Racjonalista - Strona głównaDo treści
Totus

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
13-09-2005 01:25Totus (1201 punktów)Totus
Załóżmy, że uda nam się wykreowac nowe ogniwo poznawcze. Powstanie istota posiadająca własną samoświadomośc. Domyślamy się dziś, że owa samoświadomośc (np. nasza) ma podłoże fizyczne (biochemiczne). Badania nas samych (i nie tylko) powinny rozwikłac jeszcze wiele naukowych problemów ale to pewnie tylko kwestia czasu.
Mnie jednak interesuje pochodna posiadania świadomości w nowym projekcie, a konkretnie świat dla nowego umysłu. Czy z jego punktu "widzenia" świat powstanie w momencie powstania jego samoświadomości?
Czy można powiedziec, że stworzymy Jego świat, który bez nas by nie zaistniał?
Jaki więc "świat" może miec na myśli osoba operująca pojęciem "Stworzyciel nieba i ziemii"?
Zostawmy projekt samemu sobie tak, żeby nie miał z nami styczności przez okres ewoluowania jego umysłu. Niech będzie to inna planeta niż Ziemia. Zacznie może nazywac gwiazde dzienną "Vitebe" a księżyce "Maos" i "Kemebi" wyróżniające się na nocnym tle gwiazd zwanych przez Niego "Asmoubis" (etc) a może inaczej? Czy w ogóle "stworzy" sensowny język komunikacji, czy... tu pytań byłoby z czasem coraz więcej.
Aby sprawdzic możliwosc czy realnosc zajścia takiego procesu musielibyśmy wykonac naukowy eksperyment. No właśnie... eksperyment.
A może już dziś można wykluczyc całą powyższą propozycję?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

krest
Im bardziej złożony jest twór, tym bardziej potrzebuje wychowania. Jest to prawda, którą możemy znaleźć w świecie przyrody. Stworzenia pojedyńcze, osierocone (w sensie jeden człowiek na bezludnej wyspie[albo całe życie będący w klatce{to z historii}]; młody dziki kot w 'nieswoim' środowisku) stają się kalekie i najczęściej szybko umierają.
W jakiś sposób świadomość w początkowym okresie jest ułomna, chyba, że istniałaby w idealnym dla siebie środowisku.
Moim zdaniem rzecz, o której piszesz jest z góry skazana na niepowodzenie.
Szacunek
Totus (1201 punktów)
>Im bardziej złożony jest twór, tym bardziej potrzebuje wychowania. Jest to prawda, którą możemy znaleźć w świecie przyrody.
To tak jak z tym plemieniem, o którym pisałeś wcześniej.
>Stworzenia pojedyńcze, osierocone (w sensie jeden człowiek na bezludnej wyspie[albo całe życie będący w klatce{to z historii}]; młody dziki kot w 'nieswoim' środowisku) stają się kalekie i najczęściej szybko umierają.
Oj, to chyba inny eksperyment, nie proponowany przeze mnie.
>W jakiś sposób świadomość w początkowym okresie jest ułomna, chyba, że istniałaby w idealnym dla siebie środowisku.
Przynajmniej takim, z którym fizyczny nośnik świadomości jest mocno zintegrowany.
Moje spojrzenie jednostkowe "na obiekt" nie jest ścisłe. Obiektem może być grupa nośników wchodzących ze sobą w relacje no i prokreujących się w tym środowisku.
Wróćmy do przykładu z plemieniem zamieszkującym dżunglę. Zgodnie z teorią ewolucji były to zwierzęta, które na skutek ewoluowania w środowisku wykształciły w sobie samoświadomość, ściślej ona w nich się wykształciła na skutek najprawdopodobniej rozwoju mózgu. Hipotetycznie zakładam, że rozwój nauki doprowadzi nas do wybitnej wiedzy na temat uwarunkowań zajścia takiego procesu. Jeżeli rzeczywiście tak się stanie to jak będziemy korzystać z takiej wiedzy? Czy nie będzie kusiło nas wykonanie kilku bardzo NIE_EWOLUCYJNYCH (w klasycznym ujęciu antykreacjonistycznym nie zaś faktycznym) eksperymentów?
Szacunek
krest
> Moje spojrzenie jednostkowe "na obiekt" nie jest ścisłe. Obiektem może być grupa nośników wchodzących ze sobą w relacje no i prokreujących się w tym środowisku.
W zasadzie myślałem, że chodzi ci o jakiś 'nowy' typ świadomości- typu samoświadomość komputerów. Coś zupełnie dla nas obcego.
Jeśli byłoby to coś podobnego ludziom, w sensie rozwoju, czy ewolucji to myślę, że zasada rozwoju 'obiektu' również byłaby podobna. Czyli wykonalne.
>Wróćmy do przykładu z plemieniem zamieszkującym dżunglę. Zgodnie z teorią ewolucji były to zwierzęta, które na skutek ewoluowania w środowisku wykształciły w sobie samoświadomość, ściślej ona w nich się wykształciła na skutek najprawdopodobniej rozwoju mózgu. Hipotetycznie zakładam, że rozwój nauki doprowadzi nas do wybitnej wiedzy na temat uwarunkowań zajścia takiego procesu. Jeżeli rzeczywiście tak się stanie to jak będziemy korzystać z takiej wiedzy? Czy nie będzie kusiło nas wykonanie kilku bardzo NIE_EWOLUCYJNYCH (w klasycznym ujęciu antykreacjonistycznym nie zaś faktycznym) eksperymentów?
Prawdopodobnie tak zrobimy. Z mego punktu widzenia pytanie by brzmiało: dlaczego by nie? Oby cel był korzystny, a środki dobrze policzone.
Szacunek
buras
Wykluczyć z całą pewnością nie można, iż rzeczywistość, w której zaistnieliśmy jest eksperymentem, ale udowodnić na dzień dzisiejszy jest trudno.
Chociaż Erich von Däniken, bracia Wachowscy na swoje sposoby próbują.
Zakładając istnienie eksperymentu po pewnych przemyśleniach dochodzimy do wniosku, iż
jest on nieudany, bądź co gorsza zapomniany przez swego "inżyniera", wystarczy się rozejrzeć wokół siebie, by dostrzec dowody, które przytłaczają swą mnogością
(myślę tu o "ogniwie poznawczym" które to "ogniwo....." doszło do wniosku, iż jest doskonałe i rozpoczęło proces autodestrukcji nie tylko siebie!!!)
Ale zacznijmy od początku, jestem przekonany, iż w przeciągu trzydziestu lat sami staniemy się "inżynierami" i owe "ogniwa poznawcze" będą nas otaczać niczym telefony dziś.
Przyjmując iż "projekt" w końcowym stadium, dojrzałym, zupełnie ukształtowanym
powinien dorównywać intelektualnie "inżynierowi" (wyższość tworu nad twórcą pod każdym względem należy poważnie przemyśleć, gdyż ów wariant będzie miał zgubne skutki dla twórcy) pochodne dla owych świadomości mogą być tylko dwie
-"projekt" otrzymuje gotową świadomość zaprojektowaną przez "inżyniera"
-"projekt" otrzymuje jedynie wytyczne cele, do których powinien dążyć i potrzebne narzędzia do ich realizowania tzn. zmysły.
Na życzenie mogę rozwinąć.
Pozdrawiam
13-09-2005 19:32 
 Ocena 1 na 1
enfant (64444 punktów)
Przecinki stosujemy w internecie w następujący sposób:
wyraz, wyraz
W żadnym wypadku:
wyraz , wyraz
Broń Rozumie tak:
wyraz ,wyraz
Kropki zaś, jak następuje:
zdanie.
Pod żadnym pozorem:
zdanie .

Jeśli wzbudziłem u Ciebie zainteresowanie poprawną pisownią, zapraszam na tekst, który Twoje podniecenie zaspokoi z nawiązką:
www.racjonalista.pl/kk.php/s,1397


dryń, dryń
buras
>Przecinki stosujemy w internecie w następujący sposób:
>wyraz, wyraz
>W żadnym wypadku:
>wyraz , wyraz
>Broń Rozumie tak:
>wyraz ,wyraz
>Kropki zaś, jak następuje:
>zdanie.
>Pod żadnym pozorem:
>zdanie .
>Jeśli wzbudziłem u Ciebie zainteresowanie poprawną pisownią, zapraszam na tekst, który Twoje podniecenie zaspokoi z nawiązką:
>www.racjonalista.pl/kk.php/s,1397
>dryń, dryń
uwierz nie wszystkich podniecają przecinki i kropki
Totus (1201 punktów)
>Zakładając istnienie eksperymentu po pewnych przemyśleniach dochodzimy do wniosku, iż
>jest on nieudany,
Zależy jaki rodzaj popytu miał zaspokoić. Czego miał dowieść. Jakie segmenty wiedzy wzbogacił. Zastanawiając się nad tym możemy lepiej w przyszłości zrozumieć skutki naszych eksperymentów jak i własne potrzeby.
Jednym wydaje się to dziś zbyteczne, drugim niewygodne a są tacy, którzy mogą łączyć to z konstrukcjami społecznymi i na ile dobrze "wróżę z kart" będzie to nowy powiew zagrożenia dla współczesnej systemowej mątwy, której priorytetem jest wszystko wessać, przeżreć i wydalić ( koncepcja szatana? )
>bądź co gorsza zapomniany przez swego "inżyniera", wystarczy się rozejrzeć wokół siebie, by dostrzec dowody, które przytłaczają swą mnogością,
wszystko to są dane, nieraz smutne i wstrząsające, nieraz nadspodziewanie zaskakujące, kto wie. Co do zaniedbania - odległości i ograniczenia obiektów w przestrzeni (tudzież pod i nad) mówią same za siebie. Tłumaczą i usprawiedliwiają. Ba, budzą w eksperymencie coś wzniosłego - WYROZUMIAŁOŚĆ. Takie malutkie pierwsze pełznięcie ku jeszcze nie odkrytej miłości.
>(myślę tu o "ogniwie poznawczym" które to "ogniwo....." doszło do wniosku, iż jest doskonałe i rozpoczęło proces autodestrukcji nie tylko siebie!!!)
np. poprzez wizerunek szatana w tym i w katopostaci sutanniastej wraz z jego antydzieckiem profanujący ideę zbawiciela ucząc o niej poprzez pryzmat zaspokajania zwierzęcych potrzeb.
>Ale zacznijmy od początku, jestem przekonany, iż w przeciągu trzydziestu lat sami staniemy się "inżynierami" i owe "ogniwa poznawcze" będą nas otaczać niczym telefony dziś.
Dziś, dodam, w czasach gdy po chińskich wioskach ganiają ginekolodzy z brudnymi narzędziami a w trzecim świecie zamiast idei antykoncepcji serwuje się filozofię religijnego emeryta. No ale inżynieria genetyczna to jedna z dziedzin nauki, za którą inne dziedziny nie są w stanie nadążyć. Nie są i mogą "nie zdążyć" bo w filozofii pieniądza sprawy prawidłowego funkcjonowania społeczeństw i rozwój socjologii są hamowane poprzez projekty umoralniania wyzysku wchodzące w przymierze z godną pożałowania krasnalokombinatoryką. No ale trzymajmy się tematu bo jak sam napisałeś:
>Na życzenie mogę rozwinąć.
Bardzo chętnie przeczytam.
>Pozdrawiam
yavorr (193 punktów)
>Czy w ogóle "stworzy"
>sensowny język komunikacji, czy... tu pytań byłoby z czasem
>coraz więcej.

Dla mnie jasne jest, że istota inteligentna, zdolna do świadomej refleksji jest w stanie posługiwać się językiem pojęciowym, ale warunkiem tego jest życie wśród innych, podobnych mu istot, z którymi wiąże ją pewna wspólnota celów. Jeśli więc skonstruuje się takie istoty i każe się im żyć razem, to po iluś tam pokoleniach, w wyniku ewolucji kulturowej wykształcą wspólny sposób komunikowania się.

Jeśli taki stwór miałby żyć w totalnej samotności i używać języka podobnie jak my, to już spory problem. Hipotetycznie można przyjąć, że dysponując jakąś niesamowitą technologią modelowania systemów neuronalnych lub neuropodobnych, udałoby się "wcisnąć" mu na siłę jakiś gotowy język wzorowany na naszym - po prostu wstępnie go zaprogramować w sposób sztywny. No ale jak wówczas posługiwałby się takim językiem? Cały system pojęciowy byłby dla niego jedynie pustą stukturą z wyrafinowaną syntaksą, pozbawioną rzeczywistych, użytecznych dla niego znaczeń. Dlatego że ten język byłby pozbawiony zasad odnoszących całą jego skomplikowaną strukturę do realnego świata. Czy gdyby pozbawić go współplemieńców, czy w ogóle miałby powód do nazywania rzeczy w sposób w jaki my to robimy? Czy w ogóle znałby sens pytania o przyczyny? Co w takim razie oznaczały dla niego wyraz "stworzyciel nieba i ziemi" i po co miałby go używać? No chyba że zaprojektować całe środowisko, w którym miałby żyć, przewidzieć wszystkie jego zmiany (uff...) i na tej podstawie wdrukować mu mechanizm referencji. I jeszcze wbić mu go głowy sam cel posługiwania się tym językiem. Ale to już wydaje mi się bez sensu. To już lepiej wpuścić w ekosystem zgraję inteligentnych ludków zdolnych do prokreacji i niech sobie dalej ewoluują. W końcu wymyślą sensowny język z przekleńswtami, metaforami i całym asortymentem jakim my dysponujemy.


pzdr.
Totus (1201 punktów)
Zgadza się.
>To już lepiej wpuścić w ekosystem zgraję inteligentnych ludków zdolnych do prokreacji i niech sobie dalej ewoluują. W końcu wymyślą sensowny język z przekleńswtami, metaforami i całym asortymentem jakim my dysponujemy.
Kuszące nieprawdaż?
A potem zainicjować kulty cargo.
... no chyba, że komuś wyda się to nieetyczne.
Swoją drogą czasem nie sposób przewidzieć wszystkich skutków swoich działań.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365