Mój tata jest chrześcijaninem. Powiedział mi wprost, że po tym wszystkim myślał, że po prostu umarliśmy, i wydało mi się to dziwne. Jaki sens ma podążanie za Bogiem, skoro nie ma nieba? Widziałem też chrześcijan mówiących o śmierci poza kontekstem religijnym, jako o byciu martwym i "wiecznym śnie". To dziwne. Czy to tylko osobiste przekonanie, czy też dowód na to, że oszukują samych siebie i w tych momentach nieświadomie to przyznają? xender.vip/ |