 |
Ateista (człowiek znaczy) dawniej a dziś. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 11-10-2012 19:52 | farmer (22440 punktów) | Ateista (człowiek znaczy) dawniej a dziś.
4 na 4 | Jak człowiek kupi sobie jakąś rzecz np. samochód określonej marki to przez jakiś czas widzi tylko ten model mówiąc "o taki jak mój tylko..". Jestem ateistą od kilku lat i mam wrażenie że wszędzie słyszę teraz o ateizmie . A wcześniej powiem że nawet o uszy mi się nie obiło coś o ateizmie co najwyżej że wierzących jest ~95% a reszta to najwyżej błąd statystyczny. Czy to że o Ateizmie jest tak głośno to jest efekt kilku ostatnich lat? Jak to było dawniej przed erą internetu powszechnie dostępnego. Co robił człowiek kiedy dotarło do niego że boga nie ma? Gdzie szukał wsparcia takiego jakiego dziś dostarcza internet i takie portale jak ten. A może mi się tylko wydaje a życie kwitło tylko trochę wolniej.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
7 na 7 | Baranica (275 punktów) | >A może mi się tylko wydaje a życie kwitło tylko trochę wolniej.
Polska jest takim dziwnym krajem że zawsze jesteśmy daleko za murzynami...
Kościół zawsze piętnował ateizm i pokazywał go jako coś strasznego - ciężko było się ujawniać, do tego dochodził jeszcze czas socjalizmu gdzie był on propagowany przez znienawidzony ustrój.
Dopiero od niedawna więcej ludzi myśli samodzielnie i wyrywa się z tej indoktrynacji. IMO pomaga w tym właśnie dostęp do internetu i popularność książek Dawkinsa czy Hitchensa.
|
|
5 na 5 | Marek Matejewski (3695 punktów) | >Jak to było dawniej przed erą internetu powszechnie dostępnego.
No właśnie... coraz więcej młodych ludzi o to pyta, bo to powoli zaczyna być dla nich science fiction. Niedługo rekonstrukcja okresu sprzed tzw. ery internetowej będzie im sprawiać takie same problemy jak nam odtworzenie mitu kosmogonicznego o Światowidzie. Niestety chrześcijanie nie różnili się kiedyś jakoś specjalnie od dzisiejszych Talibów i poszanowanie spuścizny po innych kulturach było im zupełnie obce - wręcz dążyli do zacierania śladów po ich istnieniu. Tak jak pamięć po kulturze celtyckiej czy pamięć o kulturze wikingów z znacznej mierze przetrwała, tak naszej historii dzięki chrześcijańskim fanatykom niestety zbyt dobrze nie znamy.
Dla obecnej młodzieży Dzień Powstania Internetu to prawie jak synonim Wielkiego Wybuchu. Wcześniej świat właściwie nie istniał...
>Co robił człowiek kiedy dotarło do niego że boga nie ma?
Przyjmował to do wiadomości. Pytanie brzmi raczej skąd miał w tym hermetycznym kraju uzyskać taką wiedzę? Co najwyżej garstka intelektualistów sama to sobie wydedukowała, paru mądrych przypadkowo do tego dobrnęło, a reszta żyła w matrixie.
Przyznam, że osobiście właśnie dzięki wynalazkowi jakim jest internet po raz pierwszy usłyszałem o takich postaciach jak Carl Sagan, Chris Hitchens, Daniel Dennett, Steven Pinker i wielu innych... Pozostałe media nie pozwalają na samodzielny wybór tematów z odpowiednim poziomem erudycji - dostajesz porcję spreparowanych informacji i tyle...
Tak więc na własnym przykładzie widzę jak bezcenna jest rola internetu. Inna sprawa, że Robert Cailliau i Tim Berners-Lee - genialni informatycy z CERN, wolnomyśliciele i twórcy usługi WWW (czyli podstawowego narzędzia bez którego internet nie byłby tak popularny i użyteczny) pewnie nerwicy dostają na myśl o liczbie fanatyków, która współcześnie swymi dogmatami zanieczyszcza internet.
|
|
 | 3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) | >Pozostałe media nie pozwalają na samodzielny wybór tematów z odpowiednim poziomem erudycji - dostajesz porcję spreparowanych informacji i tyle...
Rzekłbym, że medium jakim są książki, od lat darmowo dostępne w bibliotekach, zawierało utwory lepszych autorów, które dawały lepsze argumenty za ateizmem, więc tłumaczenie proliferacji ateizmu internetem jest słabe...
|
|
11 na 11 | uxbridge (5980 punktów) | Ja urodziłem się w głębokim PRL-u i nigdy nie miałem problemów jako ateista. A byłem nim od zawsze. Moi rodzice to pierwsze pokolenie inteligencji powojennej - z tzw. "awansu". Sami wychowali się na wsi, w światłych co prawda, ale jednak tradycyjnych, katolickich rodzinach. Wśród kołtuństwa, pruderii i obłudy. Jak wyrwali się z domów na studia, to w ramach buntu natychmiast pokazali rodzicom wała i nie tylko porzucili Kościół, ale zapisali sie do ZMP a potem do PZPR. Rodzice mojego ojca (głównie moja babka) rozpaczali, straszyli i grozili, ale w końcu pogodzili się ze smutnym faktem, iż wychowali w katolickim domu komunistę. Jedyne, co udało się im osiągnąć to ślub kościelny moich rodziców i mój chrzest. Swoją drogą, musieli mieć nielichą satysfakcję kiedy okazało się, że mój ojciec, z kolei aparatczyk i sekretarz Partii wychował sobie w domu antykomunistę (choć nadal ateistę). Moja szkoła podstawowa była w dzielnicy robotniczej i niemal wszyscy szkolni koledzy z przekonaniem uczęszczali na religię. Kiedy pytali dlaczego ja nie chodzę, odpowiadałem, że jestem niewierzący. Wyobraźcie sobie, przyjmowali to do wiadomości bez żadnej dyskusji a niektórzy zazdrościli że mam wolne po lekcjach. Nie spotkałem się absolutnie z żadną dyskryminacją wśród rówieśników, ani w szkole, ani na podwórku. Nawet na wakacjach u dziadków, bawiłem się z wiejskimi dzieciakami i nie ukrywałem swojego ateizmu. Inna rzecz, że te dzieci niespecjalnie chyba rozumiały o co mi chodzi. W szkole średniej, dobrym zresztą liceum, było jeszcze łatwiej. Nadal większość kolegów deklarowała się jako wierzący, ale niespecjalnie ich to zajmowało. Zdeklarowany ateista w mojej klasie był jeszcze jeden, oraz co ciekawe, kilka ateistek. Trzeba powiedzieć, że cieszyłem się wśród nich pewną hm... popularnością. Studia za końcówki PRL-u. Większość kolegów to już niewierzący, a reszta niepraktykująca. Ale śluby kościelne brali niemal wszyscy. I tak to się toczy. Nigdy nie doświadczyłem ostracyzmu czy niechęci z powodu swojej niewiary. Nie mam ślubu kościelnego, moje dzieci nie są ochrzczone, nie chodziły na religię (same zrezygnowały) i też nie mają żadnych złych doświadczeń. To samo dotyczy moich znajomych. Pewnie gdybyśmy nie mieszkali w dużym mieście lub obracali się w słabiej wykształconym środowisku, byłoby inaczej, ale nie sądzę by dużo gorzej. Dlatego dziwnie mi słyszeć (choć to rozumiem), że ktoś potrzebuje wsparcia w swoim ateiźmie.
|
|
 | 10 na 10 | Marek Okrągły (2283 punktów) | Ja urodziłem się w 1978 roku. Od samego początku nie rozumiałem o co chodzi z tym bogiem. Moja rodzina była i nadal jest wierząca, więc nie brali mnie poważnie. Ja byłem grzecznym synkiem, więc wszędzie uczęszczałem i nie rozumiałem, o co ludziom chodzi. Mówiłem, że w to nie wierzę i ludzie traktowali to jako bunt czy taki okres. W PRL nikt nie traktował mnie poważnie, bo w PRL miałem najwięcej 11 lat  między innymi dlatego, że wszyscy zakładali, że Polak ma ustawienia fabryczne katolik. W wieku 12 lat przeczytałem Biblię i po prostu mi się rozświetliły w głowie lampki i byłem niewierzącym w jakiekolwiek formy Ela/Jahve na 100%. Zgadzam się z opinią, że Biblia jest bardzo mocną lekturą, szczególnie dla ludzi wychowanych w kulturze z nią związaną. Ja po prostu byłem zszokowany i nie widziałem argumentów za, tylko niewyjaśnialną przemoc i naprawdę dużo zła. Nigdzie dookoła mnie nie było niewierzących, ja ich nie widziałem, co najwyżej ludzie bawiący się jakieś formy wiary typu jakieś mniejesze ugrupowania religijne lub tzw. sekty, inne religi itd.. Jedna osoba rówieśnik deklarowała się na jednym ognisku w okolicach mojego 14 roku życia jako niewierząca, ale jakiś czas wcześniej był to koleś gadający o Hare Kriszna i był to jego sposób na kobiety. Jak zacząłem rozmawiać to nie była za tym żadnych przemyśleń ideologii, przypuszczam, że taka próba na podryw dziewczyn próbujących się zbuntować. No i zdarzały mi się dyskusje. Kończyły się tym, że coraz więcej osób dołączało do przegrywającej grupy. Później zobaczyłem, że są takie gierki, gdzie się ostrzeliwujesz, a wrogów ciągle przybywa  i gierka polega na tym, że im dłużej starcza Ci chęci i siły tym jesteś lepszy, bo na dłuższą metę nie jesteś w stanie wygrać. Po jakimś czasie zacząłem być niepokonany  bo dzięki sile argumentacji kończyli się wrogowie lub po prostu się zniechęcali. Później w wieku 18 lat dowiedziałem się o słowie ateista  i ....
Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
|
|
12 na 12 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | > Czy to że o Ateizmie jest >tak głośno to jest efekt kilku ostatnich lat?
Zdawałam maturę w 1990 roku, wiec całe moje dzieciństwo upłynęło w PRLu. Kiedy słucham jakie to szykany spotykały ludzi wierzących w tamtych czasach (lata 70-te i 80-te) to mnie śmiech ogrania. Było parę osób o których się wiedziało, że to ateiści (słowo to wypowiadało się przyciszonym głosem). Byli to z reguły partyjniacy, milicjanci, wojskowi. Ateiści jakby "służbowo" i pewnego rodzaju dziwolągi. Byli też tzw. wierzący-niepraktykujący których traktowało się z pewnym pobłażaniem "nie chodzi do kościoła bo mu się nie chce wstać w niedzielę".
Jedyną zadeklarowaną ateistką, która nie należała do partii ani żadnych służb była mama mojej koleżanki z podstawówki, bibliotekarka w naszej szkole. Najmilsza pani w szkole. Jej córka była lubiana w klasie, a była jedyną która nie chodziła na religię. Jak przyszedł czas komunii to całą klasą zrzuciliśmy się na prezent z naszych komunijnych pieniędzy (to chyba był elektroniczny zegarek z komisu, z tych straszliwie tandetnych co chodziły miesiąc) żeby jej nie było smutno, że ona nie ma przyjęcia. Jej mama nie była zadowolona ale pozwoliła jej prezent zatrzymać.
Chodziliśmy dokoła naszej koleżanki na palcach bo "taka biedna, nie wierzy w boga". Pamiętam omawianie jakiegoś wiersza, kiedy została wyrwana do odpowiedzi i miała powiedzieć że poeta w wierszu zwraca się do boga. Zanim zdążyła odpowiedzieć, koleżanka z pierwszej ławki teatralnym szeptem zakomunikowała polonistce "proszę pani, ona nie wie, ona jest ateistką". Pani podeszła do sprawy ze zrozumieniem i pewnym współczuciem nawet i zmieniła pytanie na neutralne światopoglądowo.
Pamiętam to wszystko tak dokładnie, bo to był mój jedyny żywy kontakt z ateizmem aż do połowy szkoły średniej. Przez tą koleżankę i jej mamę miałam zresztą długo dysonans poznawczy, bo wiedziałam z domu ze ateizm to coś złego (bo partyjniacy, ubecy, milicjanci itp) a z drugiej znałam dwie takie miłe osoby i one podobno były ateistkami.
Dopiero w średniej szkole i to nie od razu zaczęłam rozumieć co to tak naprawdę jest ateizm.
Mój ojciec działał w Solidarności więc od zawsze wiedziałam co to KOR, co to KPN, byłam na bieżąco w polityce w wieku 12 lat, wiedziałam kto jest kto z nazwiska, moja stała lekturą były rożne ulotki i broszurki, pomagałam ojcu spisywać z kaset nagrania z zebrań (miałam lepszy słuch) - połowy nie rozumiałam ale coś tam wsiąkało. Ale że np. Jacek Kuroń był ateistą, dowiedziałam się dopiero kiedy zmarł.
Niewątpliwie ateizm zyskał ludzka twarz dopiero po upadku PRLu. I to tez nie od razu i nie w całym społeczeństwie. Ale rozgłos dopiero w dobie internetu. Wcześniej to był "marketing szeptany". Jak się znało osobiście jakiegoś ateistę to człowiek wiedział więcej, ale jak się obracał w polsko-katolickich kręgach, to ateista był takim diabłem z widłami i tyle.
"Religion is the opiate of the masses - - and we all know you should never give drugs to kids"
|
|
 | 2 na 2 | romaro (25211 punktów) | >Chodziliśmy dokoła naszej koleżanki na palcach bo "taka biedna, nie wierzy w boga".
To samo było w mojej klasie. Te same odczucia.
>Było parę osób o których się wiedziało, że to ateiści (słowo to wypowiadało się przyciszonym głosem). Byli to z reguły partyjniacy, milicjanci, wojskowi. Ateiści jakby "służbowo" i pewnego rodzaju dziwolągi.
Katolicy jakby "służbowo". Dziwolągi? Jeżeli ksiądz głosi swoje prawdy - taka jego rola. Jeżeli partyjniacy głoszą to samo, to, albo są czubkami, albo sprzedawczykami.
|
|
5 na 5 | Vytautas (4394 punktów) | >Jestem ateistą od kilku lat i mam wrażenie że wszędzie >słyszę teraz o ateizmie . A wcześniej powiem że nawet o uszy mi się nie obiło coś o ateizmie co >najwyżej że wierzących jest ~95% a reszta to najwyżej błąd statystyczny. Czy to że o Ateizmie jest >tak głośno to jest efekt kilku ostatnich lat? Przesadzasz, albo słabo słuchałeś. Pierwszy znany polski ateista, Kazimierz Łyszczyński z Łyszczyc (obecnie Białoruś) został mocą wyroku sądowego ścięty, a później spalony za bezbożność już w roku 1689, za króla Jana. >Jak to było dawniej przed erą internetu powszechnie >dostępnego. Rola niektórych wynalazków, jak np. internet, jest olbrzymia. Przed internetem był jednak druk, który pozwalał na pisanie książek. Jeżeli należysz do tych, którzy szerokim łukiem omijają biblioteki, mogłeś zaglądać do czasopism antyklerykalnych, "NIE", "Fakty i Mity". Kto chce, ten słyszy, kto nie chce -- nie słyszy.
|
|
 | 11 na 11 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | > Rola niektórych wynalazków, jak np. internet, jest olbrzymia. Przed internetem był jednak druk, który pozwalał na pisanie książek. Jeżeli należysz do tych, którzy szerokim łukiem omijają biblioteki,
[ironia] Wszak w każdej bibliotece na początku lat 90-tych był specjalny dział "ateizm" a bibliotekarki zachęcały, żeby tam zaglądać, prawda? Każdy uczeń szukając czegoś do poczytania w szkolnej bibliotece wpadał od razu na pozycje ateistów i wolnomyśliciel, bo leżały zaraz przy wejściu. [/ironia]
Byłam molem bibliotecznym odkąd tylko pamiętam i nigdy nie trafiłam na pozycję z której mogłabym się o ateizmie czegokolwiek dowiedzieć, chyba że za takową uznamy "Dżurę" albo "Jak hartowała się stal". Ani w latach 80-tych ani dekadę później. I nie było nikogo kto by mi mógł doradzić taką lekturę.
> mogłeś zaglądać do czasopism antyklerykalnych, "NIE", "Fakty i Mity".
Jak się już wtedy miało antyklerykalne poglądy i na dodatek nie miało w pamięci Urbana przemawiającego w TV w imieniu rządu jedności narodowej (o rodzicielskich komentarzach, co oni o tym gościu myślą, nie wspomnę), to może się zaglądało. Ale o ateizmie to stamtąd niewiele się można było dowiedzieć. Zresztą antyklerykalizm nie oznacza ateizmu i na odwrót.
Fakty i Mity to rok 2000 - to już era internetu.
Wchodziłam w dorosłe życie w epoce "transformacji ustrojowej" i o ateizmie w pozytywnym kontekście nie słyszało się nawet 1/4. Zresztą z negatywnym też niewiele więcej. Post-PRLowscy "ateiści" na gwałt chrzcili dzieci i brali śluby kościelne. Ginekolodzy przez 20 lat skrobiący bez mrugnięcia okiem teraz nagle odkrywali, ze im wyrosło sumienie, i do tego chrześcijańskie i ręka im uschnie jak przepiszą pigułki. Dawny sekretarz wojewódzki nosił baldachim nad biskupem w Boże Ciało. Do szkół weszła religia i zaostrzono przepisy aborcyjne. 8-letnia córeczka mojej sąsiadki uczyła się w szkole śpiewać antyaborcyjne piosenki (np. "ktoś wrzucił do umywalki me ciałko, miękkie i lepkie" i tego typu poezje).
To nie były czasy na afiszowanie się ze swoimi ateizmem, chyba że w atmosferze skandalu, jak to robiło NIE. Nie wiem jak Ty te lata pamiętasz, ale ja bardzo dobrze. Jestem na tyle stara, że byłam już wtedy dorosła i na tyle młoda, że mnie jeszcze nie dotknęła demencja.
10-15 lat temu taka akcja billboardowa jak teraz była nie do pomyślenia. "Bóg Urojony" wyszedł po polsku w 2007 roku i był chyba pierwszą popularną pozycją oswajającą ateizm. ILAiA powstała w tym samy roku.
O Łyszczyńskim dowiedziałam się z tego portalu, na historii nie uczono o nim nawet za najczarniejszej komuny, kiedy byłby politycznie poprawny.
Co z tego, że spalono go "już w roku 1689" skoro przez następne 300 lat nikt o nim głośno nie mówił? Co za absurdalny argument. Sugerujesz, że autor wątku powinien Łyszczyńskiego znać, bo był świadkiem jego egzekucji??? Sokratesa otruto za bezbożnictwo jeszcze wcześniej. Pamiętasz to z młodości?
Gdyby wiedza o ateizmie była tak łatwo dostępna i powszechna, nie byłoby Terlikowskich bo nie byłoby społeczeństwa, które mogłoby ich tak ukształtować.
A do autora wątku - tak, z perspektywy ostatnich 20 lat mogę śmiało zaryzykować twierdzenie, że nigdy wcześniej o ateizmie nie było w Polsce tak głośno.
"Religion is the opiate of the masses - - and we all know you should never give drugs to kids"
|
|
|  | | Vytautas (4394 punktów) | >[ironia] >Wszak w każdej bibliotece na początku lat 90-tych był specjalny dział "ateizm" a bibliotekarki zachęcały, żeby tam zaglądać, prawda? >Każdy uczeń szukając czegoś do poczytania w szkolnej bibliotece wpadał od razu na pozycje ateistów i wolnomyśliciel, bo leżały zaraz przy wejściu. >[/ironia] Masz rację, ja to też zauważałem, że specjaliści ideologii, która siebie nazywała światopoglądem naukowym bali się kościółka jak diabeł święconej wody. Niektórym to pozostało do dziś -- vide towarzysz Miler.
|
|
|  | 3 na 3 | Marek Okrągły (2283 punktów) | > Wszak w każdej bibliotece na początku lat 90-tych był specjalny dział "ateizm" a bibliotekarki zachęcały, żeby tam zaglądać, prawda?> Każdy uczeń szukając czegoś do poczytania w szkolnej bibliotece wpadał od razu na pozycje ateistów i wolnomyśliciel, bo leżały zaraz przy wejściu.> [/ironia]> Byłam molem bibliotecznym odkąd tylko pamiętam i nigdy nie trafiłam na pozycję z której mogłabym się o ateizmie czegokolwiek dowiedzieć, chyba że za takową uznamy "Dżurę" albo "Jak hartowała się stal".> Ani w latach 80-tych ani dekadę później. I nie było nikogo kto by mi mógł doradzić taką lekturę.Dokładnie. Ja też byłem molem książkowym  a o ateizmie nie przeczytałem nic do trzydziestego roku życia, poza oczywiście gazetami. Dlatego ja naprawdę uważam, że ateizm to nie światopogląd. W 3 bibliotekach w jakich byłem zapisany w podstawówce, w działach dla dorosłych było może po 5-10 książek ogólnie o religioznastwie, w których ateizm nie był wymieniany, bo to przecież nie religia  bo dziwnie wyglądałoby jedno zdanie "Brak wiary w bogów" i setki nazwisk z dziedzin nauki, biznesu, życia i polityki  . Lata 1997-2003 i na studiach nie było wcale dużo ateistów, może z 10 (nie z jednej uczelni). Jednak ja studiowałem na "bezdusznej" ekonomii, więc może bezbożność to były ustawienia fabryczne, oczywiste i nie deklarowalne. Poza tym ateiści nie rozpoczynają rozmowy od przedstawienia się "Cześć jestem Marek. Jestem świadomym ateista."
Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
|
|
 | 5 na 5 | farmer (22440 punktów) |
> Kto chce, ten słyszy, kto nie chce -- nie słyszy. >
W latach 80/90 mogłem zostać punkiem, "depeszem", metalem, satanistą, świadkiem albo discopolowcem ewentualnie kujonem ale nie pamiętam by ktoś z mojego osiedla był jawnym ateistą.
>Jeżeli należysz do tych, którzy szerokim łukiem omijają biblioteki, mogłeś zaglądać do czasopism antyklerykalnych, "NIE", "Fakty i Mity".
I jeszcze do "Skandali". Z własnej woli sięgnąłem po Sartre tylko co z tego. Nie było szans by to pociągnąć. Sartre mnie zachwycił a jednocześnie nie miał szans bo wizja świata bez boga była nie do przyjęcia wówczas dla mnie. Nie było podobnych ludzi obok.
Próbuję po prostu zrozumieć tempo przemian. Kiedy pytam znajomych ilu znają ateistów prócz mnie. Następuje długa cisza a potem pada max jedna osoba. A spytaj o Łyszczyńskiego to się przekonasz jak jest. Równie dobrze możesz spytać o "kota schrodingera".
Zmierzam do tego że młodzież potrzebuje wzorców. Takich wzorców brak.
|
|
1 na 1 | kkuj (614 punktów) | Wydaje mi się, że po trosze jedno i drugie. Zarówno więcej trochę się mówi, jak i sam pewnie zauważasz to trochę bardziej, a jeszcze dodałbym trzeci element, że stabloidyzowane media szukają wszelkich "kontrowersyjnych" tematów, i szczują ludzi generując debilne tematy i tzw. infotaiment. Dużym przełomem wydaje mi się atak na WTC. Niby to polityka, i dawno, ale wydaje mi się, że zdarzenie tej skali i jego konsekwencje. W pewnym sensie to zwizualizowało wielu ludziom, problem że oszołomstwo religijne jest groźne, a jest ono tak naprawdę kryte i sankcjonowane przez tak zwanych umiarkowanych wierzących.
|
|
2 na 2 | DyktaFon (9281 punktów) | Myślę, że najlepszym źródłem wiedzy o ateizmie była zawsze i jest nadal nauka religii. Wystarczy krytycznie podejść do prawie każdej tematyki tych zajęć. I zastanowić się, jak można w to wierzyć. Żadne inne źródła wiedzy nie są potrzebne. Oczywiście łatwiej jest, jeśli wiemy, że inni myślą podobnie, ale nie jest to wymagane, aby zauważyć wszelkiej maści idiotyzmy i bajkopisarstwo religiantów.
Potrzebne jest oczywiście coś innego, niż internet i wszelkie źródła drukowane: potrzebne jest samodzielne myślenie i nie uleganie stereotypom. Choć w małym stopniu, dla zapoczątkowania wątpliwości i "zdziwień" co do różnych "prawd wiary". Teoretycznie nie jest to nic trudnego... ale tylko teoretycznie.
|
|
1 na 1 | sztejkat (4743 punktów) | >(...)Jak człowiek kupi sobie jakąś rzecz np. samochód określonej marki to przez jakiś czas widzi tylko ten model mówiąc "o taki jak mój tylko..". Jestem ateistą od kilku lat i mam wrażenie że wszędzie słyszę teraz o ateizmie . A wcześniej powiem że nawet o uszy mi się nie obiło (...)Czy to że o Ateizmie jest tak głośno to jest efekt kilku ostatnich lat?(...)
A może rzeczywiście działa "efekt samochodu"? Informacji jest wiele, zbyt wiele, by z każdą się zapoznać, każdą zapamiętać. Pobudza jedynie to, co bliższe.
Z mojego punktu widzenia "ateiści" są w morzu informacji mniej więcej gdzieś w okolicy "parady miłości". Patrząc na od tworzonego sobie samym wizerunku obie grupy są siebie warte - z pożałowania godnym zacietrzewieniem starając się przymusić ogół do tego by pokochał i pochwalał to, co oni uważają za najlepsze zmieniają się z ludzi pragnących wolności i jej poszanowania w misjonarzy jedynie słusznej drogi.
Oj...
Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
10 na 10 | Anna Salman (16360 punktów) | > Jestem ateistą od kilku lat i mam wrażenie że wszędzie słyszę teraz o ateizmie . A wcześniej powiem że nawet o uszy mi się nie obiło coś o ateizmie co najwyżej że wierzących jest ~95% a reszta to najwyżej błąd statystyczny. Czy to że o Ateizmie jest tak głośno to jest efekt kilku ostatnich lat?Ateizm istniał zawsze, ponieważ jest to stan najbardziej naturalny dla człowieka. Wystarczy porównać, jakim nakładem sił i środków przeprowadzana była i jest indoktrynacja religijna - z użyciem większego przymusu, niż chociażby faszyzm, który jednak porwał wielu ludzi - cokolwiek by nie myśleć o tej ideologii. Osoby rzeczywiście szczerze wierzące to z reguły albo ludzie zdesperowani, mający silne poczucie bezradności - łudzący się nadzieją na jakąś przyszłą (choćby pośmiertną) sprawiedliwość albo osoby zaburzone psychiczne. Pozostali to w większości konformiści, którym zależy na przynależności do silnej, liczącej się wspólnoty. Wiara natomiast jest jedynie usprawiedliwieniem udziału w anachronicznych rytuałach, który jest tyleż nawykowy, co bezsensowny. Trudno nie zauważyć, że w dzisiejszych czasach, promujących indywidualizm trudne jest ujawnianie własnego konformizmu, nawet w formie "szacunku dla tradycji", stąd tym silniej podkreślany motyw wiary. Tym wygodniejszy, że trudny do udowodnienia. Wiara w obszarze społecznym istnieje tylko na poziomie deklaratywnym. Jeżeli natomiast traktować serio "po owocach ich poznacie", to 90% polskich katolików nie wierzy. Przed II w.św. największym tropicielem i tępicielem wszelkich zabobonów w Polsce był Tadeusz Żeleński - Boy (pisał ostrzej, niż niejeden współczesny krytyk kościoła), ale nie tylko, na indeksie kościelnym znalazł się również Emil Zygadłowicz (Zmory). Z wcześniejszych pisarzy ateistą był na pewno B.Prus. Ateiści w społeczeństwie religijnym narażeni byli zawsze na szykany albo, w najlepszym wypadku, byli "niewidzialni". Tym większa chwała dla osób publicznych, jeżeli mieli odwagę mówić i pisać o szkodliwym wpływie ideologii religijnej na otoczenie. Bez względu na światopogląd, do którego samodzielnego kształtowania odmawiano ludziom prawa, wszyscy uczęszczali na religię jeszcze w okresie stalinowskim (to te słynne prześladowania krk w Polsce), a przed wojną był obowiązek składania w sądzie przysięgi na Biblię. Od końca XIX w. mniej lub bardziej skuteczną walkę z krk podejmowały organizacje lewicowe oraz PSL, który skupiał się na szerzeniu oświaty na wsiach. W późnym PRL-u, który już dokładnie pamiętam, wiele osób nawykowo bywało w kościele, chrzciło dzieci i posyłało je do komunii, bierzmowania. Nadal zadarzały się szykany wobec osób niewierzących, ja miałam szczęście wychowywać się w środowisku nieomalże areligijnym, i to bez negatywnego nastawienia do kościoła. W czasach Solidarności opozycja, nawet pozakościelna weszła w sojusz z krk, mając nadzieję na uzyskanie większego poparcia społecznego oraz wsparcia finansowego. Wtedy dużo osób przyłączyło się bądź po latach przerwy wróciło do kościoła. Przyczyny były głównie polityczne i tak należy oceniać dzisiejsze poparcie dla krk przez osoby publiczne, w tym polityków tzw. lewicy  . Po prostu doceniają ogromne doświadczenie, jakim dysponuje duchowieństwo w zakresie marketingu politycznego. > Co robił człowiek kiedy dotarło do niego że boga nie ma?Źle postawione pytanie - kiedy dotarło do człowieka, że jest jakiś bóg? Większość została tego nauczona i ta wiedza jest powtarzana przez lata. Stąd fakt, że mimo wszystko wciąż pojawiają się kolejne osoby niewierzące świadczy, że ten stan jest bardziej naturalny dla człowieka. > Gdzie szukał wsparcia takiego jakiego dziś dostarcza internet i takie portale jak ten.Obawiam się, że tzw. szukane wsparcia to postawa wyniesiona z kościoła - strach przed odrzuceniem i konieczność przyłączenia do innej wspólnoty. Zapewne część osób pamięta również swoje zachowania z przeszłości wobec ateistów  i tym bardziej nie chce poczuć tego na własnej skórze.
|
|
8 na 8 | hubin (2274 punktów) | W mojej najbliższej rodzinie nikt nie był wierzący, po jakimś głupawym incydencie rodzice uznali, że należy nas posyłać na religię, jednak nikt nie brał tego poważnie. Wtedy edukacja religijna nie była tak nachalna i autorytarna, oczywiście biblia była podana jako "źródło wiedzy" ale skoro jako ośmiolatek wracając z salek katechetycznych do domu obserwując zachód słońca stwierdziłem, że to co opowiada pani katechetka to bzdura. Od tej chwili uważam się za świadomie niewierzącego, wcześniej byłem po prostu niewierzącym. Jednak nie przyszło mi do głowy by być ateistą - samego pojęcia chyba wtedy nie znałem, na religię musiałem chodzić nadal, co niejednokrotnie prowadziło to do awantur z księdzem i to takich po których rodzice musieli przepraszać księdza, fakt że już w początkowych czasach transformacji miałem dość antyklerykalnych tekstów pod ręką by księdza do rozpaczy doprowadzić. Przyszedł jednak ks. Leja którego znamy dziś publicznie jako poskromiciela księdza kolanko pseudonim pianka zwanego też śmietanką. Ksiądz Leja w mojej ocenie był jak na "duszpasterstwo akademickie" wyjątkowym tłukiem, nie uznającym żadnej dyskusji wygłaszającym swoje idiotyzmy publicznie i bezwstydnie, dodatkowo ignorował wszelkie nieścisłości mu wytykane. Szybko straciłem chęć dialogu ze ścianą, po przeprowadzce do innego miasta religię prowadziła Siostra zakonna okazało się że ks Leja wcale nie był najtoporniejszym produktem , osoba o tak wąskich horyzontach myślowych że stać ją było jedynie na powtarzanie "sloganów z podręczników dla katechetów" jako własnych zaobserwowanych historii. Opowiedziała jako własne przeżycia, historyjkę którą słyszałem od katechetki pięć lat wcześniej też jako własną, obie były identyczne dotyczyły "szkodliwości bezstresowego wychowania", była to opowieść o tym jak obserwatorka jechała autobusem i zobaczyła: ~: bezstresowo wychowywane dziecko przyklejające gumę do studenta, oburzony student zwraca uwagę mamie, ta odpowiada że dziecko wychowuje bezstresowo, w odpowiedzi na co student przykleja gumę matce i odpowiada, że on tez były wychowywany bezstresowo. Przyznacie, że historyjka denna niczym radziecka propaganda z lat trzydziestych. Wtedy uznałem że najwyższa pora dać sobie spokój z przysposobieniem religijnym, przestałem chodzić. Nadal jednak nie byłem ateistą. W liceum przeczytałem Tatarkiewicza trzy tomy historii filozofii, choć nie przypominam sobie by były tam znaczące uwagi dotyczące ateizmu, jednak dyskutując ze znajomymi o filozofii zaczynały pojawiać się pewne wątki dotyczące gnozy, agnostycyzmu i wreszcie ateizmu. Nadal jednak nie miałem najmniejszej potrzeby zaprzeczać istnieniu wymyślonej istoty, ateiści jawili mi się jako taki dziwaczny nieracjonalny taliban. Pojawiły się w mojej świadomości osoby pokroju Tadeusza Kotarbińskiego aczkolwiek w jego wykonaniu treści ateistyczne były najmniej znaczące. Dopiero szopka po śmierci największego polaka katolika, kolejna szopka po 10 kwietnia 2010 przekonała mnie, że religia jest szkodliwą trucizną która niszczy społeczeństwa i zagraża ludzkości(choć głównie mojej osobistej wolności). Nadal jednak nie uważam aby wdawanie się w dyskusję z osobami odrzucającymi racjonalizm były celowe, wystarczy mi ich odsuniecie od władzy ustawodawczej oraz wpływu na moje życie. Zatem uważam ateizm w Polsce jako hasło/nurt obecny od niedawna, oczywiście byli wielcy znani ateiści których czytałem i wcześniej, ale treść związana z ich ateizmem nie była dla mnie najważniejsza.
Parafrazując: Ideologia śmierdzi!
|
|
 | 6 na 6 | Anna Salman (16360 punktów) | > Jednak nie przyszło mi do głowy by być ateistą ...Faktycznie, uświadomiłam sobie, że kiedyś mówiło się "nie chodzę do kościoła", "nie jestem katoliczką / katolikiem", ostatecznie - "jestem niewierząca / niewierzący". Ateizm pojawił się jakby w odpowiedzi na ataki ze strony kościoła. Boy był czytywany raczej z uwagi na celność komentarzy i ostrą krytykę obyczajową, zresztą publicyści oraz pisarze nie zaczadzeni religią byli z reguły lepszymi obserwatorami i wykazywali się większą wrażliwością społeczną. Dla porównania - to, jak Sienkiewicz pisał o chłopach w Trylogii powinno być przyczynkiem do wykreślenia go z lektur szkolnych. > Dopiero szopka po śmierci największego polaka katolika, kolejna szopka po 10 kwietnia 2010 przekonała mnie, że religia jest szkodliwą trucizną która niszczy społeczeństwa i zagraża ludzkości(choć głównie mojej osobistej wolności).Na mnie największe wrażenie zrobił film z jednej z pielgrzymek papieskich, emitowany po śmierci JPII. Papież odprawiał mszę w Wadowicach, w trakcie której wspominał żydowskich kolegów ze szkoły. Chcąc po raz kolejny podkreślić swój żal z powodu wymordowania tamtejszej społeczności żydowskiej, zakrzyknął teatralnie - Gdzie jesteście? Co się z wami stało? I tu ... wpadka operatora, czy celowy "sabotaż"  ? Kamera najeżdża i długo zatrzymuje się na grupie rechoczących zakonnic. Ich reakcja też była szczera i spontaniczna, a w tym kontekście - odrażająca. Co do jej niestosowności te panie zorientowały się dopiero po chwili i nagle zamilkły. Ten śmiech było słychać bardzo wyraźnie, a papież miał dość głupią minę. > Nadal jednak nie uważam aby wdawanie się w dyskusję z osobami odrzucającymi racjonalizm były celowe, wystarczy mi ich odsuniecie od władzy ustawodawczej oraz wpływu na moje życie.O, to to to to
|
|
|  | 2 na 2 | Marek Okrągły (2283 punktów) | > Faktycznie, uświadomiłam sobie, że kiedyś mówiło się "nie chodzę do kościoła", "nie jestem katoliczką / katolikiem", ostatecznie - "jestem niewierząca / niewierzący". Ateizm pojawił się jakby w odpowiedzi na ataki ze strony kościoła.U mnie to właśnie to w życiu taki jeden ze zwrotów akcji, podobnie jak przeczytanie Biblii, uświadomienie sobie błędnej perspektywy. Dlatego w pewnym momencie słowo niewierzący zaczęło mnie uwierać, gdzie po prostu byłem jedynym sobie znanym tak określającym siebie. Ostatnio dodatkowo mi się perspektywa zmienia, bo widzę błąd myślenia o ateistach  dlatego jest norma i wierzący/teiści normą nie będący  Trochę to socjalistyczne, ale prawdziwe.
Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
|
|
 | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Wszystko, co było wyżej było zrozumiałe i do akceptacji, choć dotyczyło to Pańskich i swoistych dla Pana doświadczeń. Postawiłem plusa.
>Zatem uważam ateizm w Polsce jako hasło/nurt obecny od niedawna, oczywiście byli wielcy znani ateiści których czytałem i wcześniej, ale treść związana z ich ateizmem nie była dla mnie najważniejsza. Natomiast zupełnie nie rozumiem tego jednego zdania. Nie wiem o co Panu tu chodzi i co chciał Pan powiedzieć?
@@@ --------------------------------------
PS. Nie jestem ateistą, ale okres bycia ateistą przeszedłem tak pomiędzy 12, a 20 rokiem życia im więcej rozumiałem tym ateizm bardziej mi przechodził. "Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym", czyli stawałem się naturalistą aż doszedłem do naturalizmu ontologicznego. "Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie 'w nic nie wierzę'.
Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować 'na wiarę'. A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu 'wierzę w to' lub 'wierzę w tamto'. Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu 'na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji'".
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
|  | 3 na 3 | farmer (22440 punktów) |
> Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu 'na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji'".[/color] >Pozdrawiam.
Ale może to właśnie dla masowego odbiorcy czyni ateizm trudnym w odbiorze. Język potoczny zniekształca, ten trudny staję się mało atrakcyjny. Piszę to w kontekście obecnych na czasie np. Akcji billbordowych. Jeśli ateizm jest skierowany do wszystkich ludzi to bez szczególnych badań wiem że jest to grupa zróżnicowana. I nie wszyscy sięgną po dzieła wybitne, tak po prostu. A bez podbudowy będą skazani na gadające głowy. Gadających głów w telewizji (masowy odbiorca) jak na lekarstwo albo wcale. Powiedziałbym że marka (ateizm) jest słabo pozycjonowana.
Na dochodzeniem własnym rozumem raczej nie ma co liczyć względem wszystkich. Bo ci co tak robią to byli są i będą. I nimi raczej nie ma co się przejmować...dadzą sobie radę. Jednak Ateizm (jak zawał tak zwał) dobija się do odbiorcy który " Stasiek w telewizorze gadają coś ateizmie, oglądasz?............nie, idę spać, rano do roboty trza". Mam wrażenie że z dojsciem do ateizmu jest tak że: "Jak ja byłem w twoim wieku to do szkoły na boso chodziliśmy pięć kilometrów" Proszę nie traktować tego jako przytyku dla Pana wypowiedzi. Wydaje mi się po prostu że dla masowego odbiorcy proces dochodzenia jest zbyt długi i nie atrakcyjny.
|
|
| |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > Ale może to właśnie dla masowego odbiorcy czyni ateizm trudnym w odbiorze.Myślę, iż racjonalizm jest jeszcze trudniejszym. Dla masowego odbiorcy światopogląd oparty na nauce jest trudnym - co zauważył H. L. Mencken już prawie sto lat temu: "Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki. Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. (... ) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie".. > Jeśli ateizm jest skierowany do wszystkich ludzi to bez szczególnych badań wiem że jest to grupa zróżnicowana.Racjonalistyczny ateizm nie jest i nie może być skierowanym do mas, do przejęcia takiej postawy jest konieczną inteligencja, krytycyzm i otwartość na świat, a takich ludzi już z natury jest mniejszość. Oczywiście jest jeszcze indyferentyzm religijny zwany "ateizmem praktycznym" - no i wiara w to, iż Bóg nie istnieje. Umiejętność myślenia posiadają prawie wszyscy ludzie, ale czy to myślenie jest na tym samym poziomie i tej samej jakości. Tak ludzie są zróżnicowani i nie wszystko jest dostępne wszystkim. ( Nie mógłbym zostać muzykiem nawet, gdybym bardzo chciał, a muzykę lubię słuchać.) > I nie wszyscy sięgną po dzieła wybitne, tak po prostu.I całe szczęście! Jest tyle pożytecznych czynności na świecie, które można wykonywać dla własnej satysfakcji i dobra innych. > A bez podbudowy będą skazani na gadające głowy.Nie rozumiem, czy chciałby Pan dać ludziom np "naukowy ateizm" jako przedmiot ich wiary? Jak człowiek nie dojdzie sam do konieczności samodzielnego myślenia, to pozostaje mu tylko wiara, a wierzyć to już można w przeróżne rzeczy. > Powiedziałbym że marka (ateizm) jest słabo pozycjonowana.Gdyż to marka tylko dla koneserów. Wiara jest znacznie smaczniejsza i wymaga mniej wysiłku i przy zdobywaniu i przy łykaniu. > Proszę nie traktować tego jako przytyku dla Pana wypowiedzi.Nie traktuję. Jesteśmy z tej samej strony światopoglądowej. Pokazuję tylko Panu racjonalny ateizm od drugiej strony. > Wydaje mi się po prostu że dla masowego odbiorcy proces dochodzenia jest zbyt długi i nie atrakcyjny.Nie mam najmniejszych przesłanek, aby uwierzyć, że racjonalistyczny ateizm - do którego dochodzi się drogą intelektualną - kiedykolwiek stał się masowym. Uważam tylko, iż społecznym obowiązkiem racjonalistów jest stwarzanie inteligentnym poszukującym ludziom możliwości do samodzielnego zbudowania sobie racjonalistycznego światopoglądu i ten portal czyni właśnie taką znakomitą robotę. Dlatego też tak bardzo boli on katolików, szczególnie tych sutannach i habitach. Oni się tu po fideistycznej stronie najwięcej udzielają, choć raczej tą przypadłość przed nami ukrywają. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
|  | 2 na 2 | hubin (2274 punktów) |
>>Zatem uważam ateizm w Polsce jako hasło/nurt obecny od niedawna, oczywiście byli wielcy znani ateiści których czytałem i wcześniej, ale treść związana z ich ateizmem nie była dla mnie najważniejsza. >Natomiast zupełnie nie rozumiem tego jednego zdania. Nie wiem o co Panu tu chodzi i co chciał Pan powiedzieć?
Przepraszam najmocniej pisałem ten tekst w przerwach między pracą w której siedziałem 10 godzin, szczerze mówiąc z zaskoczeniem zauważam, że go opublikowałem myślałem że jeszcze czeka na poprawki w moim laptopie. Zdanie niestety ma typowo moją składnię, powinienem był to przetłumaczyć na polski, może nawet dokonałbym autocenzury wycinając ową bełkotliwą galopadę myśli.
Chciałem powiedzieć w tym zdaniu, iż czytałem Boya, Kotarbińskiego i sama postawa (nie religijna) występowała w naszym (polskim) kręgu kulturowym od dawna, natomiast to co ceniłem w pracach tych osób nie miało związku z religią lub ateizmem. Obecnie nurt ateizmu przybiera na sile raczej nie tyle z pobudek "oświeceniowych" czy intelektualnych ale jest fragmentarycznym wyrazem potrzeby wolności. Potrzeby która pojawiła się nie dawno i jest wynikiem wpływu religii na życie publiczne.
>-------------------------------------- W ujęciu jakie Pan przedstawił, faktycznie też raczej bliżej mi do bycia po prostu niewierzącym, zwłaszcza jeżeli przyjąć rozumienie ateizmu jako negacji istnienia boga. Obecnie jednak pojęcie ateista zyskuje chyba szersze znaczenie, nie wnikam czy jest to efektem kampanii oszczerstw talibów religijnych, czy świadomym jednoczeniem się osób niereligijnych pod pewnym sztandarem, ateistą zaczyna się nazywać każdego niewierzącego który domaga się poszanowania swojej wolności.
>czyli stawałem się naturalistą aż doszedłem do naturalizmu ontologicznego. "Nie >jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest >mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu >widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie 'w nic nie wierzę'.
Też wolałbym unikać szerokich nieprecyzyjnych pojęć których znaczenie zostaje wypaczone, przyzna Pan chyba jednak, że w świecie w którym większość społeczeństwa ma problemy z czytaniem ze zrozumieniem bywa Pan postrzegany jako "ateista", staram się być reprezentantem racjonalizmu światopoglądowego ale akceptuję określanie mnie mianem ateisty.
Zdaję sobie sprawę, że dotyczy to moich osobistych doświadczeń, postaram się unikać w przyszłości tego dotychczasowego osobistego podejścia do spraw o szerszym zasięgu.
Parafrazując: Ideologia śmierdzi!
|
|
| |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . >Przepraszam najmocniej pisałem ten tekst w przerwach między pracą w której siedziałem 10 godzin, szczerze mówiąc z zaskoczeniem zauważam, że go opublikowałem myślałem że jeszcze czeka na poprawki w moim laptopie. Zdanie niestety ma typowo moją składnię, powinienem był to przetłumaczyć na polski, może nawet dokonałbym autocenzury wycinając ową bełkotliwą galopadę myśli. Zdarza się to nam wszystkim i dlatego poprosiłem o wyjaśnienie.
>Chciałem powiedzieć w tym zdaniu, iż czytałem Boya, Kotarbińskiego i sama postawa (nie religijna) występowała w naszym (polskim) kręgu kulturowym od dawna, natomiast to co ceniłem w pracach tych osób nie miało związku z religią lub ateizmem. Obecnie nurt ateizmu przybiera na sile raczej nie tyle z pobudek "oświeceniowych" czy intelektualnych ale jest fragmentarycznym wyrazem potrzeby wolności. Potrzeby która pojawiła się nie dawno i jest wynikiem wpływu religii na życie publiczne. Różnie z nami bywa. Mnie do ateizmu najbardziej doprowadziły zainteresowania innymi kulturami współczesnymi i starożytnymi oraz dorobek nauk przyrodniczych. Zainteresowanie religioznawstwem pobudziły dyskusje z wierzącymi i konfrontacja odpowiedzi religii z odpowiedziami nauki.
>W ujęciu jakie Pan przedstawił, faktycznie też raczej bliżej mi do bycia po prostu niewierzącym, zwłaszcza jeżeli przyjąć rozumienie ateizmu jako negacji istnienia boga. To dobrze, że wziął Pan naturalizm pod uwagę.
>Obecnie jednak pojęcie ateista zyskuje chyba szersze znaczenie, nie wnikam czy jest to efektem kampanii oszczerstw talibów religijnych, czy świadomym jednoczeniem się osób niereligijnych pod pewnym sztandarem, ateistą zaczyna się nazywać każdego niewierzącego który domaga się poszanowania swojej wolności. Zawsze miało. Siatka znaczeniowa tego terminu zdecydowanie zależy od człowieka, który go interpretuje.
>Też wolałbym unikać szerokich nieprecyzyjnych pojęć których znaczenie zostaje wypaczone, przyzna Pan chyba jednak, że w świecie w którym większość społeczeństwa ma problemy z czytaniem ze zrozumieniem bywa Pan postrzegany jako "ateista", staram się być reprezentantem racjonalizmu światopoglądowego ale akceptuję określanie mnie mianem ateisty. Wcale epitetowanie mnie ateistą nie obraża. Nawet odbieram sobie ten epitet za zaszczyt, tyle tylko, iż to nie prawda. Ateistą byłem kiedyś, teraz już jestem naturalistą ontologicznym.
>Zdaję sobie sprawę, że dotyczy to moich osobistych doświadczeń, postaram się unikać w przyszłości tego dotychczasowego osobistego podejścia do spraw o szerszym zasięgu. U nas wszystkich światopogląd jest wynikiem genów, socjalizacji i osobistych doświadczeń. Nie warto tego się wypierać, ja jestem akurat z moich uwarunkowań dumnym, choć oczywiście mogło być lepiej. Nawet znacznie lepiej.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|