 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 24-05-2005 12:42 | Viator Solus (217 punktów) | Religia, lęk i nagroda | Zastanawiam się nad takim zagadnieniem, gdyby człowiek się nie bał czy potrzebny by mu był Bóg. Patrząc przykładowo na dziecko, które jeszcze nie ma pojęcia o śmierci, cierpieniu, bogu, piekle i niebie, można zauważyć, że bóg i kult jest mu najmniej do szczęścia potrzebne. Dopiero potem, w trakcie nauki (czytaj indoktrynacji) mały człowiek dowiaduje się, że może trafić do kotła z gotującą się smołą jeśli nie będzie słuchał mamusi, cioci, i pani wychowawczyni i katechety. Zresztą nie trzebaby człowieka nawet indoktrynować. Wystarczy, że sam uświadomi sobie w pewnym momencie, że jest coś takiego jak śmierć i pojawi się w nim następna myśl, że po śmierci może być cokolwiek co będzie w stanie odczuwać. W ten sposób reakcja łańcuchowa zostaje zapoczątkowana. Poprzez gdybanie i generowanie wszelkich możliwości na temat życia po śmierci, człowiek szybko dochodzi do wymyślenia pojęcia bytu większego od niego, od którego jest zależny, i który może go po śmierci dowolnie karać lub nagradzać. Lęk przed nieznanym pojawiający się automatycznie z takimi myślami prowadzi do kolejnych myśli, a pętla zaciska się coraz bardziej. Już niemożliwy jest spokój wynikający z nieświadomości. To co jest możliwe w myślach może stać się też naprawdę, więc trzeba szukać rozwiązania tego dręczącego problemu. Bo co się stanie, jeśli Bóg naprawdę istnieje i może mnie skazać na wieczne cierpienie? Muszę się ratować... Przebłagam go, złożę mu ofiarę całopalną, poświęcę mu pieniądze, nawet moją rodzinę, syna, żonę, nie mówiąc o sąsiednim narodzie. Byle dał mi szanse na niebo i nie wtrącał do piekieł... bo co jeśli on istnieje? Tej dławiącej myśli podporządkuję swoje życie, które już nic nie jest warte w obliczu czekających mnie potencjalnych piekieł. Będę dobry, będę chodził do kościoła i spowiedzi. Może nawet zasłużę na niebo, wow! Niebo. Już nic nie jest ważne tylko niebo. Byle wstąpić na niebiosa do mojego boga. Nie ważne czy on istnieje czy nie. A kto nie wierzy w boga, który jest w mojej głowie tak realny, bo przecież ja o nim myślę, więc on jest, tego nawrócę i udowodnię, że mam rację. Muszę to wszystkim udowodnić, bo tyle już zainwestowałem w mojego boga. Niemożliwe żebym się mylił. Bo co jeśli nawet się mylę, a on rzeczywiście jest? Tak tak, on napewno jest, bo to niemożliwe żeby go nie było, skoro o nim myślę. Tak tak... biada wam grzesznicy, którzy nie wierzycie w mojego boga. Złożę was na ofiarę całopalną, niech bóg zobaczy jak go kocham! Ha! czy nie zasługuję więc na niebo?  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| ugaguga | > Zresztą nie trzebaby człowieka nawet indoktrynować.> Wystarczy, że sam uświadomi sobie w pewnym momencie, że> jest coś takiego jak śmierć i pojawi się w nim następna> myśl, że po śmierci może być cokolwiek co będzie w stanie> odczuwać. W ten sposób reakcja łańcuchowa zostaje> zapoczątkowana. Poprzez gdybanie i generowanie wszelkich> możliwości na temat życia po śmierci, człowiek szybko> dochodzi do wymyślenia pojęcia bytu większego od niego, od> którego jest zależny, i który może go po śmierci dowolnie> karać lub nagradzać.Dokładnie tak  Wszystko wokół przemija to pewnie ja też.O rany! ja ? taki wspaniały? toż nie jestem mysza ,żeby tak po prostu i bez sensu zniknąć.Pewnie jest "ktoś" kto na to nie pozwoli.Ale jak już ma sie tym zająć to pewnie muszę dać coś w zamian.Ale co? hmm.... no według mnie... to bedzie to co uważam za stosowne ,jak mu się nie spodoba to mi powie  Ok zasady już są teraz wystarczy je popierać (trzymać się ich nie muszę bo doskonały nie jestem a jedna z zasad mówi,że i tak mi ten "ktoś" wybaczy) by zasłuzyć na "życie w wiecznej szczęśliwości".A co? jak popierałem to należy mi się i basta!Jak to się odbędzie? To już sprawa tego "ktosia" żebym dostał nagrodę za to,że jestem z nim.Ma mi dać nieśmiertelność i sprawić bym był wiecznie szczęśliwy.A wszystkich ,którzy myślą inaczej lub mają innego "ktosia" trzeba nawracać lub jak się nie da to tępić.Nie po to się tak staram,żeby sie jeszcze na końcu okazało ,że jacyś inni mieli rację a przy okazji niech ten "ktoś" widzi jak go popieram.Zaraz... a po co ja tyle kombinuję?Przecież od tego są "fachowcy".Za drobną opłatą wszystko określą i zorganizują,poprowadzą za rączkę by na końcu przypiąć bilet z napisem "Ten jest w porządku,stacja docelowa -"NIEBO"(ich tez warto popierać i wspierać  ) Uff ,się napracowałem ale problem z głowy.teraz browarek,"Posterunek 13" i lulu bo jutro znowu do roboty trza wstać  A w nocy przyśnił mi sie mój "ktoś" i zapytał : -dlaczego uważasz ,że wiesz lepiej o co mi chodzi i możesz czegoś po mnie oczekiwać? Qrka ! o co mu chodziło? przecież jestem fajny i go popieram.
|
|
| V0lrath (3440 punktów) | Myślę, że to wytłumaczenie jest cakiem dobre. Zwierzęta nie mają wierzeń, a to dlatego, że nie potrafią myśleć o czymś innym niż coś związanego z stanem obecnym, a poza tym nie myślą wystarczająco abstrakcyjnie. Słoń "myśli" (choć daleko mu do abstrakcyjnego myślenia) o śmierci wtedy gdy jest nią zagrożony lub gdy widzi szczątki innego słonia. Wtedy też boi się smierci. Człowiek zaś często myśli o śmierci - i to abstrakcyjnie - więc było do przewidzenia, że w końcu wymyśli coś, co pozwoli przynieść ulgę w strachu przed śmiercią, poprawić wewnętrzny nastrój i dac nadzieję. Pierwsze wierzenia były związane z zmarłymi i pochówkiem i pojawiły sie wraz z silnym rozwojem świadomości i abstrakcyjnego języka, który przeszedł z stanu gestów informujących o potrzebach lub stanach (jak to ma miejsce u szympansów) na bardziej społeczny, a później i abstrakcyjny poziom. Myślę, że ewolucja też przystosowała nas do takiego przyjmowania pewnych rzeczy na wiarę - gdyż z punktu widzenia ewolucji jest to dobre przystosowanie gdy osobnik nie martwi się ani nie boi się bardzo śmierci wtedy gdy jest to niepotrzebne, a za to ewentualna nagroda motywuje. Strach do śmierci jest potrzebny - ale tylko w momentach zagrozenia lub w groźnym otoczeniu. Stąd zdolność mózgu do wpadania w stan osłabienia pracy ośrodków związanych z samoświadomością oraz pobudzenia pewnych innych ośrodków - co prowadzi do chwil poczucia jedności z Wszechświatem/Bogiem/Wielkim Duchem/Duchami Przodków itp. podczas modlitwy/medytacji/innych podobnych praktyk.
|
|
 | | Podatnik | > Zwierzęta nie mają wierzeń, a to dlatego, że nie potrafią myśleć o czymś innym niż coś związanego z stanem obecnym, a poza tym nie myślą wystarczająco abstrakcyjnie. Słoń "myśli" (choć daleko mu do abstrakcyjnego myślenia) o śmierci wtedy gdy jest nią zagrożony lub gdy widzi szczątki innego słonia. Wtedy też boi się smierci.Gratuluję ! Od razu widać, że kolega kończył AKADEMIĘ PANA KLEKSA i potrafi pogadać ze zwierzątkami - a to z ze słoniem, a to z szympansem... Z białymi myszkami też?
|
|
|  | | V0lrath (3440 punktów) | > Gratuluję ! Od razu widać, że kolega kończył AKADEMIĘ PANA KLEKSA i potrafi pogadać ze zwierzątkami - a to z ze słoniem, a to z szympansem... Z białymi myszkami też?  Myszki lubię, a szczególnie jedną dużą kochaną myszkę  Ale to nie jest temat o myszkach...  Wracając do tematu: No i z pieskiem potrafie się dogadać (lub raczej doszczekać) bo zauważam, że w pewnych warunkach boi się - czy to osoby / innego stworzenia czy to śmierci. I jeszcze Japonistykę skończyłem, bo twierdzę, że Japończycy porozumiewają się.
|
|
| |  | | Podatnik | > No i z pieskiem potrafie się dogadać (lub raczej doszczekać)A jednak absolwent Akademii Pana Kleksa ! Dziwne, bo ona chyba mało racjonalistyczna.pl była. > bo zauważam, że w pewnych warunkach boi się - czy to osoby / innego stworzenia czy to śmierci.Obserwować zachowanie zwierząt a dogadywać się z nimi to dwie różne sprawy. Na podstawie jakich zachowań zwierząt twierdzisz, że nie mają one wierzeń? > I jeszcze Japonistykę skończyłem, bo twierdzę, że Japończycy porozumiewają się.  Gdybyś twierdził, że znasz japoński i umiesz porozumieć się z Japończykami (wielu to potafi - żaden wyczyn) można by wysnuć wniosek o skończeniu japonistyki. Tak dogłębna znajomość zwierząt (co myślą, czego się boją, w co wierzą itd.), jaką przedstawiłeś musi być oparta o komunikację z nimi, a nie tylko o obserwację. Stąd mój wniosek był w pełni uzasadniony albo KLEKS albo DOLLITLE. Krótko - zastanów się zanim napiszesz następną bzdurę.
|
|
| | |  | | V0lrath (3440 punktów) | > A jednak absolwent Akademii Pana Kleksa ! Dziwne, bo ona chyba mało racjonalistyczna.pl była.Pan Kleks nie racjonalny? Toż to naczelna postać racjonalizmu...  > Obserwować zachowanie zwierząt a dogadywać się z nimi to dwie różne sprawy. Na podstawie jakich zachowań zwierząt twierdzisz, że nie mają one wierzeń?Chodzą do kościoła? A może mają jakieś obrzędy? W czym przejawia się ich wiara? > Gdybyś twierdził, że znasz japoński i umiesz porozumieć się z Japończykami (wielu to potafi - żaden wyczyn) można by wysnuć wniosek o skończeniu japonistyki.Właśnie nie był - stwierdziłeś, że skoro wiem, że zwierzęta się porozumiewają to znaczy, że muszę wiedzieć co mówią oraz umieć rozmawiać z nimi, więc musiałem skończyć Akademię Pana Kleksa. Więc ja podobnym rozumowaniem pokazałem, że nie tylko skończyłem akademię APK, ale jeszcze Japonistykę. > Tak dogłębna znajomość zwierząt (co myślą, czego się boją, w co wierzą itd.), jaką przedstawiłeś musi być oparta o komunikację z nimi, a nie tylko o obserwację.Dlaczego tak uważasz? Co myślą nie wiem, ale do myślenia czego nie są zdolne wiadomo mniej więcej na podstawie obserwacji i badań. Wiadomo także, że nie mają wyobraźni oraz nie potrafią świadomie łączyć faktów zbyt odległych czaso-przestrzenno-sytuacyjnie od tego co jest "teraz" (łączyć w coś co my nazywamy myśleniem - bo mechanizm związany z pamięcią oraz z ukrytymi poziomami analizy i decyzji oraz preferencji w mniejszym lub większym stopniu posiadają). > Stąd mój wniosek był w pełni uzasadniony albo KLEKS albo DOLLITLE.Zdecydowanie KLEKS.
|
|
| |  | | Podatnik | > No i z pieskiem potrafie się dogadać (lub raczej doszczekać)A jednak absolwent Akademii Pana Kleksa ! Dziwne, bo ona chyba mało racjonalistyczna.pl była. > bo zauważam, że w pewnych warunkach boi się - czy to osoby / innego stworzenia czy to śmierci.Obserwować zachowanie zwierząt a dogadywać się z nimi to dwie różne sprawy. Na podstawie jakich zachowań zwierząt twierdzisz, że nie mają one wierzeń? > I jeszcze Japonistykę skończyłem, bo twierdzę, że Japończycy porozumiewają się.  Gdybyś twierdził, że znasz japoński i umiesz porozumieć się z Japończykami (wielu to potafi - żaden wyczyn) można by wysnuć wniosek o skończeniu japonistyki. Tak dogłębna znajomość zwierząt (co myślą, czego się boją, w co wierzą itd.), jaką przedstawiłeś musi być oparta o komunikację z nimi, a nie tylko o obserwację. Stąd mój wniosek był w pełni uzasadniony albo KLEKS albo DOLLITLE. Krótko - zastanów się zanim napiszesz następną bzdurę.
|
|
| dajmonion (3663 punktów) | >Zastanawiam się nad takim zagadnieniem, gdyby człowiek >się nie bał czy potrzebny by mu był Bóg. Rozważmy sytuację dorosłego człowieka wierzącego: Moim zdaniem nie ma sensu zastanawianie się nad tym, co by było, gdyby taki człowiek w ogóle nie bał się piekła. Każda osoba wierząca w większym bądź mniejszym stopniu boi się tego stanu. Można co najwyżej spróbować określić wszystkie czynniki wiary i ustalić który z nich odgrywa w niej największą rolę. Lęk wcale nie musi być zasadniczym motywem wiary. Może nim być np. pragnienie nadania sensu swojemu cierpieniu albo chęć ponownego spotkania ukochanej osoby po śmierci. Źródłem wybitnych osiągnięć w nauce wielu uczniów czy studentów nie jest lęk przed powtarzaniem klasy tylko rzeczywista pasja bądź chęć zaimponowania rodzinie i kolegom. Józef Kozielecki napisał przed laty arcyciekawą książkę pt:"Psychologiczne koncepcje człowieka". Owe koncepcje to różne punkty widzenia, z których można rozpatrywać zachowania ludzi. Inaczej dane zjawisko społeczne będzie wyjaśniał psychoanalityk, a inaczej psycholog o orientacji poznawczej czy humanistycznej. Decydując się na którąś z tych koncepcji trzeba też uzasadnić swój wybór, czyli dowieść jej wyższość nad pozostałymi. A to już nie jest takie proste.
dajmonion
|
|
 | | antracyt | Zwierzakom dalabym spokoj. Mniej inteligentne niz my czyli kierowane instyktem. Zagadka jest slowo bol emocjanalny. Zwierze nie powinno czegos takiego odczuwac. Jednak wlasciciele psow znaja karcenie czteronogich. W d... na tyle nie dostaly aby reagowac na bol fizyczny ale reaguja swoim cialem tak jakby poczuly bol i strach. Otoz czteronodzy w ogole takich reakcji nie powinny miec a maja. Nauczyli sie ? Jak psy Pawlowa reagowac? otoz nie i faktycznie ta reakcja jest zagadka. Inaczej: Zalozmy ze mieszkamy na Marsie i nigdy o religii nie slyszelismy. Mysle ze wszystko czego nie wiemy spowoduje stworzenie jakiejs religii i wiary w potege spraw niewytlumaczalnych. Religia jest czesto nauka o moralnosci. Ale czy nia zawsze byla?
|
|
|  | | V0lrath (3440 punktów) | Nie koniecznie kierowane instynktem. Nie w pełni na pewno. Jednak na pewno bardziej niż ludzie - trudniej im opanowywać instynkty. I nie posiadają abstrakcyjnego aparatu myślowego oraz wyobraźni (ta włącza się u nich prawdopodobnie tylko w fazach snu odpowiadających ludzkiemu REM - w fazach snu paradoksalnego).
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|