 |
Dowód, iż życie może istnieć wiecznie Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 10-06-2006 20:27 | Szczepanik (821 punktów) | Dowód, iż życie może istnieć wiecznie | Zgodnie z obietnicą z poprzedniego postu zamieszczam dowód na fakt, iż matematyka nie wyklucza, życia wiecznego. Czy można istnieć wiecznie? Załóżmy, iż chcielibyśmy aby Nasze informacje genetyczne oraz Nasza wiedza istniały zawsze. Natychmiast rodzi się pytanie czy tak określony sens jest w ogóle osiągalny z matematycznego punktu widzenia. Czy już czysta matematyka nie pozbawi nas złudzeń, iż nasze informacje mogą istnieć zawsze. A jeśli można istnieć wiecznie to jakie warunki muszą być spełnione, aby to osiągnąć i czy spełniamy te warunki? Matematycznie pytanie o to czy można istnieć wiecznie brzmi następująco: czy istnieje taki nieskończony ciąg zdarzeniowy, w którym prawdopodobieństwo tego, iż moje informacje genetyczne oraz moja wiedza będą istniały zawsze są większe od 0? Poniżej przedstawię ciąg, który spełnia nasz warunek.. Pokaże, też inne ciągi "pozornie dobre", które nie spełniają naszego warunku, po to aby unaocznić, iż warunek ten nie jest wcale "łatwo" spełnić. Jest to oczywiście jednoznaczne z udowodnieniem, iż możemy istnieć wiecznie, choć jak się przekonacie zadanie to jest bardzo trudne.
Podzielmy czas na odcinki np. po 100 lat. Niech a 1 będzie dla przykładu wiekiem, w którym żyjemy, a 2 wiekiem następnym itd. Otrzymujemy więc ciąg a 1 , a 2 , ..........., a n , .......... Zakładany cel osiągniemy tylko wtedy, gdy dla każdego n, w wiekach od 1 do n prawdopodobieństwo tego, iż nasze informacje nie przetrwają tego okres będzie mniejsze od stałej Pr i Pr<1. Niech S n będzie prawdopodobieństwem, iż w wiekach od 1 do n nasze informacje nie przetrwają (zniszczą ich wojny jądrowe czy inne kataklizmy). Niech p n będzie prawdopodobieństwem, iż w wieku n (czyli tylko przez 100 lat) nasze informacje przetrwają. Mamy co następuje: S 1=1-p 1 , S 2=(1-p 1)+ p 1(1-p 2)=1-p 1*p 2 i ogólnie S n=1-p 1*p 2*...*p n oraz S n=(1-p n)+S n-1*p n . Z ostatniego równania otrzymujemy, iż p n= (1-S n)/(1-S n-1) .
Wyznaczmy ciąg S n , który spełni nasz warunek. Niech będzie to np. ciąg n=1/2-(1/2)(n+1) . Oczywiście w takim przypadku S n<1/2 dla każdego n czyli Pr=1/2. Sprawdźmy jak zachowuje się przyrost w ciągu p n , a więc "jak szybko" ciąg p n rośnie. Z równania p n= (1-S n)/(1-S n-1) otrzymujemy, iż pn=1-1/(2n+2+2) . Prawdopodobieństwo zagłady w wieku n wynosi więc 1/(2n+2+2) . Oznacza to, iż w naszym przykładzie co wiek dwukrotnie zmniejsza się szansa zagłady. Podsumowując gdyby co wiek dwukrotnie zmniejszać szansę zagłady, nasze informacje mogłyby istnieć zawsze. Nie każdy ciąg p n spełnia nasze założenie. Nawet zbieżność p n do 1 nie jest wystarczającym kryterium. Weźmy dla przykładu ciąg p n=1-1/(n+1) . Otrzymujemy wtedy, iż S n=1-1/(n+1) . Dla takiego ciągu oczywiście nie istnieje Pr mniejszy od 1 i większy dla każdego n od S n . Naszego warunku nie spełni także ciąg p n ,w którym istnieje jakikolwiek podciąg nie spełniający naszego warunku. Jeśli np. co 1000000 lat występuje podciąg z poprzedniego przykładu to już to wystarczy, aby nasze szanse istnienia wiecznego spadły do 0. Podsumowując nasze informacje mogą istnieć zawsze. Musimy jednak dość szybko się rozwijać, aby zmniejszać szansę zagłady. Co ważniejsze rozwój ten nie tylko musi być szybki, ale również musi być stabilny. Możliwe jest to tylko wtedy, gdy każde pokolenie przyczyni się do tego zadania. Jarosław Szczepanik
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Volrath (3440 punktów) | Problem z tym jest taki: nieoznaczoność.
Ona w końcu zlikwiduje informacje jeśli brać pod uwagę nieskończony ciąg czasu (zakładając, że nieoznaczoności wyeliminować nie można).
|
|
 | | Szczepanik (821 punktów) | >Problem z tym jest taki: nieoznaczoność. >Ona w końcu zlikwiduje informacje jeśli brać pod uwagę nieskończony ciąg czasu (zakładając, że nieoznaczoności wyeliminować nie można).
Prosiłbym o sprecyzowanie, co rozumiesz pod słowem nieoznaczoność. Jeśli chodzi Ci o zasadę Heisenberga to w jaki sposób miała by ona "zlikwidować" informacje?
Pozdrawiam Jarek
|
|
|  | | Volrath (3440 punktów) | Zakładam, że:
1. Zdołamy zebrać tylko skończoną ilość informacji (wszechświat rozszerza się i przyspiesza, ilość materii jaką damy radę zgromadzić jest więc prawdopodobnie skończona, do tego dochodzi przeszkoda w postaci ogólnego wzrostu entropii). 2. W każdej chwili istnieje niezerowe, choć strasznie małe, prawdopodobieństwo, iż to, co do tej pory zebraliśmy zostanie zniszczone w wyniku fluktuacji.
Gdy weźmiemy pod uwagę nieskończoną ilość czasu, to w końcu wcześniej czy później odpowiednio duża fluktuacja będzie tą ostatnią dla zebranej informacji.
Żeby to ominąć potrzebny byłby odpowiednio szybki wzrost ilości naszej informacji. Narazie nie wydaje się to możliwe w warunkach naszego wszechświata, choć nie można powiedzieć, że kiedyś nie stanie się to choćby teoretycznie możliwe gdy nasza wiedza będzie większa. W końcu kiedyś sądzono, że obiekt cięższy od powietrza nie może latać, a później że bariera prędkości dźwięku jest nieprzekraczalna.
|
|
| |  | | Szczepanik (821 punktów) | >Zakładam, że: >1. Zdołamy zebrać tylko skończoną ilość informacji (wszechświat rozszerza się i przyspiesza, ilość materii jaką damy radę zgromadzić jest więc prawdopodobnie skończona, do tego dochodzi przeszkoda w postaci ogólnego wzrostu entropii). >2. W każdej chwili istnieje niezerowe, choć strasznie małe, prawdopodobieństwo, iż to, co do tej pory zebraliśmy zostanie zniszczone w wyniku fluktuacji. >Gdy weźmiemy pod uwagę nieskończoną ilość czasu, to w końcu wcześniej czy później odpowiednio duża fluktuacja będzie tą ostatnią dla zebranej informacji. >Żeby to ominąć potrzebny byłby odpowiednio szybki wzrost ilości naszej informacji. Narazie nie wydaje się to możliwe w warunkach naszego wszechświata, choć nie można powiedzieć, że kiedyś nie stanie się to choćby teoretycznie możliwe gdy nasza wiedza będzie większa. >W końcu kiedyś sądzono, że obiekt cięższy od powietrza nie może latać, a później że bariera prędkości dźwięku jest nieprzekraczalna.
Popraw mnie jeśli się mylę. Czy prowadzisz podobne badania do moich?
|
|
| | |  | | Volrath (3440 punktów) | >Popraw mnie jeśli się mylę. >Czy prowadzisz podobne badania do moich?
Nie, nie prowadzę na razie żadnych badań jeśli nie liczyć pracy inżynierskiej (z totalnie innej dziedziny: informatyka).
Ale zastanawiałem się nad tego typu celem życia (gromadzenie informacji). To tylko takie moje przemyślenia. Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, jedynie co nieco czytałem, więc może się w czymś mylę.
W zasadzie to groźna jest nie tyle "dość duża" fluktuacja, bo fluktuacje takie ciągle się zdarzają, tyle tylko że trwają za krótko by na cokolwiek wpłynąć, ale groźne jest trafienie odpowiedniej ilości odpowiednich fluktuacji w odpowiednich miejscach. Takie odpowiednio umiejscowione fluktuacje odpowiedniego typu mogą w reakcji z materią (np. atomem lub protonem) spowodować dosyć skomplikowaną przemianę prowadzącą np. do jego rozpadu. Jest to strasznie mało prawdopodobne, obecnie szacuje się dolną granicę na czas połowicznego rozpadu protonu jako 10^35 lat. Ale jeśli uda nam się zgromadzić skończoną ilość materii to w końcu dosięgną nas (biorąc pod uwagę nieskończony czas): - niemalejąca entropia (z tym można walczyć zwalniając działanie z czasem - w pewnych warunkach tak by i tak czas subiektywny był nieskończony) - fluktuacje i rozpady materii. Może za 10^40 lat, może za 10^100 lat, ale jest wysoce prawdopodobne że w końcu zebrana materia, a więc i informacja, się popsują - protony prawdopodobnie nie są wieczne. Fluktuacje same w sobie są nie groźne bo znikają tym szybciej, czym są większe pod względem energii. Groźne może być oddziaływanie ich z materią - mogą pozwolić na przemianę, która spełnia wszelkie zasady zachowania, a rozbija (przemienia) przy tym cząstkę i samą siebie na inne cząstki, z których część zniknie. Poza tym groźny jest efekt tunelowania. W nieskończonym czasie w skończonej przestrzeni poprzestawia on wszystko w sposób mniej więcej losowy. W nieskończonym czasie tunelowanie krzesła przez ścianę jest czymś pewnym. Oczywiście wcześniej z krzesłem zapewne stanie się coś innego, jest dużo więcej bardziej prawdopodobnych zdarzeń. Mając skończoną ilość materii/energii i skończone "zasoby" entropii (czyli skończoną odległość do entropii maksymalnej) z efektem tunelowania się nie wygra. - rozszerzanie wszechświata (jeśli będzie coraz bardziej przyspieszało, przyspieszenie rozszerzania będzie rosło, to w końcu sama przestrzeń zostanie "rozerwana", siła wynikająca z przyspieszenia porozrywa wszelkie wiązania wynikające z innych sił - rozszerzanie się wszechświata generuje siłe proporcjonalną do przyspieszenia rozszerzania)
To pierwsze i trzecie zagrożenie są największe i najbliższe w czasie. Przy czym trzecie nie jest pewne. Drugie za to jest raczej nieuchronne. Może nie koniecznie rozbicie protonów, mogą okazać się jednak stabilne i wieczne. Ale rozbicia atomów czy przejścia do stanów nie najbardziej prawdopodobnych (a więc tunelowanie obiektów makroskopowych, niszczenie informacji poprzez pewne losowe przemieszczenia itp. itd.) już tak.
Prawdopodobieństwo że krzesło znajdziemy za ścianą lub na księżycu jest niezerowe. Prawdopodobieństwo że nam totalnie "przemiesza" zebraną informację - też. Trzeba by było ją zbierać co najmniej na tyle szybko, by to zniwelować. Obecnie to spokojnie możliwe, fluktuacje normalnie tunelują elektrony przez barierę energetyczną, nie zaobserwowano tunelowania dużego obiektu - jest to strasznie nieprawdopodobne. Ale w końcu przy rozszerzającym się wszechświecie zebranie każdego dodatkowego bitu czy też odrobiny energii będzie wymagać coraz więcej czasu. I w końcu efekty kwantowe nas dosięgną.
Oczywiście o wiele wiele wcześniej trzeba będzie się zmierzyć z śmiercią termodynamiczną wszechświata (entropia).
|
|
| michiko (596 punktów) | Ale te informacje mogą istnieć chyba tylko do momentu końca wszechświata. A dalej, kiedy wszystko się skończy, kiedy nadejdzie kres istnienia materii?
|
|
 | | sensuit | >Ale te informacje mogą istnieć chyba tylko do momentu końca wszechświata. A dalej, kiedy wszystko się skończy, kiedy nadejdzie kres istnienia materii?
No cóż i tu się zaczyna kwestia wiary. Wierzę, że: 1. Nie nadejdzie ostateczny kres. 2. Przetrwamy wszelkie kataklizmy typu koniec układu słonecznego, koniec naszej galaktyki czy też koniec znanego nam obecnie wszechświata niezależnie od tego czy i jakie one będą.
Pozdrawiam Jarek
|
|
|  | | michiko (596 punktów) | Witaj, zaskoczyłeś mnie swoim optymizmem, to miło, że ktoś wierzy tak jak Ty. Choć ja oczywiście myślę inaczej. Wiem, że wiary nie potrzeba uzasadniać. A jednak wg hipotez nauki nawet, jeśli przetrwamy - to podobno nie jako ludzie jakimi jesteśmy. Pozdrawiam Cię, Michiko
|
|
| Hokopoko (20 punktów) | To, że matematyka czegoś nie wyklucza, o niczym jeszcze nie świadczy. Istnienia krasnali matematycznie też się wykluczyć nie da. Matematyka jest dostawcą schematów, jednak wyciąganie z tych schematów (i tylko z nich) całościowych wniosków to nadużycie. Nie wszystkie matematyczne schematy da się zastosować do fizycznej rzeczywistości - a jeśli się da, to tylko w określony sposób. Gdyby dinozaury potrafiły liczyć, to też mogłyby sobie spekulować nad szansami wiecznego istnienia (bo w końcu takie duże...), a potem pierdyk... I nie pomoże tutaj nic ani szybki, ani zrównoważony rozwój, gdyż ten niesie tyle samo szans, co i zagrożeń - nigdy nie da się przewidzieć skutku zastosowania nowych technologii, chociażby i rządy nad planetą przejęła grupa najbardziej światłych i inteligentnych ludzi. Do tego dochodzą zagrożenia od ludzi niezależne, a więc to, co przytrafiło się dinozaurom. I biorąc matematykę jak należy, trzeba powiedzieć, że jest to znacznie bardziej prawdopodobne od scenariusza przeciwnego. To po pierwsze. Po drugie, co do ciągów: wyznaczyłeś ciąg, który spełnia Twoje założenia (nie wnikam, czy poprawnie) i sam twierdzisz, że takich ciągów jest niewiele. Trzeba jednak dodać, iż ciągów, które tych założeń nie spełniają, jest bardzo dużo - ba, podejrzewam, że nieskończenie wiele... Po trzecie, na gruncie fizycznym całą rzecz można streścić krótko: w ujęciu Shannonowskim (ilościowym) informacja to odwrotność entropii. Jeśli przyjmujemy drugą zasadę termodynamiki za pewnik, to żadne matematyka nic tu juz nie pomoże - wręcz przeciwnie, może zaszkodzić, bo stanem najbardziej prawdopodobnym termodynamicznie jest stan maksymalnego nieuporządkowania. Więc nawet jeśli Wszechświat będzie się rozszerzał wiecznie (a ostatnio wiele na to wskazuje), to nic to nie pomoże, gdyż i tak wszystko będzie dążyć do maksymalnej jednorodności - zostanie tylko kwantowy szum (może z jakimiś zarysami fraktali...  ). Jeśli coś sie zaczęło, to musi się i skończyć. A wiara... cóż, wierzyć każdy może... -------------- Oczywiście wnikając w najnowsze kosmologiczne i kwantowe hipotezy nieco głębiej, dałoby się pewnie Twoją tezę zainstalować i na gruncie fizycznym, ale wydaje mi się, że w ostatecznym rachunku i tak nie pozostanie nic poza wiarą...
|
|
 | | Szczepanik (821 punktów) | > To, że matematyka czegoś nie wyklucza, o niczym jeszcze nie świadczy. Istnienia krasnali matematycznie też się wykluczyć nie da. Matematyka jest dostawcą schematów, jednak wyciąganie z tych schematów (i tylko z nich) całościowych wniosków to nadużycie. Nie wszystkie matematyczne schematy da się zastosować do fizycznej rzeczywistości - a jeśli się da, to tylko w określony sposób. Gdyby dinozaury potrafiły liczyć, to też mogłyby sobie spekulować nad szansami wiecznego istnienia (bo w końcu takie duże...), a potem pierdyk... I nie pomoże tutaj nic ani szybki, ani zrównoważony rozwój, gdyż ten niesie tyle samo szans, co i zagrożeń - nigdy nie da się przewidzieć skutku zastosowania nowych technologii, chociażby i rządy nad planetą przejęła grupa najbardziej światłych i inteligentnych ludzi. Do tego dochodzą zagrożenia od ludzi niezależne, a więc to, co przytrafiło się dinozaurom. I biorąc matematykę jak należy, trzeba powiedzieć, że jest to znacznie bardziej prawdopodobne od scenariusza przeciwnego. To po pierwsze.Matematyka mówi tyle, że istnieje jakaś ścieżka, znaczy się możemy nią iść (co zresztą czynimy). To tylko złudzenie, iż jakaś grupa ludzi może zniszczyć świat. Jesli by się przyjrzeć nawet drugiej wojnie światowej, czy nawet broni jądrowej to okazuje się , że zwiększyły one nasze szanse. Społeczeństwo nie jest w stanie samo się zniszczyć i chyba nawet dałoby się tego dowieść. Co do zjawisk typu komety już nam raczej nie zagrażają. Ale oczywiście aby istnieć wiecznie trzeba niemal ciągle zdobywać nowe przestrzenie, w tym także nowe wszechświaty. Trzeba uwierzyć, że one istnieją - i zawsze trzeba będzie w coś uwierzyć. > Po drugie, co do ciągów: wyznaczyłeś ciąg, który spełnia Twoje założenia (nie wnikam, czy poprawnie) i sam twierdzisz, że takich ciągów jest niewiele. Trzeba jednak dodać, iż ciągów, które tych założeń nie spełniają, jest bardzo dużo - ba, podejrzewam, że nieskończenie wiele...Tak tylko, że to my wybieramy ten ciąg. Gdyby on był losowy już byśmy nie istnieli. > Po trzecie, na gruncie fizycznym całą rzecz można streścić krótko: w ujęciu Shannonowskim (ilościowym) informacja to odwrotność entropii. Jeśli przyjmujemy drugą zasadę termodynamiki za pewnik, to żadne matematyka nic tu juz nie pomoże - wręcz przeciwnie, może zaszkodzić, bo stanem najbardziej prawdopodobnym termodynamicznie jest stan maksymalnego nieuporządkowania. Więc nawet jeśli Wszechświat będzie się rozszerzał wiecznie (a ostatnio wiele na to wskazuje), to nic to nie pomoże, gdyż i tak wszystko będzie dążyć do maksymalnej jednorodności - zostanie tylko kwantowy szum (może z jakimiś zarysami fraktali... ).> Jeśli coś sie zaczęło, to musi się i skończyć. A wiara... cóż, wierzyć każdy może...> --------------> Oczywiście wnikając w najnowsze kosmologiczne i kwantowe hipotezy nieco głębiej, dałoby się pewnie Twoją tezę zainstalować i na gruncie fizycznym, ale wydaje mi się, że w ostatecznym rachunku i tak nie pozostanie nic poza wiarą...> Zawsze pozostanie ta teoria wiarą i ja się z tym nie sprzeczam. Tyle, że ta wiara będzie opisywała nasze zachowania wynikające nie z prostych instynktów, ale z samej istoty istnienia. I to będzie opisywała te zachowanie stosunkowo precyzyjnie. Moim zdaniem jeśli będzie można przewidywać zjawiska społeczne na podstawie tej teorii z bardzo niskim błędem to chyba będzie można zakwalifikować ją jako teorię naukową. Jedno pytanie: Jesli uważasz, że jest to niemożliwe to jaki jest twój sens. Po co w ogóle się trudzisz odpowiadajac na mój post, po co rano wstajesz , jesz , pracujesz, wychowujesz dzieci....? Jeśli przedstawisz teorię bardziej spójną i pełniejszą odrzucę swoją.
|
|
|  | | Hokopoko (20 punktów) |
>Matematyka mówi tyle, że istnieje jakaś ścieżka, znaczy się możemy nią iść (co zresztą czynimy).
Tak. Tyle że "ścieżki" matematyki są ścieżkami formalnymi: są to rozumowania przeprowadzane w ramach oreślonego systemu. Zdanie: Jeżeli kondensator ma nieśmiertelną duszę, to cebulka i szoszoki jamonują dielektryki jest zdaniem zarówno prawdziwym w sensie rachunku zdań, jak poprawnym gramatycznie. Co nie zmienia faktu, iż semantycznie - a więc w odniesieniu do empirii - jest ono pozbawione sensu. Ścieżki formalne można ekstrapolować na rzeczywistość fizyczną i czyni się to powszechnie (jak również w drugą stronę), jednak zawsze czyni się to w ramach bardzo konkretnych założeń. Natomiast Twój wywód to luźna spekulacja - co poniekąd wykazał Waligóra. A gdybyś założenia sprecyzował, to zapewne całą tezę dałoby się obalić w kilku zdaniach. Np. potrzebna Ci jest sytuacja, w której prawdopodobieństwo zagłady maleje z każdym wiekiem. Otóż z Twoich obliczeń nie wynika, czy jeżeli zostanie empirycznie stwierdzone, że w którymś konkretnym wieku prawdopodobieństwo było większe niż w poprzednim, to teza, że "mamy szansę", jest tezą fałszywą - a stosując uczciwą metodologię należałoby to chyba przyjąć. Zaś jeśli tak, to prawdopodobieństwo, iż ludzkość wykończy się, było znacznie większe w wieku dwudziestym niż w dziewiętnastym czy osiemnastym. Chyba że Twoje przepowiednie działają tylko w przyszłość...
>To tylko złudzenie, iż jakaś grupa ludzi może zniszczyć świat. Jesli by się przyjrzeć nawet drugiej wojnie światowej, czy nawet broni jądrowej to okazuje się , że zwiększyły one nasze szanse. Społeczeństwo nie jest w stanie samo się zniszczyć i chyba nawet dałoby się tego dowieść.
Nie wiem, czy kpisz, czy o drogę pytasz, pozostawię to więc bez komentarza.
>Co do zjawisk typu komety już nam raczej nie zagrażają.
A to w mechanice ciał niebieskich zaszła ostatno jakaś diametralna zmiana? No, będę musiał chyba doczytać... Statystycznie zderzenie z dużym ciałem kosmicznym zdarza się reaz na ileś tam tysięcy lat - kilkadziesiąt, czy kilkaset, nie ważne. Na tej podstawie można wyznaczyć prawdopodobieństwo zderzenia. Prawdopodobieństwo to rośnie z czasem. To drugi empiryczny fakt obalający Twoją tezę.
>Ale oczywiście aby istnieć wiecznie trzeba niemal ciągle zdobywać nowe przestrzenie, w tym także nowe wszechświaty. Trzeba uwierzyć, że one istnieją - i zawsze trzeba będzie w coś uwierzyć.
Należałoby jednak rzeczywiście sprecyzować pojęcie istnienia.
W każdym razie, gdyby takie istnienie wchodziło w rachubę, to nie wydaje mi się, by trzeba było cokolwiek zdobywać - przynajmniej w sensie proponowanym przez Ciebie: to typowo romantyczne podejście właściwe swiadomym (być może podświadomie...) swojej skończoności i ograniczoności, a nie godzącym się z tym.
Wiara to nadzieja oparta na wątpliwych przesłankach.(W przedmundialowych wywiadach wszyscy mówili, że wierzą, że wygramy, a raczej nikt nie powiedział, że ma nadzieję.
>>Po drugie, co do ciągów: wyznaczyłeś ciąg, który spełnia Twoje założenia (nie wnikam, czy poprawnie) i sam twierdzisz, że takich ciągów jest niewiele. Trzeba jednak dodać, iż ciągów, które tych założeń nie spełniają, jest bardzo dużo - ba, podejrzewam, że nieskończenie wiele... >Tak tylko, że to my wybieramy ten ciąg. Gdyby on był losowy już byśmy nie istnieli.
Znowuż to romantyczne zacięcie... Nic nie wybieramy. Cywilizacja charakteryzuje się własną dynamiką, na którą wpływa ogromna liczba czynników - rozpatrywać to można chyba tylko w ramach teori chaosu. Wśród tych czynników są też oczywiście te generowane przez "nas", ale nawet w tym aspekcie, ze względu, raz, na naszą ograniczoną wiedzę, a dwa, z powodu samej natury układów chaotycznych (w tym przypadku pewnie zdeterminowanych, ale niepoliczalnych), możliwości rzeczywistego wpływania na ciąg wypadków są bardzo ograniczone.
>Zawsze pozostanie ta teoria wiarą i ja się z tym nie sprzeczam. Tyle, że ta wiara będzie opisywała nasze zachowania wynikające nie z prostych instynktów, ale z samej istoty istnienia. I to będzie opisywała te zachowanie stosunkowo precyzyjnie. >Moim zdaniem jeśli będzie można przewidywać zjawiska społeczne na podstawie tej teorii z bardzo niskim błędem to chyba będzie można zakwalifikować ją jako teorię naukową.
Nie mam pojęcia, co to jest "istota" istnienia... Po drugie, jest zdecydowanie za wcześnie, by mówić o jakiejkolwiek teorii. A nawet o hipotezie...
>Jedno pytanie: >Jesli uważasz, że jest to niemożliwe to jaki jest twój sens. Po co w ogóle się trudzisz odpowiadajac na mój post, po co rano wstajesz , jesz , pracujesz, wychowujesz dzieci....? >Jeśli przedstawisz teorię bardziej spójną i pełniejszą odrzucę swoją.
Jak ktoś zauważył, "sens" to nieuświadamiana interpretacja. Uświadamiając sobie pewne rzeczy, przestałem potrzebować sensów.
Odpowiadanie na posty sprawia mi uciechę... Wstaje różnie... ranne wstawanie też ma swoje uroki... Jem tylko to, co lubię... Pracuję, bo nie wygrałem w lotto... Dzieci nie mam... Ahoj, przygodo!
|
|
| waligóra (961 punktów) | Opinia "dra filozofii" na temat twojego tekstu wdeług mnie jest nadzwyczaj łaskawa. (czy aby napewno był to doktor a nie lekarz?  ) Niestety, ale twoja "rozprawa" o sensie życia, zarówno w treści jak i formie nawiązuje do najgorszych wzorców. Brak jej zarówno jasności i precyzji sformułowań jak i konsekwentengo i jednoznacznego rozwinięcia tematu, pokazuje również twoją bezradność i dowolność interpretacji wobec tego szerokiego tematu. Kilka wybranych przykładów: > Sens życia jest to zawsze prawdziwy warunek istnienia odnoszący się do pojedynczej >jednostki (oczywiście zawsze -oznacza także po jej śmierci).Brak definicji "istnienia" - co to znaczy istnieć po śmierci ? > W przypadku nieznajomości sensu, człowiek zmuszony jest podejmować decyzję z >wykorzystaniem instynktów i uczućCzy to znaczy, że jak poznam "sens" to instynkt i uczucia nie będą wpływac na moje postępowanie ? > Największe religie świata definiują sens mniej więcej tak "żyję po to, aby sprawić, aby >moja dusza żyła wiecznie i była "szczęśliwa"". Z punktu widzenia matematyki jest to >definicja nie do przyjęcia, a to głównie ze względu na fakt, iż pojawia się tam >niedefiniowalne pojęcie "szczęścia".Totalna bzdura, pomijając fakt że zadajesz gwałt "największym religiom świata" (cokolwiek to znaczy) to wprowadzasz do tego matematykę. A tak na marginesie, jednoznaczne wiązanie religii z poszukiwaniem sensu życia jest nadużyciem. (patrz, religie okresu Rzymskiego i kulty państwowe). Ponadto mieszasz bez rozróżnienia sens: "jednostkowy" , "społeczny" i "gatunkowy" życia człowieka.Twoja definicja typu: > żyję po to, aby sprawić, aby jak największa ilość informacji takich jak moje istniało zawszejest manifestacją w stylu :"żyje aby zebrać jak najwięcej znaczków pocztowych" A już szczytem jest porównywanie kontekstu "sensu życia" z informacją zawartą w książce lub płycie CD - czyli co mam nagrać swoje przemyślenia na płycie i wydać po śmierci i to ma być "sens życia" ? Kolego, mylisz pojęcia - Teoria informacji bazuje na ściśle zdefiniowanych pojęciach typu : jednostka informacji, kanał , zakłócenie, sygnał, przepustowość, itp i to w kontekscie konkretnego aparatu matematycznego. (zacznij od podstaw np "Symbole, sygnały, szumy" Peircea ) To ogólnie tyle (niestety podany przez ciebie link jest nieaktualny) Co do drugiego wątku: > Zgodnie z obietnicą z poprzedniego postu zamieszczam> dowód na fakt, iż matematyka nie wyklucza, życia wiecznego.Gratuluje - to jest znaczący postęp w matematyce, chyba stosowanej ?  No zobaczmy co tam mamy: > Podzielmy czas na odcinki np. po 100 lat. Niech a 1 będzie> dla przykładu wiekiem, w którym żyjemy, a 2 wiekiem> następnym itd. Otrzymujemy więc ciąg a 1 , a 2 ,> ..........., a n , ..........Po prostu definiujesz ciąg liczb naturalnych 1,2,3...........n i odwzorowanie n-> a z indeksem n (an) (tak na marginesie dzielisz czas na odcinki ale nie go nie definiujesz - czy mam rozumieć że jest to czas Newtonowski +/- nieskończony ?) > .........> Niech p n będzie prawdopodobieństwem, iż w wieku n (czyli> tylko przez 100 lat) nasze informacje przetrwająNastępnie definiujesz odwzorowanie an -> S gdzie P+S=1 , P-prawdopodobienstwo porażki, S-prawdopodobienstwo sukcesu (cokolwiek to znaczy sukces , porażka). Po co wprowadzasz tyle funkcji jak z nich nie korzystasz ? > Mamy co następuje: S 1=1-p 1 , S 2=(1-p 1)+ p 1(1-p 2)=1-p> 1*p 2 i ogólnie S n=1-p 1*p 2*...*p n oraz S n=(1-p n)+S> n-1*p n . Z ostatniego równania otrzymujemy, iż p n= (1-S> n)/(1-S n-1) .No i tutaj jest problem jak dostałeś wzór na S 2 ? według mnie wzór na wyraz ogólny Sn = a1*a2*a3.....*an, jeśli mamy wykorzystywać zdefiniowane odwzorowanie - jest to iloczyn prawdopodobieństwa zdarzeń elementarnych - sukces całkowity jest iloczynem sukcesów cząstkowych > Wyznaczmy ciąg S n , który spełni nasz warunek. Niech> będzie to np. ciąg n=1/2-(1/2)(n+1) . Oczywiście w takim> przypadku S n nieskończoność co to jest n ?przecież n to był indeks.> Prawdopodobieństwo zagłady w wieku n wynosi więc 1/(2n+2+2)> . Oznacza to, iż w naszym przykładzie co wiek dwukrotnie> zmniejsza się szansa zagłady.To nic nie oznacza, bo przy n-> nieskończoność to wyrażenie staje się zerem > Podsumowując gdyby co wiek dwukrotnie zmniejszać szansę> zagłady, nasze informacje mogłyby istnieć zawsze.Ciekawe sformułowanie, powiedz to chociażby błądzącym asteroidom z pasa Oorta. > >Podsumowując nasze informacje mogą istnieć zawsze. Musimy> jednak dość szybko się rozwijać, aby zmniejszać szansę> zagłady. Co ważniejsze rozwój ten nie tylko musi być> szybki, ale również musi być stabilny. Możliwe jest to> tylko wtedy, gdy każde pokolenie przyczyni się do tego> zadania.> Jarosław SzczepanikW ogólnym przypadku rozwój nie zmniejsza szansy zagłady, patrz wojna nuklearna efekt cieplarniany, zniszczenie środowiska, choroby cywilizacyjne itp No, ale suma sumarum proszę myśleć nad tym tematem dalej może juz być tylko lepiej pozdrowienia R. Waligóra
|
|
| Szczepanik (821 punktów) | Muszę niestety zamnkąc temat. Wytłumacznie wszytkiego jest zbyt czasochłonne, a niestety nie jestem w stanie sprostać zadaniu odpowiedzi na wszystkie maile. Dziekuje za udział w dyskusji i za ciekawe opinie. Pozdrawiam Jarek
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|