 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 13-05-2006 19:52 | Gowfrog (113 punktów) | Wiwisekcje. | Miliony zwierząt nieustannie poddawane są torturom w imię nauki, bolesnym doświadczeniom medycznym w celu przetestowania nowych metod leczenia czy środków chemicznych. Pali się ich skórę, wierci dziury w ich ciałach, uszkadza mózgi [np. małp w celu wywołania choroby parkinsona], wycina organy wewnętrzne, które wkrótce zastępuje się implantami nierzadko pochodzącymi od innych gatunków, poddaje działaniom impulsów elektrycznych, łamie kręgosłupy i kości w ogóle, starając się je potem poskładać lub zastąpić materiałem syntetycznym; królikom rozpala się chemicznie stawy, by badać reumatyzm, koty zaraża się wirusami, owce niszczy się toksynami w celu studiowania dróg oddechowych, psom rozcina się gardła i klatki piersiowe a aorta i tchawica zostają usunięte i zastąpione protezami... możnaby wymieniać w nieskończoność. Przy tym większość medyków zgadza się, że eksperymenty te do niczego nie prowadzą, ponieważ ludzki organizm nie reaguje tak jak zwierzęcy - np. acetylocholina, substancja powodująca u psów rozszerzenie arterii wieńcowych, zawęża je u ludzi prowadząc do zawałów serca, cyjanek wodoru kwas pruski - jeż może połknąć bez szkody dawkę, która zabiłaby pułk żołnierzy, clioquino, lek na biegunkę oślepił lub sparaliżował dziesiątki tysięcy ludzi, choć przetestowany na zwierzętach został uznany za bezpieczny... przykładów bez liku. Ponadto istnieją alternatywne sposoby sprawdzenia skuteczności nowych rozwiązań, na martwych ludzkich korpusach na przykład, ale się ich nie wykorzystuje. "Naukowcy" nadal maltretują zwierzęta bez żadnego powodu i pożyteczności, a większość ich działań [np.na uczelniach wyższych] finansowana jest ze skarbu państwa, czyli z kieszeni podatników. Dlaczego od stuleci praktykuje się okaleczanie i zabijanie z zimną krwią i w wielkim cierpieniu tylu zwierząt jeżeli działania te nie przynoszą korzyści, wręcz przeciwnie - oprócz psów, kotów, szczurów, królików etc. ginie wielu pacjentów, którym to przecież miało pomóc? pozdrawiam
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Marcin Klapczyński (3149 punktów) | >Przy tym większość medyków zgadza się, że eksperymenty te >do niczego nie prowadzą, ponieważ ludzki organizm nie >reaguje tak jak zwierzęcy Jaka większość? Podaj referencje, dane, liczby - inaczej post ten pozostaje emocjonalną manifestacją awanturnika malującego kity uwięzionych lisów na niebiesko.
Nie ma lepszych modeli na leczenie nowotworów niż gryzonie. Tak samo z innymi dolegliwościami - cukrzycy, chorobie Parkinsona (Parkinson nie jest wywoływany wypalaniem mózgu lutownicą - do badań używa się selekcji osobników, które zapadają na zwierzęcy wariant tej dolegiwości.)
Więc następnym razem, gdy ktoś kto jest Ci bliski będzie mógł dalej żyć dzięki chemioterapii, podziękuj doktorom Frankensteinom znęcającym się bestialsko nad futrzakami.
>Ponadto istnieją alternatywne sposoby sprawdzenia >skuteczności nowych rozwiązań, na martwych ludzkich >korpusach na przykład, ale się ich nie wykorzystuje.
Jak chcesz sprawdzić proces nowotworzenia na denatach? W 21 wieku mamy ludzkie hodowle komórkowe i na nich tesuje się leki. Nic nie zastąpi jednak testów in situ i dla dobra ludzkości trzeba niestety poświęcić życie zwierzaków.
When pigs fly...
|
|
 | | Gowfrog (113 punktów) | Założyłam ten wątek ponieważ w ręce wpadły mi fragmenty książki "Holokaust - wiwisekcje dziś, wybór dokumentów z laboratoriów, klinik i instytutów badawczych" zebrane przez Milly Schar-Manzoli i Maxa Kellera. Fragmenty z którymi się zapoznałam dotyczyły eksperymentów chirurgicznych i są w nich głównie wysokie liczby zwierząt użytych do badań i medyczne definicje procesów, którym były one oddawane. Nie jestem awanturniczym obrońcą praw rzucającym jajkami w złych "frankenstainów". Jednak opisy eksperymentów przeprowadzanych na zwierzętach mocno wpływają na wyobraźnię, a zajmujący się owymi badaniami naukowcy przyznają oczywiście, że zwierzęta czują ból równie silny co czuliby ludzie na ich miejscu. Przy tym większość badań kończy się niepowodzeniem - śmiercią lub kalectwem, aby uznać, że dany lek czy dana metoda leczenia jest bezpieczna jeden eksperyment należy powtarzać seriami i poddać obserwacji wiele osobników. Choć na pewno dzięki wiwisekcjom można się nauczyć dużo o różnicach gatunkowych.
>Jak chcesz sprawdzić proces nowotworzenia na denatach? W 21 wieku mamy ludzkie hodowle komórkowe i na nich tesuje się leki.
Nie miałam na myśli nowotworów, a badania dotyczące procesów regeneracji tkanki naczyniowej w przypadku anastamozy [założenia szwów] tchawicy - narząd trzeba najpierw zoperować, a następnie zaszyć testowanymi właśnie nićmi chirurgicznymi, a celem jest obserwacja absorpcji nowych szwów. Z powodzeniem można by było eksperymentować z ludzkimi zwłokami - po 3 miesiącach zwierzęto i tak zabijano, wypełniano ich system naczyniowy silikonowym żelem i obserwowano proces absorpcji.
>Nic nie zastąpi jednak testów in situ i dla dobra ludzkości trzeba niestety poświęcić życie zwierzaków.
A czymże tak wspaniałym jest ludzkość, by dla niej poświęcać tyle istnień? Jest to dla mnie brakiem szacunku dla życia, nadużywaniem możliwości w jakie wyposażony jest człowiek. Uznaję sukcesy medycyny odniesione dzięki wiwisekcji, ale uważam, że jest ich nieproporcjonalnie mało w porównaniu z zabijanymi dla ich osiągnięcia zwierzętami. Przy czym naprawdę istnieje mnóstwo przykładów niepowodzeń, których konsekwencje odbiły się także na ludziach. pozdrawiam
|
|
|  | | Gosia (9452 punktów) |
>A czymże tak wspaniałym jest ludzkość, by dla niej poświęcać tyle istnień? Jest to dla mnie brakiem szacunku dla życia, nadużywaniem możliwości w jakie wyposażony jest człowiek. > W zasadzie masz rację.W zasadzie myślałam tak, jak Ty.Do czasu.Konkretnie,do momentu gdy zapadł "wyrok" na moje dziecko.Gdyby wtedy ktoś mi powiedział,że kosztem iluś tam istnień zwierząt laboratoryjnych znajdzie się dla niego lekarstwo, WłASNORĘCZNIE wykonałabym wszystkie wiwisekcje.Za samą nikłą nawet szansę znalezienia ratunku. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.Okrutne, ale niestety prawdziwe. Synek mojej znajomej poważnie choruje na serce.Konieczny jest przeszczep.Jego matka codziennie modli się o znalezienie odpowiedniego dawcy.Jest osobą wierzącą, a mimo to, wbrew swoim dotychczasowym przekonaniom, modli się o cudzą śmierć, by tylko jej dziecko mogło żyć.Rozumiem to. Zasady etyczne to piękna sprawa,ale biorą w łeb, kiedy życie stawia nas przed tego typu wyborami. Pozdrawiam.
|
|
|  | | Marcin Klapczyński (3149 punktów) | > Założyłam ten wątek ponieważ w ręce wpadły mi fragmenty książki "Holokaust - wiwisekcje dziś, wybór dokumentów z laboratoriów, klinik i instytutów badawczych" zebrane przez Milly Schar-Manzoli i Maxa Kellera.Nie znam tej pozycji, ale tytuł sugeruje, że 'wybór dokumentów' został dobrany tak aby pasował do słowa 'holokaust' > Jednak opisy eksperymentów przeprowadzanych na zwierzętach mocno wpływają na wyobraźnię, a zajmujący się owymi badaniami naukowcy przyznają oczywiście, że zwierzęta czują ból równie silny co czuliby ludzie na ich miejscu. Przy tym większość badań kończy się niepowodzeniem - śmiercią lub kalectwem, aby uznać, że dany lek czy dana metoda leczenia jest bezpieczna jeden eksperyment należy powtarzać seriami i poddać obserwacji wiele osobników. Zgadza się, aby dany substancja została uznana za skuteczną, wynik musi być statystycznie znaczący. I przyznaję sam, że za każdym razem, kiedy daje zastrzyk 'usypiający' szczurowi, na których pracujemy w naszym laboratorium, jest mi przykro, kiedy widze strach w oczach gryzonia, który bezskutecznie próbuje się wyrwać mi z ręki. Jednak robimy wszystko, aby zmniejszyć ich stres, nigdy nie usypia się zwierzęcia na oczach jego współbratymców, i zawsze staramy się zminimalizować ból. Aby laboratorium mogło uzyskać licencję na pracę ze zwierzętami, potrzebuje zgody specjalnej komisji, która określa standardy i akceptuje protokoły badań. > >Jak chcesz sprawdzić proces nowotworzenia na denatach? W 21 wieku mamy ludzkie hodowle komórkowe i na nich testuje się leki.> Nie miałam na myśli nowotworów, a badania dotyczące procesów regeneracji tkanki naczyniowej w przypadku anastamozy [założenia szwów] tchawicy - narząd trzeba najpierw zoperować, a następnie zaszyć testowanymi właśnie nićmi chirurgicznymi, a celem jest obserwacja absorpcji nowych szwów. Z powodzeniem można by było eksperymentować z ludzkimi zwłokami - po 3 miesiącach zwierzęto i tak zabijano, wypełniano ich system naczyniowy silikonowym żelem i obserwowano proces absorpcji.Coś tu nie pasuje - zwłoki ludzkie zaczną rozkładać się po kilku dniach, nie będzie żadnego procesu absorpcji przez zszyte tkanki, jedynie ich degeneracja. Po śmierci nie ma krążenia, nie ma więc procesów regeneracyjnych. Z powyższego opisu wynika, że zwierzętom zszyto tchawicę i dopiero po 3 miesiącach je zabito - odczekano czas potrzebny do wchłonięcia szwów wewnętrznych przez organizm. Zszycie już martwych tkanek nic nie daje. > >Nic nie zastąpi jednak testów in situ i dla dobra ludzkości trzeba niestety poświęcić życie zwierzaków.> A czymże tak wspaniałym jest ludzkość, by dla niej poświęcać tyle istnień? Jest to dla mnie brakiem szacunku dla życia, nadużywaniem możliwości w jakie wyposażony jest człowiek.Prawda. Smutne. > Uznaję sukcesy medycyny odniesione dzięki wiwisekcji, ale uważam, że jest ich nieproporcjonalnie mało w porównaniu z zabijanymi dla ich osiągnięcia zwierzętami. Przy czym naprawdę istnieje mnóstwo przykładów niepowodzeń, których konsekwencje odbiły się także na ludziach.Ale istnieje mnóstwo przykładów powodzeń i każdy sukces odniesiony w badaniach klinicznych z udziałem ludzi jest poprzedzony badaniami na futrzakach. Rozumiem Twoje rozżalenie, ale zmienić się tego nie da. Na co należy kłaść nacisk to rygorystyczna kontrola nad każdym projektem badawczym. Tak jest na moim uniwersytecie - pewnego dnia weterynarz opiekujący się naszymi gryzoniami zadzwonił do nas z pretensjami, że szynszyla ma po operacji... depresję! Pozdrawiam 
When pigs fly...
|
|
| |  | | Gowfrog | > Nie znam tej pozycji, ale tytuł sugeruje, że 'wybór dokumentów' został dobrany tak aby pasował do słowa 'holokaust'> Aby laboratorium mogło uzyskać licencję na pracę ze zwierzętami, potrzebuje zgody specjalnej komisji, która określa standardy i akceptuje protokoły badań.> Ale istnieje mnóstwo przykładów powodzeń i każdy sukces odniesiony w badaniach klinicznych z udziałem ludzi jest poprzedzony badaniami na futrzakach. Rozumiem Twoje rozżalenie, ale zmienić się tego nie da. Na co należy kłaść nacisk to rygorystyczna kontrola nad każdym projektem badawczym.Co do wyboru dokumentów - istotnie, zostały bez wątpienia tak dobrane, by pokazać jakimi bestiami są naukowcy, którzy się zajmują badaniami; nie odmawiam im humanitaryzmu, nie zakładam, że wszyscy to podli sadyści, którym sprawia przyjemność piłowanie kości; jak wcześniej wspomniałam - czytelnik zarzucany jest liczbami i opisami przeprowadzanych badań, które silnie oddziaływują na wyobraźnię, dygresje autorów są pozbawione obiektywizmu - książka została wydana, by pozyskać jak najwięcej nowych przeciwników wiwisekcji. Brak rzetelnych informacji na temat wyników eksperymentów, absolutnie nie spotkałam żadnego, który sugerowałby, że naukowcy kiedykolwiek odnieśli znaczący sukces [czy jakikolwiek]. Chociaż kierunek Twoich studiów zakłada pracę ze zwierzętami laboratoryjnymi, to i tak nie dziwię się, że nie znasz tej pozycji - pewnie nie miałaby wartości naukowej. Przy czym przypominam, że zapoznałam się jedynie z fragmentami dotyczącymi chirurgii, a nie całą książką. Jak w innym miejscu napisałam - uznaję zdobycze wiwisekcji. Pozostaje mi mieć nadzieję, że komisje przykładają się do swojej pracy i że przeprowadzane kontrole są surowe, a zwierzętom oszczędza się tyle cierpień ile w mocy ludzkiej. Przyznaję, że się zagalopowałam. Nadal jednak kuszącą wydaje mi się opcja zamienienia zwierząt laboratoryjnych ludźmi laboratoryjnymi, choć wiem, że to czcze mrzonki [a szkoda]. Pozdrawiam
|
|
| lipschitz (1674 punktów) | Droga na skróty jest zawsze najłatwiejsza. Motywem do uznania czegoś za słuszne jest zysk, za ten sam czyn zamkniemy człowieka w więzieniu, opiszemy w prasie jego "chore" instynkty lub, jeśli odniesliśmy korzyść, wynagrodzimy sowicie. Dobro utożsamiane z korzyścią pozwala czynić różne okropności. Trudno się dzisiaj połapać, które z ludzkich odkryć nie odbyło się kosztem cierpienia, leki, kosmetyki, testowane bomby, moda - zawsze jest argument w postaci odnoszonej korzyści.
Czy można rozwijać naukę w cywilizowany sposób? Pewnie tak, ale raczej trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że będzie ona poruszała się w innym kierunku i może być uboższa na polu, gdzie naukowiec nie ma oporów, aby użyć kwasu, odciąć kończynę, zakazić, zarazić.
Umiem jednak wyobrazić sobie naukowca, który skupił się na innego rodzaju pracy, który dochodzi tego, na czym polega zdrowe życie, zdrowe środowisko, który przekonuje potem jak ważna jest czysta woda, który stara się rozgryźć mechanizm, który sprawia, że uzależniamy się od kiepskiego jedzenia, alkoholu, nikotyny.
Z jednej strony wywalamy tony śmieci, niszczymy przyrodę i zachęcamy do spożywania byle czego, byle jak, z drugiej leczymy konsekwencje tego stanu rzeczy. Nie mamy czystego powietrza i nie mamy naukowców, których traktowano by poważnie, gdy donoszą jak fundamentalne dla naszego zdrowia jest żyć na czystej planecie. Medycyna w głównej mierze zajmuje się leczeniem skutków naszego nierozważnego sposobu życia i co tu dużo nie mówić, wspiera ten sposób, bo nie musimy niczego zmieniać, są leki, jest chemioterapia, są środki znieczulające.
Można jednak zajmować się nauką ze współczuciem, z ukierunkowaniem na przyczyny problemów. Niektóre organizacje ekologiczne są bardziej naukowe niż super nowoczesne laboratoria, gdyż mówią co czynić, aby nigdy nie korzystać z ich przysług.
|
|
 | | Gowfrog (113 punktów) | >W zasadzie masz rację.W zasadzie myślałam tak, jak Ty.Do czasu.Konkretnie,do momentu gdy zapadł "wyrok" na moje dziecko.Gdyby wtedy ktoś mi powiedział,że kosztem iluś tam istnień zwierząt laboratoryjnych znajdzie się dla niego lekarstwo, WłASNORĘCZNIE wykonałabym wszystkie wiwisekcje.Za samą nikłą nawet szansę znalezienia ratunku.
Potrafię zrozumieć matkę, córkę czy jakąkolwiek osobę, która boi się o członka rodziny nieuleczalnie chorego, drży na myśl o jego cierpieniu i utracie. Gdybym była w takiej sytuacji, pewnie też szukałabym jakiegokolwiek sposobu ratunku i jeśliby tylko pojawiła się możliwość wiwisekcji, która być może da rezultaty to również użyłabym własnych rąk do przeprowadzenia jej. Tyle, że ja na ludziach - bo miałabym pewność, że jak na moim "zwierzaczku" doświadczalnym działa to i mojemu dziecku pomoże, bo to ten sam gatunek. Ponadto, ludzie sami są sobie winni, tu zgadzam się z lipschitzem:
>Z jednej strony wywalamy tony śmieci, niszczymy przyrodę i zachęcamy do spożywania byle czego, byle jak, z drugiej leczymy konsekwencje tego stanu rzeczy. Nie mamy czystego powietrza i nie mamy naukowców, których traktowano by poważnie, gdy donoszą jak fundamentalne dla naszego zdrowia jest żyć na czystej planecie. Medycyna w głównej mierze zajmuje się leczeniem skutków naszego nierozważnego sposobu życia i co tu dużo nie mówić, wspiera ten sposób, bo nie musimy niczego zmieniać, są leki, jest chemioterapia, są środki znieczulające.
Niech rasa ludzka na własnej skórze poczuje konsekwencje swoich czynów, dlaczego płacą za to zwierzęta? Wiem, że trudno byłoby wytłumaczyć to matce, która opłakuje chore dziecko, wiem, że to dziecko niczym nie zawiniło - spadły na niego koszty wygodnictwa całej rasy; wiadomo, że nie płacą ci, co powinni. Nie mam zasad etycznych, a jedynie swoiste poczucie sprawiedliwości, zwierzęta mają takie same prawo do życia jak ludzie i to nie w porządku tak iść na łatwiznę.
>Czy można rozwijać naukę w cywilizowany sposób? Pewnie tak, ale raczej trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że będzie ona poruszała się w innym kierunku i może być uboższa na polu, gdzie naukowiec nie ma oporów, aby użyć kwasu, odciąć kończynę, zakazić, zarazić.
Nie musiałaby być uboższa, zwierzę czuje ból równy ludzkiemu, jest istotą żywą tak samo jak człowiek; poza tym eksperymenty na ludziach przeprowadzano w obozach koncentracyjnych np., więc wiadomo, że istnieją naukowcy, którzy podołaliby. pozdrawiam
|
|
|  | | mdonald (9 punktów) | Pominmy falszywa moralnosc i spojrzmy na to z najwazniejszego dla wszystkich czyli praktycznego punktu widzenia. Tutaj dziala prawo silniejszego, krolik sie obronic nie moze wiec sie go wykorzystuje. Ludzi ktorzy sie obronic nie mogli rowniez w kiepski sposob traktowano, wspomniec wystarczy niewolnictwo. Teraz sie nie da bo kazdy czlowiek moze dosyc latwo swoich praw pilnowac. Zauwaz, ze nawet jakbym chcial Ciebie wykorzystac do roznych eksperymentow to bez problemu bys sie wybronila, ja bym poszedl siedziec i jeszcze moze jakies odszkodowanie bys dostala, wiec robienie takowych eksperymentow na ludziach jest nieoplacalne. Poza tym nikt by sie na to nie zgodzil wiedzac, ze podczas spaceru moze zostac zlapany i zastosowany do roznych niezbyt zdrowych testow  Nawet ewentualnie ochotnicy kazaliby sobie slono za takie cos placic - znowu nieoplacalne. Pozdrawiam serdecznie
|
|
| |  | | Gowfrog (113 punktów) | > Zauwaz, ze nawet jakbym chcial Ciebie wykozystac do roznych eksperymentow to bez problemu bys sie wybronila, ja bym poszedl siedziec i jeszcze moze jakies odszkodowanie bys dostala, wiec robienie takowych eksperymentow na ludziach jest nieoplacalne. >Poza tym nikt by sie na to niezgodzil wiedzac, ze podczas spaceru moze zostac zlapany i zastosowany do roznych niezbyt zdrowych testow Nawet ewentualnie ochotnicy kazaliby sobie slono za takie cos placic - znowu nieoplacalne.> Pozdrawiam serdecznie  ha! a kto powiedział, że bym się wybroniła? że co, najpierw byś mnie lub sąd pytał o zgodę na wypatroszenie? porwanie, przywiązanie do stołu operacyjnego, a potem do piachu i po zabawie!  mało jest osób, których zniknięciem nikt by się nie przejął? a ja przecież o legalnych testach nie mówiłam, oczywiście, że nikt nie wyraziłby na nie zgody. na złapanie też musiałabym długo czekać, jeżeli tylko odpowiednio bym się zabezpieczyła. jedyne, co stoi na przeszkodzie to pieniądze - kosztowna rozrywka  pozdr
|
|
| | |  | | AstralStorm (558 punktów) | > porwanie, przywiązanie do stołu operacyjnego, a potem do piachu i po zabawie!  A gdzie ten piach umieścisz? Swój własny lasek? Bo inaczej ktoś ciebie może zauważyć i... po rozrywce. > mało jest osób, których zniknięciem nikt by się nie przejął?Mało. Statystyka działa przeciwko każdemu mordercy/porywaczowi masowemu. > na złapanie też musiałabym długo czekać, jeżeli tylko odpowiednio bym się zabezpieczyła.W cuda wierzysz, zawsze ktoś może usiłować podstawić ofiarę i złapać ciebie na gorącym uczynku.
Przeszedłem sam siebie i stanąłem obok. No i co z tego?
|
|
| | | |  | | Gowfrog (113 punktów) | >W cuda wierzysz, zawsze ktoś może usiłować podstawić ofiarę i złapać ciebie na gorącym uczynku.
Nie w cuda wierzę lecz w "moc" pieniądza. Wyobraź sobie ile musiałoby kosztować zorganizowanie takich eksperymentów. Materiał badawczy, narzędzia medyczne, medycy, którzy zgodziliby się współpracować, odpowiednio odizolowane miejsce, laboratoria... Gdyby stać mnie było na to, z pewnością mogłabym sobie też kupić bezpieczeństwo. Ponadto kto miałby podstawiać ofiary? Obrońcy praw człowieka? Policja? Naprawdę wierzysz w ich skuteczność, gdy w grę wchodzi duża kasa? Mało jest handlarzy ludźmi, którym się dobrze wiedzie w interesach? Mało matek, które sprzedają dzieci za granicę do "adopcji"? Przeceniasz ludzką moralność - można ją kupić, po prostu trzeba wiedzieć, komu proponować. pozdrawiam
|
|
| RudiMagx (280 punktów) | Sorry, ale zbulwersował mnie ten post. Po co pisać rzeczy, pod którymi wstyd się podpisać? Ewidentne przekłamania, od których roi się w tym tekście, nie są jeszcze najgorsze. Każdy, kto ma choć trochę zdrowego rozsądku, od razu się domyśli, że pisał to ktoś nawiedzony albo czymś tak przejęty, że nie zdążył się zastanowić zanim napisał. Najsmutniejsze jest to, że ten post, podobnie jak wiele innych niestety, bardziej pasuje do jakiejś gazetki indoktrynacyjnej niż do racjonalisty. Gdyby stosować logikę autorki, policję należałoby rozwiązać, bo można w nieskończoność mnożyć przykłady jej przekupności, nieudolności i nieuzasadnionej brutalności. Świat jednak nie jest czarno-biały. Raczej odwrotnie: jest tylko szarość, a czerń i biel to tylko szczególne jej przypadki. Najczęściej zamiast wybierać dobro możemy być szczęśliwi, jeśli uda się wybrać mniejsze zło. Jest prawdą, że przeprowadzanie eksperymentów na zwierzętach jest złem. Jest prawdą, że niektóre eksperymenty są niepotrzebne, nieprzemyślane, niepotrzebnie okrutne. Wyciąganie z tego wniosku, że naukowcy to sadyści i głupcy, a ekperymenty na zwierzętach są zbędne, jest jednak lekko mówiąc infantylne, chyba, że jest świadomą manipulacją. Jak ktoś nie ma co pisać, to pisze podobne dzieła jak książka, która natchnęła autorkę postu. Oczywiście, że zwierzęta nie funkcjonują dokładnie jak człowiek. Wiele było przypadków, że lek testowany na zwierzętach okazał się zabójczy dla ludzi. Ale gdy nie ma innych możliwości, trzeba wybierać mniejsze zło. Wielu naukowców próbowało swoich pomysłów na sobie. Warto przypomnieć choćby noblistów Barry Marshalla, który w 1984 roku wypił pełną szklankę Helicobacter pylori aby udowodnić, że to ona powoduje wrzody żołądka, czy Wernera Forssmanna, który w 1929, przez żyłę w łokciu, wepchnął sobie rurkę do serca, po czym kazał się prześwietlić, aby udowodnić, że możliwe jest wprowadzenie cewnika do bijącego serca. Jak złudne są zastępcze metody badań, przekonali się ochotnicy testujący ostatnio najnowszy lek na stwardnienie rozsiane o nazwie TGN1412. Lek był sprawdzony na zwierzętach, jego działanie symulowano komputerowo, itd. Ci, którym go podano walczą o życie. Niemniej wielu takich tragedii udało się uniknąć właśnie dzięki eksperymentom zastępczym, m.in. na zwierzętach. Ciekawym tematem do przemyśleń może być historia naukowców hitlerowskich, którzy przeprowadzali zbrodnicze eksperymenty na więźniach obozów koncentracyjnych i nie tylko. Oficjalnie potępieni, w dużej części, właściwie w większości, uniknęli kary. Przygarnęły ich zwycięskie mocarstwa, by móc skorzystać z wyników ich badań. Skoro zło już się wydarzyło, postanowiono przynajmniej skorzystać z jego owoców. Matematykę i fizyka bardziej mi się podoba od medycyny właśnie dlatego, że mniej w niej dylematów moralnych  Pzdr serdecznie 
www.rudimagx.republika.pl
|
|
 | | placownik (17853 punktów) |
> Ciekawym tematem do przemyśleń może być historia naukowców hitlerowskich, którzy przeprowadzali zbrodnicze eksperymenty na więźniach obozów koncentracyjnych i nie tylko. Oficjalnie potępieni, w dużej części, właściwie w większości, uniknęli kary. Przygarnęły ich zwycięskie mocarstwa, by móc skorzystać z wyników ich badań. Skoro zło już się wydarzyło, postanowiono przynajmniej skorzystać z jego owoców. Warto w tym kontekście przypomnieć Hubertusa Strugholda - zwanego ojcem medycyny kosmicznej. Tego ojcostwa dorobił się dzięki eksperymentom w komorze ciśnieniowej dokonywanym na więźniach obozu koncentracyjnego w Dachau. Szczęśliwą matką była niejaka US Army. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
 | | Gowfrog (113 punktów) | > Sorry, ale zbulwersował mnie ten post. Po co pisać rzeczy, pod którymi wstyd się podpisać? Ewidentne przekłamania, od których roi się w tym tekście, nie są jeszcze najgorsze. Każdy, kto ma choć trochę zdrowego rozsądku, od razu się domyśli, że pisał to ktoś nawiedzony albo czymś tak przejęty, że nie zdążył się zastanowić zanim napisał. Najsmutniejsze jest to, że ten post, podobnie jak wiele innych niestety, bardziej pasuje do jakiejś gazetki indoktrynacyjnej niż do racjonalisty.To dobrze, że potrafisz ustrzec się przed indoktrynacją, bo jak widzisz, nie wszyscy mamy tyle szczęścia. Niektóre, co bardziej impulsywne jednostki dają się nawiedzić, się za bardzo przejmą, a potem bulwersują innych czytelników ewidentnymi przekłamaniami. I nawet tyle wstydu mają, że się podpisują pod własnymi omyłkami. > Gdyby stosować logikę autorki, policję należałoby rozwiązać, bo można w nieskończoność mnożyć przykłady jej przekupności, nieudolności i nieuzasadnionej brutalności. Świat jednak nie jest czarno-biały. Raczej odwrotnie: jest tylko szarość, a czerń i biel to tylko szczególne jej przypadki. Najczęściej zamiast wybierać dobro możemy być szczęśliwi, jeśli uda się wybrać mniejsze zło.Gdyby można było rozwiązać policję, to oznaczałoby, że ludzie zrobili duży krok do przodu. I po co wybierać mniejsze zło na drodze do szczęścia, jeśli istnieje opcja wyboru dobra? > Wyciąganie z tego wniosku, że naukowcy to sadyści i głupcy, a ekperymenty na zwierzętach są zbędne, jest jednak lekko mówiąc infantylne, chyba, że jest świadomą manipulacją.Powtarzam: nie rzucam jajkami we frankenstainów i uznaję wkład wiwisekcji we współczesną naukę i medycynę. Trudno jest jednak zapomnieć co niektóre zdjęcia. A gdy jeszcze nachodzi refleksja, że ludzie sami sobie zgotowali swoje choróbska, lecz lekarstwa na to szukają przeprowadzając doświadczenia na zwierzętach, to wówczas myślę, że i skuteczniej i sprawiedliwiej byłoby eksperymentując z własną rasą. > Matematykę i fizyka bardziej mi się podoba od medycyny właśnie dlatego, że mniej w niej dylematów moralnych  A to sprytnie. Pozdrawiam
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|