Racjonalista - Strona głównaDo treści
ptasia grypa - człowiek czy zwierzę?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
22-02-2006 09:20Pałasz (93 punktów)ptasia grypa - człowiek czy zwierzę?
Dziś w radiu usłyszałem, że w Małopolsce planowana jest akcja, podczas której zostaną pozbawione życia setki, a może tysiące kurczaków. Mają to być swego rodzaju ćwiczenia mające na celu sprawdzenie ile trzeba zużyć dwutlenku węgla, by kurczaki zginęły, jak również by sprawdzić jak długi czas jest potrzebny do osiągnięcia tego celu. Ta informacja zestawiona była z drugą - o protestach stowarzyszenia, zdaje się "Empatia" - które protestuje, by zwierząt nie używać do ćwiczeń i to w taki sposób, że tysiące ich zginą. Ciekawi mnie opinia forumowiczów na ten temat? Jaka postawa w takiej sytuacji jest RACJONALNA? Czy w obliczu takiego zagrożenia (można się rzecz jasna spierać co do jego rozmiarów, ale niewątpliwie ono istnieje), jakim jest "ptasia" grypa dopuszczalne jest prowadzenie takich ćwiczeń czy też może jest to niedopuszczalne?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Myflowers (2721 punktów)
Porównywanie pomysłodawców likwidacji kurcząt w celu "sprawdzenia" do zwierząt - dla zwierząt jest krzywdzące. Zwierzę zabija wtedy, kiedy jest głódne. Nawet nieatakowana żmija wycofuje się , gryzie dopiero wtedy, gdy nie ma możliwości ucieczki. Człowiek zabija dla przyjemności. A, ze nadarzyła się "umotywowana" okazja - to dlaczego z niej nie skorzystać?
Jeżeli to prawda, a nie jakaś idiotyczna kaczka dziennikarska, to znaczy ze rozumowo niektórzy sięgnęli dna . Jak badania nad szybkością czy iloscia spalania masy kurcząt i w jakim czasie i jakim kosztem - wpłyną na ochronę ludzi przed zakażeniem ptasia grypą? Podejrzewam, ze na takie pytanie nie odpowiedziałby i sam Sokrates.
Rok rocznie umieraja ludzie na zwyczajną, nie prtasią grypę. I to jakby nikogo nie interesuje. Szczepionki przestarzałe, bo to paskudztwo sie mutuje, nie ma pieniedzy na nowe, na badania, na nic. To mordujmy ptactwo jak leci. Król Kserkses smagał batami nieposłuszne morze, można więc zapewne badaniami nad predkoscia spalania kurcząt postraszyc i grypę.
Nie wiem kto i co dodaje widocznie do wody, ze takie pomysly sie rodzą....
stokrotka (877 punktów)
Tak, klasyczny przykład. Codziennie umiera większa liczba ludzi i to z powodów, które można by zminimalizować i nie tylko nic się nie mówi, ale i nie robi. Ptasia grypa jest zagrożeniem, ale jest też dobrym materiałem na budowanie paniki i wyciąganie pieniędzy od podatnych na grę emocjami ludzi.
zima (560 punktów)
Akcja jest racjonalna. Trzeba sprawdzić jak działa metoda walki z zarażonymi ptakami, w tym- jak szybko można sobie poradzić z ogniskiem zarazy.
Co do tych 'ekologów' to za przeproszeniem nie sa oni zbyt inteligentni, ani humanitarni. Jeśli zaraza (ptasia grypa) rozprzestrzeniła by się tylko z tego powodu, że odpowiednie służby nie radziłyby sobie z wybijaniem ptactwa (bo z powodu braku ćwiczeń byłyby niedociągnięcia), to oni (ekolodzy) byliby odpowiedzialni. A przecież proste, że im wiekszy zasięg ma ptasia grypa tym więcej ptaków (a może i ludzi) ginie. Te ptaki, które teraz by zginęły (i tak ptaki giną zabijane na nasz stół) być może pomogłyby uratować miliony innych. Nie mówiąc już o zagrożeniu dla ludzi.
Ja osobiście wysłałbym tych 'ekologów' w region, gdzie panuje ptasia grypa, by zdali sobie sprawę z zagrożenia. Może wstrząs poprawiłby też inteligencje.
Pozdrawiam
Balkowski (5685 punktów)
>Akcja jest racjonalna.

Czy akcja jest racjonalna to nie wiem. Grypa zabiła do tej pory bodajże coś koło 70 osób na całym świecie przez cały czas swojego istnienia, a trąbi się o niej już od paru miesięcy jak nie roku. Jeśli pamiętam to jest to mniej więcej tyle ile ofiar ginie w jednym kraju w wypadkach samochodowych w długie weekendy, Zaduszki, itp. Złośliwi mogliby w tym momencie zamknąć sprawę i powiedzieć że kiwanie z tego powodu palcem w bucie już nie jest racjonalne.

W każdym razie wychodzi na to że bariera międzygatunkowa trzyma się całkiem nieźle, a cała panika zaczyna przypominać mi nieco pluskwę milenijną kiedy też groziło nam stanięcie urzędów, banków, lotnisk i ogólny Armageddon. Co nie znaczy żeby nie kontynuować prac nad szczepionką itp, a w razie zagrożenia pozbyć się ewentualnych ognisk zarazy. Ale działania w stylu próbnego gazowania kurczaków nie wydają mi się zbyt logiczne. W końcu w dobie internetu to trochę wstyd odkrywać koło za każdym razem od nowa, kiedy można namierzyć tych którzy ostatnio przeprowadzali podobną akcję i skorzystać z ich wiedzy. Parę maili jest chyba tańsze nawet niż wspomniany wcześniej kalkulator z ołówkiem, bo odpada problem znalezienia myślącego człowieka do obsługi
zima (560 punktów)
Zbyt dużą ufność pokładacie w słowo pisane. Jasne, że doświadczenie ludzi, którzy mieli do czynienia z ptasią grypą sie przyda. Ale nasza linia obrony powinna też przećwiczyć wszystko. To przeciez jest podstawa dla skutecznych działań. (Korci mnie by powiedzieć, co myślę, o poglądzie, że napisanie planu akcji gwarantuje skuteczne przeprowadzenie tego planu.)
Jeśli z tego powodu zginie kilka kurczaków, to ja nie żałuję.
Co do powagi sytuacji. Jeśli gdzieś znajdzie się ognisko choroby to giną ptaki (zwłaszcza dzikie). Samo to jest pewnym ciosem, który będzie miał następstwa za kilka lat. Jeśli zarażone ptaki mają styczność z ludźmi, to istnieje szansa zachorowania. Wcale nie taka mała. Im więcej jest zarażonych ptaków, które mają kontakt z ludźmi, tym większa szansa, że wirus zmutuje w niebezpieczną dla człowieka odmianę (bardziej niebezpieczną od obecnych odmian).
Nieracjonalnym zachowaniem wydaje mi się walka o kilka miesięcy życia więcej dla kurczaków, które i tak poszłyby pod nóż. I w imię czego? Tego nie mogę zrozumieć.
Balkowski (5685 punktów)
>Jeśli z tego powodu zginie kilka kurczaków, to ja nie żałuję. (...)Nieracjonalnym zachowaniem wydaje mi się walka o kilka miesięcy życia więcej dla kurczaków, które i tak poszłyby pod nóż. I w imię czego? Tego nie mogę zrozumieć.
Ja też nie żałuje, zresztą nigdzie tego nie napisałem że walczę o "odroczenie" dla kurczaków. Główną myślą jest przede wszystkim dysproporcja podejmowanych działań (w skali światowej, nie chodzi mi nawet o ten tysiąc kurczaków) do skali tego co się wydarzyło.
A jeśli już gdzieś zostanie odkryte ognisko zarazy to głównym problemem wydaje się raczej jego izolacja (ludzie, dzikie ptaki), niż cokolwiek innego. Kurczaki znajdujące się w pomieszczeniu zamkniętym (jak to ma miejsce podczas ćwiczeń) są już izolowane od otoczenia i to czy ich wybicie zajmie 5 minut czy 10 raczej nie ma dużego znaczenia.

Jeszcze raz powtórzę że nie powoduje mną współczucie kurczakom, po prostu patrząc np. na ostatnie przypadki śmiertelne w Turcji (dzieci które bawiły się bodajże padłym kaczorem, bez aluzji politycznych ) można pomyśleć że dużo sensowniejszym (a nie wykluczającym pierwszego) pomysłem byłoby np. wyemitowanie paru prostych, zrozumiałych również dla 10-latków komunikatów.
zima (560 punktów)
Wyjasnienie kilku spraw ludziom na temat ptasiej grypy jest dobrym pomysłem. Wiedzy bowiem brak...
Pojawiaja się już artykuły na ten temat:
fakty.interia.pl/zdrowie/news?inf=721365
Pozdrawiam
TomekGazowanie raczej nieadekwatne...
Moim zdaniem walka z ogniskami ptasiej grypy przez:
- trucie "gazami bojowymi" kurczaków, oraz
- rozkładanie mat dezynfekcyjnych na przejściach granicznych,
ma niewiele wspólnego z racjonalnym myśleniem.
Wydaje mi się to nawet niedorzeczne. Choć mogę się mylić.
Zakładam, że jeśli dojdzie do zarażenia ptactwa domowego, to raczej nie na fermie, tylko w pierwszej kolejności w gospodarstwach przydomowych.
Z oczywistych względów: nieprzestrzeganie rozporządzeń, niższe standardy higieny, większe narażenie tegoż ptactwa "przydomowego" na kontakty z dzikim ptactwem ze względu na otwarty i półwolny chów.
Wydaje się, że ilość zarażeń będzie wprost proporcjonalna do "stężenia" chorych osobników w populacjach dzikich ptaków i ich ewentualnych kontaktów z ptakami domowymi. Kontaktów zależnych m.in. od płochliwości danego gatunku i jego przyzwyczajeń środowiskowych - łabędzie tu raczej nie grożą przeniesieniem epidemii, jeśli nie wpuścimy kaczek do stawu, czy rzeczki. Gorzej, jak zachorują sierpówki, gołębie grzywacze, wróble i kosy.
Można się tu powołać na analogie w rozprzestrzenianiu się chorób wirusowych królików: myksomatozę oraz pomór królików (krwiotoczną bronchopneumonię). Na fermach szczepi się króliki pomimo stosowania zwiększonych standardów higieny, kwarantanny i często zamkniętego charakteru hodowli. Wystarczą komary. A może wystarczy samo przebywanie w strefie zapowietrzonej?
Niestety nie ma jeszcze zadowalającej szczepionki na ptasia grypę.
Jeśli procent dzikich ptaków - dla których ustawodawcy nie przewidzieli konieczności przekraczania granic tylko w wyznaczonych do tego strefach zwanych przejściami granicznymi (wyłożonych matami) i legitymowania się paszportami oraz aktualną książeczką zdrowia - będzie duży, to ani maty, ani gazowanie nie dadzą rezultatów.
Trując całe stado kur i tak nie zabijemy sprawcy ich zarażenia. A dla sprawnego lotnika nawet zarażonego, nie tylko strefa zapowietrzenia, ale i granice międzypaństwowe to abstrakcja... Będzie tworzył nowe ogniska zarazy.
Jedynym wyjściem będzie zaprzestanie spożywania produktów pochodzenia drobiowego, czy szerzej, ptasiego oraz grzebania przy ptasich zwłokach...
W tej sytuacji gazowanie może zostać uznane, co najwyżej, za akt litości, może empatii z cierpiącym na ptasią grypę stadem drobiu w sytuacji, gdy nie możemy mu (stadu) pomóc inaczej jak, skracając cierpienie...
Zaznaczam, że mogę się mylić i chętnie poznam rzeczowe argumenty racjonalizujące gazowanie kurczaków...
PS
Zaznaczam, że jem mięso. Jeszcze...
zima (560 punktów)Odp: Gazowanie raczej nieadekwatne...
Przy pożarze lasu strażacy stosują pewna metodę- przecinki. Znaczy niszczą (często palą) drzewa wzdłuż przewidywanej linii natarcia ognia, by się on dalej nie rozszerzał. Rzecz w tym, że przy niesprzyjającym wietrze muszą robić przecinki bardzo szybko. Jeśli nie zdążą, albo coś pominą ogień przedrze się dalej. Jeśli znaleźli by się 'ekolodzy' protestujący przeciw tej metodzie najchetniej widziałbym tylko jedną forme protestu- niech się przykuwaja do drzew, które mają być ściete w przecince, a kluczyk niech połykają. Uważam, że mają prawo do samobójstwa w walce o swoje ideały, ale niech nie biorą odpowiedzialności za nikogo wiecej niż siebie.
Tak samo jest z ptakami. Kurczaki na fermach są hodowane i zabijane cały czas. Pojawia się epidemia. Istnieje z nią właściwie tylko jeden sposób walki- znalazłeś ptaka zabitego przez H5N1, to wybij wszystkie w pobliżu, bo tylko to możesz zrobić by grypa nie przeniosła się dalej. Jak nic nie zrobisz to i tak te ptaki zdechną.
Metoda jest więc znana. Zagrożenie się zbliża. Wypadałoby się przygotować i przećwiczyć działania. Ale znaleźli się genialni 'ekolodzy', którzy mówią- możesz zabijać ptaki siekierą, ale nie gazem. To zbyt bezbolesne. A jeszcze przypadkiem byś się dowiedział ile tego gazu trzeba i jak szybko działa i jak się z nim obchodzić, gdzie wpompowywać i w jakiej sytuacji i innych szczegółów...Poza tym byś ratował w ten sposób (na dłuższą metę) inne ptaki. A przecież nikt prócz 'ekologów' nie może ratować ptaków. Po prostu (tak podejrzewam) ci 'ekolodzy' chcą by ktoś im dał w łapę, wtedy dadzą pozwolenie...i nie będa piszczeć. Ujawniano już takie przypadki (blokujemy, aż nie dacie w łapę).
Jednak odezwanie się tego typu ludzi w 'obronie' ptaków, które i tak pójdą pod nóż jest nie tylko groteskowe, ale i nieprzyzwoite. Ja bym ich wysłał na pierwszy front walki z ptasią grypą, gdy tylko pojawi się w Polsce. W końcu chcą pomagać ptakom. Niech pomagają tym zarażonym.
Pozdrawiam.
PS. Nie podejmuje wątku z ludźmi, gdyż próby pisania na ten temat za bardzo mnie wkurzają. Normalnie zaskarżył bym tych 'ekologów' o świadome sprowadzanie niebezpieczeństwa utraty zdrowia i śmierci na ludzi, przez blokowanie działań zaradczych.
lipschitz (1674 punktów)Odp: ptasia grypa - człowiek czy zwierzę?
Przeczytałem kiedyś, że istniał inny sposób niż wybijanie całych stad krów, jedynie był kosztowniejszy niż ich wybicie. Decyduje aspekt ekononiczmy i raczej nie należy liczyć na humanitaryzm względem tego, co znajduje się poza światem człowieka, ten ma wymiar ideowy wyłącznie wtedy, gdy nie chodzi o biznes i nie widać bezpośredniego zagrożenia. Bardzo możliwe, że ekolodzy, którzy musieliby żyć w środowisku zakażonym, także w końcu podjęliby decyzję o wybiciu ptaków, ale dlaczego mieliby w nim znowu żyć, jeżeli ci, którzy niszczą przyrodę nie żyją przecież w miejscach, w których widać efekty ich pracy i kto wie jaki jest tak naprawdę wkład w chorobę producentów drobiu i gospodarki sprzyjającej takiemu stłaczaniu zwierząt w jednym miejscu.

Istnieje pewnie więcej sposobów radzenia sobie z epidamiami, wegetarianie powiedziliby, że ptasia grypa nie stanowi dla nich problemu, dorzuciliby także porównanie, że w przypadku zarażonych ludzi nie stosuje się ich likwidacji. Mają chyba prawo do tego, by ponoć w wolnym świecie nie stawiać człowieka ponad zwierzęciem i na odwrót (jak to by się sprawdziło w prawdziwym życiu niewiadomo, ale pradopodobnie szukano by różnych rozwiązań i wybrano niekoniecznie najtańsze). Natura ma także własne "założenia" dotyczące nadmiernego rozmnażania się gatunków, może się to ludziom nie podobać, ale raczej dba o pewną równowagę i potrzeba niemało wysiłku, aby wymusić jej brak lub jak kto woli - inny rodzaj równowagi/porządku.

Można zapytać tak: czy nasz racjonalizm ma dotyczyć wyłącznie kwestii opłacalności i wygody? Racjonalne są eksperymenty naukowe na zwierzętach w kontekście nieracjonalnie żyjącego społeczeństwa, ale czy byłyby racjonalne w przypadku racjonalnie żyjących ludzi? Czy zadawanie cierpień zwierzętom w sposób tak okrutny nie przekłada się aby potem na jakość samych społeczności? W końcu czegoś uczymy nasze dzieci.
Pałasz (93 punktów)
>Można zapytać tak: czy nasz racjonalizm ma dotyczyć wyłącznie kwestii opłacalności i wygody? Racjonalne są eksperymenty naukowe na zwierzętach w kontekście nieracjonalnie żyjącego społeczeństwa, ale czy byłyby racjonalne w przypadku racjonalnie żyjących ludzi?

No właśnie. To pytanie stawiam jako szerszy temat. Nie będę ukrywał, że często sam zastanawiam się co to do końca znaczy działać racjonalnie, czy to oznacza też opłacalnie, pragmatycznie, z wyrachowaniem? Mam nadzieję, że ten wątek rozszerzy nieco moje horyzonty, choć dotyczy niby "ptasiej" grypy.
Volrath (3440 punktów)
Moim zdaniem to nie etyczne i bez sensu.
Bez sensu, bo nie ma to nic wspólnego z ochroną przed ptasią grypą - taki eksperyment nic nowego nie da z prostego wzgledu: wiadomym jest jak szybko zwierzęta giną w wyniku podania dwutlenku lub tlenku węgla. Można oszacować jak szybko zginie pewna liczba kurczaków pod wpływem gazu (abstrahując od tego na ile w ogóle trucie tlenkiem węgla lub dwutlenkiem węgla jest uzasadnione).
Lepiej pomyśleć i policzyć (kalkulatorem) niż zabijać.
Nie wiem jaki jest powód takiej bzdurnej akcji jeśli jest prawdziwa - może dwutlenek węgla tańszy jest od kalkulatora i znalezienia osoby myślącej?
zima (560 punktów)
Aż dziwne, że wogóle istnieje coś takiego, jak ćwiczenia różnych służb na różne okoliczności. Wszystko można przecież policzyć teoretycznie. A przynajmniej, teoretycznie można powiedzieć, że można teoretycznie policzyć.
Życie jest przecież tak mało skomplikowane i nie zaskakujące.
A że trzeba przetestować na kurczakach, to tylko głupi odruch, by coś sprawdzać. Bo przeciez teoretycznie powinny się zachowywać, tak jak oczekujemy. A i gaz i cała maszyneria będzie działać bez problemu. I ludzie będą wiedzieć, co robić. W ogóle przecież wszyscy wszystko wiedzą.
Takie pojęcia, jak wprawa, doświadczenie, nie mają przecież znaczenia. Nie wpływaja przecież (?) teoretycznie ani na szybkość akcji, ani na dokładność. I tylko biedne kurczaki wolą czekać na rzeźnika. Straszna to dla nich hańba zginąć w ćwiaczeniach. Chyba się rozkleję, tak bardzo ich żałuję. Jedyne, co mogę dla nich zrobić, to kupić ich ciałka i przyrządzić w piekarniku. Mam nadzieje, że będą równie smaczne, co te zabite przez rzeźnika.
Pozdrawiam
Volrath (3440 punktów)
>Aż dziwne, że wogóle istnieje coś takiego, jak ćwiczenia różnych służb na różne okoliczności.

Ćwiczenia są potrzebne gdy jest to uzasadnione.
Tutaj sprawa na prawdę jest:
1. Trywialna - wpuścić dwutlenek węgla
2. Jeśli nie jest trywialna to jest zależna od warunków i konstrukcji, myślę, że indywidualna na każdej fermie, nie sądzę że jest jakiś standard według którego dokładnie budowane są fermy kurczaków, a jeśli jest to sprawa jest trywialna - poznanie gdzie co i jak trzeba podłączyć
3. Kto zyska na tym doświadczenie i jakie? Myślę, że nikt przynajmniej nie więcej, niż go miał - bo albo ktoś potrafi podłączyć instalację dostarczająca CO2 do instalacji fermy (jeśli to tak działa, nie wiem jak dokładnie to ma się odbywać) albo nie, nie ma w tym wielkiej filozofii (chociaż znając życie i Polskie realia to może i dobrze najpierw sprawdzić tego, który będzie podłączał - bo niektórzy specjaliści dużo potrafią, ale tylko na papierze) - przynajmniej nie tak wielkiej, by robiło to różnicę
4. Szybkość tutaj nie jest tak ważna - nie robi dużej różnicy czy to będzie zrobione w 5 minut czy w 2 godziny, a może nawet 2 dni - to nie pożar, kurczaki się nierozprzestrzeniają samoistnie w otoczeniu - ważne jest tylko, by kurczaki nie trafiały do obiegu i konsumentów, a nie to by jak najszybciej je zabić

Poza tym przy stężeniu 30-40% następuje natychmiastowa śmierć przez porażenie ośrodka oddechowego.
Tak u ludzi jak i u kurczaków.

No chyba, że zamierzają oszczędzać na dwutlenku i testować ile muszą minimalnie dać by zadziałało w rozsądnym czasie - to wtedy muszą przeprowadzić testy. Ale wystarczy góra kilkadziesiąt prób na kilkudziesięciu kurczakach.

>Wszystko można przecież policzyć teoretycznie. A przynajmniej, teoretycznie można powiedzieć, że można teoretycznie policzyć.

Teoretycznie jak wpuszczą 40% dwutlenku, to kurczaki nie przeżyją 2-3 minut. Dla pewności można poczekać do 5, a nawet 10. Nie znam wyników badań w laboratoriach na zwierzętach, nie wiem jak bardzo to zależy od masy ciała - ale człowiek który jest dużo większy, nie przeżyłby 5 minut, nastąpiłaby śmierć zbyt dużej liczby komórek w mózgu w wyniku niedotlenienia.
To nie tylko brak tlenu powoduje śmierć, ale głównie wysokie stężenie dwutlenku węgla we krwi - uniemożliwia transport tlenu. Tlenk też jest skuteczny, nawet w niższym stężeniu - bo przyłącza się aktywnie do hemoglobiny.

>Życie jest przecież tak mało skomplikowane i nie zaskakujące.

Pewne aspekty nie są.
Nie sądzę by kurczaki okazały się zaskakująco odporne na CO2.

>A że trzeba przetestować na kurczakach, to tylko głupi odruch, by coś sprawdzać. Bo przeciez teoretycznie powinny się zachowywać, tak jak oczekujemy.

Tak, powinny. Ich układ krwionośny oparty jest na tej samej zasadzie działania co ludzki, czyż nie?
Silna hipokarmia i niedotlenienie komórek mózgu nastąpi w skali czasowej sekund, góra minut (to by musiały być bardzo odporne kurczaki).

> A i gaz i cała maszyneria będzie działać bez problemu. I ludzie będą wiedzieć, co robić. W ogóle przecież wszyscy wszystko wiedzą.

Po to ich się zatrudnia by wiedzieli.
Ale znając Polskie realia to jak przyjdzie czas, to tak czy inaczej coś nie wypali.
Ale to nie pożar - jak nie poradzą sobie z kurczakami w czasie 5 minut to nic się nie stanie, równie dobrze mogliby je wtedy wybijać pojedyńczo, grupami, na różne sposoby, pomęczyć się jeszcze z godzinę lub dwie z aparaturą lub w ogóle nie wybijać, a izolować i sprawdzać pojedyńczo testami (tak jak to się robi z ludźmi) albo czekać aż z głodu wykorkują - abstrahując od opłacalności tych ostatnich zabiegów.

>Takie pojęcia, jak wprawa, doświadczenie, nie mają przecież znaczenia. Nie wpływaja przecież (?) teoretycznie ani na szybkość akcji, ani na dokładność.

Szybkość nie ma tu znaczenia - odnośnie kurczaków na fermach. One są izolowane, to raz, więc nie wydostają się na zewnątrz, a dwa, że i tak już wszystko jedno czy jakieś się zarażą czy nie - w końcu te wybite nie trafią już na stół.

> I tylko biedne kurczaki wolą czekać na rzeźnika. Straszna to dla nich hańba zginąć w ćwiaczeniach. Chyba się rozkleję, tak bardzo ich żałuję. Jedyne, co mogę dla nich zrobić, to kupić ich ciałka i przyrządzić w piekarniku.

Pomijając sprawę etyczną to jest to nie opłacalne (bo wątpię że jeśli wybiją całą fermę kurczaków, to czy pójdą wszystkie na stół - w tym te bardzo młode, chociaż może się mylę; poza tym chyba mają te, które się rozmnaża, rozpłodowe - czy je też w próbach zabiją?).
Chyba, że zrobią to na niedużej próbie która i tak miała wkrótce trafić pod nóż.

Poza tym cała taka akcja kosztuje.

Ale ja się na tym biznesie nie znam - może się mylę.

Co do sprawy etycznej - to śmierć przez uduszenie nie jest przyjemna. Ale w dużym stężeniu dwutlenek zabija szybciej niż przez uduszenie - prawie tak szybko jak przez odcięcie dopływu krwi do mózgu. Więc w sumie to chyba masz rację, że względem rzeźnika to jest to w sumie porównywalne.

> Mam nadzieje, że będą równie smaczne, co te zabite przez rzeźnika.

Nie mam pojęcia jak duże stężenia CO2 w tkankach wpływa na smak kurczaków. Ale podejrzewam że nie wiele lub wcale.
zima (560 punktów)
Rzecz w tym, że taka akcja jest sprawdzianem wiedzy teoretycznej. Wyszłyby przy niej ewentualne niedostatki.
Kontrargumentem może być marnotrastwo pieniędzy. Lecz akurat tutaj można dobrać tak kurczaki, by były to te przeznaczone i tak w najbliższym czasie pod nóż.
Bardziej niepokoi mnie stan sprzetu czy umiejętności ludzi, a także koordynacja działań. Wspomniałeś, że powinni sobie z taką sytuacją poradzić, bo za to im płacą. Patrząc na stan państwa polskiego to dość wątpliwy argument.
Taka akcja służy przetestowaniu i zdobyciu doświadczenia.
Wspomniałeś także coś o aspekcie etycznym. Zupełnie nie wiem, o czym piszesz w tym miejscu.
Pozdrawiam
PS. W dyskusji z Balkowskim podałem link do artykułu o ptasiej grypie.
Paul (408 punktów)
Czy w obliczu takiego
>zagrożenia (można się rzecz jasna spierać co do jego
>rozmiarów, ale niewątpliwie ono istnieje), jakim jest
>"ptasia" grypa dopuszczalne jest prowadzenie takich ćwiczeń
>czy też może jest to niedopuszczalne?

A co za röznica czy dostanie w leb na rosöl, czy jä gazem ? Czlowiek juz dawno przestal byc przyjacielem zwierzecia hodowlanego.Hoduje sie dla czystego zysku,tanio i szybko.I nikt bynajmiej nie przejmuje sie czy zwierzakowi to pasuje.A najgorsze w tym ze sie je "nieludzko" morduje.Wie kazdy o czym pisze, jesli byl w nowoczesnej ubojni ktöra "przetwarza" tysiäce zwierzaköw dziennie.Ja bylem i widzalem.Tempo jest na tyle duze ze zwierz jeszcze czuje jak go obdzerajä ze sköry i dzielä na kawalki.Jezeli zagazujä moze bedzie szybcej i bezbolesnej.I nauce moze sie przyda? A moze i Greenpeace sie napatoczy i wreszcie dojrzy jak sie rzeznik uwija.Wiadomo ze jesc trzeba, ale zabijac mozna inaczej.Zwierze zyje i czuje jak my,i tylko szkoda ze nie mysli racjonalnie,bo by juz nam dawno podziekowalo za goscine i dalo noge gdzie pieprz rosnie...
Wilhelm
Duszenie przy pomocy CO2 jest starym wynalazkiem. Istnieja na calym swiecie firmy, ktore sie zajmuja, a na pewno musza istniec jakies raporty toksykologiczne co do wlasnosci CO2. Uzywanie CO2 ma te zalete, ze nie wprowadza soba trudnosci zwiazanych z pozniejsza jego utylizacja.
Najracjonalniej byloby w ogole nie hodowac zwierzat, bowiem wczesniej czy pozniej trafiaja one pod noz.

Der Letzte macht das Licht aus!
Pałasz (93 punktów)
>Najracjonalniej byloby wogole nie hodowac zwierzat, bowiem wczesniej czy pozniej trafiaja one pod noz.

Czy ja dobrze zrozumiałem? Zwierzęta zjadane przez człowieka ("trafiające pod nóż", jak rzeczowo to ująłeś) - to jest nieracjonalne? Przepraszam, ale z czyjego punktu widzenia? Twój post to pochwała wegetarianizmu?
Wilhelm
>>Najracjonalniej byloby wogole nie hodowac zwierzat, bowiem wczesniej czy pozniej trafiaja one pod noz.
>Czy ja dobrze zrozumiałem? Zwierzęta zjadane przez człowieka ("trafiające pod nóż", jak rzeczowo to ująłeś) - to jest nieracjonalne? Przepraszam, ale z czyjego punktu widzenia? Twój post to pochwała wegetarianizmu?
>
Widze, ze nie zalapales ironii...
Essen oder gegessen werden - oto odwieczny dylemat w przyrodzie. Wegetarianin jedzac rowniez zabija, no ale roslinki nie kwicza jak sa zarzynane
Wyjasniam, ze problem widze sztucznie rozdmuchany. Ciekawe czy znajda sie ekolodzy, gdy epidemia grypy zacznie sie na dobre


Der Letzte macht das Licht aus!

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365