraszam jestem tylko po zawodówce skoso uważasz się za mądrzejszego powineneś mnie prymitywa bez tródu zrozumieć
robie co moge
pozdrawiać jo!
św.Marek
>przepraszam jestem tylko po zawodówce skoso uważasz się za mądrzejszego powineneś mnie prymitywa bez tródu zrozumieć

    Możesz nie mieć nawet podstawówki, byleś pisał poprawnie. Od teraz będę usuwał Twoje posty, jeżeli będą aż tak niepoprawne językowo jak dotychczas.

___________
Pozdrawiam
jo!3
>>przepraszam jestem tylko po zawodówce skoso uważasz się za mądrzejszego powineneś mnie prymitywa bez tródu zrozumieć
>    Możesz nie mieć nawet podstawówki, byleś pisał poprawnie. Od teraz będę usuwał Twoje posty, jeżeli będą aż tak niepoprawne językowo jak dotychczas.
>___________
>Pozdrawiam
Przepraszam wszystkich których naraziłem na swoją głupotę. Jeżeli ktoś poczuł się urażony to proszę go o wybaczenie. Dziękuje ci św.Marku że mnie okiełznałeś, masz św. racje że tylko porządek przynosi korzyści, a chaos to co oznacza. Pozdrawiam moich bliźnich w wierze, oraz moich przeciwników, których miłuję jak swoich bliźnich. Proszę wybaczcie mi. Pozdrawiam (musze to dodać, to taka moja nieuleczalna choroba, jestem pewny że nie zaraźliwa) jo!
Ożeł (251 punktów)
Wogole nie rozmawiajmy, bo ta rozmowa nie ma sensu, bo nie rozumiem o co Tobie chodzi, ani do czego zmierzasz.
jo!3
>Wogole nie rozmawiajmy, bo ta rozmowa nie ma sensu, bo nie rozumiem o co Tobie chodzi, ani do czego zmierzasz.
>
Mam takie pytanie do ciebie Ożele, odnosi się ono do poruszonego przez ciebie tematu. Jeżeli mi odpowiesz na nie (lub na tak), ja postaram się ci wytłumaczyć w jaki sposób jest ono istotne. Pytane brzmi: czy matematyka wynika z logiki, czy logika z matematyki. jo!
Ożeł (251 punktów)
>>Mam takie pytanie do ciebie Ożele, odnosi się ono do poruszonego przez ciebie tematu. Jeżeli mi odpowiesz na nie (lub na tak), ja postaram się ci wytłumaczyć w jaki sposób jest ono istotne. Pytane brzmi: czy matematyka wynika z logiki, czy logika z matematyki. jo!

Matematyka opiera sie na logice.
jo!3

>Matematyka opiera sie na logice.
>
Więc opisz mi proszę takie jedno maluteńkie działanko matematyczne, oczywiście posługując się tylko i wyłącznie logiką. Oto ono: 1+1=2
Powodzenia jo!
Ożeł (251 punktów)
>>Matematyka opiera sie na logice.
>>Więc opisz mi proszę takie jedno maluteńkie działanko matematyczne, oczywiście posługując się tylko i wyłącznie logiką. Oto ono: 1+1=2

Do opisu tego typu zjawisk slozy jezyk matematyki. W jakim celu mam to opisac?
jo!3
>>>Matematyka opiera sie na logice.
>>>Więc opisz mi proszę takie jedno maluteńkie działanko matematyczne, oczywiście posługując się tylko i wyłącznie logiką. Oto ono: 1+1=2
>Do opisu tego typu zjawisk slozy jezyk matematyki. W jakim celu mam to opisac?
>
Dodrze, może więc coś "łatwiejszego" opisz mi proszę takie zjawisko matematyczne jak: 1 Oczywiście posługując się tylko i wyłącznie logiką Powodzenia jo!
Ożeł (251 punktów)
>Dodrze, może więc coś "łatwiejszego" opisz mi proszę takie zjawisko matematyczne jak: 1 Oczywiście posługując się tylko i wyłącznie logiką Powodzenia jo!

Obawiam sie, ze nie rozumiesz. Do opisania czegos uzywa sie JEZYKA, np. matematyki by opisac twierdzenie, ze 2+2=4. Logika nie jest jezykiem, ale za jej pomoca mozna zweryfikowac twierdzenie 2+2=4 jako prawdziwe.
jo!3
>Obawiam sie, ze nie rozumiesz. Do opisania czegos uzywa sie JEZYKA, np. matematyki by opisac twierdzenie, ze 2+2=4. Logika nie jest jezykiem, ale za jej pomoca mozna zweryfikowac twierdzenie 2+2=4 jako prawdziwe.
>
A czy można powiedzieć że matematyka jest materialna,lub nie materialna, a logika jest tylko nie materialna? jo!
Ożeł (251 punktów)
>A czy można powiedzieć że matematyka jest materialna,lub nie materialna, a logika jest tylko nie materialna? jo!

Nie mozna tak powiedziec.
jo!3
>Nie mozna tak powiedziec.
>
Czy mógłbyś bardziej rozwinąć swoją odpowiedz. Proszę
Ożeł (251 punktów)
>>Czy mógłbyś bardziej rozwinąć swoją odpowiedz. Proszę

Nie mozna powiedziec, ze matematyka jest materialna lub niematerialna, a logika tylko nie materialna, poniewaz stwierdzenie takie nie oddaje stanu faktycznego.

Do czego zmierzasz? [odp. na to pyt. bo inaczej zakonczymy rozmowe]

EDIT: W sumie troche sie pomylilem, jezyk jest materialny (tekst w ksiazce, fala dzwiekowa itd.), ale nie rozumiem w jakim celu mnie o to pytasz. Co do logiki to opiara sie ona na wlasciwosciach materii, a sama to nie wiem czy moze meic materialna forme istnienia, tez chyba jako zapis w ksiazce. Moge sie mylic.
jo!3
>>>Czy mógłbyś bardziej rozwinąć swoją odpowiedz. Proszę
>Nie mozna powiedziec, ze matematyka jest materialna lub niematerialna, a logika tylko nie materialna, poniewaz stwierdzenie takie nie oddaje stanu faktycznego.
>Do czego zmierzasz? [odp. na to pyt. bo inaczej zakonczymy rozmowe]
>EDIT: W sumie troche sie pomylilem, jezyk jest materialny (tekst w ksiazce, fala dzwiekowa itd.), ale nie rozumiem w jakim celu mnie o to pytasz. Co do logiki to opiara sie ona na wlasciwosciach materii, a sama to nie wiem czy moze meic materialna forme istnienia, tez chyba jako zapis w ksiazce. Moge sie mylic.
Zmierzam do obalenia twojej teorii "Boga nie ma" ( zakładam że jeżeli tobie udało się udowodnić że "Boga nie ma" ,to musi istnieć ktoś kto udowodni że Bóg istnieje! ) . Czyli przyznajesz mi rację. Bo materialność matematyki objawia np. w liczydle a jej nie materialność np. w zerze. Natomiast logika to teoria w najczystszej postaci (nie materialna).
Ożeł (251 punktów)
>Zmierzam do obalenia twojej teorii "Boga nie ma"

To nie teoria.

> zakładam że jeżeli tobie udało się udowodnić że "Boga nie ma" ,to musi istnieć ktoś kto udowodni że Bóg istnieje!

Absolutna bzdura, paradoks.

>Czyli przyznajesz mi rację. Bo materialność matematyki objawia np. w liczydle a jej nie materialność np. w zerze. Natomiast logika to teoria w najczystszej postaci (nie materialna).

Matetrialnosc matematyki objawia sie np. podczas werbalizacji jako fala dzwiekowa.
Logika nie jest teoria, zasady logiki opieraja sie na wlasciwosciach materii, a wiec nic nie moze byc z nimi sprzeczne.
Nie rozumiem wiec co chciales osiagnac pytajac czy jezyk jest materialny...
jo!3
>Matetrialnosc matematyki objawia sie np. podczas werbalizacji jako fala dzwiekowa.
>Logika nie jest teoria, zasady logiki opieraja sie na wlasciwosciach materii, a wiec nic nie moze byc z nimi sprzeczne.
>Nie rozumiem wiec co chciales osiagnac pytajac czy jezyk jest materialny...
Myślisz że coś takiego jak teleportacja będzie kiedyś możliwe?
Ożeł (251 punktów)
>Myślisz że coś takiego jak teleportacja będzie kiedyś możliwe?

Nie wiem na czym ma polegac teleportacja, nigdy nic o tym nei czytalem itd. Nie potrafie odpowiedziec.
jo!3
Inni się poddali, a ja jestem pewien że ktoś taki istnieje! , jego dowody są najprawdziwsze a przecież prawda jest dla ciebie drogi Ożelu priorytetem! . O cierpliwość cię Proszę
Ożeł (251 punktów)
>Inni się poddali, a ja jestem pewien że ktoś taki istnieje! , jego dowody są najprawdziwsze a przecież prawda jest dla ciebie drogi Ożelu priorytetem! . O cierpliwość cię Proszę

Jakie "jego dowody" ?
jo!3
Mam jeszcze takie pytanie czy prawda jest dla ciebie w dalszym ciągu priorytetem?
Ożeł (251 punktów)
>Mam jeszcze takie pytanie czy prawda jest dla ciebie w dalszym ciągu priorytetem?

Prawda bedzie dla mnie najwazniejsza cale moje zycie.
V0lrath (3440 punktów)
>>Matematyka opiera sie na logice.
>>Więc opisz mi proszę takie jedno maluteńkie działanko matematyczne, oczywiście posługując się tylko i wyłącznie logiką. Oto ono: 1+1=2
> Powodzenia jo!

Matematykę można wyprowadzić (choć chyba nie całą obecnie) z logiki i z pewnych podstawowych definicji. Matematyka jest sposobem opisu - językiem - pozwalającym na dokładne, ścisłe przetwarzanie informacji dotyczących rzeczywistych obiektów oraz ich wymyślonych przez człowieka modeli. Teoretycznie każdą informację jaka do nas dociera (np. poprzez zmysły) oraz jaka istnieje - opisuje wszystko co istnieje - można by zapisać w postaci skończonej (lub nie - jak chodzi o wszechświat to nie wiadomo czy skończonej) liczby 0 i 1. Ale to mało przydatny zapis, a także ludzki mózg nie potrafi przetwarzać tak zapisanych informacji. Dlatego istnieje i jest rozwijane coś takiego jak matematyka - jest to język zapisu informacji posiadający zalety zarówno zwykłego zapisu językowego jak i 0/1. Jak chodzi o zapis językowy to ma tą zaletę, że pozwala na myślenie w "tym języku" - jest przyswajalny dla mózgu. A 0/1 - jest ścisły, dokładny, nie ma nieścisłości i niedokładności wynikających z samego języka lub przypadku.

Logika jest zaś czymś, czemu podlega wszystko, co ma jakąkolwiek strukturę, cechy itp. wewnątrz naszego wszechświata.
Czy na pewno jest tak, że logika dotyczy wszystkiego, to nie wiadomo, ale to b. prawdopodobne, bo nie zaobserwowano nigdy niczego co by logice przeczyło.

Brak logiki zaś wcale nie wspiera żadnej nielogicznej hipotezy. Bo gdy nie ma logiki, to nic nie wiemy jak jużkiedyś wspominałem. NIC. Nie ma możliwości oceny zaufania (zaufania np. naszej pamięci czy też tokowi myślenia), prawdy (która nie istnieje wtedy tak jak nie istnieje fałsz) czy wiedzy. Wszystko co logicznie możliwe i niemożliwe jest wtedy równie uprawnione i nieuprawnione i to nie zależnie od tego co to jest.
Jak wtedy powiem "wszechświat jest wytworem snu zielonej okrągłej kwadratowej marchewki" to będzie to równie uprawnione jak dowolna inna teza na dowolny temat. Znika pojęcie prawdy i fałszu. Nigdy nie wiadomo czy ktoś kłamie czy nie, bo te pojęcia tracą sens.
To już nawet nie maksymalny sceptycyzm i soliptycyzm, ale totalna anarchia poznaniowa.

Wybór stosowania logiki tam gdzie się przydaje i mamy ochotę ją zastosować, a wycofanie jej gdy próbuje się zweryfikować coś w co się wierzy?
To oznaczanie pewnych problemów jako: nic o tym nie wiemy, nic nie chcemy wiedzieć ani myśleć o tym - lepiej w to wierzyć - nie zależnie od tego, że to ultra-wysoce-nieprawdopodobne (a raczej nieoznaczenie nieprawdopodobne) bo wymaga nie stosowania się logiki do pewnych obiektów a stosowania do innych.

Teresa
>Sugerujesz, ze dyskusja ze mna nie ma sensu?

Niniejszym przedstawiam dowód na istnienie bytu nieśmiertelnego i zarazem takiego, kóry może się zabić (być zabitym).

Wstawmy zamiast słowa "Bóg" słowo, pojęcie takie, jak "dobro".

1. Czy dobro może być zabite lub czy może się zabić?
Tak, może bo, np.:
Człowiek (dobro) zabija człowieka (dobro)
Człowiek (dobro) zabija się

2. Czy dobro jest nieśmiertelne?
Tak, bo, np.:
nawet jeśli dochodzi do takiej sytuacji: "Człowiek (dobro) zabija człowieka (dobro)"
możemy nadal to osądzić i powiedzieć: "to jest złe" (a to jest dobro!)

3. Wobec powyższego dobro jest wszechmocne i nieśmiertelne.

4. Wniosek jesli Bóg jest dobrem to istnieje.


Ożeł (251 punktów)
>Niniejszym przedstawiam dowód na istnienie bytu nieśmiertelnego i zarazem takiego, kóry może się zabić (być zabitym).
>Wstawmy zamiast słowa "Bóg" słowo, pojęcie takie, jak "dobro".
>1. Czy dobro może być zabite lub czy może się zabić?
>Tak, może bo, np.:
>Człowiek (dobro) zabija człowieka (dobro)
>Człowiek (dobro) zabija się
>2. Czy dobro jest nieśmiertelne?
>Tak, bo, np.:
>nawet jeśli dochodzi do takiej sytuacji: "Człowiek (dobro) zabija człowieka (dobro)"
>możemy nadal to osądzić i powiedzieć: "to jest złe" (a to jest dobro!)
>3. Wobec powyższego dobro jest wszechmocne i nieśmiertelne.
>4. Wniosek jesli Bóg jest dobrem to istnieje.

Dobro nie ma desygnatu. A jezeli nazwiesz Boga dobrem to wychodzi na to samo i sprzecznosc pozostaje. Przykladow z ludzmi nie rozumiem, slowo "dobro" slozy do opisywania zjawisk, a nie do nazywania wlasnosci kogos/czegos. Czlowiek bedzie czlowiekiem niezaleznie czy nazwiesz go dobrem czy zlem, a ani dobro ani zlo przymiotami czlowieka nie sa.
jo!3
Dla mnie oczywistym jest że Bóg Dobrocią , powiem więcej Bóg jest Miłością i to dzięki Miłości jest istnieniem nie mającym początku ani końca, czego sam dowodzi !
Pozdrawiam ( czyli może próbuje "zabić" cię dobrocią)
Ksiaze
>Dla mnie oczywistym jest że Bóg Dobrocią , powiem więcej Bóg jest Miłością i to dzięki Miłości jest istnieniem nie mającym początku ani końca, czego sam dowodzi !
> Pozdrawiam ( czyli może próbuje "zabić" cię dobrocią)

A co powiesz o swiecie przyrody? O zblakanej mlodej antylopce, ktora zostaje zjedzona przez drapieznika? Gdzie tu masz dobro? Czy Bog kocha ta mala antylopke? Dlaczego daje jej zginac?

Jesli chodzi o ludzi, zauwazyli oni (w toku ewolucji), ze jak beda sie wspierac to dluzej przezyja, dlatego zakladali stada, przeobrazaly sie one w male osady, potem miasta i panstwa, az do globnalizacji dzis.
mojżeszBóg jest.
Bóg, jest i nie macie się co głowić, bo jego rozum jest znacznie większy od naszego, dzięki czemu sprawił że nigdy nie dowiemy się czy jest na prawdę.
P.S. Zmyślna bestia, hehe.
św.MarekOdp: Bóg jest.
>Bóg, jest i nie macie się co głowić, bo jego rozum jest znacznie większy od naszego, dzięki czemu sprawił że nigdy nie dowiemy się czy jest na prawdę.
>P.S. Zmyślna bestia, hehe.

    Hmm, powiadasz? A co jeszcze ta bestia ma większego od naszego? Ciekawie by było wiedzieć, czego się jeszcze nigdy nie dowiemy - lepiej zawczasu zrezygnować i zająć się czymś innym...

___________
Pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>Bóg, jest i nie macie się co głowić, bo jego rozum jest znacznie większy od naszego, dzięki czemu sprawił że nigdy nie dowiemy się czy jest na prawdę.

Rozum to zbior reakcji na bodzce. Swoja droga a priori zakladasz, ze Bog istnieje, a wiec nie ma sensu dyskutowac, gdyz dowod jaki przedstawilem temu przeczy.

PS: Pozatym to co napisales jest wewnetrznie sprzeczne, bo stwierdzasz, ze "Bog jest" oraz "nigdy nie dowiemy sie czy jest naprawde".
TrukszynBoga nie ma.
>Bog to istota wszechwiedzaca, niesmiertelna i wszechmocna
>(to glowne wyznaczniki Boskosci i jesli cos takie nie jest,
>to Bogiem tego nazwac nie mozna).
>Bog jest wiec idea sprzeczna wewnetrznie, bo jesli jest
>wszechmocny to powinien moc siebie zabic, ale nie moze, bo
>jest niesmiertelny, a jesli czegos nie moze to znaczy ze
>nie moze byc wszechmocny itd.
>WNIOSKI: Bog nie moze zaistniec w naszym wszechswiecie -
>Boga nie ma.
Nie rozumiem co znaczy "zabić" w przytoczonym przez Ciebie wniosku.
Zabić znaczy wg.Ciebie utracić świadomość, czy przemienić się z jednego rodzaju energii(bądź materii) w inny rodzaj?
Z pewnością ów Bóg potrafiłby zarówno utracić świadomość jak i ją odzyskać, albo przemienic się w różne rodzaje energii (bądź materii).Może to zrobić bo jest Wszechmocny,prawda?
Zatem błędem logicznym tego dowodu jest nieprecyzyjne sformułowanie znaczenia słowa "śmierć".Zakładasz, że to koniec istnienia ale dla Boga śmierć nie może być końcem istnienia, skoro jest "niesmiertelny".
Twoja teza pasowałaby do stwierdzenia "Człowiek jest nieśmiertelny,wszechmocny i wszechwiedzący".Dla człowieka (przynajmniej z punktu widzenia założeń empiryzmu) śmierć to koniec istnienia.Wtedy wartośc logiczna wniosku jest prawidłowa.
Poza tym ostatnim atrybutem Boga jest Wszechobecność i Bóg, który byłby Nieśmiertelny,Wszechmogący,Wszechwiedzący ale nie Wszechobecny, to wg.założeń znanym mi teologii monoteistycznych nie byłby Bogiem.
Pozdrawiam.Zmień nauczyciela.
TrukszynOdp: Boga nie ma.
I jeszcze dodam:
Mozna zamienić słowo "śmierć" na bardziej ścisłe "zakończyc istnienie".
Ale Bóg może "zakończyc istnienie" skoro jest Wszechmocny i pewnie może "odzyskać istnienie" albo "zaistnieć na nowo".
Aby kontynuować roważanie wniosku musisz zdeiniować na nowo atrybut "nieśmiertelności".
Ożeł (251 punktów)
Bylo to juz rozpatrzone:

"Wez pod uwage, ze Ci ktory pisali np. Biblie nie musieli myslec, ze Bog zyje tak jak czlowiek, oni poprosu napisali, ze Bog nie moze przestac istniec. I to cala niesmiertelnosc."

"Skoro Bog moze wszystko to moze uczynic siebie zywym i wtedy nie bedzie mogl siebie zabic, bo jest niesmiertelny"

"Jakkolwiek nazwiesz sposob istnienia Boga [czy bedzie to: zycie, istniene,. bytowanie, spanie, onanizowanie sie, [ponadczasowe] trwanie, medytowanie itd.] to niesmietelnosc oznacza, ze Bog NIE MOZE zakonczyc tej formy bytowania."
Trukszyn
Okay, to było cięzkie ale coś mam.
Problem tkwi w zakłóceniu przyczynowości.
Mówisz, że Bóg nie może przestać istnieć, bo wtedy nie byłby nieśmiertelny.A wszechmoc wyklucza niemożność.
To zakłócenie nurtu przyczynowo-skutkowego.
Podobnie można powiedzieć tak " Bóg jest zielony i Bóg jest wszechmocny.Skoro jest wszechmocny, to może być czerwony.Ale jak będzie czerwony to nie będzie zielony, więc nie jest juz Bogiem".
Zatem aby wykazać prawdziwość atrybutów Boga musimy założyć, że Bóg nie podlega prawu przyczynowości.
Ty zakładasz, że nie podlegający prawu przyczynowości Bóg nie może istnieć.
Spróbuję udowodnic, że może.
Przyczynowość to ciąg wydarzeń.Czyli jeżeli pojawiło się działanie to pojawiło się też następstwo działania.
Czas układa te wydarzenia w zrozumiały dla nas ciąg.Widzimy najpierw przyczynę,a potem skutek.
Ale czy możemy założyć, że gdyby nie było Czasu, to by nie było prawa następstwa przyczyny i skutku?
Nie.Jeżeli rozpatrzymy problem bez udziału Czasu to następstwo i skutek pojawią się jednocześnie.
Czyli, jeżeli rąbiesz drewno to jest ono jednocześnie porąbane.Jeżeli Bóg sie zabija to jest jednoczesnie żywy.
Zatem wszystko sprowadza się do kwestii, kiedy Bóg się zabił, czy zdeterminowy jest zaleznością od upływu Czasu?.
Innymi słowy,czy może Bóg pozbawić sie uzaleznienia od Czasu?
Może , bo jest Wszechmocny.
Wniosek, Bóg może być jednocześnie nieśmiertelny i wszechmocny.
Ufff...
Trukszyn
>Ale czy możemy założyć, że gdyby nie było Czasu, to by nie było prawa następstwa przyczyny i skutku?
Tutaj dodam tak, fizyka jeszcze tego nie rozpatrzyła.Są spory.Uważa się, że przyczynowość nie może wyjść poza nurt Czasu.Ale z drugiej strony, można rozważyc taki układ odniesienia, w którym przyczynowość wychodzi poza nurt Czasu.Np. można stworzyć matematyczny rozwój wydarzeń, w którym prezydent:
A zostaje zastrzelony
B dociera do Białego Domu
C jedzie samochodem
Jest to układ czysto teoretyczny ale możliwy do udowodnienia.
W każdym razie, zauważyłem, że każde pytanie transcendentne prowadzi nas do rozważań nad naturą Czasu.Być może kwestią Boga powinni się wreszcie zając fizycy, a nie filozofowie?
Pozdrawiam
Trukszyn
>Ale czy możemy założyć, że gdyby nie było Czasu, to by nie było prawa następstwa przyczyny i skutku?
>Nie.Jeżeli rozpatrzymy problem bez udziału Czasu to następstwo i skutek pojawią się jednocześnie.
I jeszcze co do tego, no cóż to jest nadużycie i kwestia jest sporna.Można by powiedzieć, że Bóg może złamać prawo przyczynowości bo jest wszechmocny.
Ale wtedy cały wniosek jest do luftu, bo można by powiedzieć tak: "Bóg jest wszechmocny , a zatem może być jednocześnie martwy i żywy".
Mnie taka odpowiedź nie pasuje dlatego przejrzę sobie jeszcze raz materiały dotyczące przyczynowości i dam Ci znać.
Ożeł (251 punktów)
Re all:

Wlasnie udowadniam, ze potencjalny desygnat Boga nie moze podlegac zwiazka przyczynowo-skutkowym w naszym wszechswiecie. ( ERGO nie moze istniec)
Trukszyn
>Re all:
>Wlasnie udowadniam, ze potencjalny desygnat Boga nie moze podlegac zwiazka >przyczynowo-skutkowym w naszym wszechswiecie. ( ERGO nie moze istniec)
Nieprawda.Nie udowadniasz tylko sie upierasz przy swoim zdaniu.To prymitywny mechnaizm obronny.Do tej pory odpowiadales logicznie.Teraz nie masz kontrargumentów, więc wpadasz w panikę.
Ożeł (251 punktów)
>>Re all:
>>Wlasnie udowadniam, ze potencjalny desygnat Boga nie moze podlegac zwiazka >przyczynowo-skutkowym w naszym wszechswiecie. ( ERGO nie moze istniec)
>Nieprawda.Nie udowadniasz tylko sie upierasz przy swoim zdaniu.To prymitywny mechnaizm obronny.Do tej pory odpowiadales logicznie.Teraz nie masz kontrargumentów, więc wpadasz w panikę.
>

Prosze o nie "wchodenie" na mnie, a raczej zajecie sie soba.

Wszechswiat - masa "latajacyh" czasteczek. Oddzialywania miedzy nimi czyli zwiazki przyczynowo-skutkowe (na ktorych nota bene opiera sie logika) sprawiaja, ze czasteczki te istnieja. Jezeli cos z nimi nie oddzialuje to nie istnieje w naszym wszechswiecie (nie ma tego wspor "latajacych" czasteczek, poniewaz na nie nie odzialuja)
Jezeli wiec twierdzisz, ze Bog nie podlega prawa przycz-skut to zgadzasz sie z tym, ze on w naszym wszechswiecie nie istnieje, a ja wlasnie to udowaniam.
Trukszyn
>Jezeli wiec twierdzisz, ze Bog nie podlega prawa przycz-skut to zgadzasz sie z tym, ze on >w naszym wszechswiecie nie istnieje, a ja wlasnie to udowaniam.
Ja nie twierdzę, że nie podlega, rozważam tylko jaki układ byłby możliwy aby rozpatrzenie wniosku Twojego nauczyciela było fałszywe.
Możliwe układy są takie:
1. Skutek i przyczyna pojawiają się jednoczesnie ( nie ma czasu)
2.Możemy cofnąc przyczynę skutku do zdarzenia sprzed zainstnienia przyczyny.
Pierwsza możliwośc jest do udowodniona w środowisku, w którym nie ma czasu (Ty tak zakładasz)
Druga możliwośc jest do udowodnienia w czasoprzestrzeni Minkowskiego przy takich założeniach:
a)Bóg jest wszechobecny zatem zajmuje każdą możliwą pozycję w czasoprzestrzeni.
Zatem może w zdarzeniu A istniec , a w zdarzeniu B nie istniec.Ocena tego czy istnieje czy zależy od obserwatora.Jeden obsewator może powiadomic Ciebie, że widzi Boga żywego, a drugi w tym samym czasie moze powiadomic Ciebie, że widzi Boga martwego.
Zatem Bóg jest jednoczesnie dla Ciebie żywy i martwy.
b)Wszechświat rotuje, zatem czasoprzestrzen się skręca i przechylają sie stozki świetlne.
Założmy, że wsiadasz z Bogiem do rakiety.Rakieta startuje.W rakiecie Bóg pozbawia się życia.Rakieta przelatuje sto miliardów lat świetlnych zatem wraca do zdarzenia "wsiadasz z Bogiem do rakiety".Widzisz więc Boga żywego jak wsiada do rakiety , a jednocześnie Bóg leży martwy obok Ciebie w twojej rakiecie.
Prosciej tego wytłumaczyc nie umiem.
Ożeł (251 punktów)
>Możliwe układy są takie:
>1. Skutek i przyczyna pojawiają się jednoczesnie ( nie ma czasu)
>2.Możemy cofnąc przyczynę skutku do zdarzenia sprzed zainstnienia przyczyny.
>Pierwsza możliwośc jest do udowodniona w środowisku, w którym nie ma czasu (Ty tak zakładasz)

Czytaj co pisze. Nic nie nastepuje jednoczesnie i nigdzie takich bzdur nie pisalem i nie zakladam takiej mozliwosci. Pisalem, ze czas nie sitneije (w sensie nie ma desygnatu).

>Druga możliwośc jest do udowodnienia w czasoprzestrzeni Minkowskiego przy takich założeniach:
>a)Bóg jest wszechobecny zatem zajmuje każdą możliwą pozycję w czasoprzestrzeni.
>Zatem może w zdarzeniu A istniec , a w zdarzeniu B nie istniec.Ocena tego czy istnieje czy zależy od obserwatora.Jeden obsewator może powiadomic Ciebie, że widzi Boga żywego, a drugi w tym samym czasie moze powiadomic Ciebie, że widzi Boga martwego.
>Zatem Bóg jest jednoczesnie dla Ciebie żywy i martwy.
>b)Wszechświat rotuje, zatem czasoprzestrzen się skręca i przechylają sie stozki świetlne.
>Założmy, że wsiadasz z Bogiem do rakiety.Rakieta startuje.W rakiecie Bóg pozbawia się życia.Rakieta przelatuje sto miliardów lat świetlnych zatem wraca do zdarzenia "wsiadasz z Bogiem do rakiety".Widzisz więc Boga żywego jak wsiada do rakiety , a jednocześnie Bóg leży martwy obok Ciebie w twojej rakiecie.
>Prosciej tego wytłumaczyc nie umiem.

Albo Bog zyje albo nie, bo istnieje tylko jeden Bog i tylko jedna rakieta i tylko jeden wszechswiat.
To jest dla mnie nie zrozumiale: >b)Wszechświat rotuje, zatem czasoprzestrzen się skręca i przechylają sie stozki świetlne.

Pozatym cale to dowodzenie jest do bani, bo mi nie chodzi o to czy Bog mzoe byc jednoczesnie zyczy i martwy, tylko o to, ze Bog z def. wogole nie moze byc martwy.

Trukszyn
>Albo Bog zyje albo nie, bo istnieje tylko jeden Bog i tylko jedna rakieta i tylko jeden >wszechswiat.
Powtarzasz się. Lepiej przedstaw dowód, że moje rozumowanie jest niesłuszne
>To jest dla mnie nie zrozumiale: >b)Wszechświat rotuje, zatem czasoprzestrzen się >skręca i przechylają sie stozki świetlne.
To mnie nie obchodzi.Podałem Ci dowód zgodny z logiką racjonalną.Czy to rozumiesz czy nie, to jest inna sprawa.
>Pozatym cale to dowodzenie jest do bani, bo mi nie chodzi o to czy Bog mzoe byc >jednoczesnie zyczy i martwy, tylko o to, ze Bog z def. wogole nie moze byc martwy.
Zależy od obserwatora i pozycji Boga w czasoprzestrzeni.
Ożeł (251 punktów)
Nie jest sloszne, bo jezlei w punkcie A cos porusza sie wolniej niz w punkcie B to dalej istnieja tylko punkty A i B i zaden z nich nie cofa sie w czasie. Isntieje jeden Bog ktory sie zabija, a to ze obserwator zobaczy jego smierc wolniej, bo wszystko w polu grawitacyjnym prosza sie wolniej ma sie nijak do twierdzenia, ze Bog jest zywy i martwy jednoczesnie.
Twoj problem polega glownie na tym, ze nie potrafisz zrozumiec prostego faktu: Wszystkie zdarzenia dzieja sie w jednym momencie, czas nie ma desygnatu i nie plynie wolniej, jego plyniecie odczuwamy w inny sposob w roznych wypadkach, ale ciagle DZIEJA SIE TYLKO TE WYDARZENIA KTORE SIE DZIALY czyli Bog albo jest zywy albo jest martwy, bo jest tlyko jeden wszechswiat i nie ma czasu roznie plynacego, tylko jego ODCZUWANIE. Jezeli nei potrafisz tego zrozumiec to.. trudno.
Trukszyn
>Nie jest sloszne, bo jezlei w punkcie A cos porusza sie wolniej niz w punkcie B to dalej >istnieja tylko punkty A i B
>Obserwator zdarzenia B może cofnąc się do zdarzenia A.Zatem cofa się w czasie.
>Isntieje jeden Bog ktory sie zabija, a to ze obserwator zobaczy jego smierc wolniej, bo >wszystko w polu grawitacyjnym prosza sie wolniej ma sie nijak do twierdzenia, ze Bog >jest zywy i martwy jednoczesnie.
Skoro Bóg jest Wszechobecny zajmuje każde możliwe zdarzenie czasoprzestrzeni.
Można się cofnąc ze zdarzenia późniejszego do wczesniejszego.
Zatem można z martwym Bogiem udac się do Boga żywego.Wtedy widzisz dwóch Bogów, co wyklucza tezę, że jest jeden Bóg i moze by martwy albo zywy.
Wynik obserwacji, czy bóg jest jeden czy wiele, czy i jakim podlega skutkom danego zdarzenia zależy od miejsca obserwacji.
>Twoj problem polega glownie na tym, ze nie potrafisz zrozumiec prostego faktu: >Wszystkie zdarzenia dzieja sie w jednym momencie, czas nie ma desygnatu i nie plynie >wolniej, jego plyniecie odczuwamy w inny sposob w roznych wypadkach, ale ciagle >DZIEJA SIE TYLKO TE WYDARZENIA KTORE SIE DZIALY
Ta teza jest niezgodna z aktualnie posiadaną wiedzą na temat właściwości czasu.
Ożeł (251 punktów)
>>Isntieje jeden Bog ktory sie zabija, a to ze obserwator zobaczy jego smierc wolniej, bo >wszystko w polu grawitacyjnym prosza sie wolniej ma sie nijak do twierdzenia, ze Bog >jest zywy i martwy jednoczesnie.
>Skoro Bóg jest Wszechobecny zajmuje każde możliwe zdarzenie czasoprzestrzeni.
>Można się cofnąc ze zdarzenia późniejszego do wczesniejszego.
>Zatem można z martwym Bogiem udac się do Boga żywego.Wtedy widzisz dwóch Bogów, co wyklucza tezę, że jest jeden Bóg i moze by martwy albo zywy.
>Wynik obserwacji, czy bóg jest jeden czy wiele, czy i jakim podlega skutkom danego zdarzenia zależy od miejsca obserwacji.

Nie zalezy, bo Bog jest wszedzie, ale to tylko jeden Bog. Wiec albo sie zabija, albo nie. Nie mozna sie zabic czesciowo, a to wlasnie sugerujesz. Nie mozna tez cofnac sie od jednego zdarzenia do drugiego, bo oba dzieja sie w tym samym monencie, z tym ze w silnym polu gwrawitacyjnym wszystkie procesy zachodza wolniej.

>>Twoj problem polega glownie na tym, ze nie potrafisz zrozumiec prostego faktu: Wszystkie zdarzenia dzieja sie w jednym momencie, czas nie ma desygnatu i nie plynie wolniej, jego plyniecie odczuwamy w inny sposob w roznych wypadkach, ale ciagle DZIEJA SIE TYLKO TE WYDARZENIA KTORE SIE DZIALY
>Ta teza jest niezgodna z aktualnie posiadaną wiedzą na temat właściwości czasu.

Ta prawda, ktora npisalem, jest zgodna z mechanika kwantowa, fizyka klasyczna i teoria wzglednosci. Mylisz odczuwanie czasu z jakims czasem absolutnym i to Twoj problem. To co pisze jest zgodne z posiadana wiedza nt. czasu poniewaz pojecie to uzywa sie wszedzie do opisu ruchu.
Trukszyn
>Nie zalezy, bo Bog jest wszedzie, ale to tylko jeden Bog. Wiec albo sie zabija, albo nie. >Nie mozna sie zabic czesciowo, a to wlasnie sugerujesz. Nie mozna tez cofnac sie od >jednego zdarzenia do drugiego, bo oba dzieja sie w tym samym monencie, z tym ze w >silnym polu gwrawitacyjnym wszystkie procesy zachodza wolniej.
To nie ma znaczenia czy zachodzą wolniej czy szybciej.Za to ma znaczenie, z którego punktu czasoprzestrzeni obsewujesz wydarzenie.
>Ta prawda, ktora npisalem, jest zgodna z mechanika kwantowa, fizyka klasyczna i teoria >wzglednosci.
Nie jest zgodna z teorią względności skoro nie można cofnąc się w czasie.Teoria względności udowandnia, że mozna.
> Mylisz odczuwanie czasu z jakims czasem absolutnym i to Twoj problem.
Nic nie mylę.Nigdzie nie napisałem nic o "czasie absolutnym".
W dalszym ciągu nie udowodniłes, że nie mozna cofnąc się w czasie.
Ożeł (251 punktów)
>>Nie zalezy, bo Bog jest wszedzie, ale to tylko jeden Bog. Wiec albo sie zabija, albo nie. Nie mozna sie zabic czesciowo, a to wlasnie sugerujesz. Nie mozna tez cofnac sie od jednego zdarzenia do drugiego, bo oba dzieja sie w tym samym monencie, z tym ze w silnym polu gwrawitacyjnym wszystkie procesy zachodza wolniej.
>To nie ma znaczenia czy zachodzą wolniej czy szybciej.Za to ma znaczenie, z którego punktu czasoprzestrzeni obsewujesz wydarzenie.

Czyli obserwator odczuwa uplywanie czasu, co nie znaczy ze czas ma desygnat. Pozatym obserwator jest tutaj podmiotem oceniajacym, ktory cos widzi. A ja chcialem mowic o samych wydarzeniach, a nie o ich odbiorze.

>>Ta prawda, ktora npisalem, jest zgodna z mechanika kwantowa, fizyka klasyczna i teoria wzglednosci.
>Nie jest zgodna z teorią względności skoro nie można cofnąc się w czasie.Teoria względności udowandnia, że mozna.

100 razy sie nei bede powtarzal.

>> Mylisz odczuwanie czasu z jakims czasem absolutnym i to Twoj problem.
>Nic nie mylę.Nigdzie nie napisałem nic o "czasie absolutnym".
>W dalszym ciągu nie udowodniłes, że nie mozna cofnąc się w czasie.
>
Udowodnilem. (nie ma jednak sensu sie przekrzykiwac)

Trukszyn
Po przemyśleniu wartości czysto logicznej Twojego dowodu, jednak bedę sie upierał, że
Bóg spełnia warunek wszechmocy, bo się zabija.Czyli przestaje istnieć.Warunek jest spełniony.Kwestia czy narodzi się z powrotem, to już inna kwestia.Może to uczynić i narodzić się z powrotem, czyli spełnić warunek nieśmiertelności.Zatem Bóg jest w stanie być nieśmiertelnym i wszechmocnym ale nie jednocześnie. Nie w tej samej chwili.
A w atrybutach Boga nie ma nic o jednoczesności istnienia.
Jeżeli Bóg by się unicestwił o 14.51 i o 14.51 przestałby istnieć Wszechświat, to wtedy warunek nieśmiertelności nie zostałby spełniony.Nie ulega wątpliwości, że o 14.51 Boga nie ma, zatem spełnił warunek wszechmocy.Nie ulega wątpliwości, że nie moze sie odrodzic skoro Wszechświata nie ma.
Aby spełnić drugi warunek, Bóg musi sie pojawic po tym, jak sie unicestwił. Pojawia się o 14.52.Zatem jest speniony drugi warunek - o nieśmiertelności.
Wniosek: Bóg może spełnić te dwa warunki, ale nie w tej samejm chwili, nie o 14.51.
(Jeżeli patrzymy na czas jak na newtonowski uniwersalny Zegar).
Ożeł (251 punktów)
Jezeli ktos umiera to nie jest niesmiertelny. To czy zmartwychstanie jest zaniedbywalne.
Trukszyn
>Jezeli ktos umiera to nie jest niesmiertelny. To czy zmartwychstanie jest zaniedbywalne.
Nic nie może byc rozpatrzone bez uzgodnienia ukladu odniesienia.Nie mowie o zmartchywstaniu tylko o wartosci logicznej Twojego dowodu.Aby Twoj dowód był logicznie prawdziwy musiałbyś zawrzec w atrybutach boskości "jednoczesnosc" dzialan.A nic takiego nie ma.Zatem Bóg może byc martwy i zywy ale nie jednoczesnie.
Ożeł (251 punktów)
>>Jezeli ktos umiera to nie jest niesmiertelny. To czy zmartwychstanie jest zaniedbywalne.
>Nic nie może byc rozpatrzone bez uzgodnienia ukladu odniesienia.Nie mowie o zmartchywstaniu tylko o wartosci logicznej Twojego dowodu.Aby Twoj dowód był logicznie prawdziwy musiałbyś zawrzec w atrybutach boskości "jednoczesnosc" dzialan.A nic takiego nie ma.Zatem Bóg może byc martwy i zywy ale nie jednoczesnie.

Nie rozumiem o jakiej jednoczesnosci dzialan piszesz.

TrukszynBoga nie ma.
Więcej sprzeczności
>PS: Generalnei Bog moze istniec tam, gdzie logika nie
>obowiazuje, ale w naszym wszechswiecie logika obowiazuje
Po pierwsze: to jedynie prowadzi do wniosku, że Bóg nie bytuje w naszym "Wszechświecie" ale w innym.
Po drugie: Nawet zakładając, że nie popełniasz wykroczenia przeciwko logice ,którego popełnienie zarzuciłem Tobie już wyżej w manipulacji słowem "śmierć" to jednak nie powinieneś obstawać przy kategoryczności swoich założeń, na których opierasz wywód logiczny.Wywód może być prawidłowo skonstruowany ale oparty na błędnych założeniach będzie siłą rzeczy prowadził do błędnych wniosków, prawda?
Jeżeli uczyniłeś empiryzm właśnie metodą uzyskiwania założeń to popełniasz logiczne nadużycie, dlatego, że empiryzm nie przynosi wniosków "ostatecznych", a jedynie przypuszcza,zakłada-obarczony jest bowiem "interpretacyjnością" zjawiska, które ludzki mózg obserwuje i narzuca zjawisku zrozumiały dla siebie kształt.
Aby się przekonać o jakie założenia empiryzmu Ty się oparłeś chciałbym uzyskać Twoją odpowiedź na takie pytanie "czy jest coś w naszym wszechświecie , co można nazwać 'wszechobecnym'"?
Ożeł (251 punktów)Odp: Boga nie ma.
>Więcej sprzeczności
>>PS: Generalnei Bog moze istniec tam, gdzie logika nie
>>obowiazuje, ale w naszym wszechswiecie logika obowiazuje
>Po pierwsze: to jedynie prowadzi do wniosku, że Bóg nie bytuje w naszym "Wszechświecie" ale w innym.

A rozumiesz co to oznacza? Jezeli Bog nie istnieje w naszym wszechswiecie tylko jest ("jest", nie rowna sie tutaj "istnieje") w innym to nie ma to dla nas zadnego znaczenia, poniewaz nie moze na ten wszechswiat oddzialywac, a wiec Boga nie ma. Wszechswiat to wszystko co istnieje.

>Po drugie: Nawet zakładając, że nie popełniasz wykroczenia przeciwko logice ,którego popełnienie zarzuciłem Tobie już wyżej w manipulacji słowem "śmierć" to jednak nie powinieneś obstawać przy kategoryczności swoich założeń, na których opierasz wywód logiczny.Wywód może być prawidłowo skonstruowany ale oparty na błędnych założeniach będzie siłą rzeczy prowadził do błędnych wniosków, prawda?
>Jeżeli uczyniłeś empiryzm właśnie metodą uzyskiwania założeń to popełniasz logiczne nadużycie, dlatego, że empiryzm nie przynosi wniosków "ostatecznych", a jedynie przypuszcza,zakłada-obarczony jest bowiem "interpretacyjnością" zjawiska, które ludzki mózg obserwuje i narzuca zjawisku zrozumiały dla siebie kształt.

Podam przyklad: widzisz nogi kobiety, nogi kobiety istnieja, ale to, ze je widzisz i odczuwasz jako piekne to jest wlasnei interpretacja. Metody naukowe eliminuja subiektywizm, zaden naukowiec nie powie, ze nogi kobiety sa piekne, bo to subiektywne odczucie. Mozna jednak obiektywnie stwierdzic jaka maja dlugosc itd. Dowod moj opieram na logice, ktora ma oparcie w empiryce. Jakie zalozenia sa tutaj bledne?

>Aby się przekonać o jakie założenia empiryzmu Ty się oparłeś chciałbym uzyskać Twoją odpowiedź na takie pytanie "czy jest coś w naszym wszechświecie , co można nazwać 'wszechobecnym'"?
>
A co znaczy wszechobecnym? Ze jest wszedzie? W naszym wszechswiecie jest tylko materia, wiec materia jest wszechobecna... o to chodzi?
Trukszyn
>A rozumiesz co to oznacza? Jezeli Bog nie istnieje w naszym wszechswiecie tylko jest ("jest", nie rowna sie tutaj "istnieje") w innym to nie ma to dla nas zadnego znaczenia, poniewaz nie moze na ten wszechswiat oddzialywac, a wiec Boga nie ma. Wszechswiat to wszystko co istnieje.
No tak, Ty stawiasz kwestię do roztrzygnięcia, czy jest czy nie ma, a nie gdzie jest.
>Podam przyklad: widzisz nogi kobiety, nogi kobiety istnieja, ale to, ze je widzisz i >odczuwasz jako piekne to jest wlasnei interpretacja. Metody naukowe eliminuja >subiektywizm, zaden naukowiec nie powie, ze nogi kobiety sa piekne, bo to subiektywne >odczucie. Mozna jednak obiektywnie stwierdzic jaka maja dlugosc itd. Dowod moj >opieram na logice, ktora ma oparcie w empiryce. Jakie zalozenia sa tutaj bledne?
No cóż, można naukowo utworzyć założenia opisujące temat " dlaczego nogi kobiety są piękne" bo tym się zajmje np. psychologia, a psychologia jest nauką.
Mówiąc o "interpretacyjności" mam na myśli subiektywizm matematyczny, który narzuca naukowcom badanie Kosmosu poprzez pryzmat np. takich abstraktów jak linia prosta czy kula, a takich abstraktów we wszechświecie nie ma.
zatem fizyka badając jakis kształt tylko zakłada, że jest on "prosty" albo "kulisty".to nie jest obiektywne badanie bo w mniejszym lub większym stopniu przypomina wytworzony w mózgu abstrakt.
Poza tym jako istota przemijająca zakładasz, że wszystko przemija, a to przeciez nieprawda, bo materia ani energia nie przemija tylko się przemienia.Mimo tego operujemy takimi wartościami i mówimy "człowiek przemija", do końca nie precyzując co mamy na myśli.Co właściwie przemija?Materia?Nie, jedynie sie zmienia w inną formę materii.Energia?Też na pewno nie.Więc co przemija?
CDN
Ożeł (251 punktów)
>>A rozumiesz co to oznacza? Jezeli Bog nie istnieje w naszym wszechswiecie tylko jest ("jest", nie rowna sie tutaj "istnieje") w innym to nie ma to dla nas zadnego znaczenia, poniewaz nie moze na ten wszechswiat oddzialywac, a wiec Boga nie ma. Wszechswiat to wszystko co istnieje.
>No tak, Ty stawiasz kwestię do roztrzygnięcia, czy jest czy nie ma, a nie gdzie jest.

Pisze tylo, ze nie istnieje, bo nie moze zaistniec w naszym wszechswiecie.

>>Podam przyklad: widzisz nogi kobiety, nogi kobiety istnieja, ale to, ze je widzisz i >odczuwasz jako piekne to jest wlasnei interpretacja. Metody naukowe eliminuja >subiektywizm, zaden naukowiec nie powie, ze nogi kobiety sa piekne, bo to subiektywne >odczucie. Mozna jednak obiektywnie stwierdzic jaka maja dlugosc itd. Dowod moj >opieram na logice, ktora ma oparcie w empiryce. Jakie zalozenia sa tutaj bledne?

>No cóż, można naukowo utworzyć założenia opisujące temat " dlaczego nogi kobiety są piękne" bo tym się zajmje np. psychologia, a psychologia jest nauką.
>Mówiąc o "interpretacyjności" mam na myśli subiektywizm matematyczny, który narzuca naukowcom badanie Kosmosu poprzez pryzmat np. takich abstraktów jak linia prosta czy kula, a takich abstraktów we wszechświecie nie ma.
>zatem fizyka badając jakis kształt tylko zakłada, że jest on "prosty" albo "kulisty".to nie jest obiektywne badanie bo w mniejszym lub większym stopniu przypomina wytworzony w mózgu abstrakt.
>Poza tym jako istota przemijająca zakładasz, że wszystko przemija, a to przeciez nieprawda, bo materia ani energia nie przemija tylko się przemienia.Mimo tego operujemy takimi wartościami i mówimy "człowiek przemija", do końca nie precyzując co mamy na myśli.Co właściwie przemija?Materia?Nie, jedynie sie zmienia w inną formę materii.Energia?Też na pewno nie.Więc co przemija?

A jednak cos zostalo stworzone, wymyslone, opracowane. Cos dziala, na czym teraz piszesz, mrozisz jedzenie w lodowce itd. Wydaje mi sie to nieprawdopodobne bo... przeciez nie potrafimy stworzyc idealnej kuli!

Pytam: Co jest subiektywnego w dowodzie jaki przedstawilem?
Truszkyn
>Pytam: Co jest subiektywnego w dowodzie jaki przedstawilem?
Subiektywne jest założenie, ze istnieje cos takiego jak smierc i ze mozna przestac istniec.
Ożeł (251 punktów)
>>Pytam: Co jest subiektywnego w dowodzie jaki przedstawilem?
>Subiektywne jest założenie, ze istnieje cos takiego jak smierc i ze mozna przestac istniec.
>

Jezeli operuje sie na pojeciach to trzeba znac ich def. i wszystko staje sie jasne.
Istnienie = wchodzenie w sprzezenia.
Zycie = homeostaza.
Smierc = koniec homeostazy i poczatek dazenia do entropii.

Teraz mozemy wszyscy sobie odpowiedziec czym jest smeirc i jak mozna ptrzestac istniec.
Trukszyn
>>>Pytam: Co jest subiektywnego w dowodzie jaki przedstawilem?
>>Subiektywne jest założenie, ze istnieje cos takiego jak smierc i ze mozna przestac istniec.
>>Jezeli operuje sie na pojeciach to trzeba znac ich def. i wszystko staje sie jasne.
>Istnienie = wchodzenie w sprzezenia.
>Zycie = homeostaza.
>Smierc = koniec homeostazy i poczatek dazenia do entropii.
>Teraz mozemy wszyscy sobie odpowiedziec czym jest smeirc i jak mozna ptrzestac istniec.
to potwierdza moją tezę, że trzeba zastosowac jakis uklad odniesienia.
Ty stosujesz taki układ a ja się z tymi definicjami nie zgadzam.
Ożeł (251 punktów)
>>>>Pytam: Co jest subiektywnego w dowodzie jaki przedstawilem?
>>>Subiektywne jest założenie, ze istnieje cos takiego jak smierc i ze mozna przestac istniec.
>>>Jezeli operuje sie na pojeciach to trzeba znac ich def. i wszystko staje sie jasne.
>>Istnienie = wchodzenie w sprzezenia.
>>Zycie = homeostaza.
>>Smierc = koniec homeostazy i poczatek dazenia do entropii.
>>Teraz mozemy wszyscy sobie odpowiedziec czym jest smeirc i jak mozna ptrzestac istniec.
>to potwierdza moją tezę, że trzeba zastosowac jakis uklad odniesienia.
>Ty stosujesz taki układ a ja się z tymi definicjami nie zgadzam.
>

Mylisz chyba uklad odiesienia z jezykiem polskim. Polecam Encyklopedie PWN.
Trukszyn
>>Mylisz chyba uklad odiesienia z jezykiem polskim. Polecam Encyklopedie PWN.
Jak można pomylic układ odniesienia z językiem polskim?
Ożeł (251 punktów)
>>>Mylisz chyba uklad odiesienia z jezykiem polskim. Polecam Encyklopedie PWN.
>Jak można pomylic układ odniesienia z językiem polskim?
>

Ty pomyliles. jezyk polski jak kazdy jezyk moze nie jest w pelny spojny logicznie, ale wiele slow ma konkretna definicje i na nich operuje. Moje def. nie sa "ukladem odniesienia" sa poprostu zwiete z encyklopedii.
Trukszyn
>>Ty pomyliles. jezyk polski jak kazdy jezyk moze nie jest w pelny spojny logicznie, ale >>wiele slow ma konkretna definicje i na nich operuje. Moje def. nie sa "ukladem >odniesienia" sa poprostu zwiete z encyklopedii.
Aha.Bo widzisz w sanskrycie są podane inne definicje śmierci i istnienia.Może pogadamy w sanskrycie?
Poza tym słownik j.polskiego mówi tak:
"” Układ odniesienia «tło, na którym się jakąś sprawę rozpatruje»"
Tłem rozważania jest Twoja definicja pojęc śmierc, istnienie itd.
Zatem moja teza o potrzebie istnienia Ukladu Odniesienia dla rozważenia tej kwestii jest dalej prawdziwa.
Ożeł (251 punktów)
>>>Ty pomyliles. jezyk polski jak kazdy jezyk moze nie jest w pelny spojny logicznie, ale >>wiele slow ma konkretna definicje i na nich operuje. Moje def. nie sa "ukladem >odniesienia" sa poprostu zwiete z encyklopedii.
>Aha.Bo widzisz w sanskrycie są podane inne definicje śmierci i istnienia.Może pogadamy w sanskrycie?
>Poza tym słownik j.polskiego mówi tak:
>"� Układ odniesienia Ťtło, na którym się jakąś sprawę rozpatrujeť"
>Tłem rozważania jest Twoja definicja pojęc śmierc, istnienie itd.
>Zatem moja teza o potrzebie istnienia Ukladu Odniesienia dla rozważenia tej kwestii jest dalej prawdziwa.

Moje def. sa poprawne, jezeli uwazasz inaczej wykaz to. Przyjmij za uklad odniesienia jezyk polski.

Co mi ciekawego powiesz o sanskrycie? i co to jest?
Trukszyn
>Moje def. sa poprawne, jezeli uwazasz inaczej wykaz to. Przyjmij za uklad odniesienia >jezyk polski.
Nie przyjmuję.Moje definicje też są poprawne i wynikają z racjonalnego postrzegania i rozumowania.
>Co mi ciekawego powiesz o sanskrycie? i co to jest?
Sanskryt klasyczny - język średnioindyjski, jedna z postaci sanskrytu, wywodząca się z języka wedyjskiego.
Ożeł (251 punktów)
>>Moje def. sa poprawne, jezeli uwazasz inaczej wykaz to. Przyjmij za uklad odniesienia >jezyk polski.
>Nie przyjmuję.Moje definicje też są poprawne i wynikają z racjonalnego postrzegania i rozumowania.

A wiec tak, moje def. sa dekwatne do tego co nazywamy smiercia, zyciem i istnieniem. Aby wykazac falszywosc moich def. podaj mi przyklady:
-czegos co istnieje, a nie oddzialuje (lub odwrotnie: czegos co nie sprzeza sie z niczym, a istnieje) [Istnienie = wchodzenie w sprzezenia.]

-czegos co zyje, a nie jest homeostatem [Zycie = homeostaza.]

-czegos co uznajemy za martwe (zakladajc, ze sie nie mylimy) a przeprowadza dalej homeostaze i nie dazy do entropii [Smierc = koniec homeostazy i poczatek dazenia do entropii.]

>>Co mi ciekawego powiesz o sanskrycie? i co to jest?
>Sanskryt klasyczny - język średnioindyjski, jedna z postaci sanskrytu, wywodząca się z języka wedyjskiego.

W jakim celu/z jakiego powodu chcialbys operowac na tym jezyku?

Trukszyn
Rozważ tezę nauczyciela w takim układzie:
>Istnienie = świadomośc
>Zycie = istnienie
>Smierc = Przemiana
Teraz mozemy wszyscy sobie odpowiedziec czym jest smeirc i jak mozna ptrzestac istniec.
Ożeł (251 punktów)
>Rozważ tezę nauczyciela w takim układzie:
>>Istnienie = świadomośc
>>Zycie = istnienie
>>Smierc = Przemiana
>Teraz mozemy wszyscy sobie odpowiedziec czym jest smeirc i jak mozna ptrzestac istniec.
>

Isnitnie ma sie nijak do swiadomosci, zycie jest pewna forma istnienia, a smierc jest konkretna przemiana. To co podales tworzy bezsensowne paradoksy: Skoro istnienie = swiadomosc, a zycie = istneinie to implikuje, ze istnieja jednie zywe organizmy swiadome co nijak sie ma do wszystkich ludzkich doswiadczen, zdrowego rozsadku i def. danych wyrazow w j. polskim.
Trukszyn
>>Isnitnie ma sie nijak do swiadomosci, zycie jest pewna forma istnienia,
Istnienie to świadomośc, bo aby stwierdzic istnienie trzeba je zaobserwowac.A tego może dokonac świadomośc.
Np. postacie w kreskówkach istnieją, bo Ty im nadajesz wartośc swojej obserwacji.Przekazujesz im swoją częśc istnienia.Ja dla Ciebie istnieję, bo obserwujesz manifestację mojej świadomości.Ale 2 miesiące temu nie istniałem dla Ciebie.
>>a smierc jest konkretna przemiana.
Przyznajesz,że śmierc o przemiana zatem nie jest końcem istnienia.
----------------------------------------------------------------------
Istnienie musi się wiąza z obserwacja istnienia.Jeżeli założysz, że istnienie ne potrzebuje obserwatora to nasza cała rozmowa na temat istnienia Boga jest bez sensu.
Stosując konsekwentnie Twoja definicję istnienia możemy załozyc, że Bóg istnieje , ale nie jest w żaden sposób wykrywalny ani poddający się obserwacji.
Zatem jesteś niekonsekwentny w swych rozważaniach, bo raz warunkujesz istnienie Boga możliwością jego obserwacji, a innym razem zakładasz, że aby istniec nie potrzebna jest świadoma obserwacja istnienia.
Ożeł (251 punktów)
>>>Isnitnie ma sie nijak do swiadomosci, zycie jest pewna forma istnienia,
>Istnienie to świadomośc, bo aby stwierdzic istnienie trzeba je zaobserwowac.A tego może dokonac świadomośc.
>Np. postacie w kreskówkach istnieją, bo Ty im nadajesz wartośc swojej obserwacji.Przekazujesz im swoją częśc istnienia.Ja dla Ciebie istnieję, bo obserwujesz manifestację mojej świadomości.Ale 2 miesiące temu nie istniałem dla Ciebie.

Patrz nizej.

>>>a smierc jest konkretna przemiana.
>Przyznajesz,że śmierc o przemiana zatem nie jest końcem istnienia.

Jest koncem homeostazy (zycia) a to wiaze sie z utrata swiadomosci, zdolnosci ruchu, regulacji wewnetrznych procesow itd. Oczywiscie Twoje cialo istnialoby po smierci dalej , ale dazylo do entropii.

>--------------------------------------------------------------------
>--
>Istnienie musi się wiąza z obserwacja istnienia.Jeżeli założysz, że istnienie ne potrzebuje obserwatora to nasza cała rozmowa na temat istnienia Boga jest bez sensu.
>Stosując konsekwentnie Twoja definicję istnienia możemy załozyc, że Bóg istnieje , ale nie jest w żaden sposób wykrywalny ani poddający się obserwacji.
>Zatem jesteś niekonsekwentny w swych rozważaniach, bo raz warunkujesz istnienie Boga możliwością jego obserwacji, a innym razem zakładasz, że aby istniec nie potrzebna jest świadoma obserwacja istnienia.

Troche def.:
Istnienie - wchodzenie w sprzezenia.
Wszechswiat - wszystko co istnieje.

Zgodnie z moja def. mozemy sprawdzic czy Bog istnieje, gdyz znamy zwiazki przyczynowo-skutkowe miedzy czasteczkami w naszym wszechswiecie i poniewaz, Bog jako idea jest z nimi sprzeczna wiec nie moze oddzialywac na nasz wszechswiat - wiec nie istnieje. To czy ktos to obserwuje czy nie, nie ma zadnego wplywu na to czy Bog mzoe czy nie moze oddzialywac na nasz wszechswiat. Jezeli czegos nie widze to nei znaczy, ze tego nie ma.
Trukszyn
>>>>a smierc jest konkretna przemiana.
>>Przyznajesz,że śmierc o przemiana zatem nie jest końcem istnienia.
>Jest koncem homeostazy (zycia) a to wiaze sie z utrata swiadomosci,
To Twoja teoria i nie możesz jej udowodnic.
> zdolnosci ruchu, >regulacji wewnetrznych procesow itd.
To nie jest istnienie tylko czynności biologiczne.
>Oczywiscie Twoje cialo istnialoby po smierci dalej , >ale dazylo do entropii.
Ciało, czyli nie ja.Dlaczego nie piszesz "Ty dązyłbyś to entropii"?To istotny błąd w Twoim rozumowaniu świadczący o niskiej wiarygodności logicznej Twoich wniosków
>Troche def.:
>Istnienie - wchodzenie w sprzezenia.
>Wszechswiat - wszystko co istnieje.
To tylko desygnaty
>Zgodnie z moja def. mozemy sprawdzic czy Bog istnieje, gdyz znamy zwiazki >przyczynowo-skutkowe miedzy czasteczkami w naszym wszechswiecie
> i poniewaz, Bog jako idea jest z nimi sprzeczna
Nie wykazałes tej sprzeczności.Piszesz tylko, że "nie możemy cofnąc się w czasie", a to jest wykazanie niemożności, a nie niemożliwości logicznej.
>wiec nie moze oddzialywac na nasz wszechswiat - wiec nie istnieje.
jak wyżej.
Obserwacja istnienia to jeden z podstawowych założen empiryzmu, kolego.
Ożeł (251 punktów)
>>>>>a smierc jest konkretna przemiana.
>>>Przyznajesz,że śmierc o przemiana zatem nie jest końcem istnienia.
>>Jest koncem homeostazy (zycia) a to wiaze sie z utrata swiadomosci,
>To Twoja teoria i nie możesz jej udowodnic.

To udowodnione przez biologow, neurologow itd. To nie teoria.

>> zdolnosci ruchu, regulacji wewnetrznych procesow itd.
>To nie jest istnienie tylko czynności biologiczne.

To (miedzy innymi) jest wlasnie ZYCIE (homeostaza).

>>Oczywiscie Twoje cialo istnialoby po smierci dalej , >ale dazylo do entropii.
>Ciało, czyli nie ja.Dlaczego nie piszesz "Ty dązyłbyś to entropii"?To istotny błąd w Twoim rozumowaniu świadczący o niskiej wiarygodności logicznej Twoich wniosków

Dlaczego zakladasz, ze mowiac "Twoje cialo" nie mialem na mysli Ciebie?
Dla mnie Ty jestes Twoim cialem wlasnie, a wiec mam prawo uzywac tych nazw wymiennie. (uzylem jednak pojecia tego z przyzwyczajenia, bo w naszej kulturze o osobie mowimy kiedy zyje, a o je ciele, kiedy umarla - to jednak nie swiadczy o nielogicznosci moich twierdzen.)

>>Troche def.:
>>Istnienie - wchodzenie w sprzezenia.
>>Wszechswiat - wszystko co istnieje.
>To tylko desygnaty

To sa nazwy, i ich def. ktore wyznaczaja zakres desygnatow. W tym temacie rozmawiam wlasnie o desygnatach.

>>Zgodnie z moja def. mozemy sprawdzic czy Bog istnieje, gdyz znamy zwiazki przyczynowo-skutkowe miedzy czasteczkami w naszym wszechswiecie
>> i poniewaz, Bog jako idea jest z nimi sprzeczna
>Nie wykazałes tej sprzeczności.Piszesz tylko, że "nie możemy cofnąc się w czasie", a to jest wykazanie niemożności, a nie niemożliwości logicznej.

Wykazalem sprzecznosc idei Boga - przeczytaj moj post otwierajacy ten temat.
(niemoznosc cofniecia sie wczasie wynika wlasnie z logiki)

>>wiec nie moze oddzialywac na nasz wszechswiat - wiec nie istnieje.
>jak wyżej.
>Obserwacja istnienia to jeden z podstawowych założen empiryzmu, kolego.

Nie wyobrazam sobie poznania czegos bez jakiejkolwiek obserwacji. Ale istnienie to co innego niz poznanie.
Trukszyn
>>>Jest koncem homeostazy (zycia) a to wiaze sie z utrata swiadomosci,
>>To Twoja teoria i nie możesz jej udowodnic.
>To udowodnione przez biologow, neurologow itd. To nie teoria.
Podaj źródło dowodowe.
>>> zdolnosci ruchu, regulacji wewnetrznych procesow itd.
>>To nie jest istnienie tylko czynności biologiczne.
>To (miedzy innymi) jest wlasnie ZYCIE (homeostaza).
Między innymi.Ale nie wiesz, czy wraz z zakończeniem funkcji życiowych kończy się świadomośc.
>Dlaczego zakladasz, ze mowiac "Twoje cialo" nie mialem na mysli Ciebie?
A dlaczego mam tak załozyc?Czy jak mówisz "Twój garnitur" to masz na myśli mnie?
>Dla mnie Ty jestes Twoim cialem wlasnie, a wiec mam prawo uzywac tych nazw >wymiennie. (uzylem jednak pojecia tego z przyzwyczajenia, bo w naszej kulturze o osobie >mowimy kiedy zyje, a o je ciele, kiedy umarla - to jednak nie swiadczy o nielogicznosci >moich twierdzen.)
Niech Ci będzie.
>>>Istnienie - wchodzenie w sprzezenia.
>>>Wszechswiat - wszystko co istnieje.
>>To tylko desygnaty
>To sa nazwy, i ich def. ktore wyznaczaja zakres desygnatow. W tym temacie rozmawiam >wlasnie o desygnatach.
Desygnat - każdy fizyczny obiekt pasujący do nazwy, lub ściślej - każda realna rzecz reprezentująca dany wyraz lub pojęcie. Na przykład desygnatem słowa "pies" jest fizycznie każde zwierzę będące psem.
Wszechświat to zbiór obiektów realnych, który zawiera wszystkie obiekty materialne i energię, dostępne do obserwacji metodami bezpośrednimi lub pośrednimi poprzez teleskopy i inne przyrządy obserwacyjne.
Zbiór obiektów i energii to desygnat nazwy Wszechświat.
Jeżeli "istnienie" to wchodzenie w sprzęzenia (taką podałeś definicję) to można uznac ,że zbiór obiektów, które wchodzą w sprzężenia to desygnat istnienia.
>>>Zgodnie z moja def. mozemy sprawdzic czy Bog istnieje, gdyz znamy zwiazki >przyczynowo-skutkowe miedzy czasteczkami w naszym wszechswiecie
Nic z tego nie rozumiem.Jakie związki przyczynowo-skutkowe znasz, które dotyczą Boga?
>>> i poniewaz, Bog jako idea jest z nimi sprzeczna
>>Nie wykazałes tej sprzeczności.Piszesz tylko, że "nie możemy cofnąc się w czasie", a to jest wykazanie niemożności, a nie niemożliwości logicznej.
>Wykazalem sprzecznosc idei Boga - przeczytaj moj post otwierajacy ten temat.
Ja wykazałem, że Twoje twierdzenie jest nieprawdziwe.
>(niemoznosc cofniecia sie wczasie wynika wlasnie z logiki)
Nie może wynika z logiki, bo można (teoretycznie) cofnąc się w czasie - to wynika z równań teorii względności, która jest oparta na logice.
>>>wiec nie moze oddzialywac na nasz wszechswiat - wiec nie istnieje.
Skoro istnieje to może odziaływac.Nie wykazałes, ze nie istnieje, bo Twierdzenie Nauczyciela Mentot jest fałszywe co już udowodniłem.
>>Obserwacja istnienia to jeden z podstawowych założen empiryzmu, kolego.
>Nie wyobrazam sobie poznania czegos bez jakiejkolwiek obserwacji. Ale istnienie to co >innego niz poznanie.
Inne są słowa , ale dotyczą badania manifestacji istnienia obiektu.
Ożeł (251 punktów)
>>>>Jest koncem homeostazy (zycia) a to wiaze sie z utrata swiadomosci,
>>>To Twoja teoria i nie możesz jej udowodnic.
>>To udowodnione przez biologow, neurologow itd. To nie teoria.
>Podaj źródło dowodowe.

encyklopedia.pwn.pl/73181_1.html
To jedyne czym dysponuje w danej chwili. Jezeli moglbys mi jednak podac przyklad smierci, ktora nie jest koncem homeostazy lub zycia, ktore nie jest homeostaza bylbym bardzo wdzieczny, bo to obalilo by moje def.

>>>> zdolnosci ruchu, regulacji wewnetrznych procesow itd.
>>>To nie jest istnienie tylko czynności biologiczne.
>>To (miedzy innymi) jest wlasnie ZYCIE (homeostaza).
>Między innymi.Ale nie wiesz, czy wraz z zakończeniem funkcji życiowych kończy się świadomośc.

Wiem. Ta wiedza wynika, ze badan nad mozgiem, z ktorych jasno wynika, ze swiadomosc jest jego funkcja. (na tej stronie jest pare artykulow o mozgu, mialem w linkach kiedys b. ciekawa strone o tym, jednak wszystkie linki stracilem - postaram sie poszukac)

>>Dlaczego zakladasz, ze mowiac "Twoje cialo" nie mialem na mysli Ciebie?
>A dlaczego mam tak załozyc?Czy jak mówisz "Twój garnitur" to masz na myśli mnie?

Zalozyles tak, cytuje: "Ciało, czyli nie ja.Dlaczego nie piszesz "Ty dązyłbyś to entropii"?"

>>>>Istnienie - wchodzenie w sprzezenia.
>>>>Wszechswiat - wszystko co istnieje.
>>>To tylko desygnaty
>>To sa nazwy, i ich def. ktore wyznaczaja zakres desygnatow. W tym temacie rozmawiam >wlasnie o desygnatach.
>Desygnat - każdy fizyczny obiekt pasujący do nazwy, lub ściślej - każda realna rzecz reprezentująca dany wyraz lub pojęcie. Na przykład desygnatem słowa "pies" jest fizycznie każde zwierzę będące psem.
>Wszechświat to zbiór obiektów realnych, który zawiera wszystkie obiekty materialne i energię, dostępne do obserwacji metodami bezpośrednimi lub pośrednimi poprzez teleskopy i inne przyrządy obserwacyjne.
>Zbiór obiektów i energii to desygnat nazwy Wszechświat.

To sie zgadza z moja def.

>Jeżeli "istnienie" to wchodzenie w sprzęzenia (taką podałeś definicję) to można uznac ,że zbiór obiektów, które wchodzą w sprzężenia to desygnat istnienia.

Mozemy uznac raczej, ze obiekt, ktory sprzeza sie z innymi istnieje.

>>>>Zgodnie z moja def. mozemy sprawdzic czy Bog istnieje, gdyz znamy zwiazki przyczynowo-skutkowe miedzy czasteczkami w naszym wszechswiecie
>Nic z tego nie rozumiem.Jakie związki przyczynowo-skutkowe znasz, które dotyczą Boga?

Nie mozna byc niesmiertelnym i wszechmogacym, bo skutkem tego bylaby mozliwosc zabicia sie i jednoczesnie brak mozliwosci zrobienia tego. Ten paradoks wyklucza mozliwosc istnienia Boga.

>>>> i poniewaz, Bog jako idea jest z nimi sprzeczna
>>>Nie wykazałes tej sprzeczności.Piszesz tylko, że "nie możemy cofnąc się w czasie", a to jest wykazanie niemożności, a nie niemożliwości logicznej.
>>Wykazalem sprzecznosc idei Boga - przeczytaj moj post otwierajacy ten temat.
>Ja wykazałem, że Twoje twierdzenie jest nieprawdziwe.

Wykazales to sie brakiem wiedzy, ale to niech juz ocenia inni.

>>(niemoznosc cofniecia sie wczasie wynika wlasnie z logiki)
>Nie może wynika z logiki, bo można (teoretycznie) cofnąc się w czasie - to wynika z równań teorii względności, która jest oparta na logice.

Bledne zrozumienie tej teorii do tego prowadzi. Bledne wyobrazenia o tym czym jest czas. (gdybys choc sprobowal wyobrazic sobie raz wszechswiat w ktorym sa jednye czasteczki - taki uklad jest prostrzy i prawdziwy)

>>>>wiec nie moze oddzialywac na nasz wszechswiat - wiec nie istnieje.
>Skoro istnieje to może odziaływac.Nie wykazałes, ze nie istnieje, bo Twierdzenie Nauczyciela Mentot jest fałszywe co już udowodniłem.

W dalszym Ciagu nie uznaje tego co pisales jako dowodu. (zwracam uwage, ze nie podales nawet def. czasu, ktora sie poslugujesz uzywajc tego pojecia)

>>>Obserwacja istnienia to jeden z podstawowych założen empiryzmu, kolego.
>>Nie wyobrazam sobie poznania czegos bez jakiejkolwiek obserwacji. Ale istnienie to co innego niz poznanie.
>Inne są słowa , ale dotyczą badania manifestacji istnienia obiektu.

yy, ze co?
TrukszynBoga nie ma.
Pickovera "The Loom of God".Chcesz to go omówimy
Ale my rozpatrzymy inny przykład.
Eksperyment zostaje wykonany we wszechświecie, który sie obraca wykonując jeden pełny obrót co 70 miliardów lat świetlnych.
Bóg zajmuje pozycję A.
Bóg jest żywy.
Następnie w punkcie B Bóg pozbawia sie życia.
Ponieważ Wszechświat wykonuje rotacje czasoprzestrzeń skręca się i stożki świetlne zdarzenia A i B przechylają się.
Stożek świetlny przyszłości zdarzenia A (Bóg jest żywy) nachyla się w kierunku przeszłości stożka świetlnego zdarzenia B (Bóg jest martwy).
Nachylenie stożka B(przyszłość zdarzenia B to zabicie sie Boga) i nachylenie stożka C ku swojej przeszłości (przeszłość zdarzenia C to "Bóg jest żywy") powoduje, że Bóg jest jednocześnie martwy i żywy.
Promień przy którym stozki byłby dostatecznie nachylone wynosi 16 miliardów lat świetlnych.CTC wynosi 100 milirdów lat.
To tak na biegu ale jeszcze cos poszperam bo to fajna zabawa.
Ożeł (251 punktów)Odp: Boga nie ma.
>Pickovera "The Loom of God".Chcesz to go omówimy
>Ale my rozpatrzymy inny przykład.
>Eksperyment zostaje wykonany we wszechświecie, który sie obraca wykonując jeden pełny obrót co 70 miliardów lat świetlnych.
>Bóg zajmuje pozycję A.
>Bóg jest żywy.
>Następnie w punkcie B Bóg pozbawia sie życia.
>Ponieważ Wszechświat wykonuje rotacje czasoprzestrzeń skręca się i stożki świetlne zdarzenia A i B przechylają się.
>Stożek świetlny przyszłości zdarzenia A (Bóg jest żywy) nachyla się w kierunku przeszłości stożka świetlnego zdarzenia B (Bóg jest martwy).
>Nachylenie stożka B(przyszłość zdarzenia B to zabicie sie Boga) i nachylenie stożka C ku swojej przeszłości (przeszłość zdarzenia C to "Bóg jest żywy") powoduje, że Bóg jest jednocześnie martwy i żywy.
>Promień przy którym stozki byłby dostatecznie nachylone wynosi 16 miliardów lat świetlnych.CTC wynosi 100 milirdów lat.
>To tak na biegu ale jeszcze cos poszperam bo to fajna zabawa.

To opis w jezyku i jest falszem. Istneije jeden wszechswiat i nie ma przeszlosci ani przyszlosci, tak wiec albo Bog zyje albo Bog nie zyje.

Trukszyn
>To opis w jezyku i jest falszem. Istneije jeden wszechswiat i nie ma przeszlosci ani >przyszlosci, tak wiec albo Bog zyje albo Bog nie zyje.
Czas we Wszechświecie obserwowalnym jest zjawiskiem fizycznym i relanym.
Jeżeli czas jest fałszywym założeniem to musisz to wykazac.
Obserwacja istnienia i nie istnienia czegos jest związana z przyczynowością.Jeżeli nie ma przyczynowosci to dzialanie i skutek pojawiaj sie jednoczesnie.zatem mozna istniec i nieistniec jednoczesnie.
TrukszynBoga nie ma.
Wniosek

Nie wnikając już w istotę Idei Boga, wniosek Twojego nauczyciela mozna sprowadzić do pytania;
"czy ciało może jednocześnie być i nie być".
To nie jest już pytanie do filozofów ale do fizyków i dowód jest zgodny z założeniami logiki racjonalnej.
Odpowiedź można sformułować tak: "Nie jest możliwe jednoczesne istnienie i nie istnienie żadnego ciała ze względu na płynący nurt czasu i konsekwencje przyczynowo-skutkowe".
Ale jednoczesność nie istnieje (przepraszam za tak kategoryczne sformuowanie).
Jednoczesność istnieje tylko w takim wszechświecie, w którym Czas płynałby uniwesalnie, jednostanie, ciągle tak samo w każdym zakątku Wszechświata.Czas natomiast raz płynie wolniej, raz szybciej.W pewnych teoretycznych założeniach można cofnąć się w czasie i to z szybkością podświetlną.
NP. we wspomnianym wyżej przykładzie wszechświata Godlowskiego.
Dlatego dowód nauczyciela jest moim zdaniem do luftu, bo zakłada istnienie środowiska jednoczesnego.
Rozmontowanie koronne wartości logicznej tego dowodu brzmi tak: "Bóg może się unicestwić , a jednak byc nieśmiertelnym, ponieważ we Wszechświecie nie istnieje zjawisko jednoczesności zdarzeń, zatem Bóg będąc wszechobecnym może jednoczesnie istniec i nie istnieć".Tak bym to przekazał do analizy Twojemu nauczycielowi.
Pozdrowienia.
Ożeł (251 punktów)Odp: Boga nie ma.
Juz to pisalem i powturze: blednie zakladasz, ze istnieje jakis czas. To bzdura.

Co to jest CZAS?
Trukszyn
>Juz to pisalem i powturze: blednie zakladasz, ze istnieje jakis czas. To bzdura.
>Co to jest CZAS?
Do wykazania dowodu na nieprawdziwosć teorii Twojego nauczyciela kazałeś zastosować logikę racjonalną.A logika racjonalna zakłada, że czas istnieje.
TrukszynBoga nie ma.
Musze swoje wnioski uściślić i poprawic błędy merytoryczne i oczywiste błędy pisarskie.
A więc w opisie eksperumentu:
"...nachylenie stożka B(przyszłość zdarzenia B to zabicie sie Boga) i nachylenie stożka C ku swojej przeszłości (przeszłość zdarzenia C to "Bóg jest żywy") powoduje, że Bóg jest jednocześnie martwy i żywy..." zaszła pomyłka pisarska i powinno być tak:
"Nachylenie stożka A(przyszłość zdarzenia A to zabicie sie Boga) i nachylenie stożka B ku swojej przeszłości (przeszłość zdarzenia B to "Bóg jest żywy") powoduje, że Bóg jest 'jednocześnie' martwy i żywy".
W tym przykładzie zabrakło obserwatora, no ale zakładam, że nie oczekujesz abym Ci wykładał zasadę przyczynowości i czym są stożki świetlne.Po prostu podałem skrót, zakładając, że wiesz o czym mówię.
Poza tym musze uściślić jeszcze to zdanie:
"Bóg może się unicestwić , a jednak byc nieśmiertelnym, ponieważ we Wszechświecie nie ma uniwersalnego czasu, zatem Bóg będąc wszechobecnym może jednoczesnie istniec w pewnym punkcie czasoprzestrzeni , a w innym punkcie może być już nie istnieć".
Zastrzegam, że nie jestem fizykiem tylko muzykiem interesującym się nauką , więc wszystkich naukowców przeglądających to forum proszę o wyrozumiałość.
Teorię powyższą skonstruowałem o książkę Pickovera "Czas".
Ożeł (251 punktów)Odp: Boga nie ma.
Edytuj posty wczesniejsze, bo piszesz za duzo postow i ciezko pozniej na to odpowiedziec.
Trukszyn
Podtrzymuję swój wywód.Założenie Twojego nauczyciela jest niezgodne z prawami fizyki, ponieważ istnienie środowiska kosmicznego, w którym czas płynie w ten sam sposób w każdym zakątku Wszechświata jest niezgodne z prawami Wszechświata.
Swój dowód logiczny oparłeś o założenia logiki racjonalnej, zatem musimy załozyc, że czas istnieje, ponieważ logika racjonalna zakłada, że czas istnieje.
Ale jeżeli załozymy, że czas nie istnieje sprawa jest dużo prostrza.
Skoro nie istnieje czas nie istnieje tez prawo przyczynowości.Zatem działanie i skutek pojawiają się jednoczesnie.Zatem Bóg może by żywy i martwy w tej samej chwili.
Zatem wniosek Twojego nauczyciela w dalszym ciągu jst nieprawdziwy.
Pozrawiam
Ożeł (251 punktów)
Napiales 10 postow tej samej tresci i pod kazdym napisalem , ze czas nie istnieje. Odpowiem na wszystkie tutaj, bo nie ma sensu w n miejscach pisac to samo.

Czas jest to miara zmiany polozenia czasteczek wzgledem siebie. A wiec nie ma desygnatu we wszechswiecie, bowiem pojecie to slozy jedynie do OPISU rzeczywistosci. Dziekuje.
(analogicznie: nie ma czegos takiego jak predkosc, odleglosc itd. to jedynie pojecia opisujace desygnaty)
Trukszyn
pl.wikiped(*)soprzestrzeń_Minkowskiego
Życzę dalszych postepów w edukacji.Najwyższy czas trochę poczytac.
Pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>pl.wikiped(*)soprzestrzeń_Minkowskiego
>Życzę dalszych postepów w edukacji.Najwyższy czas trochę poczytac.

Pisalem, ze czas jest to miara zmiany polozenia czasteczek wzgledem siebie. Jest to MIARA. Tak samo jak nie istnieje cos takiego jak dlugosc, a przeciez masz iles tam wzrostu. Czas nie sitnieje poprostu jako obiekty fizyczny, a my jedynie "odczuwany jego uplywanie" bo wszystko sie porusza. (w polu grawitacyjnym porusza sie wolniej wiec czas "leci" wolniej)
V0lrath (3440 punktów)
Gdyby czas wszędzie "płynął" tak samo i nie był wymiarem, to by znaczyło, że teorie Einsteina można wyrzucić do śmieci oraz że nie powinny się sprawdzać w praktyce.
Ale się sprawdzają. I można np. skonstruować tak doświadczenie by dla obserwatora A zdarzenie X nastąpiło przed zdarzeniem Y, a dla obserwatora B odwrotnie lub np. jednocześnie. Tego, a także grawitacyjnego efektu dylacji czasu, nie można wyjaśnić bez wprowadzenia czasu jako wymiaru.
Ożeł (251 punktów)
>Gdyby czas wszędzie "płynął" tak samo i nie był wymiarem, to by znaczyło, że teorie Einsteina można wyrzucić do śmieci oraz że nie powinny się sprawdzać w praktyce.
>Ale się sprawdzają. I można np. skonstruować tak doświadczenie by dla obserwatora A zdarzenie X nastąpiło przed zdarzeniem Y, a dla obserwatora B odwrotnie lub np. jednocześnie. Tego, a także grawitacyjnego efektu dylacji czasu, nie można wyjaśnić bez wprowadzenia czasu jako wymiaru.
>

Wiem, ze czas jest wymiarem. Ale pojecie wymiaru to tylko opis. Istnieje (jako fizyczny obiekty) cos takiego jak dlugosc czy szerokosc? i don't think so
Trukszyn
Ożeł Ci napisze, że nasz Albert "błędnie założył i to jest fałsz w języku" (cokolwiek to znaczy).
Ożeł (251 punktów)
>Ożeł Ci napisze, że nasz Albert "błędnie założył i to jest fałsz w języku" (cokolwiek to znaczy).
>
Co blednie zalozyl?
Trukszyn
Błędnie załozył iż stosując szczególną teorię względności dla obserwatorów z dwóch różnych układów odniesienia, między którymi istnieje ścieżka czasowa, dwa zdarzenia między którymi istnieje tylko ścieżka przestrzenna, a nie ma czasowej, mogą następować w różnej kolejności czasowej! Obserwator A może widzieć zdarzenie 1 jako pierwsze, zaś obserwator B może widzieć zdarzenie 2 jako pierwsze.
Ożeł (251 punktów)
>Błędnie załozył iż stosując szczególną teorię względności dla obserwatorów z dwóch różnych układów odniesienia, między którymi istnieje ścieżka czasowa, dwa zdarzenia między którymi istnieje tylko ścieżka przestrzenna, a nie ma czasowej, mogą następować w różnej kolejności czasowej! Obserwator A może widzieć zdarzenie 1 jako pierwsze, zaś obserwator B może widzieć zdarzenie 2 jako pierwsze.

Nie rozumiem: sciezka czasowa/przestrzenna

Czemu wprowadzasz obserwatora? Ja dyskutuje o zdarzeniach, a nie o ich postrzeganiu.
TrukszynBoga nie ma.
Skoro nie istnieje czas nie istnieje tez prawo następstwa przyczyn.Zatem działanie i skutek pojawiają się jednoczesnie.Zatem Bóg może by żywy i martwy w tej samej chwili.
Zatem wniosek Twojego nauczyciela w dalszym ciągu jst nieprawdziwy.
Pozrawiam
Ożeł (251 punktów)Odp: Boga nie ma.
>Skoro nie istnieje czas nie istnieje tez prawo następstwa przyczyn.Zatem działanie i skutek pojawiają się jednoczesnie.Zatem Bóg może by żywy i martwy w tej samej chwili.
>Zatem wniosek Twojego nauczyciela w dalszym ciągu jst nieprawdziwy.
>Pozrawiam

LOL. Pisze caly czas, ze czas to MIARA. Czasem sie mierzy. Czas to nei ejst absolut ktory dyksuje ruch we wszechswiecie. To ludzie wprowadzili pojecie czasu, by opisywac rzeczywistosc.
Trukszyn
Miara czy nie miara, można go cofnąc, a zatem można z martwym Bogiem wrócic do zdarzenia, kiedy Bóg jest żywy i widzie Boga martwego i żywego jednoczesnie i tyle.
Ożeł (251 punktów)
>Miara czy nie miara, można go cofnąc, a zatem można z martwym Bogiem wrócic do zdarzenia, kiedy Bóg jest żywy i widzie Boga martwego i żywego jednoczesnie i tyle.

Teorie opisujace podroze w czasie tworza rozne paradoksy co implikuje, ze jest to nie mozliwe.
Trukszyn
>Teorie opisujace podroze w czasie tworza rozne paradoksy co implikuje, ze jest to nie >mozliwe.
Jest zgodne z logiką.A to wystarczy aby udowodnic nieprawidzwośc twierdzenia nauczyciela Mentot.Nie mówiłes, że ma byc możliwe.
Ożeł (251 punktów)
>>Teorie opisujace podroze w czasie tworza rozne paradoksy co implikuje, ze jest to nie >mozliwe.
>Jest zgodne z logiką.A to wystarczy aby udowodnic nieprawidzwośc twierdzenia nauczyciela Mentot.Nie mówiłes, że ma byc możliwe.
>

O jakiej podrozy w czasie mowisz, ktora jest zgodna z logika?

Trukszyn
>>O jakiej podrozy w czasie mowisz, ktora jest zgodna z logika?
Pierwszy przypadek
Np. o wszechświecie Godla.We wszechświecie Godla można przenieśc się ze zdarzenia póxniejszego do wcześniejszego.A Wszechświat Godla jest oparty na równaniach teorii względności.czyli jest zgodny z logiką, bo teoria względnosci jest zgodna z logiką.
Drugi przypadek
Bóg złożony z tachionów poruszałby się odwrotnie, do kierunku nastepstw.Zatem cofałby się w czasie.
Tachion jest obiektem hipotetycznym ale logicznym.
Ożeł (251 punktów)
>>>O jakiej podrozy w czasie mowisz, ktora jest zgodna z logika?
>Pierwszy przypadek
>Np. o wszechświecie Godla.We wszechświecie Godla można przenieśc się ze zdarzenia póxniejszego do wcześniejszego.A Wszechświat Godla jest oparty na równaniach teorii względności.czyli jest zgodny z logiką, bo teoria względnosci jest zgodna z logiką.

Chodzilo mi raczej o to, zebys opisal ta teoretyczna podroz.

>Drugi przypadek
>Bóg złożony z tachionów poruszałby się odwrotnie, do kierunku nastepstw.Zatem cofałby się w czasie.
>Tachion jest obiektem hipotetycznym ale logicznym.
>
Nie mam zielonego pojecia co to jest tachion... ale ten "kierunek nastepstw" mnie rozbawil, bo zadna czasteczka nie porusza sie w zadnym czasie wiec nie ma zadnego kierunku nastepstw... ale rozpisze sie:
Czasteczka (C) leci z punktu A do punktu B gdzie uderza w czasteczke D. Gdzie w tym ukladzie jest czas?
Czasem bedzie policzony w sekundach ruch czasteczki C od pkt. A do pkt. B. I nasz czas wynosi 10s. Uderzenie w czasteczke D oraz wywwolanie jej ruchu chcesz nazwac "kierunkiem nastepstw"? Wiec jak cos moze sie poruszac przeciwnie do kierunku nastepstw? Skoro istnieja jedynie czasteczki C i D... (ewentualnei istnieja rowniez punkty A i B jezeli sa to obiekty materialne)

TrukszynBoga nie ma.
Muszę o coś spytac żeby ustalic czy w ogóle warto z Tobą rozmawiac.
Powiedz mi, czy istnieje taka możliwośc, żeby zegar kwarcowy (dokładny) umieszczony na szczycie wieży chodził szybciej niż taki sam zegar umieszczony na ziemi?
V0lrath (3440 punktów)Odp: Boga nie ma.
Ja proponuję co innego: Bóg może się zamknąć w pudełku - tak jak w znanej historyjce o kocie Shrodingera - i być w superpozycji żywy i martwy (czyli żywy i martwy jednocześnie dla każdego, kto jest na zewnątrz pudełka).
Ożeł (251 punktów)
>Ja proponuję co innego: Bóg może się zamknąć w pudełku - tak jak w znanej historyjce o kocie Shrodingera - i być w superpozycji żywy i martwy (czyli żywy i martwy jednocześnie dla każdego, kto jest na zewnątrz pudełka).
>

Paradoks kota Shrodingera (?) to opis w jezyku i jest falszem.
V0lrath (3440 punktów)
> Paradoks kota Shrodingera (?) to opis w jezyku i jest falszem.

Jesteś pewien? Czemu struktura makroskopowa nie może być w stanie superpozycji?
Bo zajdzie dekoherencja? Dekoherencja nie zajdzie jeśli wnętrze "pudełka" będzie idealnie (elektromagnetycznie, grawitacyjnie itp. itd.) oddzielone od zewnętrza. Czym większy obiekt i więcej jego właściwości jest w stanie superpozycji tym większe prawdopodobieństwo wymiany informacji związanej z stanem superpozycji między nim a zewnętrzem i tym trudniej utrzymać go w stanie superpozycji. Czyli to jak na nasze możliwości niewykonalne. Ba, nawet nie sądzę, że będzie wykonalne kiedykolwiek (o ile nie znajdzie się coś, co ekranuje grawitacje).
Ale Bóg wszechmogący jest w stanie coś takiego zrobić.
A jeśli nawet to by było niezgodne z prawami fizyki - to kto je stworzył?? On sam. Więc może je sobie zmienić w zakresie dotyczącym pudełka.

P.S. Takie dywagacje nie mają zbytnio sensu (nie dość, że o czymś/kimś czego/kogo prawdopodobnie nie ma to jeszcze w sposób nie przesadnie racjonalizujący i ufizyczniający), ale są zabawne...
Ożeł (251 punktów)
>> Paradoks kota Shrodingera (?) to opis w jezyku i jest falszem.
>Jesteś pewien? Czemu struktura makroskopowa nie może być w stanie superpozycji?

Bo struktura mikroskopowa rowneiz nie moze. Shrodinger blednie zalozyl, ze czasteczki sa tzn. "fala prawdopodobienstwa".
V0lrath (3440 punktów)
> Shrodinger blednie zalozyl, ze czasteczki sa tzn. "fala prawdopodobienstwa".

A nie są??

Zawsze myślałem że są i zarówno w LO mnie otym uczono jak i na studiach na fizyce kwantowej oraz fizycznych podstawach przetwarzania informacji...

Możesz podać jakieś namiary na źródła w ktorych jest napisane, że równanie falowe Schrodingera jest niesłuszne lub nie dotyczy cząsteczek?
Ożeł (251 punktów)
>> Shrodinger blednie zalozyl, ze czasteczki sa tzn. "fala prawdopodobienstwa".
>A nie są??
>Zawsze myślałem że są i zarówno w LO mnie otym uczono jak i na studiach na fizyce kwantowej oraz fizycznych podstawach przetwarzania informacji...
>Możesz podać jakieś namiary na źródła w ktorych jest napisane, że równanie falowe Schrodingera jest niesłuszne lub nie dotyczy cząsteczek?
>

Przedstawianie czasteczek jako fali to pewien model wprowadzony dla ulatwienia opisu pewnych zjawisk. Np. pole grawitacyjne opisuje sie jako fale, ale w rzeczywistosci przenosza je malutkie czasteczki - grawiony. Analogicznie w morzu widzisz fale, ale i ta fal sklada sie z malutkich czasteczek. Jaki jednak ma sens opisywanie fali morskiej jako miliardow czasteczek?

Trukszyn
>Analogicznie w morzu widzisz fale, ale i ta fal sklada sie z malutkich czasteczek. Jaki >jednak ma sens opisywanie fali morskiej jako miliardow czasteczek?
Wielki, jeśli masz zamiar ułożyc algorytm ruchu fali
Ożeł (251 punktów)
>>Analogicznie w morzu widzisz fale, ale i ta fal sklada sie z malutkich czasteczek. Jaki >jednak ma sens opisywanie fali morskiej jako miliardow czasteczek?
>Wielki, jeśli masz zamiar ułożyc algorytm ruchu fali
>

Tak model zalezy od tego co chcemy udowodnic/przedstawic/obliczyc funkcja falowa opisuje materie w taki a nie inny sposob z okreslonych powodow, ale to jedynie model.
Trukszyn
>>Tak model zalezy od tego co chcemy udowodnic/przedstawic/obliczyc funkcja falowa >opisuje materie w taki a nie inny sposob z okreslonych powodow, ale to jedynie model.
Ale algorytm obliczony za pomocą takiego modelu i puszczony w programie animacyjnym odzwierciedlił by wiernie ruch fali, zatem działąnie modelu jest podporządkowane logice.
Ożeł (251 punktów)
>>>Tak model zalezy od tego co chcemy udowodnic/przedstawic/obliczyc funkcja falowa >opisuje materie w taki a nie inny sposob z okreslonych powodow, ale to jedynie model.
>Ale algorytm obliczony za pomocą takiego modelu i puszczony w programie animacyjnym odzwierciedlił by wiernie ruch fali, zatem działąnie modelu jest podporządkowane logice.

I co z tego? Ludzie lubia upraszczac sprawe, zeby bylo im latwiej. Tylko pozniej dochodzi do nieporozumien typu redukcja funkcji falowej czy tez plynacy sobie czas...
Trukszyn
>P.S. Takie dywagacje nie mają zbytnio sensu (nie dość, że o czymś/kimś czego/kogo >prawdopodobnie nie ma to jeszcze w sposób nie przesadnie racjonalizujący i >ufizyczniający), ale są zabawne...
No to nie mówmy o Bogu tylko np. o Marku
Trukszyn
> to opis w jezyku i jest falszem.
Słuchaj, a co to własciwie znaczy "opis w języku"?
Ożeł (251 punktów)
>> to opis w jezyku i jest falszem.
>Słuchaj, a co to własciwie znaczy "opis w języku"?
>

Czytales jaks ksiazke Tolkiena? To jest "opis w jezyku". Shire nie istnieje w rzeczywistosci zostalo jedynie opisane itd.

Trukszyn
>>Czytales jaks ksiazke Tolkiena? To jest "opis w jezyku". Shire nie istnieje w >>rzeczywistosci zostalo jedynie opisane itd.
Nie czytam takich bzdetów A jak to się ma to teorii względności?
Ożeł (251 punktów)
A jak to się ma to teorii względności?
>

A gdzie ja pisalem o teorii wzglednosci?
Trukszyn
>>A gdzie ja pisalem o teorii wzglednosci?
Nie wiem gdzie Ty pisałes, ale ja cały czas piszę o teorii względności i wynikającej z niej możliwości podróży w kierunku przeciwnym do nurtu czasu.
Ożeł (251 punktów)
>>>A gdzie ja pisalem o teorii wzglednosci?
>Nie wiem gdzie Ty pisałes, ale ja cały czas piszę o teorii względności i wynikającej z niej możliwości podróży w kierunku przeciwnym do nurtu czasu.
>

A ja caly czas pisze o tym, ze "nurt czasu" nie ma desygnatu, gdyz czas jest wielkoscia fizyczna opisujaca ruch materii.
Nigdzie nie odnosze sie do teorii wzglednosci, ktora wydaje mi sie rowniez nie zaklada, ze czas ma desygnat.
Trukszyn
>>A ja caly czas pisze o tym, ze "nurt czasu" nie ma desygnatu, gdyz czas jest wielkoscia >>fizyczna opisujaca ruch materii.
Jakie to ma znaczenie, czy czas ma desygnat czy nie?
Jest możliwy powrót ze zdarzenia późniejszego do wcześniejszego, czyli umownie mówiąc "powrót do przeszłości" albo tak żebyś Ty zrozumiał "do układu cząsteczek danego w zdarzeniu wczesniejszym".Istnienie desygnatu czasu nie ma tu żadnego znaczenia.
Ożeł (251 punktów)
>>>A ja caly czas pisze o tym, ze "nurt czasu" nie ma desygnatu, gdyz czas jest wielkoscia >>fizyczna opisujaca ruch materii.
>Jakie to ma znaczenie, czy czas ma desygnat czy nie?
>Jest możliwy powrót ze zdarzenia późniejszego do wcześniejszego, czyli umownie mówiąc "powrót do przeszłości" albo tak żebyś Ty zrozumiał "do układu cząsteczek danego w zdarzeniu wczesniejszym".Istnienie desygnatu czasu nie ma tu żadnego znaczenia.

Powrot ten jest nei mozliwy jezeli przyjmiemy ze istnieja jednyie czasteczki. Jezeli chcesz wprowadzic jakis czas, ktory dytkuje ruch materii to prowadzi to do tezy, ze czasteczki mozna jeszcze cofnac itd. Ale ta teza ma bledne zalozenia wlasnie w niezrozumieniu "natury" czasu. Bowiem zdarzenia dzieja sie raz przyczyna-skuek=prztyczyna-skutek=przyczyna-skutek-itd. i nie zakreslaja zadnych stozkow swietlnych i zaden czas nie moze sprawic, ze powroca do stanu wczesniejszego.
Ożeł (251 punktów)
>Muszę o coś spytac żeby ustalic czy w ogóle warto z Tobą rozmawiac.
>Powiedz mi, czy istnieje taka możliwośc, żeby zegar kwarcowy (dokładny) umieszczony na szczycie wieży chodził szybciej niż taki sam zegar umieszczony na ziemi?
>

Silne pole grawitacyjne moze spowolnic ruch czasteczek, a wiec czas bedzie "uplywal" na jednym zegarze wolniej. Czy to oznacza, ze czas istnieje fizycznie? Nie, bo pojeciem czasu OPISUJEMY tylko ruch zegaru.
V0lrath (3440 punktów)
Dla uściślenia: czasoprzestrzeń istnieje fizycznie.
Czas w oderwaniu od przestrzenii i zdarzeń w niej zachodzących nie.

Czasoprzestrzeń ma 4 rozległe wymiary. I dla małych energii, prędkości i pól grawitacyjnych jeden z tych wymiarów można z powodzeniem uznawać za czas. Przy dużych energiach sprawa się komplikuje.
Ale i tak można wyznaczyć pewne przekroje przez czasoprzestrzeń, które wyznaczają relację przyczynowo-skutkową.
Ożeł (251 punktów)
>Dla uściślenia: czasoprzestrzeń istnieje fizycznie.
>Czas w oderwaniu od przestrzenii i zdarzeń w niej zachodzących nie.
>Czasoprzestrzeń ma 4 rozległe wymiary. I dla małych energii, prędkości i pól grawitacyjnych jeden z tych wymiarów można z powodzeniem uznawać za czas. Przy dużych energiach sprawa się komplikuje.
>Ale i tak można wyznaczyć pewne przekroje przez czasoprzestrzeń, które wyznaczają relację przyczynowo-skutkową.
>

Wymiary to: dlugosc, szerokosc, wysokosc i czas. (os X, Y, Z + czas) Czy wszystkie te wielkosci istnieja fizycznie? NIE. One opisuja wlasciwosci desygnatow np. Ty masz dana wysokosc i w jakims czasie przechodzisz np. 1km co nie implikuje, ze czas i Twoja wysokosc istnieje fizycznie, to pojecia, ktore jedynie OPISUJA Twoj wlasciwosci Twoje (wysokosc) oraz Twoj ruch (czas przejkscia 1km).
Relacja przyczynowo-skutkowa powstaje miedzy czasteczkami i tylko miedzy nimi, bo one maja desygnaty, a nie czas.
V0lrath (3440 punktów)
A co z fluktuacjami w pustej czasoprzestrzenii, gdzie nie ma cząstek ani relacji?

Prawdopodobnie w najmniejszej skali jest odwrotnie niż twierdzisz: właściwości pustej czasoprzestrzenii dzięki takowym fluktuacjom generują wiele własności cząstek materialnych (jeśli nie wszystkie).
Ożeł (251 punktów)
>A co z fluktuacjami w pustej czasoprzestrzenii, gdzie nie ma cząstek ani relacji?
>Prawdopodobnie w najmniejszej skali jest odwrotnie niż twierdzisz: właściwości pustej czasoprzestrzenii dzięki takowym fluktuacjom generują wiele własności cząstek materialnych (jeśli nie wszystkie).
>

Czasoprzestrzen nie ma desygnatu. To model opisujacy ruch we wszechswiecie.
Co do fluktuacji kwantowych prozni to nie jestem pewien swojej wiedzy.
Trukszyn
>Co do fluktuacji kwantowych prozni to nie jestem pewien swojej wiedzy.
Jak możesz twierdzic, że jesteś "nie pewny" swojej wiedzy akurat w tak skomplikowanym zagadnieniu jak nie rozumiesz prostego modelu wszechświata Godlowskiego i teorii względności?
Wpisałes pewnie w Google "fluktuacje kwantowe" i nic Ci nie wyskoczyło.
Ożeł (251 punktów)
>>Co do fluktuacji kwantowych prozni to nie jestem pewien swojej wiedzy.
>Jak możesz twierdzic, że jesteś "nie pewny" swojej wiedzy akurat w tak skomplikowanym zagadnieniu jak nie rozumiesz prostego modelu wszechświata Godlowskiego i teorii względności?
>Wpisałes pewnie w Google "fluktuacje kwantowe" i nic Ci nie wyskoczyło.
>

Co implikuje, ze nie rozumiem? Czy ja gdzies pisalem, ze odczuwanie czasu wszedzie jest takie samo? Czy ja gdzies pisalem, ze to nie relatywne? Czy ja gdzies pisalem cos o teorii wzglednosci? (zacytuj)
Pisalem tylko, ze czas nie ma desygnatu, bo jest to tylko wielkosc fizyczna.

Jezeli chcialbys wiedziec to akurat w google raczej by wyskoczylo.
Trukszyn
No więc, jakbyś ten czas nie nazwał i nie zdefiniował to możemy go cofnąc.A jeżeli możemy go cofnąc to możemy wrócic z martwym Bogiem to zdarzenia, kiedy Bóg był żywy.
Zatem Bóg spełnia założenia boskości.

A skąd pochodzi Twoja definicja czasu?Możesz mi podac jakieś źródło?Naprawdę mnie zainteresowała ta definicja bo się z nią nie spotkałem.
Ożeł (251 punktów)
>No więc, jakbyś ten czas nie nazwał i nie zdefiniował to możemy go cofnąc.A jeżeli możemy go cofnąc to możemy wrócic z martwym Bogiem to zdarzenia, kiedy Bóg był żywy.
>Zatem Bóg spełnia założenia boskości.

Nie mozemy go cofnac, niby jak? Poprostu czasteczki poruszaj sie wolniej co oznacza ze w polu grawitacyjnym wiekszym punkt A przemiesci sie wolniej niz punkt B w slabszym polu. Dla obserwatora w zaleznosci od jego polozenia odczuwanie czasu zmieni sie, co nie implukuje, ze czas mozna cofnac.

>A skąd pochodzi Twoja definicja czasu?Możesz mi podac jakieś źródło?Naprawdę mnie zainteresowała ta definicja bo się z nią nie spotkałem.

Nie wiem jak tam nowy program nauczania w podstawowkach, ale w gimnazjum operuje sie juz na takiej def. czasu.

Trukszyn
>Nie wiem jak tam nowy program nauczania w podstawowkach, ale w gimnazjum operuje >sie juz na takiej def. czasu.
Prosiłem o źródło, geniuszu.
Wiesz co to znaczy źródło zastosowane w powyższym kontekście?
No chyba udowodniłem, że mam wiedzę ponadpostawową, czy nie, geniuszu?
Można się cofnąc w czasie (teoretycznie) bo takie możliwości udowadnia teoria względności.

Ożeł (251 punktów)
>>Nie wiem jak tam nowy program nauczania w podstawowkach, ale w gimnazjum operuje >sie juz na takiej def. czasu.
>Prosiłem o źródło, geniuszu.
>Wiesz co to znaczy źródło zastosowane w powyższym kontekście?
>No chyba udowodniłem, że mam wiedzę ponadpostawową, czy nie, geniuszu?

Def. ktora podalem jest uzywana w fizyce, nie rozumiem jakie zrodlo mialem podac.

>Można się cofnąc w czasie (teoretycznie) bo takie możliwości udowadnia teoria względności.
>

Chodzi Tobie o cofniecie sie z roku 2005 do 1410? To nie mozliwe.
Jezeli chodzi Ci o umeiszczenie sie w kapsule na gwiedzie (czyste teoretyzowanie) to nie jest to "cofniecie sie" w czasie, a jednynie przebywanie w miejscu gdzie odczuwanie czasu sie zmienia. Dalej nie widze tu desygnatu czasu.

Trukszyn
>Chodzi Tobie o cofniecie sie z roku 2005 do 1410? To nie mozliwe.
Jest to możliwe teoretycznie.
Ożeł (251 punktów)
>>Chodzi Tobie o cofniecie sie z roku 2005 do 1410? To nie mozliwe.
>Jest to możliwe teoretycznie.

Nie jest, cofanie sie w czasie tworzy paradoksy (typu paradoks starca) co implikuje, ze podroze w czasie sa nie mozliwe. I zadne rotacje niczego tego nie zmienia, bo istnieje tylko tu i teraz, a to ze gdzies procesy zachodza wolniej niz w innym miejscu nie zmienia tego faktu.
V0lrath (3440 punktów)
Paradoks przestaje być paradoksem jeśli albo zrezygnujemy z założenia o przyczynowości (w co wątpie) lub jeśli przyczynowość działa w obie strony. To znaczy nie tylko przeszłość definiuje przyszłość, ale i vice versa.
Paradoksy wtedy rozwiązują się same (zasady działania wszechświata je rozwiązują) na takiej zasadzie:

Załóżmy, że mamy tunel czasoprzestrzenny na stole bilardowym. Kula wpada do tunelu, wypada 10 sekund wcześniej pod innym kontem w trochę innym miejscu i powoduje, że lecąca kula (ona sama) nie wpada do tunelu. Mamy paradoks.
Załóżmy, że skonstruowałem sobie taki stół z tunelem czasoprzestrzennym, trącam kulę w kierunku tunelu i co się dzieje?
Otóż kula toczy się kawałek, wtem wyskakuje druga kula (a raczej ona sama pochodząca z przyszłości), która uderza lekko w tą pierwszą odrobinę zmieniając jej kierunek, pierwsza trafia w tunel, ale z inną prędkością i pod trochę innym kątem przez co po wypadnięciu 10 sekund wcześniej tylko muska sama siebie... I mamy rozwiązanie.
Zastanawiam się tylko czy każdy tego typu problem można sprowadzić do problemu z kulą bilardową... Ale chyba tak - w końcu składamy się z cząstek czyli takich małych "kulek"

Jeśli wogóle można zbudować tunel to na pewno zostanie on zbudowany we wszechświecie niesprzecznym wewnętrznie, a więc takim, w którym wszystkie jego użycia zajdą bez paradoksów oraz jeśli w nim jesteśmy, to jesteśmy najprawdopodobniej w takim, w którym entropia wynikająca ze "zmian" względem tego, co by było w sytuacji paradoksu, jest minimalna lub w okolicach minimum.
Ale to tylko takie moje dywagacje.
Ożeł (251 punktów)
>Paradoks przestaje być paradoksem jeśli albo zrezygnujemy z założenia o przyczynowości (w co wątpie) lub jeśli przyczynowość działa w obie strony. To znaczy nie tylko przeszłość definiuje przyszłość, ale i vice versa.

Nie wiem jak wyglada tunel czasoprzestrzenny, ani co go tworzy. Pominmy wiec kule bilardowa.
W naszym wszechswiecie wszystko jest zxgodne z logika, a wiec jezeli jakas teoria tworzy paradoksy to znaczty, ze ona sama lub jej implikacje sa sprzeczne wewnetrznie i nie moga miec miejsca w naszym wszechswiecie.
Ożeł (251 punktów)
>>Paradoks przestaje być paradoksem jeśli albo zrezygnujemy z założenia o przyczynowości (w co wątpie) lub jeśli przyczynowość działa w obie strony. To znaczy nie tylko przeszłość definiuje przyszłość, ale i vice versa.
>Nie wiem jak wyglada tunel czasoprzestrzenny, ani co go tworzy. Pominmy wiec kule bilardowa.
>W naszym wszechswiecie wszystko jest zxgodne z logika, a wiec jezeli jakas teoria tworzy paradoksy to znaczty, ze ona sama lub jej implikacje sa sprzeczne wewnetrznie i nie moga miec miejsca w naszym wszechswiecie.
>

PS: Wytlumacz mi jak moze przyczynowosc dzialac w dwie strony, skoro w ukladzie gdzie istnieja jedynie 2 kulki i jedna uderza w druga.
(nie chce bawic sie "tunelami czasoprzestrzennymi", bo to dosc metne zagadnienie)
Trukszyn
>Def. ktora podalem jest uzywana w fizyce, nie rozumiem jakie zrodlo mialem podac.
Podaj mi chociaż link w internecie do tej definicji, jak nie umiesz wskazac żadnego podręcznika fizyki.
Ożeł (251 punktów)
>>Def. ktora podalem jest uzywana w fizyce, nie rozumiem jakie zrodlo mialem podac.
>Podaj mi chociaż link w internecie do tej definicji, jak nie umiesz wskazac żadnego podręcznika fizyki.

Kazdy podrecznik fizyki.

pl.wikipedia.org/wiki/Czas

encyklopedia.pwn.pl/lista.php?begin=czas&type=0

Z tym, ze nie sa do dokladnie def. z fizyki jednak w fizyce czas uzywany jest do opisu ruchu, a wiec moaj def. jest adekwatna
Trukszyn
Ot i masz powód skręcających się stożków
Trukszyn
>>Silne pole grawitacyjne moze spowolnic ruch czasteczek, a wiec czas bedzie "uplywal" >na jednym zegarze wolniej.
Ot i masz powód skręcających się stożków
Ożeł (251 punktów)
>>>Silne pole grawitacyjne moze spowolnic ruch czasteczek, a wiec czas bedzie "uplywal" >na jednym zegarze wolniej.
>Ot i masz powód skręcających się stożków
>

Co z tego wynika? Dalej istnieja tylko 2 zegary i dalej nie widze tutaj innego czasu, poza tym ktory wprowadza obserwator do opisani ruchu zegaru.
Trukszyn
>>Co z tego wynika? Dalej istnieja tylko 2 zegary i dalej nie widze tutaj innego czasu, poza >>tym ktory wprowadza obserwator do opisani ruchu zegaru.
Wynika z tego, że skręcające się (pod wpływem grawitacji) 2 stożki zdarzeń "Marek jest żywy" i "Marek jest martwy" w kierunku środka obracjającego się Wszechświata powodują iż wykonanie drogi 100 miliardów lat świetlnych ze zdarzenia "Marek jest martwy" doprowadzi Ciebie do zdarzenia "Marek jest zywy".Masz zatem dwóch Marków, jednego żywego i jednego martwego.
Ożeł (251 punktów)
>>>Co z tego wynika? Dalej istnieja tylko 2 zegary i dalej nie widze tutaj innego czasu, poza >>tym ktory wprowadza obserwator do opisani ruchu zegaru.
>Wynika z tego, że skręcające się (pod wpływem grawitacji) 2 stożki zdarzeń "Marek jest żywy" i "Marek jest martwy" w kierunku środka obracjającego się Wszechświata powodują iż wykonanie drogi 100 miliardów lat świetlnych ze zdarzenia "Marek jest martwy" doprowadzi Ciebie do zdarzenia "Marek jest zywy".Masz zatem dwóch Marków, jednego żywego i jednego martwego.

Aha to Marek jest kolo 2 zegarow naraz... to wiele tlumaczy.
Trukszyn
>Aha to Marek jest kolo 2 zegarow naraz... to wiele tlumaczy.
Nie chodzi o zegary.czasoprzestrzeń we wszechświecie Godla skręca się pod włypwem rotacji Wszechświata.Zatem stożki świetlne przechylają się.Zatem gdybyś we Wszechświecie Godla przejechał sto miliardów lat świetlnych to wróciłyś ze zdarzenia późniejszego do wcześniejszego.
Nie rozmawiam z Tobą więcej.Niech czytelnicy osądzą, czy jesteś zupełnie zdrowy psychicznie.Moim zdaniem taki upór i maszynowe powtarzanie argumentów, których chyba sam nie rozumiesz, świadczy o poważnym problemie z psychiką.
Ciągle powtarzasz to samo zatem wnioskuję, że nic nie rozumiesz z moich postów.
Gdybyś rozumiał wysunął byś kontrargumenty i przekonał mnie.
Powtarzam zatem swój kontrargument przeciwko tezie nauczyciela:
"Bóg może się unicestwić , a jednak byc nieśmiertelnym, ponieważ we Wszechświecie nie ma uniwersalnego czasu, zatem Bóg będąc wszechobecnym może jednoczesnie istniec w pewnym punkcie czasoprzestrzeni , a w innym punkcie może już nie istnieć".
1.Cofnięcie się w czasie (czy powrót do układu cząsteczek ze zdarzenia wcześniejszego) jest teoretycznie możliwe.
2.Jeżeli nie ma czasu (tak mówiłes) to przyczyna i skutek pojawiają się jednocześnie więc tym bardziej teza Nauczyciela jest fałszywa.
To tyle.
Ożeł (251 punktów)
>>Aha to Marek jest kolo 2 zegarow naraz... to wiele tlumaczy.
>Nie chodzi o zegary.czasoprzestrzeń we wszechświecie Godla skręca się pod włypwem rotacji Wszechświata.Zatem stożki świetlne przechylają się.Zatem gdybyś we Wszechświecie Godla przejechał sto miliardów lat świetlnych to wróciłyś ze zdarzenia późniejszego do wcześniejszego.
>Nie rozmawiam z Tobą więcej.Niech czytelnicy osądzą, czy jesteś zupełnie zdrowy psychicznie.Moim zdaniem taki upór i maszynowe powtarzanie argumentów, których chyba sam nie rozumiesz, świadczy o poważnym problemie z psychiką.
>Ciągle powtarzasz to samo zatem wnioskuję, że nic nie rozumiesz z moich postów.
>Gdybyś rozumiał wysunął byś kontrargumenty i przekonał mnie.
>Powtarzam zatem swój kontrargument przeciwko tezie nauczyciela:
>"Bóg może się unicestwić , a jednak byc nieśmiertelnym, ponieważ we Wszechświecie nie ma uniwersalnego czasu, zatem Bóg będąc wszechobecnym może jednoczesnie istniec w pewnym punkcie czasoprzestrzeni , a w innym punkcie może już nie istnieć".
>1.Cofnięcie się w czasie (czy powrót do układu cząsteczek ze zdarzenia wcześniejszego) jest teoretycznie możliwe.
>2.Jeżeli nie ma czasu (tak mówiłes) to przyczyna i skutek pojawiają się jednocześnie więc tym bardziej teza Nauczyciela jest fałszywa.
>To tyle.

Co ja mam Ci napisac? Skoro nie rozumiesz pojecia czasu, oraz praw fizyki to nic nie poradze. Pisalem ze czas nie ma desygnatu, a to nie implikuje, ze wydarzenia dzieja sie jednoczesnie. Powtarzam moje argumenty, bo nic nowego w tej kwestji nie wymysle. Nie ma zadnego promienia swiatla i zadne stozki sie nie obracaja to absolutna bzdura. Czasem sie miezy ruch, a nie czas dykutje ruch to podstawowa zasada fizyki.

V0lrath (3440 punktów)
A może chodzi o to, że wszyscy nie bardzo się rozumiemy?

Co rozumiesz pod pojęciem "ma desygnat"?
Co to znaczy "nie ma desygnatu" ale mimo to "opisuje rzeczywistość"?

Bo w zasadzie, to wydaje mi się, że nic nie ma desygnatu w Twoim rozumieniu tego słowa Bo wszystko to są tylko słowa, nazwy, pojęcia stworzone przez ludzi i dotyczą one tylko pewnych poziomów i zakresów czasu, przestrzeni, skali i częstotliwości w strukturze Wszechświata - są abstrakcjami, a nie czymś, co na pewno realnie istnieje.
"Materia" też nie ma w tym sensie desygnatu bo jest tylko opisem tego, że oglądany wszechświat zbudowany jest głównie z cząstek powiązanych siłami tak, że mogą tworzyć spójne i stabilne struktury.
To tylko taki opis, ale w praktyce np. ta sama materia wykazuje własności falowe (w pewnych zjawiskach).
.
.
Co do czasoprzestrzenii to moim zdaniem ma desygnat nie gorszy niż materia.
Chciażby bo:

1. Nie zależnie od materii i relacji między cząstkami materialnymi w próżni pojawiają się losowe samoistne fluktuacje - pojawiają się pary cząstka-antycząstka, które anihilują średnio po czasie proporcjonalnym do ich energii (która także jest losowa).

2. Czasoprzestrzeń może się rozszerzać niezależnie od realcji między cząstkami materialnymi. Można znaleźć pary obiektów w widzialnym wszechświecie, które oddalają się od siebie z prędkościami nadświetlnymi. I bynajmniej nie łamią one zasad teorii względności - otóż nasza czasoprzestrzeń się rozszerza. A czasoprzestrzeń może się rozszerzać z dowolną prędkością.

3. Teoria względności. Jeśli to samo zdarzenie może być przez 2 obserwatorów umiejscowione w innym punkcie na linii czasu to znaczy, że czas nie ma sensu jako coś odrębnego od przestrzenii, ale z drugiej strony powoduje, że 4-wymiarowa czasoprzestrzeń jest faktem obserwowalnym.
.
.
Co do punktu 3: nie zależnie od tego czy jest to tylko taki opis czy też to ma desygnat (w jakimkolwiek sensie), opis ten informacyjnie odpowiada elementom struktury wszechświata (nie zależnie czy właściwości relacji między cząstkami czy jako osobny byt z desygnatem), a więc wnioskowanie z niego tudzież pomysły z stożkami światła mogą być słuszne - jeśli są wnioskowaniem poprawnym. Co z tego, że to tylko taki opis ruchu lub pojęcie wprowadzone by łatwiej się liczyło, dowodziło itp.? Tak czy inaczej pod względem informacyjnym jest to opis struktury wszechświata i nie zależy od tego czy będziemy wszystko liczyć na równaniach różniczkowych czy wprowadzimy sobie pojęcia siły itp. - tak jak nie zależy od tego czy dobierzemy jednostki do stałej tak by c=1 czy odwrotnie - mając jednostki obliczymy wartość stałej wyrażonej w nich jako nie całe 300 tys. km/s.
Fizyka nie dba o to jak ponazywamy elementy jej struktury, a nawet o to jak ją podzielimy na te elementy - o ile jest to dobrze zrobione i poprawnie opisuje strukturę w zakresach, w których ją stosujemy. Dlatego np. dla pewnych zakresów i pewnych danych pokrywają się ze sobą praktycznie wszystkie hipotezy dotyczące unifikacji 4 sił - mimo tego, że różnice między nimi są wydawałoby się duże.
Ożeł (251 punktów)
>A może chodzi o to, że wszyscy nie bardzo się rozumiemy?
>Co rozumiesz pod pojęciem "ma desygnat"?
>Co to znaczy "nie ma desygnatu" ale mimo to "opisuje rzeczywistość"?

Desygnat to obiekt/zjawisko/osoba(itd) oznaczana przez dana nazwe. Analogicznie ejzeli nazwa nei ma desygnatu to nie istnieje obiekt, ktorego mozemy nazwac danym slowem.
Czas nie jest obiektyem istniejacym, nie ma wiec desygnatu, ale pojecie to jako wielkosc fizyczna slozy do opisywania rzeczywistosci. np. Tobem w czasie 10 sekund przebyl 20m.

>Bo w zasadzie, to wydaje mi się, że nic nie ma desygnatu w Twoim rozumieniu tego słowa Bo wszystko to są tylko słowa, nazwy, pojęcia stworzone przez ludzi i dotyczą one tylko pewnych poziomów i zakresów czasu, przestrzeni, skali i częstotliwości w strukturze Wszechświata - są abstrakcjami, a nie czymś, co na pewno realnie istnieje.

Slowa oznaczaja cos co realnie istnieje i taki obiekt oznaczany przez slowo jest jego desygnatem.

>"Materia" też nie ma w tym sensie desygnatu bo jest tylko opisem tego, że oglądany wszechświat zbudowany jest głównie z cząstek powiązanych siłami tak, że mogą tworzyć spójne i stabilne struktury.

Materia jakio slowo slozy do opisu (caly jezyk slozy do OPISU) ale ma desygnat w postaci zbioru wszystkiego co istnieje i ma okreslone wlasciwosci fizyczne.

>To tylko taki opis, ale w praktyce np. ta sama materia wykazuje własności falowe (w pewnych zjawiskach).

Nie wykazuje, to wlasnie my opisujemy materie jako fale by ulatwic sobie interpetacje pewnych zjawisk. (np. oddzialywanie)

>Co do czasoprzestrzenii to moim zdaniem ma desygnat nie gorszy niż materia.
>Chciażby bo:
>1. Nie zależnie od materii i relacji między cząstkami materialnymi w próżni pojawiają się losowe samoistne fluktuacje - pojawiają się pary cząstka-antycząstka, które anihilują średnio po czasie proporcjonalnym do ich energii (która także jest losowa).

To sprzeczne z zasada zachowania masy/energii. Jak wykryto te czastki? Skad pewnosc, ze powstaja z niczego? I dlaczego dowodzi to istneinia czasoprzestrzeni skoro sam mowisz, ze pojawiaj sie w prozni?

>2. Czasoprzestrzeń może się rozszerzać niezależnie od realcji między cząstkami materialnymi. Można znaleźć pary obiektów w widzialnym wszechświecie, które oddalają się od siebie z prędkościami nadświetlnymi. I bynajmniej nie łamią one zasad teorii względności - otóż nasza czasoprzestrzeń się rozszerza. A czasoprzestrzeń może się rozszerzać z dowolną prędkością.

A jak wyglada ta czasoprzestrzen? Co sie rozszerza doklanie? Gdzie zaobserwowano takie obiekty(ktore poruszaj sie z nadswietlna predkoscia?

>3. Teoria względności. Jeśli to samo zdarzenie może być przez 2 obserwatorów umiejscowione w innym punkcie na linii czasu to znaczy, że czas nie ma sensu jako coś odrębnego od przestrzenii, ale z drugiej strony powoduje, że 4-wymiarowa czasoprzestrzeń jest faktem obserwowalnym.

Co to jest linia czasu? To co napisales dowodzi, ze czas nie ma desygnatu i procesy zachowa bez jego udzialu.

>Co do punktu 3: nie zależnie od tego czy jest to tylko taki opis czy też to ma desygnat (w jakimkolwiek sensie), opis ten informacyjnie odpowiada elementom struktury wszechświata (nie zależnie czy właściwości relacji między cząstkami czy jako osobny byt z desygnatem), a więc wnioskowanie z niego tudzież pomysły z stożkami światła mogą być słuszne - jeśli są wnioskowaniem poprawnym. Co z tego, że to tylko taki opis ruchu lub pojęcie wprowadzone by łatwiej się liczyło, dowodziło itp.? Tak czy inaczej pod względem informacyjnym jest to opis struktury wszechświata i nie zależy od tego czy będziemy wszystko liczyć na równaniach różniczkowych czy wprowadzimy sobie pojęcia siły itp. - tak jak nie zależy od tego czy dobierzemy jednostki do stałej tak by c=1 czy odwrotnie - mając jednostki obliczymy wartość stałej wyrażonej w nich jako nie całe 300 tys. km/s.
>Fizyka nie dba o to jak ponazywamy elementy jej struktury, a nawet o to jak ją podzielimy na te elementy - o ile jest to dobrze zrobione i poprawnie opisuje strukturę w zakresach, w których ją stosujemy. Dlatego np. dla pewnych zakresów i pewnych danych pokrywają się ze sobą praktycznie wszystkie hipotezy dotyczące unifikacji 4 sił - mimo tego, że różnice między nimi są wydawałoby się duże.
>

To ogromna roznica czy cos ma desygnat czy nie ma. Jezeli nie istnieje zaden czas dytkujacy ruchem czasteczek (a nie istnieje) to nie mozna cofac sie w czasie. Sproboj sie cofnac w mierze zmiany polozenia?
V0lrath (3440 punktów)
>Desygnat to obiekt/zjawisko/osoba(itd) oznaczana przez dana nazwe. Analogicznie ejzeli nazwa nei ma desygnatu to nie istnieje obiekt, ktorego mozemy nazwac danym slowem.

A co znaczy, że coś istnieje?
Skąd wiesz, że materia istnieje, a czasoprzestrzeń nie?

>Czas nie jest obiektyem istniejacym, nie ma wiec desygnatu, ale pojecie to jako wielkosc fizyczna slozy do opisywania rzeczywistosci. np. Tobem w czasie 10 sekund przebyl 20m.

Tak prosto to wygląda jeśli się pominie teorię względności oraz mechanikę kwantową.
Niestety tak na prawdę czasoprzestrzeń jest zależna od "obiektów" w niej zawartych (materii i energii), ale także vice versa.
Energia zakrzywia czasoprzestrzeń, a zakrzywiona czasoprzestrzeń wpływa na energię.

>Slowa oznaczaja cos co realnie istnieje i taki obiekt oznaczany przez slowo jest jego desygnatem.

Czasoprzestrzeń to też takie słowo. Słowa oznaczają nie dokładnie coś co istnieje, ale pewne przybliżenie. Wszystkiego nie wiemy. A nawet jak chodzi o świat rzeczywisty to nie ma rzeczy, które byśmy wiedzieli z nieskończoną dokładnością.

>Materia jakio slowo slozy do opisu (caly jezyk slozy do OPISU) ale ma desygnat w postaci zbioru wszystkiego co istnieje i ma okreslone wlasciwosci fizyczne.

Czasoprzestrzeń istnieje i ma określone własności (choć mocno odmienne od materii).

>Nie wykazuje, to wlasnie my opisujemy materie jako fale by ulatwic sobie interpetacje pewnych zjawisk. (np. oddzialywanie)

Wykazuje. Jak inaczej wyjaśnisz możliwość rozpraszania cząstek materii?
Niepodzielna cząstka nagle przelatuje przez dwie dziurki na raz i rozprasza się na nich tak jakby była falą o pewnej określonej częstotliwości?
Puszczamy strumień cząstek materialnych (nie fotonów, ale elektronów lub np. atomów wodoru) przez dwie małe dziurki i obserwujemy rozproszenie i prążki - tak jak przy falach w doświadczeniu Younga. Gdy będziemy przepuszczać osobno raz przez jedną raz przez drugą dziurkę lub jakiś czas przez jedną i jakiś czas przez drugą - to prążków nie będzie.
Materia zachowuje się czasem dokładnie jak fala. I nie można jej opisać w takim doświadczeniu korpuskularnie (potraktować jak małą kuleczkę).

>> pojawiają się pary cząstka-antycząstka, które anihilują średnio po czasie proporcjonalnym do ich energii (która także jest losowa).
>To sprzeczne z zasada zachowania masy/energii.

Zasada nieoznaczoności Heisenberga się kłania. Zasada zachowania energii może być złamana, ale "pożyczka" zawsze zostaje oddana w tym krótszym czasie czym więcej energii zostało wygenerowanej "z niczego".

> Jak wykryto te czastki?

Krótko o wirtualnych cząstkach:
213.180.130.202/wiem/011106.html

Jak wykryto (m.in):
213.180.130.202/wiem/00d999.html
pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_Casimira

> Skad pewnosc, ze powstaja z niczego?

Bo nie istnieje źródło ich pochodzenia. Powstają z próżni i całkowicie losowo.

> I dlaczego dowodzi to istneinia czasoprzestrzeni skoro sam mowisz, ze pojawiaj sie w prozni?

No dobra, można powiedzieć, że próżnia istnieje, a czasoprzestrzeń to tylko sposób opisu próżni wraz z zawartością uwzględniając relacje przyczynowo-skutkową.
Tak jak "zielonooki, wysoki blondyn" może być opisem jakiegoś Tadzia.

Coś, co nawet nie ma desygnatu, może mimo wszystko opisywać rzeczywistość. Bo stanowi opis rzeczywistości i pod względem informacyjnym odpowiada pewnym elementom jego struktury. Nie ważne, czy tymi elementami są prawa fizyczne ("algorytm" działania wszechświata) czy obiekty ("dane").

> A jak wyglada ta czasoprzestrzen?

Czasoprzestrzeń definiuje relacje między obiektami (ma więc cechy "algorytmu"), ale także sama poddawana jest zmianom, zakrzywianiu i wypełniona fluktuacjiami (ma więc też cechy "danych", obiektu posiadającego desygnat).
Trudno odpowiedzieć na pytanie jak wygląda...może dlatego, że jest we wszystkim i "między" wszystkim. Jest trochę jak "tło", ale to także nie jest do końca pasujące słowo.

> Co sie rozszerza doklanie?

Odległości i skale się rozszerzają (np. względem skali Plancka). I to w przeciwieństwie do normalnej prędkości "szybkość" rozszerzania jest proporcjonalna do odległości między obiektami (przy czym grawitacja w niedużej skali - jak skala galaktyki - powstrzymuje (kompensuje) rozszerzanie). Proporcjonalna ściśle, bez poprawki na teorię względności - "prędkość" ta może przekraczać prędkość światła.

> Gdzie zaobserwowano takie obiekty(ktore poruszaj sie z nadswietlna predkoscia?

Takich obiektów, które względem nas poruszały się z taką prędkością w momencie wysłania światła, nie można zaobserwować z prostego względu - światło nigdy nie dotrze do nas.
Ale za ok. 7 miliardów lat (jeśli mnie pamięć nie myli; lub mniej jeśli rozszerzanie przyspiesza) zaczną znikać pierwsze najodleglejsze obiekty.
Poza tym obiekty oddalone od siebie o co najmniej 20 mld. lat świetlnych już w większości uciekają od siebie z prędkościami nadświetlnymi.

> Co to jest linia czasu? To co napisales dowodzi, ze czas nie ma desygnatu i procesy zachowa bez jego udzialu.

Powiedzmy, że 2 osoby zsynchronizowały swoje zegarki i od tamtego momentu kolejnym chwilom czasu wskazywanym przez zegarki przypisują kolejne punkty na prostej.
Mogą wtedy zaznaczać zdarzenia na takich liniach, a potem przy ponownym spotkaniu nałożyć linie na 1 linię. Nazwijmy ją "linią czasu".

Poczytaj np. pl.wikiped(*)a_teoria_względności

> To ogromna roznica czy cos ma desygnat czy nie ma. Jezeli nie istnieje zaden czas dytkujacy ruchem czasteczek (a nie istnieje) to nie mozna cofac sie w czasie. Sproboj sie cofnac w mierze zmiany polozenia?

Miara zmiany położenia to różniczka drogi po czasie czyli prędkość, a nie czas.

Poza tym to, że wedlug Ciebie "6 metrów" nie ma desygnatu (nie będę się wykłócał czy 6 metrów dosłownie istnieje czy nie istnieje - tak czy inaczej stanowi czegoś opis), nie znaczy, że nie mogę przejść 6 metrów.
Z cofaniem się w czasie jest podobnie.
Ożeł (251 punktów)
gt;
>>Slowa oznaczaja cos co realnie istnieje i taki obiekt oznaczany przez slowo jest jego desygnatem.
>Czasoprzestrzeń to też takie słowo. Słowa oznaczają nie dokładnie coś co istnieje, ale pewne przybliżenie. Wszystkiego nie wiemy. A nawet jak chodzi o świat rzeczywisty to nie ma rzeczy, które byśmy wiedzieli z nieskończoną dokładnością.

Jest troche inaczej. Slowa oznaczaja cos teoretycznego (chodzi o def.) i moga miec desygnaty (cos co odpowiada def.) albo ich nie miec. Poznanie nie ma tutaj nic do tego. Dzieki wiedzy mozemy jednie odpowiedziec co jest esygnatem jakiego slowa.

>>Materia jakio slowo slozy do opisu (caly jezyk slozy do OPISU) ale ma desygnat w postaci zbioru wszystkiego co istnieje i ma okreslone wlasciwosci fizyczne.
>Czasoprzestrzeń istnieje i ma określone własności (choć mocno odmienne od materii).

Jakie? W jaki sposob czasoprzestrzen oddzialej na materie? Jak to poznac?

>(...)
>Materia zachowuje się czasem dokładnie jak fala. I nie można jej opisać w takim doświadczeniu korpuskularnie (potraktować jak małą kuleczkę).

Mozna czemu nie? Wez pod uwage, ze wszystko w tym ukladzie to "male kuleczki" a wiec moga przelatywac obok siebie.

>>> pojawiają się pary cząstka-antycząstka, które anihilują średnio po czasie proporcjonalnym do ich energii (która także jest losowa).
>>To sprzeczne z zasada zachowania masy/energii.
>Zasada nieoznaczoności Heisenberga się kłania. Zasada zachowania energii może być złamana, ale "pożyczka" zawsze zostaje oddana w tym krótszym czasie czym więcej energii zostało wygenerowanej "z niczego".
>> Jak wykryto te czastki?
>Krótko o wirtualnych cząstkach:
>213.180.130.202/wiem/011106.html
>Jak wykryto (m.in):
>213.180.130.202/wiem/00d999.html
>pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_Casimira
>> Skad pewnosc, ze powstaja z niczego?
>Bo nie istnieje źródło ich pochodzenia. Powstają z próżni i całkowicie losowo.

Dowiem sie cos wiecej na ten temat i odpisze. Narazie mam malo czasu.

>> I dlaczego dowodzi to istneinia czasoprzestrzeni skoro sam mowisz, ze pojawiaj sie w prozni?
>No dobra, można powiedzieć, że próżnia istnieje, a czasoprzestrzeń to tylko sposób opisu próżni wraz z zawartością uwzględniając relacje przyczynowo-skutkową.
>Tak jak "zielonooki, wysoki blondyn" może być opisem jakiegoś Tadzia.
>Coś, co nawet nie ma desygnatu, może mimo wszystko opisywać rzeczywistość. Bo stanowi opis rzeczywistości i pod względem informacyjnym odpowiada pewnym elementom jego struktury. Nie ważne, czy tymi elementami są prawa fizyczne ("algorytm" działania wszechświata) czy obiekty ("dane").

Proznia istnieje, jako miejsce gdzie nic nie ma (z pewnym przyblizeniem). Cos co nie ma desygnatu moze opisywac rzeczywiscotic (np. czas) co nie znaczy, ze stanowi integraln czesc wszechswiata.

>> A jak wyglada ta czasoprzestrzen?
>Czasoprzestrzeń definiuje relacje między obiektami (ma więc cechy "algorytmu"), ale także sama poddawana jest zmianom, zakrzywianiu i wypełniona fluktuacjiami (ma więc też cechy "danych", obiektu posiadającego desygnat).
>Trudno odpowiedzieć na pytanie jak wygląda...może dlatego, że jest we wszystkim i "między" wszystkim. Jest trochę jak "tło", ale to także nie jest do końca pasujące słowo.

Jezeli przyblizysz patyk do jakiegos pola grawitacyjnego i on sie zakrzywi to nie oznacza to ze czasoprzestrzen sie zakrzywila tylko, patyk sie zakrzywil. Jezeli w polu grawitacyjnym Twoja przemian materii ebdzie spowolniona to nie czas leci wolniej tylko procesy wszzystkie sa spowolnione (ruch czasteczek) itd. Ciagle nie widze czasoprzestrzeni...

>> Co sie rozszerza doklanie?
>Odległości i skale się rozszerzają (np. względem skali Plancka). I to w przeciwieństwie do normalnej prędkości "szybkość" rozszerzania jest proporcjonalna do odległości między obiektami (przy czym grawitacja w niedużej skali - jak skala galaktyki - powstrzymuje (kompensuje) rozszerzanie). Proporcjonalna ściśle, bez poprawki na teorię względności - "prędkość" ta może przekraczać prędkość światła.

Zasiegne informacji.

>> Gdzie zaobserwowano takie obiekty(ktore poruszaj sie z nadswietlna predkoscia?
>Takich obiektów, które względem nas poruszały się z taką prędkością w momencie wysłania światła, nie można zaobserwować z prostego względu - światło nigdy nie dotrze do nas.
>Ale za ok. 7 miliardów lat (jeśli mnie pamięć nie myli; lub mniej jeśli rozszerzanie przyspiesza) zaczną znikać pierwsze najodleglejsze obiekty.
>Poza tym obiekty oddalone od siebie o co najmniej 20 mld. lat świetlnych już w większości uciekają od siebie z prędkościami nadświetlnymi.

Poczekamy zobaczymy. To troche zbyt duze ogleglosci i zbyt ciezkie ejst to wszystko do zmeirzenia. Zakrawa mi to raczej na domysly.

>> Co to jest linia czasu? To co napisales dowodzi, ze czas nie ma desygnatu i procesy zachowa bez jego udzialu.
>Powiedzmy, że 2 osoby zsynchronizowały swoje zegarki i od tamtego momentu kolejnym chwilom czasu wskazywanym przez zegarki przypisują kolejne punkty na prostej.
>Mogą wtedy zaznaczać zdarzenia na takich liniach, a potem przy ponownym spotkaniu nałożyć linie na 1 linię. Nazwijmy ją "linią czasu".
>Poczytaj np. pl.wikiped(*)a_teoria_względności

Ale jaki to ma sens? Wydarzenia u jednego i drugiego dzieja sie w tym samym momencie. Jeden zegarek w przestrzeni kosmicznej moze chodzic szybciej, a ten na ziemii wolniej, ale dalej jest to ten sam czas i to samo miejsce.

>Miara zmiany położenia to różniczka drogi po czasie czyli prędkość, a nie czas.
>Poza tym to, że wedlug Ciebie "6 metrów" nie ma desygnatu (...)

Predkosc to wypadkowa zmiany polozenia w danym czasie czasie.
A miara zmiany polozenia to czas. A wiec tomek w czasie tyakim pokonal tyle m wiec mozemy teraz obliczyc jego predkosc.
6 metrow mozna przejsc, ale nie mozna przejsc 6 metrow do tylu cofajc sie w czasie.
Wiedźma (43 punktów)
O rany ale się najeżyli a słów znają mnóstwo i nawet trudnych i mówią mówią mówią, przekonują, argumentują o tym że Boga nie ma, zastanawiam się czemu jeden z drugim nie pójdzie do lustra i nie spojrzy w niego uważnie?
Jeśli Boga nie ma to ich nie ma też i w lustrze coś się odbija, ale tego nie ma, ale się odbija coś. Co?
Co łączy latające sobie luźno cząstki? Jakaś Moc sprawcza jakaś siła ale jej nie nie widać przecież!!
Myślę że moja argumentacja dla tak mądrych ludzi musi być głupia, wszak tyle trudnych słów znając trzeba ich używać. Wymagają one tego a dzięki wymawianiu, pisaniu, używaniu, rodzą się następne i następne w ciągu lawinowym i pojawiają coraz to trudniejsze i bardziej zawiłe argumenty.
Słowa rodzą się w głowie i wydaje się wszystko logiczne i poukładane, ale dla drugiego już nie.
A może nie logika ale czucie? Ktoś wspomniał że intucyjnie wie że Boga nie ma a inny intucyjnie też wie że Bóg jest.
Mam wrażenie że zwykłe lustro może naprawdę tu pomóc.
Wiem także że taki Sokrates dla dyskutantów, to niewątpliwie okropny przeżytek, ale przypomnę, iż nie wierzył on w bogów takich, w jakich wierzyć kazano dzieciom w jego świecie, ale pokłon oddawał "bogu co tu stoi" Jaworowi. Pod tym drzewem bowiem toczył swoją dyskusję.
Jawor i inne tego typu "rzeczy" są dalej na tym świecie, przeglądają się płynących wodach i wiedzą/czują(?) że SĄ.
Cząstki z jakich się składają coś łączy jakaś siła, jeśli drzewo się zetnie, siła MOC przestanie je łączyć i cząstki rozlecą się w cały świat . Czy oznacza to jednak że siła czy moc je łącząca, także wraz z nim - drzewem, zginęła?
"Co Bóg złączył człowiek niech nie rozłącza." Oczywiście nie dotyczy to ślubów kościelnych. Ani kościoła, choć kościół sobie przywłaszczył to powiedzenie.
Coś łączy cząstki i wiem że szanowni dyskutanci, znają mnóstwo trudnych bardzo słów, na nazwanie tego co łączy i określeń i opisów i argumentów za a może nawet i przeciw także. To nie jest ważne, ważne jest, spojrzenie w lustro i uznanie siebie jako istoty czującej, rozwijającej się, istniejącej dzięki temu co łączy.
Ktoś kiedyś w wielkiej furii, dawno, dawno temu, powiedział do mnie "czy pani w coś wogóle wierzy?" Ponieważ oczekiwał odpowiedzi natychmiast, udzieliłam mu jej, nie zastanawiając się - szybko a potem zastanawiając się nad nią, doszłam do wniosku, że tak, w to wierzę właśnie co powiedziałam szybko i bez zastanowienia, wierzę w tę MOC co łączy.
Pozdrawiam wszystkich co są a może ich nie ma, ale chyba są ...czasem ale Boga nie ma BO ......................
A drodzy panowie po - BO; jest zawsze nieprawda.
Ożeł (251 punktów)
>O rany ale się najeżyli a słów znają mnóstwo i nawet trudnych i mówią mówią mówią, przekonują, argumentują o tym że Boga nie ma,

Staram sie uzywac slow konkretnych, intersubiektywnych i uwazam, ze moje slownictwo i sporob wyrazania sie jest conajmniej poprawne. To, ze te slowa komus wydaja sie "madre" (trudne) to nie moja wina. Ciezko mowic o fizyce jezykiem Muminkow np.

>zastanawiam się czemu jeden z drugim nie pójdzie do lustra i nie spojrzy w niego uważnie?
>Jeśli Boga nie ma to ich nie ma też i w lustrze coś się odbija, ale tego nie ma, ale się odbija coś. Co?

ZBlednie zakladasz, ze istnienie Boga jest warunkiem koniecznym do odbijania sie w lustrze.

>Co łączy latające sobie luźno cząstki? Jakaś Moc sprawcza jakaś siła ale jej nie nie widać przecież!!

W jaki sposob laczy? Czastki "lataja" i oddzialuja na siebie.

>Myślę że moja argumentacja dla tak mądrych ludzi musi być głupia, wszak tyle trudnych słów znając trzeba ich używać. Wymagają one tego a dzięki wymawianiu, pisaniu, używaniu, rodzą się następne i następne w ciągu lawinowym i pojawiają coraz to trudniejsze i bardziej zawiłe argumenty.

O jakiej argumentacji piszesz mowiac "moja"? Czy nazywasz argumentacja to, ze czepiasz sie slownictwa, ktore w Twoim odczuciu jest trudne, co ironizujesz i przedstawiasz jako "za madre"?

>Słowa rodzą się w głowie i wydaje się wszystko logiczne i poukładane, ale dla drugiego już nie.

Nie chodzi o to, co sie wydaje, tylko o to co jest logiczne.

>A może nie logika ale czucie? Ktoś wspomniał że intucyjnie wie że Boga nie ma a inny intucyjnie też wie że Bóg jest.

Skoro dwie osoby intuicyjnie wiedza cos co sobie przeczy, to dowodzi to, ze intuicja jest zlym narzedziem poznawczym.

>Mam wrażenie że zwykłe lustro może naprawdę tu pomóc.

Mam inne wrazenie.

>Wiem także że taki Sokrates dla dyskutantów, to niewątpliwie okropny przeżytek, ale przypomnę, iż nie wierzył on w bogów takich, w jakich wierzyć kazano dzieciom w jego świecie, ale pokłon oddawał "bogu co tu stoi" Jaworowi. Pod tym drzewem bowiem toczył swoją dyskusję.
>Jawor i inne tego typu "rzeczy" są dalej na tym świecie, przeglądają się płynących wodach i wiedzą/czują(?) że SĄ.

W sumie to nie rozumiem...

>Cząstki z jakich się składają coś łączy jakaś siła, jeśli drzewo się zetnie, siła MOC przestanie je łączyć i cząstki rozlecą się w cały świat . Czy oznacza to jednak że siła czy moc je łącząca, także wraz z nim - drzewem, zginęła?

Czy to, ze drzewo stoi oznacza, ze istneiej jakas [blizej przez Ciebie nieokreslona] Moc, ktora je laczy?

>"Co Bóg złączył człowiek niech nie rozłącza." Oczywiście nie dotyczy to ślubów kościelnych. Ani kościoła, choć kościół sobie przywłaszczył to powiedzenie.

?

>Coś łączy cząstki i wiem że szanowni dyskutanci, znają mnóstwo trudnych bardzo słów, na nazwanie tego co łączy i określeń i opisów i argumentów za a może nawet i przeciw także.

Trudnych slow nie znam na okreslenie tego. Nie wiem pozatym co oznacza laczenie sie czastek. Chodzi Ci o oddzialywanie jadrowe silne/elektromagnetyczne?

>To nie jest ważne, ważne jest, spojrzenie w lustro i uznanie siebie jako istoty czującej, rozwijającej się, istniejącej dzięki temu co łączy.

A jak ktos widzi w lustrze, zwierze, z takim a takim genotypem, posiadajcym uczucia, majace zapewnic przetrwanie mu i jego gatunkowi, posiadajcy rozum bedacy zespolem reakcji na bodzce, zwierze smiertelne i bez wolnej woli?

>Ktoś kiedyś w wielkiej furii, dawno, dawno temu, powiedział do mnie "czy pani w coś wogóle wierzy?" Ponieważ oczekiwał odpowiedzi natychmiast, udzieliłam mu jej, nie zastanawiając się - szybko a potem zastanawiając się nad nią, doszłam do wniosku, że tak, w to wierzę właśnie co powiedziałam szybko i bez zastanowienia, wierzę w tę MOC co łączy.
>Pozdrawiam wszystkich co są a może ich nie ma, ale chyba są ...czasem ale Boga nie ma BO ......................
>A drodzy panowie po - BO; jest zawsze nieprawda.

Z takimi zalozeniami apriorycznymi nie widze powodu dla, ktorego wstapilas do tego tematu. (chodzi mi o zalozenie, ze po BO jest zawsze nie prawda)


Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365