Racjonalista - Strona głównaDo treści
Okienko prawdy

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
07-12-2012 17:44diogenes (42753 punktów)Okienko prawdy
Ocena 3 na 3
Cytat:
Okna życia" to miejsca, gdzie matka może anonimowo pozostawić dziecko. Ratują one życie niemowląt w całej Europie. Komitet Praw Dziecka ONZ podaje jednak, że dzieci mają prawo do poznania swoich rodziców, a pozostawione w takich miejscach są rzekomo tego prawa pozbawione.


www.rmf24.(*)uja-zycie-niechcian,nId,717689

Dzieci, zdaniem szacownego Komitetu, mają prawo do poznania rodziców. Dobrze. Jak myślicie, gdyby zrobić powszechne badania ojcostwa, ilu ojców przekonałoby się, że wychowuje nie swoje potomstwo? Czy ta prawda wyszłaby dzieciom i "ojcom" na dobre?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
To wszystko nie ma znaczenia, bo przecież wszystkie dzieci są nasze.


Bieda może nauczyć rozumu, ale nigdy - mądrości. (Władysław Grzeszczyk)
07-12-2012 18:39 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>...wszystkie dzieci są nasze...

Poza oficjalną gramatyką zaimek dzierżawczy stopniuje się:

nasze, naszejsze, najnaszejsze

Nasze dzieci są zwykle najnaszejsze.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
08-12-2012 02:10 
 Ocena 1 na 1
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>>...wszystkie dzieci są nasze...
>Poza oficjalną gramatyką zaimek dzierżawczy stopniuje się:
>nasze, naszejsze, najnaszejsze
>Nasze dzieci są zwykle najnaszejsze.
A moje są najmojsze.
08-12-2012 09:48 
 0 na 2
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)
>>...wszystkie dzieci są nasze...
>Poza oficjalną gramatyką zaimek dzierżawczy stopniuje się:
>nasze, naszejsze, najnaszejsze

Proponuję słowo - najnaższe.
lukaszewicz (5674 punktów)

>Czy ta prawda wyszłaby dzieciom i "ojcom" na dobre?

Jednym by wyszła, innym nie.Dzieciom z rodzicami obciążonymi wadami genetycznymi taka wiedza mogłaby się przydać.

A swoją drogą artykuł zmanipulowany tak jak i nazwa tych okienek.

Nie ma żadnych dowodów, że dzieci w nich pozostawione byłyby zabite gdyby ich nie było.
plodzien (7378 punktów)
> Jak myślicie, gdyby zrobić powszechne badania ojcostwa, ilu ojców przekonałoby się, że wychowuje nie swoje potomstwo? >
> Czy ta prawda wyszłaby dzieciom i "ojcom" na dobre? >
Gdyby okazało się, że moja córka nie jest moja - chyba niczego by to nie zmieniło. Kocham ją od dawna i miałbym przestać, bo się dowiedziałem, że nie moja?
Natomiast na starą miałbym niezłego haka.
ps.
A tak w ogóle, to jestem przeciwny oknom życia. Skoro pani prof Środa mówi, że to relikty przeszłości.
Tak
07-12-2012 18:12 
 Ocena 2 na 4
worek kości (2937 punktów)
>A tak w ogóle, to jestem przeciwny oknom życia. Skoro pani prof Środa mówi, że to relikty przeszłości.

Żart?


bembergiem w berg
07-12-2012 18:38 
 Ocena 1 na 1
plodzien (7378 punktów)
>> A tak w ogóle, to jestem przeciwny oknom życia. Skoro pani prof Środa mówi, że to relikty przeszłości. >
> Żart? >
Nie. Po dawnych czasach pozostała mi skłonność do demonstracji lojalności wobec niekwestionowanego autorytetu. To coś tak jak komuniści w Europie lat trzydziestych. Dopóki tow. Stalin uważał nazizm za zło tylko ociupinkę mniejsze niż socjaldemokrację - wszyscy komuniści walczyli z nazizmem. A od sierpnia roku 39 - już nie. Główny chorąży ich sztandaru wiedział lepiej.
07-12-2012 19:53 
 Ocena 2 na 2
Legion (587 punktów)
>>A tak w ogóle, to jestem przeciwny oknom życia. Skoro pani prof Środa mówi, że to relikty przeszłości.
>Żart?

Też zrozumiałem to jako żart Worku. Myślałem, że prawdziwi racjonaliści nie polegają na autorytetach. Nie mam nic do prof Środy, ale słuchanie kogoś ślepo dziwnie kojarzy się mi z owczarnią KK.
08-12-2012 15:32 
 Ocena 2 na 2
Miły (925 punktów)
>A tak w ogóle, to jestem przeciwny oknom życia. Skoro pani prof Środa mówi, że to relikty przeszłości.

Ty tak poważnie? Osoba, która jest niewierząca i za pewne sama najlepiej nie postrzega u wierzących argumentu z autorytetu pisze coś takiego. Co skoro Pani Środa? Co to jakaś święta nieomylna krowa jest? Serio argumenty jak w kościele tu padają typu bo "biskup tak powiedział, więc nie może być inaczej a kto inaczej sądzi ten judasz " ?
Poza tym pani Środa to nie jest żaden polski Dennett czy Hitchens, nie ten poziom wypowiedzi i w ogóle autorytet to wielki z niej nie jest...
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
> Cytat:
Okna życia" to miejsca, gdzie matka może anonimowo pozostawić dziecko. Ratują one życie
>niemowląt w całej Europie. Komitet Praw Dziecka ONZ podaje jednak, że dzieci mają prawo do poznania
>swoich rodziców, a pozostawione w takich miejscach są rzekomo tego prawa pozbawione.


Będąc pozostawione w śmietniku nie tylko nie poznają ojca, ale nawet życia.

>Dzieci, zdaniem szacownego Komitetu, mają prawo do poznania rodziców. Dobrze. Jak myślicie, gdyby
>zrobić powszechne badania ojcostwa, ilu ojców przekonałoby się, że wychowuje nie swoje potomstwo?

Szacunkowo kilka - kilkanaście procent.

>Czy ta prawda wyszłaby dzieciom i "ojcom" na dobre?

Rozbiłaby większość rodzin. Czy to jest dobre? Zależy dla kogo.
08-12-2012 06:57 
 Ocena 7 na 7
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>>zrobić powszechne badania ojcostwa, ilu ojców przekonałoby się, że wychowuje nie swoje potomstwo?
>Szacunkowo kilka - kilkanaście procent.

Gdzieś w pamięci kołacze mi się, że z - brytyjskich bodajże - badań wynika, że 1/5 ojców wychowuje nie swoje dzieci.

Wynika to z dość ciekawego zaułka doboru naturalnego: mężczyźni z "dobrym materiałem genetycznym" nie nadają się wcale a wcale na dobrych ojców. W uproszczeniu: macho o muskularnym ciele, mocno zarysowanym podbródku i mocno wykształconej "samczej agresji" nie są ani skłonni do monogamii ani zbytnio zaangażowani w wychowywanie dzieci. Ergo kobiety mają tendencję do traktowania ich stricte rozpłodowo a w trwałe relacje wchodzą z łagodnymi i wiernymi poczciwcami.

O ile dobrze pamiętam, to do badań należał jeszcze jeden ciekawy element: kobietom dawano do oceny atrakcyjności zmanipulowane zdjęcia (tych samych) mężczyzn podczas różnych faz cyklu. W fazie płodnej miały tendencję do preferowania zdjęć z wyraźniej zaznaczonymi "samczymi" cechami - mocno zarysowaną szczęką, prostokątnym podbródkiem, wyraźniejszymi łukami brwiowymi. W fazie niepłodnej zaś - zdjęcia obrobione w taki sposób, że twarze na nich były "łagodniejsze".

>>Czy ta prawda wyszłaby dzieciom i "ojcom" na dobre?
>Rozbiłaby większość rodzin. Czy to jest dobre? Zależy dla kogo.

Ciekawa kwestia. Zastanawiałem się już nad tym - z racji faktu, że mordę mam raczej okrągłą, poczciwą bardziej niż klasycznie przystojną a materiał genetyczny ostatniego sortu: wrodzona wada serca, denka od butelek na oczach, lumbago i wiecznie zapchane zatoki.
Pogodziłem się z tym, że znajduję się na "liście podwyższonego ryzyka" jeśli chodzi o wychowywanie "nieswojego" dziecka. Trudno, natura to natura i wyżej nerek nie podskoczysz, z resztą nie mam problemów z zazdrością. Już dość dawno objaśniłem moje stanowisko lubej: "idź, śpij z kim chcesz, jeśli taka ochota najdzie, tylko nie nabieraj wody w usta i nie rób tego po kryjomu za moimi plecami". Proste. Przy odrobinie dobrej woli, wzajemnej uczciwości i szczerości wszystko da się rozwiązać.

Fabricati Diem, Pvnc!
08-12-2012 08:23 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>kobiety ... w trwałe relacje wchodzą z łagodnymi i wiernymi poczciwcami.

No i jeśli to możliwe - z bogatymi i tzw. ustawionymi.

>..śpij z kim chcesz, ...tylko ... nie rób tego po kryjomu za moimi plecami.

W małżeńskiej sypialni? Czym dom różniłby się od burdelu?

>Przy odrobinie dobrej woli, wzajemnej uczciwości i szczerości wszystko da się rozwiązać.

Małżeństwo również.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
08-12-2012 09:13 
 Ocena 6 na 6
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>>kobiety ... w trwałe relacje wchodzą z łagodnymi i wiernymi poczciwcami.
>No i jeśli to możliwe - z bogatymi i tzw. ustawionymi.

Skąd takie rozgoryczenie? Jakiś osobisty uraz, słuszny gniew?
Nie muszę oceniać się przez pryzmat tego, kto jest przy moim boku albo czy w ogóle jest. Jeśli jest i w związku wszystko gra, to nie jest to zasługa moja, jej, mojej czy jej wartości, tylko wspólnego wkładu i jakości relacji. Jeśli ona odejdzie, nawet do "lepszego" - zamożniejszego, z większą siłą przebicia - to mojej wartości to nie uszczupli. Ba! Jedyne co o nim będzie można powiedzieć, to że jest najwyraźniej lepszy dla niej a nie lepszy obiektywnie, bo kto ma niby ustanawiać "obiektywne kryteria oceny"?

>W małżeńskiej sypialni? Czym dom różniłby się od burdelu?

Równie dobrze można by zapytać, czym różni się konserwatywnie pojmowane małżeństwo od prostytucji: on przecież zarabia i utrzymuje a ona daje.

Inwektywy na bok, są ważniejsze rzeczy w związku od prawa wyłączności do waginy. Zaufanie, wzajemne zrozumienie, wsparcie, szczerość i serdeczność, wspólne plany i cele.

Jako dorośli ludzie powinniśmy sobie zdawać sprawę z tego, że "hormony mogą zawsze uderzyć" a pożądanie niekoniecznie wcześniej zatelefonuje z pytaniem, czy czwartek za miesiąc o 15:00 będzie wygodną i akceptowalną godziną na wizytę. Primo: osobiście wolę sytuację, w której jasno daję do zrozumienia, iż chwilowe słabostki nie powinny zatrząść dobrym związkiem w posadach i zagrozić jego egzystencji. Secundo: cenię sobie szczerość nade wszystko inne, więc jestem w stanie poświęcić mój "piedestał samczego jedynowładctwa" na rzecz wykluczenia sytuacji, w której odgrywanie "odpornego wszelkim pokusom świętoszka" dostarcza żyznego gruntu wykrętom, kłamstewkom i innym "po kryjomu".

Zastrzegam też, że to czysto mój punkt widzenia i wcale a wcale nie mam zamiaru wpychać go nikomu do gardła.

>>Przy odrobinie dobrej woli, wzajemnej uczciwości i szczerości wszystko da się rozwiązać.
>Małżeństwo również.

Jeśli będzie trzeba, to i małżeństwo. Skoro kogoś kocham, znaczy że pragnę jego szczęścia. A zatem, jeśli szczęściem będzie ktoś inny, nie będę stał na drodze w imię obrony dziwnie rozumianego honoru, czy godności. Między innymi dlatego jestem zwolennikiem intercyzy - mimo, że posiadam guzik z pętelką, omnia mea mecum porto, że tak ujmę mą sytuację majątkową - uważam, że lepiej jest zabezpieczać się a priori przed najczęstszym powodem rozwodowego darcia kotów, czyli podziałem majątku. W ten sposób, jeśli rozwód będzie już nieodzowny, to przynajmniej w miarę cywilizowany i dzieci, jeśli takowe będą, nie zostaną ponad miarę skrzywdzone patrzeniem, jak rodzice skaczą sobie do gardeł, czy - jeszcze gorzej - wykorzystane w roli karty przetargowej. Rozgrywanie dziećmi uważam za obrzydliwie niemoralne i kaleczące, dodam na marginesie.


Fabricati Diem, Pvnc!
08-12-2012 10:11 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Skąd takie rozgoryczenie?

Żadne rozgoryczenie. Obserwacja. Umiera poeta, kilka tomików. Wdowa - już drugi raz nie będę taka głupia. Za jakis czas wiąże się z biznesmenem. No i ma, męża z firmą, a nie ofermę w trampkach i z głową w chmurach.

>Nie muszę oceniać się przez pryzmat tego, kto jest przy moim boku albo czy w ogóle jest.

Zgoda. W samej procedurze oceny ukryty jest jednak ktoś inny, potwór zwany społeczeństwem. Samotność to również ktoś. Ponadto: oceny mają swój grunt w ewolucji: lęk, przyjemność, od, do.

>Jeśli ona odejdzie, nawet do "lepszego" - zamożniejszego, z większą siłą przebicia - to mojej wartości to nie uszczupli.

Skoro zmieni, to zmieni również na skali ocen. Nie ma jakiegoś matafizycznego ja, które sobie jest nieuszczuplone bez względu na to, co się wokół dzieje.

>Inwektywy na bok, są ważniejsze rzeczy w związku od prawa wyłączności do waginy.

Mogę sobie wyobrazić taki związek.
Wagina bez poczucia wierności zalatuje burdelem, lub komuną.
Toleruję, ale nie gustuję.

>chwilowe słabostki nie powinny zatrząść dobrym związkiem w posadach i zagrozić jego egzystencji.

Ależ oczywiście. Chodzi jednak o ocenę tego, co jest chwilową słabostką, a co nie. Jeśli żona chrapie, ok. A jeśli chrapie przy niej kochanek? Wracamy do kwestii gustu.

>Skoro kogoś kocham, znaczy że pragnę jego szczęścia.

Robię to i owo dla innych i specjalnie nie interesuje mnie, czy to jest miłość.

>A zatem, jeśli szczęściem będzie ktoś inny, nie będę stał na drodze w imię obrony dziwnie rozumianego honoru, czy godności.

Jasne. Nie przeszkadzać komuś w szczęsciu nie znaczy jednak być jego autorem. Facet z woza, babie lżej.

>...jestem zwolennikiem intercyzy ...uważam, że lepiej jest zabezpieczać się a priori ...

Bycie jednym ciałem nie znaczy bycia jednym portfelem. Tym niemniej "a priori" wolałbym jednak kojarzyć z teorią poznania, a nie miłością, której ruiny są równie piękne jak ona sama.

>
Fabricati Diem, Pvnc!



Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
08-12-2012 10:27 
 Ocena 2 na 2
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>Żadne rozgoryczenie. Obserwacja. Umiera poeta, kilka tomików. Wdowa - już drugi raz nie będę taka głupia. Za jakis czas wiąże się z biznesmenem. No i ma, męża z firmą, a nie ofermę w trampkach i z głową w chmurach.

Troszkę stereotypowe: poeta = oferma.

>Zgoda. W samej procedurze oceny ukryty jest jednak ktoś inny, potwór zwany społeczeństwem. Samotność to również ktoś. Ponadto: oceny mają swój grunt w ewolucji: lęk, przyjemność, od, do.
>Skoro zmieni, to zmieni również na skali ocen. Nie ma jakiegoś matafizycznego ja, które sobie jest nieuszczuplone bez względu na to, co się wokół dzieje.

Jako socjopata zlewam na to, jak widzi mnie społeczeństwo, więc ostracyzm "środowisk" mi zwisa i powiewa. To "ja" może nie jest metafizyczne ale za to bardzo mocno odgraniczone od cudzych ocen i introspekcyjnie skompaktowane. Taka integralność w zupełności mi wystarcza i mnie zadowala.

>Wagina bez poczucia wierności zalatuje burdelem, lub komuną.
>Toleruję, ale nie gustuję.(...) Chodzi jednak o ocenę tego, co jest chwilową słabostką, a co nie. Jeśli żona chrapie, ok. A jeśli chrapie przy niej kochanek?

Nigdzie nie powiedziałem, że sceną tego teatru mają być deski wspólnego łoża. Nie zaznaczyłem też w żaden sposób, że będę chciał taki obiekt fascynacji partnerki poznać bliżej, czy w ogóle oglądać na oczy. Też mam swoją ściśle zdefiniowaną sferę intymności, choć nie rozciągam jej na cudze genitalia.
W kwestii komuny, tudzież burdelu: akceptuję słabostki, przygody, romanse nawet. Jednakowoż z promiskuityczną kobietą związać bym się nie związał, tym bardziej z czerpiącą tytułem uciech korzyści majątkowe. I to wcale nie z powodów społecznych, tym bardziej nie płynących z jakiejś "moralności opartej na wstrzemięźliwości", tylko z tego, prostego faktu, że to nie styl życia dla mnie.

Fabricati Diem, Pvnc!
08-12-2012 12:45 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Troszkę stereotypowe: poeta = oferma.

Tym niemniej z podwórka wzięte. Akurat mam do czynienia z takim środowiskiem. Może być malarz, muzyk.

>Jako socjopata zlewam na to, jak widzi mnie społeczeństwo, więc ostracyzm "środowisk" mi zwisa i powiewa.

Socjopatyczne społeczeństwo produkuje socjopatów, ale i stosowne instytucje. Jeśli robisz to na własny rachunek i w granicach normy, jesteś normalnym socjopatą.

>Nie zaznaczyłem też w żaden sposób, że będę chciał taki obiekt fascynacji partnerki poznać bliżej, czy w ogóle oglądać na oczy.

>"idź, śpij z kim chcesz, jeśli taka ochota najdzie, tylko nie nabieraj wody w usta i nie rób tego po kryjomu za moimi plecami".

OK. Wziąłem te słowa zbyt dosłownie.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
08-12-2012 12:09 
 Ocena 2 na 2
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Gdzieś w pamięci kołacze mi się, że z - brytyjskich bodajże - badań wynika, że 1/5 ojców wychowuje nie swoje dzieci.

W UK może i tak. U nas znacznie mniej. Nie będę pisał co o tym myślę, bo mnie feministki zjedzą.

>Pogodziłem się z tym, że znajduję się na "liście podwyższonego ryzyka" jeśli chodzi o wychowywanie "nieswojego"

Geny sprzyjające twojemu podejściu są przez ewolucję nagrodzone eksterminacją.
08-12-2012 16:20 
 Ocena 3 na 3
Anna Salman (16360 punktów)
>... Nie będę pisał co o tym myślę, bo mnie feministki zjedzą.
A co to ma wspólnego z feminizmem???
08-12-2012 16:53 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>... Nie będę pisał co o tym myślę, bo mnie feministki zjedzą.
>A co to ma wspólnego z feminizmem???

Na podstawie obserwacji zauważyłem, że kobiety, a zwłaszcza feministki oczekują, że facet będzie chętnie wychowywał nie swoje dzieci, "bo jak mnie kocha, to dziecko nie jest problemem".
To jest moja obserwacja. Nie będę pisał, co o tym myślę. Chętnie jednak poznam Twoje wytłumaczenie.
08-12-2012 17:29 
 Ocena 6 na 6
Anna Salman (16360 punktów)
Tak na wstępie - tłumaczyć nie ma się z czego. A z feministkami jest jak z ateistami - wielka różnorodność poglądów z jednym wspólnym mianownikiem "równouprawnienie w sferze publicznej". Współcześnie już "walka z przejawami dyskryminacji" - też w sferze publicznej. Reszta to różnice środowiskowe.

>Na podstawie obserwacji zauważyłem, że kobiety, a zwłaszcza feministki oczekują, że facet będzie chętnie wychowywał nie swoje dzieci, "bo jak mnie kocha, to dziecko nie jest problemem".
Z tego co ja widzę, to feministki mają przekonania w kwestii posiadania i wychowania dzieci zależne od środowiska, z którego się wywodzą - jw.. W moim dominowało "nie ta matka która urodziła, tylko ta, która wychowała". I to chyba podsumowuje wszystko.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Z tego co ja widzę, to feministki mają przekonania w kwestii posiadania i wychowania dzieci zależne od środowiska, z którego się wywodzą - jw.. W moim dominowało "nie ta matka która urodziła, tylko ta, która wychowała". I to chyba podsumowuje wszystko.

Tak się mówiło, bo powiedzieć można wszystko i to niewiele kosztuje. Spotkanie takiej matki w rzeczywistości było trudne. Niezwykle rzadko matka wychowuje cudze dziecko. Dlatego uważam, że były to tylko puste słowa, które rzadko podlegały weryfikacji w życiu. Próba odniesienia tych samych zasad przez kobiety do mężczyzn zdarza się powszechnie. Sytuacja w której mężczyzna wychowuje (utrzymuje) cudze dziecko jest powszechnie spotykana. Rezultaty w dłuższym okresie rzadko są zgodne z oczekiwaniami...

I o tym właśnie piszę.
09-12-2012 10:37 
 Ocena 1 na 1
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>Próba odniesienia tych samych zasad przez kobiety do mężczyzn zdarza się powszechnie. Sytuacja w której mężczyzna wychowuje (utrzymuje) cudze dziecko jest powszechnie spotykana.
Więc dla rzetelności dodam, że jeszcze powszechniejsza jest męska niefrasobliwość wobec losu własnego potomka. Bo gdzie - wśród tego narzekania na postępki matek - rozgoryczenie biologicznych ojców pozbawionych własnych potomków na rzecz ojców o wyższych parametrach socjalnych?
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Sytuacja w której mężczyzna wychowuje (utrzymuje) cudze dziecko jest powszechnie spotykana.
>Dla rzetelności dodam, że jeszcze powszechniejsza jest męska niefrasobliwość wobec losu własnego potomka. Bo gdzie - wśród tego narzekania na postępki matek - rozgoryczenie biologicznych ojców pozbawionych własnych potomków na rzecz ojców o wyższych parametrach socjalnych?

Piszesz o świadomym rodzicielstwie, czy konsekwencjach zakrapianej alkoholem imprezy?
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>Piszesz o świadomym rodzicielstwie, czy konsekwencjach zakrapianej alkoholem imprezy?
Piszę o wypowiedziach w tym wątku, bo mi jakoś w tym utyskiwaniu na łożenie na cudze dziecko brakuje jakiegokolwiek zabiegania o gdzieś zagubioną własną komórkę.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Piszesz o świadomym rodzicielstwie, czy konsekwencjach zakrapianej alkoholem imprezy?
>Piszę o wypowiedziach w tym wątku, bo mi jakoś w tym utyskiwaniu na łożenie na cudze dziecko brakuje jakiegokolwiek zabiegania o gdzieś zagubioną własną komórkę.

Dlatego próbuję ustalić, czy masz na myśli świadome rodzicielstwo, czy wyrywanie "lachonów" na dyskotece? Bo to są zupełnie inne sytuacje.
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>czy masz na myśli świadome rodzicielstwo, czy wyrywanie "lachonów" na dyskotece? Bo to są zupełnie inne sytuacje.
Rozróżnienie poruszanego przez mnie zagadnienia przebiega na linii matka - ojciec, a nie seks małżeński - seks imprezowy.

Piszę o męskim przejmowaniu się łożeniem na nieswoje dziecko, często za sprawą przebiegłych kobiet, przy jednoczesnym bagatelizowaniu gdzie też może się ewentualnie podziewać autentyczny nasz potomek. Bo było nie było, taka postawa czyni z nas zabiegających bardziej o własny portfel, niż o własne potomstwo. Stawiam tezę, że są tym samym rachunki męsko damskie wyrównane.

A w jakim celu Ty chcesz rozróżniać między dziećmi z balangi a dziećmi z małżeńskiego łoża?
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>czy masz na myśli świadome rodzicielstwo, czy wyrywanie "lachonów" na dyskotece? Bo to są zupełnie inne sytuacje.
>Rozróżnienie poruszanego przez mnie zagadnienia przebiega na linii matka - ojciec, a nie seks małżeński - seks imprezowy.

To rozróżnienie jest jednym z wielu możliwych rozróżnień. Ograniczanie tylko do tego fałszuje obraz.

>Piszę o męskim przejmowaniu się łożeniem na nieswoje dziecko, często za sprawą przebiegłych kobiet, przy jednoczesnym bagatelizowaniu gdzie też może się ewentualnie podziewać autentyczny nasz potomek. Bo było nie było, taka postawa czyni z nas zabiegających bardziej o własny portfel, niż o własne potomstwo. Stawiam tezę, że są tym samym rachunki męsko damskie wyrównane.
>A w jakim celu Ty chcesz rozróżniać między dziećmi z balangi a dziećmi z małżeńskiego łoża?

W zależności od sytuacji poczęcia kwestia interesowania lub nieinteresowania się ma zupełnie inne wyjasnienie.
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>To rozróżnienie jest jednym z wielu możliwych rozróżnień. Ograniczanie tylko do tego fałszuje obraz.
Ograniczenie się do istotnego aspektu wyostrzy interesującą nas część obrazu.

>W zależności od sytuacji poczęcia kwestia interesowania lub nieinteresowania się ma zupełnie inne wyjasnienie.
Zauważ, że brakiem pomocy można zaszkodzić własnemu potomkowi, jakiekolwiek usprawiedliwienie się mu/jej co najmniej nie pomoże.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>To rozróżnienie jest jednym z wielu możliwych rozróżnień. Ograniczanie tylko do tego fałszuje obraz.
>Ograniczenie się do istotnego aspektu wyostrzy interesującą nas część obrazu.

Dlatego na początek próbowałem ustalić czy dziecko jest z kobiety wiernej, czy rozwiązłej.

>>W zależności od sytuacji poczęcia kwestia interesowania lub nieinteresowania się ma zupełnie inne wyjasnienie.
>Zauważ, że brakiem pomocy można zaszkodzić własnemu potomkowi, jakiekolwiek usprawiedliwienie się mu/jej co najmniej nie pomoże.

A jeśli zwiększone ryzyko nieprzetrwania potomka nadrobione jest z nawiązką ich ilością?
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>A jeśli zwiększone ryzyko nieprzetrwania potomka nadrobione jest z nawiązką ich ilością?
W takim przypadku jest się nie ofiarą, lecz sprawcą tej powszechnie spotykanej sytuacji w której mężczyzna wychowuje (utrzymuje) cudze dziecko; zasugerował Pan siebie jako adresata postawionego zarzutu.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>A jeśli zwiększone ryzyko nieprzetrwania potomka nadrobione jest z nawiązką ich ilością?
>W takim przypadku jest się nie ofiarą, lecz sprawcą tej powszechnie spotykanej sytuacji w której mężczyzna wychowuje (utrzymuje) cudze dziecko; zasugerował Pan siebie jako adresata postawionego zarzutu.

W cytowanej wiadomości nie pytałem o sprawcę, tylko dlaczego kobiety oczekują i żądają, że następny będzie wychowywał cudze dziecko. Na to pytanie nie odpowiedziałeś.
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>>W takim przypadku jest się nie ofiarą, lecz sprawcą tej powszechnie spotykanej sytuacji w której mężczyzna wychowuje (utrzymuje) cudze dziecko; zasugerował Pan siebie jako adresata postawionego zarzutu.
>W cytowanej wiadomości nie pytałem o sprawcę, tylko dlaczego kobiety oczekują i żądają, że następny będzie wychowywał cudze dziecko. Na to pytanie nie odpowiedziałeś.
W zalinkowanej wypowiedzi nie sformułowałeś żadnego pytania.
09-12-2012 18:09 
 Ocena 2 na 2
Anna Salman (16360 punktów)
>Tak się mówiło, bo powiedzieć można wszystko i to niewiele kosztuje.
Tak się mówiło, ponieważ moja babcia wychowała cudze dziecko z całą miłością, oddaniem i na bardzo porządnego człowieka. Nic albo niewiele natomiast kosztują insynuacje wobec osób, których się nie zna i na pewno nie pozna, bo już nie żyją. Na przyszłość jednak proszę chwilę zastanowić się przed napisaniem tego typu komentarza - internet daje taką szansę.
>...Próba odniesienia tych samych zasad przez kobiety do mężczyzn zdarza się powszechnie. Sytuacja w której mężczyzna wychowuje (utrzymuje) cudze dziecko jest powszechnie spotykana. Rezultaty w dłuższym okresie rzadko są zgodne z oczekiwaniami...
Coś nad wyraz gorzkiego pobrzmiewa w tym komentarzu. Niech chcę drążyć tematu, bo nie moja sprawa, ale uogólnianie własnych - jednostkowych doświadczeń na populację chyba nie ma większego sensu.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Tak się mówiło, bo powiedzieć można wszystko i to niewiele kosztuje.
>Tak się mówiło, ponieważ moja babcia wychowała cudze dziecko z całą miłością, oddaniem i na bardzo porządnego człowieka. Nic albo niewiele natomiast kosztują insynuacje wobec osób, których się nie zna i na pewno nie pozna, bo już nie żyją. Na przyszłość jednak proszę chwilę zastanowić się przed napisaniem tego typu komentarza - internet daje taką szansę.

Twój przykład jest dowodem z osobistego doświadczenia (nie jest dowodem). Ja piszę o regule, jaką zaobserwowałem jako występującej dość powszechnie w pewnej sytuacji.

>>...Próba odniesienia tych samych zasad przez kobiety do mężczyzn zdarza się powszechnie. Sytuacja w której mężczyzna wychowuje (utrzymuje) cudze dziecko jest powszechnie spotykana. Rezultaty w dłuższym okresie rzadko są zgodne z oczekiwaniami...
>Coś nad wyraz gorzkiego pobrzmiewa w tym komentarzu. Niech chcę drążyć tematu, bo nie moja sprawa, ale uogólnianie własnych - jednostkowych doświadczeń na populację chyba nie ma większego sensu.

Ja wogóle nie piszę o sobie, gdyż dowód z osobistego doświadczenia nie jest dowodem. Mojego życia w tej dyskusji nie ma.
10-12-2012 17:08 
 Ocena 3 na 3
Anna Salman (16360 punktów)
>Twój przykład jest dowodem z osobistego doświadczenia (nie jest dowodem).
A czy podawałam to jako dowód? Tylko jako przykład, że poglądy w większości spraw są pochodną poglądów środowiska, z którego się pochodzi, a nie klasyfikacji feministka / ateistka / wegetarianka itp.. Moje poglądy wynikają z moich doświadczeń. No ale rozumiem, że twoje doświadczenia dają już podstawę do uogólnień:
>Ja piszę o regule, jaką zaobserwowałem jako występującej dość powszechnie w pewnej sytuacji.
Reguły tworzy się w oparciu o szeroko zakrojone badania, prywatnie można mieć tylko pogląd / opinię dotyczącą jakiegoś wycinka rzeczywistości. To, że mężczyźni wychowują cudze dzieci (świadomie - nie w wyniku zdrady) wynika z tego, że wybrali sobie partnerki z dziećmi. To z kolei wynika z faktu, że większość samotnych rodziców to matki, a osobników obu płci jest mniej więcej po połowie - matematyka.
>Ja wogóle nie piszę o sobie, gdyż dowód z osobistego doświadczenia nie jest dowodem. Mojego życia w tej dyskusji nie ma.
Trochę konsekwencji by się przydało - własna obserwacja też jest własnym doświadczeniem, chyba że zapośredniczonym medialnie. Tyle, że poziom emocji wydawał się wskazywać na coś innego.
09-12-2012 10:27 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Tak na wstępie - tłumaczyć nie ma się z czego. A z feministkami jest jak z ateistami - wielka różnorodność poglądów z jednym wspólnym mianownikiem "równouprawnienie w sferze publicznej". Współcześnie już "walka z przejawami dyskryminacji" - też w sferze publicznej. Reszta to różnice środowiskowe.

Mogłabyś może przytoczyć przykłady tej walki w kwestii zwalczania nierównego traktowania płci w sądach rodzinnych? Ile procent spraw o przyznanie praw rodzicielskich wygrywają ojcowie?
09-12-2012 19:01 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
>Mogłabyś może przytoczyć przykłady tej walki w kwestii zwalczania nierównego traktowania płci w sądach rodzinnych?

Pojawiają się wypowiedzi na ten temat. Nierówny udział ojców w wychowywaniu dzieci jest nierzadko przez feministki krytykowany. Są też chyba najgłośniejszymi orędowniczkami wprowadzenia urlopów rodzicielskich dostępnych dla obojga rodziców.

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny")
09-12-2012 19:09 
 Ocena 4 na 4
Anna Salman (16360 punktów)
>Mogłabyś może przytoczyć przykłady tej walki w kwestii zwalczania nierównego traktowania płci w sądach rodzinnych?
Nie dysponuję danymi statystycznymi, ale ... warto byłoby sprawdzić, ilu ojców zgłosiło się do organizacji feministycznych z prośbą o pomoc w konkretnych sprawach i jakie były efekty tych zgłoszeń. Spotkali się z odmową? Otrzymali wsparcie?
>Ile procent spraw o przyznanie praw rodzicielskich wygrywają ojcowie?
Wygrywają? Znikomy zapewne, ale ma to źródło nie tylko w mentalności społeczeństwa. Należy zacząć od tego, co oznacza wygrana, gdy podejmowana jest decyzja o życiu konkretnego człowieka. Dziecko nie powinno być przedmiotem gry - to nie jest jakiś fant, bonus itp. Dlaczego obie strony stoją zapiekłe po dwóch stronach barykady? Czy w cywilizowanym kraju nie można załatwić kwestii podziału opieki polubownie? Czy rodzicom chodzi o dobro dziecka, czy chcą "postawić na swoim", jak dwójka gówniarzy?
Pisałam niejednokrotnie na tym portalu, że kobiety są bardziej bezwzględne i wyrachowane - jeżeli mamy minimalną choćby przewagę, wykorzystujemy ją bez oglądania się na konsekwencje. Walka o dziecko to w naszym kręgu kulturowym jeden z nielicznych obszarów, gdzie kobieta łatwo może wygrać ...
10-12-2012 00:12 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Mogłabyś może przytoczyć przykłady tej walki w kwestii zwalczania nierównego traktowania płci w sądach rodzinnych?
>Nie dysponuję danymi statystycznymi, ale ... warto byłoby sprawdzić, ilu ojców zgłosiło się do organizacji feministycznych z prośbą o pomoc w konkretnych sprawach i jakie były efekty tych zgłoszeń. Spotkali się z odmową? Otrzymali wsparcie?

Organizacja feministyczna jak sama nazwa wskazuje oraz wypowiedzi i czyny ich członkiń świadczą, nie służy równouprawnieniu, a równouprawnieniu kobiet czyli walce o prawa kobiet i ich zrównanie tam, gdzie są gorsze. W szczególności pomimo Twojej sugestii feminizm nie jest ruchem mającym na celu walkę o prawa mężczyzn. Nic dziwnego, że mężczyźni się nie zgłaszają. Twój zarzut jest absurdalny.
pl.wikipedia.org/wiki/Feminizm

>>Ile procent spraw o przyznanie praw rodzicielskich wygrywają ojcowie?
> Wygrywają? Znikomy zapewne, ale ma to źródło nie tylko w mentalności społeczeństwa. Należy zacząć od tego, co oznacza wygrana, gdy podejmowana jest decyzja o życiu konkretnego człowieka. Dziecko nie powinno

Wygrana oznacza, że wygrany ma przyznane prawa rodzicielskie. W kwestii z kim dziecku będzie lepiej ono nie ma prawa głosu, ani nie ma możliwości świadomego wyboru, bo zwykle kobieta izoluje dziecko od mężczyzny i robi mu pranie mózgu programując je do przedstawienia w sądzie.

> być przedmiotem gry - to nie jest jakiś fant, bonus itp. Dlaczego obie strony stoją zapiekłe po dwóch stronach barykady? Czy w cywilizowanym kraju nie można załatwić kwestii podziału opieki polubownie? Czy rodzicom chodzi o dobro dziecka, czy chcą "postawić na swoim", jak dwójka gówniarzy?

To jak wytłumaczysz że w przytłaczającej większości spraw kobiety wygrywają, nawet jeżeli mężczyzna jest lepiej sytuowany finansowo i stać go dzięki temu na poświęcenie rozwoju zawodowego na rzecz spędzania czasu z dzieckiem?

>Pisałam niejednokrotnie na tym portalu, że kobiety są bardziej bezwzględne i wyrachowane - jeżeli mamy minimalną choćby przewagę, wykorzystujemy ją bez oglądania się na konsekwencje. Walka o dziecko to w naszym kręgu kulturowym jeden z nielicznych obszarów, gdzie kobieta łatwo może wygrać ...

Nie widziałem protestów feministek pod sądami, kiedy kobieta wygrała. To chyba też świadczy o tym, że feministki nie zajmują się równouprawnieniem obu płci.
10-12-2012 18:27 
 Ocena 4 na 4
Anna Salman (16360 punktów)
>Organizacja feministyczna jak sama nazwa wskazuje ...nie służy równouprawnieniu, a równouprawnieniu kobiet czyli walce o prawa kobiet i ich zrównanie tam, gdzie są gorsze.
Uff, musiałam zrobić przerwę na herbatę. Dzięki za uświadomienie mi, czym jest feminizm.
Tak po prostu - równouprawnienie oznacza równe prawa. W przypadku feminizmu oczywistym jest, że od początku chodziło o równe prawa dla kobiet (a nie kobiet, bo te w obrębie swojej klasy / kręgu kulturowego były traktowane tak samo), czyli takie, jakie wcześniej mieli mężczyźni.
> W szczególności pomimo Twojej sugestii feminizm nie jest ruchem mającym na celu walkę o prawa mężczyzn.
Nic takiego nie sugerowałam, jednak na zarzut, że feministki nie reagują na dyskryminację mężczyzn w pewnych obszarach postawiłam pytanie (choć w zasadzie znałam odpowiedź), czy mężczyźni zgłaszają się z prośbą o pomoc. Wydaje mi się jednak, że podjęłyby jakieś działania, gdyby taką prośbę otrzymały. Może trzeba spróbować, a nie kreować się na ofiarę.
> Twój zarzut jest absurdalny.
Co zarzuciłam? Jw.- odnoś się, do tego, co napisane...
>Wygrana oznacza, że wygrany ma przyznane prawa rodzicielskie.
Czyli, że postawił na swoim ...
>W kwestii z kim dziecku będzie lepiej ...
Po ukończeniu 13 lat ma prawo głosu, a w kwestii prania mózgu wracam do pytania - co stało się wcześniej, że ci ludzie aż tak się nienawidzą, że uniemożliwiają drugiej stronie kontakt z dzieckiem (czasem podobno nawet porywają / wywożą je zagranicę)?
>To jak wytłumaczysz że ... kobiety wygrywają, ...
Eefekt presji kulturowej, gdzie kobiety postrzega się, jako maszynki do rodzenia dzieci - zaprogramowane jedynie przez hormony. Paradoksalnie uderza to rykoszetem w mężczyzn (niektórych). To jest druga strona tego samego medalu. Odnośnie tej "lepszej sytuacji finansowej" - jeżeli wynika ona z charakteru pracy (co przekłada się również na czas w niej spędzany), to raczej wątpię, żeby mężczyzna "poświęcił rozwój zawodowy", zwłaszcza ryzykując pogorszeniem się sytuacji finansowej.
>Nie widziałem protestów feministek pod sądami, kiedy kobieta wygrała. ...
Znowu? Sam ściągnąłeś definicję feminizmu, jako walki o równouprawnienie kobiet, dalej piszesz, że mężczyźni nie zwracają się po pomoc do organizacji feministycznych i naraz żal, że działaczki feministyczne nie doznały objawienia o konieczności zorganizowania protestów pod sądami.
Nb. gdyby pod każdym sądem w Polsce, gdzie zapada niesprawiedliwy wyrok organizować protesty, to wiekszość obywateli bez przerwy by protestowała, niektórzy w kilku miejscach jednocześnie.
10-12-2012 22:06 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)
... a ja mam proste pytanie. Jak w rzeczywistości wygląda współpraca feministek z organizacjami obrony praw ojca, albo z fundacją obrony ojców pokrzywdzonych przez sady?. Te organizacje na pewno występowały o pomoc wszędzie, a wiec i do organizacji feministycznych...

... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
11-12-2012 06:12 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>... a ja mam proste pytanie. Jak w rzeczywistości wygląda współpraca feministek z organizacjami obrony praw ojca, albo z fundacją obrony ojców pokrzywdzonych przez sady?. Te organizacje na pewno występowały o pomoc wszędzie, a wiec i do organizacji feministycznych...

Żeby coś posiadało cechę wyglądu, to najpierw musi posiadać cechę istnienia.
Irracja (4721 punktów)
>>... a ja mam proste pytanie. Jak w rzeczywistości wygląda współpraca feministek z organizacjami obrony praw ojca, albo z fundacją obrony ojców pokrzywdzonych przez sady?. Te organizacje na pewno występowały o pomoc wszędzie, a wiec i do organizacji feministycznych...
>Żeby coś posiadało cechę wyglądu, to najpierw musi posiadać cechę istnienia.

... hmmm, z tego co wiem, to "organizacje obrony praw ojca" posiadają "cechy istnienia" - i to prawne cechy. Organizacje feministyczne również - przynajmniej formalnie, skoro do tego się przyznają. Rozumiem więc, że chodzi panu o "cechy istnienia" współpracy między tymi organizacjami...


... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
11-12-2012 16:42 
 Ocena 2 na 2
Anna Salman (16360 punktów)
>... a ja mam proste pytanie. Jak w rzeczywistości wygląda współpraca feministek z organizacjami obrony praw ojca, albo z fundacją obrony ojców pokrzywdzonych przez sady?.
Pytanie proste, ale źle skierowane - nie należę do żadnej organizacji feministycznej. Natomiast na pewno te organizacje posiadają strony w internecie / adresy e-mail i można pytanie tam skierować. Jak również do fundacji obrony praw ojców, tym bardziej, jeżeli na pewno zwracały się tam o pomoc - ja takiej wiedzy nie posiadam.
Irracja (4721 punktów)
>>... a ja mam proste pytanie. Jak w rzeczywistości wygląda współpraca feministek z organizacjami obrony praw ojca, albo z fundacją obrony ojców pokrzywdzonych przez sady?.
>Pytanie proste, ale źle skierowane - nie należę do żadnej organizacji feministycznej.

... mea culpa, zwracam honor...

>Natomiast na pewno te organizacje posiadają strony w internecie / adresy e-mail i można pytanie tam skierować. Jak również do fundacji obrony praw ojców, tym bardziej, jeżeli na pewno zwracały się tam o pomoc - ja takiej wiedzy nie posiadam.

... w tych kilku sytuacjach które znam, to zależało im na obronie praw kobiet. Nawet nie na prawach dzieci, lecz prawach kobiet... o ojcach lepiej nie wspominać...

... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
12-12-2012 08:10 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>... w tych kilku sytuacjach które znam, to zależało im na obronie praw kobiet.

Jeśli te prawa były łamane, to chyba słusznie im zależało?
I tak nie rozwikłamy tej sprawy, ponieważ ja na przykład nie znam tych sytuacji i nie wiem, o co w nich chodziło.
12-12-2012 08:41 
 Ocena 2 na 2
Irracja (4721 punktów)
>>... w tych kilku sytuacjach które znam, to zależało im na obronie praw kobiet. Nawet nie na prawach dzieci, lecz prawach kobiet...
>Jeśli te prawa były łamane, to chyba słusznie im zależało?
>I tak nie rozwikłamy tej sprawy, ponieważ ja na przykład nie znam tych sytuacji i nie wiem, o co w nich chodziło.

... jedna z bardziej drastycznych spraw, jakie mnie poruszyły ładnych kilka lat temu to ta:
... matka wyjechała na "saksy" do Anglii. Jako że w międzyczasie związała się w konkubinacie i urodziła dziecko, a mąż chciał też sobie ułożyć życie i stworzyć choć częściowo rodzinę małoletnim dzieciom, wystąpił po 5-6 latach o rozwód. Tylko rozwód, bez pozbawiania praw rodzicielskich - do czego nakłaniała go część rodziny, a i dzieci go poparły początkowo. Wtedy przyjechała matka i zaprzeczyła jego ojcostwu, czego badanie krwi nie potwierdziło. Niestety, jako że dzieci były małoletnie, na wniosek matki sąd nie zgodził się na badania genetyczne. Zapadł wyrok, po czym matka wyjechała zostawiając dzieci pod opieką (nie prawną) swoich rodziców, ludzi już dość starszych. Gdy ojciec, jakieś dwa lata później wystąpił o "prawną opiekę", by dzieci mogły zamieszkać ponownie z nim - tak sąd, jak i organizacje do których się zwrócił o pomoc, stanęły na stanowisku, że "matka widocznie wie co jest dobre dla dzieci, a zaistniała sytuacja nie świadczy o braku uczuć macierzyńskich". Przy okazji, matka przez te dwa lata spędziła z dziećmi (łącznie) dwa tygodnie, natomiast jej rodzina bardzo utrudniała kontakty ojca z dziećmi. Czy to można uznać za obronę praw dziecka? Czy tylko za obronę wątpliwych praw matki?... Sprawa była dość mocno nagłośniona onegdaj na forach organizacji obrony praw ojca, niestety nie była uznana za medialną (podobno dla dobra dzieci), więc media ją pominęły...

... rozumiem, że nie znając sprawy trudno odnieść się do moich poprzednich słów. Jednak są one poparte jakąś wiedzą, którą posiadam...

... pozdrawiam...


... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
12-12-2012 09:54 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>... jedna z bardziej drastycznych spraw, jakie mnie poruszyły ładnych kilka lat temu to ta:
Rzeczywiście. Przyznaję Ci rację, naruszono prawa ojca dzieci. Zakładam, że ojciec jest zwyczajnym facetem, nie gangster, nie alkoholik, nie narkoman, żony i dzieci nie bił i się nie znęcał. Nie rozumiem, na jakiej podstawie sąd nie zgodził się na badania DNA. Czy ojciec o to wnioskował? Jeśli nie potwierdzono, że ojciec nie jest ojcem, to znaczy nim jest i utrudnianie kontaktów z dziećmi, nad którymi nadal sprawuje opiekę (wspólnie z matką) jest niezgodne z prawem.
www.lex-po(*)dnianie-kontaktow-z-dzieckiem/
Ja bym w tej sprawie żyć nie dała sądowi rodzinnemu.
12-12-2012 10:10 
 Ocena 2 na 2
Irracja (4721 punktów)
>>... jedna z bardziej drastycznych spraw, jakie mnie poruszyły ładnych kilka lat temu to ta:
>Rzeczywiście. Przyznaję Ci rację, naruszono prawa ojca dzieci. Zakładam, że ojciec jest zwyczajnym facetem, nie gangster, nie alkoholik, nie narkoman, żony i dzieci nie bił i się nie znęcał. Nie rozumiem, na jakiej podstawie sąd nie zgodził się na badania DNA. Czy ojciec o to wnioskował? Jeśli nie potwierdzono, że ojciec nie jest ojcem, to znaczy nim jest i utrudnianie kontaktów z dziećmi, nad którymi nadal sprawuje opiekę (wspólnie z matką) jest niezgodne z prawem.
>www.lex-po(*)dnianie-kontaktow-z-dzieckiem/
>Ja bym w tej sprawie żyć nie dała sądowi rodzinnemu.

... ech, spokoju nie dawał, ale pewnie dzieci już dorosłe to i problem jakoś się sam rozwiązał... z drugiej strony, czasami nurtuje mnie pewien problem. Czy świat jest patriarchalny, bo "na tronie siedzi król"? Czy też matriarchalny, bo zdecydowaną "większość zysków zbiera królowa"?...

... udanego dnia życzę...


... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga" takiego jak chciałyby religie... reszta to zwykłe insynuacje...
10-12-2012 17:28 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Dziecko nie powinno być przedmiotem gry - to nie jest jakiś fant, bonus itp. Dlaczego obie strony stoją zapiekłe po dwóch stronach barykady?

Dwie strony? Stron bywa więcej. Dzieciak z patologicznej rodziny demoluje szkołę (trzecia strona gry). Jest rozbój, policja (czwarta strona), ambulans (piąta strona). Ojciec "za karę" tłucze dziecko niemalże na smierć. Szkoła występuje z wnioskiem do sądu (szósta strona) o odebranie praw rodzicielskich...

>Czy w cywilizowanym kraju nie można załatwić kwestii podziału opieki polubownie?

Nie, nie można. Cywilizacja, jak lek, ma po prostu efekty uboczne w postaci społecznych patologii. Ich wyrazem jest wiele szacownych instytucji, które przede wszsytkim troszczą się o to, by istnieć.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
10-12-2012 19:32 
 Ocena 2 na 2
Anna Salman (16360 punktów)
Ogólnie się zgadzam, ale chodziło mi bardziej o te tzw. "normalne" rodziny, gdzie rodzice zachowują się bardziej infantylnie od swoich dzieci - szarpią się, chcą coś sobie udowodnić. Jakoś nie widzę, żeby mieli na względzie dobro dziecka. To jest egoizm w najczystszej postaci.
10-12-2012 21:58 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)
>Ogólnie się zgadzam, ale chodziło mi bardziej o te tzw. "normalne" rodziny, gdzie rodzice zachowują się bardziej infantylnie od swoich dzieci - szarpią się, chcą coś sobie udowodnić. Jakoś nie widzę, żeby mieli na względzie dobro dziecka. To jest egoizm w najczystszej postaci.

... pomijając wpływ szkoły, itp. to są jaszcze inne strony, wewnątrz "normalnej rodziny". Moi bratankowie - ilekroć widzieli się z babcią, ze strony matki, na dłużej niż kilka godzin z okazji "zlotu rodzinnego" - byli buntowani przeciw rodzinie ojca. Podejrzewam (a właściwie jestem pewien, znając tamta "babcię"), iż gdyby nie obawa przed reakcją matki (jej córki), to byłyby buntowane również przeciw ojcu. Taki typ człowieka z tej "kochającej i dbającej o dobro wnuków, babci"...

... pozdrawiam...


... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>buntowane również przeciw ojcu
Taka lekko skłócona rodzina jest zbawienna dla jakości rodzicielskiej władzy, bo rodzice przecież nie zechcą stracić sympatii walcząc o zachowanie autorytetu. Umiarkowanie umiarkowane trudności zawsze pomagają się doskonalić.
11-12-2012 16:34 
 Ocena 1 na 1
Anna Salman (16360 punktów)
>... są jaszcze inne strony, wewnątrz "normalnej rodziny". Moi bratankowie - ilekroć widzieli się z babcią, ze strony matki, ...
Czyli potwierdza to tylko moje stanowisko, że to co się zdarza na sali sądowej, to nie wina sędziów, aczkolwiek są tendencyjni (ale również niezależni w ferowaniu wyroków). Problem tkwi głębiej i pojawia się dużo wcześniej.
Z drugiej strony - tzw. "normalna rodzina" ... nie znam z doświadczenia takich przypadków, a jedynie z opowieści, stąd taka rodzina nie spełnia dla mnie kryterium normy.
11-12-2012 19:59 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)
>Czyli potwierdza to tylko moje stanowisko, że to co się zdarza na sali sądowej, to nie wina sędziów,aczkolwiek są tendencyjni

... powiedziałbym "nie tylko wina sędziów". Nieraz przyjmują oświadczenia i wnioski stron bez rzetelnego sprawdzenia, nawet takie które dla każdego innego wyglądają na spreparowane. Tak jakby żyli na księżycu, a nie na ziemi...

>(ale również niezależni w ferowaniu wyroków).

... poprawnie powinno być "niezawiśli". Zależni w ferowaniu wyroków to jednak są, chodź by od faktów i dowodów - ale to tylko tak dla ścisłości...

>Problem tkwi głębiej i pojawia się dużo wcześniej.

... w dużej mierze, to racja...

>Z drugiej strony - tzw. "normalna rodzina" ... nie znam z doświadczenia takich przypadków, a jedynie z opowieści,

... dla większości ludzi "normalna rodzina" to ich rodzina... ewentualnie ta która spełnia ich kryterium...

>stąd taka rodzina nie spełnia dla mnie kryterium normy.

... nie tylko dla pani? Niestety, takich osób jest zdecydowana mniejszość...

... miłego wieczoru życzę...


... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
12-12-2012 11:56 
 Ocena 1 na 1
Anna Salman (16360 punktów)
>... poprawnie powinno być "niezawiśli". Zależni w ferowaniu wyroków to jednak są, chodź by od faktów i dowodów - ale to tylko tak dla ścisłości...
Na faktach i dowodach mogą się oprzeć - interpretacja jest ograniczona tylko czynnikami formalnymi. Natomiast zależni bywają, niestety, od np. opinii publicznej, aktualnego układu politycznego, czy towarzyskiego.
12-12-2012 15:03 
 Ocena 3 na 3
Irracja (4721 punktów)
>>... poprawnie powinno być "niezawiśli". Zależni w ferowaniu wyroków to jednak są, chodź by od faktów i dowodów - ale to tylko tak dla ścisłości...
>Na faktach i dowodach mogą się oprzeć - interpretacja jest ograniczona tylko czynnikami formalnymi. Natomiast zależni bywają, niestety, od np. opinii publicznej, aktualnego układu politycznego, czy towarzyskiego.

... w sumie racja, a reszta miała być "igrą słowną".

... w prawie jednak mówi się o niezawisłości co czasami żartobliwie tłumaczę, że "niezawisły sąd to taki który wydaje wyroki po których sam nie zawiśnie"... hmmm, w sumie to nawet oddaje pewien sens tego określenia - "niezawisły"...

... miłego popołudnia...


... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga" takiego jak chciałyby religie... reszta to zwykłe insynuacje...
13-12-2012 12:25 
 Ocena 1 na 1
Anna Salman (16360 punktów)
>... "niezawisły sąd to taki który wydaje wyroki po których sam nie zawiśnie"...
O to, to ...
11-12-2012 13:39 
 Ocena 1 na 1
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>"normalne" rodziny, gdzie rodzice zachowują się bardziej infantylnie od swoich dzieci
Właśnie, a prawo też tak działa! Bo dzieciom alkoholu i papierosów się nie sprzedaje, jakby w oczekiwaniu, że dzieci dadzą dorosłym przykład niepicia i niepalenia. A ten przykład z dołu jakoś, kurka, iść nie chce...
Anna Salman (16360 punktów)
>...dzieciom alkoholu i papierosów się nie sprzedaje, jakby w oczekiwaniu, że dzieci dadzą dorosłym przykład niepicia i niepalenia. ...
Celne spostrzeżenie. Nigdy nie patrzyłam na to w taki sposób
12-12-2012 12:25 
 Ocena 1 na 1
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>Celne spostrzeżenie.
Co do zasady nie moje, tu muszę oddać sprawiedliwość niejakiemu Autotelepacie, z którym miewam zaszczyt wymieniać się spostrzeżeniami w tzw. realu.
16-12-2012 10:27 
 Ocena 1 na 1
Autotelepata (5 punktów)
(zablokowany)
Jeśli Panią Annę Salman interesują inne moje uwagi, to mam ich cały zbiór na kartce, zatytułowany "Samouzasadnienia" .Proponuję, że wyślę na Pani adres pocztowy taki wydruk. Moja komórka: 608 1912 60. Dziękuję za uwagę.
panTeista (6808 punktów)
> Komitet Praw Dziecka ONZ podaje jednak, że dzieci mają prawo do poznania swoich rodziców,

Są prawa ważne i ważniejsze. Ratowanie życia jest ważniejsze od poznania matki. Poznanie ojca bywa niemożliwe nawet przy pozostawianiu dziecka w szpitalu.
Wprawdzie nie wiadomo czy część dzieci pozostawionych w oknach życia by wylądowało na śmietnikach ale jest faktem że kobiety pozostawiające dzieci w oknach nie chcą przechodzić przez procedurę pozbawiania rodzicielstwa.


Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
07-12-2012 19:10 
 Ocena 8 na 8
lukaszewicz (5674 punktów)

>Wprawdzie nie wiadomo czy część dzieci pozostawionych w oknach życia by wylądowało na śmietnikach ale jest faktem że kobiety pozostawiające dzieci w oknach nie chcą przechodzić przez procedurę pozbawiania rodzicielstwa.

Gdyby instytucja tworząca okna życia nie piętnowała matek samotnie wychowujących dzieci, nie walczyła z antykoncepcją i wiedzą o seksie, okna życia nie byłyby potrzebne.

A kobiety pozostawiające dzieci w oknach nie chcą, przede wszystkim, przechodzić przez procedurę ostracyzmu społecznego.
07-12-2012 19:22 
 Ocena 3 na 3
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Gdyby instytucja tworząca okna życia nie piętnowała matek samotnie wychowujących dzieci, nie walczyła z antykoncepcją i wiedzą o seksie, okna życia nie byłyby potrzebne.

Fakt. Byłyby potrzebne znacznie rzadziej.

>A kobiety pozostawiające dzieci w oknach nie chcą, przede wszystkim, przechodzić przez procedurę ostracyzmu społecznego.

Pozostawianie niemowlęcia bez opieki, oddawanie do adopcji lub porzucanie, jest piętnowane społecznie niezależnie od religii.
07-12-2012 19:39 
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)

>Pozostawianie niemowlęcia bez opieki, oddawanie do adopcji lub porzucanie, jest piętnowane społecznie niezależnie od religii.

Nie umieszczałbym w jednym zdaniu oddawania do adopcji z porzucaniem czy pozostawianiem bez opieki.

I śmiem twierdzić ,że osoby niereligijne są w stanie stworzyć środowisko o wiele bardziej przyjazne nieszczęsnej matce niż religijne.
Po prostu próbując ją zrozumieć.
07-12-2012 20:48 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Pozostawianie niemowlęcia bez opieki, oddawanie do adopcji lub porzucanie, jest piętnowane społecznie niezależnie od religii.
>Nie umieszczałbym w jednym zdaniu oddawania do adopcji z porzucaniem czy pozostawianiem bez opieki.

Umieszczenie powyższych w jednym zdaniu wymieniającym zachowania piętnowane społecznie jest jak najbardziej na miejscu.

>I śmiem twierdzić ,że osoby niereligijne są w stanie stworzyć środowisko o wiele bardziej przyjazne nieszczęsnej matce niż religijne.
>Po prostu próbując ją zrozumieć.

Empatia sprzyja zrozumieniu drugiego człowieka lepiej niż zakurzone księgi pastuchów.
07-12-2012 23:04 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Empatia sprzyja zrozumieniu drugiego człowieka lepiej niż zakurzone księgi pastuchów.

Zdaje się, że należałoby przyjąć wersję mocniejszą: owe księgi (czyli przeszłość) zaburzają empatię i bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem. I nie tylko z człowiekiem: modlitwa przed zjedzeniem golonki to tłusta groteska.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
08-12-2012 11:39 
 Ocena 4 na 4
Lodowy (1486 punktów)
>I śmiem twierdzić ,że osoby niereligijne są w stanie stworzyć środowisko o wiele bardziej przyjazne nieszczęsnej matce niż religijne.
A ja bym tak nie uogólniał, nie ma na to reguły. Z własnych obserwacji twierdzę, że to zależy od konkretnych ludzi, bez względu na światopogląd.
maciejo (3492 punktów)
> Cytat:
Okna życia" to miejsca, gdzie matka może anonimowo pozostawić dziecko. Ratują one życie
>niemowląt w całej Europie. Komitet Praw Dziecka ONZ podaje jednak, że dzieci mają prawo do poznania
>swoich rodziców, a pozostawione w takich miejscach są rzekomo tego prawa pozbawione.

>www.rmf24.(*)uja-zycie-niechcian,nId,717689
>Dzieci, zdaniem szacownego Komitetu, mają prawo do poznania rodziców. Dobrze. Jak myślicie, gdyby
>zrobić powszechne badania ojcostwa, ilu ojców przekonałoby się, że wychowuje nie swoje potomstwo?
>Czy ta prawda wyszłaby dzieciom i "ojcom" na dobre?
>

Urzędasy totalnie zatraciły kontakt z rzeczywistością. Przecież skoro te dzieci są niechciane, to matki i tak się będą chciały ich pozbyć i zostawią je na śmietniku. Z tego co wiem, to prawo do życia jest ważniejsze od tego do poznania rodziców.
Matix (5786 punktów)
Poznanie czy syn jest synem biologicznym danego mężczyzny bez badań DNA nie jest wbrew pozorom trudne. Przeważnie to po prostu widać dosłownie na pierwszy rzut oka. Wzrost, wygląd ogólny, nawet część cech charakteru. Inna sprawa z dziewczynką wiadomo.
07-12-2012 22:35 
 Ocena 3 na 3
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Poznanie czy syn jest synem biologicznym danego mężczyzny bez badań DNA nie jest wbrew pozorom trudne. Przeważnie to po prostu widać dosłownie na pierwszy rzut oka. Wzrost, wygląd ogólny, nawet część cech charakteru.

Powyższe świadczy tylko o tym, że mamusia jest wierna swojemu gustowi.
07-12-2012 23:31 
 Ocena 1 na 1
Selanos (12869 punktów)
Naszła mnie taka myśl, że kobiety w tej kwestii mają się dobrze. Zawsze wiedzą, że są biologicznymi matkami swoich dzieci.
08-12-2012 00:33 
 Ocena 3 na 3
Legion (587 punktów)
>Naszła mnie taka myśl, że kobiety w tej kwestii mają się dobrze. Zawsze wiedzą, że są biologicznymi matkami swoich dzieci.

A pamiętasz historię z zamienionymi w szpitalu dziewczynkami?
Selanos (12869 punktów)
>A pamiętasz historię z zamienionymi w szpitalu dziewczynkami?

Pamiętam, ale to mimo wszystko rzadkość. :>
Selanos (12869 punktów)
Czy te całe "okna życia" cokolwiek zmieniły? Przez ostatnie kilka lat, znaleziono tam ile, kilkanaście dzieci? Za to dzieci na śmietnikach jest kilkadziesiąt, jeżeli nie kilkaset. Rocznie. Za to ile afery wokół tych okien, ile to się kościół nagada...

Mimo wszystko, moim zdaniem postawa ONZ jest idiotyczna. Życie dziecka jest ważniejsze niż poznanie przez te dziecko biologicznych rodziców. Mimo wszystko trochę dzieci w tych oknach znaleziono, więc być może są miejsca w których ten wynalazek ma rację bytu.
10-12-2012 20:01 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>..."okna życia"? Przez ostatnie kilka lat, znaleziono tam ile, kilkanaście dzieci? Za to dzieci na śmietnikach jest kilkadziesiąt, jeżeli nie kilkaset. Rocznie.

Wypadałoby więc, w katolickim kraju, z miłości do dzieci, wydzielić w śmietnikach kubły z klapą życia.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Irracja (4721 punktów)
> Cytat:
Komitet Praw Dziecka ONZ podaje jednak, że dzieci mają prawo do poznania
>swoich rodziców, a pozostawione w takich miejscach są rzekomo tego prawa pozbawione.


... tyle że większość ludzi nie traktuje tego jako prawo dziecka, lecz jako obowiązek dziecka. Dochodzi do sytuacji gdy - jeżeli nawet dziecko wie o swojej adopcji lecz nie chce poznawać "rodziców genetycznych" - jest usilnie namawiane do poszukiwań. Niekiedy nawet uznawane za "niespełna rozumu", że nie chce poznać "swoich korzeni". Przecież nawet najbardziej zdegenerowany rodzic genetyczny jest "ważniejszy" od rodzica "adopcyjnego". Bo takie jest "prawo boskie", czy każde inne, stawiające genetykę nad rzeczywiste życie, wychowanie i uczucia wyższe...

>Dzieci, zdaniem szacownego Komitetu, mają prawo do poznania rodziców. Dobrze. Jak myślicie, gdyby
>zrobić powszechne badania ojcostwa, ilu ojców przekonałoby się, że wychowuje nie swoje potomstwo?
>Czy ta prawda wyszłaby dzieciom i "ojcom" na dobre?
>

... w sytuacji gdy na wszystkich rodziców (w tym i adopcyjnych) nakłada się obowiązki z racji "dobra dziecka", z racji "uczuć wyższych" typu miłość, itp. - natomiast z reguły odmawia się niektórych ważnych praw z racji, iż te prawa należą się wyłącznie/przede wszystkim "rodzicom genetycznym" - taka wiedza nie wychodzi na dobre ani "rodzicom", ani dzieciom, ani "rodzinie adopcyjnej". Prowadzi to do paradoksu, gdy z jednej strony dziecko (i społeczeństwo) "żąda" opieki, dbałości i nakładów (w tym czysto materialnych) - bo jesteś moim/jego "rodzicem". A z drugiej strony odmawia się posłuchu nakazom i zakazom wychowawczym takiego rodzica - "bo nie jesteś moim/jego rodzicem" (genetycznym/naturalnym)...

... kto wychowywał "nie swoje dziecko", lub na co dzień miał do czynienia z taką sytuacją w najbliższej rodzinie - ten wie o czym mowa...

... pozdrawiam...


... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365