 |
1000 dowodów na nieistnienie boga Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Bazgroły
| Napisano | Autor | Tytuł | | 27-12-2006 21:28 | kpt Foxtrot (36 punktów) | 1000 dowodów na nieistnienie boga | W tradycji katolickiej (bo tą znam) jest taki zabobon że nieistnienia Boga udowodnić się nie da. Chciałbym z onym kapkę popolemizować i założyć wątek skupiający moje a także mam nadzieję innych forumowiczów na Boga nieistnienie dowody, poszlaki a także obalenia groteskowych teistycznych "dowodów". Zacznę od moim zdaniem najoczywistszego i najprostszego ,który to dowód pewnie zresztą mniej lub bardziej świadomie wielu z was już zna: 1. Skoro Bóg jest wszechmogący (a wiadomo że jest to jego podstawowy i integralny atrybut) to czy potrafi stworzyć kamień którego nie da się podnieść ? taki prosty, nie do ominięcia paradoksik i już wiemy że istota wszechmogąca nie istnieje | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Volrath (3440 punktów) | Wszechwiedząca i wszechmogąca zarazem nie istnieje:
Jeśli wie, co zrobi, to nie może zrobić czegoś innego, niż wie, że zrobi. Jeśli zrobi coś innego niż wie, że zrobi, to oznacza, że nie wiedział co zrobi.
|
|
 | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! >Wszechwiedząca i wszechmogąca zarazem nie istnieje: >Jeśli wie, co zrobi, to nie może zrobić czegoś innego, niż wie, że zrobi. To tylko odwrócenie wyrażenia Gdy pierwsze wyrażenie jest prawdą, to jego zaprzeczenie nie jest.
>Jeśli zrobi coś innego niż wie, że zrobi, to oznacza, że nie wiedział co zrobi. Błędny wniosek, skoro oparty na nielogiczności
Może trzeba by dodać, że Bóg jest Wszechmocny, ale nie w sposób, który zaprzeczałby logice. Absolutny nie oznacza absurdalny. Inaczej byłoby to czystą abstrakcją. Ani filozofia, ani Kościół nie głosi takiej absurdalnej Absolutności Boga. Raczej należałoby Go postrzegać jako Doskonałego, odrzucając skrajności, które logicznie się wykluczają. Bóg nie może zaprzeczać prawdzie, dlatego jeśli coś nie jest prawdziwe nie można Mu przypisywać.
Trzeba mieć intencję szukania Boga i wtedy zbierając przesłanki, niczym tropy w dochodzeniu, na wypadkowych wyłoni się obraz Boga. Jednak bez rozumu oświeconego wiarą, będzie to pusty model logiczny, którego panicznie boją się tykać niewierzący i z łatwością szukają każdego paradoksu, który uwolniłby ich od niepewności swojej niewiary. Obawa jest duża, bo właśnie wielu uwierzyło, gdy zobaczyło...
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
|  | | Totus (1201 punktów) | >Obawa jest duża, bo właśnie wielu uwierzyło, gdy zobaczyło...
A. Jeśli jesteś jednym z nich to wytłumacz czemu reszcie nie pokazali. B. Jeśli nie to tylko wierzysz w to, że tamci cokolwiek zobaczyli.
|
|
| |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam!
>>Obawa jest duża, bo właśnie wielu uwierzyło, gdy zobaczyło... >A. Jeśli jesteś jednym z nich to wytłumacz czemu reszcie nie pokazali. >B. Jeśli nie to tylko wierzysz w to, że tamci cokolwiek zobaczyli.
Może ci co nie widzieli widzieli a nie zobaczyli? Czasami tak jest, że wszyscy coś widzą a jeden nie, albo jeden widzi a inni nie widzą. To nie jest widzenie oczami, a raczej olśnienie, przebłysk zrozumienia. Ktoś wreszcie "zobaczył", o co tu chodzi. Myśli można zobaczyć przez słowa. Jak ktoś chce widzieć, coś innego i ma pretensje, że nie widzi, to co poradzić? To trochę jak z tymi Izraelitami, którzy nie mogli się doczekać i ulali sobie cielca ze złota, aby można było patrzeć, podziwiać i dotykać. Gdy Bóg stał się człowiekiem, żeby mogli Go zobaczyć niedowiarkowie, nie uwierzyli.
Niedowiarkowie chcieliby zobaczyć Boga i zbadać, ale jakby Go zbadali, zamknęliby w psychiatryku i dalej nie wierzyli...
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| placownik (17853 punktów) | |
|
 | | kpt Foxtrot (36 punktów) | no dobra, to inaczej:
skoro Bóg jest wszechmogący to powinien byc w stanie odebrac sobie całą posiadaną moc a następnie ponownie ją sobie przydzielic ...
absurd ? niemożliwe ?
lecz zapewne pestka dla wszechmocy : P
|
|
| Zyga (1539 punktów) | >1. Skoro Bóg jest wszechmogący (a wiadomo że jest to jego >podstawowy i integralny atrybut) to czy potrafi stworzyć >kamień którego nie da się podnieść ? >taki prosty, nie do ominięcia paradoksik i już wiemy że >istota wszechmogąca nie istnieje
Tak jak nie da się w tej chwili udowodnić istnienia boga tak samo nie da się udowodnić jego nieistnienia.
Można jedynie udowadniać/wykazywać błędy w rozumowaniu osób wierzących lub niewierzących.
AD1. To co my postrzegamy jako nieskończoność wcale nie musi być takie może najnormalniej znacznie przekraczać możliwości naszego pojmowania. Podobnie jest z wszechmocą i wszechwiedzą.
|
|
 | | kpt Foxtrot (36 punktów) | czy mam rozumiec że przyznajesz że Bóg nie jest wszech-mogący a jedynie 'ponad nasze postrzeganie'-mogący ?
|
|
|  | | Zyga (1539 punktów) | >czy mam rozumiec że przyznajesz że Bóg nie jest wszech-mogący a jedynie 'ponad nasze postrzeganie'-mogący ? >
Nie przyznaję - nie wiem - spekuluję. Nawet nie wiem czy w ogóle jest.
|
|
| sosnowski (14 punktów) | W tradycji filozoficznej istnieje coś takiego jak logika i gdybyś ją znał wiedział byś że Twój dowód na nieistnienie Boga jest nielogiczny a więc obala sie sam przez się poczytaj o metajęzyku, a dowody na nieistnienie Boga? takich nie ma ponieważ nie da się zestawić w jednym twierdzeniu pojęć nieistnienie i Bóg a więc czyste istnienie, a tak poza tym nie ma dowodow na istnienie Boga są tylko argumenty za istnieniem
filozof
|
|
 | | Zyga (1539 punktów) | >takich nie ma ponieważ nie da się zestawić w jednym twierdzeniu pojęć nieistnienie i Bóg a więc czyste istnienie,
Spróbujmy
Jeżeli nie ma żadnych dowodów na istnienie boga to ten prawdopodobnie nie istnieje.
Chyba jednak się da.
>a tak poza tym nie ma dowodow na istnienie Boga są tylko argumenty za istnieniem
Patrz wyżej.
|
|
|  | | movax (630 punktów) | >>takich nie ma ponieważ nie da się zestawić w jednym twierdzeniu pojęć nieistnienie i Bóg a więc czyste istnienie, >Spróbujmy >Jeżeli nie ma żadnych dowodów na istnienie boga to ten prawdopodobnie nie istnieje. Bo intuicja tobie powiedziała?
Przytocze przykład z matematyki. W matematyce nauczyłem się nie wierzyć intuicji, wielokrotnie sparzyłem się: coś co wyglądało na oczewistość w/g mojej intuicji w świetle formalnego dowodu jawniło się dokładnie odwrotnie.
Również prawdopodobnie nieistnieje? Istnieje np. hipoteza Goldbacha, albo hipoteza Riemana, dowodów nie ma, lecz większośc matematyków uważa je za prawdziwe (zostały sprawdzone w bardzo wielu przypadkach). Podobnie twierdzenie Fermata - te w końcu udało się udowodnić po 300 latach. Takich nie udowodnionych hipotez jest mnóstwo.
>Chyba jednak się da. Chyba jednak nie.
|
|
| |  | | Zyga (1539 punktów) | >>>takich nie ma ponieważ nie da się zestawić w jednym twierdzeniu pojęć nieistnienie i Bóg a więc czyste istnienie, >>Spróbujmy >>Jeżeli nie ma żadnych dowodów na istnienie boga to ten prawdopodobnie nie istnieje. >Bo intuicja tobie powiedziała?
Logika.
>Przytocze przykład z matematyki. W matematyce nauczyłem się nie wierzyć intuicji, wielokrotnie sparzyłem się: coś co wyglądało na oczewistość w/g mojej intuicji w świetle formalnego dowodu jawniło się dokładnie odwrotnie.
Nie jestem mistrzem matematyki więc zbytnio nie podyskutuję ale...
>albo hipoteza Riemana, dowodów nie ma, lecz większośc matematyków uważa je za prawdziwe (zostały sprawdzone w bardzo wielu przypadkach).
Wszystkie te teorie mają jedną zasadniczą cechę wspólną. Da się je zapisać za pomocą cyfr.
>Podobnie twierdzenie Fermata - te w końcu udało się udowodnić po 300 latach.
Możliwe, że za 300 lat ktoś obali lub udowodni moje twierdzenie. Mam świadomość tego, że jest słabe jakościowo jednak wspaniale łączy oba pojęcia.
|
|
| | |  | | bleble (5585 punktów) | A jakie jest Twoje twierdzenie???
|
|
| |  | | Volrath (3440 punktów) | Jeśli sądzisz, że słowo Bóg coś sensownego (niech będzie nawet słabo i nie dokładnie poznanego/opisanego) oznacza, to jednocześnie zakładasz, że istnieją pewne warunki - które to jeśli są spełnione, to można mówić, że Bóg (nie ogólnie jakieś nieokreślone i niezbadane istnienie czegoś tam, ale ten o którym mówi religia np. chrześcijańska - nadająca mu pewne cechy) istnieje.
Tych warunków jest niemało. Dla mojego rozumowania nie ważne dokładnie ile i jakich - nie ważne 10, 100 czy 1000, nie ważne czy są dobrze określone z matematyczną precyzją, czy ogólnikowe i intuicyjne. Ważne, że sytuacja opisana przez te warunki (sytuacja z istniejącym Bogiem) nie jest prosta (powiedzmy, że nie jest prosta w sensie informacyjnej złożoności).
Załóżmy, dla uproszczenia, że tych warunków jest N i są one typu binarnego, a N jest dużą liczbą. Warunki innego typu komplikują tylko zadanie - a samo rozumowanie ani szanse nie zmieniają się zbyt wiele (warunki innego typu można zapisywać zestawami tych binarnych + dodatki w rodzaju rozmycia czy wymagania pewnych poziomów spełnienia, a nie zupełnego spełnienia warunków).
Jeśli mamy te N binarnych warunków na sytuację z istniejącym Bogiem to można zadać sobie pytanie jakie są szanse na to, że Bóg istnieje, a jakie na to, że nie istnieje?
Szanse na to, że istnieje są jak 1 do 2^N. Stan faktyczny musi spełnić wszystkie N warunków by zawierał w sobie zdanie "Bóg istnieje". Jako że nie wiemy nic o faktycznym stanie rzeczy, to należy założyć rozkład jednostajny - wedle zasady Laplace'a (losowy jest tu nie tyle Bóg i jego alternatywy, co nasze założenie i wymyślone warunki). A więc jest prawie zerowe prawdopodobieństwo, że istnieje bóg taki, jakiego obrazuje dowolna określona religia (np. Bóg chrześcijaństwa).
Szanse na to, że nie istnieje są jak (2^N)-1 do 2^N, czyli bardzo bliskie 1.
Oczywiście opisy boga nie operują zestawem opisów/cech, w których możliwe są tylko 2 ściśle określone opcje (TAK/NIE, MA/NIE MA, JEST/NIE JEST itp.). Ale nie zmienia to niczego w stosowalności takiego rozumowania do nich - bo zawsze mamy (hipotetycznie) znacznie mniejszy zbiór możliwości spełniających dane założenia niż możliwości alternatywnych ich nie spełniających.
Jak widać symetrii między istnieniem wymyślonego bytu a jego nie istnieniem nie ma. Z tego samego powodu w nauce udowadnia się istnienie pewnych obiektów i zachodzenie pewnych praw, a nie udowadnia się nie istnienia. "Smoki nie istnieją" nie jest twierdzeniem naukowym - jest po pierwsze nie udowadnialne w ścisłym sensie, a po drugie bardzo prawdopodobnie prawdziwe (można je przyjmować za prawdziwe dopóty, dopóki ktoś nie udowodni istnienia smoków).
|
|
| | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! Przeceniasz założenia logiki podstawiane do przyjętego aksjomatu: "Boga nie ma"; i nie wyrażonego bezpośrednio: "istnieje wyłącznie materia i nic poza nią". Jestem pewny, że takie założenia o stopniu prawdopodobieństwa bytu uznanego za nieistniejący spełniłyby się wobec każdej innej rzeczy, której istnienie byś odrzucił z założenia. Spełniłyby się w układzie odniesienia jakim jest materia (rozumiana jako całość z tym, co wiemy i co dopiero odkryjemy). Takie stworzenia jak: smoki, wampiry, strzygi, rusałki, czy krasnale odrzucamy jako nieistniejące, ponieważ miejsca, które uznawano za potencjalne ich przebywanie, zostały wielokrotnie sprawdzane i tak wielu ludzi to robiło, że raczej odrzuca się realne ich występowanie. Zresztą wiadomo, że były to wyobrażenia ludowe naszych słowiańskich przodków i tylko w podaniach ludowych przetrwały do naszych czasów. W tych przypadkach można z bardzo dużą pewnością przyjąć, że nie występują w postaci widzialnej, więc nie są bytami materialnymi. Jednak, gdy uparcie przyjmujesz, że nie istnieje Bóg kierując się wspomnianymi wyżej założeniami, wyliczenia nie są adekwatne. Odrzucasz bowiem jako absurdalne świadectwa wszystkich tych, którzy doszli do wniosku, że Bóg jest na podstawie obserwacji świata i zależności albo wieloma różnymi drogami dotarli do tego samego punktu. Ponadto sporo ludzi poprzez intuicję, a niektórzy przez doświadczenie religijne potwierdzają to samo przeświadczenie. Powszechne jest również (w zależności od poziomu poznawczego) przekonanie, że Bóg nie jest materialny i nie posiada cech materii. Wiedzieli to ludzie nie znający nauki, co jest raczej argumentem uwiarygadniającym. Wniosek jaki się nasuwa, jest taki, że chcesz utożsamiać Boga z tym przestrzennym materialnym światem, poza którym niczego innego nie dostrzegasz, wtedy prawdopodobieństwo znalezienia w nim Boga jako Starca, czy w innej postaci jest skazane na porażkę. Problem leży też w samej filozofii przyrody i ontologii. Jeśli jako realny jest uznany tylko świat przypadłościowy, a przypadłość materialna jest esencją dla każdego bytu, to w zasadzie, gdyby zrobić interaktywny film trójwymiarowy o jakimś człowieku będziesz przeświadczony, ze rozmawiasz z kimś żywym, czy może lepsze odniesienie, androida z wgraną ludzką osobowością weźmiesz za prawdziwego człowieka. Nie odróżnisz bowiem symulacji od oryginału. Materia jest jak taśma magnetofonowa, na której jest zapisane, to co już do materii nie należy (to zresztą jedna z teorii oprócz strun). Nie sprawdzisz nawet najbardziej wymyślnymi instrumentami, czy to dusza wpływa na materię poprzez umysł, czy odwrotnie. Jest jeszcze jeden z argumentów na to, że jednak warto wierzyć. Otóż ateizm wprowadza chaos i dezintegruje osobowość, a odbierając nadzieję kieruje człowieka na manowce pozornej wolności, która wpędza go w poszukiwanie przyziemnych celów i nałogów itd. To prędzej czy później doprowadza do cichej lub krzyczącej rozpaczy, która nie jest dobrym stanem psychicznym. Czyżby zatem natura zrobiła nas w konia budząc w nas pragnienia Boga i dając samobójczy dla gatunku rozum. Czy może jednak ateizm jest tym zakazanym drzewem z Edenu?
>"Smoki nie istnieją" nie jest twierdzeniem naukowym - jest po pierwsze nie udowadnialne w ścisłym sensie, a po drugie bardzo prawdopodobnie prawdziwe (można je przyjmować za prawdziwe dopóty, dopóki ktoś nie udowodni istnienia smoków).
To bezsensowne podejście, bo w ten sposób można zablokować postęp nauki. Zakładając, że coś nie istnieje nie będziemy sprawdzać, bo po co. W sytuacji moralnej choćby na polowaniu jeśli nie jesteśmy pewni, czy w ruszających się krzakach nie schowało się dziecko, czy naganiacz nie bedziemy strzelać przyjmując, że może tam być człowiek. Nie postępuje się odwrotnie strzelając, przyjmując bez sprawdzenia, że w krzakach jest dzik.
W kwestii istnienia Boga od wieków założono, że skoro mamy wpisane w naturę pragnienie Boga (w tej czy innej formie), ale bariera materialności nie pozwala nam Go zobaczyć oczami (widzimy materię), to trzeba szukać innej drogi, stąd szukanie po śladach (przesłanki kosmologiczne, psychologiczne, doświadczenie). Uświadomiono sobie, że takim kanałem i niejako okiem jest rozum. Mając to narzędzie przez wieki mistycy szukali w ten sposób kontaktu z Bogiem. Ich odkrycia znamy, gdyby nic nie było nie trwałoby to przez tyle wieków.
Wniosek więc jest taki, że przy zastosowanych kryteriach i przyjątych założeniach nie możesz niczemu zaprzeczyć ani udowodnić. Prawdopodobieństwa też niczego nie dadzą, gdy nie szukasz, a nawet gdybyś szukał, to źle szukasz. Cudem więc by było i postawiłbym oczy w słup jakbyś znalazł.
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | |  | | Volrath (3440 punktów) | >Przeceniasz założenia logiki podstawiane do przyjętego aksjomatu: "Boga nie ma"; i nie wyrażonego bezpośrednio: "istnieje wyłącznie materia i nic poza nią".
Prawdopodobnym jest tylko to, na co przesłanki i dowody można znaleźć.
Wynika to z prostego faktu: ilość rzeczy, jakie można wymyślić lub sobie wyobrazić jest znacznie większa niż ilość rzeczy, jakie istnieją.
>Jestem pewny, że takie założenia o stopniu prawdopodobieństwa bytu uznanego za nieistniejący spełniłyby się wobec każdej innej rzeczy, której istnienie byś odrzucił z założenia.
Gdybym założył, że Słońce nie istnieje, to dałoby się udowodnić, że się mylę (lub przynajmniej że jest bardzo prawdopodobne, że się mylę) i że najprawdopodobniej istnieje. Mimo tego, że musi być spełniona pewna ilość warunków by mówić, że Słońce istnieje. A to dlatego, że można pokazać, że obserwowana rzeczywistość spełnia te warunki.
Takie rozumowanie o stopniu prawdopodobieństwa stosuje się tylko do obiektów złożonych co do których nie ma przesłanek ani dowodów za tym, że istnieją.
>Spełniłyby się w układzie odniesienia jakim jest materia (rozumiana jako całość z tym, co wiemy i co dopiero odkryjemy).
A co rozumiesz pod pojęciem "materia"?
Bo w rozumieniu tego słowa możemy się różnić.
>Takie stworzenia jak: smoki, wampiry, strzygi, rusałki, czy krasnale odrzucamy jako nieistniejące, ponieważ miejsca, które uznawano za potencjalne ich przebywanie, zostały wielokrotnie sprawdzane i tak wielu ludzi to robiło, że raczej odrzuca się realne ich występowanie.
Nie dlatego odrzucamy ich istnienie. A może istnieją tam, gdzie ich nie szukaliśmy?
Stworzenia takie odrzuca się tak samo, jak stworzenie, które na poczekaniu wymyślę i wiem, że nikt nigdy nigdzie go nie szukał (a przynajmniej nic mi nie wiadomo o tym): weźmy na to krowę z zielonym futrem, długim ryjkiem, mającą 5 cm wzrostu, żyjącą w dżungli, rzadko rozpowszechnioną i polującą na mrówki. Ktoś takiej szukał? Wątpię. Wątpię też, że dżungle zostały na tyle dobrze przeszukane by powiedzieć ze względu na stopień przeszukania, że taki stwór nie istnieje. A jednak od razu istnienie jej można odrzucić - na tej samej zasadzie co wampiry, smoki i rusałki. Czemu? Bo prawdopodobnie nie istnieje, sytuacja rzeczywista musiałaby spełniać pewną ilość warunków by można było powiedzieć, że dany stwór istnieje. Czym więcej warunków tym mniej prawdopodobne, że jesteśmy w sytuacji, która spełnia te warunki. To tak jakbyśmy mieli ukryty wzorzec istniejący w rzeczywistości, nie znany, oraz wylosowany/wymyślony wzorzec - oceniamy szanse, że z naszym wzorcem trafiliśmy w to, co jest w rzeczywistości. Szanse trafienia mamy tylko, gdy wzorzec oparty jest na przesłankach, faktach, dowodach i opartym o nie rozumowaniu - gdy jest jakaś relacja między wzorcem rzeczywistym, a wzorcem wymyślonym, jakaś zależność usuwająca losowość. Hipotez naukowych też nie stawia się w ten sposób, że losuje się je / wyobraża bez związku z rzeczywistością, a potem je testuje. Jeśli wymyślisz jakieś zdanie nie oparte o obserwacje i jest to zdanie nakładające pewne warunki na rzeczywistość (a nie zaprzeczenie zdania nakładającego warunki), to masz małe szanse, że zdanie to będzie chociażby prawdopodobnie prawdziwe. Wylosuj sobie ze słownika parę wyrazów układających się w poprawne gramatycznie zdanie. Prawdopodobnie będzie to nonsens, a nie zdanie prawdziwe - o ile nie trafisz na zdanie będące zaprzeczeniem zdania nakładającego pewne warunki na rzeczywistość. Z wyobrażeniami bez związku z rzeczywistością (a więc bez poparcia w faktach, dowodach lub chociażby dobrych przesłankach) jest tak samo - prawdopodobnie są nieprawdziwe.
>Zresztą wiadomo, że były to wyobrażenia ludowe naszych słowiańskich przodków i tylko w podaniach ludowych przetrwały do naszych czasów. W tych przypadkach można z bardzo dużą pewnością przyjąć, że nie występują w postaci widzialnej, więc nie są bytami materialnymi.
Nie ważny jest tu podział na materialne i nie materialne. To sztuczny podział. Jeśli mówimy, że coś istnieje, to nie ważne, czy mówimy o czymś materialnym, duchowym czy jakimkolwiek innym - jeśli zakładamy, że mówimy coś, co ma jakiekolwiek sensowne znaczenie, to jest to równoważne określeniu pewnych warunków albo ich zaprzeczenia - tak działa język.
Jeśli mówię "krzesło istnieje" to mówię, że świat rzeczywisty zawiera w co najmniej jednym miejscu wzorzec pasujący do tego, co rozumiemy w języku poprzez "krzesło" (pewien kształt, pewne cechy, pewna możliwość wykorzystania itp.). Jeśli wyobrazimy sobie różne możliwe do wyobrażenia światy, jedne zawierające krzesła, inne nie - to znacznie więcej jest możliwości, które nie spełniają warunków (nie zawierają wzorca) krzesła. W ogólnej sytuacji istnienie krzesła jest mało prawdopodobne - jeśli nie wiemy o jego istnieniu. Ale tak się składa, że jesteśmy w wszechświecie zawierającym krzesła. I nie ma co się temu dziwić - jesteśmy w sytuacji "a posteriori", więc szanse są bliskie 1 - to tak jak przed wygraną w totka szanse są jak jeden do paru milionów, ale po wygranej na to, że wygraliśmy są równe 1.
Jeśli mówię "nie ma czegoś takiego jak krzesło" to mówię, że warunki na istnienie krzesła nie zachodzą. A dokładniej że co najmniej jeden istotny z punktu widzenia istnienia gdzieś krzesła warunek nie zachodzi dla faktycznego stanu rzeczy. Szanse, że któryś z istotnych warunków nie zachodzi są duże - jeśli nie wiemy tego, że wszystkie zachodzą. Krzesło to rodzaj obiektów poznany poprzez obserwacje i uogólnienie pewnych cech i sposobów wykorzystania obiektów przez ludzi, więc wiemy, że krzesła istnieją. Zachodzi praktycznie bezpośrednia relacja między opisem (wzorcem) w myślach, a faktycznym stanem rzeczy w obserwowalnej rzeczywistości. Dla strzyg, zielonych mini-krów i bogów relacja taka nie istnieje, więc można uznać, że wzorzec taki jest wymyślony, losowy, a więc są niskie szanse na to, że pasuje do rzeczywistego stanu rzeczy.
|
|
| | | |  | | Volrath (3440 punktów) | >Jednak, gdy uparcie przyjmujesz, że nie istnieje Bóg kierując się wspomnianymi wyżej założeniami, wyliczenia nie są adekwatne. Odrzucasz bowiem jako absurdalne świadectwa wszystkich tych, którzy doszli do wniosku, że Bóg jest na podstawie obserwacji świata i zależności albo wieloma różnymi drogami dotarli do tego samego punktu.
Odrzucam, bo nie przedstawili mi dowodów, rozumowania opartego o fakty lub choćby sposobów na ich pozyskanie.
Nie gorsze świadectwa przedstawiali wierzący w innych bogów czy inne nadprzyrodzone istoty.
>Ponadto sporo ludzi poprzez intuicję, a niektórzy przez doświadczenie religijne potwierdzają to samo przeświadczenie.
A wiele ludzi poprzez intuicję, doświadczenia religijne lub z jakichś własnych powodów (pragnienie władzy czy sławy czy pieniędzy itp.) potwierdzają całkiem inne przeświadczenia.
>Powszechne jest również (w zależności od poziomu poznawczego) przekonanie, że Bóg nie jest materialny i nie posiada cech materii. Wiedzieli to ludzie nie znający nauki, co jest raczej argumentem uwiarygadniającym.
To przekonanie jest naturalne jeśli wyobrażenie ma być przynajmniej niesprzeczne z stanem faktycznym. Jak powiesz, że Bóg jest materialny, to niedowiarek zapyta: "tak? to pokaż mi go - żebym mógł dotknąć". A tak nie może o to prosić - bo mówisz, że jest niewidoczny, niematerialny i nie można go tak na zawołanie dotknąć, zobaczyć, poczuć etc.
Praktycznie każda religia plasuje bogów i nadprzyrodzone istoty albo tak daleko, że nie można ich dosięgnąć, albo jako niewidoczne i niematerialne, albo jako sprytne, nieuchwytne, ukrywające się, że pojawiają się tylko czasem, b. rzadko i nie byle komu. No, może oprócz tych, w których przywódca duchowy określa się mianem boga (np. dawniej faraonowie).
>Wniosek jaki się nasuwa, jest taki, że chcesz utożsamiać Boga z tym przestrzennym materialnym światem, poza którym niczego innego nie dostrzegasz, wtedy prawdopodobieństwo znalezienia w nim Boga jako Starca, czy w innej postaci jest skazane na porażkę.
Mam na myśli nie tylko materialną postać Boga. Załóżmy, że jest niematerialny, nie ma postaci Starca etc. To niczego nie zmienia - nadal mówiąc, że on istnieje mamy coś na myśli (np. to, że jest miłosierny, że jest "stworzycielem Nieba i Ziemi" i inne cechy/elementy opisu). Więc nadal na faktyczny stan rzeczy nakładamy pewne warunki (mówiąc "faktyczny stan rzeczy" nie ograniczam się do materii).
>Problem leży też w samej filozofii przyrody i ontologii. Jeśli jako realny jest uznany tylko świat przypadłościowy, a przypadłość materialna jest esencją dla każdego bytu, to w zasadzie, gdyby zrobić interaktywny film trójwymiarowy o jakimś człowieku będziesz przeświadczony, ze rozmawiasz z kimś żywym, czy może lepsze odniesienie, androida z wgraną ludzką osobowością weźmiesz za prawdziwego człowieka. Nie odróżnisz bowiem symulacji od oryginału.
Skąd masz pewność, że odpowiednio dobra symulacja nie będzie tym samym co oryginał, czyli np. hipotetyczny android z odpowiednio dobrze symulowanym umysłem nie będzie czuł, rozumiał, myślał? Myślenie raczej nie zależy od podstawowego budulca - materii i jej rodzaju.
Ale to odbieganie od tematu.
Chodzi mi o to, że mówiąc, że "Bóg istnieje" raczej mamy coś na myśli, Bóg ma pewne cechy. Albo uważasz, że słowo "Bóg" nic nie znaczy, Bóg nie ma żadnych cech i nie wiadomo o nim nic, albo uważasz, że coś znaczy. Nie możesz na raz obu tych rzeczy uważać. Nie ważne jakie to są cechy, nie ważny jest ich rodzaj - ważne, że cechy to pewne warunki nakładane na faktyczny stan rzeczy.
>>"Smoki nie istnieją" nie jest twierdzeniem naukowym - jest po pierwsze nie udowadnialne w ścisłym sensie, a po drugie bardzo prawdopodobnie prawdziwe (można je przyjmować za prawdziwe dopóty, dopóki ktoś nie udowodni istnienia smoków). >To bezsensowne podejście, bo w ten sposób można zablokować postęp nauki. Zakładając, że coś nie istnieje nie będziemy sprawdzać, bo po co.
W nauce sprawdzane są pomysły prawdopodobne - a więc oparte o obserwacje, wnioski, rozumowanie. Rzeczywiście - generowanie losowych czy wziętych z powietrza twierdzeń nie ma sensu.
>W sytuacji moralnej choćby na polowaniu jeśli nie jesteśmy pewni, czy w ruszających się krzakach nie schowało się dziecko, czy naganiacz nie bedziemy strzelać przyjmując, że może tam być człowiek. Nie postępuje się odwrotnie strzelając, przyjmując bez sprawdzenia, że w krzakach jest dzik.
Tak, ale to, że schował się człowiek jest w realnym stopniu prawdopodobne.
Powodem nie strzelania raczej nie będzie "bo może ukrył się tam wampir i jak strzelimy, to nie zginie, ale wyskoczy i nas pozabija".
>W kwestii istnienia Boga od wieków założono, że skoro mamy wpisane w naturę pragnienie Boga (w tej czy innej formie), ale bariera materialności nie pozwala nam Go zobaczyć oczami (widzimy materię), to trzeba szukać innej drogi, stąd szukanie po śladach (przesłanki kosmologiczne, psychologiczne, doświadczenie).
Pragnienie to jest raczej wyuczone. Ot, rodzice wierzą w boga, znajomi wierzą w boga i dziecko wychowuje się w wierze w boga. Nie zawsze tego Boga (istnieją inne religie). I nawet nie zawsze boga, czasem są to "duchy przodków" itp. (są systemy wierzeń bez bogów)
>Prawdopodobieństwa też niczego nie dadzą, gdy nie szukasz, a nawet gdybyś szukał, to źle szukasz. Cudem więc by było i postawiłbym oczy w słup jakbyś znalazł.
Wystarczy mi, że nikt kto szukał nie potrafi pokazać dowodów, że coś znalazł. Poza tym jak coś z założenia jest "nieznajdowalne" (ta cała niematerialność, nienamacalność) - to jaki sens tego szukać i jaki jest sensowny sposób szukania? Bo losowe wymyślanie i wyobrażanie mi nie pasuje (nie ma dowodów, że nie jest losowe - że jest jakaś relacja między faktycznym stanem rzeczy a opisem boga w jakiejś religii czy Boga w chrześcijaństwie).
|
|
| | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! Znowu powtarzasz te same hasła, trochę jak refren. Nie wiem, czy to dostrzegasz, ale brakuje w tych wypowiedziach obiektywizmu. Przyjąłeś aksjomat, że Bóg jest pojęciem pustym. Pominę tu pewne spostrzeżenie, że ten kto wymyślił materializm i cały ten neomarksistowsko-epikurejski (tak po objawach mi wygląda) system musiał nieźle główkować. Przy założeniu typu Bóg nie istnieje, bo jest pojęciem pustym, świat jest materialny, albo jest Matriksem nie przyjmiesz żadnego dowodu na istnienie Boga bo postawiłeś wysokie mury intelektualne, przez które nie ma szans dotrzeć żaden argument. Nauczyłeś się jakichś algorytmów jak przykazań i trafiając na kogoś, kto w swoim poznawaniu świata używa mniej naukowego sposobu myślenia, próbujesz umniejszać jego doświadczenie i wiedzę, bo nie jest poukładana równiutko i skatagolowana jak twoja. Takie jest wrażenie przy czytaniu niektórych odpowiedzi. Jest jeszcze ktoś bardzo podobny (Astralstorm). Jednak do rzeczy.
Jeśli sam nie przeprowadzisz pewnej analizy, to wnioski jakie wyciągnęli inni będą dla ciebie wymysłami. Przyjmujesz jako realnie istniejący wyłącznie świat jaki widzisz, czyli materialny, OK. Dobrze, że przyjmujesz jego realność, jako punkt odniesienia wystarczy. Spróbuj wyspecyfikować najważniejsze cechy świata staraj się określić przymiotnikami: ............................... ............................... ...............................
Mając tę listę przeanalizuj pod kątem zależności i podobieństw oraz wyspecyfikuj wnioski. .............................. ............................. ..............................
Czy masz jakieś skojarzenia?
Jak się ma do tego filozofia przyrody jaką znasz?
Bóg według mojego podręcznika do teodycei jest Bytem prostym. Przymioty jakimi Go określamy nie zostały zwyczajnie wymyślone jak suponujesz. Może to błąd z mojej strony, że przegapiłem coś. Właściwie dopóki nie zobaczę wyniku tego powyższego testu, trudno mi cokolwiek pokazywać czy udowadniać, bo odkrycie Boga jest przebłyskiem, skojarzeniem, czy odkryciem wzoru na bardzo skomplikowanej mozajce, na której inni niczego nie widzą i nawet jak się pokaże niewiele to daje. To jak zobaczenie dodatkowego koloru. Dlatego jest takie powiedzenie "Uwierzysz, a zrozumiesz". Odwrotnie nie wychodzi.
>Odrzucam, bo nie przedstawili mi dowodów, rozumowania opartego o fakty lub choćby sposobów na ich pozyskanie. Jeden z Apostołów św. Tomasz też podobnie mówił, dostał dowód.
>Nie gorsze świadectwa przedstawiali wierzący w innych bogów (...) inne przeświadczenia. >>(...)Bóg nie jest materialny i nie posiada cech materii. >A tak nie może o to prosić - bo mówisz, że jest niewidoczny, niematerialny i nie można go tak na zawołanie dotknąć, zobaczyć, poczuć etc. Może dlatego się objawił w ST i przyjął ciało, stał się Człowiekiem, żeby Go dotknąć, zobaczyć, poczuć. Będąc Bogiem złączył się z człowieczeństwem unią hipostatyczną (poczytaj sobie dogmaty Chrystologiczne). Umarł za nasze grzechy, Zmartwychwstał i Wstąpił do Nieba i wróci w Chwale na Sąd. Jest obecny w Eucharystii substancjalnie, a w kilku miejscach dokonał się cud pełnej przemiany w ciało. W zasadzie Bóg chrześcijan nie jest pustym wnioskiem. To prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek. Kościół jest wspólnotą tych, którzy uwierzyli i są z Nim złączeni. Możesz zatem dotknąć Boga, który nie zostawił nas sierotami. On stał się materialnym człowiekiem, poddanym jej prawom żeby opowiedzieć nam o sobie, abyśmy nie błądzili po manowcach wielu różnych wcieleń. A ci którzy uwierzą nie zginą, ale będą złączeni z Bogiem na wieczność.
>Chodzi mi o to, że mówiąc, że "Bóg istnieje" raczej mamy coś na myśli, Bóg ma pewne cechy. W Chrystusie mamy to, co dla nas ludzi ważne, Boga-Człowieka.
>W nauce sprawdzane są pomysły prawdopodobne - a więc oparte o obserwacje, wnioski, rozumowanie. Obserwujemy, wyciągamy wnioski, rozumujemy, sprawdzamy...
>Rzeczywiście - generowanie losowych czy wziętych z powietrza twierdzeń nie ma sensu. Pismo św. Dokument poświadczający przygotowanie Narodu, Żydzi potwierdzają, że Chrześcijanie nie podrobili ST, Ewangelie dokumentem o Chrystusie, świadectwa historyczne i pisma chrześcijan potwierdzeniem, że to się wydarzyło.
>>Prawdopodobieństwa też niczego nie dadzą, gdy nie szukasz, a nawet gdybyś szukał, to źle szukasz. Cudem więc by było i postawiłbym oczy w słup jakbyś znalazł. >Wystarczy mi, że nikt kto szukał nie potrafi pokazać dowodów, że coś znalazł. Pokazujemy dowody, które leżą na drodze, ale wy bierzecie je pod mikroskop jakby tam było coś innego niż to co oczywiste.
>Poza tym jak coś z założenia jest "nieznajdowalne" (ta cała niematerialność, nienamacalność) - to jaki sens tego szukać i jaki jest sensowny sposób szukania? Jak ktoś nie chce słyszeć, to nawet dzwonu nie zauważy...
>Bo losowe wymyślanie i wyobrażanie mi nie pasuje (nie ma dowodów, że nie jest losowe - że jest jakaś relacja między faktycznym stanem rzeczy a opisem boga w jakiejś religii czy Boga w chrześcijaństwie). Dlatego przyszedł, chrześcijanie uwierzyli, Żydzi zgorszeni czekają dalej, Grecy szukają mądrości a poganom to się wydaje głupstwem...
Do wiary nie da się nikogo przekonać, to jest w zamyśle Boga, aby wybór ten był naprawdę wolny i to jest prawdziwy PRO CHOICE ludzkiego życia. Nie ma ateistów, agnostyków, heretyków, tak naprawdę są tylko ci, którzy szukają, i ci co wybrali. Kto szczerze szuka prawdy tego prawda odnajdzie.
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | |  | | Volrath (3440 punktów) | >Witam! >Przyjąłeś aksjomat, że Bóg jest pojęciem pustym.
Nie, za założenie przyjmuję, że Bóg NIE jest pustym pojęciem - w tym sensie, że coś znaczy (chociaż nie koniecznie coś istniejącego na prawdę).
>Przy założeniu typu Bóg nie istnieje, bo jest pojęciem pustym, świat jest materialny, albo jest Matriksem nie przyjmiesz żadnego dowodu na istnienie Boga bo postawiłeś wysokie mury intelektualne, przez które nie ma szans dotrzeć żaden argument.
Nie, nie przyjmuję założenia typu "Bóg nie istnieje". Przedstawiłem rozumowanie prowadzące do wniosku, że Bóg prawdopodobnie nie istnieje, więc mogę dalej przyjmować, że nie istnieje mając b. duże szanse na to, że się przy tym nie mylę.
>Nauczyłeś się jakichś algorytmów jak przykazań i trafiając na kogoś, kto w swoim poznawaniu świata używa mniej naukowego sposobu myślenia, próbujesz umniejszać jego doświadczenie i wiedzę, bo nie jest poukładana równiutko i skatagolowana jak twoja.
Niestety, ale uważam że jest tylko jeden sposób poznawania rzeczywistości i jeden "algorytm" sprawdzania, czy coś jest prawdziwe, czy nie. Bez wnikania w szczegóły co jest prawdą, co to jest prawda i tak dalej, w filozoficzne koncepcje. Potocznie praktycznie każdy mówiąc "prawda" ma na myśli coś podobnego. Np. to, że niebo jest w pogodny dzień niebieskie jest prawdą. I jest tylko jeden skuteczny sposób sprawdzania czy coś jest prawdą - poprzez weryfikację tego w rzeczywistości. Jak powiem, że niebo jest niebieskie, a nigdy nieba nie widziałeś - to nie koniecznie musisz mi wierzyć. Ale wiesz co robić, by to sprawdzić - wystarczy popatrzeć na niebo. Z wszystkim innym jest podobnie. Prawdziwe stwierdzenia powstają na podstawie rzeczywistości (+ ewentualnie logiczne rozumowanie) i przez porównanie z rzeczywistością można je weryfikować.
>Jeśli sam nie przeprowadzisz pewnej analizy, to wnioski jakie wyciągnęli inni będą dla ciebie wymysłami.
Nie no, paranoikiem nie jestem - uważam, że nie koniecznie muszę sprawdzać każdy dowód i analizę, jaką przeprowadzili inni by sprawdzić, że zrobili to dobrze.
Wystarczy mi sposób w jaki działa nauka - w której jedni ludzie sprawdzają innych ludzi. Oraz to, że dowody są opublikowane. Nie wierzę w wielki spisek wszystkich naukowców by mnie okłamywać (powód?) - a nauka tak działa, że ulega samonaprawie w wypadku błędów lub specjalnie wprowadzonych przekłamań. Po prostu jak naukowiec opublikuje już swoją pracę to praca wielu innych naukowców polega na sprawdzeniu tego, co ten pierwszy zrobił, powtórzeniu rezultatów, wyszukaniu luk w rozumowaniu. I jeśli znajdą błędy - to obalają taką teorię.
Ale jestem w pewnym stopniu sceptyczny (nieufny) w stosunku do pomysłów i wierzeń innych. Jeśli nie ma dowodu lub przesłanek za tym, że coś jest prawdą - to uznaję, że prawdopodobnie nie jest - dopóki nie przedstawi dowodu.
> Bóg według mojego podręcznika do teodycei jest Bytem prostym.
A to ciekawe. Prostszym niż np. człowiek?
>Przymioty jakimi Go określamy nie zostały zwyczajnie wymyślone jak suponujesz. Może to błąd z mojej strony, że przegapiłem coś.
Jeśli nie zostały wymyślone to skąd się wzięły?
>Właściwie dopóki nie zobaczę wyniku tego powyższego testu
Test zrobię później - zaraz idę spać.
>Jeden z Apostołów św. Tomasz też podobnie mówił, dostał dowód.
A jest dowód na to, że dostał dowód?
>>Rzeczywiście - generowanie losowych czy wziętych z powietrza twierdzeń nie ma sensu.
>Pismo św. Dokument poświadczający przygotowanie Narodu, Żydzi potwierdzają, że Chrześcijanie nie podrobili ST, Ewangelie dokumentem o Chrystusie, świadectwa historyczne i pisma chrześcijan potwierdzeniem, że to się wydarzyło.
To akurat jest sprawą dyskusyjną.
Nie jestem historykiem i nie interesuję się historią, więc dla mnie to śliski grunt - rozprawianie o historii.
>Kto szczerze szuka prawdy tego prawda odnajdzie.
Moim zdaniem jedynym kryterium prawdy jest zgodność z rzeczywistością.
Nie każdy czyjś pomysł musi być prawdą (zresztą wierząc w jedną religię jednocześnie nie wierzysz większości innych religii - a te często mają znacznie odmienne poglądy, a przesłanki takiej samej jakości).
A jedynym sposobem sprawdzenia czy coś jest prawdą - gdy nie jest się przekonanym - jest porównanie rzeczywistego stanu rzeczy i tego opisanego przez daną ideę.
Przy czym gdy nie można tego zrobić to należy przyjąć, że znacznie bardziej prawdopodobne jest, że nie jest to prawdą niż że jest (jeśli jest to pozytywne twierdzenie o istnieniu czegoś - nakładające pewne warunki na rzeczywistość [abstrahując od materialności lub nie]). Nie ma najczęściej symetrii jak chodzi o szanse między prawdą a nieprawdą.
|
|
| | |  | | movax (630 punktów) | > Jeśli sądzisz, że słowo Bóg coś sensownego oznacza,Raczej nie. Ale kontynuujmy. > Jeśli mamy te N binarnych warunków na sytuację z istniejącym Bogiem to można zadać sobie pytanie jakie są szanse na to, że Bóg istnieje, a jakie na to, że nie istnieje?> Szanse na to, że istnieje są jak 1 do 2^N. Stan faktyczny musi spełnić wszystkie N warunków by zawierał w sobie zdanie "Bóg istnieje". Jako że nie wiemy nic o faktycznym stanie rzeczy, to należy założyć rozkład jednostajny - wedle zasady Laplace'a (losowy jest tu nie tyle Bóg i jego alternatywy, co nasze założenie i wymyślone warunki).Co do rozkładu jednostajnego do bym polemizował. Zwykle mamy jakieś przesłanki co do prawdziwości lub fałszywości pewnych warunków, jednak rzeczywiście, nigdy nie jesteśmy pewni, a przy dużej ilośći warunków te niepewności się uśredniają i w ogólności nie wiemy nic. > A więc jest prawie zerowe prawdopodobieństwo, że istnieje bóg taki, jakiego obrazuje dowolna określona religia (np. Bóg chrześcijaństwa).> Szanse na to, że nie istnieje są jak (2^N)-1 do 2^N, czyli bardzo bliskie 1.Oczywiście, bo jeśli mamy listę z warunkami połączoną spójnikiem logicznym "i", to aby zaszła prawda muszą być spełnione wszystkie warunki, aby była fałszem, wystarczy obalić dowolny warunek. Istnienie boga musiało by być cudem. Tak naprawdę arguement prawdopodobieństwa chyba nie do końca jest prawidłowy. Aby stosować rachunek prawdopobieństwa, musimy mieć jakąś przestrzeń zdarzeń, które mogą się potencjalnie wydarzyć. Jednak być może te inne zdarzenia są niemożliwe - coś w stylu, wszechświat może być tylko taki jak jest, gdyby cokolwiek by zmieniono byłby wewnętrznie sprzeczny. (nasuwa się idea fine tuning parametrów w różnych teoriach fizycznych). > Oczywiście opisy boga nie operują zestawem opisów/cech, w których możliwe są tylko 2 ściśle określone opcje (TAK/NIE, MA/NIE MA, JEST/NIE JEST itp.).> Ale nie zmienia to niczego w stosowalności takiego rozumowania do nich - bo zawsze mamy (hipotetycznie) znacznie mniejszy zbiór możliwości spełniających dane założenia niż możliwości alternatywnych ich nie spełniających.Tak, warunki niebinarne można do takich sprowadzić. > Jak widać symetrii między istnieniem wymyślonego bytu a jego nie istnieniem nie ma.> Z tego samego powodu w nauce udowadnia się istnienie pewnych obiektów i zachodzenie pewnych praw, a nie udowadnia się nie istnienia. "Smoki nie istnieją" nie jest twierdzeniem naukowym - jest po pierwsze nie udowadnialne w ścisłym sensie, a po drugie bardzo prawdopodobnie prawdziwe (można je przyjmować za prawdziwe dopóty, dopóki ktoś nie udowodni istnienia smoków).Dokładnie mi o to chodzi. Skoro żadne zjawiska empiryczne nie wykazały istnienia boga, ani jakiejkolwiek potwierdzonej jego działalności to jego istnienie jest bardzo mało prawdopodobne. A założenie jego nieistnienia niczego nie zmienia (w świecie fizycznym, zmienia oczywiście reakcje ludzi), ponieważ założenie to nie jest sprzeczne z jakimkolwiek faktem. A brzytwa Ochama podpowiada mi usuwanie zbędnych założeń. Ewentualnie można pohipotytezować i przyjąc że bóg istnieje i spróbować dojść do sprzeczności. Jednak do tego jest potrzebna definicja boga. Chyba nikomu nie udało się ustanowić niesprzecznej definicji boga, być może jeszcze nie potrafimy jej podać, lecz aktualny stan wiedzy podpowiada mi że taka definicja jest niemożliwa. gdyby jednak była i ktos ja podal, bylby to na pewno przelom, byc moze oznaczajacy Ostateczne Zrozuemienie.  Może za milion lat... najlepiej meotda drobnych kroczkow, zrozumienia praw tego swiata, drogą ewolucji teorii  milion lat to w sam raz dla takiej ewolucji. Właśnie wtedy pytanie okaże się bezsensu. Nie warto wiec probowac ustalac odpowiedzi na tak fundamentalne pytania, poniewaz nie mamy pojecia o co pytamy. Wiedza nie splynie nam z nieba jako boskie olsnienie, trzeba drążyć i zdobywać kolejne konkretne i pewne fakty i prawa. Bo inaczej pogrążymy się w bagnie hipotez. W każdym bądź razie boga bawiącego się w ciuciubabke uznaje za perfidnego goscia, ktory uprzykrza życie porządnym ludziom. pozdrawiam i raczej nie wniosę więcej do dyskusji, szkoda mojego i waszego czasu.
|
|
| | | |  | | movax (630 punktów) | >Tak naprawdę arguement prawdopodobieństwa chyba nie do końca jest prawidłowy. Aby stosować rachunek prawdopobieństwa, musimy mieć jakąś przestrzeń zdarzeń, które mogą się potencjalnie wydażyć. Jednak być może te inne zdarzenia są niemożliwe - coś w stylu, wszechświat może być tylko taki jak jest, gdyby cokolwiek by zmieniono był by wewnętrznie sprzeczny. (nasuwa się idea fine tuning parametrów w różnych teoriach fizycznych).
Jeśli masz na myśli warunki które są niezależne i potencjalnie możliwe w obu wariantach to masz racje jednak. Wtedy koncepcja boga jest równie sensowna co zdanie złożone z przypadkowo wylosowanych warunków. Sensowność boga jest więc znikoma.
|
|
| szukacz | >W tradycji katolickiej (bo tą znam) jest taki zabobon że >nieistnienia Boga udowodnić się nie da.
Dyskusja na temat istnienia Boga ma sens ograniczony. Zwykle człowiek wierzący uważa, że argumenty za istnieniem Boga są argumentami potwierdzającymi jego religię (taki automat.)Tymczasem, potwierdzenie istnienia Boga nie potwierdza automatycznie żadnej z istniejących religii(zbioru dogmatów)Dlatego do dyskusj na temat istnienia Boga nie przykładam większej wagi. Praktyczne znacznie może mieć dyskusja na temat istnienia Boga katolików.
|
|
| waligóra (961 punktów) | Ponieważ wariacje na temat tego lub podobnych "paradoksów" były już prezentowane wielokrotnie chciałbym jedynie zauważyć, że temu "dowodowi" brak jest zupełnie podstaw fizycznych a co za tym idzie jest on bezsensowny, dlaczego ? ponieważ podnieść coś fizycznie (i potocznie) oznacza wykonać pracę w polu grawitacyjnym (ogólnie w polu siły, zazwyczaj centralnej) no i tu zaczyna się problem , jak to odnieść do Boga przecież jest on "zewnętrzny" (transcendentny) wobec naszego świata fizycznego w takim razie wykonanie tego zadania z jego punktu widzenia jest kompletnym nonsensem.
|
|
 | | less | >Ponieważ wariacje na temat tego lub podobnych "paradoksów" były już prezentowane wielokrotnie chciałbym jedynie zauważyć, że temu "dowodowi" brak jest zupełnie podstaw fizycznych a co za tym idzie jest on bezsensowny, dlaczego ? >ponieważ podnieść coś fizycznie (i potocznie) oznacza wykonać pracę w polu grawitacyjnym >(ogólnie w polu siły, zazwyczaj centralnej) no i tu zaczyna się problem , jak to odnieść do >Boga przecież jest on "zewnętrzny" (transcendentny) wobec naszego świata fizycznego >w takim razie wykonanie tego zadania z jego punktu widzenia jest kompletnym nonsensem. No ale przecież będąc "zewnętrzny" już raz ponoć pojawił się tutaj w powłoce teleportacyjnej o nazwie "Jezus". No to niech se zrobi powłokę "Jezus 2" i niech podnosi ten kamień co go unieść nie może.
|
|
|  | | waligóra (961 punktów) | Powłoka teleportacyjna - dobre. Podnoszenie takiego kamyka przez wcielenie Boga (np Jezus-II jak to nazywasz) mogłoby być dla nas ziemian mocno destrukcyjne - pole grawitacyjne takiego ciężaru zapewne spowodowałoby deformacje naszej galaktyki a być może całej lokalnej gromady galaktyk, nie mówiąc już o samej Ziemi, no ale głowy za to nie dam. Jest jednak dużo prostsze rozwiązanie tego problemu należy wszystkich tych którzy zadają takie nie do końca przemyślane aporie polecać opiece patronowi spraw beznadziejnych - św Nepomenucowi ......
|
|
| |  | | less | >Jest jednak dużo prostsze rozwiązanie tego problemu należy wszystkich tych którzy zadają takie nie do końca przemyślane aporie polecać opiece patronowi spraw beznadziejnych - św Nepomenucowi Ot, to. Może ja jedynie polecę owych np. - nieśw Popperowi. Dla równowagi.
|
|
| kpt Foxtrot (36 punktów) | o takim słyszałem argumencie na istnienie Boga  'Skoro Bóg jest doskonały to musi istniec' (mniej więcej) najwyraźniej wychodził tu ten Kartezjusz czy jak mu tam z wątpliwego moim zdaniem założenia, że istnienie jest cechą w jakimś sensie pozytywną tak czy inaczej teza 'Istota doskonała skoro ma byc doskonałą to musi istniec' wydaje mi się obusieczną gdyż można równie dobrze wysnuc z niej wniosek: 'Skoro Bóg nie istnieje to nie jest doskonały' no chyba, że założeniem było także, iż Bóg jest istotą doskonałą co także się wydaje byc wyssane z palca
|
|
 | | Kontrast (1042 punktów) | Witam!
Wyrywasz jakiś fragment z całego rozważania i szukasz frajerów, którzy kupią taki kawałek. Mam nadzieję, że aż tak naiwni ludzie tu nie wchodzą. Doskonałość jest cechą, która bez istniejącego podmiotu nie istnieje, a niedoskonałość jest pewnym brakiem doskonałości. Bóg jeśli na podstawie innych przesłanek potwierdzamy Jego istnienie, będąc niedoskonałym musiałby być zaprzeczeniem samego siebie sam wobec siebie musiałby się zepsuć, a to jest niemożliwe. Niedoskonałość jest ograniczeniem, a Bóg nie może być ograniczony. Zresztą słowo doskonałość to nasze ludzkie i przestrzenne określenie, które jest jedynie modelem niepojętej doskonałości Boga.
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
|  | | kpt Foxtrot (36 punktów) | Doskonałośc jest cechą, która może istniec JEDYNIE pod warunkiem że podmiot nie istnieje.
|
|
| |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! >Doskonałośc jest cechą, która może istniec JEDYNIE pod warunkiem że podmiot nie istnieje. Chyba coś zamieszałeś... Doskonałość bez podmiotu może oczywistnie istnieć jako możność, czy samo pojęcie, ale nie o takie istnienie chodzi. Czy rzeczy materialne mogą być doskonałe - nie, bo sama materia taka nie jest, ale Bóg jako Byt konieczny, realnie istniejący, bardziej niż nasz świat, ale to nie jest istnienie materialne, więc jeśli uznajesz istnienie tylko tego świata (materii i tylko materii) to z twojej perspektywy nie ma Boga i nie ma sposobu na udowodnienie go, bo wszystkie dowody i tak zinterpretujesz w odniesieniu do materii. Może znalazłby się sposób, ale późno już i daruję sobie.
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | |  | | kpt Foxtrot (36 punktów) | a skąd Wy wiecie o tym Bogu skoro on w ogóle nie interaguje z tym światem ? co ?
pozdro
Tylko ateiści naprawdę umierają za wiarę !
|
|
| | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam!
Zostałem zasypany postami i trudno odpowiedzieć każdemu na wszystkie pytania. Właściwie powinienem leżeć w łóżku, żeby się wykurować. Nie jestem jakimś Guru i nie znam odpowiedzi na każde pytanie, na niektóre sam szukam odpowiedzi. Trudno w pośpiechu odpowiadać na zbyt szczegółowe kwstie, które wymagają spokoju na przemyślenia. Nie chcę rzucać jakichś wymyślonych na poczekaniu rozwiązań. Poza tym, prawdopodobnie wycofam się z tych rozmów na jakiś czas, częściowo lub całkiem, żeby zebrać to, co już tu napisałem oraz pytania jakie zadano. Obiecywałem już wielokrotnie opracowanie odpowiedzi na niektóre z najczęściej powtarzanych tu pytań, ale nie mogę znaleźć czasu. Myślę, że dwa główne tematy, czyli prolife i drogi poznania Boga, dojrzały już na tyle, że stanowią materiał na bardzo długi tekst, a być może i książkę. Potrzebuję więc trochę czasu, aby na podstawie niepozbieranych rozmów uporządkować całość. Jest to jak sądzę praca na kilka miesięcy, a może i dłużej. Niemalże każda linijka tekstu wymaga analizy i przemyśleń oraz konfrontacji z fachową wiedzą naukową.
>a skąd Wy wiecie o tym Bogu skoro on wogóle nie interaguje z tym światem ? co ? To wy myślący wg czystego "naturalizmu metodologicznego" uważacie, że Bóg jest nieobecny. Wierzący dostrzegają Jego działanie w tym, co wy tylko badacie. Prawa natury, prawa fizyki i wiele innych zjawisk, które odkrywacie to bezpośredni dowód, ślad Jego działania. Nie oznacza to, że Bóg musi działać punktowo, ale pokazuje Swój geniusz realizując swoje plany w całkowicie normalnych zjawiskach. Zbiegi okoliczności, czy anomalia, które niczym szczególnym się nie wyróżniają są zaplanowane już od zawsze z perspektywy nauki, ale dla człowieka postawionego w danym miejscu i czasie stają się widocznym znakiem, że nic nie dzieje się przypadkiem. Można by się rozwodzić nad genialnością niezwykle zaawansowanej technologii jaką jest życie, od wirusa, do człowieka i szukać na nią odpowiedzi w ślepej ewolucji, której ledwie 2 mld. lat wystarczyło na stworzenie tak zaawansowanych struktur wzajemnie powiązanych ze sobą organizmów na niemal beztlenowej planecie jaką była Ziemia. Oczywiście można to tłumaczyć, że wszystko powstało samo, ale bardziej prawdopodobne jest, że Ktoś nad tym czuwał, w taki, czy inny sposób. Przypadkowe dzieła nie posiadają piękna i stylu, a tu każda z epok charakteryzowała się swoją własną stylistyką. Można to oczywiście interpretować jako przypadek, ale jeśli owych przypadków jest zbyt wiele, prawdopodobieństwo, że coś jest wynikiem świadomego działania wzrasta. Jeśli wszystko było już zapisane w tajemniczym wzorze pierwszego fraktala z jakiego powstał świat, to tym bardziej przemawia za świadomym swojego dzieła Wielkim Architekcie, który nie tylko zaplanował pierwszy "fraktal", ale również każdy najmniejszy drobiazg świata jaki z niego powstanie. I tu również prawdopodobieństwo, że fraktal był przypadkowy maleje wraz z nieprzypadkowością powstałego z niego świata, który nie jest bezładną zupą chaotycznej materii, ale dopracowaną w każdym szczególe zorganizowaną strukturą. Można zatem wierzyć w niesamowity przypadek albo schylić głowę przed geniuszem jego Stwórcy. Gdy przyjmie się tę drugą opcję dostrzega się niewidoczne "litery" i ukryte znaczenia w tym świecie i wiele podpowiedzi, które niczym drogowskazy pokazuję kim jest Stwórca tego świata. Niestety wyznawcy przypadków, nadal żądają dowodów, a znaki uznają za przypadkowe. Do Boga jako Absolutu ludzie dochodzili trzema drogami: poprzez filozofię, poprzez wewnętrzne przekonanie tworząc religie i przez Objawienie. Kościół opiera się na Objawieniu, a posiłkuje się filozofią. To z różnych analiz wypracowano szczegółowe atrybuty Boga. Wierzący, że świat jest jedynie przypadkiem i wszystko w nim jest przypadkowe, a prawa są bo są (inne być nie mogą), trudno przyjąć odmienne stanowisko, wierzących, którzy zbudowali cały system oparty na wierze w Boga.
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | |  | | kpt Foxtrot (36 punktów) | Witam!
Pan widzi w bycie rękę twórcy i uważa, że to jest poszlaką jego istnienia.
Ja nie widzę w bycie żadnej inteligentnej ingerencji . czy mam stąd analogicznie wnioskowac, że Go nie ma ?
Czy to znaczy, że Bóg dla Pana jest a dla mnie Go nie ma ?
Jak w takim przypadku mógłbym traktowac go jako zewnętrznego . jako odgórną zasadę a nie jedynie taką, która istnieje jedynie w Pana głowie ?
Pozdro
|
|
| | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam!
>Pan widzi w bycie rękę twórcy i uważa, że to jest poszlaką jego istnienia. >Ja nie widzę w bycie żadnej inteligentnej ingerencji . czy mam stąd analogicznie wnioskowac, że Go nie ma ? Skoro nie widzisz to takie wnioski...
>Czy to znaczy, że Bóg dla Pana jest a dla mnie Go nie ma ? Sądzę, że On jest obiektywnie, a ty nie przyjmujesz tego i razem z podobnymi sobie wytłumaczyłeś świat tak, żeby Boga w nim nie było.
>Jak w takim przypadku mógłbym traktowac go jako zewnętrznego . jako odgórną zasadę a nie jedynie taką, która istnieje jedynie w Pana głowie ? Skoro przyjąłeś, że Go nie ma, to nie wiem jak na to poradzić. Mogę tylko polecić metodę permutacyjną. Jeśli policzysz sobie jakie jest prawdopodobieństwo wystąpienia inteligentnego przypadku, a potem zobaczysz zależności między tymi przypadkami i czas jaki miała ewolucja na takie zabiegi to wątpię, czy obstawanie przy przypadku będzie racjonalnie uzasadnione. Przypadek byłby tu większym cudem niż wiara w Boga. Myślę również, że Bóg tak dalece objawił swoją Wszechmoc, że jeszcze długo nie dojdziemy, jak tego wszystkiego dokonał. Infantylne wyobrażenia jakie mieliśmy należy sobie odpuścić. Współczesne wnioski ateistycznych naukowców pomimo dużej jak na ludzkie możliwości wiedzy są raczej zbyt pospieszne. Sądzę, że jeszcze wiele rzeczy odkryją. I jakoś się nie boję, o wiarę. To, że świat empiryczny badany przez naukę jest dosyć stabilny i sprawdzalny przez wszystkich, czyni go tylko pewnym, ale to nie oznacza, że nie ma innej możliwości. Myślę, że prawdziwa przyczyna ateizmu leży gdzie indziej, a wszystko wskazuje, że jest nią jakaś permanentna nieufność.
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | |  | | kpt Foxtrot (36 punktów) | > Witam!> Mogę tylko polecić metodę permutacyjną. Jeśli policzysz sobie jakie jest prawdopodobieństwo wystąpienia inteligentnego przypadku, a potem zobaczysz zależności między tymi przypadkami i czas jaki miała ewolucja na takie zabiegi to wątpię, czy obstawanie przy przypadku będzie racjonalnie uzasadnione. Przypadek byłby tu większym cudem niż wiara w Boga.O wypraszam sobie . matematyki proszę w to nie mieszac . tak się składa akurat, że prawdopodobieństwo stoi twardym murem za ewolucją a nie za inteligientnym projektem . nasze DNA w większości jest śmietnikiem i jeżeli samo to nie jest dowodem, że nikt go nie projektował to znajdujemy w tym śmietniku przytłaczającą masę dowodów na to, że propabilystycznie nie jest możliwe abyśmy nie powstali przez przypadek tu przykład: www.youtub(*)_WH1bq5HQ&mode=related&search=i tu: www.youtub(*)_UFImmulY&mode=related&search=proszę znaleźc sobnie inne argumenty . matematyka to nasz szaniec Pozdro Tylko ateiści naprawdę umierają za wiarę !
|
|
| | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > >Mogę tylko polecić metodę permutacyjną. Jeśli policzysz sobie jakie jest prawdopodobieństwo wystąpienia inteligentnego przypadku, a potem zobaczysz zależności między tymi przypadkami i czas jaki miała ewolucja na takie zabiegi to wątpię, czy obstawanie przy przypadku będzie racjonalnie uzasadnione. Przypadek byłby tu większym cudem niż wiara w Boga.> O wypraszam sobie . matematyki proszę w to nie mieszac . tak się składa akurat, że prawdopodobieństwo stoi twardym murem za ewolucją a nie za inteligientnym projektem .Chyba mylisz inteligentny projekt z kreacjonizmem i to takim w stylu protestanckich fundamentalistów, czy M. Giertycha. Ewolucji nie odrzucam, ale widzę w tym Boże dzieło, zresztą nie tylko w ewolucji. > nasze DNA w większości jest śmietnikiemJak się czegoś nie rozumie i nie dostrzega powiązań, to najłatwiej stwierdzić, że to śmietnik. Świetnie... > i jeżeli samo to nie jest dowodem, że nikt go nie projektował to znajdujemy w tym śmietniku przytłaczającą masę dowodów na to, że propabilystycznie nie jest możliwe abyśmy nie powstali przez przypadekJedni to nazwą przypadkiem, drudzy zaplanowanym zbiegiem okoliczności. Jeżeli zbiegów okoliczności robi się wiele i doprowadzają one do powstania zaawansowanej technologii jaką jest życie, to coraz mniejszą siłę ma argumentowanie, że był to dowolny przypadek. To jednak zburzyłoby misternie budowany system i dlatego tak silna motywacja, aby bronić przypadku. Zresztą jeśli te zbiegi okoliczności były zaplanowane, zdeterminowane już na etapie pierwszego fraktala (a może czegoś innego), to można by powiedzieć wg hasła byłego Prezydenta RP: "Jestem za, a nawet przeciw..." Mam tu swoją teorię, ale zostawię dla siebie. > tu przykład:> www.youtub(*)_WH1bq5HQ&mode=related&search=> i tu:> www.youtub(*)_UFImmulY&mode=related&search=Nie miałem czasu, żeby przeanalizować dokładnie to, co się wyświetlało na tych obrazkach, z tego co się zorientowałem nie było tam nic na temat, o którym mówię. Prezentowana wiedza, raczej na poziomie liceum. O permutacjach nie zauważyłem wzmianki. W kwestii ewolucji jak na razie jest tak duże zamieszanie, że nie wiadomo, kto ma tu rację. Chociaż najwięcej przemawia za ewolucją w jakiś sposób zaplanowaną. Nie chcę się określać dopóki nauka nie udowodni ostatecznie, która z opcji jest obiektywną prawdą. Mogę tylko powiedzieć, która wersja mi się najbardziej podoba. Przypuszczam, że najbliższa prawdy jest ewolucja pozornie spontaniczna, z zakamuflowanym projektem. Z tym, że zaplanowane były te przypadki, które wpływały na przemiany. Bezpośredni projekt, byłby zbyt prosty. Pasuje mi to do stylu... > proszę znaleźc sobnie inne argumenty . matematyka to nasz szaniecNie jestem matematykiem, ale na poziomie prostych permutacji jeszcze rozumiem o co chodzi. Poza tym już tzw. bulion bogaty ok. 4 mld. lat temu wydaje się czymś wyjątkowym. Pewnie, można założyć, że zdarzyło się tak dużo przypadków, ponieważ było dużo czasu, ale to jest zbyt proste wytłumaczenie, chociaż trudno przypuszczać, że ateiści przyjmą inne. Poczytałem sobie ostatnio kilka stron na temat założeń racjonalizmu (prezentowanego tutaj) i wszystko stało się jasne. Nawet nie ma co komentować. Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>>tu przykład: >>www.youtub(*)_WH1bq5HQ&mode=related&search= >>i tu: >>www.youtub(*)_UFImmulY&mode=related&search= >Nie miałem czasu, żeby przeanalizować dokładnie to, co się wyświetlało na tych obrazkach, z tego co się zorientowałem nie było tam nic na temat, o którym mówię. Prezentowana wiedza, raczej na poziomie liceum. O permutacjach nie zauważyłem wzmianki.
Tak jakbym słuchał wypowiedzi Arcy Pasterza w sprawie Arcy Wielgusa. Ośmieszasz się Kontraście.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! >>>tu przykład: >>>www.youtub(*)_WH1bq5HQ&mode=related&search= >>>i tu: >>>www.youtub(*)_UFImmulY&mode=related&search= >>Nie miałem czasu, żeby przeanalizować dokładnie to, co się wyświetlało na tych obrazkach, z tego co się zorientowałem nie było tam nic na temat, o którym mówię. Prezentowana wiedza, raczej na poziomie liceum. O permutacjach nie zauważyłem wzmianki. > Tak jakbym słuchał wypowiedzi Arcy Pasterza w sprawie Arcy Wielgusa. Ośmieszasz się Kontraście. Placowniku, to naprawdę robi się irytujące. Prawie przy każdej okazji, jak się gdzieś nieprecyzyjnie wyrażę, robisz takie aluzje. Teraz do Wielgusa. Pan Bogusławski podobnie. Napisałem uczciwie, że nie zauważyłem w tych filmikach z angielskim tekstem nic o permutacjach. Być może przegapiłem, ale nie znam tak dobrze angielskiego. A czy wiedza tam przedstawiona nie jest na poziomie licealnym, to już kwestia do oceny. W Vademecum Maturzysty z biologii jest małe co nieco na ten temat, podobnie o ewolucji. Może to nie jest jakaś wielka wiedza, ale przecież nigdzie nie chwalę się, że jestem specjalistą od ewolucjonizmu. Mam zresztą i inne książki, które kiedyś czytałem, a nawet uczyłem się tych rzeczy na egzamin. Cóż minęło 12 lat i pozapominałem. Jakie mam tu stanowisko wyraziłem w następnym poście do Foxtrota. Mam prawo do własnej opinii nawet jeśli jakiemuś sympatykowi danej teorii wydaje się to niedorzeczne. Zresztą na teoriach nie chcę opierać na razie swoich twierdzeń. Kwestię ewolucji traktuję dowolnie, a w drobiazgi nie wchodzę z braku czasu bynajmniej nie z lęku przed wiedzą. Przyjmuję, że raczej ewolucja była, bo dużo jest na to przesłanek, ale dopóki sprawa jest nierozstrzygnięta nie opowiadam się radykalnie za żadną. Mogę tylko powiedzieć, że jakaś mi się bardziej podoba. Pan Bogusławski chyba ma jakichś sponsorów i dar czytania 5 książek dziennie, sądząc po wiedzy jaką pokazuje. Argument ad ignorantiam nie rusza mnie, bo w ten sposób można by wymieść z forum większość dyskutantów i zostałby sam Pan Bogusławski. Zresztą między prawdą a Bogiem to, gdybym nie to, że jestem katolikiem wszystko byłoby cacy. Obserwuję reakcje i wyciągam wnioski.
Nie chce mi się odpowiadać na takie czepianie się, a to wyraźnie widoczny argument ad personam i ad ignorantiam. Pan Bogusławski, pomimo że również używa tych samych metod, to jako okoliczność łagodzącą traktuję jego wiedzę i książki, czy artykuły, które proponuje. Gdybym dostał taką bibliografię rok temu, być może bardziej precyzyjnie wyrażałbym swoje uwagi. Tak czy inaczej trochę bardziej szczegółowa wiedza nic by nie zmieniła w moim ogólnym stanowisku. Jak widzę owoce to mi wystarczy.
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | |  | | kpt Foxtrot (36 punktów) | >Witam !
>Doskonałość bez podmiotu może oczywistnie istnieć jako możność, czy samo pojęcie
AHA ! Mam Cię za słowo ! "doskonałośc .. samo pojęcie" "Bóg .. samo pojęcie" ?
>ale nie o takie istnienie chodzi. Czy rzeczy materialne mogą być doskonałe - nie, bo sama materia taka nie jest, ale Bóg jako Byt konieczny, realnie istniejący, bardziej niż nasz świat, ale to nie jest istnienie materialne, więc jeśli uznajesz istnienie tylko tego świata (materii i tylko materii) to z twojej perspektywy nie ma Boga i nie ma sposobu na udowodnienie go, bo wszystkie dowody i tak zinterpretujesz w odniesieniu do materii.
w odniesianiu nie do materii a do czegokolwiek . nie musi byc to materialne . może byc z nibylandu . w jakim wogóle sensie Bóg jest doskonały ? o właśnie - odnieś znaczenie słowa doskonałośc (bez podmiotu) do sensu
bo inaczej będę konsekwentnie twierdził, że Bóg jest bez sensu
czy "byt konieczny" "realnie istniejący" "istniejący, bardziej niż nasz świat" znaczy cokolwiek ? a jeżeli to co ?
Pozdro
Tylko ateiści naprawdę umierają za wiarę !
|
|
| Kontrast (1042 punktów) | Witam! Widzę, że pojawił się kolejny śmiałek który próbuje udowodnić nieistnienie Boga. > W tradycji katolickiej (bo tą znam) jest taki zabobon że> nieistnienia Boga udowodnić się nie da. Chciałbym z onym> kapkę popolemizować i założyć wątek skupiający moje a także> mam nadzieję innych forumowiczów na Boga nieistnienie> dowody, poszlaki a także obalenia groteskowych teistycznych> "dowodów".Nie ma dowodów na nieistnienie Boga, poza jakimiś niedouczonymi a nawet infantylnymi hasłami a przesłanek za istnieniem jest całkiem sporo. Wymienione tu i ówdzie paradoksy nie tylko nie zaprzeczają, ale nierzadko potwierdzają istnienie tylko takiego Boga w jakiego Tradycja Kościoła wyznaje. > Zacznę od moim zdaniem najoczywistszego i> najprostszego ,który to dowód pewnie zresztą mniej lub> bardziej świadomie wielu z was już zna:> 1. Skoro Bóg jest wszechmogący (a wiadomo że jest to jego> podstawowy i integralny atrybut) to czy potrafi stworzyć> kamień którego nie da się podnieść ?> taki prosty, nie do ominięcia paradoksik i już wiemy że> istota wszechmogąca nie istniejeWniosek przyjęty bez żadnego udowodnienia i to na podstawie niezbyt trafnego paradoksu. Paradoks ten obala wszechmoc nie tyle Boga, co raczej filozoficznego demiurga, albo jest średniowiecznym testem na inteligencję  . Postawiony paradoks jest sprzeczny logicznie. Poza tym wszechmoc przyjęta radykalnie i absolutnie nieograniczona nie może być ograniczona paradoksem logicznym, bo to również zaprzeczałoby wszechmocy. Odsłania tu się kwestia, czy może nieistnieć coś bardziej niż nic albo być większe od nieskończoności? W kategoriach przestrzennych urywa się nam film, a Bóg nie należy do kategorii przestrzennych, więc nie jesteśmy nawet w stanie zrozumieć pojęcia Wszechmocy Boga. Dlatego paradoks nie ma zastosowania. Kamień należy do ograniczonego świata przestrzennego a więc kategoria przestrzeni nie może być wystarczająca (układ w układzie) Żeby stworzyć kamień, który się podniesie trzeba być od niego większym i silniejszym (mocą stwórczą) inaczej się go nie stworzy, więc stworzenie kamienia, którego by się nie podniosło jest sprzeczne w tym punkcie odniesienia. Zdanie w rozwinięciu brzmi Bóg będąc Wszechmocnym może stworzyć kamień który podniesie, ale czy może stworzyć kamień, którego nie mógłby podnieść? Jeśli stworzy taki kamień i nie będzie mógł go podnieść nie będzie Wszechmocny.Chociaż w paradoksie przegapiono parę rzeczy: 1. Czy chodzi nam o ciężar kamienia, czy tylko możliwość stworzenia go. 2. Jeśli mówimy tylko o stworzeniu kamienia, to druga część jest powtórzeniem, stworzenia kamienia. 3. Jeśli mówimy o sile jako atrybucie mocy (możności), a stworzenie jest czymś ubocznym to i tu dojdziemy do kolejnych sprzeczności. Jeżeli Bóg może stworzyć i podnieść a pomiędzy stworzeniem a podniesieniem zachodzi zależność równości, to paradoks jest sprzeczny, bo zaprzeczenie siły jest jednocześnie zaprzeczeniem możliwości stworzenia. Konkluzja jest taka, że paradoks sam w sobie jest zdaniem sprzecznym, a haczyk ukryty jest w zakamuflowaniu tej sprzeczności. Pisząc inny paradoks również powstanie pewna logiczna sprzeczność dosyć podobna: To właśnie zdanie jest fałszywe.Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
 | | kpt Foxtrot (36 punktów) | jeżeli schodzisz z ringu logiki i piszesz że Bóg w swojej wszechmocy jest ponad rozsądkiem to pozwól że nazwę to po imieniu twój Bóg jest 'bez sensu' ..
|
|
|  | | Kontrast (1042 punktów) | >jeżeli schodzisz z ringu logiki i piszesz że Bóg w swojej wszechmocy jest ponad rozsądkiem to pozwól że nazwę to po imieniu twój Bóg jest 'bez sensu' .. Nie zrozumiałeś chyba. Bóg jest Rozsądkiem, bo jest jego stwórcą. Ja piszę o tym, że nasze kategorie przestrzenne nie mogą zamykać Boga w ciasnych ramach naszego pojmowania. My określamy, czyli wyznaczamy granice jakieś klamry, dlatego nasze pojęcia nie są dokładne...
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
 | | kpt Foxtrot (36 punktów) | odnieś się do paradoksu bez tego nieszczęsnego kamienia .. odp. na odp. placownika
|
|
|  | | Kontrast (1042 punktów) |
>odnieś się do paradoksu bez tego nieszczęsnego kamienia .. odp. na odp. placownika Paradoks jest sprzeczny logicznie. Odpowiedziałem już komuś, że Bóg jako Doskonały nie będzie robić rzeczy nielogicznych, bo one są niedoskonałe. Zbierając wszystkie te przesłanki razem i weryfikując poprawność logiczną, wyłoni się obraz Boga, który śmieje się zapewne z takich głupot jak te paradoksy o kamieniu, czy innych. Te wątpliwości są natury filozoficznej, a kiedy zweryfikują się pod kątem poprawności logicznej nie będziemy rozumieć wszechmocy, wszechwiedzy, wszechobecności i innych w sposób absurdalny. Choćby sprawiedliwość i miłosierdzie. Miłosierdzie i sprawiedliwość Boga muszą być w harmonii, aby spełnić warunek doskonałości. Zatem poprzez przesłanki dochodzimy, do odkrycia, że w Bogu musi być doskonała harmonia pomiędzy przypisanymi atrybutami. Mówimy więc raczej o Absolucie nie w znaczeniu skrajności, ale harmonii. To nie oznacza, że każda cecha w Bogu jest skrajna, ale że jest Absolutnie Doskonały, a każdy z atrybut jest w doskonałej proporcji. Niedoskonały Bóg przestałby Nim być i taki jest przedmiotem wiary, tylko my nie zawsze potrafimy rozpoznać właściwe proporcje i wykrzywiamy Jego obraz.
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| |  | | kpt Foxtrot (36 punktów) | czyli poddajemy przedrostek wszech- przed mnogimi cechami Boga ? pozdro __________________________________________________________
Tylko ateiści naprawdę umierają za wiarę !
|
|
| | |  | | Kontrast (1042 punktów) | >czyli poddajemy przedrostek wszech- przed mnogimi cechami Boga ? Z perspektywy świata materialnego Bóg jest zawsze wszech, naj- itd. Bo jeśli jest poza naszą przestrzenią, poza czasem, poza materią, transcendentny a jednocześnie immanentny, to zmierzenie jego przymiotów jest niewykonalne. Trudno nam nawet myśleć w takich kategoriach. Tworzymy modele, ale to tylko analogia, abstrakcja. Nie zmierzysz miłości duchowej, ani nie narysujesz, możesz jedynie użyć symbolu. Zresztą wkraczasz tu na tereny teodycei i musiałbym poświęcić kilka tygodni na odświeżenie sobie tematu, żeby mieć pewność, że wyrażam poprawne stanowisko, a nie moje własne przemyślenia. Uczyłem się o tym prawie 10 lat temu i sporo zapomniałem. To bardzo obszerna wiedza i nie sprowadza się do takich prymitywnych stwierdzeń opartych na paradoksach. O ateizmie, agnostycyzmie też się wtedy uczyłem. Może należałoby przestudiować te książki przed dyskusjami na forum. Myślę jednak, że nie potrzeba, aż tak szczegółowo wnikać, aczkolwiek warto. Tylko ciężko znaleźć czas i spokój na przemyślenia, bo samo przeczytanie książki niewiele daje.
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | |  | | kpt Foxtrot (36 punktów) | ? jak to transcendentny i immanentny ? w mojej religii (ateizm) Bóg może byc co najwyżej immanentny istocie ludzkiej twierdzenie że Bóg jest transcendentny i immanentny zarazem wydaje się za przeproszeniem groteskowe
czy mógłbyś wyjaśnic ? naprawdę chętnie zaobsorbuję każdy rodzaj wiedzy
pozdro
_________________________________________________________________ Tylko ateiści naprawdę umierają za wiarę !
|
|
| | | | |  | | ugaguga (134 punktów) |
>w mojej religii (ateizm)
Jesteś tego pewny ?
..
|
|
| | | | | |  | | kpt Foxtrot (36 punktów) | jak własnej śmierci  ale chwila, właściwie czego ? że ateizm to religia ? w sumie dlaczego nie . ateizm jako niezinstytucjonizowany może przejawiac dużą różnorodnośc wśród wyznawców . co ateusz to inne poglądy . więc ja sam piszę sobie trochę definicję ateizmu rozumiem, że masz na myśli to, iż religia musi miec jakiegoś Boga do wyznawania po pierwsze wydaje mi się że nie wszystkie religie zakładają istnienie Boga - buddyzm chyba jest bezbożny też po drugie zauważ, że z mojego punktu widzenia religie tak naprawdę też nie mają wcale żadnych Bogów więc nie różnią się pod tym względem od ateizmu  pozdro _________________________________________________________________ Tylko ateiści naprawdę umierają za wiarę !
|
|
| | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | @@@
>Nie ma dowodów na nieistnienie Boga, poza jakimiś niedouczonymi a nawet infantylnymi hasłami a przesłanek za istnieniem jest całkiem sporo. Nie, nie ma naukowych dowodów na nieistnienie czegokolwiek, tak Boga, jak i Baby Jagi i Krasnoludków. Nauka zajmuje się tylko tym co istnieje, obowiązek przedstawienia dowodu spoczywa na twierdzącym, a nie na przeczącym. Teiści przedstawili stokilkadziesiąt dowodów na istnienie Boga (por. choćby przykłady z "Teologii filozoficznej" Jozefa Schmidta), ale dostatecznymi dowodami pozostają one tylko dla wierzących. Współczesna filozofia (tak od Kanta) rozbiła je pył. Jest bardzo dużo książek, ale żeby było łatwiej na stronie /ateista.pl/ Krzysztof Ateista napisał artykuł z bibliografią "A ja ci Boga udowodnię" - polecam.
>Wymienione tu i ówdzie paradoksy nie tylko nie zaprzeczają, ale nierzadko potwierdzają istnienie tylko takiego Boga w jakiego Tradycja Kościoła wyznaje. >Nie zrozumiałeś chyba. Bóg jest Rozsądkiem, bo jest jego stwórcą. Ja piszę o tym, że nasze kategorie przestrzenne nie mogą zamykać Boga w ciasnych ramach naszego pojmowania. My określamy, czyli wyznaczamy granice jakieś klamry, dlatego nasze pojęcia nie są dokładne... Kto wie jakiego Boga Kościół katolicki wyznaje? Polecam dyskusję w Internetowym Piśmie Filozoficznym "Diametros" pt. "Co wiemy o istnieniu Boga".
>Zresztą wkraczasz tu na tereny teodycei i musiałbym poświęcić kilka tygodni na odświeżenie sobie tematu, żeby mieć pewność, że wyrażam poprawne stanowisko, a nie moje własne przemyślenia. >Uczyłem się o tym prawie 10 lat temu i sporo zapomniałem. To bardzo obszerna wiedza i nie sprowadza się do takich prymitywnych stwierdzeń opartych na paradoksach. >O ateizmie, agnostycyzmie też się wtedy uczyłem. Może należałoby przestudiować te książki przed dyskusjami na forum. Myślę jednak, że nie potrzeba, aż tak szczegółowo wnikać, aczkolwiek warto. >Tylko ciężko znaleźć czas i spokój na przemyślenia, bo samo przeczytanie książki niewiele daje. Może warto przypomnieć sobie tamte książki, przed zabieraniem tutaj głosu, a może lepiej zajrzeć do książek naukowych, aby mieć pojęcie z jakimi poglądami wdaję się tu w polemikę. My tu wszyscy, coś, kiedyś tam, czytaliśmy, a pamięć jest zawodna. Ale gdy atakuję jakiś pogląd, czyjąś nieprawidłową argumentację, to powinienem wiedzieć co atakuję. Argumenty, że wprawdzie dobrze, to nie wiem, ale wiem, że na pewno mam rację - są śmieszne i kompromitują nie tylko określonego człowieka, ale całe środowisko, które on reprezentuje.
Miłych chwil nad lekturami życzę.
>
|
|
| | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) |
Witam!
Po raz kolejny muszę w zasadzie pisać to samo. Otóż problem w tych dyskusjach jak to wielokrotnie wspominałem leży w koncepcji świata. Jeżeli ktoś z pola swojego widzenia, z racji przyjętej filozofii panmaterializmu, usuwa wszystko, co nie mieści się w kategorii tak rozumianego świata, trudno go przekonać, do tego, co właśnie odrzuca. Wtedy nawet dowody uzna za sfałszowane, albo ślady za racjonalizację i pobożne życzenia. Chyba nie ma siły na to. Przedstawiane dowody, czy świadectwa zawsze można przecież podważyć nadając im inną interpretację. Co do kwestii istnienia lub nie przedmiotu wiary ludzi, niezależnie jakiego, mówienie, że nic nie istnieje jest nie do końca zgodne z faktem. Gdyby nic nie było, to nie powstałaby polemika. I znów należałoby wrócić do samej filozofii, która za kryterium istnienia uznaje wyłącznie to, co należy do materii, albo w materii ma swoje zaczepienie. Co jednak robić z tymi ludzkimi przedmiotami wiary, które są postrzegane przez tak wielu ludzi, że trzeba zająć jakieś stanowisko. Jedni zatem powiedzą, że wszyscy są psycholami, albo inne podobne wytłumaczenia. Byty widziane w wyobraźni, w pewnym sensie jednak istnieją i w zasadzie również na czymś materialnym się opierają. Można te byty skatalogować, zbadać np. ludzkie wyobrażenia na temat krasnali itd. Ów krasnal, czy smok będzie więc jakimś niematerialnym bytem, bo zistniał w wyobraźni. Stąd coś co istnieje w wyobraźni w pewnym sensie istnieje, choć nie występuje w świecie dostępnym empirycznie. Podobnie można stworzyć wirtualne byty w różnych grach komputerowych i nadać im cechy doświadczalne empirycznie, a może nawet zmaterializować wykorzystując jakąś nanotechnologię (dzisiaj jeszcze niedostępną). Wtedy smok z wyobraźni dzięki jakimś mikropajączkom stanie się widocznym i doświadczalnym obiektem. Zatem byt wyobrażony istnieje, choć nie może się uzewnętrznić, kiedy pozostaje jedynie w wyobraźni. Zatem byty wyobrażone można nazwać bytami istniejącymi, a jedynie nie występującymi w świecie bez nadania im widzialnych przypadłości. Rozróżnienie bytów wyobrażonych, od bytów należących do innej rzeczywistości jest kolejnym stopniem. Bo, dla tych wyobraźnia jest konieczna jako nośnik, w takim stopniu jak dla bytów wyobrażonych materializacja. Muszą uaktywnić się w wyobraźni, albo innymi kanałami dotrzeć do świadomości, aby zakomunikować siebie. To dlatego te byty są przedmiotem wiary, bo z racji niedostępności dla materii nie mogą się bezpośrednio stać w materialnym świecie. Z tych samych powodów nie można zbadać tego, co niewidzialne, aczkolwiek niewidzialność ta nie jest bezwzględna. Może bowiem istnieć zależność i łączność między tym, co niewidzialne, pozaczasowe, z tym, co materialne i czasowe. Generalnie, bardzo trudno jest kogokolwiek niewierzącego przekonać, że rzeczywistość materialna nie jest jedyna. Wiara jest odkryciem, że istnieje inny świat, którego można doświadczyć, jeszcze nie do końca wiadomo jak to możliwe i jak działa połączenie, ale wielu go doświadcza. Wiele też z wniosków naprowadza na taką ewentualność. Ateizm i materializm ma ponadto tyle dziur, że pomimo wielu cennych osiągnięć i niewątpliwych sukcesów w wielu dziedzinach, nie potrafi odpowiedzieć na istotne dla człowieka kwestie. Ateiści przeświadczeni, że tylko oni mają rację, gorączkowo bronią swoich poglądów i za barykadą naukowości sami siebie przekonują, że Boga nie ma. Dziwią się tylko, że tylu ludzi nawet naukowców jeszcze wierzy, pomimo obalenia ponad stu przesłanek jakie podają wierzący. Gdyby w sądzie przedstawiono sto poszlak, że ktoś dokonał jakiegoś czynu, adwokat, który twierdziłby, że te poszlaki można obalić, zapewne zostałby wyśmiany. Oczywiście na ten temat można dyskutować bez końca. Każdy z adwersarzy powie, że wierzy w swoje racje.
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | @@@ > Po raz kolejny muszę w zasadzie pisać to samo.Po raz kolejny powtórzę. Szkoda nerwów. Ci okropni "panmaterialiści", nie tylko nic nie rozumieją, ale jeszcze, na dokładkę, nic nie chcą zrozumieć. > Otóż problem w tych dyskusjach jak to wielokrotnie wspominałem leży w koncepcji świata.Zdecydowanie tak i dlatego całkowicie zgadzam się tu z Andrzejem B. Izdebskim www.racjonalista.pl/kk.php/s,4971 , który pisze: Toteż nasz światopogląd (zmieniający i rozwijający się w czasie) jest najczęściej mieszaniną socjalizacji i doświadczeń osobistych ze zdobytą wiedzą. W świadomości człowieka następuje swoiste, dla danej jednostki, połączenie tych różnorodnych źródeł, doprowadzając, niezwykle rzadko, do ich całkowitej spójności. Wydaje się, że właśnie niespójność trzeba uznać za normalne zjawisko i że zasadnicza różnica występuje dopiero przy próbie dychotomicznego podziału na: występujący - nader rzadko w czystej postaci - światopogląd krytyczny, domagający się "dowodów na wszystko" i fideistyczny - opierający porządek świata na wierze.
Przy światopoglądzie krytycznym - sama empiria nie wystarcza i do akceptacji jakiegoś poglądu, warunkiem koniecznym, jest jeszcze jego racjonalna zgodność. Przy światopoglądzie fideistycznym - można wierzyć, że Bóg istnieje, a można wierzyć, iż go nie ma. Jego istotą jest wiara i irracjonalne odczucie, które wcale nie muszą być religijnymi. Trzeba pamiętać, że oprócz religii istniały i istnieją parareligie. Kult bogów żywych bywał nie mniejszy od kultu bogów transcendentnych. W ich imieniu dokonywano zarówno wielkich czynów jak i pospolitych i ludobójczych zbrodni. > Jeżeli ktoś z pola swojego widzenia, z racji przyjętej filozofii panmaterializmu, usuwa wszystko, co nie mieści się w kategorii tak rozumianego świata, trudno go przekonać, do tego, co właśnie odrzuca. Wtedy nawet dowody uzna za sfałszowane, albo ślady za racjonalizację i pobożne życzenia. Chyba nie ma siły na to. Przedstawiane dowody, czy świadectwa zawsze można przecież podważyć nadając im inną interpretację. Co do kwestii istnienia lub nie przedmiotu wiary ludzi, niezależnie jakiego, mówienie, że nic nie istnieje jest nie do końca zgodne z faktem. Gdyby nic nie było, to nie powstałaby polemika. I znów należałoby wrócić do samej filozofii, która za kryterium istnienia uznaje wyłącznie to, co należy do materii, albo w materii ma swoje zaczepienie.Co Wielce Szanowny Pan raczył wyżej napisać? Co to jest "filozofia panmaterializmu"? Jakie dowody zostały przedstawione i przez kogo zostały uznane za sfałszowane? Przedstawiane dowody naukowe podlegają określonym rygorom, a także określonym rygorom podlega ich weryfikacja. Czy istnieją ludzie, którzy nie wierzą, że inni w "coś" wierzą, że wierzą iż "coś" istnieje i ma wpływ na rzeczywistość? Myślę, że takich ludzi jest niewiele. > Co jednak robić z tymi ludzkimi przedmiotami wiary, które są postrzegane przez tak wielu ludzi, że trzeba zająć jakieś stanowisko.(...) Zatem byt wyobrażony istnieje, choć nie może się uzewnętrznić, kiedy pozostaje jedynie w wyobraźni.Dla części ludzi, którym idea "Boga" do zrozumienia "świata" jest niepotrzebna, ta idea "czegoś", tkwiąca w ludzkich umysłach i mająca wpływ na dużą część ich postępowania, jest bardzo ciekawą. Zastanawiają się na tym zjawiskiem i poddają je badaniom. Zajmują się tym np. religioznawcy. > Generalnie, bardzo trudno jest kogokolwiek niewierzącego przekonać, że rzeczywistość materialna nie jest jedyna. Wiara jest odkryciem, że istnieje inny świat, którego można doświadczyć, jeszcze nie do końca wiadomo jak to możliwe i jak działa połączenie, ale wielu go doświadcza. Wiele też z wniosków naprowadza na taką ewentualność.Przez całe życie szukam, przestudiowałem sporo książek, także napisanych przez teistów uznawanych za wielkich myślicieli, nie znalazłem żadnego, ale wszystkiego nie wiem. Proszę o pomoc. Gdzie są - wychodzące poza wiarę - dowody i wnioski. Z wiarą nie podejmuję się dyskutować. Przeciw wierze nie ma żadnych argumentów. Akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych, a człowiek, który podczas przeżycia mistycznego spotkał Boga, wierzy weń bezkrytycznie i żadne naukowe uzasadnienia nie są mu potrzebne. Twierdzenia naukowe wymagają uzasadnień empirycznych wraz z koniecznością przeprowadzenia żmudnej i trudnej procedury falsyfikacji z późniejszym dokładnym opisem całego procesu, w celu jego zweryfikowania. Dalszy ciąg w natępnym poście.*
|
|
| | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | >@@@
Dalszy ciąg z wyższego postu.
>Ateizm i materializm ma ponadto tyle dziur, że pomimo wielu cennych osiągnięć i niewątpliwych sukcesów w wielu dziedzinach, nie potrafi odpowiedzieć na istotne dla człowieka kwestie. Ateiści przeświadczeni, że tylko oni mają rację, gorączkowo bronią swoich poglądów i za barykadą naukowości sami siebie przekonują, że Boga nie ma. Ateiści, o ile istnieją, niech się bronią sami. Z materializmem, to nie taka prosta sprawa, jak niektórym się wydaje. Współczesne koncepcje, który wyszły z materializmu, przypisują duże znaczenie informacji, umysłowi, ludzkiej cywilizacji. Jest parę poważnych książek, a żeby krótko to omówić, potrzebny byłby duży artykuł. Ale my tu - w opozycji do światopoglądu fideistycznego - który wszakże może być poglądem racjonalnym i opierającym się na naukowym dorobku ludzkości, ale w przypadku konfliktu dającym pierwszeństwo wierze) przeciwstawiamy światopogląd "naturalizmu metodologicznego", zwany też naukowym, domagającym się dla każdej tezy naukowego poświadczenia.
>Dziwią się tylko, że tylu ludzi nawet naukowców jeszcze wierzy, pomimo obalenia ponad stu przesłanek jakie podają wierzący. >Gdyby w sądzie przedstawiono sto poszlak, że ktoś dokonał jakiegoś czynu, adwokat, który twierdziłby, że te poszlaki można obalić, zapewne zostałby wyśmiany. Wielu wybitnych uczonych pozostawało ludźmi wierzącymi, ale człowiek który w przedmiot swojej nauki wplata przekonania religijne (nie podlegające naukowej weryfikacji) przestaje być uczonym. Nie uprawiają nauki (nie stosują naturalizmu metodologicznego) teologowie, a także - w pewnym zakresie - filozofowie. (por. np. wypowiedzi (choćby tu w Racjonaliście) wybitnego polskiego profesora filozofa-logika Barbary Stanosz). Mnie ludzie wierzący nie dziwią. Jest ich wszędzie przytłaczająca większość. Aby wierzyć, intelektualnie wiele nie potrzeba, można nawet powiedzieć, że im mniej tym lepiej, to odrzucić wiarę jest sztuka.
>Oczywiście na ten temat można dyskutować bez końca. Każdy z adwersarzy powie, że wierzy w swoje racje. Nie warto dyskutować. Wszystko już zostało na ten temat powiedziane i każdy pozostanie przy swoich racjach. A nawet jeżeli kiedyś je zmieni, to dlatego, że sam dojdzie do takiego wniosku, a nie dlatego, że myśmy mu tak powiedzieli. Ten portal został pomyślany dla poszukujących i błądzących, a nie dla całkowicie pewnych swoich racji, którzy niezależnie od argumentów i tak przy nich pozostaną. Dla niezachwianie wierzących - nawet z małymi wątpliwościami - są inne znakomite portale.
Proszę mi tylko wyjaśnić dlaczego, właśnie na naszym "ateistycznym" wszakże wg Państwa określeń portalu, teiści cały czas usiłują przekonać nas, że błądzimy. To jeszcze nawet jakoś znoszę, trudniej jest mi wytrzymać, gdy wyjaśniają mi nasze-moje poglądy.
Wielce Szanowny Panie, ja "w nic nie wierzę". Jestem niewiernym Tomaszem, który lubi pomacać! Na wszystko potrzebuję weryfikowalnych doświadczalnie dowodów.
Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".
Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.
A bajki też lubię ogromnie!
Miłego dnia życzę.
>
|
|
| | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! Dostałem porcyjkę cennych informacji. Właściwie pierwszy raz rozmawiam tu z kimś świadomym własnych przekonań. Gdyby problem między wierzącymi i niewierzącymi sprowadzał się jedynie do wiary, to rzeczywiście wierzyć lub nie byłoby sprawą dowolną, jednak to takie proste nie jest. Odrzucając wiarę człowiek traci motywację do kształtowania swojego życia w świetle wartości i etyki. Poza tym, czytałem jeden z artykułów jakie ktoś polecił na temat podejścia do śmierci. W kontekście tamtych rozmyślań, które widzą w unicestwieniu całego człowieka w chwili śmierci, jakby wyłączenie odbiornika, widać jak beznadziejne musi być życie ateisty. Przy świadomości, że życie jest krótkie i kruche tracą sens wszystkie dążenia, bo człowiek nim zdoła osiągnąć dojrzałość i mądrość musi się pożegnać i bezpłodnie traci wszystko. Jeżeli rzeczywistość bez Boga jest tak okrutna, że drwi z ludzkich pragnień i na każdym kroku odbiera mu nadzieję, czyniąc go jedynie myślącym zwierzęciem. Jeżeli nadzieja na sprawiedliwość nigdy nie zostanie zaspokojona, to dlaczego, każdy jej pragnie? Tych pytań jest tak wiele. Dlaczego człowiek więc pragnie Boga, którego miałoby nie być? Wiele innych niezbyt przyjemnych rzeczy wiąże się z niewiarą. Ateiści jak zauważyłem w sposób nienormalny podchodzą do życia, zakuwając wiedzę, której wiekszość nigdy nie wykorzysta, po to tylko, aby myśleć racjonalnie i naukowo i nie dopuścić do siebie możliwości, że jest Bóg. Nauka jest przydatną rzeczą, naukowe myślenie - niekoniecznie. > Ateiści, o ile istnieją, niech się bronią sami. Z materializmem, to nie taka prosta sprawa, jak niektórym się wydaje. Współczesne koncepcje, który wyszły z materializmu, przypisują duże znaczenie informacji, umysłowi, ludzkiej cywilizacji. Jest parę poważnych książek, a żeby krótko to omówić, potrzebny byłby duży artykuł.To może być ciekawe, miałbym wtedy jakiś konkret i to może ja bym zaczął krytykę, choć pewnie nie ma tam niczego, czego bym już nie znał. Większość rozmów na tym forum sprowadza się do atakowania katolicyzmu, a na temat poglądów i systemu myślowego forumowiczów, czy autorów serwisu niewiele. Dlatego chciałbym zobaczyć wypunktowaną listę. Trudno polemizować z kimś, kto głosi hasełka typu "naturalizm metodologiczny". Nie ma tu żadnego filozoficznego uzasadnienia dlaczego, taki system jest czymś więcej niż jeszcze jedną z wielu koncepcji. Zamiast odpowiedzi dostaję linki do Karla Poppera i innych filozofów, co nie ma większego związku z pytaniami. > Ale my tu - w opozycji do światopoglądu fideistycznego - który wszakże może być poglądem racjonalnym i opierającym się na naukowym dorobku ludzkości, ale w przypadku konfliktu dającym pierwszeństwo wierze) przeciwstawiamy światopogląd "naturalizmu metodologicznego", zwany też naukowym, domagającym się dla każdej tezy naukowego poświadczenia.Katolicyzm odrzuca fideizm, który jest przeciwny rozumowemu poznaniu. To jakieś nieporozumienie, kiedy przypisuje się nam irracjonalne podejście. Nie odrzucamy racjonalizmu, ale łączymy go z wiarą. W naukach przyrodniczych przyjmujemy kryteria naukowe, poszukując prawdy. Jeśli przyjmujemy ingerencję Boga w świat stworzony to w zgodności z tym, co daje się odkryć. Wypowiedzi papieży też trzeba właściwie interpretować, nie jako zabranianie poznania prawdy obiektywnej, ale raczej wezwania do obiektywizmu. > Wielu wybitnych uczonych pozostawało ludźmi wierzącymi, ale człowiek który w przedmiot swojej nauki wplata przekonania religijne (nie podlegające naukowej weryfikacji) przestaje być uczonym.Nie angażuja wiary tam, gdzie nie ma takiego uzasadnienia. Badania nauk empirycznych nie domagają się wiary, a raczej należy je traktować instrumentalnie. > Nie uprawiają nauki (nie stosują naturalizmu metodologicznego) teologowie, a także - w pewnym zakresie - filozofowie.I tu jest właśnie pogrzebany pies. Wtryniacie się w nie swoją działkę. Bez wiary nie można być teologiem, bo ta jest koniecznym warunkiem. Można być jedynie etnologiem, socjologiem religii, czy religioznawcą. To tak jakby miłość chciał badać ten, kto nigdy nie kochał i nie wierzy w nią. Nie zrozumie o czym pisze. Podobnie badań naukowych w dziedzinie chemii nie może przeprowadzić skutecznie ktoś, kto ma zaburzenia percepcyjne, albo inne choroby utrudniające trzeźwą ocenę zjawisk. > Aby wierzyć, intelektualnie wiele nie potrzeba, można nawet powiedzieć, że im mniej tym lepiej, to odrzucić wiarę jest sztuka.Jest takie porzekadło: Mała wiedza oddala od Boga, a duża do Niego przybliża> >Oczywiście na ten temat można dyskutować bez końca. Każdy z adwersarzy powie, że wierzy w swoje racje.> Nie warto dyskutować. Wszystko już zostało na ten temat powiedziane i każdy pozostanie przy swoich racjach. A nawet jeżeli kiedyś je zmieni, to dlatego, że sam dojdzie do takiego wniosku, a nie dlatego, że myśmy mu tak powiedzieli.Wiara jest jak olśnienie, można komuś tłumaczyć latami i on sam może ją analizować jeszcze dłużej, a w jednej sekundzie przychodzi zrozumienie i już sie rozumie bez tłumaczenia i analizy. To jest łaska i swego rodzaju wiedza wlana, która przychodzi do tego kto szuka, albo czasem do niewiernego Tomasza, czy Szawła z Tarsu. Czasem trzeba zlecieć z konia... > Proszę mi tylko wyjaśnić dlaczego, właśnie na naszym "ateistycznym" wszakże wg Państwa określeń portalu, teiści cały czas usiłują przekonać nas, że błądzimy.Jesteśmy jak głos wołającego na puszczy  > Wielce Szanowny Panie, ja "w nic nie wierzę". Jestem niewiernym Tomaszem, który lubi pomacać! Na wszystko potrzebuję weryfikowalnych doświadczalnie dowodów.Pytanie, czy jakbyś dotknął i zobaczył, uwierzysz? Jeśli tak, to myślę, że Bóg znajdzie sposób... > Czy koniecznie trzeba wierzyć?Jakbyś miał pewność, że wybierasz między beznadziejną wiecznością z bluźniącymi malkontentami, a wieczną szczęśliwością w doskonałej miłości z dobrymi ludźmi i Bogiem, to co byś wybrał?
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) |
Moje uszanowanie! Jak widać można porozmawiać i kulturalnie i merytorycznie.
***
>Dostałem porcyjkę cennych informacji. Właściwie pierwszy raz rozmawiam tu z kimś świadomym własnych przekonań. Dziękuję.
>Gdyby problem między wierzącymi i niewierzącymi sprowadzał się jedynie do wiary, to rzeczywiście wierzyć lub nie byłoby sprawą dowolną, jednak to takie proste nie jest. Odrzucając wiarę człowiek traci motywację do kształtowania swojego życia w świetle wartości i etyki. Teistyczny przesąd. Świadomie odrzucając wiarę - choć to dosyć trudne, gdyż trzeba sporo wiedzieć - człowiek ogromnie zyskuje i najczęściej jego "motywacja do kształtowania swojego życia w świetle wartości i etyki" znacznie wzrasta.
>Poza tym, czytałem jeden z artykułów jakie ktoś polecił na temat podejścia do śmierci. Czytałem wiele artykułów i parę książek. Polecam rozważania o przemijaniu i śmierci Tadeusza Kotarbińskiego i Zdzisława Cackowskiego.
>Ateiści jak zauważyłem w sposób nienormalny podchodzą do życia, zakuwając wiedzę, której większość nigdy nie wykorzysta, po to tylko, aby myśleć racjonalnie i naukowo i nie dopuścić do siebie możliwości, że jest Bóg. Nie bardzo wiem jak ateiści podchodzą do życia. Wszyscy, a jest ich sporo, których znałem i znam wydają się dosyć normalni. Świadome odrzucenie Boga wymaga intelektualnego wysiłku - powiniem wiedzieć dlaczego tak, a nie inaczej sądzę.
>Nauka jest przydatną rzeczą, naukowe myślenie - niekoniecznie. Zgadza się. Można lecieć samolotem i nie zastanawiać się, że jest on osiągnięciem nauki, a nie Pana Boga. Co więcej można modlić się o szczęśliwy przelot, to nawet uspokaja.
>>Z materializmem, to nie taka prosta sprawa, jak niektórym się wydaje. >To może być ciekawe, miałbym wtedy jakiś konkret i to może ja bym zaczął krytykę, choć pewnie nie ma tam niczego, czego bym już nie znał. Mogę odesłać do bardziej lub mniej poważnych publikacji. Materializm obecnie często nazywany jest "fizykalizmem" i obejmuje tzw. szerszą (lub poszerzoną) definicję materii: "Materia jest to obiektywna rzeczywistość dana nam we wrażeniach zmysłowych". Inaczej mówiąc, wszystko to (i tylko to), co jest poznawalne zmysłowo i co zarazem istnieje obiektywnie (niezależnie od nas) jest materią. Myślę, że wszystko to, co zostało zawarte w tej definicji, jest Panu lepiej znane od Boga, w którego Pan wierzy.
>Większość rozmów na tym forum sprowadza się do atakowania katolicyzmu, a na temat poglądów i systemu myślowego forumowiczów, czy autorów serwisu niewiele. Takie to już forum, a muszę przyznać, że w mojej kochanej ojczyźnie, niewiele już miejsc, gdzie można krytykować katolicyzm i opowiadać się za "naturalizmem metodologicznym".
>Dlatego chciałbym zobaczyć wypunktowaną listę. Trudno polemizować z kimś, kto głosi hasełka typu "naturalizm metodologiczny". >Nie ma tu żadnego filozoficznego uzasadnienia dlaczego, taki system jest czymś więcej niż jeszcze jedną z wielu koncepcji. >Zamiast odpowiedzi dostaję linki do Karla Poppera i innych filozofów, co nie ma większego związku z pytaniami. Wy się dobrze wystawcie, to Wam przywalę. Nie ma lekko, chcąc poważnie polemizować z racjonalistami trzeba dużo i ze zrozumieniem czytać. Naturalizm metodologiczny - mimo że sam termin ma mniej jak 30 lat - rozpoczął się wraz darwinowskim przewrotem w nauce. Od tego czasu żaden poważny uczony nie wplecie w swoje tezy boskiej interwencji. I to w skrócie jest "naturalizmem metodologicznym". Ale nie wiem, czy wolno takich skrótów dokonywać. Trzeba jednak sobie poczytać.
>Katolicyzm odrzuca fideizm, który jest przeciwny rozumowemu poznaniu. To jakieś nieporozumienie, kiedy przypisuje się nam irracjonalne podejście. Nie odrzucamy racjonalizmu, ale łączymy go z wiarą. W naukach przyrodniczych przyjmujemy kryteria naukowe, poszukując prawdy. Jeśli przyjmujemy ingerencję Boga w świat stworzony to w zgodności z tym, co daje się odkryć. Wypowiedzi papieży też trzeba właściwie interpretować, nie jako zabranianie poznania prawdy obiektywnej, ale raczej wezwania do obiektywizmu. Proszę sobie poczytać jak definiują fideizm wszystkie, łącznie z katolickimi, słowniki filozoficzne. Fideizm mówi tylko o nadrzędności dogmatów religijnych nad rozstrzygnięciami nauki. Określanie tak wszystkich wierzących - niezależnie czy im się to podoba, czy nie - jest znacznie bardziej logicznie uprawomocnione niż nazywanie ludzi odrzucających koncepcję Boga ateistami.
>>Wielu wybitnych uczonych pozostawało ludźmi wierzącymi, ale człowiek który w przedmiot swojej nauki wplata przekonania religijne (nie podlegające naukowej weryfikacji) przestaje być uczonym. >Nie angażują wiary tam, gdzie nie ma takiego uzasadnienia. Badania nauk empirycznych nie domagają się wiary, a raczej należy je traktować instrumentalnie. Tylko co zrobić, gdy w tak teistycznym kraju, jak Stany Zjednoczone 95% biologów ewolucyjnych przyznaje się do ateizmu, a w prawie w 100% zaczynali studia jako teiści. (Głównie protestanci).
>>Nie uprawiają nauki (nie stosują naturalizmu metodologicznego) teologowie, a także - w pewnym zakresie - filozofowie. >I tu jest właśnie pogrzebany pies. Wtryniacie się w nie swoją działkę. Znowu wychodzi "wyższa katolicka kultura polemiki".
>Bez wiary nie można być teologiem, bo ta jest koniecznym warunkiem. Można być jedynie etnologiem, socjologiem religii, czy religioznawcą. Tylko co zrobić z takimi, którzy nie tylko uzyskali w zakresie teologii wszystkie stopnie naukowe, ale nawet tytuł profesora? Odebrać stopnie, czy spalić na stosie?
>To tak jakby miłość chciał badać ten, kto nigdy nie kochał i nie wierzy w nią. Nie zrozumie o czym pisze. Właśnie to jest najlepszym dowodem, że teologia nie jest i nie może być nauką!
>Jest takie porzekadło: "Mała wiedza oddala od Boga, a duża do Niego przybliża" Bardzo proszę o nie obniżanie, aż tak drastycznie, poziomu polemiki.
>Pytanie, czy jakbyś dotknął i zobaczył, uwierzysz? Jestem pewien, że nie, ale Bóg jest wszechmocny!
|
|
| | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! Napisałem kilka zdań, ale jestem przekonany, że aby naprawdę podjąć jakąś sensowną dyskusję, potrzeba dużo czasu i spokoju. Tutaj robi się śmietnik i jeszcze wcinają się inni. Przez to trudno się porozumiewać, bo przy kilkunastu postach dziennie, gubi się wątek. Generalnie wolę rozmowy spontaniczne, bez zbytniego angażowania wiedzy. Niektórych rzeczy nie chcę rzucać na żer, dlatego wolę dyskusje prywatne na GG lub poprzez email. Wtedy można omawiać jeden temat bez niepotrzebnego rozdrabniania, dzieląc na punkty i podpunkty. Istotna jest też atmosfera, w której rozmowa skupia się na szukaniu bardziej odpowiedzi na pytania, niż apologii wobec zarzutów.
>>(...) Odrzucając wiarę człowiek traci motywację do kształtowania swojego życia w świetle wartości i etyki. >Teistyczny przesąd. Świadomie odrzucając wiarę - choć to dosyć trudne, gdyż trzeba sporo wiedzieć - człowiek ogromnie zyskuje i najczęściej jego "motywacja do kształtowania swojego życia w świetle wartości i etyki" znacznie wzrasta. Mógłbym się z tym zgodzić, gdyby nie codzienna obserwacja. Owszem w deklaracji prawie każdego ateisty są jakieś wzniosłe ideały, które nierzadko są realizowane, jednak jest to często tylko młodzieńczy zapał, który szybko wygasa. Gdyby wszyscy ateiści byli pokroju T. Kotarbińskiego, zapewne krytyka ze strony moralistów katolickich byłaby mniejsza. No cóż proteza lepsza niż brak nogi, można by rzec. To pośrednio dowodzi, że człowiek bez jakiegoś fundamentu wartości integrującego jego osobowość nie może dobrze funkcjonować. Gdy zabraknie jakichkolwiek ideałów i wyższych wartości, człowiek nikczemnieje i rozsypuje się wewnętrznie. Na studiach już na pierwszym roku miałem propozycję, aby podjąć jako temat przyszłej pracy magisterskiej temat właśnie hierarchii wartości, ale ostatecznie wybrałem inny. Podczas rozmów z niedoszłym promotorem padło pewne stwierdzenie, że z punktu widzenia psychologii nawet komunistyczne przekonania są lepsze niż żadne. Problem w tym, że taki racjonalista myślący naukowo może dojść do przekonania, że skoro w przyrodzie jest walka o przetrwanie i wygrywa silniejszy, to taki styl życia jest zgodny z rzeczywistością, a wypracowane przez wieki ludzkie postawy są nienaturalne itd. W istocie tak się dzieje (por.: Nitzche , Hitler, Stalin) i potem w imię jakichś teorii świadomościowych, czy innych, naukowo myślący dopuszczają się przemocy wobec słabszych. Oczywiście nie nazywają tego przemocą. Ale to temat trudny i nie rozwijam go, bo rozpętałbym zapewne burzę.
>>Poza tym, czytałem jeden z artykułów jakie ktoś polecił na temat podejścia do śmierci. >Czytałem wiele artykułów i parę książek. >Polecam rozważania o przemijaniu i śmierci Tadeusza Kotarbińskiego i Zdzisława Cackowskiego. Jak znajdę to poczytam, chociaż zdaje się, że kiedyś coś czytałem albo miałem streszczenie. Takie rzeczy są ciekawe, bo mogę się odnieść do konkretu i pokazać dlaczego z mojego punktu widzenia, z czymś się nie mogę zgodzić.
>Nie bardzo wiem jak ateiści podchodzą do życia. Wszyscy, a jest ich sporo, których znałem i znam wydają się dosyć normalni. Świadome odrzucenie Boga wymaga intelektualnego wysiłku - powiniem wiedzieć dlaczego tak, a nie inaczej sądzę. Odrzucenie Boga, a odrzucenie fałszywych wyobrażeń na Jego temat to zupełnie inne rzeczy. Wielu świętych doświadczało tzw. "nocy ciemnej". Jest to stan podobny do agnostycyzmu i to niejednokrotnie dalej posuniętego niż u agnostyków, Bóg po prostu znika totalnie z wszystkiego, pozostaje czysta wiara bez żadnej poręki i taki stan może trwać nawet kilka lat. Dopiero gdy dusza oczyści się z fałszywych wyobrażeń, Bóg staje się żywy i obecny, choć niepojęty. Dopóki człowiek chce widzieć Boga oczami, dotykać Go rękoma, słyszeć uszami i pojmować pojęciami, Bóg pozostaje nieosiągalny. Ateiści jednak pomimo deklaracji ateizmu mają wyobrażenie Boga czasami wręcz infantylne i animistyczne. Stąd wniosek, że w zasadzie nie są w stanie odrzucić prawdziwego Boga. Przez porównanie ktoś wyrzucając zdjęcie drugiej osoby nie wyrzuca osoby tylko zdjęcie, tutaj karykaturę.
>Mogę odesłać do bardziej lub mniej poważnych publikacji. Materializm obecnie często nazywany jest "fizykalizmem" i obejmuje tzw. szerszą (lub poszerzoną) definicję materii: "Materia jest to obiektywna rzeczywistość dana nam we wrażeniach zmysłowych". Inaczej mówiąc, wszystko to (i tylko to), co jest poznawalne zmysłowo i co zarazem istnieje obiektywnie (niezależnie od nas) jest materią. Definicja jest zbyt prosta i gdyby ją przyjąć dosłownie, naukową nie można by jej nazwać. Nasze wrażenia zmysłowe są znacznie ograniczone. Widzimy (z pomocą mikroskopu i teleskopu) tylko pasmo dostępne dla naszej percepcji, słyszymy częstotliwości od 16 - 22 000 Hz, węch i smak całkiem nieźle, ale to również wycinek. Urządzenia, których używamy również wszystkiego nie widzą. Niektóre teorie rozbijają w pył naszą wizję rzeczywistości. Czy taka więc definicja nie jest już przestarzała?
Cdn.
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Dokończenie >Myślę, że wszystko to, co zostało zawarte w tej definicji, jest Panu lepiej znane od Boga, w którego Pan wierzy. Przekonałem się widząc rzeczy, które nie mogły zdarzyć się przypadkiem. Sama nauka również raczej przybliża mnie do Boga niż oddala. Dlatego nie ma tezy, a nawet teorii naukowej, która budziłaby obawę utraty wiary w Boga, wręcz przeciwnie im więcej się dowiaduję o świecie, tym większe przekonanie o mocy i geniuszu jego Stwórcy.
>Wy się dobrze wystawcie, to Wam przywalę. Nie ma lekko, chcąc poważnie polemizować z racjonalistami trzeba dużo i ze zrozumieniem czytać. Można i poczytać, ale jeśli taki racjonalista chowa się za bilbordami, to nie wiadomo, o co mu chodzi. Skoro deklarowany światopogląd to jakieś metody naukowe i sposób rozumowania bez przedstawienia swoich przekonań, poza cudzymi hasłami, to nie można polemizować z takim, no bo jak? Jeśli jego doktryną jest antyklerykalizm i podobne tematy... Chyba, że chodzi o taką poglądową Wieżę Babel w stylu New Age? >Naturalizm metodologiczny - mimo że sam termin ma mniej jak 30 lat - rozpoczął się wraz darwinowskim przewrotem w nauce. Od tego czasu żaden poważny uczony nie wplecie w swoje tezy boskiej interwencji. I to w skrócie jest "naturalizmem metodologicznym". Ale nie wiem, czy wolno takich skrótów dokonywać. Trzeba jednak sobie poczytać. Tak rozumiana nauka może badać tylko jak się coś dokonało, a czy była to interwencja Boga, czy też, należy dalej badać, to już inna sprawa. Kościół dzisiaj nie spieszy się z szukaniem wszędzie bezpośredniej interwencji Boga, kiedyś tak było, bo nikt nie wyobrażał sobie, że świat jest większy i bardziej skomplikowany niż przypuszczano. Przyjmowało się, że stworzenie świata było jak pstryknięcie. Winę można by zwalić na samych ówczesnych naukowców, na których powoływał się Kościół w przeświadczeniu, że prezentowany obraz świata jest prawdziwy. To było wtedy tak samo pewne jak dzisiejsze odkrycia. Sparzeni konfrontacją z rzeczywistością, jesteśmy dziś ostrożni i raczej wyszło to na korzyść, zawężając aktywność wierzących do tego, co naprawdę istotne. Naciągane interpretacje teologiczne, które zgrzytały jak piasek w zębach można odłożyć do lamusa i pokazywać jako przestrogę dla tych, co w łatwy sposób chcą tłumaczyć rzeczywistość. Być może są jeszcze jakieś nieoczyszczone obszary, takiej nadinterpretacji, które trzeba będzie odłożyć. Nie oznacza to jednak, że należy zrezygnować z całej wiary.
>Proszę sobie poczytać jak definiują fideizm wszystkie, łącznie z katolickimi, słowniki filozoficzne. >Fideizm mówi tylko o nadrzędności dogmatów religijnych nad rozstrzygnięciami nauki. Określanie tak wszystkich wierzących - niezależnie czy im się to podoba, czy nie - jest znacznie bardziej logicznie uprawomocnione niż nazywanie ludzi odrzucających koncepcję Boga ateistami. Są fideiści nie zaprzeczam, ale katolicy, których tu krytykujecie nie powinni być, bo fideizm jest potępiony, z tym, że my rozumiemy fideizm jako "niedocenianie rozumu w badaniu spraw religijnych", co do nauki to nie nauka jest podważana, bo jeżeli coś jest sprawdzalne to byłoby bezsensowną postawą temu zaprzeczać. Raczej ocenie podlega sposób interpretacji przez niektórych naukowców faktów, a to już wykracza poza "naturalizm metodologiczny". Te same fakty można interpretować inaczej i nawet sami naukowcy różnie oceniają wyniki. Jeśli jakiś naukowiec wypowiada się na tematy teologiczne wychodząc z niejasnych przesłanek, to Kościół ma prawo to oceniać jako niezgodne z jego nauką (czy raczej doktryną).
>>>Wielu wybitnych uczonych pozostawało ludźmi wierzącymi, ale człowiek który w przedmiot swojej nauki wplata przekonania religijne (nie podlegające naukowej weryfikacji) przestaje być uczonym. Fundamentaliści po stronie protestantów mają takie skłonności, katolicy raczej nie, choć mogą interpretować wyniki w taki sposób jako prywatną opinię. Naukowcom prezentują same wyniki pracy. Same badania jednak muszą być obiektywne. Generalnie, ostateczne interpretacje wyników naukowych trudno uwolnić od przekonań filozoficznych, stąd aktualne stanowisko i metody wynikają raczej z kompromisu.
>>Nie angażują wiary tam, gdzie nie ma takiego uzasadnienia. Badania nauk empirycznych nie domagają się wiary, a raczej należy je traktować instrumentalnie. >Tylko co zrobić, gdy w tak teistycznym kraju, jak Stany Zjednoczone 95% biologów ewolucyjnych przyznaje się do ateizmu, a w prawie w 100% zaczynali studia jako teiści. (Głównie protestanci). Jeśli byli fundamentalistami, to trudno się dziwić, chociaż raczej wątpię w te liczby. Te 5% to prawdopodobnie katolicy, którzy nie odrzucają ewolucji ciała i nie mieli powodu do wątpliwości.
>>>Nie uprawiają nauki (nie stosują naturalizmu metodologicznego) teologowie, a także - w pewnym zakresie - filozofowie. W możliwym zakresie spełniają, ale te dziedziny to nie to samo, co badanie przyrody. Przyroda jest łatwa do zmierzenia, a nauki humanistyczne niezupełnie. Nawet przyroda żywa wymyka się spod takiej naukowości. Tylko matematyka, fizyka, chemia i pokrewne nauki można w ten sposób badać inne wymagają dodatkowych albo odmiennych kryteriów. Niektóre nauki są po prostu luźne i bardziej względne, a wprowadzanie tu jednego języka i kryteriów traci sens. Ogólnie mówiąc spór nauk ścisłych z humanistycznymi jest nierozstrzygalny i lepiej tego nie ruszać. Warto byłoby wypracować jakiś sztuczny język, który miałby tylko jedno znaczenie dla danego słowa i terminu. Taki zbiór jednoznacznych definicji, obawiam się jednak, że szybko zostałby zapełniony terminami wieloznacznymi jak każdy żywy język i projekt upadłby jak każdy inny.
cdn.
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Dokończenie > >I tu jest właśnie pogrzebany pies. Wtryniacie się w nie swoją działkę.> Znowu wychodzi "wyższa katolicka kultura polemiki".Nauki ścisłe opierają się na konkretach, które można obserwować, a nauki humanistyczne na relacjach i innych zależnościach, do których często dochodzi się w oderwaniu od konkretu. Katolicyzm ma swój język i własne metody badawcze, chętnie przyjmuje te metody, które pomagają lepiej poznać prawdę i w niektórych aspektach metoda ta ma zastosowanie, ale tylko tam, gdzie to możliwe. > >Bez wiary nie można być teologiem, bo ta jest koniecznym warunkiem. Można być jedynie etnologiem, socjologiem religii, czy religioznawcą.> Tylko co zrobić z takimi, którzy nie tylko uzyskali w zakresie teologii wszystkie stopnie naukowe, ale nawet tytuł profesora? Odebrać stopnie, czy spalić na stosie?Jeśli już nie wierzą i nie przyjmują to sami się spalili jako teolodzy. Wiara to nie wiedza, można być profesorem teologii, ale samemu nie uwierzyć. Zresztą daje się rozpoznać niewierzących teologów. > >To tak jakby miłość chciał badać ten, kto nigdy nie kochał i nie wierzy w nią. Nie zrozumie o czym pisze.> Właśnie to jest najlepszym dowodem, że teologia nie jest i nie może być nauką!Jak ktoś nie rozumie chemii, to choćby się wykuł wszystkich wzorów i umiał rozwiązywać zadania, nie można go uznać za dobrego chemika. Trudno odróżnić takiego od innych, czy to oznacza, że chemia nie jest nauką? To problem tego chemika, który nie rozumie. Wiara jest takim olśnieniem umysłu, który w lot łapie to, do czego dochodzi się analitycznie. To tak jakby chemik miał intuicję i bez wzorów przeczuwał, co i w jakich proporcjach łączyć. Nawet pisząc spontanicznie i krótko nadmuchuje się te odpowiedzi tak, że nie mieści sie w jednym wątku wolę wiec rozmowy poprzez mail i wtedy bez ograniczeń można odpisywać na wybrany temat. 6000 znaków to za mało  Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | @@@ > Nawet pisząc spontanicznie i krótko nadmuchuje się te odpowiedzi tak, że nie mieści się w jednym wątku wolę wiec rozmowy poprzez mail i wtedy bez ograniczeń można odpisywać na wybrany temat.> 6000 znaków to za mało  Postaram się w przeciągu kilku dni na powyższe Pańskie posty odpowiedzieć. Listy prywatne mi nie odpowiadają. Wolę czytać książki i artykuły. (Choćby takich teistów zajmujących się nauką jak: Houghton, Peacocke, Polkinhorne, Tresmontant, czy z polskich: Lenartowicz, Lisak, Kowalczyk, Granat, Gogacz, Wciórka i kilkunastu innych). Mam wówczas większy wybór i mocniejsze (jest czas na ich przygotowanie i weryfikację) teistyczne argumenty, które biorę pod własną nad nimi refleksję. Samemu też coś tam publikuję. Te rozmówki tu na naszym forum traktuję trochę jako polemiczne wprawki i rozbudzenie intelektualnych potrzeb dla całkiem sporej grupy naszych czytelników, którzy w dyskusjach z różnych powodów nie chcą brać bezpośredniego udziału. Staram się też wyprostować - podając racjonalne ku temu przesłanki - pewne nieporozumienia terminologiczne, ale jak ktoś się upiera przy swoich, to też ma do tego prawo. Proponuję zajrzeć do poleconych książek, artykułów i materiałów, gdyż inaczej to powtarzamy rzeczy wielokrotnie już powiedziane. Jak już zaznaczyłem - nie podejmuję się dyskusji z wiarą. Gdy Pan w coś wierzy, to ma Pan do tego pełne prawo, a ja nie mam żadnych racjonalnych kontr-argumentów. Przeciw wierze może występować tylko druga, mocniejsza wiara, a ja takowej nie mam. Powtarzanie: Pan tak, a ja tak - jest dla mnie bezsensowne.
Pozdrawiam!
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam!
>Postaram się w przeciągu kilku dni na powyższe Pańskie posty odpowiedzieć. >Listy prywatne mi nie odpowiadają. Wolę czytać książki i artykuły.(Choćby takich teistów zajmujących się nauką jak: Houghton, Peacocke, Polkinhorne, Tresmontant, czy z polskich: Lenartowicz, Lisak, Kowalczyk, Granat, Gogacz, Wciórka i kilkunastu innych). Niestety przez kilka lat przerwy po studiach trochę zaniedbałem lektury, a to z racji konieczności uganiania się za pracą i gromadzeniem innej wiedzy potrzebnej do zdobycia kwalifikacji oraz tyloma innymi zaangażowaniami, że na takie lektury już czasu nie wystarczało. Wciąż mam dylemat, czy poświęcić kilka lat na studia inżynierskie z budownictwa, czy poświęcić się teologii i zrobić doktorat. Chociaż sądzę, że nawet jakbym do końca życia studiował to i tak nie jestem w stanie wszystkiego ogarnąć, a czas leci nieubłaganie. Gdyby dało się zarobić na chleb z pisania, to wybrałbym już dawno teologię. Jak się chce zarobić na chleb, to czasu nie starcza nawet, żeby się wyspać.
>Mam wówczas większy wybór i mocniejsze (jest czas na ich przygotowanie i weryfikację) teistyczne argumenty, które biorę pod własną nad nimi refleksję. Jeśli nie masz przygotowania teologicznego, to dziwię sie jak możesz rozumieć właściwie Granata, Wciórkę itp. trzeba przecież rozumieć sformułowania i cały teologiczny aparat pojęciowy. Ja po kilku latach przygotowania z trudem rozumiem o czym pisze Granat, czy Krąpiec, to dla kogoś bez wprowadzenia, wydaje mi się to prawie niemożliwe. Najpierw trzeba poznać podstawowe zagadnienia. Bez tego są takie brednie jak w niektórych tekstach Racjonalisty, już nie będę wytykał konktetnych autorów, bo nie chce mi się wdawać w głupie polemiki. Sam muszę sobie odświeżyć kilka tematów, bo wywietrzało z czasem.
>Samemu też coś tam publikuję. Tak przypuszczam oceniając sposób pisania, chciałbym coś takiego zobaczyć, bo bardzo jestem ciekaw jakie są efekty lektury tych wspomnianych teologów.
>Te rozmówki tu na naszym forum traktuję trochę jako polemiczne wprawki i rozbudzenie intelektualnych potrzeb dla całkiem sporej grupy naszych czytelników, którzy w dyskusjach z różnych powodów nie chcą brać bezpośredniego udziału. Staram się też wyprostować - podając racjonalne ku temu przesłanki - pewne nieporozumienia terminologiczne, ale jak ktoś się upiera przy swoich, to też ma do tego prawo. Ja na początku byłem oburzony antykatolicką postawą racjonalistów i miałem podobne intencje prostowania pojęć. Jak ktoś pamięta moje pierwsze posty to jest to widoczne. Teraz patrzę trochę inaczej, bardziej socjologicznie i psychologicznie. Widzę ludzi z jakichś powodów uwikłanych w taki sposób myślenia i próbuję zrozumieć ich motywacje. Sam mam w rodzinie agnostyków i ateistów, dlatego ten sposób myślenia jest mi znany od zawsze, ale ja mam odwrotną sytuację, to ja musiałem przez całe życie walczyć o własną tożsamość, odkryć Boga pomimo drwin i permanentnego deprecjonowania. Na tym serwisie zobaczyłem o co w tym chodzi. Racjonaliści pozwolili mi na rozpoznanie tych dręczących memów, które zatruwały mi duszę i wpędzały w kompleksy i depresję przez wiele lat, a nie wiedziałem dlaczego. Tetaz, gdy przychodzą takie myśli, wiem skąd pochodzą. To jest źródło tej pewności siebie jaką mi tu niektórzy zarzucają, ale mnie to już nie wzrusza, bo tamtych kompleksów sie wyzbyłem. Każdy kto odkrywa tożsamość dziecka Bożego to wie i poznaje po głosie Pasterza. To taka metafora, którą rozumieją prawdziwie wierzący.
>Proponuję zajrzeć do poleconych książek, artykułów i materiałów, gdyż inaczej to powtarzamy rzeczy wielokrotnie już powiedziane. Wolałbym streszczenia, bo leży przede mną stos książek, które powinienem przeczytać pierwszej kolejności i nie mogę znaleźć czasu, żeby się za nie wziąć.
>Jak już zaznaczyłem - nie podejmuję się dyskusji z wiarą. Gdy Pan w coś wierzy, to ma Pan do tego pełne prawo, a ja nie mam żadnych racjonalnych kontr-argumentów. Przeciw wierze może występować tylko druga, mocniejsza wiara, a ja takowej nie mam. >Powtarzanie: Pan tak, a ja tak - jest dla mnie bezsensowne. Dyskusja na temat nauki jeśli chodzi o nauki ścisłe to trochę jak rozmowa przekonanych z przekonanymi. Lubię czytać o odkryciach naukowych, ale możliwości percepcyjne i permanentny brak czasu nie pozwala mi na poznanie wszystkiego co mni interesuje. Nawet muszę wybierać spośród rzeczy najciekawszych. Marzeniem wielkim jest znalezienie, czasu na czytanie Granata i tych zachodnich teologów, albo Ojców Kościoła, czy wszystkich dostępnych apokryfów, dokumentów z soborów i miliona innych pism. Gdyby nie trzeba zarabiać na chleb...
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | @@@
Witam!
Boże jak ja nienawidzę pomidorowej! - A próbowałeś? - Nie, nie próbowałem, ale wiem na pewno, że nienawidzę!
Już od dzieciństwa takie argumenty bardzo mnie irytowały i pozostało mi to do dziś. Moja polemika z Teresą była wynikiem nie tyle różnicy poglądów pomiędzy nami, ile moją reakcją na Jej "głęboko ugruntowaną niewiedzą" w przedmiocie, w którym zabierała głos.
Mam dosyć dużą wiedzę (choć jak dla mnie, to dalece niewystarczającą) na temat chrześcijaństwa (w tym teologii) i także jeszcze sporą o kilku innych wyznaniach. Wystarczyło tylko uważnie moje posty, w tym wątku przeczytać, aby to wiedzieć. Mój wybór światopoglądowy jest wynikiem "tony" lektur i lat przemyśleń. Staram się też być, w wiedzy obejmującej tą problematykę, na bieżaco. Oczywiście, że mam też różne luki i braki, ale nadrabiam.
>>Tylko co zrobić z takimi, którzy nie tylko uzyskali w zakresie teologii wszystkie stopnie naukowe, ale nawet tytuł profesora? Odebrać stopnie, czy spalić na stosie? >Jeśli już nie wierzą i nie przyjmują to sami się spalili jako teolodzy. Wiara to nie wiedza, można być profesorem teologii, ale samemu nie uwierzyć. Zresztą daje się rozpoznać niewierzących teologów. Właśnie takie stwierdzenia są przedmiotem mojej intelektualnej irytacji. Józef Keller, Jan Wierusz - Kowalski, Witold Tyloch, którzy zrzucili sukienki i odrzucili wiarę stali wg Szanownego Pana głupcami, tacy jak ks. prof. Bałakier, czy ks. prof. Rode, którzy "tylko" zmienili wyznanie, to półgłupcy, a co zrobić z takimi, którzy porzucili kapłaństwo nie tracąc wiary: Gadacz, Obirek. (Dla Pana autorytetami moralnymi i intelektualnymi pozostają bp Paetz i abp Wielgus, gratuluję. To "kwestia smaku"). Ograniczyłem się tylko do kilku nazwisk i tylko do Polaków. Lista ludzi "z najwyższej intelektualnej półki", którzy otrzymali świecenia kapłańskie, a później mieli różny stosunek do religii i nauczania Kościoła jest ogromna.
>Jeśli nie masz przygotowania teologicznego, to dziwię sie jak możesz rozumieć właściwie Granata, Wciórkę itp. trzeba przecież rozumieć sformułowania i cały teologiczny aparat pojęciowy. Ja po kilku latach przygotowania z trudem rozumiem o czym pisze Granat, czy Krąpiec, to dla kogoś bez wprowadzenia, wydaje mi się to prawie niemożliwe. Mogła by powstać wielka dyskusją filozoficzna, co to znaczy mieć "przygotowanie teologiczne", a jeszcze większa, co to znaczy "rozumieć właściwie". Pozwalam sobie publicznie pokpiwać ze sformułowań i "całego teologicznego aparatu pojęciowego". Na pewno, jestem do tego dalece nieuprawniony, ale to robię. Taki już jestem "zimny drań".
>Najpierw trzeba poznać podstawowe zagadnienia. Bez tego są takie brednie jak w niektórych tekstach Racjonalisty, już nie będę wytykał konkretnych autorów, bo nie chce mi się wdawać w głupie polemiki. Zgadzam się, i proszę tu poczytać, że pozwalam sobie także na żarty z "głęboko wierzących ateistów", ale jak głęboko wierzący teiści nie znają swojej religii, to już trochę gorzej. Pan, czy Teresa są "gośćmi" na tej stronie i bardzo cieszymy się, że chcecie nas odwiedzać, ale gdy atakujecie jakiś pogląd, to wypada mieć o nim choć "zielone pojęcie".
>Każdy kto odkrywa tożsamość dziecka Bożego to wie i poznaje po głosie Pasterza. To taka metafora, którą rozumieją prawdziwie wierzący. Proszę próbować zrozumieć, że jest to ekstrema do podejścia racjonalistycznego.
>Wolałbym streszczenia, bo leży przede mną stos książek, które powinienem przeczytać pierwszej kolejności i nie mogę znaleźć czasu, żeby się za nie wziąć. To też podałem. Artykuły Jodkowskiego, czy jeszcze prostsze Izdebskiego, a bardziej wprowadzające.
>Marzeniem wielkim jest znalezienie, czasu na czytanie Granata i tych zachodnich teologów, albo Ojców Kościoła, czy wszystkich dostępnych apokryfów, dokumentów z soborów i miliona innych pism. >Gdyby nie trzeba zarabiać na chleb... Znajduję trochę czasu na aktualizację swoich studiów, ale przed Ojcami Kościoła przestrzegam, od ich studiowania rozpoczął się mój proces wątpliwości, później dołożyli się właśnie zachodni teologowie. A tak na dzisiaj, to chciałbym, by ktoś, w tym zakresie, u wątpiącego z natury człowieka, zasiał jakąś najmniejszą - w "naturalizm metodologiczny" -wątpliwość. Sama lektura Granata ma dla mnie średnią wartość, dopiero "zderzenie" Jego koncepcji "Ja" z np. "Ja" Cackowskiego daje mi intelektualną frajdę.
Pociechy z lektur życzę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > Moja polemika z Teresą była wynikiem nie tyle różnicy poglądów pomiędzy nami, ile moją reakcją na Jej "głęboko ugruntowaną niewiedzą" w przedmiocie, w którym zabierała głos.Nie jesteśmy profesorami materializmu, a nasza krytyka zwykle odnosi się do konkretnych poglądów jakie ktoś tu prezentuje. Nie chwalimy się nigdzie, że jesteśmy specjalistami od racjonalizmu. To nasze opinie, do których mamy prawo jak każdy nawet jeśli się mylimy w osądzie. Nie trzeba czegoś dokładnie znać jeśli od razu widać, że jest to sprzeczne. Dobrze jest znać temat jeśli dochodzi do jakiejś poważnej debaty, ale przesadą jest deprecjonowanie kogoś argumentem ad ignorantiam, bo w ogóle się odezwał. Nawet ekspertowi, ktoś mógłby wytknąć, że nie wie wszystkiego i kazać mu milczeć. Co do naturalizmu metodologicznego, wystarczy przeczytać hasła w encyklopedii i kilka artykułów, żeby z grubsza wiedzieć na czym to polega. > Mam dosyć dużą wiedzę (choć jak dla mnie, to dalece niewystarczającą) na temat chrześcijaństwa (w tym teologii) i także jeszcze sporą o kilku innych wyznaniach.> Wystarczyło tylko uważnie moje posty, w tym wątku przeczytać, aby to wiedzieć.Nie mam tyle czasu, żeby czytać wszystkie wątki i tak za dużo siedzę przy komputerze odpisując na kilka do kilkunastu postów dziennie. Co do wiedzy o chrześcijaństwie i innych religiach trudno mi się wypowiedzieć. Należałoby zrobić test i wtedy wiedziałbym jaki jest faktyczny stan wiedzy. > Mój wybór światopoglądowy jest wynikiem "tony" lektur i lat przemyśleń. Staram się też być, w wiedzy obejmującej tą problematykę, na bieżaco. Oczywiście, że mam też różne luki i braki, ale nadrabiam.Jeśli to jest wiedza typu Karl Deshner itp. lektury to już sobie wyobrażam jakie są te przemyślenia. Jakby ktoś wziął kroniki kryminalne i tylko na ich podstawie analizował historię. Mam nadzieję, że się mylę. Ciekawe jakie są to lektury... > >>Tylko co zrobić z takimi, którzy nie tylko uzyskali w zakresie teologii wszystkie stopnie naukowe(...).> Właśnie takie stwierdzenia są przedmiotem mojej intelektualnej irytacji. Józef Keller, Jan Wierusz - Kowalski, Witold Tyloch, którzy zrzucili sukienki i odrzucili wiarę stali wg Szanownego Pana głupcami, tacy jak ks. prof. Bałakier, czy ks. prof. Rode, którzy "tylko" zmienili wyznanie, to półgłupcy, a co zrobić z takimi, którzy porzucili kapłaństwo nie tracąc wiary: Gadacz, Obirek.Nikogo nie nazywam w ten sposób i proszę mi takich zdań nie przypisywać. Nie zawsze wiadomo jakie są rzeczywiste powody takich decyzji. Wielu też innowierców, ateistów i dawnych heretyków wraca do wiary, tajemnicą jest dlaczego. > (Dla Pana autorytetami moralnymi i intelektualnymi pozostają bp Paetz i abp Wielgus, gratuluję. To "kwestia smaku").Znowu jakieś insynuacje. Nie będę się jednak dzielił jakie mam stanowisko wobec postaw tych osób. > Ograniczyłem się tylko do kilku nazwisk i tylko do Polaków. Lista ludzi "z najwyższej intelektualnej półki", którzy otrzymali świecenia kapłańskie, a później mieli różny stosunek do religii i nauczania Kościoła jest ogromna.Tych nawróconych z ateizmu i zwątpienia również. > Pozwalam sobie publicznie pokpiwać ze sformułowań i "całego teologicznego aparatu pojęciowego". Na pewno, jestem do tego dalece nieuprawniony, ale to robię. Taki już jestem "zimny drań".To nie krytykuj potem mnie i Teresy, bo może my również z lekka pokpiwamy sobie z tego "fizykalizmu", wypowiadam się za siebie, bo nie wiem jakie motywy ma tu Teresa. > Pan, czy Teresa są "gośćmi" na tej stronie i bardzo cieszymy się, że chcecie nas odwiedzać, ale gdy atakujecie jakiś pogląd, to wypada mieć o nim choć "zielone pojęcie".To zwykle są kontrataki. Zauważ, że takie wypowiedzi są zwykle tam, gdzie atakowany jest Kościół. Zwykle nie podejmuję ataków tam, gdzie ateiści wyrażają tylko swoje przekonania. Większość moich "agresywnych" wypowiedzi jest tam, gdzie ktoś obrzuca błotem Kościół a nawet samego Boga. Staram się najpierw łagodnie tłumaczyć  > >Każdy kto odkrywa tożsamość dziecka Bożego to wie i poznaje po głosie Pasterza. To taka metafora, którą rozumieją prawdziwie wierzący.> Proszę próbować zrozumieć, że jest to ekstrema do podejścia racjonalistycznego.Dla nas ekstremą jest wyłącznie racjonalne podejście. Jesteśmy zasadniczo racjonalni, ale kiedy głos intuicji mówi, że coś jest nie tak, to szukamy przyczyny. Często intuicja ratuje życie, bo rozum nie zawsze na czas rozpoznaje zagrożenie. > Znajduję trochę czasu na aktualizację swoich studiów,Jakich? Jestem ciekaw. > ale przed Ojcami Kościoła przestrzegam, od ich studiowania rozpoczął się mój proces wątpliwości, później dołożyli się właśnie zachodni teologowie.Dla mnie jest to test, jak papierek lakmusowy, ale nie będę tego uzasadniał. > A tak na dzisiaj, to chciałbym, by ktoś, w tym zakresie, u wątpiącego z natury człowieka, zasiał jakąś najmniejszą - w "naturalizm metodologiczny" -wątpliwość.Wątpliwość mogą wzbudzić badania naukowe i nowe teorie, według których materia wcale nie jest taka stabilna jak się przypuszcza. W zwyczajnym doświadczeniu trudno to zauważyć, ale im bardziej zaawansowane badania tym bardziej względne się wszystko wydaje. > Sama lektura Granata ma dla mnie średnią wartość, dopiero "zderzenie" Jego koncepcji "Ja" z np. "Ja" Cackowskiego daje mi intelektualną frajdę.Aż tak głęboko naie analizowałem, raczej od strony teologii dogmatycznej i tego, co potrzebowałem do pracy. Napisz o tej koncepcji "JA" najlepiej prywatnie, to ciekawe. Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | @@@
Przepraszam, ale już kończę swój udział w tym wątku. Nie mam już ani sił, ani też motywacji, aby dalej tą naszą rozmowę-polemikę prowadzić. Serdecznie pozdrawiam i ciekawych refleksji nad lekturą "pism tych, którzy Boga obmyślali", czyli Ojcach Kościoła, życzę. Może znajdzie Pan odwagę i zajrzy też do ich oponentów.
Gdy uzna Pan to za stosowne, a myślę, że będzie to bardziej wartościowe od dalszych polemik, to proszę o ponowne, na spokojnie i ze zrozumieniem, przeczytanie naszych rozmów, ale gdy nie ma Pan na to ochoty, chyba też żadnej straty tu nie będzie.
Każdy z nas - niezależnie swojego formalnego wykształcenia - wiedzę musi nabywać samodzielnie, a możliwość jej przyswojenia i zrozumienia, czyli "inteligencja", jest nam dana od Boga.
Dostał Pan "Łaskę Wiary", to proszę ją pielęgnować, a tu, na stronie /racjonalisty.pl/, nie tylko, że wszystko "na rozum", to jeszcze potrzebne jest "praktyczne" (powtarzalne w doświadczeniach) tego potwierdzenie.
Racjonalizm i wywiedziony z niego ateizm, to "nic dobrego" - poza tym, że jest po prostu poglądem poznawczo i etycznie trafnym i jego promocja jest obowiązkiem uczciwegi i myślącego człowieka.
Moje uszanowanie. Wiarę, a nawet objawienie, to można mieć za darmo, bez żadnych zasług, z Bożej Łaski, ale nad zdobyciem wiedzy i jej zrozumieniem trzeba się ciężko napracować. Dlatego ateistów jest tak mało.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > Przepraszam, ale już kończę swój udział w tym wątku. Nie mam już ani sił, ani też motywacji, aby dalej tą naszą rozmowę-polemikę prowadzić. Serdecznie pozdrawiam i ciekawych refleksji nad lekturą "pism tych, którzy Boga obmyślali", czyli Ojcach Kościoła, życzę. Może znajdzie Pan odwagę i zajrzy też do ich oponentów.Znam opinię oponentów,choć może nie wszystkich, sam zresztą nie jestem bezkrytyczny. Nie mam naiwnego podejścia do Ojców, aby wszystko jak leci traktować z równą powagą, trzeba na nich spojrzeć z punktu widzenia czasów i wiedzy jaką mieli. Można próbować konfrontować to ze współczesnym rozumieniem wielu spraw, ale należy to wyraźnie oddzielić. Żeby nie popełnić historycyzmu. Nie boję się oponentów, a jeśli mają cenne uwagi, to warto sie nad nimi zastanowić. > Gdy uzna Pan to za stosowne, a myślę, że będzie to bardziej wartościowe od dalszych polemik, to proszę o ponowne, na spokojnie i ze zrozumieniem, przeczytanie naszych rozmów, ale gdy nie ma Pan na to ochoty, chyba też żadnej straty tu nie będzie.Czytałem te rozmowy, dosyć uważnie i najpierw całościowo, a potem dopiero odnosiłem się do fragmentów i nie wydaje mi się abym coś pominął. > Każdy z nas - niezależnie swojego formalnego wykształcenia - wiedzę musi nabywać samodzielnie, a możliwość jej przyswojenia i zrozumienia, czyli "inteligencja", jest nam dana od Boga.To rzecz oczywista. > Dostał Pan "Łaskę Wiary", to proszę ją pielęgnować, a tu, na stronie /racjonalisty.pl/, nie tylko, że wszystko "na rozum", to jeszcze potrzebne jest "praktyczne" (powtarzalne w doświadczeniach) tego potwierdzenie.Chyba w ramki oprawię ten cytat. W zasadzie to jest takie zakamuflowane powiedzenie, że racjonalistom wolno najeżdżać na Kościół i jego wiarę, ale ludziom wierzącym nie wolno się bronić, tylko muszą dawać jakieś nieadekwatne dowody. Świetnie to obmyślone. Trzymanie się czegoś empirycznie pewnego jak nauki ścisłe i drwienie z każdej innej, która tak pewna nie jest. Ale to moja opinia. Ja w zasadzie krytykuję tylko wtrynianie tego naturalizmu metodolicznego do nieścisłych nauk. Osobiście lubię ścisłą wiedzę naukową i nie mam tu póki co zastrzeżeń. > Racjonalizm i wywiedziony z niego ateizm, to "nic dobrego" - poza tym, że jest po prostu poglądem poznawczo i etycznie trafnym i jego promocja jest obowiązkiem uczciwegi i myślącego człowieka.Racjonalne myślenie - tak, antykatolicyzm - nie. Oto konkluzja. > Moje uszanowanie. Wiarę, a nawet objawienie, to można mieć za darmo, bez żadnych zasług, z Bożej Łaski, ale nad zdobyciem wiedzy i jej zrozumieniem trzeba się ciężko napracować. Dlatego ateistów jest tak mało.Żeby stać się świętym również trzeba się napracować  Nie tylko ateiści mają wiedzę. Mimo wszystko cieszę się, że dostałem wreszcie jakieś konkrety na temat podstaw światopoglądowych racjonalistów, w wolnym czasie spróbuje zrobić sobie niezbędne notatki i opracowania. Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | @@@ Witam! > >>>Dostał Pan "Łaskę Wiary", to proszę ją pielęgnować, a tu, na stronie /racjonalisty.pl/, nie tylko, że wszystko "na rozum", to jeszcze potrzebne jest "praktyczne" (powtarzalne w doświadczeniach) tego potwierdzenie.> Chyba w ramki oprawię ten cytat. W zasadzie to jest takie zakamuflowane powiedzenie, że racjonalistom wolno najeżdżać na Kościół i jego wiarę, ale ludziom wierzącym nie wolno się bronić, tylko muszą dawać jakieś nieadekwatne dowody. Świetnie to obmyślone. Trzymanie się czegoś empirycznie pewnego jak nauki ścisłe i drwienie z każdej innej, która tak pewna nie jest. Ale to moja opinia. Ja w zasadzie krytykuję tylko wtrynianie tego naturalizmu metodolicznego do nieścisłych nauk.Strasznie podoba mi się to określenie" "nauki nieścisłe". Ciekawy jestem, którzy uczeni uznają się za "nieścisłych naukowców". Ale coś w tym jest. Naprzeciw Uniwersytetu Warszawskiego stoi budynek wydziału filozofii i wydziału nauk politycznych. Za moich czasów mawiano pokazując na Uniwersytet - tu się uczy. I pokazując na drugą stronę Krakowskiego Przedmieścia - a tu się naucza. Tak, im w przedmiocie wiedzy większa możliwość spekulacji, a mniejsza konieczność weryfikacji, tym przedmiot jest bardziej jakąś tam wiedzą, a mniej nauką. > >Racjonalizm i wywiedziony z niego ateizm, to "nic dobrego" - poza tym, że jest po prostu poglądem poznawczo i etycznie trafnym i jego promocja jest obowiązkiem uczciwego i myślącego człowieka.> Racjonalne myślenie - tak, antykatolicyzm - nie. Oto konkluzja.Przykro mi, ale racjonalne myślenie zawsze prowadzi, do co najmniej areligijności. A dalej do ateizmu doprowadzają teiści wymuszając polaryzację stanowisk. Pół żartem, pół serio. Dla mnie istnienie Kościoła katolickiego jest najpoważniejszym dowodem na nieistnienie Boga. Bóg, gdyby istniał, to by na coś takiego nie pozwolił. I tak zupełnie poważnie - znam historię chrześcijaństwa nie od Deschnera, znałem już ją zanim on swoją wersję napisał. Teraźniejsze książki są tylko mojej wiedzy uzupełnieniem. Tak, przesadza on w krytycznej ocenie Kościoła, ale czy ks. Bolesław Kumor, od którego ja poznawałem historię Kościoła, był bardziej obiektywny, a może ks. Józef Umiński, nie naginał ocen na rzecz Kościoła. Czytałem też Bobera, Myszora, Kłoczowskiego, Wyczawskiego, Żywczyńskiego z obcych: Le Goffa, Delumeau, de Lubaca, Chaunu, czy wymieniać innych? Obraca się Pan w kiepskim środowisku ateistów, którzy całą swoją wiedzę historyczną tylko Deschnerze opierają. > >>>Wiarę, a nawet objawienie, to można mieć za darmo, bez żadnych zasług, z Bożej Łaski, ale nad zdobyciem wiedzy i jej zrozumieniem trzeba się ciężko napracować. Dlatego ateistów jest tak mało.> Żeby stać się świętym również trzeba się napracować  Dziękuję za porównanie. Zgoda - dlatego i świętych i ateistów jest o wiele za mało. > Nie tylko ateiści mają wiedzę.Oczywiście, nawet są pośród nich głupcy, a wśród teistów zdarzają się też mędrcy, ale gdybyśmy chcieli zbadać to statystycznie, to większa religijność jest wśród kobiet niż wśród mężczyzn, religijność spada wraz z wykształceniem. I gdybyśmy tak w Polsce statystycznie wyłowili dwie równe ilościowo grupy: pierwsza - katolików (niech będą nawet "głęboko wierzący") i drugą niewierzących (niech będą nawet "ateiści"), to jakby z tym porównaniem zasobu wiedzy było? > Mimo wszystko cieszę się, że dostałem wreszcie jakieś konkrety na temat podstaw światopoglądowych racjonalistów, w wolnym czasie spróbuje zrobić sobie niezbędne notatki i opracowania.A ja obiecuję - pod warunkiem, że Pan się z tego forum nie wycofa - że jeszcze się odezwę, ale na razie, to mam dosyć. Proszę z moich wskazówek skorzystać, naprawdę były one Panu bardzo życzliwe.
Moje uszanowanie i serdecznie pozdrawiam!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | >Witam!
>Strasznie podoba mi się to określenie" "nauki nieścisłe". Ciekawy jestem, którzy uczeni uznają się za "nieścisłych naukowców". >Ale coś w tym jest. Postulat większego nacisku na metodologię w naukach jak je nazwałem "nieścisłych" (humanistycznych), niewątpliwie jest słuszny, jednak nie można wszystkiego mierzyć jedną miarą. Oczywiście narzędzia badawcze typowe dla danej dziedziny powinny być stosowane i musi być porządek. Dane powinny być sprawdzalne na tyle na ile się da. Jednak tam gdzie się operuje na pojęciach nie jest to takie proste, bo nie można zastosować jakichś pewnych wzorów. To też kwestia niedoskonałości języka i jeszcze niezbyt precyzyjnego opisu zależności i pojęć.
>>Racjonalne myślenie - tak, antykatolicyzm - nie. Oto konkluzja. >Przykro mi, ale racjonalne myślenie zawsze prowadzi, do co najmniej areligijności. A dalej do ateizmu doprowadzają teiści wymuszając polaryzację stanowisk. Nie zawsze racjonalne myślenie musi prowadzić do ateizmu. Jeśli jest tylko narzędziem, coś tak jak kombinerki wyciągam z szuflady, gdy potrzebuję coś nimi zrobić, a nie staje się obsesją. Rozumne myślenie jest czymś, co powinno towarzyszyć człowiekowi zawsze, racjonalne nie wydaje mi się tym samym.
>Pół żartem, pół serio. Dla mnie istnienie Kościoła katolickiego jest najpoważniejszym dowodem na nieistnienie Boga. Bóg, gdyby istniał, to by na coś takiego nie pozwolił. Zależy na co się patrzy. Jak się postrzega tylko błędy i niedociągnięcia, a niezawinioną lub częściowo zawinioną ignorancję traktuje jak świadome i dobrowolne działanie z pełną premedytacją, to takie wnioski się wyciąga.
>I tak zupełnie poważnie - znam historię chrześcijaństwa nie od Deschnera, znałem już ją zanim on swoją wersję napisał. Teraźniejsze książki są tylko mojej wiedzy uzupełnieniem. Tak, przesadza on w krytycznej ocenie Kościoła, ale czy ks. Bolesław Kumor, od którego ja poznawałem historię Kościoła, był bardziej obiektywny, a może ks. Józef Umiński, nie naginał ocen na rzecz Kościoła. Czytałem też Bobera, Myszora, Kłoczowskiego, Wyczawskiego, Żywczyńskiego z obcych: Le Goffa, Delumeau, de Lubaca, Chaunu, czy wymieniać innych? Obraca się Pan w kiepskim środowisku ateistów, którzy całą swoją wiedzę historyczną tylko Deschnerze opierają. W wolnym czasie być może zerknę do wymienionych autorów. Mam nagrane część wykładów i niestety tylko kilka książek a po wielu latach przerwy w lekturze sporo zapomniałem, choć ostatnio przeczytałem małe co nieco. Z braku czasu nie mogę więcej. Wystarczy mi to jednak na wyciągnięcie wniosków. Wiem o prawie wszystkich znanych negatywnych wydarzeniach, które zarzuca się Kościołowi, ale analiza wybranych pozwoliła mi zwrócić uwagę na okoliczności i spojrzeć w sposób w jaki postrzegano te wydarzenia w danym czasie. Wtedy można zrozumieć lekcję historii. Dzisiaj potępiamy same te postawy oraz sposób myślenia i słusznie, ale nie można naszą miarą oceniać epok tak różnych od współczesności. Oskarżanie całego Kościoła o regionalne wydarzenia, również nie jest uzasadnione. Ale to temat nie na takie posty. Wolałbym zlecić to komu innemu.
>>Mimo wszystko cieszę się, że dostałem wreszcie jakieś konkrety na temat podstaw światopoglądowych racjonalistów, w wolnym czasie spróbuje zrobić sobie niezbędne notatki i opracowania. >A ja obiecuję - pod warunkiem, że Pan się z tego forum nie wycofa - że jeszcze się odezwę, ale na razie, to mam dosyć. Proszę z moich wskazówek skorzystać, naprawdę były one Panu bardzo życzliwe. Ja zasadniczo nie zakładam u wszystkich złych intencji, jestem na tym forum jako obserwator i chociaż nie podoba mi się duch, w jakim to jest prowadzone, to szukam jakichś aspektów, które są wartościowe. Zbieram wiedzę logistyczną i metodyczną, bo lubię takie rzeczy. Niewiele jest konkretów na tym serwisie, ale udaje mi się wyłowić rodzynki właśnie z takich rozmów
Zastanawia mnie cały czas jaki był kierunek tych studiów skoro ksiądz uczył?
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Problem w tym, że taki racjonalista myślący naukowo może dojść do przekonania, że skoro w przyrodzie jest walka o przetrwanie i wygrywa silniejszy, to taki styl życia jest zgodny z rzeczywistością, a wypracowane przez wieki ludzkie postawy są nienaturalne itd.
Niedouczony racjonalista - to rzeczywiście może być tragedia!
Nie odpowiadaj, proszę, ale też nie powtarzaj więcej, że >w przyrodzie jest walka o przetrwanie i wygrywa silniejszy bo to źle świadczy o poziomie Twojej wiedzy.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam!
>>Problem w tym, że taki racjonalista myślący naukowo może dojść do przekonania, że skoro w przyrodzie jest walka o przetrwanie i wygrywa silniejszy, to taki styl życia jest zgodny z rzeczywistością, a wypracowane przez wieki ludzkie postawy są nienaturalne itd. > Niedouczony racjonalista - to rzeczywiście może być tragedia! Myślisz, że takich nie ma? Jak nie ma to pewnie będą, bo to bardzo prawdopodobne.
> Nie odpowiadaj, proszę, ale też nie powtarzaj więcej, że >w przyrodzie jest walka o przetrwanie i wygrywa silniejszy >bo to źle świadczy o poziomie Twojej wiedzy. Silniejszy, czy sprytniejszy to dosyć poobne. Choć oczywiście nie to samo.
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
> Silniejszy, czy sprytniejszy to dosyć poobne. Choć oczywiście nie to samo. Czasami silniejszy, czasami "sprytniejszy", czasami szybszy, albo z dłuższym ogonem. Ogólnie - lepiej przystosowany, choć czasami niezwykle trudno dociec na czym owe lepsze przystosowanie polega. Ale nie ciągnijmy tego. Skoncentruj się na poważniejszych sprawach. Choćby na duszy jaką obdarzana jest, Twoim zdaniem, zygota.  Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > Skoncentruj się na poważniejszych sprawach. Choćby na duszy jaką obdarzana jest, Twoim zdaniem, zygota.  Napisałem ogólnie jak to widzę, tak na szybko, bo nie miałem czasu zastanawiać się głębiej, na to trzeba mieć spokój i dużo czasu na grzebanie w źródłach (Ojcowie, inni święci, teologowie) i wszystkie te analizy, za i przeciw dla wybranego rozwiązania. Na sto pomysłów z metody brainstorm trzeba przeanalizować wszystkie odrzucając absurdy i z przesianych wybrać taką, która spełnia kryteria zgodności z pozostałym nauczaniem Kościoła. Ta metoda pozwala na ustalenie również innych rzeczy. Ateiści niestety pomimo cennej metodyki, która by się przydała po przełożeniu, dopóki są ateistami nie mogą tu pomóc, bo z założenia odrzucają rzeczywistość inną niż materialna. Choć tu nie jestem do końca pewny, czy czyściec i miejsce przebywania dusz dzieci poronionych itp. nie jest jeszcze jakąś formą materii, tylko jeszcze nie rozpoznanej. Może pomiędzy ciałem a duszą jest jakaś wyższa materia, która łączy te dwa światy? To jednak tylko takie pomysły na poczekaniu i należałoby to skonfrontować, ale na to potrzeba wiele godzin rozmyślań i konsultacji z innymi. Gdybym miał z tego chleb, to kto wie?  Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | @@@ Proszę zerknąć na mój udział w tym wątku. Zdaje się to, dosyć ciekawe poznawczo dla poznania percepcyjnego potencjału u człowieka mającego już mocno ukształtowane stereotypy umysłowe. Zastanawiając nad plastycznością dorosłego umysłu i możliwością jego wyjścia poza już ugruntowane schematy dostrzegam ogromną jego ograniczoność i muszę ze smutkiem przyznać, że cała moja wiedza dydaktyczna przy tym wysiada. Dostrzegam, że prowadząc poważniejsze rozmowy z fideistami, natrafiam "na ścianę odrzucenia, już przed zrozumieniem" i nie pełnię tu nawet funkcji inspirującej ich do uzupełnienia ewidentnych luk w wiedzy (np. reakcja na Pańską uwagę o ewolucjonizmie). Bardzo mi się te dyskusje na naszym forum przydały, uświadamiając mi "siłę mojej bezsilności". Można sobie tu pogadać do woli! **************************** Napisał Pan do "Kontrasta": > Skoncentruj się na poważniejszych sprawach. Choćby na duszy jaką obdarzana jest, Twoim zdaniem, zygota.  Mam tu maleńką uwagę - uzupełnienie: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego wydało w 2005 roku, moim zdaniem bardzo ciekawą monografię duszy poświęconą. Na prawie 500 stronach antropolog kultury Dariusz Czaja, zastanawia się czym jest dusza i jak można w naszej kulturze ten termin rozumieć. Po przeczytaniu "Anatomii duszy", gdy Pan mnie zapyta teraz, jak rozumieć to pojęcie, np. w chrześcijaństwie, to biorąc pod uwagę "cały teologiczny aparat pojęciowy", mogę śmiało powiedzieć tylko. Nie wiem. Ale gdy znajdzie Pan czas, to książkę warto przeczytać, czy choćby tylko ją skonspektować.
Serdecznie pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Dostrzegam, że prowadząc poważniejsze rozmowy z fideistami, natrafiam "na ścianę odrzucenia, już przed zrozumieniem" i nie pełnię tu nawet funkcji inspirującej ich do uzupełnienia ewidentnych luk w wiedzy (np. reakcja na Pańską uwagę o ewolucjonizmie).
Myślę, że w przypadku Kontrasta taka ocena jest nieco krzywdząca. Życiowe realia sprawiają, że zajmuje się niekoniecznie tym, czym chciałby się zajmować i stąd zmuszony jest do rezygnowania z pewnych lektur. Na plus trzeba mu zaliczyć, że zdaje sobie sprawę z luk w swojej wiedzy. A że ewolucjonizm nie należy najwyraźniej do tych obszarów, które pragnąłby zgłębić to widać. Specjalnie mu się zresztą nie dziwię... Wydaje mi się, że trochę go rozumiem, gdyż sam jestem w podobnej sytuacji, i mając do wyboru monografię o pojęciu duszy i Fenotyp rozszerzony wybieram to drugie. Tym niemniej bardzo dziękuję za Pańską wskazówkę lekturową. Jeśli będę miał okazję na pewno przejrzę, a może nawet spróbuję przeczytać.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! >A że ewolucjonizm nie należy najwyraźniej do tych obszarów, które pragnąłby zgłębić to widać. Skąd taki wniosek? Prawdą jest jedynie, że nie mam czasu i muszę wybierać tylko najbardziej mnie interesujące książki. Zabieram sie właśnie za odświeżenie sobie podręcznika z wprowadzeniem do filozofii, w kolejce leżą skrypty z metodologii nauk, historia filozofii i wiele innych podręczników ze studiów, które już mi trochę wywietrzały z głowy. Chociaż zastanawiam się, czy filozofii przyrody i nauki o ewolucji nie przełożyć na trzecią pozycję. A tu jeszcze muszę uczyć się budownictwa, co pasuje, jak kwiatek do kożucha. Nie jest prawdą, że nie znam tej teorii, niedawno czytałem na ten temat, ale samo przeczytanie to za mało. Niektórych tematów wolę się nauczyć. Pan Bogusławski najwyraźniej nie może zrozumieć, że można znać teorię ewolucji, naturalizm metodologiczny, materializm i wiele innych rzeczy i być wierzącym. Pewnie dlatego zakład niedouczenie u mnie. Na pewno wszystkich szczegółów nie znam to fakt.
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Na pewno wszystkich szczegółów nie znam to fakt.
A prosiłem, żeby tego nie ciągnąć? Drogi Kontraście, koncepcja doboru naturalnego to nie jest szczegół, tylko samo jądro teorii ewolucji. Twoja interpretacja : >w przyrodzie jest walka o przetrwanie i wygrywa silniejszy to skrajna wulgaryzacja tej koncepcji, świadcząca o tym, że masz o niej bardzo słabe pojęcie. I jeśli masz za złe Andrzejowi Bogusławskiemu, że zakłada u Ciebie niedouczenie, to niesłusznie.
>Pan Bogusławski najwyraźniej nie może zrozumieć, że można znać teorię ewolucji, naturalizm metodologiczny, materializm i wiele innych rzeczy i być wierzącym
Niczego takiego nie udało mi się z jego tekstów wyczytać. Chyba, że pisząc "znać" masz na myśli "akceptować". Swego czasu na PAT znaleźć można było wielu autentycznych znawców marksizmu. A wśród wybitnych neodarwinistów wierzących możesz szukać ze świecą. Jak znajdziesz, to daj znać.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! Z niemałym ubawieniem przeczytałem odpowiedź Bogusławskiego na Twój ostatni post. Dla mnie to brzmi trochę jak "Listy starego diabła do młodego" Lewisa... > >Na pewno wszystkich szczegółów nie znam to fakt.> A prosiłem, żeby tego nie ciągnąć? Drogi Kontraście, koncepcja doboru naturalnego to nie jest szczegół, tylko samo jądro teorii ewolucji. Twoja interpretacja :> >w przyrodzie jest walka o przetrwanie i wygrywa silniejszy> to skrajna wulgaryzacja tej koncepcji, świadcząca o tym, że masz o niej bardzo słabe pojęcie.Czy ja się odwoływałem do teorii ewolucji? Rzuciłem tylko hasełko i nawet na myśl mi nie przyszło, żeby to wiązać z Darwinem...  > I jeśli masz za złe Andrzejowi Bogusławskiemu, że zakłada u Ciebie niedouczenie, to niesłusznie.> >Pan Bogusławski najwyraźniej nie może zrozumieć, że można znać teorię ewolucji, naturalizm metodologiczny, materializm i wiele innych rzeczy i być wierzącym> Niczego takiego nie udało mi się z jego tekstów wyczytać. Chyba, że pisząc "znać" masz na myśli "akceptować". Swego czasu na PAT znaleźć można było wielu autentycznych znawców marksizmu. A wśród wybitnych neodarwinistów wierzących możesz szukać ze świecą. Jak znajdziesz, to daj znać.Znam w znaczeniu ogólnym. Wszyscy się o tym uczyliśmy w szkole, trochę kiedyś czytałem, ale ekspertem nie jestem, zresztą chyba mało kto tu ma wiedzę wiele wiekszą niż encyklopedyczną. Jest zresztą kilka wersji ewolucji i póki co nie wiem, którą powinienem uznać za najlepszą. Nie jestem kreacjonistą, ale raczej skłaniam się ku ewolucji ukierunkowanej. Nie mam wyrobionego ostatecznie zdania. Wolałbym, aby to nie było na zasadzie licytacji, póki co jest. W tym wypadku wolę czekać na tezę a nie na teorie, czy raczej hipotezy póki co. Chyba zrezygnuję z pisania tych postów, to znajdę czas na poczytanie, ale co najmniej kilka lat muszę poświęcić.  Zastanawiam się nad przerzuceniem się z forum na korespondencję z wybranymi osobami. Muszę trochę uporządkować to, co pisałem na forum i porobić aktualizacje na własnych stronach. Zwłaszcza lista pytań jakie pojawiły się jest cenna jako materiał dydaktyczny. Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | @@@
Witam!
>>>>Pan Bogusławski najwyraźniej nie może zrozumieć, że można znać teorię ewolucji, naturalizm metodologiczny, materializm i wiele innych rzeczy i być wierzącym Panu Bogusławskiemu rzeczywiście trudno w to uwierzyć, ale że doskonale o tym wie, to wystarczy zajrzeć do autorów, których wyżej polecił. Wystarczy też, poczytać jego inne posty, na innych wątkach. Natomiast - może błędnie - ale jestem dalej przekonany, pomimo moich prób podstawowych wyjaśnień - że Pan Kontrast dalej nie ma "zielonego pojęcia" na czym polega: teoria ewolucji, naturalizm metodologiczny i materializm. Nie, zupełnie nie namawiam do akceptacji tych poglądów, tylko uważam, że inteligent nie pozbawiony samodzielnej refleksji, aby coś odrzucić, wcześniej musi to poznać i zrozumieć. Dawno temu odrzuciłem fideizm, ale doskonale zdaje sobie sprawę na czym on polega. Historii Kościoła i doktryny chrześcijańskiej uczyłem się od najlepszych - zapewnie, będąc niegodnyn, niewiele zrozumiałem - ale postawione przede mną egzaminy zdałem z niezłym wynikiem.
>>>>Znam w znaczeniu ogólnym. Wszyscy się o tym uczyliśmy w szkole, trochę kiedyś czytałem, ale ekspertem nie jestem, zresztą chyba mało kto tu ma wiedzę wiele wiekszą niż encyklopedyczną. 90% polskich ateistów chodziło na katechezę, to chyba na porównywalny poziom z Kontrastem wystarczy. Ekspertami nie są, ale......
>>>>Jest zresztą kilka wersji ewolucji i póki co nie wiem, którą powinienem uznać za najlepszą. Nie jestem kreacjonistą, ale raczej skłaniam się ku ewolucji ukierunkowanej. Jak tak niewiele wiem o ewolucji, to jak mam wiedzieć, która wersja jest najlepsza? Dla mnie istnieje tylko jedna wersja neoewolucjonizmu, a różnice w poglądach uczonych, są znacznie mniejsze, niż np. wewnątrz chrześcijaństwa.
Znana mi wersja kardynała Schonborna "Odnajdywanie zamysłu w przyrodzie" dla wiekszości 95 % ewolucjonistów, jest zaprzeczeniem podstaw ewolucjonizmu. Nie! Racjonalnie zupełnie jest niemożliwe połączenie kreacjonizmu (nawet tego ewolucjonistycznego bpa Życińskiego) z ewolucjonizmem. Ale ludzie nie takich spekulacji potrafią dokonać i w jednym umyśle pogodzić nie takie przeciwieństwa.
Pozdrawiam! > Doskonała miłość usuwa lęk, to niech usunie przed czytaniem Dawkinsa, Wrighta, Cricka i wielu innych, a warto zacząć od artykułów na stronie "Racjonalista.pl". Serdeczne pozdrowienia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | >Witam! >>>>>Pan Bogusławski najwyraźniej nie może zrozumieć, że można znać teorię ewolucji, naturalizm metodologiczny, materializm i wiele innych rzeczy i być wierzącym >Panu Bogusławskiemu rzeczywiście trudno w to uwierzyć, ale że doskonale o tym wie, to wystarczy zajrzeć do autorów, których wyżej polecił. Wystarczy też, poczytać jego inne posty, na innych wątkach. Natomiast - może błędnie - ale jestem dalej przekonany, pomimo moich prób podstawowych wyjaśnień - że Pan Kontrast dalej nie ma "zielonego pojęcia" na czym polega: teoria ewolucji, naturalizm metodologiczny i materializm.
Już pisałem, że uczyłem się na temat ewolucji, a nawet kiedyś zdawałem egzaminy może nie ze szczegółowej wiedzy, ale musiałem coś wiedzieć, dlatego ten zarozumiały argument: Pan Kontrast dalej nie ma "zielonego pojęcia( ad ignorantiam) i popisywanie się znajomością wszystkich innych wersji, których z braku czasu nie miałem okazji poznać jest poniżej pasa. O wersji Shonborna słyszałem, ale nie wypowiadam się, bo nie mam dostępu do tekstu, ani czasu, żeby wszystko badać.
>Nie, zupełnie nie namawiam do akceptacji tych poglądów, tylko uważam, że inteligent nie pozbawiony samodzielnej refleksji, aby coś odrzucić, wcześniej musi to poznać i zrozumieć. I znowu ukryty argument ad ignorantiam. A potem "a ja to:" >Dawno temu odrzuciłem fideizm, ale doskonale zdaje sobie sprawę na czym on polega. Wbrew tym sądom niemal każdy świadomy pogląd jaki mam jest owocem przemyśleń i walki wobec wątpliwości i wielu argumentów przeciwników. Jak mało kto poświęciłem wiele lat na skrupulatne analizy i rozmyślania jak najbardziej racjonalne. Wspomniałem też o agnostykach z mojej rodziny, których przekonania pozałem z autopsji. Nie muszę znać wszystkich szczegółów, bo intuicyjnie znam tę doktrynę, niejako noszę ją w sobie. Nie potrzebuję kolejnej książki, która pokazuje to samo. Czy przeczytam jeszcze pięć kolejnych, stanowiska nie zmienię, a materializm nie interesuje mnie specjalnie i nie spieszy mi się do czytania, gdy w kolejce czekają bardziej interesujące rzeczy. Wnioski jakie wyciągnąłem porównując materializm do panteizmu i gnostycyzmu to właśnie owoc przemyśleń, a monografie tylko bardziej to potwierdzają. Oczywiście żaden z autorów tego nie powie. Zapewne większość z nich obraziłoby się śmiertelnie na takie porównania. >Historii Kościoła i doktryny chrześcijańskiej uczyłem się od najlepszych - zapewnie, będąc niegodnyn, niewiele zrozumiałem - ale postawione przede mną egzaminy zdałem z niezłym wynikiem. Potrafię czytać i widzę... Ja też uczyłem się od jednych z najlepszych i pomimo, że poznałem problemowe kwestie nie zmieniłem opcji, podszedłem realistycznie do sprawy. Nie byłem infantylnie zakochany w Kościele i książach, dlatego nie rozczarowało mnie, że bywało różnie. Wielu z ateistów, to właśnie tacy rozczarowani z różnych powodów. Chrześcijaństwo to wspólnota grzeszników, którzy przez Chrystusa i Jego łaskę stają się święci (dążą). Jak ktoś nie wierzy, że to możliwe, to pozostanie grzesznikiem.
>90% polskich ateistów chodziło na katechezę, to chyba na porównywalny poziom z Kontrastem wystarczy. Ekspertami nie są, ale...... Ja z katechez niewiele pamiętam, tylko z technikum zaraz po wprowadzeniu do szkół pamiętam urywki. Moja edukacja, to własne lektury, wspólnota i studia. Poziom wiedzy nawet licealistów jest żałosny.
>Znana mi wersja kardynała Schonborna "Odnajdywanie zamysłu w przyrodzie" dla wiekszości 95 % ewolucjonistów, jest zaprzeczeniem podstaw ewolucjonizmu. >Nie! Racjonalnie zupełnie jest niemożliwe połączenie kreacjonizmu (nawet tego ewolucjonistycznego bpa Życińskiego) z ewolucjonizmem. >Ale ludzie nie takich spekulacji potrafią dokonać i w jednym umyśle pogodzić nie takie przeciwieństwa. Proszę czytać, co piszę. Nie jestem kreacjonistą, bo tego nie da się już dzisiaj obronić. Wersji przeróżnych teorii jest tu tyle, że nawet chyba specjaliści wszystkiego nie wiedzą. Dlatego też użyłem takiego sformułowania jakie użyłem. Nie trzymam się sztywno terminologi. Teorie mówią tylko, że jest ewolucja i w jakiej formie przebiegała, wiara w to, że Bóg mał w tym udział to już tylko opinia. Myślę, że to zamierzony plan, aby wiara była wolnym wyborm, a nie twierdzeniem naukowym. Pan M.A. musiałby trzy razy w tygodniu chodzić do jakiejś świątyni, a tak może w poczuciu misji krytykować wszystko i nie dzieje mu się krzywda. Ostateczny dowód będziemy mieli po śmierci, albo jak będzie Paruzja. Tylko wtedy czas decydowania się skończy. Wolę być uznanym za słabego i głupiego w miłości bezwarunkowej i miłosierdziu, niż należeć do rasy panów, próżnych pięknoduchów i narcyzów.
>> Doskonała miłość usuwa lęk, >to niech usunie przed czytaniem Dawkinsa, Wrighta, Cricka i wielu innych, a warto zacząć od artykułów na stronie "Racjonalista.pl". Serdeczne pozdrowienia. Nie boję się czytać tekstów tych panów, kilka już przeczytałem (nie pamiętam, czy tych), a nawet komentowałem. Jednak poza niesmakiem, rzadko znajduję u tych ludzi coś więcej. Jak się czyta depresyjną literaturę, to można popaść w podobny marazm. Ale to moje odczucia, różne ludzie mają gusta.
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) |
@@@
********************
Szczęść Boże!
*********************
Niech Bóg Pańskie dzieło błogosławi. Amen!
+
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | @@@
>Myślę, że w przypadku Kontrasta taka ocena jest nieco krzywdząca. Życiowe realia sprawiają, że zajmuje się niekoniecznie tym, czym chciałby się zajmować i stąd zmuszony jest do rezygnowania z pewnych lektur. Na plus trzeba mu zaliczyć, że zdaje sobie sprawę z luk w swojej wiedzy. A że ewolucjonizm nie należy najwyraźniej do tych obszarów, które pragnąłby zgłębić to widać. Specjalnie mu się zresztą nie dziwię... Wydaje mi się, że trochę go rozumiem, gdyż sam jestem w podobnej sytuacji, i mając do wyboru monografię o pojęciu duszy i Fenotyp rozszerzony wybieram to drugie. Tym niemniej bardzo dziękuję za Pańską wskazówkę lekturową. Jeśli będę miał okazję na pewno przejrzę, a może nawet spróbuję przeczytać.
Cholera, to nie wiedziałem, że aż tak źle jest ze mną. Myślałem że, aby mieć jakiś tam światopogląd, muszę mieć zarówno poglądy na to jakie kształty i na skutek jakich praw przyjmują żywe organizmy, jak i jaki jest filozoficzny pogląd na istnienie Boga. Żartuję! Poważnie to uważam, że wszyscy mamy ogromne luki w naszej wiedzy i zawsze przyjmuję czyjąś niewiedzę za normalne zjawisko. Zniechęca mnie tylko tzw. "nieprzemakalność". Jeden przekazuje swoje poglądy, a drugi bez zastanowienia się nad nimi i argumentami wyrażonymi przez polemistę, powtarza prawie to samo, co uprzednio powiedział. Repliki bez przeczytania, ze zrozumieniem, tego co adwersarz napisał. Zgadzam się, że "Kontrast", a szczególnie "Beatus" zdecydowanie pozytywnie kontrastują. Daje się też zauważyć sporą intelektualną refleksję. Dlatego traktowałem tu "Kontrasta" z dużym zrozumieniem i podsuwałem mu nawet lektury, które mogą wspomóc jego argumentację. Myślę że, "spotkamy się jeszcze", ale tu już mi sił zabrakło na powtarzanie i upraszczanie przekazu.
Miłego wieczoru życzę.
|
|
| | | | | | | | |  | | kpt Foxtrot (36 punktów) | Witam!
>Jeżeli nadzieja na sprawiedliwość nigdy nie zostanie zaspokojona, to dlaczego, każdy jej pragnie?
alternatywną dla Boga odpowiedź dlaczego pragniemy sprawiedliwości znajdzie Pan w filmie Richard'a Dawkins'a "Nice guys finish first"
Pozdro !
Tylko ateiści naprwdę umierają za wiarę !
|
|
| lipschitz (1674 punktów) | Jak na moje oko  dowodem na nie istnienie czegoś, jest nie istnienie tego  Dowodem na brak garnków w kuchni, jest ich brak. A jeśli ktoś schował jakiś garnek, np. zamurował go w ścianie lub ukrył pod podłogą, sytuacja nie zmienia się ani trochę - garnek nie istnieje nadal, nie mogę zrobić z niego użytku i chcąc być racjonalnym powinienem zachowywać się tak, jakby garnka nie było, a nie jakby był. Łatwiej jest zdobyć nowy garnek niż zniszczyć całe mieszkanie, aby próbować się przekonać, czy jednak może jest. Bóg który się chowa przed ludźmi być może lubi zabawy w chowanego, można wziąć pod uwagę taką opcję - nagroda dla znalazcy!  Ale chyba lepiej założyć, że jeśli się chowa, to woli, abyśmy uznali, że nie istnieje i poszukali sobie innych zajęć niż uganianie się za jaśnie panem Bogiem. Najwyraźniej Bóg nie cierpi autorytaryzmu
|
|
| kpt Foxtrot (36 punktów) | no dobra załóżmy, że może istniec Bóg w jakiej ilości występuje ? wydaje się byc utartym poglądem, że jest go sztuk 1 skąd to dziwne założenie ?
|
|
| kpt Foxtrot (36 punktów) | Nieistnienia Boga nie da się udowodnic gdyż nawet wierzący nie potrafią określic co mają na myśli mówiąc Bóg. Są sprzeczni w zeznaniach i często zmieniają zdanie. Jest to świetna broń przeciw wszelkim dowodom - takie bezczelne nieistnienie na płaszczyźnie definicji. Ale brak jakichkolwiek przyzwoitych cech jest typowe dla tworów nieistniejących a co za tym idzie poszlaką do uznania Boga za takowy. twory nieistniejące - konstrukty naszej chorej wyobraźni np.gryf pozdro  __________________________________________________________ Tylko ateiści naprawdę umierają za wiarę!
|
|
| kpt Foxtrot (36 punktów) | W jaki sposób Bóg może byc najwyższą miłością skoro wszelki byt jest mu wewnętrznym może więc kochac tylko samego siebie jego miłośc nie dorasta zatem do pięt miłości w ludzkim tego słowa znaczeniu
pozdro
__________________________________________________________ Tylko ateiści naprawdę umierają za wiarę !
|
|
| kpt Foxtrot (36 punktów) | doskonałośc jest jedynie biegunem skali, która jest konstruktem myślowym służącym do relatywnego opisywania rzeczywistości . doskonałośc musi się odnosic do jakiejś cechy i już . przymiotnik dokonały w odniesieniu do niczego znaczy absolutnie nic . to tak jakby pomnożyc zero
pozdro ___________________________________________________________ Tylko ateiści naprawdę umierają za wiarę !
|
|
| kpt Foxtrot (36 punktów) | o takim argumencie słyszałem:
życie na planecie jest tak złożone że niepodobna aby powstało na zasadzie samego przypadku i że musiał byc jakiś stwórca a przynajmniej (co ostatnio popularne) podżegacz postępu w ewolucji
i takim to oto porównaniem barwnym posługiwano się:
'życie powstałe przypadkowo jest tak nieprawdopodobne jak złożenie zegarka przez tajfun'
w polemice z tym argumentem słychac przeważnie o tym, że ewolucja przypadkową nie jest . ale ja chciałbym z innej beczki:
Pozwolę sobie zauważyc, że przyroda w całej kwiecistości swojego stworzenia nie ma na koncie ani jednego bytu tak złożonego jak zegarek . złożonego w sensie wieloelementowego . wszystko co żywe obraca się w wąziutkim zakresie z punktu widzenia topologi . my na ten przykład z jedną dziurą w postaci układu pokarmowego jesteśmy obwarzankiem . to prawda że różne są w nas w środku organy i narządy i kości i kiszki itp . lecz to wszystko jest nierozerwalnie połączone i płynnie jedno w drugie przechodzi . jest to zupełnie zrozumiałe z punktu widzenia ewolucji gdyż niepodobna aby była funkcjonalna forma pośrednia prowadząca do np. kółka . natomiast nie znajduję wytłumaczenia dla takiego stanu rzeczy przy hipotezie z projektantem
skoro Bóg stworzył życie to dlaczego nam nie dał kółek ? dlaczego nie ma zwierząt polującycych przy pomocy strzałek ? dlaczego w przyrodzie nie ma śmigieł ? no albo chociaż zaworów kulkowych ?
pozdro
_________________________________________________________ Tylko ateiści naprawdę umierają za wiarę !
|
|
 | | Zyga (1539 punktów) | > dlaczego w przyrodzie nie ma śmigieł ?lipa, nasiona klonu...
|
|
 | | Zyga (1539 punktów) | > dlaczego w przyrodzie nie ma śmigieł ?lipa, nasiona klonu...
|
|
|  | | kpt Foxtrot (36 punktów) | hej . myślę, że wiesz, że nie o takie śmigła chodziło . pytanie jest dlaczego nie ma dwuczęściowych (przynajmniej) zwierząt . czyli taki ptaszek ze śmigielkiem np. musiałby miec to śmigiełko jako osobną częśc aby się wogóle mogło obracac
|
|
| haski (106 punktów) | Otóż Twój problem kolego w zrozumieniu istoty wszechmocy Boga polega na tym, że źle stawiasz zagadnienie. Przywołanie Jego mocy poprzez ilustację kamienia nie do ruszenia jest błędnym przywołaniem. No bo masz mój drogi takie kamienie - góry, tyle, że nie on bezpośrednio je stworzył, one się w czasie same wytworzyły, ale na upartego można przykład przywołać. Błąd powielać bedziesz dopóty, dopóki nie zrozumiesz że Bóg nie ma rąk, nóg, uszu itp. Nie personifikuj go, to nie wpadniesz w pułapkę myślową. Istota nie pojętej wielkości Jego polega na tym, że On nie jest stąd. To istota duchowa i niepijęta dla trójwymiarowego postrzegania naszej ludzkiej rzeczywistości. Załóż taką koncepcję, że może Jego rzeczywistość wygląda całkiem inaczej? Nie bedziesz wtedy mierzył Jego istnienia bzdurnymi pomysłami, którymi zapewne on sam by się nawet nie przejął. Bo jest na to zbyt wielki. Sądzę, że Jego istnienia należy poszukiwać w innych formach, w miłości, dobru - które w odwrotności do zła jest mniej, że tak powiem, dynamiczne. Ale rozumiem, że dla Cebie kolego liczą się empiryczne , doświadczalne dowody Jego istnienia. No to Ja Ci powiadam - na starcie masz problem. O Nim w ten sposób nie można rozmawaić. Oczy i inne zmysły są jednym z elementów sposobu istnienia człowieka. Ale świat i istnienie nie kończy się na człowieku. Jeśli stracisz wzrok, słuch to stwierdzisz, że nic nie ma bo nic nie słyszysz i nie widzisz? Cóż za egoizm. Za to jak się wsłuchasz w siebie to odkryjesz inne sposoby słyszenia i czucia świata, tyle, że innymi "Mocami". Tak poszukuj istnienia Boga a raczej dowodu na Jego istnienie. Wsłuchaj się w inne "MOCE". Własne oczywiście , tyle że słuchaj sercem itd
haski
|
|
 | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | @@@
Szanowny Panie - Taneczny Kapitanie, komórka jest bardziej złożonym tworem niż zegarek, nogi lepiej funkcjonują od kółek, a język kameleona lepiej od strzałek. Ewolucja preferuje te organizmy, które poprzez przystosowanie się do środowiska wydadzą liczniejsze potomstwo.
Jak Pan to już przemyśli, to proszę sobie przeczytać tekst "haskiego" i czytać go dopóty, dopóki Pan nie zrozumie, jak poważne wymagania intelektualne stawia przed swoimi zwolennikami teizm. To nie ma znaczenia, iż zostaliśmy stworzeni (chyba intelektualnie, a nie fizycznie) na podobieństwo Boga, nie mamy żadnych szans na zrozumienie Jego wszechmocy, no, chyba że, "haski" wyjaśni nam Jego istotę. Myślałem, że w XXI wieku, to nawet teiści już wierzą, iż myśli się za pomocą mózgu, a nie serca, a to co można usłyszeć odbiera się przy pomocy uszu.
Masz Pan problem kpt Foxtrot. Wielki problem Panie Kolego!
Panów serdecznie pozdrawiam i już mnie nie ma.
|
|
|  | | kpt Foxtrot (36 punktów) | > komórka jest bardziej złożonym tworem niż zegarek.w kwesti komórki to się poddaję faktycznie bakteria E-Coli np. która jest napędzana silnikiem elektrycznym spadła mnie zupełnie z krzesła . tego żem się po ewolucji zupełnie nie spodziewał . nie uwierzyłbym gdybym nie zobaczył. > nogi lepiej funkcjonują od kółek.jeżeli Pan tak uważa to wyzywam Pana na wyścig na 100 m . ja będę jechał na rowerze . nie . nogi nie funkcjonują lepiej od kółek . zakładam, że porównuje Pan jakieś zwierzęta z jakimiś samochodami i faktycznie w większości przypadków 'konik' lepiej poradzi sobie w terenie ale całą zasługę za to należy przypisac nie nóżkom a nieosiągalnej dla nas ciągle 'awionice' jaką wyprodukowała przyroda najprostszy wózek jest maszyną, w której środek ciężkości żadnego z elementów nie porusza się w osi działania przyciągania ziemskiego i co za tym idzie nie zużywa energii aby nieustannie podnosic swoją własną masę i dlatego właśnie to koło jest najwydajnieszym środkiem transportu . za tą wydajnośc natura dała by se nogi z d... powyrywac . ale nic z tego . najzwyklejsze koło jest gigantycznym progiem z punktu widzenia ewolucji. > a język kameleona lepiej od strzałek.jedynie jeżeli poluje na mniejszą zwierzynę .. ale chyba lepiej upolowac coś większego . prawda ? czy my ludzie zaszlibyśmy daleko gdybyśmy próbowali na mamuty polowac przy pomocy lassa ? oczywiście że język kameleona nie działa lepiej od strzałek ma słabiutki zasięg i minimalną wydajnośc dlatego właśnie kameleon jest taki anemiczny . z naszego punktu widzenia (zwierząt stałocieplnych) kameleon prawie nic nie je > Ewolucja preferuje te organizmy, które poprzez przystosowanie się do środowiska wydadzą liczniejsze potomstwo. Jak Pan to już przemyśli. taaak . przemyślałem to . w podstawówce ... zapewniam Pana, że to, iż atakuję tak utarty "dogmat", jakoby wszystko co jest w przyrodzie jest idealne, nie wynika z mojej bezmyślności. > to proszę sobie przeczytać tekst "haskiego" i czytać go dopóty, dopóki Pan nie zrozumie, jak poważne wymagania intelektualne stawia przed swoimi zwolennikami teizm.nie obchodzi mnie jak stroma dla kogoś jest góra teizmu i jak się męczył żeby się wspiąc na te wyżyny intelektualne . ja też się wspinałem a teraz czuję się jak idiota bo patrząc wstecz widzę siebie czołgającego się po ziemi . ta "góra" jest płaska Pozdro Tylko ateiści naprawdę umierają za wiarę !
|
|
| |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | @@@
>>komórka jest bardziej złożonym tworem niż zegarek.
>w kwesti komórki to się poddaję faktycznie bakteria E-Coli np. która jest napędzana silnikiem elektrycznym spadła mnie zupełnie z krzesła . tego żem się po ewolucji zupełnie nie spodziewał . nie uwierzyłbym gdybym nie zobaczył.
Ma Pan absolutną rację. Gdzież można porównać np. 30 tys. genów (zawartych w jednej komórce) ze złożonością np. szwajcarskiego chronometru. Widziałem też - w telewizorze - jak samochody po skałach się wspinają. I wiem też, że głupi kameleon na bizona zapolować nie może, a miałby żarcia na dłużej i nie wyglądałby tak anemicznie.
Gdzież tu można porównać ewolucyjną optymalizację do określonego środowiska z uniwersalnością artefaktów. Gdzież ludzkiemu mózgowi do komputera. Co prawda, już ze złożonością, to trochę trudniej: połączeń synapsoidalnych jest tyle ile jest liści w brazylijskiej puszczy, a każde - poza informacją elektryczną - przekazuje jeszcze informację za pomocą około 30 neuro-przekaźników. Ale po co to komu? Wszak można prościej i skuteczniej.
I ja głupiec zaproponowałem Panu, aby Pan pomyślał. Pan już więcej wiedział w podstawówce. Bardzo Pana przepraszam, ale każdy sądzi według siebie, a ja stary człowiek - po kilku uczelniach - stale zachwycam się złożonością świata, stale staram się poznać coś nowego, czegoś nauczyć i stale też przemyśliwam swoje dotychczasowe koncepcje rozumienia świata. Gdzież mi tam do łaskawego Pana. I na dokładkę znowu, ta moja niepewność. Wcale nie jestem pewien, czy zrozumiał Pan to co wyżej napisałem.
Miłego dnia życzę.
|
|
| | |  | | kpt Foxtrot (36 punktów) | witam Nie pisałem o tym że natura jest do kitu . nic co wyprodukował człowiek nie sięga do pięt naturze . każdy kto ma oczy widzi to . ja też Pisałem, że natura ma pewne ograniczenia wynikające z jej ewolucyjności . i jednym z takich ograniczeń jest niemożnośc wyprodukowania organizmów wieloelementowych, wielorozdzielnoelementowych . niektóre z niewielu z przykładów jakie znam to: krokodyl, który łyka sobie kamyczki żeby mu miażdżyły jedzienie w brzuchu . rój os, mrówek czy kretoszczórów i wspomniane już przeze mnie komórki, które kręcą flagellum przy pomocy silniczka . ciągle twierdzę, że przyroda mogła by wyciągnąc ogromne korzyści z projektów organizmów "dekomponowalnych" > I ja głupiec zaproponowałem Panu, aby Pan pomyślał. Pan już więcej wiedział w podstawówceto akurat że: "Ewolucja preferuje te organizmy, które poprzez przystosowanie się do środowiska wydadzą liczniejsze potomstwo." faktycznie wiedziałem już w podstawówce i ciągle uważam, że słusznie się obruszyłem, że mi Pan z takim banałem wyjeżdża > Bardzo Pana przepraszam, ale każdy sądzi według siebie, a ja stary człowiek - po kilku uczelniach - stale zachwycam się złożonością świata, stale staram się poznać coś nowego, czegoś nauczyć i stale też przemyśliwam swoje dotychczasowe koncepcje rozumienia świata. Gdzież mi tam do łaskawego Pana.odnoszę złudne wrażenie, że sugeruję mi pan tu, że jestem głupim, pewnym siebie, bezmyślnym, niewykształconym gnojkiem  i to (czego szczególnie nie lubię) sarkastycznie . żadne z tego nie jest prawdziwe . naprawdę chciałem podyskutowac i mogę przytoczyc jeszcze wiele przykładów na niedoskonałości natury a przynajmniej jej bezmyślności (moim zdaniem) > I na dokładkę znowu, ta moja niepewność. Wcale nie jestem pewien, czy zrozumiał Pan to co wyżej napisałemNo ja też nie . ciągle nie jestem pewien w jakim tonie miała byc wypowiedz Pana na temat postu haskiego > Miłego dnia życzę.Wzajemnie mimo, iż zasób "kwasu" w pana poście skwasił mi odrobinkę dzień z samego rana :/ Dozo  Tylko ateiści naprawdę umierają za wiarę !
|
|
| | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | @@@
Musze przyznać, iż tym razem to ja niewiele rozumiem.
>Pisałem, że natura ma pewne ograniczenia wynikające z jej ewolucyjności.
Ograniczeń - to podobno - tylko Pan Bóg nie ma. >i jednym z takich ograniczeń jest niemożnośc wyprodukowania organizmów wieloelementowych, wielorozdzielnoelementowych . A po co? Gdy jednoelementowe mogą się replikować, a to wszakże głównie chodzi.
>twierdzę, że przyroda mogła by wyciągnąc ogromne korzyści z projektów organizmów "dekomponowalnych" Trzeba z Panem Bogiem pogadać.
>to akurat że: "Ewolucja preferuje te organizmy, które poprzez przystosowanie się do środowiska wydadzą liczniejsze potomstwo." faktycznie wiedziałem już w podstawówce. Gratuluję!
>i ciągle uważam, że słusznie się obruszyłem, że mi Pan z takim banałem wyjeżdża Podwójnie gratuluję, co za precyzja wypowiedzi.
>odnoszę złudne wrażenie, że sugeruję mi pan tu, że jestem głupim, pewnym siebie, bezmyślnym, niewykształconym gnojkiem To Pańskie określenia. których nigdy i do nikogo nie używam. Odrobina kultury jaką posiadam nie pozwala mi na to, a przecież nie muszę, z takimi ludźmi, jak ich pan wyżej opisał, rozmawiać.
>naprawdę chciałem podyskutowac Wierzę.
>mogę przytoczyc jeszcze wiele przykładów na niedoskonałości natury. Myślę, że wszyscy mogą przytoczyć dużą ilość. Te, które sam znam musiałbym przez parę godzin wymieniać.
>a przynajmniej jej bezmyślności (moim zdaniem) I tu jest duży problem, gdyż ja twierdzę, że natura jest całkowicie bezmyślną. Przypadki "cudownej zmyślności" - jak np. ludzki mózg - są tylko wynikiem przypadkowości.
>>I na dokładkę znowu, ta moja niepewność. Wcale nie jestem pewien, czy zrozumiał Pan to co wyżej napisałem. >No ja też nie . ciągle nie jestem pewien w jakim tonie miała byc wypowiedz Pana na temat postu haskiego. Ja pewną różnice pomiędzy Panami zauważyłem, a Pan jej nie dostrzega? Proszę spojrzeć na siebie z odrobiną dystansu. Nie każdy, kto się tu odzywa, chce albo kogoś poprzeć, albo mu przywalić. Chciałem tylko zasiać w Pańskiej głowie odrobinę wątpliwości. Nie udało się - trudno. Przepraszam. Forum racjonalistyczne winno skłaniać do myślenia. Najwięcej pewności daje szczera wiara. Osobiście wolałbym, aby Pan zamiast się "kwasić" trochę pomyślał, ale co ja mogę.
Miłego dnia życzę i większego poczucia humoru.
|
|
| | | | |  | | kpt Foxtrot (36 punktów) | Witam
i znów mi Pan kropkę nad każdym "i" postawił ale nie będę już odpowiadał bo widzę, że zjechaliśmy jakby z tematu
jeźlim się gupio nafąfywał to pardą wątpliwości się nie udało zasiac za bardzo ale za próby szczerze dziękuję
pa
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|