Racjonalista - Strona głównaDo treści
Naukowe myślenie, czy zarozumialstwo?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
02-03-2006 16:39Kontrast (1042 punktów)Naukowe myślenie, czy zarozumialstwo?
Już nie pierwszy raz w dyskusjach spotykam się tu z dziwacznymi zarzutami o nienaukowość, czy jakieś błędy logiczne, których dopatrują się usilnie niektórzy forumowicze. W związku z tym bardzo jestem ciekaw jaką formację intelektualną przeszli? Proszę o podanie źródeł, metodologii i założeń takiej formacji. Czy są to jakieś kursy, specjalne uniwersytety, czy coś innego? Dyskutanci wydają się być jakby namaszczeni wiedzą niedostępną dla innych śmiertelników. Jednak postawieni pod murem nie chcą powiedzieć nic konkretnego, poza jakimiś encyklopedycznymi hasłami. O co tu chodzi, czy ktoś wie?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

placownik (17853 punktów)

   Wtręt w kwestii języka.

   Sporom światopoglądowym towarzyszy niedostrzegana na co dzień ekspansja dominującego światopoglądu w sferze języka. I tak określenie "płód ludzki" zostaje zastąpione (nawet w aktach prawnych) określeniem "dziecko poczęte", szerzy się wdzięczny skądinąd neologizm "ubogacać". Przykłady można by mnożyć. Nie mogę się jednak zgodzić z zastępowaniem "kształtowania" przez "formowanie". Określenie "formowanie" wydaje mi się dość trafnie określać proces wychowania jakiemu poddaje się alumnów w seminariach jednak rozszerzanie stosowania tego pojęcia na wszelkie procesy kształcenia wydaje mi się nieuprawnione. Dlatego na Twoje pytanie >bardzo jestem ciekaw jaką formację intelektualną przeszli?
odpowiem bardzo ogólnie. W kształtowaniu swojego światopoglądu polegałem głównie na sobie. Nie przeczę, że okresowo ulegałem różnym wpływom, zawsze jednak byłem sceptykiem i z wielką nieufnością podchodziłem (i nadal podchodzę) do wszelkich autorytetów. Co nie znaczy wcale iż z założenia je neguję! W efekcie mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że nikt skutecznie mnie nie formował choć wielu próbowało, a ich usiłowania nie zawsze pozostawały całkowicie bezskuteczne.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>   Wtręt w kwestii języka.

>   Sporom światopoglądowym towarzyszy niedostrzegana na co dzień ekspansja dominującego światopoglądu w sferze języka (...). Nie mogę się jednak zgodzić z zastępowaniem "kształtowania" przez "formowanie".(...)
Poobcinałem niepotrzebne wstawki, w których jak zwykle wykorzystujesz okazję, żeby coś zarzucić na marginesie (ciekawa technika, muszę przyznać). Nie daję się jednak wyprowadzić na manowce (co też jest jedną z Twoich technik, która zarzucasz i mnie). Całkiem świadomie użyłem terminu "formacja" i to w takim znaczeniu jak podałeś. Choć może znajdą się i tacy, co powiedzą o kształtowaniu, bo formacja kojarzy się z czymś narzuconym, a kształtowanie to raczej samoformacja. Nazwij to jak chcesz, wiadomo przecież o co pytam. Chyba, że znowu użyłem błednej komendy?

>Dlatego na Twoje pytanie:
>>bardzo jestem ciekaw jaką formację intelektualną przeszli?
>odpowiem bardzo ogólnie.
>W kształtowaniu swojego światopoglądu polegałem głównie na sobie.
To, mam wierzyć, że medytowałeś siebie i z tego czerpiesz wiedzę? Konkrety mnie interesują, co czytałeś, gdzie zdobyłeś i jaką wiedzę itd. Czy to tak trudno określić?

>Nie przeczę, że okresowo ulegałem różnym wpływom, zawsze jednak byłem sceptykiem i z wielką nieufnością podchodziłem (i nadal podchodzę) do wszelkich autorytetów. Co nie znaczy wcale iż z założenia je neguję! W efekcie mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że nikt skutecznie mnie nie formował choć wielu próbowało, a ich usiłowania nie zawsze pozostawały całkowicie bezskuteczne.
W takim razie jeszcze raz ponawiam pytanie, skąd wzięła się Twoja wiedza, przekonania i na jakiej podstawie formułujesz swoje sądy? Pytam o konkrety. Jak mam się odnieść do Twoich argumentów w dyskusji jeśli są to często tylko stwierdzenia i nawet nie wiem na jakiej bazie wyrobiłeś sobie taki pogląd. Na studiach nauczyłem się nie przyjmować niczego na wiarę i szukam zwykle źródeł, a mając bibliografię i znając autorów jakiejś teorii jeśli jest to możliwe sięgam do metod badawczych jakimi się posługiwali. Następnie porównując metody badawcze i wnioski innych wyrabiam sobie własną opinię zwykle zgodną z tą najlepiej popartą argumentami i wiarygodnymi dowodami. Jestem tu bardzo sceptyczny i nawet uznane autorytety muszą mnie przekonać.
Nie przekonują mnie stwierdzenia forumowiczów jeśli nie potrafią nawet wskazać na źródła inne niż własna opinia. Mogą co najwyżej pobudzić do rozważań. Dlatego tak często robię prowokacje takie jak ostatnio z Zimą, któremu "starczy pokazać".
Mam nadzieję, że podasz jakieś konkrety, a może robisz za proroka, bo z tego co napisałeś można by taki wniosek wyciągnąć
Interesuje mnie to również wobec innych, którzy zachowują się identycznie, co sugeruje, że przeszli tę samą drogę formacji, czy jak wolisz kształcenia. A może chodzi o coś innego? co tym mocniej wzbudza moją ciekawość...

Pozdrawiam!

Deus caritas est
placownik (17853 punktów)

   Więc konkretnie. Na temat wtrętu językowego.

   Na zjawisko (ekspansji dominującego światopoglądu w sferze języka) zwrócił moją uwagę najprawdopodobniej prof. Bralczyk przy okazji oceny jakości języka używanego w sferze publicznej. Tak na marginesie to zauważył on nędzną jakość języka używanego przez hierachów Kościoła. Uznaję autorytet profesora ale...

   Co do "płodu" - z kodeksu karnego pojęcie to zostało wyrugowane nowelizacją z dnia 8 lipca 1999

   "Formacja intelektualna" - wpisz te frazę w Google i przyjrzyj się wynikom wyszukiwania, tak jak ja to zrobiłem.

   "Ubogacać" w internetowych słowniku języka polskiego PWN brak tego hasła. W jakich kontekstach jest używane możesz się przekonać wpisując je w Google.

   Wnioski wyciągam sam. Czy do tego trzeba być prorokiem?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>   Więc konkretnie. Na temat wtrętu językowego.
>   Na zjawisko (ekspansji dominującego światopoglądu w sferze języka) zwrócił moją uwagę najprawdopodobniej prof. Bralczyk przy okazji oceny jakości języka używanego w sferze publicznej. Tak na marginesie to zauważył on nędzną jakość języka używanego przez hierachów Kościoła.
Tradycyjnie wykorzystałeś okazję, żeby wspomnieć tym razem o hierarchach. Dowiedziałem się jednak o pewnym profesorku. Wreszcie jakiś konkret. Z tym językiem nie jest tak źle jeśli już, ma on swoją terminologię i wszyscy o tym wiedzą. Jedyny zarzut to nadużywanie go w wypowiedziach publicznych, gdy adresaci nie rozumieją niektórych pojęć. Jeśli jakiś profesor teologii żyje tym, to czasem może nie zauważyć, że pewne rzeczy są niejasne, dla prostych ludzi.

>Uznaję autorytet profesora ale...
Ale co?

>   Co do "płodu" - z kodeksu karnego pojęcie to zostało wyrugowane nowelizacją z dnia 8 lipca 1999
Dla mnie poprzednie określenie było bezsensowne, bo nieadekwatne. Płód jest stadium rozwoju dziecka i określenie "płód ludzki" rodziło dziwaczną dwuznaczność jakby mógł istnieć "nieludzki płód" w ciele kobiety (choć może kiedyś podobne wariactwa przyjdą komuś do głowy, żeby kobiety rodziły nerkę, albo koto-człowieka).
Takie określenia były dyskryminujące dla samego człowieczeństwa dziecka, bo "płód" kojarzył się z czymś, a nie z kimś. Człowiek to ktoś a nie coś i to nie ważne, że jest w stadium rozwoju, w którym jeszcze trudno zewnętrznie go rozpoznać jako człowieka. To nie jest sprawa wiary, ale implikacja.
Skoro uznajemy ewolucję, to przez podobieństwo powinniśmy też uznać pochodzenie człowieka w linii ciągłej od poczętego zarodka i to nie jest sprawa wiary tylko prostego myślenia przyczynowoskutkowego.
Tu trzeba rozważyć definicję człowieczeństwa, czy przyjmie się za kryterium i godność człowieka jego istotę, czy tylko przypadłości bytowe. Ja uznaję Człowieka w swej istocie i integralności fizycznoduchowej od momentu poczęcia, bo nie ma innego momentu zwrotnego, a ten jest bezsporny.
Wdałem się znowu w ten temat, a chodzi mi o co innego.

>   "Formacja intelektualna" - wpisz te frazę w Google i przyjrzyj się wynikom wyszukiwania, tak jak ja to zrobiłem.
Zabawne, pasuje do Twoich założeń. Akurat webmasterzy piszący strony dla seminariów wpisują w słowach kluczowych "Formacja seminaryjna" i "Formacja intelektualna", żeby po tych hasłach ich znaleźli. Znowu uciekasz od odpowiedzi.

>   "Ubogacać" w internetowych słowniku języka polskiego PWN brak tego hasła. W jakich kontekstach jest używane możesz się przekonać wpisując je w Google.
Ubawiłem się z tego co napisałeś po pachy
Mały słownik ma tylko 35 tysięcy haseł, duży 80 tys. Zobacz w dużym jak masz dostęp, ja nie posiadam, więc nie potrafię stwierdzić. Trochę dziwne, że tak często używanego słowa nie ma w słowniku PWN. Same kobiety to opracowywały, może nie były dość ubogacone, przez wydawnictwo i zjadły słówko?

>   Wnioski wyciągam sam. Czy do tego trzeba być prorokiem?
Nie trzeba, ale inaczej rozmawia się z kimś, kto mówi, że sam doszedł do czegoś na podstawie obserwacji, własnych przemyśleń i rozważań, niż z "prorokiem", który twierdzi.
Niestety spotykam się tu zbyt często z postawą autorytarną i powoływaniem się na naukę, gdy z nauką ma to niewiele wspólnego (jeśli coś ma).
Nie jestem wrogiem nauki, ani logiki, ale takie stosowanie metod naukowych i rzekomo naukowego myślenia przez ludzi nie zajmujących się jakimiś konkretnymi badaniami w życiu codziennym, gdy wystarczy zwyczajne myślenie, jest dziwaczne. Przypomina mi to trochę dewocję u ludzi, którzy nie są i w swoim sercu nie pragną być święci, a zachowują się jak zakonnicy. Takich pozwalam krytykować, może im się to przyda.

Niestety nie zaspokoiłeś mojej ciekawości Placowniku, poza wspomnianym profesorkiem, którego traktujesz ambiwalentnie mam do czynienia jedynie z Twoimi osobistymi doświadczeniami, ale to stawia Cię jak narazie najwyżej na poziomie bystrego i oczytanego jegomościa, z którym można sobie pogadać. No i chyba tak byłoby normalniej. Jak równy z równym.

Pozdrawiam


Deus caritas est
Janek39 (97 punktów)
Trzy grosze na tle uwag dot. "kształtowania" i "formowania". Oba określenia mają znaczenie w odniesieniu do czynności fizycznych jak i niematerialnych. Użycie słowa "formacja" w pytaniu Kontrasta wydaje się nietrafne. Prościej było zapytać jakie i gdzie zdobyli wykształcenie, bo o to przecież chodziło. Jak mam odpowiedzieć na tak postawione pytanie Kontrasta? Przeszedłem formację intelektualną na Uniwersytecie Warszawskim. To śmieszne. Ja tam po prostu zdobyłem wiedzę. Ta uczelnia kształtowała mnie. Bo uczelnia, szkoła, a później praca kształtują ludzi nadając im pewną formę.
Formacja bardziej pasuje do określenia jakiejś grupy ludzi, reprezentujących pewne wspólne cechy, np. formacje wojskowe. Formować i kształtować można i ludzi i przedmioty. Np. kształtowanie opinii, formowanie oddziałów. Można formować charakter, umysły ale można też je kształtować . Jest jeszcze aspekt fizyczny formowania, np. formować szyk bojowy czy pochód. Kształtowanie ma też odniesienie do działań fizycznych, np. rzeźbiarz nadaje kształt.
Nie można też zgodzić się z tezą Placownika, że "polegał głównie na sobie". Proces kształtowania człowieka zaczyna się od kołyski i niestety polega na przyswajaniu cudzej wiedzy. Dopiero po zdobyciu pewnego kompendium można samemu zacząć wymyślać rzeczy nowe. W zdobywaniu wiedzy musimy niestety polegać na innych. Człowiek jest zniewolony. Żyjąc w społeczeństwie, będąc zależnym od innych nie można mówić "polegam na sobie". Polegać na sobie można tylko żyjąc samotnie na księżycu.
Przy okazji słowo o nowotworach językowych. "Ubogacać" - nie ma takiego słowa. Ubogacać mogą tylko ludzie ubodzy umysłowo, niewykształceni lub żle wykształceni. Takich coraz więcej, bo szkoła zeszła na psy a uczelnie udają czasami, że kształcą. Przykładów złego posługiwania się językiem polskim mamy sporo, codziennie znajdujemy je w prasie, TV, radiu nie mówiąc już o ulicy. I lepiej już nie będzie, może być tylko gorzej bo nie jesteśmy społeczeństwem żądnym wiedzy.
"Google" - to dobre źródło informacji ale to na pewno nie jest słownik języka polskiego i przy jego tworzeniu poloniści nie są chyba masowo zatrudniani. Dlatego odwoływanie się w kwestiach językowych do tego źródła nie jest najlepszym pomysłem. Mały słownik języka polskiego nie jest taki mały, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że przeciętny Polak nie używa więcej jak 10.000 słów. Niektórym to starcza nawet kilka podstawowych na określenie niemal wszystkiego.
"Płód ludzki" na temat którego fantazjował Kontrast. Płód to stadium rozwoju człowieka. O stadium dziecka mówimy kiedy wyjdzie już z brzucha, bo wcześniej to płód (pochodzi od zapłodnienia) i tak było do zmiany. Teraz mamy dziecko poczęte. Ciekaw jestem jak się określi znalezione na śmietniku (co jest normalne w tak katolickim kraju) martwe, poronione, co? Czy "dziecko poczęte".
Pozdrawiam wszystkich.
placownik (17853 punktów)

>Nie można też zgodzić się z tezą Placownika, że "polegał głównie na sobie".

   Masz rację. Byłbym bliższy prawdy gdybym napisał : W świadomym kształtowaniu swojego światopoglądu polegałem głównie na sobie.

>Przy okazji słowo o nowotworach językowych. "Ubogacać" - nie ma takiego słowa.

    Tutaj racji nie masz.

>"Google" - to dobre źródło informacji ale to na pewno nie jest słownik języka polskiego i przy jego tworzeniu poloniści nie są chyba masowo zatrudniani.

   Jasne. Ale Gogle to dobre źródło informacji na temat sposobu w jaki język, w jego pisanej odmianie, jest używany. Teksty internetowe wchodzą w skład korpusu języka polskiego . Właściwie zbudowany korpus języka jest niezastąpionym narzędziem pracy dla językoznawców.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
placownik (17853 punktów)

>>Uznaję autorytet profesora ale...
>Ale co?

   Ale pewne rzeczy postanowiłem sprawdzić. Sam, tak jak to sceptykowi przystało.

>>Co do "płodu" - z kodeksu karnego pojęcie to zostało wyrugowane nowelizacją z dnia 8 lipca 1999

>Dla mnie poprzednie określenie było bezsensowne, bo nieadekwatne. Płód jest stadium rozwoju dziecka i określenie "płód ludzki" rodziło dziwaczną dwuznaczność jakby mógł istnieć "nieludzki płód" w ciele kobiety (choć może kiedyś podobne wariactwa przyjdą komuś do głowy, żeby kobiety rodziły nerkę, albo koto-człowieka).

   Przymiotnik "ludzki" dopisałeś sobie do "płodu" sam. Pomimo, iż jak na tacy podałem Ci link do odpowiedniego aktu prawnego. Po czym zapisałeś z pół strony walcząc z cieniem. Zwrócił na to słusznie uwagę Janek39

>>"Formacja intelektualna" - wpisz te frazę w Google i przyjrzyj się wynikom wyszukiwania, tak jak ja to zrobiłem.

>Zabawne, pasuje do Twoich założeń. Akurat webmasterzy piszący strony dla seminariów wpisują w słowach kluczowych "Formacja seminaryjna" i "Formacja intelektualna", żeby po tych hasłach ich znaleźli.

   Rzeczywiście. Wpisują. I osiągają zamierzony efekt. Nie widzę w tym jednak niczego zabawnego. Widzę w tym za to potwierdzenie tezy profesora Bralczyka (najprawdopodobniej jego, chociaż tego akurat nie sprawdzałem). Profesora, którego nie wiem z jakiego powodu określasz jako "profesorka". Czyżby po to, aby było jeszcze zabawniej?

>>"Ubogacać" w internetowych słowniku języka polskiego PWN brak tego hasła. W jakich kontekstach jest używane możesz się przekonać wpisując je w Google.

>Ubawiłem się z tego co napisałeś po pachy

   Cieszę się, że dostarczam Ci zdrowej rozrywki, choć czynię to mimo woli. Twoje poczucie humoru jest mi całkowicie obce.

>Mały słownik ma tylko 35 tysięcy haseł, duży 80 tys. Zobacz w dużym jak masz dostęp, ja nie posiadam, więc nie potrafię stwierdzić. Trochę dziwne, że tak często używanego słowa nie ma w słowniku PWN. Same kobiety to opracowywały, może nie były dość ubogacone, przez wydawnictwo i zjadły słówko?

   Internetowy słownik języka polskiego PWN, na który się powołuję ma 80 tysięcy haseł. Łatwo to sprawdzić. Dlaczego tego nie zrobiłeś? Brak czasu? Na brak czasu skarżysz się dość często. Obiecujesz, że sprawdzisz to i owo, że napiszesz, że umieścisz na swojej stronie internetowej. Zastanów się, czy nie byłoby racjonalniej "skrócić front". Starasz się jednocześnie przygwoździć swoimi argumentami kilku dyskutantów, w dyskusjach prowadzonych na kilka różnych tematów. Skutki są niestety żałosne.

>mam do czynienia jedynie z Twoimi osobistymi doświadczeniami, ale to stawia Cię jak na razie najwyżej na poziomie bystrego i oczytanego jegomościa, z którym można sobie pogadać. No i chyba tak byłoby normalniej. Jak równy z równym.

   Czyżby jakaś nutka kompleksu niższości? Zapewniam Cię, że nie widzę żadnych podstaw. Mam Cię za bystrego i oczytanego jegomościa, do tego teologa, z którym można byłoby sensownie pogadać, gdyby nieco lepiej organizował swój czas i wykazywał nieco więcej sceptycyzmu z jednej strony, a szacunku dla faktów z drugiej.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Piotrek Patucha (2279 punktów)
Cześć Wojtku,

>   Internetowy słownik języka polskiego PWN, na który się powołuję ma 80 tysięcy haseł. Łatwo to sprawdzić. Dlaczego tego nie zrobiłeś? Brak czasu? Na brak czasu skarżysz się dość często. Obiecujesz, że sprawdzisz to i owo, że napiszesz, że umieścisz na swojej stronie internetowej.

Być może on rzeczywiscie nie ma czasu. Ja bym nie miał, na bank, ponieważ po 8 godzinach pracy, ugotowaniu obiadu, zaspokojeniu dziewczyny i spotkania przyjaciela, nie mam ochoty nawet słuchać kawałka "Na falochronie" Emigrantów, a przecież wokalista ma świetny głos i testy mądre. Nie starcza mi czasu i energii i wcale bym się nie zdziwił gdyby inni ludzie pracujący tracili niepowtrzalną szansę czytania encyklopedii z powodu braku czasu.

>   Czyżby jakaś nutka kompleksu niższości? Zapewniam Cię, że nie widzę żadnych podstaw. Mam Cię za bystrego i oczytanego jegomościa, do tego teologa, z którym można byłoby sensownie pogadać, gdyby nieco lepiej organizował swój czas i wykazywał nieco więcej sceptycyzmu z jednej strony, a szacunku dla faktów z drugiej.

Kontrast niepokoi, bada, ściemnia, ale sympatyczny z niego facet. Zresztą nie o nim chciałem mówić. Trzymaj sie Wojtku, oby ci się wiodło jak najlepiej.
placownik (17853 punktów)
   Witaj Piotrze,

   Nie chcąc łamać regulaminu ograniczę się tylko do stwierdzenia, że w pełni się z Tobą zgadzam.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

Wcinam się tu, bo o mnie mowa.

>Być może on rzeczywiscie nie ma czasu.
Mam mało czasu, a ostatnio prawie jednocześnie piszę do kilkunastu osób i nieokreślonej liczby innych. Ponad 21 osób pisało kilka razy. Staram się nie zostawiać nikogo bez odpowiedzi, choć w tym pośpiechu trudno o dobre przemyślenie i poparcie mocnymi argumentami wszystkiego, co piszę. Nie wiem, co lepiej zostawić kogoś bez odpowiedzi, czy coś napisać. Wolę nie zostawiać. Niestety są potem zarzuty, że coś tam głupiego, czy nielogicznego napisałem. Dlatego obiecywałem, że zamieszczę na mojej stronie odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania. Mam nadzieję, że w końcu znajdę czas i to zrobię. Nie chcę jednak wstawiać byle czego. Kilka rzeczy już jest, ale na razie ogólniki.

>>   Czyżby jakaś nutka kompleksu niższości? Zapewniam Cię, że nie widzę żadnych podstaw. Mam Cię za bystrego i oczytanego jegomościa, do tego teologa, z którym można byłoby sensownie pogadać, gdyby nieco lepiej organizował swój czas i wykazywał nieco więcej sceptycyzmu z jednej strony, a szacunku dla faktów z drugiej.
Sceptycyzm mam większy niż racjonaliści , skoro więc zachowuję sceptycyzm, to i te fakty, które przy badaniu mają prześwitujące na wylot dziury, jakoś nie wzbudzają u mnie mistycznych uniesień .

>Kontrast niepokoi, bada, ściemnia,
W końcu nie bez powodu jestem Kontrastem. Uwielbiam wbijać kij w mrowisko

>ale sympatyczny z niego facet.
Dzięki...

Pozdrawiam!

Deus caritas est
JATO (2644 punktów)
Nie ma czegos takiego jak "nienaukowość" lub "naukowość". Bliżej poprawnej polszczyzny jest pojecie "niezgodności" lub "zgodności z nauka a dokładnie z ustalonymi przez naukę faktami. Metodologia jest nauką o metodzie (źróło to pierwszy lepszy słownik języka polskiego). Jeżeli natomisat chodzi o metodę działania - nazyw to się metodyką. Formacji się nie przechodzi, podbnie jak nie rpzechodzi się rzeki (jedynie w Hymnie jest "przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę). Można tylko zostać uformowanym czyli przejść proces formowania.
Oczywistym jest, że dalsze dywagacje są zwykłą "tetrapiloktomią" czyli "dzieleniem włosa na czworo" (Umberto Eco "Wahadło Foucaulta"). Czyli dalszych złośliwości już nie będzie.
Jak rozumiem codzi po porstu o zarzut, iż przedstawiane tezy, wnioski, mysli czy stwierdzenia nie mają poparcia w faktach tzw. naukowych, prze co większość rozumie "fakty" obiektywne (taki skrót, nie umiem tego wyartykułować poprawnie). Rzecz w tym, że każdy ma jakiś zasób wiedzy i na jego podstawie opiera swój sposób widzenia świata "i okolic". Zarzuty o wspomnianej "nienaukowości" wynikają ze zwykłego braku kultury w dyskusji. Poprawna "dysputa" polega na wymianie argumentów popartych faktami. Właczenie do argumentacji wycieczek natury osobistej świadczy o małości dysputanta. Wiadomo, że każdy ma inny zasób wiedzy ba, bywa że faktami nazywa mity lub coś co jest fizycznie nieudowodnione. Ma zatem prawo błądzić. W niczym go to nie dyskwalifikuje. Dyskwalifikacja następuje wtedy gdy trwa przy swoich, wykazanych i udowodnionych błędach. To tyle. Pozdrawiam serdecznie. JATO
PS. Nie jestem nieomylny. Jestem pełen pokory wobec własnej niewiedzy.



Prawo Wylera: Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>Nie ma czegos takiego jak "nienaukowość" lub "naukowość". Bliżej poprawnej polszczyzny jest pojecie "niezgodności" lub "zgodności z nauka a dokładnie z ustalonymi przez naukę faktami.
>Jak rozumiem codzi po porostu o zarzut, iż przedstawiane tezy, wnioski, mysli czy stwierdzenia nie mają poparcia w faktach tzw. naukowych, prze co większość rozumie "fakty" obiektywne (taki skrót, nie umiem tego wyartykułować poprawnie).
Problem polega często na tym, że fizyk "walczy" z historykiem, no bo mają inne cele badawcze i metodykę. Choć historyk może badać historię rozwoju fizyki, a badania wykorzystujące odkrycia fizyków, przydają się historykom.
Taki fizyk, czy biolog będzie też zarzucał coś teologowi, bo nie przyjmuje pewnych założeń, które nie podważają faktów, ale jedynie wprowadzają wyjątek od reguły (może to kiedyś wyjaśnię).

>Metodologia jest nauką o metodzie (źróło to pierwszy lepszy słownik języka polskiego). Jeżeli natomisat chodzi o metodę działania - nazyw to się metodyką.
Akurat mnie nie musisz uczyć, choć może ktoś skorzysta

>Oczywistym jest, że dalsze dywagacje są zwykłą "tetrapiloktomią" czyli "dzieleniem włosa na czworo" (Umberto Eco "Wahadło Foucaulta"). Czyli dalszych złośliwości już nie będzie.
Nie dostałem odpowiedzi na zadane pytanie, chociaż może częste wskazywanie na tego autora to już coś (lepszy rydz niż nic bez aluzji proszę )...

>Rzecz w tym, że każdy ma jakiś zasób wiedzy i na jego podstawie opiera swój sposób widzenia świata "i okolic".
I właśnie o tę wiedzę mi chodzi. Chcę wiedzieć, czy jest to zjawisko spontaniczne, czy też lektura konkretnych dzieł kształtuje taki sposób myślenia jaki zbyt często się tu powtarza, aby uznać, go za przypadkowy. To taka socjologiczna ciekawość z mojej strony.

>Zarzuty o wspomnianej "nienaukowości" wynikają ze zwykłego braku kultury w dyskusji. Poprawna "dysputa" polega na wymianie argumentów popartych faktami.
Nie zawsze można znaleźć te argumenty i fakty, ale czyż wyrażenie własnej opini, czy zwykłej refleksji jeśli się to zaznaczy jest jakimś błędem. Nierzadko jednak spotykam się ze szturmem na takie refleksje, a wystarczy tylko powiedzieć, że widzi się to inaczej i OK.

>Właczenie do argumentacji wycieczek natury osobistej świadczy o małości dysputanta. Wiadomo, że każdy ma inny zasób wiedzy ba, bywa że faktami nazywa mity lub coś co jest fizycznie nieudowodnione. Ma zatem prawo błądzić. W niczym go to nie dyskwalifikuje.
Ma prawo do błędu i to należy uszanować, bo do prawdy się dochodzi, czasami długo.

>Dyskwalifikacja następuje wtedy gdy trwa przy swoich, wykazanych i udowodnionych błędach.
Trzeba założyć, że często takie dowody są subiektywne i formułowane według światopoglądu udowadniającego. To, że zgadzają sie logicznie z jego założeniami nie oznacza automatycznie, że są niepodważalne.
Fizyk, przykładowo, nie zrozumie dziewiczego poczęcia, choć biotechnolog może rozważać, że teoretycznie musiało by zajść to i tamto (trzeba by podmienić jakieś alielle, czy coś podobnego). Teolog przyjmuje, że Bóg jest Wszechmocny i nieważne jak to zrobił, ale u Niego jest to możliwe. Nie zmienia to praw przyrody, bo te prawa są nadane przez Boga, więc ich zmiana nie jest problemem (myślę nad tym tematem i może kiedyś napiszę coś wiecej).

>PS. Nie jestem nieomylny. Jestem pełen pokory wobec własnej niewiedzy.
Całe szczęście.

> Prawo Wylera: Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
Prawo Boga: Dla Boga nie ma nic niemożliwego i bez Niego nic się nie stało.

Pozdrawiam!

Deus caritas est
JATO (2644 punktów)
Deus caritas może i jest. Człowiek niekoniecznie.
Odrzucając fakty obiektywne przechodziśz na fideizm.
Pozdrawiam.


Prawo Wylera: Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>Deus caritas może i jest. Człowiek nie koniecznie.
A czy ja kiedykolwiek tak powiedziałem, że człowiek sam z siebie może być caritas, czy agape? Bez Boga nie jesteśmy zdolni do miłości i fakty to potwierdzają. Może niektórzy ludzie starają się, ale miłości Bożej nie mają bez Boga. Jeśli ją mają to chyba są jednak wierzący, tylko niekiedy nie kojarzą miłości z wiarą. Mówię oczywiście o szczególnym rodzaju miłości, którą głęboko wierzący znają. Kto nie miłuje nie zna Boga bo Bóg jest miłością (1 J 4, 8). Miłość jest papierkiem lakmusowym prawdziwej wiary. Kto nie ma w sobie miłości i uważa się za wierzącego, kłamie. Bycie wyznawcą to za mało. Przez takich oszustów jest ten serwis.
Gdyby wszyscy wierzący byli święci słowa "Bóg Cię kocha" byłyby wiarygodne dla wszystkich.

>Odrzucając fakty obiektywne przechodzisz na fideizm.
Nie jestem fideistą i katolicyzm odrzuca taką postawę. Nie do mnie te zarzuty.

Pozdrawiam.

Doskonała miłość usuwa lęk
Anna Słota
>Przez takich oszustów jest ten serwis.

Mógłbyś uściślić? Czyżbyś rzucał oszczerstwa? A gdzie Twoja miłość?
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>>Przez takich oszustów jest ten serwis.
>Mógłbyś uściślić? Czyżbyś rzucał oszczerstwa? A gdzie Twoja miłość?
Wyraziłem się jasno, że chodzi mi o fałszywie wierzących, którzy dają antyświadectwo. Gdyby nie oni, nie byłoby niewierzących, a jeśli nawet to nie walczyliby oni z wierzącymi, bo nie mieliby czego zarzucać, stąd wniosek, że taki serwis jak ten (antyklerykalny), pewnie nie powstałby, bo komu by się chciało? Ja dostrzegam tu pewne postawy psychologiczne, jak nieufność i żal, który aż się tu wylewa szerokim strumieniem. Myślę, że wszystkie te tematy to tylko taki parawam...
Co do mojej miłości wobec jawnych nieprzyjaciół mojej wiary to chyba samo to, że próbuję tu rozmawiać i zrozumieć niektóre osoby świadczy o tym, że nie mam nienawiści. Czasami trudno się opanować, jak ktoś prowokuje, ale staram się patrzeć na to wyrozumiale i powściągać emocje.
Próbuję zrozumieć niewierzących, jakie motywacje kierują ludźmi odrzucającymi Boga i dlaczego nie wierzą. To taka moja ciekawość.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Anna Słota
> chodzi mi o fałszywie wierzących, którzy dają antyświadectwo. Gdyby nie oni, nie byłoby niewierzących,
serio? nie wierzysz, że człowiek może samodzielnie odkryć, że żadnych bogów nie ma? A wszystko to mity społeczeństw na teologicznym poziomie rozwoju? potem jest metafizyczny, a dopiero następny, to naukowy... kawał czasu przed Tobą

> a jeśli nawet to nie walczyliby oni z wierzącymi, bo nie mieliby czego zarzucać
wierzący bardzo przeszkadzą mi żyć, walczę z tym (tak jak uważam za stosowne), bo mam tylko to życie i chcę żyć godnie, jak to oznajmiłam jakieś 10 lat temu (albo więcej) mojemu głęboko wierzącemu dziadkowi

> stąd wniosek, że taki serwis jak ten (antyklerykalny), pewnie nie powstałby, bo komu by się chciało?
chciało się Agnosiewiczowi, za to go podziwiam i wspieram w miarę moich możliwości

> Ja dostrzegam tu pewne postawy psychologiczne, jak nieufność i żal, który aż się tu wylewa szerokim strumieniem.
ciekawe, moja mama też mówi, że widzi we mnie żal (chociaż powiedziała to ponad rok temu) ... jesteście lingwistycznie zaprogramowani?

> Myślę, że wszystkie te tematy to tylko taki parawam...
mianowicie?

>Co do mojej miłości wobec jawnych nieprzyjaciół mojej wiary to chyba samo to, że próbuję tu rozmawiać i zrozumieć niektóre osoby świadczy o tym, że nie mam nienawiści.
a szkalowanie?

>Próbuję zrozumieć niewierzących, jakie motywacje kierują ludźmi odrzucającymi Boga i dlaczego nie wierzą. To taka moja ciekawość.
wiesz, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła

>Doskonała miłość usuwa lęk
Wyjaśnij!
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

Widzę, że trochę pospiesznie odpowiadasz na mój post i muszę tłumaczyć, rzeczy które napisałem, ale może to tylko oczywiste dla mnie. Cóż czasami tak jest, że trzeba wszystko wykładać kawę na ławę. Ponoć to najlepszy sposób na unikanie nieporozumień.

>> chodzi mi o fałszywie wierzących, którzy dają antyświadectwo. Gdyby nie oni, nie byłoby niewierzących,
>serio? nie wierzysz, że człowiek może samodzielnie odkryć, że żadnych bogów nie ma? A wszystko to mity społeczeństw na teologicznym poziomie rozwoju? potem jest metafizyczny, a dopiero następny, to naukowy... kawał czasu przed Tobą
Nie wiem czy wiesz, ale jestem teologiem i tego typu hasła to trochę jak przedszkole da mnie. Co do bogów, to nie zaprzeczam, bo nie wierzę w innego boga niż Bóg Prawdziwy, ale skoro Ty w niego nie wierzysz, to już inny temat. Wolałbym już nie powielać tego tematu. Wiem jak trudno jest uwierzyć... Szykuję jakieś dłuższe wyjaśnienia jak widzę te kwestie w formie pytań i odpowiedzi, czy inaczej, na mojej stronce. Jak będzie gotowe, to dam link zainteresowanym. Ateizm znam prawie na wylot i może nawet lepiej niż niektórzy ateiści

>> a jeśli nawet to nie walczyliby oni z wierzącymi, bo nie mieliby czego zarzucać
>wierzący bardzo przeszkadzą mi żyć, walczę z tym (tak jak uważam za stosowne), bo mam tylko to życie i chcę żyć godnie, jak to oznajmiłam jakieś 10 lat temu (albo więcej) mojemu głęboko wierzącemu dziadkowi
Takie fragmenty właśnie mnie najbardziej interesują:
1. Bo mam tylko to życie,
2. Chcę żyć godnie,
Chciałbym lepiej zrozumieć o co chodzi w tych hasłach. Nikt tego nie rozwija w wypowiedziach, a to może być ciekawe.
Dziadek też mnie zaciekawił

>> stąd wniosek, że taki serwis jak ten (antyklerykalny), pewnie nie powstałby, bo komu by się chciało?
>chciało się Agnosiewiczowi, za to go podziwiam i wspieram w miarę moich możliwości
Mnie też się chciało wiele różnych rzeczy, ale jeśli chodzi o ten serwis nie zmieniam zdania. Agnosiewicz pewnie nie miałby powodu, aby tworzyć taki serwis, gdyby nie wydarzyło się to coś gorszącego, co zniechęciło go do Kościoła. Mogę się tylko domyślać co, ale póki sam nie powie nie będę się bawił w wróżkę... Zamiast kruszyć kopie w jakiejś antyreligijnej krucjacie, pewnie robiłby inne rzeczy.

>> Ja dostrzegam tu pewne postawy psychologiczne, jak nieufność i żal, który aż się tu wylewa szerokim strumieniem.
>ciekawe, moja mama też mówi, że widzi we mnie żal (chociaż powiedziała to ponad rok temu) ...
A może warto nad tym pomyśleć niezależnie od tego, czy dotyczy to wiary. Czasami jakiś żal ma korzenie w zupełnie innych rzeczach niż deklarujemy i czy wierzący, czy niewierzący jesteśmy ludźmi i takie same rzeczy nas ranią.

>jesteście lingwistycznie zaprogramowani?
NLP i Gestalt to tylko takie tam hipotezy psychologiczne i radziłbym uważać z nadużywaniem. Choć faktem jest, ze niektóre myśli mają ogromny wpływ. Chrześcijaństwo, akurat uczy tu zasady walki z takimi szkodliwymi memami, ale na ten temat chcę kiedyś napisać coś grubszego i tu tylko rzucam hasło.

>> Myślę, że wszystkie te tematy to tylko taki parawam...
>mianowicie?
Temat zastępczy, a prawdziwy problem leży głębiej. Nie zawsze jest on rozpoznany, ale można do niego dotrzeć, tylko trzeba obejść "mury".

>>Co do mojej miłości wobec jawnych nieprzyjaciół mojej wiary to chyba samo to, że próbuję tu rozmawiać i zrozumieć niektóre osoby świadczy o tym, że nie mam nienawiści.
>a szkalowanie?
Że co?
Kto tu kogo szkaluje? Jakiś konkret by się przydał, a nie stwierdzenia. Świadomie nikogo nie szkaluje, a jak ktoś się czuje szkalowany, to trzeba mówić.

>>Próbuję zrozumieć niewierzących, jakie motywacje kierują ludźmi odrzucającymi Boga i dlaczego nie wierzą. To taka moja ciekawość.
>wiesz, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła
Czyżbyś wierzyła w piekło

>>Doskonała miłość usuwa lęk
>Wyjaśnij!
To cytat, ale bardzo mi się podoba, bo jest dowodem niezwykłej przenikliwości św. Jana. Wszystkie zranienia i wynikające z nich lęki rodzą się tam, gdzie brak miłości, albo jest ona wypaczona, czy zafałszowana. Uzdrowienie tych zranień, a w konsekwencji lęków może się dokonać jedynie w świetle doskonałej miłości będącej bezwarunkowym dobrem i życzliwością (por. 1 Kor 13, 4-8). Wierzący takiej miłości doświadczają przez wspólnotę z Bogiem, który jest jej źródłem.
Jeżeli więc walczycie z wiarą, to walczycie z taką miłością.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
mohawk (2936 punktów)
>Widzę, że trochę pospiesznie odpowiadasz na mój post i muszę tłumaczyć, rzeczy które napisałem, ale może to tylko oczywiste dla mnie.
Jak większość tego, co piszesz.

>Nie wiem czy wiesz, ale jestem teologiem i tego typu hasła to trochę jak przedszkole da mnie.
Pewnie myślisz, żeś Bóg wie jaką naukę zgłębił... Sądząc po tym, co tu wypisujesz te studia to musi być niezłe pranie mózgu.

>Mnie też się chciało wiele różnych rzeczy, ale jeśli chodzi o ten serwis nie zmieniam zdania. Agnosiewicz pewnie nie miałby powodu, aby tworzyć taki serwis, gdyby nie wydarzyło się to coś gorszącego, co zniechęciło go do Kościoła. Mogę się tylko domyślać co, ale póki sam nie powie nie będę się bawił w wróżkę...
Naprawdę tylko na taką toporną zgaduj-zgadulę Cię stać? A nie przychodzi Ci czasem do głowy, że my też możemy się o Tobie najróżniejszych rzeczy domyślać - jakichś traumatycznych przeżyć z dzieciństwa - i ignorować wszelkie Twoje zapewnienia, że Cię tylko opromieniło światło wiary...? Nie sądzisz, że należałoby się wzajem poważnie traktować - i nade wszystko argumentować zakładając dobrą wiarę dyskutantów?

Jeśli zaś chodzi o rzeczy gorszące, zniechęcające do kościoła, to obecnie dzieją się niemal każdego dnia. Co zresztą nie ma już dla mojego światopoglądu większego znaczenia.

>Temat zastępczy, a prawdziwy problem leży głębiej. Nie zawsze jest on rozpoznany, ale można do niego dotrzeć, tylko trzeba obejść "mury".
Tak, tak... Znamy to... Ateizm i antyklerykalizm to choroba. To nawet jaśnie nam drzewiej panujący Pan Prezydent Aleksander zauważył. Na szczęście teologowie docierają głęboko - do sedna problemu i bez pudła rozpoznają takiego 'traumatycznego' ateusza.
zima (560 punktów)
> Jednak postawieni pod murem nie chcą
>powiedzieć nic konkretnego, poza jakimiś encyklopedycznymi
>hasłami. O co tu chodzi, czy ktoś wie?

Zacznij od siebie.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>> Jednak postawieni pod murem nie chcą
>>powiedzieć nic konkretnego, poza jakimiś encyklopedycznymi
>>hasłami. O co tu chodzi, czy ktoś wie?
>
>Zacznij od siebie.
To nie odpowiedź, ja zadałem pytanie, jak nie chcesz odpowiedzieć, nie musisz. Jestem ciekaw na jakich podstawach opierasz swoje kategoryczne sądy. Jak doszedłeś do takiego sposobu myślenia (nawet nie wiem jakiego).
Poza hasłami typu "starczy pokazać" i ulubionym powiedzonkiem "perełka za zdanie" nic się nie dowiedziałem. Od mojej strony wygląda to tak. Wskakuje mi zawiadomienie, że ktoś odpowiedział na moją wiadomość. Uruchamiam link, z Zimą na pokladzie, który pisze "perełka za coś tam", "jesteś w jednej loży z Lewandowskim" i hasło, że mróz nie jest inteligentny "starczy pokazać".
Akurat przypadkiem czytałem kawałek polemiki jaką prowadziłeś J. Lewandowskim, więc tyle o ile domyśliłem się w czym rzecz. Pewnie na to samo co ja chciał zwrócić uwagę, ale został źle zrozumiany.
Wielokrotnie pisałem, że robię prowokacje i nie kryję tego, a wciąż łapią się na to tacy jak Ty. Robię te prowokacje w określonym celu, aby zmusić do przegroczenia schematów myślenia. Deklarujecie tu sceptycyzm, a macie bardziej dogmatyczne podejście do "nauki" niż islamscy fundamentaliści, zarzucacie katolikom posłuszeństwo dogmatom, a sami za pewniki uznajecie teorie. Może tak tego nie widzicie, ale takie sprawia wrażenie i nie jest to wyłącznie moje spostrzeżenie.
Osobiście fascynuje mnie wiedza oraz nauka i mam względne zaufanie do naukowców, jednak jak jakiś pan wyskakuje mi z hasłem, że według jego badań Bóg nie istnieje, to już przekręt. Wtedy okazuje się, że udowadnia nieistnienie czegoś w co i ja nie wierzę, a on to nazwał bogiem.
Ja nie widzę powodu, aby odrzucać wiarę w imię nauki, ani odwrotnie, bać się nauki z lęku przed utratą wiary. Nie ma więc argumentów naukowych, które podważyłby wiarę (może wielu niepewnych swojej wiary pobożnych ludzi boi się, ale nie ma czego). To, co niemożliwe dla nauki, możliwe jest przez wiarę i cuda nie są mistyfikacją, ale potwierdzeniem, że niemożliwe, może być możliwym, bo prawa jakie odkrywamy przez badania naukowe są prawami, jakie zostały nadane przez Boga i to On jest ich Panem.
Stąd nauka nie jest przeszkodą, nawet może umocnić wiarę, a z całą pewnością nie może być dowodem, że Boga nie ma.
Pozostaje tu, więc tylko decyzja, czy wierzyć w nieprawdopodobny zbieg okoliczności i przypadkowość Wszechświata, czy też uwierzyć w Boga, który w jakiś sposób go stworzył. Pierwsze i drugie rozwiązanie jest wiarą jaką musimy wybrać i paradoksalnie nie istnieje rozwiązanie pośrednie.

Pozdrawiam!

Deus caritas est
AstralStorm (558 punktów)
>Wielokrotnie pisałem, że robię prowokacje i nie kryję tego, a wciąż łapią się na to tacy jak Ty. Robię te prowokacje w określonym celu, aby zmusić do przegroczenia schematów myślenia. Deklarujecie tu sceptycyzm, a macie bardziej dogmatyczne podejście do "nauki" niż islamscy fundamentaliści, zarzucacie katolikom posłuszeństwo dogmatom, a sami za pewniki uznajecie teorie. Może tak tego nie widzicie, ale takie sprawia wrażenie i nie jest to wyłącznie moje spostrzeżenie.

Kto mówi o uznaniu za pewniki? Mamy dowody empiryczne potwierdzające wiele teorii. Np. z dziedziny fizyki kwantowej.
Co nie oznacza, że jest to teoria wszystkiego - tłumacząca wszystkie znane zjawiska.

>Osobiście fascynuje mnie wiedza oraz nauka i mam względne zaufanie do naukowców, jednak jak jakiś pan wyskakuje mi z hasłem, że według jego badań Bóg nie istnieje, to już przekręt.

Zgadza się, bo zdanie "Bóg istnieje" nie ma wartości logicznej. Bądź w logice trójkowej ma wartość logiczną "nie wiem".

> Wtedy okazuje się, że udowadnia nieistnienie czegoś w co i ja nie wierzę, a on to nazwał bogiem.

W sensie nieistnienie jakiegoś inteligentnego stwórcy na początku?

Nie możemy wykazać tego z całą pewnością, ale istnieją teorie powstania wszechświata niezakładające takiego bytu.

Nauka podąża za zasadą nietworzenia bytów niekoniecznych.
(kiedyś bywało inaczej, oczywiście)

>Ja nie widzę powodu, aby odrzucać wiarę w imię nauki, ani odwrotnie, bać się nauki z lęku przed utratą wiary.

Wierz w co chcesz, ja nie muszę.

> Nie ma więc argumentów naukowych, które podważyłby wiarę (może wielu niepewnych swojej wiary pobożnych ludzi boi się, ale nie ma czego).

Nie ma żadnych argumentów na podważenie wiary, gdyż nie podlega ona logice i rozumowi. W innym razie jest to wiedza.

> To, co niemożliwe dla nauki, możliwe jest przez wiarę i cuda nie są mistyfikacją, ale potwierdzeniem, że niemożliwe, może być możliwym,

Błąd logiczny. To, co uznajemy za cuda, za x lat może być całkiem możliwe i zgodne z nauką, która nie zakłada istnienia Boga.

> bo prawa jakie odkrywamy przez badania naukowe są prawami, jakie zostały nadane przez Boga i to On jest ich Panem.

Skąd to wiesz?

>Stąd nauka nie jest przeszkodą, nawet może umocnić wiarę, a z całą pewnością nie może być dowodem, że Boga nie ma.

Jeśli będą twarde dowody na którąś z teorii powstania wszechświata nie wymagających istnienia inteligentnego stwórcy, to będzie i dowód na nieistnienie w/wym bytu. Narazie go nie ma.

>Pozostaje tu, więc tylko decyzja, czy wierzyć w nieprawdopodobny zbieg okoliczności i przypadkowość Wszechświata, czy też uwierzyć w Boga, który w jakiś sposób go stworzył. Pierwsze i drugie rozwiązanie jest wiarą jaką musimy wybrać i paradoksalnie nie istnieje rozwiązanie pośrednie.

Istnieje. Nie wierzyć ani w jedno, ani w drugie.
To nie znaczy "wierzyć, że jedno i drugie są nieprawdziwe".

>Pozdrawiam!

Ja również.

Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>>Wielokrotnie pisałem, że robię prowokacje i nie kryję tego, a wciąż łapią się na to tacy jak Ty. Robię te prowokacje w określonym celu, aby zmusić do przekroczenia schematów myślenia. Deklarujecie tu sceptycyzm, a macie bardziej dogmatyczne podejście do "nauki" niż islamscy fundamentaliści, zarzucacie katolikom posłuszeństwo dogmatom, a sami za pewniki uznajecie teorie. Może tak tego nie widzicie, ale takie sprawia wrażenie i nie jest to wyłącznie moje spostrzeżenie.
>Kto mówi o uznaniu za pewniki? Mamy dowody empiryczne potwierdzające wiele teorii. Np. z dziedziny fizyki kwantowej.
Wy macie? To jakaś wiedza tajemna? Czy masz człowieku za upośledzonych wszystkich ludzi wierzących? Wszyscy chodziliśmy do szkoły i niektórzy czytają jeszcze książki naukowe i śledzą informacje. I co to ma do rzeczy? Ja nie znam wszystkich najnowszych odkryć fizyki, chemii, biotechnologii i chyba mało kto zna i rozumie te rzeczy jeśli nie siedzi w tym od lat. Interesują mnie tylko wnioski, a czas nie pozawla mi na wchodzenie w szczegóły i z konieczności muszę zaufać, że jacyś tam ludzie odkryli coś.

>Co nie oznacza, że jest to teoria wszystkiego - tłumacząca wszystkie znane zjawiska.
No właśnie...

>>Osobiście fascynuje mnie wiedza oraz nauka i mam względne zaufanie do naukowców, jednak jak jakiś pan wyskakuje mi z hasłem, że według jego badań Bóg nie istnieje, to już przekręt.
>Zgadza się, bo zdanie "Bóg istnieje" nie ma wartości logicznej. Bądź w logice trójkowej ma wartość logiczną "nie wiem".
Poucz się logiki i semantyki. Ciekawe czy możesz w ten sposób udowodnić swoje istnienie. Oczywiście teraz jak mówi Zima "starczy pokazać", ale za 1000 lat jeśli by ktoś skasował dane na Twój temat i nie byłoby żadnych innych dowodów...

>> Wtedy okazuje się, że udowadnia nieistnienie czegoś w co i ja nie wierzę, a on to nazwał bogiem.
>W sensie nieistnienie jakiegoś inteligentnego stwórcy na początku?
Pojęcie "inteligentny" jest antropomorficzne i intuicyjnie raczej widzimy tu ograniczenie. Używamy tego słowa z braku innego (nawet hiperinteligentny nie jest tu adekwatne).

>Nie możemy wykazać tego z całą pewnością, ale istnieją teorie powstania wszechświata niezakładające takiego bytu.
Krasnoludki też można stworzyć teoretycznie, różne modele, ale to niczego nie zmienia. To, że ktoś wymyśli sobie jakiś model, teorię nie sprawi, ze rzeczywistość się zmieni. Człowiek obłąkany na skutek choroby, żyje w iluzorycznym świecie, ale to nie oznacza, że cały świat jest taki, bo on go tak postrzega.

>Nauka podąża za zasadą nietworzenia bytów niekoniecznych.
Dziwnie sformułowane, ale domyślam się. Stworzyła sobie taką zasadę, bo fizyka, czy nauki przyrodnicze to nie teologia. Obiektem badań fizyka nie jest Bóg, więc to nie jego działka. Dla teologa obiektem podstawowym jest Bóg, w zależności od dziedzin teologii. Niektóre dziedziny zajmują się bardziej człowiekiem, który wierzy i zbliżają się swoim charakterem do psychologii i socjologii, niż samą teodyceą.

>(kiedyś bywało inaczej, oczywiście)
Co było a nie jest nie pisze się w rejestr.

>>Ja nie widzę powodu, aby odrzucać wiarę w imię nauki, ani odwrotnie, bać się nauki z lęku przed utratą wiary.
>Wierz w co chcesz, ja nie muszę.
Wiara to osobista i wolna decyzja. Przymuszona wiara nie jest wolną decyzją jeśli jest w ogóle wiarą. Niestety wielu zakładników w stylu Pascala to praktykujący ateiści, czy agnostycy, którzy samych siebie zmuszają do wiary i nierzadko zmuszają innych, oni są najbardziej dogmatyczni.

>> Nie ma więc argumentów naukowych, które podważyłyby wiarę (może wielu niepewnych swojej wiary pobożnych ludzi boi się, ale nie ma czego).
>Nie ma żadnych argumentów na podważenie wiary, gdyż nie podlega ona logice i rozumowi. W innym razie jest to wiedza.
Podlega logice i rozumowi i jest wiedzą, ale ponieważ dotyczy rzeczywistości niewidocznych bezpośrednio, konieczna jest wiara i zaufanie.

>> To, co niemożliwe dla nauki, możliwe jest przez wiarę i cuda nie są mistyfikacją, ale potwierdzeniem, że niemożliwe, może być możliwym,
>Błąd logiczny. To, co uznajemy za cuda, za x lat może być całkiem możliwe i zgodne z nauką, która nie zakłada istnienia Boga.
Ja mówię o cudach, czyli rzeczach niemożliwych nawet za x lat. Jeśli jednak da się wytłumaczyć, to tym bardziej byłoby znakiem, że Bóg interweniuje w taki sposób, że wykorzystywane są naturalne zjawiska (nie musi zmieniać przypadłości). Za dużo byś chciał wytłumaczyć, a wielu rzeczy się nie da. Jeśli nagle następują masowe uzdrowienia w jakimś miejscu, czy podczas modlitwy (ale nie zawsze), to nie ma szans "mędrzec ze szkiełkiem i okiem".

>> bo prawa jakie odkrywamy przez badania naukowe są prawami, jakie zostały nadane przez Boga i to On jest ich Panem.
>Skąd to wiesz?
To można wydedukować, analizując przypadłości bytowe idei Boga jaka wyłania się z wielu implikacji. Wierzę w Objawienie, które potwierdza te dedukcje. Pasterze izraelscy i kapłani żydowscy nie odkryli by tak precyzyjnie tych prawd, a sposób w jaki została spisana Biblia (od końca) jest dość mocnym dowodem.

>>Stąd nauka nie jest przeszkodą, nawet może umocnić wiarę, a z całą pewnością nie może być dowodem, że Boga nie ma.
>Jeśli będą twarde dowody na którąś z teorii (...).
Wielu próbowało i już samo to o czymś świadczy...

>>Pozostaje tu, więc tylko decyzja, czy wierzyć (...).
>Istnieje. Nie wierzyć ani w jedno, ani w drugie.
>To nie znaczy "wierzyć, że jedno i drugie są nieprawdziwe".
Decyzja braku decyzji w tym kontekście jest ucieczką... Podobnie z tymi wszystkimi teoriami, które z uporem maniaka próbują tworzyć różni ludzie, ale z nich zasze można wyprowadzić jedną z tych dwu dróg. Uczciwość poznawcza nie spocznie dopóki nie dotrze się do tego punktu decyzyjnego.
Pozdrawiam!

Deus caritas est
Celecrin (11895 punktów)
>>Kto mówi o uznaniu za pewniki? Mamy dowody empiryczne potwierdzające wiele teorii. >>Np. z dziedziny fizyki kwantowej.
>Wy macie? To jakaś wiedza tajemna? Czy masz człowieku za upośledzonych wszystkich ludzi wierzących?
Jednak Kontrast miałem rację, masz jakiś problem. Czytaj posty "obiektywnie", a nie "subiektywnie", myślisz, że jesteś pępkiem świata. Przecież Astral miał na myśli wszystkich NAS.

Lacho calad, drego morn
Kontrast (1042 punktów)
>>>Kto mówi o uznaniu za pewniki? Mamy dowody empiryczne potwierdzające wiele teorii. >>Np. z dziedziny fizyki kwantowej.
>>Wy macie? To jakaś wiedza tajemna? Czy masz człowieku za upośledzonych wszystkich ludzi wierzących?
>Jednak Kontrast miałem rację, masz jakiś problem.
Znowu próba ataku na osobę? To było pytanie o wyjaśnienie, to o wierzących weszło z rozpędu

>Czytaj posty "obiektywnie", a nie "subiektywnie", myślisz, że jesteś pępkiem świata.
Nie jestem pępkiem, a tym samym i pępkiem świata. Ciekawe czy w odwrotnej sytuacji Ty byś reagował na zimno...

>Przecież Astral miał na myśli wszystkich NAS.
Wreszcie dowiedziałem się coś konkretnego. Jednak sposób w jaki to "NAS" było pisane sprawiał wrażenie, że nie chodziło o nas wszystkich, ale o "was lepszych - oświeconych".
Muszę sobie zapamiętać ten post i jak znów usłyszę podobną wstawkę "mamy dowody", w takim kontekście będę się powoływał na to wyjaśnienie. Gdyby Astral użył słów: "są dowody", nie byłoby tego zarzutu, a co najwyżej żądanie przedstawienia ich.


Deus caritas est
mohawk (2936 punktów)
>Jednak Kontrast miałem rację, masz jakiś problem.
A pewnie, że ma. Zamiast wycofać się z pochopnych, niesłusznych (i w sumie li tylko z drażliwości wynikających) zarzutów, na bezczela podtrzymuje każde słowo i zamiast argumentacji robi po raz kolejny psychoanalizę dyskutantom. Żenada.
AstralStorm (558 punktów)
>Wy macie? To jakaś wiedza tajemna? Czy masz człowieku za upośledzonych wszystkich ludzi wierzących?

Nie. Po prostu nie przyjmuję ich aksjomatu, gdyż nie jest on konieczny, aby nauka była systemem spójnym.

> Wszyscy chodziliśmy do szkoły i niektórzy czytają jeszcze książki naukowe i śledzą informacje. I co to ma do rzeczy? Ja nie znam wszystkich najnowszych odkryć fizyki, chemii, biotechnologii i chyba mało kto zna i rozumie te rzeczy jeśli nie siedzi w tym od lat.

Ze swojej dziedziny zna. Osobiście interesuję się fizyką i informatyką (w związku z tym logiką i teorią informacji).

> Interesują mnie tylko wnioski, a czas nie pozawla mi na wchodzenie w szczegóły i z konieczności muszę zaufać, że jacyś tam ludzie odkryli coś.

Zgadza się, ja też nie wnikam w odkrycie nowego gatunku komara i jego cechy charakterystyczne.

Wiele rzeczy możesz sam sprawdzić i przez to wysnuć przewidywania n.t. reszty praw. Miałem okazję np. widzieć obraz z mikroskopu skaningowego. Jeśli pytasz się, dlaczego działa tak a nie inaczej, mogę ci objaśnić zasadę działania. Jest dość prosta.

>>Zgadza się, bo zdanie "Bóg istnieje" nie ma wartości logicznej. Bądź w logice trójkowej ma wartość logiczną "nie wiem".
>Poucz się logiki i semantyki. Ciekawe czy możesz w ten sposób udowodnić swoje istnienie.
>Oczywiście teraz jak mówi Zima "starczy pokazać", ale za 1000 lat jeśli by ktoś skasował dane na Twój temat i nie byłoby żadnych innych dowodów...

Nie. A ty? Bo za pomocą czego udowodnisz swoje?

Chyba, że zdefiniujemy istnienie jako "bycie postrzeganym za pomocą zmysłów lub narzędzi pomiarowych".
Wtedy "starczy pokazać".

>>> Wtedy okazuje się, że udowadnia nieistnienie czegoś w co i ja nie wierzę, a on to nazwał bogiem.
>>W sensie nieistnienie jakiegoś inteligentnego stwórcy na początku?
>Pojęcie "inteligentny" jest antropomorficzne i intuicyjnie raczej widzimy tu ograniczenie. Używamy tego słowa z braku innego (nawet hiperinteligentny nie jest tu adekwatne).

Racja. Można mówić nawet o inteligencji Ziemi jako systemu.

>>Nie możemy wykazać tego z całą pewnością, ale istnieją teorie powstania wszechświata niezakładające takiego bytu.
>Krasnoludki też można stworzyć teoretycznie, różne modele, ale to niczego nie zmienia. To, że ktoś wymyśli sobie jakiś model, teorię nie sprawi, ze rzeczywistość się zmieni.

Laser też był teorią. Wcześniej go nie było (został zbudowany koło 1920r). Rzeczywistość uległa więc zmianie.

>Człowiek obłąkany na skutek choroby, żyje w iluzorycznym świecie, ale to nie oznacza, że cały świat jest taki, bo on go tak postrzega.

No oczywiście. Patrz definicja istnienia.

>Wiara to osobista i wolna decyzja. Przymuszona wiara nie jest wolną decyzją jeśli jest w ogóle wiarą.

>Niestety wielu zakładników w stylu Pascala

Świetne określenie.

> to praktykujący ateiści, czy agnostycy, którzy samych siebie zmuszają do wiary i nierzadko zmuszają innych, oni są najbardziej dogmatyczni.

>>> Nie ma więc argumentów naukowych, które podważyłyby wiarę (może wielu niepewnych swojej wiary pobożnych ludzi boi się, ale nie ma czego).
>>Nie ma żadnych argumentów na podważenie wiary, gdyż nie podlega ona logice i rozumowi. W innym razie jest to wiedza.
>Podlega logice i rozumowi i jest wiedzą, ale ponieważ dotyczy rzeczywistości niewidocznych bezpośrednio, konieczna jest wiara i zaufanie.

Wiara = wiedza. Uzasadnij. Ja mogę wypisać szereg różnic. (empiryzm i intersubiektywność to takie dwie zasadnicze)

>>> To, co niemożliwe dla nauki, możliwe jest przez wiarę i cuda nie są mistyfikacją, ale potwierdzeniem, że niemożliwe, może być możliwym,
>>Błąd logiczny. To, co uznajemy za cuda, za x lat może być całkiem możliwe i zgodne z nauką, która nie zakłada istnienia Boga.
>Ja mówię o cudach, czyli rzeczach niemożliwych nawet za x lat.

To powiedz mi z całą pewnością, które to są. Bo nie mam pomysłu.

> Jeśli jednak da się wytłumaczyć, to tym bardziej byłoby znakiem, że Bóg interweniuje w taki sposób, że wykorzystywane są naturalne zjawiska (nie musi zmieniać przypadłości). Za dużo byś chciał wytłumaczyć, a wielu rzeczy się nie da.

Ale w przeciwieństwie do ciebie nie zakładam, że za n+1 lat nie będzie się dało ich wytłumaczyć.

> Jeśli nagle następują masowe uzdrowienia w jakimś miejscu, czy podczas modlitwy (ale nie zawsze), to nie ma szans "mędrzec ze szkiełkiem i okiem".

A znasz ty placebo? Potrafi nawet zabić.

>>> bo prawa jakie odkrywamy przez badania naukowe są prawami, jakie zostały nadane przez Boga i to On jest ich Panem.
>>Skąd to wiesz?
>To można wydedukować, analizując przypadłości bytowe idei Boga jaka wyłania się z wielu implikacji.

Jeśli założymy istnienie Boga. Nie zakładając tego nie mamy niestety możliwości udowodnienia tego.

> Wierzę w Objawienie, które potwierdza te dedukcje. Pasterze izraelscy i kapłani żydowscy nie odkryli by tak precyzyjnie tych prawd, a sposób w jaki została spisana Biblia (od końca) jest dość mocnym dowodem.

Od końca? Tzn. jeśli ja napiszę książkę od końca to też będzie święta?

>>>Stąd nauka nie jest przeszkodą, nawet może umocnić wiarę, a z całą pewnością nie może być dowodem, że Boga nie ma.
>>Jeśli będą twarde dowody na którąś z teorii (...).
>Wielu próbowało i już samo to o czymś świadczy...

Bo nie ma jeszcze niestety metod pomiarowych ani możliwości cofnięcia się w czasie. Ale jesteśmy na dobrej drodze.

>>>Pozostaje tu, więc tylko decyzja, czy wierzyć (...).
>>Istnieje. Nie wierzyć ani w jedno, ani w drugie.
>>To nie znaczy "wierzyć, że jedno i drugie są nieprawdziwe".
>Decyzja braku decyzji w tym kontekście jest ucieczką...

Nie jest. Jest decyzją o niedecydowaniu w sprawach niepewnych.

>Podobnie z tymi wszystkimi teoriami, które z uporem maniaka próbują tworzyć różni ludzie, ale z nich zasze można wyprowadzić jedną z tych dwu dróg. Uczciwość poznawcza nie spocznie dopóki nie dotrze się do tego punktu decyzy

Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
zima (560 punktów)
Starczy pokazać, którego używa Kontrast jest wyrwane z kontekstu. Próbował on wmówić, że aby udowodnić brak inteligencji trzeba wykazać istnienie głupoty (w jej miejscu).
Cóż, ja napisałem, że starczy pokazać, że jej nie ma (taki był sens mojej wypowiedzi).
Kontrast jest bardzo miły i rzetelny postępując w ten sposób. Coraz bliżej mu do Lewandowskiego. Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

A czemu to żalisz się innym zamiast bezpośrednio powiedzieć? Ekskomuniki Ci nie nałożę, bez obaw

>Starczy pokazać, którego używa Kontrast jest wyrwane z kontekstu.
A był jakiś kontekst? Nie znam Cię, więc wnioski mogę wyciągnąć jedynie na podstawie tekstu, reszta to domysły...

>Próbował on wmówić, że aby udowodnić brak inteligencji trzeba wykazać istnienie głupoty (w jej miejscu).
Tak napisałem? Nie zrozumiałeś o czym piszę. Użyłem prowokacji podobnej do paradoksów typu:
"To zdanie jest fałszywe."
Gdy zaczniesz analizować je zrozumiesz, co miałem na myśli. Problem był czysto teoretyczny, nie chodziło mi o udowadnianie, że mróz ma cechy inteligencji, czy jest tępakiem, tylko o pewną poprawność logiczną w oderawniu od konkretnego mrozu.
Trzeba tu się odwołać do istoty i przypadłości bytowych.

>Cóż, ja napisałem, że starczy pokazać, że jej nie ma (taki był sens mojej wypowiedzi).
Ty odwołałeś się do doświadczenia, a ja mówiłem o dedukcji (czy indukcji) bez doświadczenia i mogliśmy tak w kółko.
Jeżeli coś nie posiada cech jakie zakładamy w tym wypadku mróz jako pojęcie nie jest inteligentny z założenia, opieramy to na doświadczeniu, które nie jest wnioskowaniem. Logicznie nie możemy więc stwierdzić, że mróz jest inteligentny, gdyż nie posiada ani cech inteligencji, ani nie możemy stwierdzić, że jest nieinteligentny (tępy), stąd "starczy pokazać" to nie dowód logiczny, ale empiryczny. I w zasadzie o to mi chodziło.
Jeśli wiec krytykuję określenie "starczy pokazać", robię to, aby wykazać, że to nie jest dowód logiczny, ale empiryczny i to ograniczony, co wykazuje tylko, że mróz posiada cechy typowe dla mrozu, ale nie udowadnia, ani nie zaprzecza inteligencji, czy też jej przeciwieństwa. Można więc powiedzieć jedynie, że nie można stwierdzić przypadłości inteligencji, bądź jej przeciwieństwa, a ewentualne wnioski opieramy na analogiach. Ponieważ tylko ludzie, zwierzęta i superkomputery wykazują cechy inteligencji (albo jej przeciwieństwa), które można doświadczalnie udowodnić, zakładamy, że tylko ta kategoria bytów może posiadać inteligencję. I tak wracając do mrozu, poprzez analogię (skoro tylko wspomniane byty posiadają w swych przypadłościach bytowych inteligencję) odrzucamy przypadłość inteligencji w przypadku mrozu. Analogia nie jest pewnym dowodem, "starczy pokazać" też nie daje absolutnej pewności. Dlatego też mamy tu prawdopodobieństwo (przypuszczenie), a nie dowód. Oczywiście zdroworozsądkowo nikt nie wierzy w inteligencję mrozu (poza wyjątkami).

Detektyw szukający przestępcy, nie może zdać się na to, że ktoś pokaże, tylko na podstawie analizy typowych zachowań (analogii) tworzy tropy i określa prawdopodobieństwo jakiegoś zdarzenia. Im więcej śladów (czyli potwierdzeń empirycznych dla danego tropu), tym większe szanse na wykrycie sprawcy. Podobnie postępuje historyk uzupełniając brakujące elementy z doświadczenia (które też należy poddać wieloaspektowej analizie).

>Coraz bliżej mu do Lewandowskiego.
I znowu szufladkowanie...

Pozdrawiam.


Deus caritas est
zima (560 punktów)
Wybacz, ale przytocz mi jakiś dowód, który uważasz za logiczny i do tego nie związany z empirią. Bo bardzo mocno nie rozumiem, o co CI chodzi.
Ze swej strony uparcie powtarzam:
(mróz <- określona temperatura <- chaotyczne drgania atomów) != (celowe zachowanie <- inteligencja);
Jeśli to nie trafia do Ciebie, to proszę pokaż, co do Ciebie trafia.
Pozdrawiam
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>Wybacz, ale przytocz mi jakiś dowód, który uważasz za logiczny i do tego nie związany z empirią. Bo bardzo mocno nie rozumiem, o co CI chodzi.
To nie takie łatwe, bo wszystko jest jakimś doświadczeniem nawet samo wniosokowanie, więc może Twoje pytanie odkrywa rysę na gmachu katedry logiki. Samo wnioskowanie jest prawdopodobieństwem i opieramy się na nim z doświadczenia, które nauczyło nas, że pewne rzeczy są podobne albo określone działanie wywołuje taki skutek, który regularnie się powtarza (posiada stałe, albo regularne powtarzające, czy też dające przewidzieć się cechy).
Wniosek z analogii np. wiem, że jestem człowiekiem, a wszyscy ludzie w przeszłości, o jakich słyszałem, którzy nie umarli w młodości, zestarzeli się i umarli, więc analogicznie jeżeli dożyję określonego wieku (warunek) to zestarzeję się (implikacja) i też umrę jak wszyscy poprzednicy (druga implikacja). Jest to wniosek oparty na analogii, bo póki co jeszcze nie jestem stary i nie doświadczyłem starości, ani śmierci. Zaprzeczanie temu, byłoby podobne do tego przykładu z mrozem.
Co do dowodów bez doświadczenia, czy z doświadczeniem, to już kwestia filozoficzna i chyba namieszałbym tu solidnie. Można by wywrócić do góry nogami wszystko i nie tylko byś "bardzo mocno nie rozumiał" (ciekawe określenie ), ale uznał mnie za kompletnego irracjonalistę i oszołoma.

>Ze swej strony uparcie powtarzam:
>(mróz <- określona temperatura <- chaotyczne drgania atomów) != (celowe zachowanie <- inteligencja);
Uczepiłeś się definicji, opartej na przypadłości przypisanej pojęciu mróz i to zawężonemu. Gdybym wziął pojęcie "Dziadek Mróz" to dyskusja weszłaby na inny tor.
Czy choćby analiza porównawcza wydarzeń fikcyjnych (plotka) i prawdziwych (relacja bezpośrednia).
Poruszasz się na polu jakiegoś hiperrealizmu, a rzeczywistość jest trochę bardziej skomplikowana. Nawet nauka wnikając coraz głębiej w strukturę atomu odkrywa rzeczy, które mogą pokazać, że materia wcale nie jest taka twarda i namacalna jak nam się wydawało, ale mogą to być drgania jakichś niewidzialnych "strun", które postrzegamy jako budulec materii.
Może Ktoś gra na tej harfie?...

>Jeśli to nie trafia do Ciebie, to proszę pokaż, co do Ciebie trafia.
Patrzysz na mnie Zima z góry i chyba "bardzo mocno nie rozumiesz".

Ja myślę inaczej i dostrzegam inne analogie, z których wyciągam wnioski i suma tych wniosków potwierdza, to w co wierzę. Nie odrzucam nauki i doceniam jej rolę, ale nauka wszystkiego nie wyjaśnia, jeszcze jej bardzo daleko, aby wyjaśnić trochę, a naiwni niewierzący naukowcy klecąc ledwie teorie, które są jeszcze tylko na papierze, wyciągają ostateczne wnioski i twierdzą, że już wiedzą wystarczająco wiele, aby je wyciągać.

Pozdrawiam

Deus caritas est
zima (560 punktów)
To CI pomogę. Sięgnij do matematyki.
Pozdrawiam
zima (560 punktów)
Jako, że zmieniła sie treść Twojego postu, to coś dopiszę.
Mówisz, że nauka wszystkiego nie wyjaśniła i prawomocne są pewne domniemania. Ależ nie są. Nie są te domniemania niczym wsparte! , a jednak się ich trzymasz. Znajduje tylko jedno słowo na taką postawę...
A gdy jeszcze pewien autor próbuje budować swoją 'naukę' na takich domniemaniach Ty go bronisz. Dlaczego? Bo Twój Kościół głosi podobny pogląd. Ot i całe Twoje zaplecze argumentów! Żenujące. Wspieranie pseudonaukowych bzdur, FE.
------------------------------------------------
Mróz deus caritas est
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>Mówisz, że nauka wszystkiego nie wyjaśniła i prawomocne są pewne domniemania. Ależ nie są. Nie są te domniemania niczym wsparte! , a jednak się ich trzymasz. Znajduje tylko jedno słowo na taką postawę...
O czym Ty piszesz i do kogo? Nie rozumiem...

>A gdy jeszcze pewien autor próbuje budować swoją 'naukę' na takich domniemaniach Ty go bronisz. Dlaczego? Bo Twój Kościół głosi podobny pogląd. Ot i całe Twoje zaplecze argumentów! Żenujące. Wspieranie pseudonaukowych bzdur, FE.
O co Ci Zima chodzi, zupełnie nie rozumiem, to jakiś bełkot.
Jeśli chcesz podważać teologię z akceleratorem w ręku, to życzę powodzenia...

Z jakichś niejasnych przesłanek wyciągasz nieadekwatne wnioski. To coś w stylu: "ponieważ Ziemia się kręci, Boga nie ma".

Metodą analizy semantycznej można odkryć wiele ciekawych rzeczy. Przykładowo na podstawie wypowiedzi w tekście, analizując użyte słowa, styl środki wyrazu można po kilku zdaniach dużo powiedzieć o autorze tekstu, jego poziomie wykształcenia, niektórych przypadłościach (np. dysleksja) i tworząc tropy stworzyć hipotetyczny obraz osobowości itd. Podobne metody stosuje się w psychoanalizie. Można znaleźć i określić najpierw postawę, a następnie przekonania jakie stoją za postawą. Bierze się pod uwagę wiele przesłanek i analizuje. Przy wielu przesłankach można już odkryć to czego szukamy. Czasami nie potrzeba wiele, gdy istnieją pewne stałe prawa i reakcje danych typów osobowości. I tak z jakiegoś krótkiego tekstu, można wysnuć wnioski o dużym stopniu prawdopodobieństwa, co do hipotetycznej osobowości autora. Potem można porównać typy i dopasowując opracowane wzorce powiedzieć o cechach jakich tylko się domyślamy, ale które są typowe dla danego typu osobowości i środowiska.
Te same metody stosowane do udowadniania istnienia Boga jednak trafiają na takie zarzuty jak tu.
Powiedziałbym, że starczy pokazać...

Pozdrawiam

PS. W tym wątku chodzi o wiedzę racjonalistów. Trochę się już dowiedziałem, ale wolałbym nie ciągnąć już tu tematu mrozu.


Deus caritas est
AstralStorm (558 punktów)
>Witam!
>>Mówisz, że nauka wszystkiego nie wyjaśniła i prawomocne są pewne domniemania. Ależ nie są. Nie są te domniemania niczym wsparte! , a jednak się ich trzymasz. Znajduje tylko jedno słowo na taką postawę...
>O czym Ty piszesz i do kogo? Nie rozumiem...
>>A gdy jeszcze pewien autor próbuje budować swoją 'naukę' na takich domniemaniach Ty go bronisz. Dlaczego? Bo Twój Kościół głosi podobny pogląd. Ot i całe Twoje zaplecze argumentów! Żenujące. Wspieranie pseudonaukowych bzdur, FE.
>O co Ci Zima chodzi, zupełnie nie rozumiem, to jakiś bełkot.
>Jeśli chcesz podważać teologię z akceleratorem w ręku, to życzę powodzenia...

Nie da się podważyć spójnego (w miarę) systemu aksjomatycznego nie podważając jego aksjomatów. A stwierdzenie "Bóg istnieje" jest niestety niefalsyfikowalne.

Naukowcy mają awersję do terminów niefalsyfikowalnych, gdyż bardzo często są używane do maskowania błędów w teorii.

>Metodą analizy semantycznej można odkryć wiele ciekawych rzeczy. Przykładowo na podstawie wypowiedzi w tekście, analizując użyte słowa, styl środki wyrazu można po kilku zdaniach dużo powiedzieć o autorze tekstu, jego poziomie wykształcenia, niektórych przypadłościach (np. dysleksja) i tworząc tropy stworzyć hipotetyczny obraz osobowości itd.

Jak każda broń, może się obrócić przeciwko tobie.

> I tak z jakiegoś krótkiego tekstu, można wysnuć wnioski o dużym stopniu prawdopodobieństwa, co do hipotetycznej osobowości autora.

Z jednego krótkiego niestety nie do końca. Można się bardzo pomylić. Tekst mógł być napisany pod wpływem chwili, nastroju. Nie musi być reprezentatywny.

>Te same metody stosowane do udowadniania istnienia Boga jednak trafiają na takie zarzuty jak tu.

Jeśli chcesz udowodnić istnienie Boga w słowach... zacznij od Starego Testamentu w oryginale. W szczególności Tory. Zrób profil psychologiczny kompleksu Bóg+pisarz. Wyjdzie bardzo nieprzyjemny wniosek.
Albo Bóg wybiera nieco niezgodnych z jego wizerunkiem pisarzy, albo sam jest nieco... dziwny. Nikt, komu warto ufać.


Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>Nie da się podważyć spójnego (w miarę) systemu aksjomatycznego nie podważając jego aksjomatów. A stwierdzenie "Bóg istnieje" jest niestety niefalsyfikowalne.
>Naukowcy mają awersję do terminów niefalsyfikowalnych, gdyż bardzo często są używane do maskowania błędów w teorii.
Monizm materialistyczny też jest takim aksjomatem, który przyjęli materialiści. Na mocy tego aksjomatu, że istota jest tożsama z przypadłościami odrzucają jako nieistniejące, wszystkie byty nie posiadające przypadłości materialnych i weryfikowalnych przez bezpośrednie doświadczenie. Ciekawe, że to co jest istniejące, ale nie posiada materialnego nośnika uznajecie i nie jednocześnie. Próbuję to zrozumieć, ale ciężko wyłowić to z wypowiedzi adwersarzy.

>>Metodą analizy semantycznej można odkryć wiele ciekawych rzeczy (...).
>Jak każda broń, może się obrócić przeciwko tobie.
Nie wyciągam tej broni, bo jest to czasochłonne, a póki co nie mam ochoty wyciągać armaty na mrówkę. Jak ktoś zna te metody lepiej ode mnie, to chętnie się skonsultuję

>> I tak z jakiegoś krótkiego tekstu, można wysnuć wnioski o dużym stopniu prawdopodobieństwa, co do hipotetycznej osobowości autora.
>Z jednego krótkiego niestety nie do końca. Można się bardzo pomylić. Tekst mógł być napisany pod wpływem chwili, nastroju. Nie musi być reprezentatywny.
Trzeba wiedzieć na co zwrócić uwagę. Tekst jest jak odcisk palca, rzadko kto potrafi zatrzeć ślady, ale kto potrafi może być jak kameleon.

>>Te same metody stosowane do udowadniania istnienia Boga jednak trafiają na takie zarzuty jak tu.
>Jeśli chcesz udowodnić istnienie Boga w słowach... zacznij od Starego Testamentu w oryginale. W szczególności Tory. Zrób profil psychologiczny kompleksu Bóg+pisarz. Wyjdzie bardzo nieprzyjemny wniosek.
>Albo Bóg wybiera nieco niezgodnych z jego wizerunkiem pisarzy, albo sam jest nieco... dziwny. Nikt, komu warto ufać.
Już to pisałem. Trzeba umieć czytać Pismo święte. Wolę określenie Pięcioksiąg niż Tora. Chrześcijanie inaczej interpretują ST niż Żydzi, więc porównywanie nie jest adekwatne.
Każdy tekst ma wiele warstw i nawet zwykły list jaki piszesz do kogoś znajomego, dla wprawnego egzegety odsłoni cała masę informacji o autorze, których ten się nawet nie spodziewa. To podobne do mowy ciała. Oczywiście wiele z tych informacji jest prawdopodobieństwem i jeśli ktoś odpowiednio spreparuje list, może wykołować badaczy

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Volrath (3440 punktów)
> Ciekawe, że to co jest istniejące, ale nie posiada materialnego nośnika uznajecie i nie jednocześnie. Próbuję to zrozumieć, ale ciężko wyłowić to z wypowiedzi adwersarzy.

Być może dlatego, że przyjmujesz błędne założenie - że jesteśmy 100% materialistami i to w bardzo ścisłym i ograniczonym sensie (ograniczonym do uznawania za istniejące tylko - dosłownie - materii - tej w postaci atomów).
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>> Ciekawe, że to co jest istniejące, ale nie posiada materialnego nośnika uznajecie i nie jednocześnie. Próbuję to zrozumieć, ale ciężko wyłowić to z wypowiedzi adwersarzy.
>Być może dlatego, że przyjmujesz błędne założenie - że jesteśmy 100% materialistami i to w bardzo ścisłym i ograniczonym sensie (ograniczonym do uznawania za istniejące tylko - dosłownie - materii - tej w postaci atomów).
No to mnie bardzo zaciekawiło. Analizując ostatnie wypowiedzi, wiele mi pasowało do marksizmu, ale jednak nie do końca, bo hasła w stylu NA o jedności z Wszechświatem, coś nie do końca pasują. Zresztą komuniści sami nie wiedzieli, co głoszą, bo Marks nie pojmował z tego, co wiem materii tej "wysokojakościowej" w postaci czystych atomów, ale coś innego. W końcu ilość przeszła w jakość i oto rodzi się coś nadmaterialnego. To dlatego tak blisko z takim myśleniem do panteizmu. Jest tu tylko taka różnica, że zamiast uznać boskość materii, uznaje się po cichu boskość człowieka, który może tym pantworzywem rządzić. To takie moje przypuszczenia, ale ciekaw jestem jak to rzeczywiście rozumiecie. Nie mogę się przebić do tego, bo tu więcej się mówi o problemach Kościoła niż w kurii biskupiej i chyba tylko wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Volrath (3440 punktów)
Oprócz tego, że co najmniej część z nas nie jest, materialistami w powyższym "ortodoksyjnym" znaczeniu, to jeszcze w dodatku na pewno występuje na tym polu różnorodność.
Nie wiem czy stanowię typowy przykład, pewnie nie do końca.

Na przykład ja abstrahuję od istnienia materii na podstawowym poziomie, nie przyjmuję jej a priori, jedynie jako coś, co obserwuję.

Poza tym do obserwowanych rzeczy mam podejście które można streścić krótko jako podejście do "czarnych skrzynek". Każdy obiekt (przy czym obiektem dla mnie są wszelkie rzeczy, materialne i nie materialne - jak światło, prawa fizyczne, grawitacja itd.) traktuję jako taką czarną skrzynkę.
Jego nazwa jest przypisana na podstawie, że tak powiem, "pokazania palcem" - czyli dosłownie, jako nazwa na stabilną rzecz lub wzorzec w obserwacjach. W końcu nazwy bez odniesienia do kontekstu jakim jest rzeczywistość mają mało sensu - o czym przekonali się nie raz np. próbujący tworzyć AI, które miałoby się uczyć poprzez samą tekstową rozmowę - sądzę, że takie AI może nauczyć się wielu relacji między obiektami, ale nigdy nie będzie rozumiało tego, o czym mówi, gdyż my rozumiemy to poprzez odniesienia do rzeczywistości.

Często nie znam tego, co się składa na to, co obserwuję (czyli głębszego wyjaśnienia). Często też nie wiem na co się składają pewne grupy obiektów - jeśli na coś w ogóle.
Ale czasem tak jest, że wiem co jest w takiej czarnej skrzynce. Wtedy mam wiedzę o tym jak dokładniej działa i jaką ma strukturę obserwowany obiekt.
Ale zawsze skończoną. Składającą się z kolejnych czarnych skrzynek.

Na przykład w czarnej skrzynece "galaktyka" są takie elementy jak kilka rodzajów gwiazd, czarne dziury, chmury wodoru, planety, planetoidy itd.
A w czarnej skrzynce gwiazdy są np. atomy, wiry konwekcyjne itp.
A w czarnej skrzynce atom są elektrony, neutrony, gluony itp.

Cała wiedza o świecie składa się z wzorców stabilnych, które można ponazywać "pokazując palcem" lub wykazując ich obecność pośrednio, oraz z relacji, którymi są powiązane - bardzo często są to relacje rodzaju czarna skrzynka<- >jej składowe. To buduje opis w formie warstwowej, który zawsze jednak się kończy - z 2 stron. Na obszarze najbardziej ogólnym, gdzie dalsze uogólnienie nie jest znane, oraz na obszarze najbardziej szczegółowym, gdzie dalsze składowe nie są znane (np. szczegółowe są kwarki, obecnie składowe nie są znane, kwarki to takie czarne skrzynki, które coś robią, są powiązane relacjami z innymi czarnymi skrzynkami, ale nie wiemy czym są).
Całość trochę jeszcze komplikuje chaos i nieliniowość, ale często powyższe podejście sprawdza się dobrze, a nawet chaos nie jest losowością - często posiada pewną dynamiczną strukturę.

Oczywiście to rodzi na pierwszy rzut oka kłopoty z rozróżnieniem istnienia "rzeczywistego" od istnienia w umyśle, czyli "nie istnienia".
Ale to problem pozorny, bo istnienie w umyśle też jest istnieniem w sensie informacyjnym. Tyle tylko, że takie istnienie różni się od realnego - głównie składowymi czarnej skrzynki, a także relacjami między nią a innymi i działaniem.

Moje podejście nie akceptuje bytów niesprawdzonych i nie potwierdzonych jako istniejących realnie (jako realnie mam namyśli niezależnie od świadomości, pamięci oraz wyobraźni i wobec nich zewnętrznie).
Nie pasują one z 2 powodów:
1. Nie zostały empirycznie potwierdzone, a więc nie ma punktu zaczepienia dla takiej "skrzynki", warunkiem koniczecznym jest jakieś empiryczne potwierdzenie - tutaj (obiekty niepotwierdzone) dotyczy ono myśli, ale już nie odwzorowania między czymś realnym a myślą, bo nie ma żadnej korelacji między myślą, a "faktycznym stanem rzeczy" czy "zewnętrzną rzeczywistością" czy jak to nazwać. Między krzesłem na którym siedzę zachodzi takie odwzorowanie i mam prawo twierdzić, że istnieje zarówno w sensie realnym, jak i jako reprezentacja w moim umyśle (w końcu żyjemy w świecie generowanym przez umysł, mózg, a nie bezpośrednio w realnym, zmysły i złożone przetwarzanie są pośrednikami).
2. Wiem z empirycznych obserwacji, że wymyśleć czarnych skrzynek potrafię dużo więcej niż realizowane jest w naturze, w realnym otoczeniu.
Czyli to, co wymyślę sensownego i logicznego może być dowolną spójną i niesprzeczną kombinacją wielu obiektów, cech i relacji między nimi - mogę stworzyć wiele "czarnych skrzynek" których nie obserwuję "realnie" - jest ich o wiele więcej niż realnych obiektów w otoczeniu. Praktycznie każdy obiekt (lub klasa obiektów), który jakoś się wyróżnia od innych, ma jakieś cechy, których nie ma znaczna część innych, a które mogą być nazwane. A wymyśleć mogę prawie dowolne kombinacje takich cech z różnych warstw (jedne bardziej sensowne i poważne inne nieco mniej, ale nawet jeśli ograniczymy się do tych pierwszych to będzie ich bardzo dużo). To powoduje, że zbiór możliwości z jakich wybieram podczas wymyślania czegoś (i tak samo wybiera każdy inny wybierający) jest ogromny - nawet ograniczając się do pewnego zakresu tego, co jest szukane, jak np. do szeroko rozumianej możliwej "pierwszej przyczyny" lub jej alternatyw. A więc szanse na to, że to wymyślone coś, ma coś wspólnego z rzeczywistością, są nikłe.

Na razie na dziś tyle, bo śpiący jestem, dawno spać powinienem i sam nie wiem czy w ogóle napisałem coś zrozumiale...
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Napisałeś konkretnie. Jeżeli wszystko jest reprezentowane w umyśle, to będąc konsekwentnym powinieneś rozważyć dokładniej te pakiety. Mam podobną koncepcję, ale wchodzę o wiele głębiej i dostrzegam, że pakiety świata, który uważasz za realnie istniejący niewiele się różnią od tych wymyślonych i urojonych. Nasz umysł produkuje w świadomości różne byty, tworzy całe światy. Stare pojęcia filozoficzne są niewystarczające substancja i forma to za mało jest jeszcze coś trzeciego, co nazwałbym funkcją-wiązaniem. Substancja to przypisanie, forma to wartość i właściwości, a wiązanie jest funkcją. Istnieje zatem substancja i forma, a funkcja nadaje właściwości obu tym elementom. To od owej funkcji zależy wszystko. Byty stają się takie lub inne przez funkcję wiążącą poszczególne pakiety. Jeśli pakiet już u podstaw ma funkcję niematerialności, albo inny sposób istnienia jego wyższe złożenia będą posiadały również cechy niematerialności. Rzeczy widzialne to prawdopodobnie nasza materia, a rzeczy niewidzialne mogą składać się również z pakietów, ale o podstawowych właściwościach innych niż znana nam materia.
Myślę nad rozwinięciem tej koncepcji. Rozważam to ale nie utożsamiam się z takim rozumieniem dopóki nie będę pewny, że jest to zgodne z tym, w co wierzę.

Napisz coś więcej o tej realności i nierealności. Co jest według Ciebie nośnikiem dla materii? Jak rozumiesz przetwarzanie rzeczywistości przez nasz umysł, czy my naprawdę jesteśmy tacy jak siebie widzimy?

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
Volrath (3440 punktów)
> Jeżeli wszystko jest reprezentowane w umyśle, to będąc konsekwentnym powinieneś rozważyć dokładniej te pakiety.

Rozważyłem i rozważam.

> Mam podobną koncepcję, ale wchodzę o wiele głębiej i dostrzegam, że pakiety świata, który uważasz za realnie istniejący niewiele się różnią od tych wymyślonych i urojonych.

Różnią się - relacjami.

To tak jakby reprezentowanie w umyśle miało równoległe warstwy, które działają nieco inaczej.

Na tyle, że prawie każdy w prawie każdej sytuacji (zgodzisz się chyba) potrafi odróżnić to, co sobie wyobraża od tego, co widzi (abstrahując od tego czym jest to, co się wyobraża/widzi tak na prawdę).

Ja zakładam konsekwentnie że informacje nie biorą się z nikąd oraz że można na podstawie obserwacji wyciągać wnioski poprzez dzielenie tego, co się obserwuje na te "czarne skrzynki" i relacje między nimi - czyli w miarę proste nazywalne stabilne obserwowane obiekty.

Oczywiście można to robić w stosunku do wyobrażeń jak i do tak zwanego "realnego" świata, ale większość ludzi potrafi (ja także) odróżniać to, co "wymyślone"/"wyobrażone" (1) od tego, co "obserwowane" (2).

To drugie jest bardzo złożonym światem z ogromem relacji, w dużej mierze nie jest wolicjonalne (nie mogę sprawić, że niebo się rozjaśni siłą woli), czasem zaskakuje i uczy (pojawiają się nieznane obiekty i relacje - często nie oparte na starych, wymagające nowych słów).

To pierwsze jest raczej przybliżone, mało dokładne, rzadko kiedy "realistyczne" czyli przypominające to drugie w sposób dość dokładny (być może czasem w snach, halucynacjach - ale i tak nigdy na tyle, by ktoś o zacięciu badacza tego nie mógł odkryć), niespójne z tym drugim i czasem wewnętrznie (z tym drugim niespójne zarówno w takim sensie, że nawet jak będę miał super realistyczną halucynacje krasnala, to nie potwierdzą tego pewne źródła informacji, a nawet znaczna ich część - nie będzie go na nagraniach kamerą, nie wpłynie on na materie, nie przestawi sam krzesła, inni ludzie nie powiedzą, że go widzą - a więc nie wiele ma bezpośrednio wspólnego z rozległym stabilnym światem i choć miałbym prawo wstępnie twierdzić że widzę niewidzialnego dla innych niematerialnego krasnala, to szybko mogę dojść do wyjaśnienia jego głębszej natury - chociażby przez badania mojego mózgu, że ten krasnal istnieje, ale w moim umyśle i to inaczej niż reprezentacja zewnętrznych obiektów, bo tej musi odpowiadać jakaś złożona spójna i zawierająca wszelkie obserwowane relacje/ich odpowiedniki "symulacja", a do istnienia krasnala takiej nie potrzeba, prawdopodobnie wystarcza mój własny umysł, mózg)

Główna różnica jest w złożoności, ilości obiektów, relacji, dokładności. Świat "realny" zachowuje się mocno stabilnie, według zasad, zawiera mnóstwo obiektów i związków między nimi, są one stabilne.
Mogę więc stwierdzić, że wymaga to co najmniej spójnej symulacji tego, co w nim obserwuje - od atomów po gromady galaktyk, pomiędzy tym także komputerów, zwierząt, ludzi. gwiazd i innych obiektów.
A więc symulacja ta musi zawierać co najmniej informacyjny odpowiednik, który w bezstratnym przekształceniu informacyjnym odpowiada światu obserwowanemu.
To na czym jest ona "przeprowadzana", czyli co jest głębszą naturą i istotą jest tutaj obojętne. Nie znosi to relacji, które już znam, dodaje tylko nowe.
Podobnie przekształcenie dokonywane przez mózg. Może ono:
A) Ukrywać pewne obiekty, cechy i relacje.
B) Uwypuklać (uwidaczniać, wyjaskrawiać) pewne obiekty, cechy i relacje.
C) Dodawać pewne obiekty, cechy i relacje.

W przypadku C dodawanie de facto symuluje, a więc tworzy pewne obiekty cechy i relacje - w takim zakresie, w jakim są dodawana. Oczywiście w sferze wyobrażań poziom dokładności symulacji jest kiepski w tym co nazywamy wyobraźnią, można sądzić, że nie wiele bardziej krasnoludek z wyobrażeń jest dokładnym krasnoludkiem z krwi i kości niż simsy z gry Sims są ludźmi z krwi i kości. Co innego świat "realny" - nawet jeśli istnieje w mózgu (czyli wszystko jest C) czy w martixie etc. to i tak jest dokładnie symulowany, istnieje, a ludzi w nim są realni. Podobnie realni byliby ludzie zasymulowani przez supersuperkomputer (takich nie ma, długo pewnie jeszcze nie będzie).

A powoduje, że są rzeczy, których nie widać (to za sprawą ograniczoności zmysłów, przetwarzania etc.). Ale wiele z nich daje się odkryc - np. to, że monitor na który patrzę to przede wszystkim dużo próżni, pustki, prawie same dziury. W skali atomów.
Lub to, że w podczerwieni połączenia laserowe na podczerwień wyglądają jak druty (ptaki często próbują na nich siadać, to powoduje krótkie przerwy w transmisji).

B powoduje, że pewne rzeczy zauważamy wyraźnie bez zastanawiania. Np. linie proste czy odległość od obiektów. Czasem można tu "analizator" w błąd wprowadzić.

> Nasz umysł produkuje w świadomości różne byty, tworzy całe światy.

Tak, to prawda, problem leży tylko w dokładności ich tworzenia.
Nie wiem gdzie się ten "realny" świat znajduje.

Czy jest "symulowany" sam w sobie bez dalszych podstaw, czy też jako symulacja w "matrixie", a może znajduje się tylko w "moim" umyśle albo "naszym" umyśle podzielonym na niezależne części, a może to krasnoludki poruszają klockami i taśmami, co symuluje ogromny zestaw potężnych idealnych maszyn Turinga i pozwala na nich zasymulować cały świat - nie wiem. To jest nie ważne, ewentualna wiedza o podstawie głębszej niczego nie zmieni w istniejących już rozpoznanych obiektach i relacjach.
Volrath (3440 punktów)
Wyobraź sobie, że jesteś małym stworzonkiem-krasnalem symulowanym w komputerze.
Poznajesz świat wokół (także symulowany) i wszystko jest fajnie, gdy nagle dowiadujesz się, że tak na prawdę to jesteś elementem pracy magisterskiej jakiegoś gościa z zewnętrznego świata, a cały Twój świat jest zamknięty w takim niedużym pudełku zwanym "komputerem".
O ile mogłoby to zmienić Twoje podejście do Twojego świata, być może wprawiłoby w niechęć, zdenerwowanie i poczucie bezsensu (a także pogłębiłoby wiedzę o rzeczywistości) to na pewno nie zmieniłoby tego, co jest w tym świecie, relacji które znasz itd.
Np. nie przestałbyś być świadomy (zakładając, że byłeś - na współczesnych superkomputerach może dałoby radę zasymulować wystarczająco dobrze układ nerwowy mrówki), Twoje quale nie uległyby nagłej zmianie - tak jak świat Twoich obserwacji.

>Napisz coś więcej o tej realności i nierealności.

W zasadzie to wszystko co do mnie dociera jest w ścisłym sensie realne. Rozróżnienie na "realne" i "nierealne" jest wtórne, oznacza jedynie podział na to, co pochodzi z tego obserwowanego rozległego spójnego stabilnego świata ("realne") i na to, co albo jest wolicjonalnie przeze mnie wymyślone albo pokazywane przez mniejszość źródeł informacji - czyli jest niespójne z rozległym światem ("nie realne"). To znaczy jest to spójne, ale nie jest symulowana w odpowiedni sposób znaczna część relacji i składowych, co pozwala sądzić, że nie należy to do "realnego" świata lecz jest wynikiem jakiejś odrębnej symulacji (po namyśle i być może badaniach można zwykle powiedzieć, że symulowane jest w mózgu).
Oczywiście mogę się mylić w podziale i na pewno czasem się mylę. Coś może wydawać się spełniać kryteria "realności", a może nie być czasu lub możliwości, by to zweryfikować.
Poza tym jest to podział bardziej praktyczny niż ontologiczny, bo także ta symulacja (np. halucynacja) także istnieje, w końcu to, co ją tworzy, istnieje - ta informacja istnieje.

> Co jest według Ciebie nośnikiem dla materii?

Informacja.
To dość uniwersalny nośnik. (A raczej sposób opisu, bo każdą strukturę tak można opisać - a więc na swoim poziomie istnienia jest ona równoznaczna z informacją.)
Poza tym pozwala na wielopoziomowość strukturalną.
Czyli także emergencję.

Na przykład można na potężnej układance z klocków i patyczków zasymulować "grę w życie" czyli "life" (czemu nie, w praktyce studenci zasymulowali algorytm gry w kółko i krzyżyk) - tą symulacje z superprostymi "automatami komórkowymi" - a następnie na niej opracować (co zostało udowodnione matematycznie) dowolny algorytm np. symulujący superkomputer, na nim zasymulować coś w rodzaju matrixa, a w nim zawrzeć wszystkie prawa fizyczne pracujące na materii, w tym także symulację superkomputera, na którym da się uruchomić "life"... i tak dalej, przy czym z założenia wyższy poziom musi pracować na większej informacji niż niższy (musi zawierać informacyjnie kolejną subsymulację, a ta kolejne i tak dalej). Oczywiście człowiek lub ludzkość miałaby problem z stworzeniem czegoś takiego, ale już na przykład hipotetyczny ktoś w jakimś logicznie poprawnym sensie wszechmocny (czyli ograniczony logiką i pewnymi swoimi cechami, ale niczym innym), komu bardzo by się nudziło, nie.

Nie twierdzę, że tak zbudowany jest nasz świat.
Do pewnego stopnia tak - np. wyobrażony krasnal jest symulowany w umyśle, umysł jest symulowany na neuronach i potencjałach/impulsach elektrycznych, a te działają w oparciu o układy atomów i innych cząstek, a te mogą być (jeśli hipoteza superstrun okaże się prawdziwa) oparte o drgania wielowymiarowych superstrun, także w małych zwiniętych wymiarach.
W końcu jednak nasza wiedza o tym co dalej się kończy.

> Jak rozumiesz przetwarzanie rzeczywistości przez nasz umysł, czy my naprawdę jesteśmy tacy jak siebie widzimy?

Nie, nie jesteśmy.
Na przykład sporo rzeczy - z nauki - wiadomo o tym jak jest na prawdę.
Np. to że większość ciała to pustka, próżnia.
Albo to, że kolory, to tylko interpretacja sposobu odbijania, pochłaniania i rozpraszania światła z wąskiego zakresu (takiego, który przepuszcza woda, błony komórek, a który wystarcza do rozpoznawania i analizy otoczenia).
Albo quale - to tylko pewne interpretacje pewnych obiektów i cech z rzeczywistości "realnej", po pewnych przekształceniach i analizie.

Ale to, co widzimy, odpowiada w pewien sposób temu, co jest. Czasem w sposób prosty, czasem bardziej złożony, ale można to analizować i odkrywać.
Nie łudzę się, że odkrywamy wszystko, ale wiem, że wszystko, co ma wpływ na to, że widzimy, to co widzimy, jest poznawalne w zakresie co najmniej swojego wpływu na to, co widzimy, bo jego cechy przejawiają się w tym, co w stabilny sposób widzimy.
A elementy reszty, jeśli istnieją, to albo zostanie kiedyś odkryte albo nie (sądzę, że część tak, część nie - możemy w końcu natrafić na barierę nieprzekraczalną z punktu widzenia czegoś, co zawarte jest w symulacji - tak jak barierą nieprzekraczalną dla stworka symulowanego w komputerze mogą być ramy jego symulowanego świata).
Gdybanie na temat tego, co leży poza zakresem tego, co wiemy, powoduje, że nie ma to (gdybanie) korelacji z stanem faktycznym tych ewentualnie być może istniejących jakichś obiektów i relacji. A więc jest prawdopodobnie nieprawdziwe.
Mogę założyć że podstawą dla materii w sensie informacyjnym jest kolejna warstwa którą będzie powiedzmy "matrix" albo "symulacja stworzona i podtrzymywana przez nadświat wielowymiarowych krasnoludków" albo pomysł Shipova z świadomością. Tyle tylko, że to prawdopodobnie nic nie będzie miało wspólnego z faktycznym stanem rzeczy.
Jest możliwym, że kolejne warstwy istnieją, może się gdzieś kończą, może nie, ale wolę nie zakładać nic na ten temat i powiedzieć "nie wiem" niż bez sensu gdybać.
Kontrast (1042 punktów)
Witaj!

Konkretnie wyraziłeś wiele kwestii. Muszę trochę posiedzieć nad tym, sam mam tu częściowo zbliżoną wizję jednak widzę trochę więcej, ale to co napisałeś uświadomiło mi, że muszę kilka szczegółów przepracować. Ja opieram się zasadniczo na tomiźmie i hilemorfiźmie, choć niezupełnie tak samo jak w klasycznych wersjach. Istota - substancja, przypadłości i ruch to niemal dokładna parafraza tego co napisałeś o Obiektach (por. substancja), cechach (przypadłości - forma), relacjach (ruch). Tomizm zakłada istnienie bytów substancjalnych i bytów przypadłościowych. Ty postrzegasz tylko te przypadłościowe jako realnie istniejące. Dlatego problem leży tu. Dla mnie i jak widzę dla Ciebie również byty przypadłościowe potrzebują nośnika, bo niezależnie od niego nie mogą istnieć. Wyobrażenia są bytami pozornymi dlatego, że jedyną racją ich bytu jest nasza świadomość. Istnieją tylko wirtualnie i należą raczej do bytów przypadłościowych zależnych od innego bytu (tutaj umysłu). Wierzący odróżniają jednak takie pozorne byty kreowane przez wyobrażnię od bytów poznanych w "widzeniu umysłowym". To mniej więcej takie przełożenie jak między halucynacją wzrokową a niezakłóconym widzeniem. Umysł jest tu wtedy zmysłem na podobieństwo pięciu zmysłów. Takie poznanie jeśli jest badane w celu rozeznania podlega podobnym kryteriom jak wspomniałeś. Jeśli coś jest nieprawdopodobne, to jest uznawane za iluzję.
Co do wpływu na materię jest on wielokrotnie potwierdzony, a na ten temat jest wiele świadectw. Księża egzorcyści nierzadko opowiadają o różnych niesamowitych wydarzeniach. Sam widziałem uzdrowienia i dziesiątki dorosłych mężczyzn bez zapowiedzi padających na ziemię na wezwanie Ducha Świętego. Są to jednak wyjątkowe wydarzenia i chyba tylko dla niedowiarków, którzy chcą uwierzyć, ale nie są pewni. Sceptycy, raczej z góry odrzucają te znaki, bo z różnych powodów wolą pozostać, gdzie są. Dziwi mnie czasami upór z jakim się spotykam i wmawianie nam wierzącym, że na siłę przekonujemy. Nas po prostu dziwi jak można nie widzieć i nie wierzyć, gdy dzieją się rzeczy tak wyraźne i ewidentnie wskazujące, że to w co wierzymy nie jest tylko subiektywne. Jednak ponieważ sam miałem wątpliwości, rozumiem tych co je mają nadal.

Jak masz jeszcze jakieś spostrzeżenia na temat ontologii i filozofii przyrody, to chętnie przeczytam, bo piszesz konkretnie i raczej jednoznacznie, dzięki czemu mogę zrozumieć jak Ty i inni postrzegacie świat. Wtedy będę mógł argumentować odwołując się do tego, co jest zrozumiałe dla obu stron.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Volrath (3440 punktów)
>Jak masz jeszcze jakieś spostrzeżenia na temat ontologii i filozofii przyrody, to chętnie przeczytam, bo piszesz konkretnie i raczej jednoznacznie, dzięki czemu mogę zrozumieć jak Ty i inni postrzegacie świat. Wtedy będę mógł argumentować odwołując się do tego, co jest zrozumiałe dla obu stron.

Wszystko, co piszę, jest na bazie moich własnych przemyśleń - więc może być niezgodne pod względem słownictwa mimo podobieństw do koncepcji, które ktoś już kiedyś wymyślił.

Wstyd się przyznać, ale do tej pory z filozofią jako taką (to znaczy z znanymi filozofami i ich dziełami) kontakt miałem bardzo nikły, poznawać dopiero zaczynam i to bardziej od prawie końca - od początków współczesnej filozofii (Heideggera, Wittgensteina, Bertranda Russella, Nietzschego, José Ortega y Gasset).

Co do wpływu na materię - nie wykluczam, że dla Ciebie może być dobrze potwierdzony, udowodniony. W końcu każdy postrzega subiektywnie, a także każdy ma inne doświadczenia.
Ja jednak jestem sceptycznie nastawiony. Do wszystkiego, nie tendencyjnie sceptycznie tylko do pewnych rzeczy.
Jeśli można mnie przekonać co do istnienia monitora przed którym siedzę lub atomu lub zachodzenia ewolucji, to sądzę, że pewne dowody i potwierdzenia mogłyby, gdyby istniały i do mnie dotarły, mnie przekonać i do innych rzeczy. Na przykład takich jak przesuwanie łyżek przy pomocy samej tylko myśli, istnienie duchów, UFO, Zeusa Gromowładnego czy związanych z inną niż starożytnych (i nie tylko, współcześnie nadal są czciciele, ale nie wielu) Greków wiarą.

Niestety nie jestem skłonny uwierzyć na słowo ani w relacje o cudach - przede wszystkim z 2 powodów:
- Źródła są niepewne, mogły zostać wprowadzone w błąd, nie spełniają kryteriów choćby zbliżonych do naukowej metody badawczej.
- Inne alternatywne i mocno niezgodne z tą wiarą religie również mają swoje cuda (lub ich odpowiedniki) i podobne argumenty. Nie wiadomo komu wierzyć.

Przy czym obecnie najczęściej za cudowne uznaje się uzdrowienia - czyli dziedzina najsłabiej poznana przez naukę. Nagłe ozdrowienia przytrafiają się nawet ateistom (a także hinduistom, buddystom czy wyznawcom Allaha). Także różne dziwne praktyki, w których nie widać sensu dlaczego miałyby zadziałać, czasem działają - często to "efekt placebo" lub działanie psychologiczne, ale czasem coś więcej.
W dawnych czasach ktoś, kto wiedział jakie rośliny na co pomagają i jak zmieszać składniki by powstała substancja wspomagająca leczenie był uznawany za szamana, kogoś kto ma kontakt z duchami przodków lub bogami i ma pewną moc.
Obecnie cała ta otoczka znikła, wyjaśnienie jest prostsze i mało kto (może poza domorosłymi uzdrowicielami, którzy chcą przyciągnąć uwagę i klientów) tak twierdzi.

Człowiek to złożony system z tak dużą ilością powiązań, że mogą występować nieoczywiste relacje między jakimś działaniem a efektem. Uzdrawianie nawet bardzo realne (abstrahując od tego że większość "cudownych uzdrowicieli" to zwykli oszuści liczący głównie na to, że część osób ozdrowieje sama z siebie, a dziękować będzie mu i go reklamować wśród innych - starsze osoby tutaj przodują, dużo mówią o swoich chorobach a przy okazji o terapeutach - szczególnie tych nietypowych, np. homeopatach czy uzdrowicielach) nie musi oznaczać potwierdzenia otoczki duchowej wydarzenia, powodów i wyjaśnień jakie uzdrowiciel daje (np. twierdzeń o takich rewelacjach jak duchowe energie, czakramy czy złe duchy). Tak na prawdę najprawdopodobniej bazuje to na czymś, co da się wyjaśnić bez odwołań do takich teorii, w sposób o wiele prostszy i naukowy, albo nie bazuje na niczym poza łatwowiernością, po prostu ludzi nabiera.
Najprawdopodobniej - bo w bardzo wielu przypadkach zostało udowodnione że albo to jest oszustwo albo że właśnie bazuje na czymś, co bynajmniej z duchowymi energiami i tym podobnymi rzeczami nie ma nic wspólnego. Także nikt z natchnionych mocą uzdrowicieli nie wygrał nagrody od Randiego, chociaż dano szansę się wykazać niejednemu.

Ciekawym jest to, że inne cuda powoli zanikają, są coraz rzadsze - ja tu widzę korelacje z stanem nauki, która coraz więcej rzeczy potrafi wyjaśnić i nie odwołuje się w wyjaśnieniach do bogów.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

Pisz dalej, bo widzę, że wreszcie mam okazję zapoznać się z rzeczywistymi poglądami. Piszesz konkretnie i precyzyjnie się wyrażasz językiem jaki rozumiem, chyba jednoznacznie. Nawet nie muszę zadawać dodatkowych pytań. Masz predyspozycję do prawdziwej filozofii, bo nie bełkoczesz jak panteistyczni filozofowie. Najwyraźniej potwierdzasz tylko to, co zauważyłem, że reprezentujesz nurt ateizmu, który jest bardzo bliski katolickiemu. Mógłbym wręcz cytować niektóre Twoje kwestie w polemice z New Age, które podstępem wdarło się do mentalności chrześcijan zatruwając prawdziwą wiarę trącającą magią religijnością. Ortodoksyjne chrześcijaństwo nie jest magiczne. Uzdrowienia nie są działaniami magicznymi, ale działaniem samego Boga, który np. sprawia (w jakiś sposób), że system imunologiczny chorego zwalcza chorobę, że uaktywniają sie jakieś ukryte rezerwy itp. W cudach dzieją się rzeczy naturalne, tylko okoliczności w jakich się dzieją dopatrujemy się cudowności. Można to tłumaczyć efektem placebo, ale ten działa słabo i raczej nie wzbudzają takie działania sensacji. Jednak, gdy na skutek modlitwy znika rak, to placebo wysiada. Samo placebo jest dowodem na moc wiary. W człowieku wierzącym w skuteczność leku wyzwalają się rezerwy organizmu zwalczające chorobę. Optymizm też jest wiarą, czyniącą niejednokrotnie rzeczy zadziwiające. Wiara z punktu widzenia medycyny i psychologii nie jest niczym magicznym. Te nauki opisują tylko behawioralną stronę. Poznają strukturę "formy" (przypadłościową), mechanizmu działania (relacyjną), jednak nie dostrzegają istoty (substancji), a raczej obiektu (jak to w swoim języku określasz) wiary.
"Obiekt" sam w sobie bezpośrednio jest nieosiągalny i możemy go doświadczać jedynie pośrednio. Dla wierzących Bóg jako "Obiekt" jest pełnią doskonałości, jednak nie jest to obiekt złożony z innych obiektów, tylko istotowy. Jeżeli mówimy, że jest miłością jest to aspekt, a raczej nazwa jaką dajemy, z braku innego określenia. Pisałem pracę na ten temat i znalezienie słów adekwatnych dla Boga zawsze spotyka się z porażką. Nie można Doskonałości niezłożonej określić w pełni adekwatnie zlepkiem złożeń. Najdoskonalsze złożenia, będą jedynie przybliżeniem. To trochę tak jak z tymi patyczkami, można spróbować ułożyć z patyczków i kulek obraz, ale będzie on tylko podobny do prawdziwego. Podobnie jak zagęszczony zapis cyfrowy dźwięku przypomina dźwięk analogowy. Różniczkowanie im dokładniejsze tym bardziej ciągłe. Koło też można stworzyć z drobnych punkcików, im mniejsze tym koło bardziej dokładne.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Kontrast (1042 punktów)
CO TO MA ZNACZYĆ KTO MI DOPISUJE TAKIE KNOTY DO POSTU????
WYPRASZAM SOBIE!!!!

>>Ze swej strony uparcie powtarzam:
>>(mróz Deus caritas est
>


Deus caritas est
Volrath (3440 punktów)
Już rozumiem co się stało.

Forum ma problemy gdy w tekście pojawia się < i potem >, bo interpretuje to jako znacznik html. Jak go nie rozumie, to cały usuwa, a rozumie tylko te podane u góry, pogróbienia, podkreślenia, kursywa etc.

Znak taki można wpisywać na 2 sposoby: jako & l t ; lub jako <. Sam mam problem z tym postem, bo co rusz mi coś usuwa po edycji jak zapomnę o jakimś < i napiszę go normalnie (a w oknie edycji wpisy w formie < zmieniają się na formę standardową - więc nawet jeśli dobrze jest po pierwszym zapisaniu postu - bo chyba w cytatach wstawia dobrze - to po zedytowaniu może być już źle).

Czasem forum jeśli się wpisze na ten drugi sposób, to interpretuje jako początek znacznika takiego jak pogrubienie, podkreślenie etc. ale nie potrafi go zinterpretować, więc cały tekst zaczynający się od niego a kończący na
>ucina.
Tak było w Twoim przypadku - forum potraktowało tekst po "mróz" po strzałce jako element kodu html aż do kreski
>i nie potrafiło zinterpretować, więc ucięło.

To było tak (pogrubiona część została usunięta przez forum):

>>Ze swej strony uparcie powtarzam:
>>>(mróz <- określona temperatura <- chaotyczne drgania atomów) != (celowe zachowanie <- inteligencja);
>>Uczepiłeś się definicji, opartej ...
>> ... aby je wyciągać.
>> Pozdrawiam
>>

>>
Deus caritas est

Głupio wyszło z tego "mróz Deus caritas est" - ale to całkowity przypadek.

Zaraz odtworzę Twój post w postaci, jaką miał 4 marca 2006 o 16:56.
Volrath (3440 punktów)
Możliwe, że Ty miałeś to dobrze po zapisaniu (najprawdopodobniej, bo nie wycięło tego w powiadomieniu), bo w cytacie pojawiło się < w formie & l t ;, ale albo Ty albo moderator edytował (np. z powodu błędów ortograficznych - literówki niekiedy poprawiamy) i po edycji już było tam < w formie standardowej, które forum ucięło.
Kontrast (1042 punktów)
No dzięki, ktoś naprawił ten błąd. A był to taki dziwny zbieg okoliczności, że zmieniał kontekst mojego postu i ośmieszał moją wypowiedź. Potem Zima nie złapał o czym piszę, bo bez Dziadka Mroza, wyszło coś innego.

Deus caritas est
zima (560 punktów)
Chcesz głębiej poznac mój punkt widzenia na konkretną sprawę, proszę.
Aby dyskusja miała sens potrzeba pewnego zasobu wiedzy wspólnej obu (!) dyskutantom. Problemem w polemikach z Lewandowskim jest to, że on twierdzi, że nie da się udowodnić, że cokolwiek istnieje. Sam ten fakt sprawia, że według jego punktu widzenia do żadnych wniosków dojść się nie da. Takie podejście to według mnie oszołomstwo (po co dyskutuje skoro z jego punktu widzenia dyskusja prowadzi donikąd). Pewne jego co ciekawsze (absurdalniejsze) zdania określam mianem perełek.
W dyskusji z Tobą poszło do wykrystalizowania się podobnego poglądu (jak ma Lewandowski) z Twojej strony. Napisałem Ci wprost, że uważam, że obaj stoicie na tym samym stanowisku (w jednej loży jak to zgryźliwie ująłem).
Jakie miałem podstawy by to stwierdzić:
Napisałeś, że dla pojęcia 'mróz' nie da się określić, czy jest inteligentny czy nie (podając BARDZO dziwne argumenty). Mróz to temperatura poniżej 0 w skali Celsjusza. Temperatura nie posiada inteligencji (nawet ujemna ). Koniec kropka.
Jednak Ty broniłeś się przed świadomościa tego faktu. W zasadzie doprowadziło Cię to do tego samego, co Lewandowskiego- podważania mocy wyjaśnienia czegokolwiek przez naukę. Duży LOL.

A że Cię boli, że ktoś CI mówi prosto w twarz, co sądzi o takim podejściu do sprawy...
Aha, perełkę dostałeś za stwierdzenie, że nauka jest słaba bo opiera się jedynie (!!!) na doświadczeniu. Można domniemywać na czym jeszcze powinna się opierać (według Ciebie), by nie można jej było zarzucić słówka jedynie.
I jeszcze o toku Twojego myślenia. Argumentowałeś, w którymś miejscu, że trzeba zadać pytanie: Wszechświat istnieje, bo...i sam sobie odpowiedziałeś: Bóg go stworzył.
A gdy ja zadałem pytanie: Bóg istnieje bo... napisałeś, że takich pytań się nie zadaje. Po prostu Bóg istnieje. Wspaniała argumentacja w Twoim wykonaniu. A jaka naukowa i przekonywująca.

Zacznij od siebie, a później wyjmuj drzazgi. Wpierw zajmij się belkami.
Kontrast (1042 punktów)
Nazbierało się za dużo pytań i jeszcze linux mi się wiesza, a miał być taki stabilny
Zobacz odpowiedź Vorlath'a, właściwie wyraził to, co ja chciałem powiedzieć.
Chyba zbiorę te pytania razem i opracuję odpowiedź na mojej stronie, bo szkoda mi czasu na powtarzanie się i wyjaśnianie każdemu nowemu adwersarzowi od początku o co mi chodzi. Nie odsyłam do swoich starych postów, bo już sam nie mogę się w tym połapać, sekretarka mi potrzebna
Mogłem w międzyczasie zmienić częściowo zdanie na kilka tematów, poza tym robiłem prowokacje i niektóre teksty są dziwne (jak to w prowokacjach).

Vorlath mi coś przypadkiem uświadomił i potrzebuję czasu, aby wyrobić sobie własny sąd w jednej sprawie, co może wpłynąć na sposób moich dyskusji w przyszłości.

A teraz idę obejrzeć Matriksa

Deus caritas est
Celecrin (11895 punktów)
Witam.

>Najpierw muszę być atakowany, czymś konkretnym, a nie stwierdzeniami, które nic mi nie >mówią, może poza spontanicznym wnioskiem, że rozmówca jest rozkojarzony, albo >zarozumiały.
Mam pisać długie elaboraty, na które nie odpowiesz? Nadal uważam, że dopuszczasz się uproszczeń. Podałem Ci jeden przykład. Metody naukowe nigdy się nie starzeją. Informacje zdobyte w ten sposób są WIEDZĄ, a nie wiarą.
>Nie wiedziałem nawet o co Ci chodzi i jakich praw naukowych bronisz.
Nic dziwnego, ze nie rozumiesz, nie bronię praw naukowych. Może zaczniesz czytać posty ze zrozumieniem? Spróbuj odebrać je obiektywnie, a nie subiektywnie.
>Akurat im się udało trafić na ogólne zasady, ale tylko ogólne. Już nawet Einstein jest >współcześnie podważany. Chodzi o to, że metody naukowe precyzują się, a czasami trzeba >uznać, że coś było błędne. I o to mi chodziło.
Zawsze jak się rozmawia z teistą wychodzi na wierzch absolutyzm. Coś musi być IDEALNIE okrągłe, bo inaczej nie jest okrągłe.
Spróbuję Ci wytłumaczyć jak ja widzę podważanie Einsteina.

Wyobraź sobie, że dana teoria fizyczna to zestaw narzędzi pozwalających na wykonanie pewnych operacji, zadań. Im teoria lepsza tym więcej kluczy pasuje. Liczy się tutaj zadanie jakie masz wykonać. Do pewnych zadań wystarczy zestaw Newtona, do innych potrzebne są klucze Einsteina, a szukamy pełniejszego zestawu kluczy. Możemy się tu spierać, (z Lewandowskim był tu pewien spór), jednak ja uważam, że zestawy kluczy się uzupełniają. Klucze Einsteina zawierają Newtona, który z kolei zawarł klucze Galileusza.
W fizyce nowego odkrycia można dokonać JEDYNIE poprzez znalezienie jakieś śrubki, której nie da się odkręcić, lub powiedzmy, klucz nie za bardzo pasuje.
Obecnie szuka się słabego punktu w TW, by w ten sposób odkryć bardziej ogólną teorię fizyczną, a że fizycy wszystko dziś opisują symetriami, szukają łamania symetrii Lorentza. Symetrii charakterystycznej dla TW i całego tego typu "narzędzi". Fizycy uznają bowiem, że bardziej fundamentalna jest fizyka kwantowa.
Tak więc, by znaleźć wspólną teorię fizyczną (której TW będzie częścią), trzeba znaleźć słaby punkt w TW.
Nie jest to proste. Mechanika Newtona daje wyniki z dokładnością 10^-7, TW podnosi poprzeczkę wyżej, wyniki mają błąd 10^-14, wynika z tego, że nowa teoria musi być dokładniejsza. Trudno sobie to wyobrazić.
> Potrzebna jest pokora.
Pokora potrzebna jest Tobie. Pisałeś do Teresy, że TU obraża się Boga.
Skąd o tym wiesz? Naprawdę masz w sobie tyle pychy, by tak twierdzić? Gdzie jest TWOJE źródło wiedzy? Co uprawnia Cię do takich stwierdzeń?


Lacho calad, drego morn
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>Mam pisać długie elaboraty, na które nie odpowiesz? Nadal uważam, że dopuszczasz się uproszczeń. Podałem Ci jeden przykład. Metody naukowe nigdy się nie starzeją. Informacje zdobyte w ten sposób są WIEDZĄ, a nie wiarą.
Czy Ty zakładasz u mnie jakieś nadprzyrodzone dary, typu jasnowidzenie? Gdybyś pisał te "długie eleboraty", być może inaczej reagowałbym na wyrażone przez Ciebie opinie i odniósł się do konkretów. Zobacz post jaki napisał tu Jato.
Wiara też opiera się na wiedzy, a wielu ludzi doświadcza Boga w swoim życiu, dzieją się cuda i uzdrowienia przez wiarę. Żyli i żyją także charyzmatycy obdarzeni nadprzyrodzonymi darami, które są poświadczone przez wielu świadków. Nie jest więc to tylko pusta abstrakcyjna idea. Ja i wielu innych też doświadczamy działania, a nawet odczuwamy obecność Boga i to bardzo realnie. Wiemy zatem o Kim mówimy, stąd nasze przekonanie i radykalizm. Rzadziej wątpimy w istnienie Boga, a częściej zdarza się niewiara w znaczeniu braku ufności (taki agnostycyzm praktyczny).

>>Nie wiedziałem nawet o co Ci chodzi i jakich praw naukowych bronisz.
Skoro rzucasz stwierdzenia, bez odwołania się do jakiegoś argumentu, to nawet jeśli masz pełną słuszność jest to puste. Dlatego napisałem ten wątek, aby dowiedzieć się na jakich podstawach Ty i inni rzucacie tu kategoryczne stwierdzenia w stylu prorockim.

>Nic dziwnego, ze nie rozumiesz, nie bronię praw naukowych. Może zaczniesz czytać posty ze zrozumieniem? Spróbuj odebrać je obiektywnie, a nie subiektywnie.
Tu się zapętliłeś... Domyślam się o co chodzi, ale na podstawie użytych słów trudno... Nikt nie jest obiektywny, to raczej niewykonalne, bo nie ma stanowiska, bez stanowiska. Nawet brak stanowiska w jakiejś sprawie jest stanowiskiem. Podobnie jak nie można mówić, że ktoś nie posiada twarzy. Beztwarzowość, też staje sie jakąś formą twarzowości. Pozornie nielogiczne...

>>Akurat im się udało trafić na ogólne zasady, ale tylko ogólne. Już nawet Einstein jest >współcześnie podważany. Chodzi o to, że metody naukowe precyzują się, a czasami trzeba >uznać, że coś było błędne. I o to mi chodziło.
>Zawsze jak się rozmawia z teistą wychodzi na wierzch absolutyzm. Coś musi być IDEALNIE okrągłe, bo inaczej nie jest okrągłe.
To chyba bardziej logiczne, musisz przyznać. Podważasz więc logikę? A to ciekawe, bardzo ciekawe. Specjalnie doprowadziłem kolejny raz do tego punktu, ale wszyscy uciekają. Otóż sam potwierdzasz w tym przypadku, że logika jest nieprecyzyjnym narzędziem. Nieidealne koło nie jest kołem, tak jak nieidealny kwadrat nie będzie kwadratem. Jednak niewykonalne jest na dzień dzisiejszy zrobienie idealnego kwadratu, czy koła i za koło, czy kwadrat uznajemy coś, co ma zbliżony kształt do tych figur. Jeżeli więc chcielibyśmy być konsekwentni musielibyśmy uznać, za błąd nazywanie nieidealnego kwadratu, koła, czy czegokolwiek innego za rzecz idealną. To dlatego ja tu robię takie prowokacje, bo dostrzegam nieadekwatność i nieprecyzyjność w używaniu tego typu logiki. Postuluję za tworzeniem czegoś nowego, albo doprecyzowaniem, czy nawet całkowitą rezygnacją z dualistycznej logiki na rzecz logiki rzekłbym wielowartościowej (choć niezupełnie takiej jaką podaje encyklopedia). Wtedy taki problem z nieidealnym kołem nie stanowiłby trudności. Wystarczy powiedzieć, że przyjmujemy przybliżony do idealnego kształt za koło (ze świadomością, że jest to uproszczenie i o to chodzi).
>Spróbuję Ci wytłumaczyć jak ja widzę podważanie Einsteina.
>Wyobraź sobie, że (...) wynika z tego, że nowa teoria musi być dokładniejsza. Trudno sobie to wyobrazić.
Ubawiłem się z końcowego wniosku w stylu Lecha W. "Jestem za, a nawet przeciw"
Może cały ten konflikt polega właśnie na nieporozumieniu. Przyjęliście przybliżenia i uproszczenia, aby używać starą (dualistyczną i absolutyzującą) logikę, bez komplikowania sobie życia. Teiści, których takie podejście nie zadowala wskazują, że zbytnio upraszczacie.
Może czas, aby podjąć działania nad udoskonaleniem przestarzałej logiki, wtedy chyba wszyscy będą zadowoleni, bo absolutyzacje teistów nie będą się kłócić z uproszczeniami nieteistów.
Temat jaki wywołałeś jest wart dłuższych rozważań. Napisałem tu taką refleksję jaka przyszła mi na szybko.

>> Potrzebna jest pokora.
Najpierw należaloby przedyskutować jak rozumiemy wiele rzeczy i wtedy może okazałoby się, że problem leży w czymś, co czeka na odkrycie, a czego nie dostrzegamy walcząc o przeforsowanie stanowisk, które może nie są sprzeczne. Potrzebna jest pokora i wstrzemięźliwość od pochopnych sądów.

>Pokora potrzebna jest Tobie. Pisałeś do Teresy, że TU obraża się Boga.
>Skąd o tym wiesz? Naprawdę masz w sobie tyle pychy, by tak twierdzić? Gdzie jest TWOJE źródło wiedzy? Co uprawnia Cię do takich stwierdzeń?
Dla Teresy i większości chrześcijan, przesiadujących czasem na tym serwisie to oczywiste i mógłbym użyć perełki Zimy "starczy pokazać". Rozejrzyj się "kto ma oczy...".

>
Lacho calad, drego morn

Co to znaczy?

PS Wreszcie się troszke dowiedziałem, ale jeszcze nie jestem w pełni zadowolony wiedzą o podstawach, tych sądów przeciwko teologii.

Pozdrawiam!


Deus caritas est
Celecrin (11895 punktów)
Witam
>Nieidealne koło nie jest kołem, tak jak nieidealny kwadrat >nie będzie kwadratem. Jednak niewykonalne jest na dzień >dzisiejszy zrobienie idealnego kwadratu, czy koła i za koło, >czy kwadrat uznajemy coś, co ma zbliżony kształt do tych >figur.
Strasznie mieszasz w prostych sprawach, na dodatek łączysz to, w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób, z logiką.
Podałem przykład koła, ponieważ jako twór matematyczny nie istnieje w realnym świecie. Myślałem, ze to będzie proste.
Generalnie Kontrast rzeczy absolutne i nieskończone w fizyce nie istnieją.
>>Spróbuję Ci wytłumaczyć jak ja widzę podważanie Einsteina.
>>Wyobraź sobie, że (...) wynika z tego, że nowa teoria musi >>być dokładniejsza. Trudno sobie to wyobrazić.
>Ubawiłem się z końcowego wniosku w stylu Lecha W. "Jestem za, >a nawet przeciw"
Nie. Chodzi o to, że prawda jaką odkrywamy (widzisz napisałem "odkrywamy, a myślę o ludzkości) jest już DAWNO dziwniejsza od fikcji.
Pisałem o tym Teresie, podając przykład wygranej w totka. Nie sposób w pierwszej chwili, nie doznać religijnego doświadczenia, wygrywając w totolotka. Szansa wygranej jest to około 1/14 000 000, inny zapis tej liczby to 7,14 x 10^-8, lub 0,0000000714. Ludzie jednak wygrywają. Nic dziwnego, kuponów jest więcej, czasem nawet dwukrotnie więcej, niż 14 mln, czyli szansa wygranej wynosi więcej niż jeden. Świadomość jednak, iż KTOŚ musiał wygrać, większości nie pomaga.
Generalnie RELIGIA na tym żeruje, na niemożliwości ogarnięcia dużych, lub małych liczb

>>Pokora potrzebna jest Tobie. Pisałeś do Teresy, że TU obraża >>się Boga.
>Dla Teresy i większości chrześcijan, przesiadujących czasem >na tym serwisie to oczywiste i mógłbym użyć perełki Zimy >"starczy pokazać". Rozejrzyj się "kto ma oczy...".
Błąd logiczny "argument większości", lub "argumentum ad populum".
Moje pytanie jest PROSTE. SKĄD wiesz, że ktoś obraża Boga? Od niego? Chyba rozumiesz moją argumentację i w jaki sposób wiąże się ona z pokorą?
>>Lacho calad, drego morn
>Co to znaczy?
To Edhellen. Znaczy "Płoń ogniu, przepadnijcie (uciekajcie) ciemności". (Google)

Lacho calad, drego morn
zima (560 punktów)
Kontrast stosuje ciekawe metody. Wyrywa mój cytat "starczy pokazać, że się nie porusza" (zamiast pokazywać, że porusza się w inny sposób) by przeciwstawić jakoby moje poglądy innym ludziom starającym się myśleć racjonalnie. Zabawne jest, że z rozmysłem użył tego (skróconego) "starczy pokazać" w kilku już postach, mimo że, zwróciłem mu już przedtem uwagę, że wyrywa to z kontekstu.
Cóż, takie zagrywki są zwykle kwalifikowane jako dość niski poziom. Nie oczekuj więc od niego zbyt wysokiego poziomu dyskusji.
Pozdrawiam
Kontrast (1042 punktów)
Witaj!
Widzę, że znowu użalasz się po kątach na mnie, zamiast wprost.

>Kontrast stosuje ciekawe metody. Wyrywa mój cytat "starczy pokazać, że się nie porusza" (zamiast pokazywać, że porusza się w inny sposób) by przeciwstawić jakoby moje poglądy innym ludziom starającym się myśleć racjonalnie.
Spodobał mi się cytat, a że Tobie się chlapnęła taka perełka, to masz pecha. Mógłbym używać tego bez powoływania się na Ciebie, ale obawiam się, że zarzuciłbyś mi łamanie praw autorskich.
Jeśli Cię to boli, to może zreflektuj sobie swój własny sposób działania i cytowania wyrwanych z kontekstu wypowiedzi JL, i rzucania stwierdzeń na temat moich i JL przekonań.

>Zabawne jest, że z rozmysłem użył tego (skróconego) "starczy pokazać" w kilku już postach, mimo że, zwróciłem mu już przedtem uwagę, że wyrywa to z kontekstu.
Czy wyrwałem z kontekstu, to sprawa dyskusyjna. Jakoś słabo to obroniłeś. Trzeba było mnie przekonać i wytłumaczyć. Polecam Ci rozmowę z Volrathem. On potrafił wyłożyć swoje argumenty na dobrym poziomie i zmusił mnie do głębszej refleksji nad pewnym tematem. Poziom logiki z podręcznika matematyki dla licealistów, jaki mi proponujesz, to jakaś kpina. Najwyraźniej nie rozumiesz też podstaw filozofii bytu i takich pojęć jak istota (substancja) i przypadłości bytowe. Bez tego nie rozumiesz o czym ja piszę.

>Cóż, takie zagrywki są zwykle kwalifikowane jako dość niski poziom. Nie oczekuj więc od niego zbyt wysokiego poziomu dyskusji.
A tu to już dałeś popis...

Pozdrawiam


Deus caritas est
zima (560 punktów)
Proszę o jakiś cytat wyrwany z kontekstu! (kiedy cytuje kogoś z wymienionych: Ciebie lub JL nie uwzględniając kontekstu!)
Używasz wielu słów próbując ukryć rozbrat z rzeczywistością. Złapałem Cię na czymś takim i teraz tym gnębię (ten kawałek z mrozem, co to twierdzisz, że nie można powiedzieć czy jest inteligentny, kochający czy zielony).
Pozdrawiam
------------------------------
Mróz deus caritas est.
Kontrast (1042 punktów)
>Proszę o jakiś cytat wyrwany z kontekstu! (kiedy cytuje kogoś z wymienionych: Ciebie lub JL nie uwzględniając kontekstu!)
Nie mam czasu na takie analizy, wystarczy mi, że oskarżasz nas o irracjonalizm, co jest wyłącznie Twoim wnioskiem, który uparcie powtarzasz. Nie rozumiesz o czym piszemy i nawet wyjaśnień nie przyjmujesz. Rozgłaszasz po kątach swoje wywody. Ten mój post wcięło w zadziwiający sposób, tak dziwnie, że zniekształciło treść. Zresztą nawet w całości najwyraźniej nic nie zmienia.

>Używasz wielu słów próbując ukryć rozbrat z rzeczywistością.
Doprawdy? A cóż to jest rzeczywistość według Ciebie? To może być ciekawe.

>Złapałem Cię na czymś takim i teraz tym gnębię (ten kawałek z mrozem, co to twierdzisz, że nie można powiedzieć czy jest inteligentny, kochający czy zielony).
O tym czy jest zielony można powiedzieć, bo to kategoria, którą możesz sprawdzić. Co do pozostałych tylko domysłem opartym na obserwacji podobnych zjawisk jest twierdzenie, że mróz nie posiada cech jakich nie możemy stwierdzić doświadczalnie.
Czy Ty jesteś inteligentny, też nie mogę stwierdzić, jeżeli nie udowodnisz tego, ale na podstawie analogii (większość dorosłych ludzi posiada inteligencję) zakładam, że inteligencję posiadasz.
Nie rozumiesz o co mi chodziło w tym przykładzie z mrozem i chyba ciężko to wytłumaczyć. Skoro przypisujesz mi uznawanie mrozu za inteligentny.
Może gdzieś napiszę szczegółowo, o co mi chodzi, bo tu nie ma szans. Zapytaj Vorlatha, co to jest logika rozmyta i probabilistyczna.

>Mróz deus caritas est.
To prymitywna wstawka.

Pozdrawiam!

Deus caritas est
zima (560 punktów)
Oskarżasz, a później się wycofujesz 'brakiem czasu'. rakiem asu
Gratuluje rzeetelności.
EOT
Kontrast (1042 punktów)
>Oskarżasz, a później się wycofujesz 'brakiem czasu'. rakiem asu
>Gratuluje rzeetelności.
>EOT
Czasu to mam już coraz mniej. Jak znajdę normalną pracę, to już chyba tylko wybrańcy doświadczą kontaktu ze mną. Muszę się szybko nauczyć PHP, przynajmniej na tyle, żebym umiał pisać przeciętne strony, a to wymaga trochę pracy. Przydałoby się też nauczyć Javy SQLa i Flasha. Chciałbym to robić, a przynajmniej umieć na swoje potrzeby. Przez takie durne dyskusje o mrozie tracę czas i prąd się zużywa. Muszę myśleć o przyziemnych rzeczach, bo kasa się kończy, a problemy z mrozem to akurat zaczynam mieć w szczerym poszanowaniu, gdy od 3 miesięcy siedzę na (...) bez prawa do zasiłku.
Czyż mam się przejmować takimi bzdurami?
Na temat mrozu i jego inteligencji EOT (the end, finito, koniec).
Czas spać!

Pozdrawiam!

Deus caritas est
placownik (17853 punktów)

>>Mróz deus caritas est.
>To prymitywna wstawka.

   Volrath poświęcił sporo czasu i energii aby to wyjaśnić, a Ty zdajesz się sugerować, że to sprawka zimy. To niesmaczne.

   Może byś sobie na dzisiaj dał spokój i nieco odpoczął? Wczorajszy Matrix chyba nie najlepiej na Ciebie podziałał.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
placownik (17853 punktów)

   Dotarłem do postu zimy. Teraz właściwie rozumiem Twoją uwagę i wycofuję swoją. Przepraszam.

   W dalszym ciągu podtrzymuję jednak swoją sugestię abyś nieco odpoczął.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>   Dotarłem do postu zimy. Teraz właściwie rozumiem Twoją uwagę i wycofuję swoją. Przepraszam.
Miałem nadzieję, że zauważysz. Staram się unikać takich uwag, ale czasem trzeba.
Zima niestety upiera się, że ja wierzę w inteligencję mrozu i nie idzie mu tego wytłumaczyć. Uparcie udowadnia mi, że tak napisałem, a o coś innego mi chodziło. Łapie mnie za słowa, a przy tym tempie, to nie zawsze pamiętam dokładnie, co komu odpowiedziałem.
Będę kiedyś musiał przejrzeć swoje stare posty i napisać u siebie jakieś opracowanie swojego oficjalnego stanowiska w niektórych kwestiach. Co do kilku spraw muszę się ostatecznie określić, bo nie mam wyrobionego poglądu. Jednym z takich tematów jest ewolucja. Istnieje kilka jej koncepcji, a kreacjonizm w pewnej odmianie może nie być całkiem przekreślony. Potrzebuję jednak więcej czasu, aby zapoznać się z wiedzą. Uczyłem się tego na egzaminy 11 lat temu, ale już niewiele pamiętam. Wątpię, czy ktoś wie tu więcej niż wtedy wiedziałem chyba, że jakiś specjalista.
>   W dalszym ciągu podtrzymuję jednak swoją sugestię abyś nieco odpoczął.
Chyba dobry pomysł, tylko pewnie ktoś znowu zacznie rozgłaszać po kątach, że nie potrafię odpowiedzieć, czy coś podobnego. Kiedy nie potrafię, to się zastanawiam, gdy to nie pomaga, pytam mądrzejszych, a gdy oni nie wiedzą, to zwykle mówię, że nie wiem. W końcu nawet profesorowie wszystkiego nie wiedzą, a ja jestem tylko szeregowym świeckim teologiem kilka lat po studiach, choć dzięki tym dyskusjom trochę sobie odświeżyłem wiedzę. Pytania jednak rzadko wykraczają ponad poziom licealisty, więc tylko przy historii Kościoła muszę zaglądać do książki, a akurat nie mam zbyt dużo podręczników w domu. Może dlatego na większość pytań daję szybko odpowiedzi choć czasem za szybko.

Pozdrawiam!


Deus caritas est
Teresa (2693 punktów)
>Pisałem o tym Teresie, podając przykład wygranej w totka. Nie sposób w pierwszej chwili, nie doznać religijnego doświadczenia, wygrywając w totolotka. Szansa wygranej jest to około 1/14 000 000, inny zapis tej liczby to 7,14 x 10^-8, lub 0,0000000714. Ludzie jednak wygrywają. Nic dziwnego, kuponów jest więcej, czasem nawet dwukrotnie więcej, niż 14 mln, czyli szansa wygranej wynosi więcej niż jeden. Świadomość jednak, iż KTOŚ musiał wygrać, większości nie pomaga.
>Generalnie RELIGIA na tym żeruje, na niemożliwości ogarnięcia dużych, lub małych liczb

Celecrinie, no Ty chyba nie czytałeś bajki pt. "Przyjaciel Automateusza." S. Lema ("Bajki robotów") o przyjacielu, którego Automateusz nosił w uchu i co z tego wynikło?
AstralStorm (558 punktów)
>Celecrinie, no Ty chyba nie czytałeś bajki pt. "Przyjaciel Automateusza." S. Lema ("Bajki robotów") o przyjacielu, którego Automateusz nosił w uchu i co z tego wynikło?

Wielu nie jest gotowych na brzydką prawdę. Automateusz (dla uproszczenia przyjmijmy, że to człowiek) nie był, ale to go nie usprawiedliwia (tzn. jego późniejszego działania - szkoda przyjaciela).

Co do prawdopodobieństw: 1/n gdzie n->liczby mniejszej od nieskończoności to jednak zawsze jest jakaś szansa.

Z drugiej strony... czy przyjaciel powinien kłamać?
Powiedział, jakie są rzeczywiste szanse... być może powiedział zbyt dużo niezapytany.


Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>>Nieidealne koło nie jest kołem, tak jak nieidealny kwadrat >nie będzie kwadratem (...).
>Strasznie mieszasz w prostych sprawach, na dodatek łączysz to, w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób, z logiką.
>Podałem przykład koła, ponieważ jako twór matematyczny nie istnieje w realnym świecie. Myślałem, ze to będzie proste.
Polecam rozmowę z Volrathem, bo chyba nie ma sensu abym tracił czas na truizmy.

>Generalnie Kontrast rzeczy absolutne i nieskończone w fizyce nie istnieją.
Czy ja mówiłem o fizyce? Zresztą chyba się od początku nie rozumiemy. Ja nie podważam rzeczy oczywistych i fizyki, czy matematyki. Protestuję jednak, wobec mieszania filozofii i wiary z fizyką. To zupełnie inne płaszczyzny. Fizyka i nauki pokrewne badają rzeczywistości posiadające stałe (przynajmniej względnie stałe) prawa. O wiele łatwiej obliczyć i przewidzieć tu działania jeśli znamy stałe zależności. W przypadku materii ożywionej im większe złożenie, tym trudniej cokolwiek przewidzieć. Istoty zaś inteligentne, obdarzone świadomością mogą w dużym stopniu działać niezależnie (autonomicznie). Nie podlegają już determinizmowi. Stąd jeśli badamy świadomość odwoływanie się do fizyki jest śmieszne. Ledwie możemy zrozumieć budowę atomu.
Śmieszą mnie fizycy, którzy na podstawie jakiejś teorii chcą podważać istnienie Boga. To trochę tak jakby dowodami na istnienie Stwórcy podważać Jego istnienie. Jednak tego błedu nie dostrzegają i nie ma szansy przekonać takich. Nawet jak umrą, a potem zmartwychwstaną będą szukali wyjaśnień naukowych. Takie piekło naukowców.
>>>Spróbuję Ci wytłumaczyć jak ja widzę podważanie Einsteina.
>>>Wyobraź sobie, że (...) wynika z tego, że nowa teoria musi >>być dokładniejsza. Trudno sobie to wyobrazić.
>>Ubawiłem się z końcowego wniosku w stylu Lecha W. "Jestem za, >a nawet przeciw"
>Nie. Chodzi o to, że prawda jaką odkrywamy (widzisz napisałem "odkrywamy, a myślę o ludzkości) jest już DAWNO dziwniejsza od fikcji.
Odkrywajcie dalej...

>Pisałem o tym Teresie, podając przykład wygranej w totka (...).
>Generalnie RELIGIA na tym żeruje, na niemożliwości ogarnięcia dużych, lub małych liczb
Z jakiejś tam mało znaczącej przesłanki przeskakujesz do takich wniosków? Jasnowidz z Ciebie?

>>>Pokora potrzebna jest Tobie.
Każdemu...
>Pisałeś do Teresy, że TU obraża >>się Boga.
>>Dla Teresy i większości chrześcijan, przesiadujących czasem >na tym serwisie to oczywiste i mógłbym użyć perełki Zimy >"starczy pokazać". Rozejrzyj się "kto ma oczy...".
>Błąd logiczny "argument większości", lub "argumentum ad populum".
Już się nie popisuj znajomością łacińskich nazw dla błędów logicznych. To jakaś moda na tym serwisie. Mnie to raczej śmieszy. A ripostować podobnymi cytatami mi się nie chce, bo jakoś głupio to wygląda. Pewnie znalazło by się nie mało rodzynków.

>Moje pytanie jest PROSTE. SKĄD wiesz, że ktoś obraża Boga? Od niego? Chyba rozumiesz moją argumentację i w jaki sposób wiąże się ona z pokorą?
Próbujesz parodiować moją prowokację wobec Zimy o mrozie.
Gdy używam określenia obrażać Boga dotyczy to dosłownie obrażania Boga (ośmieszania, podważania autorytetu, ośmieszania wyznawców itd.), co do indywidualnej winy obrażających nie wypowiadam się. Myślą oni, że ich niewiara usprawiedliwia wszelkie kalumnie i inwektywy kierowane wobec wiary i wierzących i pośrednio samego Boga. Czy Bóg się obraża to nie ma znaczenia liczy się fakt obrażania. Obrażanie przedmiotu wiary i najwyższej czci wierzących jest obrażaniem ich samych. A my jesteśmy realnie istniejącymi bytami i naszego istnienia ateiści nie mogą podważyć.
To już najwyższe chamstwo obrażać obiekt czci i żądać od obrażanych dowodów na jego istnienie, gdy go bronią.

Pozdrawiam!

Deus caritas est
Celecrin (11895 punktów)
Witam
>Czy ja mówiłem o fizyce? Zresztą chyba się od początku nie >rozumiemy. Ja nie podważam rzeczy oczywistych i fizyki, czy >matematyki. Protestuję jednak, wobec mieszania filozofii i >wiary z fizyką.
Włączyłem się do rozmowy kiedy puszczanie krwi uznałeś za naukę i stwierdziłeś, że za 100 lat będziemy śmiali się z dzisiejszych metod naukowych.
Na to ja dałem Ci parę wybranych przykładów z "zamierzchłej" przeszłości, że metody jakich użyli Ci naukowcy są aktualne do dzisiaj. Najlepszym przykładem jest tutaj Newton (ok. 300lat).
Trąciłeś też Einsteina, że jego TW też już jest podważana. Na to próbowałem Tobie wyjaśnić jak ja widzę to "podważanie".
Jasne, że rozmawiając o nauce jako takiej, ślizgamy się po epistemologii, ale nie widzę powodu byś protestował.
Chyba, ze rzeczywiście nie wiesz o czym mówimy.
>Jednak tego błedu nie dostrzegają i nie ma szansy przekonać >takich. Nawet jak umrą, a potem zmartwychwstaną będą szukali >wyjaśnień naukowych. Takie piekło naukowców.
Podam Ci pewną anegdotkę...
Wielkiej roboty swego czasu dokonał matematyk Simon Laplace, który obliczył ruch ciał niebieskich w naszym Układzie, czym UWIARYGODNIŁ Mechanikę Newtona. Obliczenia zgadzały się bardzo dokładnie z rzeczywistością. Pracę pokazano Napoleonowi, który podobno się zapytał: Dlaczego nie ma tu żadnej wzmianki o Bogu?
Laplace podobno odpowiedział: Sir, nie potrzebowałem wprowadzać takiej hipotezy.
Czy to prawda czy nie, nie wiem, ale wiem, że hipoteza Boga w nauce jest zbędna.
Gdy zadano Newtonowi pytanie: Dlaczego przyciąganie zmniejsza się z prawem odwrotności kwadratów, odpowiedział: "Nie zmyślanm hipotez".
>>>>Spróbuję Ci wytłumaczyć jak ja widzę podważanie Einsteina.
>>>>Wyobraź sobie, że (...) wynika z tego, że nowa teoria musi >>być dokładniejsza. Trudno sobie to wyobrazić.
>>>Ubawiłem się z końcowego wniosku w stylu Lecha W. "Jestem za, >a nawet przeciw"
>>Nie. Chodzi o to, że prawda jaką odkrywamy (widzisz napisałem "odkrywamy, a myślę o ludzkości) jest już DAWNO dziwniejsza od fikcji.
>Odkrywajcie dalej...
Cała dyskusja z Kontrastem.

>>Generalnie RELIGIA na tym żeruje, na niemożliwości ogarnięcia dużych, lub małych liczb
>Z jakiejś tam mało znaczącej przesłanki przeskakujesz do takich wniosków? Jasnowidz z Ciebie?
To jest tylko przykład. Można podać bardziej zmyślne, lub prostsze. Chodzi generalnie o "myślenie magiczne".
>>>>Pokora potrzebna jest Tobie.
>Każdemu...
Nie uznaję pokory. Mnie wystarczy sceptycyzm i brak autorytetów, odnosi się to również do mnie. Nie widzę powodu, by być pokornym Piszę to tylko dlatego, ze oddzieliłeś to słowo od całej mojej wypowiedzi.

>Już się nie popisuj znajomością łacińskich nazw dla błędów >logicznych. To jakaś moda na tym serwisie. Mnie to raczej >śmieszy. A ripostować podobnymi cytatami mi się nie chce, bo >jakoś głupio to wygląda. Pewnie znalazło by się nie mało >rodzynków.
To kolejny unik. Jeżeli chcesz wiedzieć łaciny użyłem dla CIEBIE. Kpię z tego. Jaśko Lewandowski tak pisał, i napisał nawet elaborat, na temat błędów racjonalistów.

>Próbujesz parodiować moją prowokację wobec Zimy o mrozie.
Nie wczytywałem się w waszą dyskusję.
>Gdy używam określenia obrażać Boga dotyczy to dosłownie >obrażania Boga
a w nawiasie piszesz coś przeciwnego
>(ośmieszania, podważania autorytetu, ośmieszania wyznawców...)
Wiesz co Kontrast? NIE WIESZ czy ktoś obraża Boga czy nie. Może to Ty go obrażasz? Na pewno może ranić TWOJE odczucia religijne, ale proszę, nie wypowiadaj się za Niego.


Lacho calad, drego morn
Piotrek Patucha (2279 punktów)
>Wiesz co Kontrast? NIE WIESZ czy ktoś obraża Boga czy nie. Może to Ty go obrażasz? Na pewno może ranić TWOJE odczucia religijne, ale proszę, nie wypowiadaj się za Niego.

Nie znam się, co prawda, na obrazach boskich, wystarczy, żeby nie będziecie obrażać siebie nawzajem. PO jakiego diabła Bóg miesza wam się do tej dyskusji, nie wiem. Coraz mniej na placu broni zostaje tych, co Boga na ustach nie noszą.

>Wielkiej roboty swego czasu dokonał matematyk Simon Laplace, który obliczył ruch ciał niebieskich w naszym Układzie, czym UWIARYGODNIŁ Mechanikę Newtona. Obliczenia zgadzały się bardzo dokładnie z rzeczywistością. Pracę pokazano Napoleonowi, który podobno się zapytał: Dlaczego nie ma tu żadnej wzmianki o Bogu?
>Laplace podobno odpowiedział: Sir, nie potrzebowałem wprowadzać takiej hipotezy.
>Czy to prawda czy nie, nie wiem, ale wiem, że hipoteza Boga w nauce jest zbędna.

Dla odmiany przytoczę przykład Lebniza, który wprowadzał Boga w swych pismach przyrodniczych(dla niego Bóg-kosmos był zegarmistrzem, ale nie ślepym jak u Dawkinsa tylko rozumnym) i metafizycznych, zwłaszcza, że niektóre teksty dedykował kobietom, np. Monadologię i bez ustanku kokietował przywódców religijnych. Widocznie uważał, że są groźni, skoro afiszował się ze swoją wiarą w Boga. Jak wiadomo Lebniz był cichym ateistą i skrywał w szufladzie pisma, w których hipoteza bytu naprzyrodzonego okazywał się zbędna.

Lawirował i dobrze na tym wyszedł. Był typowym konformistą. Nawet walczył z atestycznymi tezami, stworzył teodyceę, obronę wizerunku Boga przed podejrzeniami o złe zamiary względem człowieka. Zresztą kogo to obchodzi. Jesteśmy i tak w mniejszości, musimy trzymać się razem.
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
Widzisz Piotrek powiem szczerze, że wolę rozmowę o boskiej cząstce, niż o boskich obrazach. Problem w tym, że ja też, tak jak Ty, nie znam się na tym, próbuję zatem wyciągnąć z Kontrasta, skąd on wie. Tym bardziej, że posądza ludzi o jakąś tajemną wiedzę "naukową", patrz pierwszy post. Tymczasem sam dysponuje jakąś wiedzą tajemną.


Lacho calad, drego morn
Piotrek Patucha (2279 punktów)
>Cześć
>Widzisz Piotrek powiem szczerze, że wolę rozmowę o boskiej cząstce, niż o boskich obrazach. Problem w tym, że ja też, tak jak Ty, nie znam się na tym, próbuję zatem wyciągnąć z Kontrasta, skąd on wie. Tym bardziej, że posądza ludzi o jakąś tajemną wiedzę "naukową", patrz pierwszy post. Tymczasem sam dysponuje jakąś wiedzą tajemną.

Być może on dysponuje jakąś wiedzą tajemną, ale ja nawet nie chcę wiedzieć jaką. Skoro jest tajemna, niech taka pozostanie.

Także wolałbym rozmawiać o świecie, a nie o sobie, bądź ludziach, którzy mnei otaczają, a jeśli już to bardzo oględnie, znajdując u nich raczej zalety niż wady. Jestem tylko przeciętnym, szarym, błądzącym człowiekiem.
Kontrast (1042 punktów)
>Witam
>>Czy ja mówiłem o fizyce? Zresztą chyba się od początku nie >rozumiemy. Ja nie podważam rzeczy oczywistych i fizyki, czy >matematyki. Protestuję jednak, wobec mieszania filozofii i >wiary z fizyką.
Generalnie o to mi chodziło od początku, tylko "puściłem węża", bo trochę przewrotnie chciałem wyciągnąć trochę wiedzy na temat Twojego nastawienia do nauki. Bynajmniej nie oznacza to jakobym miał negatywny stosunek do odkryć naukowych.

>Włączyłem się do rozmowy kiedy puszczanie krwi uznałeś za naukę i stwierdziłeś, że za 100 lat będziemy śmiali się z dzisiejszych metod naukowych.
Czepiasz się słów, chodziło mi o nastawienie naukowców, bardziej o psychologię niż metodę. Polecam tu przejrzeć sobie stare roczniki (najlepiej komunistyczne) "Młodych techników", może wtedy zrozumiesz mój sarkazm. Mój ojciec kolekcjonował to i miałem okazję wyrobić sobie opinię obserwując zabawne podniecenie przy prezentacji np. radia tranzystorowego i innych rzeczy. Fizyka kończyła się na protonach i neutronach itd. Jeśli pisałem o śmianiu się, to raczej w tym kontekście.

>Na to ja dałem Ci parę wybranych przykładów z "zamierzchłej" przeszłości, że metody jakich użyli Ci naukowcy są aktualne do dzisiaj. Najlepszym przykładem jest tutaj Newton (ok. 300lat).
>Trąciłeś też Einsteina, że jego TW też już jest podważana. Na to próbowałem Tobie wyjaśnić jak ja widzę to "podważanie".

>Jasne, że rozmawiając o nauce jako takiej, ślizgamy się po epistemologii, ale nie widzę powodu byś protestował.
Właściwie dotknąłeś wreszcie sedna. Powinienem był pytać o waszą epistemologię, bo o nią mi chodziło, gdy pytałem o formację intelektualną.
Mówiąc o filozofii myślałem o filozofii np bytu, czy innych. Niestety widzę, że uparcie utożsamiacie tu filozofię jedynie z tym jej zakresem, który dotyczy materii.

>Chyba, ze rzeczywiście nie wiesz o czym mówimy.
I o to pytam w tym wątku, bo chcę wiedzieć o czym mówicie. Czepiacie się o coś katolików i nierzadko nie mam pojęcia, gdzie leży problem. Jak próbuję wyciągnąć różnymi metodami informację, czy to prowokacją, czy pytaniami, dostaję niejasne odpowiedzi.
Nie trzeba być wierzącym, żeby badać atomy, ale też wiara nie przeszkadza, a Ty i inni w imię badań nad atomami walczycie z wiarą. Tak to wygląda, stąd może nasze prowokacje, które odbieracie tu jako atak na naukę.

>Laplace podobno odpowiedział: Sir, nie potrzebowałem wprowadzać takiej hipotezy.
>Czy to prawda czy nie, nie wiem, ale wiem, że hipoteza Boga w nauce jest zbędna.
I oczywiście to już superautorytet, bo rzucił hasełko pasujące do paradygmatu.

>>>Nie. Chodzi o to, że prawda jaką odkrywamy (widzisz napisałem "odkrywamy, a myślę o ludzkości) jest już DAWNO dziwniejsza od fikcji.
>>Odkrywajcie dalej...
>Cała dyskusja z Kontrastem.
Chciałem tu powiedzieć, żeby badać dalej, bo może zobaczycie jeszcze ciekawsze i dziwniejsze rzeczy. Chyba mądrzejszym jest szukanie prawdy, a nie dowodów, że Bóg nie istnieje. Skoro Bóg jest tylko hipotezą. To dla mnie teologa działka, aby szukać Boga, a fizyk niech szuka kwarków i może jeszcze czegoś głębiej. Może struny "harfy" na której gra Bóg...

>Chodzi generalnie o "myślenie magiczne".
Zdefiniuj to magiczne myślenie, które mi przypisujesz. Zakładasz coś takiego, a to totalna bzdura. Żądam wyjaśnień. Być może tu jest pies pogrzebany. Może jak siedzę w Sądzie w todze, to przypominam Harrego Pothera, ale to tylko złudzenie

>Nie uznaję pokory. Mnie wystarczy sceptycyzm i brak autorytetów, odnosi się to również do mnie. Nie widzę powodu, by być pokornym Piszę to tylko dlatego, ze oddzieliłeś to słowo od całej mojej wypowiedzi.
Przemyśl to, co napisałeś. Chyba błędnie pojmujesz pokorę. Pokora to postawa stanięcia w prawdzie. Słownikowa pokora to nieakceptacja siebie, chrześcijańska jest uznaniem prawdy o sobie. Podobieństwo jest tylko zewnętrzne.

>Jeżeli chcesz wiedzieć łaciny użyłem dla CIEBIE. Kpię z tego.
To po co sie chłopie męczysz, prosiłem się o to?

>Jaśko Lewandowski tak pisał, i napisał nawet elaborat, na temat błędów racjonalistów.
A co mnie to obchodzi...

>>Gdy używam określenia obrażać Boga dotyczy to dosłownie >obrażania Boga
>a w nawiasie piszesz coś przeciwnego
>>(ośmieszania, podważania autorytetu, ośmieszania wyznawców...)
Czy wszystko trzeba pisać kawę na ławę. Gdy obrażasz Boga obrażasz też wierzących, a obrażając wierzących obrażasz pośrednio Boga. Nie chce mi się tłumaczyć, wiadomo o co chodzi.
>Wiesz co Kontrast? NIE WIESZ czy ktoś obraża Boga czy nie. Może to Ty go obrażasz? Na pewno może ranić TWOJE odczucia religijne, ale proszę, nie wypowiadaj się za Niego.
Znów mnie prowokujesz, bez sensu takie gadanie. Można tak w kółko Macieju. Cokolwiek bym nie napisał zawsze znajdziesz argumenty, żeby siebie przekonać.

Pomimo wszystko, w takich dyskusjach odkrywam niekiedy rzeczy, na które nie zwracałem uwagi. Dzięki wam wiele spraw głębiej przemyślałem. Konfrontacja pozwala zobaczyć lepiej siebie.

Pozdrawiam!

Czekam na te wyjaśnienia dotyczące waszej epistemologii.

Deus caritas est
Volrath (3440 punktów)
Nie jestem pewien o czym dokładnie piszesz (które zarzuty masz na myśli, bo bywały bardzo różne), bo ostatnio - ze względu najpierw na sesję, a potem na zabieganie z powodu początku semestru (zapisy na przedmioty, laboratoria etc.) - nie śledzę tak dokładnie forum jak bym tego chciał.

Ale jeśli masz na myśli powiązania między logiką a "naukowością", co wnioskuję z ostatnich postów w temacie, to z nauką nie jest tak, że wnioskowanie i metodologia opiera się na logice dwuwartościowej. Jawnie tak, ale podstawą do stosowalności tego jest logika rozmyta.
Każdy naukowiec Ci to powie, że nauka przedstawia pewne modele, które są pewnymi przybliżeniami tego, co ma miejsce w rzeczywistości. Pewnymi idealizacjami. Takimi, że da się je opisać w stosunkowo prosty i przystępny dla człowieka sposób oraz które nadają się do przewidywania (w pewnym zakresie, obszarze możliwości) tego co się bradzo prawdopodobnie stanie z pewną dokładnością, gdy mamy dane o stanie układu z dokładnością wystarczającą.
Nie jest to model w gruncie rzeczy oparty o logikę prawda/fałsz - i wnioski nie są takie, że np. "jeśli A to B".
Tak są formułowane, bo to by było marnowanie papieru i czasu dopisywanie wszędzie słów "najprawdopodobniej" czy "prawie na pewno" itp. wszędzie gdzie to konieczne.
Również stratą czasu byłaby analiza wniosków bezpośrednio w oparciu o logikę rozmytą i teorię prawdopodobieństwa podczas gdy te prawdopodobieństwa - przy odpowiednim sformułowaniu zakresu stosowania i dokładności modelu - byłyby pomijalnie mało odległe od 1 (duża ilość niezależnych obserwacji), a dokładne oszacowania tegoż byłyby bardzo trudne - chociaż w teorii można by to z pewnym przybliżeniem zrobić w oparciu o Bayesowskie podejście do obserwacji oraz zasadę niedostatecznego powodu Laplace'a, tylko pytanie po co.
Logika rozmyta przy zbliżaniu się do szans bliskich pewności zbiega do logiki boolowskiej (0 i 1). Czyli jak operujemy na zdaniach "prawie pewne" to gdy to "prawie pewne" jest pomijalnie mało różne od "pewne", to możemy je traktować jak "pewne" i używać standardowej logiki - w końcu nie analizujemy teorii zbudowanych z tysięcy zdań logicznych składających się z milionów składowych, wszystko zależne od miliardów "prawie pewnych" elementów, bo wtedy coś może okazać się błędne.
Nauka działa tak dobrze, bo do tego, by poznać i opisać jakąś kolejną część potrzeba tak na prawdę nie tak wiele "prawie pewnych" informacji. A kolejne "prawie pewne" dochodzą głównie z obserwacji, a nie z modeli niższego rzędu - a więc nie tracą na pewności. Każdą nową teorię w jakiś sposób (mniej lub bardziej pośredni lub bezpośredni) się testuje. Punktem wyjścia są pewne stare teorie i zasady, ale ciąg zależności między teoriami nie jest nigdzie długi, taki że większość jest niezależna od większości - wręcz przeciwnie, unika się tego przez wymyślanie kolejnych testów i potwierdzeń. Np. teoria względności nie zależy w swym sformułowaniu od biologii, historii, teorii ewolucji, istnienia atomów, mechaniki kwantowej itd. a głównie zależy od tego, co zostało opracowane w oparciu o obserwacje i od pewności wynikającej z prób falsyfikacji. Gdyby zależała od setek innych teorii (poprzez powiązania czysto teoretyczne, bez potwierdzeń empirycznych), to wtedy nie można by było powiedzieć że jest "prawie pewna". Teoria superstrun jest budowana w pewnej mierze o powiązania teoretyczne bez potwierdzeń praktycznych. Dlatego mówi się, że ma duże szanse, ale nie jest jeszcze potwierdzoną, "prawie pewną" teorią naukową.

Poza tym to "prawie pewne" coraz bardziej jest pewne wraz z:
1. Wzrostem ilości obserwacji potwierdzających poprzez nieudane falsyfikacje (gdy nowe eksperymenty - które mogłyby spowodować odrzucenie teorii lub zmianę zakresu domniemanego do tej pory działania gdyby okazały się błędne - nie powodują falsyfikacji)
2. Zmniejszeniem zakresu i dokładności.
Optimum w którym szanse są bardzo blisko 1, a możliwości danego modelu są bardzo duże, pojawia się dla tego zakresu sytuacji, które to sytuacje "prawie napewno" są symetryczne wobec sytuacji użytych w dotychczasowych eksperymantach oraz z dokładnością, z jaką były sprawdzone.

Drugą rzeczą jest to, o czym w międzyczasie wspominałem - dokładność i zakres. Otóż jasnym jest, że nauka nie wypowiada zdań, które daje się ekstrapolować poza zakres potwierdzony w eksperymentach lub dobrze potwierdzonej teorii, a także poza pewną dokładność. Modele są tylko przybliżeniami i tak należy je traktować. Wspominałeś o kole: koło jest okrągłe lub nie. Pokaż mi okrągłe koło, a ja Ci udowodnię, że koło to okrągłe nie jest. Lub (jeśli przykład będzie odpowiednio sprytny - znam co najmniej jeden fizyczny) że nie można udowodnić, że prawdopodobnym jest, iż jest ono okrągłe.
Okrągłość koła to taki model matematyczny, w przybliżeniu wystarczającym będący użytecznym i prawdziwym.

A więc w jakim sensie nowe teorie (jak TW) zastępują stare (jak TN)? W takim - będzie analogia - że choć w przybliżeniu w dotychczasowych obserwacjach widzimy koło, to dla zakresu pewnych parametrów, którego nie obserwowaliśmy i który różni się istotnie od dotychczasowego (jak np. z TN i TW prędkości czy energie, jakich nie doświadczamy na codzień), to nasze koło może zacząć coraz bardziej przypominać kwadrat, a poza tym nasze koło gdy przyjrzymy mu się dokładniej niż dotychczas, to może się okazać, że ma malutkie ząbki.
Nowe obserwacje nie przeczą starym obserwacjom, ale mogą prowadzić do teorii matematycznie i modelowo róznych od poprzednich (na pewno matematyczny opis koła z malutkimi ząbkami, które zmienia się przy dużych prędkościach coraz bardziej w kwadrat bez ząbków będzie inny od opisu koła zwykłego). Przy czym oba modele nadal mogą koegzystować - każdy w własnym zakresie i z własną dokładnością, oba nadal odpowiadają rzeczywistości. Nowe teorie w pewnym abstrakcyjnym bardzo sensie należą do bliskiego otoczenia starych.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

Obcięło mi kawałek tekstu, ale w zasadzie nie mam zastrzeżeń, co do treści, więc odniosę się do całości. Cieszę się, że wreszcie dostałem odpowiedź jakiej oczekiwałem. Sporo tu powiedziałeś i gdyby wszystkie odpowiedzi w postach były na takim poziomie, byłoby dobrze.
Zastanawia mnie jak to możliwe, że Zima nie daje Ci perełek? Potwierdziłeś przecież to, do czego ja próbuję skłonić niektórych adwersarzy, trochę przewrotnymi prowokacjami. W zamian otrzymywałem "perełki" i lądowałem w jakichś "lożach".
Uczyłem się logiki, ale przez 11 lat nie miałem okazji stosować trudniejszych rzeczy i sporo zapomniałem. Logika wielowartościowa, czy rozmyta to zagadnienia jakie zainteresowały mnie na dniach, sam mam też pewien projekt (oparty na układach geometrycznych), który wiele wyjaśnia, ale potrzebuję dużo czasu, aby to wszystko uporządkować, opracować i jeśli się wypróbuje, to może nawet ogłoszę
Zbyt wiele rzeczy chciałbym robić i z konieczności niektóre czekają na inny czas. Jeśli znasz jakieś dobre opracowania na temat logiki rozmytej i inne podobne rzeczy, to napisz autorów. Szukam takich książek.
Zaciekawiłeś mnie teorią superstrun, poszukam w Googlach, ale jak potrafisz to jakoś wyłożyć, czy znasz dobre źródła chętnie się z tym zapoznam.
Mimo tych wyjaśnień i argumentacji, jakoś nie widzę powodu, do wątpliwości wobec faktu istnienia Boga. Rzekłbym nawet: co ma piernik...

Błędy logiczne w potocznej wypowiedzi to wynik nieuwagi, podobnie jak dla dyslektyka błędy ortograficzne.

Pozdrawiam!


Deus caritas est
Volrath (3440 punktów)
W zasadzie - jak chodzi o teoretyczne sfotmułowanie - to nauka jest oparta tutaj po części o logikę rozmytą, a po części - bardziej - o logikę probabilistyczną.
Oba sformułowania są praktycznie jednakowe matematycznie, czasem nawet są zamiennie nazywane, ale mają inną interpretację.

Logika rozmyta mówi, że "stopień przynależności X do zbioru Y wynozi z", a logika probabilistyczna mówi, że "prawdopodobieństwo przynależności X do zbioru Y wynosi z".
Różnica jest taka, że w logice rozmytaj X należy w z procentach do Y i nie obowiązuje zasada wyłączonego środka (że X należy do Y albo X nie należy do Y), a w logice probabilistycznej tradycyjnej zasada ta się pojawia - X należy do Y albo nie należy do Y, ale "z" jako stopień przynależności wynika z niepewności.
Inaczej - w logice rozmytej stopień niepewności wynika z rozmytości terminu, definicji, a w logice probabilistycznej z niepewności naszej wiedzy, obserwacji.

Jak to ma się do nauki?
Otóż w nauce niepewność wynikająca z obserwacji sumuje się z niedookreślonością modelu, jego niedokładnością - co nam daje taką rozmytą probabilistyczną logikę, która w sformułowaniu matematycznym jest równoważna po prostu logice rozmytej - tylko, że część rozmytości wynika z niedokładności terminów, definicji, a część z niedokładności obserwacji (co zresztą wiąże się jedno z drugim - bo z niedokładnych obserwacji mamy nieco rozmyte terminy) oraz część z skończonej ilości obserwacji (to główny czynnik, który powoduje niepewność nawet dla dobrze dobranej dokładności - z którą zgadzają się definicje i obserwacje).

Co do książek - ja takich książek nie mam i nie czytałem, ale chodzę na przedmiot synteza reguł decyzyjnych, na którym logika rozmyta i systemy decyzyjne o nią oparte będą omawiane - zapytam prowadzącego o takie książki.
Głównym dla mnie źródłem informacji jest internet anglojęzyczny. Z wikipedii angielskiej jest parę niezłych linków:
Fuzyy logic - external links
Poza tym pozostaje wyszukiwarka.

>Zaciekawiłeś mnie teorią superstrun, poszukam w Googlach, ale jak potrafisz to jakoś wyłożyć, czy znasz dobre źródła chętnie się z tym zapoznam.

Mam gdzieś na dysku pdfa po angielsku, mogę Ci podesłać, ale ja z niego nie wiele rozumiem. Ta teoria nie jest łatwa dla takich śmiertelników jak ja. Mam ogólny "popularnonaukowy" ogląd, znam także pewne z niej wnioski, ale moje zrozumienie matematyczne jest znikome, żeby nie powiedzieć zerowe.

>Mimo tych wyjaśnień i argumentacji, jakoś nie widzę powodu, do wątpliwości wobec faktu istnienia Boga. Rzekłbym nawet: co ma piernik...

I całkiem dobrze rzekłbyś, bo przedstawiłem tutaj tylko jedną stronę medalu - skrót uzasadnienia stojącego za przyjmowaniem pewnych twierdzeń pozytywnych za naukowe i ich wykorzystywaniem.

Nieco inną kwestią jest nie przyjmowanie za naukowe i warte wykorzystania twierdzeń, które nie są empirycznie potwierdzone ani chociażby uzasadnione pośrednio na podstawie twierdzeń uzasadnionych i ciągu logicznego rozumowania na nich opartego bez dodatkowych założeń nie wynikających z rozumowania co najmniej "prawie pewnego" (co zwiększa niepewność, ale dla "prawie pewnych" przechodzimy do również "prawie pewnych" tylko nieco mniej pewnych i czasem nieco bardziej rozmytych).

Nie przyjmowanie to opiera się również o logikę probabilistyczną. Podam przykład praktyczny bo łatwiej to tak przedstawić.

Weźmy stwierdzenie X, które składa się (dla uproszczenia) z określenia N cech jakiegoś obiektu, wszystkie mogą być prawdziwe lub fałszywe i wszystkie są niezależne. Dajmy na to, że nie są one rozmyte lub rozmytość nas nie interesuje - czyli że zdefiniowaliśmy je tak, że można wyróżnić dwie symetryczne możliwości (zachodzenie cechy lub nie zachodzenie), i jeśli są rozmyte to rozkład jest jednostajny, czyli nie definiujemy szczegółów cech.
Gdy zdefiniujemy szczegóły cech i jakąś niejednostajną (nie zgodną z rozkładem jednostajnym na wartościach między 0 a 1 lub dla 2 wartości binarnych 0 i 1) rozmytość lub rozkład, to spowoduje nam to dodanie dodatkowych twierdzeń, które także można opisać jako kolejne cechy binarne lub o rozkładzie jednostajnym, czyli zwiększamy w ten sposób N.
Nie interesuje nas obecność lub nie żadnych innych cech ani stopień ich obecności czy też prawdopodobieństwo - są one obojętne.

Jakie są szanse na to, że twierdzenie X jest prawdziwe?
Zgodnie z zasadą niedostatecznego powodu Laplace'a obieramy rozkład jednostajny na możliwych twierdzeniach, które mają tą samą złożoność co X, czyli na modelach, które istotnie różnią się cechami opisanymi w X. Istotna różnica to zmiana z co najmniej jednej cechy binarnej na drugą lub przejście z określenia "większościowego" spełnienia co najmniej jednej cechy, na "większościowe" alternatywy (czyli zmiana z prawdopodobniej cecha Z na prawdopodobniej cecha NIE Z lub z na c>=0.5 cecha Z do na c<=0.5 cecha Z).
Ile jest takich możliwości?
Jest ich dla podanego przykładu 2^N i zgodnie z zasadą Laplace'a górne ograniczenie prawdopodobieństwo, że twierdzenie jest prawdziwe jest równe 1/2^N. Górne dlatego, że dochodzą jeszcze często szczegóły cech oraz inne czynniki, zależności i o ile nie mają one charakteru empirycznych potwierdzających obserwacji, to najczęściej zmniejszają prawdopodobieńśtwo.

Czyli górne ograniecznie na prawdopodobieństwo zdania "Bóg istnieje, jest miłościwy, dobry, sprawiedliwy, wszechmogący, wszechwiedzący" przy nie zagłębianiu się w to, co to znaczy (czyli jaka jest struktura cech) wynosi 1/64. Po zagłębieniu się w rozumienie cech - o wiele wiele mniej.

Zdania oparte o zdania nieprawdopodobne, mogą być w rozumowaniu logicznym opartym o logikę boolowską jako przybliżenie logiki rozmytej traktowane jak zdania fałszywe, nielogiczne. Czemu? Bo zdania im przeczące, zdania NIE X, są prawie prawdziwe. Nie tak mocno jak zdania potwierdzone empirycznie, ale całkiem nieźle - szczególnie dla niepotwierdzonych modeli złożonych - a zestaw wierzeń jest modelem bardzo złożonym.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Zbieram się na dłuższą odpowiedź prawdopodobnie na tej stronie, jak zdecyduję się ostatecznie co do formy. Zbyt często pojawiają się niektóre pytania, aby zostawiać je tylko na Forum, gdzie giną przysypane innymi i gdy pytają nowe osoby muszę powtarzać to samo. W chwili obecnej strona jest w budowie. Chcę zebrać najważniejsze rzeczy i opracować je trochę głębiej. Raczej zrezygnuję z polemik i czystej apologetyki, a skupię się na teodycei. Apologetykę zostawię innym .

W podanych zarzutach są pewne błędy u samych podstaw, stąd nie możesz udowodnić istnienia Boga z przypadłości i to prawdopodobnie błędnie rozumianych (z modlitewnika babci). Jeżeli odrzucasz istnienie Boga a priori, to nie możesz przyjąć żadnego dowodu i każdą przesłankę uznasz za fałszywą. Podstawą jest istnienie odwieczne, bo Bóg musi być pierwszym i nie może mieć końca (inaczej byłby niekończący się łańcuch bytów).
Pierwszy, Odwieczny. Później implikacje w drugą stronę. Jeżeli jest Pierwszy-odwieczny, są to cechy wskazujące na brak ograniczenia. Implikacją braku ograniczenia są wszystkie inne absolutyzacje i tak wszechmoc (nieograniczony we wszystkim). Z wszechmocy wynikają wszystkie inne pokrewne. Można też próbować określać Boga absolutyzując doskonałości. Absolutyzacje niedoskonałości mają cechy ograniczeń i nie pasują do Absolutu, sypią się. Gdy nazbiera się wszystkie możliwe implikacje pochodzące z pojęcia wszechmocy, można próbować tworzyć łańcuchy logiczne implikacji w drugą stronę, oraz relacje pomiędzy poszczególnymi absolutyzacjami. Właśnie łączenie absolutyzacji i ich wzajemne powiązania tworzą obraz całości. Bóg nie może być złem, bo to zaprzeczałoby innym prawdom. Absolutyzacja w sensie czystej i mechanicznej maksymalizacji jakiejś cechy jest kategorią negatywną więc coś przesadnego nie może być cechą Doskonałego Boga, bo zaprzeczałoby całości.
Wniosek więc jaki Ci się nasuwał to nie błąd, ale odkrycie czegoś ważnego. Absolutność Boga to nie maksymalizacja wszystkich cech pozytywnych, ale ich harmonia i równowaga. Bóg jest źródłem wszystkich cnót, a cnoty charakteryzują się równowagą itd. Skracam tu, bo na ten temat są całe traktaty.
Jeśli więc poprawnie zastosujesz tę swoją logikę z użyciem wszystkich implikacji i zasadą złotego środka, powinien Ci wyjść obraz Boga zbliżony do tego w jaki wierzą katolicy.
To od strony filozoficznych i semantycznych analiz, które tylko sugerują, że jeśli Bóg jest, to jest właśnie taki.
My jednak wierzymy w Boga, który się objawił. Jakie cechy ma ten objawiony Bóg? Te same. I stał się Człowiekiem. Niemożliwe dla Wszechmocnego? To kwestia uwierzenia. Mnie wystarczy i wielu innym też.

Zastanawiam się jakie wyniki dałoby badanie "stylu" w jakim stworzony jest świat, czy dałoby się go określić. Środki wyrazu, technika itd. Każda epoka geologiczna miała swój specyficzny obraz, niejako atmosferę podobną do znanych nam z malarstwa...

Poniosło mnie...

Pozdrawiam!


Deus caritas est
Volrath (3440 punktów)
Co do nauki: nauka sama w sobie nie zaprzecza ani nie potwierdza kwestii istnienia Boga - o ile nie nadamy mu cech z nauką niezgodnych. Nauka nie zajmuje się negowaniem istnienia czegokolwiek - także Boga, krasnoludków etc.

Stosując jednak racjonalne podejście zbliżone do naukowego (oparte o te same podstawy) można stwierdzić, że każde nietrywialne twierdzenie, które nie jest podparte empirycznie bezpośrednio lub pośrednio poprzez rozumowanie, nie jest prawdopodobne (brzytwa Ockhama w wersji probabilistycznej). I tutaj wszystko jedno jakie jest sformułowanie - mniej czy bardziej ścisłe/rozmyte cechy, wyobrażenia czy zrozumienie.
Po prostu dowolny nietrywialny a za razem nie potwierdzony empirycznie model jest nieprawdopodobny.

Ja nie zakładam z góry że Boga nie ma. W ogóle nic nie zakładam na temat Boga poza stwierdzeniem, że w niego nie wierzę, bo prawdopodobnym jest, że on nie istnieje.

Ja tylko twierdzę, że nie ma bogów "zdefiniowanych" (może to złe określenie - ale to wszystko jedno, czy nazwiemy to definicją, wyobrażeniem czy czymś innym analogicznym - jakimś mentalnym obrazem) z logicznymi sprzecznościami (czasem są one mało istotne i można je eliminować poprzez małe zmiany w zrozumieniu), a co ważniejsze, prawdopodobnie nie ma bogów w dowolnym złożonym ich sformułowaniu.
W szczególności mogę przypuszczać, że Boga prawdopodobnie nie ma. I są ogromne szanse, że się nie mylę. Nie mam podstaw do tego, by sądzić, że jest i ma pewne cechy - np. jest dobry czy miłosierny itp. Równie dobrze może zachodzić ewentualność z moimi ulubionymi krasnoludkami w roli zbawicieli, którzy stworzyli świat dla zabawy. Na tym można cały system wierzeń skonstruować. Głupie, niepoważne i śmieszne? A skąd wiadomo, że zachodząca ewentualność musi być poważna, dobra, fajna i przyjemna? Taka jest w większości religii i znaczna część (jeśli nie większość) ludzi ma potrzebę doszukiwania się takiej. Co nie znaczy, że tak jest na prawdę. Może nie być. Nie wiadomo jak jest, a wszystko co założone a priori jest nieprawdopodobne.

Ale nawet jeśli ograniczenie się do poważnych, miłych i dobrych opcji z czymś absolutnym zapoczątkowującym wszechświat jest słuszne (załóżmy to na chwilę - choć to samo w sobie nieprawdopodobne), to nadal złożoność jest na tyle duża, że możliwe są alternatywy wobec Boga porównywalnie dobre z punktu widzenia szans (niewielką część z nich przedstawiały różne religie), a także alternatywy z czymś innym niż bogowie, choć absolutnym i w wersji dla nas miłej i dobrej.
Jest ich (alternatyw) na tyle dużo, że i tak nawet wtedy istnienie Boga pozostaje moim zdaniem nieprawdopodobne.

Podsumowując:
Moja niewiara opiera się na 2 kwestiach:
- złożony system wierzeń gdy nie jest empirycznie potwierdzony to jest nieprawdopodobny
- nie ufam Biblii ani prorokom jako potwierdzeniu empirycznemu (wszystko wskazuje mi na to, że takie źródła nie są godne bardzo dużego zaufania, powodów tego jest sporo, poza tym nawet to pomijając, to z zasady nie ufam jednemu źródłu [chyba, że darzę szczególnym zaufaniem, ale na to źródło musi zapracować, a i tak nie jestem wtedy bezkrytyczny], a już szczególnie gdy inne [inne religie] mówią coś całkiem innego w wielu wersjach, a mają ku temu dokładnie takie same podstawy - takie coś dyskwalifikuje moim zdaniem źródło).

Poza tym chyba nie do końca się zrozumieliśmy - mi nie chodziło o jakiekolwiek sprzeczności wewnętrzne logiczne w "definicji" Boga, bo te można łatwo eliminować zmieniając rozumienie często tylko trochę - tylko tam, gdzie proponowane cechy źle na siebie nachodzą (np. wszechmoc i wszechwiedza w przypadku gdyby Bóg chciał zrobić coś innego niż przewidział, że zrobi - można to wyeliminować chociażby przez pierwszeństwo jakiejś cechy nad drugą lub poprzez wydzielenie sytuacji w których następuje sprzeczność i specjalne dookreślenie tego, co się wtedy dzieje). To szczegół techniczny. Czasem nielogiczność jest duża i cech obiektu (np. Boga) nie można łatwo lub wcale obronić przed logiką, ale czasem jest to równie łatwe i bezboleśnie usuwalne jak skorygowanie błędu ortograficznego.
Jak dla mnie zagłębianie się w takie analizy jest o tyleż interesujące i ciekawe, co do niczego, poza być może ćwiczeniem logicznego myślenia, nie przydatne. Nie bardziej niż analiza sprzeczności wewnętrznych w takim czy innym sformułowaniu wyobrażeń o krasnoludkach.
Oczywiście jak ktoś popełnia błąd logiczny, to i owszem, ale żeby analizować głęboko definicję Boga szukając sprzeczności - to nie, bo i po co. Mi to nie jest potrzebne gdyż mój ateizm opiera się na czym innym niż występujące w tym szczególnym sformułowaniu Boga ewentualne nielogiczności (co innego sprzeczności z obserwacjami i inne relacje, bo te tylko utwierdzają mnie w moim poglądzie, ale i one nie są na chwilę obecną mi potrzebne do tego bym był agnostykiem ateistą).
Ja nie wierzę w bogów każdej religii i nie powodują tego ewentualne sprzeczności wewnętrzne w jakimś systemie wierzeń (chociaż dopóki się ich nie wyeliminuje, to one burzą system - jak ktoś wierzy, to powinien o tym pamiętać).
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Znów napisałeś zbyt dużo, abym mógł odpowiedzieć za jednym zamachem. Chyba zbiorę te zaległe kwestie razem z pozostałymi i odpowiem na nie w wolnym czasie na mojej stronie. Poszukam starsze posty z Twoimi zapytaniami, pomyślę nad zbiorczą odpowiedzią, bo chyba większość pytań obraca się wokół teodycei.
Co do logiki i ogólnej epistemologii chyba nie ma nad czym dyskutować i jest to temat w zasadzie neutralny. Podobnie jeśli chodzi o nauki ścisłe. Niektórzy zarzucają tu coś katolikom. Jeśli istnieją jakieś trudności i punkty sporne to na płaszczyźnie etycznej. Poddawaliśmy jedynie w wątpliwość te teorie, które na pierwszy rzut oka podważały podstawy wiary, okazało się jednak, że nie podważają, a wręcz uwolniły teologię od nieteologicznych rzeczy.

Co do brzytwy i dalszych wywodów, proponuję pewną zabawę. Podmień sobie temat np. na naukę. Czy byłbyś skłonny do takiego traktowania nauki?
I jeszcze inna sprawa, skoro odrzucasz wszystkie możliwe dowody, to zakładając teoretycznie, że Bóg istnieje, co By Cię przekonało? Jakiego doświadczenia musiałbyś doznać, żeby uznać istnienie Boga?
Jeżeli niewidzialność Boga jest implikacją (widzialność jest ograniczeniem), to czyż niewidzialny Bóg nie musiałby się wtedy stać Człowiekiem (w nic innego byś nie uwierzył) i przemówić?

To tylko taka moja konkluzja, ale bardzo jestem ciekaw, co przekonałoby ateistę, czy agnostyka?

Pozdrawiam!

Deus caritas est
placownik (17853 punktów)

>To tylko taka moja konkluzja, ale bardzo jestem ciekaw, co przekonałoby ateistę, czy agnostyka?

   Poczułbym się przekonany, gdyby większość z 90% Polaków uważanych za katolików (ostatnio Prymas opuścił 5%) zaczęło "dawać świadectwo". Przestało kłamać, kraść, mordować itp. itd. Chodzenie po wodzie, czy Kana Galilejska nie przekonują mnie.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>>To tylko taka moja konkluzja, ale bardzo jestem ciekaw, co przekonałoby ateistę, czy agnostyka?
>   Poczułbym się przekonany, gdyby większość z 90% Polaków uważanych za katolików (ostatnio Prymas opuścił 5%) zaczęło "dawać świadectwo".
Dobre określenie "uważanych za katolików". Wielu się deklaruje jako katolicy, ale czasami lepiej byłoby, aby nie byli nimi, bo przez takich ateiści i agnostycy wątpią w istnienie Boga. Widzę, że masz podobnie pobożne życzenia jak wszyscy katolicy. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że najbardziej narzekają na niepobożność i brak świadectwa ci, którzy kłamią, kradną, mordują itp. itd.

>Przestało kłamać, kraść, mordować itp. itd.
To jest właśnie celem. Nawrócenie i uświęcenie to właśnie proces odrzucenia starego człowieka z jego pożądliwościami (pożądliwością ciała, pożądliwością oczu i pychą tego życia por. 1 J 2,16). Chrześcijanie nie są święci od razu, ale stają się nimi dzięki współpracy z łaską Bożą.
Ateiści nie pojmują tego, że wiara to terapia. Do Chrystusa przychodzą wszyscy obciążeni i utrudzeni, a On ich pokrzepia. Bóg wybiera to co głupie w oczach świata i to, co wzgardzone. To dla grzeszników jest ta terapia uzdrowienia i uświęcenia. Wielu udaje zdrowych i unika Lekarza, są też twardziele, którzy choć w stanie krytycznym, nie chcą podjąć leczenia. Jest też garstka takich, którzy zaufali i dają świadectwo.
Dlatego wielkim nieporozumieniem jest oczekiwać, że wszyscy w Kościele są święci. To tak jakby ktoś poszedł do szpitala i dziwił się, że są tam chorzy.

>Chodzenie po wodzie, czy Kana Galilejska nie przekonują mnie.
Jeżeli Chrystus jest rzeczywiście Bogiem, to jaki w tym problem? Skoro wierzymy, że Bóg jest Wszechmocny, to może robić z tą rzeczywistością co chce, nawet jeżeli prawa są według wszystkich badań naukowych stałe (co i nauka sama powoli podważa). Z czego są zbudowane cząstki elementarne, to też jest zagadka (a jeśli są tylko strunami "harfy"?).

Pozdrawiam


Deus caritas est
Volrath (3440 punktów)
> Chyba zbiorę te zaległe kwestie razem z pozostałymi i odpowiem na nie w wolnym czasie na mojej stronie. Poszukam starsze posty z Twoimi zapytaniami, pomyślę nad zbiorczą odpowiedzią, bo chyba większość pytań obraca się wokół teodycei.

Ok, tylko podaj wtedy link, to podyskutujemy na ten temat.

>Co do brzytwy i dalszych wywodów, proponuję pewną zabawę. Podmień sobie temat np. na naukę. Czy byłbyś skłonny do takiego traktowania nauki?

I podobnie traktuję naukę.
Przy czym całkowicie nie zgadzam się z Lewandowskim, że jest to nieuprawnione - czyli że musiałbym sam naocznie wszystkie wyniki naukowe sprawdzać "bezpośrednio" by moje podejście było spójne i poprawne (i z użyciem brzytwy - w takim jej sformułowaniu).
Otóż obserwacje pośrednie także są obserwacjami.
Poza tym efektem świadczącym za tym, że nauka "działa", są urządzenia zbudowane na podstawie wniosków z naukowych odkryć. Bez nauki nie byłoby chociażby Racjonalisty.pl, komputerów, internetu itp. itd.

>I jeszcze inna sprawa, skoro odrzucasz wszystkie możliwe dowody, to zakładając teoretycznie, że Bóg istnieje, co By Cię przekonało?

Po pierwsze żeby to były dowody, to muszą to być wiarygodne źródła. Dla mnie jakieś stare księgi nie koniecznie się do nich zaliczają. To, co mówią jacyś "prorocy" także.
Szczególnie, że takich świętych księg było wiele, proroków także (część w dużych religiach, część w mniejszych, a część w sektach). I to, co jest w nich napisane/co twierdzą nie jest w żaden sposób spójne (nie mówie w całości, nawet w niedużej części odmiennych religii nie jest - bo na przestrzeni dziejów było ich wiele). Zresztą widzę jaki mechanizm stoi i stał na przestrzeni dziejów za powstawaniem różnych religii. Nie mam powodów sądzić, że któraś przedstawia jakiekolwiek wiarygodne dowody. A bez tego - nie wierzę, bo to mało prawdopodobne (zresztą w sensie normalnie rozumianej wiary nie uwierzę bo nie uznaję wierzenia w rzeczy, które są bardzo nieprawdopodobne, a jeśli są dowody, to nie jest to już wiara bez dowodów).

>Jakiego doświadczenia musiałbyś doznać, żeby uznać istnienie Boga?

Bóg raczy wiedzieć - to podobno inteligentny gość, powinien na to bez problemu wpaść.

A na serio to cokolwiek - co by stanowiło dowód i było wiarygodne.
Skoro postulujemy że Bóg ma jakieś konkretne cechy (bo zakładamy, że one coś znaczą, prawda? czy to nic nie znaczące zlepki liter, które przypadkiem mają się jakoś kojarzyć, ale w zasadzie mogą znaczyć cokolwiek?), to znaczy, że prawdopodobnie można z nich wyciągnąć pewne wnioski, a w szczególności przedstawić sytuację w której zostaną one potwierdzone (jeśli nie istnieje taka możliwość, to tylko gorzej dla modelu - bo jeśli jest w ogóle nie możliwy do potwierdzenia, to i tak jest nieprawdopodobny, tyle, że permanentnie).

>Jeżeli niewidzialność Boga jest implikacją (widzialność jest ograniczeniem), to czyż niewidzialny Bóg nie musiałby się wtedy stać Człowiekiem (w nic innego byś nie uwierzył) i przemówić?

Podejdę do tego od drugiej strony - nie możliwość objawienia się w sposób widzialny jest ograniczeniem, nieprawdaż?

Zresztą podaj mi jakie cechy Boga postulujesz w swoim "modelu", to wtedy ja określę moje stanowisko wobec niego (to znaczy zapewne stwierdzę tak czy inaczej że jest nieprawdopodobny - ale albo będę mógł przedstawić możliwość falsyfikacji albo nie, zapewne nie jak przypuszczam, co wcale nie poprawi sytuacji modelu - bo np. jeśli powiem, że ciała spadają bo niewidzialne transcendentne różowe krasnoludki w czerwonych czapeczkach, które są bardzo złośliwe, je popychają, to nie będzie to falsyfikowalne, co nie spowoduje, że będzie prawdopodobne - wręcz przeciwnie, nadal pozostanie nieprawdopodobne, w ścisłym znaczeniu).

>To tylko taka moja konkluzja, ale bardzo jestem ciekaw, co przekonałoby ateistę, czy agnostyka?

Zależy do czego. Do niektórych postulowanych rzeczy (jak np. teoria inteligentnego spadania w wersji z różowymi niewidzialnymi złośliwymi transcendentnymi krasnalami) nic by nie przekonało i nie świadczy to nic a nic na rzecz proponowanej opcji.
To, że nie ma możliwości by coś zostało określone jako prawdopodobne, to nie powoduje, że na wszelki wypadek czy z jakiegokolwiek innego powodu dobrze jest w to wierzyć - to pozostaje nieprawdopodobne tak jak było.

A tak na marginesie - jeśli postulujesz, że Bóg jest wszechmocny, to na pewno poradziłby sobie z dla niego banalnym, skończonym problemem przedstawienia mi dowodu (gdyby miał ochotę). Brak takiej możliwości to dla niego ograniczenie. Wiem, sam mógł się ograniczyć, jeśli miał ochotę, przy czym nie może liczyć, że uznam jego istnienie za prawdopodobne na braku ku temu podstaw - o tym jako wszechwiedzący na pewno wie.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Późno już, więc szybko odpowiem. Myślałem kilka godzin nad dłuższą odpowiedzią, ale sam stwierdziłeś, że Bóg jeśli jest Wszechmocny to znalazłby sposób na Ciebie. To świetny pomysł, który sam podpowiedziałeś. Jeżeli rzeczywiście nie zatykasz uszu i oczu i jesteś gotów, to uwierzysz i może to być rzecz tak głupia i absurdalna, że nie będziesz mógł się wyłgać i ani "brzytwa", ani rozmyta logika nie pomoże. Wiesz jednak dobrze czym ryzykujesz, bo to zburzy wszelkie racje dla własnego egotyzmu i może się rozsypać niezawodny "model", który kochałeś jak skarb. Przy takim poznaniu stanie się bezwartościowy jak słoma.
Co do tego wspomnianego modelu to powiedziałbym, że jak panteista, chcesz stworzyć jakąś rzeźbę, czy obraz Boga, takiego Baala. Nic dziwnego, że będzie to martwy i głupi posąg. To taka przenośnia, ale oddaje Twoje wysiłki nad próbą ujęcia Boga w ograniczone ramki. Używamy skończonych pojęć i są to jedynie nasze próby zrozumienia, kim jest Bóg tworzenie modelu dla Niego, to jak odlewanie złotego cielca. Myślę, że skojarzenie oddaje tę rzeczywistość.
Może jeszcze coś dopowiem, ale innym razem. Szykuję listę tematów na mojej stronie i niedługo powinno się pojawić kilka nowych tematów.

Pozdrawiam!


Deus caritas est
Volrath (3440 punktów)
>... Wiesz jednak dobrze czym ryzykujesz, bo to zburzy wszelkie racje dla własnego egotyzmu i może się rozsypać niezawodny "model", który kochałeś jak skarb. Przy takim poznaniu stanie się bezwartościowy jak słoma.

Nie wykluczam tego. Jak i wielu innych rzeczy. Przynajmniej nie w sensie 100% wykluczenia.
Ale jest takie powiedzenie: "nie dziel skóry na niedźwiedziu".
Jeszcze mojego "modelu" czy raczej podejścia nic nie zburzyło.

>Co do tego wspomnianego modelu to powiedziałbym, że jak panteista, chcesz stworzyć jakąś rzeźbę, czy obraz Boga, takiego Baala.

Niekoniecznie.
Chodzi mi tylko o to, że jeśli mówimy, że "Bóg jest X" gdzie X to znaczy miłościwy, dobry czy jakaś inna cecha, to mamy coś na myśli, prawda? Nie jest to nie znaczący totalnie nic ciąg znaków, który mimo zapisu brzmiącego jak (tu przykład) "Bóg jest miłością", tak na prawdę znaczy cokolwiek - "Bóg jest zielony", "Bóg chodzi w czapce", "Bóg lubi skakać na nartach" albo "Bóg jest wesoły" czy cokolwiek innego. Mówiąc "Bóg jest miłością" mamy coś na myśli, coś, co mówi nam i w pewien sposób (być może bardzo rozmyty i nie do końca uchwytny) określa czym jest Bóg. Nie musi określać tak jak na obrazie czy rzeźbie. Wystarczy określenie poprzez rozmyte analogie do tego, co rozumiemy pod słowem "miłość", "dobro", "wieczność" etc. To już jest jakieś określenie (no chyba, że to tylko przypadkiem tak brzmi by się kojarzyło ale równie dobrze można by było powiedzieć "Bóg jest grabghulka", bo to nic nie znaczy - ale podejrzewam, że tak nie jest), a więc to już wystarcza, żeby bez potwierdzenia móc powiedzieć, że jest to byt nieprawdopodobny.

> To taka przenośnia, ale oddaje Twoje wysiłki nad próbą ujęcia Boga w ograniczone ramki.

Mnie ramki nie są do niczego potrzebne.

Jeśli się trzymać analogii z obrazem, to mamy pewne wyobrażenia o Bogu, które być może stanowią takie rozmyte i nie ostro widoczne plamy, ale one występują i wystarczą do tego, by uznać, że taki akurat układ tych rozmytych plam jest nieprawdopodobny (nie zależnie od reszty oraz od tego, co "niepojęte").

> Używamy skończonych pojęć i są to jedynie nasze próby zrozumienia, kim jest Bóg tworzenie modelu dla Niego, to jak odlewanie złotego cielca. Myślę, że skojarzenie oddaje tę rzeczywistość.

Na pewno, abstrahując od kwestii tego czy Bóg istnieje.

Przy czym zgodzisz się chyba, że wierzysz, że akurat taki model (ten bardziej rozmyty, nie cielca - taki bez sztywnych ram, ale z pewnymi określonymi - poprzez analogie do tego co pojawia się w naszym życiu - cechami) - takie wyobrażenie - jest Ci bliskie, a nie jest Ci bliskie wyobrażenie np. hinduistów na temat Brahmy czy jakiejś bardziej jeszcze odmiennej od chrześcijaństwa religii?
Skoro tak, to znaczy, że coś ten model, ta wiara, zawiera, nie jest zbudowana z pustych słów bez znaczeń. A to niesie pewne zakładane informacje o Bogu. I czyni tą wersję nieprawdopodobną ze względu na mnogość mozliwych niewykluczonych istotnie od siebie nawzajem różnych alternatyw.

Na przykład: nie uważasz na pewno, że Bóg może być zły, zdradliwy i lubujący się w cierpieniu stworzeń? Jeśli tak, to chociażby to ogranicza zbiór możliwości w Twoim "modelu" do pewnego podzbioru wszelkich możliwości. I szanse na to, że te założenia są prawdziwe (czyli mają coś wspólnego z rzeczywistym, nieznanym nam stanem rzeczy), są nieduże. Jak dodamy jeszcze parę tego typu określeń, to już mamy mało prawdopodobny "model", mimo tego, że nie jest "sztywny" ani nie ogranicza (to znaczy mogą istnieć cechy poza nim oraz mogą istnieć dokładniejsze szczegóły i to w niczym nie szkodzi, bo model nimi się nie zajmuje).
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>>... Wiesz jednak dobrze czym ryzykujesz, bo to zburzy wszelkie racje dla własnego egotyzmu (...).
>Nie wykluczam tego. Jak i wielu innych rzeczy. Przynajmniej nie w sensie 100% wykluczenia.
>Ale jest takie powiedzenie: "nie dziel skóry na niedźwiedziu".
>Jeszcze mojego "modelu" czy raczej podejścia nic nie zburzyło.
"Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka"... tak mi się skojarzyło. Widzę, że zakładasz uporczywie pewien model, który daje wygodne złudzenie, że wszystko da się zmierzyć. Niestety zmierzyć można tylko ten model. Twory techniczne i wszystkie pomniki ludzkiej myśli, zarówno te zbudowane jak i tylko zapisane w projektach to pewne zamknięte statyczne modele. Geometria sprawdza się tam, gdzie bierzemy pod uwagę zależności przestrzenne jednak do życia odnosi się jedynie przez analogię. Miłości, uczuć i idei nie da się zawrzeć na wykresie, ani zbudować dla nich modelu. Jakikolwiek model zbudujemy, będzie jedynie pomocą w opisie. Jeżeli wyznajesz determinizm, to być może w takim deterministycznym modelu wszystko do siebie pasuje i marzenia astrologów o przewidywaniu wydarzeń na podstawie np. planet, czy inne formy wróżbiarstwa (z naukowymi włącznie), byłyby prawdziwe. Ja jednak widzę świat inaczej i do logiki tak pojętej mam sceptyczne podejście. Owszem istnieją prawa i zależności, których nie przeskoczymy (my ludzie), jak przestrzeń i czas, ale świat wewnętrzny wymyka się niewoli takich zależności. Badałem te sprawy wystarczająco długo, aby się o tym przekonać.
Zdobycze techniki, to takie same dzieła jak np. dzieła literatury, czy malarstwa. Jednak budowle intelektualne jak język, czy systemy filozoficzne ukryte są w naszym umyśle.
Program komputerowy staje się ideą, która może być niezależna od mośnika czy komputera. Takich zagadek jest więcej.

>>Co do tego wspomnianego modelu to powiedziałbym, że jak panteista, chcesz stworzyć jakąś rzeźbę, czy obraz Boga, takiego Baala.
>Niekoniecznie.
>Chodzi mi tylko o to, że jeśli mówimy, że "Bóg jest X" gdzie X to znaczy miłościwy, dobry czy jakaś inna cecha, to mamy coś na myśli, prawda?
Z całą pewnością, ale już o tym pisałem. Przez dedukowanie i implikacje rozbudowaliśmy drzewo zależności na podstawie tylko jednego wniosku - Odwieczności Istoty Najwyższej. Doszliśmy tu drogą Tomaszową. Wszechmoc nie jest tak oczywista, a dochodzimy do niej zakładając, że odwieczność i wszechmoc to absolutyzacje, skoro tą samą drogą doszliśmy do jednej cechy pozostałe muszą być podobne (analogia). Bóg nie jest tylko abstrakcyjnym wyssanym z palca modelem. Dochodzimy do Niego prostymi metodami, ale zastosowanie trudniejszych metod precyzuje tylko pojęcia. Jeśli kiedyś przy użyciu logiki dwuwartościowej można było dojść do absolutyzacji pojęć, to przy użyciu logiki wielowartościowej te same ciągi implikacji doprowadzają nas do bardziej precyzyjnych pojęć. Oczywiście pozostałe cechy Boga są analogiczne do pozostałych. Dlatego Bogu przypisujemy cechy doskonałości, piękna i innych...
Z analogii zakładamy, że świat został stworzony i tylko odwieczność może być rozwiązaniem zamykającym łańcuch bytów.

>ale równie dobrze można by było powiedzieć "Bóg jest grabghulka", bo to nic nie znaczy - ale podejrzewam, że tak nie jest), a więc to już wystarcza, żeby bez potwierdzenia móc powiedzieć, że jest to byt nieprawdopodobny.
Nie będę Ci wykładał cech Boga, bo jeżeli nie przyjmujesz drogi, która dedukcyjnie doprowadziła nas do takich wniosków, to będzie to czysty wymysł.
Wiara, że Bóg jest miłością zakłada już wiarę, że On istnieje i objawił się. Choć niektórzy poszukiwacze śladów Boga z innych religii (jeśli uznawali transcendencję Boga wobec stworzenia) uznawali właśnie w Bogu źródło doskonałości i dobra. Poprzez rozważania i weryfikację postaw można wypracować postawy doskonałe. Miłość bezwarunkowa, ofiarna jako dążenie do dobra jest najdoskonalszą postawą, stąd tę najdoskonalszą postawę z założeniem, że Bóg jest jeszcze nieskończenie bardziej doskonały możemy przypisać Bogu. Oczywiście bez potwierdzenia w Objawieniu i powszechnym doświadczeniu wierzących nie można tego udowodnić. Niczego nie można wtedy udowodnić. Jeśli odrzuca się doświadczenie wewnętrzne, cuda, Objawienie biblijne to łatwo wtedy obalić wszystko.

Cdn.


Deus caritas est
Kontrast (1042 punktów)
C.d.
>> To taka przenośnia, ale oddaje Twoje wysiłki nad próbą ujęcia Boga w ograniczone ramki.
>Mnie ramki nie są do niczego potrzebne.
>Jeśli się trzymać analogii z obrazem, to mamy pewne wyobrażenia o Bogu, które być może stanowią takie rozmyte i nie ostro widoczne plamy, ale one występują i wystarczą do tego, by uznać, że taki akurat układ tych rozmytych plam jest nieprawdopodobny (niezależnie od reszty oraz od tego, co "niepojęte").
To nie jest tylko wyobrażenie. Ateiści odrzucają wszystko, jak leci, co tylko może stanowić przesłankę, czy dowód na istnienie Boga. Postawa ta jest widoczna. Raczej jest to antyteizm niż niewiara. Można by sprowadzić to do jednego słowa NIEUFNOŚĆ. Obserwacja wszystkich reakcji i zachowań (nie tylko moja), doprowadziła mnie do wniosku, że cała ta filozofia opiera się na nieufności. Z tego słowa można wyprowadzić implikacje do wszystkich podobnych postaw. Fanatyczne dążenie do autonomii i samostanowienia, to właśnie wyraz nieufności. Dlatego sądzę, że to nie ateizm spowodował nieufność, ale raczej nieufność zniszczyła podstawy wiary. Odpowiedzią na problem jest więc znalezienie prawdziwej przyczyny nieufności i chyba o tym powinniśmy najpierw porozmawiać.

>> Używamy skończonych pojęć i są to jedynie nasze próby zrozumienia, kim jest Bóg tworzenie modelu dla Niego, to jak odlewanie złotego cielca. Myślę, że skojarzenie oddaje tę rzeczywistość.
>Na pewno, abstrahując od kwestii tego czy Bóg istnieje.
>Przy czym zgodzisz się chyba, że wierzysz, że akurat taki model (ten bardziej rozmyty, nie cielca - taki bez sztywnych ram, ale z pewnymi określonymi - poprzez analogie do tego co pojawia się w naszym życiu - cechami) - takie wyobrażenie - jest Ci bliskie, a nie jest Ci bliskie wyobrażenie np. hinduistów na temat Brahmy czy jakiejś bardziej jeszcze odmiennej od chrześcijaństwa religii?
Tamte religie opierają się na panteizmie, a panteizm to determinizm i prawie to samo co ateizm... Ja ich nie uznaję, ale tu nie czas i miejsce, aby przekonywać dlaczego. Jeśli ktoś jest wychowany w takiej kulturze, to wyjątkowo ciężko jest przekonać go.

>Skoro tak, to znaczy, że coś ten model, ta wiara, zawiera, nie jest zbudowana z pustych słów bez znaczeń. A to niesie pewne zakładane informacje o Bogu.
>I czyni tą wersję nieprawdopodobną ze względu na mnogość mozliwych niewykluczonych istotnie od siebie nawzajem różnych alternatyw.
To, że ludzie tworzą herezje, albo szukają po omacku i od pokoleń są przywiązani do swoich tradycji nie może być dowodem na to, że nikt nie ma racji. Obce religie jeżeli są wyrazem poszukiwania Boga mają wiele cech wspólnych, to jest raczej śwadectwo, że doszli niezależnie do podobnych wniosków.

>Na przykład: nie uważasz na pewno, że Bóg może być zły, zdradliwy i lubujący się w cierpieniu stworzeń? Jeśli tak, to chociażby to ogranicza zbiór możliwości w Twoim "modelu" do pewnego podzbioru wszelkich możliwości. I szanse na to, że te założenia są prawdziwe (czyli mają coś wspólnego z rzeczywistym, nieznanym nam stanem rzeczy), są nieduże.
Trzeba by tu jeszcze zdefiniować, co uznajemy za zło. Zło jest pojęciem subiektywnym, podobnie i dobro. Dla złodzieja dobrem będzie Twój portfel, gdy trzymałeś w nim całą wypłatę, a dla Ciebie będzie to nieszczęście i zło. Podobnie jest z wieloma innymi rzeczami. Rolnik cieszy się z deszczu, a wczasowicz narzeka, że pada itd. Dla grzesznika Bóg będzie zły, bo zabrania grzeszyć i dopuszcza na niego kary, ale dla ofiary owego grzesznika kara ta będzie wybawieniem i dowodem Jego opieki. Takich przykładów można mnożyć.
Bóg nie może chcieć zła (może i by mógł, ale byłoby to absurdalne), bo ono jest nieporządkiem, zniszczeniem Jego porządku, naruszeniem Jego planu i woli. Jeśli jest doskonały, to nie może być ambiwalentny i głupi. To też można wydedukować, ale nie trzeba bo przez analogię widzimy, że takie zachowania cechują jednostki z zaburzeniami. Zaburzenia te mają swoje źródło w zranieniach. Czyż mógł ktoś zranić Boga?

>Jak dodamy jeszcze parę tego typu określeń, to już mamy mało prawdopodobny "model", mimo tego, że nie jest "sztywny" ani nie ogranicza (to znaczy mogą istnieć cechy poza nim oraz mogą istnieć dokładniejsze szczegóły i to w niczym nie szkodzi, bo model nimi się nie zajmuje).
Znowu ten model. Nie potrafisz sie wyrwać z takiego modelarstwa? Skoro Bóg jest poza schematami i modelami, to taki model może pasować, albo nie i co z tego. Czy jak Ci powiem, ze według Twojego profilu osobowego, jutro zrobisz to a tamto oznacza, że to zrobisz?
Bóg jest absolutnie (nieskończenie) wolny i nie możemy przewidzieć, co zrobi jakby był jakimś mechanizmem. Raczej wiedząc, że jest Dobry możemy ufać, że nie zrobi nas w konia.
I tu wracamy do kwestii zaufania.
Napisałem tu spontanicznie kilka rzeczy, ale jak zapowiadam chciałbym znaleźć kiedyś więcej czasu i odpowiedzieć na takie kwestie bardziej dogłębnie. Zbieram te pytania.

Pozdrawiam!

Deus caritas est
Teresa (2693 punktów)
>Co do nauki: nauka sama w sobie nie zaprzecza ani nie potwierdza kwestii istnienia Boga - o ile nie nadamy mu cech z nauką niezgodnych. Nauka nie zajmuje się negowaniem istnienia czegokolwiek - także Boga, krasnoludków etc.
>Stosując jednak racjonalne podejście zbliżone do naukowego (oparte o te same podstawy) można stwierdzić, że każde nietrywialne twierdzenie, które nie jest podparte empirycznie bezpośrednio lub pośrednio poprzez rozumowanie, nie jest prawdopodobne

Metody empiryczno-naukowej nie stosuje się do Boga, więc ten Twój wywód o prawdopodobieństwie nie ma żadnej racji bytu.

Jednak przyjęcie tej metody jako jedynej możliwej jak to robili marksiści i jak Ty to namiętnie robisz pociąga za soba nieuchronnie pewne stanowisko filozoficznie (a mianowicie somatyzm).
Twierdzisz, że teista wierzy w Boga jak w krasnoludka.
Jeśli tak jest, to Ty, wierzysz atomy lub struny jak w miliardy miliardów 'materialnych' krasnoludków i to znających matematykę wyższą. Każdy z tych krasnoludków "wie" jak ma się zachowywać (zna wzór). Krasnoludki lubią się i łapią się za rączki (co tłumaczy prawo grawitacji i inne oddziaływania). I kręcą się w kółko.

Czytałam kiedyś o teorii superstrun, że prosty sposób wprowadzenia oddziaływania strun polega na sklejaniu końców strun dla struny otwartej i sklejaniu dwóch strun zamkniętych do nowej struny zamkniętej!

Dla mnie to brzmi równie niewiarygodnie jak dla racjonalistów dogmat o Eucharystii! Ciekawe, z czego jest zrobiony klej, którym są sklejone końce? Możesz mi to wyjaśnić?

placownik (17853 punktów)

>Twierdzisz, że teista wierzy w Boga jak w krasnoludka.

   W kwestii krasnoludków masz Tereso moje pełne poparcie.

>Czytałam kiedyś o teorii superstrun
>Dla mnie to brzmi równie niewiarygodnie jak dla racjonalistów dogmat o Eucharystii!

   W kwestii superstrun zgadzam się z Tobą tylko częściowo. Zapewne liczba osób rozumiejących o co chodzi w teorii superstrun jest zbliżona do liczby osób rozumiejących dogmat o Eucharystii. Różnica, i to zasadnicza, tkwi właśnie w owym słówku dogmat. Spory toczone wokół dogmatu o Eucharystii, również orężnie, tyczyły sposobu jego rozumienia. W sporach toczonych wokół teorii superstrun, nikt nie przyjmuje za punkt wyjścia dogmatu o ich istnieniu.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>>Twierdzisz, że teista wierzy w Boga jak w krasnoludka.
>   W kwestii krasnoludków masz Tereso moje pełne poparcie.
Oczywiście i moje. Jeżeli ktoś wysuwa taki argument, świadczy to o słabości argumentacji i prawdopodobnie braku świadomej refleksji w temacie. Jednak to wynika też z przyjętych założeń, że realne jest tylko to, co można sprawdzić (niestety nie sprecyzowano czym i jak). Gdyby radykalnie przyjąć te założenia, podejrzewam, że niewiele by pozostało. Wiele odkryć opiera się na analizach i czysto intelektualnym dedukowaniu. No, ale głosząc modne hasła pod sztandarem racjonalizmu, czy innego -izmu trudno to dostrzec, bo trzeba by się dłużej zastanowić.
Krasnoludki tylko dlatego odrzucamy, bo nikt nie znalazł krasnoludka, a właściwie wiadomo, że zostały one wymyślone przez słowian podobnie jak wampiry, rusałki i inne straszaki. Gdyby jednak ktoś z naukowców założył, że takie istoty są, albo były, to może doszedłby do wniosku, że pochodzą one z jakiejś mutacji ewolucyjnej. Niedawno zresztą pokazywali jakieś "odkrycia" czaszki. Ciekawe, co by było jakby znaleźli prawdziwego krasnoludka?
Jednak poważniej jeśli wierzymy w stworzenie świata, to nie możemy przyjmować takich głupich rzeczy jak krasnoludki, bo trzeba by szukać z kolei stwórcy krasnoludków, który też musiałby być stworzony i taki łańcuch byłby nieskończony. Podobnie jeśli założymy koncepcje typu fantazji Danikena, że kosmici przynieśli życie na Ziemię, a skąd się wzięli kosmici, kto ich stworzył itd. Cokolwiek byśmy nie kombinowali zasada będzie ta sama. Nie ma w zasadzie innej możliwości niż Bóg Transcendentny i Odwieczny, a z tego wynikają i inne przesłanki itd.

>>Czytałam kiedyś o teorii superstrun
>W sporach toczonych wokół teorii superstrun, nikt nie przyjmuje za punkt wyjścia dogmatu o ich istnieniu.
Superstruny to teoria naukowa, a chyba raczej jeszcze hipoteza.
Dogmaty uroczyste w teologii to jak tezy i twierdzenia w nauce. Jest kilka stopni gradacji 5 kwalifikacji.
Katolik odrzucający dogmat jest jak matematyk odrzucający np. twierdzenie Pitagorasa.

Pozdrawiam


Deus caritas est
Volrath (3440 punktów)
>Metody empiryczno-naukowej nie stosuje się do Boga, więc ten Twój wywód o prawdopodobieństwie nie ma żadnej racji bytu.

A to czemu? Na mocy dogmatu?
Wybacz, ale wolę myślenie i wolny wybór, a nie dyktowanie mi czegoś przez kogoś z bardzo niepewnych źródeł (religii i sekt jest ogromna ilość i różnorodność, a źródła jakie postulują do wiarygodnych nie należą).

>Jednak przyjęcie tej metody jako jedynej możliwej jak to robili marksiści i jak Ty to namiętnie robisz pociąga za soba nieuchronnie pewne stanowisko filozoficznie (a mianowicie somatyzm).

Somatyzm w jakim sensie?
W takim, że istnieją tylko ciała fizyczne?
Nie mam podstaw do sądzenia czy i co istnieje poza ciałami fizycznymi. Nie twierdzę, że nic nie istnieje. Stwierdzam: "nie wiem". Przy czym nie zamierzam przyjmować żadnego poglądu na ten temat, w szczególności istnienia Boga, duszy, etc. bo to nieprawdopodobne. Równie dobrze może istnieć cokolwiek innego - alternetyw jest dużo.

Somatyzm twierdzi, że nic nie istnieje poza ciałami. Ja twierdzę, że nie wiem co istnieje poza ciałami, a gdybaniem na ten temat lub przyjmowaniem szczególnych nieprawdopodobnych możliwości się nie zajmuję.

>Twierdzisz, że teista wierzy w Boga jak w krasnoludka.

No nie całkiem. Z wiarą w Boga wiążą się jeszcze pewne uczucia i jest to nieco bardziej skomplikowane.
Ale technicznie - na poziomie czysto intelektualnym - tak.

>Jeśli tak jest, to Ty, wierzysz atomy lub struny jak w miliardy miliardów 'materialnych' krasnoludków i to znających matematykę wyższą.

Akurat na to mam uprawdopodabniające obserwacje (na atomy, nie na krasnoludki).
Widzę stabilne relacje i traktuję je tak, jak stabilne obiekty. Czyli widzę, że materialność wiąże się z byciem złożonym z atomów i wiem, że wiele razy zostało to sprawdzone, a sporo techniki i chemia o ten fakt się opiera. Stąd wnioskuję, że prawdopodobnie wszystko, co materialne, zbudowane jest z atomów. Wnioskuję tak, bo jest to prawdopodobne (musiałbym tutaj przedstawić podejście Bayesowskie do obserwacji w zastosowaniu do pewnych stabilnych wzorców w obserwacjach - takich jak obiekty czy np. relacje, prawa fizyki, chemii czy inne zależności).

> Każdy z tych krasnoludków "wie" jak ma się zachowywać (zna wzór).

On nie zna wzoru.
Nasz "wzór" jest wyidealizowanym przedstawieniem wzorca, który stabilnie pojawia się w obserwacjach, a więc prawdopodobnym jest, że należy na pewnym poziomie abstrakcji do modelu, według jakiego "działa" otoczenie.
Atomowość jest jak krzesło - to po prostu stabilny wzorzec w obserwacjach, tylko nieco bardziej abstrakcyjny w naszym przybliżonym sformułowaniu.
Jak "wierzę" w krzesło, to muszę na dokładnie tej samej zasadzie "wierzyć" w prawo grawitacji, w atomy czy w teorię względności.
Przy czym tak, jak nie wszystko jest krzesłem, zdarzają się też stoły i inne obiekty, tak nie wszędzie musi teoria względności w swoim normalnym sformułowaniu być poprawna - ma ona ograniczenia i dokładność jako immanentną cechę modelu (tak jak i krzesło ma zakres występowania, rozmiary czy dokładność z jaką znamy cechy krzesła).

> Krasnoludki lubią się i łapią się za rączki (co tłumaczy prawo grawitacji i inne oddziaływania). I kręcą się w kółko.

Interesująca teoria. To mógłby być początek jakiejś religii - może krasnoludyzmu.
Ale nieprawdopodobna niestety.

>Czytałam kiedyś o teorii superstrun, że prosty sposób wprowadzenia oddziaływania strun polega na sklejaniu końców strun dla struny otwartej i sklejaniu dwóch strun zamkniętych do nowej struny zamkniętej!

To bardzo abstrakcyjna i matematyczna teoria.
Mnie o szczegóły nie pytaj - nie czuję się kompetentny.

Przy czym nadal jest niepotwierdzona, pewne rzeczy są w niej nadal wprowadzone a priori, by nie prowadziła do absurdów.

Pewne bardzo ogólne jej sformułowanie jest pewnym wnioskiem z dotychczasowych wniosków (lub ciągu wnioskowania), ale nie jest to wystarczające by naukowcy przyjęli ją za sprawdzoną, bo w takim ciągu coś może być źle, poza tym to wykraczanie poza obszar przetestowany na bazie dawnych teorii.

>Dla mnie to brzmi równie niewiarygodnie jak dla racjonalistów dogmat o Eucharystii! Ciekawe, z czego jest zrobiony klej, którym są sklejone końce? Możesz mi to wyjaśnić?
>

I masz rację - nie należy przyjmować na chwilę obecną teorii superstrun jako prawidłowego opisu czegokolwiek.
Naukowcy nad tym się męczą od wielu lat i jeszcze nie doszli do końca opracowywania teorii superstrun w ostatecznym kształcie ani nie doszli do jej wystarczającego potwierdzenia.
Więc jak na razie bezpiecznie zatrzymać się na sprawdzonych teoriach jako nieźle potwierdzonej bazie.
nicram79 (460 punktów)
>>Metody empiryczno-naukowej nie stosuje się do Boga, więc ten Twój wywód o prawdopodobieństwie nie ma żadnej racji bytu.
>A to czemu? Na mocy dogmatu?
>Wybacz, ale wolę myślenie i wolny wybór, a nie dyktowanie mi czegoś przez kogoś z bardzo niepewnych źródeł (religii i sekt jest ogromna ilość i różnorodność, a źródła jakie postulują do wiarygodnych nie należą).

Nie na mocy dogmatu, tylko dlatego, że tak podpowiada rozsądek.
Muszę przyznać, że ciągle nie rozumiem dlaczego osoba tak inteligentna i dobrze rozumiejąca różna rzeczy nie przyjmuje do wiadomości takiej prostej rzeczy jak to, że nie ma jednego uniwersalnego systemu myślenia i widzenia świata. Ludzie z różnych kultur mają różne systemy myślenia, często takie zróżnicowanie występuje wewnątrz jednej kultury. Podejście naukowe jest tylko jednym z takich systemów. Dlatego wyrywanie twierdzeń z innych systemów i ocenianie ich z punktu widzenia naukowo-racjonalistycznego obrazu świata jest bez sensu. Twoje podejście cechuje pewnego rodzaju "absolutyzm" poznawczy. Chcesz podciągać wszystkie stwierdzenia pod jeden schemat ich sprawdzania. Wiąże się to z ignorowaniem założeń (najczęściej ukrytych) które są obecne w kulturze w której powstają te twierdzenia. Wiąże się to także z wyrywaniem ocenianych twierdzeń z kontekstu, przez co tracą część swojego znaczenia (trzeba pamiętać, że znaczenie oderwane od kontekstu jest właśnie czymś charakterystycznym dla myślenia logiczno-naukowego). Sposób oceniania wypowiedzi który stosujesz, nadaje się tylko do określonych wypowiedzi tworzonych w ramach określonego systemu myślenia i widzenia świata, a nie do każdej wypowiedzi którą rozumiemy.
Wilhelm
>Co do nauki: nauka sama w sobie nie zaprzecza ani nie potwierdza kwestii istnienia Boga - o ile nie nadamy mu cech z nauką niezgodnych. Nauka nie zajmuje się negowaniem istnienia czegokolwiek - także Boga, krasnoludków etc.

Dla nauki Bog bylby takim samym obiektem jak atom, czasteczka, organizm itp. Bylby przedmiotem badan, weryfikacji hipotez, modeli itp. Mialoby to miejsce, gdyby udaloby sie wykazac oddzialywanie Boga na swiat, ktory ponoc kiedys stworzyl. Dla nauki istnienie czegos = oddzialywanie, konsekwecje istnienia badanego obiektu, ktore daja sie mierzyc, badac, przewidywac.

>Stosując jednak racjonalne podejście zbliżone do naukowego (oparte o te same podstawy) można stwierdzić, że każde nietrywialne twierdzenie, które nie jest podparte empirycznie bezpośrednio lub pośrednio poprzez rozumowanie, nie jest prawdopodobne (brzytwa Ockhama w wersji probabilistycznej). I tutaj wszystko jedno jakie jest sformułowanie - mniej czy bardziej ścisłe/rozmyte cechy, wyobrażenia czy zrozumienie.Po prostu dowolny nietrywialny a za razem nie potwierdzony empirycznie model jest nieprawdopodobny.

Matematyka ma swoje dziedziny, ktore sie trudno weryfikuja w praktyce, nie mniej brzytwa Ockhama wiaze sie z empirycznym podejsciem do problemu: najprostsze wyjasnienie jakiejs zagadki jest z reguly najbardziej prawdopodobna jej przyczyna.

>Ja nie zakładam z góry że Boga nie ma. W ogóle nic nie zakładam na temat Boga poza stwierdzeniem, że w niego nie wierzę, bo prawdopodobnym jest, że on nie istnieje.

Mozna by powiedziec ze poki nauka nie znajdzie dowodow na oddzialywanie Boga na swiat, poty obecnosc jego dla niej bedzie eliminowana przez brzytwe Ockhama.

>Ja tylko twierdzę, że nie ma bogów "zdefiniowanych" (może to złe określenie - ale to wszystko jedno, czy nazwiemy to definicją, wyobrażeniem czy czymś innym analogicznym - jakimś mentalnym obrazem) z logicznymi sprzecznościami (czasem są one mało istotne i można je eliminować poprzez małe zmiany w zrozumieniu), a co ważniejsze, prawdopodobnie nie ma bogów w dowolnym złożonym ich sformułowaniu.

Powolam sie tutaj na Unvollständigkeitssatz Kurta Gödla de.wikiped(*)r_Unvollständigkeitssatz, ktory mowi, ze nie ma systemu logicznego, ktory bylby niesprzeczny i zupelny jednoczesnie; jest sprzeczny albo niezupelny. Nauka pozostanie na zawsze systemem niezupelnym jesli ma byc niesprzecznym. Wiara jako system zupelny zawsze bedzie bazowala na niezdefiniowanych pojeciach aby uniknac wewnetrznych sprzecznosci. Totez nic dziwnego, ze Teresa mowi o nieskonczonosciach, milosci, Stoworcy Doskonalosci itp. Dlatego teologia moim zdaniem jest nieszczesliwa proba polaczenia ognia z woda.

>W szczególności mogę przypuszczać, że Boga prawdopodobnie nie ma. I są ogromne szanse, że się nie mylę. Nie mam podstaw do tego, by sądzić, że jest i ma pewne cechy - np. jest dobry czy miłosierny itp. Równie dobrze może zachodzić ewentualność z moimi ulubionymi krasnoludkami w roli zbawicieli, którzy stworzyli świat dla zabawy. Na tym można cały system wierzeń skonstruować. Głupie, niepoważne i śmieszne? A skąd wiadomo, że zachodząca ewentualność musi być poważna, dobra, fajna i przyjemna? Taka jest w większości religii i znaczna część (jeśli nie większość) ludzi ma potrzebę doszukiwania się takiej. Co nie znaczy, że tak jest na prawdę. Może nie być. Nie wiadomo jak jest, a wszystko co założone a priori jest nieprawdopodobne.

Jesli Bog pozostawil swoje "odciski palcow" w naszym swiecie, to trzeba przyznac, ze czyni to niezwykle racjonalnie. Co wiecej jego "doskonale boskie dziela" np. zywe komorki daja sie modyfikowac wedle zyczen ludzi - istot niedoskonalych. Czyz to nie jest dziwne?

>Ale nawet jeśli ograniczenie się do poważnych, miłych i dobrych opcji z czymś absolutnym zapoczątkowującym wszechświat jest słuszne (załóżmy to na chwilę - choć to samo w sobie nieprawdopodobne), to nadal złożoność jest na tyle duża, że możliwe są alternatywy wobec Boga porównywalnie dobre z punktu widzenia szans (niewielką część z nich przedstawiały różne religie), a także alternatywy z czymś innym niż bogowie, choć absolutnym i w wersji dla nas miłej i dobrej.
Jest ich (alternatyw) na tyle dużo, że i tak nawet wtedy istnienie Boga pozostaje moim zdaniem nieprawdopodobne.

Efekt Casimira pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_Casimira moze zakrawac na cud: czastki tworza sie z niczego i wykazuja oddzialywanie z materia. Dlatego tez wszechswiat tez mogl powstac z niczego.


Der Letzte macht das Licht aus!
Volrath (3440 punktów)
>Dla nauki Bog bylby takim samym obiektem jak atom, czasteczka, organizm itp. Bylby przedmiotem badan, weryfikacji hipotez, modeli itp. Mialoby to miejsce, gdyby udaloby sie wykazac oddzialywanie Boga na swiat, ktory ponoc kiedys stworzyl.

Zgadzam się w 100%.

> Dla nauki istnienie czegos = oddzialywanie, konsekwecje istnienia badanego obiektu, ktore daja sie mierzyc, badac, przewidywac.

Zgadzam się.
Przy czym nie istnienie czegoś = zaprzeczenie możliwości istnienia czegoś.
Pomiędzy jest "nie wiem", przy czym jeśli przyłożyć do tego jakąś sensowną miarę pewności (np. prawdopodobieństwo), to to "nie wiem" jest bardzo bliskie "nie".
Dlatego nauka nie zajmuje się zaprzeczaniu możliwości istnienia czegokolwiek. Bo nie ma takiej potrzeby jeśli jej "nie wiem" jest praktycznie nieodróżnialnie wiele różne od "nie" w znaczącej większości przypadków rzeczy nie potwierdzonych (odstępstwo mogą stanowić pewne hipotezy, co do których naukowcy są mocno przekonani, a które jeszcze nie zostały sprawdzone empirycznie - np. jak wniosek o istnieniu jakiejś cząstki przed jej empirycznym odkryciem - takie hipotezy są niepewne, ale nie są nieodróżnialne od "nie").

>Matematyka ma swoje dziedziny, ktore sie trudno weryfikuja w praktyce, nie mniej brzytwa Ockhama wiaze sie z empirycznym podejsciem do problemu: najprostsze wyjasnienie jakiejs zagadki jest z reguly najbardziej prawdopodobna jej przyczyna.

No tak. Mam na myśli empirię, nie abstrakcję czy matematykę.
Ale ma to swoje uzasadnienie matematyczne, jeśli się przyjrzeć probabilistyce i teorii złożoności.
Nie dzieje się tak przypadkiem, że najprostsze wyjaśnienia zgodne z empirią są najprawdopodobniejsze.

Otóż bardziej złożone (w sensie ilości informacji jaką da się je opisać) wyjaśnienie równie dobrze opisujące to, co zachodzi prawdopodobnie ma nadmiarową - informacyjnie - część, która jest nieprawdopodobna (istnieją niewykluczone wobec niej alternatywy o porównywalnej złożoności, które równie dobrze pasują). Przy czym z wzrostem złożoności wyjaśnienia lawinowo (wykładniczo) maleje jego prawdopodobieństwo - szybko do okolic na tyle bliskich 0, by ten nadmiar należało uciąć brzytwą.

>Mozna by powiedziec ze poki nauka nie znajdzie dowodow na oddzialywanie Boga na swiat, poty obecnosc jego dla niej bedzie eliminowana przez brzytwe Ockhama.

Dokładnie.
Przy czym niektórzy brzytwę tą traktują jako pewien nieuzasadniony dogmat, którego można się pozbyć i dalej funkcjonować. Nie widzą powodów takiego podejścia. A powód jest prosty - brzytwa ucina wyjaśnienia bardzo mało prawdopodobne, których szanse na to, że opisują faktyczny stan rzeczy, są pomijalnie mało różne od 0.

>Powolam sie tutaj na Unvollständigkeitssatz Kurta Gödla de.wikiped(*)r_Unvollständigkeitssatz, ktory mowi, ze nie ma systemu logicznego, ktory bylby niesprzeczny i zupelny jednoczesnie; jest sprzeczny albo niezupelny. Nauka pozostanie na zawsze systemem niezupelnym jesli ma byc niesprzecznym. Wiara jako system zupelny zawsze bedzie bazowala na niezdefiniowanych pojeciach aby uniknac wewnetrznych sprzecznosci. Totez nic dziwnego, ze Teresa mowi o nieskonczonosciach, milosci, Stoworcy Doskonalosci itp. Dlatego teologia moim zdaniem jest nieszczesliwa proba polaczenia ognia z woda.

Tak, przy czym to co powstaje to raczej system niezupełny niż sprzeczny moim zdaniem. Brak pewnych definicji lub ich mocne rozmycie (tak, że są rozumiane przez bardzo luźne wyobrażenia i analogie wobec tego, co znamy z codzienności - jak doskonałość, miłość etc.) powoduje, że system jest niezupełny, a zupełny udaje (lub nawet nie udaje - mówiąc, że Bóg jest niewyobrażalny, nie opisywalny itp.).

>Efekt Casimira pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_Casimira moze zakrawac na cud: czastki tworza sie z niczego i wykazuja oddzialywanie z materia. Dlatego tez wszechswiat tez mogl powstac z niczego.

Wszechświat mógł powstać (mówię o wcześniejszej fazie niż opisana do tej pory naukowo - jako WW) na wiele sposobów.
Ten jako fluktuacja jest jedną z prostszych możliwości, dlatego należy do klasy tych bardziej prawdopodobnych, niż te bardziej złożone jak wersje różnych religii.
Gdybym miał (musiał) w coś na ten temat uwierzyć to raczej w fluktuację niż w inteligentnego, dobrotliwego stwórcę, być może z siwą brodą lub jej sugestią.
Ale wolę powiedzieć "nie wiem".
I przy tym "prawie pewne, że nie Bóg".
(zamiast Bóg może pojawić się i wiele innych złożonych możliwości, np. eksperyment ekscentrycznych magów z Niewidocznego Uniwersytetu na Świecie Dysku [polecam Naukę Świata Dysku I i II Terrego Pratchetta i Iana Stewarta]).
Kontrast (1042 punktów)
Wtrącę się tylko w jednej kwestii, bo na inne to już odpowiadałem. Zastanawia mnie pewne dziwne dla mnie zdanie, które sugeruje, że odrzucasz jakieś obliczenia matematyczne. Czy dobrze zrozumiałem, empiria jest jedynym pewnym kryterium? Jeśli tak, to rozumiem dlaczego tak trudno przekonać do "tropów" dedukcyjnych i indukcyjnych w kwestiach, których nie można zweryfikować bezpośrednim doświadczeniem. Może ktoś to wyłoży tu zrozumiale?

Doskonała miłość usuwa lęk
Volrath (3440 punktów)
>Zastanawia mnie pewne dziwne dla mnie zdanie, które sugeruje, że odrzucasz jakieś obliczenia matematyczne.

Nie rozumiem - które zdanie?

>Czy dobrze zrozumiałem, empiria jest jedynym pewnym kryterium?

Tak.

>Jeśli tak, to rozumiem dlaczego tak trudno przekonać do "tropów" dedukcyjnych i indukcyjnych w kwestiach, których nie można zweryfikować bezpośrednim doświadczeniem.

W zasadzie wystarczyłoby mi by podstawy - to z czego się wychodzi - były weryfikowalne, a rozumowanie prawidłowe i bez dodatkowych niesprawdzonych założeń.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

Nie przyjmiesz żadnej drogi dowodzenia jeśli z góry odrzucasz istnienie rzeczywistości duchowej. Sama materia w jakiś sposób powstała z Woli Bożej, więc nie wykluczałbym, choć to trochę ryzykowne teologicznie, że może ona być wymyślona a od rzeczywistości duchowej i świata niewidzialnego różnić się tylko formą materiału. Nie chcę tego rozwijać, bo zamierzam poświęcić w wolnej chwili więcej czasu na tę hipotezę. Tropy mogą być dobre. Może tu jest trochę jak z zasadami matematyki. Jeśli coś sprawdziło się na jabłkach, to na gruszkach też.

Idę spać...

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Volrath (3440 punktów)
>Nie przyjmiesz żadnej drogi dowodzenia jeśli z góry odrzucasz istnienie rzeczywistości duchowej.

Nie odrzucam tylko w nią nie wierze.
Bo jest mało prawdopodobna.

Tak jak już wspominałem - analogia - nie odrzucam faktu, że można wygrać w totolotka, a jedynie twierdzę, że to mało prawdopodobne.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>>Nie przyjmiesz żadnej drogi dowodzenia jeśli z góry odrzucasz istnienie rzeczywistości duchowej.
>Nie odrzucam tylko w nią nie wierze.
>Bo jest mało prawdopodobna.
>Tak jak już wspominałem - analogia - nie odrzucam faktu, że można wygrać w totolotka, a jedynie twierdzę, że to mało prawdopodobne.

To trochę błędne koło. Odrzucasz rzeczywistość duchową, a skoro ją odrzucasz to nie możesz przyjąć argumentów od niej pochodzących, no bo jak? Jeśli nie bierzesz w ogóle pod uwagę świadectw uważając je za iluzję, to praktycznie nie ma żadnej szansy, aby obejść ten "firewall". Używając języka informatycznego, który jak sądzę rozumiesz, gdy pozamykasz wszystkie porty, poza kilkoma wybranymi, to nie przejdą żadne dane, poza tymi, które dopuszczasz. Przepuszczasz tylko te, które uznajesz za bezpieczne dla systemu. Ja od jakiegoś czasu skanuję te porty i co znajdę jakiś wolny, natychmiast czujny admin go wyłącza

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Wilhelm
A co to jest swiat duchowy? Tylko nie odsylaj mnie prosze do madrych ksiazek i zrodel, lecz wyjasnij jak Ty te rzecz widzisz. Wyobraz sobie, ze masz to komus wyjasnic, kto nie jest w temacie.

Der Letzte macht das Licht aus!
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>A co to jest swiat duchowy? Tylko nie odsylaj mnie prosze do madrych ksiazek i zrodel, lecz wyjasnij jak Ty te rzecz widzisz. Wyobraz sobie, ze masz to komus wyjasnic, kto nie jest w temacie.
Ciężka sprawa. Próbuję to tłumaczyć już kilka miesięcy, ale trafiam na mur materializmu i empiryzmu. Ciężko to obejść jeżeli człowiek nie potrafi wyobrazić sobie czegoś, co jest realne, ale nie odczuwalne ani widzialne. Choć może odczuwalne jest, ale pośrednio przez uczucia, a czasami wizje. Jednak na ile to znam z wielu różnych świadectw nie znających się osobiście świętych, rzeczywistości te są konkretne, ale nie tak stałe w kształcie jak nasza materialna. Byty duchowe nie posiadają ciała, zatem nie są związane czasem i przestrzenią a ich ukazanie się i manifestacje mogą wykorzystywać jako nośnik informacji nasze władze psychiczne. Czy świat duchowy jest jeden, czy wiele nie wypowiem się. Trudno też powiedzieć do jakiego świata należą zasady, idee i myśli, być może łączą się razem, a może i materia jest tylko bardziej złożoną formą tego samego?
Żeby pokazać coś użyję przykładu niezależności myśli od nośnika. Najprostszym takim przeniesieniem są wszystkie teksty pisane, które są nośnikiem myśli i idei, ale papier, druk, czy inny nośnik są jedynie pośrednikiem. Nasz mózg też jest jedynie przetwornikiem danych na myśli, ale myśli poza mózgiem, czy w mózgu samym są niewidzialne jeśli nie zastosujemy pośrednika. Jeśli pomnożymy jabłka, gruszki, śliwki, wynik będzie podobny niezależnie od obiektu jaki bierzemy. Czy policzymy w wyobraźni, czy na komputerze, czy też na kartce zasada jest ta sama odkrywamy jakieś stałe prawa i proporcje stosunki kątów, liczba PI itd. Te zależności istnieją niezależnie od materii, która jest dla nich nośnikiem. Nazywamy to abstrakcją i potrzebujemy jakiegoś nośnika, aby to opisać. Bez nośnika nie potrafimy sobie wyobrazić istnienia oczywistych rzeczy. Podobnie dzieje się z ludzkimi uczuciami. Wiemy, że mamy uczucia, bo nasz organizm w jakiś sposób je urzeczywistnia. Same uczucia w swej istocie poza nośnikiem w postaci naszych somatycznych reakcji są niewidzialne. Tyle przykładów. Wszystkie pokazały, że materia jest nośnikiem dla czegoś, co poza nią wykracza, a co wykracza poza możliwości naszej percepcji. Zasady i proporcje mają charakter stały i nie mają cech bytów świadomych, ale myśli i świadomość własna już jest wyraźnym bytem. Świat duchowy pozostaje jednak zagadką i być może posługuje się nośnikiem skoro wierzymy w istnienie bytów aktywnych, a nie tylko statycznych. A może jednak takiego nośnika nie potrzeba, bo tylko dla bytów duchowofizycznych potrzeba pośrednictwa na nośniku. Trudno mi powiedzieć. To taka moja próba przeniesienia na język zrozumiały dla Ciebie czegoś, co dla wierzących nie wnikających w struktury i ewentualny budulec świata duchowego jest oczywiste.
Oczywiście jest to próba wyjaśnienia, a czy jest dokładnie tak jak opisuję, głowy nie dam.
Chyba trzeba być dotkniętym przez Boga, wtedy wszystko staje się jasne i klarowne, a tłumaczenia zbyteczne.

Pozdrawiam!



Doskonała miłość usuwa lęk
Wilhelm
>Witam!
>Ciężka sprawa. Próbuję to tłumaczyć już kilka miesięcy, ale trafiam na mur materializmu i empiryzmu. Ciężko to obejść jeżeli człowiek nie potrafi wyobrazić sobie czegoś, co jest realne, ale nie odczuwalne ani widzialne.

Z neutrinami jest podobnie Niby sa, ale ich nikt nie widzial. Moga przejsc na wylot cala Ziemie nie reagujac z niczym materialnym.

>Choć może odczuwalne jest, ale pośrednio przez uczucia, a czasami wizje.

Sugerujesz tym samym oddzialywanie ducha na materie, co swiadczyloby, ze swiat duchowy istnieje. Jakos nie potrafie sila woli przesunac szklanki. Ale mysle, ze jest to kwestia mojej niewiary w przesuniecie, wszakze wiara przenosi gory Jedna rzecz jednak nie daje mi spokoju. Jak cos, co jest niematerialne moze sie zwiazac z czyms, co jest materialne?

>Jednak na ile to znam z wielu różnych świadectw nie znających się osobiście świętych, rzeczywistości te są konkretne, ale nie tak stałe w kształcie jak nasza materialna. Byty duchowe nie posiadają ciała, zatem nie są związane czasem i przestrzenią a ich ukazanie się i manifestacje mogą wykorzystywać jako nośnik informacji nasze władze psychiczne.

Skoro dusze nie sa zwiazane czasem i przestrzenia, to nie sa zwiazane rowniez z nami, bo my w koncu zyjemy w okreslonym miejscu i czasie. Jesli komus podamy narkotyk, to mozemy zmienic jego osobowosc. Co sie stanie z jego dusza? Czy tez sie zmienia?

>Czy świat duchowy jest jeden, czy wiele nie wypowiem się. Trudno też powiedzieć do jakiego świata należą zasady, idee i myśli, być może łączą się razem, a może i materia jest tylko bardziej złożoną formą tego samego?

Sadzilem, ze sprawa jest prostsza: mamy jeden swiat duchowy i materialny. A z ta odpowiedzia ws wlasnosci swiata duchowego to troche dziwna sprawa, wszekze Ty jako znawca powinienes o tym wiedziec. Jedna rzecz mnie jednak intryguje. Skoro uwaze sie, ze swiat duchowy istnieje i oddzialuje na nas, to czy my (materialni) mozemy oddzialywac na swiat materialny? Powinno tak byc, bowiem akcja = reakcji.

>Żeby pokazać coś użyję przykładu niezależności myśli od nośnika. Najprostszym takim przeniesieniem są wszystkie teksty pisane, które są nośnikiem myśli i idei, ale papier, druk, czy inny nośnik są jedynie pośrednikiem.

Raczej to sugeruje, ze mamy doczynienia z informacja.

>Nasz mózg też jest jedynie przetwornikiem danych na myśli, ale myśli poza mózgiem, czy w mózgu samym są niewidzialne jeśli nie zastosujemy pośrednika.

Przez EEG oddzialywania mysli staja sie widoczne... A co zrobic, jesli dana osoba nie umarla (jest sztucznie podtrzymywana przy zyciu), ale EEG nie wykazuje zadnej aktywnosci?

>Jeśli pomnożymy jabłka, gruszki, śliwki, wynik będzie podobny niezależnie od obiektu jaki bierzemy. Czy policzymy w wyobraźni, czy na komputerze, czy też na kartce zasada jest ta sama odkrywamy jakieś stałe prawa i proporcje stosunki kątów, liczba PI itd. Te zależności istnieją niezależnie od materii, która jest dla nich nośnikiem. Nazywamy to abstrakcją i potrzebujemy jakiegoś nośnika, aby to opisać. Bez nośnika nie potrafimy sobie wyobrazić istnienia oczywistych rzeczy.

Prawa matematyki tez obowiazuja niezaleznie od tego, co liczymy.

>Podobnie dzieje się z ludzkimi uczuciami. Wiemy, że mamy uczucia, bo nasz organizm w jakiś sposób je urzeczywistnia. Same uczucia w swej istocie poza nośnikiem w postaci naszych somatycznych reakcji są niewidzialne.

Uczucia mozna fizycznie modyfikowac, a co wtedy z dusza?

>Tyle przykładów. Wszystkie pokazały, że materia jest nośnikiem dla czegoś, co poza nią wykracza, a co wykracza poza możliwości naszej percepcji.

Jesli porownales swiat duchowy do uczuc i podajesz oraz ze wykracza to poza nasza percepcje, to jak mozemy zatem mowic o wartosciach duchowych, ktore sami odczuwamy?

>Zasady i proporcje mają charakter stały i nie mają cech bytów świadomych, ale myśli i świadomość własna już jest wyraźnym bytem. Świat duchowy pozostaje jednak zagadką i być może posługuje się nośnikiem skoro wierzymy w istnienie bytów aktywnych, a nie tylko statycznych. A może jednak takiego nośnika nie potrzeba, bo tylko dla bytów duchowofizycznych potrzeba pośrednictwa na nośniku. Trudno mi powiedzieć. To taka moja próba przeniesienia na język zrozumiały dla Ciebie czegoś, co dla wierzących nie wnikających w struktury i ewentualny budulec świata duchowego jest oczywiste. Oczywiście jest to próba wyjaśnienia, a czy jest dokładnie tak jak opisuję, głowy nie dam.

Jak kazde poznanie zadaje wiecej pytan niz daje odpowiedzi
>Chyba trzeba być dotkniętym przez Boga, wtedy wszystko staje się jasne i klarowne, a tłumaczenia zbyteczne.
Byc moze. Jednak, zeby wierzyc trzba wiedziec, w co sie wierzy.
>Pozdrawiam!
Ja rowniez


Der Letzte macht das Licht aus!
Piotrek Patucha (2279 punktów)
>Z neutrinami jest podobnie Niby sa, ale ich nikt nie widzial. Moga przejsc na wylot cala Ziemie niereagujac z niczym materialnym.

Spryciarze.

>>Choć może odczuwalne jest, ale pośrednio przez uczucia, a czasami wizje.
>Sugerujesz tym samym oddzialywanie ducha na materie, co swiadczyloby, ze swiat duchowy istnieje. Jakos nie potrafie sila woli przesunac szklanki. Ale mysle, ze jest to kwestia mojej niewiary w przesuniecie, wszakze wiara przenosi gory Jedna rzecz jednak nie daje mi spokoju. Jak cos, co jest niematerialne moze sie zwiazac z czyms, co jest materialne?

To byłby ciekawy problem. Podział na ciała i dusze był pierwotnie epistemologiczny, ale potem został przeniesieniony, ze szkodą dla nauki, na grunt rozważań ontologicznych.
Zatem domniemany podział nie jest żadnym problemem. Można to łatwo rozwiązać na gruncie refleksji językowej. Dusze mogą wędrować i latać, na takiej samej zasadzie jak w poezji Gałczyńskiego planety mogą mieć niebieskie majtki(można sobie ściągnąć teksty K.I.G. z netu). Ciekawe jest to, że o ile każdą wypowiedź naukową można przekształcić na wypowiedź symboliczną, o tyle nie każdą wypowiedź poetycką lub religijną można odczytywać dosłownie. Załóżmy, że mogę dobrze wyrazić relacje międzyludzkie w postaci stosunku liczbowego, ale nie wyobrażam sobie możliwości opisania prawa ciążenia w formie mitycznej lub poetyckiej. (No, powiedzmy, że na upartego, mogłbym sie pokusić, ale rzetelny opis jest możliwy tylko w pojęciach matematycznych. Bo jak inaczej, wie ktoś? Byłyby to bełkoty i tyle.).

Dla bezpieczeństwa lepiej założyć, że mowa jest jak gumka. Można się z nią bawić, naciągać sens i ubierać myśl wypowiedzi w różnobarwne szaty słowne(brzmi to trochę dziwnie), ale najlepszy sposób wyrażania myśli jest taki, gdzie forma i sens pasują idealnie do siebie, a jedna i ta sama wypowiedź może być odczytana zarówno dosłownie jak i symbolicznie.

Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>To byłby ciekawy problem. Podział na ciała i dusze był pierwotnie epistemologiczny, ale potem został przeniesieniony, ze szkodą dla nauki, na grunt rozważań ontologicznych.
>Zatem domniemany podział nie jest żadnym problemem. Można to łatwo rozwiązać na gruncie refleksji językowej. Dusze mogą wędrować i latać, na takiej samej zasadzie jak w poezji Gałczyńskiego planety mogą mieć niebieskie majtki(można sobie ściągnąć teksty K.I.G. z netu). Ciekawe jest to, że o ile każdą wypowiedź naukową można przekształcić na wypowiedź symboliczną, o tyle nie każdą wypowiedź poetycką lub religijną można odczytywać dosłownie. Załóżmy, że mogę dobrze wyrazić relacje międzyludzkie w postaci stosunku liczbowego, ale nie wyobrażam sobie możliwości opisania prawa ciążenia w formie mitycznej lub poetyckiej. (No, powiedzmy, że na upartego, mogłbym sie pokusić, ale rzetelny opis jest możliwy tylko w pojęciach matematycznych. Bo jak inaczej, wie ktoś? Byłyby to bełkoty i tyle.).
To, że ktoś pisze bajki, czy brednie, nie dowodzi, że nie istnieje prawda. Daniken, czy Cremo pisze głupoty pseudonaukowe, ale nie powiesz, że to oznacza, iż nauka jest głupotą i kwarki mają kolorowe koszulki, a łacząc się w drużyny piłkarskie grają neutrinami jak piłką, a kibice z cząstek protonowych wymachują szalikami.

Ciekawe jak byś chciał opisać matematycznie relację damskomęską może tak:

mężczyzna/kobieta = dziecko



Może dałoby się opisać matematycznie, ale to byłaby matematyka na poziomie złożenia takim, że nikt by tu tego nie zrozumiał. Zresztą zakładając, że wszystko można opisać przyjmujesz jakąś deterministyczną wizję świata, rzekłbym nawet astrologiczną, może tylko tyle, że nie wierzysz w działanie planet, choć wystarczyłoby, abyś uznał, że nie muszą, ale ponieważ poruszają się regularnie, to mogą być wyznacznikiem powtarzających się cykli, taka holistyczna wizja rzeczywistości. Matematykę najwyraźniej traktujesz jak szklaną kulę.

>Dla bezpieczeństwa lepiej założyć, że mowa jest jak gumka. Można się z nią bawić, naciągać sens i ubierać myśl wypowiedzi w różnobarwne szaty słowne(brzmi to trochę dziwnie), ale najlepszy sposób wyrażania myśli jest taki, gdzie forma i sens pasują idealnie do siebie, a jedna i ta sama wypowiedź może być odczytana zarówno dosłownie jak i symbolicznie.

Jeżeli postrzegasz świat jedynie poprzez stworzony model to filtrujesz wszystko to, co jest nieproporcjonalne i niezgodne z nim. Kto szuka prawdy nie może instalować firewalla na swój system. Po tym można poznać system.

Ja tylko próbowałem przełożyć Wilhelmowi na język, który jest zrozumiały. To w zasadzie były przykłady poglądowe. A konia z rzędem temu, kto wytłumaczy niewierzącemu skutecznie, czym jest wiara

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Piotrek Patucha (2279 punktów)
>To, że ktoś pisze bajki, czy brednie, nie dowodzi, że nie istnieje prawda.

W wiekach średnich popularnością cieszył się rozdział na prawdę naukową i objawioną.
Która była ważniejsza? Otóż dla ludzi pragnących poznawać swoje wnętrze, oglądać swą egzystencję (jak w zwierciadle), prawda objawiona miała większe znaczenie. Tacy są poeci i ludzie nastawieni na rozwój duchowy oraz świat relacji międzyludzkich.
Łączą się z tym pewne konsekwencje. Pewne wypowiedzi mogą być niezgodne z realnymi stanami rzeczy(faktami), ale mogą być prawdziwe w odniesieniu do przeżyć duchowych.

Z drugiej strony, ludzie badajacy obiektywne prawidłowości przyrody, wcale nie muszą mieć problemów z adekwatnym wyrażeniem faktycznych stanów rzeczy, a także świadomych przeżyć. Naukowcy mają swój świat. Piękny i czarujący, ale tylko nielicznych stać na to aby z nimi współmyśleć. Gdyby nauka była równie łatwa jak teologia większość tajemnic przyrody zostałaby odkryta w czasach Solona, albo i wcześniej.

Osobiście uważam, że nie ma dwóch prawd, jest tylko jedna.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>Z drugiej strony, ludzie badajacy obiektywne prawidłowości przyrody, wcale nie muszą mieć problemów z adekwatnym wyrażeniem faktycznych stanów rzeczy, a także świadomych przeżyć.
Nie muszą...

>Naukowcy mają swój świat. Piękny i czarujący, ale tylko nielicznych stać na to aby z nimi współmyśleć.
Każdy robi to co lubi...

>Gdyby nauka była równie łatwa jak teologia większość tajemnic przyrody zostałaby odkryta w czasach Solona, albo i wcześniej.
Teologia łatwa? Chyba nie wiesz o czym mówisz...

>Osobiście uważam, że nie ma dwóch prawd, jest tylko jedna.
No bo jest jedna, ale nauka bada to, co jest jej przedmiotem. Co innego bada chemik, co innego fizyk, co innego biolog, historyk itd. Jak badacz kaczek, czy kwasów wcina się w nie swoją działkę, to są potem takie dyskusje jak czasami na tym forum.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Wilhelm
Problem Kontrascie polega na tym, ze uciekasz od odpowiedzi na trudne pytania oraz nie bardzo potrafisz sprzedac swoja wiedze. Nie mowilem tu, ze w cos nie wierze, lecz zaczalem sie pytac o szczegoly (podobno tam tkwi diabel ).
W swietle tego co mowiles swiat duchowy odpowiada za stan, ktory odczuwamy. To moze byc stan opisujacy np. charakter, zdolnosci, potrzeby, relacje miedzyludzkie itp. Nasze fizyczne wlasnosci + cechy charakteru + zdarzenia losowe sprawiaja, ze kazdy z nas jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny. Niektorzy maja do tego charyzme co sprawia, ze powiada sie, iz ktos jest dusza towarzystwa, nadaje niepowtarzalny ton. Bazujac na Twoich wypowiedziach sklaniam sie wlasnie do wniosku, ze tutaj moze lezec definicja swiata duchowego.


Der Letzte macht das Licht aus!
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Dzisiaj w nocy szykowałem dłuższą odpowiedź na te punkty wyżej, ale komputer mi się zawiesił i wcięło (chyba dysk pada). Właściwie napisałem, że odpowiedź na te pytania to temat na książkę, bo musiałbym dłużej się zastanowić nad tymi kwestiami. Jeśli miałoby to mieć ręce i nogi, musiałbym przeanalizować setki świadectw i zbadać to dokładniej. Niestety nie mam tyle czasu. Święci nie zwracali uwagi na takie rzeczy, ale opisywali bardziej ogólne. Właściwie na szybko można się tu oprzeć na hiszpańskich świętych, bo pisali dużo na ten temat i dla porównania, polska siostra Faustyna Kowalska, włoski o. Pio. Oczywiście to tylko kilka wybranych osób. O formie tego duchowego świata wspominają mimochodem, dlatego nie jest łatwo wyłapać to w tekście. Św. Teresa z Awila pisze o udzielaniu się Boga duszy przez widzenia umysłowe, widzenia przez wyobraźnię, nagłe oświecenia przy tzw. zawieszeniu władz umysłowych.
Sam miałem okazję widzieć takie zjawiska jak spoczynek w Duchu Świętym, dar tłumaczenia języków itd. Rozmawiałem z ciekawości z tymi ludźmi i relacje były zgodne na tyle, że iluzję wykluczam. Jeśli dorośli, zdrowi i raczej przeciętnie wierzący faceci dziesiątkami padają na ziemię na wezwanie Ducha Świętego, czego im nikt nie sugerował, to daje do myślenia.
>Problem Kontrascie polega na tym, ze uciekasz od odpowiedzi na trudne pytania oraz nie bardzo potrafisz sprzedac swoja wiedze. Nie mowilem tu, ze w cos nie wierze, lecz zaczalem sie pytac o szczegoly (podobno tam twi diabel ).
Za szybko wyciągasz wnioski Wilhelmie. Ja nie mam tyle czasu, a supermenem też nie jestem (przydało by się) i pisząc jednocześnie post za postem, popełniam zapewne wiele błędów. Trudno w pośpiechu napisać idealny tekst jeszcze na jakiś nowy temat. To są takie spostrzeżenia i wnioski na gorąco, a dopiero głębsze pytania i krytyka pokazują mi, że coś błędnie sformułowałem, a moze i napisałem głupotę. Jeżeli pierwsze, to uwaga pozwala odkryć coś nowego i ciekawego, a w drugim przypadku odkrycie, że jakiś tor rozumowania był bezsensowny, to też cenne.

>W swietle tego co mowiles swiat duchowy odpowiada za stan, ktory odczuwamy. To moze byc stan opisujacy np. charakter, zdolnosci, potrzeby, relacje miedzyludzkie itp. Nasze fizyczne wlasnosci + cechy charakteru + zdarzenia losowe sprawiaja, ze kazdy z nas jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny. Niektorzy maja do tego charyzme co sprawia, ze powiada sie, iz ktos jest dusza towarzystwa, nadaje niepowtarzalny ton. Bazujac na Twoich wypowiedziach skalniam sie wlasnie do wniosku, ze tutaj moze lezec definicja swiata duchowego.
To nie takie proste. Różnica (linia graniczna) może być czasami taka jak między rzeczywistością wirtualną w stylu Matriksa, a realem. Pozornie niczym się nie różni w empirii, ale wyczuwamy, że jedno jest zafałszowaniem, albo jedynie nośnikiem, a drugie prawdziwe. Czasami odróźnienie iluzji od rzeczywistości jest trudne, a nawet niemożliwe. Iluzja posiada jakąś formę istnienia, bo nie można powiedzieć, że nie istnieje, ale różni się od prawdy czasem tak mało jak diament sztuczny od prawdziwego. Dlatego jest tyle tudności z odróżnieniem iluzji duchowej od rzeczywistości duchowej (stąd tylu nawiedzonych, wizjonerów, wierzeń). W rzeczywistości materialnej też dajemy się zwodzić na czym zarabiają iluzjoniści.
Dzisiaj, znając zdobycze psychologii nie możemy upraszczać sprawy linią graniczną między tym, co duchowe, a tym co materialne. Trudno to jednoznacznie orzec, aby nie popaść w błedną ocenę, a na forum nie widzę szansy, aby wyłożyć podstawowe podziały. To zbyt szeroki temat.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Wilhelm
>Witam!
>Dzisiaj w nocy szykowałem dłuższą odpowiedź na te punkty wyżej, ale komputer mi się zawiesił i wcięło (chyba dysk pada).
Pech albo zlosliwosc rzeczy martwych.
>Właściwie napisałem, że odpowiedź na te pytania to temat na książkę, bo musiałbym dłużej się zastanowić nad tymi kwestiami. Jeśli miałoby to mieć ręce i nogi, musiałbym przeanalizować setki świadectw i zbadać to dokładniej.

Nie musisz duzo pisac. Wystarczy, ze zwiezle odpowiesz na pytania.

>Niestety nie mam tyle czasu. Święci nie zwracali uwagi na takie rzeczy, ale opisywali bardziej ogólne.
Ja rowniez, wiec wole posty krotkie, a tresciwe

>Właściwie na szybko można się tu oprzeć na hiszpańskich świętych, bo pisali dużo na ten temat i dla porównania, polska siostra Faustyna Kowalska, włoski o. Pio. Oczywiście to tylko kilka wybranych osób. O formie tego duchowego świata wspominają mimochodem, dlatego nie jest łatwo wyłapać to w tekście. Św. Teresa z Awila pisze o udzielaniu się Boga duszy przez widzenia umysłowe, widzenia przez wyobraźnię, nagłe oświecenia przy tzw. zawieszeniu władz umysłowych.

To znamy, lecz co z tego wynika?

>Sam miałem okazję widzieć takie zjawiska jak spoczynek w Duchu Świętym, dar tłumaczenia języków itd.

Kazdy ma jakis dar, czy to sprawia, ze jestesmy jakims wyjatkiem na tle innych? Jesli nie mam dobrej reki nie potrafie zostac rzezbiarzem, to nic tego nie zmieni. To chyba jasne.

>Rozmawiałem z ciekawości z tymi ludźmi i relacje były zgodne na tyle, że iluzję wykluczam. Jeśli dorośli, zdrowi i raczej przeciętnie wierzący faceci dziesiątkami padają na ziemię na wezwanie Ducha Świętego, czego im nikt nie sugerował, to daje do myślenia.

Sposob funkcjonowania ludzi jest taki sam, inaczej nie byloby anatomii i fizjologii. Zapewniam Cie, ze ludzie ulegaja zludzeniom, chocby na wystepach sztukmistrzow (prestigitatorow) czy malarzy
www.punkycorner.it/arte/escher/09.jpg

>Za szybko wyciągasz wnioski Wilhelmie. Ja nie mam tyle czasu, a supermenem też nie jestem (przydało by się) i pisząc jednocześnie post za postem, popełniam zapewne wiele błędów. >Trudno w pośpiechu napisać idealny tekst jeszcze na jakiś nowy temat.
Spiesz sie powoli

>To są takie spostrzeżenia i wnioski na gorąco, a dopiero głębsze pytania i krytyka pokazują mi, że coś błędnie sformułowałem, a moze i napisałem głupotę.

Lepiej napisac jeden dobry, rozwiewajacy watpliwosci tekst niz 10 postow wygladajacych jak belkot. Z cierpliwoscia poczekam zatem na ten wlasnie post od Ciebie.

>To nie takie proste.
Takie wlasnie wnioski wyciagam z Twoich postow.

>Różnica (linia graniczna) może być czasami taka jak między rzeczywistością wirtualną w stylu Matriksa, a realem.

Kazde postrzeganie rzeczywistosci zwiazane jest z posrednictwem jakiegos srodka. Zeby po cos siegnac potrzebujesz reki, zeby cos zmierzyc potrzebujes jakiegos przyrzadu, zeby poczuc cos musisz sam to przezyc. Innymi slowy opieramy sie na oddzialywaniu i na tej podstawie snujemy wlasne domysly (doswiadczenie, proces uczenia sie, uczucia itp.) Ile to razy oszukalismy sie, zroblismy sobie kuku? Czy ktos tu mowi o nierzeczywstosci?

>Pozornie niczym się nie różni w empirii, ale wyczuwamy, że jedno jest zafałszowaniem, albo jedynie nośnikiem, a drugie prawdziwe. Czasami odróźnienie iluzji od rzeczywistości jest trudne, a nawet niemożliwe. Iluzja posiada jakąś formę istnienia, bo nie można powiedzieć, że nie istnieje, ale różni się od prawdy czasem tak mało jak diament sztuczny od prawdziwego. Dlatego jest tyle tudności z odróżnieniem iluzji duchowej od rzeczywistości duchowej (stąd tylu nawiedzonych, wizjonerów, wierzeń). W rzeczywistości materialnej też dajemy się zwodzić na czym zarabiają iluzjoniści.

Na razie nie zdefiniowales w sposob jednoznaczny swiata duchowego. Skad zatem mozliwosc odroznienia co prawdziwe, a co falszywe?
>Dzisiaj, znając zdobycze psychologii nie możemy upraszczać sprawy linią graniczną między tym, co duchowe, a tym co materialne. Trudno to jednoznacznie orzec, aby nie popaść w błedną ocenę, a na forum nie widzę szansy, aby wyłożyć podstawowe podziały. To zbyt szeroki temat.
Nie zaslaniaj sie "szerokim tematem", lecz sproboj jasno przedstawic problem. Wtedy latwiej bedzie rozmawiac.


Der Letzte macht das Licht aus!
Wilhelm
Cos Kontrast milczysz. Ponoc nie masz czasu, choc sadzac po Twoich nowych postach masz na to czas, lecz nie masz ochoty odpowiadac na trudne pytania. Coz, taka jest wiekszosc ksiezy i teologow katolickich

Der Letzte macht das Licht aus!
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>Cos Kontrast milczysz. Ponoc nie masz czasu, choc sadzac po Twoich nowych postach masz na to czas,
Nie mam czasu, i komputer mi się sypie. Właśnie padł mi linux i próbowałem ratować. W tej chwili udało mi się ten złom uruchomić, zachowuje się jak żywy.
Co do łatwiejszych rzeczy, to może tak jak z testami na inteligencję, jeśli chcesz mieć przyzwoite wyniki, to rozwiązujesz najpierw łatwiejsze zadania, a trudniejsze jak starczy czasu W czasie pisania łatwiejszych odpowiedzi myślę o trudniejszych. Wczoraj robiłem porządki w komputerze i każdemu forumowiczowi, z którym rozmawiałem częściej niż 2 razy założyłem katalog. Chcę sobie poukładać to wszystko, żeby nie mylić ludzi. Nazbierało się mnóstwo postów i potrzebuję trochę czasu. Co do Twojego pytania myślę o czymś więcej niż jednorazowym poście i chyba trzeba poczekać. Mam jeszcze kilka osób, które mają podobne pytania, dlatego chcę napisać coś większego. Muszę to napisać krytycznie, czyli 5 razy skrytykować własny tekst zanim puszczę w eter. To takie doświadczenie jakie tu zdobyłem.

>lecz nie masz ochoty odpowiadac na trudne pytania.
Gdybym nie miał ochoty nie pisałbym na tym forum, a liczba postów, chyba jest dość mocnym argumentem

>Coz, taka jest wiekszosc ksiezy i teologow katolickich
Każda okazja jak widzę dobra dla takich stwierdzeń.

Pozdrawiam

Doskonała miłość usuwa lęk
Paul (408 punktów)
>Witam!
>>Cos Kontrast milczysz. Ponoc nie masz czasu, choc sadzac po Twoich nowych postach masz na to czas,
>Nie mam czasu, i komputer mi się sypie. Właśnie padł mi linux i próbowałem ratować. W tej chwili udało mi się ten złom uruchomić, zachowuje się jak żywy.
>Co do łatwiejszych rzeczy, to może tak jak z testami na inteligencję, jeśli chcesz mieć przyzwoite wyniki, to rozwiązujesz najpierw łatwiejsze zadania, a trudniejsze jak starczy czasu W czasie pisania łatwiejszych odpowiedzi myślę o trudniejszych. Wczoraj robiłem porządki w komputerze i każdemu forumowiczowi, z którym rozmawiałem częściej niż 2 razy założyłem katalog. Chcę sobie poukładać to wszystko, żeby nie mylić ludzi. Nazbierało się mnóstwo postów i potrzebuję trochę czasu. Co do Twojego pytania myślę o czymś więcej niż jednorazowym poście i chyba trzeba poczekać. Mam jeszcze kilka osób, które mają podobne pytania, dlatego chcę napisać coś większego. Muszę to napisać krytycznie, czyli 5 razy skrytykować własny tekst zanim puszczę w eter. To takie doświadczenie jakie tu zdobyłem.
>>lecz nie masz ochoty odpowiadac na trudne pytania.
>Gdybym nie miał ochoty nie pisałbym na tym forum, a liczba postów, chyba jest dość mocnym argumentem
>>Coz, taka jest wiekszosc ksiezy i teologow katolickich
>Każda okazja jak widzę dobra dla takich stwierdzeń.
>Pozdrawiam
>
Doskonała miłość usuwa lęk


Sledze uwaznie poczynania naszego "misjonarza". Cos czuje ze bedziecie go miec na sumieniu i jego komputer. Szkoda mi Kontrasta, bo musi sam Wam stawiac czola! Kontrast nie podawaj sie! Popros sponsora o nowy komputer i posilki.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>Sledze uwaznie poczynania naszego "misjonarza".
Widzę, że już awansowałem z "loży JL"

>Cos czuje ze bedziecie go miec na sumieniu i jego komputer.
Jakieś wredne ciasteczko wiesza mi linuksa (tak myślę). Dzisiaj 2 godziny szukałem przyczyny, miałem uszkodzony fstab, wszystko wskazuje, że jakiś "jasnowidz" odgadł moje hasło i się włamał.

>Szkoda mi Kontrasta, bo musi sam Wam stawiac czola!
Jest jeszcze kilku, a chętnych mogę podszkolić

>Kontrast nie podawaj sie!
Nie poddaję, ale czasu brak...

>Popros sponsora o nowy komputer i posilki.
Znasz jakiegoś? Nie pogardzę... Komputerek, to koniecznie, a najlepiej laptop z dożywotnim łączem szerokopasmowym

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Nie mam czasu, i komputer mi się sypie. Właśnie padł mi linux i próbowałem ratować. W tej chwili udało mi się ten złom uruchomić, zachowuje się jak żywy.
A może należałoby pomodlić się za jego "zdrowie"? Ponoć wiara czyni cuda...

>Wczoraj robiłem porządki w komputerze i każdemu forumowiczowi, z którym rozmawiałem częściej niż 2 razy założyłem katalog.

A więc jednak "teczki"!!! To chyba jakaś wasza obsesja. Ale leczyć się z niej nie chcecie.

Pozdrawiam.

fides ex necessitate esse non debet
Kontrast (1042 punktów)
>>Nie mam czasu, i komputer mi się sypie. Właśnie padł mi linux i próbowałem ratować. W tej chwili udało mi się ten złom uruchomić, zachowuje się jak żywy.
>A może należałoby pomodlić się za jego "zdrowie"? Ponoć wiara czyni cuda...
Nie będę wystawiał na próbę... O takie rzeczy się nie modlimy. Mam uszkodzone pliki w Linuksie, bo ściągnąłem i zainstalowałem wersję z błędami na nośniku, kilka znalazłem. Niestety nie mogę liczyć na pomoc, bo nikt lepiej ode mnie w okolicy się nie zna, a ci co się znają nie maja czasu, albo chcą za dużo za usługę.

>>Wczoraj robiłem porządki w komputerze i każdemu forumowiczowi, z którym rozmawiałem częściej niż 2 razy założyłem katalog.
>A więc jednak "teczki"!!!
Mam nadzieję, ze to żart. Co do moich "teczek" to tylko porządek, aby mi się nie mylili forumowicze. Lubię mieć poukładane, co w tym nadzwyczajnego? Sam na siebie też mam teczki w tym znaczeniu jak wkładam w koszulki swoje zapiski, notatki itd.

>To chyba jakaś wasza obsesja. Ale leczyć się z niej nie chcecie.
Tobie się chyba coś pomyliło, kto kompletował teczki na księży i katolickich działaczy i nie tylko katolickich zresztą? Komunistyczni UB-cy byli ateistami. Już nie pierwszy raz spotykam tu takie absurdalne porównywanie Kościoła do komunizmu.
Nie lubię takich dyskusji...

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>>To chyba jakaś wasza obsesja. Ale leczyć się z niej nie chcecie.
>Tobie się chyba coś pomyliło, kto kompletował teczki na księży i katolickich działaczy i nie tylko katolickich zresztą? Komunistyczni UB-cy byli ateistami. Już nie pierwszy raz spotykam tu takie absurdalne porównywanie Kościoła do komunizmu.
>Nie lubię takich dyskusji...
>Pozdrawiam!
>
Doskonała miłość usuwa lęk


Chciałbym tylko skromnie zauważyć (nie broniąc, broń Boże, UB-ków!!!), że tzw. "księgi parafialne" były znacznie wcześniejszym "wynalazkiem". A proboszczowie mieli (i, o ile mi wiadomo, mają nadal) obowiązek znajomości swoich parafian. I obowiązek ten skrzętnie wypełniają prowadząc np. corocznie uaktualniane podczas "kolędy" kartoteki. Podobny obowiązek mają także i dzielnicowi (w małych miejscowościach - komendanci komisariatów), ale oni nie przykładają się (niestety!) aż tak sumiennie do jego wypełniania.

A co do porównania Kościoła z komunizmem. To bardzo ciekawa kwestia (szkoda, że jej nie lubisz poruszać). Kościół jest instytucją totalitarną (właśnie jako instytucja), tak jak instytucjami totalitarnymi są np. zakłady karne, szpitale psychiatryczne, zakony (a te wszak są integralną częścią Kościoła) i parę innych, podobnych w swojej strukturze organizacyjnej. To akurat powinieneś wiedzieć z podstaw socjologii.
Zatem porównywanie Kościoła (ciągle rozumianego jako instytucja, dlatego z dużej litery) z komunizmem (choć może zręczniejszym byłoby określenie: z instytucjami komunistycznymi) jest nie tylko możliwe, ale i wręcz w pełni uprawnione.

Pozdrawiam.

fides ex necessitate esse non debet
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
To nie sympozjum socjologów. Jeżeli bada się zachowania społeczne, to pewne struktury są podobne, ale nie można dzisiaj używać słów totalitarne, bo skojarzenie jest jednoznaczne, a dla nakręconych przeciw Kościolowi forumowiczów, to woda na młyn. Raczej nie zostanie tu właściwie zrozumiany sens, a zaraz zaczną cytować socjologa, który nazwał Kościół taką instytucją. W ten sposób to zrobiono z Kościoła uosobienie wszelkiego zła. Powołujac sie na różne wypowiedzi znanych ludzi.
Książa robią statystyki, co w tym dziwnego. Każda organizacja chce znać swoich członków i orientować się w środowisku. W interesie ateistów, ktorzy nie chcą nieoczekiwanej kolędy powinno być poinformowanie o tym. Brak informacji jest domniemaną otwartością. Nie zawsze można znaleźć ministranta, który przebiegnie się z zaputaniem, czy przyjmuje ktoś ksiądza. Zresztą w mieście ludzie się częściej przeprowadzają. Nie ma tu ukrytych celów, niby po co?
Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Volrath (3440 punktów)
>To trochę błędne koło. Odrzucasz rzeczywistość duchową, a skoro ją odrzucasz to nie możesz przyjąć argumentów od niej pochodzących, no bo jak?

Nie mogę przyjąć tych argumentów ze względu na jedną rzecz - nie są dla mnie wiarygodne.
Czyli nie są dość dobrze potwierdzone.

Dość dobrze potwierdzone jest istnienie neutrin - ze względu na to, że jak zapytam fizyka "chcę 'zobaczyć' neutrono, co mam zrobić?" to mi odpowie kto i w jakich eksperymentach wykazał istnienie neutrin oraz jak sam mogę - hipotetycznie, mająć odpowiednie środki - "zobaczyć" neutrino.

Dość dobrze potwierdzone jest historyczny fakt odbycia się bitwy pod Grunwaldem i historyk może również przedstawić jakieś dowody, które mógłbym sam ocenić. Opisy, zapiski, odkrycia, przedmioty, wykopaliska.

W obu przypadkach jedynym prawdopodobnym wyjaśnieniem jest to, że to coś (fakt istnienia neutrin/fakt historyczny bitwy pod Grunwaldem) zachodzi/zaszło.

Niestety z "rzeczywistością duchową" tak nie jest.

Po pierwsze od razu nasuwają się alternatywne możliwe i nie wykluczone scenariusze i wyjaśnienia, które są prawdopodobne.

Po drugie źródła nie są wystarczająco zgodne, a tam gdzie są zgodne, istnieje podejrzenie, że jest to zgodność celowa i uzgodniona (jak u wróżek i ich technik) lub zgodność o innym podłożu niż wyjaśnienie proponowane (np. z powodu podobnego sposobu działania mózgu - np. fenomen poczucia "jedności z wszechświatem" można wyjaśnić czysto neurologicznie).

Innymi słowy - nigdy nie doznałem niczego co by potwierdzało istnienie "rzeczywistości duchowej" i tylko tak dało się tłumaczyć (to byłoby najprostsze i najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie). I nie znam nikogo, kto by doznał i mógłby to jakoś potwierdzić (a potrzeba by było wielu niezależnych osób) wykluczając takie możliwości wyjaśnienia jak np. wynik jakiegoś procesu w mózgu.

Tak, moje podejście jest dosyć mocno empiryczne.
Zauważ, że poza empirią (oczywiście w bardzo szerokim rozumieniu - zmysły, ale i odczucia, myśli, uczucia) nie mamy - jako świadome byty - innych źródeł informacji. A każda informacja (model, wyobrażenie, etc.) stworzona a priori bez analizy na podstawie docierających informacji jest mocno niepewna. Wynika to z prostego faktu - brak jest w niej korelacji między nią a faktycznym stanem rzeczy (czymkolwiek on jest).

> Jeśli nie bierzesz w ogóle pod uwagę świadectw uważając je za iluzję, to praktycznie nie ma żadnej szansy, aby obejść ten "firewall".

Jest szansa - rzetelne dowody. To jest hasło, które otwiera wszystkie "porty".

A bez tego - to szansy nie ma.

Świadectwom tego rodzaju nie ufam.
Są ludzie, którzy opowiadają o ufo, są ludzie którzy twierdzą, że kosmici nas stworzyli, są ludzie, którzy wierzą w duchy przodków, są nawet ludzie, którzy wierzą w moc łańcuszków internetowych e-mail.
Mają prawo to głosić/żyć w zgodzie z takimi wierzeniami, ale nie wymagaj żebym ufał każdemu kto przedstawia tak słabe dowody.
Bo bym musiał przyjąć setki sprzecznych ze sobą informacji z różnych religii, wiar czy przesądów.

> Używając języka informatycznego, który jak sądzę rozumiesz, gdy pozamykasz wszystkie porty, poza kilkoma wybranymi, to nie przejdą żadne dane, poza tymi, które dopuszczasz.

No tak, ale "protokół komunikacji" jaki przyjmuję jest znany. Są nim przedstawienie rzetelnych dowodów. I to otwiera wszystkie porty.
Nie, nie zamierzam przyjmować, że tak to nazwę, "spamu" ani "wirusów".
Tak jak szanuję swój komputer i używam zabezpieczeń, tak też szanuję swój umysł i nie przyjmuję informacji mocno niepewnych, które jak podejrzewam mają spowodować bym działał tak jak ktoś inny chce (bo nie znam innego powodu by dostarczać mocno niepewne iformacje).

> Przepuszczasz tylko te, które uznajesz za bezpieczne dla systemu. Ja od jakiegoś czasu skanuję te porty i co znajdę jakiś wolny, natychmiast czujny admin go wyłącza

Tak. Nie zamierzam przyjmować informacji nie "sygnowanych" dowodami.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>>To trochę błędne koło. Odrzucasz rzeczywistość duchową, a skoro ją odrzucasz to nie możesz przyjąć argumentów od niej pochodzących, no bo jak?
>Nie mogę przyjąć tych argumentów ze względu na jedną rzecz - nie są dla mnie wiarygodne.
>Czyli nie są dość dobrze potwierdzone.
A rozum jest potwierdzony? Rzeczywistość duchowa to świat wewnętrzny człowieka. Nie jest to kategoria przestrzenna z naszego świata. W jaki sposób można ją udowodnić jeśli widzisz tylko to, co empirycznie doświadczalne. Zajmujesz się informatyką i nie widzisz, że można stworzyć rzeczywistość w oparciu o różne budulce, a nawet przekonwertować algorytm na inny język (tu język może stać się budulcem). Jeśli bym Ci powiedział, że nie wierzę w istnienie informatyka, a program pojawia się sam i wszystkie wpisane komendy nie istnieją, a realna jest tylko gotowa aplikacja, którą metodą ewolucji stworzył sam komputer, zapewne wyśmiałbyś takie rozumowanie. Niestety z pełną powagą i zaparciem bronisz takiej wizji w realnym świecie.
Świat duchowy jest dla nas niedostrzegalny, bo przypomina on przez porównanie kod języka programowania, albo inny program działający w tle, do uruchomienia którego trzeba mieć kod dostępu lub uprawnienia specjalnych użytkowników. Do Boga wierzący mają dostęp przez Chrystusa i gdyby to przełożyć, to wierzący mają uprawnienia Administratora, a niewierzący jedynie zwykłe konto z ograniczeniami. Oczywiście to porównanie.

>Dość dobrze potwierdzone jest istnienie neutrin - ze względu na to, że jak zapytam fizyka "chcę 'zobaczyć' neutrono, co mam zrobić?" to mi odpowie kto i w jakich eksperymentach wykazał istnienie neutrin oraz jak sam mogę - hipotetycznie, mająć odpowiednie środki - "zobaczyć" neutrino.
Jeśli chcę poznać świadectwa na temat miłosierdzia Bożego, wierzący teolog może mi pokazać dzieła świętych, którzy to rozważali i badali. Jeśli nie znający się ludzie na przestrzeni epok piszą to samo. Rozważając tę prawdę ich metodami i stosując w praktyce, mogę się przekonać empirycznie, że mieli rację. Czyli miłosierdzie choć samo w sobie niewidzialne zastosowane w życiu przynosi realne efekty. Nie widać, a działa, coś jak neutriny (por. Hbr 4,12-13). Rozumu też nie widać, a działa

>Dość dobrze potwierdzony jest historyczny fakt odbycia się bitwy pod Grunwaldem i historyk może również przedstawić jakieś dowody, które mógłbym sam ocenić. Opisy, zapiski, odkrycia, przedmioty, wykopaliska.
A jeśli jacyś dowcipnisie zakopali przedmioty, podrzucili dokumenty itd. To bardzo trudne nie jest
>W obu przypadkach jedynym prawdopodobnym wyjaśnieniem jest to, że to coś (fakt istnienia neutrin/fakt historyczny bitwy pod Grunwaldem) zachodzi/zaszło.
No bo mało tu sceptyków. Przyjmuje się te dowody i nikt się nie upiera aby zaprzeczać. Choć w kwestii np. Jedwabnego opinia nie jest już tak jednoznaczna.

>Niestety z "rzeczywistością duchową" tak nie jest.
>Po pierwsze od razu nasuwają się alternatywne możliwe i nie wykluczone scenariusze i wyjaśnienia, które są prawdopodobne.
Jak z każdą inną rzeczą. Rzeczywistość duchowa jest potwierdzana przez tak wielu świadków, że nie można tego zbagatelizować, a zgodność świadectw jest bardzo duża. Oczywiście jeśli się porówna ludy nie znające Objawienia, to różnice są wyraźne, jednak nie tak wielkie jakby się można spodziewać.

>Po drugie źródła nie są wystarczająco zgodne, a tam gdzie są zgodne, istnieje podejrzenie, że jest to zgodność celowa i uzgodniona
Może spisek
>(jak u wróżek i ich technik) lub zgodność o innym podłożu niż wyjaśnienie proponowane (np. z powodu podobnego sposobu działania mózgu - np. fenomen poczucia "jedności z wszechświatem" można wyjaśnić czysto neurologicznie).
Neurologia w takiej formie to jakaś filozofia holistyczna. Niektórzy badacze wyciągają wnioski przekraczające zakres swojej dziedziny. Nie ma w tym nic dziwnego, że nasze mózgi są ukształtowane w określonym schemacie. To, że istnieją ośrodki w mózgu odpowiadające za określone funkcje to normalna rzecz. Gdybyśmy nie potrzebowali mózgu, to byśmy go nie posiadali.
Łączenie panteistycznej duchowości z teistyczną być może jest nieporozumieniem, bo panteizm jest bliższy ateizmowi. Duchowość teistyczna jest konkretna, nie opiera się na magii, ale na wartościach wyższych. Mistycy chrześcijańscy nie szukają własnej mocy, ale wręcz przeciwnie, w pokorze i uniżeniu otwierają się na Boga i łaczą z Nim. To zjednoczenie związane jest z emocjami, ale emocje traktowane są tu jako naturalne ludzkie reakcje na dotknięcie Boga w ich duszy. Życie duchowe zasadniczo wyraża się poprzez upodabnianie się człowieka do Boga. Jest to trzyetapowy proces. Najpierw następuje oczyszczenie ze zniewoleń i niedoskonałości, potem poznanie głębi, a najgłębszy poziom to zjednoczenie z Bogiem. Odpowiada to psychologicznej głębi człowieka jaka wyraża się w sposobach dialogu, który również ma podobne poziomy i można go podzielić na: umysłowy, uczuciowy, empatyczny. Człowiek, jeśli pragnie rozwijać się naprawdę musi wejść w dialog wewnętrzny na tych etapach. Jeżeli jest jedynie na poziomie faktów i nawet nie zna swoich przekonań to daleko mu do życia wewnętrznego na poziomie empatii. Prawdopodobnie jeśli wierzy, będzie to wiara na tym samym poziomie.

cdn.

Doskonała miłość usuwa lęk
Kontrast (1042 punktów)
Ciąg dalszy.

>Innymi słowy - nigdy nie doznałem niczego co by potwierdzało istnienie "rzeczywistości duchowej" i tylko tak dało się tłumaczyć (to byłoby najprostsze i najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie). I nie znam nikogo, kto by doznał i mógłby to jakoś potwierdzić (a potrzeba by było wielu niezależnych osób) wykluczając takie możliwości wyjaśnienia jak np. wynik jakiegoś procesu w mózgu.
Procesy mózgu nie muszą zaprzeczać niczemu. Żeby działał program i funkcjonował poprawnie musi być komputer, który przetworzy program na piksele widoczne na ekranie, a nawet jak komputer działa potrzebny jest sprawny monitor. Nasze ciało jest jak wysoce zaawansowany biorobot, przez który nasza duchowa dusza komunikuje się ze światem materialnym. Jest z nim ściśle zjednoczona, dlatego trudno dostrzec różnicę między tym co duchowe, a materialne. W świecie materialnym jesteśmy materialni, w świecie duchowym duchowi. Podobają mi się porównania do Matriksa (pierwsza część). Idea jest ideologicznie obca, ale ze względu na popularność filmu, kilka tematów można wykorzystać jako analogie.
Parafrazując film, świat w jakim jesteśmy jest realnie istniejący (inaczej niż w filmie), a "przebudzeni" to wierzący, którzy dostrzegają, że nie są tylko materialni. W pewnym sensie wchodząc na ten serwis, czuję się jakbym wchodził do takiego Matriksa, gdzie ludzie nie wierzą w istnienie rzeczywistości jaka dla mnie i dla wielu innych jest normalna.
Jeśli chcesz zobaczyć tych innych poczytaj kilka książek z działu hagiografii.

>Tak, moje podejście jest dosyć mocno empiryczne.
>Zauważ, że poza empirią (oczywiście w bardzo szerokim rozumieniu - zmysły, ale i odczucia, myśli, uczucia) nie mamy - jako świadome byty - innych źródeł informacji.
Właśnie przez poruszenia uczuć, myśli i natchnień komunikujemy się z tym niewidocznym bezpośrednio światem. Jednak człowiek ma kilka poziomów i nie jest łatwo rozpoznacz z jakiego poziomu pochodzi dany przekaz. Chemia organizmu może wywołać różne stany, podobnie ukryte mechanizmy psychiczne, umysł. W każdym człowieku jest niejako chór głosów nie zawsze zgodny, w którym niezwykle trudno rozpoznać ten, który nazywamy duchowym. Stąd nie powinno dziwić zamieszanie i brak jednoznaczności. Gdy bada się przeżycia religijne trzeba mieć psychologię w małym palcu. Jednak dla wprawnego badacza nie jest bardzo trudne rozpoznanie patologicznych stanów i takie świadectwa są eliminowane. Trudność jest w odróżnieniu myśli własnych od natchnień. Istnieje tu subtelna różnica, ale da się ją wykryć. Dopiero mając rozpoznany taki przekaz można go badać, porównując ze świadectwami innych ludzi. Tutaj jeszcze dochodzi rozpoznawanie, źródła. Jednak są to tematy bardzo zaawansowane i nie będę tego tu rozwijał.

>A każda informacja (model, wyobrażenie, etc.) stworzona a priori bez analizy na podstawie docierających informacji jest mocno niepewna. Wynika to z prostego faktu - brak jest w niej korelacji między nią a faktycznym stanem rzeczy (czymkolwiek on jest).
Jesteś w błędzie. Bóg nie jest stworzony a priori. Pomijając Objawienie, jest cała masa przesłanek sugerujących Jego istnienie. Wielu ludzi niezależnie wyciągnęło takie wnioski i gdyby to dotyczyło jakiegoś odkrycia w sferze materii, nikt by nie podważał takich odkryć. Ponieważ świat duchowy jest inną kategorią, możemy go badać jedynie przez analogię do świata materialnego. W matematyce też wiele spraw jest nie do sprawdzenia w realu, ale nikt tego nie podważa. Próba innej interpretacji świata prowadzi do pętli, albo nieskończonego ciągu bytów. To coś na wzór tego programu bez informatyka. Ciekawe, czy odpowiednio szybki komputer stworzyłby model świata jaki znamy, a biorąc pod uwagę takie przesłanki samostworzenia, powinien? Tylko skąd wziął się komputer?

>> Jeśli nie bierzesz w ogóle pod uwagę świadectw uważając je za iluzję, to praktycznie nie ma żadnej szansy, aby obejść ten "firewall".
>Jest szansa - rzetelne dowody. To jest hasło, które otwiera wszystkie "porty".
Twój system nie obsługuje tych protokołów, więc nawet jak przepuści, to nie wykona operacji. Spróbuj udowodnić istnienie rozumu, komuś, kto uparcie twierdzi, że on nie istnieje, twierdząc, że ponieważ każdy człowiek ma inne wyniki testów to świadczy o niewiarygodności takich przesłanek. Wyciągnie więc wniosek w stylu brzytwy Ockhama, że rozum jest powszechnikiem, a zatem nie istnieje realnie. Stosując konsekwentnie tę brzytwę można by ogolić do zera wszystkie pojęcia i złożone byty, tak że pozostaną jedynie neutriny i kwarki, dopóki ktoś nie odkryje, że składają się z czegoś jeszcze.
>A bez tego - to szansy nie ma.
>Świadectwom tego rodzaju nie ufam.
Raczej zbadaj tę postawę, która prowadzi Cię do nieufności, może tu warto zainwestować czas, a odkryjesz coś ciekawego, co zmieni spojrzenie na wiele spraw.
>Są ludzie, którzy opowiadają o ufo, są ludzie którzy twierdzą, że kosmici nas stworzyli, są ludzie, którzy wierzą w duchy przodków, są nawet ludzie, którzy wierzą w moc łańcuszków internetowych e-mail.
Są ludzie którzy wierzą w różne idee. Może po to, żeby nie przyjmować bezmyślnie wiary? Wiara ma być wiarą, zaufaniem i zawierzeniem. Gdyby była pewna i stała się wiedzą, nie trzeba by niczego tłumaczyć. Nie byłoby wyboru (por. 1 Kor 13, 12-13).
>Mają prawo to głosić/żyć w zgodzie z takimi wierzeniami, ale nie wymagaj żebym ufał każdemu kto przedstawia tak słabe dowody.
>Bo bym musiał przyjąć setki sprzecznych ze sobą informacji z różnych religii, wiar czy przesądów.
Ja pokazuję ślady, a nie dowody. Dla mnie wiele śladów jest dowodem, a największym to własne doświadczenie. Widziałem też jak działa Bóg i jest to tak jednoznaczne, że inaczej się nie da wytłumaczyć. Dla mnie wiara to nie problem braku pewnych dowodów, ale raczej wierności i niezachwianego zaufania.

cdn.

Doskonała miłość usuwa lęk
Kontrast (1042 punktów)
Ciąg dalszy.

>> Używając języka informatycznego, który jak sądzę rozumiesz, gdy pozamykasz wszystkie porty, poza kilkoma wybranymi, to nie przejdą żadne dane, poza tymi, które dopuszczasz.
>No tak, ale "protokół komunikacji" jaki przyjmuję jest znany. Są nim przedstawienie rzetelnych dowodów. I to otwiera wszystkie porty.
>Nie, nie zamierzam przyjmować, że tak to nazwę, "spamu" ani "wirusów".
Jeśli za spam, czy wirus bierzesz servis-pack, to Twój wybór. Nawet nie dostrzeżesz wtedy dobrze ukrytego trojana, blokującego szczepionki

>Tak jak szanuję swój komputer i używam zabezpieczeń, tak też szanuję swój umysł i nie przyjmuję informacji mocno niepewnych, które jak podejrzewam mają spowodować bym działał tak jak ktoś inny chce (bo nie znam innego powodu by dostarczać mocno niepewne iformacje).
Jeśli nie będziesz słuchał porad serwisantów, to może się posypać ten Twój idealny system.
>> Przepuszczasz tylko te, które uznajesz za bezpieczne dla systemu. Ja od jakiegoś czasu skanuję te porty i co znajdę jakiś wolny, natychmiast czujny admin go wyłącza
>Tak. Nie zamierzam przyjmować informacji nie "sygnowanych" dowodami.
Ty jesteś tylko użytkownikiem, z ograniczonym dostępem, jak wpuszczasz do swojego systemu samozwańczych adminów, to nie zdziw się jak system będzie się dziwnie zachowywał.
Zresztą taka dyskusja to trochę jak ślepego z głuchym. Moim zdaniem należysz do kategorii ludzi, którzy muszą stracić wszystkie zabezpieczenia, bo nawet jak zostanie nitka, będą się tego trzymać. Boga trzeba chcieć znaleźć, wtedy dowody się zjawią, ale zapewniam Cię, zobaczysz wtedy jak ciężko przekonać innych, nie uwierzą.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
Volrath (3440 punktów)
>Jeśli za spam, czy wirus bierzesz servis-pack, to Twój wybór. Nawet nie dostrzeżesz wtedy dobrze ukrytego trojana, blokującego szczepionki

Powiedzmy że mam wbudowane podejście heurystyczne do tego typu zagadnień.

>Jeśli nie będziesz słuchał porad serwisantów, to może się posypać ten Twój idealny system.

Jestem sam dla siebie (i swojego komputera też) serwisantem.

>Ty jesteś tylko użytkownikiem, z ograniczonym dostępem, jak wpuszczasz do swojego systemu samozwańczych adminów, to nie zdziw się jak system będzie się dziwnie zachowywał.

Jak już wspominałem, w swoim systemie rządzę się sam.
I adminów nie wpuszczam.

>Zresztą taka dyskusja to trochę jak ślepego z głuchym. Moim zdaniem należysz do kategorii ludzi, którzy muszą stracić wszystkie zabezpieczenia, bo nawet jak zostanie nitka, będą się tego trzymać. Boga trzeba chcieć znaleźć, wtedy dowody się zjawią, ale zapewniam Cię, zobaczysz wtedy jak ciężko przekonać innych, nie uwierzą.

Nie mam powodu by chcieć znaleźć tego czy innego boga.
Mało mnie to interesuje - bo nie ma przekonujących dowodów ani na to czy jakiś istnieje ani na to który istnieje.
Za to jest wiele dowodów na to, czemu od dawien dawna służyły i służą religie (a część celów jest dobra, część nie - dobre jest wiele z tych etycznych, choć w naszych czasach coraz gorzej działają, a złe są cele hierarchów lub przynajmniej założyciele - zwykle jest to porzeba kontroli nad innymi).

Nawet jeśli już chciałbym wybrać i wiedział, że któraś religia jest prawdziwa, to pozostaje kwestia tak zwanego "uniknięcia złego piekła". Jak zawierzę jednej religii (jak wybrać??) to mogę trafić do piekła innej.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Nie miałem ostatnio czasu, aby wziąć się za odpowiedzi na te trzy posty. Zrobiłem sobie pewne zestawienia, ale tylko z tych kilku ostatnich Twoich wypowiedzi. Trudno mi jednoznacznie odnieść się do wszystkiego, bo nazbierałoby się zbyt dużo nowych rzeczy. Dyskusja na poziomie szczegółów chyba trochę mija się z celem, bo udowadnia tylko, że masz inne spojrzenie w podstawowych kwestiach ontologicznych. Zarzucasz mi jakieś błedy, czy podważasz wypowiedzi z punktu widzenia filozofii utożsamiającej istotę bytu z jego przypadłościami. Odrzucasz istnienie bytów bezprzypadłościowych. Myślę, że jest tu spór pomiędzy zwolennikiem pewnej współczesnej formy tomizmu z przedstawicielem jakiejś dziwnej wersji marksizmu. Potrzebuję więcej czasu, aby określić dokładniej własne przekonania i rozpoznać Twoje (albo zadać więcej pytań). Ponieważ na podstawie rozmów z innymi na tym forum mogę stwierdzić, że wyrażasz się najbardziej konkretnie i reprezentatywnie, chyba ograniczę się na mojej stronie do odpowiedzi na kwestie jakie są w Twoich postach. Tu już chyba nie zdążę, bo niedługo wygaśnie wątek. Może rzucę następną prowokację na temat materializmu?
Na mojej stronce na razie mogę polecić: Podstawowe zasady dialogu. Opracowuję kilka tematów i jak tylko będzie gotowe wprowadzę zmiany. Na razie jeszcze odpowiadam na posty, które się mnożą geometrycznie.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
Volrath (3440 punktów)
> Procesy mózgu nie muszą zaprzeczać niczemu. Żeby działał program i funkcjonował poprawnie musi być komputer, który przetworzy program na piksele widoczne na ekranie, a nawet jak komputer działa potrzebny jest sprawny monitor. Nasze ciało jest jak wysoce zaawansowany biorobot, ...

Dotąd zgoda.

> ... przez który nasza duchowa dusza komunikuje się ze światem materialnym.

Ja nie widzę powodu by owa dusza był czymś innym niże emergentna właściwość mózgu.

> Jest z nim ściśle zjednoczona, dlatego trudno dostrzec różnicę między tym co duchowe, a materialne. W świecie materialnym jesteśmy materialni, w świecie duchowym duchowi. Podobają mi się porównania do Matriksa (pierwsza część). Idea jest ideologicznie obca, ale ze względu na popularność filmu, kilka tematów można wykorzystać jako analogie.

Co do idei z matrixem to się zgodzę - w zakresie umysłu.
To dobre porównanie.
Tyle, że nie widzę powodu, by hardware do matrixa było czymś więcej niż materialny mózg.

> Parafrazując film, świat w jakim jesteśmy jest realnie istniejący (inaczej niż w filmie), a "przebudzeni" to wierzący, którzy dostrzegają, że nie są tylko materialni. W pewnym sensie wchodząc na ten serwis, czuję się jakbym wchodził do takiego Matriksa, gdzie ludzie nie wierzą w istnienie rzeczywistości jaka dla mnie i dla wielu innych jest normalna.

Ja dostrzegam, że jestem czymś więcej niż samą materią. Przy czym nie widzę powodu by podstawą do tego nie mogła być sama materia, a mój umysł i dusza (nie wiem czy nieśmiertelna, nieśmiertelności jej nie zakładam) nie była po prostu cechą emergentną.

> Właśnie przez poruszenia uczuć, myśli i natchnień komunikujemy się z tym niewidocznym bezpośrednio światem. Jednak człowiek ma kilka poziomów i nie jest łatwo rozpoznacz z jakiego poziomu pochodzi dany przekaz. Chemia organizmu może wywołać różne stany, podobnie ukryte mechanizmy psychiczne, umysł. W każdym człowieku jest niejako chór głosów nie zawsze zgodny, w którym niezwykle trudno rozpoznać ten, który nazywamy duchowym. Stąd nie powinno dziwić zamieszanie i brak jednoznaczności. Gdy bada się przeżycia religijne trzeba mieć psychologię w małym palcu. Jednak dla wprawnego badacza nie jest bardzo trudne rozpoznanie patologicznych stanów i takie świadectwa są eliminowane. Trudność jest w odróżnieniu myśli własnych od natchnień. Istnieje tu subtelna różnica, ale da się ją wykryć. Dopiero mając rozpoznany taki przekaz można go badać, porównując ze świadectwami innych ludzi. Tutaj jeszcze dochodzi rozpoznawanie, źródła. Jednak są to tematy bardzo zaawansowane i nie będę tego tu rozwijał.

Tak, ale nadal nie widzę powodu ani dowodu na to, że materia do wyjaśnienia tegoż nie wystarczy.

> Jesteś w błędzie. Bóg nie jest stworzony a priori. Pomijając Objawienie, jest cała masa przesłanek sugerujących Jego istnienie.

Tak? Jakie?
Jak na razie nie zetknąłem się z przekonującymi.

> Wielu ludzi niezależnie wyciągnęło takie wnioski i gdyby to dotyczyło jakiegoś odkrycia w sferze materii, nikt by nie podważał takich odkryć.

Wielu ludzi wyciągnęło sprzeczne z tym wnioski (religii jest dużo).
Żeby wymienić tylko starożytnych Greków, Buddystów, Hinduistów, ludzi z wielu plemion Afryki.

> Tylko skąd wziął się komputer?

Parafrazując: tylko skąd wziął się Bóg?

> Twój system nie obsługuje tych protokołów, więc nawet jak przepuści, to nie wykona operacji. Spróbuj udowodnić istnienie rozumu, komuś, kto uparcie twierdzi, że on nie istnieje, twierdząc, że ponieważ każdy człowiek ma inne wyniki testów to świadczy o niewiarygodności takich przesłanek.

Gdyby tak uważał, to musiałby być konsekwentny i nie rozumować, a więc nic nie uważać.

> Wyciągnie więc wniosek w stylu brzytwy Ockhama, że rozum jest powszechnikiem, a zatem nie istnieje realnie.

Nie realnie tylko jak?
Ja nie dzielę świata na umysł, zewnętrze itp.
Traktuję wszystko jednako - jako "rzeczywistość" lub inaczej "wszechświat".

> Stosując konsekwentnie tę brzytwę można by ogolić do zera wszystkie pojęcia i złożone byty, tak że pozostaną jedynie neutriny i kwarki, dopóki ktoś nie odkryje, że składają się z czegoś jeszcze.

Nie, nie można. Ogoli tylko byty nieprawdopodobne. Np. widzę drzewo, widzę je stabilnie i to wystarczy by uznać je za istniejące.
Czemu wyobrażania i wymyślone rzeczy nie istnieją?
One istnieją, ale w umyśle. Są powiązane innymi relacjami niż coś, co istnieje "materialnie". Wyobrażone drzewo to też drzewo, ale ma inną budowę szczegółową (a raczej jej nie ma, bo mózg jej nie symuluje), a także inne relacje je wiążą ze mną, z krzesłem na którym siedzę i tak dalej.

>Są ludzie, którzy opowiadają o ufo, są ludzie którzy twierdzą, że kosmici nas stworzyli, są ludzie, którzy wierzą w duchy przodków, są nawet ludzie, którzy wierzą w moc łańcuszków internetowych e-mail.
Są ludzie którzy wierzą w różne idee. Może po to, żeby nie przyjmować bezmyślnie wiary? Wiara ma być wiarą, zaufaniem i zawierzeniem. Gdyby była pewna i stała się wiedzą, nie trzeba by niczego tłumaczyć. Nie byłoby wyboru (por. 1 Kor 13, 12-13).

Mi wystarczą wybory w kwestiach czego chcę i do czego dążę.
Nie potrzebuję wyborów co do tego, co uważam na temat rzeczywistości (bo rzeczywistość i tak nie daje wyboru - co jest, to jest, nie zależnie od tego, co sobie na ten temat wymyślę lub przyjmę - mogę jedynie zbierać jak najbliższe prawdy informacje i odrzucać te nieprawdopodobne).

> Ja pokazuję ślady, a nie dowody. Dla mnie wiele śladów jest dowodem, a największym to własne doświadczenie. Widziałem też jak działa Bóg i jest to tak jednoznaczne, że inaczej się nie da wytłumaczyć. Dla mnie wiara to nie problem braku pewnych dowodów, ale raczej wierności i niezachwianego zaufania.

Niestety mi to nie odpowiada, ani nie przekonuje.
Volrath (3440 punktów)
> A rozum jest potwierdzony? Rzeczywistość duchowa to świat wewnętrzny człowieka. Nie jest to kategoria przestrzenna z naszego świata. W jaki sposób można ją udowodnić jeśli widzisz tylko to, co empirycznie doświadczalne.

Odczuwam to, że myślę, jestem świadomy, czuję itd.
A więc jest to empirycznie potwierdzone.

> Zajmujesz się informatyką i nie widzisz, że można stworzyć rzeczywistość w oparciu o różne budulce, a nawet przekonwertować algorytm na inny język (tu język może stać się budulcem).

No tak.

> Jeśli bym Ci powiedział, że nie wierzę w istnienie informatyka, a program pojawia się sam i wszystkie wpisane komendy nie istnieją, a realna jest tylko gotowa aplikacja, którą metodą ewolucji stworzył sam komputer, zapewne wyśmiałbyś takie rozumowanie.

Argument z złożoności?

Prowadzi to do 4 kwestii:

1. Skoro program wymaga wytłumaczenia w programiście, a programista w Bogu to logicznym jest, że Bóg będzie wymagał wytłumaczenia w czymś jeszcze większym. Bo skoro nieprawdopodobne jest istnienie czegoś tak złożonego jak programista (czy wszechświat z którego powstał programista), to jeszcze bardziej nie prawdopodobne jest pojawienie się twórcy tegoś. I tak dalej. A skoro twierdzisz, że należy poprzestać na Bogu, to czemu nie poprzestać już wcześniej? Jak mawiał Feynmann: "trzeba wiedzieć kiedy przestać".
2. Stwarzanie czegoś z niczego to całkiem inny proces niż stwarzanie programu przez programistę. Programista tylko zmienia układ czegoś, co istnieje, tylko przestawia istniejące rzeczy.
3. W rzeczywistym świecie mamy ludzi, którzy robią zegarki, ludzi którzy robią programy, ludzi którzy pieką chleb i tak dalej. Skoro tak, to czemu nie mielibyśmy mieć siły wyższe na każdą sposobność - boga robiącego zwierzęta, boga robiącego kontynenty i tak dalej?
4. Ten argument zakłada, że program nie jest częścią losowej natury, bo został stworzony przez człowieka, jest uporządkowany, więc wymaga twórcy. Za to dalej zakłada, że wszechświat jest jednak uporządkowany, więc również wymaga twórcy. Ja tu widzę sprzeczność.

> Świat duchowy jest dla nas niedostrzegalny, bo przypomina on przez porównanie kod języka programowania, albo inny program działający w tle, do uruchomienia którego trzeba mieć kod dostępu lub uprawnienia specjalnych użytkowników. Do Boga wierzący mają dostęp przez Chrystusa i gdyby to przełożyć, to wierzący mają uprawnienia Administratora, a niewierzący jedynie zwykłe konto z ograniczeniami. Oczywiście to porównanie.

Oczywiście.
Abstrahując od kwestii tego, czy miłościwy, kochający Bóg dopuszczałby do siebie tylko wybranych.

Przy czym nie mam powodu by w to wierzyć bez dowodów.
Szczególnie, że przez kilkanaście lat wierzyłem i nieczego takiego nie doznałem (a np. poczucie jedności z wszechświatem czy zewnętrzną siłą - Bogiem - można wytłumaczyć neurologicznie i można wywołać sztucznie).

> Jeśli chcę poznać świadectwa na temat miłosierdzia Bożego, wierzący teolog może mi pokazać dzieła świętych, którzy to rozważali i badali. Jeśli nie znający się ludzie na przestrzeni epok piszą to samo. Rozważając tę prawdę ich metodami i stosując w praktyce, mogę się przekonać empirycznie, że mieli rację. Czyli miłosierdzie choć samo w sobie niewidzialne zastosowane w życiu przynosi realne efekty. Nie widać, a działa, coś jak neutriny (por. Hbr 4,12-13). Rozumu też nie widać, a działa.

Rozumu doświadczam bezpośrednio.
Dzieła świętych nie są tak spójne, wiele sprzeczności jest w samej nawet Biblii (mogę poszukać - z 50 znajdę przy użyciu internetu i Biblii - jak nie więcej). Poza tym zauważ, że są też inne religie. Wiele ze sobą sprzecznych.

> A jeśli jacyś dowcipnisie zakopali przedmioty, podrzucili dokumenty itd. To bardzo trudne nie jest

A jaki mieliby powód?
Bo jak chodzi o sekty i religie to widzę powód.
Kontrola nad innymi.

Jak chodzi o fałszowanie bitwy pod Grunwaldem to nie widzę powodu ani nie widzę sprzeczności między opiniami większości historyków (a w opiniach większości świętych/proroków/mesjaszy wielu sekt i religii sprzeczności jest pełno).

> No bo mało tu sceptyków. Przyjmuje się te dowody i nikt się nie upiera aby zaprzeczać. Choć w kwestii np. Jedwabnego opinia nie jest już tak jednoznaczna.

Nie jest - głównie co do liczb, nie co do zajścia faktu.
Ja co do liczb odpowiem tutaj - nie znam się, nie wiem.

> Jak z każdą inną rzeczą. Rzeczywistość duchowa jest potwierdzana przez tak wielu świadków, że nie można tego zbagatelizować, a zgodność świadectw jest bardzo duża. Oczywiście jeśli się porówna ludy nie znające Objawienia, to różnice są wyraźne, jednak nie tak wielkie jakby się można spodziewać.

Zgodność opisu białego tunelu w trakcie śmierci też jest spójna.
I wcale to nie świadczy o tym, że występuje jakiś tunel.
Zostało to już naukowo zbadane (może nie dokładnie, ale w ogólnych kwestiach dość dobrze) i efekt ten wynika z tego, że centrum pola widzenia odpowiada największy obszar powierzchni kory wzrokowej, a w trakcie śmierci pojawia się losowa i silna aktywność komórek nerwowych - co prowadzi do tego, że widać coś w rodzaju tunelu (+ halucynacje, aktywacja silna pamięci i spowolnienie postrzegania czasu bo mózg wypuszcza na koniec sporo dopaminy i innych -amin, a aktywacja pojawia się w wielu obszarach).

Nie znam wszystkich źródeł i świadectw, a raczej ich niewielką część, ale z tych co znam, to nie są one aż tak spójne i bez różnic.
I występują w sprzecznych sobie religiach.

Poza tym każda religia ma podobne świadectwa i dowody na swoją rzecz.
Ba, nawet każda sekta przekonuje na podobne sposoby.
Wracając tutaj do zakładu Pascala - jak postawię na daną religię, to o wiele bardziej prawdopodobnym jest, że trafię do piekła lub jej odpowidnika innej religii niż do nieba tej wybranej.

> Neurologia w takiej formie to jakaś filozofia holistyczna. Niektórzy badacze wyciągają wnioski przekraczające zakres swojej dziedziny. Nie ma w tym nic dziwnego, że nasze mózgi są ukształtowane w określonym schemacie. To, że istnieją ośrodki w mózgu odpowiadające za określone funkc
Balkowski (5685 punktów)
>Już nie pierwszy raz w dyskusjach spotykam się tu z
>dziwacznymi zarzutami o nienaukowość, czy jakieś błędy
>logiczne, których dopatrują się usilnie niektórzy
>forumowicze.

Dwie osobne sprawy. Pierwszą sprawą jest to że niektóre wypowiedzi aż się proszą o coś takiego (mówię teraz ogólnie, nie konkretnych osobach, zresztą często są też sytuację kiedy obydwaj dyskutanci wydają się mijać z sednem). Jeszcze pół biedy kiedy łatwo można wskazać miejsce błędu lub domyślić się o co mogło chodzić i (zaznaczając to jakoś) odpowiedzieć na to co wg Ciebie autor miał na myśli, albo doprecyzować pytaniem "czy chodzi Ci o sytuację A czy B". Gorzej jeśli sensu brak w ogóle i właściwie nie ma z czym dyskutować, a zamiast tego należałoby go napisać od nowa. Nie dziwie się jeśli komuś w takim momencie opadają ręcę i pozwala sobie na nazwanie rzeczy po imieniu albo nawet drobną złośliwość

Osobną i całkiem inną sprawą natomiast jest to że niekiedy zamiast odnieść się do tematu, dyskutant (albo raczej pseudodyskutant) czepia się słówek, mniej zgrabnych sformułowań i ogólnie detali nie mających większego wpływu na sens wypowiedzi. I niestety czasem na tym poprzestaje, co już trudno nazwać dyskusją, jest to raczej przerzucanie ciężaru argumentacji tylko na jedną stronę bez podania własnej. Wynika to chyba z lenistwa umysłowego bo dużo łatwiej jest znaleźć jakiekolwiek błędy u tej strony która jakoweś argumenty podaje a nie tylko pyta "co", "dlaczego" i "co właściwie masz na myśli". Jest oczywiste że kiedy dialog stanie się wykładem, to pomylić się może przede wszystkim wykładowca, niezależnie od tego czy jest mądrzejszy od słuchacza czy nie. Jeśli chodziło Ci również o to to niestety też to czasami zauważam i zgadzam się całkowicie.

A co do formacji, błędów logicznych i innych rzeczy... tym razem nie wiem dokładnie o jaką formację (pod kątem czego) Ci chodziło. Jeśli chodzi o logikę to miałem szczęście jako tako ją przerobić na matematyce i mam nadzieję że błędów stricte logicznych udaje mi się unikać.
Janek39 (97 punktów)
Drobne uwagi na marginesie poruszonej w dyskusji wiara=wiedza. Stawiam tezę, że wiara nie musi mieć nic wspólnego z wiedzą. Przemawia za tym fakt, że przeciętny katolik w Polsce ma niewiele wiedzy a wierzy w istnienie boga. To samo dotyczy wyznawców islamu i zapewne innych religii też.
Co do boga to on istnieje w świadomości wierzących a w świadomości ateistów go nie ma. Nie ma też sposobu na pogodzenie obu stron. Chyba, że kiedyś znajdą się argumenty dla jednej lub drugiej tezy. Wiara w istoty nadprzyrodzone towarzyszy ludzkości od zarania dziejów. W dzisiejszym wydaniu wiara stała się produktem, co to jest a jednocześnie go nie ma, a przynosi wymierne korzyści bądź straty. Wiara obrosła w różne teorie i księgi, których prawdziwości nie można się doszukać ale siła wiary robi swoje i znajduje wyznawców. W przypadku wiary nie jest ważne czy można coś udowodnić lub nie. Jakiekolwiek argumenty ateistów nie podważą wiary w boga, objawienie, biblię etc. Oczywiste jest, że ateiści wiedzą swoje i ich wiary żadne argumenty wierzących nie obalą. Przechodząc na grunt praktyczny. Byłoby dobrze gdyby udało się zrzucić jarzmo wiary jakie musi znosić całe społeczeństwo. Kiedy w Polsce państwo stanie się państwem a nie kościołem. Czy wszyscy muszą łożyć na wiarę, nawet ateiści?
Dlatego też jestem za tym aby do czasu kiedy nie nastąpi normalizacja życia w Polsce debaty na tematy religijne nie prowadzić, ponieważ stają się one przelewniem z próżnego w puste.
placownik (17853 punktów)

>Jakiekolwiek argumenty ateistów nie podważą wiary w boga

   Trudno się nie zgodzić z tym twierdzeniem. Jednak to nie sama wiara w Boga jest na ogół przedmiotem argumentacji ateistów, lecz cała obszerna sfera wyobrażonych relacji łączących Boga ze światem w ogólności, a z osobami wierzącymi w szczególności. Zwłaszcza tych relacji, które stoją w rażącej sprzeczności z ustaleniami nauki. Argumentacja ta wcale nie jest przelewaniem z pustego w próżne, gdyż daje wymierne efekty w postaci zmiany stanowiska Kościoła w wielu istotnych kwestiach. Ot choćby w poglądach na budowę wszechświata, czy teorię ewolucji. Nie chcę wywoływać fałszywego wrażenia jakobym wszelkie osiągnięcia nauki przypisywał ateistom. To oczywista bzdura. Kopernik i Mendel byli przecież osobami stanu duchownego. Co więcej, do czasu wykształcenia się warstwy ludzi parających się zawodowo uprawianiem nauki, to właśnie duchowni, dysponując na ogół większą wiedzą, a także w swej większości uwolnieni od trosk doczesnych mogli zajmować się działalnością intelektualną prowadzącą do rozwoju nauki.

   Wielu wierzących dostrzega skuteczność argumentacji opartej na ustaleniach nauki i czując się w pewnym sensie zagrożona w swych przekonaniach, wysuwa w różnej formie kontrargumenty oparte na względności wiedzy naukowej, na jej zmienności czyli w końcu na jej niepewności. Starają się stworzyć ważenie, iż wiara religijna jest równoprawna z wiarą w naukę i w jej ustalenia. Wielu forumowiczów gorąco oponuje przeciw zarzutowi, iż w gruncie rzeczy nauka również opiera się na wierze. Moim zdaniem oponuje niesłusznie. Wszelka wiedza naukowa opiera się bowiem na przynajmniej dwóch założeniach, przyjmowanych na wiarę. Są to : założenie o realnym istnieniu świata fizycznego i założenie o istnieniu stałych związków przyczynowo-skutkowych. Naukowe podejście do opisu świata sprawia jednak, iż ta wiara ma zdecydowanie inny charakter niż wiara religijna. Różnica ta staje się widoczna jeśli się weźmie pod uwagę choćby, akceptowane prawie powszechnie, ograniczenie słuszności drugiego z wymienionych założeń, do którego doprowadziło powstanie mechaniki kwantowej.

   Tak więc przelewaniem z pustego w próżne nazwałbym raczej próby wykazania, że wiara i nauka to sprzeczność sama w sobie. Wątki takie można łatwo odnaleźć w wielu bezproduktywnych dyskusjach z Janem Lewandowskim toczonych na forum.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
Wiesz dobrze placowniku, ze rozmowy ze Scholastykiem nie mają tak infantylnego podłoża. On atakuje naukę bezpośrednio o to, że opiera się na wierze.
Jego założenie polega na zrównaniu wiary religijnej z wiarą w to, że istnieje rzeczywistość(naukowcy wierzą o obiekty badane).

Faktem jest, że naukowiec wierzy, że to co bada jest realne. Cała wiara w nauce sprowadza się do tego. Jednak dalej jest tylko solipsyzm.

Mało tego, Lewandowski podważa intersubiektywność nauki, czyli podręcznik do fizyki, to inna odmiana biblii:, a nauka to właściwie religia.

W tym wszystkim śmieszne jest to, że torpedowanie wiarygodności nauki powoduje, że "wiedza" oparta o wiarę religijną jest jeszcze mniej wiarygodna, prawda?
Teistom jednak to wcale nie przeszkadza.


Lacho calad, drego morn
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Oglądam sobie te wątki i dyskusje, z lekkim ubawieniem...

>Wiesz dobrze placowniku, ze rozmowy ze Scholastykiem nie mają tak infantylnego podłoża. On atakuje naukę bezpośrednio o to, że opiera się na wierze.
Czekam na głębszą analizę waszego pojęcia wiary, to może wiele wyjaśnić. Trochę już tu odsłonił Palcownik, ale jeszcze nie wszystko. Chciałbym znać wasz sposób definiowania wiary i w ogóle pojmowania rzeczywistości od strony filozoficznej. Inaczej ciężko zrozumieć o co chodzi i w drugą stronę podobnie.

>Jego założenie polega na zrównaniu wiary religijnej z wiarą w to, że istnieje rzeczywistość(naukowcy wierzą o obiekty badane).
Niejasne to, rozwiń to jakoś, bo nie wiem, czy dobrze to rozumiem.

>Faktem jest, że naukowiec wierzy, że to co bada jest realne. Cała wiara w nauce sprowadza się do tego. Jednak dalej jest tylko solipsyzm.
Podaj jak pojmujecie realność, nie jestem pewien, czy tak samo pojmujemy ten termin.
Solipsyzm to do wyznawców NA, katolicy w kwestii materii są realistami ale nie radykalnymi, dopuszczamy wyjątkowo względność i możliwość cudu (prawa przyrody są zasadniczo stałe, ale Bóg może je zmienić, bo jest ich Panem). Wierzymy w rzeczywistość niematerialną (albo raczej niewidzialną) i to nie kłóci się z nauką.

>Mało tego, Lewandowski podważa intersubiektywność nauki, czyli podręcznik do fizyki, to inna odmiana biblii:, a nauka to właściwie religia.
Napisał gdzieś tak, czy to twoje wnioski, bez argumentów?
Trzeba by go zapytać, czy tak myśli, zanim się zacznie rozgłaszać po serwisie, chyba tego wymaga uczciwość, prawda?
Jeśli tak napisał, to nie zrozumiałeś kontekstu. Teologowie wiedzą o czym powiedział, ale najwyraźniej JL zapomniał przetłumaczyć na wasz język.

>W tym wszystkim śmieszne jest to, że torpedowanie wiarygodności nauki powoduje, że "wiedza" oparta o wiarę religijną jest jeszcze mniej wiarygodna, prawda?
Nikt z nas nie torpeduje nauki, tylko zarozumialstwo niektórych naukowców, którzy np. badają kaczki i zrobili na tym profesurę, a wypowiadają się na tematy teologiczne.
Więcej szkody nauce robią tacy forumowicze, którzy jak "dewoci" czczą z niemal religijnym patosem teorie naukowe i ośmieszają dorobek uczciwych ciężko pracujących ludzi, którzy chcą poznawać prawdę nie robiąc z tego antyreligijnych kampanii.

>Teistom jednak to wcale nie przeszkadza.
Niezależnie, czy jacyś wylęknieni i niedouczeni teiści próbują podważać wiarygodność nauki i nawet jeśli udało by się udowodnić, że nauka doszła do absolutnej nieomylności, nie przeszkadza to wierze. Nie może przeszkadzać, bo wiara dotyczy czegoś innego, co nie jest przedmiotem badań dla nauk opartych na materii. Tylko kilka wyjątkowych sytuacji jest spotkaniem wiary i nauki (np. cuda).
Należałoby też sprecyzować, co nazwiemy nauką, a co nią nie jest. Czy nauki badające literaturę, nazwiemy naukami, skoro zajmują się fikcją? Albo filozofia? Psychologia również jest nauką filozoficzną, bo bada sposób myślenia i reagowania człowieka, który nie jest realnie istniejącą rzeczywistością poza nim.
Teologia jest w ogromnej części filozofią, psychologią i etyką, a w ramach biblistyki działem literaturoznawstwa (te same narzędzia badawcze stosują inne nauki) i historii starożytnej, a nawet archeologii.

Pozdrawiam!

Deus caritas est
Celecrin (11895 punktów)
Witam
>Czekam na głębszą analizę waszego pojęcia wiary, to może wiele wyjaśnić. Trochę już >tu odsłonił Palcownik, ale jeszcze nie wszystko. Chciałbym znać wasz sposób >definiowania wiary i w ogóle pojmowania rzeczywistości od strony filozoficznej.
Kontraście, przecież możesz poszukać materiałów na Racjonaliście. Jest tutaj mnóstwo. Może będziemy się lepiej rozumieć. Podałem pewien przyklad różnic pojęć "wiara", na podstawie lotu samolotem.
Kiedy siedzisz w samolocie, jeszcze na lotnisku i rozmawiasz przez telefon, umawiając się z kimś na spotkanie w porcie docelowym, nie przewidujesz, że nie dolecisz.
Na czym opierasz swoją pewność? Przecież to tylko wiara, ale inna niż wiara religijna.
Prawda?

>Inaczej ciężko zrozumieć o co chodzi i w drugą stronę podobnie.
Właśnie.
>>Jego założenie polega na zrównaniu wiary religijnej z wiarą w to, że istnieje >>rzeczywistość(naukowcy wierzą o obiekty badane).
>Niejasne to, rozwiń to jakoś, bo nie wiem, czy dobrze to rozumiem.
To proste, szczególnie jeśli ktoś twierdzi, że Twoja czy moja wiedza o istnieniu atomów, równa się wierze religijnej.
Jeśli będziesz podążał do źródła, trafisz na obiekt wiary naukowców. Muszą wierzyć, że to co badają istnieje niezależnie od nas.
>Podaj jak pojmujecie realność, nie jestem pewien, czy tak samo pojmujemy ten termin.
Istniejące w rzeczywistości.

>>Mało tego, Lewandowski podważa intersubiektywność nauki, czyli podręcznik do fizyki, >>to inna odmiana biblii:, a nauka to właściwie religia.
>Napisał gdzieś tak, czy to twoje wnioski, bez argumentów?
Patrz wyżej.

>Jeśli tak napisał, to nie zrozumiałeś kontekstu. Teologowie wiedzą o czym powiedział, >ale najwyraźniej JL zapomniał przetłumaczyć na wasz język.
Zrozumialem go bardzo dobrze.
>>W tym wszystkim śmieszne jest to, że torpedowanie wiarygodności nauki powoduje, >>że "wiedza" oparta o wiarę religijną jest jeszcze mniej wiarygodna, prawda?
>Nikt z nas nie torpeduje nauki, tylko zarozumialstwo niektórych naukowców, którzy np. >badają kaczki i zrobili na tym profesurę, a wypowiadają się na tematy teologiczne.
Nie prawda. Torpedujecie.
>Więcej szkody nauce robią tacy forumowicze, którzy jak "dewoci" czczą z niemal >religijnym patosem teorie naukowe i ośmieszają dorobek uczciwych ciężko pracujących >ludzi, którzy chcą poznawać prawdę nie robiąc z tego antyreligijnych kampanii.
Akcja równa się reakcji. Nie jestem szaleńcem, ani dewotem. Nie jestem nawet ateistą
>Niezależnie, czy jacyś wylęknieni i niedouczeni teiści próbują podważać wiarygodność >nauki i nawet jeśli udało by się udowodnić, że nauka doszła do absolutnej nieomylności,
Ciągle patrzysz "absolutyzmem". Wierzę jednak, że kiedyś zrozumiesz. W nauce nie chodzi o "nieomylność", ale o jak największą zgodność z rzeczywistoscią, przy czym wiedza ta MUSI być dostępna dla wszystkich.

Lacho calad, drego morn
Kontrast (1042 punktów)
Witam
>>Czekam na głębszą analizę waszego pojęcia wiary, to może wiele wyjaśnić. Trochę już >tu odsłonił Palcownik, ale jeszcze nie wszystko. Chciałbym znać wasz sposób >definiowania wiary i w ogóle pojmowania rzeczywistości od strony filozoficznej.
>Kontraście, przecież możesz poszukać materiałów na Racjonaliście. Jest tutaj mnóstwo. Może będziemy się lepiej rozumieć.
Jeżeli mam poważnie przyjąć za miarodajne, to wszystko wskazuje na to, że mam do czynienia z transhumanistami, a zdecydowana większość atrykułów nie mówi o waszych poglądach, ale jest kontestacją katolicyzmu i chrześcijaństwa w ogólności, a potem już łagodniej pozostałych religii. Zauważyłem, że jest tu też odrzucenie NA, ale już zdecydowanie mniej radykalne i nawet po cichu popierane. Na podstawie tekstów ciężko cokolwiek powiedzieć o poglądach PSRowców, a poza ogólnymi hasłami powtarzanymi za innymi ateistycznymi humanistami nie mogę się doszukać konkretów. Dlatego próbuję dowiedzieć się czegokolwiek od forumowiczów. Niestety panuje tu ideologiczna wieża Babel i gdybym nie miał wcześniej jakichś podstaw filozoficznych nic bym nie zrozumiał. Czasami to zabawne.

>Podałem pewien przyklad różnic pojęć "wiara", na podstawie lotu samolotem.
>Kiedy siedzisz w samolocie, jeszcze na lotnisku i rozmawiasz przez telefon, umawiając się z kimś na spotkanie w porcie docelowym, nie przewidujesz, że nie dolecisz.
>Na czym opierasz swoją pewność? Przecież to tylko wiara, ale inna niż wiara religijna.
Podobieństwo jest, bo ta wiara zakłada zaufanie, że samolot doleci (ufasz linii lotniczej, bo wiesz, że nie latają na byle czym, sprawdzają każdy samolot przed wylotem itd., wypadki samolotowe zdarzają się tak rzadko, iż można bez strachu lecieć), ufasz w możliwości (wierzysz) lotu tak wielkiego i ciężkiego blaszanego kolosa, bo to już sprawdzone i tylu ludzi to poświadczyło, że nie podejrzewasz podstępu i manipulacji itd.

>Prawda?
>>Inaczej ciężko zrozumieć o co chodzi i w drugą stronę podobnie.
>Właśnie.
>>>Jego założenie polega na zrównaniu wiary religijnej z wiarą w to, że istnieje >>rzeczywistość(naukowcy wierzą w obiekty badane).
>>Niejasne to, rozwiń to jakoś, bo nie wiem, czy dobrze to rozumiem.
>To proste, szczególnie jeśli ktoś twierdzi, że Twoja czy moja wiedza o istnieniu atomów, równa się wierze religijnej.
Powiedział to w sensie pewnego mechanizmu. Ty przeciesz opierasz swoją wiarę (zaufanie, że naukowcy rzeczywiście coś odkryli, a nie wymyślili sobie bajeczki, żeby zbić kasę na naiwnych) np. w istnienie kwarków. Czy można zobaczyć kwarki? Nie wypowiem się, bo nie wiem, muszę tu zaufać (uwierzyć) naukowcom. Podejrzewam, że nauka dojdzie do takiego miejsca, że w żaden sposób nie będzie się dało zweryfikować teorii i będziemy musieli zdać się jedynie na obliczenia, a może nawet przypuszczenia badaczy, wtedy to, co zarzucasz JL może stracić podstawy. Przecież jeśliby się okazało, że taki kwark zbudowany jest z czegoś jeszcze, a to coś jeszcze z czegoś tam jeszcze itd. to może być tajemnica niedostępna, bo nie mamy szans, aby to sprawdzić. Dlatego jeśli nauka opierałaby się w pewnych jej elementach (a tu mogłoby być to istotne) jedynie na przypuszczeniach, sądząc powierzchownie możnaby wiarę w to, czego nie da się sprawdzić uznać za podobne do wiary religijnej, która opiera się na podobnej dedukcji. Nie dziwię sie zatem stwierdzeniom JL, który jak sądzę miał na myśli taką sytuację. Skrócił myślenie i odebraliście to jako podważanie nauki w całości.
Chyba podobnie wygląda sprawa z koncepcją stworzenia świata. Widzimy efekty i z pomocą naukowców doszliśmy do pewnego momentu, ale dalej jest tajemnica, bo brakuje kilku ogniw łańcucha, który najwyraźniej jest poza zasięgiem, ale domyślamy się, dokąd prowadzi. Mógłbym powiedzieć, że Bóg stworzył kwarki, czy to z czego są zbudowane i zaprogramował każdy z nich, albo sobie brzdąka na jakiejś harfie z superstunami, ale lepiej nie tworzyć takich teorii, bo za 100 lat może to wzbudzić śmiech, albo też podziw dla oryginalnego pomysłu.
cdn.


Doskonała miłość usuwa lęk
Kontrast (1042 punktów)
Ciąg dalszy.
>Jeśli będziesz podążał do źródła, trafisz na obiekt wiary naukowców. Muszą wierzyć, że to co badają istnieje niezależnie od nas.
Ciekawe co by się stało jakby wyszło na to, że udało by się udowodnić stworzenie świata z nicości (wątpię, bo tak głęboko nie da się pewnie sięgnąć), wtedy ateiści zwątpiliby w autorytet nauki jak się spodziewam . Może Pan Bóg specjalnie stworzył tak maleńkie cząstki, aby nie można Go udowodnić, bo wtedy wiara stałaby się wiedzą i ludzie straciliby wolność wyboru?

>>Podaj jak pojmujecie realność, nie jestem pewien, czy tak samo pojmujemy ten termin.
>Istniejące w rzeczywistości.
Konkretnie, ale trochę za mało. Zapytam więc o definicję rzeczywistości. Co to jest rzeczywistość? Bardzo jestem ciekaw, tylko proszę o dokładniejszy opis, bo od tego zależy właściwe zrozumienie i ewentualna dyskusja na ten temat.

>>>Mało tego, Lewandowski podważa intersubiektywność nauki, czyli podręcznik do fizyki, >>to inna odmiana biblii:, a nauka to właściwie religia.
>>Napisał gdzieś tak, czy to twoje wnioski, bez argumentów?
>Patrz wyżej.
>>Jeśli tak napisał, to nie zrozumiałeś kontekstu. Teologowie wiedzą o czym powiedział, >ale najwyraźniej JL zapomniał przetłumaczyć na wasz język.
>Zrozumialem go bardzo dobrze.
Nie byłbym taki pewny i jak sądzę źle go zrozumiałeś. A wiele zależy od tej definicji rzeczywistości i realności, które jak podejrzewam są tu trochę przestarzałe, ale muszę to usłyszeć, żeby oprzeć się na konkrecie.

>>>W tym wszystkim śmieszne jest to, że torpedowanie wiarygodności nauki powoduje, >>że "wiedza" oparta o wiarę religijną jest jeszcze mniej wiarygodna, prawda?
>>Nikt z nas nie torpeduje nauki, tylko zarozumialstwo niektórych naukowców, którzy np. >badają kaczki i zrobili na tym profesurę, a wypowiadają się na tematy teologiczne.
>Nie prawda. Torpedujecie.
Krytykujemy przyjmowanie za pewniki, rzeczy niepewnych. Wierzymy tyle o ile czyli powiedzmy według poziomu prawdopodobieństwa. Jak ktoś wciska kit i nazywa to nauką, to trudno nie być krytycznym. Poza tym w niektórych dziedzinach nauki prawie na każdy temat można znaleźć autorytety za, a nawet przeciw więc nie dziwię się zbytnio sceptycznej postawie. Ateiści opowiadają się jednak zawsze po tej stronie barykady, która podważa wiarę i tylko takich naukowców uznają za wiarygodnych (oczywiście w kwestiach wiary, bo nie zawsze sie da). To widać bez szczególnego wysiłku.

>>Więcej szkody nauce robią tacy forumowicze, którzy jak "dewoci" czczą z niemal >religijnym patosem teorie naukowe i ośmieszają dorobek uczciwych ciężko pracujących >ludzi, którzy chcą poznawać prawdę nie robiąc z tego antyreligijnych kampanii.
>Akcja równa się reakcji. Nie jestem szaleńcem, ani dewotem. Nie jestem nawet ateistą
A to ciekawe, bardzo ciekawe. Zaskoczyłeś mnie...

>>Niezależnie, czy jacyś wylęknieni i niedouczeni teiści próbują podważać wiarygodność >nauki i nawet jeśli udało by się udowodnić, że nauka doszła do absolutnej nieomylności,
>Ciągle patrzysz "absolutyzmem". Wierzę jednak, że kiedyś zrozumiesz. W nauce nie chodzi o "nieomylność", ale o jak największą zgodność z rzeczywistoscią, przy czym wiedza ta MUSI być dostępna dla wszystkich.
A nie jest?
Studia kosztują...

Doskonała miłość usuwa lęk
Celecrin (11895 punktów)
Witam

>Jeżeli mam poważnie przyjąć za miarodajne, to wszystko wskazuje na to, że mam do >czynienia z transhumanistami, a zdecydowana większość atrykułów nie mówi o waszych >poglądach, ale jest kontestacją katolicyzmu i chrześcijaństwa w ogólności, a potem już >łagodniej pozostałych religii.
Nie umiesz szukać.
Jest parę artykułów na temat znaczenia słowa "wiara".
>Podobieństwo jest, bo ta wiara zakłada zaufanie, że samolot doleci (ufasz linii lotniczej, >bo wiesz, że nie latają na byle czym, sprawdzają każdy samolot przed wylotem itd., >wypadki samolotowe zdarzają się tak rzadko, iż można bez strachu lecieć), ufasz w >możliwości (wierzysz) lotu tak wielkiego i ciężkiego blaszanego kolosa, bo to już >sprawdzone i tylu ludzi to poświadczyło, że nie podejrzewasz podstępu i manipulacji itd.
Doskonale to opracowałeś. Jednak nie rozumiem na czy polega podobieństwo do wiary religijnej. Wiara religijna jest całkowicie SUBIEKTYWNA, a Ty podałeś całkowicie OBIEKTYWNE powody wiary. Cały czas o to mi chodzi.
>Powiedział to w sensie pewnego mechanizmu. Ty przeciesz opierasz swoją wiarę >(zaufanie, że naukowcy rzeczywiście coś odkryli, a nie wymyślili sobie bajeczki, żeby zbić >kasę na naiwnych) np. w istnienie kwarków.
Moja osoba nie ma znaczenia. Nie ma znaczenia jakie odczucia przyjmę w tym względzie.
Ważne z punktu widzenia epistemologicznego, jest fakt, że istnienie kwarka jest dostępne dla wszystkich. Zapisane językiem matematyki i doświadczenia.
Istnienie kwarka to WIEDZA Kontrascie, a nie WIARA.
Liczy się tylko to, że nauka jest INTERSUBIEKTYWNA.
intersubiektywność [łac.], metodol. cecha poznania polegająca na tym, że twierdzenia będące jego wyrazem mogą być rozumiane przez każdą osobę mającą odpowiednie kwalifikacje; podstawowy postulat wysuwany wobec nauki.

>Czy można zobaczyć kwarki?
Nie można.
>Nie wypowiem się, bo nie wiem, muszę tu zaufać (uwierzyć) naukowcom.
Twoje odczucia nie mają znaczenia. Rozumiesz? Teraz jesteśmy na etapie uwierzenia, na przykład, księdzu, ale wartość ma tylko osobista wiara, osobiste odczucie (dar, który jak wierzycie, pochodzi z zewnątrz).
>Podejrzewam, że nauka dojdzie do takiego miejsca, że w żaden sposób nie będzie się >dało zweryfikować teorii i będziemy musieli zdać się jedynie na obliczenia, a może nawet >przypuszczenia badaczy, wtedy to, co zarzucasz JL może stracić podstawy. Przecież >jeśliby się okazało, że taki kwark zbudowany jest z czegoś jeszcze, a to coś jeszcze z >czegoś tam jeszcze itd. to może być tajemnica niedostępna, bo nie mamy szans, aby to >sprawdzić.
Kontrast, ale to wszystko tylko domniemania! Nie mają dużej wagi w dyskusji.
Pewne są dwie rzeczy, nauka ma granice, ale z drugiej strony nikt nie wie gdzie

Lacho calad, drego morn
kontrast
>Witam
>>Jeżeli mam poważnie przyjąć za miarodajne, to wszystko wskazuje na to, że mam do >czynienia z transhumanistami (...).
>Nie umiesz szukać.
>Jest parę artykułów na temat znaczenia słowa "wiara".
Zniechęciłem się do szukania jak wszędzie są podobne kawałki. Poza antykatolickimi znalazłem tylko takie jak wspomniałem. Nie chce mi się wyszukiwać jakiś pojedynczych zdań w tekstach , które działają na mnie jak płachta na byka, za drogi mam monitor Dlatego pytam forumowiczów, bo interesuje mnie filozofia, a nie hasła

>>Podobieństwo jest, bo ta wiara zakłada zaufanie, że samolot doleci (...).
>Doskonale to opracowałeś. Jednak nie rozumiem na czy polega podobieństwo do wiary religijnej. Wiara religijna jest całkowicie SUBIEKTYWNA, a Ty podałeś całkowicie OBIEKTYWNE powody wiary. Cały czas o to mi chodzi.
Niezupełnie, wiara jest pewnością taką samą jak w przykładzie, to wy macie wątpliwości i potrzebujecie dowodów jak "Żydzi znaków, a Grecy mądrości" (por. 1Kor 1, 21-22), my wierzymy z taką samą siłą jak Ty w to, że dolecisz tym blaszakiem. Taka wiara jest konieczna do zbawienia. Wątpliwości to jak poważna awaria tego samolotu, albo katastrofa, gdy jej nie ma. Dlatego takie porównanie. Nauka ma bardziej konkretne oparcie i nie wymaga wielkiego wysiłku zaufanie. Wiara bez zaufania w obietnice i bez decyzji osobistego przylgnięcia do Boga jest pusta, martwa. Ateizm nie jest tylko wątpieniem w istnienie Boga, ale wyraża stan nieufności i nie dotyczy tylko Boga, ale całokształtu życia, co mogę zapewnić a priori wyjdzie w testach

>>Powiedział to w sensie pewnego mechanizmu. Ty przeciesz opierasz swoją wiarę >(zaufanie, że naukowcy rzeczywiście coś odkryli, a nie wymyślili sobie bajeczki, żeby zbić >kasę na naiwnych) np. w istnienie kwarków.
>Moja osoba nie ma znaczenia. Nie ma znaczenia jakie odczucia przyjmę w tym względzie.
>Ważne z punktu widzenia epistemologicznego, jest fakt, że istnienie kwarka jest dostępne dla wszystkich. Zapisane językiem matematyki i doświadczenia.
>Istnienie kwarka to WIEDZA Kontrascie, a nie WIARA.
>Liczy się tylko to, że nauka jest INTERSUBIEKTYWNA.
Nie wiem czy to zauważasz, ale używasz słownictwa i które odczytuję jednoznacznie. Oprócz teologii znam całkiem nieźle psychologię od strony praktycznej. Po wielu latach we wspólnotach, gdzie miałem do czynienia z różnymi ludźmi ostro poranionymi. Jedni wchodzą w ateizm, a drudzy w jakieś dziwactwa typu NA, czy sekty.

>intersubiektywność [łac.], metodol. cecha poznania polegająca na tym, że twierdzenia będące jego wyrazem mogą być rozumiane przez każdą osobę mającą odpowiednie kwalifikacje; podstawowy postulat wysuwany wobec nauki.
Po co napychasz wątki tym samym tematem, przecież nie twierdzę, że nauka jest niepotrzebna. Jedynie stwierdzam, że nie można dogmatyzować nauki i wiele rzeczy jest jeszcze w sferze hipotez i teorii. Nikt się chyba nie odważy nazwać TW, czy teorii superstrun twierdzeniem. Krytyka się sprowadza właściwie tylko do tego. Nauka nie ma kompetencji, aby wypowiadać się na temat Boga, choć w kwestii stworzenia świata może wiele pomóc. Może da się odkryć jak świat został stworzony, ale nie ma narzędzi, aby zbadać Boga.
Wiara dotyka rzeczywistości duchowej, a jeśli wkracza na teren materii to tylko pośrednio, choć muszę się nad tym głębiej zastanowić, bo po wcieleniu Syna Bożego nie jest to już takie oczywiste i ingerencja w materię nie jest wykluczona na co jest dużo dowodów w postaci cudów i innych znaków.

>>Podejrzewam, że nauka dojdzie do takiego miejsca, że w żaden sposób nie będzie się >dało zweryfikować teorii i będziemy musieli zdać się jedynie na obliczenia, a może nawet >przypuszczenia badaczy, wtedy to, co zarzucasz JL może stracić podstawy. Przecież >jeśliby się okazało, że taki kwark zbudowany jest z czegoś jeszcze, a to coś jeszcze z >czegoś tam jeszcze itd. to może być tajemnica niedostępna, bo nie mamy szans, aby to >sprawdzić.
>Kontrast, ale to wszystko tylko domniemania! Nie mają dużej wagi w dyskusji.
Domniemania i założenia są potrzebne, aby odkryć nowe rzeczy, jeśli znajdzie się to, co się założyło to jest się odkrywcą, jeśli nie, to też się coś odkryło, że się nie odkryło
>Pewne są dwie rzeczy, nauka ma granice, ale z drugiej strony nikt nie wie gdzie
Dobrze, że wreszcie to napisałeś

Pozdrawiam!
Kontrast (1042 punktów)
Znowu zapomniałem zalogować, wyrzuca mnie co 5 minut...

Doskonała miłość usuwa lęk
Celecrin (11895 punktów)
Witam
Jestem bardzo zawiedziony.
Najwyraźniej nie dostrzegasz sensu mojego przykładu, (a wyłożone to masz na talerzu).
Wiara jest terminem wieloznacznym, taki jest cel mojego porównania..
Nie interesuje mnie stopień pewności, a raczej na czym tę pewność opierasz.
>my wierzymy z taką samą siłą jak Ty w to, że dolecisz tym blaszakiem
Najwyraźniej się pogubiłeś. Nie chodzi mi o mnie, ale O NAS. Wsiadając do samolotu jesteś pewien, że dolecisz. Wątpię, że wiarę tę opierasz na wierze religijnej, opierasz to na innym rodzaju wiary. Ufności pochodzącej z doświadczenia.
>Po co napychasz wątki tym samym tematem, przecież nie twierdzę, że nauka jest niepotrzebna.
Podjąłem próbę merytorycznej dyskusji, ale z Tobą się po prostu nie da. Upycham wątek po to:
>>Powiedział to w sensie pewnego mechanizmu. Ty przecież opierasz swoją wiarę >>(zaufanie, że naukowcy rzeczywiście coś odkryli, a nie wymyślili sobie bajeczki, żeby zbić >>kasę na naiwnych) np. w istnienie kwarków.
Wspominasz, od czasu do czasu, o wierze w nauce. Jednak zamiast konkretów i porządnej dyskusji, wciskasz mi teologiczny bełkot. Dlatego próbuję Ci wbić do głowy, że wiary w nauce (w Twoim rozumieniu) nie ma. Nauka to WIEDZA, a nie wiara. Dlatego podałem Ci cechę nauki, która diametralnie różni ją od religii. Jest to właśnie intersubiektywność.

Ty najwyraźniej kompletnie nie rozumiesz o co mi chodzi. Dostrzegasz w swoim scholastycznym zacietrzewieniu, jedynie "walkę o prawdę"? Doprawdy jesteś śmieszny.

>>Pewne są dwie rzeczy, nauka ma granice, ale z drugiej strony nikt nie wie gdzie
>Dobrze, że wreszcie to napisałeś.
Szukanie granic nauki mnie nie interesuje, tym bardziej, że NIKT włącznie z Twoją objawioną osobą nie zna jej granic. Możesz tworzyć jedynie hipotezy wyssane z palca.

Jednak zaprawdę powiadam Ci: Zanim nauka osiągnie kres, (którego nikt nie zna, napsuje jeszcze wiele krwi teologom-scholastykom.


Lacho calad, drego morn
Kontrast (1042 punktów)
Witam
>Jestem bardzo zawiedziony.
Ja też nieco, bo najwyraźniej mówimy o czymś innym. Ty uparcie patrzysz ze swojej perspektywy na wiarę w Boga jako na subiektywny i iluzoryczny twór teologów, a jako poparcie dla tego opierasz się na tym, że jest tylu różnych "nawiedzonych". Nie rozumiesz zatem stanowiska katolickiego, bo postrzegasz go jako jedną z wielu mrzonek w tej wieży Babel. Trudno się dziwić więc, że opierasz swoją pewność jedynie na tym, co zdecydowana większość ludzi postrzega podobnie (intersubiektywnie jak wolisz). Zarzucasz mi, że podważam wiarygodność nauki, a przecież wystarczająco często powtarzam to, że robię takie prowokacje, aby trochę dokuczyć zarozumiałej pewności swojej percepcji u tzw. myślących naukowo, a i sam siebie prowokuję poznawczo, bo "tam, gdzie wzrok nie sięga i rozum rozkłada ręce pozostaje niepewność wiary". Nie oznacza to, że gardzę dorobkiem uczciwie i z poświęceniem szukających prawdy ludzi. Dla mnie jednak istnieją światy i rzeczywistości duchowe, które należą do innego poziomu bytowania, więc dorobek nauki badający ten świat nie może podważyć tamtego, bo nie ma takiej możliwości. Twierdzenie zaś, że istnieje tylko to co intersubiektywne jakoś mnie nie przekonuje.

>Najwyraźniej nie dostrzegasz sensu mojego przykładu, (a wyłożone to masz na talerzu).
Jakoś mało apetycznie to wyłożyłeś, że nawet talerza nie zauważyłem

>Wiara jest terminem wieloznacznym, taki jest cel mojego porównania..
Trzeba było zacząć od definicji i pokazać dokładnie w kilku przykładach, bo na podstawie samolotu, biorąc pod uwagę postawę, a nie przedmiot mówiliśmy o tym samym. Ja chyba trochę dokładniej podszedłem do semantyki a przekładając to na operatory śmiem twierdzić, że zarzut z twojej strony jest nie do końca adekwatny.
Zróbmy tak wiara (uznanie faktu, zaufanie, zawierzenie itp.) niech będzie jakimś operatorem, aby zapomnieć o uprzedzeniu:
wiara=R
Osiągnięcie celu podróży (C), który stanowi tu podmiot i środki prowadzące do celu do których mam zaufanie.
Samolot=b
Pilot=a

Przełóżmy to teraz na inne elementy:
wiara=R
nauka=b
naukowcy=a
prawda_naukowa=c

#Procedure
if a=true then R=true;
if b=true then R=true;
if R=true then c=true;
Tak wygląda podejście racjonalistów, ale skąd pewność, że a i b są prawdziwe?

Dlatego należy odwrócić zależności i :

#Procedure
if R=true then a=true;
if R=true then b=true;
if R=true then c=true;

Nie wiem czy to czytelne, ale chodzi o to, że niezależnie co podstawimy za a i b R musi być prawdziwe.

Dla ciebie i dla większości ludzi kryterium wiarygodności osadzone jest w powtarzalności jakiegoś zjawiska. Jeżeli 100 zdrowych osób widzi, że niebo jest niebieskie, to uznajesz za prawdziwe założenie, że niebo jest niebieskie. Jednak, gdy ktoś 101 podleci i powie, że oni tak powiedzieli, bo tak nazwano dany kolor, ale czy każdy widzi to tak samo to nie da się sprawdzić. Ten 101 to taki JL, którego ty uznajesz za irracjonalistę.

>Nie interesuje mnie stopień pewności, a raczej na czym tę pewność opierasz.
I gdybyś skupiał się wyłącznie na tym stwierdzeniu dyskusja szłaby o wiele ciekawiej. Tylko, że ani ja ani ty nie znaliśmy tobrze spojrzenia adwersarza. Wiara jako postawa jest tu tylko operatorem, a tak naprawdę w dyskusji poszło o podstawy. Dlaczego ty wierzysz w wyniki badań naukowych, a dlaczego ja wierzę w wyniki naukowe, ale nie przeszkadza mi to wierzyć w rzeczy nadprzyrodzone, to powinno być przedmiotem dyskusji.

>>my wierzymy z taką samą siłą jak Ty w to, że dolecisz tym blaszakiem
>Najwyraźniej się pogubiłeś. Nie chodzi mi o mnie, ale O NAS. Wsiadając do samolotu jesteś pewien, że dolecisz. Wątpię, że wiarę tę opierasz na wierze religijnej, opierasz to na innym rodzaju wiary.
Tak jak w przykładzie wiara jako postawa psychologiczna jest ta sama, ale inaczej będę ufał liniom lotniczym, a inaczej Bogu, choć w tym przypadku może być połączenie nadziei, że dolecę np. do Ziemii Świętej, i że Bóg przez ręce wszystkich obsługujących ten samolot nie dopuści do katastrofy.
>Ufności pochodzącej z doświadczenia.
Z cała pewnością doświadczenie, certyfikaty i świadectwo ludzi którzy latali tą linią, będzie wzmacniało moje zaufanie. Tu nie muszę, angażować wiary religijnej, bo lot samolotem nie dotyczy rzeczywistości duchowych. Jednak jakbym miał lecieć jakimś ruskim zdezelowanym Iłem i to jeszcze z arabami na pokładzie do Afganistanu, to pewnie bym angażował wiarę w Bożą Opatrzność

>Ty najwyraźniej kompletnie nie rozumiesz o co mi chodzi. Dostrzegasz w swoim scholastycznym zacietrzewieniu, jedynie "walkę o prawdę"? Doprawdy jesteś śmieszny.
Nie wiem, kto tu kogo bardziej nie zrozumiał. To ty dostrzegasz w mojej wierze jakieś elementy nawiedzenia, a ja tylko wskazuję, że mechanizm wiary (zaufanie) jest ten sam u wierzących i niewierzących. Mniejsza o naukę.

>Szukanie granic nauki mnie nie interesuje, tym bardziej, że NIKT włącznie z Twoją objawioną osobą nie zna jej granic. Możesz tworzyć jedynie hipotezy wyssane z palca.
W kwestiach, które są poza zasięgiem nauki nie możesz mi niczego zarzucić, bo sam nie wiesz i twoje fantazje są tak samo uprawnione jak i moje.

>Jednak zaprawdę powiadam Ci: Zanim nauka osiągnie kres, (którego nikt nie zna, napsuje jeszcze wiele krwi teologom-scholastykom.
Nauka nie napsuje krwi, bo poznaje świat stworzony przez Boga. Krwi mogą nam jedynie napsuć zarozumiali naukowcy, którzy po odkryciu czegoś nowego wołają "Eureka Boga nie ma". To przypomina trochę tych co twierdzili, że czas Kościoła i Boga się skończył bo Ziemia jest planetą. Scholastycy może i mieli ciężki orzech do zgryzienia, ale takie odkrycie było też eureką dla nich, że wiara dotyczy spraw duchowych, a nie wiedzy przyrodniczej.

Czasami odnoszę wrażenie, że ty reprezentujesz scholastyków z drugiej strony barykady

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
placownik (17853 punktów)
>On atakuje naukę bezpośrednio o to, że opiera się na wierze.
>Jego założenie polega na zrównaniu wiary religijnej z wiarą w to, że istnieje rzeczywistość(naukowcy wierzą o obiekty badane).

   No właśnie. Wydaje mi się, że trafnie określiłeś pozycje, z których startuje Scholastyk. Tylko jego niezbyt zręcznej argumentacji oraz słabo kontrolowanej agresji słownej zawdzięczać należy, że na ogół dyskusje z nim prowadzone kończą się na wydrwiwaniu przez niego cechy wiedzy naukowej jaką jest jej intersubiektywizm.

   Moim zdaniem nauka w istocie opiera się na wierze. Do założeń ontologicznych, których prawdziwość opierać się może tylko na wierze, wymienianych już przeze mnie, dodałbym jeszcze założenie metodologiczne akceptujące indukcję jako akceptowalny składnik metod naukowych. Tak naprawdę sensownym sporem byłby spór o to, czy zasadne jest zrównywanie wiary w te założenia z wiarą religijną. Tymczasem wiele osób prowadzących dyskusję ze Scholastykiem jak diabeł święconej wody unika stwierdzenia, że w cokolwiek wierzą. Jest to dla mnie niezrozumiałe.

   Wielce pouczające są chętnie przez Scholastyka podejmowane dyskusje na temat teorii ewolucji. Jądrem TE jest teoria doboru naturalnego, która jest tautologią. W niczym to nie przeszkadza ewolucjonistom, którzy na tej bazie budują nowe hipotezy, weryfikują je, odrzucają, budują nowe. Gołym okiem dostrzec tu można ciągły ferment intelektualny owocujący nowymi stwierdzeniami. Odwrotnie sytuacja wygląda w przypadku teorii kreacjonistów. Tu jedynym uzyskanym (ich zdaniem) wynikiem jest stwierdzenie o konieczności istnienia Kreatora. I koniec. Nic dalej z tego nie wynika. W TE punktem wyjścia jest (między innymi) wiara w słuszność teorii doboru naturalnego. W teoriach kreacjonistów punktem dojścia jest wiara w istnienie Kreatora. Nawiasem mówiąc teorie kreacjonistów z ich pretensjami do naukowości nie miałyby racji bytu gdyby nie istniała TE. To paradoksalnie trochę tak jak ateizm, którego istnienie ma sens wyłącznie jako opozycja do teizmu.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Wtrącę się tak ogólnie. Nie wiem o jakim Scholastyku mówisz. Niestety są scholastycy, którzy na nieszczęście teologii wykazują żałosny poziom wiedzy naukowej z dziedziny fizyki i nauk przyrodniczych. Jednak trudno, aby każdy był fachowcem od wszystkiego. Na to potrzeba dużo czasu, a nie każdy ma zdolności i ochotę wszystko szczegółowo zgłębiać. Ja wiem na przeciętnym poziomie i tutaj uświadomiłem sobie jak bardzo to potrzebne w takich dyskusjach. Chętnie posłucham o nowinkach naukowych i teoriach z dziedziny fizyki. Co do TE, to już 11 lat temu uczyłem się, że jest kilka odmian tej teorii, a kreacjonizm o jakim tu Placowniku piszesz to może jacyś amerykańscy fundamentaliści biblijni jeszcze głoszą, albo niedouczeni katolicy. Ja jestem raczej w awangardzie, która nie boi się badać tych spraw. Uznaję stworzenie świata, ale nie wykluczam ewolucji (choć nie mogę się zdecydować jaka opcja jest najbliższa prawdzie). Stworzenie świata to nie pstryknięcie i gotowe, ale proces patrząc z naszej perspektywy istnień żyjących w czasie (czasie liniowym dla precyzji). Z obserwacji świata i dedukcji domyślamy się, że świat został stworzony, a jego Stwórca musiał posiadać pewne cechy. Objawienie mówi o tym samym, dlatego ufając, że jest prawdziwe można porównywać wnioski dedukcyjne i te z Objawienia. Niestety jeśli chodzi o początki, mamy tylko mit o stworzeniu świata według wyobrażeń ludzi z okresu, kiedy pisano księgi i możemy się tu jedynie doszukiwać sensu teologicznego na podstawie tych opisów. Branie dosłownie tych tekstów w odniesieniu do przyrody jest nieporozumieniem i tylko ośmiesza w oczach naukowców (a nawet samych biblistów) takich fundamentalistów.
Co do wiedzy na temat samej ewolucji widzę, że nie muszę się specjalnie wysilać, bo mało kto tu wykracza poza encyklopedyczną wiedzę. Niedawno czytałem fragmentami książkę: "Zakazana archeologia" Mihael A. Cremo i Richard L. Thompson. Autorzy piszą bardzo przekonująco na temat trendu ewolucjonistycznego we współczesnej nauce i jawnych fałszerstwach jakich próbowano dokonać, aby przeforsować pewne założenia. Relacjonują o zadziwiających odkryciach śladów działalności ludzkiej z okresow kiedy nie mogło być jeszcze ludzi inteligentnych. Co ciekawe powołują się nie na wyssane z palca teorie, ale na konkretne znaleziska jakie są w muzeach. Nie wiem jak ustosunkować się do ewolucji w konfrontacji z takimi rewelacjami, trudno bowiem zarzucić tu kłamstwo, a jednocześnie nie można mieć pewności, czy ci panowie nie robią w konia ludzi, podobnie jak to się dziś często robi z innymi rzeczami. Dlatego wolę się jednoznacznie nie wypowiadać na temat tej książki. Wobec ewolucji z nurtu darwinowskiego mam pewne wątpliwości, ale za słabo znam te teorie, aby się wypowiadać kategorycznie.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
placownik (17853 punktów)

>Niedawno czytałem fragmentami książkę: "Zakazana archeologia" Mihael A. Cremo i Richard L. Thompson

   Wiem, że lubisz wiedzieć z kim masz do czynienia. Zapewne zaciekawi Cię więc kim jest jeden ze współautorów Zakazanej Archeologii Michael A. Cremo . Gdybyś był ciekaw skąd takie zamiłowanie do archeologii u członka International Society for Krishna Consciousness to odpowiedź możesz znaleźć w kolejnym dziele tego autora pod nieco zagadkowym tytułem Dewolucja człowieka . Podtytuł: Wedyjska alternatywa dla teorii Darwina nieco wyjaśnia.

   Odcisk przypominający but (sic !) w kambryjski łupku. Czy można sobie wyobrazić lepsze potwierdzenie prawdziwości tezy, że historia kołem się toczy? Powiesz, że to niczego nie dowodzi. I będziesz miał rację. Ale wiedzieć warto!

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

Oczywiście nie traktuję poważnie tej książki i wiem jakie ma ten Cremo prekonania, nie kryje tego w książce, ale właśnie dlatego, że nie reprezentuje chrześcijaństwa, książka wzbudziła moje zainteresowanie.

>>Niedawno czytałem fragmentami książkę: "Zakazana archeologia" Mihael A. Cremo i Richard L. Thompson
>   Wiem, że lubisz wiedzieć z kim masz do czynienia. Zapewne zaciekawi Cię więc kim jest jeden ze współautorów Zakazanej Archeologii Michael A. Cremo . Gdybyś był ciekaw skąd takie zamiłowanie do archeologii u członka International Society for Krishna Consciousness to odpowiedź możesz znaleźć w kolejnym dziele tego autora pod nieco zagadkowym tytułem Dewolucja człowieka . Podtytuł: Wedyjska alternatywa dla teorii Darwina nieco wyjaśnia.
>   Odcisk przypominający but (sic !) w kambryjski łupku. Czy można sobie wyobrazić lepsze potwierdzenie prawdziwości tezy, że historia kołem się toczy? Powiesz, że to niczego nie dowodzi. I będziesz miał rację. Ale wiedzieć warto!
W książce opisują niektóre wykopaliska, dlatego można się zastanowić. Jak znasz jakieś krytyczne recenzje to podaj, chętnie się zapoznam. Chciałbym się dowiedzieć, czy chociaż te obiekty ktore opisują są rzeczywiste, ale chyba aż tak by nie kłamali.

PS. Mam kłopocik z Mentrakiem już mi ponad 30 negatywów wrzucił, chyba nawet nie czyta tych tekstów. Od kilku miesięcy tu siedzę i pierwszy raz mi się zdarzył taki czytelnik. Rozumiem 2 - 3, ale nie 30 za jednym zamachem. Powinno być jakieś ograniczenie w punktowaniu.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Już nie pierwszy raz w dyskusjach spotykam się tu z
>dziwacznymi zarzutami o nienaukowość, czy jakieś błędy
>logiczne, których dopatrują się usilnie niektórzy
>forumowicze. W związku z tym bardzo jestem ciekaw jaką
>formację intelektualną przeszli? Proszę o podanie źródeł,
>metodologii i założeń takiej formacji. Czy są to jakieś
>kursy, specjalne uniwersytety, czy coś innego? Dyskutanci
>wydają się być jakby namaszczeni wiedzą niedostępną dla
>innych śmiertelników. Jednak postawieni pod murem nie chcą
>powiedzieć nic konkretnego, poza jakimiś encyklopedycznymi
>hasłami. O co tu chodzi, czy ktoś wie?

Zadałm sobie trud przeczytania WSZYSTKICH wypowiedzi (do tego momentu) na przedmiotowy temat. Kontrast stracił sporo punktów, a inni zyskali.
Muszę jednak zacząć od końca, bowiem wiedza o poglądach adwersarzy w tej dyskusji pozwoli zrozumieć moją opinię na ten temat.
Po pierwsze: zgadzam się z wszystkimi oponentami Kontrasta(stu?). Nie znaczy to wcale, iż podzielam ich szczegółowe poglądy; znaczy to tylko tyle, że zgadzam się z ich argumentacją w konkretnych replikach. Dlatego nie będę cytował poszczególnych wypowiedzi, bo mam nadzieję, że każdy kto zechce ze mną polemizować zada sobie trud przeczytania całości, a jeśli nie, to trudno.
1. Kontrast jest teologiem z wykształcenia.
Ten fakt implikuje całą dalszą dyskusję. Jeśli Kontrast pyta o "dziwaczne zarzuty o nienaukowość" czy o "jakieś kursy" lub "specjalne uniwersytety", to odpowiem (bo się tego nie wstydzę, a wręcz jestem z tego dumny): ukończyłem Uniwersytet Warszawski i jestem socjologiem. Ale na ŻADNYM uniwersytecie (o ile wiem) nie ma kierunku teologia (nie mówię rzecz jasna o uczelniach religijnych (w tym: katolickich). Nie jest mi także obca logika i metodologia (rozumiana jako filozofia nauki). Dlatego
2. Mogę przyjąć terminy: kształcenie, wychowanie, kształtowanie, ale nie "formowanie" w stosunku do osób świadomych swoich poglądów. Oczywiście można ludzi "formować" - można to inaczej określić terminem "prania mózgów" i tak czynią wszelkie ideologie autorytarne (a taką jest m.in. katolicyzm). Bo czym są w istocie misje, ewangelizacja, "kolęda", rekolekcje itp.
3. "Dyskutanci wydają się być jakby namaszczeni wiedzą niedostępną dla innych śmiertelników." Istota sprawy. Tylko ostrze skierowane nie w tą stronę. Harakiri intelektualne. Przecież to właśnie Ty (i Tobie bodobni) jesteście "namaszczeni" jakąś "wiedzą dla innych niedostępną", którą my nazywamy (pejoratywnie) wiarą (bo "wiedzy" tej nie potraficie udowodnić).
4. "Jednak postawieni pod murem [...]". Przepraszam, ale kto kogo stawia pod murem? A kto odwołuje się do haseł nieencyklopedycznych lecz do dostępnych tu i teraz faktów?
5. Doceniam wykształcenie Kontrasta w zakresie wiedzy ogólnej. Dostrzegam jednak w jego argumentacjach (pozornie racjonalnych) cień fanatyzmu. Bo tak naprawdę, dla niego, ale i dla wszystkich innych jemu podobnych, nie jest ważne czy Bóg istnieje, ale ilu ludzi weń uwierzy (mniejsza o motywacje). I Kontrast robi wszystko, aby sobie udowodnić, że jest trzynastym apostołem - tylko po co?
6. Zasadniczym błędem logicznym Kontrasta (ale nie tylko) w tej dyskusji jest uznawanie rzeczywistości hipotetycznej za realną; jeśli dowodzimy istnienie Boga (lub nieistnienie) za pomocą argumentów odwołujących się a priori do jego istnienia (np. pisma tzw. "święte" z klauzulą "oto słowo Boże") lub nieistnienia (brak dowodów na autentyczność czegokolwiek w tym zakresie), to musimy wcześniej czy później dojść do absurdu.
7. Nauka, póki co, nie daje odpowiedzi na tego typu pytania. Czy da kidykolwiek? Wątpię, albowiem "poznanie prawdy nie jest możliwe, gdyż nigdy nie dowiemy się czy już ją znamy czy nie" (potrzebny punkt odniesienia, a tego nigdy mieć nie będziemy) - Heraklit.
Dlatego tego typu dyskusje są o tyle bezprzedmiotowe, co inspirujące intelektualnie. A prawda? No, cóż...
8. Zdecydowany sprzeciw indoktrynacji i fanatyzmowi.


fides ex necessitate esse non debet
Paweł Piotr LaskowskiNaukowe myślenie, czy zarozumialstwo?
Pozdrawiam!

Nie jestem niestety (a może "stety" ) tak wytrwały... Nie doczytałem "do końca" (o ile koniec jest w takiej formule dyskusji generalnie dostrzegalny). Moje zdanie zatem proszę traktować jako odniesione względem pierwotnego wątku.

Obserwując mnie dostępny wycinek popularnej rzeczywistości w której znajduję "głosy rozsądku" rozbrzmiewające wobec "tragedii na uzasadnieniu tezy osadzonej", dostrzegam równy fanatyzm i konfabulacje względem "faktów" co ignorancję i patronat nad "mitami". Determinizm skłania mnie ku braku opinii dobrej czy złej, a probalistyka "odpycha" od uzasadnień i kieruje w stronę determinizmu... Także poznać mogę jedynie słowa własne, a cudze jedynie przyswoić! O kiełbasie w odcieniu zieleni produkowanej masowo przekonałem się! Przyswoiłem! Założyłem prawdziwość tych relacji, chociaż empirycznie, prawdopodobnie nie doznałem wątpliwego zaszczytu jej degustacji... Mam taką nadzieję. Nie doznałem również prawdziwego (?) zaszczytu nauki u mistrza Diraca czy Pauliego, a jednak przyswojone od nich zdanie i poglądy stosuję w pracy codziennej. Czy wyzbyłem się jestestwa? Czy ich zdanie jest moim zdaniem na drodze zastępowania moich prywatnych poglądów? Każdy kolejny głos krytyki i wnioski odniosłem przecież do własnej wiedzy, także czy formowałem się czy kształtowałem jest procesem przeze mnie nie poznanym, a skomplikowanym każdym kolejnym rozdziałem, wersem, słowem innego człowieka.

Jestem wręcz absurdalnie sceptyczny względem wyznaczenia granic faktu i mitu, chociaż coś wiem, czegoś nie znam, z czymś się zgadam, a z czymś innym nie! Zatem racjonalizm wypycha moje jestestwo? Skądże! Jest tylko kolejnym aparatem jakim dysponuję w procesie poznawania własnej osobowości i stosowania wagi prawdy czy fałszu!

Nie znam uzasadnień. Przypuszczam, że nie poznam. Produkuję własny świat...
Kontrast (1042 punktów)Odp: Naukowe myślenie, czy zarozumialstwo?
Witam!

>Zadałem sobie trud przeczytania WSZYSTKICH wypowiedzi (do tego momentu) na przedmiotowy temat.
Szczerze podziwiam wytrwałość, nawet ja takiej nie mam do własnych tekstów. Jakbym wszystko zebrał to pewnie by książka była
>Kontrast stracił sporo punktów, a inni zyskali.
No cóż, ponoć nic w przyrodzie nie ginie, tylko zmienia właściciela
>Muszę jednak zacząć od końca, bowiem wiedza o poglądach adwersarzy w tej dyskusji pozwoli zrozumieć moją opinię na ten temat.
>Po pierwsze: zgadzam się z wszystkimi oponentami Kontrasta(stu?). Nie znaczy to wcale, iż podzielam ich szczegółowe poglądy; znaczy to tylko tyle, że zgadzam się z ich argumentacją w konkretnych replikach.
Masz prawo, do własnego zdania, ale dobrze byłoby to dokładniej uzasadnić, abym znając twoje założenia i światopogląd, mógł zająć stanowisko z mojego punktu widzenia do czego też mam prawo. Twoja racja jest twoją racją, a czy jedyną, to musiałbyś mnie przekonać, stwierdzenia traktuję jak osobistą opinię.

>Dlatego nie będę cytował poszczególnych wypowiedzi, bo mam nadzieję, że każdy kto zechce ze mną polemizować zada sobie trud przeczytania całości, a jeśli nie, to trudno.
Dobrze by było, ale kto ma tyle czasu, żeby czytać ponad 100 postów na jeden temat?

Teraz konkrety. I tak lubię

>1. Kontrast jest teologiem z wykształcenia.Ten fakt implikuje całą dalszą dyskusję. Jeśli Kontrast pyta o "dziwaczne zarzuty o nienaukowość" czy o "jakieś kursy" lub "specjalne uniwersytety", to odpowiem (bo się tego nie wstydzę, a wręcz jestem z tego dumny): ukończyłem Uniwersytet Warszawski i jestem socjologiem.
Czyli odpowiedziałeś na zadane pytanie.
>Ale na ŻADNYM uniwersytecie (o ile wiem) nie ma kierunku teologia (nie mówię rzecz jasna o uczelniach religijnych (w tym: katolickich). Nie jest mi także obca logika i metodologia (rozumiana jako filozofia nauki).
No i tu mógłbym napisać o zarozumialstwie. Idąc na studia szedłem na studia, a na teologii uczą też socjologii, psychologii, filozofii, pedagogiki, historii, teologia zaś to bardziej filozofia i historia myśli chrześcijańskiej, którą można badać jak każdą inną rzecz. Są to przedmioty interdyscyplinarne. Współczesna teologia opiera się na badaniach niemal wszystkich dziedzin naukowych. Na studiach miałem kilkadziesiąt oddzielnych przedmiotów i jak słyszę podobne hasła to irytacja mało.
Ciekawe co mają powiedzieć historycy, socjologowie, religioznawcy, albo studenci literatury (sama fikcja)? Nic nie mam do fizyków, czy mikrobiologów, ale jak mi się jakiś badacz kwasów wcina do badań nad dziełami św. Tomasza (z użyciem w nich metod naukowych analizy tekstu), to krew zalewa.

>Dlatego
>2. Mogę przyjąć terminy: kształcenie, wychowanie, kształtowanie, ale nie "formowanie" w stosunku do osób świadomych swoich poglądów.
Już na ten temat wypowiedział się Placownik, więc powielanie tego to strata mojego czasu. Świadomie użyłem słowa "formacja", bo pytanie było prowokacyjne. To forumowicze mieli się obronić, a nie ja
>Oczywiście można ludzi "formować" - można to inaczej określić terminem "prania mózgów" i tak czynią wszelkie ideologie autorytarne (a taką jest m.in. katolicyzm).
Dlaczego ciągle tylko jedno skojarzenie? Kościół jednak jakoś dziwnie pierze te mózgi skoro uczy metod rozpoznawania manipulacji i ostrzegał świat przed totalitaryzmami, błędnymi filozofiami i fanatyzmami, nawet we własnych szeregach i nieustannie przypomina o obowiązku opowiadania się po stronie prawdy. Wystarczy rzucić w Goglach hasło ("pranie mózgu" sekty) i np. www.sekty.iq.pl/index.html.

>Bo czym są w istocie misje, ewangelizacja, "kolęda", rekolekcje itp.
To, co najlepiej, żeby Kościół siedział cicho i tylko niewierzący mogli się odzywać? Zdaje się, że już to przerabialiśmy? Nie wyłapujemy grzeszników na ulicach do niebieskiej Nyski, nie głodzimy, nie robimy im hipnozy, sami chcą słuchać.

3. "Dyskutanci wydają się być jakby namaszczeni wiedzą niedostępną dla innych śmiertelników." Istota sprawy. Tylko ostrze skierowane nie w tą stronę. Harakiri intelektualne. Przecież to właśnie Ty (i Tobie bodobni) jesteście "namaszczeni" jakąś "wiedzą dla innych niedostępną", którą my nazywamy (pejoratywnie) wiarą (bo "wiedzy" tej nie potraficie udowodnić).
Dzielimy się tą wiedzą z każdym, kto chce, a pysznienie się zarozumiałe z powodu posiadania jej potępiamy. Ta wiedza jest niedostępna dla tych, co jej nie chcą, a pretensje o to mogą mieć jedynie do siebie. Zresztą jest to wezwanie do miłości, więc odkrywanie czym jest miłość to zadanie dla nas wszystkich. Nasza przewaga nad szukającymi metodą ślepej kury polega na tym, że dana jest nam przez wiarę łaska intuicji i wewnętrznego doświadczenia tej miłości. Od razu widzimy obiekt naszych poszukiwań. Nie musimy sto razy się parzyć, żeby wiedzieć, że piec jest gorący.

4. "Jednak postawieni pod murem [...]". Przepraszam, ale kto kogo stawia pod murem? A kto odwołuje się do haseł nieencyklopedycznych lecz do dostępnych tu i teraz faktów?
No tak, z ateistami rozmawiać o Bogu, to jak z daltonistą o kolorach. Nie ma jak wytłumaczyć i tak nie uwierzy, bo przecież wszystko jest czarnobiałe. Masz jakiś pomysł? My wierzący widzimy tu kolory i tylko w półmroku (zwątpienia) widzimy tak samo. Jak ktoś widzi kolory, to nie przekonasz go, że wszystko jest odcieniem szarości. To takie porównanie, ale chyba oddaje cały ten spór.
Cdn.


Doskonała miłość usuwa lęk
Kontrast (1042 punktów)
Ciąg dalszy.
>5. Doceniam wykształcenie Kontrasta w zakresie wiedzy ogólnej.
Coś tam wiem, ale to tylko tyle ile zdołałem się nauczyć z książek. Ale...

>Dostrzegam jednak w jego argumentacjach (pozornie racjonalnych) cień fanatyzmu.
A jakie są "niepozornie racjonalne" argumentacje, domyślam się, że tylko ateistyczne? Nie odróżniasz wiary z przekonania opartej na doświadczeniu od fanatyzmu, ale nie przekonam.

>Bo tak naprawdę, dla niego, ale i dla wszystkich innych jemu podobnych, nie jest ważne czy Bóg istnieje, ale ilu ludzi weń uwierzy (mniejsza o motywacje).
Gdzie to wyczytałeś? A może jesteś jasnowidzem? Gdybyśmy nie wierzyli i nie byłoby dla nas ważne, to zapewniam, nikt z nas nie siedziałby na tym forum. Jesteśmy tu, bo są tu ludzie uprzedzeni negatywnie do wiary i chcemy złamać te uprzedzenia. Robimy to za darmo z prywatnej inicjatywy, poświęcając inne zajęcia i rozrywkę. Po ludzku to syzyfowa praca, ale czujemy się w obowiązku podzielić Dobrą Nowiną. Co z tym zrobią adwersarze ich sprawa. Jedni sieją, drudzy podlewają... Głosimy, bo wierzymy i widzimy, że to działa i dzielimy się tym.

>I Kontrast robi wszystko, aby sobie udowodnić, że jest trzynastym apostołem - tylko po co?
Jestem tylko posłańcem z wiadomością typu : "Mam dla Ciebie wiadomość, Bóg Cię kocha!... Zrób z tą kopertą, co chcesz, ja idę dalej"...

>6. Zasadniczym błędem logicznym Kontrasta (ale nie tylko) w tej dyskusji jest uznawanie rzeczywistości hipotetycznej za realną; jeśli dowodzimy istnienie Boga (lub nieistnienie) za pomocą argumentów odwołujących się a priori do jego istnienia (np. pisma tzw. "święte" z klauzulą "oto słowo Boże") lub nieistnienia (brak dowodów na autentyczność czegokolwiek w tym zakresie), to musimy wcześniej czy później dojść do absurdu.
Mów za siebie, bo nie potrafisz tego obalić, a twierdzisz, że obaliłeś. Zresztą ja tu się zwykle odwołuję do argumentacji kosmologicznej a nie biblijnej. Możesz ją przyjąć albo nie, ale nie ma szans obalić Boga, bo musiałbyś obalić istnienie tego świata, a jeśli by się udało (wtedy nie miałby kto udowadniać), to trzeba by też obalić istnienie rzeczywistości duchowej. Częściowo wierzysz w istnienie rzeczywistości niematerialnej jeśli wierzysz w prawa przyrodnicze, matematyczne, używasz pojęć słów itd. Wszelka rzeczywistość abstrakcyjna nie mieści się w kategoriach materii, która najwyżej jest ich nośnikiem, ale można zamienić np. jabłka na gruszki i zasada się nie zmieni (2x2 będzie równe 4). Program napisany na jednym komputerze, będzie działał na drugim itd. Może jest tak, że cokolwiek człowiek zrobi, czy wymyśli, to się staje. Ale to już filozofia i temat na jakieś dłuższe rozważanie przy innej okazji.

>7. Nauka, póki co, nie daje odpowiedzi na tego typu pytania. Czy da kidykolwiek? Wątpię, albowiem "poznanie prawdy nie jest możliwe, gdyż nigdy nie dowiemy się czy już ją znamy czy nie" (potrzebny punkt odniesienia, a tego nigdy mieć nie będziemy) - Heraklit.
"Pantha rei"
>Dlatego tego typu dyskusje są o tyle bezprzedmiotowe, co inspirujące intelektualnie. A prawda? No, cóż...
Ja korzystam na tych dyskusjach, ale odnoszę wrażenie, że racjonaliści boją się puścić wodzę wyobraźni, a przecież większość odkryć to jakieś skojarzenia rozmyślających ludzi. Czasami trzeba wymyślić 1000 głupot, żeby odkryć coś mądrego. Ale jak ktoś się boi myśleć o głupotach to nic mądrego nie znajdzie

>8. Zdecydowany sprzeciw indoktrynacji i fanatyzmowi.
Do demagogia, a mnie to ani ziębi ani grzeje. Uodporniłem się na takie hasełka. Mógłbym wypisać całą listę podobnych. I gdzie te szczytne hasła równości, wolności słowa i inne, jeśli zwykłe wypowiedzi inaczej myślącego forumowicza wywołują taką reakcję, ośmieszanie, deprecjonowanie itd.?
Proponuję zrobić eksperyment socjologiczny, spróbuj pod innym nickiem bronić Kościoła, to zrozumiesz o czym mówię, jak rzuci się cała ekipa forumowiczów, na każde wypowiedziane słowo. Dowiesz się jaki jesteś nielogiczny, zacofany, fanatyczny itd. Ciekawe doświadczenie

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
Ciąg dalszy 2.
>>5. Doceniam wykształcenie Kontrasta w zakresie wiedzy ogólnej.
>Coś tam wiem, ale to tylko tyle ile zdołałem się nauczyć z książek. Ale...
>>Dostrzegam jednak w jego argumentacjach (pozornie racjonalnych) cień fanatyzmu.
>A jakie są "niepozornie racjonalne" argumentacje, domyślam się, że tylko ateistyczne? Nie odróżniasz wiary z przekonania opartej na doświadczeniu od fanatyzmu, ale nie przekonam.
I nie musisz. Odróżniam, tak jak odróżniam kolory (to może akurat argument zbyt trudny; wszak wg Ciebie jestem daltonistą).
>>Bo tak naprawdę, dla niego, ale i dla wszystkich innych jemu podobnych, nie jest ważne czy Bóg istnieje, ale ilu ludzi weń uwierzy (mniejsza o motywacje).
>Gdzie to wyczytałeś? A może jesteś jasnowidzem? Gdybyśmy nie wierzyli i nie byłoby dla nas ważne, to zapewniam, nikt z nas nie siedziałby na tym forum. Jesteśmy tu, bo są tu ludzie uprzedzeni negatywnie do wiary i chcemy złamać te uprzedzenia. Robimy to za darmo z prywatnej inicjatywy, poświęcając inne zajęcia i rozrywkę. Po ludzku to syzyfowa praca, ale czujemy się w obowiązku podzielić Dobrą Nowiną. Co z tym zrobią adwersarze ich sprawa. Jedni sieją, drudzy podlewają... Głosimy, bo wierzymy i widzimy, że to działa i dzielimy się tym.
Jasnowidztwo zosatawiam prawdziwym i niedościgłym mistrzom w tej dziedzinie czyli Wam.
A jednak miałem rację! Misje, rekolekcję, ewangelizacje i co tam jeszcze - oni bez tego żyć nie mogą i nie spoczną dopóty, dopóki na świecie pozostanie chćby jeden ateista lub agnostyk. Taka przypadłość - nieuleczalna.
>>I Kontrast robi wszystko, aby sobie udowodnić, że jest trzynastym apostołem - tylko po co?
>Jestem tylko posłańcem z wiadomością typu : "Mam dla Ciebie wiadomość, Bóg Cię kocha!... Zrób z tą kopertą, co chcesz, ja idę dalej"...
No, nie, nie idź dalej, bo nie będzie z kim pogadać.
>>6. Zasadniczym błędem logicznym Kontrasta (ale nie tylko) w tej dyskusji jest uznawanie rzeczywistości hipotetycznej za realną; jeśli dowodzimy istnienie Boga (lub nieistnienie) za pomocą argumentów odwołujących się a priori do jego istnienia (np. pisma tzw. "święte" z klauzulą "oto słowo Boże") lub nieistnienia (brak dowodów na autentyczność czegokolwiek w tym zakresie), to musimy wcześniej czy później dojść do absurdu.
>Mów za siebie, bo nie potrafisz tego obalić, a twierdzisz, że obaliłeś. Zresztą ja tu się zwykle odwołuję do argumentacji kosmologicznej a nie biblijnej. Możesz ją przyjąć albo nie, ale nie ma szans obalić Boga, bo musiałbyś obalić istnienie tego świata, a jeśli by się udało (wtedy nie miałby kto udowadniać), to trzeba by też obalić istnienie rzeczywistości duchowej. Częściowo wierzysz w istnienie rzeczywistości niematerialnej jeśli wierzysz w prawa przyrodnicze, matematyczne, używasz pojęć słów itd. Wszelka rzeczywistość abstrakcyjna nie mieści się w kategoriach materii, która najwyżej jest ich nośnikiem, ale można zamienić np. jabłka na gruszki i zasada się nie zmieni (2x2 będzie równe 4). Program napisany na jednym komputerze, będzie działał na drugim itd. Może jest tak, że cokolwiek człowiek zrobi, czy wymyśli, to się staje. Ale to już filozofia i temat na jakieś dłuższe rozważanie przy innej okazji.
To chyba jakieś quid pro quo! A co ja niby miałem obalić? I gdzie TWIERDZĘ, iż cokolwiek (kogokolwiek) obaliłem? Jak w świetle tego co FAKTYCZNIE napisałem jest możliwe obalanie bytu hipotetycznego?! I czy w ogóle ma sens? A istnienia świata nie zamierzam ani obalać, ani udowadniać. On po prostu istnieje niezależnie od innych bytów (hipotetycznych czy też realnych).
>>7. Nauka, póki co, nie daje odpowiedzi na tego typu pytania. Czy da kidykolwiek? Wątpię, albowiem "poznanie prawdy nie jest możliwe, gdyż nigdy nie dowiemy się czy już ją znamy czy nie" (potrzebny punkt odniesienia, a tego nigdy mieć nie będziemy) - Heraklit.
>"Pantha rei"
No właśnie, nie tylko. A ten akurat cytat jest w tym miejscu najmniej adekwatny do meritum sprawy.
>>Dlatego tego typu dyskusje są o tyle bezprzedmiotowe, co inspirujące intelektualnie. A prawda? No, cóż...
>Ja korzystam na tych dyskusjach, ale odnoszę wrażenie, że racjonaliści boją się puścić wodzę wyobraźni, a przecież większość odkryć to jakieś skojarzenia rozmyślających ludzi. Czasami trzeba wymyślić 1000 głupot, żeby odkryć coś mądrego. Ale jak ktoś się boi myśleć o głupotach to nic mądrego nie znajdzie
Z tym się w pełni zgadzam z małym wszakże uzupełnieniem: ludzie myślący WYŁĄCZNIE o głupotach osiągną zapewne ten sam rezultat.
>>8. Zdecydowany sprzeciw indoktrynacji i fanatyzmowi.
>Do demagogia, a mnie to ani ziębi ani grzeje. Uodporniłem się na takie hasełka. Mógłbym wypisać całą listę podobnych. I gdzie te szczytne hasła równości, wolności słowa i inne, jeśli zwykłe wypowiedzi inaczej myślącego forumowicza wywołują taką reakcję ośmieszanie, deprecjonowanie itd.?
Że jesteś "uodporniony", to akurat dokładnie widać. Hasełek pewnie też mógłbym podać więcej, ale się boję. Bo przecież: chrześcijaństwo zaczynało jako sekta (stop! - atak na Kościół); wyprawy krzyżowe zbrodnią przeciw innej kulturze (stop! - atak na Kościół); krucjaty dziecięce... (stop! - atak na Kościół); inkwizycja (stop! - atak na Kościół); indeks ksiąg zakazanych (stop! - atak na Kościół); dewiacje seksualne wsród kleru (stop! - atak na Kościół); donosicielstwo (stop! - atak na Kościół); o. Rydzyk (stop! - atak na Kościół); wymieniać dalej?
To nie jest demagogia.
Demagogią i wręcz obłudą jest głoszenie haseł miłości przez ludzi widzących wokół siebie wyłącznie samych śmiertelnych wrogów, których trzeba "nawrócić" lub zniszczyć. I wy to robicie. Więc nie oskarżaj mnie o demagogię, aby nie narażać się na śmieszność.

fides ex necessitate esse non debet
kontrast
Witam!
>No, to po kolei.
Nie mam czasu, aby odpowiadać na wszystko, bo przychodzi do mnie ostatnio tyle powiadomień o postach, że jest to niemożliwe. Kilkadziesiąt dziennie sensownych odpowiedzi, to przekracza moje możliwości, stąd odpowiedzi są jakie są. Nie twierdzę, że dobre. Czuję się tu jak samuraj, którego atakuje jednocześnie kilkunastu innych.

>Uzasadniam: jestem agnostykiem.
Zauważyłem. I choćby to już decyduje o tym, że reprezentujesz swój światopogląd, który ma konkretne paradygmaty. Możesz orzekać jedynie, czy coś jest zgodne z tym światopoglądem jeśli znasz go bardzo dobrze. Ja znam nienajgorzej swój i orzekam według własnych ocen. Moja ocena rzeczywistości jest nieco inna, aczkolwiek w zbiorze moich przekonań jest w zasadzie podejście agnostyczne, ale nie tylko, bo nieco bardziej sceptycznie podchodzę do kwestii, które ty uważasz za pewne. Jestem ateistą (czy raczej apanteistą), wobec panteistycznych i deterministycznych religii, a Bóg jest dla mnie Szczytem i Pełnią wszelkich doskonałości. To nie jest zbiór ideałów, ale Byt, z którego wszystko czerpie swój początek. Określenia jakie Mu nadajemy są tylko próbą opisu i mówią o jakimś aspekcie a nie całości. Vorlath w swoich zarzutach i z brzytwą Okhama w ręku potwierdził tylko, że określenia te są opisem.
Tą brzytwą to można się śmiertelnie zaciąć, bo ona jest inną formą dowodów kosmologicznych. Ale to taka dygresja .

>To zajmuje ok. 1 godz. [czytanie 100 postów] więc nie jest aż takie trudne.
Chciałbym tak szybko czytać ze zrozumieniem...

>>>1. Kontrast jest teologiem z wykształcenia (...).
>>>Ale na ŻADNYM uniwersytecie (o ile wiem) nie ma kierunku teologia (nie mówię rzecz jasna o uczelniach religijnych (w tym: katolickich). Nie jest mi także obca logika i metodologia (rozumiana jako filozofia nauki).
>>No i tu mógłbym napisać o zarozumialstwie.
>Na czym niby polegającym?
Bo z tonu wynika ukryta między wierszami pogarda dla teologii.
>>Idąc na studia (...).
>Tak się dziwnie składa, że ja też (chociaż nie będę ich tu wymieniał). I pewnie wiele z nich pokrywa się dokładnie z tymi studiowanymi przez Ciebie. Czy w związku z tym też mam się zirytować?
Ja nie podważam autorytetu innych dziedzin nauki, a z kontekstu twojej wypowiedzi to wynika... albo tylko takie jest wrażenie...
>>Ciekawe co mają powiedzieć historycy, socjologowie, religioznawcy, albo studenci literatury (sama fikcja)? Nic nie mam do fizyków, czy mikrobiologów, ale jak mi się jakiś badacz kwasów wcina do badań nad dziełami św. Tomasza (z użyciem w nich metod naukowych analizy tekstu), to krew zalewa.
>Weź Relanium. Skąd tyle jadu w głosicielu hasła powszechnej miłości??? Może dodaj jeszcze Manti to Ci przejdzie... Nie tylko św. Tomasz pisał dzieła (może lepiej: Dzieła); pisali je i piszą także inni (m.in. "badacze kwasów"). I badaczom kwasów ludzkość zawdzięcza nie mniej niż św. Tomaszowi.
Przecież nie podważam dorobku badacza kwasów, czy socjologa, który bada jakąś wybraną problematykę w swojej dziedzinie. Drażni mnie próba deprecjonowania mojej działki.
Cdn...
Kontrast (1042 punktów)

Ciąg dalszy.
>>>>Oczywiście można ludzi "formować" - można to inaczej określić terminem "prania mózgów" i tak czynią wszelkie ideologie autorytarne (a taką jest m.in. katolicyzm).
>>>Dlaczego ciągle tylko jedno skojarzenie? Kościół jednak jakoś dziwnie pierze te mózgi skoro uczy metod rozpoznawania manipulacji [wyciąłem wstawkę] i ostrzegał świat przed totalitaryzmami, błędnymi filozofiami i fanatyzmami, nawet we własnych szeregach i nieustannie przypomina o obowiązku opowiadania się po stronie prawdy. Wystarczy rzucić w Goglach hasło ("pranie mózgu" sekty) i np. www.sekty.iq.pl/index.html.
>Czyjej prawdy? Waszej oczywiście! Bo tylko Wy jesteście głosicielami JEDYNEJ prawdy. Oczywiście, prawda z definicji może być tylko jedna (co nie znaczy "jedyna"), ale tej akurat jeszcze nie znamy. Ani MY, ani WY.
Nie rozumiesz naszego języka. Może to i wina Kościoła, że nie tłumaczy za każdym razem o co mu chodzi, bo kieruje słowa do swoich. Należałoby wprowadzić nowe terminy, albo dookreślenia dla pojęcia PRAWDA. Dla nas PRAWDĄ o której głosimy jest Bóg i często to do Niego odnosimy to określenie. Chrystus jest Drogą, Prawdą i Życiem dla chrześcijanina. Trudno, abyśmy w tym kontekście słuchali niewierzących, to byłby absurd. Co do tzw. prawd empirycznych, szukamy ich tak samo jak wszyscy inni, bo ona nie angażuje naszej wiary. Jak badam kwas, mogę to robić z niewierzącym i wyniki powinny być identyczne. Jednak jeśli ktoś chce badać przeżycia, bez wiary w nie może być to trudne. To trochę tak jak z zakochaniem, kto tego nie przeżył uznaje za wariactwo i nie rozumie zakochanych.

>>>>Bo czym są w istocie misje, ewangelizacja, "kolęda", rekolekcje itp.
>>>To, co najlepiej, żeby Kościół siedział cicho i tylko niewierzący mogli się odzywać? Zdaje się, że już to przerabialiśmy? Nie wyłapujemy grzeszników na ulicach do niebieskiej Nyski, nie głodzimy, nie robimy im hipnozy, sami chcą słuchać.
>No, na szczęście nie. Stosujecie bardziej wyrafinowane metody: wypominanie z ambony (najlepiej po nazwisku, bo dotrze do każdego, nawet najgłupszego lub finezyjniej: bez nazwisk, ale tak, aby nie było wątpliwości o kogo chodzi), napiętnowanie w szkole (niebawem i w pracy, to tylko kwestia czasu), o mediach nawet nie wspomnę (szczególnie katolickich). Jednym słowem: idziecie z duchem czasu w zaprzęganiu nauki do własnych celów (to by wyjaśniało tę długą listę przedmiotów obowiązujących na studiach teologicznych!!!).
Demagogia. Wyzywanie z ambony po nazwisku osób prywatnych jest zabronione przepisami kościelnymi i obyczajowymi. Jeśli się zdarza to z winy nieodpowiedzialnych ludzi. Znasz organizację czy system wolne od patologii i ludzkiej głupoty? W ten sposób to wszystkich można oskarżyć, według zasady, "kto chce psa uderzyć kija znajdzie". Przez 20 wieków to można trochę nazbierać i jak się zbierze razem i odpowiednio wyakcentuje, to ze świętych można zrobić bandytów. Oczywiście racjonaliści i inni są cacy
>>>Dzielimy się tą wiedzą z każdym, kto chce, a pysznienie się zarozumiałe z powodu posiadania jej potępiamy. Ta wiedza jest niedostępna dla tych, co jej nie chcą, a pretensje o to mogą mieć jedynie do siebie.
Cdn...


Doskonała miłość usuwa lęk
Kontrast (1042 punktów)
Ciąg dalszy
>Jasnowidztwo zosatawiam prawdziwym i niedościgłym mistrzom w tej dziedzinie czyli Wam.
Niewłaściwy adres. Jeśli coś wiemy w taki sposób to jest to charyzmat, a jasnowidztwo jako jakieś tam wróżenie to szamaństwo, które potępiamy, ale tej subtelnej różnicy chyba nie zrozumiesz.
>A jednak miałem rację! Misje, rekolekcję, ewangelizacje i co tam jeszcze - oni bez tego żyć nie mogą i nie spoczną dopóty, dopóki na świecie pozostanie chćby jeden ateista lub agnostyk. Taka przypadłość - nieuleczalna.
Nie rozumiesz tego, bo nie wierzysz i uznajesz wiarę za jakąś tam filozofię. To jest coś podobnego do pragnienia podzielenia się ze światem przełomowym odkryciem przez naukowca. Jak by się czuł odkrywca, którego wyśmiewają i nie pozwalają mu rozgłaszać swojej nowiny, uważając za wariata i oszołoma?

>To chyba jakieś quid pro quo! A co ja niby miałem obalić? I gdzie TWIERDZĘ, iż cokolwiek (kogokolwiek) obaliłem? Jak w świetle tego co FAKTYCZNIE napisałem jest możliwe obalanie bytu hipotetycznego?! I czy w ogóle ma sens?
W tym zdaniu jest stwierdzenie, ty uznałeś Boga za byt hipotetyczny, a to opinia wynikająca z przyjętego paradygmatu agnostycznego światopoglądu. Jeżeli odrzucasz możliwość udowodnienia Boga w oparciu o przesłanki rozumowe na bazie Kanta, czy Ockhama to pozbawiasz się szansy na takie dowody. Jednak głębsza analiza tych filozofów to miecz obosieczny, który może zaciąć słabego szermierza. Na poziomie haseł tego nie widać.

>A istnienia świata nie zamierzam ani obalać, ani udowadniać. On po prostu istnieje niezależnie od innych bytów (hipotetycznych czy też realnych).
A potrafisz to udowodnić?

>>>8. Zdecydowany sprzeciw indoktrynacji i fanatyzmowi.
>>To demagogia, a mnie to ani ziębi ani grzeje. Uodporniłem się na takie hasełka. Mógłbym wypisać całą listę podobnych. I gdzie te szczytne hasła równości, wolności słowa i inne, jeśli zwykłe wypowiedzi inaczej myślącego forumowicza wywołują taką reakcję ośmieszanie, deprecjonowanie itd.?
>Że jesteś "uodporniony", to akurat dokładnie widać. Hasełek pewnie też mógłbym podać więcej, ale się boję. Bo przecież: chrześcijaństwo zaczynało jako sekta (stop! - atak na Kościół); wyprawy krzyżowe zbrodnią przeciw innej kulturze (stop! - atak na Kościół); krucjaty dziecięce... (stop! - atak na Kościół); inkwizycja (stop! - atak na Kościół); indeks ksiąg zakazanych (stop! - atak na Kościół); dewiacje seksualne wsród kleru (stop! - atak na Kościół); donosicielstwo (stop! - atak na Kościół); o. Rydzyk (stop! - atak na Kościół); wymieniać dalej?
Widzę, że używasz oklepanej litani z antyklerykalnego modlitewnika No ja też mógłbym sobie przypomnieć kilka kwiatków i o wiele większego zła dokonanego przez agnostyków i ateistów. Przy tym zarzucane zbrodnie Kościoła, na siłę mu przypisane, albo wobec czynów obiektywnie złych, ale wykonywanych w nieświadomości przez niedouczonych ludzi to ledwie kropla w morzu.

A przykładowo:
Kościół sekta? - zaczynał od małych wspólnot, to normalne.
Wyprawy krzyżowe, bardziej wykorzystanie pobożności przez władców do obrony Europy przed islamem. Oni się dużo nie zmienili, a do czego są zdolni niektórzy ich fanatycy pokazało WTC. Dzisiaj też próbuje się nazywać wojną krzyżową interwencję w Afganistanie i Iraku, a prawdopodobnie niedługo w Iranie i Syrii. Sytuacja jest bardzo podobna. Krucjata dziecięca, była nieodpowiedzialnością i naiwnością ludzi wierzących, której skutków nikt się nie spodziewał. Dzieci były pod opieką dorosłych, a sam zryw ku tej wyprawie, był dziwną inicjatywą kilku pobożnych dzieci. Zawinili handlarze niewolników i to oni ponoszą odpowiedzialność w pierwszej linii, a ludzie Kościoła przez naiwność. To było coś podobnego do WTC. Nieszczęście dzieci wywołało gniew całych społeczeństw i emocjonalny zryw do zbrojnych krucjat.

>To nie jest demagogia.
>Demagogią i wręcz obłudą jest głoszenie haseł miłości przez ludzi widzących wokół siebie wyłącznie samych śmiertelnych wrogów, których trzeba "nawrócić" lub zniszczyć.
To chora interpretacja oddająca wypaczony obraz chrześcijan. My nie walczymy z ludźmi, ale o ludzi (por. Ef 6, 12), a jeśli jacyś fanatycy bez wykształcenia nie znający zasad wiary postępują agresywnie, to warte ubolewania. Trudno zapanować nad niektórymi, niesłuchającymi napomnień. Jednak, czy reprezentują oni Kościół to sprawa dyskusyjna. Chrzest, czy sutanna nie czyni świętym.

>I wy to robicie. Więc nie oskarżaj mnie o demagogię, aby nie narażać się na śmieszność.
Przyjdź zobacz od środka i pobądź z ludźmi, żyjącymi w Kościele a nie letnimi nominalnymi katolikami. Nawet wśród księży są letniacy. Może się okazać, którzy byli agentami złego. Dla nas konfidentami są wszyscy, którzy współpracują z duchowym wrogiem. Niestety jesteśmy okupowani przez świat i niektórzy dają się przekupić, zastraszyć, a są i jawni zdrajcy. Kościół jest trochę jak klub AA tylko, tutaj nałogiem jest grzech, z którego się leczymy w Chrystusie.
Ateiści przypominają ładnie ubranych alkoholików, którzy gardzą tymi chodzącymi do AA. Oczywiście to porównanie z naszej perspektywy.

Nie doszukuj się ukrytego spisku, czy złośliwości u chrześcijan. Skoro nie jesteś wierzący, to nie możesz nas właściwie rozumieć, bo nie widzisz tego, co dla nas wierzących jest oczywiste. Sama wiedza o tym, w co wierzymy nie wystarczy nawet jeśli byś miał teologię w małym palcu (por 1 Kor 13, 2).
Mógłbym tu powtórzyć tytuł tomu ks. Twardowskiego: " Nie przyszedłem pana nawracać"...

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Nie doszukuj się ukrytego spisku, czy złośliwości u chrześcijan. Skoro nie jesteś wierzący, to nie możesz nas właściwie rozumieć, bo nie widzisz tego, co dla nas wierzących jest oczywiste. Sama wiedza o tym, w co wierzymy nie wystarczy nawet jeśli byś miał teologię w małym palcu (por 1 Kor 13, 2).
>Mógłbym tu powtórzyć tytuł tomu ks. Twardowskiego: " Nie przyszedłem pana nawracać"...
Do twojej prywatnej wiadomości: Faktycznie, nie jestem człowiekiem wierzącym; ergo: ateistą również; wychowano mnie w duchu katolicyzmu; przez wiele lat (chyba ok. 15) byłem ministrantem; posiadam maturę z religii (fakt: to nie to samo co studia teologiczne).
Dlatego, wybacz, ale argumenty typu "i tak nie zrozumiesz, bo brak ci wiary lub łaski (a może i tego, i tego)" traktuję jako wariacje na ten sam temat, wariacje, których słucham od półwiecza, a za którymi nie stoją żadne, powtarzam, żadne argumenty poza emocjonalnymi uniesieniami (religijną ekstazą, fanatyzmem lub nazwij to sobie jak chcesz).
I wierz mi, to nie ja szukam ukrytych spisków, nie ja uważam wszystkich inaczej myślących za swoich wrogów i nie ja chcę ich wszystkich na siłę nawracać.
Gdyby prwdą był dogmat jakoby Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, to albo świat byłby śmiertelnie nudny z powodu obecności samych klonów tego samego osobnika, albo (co bardziej prawdopodobne) nie jest taką Doskonałością skoro jego "podobieństwa" są tak różne (cokolwiek pod to podstawimy).
A co do ks. Twardowskiego - już nie miałby szans (przy całym dla Niego szacunku).

fides ex necessitate esse non debet
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>Do twojej prywatnej wiadomości: Faktycznie, nie jestem człowiekiem wierzącym; ergo: ateistą również; wychowano mnie w duchu katolicyzmu; przez wiele lat (chyba ok. 15) byłem ministrantem; posiadam maturę z religii (fakt: to nie to samo co studia teologiczne).
A co się stało, że przestałeś wierzyć?

>Dlatego, wybacz, ale argumenty typu "i tak nie zrozumiesz, bo brak ci wiary lub łaski (a może i tego, i tego)" traktuję jako wariacje na ten sam temat, wariacje, których słucham od półwiecza, a za którymi nie stoją żadne, powtarzam, żadne argumenty poza emocjonalnymi uniesieniami (religijną ekstazą, fanatyzmem lub nazwij to sobie jak chcesz).
Odpowiedziałeś sobie na pytanie i tego nie widzisz? Nie zrozumiałeś, że wszedłeś na wyższy poziom? Uniesienia i emocje to etap wstępny. To tzw. "smaki", potem jest oczyszczenie (umysłu, serca, woli), oświecenie (zrozumienie), a dla wytrwałych zjednoczenie z Bogiem. Te etapy się przenikają, ale ten trzystopniowy podział jest wyraźny. Jeśli się o tym wie i rozumie, okres "agnostycyzmu" oczyszczającego (tzw. noc duchowa) jest pod kontrolą. Wielu jednak na tym etapie odpada od wiary, bo to czas próby. Tutaj dokonuje się coś co Anna Słota nazwała w jednym poście trzema poziomami rozwoju ( por.-http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,40713#w41087) : teologicznym, metafizycznym i naukowym. Dochodzisz do takiego punktu, że nie masz żadnego wsparcia, bo jakakolwiek droga dowodzenia Boga traci siłę, wtedy trzeba uwierzyć i zaufać bez dowodu i to jest moment przełomowy. Bóg wyprowadza wierzącego na pustynię i ogałaca z wszystkich zabezpieczeń, aby człowiek stanął w prawdzie o sobie i opowiedział się, kogo wybiera celem swego życia.

>I wierz mi, to nie ja szukam ukrytych spisków, nie ja uważam wszystkich inaczej myślących za swoich wrogów i nie ja chcę ich wszystkich na siłę nawracać.
Kto tu chce na siłę nawracać? Jeśli ktoś tak próbuje, to sam się nie nawrócił, bo nie rozumie, że nawrócenie to proces i to sam Bóg dotyka człowieka. Prawdziwi ewangelizatorzy roznoszą tylko ulotki i reklamują, a Bóg czyni resztę. Dla Faryzeuszy chrześcijańskich, którzy nie nawrócili się sercem, a są jedynie doktrynalnymi wyznawcami (tak jakby należeli do partii a nie Kościoła), "polowanie" na ateistę może być pokusą. Ponoć mężczyzna ma instynkt łowcy, a "upolować" ateusza to powód do dumy Trochę to zabawne, ale niestety ludzie niewierzący naprawdę boją się takich hunterów i budują warowne twierdze, a czasami nawet atakują.

>Gdyby prawdą był dogmat jakoby Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, to albo świat byłby śmiertelnie nudny z powodu obecności samych klonów tego samego osobnika, albo (co bardziej prawdopodobne) nie jest taką Doskonałością skoro jego "podobieństwa" są tak różne (cokolwiek pod to podstawimy).
Nikt takich rzeczy nie głosi i nigdzie nie było powiedziane, że człowiek jest doskonały jak Bóg. Jest on stworzeniem. Podobieństwo nie oznacza identyczności. Przed grzechem pierworodnym ludzie byli doskonalsi niż teraz, ale nie ma danych jak to wyglądało dokładnie. Wiemy tylko o grzechu i jego skutkach. Zresztą nie będę tu robił katechezy... Bóg nie może być niedoskonały, to absurd. Czyżbyś wierzył w jakiegoś demiurga?
>A co do ks. Twardowskiego - już nie miałby szans (przy całym dla Niego szacunku).
Może właśnie teraz ma jeszcze większą szansę
Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
AstralStorm (558 punktów)
> Uniesienia i emocje to etap wstępny. To tzw. "smaki", potem jest oczyszczenie (umysłu, serca, woli), oświecenie (zrozumienie), a dla wytrwałych zjednoczenie z Bogiem.

[śmiech] Jak opisać "oświecenie", czy "zjednoczenie z Bogiem"? Niewiarygodnie subiektywne.

Najbardziej właśnie denerwuje w Kościele to, że pewnego typu doznania interpretuje automatycznie jako potwierdzenie swojej tezy o istnieniu Boga.

Pytanie jest jedno: skąd oni wiedzą? Może im się tylko *wydaje*, że wiedzą?

> Tutaj dokonuje się coś co Anna Słota nazwała w jednym poście trzema poziomami rozwoju ( por.-http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,40713#w41087) : teologicznym, metafizycznym i naukowym. Dochodzisz do takiego punktu, że nie masz żadnego wsparcia, bo jakakolwiek droga dowodzenia Boga traci siłę, wtedy trzeba uwierzyć i zaufać bez dowodu i to jest moment przełomowy.

I co po tym przełomie? Byłem tam...
Brak wiary jest równie dobry co wiara.

> Bóg wyprowadza wierzącego na pustynię i ogałaca z wszystkich zabezpieczeń, aby człowiek stanął w prawdzie o sobie i opowiedział się, kogo wybiera celem swego życia.

Celem mojego życia jest popijanie piwa i jedzenie golonki.
A, zapomniałem dodać, poprawianie świata, ale nie na siłę.

>Kto tu chce na siłę nawracać?

Gadanie non-stop o wierze sugeruje kompleks krzyżowca.

> Prawdziwi ewangelizatorzy roznoszą tylko ulotki i reklamują, a Bóg czyni resztę.

Ewangelizacja to jak popędzanie krowy. Osoba myśląca sama może dojść do wiary lub nie i nie potrzebuje popędzania. Ale o krowy trzeba się troszczyć, a nie poganiać do ubojni.

Jedna ulotka człowieka nie zmienia. Rzadko kiedy jest punktem przełomowym. Albo powoduje pobudzenie jakichś wzorów z dzieciństwa (częste), albo po prostu utwierdza we własnych przemyśleniach.

>Nikt takich rzeczy nie głosi i nigdzie nie było powiedziane, że człowiek jest doskonały jak Bóg. Jest on stworzeniem. Podobieństwo nie oznacza identyczności.

> Przed grzechem pierworodnym ludzie byli doskonalsi niż teraz, ale nie ma danych jak to wyglądało dokładnie.

Byli doskonalsi bo... gdzie dowód?

> Doskonała miłość usuwa lęk

I utrudnia obserwację otoczenia.


Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
Kontrast (1042 punktów)
>I co po tym przełomie? Byłem tam...
>Brak wiary jest równie dobry co wiara.
Nie masz pojęcia o czym gadasz. Nigdy nie wierzyłeś skoro tak mówisz. Wiara przemiania całe życie, odsłania ukryte światy, zmienia percepcję itd. Niewiarę można porównać do patrzenia w półmroku jednym okiem.

>>> Bóg wyprowadza wierzącego na pustynię i ogałaca z wszystkich zabezpieczeń, aby człowiek stanął w prawdzie o sobie i opowiedział się, kogo wybiera celem swego życia.
>Celem mojego życia jest popijanie piwa i jedzenie golonki.
>A, zapomniałem dodać, poprawianie świata, ale nie na siłę.
No to długo nie pożyjesz na takiej diecie. Nie przeje Ci się ta golonka? A "od piwa głowa się kiwa", brzuch rośnie i łysina

Smacznego!

Doskonała miłość usuwa lęk
AstralStorm (558 punktów)
>>I co po tym przełomie? Byłem tam...
>>Brak wiary jest równie dobry co wiara.
>Nie masz pojęcia o czym gadasz. Nigdy nie wierzyłeś skoro tak mówisz. Wiara przemiania całe życie, odsłania ukryte światy, zmienia percepcję itd. Niewiarę można porównać do patrzenia w półmroku jednym okiem.

Ech, i znowu...
Przemieniła, tak. Na lepsze, nie. Wszystko tłumaczysz Bogiem, o Nim myślisz, bierzesz udział w spotkaniach, modlisz się etc. (słowa znaleźć jest trudno, nie popadając w ezoteryzm, a nie na tym mi teraz zależy)

Czy modlitwa zapewnia ci to uczucie kontaktu, bliskości? Są setki różnych sposobów, by uzyskać ten stan. Włącznie z autosugestią.

Tak więc nie jest to dowód (choćby subiektywny) na istnienie Boga.

Mówiłem podobnie jak ty jeszcze parę lat temu.

>>>> Bóg wyprowadza wierzącego na pustynię i ogałaca z wszystkich zabezpieczeń, aby człowiek stanął w prawdzie o sobie i opowiedział się, kogo wybiera celem swego życia.
>>Celem mojego życia jest popijanie piwa i jedzenie golonki.
>>A, zapomniałem dodać, poprawianie świata, ale nie na siłę.
>No to długo nie pożyjesz na takiej diecie. Nie przeje Ci się ta golonka? A "od piwa głowa się kiwa", brzuch rośnie i łysina

Żartowałem z tym piwem i golonką, jakbyś nie zauważył.
(osobiście piwa nie lubię)

Najbardziej mnie w tej argumentacji dziwi, że wybierasz "kogoś". Czyżby Bóg był osobą, tzn. wielkim tatusiem w niebie?
Kto jest tym drugim? Szatan?
Czy jest trzeci?


Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
>>Brak wiary jest równie dobry co wiara.
Jest lepszy, choć to trudniejsza droga
>Nie masz pojęcia o czym gadasz. Nigdy nie wierzyłeś skoro tak >mówisz. Wiara przemiania całe życie, odsłania ukryte światy, >zmienia percepcję itd. Niewiarę można porównać do patrzenia w >półmroku jednym okiem.
Prawdę mówiąc Kontrast nie wierzę w twój ateizm wczesno-młodzieńczy. Nie chodzi mi tu, że nie byłeś ateistą, ale o to na czym go opierałeś. Myślę, że zawsze byłeś bezrefleksyjnym wierzącym.
Jedyne co chciałbym żebyś dostrzegł, o co Cię nieustannie "molestuję", to zrozumienie, że głosisz sprawy całkowicie subiektywne, w sposób jakby były obiektywne.
Popatrz na swój tekst. Opisujesz JEDYNIE swoje doświadczenia. Ja mam zupełnie inne, odwrotne. Dla mnie wiara jest jak patrzenie w półmroku jednym okiem i wyrokowanie o świecie z absolutną pewnością. Takie mam doświadczenia. Kto ma rację?
Jedno jest pewne. Trzeba żyć w zgodzie z sobą. Byłem szczęśliwy jako wierzący, jestem jako niewierzący agnostyk.


Lacho calad, drego morn
Kontrast (1042 punktów)
Witaj!
>>>Brak wiary jest równie dobry co wiara.
>Jest lepszy, choć to trudniejsza droga
>>Nie masz pojęcia o czym gadasz. Nigdy nie wierzyłeś skoro tak >mówisz. Wiara przemiania całe życie, odsłania ukryte światy, >zmienia percepcję itd. Niewiarę można porównać do patrzenia w >półmroku jednym okiem.
>Prawdę mówiąc Kontrast nie wierzę w twój ateizm wczesno-młodzieńczy. Nie chodzi mi tu, że nie byłeś ateistą, ale o to na czym go opierałeś. Myślę, że zawsze byłeś bezrefleksyjnym wierzącym.
Przeszedłem wszystkie opcje, byłem agnostykiem, może przez krótki czas fideistą, skłaniałem się do panteizmu i nieświadomie tkwiłem głęboko w okultyzmie. Przeciwieństwem okultyzmu jest ateizm i wbrew pozorom jest to dwustronny medal.
Ateiści i materialiści tylko nie wierzą w rzeczywistości duchowe, ale należące jednak do tej samej rzeczywistości. Marks nazwałby to wyższą formą materii. Okultyści tak naprawdę nie wierzą w rzeczywistości duchowe, ale w inną materię, wszystkim rządzą energie jako nośniki. Dlatego prawie nie ma różnicy w doświadczeniu. Różnice są jedynie w teorii. Ta walka materializmu z okultyzmem przypomina walkę psa z własnym ognem.
Pusty ateizm niczego nie proponuje, jest bardzo niekonsekwentny i niespójny, każe wierzyć, że wszystko powstało samo z siebie, samo się ewoluuje itd.
Z takich rozważań przez kilka, a może w sumie kilkanaście lat, bo ciągle odkrywam nowe aspekty, podjąłem decyzję, że wracam do Domu. W Domu okazało się ile chorób i pasożytów złapałem na tych wojażach, do dziś trwa zdrapywanie kolejnych warstw tego błota.

>Jedyne co chciałbym żebyś dostrzegł, o co Cię nieustannie "molestuję", to zrozumienie, że głosisz sprawy całkowicie subiektywne, w sposób jakby były obiektywne.
Jestem mocno przekonany, że są obiektywne, co potwierdza tak dużo osób, że nie potrzebuję sto razy sprawdzać. W doświadczeniu wielu staje się to intersubiektywne. Gdybyś przestał wierzyć, że materia jest realnie istniejąca, bo np. w hipnozie można człowiekowi wmówić, że świeca jest bananem i zje ją ze smakiem, to upierałbyś się, że to hipnoza. We śnie jesteśmy przekonani, że to, co doświadczamy jest prawdziwe. Różnica pomiędzy jawą, a snem jest nie taka duża, a jednak wierzymy, że to co na jawie jest prawdziwe.

>Popatrz na swój tekst. Opisujesz JEDYNIE swoje doświadczenia. Ja mam zupełnie inne, odwrotne. Dla mnie wiara jest jak patrzenie w półmroku jednym okiem i wyrokowanie o świecie z absolutną pewnością. Takie mam doświadczenia. Kto ma rację?
Mógłbym skopiować, t co napisałeś o subiektywnych odczuciach. Ponieważ byłem chwilami ateistą i dobrze pamiętam ten czas (zapisywałem sobie niektóre myśli), rozumiem ten sposób myślenia. Porównania jakich używam to nie wydumane teorie, ale coś realnego. Wiara otwiera zmysły duchowe i pewne rzeczy stają się widzialne dla ducha. To trochę jak podpięcie się do sieci.
Ateista jest jak komputer bez sieciówki czy modemu, funkcjonuje tylko sam, a z innymi łączy się przez nośniki danych. Dopóki nie zainstaluje się sieciówki i kabla od sieci, pozostaje indywiduum. Po podłaczeniu staje się częścią całości i choć nie zmienia się nic poza podłaczeniem nie jest już tym samym komputerem co poprzednio.
>Jedno jest pewne. Trzeba żyć w zgodzie z sobą. Byłem szczęśliwy jako wierzący, jestem jako niewierzący agnostyk.
Dziwne...
Sądzę, że nigdy nie byłeś wierzącym, ani agnostykiem, a raczej praktykującym wiarę ateistą, czy może panteistą (dla mnie nie ma tu różnicy). To nie żart, cała masa takich i jeśli walczycie tu z Kościołem, to atakujecie właśnie takich ludzi. Ja ich nazywam zakładnikami Pascala. Żeby się nawrócić, trzeba odkryć, że jest się nienawróconym grzesznikiem, który jest nędzny, zbolały, nieszczęśliwy i naprawdę potrzebuje pomocy. Człowiek nienawrócony jest jak bezdomny pijany alkoholik. Ludzie upijają się różnymi rzeczami, pieniędzmi, władzą, przyjemnościami, a nawet religią. Jeśli tracimy kontakt z rzeczywistością i widzimy na swej twarzy głupi uśmiech zadowolonego pijaczka, to znaczy, że mamy ten problem. Wtedy nie ma większego znaczenia, co kto wyznaje, postawa jest ta sama. I naprawdę trzeba codziennie patrzeć w lustro, bo bardzo łatwo jest się zapomnieć.
Wiara to uznanie, że sami sobie nie poradzimy z tym nałogiem i zaufanie Bogu, że On chce nam pomóc. Bez tego zaufania i zawierzenia pozostaniemy pijaczkami oszukującymi samych siebie iluzją sztucznego szczęścia.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
AstralStorm (558 punktów)
>>I Kontrast robi wszystko, aby sobie udowodnić, że jest trzynastym apostołem - tylko po co?
>Jestem tylko posłańcem z wiadomością typu : "Mam dla Ciebie wiadomość, Bóg Cię kocha!... Zrób z tą kopertą, co chcesz, ja idę dalej"...

Czy lubisz, jak ktoś do twojej skrzynki pocztowej wrzuca niechcianą pocztę? (por. spam)

Lubisz łancuszki? Akwizytorów?

Świadków Jehowy u swoich drzwi?
(a nie, to ostatnie odpada, oni już wiedzą, że nic nie wskórają)

Ja niekonieniecznie.

Jezus też mawiał, że może pomóc tylko tym, którzy tego chcą. Nic na siłę.

Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>Jezus też mawiał, że może pomóc tylko tym, którzy tego chcą. Nic na siłę.
Czytasz moje posty, zmusza Cię ktoś? Hipnozy nie robię.
Chrześcijaństwo to wolność. Jeżeli nie wybierasz Chrystusa w wolności to nie wybierasz... Ewangelizacja to jak akwizycja, a decyzję podejmuje każdy indywidualnie i nikt go nie zastąpi.

Doskonała miłość usuwa lęk
AstralStorm (558 punktów)
>Chrześcijaństwo to wolność. Jeżeli nie wybierasz Chrystusa w wolności to nie wybierasz...

Uzasadnij. Wolność od czego? Wolność do czego?

Tylko nie mów, że "od grzechu", bo grzech jest immanentną cechą istnienia ludzkiego w/g Kościoła.
Nawet łaska uświęcająca jest tylko stanem tymczasowym.

>Ewangelizacja to jak akwizycja, a decyzję podejmuje każdy indywidualnie i nikt go nie zastąpi.

Masz rację, ale to, że stosujecie różne chwyty manipulacyjne to już inna sprawa.

Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
Kontrast (1042 punktów)
>>Chrześcijaństwo to wolność. Jeżeli nie wybierasz Chrystusa w wolności to nie wybierasz...
>Uzasadnij. Wolność od czego? Wolność do czego?
>Tylko nie mów, że "od grzechu", bo grzech jest immanentną cechą istnienia ludzkiego w/g Kościoła.
Grzech pierworodny (dziedziczony), a złagodzony przez chrzest. Zresztą uwolnienie to proces. Kiedyś w katakumbach symbolem tego przejścia i zanurzenia w Chrystusie, było zanurzenie w wodzie (Woda życia). To zanurzenie było też śmiercią dla grzechu i wybór Chrystusa jako Pana swojego życia. To misterium nie jest tylko rytuałem, ale symbolem (gestem) reprezentujących naszą wewnętrzną przemianę. Ta przemiana dokonuje się nieustannie w życiu chrześcijanina w procesie oczyszczenia i uwolnienia od zniewolenia grzechowego. Można to porównać do terapii kognitywnej, gdzie terapia polega na przewartościowaniu negatywnych przekonań, wpływających na nasze postawy. Odrzucenie niewierności (nieufności), rozpaczy i braku miłości to podstawa tej terapii.
Dlatego wolność od grzechu to uwolnienie od między innymi zniewoleń postawy buntowniczej (odrzucenia, samoodrzucenia, agresji), pesymizmu, egocentryzmu itd. Bóg w zasadzie chce abyśmy wybierali to, co zdrowe i naprawdę dobre dla nas. Jak matka nakazuje nam czynić to co dobre, a zabrania szkodzić sobie i braciom.

>Nawet łaska uświęcająca jest tylko stanem tymczasowym.
Jej tymczasowość zależy od nas. Jeśli wybieramy bunt i grzech ciężki, tracimy łaskę. Bóg dopuszcza naszą wolność i jeśli się Mu sprzeciwiamy zostawia nas wolnymi.

>>Ewangelizacja to jak akwizycja, a decyzję podejmuje każdy indywidualnie i nikt go nie zastąpi.
>Masz rację, ale to, że stosujecie różne chwyty manipulacyjne to już inna sprawa.
Takie są wymogi rynku

Doskonała miłość usuwa lęk
AstralStorm (558 punktów)
>>>Chrześcijaństwo to wolność. Jeżeli nie wybierasz Chrystusa w wolności to nie wybierasz...
>>Uzasadnij. Wolność od czego? Wolność do czego?
>>Tylko nie mów, że "od grzechu", bo grzech jest immanentną cechą istnienia ludzkiego w/g Kościoła.

>Grzech pierworodny (dziedziczony), a złagodzony przez chrzest.

Znów spadamy do żydowskich źródeł mitycznych. Trudno w ogóle powiedzieć, co to takiego ten grzech pierworodny i na czym ma on polegać.

> Zresztą uwolnienie to proces. Kiedyś w katakumbach symbolem tego przejścia i zanurzenia w Chrystusie, było zanurzenie w wodzie (Woda życia).
> To zanurzenie było też śmiercią dla grzechu i wybór Chrystusa jako Pana swojego życia.
> To misterium nie jest tylko rytuałem, ale symbolem (gestem) reprezentujących naszą wewnętrzną przemianę.

Aby uznać coś za ważne, nie jest potrzebny symbol czy rytuał. Przynajmniej nie jest potrzebny, jeśli tą sprawę traktujemy rzeczywiście poważnie i jesteśmy do niej przekonani.

> Ta przemiana dokonuje się nieustannie w życiu chrześcijanina w procesie oczyszczenia i uwolnienia od zniewolenia grzechowego.
> Można to porównać do terapii kognitywnej, gdzie terapia polega na przewartościowaniu negatywnych przekonań, wpływających na nasze postawy.

Można to porównać. Bo niestety nie jest prowadzona dostatecznie ostrożnie, aby zniwelować poczucie wyższości własnej religii, wyrugować nietolerancję itp.

Terapie kognitywne mają za zadanie zmienić pojedyńczy element osobowości. Religie próbują zmienić wszystko, w związku z tym nie udaje im się. Przynajmniej w większości przypadków.

> Odrzucenie niewierności (nieufności), rozpaczy i braku miłości to podstawa tej terapii.

Pytanie: nieufności wobec kogo/czego? (Wobec Boga? Może być. Wobec instytucji Kościoła? W życiu. Pełnego zaufania dla panów w sutannach nie mam i mieć nie będę.)

Do odrzucenia rozpaczy i braku miłości terapia nie jest konieczna, choć czasem bywa potrzebna.

>Dlatego wolność od grzechu to uwolnienie od między innymi zniewoleń postawy buntowniczej (odrzucenia, samoodrzucenia, agresji), pesymizmu, egocentryzmu itd.

Niestety, osoby takie w Polsce policzyć można na palcach. Podejrzewam, że w innych państwach również.
Licząc wśród chrześcijan.

Nie działa?

> Bóg w zasadzie chce abyśmy wybierali to, co zdrowe i naprawdę dobre dla nas.
> Jak matka nakazuje nam czynić to co dobre, a zabrania szkodzić sobie i braciom.

Byłoby naprawdę świetnie, gdyby ktoś znał wolę boską, ale jak na razie chyba nie było takiej osoby. (teoretycznie poza Chrystusem, ale tak naprawdę nie wiadomo)


Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>> Ta przemiana dokonuje się nieustannie w życiu chrześcijanina w procesie oczyszczenia i uwolnienia od zniewolenia grzechowego.
>> Można to porównać do terapii kognitywnej, gdzie terapia polega na przewartościowaniu negatywnych przekonań, wpływających na nasze postawy.
>Można to porównać. Bo niestety nie jest prowadzona dostatecznie ostrożnie, aby zniwelować poczucie wyższości własnej religii, wyrugować nietolerancję itp.
Gdybym nie uznawał tej drogi za lepszą, to bezsensowne byłoby namawianie innych, gdy sam bym nie był przekonany...
>Terapie kognitywne mają za zadanie zmienić pojedyńczy element osobowości. Religie próbują zmienić wszystko, w związku z tym nie udaje im się. Przynajmniej w większości przypadków.
Tutaj Bóg działa i On wie najlepiej w jakiej kolejności prowadzić tę terapię. To, co ma nie przejść, nie przechodzi w nieodpowiednim czasie. Nieraz dopiero za setnym razem odkrywa się coś oczywistego, tak to działa. Ateista, też nie widzi, ale jak Bóg zechce, żeby zobaczył, to zobaczy i to nawet wtedy, gdy nikt nie głosi.
>> Odrzucenie niewierności (nieufności), rozpaczy i braku miłości to podstawa tej terapii.
>Pytanie: nieufności wobec kogo/czego? (Wobec Boga? Może być. Wobec instytucji Kościoła? W życiu. Pełnego zaufania dla panów w sutannach nie mam i mieć nie będę.)
A masz wobec lekarzy, policjantów sędziów itd.?
>Do odrzucenia rozpaczy i braku miłości terapia nie jest konieczna, choć czasem bywa potrzebna.
Wbaczenie zwykle jest terapią podstawową, ale trzeba wiedzieć jak wybaczyć, aby to było skuteczne. Pozorne odpuszczenie komuś pozornie leczy objawy. Nad niektórymi potrzeba wielu lat terapii z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie od nienawiści, nieprzebaczenia, buntu itd. Sama psychologia powierzchownie jedynie widzi objawy, a nie sięga przyczyn. Boża terapia "kognitywna" pokazuje, dlaczego pewne rzeczy nas ranią.
>>Dlatego wolność od grzechu to uwolnienie od między innymi zniewoleń postawy buntowniczej (odrzucenia, samoodrzucenia, agresji), pesymizmu, egocentryzmu itd.
>Niestety, osoby takie w Polsce policzyć można na palcach. Podejrzewam, że w innych państwach również.
>Licząc wśród chrześcijan.
>Nie działa?
Działa, ale trzeba chcieć się leczyć. Niektórzy myślą, że wystarczy wejść do szpitala i choroba sama przejdzie.

>> Bóg w zasadzie chce, abyśmy wybierali to, co zdrowe i naprawdę dobre dla nas.
>> Jak matka nakazuje nam czynić to co dobre, a zabrania szkodzić sobie i braciom.
>Byłoby naprawdę świetnie, gdyby ktoś znał wolę boską, ale jak na razie chyba nie było takiej osoby. (teoretycznie poza Chrystusem, ale tak naprawdę nie wiadomo)
Trzeba zaryzykować i pójść do tego lekarza, bo inni nie są pewni. Ja wybrałem i terapia pomogła.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
No, to po kolei.
>Szczerze podziwiam wytrwałość, nawet ja takiej nie mam do własnych tekstów.
Temu się akurat najmniej dziwię.
>>Kontrast stracił sporo punktów, a inni zyskali.
>No cóż, ponoć nic w przyrodzie nie ginie, tylko zmienia właściciela
Tę kwestię may już chyba za sobą. Przeprosiłem Kontrasta prywatnie; przepraszam publicznie.
>>Po pierwsze: zgadzam się z wszystkimi oponentami Kontrasta(stu?). Nie znaczy to wcale, iż podzielam ich szczegółowe poglądy; znaczy to tylko tyle, że zgadzam się z ich argumentacją w konkretnych replikach.
>Masz prawo, do własnego zdania, ale dobrze byłoby to dokładniej uzasadnić, abym znając twoje założenia i światopogląd, mógł zająć stanowisko z mojego punktu widzenia do czego też mam prawo. Twoja racja jest twoją racją, a czy jedyną, to musiałbyś mnie przekonać, stwierdzenia traktuję jak osobistą opinię.
Uzasadniam: jestem agnostykiem.
>>Dlatego nie będę cytował poszczególnych wypowiedzi, bo mam nadzieję, że każdy kto zechce ze mną polemizować zada sobie trud przeczytania całości, a jeśli nie, to trudno.
>Dobrze by było, ale kto ma tyle czasu, żeby czytać ponad 100 postów na jeden temat?
To zajmuje ok. 1 godz. więc nie jest aż takie trudne.
>Teraz konkrety. I tak lubię
Ja też.
>>1. Kontrast jest teologiem z wykształcenia.Ten fakt implikuje całą dalszą dyskusję. Jeśli Kontrast pyta o "dziwaczne zarzuty o nienaukowość" czy o "jakieś kursy" lub "specjalne uniwersytety", to odpowiem (bo się tego nie wstydzę, a wręcz jestem z tego dumny): ukończyłem Uniwersytet Warszawski i jestem socjologiem.
>Czyli odpowiedziałeś na zadane pytanie.
>>Ale na ŻADNYM uniwersytecie (o ile wiem) nie ma kierunku teologia (nie mówię rzecz jasna o uczelniach religijnych (w tym: katolickich). Nie jest mi także obca logika i metodologia (rozumiana jako filozofia nauki).
>No i tu mógłbym napisać o zarozumialstwie.
Na czym niby polegającym?
>Idąc na studia szedłem na studia, a na teologii uczą też socjologii, psychologii, filozofii, pedagogiki, historii, teologia zaś to bardziej filozofia i historia myśli chrześcijańskiej, którą można badać jak każdą inną rzecz. Są to przedmioty interdyscyplinarne. Współczesna teologia opiera się na badaniach niemal wszystkich dziedzin naukowych. Na studiach miałem kilkadziesiąt oddzielnych przedmiotów i jak słyszę podobne hasła to irytacja mało.
Tak się dziwnie składa, że ja też (chociaż nie będę ich tu wymieniał). I pewnie wiele z nich pokrywa się dokładnie z tymi studiowanymi przez Ciebie. Czy w związku z tym też mam się zirytować?
>Ciekawe co mają powiedzieć historycy, socjologowie, religioznawcy, albo studenci literatury (sama fikcja)? Nic nie mam do fizyków, czy mikrobiologów, ale jak mi się jakiś badacz kwasów wcina do badań nad dziełami św. Tomasza (z użyciem w nich metod naukowych analizy tekstu), to krew zalewa.
Weź Relanium. Skąd tyle jadu w głosicielu hasła powszechnej miłości??? Może dodaj jeszcze Manti to Ci przejdzie... Nie tylko św. Tomasz pisał dzieła (może lepiej: Dzieła); pisali je i piszą także inni (m.in. "badacze kwasów"). I badaczom kwasów ludzkość zawdzięcza nie mniej niż św. Tomaszowi.
-cdn.-
>>Dlatego
>>2. Mogę przyjąć terminy: kształcenie, wychowanie, kształtowanie, ale nie "formowanie" w stosunku do osób świadomych swoich poglądów.
>Już na ten temat wypowiedział się Placownik, więc powielanie tego to strata mojego czasu. Świadomie użyłem słowa "formacja", bo pytanie było prowokacyjne. To forumowicze mieli się obronić, a nie ja
>>Oczywiście można ludzi "formować" - można to inaczej określić terminem "prania mózgów" i tak czynią wszelkie ideologie autorytarne (a taką jest m.in. katolicyzm).
>Dlaczego ciągle tylko jedno skojarzenie? Kościół jednak jakoś dziwnie pierze te mózgi skoro uczy metod rozpoznawania manipulacji i ostrzegał świat przed totalitaryzmami, błędnymi filozofiami i fanatyzmami, nawet we własnych szeregach i nieustannie przypomina o obowiązku opowiadania się po stronie prawdy. Wystarczy rzucić w Goglach hasło ("pranie mózgu" sekty) i np. www.sekty.iq.pl/index.html.
>>Bo czym są w istocie misje, ewangelizacja, "kolęda", rekolekcje itp.
>To, co najlepiej, żeby Kościół siedział cicho i tylko niewierzący mogli się odzywać? Zdaje się, że już to przerabialiśmy? Nie wyłapujemy grzeszników na ulicach do niebieskiej Nyski, nie głodzimy, nie robimy im hipnozy, sami chcą słuchać.
>3. "Dyskutanci wydają się być jakby namaszczeni wiedzą niedostępną dla innych śmiertelników." Istota sprawy. Tylko ostrze skierowane nie w tą stronę. Harakiri intelektualne. Przecież to właśnie Ty (i Tobie bodobni) jesteście "namaszczeni" jakąś "wiedzą dla innych niedostępną", którą my nazywamy (pejoratywnie) wiarą (bo "wiedzy" tej nie potraficie udowodnić).
>Dzielimy się tą wiedzą z każdym, kto chce, a pysznienie się zarozumiałe z powodu posiadania jej potępiamy. Ta wiedza jest niedostępna dla tych, co jej nie chcą, a pretensje o to mogą mieć jedynie do siebie. Zresztą jest to wezwanie do miłości, więc odkrywanie czym jest miłość to zadanie dla nas wszystkich. Nasza przewaga nad szukającymi metodą ślepej kury polega na tym, że dana jest nam przez wiarę łaska intuicji i wewnętrznego doświadczenia tej miłości. Od razu widzimy obiekt naszych poszukiwań. Nie musimy sto razy się parzyć, żeby wiedzieć, że piec jest gorący.
>4. "Jednak postawieni pod murem [...]". Przepraszam, ale kto kogo stawia pod murem? A kto odwołuje się do haseł nieencyklopedycznych lecz do dostępnych tu i teraz faktów?
>No tak, z ateistami rozmawiać o Bogu, to jak z daltonistą o kolorach. Nie ma jak wytłumaczyć i tak nie uwierzy, bo przecież wszystko jest czarnobiałe. Masz jakiś pomysł? My wierzący widzimy tu kolory i tylko w półmroku (zwątpienia) widzimy tak samo. Jak ktoś widzi kolory, to nie przekonasz go, że wszystko jest odcieniem szarości. To takie porównanie, ale chyba oddaje cały ten spór.
>Cdn.
>
Doskonała miłość usuwa lęk


fides ex necessitate esse non debet
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
Ciąg dalszy 1.
>>>Dlatego
>>>2. Mogę przyjąć terminy: kształcenie, wychowanie, kształtowanie, ale nie "formowanie" w stosunku do osób świadomych swoich poglądów.
>>Już na ten temat wypowiedział się Placownik, więc powielanie tego to strata mojego czasu. Świadomie użyłem słowa "formacja", bo pytanie było prowokacyjne. To forumowicze mieli się obronić, a nie ja
I to Ci się w pełni udało!
>>>Oczywiście można ludzi "formować" - można to inaczej określić terminem "prania mózgów" i tak czynią wszelkie ideologie autorytarne (a taką jest m.in. katolicyzm).
>>Dlaczego ciągle tylko jedno skojarzenie? Kościół jednak jakoś dziwnie pierze te mózgi skoro uczy metod rozpoznawania manipulacji (szczególnie w medialnej "uczelni o. Rydzyka!) i ostrzegał świat przed totalitaryzmami, błędnymi filozofiami i fanatyzmami, nawet we własnych szeregach i nieustannie przypomina o obowiązku opowiadania się po stronie prawdy. Wystarczy rzucić w Goglach hasło ("pranie mózgu" sekty) i np. www.sekty.iq.pl/index.html.
Czyjej prawdy? Waszej oczywiście! Bo tylko Wy jesteście głosicielami JEDYNEJ prawdy. Oczywiście, prawda z definicji może być tylko jedna (co nie znaczy "jedyna"), ale tej akurat jeszcze nie znamy. Ani MY, ani WY.
>>>Bo czym są w istocie misje, ewangelizacja, "kolęda", rekolekcje itp.
>>To, co najlepiej, żeby Kościół siedział cicho i tylko niewierzący mogli się odzywać? Zdaje się, że już to przerabialiśmy? Nie wyłapujemy grzeszników na ulicach do niebieskiej Nyski, nie głodzimy, nie robimy im hipnozy, sami chcą słuchać.
No, na szczęście nie. Stosujecie bardziej wyrafinowane metody: wypominanie z ambony (najlepiej po nazwisku, bo dotrze do każdego, nawet najgłupszego lub finezyjniej: bez nazwisk, ale tak, aby nie było wątpliwości o kogo chodzi), napiętnowanie w szkole (niebawem i w pracy, to tylko kwestia czasu), o mediach nawet nie wspomnę (szczególnie katolickich). Jednym słowem: idziecie z duchem czasu w zaprzęganiu nauki do własnych celów (to by wyjaśniało tę długą listę przedmiotów obowiązujących na studiach teologicznych!!!).
>>3. "Dyskutanci wydają się być jakby namaszczeni wiedzą niedostępną dla innych śmiertelników." Istota sprawy. Tylko ostrze skierowane nie w tą stronę. Harakiri intelektualne. Przecież to właśnie Ty (i Tobie bodobni) jesteście "namaszczeni" jakąś "wiedzą dla innych niedostępną", którą my nazywamy (pejoratywnie) wiarą (bo "wiedzy" tej nie potraficie udowodnić).
>>Dzielimy się tą wiedzą z każdym, kto chce, a pysznienie się zarozumiałe z powodu posiadania jej potępiamy. Ta wiedza jest niedostępna dla tych, co jej nie chcą, a pretensje o to mogą mieć jedynie do siebie.
Kompletny nonsens (wynikający wszakże z doktryny). Osobiście znam kilku facetów, którzy za nic w świecie nie chcieli znać matematyki, a jednak co nieco z niej rozumieją.
>Zresztą jest to wezwanie do miłości, więc odkrywanie czym jest miłość to zadanie dla nas wszystkich. Nasza przewaga (A jednak! "Wyszło szydło z worka") nad szukającymi metodą ślepej kury polega na tym, że dana jest nam przez wiarę łaska intuicji i wewnętrznego doświadczenia tej miłości. Od razu widzimy obiekt naszych poszukiwań.(A skoro tak, to po co szukacie i czego?) Nie musimy sto razy się parzyć, żeby wiedzieć, że piec jest gorący.
>>4. "Jednak postawieni pod murem [...]". Przepraszam, ale kto kogo stawia pod murem? A kto odwołuje się do haseł nieencyklopedycznych lecz do dostępnych tu i teraz faktów?
>>No tak, z ateistami rozmawiać o Bogu, to jak z daltonistą o kolorach. Nie ma jak wytłumaczyć i tak nie uwierzy, bo przecież wszystko jest czarnobiałe. Masz jakiś pomysł? My wierzący widzimy tu kolory i tylko w półmroku (zwątpienia) widzimy tak samo. Jak ktoś widzi kolory, to nie przekonasz go, że wszystko jest odcieniem szarości. To takie porównanie, ale chyba oddaje cały ten spór.
Na coś takiego, to i ręce opadają, i inne członki też.
cdn.

fides ex necessitate esse non debet
AstralStorm (558 punktów)
>>>>Bo czym są w istocie misje, ewangelizacja, "kolęda", rekolekcje itp.
>>>To, co najlepiej, żeby Kościół siedział cicho i tylko niewierzący mogli się odzywać?

Jedni i drudzy mogą się odzywać. Kościół jednak się nie odzywa, tylko krzyczy. W odpowiedzi na to druga strona też krzyczy i robi się rwetes.

Najlepiej by było, gdyby obie strony przerwały porykiwanie.

>> Zdaje się, że już to przerabialiśmy? Nie wyłapujemy grzeszników na ulicach do niebieskiej Nyski, nie głodzimy, nie robimy im hipnozy, sami chcą słuchać.

Lecz każecie rodzicom zgodnie z zasadami behawioryzmu szkolić kilkuletnie dzieci. Nawet lepsze.

>>>Dzielimy się tą wiedzą z każdym, kto chce,

(i tym kto nie chce też)

>>> a pysznienie się zarozumiałe z powodu posiadania jej potępiamy.

Stanowczo za słabo.

>>Zresztą jest to wezwanie do miłości, więc odkrywanie czym jest miłość to zadanie dla nas wszystkich. Nasza przewaga (A jednak! "Wyszło szydło z worka") nad szukającymi metodą ślepej kury polega na tym, że dana jest nam przez wiarę łaska intuicji i wewnętrznego doświadczenia tej miłości.

Czyli tak: wiary mamy szukać za pomocą wiary. Bardzo logiczna ta tautologia. Niewierzący nigdy nie uwierzy... to po co te ewangelizacje?

>>>No tak, z ateistami rozmawiać o Bogu, to jak z daltonistą o kolorach.

Ehh... Czy kościelni brali kiedyś narkotyki? To dlaczego o nich dyskutują?

> Nie ma jak wytłumaczyć i tak nie uwierzy, bo przecież wszystko jest czarnobiałe.

Może zrozumieć, że coś nazywanego kolorem jest tylko reakcją oka na pewne fale świetlne. Zależną od osoby.


Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
karpicki (36 punktów)
>Już nie pierwszy raz w dyskusjach spotykam się tu z
>dziwacznymi zarzutami o nienaukowość, czy jakieś błędy
>logiczne, których dopatrują się usilnie niektórzy
>forumowicze.
czyt. "logika odkrycia naukowego" Karla Poppera

W związku z tym bardzo jestem ciekaw jaką
>formację intelektualną przeszli? Proszę o podanie źródeł,
>metodologii i założeń takiej formacji.
Ta formacja to "filozofia nauki" rozwinieta głównie przez Karla Poppera. Jego dzieła sa powszechnie dostepne.

>wydają się być jakby namaszczeni wiedzą niedostępną dla
>innych śmiertelników. Jednak postawieni pod murem nie chcą
>powiedzieć nic konkretnego, poza jakimiś encyklopedycznymi
>hasłami. O co tu chodzi, czy ktoś wie?
Chodzi przede wszystkim o obalalność danej wiedzy oraz o to czy dla danej wiedzy w ogóle da sie rozpoczac procedure obalania. Wydawac by sie moglo ze w XX w kazda ksiazka zawiera wiedze ktora jest prawdziwa lub falszywa a okazuje sie ze istnieja takie ksiazki jak np o akupunkturze gdzei nie mozna stwierdzic ze przez meridian plynie energia czi bo nie wiadomo co to jest energia czi.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>>Już nie pierwszy raz (...).
>czyt. "logika odkrycia naukowego" Karla Poppera
>W związku z tym bardzo jestem ciekaw jaką
>>formację intelektualną przeszli? Proszę o podanie źródeł,
>>metodologii i założeń takiej formacji.
>Ta formacja to "filozofia nauki" rozwinięta głównie przez Karla Poppera. Jego dzieła są powszechnie dostepne.
Wreszcie otrzymałem odpowiedź na zadane pytanie

>Chodzi przede wszystkim o obalalność danej wiedzy oraz o to, czy dla danej wiedzy w ogóle da się rozpocząć procedurę obalania.
Teraz wiem skąd wzięły się te często powtarzane hasła...

>Wydawać by się mogło, że w XX w każda ksiażka zawiera wiedzę, ktora jest prawdziwa lub falszywa a okazuje się, że istnieja takie książki jak np o akupunkturze gdzie nie można stwierdzić, że przez meridian płynie energia czi, bo nie wiadomo, co to jest energia czi.
Co do akupunktury,to akurat moje zdanie jest podobne. W świetle rozeznania większości chrześcijan i nie tylko, można sądzić, że jeśli rzeczywiście coś tu się dzieje (a nie jest jakąś mistyfikacją), to jest to wpływ jakichś nieznanych mocy. Chrześcijanie skłaniają się do uznania tu wpływów demonicznych, zaś ateiści jeśli w to uwierzą szukają pseudonaukowych wyjaśnień.
W niezrozumieniu przez ateistów przedmiotu wiary katolików i innych chrześcijan podstawą są założenia filozoficzne. My wierzymy, że istnieją byty substancjalne, a ateiści uznają za realne tylko to, co posiada widzialne przypadłości. Zatem byty, które istnieją bez przypadłości materialnych poddawane są w wątpliwość. Chociaż taka woda (H2O) przyjmuje trzy stany skupienia i z punktu widzenia przypadłościowego różni się tak mocno, że nazywamy ją lodem, płynem (wodą), gazem (parą). W swojej substancji jest jednak wodą, a zmieniają się jedynie przypadłości. Woda zatem posiada substancję (H2O) i przypadłości (lód, płyn, gaz). Byty substancjalne są inną kategorią istnień. Nie posiadają przypadłości materialnych, dlatego są nieosiągalne z punktu widzenia materializmu. Chyba, że istnieją jeszcze byty o zmiennych przypadłościach, które mogą posiadać przypadłości materialne i równocześnie być bytami substancjalnymi.
To co napisałem to próba wyjaśnienia, zbyt ogólnikowa niestety, ale tu nie czas i miejsce, aby wdawać się w szczegóły.
Dla mnie nie kłóci się wiara z nauką, ponieważ wierzę w istnienie rzeczywistości substancjalnej i to co widzimy jest formą, fenomenem dla czegoś głębszego. Materia to tylko część tego świata.
Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
placownik (17853 punktów)

   Wybacz, że znowu przyczepię się do szczegółu, tak jak mam to w zwyczaju. Ale obaj wiemy, kto tkwi w szczegółach...

   Zastanawiające jest dla mnie, skąd u wierzących katolików taka tęsknota do przypadłości materialnych owych bytów substancjalnych, których postulowane istnienie jest jedną z podstaw ich wiary. Wszystkie te płaczące obrazy i figury, hostie z ludzkiego (boskiego?) ciała, pokaźna liczba objawień z tym fatimskim na czele? Czy nie uważasz, że bez tego wszystkiego wiara katolików nie byłaby pełniejsza i bardziej konsekwentna?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
Twój post placowniku jest strzałem w dziesiątkę.
My nie spieramy się o wiarę, ani nawet większość racjonalistów nie jest ateistami, jak chciałby to widzieć Kontrast.
Jednak Kontrast nigdy nie zrozumie na czym polega racjonalizm, ponieważ jest scholastykiem. Jest teologiem polskim, a więc scholastycznym, bo nasza teologia jest tak samo zacofana, jak cała kultura.
Wiara nie kłóci się z nauką, ale jaka wiara? W co? Tego się nie precyzuje
Obszary w których nauka kłóci się z nauką istnieją. Mogę podać parę przykładów Kontrastowi, jeżeli chce.

Lacho calad, drego morn
Kontrast (1042 punktów)
Witaj!

>My nie spieramy się o wiarę, ani nawet większość racjonalistów nie jest ateistami, jak chciałby to widzieć Kontrast.
To ciekawe...

>Jednak Kontrast nigdy nie zrozumie na czym polega racjonalizm, ponieważ jest scholastykiem.
Ty jesteś jasnowidzem jak sądzę i wiesz lepiej ode mnie, że czegoś nie zrozumiem? Jestem sceptykiem wobec waszej formy racjonalizmu prawie takim jak ateisty wobec wiary. Mam podstawy do takich wątpliwości. Odkryłem, że taka naiwna forma racjonalizmu ma jeszcze wiele wspólnego z mentalnością okultystyczną i w rzeczy samej opiera się na przepowiedniach, założeniach itp. Oczywiście wiele jest tu cennych odkryć dotyczących prawidłowości i pewnych stałych zachowań, ale problem polega na zbytnim zaufaniu do stałości i niezmienności tego, co widzimy. Chociaż zasadniczo w codziennym odbiorze pewne rzeczy upraszczamy, aby dało się normalnie żyć. Trudno precyzyjnie powiedzieć, z czym się nie zgadzamy, ale intuicyjnie czuję, że ta różnica jest nawet tam, gdzie nie ma oficjalnej dyskusji. Wyczuwa się jakąś sztywność i schematyczność. Zresztą nie tylko ja mam takie wrażenie. Może zatem krytyka racjonalizmu nie dotyczy jego samego, bo jest narzędziem, ale raczej postawy.

>Jest teologiem polskim, a więc scholastycznym, bo nasza teologia jest tak samo zacofana, jak cała kultura.
A co jest postępowe. Jeśli rozwiązłość seksualna i wolność jednostki uważasz, za postępową, to nie ma tu nic nowego i już kilka tysięcy lat dyskutuje się na te tematy.

>Wiara nie kłóci się z nauką, ale jaka wiara? W co? Tego się nie precyzuje
Raczej w Kogo. Reszta to tylko dodatki i uzupełnienia. Trzeba mieć dyspozycję wewnętrzną, aby usłyszeć. Czasami leży coś na widoku i tego nie dostrzegamy, bo albo się przyzwyczailiśmy, albo nie widzimy. Ludzie skądinąd bystrzy i inteligentni nie widzą i nie postrzegają zależności tak oczywistych, że aż budzi to zdziwienie u tych co widzą. Taka jest nasza konstrukcja, że dostrzegamy to, na co jesteśmy otwarci, a inne rzeczy przelatują niezauważone.

>Obszary w których nauka kłóci się z nauką istnieją.
Chciałeś powiedzieć wiara z nauką, ale może to przejęzyczenie nie jest takie przypadkowe. Może warto dostrzec te sprzeczności pomiędzy naukami. Jeden naukowiec z drugim ma często sprzeczne poglądy i laikowi robi to zamęt w głowie.

>Mogę podać parę przykładów Kontrastowi, jeżeli chce.
Ciekawe...

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Nazbierało mi się zaległości, ale chyba nie odpowiem wszystkim, bo mam ważniejsze sprawy. Yeyes rzucił mi rękawiczkę, ale nie mam tyle czasu, aby szczegółowo mu odpowiadać, zresztą wywołałbym jeszcze więcej zarzutów niż poprzednio. Ale do rzeczy.

>   Wybacz, że znowu przyczepię się do szczegółu, tak jak mam to w zwyczaju. Ale obaj wiemy, kto tkwi w szczegółach...
Czyżbyś wierzył w tego?
>   Zastanawiające jest dla mnie, skąd u wierzących katolików taka tęsknota do przypadłości materialnych owych bytów substancjalnych, których postulowane istnienie jest jedną z podstaw ich wiary. Wszystkie te płaczące obrazy i figury, hostie z ludzkiego (boskiego?) ciała, pokaźna liczba objawień z tym fatimskim na czele? Czy nie uważasz, że bez tego wszystkiego wiara katolików nie byłaby pełniejsza i bardziej konsekwentna?
Nic na to nie poradzę, że są takie znaki i cuda. Dla takiego teologa jak ja może by wystarczyła wiara oparta jedynie na filozoficznych założeniach. Jednak jest tu odwrotnie. To nie filozofia tworzy wiarę, ale wiara szuka filozofii jako narzędzia pomagającego wyjaśnić to, czego doświadczamy. Wiara zanim ujarzmiła tego dzikiego konia filozofii doskonale sobie radziła i nawet dzisiaj budzą się głosy, aby nie jeździć na tym koniu. Może mają rację krytycy filozofii, a ujeżdżanie tego konia przez wierzących przypomina rodeo? Wielu niestety nie potrafiąc umiejętnie korzystać z filozofii dało się ponieść na manowce, albo mocno poturbowało swoją wiarę...

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
placownik (17853 punktów)

>Nic na to nie poradzę, że są takie znaki i cuda.

   Ależ ja wcale nie oczekuję od Ciebie abyś coś na to poradził. Moje oczekiwania są nieco inne. Oczekiwałbym raczej gotowości do podjęcia wysiłku intelektualnego w celu próby choćby poszukania odpowiedzi na pytanie dlaczego takie znaki i cuda są. Sam przyznajesz przecież, że Twoja wiara nie potrzebuje wsparcia przy pomocy takich bodźców. Z drugiej strony znasz zapewne osobiście wiele osób, dla których te bodźce stanowią nieomal fundament ich przekonań. To te, które bezrefleksyjnie powtarzają słowa wyuczonej w dzieciństwie modlitwy : i nie wódź nas na pokuszenie. Nie przychodzi im nawet do głowy, że w gruncie rzeczy słowa te przeczą temu w co, jak im się wydaje, wierzą. To te, które nie są w stanie sensownie wyjaśnić w jaki sposób godzą boże miłosierdzie z mękami piekielnymi nieochrzczonych niemowląt. To te, które stanowią olbrzymią większość polskich katolików. Czy nie budzi to w Tobie żadnego niepokoju? Czy zadowala Cię odpowiedź, że na to również niczego poradzić nie możesz?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>>Nic na to nie poradzę, że są takie znaki i cuda.
>   Ależ ja wcale nie oczekuję od Ciebie abyś coś na to poradził. Moje oczekiwania są nieco inne. Oczekiwałbym raczej gotowości do podjęcia wysiłku intelektualnego w celu próby choćby poszukania odpowiedzi na pytanie dlaczego takie znaki i cuda są.
Próbuję i nie jestem tutaj pionierem. Dobrze to zrobili chrześcijańscy filozofowie. Właśnie koncepcja podziału na byty substancjalne i byty substancjalno-przypadłościowe jest wyjaśnieniem. Chociaż jest to już dosyć stary podział i refleksja filozofów poszła dalej, to jednak dla niezbyt zaawansowanego poziomu wyjaśniania wystarczy. Substancjalność każdego bytu jest tak oczywista, że na zdrowy rozum odrzucenie jej kasuje realność istnienia bytu.
Jeśli chodzi o te cuda, które naruszają strukturę przypadłościową bytów, widać wyraźnie, że substancja i przypadłości danego bytu nie zawsze jest równa. Woda może przyjąć naturalnie trzy postaci. W cudzie galilejskim woda została przemieniona zarówno przypadłościowo jak i istotowo w wino. Na przykładzie tego cudu można sporo powiedzieć. Bóg ma więc władzę nad materią zarówno na poziomie substancjalnym jak i przypadłościowym. Cudowne uzdrowienia takie jak natychmiastowe zniknięcie nowotworów itp. również jest przemianą zarówno substancjalną jak i przypadłościową. Zdarzają się czasami uzdrowienia, które nazwałbym substancjalnymi, gdzie ludzie np. słyszą, czy widzą, choć z punktu widzenia przypadłościowego, nie ma zmian i jest to niemożliwe.
Jednak jest to temat na długi wykład i to co napisałem to jedynie próba szybkiego wytłumaczenia.
>Sam przyznajesz przecież, że Twoja wiara nie potrzebuje wsparcia przy pomocy takich bodźców.
Dzisiaj nie potrzebuję, ale nie wiem, czy bez tych znaków mówiłbym to, co teraz.

>Z drugiej strony znasz zapewne osobiście wiele osób, dla których te bodźce stanowią nieomal fundament ich przekonań.
Są pewne etapy wiary. Etap fascynacji cudami, emocjonalności, egzaltacji itd. to zwykle początkowy okres. Później przychodzą pytania, wyzwania, wezwania, decyzje. Dalej człowiek rozpoznaje swoją małość, przywiązania do obiektów itd. Potem się szuka Boga i tu może być pustynia, pełny realizm. Niestety niektórzy nigdy nie przekraczają pierwszego etapu.

>To te, które bezrefleksyjnie powtarzają słowa wyuczonej w dzieciństwie modlitwy : i nie wódź nas na pokuszenie. Nie przychodzi im nawet do głowy, że w gruncie rzeczy słowa te przeczą temu w co, jak im się wydaje, wierzą.
Różne są ludzkie motywacje, niektórzy naprawdę paranoicznie podchodzą do wiary i nie przynosi to dobrych owoców w ich życiu. Na szczęście wraz ze wzrostem wykształcenia wzrasta również potrzeba pogłębiania wiary. Dzisiaj już coraz mniej jest takich ignorantów i analfabetów. Słowa "nie wódź nas na pokuszenie" są wynikiem dawnych tłumaczeń na język polski. Wielokrotnie jest to wyjaśniane, że prawidłowo jest "nie dopuść abyśmy ulegli pokusie". Jeśli ktoś to rozumie jako kuszenie przez Boga, to świadczy o wielkiej ignorancji takiego wyznawcy.

>To te, które nie są w stanie sensownie wyjaśnić w jaki sposób godzą boże miłosierdzie z mękami piekielnymi nieochrzczonych niemowląt.
Nikt nie twierdzi, że nieochrzczone niemowlęta idą do piekła. Były dyskusje na ten temat i nawet w mniej oficjalnych dokumentach wyrażano dawniej takie przypuszczenia, ale w toku refleksji i podobnych wątpliwości jakie tu wyrażasz, byłoby to nie do pogodzenia ze sprawiedliwością Boga, aby dzieci, które nie popełniły osobistego grzechu miały cierpieć męki na równi z winnymi. Co do samych mąk piekielnych jest to symbolika, cierpienia duchowego upadłych aniołów i ludzi, którzy odrzucili Boga, poprzez decyzję woli oraz świadomie i dobrowolnie popełnione zło, którego nie żałowali do końca. Tajemnica ta nie jest całkowicie wyjaśniona i dogmatycznie uznane są tylko niektóre punkty, a reszty się domyślamy. W średniowieczu, a czasami i współcześnie można spotkać przerażające opisy piekła z prywatnych wizji świętych i innych pobożnych ludzi. Czy jest to bezpośredni obraz owej rzeczywistości, czy też tylko symbolika, trudno jednoznacznie powiedzieć. Z całą pewnością jest to punkt widzenia ludzi głęboko związanych z Bogiem, dla których to, co dla grzesznika jest normalką, a nawet radością, budzi odrazę i przerażenie w świetle poznania Boga.


>To te, które stanowią olbrzymią większość polskich katolików.
Jeśli za większość uznasz tych, którzy nie traktują swojej wiary poważnie i przez postawę są ateistami. Jednak to śpiący rycerze, którzy czasami się budzą.

>Czy nie budzi to w Tobie żadnego niepokoju?
Budzi, ale rozmowa z nimi przypomina rzucanie grochem o ścianę. Tutaj potrzeba nowej ewangelizacji. Zresztą chrześcijaństwo już dojrzało i potrzebny jest tylko nowy język dla współczesnego człowieka, który naprawdę potrzebuje Ewangelii jak chleba.

>Czy zadowala Cię odpowiedź, że na to również niczego poradzić nie możesz?
Nie zadowala. "Żniwo jest wielkie, ale robotników mało"... I jeszcze są tacy, którzy ośmieszają tych, co chcą pracować.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
less
No pięknie, pięknie. Taki tłuściutki, katolicki bełkocik. Mniam, pyszniutke, aż kapie. Czy ta teologia to jakaś odmiana schizofrenii, czy jakiś inny odjazd? A swoją drogą to niesamowite w jakim idiotycznym świecie chorych domniemań ludzie egzystują. A na ulicach niby wyglądają normalnie. Poza tymi w sukienkach. Z tymi, to od razu wiadomo o co biega.
Celecrin (11895 punktów)
Witam!

>Woda może przyjąć naturalnie trzy postaci. W cudzie galilejskim woda została >przemieniona zarówno przypadłościowo jak i istotowo w wino. Na przykładzie tego cudu >można sporo powiedzieć. Bóg ma więc władzę nad materią zarówno na poziomie >substancjalnym jak i przypadłościowym.
Inne wytłumaczenie jest takie: Żadnego cudu nie było. Przemienienie wody w wino miało zwrócić uwagę Rzymian i Greków na Jezusa jako nowego Bachusa.
Nawiasem mówiąc:
Ciekawe jak zgodna jest Twoja wiara w przemianę wody w wino z nauką...

Lacho calad, drego morn
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>>Woda może przyjąć naturalnie trzy postaci. W cudzie galilejskim woda została >przemieniona zarówno przypadłościowo jak i istotowo w wino. Na przykładzie tego cudu >można sporo powiedzieć. Bóg ma więc władzę nad materią zarówno na poziomie >substancjalnym jak i przypadłościowym.
>Inne wytłumaczenie jest takie: Żadnego cudu nie było.
Placownik pytał o tamto wyjaśnienie. Oczywiście niedowiarkowie próbują tłumaczyć wszystkie opisane w Biblii cuda jedynie na sposób symboliczny. Mają one takie znaczenie, ale to nie świadczy o tym, że nie wydarzyły się rzeczywiście. Cuda dzieją się niezależnie od tego, co sądzą o nich ateiści i wątpiący. Stąd próba wyjaśnienia tych faktów. Wolę szukać wyjaśnień niż zaprzeczać rzeczom, które można zobaczyć. Jeśli coś nie pasuje do schematów, to trzeba poszukać innego wyjaśnienia.

>Przemienienie wody w wino miało zwrócić uwagę Rzymian i Greków na Jezusa jako nowego Bachusa.
Fantazje jakieś, ale domyślam się z jakiego źródła (K.D.)

>Nawiasem mówiąc:
>Ciekawe jak zgodna jest Twoja wiara w przemianę wody w wino z nauką...

Nauka bada zjawiska, a te są przypadłościami. Może też próbować odkryć zależności (relacje, ruch) i opisywać je. Jednak nie potrafi dotrzeć bezpośrednio do substancji (istoty). Z konieczności zatem ogranicza się do tego, co behawioralne. I tutaj jest problem. Istotę bytu utożsamia się z jego przypadłościami. Jeśli zatem byt nie posiada dostrzegalnych przypadłości przez materialistów uznawany jest za nieistniejący realnie. Doświadczenie jednak przeczy temu.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
placownik (17853 punktów)

   Tomistyczne konstrukcje ontologiczne niezbyt mnie przekonują, co Cię zapewne nie dziwi. Odpowiedziałeś mi w gruncie rzeczy na nie zadane przeze mnie pytanie jak. A ja pytałem dlaczego. Dlaczego Bóg uznaje za stosowne stymulowanie wiary przy pomocy cudów. Takie działanie kojarzy mi się nieodparcie z zaganianiem stada do wodopoju.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Cieślański (994 punktów)
Do wodopoju?
Wodopoje są bezpłatne, więc chyba bardziej odpowiednim porównaniem jest raczej saturator z "gruźliczanką- ulicznicą", (o której śpiewał Rudi Schubert) tj. tzw. wodą sodową, mącącą racjonalne postrzeganie świata przebranym w czarne sukiennki śniętym krowom i czyniącym z normalnego człowieka, kontrastowo religijnego vary-jata.

Vario- czyli zmienny, taki np. Kontrast raz tłumaczy i przekonuje że biblia to słowo boże, śnięta prawda a inszom razom, że to tylko metafora i przenośnia, bo mu do założonej tezy nie pasuje.
Unika odpowiedzi, niemal bredzi, wkleja głównie cytaty, bo twierdzi, że jest zajęty, (nie daj boże, rozsupłuje kaftan bezpieczeństwa albo piłuje kraty).
Jak dłużej go poczytam też chyba zvary-juję.

Fakt, że cała propaganga kościelna to wodolejstwo, nie uprawnia nas do twierdzenia, że ostatecznym i docelowy zamiarem religijnego totalitaryzmu jest dobroczynne zagonienie wszystkich owieczek i baranow ze stada, do darmowego picia tej wody.
Bo jak się człowiek dla otrzeźwienia puknie w glacę, to widzi jasno coniedzielny przymus oczywistego zjawiska płacenia za to zakaźne wodo(ch)lejstwo na kościelną tacę.

Ludzie zakażeni tym religijnym wodolejstwem zaczynają chorować na różne psychiczne przypadłości,
a wtedy chciwi urzędnicy urojonego pana boga proponują im dalsze pozornie skuteczne pseudo-leki,
tym samym upośledzając szalenie u łatwowiernych wiernych naukowe myślenie,
tudzież czyniąc zakażonego coraz bardziej uzależnionym od zarozumiałego wodospadu antynaukowych bredni lejących się z kościelnej ambony
i na suwerenności intelektualnej upośledzonym lub cokolwiek kalekim.

Pomijam tu, skandal higieniczny związany z rozpowszechnianiem za pomocą wody nie odkażanej z chrzcielnicy w kościelnym przedsionku,
wirusów i bakterii (opryszczki, tyfusu plamistego, duru brzusznego) i innych skórnych chorób zakaźnych stu, łącznie chorobami wenerycznymi zwanymi (w skrócie "W"),
jasno widocznymi we wiosennym Słonku, na buzkach wiernych (takoż niejednokrotnie na kościelnej wspólnoty nobliwym członku).

Ale przecież, (o tym głoszą hydraulicy z kościelnej ambony) człowiek musi umrzeć, bo takim jakoby z woli wrednego wszechmogącego, miał zostać stworzony.
W świetle powyższego, biorąc pod uwagę fakt, że najwięcej zarabiają właśnie na prowadzeniu cmentarzy i na naszych pogrzebach, ci przebrani w czarne damskie ciuszki panowie zbereźni, to cała religia katolicka przypomina raczej, (oj, biedne owieczki i barany) nie, prowadzenie do wodopoju w celu ściśle hodowlanym lecz do rzeźni w celu zarobkowego uboju.

Dla Kontasta powinno się dokonać aktu erekcyjnego nowego działu forum pt. "Pseudo-nauka"

bóg jest oszustwem
placownik (17853 punktów)

   Rację bytu mają różne technologie chowu. Wypas "swobodny" daje mniejsze przyrosty wagi, ale masa mięsna jest bardziej wartościowa (smaczniejsza). Chów w pomieszczeniach zamkniętych, gdzie każde bydlątko poidło ma tuż przy pysku, daje przyrosty większe, ale traci na tym jakość masy mięsnej.

   Osobiście jestem zwolennikiem wypasu "swobodnego". Bydło swój rozum ma i do wodopoju powinno trafić samo. Chyba, że wodopój zlokalizowany jest za górką i bydło musi być do niego codziennie przeganiane. Wtedy czar "swobody" pryska. Spada ilość, spada jakość.

   I tego właśnie w kwestii cudów nie jestem w stanie pojąć.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Teresa (2693 punktów)
>   Osobiście jestem zwolennikiem wypasu "swobodnego". Bydło swój rozum ma i do wodopoju powinno trafić samo. Chyba, że wodopój zlokalizowany jest za górką i bydło musi być do niego codziennie przeganiane. Wtedy czar "swobody" pryska. Spada ilość, spada jakość.

Może nie wiesz, że dla ówczesnych ludzi Jezus bluźnił, ponieważ mówił o sobie, ze jest Bogiem i odpuszczał grzechy (a to mógł czynić tylko Bóg), cuda posłużyły do uwiarygodnienia Mu, że istotnie jest Bogiem.

"Rabbi, wiemy, że od Boga przyszedłeś jako nauczyciel. Nikt bowiem nie mógłby czynić takich znaków, jakie Ty czynisz, gdyby Bóg nie był z Nim."
(Ew. Jana 3:1-2, Biblia Tysiąclecia)

"(33) Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic czynić."
(Ew. Jana 9:33, Biblia Tysiąclecia)

"(24) Gdybym nie dokonał wśród nich dzieł, których nikt inny nie dokonał, nie mieliby grzechu."
(Ew. Jana 15:24, Biblia Tysiąclecia)

"Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie - wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca. "
(Ew. Jana 14:9-12, BT)

"Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości."
(Ew. Jana 6:26, Biblia Tysiąclecia)
placownik (17853 punktów)

>Wszystkie te płaczące obrazy i figury, hostie z ludzkiego (boskiego?) ciała, pokaźna liczba objawień z tym fatimskim na czele?

   To taki autocytat, aby Ci przypomnieć o jakie cuda mi chodzi. Pytałem Kontrasta dlaczego. Moje pytanie nie dotyczyło cudów opisanych w Biblii. Ich potrzeba jest dla mnie oczywista.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Teresa (2693 punktów)
>>Wszystkie te płaczące obrazy i figury, hostie z ludzkiego (boskiego?) ciała, pokaźna liczba objawień z tym fatimskim na czele?
>   To taki autocytat, aby Ci przypomnieć o jakie cuda mi chodzi. Pytałem Kontrasta dlaczego. Moje pytanie nie dotyczyło cudów opisanych w Biblii. Ich potrzeba jest dla mnie oczywista.

No tak. Widzisz, bo są różne typy religii.
W Kościele są zachowane np. takie typy religii:
- prosta wiara (modlitwa, jałmużna, post),
- wiara w rodzaju religii św. Franciszka,
- kult relikwii, np. palca Antoniego Padewskiego, którego nie cierpią intelektualiści
jednak Kościół te typy religii w swej mądrości zachował.

Nie zgodzę się, że nie mają one odniesienia w Biblii:

"Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Bo sobie mówiła: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Jezus obrócił się, i widząc ją, rzekł: Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła."
(Mt 9:20-22)

"(11) Bóg czynił też niezwykłe cuda przez ręce Pawła, (12) tak że nawet chusty i przepaski z jego ciała kładziono na chorych, a choroby ustępowały z nich i wychodziły złe duchy."
(Dzieje Apost. 19:11-12, Biblia Tysiąclecia)

"Coraz bardziej też rosła liczba mężczyzn i kobiet, przyjmujących wiarę w Pana. (15) Wynoszono też chorych na ulicę i kładziono na łożach i noszach, aby choć cień przechodzącego Piotra padł na któregoś z nich."
(Dzieje Apost. 5:12-18, Biblia Tysiąclecia)

"Sporządził więc Mojżesz węża miedzianego i umieścił go na wysokim palu. I rzeczywiście, jeśli kogo wąż ukąsił, a ukąszony spojrzał na węża miedzianego, zostawał przy życiu. "
(Ks. Liczb 21:9, Biblia Tysiąclecia)
por. z "A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, (15) aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. "
(Ew. Jana 3:14-15, Biblia Tysiąclecia)

"Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca."
(Ew. Jana 14:9-12, BT)

Podobnie jest w buddyzmie: mały wóz (prosta wiara), wielki wóz (podobny do wiary św. Franciszka) i czarodziejski wóz (coś w rodzaju kultu relikwii).

Sam oceń, do czego to Bógu jest potrzebne? Chyba raczej ludziom nie Bogu?

Ja kiedyś byłam zwolenniczką modlitwy szczęścia św. Brygidy Szwedzkiej i rzeczywiście rzuciła ona na mnie czarodziejski urok, z którego zresztą słynie.

Może chodzi o to, ze niekiedy potrzebujemy czegos silniejszego czyli, że:

"Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie."
(Ew. Jana 4:48, Biblia Tysiąclecia)
??
placownik (17853 punktów)

>Nie zgodzę się, że nie mają one odniesienia w Biblii

   Wcale tego nie twierdzę. Nie interesuje mnie jednak typologia cudów.

>Sam oceń, do czego to Bogu jest potrzebne? Chyba raczej ludziom nie Bogu?

   I tu podchodzisz bardzo blisko do sedna mojego pytania - dlaczego. Dlaczego Bóg uznaje za stosowne obdarzywszy uprzednio swoje dzieło wolną wolą, sterować nim następnie przy pomocy cudów. Podkreślam wyraźnie - cudów czynionych już po przekazaniu Dobrej Nowiny.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Teresa (2693 punktów)
>   I tu podchodzisz bardzo blisko do sedna mojego pytania - dlaczego. Dlaczego Bóg uznaje za stosowne obdarzywszy uprzednio swoje dzieło wolną wolą, sterować nim następnie przy pomocy cudów. Podkreślam wyraźnie - cudów czynionych już po przekazaniu Dobrej Nowiny.

Może konkretniej? Czy chodzi CI o to:

- dlaczego byli (są) ludzie, którzy czynią cuda po przekazaniu Dobrej Nowiny., Odp.: Częścią tej Nowiny jest właśnie to, że wierzący będą czynić nawet większe cuda niż Jezus,

- czy o to, dlaczego Dobra Nowina zawiera taką obietnicę? Odp.: Wydaje mi się, że w takim samym celu, jak przed jej ogłoszeniem, w celu uwiarygodnienia Nowiny dla przyszłych wierzących, a takze dla zbudowania już wierzących (Kościoła), tudzież odnowienia, wzmocnienia tych, którzy są zagrożeni ateizmem.

- czy też o to dlaczego Bóg w ogóle bezpośrednio interweniuje jak to miało miejsce np. w przypadku Szawła z Tarsu?
placownik (17853 punktów)

   Interesuje mnie próba odpowiedzi na trzecie z wymienionych przez Ciebie pytań dlaczego. Czyli o powody bezpośredniej interwencji Boga po objawieniu Dobrej Nowiny.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Teresa (2693 punktów)
>   Interesuje mnie próba odpowiedzi na trzecie z wymienionych przez Ciebie pytań dlaczego. Czyli o powody bezpośredniej interwencji Boga po objawieniu Dobrej Nowiny.

Weźmy pod rozwagę następujące fakty:
- Po pierwsze, ze wiara nie ma dowodu (czym różni się od nauki), brak jest pełnego uzasadnienia,
- po drugie, że wiara nie jest obowiązkiem - brak jest powodów zmuszających do przyjmowania wiary
- przyjęcie wiary jest wynikiem świadomego wyboru

Tak więc Twoje wcześniejsze twierdzenie w tym kontekście, że:

>"Wypas "swobodny" daje mniejsze przyrosty wagi, ale masa mięsna jest bardziej wartościowa (smaczniejsza)."

nie ma jakby podstaw.

Poza tym nawet jeśli Bóg zainterweniuje, to z tego wcale jeszcze nie wynika, że dana osoba "uwierzy". Może sobie powiedzieć, że miała halucynacje, rozstrojone nerwy, zadziałała autosugestia czy też, że inne czynniki miały wpływ. Zresztą na dobrą sprawę nie daje się tego zweryfikować (jeśli już to "po owocach").
Cieślański (994 punktów)
> - przyjęcie wiary jest wynikiem świadomego wyboru

Chłe, chłe, chłe.
Mieszko ochrzcił się bo nie chciał by kraj zagarnęli a ludzi wyrżnęli, pobożni i ponoć cywilizowani zza Odry chrześcijani.

Prusowie, którzy nie chcieli przyjąć chrześcijaństwa,
i nie rozumieli przyjaznych, dobrowolnych, od ponoć katolickiego boga znaków,
zostali całkowicie wymordowani, przez pobożnych zakonników-krzyżaków, proszę państwa.

No i dlaczego, akurat wtedy bóg nie interweniował, czyżby go nagle rozbolała głowa?

Więc muszę przyznać, (jakie ty nosisz okulary?) Tereska, kochanie,
że trochę mnie rozczarowało twa naiwnie ślepe wyznanie,
jakoby:
> brak jest powodów zmuszających do przyjmowania wiary...

Jeśli już miałbym, bez obawy o ludzkie zdrowie, tolerować cokolwiek wiernego, to wybrałbym bulteriera- pieska, bo mu przynajmniej można założyć kaganiec na głowie.


No, ślicznie,
więc twoim zdaniem, większość ludzi nie wierzy w jakoby zobaczone cuda,
bo im psychiatrzy wmówili jakoby byli chorzy psychicznie?

Śmiem podejrzewać,
> "po owocach"
taki już miewam dowcip rogaty, szanowna pani,
że kiedy brak na tym forum twych objawionych postów,
to się obawiam, że piłujesz kraty po nocach,
lub rozsupłujesz (bezpieczeństwa) kaftanik, po prostu.

bóg jest oszustwem
mdonald (9 punktów)
>Weźmy pod rozwagę następujące fakty:
>- Po pierwsze, ze wiara nie ma dowodu (czym różni się od nauki), brak jest pełnego uzasadnienia,
>- po drugie, że wiara nie jest obowiązkiem - brak jest powodów zmuszających do przyjmowania wiary
>- przyjęcie wiary jest wynikiem świadomego wyboru

Hmm, jak mozna cos swiadomie przyjac skoro brakuje uzasadnienia? Mi sie wiara kojarzy raczej z przypadkiem np. jakies glosy w glowie ktore tak interpretujemy, wychowanie w wierzacej rodzinie, naiwnosc itp. Tyle, ze to od nas raczej niezalezne, gdzie tu miejsce na swiadomy wybor? Jak mozna swiadomie uwierzyc? Ja widze tylko mozliwosc swiadomego porzucenia wiary, ale moze sie myle?

Pozdrawiam
placownik (17853 punktów)

   Wolę nie kontynuować wątku hodowlanego, gdyż mogłoby to odwieść Cię jeszcze dalej od udzielenia odpowiedzi na moje pytanie. Skupmy się więc na niej. Czekam.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Teresa (2693 punktów)
>   Wolę nie kontynuować wątku hodowlanego, gdyż mogłoby to odwieść Cię jeszcze dalej od udzielenia odpowiedzi na moje pytanie.

Uznałam, że warto cofnąć się do miejsca popełnienia błędu ...Wykazujesz jakoś mało twórczego podejścia w rozmowie ze mną oczekując gotowych odpowiedzi, ale ok -odpowiadam.

Ogólnie rzecz biorąc Bóg ma własną twórczą wizje/plan tego co ma nastąpić. To niepojęte, ale Bóg nas kocha i chce prowadzić ludzi ku największemu naszemu dobru.

Zwłaszcza, "po" objawieniu Dobrej Nowiny może Bóg chcieć czynić jeszcze więcej znaków i cudów niż "przed" albo w trakcie!!

Gdyż "po" został dany Duch św., ponieważ Jezus Go zesłał (por. obietnicę z ew. wg sw. Jana), który więje kędy chce. Jasnym jest, że Bóg chce aby wierzyć w Jego Syna więc i działa więc w tym kierunku... widocznie tak, jest dla nas najlepiej.

Właśnie po Zmartwychwstaniu Jezusa nastąpiła pełnia czasów o której mówi prorok Joel:

"(17) W ostatnich dniach - mówi Bóg - wyleję Ducha mojego na wszelkie ciało, i będą prorokowali synowie wasi i córki wasze, młodzieńcy wasi widzenia mieć będą, a starcy - sny. (18) Nawet na niewolników i niewolnice moje wyleję w owych dniach Ducha mego, i będą prorokowali."
(Dzieje Apost.)

Mimo, że Bóg jest olbrzymią potęgą, która rządzi światem to jednak nikomu się nie narzuca.

P.S. Może jeszcze o przypadku Pawła z Tarsu.
Jeśli chodzi o przypadek Szawła to Św. Szczepan kiedy był kamienowany widział Szawła. Być może to Szczepan modlił się za Pawła, i dlatego Bóg zainterweniował. A być może Bóg wysłuchał modlitw pierwszych prześladowanych chrześcijan? Ale Szczepan by napełniony Duchem św. więc ... być może sprawcą tego pragnienia u Szczepana jest Bóg.
Ale tak naprawdę w drodze do Damaszku Pan zapytał tylko Szawła "dlaczego mnie prześladujesz" natomiast Paweł mógł odpowiedzieć: "bo w Ciebie nie wierzę", ale tak nie zrobił. Powiedział za to później:
"Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku. Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!"
(1 list do Koryntian)
placownik (17853 punktów)

>Wykazujesz jakoś mało twórczego podejścia w rozmowie ze mną oczekując gotowych odpowiedzi

   Nie mogę sobie wyobrazić na czym mogłoby polegać twórcze podejście ateisty w poszukiwaniach odpowiedzi na pytanie dlaczego Bóg czyni cuda w czasach po Jezusie.

   Nie oczekuję gotowych odpowiedzi lecz jedynie Twoich przemyśleń. Nie neguję prawa Boga do czynienia cudów. Nie chcę wdawać się w dyskusję na temat możliwości ich czynienia. Interesuje mnie jedynie Twoja opinia na temat tego, jaki cel przyświeca Bogu, kiedy te cuda czyni.

>Jasnym jest, że Bóg chce aby wierzyć w Jego Syna więc i działa więc w tym kierunku...

   Czy mogę to stwierdzenie uznać za częściową odpowiedź na moje pytanie?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
placownik (17853 punktów)

   Żywy przykład tej grupy katolików o których mówię, zawitał ostatnio na nasze forum. W wątku Znaczenie modlitwy , jaki raczył był założyć, bez cienia skrępowania demonstruje swoją niewiedzę na temat podstaw religii, którą jakoby wyznaje. I znajduje chętnych dyskutantów! Dlaczego akurat na forum Racjonalisty? Jakże niezbadane są wyroki Jego i niewyśledzone drogi Jego!

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli

Wróć do listy wątków działu Nauka

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365