Racjonalista - Strona głównaDo treści
Bielsko-Biała - anybody here?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Zaproszenia, imprezy, ogłoszenia
NapisanoAutorTytuł
08-07-2008 23:26Miaowi (146 punktów)Bielsko-Biała - anybody here?
Ocena 1 na 1
Czy są jacyś racjonaliści w Bielsku-Białej?
Może byśmy coś zorganizowali, jakieś filmy, dyskusje czy coś?
Chętnie się zabawię w organizację.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

IQ955 (2355 punktów)
>anybody here?

Ja'm nie from Bielsko-White, but to jest dobry idea to zorganizować something, bikołz to may być cool...


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
>>anybody here?
>Ja'm nie from Bielsko-White, but to jest dobry idea to zorganizować something, bikołz to may być cool...

   Chalieeeera! Nie panimaju po niemiecki!
.
IQ955 (2355 punktów)
>   Chalieeeera! Nie panimaju po niemiecki!

Ничего! Weil ça c'est newpolski lengłydż.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Małgorzata (3242 punktów)
>>   Chalieeeera! Nie panimaju po niemiecki!
>Ничего! Weil ça c'est newpolski lengłydż.

   הרב דיבר בצורה עמומה, את הרוב לא הבנתי.

   דרישת שלום

   יונה


kol jom hu hizdamnut chadasza
IQ955 (2355 punktów)
>   הרב דיבר בצורה עמומה, את הרוב לא הבנתי.
>   דרישת שלום
>   יונה

が作られる割合は格段に落ち
高い関連性を持ったページ群が保持され
ることとなる。


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Małgorzata (3242 punktów)
>が作られる割合は格段に落ち
>高い関連性を持ったページ群が保持され
>ることとなる。

   אין זמן, ספר לי הכול בקיצור.

   דרישת שלום

   מלגוז'טה

   P.S. Wygrałeś. 1: 0 dla Ciebie. Napisałam po hebrajsku: "Nie mam czasu. Opowiedz mi to wszystko w skrócie. Pozdrawiam. Małgorzata"
09-07-2008 02:51 
 Ocena 4 na 4
IQ955 (2355 punktów)
>Napisałam po hebrajsku: "Nie mam czasu. Opowiedz mi to wszystko w skrócie. Pozdrawiam. Małgorzata"

A ja... nie wiem, co napisałem (po prostu skubnąłem coś ładnego graficznie z Wikipedii). I to jest właśnie to, co ktoś (nie pamiętam kto i przy jakiej okazji) tu na tym forum znakomicie ujął, a mianowicie:

"Żyjemy w postmodernistycznym społeczeństwie, w którym ci, którzy nie rozumieją, co piszą - zaspokajają umysłowe potrzeby tych, którzy nie rozumieją, co czytają."

Bardzo mi się to spodobało.

Być może zbyt ostro zareagowałem na te dwa angielskie słowa w tytule, ale jestem na to jakoś dziwnie alergiczny. Myślę sobie, że ten żałosny językowy snobizm jest jakimś przejawem mentalności niewolnika. Dlaczego Anglicy nie snobują sie na polski? Ciekawe, prawda? Dlaczego Polacy, którzy wyemigrowali do Anglii starają się mówić jak najlepiej po angielsku, a swój język traktują jak śmieć? Przykre to, ale myślę sobie, że dopóki nie nauczymy się szanować samych siebie - nie zyskamy sobie szacunku innych.

Popatrzmy zresztą wstecz - jakże żałosne jest barokowe gadulstwo faszerowane łaciną, zwłaszcza w zestawieniu z piękną staropolszczyzną (powiedzmy Kochanowskiego). Te wszystkie "bajdełeje", "heloły" i "LOLe" nie są niczym innym od tych żałosnych makaronizmów. Ile jeszcze czasu upłynie nim Polacy zaczną się dobrze czuć we własnej skórze? Czy to w ogóle nastąpi?

A poza tym chciałbym kiedyś usłyszeć tę literacką angielszczyznę tych popisujących się nią tutaj! Chciałbym usłyszeć, co o ich języku sądzi rodowity Anglik! Warto się uczyć obcego języka - to oczywiste. Ale po to, aby nim rozmawiać, gdzie to konieczne, a nie po to, aby zaśmiecać własny. Ale tłumacz głupkowi! Nauczy się paru słów i chce świat zadziwiać. Nic zresztą nowego. Zajrzyj tutaj - do artykułu "Z piętra mówić". Już Łukasz Górnicki w "Dworzaninie polskim"...

Aaaa, tam! Gadać nie warto.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>... Dlaczego Anglicy nie snobują się na polski?

   Bo oni, całkiem i dokładnie jak my, snobują się na angielski... A czy można snobować się na dwa języki na raz?
.
09-07-2008 04:10 
 Ocena 1 na 1
Kurczewski (2471 punktów)
Można. To całkiem miła forma rozpusty.
09-07-2008 13:12 
 Ocena 2 na 2
Miaowi (146 punktów)
>Naprawdę chcesz usłyszeć moją angielszczyznę?
Nie wiem czemu zakładasz, że się snobuję.
>Tak się akurat składa, że jestem tłumaczem literatury, więc polski i angielski znam raczej na dość wysokim poziomie. Na drugi raz unikaj pochopnych wniosków bo tak to nikt nie wie, o co ci właściwie chodzi. Przyczepiłeś się do tytułu i od razu dopowiadasz sobie teorię. Jeżeli ktoś ma kompleks, to uzna to za snobowanie.
Ja tam akurat nie mam - ani kompleksu ani szczególnej dumy z powodu posiadania obywatelstwa polskiego.
09-07-2008 13:23 
 Ocena 1 na 1
IQ955 (2355 punktów)
>Nie wiem czemu zakładasz, że się snobuję.
Na podstawie tytułu i sporego doświadczenia życiowego.

>Tak się akurat składa, że jestem tłumaczem literatury, więc polski i angielski znam raczej na dość wysokim poziomie.
To wspaniale! Od kogoś takiego - tym bardziej mam prawo oczekiwać nienagannej polszczyzny i dobrej angielszczyzny, a nie "śledzi z czekoladą".

>Ja tam akurat nie mam - ani kompleksu ani szczególnej dumy z powodu posiadania obywatelstwa polskiego.
Dokładnie, jak i ja. Z angielskiego też zdarzało mi się to i owo tłumaczyć, stąd kompleksów też raczej nie mam. Wydaje mi się natomiast, że zajęcie tłumacza wymaga szczególnie wyczulonej wrażliwości językowej (stylistycznej). Czyż nie?

Być może w Twoim konkretnym wypadku moja reakcja była przesadna (o czym zresztą napisałem w odpowiedzi Małgorzacie), ale nie cofam jej, bo innym przyda się bez wątpienia. Ku przestrodze.

P.S. Zajrzyj do linku w odpowiedzi dla Małgorzaty.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
09-07-2008 13:47 
 Ocena 1 na 1
Miaowi (146 punktów)
To nie są śledzie z czekoladą. Nie zauważyłeś, że CAŁY tytuł jest po angielsku?
Istotą kodu rozwiniętego jest to, że w razie potrzeby jestem w stanie porozumieć się również innym kodem. Innymi słowy - jeśli znam polszczyznę literacką i jestem świadoma tego, co poprawne, to nie znaczy, że od czasu do czasu nie mogę na przykład pojechać slangiem. Ważne jest tylko wyczucie kiedy wolno, a kiedy nie.
Nie napisałabym tak w wykładzie przygotowywanym dla studentów. Tutaj kontekst jest mniej formalny, więc mogłam.

To tak jak z przeklinaniem - jeden przeklina bo nie umie inaczej, a drugi potrafi rozróżnić kiedy można a kiedy nie.
>
IQ955 (2355 punktów)
>Istotą kodu rozwiniętego [...] jeden przeklina bo nie umie inaczej, a drugi potrafi rozróżnić kiedy można a kiedy nie.

Święta prawda. Trafny przykład (ten z przeklinaniem). Tylko jakaż tu na tym forum jest potrzeba pisania w obcym jezyku?! Czy idąc do sklepu (w Polsce) prosisz o pencil, albo book ?

Jeszcze raz serdecznie polecam uważną lekturę tego fragmentu z Górnickiego. To bolesne, ale uzdrawiające.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
09-07-2008 14:16 
 Ocena 1 na 1
Miaowi (146 punktów)
Nie pisałam "kiedy TRZEBA" używać języka polskiego, tylko "kiedy MOŻNA" napisać po angielsku. Nie widzę w tym nic złego. Po prostu wydaje mi się, że angielski tak samo dobry jak polski. Założyłam, że przeciętny czytelnik nie będzie miał kłopotu ze zrozumieniem.
Można to również traktować jak selekcję odbiorców - przypuśćmy, że interesował mnie odzew tylko ze strony tych, którzy znają angielski.
Zasady naprawdę NIE SĄ czarno - białe.
09-07-2008 15:08 
 Ocena 2 na 2
IQ955 (2355 punktów)
>Nie pisałam "kiedy TRZEBA" używać języka polskiego, tylko "kiedy MOŻNA" napisać po angielsku. Nie widzę w tym nic złego. Po prostu wydaje mi się, że angielski tak samo dobry jak polski. Założyłam, że przeciętny czytelnik nie będzie miał kłopotu ze zrozumieniem.

Niezupełnie. Oczywiście każdy język jest równie dobry, ale tylko wówczas jeśli sensownie używany. Językiem tego forum jest polski, co łatwo wydedukować zarówno z adresu portalu, jak i przeczytać w regulaminie. Zapewne wiele osób zna angielski i pewnie zrozumie ten tytuł. Ale nie w tym rzecz!

Zwracasz się do swoich rodaków - Polaków, mówiących na codzień po polsku - zamieszkałych w Bielsku - Białej (piękna miejscowość, nawiasem mówiąc). Dlaczego po angielsku?!

Odpowiedz mi prosto na to proste pytanie!

>Można to również traktować jak selekcję odbiorców - przypuśćmy, że interesował mnie odzew tylko ze strony tych, którzy znają angielski.
Można więc było napisać: "warunkiem udziału jest znajomość angielskiego" (czy coś w tym rodzaju). Czy zresztą rzeczywiście o to Ci szło?

Uwierz mi, że nie jestem żadnym oszalałym purystą jezykowym. Gdyby tytuł brzmiał na przykład: "To be, or not to be - chcę podyskutować na temat tego zdania" - nie pisnąłbym słowa. Natomiast nieuzasadnione zastępowanie potocznych, istniejących w języku zwrotów obcojęzycznymi - jest jego zaśmiecaniem i kaleczeniem. Mieszkam od wielu lat w Niemczech i mówię przeważnie po niemiecku. Czy wtrącam niepotrzebne germanizmy?

Zresztą nie ja to wszystko wymyśliłem:

"Pawiem narodów byłaś i papugą,
A teraz jesteś służebnicą cudzą."


J. Słowacki.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Miaowi (146 punktów)

>Zwracasz się do swoich rodaków - Polaków, mówiących na codzień po polsku - zamieszkałych w Bielsku - Białej (piękna miejscowość, nawiasem mówiąc). Dlaczego po angielsku?!
>Odpowiedz mi prosto na to proste pytanie!
>>
Odpowiedź jest bardzo prosta - może po prostu wolę po angielsku? Albo pewne sformułowania bardziej mi pasują w języku angielskim. Nic w tym dziwnego. To się nazywa code-switching i jest bardzo popularne.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>... To się nazywa code-switching i jest bardzo popularne.

   W pewnych kręgach, rzecz równie prosta. Kręgi zaś mają to do siebie, że zazwyczaj przebiegają jedynie po powierzchni.
.
Miaowi (146 punktów)
>>... To się nazywa code-switching i jest bardzo popularne.
>   W pewnych kręgach, rzecz równie prosta. Kręgi zaś mają to do siebie, że zazwyczaj przebiegają jedynie po powierzchni.
Wyjaśniam jedynie zjawisko językowe. Istnieje i trudno temu zaprzeczyć. Nie używam wulgaryzmów, więc zjawisko ciężko uznać za naganne.
>.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

> Nie używam wulgaryzmów, więc zjawisko ciężko uznać za naganne.

   Znów: rozumiem, że naganne są w języku wyłącznie wulgaryzmy, inne cechy można tolerować?
.
09-07-2008 23:13 
 Ocena 3 na 3
IQ955 (2355 punktów)
>Odpowiedź jest bardzo prosta - może po prostu wolę po angielsku?
Prosta owszem, ale niczego nie wyjaśnia. Jeśli wolisz pisać po angielsku - wybierz angielską wersję racjonalisty (jest taka). Językiem tego forum - jest polski i dlatego go tutaj używamy. Tak stanowi nie tylko regulamin, ale przede wszystkim - zdrowy rozsądek. Jeśli decydujesz się odezwać publicznie (a Twoja wypowiedź nawet nie jest odpowiedzią innemu uczestnikowi, ale wręcz ogólnym apelem) - szacunek dla ewentualnych czytelników nakazywałby zadbać o nienaganną formę. Tym bardziej, że (z tego co piszesz) - powinno Cię być stać na nią! Więc i tym bardziej - szkoda. Wyobraź sobie, że ja zacznę pisać po niemiecku, czy francusku, ktoś inny po włosku, czy hiszpańsku, a jeszcze inny po łacinie, grecku, czy mongolsku - "bo wolimy po takiemu"! Ma to sens?

>To się nazywa code-switching i jest bardzo popularne.
Słabiutki agument. Bardzo popularne jest również, niestety, używanie wulgaryzmów w miejsce znaków przestankowych. Czy zamierzasz tu i tę modę lansować? Zagraniczne słówko niczego nie załatwia; magia słów działa tylko na osłabionych umysłowo - na tym forum na to nie licz. Small talk - choćby go i jeszcze piękniej nazwać - pozostaje głupawym bełkotem, serwilizm - lokajstwem, agencja towarzyska - zamtuzem. Oj, chyba musisz poszukać lepszych argumentów...

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
09-07-2008 23:20 
 Ocena 1 na 1
Miaowi (146 punktów)
>
>>To się nazywa code-switching i jest bardzo popularne.
>Słabiutki agument. Bardzo popularne jest również, niestety, używanie wulgaryzmów w miejsce znaków przestankowych. Czy zamierzasz tu i tę modę lansować? Zagraniczne słówko niczego nie załatwia; magia słów działa tylko na osłabionych umysłowo - na tym forum na to nie licz. Small talk - choćby go i jeszcze piękniej nazwać - pozostaje głupawym bełkotem, serwilizm - lokajstwem, agencja towarzyska - zamtuzem. Oj, chyba musisz poszukać lepszych argumentów...
>
Pozdrowienia,

>IQ955. [Marek Czeszek]
O wulgaryzmach pisałam wyżej. Zresztą wyjaśniałam już, że nie miałam na celu imponowanie nikomu. Zastąpienie jednej frazy drugą, w moim uznaniu, krótszą i trafniejszą, nie zaburza zrozumienia. tak czy tak, wydaje mi się, że wałkowanie jednej krótkiej frazy jest cokolwiek na wyrost.
Język służy do przekazywania informacji - w tym wypadku na pewno nie jest to sztuka dla sztuki.
09-07-2008 23:36 
 Ocena 1 na 1
IQ955 (2355 punktów)
>Zresztą wyjaśniałam już, że nie miałam na celu imponowania nikomu.
Wierzę. Bo i czym w końcu?

>Zastąpienie jednej frazy drugą, w moim uznaniu,
Chyba - "moim zdaniem".

>krótszą
Anybody here? - 11 liter, ktoś tu jest? - 10 liter (w sylabach - jeszcze wyraźniej widać). A jako tłumacz bez trudu wymyślisz pewnie coś jeszcze zwięźlejszego.

>i trafniejszą,
A dlaczegóż to?

>nie zaburza zrozumienia.
Zaburza. Nie wszyscy znają angielski. I nie muszą. Poza tym makaronizmy irytują - a irytacja też zaburza komunikację.

>tak czy tak, wydaje mi się, że wałkowanie jednej krótkiej frazy jest cokolwiek na wyrost.
Oczywiście, że na wyrost. Tyle, że tu nie chodzi o te dwa słowa! Te - można błyskawicznie poprawić. Tu chodzi o językowe niechlujstwo. U tłumacza - szczególnie gorszące.

>Język służy do przekazywania informacji.
Między innymi. A język poprawny - jest najsprawniejszym nośnikiem informacji.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Miaowi (146 punktów)
Tłumaczyłam już, że to nie niechlujstwo, bo gdybym chciała, napisałabym po polsku. Zrobiłam to celowo i więcej nie zamierzam się na ten temat wypowiadać, bo robi się z tego bicie piany.
BTW, "w moim uznaniu" i "moim zdaniem" znaczą prawie to samo. Będziemy się przepierać na synonimy? Po co?
IQ955 (2355 punktów)
>BTW,
Czy to też "celowo"?

P.S. Może i rzeczywiście nie mam racji. W końcu "Nowe Ateny" (jak by nie było - wielka klasyka) napisane są w podobnym stylu...


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Miaowi (146 punktów)
>>BTW,
>Czy to też "celowo"?
Oj tak, też celowo (BTW - 3 znaki, a propos - 7 ze spacjami)
IQ955 (2355 punktów)
>Oj tak, też celowo (BTW - 3 znaki, a propos - 7 ze spacjami)
N,TW,ŻRNPZTBD. BMBMPNTJ. DNS.

To rzeczywiście niesłychana oszczędność! Że też na to wczesniej nie wpadłem! Zamiast całego: "No, to widzę, że rzeczywiście najwyższa pora zakończyć tę bezprzedmiotową dyskusję. Bardzo mi było miło pogawędzić na tematy językowe. Do następnego spotkania." - jedynie: N,TW,ŻRNPZTBD. BMBMPNTJ. DNS. (spacji nie wliczam).

Człowiek się jednak przez całe życie uczy...


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
10-07-2008 01:36 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>Język służy do przekazywania informacji - w tym wypadku na pewno nie jest to sztuka dla sztuki.

   A ja swoje: czyżbyś potrafiła tłumaczyć teksty wyłącznie informatyczne? Nie dziw, że na tym forum przegrywasz.

   Tak na serio, przecież dobrze to wszystko rozumiesz. Skądże więc ten upór? Chcesz po babsku postawić na swoim?
.
Wojtek (3465 punktów)
>   Tak na serio, przecież dobrze to wszystko rozumiesz. Skądże więc ten upór? Chcesz po babsku postawić na swoim?

Zbysławie, nie jest to może znaczne wykroczenie, ale określenie "po babsku" jest lekkim chwytem ad personam. Może niezamierzonym, ale jednak. Przypisujesz bowiem posiadaniu określonej płci cechę od niej niezależną, boć panowie też bywają niezwykle i bezzasadnie uparci. Oceniasz zatem kogoś po cesze niezmiennej przypisując automatycznie, niejako na stałe, cechę uważaną za negatywną. Znając Twój talent w wyrażaniu myśli, wierzę że potrafisz operować słowem w sposób bardziej elegancki.

Pozdrawiam


ejze kesem lehakic kol boker lecidcha, Jona
10-07-2008 02:24 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>... Znając twój talent w wyrażaniu myśli wierzę, że potrafisz operować słowem w sposób bardziej elegancki.

   A diabli wiedzą, czy potrafię. W każdym razie podziwiam twój subtelny smak, godzien wysokiej klasy konesera.

   PS. W moim wieku rzeczywiście już czas, bym dał sobie spokój z babami.
.
10-07-2008 11:28 
 Ocena 1 na 1
Gosia (9452 punktów)

>już czas, bym dał sobie spokój z babami.
Nie wygląda na to, byś mógł liczyć na wzajemność.
czes (4083 punktów)
>   PS. W moim wieku rzeczywiście już czas, bym dał sobie spokój z babami.

Teraz już wiem dlaczego lądujemy na niskich pozycjach aktywności seksualnej wśród narodów świata.
Dwa czy trzy dni temu przeczytałem gdzieś tutaj na forum, że w Szwecji, 98% siedemdziesięciolatków nadal uprawia seks.
Zbysiu, daj se spokój z gadaniem, a nie z babami. Do roboty!
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>określenie "po babsku" jest lekkim chwytem ad personam
A jakąż w Tobie babską personę Śmigielski z lekka chwycił swym pisarskim chwytem?
.
10-07-2008 12:12 
 Ocena 2 na 2
Kelly (2051 punktów)
Niektórych językowych purystów to może irytować, ale wymieszanie stylów po prostu brzmi fajnie. Wtrącanie do "polskiej" wypowiedzi wyrażeń z angielskiego, hiszpańskiego i niemieckiego albo używanie przeintelektualizowanego języka i archaizmów obok infantylnego slangu bardzo ożywia tekst.
10-07-2008 12:29 
 Ocena 2 na 2
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Zgodzę się z całą przyjemnością, Kelly, ale muszę postawić warunek: na rzecz taką stać jedynie ludzi, którzy posługiwanie się językiem (niejednym!) opanowali naprawdę w najwyższym stopniu. Albo którzy każdy wtrącony wyraz po sto razy przymierzali do treści.

   Sam tego próbowałem w powieści "Kapitanowie", gdzie tekst naszpikowany żeglarskimi wyrażeniami miał być zrozumiałym dla każdego lądowego szczura. Prawie mi się udało.
.
10-07-2008 12:42 
 Ocena 2 na 2
IQ955 (2355 punktów)
>Niektórych językowych purystów to może irytować, ale wymieszanie stylów po prostu brzmi fajnie. Wtrącanie do "polskiej" wypowiedzi wyrażeń z angielskiego, hiszpańskiego i niemieckiego albo używanie przeintelektualizowanego języka i archaizmów obok infantylnego slangu bardzo ożywia tekst.

Masz sporo racji, ALE ...

Ja też bardzo lubię żarty stylistyczne i sam je nieraz stosowałem. Książki takie, jak "Pegaz dęba" (Tuwim), "Pegaz zdębiał" (Barańczak) czy "Cyberiada" (Lem) należą do moich ulubionych. Znajdziesz tam mnóstwo dowcipu językowego wszelkiego rodzaju. Trzeba jednak pamietać, że:

1. Zart żartowi nierówny. Dowcipne wstawienie obcego słowa może być błyskotliwym żartem, ale wstawianie byle gdzie tego, co akurat w obcym jezyku przyszło do głowy - jest męczącym bełkotem.

2. Żart, wystrzelający jak raca, zastosowany we właściwym momencie (kontekście) i nie nazbyt często - jest czymś, co bardzo lubię. Natomiast namolnych dowcipnisiów, którzy nie potrafią jednego zdania powiedzieć bez "dowcipu" - unikam jak ognia.

3. Żart zastosowany w niewłaściwym momencie jest znacznie gorszy niż jego brak. Dlatego - jeśli mam choć cień wątpliwości - wolę zamilknąć (a i to nie zawsze chroni przed gafą!).

4. W tym konkretnym wypadku wydaje mi się, że nie mieliśmy do czynienia z żartem, tylko z językowym niechlujstwem - stąd mój protest.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
11-07-2008 09:46 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)
>4. W tym konkretnym wypadku wydaje mi się, że nie mieliśmy do czynienia z żartem, tylko z językowym niechlujstwem - stąd mój protest.

IQ, tu chyba przesadziłeś. Wydaje mi się, użycie tego zwrotu w tytule wątku było celowe ze względów merytorycznych. Rzeczywiście, nie było to żartem, ale również nie niechlujstwem.

Druga część tytułu jest imitacją okrzyku, jaki wydaje się wchodząc do pustego domu albo wychodząc z piwnicy, zanim zgasi się światło, czymś w rodzaju 'ist da jemand?!'. W polszczyźnie odpowiednikiem jest na pewno zwrot 'Jest tam kto?', ale jakże by to razem brzmiało?! 'Bielsko Biała - jest tam kto?', 'Czy są racjonaliści w Bielsku Białej?'. Tytuł w obecnej formie, choć budzi wątpliwości, dobrze odpowiada intencji wezwania do zgłoszenia i brzmi lepiej niż to samo po polsku.

Oczywiście, nie mogąc dobrać nic lepszego bez użycia angielskiego zwrotu, autor wątku mógł zmienić koncepcję tytułu, ale wybrał rozwiązanie adekwatne do swojego zamiaru kosztem pogorszenia stylu.

Tym razem staję w obronie błędu, na rzecz aktywności, chociaż obrona autora przed Twoimi atakami nie jest przekonująca.
scorp
-
11-07-2008 12:44 
 Ocena 1 na 1
IQ955 (2355 punktów)
>IQ, tu chyba przesadziłeś.

Dobrze. Mogę się zgodzić, że trochę strzeliłem z armaty do muchy.

Miałem jednak dość konkretny cel. Na ten tytuł - możemy machnąć ręką. Jednakże jest on tylko wierzchołkiem góry lodowej - góry tego rodzaju śmiecia, które powoli zamienia nasz (ładny i bogaty skądinąd) język w jakiś plebejsko - prostacki pidgin. Zajrzyj do odpowiedzi dla Małgorzaty (i koniecznie do Górnickiego!). Wyjaśniam tam dlaczego zjawisko uległości kulturowej wydaje mi się groźne, jako wstęp do niewolnictwa w ogóle. Narody, które tracą swoją kulturę - giną nieuchronnie. Prędzej, czy później. Ja nie dożyję, ale młodsi - powinni pomyśleć. Naprawdę nie jest przypadkiem, że Niemcy ostatnio (a Francuzi już wcześniej) podjęli administracyjne kroki na rzecz czystości języka. To bogate i stare kultury - oni wiedzą, co robią, o co walczą i czego bronią!

Wracając jeszcze na chwilę do tego tytułu. Tak się (nie)szczęśliwie składa, że moja (nieżyjąca już) ciotka - Zofia Dudzińska - była tłumaczką z rosyjskiego (i redaktorką nie wychodzącego już "Swiata"). Sporo mogłem sobie z nią na tematy "lingwistyczne" pogawędzić. Dlatego też taki tytuł u (jak się okazało) zawodowego tłumacza - wydał mi się szczególnie rażący. Weź zresztą "Ocalone w tłumaczeniu" S. Barańczaka, zobacz "Pegaza dęba" J. Tuwima, a choćby i "Alchemię słowa" Parandowskiego. Wydaje Ci się możliwym, aby któryś z tych panów wystapił publicznie z takim tytułem? Mnie - nie.

Być może i gra nie warta była świeczki, ale co do jej słuszności - nie mam żadnych wątpliwości.

>Oczywiście, nie mogąc dobrać nic lepszego bez użycia angielskiego zwrotu, autor wątku mógł zmienić koncepcję tytułu[...]
Otóż to! Przypominam - tłumacz. Z racji zawodu szczególnie wyczulony na dobór słów.

P.S. I jeszcze jedno! Chętnie dowiedziałbym się, czy swoje angielskie teksty Pani Tłumacz okrasza równie hojnie polskimi wtrąceniami! Jak myślisz?


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)
Witam.

>Narody, które tracą swoją kulturę - giną nieuchronnie.
Nie da się zatrzymać lawiny i cofnąć czasu - czy się to komuś podoba, czy nie.
Nieunikniony jest proces integracji i powstanie narodu europejskiego, z europejską kulturą(o ile takowej nie ma).
Język polski również zniknie. To oczywiste.

Pozdrawiam - Zbyszek


Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...
IQ955 (2355 punktów)
>Nie da się zatrzymać lawiny i cofnąć czasu - czy się to komuś podoba, czy nie.
Ale można się ustawić we właściwym miejscu.

>Nieunikniony jest proces integracji i powstanie narodu europejskiego,
O ile ten biurokratyczny moloch nie zawali sie pod własnym ciężarem. Nie wszystkie narody traktują "Europę" jako awans.

>Język polski również zniknie.
To zależy od Polaków.

>To oczywiste.
Być może dla Ciebie.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
11-07-2008 18:16 
 Ocena 2 na 2
Scorp (5381 punktów)

Mosz recht, mógłbyś usłyszeć na Śląsku, rozumiem dobrze, czemu się tak unosisz. Zauważ jednak, że zżymasz się na proces obiektywny, adaptację mowy tubylców do języka dokonującego inwazji, która jest - jak pokazuje historia - nieunikniona. Fakt, że odbywa się poprzez indywidualną akceptację obcej kultury, nie zmienia istoty rzeczy. To jest proces powszechny, któremu nie da się postawić tamy. Można tylko powstrzymać go przez inny, wymagający więcej wysiłku i dzięki temu dający lepsze efekty, pracy nad językiem własnym. Co jest oczywiście dużo lepsze, bo podnosi na wyższy poziom.

Oczywiste też jest, że przenikanie się języków sprzyja przepływowi idei. Gdyby udało się konsekwentnie powstrzymać to przenikanie i utrzymywać języki 'w czystości', to jak rozmawialiby ludzie znający kilka języków, gdy na myśl przychodziłyby im określenia będące idiomami? Musieliby cytować? Tłumaczyć idiomy na swój język? Gdzie jest bariera, na której wpływy języków obcych powinny być powstrzymywane? Zaryzykuję, że na poziomie bylejakości.

>Wyjaśniam tam dlaczego zjawisko uległości kulturowej wydaje mi się groźne, jako wstęp do niewolnictwa w ogóle.

Snobizm? Może trochę. Uległość kulturowa, wstęp do niewolnictwa w ogóle? Chyba znowu przesadzasz.

>P.S. I jeszcze jedno! Chętnie dowiedziałbym się, czy swoje angielskie teksty Pani Tłumacz okrasza równie hojnie polskimi wtrąceniami! Jak myślisz?

Pytanie retoryczne, prawda?

Wyrazy szacunku
scorp-
11-07-2008 19:07 
 Ocena 1 na 1
IQ955 (2355 punktów)
>Mosz recht, mógłbyś usłyszeć na Śląsku, rozumiem dobrze, czemu się tak unosisz.
Ja się nie unoszę. Przeciwnie opadają mi już ręce i wszystko, co tylko opaść może.

>Zauważ jednak, że zżymasz się na proces obiektywny,
Nasza kultura - jest wyłącznie tym, czym ją sami uczynimy (a nie czymś obiektywnym - tak myślę). I będzie tym, czym zechcemy, aby była. Bo to my i tylko my tworzymy naszą kulurę. Warto więc zadbać, abyśmy mieli dobre zachcianki. Temu służy moje zrzędzenie.

>języka dokonującego inwazji
Właśnie. Osmoza kultur może być korzystna. Inwazji trzeba dać odpór.

>która jest - jak pokazuje historia - nieunikniona.
Jeśli zachowamy się jak bierne przygłupy - masz rację.

>Można tylko powstrzymać go przez inny, wymagający więcej wysiłku i dzięki temu dający lepsze efekty, pracy nad językiem własnym. Co jest oczywiście dużo lepsze, bo podnosi na wyższy poziom.
Pełna zgoda. Właśnie chyba to próbowałem robić, jak potrafię (może nie najlepiej).

>Oczywiste też jest, że przenikanie się języków sprzyja przepływowi idei. Gdyby udało się konsekwentnie powstrzymać to przenikanie i utrzymywać języki 'w czystości', to jak rozmawiali by ludzie znający kilka języków, gdy na myśl przychodziłyby im określenia będące idiomami? Musieliby cytować? Tłumaczyć idiomy na swój język? Gdzie jest bariera, na której wpływy języków obcych powinny być powstrzymywane? Zaryzykuję, że na poziomie bylejakości.
Zgoda (100%). Tu właśnie chyba wystąpiła bylejakość.

>Uległość kulturowa, wstęp do niewolnictwa w ogóle? Chyba znowu przesadzasz.
Może nie dość jasno napisałem. Oczywiście sama uległość kulturowa nie czyni niewolnikiem. Ale kultura jest niezwykle czułym wskaźnikiem stanu umysłów. Stąd też uległość kulturowa, w moim przekonaniu, jest ściśle powiązana z mentalnością niewolnika. A ta - sama zaprowadzi, gdzie trzeba. Może przykład:

W południowych Niemczech jest sporo Włochów. Większość z nich mówi (jak umie) po niemiecku. Kiedy trzeba - używają niemieckiego, ale ze sobą mówią wyłącznie po włosku. Kiedy zacząć z nimi rozmowę na temat włoskiego - natychmiast opowiadają, że to najpiękniejszy język na świecie i ogólnie - są z niego dumni. Dla kontrastu - byłem kiedyś u polskich lekarzy, a ci poprosili mnie, abym w poczekalni nie mówił po polsku, bo to się może niemieckim pacjentom nie podobać. Może jestem nienormalny, ale mnie takie rzeczy wściekają. Oczywiście, jeśli w rozmawiającej grupie są różni ludzie - należy przez grzeczność używać języka zrozumiałego dla wszystkich.

>Pytanie retoryczne, prawda?
Prawda. I właśnie ta żałosna asymetria jest mi solą w oku.

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Miaowi (146 punktów)
>>

>Otóż to! Przypominam - tłumacz. Z racji zawodu szczególnie wyczulony na dobór słów.
>P.S. I jeszcze jedno! Chętnie dowiedziałbym się, czy swoje angielskie teksty Pani Tłumacz okrasza równie hojnie polskimi wtrąceniami! Jak myślisz?
>
Tekstów tłumaczonych nie okraszam żadnymi wtrętami. To jest właśnie różnica między byciem w pracy a po pracy. Po pracy tłumacz jest względnie normalnym, średnio młodym człowiekiem, który posługuje się językiem używanym przez osoby z podobnego kręgu. Wszyscy (owszem, tłumacze lub nauczyciele języków obcych) mieszają języki - do pewnego stopnia oczywiście. Tłumacz rozróżnia rejestry - wie, kiedy absolutnie należy się trzymać stylu literackiego, a kiedy można sobie pozwolić na większy luz.
Poza tym tłumacząc muszę jak najdokładniej przekazać zamiary autora oryginału. Wyrażając swoje opinie i myśli mogę dobrać styl, który mi odpowiada.
Tyle w temacie. Nie mówiłabym tu o niechlujstwie czy niewiedzy, mogę się natomiast przyznać do lenistwa.
Możemy od razu napiętnować wszystkie osoby dwujęzyczne, że przecież mogłyby się zdecydować po jakiemu chcą się komunikować.
11-07-2008 22:52 
 Ocena 2 na 2
IQ955 (2355 punktów)
>Tekstów tłumaczonych nie okraszam żadnymi wtrętami.
Obawiam się, że się nie całkiem rozumiemy. Rozmyślnie nie napisałem "tłumaczone na angielski teksty", lecz "angielskie teksty" (takie, jak choćby nasza korespondencja, tylko na jakimś anglojęzycznym forum). To nie jest to samo! I jestem się gotów założyć, że polskie słowa tam nie wystepują (Ashbourne - jest tam kto? Hmmm... Wątpię...).

Jeśli się mylę - proszę mnie skorygować. Ale jeśli mam rację - to właśnie dotarliśmy do tego najbardziej bolącego miejsca, które zapoczątkowało moją (między innymi) reakcję. Bo właśnie ta asymetria mnie najbardziej boli i martwi.

>To jest właśnie różnica [...] dobrać styl, który mi odpowiada.
Tutaj - w pełni się zgadzam.

>Nie mówiłabym tu o niechlujstwie czy niewiedzy, mogę się natomiast przyznać do lenistwa.
O niewiedzę - nie posądzam. Natomiast prawem wystapienia publicznego jest to, że wszyscy czytają, co piszemy, a niektórzy (ci najgorsi!), (co gorsza!) uważnie i krytycznie. I czasem można obruszyć lawinę. Mnie się też zdarzało. Zdaję sobie sprawę, że nasza korespondencja mogła być trochę nieprzyjemna, ale jeśli wydestylują się z niej mądre wnioski - chyba było warto...

>Możemy od razu napiętnować wszystkie osoby dwujęzyczne, że przecież mogłyby się zdecydować po jakiemu chcą się komunikować.
Nie zamierzam nikogo piętnować. Stykam się dość często z osobami dwujęzycznymi. Klasycznym przykładem są dzieci z mieszanych małżeństw. Zdarza mi się u znajomych słyszeć zdania typu "Zgubiłam cwajte rękawiczkę", lub "Pójdę kaufić". U małych dzieci jest to, oczywiście zabawne i miłe, ale mądrzy rodzice cierpliwie korygują, co trzeba i te same dzieci, jako nastolatki - mówią już nienagannie po polsku i po niemiecku (oddzielnie!). Więc można! Trzeba tylko chcieć! Oczywiście zdarzają się i osoby zaniedbane, posługujace się jakimś dziwacznym volapükiem - ale chyba zgodzimy się, że to językowa patologia. Istnieje - trudno; musimy z nią żyć. Ale na miłość Boską (antyklerykały - cicho!) - nie podnośmy jej do rangi normy, czy poprawności!

I tylko o tyle proszę.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Miaowi (146 punktów)
>>Tekstów tłumaczonych nie okraszam żadnymi wtrętami.
>Obawiam się, że się nie całkiem rozumiemy. Rozmyślnie nie napisałem "tłumaczone na angielski teksty", lecz "angielskie teksty" (takie, jak choćby nasza korespondencja, tylko na jakimś anglojęzycznym forum). To nie jest to samo! I jestem się gotów założyć, że polskie słowa tam nie wystepują (Ashbourne - jest tam kto? Hmmm... Wątpię...).
>Jeśli się mylę - proszę mnie skorygować. Ale jeśli mam rację - to właśnie dotarliśmy do tego najbardziej bolącego miejsca, które zapoczątkowało moją (między innymi) reakcję. Bo właśnie ta asymetria mnie najbardziej boli i martwi.

Teksty angielskie tłumaczę równie dokładnie - mówiłam już, że zwracam na to uwagę kiedy jestem w pracy. Nie robię sobie jaj, tylko starannie tłumaczę, bo czytający chce zrozumieć tekst jak najdokładniej. Jak wyrażam swoje opinie w mniej formalnym stylu to tak właśnie mówię.
A literatury angielskiej na polski nie tłumaczą Polacy. Zasada jest taka, że wolno tłumaczyć tylko NA swój język ojczysty/pierwszy.

>Nie zamierzam nikogo piętnować. Stykam się dość często z osobami dwujęzycznymi. Klasycznym przykładem są dzieci z mieszanych małżeństw. Zdarza mi się u znajomych słyszeć zdania typu "Zgubiłam cwajte rękawiczkę", lub "Pójdę kaufić". U małych dzieci jest to, oczywiście zabawne i miłe, ale mądrzy rodzice cierpliwie korygują, co trzeba i te same dzieci, jako nastolatki - mówią już nienagannie po polsku i po niemiecku (oddzielnie!). Więc można! Trzeba tylko chcieć! Oczywiście zdarzają się i osoby zaniedbane, posługujace się jakimś dziwacznym volapükiem - ale chyba zgodzimy się, że to językowa patologia. Istnieje - trudno; musimy z nią żyć. Ale na miłość Boską (antyklerykały - cicho!) - nie podnośmy jej do rangi normy, czy poprawności!

Normy się zmieniają pod wpływem postępującej globalizacji.
Z drugiej strony trudno twierdzić, że wszystkie języki typu pidgin są niepoprawne - są stworzone, bo zaistniała taka a nie inna potrzeba. Czyli czemuś służą. To jeszcze co innego. Funkcjonując w społeczności wielojęzykowej trzeba się jakoś porozumieć, stąd takie właśnie zmiany.

>
11-07-2008 23:26 
 Ocena 1 na 1
IQ955 (2355 punktów)
>Teksty angielskie tłumaczę równie dokładnie - mówiłam już, że zwracam na to uwagę kiedy jestem w pracy. Nie robię sobie jaj, tylko starannie tłumaczę, bo czytający chce zrozumieć tekst jak najdokładniej. Jak wyrażam swoje opinie w mniej formalnym stylu to tak właśnie mówię.
Wydawało mi się, że jasno napisałem, o co mi chodzi, ale skoro nadal się nie rozumiemy - zapytam jak najprościej:

"Czy pisząc prywatny list (do znajomej Angielki, na przykład) wstawiasz do niego polskie słowa i zwroty?"
Tak/Nie.

>A literatury angielskiej na polski nie tłumaczą Polacy.
No, chyba właśnie Polacy!
Skoro:
>Zasada jest taka, że wolno tłumaczyć tylko NA swój język ojczysty/pierwszy.

>Z drugiej strony trudno twierdzić, że wszystkie języki typu pidgin są niepoprawne - są stworzone, bo zaistniała taka a nie inna potrzeba. Czyli czemuś służą.
To może i jest jakiś argument, ale w gruncie rzeczy niezbyt mocny. Zaistniały, bo było zapotrzebowanie i czemuś służą: broń nuklearna, wytrychy, narkotyki, pornografia, narzędzia hackerów, ciasne chińskie buciki damskie etc.

>Funkcjonując w społeczności wielojęzykowej trzeba się jakoś porozumieć
To rzeczywiście kłopot. Nawiasem mówiąc - raz już w Europie rozwiązany - łacina. Chyba rozsądnym wyjściem (przynajmniej w Europie) jest uczenie się języka lokalnego, w miarę potrzeb i uniwersalny angielski (francuski). Ale mam na myśli literacką polszczyznę, oksfordzką angielszczyznę etc. a nie jakiś niechlujny bełkot.

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Miaowi (146 punktów)
>>Teksty angielskie tłumaczę równie dokładnie - mówiłam już, że zwracam na to uwagę kiedy jestem w pracy. Nie robię sobie jaj, tylko starannie tłumaczę, bo czytający chce zrozumieć tekst jak najdokładniej. Jak wyrażam swoje opinie w mniej formalnym stylu to tak właśnie mówię.
>Wydawało mi się, że jasno napisałem, o co mi chodzi, ale skoro nadal się nie rozumiemy - zapytam jak najprościej:
> "Czy pisząc prywatny list (do znajomej Angielki, na przykład) wstawiasz do niego polskie słowa i zwroty?" Tak/Nie.
Nie. Przecież ona nie zna polskiego, to jaki by to miało sens?
Tłumaczyłam już, że takiego pidgina używam w kontekstach nieformalnych, w rozmowach ze znajomymi.
>>A literatury angielskiej na polski nie tłumaczą Polacy.
>No, chyba właśnie Polacy!
>Skoro:
>>Zasada jest taka, że wolno tłumaczyć tylko NA swój język ojczysty/pierwszy.

Oj no, dobra, pomyliło mi się. Na odwrót. Zapędziłam się.

>>Z drugiej strony trudno twierdzić, że wszystkie języki typu pidgin są niepoprawne - są stworzone, bo zaistniała taka a nie inna potrzeba. Czyli czemuś służą.
>To może i jest jakiś argument, ale w gruncie rzeczy niezbyt mocny. Zaistniały, bo było zapotrzebowanie i czemuś służą: broń nuklearna, wytrychy, narkotyki, pornografia, narzędzia hackerów, ciasne chińskie buciki damskie etc.

Potrzeba jak potrzeba. Nie nam to oceniać.

>>Funkcjonując w społeczności wielojęzykowej trzeba się jakoś porozumieć
>To rzeczywiście kłopot. Nawiasem mówiąc - raz już w Europie rozwiązany - łacina. Chyba rozsądnym wyjściem (przynajmniej w Europie) jest uczenie się języka lokalnego, w miarę potrzeb i uniwersalny angielski (francuski). Ale mam na myśli literacką polszczyznę, oksfordzką angielszczyznę etc. a nie jakiś niechlujny bełkot.

>Wie Pan, nas na studiach uczono oksfordzkiej angielszczyzny, po czym po pierwszym wyjeździe na Wyspy okazało się, że takim dialektem mówi tylko jakieś 5% społeczeństwa. Zależy po co się kto uczy języka. Ja akurat muszę znać i formę języka wysoką i niską. Wysoką - bo pracuję jako tłumacz i wtedy używam faktycznie oksfordzkiej angielszczyzny (no chyba że mam tekst techniczny, bo wtedy obśmiano by mnie za literacki język) lub literackiej polszczyzny. Jak mówię do studentów, posługuję się poprawną polszczyzną, ale nie przesadzam z literackością - bo chcę przede wszystkim do nich trafić. A jak rozmawiam z przyjaciółmi po godzinach to i przykląć mi się zdarzy.Podsumowując - nie należy się ograniczać do jednego dialektu lub jednego rejestru języka obcego, bo może się okazać, że w tym rejestrze nikt nie będzie chciał z nami rozmawiać.
12-07-2008 14:50 
 Ocena 2 na 2
placownik (17853 punktów)

>To rzeczywiście kłopot. Nawiasem mówiąc - raz już w Europie rozwiązany - łacina.

   Brak smaku i pewne lenistwo umysłowe, chwytające chętnie za gotową obczyznę, aby nie wysilać się na pracę własną, na podstawie takiej szkoły wyrodziły w wieku XVII-ym zwyczaj mieszania słów i zdań polskich z łacińskiemi, przenikający wszędzie od mowy politycznej i panegirycznej do listów prywatnych i poufnej pogadanki.

   Tyle Zygmunt Gloger w swej Encyklopedii Staropolskiej.

   Napór łaciny godnie przetrzymaliśmy, choć nieoceniony ksiądz Benedykt Chmielowski, i nie tylko on, był jej wielce przychylny. Nie poddawajmy się więc tak łatwo angielszczyźnie. Jeszcze nie wszystko stracone.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
13-07-2008 00:12 
 Ocena 1 na 1
IQ955 (2355 punktów)
>   Brak smaku i pewne lenistwo umysłowe, chwytające chętnie za gotową obczyznę, aby nie wysilać się na pracę własną, na podstawie takiej szkoły wyrodziły w wieku XVII-ym zwyczaj mieszania słów i zdań polskich z łacińskiemi, przenikający wszędzie od mowy politycznej i panegirycznej do listów prywatnych i poufnej pogadanki.   Tyle Zygmunt Gloger w swej Encyklopedii Staropolskiej.
Dzięki za wsparcie i otuchę. Chyba sięgnę po dłuto i wykuję sobie te słowa w ścianie.

>   Napór łaciny godnie przetrzymaliśmy, choć nieoceniony ksiądz Benedykt Chmielowski, i nie tylko on, był jej wielce przychylny.
Dzięki za link, ale nie skorzystam; "Nowe Ateny" mam na półce! Mam zresztą także i "Pegaza dęba", gdzie występuje ksiądz Dębołęcki, czasem nawet lepszy od Chmielowskiego (choć trudno uwierzyć). A nawiasem mówiąc - ten Chmielowski ma mimo wszystko jakiś specyficzny urok. Naprawdę nie jest pozbawiony swoistego wdzięku, a czasem wykazuje zdumiewająco zdrowy rozsądek, choć istotnie przemieszany przeważnie z nieprzytomnym bełkotem.

>Nie poddawajmy się więc tak łatwo angielszczyźnie. Jeszcze nie wszystko stracone.
Obyś miał rację. Dzięki Twojemu poparciu odwlekam jeszcze trochę decyzję o poddaniu się kuracji psychiatrycznej. Może to jednak świat wariuje, a nie ja...


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
11-07-2008 15:23 
 Ocena 2 na 2
placownik (17853 punktów)

>brzmi lepiej niż to samo po polsku

   Wcale lepiej nie brzmi. Co najwyżej zwraca uwagę. Jeszcze. To wyraźny wpływ języka gazetowego, a zwłaszcza tytułów, które mają właśnie przyciągać uwagę. Napisałem jeszcze zwraca uwagę, bo przeróżne "sorki" i "okeye" przestają już ją zwracać. Prześliznęły się do języka niemal na naszych oczach i zaczynają powszednieć. Fakt, że trudno ten proces opanować nie powinien usprawiedliwiać tego, że osoba, dla której język jest narzędziem pracy, tak ochoczo się mu poddaje.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>   wpływ języka gazetowego...
Gadżetowego.
.
09-07-2008 16:02 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>To nie są śledzie z czekoladą. Nie zauważyłeś, że CAŁY tytuł jest po angielsku?

   Nieprawda, nie cały. Gdy przyjmiesz, że "Bielsko-Biała", zgodnie z zasadami, została zapisana w transkrypcji polskiej, to zgodnie z tymiż zasadami, stanowi ona cząstkę polszczyzny, nie zaś angielszczyzny.

   Swoją drogą, w twojej literackiej polszczyźnie zauważyłem liczne braki interpunkcyjne.
.
Miaowi (146 punktów)
>>To nie są śledzie z czekoladą. Nie zauważyłeś, że CAŁY tytuł jest po angielsku?
>   Nieprawda, nie cały. Gdy przyjmiesz, że "Bielsko-Biała", zgodnie z zasadami, została zapisana w transkrypcji polskiej, to zgodnie z tymiż zasadami, stanowi ona cząstkę polszczyzny, nie zaś angielszczyzny.   Swoją drogą, w twojej literackiej polszczyźnie zauważyłem liczne braki interpunkcyjne.

Może właśnie dlatego, że nie cały czas mobilizuję się do 100% poprawności. Przykładam się, kiedy jest to istotne.
>.
>
09-07-2008 23:00 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>Może właśnie dlatego, że nie cały czas mobilizuję się do 100% poprawności. Przykładam się, kiedy jest to istotne.

   Rozumiem. Kropka w kropkę powiedziała tak moja znajoma, sprawczyni wypadku na drodze.
.
Miaowi (146 punktów)
>>Może właśnie dlatego, że nie cały czas mobilizuję się do 100% poprawności. Przykładam się, kiedy jest to istotne.
>   Rozumiem. Kropka w kropkę powiedziała tak moja znajoma, sprawczyni wypadku na drodze.
>.
W warstwie językowej nie ma takiego zagrożenia.
Mobilizujemy się kiedy trzeba. Oszczędność czasu i energii.
>
09-07-2008 23:16 
 Ocena 3 na 3
IQ955 (2355 punktów)
>Oszczędność czasu i energii.
Najwydajniejsze energetycznie jest pisanie w języku ojczystym. Polecam serdecznie.

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Miaowi (146 punktów)
>>Oszczędność czasu i energii.
>Najwydajniejsze energetycznie jest pisanie w języku ojczystym. Polecam serdecznie.
>
Pozdrowienia,

>IQ955. [Marek Czeszek]
Niekoniecznie. Mam dwa języki ojczyste. Ale nie warto już dłużej tego roztrząsać. Rozumiem punkt widzenia Panów, nie spieram się, ale też zbędne jest udowadnianie wyższości jednego sposobu komunikowania nad drugim, tym bardziej, że jak zaznaczałam, nie jest to zjawisko naganne jak np wulgaryzmy.
10-07-2008 01:41 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Rozumiem: rzecz nie polega na tym, kto ma słuszność, lecz na tym, kto ma ją ostatni.

   Cytat: "Rozumieć kobietę? Można, ale po co?"
.
10-07-2008 02:33 
 Ocena 2 na 2
Małgorzata (3242 punktów)
>   Cytat: "Rozumieć kobietę? Można, ale po co?"

   Zbysławie, wielce zatroskanam, że tak nisko oceniasz kobiety. Jedna z nich wszak jest Twoją szefową... Zmuszona jestem upomnieć Cię, abyś więcej już tak nie pisał. Rozumiesz dlaczego?

   Pozdrawiam

kol jom hu hizdamnut chadasza
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>Rozumiesz, dlaczego?

   Nie. I bodaj wzajemnie. Przestając wierzyć w Boga, przestałem też wierzyć w szefów.
.
10-07-2008 12:20 
 Ocena 2 na 2
Małgorzata (3242 punktów)
>   Nie. I bodaj wzajemnie. Przestając wierzyć w Boga, przestałem też wierzyć w szefów.

   Upartyś jak baba, Zbysławie . Proponuję zakończyć już tę uprzejmą wymianę zdań, pozwalając sobie przy okazji na refleksję nieco ogólniejszej natury. Na tym forum (i w realnym życiu) przekonałam się już wielokrotnie, że kurczowe trzymanie się swojego stanowiska, choćby było niespójne i nie zawsze zgodne ze zdrowym rozsądkiem, nie jest li tylko cechą kobiet. Dotyczy również mężczyzn. Płeć nie ma tu nic do rzeczy.

   Pozdrawiam

kol jom hu hizdamnut chadasza
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>...pozwalając sobie (...)

   Ja też pozwolę sobie - zacytować niejakiego pana JKM:

   "Wśród mężczyzn jest więcej geniuszów - i więcej debilów; więcej morderców - i więcej świętych. We are more of (My jesteśmy bardziej!). Kobiety są bardziej średnie."
.
Małgorzata (3242 punktów)
>Kobiety są bardziej średnie.

   Przy jakim odchyleniu standardowym? Liczyliście Panowie wariancję?

   Pozdrawiam

kol jom hu hizdamnut chadasza
10-07-2008 13:18 
 Ocena 2 na 2
IQ955 (2355 punktów)
>   Przy jakim odchyleniu standardowym? Liczyliście Panowie wariancję?
Liczyć kobiety?! Nigdy bym sobie na coś takiego nie pozwolił...

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
IQ955 (2355 punktów)
>że kurczowe trzymanie się swojego stanowiska, choćby było niespójne i nie zawsze zgodne ze zdrowym rozsądkiem, nie jest li tylko cechą kobiet. Dotyczy również mężczyzn.

...czemu zawdzięczamy nie zawsze spójną i bynajmniej nie zdroworozsądkową fizykę współczesną...

P.S.1. Jednym ze sposobów na babski upór jest męska solidarność.
P.S.2. A ja z babskim uporem: Co tam z bożkami?


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Małgorzata (3242 punktów)
>...czemu zawdzięczamy nie zawsze spójną i bynajmniej nie zdroworozsądkową fizykę współczesną...

   A który z Panów jest fizykiem?

>P.S.1. Jednym ze sposobów na babski upór jest męska solidarność.

   Trudno nie zauważyć.

>P.S.2. A ja z babskim uporem: Co tam z bożkami?

   Nad bożkami w wolnych chwilach pracować będę. Tak w ogóle, brakuje mi już matematycznych wątków na tym forum. Może coś założysz? Będę się upierać

   Pozdrawiam

kol jom hu hizdamnut chadasza
10-07-2008 13:25 
 Ocena 1 na 1
IQ955 (2355 punktów)
>   A który z Panów jest fizykiem?
O ile wiem - żaden. Stąd moja w tym temacie bezczelność. "Niewiedza - to siła!" (S. Mrożek).

>Może coś założysz?
Mam gotowe nowe zadanko, ale (jak już powiedziałem) warunkiem opublikowania jest Twoje rozliczenie się z bożkami.

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
placownik (17853 punktów)

>Mam gotowe nowe zadanko, ale (jak już powiedziałem) warunkiem opublikowania jest Twoje rozliczenie się z bożkami.

   Może uda mi się zastąpić Małgorzatę?

   To dla niezorientowanych

   W ogólnym przypadku zagadka nie ma rozwiązania.

   Rozpatrzmy sytuację przed zadaniem trzeciego pytania. Jeśli nie mamy pewności, że trzecie pytanie zadajemy bożkowi który nie jest bożkiem dyplomacji, odpowiedź nie niesie żadnej nowej informacji. Jeśli więc po zadaniu dwóch pytań nie wiemy kto jest kto, nie mając pewności, że nie zadajemy ostatniego pytania bożkowi dyplomacji, nie będziemy tego wiedzieli również po zadaniu tego pytania.

   W szczególnych przypadkach, może się tak zdarzyć, że bożek dyplomacji będzie jednym z dwóch, którym zadajemy pytanie w pierwszej kolejności. Pytanie może brzmieć na przykład tak: czy zawsze kłamiesz? Jeśli uzyskamy jednakowe odpowiedzi, mamy pewność, że jednym z dwóch pytanych bożków był bożek dyplomacji, a tym samym pewność, że ostatni, jeszcze nie pytany, bożkiem dyplomacji nie jest. Zadajemy mu więc pytanie: czy jesteś bożkiem dyplomacji? Odpowiedź jednoznacznie identyfikuje ostatniego bożka, co, po analizie już uzyskanych odpowiedzi, pozwala zidentyfikować pozostałych.

   Tak więc zagadkę możemy rozwiązać tylko wtedy, kiedy bożek dyplomacji, przez czysty przypadek, będzie pytany jako pierwszy lub drugi.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
IQ955 (2355 punktów)
>   Tak więc zagadkę możemy rozwiązać tylko wtedy, kiedy bożek dyplomacji, przez czysty przypadek, będzie pytany jako pierwszy lub drugi.

Trochę inną drogą, ale doszedłem do tego samego (rysowałem sobie takie wykresiki). Czyli - zagadkę można rozwiązać TYLKO przy łucie szczęścia.

OK. W takim razie nowe zadanko zamieszczę jeszcze dziś (jeśli dam radę), albo we środę.

P.S. Tak to jest z tymi babami - do miłych słówek pierwsze, ale zadania trzeba rozwiązywać samemu... Ot, życie...

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Małgorzata (3242 punktów)
>P.S. Tak to jest z tymi babami - do miłych słówek pierwsze, ale zadania trzeba rozwiązywać samemu... Ot, życie...

   A wy, chłopy, wciąż byście się tylko babami wyręczali...

   Pozdrawiam


kol jom hu hizdamnut chadasza
IQ955 (2355 punktów)
>   A wy, chłopy, wciąż byście się tylko babami wyręczali...
No, z historii zadania o bożkach, to wynikałoby raczej coś wręcz przeciwnego...
W każdym razie - zadanie o okręgach - czeka. Zapraszam.

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Cytat: "Emancypacja to żart, z którego mężczyźni do dzisiaj się śmieją."
.
10-07-2008 01:51 
 Ocena 2 na 2
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>W warstwie językowej nie ma takiego zagrożenia.

   Nie ma takiego zagrożenia nawet wówczas, gdy piszesz po polskiemu i przy tym się jąkasz.

   Edit. By nie było wątpliwości, dopisuję: zagrożenie wypadkiem samochodowym "w warstwie językowej" - to dopiero dziwoląg!
.
kaktus5 (306 punktów)
>To nie są śledzie z czekoladą. Nie zauważyłeś, że CAŁY tytuł jest po angielsku?
>Istotą kodu rozwiniętego jest to, że w razie potrzeby jestem w stanie porozumieć się również innym kodem.
Niestety muszę panią zmartwić- takie możliwości daje jedynie język w odróżnieniu od kodu {który zawsze jest zamknięty} posiada ceche otwartości. Drobna uwaga o istotnej wadze.
>To tak jak z przeklinaniem - jeden przeklina bo nie umie inaczej, a drugi potrafi rozróżnić kiedy można a kiedy nie.
A jesli potrafi rozróżnić ale nie umie inaczej?
Pozdrawiam
Miaowi (146 punktów)
>>To nie są śledzie z czekoladą. Nie zauważyłeś, że CAŁY tytuł jest po angielsku?
>>Istotą kodu rozwiniętego jest to, że w razie potrzeby jestem w stanie porozumieć się również innym kodem.
>Niestety muszę panią zmartwić- takie możliwości daje jedynie język w odróżnieniu od kodu {który zawsze jest zamknięty} posiada ceche otwartości. Drobna uwaga o istotnej wadze
Język też jest kodem - mniej lub bardziej otwartym. Bo jednak są pewne granice.
>>To tak jak z przeklinaniem - jeden przeklina bo nie umie inaczej, a drugi potrafi rozróżnić kiedy można a kiedy nie.
>A jesli potrafi rozróżnić ale nie umie inaczej?
To znaczyłoby, że nie chce inaczej. Albo ma jakieś powody, żeby nie mówić inaczej (powody różnej natury - chęć wyróżnienia się, podkreślenia swojego charakteru, zniechęcenie rozmówców). Jeżeli ktoś potrafi rozróżnić, to zwykle wie, jak pominąć przekleństwa.
>Pozdrawiam
>
19-07-2008 11:58 
 Ocena 1 na 1
kaktus5 (306 punktów)
>Język też jest kodem - mniej lub bardziej otwartym. Bo jednak są pewne granic
Niestety nie moge się z panią zgodzić. Kod zawsze jest schematem zamkniętym i ograniczonym. Tylko i wyłacznie język posiada ceche otwartości{w tym sensie jest nieskończony}.
19-07-2008 12:59 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Dodam, że jeśli ktoś tych różnic nie pojmuje, co gorsza zaś - nie docenia - nigdy nie będzie posługiwał się językiem w sposób nie tylko twórczy, lecz także - właściwy.

   Upór naszej adherentki stanowi najlepszy tego przykład.
.
IQ955 (2355 punktów)
>"Jeżeli ktoś potrafi rozróżnić, to zwykle wie, jak pominąć przekleństwa."

Panie Zbysławie,

Nie potrafimy, nie dorastamy - trzeba sobie to jasno powiedzieć. Ja się wycofałem, a i Panu po znajomości doradzam.

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
IQ955 (2355 punktów)
>>"Jeżeli ktoś potrafi rozróżnić, to zwykle wie, jak pominąć przekleństwa.

Panie Zbysławie,


Nie potrafimy, nie rozróżniamy, nie dorastamy - trzeba sobie to jasno powiedzieć. Ja się wycofałem, a i Panu po znajomości doradzam.
>
Pozdrowienia,

>IQ955. [Marek Czeszek]


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Miaowi (146 punktów)
>   Dodam, że jeśli ktoś tych różnic nie pojmuje, co gorsza zaś - nie docenia - nigdy nie będzie posługiwał się językiem w sposób nie tylko twórczy, lecz także - właściwy.
>   Upór naszej adherentki stanowi najlepszy tego przykład.
>.
>Cóż, cytowałam tylko to, co wyczytałam.
Jeżeli odpowiadanie na posty jest dla Pana li tylko uporem, to nie dziwię się, że ma mnie Pan tylko za upierdliwą babę. Zresztą dyskusja przestała być rzeczowa już jakiś czas temu.
19-07-2008 22:17 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>Jeżeli odpowiadanie na posty jest dla Pana li tylko uporem, to nie dziwię się, że ma mnie Pan tylko za upierdliwą babę.

   Odpowiadanie na posty trudno nazywać uporem, upór to cecha ludzkiego charakteru. Określiłem tak trwanie przy błędnych poglądach, pomimo rzeczowych argumentów. Nie, nie mam pani za "upierdliwą babę" (pomijając, że takich epitetów w ogóle nie używam), mam panią za osobę, która zajmuje się czymś ważnym dla kultury, mając do tego niezbyt właściwe podejście.

   Jestem czytelnikiem, w dodatku pisarzem, nadto polonistą - niedostatki językowe są dla mnie szczególnie wyraziste. Tym bardziej, że stykam się aż zbyt często z przykładami fatalnych tłumaczeń. Zarzucany pani upór wiele mi wyjaśnia.

> Zresztą dyskusja przestała być rzeczowa już jakiś czas temu.

   Nie przestała być rzeczową. Została przez panią przerwana.
.
Miaowi (146 punktów)
>>Jeżeli odpowiadanie na posty jest dla Pana li tylko uporem, to nie dziwię się, że ma mnie Pan tylko za upierdliwą babę.
>   Odpowiadanie na posty trudno nazywać uporem, upór to cecha ludzkiego charakteru. Określiłem tak trwanie przy błędnych poglądach, pomimo rzeczowych argumentów. Nie, nie mam pani za "upierdliwą babę" (pomijając, że takich epitetów w ogóle nie używam), mam panią za osobę, która zajmuje się czymś ważnym dla kultury, mając do tego niezbyt właściwe podejście.
>   Jestem czytelnikiem, w dodatku pisarzem, nadto polonistą - niedostatki językowe są dla mnie szczególnie wyraziste. Tym bardziej, że stykam się aż zbyt często z przykładami fatalnych tłumaczeń. Zarzucany pani upór wiele mi wyjaśnia.

Nie czytał pan tłumaczonych przez mnie tekstów, zatem nie ma Pan podstaw do uznania mnie za "fatalnego tłumacza". Zaręczam, że przyjmuję konstruktywną krytykę uważnie i ze spokojem. KOnstruktywną. Moje podejście do języka codziennego nijak się ma do tego, jak używam języka literackiego. To jest właśnie różnica w kodach - rozumiejąc różnicę możemy stosować różne kody. Dlatego właśnie nie używam literackiej polszczyzny przez 100% czasu. Nie widzę w tym uporu - po prostu bronię prawa do używania różnych kodów, w tym również prawa do code-switching. Rozumiem, że rażą Pana nieścisłości językowe, ale jako system otwarty język podlega przeróżnym zmianom - nie wszystkie da się ocenić jako pozytywne lub negatywne. Są po prostu nieuniknione.

>> Zresztą dyskusja przestała być rzeczowa już jakiś czas temu.
>   Nie przestała być rzeczową. Została przez panią przerwana.

>.
Miaowi (146 punktów)
>>Język też jest kodem - mniej lub bardziej otwartym. Bo jednak są pewne granic
>Niestety nie moge się z panią zgodzić. Kod zawsze jest schematem zamkniętym i ograniczonym. Tylko i wyłacznie język posiada ceche otwartości{w tym sensie jest nieskończony}.
>
Możliwości tworzenia nowych struktur w języku są wbrew pozorom również ograniczone, chociażby tym, co będzie dla innych zrozumiałe. Jeśli chodzi o definicję kodu w odniesieniu do języka odsyłam do teorii kodów Basila Bernsteina (książka "Code, class and control" na przykład). Wewnątrz języka zaś rozróżniamy kod ograniczony i kod rozwinięty - nie będę się tutaj rozpisywać na ten temat.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>Możliwości tworzenia nowych struktur w języku są wbrew pozorom również ograniczone, chociażby tym, co będzie dla innych zrozumiałe. Jeśli chodzi o definicję kodu w odniesieniu do języka odsyłam do teorii kodów Basila Bernsteina (książka "Code, class and control" na przykład). Wewnątrz języka zaś rozróżniamy kod ograniczony i kod rozwinięty - nie będę się tutaj rozpisywać na ten temat.

   Miałem w ręku książkę Basila Bernsteina (nie pamiętam, czy właśnie tę) - przejrzałem i odłożyłem jako mało mnie interesującą. O ile zdołałem ocenić, to raczej podręcznik dla kryptologów, nie językoznawców. Zresztą, może się mylę.

   Skądinąd znam teoryjkę kodów ograniczonych (języki martwe) i rozwiniętych (języki żywe). Teoryjka ta jest równie ograniczona w swej słuszności. Zresztą patrzę na to jako filolog, nie kryptolog. Dlatego sądzę, że słuszność teoryjki dotyczy jedynie tych języków, których już nikt nie używa - ich kompletna statyka pozwala uważać je za zespół kodu zamkniętego lub ograniczonego. Języki żywe lub tylko używane (greka, łacina, hebrajski etc) wciąż, nadal podlegają zmianom, czasem bardzo intensywnym. Nie nam orzekać o ich ograniczeniu w czymkolwiek - po prostu nie możemy tego wiedzieć, nie mamy danych nawet do przypuszczeń.

   Co do nowych struktur w języku żywym - to może zabrzmi jak obelga - samemu trzeba być ograniczonym, aby przypuścić ograniczenie tych struktur. W czym ograniczenie? W rozumieniu? Ileż nowych "struktur" powstało w polszczyźnie tylko w okresie minionych, dajmy na to, stu lat? Czyż te "struktury" są niezrozumiałe?

   Napiszę obrazowo. Alfabet liczy przeciętnie 30 znaków. Arytmetycznie, jeśli można 30 znaków ustawić tylko w 100 pozycjach, otrzymamy liczbę 30 do setnej potęgi. To liczba, która przekracza ludzką wyobraźnię. To więcej, niżeli szacunkowa ilość atomów w Kosmosie! Przyroda, mając do dyspozycji tylko cztery zasady członów nukleotydowych, potrafiła zakodować w nich wszystkie formy życia, jakie na Ziemi występowały i występować będą.

   Twierdzić, że ilość możliwych kombinacji, z których język będzie w przyszłości tworzył słowa, jest ograniczona - stanowi absurd do (bądźmy litościwi) osiemdziesiątej potęgi. Jeśli skojarzymy to z oceną procentowej sprawności naszego mózgu obecnie - ograniczoność wyobraźni stanie się oczywista.

   To tyle chwilowo, miła tłumaczko z Bielska. Posługuje się pani narzędziem, którego sprawność i możliwości w jakimś sensie panią przerastają.

   PS. Chciałbym być milszym, naprawdę - ale muszę mieć szansę na to.
.
Miaowi (146 punktów)

>   Miałem w ręku książkę Basila Bernsteina (nie pamiętam, czy właśnie tę) - przejrzałem i odłożyłem jako mało mnie interesującą. O ile zdołałem ocenić, to raczej podręcznik dla kryptologów, nie językoznawców. Zresztą, może się mylę.
Owszem, myli się Pan. Bernstein pisze również dla filologów. Chyba jednak nie tę książkę Pan czytał.
>   Skądinąd znam teoryjkę kodów ograniczonych (języki martwe) i rozwiniętych (języki żywe).
Nie o takie kody chodzi - Bernstein wyodrębnia kod ograniczony i rozwinięty w obrębie każdego języka, szczególnie jeśli chodzi o języki żywe.
>   Co do nowych struktur w języku żywym - to może zabrzmi jak obelga - samemu trzeba być ograniczonym, aby przypuścić ograniczenie tych struktur. W czym ograniczenie? W rozumieniu? Ileż nowych "struktur" powstało w polszczyźnie tylko w okresie minionych, dajmy na to, stu lat? Czyż te "struktury" są niezrozumiałe?
>
Chodziło mi o to, że istnieją granice tworzenia nowych struktur. Oczywiście, można tworzyć nowe w nieskończoność, ale w pewnym momencie trafimy na granicę, kiedy zdrowy rozsądek nakaże powiedzieć STOP. Twierdzić, że system języka nie ma ograniczeń to tak, jakby twierdzić, że umysł ludzki ich nie ma. A niestety ma.

>   Twierdzić, że ilość możliwych kombinacji, z których język będzie w przyszłości tworzył słowa, jest ograniczona - stanowi absurd do (bądźmy litościwi) osiemdziesiątej potęgi. Jeśli skojarzymy to z oceną procentowej sprawności naszego mózgu obecnie - ograniczoność wyobraźni stanie się oczywista.
>   To tyle chwilowo, miła tłumaczko z Bielska. Posługuje się pani narzędziem, którego sprawność i możliwości w jakimś sensie panią przerastają.
>   PS. Chciałbym być milszym, naprawdę - ale muszę mieć szansę na to.

Nie oczekuję cudów. Pisałam już o ograniczeniach wynikających z bycia tylko człowiekiem.

>.
20-07-2008 16:19 
 Ocena 2 na 2
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>Owszem, myli się Pan. Bernstein pisze również dla filologów.

   Jak zaznaczyłem, przejrzałem ją tylko i nie pamiętam, czy właśnie tę książkę. Dość, że pisana była raczej ezoterycznym językiem, co dla mnie oznacza, że jest niewiele warta. Przykład: "percepcja bodźców wizualnych w celu oceny i zrozumienia przez właściwe ośrodki mózgowo-rdzeniowe wartości przedstawionych koncepcji...etc. etc." - co można określić krótko i jasno: "poczytać o czyjejś teoryjce".

> Bernstein wyodrębnia kod ograniczony i rozwinięty w obrębie każdego języka, szczególnie jeśli chodzi o języki żywe.

   "Pies milicyjny składa się z obroży, smyczy, oraz psa właściwego". Można i tak. Pies rośnie, język się rozwija. To, co było wczoraj aktualne w języku, jutro takim nie musi być. Ale generalnie, rzecz jasna, pies będzie zawsze lubił mięso.
   "Kody" w obrębie żywego języka to jak łapanie cienia siatką na motyle - był czas, gdy pasjonowałem się takimi usiłowaniami, póki nie zrozumiałem, że pies (nie ten milicyjny) pogrzebany jest tam, gdzie nikt nie szuka ścierwa: w zmiennej zarówno osobniczo, jak czasowo mentalności i świadomości pojęciowej użytkowników - to zaś jest jeszcze trudniejsze do złapania.

>... w pewnym momencie trafimy na granicę, kiedy zdrowy rozsądek nakaże powiedzieć STOP. Twierdzić, że system języka nie ma ograniczeń to tak, jakby twierdzić, że umysł ludzki ich nie ma. A niestety ma.

   Stety, nie ma. Przerabialiśmy nie tak dawno nawet takie twierdzenia, że cała nauka dobiega swego kresu, bo ponoć wszystko już wiemy lub niebawem będziemy wiedzieli...

> Pisałam już o ograniczeniach wynikających z bycia tylko człowiekiem.

   Zgoda i nie-zgoda. Fakt, że nie potrafimy wyobrazić sobie (czyli: przedstawić pojęciowo) czwartego wymiaru, stanowi wprawdzie ilustrację naszego ograniczenia, ale jedynie na chwilę bieżącą, na dziś. Uporczywie zapominamy o przebytej drodze od - powiedzmy - neandertalskich czasów, i odmawiamy patrzenia w przyszłość z uzasadnioną doświadczeniami nadzieją i ufnością. Jak temu psu milicyjnemu, pozostała nam - generalnie - skłonność do mięsa.
.
20-07-2008 17:43 
 Ocena 2 na 2
placownik (17853 punktów)

   Panie Psorze! Wszystko kumam, tylko co to jest ta struktura w języku? Bo Bolec to mówi, że to pewnie teoryjka, taka co to Pan Psor ostatnio nam o nich nawijał i nie kazał pisać w zeszycie. Ale co tam Bolec wie. Przecie to świr. Baba z opieki ma mu nawet załatwić kwity na dyskleksje, czy jakoś tak. To co to jest?

   Pozdrawiam (siemanko w kodzie ograniczonym)

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Oj, placuś, na pewno do mnie ta gadka?

>   Panie Psorze! Wszystko kumam, tylko co to jest ta struktura w języku?

   Według fachowców pokroju Bernsteina, struktura, wyjaśniając najprościej, to zasada konstrukcji w odniesieniu do zdań i wyrazów. "Kod zamknięty" należy rozumieć w ten sposób, że owe zasady konstrukcji nie ulegają żadnym zmianom, a nawet, że nie powstają żadne nowe wyrazy - zdania zaś tworzone są wg raz na zawsze ustalonych reguł. Po prostu: kod utworzony i zamknięty. Basta.

   O tym Bolcu, to jakoś nie kapuję. Więc może to nie do mnie.

>   Pozdrawiam (siemanko w kodzie ograniczonym)

   Siemanko to raczej w kodzie otwartym...
.

placownik (17853 punktów)

>   Siemanko to raczej w kodzie otwartym...

   Widzę, że łyknąłeś haczyk? Sam się nad tym przez chwilę zastanawiałem, ale uprę się, że to raczej element kodu ograniczonego. Chyba niesłusznie przyjmujesz, że słowotwórstwo w ramach takich kodów nie jest możliwe. Same kody, w tym słownictwo wykorzystywane w ich ramach, skądś się przecież muszą brać. Tworzą je środowiska, które się nimi posługują. Na ogół wyłącznie nimi i wydaje się, że właśnie tu jest pies pogrzebany. Sama "teoryjka" nie jest chyba aż tak głupia czy bezużyteczna, jak to zdajesz się sugerować.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
20-07-2008 23:25 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Klasyfikacja "kodów" nie opiera się na odniesieniu do jego użytkowników. Nie byłoby to możliwe. Tak, sugeruję bezużyteczność i głupotę "teoryjki kodów", zresztą dawno skompromitowanej. Z twoich słów także wynika bezsens podziału języka na owe "kody", w dodatku "zamknięte" lub "otwarte".

   Żywy język jest właśnie jak żywy organizm, którego elementy współpracują z sobą zbyt ściśle, by nawet teoretyczna amputacja mogła mu nie zaszkodzić. Żywy język należy traktować jako będący "w ruchu" organizm, stąd zawsze należy pamiętać o współzależnościach jego elementów.

   Każdy natomiast "kod" to pojęcie umowne, więc martwe. "Kod" nie jest kodem bez reguł sztywnych, gdyż tylko one pozwalają na jego odczytanie i akceptację. Dopuszczalność słowotwórstwa w ramach "kodu" językowego przeczy definicji kodu. Kompromitacja "teorii kodów" przede wszystkim na tym polegała, że nim zdołano ją sformułować - traciła aktualność. Nazwałem to łapaniem cienia siatką na motyle.

   Nieporozumieniem jest określanie różnych gwar, slangów etc mianem "kodów" w ramach żywego języka, nieporadne próby klasyfikacji na podstawie użytkowej, terytorialnej, jakiejkolwiek innej zresztą. Okazywały się te próby na tyle dziurawe, że często wyliczenie odstępstw od nich bywało bardziej obszerne, niżeli wykazy będące podstawą tych prób.

   Swoją drogą, postarzałem się bardzo od czasów, gdy filologia zajmowała się tymi problemami. Niejaki profesor Zawadowski, autor ewangelii, to nawet umrzeć zdołał.
.
22-07-2008 13:07 
 Ocena 1 na 1
kaktus5 (306 punktów)
>>>Język też jest kodem - mniej lub bardziej otwartym. Bo jednak są pewne granic
>>Niestety nie moge się z panią zgodzić. Kod zawsze jest schematem zamkniętym i ograniczonym. Tylko i wyłacznie język posiada ceche otwartości{w tym sensie jest nieskończony}.
>>
>Możliwości tworzenia nowych struktur w języku są wbrew pozorom również ograniczone, chociażby tym, co będzie dla innych zrozumiałe. Jeśli chodzi o definicję kodu w odniesieniu do języka odsyłam do teorii kodów Basila Bernsteina (książka "Code, class and control" na przykład). Wewnątrz języka zaś rozróżniamy kod ograniczony i kod rozwinięty - nie będę się tutaj rozpisywać na ten temat.
Ja odsyłam panią do owoców pracy "koła wiedeńskiego" z Wittgensteinem na czele poprzez Carnapa, Ayera, Poppera, nie mówiąc już o Russelu, ze nie wspomnę o Tarskim czy guru wszystkich wspólczesnych analityków języka- Quainie to dowie się panienka, że nikomu z nich nie udało się wykazać skończonego charakteru języka w przeciwieństwie do kodu....upps, tak bardzo chłopcy sie starali... niestety wszelkie wnioski prowadziły do jednego- jezyk jest nieskończony i otwarty, a kod to tylko pewien zamknięty schemat.Niektórzy z nich jak Wittgenstein w geście rozpaczy skończyli na pisaniu wierszy.
Polecam dowolną pozycję każdego z tych panów jak również opracowania zbiorowe, być może zrozumie pani, ze tkzw filozofia analityczna języka dążąca do "zamknięcia języka" już dawno umarła po tylu latach przeciwstawnych wniosków. Zachęcam do innego rozumienia języka jako sposobu bycia,zaproponowanego przez nurt hermeneutyczny. Na początek polecam Plessnera. pozdrawiam.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>... odsyłam panią do...

   Beznadziejne, kaktusie piąty. Popieram cię w każdym szczególe, ale muszę się przyznać, że też nie zdołałem przedrzeć się przez gąszcz "szkoły wiedeńskiej". A miałem taki obowiązek!

   No bo, zawsze wolałem samemu pomyśleć, niżeli kopiować myśli cudze. Może dlatego mam wstręt do powoływania się na nie. Wiem, że czyni to moje wywody bezwartościowymi, czyli nie opartymi o autorytety. Niemniej, umiejętność ich wyliczania bardzo mi imponuje. Dzięki serdeczne za fachowe wsparcie!
.
23-07-2008 12:34 
 Ocena 1 na 1
kaktus5 (306 punktów)
>>... odsyłam panią do...
>   Beznadziejne, kaktusie piąty. Popieram cię w każdym szczególe, ale muszę się przyznać, że też nie zdołałem przedrzeć się przez gąszcz "szkoły wiedeńskiej". A miałem taki obowiązek!
>   No bo, zawsze wolałem samemu pomyśleć, niżeli kopiować myśli cudze. Może dlatego mam wstręt do powoływania się na nie. Wiem, że czyni to moje wywody bezwartościowymi, czyli nie opartymi o autorytety. Niemniej, umiejętność ich wyliczania bardzo mi imponuje. Dzięki serdeczne za fachowe wsparcie!
Drogi panie Zbysławie niech pan sie nie przejmuje "kołem wiedeńskim"- tego sie nie da czytać! Przekonałem się na własnej skórze{ może poza nielicznymi wyjątkami ale to w osobie Wittgensteina} szkoda więc czasu na analizowanie czegoś co już dawno legło w gruzach. Wymieniłem kilku głównie logików{ale nie tylko}, ponieważ chciałem jednoznacznie rozwiać niezrozumiałe stanowisko mojej wcześniejszej rozmówczyni, która zdaje się nie rozrózniać kodu od języka. Zeby było śmieszniej podałem tylko tych którzy pracowali cięzko i często całe zycie nad wykazaniem skończonego charakteru języka i na zakończenie dzieła swiego zycia ponieśli w tej mierze klęskę. Uczyniłem tak ponieważ rozmówczyni odsyłała mnie do pozycji ksiązkowej- niestety również w niej konkluzja jest podobna. Generalnie choidzi o to , że jak dotychczas nikomu nie udało się wykazać zgodnie z zasadami logiki skończoności jezyka natomiast wszyscy, którzy zabierali sie do tej roboty osiągali efekt przeciwny. Co do autorytetów ma pan racje. Osobiście wyżej stawiam własne myślenie jak pan to napisał bo po prostu wyżej stawiam myślenie niżli powoływanie się na autorytety . Skoro jednak rozmówczyni potrzebowała autorytetów wymyśliłem że jej takich dostarcze. Po coż mam przeprowadzać dowodzenie niemożności zamknięcia języka skoro o wiele lepiej zrobili to ode mnie panowie których wymieniłem wyżej. Mowiąc bardziej poważnie też wole sam pomyśleć i dlatego dużo ciekawsze i trafniejsze wydaje mi się np.hermeneutyczne rozumienie języka w wydaniu chociażby Gadamera- więcej ma to wspólnego z myśleniem niż ciągi zmiennych i funktorów, które w koncowym rozrachunku same siebie negują. Język nie jest sprawą tylko logiki i nie da się w logice samej zamknąć. Nikt kto poważnie traktuje to zagadnienie nie ucieknie przed tym faktem. Język jako taki nie tylko wymyka się nauce, wszelkiej metodologii czy wszelkiej logice, ale dotyka we współczesnej myśli
płaszczyzny etycznej czy nawet ezystencjalnej, które wypchnięte zostały z kręgu naukowych ale w nieunikniony sposób wkradają sie z powrotem pod strzeche nauki ku wielkiemu rozczarowaniu i zdziwieniu ograniczonych ludzi nauki. Przypomina to nieco sytuacje koła wiedeńskiego , które kiedyś walcząc o usuniećie metafizycznej spekulacji z języka nauki ostatecznie musiało przyznać, że jest ona w języku nauki nieunikniona. Tak i dzisiaj współcześnie płaszczyzna etyczna czy egzystencjalna nieuchronnie i koniecznie wkrada się sie z powrotem np. do rozumienia języka. Nawet największy współczesny autorytet w dziedzinie analitycznego podejścia do jezyka prof. Quaine odwołuje się wyrażnie i otwarcie do aspektów, o których wspomniałem wyzej wskazując zę zarówno etyka jak i egzystencjalny czysto spekulatywny wątek są nieodzowne aby uprawomicnić faktyczność jezyka. Załuję tylko, że tak mało mówi i pisze się o tym na "racjonaliście" i ze ośmiele sie napisać panuje tutaj niejednokkrotne pewnien zabobon naukowy{chociaż są wyjątki}, który często wydaje mi się jeszcze bardziej naiwny niż religijny, tak bardzo tutaj krytykowany. Jeżli tak staszną rzeczą jest ciemnota w kościele o ileż strasznieją będzie ciemnota wśród tkzw. racjonalistów. Pozdrawiam.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>... o ileż straszniejszą będzie ciemnota wśród tkzw. racjonalistów. Pozdrawiam.

   Poprawię: "...o ileż straszniejszą jest ciemnota wśród racjonalistów".

   Pozdrawiam i dziękuję za słowa otuchy. Z powodów ww bardzo się przydały.
.
IQ955 (2355 punktów)
>tego sie nie da czytać! Przekonałem się na własnej skórze

Jeśli wolno się wtrącić... Ja też.

Ale można spróbować naszkicować odmienne podejście - liczbowe. Żartobliwie proponował to Lem w swoich opowiastkach o supermądrym komputerze GOLEMie. Otóż komputery tego rodzaju porozumiewają się między sobą tzw. "metalangami". Są to języki zasadniczo przekładalne na język ludzki, ale tak zaawansowane, że wypowiedzenie jednej frazy metalangu n-tego poziomu w języku ludzkim zajęłoby (powiedzmy) 100 lat. Język byłby więc z jednej strony nieograniczony - możemy przecież produkować nieskończenie długie ciągi znaków (słów). Z drugiej zaś strony ograniczeniem byłaby po prostu nasza "wydolność biologiczna". Zresztą do pewnego stopnia - już tak jest. Używamy pojęć typu "całka oznaczona", bądź "dekadentyzm rosyjski", a trzeba przecież dosyć długiego czasu (miesięcy, lat), aby studiujący te słowa właściwie pojmował.

>Załuję tylko, że tak mało mówi i pisze się o tym na "racjonaliście" i ze ośmiele się napisać panuje tutaj niejednokrotne pewnien zabobon naukowy (chociaż są wyjątki), który często wydaje mi się jeszcze bardziej naiwny niż religijny, tak bardzo tutaj krytykowany.
Jedni mają książeczki do nabożeństwa - inni książeczki Dawkinsa. Co kto lubi - mamy przecież podobno demokrację i wolność słowa.

>Jeżli tak staszną rzeczą jest ciemnota w kościele o ileż straszniejszą będzie ciemnota wśród tkzw. racjonalistów.
Dowcipna nazwa portalu może być nieco myląca. Jest to przecież portal propagandowy - głównie antyklerykalny. A o racjonalnej propagandzie - dość trudno mówić.

Ale nie martwiłbym się. Jeśli się antyklerykałom uda dojść do władzy - zrezygnują z racjonalizmu. Racjonalizm zawsze ocaleje - bo on jest zawsze "poza". To sprawa wyłącznie i najściślej prywatna. Można używać tej nazwy, tak, jak można się podpierać Bogiem, Historią i Wszystkim Innym (przez duże W oraz I). Tyle, że takie pojęcia na sztandarach - zdychają. One żyją tylko w autentycznie tak myślącym człowieku. Moim zdaniem - racjonalistą - można być tylko prywatnie. PSR - to dla mnie coś takiego, jak na przykład Spółdzielnia Miłości Małżeńskiej (SMM).

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Wojtek (3465 punktów)
O jakim rabinie mowa?

Pozdrawiam,
בתבן


ejze kesem lehakic kol boker lecidcha, Jona
Małgorzata (3242 punktów)
>O jakim rabinie mowa?

   O tym spod Berdyczowa

   שלום

   יונה


kol jom hu hizdamnut chadasza
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)
Witam.

>Czy są jacyś racjonaliści w Bielsku-Białej?
>Może byśmy coś zorganizowali, jakieś filmy, dyskusje czy coś?
>Chętnie się zabawię w organizację.
Moja rada - napisz do redakcji, z pewnością udzielą Ci informacji.
Wczoraj natknąłem się na kogoś z B-B. Jak go odnajdę - dam znać.
Gratuluję zimnej krwi i klasy.
Mój komentarz do poczynań Zbysława Śmigielskiego i IQ955:
1. Strzał kulą w płot.
2. Dzielenie włosa na czworo.
3. Wypowiedzi o temacie, nie na temat.

Pozdrawiam wszystkich

Zbyszek

Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...
czes (4083 punktów)
Przeczytałem z uwagą wszyskie wpisy w tym wątku.

Wtrącam swoje dwa grosze oberwatora/czytelnika, który zna język polski, aczkolwiek na poziomie nie dorównującym ani twojemu, ani Zbysława, ani IQ 955.
Znam też angielski, na poziomie średnim, a więc znowu na poziomie niższym niż niż twój czy innych uczestników dyskusji.
Nie znam też teorii wpływu jednego języka na drugi, czy przenikania się języków.

Dlaczego więc zabieram głos?
Od 20 lat mieszkam w Toronto. Moja rodzina jest angiesko - języczna. Ale mam grupkę przyjaciół Polaków, spotykamy się czasami i rozmawiamy po polsku. Czasami trudno jest znaleźć polski odpowiednik angielskiego słowa, chociażby takiego jak appointment czy driveway. A mimo wszystko, staramy się używać czystego polskiego języka, wtrącanie słów angielskich uważane jest za coś wysoce niewłaściwego.
A twoje "Bielsko Biała - anybady here?" zostałoby skrytykowane i wyśmiane przez znakomitą większość tutejszych Polaków. I zostałoby zaliczone do do grupy zdań typu "luknij se przez łindoł jak sie nasze bojsy fajtują na kornerze strita".

"Bajdełej", moja córka i zięć są anglistami (mieszkają w Krakowie). Czasami rozmawiamy przez telefon, raz do roku spędzamy razem kilka dni. I nigdy nie pada ani jedno angielskie słowo!

Jako Polak zachęcam do dbałości o czystość języka polskiego.

Pozdrawiam.


20-07-2008 23:36 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>"Luknij se przez łindoł jak sie nasze bojsy fajtują na kornerze strita".

   Przepiękne! Czy jest chronione prawem autorskim?

   PS. Czesiu, gratuluję zdrowia w poglądach. Szkoda, żeś tak daleko.
.
21-07-2008 01:03 
 Ocena 3 na 3
czes (4083 punktów)
>>"Luknij se przez łindoł jak sie nasze bojsy fajtują na kornerze strita".
>   Przepiękne! Czy jest chronione prawem autorskim?

Mnie też się podoba ale to nie ja jestem autorem.
To zdanie - powiedzonko usłyszałem ponad 20 lat temu, kiedy to oczekiwałem na zezwolenie osiedlenia się w Kanadzie i pracowałem na czarno w Chicago.
Poznałem tam kilku inteligentnych Polaków dobrze mówiących po angielsku i pielęgnujących piękną i czystą mowę ojczystą. To właśnie oni podśmiechiwali się z tzw. wakacjuszy, którzy próbowali szpanować znajomością języka angielskiego i opowiadali różne anegdotki związane z "ubarwianiem" języka polskiego.
A kilka "chicagowskich" polskich form językowych do dzisiaj dźwięczy mi w uszach. Ot chociażby "Zatejpuj okna na zimę" (chodzi o uszczelnienie okien taśmą lepiącą) czy " Janek poszedł na piwo ze swoją bojfrendką" lub "Przyjechała po ciebie ta czerwana kara" (czerwony samochód) albo jeszcze "Ten cziken kosztuje pięć dolary" czy "Ja nie myślę tak".
No, ale te potworki językowe tworzyli ludzie nie znający angielskiego, a tylko próbujący błysnąć wśród podobnych sobie.
Ludzie na wyższym poziomie, wystrzegają się mieszania języków. Jak mówisz po polsku, to mówisz po polsku! A nawet jeżeli nie jesteś mistrzem w tej matrii, to przynajmniej staraj się robić to najlepiej jak potrafisz. Taka jest moja i moich przyjaciół zasada.

Zbysiu, broń języka polskiego!
Pozdrawiam Cię. Pozdrawiam wszystkich fajnych ludzi na tym forum.
21-07-2008 01:08 
 Ocena 2 na 2
IQ955 (2355 punktów)
>No, ale te potworki językowe tworzyli ludzie nie znający angielskiego, a tylko próbujący błysnąć wśród podobnych sobie. Ludzie na wyższym poziomie, wystrzegają się mieszania języków. Jak mówisz po polsku, to mówisz po polsku! A nawet jeżeli nie jesteś mistrzem w tej matrii, to przynajmniej staraj się robić to najlepiej jak potrafisz. Taka jest moja i moich przyjaciół zasada.

Podpisuję się wszystkimi kończynami.

Dzięki Tobie (a także Zbysławowi Śmigielskiemu i placownikowi) odkładam na razie wizytę u psychiatry. Istnieje bowiem możliwość, że to jednak nie ja zwariowałem.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
czes (4083 punktów)
> ... odkładam na razie wizytę u psychiatry. Istnieje bowiem możliwość, że to jednak nie ja zwariowałem.
Nie Marku,na pewno nie zwariowałeś!
Zachwycasz mnie jasnością umysłu i logiką wywodów, pięknem języka.
Zazdroszczę.

Serdecznie pozdrawiam. Czesiek
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Ludzie na wyższym poziomie, wystrzegają się mieszania języków.
Ależ wymieszanie języków w naturalne esperanto byłoby korzystne! Komu by szkodziła możliwość porozumienia się z każdym - czyżby ludziom na wyższym poziomie?

>Pozdrawiam wszystkich fajnych ludzi na tym forum.
Wzajemnie
.
czes (4083 punktów)
Witaj Osnowa,

>Ależ wymieszanie języków w naturalne esperanto byłoby korzystne! Komu by szkodziła możliwość porozumienia się z każdym - czyżby ludziom na wyższym poziomie?
Chciałbym widzieć twoją minę po kilkumiesięcznym obcowaniu z "naturalnym esperanto" w wykonaniu naszych "wakacjuszy" w USA.

>>Pozdrawiam wszystkich fajnych ludzi na tym forum.
>Wzajemnie
No to jeszcze raz, serdecznie Cię pozdrawiam.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Chciałbym widzieć twoją minę po kilkumiesięcznym obcowaniu z "naturalnym esperanto" w wykonaniu naszych "wakacjuszy" w USA.
A to very wspaniale - niech i polszczyzna swe piętno odciska!
.
21-07-2008 00:36 
 Ocena 2 na 2
IQ955 (2355 punktów)
>[...]Jako Polak zachęcam do dbałości o czystość języka polskiego.

Drogi Czes,

Wdzięczny Ci jestem za to, co napisałeś, bo czasem to mi już ręce opadają. Co mnie najbardziej martwi, to fakt, że zaczynam tu powoli uchodzić z jakiegoś polonistycznego cerbera. Tymczasem wcale nie jestem polonistą; moja edukacja skończyła się w tym zakresie na maturze (prawda, że z oceną bardzo dobrą i u dobrej polonistki). Nigdy nie miałem żadnych ambicji literackich, ani nawet żadnych ciągotek w tym kierunku. Tak jak ja piszę i mówię - pisała i mówiła większość koleżanek i kolegów z mojej klasy. I było to po prostu normalne, całkiem zwykłe! Przypuszczam, że znaczna część ludzi na tym forum też ma matury. Co się z nimi stało?! Skąd ten spadek poziomu szkolnictwa? I to nie tylko w Polsce. Czyżby te różne teorie spiskowe o hodowli bezmyślnego roboczego bydła sterowanego telewizją miały jakieś podstawy?

Podobnie, jak Ty - od prawie 20 lat mieszkam za granicą (w Niemczech) i obserwuję podobne zjawiska do tych, które opisujesz. Według moich spostrzeżeń - byle jaki język - to byle jaki poziom umysłowy. Znam tu rodziny emigranckie - tzw. "na poziomie" (wybacz skrót myślowy), gdzie takie problemy po prostu nie występują. Zarówno rodzice i dzieci mówią poprawnie w obydwu językach (dzieci przeważnie lepiej). Więc można - tylko trzeba chcieć i mieć głowę na karku.

Prawda, że czasem trudno o doskonały odpowiednik w innym języku. Nie wyszystkie słowa dają się zręcznie przełożyć. Istnieją konstrukcje specyficzne dla danego jezyka. Wszystko to prawda. Ale przecież nie dotyczy to tego nieszczęsnego "anybody here"!

Jakiś czas się trzymałem, ale kiedy trafiłem na zdanie: "Jeżeli ktoś potrafi rozróżnić, to zwykle wie, jak pominąć przekleństwa." - wycofałem się. Bo tam, gdzie umiejętność wyłuskiwania sensu (jeśli jest!) ze steku przekleństw ma być oznaką mojej bystrości - wolę być debilem! A tak mówiące towarzystwo - pozostawiam za drzwiami. Są jeszcze, na szczeście, ludzie, z którymi nie ma takich problemów.

Nie jestem żadnym oszalałym purystą jezykowym. Bywało, że w złości zakląłem (i to nawet czasem szpetnie). Ale nie widzę ani jednego rozsądnego powodu, aby w normalnych okolicznościach rezygnować z normalnego języka. I myślę sobie, że to właściwie nie moja sprawa. Każdy sam sobie wystawia cenzurkę swoimi wypowiedziami. Przygnębiające jest natomiast zarówno to, że większość ludzi nie dostrzega tego zeszmacenia kultury (w tym jezykowej), jak i (co gorsza!) to, że byle co - pretenduje do rangi standardu. Zdaje się, że na świecie (a wyszło to chyba ze Stanów) wykonano jakiś koszmarny eksperyment polegający na tym, że inteligentem zostaje ten, kto ma na to ochotę, a nie ten, kto ma stosowny potencjał umysłowy.

Może się mylę, ale za nic w świecie nie mogę uwierzyć, aby kilkaset lat rozwoju polskiej literatury było przygotowaniem dla współczesnego językowego śmiecia.

Jeszcze raz dzięki za wsparcie.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

> Tak jak ja piszę i mówię - pisała i mówiła większość koleżanek i kolegów z mojej klasy.
A lata lecą, a język się zmienia...
.
21-07-2008 01:03 
 Ocena 1 na 1
IQ955 (2355 punktów)
>A lata lecą, a język się zmienia...
To prawda, ale i dziś wśród młodzieży (także i na tym forum) znam wiele osób, których polszczyźnie nie mogę niczego zarzucić. Owszem, jest nieco inna, ale jakoś nie kaleczy uszu. Więc - można.

P.S. Czy ja znowu piszę, aż tak "archaicznie"?


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
21-07-2008 09:23 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>P.S. Czy ja znowu piszę, aż tak "archaicznie"?
"Aż tak" to nie. Jeszcze nie.
.
21-07-2008 02:07 
 Ocena 1 na 1
czes (4083 punktów)
Witaj Marek,

> ... obserwuję podobne zjawiska do tych, które opisujesz. Według moich spostrzeżeń - byle jaki język - to byle jaki poziom umysłowy. Znam tu rodziny emigranckie - tzw. "na poziomie" (wybacz skrót myślowy), gdzie takie problemy po prostu nie występują. Zarówno rodzice i dzieci mówią poprawnie w obydwu językach (dzieci przeważnie lepiej).

Moja odpowiedź dla Zbysława minęła się w locie z twoim postem adresowanym do mnie.
Zauważyłem pewne podobieństwa naszych wypowiedzi (odnośnie "poziomu" osób).

Sam operując polskim językiem na poziomie przeciętnym, lubię czytać posty ludzi, którzy władają tym językiem znacznie lepiej niż ja, a przy tym prezentują wiedzę i logikę o których ja mogę tylko marzyć.
I wydaje mi się, że mamy grupę forumowiczów, z których możemy być dumni, a przynajmniej ja mam kilkunastu takich swoich ulubionych.
Nawiasem mówiąc, będąc od niedawna na forum, przeczytałem kilka twych wypowiedzi. Muszę się przyznać, że czasami niezbyt rozumiałem o czy mówisz, szczególnie gdy rozmawiałeś z Małgorzatą, a mimo wszystko czytałem i podobało mi się. Podobała mi się forma, sposób prezentacji myśli, budowa zdań. Może to trochę irracjonalne ale tak już mam.

Mnie też czasami poniesie, nerwy z kulturą nie chadzają w parze. Raz nawet musiał wyhamować mnie placownik, innym razem studził mnie Zbysław. Ale genralnie, staram się nie zaśmiecać języka polskiego.

W powyższym sporze, byłeś niezwykle przekonywujący. Gratuluję!

Serdecznie Cię pozdrawiam. Czesiek
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Może się mylę, ale za nic w świecie nie mogę uwierzyć, aby kilkaset lat rozwoju polskiej literatury było przygotowaniem dla współczesnego językowego śmiecia.
>Jeszcze raz dzięki za wsparcie.

Do czego doprowadziło to, pewnie szczere, zaproszenie nieszczęsnej Miaowi, na " jakieś filmy, dyskusje czy coś"?
Niezbadane są ścieżki ludzkiego rozumowania.
21-07-2008 13:51 
 Ocena 2 na 2
IQ955 (2355 punktów)
>Do czego doprowadziło to, pewnie szczere, zaproszenie nieszczęsnej Miaowi, na " jakieś filmy, dyskusje czy coś"?
Rzeczywiście - biedactwu oberwało się chyba nieproporcjonalnie do przewinienia. I - co tu kryć - sam ten pierwszy kamyk lawiny ruszyłem. Na swoje usprawiedliwienie mogę napisać, że w pierwszej odpowiedzi samą ideę poparłem; skrytykowałem tylko język. Mam też nadzieję, że w miarę rozsądna i spokojna argumentacją przemówi na moją korzyść.

>Niezbadane są ścieżki ludzkiego rozumowania.
Ano, ano, panie tego...

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
>>Do czego doprowadziło to, pewnie szczere, zaproszenie nieszczęsnej Miaowi, na " jakieś filmy, dyskusje czy coś"?

   Dzięki, Czesiu, za nawrót z manowców. Muszę i ja przyłączyć się do ekspiacji.

>Rzeczywiście - biedactwu oberwało się chyba nieproporcjonalnie do przewinienia.

   Prawda, przyznaję chętnie i niniejszym przepraszam naszą miłą tłumaczkę z Bielska. Przy okazji zaś, choć mieszkam w Bytomiu, na owe "dyskusje czy coś" bardzo chętnie bym przybył, gdyby mnie ktoś zaprosił. Jakby co - wzorem J. Szulcówny.
   Do Bielska, jakby co, z Bytomia idzie beretem dorzucić.
.
czes (4083 punktów)
>Czy są jacyś racjonaliści w Bielsku-Białej?
>Może byśmy coś zorganizowali, jakieś filmy, dyskusje czy coś?
>Chętnie się zabawię w organizację.

To była piękna idea, wspaniała oferta.
Przykro mi niezmiernie, że temat rozpłyną się z błahego powodu.
Nie tak powinny kończyć się rozmowy między racjonalistami.
Rozumiem, że Pani poczuła się dotknięta, może nawet obrażona.
I ja dołożyłem się do tego. Przykro mi z tego powodu.
Proszę o przyjęcie moich szczerych przeprosin.

Serdecznie Panią pozdrawiam.
Czesiek
30-08-2008 15:54 
 Ocena 1 na 1
Miaowi (146 punktów)
Ależ nie obraziłam się!
Po prostu od jakiegoś miesiąca pracuję nad książką i nie mam czasu ... właściwie na nic.
waligóra (961 punktów)
>Czy są jacyś racjonaliści w Bielsku-Białej?
>Może byśmy coś zorganizowali, jakieś filmy, dyskusje czy coś?
>Chętnie się zabawię w organizację.

Myśle, że takowi istnieją we wspomnianej lokalizacji.
Co konkretnie miałabyś na myśli ?
Miaowi (146 punktów)
>>Czy są jacyś racjonaliści w Bielsku-Białej?
>>Może byśmy coś zorganizowali, jakieś filmy, dyskusje czy coś?
>>Chętnie się zabawię w organizację.
>Myśle, że takowi istnieją we wspomnianej lokalizacji.
>Co konkretnie miałabyś na myśli ?

KOnkretnie miałabym na myśli na przykład projekcje filmów lub dyskusje na tematy naukowe lub polityczne (z religijnymi może nie będę się wypuszczać, bo większość wojen zaczyna się od religii). Można by później rozszerzyć działalność i wyjść do ludzi z jakimiś projektami. Nie orientuję się jeszcze, jak by to było przyjęte, bo jestem tu od niedawna.
>
waligóra (961 punktów)
O ile wiem w B-B nie ma struktur (zorganizowanych) środowiska racjonalistów. Masz zatem duże pole do popisu - jako "przedsiębiorcza" osoba na dziewiczym terenie , że tak powiem. Projekcja filmu ? , fajnie ale jaki i gdzie. Dobre z "definicji" można ogladać w DKF-ie przy studium filmu rysunkowego, trudno będzie zaproponować alternatywę.
Dyskusja - ok, ma ona jednak sensowny wymiar przy współudziale kilku wyrobionych i sprawdzonych osób - w przeciwnym razie na hasło "dyskusja polityczna" lub "religijna" zwali się albo grupa radykłałów politycznych albo banda fundamentalistów (nie wymieniam jakich konkretnie , bo wszyscy są sobie równi
Miaowi (146 punktów)
>O ile wiem w B-B nie ma struktur (zorganizowanych) środowiska racjonalistów. Masz zatem duże pole do popisu - jako "przedsiębiorcza" osoba na dziewiczym terenie , że tak powiem. Projekcja filmu ? , fajnie ale jaki i gdzie. Dobre z "definicji" można ogladać w DKF-ie przy studium filmu rysunkowego, trudno będzie zaproponować alternatywę.

Czyli trzeba będzie wymyślić coś jeszcze innego.
DKF obadam przy najbliższej okazji.

>Dyskusja - ok, ma ona jednak sensowny wymiar przy współudziale kilku wyrobionych i sprawdzonych osób - w przeciwnym razie na hasło "dyskusja polityczna" lub "religijna" zwali się albo grupa radykłałów politycznych albo banda fundamentalistów (nie wymieniam jakich konkretnie , bo wszyscy są sobie równi

Z tym będzie kłopot, bo nie wiem, kto jest sprawdzony na tym terenie, a w istocie wolałabym uniknąć bandy fundamentalistów. Wygląda na to, że trochę tu zabawię, więc jeśli na samym początku obłoży mnie ekskomuniką miejscowy biskup, to czarno to widzę (nomen omen).
Duda (25557 punktów)
Jestem z Bielska-B. Chętnie pomogę. Jak by co to proszę o kontakt.
Pozdrawiam.
Miaowi (146 punktów)
>Jestem z Bielska-B. Chętnie pomogę. Jak by co to proszę o kontakt.
>Pozdrawiam.
>
Świetnie! dziękuję

Wróć do listy wątków działu Zaproszenia, imprezy, ogłoszenia

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365