 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 10-08-2005 11:42 | outsider (2469 punktów) | O myśleniu pragmatycznym | Jeśliby zredukować buddyzm do pewnej elementarnej mysli, stanowiącej odpowiedź na lęk egzystencjalny istoty aktywnej ale śmiertelnej (nie jestem znawcą tej doktryny, podlegam pospolitej zachodniej jej interpretacji), da się powiedzieć rzecz następującą.
Mamy do czynienia z nieusuwalną sprzecznością między potrzebą optymizmu a pesymistyczna w swej istocie wiedzą pewną, że nasze życie dobiegnie kresu. Jeśli się w ową sprzecznośc nie zagłębiać, pozostanie ona i tak, zatem winna zostać złagodzona - dlatego jest obietnica reinkarnacji, jakiejś konynuacji naszych uczynków (choć nie osoby), dlatego uczynki te nie zostaną nigdy pozbawione znaczenia.
Jeśli jednak zagłebisz się w myślenie o tej sprzeczności nieusuwalnej, owo wsparcie zewnętrzne w postaci obietnicy być może przestanie ci być potrzebne - to droga ku nirwanie. Zatem masz wybór między wiarą a myślą - masz pełną w tej mierze autonomię, której doktryna Buddy nie ogranicza. Żadne rozwiązanie nie jest gorsze od drugiego - bo rzecz tak czy owak dotyczy losu, kończącego sie śmiercią: przetrwają konsekwencje uczynków, ale nie ty sam.
I nie ma miejsca na budowę zaświatów, owego fantastycznego miejsca do którego mielibyśmy po śmierci trafisz: może będziesz mrówką, może źdźbłem trawy - sam możesz się przyjrzeć mrówce i trawie, nie musisz wierzyć czyimkolwiek obietnicom. Przyznam się, że jako ateista mam głeboki podziw dla tak skonstruowanej doktryny - służącej temu, czemu ma służyć i nienajgorzej uodpornionej na próby manipulowania nią. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Itachi-san (468 punktów) | > Jeśliby zredukować buddyzm do pewnej elementarnej mysli,> stanowiącej odpowiedź na lęk egzystencjalny istoty aktywnej> ale śmiertelnej (nie jestem znawcą tej doktryny, podlegam> pospolitej zachodniej jej interpretacji), da się powiedzieć> rzecz następującą.> Mamy do czynienia z nieusuwalną sprzecznością między> potrzebą optymizmu a pesymistyczna w swej istocie wiedzą> pewną, że nasze życie dobiegnie kresu. Jeśli się w ową> sprzecznośc nie zagłębiać, pozostanie ona i tak, zatem> winna zostać złagodzona - dlatego jest obietnica> reinkarnacji, jakiejś konynuacji naszych uczynków (choć nie> osoby), dlatego uczynki te nie zostaną nigdy pozbawione> znaczenia.Myślę, że praktykujący buddysta nie powinien mieć lęku przed śmiercią. Raz że są specjalne medytacje, ale nawet i zwykłe obniżają lęk (naukowcy to badali). Poza tym nie jest dobrze umierać pod wpływem negatywnych emocji w buddyźmie. Kolejny powód to ważne w buddyźmie jest rozumienie pojecia braku trwałego 'ja' (pustki) czyli mówiąc inaczej, że wszystko jest nietrwałe i zaleźne. Ktoś by powiedział co za negatywna ideologia. Na pierwszy rzut oka tak, ale gdy przyjrzymy sie bliżej chodzi o to, że na codzień doświadczamy szczęścia i cierpienia na przemian, rozpadu i wzrostu, śmierci i narodzin (realizm). Kluczowe jest też pojęcie przywiązania czyli jesteśmy tak do czegoś przywiązani, że myślimy że tylko to może nam zapewnić szczęście i gdy to stracimy to staniemy sie automatycznie nieszczęśliwi. Np. jesteśmy tak przywiązani do pieniędzy, że panicznie boimy się je stacić, albo tak jesteśmy przywiązani do swego wizerunku, że boimy się krytyki innych. Możemy też byc tak przywiązani do intelektu, że lekceważymy z tego powodu głupszych od siebie. Możemy byc tak przywiązani do swich negatywnych emocji i myśli (w senis cały czas negatywizujemy wszystko), że żyjemy w chronicznej i pogłębiającej się depresji. Możliwość konfiguracji duża. Gdy nie jesteśmy przywiązani ( odciąć przywiązanie w sanskrycie to nie znaczy być obojętnym) to możemy mniej sie przejomować tym gdy będziemy mieć kryzys i zacząć od nowa np. zdobywać pieniądze czy szukać nowej partnerki. poprostu zrozumiemy, że były ku temu jakies przyczyny- wszystko jest zaleźne oraz że choćbyśmy chcieli i tak kiedyś byśmy to stracili, nie koniecznie teraz, ale chociażby po śmierci. A więc po co się denerwować, jesli nie ma nic trwałego co byśmy mogli mieć na zawsze na własność oraz jeśli tamta negatywna chwila (np. strata żony, pieniędzy) to przeszłość, bo jest ulotna? Poza tym istnieje przyczyna i skutek i jeśli działamy teraz dobrze w kierunku, który chcemy osiągnąć to to się stanie. Można powiedzieć, że na pierwszym poziomie buddyzm uczy akceptacji swojego cierpienia i pracy nad przyszłym szczęściem, gdy to cierpienie się pojawi. Ludzie nie potrafią patrzeć na świat realnie i w konsekwencji wiele się denerwują, smucą itd a potem działąją wg tych emocjji. Pytają czemu nie jestem szczęśliwy, czemu mnie np. ktoś skrytykował etc.? Buddyzm uczy żyć z negatywnymi myślami, radzić sobie z nimi (czyli zamieniać negatywne na pozytywne, albo też dopuszczać je gdy trzeba, gdyż tłumienie ich nie jest dobre; metod ma sporo- w tym sensie buddyzm przypomina psychoterapię), problemami (które zresztą lepiej twórczo rozwiązywać) i nabrać do nich zdroworozsądkowego dystansu czyli więcej optymizmu. W buddyźmie nic nie jest trwałe, trwała jest tylko Nirwana, ale zanim ją osiągniemy możemy i tak wiele sobie pomóc czyli byc nawet w 90% szczęśliwi, uwolnić się znacznie od wpływów zewnętrznych, które nas rozpraszają i denerwują. Tutaj wkracza 84.000 nauk Buddy spisanych w 108 grubych pismach. > Jeśli jednak zagłebisz się w myślenie o tej sprzeczności> nieusuwalnej, owo wsparcie zewnętrzne w postaci obietnicy> być może przestanie ci być potrzebne - to droga ku> nirwanie. Zatem masz wybór między wiarą a myślą - masz> pełną w tej mierze autonomię, której doktryna Buddy nie> ogranicza. Żadne rozwiązanie nie jest gorsze od drugiego -> bo rzecz tak czy owak dotyczy losu, kończącego sie> śmiercią: przetrwają konsekwencje uczynków, ale nie ty sam.Po reinkarnacji dostajesz nowe ciało oraz umysł wypełniony pozytywnymi działaniami i myślami (jeśli było to wszystko pozytywne to jesteś szczęściarzem) z poprzedniego żywota. To wpływa na twój temperament i na to z jakimi ludźmi masz do czynienia. Oczywiście buddyzm uznaje życie na innych planetach i mozęsz byc inną inteligentną formą. Jedno jest pewne, za dobre uczynki i myśli, nie odrodzisz się jako gąsiennica  Buddyzm jest w kolejnym sensie optymistyczny, bo nie ma żadnego trwałego piekła etc. chociaż świat piekieł wg ich opisu świata istnieje, ale nikt kto tam trafi nie siedzi wiecznie jak w chrześcijaństwie. Poza tym, trzeba mieć strasznie złą karmę żeby się tam odrodzić, i większość ludzi Zachodu się tam nie odrodzi, chyba tylko seryjny morderca, gwałciciel, ale też to nie jest pewne, gdyż z reguły morderca, odradza się w kolejnym żywocie jako ofiara (oczywiście niekoniecznie zabita, przez tego, kogo wcześniej skrzywdziła) > I nie ma miejsca na budowę zaświatów, owego fantastycznego> miejsca do którego mielibyśmy po śmierci trafisz: może> będziesz mrówką, może źdźbłem trawy - sam możesz się> przyjrzeć mrówce i trawie, nie musisz wierzyć czyimkolwiek> obietnicom. Przyznam się, że jako ateista mam głeboki> podziw dla tak skonstruowanej doktryny - służącej temu,> czemu ma służyć i nienajgorzej uodpornionej na próby> manipulowania nią.
|
|
 | | Itachi-san (468 punktów) | > I nie ma miejsca na budowę zaświatów, owego fantastycznego> miejsca do którego mielibyśmy po śmierci trafisz: może> będziesz mrówką, może źdźbłem trawy - sam możesz się> przyjrzeć mrówce i trawie, nie musisz wierzyć czyimkolwiek> obietnicom. Przyznam się, że jako ateista mam głeboki> podziw dla tak skonstruowanej doktryny - służącej temu,> czemu ma służyć i nienajgorzej uodpornionej na próby> manipulowania nią.Jako takie różne światy są, ale wg buddyzmu, każdy z nas jest buddą tylko jeszcze tego nie odkył w sobie. Wg buddyzmu budda ma większą moc niż bogowie, ale nie jest też tak, że potrafią buddowie tworzyć światy czy są im przypisane moce jak bogom lub magom (buddyzm ograniczył znacznie moc bogów, a budda pomimo że ma moc większą niż bóg, jest bliski cżłowiekowi) (Wszech)Światy są też reinkarnacjami poprzednich światów, a światów jest wiele. podobnie jest z naszym wszechświatem. Tylko buddowie mają trwałą osobowość po oświeceniu, żaden z nas nie. Dobra karma (uczynki i myśli) powodują korzystne odrodzenie, więc się nie odrodzisz jako mrówka etc. Czym więcej dobroci tym lepiej i moze tak być, ze sie udrodzisz w pałacu z pięciuset kobietami jak historyczny książe nepalski Siddharta Guatama czyli Budda  Oczywisćie ta opowiastka jest raczej elementem dorobionym, zresztą mało wiadomo o życiu twórcy buddyzmu, jedno jest pewne, że taki gosciu żył, co do Jezusa jest więcej kontrowersji. Poza tym w buddyźmie nie masz ślepej wiary, a masz powoli wyrabiać sobie zaufanie do nauk. Poddajesz nauki wnioskowaniu i empiryzmowi. Buddyzm jest raczej systemem gnostyckim. Jeśli ci dana medytacja służy to okej, wtedy ją ćwiczysz, jeśli dana nauka to też okej i wcielasz ją w życie. Masz spory wybór nauk dla siebie. Możesz jako buddysta nawet nie wierzyć w reinkarnację i postawić znaki zapytania przy narodzinach i po śmierci. Możesz także nie będąc buddystą brać z nauk to co ci się podoba. Możesz nawet praktykować parę odłamów buddyzmu jak zen czy tybetański. Masz duzy wybór. Jest to system liberalny. Na uwagę zasługuje też to, że buddyzm uważa różnorodnośc religii za pozytywną oraz nigdy nie miał świętych wojen, a szkoły buddyzmu współpracowały ze soba ściśle. Buddyzm nie jest niestety ateizmem wolnomyślicielskim, ale ateistyczny jest jak najbardziej, gdyż odrzuca bogów jako przeszkodę w drodze do oświecenia. odrzuca też asceze, ponieważ można wg nauk mieć pieniądze itd. Kluczem jest tylko mieć zdrowe podejście i nauczyc się żyć tak, że nawet jak ich nie mamy to jesteśmy szczęśliwi etc. Buddyzm ze względu na swoją konstrukcję jest nazywany drogą środka- brak wiary w bogów, brak ascezy, ale też nie skrajny materializm, realizm życiowy, połączenie nauk podawanych w logicznej formie z medytacją (mistycyzm), brak nauk o nadstawianiu policzka (możesz się bronić), brak nauk o poczuciu winy (zamiast pokuty, lepsze jest naprawianie świata), odradza się zabijanie, ale jeśli jest zagrożone życie milionów to wtedy nawet zabójstwo Hitlera jest uzasadnione wg buddyzmu (oczywiście kolejna spraw to nie cieszyć się po zabójstwie, gdyż to zostawia negatywne ślady w naszym umyśle i wpływa na karmę w stopniu większym niż w przypadku zabójstwa i żałoby). To tak zarys bardzo ogólny. Ja jestem sympatykiem buddyzmu i trochę wiem o tym, więc napisałem by przybliżyć jak wygląda on, a nie jak sobie KK czy ktoś inny wyobraża
|
|
 | | outsider (2469 punktów) | >Kluczowe jest też pojęcie przywiązania czyli jesteśmy tak do czegoś przywiązani, że myślimy że tylko to może nam zapewnić szczęście i gdy to stracimy to staniemy sie automatycznie nieszczęśliwi (...).
W braminiźmie mamy przyrodzoną kategoryzację jednostek poprzez system kastowy. To pomysł doprowadzony do skrajności - ale protestujemy w gruncie rzeczy przeciwko owej stałości i niezmienności, nie przeciw niej samej. Egocentryzm jest bowiem powszechny: a dotyczy zarówno cech jednostkowych i wewnętrznych (unikalność JA), jak i naszego spolęcznego statusu. Nie da się jednak zaprzeczyć, że współczesnie życie jednostki jest mocno wyspecjalizowane - dumna ze swoich isągnięć na jednym waskim polu, zaniedbuje i stara się nie zauważać ogromnej przestrzeni bytowanaia nas wszystkich.
Celowość przeważyła nad wolnością, co jest w ogóle chrakterystyczne dla społeczeństw złożonych i wysoce zorganizowanych - należy jednak zauważyć, że to pewien sposób bycia, a nie jego istota. Byc może zresztą dziś, gdy dynamika przemian jest ogromna a przydatności zawodowej nie osiąga się raz na całe życie, jest to już wysoce nieoptymalny mechanizm, powodujący zamiast samozadowolenia narastanie frustracji - stąd modne pytanie mieć czy być.
Tu mamy przeciwstawienie z jednej strony europejskiego stereotypu bourgeois czy dalekowschodniego uporzadkowania tao niespokojnemu amerykańskiemu stereotypowi wędrowca, podróżującego przez wielki kraj i społęczną przestrzeń, tracacego wszystko i zaczynającego od nowa - i podobnemu mu rosyjskiemu stereotypowi nawróconego hulaki czy zbrodniarza (choćby raskolnikow) - może takie stereotypy powstają tylko w krajach terytorialnie rozległych? Mało da się zwykle powiedzieć dobrego o Rosji, o USA ostatnio też niezbyt wiele - a przeciez to cenny wzorzec kulturowy, którego nie należy pochopnie odrzucać. Nawiasem mówiąc, ów model "wędrowca" w Poolsce jest odrzucany ze szczególną siła - jakiekolwiek "błędy młodości" uchodza u nas za nienaprawialne.
(Co do Rosji, której kulturę znam słabo, opieram sie na opinii Z. Kałużyńskiego).
>Ludzie nie potrafią patrzeć na świat realnie i w konsekwencji wiele się denerwują, smucą itd a potem działąją wg tych emocji. (...)
Im większe znaczenie ma stabilnośc postrzegania świata, tym trudniej o dystans do samego siebie - bo jest on przecież zmianą, przełamaniem myslowych nawyków. Im bardziej monocentryczny świat wartości - tym trudniej i samemu postrzegać walor odmiennosci, która przecież w efekcie prowadzi do różnorodności. Nasza kultura jest kulturą ciągłej walki - może dlatego tak wiele w niej nerwic; wszak trzeba być wciąż w pełnej gotowości bojowej i nie ma czasu na myślenie, które przejściowo nas osłabia.
>Po reinkarnacji dostajesz nowe ciało oraz umysł wypełniony pozytywnymi działaniami i myślami (jeśli było to wszystko pozytywne to jesteś szczęściarzem) z poprzedniego żywota. (...)
Gdyby miała się przy tym zachować tożsamość - gromadzenie dobrych uczynków byłoby osobistą skrzętnością; jesli jednak nie zachowuje się - dajemy ów potencjał komu innemu, a więc ma to wymiar całkiem inny, niż np. pojęcie zbawienia: to bezinteresowny dar.
> Buddyzm jest w kolejnym sensie optymistyczny, bo nie ma żadnego trwałego piekła etc. chociaż świat piekieł wg ich opisu świata istnieje, ale nikt kto tam trafi nie siedzi wiecznie jak w chrześcijaństwie. Poza tym, trzeba mieć strasznie złą karmę żeby się tam odrodzić, i większość ludzi Zachodu się tam nie odrodzi, chyba tylko seryjny morderca, gwałciciel, ale też to nie jest pewne, gdyż z reguły morderca, odradza się w kolejnym żywocie jako ofiara (oczywiście niekoniecznie zabita, przez tego, kogo wcześniej skrzywdziła)
Od dawna frapuje mnie w chrześcijaństwie myśl o mekach wiekuistych. Niezależnie bowiem od tego co myslę np. o Hitlerze czy Stalinie, aż takiej kary bym im nie życzył: inni jednak miłosierni potrafią wolicjonalnie traktować w ten sposób grzeszników o wiele mniejszych - i uwazają lasciate ogni speranza (ale istniej nadal) za sformułowanie piękne samo w sobie.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|