 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
| Napisano | Autor | Tytuł | | 16-04-2006 19:20 | Herr Raskolnikov (18 punktów) | Jaskinia folkloru | Ośmieliłbym się stwierdzić, że w większości z nas istnieje pociąg do tego co ezoteryczne, niezupełnie oczywiste, niewytłumaczalne. Bez względu na nasze wykształcenie, posiadane poglądy, pozycje społeczną, słysząc o czymś niewytłumaczlnym(lub pozornie niewytłumaczalnym) budzi się w nas jaknajbardziej ludzki odruch zainteresowania, jedni uwierzą, inni wyśmieją, inni nic nie zrozumieją, wszystkich jednak skupi w jeden nawias fakt zainteresowania. I do czego to może doprowadzić? No właśnie, do tej dziwacznej drugiej strony medalu... W takich, a nie innych okolicznościch miałem okazje uczestniczyć w spotakniu wyjątkowo fanatycznej społeczności religijnej(katolickiej), w Częstochowie. Nastawiono mnie już wcześnij, że mam się przygotować na "wszystko". Istotnie z czasem ludzie zaczęli mdleć, histerycznie śmiać się etc. Następnie miało miejsce przemówienie, bądź co bądź, dosyć charyzmatycznego księdza. Rozwodził się nad sztanem czychającym na nas za każdym rogiem, błachostki, jak "Harry Potter" utożsamiał z najoczywistszym objawiniem sił zła na świecie! Krótko mówiąc atmosfera fanatyzmu, utopijnego i mdłego "kochajmy się" i ludzie padający na ziemę, co jak tłumaczono jest niemal namacalnym faktem obecności ducha świętego... Stek bzdur, ludzie bełkoczący piękne frazesy o miłości boga... I co? No właśnie, kompletnie nic, w tej jaskini folkloru zaczeło się moje racjonalne podejście do życia. Na świecie jest dobro i zło, ale metodą na prztrwanie nie jest głośne wykrzkiwanie "pan bóg jest dobry!" Takich to kler hoduje Polaków, współczucia ogłupiany narodzie  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Dżegan (38 punktów) | Katolicy sa problemem. To trzeba przyznac. Nie mozemy sie rozwijac swobodnie i jednoczesnie obawiac sie ataku fanatycznych staruszek. Jednak znacznie bardziej zagrazaja naszemu przetrwaniu zwykli ludzie, ktorych nie obchodzi NIC, ktorzy wierza w WOLNOSC, maja wypachane glowy wyssanymi z palca frazesami i przestrzegaja bezsensownych zasad. Takie jest wspolczesne pokolenie. Jestesmy otoczeni przez szalejace na imprezach nastolatki, przez kryminalistow, przez kiboli, dresiarzy, dorobkiewiczow. Ludzie maja w dupie nauke, maja w dupie autorytety. Przyszla moda na niesluchanie nikogo i zycie na wlasny rachunek. To jest moda, ktora doprowadzi ludzkosc do ruiny. Wkrotce wyginie pokolenie wojny i trudnych czasow, a potegaq cywilizacji zachodu trafi w rece kretynow ze studiow, ktorzy dzisiaj mysla tylko o tym jakby tu sie najbeac po zaliczonym kolokwium.
|
|
 | | Herr Raskolnikov (18 punktów) | W pełni zgadzam się z powyższym. Od większości ludzi w dzisiejszym społeczeństwie trudno byłoby wymagać nawet sprecyzowanego poglądu w zasadniczych kwestiach. Mówie tu o ludziach zwykłych, którzy pozwolili się wyprodukować! Świetnie obrazuje to moim zdaniem film "The Wall", na podstawie legendarnego albumu Pink Floyd o tym samym tytule. Ludzie tańczą jak tylko zagra kolejny fanatyk, pobiegną ślepo przed siebie tam gdzie machnie od niechcenia silna dłoń, świadoma jaki wpływ ma na tłuszcze. A kim może być takowy fanatyk? Nieważne czy biskup, papież, koncern medialny obniżającny i tak już katastrofalny poziom intelektualny społeczeństwa, produkując chłam byle tylko się sprzedał! A może to nasz nieszczęsny system edukacji, który karze maturzystom analizować wiersze według klucza! Paranoja, co w tym świecie pozostaje dla ludzi inteligentnych, dążących, pragnących naprawde szczerze móc krzyknąć "Chwilo trwaj" w myśl dzieła Geothego? Chyba, że już naprawde za kilka lat jedyną możliwością jakiejkolwiek aktywności będzie już naprawde pójście do solarium, regularne zalanie się w trupa i rozprawinie o pseudo muzyce. Do tego wszystkiego kościół ogłaszający monopol na oświecenie, twierdzący, że jedynym ratunkiem jest zaprowdzenie tej nierealnej utpii! "Cogito Ergo Sum!"
|
|
|  | | Dżegan (38 punktów) | Dokladnie tak. Kosciol ma monopol na oswiecenie. Religia jako taka ma monopol na wypowiadanie sie na temat sensu istnienia i moralnosci. Nikt nic nie wie i co gorsza, nikt nic wiedziec nie chce. Przecietny mlody czlowiek wcale nie mysli o przyszlosci. Dlaczego? Z powodu panujacej mody. Otoz w dzisiejszych czasach popularne sa takie hasla jak: niepoprawny optymizm, wiara w siebie, kazdy ma swoja prawde, pewnosci siebie, akceptacja siebie takim jakim sie jest i wiele, wiele innych glupot, ktorymi wypchane sa glowy mlodego pokolenia. Jesli ktos ma watpliwosci dlaczego podane przeze mnie hasla sa debilizmami, to juz wyjasniam. Niepoprawny optymizm jest przyczyna tego, ze ludzie nie mysla o przyszlosci. Po co myslec o przyszlosci i martwic sie na zapas? Przeciez i tak wszystko sie ulozy. Po co pracowac? Lepiej sie bawic. Pieniadze same przyjda. Kolejne frazesy takie jak wiara w siebie, pewnosc siebie i akceptacja swojej osoby widac nawet w powazanych czasopismach i ksiazkach o psychologii. Mylenie przyczyny ze skutkiem. Jesli ktos ma pieniadze, zdrowie, urode, wladze i sile to bedzie pewny siebie. Ale taki psycholog patrzy na kogos, kto jest pewny siebie i sobie mysli: "Pewnosc siebie jest droga do sukcesu". Spojrzmy na nastepujaca analogie. Widzimy czlowieka, ktory dobrze wyglada i nie choruje, poniewaz po prostu je. Niestety czlowiekowi temu skonczyly sie pieniadze na zywnosc i przestal jesc. Po pewnym czasie zaczyna on wiec wygladac coraz gorzej i choruje. Dochodzimy wiec do oszalamiajacego wniosku, ze przyczyna wszystkich dolegliwosci tego czlowieka jest to, ze jest on GLODNY! Rozumiecie? Nie dlatego, ze nie ma on nic do jedzenia, ale z samego faktu, ze odczuwa glod. Od tej pory glosimy wszystkim dobra nowine, ze przyczyna chudniecia i chorob jest glod. Podchodzi do nas jakis wychudzony nieszczesnik z prosba o pomoc, a my mu mowimy: "Nie czuj glodu. Sprobuj poczuc sie syty!". Tak dziala dzisiejsza psychologia. Przychodzi do lekarza kaleka bez nog i skarzy sie, ze koledzy sie z niego smieja, kiedy gra z nimi w pilke, a on na to: "Synu... Brakuje ci pewnosci siebie. Musisz uwierzyc w siebie!". "Ale panie doktorze. Ja nie mam nog!". Wtedy lekarz wyciaga z rekawa drugiego asa i mowi: "W takim razie, musisz zaakceptowac siebie takiego, jakim jestes.". Optymizm jest zly. Optymizm sprawia, ze stajemy sie leniwi i przestajemy myslec o przyszlosci. Racjonalny pesymizm jest sluszny. Myslmy realnie. Pewnosc siebie, wiara w siebie sa zle. Znajmy swoje mozliwosci. Miejmy swiadomosc tego, co mozemy, a czego nie. Nie zatrzymamy rekoma pociagu towarowego. Wiara we wlasne sily nic tu nie pomoze. Kiedys wierzylo sie w Boga, w krola, w Polske, a dzisiaj wierzy sie ...w siebie. Akceptacja siebie jest zla. Jesli jestes tlustym spaslakiem, to nie akceptuj tego. Postaraj sie schudnac! O frazesach moglbym pisac godzinami, ale poprzestanmy na tym.
Teraz cos najbardziej strasznego. Modne stalo sie posiadanie we wszystkim wlasnego zdania. Cala ta sprawa jest smieszna, poniewaz nawet, kiedy wlączamy telewizor, to juz polegamy nieswiadomie na opinii setek fachowcow od inzynierii, ktorzy ten tlewizor zrobili. Wierzymy im, ze po nacisnieciu przycisku 'ON' zobaczymy nasz ulubiony serial 'samo zycie', natomiast nie boimy sie tego, ze kineskop wybuchnie nam w twarz. Nie mozna wszystkiego wymyslac na nowo i samemu, bo wtedy nie starczy nam zycia nawet na ukonczenie przedszkola. Ludzie mowia tez, ze kazdy ma swoja racje i swoja prawde. Podaje im wtedy przyklad grupy saperow zastanawiajacych sie nad tym, ktory kabel przeciac i kazdy z nich ma swoja opinie na ten temat, podczas gdy tylko jeden kabel jest odpowiedzialny za uzbrojenie bomby.
Najwazniejsze. Kiedy pani Zosi zepsuje sie pralka, to dzwoni po pana Stefana, ktory jest mechanikiem. Pan Stefan przyjezdza i naprawia pralke. Kiedy pani Kazi cieknie z kranu, to pani Kazia dzwoni po pana Zygmunta i ten naprawia kran. Jednak ani pani Zosia, ani pani Kazia, nie zadzwoni po filozofa znajacego sie na sensie istnienia, kiedy jej zycie zacznie uciekac miedzy palcami, kiedy wszystko zacznie jej sie wydawac bez sensu i kiedy nie bedzie wiedziala po co zyc i do czego zmierzac. Specjalizacja w mysleniu jest TABU. Czlowiek moze miec problemy niemal we wszystkim i zawsze wezwie do pomocy fachowca. ALE jesli ktos ma problemy ze swoim swiatopogladem lub nie moze odnalezc swojego sensu istnienia, wtedy na pewno nie poprosi nikogo o pomoc tylko sam, ze swoim beznadziejnym mozgiem, bedzie probowal rozwiazac problem. To tak, jakby zabierac sie do naprawy nowoczesnego monitora LCD z mlotkiem wreku. Efekt jest identyczny w obu przypadkach.
Link do strony reklamującej Twoją działalność został usunięty placownik
|
|
| |  | | Herr Raskolnikov (18 punktów) | A więc? Jaka pstawa przypada w tym wypadku dla człowieka pragnącego czegoś więcej? Po prostu zakceptować, w imię tego, że ktoś być może zakceptuje mój pogląd? To przykre, że każdy z nas chcąc nie chcą nasiąka w jakiejś mierze zjawiskiem zarysowanym w toku tej dyskusji. Mamy być kurutazyjni? Mam nie mówić wprost iż uważam dresa, rasowego kolekcjonera najbanalniejszych przyjemności, za człowieka mało już wartego społecznie, kulturalnie etc. No może, że za urzteczność społeczną przypiszemy mu poprostu postawe konsumenta, nakręcjącego gospodarke regularnym zakupem kolorowych ciuszków. To już jednak pozostawie na pastwe sarkazmu... Uważam iż akceptacja ciemnoty i ludzikiej nieumiejętności dla samego hasła współżycia na kopule matki ziemi nie jest najlepszym pomysłem.
|
|
| |  | | aalaaskaa (68 punktów) | > Optymizm jest zly. Optymizm sprawia, ze stajemy sie leniwi i przestajemy myslec o przyszlosci. Racjonalny pesymizm jest sluszny. Myslmy realnie.Napisałeś, że racjonalny pesymizm jest słuszny, a przecież dokładnie to samo można napisać o racjonalnym optymizmie. Nie zaprzeczysz chyba, że "nieracjonalny" pesymizm przynosi szkody? Pesymistyczne myślenie, że nic nie jest się w stanie zmienić, że żadne działania nie poprawią naszej egzystencji, prowadzi do depresji, a nawet samobójstw. W świecie, w którym więcej ludzi umiera śmiercią samobójczą niż jest mordowanych, nawoływanie do zwalczania optymizmu jest... ekstrawagancją. > Pewnosc siebie, wiara w siebie sa zle. Znajmy swoje mozliwosci. Miejmy swiadomosc tego, co mozemy, a czego nie. Nie zatrzymamy rekoma pociagu towarowego. Wiara we wlasne sily nic tu nie pomoze. Kiedys wierzylo sie w Boga, w krola, w Polske, a dzisiaj wierzy sie ...w siebie.Jeśli znamy swoje możliwości, to co jest złego w pewności siebie - dotyczącej dziedzin, w których naprawdę jesteśmy dobrzy? > Akceptacja siebie jest zla. Jesli jestes tlustym spaslakiem, to nie akceptuj tego. Postaraj sie schudnać!Problem w tym, że nie można się zmienić, jeśli się nie zauważy faktu, że coś wymaga zmian. Jeśli nie akceptujesz faktu, że masz nadwagę, to robisz wszystko, żeby go nie dostrzegać (ludzkie systemy samooszukiwania się są genialne!) - dopiero kiedy to zaakceptujesz, masz szansę schudnąć. Chodzi o to, żeby powiedzieć: "Tak, naprawdę jestem gruby/a. Zmienię to.", a nie o to, żeby wmawiać sobie, że taki stan jest "OK". Słowo akceptacja nie oznacza tylko: "pogodzenie się z czymś, czego nie można zmienić", ale i "potwierdzenie czegoś" - Ty myślisz o tym pierwszym znaczeniu, a w podanym przez Ciebie przykładzie chodzi o to drugie. > Modne stalo sie posiadanie we wszystkim wlasnego zdania.itd. Ja chyba źle widzę  - nie mogłeś przecież napisać, że życie sterowane cudzymi opiniami jest lepsze od życia według własnych przekonań? To prawda, że zachowania "automatyczne" czasem oszczędzają człowiekowi czas, ale - i to przede wszystkim - ułatwiają innym manipulowanie osobą z "włączonym autopilotem". Jeśli ktoś lubi być wykorzystywany, to faktycznie - niech polega bardziej na cudzym, niż na swoim zdaniu. Hehehe - a może Tobie właśnie o to chodzi? Wymyśliłeś sobie taki sprytny sposób na produkcję frajerów, których będziesz mógł wykorzystać, a ja Ci tu brużdżę?  W kwestii posiadania własnego zdania dostrzegam zupełnie inny problem - ludzie twierdzą, że je mają, a tak naprawdę powtarzają zasłyszane od jakichś szemranych autorytetów "prawdy", których nawet nie poddali obróbce myślowej.
Ludzie! Poznajcie siebie; przyjmijcie do wiadomości fakt, że tacy właśnie jesteście; optymistycznie uwierzcie, że możecie się poprawić i... zróbcie to! A poza tym myślcie, myślcie, myślcie - zapewniam, że to nie boli.
|
|
| | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Wymyśliłeś sobie taki sprytny sposób na produkcję frajerów, których będziesz mógł wykorzystać, a ja Ci tu brużdżę?
To twierdzenie może zbyt radykalne, ale tkwi w nim chyba okruch prawdy. Tyle osób zarabia ostatnio na propagowaniu pozytywnego myślenia, że jest tylko kwestią czasu pojawienie się inicjatyw zarobkowych opartych na wyciąganiu pomocnej ręki tym wszystkim psychicznie okaleczonym, których bezwzględne stosowanie sprzecznego z ich charakterem (i zdrowym rozsądkiem) wymogu pozytywnego myślenia zaprowadziło na manowce.
A swoją drogą, to gdzie jest ten świat, w którym >więcej ludzi umiera śmiercią samobójczą niż jest mordowanych
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | |  | | aalaaskaa (68 punktów) | > A swoją drogą, to gdzie jest ten świat, w którym więcej ludzi umiera śmiercią samobójczą niż jest mordowanychZaskoczyłeś mnie tym pytaniem (faktem zadania go)... Czy to nie znaczy przypadkiem, że ulegasz medialnej propagandzie i jak o czymś "nie mówią w telewizji" to znaczy, że dla Ciebie to nie istnieje?  Poczytaj sobie: wprost.pl/ar/?O=66597&C=75a tam m.in.: "Samobójstwa na świecie pochłaniają rocznie więcej ofiar, niż wojny i morderstwa razem wzięte. W Europie z powodu samobójstw ginie każdego roku więcej ludzi niż w wypadkach samochodowych." To stare statystyki, ale zważywszy tendencję wzrostową, teraz jest jeszcze gorzej. Czy uważasz, że to nadmierny optymizm jest powodem tych samobójstw?
|
|
| | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
Według Zbigniewa Brzezińskiego liczba ofiar konfliktów wojennych w XX wieku wynosi około 175 mln. Dane te pochodzą z jego książki Bezład. Polityka światowa na progu XXI wieku wydanej w 1993 roku.
Jako że jestem z natury pesymistą to pomimo optymistycznych danych za 2000 rok podawanych przez Wprost, na które się powołujesz, obawiam się, że wynik osiągnięty w całym XXI wieku może być znacznie gorszy. Możemy niestety spodziewać się narastania konfliktów wywołanych kurczącymi się zasobami, w tym zwłaszcza wody, a także tymi wywołanymi przez skutki zmian klimatycznych.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | |  | | aalaaskaa (68 punktów) | > Według Zbigniewa Brzezińskiego liczba ofiar konfliktów wojennych w XX wieku wynosi około 175 mln. Dane te pochodzą z jego książki Bezład. Polityka światowa na progu XXI wieku wydanej w 1993 roku. > Jako że jestem z natury pesymistą to pomimo optymistycznych danych za 2000 rok podawanych przez Wprost, na które się powołujesz, obawiam się, że wynik osiągnięty w całym XXI wieku może być znacznie gorszy. Możemy niestety spodziewać się narastania konfliktów wywołanych kurczącymi się zasobami, w tym zwłaszcza wody, a także tymi wywołanymi przez skutki zmian klimatycznych.
Czy potrafisz podać liczbę ofiar samobójstw w XX wieku? Jeśli nie, to nie wiem w jakim celu podałeś liczbę ofiar konfliktów wojennych, skoro nie ma jej z czym porównać. Byłoby to jeszcze uzasadnione, gdybym napisała, że było ich mało, ale nie zrobiłam tego.
Jestem umiarkowaną optymistką, ale mam nadzieję, że przedstawione pesymistyczne prognozy się nie spełnią. Jeśli jednak przyszłość będzie taka, jaką opisujesz, to chyba nie sądzisz, że liczba samobójstw zmaleje. Może sie okazać, że nadal skutecznych samobójców będzie więcej niż zamordowanych.
Czy w takich realiach pesymizm jest właściwszą postawą od optymizmu? Czy to coś pomoże, jeśli już teraz zacznę się smucić z powodu tego, co się - być może - stanie? Czy optymizm wyklucza podejmowanie działań zapobiegawczych?
Przeszedłem straszne rzeczy w życiu, przy czym niektóre z nich zdarzyły się naprawdę. ---Mark Twain---
|
|
| | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
> Czy potrafisz podać liczbę ofiar samobójstw w XX wieku? Jeśli nie, to nie wiem w jakim celu podałeś liczbę ofiar konfliktów wojennych, skoro nie ma jej z czym porównać.> Byłoby to jeszcze uzasadnione, gdybym napisała, że było ich mało, ale nie zrobiłam tego. Z raportu Światowej Organizacji Zdrowia wynika tendencja wzrostowa wskaźnika liczby samobójstw na 100 tys mieszkańców na przestrzeni lat 1950-2000. Przy jednoczesnym wzroście liczby ludności można przyjąć, że liczba 1 mln samobójstw w 2000 roku była liczbą maksymalną dla całego ubiegłego wieku. Stąd można przyjąć liczbę 100 mln samobójstw w całym XX stuleciu jako górne oszacowanie. Jest to liczba znacząco mniejsza od liczby 175 mln ofiar konfliktów wojennych. Nie oznacza to wcale, że liczba 1 mln samobójstw w roku 2000 nie jest liczbą przerażającą. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | |  | | aalaaskaa (68 punktów) | > (...) można przyjąć liczbę 100 mln samobójstw w całym XX stuleciu jako górne oszacowanie. Jest to liczba znacząco mniejsza od liczby 175 mln ofiar konfliktów wojennych.Mogłabym dalej drążyć temat, pytając np. na ile dane z cytowanej książki są dokładne, albo zwracać uwagę na fakt, że dane o samobójstwach są nieprecyzyjne (zaniżone) - wielu samobójców pozoruje wypadki, wiele przypadków ukrywa rodzina samobójcy... Ale nie widzę w tym celu. Statystyka ma już tak zszarganą opinię, że dam jej spokój.  Ustaliliśmy jednak, że > świat, w którym więcej ludzi umiera śmiercią samobójczą niż jest mordowanychjest TU i TERAZ.Czy nadal uważasz, że propagowanie pozytywnego myślenia jest tak strasznie szkodliwe? A żeby nie było żadnych wątpliwości, od razu napiszę, że dostrzegam wady "huraoptymizmu", ale nie wytaczałabym dział przeciwko wszystkim osobom zachecającym do pozytywnego myślenia - już prędzej przeciwko tym, co zasmucają świat  Mam nadzieję, że do nich nie należysz  Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>nie wytaczałabym dział przeciwko wszystkim osobom zachecającym do pozytywnego myślenia - już prędzej przeciwko tym, co zasmucają świat
Nie widzę związku pesymizmu i optymizmu z poczuciem humoru. Zarówno pesymista jak i optymista mogą być wesołkami jak i smutasami. Różnią się zapewne tym co ich śmieszy. Mnie na przykład chodzą czasami ciarki po krzyżu od pomysłów naszych lokalnych wesołków ze sfery polityki.
Nie mam nic przeciwko pozytywnemu myśleniu, o ile nie jest ono na siłę wmuszane urodzonym pesymistom. Ze znanego mi z autopsji przykładu Amway'a wiem, że takie działanie może być źródłem wielu krzywd i ludzkich tragedii. Poza tym uważam, że pesymizm - rozumiany jako swego rodzaju wyczulenie na to co może pójść źle - jest równie pożyteczny jak optymizm - rozumiany jako dar dostrzegania rysujących się możliwości osiągnięcia sukcesu. Trudnym do osiągnięcia ideałem jest harmonijnie współpracująca ze sobą grupa, w skład której wchodzą jedni i drudzy.
Pozdrawam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | >>nie wytaczałabym dział przeciwko wszystkim osobom zachecającym do pozytywnego myślenia - już prędzej przeciwko tym, co zasmucają świat >Nie widzę związku pesymizmu i optymizmu z poczuciem humoru.
Zasmucanie świata to np. przestępczość, czy szerzenie bezradności. Nie ma to związku z poczuciem humoru.
>Poza tym uważam, że pesymizm - rozumiany jako swego rodzaju wyczulenie na to co może pójść źle - jest równie pożyteczny jak optymizm - rozumiany jako dar dostrzegania rysujących się możliwości osiągnięcia sukcesu.
Jedno i drugie jest potrzebne. Dodajmy trochę rozumu i mamy... racjonalne podejście. Realizm.
> Trudnym do osiągnięcia ideałem jest harmonijnie współpracująca ze sobą grupa, w skład której wchodzą jedni i drudzy.
Ależ jest możliwa. Przeciwieństwa można wyważyć, jeśli jedni drugich będą słuchać, a nie ignorować czy kłócić się. Niestety, są tacy, co nie rozumieją, że czasem trzeba spróbować odmiennego podejścia do problemu, być może jest lepsze.
Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować. Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób. Wtedy będziemy mogli dyskutować.
|
|
| | | | | | | | | |  | | aalaaskaa (68 punktów) | > >nie wytaczałabym dział przeciwko wszystkim osobom zachecającym do pozytywnego myślenia - już prędzej przeciwko tym, co zasmucają świat> Nie widzę związku pesymizmu i optymizmu z poczuciem humoru. Zarówno pesymista jak i optymista mogą być wesołkami jak i smutasami.Ja też takiego związku nie widzę i nic takiego nie napisałam. Myślę, że najbardziej świat zasmucają ludzie bezmyślni i tylko z takimi nie chciałabym mieć do czynienia... No chyba, że ja bedę stała po jednej stronie działa, a oni po drugiej - przy czym to nie ja będę przed wylotem lufy...  Aha! Istota bezmyślna [w sensie: nie rozumiejąca związku przyczynowo skutkowego miedzy swoimi działaniami, a efektami tychże działań] może być i pesymistą, i optymistą. > Nie mam nic przeciwko pozytywnemu myśleniu, o ile nie jest ono na siłę wmuszane urodzonym pesymistom.Jest coś takiego jak "urodzony pesymista"? Chyba nie, podobnie jak nie ma urodzonych optymistów. Pesymizm i optymizm to postawy, a postawy to - o ile mi wiadomio - coś wyuczonego. Wszystkiego, czego się nauczymy, możemy się oduczyć - jeśli chcemy, bo robienie czegokolwiek "na siłę" jest tylko stratą czasu. > pesymizm - rozumiany jako swego rodzaju wyczulenie na to co może pójść źle - jest równie pożyteczny jak optymizm - rozumiany jako dar dostrzegania rysujących się możliwości osiągnięcia sukcesu.Mnie się wydaje, że wybór postawy (pesymizm lub optymizm) powinien zależeć od typu preferowanej motywacji - "OD" lub "DO". Jeśli kogoś bardziej motywuje do działania uciekanie od sytuacji negatywnych, to niech sobie będzie pesymistą. Ale ludzie, którym jest dobrze z taką postawą nie szukają pomocy w poradnikach o pozytywnym myśleniu... dajmy zatem spokój ich autorom. > Trudnym do osiągnięcia ideałem jest harmonijnie współpracująca ze sobą grupa, w skład której wchodzą jedni i drudzy.Najtrudniej to chyba jednak realnie patrzeć na rzeczywistość - widzieć rzeczy takimi, jakie są naprawdę - buddyści twierdzą, że do tego to potrzeba aż oświecenia...
|
|
| Michal Materny (6 punktów) | Problem przedstawiony w "Jaskini folkloru" jest chyba znacznie poważniejszy niż może się to na pierwszy rzut oka wydawać. Dżegan w radykalny sposób przedstawił pewną stronę problemu którą można ogólnie nazwać "lenistwem" umysłowym połączonym z myśleniem zyczeniowym. Późniejsza dyskusja dotycząca czy lepiej być racjonalnym optymistą czy pesymistą znacznie odbiega od podstawowego problemu.
Zjawisko przedstawione w "Jaskini folkloru" jest typowe dla wszelkich sekt. Mechanizm jest dość dobrze rozpoznany przez psychologię i w skrócie polega na specyficznej formie "prania mózgu". Proces jest wieloetepowy i co ciekawe, praktycznie identyczny we wszystkich sektach. Składnikami procesu tworzenia wyznawcy są na przykład: pozbawianie snu, wprowadzanie trans, brak odpoczynku, wymuszanie wielokrotnie powtarzanego wykonywania ogłupiających czynności, bezdyskusyjne posłuszeństwo wobec przewodnika duchowego. Lista jest zdecydowanie dłuższa, ale kluczem jest stosowanie wymienionych tutaj elementów w systematyczny, stopniowany sposób.
Intensywność stosowanych środków zależy w znacznej mierze od czasu w jakim chcemy "stworzyć" wyznawcę, oraz od wieku w którym rozpoczyna się proces. Oczywiście łatwiej zrealizować zadanie wobec dziecka niż wobec osoby dorosłej.
Jeżeli przeanalizować sposoby działania kościoła pod kątem technik stosowanych przez sekty wyznaniowe można zauważyć wyraźne analogie. Na przykład: pielgrzymka - im dłuższa tym bardziej wyczerpująca, powiązana z ograniczeniem snu (nocne modlitwy, czuwania itp.), głód (post, czy normalne problemy aprowizacyjne ), wprowadzanie w trans (śpiew, ciągłe powtarzanie modlitwy - mantry - prowadzące aż do stanu autohipnozy). Niektórzy powiedzą że są przecież różnice: kościół mówi o miłości, samodoskonaleniu, pomocy innym... Problem w tym, że praktycznie wszystkie sekty też! Działania kościoła (mam tutaj na myśli dowolny kościół/religię nie uznawany za sektę: islam, katolicyzm, buddyzm, protestantyzm ...) różnią się jedynie natężeniem, skalą oraz bogactwem środków. Wniosek pominę.
W świetle powyższych rozważań można łatwo odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego kościołowi tak bardzo zależy na religii w szkole. Ostatecznie im wcześniej zaczniemy, tym łatwiej wprowadzimy owieczki do "jaskini folkloru". A powód? Kiedy usiłowałem zrozumieć co kieruje wyznawcami rozmaitych sekt, dość szybko zadałem pytanie: ok, wyznawcy są poddani praniu mózgu, ale dlaczego "przewodnicy"/guru/[inni] to robią? Dlaczego nie mogą krzewić swojej wiary w inny sposób? Dlaczego nie postępują zgodnie z ideałami które przyciągają rzesze wiernych?
Jak narazie odpowiedź mam niestety jedną: władza. Niektórzy dodali by automatycznie "i pieniądze", ale nie, to czysta prawdziwa chęć sprawowania władzy, w czystej "organicznej" postaci jest zasadniczym motorem działania. Czy to odnosi się do kościoła katolickiego? Odpowiedź jest chyba oczywista.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|