 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
| Napisano | Autor | Tytuł | | 14-01-2006 22:51 | Homar | * Pomocy * | Witam. Nie wiem, czy jest to dopowiednie miejsce, do zamieszczania swych problemów ... Ale skoro ma on coś wspólnego z katolicyzmem, to pomyślałem, że można spróbować. Mam 17 lat - uważam że jestem na tyle stary, że mogę a nawet powinienem mieć swój światopogląd. Jestem wolnym człwiekiem i nawet konstytucja gwarantuje mi swobodę wyznaniową. Dopiero rok temu zacząłem analizować sprzeczności religii katolickiej (o których już dawno miałem świadomość, ale wmawiałem sobie, że wszystko jest w porządku). Porzuciłem religię, poczułem się naprawdę wolny. Zacząłem myśleć sam o wszystkim - a nie jak wcześniej tylko o tym, o czym nie mówili mi w kościele. Teraz, gdy myślę o dogmatach wiary katolickiej, na mojej twarzy maluje się uśmiech. Ale mniejsza z tym - wstęp był potrzebny, by jaśniej przedstawić mój problem. Pewnie inni w moim iwkeu też go mają, chodzi mianowicie ... tak, o rodziców. Raz zadeklarowałęm ojcu, że po prostu nie chcę chodzić do kościoła. Nie chcę być katolkiem, nie chcę czcić świętych obrazów, padać na kolana przed bogiem zamkniętym w pudełku. Zanim podałem logiczne powody mej decyzji, ojciec wybuchł i rzucił się na mnie z pięściami. Dalszy przebieg wydarzeń streszczę, bo jest nieistotny : siostra zemdlała, mama padła z rozpaczy, ojciec dostał zadyszki od ganiania mnie dookoła stołu. Korzystając z okazji zacząłem wykrzykiwać "taki z ciebie katolik !". "Niech no ja ci przy******** ty ***** ty ***** mała ty ***** etc. Kazano mi wypierd***** z domu. No to sobie poszedłem, zszkowany całym przebiegiem wydarzeń. Pojechałem do kolegi. Ojciec zabrał mnie od neigo wieczorem. Oczywiście nie padło przepraszam, bo jak to ojciec będzie się przed dzieckiem korzył. Zabrał mnie do pizzeri. Zjesliśmy pizzę, nie patrzyliśmy na siebie, nie rozmawialismy. Wracająć zajechaliśmy do kościoła i ojciec zmuił, podkreślam zmusił mnie aby wejść z nim do kościoła i przed obrazem maryi ostrobramskiej (czy jakiejś tam innej, sam nie wiem, jest przecież ich tak wiele) odmówić paciorek... Wracając nei chciał słuchać moich wytłumaczeń. Stwierdził, że się zawiódł i że nei wie gdzie popełnił błąd w moim wychowaniu. PRzecież jeszcze rok temu chodziłem pobożnie do kościoła, ba - nawet na pielgrzymce byłem. Na koniec powiedział : jeżeli bedziesz ateistą, będziesz dla mnei największym kretynem na świecie. Następny tydzień był osobliwy ... Nikt się do mnie w domu nie idzywał. Wszyscy byli oziębli. Mama się nei odzywała. Wieczorem kiedy odrabiałem lekcje, tata wpadł do mojego pokoju i pozrywał mi wszystkie plakaty, twierdząc, że może to jest przyczyną mojego zwątpienia. Wychodząc rozpłakał się i powiedział, że wyrządziłem mu wielką krzywdę. "Byłem u księdza i on powiedział mi jak to się nazywa". Hmmm ./. o co mu chodziło nei wiem do dziś. Czułęm się jak przestępca - ojciec nie dawął mi pieniędzy, bo jak stwierdził, stracił do mnei zaufanai i boi się, czy mu pieniędzy nei ukradnę. Wszystko wróciło do normy, kiedy przeprosiłem rodziców. I tak jest do dziś (cały incydent miał miejce niedawno : 4,5 miesiąca temu). Wiedząc, że mama myśli trochę normalniej, spokojnie wytłumaczyłęm jej powody tamtej deklaracji. Pokiwałą głową i stwierdziła, że koleżanka mojej siostry też tak miałą, ale potem się nawrółciła. Powiedział, że nie wyobraża sobie sytuacji, że oni jak to w każdą niedzielę idą do kościoła a ja zostaję w domu. Albo jest wigilia - wszyscy się modlą a ja nie. Właściwie łażenie do kościołą co niedzielę nie sprawia mi jakiejś katorgi (ale oczywiście do czynności przyjemnych też nei należy). Stoję jak głupi : nie modlę się, poruszam tylko ustami (żeby rodzice się nie czepiali, bo czasem nei obserwują). Chodzę do spowiedzi i takie tam ... Raz po prostu nie wytrzymałęm i po prostu parsknąłem śmiechem, bo u nas w parafii ksiądz ma zwyczaj wykłądać naprawdę zabawne kazania ( zabawne w sensie absurdalne i bezsensowne). Słowem : doszedęłm do wniosku, że lepiej siedzieć cicho ze swymi poglądami o kościele i przeczekać godzinę w kościele, niż znó mieć nieprzyjemności. Jeszcze neidawno myślałęm, że po prostu trzeba to wszystko przeczekać. Ale ostatnio zacząłem się niepokić : ojciec czasem poklepuje mnie, mówiąc, że się cieszy, że chodzę do spowiedzi, przystępuję do spowiedzi it. I tu mój problem : może znów wyłożyć kawę na ławę, ale w jakiś inny sposób ? Kocham rodziców, ale przecież nie mogą mną kierować. Ojciec nei wyobraża sobie mnie, ajko nie-katolika. Ale to przecież ograniczanie mojej wolności, jest to nawet wbrew etyki katolickiej.
Naprawdę dysponuję porządnym wachlarem argumentów, przemawiającymi za moim postanowieniem. Nie potrzebuję religii. Większość moich przyjaciół podziela moje zdanie. Jestem człowiekiem wolnym i nie pozwolę, by ktoś myślał za mnie. "A co? JAk zwierzątko chcesz biegać dzikie ? Ludzi mordować ? WIELCY MĘDRCY STUDIUJĄ PISMO ŚWIĘTE ! WIELCY TEGO ŚWIATA CHODZĄ DO KOŚCIOŁA A TY NIE ? " - taka argumentacja jest po prosty zabanwa, ale to słowa mojego starego. Ma kroś jakiś pomysł jak rozwiązać mój problem, jednocześnie nie doprowadzając do drugiego armageddonu w moim domu ? Z góry dziękuję bardzo. Pozdrawiam ludzi zarządzającymi witryną Racjonalista.pl i jej sympatyków. Homar Białystok |
| Oless (982 punktów) | Wiele rzeczy czas leczy. Spróbuj podać znanych ludzi- ateistów jako przykład tego że nie chodząc do kościoła możesz być normalnym i mądrym człowiekiem.
|
|
| Kowalski (13 punktów) | Witam. Przede wszystkim gratuluje elokwencji, nie przypominam sobie kiedy ostatni raz, ktoś w twoim wieku użył tak wielu trafnych argumentów zachowując jednocześnie spójność i poprawność językową. Jestem niemal pewien, iż z takim podejściem poradzisz sobie bez jakichkolwiek, tym bardziej moich, rad. Wracając do tematu, z twojego opisu wynika, że twoja rodzina to, i najmocniej przepraszam, jacyś religijni maniacy, odporni na argumenty, zapatrzeni w wiarę i kościół, jakim cudem będąc członkiem tej rodziny masz tak odmienne poglądy?  Aha, miałem radzić... Sytuacja jest bynajmniej ciężka ale może spróbuj postawić się na miejscu równie gorliwego katolika a zarazem zadawaj tzw. "trudne pytania", których w tej dziedzinie nie brakuje, włącz "uwagę" "telekurier" "interwencję" etc. i zapytaj jak to jest ze ksiądz, przedstawiciel kościoła i Boga robi tak potworne rzeczy, zapytaj dlaczego Bóg kazał Abrahamowi zabić Izaaka, wiesz co mam na myśli. Zacznij od prostych pytań, by ojciec myślał, że zwyczajnie próbujesz pogłębić swoją wiarę a jego uważasz za mentora w tej kwestii... Pewnie niewiele pomogłem, za to rozpisałem się, Powodzenia! Michał
|
|
| outsider (2469 punktów) | Czyli Twoja rodzina jest z tych mocno wierzących? Wiesz, ja przeżyłem szmat czasu w PRL - nie wyobrazam sobie, aby ojciec-komunista - nie z tych najbardziej zagorzałych - poszedł do komitetu partyjnego po radę, zauważywszy o 17-letniego syna zanik wiary w komunizm; no ale może bywało i tak. Znaczy - musiało być rzeczywiscie ostro. Więc może w ten sposób: Na razie jesteś na utrzymaniu "starych" - to potrwa i oby na tyle długo, abyś mógł ukończy dobre studia. Wiesz - kto płaci, ten wymaga. Lepiej jednak, żebyś już teraz wykazywał katolicyzm chłodny (o ile to możliwe tylko pozorno-obrzędowy) - zbyt daleko idace kłamstwo dla świętego spokoju zostanie na długo między Tobą i rodzicami. A potem? Nie wiemy, co życie przyniesie; może stosunki rodzinne pozostaną bliskie, może nie - może przyjdzie bunt dalej idący niż przewidujesz. Kiedyś tak czy owak zaczniesz w pełni samodzielne życie - i będziesz się musiał bronić nie tylko przed tym jednym, nie tylko w tej sprawie wykazywać stanowczość. Przyjmij na dziś, że religia udawana nie jest bardzo szkodliwa  Może zresztą to się ułoży szybciej niż myślisz. Pomóż rodzicom zadając im (jak radzi wyżej Kowalski) kłopotliwe pytania: ludzie nie lubia kłopotliwych pytań, więc może uda się zrobić tak, że Ty będziesz udawał że wierzysz, a oni - że w to wierzą. Wtedy pozostałyby niedzielne msze(bo co powiedzą inni) - ale i tu z czasem uda Ci się zapewne znajdować coraz częstsze przeszkody. Nie są to rady piękne i godne starego ateisty - no ale tak to już jest. Dla wierzącego wiara może być rzeczą niezwykle ważną - dla ateisty udawanie wiary jest jakoś poniżające czyli ma swoją cenę (a bywa i niewygodne) ale inne rzeczy też. Ateista jak mało kto powinien się posługiwać sumieniem - bo wolność wyboru to wolność rozumnego wyboru.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
 | | Kowalski (13 punktów) | Kłopotliwe pytania owszem, ale nie chodziło mi o budzenie ojca w środku nocy z krzykiem "dlaczego Bog dreczył tego biednego Hioba?!". Jak napisałem wcześniej, wystopniuj wszystko, zacznij od pytań jakie zadawałaby osoba faktycznie zainteresowana pogłębieniem wiary lub/i poznaniem tej religii. Pozniej stopniowo przechodz na trudniejsze pytania bądz tez wplataj je do neutralnej rozmowy na ten temat. Nie zdenerwujesz ojca a ten chcąc nie chcąc będzie musiał przyznać ci rację w niektórych sprawach co z kolei (teorytycznie) powinno pomóc mu zaakceptować twoje zdanie. Wszystko wymaga czasu... A co do "udawania wiary", mysle ze to kwestia charakteru, z cala pewnoscia nie przyszloby mi to łatwo... Oczywiscie moge sie mylic- nigdy nie mialem takiego problemu, jak pisal poprzednik: najlatwiej bedzie gdy wszyscy będą udawać  ps: Outsiderze, pytanie bylo jak rozwiązac ten problem- nie jak przeczekac go
|
|
|  | | Amonaria (108 punktów) | Ja pewnego, pięknego dnia powiedziałam rodzicom, iż nie mam wewnętrznej potrzeby wiary w Boga etc. To było z rok temu. Kiedyś hasałam do kościoła, później stało się mi to obojętnym, aż w końcu stwierdziłam, iż nie ma sensu się katować i trzeba się ujawnić. Matka powiedziała mi tak: dopóki mieszkasz z nami pod jednym dachem, masz chodzić do kościoła". Ojciec siedział cicho; do kościoła chodzi tylko dlatego, żeby mieć święty spokój z matką. Teraz, kiedy matka każe iść mi do kościoła "modlić się za chorą babcię", zaczyna ise piekło. Ja mówię, iż wiara jest ogłupianiem i te modły na nic się nie zdadzą, więc lepiej wziąć się za jakiekolwiek działanie (np. pomaganie owej babci), aniżeli zmarnować godzinę z modlitwą na ustach klęcząc w lodowatym kościele na zimnym marmurze. A kiedy powiem, iż jestem zmęczona tygodniem nauki i chodzenia do szkoły, matka odpowiada:" idź do kościoła, bo to jest relaks". To mnie już zupełnie ścian z nóg. I jak tu nie zwariować? Już nie piszę nawet, ile to razy matka mi mówiła, ze ludzie niewierzący w Boga nic nie osiągają etc. Może moi rodzicie nie są tak ortodoksyjni i radykalni w działaniu jak Twoi, ale to, co robi moja matka jest po prostu chore. Ona na siłę ciągnie mnie do kościoła, pod groźbą restrykcji. Również mam 17lat  pozdrawiam.
|
|
| |  | | Homar | Nie oczekiwałem aż tak szybkich odpowiedzi Dziękuję bardzo  . Pytania być może i coś by dały ... W tym tygodniu zacząłem z mamą dyskutować na temat kolędy (czytaj zbierania kasy). Mama przyznała, że to jest niesprawiedliwe, ale stwierdziłą "to tradycja, taj trzeba". Mam ogromną ochotę zasypać rodziców gradem sprzeczności i chyba zacznę to pomalutku robić. Jeszcze raz dziękuję za zainteresowanie się moim problemem. Ktoś spytał jak ktoś z ultra-kat. domu mógł sam zmienić swoje poglądy. Jka pisałem, już wczesniej zauważałem te najprostsze sprzecności, ale patrzyłem na innych i myślałem "tyle ludzi chodzi do kościoła, po co zaprzątać sobie głowę takimi bzdetami. katolicyzm jest fajny". Ale moja "metamorfoza" rozpoczęła się rok temu, gdy przybyłem do licuem. To naprawdę dobra szkoła, najlepsza w Białymstoku. W mojej kasie gimnazjalnej każdy był katolikiem, poza 4 osobami prawosłąwnymi. A tutaj ... szok : mam w klasie 6 atistów, 3 osoby nie chodzą na religię... Na początku unikałem tych ludzi, potem się z nimi zaprzyjaźnilem i to na dobre (bo mamy te same zainteresowania i poczucie humoru). W końcu zapytałem jednego z nich, dlaczego jest nie-katolikiem. Podał mi tylko jedną sprzeczność : i to spowodowalo lawinę ... Zacząłem na całą religię patrzeć obirktywnie, a nie przez pryzmat wiary. Kiedyś jak byłęm mniejszy, spytałęm taty, jaką mamy pewność, że to co czytamy w PŚ jest prawdą. "Nie mamy pewności i na tym polega wiaa. To jest piękne, nieprawdaż ?" Pokiwałęm głową, bo jako gówniarza taka odpowiedź mnie usatysfakcjonowała. Woops...  przepraszam, muszę kończyć ... Czas do kościoła wychodzić, przecież mamy niedzielę  Pozdrawiam serdecznie
|
|
| | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Ale moja "metamorfoza" rozpoczęła się rok temu, gdy przybyłem do licuem >A tutaj ... szok : mam w klasie 6 atistów, 3 osoby nie chodzą na religię...
Mamy jak na dłoni jedną z "zalet" obecności religii w szkole. I stąd dodatkowa rada. Spróbuj wykorzystać te dobrodziejstwo (religia w szkole) i dziel się swoimi "wątpliwościami" z katechetą. Możesz to potraktować jako poligon doświadczalny. Możesz też porównywać odpowiedzi uzyskane od Rodziców z tymi uzyskanymi od katechety. Jestem więcej niż pewny, że prędzej czy później sprzeczności się pojawią. Jak to wykorzystasz, to już zależy od okoliczności.
Rozumiem, że problem jest dla Ciebie niezwykle ważny, ale nie dopuść do tego aby nadmierne koncentrowanie się na nim przesłoniło Ci zbyt wielką część realnego świata. A świat jest piękny...
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| Andro (1185 punktów) | Nie możesz być lwem, zostań lisem. Metodami rewolucyjnymi niczego nie wskórasz. Musisz się skupić na pracy u podstaw, tak jak radzą niektórzy na tym forum. Dla świętego spokoju chodź w niedzielę na mszę, po powrocie postaraj się podyskutować z rodzicami o homilii, myślę, że po pewnym czasie uda Ci się znaleźć wykręty, a rodzice przymkną na nie oko mając w perspektywie setną dyskusję na temat homilii... Jeśli mieszkasz w mieście, to mam inny pomysł, z którym wstrzymam się do czasu odpowiedzi...  Pozdrawiam
Bądź zimny albo gorący letniego wypluję z ust moich
|
|
| qazad | powiedzenie rodzicom, że wierzą w głupoty jest równoznaczne z powiedzeniem, że są głupi. jest oczywistym, że z racji na ich wiek i doświadczenie życiowe w kwestiach fundamentalnych racji Ci nie przyznają.
trzeba szanować swoich rodzicieli, a ponieważ masz balast długu za wychowanie i stworzenie jako takic warunków życiowych (choćby to, że masz komp i net), warto, żebyś go spłacał choć w minimalnym stopniu posłuszeństwem do czasu, gdy się uniezależnisz. robić sobie wrogów we własnym domu to największa głupota jaką można poczynić.
|
|
 | | Kuba Cichy (98 punktów) | Ja mam podobny problem i jak wspomniał Andro, działam jak lis, ja tylko nadaża się okazja podrzucam jakieś trudne pytanie,a lbo ukryty argument, który ma potwierdzić, że to ja mam rację. I choć na początku było u mnie bardzo źle, teraz zaczyna się coś zmieniać, myślę, ze jeszcze kilka miesięcy i zaakceptują mój wybór 
"Bardzo roztropnie jest wątpić" - Wolter
|
|
| Scorp (5381 punktów) |
>Ma kroś jakiś pomysł jak rozwiązać mój problem, >jednocześnie nie doprowadzając do drugiego armageddonu w >moim domu ? Z góry dziękuję bardzo.
A ja Ci podpowiem pewną formułę, która idealnie godzi zaangażowanie religijne, nawet u osób starszych i mocno przywiązanych do tradycji - z kwestionowaniem wiary i religii przez nastolatków. Głoś wszystkim, że SZUKASZ BOGA, po prostu. To jest deklaracja, która wzbudzi szacunek również u księdza, jeżeli nie jest absolutnym głąbem. Załóż, że nie jest.
To jest uczciwe podejście. Polecałbym wszystkim młodym gniewnym i świeżym ateistom, którym słowo Bóg z trudem przechodzi przez usta. Szukać wolno, i lepiej szukać niż walczyć.
Więc nie tylko głoś, że szukasz Boga, rób to rzeczywiście. Szukaj, więc czytaj, słuchaj, porównuj. Coś tam znajdziesz, odkopiesz jakieś powody i przyczyny, dla których oni wierzą, a Ty nie. Niezależnie jednak od wyniku, nie będziesz już kościelną owieczką. .
|
|
| Teresa | > Dopiero rok temu zacząłem analizować> sprzeczności religii katolickiej (o których już dawno> miałem świadomość, ale wmawiałem sobie, że wszystko jest w> porządku). Porzuciłem religię, poczułem się naprawdę wolny.Moim zdaniem najpierw trzeba upewnić się czy rzeczywicie w ogóle mamy do czynienia z sprzecznościami (niespójnościami). Bo jeśli tak jest rzeczywiście, to nie ma wyjścia, trzeba będzie przyznać Ci rację i przejść na ateizm  . Ciekawe więc, jakie są te sprzeczności? Z Twego listu nie wynika czy dostrzeżenie tych sprzeczności było dla Ciebie źródłem jakiejś straszliwej udręki??? I ile trudu i łez włożyłeś w rozwiązanie problemu? A możliwych źródeł błędu jest naprawdę wiele. Pytanie czy rozważane przez Ciebie zdania, te w których upatrujesz sprzeczności: - są rzeczywiście zdaniami, które nalezą do "prawd wiary" , czyli czy nalezą do dogmatów ( credo ) a więc są czymś, w co trzeba wierzyć. Akceptacja wszystkich elementów credo warunkuje bycie wiernym, - czy też są to zdania z credo ("dogmaty") plus zdania wyprowadzone z dogmatów, - czy też np. są to dogmaty plus zdania wzięte z nauki? Itd. Na gruncie nauki odkrycie sprzeczności stanowi wręcz motor jej rozwoju. Dlaczego na gruncie religii ma być inaczej?  "Sprzeczność nie porażka to okazja" (Whitehead).
|
|
| damian (127 punktów) | jestem w podobnej sytuacji, choć nikt mnie w domu nie bił i nie miałem ar,magedonu z takich powodów.. a wiesz dlaczego?? - bo nikt o tym nie wie. po prostu, nie czuje potrzeby chodzenia i głoszenia, że nie wierze itd. to jest dla mnie, nie zgadzam się z nauka kościaoła, uważam ją za śmieszną, kłamliwą a moje uczucia potęguje zachoanie duchownych. może jestm w bardziej dogodnej sytuacji, bo moi rodzice nie są zagorzałymi katolikami, nie chodzą do kościoła, choć mi przypominają dosyć często zebym poszedł. chodzę co jakiś czas z moją dziewczyną. chodzę bpo darze ją uczuciem. ona zna moje zdanie na ten temat ale mam nadzieje ze Jej to nie przeszkadza. pamiętaj ze robisz to dla siebie, większośc rodziców to konserwatyści i nawet bardzo, najbardziej nawet sensowne argumenty odbijają się od nich jak od ściany, także nie ma sensu, przekonałem się o tym wiele razy, choć jestem starszy od Ciebie o rok. powodzenia
|
|
| Wilhelm | Witaj, Twoj list jest szokujacy, ale takie przypadki jak Twoj tez znam osobiscie. W duzych miastach czlowiek jest anonimowy (sam jestem z Wwy), wzglednie latwo mu zmienic otoczenie. Dlatego sadze, ze musisz jeszcze troche zacisnac zeby, bo jedynym ratunkiem jest zmiana otoczenia np poprzez studia w innym miescie. Tym samym uciekniesz z domu i wtedy ojciec nie bedzie mial nic do powiedzenia w kwestii Twoich wyborow. Taka bylaby rada z mojej strony. Ja mialem duzo wiecej szczescia odnosnie rodzicow. Mnie religia zbrzydla jak mialem 7 lat (pierwsza polowa lat 80'). Wtedy jak wiekszosc dzieci zaczalem chodzic na religie, lecz poprzez moja wrodzona upierdliwosc zaczalem zadawac za duzo pytan: min. jak to jest mozliwe, ze Ziemia ma mialiardy lat, skoro siostra twierdzi, ze tylko 4000? Albo skoro bog stworzyl swiat, to czemu pewne gatunki wyginely?. Zadawalem takie pytania jako 7 latek, na ktore zaden ksiadz i zadna siostra nie chciala mi odpowiedziec. Nie na wszystko mogli mi tez rodzice odpowiedziec, dlatego duzo czytalem. Pozniej w latach 90' raz tylko poszedlem na religie, ale po tym jak stwierdzilem, ze to indoktrynacja, dalem sobie siana. W liceum chodzilem (na szczescie w grupce) na etyke i bardzo bylem zadowolony. Teraz nie wiem czy taka sztuczka by sie udala. Generalnie nie mam nic do ksiezy, bo wsrod nich tez sa wartosciowi ludzie, lecz kosciol jako organizacja hierarchiczna jawi mi sie element indoktrynacji ludzi. A jest to szczegolnie niebezpieczne, kiedy pojawiaja sie zwiazki kler-politycy np: wiadomosci(*)iadomosci/1,53600,3117798.htmlPozdrawiam
Erst wenn die Wolken schlafengehn, kann man uns am Himmel sehn,wir haben Angst und sind allein, Gott weiß ich will kein Engel sein.
|
|
 | | Alfa F1 |
>Ja mialem duzo wiecej szczescia odnosnie rodzicow. Mnie religia zbrzydla jak mialem 7 lat (pierwsza polowa lat 80'). Wtedy jak wiekszosc dzieci zaczalem chodzic na religie, lecz poprzez moja wrodzona upierdliwosc zaczalem zadawac za duzo pytan: min. jak to jest mozliwe, ze Ziemia ma mialiardy lat, skoro siostra twierdzi, ze tylko 4000? Albo skoro bog stworzyl swiat, to czemu pewne gatunki wyginely?. Zadawalem takie pytania jako 7 latek, na ktore zaden ksiadz i zadna siostra nie chciala mi odpowiedziec.
Cóż... może tak: Jest napisane, że "Dla Boga jeden dzień może być rokiem, a rok dniem" Tak ja bym to zapewne wytłumaczył. A dlaczego nie chcieli odpowiedzieć? Możliwe dlatego, że jako 7- latek nie zrozumiałbyś, możliwe dlatego, że nie są racjonalistami i nie pamiętają wszystkich rzeczy naraz, tzn.- że akurat wtedy nie znajdowali odpowiedzi. Sądzę jednak, że nie byli po prostu upoważnieni do odpowiedzi na takie pytania. Ja przemawiam w swoim imieniu, ale gdyby Kościół uznał w czymkolwiek, że się mylę- wycofałbym swoje poglądy.
|
|
|  | | Wilhelm | > Tak ja bym to zapewne wytłumaczył. A dlaczego nie chcieli odpowiedzieć? Możliwe dlatego, że jako 7- latek nie zrozumiałbyś, możliwe dlatego, że nie są racjonalistami i nie pamiętają wszystkich rzeczy naraz, tzn.- że akurat wtedy nie znajdowali odpowiedzi. Sądzę jednak, że nie byli po prostu upoważnieni do odpowiedzi na takie pytania. Ja przemawiam w swoim imieniu, ale gdyby Kościół uznał w czymkolwiek, że się mylę- wycofałbym swoje poglądy.> Nie tlumaczy to jednak, dlaczego odkrywano (z wykopalisk) szkielety stworzen, ktorych wczesniej nie znano. Zmieniajacy sie swiat po stworzeniu? Dziwne, moze powinno raczej w bilbli byc, ze swiat sie ciagle tworzy, a wiec jest dzielem niedokonanym. Swiadczyloby to rowniez o tym, ze stworca jest niedoskonaly i ciagle poprawia swoje dzielo
Erst wenn die Wolken schlafengehn, kann man uns am Himmel sehn,wir haben Angst und sind allein, Gott weiß ich will kein Engel sein.
|
|
| Alfa F1 | Moim zdaniem porzucenie wiary jest tylko przejawem buntu i dążeniem za modą, niszczącą modą. Rozerwałeś, zaburzyłeś, skrzywdziłeś, zniszczyłeś. Dawniej nieposłuszeństwo rodzicom było bardzo suroro karane- i, o ile wiem, racjonalizm nieraz przemawiał ZA wychowaniem, nie przeciw. Chcąc udowodnić, że jesteś wolnym, gotów jesteś uczynić wiele niemoralnych rzeczy. Czy spowiadałeś się ze swego ateizmu? Nie chcę odpowiedzi na to pytanie, sam sobie na nie odpowiedz. A jaki masz teraz cel w życiu? Wiek nie stanowi o dojrzałości i, jak widać, porzucenie wiary nie było dojrzałą decyzją, ale dziecinnym kaprysem: "nie podoba mi się, więc nie! nie rozumiem, więc nie będę się stosował" Zważ na to, że Twoi rodzice mają na pewno znacznie więcej doświadczenia, niż Ty. To, co ksiądz mówi o zaufaniu, aby pójść za Chrystusem w ciemności, aby zaufać nie wzięło się o tak sobie.
Jest takie opowiadanie, przytoczę tutaj skrót:
"W pewnym domu wybuchł pożar. Mieszkała w nim rodzina: rodzice oraz troje dzieci. Rodzice z poświęceniem ewakuowali swoje dzieci, jednak na końcu spostrzegli, że jednego im brakuje. Pożar był już tak wielki, że nie można było wejść do domu. Z piętra słychać było płacz: "Mamusiu, Tatusiu, pomocy!" "Skacz!"- zawołał ojciec "Nie widzę Ciebie!"- odpowiedziało owo dziecko z góry "Ale ja Ciebie widzę, skacz!" Dziecko skoczyło i wpadło prosto w wyciągnięte ramiona ojca."
Czy nie powinieneś zaufać swoim rodzicom? Ty nie rozumiesz wiary, ale oni ją rozumieją. Zaufaj im.
|
|
 | | Totus (1201 punktów) | Rozumiem, że dziecko z opowiadania poniosło śmierć na miejscu?
|
|
| Nihilia (115 punktów) | Będę trochę abstrahować, ostrzegam.
Aż trudno mi uwierzyć, że w roku 2005 coś podobnego mogłoby się wydarzyć. W mojej rodzinie wolę ukrywać moją niewiarę w KRK (czytaj: dwie "moherowe" babcie, rodzinka co tydzień w kościele, etc.), ale do kościoła nie chodzę i nie zamierzam. Na ostatniej mszy (dawno, dawno temu) ledwie wytrzymałam nerwowo i od tego czasu bliższa część rodziny (liberalniejsza) pozwoliła mi w niedziele siedzieć w domu. Niby wspaniale, ale potem na siłę wepchnęła mnie do szkoły katolickiej. W tym roku ją kończę i na pewno zapamiętam te trzy lata jako najgorszy okres w moim życiu (pomijając lekcje bardzo fajnych i dobrze uczących nauczycieli świeckich). Megaproblem pojawił się, gdy miałam dojść do bierzmowania. Niestety, muszę ślęczeć nad tymi ciemnymi pytaniami do kwietnia (czuję się przy nich jak członkini ZMP czytająca plany ileśtamletnie). U mnie pytanie z religii na ocenę (!!!) wyglądało tak: zakonnica pyta się, co rok temu na mszy w szkole powiedział ksiądz i ma pretensje, jeśli ktoś nie pamięta. Moi rodzice najbardziej protestowali, gdy powiedziałam im, że nie chcę jechać na jakąś szkolną wycieczkę do Ziemi Świętej (czytaj: za trzy tysiące złotych ganiasz przez parę dni po klasztorach + codziennie msza święta), ale jakimś cudem mi pozwolili. Nie wiem, jak funkcjonowała Partia w czasach PRL-u, ale na pewno podobnie do mojej szkoły.
|
|
| JATO (2644 punktów) | Obawiam się, że nie masz szans na światopogladową samodzielność. Do czasu osiągniecia pełnoletności pozostaje ci przetrwać. Tylko nie zatruj się hipokryzją. Moge tylko współczuć. Radzić nie ma co. Pozdrawiam. JATO
Prawo Wylera: Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
|
|
| majkel | Moim zdaniem wierzyć trzeba ... to tyle jako gość powiem ...
Pozdrawiam , Majkel
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|