Racjonalista - Strona głównaDo treści
Hiena

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
31-01-2006 08:57Fidel (4130 punktów)Hiena
Ogrom tragedii w Katowicach przytłacza. Żal tylu istnień, które odeszły w tak nagle w jednym miejscu. Rozbite rodziny, cierpienie rannych, poświecenie ratowników, obok takich rzeczy nie można przejść obojętnie. Zapewne wszyscy, pochylamy głowy w zadumie, czy w modlitwie i zastanawiamy się na kruchością egzystencji. Takie zdarzenie za każdym razem wywołuje w ludziach poczucie jedności z ofiarami i ich rodzinami - to normalne odruchy. Właśnie takie odruchy zauważyłem u siebie, widziałem je zewsząd napływające przez różne media. Gdy otworzyłem oczy w niedzielny poranek, od brzasku mój budzik z radiem informował mnie o rozmiarach tragedii. Przy porannej kawie, rozmawialiśmy o tym co się stało na Śląsku, poranek był przygnębiający, bo taki powinien być. RMF-FM z budzika bez przerwy bombardowało nas transmisją na żywo z miejsca zdarzenia. Po godzinie wiedzieliśmy już wszystko o tym co się stało, wyłączyłem więc radio. Przyszedł czas na telewizję publiczną. Tu na szczęście zachowano umiar i takt. Czego nie można powiedzieć o niektórych osobach publicznych, które co rusz pokazywały się na ekranie by przekazać nam spragnionym sensacji konsumentom nie tyle istotne informacje, co po prostu swoje medialne zaangażowanie w sprawę. Ale do tego jeszcze wrócę... Pozostając przy temacie mediów. Naprawdę mogę się wykazać daleko idącym zrozumieniem, dla tych redakcji, które prowadziły tak zwane transmisje na żywo. To po prostu znak czasu, współczesna cywilizacja zachodnia jest głodna informacji za wszelką cenę. Im informacja tragiczniejsza tym lepiej, to nic nowego więc nie wykazuję się tu szczególną wnikliwością. Na takiej sensacji wyrosło TVN24 w trakcie wydarzeń z 11 września. Niestety nie mogą przejść obojętnie wobec nachalnej dewocji, niektórych dziennikarzy, którzy wręcz na siłę próbują wymusić na mnie poczucie winy i słuszne w ich mniemaniu refleksje, lub narzucić ich własne sposoby uczczenia ofiar tej katastrofy. Przykładem niech będzie tu pewien dziennikarz radiowej trójki, notabene sportowy, który to przez dobre pięć minut nie mógł wyjść z oburzenia, że obliczu tak wielkiej tragedii rozegrano zawody skoków narciarski w Zakopanem, a jemu przyszło je obserwować do samego końca.
Podkreślał cały czas w jakim to jest szoku, jak to niewłaściwie postąpili organizatorzy zawodów nieodwołując ich, jak to on człowiek pełen współczucia dla ludzkiej krzywdy w rozmowie z jednym z organizatorów nie omieszkał wspomnieć o swoim oburzeniu. W całym tym komentarzu o niestosowności tej imprezy posługiwał się mandatem społecznym zapominając chyba o tym, że na zawodach obecnych było 26 tysięcy kibiców, którzy tam przyszli mimo tych okropnych informacji . Przyszli, kibicowali i robili to naprawdę stosownie, do zaistniałej sytuacji. Oburzenie miało charakter czysto subiektywny i histeryczny, moim zdaniem niczym nie uzasadniony, biorąc pod uwagę atmosferę w jakiej rozegrano zawody. Ludzie odchodzą, a życie musi toczyć się dalej, tego jak mi się zdaje ten komentator zrozumieć chyba nie potrafił. Nieraz wystarczy tylko zachować się adekwatnie do zaistniałej sytuacji, bez zbytecznego cierpiętnictwa. Próba wykazania za wszelką cenę niestosowności, sama okazała się wysoce niesmaczna i niestosowna. Takich przykładów histerii, dewocji i kupczenia opinią publiczną było w mediach więcej.
Czas wrócić do person z najwyższej półki naszego życia publicznego. Patrząc na naszych polityków, a szczególnie tych z obecnej ekipy sprawującej władzę, bo z racji zajmowanych stanowisk to ich było najwięcej w mediach w związku z tragedią, nasuwają mi się kolejne równie niestosowne spostrzeżenia.
To, że premier pojawia się w miejscu katastrofy jest całkiem zrozumiałe, to że zwoływana jest konferencja MSWiA, również nie budzi zastrzeżeń, wszystkie te działania obserwuję i jestem zadowolony ze sprawności i fachowości włodarzy państwa. Niestety z godziny na godzinę zaczynam powoli mieć wrażenie, że padam ofiarą kolejnej kampanii medialnej, jakiej świadkami i w pewnym stopniu nieświadomymi odbiorcami w ubiegłym roku byliśmy kilkakrotnie. Bo oto premier przybywa na miejsce tragedii, ale miast koordynować działania działać w terenie spotykać się ze służbami, ten bogobojny człowiek trwoni cenny czas (liczony w godzinach) na modlitwę i spotkania z hierarchią kościoła. I nie mam nic naprzeciw religijności pana premiera, ale chciałem krzyknąć: -Na Boga!!! Później się pomodlisz w spokoju z dala od kamer! Teraz działaj !! Obraz modlącego się premiera przekazywały chyba wszystkie dzienniki telewizji publicznej, obszerna kilku minutowa relacja prócz zamodlonego premiera, co chwila zerkającego w oko kamery, przekazała mało spójne kazanie arcybiskupa coś o miłosierdziu bożym, o konieczności odchodzenia ze świata i złu jakie się panoszy.
Potem dotarło do mnie, że tak naprawdę świta ministrów towarzysząca premierowi, co chwila wdzięcząca się do kamer nie mówi i nie robi nic istotnego czego nie mogła by zrobić zza biurka, za wyjątkiem auto promocji, dla której otworzyły się nowe możliwości. Olbrzymie możliwości oparte wykorzystaniu ludzkiej potrzeby pomocy solidarności i poczucia bezpieczeństwa w obliczu klęski. Religa przyjechał podobno pomagać załatwiać leki, Polaczek sprawdzić dlaczego się zawaliło - bo widocznie sie na tym zna. Równie dobrze, a może nawet lepiej, mogli te działania koordynować z Warszawy bez zbędnych emocji i trwonienia czasu na podróże. Z takim zaangażowaniem w sprawę premier w katedrze w zupełności by wystarczył. Lecz wydaje się, że celem prócz niesienia pomocy było również zrobienie sobie przysłowiowego zdjęcia z misiem. Wybory przecież tuż tuż, a zdjęciem będzie się można pochwalić podczas wiosennej kampanii. Prawdą jest, że nie oni pierwsi chcieli wykorzystać ludzkie nieszczęście do własnych celów politycznych, bo chociażby były premier Miller próbował kiedyś popłynąć na "Wielkiej Fali" (i o mało nie popłyną).
Kolejne niepokojące sygnały napłynęły z kancelarii prezydenta i marszałka sejmu.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Fidel (4130 punktów)
Otóż rezydenci tych zacnych instytucji postanowili dać po milionie złotych ze "swojej" kieszeni, na pomoc poszkodowanym. I chwała im za to, bo choć pieniądze na takie działania powinny być ujęte w budżecie centrum kryzysowego to zapewne, i tak jest ich za mało. Trzeba przecież opłacić hotele, jedzenie dla ratowników i rodzin poszkodowanych. W następnych krokach przydałoby się pomóc w dochodzeniu do zdrowia poszkodowanym, choć mamy NFZ to wiemy jak jest w rzeczywistości. Pieniądze naprawdę się przydadzą. Tylko czy ten podarek był szczery, znów moja niespokojna natura jątrzyciela zaczęła dawać znać o sobie. Przecież nikt kto posiada zdrowy instynkt samozachowawczy wyrobiony w środowisku politycznym nie zapyta o intencje daru, płynącego jakby się mogło wydawać z głębi szczerego serca, a nie z wyrachowanego umysłu, takie pytanie oznaczałoby publiczny margines. Próbowałem dyskutować na świeżo, o moich obawach z moimi domownikami i natychmiast zostałem zepchnięty na margines własnego domowego zacisza (na szczęście na chwilę). W dyskusji wzięły górę emocje, co w tej sytuacji jest zupełnie usprawiedliwione, jesteśmy przecież tylko ludźmi pełnymi wewnętrznych rozterek, postanowiłem więcej w tym temacie się nie odzywać by jak najszybciej wrócić do łask i przynajmniej stwarzać pozory poprawności. Na szczęście z pomocą przyszedł mi Sam On, a właściwie zwołana przez niego na prędce konferencja prasowa. Zdyszany prezydent RP z wielkim przejęciem opowiedział to co przed trzydziestoma minutami przekazał katowicki sztab kryzysowy i to co po nich w kwadrans później powtórzył minister Dorn. Jak to bywa w takich łańcuszkach informacja przekazana przez prezydenta, była pourywana i jakby ktoś posklejał plastrem taśmę video z programami informacyjnymi i odtworzył w zwolnionym tempie. Mimo tego, że konferencji tej w żaden sposób nie można nazwać udaną, padła tam deklaracja która dała mi pewne atuty w dalszej dyskusji na temat nie do końca czystych intencji. Otóż pan Kaczyński zadeklarował, że zostaną przyznane specjalne renty dla rodzin w których zginęli tak zwani jedyni żywiciele. Spytałem więc mojej współmałżonki: "Słyszałaś? Wiesz co to oznacza?". Niemniej ni więcej, tylko to, że wedle mniemania głowy państwa, tragedia rodziny tracącej ojca potrąconego na pasach przez pijanego kierowcę, ma mniejszą rangę niż tragedia rodziny ojca który zginą pod zwałami gruzu. Dlaczego? Czyżby dlatego, że śmierć tego drugiego była bardziej medialna, bardziej chwytająca za serce, bo masowa. Obie tragedie spadają na te rodziny znienacka, obie oznaczają dla nich to samo. Wiec czego jedną z nich wyróżniać? To samo pytanie zadawałem sobie. Nie poznam zapewne nigdy prawdziwych intencji pana Prezydenta, mogę się tylko ich domyślać...

Zaznaczam, moje spostrzeżenia z wydarzeń ostatniego weekendu są bardzo subiektywne, przepełnione emocjami, spaczone przez własne poglądy i uprzedzenia. Opieram się na informacjach przekazanych mi przez różne media, może to sposób w jaki mi je przekazano, wywołał we mnie taką reakcję. Może moje dociekania są niestosowne? Może powinienem milczeć w zadumie nad tym ludzkim dramatem? Może zachowuję się jak przysłowiowa hiena? Ale czy tylko ja jestem jak ta hiena?


"Są rzeczy, o których nawet filozofom się nie śniło" - i całe szczęście !!
Coronius
Z całym szacunkiem, ale....
Kiedy umierają ludzie, spokojnie żyjący w mieszczańskim ciepełku obserwatorzy przeżywają szok. Nikt nie opisuje tragizmu śmierci, która zabija każdego dnia anonimowych ludzi, których mijamy. Gazety i serwisy internetowe nie były w tonacji czarnawej kiedy moja babcia, kobieta z którą tyle razy się sprzeczałem, umierała. Po kilku operacjach, dwóch latach męczenia się i ostatnich miesiącach, gdy nie mogła ręki na długo unieść zmarła w szpitalu. Mnie zostało tylko poczucie winy, że mogłem więcej. Flagi nie były spuszczone do połowy masztu.
Każdego dnia w kilkunastu, a może kilkudziesięciu rodzinach ktoś umiera. Tego nikt nie opisuje. Newsweek i Wprost nie napiszą o tych wydarzeniach. Marcinkiewicz też nie przyjedzie - bo Newsweek i Wprost nie napiszą o tych wydarzeniach.
Śmierć 62 osób jest tragiczna, ale tym bardziej zdaje się być tragiczna, gdy rzeczywisty kontekst tego wydarzenia jest osnuty milczeniem. Gdyby każdego dnia, rzetelnie opisywano co się dzieje z ludźmi chorymi i umierającymi, 62 osoby mogłyby nie zostać dostrzeżone.
No, ale została zawalona Hala Targowa - to jest medialne. I właśnie dlatego, że jest medialne jest taka akcja. Kiedy umierają ludzie, spokojnie żyjący w mieszczańskim ciepełku obserwatorzy przeżywają szok.
mariusz bucki (378 punktów)
>
>Każdego dnia w kilkunastu, a może kilkudziesięciu rodzinach ktoś umiera. Tego nikt nie opisuje. Newsweek i Wprost nie napiszą o tych wydarzeniach. Marcinkiewicz też nie przyjedzie - bo Newsweek i Wprost nie napiszą o tych wydarzeniach.

Tej zimy zmarlo juz z powodu mrozow prawie 200 osob, z czego 84 bezdomnych. Zupelnie nie medialnie

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365