Racjonalista - Strona głównaDo treści
Przydatnosc matematyki.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
19-02-2006 13:25NIKT (39 punktów)Przydatnosc matematyki.
Dyskusja o przydatności matematyki
Nie tak dawno w publicznym radiu wykształcony człowiek kwestionował przydatność matematyki w życiu,twierdził że większa przydatność jest np.muzyki (poza oczywiście tą elementarną matematyką).
Jaka jest przydatność funkcji,rozwiązywania równań w codziennym życiu.
Co mi da,że nauczę się całek,różniczek i geometrii?
Weżmy człowieka,który poświęcił życie matematyce - matematyka.
Jak przejawia się wielkość matematyki w jego codziennym życiu?
Co tak naprawdę daje matematyka?
Gdyśmy zrobili jakiś przegląd życia matematyków to co odkryliśmyby - że nie popełniają błędów w czym są lepsi-w czym przejawia sie wielkość obcowania z matematyką?
Chyba musi być jakaś różnica między matematykiem a niematematykiem?
Jak zachęciłby pan kogoś do zajmowania się matematyką (jakich argumentówby pan użył)?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Deltec (215 punktów)
Sa niestety wsrod nas ludzie, co gorsza w znakomitej wiekszosci, ktorzy bardzo stanowczo i bez drgnienia powieki stwierdza, ze nauki scisle nic do ich zycia nie wnosza, nie sa im potrzebne i da sie wspaniale egzystowac bez tych abstrakcyjnych i "nudnych" rzeczy. Ludzie ci zwykle nie odrozniaja clitoris'a od calculus'a, glosza naiwne poglady o milosci stworcy, przeklinaja wykladowcow matematyki ze szkoly sredniej, a nastepnie daja, wprawdzie nieswiadomie, upust swojej hipokryzji, kiedy to z kieszeni wylania sie telefon komorkowy. I byloby wszystko okej, gdyby nie drobny fakt, ze ow telefon to zwienczenie potegi intelektualnej czlowieka, sily konsekwencji wyrazajacej sie w ostatecznym triumfie myslenia abstrakcyjnego, tak przeciez naturalnego dla znienawidzonych matematykow i, generalnie, wszystkich zainteresowanych zadawaniem pytan i poszukiwaniem odpowiedzi. W telefonie owym po magistralach co chwila przechadza sie pan Fourier i wielce cierpliwie znosi wszystko, co ow ignorant ma do powiedzenia na temat jego pracy, oraz osiagniec jemu podobnych. Maxwell natomiast, ktory mieszka gdzies w okolicach anteny, rowniez nie zwraca uwagi na ignoranta , bardziej bowiem pochloniety jest tym, aby to, co ignorant mowi, wyslac jako cos spelniajacego cztery dziwne rownania. Thevenin i Norton natomiast maja to szczescie, ze szczelnie zamknieci w jednym z mikroprocesorow nic nie slysza i o niczym nie wiedza.

Konczac juz, jedno tylko dodam: rzeczywiscie, do nadstawiania drugiego policzka oraz obslugi rozanica matematyka nie jest potrzebna, nigdy nie byla i nigdy nie bedzie, a ignorancja jest odwrotnie proporcjonalna do kwadratu odleglosci od najblizszej parafii, meczetu, badz innych natchnionych miejsc.

xx
placownik (17853 punktów)

>W telefonie owym po magistralach co chwila przechadza sie pan Fourier i wielce cierpliwie znosi wszystko, co ow ignorant ma do powiedzenia na temat jego pracy, oraz osiagniec jemu podobnych. Maxwell natomiast, ktory mieszka gdzies w okolicach anteny, rowniez nie zwraca uwagi na ignoranta , bardziej bowiem pochloniety jest tym, aby to, co ignorant mowi, wyslac jako cos spelniajacego cztery dziwne rownania. Thevenin i Norton natomiast maja to szczescie, ze szczelnie zamknieci w jednym z mikroprocesorow nic nie slysza i o niczym nie wiedza.

   Masz chyba pewne zadatki na niezłego popularyzatora. Uważam, że humanistom matematyka powinna być właśnie popularyzowana. Z uczeniem dobrze by było dać sobie spokój. Pomijam oczywiście pewne podstawowe umiejętności. Procenty, nieco teorii prawdopodobieństwa, idea funkcji, umiejętność czytania wykresów. Pewnie coś jeszcze można by do tego dorzucić. Umiejętności logicznego myślenia mogliby z powodzeniem nabywać ucząc się łaciny.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
zima (560 punktów)
Inteligencja potrzebuje pożywienia. Frapującego tematu o odpowiednim stopniu skomplikowania, który będzie pochłaniać. Może być matematyka. Może być coś innego. Zależy od gustu i zdolności (od zdolności mniej [zawsze można pracowitością nadrobić]).
Pozdrawiam
Gosia (9452 punktów)
>Jaka jest przydatność funkcji,rozwiązywania równań w
>codziennym życiu.
>Co mi da,że nauczę się całek,różniczek i geometrii?<

Choćby taka, że nie zaprojektujesz hali,która zawali się ludziom na głowę.
Pozdrawiam.
JATO (2644 punktów)
Widziałem dzisiaj (TVP2) film przyrodniczy o małapach. Konkretnie Kapucynkach. Maja tą ciekawą włąsność, że żywiąc się orzechami (czego innego w okolicy jest niewiele) potrafia do ich rozłupania używać kamieni. Nie takich sobue zwyczajnych. Kamienie zostały przyniesione z odległosci kilku kilometrów (rzeczne otoczaki) w miejsce gdzie znajdują się wielkie głazy mogące służyć za kowadła. Orzechy małpy przynoszą również z daleka. Potyrafią wybrać właściwe (dojrzałe), obrać je i położyć na słońcu by były zdatne do jedzenia. Z tego miejsca zabierają już wysuszone (uzupełniwszy wcześiej zapas). Dalej porót do młota i kowadła i do pracy. Zaiste człowiek powinien pochylic czoło przed kuzynami. Zachodzi pytanie. Skąd małpy to wiedzą? Proces zdaniem uczonych powtarzalny jest conajmniej od kilkuset lat.
Zachodzi również pytanie skąd Ty wiesz, którędy iść by droga była najlepsza? Skąd wiesz jak policzyc odsetki na koncie bankowym (choć, jak wskazuje szereg faktów, nie wszyscy to potrafią)? Skąd wreszcie wiesz jak użyć telewizora czy radia, telefonu komórkowego i szeregu innych równie codziennych rzeczy? Ano z pewnego doświadczenia nabytego osobiscie lub z wiedzy prekazanej przez innych. Sam nawet nie jesteś świadom, że postepujesz według określonego, mniej lub bardziej skomplikowanego algorytmu. To już matematyka. Posługujesz sie nią sam nawet tego nie wiedząc. Skąd zatem ta niechęć. Nawet poprawne ułożenie kostki bauma czy innych płyt chodnikowych wymaga elementarnej wiedzy matemaycznej, stosowanej wielokrotnie nieświadomie, ale stosowanej. Mozna mieć wątpliwości o permanentnym stosowaniu całek czy pochodnych (a jak obliczysz predkość samochodu - licznik to takie sprytne urzadzenie różniczkujace, jak policzysz przebyta drogę - numeryczne całkowanie?). Użyłem przykładów trywialnych jednak nalezy mieć swiadomość zanużenia w matematyce. Ot tak po prostu.
Matematyka, fizyka, chemia otaczają nas wokół - chcemy czy nie chcemy. Może dlatego warto poznać coś z pozoru niepotrzebnego by móc skorzystać ze skutków zastosowania tegoż.
Pozdrawiam - JATO.


Prawo Wylera: Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
Leśny
1) Zastosowania matematyki.
Ktoś tu podał dobry przykład z telefonem. Bez matematyki nie byłoby naszej cywilizacji. A nawet jeśli ktoś jest przeciętniakiem niekoniecznie tworzącym nowe rzeczy w oparciu o ścisłe rozumownaie i aparat matematyczny to...

2) Matematyka ćwiczy umysł. Zwyczajnie. Lepszym urzędnikiem będzie zwykle absolwent matematyki niż historii (zakładamy, że są jednakowo zdolni i mają zblizoną wiedzę niezwiazana ze studiami). Jest tak, gdyż matematyka uczy odróżniać rzeczy istotne od nieistotnych, uczy pozytywnego lenistwa (upraszczanie, analiza), doszukiwania się zalezności, szacunku do prostoty.

PS. Proponuje sprawdzic kim z zawodu sa dyrektorzy najwiekszych bankow w USA.
Usta Sokratesa (14 punktów)
>Co tak naprawdę daje matematyka?

Dobre zrozumienie matematyki i jej metody daje pogląd na jakość argumentacji w każdej dziedzinie. Matematyczny sposób dowodzenia zawsze był drogowskazem dla filozofów (hmmm.. części filozofów niestety), fizyków biologów itd. Zrozymienie matematycznej metody dowodzenia pozwala analizować każdą (prawie) argumentację i odfiltrować bzdury, manipulacje, pomyłki, nieuprawnione implikacje....

Pozdrawiam.

Tao that can be named is not the Tao.
damian (127 punktów)
jestem uczniem na codzień. ucze się w LO na profilu humanistycznym. nie można powiedziec ze matematyka jest wogóle niepotrzebna. ta podstawowa, elementarna tak, ale każdego dnia, za kazdym razem kiedy wchodzę na matematykę, zadają sobie pytanie: "do czego mi się to w życiu przyda?????" "po co mi funkcja kwadratowa, liniowa, sin, cos... ciągi" po co mi to? zyjemy w XXI wieku, nauyka, zwłaszcza na [poziomie szkoły średniej powinna być bardziej praktyczna. sinus czy funkcja kwadratowa, tyym bardzieje jej wykres, nie pomoże mi obliczyć jakiejś lokaty bankowej, odsetek itp. moim zdaniem tego powinienem się uczyć. a jesli nie, to po co mam sobie zawracać głowę matematyką w kolasie maturalnej? dlaczego zamiast po lekcjach iść mna fakultety z historii, czy wosu (którego jest mniej niz matmy), musze siedzieć w domu, wkuwac te **** wykresy i inne pierdoły zeby wogóle zdac!!!! zamiast spokojnie przygotowywax sie do matury, muszę harować zeby zdac z chemii, fizyki, matematyki i geografii. uważam ze naszemu systemowi edukacji przydałaby się gruntowna przemiana. kiedy pytam mojego profwesora od matematyki do czego mi się to w życiu przyda, czy tym, jako humanista, zarobie na chleb, chociaż i tak ntego nie rozumiem. on odpowiada mi, ze mtematyka, to jest życie. ze matematyka uczy abstrakcyjnego myślenia, co odróżnia nas od zwierząt (tu sie zgadzam, ale moge rozwjać swoje myślenie abstrakcyjne ucząc się "matematyki praktycznej").
Balkowski (5685 punktów)
>"po co mi funkcja kwadratowa, liniowa, sin, cos... ciągi" po co mi to? zyjemy w XXI wieku, nauyka, zwłaszcza na [poziomie szkoły średniej powinna być bardziej praktyczna. sinus czy funkcja kwadratowa, tyym bardzieje jej wykres, nie pomoże mi obliczyć jakiejś lokaty bankowej, odsetek

To samo można powiedzieć właściwie o wszystkim co miało się w LO, z wyjątkiem tego co się potem kontynuuje na studiach czy w pracy zawodowej. Jedyny sens takiej różnorodności to chyba to żeby po LO w którym była zarówno historia, literatura jak i matematyka można się było równie dobrze wybrać na polonistykę jak i na kierunki ścisłe (a tam, niestety bez sinusów i reszty nie ma nawet co zaczynać). Można pomyśleć czy da się to urządzić trochę inaczej, powiedzmy np. profilować na trochę wcześniejszym poziomie.

A odsetki i trochę matematyki bankowej przydałoby się wprowadzić swoją drogą, programu by to dużo nie rozszerzyło bo (podstawowe) zagadnienia są dużo prostsze niż większość z programu LO.
mohawk (2936 punktów)
> za kazdym razem kiedy wchodzę na matematykę, zadają sobie pytanie: "do czego mi się to w życiu przyda?????" "po co mi funkcja kwadratowa, liniowa, sin, cos... ciągi" po co mi to?
Według mnie jest to jedno z najgłupszych możliwych pytań. Przy tym zastanawiające jest, że odnosi się je [a ściślej odnoszą je pewnej określonej proweniencji 'kwękacze'] prawie wyłącznie do matematyki. Z równym skutkiem można zapytać po co nam literatura albo historia. A odpowiedź jest prosta: duża część wiedzy, którą przyswajamy nie znajduje ściśle praktycznego zastosowania w naszym życiu. Tylko co z tego? Jak ktoś chce być jełopem to przecież nie jest to zabronione. Więc z czym problem? Jeśli jednak chce się ubiegać o poświadczenie danego poziomu wykształcenia to bez marudzenia trzeba realizować wymagania dla tego poziomu określone.

>zyjemy w XXI wieku, nauyka, zwłaszcza na [poziomie szkoły średniej powinna być bardziej praktyczna. sinus czy funkcja kwadratowa, tyym bardzieje jej wykres, nie pomoże mi obliczyć jakiejś lokaty bankowej, odsetek itp. moim zdaniem tego powinienem się uczyć. a jesli nie, to po co mam sobie zawracać głowę matematyką w kolasie maturalnej?
A mnie się wydawało, że teraz właśnie takich pierdółek uczą i wymagają - obliczyć procent od jakiejś liczby, naliczyć odsetki bankowe etc.

Nawiasem mówiąc, jak na humanistę dość niechlujna ta wypowiedź.
damian

>A mnie się wydawało, że teraz właśnie takich pierdółek uczą i wymagają <

to źle Ci się wydaje.

moim zdaniem nauczanie w szkole powinno być bardziej praktyczne i bardziej ukierunkowane. rozumiem ze trzeba posiąść podstawy wszystkiego, każdej dziedziny nauki, żeby byc wszechstronnym (tu też pojawia się sprzecznośc, bo dlaczego nie mamy w programie nauczania podstaw filozofii?).
wydaje mi się ze na tym poziomie nauczania (liceum) uczeń wie co go interesuje i co chce w życiu robić, z czego chce zdawać maturę. dlaczego nie możemy sobie wybrać przedmiotów których chcemy się uczyć, szlifować i dobrze zdac mature i lepiej wystartowac na studiach. zanim dojdziemy d liceum mamy juz opanowane podstawy wiekszości przedmiotów. oczywiście zdarzają się ludzie którzy po humanistycznym kierunku ida na medycynę, ale jest to znaczna mniejszośc.
Truite (108 punktów)
Także uczę się w LO na profilu humanistycznym, ale nigdy nie przeszkadzały mi lekcje matematyki. Mam ten przedmiot 3 razy w tygodniu i nie uważam, aby te zajęcia były niepotrzebne. Wręcz przeciwnie- są niezwykle pożytecznym rozszerzeniem podstaw z gimnazjum. Moim zdaniem program nauczania matematyki w LO na poziomie podstawowym jest OK. Jednak w klasie maturalnej matematyka powinna być obowiązkowa już tylko dla tych, którzy wiążą z nią swoją przyszłość, chcą ją zdawać na maturze. Ostatnia klasa liceum jest króciutka i rzeczywiście lepiej uczyć się tego, z czego zdaje się egzamin. Wiadomości matematyczne z gimnazjum i 2 lat szkoły średniej zdecydowanie wystarczają na to, aby nie okazać się idiotą w dzisiejszym świecie, którym rządzą nauki ścisłe.

Pozdrawiam wszystkie umysły ścisłe i humanistyczne!
Osieł (106 punktów)
Skończyłem ogólniak prawie 2 lata temu i mamtematyka towarzyszyła mi przez 4 lata. Matematyka w życiu się przydaje, niektórym nadaje sens. Teraz kształcę się na inżyniera. Matematyka jest, jak wiadomo, dla tej grupy ludzi ważna. Przyznam się, że matematyka nie jest moim mocnym punktem (choć sporo potrafię i wciąż się jej uczę), ale bardzo lubię np. fizykę, która z matematyki wyrosła.

Rozumiem natomiast ludzi, którym na samo wspomnienie o "matmie w szkole" dreszcz po plecach przechodzi. Niestety to częste zjawisko, a spowodowane jest najczęściej (to oczywiście moja opinia) nieodpowiednim podejściem nauczyciela do przedmiotu. Tak naprawdę matematyka nie jest trudna, trzeba ją tylko dobrze przekazać. Obawiam się, że niechęć do tego przedmiotu jest "dziełem" wielu osób, które... skończyły matematykę!

Matematyka może zainteresować, ale szkoła może do niej zrazić. A nie powinna!!!
AstralStorm (558 punktów)
>Nie tak dawno w publicznym radiu wykształcony człowiek
>kwestionował przydatność matematyki w życiu,twierdził że
>większa przydatność jest np.muzyki (poza oczywiście tą
>elementarną matematyką).

Włos się jeży. Czym mierzymy przydatność?

>Jaka jest przydatność funkcji,rozwiązywania równań w
>codziennym życiu.

Wykładasz kafelki. Ile ich kupisz?
PIT można sobie wypełnić... obliczyć procenty w banku.

Policzyć średnie zarobki, prawdopodobieństwo wygrania w totolotka tym razem.

>Co mi da,że nauczę się całek,różniczek i geometrii?

Geometria to własnie te kafelki.
Geometria to też znaczny kawał fizyki.

Fizyka szeroko stosuje całkowanie i różniczkowanie. (banalny przykład - prędkość chwilowa twojego samochodu)

Co do samochodu - jak myślisz, dlaczego jedziesz sobie 120km/h (sic) po autostradze, skoro w samochody poruszały się z prędkością około 10km/h?

Chemia korzysta z fizyki i matematyki.
Fizyka korzysta z matematyki.

Do zbudowania jednego banalnego obwodu elektrycznego trzeba wykonać naprawdę dużo obliczeń. Przeskaluj razy kilka tysięcy, aby uzyskać prosty układ scalony.
Nie mówię nawet o mikroprocesorze.

Do wyprodukowania najnowszych mikroprocesorów wymagana jest już wręcz dogłębna znajomość fizyki kwantowej (ścieżki są wyjątkowo małe, zachodzą efekty kwantowe).

Drugi biegun skali - takie proste rzeczy jak zachód i wschód Słońca... Tak skomplikowane, jak wysyłanie satelitów na orbitę - setki obliczeń...

>Weżmy człowieka,który poświęcił życie matematyce -
>matematyka.
>[...]
>Jak przejawia się wielkość matematyki w jego codziennym
>życiu?

Tak jak wielkość religii w życiu wierzącego.
Matematyka właściwie polega na siedzeniu w fotelu i operowaniu śmiesznymi znaczkami na papierze/komputerze. Taka niepozorna działalność.

>Co tak naprawdę daje matematyka?

Matematykowi? Rozrywkę i być może szczęście. (z różnych powodów)
Innym? Patrz wyżej.

>Chyba musi być jakaś różnica między matematykiem a
>niematematykiem?

Matematyk musi myśleć abstrakcyjnie, rozpoznawać zależności, możliwie mało zakładać, możliwie dużo dowodzić.


Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
Kowalski (3 punktów)
A zastanawialo was kiedys dlaczego np na psychologie na uniwersytecie gdanskim wymagana jest matura z matematyki i z fizyki?
Racjonalne myslenie podsuwaloby raczej inne dziedziny, jak biologia.

Tymczasem fizyka i matematyka to przedmioty ktore ucza logicznego myslenia.
Gdybysmy dokonali porownania np mat i biol. W matematyce wszystko wynika z wiedzy ktora posiadles wczesniej. Nauczyles sie wykonywac dzialania, wiec wiesz jakie pelnia role i potrafisz je zastosowac w rachunkach. Kazde dzialanie jest implikacja. Kazda akcja moze zostac sprowadzona do podstawowych zagadnien.
A zauwazmy teraz ta kwestie z pkt biologii. To glownie umiejetnosc kojarzenia. Niewiele logiki w biologii choc nie mowie ze w ogóle jej nie ma.

Matematyka rozwija to co sie nazywa kreatywnym, abstrakcyjnym mysleniem. No a chyba nikt nie powie ze biologia pobudza kreatywnosc. Ja uwazam ze bez wzgledu na to co ktokolwiek bedize robil w zyciu matematyka moze mu wiele pomoc.

Gdzie wszyscy mysla tak samo
nikt nie mysli zbyt wiele...
placownik (17853 punktów)

>Niewiele logiki w biologii choc nie mowie ze w ogóle jej nie ma.

   Poczytaj choć trochę na temat biologii ewolucyjnej. Ręczę, że radykalnie zmienisz swoją opinię.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Kowalski (3 punktów)
Nigdy nie mialem z nia do czynienia... Mozliwe. Jakkolwiek to tylko przyklad jeden z wielu, moze nie najtrafniejszy...

Gdzie wszyscy mysla tak samo
nikt nie mysli zbyt wiele...
anna
Ja jestem na 4 roku politechniki ślaskiej w Gliwicach. Uważam ze matematyka daje bardzo wiele .pamietam ze nawet ze w liceum uczniowie uczesczajacy na kierunek mat-fiz mieli zawsze lepsze srednie ocen, ale jest jedna wielka rzecz ktorej zazdroszcze humanistom pieknej duszy! Ci ludzie sa NIEZWYKLI oni potrafia widziec cos czego ja nie dostrzegam, ciesza ich rzezcy małe, maja piekne wartosci a do tego sa cholernymi optymistami i sa przezabawni !!! pOZdRo dLa hUmAnIsToW !!!!
Cieślański (994 punktów)
Nie przejmuj się wesołkowato-zaczepną treścią niniejszego postu, on ma przyciągnąć licznych matematycznych a flirtujących dyskutantów do tego wątku, po prostu.

Nie ma absolutnie zazdrościć czego, albowiem dostrzeganie czegoś czego nie dostrzegają inni może nosić znamiona widzenia urojeniowego.
A już zupełnie, w związkach damsko męskich jest dla mnie niezrozumiałe aby kogokolwiek mogło cieszyć coś co jest hmm... małe.
Myślę, że nietrafnie ulokowałaś swe uczucia.

Nie chciałbym dyskredytować w twoich oczach, westchnień twoich -wychwalanego obiektu, ale w moim liceum do klasy humanistycznej trafiało się, bo tam było łatwiej przetrwać szkołę nie nadwyrężając intelektu.
To właśnie z klas humanistycznych pochodzi większość naszej pseudointeligencji niezdolnej do trzeźwego, racjonalnego myślenia, cierpiącej na prawicowe objawy postsolidalnościowej demencji.
Ci ludzie działają emocjami i piją lub łykają wszystko, by te emocje podkręcić.
To dobre jest, (tu wystukam prawdę okrutną), jak się chce urojenia i przy-słyszane głosy przelać wierszem na papier lub kolorowe sny i przywidzenia farbą na płótno.

Na ogół z takich humanistów wyrastają fanatyczni wyznawcy sztywnich poglądów drobnomieszczańskich lub wiecznie narzekający krytykanci niezdolni do jakiejkolwiek systematycznej i pożytecznej twórczości, ponure typy i krytykujący koniunkturaliści małpujący cudze i zasłyszane stereotypy.
Wielu z nich ma znaczną dysfunkcję płatów czołowych kory mózgowej, szybko popadają w uzależnienie alkoholowe lub kończą na stanowiskach starszych referentów w archiwum gminnym z poręczenia rodzinnych prominentów.

Tzw. humaniści z liceum to emocjonalne niedorozwoje, leniwe plemię.
Cierpią na urojenia i przywidzenia, wielu popada w schizofrenię.
A na starość musimy dopłacać do ich emerytur.
Naprawdę gdyby się odpowiednio wcześnie zaczęli się leczyć, mniejszym obciążeniem obciążeniem byliby dla funduszy emerytalnych, temu się nie da zaprzeczyć.
Jeśli akurat nie zrzędzą i są weseli to zapewne coś akurat łyknęli.
Z takimi to nawet strach dzieci płodzić, bo nigdy nie wiadomo czy ci nie przyjdzie jakiegoś "ojca dyrektora" albo abo bełkoczącego kaczora urodzić.

Prawdziwy humanizm opiera się na naukowej wiedzy o człowieku czerpanej ze studiowania antropologii, psychologii, socjologii, medycyny wraz z psychiatrią, politologii i marketingu.

Nawet uniwersytecka filozofia trąci myszką, bo odkrycia sprzed paru tysięcy lat, przerabiane przez kolejnych interpretatorów, bez uwzględnienia rozwoju współczesnych nauk społecznych i osiągnięć technologii, więc jest to swego rodzaju skansen intelektualny porównywalny do teologicznego liczenia diabłów na główce od szpilki.

Prawdziwi królowie życia to matematycy, fizycy, programiści komputerowi, którzy aby nie stać się "pięknymi umysłami" studiują równocześnie wspomniane nauki o człowieku.

Zajęcie się tylko samą nauką matematyki upośledza szereg funkcji i kompetencji społecznych odpowiedzialnych między innymi za awans zawodowy, zdolność do owocnej współpracy z innymi matematykami i wzajemną a bezgotówkową wymianę osiągnięć naukowych i odkryć.
Zbadano, że ludzie zajmujący się tylko matematyką lub fizyką a przy całkowitym zaniedbaniu poznania wiedzy z zakresu nauk społecznych, psychologii, socjologii, antropologii, przynajmniej na podstawowym poziomie, stają się fanatycznymi religiantami szybko popadającymi w typowo polską papa-ranoję.

Patrząc na problem z innej strony, np. (to fakt naukowo potwierdzony) odkryto, że awansuje się na uczelni, jako przedstawiciel nauk ścisłych, dlatego, że jest się lubianym przez szefów, albo komunikatywną duszą towarzystwa, względnie atrakcyjną kobitą a nie najlepszym matematykiem zamkniętym w świecie własnych badań ale wyizolowanym od kontaktów towarzyskich.

Jeśli jesteś kobitką na matematyce, to pewnie znaczy, że twój mózg po części działa jak mózg mężczyzny.
Istnieje więc związane z tym duże prawdopodobieństwo występowania skłonności popadania w depresję, a przynajmniej widzenia własnego położenia w barwach czarniejszych od żywej kolorystyki licealnej pseudo-humanistyki.

Polecam na początek książkę "Płeć mózgu" -Muire, Jessel
względnie "Wsłuchując się w Prozak" -P.D.Kramer traktującą w sposób popularno-naukowy o farmakologicznych aspektach leczenia depresji.
"Inteligencję emocjonalną"- D. Goleman
Albo "Ewolucję pożądania" D. Buss.
Ostatecznie "Psychologię miłości" Bogdana Wojciszke wydaną przez Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

Zrozumienie jak działa człowiek, jest tak samo uszczęśliwiające jak przeprowadzenie pięknego dowodu.

Największe osiągnięcia polskiej szkołu matematycznej dokonywały się nie w zaciszu sterylnych matematycznie gabinetów lecz w przesyconej społeczną aktywnością, dymem papierosowym i tanim winem kawiarniach lwowskich.

Miłego postowania,
PZDR, Jerzuś Pełen Troski


bóg jest oszustwem
Hazuan (10 punktów)
po co matematyka? a po co geografia/biologia/języki?

Matematyka została skonstrułowana przez człowieka, poto żeby móc opisać fizykę, bez matematyki nie udałoby się tak zrozumieć wszechświata. Dla przykładu kapłani w Egipcie obliczali daty zaćmień a dzisiaj poszukujemy antymaterii

The true test of a man's character is what he does when no one is watching.

Wróć do listy wątków działu Nauka

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365