Racjonalista - Strona głównaDo treści
Treuga dei?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
16-08-2005 21:40outsider (2469 punktów)Treuga dei?
Będąc ateistą - nie jestem przecież przez to uwolniony od myśli o sensie życia.

Ramy tej mysli odziedziczyłem po dawnych ateistach - sam wypełniam je treścią uzupełniając zgrubny rysunek. I myslę o niewyobrazalnej pracy roślin zielonych, które przekształciły atmosferę Ziemi, "zatruwając" ją tlenem - o nocnej sawannie rozbrzmiewającej przedśmiertnym krzykiem pożeranych zywcem zwierżąt (swoją droga ów krzyk to instynkt, u nas też - ale instynkt służący juz tylko innym...) - o słabych jeszcze ssakach, co przezyły zagłade pancernych olbrzymów Jury - o pierwszych ludziach, co mieli jeszcze niewiele, ale już mieli czysto ludzkie zmartwienia.

Przyszła mi kiedyś mysl następująca - ludzkość dostatecznie już rozwinięta emigruje z Ziemi, szuka dla siebie nowego miejsca - pierwej jednak odbudowuje to co tu zniszczyła: odwarza biotop, zaludnia go wytępionymi wczesniej gatunkami, po których może jednak zostało wystarczająco wiele, aby pozwolić odbudowac populację. Pierwsza myśl - należałoby jednak dokonać subtelnej manipulacji genetycznej, jakoś zahamowować możliwość gigantycznego przerostu mózgu, aby historia nie powtarzała się cyklicznie aż do wygaśnięcia Słońca. Druga myśl - taki świat, pozbawiony mozliwości ewolucji co raz nastapiła byłby jałowy jak indiański rezerwat, zatem tego czynić nam nie wolno. Cóż, przeszliśmy drogę, z której nawet w taki sposób nie da się zawrócić.

Wrócę do tytułowego "Pokoju Bożego". Ateiści i wierzący wywodzą sie z różnych tradycji postrzegania sensu własnego istnienia - czy moze nadawania mu sensu, czego nikt inny za nas nie uczyni. Czy istotnie sposób w jaki się ów wspólny sens chce postrzegać - musi dzielić; czy też dzielą szczegóły? Moim sensem jest podtrzymywanie ognia skoro zapłonął - nie pytam kto podpalił ani w jakiej intencji, bo i błyskawica zdolna jest podpalić las. Mam za to świadomość nieodwracalności cierpienia, którego tak wiele musiało być na naszej drodze przez eony - wszystko jedno, zwierzęcego czy ludzkiego - i powinność, aby służyło ono czemuś, choćby nowym matematycznym strukturom, choćby zachwytowi jakie budzi nocne, rozgwieżdżone niebo: przestac patrzeć w niebo to uczynic Wszechświat ślepym, ma tylko oczy istot, które spłodził. To bieg w sztafecie tu, gdzie mógłby nie biegnąć nikt - zatem nawet najbardziej niezadowoleni, nie porzucajmy pałeczki, kosztowała zbyt wiele.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Totus (1201 punktów)Odp: Pół żartem, pół serio
>Pierwsza myśl - należałoby jednak dokonać subtelnej manipulacji genetycznej, jakoś >zahamowować możliwość gigantycznego przerostu mózgu, aby historia nie powtarzała się >cyklicznie aż do wygaśnięcia Słońca. Druga myśl - taki świat, pozbawiony mozliwości >ewolucji co raz nastapiła byłby jałowy jak indiański rezerwat, zatem tego czynić nam nie >wolno. Cóż, przeszliśmy drogę, z której nawet w taki sposób nie da się zawrócić.

Trzecia myśl - powołać coś do istnienia, stworzyć czy raczej wykreować. Rzucać wyzwania coraz bardziej twórcze nie tracąc ani na chwilę fascynacji nad wszechświatem, który daje możliwość istnienia nam - KREATOROM.
ale zaraz, zaraz,
priorytet:
udowodnić wyższość teorii ewolucji od kreacjonistyczno-pokrewnych wizji jakiś oszołomów,
tiaa, pasowałoby nie igerować w ewolucję czyli nie udoskonalać siebie no nie bójmy się użyć tego słowa nienaturalnie, ktoś inny (bliższy memu sercu) powie ponadprymitywistycznie. Bo czy do pomyślenia jest by we wszechświecie zachodziło zjawisko inteligentnego projektu? Toż to kpina w zywe oczy!!!. No niech pan moderator spróbuje przyznać, że możliwym jest obiektywnie fakt iż ktokolwiek celowo ingeruje w zmiany rozwoju form biologicznych? Wszak tylko ewolucja jest sensowną i jedyną dopuszczalną do pomyślenia możliwością powołania do życia biosfery na jakiejśtam planecie.
Bioterraformacja?
Stada tych fantastów paliłbym na stosach jako ewolucjonista!
Życie na Ziemii albo ma prawo powstać przypadkiem w kolbie, tfu, co ja mówię, okołowulkanicznie, albo w ogóle. Nie ma mowy by mogło mieć podłoże metafizyczne. No bo czy do pomyślenia dziś jest wysłanie kapsuły z bakteriami na Marsa?
NIE! Tylko przypadkowa EWOLUCJA!

Pozdrawiam.

P.S. Aha od błyskawicy też może powstać.

outsider (2469 punktów)
Ano właśnie, Totusie.

Czy ów hipotetyczny stan wiedzy, pozwalający ludzkości opuścić Ziemię i szukać nowych siedzib istotnie byłby wystarczający dla stworzenia jakiejkolwiek nowej formy biosfery? Śmiem wątpić - zakładam bowiem, że wiedzy jednak predzej czy później zacznie towarzyszyć odpowiedzialność; do pewnego stopnia jest tak już dziś. Stworzyć - dla przyjemności stania się Bogiem?

Nie Totusie - klimat światopoglądowy w jakim snuję swe wizje jest tego rodzaju, że nie rozumiejąc w wielu szczegółach mechanizmów ewolucji - rozumiemy przecież, że to co samo wywalczyło sobie miejsce w Kosmosie jest o wiele bardizej złożone od tego, co da sie zaprojektować; pomijam juz kwestię: stworzenie na wzór mysli deistycznej czy teistycznej - zabawki stwórców czy szacunek dla sworzenia wyrażony w jego pełnej autonomii?

Tworzymy dośc już skomplikowane układy cyfrowe, bawimy sie sieciami neuronowymi - zapewne bedziemy wedle włąsnych wyobrażeń uleszać życie oparte o DNA - ale tworzyć od podstaw całkiem nowe? Po co Totusie - aż za tak wielką uważasz naszą pychę?

Bedzie musiała zmaleć, jeśli nie mamy być rasa szaleńców.

Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nieboska komedia}
Totus (1201 punktów)
Witam.
>Czy ów hipotetyczny stan wiedzy, pozwalający ludzkości opuścić Ziemię i szukać nowych siedzib istotnie byłby wystarczający dla stworzenia jakiejkolwiek nowej formy biosfery?
Pewnym problemem dla nas stało się potęgowanie. Ta lekość z jaką wypowiadamy słowa 10 do dziewiątej. Lekkość z jaką podajemy odległości międzygalaktyczne mierzone w latach świetlnych. Osobiście z dystansem potrafię spojrzeć na problem zawarty w Pańskim pytaniu i obydwaj pewnie odczujemy, że nieprzewidywalność tzw. "ludzkiego jutra" przy takim tempie odkrywania własności materii i podporządkowywania ich sobie nie pozwala na umacnianie się odczuwalnych teraz watpliwości.
> Śmiem wątpić - zakładam bowiem, że wiedzy jednak predzej czy później zacznie towarzyszyć odpowiedzialność; do pewnego stopnia jest tak już dziś.
Różnicowanie dla form metafizycznych wysokorozwiniętych może nie iść w parze z ich powielaniem się. Proszę spróbować to poczuć : kolejna planeta - kolejni koloniści - kolejne utarte schematy - (...)
>Stworzyć - dla przyjemności stania się Bogiem?
Psychiczny marazm jaki tworzyliśmy przez lata wstecz w pojęciu Boga będzie piętnował jeszcze kilka pokoleń w przód zanim oczyścimy tę bazę pojęciową. Co potrzeba by stworzyć żeby uzyskać miano Boga? Czy gestem na miarę czasów byłoby wystrzelenie z orbity na której aktualnie znajduje się okręt z nieznanymi Ziemianom systemami maskującymi strumienia enegii w coś równie symbolicznego jak dwie wieże? I to na życzenie polimorfa, który akurat chodzi po Ziemii z implantem komunikacyjnym i straszy ludzi piekłem jak się nie opamiętają, bo takie ma wytyczne swojej misji? Dla większości współczesnych sceptyków to mogło by być już za mało. Więc co zrobić by uzyskać miano Boga? Podejrzewam, że coś irracjonalnego np. sprzecznego z logiką. Oto mój pomysł tworzenia na miarę boga, proszę:
bez pomyślenia postanowiłem stworzyć coś z niczego mając nic i będąc niczym
Czy to jest kreator akceptowalny logicznie? Raczej nie, a niech Pan zobaczy ilu ludzi poważnie bierze pod uwagę pojęcie PRAPOCZĄTKU czegoś co logicznie mieć go nie może.
Religie lansują takich twórców alternatywnych i co jest tego finałem? Wiemy, szkoda pisać, ale, nawet tu, na tym forum, odczuwam głęboki oddech tych figur, które są w stanie nawet światłym myślicielom przesłonić fakt, iż równolegle do koncepcji oświecenia wszechświata przez jedyną i niepowtarzalną istotę ludzką może istnieć druga koncepcja, w której inny podmiot patrzy z zupełnie innym odczuciem na swoisty ziemski bieg wydarzeń.
Wracając do Pańskiego pytania o stworzeniu - ja już nie potrafię myśleć w takich kategoriach, gdyż rozumiem ich niedorzeczne źródło (chciałem powiedzieć: wydaje mi się, że... )
Dodam jeszcze że każdy ograniczony układ, o którym mówimy w tym ten, który potocznie przyjęto nazywać wszechświatem, może mieć swój początek, ale jakże zgubne dla ludzkiego myślenia staje się założenie, iż powstanie tego układu jest to początek WSZYSTKIEGO.

>Nie Totusie - klimat światopoglądowy w jakim snuję swe wizje jest tego rodzaju, że nie rozumiejąc w wielu szczegółach mechanizmów ewolucji - rozumiemy przecież, że to co samo wywalczyło sobie miejsce w Kosmosie jest o wiele bardizej złożone od tego, co da sie zaprojektować;
Organizm żywy nie żyje w oderwaniu od materialnej rzeczywistości, którą trudno nazwać przecież kreatorem ale która nie pozostaje bez wpływu na organizm żywy i jego kierunki rozwoju. Czy na Marsa wyślemy na początek pantofelka? Aż tak dobrze nie znam możliwości adaptacyjnych tej cudownej podręcznikowej perełki aaaale szkoda by mi było rakiety, a panu? Powiem więcej ludzie są z "natury czasów" niecierpliwi więc dadzą pole do popisu inżynierom-genetykom i biotechnologom.
> pomijam juz kwestię: stworzenie na wzór mysli deistycznej czy teistycznej - zabawki stwórców czy szacunek dla sworzenia wyrażony w jego pełnej autonomii?
No taki poziom radości u dzisiejszego human-kreatora jest faktycznie osiągalny po dobrym posiłku na wyjątkowo regenerująco-tonizującym urlopie. Kiedy mamy na celowniku pierwszy krok ludzkości na Marsa, to takie dalekie cele jak przytoczone powyżej, no nie wiem jak Pana, ale mnie owszem rozkoszują możliwością pomyślenia o nich.
Ktoś zapyta ale jak to możliwe? Jak białko może snuć takie rozważania? Na pewno w obawie przed śmiercią jakiś enzym oszalał.
>Tworzymy dośc już skomplikowane układy cyfrowe, bawimy sie sieciami neuronowymi - zapewne bedziemy wedle włąsnych wyobrażeń uleszać życie oparte o DNA - ale tworzyć od podstaw całkiem nowe? Po co Totusie - aż za tak wielką uważasz naszą pychę?
Oczywiście, że w świecie w którym ledwo możemy zapanować nad własnym życiem, byłoby to marnotrawienie funduszy. Ponadto na pierwszym celu, moim skromnym zdaniem, stoi zahamowanie przyrostu populacji, który w zatrważający dla planety sposób odbywa się metodami tradycyjnymi. Dużą rolę odegra tu na pewno metamorfoza światopoglądu obywateli społeczeństw nie-rozwiniętych, nękanych religią i towarzyszącą jej nędzą, w której nikt nie potrafi odnieść się do pojęcia: "Świadome rodzicielstwo". Mało tego w Europie nadal potrzeba sprzątaczek, kelnerów, śmieciarzy bo robotyka jest w powijakach.
Można by tak pisać o globalnych mechanizmach uwsteczniających jakie panują obecnie no ale nie przesadzajmy, aż tak wymagający być nie możemy. Jeszcze 70 lat temu ludzie z landów byli przekonani o wyższości rasy aryjskiej.
Kończąc, populacja jak słusznie Pan zauważa:
>Bedzie musiała zmaleć, jeśli nie mamy być rasa szaleńców.
A kto się z tym nie zgadza?

Pozdrawiam.
AstralStorm
lwiek nowej formy biosfery?
>Pewnym problemem dla nas stało się potęgowanie. Ta lekość z jaką wypowiadamy słowa 10 do dziewiątej. Lekkość z jaką podajemy odległości międzygalaktyczne mierzone w latach świetlnych.

Być może wkrótce (pojęcie względne) będą one naprawdę blisko.

>Co potrzeba by stworzyć żeby uzyskać miano Boga? Czy gestem na miarę czasów byłoby wystrzelenie z orbity na której aktualnie znajduje się okręt z nieznanymi Ziemianom systemami maskującymi strumienia enegii w coś równie symbolicznego jak dwie wieże?

Pachnie mi tu Pająkiem! Ale nie znam detali pojawienia się dziwnego obiektu na filmach. Być może to był element samolotu.

>I to na życzenie polimorfa, który akurat chodzi po Ziemii z implantem komunikacyjnym i straszy ludzi piekłem jak się nie opamiętają, bo takie ma wytyczne swojej misji?

Gdzie ten polimorf? Złapałeś go czy co? Więc na jakiek podstawie twierdzisz, że istnieje? Zmysły i urządzenia są zawodne, ale jeśli da się poharatać takiego polimorfa, to czemu by go nie zbadać.

Mam nadzieję, że to było jedynie celowe zażartowanie sobie z p. Pająka, a nie wyraz wiary w tego typu bzdety.

> bez pomyślenia postanowiłem stworzyć coś z niczego mając nic i będąc niczym

To nie jest sprzeczne z logiką. Jeśli coś = nic oczywiście.

>Religie lansują takich twórców alternatywnych i co jest tego finałem? Wiemy, szkoda pisać, ale, nawet tu, na tym forum, odczuwam głęboki oddech tych figur, które są w stanie nawet światłym myślicielom przesłonić fakt, iż równolegle do koncepcji oświecenia wszechświata przez jedyną i niepowtarzalną istotę ludzką

Powtarzalną i być może wcale nie jedyną.

>może istnieć druga koncepcja, w której inny podmiot patrzy z zupełnie innym odczuciem na swoisty ziemski bieg wydarzeń.

Może, ale nikt nie dowiódł, że jest. Czyli nie wiemy.

>Dodam jeszcze że każdy ograniczony układ, o którym mówimy w tym ten, który potocznie przyjęto nazywać wszechświatem, może mieć swój początek, ale jakże zgubne dla ludzkiego myślenia staje się założenie, iż powstanie tego układu jest to początek WSZYSTKIEGO.

Zależy od definicji "wszystkiego". Póki co jest ona ekspansywna, więc możemy tak mówić, bo nie zostało odkryte nic ponad wszechświatem zwanym też kosmosem.
Totus
Chyba w Twoim nawiązaniu zabrakło części "pół serio".
Odniosłem wrażenie po przeczytaniu Twoich uwag, że choc są miejscami zabawne to jednak nie nawiązują do moich wywodów w tym konkretnym poście, nie uważasz?
AstralStorm
>Chyba w Twoim nawiązaniu zabrakło części "pół serio".
>Odniosłem wrażenie po przeczytaniu Twoich uwag, że choc są miejscami zabawne to jednak nie nawiązują do moich wywodów w tym konkretnym poście, nie uważasz?
>

Nawiązują, szczególnie w drugiej części posta.
Mówiłeś np. o niepowtarzalności inteligencji człowieka, co być może jest bzdurą. Dowiemy się, kiedy lepiej zbadamy wszechświat.

"Coś" jest odpowiednikiem "cokolwiek", znaczącego "dowolna rzecz". Brak rzeczy czyli "nic" jak najbardziej pasuje, bo jest to "nieistniejąca rzecz".

Co do ekspansywnej definicji - zaliczamy do niej wszystko, co już poznaliśmy. Kiedyś wszechświatem nazywano te kilka planet dokonujących ruchu obrotowego dookoła Słońca...

O pajęczarskich rozważaniach już nie wspomnę. Zawsze mnie bawiły tego typu niepotwierdzone teorie.
Totus (1201 punktów)
>Mówiłeś np. o niepowtarzalności inteligencji człowieka, co być może jest bzdurą. Dowiemy się, kiedy lepiej zbadamy wszechświat.
Szkoda że nie dodałem o szkodliwości ślepej wiary w cokolwiek niepotwierdzonego racjonalnie. Dziwne, że zaraz potem przytaczam alternatywę... hmm, drobiazg.
>"Coś" jest odpowiednikiem "cokolwiek", znaczącego "dowolna rzecz". Brak rzeczy czyli "nic" jak najbardziej pasuje, bo jest to "nieistniejąca rzecz".
W sensie fizycznym. Super. Darujmy sobie stwierdzanie oczywistości. Kolonia na Marsie w aktualnej fazie jest koncepcją (nie wiem czy to nie błąd powiedzieć - metafizyczną) i jeśli dodam przymiotnik ludzka to już tylko od nas zależy jej fizyczna przyszłość (zaistnienie w sensie przejściowej formy materii)
>Co do ekspansywnej definicji - zaliczamy do niej wszystko, co już poznaliśmy. Kiedyś wszechświatem nazywano te kilka planet dokonujących ruchu obrotowego dookoła Słońca...
Ja WSZYSTKIM nazywam po prostu wszystko. I wiem jakie to teologicznie niestosowne.
>O pajęczarskich rozważaniach już nie wspomnę. Zawsze mnie bawiły tego typu niepotwierdzone teorie.
I chwała im za ich rozrywkowy charakter.
Sugerowałbym jednak by nie traktować tego co piszę w tych samych kategoriach.
Przede wszystkim nie piszę jeszcze o teorii a jedynie inicjuję rozmowę, chcąc by rozmówca sam wyciągnął wnioski a jeżeli na tej bazie można będzie powołać jakąś teorię "do życia", cóż, prędzej pewnie dać poparcie jakiejś już istniejącej.
Pozdrawiam.
outsider (2469 punktów)
O wszelkiego rodzaju rozmyslaniach futurologicznych wiemy jedno: z natury sa naiwne; co więcej - musza takie być. Pamiętam z s-f wizje potężnych komputerów na statkach lecących do gwiazd - tak wielkich, że dało się zabrać tylko jeden... Zatem - rozmyślając na poziomie werbalnym o przyszłości, tak naprawdę teraźniejszość mamy na celu i uwadze: ławtwiej nam czasem odpowiadać na pewne współczesne pytania snując wizję przyszłości; ta wizja sama w sobie ma tu znaczenie pomocnicze i zupełnie nie o nią chodzi. Lem, Dick czy inni opisują w pewnej stylistyce nasz świat.

Prapoczątek wszyskiego, Stwórca... Musiałby (dla nas przynajmniej) być jeden, tak podpowiada logika - bogów jest wielu, a ilośc w jakość przejść tu nie może, raczej jakości przeczy. Nierozwiązywalne (zatem dla mnie niewarte uwagi) jest pytanie: Wszechświat samoisty czy stworzony - gdyby jednak bylo rozwiazywalne - co by z niego wynikało? Marnym byłby Stwórcą ktoś oczekujący hołdów a nie samodzielności; i radzenie sobie z trudnością wyobrażenia poczatku wszystkiego przez wyrzucenie owego początku w strefę zewnętrzna owej trudności bynajmniej nie rozwiązuje: istotnie łatwo operujemy liczbami wielkimi, zapominając jak wielkie są one naprawdę - i łatwo uznajemy własne pojęcie wielkości za równoważne pojęciu nieskończoności, bo nasze własne myślenie jest skończone do bólu.

Pozwole sobie polecić mój własny wątek www.racjonalista.pl/forum.php/s,24895

Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nieboska komedia}
Totus (1201 punktów)
>O wszelkiego rodzaju (...)
Jak najbardziej warto o tym pamiętać i utrzymywać własciwy dystans.

>Prapoczątek wszyskiego, Stwórca... Musiałby (dla nas przynajmniej) być jeden, tak podpowiada logika - bogów jest wielu, a ilośc w jakość przejść tu nie może, raczej jakości przeczy.
W tym momencie czuję się zmuszony wewnętrznie do zainicjowania nowego wątku pt. "Stwórca" - serdecznie zapraszam. (wieczorkiem)
>Nierozwiązywalne (zatem dla mnie niewarte uwagi) jest pytanie: Wszechświat samoisty czy stworzony - gdyby jednak bylo rozwiazywalne - co by z niego wynikało?
Wyobrażenie PIEKŁA może być początkiem ciągu przyczynowo-skutkowego prowadzącego do spalenia istoty ludzkiej na stosie a odpowiedź na pańskie pytanie antidotum dla nie zaistnienia ponownie takiego ciągu w świecie ludzi. Może jednak warto?
>Marnym byłby Stwórcą ktoś oczekujący hołdów a nie samodzielności;
Oczywiście z tym w pełni sie zgadzam i uważam to za warte rozwinięcia w przyszłości.
>i radzenie sobie z trudnością wyobrażenia poczatku wszystkiego przez wyrzucenie owego początku w strefę zewnętrzna owej trudności bynajmniej nie rozwiązuje:
pamiętając, że alternatywą wszystkiego jest nicość.
AstralStorm
>udowodnić wyższość teorii ewolucji od kreacjonistyczno-pokrewnych wizji jakiś oszołomów,

Hmm... póki nie znajdzie się dowodów na nie istnienie architekta, to nie można obiektywnie stwierdzić, czy go nie ma.
Inna sprawa, że teza ewolucji jest dobrze udokumentowana.

>Bo czy do pomyślenia jest by we wszechświecie zachodziło zjawisko inteligentnego projektu? Toż to kpina w zywe oczy!!!

Do pomyślenia jest, ale póki nie udowodnisz, jest to czarna magia i ma naukową wartość podobną do bajek o św. Mikołaju.
Dlatego nie powinno się tego uczyć w szkołach.

Zresztą, istnienia czegośtam nie da się potwierdzić nie zawierzając zmysłom. A te są ułomne. Warto zatem zbadać najpierw ich ograniczenia.

>Wszak tylko ewolucja jest sensowną i jedyną dopuszczalną do pomyślenia możliwością powołania do życia biosfery na jakiejśtam planecie.

Uważaj, aby sarkazm nie obrócił się przeciwko tobie.
Totus (1201 punktów)
>Hmm... póki nie znajdzie się dowodów na nieistnienie architekta, to nie można obiektywnie stwierdzić, czy go nie ma.
Powiem więcej czy wszystko poddaje się tworzeniu? Architekci są osadzeni w nieskończoności i czy zgodzisz się, że:
NIKT I NIC nie stoi ponad wszystkim co istnieje ?
Gdyby jednak istniał musiałby nie istnieć.
>Inna sprawa, że teza ewolucji jest dobrze udokumentowana.
W życiu bym się na tezę o ewolucji nie szarpnął, ma sens, brzmi świetnie i równie świetnie nie będziemy z niej korzystać przy projektowaniu nowych organizmów. Całe szczęście, że ewolucji nikt nie plastyfikuje bo jej obraz przypominałby ten z Jasnej Góry. Matka i dziecko, bez urazy, ale nie ma analogii? Może płacząca matka bo musi odejść z życia swojego dziecka w cień aury jego geniuszu. Koniec husiania w wyciu drapieżników i zachodzie słońca nad sawanną, przyszła pora na medycynę (swoją drogą czysto białkowe pojęcie ha,ha)
>Do pomyślenia jest, ale póki nie udowodnisz, jest to czarna magia i ma naukową wartość podobną do bajek o św. Mikołaju.
Jesteś świadkiem kropli uderzającej o taflę. Bądź czujny.
O ile nieskończoności nie da się zaprojektować projektując w jej obrębie o tyle układ ograniczony sam zaprojektuj sobie dowolny, na miarę swoich możliwości, tylko zwróć uwagę na jedno krytykując ich (możliwości) brak: w tej chwili likwidowane są osiedla żydowskie, wojska w Iraku ścigają samochód pułapkę a w Afryce roztarto coś w rodzaju kuwety mikrobiologicznej na której hodowane są nowe odmiany niebezpiecznych wirusów i bakterii. To jest nasz świat - świat krasnoludzkich pacynek na barbarzyńskich totemach.
A dopóty tak jest:
>Dlatego nie powinno się tego uczyć w szkołach.
_____________

>Uważaj, aby sarkazm nie obrócił się przeciwko tobie.
Staram się być delikatny.
Pozdrawiam
AstralStorm
>>Hmm... póki nie znajdzie się dowodów na nieistnienie architekta, to nie można obiektywnie stwierdzić, czy go nie ma.
>Powiem więcej czy wszystko poddaje się tworzeniu?

Jeżeli przez wszystko rozumiesz każdy materiał, to tak.

>Architekci są osadzeni w nieskończoności

Co to jest ta "nieskończoność"? Coś niewyobrażalnego? W takim razie czemu mówimy o tym?

>i czy zgodzisz się, że:
>NIKT I NIC nie stoi ponad wszystkim co istnieje ?

A co to jest "istnienie"? (to pytanie bez odpowiedzi)

Można sobie wyobrazić wszechświat w kolejnym większym.
Skąd jednak wiemy, że w ten większy nie jest w następnym itd.

>Gdyby jednak istniał musiałby nieistnieć.

Ekhm. Absolutnie niejasne. Uzasadnij.

>Koniec husiania w wyciu drapieżników i zachodzie słońca nad sawanną, przyszła pora na medycynę (swoją drogą czysto białkowe pojęcie ha,ha)

Nie od razu Rzym zbudowano. Od razu z małpy nie powstał człowiek, znaleziska archeologiczne temu przeczą.

>Jesteś świadkiem kropli uderzającej o taflę. Bądź czujny.

Chodzi ci o nasz wszechobecny chaos? Efekt motyla? :>
I tak się nic nie da z tym zrobić.
A jeśli sądzisz, że masz przez to jakikolwiek wpływ na świat, to wiedz, że i tak nie możesz go kontrolować.

>O ile nieskończoności nie da się zaprojektować projektując w jej obrębie o tyle układ ograniczony sam zaprojektuj sobie dowolny, na miarę swoich możliwości, tylko zwróć uwagę na jedno krytykując ich (możliwości) brak.

Jak to mawiają: Mierz siły na zamiary. (i czytaj dalej)

>W tej chwili likwidowane są osiedla żydowskie, wojska w Iraku ścigają samochód pułapkę a w Afryce roztarto coś w rodzaju kuwety mikrobiologicznej na której hodowane są nowe odmiany niebezpiecznych wirusów i bakterii. To jest nasz świat - świat krasnoludzkich pacynek na barbarzyńskich totemach.

Piękna poetycka (a także jakże realna) wizja. Co nie znaczy, że nie można czegokolwiek tworzyć. I do tego co ja tam niby sam mogę zrobić...
Ale już 100 tys. osób może wnieść projekt ustawy, a milion to ruch społeczny. (w naszych europejskich warunkach)
Inna sprawa, że projekt ustawy może zablokować jeden głupawy urzędnik, hyhy.
Totus (1201 punktów)
>>Powiem więcej czy wszystko poddaje się tworzeniu?
>Jeżeli przez wszystko rozumiesz każdy materiał, to tak.
Sprecyzuję pytanie:
Czy wszystko co postrzegamy w naszym skrawku postrzegania ma znamiona zaprojektowanego przez Podmiot? Czy deszcz padający tego lata to inteligentny projekt?
Co odrzucamy jako projekt a czego odrzucic do końca się nie da? Co świadczy o czymś, że ma znamiona projektu?
>Co to jest ta "nieskończoność"? Coś niewyobrażalnego? W takim razie czemu mówimy o tym?
Co można chciec wyobrazic sobie o nieskończoności?
Granice? A może kształt?

>A co to jest "istnienie"? (to pytanie bez odpowiedzi)
Najprostsza odpowiedź na to pytanie brzmi: To jedyna alternatywa dla tego co nie-istnieje.
W praktyce ludzkich doświadczeń ujmiemy to tak:
Nie wszystko o czym można pomyślec musi istniec.
Wyraźnie widac tu świat fizyczny i metafizyczny.
Na początku było słowo.
Słowo stało się ciałem.
Tu nie wolno popełnic błędu logicznego i powiedziec:
Na początku WSZYSTKIEGO, bo WSZYSTKO nie ma przecież początku przy założeniu nieskończoności. Ale jeżeli zapytam o inteligentny projekt?
Zrobiłeś kiedyś coś inteligentnego zanim o tym pomyślałeś?

>Można sobie wyobrazić wszechświat w kolejnym większym.
>Skąd jednak wiemy, że w ten większy nie jest w następnym itd.
Wiedziec to poważna sprawa, zaiste. Ale samo wyobrażenie sobie tego o czym piszesz warte jest również uwagi z innego powodu, ono zachodzi jako proces sprzężony Podmiotu, którym jesteś, ze światem przedmiotowym, którego tym bardziej wykluczyc nie można.

>>Gdyby jednak istniał musiałby nieistnieć.
>Ekhm. Absolutnie niejasne. Uzasadnij.
Nic nie wykracza poza ramy nieskończoności poniewaz takowe nie istnieją - są błędem logicznym i skazą na prawidłowym myśleniu - jeśli się je rozważa.

>Nie od razu Rzym zbudowano. Od razu z małpy nie powstał człowiek, znaleziska archeologiczne temu przeczą.
Czego chciałeś dowieśc w tym zdaniu?

>Piękna poetycka (a także jakże realna) wizja. Co nie znaczy, że nie można czegokolwiek tworzyć. I do tego co ja tam niby sam mogę zrobić...
A skąd założenie, że Twoja koncepcja nie będzie zbieżna z moją?
Skąd podejrzenie braku wspólnoty interesów?
Racjonalne rozwiązanie zawsze gotów jestem poprzec jako szary uczestnik projektu, skoro będę wiedział na czym ów projekt polega, jakie są jego cele i jaka jest moja w nim rola.

Pozdrawiam

AstralStorm
>>>Powiem więcej czy wszystko poddaje się tworzeniu?
>>Jeżeli przez wszystko rozumiesz każdy materiał, to tak.
>Sprecyzuję pytanie:
>Czy wszystko co postrzegamy w naszym skrawku postrzegania ma znamiona zaprojektowanego przez Podmiot? Czy deszcz padający tego lata to inteligentny projekt?
>Co odrzucamy jako projekt a czego odrzucic do końca się nie da? Co świadczy o czymś, że ma znamiona projektu?
>>Co to jest ta "nieskończoność"? Coś niewyobrażalnego? W takim razie czemu mówimy o tym?
>Co można chciec wyobrazic sobie o nieskończoności?
>Granice? A może kształt?
>>A co to jest "istnienie"? (to pytanie bez odpowiedzi)
>Najprostsza odpowiedź na to pytanie brzmi: To jedyna alternatywa dla tego co nie-istnieje.
>W praktyce ludzkich doświadczeń ujmiemy to tak:

>Nie wszystko o czym można pomyślec musi istniec.
>Wyraźnie widac tu świat fizyczny i metafizyczny.

Wyraźnie raczej widać potęgę ludzkiej wyobraźni...

>Na początku było słowo.
>Słowo stało się ciałem.

A niekoniecznie. Czy byliśmy już na Marsie? Jowiszu? Mamy pojazdy o napędzie jądrowym?

>Tu nie wolno popełnic błędu logicznego i powiedziec:
>Na początku WSZYSTKIEGO, bo WSZYSTKO nie ma przecież początku przy założeniu nieskończoności. Ale jeżeli zapytam o inteligentny projekt?

To jest to sprzeczność, chyba że nasza definicja WSZYSTKIEGO jest błędna.

>Zrobiłeś kiedyś coś inteligentnego zanim o tym pomyślałeś?

Czasem aż sam siebie zadziwiam. Nie muszę np. myśleć o każdym kroku czy utrzymywaniu równowagi... A także np. pisaniu wierszy czy rozpoznawaniu cudzych emocji. Mózg to ciekawa bestia.

>>Można sobie wyobrazić wszechświat w kolejnym większym.
>>Skąd jednak wiemy, że w ten większy nie jest w następnym itd.
>Wiedziec to poważna sprawa, zaiste. Ale samo wyobrażenie sobie tego o czym piszesz warte jest również uwagi z innego powodu, ono zachodzi jako proces sprzężony Podmiotu, którym jesteś, ze światem przedmiotowym, którego tym bardziej wykluczyc nie można.

Nie wszystkie obserwacje są poprawne. Radzę to sobie wbić do głowy oraz na przykład poczytać o złudzeniach optycznych czy efekcie placebo (oczekiwań).

>>>Gdyby jednak istniał musiałby nieistnieć.
>>Ekhm. Absolutnie niejasne. Uzasadnij.

>Nic nie wykracza poza ramy nieskończoności poniewaz takowe nie istnieją - są błędem logicznym i skazą na prawidłowym myśleniu - jeśli się je rozważa.

Błędem? Raczej niedoprecyzowaniem pojęcia nieskończoność. To może znaczyć dla jakiegoś tam arcykreatora coś zupełnie innego niż dla nas. Chociaż szczerze mówiąc nie znaleźliśmy takiego i gadamy o niczym. Jeśli dodamy, że on się ukrywa przed nami, dostajemy kolejny wykręt logiczny.

>>Nie od razu Rzym zbudowano. Od razu z małpy nie powstał człowiek, znaleziska archeologiczne temu przeczą.
>Czego chciałeś dowieśc w tym zdaniu?

Przyciąłem cytat, gdybyś wstawił tam całą wypowidź o ikonie, wyraźnie byś zrozumiał, o co mi chodziło.

>>Piękna poetycka (a także jakże realna) wizja. Co nie znaczy, że nie można czegokolwiek tworzyć. I do tego co ja tam niby sam mogę zrobić...
>A skąd założenie, że Twoja koncepcja nie będzie zbieżna z moją?
>Skąd podejrzenie braku wspólnoty interesów?

Z rzeczywistości. Nawet jeśli interes pewnej grupy ludzi jest spójny, to innej jest mu przeciwny. A poza tym cele kazdej osoby są odmienne. (na poziomie mikro)

Najbardziej nie podobały mi się te pacynki. Wiesz, pacynką ktoś musi sterować... A tutaj teoretycznie istnieje coś takiego jak wolna wola. (czytaj: chaos)
Oczywiście mniemam, że "barbarzyńskie totemy" to nasza historia lub natura.
"Krasnoludzkie" tylko po to, aby podkreślić duchową małość, nie?
Totus (1201 punktów)
>Wyraźnie raczej widać potęgę ludzkiej wyobraźni...
Status istnienia czegokolwiek co jest cudzym projektem albo i chaotycznym zlepkiem czegokolwiek nie ma nic wspólnego z ludzką wyobraźnią. Co najwyżej dane nam jest to postrzegać, oceniać czy nazywać na sposób ludzki.
>>Na początku było słowo.
>>Słowo stało się ciałem.
>A niekoniecznie. Czy byliśmy już na Marsie? Jowiszu? Mamy pojazdy o napędzie jądrowym?
Czepiasz się szczegółów i nie odnoszę wrażenia, że trafnie.
Zauważ prawdopodobnie będzie tak:
Człowiek (co za różnica czy jeden czy setki w ogólnej ocenie dzieła - tu Cię już uprzedzam)
pomyśli(ślał) sobie, że chce mieć kolonię na Marsie,
myśl tę można nazwać słowem zawartym w niejże samej.
Zauważ - nie ma możliwości innej drogi realizacji tegoż projektu na dzień dzisiejszy - jak tylko przedsięwziąć pewne kroki fizyczne a nawet ich miliony by zbliżać się do wyznaczonego w obrębie metafizyki - CELU.
Celem może być wszystko co zechcesz w obrębie racjonalnych możliwości.
Chcesz kolonii na Marsie? Jowiszu?
Chcesz pojazdy o napędzie jądrowym?
Powiedz tylko słowo a zaistnieje wola Twoja.
Przekaż ją innym. Co się stanie?
Czyżbyś był odszczepieńcem i nie znalazł zrozumienia? Pewnie nie.
Realnie mówiąc: JUŻ TO RELIZUJEMY. PROCES W TOKU.
Ciałem w kontekście mojego wywodu OBIEKTYWNIE ZAISTNIAŁYM JAKO OBIEKT WE WSZECHŚWIECIE O ZNAMIONACH INTELIGENTNEGO PROJEKTU będzie co tam chcemy:
BAZA, KOLONIA - po prostu obiekt
ale co jeżeli to będzie:
Szczątkowa namiastka bioukładu rozwijającego się w warunkach marsjańskich?
na początek... mogą zacząć się problemy z nazewnictwem , a potem inaczej pogadamy o tej kropli uderzającej w taflę.

>>Na początku WSZYSTKIEGO, bo WSZYSTKO nie ma przecież początku przy założeniu nieskończoności. Ale jeżeli zapytam o inteligentny projekt?
>To jest to sprzeczność, chyba że nasza definicja WSZYSTKIEGO jest błędna.
Cierpi również samo pojęcie "inteligentnego projektu" - i nie ono pierwsze jest wykluczane w ogóle poprzez pryzmat kpin z raz użytego mu przyporządkowania (desygnatu).
>>Zrobiłeś kiedyś coś inteligentnego zanim o tym pomyślałeś?
>Czasem aż sam siebie zadziwiam. Nie muszę np. myśleć o każdym kroku czy utrzymywaniu równowagi... A także np. pisaniu wierszy czy rozpoznawaniu cudzych emocji. Mózg to ciekawa bestia.
Typowy współczesny brak rozgraniczenia pojęciowego szczególnie paraliżujący rozmowy na temat wolnej woli. Czy komputer na którym piszesz postał jako efekt poboczny fizjologii mózgu?

>Nie wszystkie obserwacje są poprawne. Radzę to sobie wbić do głowy oraz na przykład poczytać o złudzeniach optycznych czy efekcie placebo (oczekiwań).
Mam jedno podstawowe założenie, które zakładam, że nie jest efektem placebo.
Zewnętrzny świat fizyczny istnieje niezależnie od mojej skromnej osoby nieskromnie nazywającej siebie OBSERWATOREM jego RZECZYWISTOŚCI FIZYCZNEJ i co nie zdarza się każdemu na tej planecie włączając siebie w tę rzeczywistość z czysto logicznego założenia, że skład pierwiastkowy mojego ja jest zbiorem spójnym z rzeczywistością fizyczną.
Chyba, że jest inna opcja?

>>Nic nie wykracza poza ramy nieskończoności poniewaz takowe nie istnieją - są błędem logicznym i skazą na prawidłowym myśleniu - jeśli się je rozważa.
>Błędem? Raczej niedoprecyzowaniem pojęcia nieskończoność. To może znaczyć dla jakiegoś tam arcykreatora coś zupełnie innego niż dla nas.
O fizycznej rzeczywistości było przed chwilunią a tu w rytm prosi się spekulacja na temat rzeczywistości metafizycznej.
>Chociaż szczerze mówiąc nie znaleźliśmy takiego i gadamy o niczym.
Czymś może być każde alternatywne źródło metafizyki. Nie znamy takowego, owszem , nie wiemy nic o obcej inteligencji czy formie życia , pozostaje oczywiście bardzo otwarte i rozległe coś co nazywasz niczym. Z fizycznego punktu widzenia nie można tego wykluczyć, że temat dotyczy fikcji, oraz że fikcją jest by inne zwierze na Ziemii osiągnęło status istoty świadomej.
>Jeśli dodamy, że on się ukrywa przed nami, dostajemy kolejny wykręt logiczny.
W historii z rzeczywistości w której się poruszam w wywodach robiono sobie kpiny i robi się je nadal. Grzech polega na atakowaniu biednych ludzi szaleństwami wiary, która zaczyna się na przykład od przytoczonego przez Ciebie zdania (jego części) mianowicie:
"jeśli dodamy, że on się ukrywa przed nami" a mamy o wiele większe możliwości irracjonalnych kreacji na Jego temat. Jest taki, owaki, robi to i tamto jednocześnie itd itp.

>>Skąd podejrzenie braku wspólnoty interesów?
>Z rzeczywistości. Nawet jeśli interes pewnej grupy ludzi jest spójny, to innej jest mu przeciwny. A poza tym cele kazdej osoby są odmienne. (na poziomie mikro)
Zbyt długie wpatrywanie się np. w mrowisko czyni nas UŁOMAMI WIELKIEGO KALIBRU.
Zgodzisz się? Czy jest więcej takich układów do prymitywizmu których raczymy jeszcze dziś się przyrównywać? O czym to świadczy?
>Najbardziej nie podobały mi się te pacynki. Wiesz, pacynką ktoś musi sterować... A tutaj teoretycznie istnieje coś takiego jak wolna wola. (czytaj: chaos)
Pacynką nie jestem ja ani Ty ani większość racjonalistów ale żołnierze w służbie debila mogą zasługiwać na takie miano. Bez żadnych aluzji - czysto teoretycznie.
>Oczywiście mniemam, że "barbarzyńskie totemy" to nasza historia lub natura.
Jestem indywidualistą rozpatrującym przez pryzmat własnych możliwości dostępną mi rzeczywistość. Potrafię znaleźć miejsce dla własnej moralności i gdzies tam w dole pod nią kultywować obrzędy o znaczeniu rozrywkowo-integrującym, którym wara od moralności, by mogły nadal wesoło zachodzić i nie narażać się negatywną krytykę.

>"Krasnoludzkie" tylko po to, aby podkreślić duchową małość, nie?
Teraz jest moda na krasnoludki. Ale poważnie po to by napiętnować fikcję przesłąniającą rzeczywistość, w której zdaje się być miejsce dla duchowej wielkości.

Pozdrawiam.
niro (6 punktów)

>NIKT I NIC nie stoi ponad wszystkim co istnieje ? Gdyby jednak istniał musiałby nieistnieć.

zdarzyło mi sie w życiu że cos co oceniłem za nie istniejące dało mi dowód istnienia
niro (6 punktów)
>Hmm... póki nie znajdzie się dowodów na nieistnienie architekta, to nie można obiektywnie stwierdzić, czy go nie ma.

pieprze architekata bele byl ktos kto zawsze bedzei dla mnie dobry mnie Kochał i dawał wolność

outsider (2469 punktów)
Kochał i dawał wolność? Znasz opowiastkę o lisie z "Małego księcia"? Miłośc tworzy więzi - które nie moga nie stanąć w opozycji do wolnosci.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nieboska komedia}
damabiah
>Kochał i dawał wolność? Znasz opowiastkę o lisie z "Małego księcia"? Miłośc tworzy więzi - które nie moga nie stanąć w opozycji do wolnosci.
>
>Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
>(Nieboska komedia}

>dawał wolność
znaczy tworzył ją we mnie prowadził do tych ktorzy mi ją dadzą

Miłoś jest tagże poświęceniem czasem trzeba cierpieć dla wiekszego dobra w tym własnego(przede wszytkim).
Dla mnie Miłość to cel- tworzenia szczęścia
Obchodzi mnie Miłość dotycząca mej przyszłości jak najwiecej szczęścia.
Czasem jednak postawa hedoistyczna nie służy temu co ma za cel wręcz jest jakąś samodestrukcją.
Miłość po ludzku to
a)potrzeba kontaktu(zauroczenie)
b)poznanie partnera(zrozumienie)w tej fazie ludzie patrzą troche na siebie jak na istoty na pustkowiu(indywidualności)moze sie pojawić pustka w sercu(prysło zauroczenie lub powstała prawdziwa Miłość)tutaj decyduje sie przyszłość i wartość związku
jest to faza znikania egoizmu partnerów
c)dzielenie ze sobą życia intymnego(budowa zaufania fundamentów)gniewy kłotnie mogą zniszczyć taką wspaniałą dorosłą Miłość(występowanie niemiłego stosunku wobec siebie to jakaś kompletna klapa,ale sią zdarza może cos z tego wyjdzie głębiej się poznacie)
jest to faza pomagania i zmacniania tego co Miłośći waszej pomaga
d)następuje pewne ustabilizowanie przyzwyczajenie jeśli to umiecie przeżyć to możecie do końca życia żyć ze sobą
ps.:potem juz nie ma wymówek na odejście
outsider (2469 punktów)
Ładnie piszesz o miłosci, Damabiah - co jednak sadzić o miłosci jednostronnej tylko, do milczacego wyobrażenia? Co sądzisz o miłości, w której ów ukochany ma sie na koncu okazać naszym sedzią - może miłosiernym, może sprawiedliwym, ale sąd ów ma być nieuchronnym?

Czy miłość do pojęcia tak powszechnego jak Bóg nie jest w gruncie rzeczy miłością własną - czy miłość do tego, który zapewnia pomyślność nie jest własnym interesem i profanacją miłości, która zdarza sie między ludźmi? Czy to aby nie miłośc z rozsądku - jak do niej namawiał Pascal?

Nawet miłośc do psa (zdarza się) bywa odwzajemniana. Już pierwotne jednokomórkowe organizmy łączyły się w kolonie aby łatwiej było żyć - choć ceną była śmierć; u ludzi ma to wyraz bardziej dojrzały ale i cena bywa większa. Mówimy "i nie opuszczę Cię aż do śmierci" - potem zdradzamy, róznie bywa: co jednak sądzić o miłości, która ma przed śmiercią uchronić?

Nasz język rozdwoił sie jak u wężą - słowa sa zawłaszczane i zmieniają sens, wkraczamy w obszar semantycznej pustki ze słowami zabranymi z ich właściwego kontekstu; bywa, że w ten sposób ów pierwotny kontekst staje się już dla nas niedostępny, między mężczyzną i kobietą staje Bóg; potem już nie mogą być sobie samym najbliźsi - oboje czują się może bliźsi Bogu, ale to nie to samo.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nieboska komedia}
damabiah
- co jednak sadzić o miłosci jednostronnej tylko, do milczacego wyobrażenia?
To jest właściwie pragnienie powstania Miłości właśnie do takiej Miłosci są zdolne osoby z przykładu "c" Jeśli np. znajdziesz dziewczyne,która umie tak Kochać to jest to, oczywiście moze to wypływać z pobudek nietrwałych i wtedy spada to kategori a i b(osoby ktore traktują zwiazki na serio właśnie startują z poziomu b)
Tak to opisuje takimi literkami "a","b",ale inaczej było by zbyd duzo pisania
> Co sądzisz o miłości, w której ów ukochany ma sie na końcu okazać naszym sedzią - może miłosiernym, może sprawiedliwym, ale sąd ów ma być nieuchronnym?
kiedy podjmujemy wnioski też sadzimyjednak ludzie nie widzą w nas sędziego znajomość tego ze nastąpi sąd nad przeszłością zmieniająca przyszłość jest w rzeczywistości ingerencją w czasy przed sądem, a więc wiadomo coś się skończy to musi nastąpić wnioske(sąd) treść w nim zawarta już teraz jest jedną z rad obyśmy umieli ja czytać a nie tylko przytakiwać interpretacją licznych
>Czy miłość do pojęcia tak powszechnego jak Bóg nie jest w gruncie rzeczy miłością własną - czy miłość do tego, który zapewnia pomyślność nie jest własnym interesem i profanacją miłości, która zdarza sie między ludźmi? Czy to aby nie miłośc z rozsądku - jak do niej namawiał Pascal?
Miłość wymaga angażacji jest już czynem zaś rozsądek jest próbą doskonalego i prawidłowego wyboru patrzeniem z boku.
>Nawet miłośc do psa (zdarza się) bywa odwzajemniana. Już pierwotne jednokomórkowe organizmy łączyły się w kolonie aby łatwiej było żyć - choć ceną była śmierć; u ludzi ma to wyraz bardziej dojrzały ale i cena bywa większa. Mówimy "i nie opuszczę Cię aż do śmierci" - potem zdradzamy, róznie bywa: co jednak sądzić o miłości, która ma przed śmiercią uchronić?
Przysiega ma wartość chwilową teraz mowie "Kocham cię" by sprawić przyjemność nie znamy jednak przyszłości choć jeśli prawdopodobne wydaje nam sie ze narobimy tymi słowami cierpienia więcej niz szczęścia to lepiej nie mówić.
Są rozne pojęcia śmierci na przykład życia jako możliwość doswiadczania(czucia widzenia wiedzenia i wiele innych nieznanych rodzajów doświadczania)ciało ktore już nie doświadcza nawet snu jest martwe,czy zależy mi na to by ciało żyło a niemiało życia(swiadomości)uważamy jednak że to mózg potrzymuje świadomość ja uważam że świadomość wpływa działa na mózg (jak?-poprzez władze jego iluzji na rzeczywistość)
Można by powiedzieć że jesteśmy w mózgu bo tam nasza obecnosć jest najintesywniejsza,ale czy to oznacza że jeśmy mózgiem na pewno teraz ale potem?
>Nasz język rozdwoił sie jak u wężą
to nie jest źle że bratu iluzje dajesz ale jeśli ona szkodzi mu to jest juz kłamstwo
> - słowa sa zawłaszczane i zmieniają sens, wkraczamy w obszar semantycznej pustki ze słowami zabranymi z ich właściwego kontekstu;
znamy oznaczenia słow ale już nie wierzymy w istnienia tego co pięknego w nich zaklętego
> bywa, że w ten sposób ów pierwotny kontekst staje się już dla nas niedostępny, między mężczyzną i kobietą staje Bóg; potem już nie mogą być sobie samym najbliźsi - oboje czują się może bliźsi Bogu, ale to nie to samo.
Wiem jak to jest miałem tylko jedna dziewczyne i miałem taki ee kłopot(!!!)Bóg to też jego właściwości Świętość pamiętajmy że jest w nas to mojim zdaniem wystarczy. Nauczylismy się Boga spotykać w ciasnych przejsciach,ale czy on do ludzi nie chce wyjść nie naucza wobec ludzi i odkrycie w małej przestrzeni naszego ciała.
placownik
>Miłość wymaga angażacji

   Język Twoich wypowiedzi robi się coraz mniej zrozumiały. Może to późna pora?

   Pozdrawiam.

_______________
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
niro (6 punktów)
> Bo czy do pomyślenia jest by we wszechświecie zachodziło zjawisko inteligentnego projektu? Toż to kpina w zywe oczy!!!

dlaczego? ...tak uważasz

eeę lepiej o tym nie myślmy?
krestOdp: Treuga dei?
Ciekawym byłoby podjęcie kwestii, czy wogóle możemy przestać biec w sztafecie. Co więcej z czasem może okazać się, że jesteśmy tylko zmyślnym narzędziem natury, która gdy napęcznieje, stara się przenieść na nowe grunta, światy.
Przenosząc się bowiem w nowe miejsce będziemy zabierać kawałek biotopu ze sobą. Jest to bowiem najtańszy sposób przystosowania nowego miejsca do naszych potrzeb.
A wszystkie walki o sens, racje, nie będą miały znaczenia wobec takich faktów. Interpretacja nie zmienia faktu, choć może wykrzywić przyszłe działania.
Natomiast walka...trzeba wiedzieć czemu służy (co nie zawsze jest łatwe).
Szacunek.
outsider (2469 punktów)
Jesteśmy narzędziem natury! Pytanie - do jakiego stopnia tylko narzędziem?

Wszystko co żywe walczy - w ten czy inny sposób, ale zawsze wymusza na innych żywych organizmach to czy owo; także na bytach abstrakcyjnych takich jak natura. Ciekawe jest w chrześcijaństwie zupełne odrzucenie walki ze Stwórcą - wszak własne cele realizował, nie nasze - naszych nie da się realizować inaczej, jak przez odrzucenie posłuszeństwa cudzym...

Płacimy swoją cenę bycia narzędziem, i jest ona dokładnie na naszą miarę. Skoro tak - niemądre jest nie próbować nawet wywalczyć czgoś dla siebie, nie próbować realizować własnych celów w naszym skończonym życiu.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nieboska komedia}
damabiah
>Ciekawe jest w chrześcijaństwie zupełne odrzucenie walki ze Stwórcą

Bo chrzestki walczą siłą wiary. Oni tylko wierzą że stwórca ich zbawi.
Ja tam nie wiem czy jestem nieśmiertelny. Dlatego stwórcę (naturę) proszę o jak najwieksze szczęscie w swym przyszłym losie, choć bym nie wiem ile miał istnieć i w ogóle.

W ogóle człowiek nie powinien szkodzić swojemu szczęściu, bo jest wtedy głupi.
Mądrość to wiedza o tym gdzie jest szczęście, czyli jak uniknąć nieszczęścia.
Mądry człowiek to ten ktory mądrze czyni - chodzi ścieżkami mądrości.
Rozum?? Rozumne czyli godne przyjęcia jako pogląd.

ciekawość ciekawość
V0lrath (3440 punktów)
Musiałem poprawić Twojego posta.
Proszę o pisanie w języku polskim. Poprawnie.

Forum jest moderowane ortograficznie, a więc tak bardzo bardzo duża ilość błędów może spowodować (i najprawdopodobniej będzie powodować) skasowanie postu - wyjątki, że coś poprawiamy gdy jest tak "nabazgrane" zdarzają się raczej rzadko.
Literówki i drobne błędy - to wtedy tak.

A tak na marginesie:

Co to są "chrzestki"???
damabiah
Żem dostał bata za nieposłuszeństwo- już więcej nie będzie.
>Co to są "chrzestki"???
Chrześcijanie(Ochrzczeni)
V0lrath (3440 punktów)
Raczej pouczenie za nietrzymanie się zasad obowiązujących na forum.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365