Racjonalista - Strona głównaDo treści
Drodzy, bardzo drodzy studenci

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
10-10-2012 20:44Selanos (12869 punktów)Drodzy, bardzo drodzy studenci
Ocena 11 na 11
Jestem studentem Nauczycielskiego kolegium języków obcych, studiuję anglistykę, jestem na drugim roku.

W zeszłym roku na moim roku anglistyki były 24 osoby, podzielone na dwie grupy po 12 osób. Przez cały rok przyglądałem się, jak ludzie odchodzili, z reguły z lenistwa, po prostu się nie uczyli, albo co dziwniejsze, byli zaskoczeni, że żeby cokolwiek zdać, muszą się uczyć. Do egzaminów z PNJA (praktyczna nauka języka angielskiego, czyli czytanie, słuchanie, pisanie, mówienie i gramatyka) podchodziło tylko 12 osób z całego roku.

Studia te są publiczne, czyli opłacane z naszych podatków. Studenci nie muszą nic dodatkowo dopłacać, nie ma żadnych odpłatnych poprawek etc. Studia nie są łatwe, te konkretne NKJO zawsze chwaliło się wysokim poziomem i mimo tego, że za kilka lat zostanie zlikwidowane, poziom wciąż utrzymuje.

Nie jest łatwo, ale wykładowcy dają mnóstwo możliwości zdania. Każde kolokwium (z każdego przedmiotu są 3-4 na semestr) można poprawiać dwa razy. To samo się tyczy egzaminów. Jeżeli nie zaliczyło się jakiegoś przedmiotu albo egzaminu, można też starać się o egzamin komisyjny albo wpis warunkowy. Mimo tego, z 24 osób które zaczynało w zeszłym roku, dziś jest nas 9, słownie DZIEWIĘĆ osób.

Innymi słowy, przez rok podatnicy płacili za edukacje piętnastu nierobów. Taka sytuacja boli, a co gorsza, to nie jest odosobniony przypadek. Czy ktoś tam na górze, na Wiejskiej stara się ten problem rozwiązać?

Z tego co pamiętam z expose Tuska, oszczędności rządu polegają na tym, że zamiast ciąć wydatki, zwiększa się podatki i uszczelnia system podatkowy w ogóle. Może zamiast tego powinno się zaoszczędzić na nierobach, którzy marnują czas i pieniądze?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Tomek Fiedorek (5805 punktów)
Sądzisz, że wśród takich, którzy musieliby płacić nie byłoby nierobów?
10-10-2012 20:57 
 Ocena 2 na 2
Selanos (12869 punktów)
>Sądzisz, że wśród takich, którzy musieliby płacić nie byłoby nierobów?

Byliby. Mało to jest takich, którzy są na studiach tylko dlatego, że zapłacili za nich mamusia bądź tatuś, a dziecko i tak nie będzie się uczyć? Ale przynajmniej tacy płacą sami za siebie (tj. ich rodzice płacą), więc nie obciążają wszystkich podatników.
10-10-2012 21:06 
 Ocena 6 na 6
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
Ok. Co z tymi, których nie stać, a chcą się uczyć i nie byliby nierobami. Przewidujesz jakąś selekcję? Może studia będą tylko dla wybrańców? Reszta skazana na starcie na ciemnotę? Było już coś takiego. Wieki Ciemne je nazwano.
10-10-2012 21:17 
 Ocena-1 na 1
Selanos (12869 punktów)
>Ok. Co z tymi, których nie stać, a chcą się uczyć i nie byliby nierobami. Przewidujesz jakąś selekcję? Może studia będą tylko dla wybrańców? Reszta skazana na starcie na ciemnotę? Było już coś takiego. Wieki Ciemne je nazwano.

W średniowieczu nawet ludzie bogaci często byli niepiśmienni. Zresztą, w temacie przedstawiłem nieco inny problem, ale niech będzie. Nie jest sekretem, że nie jestem miłośnikiem edukacji publicznej. Uważam, że ludzie poradziliby sobie bez publicznej edukacji, tak jak robili to jeszcze nie tak dawno temu. Rozumiem, że to, że ktoś z racji posiadania pieniędzy ma dużo lepszy start, może wydawać się niesprawiedliwe, ale nie bardziej niesprawiedliwe, niż obciążanie społeczeństwa kosztami "edukacji" nierobów, "edukacji" na wszystkich szczeblach, nie tylko na studiach.

Czy nie jest tak, że kiedy ludzie za coś nie płacą, to przestają to doceniać? Mam wrażenie, że większość ludzi myśli właśnie w taki sposób, może nawet podświadomie.
10-10-2012 21:47 
 Ocena 1 na 1
NorahYorke (329 punktów)
>>Rozumiem, że to, że ktoś z racji posiadania pieniędzy ma dużo lepszy start, może wydawać się niesprawiedliwe, ale nie bardziej niesprawiedliwe, niż obciążanie społeczeństwa kosztami "edukacji" nierobów, "edukacji" na wszystkich szczeblach, nie tylko na studiach.

System bezpłatnej edukacji opiera się na tym iż każdy dostaje swoją szansę. Jeśli ustawa o odpłatności za drugi kierunek wejdzie w końcu w życie to tylko jedną.
(Nawiasem mówiąc twórcy tej ustawy narobili we własne gniazdo. Sądząc po minie pewnej pani profesor kiedy po pytaniu o to kto studiuje drugi kierunek rękę podniosło jakieś 2/3 a może i 3/4 sali, jest to pierwszy rocznik tak chętny do nauki.) Społeczeństwo opłacające ten luksus też mogło z niego skorzystać. Jeśli ktoś tego nie zrobił to jego prywatny problem i nie zwalnia go to z odpowiedzialności za zapewnienie możliwości wyboru nowemu pokoleniu.


Be a world child
Form a circle
Before we all, go under (Radiohead, Street Spirit)
10-10-2012 22:13 
 Ocena 1 na 1
Selanos (12869 punktów)
>System bezpłatnej edukacji opiera się na tym iż każdy dostaje swoją szansę.

Ale płacą za tą szansę, często niewykorzystaną wszyscy, również ci, którzy wcale nie mają zamiaru z tej szansy korzystać.
NorahYorke (329 punktów)
>>System bezpłatnej edukacji opiera się na tym iż każdy dostaje swoją szansę.
>Ale płacą za tą szansę, często niewykorzystaną wszyscy, również ci, którzy wcale nie mają zamiaru z tej szansy korzystać.

Za głupotę się płaci.

Be a world child
Form a circle
Before we all, go under (Radiohead, Street Spirit)
11-10-2012 01:31 
 Ocena 2 na 2
Selanos (12869 punktów)
>Za głupotę się płaci.

W tym przypadku za cudzą.

Dla mnie to jest szczyt niesprawiedliwości.
11-10-2012 17:33 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
>System bezpłatnej edukacji opiera się na tym iż każdy dostaje swoją szansę. Jeśli ustawa o odpłatności za drugi kierunek wejdzie w końcu w życie to tylko jedną.

To nie do końca jest prawda. Bezpłatny drugi kierunek będzie nadal dostępny dla puli "lepszych" studentów. Wydaje się to raczej rozsądne - jeśli ktoś słabo sobie radzi na jednym kierunku, nie wydaje mi się, by dołożenie mu dodatkowej puli nauki i obowiązków poprawiło jego sytuację, a skoro społeczeństwo funduje możliwość studiowania, dobrze też, by ta możliwość była wykorzystywana efektywnie.
NorahYorke (329 punktów)
>>Bezpłatny drugi kierunek będzie nadal dostępny dla puli "lepszych" studentów. Wydaje się to raczej rozsądne - jeśli ktoś słabo sobie radzi na jednym kierunku, nie wydaje mi się, by dołożenie mu dodatkowej puli nauki i obowiązków poprawiło jego sytuację, a skoro społeczeństwo funduje możliwość studiowania, dobrze też, by ta możliwość była wykorzystywana efektywnie.

Student który ma wyższą średnią niż inni wcale nie musi być od nich "lepszy" i fakt że ktoś nie załapał się do puli nie oznacza że sobie nie radzi i ma prawo sam zdecydować czy chce sobie dołożyć obowiązków czy nie. Jeśli rzeczywiście sobie nie poradzi to go w końcu wyrzucą. Rekrutacja na drugi kierunek odbywa się na takich samych zasadach jak na pierwszy. Więc za takiego studenta nie płaci się więcej. Po prostu zajmuje miejsce komuś kto słabiej zdał maturę.

Be a world child
Form a circle
Before we all, go under (Radiohead, Street Spirit)
11-10-2012 18:09 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
Pozwolę sobie pozostać przy swojej opinii. W kwestii oceny studentów również
To, że student się do puli nie załapał, zasadniczo jednak oznacza, że z wymogami tego konkretnego kierunku, który wszak sam sobie wybrał, radzi sobie słabiej niż ci, którzy się załapali.

Drugi kierunek uważam za pewien bonus, nie za "oczywistą oczywistość". Podejście typu "niech próbuje, najwyżej go wyrzucą" nie świadczy o zbytnim szacunku dla pieniędzy podatników moim zdaniem. Podoba mi się koncepcja szansy na zdobycie wykształcenia dla wszystkich spełniających wymogi formalne (dziś niestety "nowa matura", a nie egzaminy kierunkowe), ale bonusy wolałabym rezerwować dla najlepszych.

>Więc za takiego studenta nie płaci się więcej. Po prostu zajmuje miejsce komuś kto słabiej zdał maturę.

To chyba ty pisałaś coś o zapewnianiu możliwości nowym pokoleniom
NorahYorke (329 punktów)
>To chyba ty pisałaś coś o zapewnianiu możliwości nowym pokoleniom

No dobra. Jako świeżo upieczony dwukierunkowiec jestem nieobiektywna.


Be a world child
Form a circle
Before we all, go under (Radiohead, Street Spirit)
10-10-2012 22:23 
 Ocena 5 na 5
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
Twoja argumentacja jest nietrafna przynajmniej przez wzgląd na dwa zjawiska:

1) Nie ma czegoś takiego jak "darmowa" edukacja. Płaci się za nią za pośrednictwem podatków. Ty płacisz, Twoi rodzice płacą, ja płace za Twoją edukację, a i sami studenci, w VAT'cie na przykład także płacą. To co Ty proponujesz to zwiększenie kosztu dla jednostki a nie "odpłatną" edukację.

2) Od średniowiecza świat się jednak "troszkę" zmienił. Wzrost komplikacji świata wymaga większych kompetencji (np. podstawowej wiedzy z matematyki) od przeciętnego obywatela. Dlatego się ich obowiązkowo kształci. Jednocześnie ilość tej rudymentarnej wiedzy wzrasta - tak jak wzrasta ilość informacji w ogóle. Wzrasta także, co za tym idzie, ilość niezbędnych, podstawowych kompetencji itd.

Ad rem - to, że jakaś część studentów odpadła wskazuje, że system weryfikacji ich umiejętności i motywacji zadziałał, może i z opóźnieniem, ale jednak. Więc w czym problem? Masz lepszy system weryfikacji zapewniający jednocześnie równe szanse najzdolniejszym i najbardziej pracowitym, nieważne z jak bogatych domów pochodzącym?

Pozdrawiam.


Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
Selanos (12869 punktów)
>1) Nie ma czegoś takiego jak "darmowa" edukacja.

Jestem tego świadom i o tym pisałem.

>To co Ty proponujesz to zwiększenie kosztu dla jednostki a nie "odpłatną" edukację.

Nie, ja proponuję, żeby za usługę płacili tylko ci, którzy z tej usługi korzystają.

>2) Od średniowiecza świat się jednak "troszkę" zmienił.

Średniowiecze przeminęło, ale płacenie za edukację jeszcze przez lata trwało, są miejsca gdzie trwa do dziś. Po części płaci się za edukację w USA i jakoś ludzie z tym żyją.

>Wzrost komplikacji świata wymaga większych kompetencji (np. podstawowej wiedzy z matematyki) od przeciętnego obywatela.

Podstawowej matematyki można się nauczyć w domu. Ja potrafiłem dodawać, odejmować, mnożyć i dzielić, bo nauczyli mnie rodzice. W szkole podstawowej wybitnie się nudziłem. Nie należę do wybitnie inteligentnych, więc jeżeli ja potrafiłem, to większość społeczeństwa też może.

>Dlatego się ich obowiązkowo kształci.

Chyba raczej przymusowo. To słowo lepiej oddaje rzeczywistość w której uszczęśliwia się ludzi na siłę.

>Ad rem - to, że jakaś część studentów odpadła wskazuje, że system weryfikacji ich umiejętności i motywacji zadziałał, może i z opóźnieniem, ale jednak. Więc w czym problem?

W czym problem? W tym, że to kosztuje. Sądząc po samochodach wykładowców, nie mało. A koszta ponosi całe społeczeństwo, ja też za to płacę. A nie lubię płacić za kogoś, wystarczy, że płacę za siebie.
11-10-2012 08:10 
 Ocena 3 na 3
Marek Okrągły (2283 punktów)
>Średniowiecze przeminęło, ale płacenie za edukację jeszcze przez lata trwało, są miejsca gdzie trwa do dziś. Po części płaci się za edukację w USA i jakoś ludzie z tym żyją.

Z systemem płatnej edukacji mieli do czynienia moi dziadkowie/babcie - każdy ma 4 klasy podstawowe i nic więcej, bo nie było ich stać. Nie polecam.
Obecnie również mamy do czynienia z systemem płatnej edukacji, bo wiele osób płaci dodatkowo. Ten etap, który opisałeś to jest odsiewanie umysłów gnuśnych od umysłów dobrych. I dla mnie jest to koszt wart swej ceny. Znam osobę, która studiowała, bo facet wymyślił stypendium i była to kwota na lepszy komputer. Nie mając tego nie poszłaby na studia, a dziś jest wspaniałą osobą zarządzającą dużą ilością ludzi. Bez studiów by tego nie osiągnęła. Dla niej akademik i utrzymanie się było na początku wyczynem. Dla niej darmowe studia byłyby za drogie.

>Podstawowej matematyki można się nauczyć w domu. Ja potrafiłem dodawać, odejmować, mnożyć i dzielić, bo nauczyli mnie rodzice. W szkole podstawowej wybitnie się nudziłem. Nie należę do wybitnie inteligentnych, więc jeżeli ja potrafiłem, to większość społeczeństwa też może.

Ja nie jestem super matematykiem, ale mam predyspozycje i 34 lata, więc niewiele z nimi zrobiłem, ale widzę ludzi dookoła mnie i mówię Ci, że w Polsce matematyka leży. Jest to najważniejsza nauka i leży, bo przez wiele lat nie byłą obowiązkowa obok języka polskiego. Ludzie nie mają pojęcia o logice i wnioskowaniu, a to tak naprawdę wynika z matematyki.

>Chyba raczej przymusowo. To słowo lepiej oddaje rzeczywistość w której uszczęśliwia się ludzi na siłę.

Wolę takie przymusowe kształcenie niż brak możliwości. Jak ja poszedłem na studia to ludzie nie mieli pojęcia o logarytmach, a ja miałem liczby zespolone w liceum, a były to studia związane z ekonomią. Nie powinno tak być, że ktoś ma przewagę w życiu tylko dlatego, że jakiś miejscowy kacyk uznał brak potrzeby. Pewne dziedziny życia nie mogą być odpuszczane, bo tworzymy: analfabetów, wtórnych analfabetów, pseudo dyslektyków itd..

>W czym problem? W tym, że to kosztuje. Sądząc po samochodach wykładowców, nie mało. A koszta ponosi całe społeczeństwo, ja też za to płacę. A nie lubię płacić za kogoś, wystarczy, że płacę za siebie.

Ja osobiście zgadzam się na płacenie za 1 rok studiów, dla niezdecydowanych. Każdy może się pomylić. Ja mam 34 lata i nie jestem pewien co chcę robić w życiu.

Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
Selanos (12869 punktów)
>Z systemem płatnej edukacji mieli do czynienia moi dziadkowie/babcie - każdy ma 4 klasy podstawowe i nic więcej, bo nie było ich stać. Nie polecam.

Moi pradziadkowie mieli do czynienia ze szkołą czteroklasową i to w dodatku austriacką, chociaż nie, wtedy to były Austro-Węgry. I żyli. A mój dziadek nie skończył żadnej szkoły, bo kiedy miał sześć lat, wybuchła wojna, a kiedy się skończyła, to nie była ani szkół, ani nauczycieli. I mój dziadek jakoś z tym żyje, jest osobą niezwykle oczytaną, posiadającą imponującą wiedzę z różnych dziedzin, szczególnie z geografii. W tej kwestii bije mnie na głowę mimo tego, że spędziłem w szkole 12 lat.

>Dla niej darmowe studia byłyby za drogie.

To mamy też płacić za zakwaterowanie, papu, może jeszcze dojazd, komputer i najlepiej Mp3, żeby się nie nudziło? To ja w takim razie studiuję do 67, a potem mogę iść na emeryturę.

>Ja nie jestem super matematykiem, ale mam predyspozycje i 34 lata, więc niewiele z nimi zrobiłem, ale widzę ludzi dookoła mnie i mówię Ci, że w Polsce matematyka leży.

W pełni się zgadzam. Ja też nie jestem zbyt dobry z matematyki, zresztą i tak wiem dużo więcej niż używam i za kilka- kilkanaście lat ta wiedza gdzieś się ulotni.

>Jest to najważniejsza nauka i leży, bo przez wiele lat nie byłą obowiązkowa obok języka polskiego. Ludzie nie mają pojęcia o logice i wnioskowaniu, a to tak naprawdę wynika z matematyki.

Historia jest przez 3 lata podstawówki, 3 lata gimnazjum i 3 lata liceum, a ludzie nie mają pojęcia o ciągu przyczynowo skutkowym. Można podać więcej takich przykładów, ale po co?

Kiedyś wyższa edukacja dotyczyła tylko jakiejś wąskiej grupy, zaledwie kilka procent z całego społeczeństwa. Potem tacy ludzie tworzyli inteligencje. Dzisiaj jest tak samo, niby każdy kończy szkołę, wielu kończy uniwersytety, ale zaledwie ułamek wszystkich coś z tego wyniesie.

A to wszystko kosztuje.

>Wolę takie przymusowe kształcenie niż brak możliwości.

Jak są chęci, to znajdą się też możliwości. Nie zawsze, ale człowiek zaradny sobie poradzi.

>Pewne dziedziny życia nie mogą być odpuszczane, bo tworzymy: analfabetów, wtórnych analfabetów, pseudo dyslektyków itd..

Tworzymy, w warunkach w których edukacja jest "darmowa" i teoretycznie tych wszystkich a- i dys- nie powinno być.

>Ja osobiście zgadzam się na płacenie za 1 rok studiów, dla niezdecydowanych. Każdy może się pomylić.

To mogłoby być jakieś rozwiązanie, przynajmniej byłoby odrobinę taniej. Ale są inne problemy, są rzesze ludzi, którzy wybierają studia bez myślenia, takie po których nie będą mieć pracy.
11-10-2012 19:51 
 Ocena 1 na 1
Marek Okrągły (2283 punktów)
>Moi pradziadkowie mieli do czynienia ze szkołą czteroklasową i to w dodatku austriacką, chociaż nie, wtedy to były Austro-Węgry. I żyli. A mój dziadek nie skończył żadnej szkoły, bo kiedy miał sześć lat, wybuchła wojna, a kiedy się skończyła, to nie była ani szkół, ani nauczycieli. I mój dziadek jakoś z tym żyje, jest osobą niezwykle oczytaną, posiadającą imponującą wiedzę z różnych dziedzin, szczególnie z geografii. W tej kwestii bije mnie na głowę mimo tego, że spędziłem w szkole 12 lat.

A ja piszę o zaborze rosyjskim i życiu na wsi. Z racji swojego wieku mieli oni wspaniałe doświadczenie i wiedzę, jednak z wiedzy ogólnej nie byli orłami. Nie było im to w życiu potrzebne. Wystarczyło dojenie krów i ogólnie wychowywanie zdrowych dzieci. Dziadek Twój miał dostęp do pomocy naukowych, ze względu na popyt kreowany dzięki powszechnej edukacji, moi dziadkowie/babcie na wsi nie mieli tego popytu by ich wspierał.
Ja również większość wiedzy mam spoza szkoły jednak chęcią zdobywania informacji zarazili mnie rodzice i nauczyciele. Jako pedagodzy moi nauczyciele z podstawówki miażdżyli przewagą nauczycieli z liceum, po prostu umiejętność rozwijania zainteresowań była wprost niesamowita w nich.
Dopiero od niedawna jest medium zwane internetem. Wcześniejsze biblioteki powszechne to efekt popytu i jego sztucznej kreacji. Przecież ja byłem jednym z moli książkowych w 3 bibliotekach.

>>Dla niej darmowe studia byłyby za drogie.
>To mamy też płacić za...

Nie rozumiesz. Tak jak w podstawówce, tak w liceum, tak i na studiach ta osoba pracowała na naprawdę ważne normalne rzeczy typu ciuchy, obuwie, a nie zbytki. Dorabianie kiedyś w małych miastach nie było łatwe. Bezrobocie powodowało, i znowu zaczyna powodować, że najniższa krajowa to jest szczyt marzeń ludzi dorosłych, a co dopiero nieletnich na wschodzie Polski. Tutaj bezrobocie 25-30% to nie była fikcja i szara strefa, przynajmniej nie na początku. Nie było wtedy wyjazdów bez paszportu za granicę, a przynajmniej nie ze wschodniej granicy. Policz sobie ile pomaga Ci EU, lepsze drogi, dostęp do wielkich ośrodków, rodzina, sama świadomość jej istnienia, a teraz to odejmij.
Ludzie zaczynają rozumieć Polskę B, jak tu przyjeżdżają i widzą, że np. Suwałki mają pociągi spalinowe, dojazd do Gdańska dopiero od niedawna to 5-6 h. Przecież Suwałki spędzają lato nad litewskim morzem, bo dojazd trwa na podobną odległość o połowę krócej 2,5 h zamiast 5-6 h. PKP do Ełku 60 km to 2-3 h, dojazd do Białegostoku 110 km to 2,5 h było 3. Dojazd PKP do Warszawy to 6 h, gdy ta sama odległość z Poznania do Warszawy to 2,5 h. To samo mają takie same kawałki Polski B.

>>...Ludzie nie mają pojęcia o logice i wnioskowaniu, a to tak naprawdę wynika z matematyki.
>Historia jest przez 3 lata podstawówki, 3 lata gimnazjum i 3 lata liceum, a ludzie nie mają pojęcia o ciągu przyczynowo skutkowym. Można podać więcej takich przykładów, ale po co?

Przyczyna skutek to wg mnie matematyka. Oszczędzanie to matematyka. Pomaganie bliźniemu to matematyka - ja dziś oddam mu nadwyżkę on może jutro mi (pomaganie nie rozdawnictwo).

>Kiedyś wyższa edukacja dotyczyła tylko jakiejś wąskiej grupy, zaledwie kilka procent z całego społeczeństwa. Potem tacy ludzie tworzyli inteligencje. Dzisiaj jest tak samo, niby każdy kończy szkołę, wielu kończy uniwersytety, ale zaledwie ułamek wszystkich coś z tego wyniesie.
>A to wszystko kosztuje.

Ludzie kończą, jakieś wydumane kierunki hobbystyczne, a nie szkoły wyższe. Wzór na rozwiązanie podam niżej.

>>Wolę takie przymusowe kształcenie niż brak możliwości.
>Jak są chęci, to znajdą się też możliwości. Nie zawsze, ale człowiek zaradny sobie poradzi.

Ale wystarczy, że ma słabszą psychikę. Wystarczy, że naprawdę nie ma pieniędzy. Człowieku ja przez wiele lat nie zdawałem sobie sprawy jak niewiele brakowało, żeby bardzo, ale to bardzo skromna osoba z mojego otoczenia, która odniosła naprawdę wielki sukces, nawet nie rozpoczęła swojej drogi. Oprócz warunków był to brak wiary w siebie, spotęgowany natłokiem osób rozpychającymi się łokciami i wypinającymi klaty po ordery. Sam byłem jedną z tych osób A jest to osoba, którą szczerze podziwiam i pod jej wpływem stałem się mniej "ura bura".

>>Pewne dziedziny życia nie mogą być odpuszczane...
>Tworzymy, w warunkach w których edukacja jest "darmowa" i teoretycznie tych wszystkich a- i dys- nie powinno być.

Tylko rzucamy gigantyczne pieniądze na religię zamiast na rzeczy, które się przydadzą. Ja nie żartuję z tą matematyką, jej odpuszczenie to jest właśnie brak u nas inżynierów. Pompowanie bezsensownie dużych pieniędzy w polityków, powodowało u nas brak szacunku do ciężkiej pracy, bo wszystko da się załatwić.

>>Ja osobiście zgadzam się na płacenie za 1 rok studiów, dla niezdecydowanych. Każdy może się pomylić.
>To mogłoby być jakieś rozwiązanie, przynajmniej byłoby odrobinę taniej. Ale są inne problemy, są rzesze ludzi, którzy wybierają studia bez myślenia, takie po których nie będą mieć pracy.

Dlatego wg mnie Twoje studia są dobre, bo mocno odsiewają.
Moje pokolenie na studia uciekało przed bezrobociem, a faceci dodatkowo uciekali przed barbarzyństwem wojska. Ja ze studiów zaskakująco dużo wiedzy wykorzystałem. Najwięcej z przedmiotu z którego miałem warunek i powiedziałem doktorowi po tym jak mi wpisał 3, że mi się to nigdy w życiu nie przyda )))) zabawne są te zdarzenia losowe.
W utrzymywaniu kierunków bez sensu widzę niewywiązywanie się państwa ze swej roli. Po prostu do kierunków produkujących bezrobotnych zmniejszyłbym dofinansowanie do poziomu 10% lub niżej i by od razu się rozwiązał problem. Rektorzy i dziekani też niech trochę myślą i tworzą pozytywne trendy, a nie żerują na nieświadomości młodych ludzi.

Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
14-10-2012 12:30 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)

>(...)W utrzymywaniu kierunków bez sensu widzę niewywiązywanie się państwa ze swej roli. Po prostu do kierunków produkujących bezrobotnych zmniejszyłbym dofinansowanie do poziomu 10% lub niżej i by od razu się rozwiązał problem. Rektorzy i dziekani też niech trochę myślą i tworzą pozytywne trendy, a nie żerują na nieświadomości młodych ludzi.(....)

Podejście słuszne, jeśli jest się świadomym ryzyka. W tym wypadku ryzyko to:
- predykcja zapotrzebowania na dany zawód w dłuższym horyzoncie czasowym. To, że dziś jest to zawód, nazwijmy to umownie, zbędny, nie oznacza że za lat dziesięć nadal będzie taki. Przygotowanie specjalisty mniej więcej tyle trwa i w razie czego przez taki mniej więcej czas może się okazać, że będzie się trzymać rękę w nocniku;
- powstanie tak zwanej "dziury pokoleniowej" w zarzuconej dziedzinie, czyli sytuacji w której wysoko kwalifikowana kadra wymiera i nie ma kto jej zastąpić. W wielu dziedzinach najcenniejsza wiedza jest nadal przekazywana w sposób nieformalny, przez osobiste kontakty i realne wymieranie kadry jest równoznaczne z wymieraniem wiedzy.

Tomasz Sztejka
Marek Okrągły (2283 punktów)
>Podejście słuszne, jeśli jest się świadomym ryzyka. W tym wypadku ryzyko to:
> - predykcja zapotrzebowania na dany zawód w dłuższym horyzoncie czasowym. To, że dziś jest to zawód, nazwijmy to umownie, zbędny, nie oznacza że za lat dziesięć nadal będzie taki. Przygotowanie specjalisty mniej więcej tyle trwa i w razie czego przez taki mniej więcej czas może się okazać, że będzie się trzymać rękę w nocniku;
> - powstanie tak zwanej "dziury pokoleniowej" w zarzuconej dziedzinie, czyli sytuacji w której wysoko kwalifikowana kadra wymiera i nie ma kto jej zastąpić. W wielu dziedzinach najcenniejsza wiedza jest nadal przekazywana w sposób nieformalny, przez osobiste kontakty i realne wymieranie kadry jest równoznaczne z wymieraniem wiedzy.

Wszystko w porządku. Tylko nie oszukujmy się ilu jeszcze Polsce potrzebnych jest kulturoznawców, ekonomistów, zarządzających, administratorów i niestety europeistów. Sam należę do pokolenia ekonomicznie zarządzających europeistów Powodem nadproducji w tych dziedzinach jest bardzo niski koszt związany z wykształceniem w tych dziedzinach.

Dziura pokoleniowa w dziedzinach praktycznych związanych z fizyką, matematyką, medycyną, chemią dopiero staje się zagrożeniem, a dokładniej jest obecnie zagrożeniem dla Polski.

Wszystkie pozostałe specjalizacje, ja je nazywam miękkie, są do nadrobienie w bardzo prosty sposób i bardzo szybko.

Trochę pomiędzy jest sztucznie wykreowana dziura w specjalizacji miękkiej czyli prawie. Trochę błędem było brak zachęt Konstytucyjnych/ustawowych do samooczyszczania i konkurencji wewnątrz tych dziedzin. Ja dalej jednak jestem wielkim przeciwnikiem podpinania sprawiedliwości pod władzę wykonawczą.

Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
11-10-2012 12:22 
 Ocena 2 na 2
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>Nie, ja proponuję, żeby za usługę płacili tylko ci, którzy z tej usługi korzystają.

Wykluczając z tej usługi tych, których nie stać na edukację. Nie wiem, czy uda się dzięki takim zabiegom zbudować nowoczesną gospodarkę...

>Średniowiecze przeminęło, ale płacenie za edukację jeszcze przez lata trwało, są miejsca gdzie trwa do dziś. Po części płaci się za edukację w USA i jakoś ludzie z tym żyją.

Proszę bardzo tu masz zestawienie kosztów edukacji w krajach rozwiniętych. Na stronie czwartej koszt edukacji na kraje (z uwzględnieniem kosztów utrzymania), na stronie jedenastej regresję kosztów i PKB na głowę. Widać wyraźną zależność - i tylko USA wyłamuje się z o wiele wyższymi kosztami edukacji niż wynikałoby to z poziomu PKB. Więc system prywatny jest droższy na jednostkę (studenta) niż alternatywne. Proponujesz więc wzrost jednostkowych kosztów edukacji - było by Cię na to stać?

>Podstawowej matematyki można się nauczyć w domu. Ja potrafiłem dodawać, odejmować, mnożyć i dzielić, bo nauczyli mnie rodzice.

A kto nauczył Twoich rodziców? Sami się wykształcili? Czy może to ci źli komuniści zmusili ich do edukacji? Całą resztę wiedzy także nabyłeś od rodziców?

>Chyba raczej przymusowo. To słowo lepiej oddaje rzeczywistość w której uszczęśliwia się ludzi na siłę.

Ładny zabieg retoryczny. Zamieniasz słówko "obowiązkowo" (w miarę neutralne) na "przymusowo" by udowodnić Twoją tezę. Jednakże życie we wspólnocie (a człowiek jest zwierzęciem stadnym, czyż nie?) nie jest tylko sumą egoizmów, których nikt nie powinien naruszać. Jeśli Ci się nie podoba nakładany przez zbiorowość obowiązek - opuść grupę i wyprowadź się do takiej wspólnoty, która będzie respektować Twoje "nie chce mi się".

>W czym problem? W tym, że to kosztuje. Sądząc po samochodach wykładowców, nie mało. A koszta ponosi całe społeczeństwo, ja też za to płacę. A nie lubię płacić za kogoś, wystarczy, że płacę za siebie.

Cóż - naruszenie Twojego interesu wydaje mi się rozsądnym kompromisem za szeroko dostępną i w miarę tanią edukację. Ja nie mam problemu z tym, że z moich podatków wykształci się iluś tam ludzi. Inna sprawa, że kształci się słabo. Lecz nie wydaje mi się, by była to funkcja li tylko formy finansowania.

Pozdrawiam.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
Selanos (12869 punktów)
>Wykluczając z tej usługi tych, których nie stać na edukację. Nie wiem, czy uda się dzięki takim zabiegom zbudować nowoczesną gospodarkę...

Polska gospodarka pokazuje, że edukacja nijak ma się do rynku pracy. Osobiście boję się nazwy "nowoczesna gospodarka". Nigdy nie wiadomo jaki potwór się pod tym kryje.

>Więc system prywatny jest droższy na jednostkę (studenta) niż alternatywne. Proponujesz więc wzrost jednostkowych kosztów edukacji - było by Cię na to stać?

Skoro są miejsca w których to się sprawdza, to dałbym sobie rade.

>A kto nauczył Twoich rodziców? Sami się wykształcili? Czy może to ci źli komuniści zmusili ich do edukacji? Całą resztę wiedzy także nabyłeś od rodziców?

Są całe rzesze ludzi, którym to by wystarczyło. Za moją edukację płacą ja, moi rodzice, Pan, pana sąsiad, matka, ojciec... I to kosztuje, bo ktoś te pieniądze musi przekładać z miejsca na miejsce i temu komuś trzeba zapłacić. Prywatnie jest taniej choćby z tego względu, że płaci się bezpośrednio.

A koszta edukacji w USA nijak się mają do polskich warunków.

>Ładny zabieg retoryczny. Zamieniasz słówko "obowiązkowo" (w miarę neutralne) na "przymusowo" by udowodnić Twoją tezę.

A co tu jest do udowodnienia? Jeżeli ktoś nie spełnia przymusu chodzenia do szkoły, to się go do tego zmusi. Nie wiem dokładnie jaka jest droga zmuszania, pewnie zaczyna się od sądu rodzinnego.

>Jednakże życie we wspólnocie (a człowiek jest zwierzęciem stadnym, czyż nie?) nie jest tylko sumą egoizmów, których nikt nie powinien naruszać.

Przypomniało mi się hasło "zdrowie jednostki gwarantem zdrowia ogółu". Zamiast traktować ludzi jak stado baranów, lepiej potraktować ich jako zbiór różnych indywidualności i dać im prawo do samorealizacji.

>Jeśli Ci się nie podoba nakładany przez zbiorowość obowiązek - opuść grupę i wyprowadź się do takiej wspólnoty, która będzie respektować Twoje "nie chce mi się".

Mnie się właśnie chce, chce pracować na własny rachunek. Tylko ta wspólnota której się nic nie chce, nie dość że utrudnia mi życie, to jeszcze planuje robienie czegoś na mój koszt. Przez większość swojego istnienia ludzkość nie miała praw które zmuszałyby ludzi do "pomagania sobie" i ludzkość świetnie się rozwijała.

>Cóż - naruszenie Twojego interesu wydaje mi się rozsądnym kompromisem za szeroko dostępną i w miarę tanią edukację. Ja nie mam problemu z tym, że z moich podatków wykształci się iluś tam ludzi. Inna sprawa, że kształci się słabo. Lecz nie wydaje mi się, by była to funkcja li tylko formy finansowania.

Więc dlaczego nie będzie Pan tego finansował z własnej kieszeni? Jeżeli ktoś może sobie na to pozwolić i chce sponsorować stypendia, to proszę bardzo, pochwalam i klaszczę. Mogę się nawet dorzucić, ale wolę za coś płacić bezpośrednio, niż przez liczącą prawie milion, machinę urzędników.
11-10-2012 16:47 
 Ocena 1 na 1
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
Mam wrażenie, że Pan (skoro już chcesz korzystać z tej formy) nie rozumie słowa pisanego.

Ad 1) Pisze pan:

Cytat:
Skoro są miejsca w których to się sprawdza, to dałbym sobie rade.


Gratuluje samopoczucia i wysokiego mniemania o sobie - lecz nie wszyscy, tak jak Pan, maja podobnie wysoką opinię o swoich możliwościach. Nie chodzi już o pokazywanie przykładów "z życia" bo to niczego nie rozstrzyga. Pytanie jest inne - dlaczego, w imię własnego egoizmu, planuje Pan ograniczyć dostęp do edukacji innym? To jest zasadnicze pytanie.

Ad 2)

Cytat:
Są całe rzesze ludzi, którym to by wystarczyło. Za moją edukację płacą ja, moi rodzice, Pan, pana sąsiad, matka, ojciec... I to kosztuje, bo ktoś te pieniądze musi przekładać z miejsca na miejsce i temu komuś trzeba zapłacić. Prywatnie jest taniej choćby z tego względu, że płaci się bezpośrednio.


Na jakiej podstawie ocenia Pan, że są całe rzesze (?!?) ludzi, którym wystarczyła by podstawowa wiedza z matematyki (dodawanie, odejmowanie, mnożenie, dzielenie)? Panu, jak widać, nie takie podstawy nie pomogły zinterpretować wykresu, jaki znajdował się w podanym przez mnie raporcie, inaczej nie pisał by Pan bzdur jak:

Cytat:
A koszta edukacji w USA nijak się mają do polskich warunków.


Otóż wykres przedstawia strukturę wydatków na edukację do PKB wyrażoną w dolarach, po uwzględnieniu siły nabywczej w danym kraju. I wyraźnie widać statystycznie istotny trend wzrostu wydatków wraz ze wzrostem PKB. Jedynie USA odstaje od tego trendu, posiadając daleko większe koszty edukacji (mierzonego nie jako udział edukacji plus R&D w PKB a kosztami nabycia wykształcenia wyższego) niż wynikało by to ze wzrostu PKB. A więc - jest droższy, niż systemy alternatywne. Czyli zdanie, jeśli można jeszcze raz przywołać:

Cytat:
Prywatnie jest taniej choćby z tego względu, że płaci się bezpośrednio


może i ładnie wygląda, pasuje do ideologicznej sztancy, lecz nie znajduje potwierdzenia w badaniach. A więc jest fałszywe.

Ad 3) Odnieśmy się więc pokrótce także i do dwóch kolejnych zdań:
Cytat:

Przypomniało mi się hasło "zdrowie jednostki gwarantem zdrowia ogółu". Zamiast traktować ludzi jak stado baranów, lepiej potraktować ich jako zbiór różnych indywidualności i dać im prawo do samorealizacji.


Fałszywa dychotomia, jaką przedstawiasz, jest wyrazem dość skrajnej i idiotycznej ideologii. Otóż nie ma czegoś takiego jak "zbiór" jednostek, gdyż ludzie to nie matematyczne znaki, nie występują w "zbiorach". Grupy społeczne, bo to masz zapewne na myśli, składają się z jednostek, to fakt, lecz połączonych czymś co nazywa się więzią społeczną. Sam fakt przynależności do jakieś grupy (rodzina, wspólnota lokalna, klasa szkolna czy firma) nakłada na jej członka (nawet jeśli członkostwo jest przymusowe - vide rodzina, wspólnota lokalna) pewien zestaw obowiązków i ograniczeń. To jest perspektywa realistyczna a nie Pana ideologie. Tak więc "samorealizacja" jak najbardziej, lecz w granicach przez wspólnotę określonych.

I na koniec:

Cytat:
Więc dlaczego nie będzie Pan tego finansował z własnej kieszeni?


Otóż finansuję - już przecież pisałem, płacę podatki. Proszę więc czytać ze zrozumieniem.

Pozdrawiam Pana serdecznie i tylko z niewielką dozą ironii.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
Selanos (12869 punktów)
>Pytanie jest inne - dlaczego, w imię własnego egoizmu, planuje Pan ograniczyć dostęp do edukacji innym? To jest zasadnicze pytanie.

Pan nazywa dbanie o własne interesy, egoizmem? Dbanie o to, żeby moje pieniądze się nie marnowały to egoizm?

Cóż, żyjemy w kraju, w którym obrona własnego życia, zdrowia i mienia to przestępstwo, więc nic już mnie nie zdziwi.

>Na jakiej podstawie ocenia Pan, że są całe rzesze (?!?) ludzi, którym wystarczyła by podstawowa wiedza z matematyki (dodawanie, odejmowanie, mnożenie, dzielenie)?

Na jakiej podstawie? Proszę się rozejrzeć dookoła. Ilu ludzi potrzebuje czegoś więcej? Mniejszość. I chwała mniejszości za to.

> A koszta edukacji w USA nijak się mają do polskich warunków.
>Otóż wykres przedstawia strukturę wydatków na edukację do PKB wyrażoną w dolarach, po uwzględnieniu siły nabywczej w danym kraju. I wyraźnie widać statystycznie istotny trend wzrostu wydatków wraz ze wzrostem PKB. Jedynie USA odstaje od tego trendu, posiadając daleko większe koszty edukacji (mierzonego nie jako udział edukacji plus R&D w PKB a kosztami nabycia wykształcenia wyższego) niż wynikało by to ze wzrostu PKB. A więc - jest droższy, niż systemy alternatywne.

Porównuje Pan systemy, które działają w inny sposób, są finansowane w inny sposób i są w różnych krajach, w których są różne koszty. Nie można kosztów jakie są w USA przekalkować na polskie warunki.

>>Prywatnie jest taniej choćby z tego względu, że płaci się bezpośrednio
>może i ładnie wygląda, pasuje do ideologicznej sztancy, lecz nie znajduje potwierdzenia w badaniach. A więc jest fałszywe.

Rzeczywiście, nie pasuje do porównania finansów w edukacji polskiej i amerykańskiej. To se ne da. Zacznijmy chociażby od tego, że tam więcej się płaci nauczycielom, na wszystkich szczeblach. A żeby nie przedłużać, zakończmy na tym, że USA to bardzo bogaty kraj, gdzie ludzie mają dużo więcej pieniędzy do wydania.

>>Przypomniało mi się hasło "zdrowie jednostki gwarantem zdrowia ogółu". Zamiast traktować ludzi jak stado baranów, lepiej potraktować ich jako zbiór różnych indywidualności i dać im prawo do samorealizacji.

>Fałszywa dychotomia, jaką przedstawiasz, jest wyrazem dość skrajnej i idiotycznej ideologii. Otóż nie ma czegoś takiego jak "zbiór" jednostek, gdyż ludzie to nie matematyczne znaki, nie występują w "zbiorach".

Jakby się tego nie nazwało, chodzi o ludzi w większych ilościach w jednym miejscu. W tym przypadku w Polsce.

>Grupy społeczne, bo to masz zapewne na myśli, składają się z jednostek, to fakt, lecz połączonych czymś co nazywa się więzią społeczną. Sam fakt przynależności do jakieś grupy (rodzina, wspólnota lokalna, klasa szkolna czy firma) nakłada na jej członka (nawet jeśli członkostwo jest przymusowe - vide rodzina, wspólnota lokalna) pewien zestaw obowiązków i ograniczeń.

Czyli cofamy się do feudalizmu. Kiedyś była pańszczyzna, dzisiaj jest, ekhm, "pewien zestaw obowiązków i ograniczeń". Bo ktoś chce na tym skorzystać, co z tego, że cała reszta traci. Znowu podam za przykład USA: tam nie nakłada się tylu "obowiązków i ograniczeń" co w Europie. A było lepiej, kiedyś tych obowiązków i ograniczeń było tam jeszcze mniej.

>To jest perspektywa realistyczna a nie Pana ideologie. Tak więc "samorealizacja" jak najbardziej, lecz w granicach przez wspólnotę określonych.

Najlepsze co człowiek może zrobić dla społeczeństwa, to osiąganie sukcesów. A dzisiaj, system ekonomiczny robi wszystko, żeby człowiek tego sukcesu nie osiągną.

>Więc dlaczego nie będzie Pan tego finansował z własnej kieszeni?
>Otóż finansuję - już przecież pisałem, płacę podatki.

No właśnie. Chce Pan, to niech Pan płaci. Ja nie chce. A gdyby mi się zachciało, to mógłbym to zrobić bardziej bezpośrednio. Więcej pieniędzy trafiłoby do osoby, która faktycznie ich potrzebuje.
11-10-2012 19:00 
 Ocena 1 na 1
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>Pan nazywa dbanie o własne interesy, egoizmem? Dbanie o to, żeby moje pieniądze się nie marnowały to egoizm?

Dbaniem o własny interes nazywa Pan promowanie rozwiązania, które spowoduje, że będzie Pan płacił więcej?! Dziwna ta liberalna logika.

>Cóż, żyjemy w kraju, w którym obrona własnego życia, zdrowia i mienia to przestępstwo, więc nic już mnie nie zdziwi.

Dowody, argumenty a nie czcza propaganda były by potrzebne, by dowieść Pana tezy. Więc czekam.

>Na jakiej podstawie? Proszę się rozejrzeć dookoła. Ilu ludzi potrzebuje czegoś więcej? Mniejszość. I chwała mniejszości za to.

W dziwnym towarzystwie się Pan obraca. Czyżby nigdy nie brał Pan kredytu w banku, nie wypełniał zeznań podatkowych, nie pracował? Czy nie zdaje Pan sobie sprawy, że zwykły tokarz dzisiaj jest programistą? Może czas dorosnąć i rozejrzeć się własnymi, niespaczonymi ideologią, oczami.

>Rzeczywiście, nie pasuje do porównania finansów w edukacji polskiej i amerykańskiej. To se ne da.

Ekspert się odezwał, co to nie potrafi zrozumieć wykresu. Dane podane są z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej pieniądza. Są więc obiektywne. Nie rozumiem więc o co chodzi. Każdy "dolar obrachunkowy", który wyraża wartość w takim zestawieniu, ma dokładnie tę samą wartość - oznacza możliwość zakupu dokładnie takiego samego dobra w dowolnym kraju. Więc da się porównywać.

>Zacznijmy chociażby od tego, że tam więcej się płaci nauczycielom, na wszystkich szczeblach. A żeby nie przedłużać, zakończmy na tym, że USA to bardzo bogaty kraj, gdzie ludzie mają dużo więcej pieniędzy do wydania.

To także zostało uwzględnione w wykresie regresji - relacja wydatków na edukacje do PKB. I USA odstają od trendu. Możemy się w kółko kręcić w tym temacie, jeśli Pan nie zrozumie co przedstawiają podane przeze mnie dane. Wiedzy matematycznej widać nie starcza.

>Jakby się tego nie nazwało, chodzi o ludzi w większych ilościach w jednym miejscu. W tym przypadku w Polsce.

Nie o nazwę się przecież kłócę - a o sens za nią się kryjący. Rozróżnia Pan znak od jego desygnatu?

>Czyli cofamy się do feudalizmu. Kiedyś była pańszczyzna, dzisiaj jest, ekhm, "pewien zestaw obowiązków i ograniczeń". Bo ktoś chce na tym skorzystać, co z tego, że cała reszta traci. Znowu podam za przykład USA: tam nie nakłada się tylu "obowiązków i ograniczeń" co w Europie. A było lepiej, kiedyś tych obowiązków i ograniczeń było tam jeszcze mniej.

Nigdzie się nie cofamy - ciągle jesteśmy w nowoczesności, proszę do feudalizmu nie zmykać. Procesy społeczne były zawsze takie same - czy to w feudalnej europie, XIX wiecznych Stanach Zjednoczonych Ameryki czy dzisiejszej Polsce. Tylko, że kiedyś wyrażone były w formie autorytarnych przykazań religii, później w nie mniej autorytarnym obyczaju WASP'ów - a dziś poddany jest pod publiczną debatę w formie demokratycznie stanowionego prawa. Z trojga złego - wolę jednak nowoczesność.

>Najlepsze co człowiek może zrobić dla społeczeństwa, to osiąganie sukcesów. A dzisiaj, system ekonomiczny robi wszystko, żeby człowiek tego sukcesu nie osiągną.

Ma Pan ubogą wizję społeczeństwa. I jeszcze jedno - czy Modigliani osiągną sukces, gdy żył? I czy przysłużył się społeczeństwu? Zapewne bardziej niż spora część dzisiejszych milionerów co to upaśli się na CDS'ach.

>Ja nie chce. A gdyby mi się zachciało, to mógłbym to zrobić bardziej bezpośrednio. Więcej pieniędzy trafiłoby do osoby, która faktycznie ich potrzebuje.

Zawsze może Pan emigrować - powodzenia i szerokiej drogi! Możemy się nawet złożyć na bilet dla Pana, oczywiście jeśli zagwarantuje Pan, że nie wróci

Pozdrawiam serdecznie.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
Selanos (12869 punktów)
>Dbaniem o własny interes nazywa Pan promowanie rozwiązania, które spowoduje, że będzie Pan płacił więcej?! Dziwna ta liberalna logika.

Jakie są obecnie podatki? Oddaje Pan 80% pieniędzy które przechodzą przez Pana ręce, czy może trochę więcej, albo troszeczkę mniej? Tyle edukacja nie kosztuje.

>>Na jakiej podstawie? Proszę się rozejrzeć dookoła. Ilu ludzi potrzebuje czegoś więcej? Mniejszość. I chwała mniejszości za to.
>W dziwnym towarzystwie się Pan obraca. Czyżby nigdy nie brał Pan kredytu w banku, nie wypełniał zeznań podatkowych, nie pracował?

Do tego jest potrzebna wyższa matematyka? Kredyty? To w Polsce ludzie wiedzą co to jest procent składany? Proooszę. Większość nie wie i żyje. Zresztą, czy ktoś wie czy nie wie, to nie moje zmartwienie. Mam własne problemy do rozwiązania, z których rozwiązywaniem nie nadążam, cudze mi są niepotrzebne.

>Czy nie zdaje Pan sobie sprawy, że zwykły tokarz dzisiaj jest programistą? Może czas dorosnąć i rozejrzeć się własnymi, niespaczonymi ideologią, oczami.

Tokarze kończą chyba teraz technika. A to już jest edukacja. Są też zawodówki, gdzie uczy się głównie zawodu, a kładzie nieco mniejszy nacisk na całą resztę. Zresztą, co mnie to obchodzi, że jest programistą, tokarzem, czy czymkolwiek innym? Chce, to niech sobie będzie. Mnie to strasznie wszystko jedno. Kiedy spoglądam na oferty pracy, to widzę, jak poszukuje się piekarzy, ciastkarzy, spawaczów, stolarzy, tokarzy... A ludzie chodzą na "marketing i zarządzanie". To jest tragedia. Wracamy do marnowania pieniędzy. A żeby być piekarzem chyba nie trzeba mieć skończonej szkoły, zdaje się, że jeszcze można zdobyć taki tytuł w inny sposób. Musiałbym się zapytać cechu jak to teraz wygląda, mają siedzibę rzut moherowym beretem od mojego domu.

>To także zostało uwzględnione w wykresie regresji - relacja wydatków na edukacje do PKB. I USA odstają od trendu. Możemy się w kółko kręcić w tym temacie, jeśli Pan nie zrozumie co przedstawiają podane przeze mnie dane. Wiedzy matematycznej widać nie starcza.

Nie wiedziałem, że do gapienia się w słupki potrzebna jest wiedza matematyczna. Tym bardziej, że wszystko jest tam łopatologicznie opisane. Jakkolwiek ciekawe te wykresy by nie były (a są bardzo ciekawe), spójrzmy nieco bliżej na system edukacji. W Polsce mamy dość jednolity sposób nauczania i poziom w szkołach, przynajmniej w podstawówkach, gimnazjach i szkołach średnich. W USA, poziom, cena, a czasem nawet przedmioty jakich się uczy, zależą od poszczególnych stanów. Poza tym, nawet jeżeli w Stanach wydaje się dużo na edukację, to tam, płaci się w dużej mierze bezpośrednio. Dzięki temu, że się płaci, oraz dzięki temu, że tam studenci którzy byli najlepsi na roku mają największe szanse na znalezienie pracy, dużo mniej pieniędzy się marnuje. Bo tam studenci mają motywację, jeśli nie będą się uczyć to albo stracą pieniądze, albo stracą szansę na znalezienie pracy. W przeciwieństwie do tego co mamy u nas, w USA studenci ze sobą KONKURUJĄ. W dobrym znaczeniu tego słowa.

Więc w taki sposób wracamy do pierwszego problemu: do marnowania pieniędzy. U nas marnuje się cudze, a tam nie marnuje się swoich. W dużym uproszczeniu, oczywiście.

>>Czyli cofamy się do feudalizmu. Kiedyś była pańszczyzna, dzisiaj jest, ekhm, "pewien zestaw obowiązków i ograniczeń". Bo ktoś chce na tym skorzystać, co z tego, że cała reszta traci. Znowu podam za przykład USA: tam nie nakłada się tylu "obowiązków i ograniczeń" co w Europie. A było lepiej, kiedyś tych obowiązków i ograniczeń było tam jeszcze mniej.
>Nigdzie się nie cofamy - ciągle jesteśmy w nowoczesności, proszę do feudalizmu nie zmykać. Procesy społeczne były zawsze takie same - czy to w feudalnej europie, XIX wiecznych Stanach Zjednoczonych Ameryki czy dzisiejszej Polsce. Tylko, że kiedyś wyrażone były w formie autorytarnych przykazań religii, później w nie mniej autorytarnym obyczaju WASP'ów - a dziś poddany jest pod publiczną debatę w formie demokratycznie stanowionego prawa. Z trojga złego - wolę jednak nowoczesność.

Ja lubię nowoczesność, ale nie socjaldemokrację. Demokracja to dość dziwny ustrój, który daje otwartą drogę do władzy socjaldemokracji. Bo najłatwiej wygrać wybory obiecując "darmową" edukację, "darmową" służbę zdrowia, etc. Zwykłego obywatela rzadko interesuje to, co się kryje pod słowem "darmowe". Nie rozumiem jak w Stanach udaje się tak długo nie wprowadzanie socjaldemokracji pełną gębą. Niezbadane są hamerykany.

>>Najlepsze co człowiek może zrobić dla społeczeństwa, to osiąganie sukcesów. A dzisiaj, system ekonomiczny robi wszystko, żeby człowiek tego sukcesu nie osiągną.
>Ma Pan ubogą wizję społeczeństwa. I jeszcze jedno - czy Modigliani osiągną sukces, gdy żył? I czy przysłużył się społeczeństwu? Zapewne bardziej niż spora część dzisiejszych milionerów co to upaśli się na CDS'ach.

Nie pierwszy i nie ostatni artysta którego docenili dopiero po śmierci. Są inne przykłady: Mozart. Osiągną sukces za życia i jest na szczycie po śmierci. Albo Steve Jobs. Ciekawe jak jego kariera wyglądałaby w Europie? Pewnie do garażu w którym razem z Wozniakiem składali Apple 1 wpadłyby jakieś służby sprawdzając, czy przestrzegają tam zasad BHP dot. zakładów produkcyjnych Niemniej, facet to klasyczny przykład "od zera do bohatera", czy "od pucybuta do milionera". Więcej oklepanych frazesów nie pamiętam, o mój jeżu wybacz mi.

>>Ja nie chce. A gdyby mi się zachciało, to mógłbym to zrobić bardziej bezpośrednio. Więcej pieniędzy trafiłoby do osoby, która faktycznie ich potrzebuje.
>Zawsze może Pan emigrować - powodzenia i szerokiej drogi! Możemy się nawet złożyć na bilet dla Pana, oczywiście jeśli zagwarantuje Pan, że nie wróci

Oj nie, mam kompleks bohatera tragicznego. Chcę zbawić ten kraj. Wie Pan jakby tu było pięknie, gdyby, już zostawmy liberalizm pełną gębą, ale gdybyśmy mieli chociażby ustawę Wilczka w pierwotnej formie? Tę epokę w historii Polski nazwano by pogromem homo sovieticus.

Pozdrawiam
11-10-2012 20:33 
 Ocena 1 na 1
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>Jakie są obecnie podatki? Oddaje Pan 80% pieniędzy które przechodzą przez Pana ręce, czy może trochę więcej, albo troszeczkę mniej?

Wolne żarty. Za Eurostatem podatki od dochodu w Polsce to 31.8% a w krajach "starej unii" to 40,2% (wliczając składki na cele społeczne). Jesteśmy jednym z krajów z najniższą stopą obciążenia dochodów w Europie. Kolejny liberalny mit upada z hukiem.

>Tyle edukacja nie kosztuje.

Zgadza się - ale co to ma do rzeczy? To Pan odchodzi od tematu. Ja podałem tylko dane o kosztach funkcjonowania różnych systemów edukacji.

>Tokarze kończą chyba teraz technika. A to już jest edukacja. Są też zawodówki, gdzie uczy się głównie zawodu, a kładzie nieco mniejszy nacisk na całą resztę.

Akurat tokarz to "zawodówka" a nie technikum.

> Zresztą, co mnie to obchodzi, że jest programistą, tokarzem, czy czymkolwiek innym? Chce, to niech sobie będzie. Mnie to strasznie wszystko jedno.

Ano to, że kwantum podstawowej wiedzy wzrasta. A to kosztuje, wymaga szkoły, nakładów czasu, podstawowych kompetencji. Dla wszystkich a nie tylko dla wybranych. No chyba, że chcemy wrócić go gospodarki średniowiecznej - rolniczej. Choć dziś i tam trzeba znać np. chemię i biologię.

> To jest tragedia.

Wolnorynkowy liberał nie wierzy w prawo popytu i podaży? Dziwy jakieś, cuda na tym portalu!

>A żeby być piekarzem chyba nie trzeba mieć skończonej szkoły, zdaje się, że jeszcze można zdobyć taki tytuł w inny sposób.

Zawodówką to też szkoła.

>Nie wiedziałem, że do gapienia się w słupki potrzebna jest wiedza matematyczna. \

Całe życie się człowiek, widzi Pan, uczy. Te słupki to jeszcze trzeba zrozumieć, a do tego niezbędna jest wiedza o tym jak powstają. Czyli o statystyce.

>Bo tam studenci mają motywację, jeśli nie będą się uczyć to albo stracą pieniądze, albo stracą szansę na znalezienie pracy. W przeciwieństwie do tego co mamy u nas, w USA studenci ze sobą KONKURUJĄ. W dobrym znaczeniu tego słowa.

Tia - proszę bardzo, na stronie 19 stopa bezrobocia młodzieży w USA i EU - różnica raptem 2%. Więc niech nie wciska Pan kitu. Problem bezrobocia wśród młodzieży po studiach nie ma nic wspólnego z systemem kształcenia a o wiele więcej ze strukturalnym niedopasowaniem podaży pracy z popytem na pracę. Otóż, szanowny Panie, człowiek zachodni przyzwyczaił się, że jego dzieci będą miały lepsze szanse na przyszłość niż on. Więc inwestuje w ich wykształcenie. Jednak neoliberalne reformy, wprowadzone w latach 80'siątych doprowadziły do spadku podaży miejsc pracy w sektorach wysokiego wzrostu i dużej stabilności (przemysł) na korzyść niskopłatnych i niestabilnych miejsc pracy w usługach. Jednocześnie tworząc rzeszę ludzi ekonomicznie zbędnych.

>Więc w taki sposób wracamy do pierwszego problemu: do marnowania pieniędzy. U nas marnuje się cudze, a tam nie marnuje się swoich. W dużym uproszczeniu, oczywiście.

Tak - uproszczenie tak duże, że prawda się gdzieś zagubiła.

>Bo najłatwiej wygrać wybory obiecując "darmową" edukację, "darmową" służbę zdrowia, etc. Zwykłego obywatela rzadko interesuje to, co się kryje pod słowem "darmowe".

Czyli "zwykły obywatel" to Pana zdaniem idiota, w odróżnieniu od takich mędrców jak Pan? Wolne żarty.

>Nie rozumiem jak w Stanach udaje się tak długo nie wprowadzanie socjaldemokracji pełną gębą.

Nie rozumie Pan - bo po New Deal tam panuje system w dużym stopniu socjaldemokratyczny. Choć nie w takiej skali jak w Europie.

>Oj nie, mam kompleks bohatera tragicznego. Chcę zbawić ten kraj. Wie Pan jakby tu było pięknie, gdyby, już zostawmy liberalizm pełną gębą, ale gdybyśmy mieli chociażby ustawę Wilczka w pierwotnej formie? Tę epokę w historii Polski nazwano by pogromem homo sovieticus.

Kolejne ładne hasełko, niestety treściowo puste. Nie ma i nie było czegoś takiego jak "homo sovieticus" - to tylko publicystyczne określenie. Mam nadzieję, że nikt nie będzie próbował liberalnych eksperymentów w Polsce - już wystarczy.

Pozdrawiam.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
Selanos (12869 punktów)
>Wolne żarty. Za Eurostatem podatki od dochodu w Polsce to 31.8% a w krajach "starej unii" to 40,2% (wliczając składki na cele społeczne). Jesteśmy jednym z krajów z najniższą stopą obciążenia dochodów w Europie. Kolejny liberalny mit upada z hukiem.

Źle. Owszem, możemy mieć najmniej obciążone dochody, ale podliczmy to wszystko. Kiedy zarabiamy, mamy podatek dochodowy. Kiedy wydajemy, mamy podatek Vat. Załóżmy, że kupujemy, niech będzie samochód. Płacimy wtedy Vat, części tego samochodu też pewnie były opodatkowane, płace pracowników są opodatkowane, paliwo dzięki któremu ten samochód przyjechał z fabryki do salonu też jest opodatkowane. Nie tylko vatem, ale i akcyzą. I tak jest z każdym produktem. Od jogurtu po samochód.

Dlatego napisałem "Oddaje Pan 80% pieniędzy które przechodzą przez Pana ręce", a nie 80% pańskich dochodów. Tylko strzelałem, ale te 80% to nie jest liczba nieprawdopodobna.

>Zgadza się - ale co to ma do rzeczy? To Pan odchodzi od tematu. Ja podałem tylko dane o kosztach funkcjonowania różnych systemów edukacji.

Ale mnie chodzi właśnie o pieniądze. O pieniądze które się marnują i są m.in. moje.

>> Zresztą, co mnie to obchodzi, że jest programistą, tokarzem, czy czymkolwiek innym? Chce, to niech sobie będzie. Mnie to strasznie wszystko jedno.
>Ano to, że kwantum podstawowej wiedzy wzrasta. A to kosztuje, wymaga szkoły, nakładów czasu, podstawowych kompetencji. Dla wszystkich a nie tylko dla wybranych. No chyba, że chcemy wrócić go gospodarki średniowiecznej - rolniczej. Choć dziś i tam trzeba znać np. chemię i biologię.

A myślałem, że w rolnictwie wystarczą 3 ha, KRUS, różne zwolnienia z podatków... PSL, PSL wystarczy Dobrze, zejdźmy już ze średniowiecza, przenieśmy się w czasy rewolucji przemysłowej. Wtedy też nie było publicznej edukacji, a świat parł do przodu jak nigdy wcześniej.

>> To jest tragedia.
>Wolnorynkowy liberał nie wierzy w prawo popytu i podaży? Dziwy jakieś, cuda na tym portalu!

A co ma do tego popyt i podaż w które jak najbardziej wierzę? Opisywałem sytuacje, w której ludzie wybierają studia bo są "darmowe", łatwe, ale pracy po nich nie ma. Więc pieniądze się marnują. Moje. A rynek pracy jak najbardziej zweryfikuje przydatność wykształcenia tych ludzi, ale pieniędzy nikt nikomu nie zwróci jak okażę się, że ten konkretny dyplom ma wartość papieru toaletowego.

>>A żeby być piekarzem chyba nie trzeba mieć skończonej szkoły, zdaje się, że jeszcze można zdobyć taki tytuł w inny sposób.
>Zawodówką to też szkoła.

Miałem na myśli przyjmowanie na praktyki przez rzemieślników, zapomniałem jak się to nazywało i nie wiem czy to jest jeszcze praktykowane. Wiem, że jeszcze nie tak dawno temu, można było zostać w ten sposób piekarzem, ślusarzem etc.

>>Bo tam studenci mają motywację, jeśli nie będą się uczyć to albo stracą pieniądze, albo stracą szansę na znalezienie pracy. W przeciwieństwie do tego co mamy u nas, w USA studenci ze sobą KONKURUJĄ. W dobrym znaczeniu tego słowa.
>Tia - proszę bardzo, na stronie 19 stopa bezrobocia młodzieży w USA i EU - różnica raptem 2%. Więc niech nie wciska Pan kitu. Problem bezrobocia wśród młodzieży po studiach nie ma nic wspólnego z systemem kształcenia a o wiele więcej ze strukturalnym niedopasowaniem podaży pracy z popytem na pracę. Otóż, szanowny Panie, człowiek zachodni przyzwyczaił się, że jego dzieci będą miały lepsze szanse na przyszłość niż on. Więc inwestuje w ich wykształcenie. Jednak neoliberalne reformy, wprowadzone w latach 80'siątych doprowadziły do spadku podaży miejsc pracy w sektorach wysokiego wzrostu i dużej stabilności (przemysł) na korzyść niskopłatnych i niestabilnych miejsc pracy w usługach. Jednocześnie tworząc rzeszę ludzi ekonomicznie zbędnych.

A wie Pan, że liberałowie w klasycznym znaczeniu tego słowa winią za taki stan rzeczy kredyty studenckie? Ot daje się takie kredyty, ludzie cieszą się że mogą studiować, wybierają często złe kierunki, a potem zostają bez pracy i z kredytem. Głupota boli. Albo wie Pan, że w latach 80 za sprawą Reagana USA rozwijało się tak jak jeszcze nigdy wcześniej i nigdy później?

>>Bo najłatwiej wygrać wybory obiecując "darmową" edukację, "darmową" służbę zdrowia, etc. Zwykłego obywatela rzadko interesuje to, co się kryje pod słowem "darmowe".
>Czyli "zwykły obywatel" to Pana zdaniem idiota, w odróżnieniu od takich mędrców jak Pan? Wolne żarty.

W przeciwieństwie do większości społeczeństwa ja przynajmniej jestem na bieżąco z tym co się dzieje na Wiejskiej. Pamięta Pan sukcesy Samoobrony? To był przykład na to, że populiści mają pole do popisu. Czego to ten Lepper nie obiecywał! Że pieniądze dodrukuje, że kredyty ma rząd spłacać!

>>Nie rozumiem jak w Stanach udaje się tak długo nie wprowadzanie socjaldemokracji pełną gębą.
>Nie rozumie Pan - bo po New Deal tam panuje system w dużym stopniu socjaldemokratyczny. Choć nie w takiej skali jak w Europie.

I całe szczęście. Szkoda, że w czasach wielkiego kryzysu nabrudzili sobie Keynesem.

>>Oj nie, mam kompleks bohatera tragicznego. Chcę zbawić ten kraj. Wie Pan jakby tu było pięknie, gdyby, już zostawmy liberalizm pełną gębą, ale gdybyśmy mieli chociażby ustawę Wilczka w pierwotnej formie? Tę epokę w historii Polski nazwano by pogromem homo sovieticus.
>Kolejne ładne hasełko, niestety treściowo puste. Nie ma i nie było czegoś takiego jak "homo sovieticus" - to tylko publicystyczne określenie. Mam nadzieję, że nikt nie będzie próbował liberalnych eksperymentów w Polsce - już wystarczy.

To kiedykolwiek były? Ustawę Wilczka załatwili w ile, rok, dwa, trzy lata? Przez paręnaście lat dokładali do niej kolejne paragrafy, aż postanowili biednego Wilczka zlikwidować. A homo sovieticus to coś co istnieje i żyje wśród nas.
10-10-2012 23:25 
 Ocena 1 na 3
Sylwek (15472 punktów)
>Rozumiem, że to, że ktoś z racji posiadania pieniędzy ma dużo lepszy start, może wydawać się niesprawiedliwe

Jest niesprawiedliwe.

>ale nie bardziej niesprawiedliwe, niż obciążanie społeczeństwa kosztami "edukacji" nierobów, "edukacji" na wszystkich szczeblach, nie tylko na studiach.

jest bardziej niesprawiedliwe.
11-10-2012 01:30 
 Ocena-1 na 1
Selanos (12869 punktów)
>jest bardziej niesprawiedliwe.

A to dlaczego? Normalnie, jeżeli jedna osoba zabiera pieniądze drugiej osobie, żeby sobie coś za nie kupić, to nazywamy to kradzieżą. Obecnie, pieniądze zabiera się odgórnie wszystkim, żeby ich mniejszą ilość niż zabrano (bo zabieranie kosztuje), zaoferować albo wszystkim, albo nieco węższemu gronu. To nazwano redystrybucją dóbr.

Jaka jest różnica między jednym a drugim, poza sposobem zabierania?
11-10-2012 05:28 
 0 na 2
Sylwek (15472 punktów)

>Jaka jest różnica między jednym a drugim, poza sposobem zabierania?

Dobrowolność. Jeśli ci się nie podoba wyjedź do krajów bardziej cywilizowanych i pozbawionych zbrodniczej redystrybucji. Jakaś Nigeria, Rosja albo może Chiny są od tym względem "uczciwsze".

Świat stoi otworem - korzystaj.
11-10-2012 16:07 
 Ocena-1 na 1
Selanos (12869 punktów)
>Dobrowolność. Jeśli ci się nie podoba wyjedź do krajów bardziej cywilizowanych i pozbawionych zbrodniczej redystrybucji. Jakaś Nigeria, Rosja albo może Chiny są od tym względem "uczciwsze".

Coraz częściej zwyczajnie boję się ludzi w tym kraju. Większość, często nieświadomie, radośnie pozwala na to, że zabiera im się pieniądze. Potem radośnie klaszcze kiedy ma "darmową" edukację, czy służbę zdrowia.

Widać publiczna edukacja nie pomogła w uświadomieniu społeczeństwa.
15-10-2012 13:17 
 Ocena 3 na 3
uxbridge (5980 punktów)
>Coraz częściej zwyczajnie boję się ludzi w tym kraju. Większość, często nieświadomie, radośnie pozwala na to, że zabiera im się pieniądze. Potem radośnie klaszcze kiedy ma "darmową" edukację, czy służbę zdrowia.

Ja na przykład cieszę się, kiedy dzieci lumpów z naprzeciwka siedzą w szkole za moje podatki zamiast robić rozpierduchę na dzielni. A ich rodzice za moje podatki piją spokojnie w domu i nie interesują się wstecznymi lusterkami w moim samochodzie. Być może płot elektryczny dookoła domu i kontrakt z agencją ochroniarską byłby tańszy, ale jestem staroświecki i nie chcę tak żyć.
15-10-2012 18:18 
 Ocena 1 na 1
Ania. (14138 punktów)
>Ja na przykład cieszę się, kiedy dzieci lumpów z naprzeciwka siedzą w szkole za moje podatki zamiast robić rozpierduchę na dzielni. A ich rodzice za moje podatki piją spokojnie w domu i nie interesują się wstecznymi lusterkami w moim samochodzie. Być może płot elektryczny dookoła domu i kontrakt z agencją ochroniarską byłby tańszy, ale jestem staroświecki i nie chcę tak żyć.
Brawo!

O ile jestem zwolennikiem bezpłatnego studiowania pod warunkiem, że się studiuje, o tyle szkoła podstawowa i gimnazjalna (która jak dla mnie powinna być jedna, jak kiedyś) powinny być bezpłatne.

W kolejnym etapie realne egzaminy wstępne lub końcowe - obojętne mi to, i rozbudowa szkół zawodowych lub faktycznie wyspecjalizowanych.

A później studia dla osób zdolnych i pracowitych bezpłatnie, dla wałkoni płatne. Jak chcą, niech się męczą, ale za grubą i zauważalną w portfelu kasę.
Wydaje mi się, że najbezpieczniejsze byłyby stypendia dla zdolnych studentów, przyznawane za oceny. Np. pierwszy rok gratis, a później weryfikacja pracy.

Kategorycznie nie podoba mi się perspektywa odmawiania szkoły dzieciom biednych rodziców. Zamiast załatwić problem, uniemożliwi zdolnym dzieciom z biednych rodzin edukację i wyjście z biedy. A wbrew pozorom - takie dzieci istnieją.
10-10-2012 21:22 
 Ocena 3 na 3
Grzegorz (5685 punktów)
>Ok. Co z tymi, których nie stać, a chcą się uczyć i nie byliby nierobami. Przewidujesz jakąś selekcję? Może studia będą tylko dla wybrańców? Reszta skazana na starcie na ciemnotę? Było już coś takiego. Wieki Ciemne je nazwano.

Populizm. W pozytywizmie studia też były w olbrzymiej większości odpłatne, więc nie w tym chyba problem. Przy czym gotów jestem zgodzić się że sama bezpłatność nie jest największym problemem, bo gdyby szli na studia ci którzy powinni (uchylę się chwilowo od ścisłej definicji tego kto "powinien iść", ale liczbowo byłoby ich max. 20% tego co jest obecnie) to oczywiście opłaty byłyby 5x niższe, a wykładowcy mogliby zająć się nauczaniem zamiast produkcją dyplomów.
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
>Przy czym gotów jestem zgodzić się że sama bezpłatność nie jest największym problemem, bo gdyby szli na studia ci którzy powinni (uchylę się chwilowo od ścisłej definicji tego kto "powinien iść", ale liczbowo byłoby ich max. 20% tego co jest obecnie) to oczywiście opłaty byłyby 5x niższe, a wykładowcy mogliby zająć się nauczaniem zamiast produkcją dyplomów.

Gdyby zmniejszyć liczbę studentów to z pewnością wykładowcy mogliby zająć się nauczaniem. To oczywiste. Choć zapewne i wśród tych wybranych znaleźliby się tacy, którym dyplom trzeba by wyprodukować. Głównie chodzi mi o to, żeby wszystkim dać równą szansę. Zgadzam się z postem sapiensa, egzaminy to dobry pomysł. Poza tym i tak jakieś koszty ponosi się studiując. Dziwne, że Selanos tego nie zauważył. Tak jak przy dyskusjach o służbie zdrowia.
Selanos (12869 punktów)
>Poza tym i tak jakieś koszty ponosi się studiując. Dziwne, że Selanos tego nie zauważył. Tak jak przy dyskusjach o służbie zdrowia.

Zależy gdzie, na moich studiach niewielkie. Mam znajomego, który za poprawki zapłacił 400 zł i to podobno było mało, byli tacy co płacili więcej. On studiuje w Opolu. Są też podręczniki, chociaż to też zależy od tego gdzie się studiuje, ale za sam fakt, że jest się studentem i chodzi się na wykłady i ćwiczenia, nic nie kosztuje. Nie bezpośrednio, podatki płacą na to płacą też ci, którzy edukację skończyli na podstawówce.
Ania. (14138 punktów)
>Ok. Co z tymi, których nie stać, a chcą się uczyć i nie byliby nierobami. Przewidujesz jakąś selekcję? Może studia będą tylko dla wybrańców? Reszta skazana na starcie na ciemnotę? Było już coś takiego. Wieki Ciemne je nazwano.

Byłaby taka możliwość.

Np. wprowadzenie płatnego drugiego kierunku, z której opłaty najzdolniejsi są zwalniani - bo o ile wiem tak funkcjonuje ustawa, jest chyba krokiem w tym kierunku.

Prostym systemem byłoby wprowadzenie opłat za studia, ale osoby o najwyższych wynikach niestety - egzaminu wewnętrznego uczelni i matury - byłyby zwolnione. Albo dano by im wysokie stypendia na pokrycie opłaty plus wydatki na życie. W zamian ciołki musiałyby sobie opłacać, wtedy niech marnują ile wlezie czas swój i prowadzących.

Cieszy mnie natomiast, że są studenci których również mierzi postawa młodych ludzi.
sapiens (395 punktów)
Trzeba przestać przyjmować byle kogo na studia. Wrócić do egzaminów wstępnych, które powinny być naprawdę trudne.
Selanos (12869 punktów)
>Trzeba przestać przyjmować byle kogo na studia. Wrócić do egzaminów wstępnych, które powinny być naprawdę trudne.

Ciężko się nie zgodzić.

Chociaż, ta dziewiątka która została wcale nie była najlepsza z angielskiego. Byli lepsi, ale po prostu się nie starali, nie włożyli w naukę żadnego wysiłku. Zostali ci, którym się chce. I pewnie wkrótce prześcigną tych którzy odpadli.
15-10-2012 18:22 
 Ocena 1 na 1
Ania. (14138 punktów)
>Trzeba przestać przyjmować byle kogo na studia. Wrócić do egzaminów wstępnych, które powinny być naprawdę trudne.
W praktyce powiem - za dużo szkół wyższych.
Ponoć sporo prywatnych padło, ale realia są takie, że w chwili, kiedy niż dotarł do etapu studiów przyjmuje się "jak leci".

Biorę to na przetrwanie, myślę, że dołek minie w końcu.
A swoją drogą nie pomaga dziwne założenie, że studia trzeba mieć. To nasila zainteresowanie szkołami nie zwracając na jej poziom, a to z kolei prowadzi do "rozmycia" się grupki zdolnych. Kiedyś z danego regionu jedyna szkoła wyższa wybierała np. 70 osób z grona 3000. Teraz 3000 przyjmowane jest do 100 szkół. Może przesadziłam, ale tak jest.
Jacholek (5699 punktów)
>Jestem studentem Nauczycielskiego kolegium języków obcych, studiuję anglistykę,
Ponoć Polska jest jednym z krajów o wysokiej dynamice wzrostu procentu ludności z wyższym wykształceniem; przekroczyliśmy już pare lat temu 10% (w stosunku do czynnych zawodowo).
Problem tylko ten że w rankingach światowych nasze uczelnie są daaaleko w tyle peletonu. Coś w tym musi być, w tym i łatwość osiągania tegoż dyplomu. No cóż, nie wszystko można osiągnąć jednocześnie...
www.bing.c(*)i&src=IE-SearchBox&Form=IE8SRC
sztejkat (4743 punktów)
>(...)Innymi słowy, przez rok podatnicy płacili za edukacje piętnastu nierobów. Taka sytuacja boli, a co gorsza, to nie jest odosobniony przypadek. Czy ktoś tam na górze, na Wiejskiej stara się ten problem rozwiązać?(...)

Ten na górze ma jeszcze jeden problem zwany bezrobociem.

Przedłużenie edukacji, nawet marnie prowadzonej i marnie wykorzystanej jest jednym z uznanych sposób na co najmniej odsuniecie bezrobocia w czasie. Wiąże się z tym także mikrą nadzieję na to, że osoby edukowane rozwiną, prócz finansowych aspiracji, także odrobinę przydatnych umiejętności.

Oczywiście można też patrzeć na to z innej strony - pieniądze wydane na mało skuteczną edukację można by zainwestować w tworzenie miejsc pracy. Dla zredukowanych absolwentów i zredukowanej kadry uczelnianej.

Tyle, że raz, takie programy działają z przysłowiową dla państwa skutecznością, a dwa, ich efekty w czasie są dość odległe i zbyt wiele złego może stać się z tak zwanym międzyczasie by warto było podjąć polityczne ryzyko.


Tomasz Sztejka
niewiarygodny (524 punktów)
Po pierwsze studia nie powinny być dla mas tylko dla elit.
Po drugie studia są niczym innym jak narzędziem do pracy, więc jeżeli ktoś chce być lekarzem, bierze kredyt studencki kończy studia, zarabia "kokosy", spłaca kredyt. Jeżeli boi się kredytów lub jest niezaradny idzie pracować lub jeżeli jest wybitnie zdolny znajduje sponsora (firmę, która zatrudnia daną osobę po studiach).

Wykształcenie wystarczające do funkcjonowania w społeczeństwie to gimnazjum.

Ostatnio miałem ciekawą sytuację, potrzebowałem dorobić skomplikowaną część do samochodu, pokierowano mnie do warsztatów politechniki, że tam na pewno mi to zrobią. Na politechnice facet powiedział, że nie dadzą rady i wysłał mnie do starszego pana za miasto, ten oczywiście zrobił mi tą część za niewielkie pieniądze. Warsztat ma od 1966 roku, a na pewno nie skończył żadnej szkoły wyższej
Damian Krupa (0 punktów)
Trzeba było iść na ekonomię, to byś rozumiał.

Jedno, że system płacenia za siebie byłby niesprawiedliwy, bo niektórym nie dawałby szans na starcie.

Ważniejsze, że byłby po prostu mniej efektywny, bo słabiej wykorzystywałby ludzki potencjał.

Dlaczego jesteś zbulwersowany tym, że inni są leniwi? To ich sprawa i ich zmarnowany czas.

Poza tym nie muszę Ci chyba tłumaczyć, że edukacja to nie wszystko - zwłaszcza w Polsce, gdzie szkolnictwo wyższe leży i kwiczy. Aby przetrwać i odnieść sukces na rynku pracy trzeba o wiele więcej.

Pozdrawiam
Student dwóch kierunków
Finanse i Rachunkowość oraz
Ekonomia Biznesu Międzynarodowego
Izabela Wagner (1 punktów)
W takim razie do odpowiedzialności powinni być pociągani jedynie ci, którzy faktycznie te pieniądze marnują, tzn. jeśli rezygnujesz w trakcie studiów, zapłać za odbytą część. Wtedy motywacja do nauki i ukończenia studiów byłaby większa... Wilk syty i owca cała, jest i oszczędność, i równy start dla wszystkich.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365