Odnosisz się do zdecydowanie innej kategorii spraw. Zakaz kradziezy jest zakazem powszechnym i kategorycznym. Nakaz dotrzymywania umów dotyczy tych tylko, co dobrowolnie umowę zawarli. Wolnosci nie chroni sie przez prawo kategoryczne, bo zbyt trudna do zdefiniowania i czesto wolnośc występuje przeciw wolności.
Tymczasem w dziedzinie aborcji i antyaborcji mamy sytuację zgoła odmienną. Z punktu widzenia osoby w niechcianej ciąży jest to pewne fatalne zdarzenie: ani rzecz nie dotyczy każdego czy nawet kazdej ciąży, ani nie można mówić o dobrowolności - jasne, że kobieta chcąca ciążę przerwać, dobrowolnie w nią nie zaszła. Nie można przeciez mówić o dobrowolnym uczestniczeniu w wypadku drogowym tylko dlatego, że ktoś chciał gdzies dojechać. Nie da się też powiedzieć, czy mamy do czynienia z zakazem przerywania ciąży, czy z nakazem urodzenia - skoro sie już w ciążę zaszło; a nie jest wszystko jedno czy prawo czegoś zakazuje, czy cos nakazuje.
Zauważmy rzecz podstawową: Kosciół bez zmrużenia oka poświęca owemu dobru które uznaje za większe cudzą wolność decydowania o własnym zyciu; ma do tego prawo tylko we własnym mniemaniu. A jednoczesnie nie jest skłonny pochwalić najskuteczniejszej jak się wydaje metody zapobiegania aborcji: skutecznej antykoncepcji; co więcej - sprzeciwia się jej kategorycznie. Mam zatem poważne obawy, czy istotnie zmniejszenie liczby aborcji jest celem - wyglada mi na środek propagandowy jedynie.
Mamy jednoczesnie ogromną tolerancję dla utrudniania naleznej prawem aborcji legalnej - i (na szczęscie) mizerotę działań przeciw aborcji pokątnej: nazywa się to na przykład "wywoływanie miesiączki". Źle to pasuje do tezy o "ochronie życia poczętego" jako celu, dobrze - do tezy o tym że to środek zaledwie, a celem jest zastraszenie.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej. (Nie-boska komedia}
|