 |
Pytanie z zakresu etyki stosowanej Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 05-07-2005 13:16 | outsider (2469 punktów) | Pytanie z zakresu etyki stosowanej | - Zabijamy niewyobrażalne ilości zwierząt, bo lubimy jeść mięso. Stosowany w Polsce typ przemysłowej linii ubojowej ma wydajność dzienną rżedu 1300 szt. świń lub 400 szt. krów - kury pomijam, bo liczy sie je na wagę a nie na sztuki. Zabijane zwierzę cierpi, odczuwa ból i lęk, jego jednostkowy byt i jednostkowa pamięć zostają unicestwione - a linii takich w samej Polsce jest parędziesiąt. - Kastrujemy zwierzęta albo dla pożądanej przez nas nienaturalnej modyfikacji ich zachowania (kotki aby nie znakowały terytorium przez obsikanie, konie aby były łagodne) albo dla innych przyczyn - na przykład knury kastruje sie jakiś czas przed ubojem, by mięso nie miało specyficznego zapaszku. Kastrowane zwierżę cierpi, jego psychika zostaje zmieniona w sposób nam odpowiadający, lecz niewątpliwie okaleczający. - Mordujemy się nawzajem, używając przy tym techniki bardziej wyrafinowanej lecz równie skutecznej jak używana w rzeźniach. W stosunku do Iraku mówi sie o co najmniej dziesiatkach tysięcy ofiar, choć w ogóle mówi się niewiele. Okaleczamy się również - niekiedy broń co zaledwie okalecza jest uznawana przez niektórych przynajmniej za humanitarną. W sprawie ratowania życia Terri Schiavo (na poziomie niższym przecież niż zwierzęcy od lat trwającego) połączone izby Kongresu USA sprokurowały specjalną, jednego przypadku dotyczącą ustawę a G. W. Bush podpisał ją; do rozpoczęcia wojny przeciw Irakowi wystarczył akt prawny niższego rzędu: decyzja tegoż prezydenta G. W. Busha. - Zbiera żniwo straszliwa epidemia AIDS - nie w Europie czy USA, ale choćby w Afryce. Przeciwdziałanie jej wymagałoby jednorazowego, warunkowanego powagą populacyjnego zagrożenia ograniczenia zasady godziwego zysku koncernów farmaceutycznych i ich akcjonariuszy - boimy się poniekąd racjonalnie takich precedensów, więc jest jak jest, a będzie tak samo. A jednoczesnie jesteśmy świadkami potężnej, nie przebierającej w środkach akcji "ochrony życia poczetego" - koniecznie poczętego zaledwie i koniecznie ludzkiego. Miło byłoby zapoznać się ze spójną logicznie argumentacją, dlaczego owo ludzkie życie poczęte miałoby podlegać bezwarunkowej ochronie na etapie płodu do 3. miesiaca ciąży (poza tą datą graniczną panuje zgodność), zagnieżdzania się zarodka (RU 486), a nawet oddzielnej jeszcze egzystencji plemnika i komórki jajowej, patrz środki antykoncepcyjne - wobec tego, na co godzimy się bez mrugnięcia okiem. Czyli - sympatycznie byłoby poznać uzasadnienie owej nieskończonej przewagi wartości ludzkiego potencjalnego zycia nad bynajmniej nie potencjalnym życiem zwierzęcia lub tzw. wroga, który nam samym nie zagraża. Obawiam sie jednak, że poziomu tzw. moralności Kalego w tym miejscu nie przekroczymy.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| dajmonion | > Miło >byłoby zapoznać się ze spójną logicznie argumentacją, >dlaczego owo ludzkie życie poczęte miałoby podlegać >bezwarunkowej ochronie- >wobec tego, na co godzimy się bez mrugnięcia okiem. >Czyli - sympatycznie byłoby poznać uzasadnienie owej >nieskończonej przewagi wartości ludzkiego potencjalnego >zycia nad bynajmniej nie potencjalnym życiem zwierzęcia lub >tzw. wroga, który nam samym nie zagraża. Przyznam sie bez bicia, ze nie rozumiem pytania. Skierowane jest ono chyba do osob, ktore sprzeciwiaja sie jakiejkolwiek aborcji twierdzac jednoczesnie, ze zycie poczete jest cenniejsze od zycia zwierzecia czy drugiego czlowieka chocby wroga. Czy zna kolega ludzi o takich pogladach? Jakies osoby publiczne? Koledzy? Przeciwnicy aborcji przewaznie potepiaja tez wszelka przemoc i okrucienstwo w stosunku do zwierzat. Nie beda zatem dowodzili wyzszosci ludzkiego potencjalnego zycia nad zycie zwierzecia czy wroga. Moga co najwyzej odpowiedziec na pytanie, dlaczego protestuja przeciwko usuwaniu ciazy.
|
|
 | | ugaguga |
>Przeciwnicy aborcji przewaznie potepiaja tez wszelka przemoc i okrucienstwo w stosunku do zwierzat.
Zabrzmiało to jakby przeciwnicy aborcji byli przeważnie wegetarianami.Ewentualnie może to oznaczać, że kiełbaska na grillu i szyneczka na kanapce nie mają nic wspólnego z przemocą i okrucieństwem wobec zwierząt.
|
|
 | | mimbla (175 punktów) |
> Przyznam sie bez bicia, ze nie rozumiem pytania. Skierowane jest ono chyba do osob, ktore sprzeciwiaja sie jakiejkolwiek aborcji twierdzac jednoczesnie, ze zycie poczete jest cenniejsze od zycia zwierzecia czy drugiego czlowieka chocby wroga. Czy zna kolega ludzi o takich pogladach? Jakies osoby publiczne? Koledzy?Ach, drogi rozmówco: bez liku. Wszyscy paktycznie wszyscy przedstawiciele koscioła katolickiego sa takimi hipokrytami; protestują chronią życie jednocześnie zażerajac kiełbasy  )) > Przeciwnicy aborcji przewaznie potepiaja tez wszelka przemoc i okrucienstwo w stosunku do zwierzat.To co piszesz, jest kompletną bzdurą. Znasz takich ludzi? Bo ja mogę ich policzyć na palcach jednej ręki
|
|
|  | | ugaguga |
> Ach, drogi rozmówco: bez liku. Wszyscy paktycznie wszyscy przedstawiciele koscioła katolickiego sa takimi hipokrytami; protestują chronią życie jednocześnie zażerajac kiełbasy ))Och! Przecież wiadomo jest ,że miłosierny Pan Bóg dał swoim owieczkom we władanie całą ziemię razem z inwentażem.Problem polega na tym , że gdy jakiś chłopina zatłucze nowonarodzone szczeniaki to wszyscy pałają świetym oburzeniem nad jego okrucieństwem , by za chwilę spokojnie z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku zasiąść do schabowego.Owszem, wybierając kawałek mięska w sklepie czy aby nie za tłusty wygodniej jest nie mysleć skąd on sie wziął, natomiast los pieska czy kotka zatłuczonego przez jakiegos okrutnika bardziej działa na wyobrażnię.To,że jedne stworzenia zjadają inne jest normalne w przyrodzie , człowiek uczynił z tego nawet przemysł i nie wiem czy da się to zmienić.Jednak nie widzę żadnego problemu, żeby owieczki uczciwie nazywały rzeczy po imieniu. Kiedyś byłem w pewnej galerii gdzie był film , na którym pokazywano ładnie "technologię" produkcji koniny. Pieknie od A do Z. Najzabawniejsze w tym wszyskim było to ,że ta prezentacja spotkała się z protestami ..... Towarzystwa Opieki Nad Zwierzętami, bo takich rzeczy nie powinno sie pokazywać  "Chłop żywemu......"
|
|
|  | | dajmonion (3663 punktów) | > > Przyznam sie bez bicia, ze nie rozumiem pytania. Skierowane jest ono chyba do osob, ktore sprzeciwiaja sie jakiejkolwiek aborcji twierdzac jednoczesnie, ze zycie poczete jest cenniejsze od zycia zwierzecia czy drugiego czlowieka chocby wroga. Czy zna kolega ludzi o takich pogladach? Jakies osoby publiczne? Koledzy?> Ach, drogi rozmówco: bez liku. Wszyscy paktycznie wszyscy przedstawiciele koscioła katolickiego sa takimi hipokrytami; protestują chronią życie jednocześnie zażerajac kiełbasy )) Wyrazilem sie troche nieprecyzyjnie i stad te posty. To prawda, ze katolicy uwazaja zycie ludzkie za cenniejsze od zycia zwierzecia. Dlatego wlasnie jedza kielbasy. Jednakze z faktu, ze ktos je wedliny wcale nie wynika wniosek, ze pochwala sposoby uboju zwierzat. Byc moze rzeczywiscie istnieja osoby, ktore 1) sa przeciw aborcji 2) pochwalaja niehumanitarne traktowanie zwierzat 3) opowiadaja sie za wojnami, zabijaniem wrogow, ale nie sadze aby odwiedzali oni racjonaliste, a poza tym jesli mienia sie katolikami, to sa nimi tylko z nazwy. > >Przeciwnicy aborcji przewaznie potepiaja tez wszelka przemoc i okrucienstwo w stosunku do zwierzat.> To co piszesz, jest kompletną bzdurą. Znasz takich ludzi? Bo ja mogę ich policzyć na palcach jednej ręki Jezeli wiesz o nich tylko tyle, ze jedza mieso, to nie mozesz automatycznie dojsc do przekonania, ze pochwalaja sposoby usmiercania zwierzat. dajmonion
|
|
| |  | | ugaguga |
> Wyrazilem sie troche nieprecyzyjnie i stad te posty.Tak , wszystko przez tą - "wszelką"  > Jednakze z faktu, ze ktos je wedliny wcale nie wynika wniosek, ze pochwala sposoby uboju zwierzat.Według mnie po prostu korzysta - nie zastanawia sie czy pochwala czy nie  (a szkoda) > Jezeli wiesz o nich tylko tyle, ze jedza mieso, to nie mozesz automatycznie dojsc do przekonania, ze pochwalaja sposoby usmiercania zwierzatj/w - biernie ale jednak....
|
|
| |  | | mimbla (175 punktów) |
> Jezeli wiesz o nich tylko tyle, ze jedza mieso, to nie mozesz automatycznie dojsc do przekonania, ze pochwalaja sposoby usmiercania zwierzat.
Słuchaj chłopcze, odpowiem tylko tyle na twój post, ponieważ widzę, ze dyskusja z Tobą nie jest konstruktywną: dla mnie-jedno z drugim jest jednoznaczne. "Nie pochwalam tego, że biedne zwierzątka tak się męczą, ale dawaj już tą chabaninę. Zapłacę, żebyś mógł ją dalej produkować" Zastanów się trochę.
|
|
| | |  | | ugaguga | >"Nie pochwalam tego, że biedne zwierzątka tak się męczą, ale dawaj już tą chabaninę. Zapłacę, żebyś mógł ją dalej produkować" Zastanów się trochę. Cóż , jak mamy już piętnować hipokryzję to konsekwentnie. Jak widzę wojujacego wegetarianina w Martensach lub Adidasach lub odkładajacego na bok kiełbaske gdy wcina bigos u babci to czuję jednak pewien niesmak. Sam nie jem mięsa od 9 lat ale nie będę udawał ,że na codzień nie korzystam z produktów zawierających materiał pochodzenia zwierzęcego (zresztą w niektórych przypadkach ciężko sie domyślić ,że coś zawiera taki materiał np. dżem  ) Można ograniczyc korzystanie z takich produktów do niezbednego minimum ale wyzbycie sie ich całkiem jest niesłychanie trudne. Dlatego według mnie w tej dziedzinie "świetych" nie ma.Nazywajmy rzeczy po imieniu sprawiedliwie i "po równo"
|
|
| | | |  | | mimbla (175 punktów) |
> Sam nie jem mięsa od 9 latja też  > ale nie będę udawał ,że na codzień nie korzystam z produktów zawierających materiał pochodzenia zwierzęcego (zresztą w niektórych przypadkach ciężko sie domyślić ,że coś zawiera taki materiał np. dżem ) Można ograniczyc korzystanie z takich produktów do niezbednego minimum ale wyzbycie sie ich całkiem jest niesłychanie trudne. Dlatego według mnie w tej dziedzinie "świetych" nie ma.Nazywajmy rzeczy po imieniu sprawiedliwie i "po równo"  wiem, i o ile pamiętam była mowa o podstawowych "grzechach " ludzkosci, np. przemysł mięsny i masowy mord zwierząt a nie takich datelach, które też sa ważne, nie przeczę A propos dźemów to ostanio słyszałam, co w takich "sklepowych" można znaleźć. W produkcji przemysłowej, przy linii produkcyjnej pracownicy nie są w stanie powybierać wszystkich pisklaków, które przy zbiorze owoców z krzaków załapią się razem do słoiczka.
|
|
| | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >> Jezeli wiesz o nich tylko tyle, ze jedza mieso, to nie mozesz automatycznie dojsc do przekonania, ze pochwalaja sposoby usmiercania zwierzat. >Słuchaj chłopcze, odpowiem tylko tyle na twój post, ponieważ widzę, ze dyskusja z Tobą nie jest konstruktywną: Podczas rozmow na zywo najbardziej przeszkadzaja wlasnie tego rodzaju wstawki. Dzieki forum mozemy ich uniknac, a jednak czesc osob tego nie robi i to mnie dziwi. Nie trzeba przeciez od razu odpowiadac na post tylko zrobic sobie krotka przerwe na kawe. > dla mnie-jedno z drugim jest jednoznaczne. "Nie pochwalam tego, że biedne zwierzątka tak się męczą, ale dawaj już tą chabaninę. Zapłacę, żebyś mógł ją dalej produkować" Zastanów się trochę. Z punktu widzenia logiki formalnej nie jest to jednoznaczne. Gdyby tak bylo, to oznaczaloby, ze zadna osoba jedzaca mieso nigdzie na swiecie nie angazuje sie w walke z niehumanitarnym zabijaniem zwierzat. Czemu mialaby to robic, skoro pochwala ten proceder? Czy myslisz, ze osoby starajace sie przeciwdzialac tym praktykom to sami wegetarianie? Niekoniecznie. Ktos moze spozywac mieso, bo nie widzi w samym tym fakcie nic zlego, jednoczesnie nie podoba mu sie to co dzieje sie w masarniach, w zwiazku z czym stara sie temu przeciwdzialac. To logiczne, bo niejedzenie miesa nie jest JEDYNYM sposobem walki ze znecaniem sie nad zwierzetami. Sa tez inne, prawda? dajmonion
|
|
| | | |  | | outsider (2469 punktów) | >> dla mnie-jedno z drugim jest jednoznaczne. "Nie pochwalam tego, że biedne zwierzątka tak się męczą, ale dawaj już tą chabaninę. Zapłacę, żebyś mógł ją dalej produkować" Zastanów się trochę. > Z punktu widzenia logiki formalnej nie jest to jednoznaczne. Gdyby tak bylo, to oznaczaloby, ze zadna osoba jedzaca mieso nigdzie na swiecie nie angazuje sie w walke z niehumanitarnym zabijaniem zwierzat. Czemu mialaby to robic, skoro pochwala ten proceder? Czy myslisz, ze osoby starajace sie przeciwdzialac tym praktykom to sami wegetarianie? Niekoniecznie. Ktos moze spozywac mieso, bo nie widzi w samym tym fakcie nic zlego, jednoczesnie nie podoba mu sie to co dzieje sie w masarniach, w zwiazku z czym stara sie temu przeciwdzialac.
Zwrócę Ci uwagę na element przez Ciebie pominięty: otóż walka z dostępnościa aborcji ma charakter instytucjonalny i zorganizowany. Walka o szanowanie jakichkolwiek praw zwierząt nie jest cechą charakterystyczną ani antyaborcjonistów, ani instytucji antyaborcjonizmowi patronującej, a może nawet kreującej go - mam na mysli niektóre kościoły chrzescijańskie, w tym szczególnie katolicki. To raczej wegetarianie jakoś swoje poglądy manifestują - co zauważam, sam sie do nich nie zalicząjąc.
I to jak sadzę miał na myśli Twój przedmówca.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej. (Nieboska komedia}
|
|
| | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >Zwrócę Ci uwagę na element przez Ciebie pominięty: otóż walka z dostępnościa aborcji ma charakter instytucjonalny i zorganizowany. Walka o szanowanie jakichkolwiek praw zwierząt nie jest cechą charakterystyczną ani antyaborcjonistów, ani instytucji antyaborcjonizmowi patronującej, a może nawet kreującej go - mam na mysli niektóre kościoły chrzescijańskie, w tym szczególnie katolicki. To raczej wegetarianie jakoś swoje poglądy manifestują - co zauważam, sam sie do nich nie zalicząjąc. >I to jak sadzę miał na myśli Twój przedmówca. Moja rozmowczyni miala na mysli tozsamosc:"jesz mieso = pochwalasz sposob uboju zwierzat". Odpisalem jej, ze wcale tak nie musi byc. Jednoczesnie doskonale zdaje sobie sprawe z faktu, ze walka o prawa zwierzat nie jest jednym z wyroznikow chrzescijan. dajmonion
|
|
| | | |  | | mimbla (175 punktów) |
> Podczas rozmow na zywo najbardziej przeszkadzaja wlasnie tego rodzaju wstawki. Dzieki forum mozemy ich uniknac, a jednak czesc osob tego nie robi i to mnie dziwi. Nie trzeba przeciez od razu odpowiadac na post tylko zrobic sobie krotka przerwe na kawe.
Dlaczego z góry zakłądasz, ze wszyscy piją kawę. ja kawy nie piję, wiec jak już, to na herbatę-robię sobie przerwę, kiedy tego potrzeuję. Natomiast jezeli widzę, ze dalsza dyskusja z rozmówcą nie ma sensu, to informuję go o tym. To jest chyba lepsze rozwiazanie, niż wogóle nie odpowiadanie na post.
> Z punktu widzenia logiki formalnej nie jest to jednoznaczne. Gdyby tak bylo, to oznaczaloby, ze zadna osoba jedzaca mieso nigdzie na swiecie nie angazuje sie w walke z niehumanitarnym zabijaniem zwierzat.
A czy ktos taki angażuje sie? Znasz kogos takiego? Czy tylko przypuszczasz? Sądzę, ze skoro wrażliwosć mięsożercy pozwala mu na przyjmowanie pokarmów mięsnych, to wiele go nie obchodzi, skąd wzięła się kiełbasa w sklepie. To wywodzi sie z samego faktu, jak mięso spostrzega. Jeżeli ja patrząc na kielbasę widzę tam martwą świnię, wtedy automatycznie przychodzi mi na myśl to, jak ja uzyskano. Natomiast sądzę, ze mięsozerca patrzy na mięso takjak na inny produkt spożywczy, np. ser. Jest i już.
>Czemu mialaby to robic, skoro pochwala ten proceder? Czy myslisz, ze osoby starajace sie przeciwdzialac tym praktykom to sami wegetarianie? Niekoniecznie. Ktos moze spozywac mieso, bo nie widzi w samym tym fakcie nic zlego, jednoczesnie nie podoba mu sie to co dzieje sie w masarniach, w zwiazku z czym stara sie temu przeciwdzialac. To logiczne, bo niejedzenie miesa nie jest JEDYNYM sposobem walki ze znecaniem sie nad zwierzetami. Sa tez inne, prawda Jakie? I kto tak vbardzo walczy (poza gadaniem, jakie to straszne) o los zwierząt w ubojniach oprócz wegetarian? Bo nie słyszałam o takim przypadku, naprawdę. A bardzo bym sie ucieszyła, gdyby tak było. Dla mnie w sytuacji, kiedy kogoś razi masowwa produkcja miesa i jednocześnie wspiera finansowo ten proceder, to wybacz, ale cele w tym przypadku się mijają i wygląda mi to na zwykle zagłuszanie wyrzutów sumienia. To tak jak ściąć ostatnie drzewo i usprawiedliwiac sie:" szkoda mi tego drzewka ale co mam zrobić, muszę napalic w piecu. Ale nie popieram ścinania drzew i będę z tym walczył." Jaki znasz lepszy i szybszy sposób przeciwdziałania takim praktykom, niż bojkot produktów danego zakładu? Poniewaz wątpię, czy nasz rząd uchwali zgodną ze szczytnymi założeniami ustawę. Mielismy tego przykład - ustawa na temat wiwisekcji- Zabroniono tego oczywiście, ale .... uchwalono tez wiele pobocznych ustaw, typu takiego, iż moga być realizowane testy na zwierzętach przy obecności "nadzorcy". To wybacz, ale wracamy do punktu wyjscia. >dajmonion
|
|
| | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) |
>>Czemu mialaby to robic, skoro pochwala ten proceder? Czy myslisz, ze osoby starajace sie przeciwdzialac tym praktykom to sami wegetarianie? Niekoniecznie. Ktos moze spozywac mieso, bo nie widzi w samym tym fakcie nic zlego, jednoczesnie nie podoba mu sie to co dzieje sie w masarniach, w zwiazku z czym stara sie temu przeciwdzialac. To logiczne, bo niejedzenie miesa nie jest JEDYNYM sposobem walki ze znecaniem sie nad zwierzetami. Sa tez inne, prawda >Jakie? I kto tak vbardzo walczy (poza gadaniem, jakie to straszne) o los zwierząt w ubojniach oprócz wegetarian?" Jaki znasz lepszy i szybszy sposób przeciwdziałania takim praktykom, niż bojkot produktów danego zakładu? Przede wszystkim znecanie sie nad zwierzetami jest sprzeczne z prawem. Jezeli jacys wlasciciele masarni lamia prawo, to zadaniem panstwa jest je wyegzekwowac. Mozna przestac jesc mieso, ale mozna tez wybierac takich politykow, ktorym sprawy zwierzat beda bardziej lezaly na sercu. Zwiekszona zostanie wowczas kontrola zakladow produkujacych mieso. Nie ma powodu, abysmy miesozercom przypisywali zla wole. Oni po prostu nie maja czasu na to, aby przywiazywac sie do krowy czy wywozic na taczce wlasciciela masarni. Ciezko pracujacy fizycznie Kowalski musi sie porzadnie najesc po powrocie do domu, a nie wcinac blawatki, czy zupe z pokrzyw. Przekonanie, ze ludzie jedzacy mieso pochwalaja sposoby uboju zwierzat jest o tyle niebezpieczne, ze czesto owocuje nienawiscia do tych osob. W duze mierze bezpodstawna zreszta. dajmonion
|
|
| | | | | |  | | mimbla (175 punktów) |
> Przede wszystkim znecanie sie nad zwierzetami jest sprzeczne z prawem.Widocznie nie jest, skoro masarnie tak doskonale prosperują. Spójrz w jaki sposób są choćby pozyskiwane slóry ze zwierząt futerkowych? To jest link do takiego dokumentu: www.strasbourgcurieux.com/fourrure/spanish.phpJest to zabronione prawem a jednak ma miejsce. WIele złych rzeczy ma miejsce na świecie, mimo, że są zabronione prawem. Wiesz, takie tłumaczenie, że kontrola przez panstwo czy ustawy to zwykłe pójscie na ławiznę iusprawiedliwianie swojej krótkowzrocznosci. > Jezeli jacys wlasciciele masarni lamia prawo, to zadaniem panstwa jest je wyegzekwowac.Ale żeś błysnął!!!! Hehehe, dobrze by było. Ja nie wiem, Ty naprawdę w to wierzysz? A może mieszkasz w jaskinii i nie słyszysz wiadomości o machlojkach naszych praworządnych? Pewnie tak, wiec nie dziwię sie, że musisz zabijać żeby przeżyc, w końcu w jaskinii nie kupisz kotletów sojowych. > Mozna przestac jesc mieso, ale mozna tez wybierac takich politykow, ktorym sprawy zwierzat beda bardziej lezaly na sercu.A czy są tacy politycy? A jeśli nawet są i na niego zagloosujesz, to ile osób też to zrobi? Gdyby tacy politycy istnieli i społeczenstwu tak zależało na losie zwierząt jak twierdzisz, to już dawno byłby porządek w tej kwestii. >Zwiekszona zostanie wowczas kontrola zakladow produkujacych mieso. Nie ma powodu, abysmy miesozercom przypisywali zla wole. To dlaczgo do tej pory jeszcze nie ma to miejsca? Skoro tyle ludzi współczuje biednym swinkom? > Oni po prostu nie maja czasu na to, aby przywiazywac sie do krowyWiesz co, brak słów. JUż o tym pisałam wcześniej. Dlczego jeśli nie zgadzasz się z czyjałś wypowiedzią przedstawiajasz ją w przjaskrawnionym świetle? Jakieś dziwne skróty myślowe? Jeżeli nie potrafisz w sposób przejrzysty i logiczny przedstawic swoich myśli, to wogóle tego nie rób i nie ośmieszaj się. Co to znaczy "przywiązywac sie do krowy"? Może bardziej sprecyzujesz swoją wypowiedz, zeby nabrała jakiegoś sensu. A mają czas na przywiązywanie się do kiełbasek? Przywiązywanie się sznurkiem? Ja sznurkiem do krów nie przywiązuję się, po co miałabym to robic? > czy wywozic na taczce wlasciciela masarni.tego też nie czynię, ponieważ założy drugą masarnię za pieniądze zarobione przez kupno przez Ciebie kiełbas - oczywiście przy ogromnym współczuciu dla podmiotu swojej konsumpcji > Ciezko pracujacy fizycznie Kowalski musi sie porzadnie najesc po powrocie do domu,Dokładnie, cieżko pracujący człowiek powinien dostarczać organizmowi substancji odżywczych a nie sugerowac się mitem, iż fizyczni pracownicy powinni jeść białko zwierzęce-taki ciemnogród panował za czasów, w których dzieje sie akcja np. "Konopielki", ale wybacz, miałam Ciebie za człowieka uczonego a przynajmniej opierającego sie na faktach, skoro jesteś na tym forum. Hmmm... czyżbym się myliła? > Przekonanie, ze ludzie jedzacy mieso pochwalaja sposoby uboju zwierzat jest o tyle niebezpieczne, ze czesto owocuje nienawiscia do tych osob.Och, mogę Cie zapewnić, że nienawisci do Ciebie nie czuję, co najwyzej współczucie  )) > W duze mierze bezpodstawna zreszta.Bardzo podstawne zresztą; jeżeli czloowiek ma poczucie winy to przyznaje się do swojego postępowania/ zachowania bądż też głupio się usprawiedliwia, czukając jakkolwiek czesto to bywa-nielogicznych argumentów Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | Mysle, ze chyba przejde ne wegetarianizm.
dajmonion
|
|
| | | | | | | |  | | mimbla (175 punktów) | > Mysle, ze chyba przejde ne wegetarianizm.o! bardzo dobry pomysł, tylko nie zastępuj miesa nabiałem bo anemia gwaranowana  ))))
|
|
|  | | Racjonalista | byc moze stosunek do zwierzat jest przehumanizowany, a industrialny uboj jest odzwierciedleniem reprodukcyjnego i ewolucyjnego sukcesu homo sapiens. Do roznych watkow dyskursu na temat etycznych wymiarow ludzkiego dzialania wkrada sie wiele niedefiniowalnych pojec, ktore albo sabotuja precyzje dowodzenia logicznego ("doskonalosc", "wszechmocnosc" patrz Wittgenstein et al), albo przemycaja don emocje z tym samym skutkiem zreszta (e.g. argumentowanie przeciw aborcji za pomoca filmow typu "Krzyk", argumentacja przeciw wycinaniu slepej kiszki w ten sam sposob).
Mowiac o "przehumanizowaniu" mam na mysli elementarny konflikt w jakim staja systemy etyczne z odkryciem miejsca w lancuchu pokarmowym, w jakim umocowala nas ewolucja, oraz reakcji spoleczenstw na ten stan rzeczy. To jest powazny konflikt, a proby jego opisu przez "vegies" sa egzaltowane i uragajace akademickiej dyskusji.
Musimy starac sie byc otwarci na rozne odkrycia, np. takie, ze mamy nature krwiozerczej malpy. Mysle, ze moralnym byloby pelne pokory pogodzenie sie z tym stanem rzeczy, a nie fantazjowanie na temat bycia arcymoralna euglena zielona...
|
|
| |  | | ugaguga |
> Musimy starac sie byc otwarci na rozne odkrycia, np. takie, ze mamy nature krwiozerczej malpy. Mysle, ze moralnym byloby pelne pokory pogodzenie sie z tym stanem rzeczy, a nie fantazjowanie na temat bycia arcymoralna euglena zielona...Od czasów gdy zjadaliśmy resztki ze stołu prawdziwch drapieżników, "krwiożercze małpy" wymysliły wiele sposobów na zdobycie pożywienia.Między innymi takie,które z "krwiożerczą naturą" nie mają wiele wspólnego.Zgodze się ,że nasz gatunek jest jeszcze bardzo prymitywny , ale ja jakoś nie czuję, że jestem żądnym krwi drapieżnikiem.Do eugleny zielonej tez mi wiele brakuje ale nie sadzę ,żeby skłonnośći do kiełbaski na grillu trzeba było tłumaczyć teoriami o "krwiożerczych małpach".Żaden to drapieżnik ,który zdobywa mięso w sklepie.Nie zauwazyłem również ,by sprzedawano tam żywe zwierzęta aby ludzie mogli dawać upust swojej "krwiożerczej naturze"(oprócz tego wyjatku ,gdy z wielką oczywiście przyjemnością raz w roku każdy może sobie ubić karpia  ). No chyba ,że klienci sklepów zoologicznych korzystają z nich właśnie w tym celu. Wiem ,że przyjemniej jest mysleć o sobie jak o drapieżniku , jednak "padlinożerca" jest dużo bliższe prawdy. Smacznego
|
|
| | |  | | mimbla (175 punktów) | Wiesz, sądzę, że zwalanie wszystkiego na ewolucje, czy tez przypusczenie, że mamy we krwi mięsozernosć jest zwyczajnym pójściem na łatwiznę i usprawiedliwianiem siebie w sposób najbardziej prosty z możliwych: "taki jestem, to natura, nie mogę więc nic zrobić".
|
|
| | | |  | | ugaguga | Wiem ,wiem. Tym bardziej ,że jak sam się przekonałem brak mięsa w diecie nie ma jakiś negatywnych skutków. Trochę dziwne, zważywszy na to , że mam ponoć "naturę krwiożerczej małpy".A może to jest tak ,że jedni ją mają a inni nie. Ale chyba zaczynam "urągać akademickiej dyskusji". więc na tym poprzestanę
|
|
| |  | | mimbla (175 punktów) |
> Musimy starac sie byc otwarci na rozne odkrycia, np. takie, ze mamy nature krwiozerczej malpy.Dokładnie, należy godzić sie z odkryciami, np. takimi, że organizm człowieka nie jest ewolucyjnie przystosowany do jedzenia mięcha. Spójrz Drogi Rozmówco na swoje uzębienie-masz zabki żuwacze a nie kły, które są charakterystyczne dla mięsozerców i pozwalają na rozszarpywanie mięsa. Takze Twoje jelito jest nie przystosowane do trawienia mięsnego pokarmu-o wiele za krótkie w porównaniu z w.w. istotami i analogiczne do wymiarów jelita u roślinozerców. Także TWoja argumentacja nie ma racji bytu; przykro mi  ))))
|
|
| | |  | | plodzien (7378 punktów) | Wydaje mi się Mimblo, że w Twojej wypowiedzi jest trochę nieścisłości. Organiczę się do faktów. > Spójrz Drogi Rozmówco na swoje uzębienie-masz zabki żuwacze a nie kły, które są charakterystyczne dla mięsozerców i pozwalają na rozszarpywanie mięsa.>Kły też mamy. Cztery. >Takze Twoje jelito jest nie przystosowane do trawienia mięsnego pokarmu-o wiele za krótkie w porównaniu z w.w. istotami i analogiczne do wymiarów jelita u roślinozerców. > Nie rozumiem. Do trawienia mięsa wystarczający jest krótki przewód pokarmowy. Teraz o samym przewodzie. 1. Długość układu pokarmowego mięsożerców to cztery mniej więcej długości tułowia. U roślinożerców - około 12 długości. 2. Policzmy jak to będzie w przypadku homo sapiens: - jelito cienkie - 5m, + jelito grube - 2m, czyli w sumie 7m. Dorzućmy z metr na żołądek, przełyk, język. Razem 8 m. - dł. tułowia ok. 0,8 m. Długość przew. u typowego mięsożercy o takiej dł. tułowia: 4 x 0,8 = 7,2m. Długość przew. u typowego roślinożercy o takiej dł. tułowia: 12 x 0,8 = 9,6m. Wychodzi mi, że długość przewodu pokarmowego homo sapiens nie jest typowa ani dla mięsożercy, ani dla roślinożercy.  Pozdrawiam
|
|
| | | |  | | plodzien (7378 punktów) |
> Długość przew. u typowego mięsożercy o takiej dł. tułowia: 4 x 0,8 = 7,2m.> Długość przew. u typowego roślinożercy o takiej dł. tułowia: 12 x 0,8 = 9,6m.> Wychodzi mi, że długość przewodu pokarmowego homo sapiens nie jest typowa ani dla mięsożercy, ani dla roślinożercy.  > Pozdrawiam> O ja durny! Długość przewodu pokarmowego u typowego mięsożercy o takiej długości tułowia: 4 x 0,8 = 3,2 m. Nadal jednak jesteśmy nietypowi, chociaż poprawka dobitniej świadczy o tym, że do lwów dużo nam brakuje.
|
|
| mimbla (175 punktów) |
>Czyli - sympatycznie byłoby poznać uzasadnienie owej >nieskończonej przewagi wartości ludzkiego potencjalnego >zycia nad bynajmniej nie potencjalnym życiem zwierzęcia lub >tzw. wroga, który nam samym nie zagraża. Obawiam sie jednak, >że poziomu tzw. moralności Kalego w tym miejscu nie >przekroczymy. > Podzielam Twoje zdanie na temat niepotrzebnego mordu zwierzat (wyliczono, iż vegetarianizm rozwiazałby problem głodu na naszym globie) a także polityki USA. Natomiast (od razu zaznaczam, że nie mam wyrobionego stanowiska na temat ochrony życia poczętego) nie rozumiem, dlaczego kurcze tak dziwnie myślisz: np. skoro komuś coś się stało, to niech innym też tak będzie. A co?! PO równo. Moim zdaniem te oba aspekty są odrebnymi sprawami i nalezy je rozpatrywać osobno-chociaż owszem, można porównać poziom wrazliwosci społeczeństwa do różnych spraw. Pozdrawiam ciepło i cieszę się, że ktoś poruszył problem zagłady zwierząt. Pzyznam się, że czesto przejeżdzam przy ubojni zwierząt, gdzie na placu stoi piec do spalania, czego? pewnie jakichś niepotrzebnych częsci ciał zwierząt. I wiem, że takich spraw nie należy porównywać, ale cały czas nasuwa się obraz, który już kiedyś widziałam-widok pieca krematoryjnego w Oświecimiu. Nawet komin ma taki sam, wąski i długi.
|
|
 | | Grzegorz (2117 punktów) | > Natomiast (od razu zaznaczam, że nie mam wyrobionego stanowiska na temat ochrony życia poczętego) nie rozumiem, dlaczego kurcze tak dziwnie myślisz: np. skoro komuś coś się stało, to niech innym też tak będzie. A co?! PO równo.
Ano własnie - przyznam, że podobna myśl przyszła mi do głowy. Czyżby teza postu brzmiała: skoro katujemy zwierzeta, mordujemy ludzi na wojanch, zamykamy oczy na ludzkie cierpienie, to co tam, prawem serii dorzućmy do tego jeszcze kilka dalszych przypadków ? IMO zycie, w każdej postaci, zasługuje na nasz szacunek przynajmniej w takim zakresie, żeby nie niszczyć go bez potrzeby, bez sensu, bezmyślnie, li tylko dla naszej wygody szczególnie ze niszczymy w ten sposób nieodwracalnie coś czego nie potrafimy odtworzyć w poprzednim kształcie. Nawet idiotyczna i bezcelowa wycinka lasu jest grzechem przeciwko rozsądkowi czy szeroko pojętemu szacunkowi do życia. Wielka masa niegodziwości nie uzasadnia kolejnych niegodziwości. Uporczywe powtarzanie błedów w coraz nowych dzidzinach, nie spowoduje, że błąd przestanie nim być, może natomiast wywołać odruch przyzwyczajenia do bezrefleksyjnego, błednego postępowania.
Pozdrawiam
|
|
|  | | mimbla (175 punktów) |
>IMO zycie, w każdej postaci, zasługuje na nasz szacunek przynajmniej w takim zakresie, żeby nie niszczyć go bez potrzeby, Czy w tym momencie nie usprawiedliwiasz jakichś zachowań,działan, które są zbędne a wygodne?
|
|
| |  | | Grzegorz (2117 punktów) | > Czy w tym momencie nie usprawiedliwiasz jakichś zachowań,działan, które są zbędne a wygodne?Cóż - staram się być realistą, wygoda to na pewno jest też jakąś potrzebą, sądzę, że są tu różne przypadki i różne rodzaje wygody. Jesli zrobi mi sie w kuchni mrowisko, to będę sie przed taką "inwazją" bronił nawet jeśli mrówki uważam za fascynujące stowrzenia  , ale jeśli przeszkadza mi mój szef to raczej nie będe się statrał go fizycznie wyeliminować. Poza tym tak jak piszę - "przynajmniej" w takim zakresie aby nie robić rzeczy pozbawionych uzasadnienia - kolejny etap to ocena tego uzasadnienia, a tu juz mamy kazuistykę np. nie jestem jakimś moralnym maksymalistą zamiatającym żuczki ze swojej drogi miotełką, ale ich celowe rozdeptywanie bo "fajnie trzeszczy pod butem" uważam za jakieś skrzywienie0 na które warto zwrócic uwagę. Pozdrawiam
|
|
|  | | dajmonion (3663 punktów) |
>Ano własnie - przyznam, że podobna myśl przyszła mi do głowy. Czyżby teza postu brzmiała: skoro katujemy zwierzeta, mordujemy ludzi na wojanch, zamykamy oczy na ludzkie cierpienie, to co tam, prawem serii dorzućmy do tego jeszcze kilka dalszych przypadków ? Nie, kolega outsider oczekuje tylko wyjesnienia pewnego paradoksu. Ow paradoks mialyby wyjasnic osoby posiadajace takie paradoksalne przekonania, ktorych na forum racjonalisty prawdopodobnie nie ma.
dajmonion
|
|
| |  | | outsider (2469 punktów) | Przyjemnie się pewnie pisze o cudzych oczekiwaniach - co nie znaczy, że trafnie.
Ja coś innego jednak miałem na myśli: nie tyle paradoks co niekonsekwencję. Mianowicie ci co z takim głębokim przekonaniem bronią podmiotowości embrionu a nawet plemnika (wszak drogi do komórki jajowej w żaden sposób mu się utrudniać nie powinno) z zasady nie przyznają żadnej istotnej podmiotowości zwierzętom (mówię rzecz jasna o statystycznym kształcie zjawiska, bo wyjątki zapewne istnieją). I nie sądzę, aby byli zdolni ową różnicę w podejściu do obu zagadnień przekonująco wyjaśnić.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej. (Nieboska komedia}
|
|
| arte | Myślę, że autor chciał jedynie zanegować prawo do wyrażania własnych poglądów hipokrykom, a nie zachęcać do kolejnych okrucieństw, czyli np. odebrać złodziejowi możliwość nauczania uczciwości, a np. mordercy nauczania poszanowania życia
|
|
 | | ugaguga | Nie wiem jak autor, ale ja - [+]
|
|
 | | Grzegorz (2117 punktów) | >Myślę, że autor chciał jedynie zanegować prawo do wyrażania własnych poglądów hipokrykom, a nie zachęcać do kolejnych okrucieństw, czyli np. odebrać złodziejowi możliwość nauczania uczciwości, a np. mordercy nauczania poszanowania życia
Hmmm ja to rozumiem tak - autor pisze (w skrócie) >>>"Zabijamy, Kastrujemy,Mordujemy się nawzajem, Zbiera żniwo straszliwa epidemia(...) A jednoczesnie jesteśmy świadkami potężnej, nie przebierającej w środkach akcji "ochrony życia poczetego" (...) Czyli - sympatycznie byłoby poznać uzasadnienie owej nieskończonej przewagi wartości ludzkiego potencjalnego zycia (...)"
Rozumiem, że ta "ochrona życia poczętego" wydaje się w jakiś sposób kontrowersyjna z punktu widzenia, innych niecnych ludkich postepków. Sugeruje (ja to tak odczytuję) hipokryzję i może w jakims stopniu słusznie, jednak moje pytanie, w jakimś sensie zawiera i odpowiedź (i bynajmniej nie uważam, że autor namawia do kolejnych okrucieństw) Odpowiedź ta, to wskazanie, że obrona każdego życia ma swoją wartość, szczególnie wobec seryjnego i bezrefleksyjnego jego niszczenia przez nasz gatunek.
Możliwość życia, ma moim zdaniem, zdecydowaną przewagę nad niemożliwością życia, co dotyczy chyba również ludzi - to moja odpowiedź na pytanie, zgodna z moim poglądem i rozumieniem sprawy.
Pozdrawiam
|
|
| outsider (2469 punktów) | Czas na niewielkie podsumowanie dyskusji. Słusznie podkreślają rozmówcy, że żadnego zła nie powinno sie wyrządzać. Jest rzeczą sumienia powstrzymywać się od wyrzadzania zbędnego zła, niekiedy wyrzadzać mniejszego aby zapobiec większemu. Jeśli jednak mówić nie o indywidualnym sumieniu a o systemie etycznym, do tego żądającym dla siebie sankcji prawnych - rzecz jest już zdecydowanie inna.
System etyczny ani system prawny same w sobie nie odnoszą się do poszczególnych przypadków,a tworzą normy ogólne i abstrakcyjne. Na tym właśnie abstrakcyjnym poziomie niesposób oddzielić od siebie różne rodzaje zła, albowiem etyka i prawo nie eliminują zła, a hierarchizują je, mówią jakiego zła wolno sie dopuścić w imieniu jakiego dobra (kara sama w sobie jest złem): muszą być zatem traktowane jako niepodzielna całość.
W tym świetle nadawanie nadmiernej rangi ludzkiemu "życiu poczętemu" odniesione do całokształtu etyki katolickiej świadczy o przyjęciu normy podstawowej wysoce abstrakcyjnej, acz silnie w chrześcijaństwie zakorzenionej: bycie człowiekiem choćby w formie zalążkowej i z cała pewnością pozbawionej jakiejkolwiek świadomości czy zdolności odczuwania cierpienia stoi nieskończenie ponad wszystkim innym. Nie ma konstantacji, żę w obliczu cierpienia i śmierci cierpiący człowiek stoi zdecydowanie bliżej cierpiącej krowy niż płodu, którym niegdyś był. Antropomorfizacji płodu nie towarzyszy jakakolwiek zdolność empatii dla bytów niewątpliwie czujących, co człowiekiem nie są.
Łatwo jest jednak "czynić dobro" cudzym kosztem - trudniej własnym. Bez wahania każemy urodzić kobiecie niechciane dziecko gwałciciela, bez wahania każemy każdej młodej (albo i nie) kobiecie odmienić wszelkie plany życiowe bo zaszła w ciążę, porzucić dom i naukę, oferując w zamian przytułek zwany Domem Samotnej Matki, łatwo godzimy sie na marną przyszłośc sieroty od urodzenia... Ale powstrzymać się od zjedzenia szyneczki? O nie, pal diabli to, że świnia cierpi.
Sam jadam mięso z przyjemnością. Co więcej, los związał moje sprawy rzeczywiste z przemysłem, który owa szyneczkę produkuje - to wszystko stanowi część moich indywidualnych norm moralnych. Dyskutując - zdarzało mi się nieraz - z obrońcami ustawy antyaborcyjnej, dostrzegam autentyczne przekonanie o okrucieństwie aborcji: cóż, kiedy z dyskusji wynika jednoznacznie niedostrzeganie okrucieństw zdecydowanie większych, w których przecież tak łatwo jest osobiście nie brać udziału. To może bardziej kwestia fałszywej świadomości niż hipokryzji (myślenie teistyczne uważam za fałszywa świadomość) - bieda jednak w tym, że skutkiem jest tworzenie norm obowiązujących wszystkich, i to norm nie tylko natury etycznej, a prawno-karnej.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej. (Nieboska komedia}
|
|
 | | Grzegorz (2117 punktów) | > Czas na niewielkie podsumowanie dyskusji /.../ bieda jednak w tym, że skutkiem jest tworzenie norm obowiązujących wszystkich, i to norm nie tylko natury etycznej, a prawno-karnej.Jak na podsumowanie dyskusji zabrakło mi tu jakiegoś konstruktywnego wniosku "de lege ferenda" czyli postulatu dotyczącego przyszłych regulacji prawnych, bowiem jak rozumiem sytuacje złe należy naprawiać, a sytuacja złą jest przekuwanie się wątpliwych etycznie norm, na normy powszechnie obowiązującego prawa karnego. Zatem czy mam wnioskować, że: 1) system prawa powinien zrównać znaczenia innych form życia z ludzkim, jeśli nie wszystkich form - to jakichś , jeśli nie w każdej sytuacji - to w jakich. Powstaje tu zagadnienie czy ozancza to traktowanie zwierząt lepiej, czy ludzi gorzej, czy nastepuje jakieś wypośrodkowanie podejść ? 2) przesadą byłoby może zrównywanie, więc przynajmniej pustulujemy jakiś postęp w stosunku do obecnej regulacji, bo wszak jakaś, choć zapewne niewystarczająca, ochrona prawna zwierząt istnieje. 3) system prawa powinien zezwolić na swobodną aborcję np. ze względu na status materialny matki i jednocześnie ustalić jaki status miałby być odpowiednio wysoki/niski (np. x PLN/osobę) już bez ingerowania w "prawa zwierząt", bo uznajemy, że nie ma jakiejś kapitalnej różnicy między człowiekiem i inną istotą żywą (choc taki wniosek prowadziłby jednak logicznie do postulowania czegoś na kształt wniosku z pkt. 1) 4) system prawa ma zakazać mięsożercom, wypowiadania się na temat etyki, ewentualnie nakazać ludziom wegetarianizm żeby jednak dyskutować mogli bez obawy o zarzut hipokryzji  Pozdrawiam PS. - może ktoś uznać, że sprowadzam sprawę do absurdu, ale podstawową bolączką wydają mi się być, w rozumieniu podsumowania - braki (a może właśnie nadmiary ?) w obowiązującym prawie, więc proponuję powiedzieć jasno, co chcemy w to miejsce mając na uwadze jako taką spójność systemu.
|
|
|  | | outsider (2469 punktów) | Wiesz, zajmuję sie w tym watku jakościa przesłanek prawa. Wiem z grubsza, jakie prawo na jednym i drugim obszarze dla mnie byłoby satysfakcjonujące - jednak prawo winno być m. in. prawem sprawiedliwym, a to w gruncie rzeczy nie oznacza nic innego, niż jego społeczną akceptację.
Postulat zmiany prawa uznawanego za niesprawiedliwe powinien być rzecz jasna głoszony, ale to przecież nie wyczerpie wszelkich słusznych działań. Albowiem każde prawo ma jakies społeczne poparcie - każda zmiana prawa bedziee zatem przez część społeczeństwa odebrana jako zamach na sprawiedliwość, i nie zyska jej poparcia: jesli chcielibysmy jakieś prawo zmienić rzecz i w tym, aby owa część była jak najmniej liczna.
Istotą systemu demokratycznego jest przecież to, że niczego nie wprowadza się na siłę i wbrew opinii publicznej - a opinię przekonuje sie do swojego stanowiska słowem. Także zwracaniem uwagi na to, jak bardzo uproszczony obraz rzeczywistości zaszczepia ludziom propaganda: tak masom ludzkim, jak i każdemu z osobna.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej. (Nieboska komedia}
|
|
| |  | | dajmonion (3663 punktów) |
> opinię przekonuje sie do swojego stanowiska słowem. Także zwracaniem uwagi na to, jak bardzo uproszczony obraz rzeczywistości zaszczepia ludziom propaganda: tak masom ludzkim, jak i każdemu z osobna. W pierwszym poscie oczekiwales wyjasnienia pewnej niespojnosci. To mnie zaskoczylo, pomyslalem sobie: Kto niby mialby to zrobic? Ciesze sie, ze w koncu wyjawiles swoj cel. Jest on wyraznie sformulowany w powyzszym cytacie. Chcialbym aby tez inni forumowicze jasno pisali, na czym ma polegac dyskusja w zapoczatkowanym przez nich watku: rozwiazywanie jakiegos problemu, narzekanie na KK, czy tez moze co innego. dajmonion
|
|
| | |  | | outsider (2469 punktów) | > W pierwszym poscie oczekiwales wyjasnienia pewnej niespojnosci. To mnie zaskoczylo, pomyslalem sobie: Kto niby mialby to zrobic?
Zgadzasz się co do istnienia niespójności czy nie? Jeśli nie - cóż, możemy dyskutować o tym czy jest ona faktem, czy moim tylko wymysłem; robimy to już zresztą w innych miejscach wątku. Jeśli tak - chociażby Ty mógłbyś się podjąć przyczyn wyjasnienia owej niespójności.
>Ciesze sie, ze w koncu wyjawiles swoj cel. Jest on wyraznie sformulowany w powyzszym cytacie. Chcialbym aby tez inni forumowicze jasno pisali, na czym ma polegac dyskusja w zapoczatkowanym przez nich watku: rozwiazywanie jakiegos problemu, narzekanie na KK, czy tez moze co innego.
Możesz widzieć w tym co cytujesz, cel tego wątku - wszak nie rozmawiamy tu o niczyich celach osobistych a o celowości napisania tego czy owego. Ja w każdym razie nie uważam ostrzegania przed demagogią za cel zdrożny: Ty rzecz jasna masz niezbywalne prawo sądzić inaczej.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej. (Nieboska komedia}
|
|
| | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >Zgadzasz się co do istnienia niespójności czy nie? Jeśli nie - cóż, możemy dyskutować o tym czy jest ona faktem, czy moim tylko wymysłem; robimy to już zresztą w innych miejscach wątku. Jeśli tak - chociażby Ty mógłbyś się podjąć przyczyn wyjasnienia owej niespójności. Bardzo chetnie. Przedstawie najpierw stanowisko KK w sprawie aborcji. Przede wszystkim duchowni przeciwni sa wprowadzaniu jakichkolwiek sztucznych granic w rozwoju ontogenetycznym czlowieka. Stwierdzenie, ze do trzeciego miesiaca zycia mamy do czynienia z plodem, a od dopiero potem z dzieckiem jest bardzo arbitralne. Jest to po prostu wyraz kompromisu pomiedzy zwolennikami a przeciwnikami aborcji. Tymczasem nawet srednio wyedukowany gimnazjalista pojmuje, ze rozwoj czlowieka jest procesem ciaglym. Wprowadzanie takich podzialow niesie ze soba niebezpieczenstwo przesuwania owych granic. Nic dziwnego, skoro sa one sztucznie narzucone. Nietrudno sobie wyobrazic, ze pewnego dnia kobiety, ktorych ciaza trwa trzy miesiace i trzy dni poczuja sie dyskryminowane i zarzadaja zmian w ustawie. Tak zwany argument z rowni pochylej jest powaznym argumentem i nie nalezy go bagatelizowac. Dlatego rozsadnie jest przyjac, ze czlowiek nabywa godnosc osoby ludzkiej w momencie poczecia, a nie pozniej. W tej bowiem chwili powstaje komorka o niepowtarzalnym kodzie genetycznym. Feministki czasami lansuja hasla typu: "Rece precz od mojego brzucha!" Coz za niewiarygodna ignorancja. Przeciez dziecko, ktore ma w brzuchu jest czyms istotnie roznym od niej samej. Nawet jesli kilkutygodniowe dziecko nie cierpi podczas miazdzenia jego cialka, to co z tego? Nie jest to przeciez jedyne kryterium czynow etycznych. O wartosci czlowieka stanowia rowniez potencjaly, jakie w nim tkwia. Piszesz w ktoryms poscie o dramatach kobiet, ktorym ciaza rujnuje zycie. To prawda. Jak dziewczyna zostala zgwalcona to ma problem. Czy jednak koniecznie musimy rozwiazywac ten problem aborcja, majac na uwadze wymienione wyzej niebezpieczenstwa przerywania ciazy? Skoncentrujmy raczej swoje wysilki na zorganizowaniu odpowiedniej opieki dla tych dziewczyn.
Niespojnosc, o ktorej piszesz dotyczy hierarchii bytow. Czlowiek zajmuje w niej wyzsze miejsce niz zwierzeta. Nie oznacza to, ze zwierzeta pozbawione sa jakiegokolwiek statusu moralnego, o czym swiadczy nizej zamieszczony przeze mnie cytat z Pisma Swietego. To stanowisko wydaje mi sie rozsadne. Gdybym mial do wyboru: uratowac dziecko albo malpe, chocby najzdolniejsza, z plonacego domu, to oczywiscie uratowalbym dziecko. Wyzej napisalem Ci dlaczego nowonarodzone dziecko nie rozni sie pod wzgledem przyslugujacej mu godnosci osoby ludzkiej od kilkutygodniowego plodu. Masz zatem odpowiedz, dlaczego plod jest cenniejszy od dowolnego zwierzecia.
>Możesz widzieć w tym co cytujesz, cel tego wątku - wszak nie rozmawiamy tu o niczyich celach osobistych a o celowości napisania tego czy owego. Ja w każdym razie nie uważam ostrzegania przed demagogią za cel zdrożny: Ty rzecz jasna masz niezbywalne prawo sądzić inaczej. Alez ja rowniez nie uwazam tego za cel zdrozny.
dajmonion
|
|
| | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Pozwolisz, że odpowiem tylko w tym miejscu? Zbyt sie nam juz dyskusja rozczłonkowała.
>Przede wszystkim duchowni przeciwni sa wprowadzaniu jakichkolwiek sztucznych granic w rozwoju ontogenetycznym czlowieka.
Nie sa w tym jednak konsekwentni. Gdyby byli, domagaliby sie zniesienia rozróżnienia między aborcją i zabójstwem. Czy to z ich strony gotowośc do kompromisu? Wątpię, raczej rozumieją, że istotne granice istnieją.
> Stwierdzenie, ze do trzeciego miesiaca zycia mamy do czynienia z plodem, a od dopiero potem z dzieckiem jest bardzo arbitralne. Jest to po prostu wyraz kompromisu pomiedzy zwolennikami a przeciwnikami aborcji.
Kompromis, z którego nic nie wynika - zatem nie kompromis a narzucenie przez jedną stronę swego zdania drugiej. Ani bowiem aborcja w I trymestrze ciąży nie jest prawem dozwolona, ani aborcja dokonana w II nie staje się zabójstwem - pozostaje nadal aborcją.
> Tymczasem nawet srednio wyedukowany gimnazjalista pojmuje, ze rozwoj czlowieka jest procesem ciaglym.
Nieco lepiej wyedukowany gimnazjalista zaczyna rozumieć, że słowo "czlowiek" nie jest bynajmniej terminem jednoznacznym. Manipulacje nim polegają na mieszaniu ze soba różnych znaczeń.
Czym innym jest bowiem człowiek "taki jak ja" - czym innym płod czy zygota. Nie nazywamy krowiego płodu "krową" - w przypadku człowieka niektórzy czynią tak bez wahania, choć sprawa bardziej istotna.
>Wprowadzanie takich podzialow niesie ze soba niebezpieczenstwo przesuwania owych granic. Nic dziwnego, skoro sa one sztucznie narzucone. Nietrudno sobie wyobrazic, ze pewnego dnia kobiety, ktorych ciaza trwa trzy miesiace i trzy dni poczuja sie dyskryminowane i zarzadaja zmian w ustawie. Tak zwany argument z rowni pochylej jest powaznym argumentem i nie nalezy go bagatelizowac.
Jak na razie to strona "pro-life" odrzuca wszelkie argumenty strony przeciwnej. A do równi pochyłej w praktyce baaaardzo daleko - choć niektórzy uważają za zeslizgiwanie sie po niej na przykład aborcję dla ratowania życia kobiety ciężarnej.
> Dlatego rozsadnie jest przyjac, ze czlowiek nabywa godnosc osoby ludzkiej w momencie poczecia, a nie pozniej. W tej bowiem chwili powstaje komorka o niepowtarzalnym kodzie genetycznym.
W owej chwili następuje redukcja , nic więcej. Wszelkie możliwe kombinacje były bowiem zawarte już wczesniej w kodzie komórek, ktoe uległy połączeniu. Skoro tak - to samo rozumowanie winno prowadzić do bezwzględnej ochrony praw plemników do dokonania zapłodnienia: zarówno antykoncepcja jak i celibat znalazłyby sie wtedy poza prawem.
W swietle powyższego nie przyjmuję Twojego założenia za rozsądne - chyba, że ma ono być rozsądne taktycznie.
> Feministki czasami lansuja hasla typu: "Rece precz od mojego brzucha!" Coz za niewiarygodna ignorancja. Przeciez dziecko, ktore ma w brzuchu jest czyms istotnie roznym od niej samej.
Czemu nazywasz ignorancją głoszenie pewnego poglądu w formie hasłowej? "Dziecko" które kobieta ma w brzuchu jest przynależy zdecydowanie bardziej do niej samej, niż do obcych facetów, chcących niz zarządzać.
> Nawet jesli kilkutygodniowe dziecko nie cierpi podczas miazdzenia jego cialka, to co z tego? Nie jest to przeciez jedyne kryterium czynow etycznych. O wartosci czlowieka stanowia rowniez potencjaly, jakie w nim tkwia.
Potencjały tkwia we wszystkim niemal. Nie powoduja jednak poza omawianym przez nas przypadkiem powodu, aby zaliczać "potencjał" do kategorii bytów, które mogą z niego powstać. Młoda dziewczyna która przypadkowo zaszła w ciążę ma znaczny potencjał bycia dobrą matką w przyszłości, gdy swoje sprawy życiowe najpierw ułoży: każe sie jej jednak porzucić wszystko - szkołę czy studia, dom - i rozpocząć dorosłę życie w sposób nienajlepiej rokujący. Lub każe sie jej porzucić dziecko, którego jeszcze nie ma...
Bez wahania bowiem "obrońcy życia" tworza sierocy potencjał...
> Piszesz w ktoryms poscie o dramatach kobiet, ktorym ciaza rujnuje zycie. To prawda. Jak dziewczyna zostala zgwalcona to ma problem. Czy jednak koniecznie musimy rozwiazywac ten problem aborcja, majac na uwadze wymienione wyzej niebezpieczenstwa przerywania ciazy? Skoncentrujmy raczej swoje wysilki na zorganizowaniu odpowiedniej opieki dla tych dziewczyn.
Raczej pozostawmy im wybór: dokonywaniem wyborów za innych piekło wybrukowano.
> Niespojnosc, o ktorej piszesz dotyczy hierarchii bytow. Czlowiek zajmuje w niej wyzsze miejsce niz zwierzeta. Nie oznacza to, ze zwierzeta pozbawione sa jakiegokolwiek statusu moralnego, o czym swiadczy nizej zamieszczony przeze mnie cytat z Pisma Swietego. To stanowisko wydaje mi sie rozsadne. Gdybym mial do wyboru: uratowac dziecko albo malpe, chocby najzdolniejsza, z plonacego domu, to oczywiscie uratowalbym dziecko.
Przykład nie bardzo adekwatny, Dajmonionie. Ale nasuwa myśl o płonącym laboratorium - rozważmy zatem przykład lepszy.
Płonie laboratorium - małpy w latkach krzycza ogarnięte paniką bo ogień coraz bliżej. Masz do wyboru: ratować albo owe małpy, albo naczynie z zamrożonymi ludzkimi zarodkami...
Mozliwe, że w tej modelowej sytuacji dokonalibysmy wyborów zdecydowanie różnych - a jest to sytuacja o wiele lepiej odpowiadająca przedmiotowi naszej dyskusji.
> Wyzej napisalem Ci dlaczego nowonarodzone dziecko nie rozni sie pod wzgledem przyslugujacej mu godnosci osoby ludzkiej od kilkutygodniowego plodu. Masz zatem odpowiedz, dlaczego plod jest cenniejszy od dowolnego zwierzecia.
Napisałeś - ale to nie znaczy że cokolwiek uzgodnilismy. Bo jak to właściwie jest, Dajmonionie?
Nie różni się pod względem godności osoby ludzkiej - jest zatem osobą ludzką czy nie jest? Jakiej byś zreszta nie udzielił odpowiedzi, oznacza ona zarazem, że godność np. moja nie jest inna (szczególnie: większa) niż godność płodu. Cóz, zaczyna to być zrozumiałe: płód jako taki osobowej woli przecież wykazywać nie może, zatem i woli osób dorosłych jakiekolwiek poszanowanie się nie należy - konkluzja jasna.
Czy ją właśnie miałeś na myśli, Dajmonionie?
|
|
| | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | > Nie sa w tym jednak konsekwentni. Gdyby byli domagaliby sie zniesienia rozroznienia miedzy aborcja i zabojstwem. >Czy to z ich strony gotowosc do kompromisu? Watpie, raczej rozumieja, ze istotne granice istnieja. Duchowni caly czas zwracaja uwage na to, ze termin aborcja jest eufemizmem. Ciagle powtarzaja, ze aborcja to nic innego jak tylko zabicie nienarodzonego jeszcze dziecka. To prawda, ze czesto sami posluguja sie tym slowem ale to nie swiadczy jeszcze o tym, ze owo rozroznienie pojeciowe jest dla nich odzwierciedleniem rzeczywistego stanu rzeczy. W fizyce mamy do czynienia z sytuacja analogiczna. W tym semestrze mialem termodynamike i profesor nagminnie poslugiwal sie okresleniem "przeplyw ciepla". Czy to oznacza, ze wierzy on nadal w teorie "cieplika" zgodnie z ktora cieplo jest rodzajem substancji przeplywajacej z jednego ciala do drugiego? Oczywiscie, ze nie. Ta teoria zostala dawno temu obalona, a cieplo definiuje sie obecnie jako proces przekazywania energii miedzy ukladem a otoczeniem w wyniku istnienia miedzy nimi roznicy temperatur. Wzgledy historyczne zadecydowaly o tym, ze nadal funkcjonuje okreslenie "przeplyw ciepla". Podobnie jest w przypadku aborcji. Zarzucanie ksiezom, ze przyjmuja rozgraniczenie miedzy aborcja a zabojstwem, gdyz posluguja sie tymi okresleniami przypomina przypisywanie profesorom wiary w przestarzale teorie tylko dlatego, ze posluguja sie stara nomenklatura. dajmonion
|
|
| | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Mozna by zasadnie nazwać termin "aborcja" eufemizmem, gdyby termin "dziecko poczęte" istotnie należał do języka np. polskiego a nie do pewnej okreslonej nowomowy: w tym przypadku katolickiej - języki polski zawiera jednak termin "płód" i to wystarcza.
Okreslenia typu "demokracja socjalistyczna" (co demokracją nie jest), "dziecko poczete" (co dzieckiem nie jest) to terminy potrzebne ideologom dla zakłamania rzeczywistości i zaburzenia procesu komunikacji - ludzie rozumni posługują sie w komunikacji wzajemnej językiem ogólnie przyjętym. Mozna przyjąć, że dziecko poczęte podobnie jak zabicie płodu to metafory - metafory jednak nie zastępują pojęć podstawowych, ich rolą jest co najwyżej wyrażenie pewnych emocji.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej. (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >> Tymczasem nawet srednio wyedukowany gimnazjalista pojmuje, ze rozwoj czlowieka jest procesem ciaglym. >Nieco lepiej wyedukowany gimnazjalista zaczyna rozumieć, że słowo "czlowiek" nie jest bynajmniej terminem jednoznacznym. Manipulacje nim polegają na mieszaniu ze soba różnych znaczeń. >Czym innym jest bowiem człowiek "taki jak ja" - czym innym płod czy zygota. Nie nazywamy krowiego płodu "krową" - w przypadku człowieka niektórzy czynią tak bez wahania, choć sprawa bardziej istotna. Czlowieczenstwo odnosi sie nie do aktualnosci, a do potencjalnosci, a wtedy jest to termin jednoznaczny. Zygota, plod i czlowiek dorosly roznia sie pod wzgledem aktualnosci, a nie potencjalnosci dzieki czemu w kazdym przypadku mozemy powiedziec, ze mamy do czynienia z czlowiekiem. Pojmowanie czlowieczenstwa w kategoriach aktualnosci prowadzi do takich absurdalnych stwierdzen, ze z dziewczynka mamy do czynienia od momentu, kiedy nabywa ona wygladu dziewczynki. Jest to ewidentna bzdura. Plec jest bowiem okreslona od momentu zaplodnienia para chromosomow plciowych. Na tym prostym przykladzie mozna zrozumiec, ze bycie dziewczynka odnosi sie wlasnie do potencjalnosci, a nie aktualnosci. Slowa, ktorymi sie poslugujemy czesto tylko pozornie kroja rzeczywistosc. Stadia rozwojowe nie sa etapami nabywania czlowieczenstwa, tylko jego stopniowego uwidaczniania. >> Tak zwany argument z rowni pochylej jest powaznym argumentem i nie nalezy go bagatelizowac. >Jak na razie to strona "pro-life" odrzuca wszelkie argumenty strony przeciwnej. pudlo! nie odrzucam wszystkich argumentow. Jezeli dochodzi do ciazy pozamacicznej i lekarze stwierdzaja, ze zagraza to zyciu kobiety, wowczas ona sama powinna podjac decyzje. > A do równi pochyłej w praktyce baaaardzo daleko - nie zaprzeczysz, ze istnieje takie niebezpieczenstwo, nie badzmy krotkowzroczni. >choć niektórzy uważają za zeslizgiwanie sie po niej na przykład aborcję dla ratowania życia kobiety ciężarnej. a zatem sa w bledzie. >> Dlatego rozsadnie jest przyjac, ze czlowiek nabywa godnosc osoby ludzkiej w momencie poczecia, a nie pozniej. W tej bowiem chwili powstaje komorka o niepowtarzalnym kodzie genetycznym. >W owej chwili następuje redukcja , nic więcej. Wszelkie możliwe kombinacje były bowiem zawarte już wczesniej w kodzie komórek, ktoe uległy połączeniu. Skoro tak - to samo rozumowanie winno prowadzić do bezwzględnej ochrony praw plemników do dokonania zapłodnienia: zarówno antykoncepcja jak i celibat znalazłyby sie wtedy poza prawem. dlaczego mam bronic stanow, ktore nie zaistnialy? >> Feministki czasami lansuja hasla typu: "Rece precz od mojego brzucha!" Coz za niewiarygodna ignorancja. Przeciez dziecko, ktore ma w brzuchu jest czyms istotnie roznym od niej samej. >Czemu nazywasz ignorancją głoszenie pewnego poglądu w formie hasłowej? "Dziecko" które kobieta ma w brzuchu jest przynależy zdecydowanie bardziej do niej samej, niż do obcych facetów, chcących niz zarządzać. przynalezy w tym sensie, ze ma sie ona nim pozniej zajmowac, a nie w tym, ze jest czescia niej. Nie moze byc tak, ze ktos glosi nieprawde w celu przekonania opinii publicznej do swoich racji. >> O wartosci czlowieka stanowia rowniez potencjaly, jakie w nim tkwia. >Potencjały tkwia we wszystkim niemal. Slusznie i to one decyduja o wartosci rzeczy. Ziarno jest cenne ze wzgledu na tkwiaca w nim potencjalnosc. >Nie powoduja jednak poza omawianym przez nas przypadkiem powodu, aby zaliczać "potencjał" do kategorii bytów, które mogą z niego powstać. Dzieki potencjalowi mamy wizje przyszlosci, co pozwala nam uniknac niemadrych posuniec (np. aborcja). >Młoda dziewczyna która przypadkowo zaszła w ciążę ma znaczny potencjał bycia dobrą matką w przyszłości, gdy swoje sprawy życiowe najpierw ułoży: każe sie jej jednak porzucić wszystko - szkołę czy studia, dom - i rozpocząć dorosłę życie w sposób nienajlepiej rokujący. Lub każe sie jej porzucić dziecko, którego jeszcze nie ma... pojecie "zlej sytuacji dziewczyny" jest wzgledne i nie mozemy od czegos takiego uzalezniac decyzji o aborcji. Nie mowie oczywiscie o przypadku, kiedy dziewczynie grozi smierc (o czym wyzej). >> Skoncentrujmy raczej swoje wysilki na zorganizowaniu odpowiedniej opieki dla tych dziewczyn. >Raczej pozostawmy im wybór: dokonywaniem wyborów za innych piekło wybrukowano. Truizmem jest stwierdzenie, ze pewnych rzeczy nalezy ludziom zakazywac. >> Gdybym mial do wyboru: uratowac dziecko albo malpe, chocby najzdolniejsza, z plonacego domu, to oczywiscie uratowalbym dziecko. >Przykład nie bardzo adekwatny, Dajmonionie. Ale nasuwa myśl o płonącym laboratorium - rozważmy zatem przykład lepszy. >Płonie laboratorium - małpy w latkach krzycza ogarnięte paniką bo ogień coraz bliżej. Masz do wyboru: ratować albo owe małpy, albo naczynie z zamrożonymi ludzkimi zarodkami... ratowalbym oczywiscie ludzi. A gdyby jeden z tych zarodkow byl Twoim przyszlym dzieckiem, to tez ratowalbys malpy? Ciekawe co by na to Twoja zona powiedziala. dajmonion
|
|
| | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Kończę dyskusję wobec niemożności uzgodnienia semantyki, Dajmonionie. Gdybysmy mieli dalej o tym temacie rozmawiać (pewnie się jeszcze zdarzy), żacząć należałoby od semantyki - inaczej dyskusja nie jest dyskusją. Wrócę jeszcze tylko do poniższego:
>>> Gdybym mial do wyboru: uratowac dziecko albo malpe, chocby najzdolniejsza, z plonacego domu, to oczywiscie uratowalbym dziecko. >>Przykład nie bardzo adekwatny, Dajmonionie. Ale nasuwa myśl o płonącym laboratorium - rozważmy zatem przykład lepszy. >>Płonie laboratorium - małpy w latkach krzycza ogarnięte paniką bo ogień coraz bliżej. Masz do wyboru: ratować albo owe małpy, albo naczynie z zamrożonymi ludzkimi zarodkami... > ratowalbym oczywiscie ludzi. A gdyby jeden z tych zarodkow byl Twoim przyszlym dzieckiem, to tez ratowalbys malpy? Ciekawe co by na to Twoja zona powiedziala.
Moja zona moją żoną - do naszej dyskusji jej mieszać nie warto - nie sądź, że kompletnie Ci nieznana osoba musi koniecznie rozumować tak jak Ty. Natomiast nieco skomplikuję zadanie, które tak łatwo rozwiązujesz:
W płonącym laboratorum znajdują się Twoj niedołężny ojciec, któremu już niewiele życia pozostało - i od Ciebie pochodzące zamrożone zarodki, powiedzmy - dziesięć. Możesz wynieść z płomieni albo ciężkie naczynie Dewara z zarodkami ("ludźmi" jak piszesz), albo ojca. Godzisz się zapewne, że lepiej poświęcic jednego dla ratowania wielu niż odwrotnie, rozumiem zatem Twój wybór - ja jednak wyniósłbym w tej sytuacji ojca, choć nie wiem czy zrozumiesz czemu.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej. (Nieboska komedia}
|
|
| |  | | Grzegorz (2117 punktów) | >Wiesz, zajmuję sie w tym watku jakościa przesłanek prawa. Wiem z grubsza, jakie prawo na jednym i drugim obszarze dla mnie byłoby satysfakcjonujące - jednak prawo winno być m. in. prawem sprawiedliwym, a to w gruncie rzeczy nie oznacza nic innego, niż jego społeczną akceptację.
1) Zatem po prostu podaj te satysfakcjonujące dla Ciebie rozwiązanie. Łatwiej się rozmawia kiedy wiemy jakie kto ma propozycje i pogląd, inaczej cokolwiek napiszę będzie tylko w najlepszym razie imputowaniem, w gorszym budowaniem "słomianej kukły"
2) zdefiniuj proszę bliżej "społeczną akceptację" w jakichś mierzalnych kategoriach, chodzi jak sądzę o rozwiąznie, które pasuje większości ? a jeśli tak to jakiej - zwykłej czy kwalifikowanej ? wiadomo, że wszystkim się nie dogodzi, ale czy jeśli powiedzmy 50% + 1 obywatel tego kraju, wybiorą inny model niż Ty, zmienisz zdanie lub zaakceptujesz cos wbrew swoim poglądom ? a jesli 55,65,75,85,95 % ? Ilu ludzi musi głosować za/przeciw żeby zmienić jakiś Twój wewnętrzny imperatyw moralny ? Czy dopuszczasz do siebie myśl, że może nie chodzi o "akceptację społczną" tylko raczej Twoją własną ?
>Postulat zmiany prawa uznawanego za niesprawiedliwe powinien być rzecz jasna głoszony, ale to przecież nie wyczerpie wszelkich słusznych działań. Albowiem każde prawo ma jakies społeczne poparcie - każda zmiana prawa bedziee zatem przez część społeczeństwa odebrana jako zamach na sprawiedliwość, i nie zyska jej poparcia: jesli chcielibysmy jakieś prawo zmienić rzecz i w tym, aby owa część była jak najmniej liczna.
Myślę, że chcąc uzyskać popacie dla zmian, nie wystarczy mówić że jest źle, ani nawet pozkazywac że jest źle, ale trzeba pokazać alternatywę - jak chcemy zrobić żeby było dobrze (no może chciaż lepiej) - krytyka to rzecz łatwa - nawet najprymitywniejsi po mistrzowsku potrafią grać na niezadowoleniu.
>Istotą systemu demokratycznego jest przecież to, że niczego nie wprowadza się na siłę i wbrew opinii publicznej - a opinię przekonuje sie do swojego stanowiska słowem. Także zwracaniem uwagi na to, jak bardzo uproszczony obraz rzeczywistości zaszczepia ludziom propaganda: tak masom ludzkim, jak i każdemu z osobna.
Słowo musi nieść konkret, bo inaczej jest albo demagogią, albo pobożnymi życzeniami, a najcześciej jednym i drugim na raz. Poza tym jak mam ocenić czy Twoja propozycja, jest lepsza niż to co mam obecnie, skoro słyszę tylko, że to co mam jest złe ?
Nie wiem, może niesłusznie, ale obawiam się, że ów "uproszczony obraz rzeczywistości zaszczepiony przez propagandę", o którym piszesz, to po prostu zbiór opinii sprzecznych lub niezgodnych z Twoimi własnymi.
Pozdrawiam
|
|
| | |  | | outsider (2469 punktów) | Czemu niby mam definiować sam prawo - i jeszcze pisać o tym na forum? Są znane postulaty w tej dziedzinie - różne lecz zbliżone w dwu grupach: jedna liberalizująca prawo aborcyjne, druga całkowicie zabraniająca. Ta pierwsza jest mi bliska, acz osobiście nie mam skłonności prawotwórczych - po co rzucać setną kolejną propozycję? szczegółową, skoro jak na razie możliwości zmiany prawa nie widać?
Zaś co do losu zwierząt - póki co jest potrzebna dyskusja i przestrzeganie już istniejącego prawa.
Reszty Twojego tekstu, przyznam sie szczerze - nie rozumiem. Opisuję sytuację istniejącą celem analizy motywów i przesłanek pewnych publicznie głoszonych postaw - Ty natomiast każesz mi porzucić to, i zająć się zmienianiem prawa. Sorry, Grzegorzu, ale to ja decyduję, o czym ja piszę.
Zdaję sobie również sprawę z tego, że obecnie w Polsce statystyczna opinia o dopuszczalności aborcji, jak i o właściwym stosunku do zwierząt jest odmienna od mojej - Ty zaś wdajesz się w dywagacje na temat kryteriów społecznej akceptacji; jaki ma to związe z tym co napisałem?
Istotnie - uważam się za bardziej odpornego na propagandę niż wynosi społeczna srednia - choćby z tego tyułu, że niejedna już przewaliła się nad moją głową, a ja żadnej z nich nie uległem. Mam więc chyba prawo uważać swoje własne opinie za sprzeczne z upowszechnianymi przez propagandę? Choćby ludzie młodzi - są indoktrynowani od szkoły podstawowej poczynając a nwet wcześniej: a indoktrynacja ta jest społecznie pochwalana znacznie bardziej niż niegdyś indoktrynacja przez PZPR - mają młodzi ludzie prawo bardziej niż np. ja propagandzie ulegać?
Pozdrawiam wzajemnie.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej. (Nieboska komedia}
|
|
| | | |  | | Grzegorz (2117 punktów) | > Czemu niby mam definiować sam prawo - i jeszcze pisać o tym na forum? Są znane postulaty w tej dziedzinie - różne lecz zbliżone w dwu grupach: jedna liberalizująca prawo aborcyjne, druga całkowicie zabraniająca.Nie znam propozycji "całkowicie" zabraniających, a i liberalizacja to pojęcie dość mgliste - chciałem poznać Twój pogląd, szczególnie, że propozycji jest dużo, ale nie upieram się - wątek skręcił w stronę doktryny, której dobrze nie znam - więc musze się wyłączyć > Reszty Twojego tekstu, przyznam sie szczerze - nie rozumiem. Opisuję sytuację istniejącą celem analizy motywów i przesłanek pewnych publicznie głoszonych postaw - Ty natomiast każesz mi porzucić to, i zająć się zmienianiem prawa. Sorry, Grzegorzu, ale to ja decyduję, o czym ja piszę.Ależ oczywiście, wyszedłem tylko z założenia, że krytykujesz pewne rozwiązania prawne, bo chyba sam fakt, że np. katolicy nie chcą na sobie przeprowadzać aborcji nie budzi chyba niczyjego sprzeciwu - to Cię wszak nie dotyka, dotyka Cię natomiast prawny zakaz. Piszesz cyt: "bieda jednak w tym, że skutkiem jest tworzenie norm obowiązujących wszystkich, i to norm nie tylko natury etycznej, a prawno-karnej"Ale OK - nie narzucę Ci przecież tego co masz pisać co słusznie zauważyłeś. > Zdaję sobie również sprawę z tego, że obecnie w Polsce statystyczna opinia o dopuszczalności aborcji, jak i o właściwym stosunku do zwierząt jest odmienna od mojej - Ty zaś wdajesz się w dywagacje na temat kryteriów społecznej akceptacji; jaki ma to związe z tym co napisałem?Taki, że powołując się na "społeczną akceptację" jako kryterium "sprawiedliwości" prawa, cyt. "prawo winno być m. in. prawem sprawiedliwym, a to w gruncie rzeczy nie oznacza nic innego, niż jego społeczną akceptację." oczekujesz przyjęcia swoich rozwiązań za słuszne - a nie "społecznych". Z resztą wynika to również z tego co napisałeś dalej. > Istotnie - uważam się za bardziej odpornego na propagandę niż wynosi społeczna srednia /.../Wszystko jasne, tylko że wtedy nie ma co dowoływać się do tego co "słuszne i sprawiedliwe" w ocenie społeczeństwa, jego oceny wcale nie masz zamiaru traktować jaka ważącej, a nawet uznajesz za manipulowaną propagandowo. Ot i o tyle moich wyjaśnień - przyznaję, że dopiero kiedy sformułowałeś wyraźnie tezę powyżej zrozumiałem o co chodzi a "w tym temacie"  nie będę się wypowiadał Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | outsider (2469 punktów) | > >Czemu niby mam definiować sam prawo - i jeszcze pisać o tym na forum? Są znane postulaty w tej dziedzinie - różne lecz zbliżone w dwu grupach: jedna liberalizująca prawo aborcyjne, druga całkowicie zabraniająca.> Nie znam propozycji "całkowicie" zabraniających, a i liberalizacja to pojęcie dość mgliste - chciałem poznać Twój pogląd, szczególnie, że propozycji jest dużo,Mówimy rzecz jasna o propozycjach - powiedzmy - środowiskowych: jednak z takich propozycji stała sie ciałem i obowiązuje obecnie. Owszem, są propozycje całkowitego zakazu aborcji. Liberalizacja? Najprościej rzecz ujmując zbliżenie się do stanu typowego na Zachodzie Europy: aborcja na wniosek matki do końca I trymestru ciąży - reszta to szczegóły. Może i powinno istnieć obowiązkowe poradnictwo czy obowiązkowe rozmowy (jak zwał, tak zwał) - byleby było poradnictwem czyli koncentrowało sie na osobie kobiety chcącej przerwać ciążę, a nie na takich czy innych założeniach wstępnych - zwłaszcza takich, co do których nie ma społecznego consensusu. > >ale nie upieram się - wątek skręcił w stronę doktryny, której dobrze nie znam - więc musze się wyłączyćMasz na mysli doktrynę prawną? > >Reszty Twojego tekstu, przyznam sie szczerze - nie rozumiem. Opisuję sytuację istniejącą celem analizy motywów i przesłanek pewnych publicznie głoszonych postaw - Ty natomiast każesz mi porzucić to, i zająć się zmienianiem prawa. Sorry, Grzegorzu, ale to ja decyduję, o czym ja piszę.> Ależ oczywiście, wyszedłem tylko z założenia, że krytykujesz pewne rozwiązania prawne,Tak zrozumiałeś post tytułowy? Gdybym miał zamiar zająć się w tym wątku ustawodawstwem, napisałbym to. Pewne stanowisko w sprawie prawnej nie musi przecież ograniczać moich wypowiedzi na innych polach z tematem związanych. > >bo chyba sam fakt, że np. katolicy nie chcą na sobie przeprowadzać aborcji nie budzi chyba niczyjego sprzeciwu - to Cię wszak nie dotyka, dotyka Cię natomiast prawny zakaz.I zadumałem się... Katolicy nie chcą, Polska niemal wyłącznie z katolików złożona - kogóż więc na Boga dotyczy owo prawo antyaborcyjne i dalsze jego rozszerzenia (pamiętasz a może nie, mówiło się że pałka milicyjna to elastyczne przedłużenie konstytucji...), choćby te autorstwa Izby Lekarskiej? Rodzi sie we mnie niedobre podejrzenie, że całą ustawę sprokurowano celem dyskryminacji niekatolickiej mniejszości, bo skoro jak powadasz - katolicy nie chcą? Jak rozumiem, nie chcą dobrowolnie, czyli nie chcieliby nawet bez ustawy: sugerujesz zatem, że jedna grupa społeczna zabrania innym tego, czego sama i tak nie chce? A może jednak i katolicy nieraz "nie chcą ale muszą" - jak mawiał Mistrz? Piszesz cyt: > "bieda jednak w tym, że skutkiem jest tworzenie norm obowiązujących wszystkich, i to norm nie tylko natury etycznej, a prawno-karnej"> Ale OK - nie narzucę Ci przecież tego co masz pisać co słusznie zauważyłeś.> >Zdaję sobie również sprawę z tego, że obecnie w Polsce statystyczna opinia o dopuszczalności aborcji, jak i o właściwym stosunku do zwierząt jest odmienna od mojej - Ty zaś wdajesz się w dywagacje na temat kryteriów społecznej akceptacji; jaki ma to związe z tym co napisałem?> Taki, że powołując się na "społeczną akceptację" jako kryterium "sprawiedliwości" prawa, cyt. "prawo winno być m. in. prawem sprawiedliwym, a to w gruncie rzeczy nie oznacza nic innego, niż jego społeczną akceptację." oczekujesz przyjęcia swoich rozwiązań za słuszne - a nie "społecznych". Z resztą wynika to również z tego co napisałeś dalej.Jeden z nas nie rozumie drugiego, Grzegorzu. Domagam się - moje prawo - nie znaczy to jednak, że spodziewam się, aby to odniosło skutek. Zauważam natomiast, że prawo (jakiekolwiek) aby w opinii statystycznego Kowalskiego uchodziło za sprawiedliwe musi być przez statystycznego Kowalskiego aceptowane: czy jestem statystycznym Kowalskim? Nie sądzę. I mam pełną świadomość, że zmiana prawa na bardziej przeze mnieakceptowane wymaga społecznego nacisku, zatem wymaga społecznegoprzekonania o słuszności takiej zmiany. Rzecz jasna, zmiany dokonanej nie siła np. autorytetu, a siłą argumentów i przekonywania. > >Istotnie - uważam się za bardziej odpornego na propagandę niż wynosi społeczna srednia /.../> Wszystko jasne, tylko że wtedy nie ma co dowoływać się do tego co "słuszne i sprawiedliwe" w ocenie społeczeństwa, jego oceny wcale nie masz zamiaru traktować jaka ważącej, a nawet uznajesz za manipulowaną propagandowo.Wiążącej dla kogo? Dla mnie nie - muszę być posłuszny prawu, ale myśleć mam prawo swoje niezależnie od statystycznych poglądów społeczeństwa. Pamiętajmy natomiast, że ocena społeczna bywa zmienną: niekoniecznie jest tak, że katolik musi podzielać poglądy ntyaborcjonistów. > Ot i o tyle moich wyjaśnień - przyznaję, że dopiero kiedy sformułowałeś wyraźnie tezę powyżej zrozumiałem o co chodzi a "w tym temacie" nie będę się wypowiadał> PozdrawiamWzajemnie. Ale - szczerze mówiąć - nie bardzo zrozumiałem, co Ty zrozumiałeś... Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej. (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | |  | | Grzegorz (2117 punktów) | > Masz na mysli doktrynę prawną?Nie - raczej właśnie etyczno - moralną, której uzasadnienia chciałeś > Tak zrozumiałeś post tytułowy? Gdybym miał zamiar zająć się w tym wątku ustawodawstwem, napisałbym to.Odrobina konsekwencji. Jeśli ktoś mówi że chce sobie zrobić kanapki to pytanie jakiego chleba użyje nie jest chyba pozbawione sensu. Jeśli ktoś mówi, że wcielono do prawa normy etyczne, których podstawy nie rozumie i nie przyjmuje, to pytanie o propozycje zmian prawa też chyba nie jest bez sensu ? Może nieco szerzej - wdrożenie regulacji wymaga istnienia jakiegoś ratio legis. Dobrze by było gdyby owo ratio było zgodne z odczuciami, czy mówiąc wyświechtanym już określeniem, systemem wartości, społeczeństwa, które sobie taką regulację wprowadza. Postawiliśmy sobie w istniejącym systemie prawa za jeden z nadrzędnych celów, ochronę wartości jaką jest życie i zdrowie człowieka. Przestępstwa przeciwko tej wartości traktujemy jako szczególnie ciężkie. Sugerujesz, że nie ma jakiegoś szczególnego powodu, aby uznać, że życie ludzkie jest aż takie szczególne - robiąc to wychodzisz poza ramy podstaw systemu jako takiego. Proponujesz zatem zmianę owego ratio legis - stąd moje pytanie - czy należy zrównać znaczenie każdego życia bez względu na jego formę. Pytanie nie jest, aż takim czepialstwem, za jakie być może je uznałeś, bo teoretycznie czemu tak nie uznać, ale możliwe są trzy rozwiązania - sprowadzamy życie człowieka do obecnego poziomu ochrony życia zwierzęcia, podnosimy poziom ochrony życia zwierzęcia do poziomu ludzkiego, dokonujemy jakiegoś wypośrodkowania. W pierwszym przypadku "ubój" człowieka, jak w "Rzeźni nr 5" Vonnegut'a, może być regulowany, ale jest możliwy, w drugim, przeprowadzanie eksperymentów na królikach jest zbrodnią taką jak przeprowadzanie ich na ludziach, w trzecim trudno cos powiedzieć bo zleży od stopnia wypośrodkowania - bezsprzeczne jest jednak zrównanie ochrony. Po co tak się rozwodzę ? Ano dla dość poważnego celu jakim jest spójność systemu, bowiem tylko w przypadku pierwszym i być może trzecim (w zależności od poziomu wypośrodkowania) problem aborcji nam po prostu sam odpada, jako, że uznaliśmy życie za coś chronionego w sposób słaby. Moim zdaniem nie może być spójny system, w którym życie ludzkie jest wartością szczególnie chronioną, za jego przerwanie grożą najcięższe sankcje, a jednocześnie przewidujący możliwość zupełnie swobodnego decydowania o życiu, które jakie by nie było, jest czymś odrębnym od życia innego człowieka. Co więcej nie jest to przypadkek obrony koniecznej (który chyba jest zrozumiały) ani ciężkiego przewinienia, za które chcemy śmiercią karać bo to tez inna sytuacja. Ot i wszystko. Na tym się problem regulacji zasadza, dlatego właśnie głównym zagadnieniem w dyskusjach "aborcyjnych" jest określenie momentu, w którym człowiek staje się człowiekiem bo od takiej chwili chronimy jego życie w sposób szczególny, zgodnie z zasadą nadrzędną. Jeśli zmienimy zasadę nadrzędną - problem przestanie istnieć. Ustalając jakąś konwencjonalną granicę człowieczeństwa, narażamy się na nieuchronny spór o trafność ustalenia tej granicy, szczególnie, że mówimy o zjawisku ludzkiego życia - to właśnie taki spór mamy obecnie, ale akurat do niego się nie odnosisz więc i ja ta sprawę pominę. Jeśli mówimy o wewnętrznej sprzeczności pewnej normy, to należy rozważyć IMHO sposób i konsekwencje usunięcia tej sprzeczności (o ile uznamy jej istnienie) - czyli konsekwencję zmiany jednej z podstaw systemu. > Rodzi sie we mnie niedobre podejrzenie, że całą ustawę sprokurowano celem dyskryminacji niekatolickiej mniejszości,Nie jestem katolikiem i nie jestem też zwolennikiem "dowolności aborcyjnej". Prawo do życia uważam za "prawo naturalne", a przyjmuję, że, tak jak w prawie karnym - wszelkie wątpliwości należy tłumaczyć na korzyść "oskarżonego". Jeśli nawet samo narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia traktujemy jak przestępstwo np. Art. 160. § 1. Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3opierając się już nie na fakcie uszczerbku, ale na jego prawdopodobieństwie , to czemu to samo prawdopodobieństwo (tu akurat w zakresie bezdyskusyjnym - czyli prawdopodobieństwo "stania się" istotą ludzką bez wchodzenia w zjawiska duchowe czy nawet biologiczne) w innym wypadku traktować inaczej - to byłaby chyba sprzeczność ? Dlatego właśnie postawienie problemu pewnej normy etycznej wcielonej w obowiązujące prawo, rozpatruję przez pryzmat jego spójności i zakresu zmian jakich należałoby dokonać, niezależnie od jednostkowego przypadku, w warunkach jakie określiłeś w pierwszym poście, czyli wobec zestawienia wartości różnych rodzajów życia w różnych warunkach i wobec Twojego: > sympatycznie byłoby poznać uzasadnienie owej nieskończonej przewagi wartości ludzkiego potencjalnego życia nad bynajmniej nie potencjalnym życiem zwierzęcia lub tzw. wroga, który nam samym nie zagraża.Przedstawiam kontekst, aby wszystko było jasne bo sporo narosło nieporozumień  Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Co do ustawodawstwa:
Nie proponuję żadnego nowego prawa. O ile pamiętam, ustawę regulująca prawo do aborcji uchwalono początkowo w kształcie zezwalającym na aborcję z tzw. przyczyn społecznych - legislacja jednak nie zakończyła sie na tym i ustawa przekształciła sie z liberalnej w restrykcyjną.
Nie działamy w próżni prawnej, nie musimy koniecznie czegokolwiek wymyslać. Sa normy prawne przyjęte w państwach neutralnych światopogladowo: rózne, ale pewne szczegóły sa zbieżne: uznanie za okres aborcji dopuszczalnej I trymestr ciąży, dokonywanie aborcji na żądanie kobiety - pod pewnymi warunkami, ale nie są to warunki nie do pokonania. Dlatego nie bedę przedstawiał własnej propozycji - nalezy sie po prostu oprzeć o prawo już w państwach europejskich funkcjonujące: dziś a nie np. przed wojną.
Co do ratio legis i systemu wartości:
Zgodnośc prawa z "systemem wartości" większości społeczeństwa nie jest racją jedyną. Wyobraźmy sobie pytanie referendalne: czy powinniśmy płacić podatki - być może odpowiedź większości brzmiałaby TAK, jednak nie liczyłbym na to. Odczucie powszechne nie musi być rozumne, suma postaw jednostkowych nie musi służyć dobru wspólnemu.
Zauważyłem, że w całym wywodzie pomijasz pewien istotny element: różnicę między przedstawicielem gatunku a jego "półfabrykatem". Prawo rozróżnia to i dziś: rozróżnienie między aborcja a zabójstwem jest zdecydowane. Ostatecznie prawo zabijania zakazuje - po co zatem szczególny przepis antyaborcyjny? Na terenie prawa nie uważa sie życia płodu za identyczne z życiem czowieka - są to dwie zdecydowanie odrębne kategorie.
Etyka jest zawsze wyważaniem racji, nic czym się ona zajmuje nie jest proste i oczywiste. Mamy dwa rodzaje podobieństwa (bo nie tożsamości):
- płód a osobnik, - krowa a człowiek (upraszczając).
Etyka musi odpowiedziec na pytanie o hierarchie obu relacji podobieństwa. Na rzecz ważności podobieństwa krowy i człowieka gdy chodzi o zabijanie czy cierpienie świadczy niewątpliwe podobieństwo skutków odczuwanych - na rzecz ważności podobieństwa płodu i człówieka świadczy ontogeneza. Teraz pytanie:
Stawiamy na płaszczyźnie etyki ontogenezę nad istnieniem osobniczym, w pewien sposób samoświadomym i w związku z tym podatnym na cierpienie?
Dla mnie odpowiedź jest oczywista: NIE. I nie widze dobrych racji pozwalających stawiać ochrone ontogenezy na równi z ochroną przed jakimkolwiek cierpieniem. Przeciwko cierpieniu mamy niewiele - ontogenezy jednak chcemy bronić kategorycznie. Zresztą nie tylko krowy rzecz dotyczy - dotyczy również tych, którzy z takich czy innych pobudek (ich własnych i tym uprawomocnionych) nie chcą w danej chwili mieć potomka - czy kolejnego potomka. Ich racje sięgaja od obrony własnych planów życiowych (istotne prawo człowieka) po obronę własnego zdrowia a nieraz życia. Jesli faktem najwyższej rangi i przez to przesądzającym ma byc ontogeneza, wszystko inne uznajemy za mniej ważne, z wyrzadzaniem zła czy to człowiekowi (zaprzeczenie jego woli lub słusznemu interesowi) czy krowie godzimy sie bezrefleksyjnie.
Jesli zaś wywodzimy podmiotowość płodu (warunkującą przyznanie mu etycznego statusu) z przesłanek innych niż ontogenetyczne - mamy zapewne do czynienia z przeswiadczeniem, że ontogeneza nie jest jedynym zachodzącym procesem w przypadku człowieka: istotnie tak się wydaja rozumować chrzescijanie. Jest to jednak sąd najzupełniej dowolny, nieudokumentowany i z naukowego punktu widzenia zbedny: dlatego nie powinien być w ogóle brany pod uwage przy kształtowaniu prawa w państwie światopoglądowo neutralnym.
I w państwach rzeczywiście neutralnych nie jest - na tyle, aby uznawac sprawe za prosty test owej neutralności.
Pozdrawiam.
PS. Nieco poza watkiem można też rozważyć sprawe antykoncepcji i równowaznego jej co do skutków celibatu: jedno ani drugie nie jest zakazane, a potępiane jedynie środowiskowo i to nieskutecznie. Jesli zaś antykoncepcja jest dopuszczalna i społecznie uznawana za słuszną - niechciana ciąża jest skutkiem jej zawodności, tak jednostkowej jak i społecznej (w tym drugim przypadku mam na mysli zarówno antykoncepcję stosowaną niewłaściwie z niewiedzy, jak i czyny przestępne takie jak gwałt). Skutki zawodnosci pewnej akceptowanej społecznie procedury można ograniczyć sposobem niewiele sie od niej samej różniącym - stawia się jednak temu stanowczą tamę. Sprawia to wrażenie ochrony skutków niezgodnych z przewidywaniami, ochrony zawodności samej w sobie.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej. (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | |  | | Grzegorz (2117 punktów) | > Nie działamy w próżni prawnej, nie musimy koniecznie czegokolwiek wymyslać /.../Oczywiście, ja tylko proponuje to rozpatrzyć w kontekście spójności całokształtu ochrony życia (i ludzkiego i każdego innego) jako wartości chronionej prawem. Sam wywołałeś temat quasi pytaniem o szczególne znaczenie życia ludzkiego i do tego się odnoszę. Nasz system póki co, jak to barwnie opisałem, stoi na stanowisku szczególnej ochrony życia ludzkiego, jeśli to życie uznamy za "nieszczególne", bo niby czemu nie, to musimy przemodelować system i o tym mniej więcej starałem się pisać i o tym piszę dalej. > Zgodność prawa z "systemem wartości" większości społeczeństwa nie jest racją jedyną./.../Ale zgodność prawa z ratio legis czyli z tym co chcemy w prawie uregulować, w sposób jaki chcemy uregulować i dlaczego jest konieczna, a owo ratio jest pochodną społecznej oceny zjawisk jakie nas otaczają. Oceniamy coś nagannie - zabraniamy, obciążamy sankcją, oceniamy coś pozytywnie - nie zabraniamy, a nawet polecamy (np. zasada dotrzymywania umów) jest cos dla nas indyferentne - nie poddajemy regulacji wcale lub pozostawiamy np. swobodzie umów którą statuujemy > Zauważyłem, że w całym wywodzie pomijasz pewien istotny element: różnicę między przedstawicielem gatunku a jego "półfabrykatem".Zgadza się i nawet wyraźnie to napisałem. Odnoszę się do Twojego postu gdzie jest ciekawe zestawienie wartościujące i równie ciekawe postawiona kwestia - czemu ludzkie życie miałoby być lepiej chronione niż inne. Dlatego właśnie dopiero co podałem kontekst moich wypowiedzi  Kwestii "półfabrykatu" lekko dotknąłem pisząc o ochronie życia ludzkiego przed "zwiększaniem prawdopodobieństwa" jego utraty (czyli "narażaniem") Skoro potencjalność utraty życia cieszy się ochroną, to, zadałem pytanie czy inna potencjalność związana z faktem życia, też nie powinna być chroniona. Nie rozstrzygam tego problem - po prostu go stawiam. Nie czuję się kompetentny w określaniu granic "kiedy człowiek staje się człowiekiem", przywołałem tylko zasadę oceny wątpliwości - których na niekorzyść nie powinno się rozstrzygać, a czy możliwość życia ma przewagę nad niemożliwością życia ? IMO zdecydowanie tak, zatem jest tu pewien element "orzekania na niekorzyść". > Ostatecznie prawo zabijania zakazuje - po co zatem szczególny przepis antyaborcyjny?To całkiem trafne spostrzeżenie, możliwe, że taka ustawa w ogóle jest niepotrzebna ? Chociaż biorąc pod uwagę sprawę pewnych wyłączeń odpowiedzialności (a nawet przestępności czynu), specyficznych dla opisywanej sytuacji, chyba jednak się przydaje, inaczej te zapisy trzeba by włączyć do Kodeksu Karnego gdzie w końcu są już i inne tego typu rozwiązania (np. obrona konieczna). Poza tym zakres regulacji ustawy, nie ogranicza się tylko do tego jednego. Mimo to oczywiście można byłoby się spokojnie być bez niej obyć. > Na terenie prawa nie uważa sie życia płodu za identyczne z życiem czowieka - są to dwie zdecydowanie odrębne kategorie.Mnie interesowało porównanie życia człowieka z życiem innego organizmu i o to chodziło mi w moich postach. Zastawiałem się czy i jak ochraniać "życie", jeśli podejść do tego na tak - czyli chronić i to szeroko (tak jak ludzkie obecnie), to jak pogodzić "aborcję" z ideą takiej ochrony, jeśli na tak ale wąsko (tak jak zwierzęce obecnie) to czemu oburzać się na ubój zwierząt i czy możliwy byłby ubój ludzi (jeśli nie w celach spożywczych, to choćby na części zamienne), jeśli na tak ale gdzieś pośrodku - to zależy gdzie ten środek będzie, jeśli na nie no to mamy "wolna amerykankę" i już nic nie powinno oburzać. Obawiam się że nie jest możliwe absolutnie jednoznaczne określenie momentu stania się czlowiekiem, w sposób satysfakcjonujący wszystkich, już choćby z tego powodu, że dla niektórych jest to moment zapłodnienia, a wcześniej trudno mówić o aborcji. > PS. Nieco poza watkiem można też rozważyć sprawe antykoncepcji i równowaznego jej co do skutków celibatu: jedno ani drugie nie jest zakazane /.../Dla mnie o tyle nie istnieje problem antykoncepcji czy celibatu, że cały czas mówię jedynie o życiu, które już jest w jakiejś formie (ludzkiej czy nieludzkiej) i o potencjalności jego dalszego trwania. Chyba nie ma wątpliwości co do tego, że zygota jest żywa  ani że prawdopodbnie stanie się kiedyś organizamem w pełni wykształconym Podsumowując problem etyczny starałem się po prostu odejść od wartościowania tego co ludzkie od tego co żywe. Jeśli etyka podpowiada nam, żeby nie niszczyć życia bezmyślnie, dla wygody, przez lekkomyślność, zaniedbanie itp. to chyba dotycząc konia dotyczy też i człowieka ? Kłopot jest wtedy, gdy mamy określić o jakim życiu, o jakiej jego ochronie mówimy i wreszcie jakie to rodzi konsekwencje w ramach spójności całokształtu - to właśnie były moje pytania odnośnie regulacji, nie tylko w zakresie jednej ustawy, ale racji całego systemu. Resztę już napisałem - sprowadza się ona do pytania czy, jak i jakie/czyje życie będziemy chronić, oraz do kwestii - czy można wątpliwości rozstrzygać na niekorzyść zainteresowanego. Mam nadzieje ze teraz jest to już jasne a jeśli nie to polecam lekturę moich wcześniejszych wypowiedzi w tym wątku bo mam wrażenie, że staję się obrońcą ustawy antyaborcyjnej, a chcę wyrazić tylko mój osobisty szacunek do życia i sprzeciwić się oskarżaniu o hipokryzje wszystkich tych którzy ten szacunek rozciągają również na "potencjalnego człowieka"  Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Z tą szczególną ochroną życia ludzkiego mam pewien problem. Jasne, że nadajemy własnemu gatunkowi wartość najwyższą i z tym się zgadzam. ale jednoczesnie powstał pomysł specyficznego rozszerzenia pojęcia "człowiek"... Podam i Tobie przykład, który już prezentowałem Dajmonionowi. Płonie laboratorium - mamy do wyboru ratować zagrożone małpy lub... pojemnik z zamrożonymi ludzkimi embrionami. Ja bym w tej sytuacji ratował małpy, choć to gatunek "mniej wartościowy". Jelsi bowiem mówimy o umieraniu czy o cierpieniu - a mówimy przecież o etyce - małpa jest mi bliższa niż ludzki zarodek. Gdybysmy mówili o czym innym, zarodek byłby bliższy. Zrozumiałe jest, że chrześcijanie uważający siebie za stworzonych na obraz i podobieństwo Boga, za tak dalece wyższych nad inne zwierzęta, mogą rozumować tak jak rozumują. Moja etyka jednak wywodzi sie z nieco innych założeń - jedynym jak sie wydaje punktem spotkania jest nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe. Dlatego wartościuję inaczej - co więcej, tylko takie założenie da sie przyjąć i przez chrzescijanina, i przez ateistę - tu nie powinno być sporu, inne ujęcia prowadza do sporu nieprzezwyciężalnego. A w tym ujęciu wartościowanie wzajemne człowiek-zwierzę jest jednoznaczne tylko wtedy, gdy powiążemy je z osobowością, z psychiką - na innych polach wiele zwierząt nas przewyższa. Nie ma zaś psychiki życia płodowego - z całą pewnością nie w I trymestrze ciąży. Wartościowanie to w ogóle czynnośc ryzykowna - każde rozstrzygnięcie na tym polu ma określony zakres stosowalności, i stosowanie go poza nim prowadzi do absurdów. Tak jest i z "życiem poczetym". To dogmat, uzasadniony co najwyżej tym, że nie wiemy na pewno że - z zasady zreszta dletego, że wiedziec nie chcemy. Absolutyzuje sie jednak owo pojęcie - nie tylko przecież ponad świadome życie zwierząt ale i świadome zycie ludzkie: pamietajmy, że obecny stan ustawy jest przedstawiany jako kompromis, bo "najlepiej" byłoby nie zezwolić na aborcje nawet dla ratowania zdrowia czy życia kobiety. > > Ostatecznie prawo zabijania zakazuje - po co zatem szczególny przepis antyaborcyjny?> To całkiem trafne spostrzeżenie, możliwe, że taka ustawa w ogóle jest niepotrzebna?A przecież żądano tej ustawy. Gdyby traktować aborcję jako zabójstwo, to sąd musiałby rozstrzygać, czy wczesny płód jest w rozumieniu prawa człowiekiem: tego by sensownie rozstrzygnąć nie mógł, zatem musiałby się przychylić do zdania obrony: sądy zostały jednak wyręczone przez sejm. > Dla mnie o tyle nie istnieje problem antykoncepcji czy celibatu, że cały czas mówię jedynie o życiu, które już jest w jakiejś formie (ludzkiej czy nieludzkiej) i o potencjalności jego dalszego trwania. Chyba nie ma wątpliwości co do tego, że zygota jest żywa ani że prawdopodobnie stanie się kiedyś organizmem w pełni wykształconym.Jak to jest Grzegorzu - w jednych miejscach same wątpliwości nie do rozstrzygnięcia, w innych wątpliwości brak: na czym polega różnica? Powtórzę to co napisałęm wczesniej: przekształcenie się komórki jajowej wraz z materiałem plemnika w zygotę to proces redukcji potencjalnych mozliwości: jeśli zatem w procesie tym powstał człowiek, to jedno z dwojga: - albo przyjmujemy czynnik dodatkowy, np. boskie tchnienie, - albo uznajemy podmiotowośc tego co było wczesniej nie mniejszą niż tego co z niego w drodze redukcji powstało. Jak wiesz, nie wszyscy dopuszczają udział owego "czynnika dodatkowego" - maja obowiązek? A co do podsumowania... Nieraz przebieg dyskusji wymaga bardziej wyrazistego stanowiska, niż je w rzeczywistości zajmujemy. Jak rozumiem, wyrażasz szacunek dla ludzkiego życia - ja również. Różni nas chyba sprawa hierarchii: róznego rodzaju szacunku i różnego rodzaju życia. Obaj jednak zauważamy, że istnieje hierarchia - a nie po prostu absolut i to co niewazne. Dziękuję zatem za dyskusję - bo chyba skończyliśmy? Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej. (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) |
>- albo przyjmujemy czynnik dodatkowy, np. boskie tchnienie, >- albo uznajemy podmiotowośc tego co było wczesniej nie mniejszą niż tego co z niego w drodze redukcji powstało. albo ani jedno ani drugie: to nie Bog, tylko czlowiek nadaje wartosc calosci. Wiemy, ze zygota to potencjalny czlowiek, ktory w przyszlosci, gdy uwidoczni to swoje czlowieczenstwo bedzie sie smial, bawil i nawiazywal przyjaznie. Jednoczesnie wiemy tez, ze z faktu iz calosc jest dla nas cenna wcale nie wynika fakt, ze czesci skladowe sa tak samo cenne jak calosc. Sa one potrzebne jako skladniki calosci, ale calosc jest cenniejsza od kazdego skladnika.
dajmonion
|
|
| | | | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) |
>Zauważyłem, że w całym wywodzie pomijasz pewien istotny element: różnicę między przedstawicielem gatunku a jego "półfabrykatem". Napisalem koledze dlaczego nie istnieje taka roznica. Widocznie jest kolega bardzo przekonany co do swoich racji skoro nie raczyl tego skomentowac. Moze warto byloby po prostu pisac artykuly do racjonalisty. Jezeli ktos posiadl wiedze przez duze W, to nie pozostaje mu chyba juz nic innego jak tylko sie nia dzielic. > Prawo rozróżnia to i dziś: rozróżnienie między aborcja a zabójstwem jest zdecydowane. Ostatecznie prawo zabijania zakazuje - po co zatem szczególny przepis antyaborcyjny? Poniewaz wiele osob zdolalo wmowic sobie i innym, poslugujac sie dziwnymi argumentami, ze istnieje magiczna granica miedzy dzieckiem a plodem. Poza tym fakt, ze prawo cos rozroznia nie swiadczy o tym, ze to rozroznienie jest odzwierciedleniem rzeczywistosci. Przeczytalem jeszcze raz posty kolegi i zauwazylem, ze mozna z nich wyodrebnic az trzy zarzuty wobec KK: 1) Kosciol godzi sie na zabijanie zwierzat 2) Kosciol nadaje czlowiekowi wieksza wartosc niz zwierzeciu 3) Dla Kosciola czlowiek istnieje od poczecia do smierci, a nie od kilku tygodni od poczecia do smierci.
ad.1: To akurat mi sie nie podoba. Dobrze by bylo gdybysmy wszyscy stali sie wegetarianami. Z faktu, ze zwierze ma mniejsza wartosc od czlowieka wcale nie wynika wniosek, ze mamy je prawo zabic. Opowiadam sie zatem za prawem do zycia dla zwierzat twierdzac jednoczesnie, ze czlowiek jest jednak cenniejszy. ad.2) Uwazam, ze w tym wzgledzie Kosciol ma racje. Majac do wyboru uratowanie czlowieka albo kota z plonacego domu uratowalbym oczywiscie czlowieka. Jest dla mnie cenniejszy bo to przedstawiciel mojego gatunku. Moge sie z nim porozumiewac, wspolnie mozemy cos stworzyc. To prawda, ze wsrod ludzi istnieja jednostki wykolejone, patologiczne. Ale to wyjatki. Z kotem nie zbuduje takiej wspolnoty jaka moge zbudowac z drugim czlowiekiem. Drugiego czlowieka moge przekanac do wspolpracy, uswiadomic mu, ze to tez w jego interesie. Kota nie przekonam. 3) To stanowisko tez wydaje mi sie sluszne. Co wiecej jest zgodne z naukowego punktu widzenia. Biologia nie przewiduje istnienia zadnych punktow nieciaglosci w procesie powstawania czlowieka. Ale tu kolega moze mi zarzucic, ze uwzgledniam jedynie biologiczny aspekt zagadnienia. Otoz nie tylko. Napisalem wyzej, ze o wartosci plodu swiadcza tez mozliwosci jakie w nim tkwia. Kolega za to definiuje czlowieczenstwo tylko poprzez dwie kategorie: istnienie swiadomosci i zdolnosci do odczuwania bolu. A czemu tylko dwie kategorie a nie piec? Czy uwaza kolega, ze z moimi pogladami w tej sprawie jest cos nie tak? Czekam na odpowiedz. W ktoryms poscie stwierdza kolega, ze nie ma nic przeciwko aborcji dokonywanej do pewnego momentu. Ktos moglby odniesc wrazenie, ze caly wywod sluzy przekonaniu go do tego stanowiska. Tymczasem jedyne co kolega robi, to ukazanie niekonsekwencji ze strony KK w stosunku do zwierzat, z czym sie skadinad zgadzam.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | > Napisalem koledze dlaczego nie istnieje taka roznica.Napisałem to kategoria subiektywna, przynajmniej w odniesieniu do tresci. Nie istnieje - obiektywna. Stosowniej byłoby napisać ...dlaczego uważam, że nie istnieje. > Widocznie jest kolega bardzo przekonany co do swoich racji skoro nie raczyl tego skomentowac.Zapewne chodzi o ten Twój tekst: Bardzo chetnie. Przedstawie najpierw stanowisko KK w sprawie aborcji. Przede wszystkim duchowni...Skomentowałem - dopiero dziś co pawda, ale znajdziesz moją odpowiedź pod cytowanym tu tekstem. W międzyczasie - o ile mnie pamięć nie myli - nie rozmawialiśmy. > Moze warto byloby po prostu pisac artykuly do racjonalisty. Jezeli ktos posiadl wiedze przez duze W, to nie pozostaje mu chyba juz nic innego jak tylko sie nia dzielic.Doliczyłem sie w tym watku 16 Twoich komentarzy. Mam zatem wrażenie, że poruszając sprawę w artykule a nie na forum odebrałbym Ci znaczną przyjemność  . > > Prawo rozróżnia to i dziś: rozróżnienie między aborcja a zabójstwem jest zdecydowane. Ostatecznie prawo zabijania zakazuje - po co zatem szczególny przepis antyaborcyjny?> Poniewaz wiele osob zdolalo wmowic sobie i innym, poslugujac sie dziwnymi argumentami, ze istnieje magiczna granica miedzy dzieckiem a plodem. Poza tym fakt, ze prawo cos rozroznia nie swiadczy o tym, ze to rozroznienie jest odzwierciedleniem rzeczywistosci.To znaczy, że jesteś zwolennikiem penalizacji aborcji na równi z zabójstwem? Skoro to tylko wmawianie, dziwne argumenty, magiczna granica? > Przeczytalem jeszcze raz posty kolegi i zauwazylem, ze mozna z nich wyodrebnic az trzy zarzuty wobec KK:> 1) Kosciol godzi sie na zabijanie zwierzat> 2) Kosciol nadaje czlowiekowi wieksza wartosc niz zwierzeciu> 3) Dla Kosciola czlowiek istnieje od poczecia do smierci, a nie od kilku tygodni od poczecia do smierci.Nieco prościej, Dajmonionie. Poglądy Kościoła sa mi dość obojętne - interesuje mnie natomiast prawo karne państwowe: otóz dobrze byłoby móc je w całości wywieść ze źródeł innych niż okreslona religia - jednak z wielu, choc istotnie w Polsce dominująca. A póki co - nie da się. Pomine Twoja dyskusję z nie moimi tezami. Odniosę się do dwóch rzeczy: przykładu ratowania człowieka lub kota: wczesniej, w innym miejscu pisałeś o kocie i małpie, tam przeczytaj moją odpowiedź - i Twojej polemiki z Twoim punktem 3. Nieistnienie nieciągłości nie jest tym samym co nieistnienie istotnych przemian jakościowych. Odrzucasz a priori jakiekolwiek definiowanie stadiów rozwojowych: dobrze że lekarze nie ida za Twoim przykładem, bo czasem jednak jakaś terapia płodowa jest potrzebna. No tak, ale my tu dyskutujemy o stronie etycznej a nie medycznej zagadnienia - chcesz powiedzieć, że warunkująca bycie osobą aktywność układu nerwowego rozpoczyna się w momencie zapłodnienia? Co do Twojego postulatu zaś np. pieciu kategorii a nie dwóch (swiadomośc i cerpienie) - mnie to najzupełniej wystacza aby okreslić kiedy mozemy mówić o podmiotowości a kiedy nie: możesz jednak wyliczyć następne warunki, każące uznać podmiotowość mimo że podane wczesniej nie zostały spełnione. > W ktoryms poscie stwierdza kolega, ze nie ma nic przeciwko aborcji dokonywanej do pewnego momentu. Ktos moglby odniesc wrazenie, ze caly wywod sluzy przekonaniu go do tego stanowiska. Tymczasem jedyne co kolega robi, to ukazanie niekonsekwencji ze strony KK w stosunku do zwierzat, z czym sie skadinad zgadzam.Nie ponoszę ani troche odpowiedzialności za sposób, w jaki odczytujesz mój tekst - za sam tekst, owszem. Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej. (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) |
> Nieistnienie nieciągłości nie jest tym samym co nieistnienie istotnych przemian jakościowych. ale te przemiany nie dotycza czlowieczenstwa. gdyby tak bylo, to oznaczaloby, ze mniej czlowieczenstwa posiada dziecko u ktorego nie rozwinelo sie jeszcze myslenie abstrakcyjne od dziecka, ktore ten etap rozwoju umyslowego ma juz za soba. Czlowiek przechodzi rozne etapy w swoim zyciu mimo to caly czas jest czlowiekiem. >Odrzucasz a priori jakiekolwiek definiowanie stadiów rozwojowych pudlo! odrzucam uzaleznianie przez Ciebie czlowieczenstwa od etapow rozwojowych czlowieka. To, ze takie etapy istnieja przyjmuje do wiadomosci. Etapy to kolejne aktualnosci, a czlowieczenstwo zawiera sie w potencjalnosci. >- chcesz powiedzieć, że warunkująca bycie osobą aktywność układu nerwowego rozpoczyna się w momencie zapłodnienia? alez ja tego wcale nie chce powiedziec  > Co do Twojego postulatu zaś np. pieciu kategorii a nie dwóch (swiadomośc i cerpienie) - mnie to najzupełniej wystacza aby okreslić kiedy mozemy mówić o podmiotowości a kiedy nie: dowolnosc, subiektywizm, arbitralnosc,...etc. > możesz jednak wyliczyć następne warunki, każące uznać podmiotowość mimo że podane wczesniej nie zostały spełnione. warunki moze spelniac badz nie, aktualnosc. Wszystkie warunki zawieraja sie w potencjalnosci. Czlowieczenstwo przyznajemy na podstawie potencjalnosci, a nie na podstawie czesciowego ujawnienia sie tej potencjalnosci. dajmonion
|
|
| | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | > ale te przemiany nie dotycza czlowieczenstwa. gdyby tak bylo, to oznaczaloby, ze mniej czlowieczenstwa posiada dziecko u ktorego nie rozwinelo sie jeszcze myslenie abstrakcyjne od dziecka, ktore ten etap rozwoju umyslowego ma juz za soba.
Istotnie. Dlatego prawo cywilne uznaje dziecko za niezdolne do czynnosci prawnych; dlatego prawo karne dziecka na zasadach ogólnych nie karze. Akceptujesz to czy nie?
> Etapy to kolejne aktualnosci, a czlowieczenstwo zawiera sie w potencjalnosci.
Wygłosiłeś sąd wysoce osobliwy. Mogę prosić uzasadnienie?
> Czlowieczenstwo przyznajemy na podstawie potencjalnosci, a nie na podstawie czesciowego ujawnienia sie tej potencjalnosci.
Przyznawajcie sobie - to znaczy przyznawajcie sobie. Od innych jednak lepiej sie trzymajcie z daleka, bo konflikt gotowy.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej. (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Grzegorz (2117 punktów) | >Istotnie. Dlatego prawo cywilne uznaje dziecko za niezdolne do czynnosci prawnych;
Myślę że tu może pomóc odrobina informacji, nie wiem byc może szanowni dyskutanci znają to zagadnienie ale podam na wszelki wypadek jako przyczynek do dyskusji o prawnym rozróżnianiu dziecko/osoba dorosła. Dziecko do lat 13 nie ma zdolności do czynności prawnych, ale ma zdolność prawną (a więc zgodnie z definicją prof. A.Woltera - zdolność do bycia podmiotem praw i obowiązków). Słowem - jest podmiotem prawa (nie przedmiotem) Co więcej aby co nieco pojąć z sytuacji takiej osoby proponuję lekturę fragmentu Kodeksu Cywilnego "Art. 14. § 1. Czynność prawna dokonana przez osobę, która nie ma zdolności do czynności prawnych, jest nieważna. § 2. Jednakże gdy osoba niezdolna do czynności prawnych zawarła umowę należącą do umów powszechnie zawieranych w drobnych bieżących sprawach życia codziennego, umowa taka staje się ważna z chwilą jej wykonania, chyba że pociąga za sobą rażące pokrzywdzenie osoby niezdolnej do czynności prawnych. Dziecko jest chronione przed skutkami czynności prawnych dokonanych z jego pokrzywdzeniem bo zakłada się, że nie mając dostatecznego rozeznania i doświadczenia może łatwo ulec oszustwu. Jednakże umowa przez nie zawarta będzie ważna jeśli do takiego pokrzywdzenia nie doszło. Warto też przy okazji zwrócić uwagę na instytucję tzw. naciturusa tj. poczętego już i mającego się narodzić człowieka. Według paremii wywodzącej się z prawa rzymskiego nasciturus pro iam nato hebetur, quotiens de commodis eius agitur (ten, kto ma się narodzić, jest uważany za już narodzonego ilekroć chodzi o jego korzyści) Podmiotowość nasciturusa ma charakter warunkowy. Sytuacja prawna nasciturusa jest swoista w tym sensie, że dziecko poczęte, musi być traktowane prawnie na równi z dzieckiem już urodzonym, jeżeli sfery ich uprawnień są zbieżne ze sobą. Warunkiem jest urodzenie się dziecka żywego . Polskie prawo przewiduje kilka różnych sytuacji, które mówią o podmiotowości prawnej nascitrusa (np. spadkobranie, mozliwość dochodzenia naprawienia szkód doznanych przed urodzeniem, uznanie dziecka, alimentacja matki, ustanowienie kurtora itp...) Powyższe infprmacjr pochodzą z komentarza do KC autorstwa K.Piaseckiego wyd. Zakamycze, 2003
Żeby było jasne - pomysły te nie mają nic wspólnego z ustawą antyaborcyjną. Podmiotowość prawna nasciturusa ma korzenie jak już napisałem - w prawie rzymskim i wpisana jest do KC od dawien dawna. To tyle mojego wtrącenia - swoją drogą ciekawa jest ta rzymska zasada, trochę koresponduje z tym co w tym wątku już napisałem a propos rozstrzygania problemów "na korzyść".
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Grzegorzu, czy z tego że prawo sankcjonuje prawo dziecka do dokonywania zakupów paragonowych (bo znaczniejszych juz nie) wynika cokolwiek dla tematu dyskusji? Podwójnie nie - ani nie mówimy o dziecku do lat 13-tu, ani to nie ten krag zagadnień. Ja odrzucam tezę przedmówcy o tym, że rozłożenie w czasie ontogenezy jest bez znaczenia dla istotności (etycznej przynajmniej) organizmu od stadium zygoty do osoby: dorosłej czy nie. To o czym piszesz mogłoby co najwyżej być ważne w rozważaniach, czy 12-latka może dla siebie samej skutecznnie żądać aborcji, gdyby była w ciąży. Zapewne nie - zarząd nad jej prawami pełnia opiekunowie, choć jej głos należałoby uwzględnić.
Rzymski naciturus... Paremiom z zasady brak precyzji i kompletności: jesli prawa naciturusa są ważne po warunkiem narodzenia się żywym (osiągnięcia stadium osoby)- tym samym nie ma tu żadnej regulacji owego prawa do narodzenia się. Z praw obywatelskich nie wynika na przykład żadne prawo zostania obywatelem - to jest regulowane odrębnie: mówi się owszem, że pod pewnymi warunkami nowonarodzone dziecko staje się obywatelem z mocy prawa, ale nie jest to równoznaczne z zakazem zrzeczenia sie obywatelstwa przez kobiete w ciąży.
Odwzajemniam pozdrowienia.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej. (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Grzegorz (2117 punktów) | > Grzegorzu, czy z tego że prawo sankcjonuje prawo dziecka do dokonywania zakupów paragonowych (bo znaczniejszych juz nie) wynika cokolwiek dla tematu dyskusji?No cóż skoro kwestia zdolnosci do czynności prawnych niczego do dyskusji nie wnosi to ... czemu element ten, przywołałeś w swojej wypowiedzi jako argument ? Wniosek Twój, poza tym, nie odpowiada temu co napisałem. Ja wskazuję na to, że poza zdolnością do czynności prawnych, jest coś takiego jak zdolnośc prawna (IMO istotniejsza bo pierwotna w stosunku do tej drugiej) - nabywana z chwilą urodzenia się, oraz, że sa przypadki rozciągania tej zdolności na kogos kto się jeszcze nie urodził. W zasadzie działania na korzyść nasciturusa, dopatruję się elementów regulacji jego podmiotowości prawnej (to chyba nie jest jakaś wielce dyskusyjna herezja ?). Jest ona warunkowa, ale myślę, że ustanawiając tą zasadę, raczej brano pod uwagę okoliczności działania "sił natury" czy "siły wyższej", a nie celowe pobawianie życia, więc warunkowść, jest spowodowana niepewnoscią faktu żywych narodzin, wobec niemożnosci ich 100% zapewnienia, również przez współczesną medycynę. BTW w takim sesie każda czynnośc prawna, jest warunkowa - gdyż skutkuje w stosunkach prawnych "inter vivos" (między żywymi), nieboszczyk raczej wierzycielem czy dłużnikiem być nie może (traci bowiem zdolność prawną  ) jedynie testament jest przykładem na czynność która dochodzi do skutku na skutek smierci. > Ja odrzucam tezę przedmówcy o tym, że rozłożenie w czasie ontogenezy jest bez znaczenia dla istotności (etycznej przynajmniej) organizmuAle jako jednego z argumentów użyłeś nie stwierdzenia dotyczącego etyki czy ontogenezy, a własnie wskazałeś na brak zdolności do czynności prawnych - po co, skoro to ma niczego nie wnosić ? > Rzymski naciturus... Paremiom z zasady brak precyzji i kompletności: jesli prawa naciturusa są ważne po warunkiem narodzenia się żywym (osiągnięcia stadium osoby)- tym samym nie ma tu żadnej regulacji owego prawa do narodzenia się.Żywe narodzenie się jest normalnym następstwem poczęcia i to jest respektowane przez prawo w powyższej zasadzie - nie oznacza to żadego imperatywu typu "prawo do narodzenia się", bo jak już napisałem wyżej, nikt gwarancji żywego narodzenia się dać na 100% nie może (dokładnie tak jak podpisując umowę kredytową dziś, nie możesz zagwarantować, że dożyjesz czasu zakończenia spłat). Należy jednak rozróżnić brak pewności zajscia pewnego zdarzenia, który powoduje warunkowość jego skutków, od całkowitej pewności braku zajscia tego zdarzenia, w sytuacji jego fizycznego uniemożliwienia. Są to oczywiście moje dywagacje na temat - po prostu mi się wydaje, że motywując podmiotowść (prawną) osoby nienarodzonej można, jako pewien jej element, wskazać na omawianą instytucję. Jesli zaciemnia to jakoś dyskusję etyczną - sorry, ale to nie ja wywołałem problem, ja tylko starałem się pokazać, że powołanie się na zdolonośc do czynności prawnych, nie jest dobrym argumentem, z czym w końcu się chyba zgodziłeś. Ponieważ nadal uchylam się  od nierozstrzygalnych (IMHO) dyskusji nt. kiedy człowiek staje się człowiekiem, życzę owocnej (w końcu mogę się mylić i jakies owoce z tego będą) wymiany zdań w dalszym ciągu Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Jakoś tak jest, że w dyskusjach o ustawie antyaborcyjnej zawsze pojawia sie pewnego rodzaju wnioskowanie na skróty, zacierające odrębnośc róznych kategorii. Zobaczmy.
Zwróciłem uwagę na niezdolnośc dziecka do czynnosci prawnych w odpowiedzi na tekst Dajmoniona, negujący zmiany stopnia w jakim uznajemy "człowieczeństwo" u osobnika w różnym wieku: z czego sie niby wywodzi uznanie pełnej podmiotowości prawnej? Reszta - to fakt - raczej od pierwotnej sprawy odchodzi, ale tak w dyskusjach bywa. Wobec niemozności uzgodnienia języka dyskusji uzyłem argumentu niezbyt dopasowanego ale za to niepodważalnego jako fakt - niekiedy nie ma innego wyboru, niekiedy to jedyna droga odejścia od jałowych sporów semantycznych.
Istotność? Zawsze ma swój zakres - nie nalezy zbyt dowolnie przenosić wniosków z jednego na inny. Rzecz jasna zmienność statusu dziecka narodzonego niewele ma wspólnego z płodem - ale i ona jest faktem. natomiast analogie między osobą a płodem - to rzecz wysoce dowolna, a na jej podstawie ukształtowano w Polsce nawet prawo karne.
Przypomnę: nikt nie kwestionuje samoistnej wartosci ludzkiego płodu - tu jak sadzę nie ma sporu ani między nami, ani nawet między zwolennikami ideologii pro life a jej przeciwnikami. Rzecz w czym innym: spór dotyczy tego, jak wielka to wartośc, są bowiem sytuacje konfliktu wartości i wtedy sprawa staje się istotna.
>Żywe narodzenie się jest normalnym następstwem poczęcia i to jest respektowane przez prawo w powyższej zasadzie - nie oznacza to żadego imperatywu typu "prawo do narodzenia się", bo jak już napisałem wyżej, nikt gwarancji żywego narodzenia się dać na 100% nie może (dokładnie tak jak podpisując umowę kredytową dziś, nie możesz zagwarantować, że dożyjesz czasu zakończenia spłat). Należy jednak rozróżnić brak pewności zajscia pewnego zdarzenia, który powoduje warunkowość jego skutków, od całkowitej pewności braku zajscia tego zdarzenia, w sytuacji jego fizycznego uniemożliwienia.
I odrózniam, Grzegorzu. Tyle, że eliminując jeden z czynników mogacych przeszkodzić w zaistnieniu stanu oczekiwanego (oczekiwanego jako spełnienie normy ogólnej, nie jako rozwój konkrenego przypadku) należy sobie zdawac sprawę z kosztów. Moznaby na przykład żądać od kredytobiorcy eliminacji ryzyka w życiu codziennym, na przykład zakazać mu prowadzenia samochodu czy palenia papierosów: w mojej ocenie byłoby to jednak przeregulowanie, ingerencja w życie jednostki w imie zasady ogólnej: być może zmniejszająca sumę ogółem kredytów niespłaconych ale dla jednostki niekiedy wysoce dokuczliwa. Cóż, prawo współczesne stoi jak mi sie wydaje na stanowisku niezwykle ostrożnego nakładania na jednostki dodatkowych powinnosci w imię dobra ogólnego, albowiem myslenie racjonalistyczne wywodzi dobro ogólne z sumy dóbr jednostkowych nie odwrotnie - dobrze by było, aby prawo było tu spójne.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej. (Nieboska komedia}
|
|
| |  | | dajmonion (3663 punktów) | > Wiem z grubsza, jakie prawo na jednym i drugim obszarze dla mnie byłoby satysfakcjonujące - jednak prawo winno być m. in. prawem sprawiedliwym, a to w gruncie rzeczy nie oznacza nic innego, niż jego społeczną akceptację. Pewnie napiszesz, ze sie czepiam, ale czy wedlug Ciebie "sprawiedliwy"="poparty spolecznie"? dajmonion
|
|
|  | | dajmonion (3663 punktów) |
>Jak na podsumowanie dyskusji zabrakło mi tu jakiegoś konstruktywnego wniosku "de lege ferenda" czyli postulatu dotyczącego przyszłych regulacji prawnych, Nic dziwnego. Nie taki byl bowiem cel outsidera. W poscie podsumowujacym probuje on nam uwypuklic hipokryzje obroncow ustawy antyaborcyjnej oraz niespojnosci w doktrynie katolickiej. Totez w poscie tym nie ma konstruktywnego wniosku.
dajmonion
|
|
| |  | | outsider (2469 punktów) | Zabawne - w jednym poście piszesz Nie, kolega outsider oczekuje tylko wyjesnienia pewnego paradoksu, tu znowu Nie taki byl bowiem cel outsidera. Czyżbyś się czuł moim dajmonionem? Nie wydaje mi się.
A tak na marginesie - czy konstruktywnym przesłaniem każdej wypowiedzi publicznej musi być postulat zmian w prawie? Chyba nie. Jak na razie zaproponowałem dyskusję nad pewną tezą: tą mianowicie, że w nauce kościoła katolickiego hierarchia bytów jest zdecydowanie odmienna od tej, jaka wynika z naukowego (i, powiedzmy, oświeceniowego) postrzegania świata. Może po prostu spróbujesz uzasadnić ową istotną różnicę?
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej. (Nieboska komedia}
|
|
 | | dajmonion (3663 punktów) | > Antropomorfizacji płodu nie towarzyszy jakakolwiek zdolność empatii dla bytów niewątpliwie czujących, co człowiekiem nie są. Jezeli wezmiemy pod uwage oficjalne stanowisko Kosciola Katolickiego, to nie jest to prawda. Empatia, o ktorej piszesz wyraza sie w apelu o humanitarne zabijanie zwierzat. Kosciol wcale nie pochwala praktyk, ktore opisales w swoim pierwszym poscie. Jednoczesnie stoi na stanowisku, ze jedzenie zwierzat samo w sobie nie jest niemoralne. > bez wahania każemy każdej młodej (albo i nie) kobiecie odmienić wszelkie plany życiowe bo zaszła w ciążę, porzucić dom i naukę, oferując w zamian przytułek zwany Domem Samotnej Matki, Czy na pewno? Kobiecie wolno zostawic dziecko w szpitalu lub domu dziecka i dalej robic swoje. >łatwo godzimy sie na marną przyszłośc sieroty od urodzenia... Jest wiele osob starajacych sie pomoc takim sierotom. Organizuja dla nich zbiorke pieniedzy, pracuja w charakterze wolontariuszy... Czy mozna o nich powiedziec, ze sie godza na marna przyszlosc swoich podopiecznych?
dajmonion
|
|
|  | | outsider (2469 punktów) | >> Antropomorfizacji płodu nie towarzyszy jakakolwiek zdolność empatii dla bytów niewątpliwie czujących, co człowiekiem nie są. > Jezeli wezmiemy pod uwage oficjalne stanowisko Kosciola Katolickiego, to nie jest to prawda. Empatia, o ktorej piszesz wyraza sie w apelu o humanitarne zabijanie zwierzat. Kosciol wcale nie pochwala praktyk, ktore opisales w swoim pierwszym poscie. Jednoczesnie stoi na stanowisku, ze jedzenie zwierzat samo w sobie nie jest niemoralne.
"Apel", "nie pochwala"... Niewiele - zważywszy, że w odniesieniu do aborcji nie mamy ani niepochwalania ani apeli. Czyli priorytety sa jasne - jednej sprawie poświęcono jakieś słowa bez skutków praktycznych, drugiej...
W ideologiach słowa bez skutków praktycznych nie są zwykle niczym więcej, nż zapewnieniem sobie alibi. O ile się nie mylę, w komuniźmie o wiele więcej mówiono o prawach robotnika, niż kościół katolicki mówi o humanitaryźmie wobec zwierząt - coś z tego w praktyce wynikałó?
>> bez wahania każemy każdej młodej (albo i nie) kobiecie odmienić wszelkie plany życiowe bo zaszła w ciążę, porzucić dom i naukę, oferując w zamian przytułek zwany Domem Samotnej Matki, > Czy na pewno? Kobiecie wolno zostawic dziecko w szpitalu lub domu dziecka i dalej robic swoje.
Ano właśnie. Wolno - nie wolno. Tu mamy sferę działań zakazowych, do tego gdzieniegdzie z angażowaniem w ich egzekucję państwa. A moznaby postępować podobnie, jak z owym humanitaryzmem wobec zwierząt (wszak samego ich zabijania nie obejmującym): apelować, nie pochwalać: tak oczywiście nie jest.
Jednoczesnie - zwraca sie ogromną uwagę na prawo owego "życia poczętego" do narodzenia się, niewiele się jej jednak przywiązuje to tego, jaka bedzie jego przyszłość. Łatwo jest mówić lekceważąco o przyszłości takiego dziecka - bo mówiący nim samym nie jest nigdy. I łatwo jest mówić "wolno zostawić dziecko" nie bedąc kobietą, która może stanąć przed takim wyborem - cokolwiek by nie mówić, ogromnie dramatycznym.
> >łatwo godzimy sie na marną przyszłośc sieroty od urodzenia... > Jest wiele osob starajacych sie pomoc takim sierotom. Organizuja dla nich zbiorke pieniedzy, pracuja w charakterze wolontariuszy... Czy mozna o nich powiedziec, ze sie godza na marna przyszlosc swoich podopiecznych?
Przeciwstawiasz aktywnośc indywidualną - popieraną, ale bez przesady, przez Kościół - regulacjom prawnym: otóż jest to przeciwstawienie zdecydowanie mylące. Albowiem Kościół bez trudu godzi się ze złem tego rodzaju, że nie wszystkim potrzebującym się w ten sposób pomoc zapewni - a także tego, że owe pomoc tak czy owak nie zastąpi normalnej rodziny. Nie godzi sie jednak ani trochę z tym, że mogłoby do urodzenia sieroty nie dojść...
Wszystko byłoby w porządku, gdyby owa woluntarystyczna działalność miała uzupełniać zakaz natury moralnej a nie prawnej - gdyby Kościół zachęcał do rodzenia a nie je nakazywał, egzekutorem nakazu czyniąć do tego państwo.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej. (Nieboska komedia}
|
|
| |  | | dajmonion (3663 punktów) | >>> Antropomorfizacji płodu nie towarzyszy jakakolwiek zdolność empatii dla bytów niewątpliwie czujących, co człowiekiem nie są. >> Jezeli wezmiemy pod uwage oficjalne stanowisko Kosciola Katolickiego, to nie jest to prawda. Empatia, o ktorej piszesz wyraza sie w apelu o humanitarne zabijanie zwierzat. Kosciol wcale nie pochwala praktyk, ktore opisales w swoim pierwszym poscie. Jednoczesnie stoi na stanowisku, ze jedzenie zwierzat samo w sobie nie jest niemoralne. >"Apel", "nie pochwala"... Niewiele - zważywszy, że w odniesieniu do aborcji nie mamy ani niepochwalania ani apeli. Czyli priorytety sa jasne - jednej sprawie poświęcono jakieś słowa bez skutków praktycznych, drugiej... W stosunku do aborcji co chwila pojawiaja sie apele i niepochwalania. W przypadku zwierzat istnieja skutki praktyczne: ich katowanie jest sprzeczne z prawem. Tak wiec w obu przypadkach mamy i apele i skutki praktyczne. Co do empatii warto przytoczyc nastepujacy fragment z Biblii: "Jesli spotkasz wolu twego wroga albo jego osla blakajacego sie, odprowadz je do niego. Jesli ujrzysz, ze osiol twego wroga upadl pod ciezarem, nie ominiesz, ale razem z nim przyjdziesz mu z pomoca"(Ksiega Wyjscia 23,4n). dajmonion
|
|
 | | dajmonion (3663 punktów) |
> Nie ma konstantacji, żę w obliczu cierpienia i śmierci cierpiący człowiek stoi zdecydowanie bliżej cierpiącej krowy niż płodu, którym niegdyś był. Jezeli wezmiemy pod uwage tylko jeden wymiar: cierpienie, to oczywiscie taki czlowiek jest blizszy krowy. Nie zmienia to faktu, ze generalnie rzecz ujmujac bardziej podobni jestesmy do nas jako plodow niz do krowy. Wszak to dwa rozne gatunki. Podobienstwo pod jednym wzgledem nie jest powodem do tego, aby dokonywac jakichs zasadniczych zmian w chierarchii bytow.
dajmonion
|
|
 | | dajmonion (3663 punktów) | Osoby opowiadajace sie za oddzieleniem Kosciola od Panstwa postrzegaja dzialania majace na celu delegalizacje aborcji jako probe uprawomocnienia (a tym samym wyroznienia) etyki katolickiej, co interpretuja jako usilowanie nadania charakteru wyznaniowego naszemu panstwu. A przeciez prawo zabrania kradziezy i morderstw. Czy swiadczy to o jego katolickosci? Wszak przykazania "nie kradnij", "nie zabijaj" to elementy systemu etycznego KK. Podobnie jest w przypadku aborcji. Chodzi tylko o to, aby zakaz zabijania zostal rozszerzony na cale ludzkie zycie, od poczatku jego powstania.
dajmonion
|
|
 | | dajmonion (3663 punktów) | Trudnosci, na jakie napotyka dziewczyna z niechciana ciaza nie moga byc argumentem przemawiajacym za aborcja. Czasy sie zmieniaja, rosnie czesto standard zycia w danym kraju. W przyszlosci powodem usuniecia ciazy moze byc na przyklad niezbyt zgrane malzenstwo, albo kariera. Przeciez to tez sa trudnosci, na jakie napotyka ciezarna kobieta. Dlatego zadanie, jakie przed nami stoi polegac musi na pomocy psychologicznej, socjalnej itd takiej kobiecie.
dajmonion
|
|
| plodzien (7378 punktów) | Pragnę odnieść się do poruszonego przez Autsidera problemu kastrowania zwierząt skutkującego okaleczeniem fizycznym i psychicznym. Rzeczywiście nie ma nic pasjonującego w kastrowaniu ulubionego kota. Pomyślmy jednak, jaką mamy alternatywę. Z wiadomych powodów trzymanie pełnosprawnego kocura w mieszkaniu jest dla ludzi ze zmysłem powonienia co najmniej przykre. Możemy go więc wykastrować i trzymać, lub tego nie zrobić i nie trzymać. Teraz spójrzmy na alternatywę kota. Albo zwierzę rezygnuje ze swojej męskości, albo też posiadając jądra oczekiwać może następujących życiowych scenariuszy: - utopienie w stawie tuż po urodzeniu (gospodarz może by tego nie zrobił, cóż gdy dookoła są sami ludzie nie chcący kastrować kotów, więc nie przyjmujący ich do domów), - jeśli nawet przeżyje ma szanse trafić do schroniska - o czym marzy. Każdy kto tam bywa, chyba wie o czym piszę, - jeśli nawet przeżyje, trafi na śmietnisko gdzie posmakuje ostrej kociej konkurencji przy dzieleniu mysiego ogona, - nawet jeśli poradzi sobie z konkurencją, narażony będzie na bezustanne ataki ludzi doprowadzonych do ostateczności ślizganiem się na ich odchodach zalegających klatki schodowe, śmietniki, chodniki, - nawet jeśli umykać będzie szczęśliwie przed takimi zagrożeniami, nikt mu nie zagwarantuje, że odporny będzie na tyfus, wściekliznę i wszystkie inne tego rodzaju przyjemności zabrane do arki, żeby towarzyszyć mu mogły po kres dziejów. Słyszeli Państwo, że zabić można nadmiarem miłości? Pozdrawiam
|
|
 | | outsider (2469 punktów) | Ot, dramat kota. Nie ma już innej niszy ekologicznej niż ta jaką zajmuje u boku człowieka - czy to jako kanapowiec, czy kot podwórzowy. Jego losy przypominaja nieco przejście Europejczyków od greckiego politeizmu do chrześcijaństwa: miejsce róznorakich zagrożeń z którymi trzeba walczyć każdego dnia zajął bóg-człowiek: groźny i bezwględny, ale za cenę posłuszeństwa zapewniający choć części populacji w miarę spokojny byt: gdybym ja miał wierzyć, wybrałbym jednak grecki panteon i grecki mit.
Ta sama sprawa dotyczy zreszta w jeszcze większym stopniu populacji zwierząt stricte użytkowych: ich los jest marny, ale wegetarianie chcieliby im zapewnić niebyt: co lepsze, co gorsze?
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej. (Nieboska komedia}
|
|
|  | | plodzien (7378 punktów) | > Ot, dramat kota. Nie ma już innej niszy ekologicznej niż ta jaką zajmuje u boku człowieka - czy to jako kanapowiec, czy kot podwórzowy. Jego losy przypominaja nieco przejście Europejczyków od greckiego politeizmu do chrześcijaństwa: miejsce róznorakich zagrożeń z którymi trzeba walczyć każdego dnia zajął bóg-człowiek: groźny i bezwględny, ale za cenę posłuszeństwa zapewniający choć części populacji w miarę spokojny byt: gdybym ja miał wierzyć, wybrałbym jednak grecki panteon i grecki mit.>Jak mówisz to sprawa wyboru. Trzeba byłoby jednak zapytać kota. > Ta sama sprawa dotyczy zreszta w jeszcze większym stopniu populacji zwierząt stricte użytkowych: ich los jest marny, ale wegetarianie chcieliby im zapewnić niebyt: co lepsze, co gorszeJak to niebyt? Zwróć uwagę, że gdyby dzisiaj wszyscy ludzie zostali wegetarianami, oznaczałoby to dla zwierząt użytkowych raj na ziemi. Wszystkie krowy, świnie wybiegłyby na łąki i wolne od groźby noża, zwiększałyby własne populacje w postępie geometrycznym. Przecież masowe pozbawienie ich życia byłoby nie do pomyślenia, bo szanujemy życie. Tak samo zwierzęta dzikie. Każdy widzi dramat strzelanego jelenia. Jeleń taki piękny i zasługuje na życie. To prawda. Jednak nie jestem pewny, czy możemy na tym etapie zatrzymać nasze myślenie. Mało kto myśli, co rozmnażający się bez ograniczeń jeleń zrobiłby z lasami w ciągu bardzo krótkiego czasu. Mogłoby to spowodować gwałtowne załamanie równowagi ekologicznej. Na zakończenie pragnę podkreślić z naciskiem, że bardzo szanuję wegetarian. W końcu zdobyli się na to na co ja jestem za słaby. Widzę jednak, że nie ma prostych rozwiązań, a kierowanie się jedynie odruchem serca mogłoby w końcu obrócić się nie tylko przeciw gatunkowi czyniącemu sobie ziemię poddaną, lecz również przeciwko tym, których tak usilnie chcemy chronić.  Pozdrawiam
|
|
| Juna (95 punktów) |
>Czyli - sympatycznie byłoby poznać uzasadnienie owej >nieskończonej przewagi wartości ludzkiego potencjalnego >zycia nad bynajmniej nie potencjalnym życiem zwierzęcia lub >tzw. wroga, który nam samym nie zagraża. Obawiam sie jednak, >że poziomu tzw. moralności Kalego w tym miejscu nie >przekroczymy.
A jednak swiat wartosci dotyczy wylacznie czlowieka, w naturze wartosci nie istnieja - nie ma np. dobrych saren i zlych wilkow, a antylopa nie posiada wyzszosci moralnej nad lewm polujacym nad nia. W tym swiecie czlowiek zabija rownie bezrefleksyjnie lwa jak lew jego. Inaczej jest gdy wkraczamy w swiat wartosci czlowieka. Nagle wszystko nabiera kolejnego wymiaru. Kazdej rzeczy nadawany jest pewien kontekst - wpierw znaczenia, nastepnie oceny. Z tego punktu widzenia pytanie czemu normy etyczne w calej swej okazalosci dotycza wyacznie czlowieka jest jak najbardziej aktualne >
|
|
 | | outsider (2469 punktów) | Tworzyliśmy niegdyś normy etyczne, olśnieni własna wyjątkowoscią - juz dawno przeciez uznaliśmy sami siebie za gości nie z tego świata. Jednak nauka rozwinęła sie od tamtego czasu - nie strąciła nas wprawdzie z piedestału, ale nad wyraz dobitnie wykazała, że mysl o odrębności zupełnej była iluzją: oto bowiem okazało się, że nasze korzenie siegaja daleko w przeszłośc, a nasi dawni bracia żyją. Jedni uznali to za odpowiedź na parę istotnych pytań, inni - odrzucili myśl, co z naukowych konstantacji wynika: myśl o trudnym braterstwie gatunków.
Na innym moim wątku - pisałaś tam Juno, zatem wiesz o czym mówię - rozwinęła się dyskusja o etyce szczególnej, bo poostrzeganiu przez jedna stronę zbrojnego konfliktu etyki drugiej strony. Jest to, myslę, jakoś podobne do tego o czym tu rozmawiamy - albowiem tylko okupant kształtuje obowiązującą etykę na obszarze okupowanym, "miejscowym" takiego prawa odmawia. Czy jednak w owej etyce nie ma miejsca na prawa ludności okupowanej, inne niż prawo tworzenia norm? Oczywiście - jest. Są też podobne kierunki w etyce współćzesnej: zwierżętom rzecz jasna nie przyznaje sie prawa do posiadania własnej etyki (nie do końca słusznie, etyka bowiem to niekoniecznie wytwór kultury), uważa sie jednak naszą etykę za niespójną, jeśli do pewnego stopnia nie przyznaje zwierzętom praw podobnych tym, którzy przyznajemy sami sobie.
Nie da sie bowiem stwierdzić zasadnie, że nasze cierpienie w obliczu śmierci, bólu czy kalectwa jest większe. Osobiscie sądzę że mniejze - mamy bowiem cudowną zdolność samooszukiwania się, mamy rozum potrafiący stanąć w poprzek emocjom: i nasza śmierć wydaje się zawsze cokolwiek nieprawdziwa - to zwierzęta stają twarzą w twarz z ciemnością, my do konca spogladamy w zasłaniające ją malowidła. A na ból mamy dla siebie środki przeciwbólowe...
Ale to wszystko stanowi zaledwie część pytań o podstawy naszej etyki...
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej. (Nieboska komedia}
|
|
|  | | Juna (95 punktów) |
Dla mnie etyka jest zdecydowanie wytworem szeroko pojetej kultutry. Normy etyczne sa scisle powiazane z mozliwoscia porozumiewania sie, aktem komunikacji, oraz dyskursem jaki sie toczyl w tej kweistii na przestrzeni dziejow. Reasumujac, etyka jest scisle powiazana ze slowem. Czy zwierzeta potrafia nadawac znaczenie rzeczom, umieszczac je w kontekscie jezykowym oraz poddawac ocenom? Moim zdaniem nie, choc kto wie, byc moze kiedys nauka zrewiduje ten poglad. W przyrodzie nie ma etyki. jest zamiast nie ekologia. Twarde reguly mowiace o tym jak nalezy przezyc. Z drugiej jednak strony, daleka jestem od odmawiania zwierzetom podmiotowosci, moznosci odczuwania cierpienia, czy nawet radosci. Normy etyczne jednak roznia sie od norm panujacych w swiecie przyrody. Jedna z podstawowych jest "nie zabijaj drugiego czlowieka". W przyrodzie natomiast roznie to bywa. W tym sensie nie przyrownalabym w tym aspekcie relacji czlowiek zwierze do relacji okupant - okupowany. Tu nie ma kokurencyjnosci norm. Etyka lagodzi normy stworzone przez nature, sprawia ze gra staje sie w pewnych aspektach mniej brutalna. Co nie znaczy ze stworzona przez czlowieka etyka ma obowiazywac wylacznie wewnatrz jednego gatunku. Podstawowe normy etyczne takie jak imperatywy kategoryczne powinny obowiazywac rowniez wobec inny zywych istot. Inna sprawa jest to, ze ostatecznie przyroda wybroni sie sama. Niszczac srodowisko, czlowiek skazuje przede wszystkim siebie na zaglade.
>
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|