 |
"student, a sprawa polska" Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 30-01-2006 20:02 | HRTEM (262 punktów) | "student, a sprawa polska" | Witam, Sprawa stara jak świat, ale w świetle ostatniej tragedii nabiera nowego kolorytu. Przez kilka lat miałem okazję (czy "przyjemność"? czasami; zazwyczaj ciężki kawałek chleba, którego nikomu nie polecam) uczyć studentów na Uniw. Jagiellońskim. Zgodnie z własnymi poglądami i normami etycznymi pracowników dydaktycznych powinienem był oceniać wszystkich sprawiedliwie, dbać o standardy, wypuszczać mądrych i godnych tytułu magistra absolwentów... Powinienem. W praktyce miałem w przykładowej, kilkunastoosobowej grupie ćwiczeniowej: - lalunie-kujony, które, zapytane o problem wymagający myślenia, płakały lub rzygały ze strachu, nie nauczone w "bezstresowym" liceum dawania sobie rady z własną psychiką, - pracowite, ach mało inteligentne dziewuszki, które wyjazd ze swojej podkarpackiej wioski traktowały jak złapanie Pana Boga za nogi; tam mogłyby tylko rodzić kolejne dzieci mężowi alkoholikowi, - "śpiochy" z ubogich rodzin, w nocy tyrający w knajpach, żeby móc się utrzymać, a rankiem zasypiający na zajęciach albo po prostu nie zdążający się nauczyć - ambitnych i zdolnych gorliwców, studiujących równocześnie 2 lub 3 fakultety, wiecznie zabiegani i wszystko znający "po łebkach" - studenci innych specjalności, którzy muszą wyrobić brakujące punkty, więc wybierają pozornie (he, he) łatwe kursy dodatkowe itd., itp., i takich bywa ponad 50%. Jaką miarę należy do nich przykładać, oceniając? Czy być bezlitosnym katem, nieraz łamiącym komuś sensownemu życiorys? Nie da się. Trzeba by było co semestr wyrzucać pół roku (czego żaden dyrektor młodemu asystentowi nie wybaczy). Ale z drugiej strony - czy akurat jedna z najlepszych polskich uczelni (wg niektórych - najlepsza) ma być celem dla osób próbujących wyrwać się z postpegieerowskiej wioski? Nie mogłaby to być Wyższa Szkoła Robienia na Drutach w Kłaju? Czy społeczeństwo nie oczekuje, że absolwenci UJ będą śmietanką intelektualną Polski? Czy dyplom UJ nie powinien potwierdzać faktycznej jakości, a nie dobrego serca dydaktyków? No i na koniec: czy pacjenta u lekarza obchodzi, że ów pochodzi z małej wioski? Czy rodziny tragicznie zmarłych w Katowicach interesuje, że inżynier-projektant musiał pracować podczas studiów? A teraz dodajmy do powyższych dylematów typową idiotyczną studencką solidarność, wyrażającą się w "bratniej pomocy" na kolokwiach, w wykonywaniu prac zaliczeniowych, itd. I co Wy na to? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Konowal (6291 punktów) | ja myślę że jesteś megalomanem i powinieneś się leczyć, a przyjaciół poszukaj sobie gdzie indziej
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
|
|
 | | HRTEM (262 punktów) | >ja myślę że jesteś megalomanem i powinieneś się leczyć, a przyjaciół poszukaj sobie gdzie indziej
czyżby jakiś upierdliwy wykładowca dręczył Cię na studiach, Konowale?
Twoje poglądy na mój temat mnie nie interesują
|
|
|  | | Konowal (6291 punktów) | po prostu nie lubię chamów i buraków ot taka przypadłość
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
|
|
 | | placownik (17853 punktów) | >ja myślę że jesteś megalomanem i powinieneś się leczyć, a przyjaciół poszukaj sobie gdzie indziej
Emocje wywołane wypowiedzią dyskutanta można w ostateczności wyrażać klikając myszką na "+" lub "-".
Jeśli jednak decydujesz się na użycie klawiatury, to korzystaj z niej w celu ustosunkowania się do meritum wypowiedzi do której nawiązujesz.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| Gosia |
>Przez kilka lat miałem okazję uczyć studentów na Uniw. Jagiellońskim. Zgodnie z >własnymi poglądami i normami etycznymi pracowników >dydaktycznych powinienem był oceniać wszystkich >sprawiedliwie, dbać o standardy, wypuszczać mądrych i >godnych tytułu magistra absolwentów... Powinienem. Czy społeczeństwo nie oczekuje, że >absolwenci UJ będą śmietanką intelektualną Polski? Czy >dyplom UJ nie powinien potwierdzać faktycznej jakości, a >nie dobrego serca dydaktyków?<
Nie mamy nawet "chudego mleka" a Tobie się śni śmietanka intelektualna?Pomijając obraźliwą formę Twojej wypowiedzi,myślę,że udzieliłeś sam odpowiedzi.To nauczyciele tacy jak Ty są odpowiedzialni za te rzesze niedouczonych fachowców.To tacy jak Ty uczą studentów jak cwaniactwem zdobywać zaliczenia. Poza tym, o renomie uczelni stanowi jej kadra naukowa i dydaktyczna,a nie pochodzenie studentów.Mówiąc o nauczaniu użyłeś czasu przeszłego, mam nadzieję, że już nigdy nie będziesz nikogo uczył. Pozdrawiam.
|
|
 | | HRTEM (262 punktów) |
>Nie mamy nawet "chudego mleka" a Tobie się śni śmietanka intelektualna? ja mam dużo lepsze zdanie.
>Pomijając obraźliwą formę Twojej wypowiedzi,myślę,że udzieliłeś sam odpowiedzi. to przeczytaj jeszcze raz. Obraźliwa może być w jedej linijce. Reszta to tylko skrzecząca rzeczywistość.
>To nauczyciele tacy jak Ty są odpowiedzialni za te rzesze niedouczonych fachowców.To tacy jak Ty uczą studentów jak cwaniactwem zdobywać zaliczenia. O! To znaczy, że jestem zły, bo rzekomo ich zbyt surowo oceniam, czy dlatego, że nie wyrzucam pół grupy za drzwi. Bo już nie rozumiem...
>Poza tym, o renomie uczelni stanowi jej kadra naukowa i dydaktyczna,a nie pochodzenie studentów. O renomie uczelni stanowi jakość jej absowentów. Czy gdzieś pisałem, że ktoś ze studentów ma "złe pochodzenie"? Pochodzenie mnie nie interesuje, ale wychodzi ono siłą rzeczy, gdy z przykrością patrzę, jak się ludzie szarpią, żeby nie umrzeć z głodu i móc studiować.
>Mówiąc o nauczaniu użyłeś czasu przeszłego, mam nadzieję, że już nigdy nie będziesz nikogo uczył. Będę znów, niedługo. Stąd mój post.
|
|
|  | | Gosia |
>>O! To znaczy, że jestem zły, bo rzekomo ich zbyt surowo oceniam, czy dlatego, że nie wyrzucam pół grupy za drzwi. Bo już nie rozumiem...<<
A wywal choćby całą grupę, jeśli uważasz,że ich wiedza jest na niezadowalającym poziomie.Słusznie stwierdziłeś,że pacjenta,czy człowieka któremu dach spadł na głowę, nic nie obchodzi w jakich warunkach lekarz, czy inżynier zdobywali kwalifikacje.Tak jak i mnie nie obchodzi czy asystent będzie miał kłopoty ze zwierzchnikiem, bo niby zbyt surowo ocenia.Jedynym kryterium powinny być umiejętności studenta.Nie ma, że boli. Pozdrawiam. Ps.nadal uważam,że nie powinieneś uczyć.Sam nazwałeś to wątpliwą przyjemnością.Nie widzę różnicy między naburmuszoną ekspedientką, nieuprzejmym kierowcą autobusu,czy zgorzkniałym wykładowcą.Zawsze można się przekwalifikować.
|
|
 | | placownik (17853 punktów) |
>Poza tym, o renomie uczelni stanowi jej kadra naukowa i dydaktyczna,a nie pochodzenie studentów.
O renomie uczelni stanowić winien poziom prezentowany przez jej absolwentów. Renomowane światowe uczelnie doskonale zdają sobie z tego sprawę, fundując stypendia najzdolniejszym studentom.
>Mówiąc o nauczaniu użyłeś czasu przeszłego, mam nadzieję, że już nigdy nie będziesz nikogo uczył.
Warto walczyć o zachowanie właściwego sensu słowa studiowanie. Jest chyba jeszcze szansa na to, aby studenci renomowanych uczelni zaczęli oczekiwać od kadry dydaktycznej pomocy w studiowaniu, a nie "nauczania". Uczenie pozostawmy szkołom, chociaż lepiej by było aby nie koncentrowały się wyłącznie na tym, ale przygotowywały również do studiowania.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | | Gosia |
>>O renomie uczelni stanowić winien poziom prezentowany przez jej absolwentów.studiowanie< Jest chyba jeszcze szansa na to, aby studenci renomowanych uczelni zaczęli oczekiwać od kadry dydaktycznej pomocy w studiowaniu, a nie "nauczania". Uczenie pozostawmy szkołom<<
Nie czepiajmy się słówek,chodziło mi w gruncie rzeczy o to samo.Ale jak wyobrażasz sobie pomoc w studiowaniu od wykładowcy pokroju HRTEM-a,z jego podejściem do sprawy? Bo ja raczej cienko... Pozdrawiam.
|
|
| |  | | placownik (17853 punktów) |
>Ale jak wyobrażasz sobie pomoc w studiowaniu od wykładowcy pokroju HRTEM-a,z jego podejściem do sprawy?
Pokrój HRTEM-a nie jest dla mnie aż tak jednoznaczny jak dla Ciebie. Zakładam, że jest młodym doktorem. Z dochodem nieco poniżej średniej krajowej. Rozrzucającym perły swej wiedzy również w niektóre soboty i niedziele. Dobrze jeśli nie zmuszanym do nawiedzania w tym celu zamiejscowych flili macierzystej uczelni. Z ciążącym, bezsensownym w gruncie rzeczy, obowiązkiem napisania i obronienia pracy habilitacyjnej. Rozliczanym co roku z ilości publikacji. Z osiągnięciami dydaktycznymi niezaliczanymi do dorobku.
Mógłby podchodzić do zajęć dydaktycznych z minimalnym zaangażowaniem, traktując je jako zło konieczne. Jeśli nawet tak robi, to najwyraźniej nie uważa tego za stan normalny. Budzi to w nim pewien dyskomfort, czemu daje dobitny wyraz swoim postem. Czy taka postawa rzeczywiście zasługuje na bezwarunkowe potępienie? Czy charakterystyka studentów jaką kreśli, w sposób zjadliwy i podszyty goryczą, jest całkowicie nieprawdziwa?
A jego podejście do sprawy? Nie jest go pewny. Dopiero go poszukuje. Oczekuje na dyskusję, a natyka się na mur niechęci i niezrozumienia.
To nie on i jego postawa są problemem. Problemem jest polityka oświatowa w tym wypadku na poziomie szkół wyższych. Polityka której nie ma. Za brak tej polityki płacić będziemy wszyscy. A nawet już płacimy.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| waldmarc | Skąd tyle zgorzknienia czy wręcz pogardy? Nie wszyscy są geniuszami, a że ludzie chcą się uczyć, czasem mimo bardzo trudnych warunków, to dobrze. Skala ocen jest zróżnicowana, są studenci piątkowi i ci, co ledwo zaliczają (lub nie), zawsze tak było i będzie.
|
|
 | | HRTEM (262 punktów) | >Skąd tyle zgorzknienia czy wręcz pogardy? Nie wszyscy są geniuszami, a że ludzie chcą się uczyć, czasem mimo bardzo trudnych warunków, to dobrze. to świetnie i należy to wspierać. A jakimi metodami? Bo chyba nie obniżaniem standardów albo nierównym ocenianiem.
>Skala ocen jest zróżnicowana, są studenci piątkowi i ci, co ledwo zaliczają (lub nie), zawsze tak było i będzie.
Chiałbyś, żeby Cię leczył lekarz, który ledwo zaliczał (niedługo ci lepsi wyjadą za granicę)?
|
|
| zima (560 punktów) |
>Jaką miarę należy do nich przykładać, oceniając? Czy być >bezlitosnym katem, nieraz łamiącym komuś sensownemu >życiorys? Nie da się. Trzeba by było co semestr wyrzucać >pół roku (czego żaden dyrektor młodemu asystentowi nie >wybaczy). Tak jest na wszystkich uczelniach. Przynajmniej na większości, tych o których słyszałem. Czasem proporcje bywają inne. >Ale z drugiej strony - czy akurat jedna z najlepszych >polskich uczelni (wg niektórych - najlepsza) ma być celem >dla osób próbujących wyrwać się z postpegieerowskiej >wioski? Nie mogłaby to być Wyższa Szkoła Robienia na >Drutach w Kłaju? Czy społeczeństwo nie oczekuje, że >absolwenci UJ będą śmietanką intelektualną Polski? Czy >dyplom UJ nie powinien potwierdzać faktycznej jakości, a >nie dobrego serca dydaktyków? W naszym kraju nie ma miejsca by wszyscy mogli zostać śmietanką. Jeśli ci lepsi ją zostają (spełniający odpowiednie standarty) to chyba OK? >No i na koniec: czy pacjenta u lekarza obchodzi, że ów >pochodzi z małej wioski? Czy rodziny tragicznie zmarłych w >Katowicach interesuje, że inżynier-projektant musiał >pracować podczas studiów? I tak musi się sprawdzić w pracy- np. projektowaniu (no dobra, przyznaje, czasami nie musi). >A teraz dodajmy do powyższych dylematów typową idiotyczną >studencką solidarność, wyrażającą się w "bratniej pomocy" >na kolokwiach, w wykonywaniu prac zaliczeniowych, itd. >I co Wy na to? Wypuszczenie niedouczonego chirurga na dyżur byłoby problemem. Ale prawdę powiedziawszy chyba niewiele jest kierunków, po których nie byłoby dodatkowego sortowania. W nim nadzieja.
|
|
 | | HRTEM (262 punktów) |
>Tak jest na wszystkich uczelniach. Przynajmniej na większości, tych o których słyszałem. Czasem proporcje bywają inne. Na niektórych jest "humanitarnie" i wyrzucaniem się brzydzą, zwłaszcza na kierunkach mało obleganych. A na AGH zlikwidowali cały rocznik fizyki medycznej. Nieźle, nieprawdaż? Mówimy oczywiście o sytuacjach, w których usuwanie studentów jest faktycznie uzasadnione ich poziomem wiedzy, a nie np. widzimisie profesorki z klimakterium.
>W naszym kraju nie ma miejsca by wszyscy mogli zostać śmietanką. Jeśli ci lepsi ją zostają (spełniający odpowiednie standarty) to chyba OK? Jasne. Więc kto ma być tą śmietanką? Czy certyfikat renomowanej uczelni nie powinien być jej potwierdzeniem? Czy absolwenci, którzy ciężko pracowali 5 lat i są świetni nie maja prawa różnić się dyplomem od słabeuszy (pomijając ocenę na dyplomie - to o niczym nie świadczy, liczy się uczelnia)?
>I tak musi się sprawdzić w pracy- np. projektowaniu (no dobra, przyznaje, czasami nie musi). I w uczeniu dzieci w szkole, i w wielu innych miejscach, gdzie przyjmują na postwaie dyplomu.
>Wypuszczenie niedouczonego chirurga na dyżur byłoby problemem. Ale prawdę powiedziawszy chyba niewiele jest kierunków, po których nie byłoby dodatkowego sortowania. W nim nadzieja. W dłuższym okresie - zapewne tak. Ale to dalsze sito jest dla mnie bardzo wątpliwe.
|
|
|  | | zima (560 punktów) | Nie widzę sensu w rozwiązaniu- wyrzućmy połowę studentów.
|
|
| Scorp (5381 punktów) | >I co Wy na to?
Jeśli pozwolisz...
Opisane przez Ciebie konflikty nie mają rozwiązania, bo biorą w nich udział wartości wszystkie pozytywne bardzo: troska o studentów, poziom wykształcenia, sprawiedliwość oceny, dobro społeczne. Same dobre rzeczy. Wagi ich i wzajemnych związków nie razbieriosz. Wszystkie razem nie wygrają, któraś przegrać musi.
Konflikt jest nierozwiązywalny, więc należy go oddalić i przenieść na inny poziom - i takie rozwiązanie uznałbym za słuszne. By się od niego uwolnić trzeba postawić sprawę tak: kto płaci ten ustala kryteria. Jeżeli uczelnia chce zwiększyć jakość kosztem ilości - postępujesz ze studentami tak, by tę politykę realizować. Jeżeli odwrotnie - postępujesz odwrotnie. Przeżycia studentów to nie Twoja sprawa. Jeżeli nie zgadzasz się z polityką pracodawcy - odchodzisz do innego albo się usamodzielniasz.
Swoją wolę wyrażasz w wyborach, poglądy w gazetach, ale w pracy robisz to za co płacą. Jeżeli firma nie udzieli Ci wskazówek (niech Pan robi, kolego, jak Pan uważa), to nadal nie zaczynaj własnej polityki edukacyjnej tylko kieruj się wyobrażonym interesem firmy, bo funkcjonuje on m. in. tak, żeby przykrywać niejasne i sprzeczne motywacje pracowników.
Racjonalne?
Z wyrazami szacunku scorp
|
|
 | | HRTEM (262 punktów) |
> Opisane przez Ciebie konflikty nie mają rozwiązania, bo biorą w nich udział wartości wszystkie pozytywne bardzo: troska o studentów, poziom wykształcenia, sprawiedliwość oceny, dobro społeczne. Same dobre rzeczy. Wagi ich i wzajemnych związków nie razbieriosz. Wszystkie razem nie wygrają, któraś przegrać musi.ha! tylko które? > Konflikt jest nierozwiązywalny, więc należy go oddalić i przenieść na inny poziom - i takie rozwiązanie uznałbym za słuszne. By się od niego uwolnić trzeba postawić sprawę tak: kto płaci ten ustala kryteria.Płaci... społeczeństwo. Studia finansowane są z podatków. w interesie społecznym leży zwiększenie ilości wykształconych. Tak samo, jak jakości wykształcenia. pat. > Jeżeli uczelnia chce zwiększyć jakość kosztem ilości - postępujesz ze studentami tak, by tę politykę realizować. Jeżeli odwrotnie - postępujesz odwrotnie.Uczelnia chce zwiększyć ilość i jakość jednocześnie. pat. > Przeżycia studentów to nie Twoja sprawa.do momentu, gdy np. zaczynasz się bać, że Twoja studentka - dziewczę z I roku, zagubione w wielkim mieście i z problemami, skoczy z okna akademika. Prawdziwa historia. > Jeżeli nie zgadzasz się z polityką pracodawcy - odchodzisz do innego albo się usamodzielniasz.> Swoją wolę wyrażasz w wyborach, poglądy w gazetach, ale w pracy robisz to za co płacą.żebym ja wiedział, za co mi płacą... > Jeżeli firma nie udzieli Ci wskazówek (niech Pan robi, kolego, jak Pan uważa), to nadal nie zaczynaj własnej polityki edukacyjnej tylko kieruj się wyobrażonym interesem firmy, bo funkcjonuje on m. in. tak, żeby przykrywać niejasne i sprzeczne motywacje pracowników.Dobre  j.w. Wyobrażony interes firmy to...? Konia z rzędem temu, kto to odgadnie. > Racjonalne?100%. A poźniej dochodzimy do konkretów i zaczynają się schody. Dziekuję i pozdrawiam
|
|
 | | placownik (17853 punktów) |
>kto płaci ten ustala kryteria. Jeżeli uczelnia chce zwiększyć jakość kosztem ilości - postępujesz ze studentami tak, by tę politykę realizować. Jeżeli odwrotnie - postępujesz odwrotnie.
Mimo wszystko mam nadzieję, że z pogrzebem jaki chcesz wyprawić pojęciu wspólnota akademicka można jeszcze trochę poczekać.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | | HRTEM (262 punktów) |
> Mimo wszystko mam nadzieję, że z pogrzebem jaki chcesz wyprawić pojęciu wspólnota akademicka można jeszcze trochę poczekać.> aż czasem szkoda. Może na jej grobie udałoby się zbudować coś sensownego. Ale to już faktycznie cynizm. pozdrawiam ps. dziekuję za dobrą opinię, może aż za dobrą
|
|
| Rosenberg | Faszystowski kretyn-nauczyciel. Tam gdzie ja studiuję też niemało takich matołów. PS. Jak ci tak ciężko uczyć to po co zaczynasz znowu? Znajdź sobie inne zajęcie (np. w zakładzie karnym)
|
|
| HRTEM (262 punktów) | Dziekuję za wypowiedzi. Także tych, którzy obrzucali mnie błotem, twierdząc, że nie nadaję się do nauczania. Być może. Znamiennym jest, że niektórzy tłumaczą to faktem, gdyż jestem faszystą, a inni - że jestem za łagodny i wypuszczam nieuków. Może się powyżej niejasno wyraziłem, więc wyjaśnię: studentów czasem traktuje się "ulgowo" nie ze względu na zwierzchnika, ale z powodu tzw. ludzkich uczuć. O zakresie ich stosowania jest niniejszy wątek. Nauczanie studentów jest pracą - czasem ciężką, często niewdzięczną i w tym zakresie niczym się nie różni od innych. BYWA przyjemnością i dlatego daje się lubić. Zarzutów na temat "mojego podejścia do uczenia" kompletnie nie rozumiem.
I coś na koniec do przemyślenia. Widziałem listę osób otrzymujących stypendia naukowe (za wyniki w nauce) i socjalne (z racji niskich dochodów w rodzinie; czasem te "niskie dochody" bywają moooocno naciągane). Na ok. 200 studentów w instytucie, ponad 70 osób pobierało jedno lub drugie stypendium i tylko JEDNA pobierała oba. Dla wyjaśnienia: stypendium naukowe nie wlicza się do przychodu. Czyli, że zbiór dobrych studentów i studentów z ubogich rodzin jest zbiorem prawie rozłącznym.
Miłego dnia.
|
|
 | | Rosenberg | Może to za ostre słowa, ale moje doświadczenia z pracownikami wyższych uczelnii(osobami kompletnie nienadającymi się do pracy z ludźmi) są na tyle nieprzyjemne, że nie mogłem się powstrzymać przed napisaniem tego, kiedy kolejny raz zobaczyłem pogardę jaką pracownicy uczelni obdarzają osoby, które mają uczyć i w jakimś stopniu stanowić dla nich oparcie i pomoc. Dziękuję za odpowiedź mimo wszystko...
|
|
|  | | HRTEM (262 punktów) | Po raz enty oskarżacie mnie o "pogardę". Opisałem szorstko rzeczywistość. Gdybym pogardzał swoimi studentami lub był zgorzkniały, to nie zadrżałaby mi ręka przy wpisywaniu pały do indeksu. I nie rozpocząłbym tego wątku, gdyż nie mam zwyczaju tracić czasu na to (lub kogo), czym pogardzam. Dodam, że swoim studentom poświęcałem wielokrotnie więcej czasu, niż wymagało tego moje zatrudnienie.
>moje doświadczenia z pracownikami wyższych uczelnii(osobami kompletnie nienadającymi się do pracy z ludźmi) są na tyle nieprzyjemne
Mam takie same doświadczenia i podobną opinię. Ale to temat zupełnie inny. Nie zmienię wykładowców. Mogę próbować (lub nie) zmienić studentów. i tyle
|
|
| |  | | Rosenberg | Odbiegając trochę (tylko trochę) od tematu, według mnie niekompetentni wykładowcy są w jakimś stopniu produktem samego mechanizmu działania uczelni, z jej hierarchią, wstrętną kastowością, kultem "tych ważnych", odrzuceniem demokracji i egalitaryzmu. Pogardzanie (muszę użyć tego słowa!) osobami, które studiują, a jednocześnie tworzenie jakiegoś kultu autorytetów. To jest niestety na porządku dziennym. Nauka przegrywa z oportunizmem i lizusostwem. Uczelnie w Polsce stały się takimi enklawami zacofania (kiedyś mówiłem nawet totalitaryzmu  w zjednoczonej Europie. Przydałoby się jej "przewietrzyć", zdemokratyzować i uczynic przyjaźniejszymi dla ludzi. Przynajmniej takie jest moje zdanie. Ciekawi mnie, HRTM, co Ty o tym myślisz.
|
|
| | |  | | HRTEM (262 punktów) | po tym faszyście-matołku już miałem nadzieję na jakąś miłą pyskówkę, a tu takie rozczarowanie  > Odbiegając trochę (tylko trochę) od tematu, według mnie niekompetentni wykładowcy są w jakimś stopniu produktem samego mechanizmu działania uczelni, z jej hierarchią, wstrętną kastowością, kultem "tych ważnych", odrzuceniem demokracji i egalitaryzmu. Pogardzanie (muszę użyć tego słowa!) osobami, które studiują, a jednocześnie tworzenie jakiegoś kultu autorytetów. To jest niestety na porządku dziennym.Swego czasu odszedłem z uczelni nie z powodu studentów i za dużej ilości pracy, lecz przez układy panujące wśród "dyrektoriatu". O pracownikach naukowo-dydaktycznych mam dużo gorsze mniemanie, niż o studentach. Frustraci, nieudacznicy, małostkowi i strachliwi - oczywiście nie wszyscy, ale wielu. Nie mają oni żadnego pomysłu ani na swój rozwój naukowy, wizji rozwoju uczelni, standaryzacji pracy, itd. I nie myśl, że na uczelni funkcjonuje podział my(kadra) - oni(studenci). Taki sam stosunek objawia się do studenta, jaki do młodego asystenta lub doktoranta. Inną sprawą jest, jakich młodych pracowników lub doktorantów przyjmuje się. Zgroza. Nie są lepsi, niż ta "stara hierarchia". > Nauka przegrywa z oportunizmem i lizusostwem. Uczelnie w Polsce stały się takimi enklawami zacofania (kiedyś mówiłem nawet totalitaryzmu w zjednoczonej Europie. Przydałoby się jej "przewietrzyć", zdemokratyzować i uczynic przyjaźniejszymi dla ludzi. Przynajmniej takie jest moje zdanie. Ciekawi mnie, HRTM, co Ty o tym myślisz.Egalitaryzm tak, demokracja nie. Na uczelni demokracja doprowadza do kolesiostwa własnie. Dyrektor i kierownik zakładu/katedry wybierani są demokratycznie spośród wąskiego grona swoich kolegów. Stają się oni zakładnikami układu, z którym powinni walczyć; trybem w maszynie miernoty, którą powinni wziąć za pysk. Zupełnie inaczej (dużo lepiej) jest w PAN, gdzie dyrektor jest z "nadania z góry", proponowany jedynie przez radę naukową instytutu, złożoną z osób nie zawsze pracujących w instytucie. tak źle myślę.
|
|
| qazad | >W praktyce miałem w przykładowej, kilkunastoosobowej grupie >ćwiczeniowej: >- lalunie-kujony, które, zapytane o problem wymagający >myślenia, płakały lub rzygały ze strachu, nie nauczone w >"bezstresowym" liceum dawania sobie rady z własną psychiką, >- pracowite, ach mało inteligentne dziewuszki, które wyjazd >ze swojej podkarpackiej wioski traktowały jak złapanie Pana >Boga za nogi; tam mogłyby tylko rodzić kolejne dzieci >mężowi alkoholikowi, >- "śpiochy" z ubogich rodzin, w nocy tyrający w knajpach, >żeby móc się utrzymać, a rankiem zasypiający na zajęciach >albo po prostu nie zdążający się nauczyć >- ambitnych i zdolnych gorliwców, studiujących równocześnie >2 lub 3 fakultety, wiecznie zabiegani i wszystko znający "po >łebkach" >- studenci innych specjalności, którzy muszą wyrobić >brakujące punkty, więc wybierają pozornie (he, he) łatwe >kursy dodatkowe
-- do jakiej grupy Ty należałeś ? A jeśli do żadnej z nich, to jesteś pewien, że dało Ci to więcej korzyści ? wydawać by się mogło, że nie za bardzo, skoro narzekasz na swoją pracę.
|
|
| Coronius |
Wiesz trudno mi sobie uświadomić co, ale jest coś w Twoim podejściu niewłaściwego. Wypisujesz różne sytuacje życiowe ludzi. Co Ci w nich tak bardzo nieodpowiada? Ludzie mają różne sytuacje życiowe. Zapominasz, że oni się uczą dla siebie, a nie dla Ciebie, czy dla Uczelni. A że to idzie z pieniędzy publicznych... może po prostu nie powinno, ale wtedy tym bardziej będą się uczyć dla siebie. O to, że UJ powinien dbać o poziom niech Cię głowa nie boli. Ja co prawda bym się na UJ nie dostał, ale jeśli chodzi o Ciebie, to czy z Tobą czy bez Ciebie UJ i tak będzie na szczycie rankingu. To nie jest takie ważne, czy zatrujesz studentom życie swoim podejściem... no właśnie podejściem sierżanta. Nie mają dla Ciebie znaczenia ludzie, tylko Cel, Idea i Organizacja. Nawet nie wiedza. Najchętniej byś stał nad nim i darł się, że mają biegnąć szybciej, skakać dalej i strzelać celniej. Bez zrozumienia, że swoim usposobieniem raczej utrudniasz niż ułatwiasz. Mógłbym pisać więcej, ale Twoje usposobienie, brak elementarnej wyrozumiałości, wczucia się w czyjeś problemy, uniemożliwi mi jakiekolwiek nawiązanie kontaktu z Tobą. No wybacz, że z góry nie daję Ci szansy, ale realnie rzecz biorąc to nie ma znaczenia co tu sobie przedyskutujemy. Jak przyjdzie co do czego będziesz taki sam w stosunku do studentów.
|
|
 | | HRTEM (262 punktów) | Chyba kompletnie nie zrozumiałeś mojego postu, no ale spróbujmy:
>Wiesz trudno mi sobie uświadomić co, ale jest coś w Twoim podejściu niewłaściwego. Wypisujesz różne sytuacje życiowe ludzi. Co Ci w nich tak bardzo nieodpowiada? nic. ja to opisuję i nad tym boleję. "nieodpowiadanie" to Twoja nadinterpretacja
>Zapominasz, że oni się uczą dla siebie, a nie dla Ciebie, czy dla Uczelni. A że to idzie z pieniędzy publicznych... może po prostu nie powinno, ale wtedy tym bardziej będą się uczyć dla siebie. Może jest to rozwiązanie.
>O to, że UJ powinien dbać o poziom niech Cię głowa nie boli. Ja co prawda bym się na UJ nie dostał, a to dlaczego?
>ale jeśli chodzi o Ciebie, to czy z Tobą czy bez Ciebie UJ i tak będzie na szczycie rankingu. oczywiście, moja skromna osoba nie ma znaczenia. Ale czy jakość UJ bierze się z krakowskiego powietrza?
>To nie jest takie ważne, czy zatrujesz studentom życie swoim podejściem... Ważne, o tym jest ten post. A teraz zdefiniuj "zatruwanie życia".
>no właśnie podejściem sierżanta. Nie mają dla Ciebie znaczenia ludzie, tylko Cel, Idea i Organizacja. Nawet nie wiedza. Najchętniej byś stał nad nim i darł się, że mają biegnąć szybciej, skakać dalej i strzelać celniej. Bez zrozumienia, że swoim usposobieniem raczej utrudniasz niż ułatwiasz. Mógłbym pisać więcej, ale Twoje usposobienie, brak elementarnej wyrozumiałości, wczucia się w czyjeś problemy, uniemożliwi mi jakiekolwiek nawiązanie kontaktu z Tobą. No wybacz, że z góry nie daję Ci szansy, ale realnie rzecz biorąc to nie ma znaczenia co tu sobie przedyskutujemy.
zamiast się emocjonować, przeczytaj ponownie mój post i odpowiedzi na zarzuty Twoich przedmówców. Jeśli masz coś do dodania, to chętnie przeczytam. Byle na temat, a nie w formie bezzasadnej oceny mojej osoby.
>Jak przyjdzie co do czego będziesz taki sam w stosunku do studentów. nie dyskutuję dla bicia piany, tylko w jakimś celu.
|
|
| Konowal (6291 punktów) | czy od durnia można czegoś się nauczyć ? jasne że można
widać jak wyważa otwarte dzwi czy też , szarpie się z nimi choć jest napis pchać
wiadomo jakim nie być
jak to stare przysłowie pszczół mówi: jak się nie wie jak zachować to najlepiej się zachować
PS. tak tak wiem że niektórym ciężko zdefiniować słowo przyzwoicie, ale jak to pisał Herbert to kewstaia smaku.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
|
|
 | | HRTEM (262 punktów) | Oj, misiu. Czytania ze zrozumieniem to Cię nie nauczono. Za to epatowania swymi frustracjami, urażoną dumą i fobiami - to i owszem. Jakąś dobrą szkołę skończyłeś.
Ale nie martw się - ciężką pracą nad sobą możesz jeszcze z tego wyjść! Czego Ci życzę z całego serca i ściskam serdecznie
|
|
|  | | antoczka | Pokornie studiuję zaocznie. i rozumiem wahania i rozterki takich wykładowców jak Ty. Wielu ludzi nie powinno się znaleźć na studiach. Nie dlatego, że są gorsi, tylko dlatego, że sobie nie radzą. Mamy na swiecie wiele różnych zawodów, w których mogą się realizować niekoniecznie posiadając wyższe wykształcenie. Uważam, że aby naszą polską "śmietankę" stworzyć, należy narzucić studentom najwyższe wymagania. Nasza polska polityka oświatowa daje fałszywą nadzieję średnio zdolnej młodzieży na zdobycie wyższego wykształcenia. Widzę to na co dzień, bo pracuję w szkole ponadgimnazjalnej. Młodzież, która nie powinna w ogóle zdać matury dostaje się na wyższe uczelnie. Powinniśmy zadbać o jakość wyższego wykształcenia a nie o jego wymiar procentowy. Nie studiuję na najlepszej uczelni w Polsce, ale na poziom kształcenia i zaangażowanie wykładowców nie narzekam. Boję się jednak czasem rozmawiać z moimi młodszymi kolegami z roku. Widzę, że nie mają podstaw merytorycznych do studiowania i zwyczajnie sobie nie radzą..... Jako studentka chciałabym mieć takiego wykładowcę jak TY.
|
|
|  | | Konowal (6291 punktów) | >Oj, misiu. Czytania ze zrozumieniem to Cię nie nauczono. Za to epatowania swymi frustracjami, urażoną dumą i fobiami - to i owszem. Jakąś dobrą szkołę skończyłeś. >Ale nie martw się - ciężką pracą nad sobą możesz jeszcze z tego wyjść!
no jak widać Ty jesteś po prostu idealny, człowiek cud, filar polskiej nauki, geniusz nauczania, kreator życiorysów - błagam Cię spocznij na laurach bo już nic doskonalszego nie osiągniesz, odpoczywaj - Bóg z Tobą
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
|
|
| Raskolnikow (66 punktów) | Niektórzy studenci mają problemy ze znalezieniem swojej drogi, nie mają żadnego pomysłu na swoją przyszłość, i studia stają się dla nich tylko przedłużeniem szkoły średniej, złem koniecznym narzuconym przez rodziców. Sam jestem studentem III roku chemii na Uniwersytecie Wrocłwaskim. Na samym początku było nas około 120 osób a teraz zostało 40, znaczna większość z nich to są ludzie którzy nie podostawali się na Akademie Medyczną lub inne kierunki. Studiowanie nie sprawia im przyjemności, cały czas tylko narzekają na wszystkich, że ten jest głupi prowadzący a ta znów dużo wymaga itp. itd. Musi być przecież jakieś sito, wiedza jest dostępna dla wszystkich, są przecież wykłady, czytelnie i biblioteki, jeżeli student nie potrafi zrozumieć i przyswoić wiedzy to po co on studiuję akurat na tym kierunku? Powinien poszukać czegoś co mu będzie bardziej odpowiadało. Owszem, nie trzeba od razu skreślać takiej osoby ale też nie wolno na siłę pchać dalej. A co do "studenckiej solidarności", powinna ona się rozwijać w formie pomocy poza uczelnianej, wspólnie uczyć się do egzaminów, wymieniać się zdobytymi materiałami itp. Pozdrawiam !! życzę powodzenia wszystkim studentom na sesji !
|
|
| Nihilia (115 punktów) |
>W praktyce miałem w przykładowej, kilkunastoosobowej grupie >ćwiczeniowej: >- lalunie-kujony, które, zapytane o problem wymagający >myślenia, płakały lub rzygały ze strachu, nie nauczone w >"bezstresowym" liceum dawania sobie rady z własną psychiką, >- pracowite, ach mało inteligentne dziewuszki, które wyjazd >ze swojej podkarpackiej wioski traktowały jak złapanie Pana >Boga za nogi; tam mogłyby tylko rodzić kolejne dzieci >mężowi alkoholikowi, >- "śpiochy" z ubogich rodzin, w nocy tyrający w knajpach, >żeby móc się utrzymać, a rankiem zasypiający na zajęciach >albo po prostu nie zdążający się nauczyć >- ambitnych i zdolnych gorliwców, studiujących równocześnie >2 lub 3 fakultety, wiecznie zabiegani i wszystko znający "po >łebkach" >- studenci innych specjalności, którzy muszą wyrobić >brakujące punkty, więc wybierają pozornie (he, he) łatwe >kursy dodatkowe I kogo jeszcze? (W mojej klasie taki opis obejmuje 100% uczniów) > Trzeba by było co semestr wyrzucać >pół roku (czego żaden dyrektor młodemu asystentowi nie >wybaczy). Mnie się wydaje, że mniej (gdybyś ich trochę postraszył lub jeden semestr rzeczywiście wywalił). >Ale z drugiej strony - czy akurat jedna z najlepszych >polskich uczelni (wg niektórych - najlepsza) ma być celem >dla osób próbujących wyrwać się z postpegieerowskiej >wioski? Czy to oznacza, że postpegeerowskie wioski zamieszkują sami ćwierćinteligenci i podludzie? >A teraz dodajmy do powyższych dylematów typową idiotyczną >studencką solidarność, wyrażającą się w "bratniej pomocy" >na kolokwiach, w wykonywaniu prac zaliczeniowych, itd. Tego chyba się nie da zwalczyć... trzeba by kazać ludziom na siebie donosić i ich cały czas kontrolować, a stąd niedaleko do jakiegoś "Roku 1984".
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|