Racjonalista - Strona głównaDo treści
Oświadcznie o niechodzeniu na szkolne lekcje religii

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
04-06-2012 18:51Andrzej Wendrychowicz (6624 punktów)Oświadcznie o niechodzeniu na szkolne lekcje religii
Ocena 10 na 10
Uwaga uczniowie - uwaga rodzice!

Szkoła może chcieć od Was decyzji, czy w przyszłym roku szkolnym pójdziecie/poślecie dziecko na religię, czy na etykę. Zanim cokolwiek podpiszecie (uczniowie pełnoletni mogą to zrobić sami, w pozostałych przypadkach rodzice lub opiekunowie prawni) przeczytajcie uważnie zalinkowany tekst

www.etykaw(*)zenie-o-niechodzeniu-na-religi
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
O niechodzeniu na lekcje której religii? Islamu czy FSM?

Można zebrać rodziców siedmiorga dzieci i zażyczyć sobie religii zgodnej z nauką kościoła Latającego Potwora Spaghetti?
04-06-2012 22:14 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Wendrychowicz (6624 punktów)
>
>Można zebrać rodziców siedmiorga dzieci i zażyczyć sobie religii zgodnej z nauką kościoła Latającego Potwora Spaghetti?
>
Można, ale póki co mamy w szkołach religię katolicką i warto się przyłożyć, żeby dzieciaki nie musiały na nią chodzić.
05-06-2012 08:24 
 Ocena 1 na 1
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>>Można zebrać rodziców siedmiorga dzieci i zażyczyć sobie religii zgodnej z nauką kościoła Latającego Potwora Spaghetti?
>>
>Można, ale póki co mamy w szkołach religię katolicką i warto się przyłożyć, żeby dzieciaki nie musiały na nią chodzić.

Jeżeli chodzi Ci o "w praktyce mamy" to owszem.

Bo przepisy nie wskazują na żadną konkretną religię - jakżeby mogły, to by była straszna fuszerka kościółkowych, taki rażąco niekonstytucyjny zapis.
Szkoła musi się zatroszczyć o lekce religii dla każdego wyznania (pod warunkiem że zarejestrowane w Polsce) z którego ma uczniów, jeżeli tylko rodzice tego zażądają.
Warto o tym pamiętać.
Grupka rodziców wystarczająco zdeterminowanych mogłaby nieźle namieszać.

"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
Meretseger (61860 punktów)
Gdyby wszyscy rodzice i uczniowie zechcieli zastosować się do litery rozporządzenia, skończyłaby się wreszcie samowolka i łamanie prawa. Ale czy zechcą? Czy nie przestraszą się księdza proboszcza, nadgorliwego dyrektora i tego, "co sąsiedzi powiedzą"?
ratus (4786 punktów)
(zablokowany)
Autor wątku, wskazując w linku tekst wyjaśniajacy prawny aspekt sprawy jednocześnie realizuje swoją idee-fixe w odniesieniu do etyki, albowiem wskazując, że zarówno etyka jak i religia, nie są obowiązkowe, jednocześnie radzi:

....to napisz oświadczenie, że w roku szkolnym 2012/2013 będę chodzić na etykę.....Teraz szkoła powinna się zacząć martwić, jak ma etykę zorganizować. ....

Jeśli motywacją do uczęszczania na lekcje etyki, ma być robienie na złość dyrekcji szkoły, to jest to - moim zdaniem - mało etyczne, takie wymuszone lekcje będą z pewnością na niskim poziomie (może będzie je prowadził katecheta ), jednym słowem - szkoda pary na ten gwizd...
05-06-2012 08:35 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>Jeśli motywacją do uczęszczania na lekcje etyki, ma być robienie na złość dyrekcji szkoły
W tekście wyraźnie stoi:
Cytat:
Pytanie od ucznia liceum. W tym roku nie chodzę na religię, w przyszłym też nie chcę, bo chciałbym chodzić na etykę.

A zatem nie chodzi o zrobienie komuś na złość, tylko o spełnienie życzenia ucznia. Uczeń ma prawo wyrazić życzenie chodzenia na etykę i jego życzenie winno zostać spełnione. Tak stanowi wzmiankowane rozporządzenie. Na to pary nigdy nie szkoda. Chcesz żyć w państwie prawa czy nie?
05-06-2012 08:48 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Wendrychowicz (6624 punktów)

>A zatem nie chodzi o zrobienie komuś na złość, tylko o spełnienie życzenia ucznia. Uczeń ma prawo wyrazić życzenie chodzenia na etykę i jego życzenie winno zostać spełnione. Tak stanowi wzmiankowane rozporządzenie. Na to pary nigdy nie szkoda. Chcesz żyć w państwie prawa czy nie?
>
Bardzo dziękuję Pani Moderator
Dokładnie o to chodzi. I ci, co chcą, doskonale to rozumieją.
ratus (4786 punktów)
(zablokowany)
Jeśli na życzenie 7 uczniów, szkoła musi zorganizować lekcje przedmiotu nieobowiązkowego, to coś z tym prawem jest nie tak, szczególnie zważywszy na mizerię ekonomiczną naszego szkolnictwa. Elementy etyki, filozofii czy moralności można i należy przedstawiać przy okazji nauczania przedmiotów humanistycznych, oddzielna "etyka" od podstawówki do liceum to nonsens, kukułcze jajo, które KrK podrzucił, zeby legitymizować wszechobecność religii w szkole.
05-06-2012 09:44 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>to coś z tym prawem jest nie tak
Jest nie tak, bo w ogóle religii w szkołach publicznych być nie powinno.
>szczególnie zważywszy na mizerię ekonomiczną naszego szkolnictwa.
Co to ma do rzeczy? Szkolnictwo mizerne, więc niepotrzebna etyka, tak? A potem się okaże, że niepotrzebna geografia, biologia, historia i matematyka?
>oddzielna "etyka" od podstawówki do liceum to nonsens, kukułcze jajo, które KrK podrzucił, zeby legitymizować wszechobecność religii w szkole.
Tak sądzisz? A ja nadal jestem zdania, że etyka to wiedza potrzebna każdemu, niezależnie od wyznawanej (bądź nie) religii. I przynajmniej w gimnazjum i liceum powinna być nauczana w obrębie osobnego przedmiotu w wymiarze 1 godzina tygodniowo. Zaś nauczaniem religii powinny się zajmować parafie.
05-06-2012 10:49 
 Ocena 2 na 2
ratus (4786 punktów)
(zablokowany)
Pełna zgoda: religia precz ze szkół!

W różnych dyskusjach osoby, którym trudno odmówić kompetencji, przekonywały, jak korzystne (dla dobra ucznia, oczywiście!) byłoby ustanowienie obowiązkowymi przedmiotami filozofii, łaciny, etyki a nawet szachów, plastyki, muzykologii...

Ale: doba - również uczniowska - ma zaledwie 24 godziny! Istniejące programy szkolne są coraz bardziej przeładowane, co w konsekwencji skutkuje spadkiem jakości nauczania.
Więc radosne dodawanie coraz to nowych lekcji - możliwości percepcyjne ucznia nie są bezgraniczne - daje skutek odwrotny do zamierzonego. I ten fakt, (a nie wrogość do etyki) jest podstawą mojej niechęci do jej wprowadzania.

Rzecza odrębną jest alternatywa religia vs. etyka, ale to było poruszane w innym wątku.
05-06-2012 12:16 
 Ocena 3 na 3
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>Istniejące programy szkolne są coraz bardziej przeładowane...

???
Wydaje mi się, że to totalna pomyłka. Być może przeładowane w jakiś sposób, ale na pewno nie przyrostem informacji do nauczenia.

Pozdrawiam

Człowiek zawsze znajdzie coś nowego w obcym języku. Dziś poznałem nowe pojęcie:
"Negative IQ"
05-06-2012 12:31 
 Ocena 4 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>Istniejące programy szkolne są coraz bardziej przeładowane
To mit. Wcale nie są przeładowane. W moim programie szkolnym (to było tak bliżej średniowiecza) informacji do przyswojenia choćby z historii czy geografii było o wiele więcej. Znam podręczniki, są w moim otoczeniu dzieci w różnym wieku. Programy są tylko źle skonstruowane, a to nie to samo. Zaszkodziło im chyba gimnazjum.
05-06-2012 20:55 
 Ocena 1 na 1
ratus (4786 punktów)
(zablokowany)
Być może, ilość informacji do opanowania nie zwiększyła się w porównaniu z czasami, gdy Ty i ja chodziliśmy do liceum. (Chociaż ja pochodne, całki i rachunek prawdopodobieństwa poznałem dopiero na politechnice). Za to napewno zmniejszyła się ilość czasu, którą teraz spędza się w szkole. Wolne soboty, długie weekendy, "zielone szkoły", rekolekcje, przymusowa "nieobowiązkowa" religia - to jest czas zabrany szkole. Do tego nieudany eksperyment na żywym organiźmie - gimnazja, do tego rozwiniety do granic absurdu system sprawdzająco-egzaminacyjny.

Dodajmy teraz etykę, naukę o rodzinie, wychowanie patriotyczne, informatykę, politologię...

I wyrażajmy zdziwienie: skąd cały "przemysł korepetycyjny" ?!
05-06-2012 20:52 
 Ocena 2 na 2
Paweł Arłukowicz (3162 punktów)
Istniejące programy szkolne są coraz bardziej przeładowane, co w konsekwencji skutkuje spadkiem jakości nauczania.

Spadku jakości nauczania dopatrywałbym się w :
a) kwalifikacjach nauczających
b) podejściu młodzieży do nauki, którego determinantą jest bezkrytyczne przyjmowanie krótkich informacji tekstowych dostępnych choćby w necie i przyjmowanie ich jako pewnik.
c) szeroko rozumiany konformizm
a nie w przeładowaniu programów.
05-06-2012 21:19 
 Ocena 1 na 1
ratus (4786 punktów)
(zablokowany)

>Spadku jakości nauczania dopatrywałbym się w :
>a) kwalifikacjach nauczających
>b) podejściu młodzieży do nauki, którego determinantą jest bezkrytyczne przyjmowanie krótkich informacji tekstowych dostępnych choćby w necie i przyjmowanie ich jako pewnik.
>c) szeroko rozumiany konformizm
>a nie w przeładowaniu programów.


Jeśli prestiż zawodu nauczyciela w naszym kraju opiera się na złorzeczeniu "Obyś cudze dzieci uczył!", a finansowanie kultury i szkolnictwa jest najniższe w Europie - to kwalifikacje nauczycieli są adekwatne.

Podejście młodzieży jest takie, jakie preferuje system egzaminacyjny, narzekanie "ach, ta dzisiejsza młodzież!" trwa od starożytności.

Konformizm jest patologią, która jest efektem wychowania, jakie dorośli fundują młodym - nie odwrotnie!

Kwestia objętości programów jest do dyskusji.
Paweł Arłukowicz (3162 punktów)

"Podejście młodzieży jest takie, jakie preferuje system egzaminacyjny, narzekanie "ach, ta dzisiejsza młodzież!" trwa od starożytności."

Z tego co zauważyłem, system egzaminacyjny ( głównie w postaci nauczających - nie mam tu na myśli nauczycieli ! ) pozornie preferuje bezmyślność, która w niczym nie przypomina mi nawet metody "4Z" z lat minionych.
Ów pozór powoduje iluzję zwiększenia objętości materiału do opanowania. Jako ojciec ( nie lubię tego słowa ) dwóch córek uczących się odpowiednio w liceum i gimnazjum, obserwuję to na co dzień.
06-06-2012 21:06 
 Ocena 2 na 2
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
> Istniejące programy szkolne są coraz bardziej przeładowane, co w konsekwencji skutkuje spadkiem jakości nauczania.
>Spadku jakości nauczania dopatrywałbym się w :
>a) kwalifikacjach nauczających

I w przepychaniu słabszych uczniów żeby każdy zdał maturę i poszedł na studia.
Dawniej po prostu się nie zdawało i było jasne że nie wszyscy mają takie same możliwości.
Dzisiaj ludziom pracującym w oświacie równość praw błędnie utożsamiła się z równością możliwości i osiągnięć.
05-06-2012 21:08 
 Ocena 2 na 2
Mathematician (205 punktów)
>Ale: doba - również uczniowska - ma zaledwie 24 godziny! Istniejące programy szkolne są coraz bardziej przeładowane, co w konsekwencji skutkuje spadkiem jakości nauczania.

Akurat program nauczania coraz bardziej się obcina. Ze swojego doświadczenia widzę to po matematyce - kiedyś przygotowywanie maturzystów a teraz zajęcia ze studentami. Studenci coraz to mniej mieli w liceum. Z dyskusji z innymi wykładowcami wynika, że z innymi przedmiotami jest podobnie.
05-06-2012 22:33 
 Ocena 4 na 4
ratus (4786 punktów)
(zablokowany)
To jest skutek założenia, że po zdaniu matury wszyscy będą znali matematykę w stopniu wystarczającym do studiów np. politechnicznych, biologię do studiów medycznych, i.t.d.
Idiotyzm! Po maturze z matematyki, aspirujący na politechnikę, powinni dokształcić sie do poziomu wymaganego przez uczelnię - i tu jest czas na kursy, korepetycje i samokształcenie - a nie przed maturą! Brak egzaminów wstępnych to kolejna pomyłka, do której doszło na skutek przyjętej doktryny: "musi być inaczej, niż było w czasach PRL - choćby nawet było teraz gorzej!"
Mathematician (205 punktów)
Ale to widać nawet na poziomie rozszerzonym, który jest dla tych co właśnie chcą iść na tą politechnikę itd.Zgadzam się z tym, że na poziomie podstawowym nie można za wiele wymagać. Ale matura na poziomie rozszerzonym powinna mieć taki poziom, żeby nie trzeba się było dokształcać przed pójściem na studia. Do studiów powinna przygotować właśnie szkoła średnia.

Co do egzaminów wstępnych to mam mieszane uczucia. Kiedyś w różnych województwach były różne zadania na maturze, matury sprawdzali nauczyciele w szkole, więc wyniki nie były miarodajne i egzaminy były jak najbardziej sensowne. Teraz jak zadania są te same w całej Polsce i ocenia je zewnętrzna komisja nie mająca żadnych sympatii i antypatii, więc wyniki są moim zdaniem obiektywne i egzaminy już nie są tak potrzebne.
06-06-2012 21:31 
 Ocena 2 na 2
ratus (4786 punktów)
(zablokowany)

Kiedyś matura nazywała się "egzaminem dojrzałości", a to dla tego, że jej zaliczenie (i osiągnięcie wieku 18 lat) wiązało się z uzyskaniem praw wyborczych, zdolności do czynności prawnych, oraz - ogólnej wiedzy i kultury. Matura nie gwarantowała wstępu na uczelnie, to było warunkowane zdaniem egzaminu wstępnego, najczęściej konkursowego!
Teraz matura jest czymś w rodzaju hurtowni, z której uśredniona papka abiturientów jest rozsyłana do wszystkich uczelni, które narzekaja na niską jakość wciśniętego im, niesprawdzonego towaru.
I tu jest sprawa następna, bo uczelnia, to nie jest (a własciwie - nie powinnien być) dalszy ciąg, kontynuacja, szkoły średniej! Wykładowca na np. wydziale fizyki teoretycznej, nie powinien się martwić, czy student zna rachunek macierzowy, czy algebrę Boole'a! Jak nie zna, to niech się naumie, jego problem, to nie jest szkółka, to są studia*!
A jeśli zamiast jakości, liczy się ilość - to mamy to, co mamy.

* studia = samodzielne zdobywanie wiedzy, pod kierunkiem, opieką i kontrolą preceptorów.
Mathematician (205 punktów)
>Matura nie gwarantowała wstępu na uczelnie, to było warunkowane zdaniem egzaminu wstępnego, najczęściej konkursowego!
Na części kierunków nabór był robiony na podstawie konkursu świadectw maturalnych, więc było to to, co odbywa się dziś na prawie wszystkich kierunkach. Na niektórych są dodatkowe egzaminy sprawdzające umiejętności/wiedzę niesprawdzaną (niesprawdzalną) na maturze.

>Teraz matura jest czymś w rodzaju hurtowni, z której uśredniona papka abiturientów jest rozsyłana do wszystkich uczelni, które narzekaja na niską jakość wciśniętego im, niesprawdzonego towaru.
>I tu jest sprawa następna, bo uczelnia, to nie jest (a własciwie - nie powinnien być) dalszy ciąg, kontynuacja, szkoły średniej! Wykładowca na np. wydziale fizyki teoretycznej, nie powinien się martwić, czy student zna rachunek macierzowy, czy algebrę Boole'a! Jak nie zna, to niech się naumie, jego problem, to nie jest szkółka, to są studia*!
>A jeśli zamiast jakości, liczy się ilość - to mamy to, co mamy.

Tu pytanie jest ogólne, czy studia są dla wszystkich, czy tylko dla najlepszych.
Z drugiej strony ciężko wymagać znajomości rachunku różniczkowego od kogoś, kto w szkole nie miał granic.
ratus (4786 punktów)
(zablokowany)

>Tu pytanie jest ogólne, czy studia są dla wszystkich, czy tylko dla najlepszych.
>Z drugiej strony ciężko wymagać znajomości rachunku różniczkowego od kogoś, kto w szkole nie miał granic.

Te zdania dowodzą, że nie zrozumiałeś tego, co napisałem.
Dziękuję za dyskusję,
pozdrawiam.
05-06-2012 10:18 
 Ocena 3 na 3
Ag-nes (2295 punktów)
>...oddzielna "etyka" od podstawówki do liceum to nonsens, ...
Nonsensem to są dwie godziny religii przez cały cykl nauczania, od przedszkola, poprzez szkołę podstawową, gimnazjum i szkołę ponadgimnazjalną.
Biorąc pod uwagę cały cykl edukacyjny okazuje się, że uczeń miał więcej zajęć z religii niż np; z fizyki, chemii, biologii, geografii, wiedzy o społeczeństwie, historii, podstaw przediębiorczości, informatyki... Nie wspominając o przedmiotach zawodowych.
Te 30 godzin religii tygodniowo dla uczniów kończących edukację szkolną w liceum i zasadniczej szkole zawodowej i 32 godziny religii tygodniowo dla uczniów kończących edukację szkolną w technikum, robi potworne wrażenie.
Okazuje się, że kończąc technikum jest się bardziej przygotowanym do paradowania w czarnej sukience niż do wykonywania zawodu.
05-06-2012 20:40 
 Ocena 2 na 2
Paweł Arłukowicz (3162 punktów)

>Okazuje się, że kończąc technikum jest się bardziej przygotowanym do paradowania w czarnej sukience niż do wykonywania zawodu.
Obawiam się, że nawet do tego owe "lekcje" nikogo nie przygotują. Nauczą za to zapewne podejścia " na odwal " do wszystkiego.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Te 30 godzin religii tygodniowo dla uczniów kończących edukację szkolną w liceum i zasadniczej szkole zawodowej i 32 godziny religii tygodniowo dla uczniów kończących edukację szkolną w technikum, robi potworne wrażenie.

Tygodniowo???
11-06-2012 07:01 
 Ocena 1 na 1
Ag-nes (2295 punktów)
>Tygodniowo???
Tak, tygodniowo:
- w przedszkolu 4 - 6 godzin, po 2 godziny religii tygodniowo w każdej grupie trzy, cztero i pięciolatków,
- w szkole podstawowej 12 godzin, po 2 godziny religii tygodniowo w każdej klasie od I do VI,
- w gimnazjum 6 godzin, po 2 godziny tygodniowo w każdej klasie od I do III,
- w liceum i zasadniczej szkole zawodowej 6 godzin, po 2 godziny tygodniowo w każdej klasie od I do III,
- w technikum 8 godzin po 2 godziny tygodniowo w każdej klasie od I do III.
To wychodzi 30 i 32 godziny tygodniowo w całym cyklu edukacyjnym.
05-06-2012 08:49 
 Ocena 3 na 3
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli motywacją do uczęszczania na lekcje etyki, ma być robienie na złość dyrekcji szkoły, to jest to - moim zdaniem - mało etyczne,

Większość dzieciaków ma przynajmniej do jednego przedmiotu podejście "chodzę bo każą" (a niemało ma takie podejście do chodzenia do szkoły w ogóle) więc przekora to już jest niezła wewnętrzna motywacja.
Ja z przekory chodziłam kiedyś na kółko biologiczne (mama widziała we mnie artystkę). W rezultacie zdałam maturę z biologii na piątkę (jedyna w klasie) i dziś jeszcze odróżniam mitozę od mejozy, wiem jak się rozmnażają ślimaki (fascynujące!) i że "z zarodnika wyprodukowanego w woreczku pyłkowym powstaje gametofit męski".

>takie wymuszone lekcje będą z pewnością na niskim poziomie (może będzie je prowadził katecheta )

A w jaki sposób fakt, że uczniowie maja taką czy inna motywację do uczestniczenia w lekcjach etyki wpływa na dobór nauczyciela i jego kompetencje?
Jak nauczyciel będzie do bani to powiesz uczniom "to wasza wina, wnioskując o etykę mieliście nieprawidłową motywację" albo "chwieliście tej etyki dyrektorowi na złości, to za kartę macie księdza za nauczyciela"?

Niezła teoria. Można w ten sposób zwolnić z wszelkiej odpowiedzialności wszystkich niedouczonych nauczycieli. To wina uczniów!

ps. "Mało etyczne" to określenie-wytrych bez znaczenia samo w sobie. Oj, potrzeba tych lekcji, potrzeba.

"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
Kowalski (2244 punktów)
Link z interpretacją rozporządzenia wszystko wyjaśnia. Na religię uczniowie się zapisują, a nie wypisują. Niestety, na stanowiska dyrektorskie w szkołach powołuje się debili, którzy mają problem z przeczytaniem ze zrozumieniem dwupunktowego rozporządzenia.
Andrzej Wendrychowicz (6624 punktów)
Dla tych, co się martwią, że etyka, to dodatkowe koszty: a może jednak większym zmartwieniem powinno być to, że na szkolną katechezę wydaje się 1,13 MILIARDA złotych rocznie?
Dla tych, co twierdzą, że etyka jest niepotrzebna, bo to tylko alibi dla religii: jeśli zlikwidujemy to alibi, to zlikwidowana zostanie szkolna religia?
Dla tych, co uważają, że etyka to niepotrzebne obciążenie przepracowanych strasznie uczniów: czy uczenie samodzielnego myślenia, formułowania niezależnych sądów i odwagi ich obrony, to całkiem niepotrzebna umiejętność?
Skoro etyka taka niepotrzebna, nieważna, to dlaczego władze oświatowe wszystkich szczebli z taką zaciekłością ją zwalczają? O Kościele nawet nie wspominając?
A może ktoś ma pomysł na niechodzenie dzieciaków na religię?
Póki co najbardziej skutecznym sposobem jest pójście na etykę.
Bohaterskich uczniów i rodziców, którzy z otwartą przyłbicą wykluczają chodzenie na religię jest garstka. Ale takich, którzy mając do wyboru religię i etykę,zgodnie z przysługującym im prawem, wybiorą tę drugą może być bardzo dużo. My im w tym pomagamy.
Dyrekcje szkół doskonale rozumieją tę różnicę i dlatego podsuwają dzieciakom oświadczenia, że nie będą chodzić na religię = na piśmie wyrzekną się świętej wiary ojców. Ilu znajdzie się odważnych?
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>A może ktoś ma pomysł na niechodzenie dzieciaków na religię?

Szybka rejestracja kościoła FSM.
Andrzej Wendrychowicz (6624 punktów)
>>A może ktoś ma pomysł na niechodzenie dzieciaków na religię?
>Szybka rejestracja kościoła FSM.

Dobre
A tak na poważnie?
08-06-2012 08:42 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
>>>A może ktoś ma pomysł na niechodzenie dzieciaków na religię?
Chyba nie ma na to pomysłu. Stała się szkoda w postaci wpuszczenia religii do szkół i teraz kilka pokoleń będzie po kolei jeść tę żabę. Odgórne wyprowadzenie opowiadania bajek z powrotem do salek przykościelnych nie przejdzie - politycy się na to nie odważą. Ludność się nie sprzeciwi - dalej będzie chrzcić te biedne niemowlęta, posyłać na religię i do komunii, bo "tak się robi" albo "co ludzie powiedzą". Chyba jedynym ratunkiem jest pokazywanie przez co odważniejsze jednostki, że niekoniecznie tak się robi, a to, co ludzie powiedzą, można mieć głęboko w tyle. Liczę na to, że takich jednostek będzie coraz więcej.
10-06-2012 23:18 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Wendrychowicz (6624 punktów)
> Chyba jedynym ratunkiem jest pokazywanie przez co odważniejsze jednostki, że niekoniecznie tak się robi, a to, co ludzie powiedzą, można mieć głęboko w tyle. Liczę na to, że takich jednostek będzie coraz więcej.
>
Ja też na to liczę. Myślę, że do tego nie trzeba tylko odwagi - chociaż tej przede wszystkim - ale i większej wiedzy, choćby o przysługujących dzieciakom i ich rodzicom prawach. A prawa te, choć jeszcze ułomne, nie są takie małe.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365