Wirusy nikomu z wyjątkiem części naukowców nie kojarzą się dobrze, ale może się to zmienić za sprawą przedstawiciela tej grupy, noszącego nazwę Sindbis. Ten niepozorny mikroorganizm - tak mały, że gdyby człowiek mógł spojrzeć na niego oczami mrówki, byłby on mniej więcej rozmiarów dżdżownicy - nie wiadomo czemu obrał sobie za cel komórki nowotworowe. To niezwykle obiecujące odkrycie naukowców z USA i Hiszpanii publikuje miesięcznik Nature Biotechnology. Wirus Sindbis jest przenoszony przez komary, tak jak wiele innych drobnoustrojów, przede wszystkim pasożyt wywołujący malarię. Jego nazwa pochodzi od miejscowości w Egipcie, gdzie go odkryto, ale występuje on na wszystkich kontynentach z wyjątkiem obu Ameryk. Zaraża ptaki i ssaki, u ludzi powodując zazwyczaj słabe objawy grypopodobne. Naukowcy prowadzili nad nim badania pod kątem wykorzystania go w terapii genowej i nieoczekiwanie odkryli, że mają w ręku wspaniały dar od Matki Natury. Choć obecnie bada się wiele wirusów zwalczających nowotwory, Sindbis jest jedynym, który potrafi to robić sam z siebie, bez modyfikacji genetycznych. Co prawda jak dotąd stwierdzono jego skuteczność tylko u myszy, ale zaplanowane są już dalsze badania. Naukowcy nie wiedzą, dlaczego wirus wybiórczo atakuje komórki nowotworów, i niewiele wiedzą o tym, jak to robi. Na podstawie wykonanych doświadczeń na myszach podejrzewają, że wnika on do komórek za pomocą białka, które służy do łączenia się pojedynczych komórek w tkanki - a tego właśnie białka komórki nowotworowe używają wyjątkowo intensywnie. Tak czy owak, skuteczność wirusa jest zadziwiająca. Podawany myszom w codziennych zastrzykach, likwidował wszystkie ogniska nowotworowe w ciągu 1-2 miesięcy, praktycznie nie naruszając zdrowych komórek. Jeśli badania potwierdzą jego skuteczność i bezpieczeństwo stosowania u ludzi, będziemy mieli wreszcie wymarzony lek na raka. |