 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 05-08-2012 17:48 | Kuba K. (3909 punktów) | Pochwała nepotyzmu?
8 na 8 | Od czasu słynnej "afery taśmowej" z udziałem polityków PSL, toczy się w naszym kraju mniej lub bardziej ożywiona dyskusja na temat nepotyzmu i tego co rzeczonym nepotyzmem jest, a co nie jest. Ostatnio zabrał głos w tej sprawie Daniel Passent: Cytat:Mam większe zaufanie do młodego lekarza, który pochodzi z rodziny lekarskiej czy prawnika z rodziny prawniczej, którego ojca znam - mówił w Popołudniu Radia TOK FM Daniel Passent. (cytowane za Gazeta.pl) Przyznać muszę, że Pan Daniel - którego skądinąd cenię jako publicystę - wkurzył mnie tą wypowiedzią do białości - "rodzinne" układy funkcjonujące w polskiej rzeczywistości w takich obszarach, jak choćby wspomniany światek medyczny, uważam raczej za wyraz raka toczącego te środowiska, niż za powód do jakiejkolwiek chwały. A może jestem po prostu przewrażliwiony?  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 | coreless (16088 punktów) | >A może jestem po prostu przewrażliwiony?
Jak będziesz w wieku tego czy innego pana dziennikarza, to zrozumiesz, że przychodzi taki okres w życiu, kiedy nie warto się już narażać ani lekarzom, ani prawnikom, bo pomocy obu można rychło potrzebować. Nigdy nie wiadomo, kto może przerwać twoją dobrą passę, a po siedemdziesiątce jedyna dobra strategia to "nie wychylać się" - za dużo do stracenia.
|
|
 | 3 na 3 | Kuba K. (3909 punktów) | >Jak będziesz w wieku tego czy innego pana dziennikarza, to zrozumiesz, że przychodzi taki okres w życiu, kiedy nie warto się już narażać ani lekarzom, ani prawnikom, bo pomocy obu można rychło potrzebować.
Prawnicy i lekarze przydają się ludziom w każdym wieku, ale to nie powinno czynić z nich "świętych krów"
> (...) po siedemdziesiątce jedyna dobra strategia to "nie wychylać się" - za dużo do stracenia.
OK, ale w takiej sytuacji można po prostu zamilczeć, miast wygadywać treści, delikatnie mówiąc, dyskusyjne.
|
|
|  | 2 na 2 | coreless (16088 punktów) |
>OK, ale w takiej sytuacji można po prostu zamilczeć, miast wygadywać treści, delikatnie mówiąc, dyskusyjne.
Czy w Twoim wieku wypada jeszcze obrażać się na świat? Wiele cywilizacji przetrwało przecież setki i tysiące lat, mimo że status społeczny i zawodowy dziedziczono z pokolenia na pokolenie w rodzinie lub klanie. Dlaczego ludziom tak trudno zaakceptować swoje nieuniknione przeznaczenie społeczne? Przecież szczęście polega na tym, że się lubi to, co się musi robić, nieprawdaż? Poza tym, czy jest coś nagannego w tym, że rodzice pomagają własnym dzieciom? Cała ta wrzawa wokół tzw. nepotyzmu to jawny atak na tradycyjne wartości rodzinne, gwarantowane przecież w Konstytucji RP. Art. 71. P aństwo w swojej polityce społecznej i gospodarczej uwzględnia dobro rodziny.
|
|
| |  | 3 na 3 | Kuba K. (3909 punktów) | >Czy w Twoim wieku wypada jeszcze obrażać się na świat?
Ależ ja się na ten świat nie obrażam! Tyle tylko, że pomimo upływu lat, pewne rzeczy niezmiennie mnie irytują. Nie postrzegam bynajmniej świata w barwach czarno - białych, ale pewne zjawiska społeczne, pomimo ich niewątpliwego rozpowszechnienia, pozwolę sobie postrzegać jako patologię.
>Wiele cywilizacji przetrwało przecież setki i tysiące lat, mimo że status społeczny i zawodowy dziedziczono z pokolenia na pokolenie w rodzinie lub klanie. Dlaczego ludziom tak trudno zaakceptować swoje nieuniknione przeznaczenie społeczne? Przecież szczęście polega na tym, że się lubi to, co się musi robić, nieprawdaż?
Żebyśmy się dobrze zrozumieli - nie mam nic przeciwko rodzinnej tradycji. Ale w polskiej rzeczywistości ta tradycja przybiera nierzadko patologiczne formy. W jednej klinice pracują czasem i mąż, i żona, i dzieci, już nie mówiąc o innych "przyjaciołach i znajomych królika". Niektóre uczelnie medyczne próbowały nawet z tym coś robić, ale w sumie dość niemrawo i w końcu rzecz cała umarła śmiercią naturalną.
>Poza tym, czy jest coś nagannego w tym, że rodzice pomagają własnym dzieciom? Cała ta wrzawa wokół tzw. nepotyzmu to jawny atak na tradycyjne wartości rodzinne, gwarantowane przecież w Konstytucji RP. Art. 71. P aństwo w swojej polityce społecznej i gospodarczej uwzględnia dobro rodziny.
Ty sobie, coreless jaja robisz, a ja naprawdę na poważnie. Rodzice niech sobie pomagają dzieciom, tyle, że niech się czasem zastanowią jak jest to postrzegane i czy przypadkiem nie robią i im, i sobie tzw. niedźwiedziej przysługi.
|
|
| | |  | 1 na 1 | coreless (16088 punktów) | Jak już zauważyłem, polskie państwo zapewnia szczególne przywileje rodzinie i dzieciom (Art. 71 i 72 Konstytucji RP). Walka z tzw. nepotyzmem jest po prostu głęboko sprzeczna z podstawowymi zasadami organizującymi polskie życie społeczne, polityczne i ekonomiczne.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Kuba K. (3909 punktów) | > Jak już zauważyłem, polskie państwo zapewnia szczególne przywileje rodzinie i dzieciom (Art. 71 i 72 Konstytucji RP). Walka z tzw. nepotyzmem jest po prostu głęboko sprzeczna z podstawowymi zasadami organizującymi polskie życie społeczne, polityczne i ekonomiczne.Wpasowując się w ton Twoich wypowiedzi - zaczynam się obawiać, że wiele osób w Polsce faktycznie tak interpretuje zapisy Ustawy Zasadniczej. O tempora! O mores! Chciałoby się rzec...
|
|
| | | | |  | | coreless (16088 punktów) | > O tempora! O mores! Chciałoby się rzec...  Proszę się Konstytucji nie czepiać, gdyż jest to twór na miarę polskich możliwości. Gdyby Konstytucja była inna, gorsza czy lepsza, nie byłaby konstytucją polską, a na co Polsce niepolska konstytucja? To oczywiste, że na nic. Co do użalania się nad czasem i obyczajem, to ma to dwie strony medalu: być może inni źle rozumieją Konstytucję, ale nie można wykluczyć, że to Ty żyłeś dotychczas jakimś urojeniem. Sprawę dobrze przemyśl. Na koniec warto zauważyć, że nikt nie zabrania Ci pomagać Twojej własnej rodzinie i Twoim własnym dzieciom. A to oznacza, że zasada sprawiedliwości społecznej jest zachowana. Tak sądzę.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Kuba K. (3909 punktów) | > Proszę się Konstytucji nie czepiać, gdyż jest to twór na miarę polskich możliwości.Toż nie Konstytucji się czepiam, tylko jej interpretatorów. > Na koniec warto zauważyć, że nikt nie zabrania Ci pomagać Twojej własnej rodzinie i Twoim własnym dzieciom.Jeszcze tak nisko nie upadłem, aby pomagać rodzinie w sposób, który sam krytykuję. > A to oznacza, że zasada sprawiedliwości społecznej jest zachowana. (...)Przypomniał mi się taki dowcip z czasów PRL-u: "Czym różni się sprawiedliwość od sprawiedliwości społecznej? Tym samym, czym krzesło od krzesła elektrycznego."
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | coreless (16088 punktów) |
> Jeszcze tak nisko nie upadłem, aby pomagać rodzinie w sposób, który sam krytykuję.No cóż, jestem pewien, że się ze mną nie zgodzisz, ale zrozumiem to, gdyż w dzisiejszych czasach codziennie trzeba się stykać z ofiarami kapitalistycznej indoktrynacji, ludźmi patologicznie wręcz przywiązanymi do specyficznie (na sposób kapitalistyczny) pojętych idei 'wolności', 'indywidualizmu' i 'praworządności', pod którymi skrywają się tak naprawdę skrajne osamotnienie, alienacja, przyzwolenie na wyzysk ekonomiczny i podporządkowanie się aparatowi przemocy państwowej. Indoktrynowany od dziecka, poddawany tresurze umysłu przez system edukacji, media, reklamę i propagandę, nie potrafisz już sobie zapewne wyobrazić, że wyznajesz tak naprawdę fałszywe i zmanipulowane wartości. Skutek? Rzeczy najbardziej naturalne traktujesz w kategoriach patologii, a tam gdzie patologia widzisz normę. Smutne.  Rodzina jest przecież bardzo ważna.
|
|
| | | | | | | |  | | Kuba K. (3909 punktów) | I tak trzymać!
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | coreless (16088 punktów) | > I tak trzymać!  Wolę widzieć rodziny dojące państwo, niż państwo dojące rodzinę, wychowujące zindoktrynowanych niewolników w imię pseudowartości. Czy to źle?
|
|
| | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Kuba K. (3909 punktów) | >Wolę widzieć rodziny dojące państwo, niż państwo dojące rodzinę, wychowujące zindoktrynowanych niewolników w imię pseudowartości. Czy to źle?
Owszem, źle. Bo te rodzinne mafie żerują nie tyle na państwie, co na współobywatelach.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Kuba K. (3909 punktów) | > Swój broni swoich, interesów także. Gdybyś Ty miał dzieci zatrudnione w swojej firmie "po znajomości" to ciekawe czy byś tak pisał.  Po pierwsze - mam taką nieznośną przywarę, że nie uzależniam moich standardów moralno - etycznych od "punktu siedzenia" Po drugie - gdyby to była moja prywatna firma, to nie byłoby o czym dyskutować. Ale ta rozmowa nie dotyczy prywatnych firm, tylko tzw. przestrzeni publicznej.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | coreless (16088 punktów) |
>Owszem, źle. Bo te rodzinne mafie żerują nie tyle na państwie, co na współobywatelach.
Cały świat stoi na takich rodzinnych 'mafiach', od Grecji po Stany Zjednoczone i od Francji po Argentynę. I nikt na nikim nie żeruje; po prostu każdy żyje po swojemu i na własny rachunek. Nie rozumiem dlaczego wpływowe 'rodziny' miałyby rezygnować ze swoich wpływów i stanu posiadania tylko po to, by zaspokoić chciwość i zachłanność mas ludności o niższym od nich statusie?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | MarcinK (9189 punktów) |
> Mały trolling celem rozruszania forum?  Alkohol? Była żona?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Kuba K. (3909 punktów) | > >Mały trolling celem rozruszania forum?  > Alkohol? Była żona?> O alkoholu też pomyślałem, bo w pewnym momencie odniosłem wrażenie, że core tych wypowiedzi ma jakby trochę less sensu...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Artur@R (7115 punktów) | > ... straszliwie trudno jest coś spłodzić w zgodzie z gramatyką więc pozostaje mi, jeśli to to, szczery podziw <...czasami tak bywa, że człek się pochyla i... się ulewa 
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | MarcinK (9189 punktów) |
> ...czasami tak bywa, że człek się pochyla i... się ulewa  No gorzej jak nie przestaje  Syndrom Peruna?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Artur@R (7115 punktów) | > No gorzej jak nie przestaje...<Jak to rzecze Pan Andrzej Bogusławski: "Nikt nie jest w stanie skompromitować nas bardziej, niż uczynimy to sami", więc nie zamartwiałbym się tym aż tak bardzo. 
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | coreless (16088 punktów) |
> "Nikt nie jest w stanie skompromitować nas bardziej, niż uczynimy to sami", więc nie zamartwiałbym się tym aż tak bardzo.  Kompromitacja? To rzecz względna. Zależy od między innymi od poziomu towarzystwa. Skoro utrzymujesz, że posiadłeś jakąś tajemną wiedzę na temat tego, co w życiu społecznym jest dobre a co złe, to może podziel się nią z innymi.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Artur@R (7115 punktów) | > Kompromitacja? To rzecz względna. Zależy od między innymi od poziomu towarzystwa.<Hmm, no właśnie: - nie rozumiesz lub/i masz "skrzywiony" obraz tego czym jest "Państwo" - z pewnością nie jest "krową do dojenia" ani "dojarką". A przez obywateli (członków społeczeństwa) głoszących takie opinie - państwa i społeczeństwa "upadają". - w XXI wieku, w humanistycznej Europie, na Forum portalu Racjonalista.pl głosisz pochwałę nepotyzmu i jeszcze jesteś z tego kontent ! > Skoro utrzymujesz, że posiadłeś jakąś tajemną wiedzę...<Gdzie to wyczytałeś? Imaginacja czy manipulacja? > ... co w życiu społecznym jest dobre a co złe, to może podziel się nią z innymi.<Co jest "dobre, a co złe" w życiu społecznym jest emanacją m.in przestrzegania prawa, poziomu intelektualnego i etycznego jego członków i rozumienie, że Non omne licitum honestum. Już raz to pisałem, ale tu wypada powtórzyć - z poglądów prezentowanych przez J.Korwin-Mikkego i jemu podobnych powinno się wyrastać jak z pampersów.
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | coreless (16088 punktów) | > A przez obywateli (członków społeczeństwa) głoszących takie opinie - państwa i społeczeństwa "upadają".Państwo nie jest wartością samą w sobie i jeśli dynamizmy, które je utrzymują wyczerpują się, jest naturalną koleją rzeczy, że państwo się rozpada. A silne więzi rodzinne nigdzie na świecie nie prowadzą do rozpadu społeczności - wręcz przeciwnie, one je tworzą i spajają. Niejedna rodzina przetrwała dłużej niż niejedno sezonowe państwo. To ideologia państwowa i fetyszyzacja państwa i jego instytucji, niezależnie od tego, czy są komu na co potrzebne czy nie, są patologiczne, a nie realne więzi rodzinne, przyjaźnie, znajomości i interesy ekonomiczne. > - w XXI wieku, w humanistycznej Europie, na Forum portalu Racjonalista.pl głosisz pochwałę nepotyzmu i jeszcze jesteś z tego kontent !Nie taka ona wcale "humanistyczna", jakby się wydawało na pierwszy rzut oka. Europa nigdy nie była "humanistyczna". Humanistyczny był zawsze tylko sen o Europie - sen czyli mrzonka, urojenie. Zresztą i dziś, w czasie kryzysu, doskonale widać, ile są warte brednie o humanistycznej i praworządnej Europie. Jedni pieją "Odę do radości" a za ich plecami buchalterzy przepisują traktaty, żeby tylko odsetki się zgadzały. > Co jest "dobre, a co złe" w życiu społecznym jest emanacją m.in przestrzegania prawa, poziomu intelektualnego i etycznego jego członków i rozumienie, że Non omne licitum honestum.W dziejach świata spisano tysiące kodeksów i traktatów, a niejednokrotnie w imię prawa dokonywano zwyczajnych zbrodni, często właśnie w obronie różnych urojonych wartości, takich jak 'honor', 'prawo', 'godność' czy 'sprawiedliwość'.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Artur@R (7115 punktów) | > .... Syndrom Peruna?<Twoja "diagnoza" była (niestety) trafna. 
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | coreless (16088 punktów) | > >.... Syndrom Peruna?<> Twoja "diagnoza" była (niestety) trafna.  Ale czy rzetelna?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Artur@R (7115 punktów) | >Ale czy rzetelna?< Po tym co piszesz w tym wątku (bo tylko to weryfikujemy)... niestety, tak.
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | coreless (16088 punktów) |
Ojej, czy jest na to jakieś lekarstwo? Czy... czy... mogę być zakażony???
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 5 | Kuba K. (3909 punktów) | > Ojej, czy jest na to jakieś lekarstwo?Owszem, jest - ścisły post i czytanie wypowiedzi przed opublikowaniem. Tudzież głębsze zastanowienie się nad ich treścią
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | coreless (16088 punktów) |
W takim razie wolę chorobę niż takie zdrowie!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Artur@R (7115 punktów) | > W takim razie wolę chorobę niż takie zdrowie!>  ...i tym sposobem zakończyliśmy kwestię "kompromitacji".
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Kuba K. (3909 punktów) | > >Owszem, źle. Bo te rodzinne mafie żerują nie tyle na państwie, co na współobywatelach.> Cały świat stoi na takich rodzinnych 'mafiach', od Grecji po Stany Zjednoczone i od Francji po Argentynę.Czy powszechność patologii ma wg Ciebie usprawiedliwiać jej istnienie? Bo według mnie, nie. Z pewnymi zjawiskami trzeba walczyć choćby przez głośne mówienie o nich i protestowanie, nawet jeśli na pozór mogłoby się to wydawać głosem wołającego na puszczy. Swoją drogą ciekawy zestaw państw wymieniłeś - ciekaw jestem, dlaczego nie sięgnąłeś po żadne z państw skandynawskich? Pewnie nie pasowałyby do Twojej argumentacji, prawda?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | coreless (16088 punktów) |
> Z pewnymi zjawiskami trzeba walczyć choćby przez głośne mówienie o nich i protestowanie, nawet jeśli na pozór mogłoby się to wydawać głosem wołającego na puszczy.Na szczęście istnieją też normalni ludzie, to znaczy tacy, którzy dawno wyleczyli się z urojeń poprawiania świata i człowieka. > Swoją drogą ciekawy zestaw państw wymieniłeś - ciekaw jestem, dlaczego nie sięgnąłeś po żadne z państw skandynawskich? Pewnie nie pasowałyby do Twojej argumentacji, prawda?Potwierdzam, że Skandynawowie mają problemy z depresją i alkoholizmem. Breivik, o ile sobie przypominam, był Norwegiem - bezdzietnym, samotnym kawalerem, mieszkającym u matki... Bez wątpienia miał spore pojęcie o życiu rodzinnym.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 daddy (2737 punktów) (zablokowany) | > >Z pewnymi zjawiskami trzeba walczyć choćby przez głośne mówienie o nich i protestowanie, nawet jeśli na pozór mogłoby się to wydawać głosem wołającego na puszczy.> Na szczęście istnieją też normalni ludzie, to znaczy tacy, którzy dawno wyleczyli się z urojeń poprawiania świata i człowieka.Istnieją też tacy, dla których poprawianie świata zaczyna się i kończy na samodoskonaleniu. > >Swoją drogą ciekawy zestaw państw wymieniłeś - ciekaw jestem, dlaczego nie sięgnąłeś po żadne z państw skandynawskich? Pewnie nie pasowałyby do Twojej argumentacji, prawda?> Potwierdzam, że Skandynawowie mają problemy z depresją i alkoholizmem. Breivik, o ile sobie przypominam, był Norwegiem - bezdzietnym, samotnym kawalerem, mieszkającym u matki... Bez wątpienia miał spore pojęcie o życiu rodzinnym. Argument z rodzaju " a u was murzynów biją", bez żadnej wartości.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) |
> Potwierdzam, że Skandynawowie mają problemy z depresją i alkoholizmem. Breivik, o ile sobie przypominam, był Norwegiem - bezdzietnym, samotnym kawalerem, mieszkającym u matki... Bez wątpienia miał spore pojęcie o życiu rodzinnym. Ba, powiem więcej. Gdyby ojciec Breivika, prominentny działacz norweskiej partii socjaldemokratycznej, zajął się jego karierą, jak na prawdziwego ojca przystało, bez wątpienia chłopak nie byłby tak sfrustrowany i nie bawiłby się w jednoosobowy pluton egzekucyjny...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | coreless (16088 punktów) |
> Ba, powiem więcej. Gdyby ojciec Breivika, prominentny działacz norweskiej partii socjaldemokratycznej..."Jens Breivik rozwiódł się z matką podejrzanego niedługo po narodzinach chłopca. Jak sam tłumaczy, stracił kontakt z synem w 1995 roku, kiedy ten miał 15-16 lat... Źródło: Ojciec Breivika: nagle zobaczyłem jego zdjęcie. To był szokJakie to q**wa typowe.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | MarcinK (9189 punktów) |
>Cały świat stoi na takich rodzinnych 'mafiach', od Grecji po Stany Zjednoczone i od Francji po Argentynę. I nikt na nikim nie żeruje; po prostu każdy żyje po swojemu i na własny rachunek. Nie rozumiem dlaczego wpływowe 'rodziny' miałyby rezygnować ze swoich wpływów i stanu posiadania tylko po to, by zaspokoić chciwość i zachłanność mas ludności o niższym od nich statusie?
Czy Twoi rodziciele załatwili Ci stanowisko i swe wyrzuty sumienia czy też kompleks niższości postanowiłeś tym słowotokiem wyartykułować na forum?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 kiryl (2975 punktów) (zablokowany) | > Nie rozumiem dlaczego wpływowe 'rodziny' miałyby rezygnować ze swoich wpływów i stanu posiadania tylko po to, by zaspokoić chciwość i zachłanność mas ludności o niższym od nich statusie?A co!, precz z chciwą i zachłanną hołotą!: www.polity(*)-syna-na-swojego-nastepce.read
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | MarcinK (9189 punktów) | > I tak trzymać!  Odnoszę jakieś nieprzyjemne wrażenie, że coreless to chyba na poważnie napisał.  Jakby tam zmienić "rodzinę" na "partię" to brzmi to jak dzisiejsze wydanie dziennika telewizyjnego z Korei Północnej. Kolejna w ramówce będzie relacja z odwiedzin lokalnego szpitala przez Wielkiego Przywódcę gdzie wyleczy dotykiem wszystkich pacjentów oddziału onkologii.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | MarcinK (9189 punktów) | > Jak już zauważyłem, polskie państwo zapewnia szczególne przywileje rodzinie i dzieciom (Art. 71 i 72 Konstytucji RP). Walka z tzw. nepotyzmem jest po prostu głęboko sprzeczna z podstawowymi zasadami organizującymi polskie życie społeczne, polityczne i ekonomiczne.A tu kolejny artykuł z Konstytucji: Cytat:art. 39.
Nikt nie może być poddany eksperymentom naukowym, w tym medycznym, bez dobrowolnie wyrażonej zgody. Jak to się ma do przeprowadzania operacji przez niedouczonego idiotę, który zdobył stanowisko za geny?
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | coreless (16088 punktów) |
> Jak to się ma do przeprowadzania operacji przez niedouczonego idiotę, który zdobył stanowisko za geny?Żeby wysuwać takie zarzuty, moim zdaniem zresztą bardzo nierozsądne, trzeba dysponować jakimiś przesłankami czy dowodami. To, że dziecko lekarza czy prawnika kontynuuje tradycje zawodowe rodziców może przecież równie dobrze wynikać tylko i wyłącznie z odziedziczonych zdolności, silnego przekazu rodzinnego/pokoleniowego i sprzyjających warunków rozwojowych, w tym oddziaływań edukacyjnych i wychowawczych w domu rodzinnym. PS. Przypuszczam, że formułujesz swoje wypowiedzi będąc prawdopodobnie w stanie silnego wzburzenia emocjonalnego. Nie sprzyja to merytorycznej dyskusji.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | MarcinK (9189 punktów) |
> Żeby wysuwać takie zarzuty, moim zdaniem zresztą bardzo nierozsądne, trzeba dysponować jakimiś przesłankami czy dowodami.To była reakcja na Twoją tezę, że na podstawie Konstytucji można jakoby bronić nepotyzmu. Jak dla mnie ta teza jest również, co najmniej, nierozsądna. > To, że dziecko lekarza czy prawnika kontynuuje tradycje zawodowe rodziców może przecież równie dobrze wynikać tylko i wyłącznie z odziedziczonych zdolności, silnego przekazu rodzinnego/pokoleniowego i sprzyjających warunków rozwojowych, w tym oddziaływań edukacyjnych i wychowawczych w domu rodzinnym.Zdaje się mamy problem co do definicji: Cytat:«faworyzowanie krewnych i przyjaciół przy obsadzaniu wysokich stanowisk i rozdawaniu godności przez osoby wpływowe»
Nie jest problemem, że dziecko idzie w ślady rodziców ale łamanie ogólnie dostępnych zasad przez tychże dla swoich pociech kosztem reszty kandydatów. Poniższe wkleiłeś później więc na raty się odnoszę: > PS.> Przypuszczam, że formułujesz swoje wypowiedzi będąc prawdopodobnie w stanie silnego >wzburzenia emocjonalnego. Nie sprzyja to merytorycznej dyskusji.Źle przypuszczasz.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | coreless (16088 punktów) |
>Zdaje się mamy problem co do definicji...
Świetnie, że w końcu doprecyzowałeś problematykę, jaką chcesz poruszać w wątku, bo jego w tytule nie występują żadne definicje, a z cytowanej wypowiedzi Daniela P., nie wynika jasno, o czym tak właściwie jest mowa.
A przy okazji, jak przytoczona przez Ciebie definicja nepotyzmu ma się do lekarzy i prawników? Osobiście nie widzę związku.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Kuba K. (3909 punktów) | >(..) jak przytoczona przez Ciebie definicja nepotyzmu ma się do lekarzy i prawników? Osobiście nie widzę związku.
To może ja odpowiem - czy jeśli na jedyny etat asystencki w klinice, szef tej kliniki angażuje swojego syna bądź córkę, to mamy do czynienia z nepotyzmem, czy nie mamy? Dla ułatwienia dodam, że nie jest to prywatna klinika pana profesora.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | coreless (16088 punktów) |
Zaproponowałeś definicję nepotyzmu: «faworyzowanie krewnych i przyjaciół przy obsadzaniu wysokich stanowisk i rozdawaniu godności przez osoby wpływowe»
A odkąd to bycie lekarzem asystentem to takie 'wysokie stanowisko' albo 'godność'?
|
|
| | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Kuba K. (3909 punktów) | >A odkąd to bycie lekarzem asystentem to takie 'wysokie stanowisko' albo 'godność'?
Nie zdajesz sobie chyba sprawy jakim to deficytowym dobrem bywa takie stanowisko. To nierzadko przepustka do kariery niedostępna zwykłym "szaraczkom" niezależnie od ich zdolności i dotychczasowych dokonań. Możemy oczywiście kłócić się o słówka w definicji, ale jak sądzę, dla większości osób sprawa jest całkowicie jasna, a jej maglowanie w proponowany przez Ciebie sposób, to tylko dzielenie włosa na czworo.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | coreless (16088 punktów) |
Zawsze można poszukać sobie inny zawód albo uczciwie zapłacić za staż z własnej kieszeni. Natomiast wygryzanie rodziny profesora z takiego czy innego stanowiska tylko w imię realizacji swoich egoistycznych celów uważam za co najmniej podejrzane moralnie.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Kuba K. (3909 punktów) | >Zawsze można poszukać sobie inny zawód albo uczciwie zapłacić za staż z własnej kieszeni. Natomiast wygryzanie rodziny profesora z takiego czy innego stanowiska tylko w imię realizacji swoich egoistycznych celów uważam za co najmniej podejrzane moralnie.
Czy mógłbyś nieco jaśniej, bo chyba nie nadążam za tokiem Twego (dość pokrętnego) rozumowania...
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | coreless (16088 punktów) |
>Czy mógłbyś nieco jaśniej, bo chyba nie nadążam za tokiem Twego (dość pokrętnego) rozumowania...
Po prostu uważam, że wysokiej klasy specjalista jest wolnym człowiekiem i ma prawo decydować, z kim podzieli się zdobytą wiedzą i umiejętnościami. Jeżeli woli się dzielić swoim dorobkiem z rodziną niż z obcymi ludźmi, w imię elementarnej ludzkiej przyzwoitości należy mu to umożliwić, natomiast narzucanie komuś siłą obowiązku dzielenia się tym, co posiada, z obcymi ludźmi, "bo tak wypada", to po prostu nieludzkie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Kuba K. (3909 punktów) | > (...) uważam, że wysokiej klasy specjalista jest wolnym człowiekiem i ma prawo decydować, z kim podzieli się zdobytą wiedzą i umiejętnościami.
To nie budzi wątpliwości, ale tu nie chodzi o dzielenie się wiedzą, tylko o załatwianie posad swoim krewnym i znajomym - to nie to samo, wbrew pozorom.
>Jeżeli woli się dzielić swoim dorobkiem z rodziną niż z obcymi ludźmi, w imię elementarnej ludzkiej przyzwoitości należy mu to umożliwić (...)
Jeśli "dzielenie się dorobkiem" ma polegać na rozdzielaniu posad, to OK, ale pod warunkiem, że będzie to robił w swojej prywatnej firmie. Bo do czasu, gdy jest opłacany z kieszeni tych "obcych ludzi" (czyli inaczej mówiąc podatników) winien dostosować się do bardziej cywilizowanych reguł.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | liliac (147340 punktów) | >Po prostu uważam, że wysokiej klasy specjalista jest wolnym człowiekiem i ma prawo decydować, z kim podzieli się zdobytą wiedzą i umiejętnościami.
Póki pracuje prywatnie. Zatrudniając się dobrowolnie w placówce państwowej, podejmuje zobowiązania, wobec których przestaje być jedynym dysponentem swojej wiedzy i umiejętności.
>Jeżeli woli się dzielić swoim dorobkiem z rodziną niż z obcymi ludźmi, w imię elementarnej ludzkiej przyzwoitości należy mu to umożliwić, natomiast narzucanie komuś siłą obowiązku dzielenia się tym, co posiada, z obcymi ludźmi, "bo tak wypada", to po prostu nieludzkie.
Nie wydaje mi się, by ktoś wymuszał na wysokiej klasy specjalistach zatrudnianie się w państwowych placówkach. W swojej prywatnej klinice/szkole dr X może sobie dowolnie dobierać uczniów i współpracowników, w państwowym szpitalu/przychodni czy na państwowej uczelni - nie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | coreless (16088 punktów) |
Dlatego z całego serca popieram prywatyzację służby zdrowia. Każdy będzie sobie mógł wtedy normalnie zatrudnić tego, kogo mu się podoba, za taką stawkę, jaką uzna za odpowiednią. Koszty i tak się przerzuci na pacjenta/klienta. Jasne zasady, złoty interes, czysty zysk.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 Rubin Hot (29 punktów) (zablokowany) | >A odkąd to bycie lekarzem asystentem to takie 'wysokie stanowisko' albo 'godność'? Zaryzykowałbym, że odtąd, odkąd Daniel Passent użył w swoim felietonie przykładu lekarza i prawnika, a nie np. fryzjera i dekarza.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | MarcinK (9189 punktów) |
>Świetnie, że w końcu doprecyzowałeś problematykę, jaką chcesz poruszać w wątku,
Nie musiałem - temat wątku jest zupełnie jasny.
> bo jego tytule nie występują żadne definicje,
Bo nie muszą.
>a z cytowanej wypowiedzi Daniela P., nie wynika jasno, o czym tak właściwie jest mowa.
Nie odnosiłem się do niej tylko do Twojej.
>A przy okazji, jak przytoczona przez Ciebie definicja nepotyzmu ma się do lekarzy i prawników? Osobiście nie widzę związku.
Słyszałeś coś choćby na temat ograniczonej liczby kandydatów na studia medyczne czy prawnicze?
Ps. Zastanawia mnie czy Twój styl pisania to objaw protekcjonalizmu czy ciętego dowcipu.
|
|
| | | | | | | | |  | | coreless (16088 punktów) |
>Ps. Zastanawia mnie czy Twój styl pisania to objaw protekcjonalizmu czy ciętego dowcipu.
Współczuję.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | MarcinK (9189 punktów) |
>Współczuję.
Również.
|
|
| |  | 4 na 4 | facet (344 punktów) |
>Poza tym, czy jest coś nagannego w tym, że rodzice pomagają własnym dzieciom? Cała ta wrzawa wokół tzw. nepotyzmu to jawny atak na tradycyjne wartości rodzinne, gwarantowane przecież w Konstytucji RP. Art. 71. P aństwo w swojej polityce społecznej i gospodarczej uwzględnia dobro rodziny. Stary, no nie przesadzaj. To jak ukradnę, w trosce o dobro mojej rodziny oczywiście, to w świetle tego artykułu postąpię nienagannie? Co innego jest gdy lekarz, prawnik itp np. pomoże swojej latorośli przygotować się do egzaminu a co innego gdy powie kumplowi: słuchaj, ta moja latorośl musi zdać, mimo że nie umie.
|
|
| |  | 3 na 3 | robert.b (185 punktów) | >Cała ta wrzawa wokół tzw. nepotyzmu to jawny atak na tradycyjne wartości rodzinne, gwarantowane przecież w Konstytucji RP. Art. 71. P aństwo w swojej polityce społecznej i gospodarczej uwzględnia dobro rodziny.
Art. 71 Konstytucji nic nikomu nie gwarantuje, ponieważ jest to przepis o charakterze programowym, a nie przepis bezpośrednio obowiązujący. Poza tym powołanie się na ten przepis w tym kontekście wykracza daleko poza falandyzacje prawa, ponieważ ten przepis zwyczajnie mówi o czymś innym. Jest w Konstytucji przepis dla odmiany traktujący o kwestii nepotyzmu, do tego bezpośrednio obwiązujący, a mianowicie art. 32 ust. 2 Konstytucji "Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny." I tak jeżeli ktoś zatrudnia krewnego bez kwalifikacji to dyskryminuje innych kandydatów z kwalifikacjami łamiąc tym ich gwarantowaną przez Konstytucję wolności człowieka od dyskryminacji w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.
|
|
| | | |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) | Ależ może, w prywatnej firmie może zatrudnić córkę, syna, wnuczkę, teścia i prababkę wujenki, jeśli ma takie życzenie. W państwowej nie, bo nie on jest pracodawcą. Na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie tego się przestrzega. Gdy mąż mojej siostry został kierownikiem zakładu, w którym oboje pracowali, rektor przeniósł siostrę do innego zakładu (na takie samo stanowisko i z tą samą pensją), żeby nie było między nimi zależności służbowej. Chętnie się przeniosła, robi tam mniej więcej to samo, a alternatywą była rezygnacja szwagra ze stanowiska. Teraz i ona ma szansę na awans
|
|
| | | | |  | | coreless (16088 punktów) |
>Na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie tego się przestrzega...
Nic w przyrodzie nie ginie. Ale jako krewna lekarzy ma Pani zapewne nieco inny obraz rzeczywistości. Cóż, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Przy okazji: może ktoś z Forumowiczów jest zorientowany, ile w Lublinie w tzw. publicznej służbie zdrowia trzeba zapłacić za tzw. "wstanie do operacji"? (Nikogo nie pomawiajmy, zróbmy tylko takie małe badania socjologiczne na własny użytek. Nie wiadomo, co człowieka w życiu spotka i warto być przygotowanym na każdą ewentualność).
|
|
| | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > Ależ może, w prywatnej firmie może zatrudnić córkę, syna, wnuczkę, teścia i prababkę wujenki, jeśli ma takie życzenie. W państwowej nie, bo nie on jest pracodawcą.> Na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie tego się przestrzega. Gdy mąż mojej siostry został kierownikiem zakładu, w którym oboje pracowali, rektor przeniósł siostrę do innego zakładu (na takie samo stanowisko i z tą samą pensją), żeby nie było między nimi zależności służbowej.Kumoterstwo. Powinna się zwolnić i aspirować na to drugie stanowisko na równi z innymi chętnymi i wtedy gdyby okazała się najlepszym kandydatem, można by ją zatrudnić. Ale wiadomo, żony kierownika zakładu takie rzeczy nie dotyczą.  (oczywiście jest to doprowadzone do asurdu, ale założę się, że wiele osób właśnie w taki sposób ocenia opisaną przez Ciebie sytuację)
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) | >wiele osób właśnie w taki sposób ocenia opisaną przez Ciebie sytuację Osoby nie mają pojęcia o strukturze tej konkretnej firmy i zasadach zatrudnienia.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Robert B. (185 punktów) | > Pozostawiając jako nierozstrzygniętą kwestię, czy ciągi literek wydrukowanych na papierze kiedykolwiek gwarantowały cokolwiek komukolwiek, chciałbym tylko zwrócić uwagę, że członkowie rodzin również korzystają z prawa do ochrony przed dyskryminacją, a więc nikt nie może zostać zwolniony z pracy i nikomu nie wolno się odmawiać możliwości zatrudnienia tylko z tego powodu, że jest członkiem rodziny. Czy zakazując ojcu zatrudnienia córki tylko z tego powodu, że jest jego córką, nie łamiemy podstawowych praw człowieka?  > Każdy z swoim prywatnym przedsiębiorstwie może zatrudniać kogo tylko chce o ile wcześniej nie zamieścił ogłoszenia. Jak chodzi o sferę publiczną to zatrudnienie następuje zawsze z ogłoszenia i to jest różnica czy kandydat, którego członek rodziny już gdzieś pracuje przychodzi uczciwie na rozmowę kwalifikacyjną i jest zatrudniany, bo jest najlepszy, a sytuacją gdy kandydatem najlepszym nie jest, ale ich rodzic przy wódce załatwił z Mieciem, Heniem i Grzesiem, że to on przejdzie. Drugą kwestią jest czy ma tu powstać stosunek podległości służbowej. Dyskryminacja kogoś przy tych kryteriach byłaby wówczas gdyby jeden córkę mógł zatrudnić drugi nie. Te kwestie są chyba dość oczywiste. Jak ktoś jest najlepszy, nie ma podległości służbowej to wszystko w porządku, ale jak ktoś mówi, że można ustawiać konkursy na stanowiska w sferze publicznej i zatrudniać tzw. pociotków, bo to dbanie dobro rodziny... to jak miałbym być szery do bólu oglądając gdzieś tak w latach 1997-1998 programy satyryczne w których podnoszono, że nepotyzm w sferze budżetowej jest przecież realizacją lansowanej przez ówczesny rząd polityki prorodzinnej miałem niezły ubaw i nie myślałem, że przyjdą takie czasy, że zbliżoną tezę jak w ów kabarecie spotkam poza kabaretem.
|
|
 | | Matix (5786 punktów) | > "nie wychylać się" - za dużo do stracenia.Fakt, pokaźne emerytury dodają wigoru.
|
|
2 na 2 | Dariusz Jamrozowicz (2363 punktów) | Ależ ten cytat z Daniela Passenta nie jest pochwałą nepotyzmu, to po prostu wyrażenie własnego zdania, a raczej odczuć, i nie ma tam mowy o zatrudnianiu kogoś ze względu na pokrewieństwo lub znajomości, a nie ze względu na kwalifikacje - a chyba właśnie tak można by zdefiniować nepotyzm. Myślę, że też mógłbym mieć nieco większe zaufanie do młodego lekarza wywodzącego się z rodziny z lekarskimi tradycjami. Oczywiście, mógłbym się srogo zawieść z powodu takiego zaufania dawanego niejako z automatu, ale rozumiem, o co w tamtym cytacie chodzi. Wychowanie w rodzinie lekarskiej nie gwarantuje bycia dobrym lekarzem, ale w przypadku lekarza młodego stażem jest szansą na to, że lekarz ten oprócz studiów i odpowiedniej praktyki miał już więcej kontaktu z medycyną, obserwował swoich krewnych w działaniu, słyszał w domu rodzinnym wiele historii związanych z różnymi medycznymi przypadkami, czyli po prostu wyrastał w "medycznej atmosferze". To może być kapitał, który młodemu lekarzowi jest w stanie pomóc na początku jego/jej kariery. Może, choć nie musi, i tu rozumiem obiekcje. Jednak nepotyzmem będzie dopiero sytuacja, w której ktoś zostaje zatrudniony w państwowej placówce opieki zdrowotnej (bardzo ważne, że państwowej, samorządowej lub publicznej, bo tylko wtedy możemy mówić o nepotyzmie) dlatego, że pochodzi z lekarskiej rodziny i to jest jej/jego przewagą nad innymi kandydatami. Na wszelki wypadek dodam, że nie mam w rodzinie żadnego lekarza. O prawnikach się nie wypowiadam (moje zdanie o nich pokrywa się idealnie z opisem prawników angielskich w ostatniej części Podróży Guliwera). _
|
|
 | 3 na 3 | Kuba K. (3909 punktów) | >Ależ ten cytat z Daniela Passenta nie jest pochwałą nepotyzmu, to po prostu wyrażenie własnego zdania, a raczej odczuć (...)
Być może - dlatego tytuł wątku opatrzyłem znakiem zapytania.
>Myślę, że też mógłbym mieć nieco większe zaufanie do młodego lekarza wywodzącego się z rodziny z lekarskimi tradycjami. (...) Wychowanie w rodzinie lekarskiej nie gwarantuje bycia dobrym lekarzem, ale w przypadku lekarza młodego stażem jest szansą na to, że lekarz ten oprócz studiów i odpowiedniej praktyki miał już więcej kontaktu z medycyną, obserwował swoich krewnych w działaniu, słyszał w domu rodzinnym wiele historii związanych z różnymi medycznymi przypadkami, czyli po prostu wyrastał w "medycznej atmosferze".
Wszystko pięknie, ale co będzie w przypadku, gdy tatuś naszego kandydata jest łapówkarzem, albo byle jakim profesorem z "partyjnej" nominacji? Lub jest przyzwyczajony do przedmiotowego traktowania chorych, co wcale nie jest rzadkim grzechem wśród naszej kadry medycznej?
>To może być kapitał, który młodemu lekarzowi jest w stanie pomóc na początku jego/jej kariery (...)
Dla mnie takim kapitałem wyjściowym dla młodego lekarza będzie przede wszystkim wychowanie w poszanowaniu ludzi i ich praw oraz w ukształtowaniu ogólnego poczucia zwykłej ludzkiej przyzwoitości. A tego równie dobrze można się nauczyć w rodzinie stolarza, jak profesora. Rozumiem poniekąd niektóre z Twoich zastrzeżeń, ale mam też wrażenie, że masz troszkę zbyt idealistyczne wyobrażenie polskiej inteligencji, a w szczególności środowiska medycznego. Tu niestety wzorce z epoki PRL-u wcale nie są tak rzadkie jak można byłoby się spodziewać.
> (...) nepotyzmem będzie dopiero sytuacja, w której ktoś zostaje zatrudniony w państwowej placówce opieki zdrowotnej (bardzo ważne, że państwowej, samorządowej lub publicznej, bo tylko wtedy możemy mówić o nepotyzmie) dlatego, że pochodzi z lekarskiej rodziny i to jest jej/jego przewagą nad innymi kandydatami.
I tak to właśnie w polskich warunkach najczęściej wygląda - dlatego tak mnie wkurzyła wypowiedź Pana Daniela.
>Na wszelki wypadek dodam, że nie mam w rodzinie żadnego lekarza.
Ja natomiast sam jestem lekarzem, co nie przeszkadza mi jednak mieć krytycznego zdania względem pewnych działań i postaw, jakie obserwuję w moim środowisku zawodowym.
|
|
|  | 1 na 1 | Dariusz Jamrozowicz (2363 punktów) | Zgadzam się Twoimi zastrzeżeniami. Nie ma jednego wzorca młodego lekarza, ale starałem się pokazać dobre strony. Oczywiście, może zbyt idealistycznie, ale to dlatego, że komentarz Passenta tak bardzo cię rozzłościł, a chyba trochę niepotrzebnie. Jasne, jako lekarz z całą pewnością widzisz problem z różnych stron, a ja bardzo jednostronnie, ponieważ od kilku lat mam do czynienia z bardzo porządnymi lekarzami. I to porządnymi w sensie ogólnym (choć od znajomych lekarzy nasłuchałem się takich rzeczy, że można by film nakręcić, a i tak nikt by nie uwierzył, że to wszystko zdarzyło się naprawdę). No tak, nie jestem obiektywny, a i Passenta uwielbiam. _
|
|
| |  | 3 na 3 | Kuba K. (3909 punktów) | > Zgadzam się Twoimi zastrzeżeniami. Nie ma jednego wzorca młodego lekarza, ale starałem się pokazać dobre strony.Rozumiem Twoje racje i gotów jestem po części zgodzić się z Twoją wypowiedzią, chciałem tylko dać wyraz przekonaniu, że ten medal ma również drugą, nieco ciemniejszą stronę. > Jasne, jako lekarz z całą pewnością widzisz problem z różnych stron, a ja bardzo jednostronnie, ponieważ od kilku lat mam do czynienia z bardzo porządnymi lekarzami.Tak gwoli wyjaśnienia - to środowisko jest bardzo zróżnicowane i pewnie większość ludzi pracujących w moim zawodzie to bardzo porządni i zasługujący na szacunek fachowcy. Ale patologie niestety istnieją, a wśród nich najczęstszym problemem jest chyba właśnie nepotyzm. Mnie takie rzeczy irytują, bo i sprzeczne są z moim poczuciem przyzwoitości, i psują opinię o środowisku zawodowym, w którym - było nie było - muszę funkcjonować. > (...) Passenta uwielbiam.Ja też bardzo lubię felietony Passenta i pewnie dlatego tak się wkurzyłem - w końcu większy zawód potrafi sprawić ktoś, kogo się lubi, niż ktoś, o kim mamy nie najlepsze zdanie. Jakby to, dajmy na to Terlikowski powiedział, to chyba bym tylko wzruszył ramionami
|
|
| | |  | Rubin Hot (29 punktów) (zablokowany) | >psują opinię o środowisku zawodowym, w którym - było nie było - muszę funkcjonować. Jako niemedyk przypomnę, że to nie przychylna opinia o lekarzach jest najbardziej oczekiwanym przez pacjentów dobrem.
|
|
9 na 9 | Meretseger (61860 punktów) | Mnie wprawdzie Pan Daniel nie wkurzył, bo się przyzwyczaiłam, że ludzie tak reagują, ale moim zdaniem nie jest ważne, z jakiej rodziny się pochodzi, tylko co się umie. Dziecko lekarza równie dobrze może być medycznie utalentowane lub tępe, jak dziecko listonosza. Może mieć inklinacje do zawodu lub nie. Ja jestem dzieckiem dwojga lekarzy, a boję się samego widoku strzykawki i od początku było wiadomo, że wybiorę zupełnie inny zawód. Jednym z najlepszych lekarzy, jakich znam, jest syn inżyniera budowlańca i polonistki. Często dzieci dziedziczące zawód po ojcu lub matce mają przetartą ścieżkę kariery, ale to też nie jest reguła. Czasem aż mi szkoda tych ludzi - woleliby może robić coś innego, a muszą akurat to, bo pod presją rodziny skończyli te same studia i teraz się męczą, wetknięci gdzieś dzięki układom.
|
|
1 na 1 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | > [cytat]Mam większe zaufanie do młodego lekarza, który pochodzi z rodziny lekarskiej czy prawnika z rodziny prawniczej, którego ojca znam - mówił w Popołudniu Radia TOK FM Daniel Passent. (cytowane) Pewnie idzie tu o to, że jeśli znam ojca jako bardzo dobrego fachowca i jednocześnie porządnego człowieka, to spodziewam się, że i jego syn będzie podobny. Niestety, ale bywają - i to często - sytuacje takie, że ojciec może i jest niezłym specjalistą, ale przy tym świnią i wtedy stajemy się szczególnie uwrażliwieni na przypadki nepotyzmu. W pierwszym przypadku widzimy to jako chlubną kontynuację zawodu, w drugim jako coś wyjątkowo nagannego, mimo że formalnie jest tym samym.
|
|
| rysiek (4593 punktów) | > Cytat:Mam większe zaufanie do młodego lekarza, który pochodzi z rodziny lekarskiej czy prawnika z rodziny prawniczej, którego ojca znam - mówił w Popołudniu Radia TOK FM Daniel Passent. (cytowane za Gazeta.pl) > ... "rodzinne" układy funkcjonujące w polskiej rzeczywistości w takich obszarach, jak choćby wspomniany światek medyczny, uważam raczej za wyraz raka toczącego te środowiska, niż za powód do jakiejkolwiek chwały. A może jestem po prostu przewrażliwiony?Chyba jednak jesteś przewrażliwiony. W cytowanym fragmencie Passent mówi tylko o tradycji rodzinnej, nie ma tam nic o "układach" i nepotyzmie, co do których chyba zarówno Passent, jak ja i Ty, mamy podobne zdanie.
|
|
-1 na 3 | oportunista (1711 punktów) | Wszyscy bez wyjątku tworzymy większe lub mniejsze stada, koterie, towarzystwa wzajemnej adoracji. Uczestniczymy w tym bez wyjątku, a jak wielkim stopniu to już zależy od cech osobniczych. Przy korycie zawsze jest ruch, a swoi mają pierwszeństwo, tak działa system, który nas karmi. Cieszymy się i chwalimy go gdy nas rozpieszcza a skomlimy gdy nas odrzuca. Jednym z filarów tego systemu są partie polityczne, bez których nie wyobrażamy sobie demokracji- to jedna strona medalu. Zawodu w szkole wyuczyć się perfekcyjnie nie da, zazwyczaj konieczność posiadania papierka zmusza nas do marnowania lat na studiach, wkuwania mnóstwa nikomu do niczego nie potrzebnych bzdur. Potomek, przykładowo, rolnika doskonale się orientując w temacie selekcjonowania potrzebnej mu wiedzy, jest na z góry lepszej pozycji od niewtajemniczonej konkurencji. Obraca się w środowisku, dziedziczy znajomości i wyprzedza konkurencję nie tylko jako fachowiec. Czym skorupka za młodu... Jest jeszcze tak-zwane zaufanie do podwładnego, swój człowiek jest lojalniejszy bo zdrada eliminuje go z środowiska. Oburzają się na nepotyzm ci co się nie załapali, dlatego ich pobudki są również żenujące.
|
|
 | 4 na 4 | Kuba K. (3909 punktów) | >Oburzają się na nepotyzm ci co się nie załapali, dlatego ich pobudki są również żenujące.
Długo nad tym myślałeś? Bo aż dech zapiera z podziwu nad głębią tej wypowiedzi...
A na poważnie - znam na szczęście wielu ludzi, którzy spokojnie mogliby przejechać wygodnie przez życie korzystając z takich, bądź innych form nepotyzmu, ale jednak tego nie robią. Z drugiej strony znam paru, którzy na barkach tatusia, czy mamusi budują całą swoją karierę. To tylko kwestia osobistych wyborów i tego, czy w człowieku kołacze się jakiś ładunek zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Dlatego uważam to co napisałeś za żałosne - większości przyzwoitych ludzi nepotyzm przeszkadza z zupełnie innych względów - jest postrzegany po pierwsze jako łamanie podstawowych zasad społecznych, a po drugie jako zagrożenie dla poziomu funkcjonowania instytucji ważnych dla ogółu. I jestem głęboko przekonany, że większość wypowiadających się w tym wątku przeciwko nepotyzmowi, raczej współczuje pozornym beneficjentom tego procederu, niż im zazdrości.
|
|
|  | 2 na 2 | Iznogud (314 punktów) | Dokładnie, jeżeli minister Sikorski zatrudnia córkę swojego kolegi ministra Rostowskiego to to ma być normalne państwo? Może jeszcze MSZ jest odpowiednim miejscem dla onej pannicy? Każdy "plecak" odbiera miejsce pracy osobie bardziej od siebie kompetentnej- co powoduje obniżenie poziomu. Oburzają się osoby, które się nie załapały? Czyli oportunisto się załapałeś? Mieszkam w średniej wielkości mieście, 300 tysięcy, no może do 400 - zbyt dokładnie nie wiadomo. Moja mama zajmuje stanowisko dyrektorskie w budżetówce, mój ojciec jest prezesem państwowej spółki. Nigdy nie zniżyłem się do poziomu plecaka. Pracuję tylko w prywatnych firmach, nigdy rodzina nie musiała mi "załatwiać" stanowiska. Nepotyzm wygania z tego kraju ludzi młodych, zdolnych i ambitnych, włącza się selekcja negatywna.
Nie rozumiem tych wszystkich kłótni między fundamentalnymi chrześcijanami a naukowcami o wyższość religii nad nauką. Ten spór zakończył się przecież z chwilą zamontowania pierwszego piorunochronu w kościele.
|
|
3 na 3 | Iznogud (314 punktów) | Nepotyzm ma się w polskiej rzeczywistości dobrze, są rodziny prawnicze, lekarskie, nauczycielskie, jak można argumentować, że syn prawnika jest lepszym prawnikiem niż syn szewca? Jakoś nie udowodniono genetycznego przenoszenia wiedzy i umiejętności. Wypowiedź pana Passenta jest próbą krycia narastającego niezadowolenia społecznego wynikającego z coraz śmielszych ujawnień "kto, gdzie". Trochę żenujące. Nie widzę przewrażliwienia, znam prezesów państwowych spółek tworzących spółki córki, tylko by obsadzić ich zarządy i administrację rodziną. Tak wygląda polityka prorodzinna w III RP. Niestety nie mamy szwedzkich standardów przejrzystości, a wciąż zbyt wiele państwa w gospodarce.
Nie rozumiem tych wszystkich kłótni między fundamentalnymi chrześcijanami a naukowcami o wyższość religii nad nauką. Ten spór zakończył się przecież z chwilą zamontowania pierwszego piorunochronu w kościele.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|