Racjonalista - Strona głównaDo treści
Piraci drogowi

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
17-09-2008 16:06Rutkiewicz (1290 punktów)Piraci drogowi
0 na 2
Ostanio nawiedza mnie myśl, która przyszła mi do głowy już jakiś czas temu. Dlaczego Państwo nie zobowiąże dealerów samochodowych do montowania w sprzedawanych przez siebie w Polsce autach ograniczników szybkości poruszania się, skalibrowanych na szybkość 10-20km/h większą, niż maksymalna dozwolona w kraju? Na autostradzie można jechać 130km/h, i to najwyższa prędkość jaką można jechać w Polsce. Dlaczego więc nie ograniczać przymusowo maksymalnej prędkości samochodu do 130-150km/h? I dlaczego nie wpadł na to żaden inny kraj? Kara za brak, albo oszukanie ogranicznika 50.000 zł, za przekroczenia planowane do 2.000. Słaba wykrywalność? Nawet nie trzeba zaglądać pod maskę, kto jedzie 151+km/h, ten go nie ma, albo przestawił.

Piszę to, ponieważ zbulwersowała mnie wypowiedź pewnego Pana, w "pięknych butach z krokodylej skóry" (widać im ładniejsze buty, tym więcej luzu między uszami), który zatrzymany przez drogówkę, na pytanie, "czemu Pan tyle jechał" (190km/h) odpowiada: "no wie Pan, 260KM pod maską, 500cc, to kto by nie jechał?". Próbował się też wyślizgać z punktów twierdząc, że "przecież nic się nie stało".

I to jest kolejny problem. Kierowcy w Polsce nie mają pojęcia o fizyce. Pewien mój znajomy prowadził FIATa 125p, jechał 80km/h i prawymi kołami zjechał na szuter, kiedy lewe zostały na asfalcie. Przestał koziołkować dopiero na drzewie. Przecież przy 190km/h wystarczy centymetrowe zagłębienie w drodze, albo nawiany z pobocza piasek, żeby kompletnie nic nie móc zrobić. Nie mówiąc o szkle, albo płynie. Dlaczego kierowców nie edukuje się pod tym kątem? Problemem jest również to, że adepci tej sztuki ćwiczą w kółko na tej samej trasie, i najczęściej tam zdają egzamin. Albo wymieniają się adresami Ośrodków, w których egzamin jest na trasie bez ronda, itp. Zaś egzamin w zimie, na śniegu jest już szczytem pecha. Ja tego nie potrafię zrozumieć. Nie potrafię też zrozumieć lekkomyślności, z jaką Ci ludzie podchodzą do prawa jazdy, a raczej umiejętności prowadzenia samochodu - nie czując na sobie zupełnie odpowiedzialności, która na nich ciąży i nie podnosząc swoich kwalifikacji. Tłumacząc się tym, że jeżdżą tą samą trasą od pięciu lat, a przecież oznacza to tylko tyle, że mają obniżony poziom koncentracji i podwyższony zaufania. A co z tego, że się tą samą trasą jeździ w kółko bez wypadku, skoro pewnego dnia trzeba będzie się ratować "łosiem", którego się nie umie zrobić.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
Tolerancja dla piratów drogowych to chyba najbardziej irracjonalna postawa w Polsce w związku z prawem. Przecież piraci drogowi ranią i zabijają o wiele więcej osób niż wszyscy pozostali przestępcy razem wzięci. Liczba ofiar piratów drogowych obnaża skrajną wręcz głupotę i złą wolę polskich urzędników, policjantów i prawników - tak jakby to środowisko składało się z ludzi umysłowo niedorozwiniętych.

Kto pamięta liczby? Ile mamy ofiar śmiertelnych rocznie w przeliczeniu na milion mieszkańców w porównaniu z krajami cywilizowanymi?

A nasi policjanci nic nie robią - na ich oczach łamie się notorycznie przepisy drogowe (przynajmniej w Warszawie) a oni udają, że nie widzą i nie słyszą.

doku
Ławreszuk (2276 punktów)
Psróbuj doku przejechać Wawę 50. Korek totalny.


"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie
nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić"
Lech Janerka
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Ostanio nawiedza mnie myśl, która przyszła mi do głowy już jakiś czas temu. Dlaczego Państwo nie
>zobowiąże dealerów samochodowych do montowania w sprzedawanych przez siebie w Polsce autach
>ograniczników szybkości poruszania się, skalibrowanych na szybkość 10-20km/h większą, niż maksymalna
>dozwolona w kraju? Na autostradzie można jechać 130km/h, i to najwyższa prędkość jaką można jechać w
>Polsce. Dlaczego więc nie ograniczać przymusowo maksymalnej prędkości samochodu do 130-150km/h? I
>dlaczego nie wpadł na to żaden inny kraj?

Cieszę się, że myśl cię ta nawiedziła. Ograniczniki szybkości stosują niektóre marki niemieckie. Robią to w celu uniknięcia konkurencji "na maksymalne osiągi". Ograniczają więc szybkość do 250 km/h. Niektórzy kierowcy. ograniczniki demontują i wolno im. Są tacy co konstruują specjalne samochody do szybkiej jazdy. Są tacy też, co ładują swoje wyścigowe samochody w samoloty i siebie samych także, żeby pojeździć sobie jak należy, w ramach urlopu, na Autobahnie. Tam ograniczeń nie ma. Jaki byłby sens ładowania sześciolitrowych silników pod maski potężnych samochodów. Kiedyś myślałem o tym samym. W Polsce, przy tym stanie dróg, wystarczyłyby samochody o małym litrażu. Ale jest to ograniczenie swobód obywatelskich.
Twierdzę jednak, że duża szybkość nie jest równoważna z niebezpieczeństwem. Jest to zależne od kierowcy, jakości samochodu i drogi. Wiele przepisów i ograniczeń w ruchu drogowym powstało w dobie syrenki i króla szos, Fiata 126p. Mnie osobiście jazda z szybkościami dozwolonymi niesamowicie nudzi. Zasypiam przy kierownicy. Kiedy samochód nabiera odpowiednich szybkości, a koncentracja wzrasta proporcjonalnie do kwadratu szybkości, wtedy ja czuję się bezpieczniej i innym mniej grozi.
Dawno mnie nie było na Autobahnie, czas się wybrać. Tylko kłopot, że już nie ma czym
17-09-2008 18:10 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)
>W Polsce, przy tym stanie dróg, wystarczyłyby samochody o małym litrażu. Ale jest to ograniczenie swobód obywatelskich.

I najwięcej wypadków spowodowanych przez tragiczny stan naszych dróg i przez brak drugiego pasa do wyprzedzania.

>Twierdzę jednak, że duża szybkość nie jest równoważna z niebezpieczeństwem. Jest to zależne od kierowcy, jakości samochodu i drogi. Wiele przepisów i ograniczeń w ruchu drogowym powstało w dobie syrenki i króla szos, Fiata 126p.

Zgadzam się w 100% - kiedyś Sobiesław Zasada mówił: "prędkość przychodzi z czasem" a często świeżo upieczonych kierowców ponosi brawura.

>Mnie osobiście jazda z szybkościami dozwolonymi niesamowicie nudzi. Zasypiam przy kierownicy.

Nie tylko Ciebie, szczególnie na dalekich trasach jest niesamowicie nużąca i przez to się człowiek dekoncentruje.

>Dawno mnie nie było na Autobahnie, czas się wybrać.

Masz rację, w Niemczech się świetnie jeździ. To chyba ostatni w Europie taki kraj gdzie nie ma ograniczeń, albo są w górę (np. nie mniej niż 90 km/h). Jedyny problem z firmami ubezpieczeniowymi, które powyżej jakiejś prędkości w razie wypadku nie chcą zwracają pełnych kosztów.
stilgar (7322 punktów)

>Masz rację, w Niemczech się świetnie jeździ. To chyba ostatni w Europie taki kraj gdzie nie ma ograniczeń, albo są w górę (np. nie mniej niż 90 km/h). Jedyny problem z firmami ubezpieczeniowymi, które powyżej jakiejś prędkości w razie wypadku nie chcą zwracają pełnych kosztów.

Takie ograniczenia są i w Polsce - często widzę przy drodze znaki "lewym pasem nie mniej jak 50".
18-09-2008 11:03 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Wiele przepisów i ograniczeń w ruchu drogowym powstało w dobie syrenki i króla szos, Fiata 126p. Mnie osobiście jazda z szybkościami dozwolonymi niesamowicie nudzi. Zasypiam przy kierownicy. Kiedy samochód nabiera odpowiednich szybkości, a koncentracja wzrasta proporcjonalnie do kwadratu szybkości, wtedy ja czuję się bezpieczniej i innym mniej grozi.
Po alkoholu kierowca też czuje się bezpiecznie. Poza tym, mylimy tu dwie rzeczy. To czy ograniczenia są odpowiednie - nie wypowiadam się - z ogranicznikiem. Może powinny być wyższe, ale wtedy automatycznie wyżej skalibrowane będą ograniczniki, więc nie widzę tu problemu.

>Dawno mnie nie było na Autobahnie, czas się wybrać. Tylko kłopot, że już nie ma czym
Tak ciężko się szarpnąć na dwie godziny toru? Albo znaleźć starą płytę lotniska? Nie jestem hazardzistą i nie podoba mi się pomysł, aby inni mnie do tego hazardu przymuszali swoją brawurą i potrzebą szybkości. Drogi publiczne są publiczne.

Pozdrawiam
lotrek (14275 punktów)

>prowadził FIATa 125p, jechał 80km/h i prawymi kołami zjechał na szuter, kiedy lewe zostały na
>asfalcie. Przestał koziołkować dopiero na drzewie. Przecież przy 190km/h wystarczy centymetrowe
>zagłębienie w drodze, albo nawiany z pobocza piasek, żeby kompletnie nic nie móc zrobić.

Cóż to za dziwne porównanie ( Fiata 125p) z nowoczesnymi autami, które osiągają prędkość powyżej 200km/h. Auta takie posiadają systemy ASR (Automatic Stability Regulation), odpowiednie zawieszenie, nie mówiąc już o ogumieniu.



Cytat:
System ten (Automatic Stability Regulation, czyli automatyczna regulacja stabilności jazdy) jest układem elektronicznym zapobiegającym poślizgowi kół w trakcie ruszania, przyspieszania, a także podczas jazdy na zakrętach i zróżnicowanych nawierzchniach. W sytuacji, gdy następuje poślizg, któregokolwiek z kół, uruchomiony zostaje system, który może indywidualnie go przyhamować. Możliwe jest zmniejszenie momentu obrotowego silnika (odcięcie paliwa, zmiana dawki paliwa). Niektóre układy mogą również blokować mechanizm różnicowy lub zmieniać rozdział momentu napędowego na lewą i prawą półoś ingerując również w pracę automatycznej skrzyni biegów.

System ten umożliwia ruszanie pojazdem z maksymalnym przyspieszeniem, zapewnia stabilną jazdę przy zmiennych warunkach drogowych i chroni opony przed nadmiernym zużyciem. Układ opiera się głównie na czujnikach prędkości obrotowej kół współpracujących z ABS-em i komputerem sterującym pracą silnika, skrzyni biegów i czujnikami zawieszenia. Kolejnym układem współpracującym z ABS-em jest stosowany od kilku lat przez Mercedesa i BMW, a obecnie również przez Audi, elektroniczny układ sterujący ESP (Elektronisches Stabilitats Programm). Centralną częścią układu jest opracowany przez firmę Bosch czujnik przyspieszenia poprzecznego. Rozpoznaje on sytuację, w której występuje niebezpieczeństwo poślizgu i wraz z ABS-em, systemem kontroli trakcyjnej ASR i układem wtryskowym silnika przeciwdziała obróceniu się, a nawet przewróceniu samochodu. ESP działa w ułamkach sekund, automatycznie odcina przyspieszenie i wyhamowuje każde koło osobno
.

Oczywiście różne systemy bezpieczeństwa, jak i poduszki powietrza nie dają 100% gwarancji wyjścia z życiem z każdej kolizji, dlatego też ważna jest rozwaga i zdrowy rozsądek na drodze. Tego się jednak nigdzie nie kupi i za żadne pieniądze.
Rutkiewicz (1290 punktów)
Przy prędkości 190km/h ASR, ESP i TC mają trochę mało czasu. Już nie mówiąc o tym, że można je wyłączyć.

>odpowiednie zawieszenie, nie mówiąc już o ogumieniu.
W porównaniu z autami rajdowymi, samochód szosowy ma twarde zawieszenie, przy większym prześwicie. A aktywne zawieszenie, to tylko poprzeczna belka, która zapobiega oderwaniu koła, podczas przechyłu bocznego w zakręcie. Ogumienie jest szosowe, nie ma uniwersalnego (dla samochodów osobowych), i jest ono słabe nawet na same nasze drogi.
ollikm (2038 punktów)
(zablokowany)
Rzadko problemem bywa prędkość sama w sobie. Przyczyną wypadków są różne "egzotyczne" manewry wykonywane przez kierowców, typu wyprzedzanie tuż przed szczytem wzniesienia, lub 500 metrowej zwartej kolumny samochodów (przykłady można mnożyć). Ponadto, tam gdzie się naprawdę zdarzają wypadki dopuszczalna prędkość jest daleko niższa i nawet 100 km/h (np. w centrum miasta) jest zabójcze.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Rzadko problemem bywa prędkość sama w sobie. Przyczyną wypadków są różne "egzotyczne" manewry wykonywane przez kierowców, typu wyprzedzanie tuż przed szczytem wzniesienia, lub 500 metrowej zwartej kolumny samochodów (przykłady można mnożyć). Ponadto, tam gdzie się naprawdę zdarzają wypadki dopuszczalna prędkość jest daleko niższa i nawet 100 km/h (np. w centrum miasta) jest zabójcze.
A czy w związku z tym, ograniczenie tej prędkości będzie szkodliwe?
18-09-2008 12:42 
 Ocena 1 na 1
ollikm (2038 punktów)
(zablokowany)
>A czy w związku z tym, ograniczenie tej prędkości będzie szkodliwe?
>
Tak.
1. Nie przyniesie żadnych korzyści (bo wypadki zdarzają się przy prędkościach mniejszych niż maksymalna)
2. Może spowodować pewne niewielkie zagrożenie (przy wyprzedzaniu, każde ograniczenie prędkości zwiększa niebezpieczeństwo manewru)
3. Jadąc do Niemiec trzeba będzie się "wlec" po autostradzie, mimo że jest ona przystosowana do dużych szybkości.

Czyli krótko mówiąc 0 korzyści, pewne wady + koszty całego przedęwzięcia.
zolv (1640 punktów)
>1. Nie przyniesie żadnych korzyści (bo wypadki zdarzają się przy prędkościach mniejszych niż maksymalna)

Generalnie prawda. Wprowadzenie ogranicznika ograniczy ilość wypadków, które w ogólnej statystyce zajmują marginalne miejsce.

>2. Może spowodować pewne niewielkie zagrożenie (przy wyprzedzaniu, każde ograniczenie prędkości zwiększa niebezpieczeństwo manewru)

Dlatego ogranicznik byłby (przykładowo) +20km/h więcej niż 130. Na autostradzie nie zwiększy zagrożenia bo jest osobny pas, natomiast na drogach poza terenem zabudowanym gdzie obowiązuje 90, ogranicznik ustawiony na 150 w zupełności wystarczy.

>3. Jadąc do Niemiec trzeba będzie się "wlec" po autostradzie, mimo że jest ona przystosowana do dużych szybkości.

Autostrady może i są przystosowane...ale pytanie: czy kierowcy są?

"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję." - zolv
www.zolv.pl
awitu (7627 punktów)
Polecam też zainstalowanie alkomatów i mierników zmęczenia w samochodach, które powodowałyby blokadę samochodu w wypadku zanotowania spożycia alkoholu lub zmęczenia. No i może zakaz jazdy nocą

za British Medical Journal.

Cytat:

Spośród 68 tys. przeanalizowanych wypadków przyczyną aż 10% z nich było zmęczenie kierowcy, a 23% spożycie alkoholu przez osobę prowadzącą pojazd. (...)

Zaobserwowano, że zmęczeni i pijani kierowcy ponad 7-krotnie częściej powodują śmiertelne w skutkach wypadki komunikacyjne w porównaniu z trzeźwymi i wypoczętymi osobami siadającymi za kierownicą. Spożycie alkoholu zwiększa ryzyko śmierci ponad 4-krotnie. Wykazano, że najwięcej wypadków spowodowanych nietrzeźwością zdarza się w nocy, kiedy rozpoczynają się powroty ze spotkań towarzyskich.


"Colorless green ideas sleep furiously"
Aleksander Głowacki (1725 punktów)
Po pierwsze głupota niekórych ludzi jest porażająca - sam znam osobę która na przy ograniczeniu 90 potrafi do 200 się rozpędzić, co ciekawe podobnie jak wspomniany w poście pan nie potrafi się wytłujmaczyć dlaczego tak robi.
Jeśli chodzi o ograniczniki prędkości to widzę kikla problemów:
1) do każdego modelu samochodu potrzebny byłby inny ogranicznik, kłopotliwy montaż, koszty, serwis.
2) w niektórych krajach na autostradach nie ma ograniczeń prędkości
3) dlaczego rozsądni kierowcy, którzy z mocy samochodu korzystają we właściwy sposób mają cierpieć z głupotę innych?
4) czasem przy wyprzedzaniu konieczne jest przekroczenie dozwolonej prędkości np. jeżeli na drodze gdzie jest ograniczenie np 90, wyprzedzamy TIR'a który jedzie 80, to rozsądnie jest podczas manewru przekroczyć dozwoloną prędkość, aby skrócić czas przebywania na lewym pasie. W tym przypadku ogranicznik mógłby być niebezpieczny.
18-09-2008 10:38 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>4) czasem przy wyprzedzaniu konieczne jest przekroczenie dozwolonej prędkości np. jeżeli na drodze gdzie jest ograniczenie np 90, wyprzedzamy TIR'a który jedzie 80, to rozsądnie jest podczas manewru przekroczyć dozwoloną prędkość, aby skrócić czas przebywania na lewym pasie. W tym przypadku ogranicznik mógłby być niebezpieczny.
Dlatego właśnie proponuję ograniczenie do 20km/h większe, niż maksymalna prędkość.

>2) w niektórych krajach na autostradach nie ma ograniczeń prędkości
Mówię tylko o Polsce.

>1) do każdego modelu samochodu potrzebny byłby inny ogranicznik, kłopotliwy montaż, koszty, serwis.
W wielu samochodach jest on montowany seryjnie, więc chyba koszty tego nie są takie straszne.

>Po pierwsze głupota niekórych ludzi jest porażająca
>3) dlaczego rozsądni kierowcy, którzy z mocy samochodu korzystają we właściwy sposób mają cierpieć z głupotę innych?
Kierowcy mogą dążyć do zmiany przepisów, w rezultacie której część tych głupków byłaby odsiewana (np. obowiązkowe testy psychologiczne na poziom agresji drogowej, itd., zmiana sposobu egzaminowania i nauki jazdy, etc. etc.). Jednakże chwilowo jest to sytuacja analogiczna do składki zdrowotnej - wszyscy ją płacą, choć nie wszyscy się leczą. Rozumiem zawarty w tym pytaniu indywidualizm i go popieram, ale pierwszeństwo przyznaję zbiorowemu interesowi pieszych i innych ofiar wypadków.
Aleksander Głowacki (1725 punktów)
>W wielu samochodach jest on montowany seryjnie, więc chyba koszty tego nie są takie straszne.

Tak, ale czy przypadkiem nie chodzi tu o sportowe samochody z "wyższej półki" o bardzooo duzej mocy? Nie wynika to bardziej z cech konstrukcyjnych pojazdu?
Rutkiewicz (1290 punktów)
>>W wielu samochodach jest on montowany seryjnie, więc chyba koszty tego nie są takie straszne.
>Tak, ale czy przypadkiem nie chodzi tu o sportowe samochody z "wyższej półki" o bardzooo duzej mocy? Nie wynika to bardziej z cech konstrukcyjnych pojazdu?
Owszem, ale mnie chodzi o precedens. Tylko, że tam są to chyba ograniczniki mocy, a ja myślę bardziej o automatycznym sprzęgle, aby mocy nie odbierać.
18-09-2008 22:24 
 Ocena 1 na 1
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>>4) czasem przy wyprzedzaniu konieczne jest przekroczenie dozwolonej prędkości np. jeżeli na drodze gdzie jest ograniczenie np 90, wyprzedzamy TIR'a który jedzie 80, to rozsądnie jest podczas manewru przekroczyć dozwoloną prędkość, aby skrócić czas przebywania na lewym pasie. W tym przypadku ogranicznik mógłby być niebezpieczny.
>Dlatego właśnie proponuję ograniczenie do 20km/h większe, niż maksymalna prędkość.

A skąd pewność, że tych 20 km/h wystarczy do uratowania życia własnego i cudzego? Może potrzeba 50, a może 70?
Tego nie da się zdefiniować, bo nigdy nie wiem (nie mam pewności) czy przede mną jest jeden TIR czy cała kolumna, czy jedzie ktoś z przeciwka czy nie (może być np. nieoświetlony w nocy).
W takich przypadkach ogranicznik nie będzie już niebezpieczny - on będzie oznaczał pewną śmierć.

Zostaje więc edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja (jak w wielu innych dyskutowanych tematach...).

Z pozdrowieniami i życzeniami "szerokiej drogi".

fides ex necessitate esse non debet
salek (4701 punktów)
Wszystkie problemy ze zbyt wolnym wyprzedzaniem można rozwiązać w bardzo prosty sposób. Wystarczyłoby, aby ogranicznik ograniczał przy próbie utrzymania prędkości, ale pozwalał przyspieszać do woli. Logika urządzenia prosta jak budowa cepa (ogranicznik nie działa, jeżeli pedał gazu jest 'w podłodze') - a załatwia każdy problem z wyprzedzaniem.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>A skąd pewność, że tych 20 km/h wystarczy do uratowania życia własnego i cudzego? Może potrzeba 50, a może 70?
Tego nie da się zdefiniować, bo nigdy nie wiem (nie mam pewności) czy przede mną jest jeden TIR czy cała kolumna, czy jedzie ktoś z przeciwka czy nie (może być np. nieoświetlony w nocy).
Problemy poważne, ale dwa ostatnie chyba nie na temat.
1. Nie 20km/h, bo jeżeli nie ma pasa do wyprzedzania, to można jechać 90km/h, a TIR może 70km/h. Mamy więc 60km/h zapasu i 80km/h przewagi nad TIRem.

2. Jeśli się Pan wychyli w lewo, to widzi, czy może śmignąć jednego TIRa, czy musi dziesięć. W tym drugim przypadku raczej się nie wyprzedza, tylko wraca na prawo i trąbi, że ten z przodu zrobił miejsce za kolegą. Jeśli tego nie robi, to ciężka sprawa, ale ja bym nie ryzykował - mając i 800KM - wyprzedzania na 3km drogi.

3. Jeśli ktoś jest nieoświetony, a Pan w połowie sznurka TIRów na lewym pasie, to nie zauważy Pan go w nocy, zanim ten nie odetnie Panu drogi ucieczki do przodu.

Równie szerokiej, a nawet szerszej. Bo jak wiadomo jazda po naszych drogach jest jak gra Arkanoid - poruszasz się z ogromną szybkością a z naprzeciwka nadlatują czarne kwadraty
stilgar (7322 punktów)
>Ostanio nawiedza mnie myśl, która przyszła mi do głowy już jakiś czas temu. Dlaczego Państwo nie
>zobowiąże dealerów samochodowych do montowania w sprzedawanych przez siebie w Polsce autach
>ograniczników szybkości poruszania się, skalibrowanych na szybkość 10-20km/h większą, niż maksymalna
>dozwolona w kraju? Na autostradzie można jechać 130km/h, i to najwyższa prędkość jaką można jechać w
>Polsce. Dlaczego więc nie ograniczać przymusowo maksymalnej prędkości samochodu do 130-150km/h? I
>dlaczego nie wpadł na to żaden inny kraj? Kara za brak, albo oszukanie ogranicznika 50.000 zł, za
>przekroczenia planowane do 2.000. Słaba wykrywalność? Nawet nie trzeba zaglądać pod maskę, kto
>jedzie 151+km/h, ten go nie ma, albo przestawił.

To bezsensowne ograniczanie - a jeśli ktoś pojedzie za granicę, gdzie ograniczenia są inne, to czemu nie może jechać z wyższą prędkością? (Słynne niemieckie autostrady) To po pierwsze. Po drugie, na pewno ludzie znaleźliby sposoby na obejście tego - rejestracja samochodu za granicą, ukryty wyłącznik do ogranicznika..

Po trzecie - czasem trzeba przyspieszyć, aby się uratować - to oczywiste podczas wyprzedzania, ale są też często inne sytuacje, kiedy ktoś np. jedzie prosto na ciebie i musisz mu uciec z drogi, bo inaczej się zderzysz. Wielu ludzi nie rozumie, że nawet mimo iż jadą swoim pasem i mają pierwszeństwo, to dla ratowania życia powinni nawet jechać do rowu ( o ile nie ma drzew). Na wielu nagrobkach powinno być epitafium "Miał pierwszeństwo"

Sam jestem kierowcą, zwykle staram się jechać wolniej i bezpieczniej, ale nie rozumiem takich bzdurnych propozycji ograniczeń.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>ale są też często inne sytuacje, kiedy ktoś np. jedzie prosto na ciebie i musisz mu uciec z drogi, bo inaczej się zderzysz.
Wtedy się skręca, a nie przyspiesza. Poza tym, możliwość zapewnienia bezpieczeństwa aktywnego kierowcy samochodu są o wiele mniejsze, niż motocyklisty. Nie mówiąc o tym, że samochód i tak nie rozpędzi się o więcej, niż te 20km/h w czasie zdarzenia drogowego. A jeśli ktoś będzie jechał notorycznie 150km/h i wtedy mu zabraknie, to czy to będzie wina systemu?

>Po drugie, na pewno ludzie znaleźliby sposoby na obejście tego - rejestracja samochodu za granicą, ukryty wyłącznik do ogranicznika.
Oczywiście, że tak. Ale ten argument jest również używany w stosunku do istniejących ograniczeń: po co je utrzymywać, skoro nikt się do nich nie stosuje. Tylko, że to bezsensowny argument, bo przepisów nie wyznacza, ani nie wartościuje ich przestrzeganie, tylko sensowność.

>Wielu ludzi nie rozumie, że nawet mimo iż jadą swoim pasem i mają pierwszeństwo, to dla ratowania życia powinni nawet jechać do rowu
Zgadzam się, ale co to ma do rzeczy?
18-09-2008 11:01 
 Ocena 1 na 1
stilgar (7322 punktów)
>>ale są też często inne sytuacje, kiedy ktoś np. jedzie prosto na ciebie i musisz mu uciec z drogi, bo inaczej się zderzysz.
>Wtedy się skręca, a nie przyspiesza.

Jesteś kierowcą? Bo mówisz tak, jakbyś nigdy nie miał niebezpiecznej sytuacji na drodze i tylko teoretyzował.

Rozważ np. taką sytuację: wyprzedzasz tira, za tobą jedzie kolejny samochód i nagle z bocznej drogi na pas którym jedziesz wyjeżdza samochód. Nie możesz zahamować - z tyłu samochód. Nie możesz skręcić - z jednej strony barierka, z drugiej tir. Jeśli będziesz jechał jak jedziesz, to sie wpakujesz w ten samochód, który się władował na drogę nie patrząc. Jedyne wyjście to gwałtownie przyspieszyć i szybko dokończyć manewr.

I w takich sytuacjach ponad setka koni pod maską może uratować życie. Lepiej mieć duży silnik i jeździć powoli, niż z małym nie móc nic zrobić.

>Poza tym, możliwość zapewnienia bezpieczeństwa aktywnego kierowcy samochodu są o wiele mniejsze, niż motocyklisty. Nie mówiąc o tym, że samochód i tak nie rozpędzi się o więcej, niż te 20km/h w czasie zdarzenia drogowego. A jeśli ktoś będzie jechał notorycznie 150km/h i wtedy mu zabraknie, to czy to będzie wina systemu?

Jeśli ktoś jedzie 150 km/h to łamie przepisy. Powinien się dostosować do ograniczenia prędkości.

>>Po drugie, na pewno ludzie znaleźliby sposoby na obejście tego - rejestracja samochodu za granicą, ukryty wyłącznik do ogranicznika.
>Oczywiście, że tak. Ale ten argument jest również używany w stosunku do istniejących ograniczeń: po co je utrzymywać, skoro nikt się do nich nie stosuje.

Ograniczenia prędkości, czy ciągłe linie i inne zakazy mają sens, bo zwiększają bezpieczeństwo na danym odcinku. Ale nikt nie buduje betonowych ścian zamiast ciągłych linii i nie montuje tych ograniczników prędkośći - właśnie dlatego, że w awaryjnej sytuacji lepiej jest złamać taki zakaz, nawet narażając się na mandat, alby się uratować.

>Tylko, że to bezsensowny argument, bo przepisów nie wyznacza, ani nie wartościuje ich przestrzeganie, tylko sensowność.

Ogranicznik prędkości sensu nie ma.

>>Wielu ludzi nie rozumie, że nawet mimo iż jadą swoim pasem i mają pierwszeństwo, to dla ratowania życia powinni nawet jechać do rowu
>Zgadzam się, ale co to ma do rzeczy?
To ma do rzeczy, że nawet jadąc zgodnie z przepisami może ci się zdarzyć awaryjna sytuacja na drodze, w której będziesz musiał jakieś przepisy złamać, aby ratować życie.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>To ma do rzeczy, że nawet jadąc zgodnie z przepisami może ci się zdarzyć awaryjna sytuacja na drodze, w której będziesz musiał jakieś przepisy złamać, aby ratować życie.
Wjeżdżając do rowu, jaki przepis łamię?

>Nie możesz zahamować - z tyłu samochód.
?! Na autopilocie?
18-09-2008 11:24 
 Ocena 2 na 2
stilgar (7322 punktów)

>>Nie możesz zahamować - z tyłu samochód.
>?! Na autopilocie?

Twoje argumenty są bardzo na siłę - jeśli wyhamujesz gwałtownie, to ten co jedzie za tobą ci wjedzie w bagażnik, jeśli będziesz hamował powoli, żeby kierowca za tobą zrozumiał o co chodzi i schował się za tira, pewnie nie wystarczy ci czasu, aby samemu też się schować.

Ale to wszytko to jest zwykłe teoretyzowanie - tak jak pisałem, w niebezpiecznych sytuacjach dobry silnik może ratować życie.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Ale to wszytko to jest zwykłe teoretyzowanie - tak jak pisałem, w niebezpiecznych sytuacjach dobry silnik może ratować życie.
Życie ratuje przede wszystkim rozsądek. Skoro Pan wie, że wyprzedzanie przed skrzyżowaniem może być niebezpieczne, to po co wyprzedza? Widzi Pan, skonstruował On przykład, który do mnie trafia. I gdyby nie to, że nigdy nie wyprzedzałem przed skrzyżowaniami, bo mi powtarzano, żeby tego nie robić, to bym przestał. Dla mnie jest to rozsądne wyjście, stąd zadaję absurdalne pytanie, bo i problem absurdalny.

Poza tym, czy na długości TIR-a, który przecież na jednopasmówce powinien jechać max 70, zdąży się Pan rozpędzić od 80 do 130 km/h? I jeśli nawet tak, to czy 130km/h nie wystarczy? I czy wyprzedzanie na tyle krótko przed skrzyżowaniem, że nie zdąży się zakończyć przed nim manewru jest zgodne z przepisami?
Mijo (396 punktów)
Tutaj w Polsce to państwo powinno regulować jakie samochody można sprzedawać, wyregulowałoby, że jakieś "słabe" i byłby dla Pana święty spokój.
A może chce Pan z autostrady zrobić tory kolejowe, mam na myśli takie jak są w mieście w godzinach tzw. szczytu, wagonami będą samochody, a lokomotywą... może Pański samochód?
Czy myśli Pan, że to szybka jazda prowadzi do śmierci czy wypadków ? Musi być połączona z nieumiejętnością prowadzenia samochodu i zapewne jeszcze innymi czynnikami.
Z tego co wiem ofiary wypadków na autostradach stanowią ok. 3% wszystkich wypadków samochodowych!
Widzi Pan, nasz kraj to w zasadzie przymusowo ograniczył już prędkość drogami jakie nam zafundował.
Poza tym wydaje mi się trudna jazda po autostradzie 130 km/h.
Może Pan nigdy tej prędkości nie przekroczył i to dlatego taki Pan zbulwersowany...
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Widzi Pan, nasz kraj to w zasadzie przymusowo ograniczył już prędkość drogami jakie nam zafundował.
Szkoda, że niewiele osób bierze to pod uwagę.

Nie mam natury ryzykanta, i nie mam zamiaru brać udziału w loterii drogowej, ponieważ kogoś nudzi jazda 130km/h. Przykro mi, ale nikt nie ma prawa ryzykować mojego zdrowia i życia dla własnej potrzeby przejechania z Warszawy do Łodzi w pół godziny. I analogicznie nie ma prawa ryzykować życia nikogo innego. Z dwóch zdań: 'jeśli ciężko Ci się przystosować i jeździć powyżej 130km/h, to nie wsiadaj do samochodu' i 'jeśli ciężko Ci się przystosować i jeździć poniżej 130km/h to nie wsiadaj do samochodu', które wyraża interes bezpieczeństwa ogółu?
salek (4701 punktów)
Ograniczniki prędkości zapewne powinny być - tym bardziej, że pojazdy dopuszczane są do ruchu drogowego otrzymując homologację. A jaki sens wydawania homologacji dla pojazdu, którego prędkość podróżna przekracza 130km/h? Mało nawet - większość dróg w Polsce praktycznie nie nadaje się do ruchu dla pojazdów, dla których ta prędkość przekracza 90 (a to właściwie wszystkie pojazdy klasy co najmniej średniej). Najciekawsze jest to w kontekście rozpętanej od niedawna wielkiej kampanii na rzecz ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Powinno chyba dziwić dlaczego u nas nikt tego nie zauważył - w Niemczech przez jakiś czas była debata o ograniczeniu prędkości na autostradach właśnie w imię ograniczenia emisji.

Z drugiej strony, w Polsce nie trzeba wiele, aby wystapiła koniecznosć tłumaczenia się inkasentowi z napisem 'policja'. Wiele znaków (w tym ograniczeń prędkości) wystawia się chyba tylko celem poprawienia czyjegoś samopoczucia. Wiele działań 'zwiększających bezpieczeństwo w ruchu drogowym' sprowadza się właściwie do podwyższania i tak stosunkowo wysokich mandatów, które na dodatek nakładane są 'za przekroczenie prędkości', będącego w istocie jazdą z prędkością niższą o 30km/h od podróżnej. W zamian, przekroczenie prędkości o więcej niż 50kmph nie różni się niczym od przekroczenia o 100 - pirat, rozbijający się 190kmph zapłaci 500 i 10 pkt. Spokojnie jadący szeroką, wyremontowaną szosą kierowca z podróżną 'stówą' zostanie potraktowany tak samo, jeżeli wpadnie na 300-metrowy odcinek 'zabudowany'. Gdzie sprawiedliwość? Nie wspominając już o takim drobiazgu, że zasadność podwyższenia mandatów, czy wprowadzania ograniczeń prędkości nie jest najwyraźniej w ogóle badana czy weryfikowana, a zastrzeżeń chyba nawet się nie uwzględnia...
18-09-2008 23:52 
 Ocena 3 na 3
lendek (149 punktów)
>Ograniczniki prędkości zapewne powinny być - tym bardziej, .....>

A ja bym to ujął troszeczkę inaczej.
Po co ograniczniki? Przecież i tak i tak nikt tych przepisów nie przestrzega (no może za wyjątkiem Pan który rozpoczął ten wątek), musimy się poruszać z prędkością która pozwoli nam dotrzeć do celu w możliwie najkrótszym czasie (taki jest zasadniczy cel transportu), więc jeśli ktoś proponuje przymusowe ograniczenie prędkości samochodów, niech spróbuje najpierw:
a) przejechać się raz do pracy samochodem nie przekraczając dozwolonej prędkości,
b) wracając samochodem z pracy nie przekroczyć ani na sekundkę 50km/h (nie używając tempomatu)
c)po przetestowaniu punktów a i b - spróbuj sobie wyobrazić co by się stało gdyby zrobili tak wszyscy.
Weźmy na przykład taką Warszawę, niby jest ograniczenie do 50km/h ale i tak wszyscy jeżdżą z prędkością w przedziale 90-110 km/h - włącznie z radiowozami i jakoś nikogo to nie bulwersuje, bo po prostu inaczej się nie da! Jeśli byśmy w stolicy przestrzegali ograniczeń to nikt by nigdzie nie zajechał, i właśnie dlatego jak w Warszawie uraczysz suszarkę lub działający fotoradar to masz już mega pecha albo pojechałeś grubo ponad 150km/h.

Jest jeszcze jeden element jeśli miały by być jakieś odgórne regulacje w tym zakresie (nie mówię tu o nowych drogach bo na to nie liczę) to powinno się wycofać z obiegu stare samochody typu kadet rocznik 78 i fiat 126p rocznik 91 - albo po prostu ukrócić łapówkarstwo w stacjach diagnostycznych, to to naprawdę by poprawiło bezpieczeństwo na naszych drogach.

Nasz kraj to miejsce wielu paradoksów i co za tym idzie PARADOKSALNIE brak dróg szybkiego ruch i autostrad zmusza nas do jeszcze szybszej jazdy w celu ............ zdążenia.

Szerokości mobilki.

P.S.

Naprawdę nie jechał Pan nigdy szybciej niż 130km/h ?
i
naprawdę myśli Pan że, te ograniczenia mają jakiś większy cel niż nabijanie budżetu gminy?

nie ma stopki
nie należy wierzyć w jej istnienie
19-09-2008 00:49 
 Ocena-1 na 1
salek (4701 punktów)
>Po co ograniczniki?
Ponieważ w Polsce nie ma dróg, po których można by legalnie jechać szybciej niż 130kmph. Ba! Po wielu polskich drogach jeżdzenie znacznie wolniej niż 130 kmph jest często po prostu technicznie niewykonalne. To mniej więcej tak, jakby nie wolno było używać broni, ale nic nie zabraniało tej broni posiadać i nią handlować.

>Jeśli byśmy w stolicy przestrzegali ograniczeń to nikt by nigdzie nie zajechał, i właśnie dlatego jak w Warszawie uraczysz suszarkę lub działający fotoradar to masz już mega pecha albo pojechałeś grubo ponad 150km/h.
Bardzo Pan przesadza z nie-zajechaniem.
Jeżeli jest Pan w stanie dojechać do i wrócić z pracy, w 'normalnych' godzinach, utrzymując całą drogę więcej niż 50kmph, to ja mogę tylko zazdrościć - ja żyję w jakiejś innej Warszawie. A ogranicznik byłby właśnie systemowym sposobem eliminacji idiotów, jeżdzących grubo ponad 150kmph.

>Jest jeszcze jeden element jeśli miały by być jakieś odgórne regulacje w tym zakresie (nie mówię tu o nowych drogach bo na to nie liczę) to powinno się wycofać z obiegu stare samochody typu kadet rocznik 78 i fiat 126p rocznik 91 - albo po prostu ukrócić łapówkarstwo w stacjach diagnostycznych, to to naprawdę by poprawiło bezpieczeństwo na naszych drogach.
To chyba stereotyp - ja w każdym razie nie widziałem statystyki mówiącej jaki procent wypadków drogowych jest spowodowanych złym stanem technicznym pojazdów. I podejrzewam, że jest to znikomy odsetek.

>Nasz kraj to miejsce wielu paradoksów i co za tym idzie PARADOKSALNIE brak dróg szybkiego ruch i autostrad zmusza nas do jeszcze szybszej jazdy w celu ............ zdążenia.
Intrygujące. Ciekawym jak brak dobrej drogi umożliwia jeżdzenie szybciej...

Nie wystarczyłoby po prostu wyjechać wcześniej?

>Naprawdę nie jechał Pan nigdy szybciej niż 130km/h ?
>naprawdę myśli Pan że, te ograniczenia mają jakiś większy cel niż nabijanie budżetu gminy?
Naprawdę, przykre jest, jeżeli czyta się post, z którego wynika iż odpowiadający nie doczytał, bądź nie zrozumiał tekstu, na który odpowiada...

Btw nie gminy - mandat nakładany przez policję nie ma nic wspólnego z budżetem gminy.
19-09-2008 09:52 
 Ocena 1 na 1
lendek (149 punktów)

>Naprawdę, przykre jest, jeżeli czyta się post, z którego wynika iż odpowiadający nie doczytał, bądź nie zrozumiał tekstu, na który odpowiada...
>Btw nie gminy - mandat nakładany przez policję nie ma nic wspólnego z budżetem gminy.
.......>>

A jednak widzisz nie jeździsz to nie wiesz.... w tym magicznym kraju 60% fotoradarów obsługiwanych jest przez tzw straż miejską (stawiane w zestawie : "odgraniczenie do 40km/h + fotoradar + koniec ograniczeń" ).

Bardzo mi przykro,że sprawiłem Panu przykrość pisząc mojego posta, moim zamiarem było pokazanie sprawy od kolejnej strony z wyraźnym podkreśleniem, iz pomysły typu "ogranicznik prędkości" mimo, że są na miarę współczesnych polskich parlamentarzystów, przyniosłyby taki sam smutny efekt jak reszta ich pracy, bo tak naprawdę nie w tym leży problem.
Wnioskując dalej, stwierdzam, że autor albo nigdy nie jechał powyżej 130km/h albo ma jakiś rodzaj fobii lub głębokiego i mocno wypartego odczucia zazdrości w zakresie drogiego obuwia i nieco droższych samochodów.

Ale jak wcześniej pisałem najważniejsze jest precyzyjne namierzenie przyczyn, a nie brutalne wycinanie skutków za pomocą skazanych na porażkę półśrodków.

>Jeżeli jest Pan w stanie dojechać do i wrócić z pracy, w 'normalnych' godzinach, utrzymując całą drogę więcej niż 50kmph, to ja mogę tylko zazdrościć - ja żyję w jakiejś innej Warszawie. A ogranicznik byłby właśnie systemowym sposobem eliminacji idiotów, jeżdżących grubo ponad 150kmph....>
Nie, niestety nie jestem w stanie jechać ponad 50 km/h, co więcej nie jestem w stanie jechać przez cały czas powyżej 0km/h i moim zdaniem są tego następujące przyczyny:
a) kiepskie drogi,
b) niezsynchronizowane sygnalizacje na skrzyżowaniach,
c) nadmierna ilość pojazdów,
d) ograniczenia prędkości ustawione metodą "chybił trafił",
e) brak kultury jazdy,
f) niewłaściwie skonstruowane skrzyżowania, które uniemożliwiają ich płynne opuszczanie.

Jeśli nadal Pan twierdzi, że te ograniczniki by pomogły niech Pan spróbuje, tego co proponowałem w poprzednim poście.
I prawda jest taka, że Warszawa przemieszcza się z prędkością 90-110 km/h w chwilach i miejscach niezakorkowanych, i to jest ok - jakoś nie ma szczególnie dużej liczby groźnych wypadków, i nikt nie odważy się wyciągać z tego konsekwencji w postaci nakładania mandatów za nadmierną prędkość (ta zasada działania jest zbliżona do tzw "prawa zwyczajowego"

>To chyba stereotyp - ja w każdym razie nie widziałem statystyki mówiącej jaki procent wypadków drogowych jest spowodowanych złym stanem technicznym pojazdów. I podejrzewam, że jest to znikomy odsetek.>
Stereotyp ?
Może i w pewnym sensie ma Pan rację, ale wystarczy spojrzeć na nasze ulice i zobaczyć co po nich jeździ.
Wcale nie jestem zdania, że stare samochody nie powinny jeździć po naszych drogach - wręcz przeciwnie niech jeżdżą, czasem są to piękne pojazdy, ale jak patrzę na poloneza z 1997 roku który właśnie osiągnął prędkość 100km/h tylko dlatego, że jego masa dzięki działaniu korozji spadła właśnie o 35%, a kierowca tego się nie boi ponieważ w sytuacji jakiegoś zagrożenia może w krótkim czasie opuścić, "w locie" swój pojazd bez potrzeby otwierania tego co kiedyś nosiło nazwę drzwi, a teraz jest kawałkiem przeżartego rdzą miejsca na klamkę i szybę.
I proszę pomyśleć o takim czymś jak droga hamowania tego pojazdu ......bezpieczna prawda........ (ale tylko dla tego kierowcy) więc reasumując - mówię tylko że przeglądy techniczne powinny być wykonywane uczciwie, ze świadomością związanej z tym odpowiedzialności.

>Intrygujące. Ciekawym jak brak dobrej drogi umożliwia jeżdzenie szybciej...>

Ależ ja nie napisałem, że UMOŻLIWIA tylko, że ZMUSZA do szybszej jazdy.


nie ma stopki
nie należy wierzyć w jej istnienie
Rutkiewicz (1290 punktów)
Zaświadczam i oświadczam, iż nie jestem polskim parlamentarzystą
19-09-2008 11:33 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
> Może i w pewnym sensie ma Pan rację, ale wystarczy spojrzeć na nasze ulice i zobaczyć co po nich jeździ.
Należałoby raczej spojrzeć w statystyki celem wyszukania informacji czy typowym sprawcą wypadku jest zdezelowany polonez, który akurat zdecydował się rozpaść - czy może raczej brawura, brak umiejętności i nadmierna prędkość pojazdu w doskonałym stanie technicznym.

Poniżej Małgorzata (dobra robota, Małgorzato) umieściła wyciąg z jednego z raportów o stanie bezpieczeństwa. Nadal uważasz Pan, że rzęchy stanowią zagrożenie poważniejsze niż nadmierna prędkość?

> Jeśli nadal Pan twierdzi, że te ograniczniki by pomogły niech Pan spróbuje, tego co proponowałem w poprzednim poście.
Panie lendek, nie dyskutujemy, o ile Pan nie zauważył, o niedoskonałościach systemów komunikacyjnych wielkich miast. Postaraj się Pan pojąć do czego potrzebny byłby taki ogranicznik. Podpowiem: w mieście jego funkcjonowanie byłoby zwykle nieuchwytne.

> Ależ ja nie napisałem, że UMOŻLIWIA tylko, że ZMUSZA do szybszej jazdy.
Intrygujesz mnie Pan coraz bardziej. Czy jest możliwe zmuszenie kogoś/czegoś do wykonania rzeczy niemożliwej do wykonania?

Albo z innej beczki, cóż takiego niewłaściwego znalazłeś Pan, panie lendek, w moim poście, co zasłużyło na minusa?
lendek (149 punktów)

>Poniżej Małgorzata (dobra robota, Małgorzato) umieściła wyciąg z jednego z raportów o stanie bezpieczeństwa. Nadal uważasz Pan, że rzęchy stanowią zagrożenie poważniejsze niż nadmierna prędkość?<

Po dokładnym przeanalizowaniu informacji podanych przez Panią Małgorzatę:

>Głównymi przyczynami skutkującymi zdarzeniami z ofiarami było: niedostosowanie prędkości do panujących warunków (988 wypadków), nieudzielenie pierwszeństwa przejazdu (821 wypadków), niezachowanie odległości między pojazdami (240 wypadków), nieprawidłowe przejeżdżanie przejść dla pieszych (238 wypadków), nieprawidłowe wyprzedzanie (175 wypadków), jazda po niewłaściwej stronie drogi (128 wypadków), nieprawidłowe skręcanie (124 wypadki), nieprawidłowe omijanie (98 wypadków). W zestawieniu nie uwzględniono kategorii: zły stan techniczny pojazdu<
stanowczo stwierdzam, że podtrzymuje swoje zdanie.
Ponieważ analizując te informacje dokładnie należy stwierdzić:
a) Niedostosowanie prędkości (co nie koniecznie musi oznaczać nadmiernej prędkości) było przyczyną 988 wypadków z łącznej ich liczby 2812, co stanowi 35,14% wszystkich wypadków,
b) Pozostałe 64,86% przyczyn to z grubsza to o czym pisałem ja i inni uczestnicy tego wątku,
c) "W zestawieniu nie uwzględniono kategorii: zły stan techniczny pojazdu" - a gdyby zostało ujęte spowodowało by znaczące obniżenie procentowego udziału niedostosowanie prędkości w ogólnej liczbie przyczyn wypadków drogowych.
d) Zajmijmy się po prostu tym co ma większy udział w problemie, a bezpieczeństwo na naszych drogach wzroście o ok 70% .

>Albo z innej beczki, cóż takiego niewłaściwego znalazłeś Pan, panie lendek, w moim poście, co zasłużyło na minusa?
>
za:
- nawoływanie do wykonywania nieracjonalnych zabiegów,
- za koncentrowanie myśli na mniejszościowych przyczynach - co kojarzy mi się z parlamentarzystami polskim,
- za to, że robi się Panu przykro, że "inni się wypowiadają nie rozumiejąc treści", a sam Pan jednocześnie wykazuje głębokie niezrozumienie,
- i przede wszystkim za to, że "wkłada" Pan w moje usta treści których nie wypowiedziałem.

Ale nie chciałem żeby się Panu zrobiło smutno, więc dam teraz plusika - głównie za zwrócenie mojej uwagi na jakże istotne dane statystyczne dostarczone przez Panią Małgorzatę, które to w pełni potwierdzają moje zdanie


nie ma stopki
nie należy wierzyć w jej istnienie
salek (4701 punktów)
Na to, panie lendek, ja mogę powiedzieć tylko jedno: zazdroszczę samopoczucia.

pozdrawiam.
22-09-2008 15:46 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata (3242 punktów)
>c) "W zestawieniu nie uwzględniono kategorii: zły stan techniczny pojazdu" - a gdyby zostało ujęte spowodowało by znaczące obniżenie procentowego udziału niedostosowanie prędkości w ogólnej liczbie przyczyn wypadków drogowych.
>d) Zajmijmy się po prostu tym co ma większy udział w problemie, a bezpieczeństwo na naszych drogach wzroście o ok 70% .

   W Systemie Ewidencji Wypadków i Kolizji Drogowych prowadzonych przez Komendy Wojewódzkie Policji w kategorii innych przyczyn widnieje kategoria "niezawiniona niesprawność techniczna pojazdu". Na terenie województwa małopolskiego w 2006 roku zdarzyło się z tego powodu 11 wypadków (w tym 0 ofiar śmiertelnych i 11 rannych) oraz 90 kolizji. W 2007 roku odnotowano w tej kategorii 7 wypadków (w tym 0 zabitych i 8 rannych) oraz 79 kolizji. W okresie od 1 stycznia 2008 roku do 31 sierpnia 2008 roku odnotowano 8 wypadków (w tym 0 zabitych i 11 rannych) oraz 54 kolizje.

   Kategorii "zawiniona niesprawność techniczna pojazdu" nie ma.

   Pozdrawiam

kol jom hu hizdamnut chadasza
19-09-2008 11:20 
 Ocena 2 na 2
Małgorzata (3242 punktów)
   Służę kilkoma danymi statystycznymi; może się do czegoś w tej dyskusji przydadzą (dane dotyczą oceny stanu bezpieczeństwa na drogach województwa małopolskiego w okresie od 1 stycznia do 31 grudnia 2005 roku):

   W analizowanym okresie zdecydowana większość wypadków, bo 80,2% wydarzyła się na terenie zabudowanym; poza obszarem zabudowanym - 19,8% wypadków. 52,9% wypadków miało miejsce na prostym odcinku drogi. Kolejne niebezpieczne miejsca to rejony skrzyżowań, skrzyżowań z drogą z pierwszeństwem oraz niebezpieczne zakręty. Wypadki drogowe miały miejsce najczęściej w czasie panowania dobrych warunków atmosferycznych - 62,2%, w pochmurnych warunkach - 15,8%, w czasie opadów deszczu - 13,3%. Nawierzchnia w czasie wypadków drogowych w 61,8% była sucha, mokra - 28,1%, oblodzona i zaśnieżona w 8,9%.

   Najczęściej wypadki zdarzają się (wg ilości wypadków); przejście dla pieszych, wyjazd z posesji, pola, drogi wewnętrznej; pobocze; przystanek komunikacji publicznej; chodnik, droga dla pieszych, rowerzystów; torowisko tramwajowe; most, wiadukt, estakada; przejazd kolejowy.

   Wypadki drogowe wg rodzaju drogi: pierwsze miejsce zajmuje droga dwukierunkowa, jednojezdniowa, drugie droga o dwóch jezdniach jednokierunkowych, następnie droga jednokierunkowa, autostrada i droga ekspresowa.

   Rodzaje wypadków: najechanie na pieszego (1583), zderzenie boczne (939), zderzenie czołowe (579), zderzenie tylne (411), najechanie na drzewo, słup (355), wywrócenie się pojazdu (288), inne rodzaje (132). Najmniej wypadków dotyczyło najechania na dziurę, garb i zaporę kolejową.

   Sprawcami byli przede wszystkim kierowcy - 79.8%. Głównymi przyczynami skutkującymi zdarzeniami z ofiarami było: niedostosowanie prędkości do panujących warunków (988 wypadków), nieudzielenie pierwszeństwa przejazdu (821 wypadków), niezachowanie odległości między pojazdami (240 wypadków), nieprawidłowe przejeżdżanie przejść dla pieszych (238 wypadków), nieprawidłowe wyprzedzanie (175 wypadków), jazda po niewłaściwej stronie drogi (128 wypadków), nieprawidłowe skręcanie (124 wypadki), nieprawidłowe omijanie (98 wypadków). W zestawieniu nie uwzględniono kategorii: zły stan techniczny pojazdu. Piesi w omawianym okresie byli sprawcami 17,7% wypadków.

   Mandaty nałożone przez policję na kierowców zasilają konto Urzędów Wojewódzkich.

   Pozdrawiam


kol jom hu hizdamnut chadasza
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>80,2% wydarzyła się na terenie zabudowanym
> najechanie na pieszego (1583), zderzenie boczne (939), zderzenie czołowe (579), zderzenie tylne (411)
>   Sprawcami byli przede wszystkim kierowcy - 79.8%

Podkreślę jeszcze raz, że ten obraz budzi grozę. Kierowcy w Polsce całkowicie sterroryzowali pieszych w miastach (a szczególnie w Warszawie). To jest obraz safari, jakie Polacy uprawiają w miastach, a jego skutkiem są co roku tysiące ofiar śmiertelnych - kierowcy łamiący przepisy są w Polsce plagą gorszą niż cała reszta przestępców razem wzięta.

A przyczyną tego stanu jest tolerancja dla chamstwa i piractwa drogowego - policjanci zajmują się głupotami, a pod ich nosem zabija się tysiące ludzi rocznie. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem tego problemu jest zasada "zero tolerancji". Kara za łamanie przepisów musi być nieuchronna.

1. Każdy źle zaparkowany samochód powinien być odholowany przez tych, którzy dobrze na tym zarobią (prawo do szybkiej sprzedaży).

2. Każde przekroczenie prędkości powinno skutkować niezwłocznym potrąceniem kary z konta właściciela samochodu.

3. Każde zatrzymanie samochodu na pasach lub skrzyżowaniu blokujące ruch na przecznicy (także tych, którzy pragną włączyć się do ruchu z ulicy podporządkowanej) - podobnie nieuchronna kara

4. Brak zatrzymania się przed znakiem "stop" - nieuchronna kara z automatu

5. Najmniejsze opóźnienie z wpłaceniem kary - odholowanie samochodu

Nie zapominajmy o tym, że piractwo drogowe jest w Polsce najgroźniejszym przestępstwem, dlatego walka z nim powinna być priorytetem dla wszystkich.

doku
salek (4701 punktów)
Dobrze gada! Dobrze!

Dodam jeszcze: stłuczka powinna być karana natychmiastowym rozstrzelaniem, najlepiej wszystkich kierowców biorących udział w zajściu. Natomiast wypadek z ofiarami w ludziach egzekucją kierowcy i wszystkich jego krewnych do trzeciego stopnia pokrewieństwa włącznie.


22-09-2008 11:02 
 Ocena 1 na 1
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
ą>natychmiastowym rozstrzelaniem, najlepiej wszystkich kierowców biorących udział w zajściu. Natomiast wypadek z ofiarami w ludziach egzekucją kierowcy i wszystkich jego krewnych do trzeciego stopnia pokrewieństwa włącznie.

To naprawdę śmieszne - porównać karę odholowania samochodu z karą śmierci.

Ale poważniej, widać, czego najbardziej boją się piraci. Nie boją się samej kary, ale boją się odpowiedzialności, która jest naturalną konsekwencją poczucia nieuchronności. Jak się dobrze przyjrzeć, moja propozycja polega na złagodzeniu kar za piractwo - żadnego zabierania prawa jazdy, żadnego przymusu. Proponuję kary łagodne, ale nieuchronne - i tej właśnie nieuchronności przestępcy boją się najbardziej.

Dla kryminologów jest to wiedza znana od dawna. Przestęocy nie boją się wysokości wyroku, ale boją się samej wpadki. Przestępcy nie mają poczucia odpowiedzialności, zamiast tego na konsekwencje patrzą jak na grę hazardową - dobrze wiedzą, jaka jest wykrywalność i nieuchronność kary, więc stosowanie do tego "obstawiają" . Kara za przestępstwo jest dla nich porażką lub pechem, nie czują się odpowiedzialni.

Politycy czasem udają głupich, żeby pozyskać głosy głupich wyborców, więc proponują zaostrzanie kar (a może niektórzy politycy naprawdę są głupi?). Żeby jednak obniżyć przestępczość, należy zwiększać wykrywalność i nieuchronność. A łatwo zauważyć, że łagodzenie kar ułatwia wprowadzenie programu "zero tolerancji" (czy każdy to widzi?).

Po raz pierwszy od kilkunastu lat mamy w Polsce rządy racjonalne (częściowo) i racjonalne programy reform. Ten pomysł karania samochodów, a nie ludzi, jest genialny w swojej prostocie, chociaż głupcy go nie rozumieją. Równie genialna jest propozycja złagodzenia kary (brak punktów karnych). Warto takie rzeczy objaśniać ludziom przy każdej okazji i nie zrażać się takimi reakcjami obronnymi, jak ta tutaj.

doku
salek (4701 punktów)
Proszę, proszę.. Nasz forumowy dzinius dyżurny nie odróżnia kpiny od ataku. Czy też moze utożsamia kpinę z atakiem? Nie byłoby to dziwne - wystarczy spojrzeć skąd pisze.
22-09-2008 14:36 
 Ocena 1 na 1
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>nie odróżnia kpiny od ataku.

Każda forma polemiki może zainspirować

> wystarczy spojrzeć skąd pisze.

Nie odróżniasz merytoryki od wycieczek osobistych - takie argumenty demaskują złe intencje.


doku
Rutkiewicz (1290 punktów)
>3. Każde zatrzymanie samochodu na pasach lub skrzyżowaniu blokujące ruch na przecznicy (także tych, którzy pragną włączyć się do ruchu z ulicy podporządkowanej) - podobnie nieuchronna kara

Myślę, że to zbytnie ingerowanie. Ale podoba mi się, że już nie będzie się zapychać sądów grodzkich bzdurnymi wnioskami, ponieważ kierowca nie przyjął mandatu, bo myślał, że sąd mu obniży ilość karnych punktów.. Mandat będzie obligatoryjny, i dopiero po opłaceniu będzie można składać zażalenie.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>powinno się wycofać z obiegu stare samochody typu kadet rocznik 78 i fiat 126p rocznik 91
Kadett Swoją drogą, takie samochody, podobnie jak Ikarusy z lat 70. i 80., są doskonale przystosowane do naszych dróg, bo mają wyrobione zawieszenie. A proszę się przejechać takim Solarisem, albo Ferrari Enzo - radzę nie siadać.

>musimy się poruszać z prędkością która pozwoli nam dotrzeć do celu w możliwie najkrótszym czasie
To w przypadku podróży kosmicznych. Na Ziemi obowiązuje jeszcze zasada bezpieczeństwa innych kierowców i pieszych. Swego czasu w Wielkiej Brytanii obowiązywał przepis, zgodnie z którym samochód mógł się poruszać z szybkością 5km/h, a przed nim z czerwoną chorągiewką i gwizdkiem musiał się poruszać człowiek, ostrzegający o samochodzie - było to efektem legislacyjnym znacznej ilości ofiar wśród pieszych, które pojawiły się wraz z popularyzacją samochodu. Ta sama ustawa wprowadziła między innymi obowiązek posiadania oświetlenia przedniego, którego pierwotnym celem było zwiększenie widoczności pojazdu - dlatego teraz jeździmy na światłach cały rok, bo ludzie mędrkujący co jest a co nie jest zabójcze nie włączali świateł w tunelach, konkretnie dwóch warszawskich, podczas gdy przy sprzyjających warunkach, samochód wyjeżdżający z tunelu bez świateł, widać na 15. metrze poza tunelem.

Poza tym, zgadzam się z imć Salkiem.

Pozdrawiam
matragon (2557 punktów)
>powinno się wycofać z obiegu stare samochody typu kadet rocznik 78 i fiat 126p rocznik 91<

a może wycofać starych kierowców, albo jeszcze lepiej młodych ...
dobrze wiesz że nie w tym problem ...

niektóre stare samochody, są w lepszym stanie niż wiele nowych, to od właściciela pojazdu zależy jak o autko dba i jak je traktuje - no ale to truizmy oczywiście ...

niemniej jednak uważam że prawo jazdy obecnie zbyt łatwo się dostaje ... umieć kręcić kółkiem nie oznacza jeszcze "umieć jeździć" ... nie każdy ma do tego po prostu predyspozycje ...

najważniejsza cecha dobrego kierowcy ? wg. mnie - wyobraźnia !

Michał 'matragon' Worgacz

BEZ ODCHYLEŃ OD NORMY
NiEMOŻLiWY JEST POSTĘP (F.Zappa)
19-09-2008 13:36 
 Ocena 2 na 2
Duda (25557 punktów)
>niemniej jednak uważam że prawo jazdy obecnie zbyt łatwo się dostaje ... umieć kręcić kółkiem nie oznacza jeszcze "umieć jeździć" ... nie każdy ma do tego po prostu predyspozycje ...
Nikt nikogo nie jest w stanie nauczyć jeździć. Na prawidłowość jazdy nie ma żadnego (z małym wyjątkiem - jazdy na lodzie) wpływy stopień opanowania samochodu.
Podstawą jest Kultura, Kultura i jeszcze raz KULTURA.
Tylko podniesienie kultury kierowców może przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa.
Jazda po pijanemu, wyprzedzanie na trzeciego, nadmierna prędkość , lekceważenie znaków to wszystko nie są objawy braku umiejętności ale braku kultury kierowców.
Można jeździć Fiatem 126 można najnowszym modelem auta ale zagrożeniem jest ten kierowca który nie liczy się z innymi użytkownikami.

>najważniejsza cecha dobrego kierowcy ? wg. mnie - wyobraźnia !
Tez się przydaje. Jadąc trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że inny kierowca może mieć jakiś gorszy dzień, Że może nagle poczuć się źle.....
Pozdrawiam.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Nikt nikogo nie jest w stanie nauczyć jeździć. Na prawidłowość jazdy nie ma żadnego (z małym wyjątkiem - jazdy na lodzie) wpływy stopień opanowania samochodu.
>Podstawą jest Kultura, Kultura i jeszcze raz KULTURA.
Zatem Kubica musi być wyjątkowo kulturalny. Pani sobie wyobraża, że będąc bez wątpienia kulturalną - mówię to bez przekąsu - wsadzą Ją do bolidu F1, który do diaska też jest samochodem, tylko że wyjątkowo dobrej jakości, i po wcześniejszej nauce układu i taktyki torowej, toru powiedzmy w Malezji - jednego z prostszych - po dziesięciu wprawkowych kółkach, będzie Pani kręcić 1'24'' z hakiem?

Proszę wybaczyć, ale na prawidłowość jazdy wpływ ma przede wszystkim praktyka i ćwiczenie, i to o ile, ktoś dobrze i prawidłowo wytłumaczył, jak należy dany manewr wykonywać i nie utrwala się złych wzorców.

>Jazda po pijanemu, wyprzedzanie na trzeciego, nadmierna prędkość , lekceważenie znaków to wszystko nie są objawy braku umiejętności ale braku kultury kierowców.
Zgoda, jazdę po pijanemu można nazwać brakiem kultury, ale wyprzedzanie na trzeciego to błąd, pokroju wystawienia głowy z okopu, żeby popatrzeć na nadjeżdżające czołgi; błąd zbytniej szybkości to błąd zbytniej pewności siebie, nieuwagi i poczucia niezniszczalności. Jeśli zabierzemy kierowcy te cechy, to wtedy wyeliminujemy nadmierną szybkość. Jeśli nauczy Pani kierowcę liczyć się z innymi, to on nadal może liczyć się z nimi jadąc 160km/h w mieście - bo na tyle ocenia swoje umiejętności, warunki pogodowe, natężenie ruchu, refleks pieszych i innych kierowców, stan auta oraz nawierzchni - do nadmiernej szybkości prowadzi błędna ocena sytuacji, a nie brak kultury drogowej. Brak kultury, to raczej zajeżdżanie drogi i zmiana pasa na dwa samochody przed skrzyżowaniem, albo skręcanie w prawo z pasa w lewo.

>Można jeździć Fiatem 126 można najnowszym modelem auta ale zagrożeniem jest ten kierowca który nie liczy się z innymi użytkownikami.
J.w. Kierowca Malucha, który się nie liczy z pociągiem nie stanowi dla niego zagrożenia. Kierowca Mercedesa SLK, który liczy się z innymi i uważa, że czynniki bezpieczeństwa pozwalają mu jechać 160km/h, kiedy bezpiecznie byłoby 80km/h stanowi zagrożenie dla innych.

Tak uważam. Pozdrawiam
22-09-2008 14:04 
 Ocena 2 na 2
Duda (25557 punktów)
>Zatem Kubica musi być wyjątkowo kulturalny.
Nie pisałam o umiejętnościach na poziomie podstawowym. Pisałam o wszystkich użytkownikach dróg tych w maluchach i tych w najnowocześniejszych autach.
>Zgoda, jazdę po pijanemu można nazwać brakiem kultury, ale wyprzedzanie na trzeciego to błąd, pokroju wystawienia głowy z okopu, żeby popatrzeć na nadjeżdżające czołgi; błąd zbytniej szybkości to błąd zbytniej pewności siebie, nieuwagi i poczucia niezniszczalności.
Wyprzedzanie na trzeciego czy zbytnia szybkość to w moim odczuciu tez brak kultury jest to po prostu nieliczenie się z innymi użytkownikami dróg.
Każdy kulturalny człowiek korzystając z rzeczy wspólnej dostosowuje swoje zachowanie do regulaminu ustalonego dla tej rzeczy i ma na uwadze innych użytkowników. Czy to dotyczy mieszkania we wspólnocie mieszkaniowej, czy korzystając PKP, czy korzystając z basenu czy chociażby z lasu kulturalny człowiek dostosowuje swoje zachowanie do obowiązujących dla danej rzeczy przepisów i stara się swoim zachowaniem nie uniemożliwiać korzystania z tej rzeczy innym użytkownikom.
Wjeżdżając na drogę publiczną, która jest "własnością" wszystkich użytkowników zobowiązujemy się do przestrzegania regulaminu obowiązującego na tej drodze. Tym podstawowym regulaminem jest kodeks ruchu drogowego.
To czy ma się malucha czy mercedesa nie zwalnia użytkownika z myślenia o innych użytkownikach drogi.
Kubica jadąc po drodze publicznej nie tylko nie jeździ na niej swoim bolidem ale tez nie jedzie z nadmierna prędkością.
Nieprawidłowe manewry na drodze wynikające z braku wprawy nie są powodem wypadków.
Powodem natomiast jest nieuprawniona wiara w swoje umiejętności i traktowanie wszystkich innych użytkowników z lekceważeniem. A to jest brak KULTURY.
Pozdrawiam.
23-09-2008 10:40 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Wjeżdżając na drogę publiczną, która jest "własnością" wszystkich użytkowników zobowiązujemy się do przestrzegania regulaminu obowiązującego na tej drodze. Tym podstawowym regulaminem jest kodeks ruchu drogowego.
Rozumiem. Z tego punktu widzenia owszem. Jeśli się wyjeżdża na drogę, to nieważne, czy przepisy są absurdalne, czy nieracjonalne, czy niepotrzebne. Wyjeżdżając na drogę, składa się podpis pod zobowiązaniem do ich przestrzegania. Zgoda.

Pozdrawiam
22-09-2008 15:12 
 Ocena 1 na 1
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Podstawą jest Kultura, Kultura i jeszcze raz KULTURA.

Dokładnie. Wysoki procent przestępczości wśród tzw. "wypadków" drogowych jest ściśle skorelowany z chamstwem kierowców.

Wjeżdżanie na skrzyżowanie, gdy nie można z niego od razu zjechać, jest czystym chamstwem, absurdalnym, takim płynącym z głębi serca. Taki psychopatyczny typ osobowości jest najbardziej niebezpieczny na drogach.

Chamstwem zupełnie innego rodzaju jest niewpuszczenie pieszego na jezdnię na pasach - kierowcom nie chce się hamować i tracić czasu, a piesi sterroryzowani czekają, mimo że mają prawo i pierwszeństwo, aby przejść przez jezdnię. To jest rodzaj chamstwa egoistycznego, wg zasady, że jeśli choć przez chwilę jest się silniejszym, to trzeba gnoić słabszych, bo za chwilę w innej sytuacji trafi się na silniejszego, który zgnoi.

I jest jeszcze chamstwo zwyczajne: trąbienie, wyzwiska i bardziej czynne przejawy złości czy mściwości. Taki typ jest niebezpieczny tylko wtedy, gdy straci panowanie nad sobą.

doku
Patryk Patucha (745 punktów)
Smutne, ale prawdziwe, do Polski przyszła moda na radykalne rozwiązania: dziecko pobite przez rodziców, jest projekt by rodziców karzących potomstwo klapsem zamykać (jestem absolutnie przeciwny biciu dzieci, żeby nie było wątpliwości), afera z pedofilami - wszystkich wykastrować, atak terrorystyczny - zamknąć wszystkich muzułmanów, wypadki na drodze - podnieść mandaty, wszędzie postawić fotoradary. Zamiast skupiać się na faktycznym rozwiązaniu problemu, propaganda rządowa i poza-rządowa zastrasza obywateli, by w trosce o ich "dobro" odebrać im wolność. To, że istnieją ekstremalne przypadki, jak rodzice maltretujący dzieci, mordujący pedofile, muzułmanie obwieszeni bombami, szaleńcy jeżdżący po mieście 200 km/h nie daje żadnego prawa do tego, żeby przeciętny obywatel miał być poddawany permanentnemu naciskowi i musiał się ciągle rozglądać, czy aby jedzie w zabudowanym nie więcej niż 55 km/h (o 5km/h przekroczenie max prędkości jest dopuszczalne), czy nie kąpie dziecka, czy może iść do meczetu, itd. Paranoja jest zabójcza.

Człowiek to marionetka, za której sznurki pociągają inne marionetki
Rutkiewicz (1290 punktów)
>przeciętny obywatel miał być poddawany permanentnemu naciskowi i musiał się ciągle rozglądać, czy aby jedzie w zabudowanym nie więcej niż 55 km/h
No i? A czy nie jest tak teraz? Chyba właśnie na tym polegają przepisy. Pan to chyba bierze ze złej strony, wprowadzenie ogranicznika nie ma uderzyć w kierowców, tylko zwiększyć bezpieczeństwo na drodze. Poza tym, wolność nie oznacza dowolności i nie można wszystkiego zostawiać ludzkiej odpowiedzialności, zwłaszcza kiedy ta ewidentnie od lat zawodzi.
18-09-2008 13:21 
 Ocena 1 na 1
Patryk Patucha (745 punktów)
Proszę mi przytoczyć statystyki wypadków: jakie jest prawdopodobieństwo spowodowania wypadku przez trzeźwego kierowcę jadącego swoim pasem w terenie zabudowanym z prędkością 40-50 oraz 51-70 km/h? Dlaczego o to pytam? Bo jestem ciekaw, jak łamanie prawa przez 90% kierowców wpływa na stan bezpieczeństwa i jak bardzo niebezpieczny jest pirat drogowy jadący szeroką drogą 60 km/h przez pustą wieś? Jeśli tego typu dane nie istnieją, to dyskusja na ten temat jest całkowicie bezprzedmiotowa, i równie dobrze możemy sobie przykręcić prędkości do 20 km/h - w końcu przecież chodzi o BEZPIECZEŃSTWO.
Do czego piję? Do tego, że ktoś jadący spokojnie i bezpiecznie, ale niezgodnie z przepisami wziętymi z sufitu, jest narażony na karę.


Człowiek to marionetka, za której sznurki pociągają inne marionetki
18-09-2008 13:52 
 Ocena 1 na 1
stilgar (7322 punktów)
>Proszę mi przytoczyć statystyki wypadków: jakie jest prawdopodobieństwo spowodowania wypadku przez trzeźwego kierowcę jadącego swoim pasem w terenie zabudowanym z prędkością 40-50 oraz 51-70 km/h?

Ograniczenie do 50 w terenie zabudowanym nie bierze się ze statystyk tylko z crash-testów - 50 km/h to jest największa prędkość przy zderzeniu pieszego z samochodem kiedy ten drugi ma szanse przeżyć. A w terenie zabudowanym prawdopodobieństwo, że ktoś ci nagle wejdzie przed maskę jest większe niż na drodze międzymiastowej.
19-09-2008 00:09 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
Na wąskiej dróżce, przechodzącej przez zapadłą wieś - to prawda. Ale znaki 'teren zabudowany' stoją również na trasach mających status 'międzynarodowych', gdzie droga to dwa pasy ruchu, szerokie pobocza i rów po obu stronach. O 'terenie zabudowanym' na gierkówce, czy miejskich przelotówkach nawet nie wspomnę. Na taką trasę wyjść nie jest łatwo, a nieoczekiwanie wtargnięcie dotyczy chyba tylko samobójców. Dlaczegóż przy takich trasach znaki o terenie zabudowanym również stoją?

Przy 30 pieszy mógłby nawet nie zostać poważnie potłuczony. Przy 10 praktycznie na pewno nie odniósłby żadnych obrażeń. Może ograniczenie w terenie zabudowanym do 10, w trosce o bezpieczeństwo i niskie koszta opieki zdrowotnej, byłoby sensowne?
22-09-2008 13:05 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Przy 30 pieszy mógłby nawet nie zostać poważnie potłuczony. Przy 10 praktycznie na pewno nie odniósłby żadnych obrażeń. Może ograniczenie w terenie zabudowanym do 10, w trosce o bezpieczeństwo i niskie koszta opieki zdrowotnej, byłoby sensowne?
Czy to jest poważny argument? Sprowadzanie do absurdu ma sens, gdy taki absurd istnieje, więc może odwróćmy Pańskie rozumowanie. Powiedzmy, że jest rok 2058 i wynaleziono odpowiednie środki techniczne do mojego pomysłu:

Chodniki powinny zostać obudowane polem siłowym, które powstrzymuje uderzenie 20 tonowego pojazdu rozpędzonego do 200km/h. Skoro nie absorbuje siły, ani jej nie kompensuje, to chyba jasne, co się dzieje z pojazdem? (O tym, co w środku nie wspominam, bo nie ma sensu). Przejścia dla pieszych wyglądałyby tak: ===, gdzie czerwony segment oznacza przejście dla pieszych. A więc w przypadku, gdy dla pieszych wyświetlany jest czerwony sygnał, pole siłowe osłania chodnik również w tym miejscu. Dzieje się tak również przy pomarańczowym, natomiast przy czerwonym dla ruchu kołowego, pole siłowe zostaje skonfigurowane tak =||=. Ograniczenie proponuję do 120km/h, chyba że zgłasza Pan protest, ponieważ tylko jeśli ograniczymy szybkość do 10km/h, będziemy mieć pewność, że kierowca.. że z kierowcy, który uderzy w to pole, coś zostanie. Różnica polega na tym, że w Pańskim argumencie kierowca nie uderza w siebie, ale w innego. Ograniczenie do 50km/h postrzegam jako kompromis: kierowcy chcą docierać do celu szybciej, niż piesi, a ludzie chcą żyć, kiedy ktoś się zagapi i wjedzie na pasy na czerwonym. Sam zostałem kiedyś potrącony na rowerze, przy trzydziestce, i nie było to tak miłe, jak się spodziewałem. Kierowca skręcał na strzałce i nie spojrzał drugi raz w krótszy róg, nie zobaczył rowerzysty bezczelnie paradującego po ścieżce rowerowej, na środku drogi! Ograniczenie do stu i kierowcę-zabójcę wieszamy za mosznę na najbliższej latarni? Dziękuję, ja wolę żyć. Kwestią jest współistnienie. Może Pan postulować usunięcie ruchu pieszego i rowerowego, ale chyba nie o to chodzi. Choć to też byłoby sensowne.

Rozumiem, że Pański pomysł był ironiczny. Takoż mój.

Pozdrawiam
22-09-2008 14:39 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
Owszem, był ironiczny i stanowił rozwinięcie pewnej wcześniejszej myśli. Czegoś, czego podumowaniem jest:

> Kwestią jest współistnienie.

Kwestia ta, o czym już pisałem jet wiążąca, ale nie wszędzie. Pewne drogi faktycznie buduje się, by stanowiły kompromis - droga gminna, łącząca Wólkę z Wolą przechodząca przez Zakanale faktycznie jest kompromisem. Większość dróg w miastach - również. Niemniej jednak drogi wyższych klas - od autostrad poczynając, a nierzadko na drogach krajowych kończąc - budowane są nie dla kompromisów, a dla samochodów. Uzasadnianie ograniczeń w ruchu na takiej trasie przeżywalnością pieszych śmieszy, a po zastanowieniu przeraża: tych dróg przecież nie buduje się dla pieszych. A jeżeli już występuje konieczność wpuszczenia ruchu pieszego na taką trasę, to należałoby zrobić to tak, aby nie utrudniać ruchu. Ale samochodom, nie pieszym.

Tyle że oczywiście zamiast budować przyzwoitą kładkę zawsze łatwiej namalować pasy - nawet na dwupasmowej ekspresówce. Później można tylko zgrzytać zębami na skutki tej łatwości...
Rutkiewicz (1290 punktów)
Zgadzam się, miałem na myśli wyłącznie drogi w faktycznym terenie zabudowanym.

Pozdrawiam
20-09-2008 15:23 
 Ocena 2 na 2
Patryk Patucha (745 punktów)
>Ograniczenie do 50 w terenie zabudowanym nie bierze się ze statystyk tylko z crash-testów - 50 km/h to jest największa prędkość przy zderzeniu pieszego z samochodem kiedy ten drugi ma szanse przeżyć.

Idąc tropem tego typu myślenia - wbicie noża w brzuch człowieka w 90% przypadków prowadzi do ciężkich uszkodzeń narządów wewnętrznych lub nawet śmierci. Czy dlatego powinno się zakazać sprzedaży noży? Fałszywa logika, nic nie wnosząca.


Człowiek to marionetka, za której sznurki pociągają inne marionetki
22-09-2008 12:36 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Idąc tropem tego typu myślenia - wbicie noża w brzuch człowieka w 90% przypadków prowadzi do ciężkich uszkodzeń narządów wewnętrznych lub nawet śmierci. Czy dlatego powinno się zakazać sprzedaży noży? Fałszywa logika, nic nie wnosząca.
Idąc tropem tego myślenia nie należy zakazać używania i produkcji noży, ale za uderzenie kogoś samochodem przy prędkości pow. 50km/h traktować karą za morderstwo - kiedy jest umyślne - lub za nieumyślne spowodowanie śmierci - co się dzieje. Nóż kuchenny może być użyty na wiele sposobów, niektóre z nich są śmiertelne dla innych. Podobnie samochód. Nikt nie proponował ogranicznika do 50km/h, ani zakazu produkowania samochodów, to byłaby propozycja analogiczna i merytorycznie równoważna do Pańskiego przykładu.

Tak uważam. Pozdrawiam
18-09-2008 15:12 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
Ale rzecz nie idzie o wysokość ograniczenia, tylko wprowadzenie ogranicznika. Nie mówię, że ograniczenia są rozsądnie obliczone, tylko, że dodatkowo do rozsądnych ograniczeń powinien być ogranicznik.
niezarejestrowany
Przyczyna wielu wypadków leży w sferze emocjonalnej kierowcy, podobnie jak przyczyna nikotynizmu, czy alkoholizmu.
Proszę zwrócić uwagę na fakt, że pomimo sugestii nauczycieli, w szkołach nie wdrożono żadnego programu edukacji i stabilizacji emocjonalnej. Polskie społeczeństwo ma charakter silnie neurotyczny.
Przejawami są: (może się wydawać iż wymienione zjawiska nie mają związku)
- biurokracja
- nikotynizm i alkoholizm
- kosztowna gra w symbole narodowe
- duża liczba wypadków
- powszechna niemożność
- nowobogactwo
Wszystkie te zjawiska oraz szereg innych mają podłoże neurotyczne.
W krajach skandynawskich rozwija się psychologia ruchu drogowego i jest wykorzystywana do szkolenia kierowców oraz organizacji ruchu drogowego. W Polsce zmienia się znak drogowy , a w krzakach ustawia się policjanta polującego na kierowców. W Polsce nie można opracować sensownego programu kursu na dla kierowców.
Neurotyczny kierowca pali gumy swojego złomu na osiedlu, hałasując przy tym. O wiele tańsza byłaby wizyta u psychologa.
tatyana (16 punktów)
Prędkość nie zawsze jest główną przyczyną wypadków! Jeśli mam równą drogę, niemal stół, nieograniczoną widoczność i jestem wypoczęta, to dlaczego nie mogę np. jechać 140 km/h? Wszystko oczywiście zależy od umiejętności kierowcy i doświadczenia. Ja takowego nie mam, więc nigdy tyle nie jechałam.
A ciarki mnie przechodzą jak widzę takiego co na trzeciego wyprzedza przed wzniesieniem. Co za odwaga! Brawo dla tego pana, i jeszcze dziecko małe z tyłu wiezie!! Takich nie rozumiem, i naprawdę nie wiem jak ich leczyć z tego. Gdyby w Polsce było więcej dróg z pasem do wyprzedzania byłoby mniej wypadków, jestem o tym przekonana.
Brak obwodnic dużych i średnich miast też się do wielu wypadków przyczynia, zwłaszcza jeśli chodzi o pieszych. A propos pieszych - KARYGODNY brak poboczy!
A jazda 40 km/h przez ponad 10 km (jak ktoś zna, trasa Poznań - Wągrowiec przez Czerwonak) jest dla mnie bardziej niebezpieczna, bo mogę zasnąć za kierownicą ze znużenia i mniejszej koncentracji. Wiadomo - nikt 40 nie pojedzie.
sztejkat (4743 punktów)
>Prędkość nie zawsze jest główną przyczyną wypadków! Jeśli mam równą drogę, niemal stół, nieograniczoną widoczność i jestem wypoczęta, to dlaczego nie mogę np. jechać 140 km/h? Wszystko oczywiście zależy od umiejętności kierowcy i doświadczenia. Ja takowego nie mam, więc nigdy tyle nie jechałam.

Jakby to powiedzieć - bo inni spodziewają się, że jedziesz nie więcej niż 90? Bo pozostali uczestnicy ruchu mogą nie mieć aż takich umiejętności jak ty?

Przyjęcie pewnych ograniczeń ustawia wspólne wymagania dla wszystkich uczestników ruchu oraz, co ważniejsze, pewne wspólne dla wszystkich założenia oraz pewien margines błędu.

Pozdrawiam


Tomasz Sztejka
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
Myślę, że na szczęście nikt u nas podobnych pomysłów na ograniczenia nie zaprowadzi. Nigdzie to nie zafunkcjonowało to i u nas pewnie nie zafunkcjonuje. Nawet nie tyle chodzi o to, że ja moim samochodem jeżdżę nie tylko po drogach polskich, ale i niemieckich, lecz i o to, że limity mogą się zmieniać. Może kiedyś, jeśli jakość dróg się podniesie będzie można legalnie jeździć szybciej.

Proponuję skupić swą energię na walkę o lepsze drogi, będzie znacznie bezpieczniej.

Niektórzy potrzebują szybkiej jazdy. Jeśli chodzi o miasta to pewnym rozwiązaniem są organizowane przez władze (lub przez nie wyrażana jest zgoda) rajdy miejskie dla amatorów. Ale tego jest wciąż za mało. Podobnie jak ze ścieżkami rowerowymi, przez co rowerzyści plątają się między kołami samochodów.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Może kiedyś, jeśli jakość dróg się podniesie będzie można legalnie jeździć szybciej.
Operacja przestawienia takiego ogranicznika, to dziesięć minut w warsztacie.

>Proponuję skupić swą energię na walkę o lepsze drogi, będzie znacznie bezpieczniej.
>Niektórzy potrzebują szybkiej jazdy. Jeśli chodzi o miasta to pewnym rozwiązaniem są organizowane przez władze (lub przez nie wyrażana jest zgoda) rajdy miejskie dla amatorów.
Nie chcę odbierać nikomu prawa do szybkości w "sterylnych" warunkach, tylko na publicznych drogach, które należą do wszystkich - a flota płynie wszak z prędkością najwolniejszego okrętu.

Poza tym, ja nie określam tego, czy ograniczenia prędkości są u nas rozsądne, czy nie. Ograniczniki proponuję wprowadzić po ustaleniu tych rozsądnych prędkości.
diogenes (42753 punktów)
>Kierowcy w Polsce nie mają pojęcia o fizyce.

Tak jak jedzący golonkę o teorii rozpadu tłuszczów.
Wiedzieć wszystko - to nie ruszyć z miejsca.
Pozwól ludziom skręcac karki.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Tak jak jedzący golonkę o teorii rozpadu tłuszczów.
Ale ja nie mówię, że strażacy muszą wiedzieć na jakiej zasadzie odbywa się fizycznie gaszenie pożaru gaśnicą śniegową, i dlaczego nie można gasić elektroniki pod napięciem gaśnicą pianową. Ale muszą wiedzieć, że elektronikę pod napięciem można gasić śniegową a pianową nie. I tak samo w przypadku kierowców, chodzi mi o znajomość wniosków ogólnych.
lendek (149 punktów)
>Ostanio nawiedza mnie myśl, która przyszła mi do głowy już jakiś czas temu. .....>

A ja bym to ujął troszeczkę inaczej.
Po co ograniczniki? Przecież i tak i tak nikt tych przepisów nie przestrzega (no może za wyjątkiem Pan który rozpoczął ten wątek), musimy się poruszać z prędkością która pozwoli nam dotrzeć do celu w możliwie najkrótszym czasie (taki jest zasadniczy cel transportu), więc jeśli ktoś proponuje przymusowe ograniczenie prędkości samochodów, niech spróbuje najpierw:
a) przejechać się raz do pracy samochodem nie przekraczając dozwolonej prędkości,
b) wracając samochodem z pracy nie przekroczyć ani na sekundkę 50km/h (nie używając tempomatu)
c)po przetestowaniu punktów a i b - spróbuj sobie wyobrazić co by się stało gdyby zrobili tak wszyscy.
Weźmy na przykład taką Warszawę, niby jest ograniczenie do 50km/h ale i tak wszyscy jeżdżą z prędkością w przedziale 90-110 km/h - włącznie z radiowozami i jakoś nikogo to nie bulwersuje, bo po prostu inaczej się nie da! Jeśli byśmy w stolicy przestrzegali ograniczeń to nikt by nigdzie nie zajechał, i właśnie dlatego jak w Warszawie uraczysz suszarkę lub działający fotoradar to masz już mega pecha albo pojechałeś grubo ponad 150km/h.

Jest jeszcze jeden element jeśli miały by być jakieś odgórne regulacje w tym zakresie (nie mówię tu o nowych drogach bo na to nie liczę) to powinno się wycofać z obiegu stare samochody typu kadet rocznik 78 i fiat 126p rocznik 91 - albo po prostu ukrócić łapówkarstwo w stacjach diagnostycznych, to to naprawdę by poprawiło bezpieczeństwo na naszych drogach.

Nasz kraj to miejsce wielu paradoksów i co za tym idzie PARADOKSALNIE brak dróg szybkiego ruch i autostrad zmusza nas do jeszcze szybszej jazdy w celu ............ zdążenia.

Szerokości mobilki.

P.S.

Naprawdę nie jechał Pan nigdy szybciej niż 130km/h ?
i
naprawdę myśli Pan że, te ograniczenia mają jakiś większy cel niż nabijanie budżetu gminy?

nie ma stopki
nie należy wierzyć w jej istnienie


nie ma stopki
nie należy wierzyć w jej istnienie
Kasia (424 punktów)
Jestem przeciwna wmontowanym ogranicznikom prędkości......

Aby jeździć bezpiecznie wystarczy MYŚLEĆ , MYŚLEĆ I MYŚLEĆ

Są osoby które maja "wyrobionych" kupę kilometrów , myślą jeżdżą z kulturą (co rzadkie)i jadąc z takim kierowca 120 czy 130 km czuje się bezpiecznie. mało tego jadąc za takim kierowca to przyjemność gwałtownie nie hamuje dużo wcześniej sygnalizuje swoje zamiary, jedźie "płynnie" a nie w stylu gaz-hamulec. Wtedy przy manewrach wyprzedzania duża moc się przydaje, natomiast wypadek można spowodować w terenie zabudowanym kiedy młodzi chłopcy w swoich golfach na kacu, po pijaku urządzają wyścigi. Nie sądzę aby ogranicznik coś zmienił.
Doświadczenie + myślenie = bezpieczna jazda
19-09-2008 10:42 
 Ocena 4 na 4
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>Aby jeździć bezpiecznie wystarczy MYŚLEĆ, MYŚLEĆ I MYŚLEĆ.
   Cóż, to zawsze była dla myślącego człowieka najtrudniejsza rzecz: myślenie. Sądzę, że wszelkie zabiegi, proponowane w tym wątku, w sposób mniej lub bardziej zakamuflowany preferują sytuację, w której myślenie byłoby zbędne.

   Prawo jazdy mam od półwiecza, dokładnie od 1958 roku. Zdarzało mi się "robić" nawet 60 - 80 tys. km rocznie - zarówno w trasach, jak i zatłoczonych miastach. Nigdy nie spowodowałem nie tylko wypadku, lecz nawet kraksy czy stłuczki. Owszem, ze trzy razy wjechano mi "w bok" - gdy stałem!
   Co prawda, moje ślubne nieszczęście bało się ze mną jeździć... Może miało swoje powody do obaw.
   Moja córka za to zwie kierowców "gaz - hamulec" - Kiwaczkami.

   Zdarzyło mi się, iż pewien dystyngowany pan zatrzymał się za mną, wysiadł, by mi oznajmić: "Ma pan, proszę pana, awarię. Cały czas, gdy jadę za panem, nie świeci się panu światło "stop"!".
   Rzecz była zimą.
.
19-09-2008 18:03 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
>>Aby jeździć bezpiecznie wystarczy MYŚLEĆ, MYŚLEĆ I MYŚLEĆ.
>   Cóż, to zawsze była dla myślącego człowieka najtrudniejsza rzecz: myślenie. Sądzę, że wszelkie zabiegi, proponowane w tym wątku, w sposób mniej lub bardziej zakamuflowany preferują sytuację, w której myślenie byłoby zbędne.
Myślę, iż nie masz racji. W ruchu drogowym większość ruchu (przynajmniej w Polsce ) odbywa się z prędkościami znacznie niższymi, niż postulowane w rozwiązaniu. Ogranicznik takowy jest logicznym następstwem przepisowych ograniczeń prędkości w ruchu samochodowym i usuwa niekonsekwencję tych przepisów (por. analogia do posiadania broni). Niemniej jednak intrygujące jest, że najprostszego rozwiązania - skasowania ograniczeń prędkości, przynajmniej na niektórych drogach (np. autostradach) - nikt nie zaproponował. Nikt nawet myśleć nie chce o samodzielnym myśleniu?
Rutkiewicz (1290 punktów)
>>Aby jeździć bezpiecznie wystarczy MYŚLEĆ, MYŚLEĆ I MYŚLEĆ.
>Sądzę, że wszelkie zabiegi, proponowane w tym wątku, w sposób mniej lub bardziej zakamuflowany preferują sytuację, w której myślenie byłoby zbędne.
Oczywiście, że tak. Ponieważ istnieją ludzie, którym myślenie się nie zdarza i są w związku z tym - jako, że teraz jazda wymaga myślenia - dwa wyjścia. Primo, usunąć tych ludzi z szeregów kierowców. Secundo, usunąć ich intelektualną impotencję. I w ramach takiej właśnie Viagry, proponuję owe ograniczniki.

"Na komplement, że wszyscy myślący ludzie są za nim, kandydat demokratów w latach 50. Adlai Stevenson odpowiedział gorzko: tak, ale ja potrzebuję większości".* Dla mnie, ta anegdotka jest wyrazem nastawienia antropologicznego, które zdaje się potwierdzać w rzeczywistości, skoro ludzie nie są sobie w stanie wykoncypować tego, że będą zużywać mniej energii na utrzymywanie równowagi w autobusie jeżeli staną bokiem do kierunku jazdy, albo w panice szukają otwartych drzwi, albo panienka, która w samochodzie odbiera telefon komórkowy - bez zestawu, choć to bez różnicy - i mówi, że on (domyślam się) nie przeszkadza, bo właśnie się maluje. I się maluje, bo w drugiej swojej słodkiej łapce ma szminkę, a kieruje w pewnym zgięciu, nadgarstkami. Otaczają nas bezmyślni, nieodpowiedzialni, skoncentrowani na billboardowych biustach i kretyni, a trzeba w związku z tym zrobić dwie rzeczy: edukować młodzież, wymuszać na niej myślenie kauzalne i eliminować skutki bezmyślności tych, których wyedukować się już nie da, aby chronić innych przed skutkami tejże. Nie nazywam nikogo kretynem, bo nie muszę - krzywa rozkładu cech Gaussa, pozwala mi ustalić z odpowiednią precyzją, że wśród kierowców kretyni; ubieram zatem swoje obserwacje w teorię.

Pozdrawiam

*opowiedziana w Polityce, 36(2670)2008, 48.
Kelly (2051 punktów)
>Ostanio nawiedza mnie myśl, która przyszła mi do głowy już jakiś czas temu. Dlaczego Państwo nie
>zobowiąże dealerów samochodowych do montowania w sprzedawanych przez siebie w Polsce autach
>ograniczników szybkości poruszania się, skalibrowanych na szybkość 10-20km/h większą, niż maksymalna dozwolona w kraju?
A może po prostu zmienić przepisy tak, żeby nie były absurdalne, dzięki czemu ludzie będą traktować je poważnie?

>Piszę to, ponieważ zbulwersowała mnie wypowiedź pewnego Pana, w "pięknych butach z krokodylej
>skóry" (widać im ładniejsze buty, tym więcej luzu między uszami)
Ciekawe, co jest bardziej irytujące, zazdroszczenie czy bycie obiektem zazdrości.
>który zatrzymany przez drogówkę, na pytanie, "czemu Pan tyle jechał" (190km/h) odpowiada: "no wie Pan, 260KM pod maską, 500cc, to kto by nie jechał?". Próbował się też wyślizgać z punktów twierdząc, że "przecież nic się nie stało".
Jak to nic się nie stało?! Facet złamał martwe prawo. Jak tysiące, jeśli nie miliony, innych kierowców. Może więc to z systemem jest problem?

Jeśli ktoś i tak łamie prawo, to nie robi mu różnicy, czy przekroczy 10, czy 20 km/h. Tak samo z alkoholem: prowadzenie po jednym piwie to przestępstwo, ale jak można w ogóle, ani trochę, prawie nigdy, nawet na imprezach nie pić, a skoro i tak zamierzamy łamać prawo, to równie dobrze możemy je łamać przez prowadzenie po wypiciu 10 piw. "Jeśli kraść, to miliony". Takie podejście jest nieodpowiedzialne i naganne, ale naturalne. Dlatego na południu Europy ograniczenia dla kierowców nie są tak radykalne.
Kelly (2051 punktów)
>Ostanio nawiedza mnie myśl, która przyszła mi do głowy już jakiś czas temu. Dlaczego Państwo nie
>zobowiąże dealerów samochodowych do montowania w sprzedawanych przez siebie w Polsce autach
>ograniczników szybkości poruszania się, skalibrowanych na szybkość 10-20km/h większą, niż maksymalna dozwolona w kraju?
A może po prostu zmienić przepisy tak, żeby nie były absurdalne, dzięki czemu ludzie będą traktować je poważnie?

>Piszę to, ponieważ zbulwersowała mnie wypowiedź pewnego Pana, w "pięknych butach z krokodylej
>skóry" (widać im ładniejsze buty, tym więcej luzu między uszami)
Ciekawe, co jest bardziej irytujące, zazdroszczenie czy bycie obiektem zazdrości.
>który zatrzymany przez drogówkę, na pytanie, "czemu Pan tyle jechał" (190km/h) odpowiada: "no wie Pan, 260KM pod maską, 500cc, to kto by nie jechał?". Próbował się też wyślizgać z punktów twierdząc, że "przecież nic się nie stało".
Jak to nic się nie stało?! Facet złamał martwe prawo. Jak tysiące, jeśli nie miliony, innych kierowców. Może więc to z systemem jest problem?

Jeśli ktoś i tak łamie prawo, to nie robi mu różnicy, czy przekroczy 10, czy 20 km/h. Tak samo z alkoholem: prowadzenie po jednym piwie to przestępstwo, ale jak można w ogóle, ani trochę, prawie nigdy, nawet na imprezach nie pić, a skoro i tak zamierzamy łamać prawo, to równie dobrze możemy je łamać przez prowadzenie po wypiciu 10 piw. "Jeśli kraść, to miliony". Takie podejście jest nieodpowiedzialne i naganne, ale naturalne. Dlatego na południu Europy ograniczenia dla kierowców nie są tak radykalne.
22-09-2008 13:49 
 Ocena 2 na 2
Rutkiewicz (1290 punktów)
>>Piszę to, ponieważ zbulwersowała mnie wypowiedź pewnego Pana, w "pięknych butach z krokodylej skóry" (widać im ładniejsze buty, tym więcej luzu między uszami)
>Ciekawe, co jest bardziej irytujące, zazdroszczenie czy bycie obiektem zazdrości.
Nie. Po prostu nie podoba mi się, kiedy człowiek jest arogancki. Zwłaszcza, kiedy źródłem tej arogancji jest jego własny biznes.

Byłem kiedyś świadkiem sceny, jak kierowca autobusu został zakrzyczany i sponiewierany w ramach nagany za to, że oblał buty - "na które nie zarobi roczną pensją, choćby jadł kit z okien, razem z idiotką która za niego wyszła". Problem tkwi jedynie w tym, że to była wina owego buciarza, bo stał za blisko, to po pierwsze, a po drugie kierowca nie jechał szybko, tylko wtoczył się w dół - brakowało kilku kamieni w zatoczce z kocich łbów i nie ważne jak szybko by jechał.

Już nie mówiąc o tym, że system finansowo-ekonomiczny i prawny wspiera bogatszych. Jeśli prawo ma być sprawiedliwe, to kary pieniężne powinny być chyba proporcjonalne do zarobków a nie równe, prawda? "Równo nie znaczy sprawiedliwie" - to najkrótsza krytyka komuny, jaką można skonstruować.

>A może po prostu zmienić przepisy tak, żeby nie były absurdalne, dzięki czemu ludzie będą traktować je poważnie?
Możnaby zacząć od tłumaczenia przepisów, których kierowcy nie rozumieją i dlatego wydają się im absurdalne. Choć oczywiście, istnieją przepisy, które są absurdalne, krótkowzroczne, albo zwyczajnie stare. I oczywiście przepisy te należy zmieniać. Choć to, moim zdaniem, nie wystarczy i raczej wymaga tego "aktualność" systemu prawnego.

>Jak to nic się nie stało?! Facet złamał martwe prawo. Jak tysiące, jeśli nie miliony, innych kierowców. Może więc to z systemem jest problem?
Może, bo zarabiając 20.000 tysięcy miesięcznie, mandat w wysokości 500 złotych kosztuje go tyle, co zapalniczka (kłócił się tylko o punkty). A kierowcę traktora bez pasów, mandat 200 złotych kosztuje tyle, co codzienny obiad przez miesiąc dla rodziny. Myślę więc, że system nie jest sprawiedliwy.

>Jeśli ktoś i tak łamie prawo, to nie robi mu różnicy, czy przekroczy 10, czy 20 km/h.
Owszem. Ale między przekroczeniem prędkości o 20km/h a przekroczeniem o 80km/h dostrzegam różnicę.

>Tak samo z alkoholem: prowadzenie po jednym piwie to przestępstwo, ale jak można w ogóle, ani trochę, prawie nigdy, nawet na imprezach nie pić, a skoro i tak zamierzamy łamać prawo, to równie dobrze możemy je łamać przez prowadzenie po wypiciu 10 piw.
Jakoś sobie radzę (i nie tylko ja) z nie-piciem, kiedy mam prowadzić. Można też jechać komunikacją, kiedy wiemy, że będziemy pić, albo zadzwonić po wynajętego kierowcę (w Warszawie na pewno). Proszę więc nie demoralizować.

>Dlatego na południu Europy ograniczenia dla kierowców nie są tak radykalne.
Bo tam się pije wino do obiadu, codziennie, 10-cio-letnie dzieci, ale nie więcej niż kieliszek(!). I w związku z tym - tj. z tą regularnością - mają inny metabolizm takiej ilości alkoholu.

Pozdrawiam

PS. Przepraszam. Dziś poprawiam i poprawiam.
Kelly (2051 punktów)
>Byłem kiedyś świadkiem sceny, jak kierowca autobusu został zakrzyczany i sponiewierany w ramach nagany za to, że oblał buty - "na które nie zarobi roczną pensją, choćby jadł kit z okien, razem z idiotką która za niego wyszła".
Ciekawe, dlaczego w takim razie podróżował komunikacją miejską. Że ludzie potrafią się tak zachowywać, naprawdę niesamowite.

>Już nie mówiąc o tym, że system finansowo-ekonomiczny i prawny wspiera bogatszych. Jeśli prawo ma być sprawiedliwe, to kary pieniężne powinny być chyba proporcjonalne do zarobków a nie równe, prawda?
A nie są? Moja mama jest prawnikiem i kiedyś załapałam się na proces. Tłumaczyła mi potem (bo czułam się jak po tureckim kazaniu) "jednostki" kar: stawki i dni. Wychodziło na to, że bogaty płaci dużo, a ubogi mało.

>Bo tam się pije wino do obiadu, codziennie, 10-cio-letnie dzieci, ale nie więcej niż kieliszek(!). I w związku z tym - tj. z tą regularnością - mają inny metabolizm takiej ilości alkoholu.
Sprawdza się na południu, sprawdziłoby się i u nas. Przy okazji zakazany owoc byłby mniej zakazany, więc młodych pewnie mniej ciągnęłoby do alkoholu.

>PS. Przepraszam. Dziś poprawiam i poprawiam.
Ups. Dopiero teraz zorientowałam się, że kiedy poprawia się własny post, informacja o tym leci mailem do osoby, której się odpowiada... A ja mam dziwne przyzwyczajenie poprawiania każdego postu przynajmniej kilka razy, nigdy nie mogłam przekonać się do opcji "Podgląd"...
exeqtor (359 punktów)
dobrym rozwiązaniem dla podróżujących byłby rozwój kolejnictwa expresowego, na szlakach które najbardziej tego potrzebują, łącząc ze sobą aglomeracje większe i średnie. Z punktu widzenia finansowego dla skarbu państwa mniej dochodowe, bo akcyza spora na paliwo. I teraz nasuwa mi się pytanie czym jest państwo ? bo już zostałem przyzwyczajony do myślenia podziałowego na ich (polityków) i nas (społeczeństwo) komuż ten podatek ma sie bardziej przysłużyć. Wymysł nałożenia dużego podatku na rzeczy nam najbardziej konieczne, paliwo, papierosy, alkohol (dać możliwość uzależnienia po to by wydusić pieniądze) naciągamy samych siebie. Ależ zboczyłem z meritum sprawy...
Ciężko jest ustalić optymalną bezpieczną prędkość, z uwagi na wiele zmiennych.
Same właściwości jezdne auta, zdolności manualne kierowcy, dziur na jezdni. Pozostaje jedynie zdrowy rozsądek.
Po ograniczeniu auta do danej prędkości zmalałby na niego popyt, gdyż takie parametry auta a nie inne są podyktowane oczekiwaniami klienta. Ze strony producenta to spora strata, również koncernów paliwowych. Przy sporym ograniczeniu prędkości przy dynamicznych jednostkach napedowych pozostaje przyspieszenie. I również traci ono troche na znaczenie bo kogo tu wyprzedzać jeżeli kazdy jechałby przy maksymalnej optymalnej predkości.
elfir (1058 punktów)
>Ostanio nawiedza mnie myśl, która przyszła mi do głowy już jakiś czas temu. Dlaczego Państwo nie
>zobowiąże dealerów samochodowych do montowania w sprzedawanych przez siebie w Polsce autach
>ograniczników szybkości poruszania się, skalibrowanych na szybkość 10-20km/h większą, niż maksymalna
>dozwolona w kraju?

Bo gdyby wszyscy jeżdzili zgodnie z przepisami, podróż z Poznania do Warszawy zamiast 3 godziny trawała by cały dzien. Samochód jest po to by podróżowało się szybciej . Może nie 180 km/h ale już ekonomiczne 90-110 km/h Ale oczywiście zamiast wybudowac autostrady, naprawic drogi, zrobić ścieżki rowerowe, bezkolizyjne skrzyzowania urzednicy ida na łatwizne i tworza idiotyczne przepisy, nieakceptowane społecznie.
Poza tym nieekologiczne - samochód beznzynowy czy na ropę jadacy z predkoscią 50km/h zanieczyszcza powietrze bardziej niż taki, który jedzie z ekonomiczną prędkoscią.

Fotoradary, które ostatnimi czasy namnożyły się na polskich drogach coraz częsciej padaja ofiara celowej dewastacji. Bo co to za jazda, jak co hwila trzeba hamować i zmieniac biegi?

Przestrzeganie prawa - TAK, ale mądrego.
25-09-2008 21:45 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Przestrzeganie prawa - TAK, ale mądrego.
Stultus lex, sed lex. W praworządnym państwie prawa trzeba prawa przestrzegać, i przestrzegając dążyć do zmiany wadliwego. Jeżeli zaczniemy sobie wynajdywać przepisy, które nam się podobają, to będziemy żyć w anarchii. Podejmujemy się żyć w tym społeczeństwie, na takich zasadach - bez względu na koszty własne - aby spełnić założenia Hobbesa i Milla.. a także Sokratesa, od którego pożyczyłem drugie zdanie. Każdy może powiedzieć, że jakieś prawo jest głupie i nie będzie go przestrzegać, bo to nie leży w jego interesie (czego Pani nie zarzucam) i skutkiem tego będzie bezwzględnie anarchia. Jeżeli prawo jest faktycznie złe, to należy dążyć racjonalnie, przez uświadamianie, manifestacje, i inne instrumenty demokratyczne, zachowując dla prawa szacunek. Inaczej daje się zły przykład innym, działa się na szkodę prawa, a co za tym idzie całej społeczności. To jest demoralizacja cywilna.

>Może nie 180 km/h ale już ekonomiczne 90-110 km/h Ale oczywiście zamiast wybudowac autostrady, naprawic drogi, zrobić ścieżki rowerowe, bezkolizyjne skrzyzowania urzednicy ida na łatwizne i tworza idiotyczne przepisy, nieakceptowane społecznie.
Oczywiście, jestem za. Ale do tego czasu, trzeba się podporządkować, bo - co już tu padło - wyjeżdżając na drogę, podpisuje się umowę o korzystanie z niej, i tą umową jest Kodeks Drogowy.

Pozdrawiam

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365