 |
rozprawmy sie z buddyzmem Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 04-05-2005 00:21 | szwarcenegger | rozprawmy sie z buddyzmem | Czy buddyzm czegos dokonal? Czy buddyzm nie olewa zdobywania wiedzy? Czy buddyzm czegokolwiek uczy? Czy byly w buddyzmie jakies cuda? Czy buddyzm budzi jakies energie? Czy buddyzm na pewno nie ma nalecialosci wedyjskich? Zapraszam wszystkich buddystow wadzra, maha, hina, zen, gelug i nie tylko buddystow do odpowiedzi na te pytania. Z nadzieja na wartka dyskusje wasz arnie
|
| Rock'n'roll high School | >Czy buddyzm czegos dokonal?
buddyzm pewnie nigdy niczego nie dokonał, za to niektórzy buddyści owszem, dokonali całkiem sporo. Buddyjskie Chiny są kolebką odkryć technicznych współczesnego świata: od kompasów i żyroskopów, przez papierowe pieniądze, rakiety, zegary mechaniczne po stery okrętów itp. pierdoły.
>Czy buddyzm nie olewa >zdobywania wiedzy?
Nie olewa wiedzy. Zdobywanie wiedzy programowo olewa taoizm.
>Czy buddyzm czegokolwiek uczy?
Tak: by być kochającym człowiekiem dla bliskich i przyjaznym wobec obcych.
>Czy buddyzm budzi jakies energie?
Pewnie budzi.
>Czy buddyzm na pewno nie ma nalecialosci wedyjskich?
Zależy, co to ma oznaczać. Zdaje się, że sam Budda twierdzi ł, że ówczesny hisnduizm jest bardzo blisko poznania prawdy o człowieku, brakuje mu jednak jednego ostatecznego kroku.
|
|
 | | szwarcenegger | > buddyzm pewnie nigdy niczego nie dokonał, za to niektórzy buddyści owszem, dokonali całkiem sporo. Buddyjskie Chiny są kolebką odkryć technicznych współczesnego świata: od kompasów i żyroskopów, przez papierowe pieniądze, rakiety, zegary mechaniczne po stery okrętów itp. pierdoły.Otoz wydaje mi sie ze tych odkryc dokonaly nie buddyjskie ale konfucjanskie chiny. Dokonanie czegos tutaj rozumiem jako wyrazne polepszenie stopy zyciowej obywateli danego panstwa. W tym polepszeniu stopy zyciowej buddyzm jest chyba najgorszy. Najlepsze sa natomiast ateistyczne i antymistyczne kraje jak USA, Kanada, zachodnia Europa oraz chrzescijanskie kraje jak Wlochy, Francja, Hiszpania. Z tego co wiem w buddyzmie zawsze byl problem z biedota. > >Czy buddyzm nie olewa> >zdobywania wiedzy?> Nie olewa wiedzy. Zdobywanie wiedzy programowo olewa taoizm.Gdyby buddyzm nie olewal wiedzy wowczas zechcialby naukowo zbadac te swoje jidamy, energie i psychike czlowieka i w efekcie by stwierdzil ze one nie istnieja. W prawdzie buddyzm twierdzi ze wszystko jest nierzeczywiste ale zdobywanie wiedzy oznacza stosowanie metody naukowej. > >Czy buddyzm czegokolwiek uczy?> Tak: by być kochającym człowiekiem dla bliskich i przyjaznym wobec obcych.Tego samego uczy Jezus Chrystus ale u Jezusa jest to o wiele bardziej rozbudowane - cały Nowy Testament jest o tym. > >Czy buddyzm budzi jakies energie?> Pewnie budzi.Cieplna, kinetyczna chyba tylko. Chodzi mi o np energie uzdrawiania, chodzenie po ogniu, rzucanie klatw, ciskanie piorunami... > >Czy buddyzm na pewno nie ma nalecialosci wedyjskich?> Zależy, co to ma oznaczać. Zdaje się, że sam Budda twierdzi ł, że ówczesny hisnduizm jest bardzo blisko poznania prawdy o człowieku, brakuje mu jednak jednego ostatecznego kroku.Bo krisznowcy mowia ze budda to pan kriszna ktory nauczal zaprzestania krwawych ofiar ze zwierzat i to bylo jego glowne przeslanie. Taki ruch obrony zwierzat. Pytanie co to jest ta prawda o czlowieku - czy nie jest to poprostu zawartosc ciała czlowieka? Czy rzeczywiscie buddyzm i hinduizm odkryli cos o czlowieku, a moze nic nie odkryl i wyzwolenie, oswiecenie, samsara, nirwana to sa zwyczajne puste slowa. Wlasciwie to cala zawartosc ciala czlowieka jest juz odkryta, lacznie z funkcjonowaniem mozgu.
|
|
|  | | Rock'n'roll High School | > >buddyzm pewnie nigdy niczego nie dokonał, za to niektórzy buddyści owszem, dokonali całkiem sporo. Buddyjskie Chiny są kolebką odkryć technicznych współczesnego świata: od kompasów i żyroskopów, przez papierowe pieniądze, rakiety, zegary mechaniczne po stery okrętów itp. pierdoły.> Otoz wydaje mi sie ze tych odkryc dokonaly nie buddyjskie ale konfucjanskie chiny.Trudno jest rozdzielić buudyskie od konfucjańskich Chin, gdyż Chińczycy potrafili wyznawać na raz trzy religie i było im z tym dobrze, jednak co do części wynalazków wiemy na pewno, że dokonali ich buddyści. Na przykład czcionkę drukarską wymyślił Pi Szun do drukowania Sutry Diamentowej. Dokonanie czegos tutaj rozumiem jako wyrazne polepszenie stopy zyciowej obywateli danego panstwa. W tym polepszeniu stopy zyciowej buddyzm jest chyba najgorszy. Najlepsze sa natomiast ateistyczne i antymistyczne kraje jak USA, Kanada, zachodnia Europa oraz chrzescijanskie kraje jak Wlochy, Francja, Hiszpania. Z tego co wiem w buddyzmie zawsze byl problem z biedota. \ Problem z biedą był przez prawie całe dzieje ludzkośąci we wszystkich czasach i na wszystkich kontynentach. Jako tako udało się wyjść z biedy kilkunastu - dwudziestukilku krajom w ciągu ostatnich 50 lat. Natomiast pisząc o ateistycznych i antymistycznych Stnaach to Kolega sobie jaja robi? Nigdzie na świecie nie ma tylu sekt i ruchów religijanych co właśnioe w USA. New Age tam też powstał. Proszę pamiętać o tym, że współczesny postęp techniczny jest możliwy tylko dzięki temu, że chrześciajańska Europa skoppiowała chińskie wynalazki. Wiele z tych wynalazków było stworzonych przez buddystów. > >>Czy buddyzm nie olewa> >>zdobywania wiedzy?> >Nie olewa wiedzy. Zdobywanie wiedzy programowo olewa taoizm.> Gdyby buddyzm nie olewal wiedzy wowczas zechcialby naukowo zbadac te swoje jidamy, energie i psychike czlowieka i w efekcie by stwierdzil ze one nie istnieja. W prawdzie buddyzm twierdzi ze wszystko jest nierzeczywiste ale zdobywanie wiedzy oznacza stosowanie metody naukowej.Jidamy nie są domeną buddyzmu, ale bonu i lamaizmu. Lamaizm to popłuczyny po buddyźmie. > >>Czy buddyzm czegokolwiek uczy?> >Tak: by być kochającym człowiekiem dla bliskich i przyjaznym wobec obcych.> Tego samego uczy Jezus Chrystus ale u Jezusa jest to o wiele bardziej rozbudowane - cały Nowy Testament jest o tym.U Jezusa o wiele bardziej rozbudowane? To Kolega nie zna ani Nowego Testamentu ani sutr  ? Sutry mają objętość ok. 55 nowych testamentów. 1/3 tego dotyczy etyki i zasad postępowania w konkretnych okolicznościach. Każda z tych zasad wychodzi od podstsawowego założenia niekrzywdzenia inny=m i przynoszenia im pożytku. > >>Czy buddyzm budzi jakies energie?> >Pewnie budzi.> Cieplna, kinetyczna chyba tylko. Chodzi mi o np energie uzdrawiania, chodzenie po ogniu, rzucanie klatw, ciskanie piorunami...Nie ta bajka, ale jakby Kolega chciał się takich sztuczek nauczyć, to polecam bon i taoizm. Młej zabawy! > >>Czy buddyzm na pewno nie ma nalecialosci wedyjskich?> >Zależy, co to ma oznaczać. Zdaje się, że sam Budda twierdzi ł, że ówczesny hisnduizm jest bardzo blisko poznania prawdy o człowieku, brakuje mu jednak jednego ostatecznego kroku.> Bo krisznowcy mowia ze budda to pan kriszna ktory nauczal zaprzestania krwawych ofiar ze zwierzat i to bylo jego glowne przeslanie. Taki ruch obrony zwierzat.> Pytanie co to jest ta prawda o czlowieku - czy nie jest to poprostu zawartosc ciała czlowieka? Czy rzeczywiscie buddyzm i hinduizm odkryli cos o czlowieku, a moze nic nie odkryl i wyzwolenie, oswiecenie, samsara, nirwana to sa zwyczajne puste slowa. Wlasciwie to cala zawartosc ciala czlowieka jest juz odkryta, lacznie z funkcjonowaniem mozgu.>  Kolega sobie jaja robi po raz kolejny? Jaki encefalograf jest w stanie wykryć czyjąś miłość, nadzieje, marzenia? Nawet zwykłe myuśli: spróbuj na podstawie badania mózgu EEG i tomografem komputerowym określić o czym ktoś myśli. Jak Ci się uda, opublikuj wyniki badań. Dostaniesz Nobla.
|
|
| |  | | HRTEM (262 punktów) |
>Kolega sobie jaja robi po raz kolejny? Jaki encefalograf jest w stanie wykryć czyjąś miłość, nadzieje, marzenia? Nawet zwykłe myuśli: spróbuj na podstawie badania mózgu EEG i tomografem komputerowym określić o czym ktoś myśli. Jak Ci się uda, opublikuj wyniki badań. Dostaniesz Nobla. >
błąd. to się już dzieje - patrz chociażby ostatnie wpisy w "nowinkach naukowych". To na razie początki, ale jak tak dalej pójdzie - całkiem możliwy Nobel. W badaniach tych uczestniczą Polacy.
|
|
| | |  | | Egon (2 punktów) | >>Jaki encefalograf jest w stanie wykryć czyjąś miłość, nadzieje, marzenia? Nawet zwykłe myuśli: spróbuj na podstawie badania mózgu EEG i tomografem komputerowym określić o czym ktoś myśli. Jak Ci się uda, opublikuj wyniki badań. Dostaniesz Nobla. >>błąd. to się już dzieje - patrz chociażby ostatnie wpisy w "nowinkach naukowych". To na razie początki, ale jak tak dalej pójdzie - całkiem możliwy Nobel. W badaniach tych uczestniczą Polacy. >
To dopiero zaczyna raczkować, a Kolega łaskwaie był napisał ,,Wlasciwie to cala zawartosc ciala czlowieka jest juz odkryta, lacznie z funkcjonowaniem mozgu." Jest różnica pomiędzy ,,całą, odkryą zawartością człowieka", a robieniem dopiero odpowiednich badań, aby tę zawartość człowieka poznać.
|
|
| Lachryma (64 punktów) | >Czy buddyzm czegos dokonal? tak, wiele osiagnięć w dziedzinie poznania świata i wnętrza człowieka >Czy buddyzm nie olewa zdobywania wiedzy? jakiej wiedzy? >Czy buddyzm czegokolwiek uczy? najbardziej glupie pytanie z wszystkich tu zadanych tak- postaw i wielu wartości >Czy byly w buddyzmie jakies cuda? jakbyś poczytał historię buddyzmu znałbyś odpowiedź :/ >Czy buddyzm budzi jakies energie? sorry, że odpowiem pytaniem ale czy Ty masz jakąkolwiek wiedze na temat buddyzmu? jakbyś miał nie zadałbyś tego pytania :/
gwoli ścisłości- buddystką nie jestem i nigdy nie byłam ale miałam styczność z Zen
|
|
 | | szwarcenegger | > >Czy buddyzm czegos dokonal?> tak, wiele osiagnięć w dziedzinie poznania świata i wnętrza człowiekaTwierdze ze buddyzm ani nie poznal swiata ani wnetrza czlowieka. Chyba ze to poznanie swiata to odkrycie na mapie gory meru, centrum wszechswiata, 7 kontynentow, a poznanie czlowieka to odkrycie ze jest on przemijajacy. W pierwszym przypadku fikcja w drugim ameryki nie odkryli. > >Czy buddyzm nie olewa zdobywania wiedzy?> jakiej wiedzy?Jakiejkolwiek wiedzy nie zwiazanej z buddyzmem. Bo w czasach przedkolonialnych to Tybetanczycy podobno nie znali kola. > >Czy buddyzm czegokolwiek uczy?> najbardziej glupie pytanie z wszystkich tu zadanych> tak- postaw i wielu wartościNo to udowodnij mi ze "postawy i wartosci" to jest cos czego trzeba sie uczyc a nie jest dane przez nature. > >Czy byly w buddyzmie jakies cuda?> jakbyś poczytał historię buddyzmu znałbyś odpowiedź :/Ale ja chcialbym choc troche wiarygodne cuda a nie ze jogini latali w powietrzu. > >Czy buddyzm budzi jakies energie?> sorry, że odpowiem pytaniem> ale czy Ty masz jakąkolwiek wiedze na temat buddyzmu?> jakbyś miał nie zadałbyś tego pytania :/Udowodnij mi prosze ze istnieje wiedza na temat buddyzmu, ze buddyzm to nie pustoslowie. Ja np twierdze ze samsara, tathatagata, arhat to puste slowa oznaczajace wszystko albo nic. > gwoli ścisłości- buddystką nie jestem i nigdy nie byłam> ale miałam styczność z Zen> oki
|
|
|  | | Lachryma (64 punktów) | >>> a poznanie czlowieka to odkrycie ze jest on przemijajacy. sądzę, iż buddyzm jednak bardzo ingeruje w postać człowieka. buddyzm nie tylko uczy jak mozna żyć, to religia niosąca z sobą wiele mądrosci. >No to udowodnij mi ze "postawy i wartosci" to jest cos czego trzeba sie uczyc a nie jest dane przez nature. no nie sądze, aby natura uczyła postaw zawsze godnych naśladowania. poczytaj sobie Kotarbińskiego- tam masz wiele przykładow co by było gdydy czlowiek brał przykład z natury. co do postaw- buddyzm wnosi wraz z sobą postawę jak iść przez życie. zresztą- poczytaj sobie wypowiedzi mistrzów Zen które są opublikowane w necie. potem sobie to przeanalizuj i odnieś do życia. >Ale ja chcialbym choc troche wiarygodne cuda a nie ze jogini latali w powietrzu. odpowiem- ale najpierw pytam- czymś jest dla Ciebie cud? czym nadprzyrodzonym czy coś co tylko wykracza poza możliwości znacznej większości spoleczenstwa? >Udowodnij mi prosze ze istnieje wiedza na temat buddyzmu, ze buddyzm to nie pustoslowie. Ja np twierdze ze samsara, tathatagata, arhat to puste slowa oznaczajace wszystko albo nic. ale zrozum, że buddyzm to nie tylko teoria, slowa buddyzm to przede wszystkim praca nad sobą i swymi myslami spytam- czy praktykowales kiedykolwiek jakiś odłam buddyzmu? czy tylko negujesz znajac buddyzm z ksiazek i opowiadan innych?
|
|
| |  | | V0lrath (3440 punktów) | >no nie sądze, aby natura uczyła postaw zawsze godnych naśladowania. poczytaj sobie Kotarbińskiego- tam masz wiele przykładow co by było gdydy czlowiek brał przykład z natury.
Nie chodzi o naukę płynącą z obserwacji natury lub zwierząt. Chodzi o to, co każdy (lub prawie każdy) ma już "wbudowane" - pewne zasady moralne nie zależne od tego gdzie i jak żyje (lub zależne w niewielkim stopniu i w sposób przewidywalny). Można oczywiście wychować człowieka tak, by te zasady zostały wyłączone - ale to wymaga umieszczenia w specyficznym środowisku oraz pewnej pracy nad nim (trzeba zrobić tak by czuł się - nieświadomie, podświadomie - jak na samym dole hierarchii społecznej lub blisko tego dołu, a także popracować nad wyrobieniem pewnych instynktów oraz wygaszeniem pewnych hamulców moralnych). Normalnie przeciętny człowiek ma podobne zasady do innych i to nie z powodu wyuczenia ich, ale dużo bardziej na zasadzie pewnego nieświadomego procesu kształtowania zasad moralnych oraz współodczuwania - empatii.
|
|
| |  | | szwarcenegger | >odpowiem- ale najpierw pytam- czymś jest dla Ciebie cud? czym nadprzyrodzonym czy coś co tylko wykracza poza możliwości znacznej większości spoleczenstwa?
Cud to dla mnie to czego prawie nikt nie moze zrobic np powalanie strumieniem energetycznym z palca napastnikow. Ogolnie trudno zdefiniowac mi cud i posluguje sie potocznym znaczeniem slowa cud.
>buddyzm to przede wszystkim praca nad sobą i swymi myslami
Fakt ze nyndro wymaga pewnej pracy ale niech mi ktos powie jaki jest dokladnie sens tego nyndro. Wyjasnienia ze to oczyszcza karme, otwiera kanaly energetyczne, przygotowuje do zaawansowanych praktyk nie sa wyjasnieniami.
>spytam- czy praktykowales kiedykolwiek jakiś odłam buddyzmu? czy tylko negujesz znajac buddyzm z ksiazek i opowiadan innych? > praktykowalem
|
|
| Robin | >Czy buddyzm czegos dokonal?
Czego ma przyklad? Czy budyzm polecial w kosmos? Nie. Pytanie idiotyczne.
Czy buddyzm nie olewa >zdobywania wiedzy? Czy buddyzm czegokolwiek uczy?
Buddyzm narodzil sie 2500 lat temu, zostal "skonstruowany" wedlug tamtej wiedzy i traktowal ja (slusznie) z dystansem. Buddyzm uczy sceptycyzmu, niewiary w dogmaty, polegania na sobie. Sa odpowiednie sutry ktore o tym mowia.
Czy byly >w buddyzmie jakies cuda? Czy buddyzm budzi jakies energie?
W czasach Buddy pelno bylo cudow, cokolwiek to znaczy. On sam odnosil sie do nich sceptycznie i zakazywal swoim uczniom takich zabaw. Znana jest opowiesc jak ktos przybyl do sangi i zdziwiony zapytal mnichow:"Jak to, to wy nie czynicie cudow? Nie, my poslugujemy sie poznaniem analitycznym" odpowiedzieli mnisi (inna wersja: "Jestesmy wyzwoleni przez rozroznianie")
>Czy buddyzm na pewno nie ma nalecialosci wedyjskich?
Ma i to duzo. Budda nie urwal sie z choinki. Ale przekroczyl te uwarunkowania kwestionujac wszystko co sie dalo (szczegolnie pozycje braminow, he, he) i smialo mozna go nazwac wielkim filozofem, a jesli ktos bardzo chce to takze swietym. Jego nauczanie nie zawieralo wlasciwie kwestii metafizycznych, dotyczylo tego jak wyzwolic sie z cierpienia. Wittgensteinowskie "O czym nie mozna mowic, o tym trzeba milczec" ma swoj pierwowzor w nauczaniu Buddy.
>Zapraszam wszystkich buddystow
Pozwolilem sobie odpowiedziec jako niebuddysta. Warto czytac teksty zrodlowe, szczegolnie sutry. Niestety buddyzm z czasem obrosl w zabobony tak jak inne religie, mimo, ze na poczatku nie byl religia a czyms w rodzaju jogi. Pozdrawiam
|
|
 | | szwarcenegger | > >Czy buddyzm czegos dokonal?> Czego ma przyklad? Czy budyzm polecial w kosmos? Nie. Pytanie idiotyczne.Pojecie dokonania czegos jednak bylo zrozumiale w czasach gdy istnial buddyzm. Oznaczalo np polepszenie stopy zyciowej ludziom podobnie jak teraz. Z tego co wiem w okresie przedkolonialnym to na terenach buddyjskich panowala raczej nedza. > Buddyzm narodzil sie 2500 lat temu, zostal "skonstruowany" wedlug tamtej wiedzy i traktowal ja (slusznie) z dystansem. Buddyzm uczy sceptycyzmu, niewiary w dogmaty, polegania na sobie. Sa odpowiednie sutry ktore o tym mowia.Otoz obecna nauke buddyzm tez traktuje z dystansem albo interpretuje ja tylko we wlasnych kategoriach na potwierdzenie tego co mowi. Np buddyzm chwali sie ze obecne osiagniecia fizyki kwantowej potwierdzaja buddyjska "pusta nature". Wynika z tego ze poniewaz nauka generalnie zaprzecza buddyzmowi, np. geografia, to buddyzm ja odrzuca. > Czy byly> >w buddyzmie jakies cuda? Czy buddyzm budzi jakies energie?> W czasach Buddy pelno bylo cudow, cokolwiek to znaczy. On sam odnosil sie do nich sceptycznie i zakazywal swoim uczniom takich zabaw. Znana jest opowiesc jak ktos przybyl do sangi i zdziwiony zapytal mnichow:"Jak to, to wy nie czynicie cudow? Nie, my poslugujemy sie poznaniem analitycznym" odpowiedzieli mnisi (inna wersja: "Jestesmy wyzwoleni przez rozroznianie")Tylko jak przez to poznanie analityczne doszli do realnego istnienia jidamow a co wiecej ich pol mocy (ciekawe czy zaswiecili by choc jedna zarowke), dakin, czakr. Pomijam to ze nic nie istnieje realnie bo wszystko jest zalezne bo te obiekty pojawiaja sie w praktykach buddyjskich . > >Czy buddyzm na pewno nie ma nalecialosci wedyjskich?> Ma i to duzo. Budda nie urwal sie z choinki. Ale przekroczyl te uwarunkowania kwestionujac wszystko co sie dalo (szczegolnie pozycje braminow, he, he) i smialo mozna go nazwac wielkim filozofem, a jesli ktos bardzo chce to takze swietym. Jego nauczanie nie zawieralo wlasciwie kwestii metafizycznych, dotyczylo tego jak wyzwolic sie z cierpienia. Wittgensteinowskie "O czym nie mozna mowic, o tym trzeba milczec" ma swoj pierwowzor w nauczaniu Buddy.Chwała Jezusowi ze pojawil sie taki Budda. Tylko ze ludzie z krajow o wysokim socjale wyzwolili sie juz z cierpienia, dobrze mowie? > >Zapraszam wszystkich buddystow> Pozwolilem sobie odpowiedziec jako niebuddysta. Warto czytac teksty zrodlowe, szczegolnie sutry. Niestety buddyzm z czasem obrosl w zabobony tak jak inne religie, mimo, ze na poczatku nie byl religia a czyms w rodzaju jogi.> Pozdrawiam>
|
|
|  | | robin |
> Tylko jak przez to poznanie analityczne doszli do realnego istnienia jidamow a co wiecej ich pol mocy (ciekawe czy zaswiecili by choc jedna zarowke), dakin, czakr. Pomijam to ze nic nie istnieje realnie bo wszystko jest zalezne bo te obiekty pojawiaja sie w praktykach buddyjskich .Dwa zdania sprzeczne ze soba, jedno po drugim. Zajmij sie lepiej modlitwa do tego Jezusa, czy jak mu tam.
|
|
| |  | | szwarcenegger | > Dwa zdania sprzeczne ze soba, jedno po drugim. Zajmij sie lepiej modlitwa do tego Jezusa, czy jak mu tam.  Te zdania nie sa sprzeczne. W pierwszym zapytuje sie jak buddysci doszli do realnego istnienia jidamow i calej reszty. W drugim stwierdzam ze mimo ze buddysci twierdza ze nic nie istnieje realnie jako ze wszystko jest zalezne, jednak ta zalozona nierealnosc nie odnosi sie do jidamow gdyz one wystepuja w praktykach buddyjskich. Czyli istnieja realnie jidamy i ich pola mocy. Ponawiam pytanie jak buddysci doszli analitycznie lub bedac wyzwolonymi przez rozroznianie do istnienia jidamow. Poniewaz nie da sie dojsc droga analityczna do istnienia jidamow wiec jednak buddysci nie wyzwalali sie ani nie wyzwalaja sie samym tylko rozroznianiem. Najwyrazeniej istnieje cos co buddysci przyjeli za istniejace bez rozpoznania rozumem, czyli na wiare. Dobrze mówię?
|
|
| | |  | | robin |
> Te zdania nie sa sprzeczne.> W pierwszym zapytuje sie jak buddysci doszli do realnego >istnienia jidamow i calej reszty....> ...Najwyrazeniej istnieje cos co buddysci przyjeli za istniejace >bez rozpoznania rozumem, czyli na wiare.> Dobrze mówię?  Oczywiscie, ze istnieje. Nie odkryles Ameryki. Tym czyms jest chociazby teoria reinkarnacji. Ja pisalem o pierwotnym buddyzmie jaki znam z sutr. I powtarzam: buddyzm tak jak inne religie obrosl z czasem mitami. Jeszcze slowo o sprzecznosci: z tego co wiem idamy i inne zjawiska tego typu nie sa uwazane za jakas absolutna rzeczywistosc ale za ulude tak jak materialny swiat, bogowie, cokolwiek. Wedlug zalozenia, ze wszystko, co jest zlozone, ulega rozpadowi i jest jakas przelotna i mniej lub bardziej umowna forma istnienia. Poza tym, mimo ze buddyzm jest w porownaniu np. z prymitywnym chrzescijanstwem dosc wyrafinowany intelektualnie, nie mozna go mierzyc w sposob racjonalny, to nieporozumienie. Dla racjonalisty jest on zbiorem niekomunikowalnych doswiadczen wewnetrznych. Bardzo latwo rozprawic sie z buddyzmem w takim stylu: mozna wziac mnicha do laboratorium i poprosic zeby pokazal nam i pozwolil zmierzyc (np. woltomierzem) oswiecenie. O to ci chodzi? Co chcesz udowodnic? Ze buddyzm jest nienaukowy???  Jak dla mnie EOT
|
|
| | | |  | | szwarcenegger | Fakt, że wszystko co złożone ulega rozpadowi, a jak sie rozpadnie to pozostanie tylko przestrzen, jest truizmem. Wtedy nie będzie też naszych problemów i nie bedzie potrzebny zaden system filozoficzny, żadne narzędzie aby je rozwikłać. Buddyzm jako coś co rozwikłuje problemy powinien działać tam gdzie jest pomocny czyli na pewno nie w czarnej dziórze. Dobrze mówię? > Poza tym, mimo ze buddyzm jest w porownaniu np. z prymitywnym chrzescijanstwem dosc wyrafinowany intelektualnie, nie mozna go mierzyc w sposob racjonalny, to nieporozumienie. Dla racjonalisty jest on zbiorem niekomunikowalnych doswiadczen wewnetrznych. Bardzo latwo rozprawic sie z buddyzmem w takim stylu: mozna wziac mnicha do laboratorium i poprosic zeby pokazal nam i pozwolil zmierzyc (np. woltomierzem) oswiecenie. O to ci chodzi? Co chcesz udowodnic? Ze buddyzm jest nienaukowy???  > Jak dla mnie EOTDobrze ten pomysł sprawdzania tego co oferuje buddyzm jest zły. Wiec w jaki inny sposób, poza sprawdzaniem relacji historycznych, dowieść że buddyzm to nie bzdura.
|
|
| | | | |  | | MastaMasta (31 punktów) | > Fakt, że wszystko co złożone ulega rozpadowi, a jak sie rozpadnie to pozostanie tylko przestrzen, jest truizmem.Zawsze jest tylko przestrzeń, reszta to gra tej przestrzeni, iluzja. Ten rozpad bardziej dotyczy poziomu realatywnego, czyli tego co jest naszym tzw "realnym światem". > Wtedy nie będzie też naszych problemów i nie bedzie potrzebny zaden system filozoficzny, żadne narzędzie aby je rozwikłać.System filozoficzny to tylko część buddyzmu, najważniejsza jest praktyka i to raczej medytacja ma rozwiązać nasze problemy, w tym największy - wiarę w istnienie ego i w realność tego co nas otacza  . A jak już rozwiążemy ten problem to faktycznie buddyzm nie będzie do niczego potrzebny. > Buddyzm jako coś co rozwikłuje problemy powinien działać tam gdzie jest pomocny czyli na pewno nie w czarnej dziurze. Dobrze mówię?Nie, ale to nie jest nic nowego  Buddyzm nie jest od organizowania komuś posiłku albo ubrania. Odpowiada na potrzeby wyższego rzędu, jak poszukiwanie sensu istnienia, odpowiada na pytania dotyczące absolutu. Tyle jeśli chodzi o filozofię. A praktyka pozwala lepiej funkcjonować we wszystkich aspektach życia i właściwie to życie przeżywać, co prowadzi do oświecenia. > Wiec w jaki inny sposób, poza sprawdzaniem relacji historycznych, dowieść że buddyzm to nie bzdura.Empirycznie. Przejść się do ośrodka najbardziej odpowiedniej dla swojego charakteru szkoły - pomedytować. A jeśli nie chce się medytować, to chociaż poznać kilku buddystów z dłuższym stażem i z mocnym związkiem z sanghą i zobaczyć jak funkcjonują w życiu codziennym. Zaczynając medytację nie musisz wierzyć w reinkarnację, jidamy i inne tego typu atrakcje, jak pisałam w innym poście, Budda kazał sprawdzać to co podał, a nie przyjmować na wiarę.
|
|
| | | | | |  | | MastaMasta (31 punktów) | Do moderatora: Niedawno odkryłam chcąc się wreszcie zarejestrować, że już to kiedyś zrobiłam  Wszystko by było ok tylko, że jak widać powyżej zarejestrowałam sie wtedy używając innego nicka. Zmieniłam na "Ofca" na stronie opcji konta, ale na forum nadal pokazuje się stary nick. Dlaczego? Do reszty forumowiczów: Ofca=MastaMasta, przepraszam za ten mały chaos z nickami
|
|
| | | | | | |  | | św.Marek | Ponieważ w tym skrypcie forum nicki są przypisane do postów i zmiana nicka nie zmienia zapisów już dokonanych.
___________ Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | |  | | MastaMasta (31 punktów) | Ale ja zmieniłam nicka w opcjach przed umieszczeniem tych dwóch ostatnich postów.
|
|
|  | | Ofca | >Otoz obecna nauke buddyzm tez traktuje z dystansem albo interpretuje ja tylko we wlasnych kategoriach na potwierdzenie tego co mowi. Np buddyzm chwali sie ze obecne osiagniecia fizyki kwantowej potwierdzaja buddyjska "pusta nature". Wynika z tego ze poniewaz nauka generalnie zaprzecza buddyzmowi, np. geografia, to buddyzm ja odrzuca.
Budda powiedział, że jeżeli nauka rozwijając się jednoznacznie zakwestionuje to co on podał, to jego uczniowie mają zawierzyć nauce. Powiedział też: "Nie bierzcie moich słów na wiarę tylko dlatego, że wypowiedział je Budda, lecz dobrze je zbadajcie. Bądźcie światłem dla samych siebie"
|
|
| |  | | szwarcenegger | Skoro buddyzm był tak otwarty na nauke to dlaczego tybet był do 1959 r tak zacofany.
Lama Ole, który napisał doktorat "Aldous Huxley i przynosząca szczęście wizja", twierdzi że: "Buddyzm zaczyna się w tym momencie, kiedy ktoś chce przejąć odpowiedzialność za samego siebie i wie, że jeśli coś się w życiu przydarza, to ma to związek tylko ze swoimi działaniami." Pozwole sobie sie z tym niezgodzić. Termin "swoje działania" można rozumieć w następujący sposób: działania 80kg masy ciała podczas 25 lat życia (przy założeniu że nie istnieje reinkarnacja), działania 80kg mas ciała podczas wszystkich żyć których było nieprzeliczalnie wiele (przy założeniu że istnieje reinkarnacja i żyjemy od niemającego początku czasu), albo że wcale nie jesteśmy w tym ciele. Te dwa pierwsze sposoby rozumienia pojęcia "swoje działania" zaprzeczają temu że cokolwiek się przydaża zależy tylko od nas, gdyż to co sie przydaża zależy od warunków w jakich nasze ciała istnieją a działać możemy tylko na pewnym małym metrażu. To że nie jesteśmy w tym ciele tylko jestesmy przestrzenia, daje że nie możemy działać bo nic nam juz nie trzeba. Mozemy bedac ta przestrzenia leżeć do góry brzuchem w tej przestrzeni i broń boże nic nie robić, bo skoro nic nam nie potrzeba wowczas robienie czegokolwiek byłoby jak drapanie sie po plecach gdy nie swędzi. Lama Ole nie wyjasnił tutaj jak odbywa sie to działanie skoro nic juz nie trzeba. Może działanie samo z siebie jest błędem i należy poswiecic sie właśnie niedzialaniu, ruchowi w bezruchu, och jakie to socjalne. Poza tym co by było gdyby celem życia człowieka nie było szczęście ale coś zupełnie innego np przetrwanie, zmysłowa rozkosz, posiadanie dużej ilości pieniędzy, dominacja nad innymi, zemsta, chęć posiadania niewolników i bycia ich Panem. Dla zwierząt nie istnieje pojęcie szczęście jednak jakoś potrafią czuć sie szczęśliwe dazac do niego automatycznie, wiec czlowiek tym bardziej powinien umiec automatycznie dazyc do szczescia gdyz dla czlowieka powinno byc tak tym bardziej. Chyba wtedy buddyzm nie bylby nikomu potrzebny bo uczy szczescia a tego szczescia tak naprawde nikt nie potrzebuje... Wielcy ludzie doszli do sukcesu wcale nie dążąc do szczęścia ale zaspokajając swoje proste potrzeby i ambicje.
|
|
| | |  | | August | > Dla zwierząt nie istnieje pojęcie szczęście jednak jakoś > potrafią czuć sie szczęśliwe dazac do niego automatycznie,
Skąd ta pewność?
>Wielcy ludzie doszli do sukcesu wcale nie dążąc do szczęścia ale zaspokajając swoje proste potrzeby i ambicje.
A czy dzięki temu sekcesowi i chwilowej satysfakcji uzyskali trwałe szczęscie?
|
|
| | |  | | Ofca (31 punktów) | > Skoro buddyzm był tak otwarty na nauke to dlaczego tybet był do 1959 r tak zacofany.Nie wiem dlaczego, ale podejzewam że to nie zależy wogóle od panującej religii. Chrześcijaństwo miało zwyczaj piętnować zbyt nowatorskich naukowców, co jakoś nie miało złego wpływu na dynamiczny rozwój nauki na naszym kontynencie. > Lama Ole nie wyjasnił tutaj jak odbywa sie to działanie skoro nic juz nie trzeba.Bo jak ma wyjaśnić skoro nie wiadomo co się będzie działo jak już wszyscy będą oświeceni (czy to wogóle jest możliwe?)? W każdym razie twierdzenie, że wtedy przestrzeń położy się na plecach i palcem nie kiwnie zrodzi pytanie, to po co sobie wcześniej wytworzyła tak skomplikowaną zabawę, jaką jest ten świat w którym żyjemy? Wg buddyzmu przestrzeń jest potencjałem i bezczynność jest dla niej nienaturalna, stąd gra sama ze sobą. Dlatego zawsze będzie się coś działo ciekawego. > Może działanie samo z siebie jest błędem i należy poswiecic sie właśnie niedzialaniu, ruchowi w bezruchu, och jakie to socjalne.Jest kompletnie na odwrót. Zresztą patrząc na już wspomnianego Olego to wydaje mi się, że on najlepiej temu przeczy. Skoro znasz tak dobrze jego przemyślenia, to chyba powinieneś orientować się w tym co robi. A co by o nim nie mówić, to raczej nie zajmuje się byciem bezczynnym i tego samego uczy swoich uczniów. Nie wiem jak inne szkoły buddyzmu, ale Karma Kagyu napewno nie odciąga od zwykłego życia, wręcz przeciwnie. > Poza tym co by było gdyby celem życia człowieka nie było szczęście ale coś zupełnie innego np przetrwanie, zmysłowa rozkosz, posiadanie dużej ilości pieniędzy, dominacja nad innymi, zemsta, chęć posiadania niewolników i bycia ich Panem...No to miał by taki właśnie cel. To nie jest ani ani Olego, ani Dalajlamy ani innych lamów sprawa. Działalnośc misyjna w buddyźmie jest mocno odradzana. Nie powinno się przekazywać nauk komuś, kto o nie nie prosi. Więc ludzie z innym celem nie mają co się bać  Nikt im nie będzie głowy zawracał. Zresztą to pewnie lepiej, świat wypełniony różnorodnymi pomysłami na życie jest o wiele ciekawszy i inspirujący. Nie wiem dlaczego koniecznie się upierasz, że albo buddyzm musi mieć moc zbawiania całego świata, albo jest do bani. Są ludzie, którym daje on szczęście i spełnienie i są tacy dla których jest on nie do przyjęcia. I to jest bardzo fajna sytuacja, dzięki której możemy sobie podyskutować nad jego walorami (lub brakiem owych)  Moim skromnym zdaniem nie ma nic bardziej zabójczego dla intelektu, niż duszenie się we własnym intelektualnym sosiku i dobrze jest spotkać kogoś kto nam poglądy "przewietrzy". Dlatego wolę sobie wstąpić na Racjonalistę niż na metta.pl czy inny buddyzm.pl. Ale wracając do meritum to myślę, że powoli dyskusja się wyjaławia. Fajnie, że zmusiliśmy się nawzajem do przemyśleń na temat swoich poglądów i że się w nich utwierdziliśmy  ale robi się nudno. Dlatego proszę byś ustosunkował się do takich moich wniosków: 1. Większość ludzi odnajduje szczęście w zaspokajaniu swych potrzeb, różnorakiego rodzaju (bogactwo, władza, sława, miłość) 2. Są ludzie dla których szczęście oferowane przez powyższe działania jest niesatysfakcjonujące (jakkolwiek to może dla niektórych być nierealne, to są tacy) i szukają czegoś głębszego, absolutnego. 4. Dla pierwszych buddyzm to bzdura, dla drugich spełnienie 3. Obie grupy są potrzebne dla rozwoju ludzkości (dla różnych jego aspektów).
|
|
| | | |  | | szwarcenegger | > >Skoro buddyzm był tak otwarty na nauke to dlaczego tybet był do 1959 r tak zacofany.> Nie wiem dlaczego, ale podejzewam że to nie zależy wogóle od panującej religii. Chrześcijaństwo miało zwyczaj piętnować zbyt nowatorskich naukowców, co jakoś nie miało złego wpływu na dynamiczny rozwój nauki na naszym kontynencie.czyt. www.racjonalista.pl/kk.php/s,4126Otoz buddyzm wyraznie zacheca do nierobstwa (wg mnie medytacja=nierobstwo na siedzaco) jako narzedzia poznania, oraz ze karma jest podstawa wszystkich nieszczesc. Chrzescijanstwo duza wage zawsze przykladalo do pracy (patrz koscioly np w wiedniu, hiszpanii...) spolecznej na rzecz dobra wspolnego - akurat tak wyszlo ze kosciolow. Poza tym wg chrzescijanstwa powodem nieszczesc nie jest karma ale warunki srodowiska (konkretnie diabel i to co ziemskie). Okazuje sie ze samo otwarcie na nauke nie przeklada sie zbytnio na stopien zacofania, mozna uczyc sie cale zycie teorii snopow i strun i wciaz mieszkac w rynsztoku. Zacofanie cofa sie przez prace spoleczna i praktyczne wynalazki dostarczajace uzytkownikom wartosci dodanej, ulatwiajace ludziom uniezaleznienie sie od nieprzyjaznego srodowiska na ziemi (np coraz lepsze szczepionki na grype). Buddyzm zas mial gdzies prace spoleczna i wartosc dodana inna niz medytacja. W rzeczywistosci koncentrowal sie na nierobstwie. > Bo jak ma wyjaśnić skoro nie wiadomo co się będzie działo jak już wszyscy będą oświeceni (czy to wogóle jest możliwe?)? W każdym razie twierdzenie, że wtedy przestrzeń położy się na plecach i palcem nie kiwnie zrodzi pytanie, to po co sobie wcześniej wytworzyła tak skomplikowaną zabawę, jaką jest ten świat w którym żyjemy? Wg buddyzmu przestrzeń jest potencjałem i bezczynność jest dla niej nienaturalna, stąd gra sama ze sobą. Dlatego zawsze będzie się coś działo ciekawego.Fakt nie wiadomo co sie bedzie dzialo, fakt ze po cos ta przestrzen wytworzyla swiat w ktoryms sie cos dzieje. Ale ze przestrzen wytworzyla ten swiat z nudow i dlatego musi sobie pograc sama ze soba to ....... wyglada smiesznie. > Jest kompletnie na odwrót. Zresztą patrząc na już wspomnianego Olego to wydaje mi się, że on najlepiej temu przeczy. Skoro znasz tak dobrze jego przemyślenia, to chyba powinieneś orientować się w tym co robi. A co by o nim nie mówić, to raczej nie zajmuje się byciem bezczynnym i tego samego uczy swoich uczniów. Nie wiem jak inne szkoły buddyzmu, ale Karma Kagyu napewno nie odciąga od zwykłego życia, wręcz przeciwnie.Ole podrozuje tylko po swiecie od osrodka do osrodka, pisze ksiazki i to koniec. Nic wiecej nie robi. Otoz trik polega na tym ze trzeba robic to co jest potrzebne a nie inne rzeczy. Mozna skakac w miejscu i tez jest sie niebezczynnym ale to nic nikomu nie daje poza tym ze ktos sobie poskacze i zobaczy jak to jest. Poza tym karma kagyu odciaga od zwyklego zycia bo zwykle zycie to nie roztanczone wesole miasteczko ale miejsce gdzie albo robisz cos potrzebnego albo nie jestes. Tymczasem karma kagyu koncentrujac na tzw "medytacji" czyli siedzeniu i mysleniu czegos tam odciaga od robienia rzeczy potrzebnych ludziom. Nie wiem dlaczego koniecznie się upierasz, że albo buddyzm musi mieć moc zbawiania całego świata, albo jest do bani. Bo definicja bycia do bani to jest bycie niepotrzebnym, nie manie mocy zbawienia czegokolwiek w chocby minimalny sposob. Znasz jakas inna definicje bycia do bani? Są ludzie, którym daje on szczęście i spełnienie i są tacy dla których jest on nie do przyjęcia. I to jest bardzo fajna sytuacja, dzięki której możemy sobie podyskutować nad jego walorami (lub brakiem owych)  > Moim skromnym zdaniem nie ma nic bardziej zabójczego dla intelektu, niż duszenie się we własnym intelektualnym sosiku i dobrze jest spotkać kogoś kto nam poglądy "przewietrzy". Dlatego wolę sobie wstąpić na Racjonalistę niż na metta.pl czy inny buddyzm.pl.Milutko mi  > 1. Większość ludzi odnajduje szczęście w zaspokajaniu swych potrzeb, różnorakiego rodzaju (bogactwo, władza, sława, miłość)Jest to naturalny mechanizm zwierzecia zwanego homo. Bez tego to zwierze by sie nie ruszylo ze swej nory, nic nie robilo i w efekcie jako ze to homo nie ma naturalnych narzedzi obrony jak np zeby jadowe padlo by ofiara kazdego drapieznika. Odnajdywanie szczescia w zaspokajaniu tych potrzeb byl to od 1000000 lat jedyny mechanizm przetrwania tego homo. Osobniki homo co tego nie robily ginely. > 2. Są ludzie dla których szczęście oferowane przez powyższe działania jest niesatysfakcjonujące (jakkolwiek to może dla niektórych być nierealne, to są tacy) i szukają czegoś głębszego, absolutnego.10000 lat temu wyginely by takie patologiczne egzemplarze homo. Teraz gdyby nie panstwo opiekuncze raczej tez, bo tacy nie wiedza co to wojna ani co to przemoc. > 4. Dla pierwszych buddyzm to bzdura, dla drugich spełnienie> 3. Obie grupy są potrzebne dla rozwoju ludzkości (dla różnych jego aspektów).Tak ta druga grupa sluzyla do rzucania ich na pozarcie lwom, aby lwy sie najadly, aby przez to ci głębsi chronili niepatologicznie rozwiniete egzemplarze homo w plemieniu.
|
|
| | | | |  | | Ofca (31 punktów) | > Buddyzm zas mial gdzies prace spoleczna i wartosc dodana inna niz medytacja. W rzeczywistosci koncentrowal sie na nierobstwie.Bzdura. Gdyby tak było to bym medytowała w jakiejś jaskini w Tybecie. No i oczywiście rzuciłabym socjologię. No bo przecież to karma za wszystko odpowiada i społeczeństwu w żaden sposób nie można pomóc (niech mają to, na co zasłużyli!) Wogóle uznawanie, że prawo karmy usprawiedliwia brak działań wynika z braku wiedzy. Karma odpowiada tylko za miejsce urodzenia i pewne ogólne tendencje. Życie zależy głównie od indywidualnych działań, a karma nie jest przeznaczeniem, bo można ją oczyszczać. I wyobraź sobie, że oprócz medytacji buddysta, żeby zapewnić sobie dobrą karmę musi pomagać innym istotom. > Fakt nie wiadomo co sie bedzie dzialo, fakt ze po cos ta przestrzen wytworzyla swiat w ktoryms sie cos dzieje. Ale ze przestrzen wytworzyla ten swiat z nudow i dlatego musi sobie pograc sama ze soba to ....... wyglada smiesznie.No to masz tu szerokie pole do popisu i sam coś wymyśl  Od początków filozofii ludzie zadają sobie pytanie po co świat istnieje i jakoś z różnych teorii, które na ten temat powstały ta o przestrzeni manifestującej swój potencjał w takiej projekcji umysłu wydaje mi się jedną z ciekawszych. (bo to z tym nudzeniem się przestrzeni to było pewne uproszczenie) > Otoz trik polega na tym ze trzeba robic to co jest potrzebne a nie inne rzeczy. Mozna skakac w miejscu i tez jest sie niebezczynnym ale to nic nikomu nie daje poza tym ze ktos sobie poskacze i zobaczy jak to jest. Poza tym karma kagyu odciaga od zwyklego zycia bo zwykle zycie to nie roztanczone wesole miasteczko ale miejsce gdzie albo robisz cos potrzebnego albo nie jestes.Widocznie mamy różne definicje "robienia czegoś potrzebnego". Ja np bardzo potrzebuje takich zupełnie bezużytecznych rzeczy robionych przez społecznych pasożytów, którzy zamiast iść i jak uczciwy człowiek orać pole, albo robić zupkę dla bezdomnych to siedzą i piszą te swoje książki, albo komponują muzykę czy malują obrazy. > Tymczasem karma kagyu koncentrujac na tzw "medytacji" czyli siedzeniu i mysleniu czegos tam odciaga od robienia rzeczy potrzebnych ludziom.Tylko, że medytacja zajmuje jeśli ktoś regularnie praktykuje średnio około 1-2h dziennie (szczególnie, że czas "zmarnowany" na medytacje wraca się zazwyczaj w postaci godzin zaoszczędzonych na śnie, którego potrzeba mniej). Z resztą czasu można robić całą gamę pożytecznych rzeczy. Do tego jednym z ważniejszych założeń buddyzmu jest pożyteczna działalność na rzecz innych istot. (poza tym medytacja nie polega na myśleniu, tylko raczej na nie myśleniu) > Bo definicja bycia do bani to jest bycie niepotrzebnym, nie manie mocy zbawienia czegokolwiek w chocby minimalny sposob.> Znasz jakas inna definicje bycia do bani?Nie znam, ale buddyzm nie jest niepotrzebny. Tak samo jak cały obszar sztuki czy duchowości. Chyba, że komuś potrzeby kończą się na tych fizjologicznych. > Tak ta druga grupa sluzyla do rzucania ich na pozarcie lwom, aby lwy sie najadly, aby przez to ci głębsi chronili niepatologicznie rozwiniete egzemplarze homo w plemieniu. No cóż. Łatwo przychodzi Ci przekreślanie całego dorobku kultury i duchowości, określając jego twórców mianem jednostek patologicznych. Gdyby zająć się rzucaniem lwom na pożarcie wszystkich jednostek "patologicznych" to powstało by coś na kształ platońskiego "Państwa". Doskonale użyteczne! Ale ja już wolę żyć sobie w zacofanej tybetańskiej dziurze, niż w takim użytecznym totalitaryźmie!
|
|
| | | | | |  | | szwarcenegger | > Karma odpowiada tylko za miejsce urodzenia i pewne ogólne tendencje. Życie zależy głównie od indywidualnych działań, a karma nie jest przeznaczeniem, bo można ją oczyszczać. I wyobraź sobie, że oprócz medytacji buddysta, żeby zapewnić sobie dobrą karmę musi pomagać innym istotom.Wynika z tego ze wszyscy ci ludzie co urodzili sie w panstwie opiekunczym maja super karme. Zwlaszcza gdy takim panstwem opiekunczym jest byle prl, bialorus, skandynawia - bo tam wszyscy maja po rowno i mozna nic nie robic i jest super zycie. Tymczasem zboczenia lewakow temu przecza. Fakt ze wszedzie indziej poza panstwami opiekunczymi jak sie szczegolnie aktywnie nie dziala to zyje sie zle, daje ze zycie czlowieka zalezy tylko i wylacznie od indywidualnych dzialan a nie od karmy. W rzeczywistosci buddysci koncepcje karmy (ja tez wierze w karme ale taka niebuddyjska) jako czegos co nas zniewala w tym swiecie wymyslili aby uspokoic swoje uczucie zniewolenia. W rzeczywistosci mozna uczucie zniewolenia skasowac poprzez uswiadomienie sobie jego irracjonalnosci. W mojej koncepcji karmy nie trzeba pomagac istotom bo automatycznie to robisz tylko dlatego ze spotykasz swoich przyjaciol. Co wiecej moja koncepcje karmy nie oczyszcza sie przez nyndro ale przez uswiadamianie sobie wlasnej niewinnosci, wybaczanie. > No to masz tu szerokie pole do popisu i sam coś wymyśl Od początków filozofii ludzie zadają sobie pytanie po co świat istnieje i jakoś z różnych teorii, które na ten temat powstały ta o przestrzeni manifestującej swój potencjał w takiej projekcji umysłu wydaje mi się jedną z ciekawszych. (bo to z tym nudzeniem się przestrzeni to było pewne uproszczenie)Otoz ja patrze na swiat przez uswiadamiajac sobie "zabrudzenia" na swoich okularach. Zgodnie z tym nie da sie dojsc droga wewnetrzna jaka jest istota swiata lub ego bo mamy zbyt brudne okulary. Natomiast mozemy ten brud na okularach sobie oczyszczac coraz bardziej i bardziej poprzez uswiadamianie sobie na gruncie wewnetrznym roznych wewnetrznych irracjonalnosci. Jesli zas chodzi o to czym jest swiat to mozna to poznac szkielkiem i okiem: swiat dziala przeciw komorce nie dlatego ze jest wielka swinia dla tej jednej malej komoreczki, ale dlatego ze inaczej komorka by sie rozrosla bez ograniczen. Komorka zyje bo wykazuje sie pewnymi "mocami". Komorka ma te "moce" bo jest silnie zainteresowana aby je miec. Czlowiek jest jak ta komorka i postepowanie malutkiej komorki dyktuje jak czlowiek powinien postepowac. A wiec powinien rozpoznac zewnetrzny swiat w tylko jeden sposob: jako cos antagonistycznego dla niego (ale nie zlosliwego) w czym aby zyc musi miec "moce" (np moc chodzenia na 2 nogach). Nastepnie droga jest taka: starac sie zdobywac te "moce" w odpowiedniej ilosci aby zwiekszyc jakos egzystowania w antagonistycznym swiecie. Nastepnie uswiadomic sobie ze nie pozna calego swiata ze wzgledu na niedoskonalosc zmyslow oraz niedoskonalosc jednostki poznawczej - mozgu (te zabrudzenia na okularach) . Ale mozna naprawic to ograniczone postrzeganie poprzez postrzeganie "wiecej" - w tym celu trzeba oczyszczac te zabrudzenia na okularach. Kiedys uda sie dostrzec caly swiat nie jako przestrzen, nie jako boga ale cos jeszcze innego i zadziwiajacego .... moze zobaczysz tam odbicie kogos kogo powinnas najbardziej kochac lub juz teraz najbardziej kochasz - swoje wlasne odbicie? Czyz nie bylo by to najpiekniejsze i najbardziej wartosciowe przezycie? Dlatego chrzescijanie mowia aby patrzec miłością ... > Widocznie mamy różne definicje "robienia czegoś potrzebnego".> Ja np bardzo potrzebuje takich zupełnie bezużytecznych rzeczy robionych przez społecznych pasożytów, którzy zamiast iść i jak uczciwy człowiek orać pole, albo robić zupkę dla bezdomnych to siedzą i piszą te swoje książki, albo komponują muzykę czy malują obrazy.Zalezy jeszcze co taki przekazuje - czy pisze ksiazke o rznieciu nierzadnic czy o doskonalosci i pieknie ludzkiego ciala. Mozna robic cos dobrego czyli uzytecznego nie rabiac drewna, nie orzac, nie siejac a bedac jak te lilie. > Tylko, że medytacja zajmuje jeśli ktoś regularnie praktykuje średnio około 1-2h dziennie (szczególnie, że czas "zmarnowany" na medytacje wraca się zazwyczaj w postaci godzin zaoszczędzonych na śnie, którego potrzeba mniej). Z resztą czasu można robić całą gamę pożytecznych rzeczy. Do tego jednym z ważniejszych założeń buddyzmu jest pożyteczna działalność na rzecz innych istot.> (poza tym medytacja nie polega na myśleniu, tylko raczej na nie myśleniu)Problem jest taki: jak dzialasz pozytecznie na korzysc innych istot ZAZWYCZAJ zapominasz o tym kogo powinnas najbardziej kochac - siebie samej (jest wprawdzie wyjatek - sex ale tu chodzi o cos innego). Z tego co wiem karma kagyu medytacja polega na podazaniu myslami za slowami tekstu, czyli ewidentnie mysleniu. Jezeli zas medytacja polega na niemysleniu to nalezy pamietac ze jednak gdzies koncentrowana jest nasza uwaga podczas wykonywania tejze medytacji gdyz uwaga to cos innego niz mysl. Sytuacje gdy nasza uwaga jest kierowana ku niemysleniu nie sa zazwyczaj budujace np: biegniemy na sciane i walimy w nia glowa, przez chwile nie myslimy, ale uwaga wciaz jest skierowana w tym samym kierunku co jak bielismy (oczywiscie prosze aby nikt z czytelnikow nie probowal tego dla sprawdzenia jak moze wygladac niemyslenie ze skierowana uwaga). Opowiedz mi jak to jest niemyslac... > Nie znam, ale buddyzm nie jest niepotrzebny. Tak samo jak cały obszar sztuki czy duchowości. Chyba, że komuś potrzeby kończą się na tych fizjologicznych.Oki zgadzam sie ze buddyzm jest bardzo potrzebny jako sztuka, kultura, medycyna, czary ale na tym koniec chyba .......... chyba ze sie myle. > No cóż. Łatwo przychodzi Ci przekreślanie całego dorobku kultury i duchowości, określając jego twórców mianem jednostek patologicznych. Gdyby zająć się rzucaniem lwom na pożarcie wszystkich jednostek "patologicznych" to powstało by coś na kształ platońskiego "Państwa". Doskonale użyteczne! Ale ja już wolę żyć sobie w zac
|
|
| | | | | | |  | | szwarcenegger | c.d. > No cóż. Łatwo przychodzi Ci przekreślanie całego dorobku kultury i duchowości, określając jego twórców mianem jednostek patologicznych. Gdyby zająć się rzucaniem lwom na pożarcie wszystkich jednostek "patologicznych" to powstało by coś na kształ platońskiego "Państwa". Doskonale użyteczne! Ale ja już wolę żyć sobie w zacofanej tybetańskiej dziurze, niż w takim użytecznym totalitaryźmie!> Przeprosze gdy mi ktos pokaze jak buddysci skutecznie zaradzili przemocy i wojnie na wieksza skale niz male miasto. Aczkolwiek ta sprzedaz swiatyni dla ofiar tsunami bardzo podobala mi sie  W przeciwnym przypadku bede optowal za zniwelowaniem roli buddyzmu do sztuki, kultury, medycyny i koniec.
|
|
| | | | | | | |  | | Ofca (31 punktów) | > Co wiecej moja koncepcje karmy nie oczyszcza sie przez nyndro ale przez uswiadamianie sobie wlasnej niewinnosci, wybaczanie.To świetnie, nie musisz się męczyć  . Tylko, że jeśli będziesz tak sobie uświadamiał sobie własną niewinność po tym jak np nieuczciwie od kogoś uzyskasz pieniądze (nie chodzi mi tu o prostą kradzież, ale o praktyki konieczne do uprawiania niektórych zawodów) czy pobijesz kogoś na ulicy (taką miał karmę, żeby dostać w twarz, albo taką mam karmę, że jestem porywczy a on mi się stawiał, więc to nie moja wina) to raczej nie będzie to droga moralnego rozwoju. W buddyźmie chodzi o to, że szukanie usprawiedliwienia poza sobą, jest samooszustwem. A co do tych państw opiekuńczych, naprawdę uważasz, że to są inspirujące warunki do rozwoju?  (bo właśnie to jest kluczowe dla życia wg buddysty) > zycie czlowieka zalezy tylko i wylacznie od indywidualnych dzialan...Masz rację. > ... a nie od karmyKarma, to poprostu efekty naszych działań. Właśnie dlatego w każdym tekście medytacji jest napisane: "Myślimy o przyczynie i skutku, o tym, że sami decydujemy co się wydarza. wcześniejsze działania, słowa i myśli stały się naszym dzisiejszym światem, nieprzerwanie też zasiewamy nasiona przyszłości" (jest to jedno z tzw "czterech podstawowych rozmyślań") - jak dla mnie to jest to wyraźna zachęta do aktywnego działania i oświadczenie, że ma się los we własnych rękach. > Otoz ja patrze na swiat ...> Czyz nie bylo by to najpiekniejsze i najbardziej wartosciowe przezycie?> Dlatego chrzescijanie mowią aby patrzec miłością ...Każdy ma taką koncepcję, jaka bardziej pasuje do jego charakteru, umyusłu, przekonań itp. Jeśli tylko Twoja koncepcja nie usprawiedliwa nieróbstwa albo wyrządzania zła innym to jest równie dobra jak buddyjska. To są tylko teorie, których nie możemy w tej chwili sprawdzić - więc ważniejsze jest to, jaki ta teoria ma wpływ na jakość Twojego zycia. Ole często powtarza (jak każdy buddyjski nauczyciel), że nie jest tak, że buddyzm jest lepszy np od chrześcijaństwa. Jest lepszy dla Olego i jego uczniów, ale są ludzie, którzy nie rozwinęli by się w buddyźmie, bo poprostu dla nich lepsze jest np chrześcijaństwo i to w jego obrębie nastąpi ich rozwój. Myślę, że takiego punktu widzenia warto się trzymać. Jeśli za Twoją teorią idzie Twój rozwój i szczęście otaczających Cię istot to jest to dobra teoria. > Zalezy jeszcze co taki przekazuje - czy pisze ksiazke o rznieciu nierzadnic czy o doskonalosci i pieknie ludzkiego ciala. Mozna robic cos dobrego czyli uzytecznego nie rabiac drewna, nie orzac, nie siejac a bedac jak te lilie.Pisząc o rżnięciu nierządnic też można pokazać jakąś inspirującą prawdę o życiu - masz "sztywną koncepcję"  A tak na poważnie to w tym punkcie się z Tobą zgadzam. (nie wiem czy Ole jest jak te lilie, ale jego książki są dosyć inspirujace) > Problem jest taki: jak dzialasz pozytecznie na korzysc innych istot ZAZWYCZAJ zapominasz o tym kogo powinnas najbardziej kochac - siebie samej (jest wprawdzie wyjatek - sex ale tu chodzi o cos innego).I o to chodzi, że w buddyźmie nie ma "ja" - ego to tylko iluzja  . Dawanie bez skupiania się na "co ja z tego będę mieć" daje więcej szczęścia (bo np unikasz rozczarowawnia, jak się okaże, że jednak nic z tego nie masz). Nawet jak brzmi to na bardzo trudne do wykonania, to myślę, że warto próbować. > Z tego co wiem karma kagyu medytacja polega na podazaniu myslami za slowami tekstu.Co do niemyślenia to miałam na myśli fazę stopienia - tu już nie podąża się z tekstem, ale stara się "spoczywać w przestrzeni". Właściwie nie wiem jak to opisać, bo "nie myślenie" nie oddaje tego stanu. Jest to taki moment w którym utożsamiamy sie z przestrzenią. > Sytuacje gdy nasza uwaga jest kierowana ku niemysleniu nie sa zazwyczaj budujace np: biegniemy na sciane i walimy w nia glowa, przez chwile nie myslimy, ale uwaga wciaz jest skierowana w tym samym kierunku co jak bieglismyTakie momenty jak np skok ze spadochronem, czy skok na bungee (jakoś to walenie w ściane mnie nie pociąga) dają ponoć pewne wyobrażenie o oświeceniu - Ole z ogromnym zapałem sam uprawia takie sporty i namawia do tego uczniów. Nigdy tego nie robiłam, ani nie jestem oświecona (jeszcze...  ) więc nie będę się wypowiadać na temat podobieństwa tych stanów, zdaję sie na Olego. > Opowiedz mi jak to jest niemyslac...No jak widzisz powyżej jest ciężko... > Oki zgadzam sie ze buddyzm jest bardzo potrzebny jako sztuka, kultura, medycyna, czary ale na tym koniec chyba .......... chyba ze sie myle.Czary?  Właściwie czemu nie. Dla mnie ważniejsze jest to, żeby ludzie nie mieli o buddyźmie fałszywych wyobrażeń. jeśli już nie myślą, że jest to uświęcone nic nie robienie, przyzwolenie na brak aktywności czy skrajny nihilizm (dzięki, Karolu W. ...  ), to czy traktują to jako czary  , psychologię czy nieszkodliwy bzik to już nie jest aż tak istotne. Przynajmniej dla mnnie  . > Przeprosze gdy mi ktos pokaze jak buddysci skutecznie zaradzili przemocy i wojnie na wieksza skale niz male miasto. Aczkolwiek ta sprzedaz swiatyni dla ofiar tsunami bardzo podobala mi sie > W przeciwnym przypadku bede optowal za zniwelowaniem roli buddyzmu do sztuki, kultury, medycyny i koniec.Właściwie to jest mi obojętne jak jest klasyfikowany buddyzm. Tak jak już pisałam, ważne jest to, żeby wiedzieć o co w nim chodzi i nie kierować się jakimiś uproszczeniami, co przy rzeczach nie pochodzących z naszego kręgu kultury jest niestety częste. Co do skutecznego radzenia sobie z przemocą to nie wiem jak buddystom idzie w takiej skali makro. Jedyne co mogę zagwarantować, że dobra medytacja obniża agresję u praktykującego. PS Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale miałam nawał pracy.
|
|
| | | | | | | | |  | | szwarcenegger | buddyźmie chodzi o to, że szukanie usprawiedliwienia poza sobą, jest samooszustwem. W takim razie jak to mnie okradna i pobija na ulicy to mam szukac usprawiedliwienia w sobie? > A co do tych państw opiekuńczych, naprawdę uważasz, że to są inspirujące warunki do rozwoju? (bo właśnie to jest kluczowe dla życia wg buddysty)Tak nie musisz myslec o tym co na d. wlozyc, co do garka wlozyc. Mozesz zastanawiac sie nad innymi rzeczami np sensem zycia. Bez panstwa opiekunczego twoim sensem bedzie jedynie przetrwanie. A w panstwie opiekunczym mozesz miec czas na experymenty z poszerzaniem swiadomosci poprzez dragi jak to robil pewien slynny buddysta... > Karma, to poprostu efekty naszych działań. Właśnie dlatego w każdym tekście medytacji jest napisane: "Myślimy o przyczynie i skutku, o tym, że sami decydujemy co się wydarza. wcześniejsze działania, słowa i myśli stały się naszym dzisiejszym światem, nieprzerwanie też zasiewamy nasiona przyszłości" (jest to jedno z tzw "czterech podstawowych rozmyślań") - jak dla mnie to jest to wyraźna zachęta do aktywnego działania i oświadczenie, że ma się los we własnych rękach.Ten tekst oznacza ze nasze ciala sa niezalezne od srodowiska co jest nieprawda sprawdzalna doswiadczalnie. Ole często powtarza (jak każdy buddyjski nauczyciel), że nie jest tak, że buddyzm jest lepszy np od chrześcijaństwa. Jest lepszy dla Olego i jego uczniów, ale są ludzie, którzy nie rozwinęli by się w buddyźmie, bo poprostu dla nich lepsze jest np chrześcijaństwo i to w jego obrębie nastąpi ich rozwój. Myślę, że takiego punktu widzenia warto się trzymać. Jeśli za Twoją teorią idzie Twój rozwój i szczęście otaczających Cię istot to jest to dobra teoria. Zdefiniuj pojecie rozwoju ... moze nie ma zadnego rozwoju ducha czy innego obiektu. Mi np chodzi o Boga Ktory Pomaga, bo innego mi nie potrzeba. W religii chodzi mi o spelnianie zyczen i zachcianek i "moce" jak widzenie przez sciane, uzdrawianie. Jezus mowi w biblii ze mi je da  tylko ze w tej chwili nie jestem wystarczajaco otwarty. Rozwoj mnie nigdy w religii nie interesowal. > I o to chodzi, że w buddyźmie nie ma "ja" - ego to tylko iluzja . Dawanie bez skupiania się na "co ja z tego będę mieć" daje więcej szczęścia (bo np unikasz rozczarowawnia, jak się okaże, że jednak nic z tego nie masz). Nawet jak brzmi to na bardzo trudne do wykonania, to myślę, że warto próbować.A jak sie w buddyzmie nazywa ta czesc ciala co odpowiada za: 1. obsluga ciala (oddychanie, drapanie sie, jedzenie, etc...) 2. relacje z innymi homo najczesciej oparte na slowach 3. konstruowanie maszyn 4. aktywnosc sportowa 5. i inne rzeczy ktore czlowiek robi jak nie spi > Co do niemyślenia to miałam na myśli fazę stopienia - tu już nie podąża się z tekstem, ale stara się "spoczywać w przestrzeni". Właściwie nie wiem jak to opisać, bo "nie myślenie" nie oddaje tego stanu. Jest to taki moment w którym utożsamiamy sie z przestrzenią.Moze lepiej zamiast utozsamiac sie z przestrzenia, wyeliminowac ze swojego mozgu pojecie zawierania sie. Fen sam efekt.....prawda? Tylko ze downy tez tak maja ze jak jeden kubek zawiera sie w drugim to pozniej niewiedza ktory wlozyc do ktorego. Tak jak już pisałam, ważne jest to, żeby wiedzieć o co w nim chodzi No to o co w nim chodzi? I jak mozesz przestac cierpiec pozbywajac sie ja - to tak jakby wyjac sobie oko aby nie patrzyc na brzydki obraz.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Ofca (31 punktów) |
> W takim razie jak to mnie okradna i pobija na ulicy to mam szukac usprawiedliwienia w sobie?Tak, w swoich poprzednich działaniach. > Tak nie musisz myslec o tym co na d. wlozyc, co do garka wlozyc. Mozesz zastanawiac sie nad innymi rzeczami np sensem zycia. Bez panstwa opiekunczego twoim sensem bedzie jedynie przetrwanie. A w panstwie opiekunczym mozesz miec czas na experymenty z poszerzaniem swiadomosci poprzez dragi jak to robil pewien slynny buddysta... Przyjmij do wiadomości, że buddyzm nie polega na robieniu eksperymentów ze świadomością, tylko na życiu zgodnie z pewnymi zasadami. Medytacja to nie jest substytut dragów, jeśli ktoś medytuje, żeby mieć jakieś "efekty specjalne" to nie ma to nic wspólnego z buddyzmem (i jest to nieprawidłowa medytacja). > Ten tekst oznacza ze nasze ciala sa niezalezne od srodowiska co jest nieprawda sprawdzalna doswiadczalnie.Nie wiem gdzie w tym tekście było coś takiego. Raczej mówi on, że to my kształtujemy środowisko, które potem wpływa na nas. To tak jak w socjologicznej teorii podmiotowości - o "stawaniu się społeczeństwa" w którym występuje dwoistość podmiotów - kształtują i są kształtowane. > Zdefiniuj pojecie rozwoju ... moze nie ma zadnego rozwoju ducha czy innego obiektu. Mi np chodzi o Boga Ktory Pomaga, bo innego mi nie potrzeba. W religii chodzi mi o spelnianie zyczen i zachcianek i "moce" jak widzenie przez sciane, uzdrawianie. Jezus mowi w biblii ze mi je da tylko ze w tej chwili nie jestem wystarczajaco otwarty. Rozwoj mnie nigdy w religii nie interesowal.Dla mnie rozwój to czerpanie większej satysfakcji z życia, takiego jakim jest, bez tchórzliwego wycofywania się. A chodzenie przez ściany może i jest ciekawe, ale jak każda pusta rozwrywka się pewnie szybko nudzi  A jeśli chodzi o te zachcianki to mnie bardziej "kręci" jak osiągne coś sama. Kwestia charakteru - jak mówiłam buddyzm nie zrobi dobrze każdemu. Myślę, że powinieneś jednak zainteresować sie chrześcijaństwem - Jezus ponoć chodził po wodzie, zamieniał wodę w wino i robił masę innych bajerów  . > A jak sie w buddyzmie nazywa ta czesc ciala co odpowiada za:> 1. obsluga ciala (oddychanie, drapanie sie, jedzenie, etc...)> 2. relacje z innymi homo najczesciej oparte na slowach> 3. konstruowanie maszyn> 4. aktywnosc sportowa> 5. i inne rzeczy ktore czlowiek robi jak nie spiA co buddyzm ma do tego? To chyba raczej teren popisu dla biologii? (ale zakładam, że chodzi o mózg) > Moze lepiej zamiast utozsamiac sie z przestrzenia, wyeliminowac ze swojego mozgu pojecie zawierania sie. Fen sam efekt.....prawda?> Tylko ze downy tez tak maja ze jak jeden kubek zawiera sie w drugim to pozniej niewiedza ktory wlozyc do ktorego.Ja wolę się indentyfikować z przestrzenią, zamiast uszkadzać sobie mózg. No ale to kwestia gustu, a o gustach sie nie dyskutuje. > No to o co w nim chodzi?Już to w tym wątku w różnych miejscach pisałam, nie będę sie wywodzić na ten temat jeszcze raz. > I jak mozesz przestac cierpiec pozbywajac sie ja - to tak jakby wyjac sobie oko aby nie patrzyc na brzydki obraz.Nie musisz się pozbywać ja, bo ja nie ma. To iluzja - chodzi o uswiadomnienie sobie tego.
|
|
| Grzegorz (2117 punktów) | > Czy buddyzm czegos dokonal? >Pewnie "czegoś" tak, ale sugeruję sprecyzować pojęcie "dokonania" bo inaczej, jak widać z licznych odpowiedzi i odpowiedzi do odpowiedzi, zaczyna się zupełnie bezprzedmiotowy spór o to co kto uwaza za "dokonanie" > Czy buddyzm nie olewa zdobywania wiedzy?proponuje doprecyzowac o jaka "wiedzę" chodzi - uwagi jw > Czy buddyzm czegokolwiek uczy?"czegokolwiek" - tak - proponuję jw > Czy byly w buddyzmie jakies cuda?A czy wogóle moga "być" jakieś cuda ? > Czy buddyzm budzi jakies energie ?hmm jak się kilku buddystów zbierze szczególnie w małym pomieszczeniu to wypromieniują pewnie sporo odczuwalnej energii cieplnej  - znów proponuje napisac o co chodzi > Czy buddyzm na pewno nie ma nalecialosci wedyjskich?a twierdzi, że nie ma ? > Zapraszam wszystkich buddystow wadzra, maha, hina, zen,> gelug i nie tylko buddystow do odpowiedzi na te pytania.> Z nadzieja na wartka dyskusje> wasz arnieNie należe co prawda go grona buddystów, ale chętnie poczytam, tylko że sposob sformułowania pytań rodzi dyskusję na poziomie pojeć, która nie ma większej wartości ani szans na konstruktywne wnioski, chyba, że autorzy wypowiedzi sami dla siebie coś tam przyjmą, ale wtedy narażają się na zarzut, że coś komuś imputują lub nie rozumieją pytania i powstaje sieczka. Zadawanie pytań to też sztuka  no chyba, że nie chodzi o odpowiedzi, tylko o dyskusję dla dyskusji - też może być, ale wtedy można zadać równie dobrze pytanie z serii "o wszchmocnym i kamieniu" albo np. "jak brzmi dźwięk jednej klaczącej dłoni ?" i sobie pomedytować Pozdrawiam Grzegorz
|
|
 | | szwarcenegger | Bardzo mi miło że mogę gościć w moim skromnym wątku kolejnego znakomitego dyskutanta. Przepraszam za tak mętne pytania ale zadając je postanowiłem dla odmiany kierować się oświeceniową dewizą mówiącą że w polsce jak chce sie zrobic sobie szybko dużo punktów na forum to trzeba zrobić sieczkę maxymalnie prymitywnymi chlopskimi pytaniami a dopiero później rozwinąć. Oto pełna wersja pytań. Czy większość buddystów poprzez swoją działalność pozareligijną dodała wartość społeczeństwu. Czy większość buddystów poprzez swoją działalność niepozareligijną dodała wartość społeczeństwu. Dodanie wartości społeczeństwu oznacza tu to co oznacza w powszechnym rozumieniu czyli np: zwiększenie stopy życiowej społeczeństwa, zmniejszenie bezrobocia, wyeliminowanie nędzy, zapewnienie emerytur, obniżenie przemocy, zwalczenie emidemii itd... wszyscy wiemy chyba o co chodzi. Jak nie wiemy będziemy dalej doprecyzowywać. Czy buddyzm nie neguje tego co jest poza buddyjskim sposobem widzenia swiata? Ten sposob widzenia to m. in. dakinie, demony, 7 kontynentow, słonce co krazy wokol ziemi, góra meru, kanał energetyczny. Wprawdzie budda zalecil podazac za nauka gdy staje sie ona sprzeczna z buddyzmem, tymczasem wiem ze wciaz praktykowane są kanały energetyczne i cała reszta. Czy nyndro, guru joga są zwyczajną nauką uległości? (definicja nauki uległości = patrz internet) Czy boddhiczitta jest zwyczajnym zapomnieniem o sobie i zyciem tylko dla innych, przez co znacznym zaniedbaniem własnej osoby? Tyrani żądzący Tybetem mogli zalecac owo skrajne zaniedbanie wlasnej osoby i zycie tylko dla innych w celu uczynienia podwladnych zaniedbanymi bo takimi brudasami latwiej jest rzadzic. Czy buddyzm uczy patrzenia na wszystko tylko pod kątem nietrwalosci, ze wszystko sie kiedys rozpadnie, czyli dalekowschodniej i extremalnej wersji "z prochu powstałes i w proch sie obrócisz". Gdy na powyzsze pytania odpowiedz jest 3*tak wowczas nalezalo by postawic hipoteze ze buddyzm niczego nie uczy. W buddyzmie sa cuda w postaci latania w powietrzu, kruszenia mudra zjawisk ale tylko w literaturze. Mnie interesuje czy zaobserwowano u buddystow cudowna aktywnosc, poza ich totalna szczesliwoscia, jak przewidywanie co ktos ma w kieszeni, widzenie przez sciane i inne rzeczy sprzeczne z nauka. Dużo jest w buddyzmie o kanałach energetycznych mimo że budda powiedzial że jego uczniowie maja podążać za nauką. Czym są te kanały i przebudzone energie? Czy buddyzm przypadkiem nie wyewoluował z wed w następujący sposób. Mamy wedy i zaprzeczamy temu jak sie da ile sie da aż zaprzeczymy wszystkiemu i nic nie zostanie. W ten sposob np libertarianizm wyewolułował z socjalizmu, Lepper z IIIRP, i byc może buddyzm z wed. Czy zawartość wiedzy buddyjskiej nie uprawdopadabnia wystaczająco takiego scenariusza: buddy nie było, była tylko grupka osób które zaczęły zaprzeczać wedom jak sie da ile sie da az nic nie zostanie i tak powstal buddyzm. Czy moze istnieja fakty historyczne zaprzeczajace takiemu hipotetycznemu biegowi wydarzen. Bardzo sie ciesze ze dyskutanci zechcieli podyskutowac ze mna na te tematy mimo ze wyraznie i dla jaj niedoprecyzowalem pytan. Ci co chcieli robic sieczke mogli sobie uzyc aczkolwiek nie bylo takich duzo. Przewazajaca wiekszosc to bardzo merytoryczni dyskutanci od ktorych moznabylo sie wielu rzeczy dowiedziec. Z nadzieja na wartka i merytoryczna dyskusje z umizgami arnie
|
|
|  | | Grzegorz (2117 punktów) | > Bardzo mi miło że mogę gościć w moim skromnym wątku kolejnego znakomitego dyskutanta.Bardzo dziekuję za takie miłe powitanie choć z dyskusja będzie już troche gorzej o czym za chwilę. > Przepraszam za tak mętne pytania ale zadając je postanowiłem dla odmiany kierować się oświeceniową dewizą mówiącą że w polsce jak chce sie zrobic sobie szybko dużo punktów na forum to trzeba zrobić sieczkę maxymalnie prymitywnymi chlopskimi pytaniami a dopiero później rozwinąć. A ze te punkty można coś dostać ? Może rabat jakiś lub zniżkę składki członkowskiej w PSR  > Oto pełna wersja pytań.............................Noooo tym razem pytania są tak pełne i precyzyjne, że aż żałuję, że nie znam na nie odpowiedzi  nie wątpię że jednak znajdą się tacy co znają więc mogę co najwyżej, podobnie jak Pan pozostać: > Z nadzieja na wartka i merytoryczna dyskusjePozdrawiam Grzegorz
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|