Oj, będzie się działo - pomyślałem przed dzisiejsza debatą sejmową . Jak bardzo się pomyliłem. Nic się nie działo. Nuda i banał. Niczego się dowiedziałem, prawie usnąłem. Premier zmęczony, bez wigoru, żałował braku romantycznej wizji. Ja nie, wolę konkrety. Wreszcie się ożywiło, posłowie z Dolnego Śląska nie mogą lądować na Okęciu – mgła! Nie zdążą na głosowanie, premier zagrożony! Był też cud, oto hospitalizowany poseł PO nagle ozdrowiał i dowieziony karetką na Wiejską odda głos. Uff! Przerwa, cisza, spokój… Chcielibyście! Skończył premier Tusk zaczął premier Gliński, w sukurs już idzie mu premier Cymański. Skąd tylu premierów? Prawdziwy wysyp. Myślałem, że mamy sezon na grzyby…
W tym samym czasie pod miejscowym MOPS-em też dyskutują w oczekiwaniu na socjalne paczki. Podobne pytania i odpowiedzi, mniej zadęcia i konkretne bluzgi. Trzymając w rękach butelki z winem marki „mózgotrzep”, paląc papierosy - po 11pln paczka obserwują podjeżdżającego mercedesa. Z auta wysiada odstawiona na Dodę panienka, bez kolejki wchodzi do magazynu i wychodzi z paczką. Nie spojrzała na stojące towarzystwo, bez słowa odjechała. To pewnie ich premier. |