 |
Pytanie do Jana Lewandowskiego Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 07-09-2005 17:41 | outsider (2469 punktów) | Pytanie do Jana Lewandowskiego | Wątek "Odpowiedź Janowi Lewandowskiemu" osiągnął już masę krytyczną - struktura stron forum sprzyja dyskusjom poważnym, nie przepychankom słownym, koło setki "tłustych" wypowiedzi zaczynaja się problemy techniczne, przynajmniej jeśli chudzi o Netscape'a. Kontynuujmy zatem - jeśli warto - zaczynając od pewnego wyłozonego przez Jana Lewandowskiego w tamtym watku stanowiska (zapewne sam Jan Lewandowski wyłożyłby je lepiej, ja jednak spróbuję - i myslę, że zaprzeczyć się nie da):
1. Racjonalizm ateistyczny oparty o poznanie naukowe nie jest nową, lepszą jakościowo drogą poznania w porównaniu z teistycznym fideizmem.
2. Wszelkie paradygmaty naukowe są wątpliwe - w szczególności wątpić należy, aby materia była zbudowana z atomów.
Własnego paradygmatu Jan Lewandowski nie prezentuje - odrzuca jedynie w punkcie 2. dla wsparcia tezy z punktu 1. paradygmaty powszechnie przyjęte. Pisze o Kuhnie, o paradygmacie - winien zatem wiedzieć, że krytyka paradygmatu ugruntowanego winna byc krytyką konstruktywną; jaki paradygmat Jan Lewandowski chciałby nam zaserwować? Niewątpliwe jakiś, domyślamy sie nawet jaki - ani mi w głowie jednak Jana Lewandowskiego w tej mierze wyręczać. Zatem trzymając sie faktu, że w poprzednim wątku najbardziej zdecydowanie odrzucał "wiarę" w atomistyczna koncepcje materii - ciekaw jestem paradygmatu, jaki Jan Lewandowski owemu paradygmatowi przeciwstawi: rzecz jasna jego współczesnej postaci a nie na przykład wizji Demokryta, który pierwszy atomistyczną hipotezę raczył był postawić.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Jan Lewandowski | >Własnego paradygmatu Jan Lewandowski nie prezentuje - >odrzuca jedynie w punkcie 2. dla wsparcia tezy z punktu 1. >paradygmaty powszechnie przyjęte. Pisze o Kuhnie, o >paradygmacie - winien zatem wiedzieć, że krytyka >paradygmatu ugruntowanego winna byc krytyką >konstruktywną; jaki paradygmat Jan Lewandowski >chciałby nam zaserwować? Niewątpliwe jakiś, >domyślamy sie nawet jaki - ani mi w głowie jednak >Jana Lewandowskiego w tej mierze wyręczać. Zatem trzymając >sie faktu, że w poprzednim wątku najbardziej zdecydowanie >odrzucał "wiarę" w atomistyczna koncepcje materii - ciekaw >jestem paradygmatu, jaki Jan Lewandowski owemu >paradygmatowi przeciwstawi: rzecz jasna jego współczesnej >postaci a nie na przykład wizji Demokryta, który pierwszy >atomistyczną hipotezę raczył był postawić.
Nieprawdą jest, że aby krytykować jakiś paradygmat należy zaproponować nowy na jego miejsce. To jakieś wydumane założenie. Zupełnie bezpodstawne. Niestety, pokutuje nie tylko wśród racjonalistów, ale także wśród naukowców. Ale taki wniosek z niczego absolutnie nie wynika. No bo z czego? To tak jak ja bym stwierdził, że ateiści krytykując religie muszą zarazem przedstawić jakieś nowe i lepsze propozycje religijne na to miejsce. Odpowiedziano by mi wtedy, że ateiści nie muszą przedstawiać żadnych propozycji na to miejsce, bo z założenia nie uznają żadnej formy religijności za objawienie prawdy. Zatem, aby coś krytykować, nie trzeba proponować nic lepszego na to miejsce.
A tak swoją drogą, to ja wcale nie odrzucam atomizmu. Uznaje go na wiarę, dla świętego spokoju (podobnie chyba TE, choć sam czasami już nie wiem). Moja polemika z racjonalistami w tym temacie jest tylko zabawą sceptyczną, aby wykazać, iż racjonaliści są jedynie sceptycznie i na pokaz nastawieni wobec koncepcji nienaturalistycznych, zupełnie bezkrytycznie przyjmując juz nieempiryczne koncepcje naturalistyczne.
|
|
 | | V0lrath (3440 punktów) | Każde nowe rozwiązanie musi pokazywać dlaczego poprzednie rozwiązanie dawało poprawne odpowiedzi (przewidywania).
|
|
 | 2 na 2 | outsider (2469 punktów) | >Nieprawdą jest, że aby krytykować jakiś paradygmat należy zaproponować nowy na jego miejsce(...)
Moglibyśmy rozmawiać nieco precyzyjniej? Nie proszę o wiele - tyle tylko, aby dyskusja nie była przekrzykiwaniem się.
Nie da się tak po prostu przedstawić nowego paradygmatu, co najwyżej teorię, która z czasem uzyska status paradygmatu. Mamy jednak z Twojej strony krytyke paradygmatu atomistycznego dość szczególnej postaci: nie negujesz niczego konkretnego, piszesz jedynie że koncepcja atomistyczna dowiedziona nie jest: słusznie czy nie tak to formułujesz, to inna sprawa - myślę, ze i do tego wrócimy. Nie krytykujesz zatem paradygmatu, a jedynie twierdzisz, że Ciebie on nie przekonuje. Zatem jedno z dwojga:
1. Albo nie masz o omawianej dziedzinie pojęcia i odrzucasz ów paradygmat bez zapoznania się z jego treścią,
2. Albo przeciwstawiasz mu jakąś inna koncepcję budowy materii - nie nazywajmy jej paradygmatem bo kwestionowalibysmy jednorodność nauki współczesnej (o ten paradygmat nie ma w jej obrębie sporu), więc może chodzic o dogmat na przykład.
Czy widzisz trzecie wyjście?
>Ale taki wniosek z niczego absolutnie nie wynika (...)
Nie, Janie. Paradygmaty dotyczą tego co istnieje niewątpliwie - istnieje świat materialny i istnieje nauka; paradygmaty konstytuują na czas jakiś uznawaną relację między wybranymi aspektami świata i wiedzy o nim, czyli jego modelu. Dogmaty dotyczą czegoś być może nieistniejącego - mozna je kwestionować proponując inną religię w miejsce przyjętej, można jednak kwestionować religię jako taką. Można kwestionować na przykład dogmat o stworzeniu człowieka według Genesis, przeciwstawiając mu dowody naukowe: jednak na podstawie Genesis nie prsewidziano niczego sprawdzalnego, niczego też nie zbudowano, obalenie dogmatu jest tylko obaleniem dogmatu. Natomiast na podstawie teorii atomistycznej (jako paradygmatu i wczesniej) co nieco dało sie przewidzieć i potwierdzić owe przewidywania, co nieco też zbudowano - ot róznica praktyczna między dogmatem a paradygmatem. Chcąc odrzucić teorie atomistyczną musiałbys na parę pytań szczegółowych odpowiedzieć - zadam je, gdy do tego dojdziemy - tytułem przykładu musiałbyś odpowiedzieć, czemu procesor Twojego komputera funkcjonuje mimo, że jak twierdzisz oparto go o błedną czy niesprawdzalną wiedzę. Ja ze swojej strony deklaruję chęć odpowiedzi na zarzuty wobec sądu, że chrześcijaństwo jest zjawiskiem psychologiczno-socjologicznym, nie jest natomiast obrazem niczego poznawalnego bądź niepoznawalnego poza tym jasno zdefiniowanym obszarem.
>A tak swoją drogą, to ja wcale nie odrzucam atomizmu. Uznaje go na wiarę, dla świętego spokoju (podobnie chyba TE, choć sam czasami już nie wiem).
Janie - wielu ludzi uznaje atomizm "na wiarę", na zasadzie dogmatu - ale nie wszyscy. Nie jest to jednak dobry punkt wyjścia do podjęcia dysusji o sposobie, w jaki teorię atomistyczną uznają na przykład ateiści - znikąd nie wynika, aby to akurat oni musieli koniecznie "coś" uznawac na zasadzie dogmatu; na zasadzie paradygmatu - owszem, ale paradygmat to nie to samo co dogmat: paradygmat uznaje się za uzasadniony po dogłębnej i fachowej dyskusji, dogmat bez niej - paradygmat można zastapić innym paradygmatem, natomiast próba najskromniejszej modyfikacji dogmatu prowadzi w najlepszym razie do religijnej schizmy: jedno greckie słówko było formalną przyczyną rozejścia się wczesnego jeszcze chrześcijaństwa na obrządek wschodni i zachodni.
> Moja polemika z racjonalistami w tym temacie jest tylko zabawą sceptyczną, aby wykazać, iż racjonaliści są jedynie sceptycznie i na pokaz nastawieni wobec koncepcji nienaturalistycznych, zupełnie bezkrytycznie przyjmując juz nieempiryczne koncepcje naturalistyczne.
No dobrze - próbowałeś wykazać, nie udało się. Co dalej? Może jednak przedstawisz jakiś klarowny sąd, pozwalający Ci odrzucać jako niepewną koncepcję, że świat składa się z atomów?
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
 | | Celecrin (11895 punktów) | > A tak swoją drogą, to ja wcale nie odrzucam atomizmu. Uznaje go na wiarę, dla świętego spokoju (podobnie chyba TE, choć sam czasami już nie wiem). Moja polemika z racjonalistami w tym temacie jest tylko zabawą sceptyczną, aby wykazać, iż racjonaliści są jedynie sceptycznie i na pokaz nastawieni wobec koncepcji nienaturalistycznych, zupełnie bezkrytycznie przyjmując juz nieempiryczne koncepcje naturalistyczne. Zabawa sceptyczna, doskonałe określenie na "udawanie Greka". Dyskusja ciągle trwa. Na pewno nie możesz podjąć dyskusji otwarcie merytorycznej. Nie masz argumentów i wiedzy. Osobiście uważam, nie wiem czy inni koledzy się zgodzą, w dyskusji o wierze PRZEGRAŁEŚ. Co udowodniłeś w tym poście. Na początku twierdziłeś, że "wiara to wiara". Potem przyznałeś, że istnieją co najmniej dwa znaczenia wiary lecz prawie nie ma różnicy. He, he, he Pierwszy wytrych, bo nie uszczegółowiłeś  , czyli ściema. Jaka różnica? Następnie twierdziłeś, iż używasz tego słowa w znaczeniu potocznym. Na górze UDOWADNIASZ natomiast, że ZRÓWNUJESZ obie wiary od samego początku. "Wiara nie naturalistyczna" wyraża się kupowaniem szczebli z drabiny, która przyśniła się św. Jakubowi. "Wiara naturalistyczna", poprzez redukcję do pojęcia pierwotnego, wyraża się ufnością, że rzeczywistość jest prawdziwa. Przyznaję się do takiej wiary. To nie są epistemologicznie równe wiary. Zarzut bezkrytycznego przyjmowania nie empirycznych koncepcji jest skandalem, bowiem czepiasz się na przykład "istnienia atomu", co jest "koncepcją empiryczną".
Lacho calad, drego morn
|
|
|  | | Jan Lewandowski | > Nie krytykujesz zatem paradygmatu, a jedynie twierdzisz, że Ciebie on nie przekonuje. Zatem jedno z dwojga:> 1. Albo nie masz o omawianej dziedzinie pojęcia i odrzucasz ów paradygmat bez zapoznania się z jego treścią,> 2. Albo przeciwstawiasz mu jakąś inna koncepcję budowy materii - nie nazywajmy ją paradygmatem bo kwestionowalibysmy jednorodność nauki współczesnej (o ten paradygmat nie ma w jej obrębie sporu), więc może chodzic o dogmat na przykład.> Czy widzisz trzecie wyjście?Tak: to na tych co upierają się za tą koncepcją tkwi onus probandi w dostarczeniu przesłanek i wiedzy co do tej koncepcji, która ma empirycznie udowodnić przedmiot jej istnienia. Jeśli tego nie zrobią to ich koncepcja pozostanie czysto teoretycznym niesprawdzalnym sądem, mniej więcej w tej kategorii co bogowie, może być zatem na mocy sądów racjonalistycznych dorzucona jako samoobalalna. > Natomiast na podstawie teorii atomistycznej (jako paradygmatu i wczesniej) co nieco dało sie przewidzieć i potwierdzić owe przewidywania, co nieco też zbudowano - ot róznica praktyczna między dogmatem a paradygmatem. Chcąc odrzucić teorie atomistyczną musiałbys na parę pytań szczegółowych odpowiedzieć - zadam je, gdy do tego dojdziemy - tytułem przykładu musiałbyś odpowiedzieć, czemu procesor Twojego komputera funkcjonuje mimo, że jak twierdzisz oparto go o błedną czy niesprawdzalną wiedzę.Funkcjonuje na tej samej zasadzie, co pompy pneumatyczne budowane w oparciu o teorię flogistonową, które doskonale rozhartowywały stal w oparciu o tę teorię. Funkcjonuje na tej samej zasadzie, co wiedza o piorunach u starożytnych, które były przejawem działania bóstw. Ta wiedza o piorunach zawsze się sprawdzała. Gdy ludzkość grzeszyła i bogowie gniewali się, pioruny biły. A zatem sprawdzalność czegoś w działaniu nie gwarantuje, iż dobrze rozpoznano istotę działania czegoś. Gwarantuje co najwyżej to, że uchwycono dające się wykorzystać (np. procesory) relacje w stale powtarzających się zależnościach (np. reakcje półprzewodników na przykładane do nich napięcia), o których jedynie przewiduje się, że są przejawem czegoś nieuchwytnego dla percepcji, acz rozpoznanego (atomy). To proste, ile można to tłumaczyć. > No dobrze - próbowałeś wykazać, nie udało się.A przynajmniej bardzo tego chcesz. > Co dalej? Może jednak przedstawisz jakiś klarowny sąd, pozwalający Ci odrzucać jako niepewną koncepcję, że świat składa się z atomów?Nie, to wy macie wykazać istnienie atomów, skoro postulujecie ich istnienie. Pastowanie bazgroł z netu to nie są żadne dowody. Nie przerzucaj na mnie onus probandi, które spoczywa na was. > Osobiście uważam, nie wiem czy inni koledzy się zgodzą, w dyskusji o wierze PRZEGRAŁEŚ. Co udowodniłeś w tym poście.Musisz się jakoś pocieszać, dodawać sobie otuchy. Rozumiem to i nie będę cię dodatkowo kopał w tym miejscu. > Na początku twierdziłeś, że "wiara to wiara".> Potem przyznałeś, że istnieją co najmniej dwa znaczenia wiary lecz prawie nie ma różnicy. He, he, he.Bo nie ma. Nie ma konfliktu w tych stwierdzeniach, choć bardzo się głowiliście jak mi to wcisnąć. > Pierwszy wytrych, bo nie uszczegółowiłeś , czyli ściema. Jaka różnica?Nie było żadnej ściemy, już to wyjaśniałem w wątku "Odpowiedź Janowi Lewandowskiemu" www.racjonalista.pl/forum.php/s,29023> Następnie twierdziłeś, iż używasz tego słowa w znaczeniu potocznym.Na górze UDOWADNIASZ natomiast, że ZRÓWNUJESZ obie wiary od samego początku. Bo obie są zrównywalne, skoro druga zawiera się w pierwszej. W tym aspekcie są zrównywalne. Nie są natomiast zrównywalne, jeśli pierwsza ma zawrzeć się w drugiej. Już to wyjaśniałem we wspomnianym wątku i nie było oponowania. Albo nie rozumiałeś, albo nie czytałeś, albo nie myślisz. > "Wiara nie naturalistyczna" wyraża się kupowaniem szczebli z drabiny, która przyśniła się św. Jakubowi."Wiara naturalistyczna", poprzez redukcję do pojęcia pierwotnego, wyraża się ufnością, że rzeczywistość jest prawdziwa. Przyznaję się do takiej wiary. To nie są epistemologicznie równe wiary. Zarzut bezkrytycznego przyjmowania nie empirycznych koncepcji jest skandalem, bowiem czepiasz się na przykład "istnienia atomu", co jest "koncepcją empiryczną". Bardzo byś chciał, ale przykro mi. Atomu bowiem tak samo nie widziałeś, jak wierzący swe bóstwa. Wprowadzanie pozornych różnic do tych wiar, drugorzędnych i nieistotnych z punktu widzenia pierwszej i ogólniejszej definicji wiary, nic tu nie pomoże. Podświadomie zdajecie sobie sprawę i was to dręczy, skoro wciąż szukacie "uspokajacza" przez uporczywe wracanie do tego i samoprzekonywanie się, że tak nie jest.
|
|
| |  | 2 na 2 | outsider (2469 punktów) | >Tak: to na tych co upierają się za tą koncepcją tkwi onus probandi w dostarczeniu przesłanek i wiedzy co do tej koncepcji, która ma empirycznie udowodnić przedmiot jej istnienia. Jeśli tego nie zrobią to ich koncepcja pozostanie czysto teoretycznym niesprawdzalnym sądem, mniej więcej w tej kategorii co bogowie, może być zatem na mocy sądów racjonalistycznych dorzucona jako samoobalalna.
Janie Lewandowski - Ty jak się wydaje twierdzisz cały czas, że Ciebie paradygmat o swej słuszności nie przekonuje, Ty wygłaszasz sad sprzeczny z powszechnie przyjętym, Ty wykazujesz ignorancję w temacie - na Twoich zaś przeciwnikach ma ciążyć onus probandi? Na tej samej zasadzie ktoś może zażadać dowodu, że 2 + 2 = 4 - i jakikolwiek zignorować; dlatego onus probandi ciąży na atakujących paradygmat, a nie na jego obrońcach - przypomnę co o onus probandi pisze w tym przypadku wikipedia:
"nikt nie twierdzi, że jest on (paradygmat) na pewno absolutnie słuszny, natomiast każdy kwestionujący go ma obowiązek udowodnienia tego zarzutu."
Mamy Twoje stwierdzenie, że teoria atomistyczna (paradygmat) może być nieprawdziwa (nie że jest a że może być). Nie podałeś na poparcie tego stwierdzenia najsłabszej nawet przesłanki - chyba taką, że wszystko może byc nieprawdą, żądasz za to dowodu, że jest prawdą - proszę bardzo.
Odwołam sie do metody rentgenografii strukturalnej w jej najprostszej postaci. Jest faktem niezbitym, że przeswietlając monokryształ wiązką promieni rentgenowskich (o długościach fali porównywalnych ze stała sieciowa kryształu i wzgledem kryształu przenikliwych), uzyskujemy na kliszy widmo Bragga, czyli dyskretny rozkład plamek interferencyjnych, odtwarzalny i powtarzalny, zależny jednak od wzajemnej orientacji wiązki i osi krystalograficznych kryształu. Prawo Bragga ujmuje zalezności między kątami maksimów a stałą sieci - zagadnienie jest rozwiązywalne i z rentgenogramu da się obliczyć trójosiowo stałe sieci analizowanego kryształu. Metoda jest stosowana od czasów przed I wojną światowa do dziś i uznawana za standardową; metoda wyznacza periodyczność przestrzenną rozkładu przewodnictwa elektrycznego w mikroskali w trzech osiach. Jest to uważane za dowód (niekonieczny ale istotny), że monokryształ jako wzorcowa postać ciała stałego wykazuje ściśle okreslona strukturę dającą się opisać tak co do formy jak i konkretnych wymiarów komórki elementarnej. Metoda wymaga możliwie doskonałej formy kryształu i schłodzenia przynajmniej do temperatury ciekłego azotu - najmniejsze bowiem odchylenia od niemal doskonałej periodyczności (dyslokacje, drgania cieplne) czynią obraz nieostrym i utrudniają pomiary.
Oczekuję teraz na Twoje stanowisko w tej sprawie: ja twierdzę, że nie da się wytłumaczyć powtarzalności i odtwarzalności obrazów Bragga inaczej, niż przyjmując zasadnie istnienie sieci krystalicznej; to co taką sieć tworzy nazywamy umownie atomami.
Na dalszy ciąg opowiem po uzyskaniu od Ciebie żądanej odpowiedzi - zwłaszcza, że kompilujesz teksty mój i Celecrina.
|
|
| | |  | | Jan Lewandowski | >Janie Lewandowski - Ty jak się wydaje twierdzisz cały czas, że Ciebie paradygmat o swej słuszności nie przekonuje, Ty wygłaszasz sad sprzeczny z powszechnie przyjętym, Ty wykazujesz ignorancję w temacie - na Twoich zaś przeciwnikach ma ciążyć onus probandi?
Tak, bo to oni postulują tezę. Gdyby bylo jak mówisz, gdyby ktoś kto podważa sąd powszechnie przyjęty miał dowodzić tezy, to znaczyłoby to, że to np. nie teiści mają dowodzić istniena Boga (w skali populacji sąd przyjęty przez ogromną większość, zatem powszechny), ale ateiści dowodzić Jego nieistnienia. Sytuacja jest tu analogiczna: każecie mi dowodzić nieistnienia atomów, choć to na was ciąży obowiązek udowodnienia ich istnienia. Pogubliście się chłopaki.
>przypomnę co o onus probandi pisze w tym przypadku wikipedia
Wikipedia nie jest żadnym autorytetem, nawet naukowym. Nie bądź śmieszny.
>Oczekuję teraz na Twoje stanowisko w tej sprawie: ja twierdzę, że nie da się wytłumaczyć powtarzalności i odtwarzalności obrazów Bragga inaczej, niż przyjmując zasadnie istnienie sieci krystalicznej; to co taką sieć tworzy nazywamy umownie atomami.
Obrazy Bragga dowodzą nie istnienia atomów, ale co najwyżej istnienia powtarzalnej sieci strukturalnej materii. Ta sieć wcale nie musi być utkana akurat z atomów. Niczego znów nie dowiodłeś.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | outsider (2469 punktów) | >>Janie Lewandowski - Ty jak się wydaje twierdzisz cały czas, że Ciebie paradygmat o swej słuszności nie przekonuje, Ty wygłaszasz sad sprzeczny z powszechnie przyjętym, Ty wykazujesz ignorancję w temacie - na Twoich zaś przeciwnikach ma ciążyć onus probandi? >Tak, bo to oni postulują tezę. Gdyby bylo jak mówisz, gdyby ktoś kto podważa sąd powszechnie przyjęty miał dowodzić tezy, to znaczyłoby to, że to np. nie teiści mają dowodzić istniena Boga (w skali populacji sąd przyjęty przez ogromną większość, zatem powszechny), ale ateiści dowodzić Jego nieistnienia. Sytuacja jest tu analogiczna: każecie mi dowodzić nieistnienia atomów, choć to na was ciąży obowiązek udowodnienia ich istnienia. Pogubliście się chłopaki.
Chciałbyś, Jasiu. W sprawach boskich jest wiele sądów powszechnie przyjętych, w tym także sąd o nieistnieniu bogów - żaden z nich nie ma jednak rangi paradygmatu. Zwykle szanuje uczucia wierzacych i nie rozwodze sie nad łatwymi do obalenia bzdurami głoszonymi przez rozmaite religie - skoro jednak chcesz...
Obiecuję złamać swoje przyzwyczajenia - coś na pewno do dyskusji dostaniesz; poradzisz zaś sobie podobnie jak tu.
>>przypomnę co o onus probandi pisze w tym przypadku wikipedia >Wikipedia nie jest żadnym autorytetem, nawet naukowym. Nie bądź śmieszny.
Przywołuję z zasady teksty dostepne w sieci. Niestety, pracy Kuhna nie mam - jednak Wikipedia to nieco większy autorytet niz Jan Lewandowski a omawia w tamtym miejscu paradygmat według Kuhna. Zamiast zatem wygłaszac sądy o wikipedii jako takiej, bądź Jasiu mężczyzną: zacytuj Kuhna twierdzącego coś przeciwnego - i zmodyfikuj hasło w wikipedii.
>>Oczekuję teraz na Twoje stanowisko w tej sprawie: ja twierdzę, że nie da się wytłumaczyć powtarzalności i odtwarzalności obrazów Bragga inaczej, niż przyjmując zasadnie istnienie sieci krystalicznej; to co taką sieć tworzy nazywamy umownie atomami. >Obrazy Bragga dowodzą nie istnienia atomów, ale co najwyżej istnienia powtarzalnej sieci strukturalnej materii. Ta sieć wcale nie musi być utkana akurat z atomów. Niczego znów nie dowiodłeś.
Jasiu, jesteś głupszy niż ustawa przewiduje: co to jest atom? Dostałeś precyzyjny opis faktów - istnienie sieci krystalicznej i jej regularny charakter zostały dowiedzione ponad wszelką wątpliwość. Teraz wchodzimy w dyskusję, z czego się owa sieć składa? Cokolwiek by to nie było - to właśnie nazywamy atomami: czym one są byłoby przedmiotem innego wyjaśnienia. I obrazy Bragga dowodzą tego czego dowodzą nie najwyżej a dokładnie - inaczej się ich zinterpetować zgodnie z doświadczeniem (warunki uzyskiwania obrazów i ich treść) nie da; a Ty wypowiadasz się o rzeczach, o których nie masz najmniejszego pojęcia.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | |  | | Jan Lewandowski | >>>przypomnę co o onus probandi pisze w tym przypadku wikipedia >>Wikipedia nie jest żadnym autorytetem, nawet naukowym. Nie bądź śmieszny. >Przywołuję z zasady teksty dostepne w sieci. Niestety, pracy Kuhna nie mam - jednak Wikipedia to nieco większy autorytet niz Jan Lewandowski a omawia w tamtym miejscu paradygmat według Kuhna. Zamiast zatem wygłaszac sądy o wikipedii jako takiej, bądź Jasiu mężczyzną: zacytuj Kuhna twierdzącego coś przeciwnego - i zmodyfikuj hasło w wikipedii.
Kuhn nie jest wyrocznią. Owszem, kiedy podaje fakty na temat historii nauki to nie ma co z nim dyskutować, wtedy się nań powołuję. Ale w sprawie paradygmatu podał wiele propozycji ich rozumienia, które nie są żadnym dogmatem.
>>>Oczekuję teraz na Twoje stanowisko w tej sprawie: ja twierdzę, że nie da się wytłumaczyć powtarzalności i odtwarzalności obrazów Bragga inaczej, niż przyjmując zasadnie istnienie sieci krystalicznej; to co taką sieć tworzy nazywamy umownie atomami. >>Obrazy Bragga dowodzą nie istnienia atomów, ale co najwyżej istnienia powtarzalnej sieci strukturalnej materii. Ta sieć wcale nie musi być utkana akurat z atomów. Niczego znów nie dowiodłeś. >Jasiu, jesteś głupszy niż ustawa przewiduje: co to jest atom? Dostałeś precyzyjny opis faktów - istnienie sieci krystalicznej i jej regularny charakter zostały dowiedzione ponad wszelką wątpliwość. Teraz wchodzimy w dyskusję, z czego się owa sieć składa?
No właśnie, regularna sieć z atomów składać się jeszcze nie musi.
Cokolwiek by to nie było - to właśnie nazywamy atomami: czym one są byłoby przedmiotem innego wyjaśnienia.
Nieprawda, skoro mogą być czymkolwiek, to nie muszą być akurat atomami.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | outsider (2469 punktów) | Róznica między głupota a sceptycyzmem | Nawet nie zauważyłeś, Jasiu, że opisane przeze mnie doświadczenie nie ma żadnych atomistycznych założeń. Oświetlamy materię promieniowaniem wysokoenergetycznym, zatem przenikliwym i dającym możnośc zobaczenia szczegółów: jeśli materia jest wysoce uporządkowana (schłodzony monokryształ) - otrzymujemy cos więcej niż rentgenowskie światło i cień; resztę tłumaczy zwykła optyka - dyfrakcja na powtarzalnym wzorze, interferencja ugiętych wiązek; te same prawa opisują działanie najzwyklejszego mikroskopu w teorii Abbego, bo do opisania mikroskopu optyka geometryczna nie wystarcza.
Wzór Bragga pozwala powiązać wzory interferencyjne z periodycznym, trójwymiarowym oryginałem, na którym dyfrakcja następuje - obliczenia nie sa proste, ale daje się obliczyć stałe trójwymiarowej siatki dyfrakcyjnej, którą stanowi przeswietlany monokryształ - ma on zatem periodyczną strukturę przestrzenną w mikroskali, o skoku porównywalnym z długością fali promieniowania rentgenowskiego.
"To nie muszą być atomy"... Muszą, Jasiu - albowiem tak nazywamy owe periodycznie rozmieszczone miejsca gęste w monokrysztale, o innej niż przestrzeń przezroczystości w promieniach X; jesteś Jasiu głupcem a nie sceptykiem, bo nie zgadzasz się z nazwą, z niczym więcej. To coś nazywamy atomami - Jan Lewandowski protestuje, bo mu sie owa bezbozna nazwa nie podoba. Na tej samej zasadzie monokryształ nie musi być monokryształem, promienie Rentgena - promieniami Rentgena, a klisza fotograficzna - klisza fotograficzną; przejdźmy do jezyka suahili a Jan Lewandowski bedzie miał rację.
Negujesz nazwy myśląc że w ten sposób negujesz coś więcej; czym jest atom to już inna dyskusja - inne teorie, inne eksperymenty - i tam możesz negować co chcesz, ale Twoja negacja dowiedzie jak zwykle jednego i tego samego: braku wiedzy, złości, apriorycznego nastawienia. Sa bowiem tezy, które Jan Lewandowski przyjmuje na wiare jako pewne i niezawodne - i są, które Jan Lewandowski odrzuca, nie próbując nawet zrozumieć: zero intelektu, Jasiu.
Pętasz się tu ze swymi żałosnymi tezami - te nawet nie są obraźliwe, bo nie każdy jest zdolny obrazić. Pobudzasz dyskusję dość rozrywkową - ot, łatwe i proste bicie piany dla odprężenia. Partner w dyskusji? Żaden, jak zawsze aprioryści.
Wiara, Jasiu, ma swoje aspekty egzystencjalne czy etyczne - nie ma jednak najmniejszego związku z rzeczywistością pozaludzką, ani z ludzkimi usiłowaniami jej poznania. Ty tu jednak nie o owych rzeczywistych aspektach wiary - Ty tu uparcie wciskasz swoje fideistyczne postrzeganie (myśleniem go nie nazwę, bo nie na mysleniu ono polega a na samopowielaniu sie fałszywych tez, ot darwinizm idei), widać do niego właśnie redukuje Ci się chrześcijaństwo; bronisz chrześcijaństwa? Pogrążasz je jak tylko potrafisz - sprowadzając do absurdu: czego ja ateista wszak nie czynię i nie widzę nawet takiej potrzeby.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | |  | | Jan Lewandowski | Odp: Róznica między głupota a sceptycyzmem | >"To nie muszą być atomy"... Muszą, Jasiu - albowiem tak nazywamy owe periodycznie rozmieszczone miejsca gęste w monokrysztale, o innej niż przestrzeń przezroczystości w promieniach X;
"Muszą, bo tak je nazywamy"? Chyba żartujesz. To nie jest żaden argument. TRównie dobrze ja bym mógl napisać, że gwiazdy na niebie muszą być aniołami, bo tak je ktoś tam nazywa. Gętsze miejsca w krysztale mogą być czymkolwiek innym, nawet nierozpoznaną jeszcze strukturą materii.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | outsider (2469 punktów) | Nooo Jasiu... zaczynamy się zgadzać? To już coś - choc piszesz jak zwykle warunkowo. Proponuję zatem podsumować.
1. Zgadzasz się, że wiemy z obserwacji i ich teoretycznej analizy, że materia ma w mikroskali miejsca bardziej i mniej gęste, p5xyanjmniej w stosunku do promieniowania rentgenowskiego?
2. Zgadzasz się, że owe miejsca gęste wykazują znaczne wzajemne podobieństwo: wszystkie w krysztale pierwiastka (i najlepiej jednego jego izotopu) - grupami według chemicznej tożsamości w krysztale związku złożonego?
3. Zgadzasz się, że w warunkach możliwych do uzyskania (monokryształ praktycznie wolny od dyslokacji i naprężeń, temperatura ciekłego azotu) ich układ przestrzenny jest wysoce regularny, jak prążków siatki dyfrakcyjnej, choć w przypadku kryształu nie sa to prążki na płaszczyźnie, a pewien przestrzenny rozkład w trzech wymiarach?
Prawda, że przyjemniej się dyskutuje o sprawach istotnie podstawowych, o stwierdzeniach tak prostych, jak tylko się da?
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >Nooo Jasiu... zaczynamy się zgadzać? To już coś - choc piszesz jak zwykle warunkowo. Proponuję zatem podsumować. >1. Zgadzasz się, że wiemy z obserwacji i ich teoretycznej analizy, że materia ma w mikroskali miejsca bardziej i mniej gęste, p5xyanjmniej w stosunku do promieniowania rentgenowskiego? >2. Zgadzasz się, że owe miejsca gęste wykazują znaczne wzajemne podobieństwo: wszystkie w krysztale pierwiastka (i najlepiej jednego jego izotopu) - grupami według chemicznej tożsamości w krysztale związku złożonego? >3. Zgadzasz się, że w warunkach możliwych do uzyskania (monokryształ praktycznie wolny od dyslokacji i naprężeń, temperatura ciekłego azotu) ich układ przestrzenny jest wysoce regularny, jak prążków siatki dyfrakcyjnej, choć w przypadku kryształu nie sa to prążki na płaszczyźnie, a pewien przestrzenny rozkład w trzech wymiarach?
Nawet jeśli zgodzić się z każdym z tych 3 punktów, zgoda owa nie implikuje dowodu na istnienie atomów na podstwie argumentacji wyłożonej w tych punktach.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | outsider (2469 punktów) | >Nawet jeśli zgodzić się z każdym z tych 3 punktów, zgoda owa nie implikuje dowodu na istnienie atomów na podstwie argumentacji wyłożonej w tych punktach.
Implikuje istnienie czegoś co trzeba jakoś nazwać, i implikuje pewne cechy tego czegoś. Dlaczego nie nazwac tego atomem - widzisz przeciwwskazania? Jeśli nie - spieramy się jedynie o to, jak to coś nazwać - a to zdaje się rozstrzygnięto już dawno? Wiesz, w nadawaniu rzeczom nazw zwykle uznaje sie po prostu prawo pierwzzeństwa: nie sadzę więc, abyś miał prawo temu czemuś nadać inną nazwę - a o cechach owego czegoś jak na razie nie dyskutujemy: ale rzecz jasna możemy, moze to coś ma cechy, których atom mieć nie może - lub nie ma cech, które atom mieć musi?
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >>Nawet jeśli zgodzić się z każdym z tych 3 punktów, zgoda owa nie implikuje dowodu na istnienie atomów na podstwie argumentacji wyłożonej w tych punktach. >Implikuje istnienie czegoś co trzeba jakoś nazwać, i implikuje pewne cechy tego czegoś. Dlaczego nie nazwac tego atomem - widzisz przeciwwskazania?
Dlatego, że pojęcie atomu ma konotacje empirycznie nieweryfikowalne w swej istotnej strukturze ontologicznej, jakie się postuluje (jego budowa, której nie da się zaobserwować, jedynie się ją ekstrapoluje na podstawie interpretacji cech).
>Jeśli nie - spieramy się jedynie o to, jak to coś nazwać - a to zdaje się rozstrzygnięto już dawno? Wiesz, w nadawaniu rzeczom nazw zwykle uznaje sie po prostu prawo pierwzzeństwa: nie sadzę więc, abyś miał prawo temu czemuś nadać inną nazwę - a o cechach owego czegoś jak na razie nie dyskutujemy: ale rzecz jasna możemy, moze to coś ma cechy, których atom mieć nie może - lub nie ma cech, które atom mieć musi?
Nie rozmawiamy o cechach, ale o istotnej strukturze ontologicznej, której nie sposób zarejestrować empirycznie, i co do której te cechy sa jedynie esktrapolowaną pochodną.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | outsider (2469 punktów) | >>>Nawet jeśli zgodzić się z każdym z tych 3 punktów, zgoda owa nie implikuje dowodu na istnienie atomów na podstwie argumentacji wyłożonej w tych punktach. >>Implikuje istnienie czegoś co trzeba jakoś nazwać, i implikuje pewne cechy tego czegoś. Dlaczego nie nazwac tego atomem - widzisz przeciwwskazania? >Dlatego, że pojęcie atomu ma konotacje empirycznie nieweryfikowalne w swej istotnej strukturze ontologicznej, jakie się postuluje (jego budowa, której nie da się zaobserwować, jedynie się ją ekstrapoluje na podstawie interpretacji cech).
Bardzo piękne zdanie Jasiu, jestem pod wrażeniem. Jeśli dobrze zrozumiałem, filozoficznie można atom opisać z większą precyzją, niż jest do tego zdolna fizyka - i do tego od razu jako byt niepoznawalny?
Ależ Bóg ma również konotacje empirycznie nieweryfikowalne w swej istotnej strukturze ontologicznej, jakie sie postuluje (jego budowa, której sie nie da zaobserwować, jedynie się ją ekstrapoluje na podstawie interpretacji cech)! Zatem byłby atom Bogiem - a obaj razem redukowaliby się do zbioru pustego? Cóż, ciekawa mysl.
Czy może to jedynie dwa obiekty różne choć równie nieobserwowalne - w takim jednak razie skąd wiadomo że istotnie różne?
Swoja drogą zapominasz o jednym: istotnie, zasada nieoznaczoności uniemożliwia ową weryfikację (w stosunku do atomu rzecz jasna) w postaci ścisłej, jednak obserwacja statystyczna jest nadal możliwa: odrzucasz statystykę? Fizycy nie odrzucają - dlatego ów atom jednak jest uznawany za byt realny. I powiem Ci Jasiu jeszcze więcej: pojęcie atomu póki co sprzeczne samo w sobie nie jest - ograniczona obserwowalnośc (gdzie i kiedy masz pełną?) pewnych przypisanych obiektowi cech przy niewystępowaniu sprzeczności to o wiele za mało aby uznać, że ów obiekt w ramach swojej definicji nie może istnieć.
Jeśli chcesz - pogłębimy i uszczegółowimy dyskusję.
>>Jeśli nie - spieramy się jedynie o to, jak to coś nazwać - a to zdaje się rozstrzygnięto już dawno? Wiesz, w nadawaniu rzeczom nazw zwykle uznaje sie po prostu prawo pierwzzeństwa: nie sadzę więc, abyś miał prawo temu czemuś nadać inną nazwę - a o cechach owego czegoś jak na razie nie dyskutujemy: ale rzecz jasna możemy, moze to coś ma cechy, których atom mieć nie może - lub nie ma cech, które atom mieć musi? >Nie rozmawiamy o cechach, ale o istotnej strukturze ontologicznej, której nie sposób zarejestrować empirycznie, i co do której te cechy sa jedynie esktrapolowaną pochodną.
Znowu to samo - odpowiedziałem wyzej.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Aloha
>>Dlatego, że pojęcie atomu ma konotacje empirycznie nieweryfikowalne w swej istotnej strukturze ontologicznej, jakie się postuluje (jego budowa, której nie da się zaobserwować, jedynie się ją ekstrapoluje na podstawie interpretacji cech). >Bardzo piękne zdanie Jasiu, jestem pod wrażeniem. Ja nie jestem. Zmienia JL wyrażnie przedmiot dyskusji. Nie mówiliśmy o budowie atomu. Przedtem mówił, że atom jest nie obserwowalny i że nie możemy udowodnić jego istnienia. Zdanie na górze, wydaje mi się, mówi o czymś zupełnie innym i na pewno to nie jest argumentem za nieistnieniem czy nie obserwowalnością atomu.
P.S. >Nieweryfikowalne empirycznie. Wiedza z gimnazjum. Zasada zachowania energii-pędu, zasada zachowania ładunku, geometria zderzeń. Oceniam dyskusję na 100-150 postów i powinno być po sprawie. Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | outsider (2469 punktów) | >Aloha >>>Dlatego, że pojęcie atomu ma konotacje empirycznie nieweryfikowalne w swej istotnej strukturze ontologicznej, jakie się postuluje (jego budowa, której nie da się zaobserwować, jedynie się ją ekstrapoluje na podstawie interpretacji cech). >>Bardzo piękne zdanie Jasiu, jestem pod wrażeniem. >Ja nie jestem. Zmienia JL wyrażnie przedmiot dyskusji. Nie mówiliśmy o budowie atomu.
Na innym forum nazywalismy to (no, może niezupełnie to, ale funkcjonalnie podobne) arabeską boczną - określenie spopularyzował jesli sie nie mylę, tamtejszy odpowiednik naszego gościa, co prawda sam używał owych arabesek ofensywnie, Jasio - trzeba przyznać - nie, raczej się nimi broni.
>Przedtem mówił, że atom jest nie obserwowalny i że nie możemy udowodnić jego istnienia. Zdanie na górze, wydaje mi się, mówi o czymś zupełnie innym i na pewno to nie jest argumentem za nieistnieniem czy nie obserwowalnością atomu.
Ano, nie jest - ale ma Jasio inne wyjście aby zachować cnotę (cnotę jakiegoś związku z tematem, rzecz jasna)? Występuje wspólne słowo kluczowe atom, a my przecież nie o tezach...
>P.S. >>Nieweryfikowalne empirycznie. >Wiedza z gimnazjum. Zasada zachowania energii-pędu, zasada zachowania ładunku, geometria zderzeń.
Cały czas poruszamy sie de facto poniżej tego poziomu - plus nawiązania do Kuhna.
>Oceniam dyskusję na 100-150 postów i powinno być po sprawie.
Myślę, ża nasz gość cos jeszcze wymyśli - ale faktycznie, powinno wystarczyć.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | >"Muszą, bo tak je nazywamy"?
Muszą, bo tak nazywamy coś, co spełnia pewną definicję.
A więc jak popatrzymy na niebo nocą i owe punkciki nazwiem gwiazdami, to tak już zostanie - nawet jeśli okaże się, że to wielkie kule rozgrzanego wodoru albo reflektory zostawione przez kosmitów.
Jeśli nazwiesz gwiazdy aniołami, to już Twoja sprawa. Nadal to będzie odpowiednik tego, co wszyscy nazywają "gwiazdy". Będzie Ci ciężko się porozumieć z kimkolwiek, bo anioły mają już pewną "definicję", a raczej jest pewne wyobrażenie o nich. Jednak chyba nie trudno znaleźć ludzi, którzy na gwiazdy nie mówią "gwiazdy". Np. w USA zwykle mówią na nie "stars". Jednak "stars" znaczy to samo co "gwiazdy" i ewentualnie Twoje "anioły". To zwykłe lingwistyczne tłumaczenie, a nie zmiana definicji.
Nazwanie ich "aniołami" lub "krasnoludkami" nie powoduje, że część zwyczajowej definicji anioła lub krasnoludka nagle na nie przechodzi.
|
|
| | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Odp: Pytanie do Jana Lewandowskiego |
> Nieprawda, skoro mogą być czymkolwiek, to nie muszą być akurat atomami.Możesz je nazwać "pikusiami", lub "lewandynkami". Jednak atom to tylko umowna nazwa nadana przez pewnego naukowca. W naszej dyskusji nie chodzi o przypisanie określonej IDEI dokładnie takich, a nie innych własności. Chodzi o dowód na atomową strukturę materii. Przeciwieństwem nie jest "jakaś inna" struktura, lecz ciągła. Rozumiesz? Materia jest ciągła lub atomowa (cząsteczkowa)  Ostatecznym dowodem na istnienie atomów były ruchy Browna. Okazało się bowiem, że nie można ich wyjaśnić przyjmując ciągłą budowę materii. Stało się jasne, że na poziomie molekularnym cała materia bezustannie i gwałtownie się porusza! Teoria ta została potwierdzona eksperymentalnie przez francuskiego fizyka Jeana Baptiste Perrina, który za swoją pracę otrzymał w roku 1926 nagrodę Nobla.
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | |  | | Jan Lewandowski | > >Nieprawda, skoro mogą być czymkolwiek, to nie muszą być akurat atomami.> Możesz je nazwać "pikusiami", lub "lewandynkami". Jednak atom to tylko umowna nazwa nadana przez pewnego naukowca. W naszej dyskusji nie chodzi o przypisanie określonej IDEI dokładnie takich, a nie innych własności.Chodzi właśnie o to, bo atom ma właśnie określone własności. > Chodzi o dowód na atomową strukturę materii.> Przeciwieństwem nie jest "jakaś inna" struktura, lecz ciągła. Rozumiesz? Materia jest ciągła lub atomowa (cząsteczkowa) Nieciągła struktura nie musi być atomowa. > Ostatecznym dowodem na istnienie atomów były ruchy Browna.> Okazało się bowiem, że nie można ich wyjaśnić przyjmując ciągłą budowę materii. Stało się jasne, że na poziomie molekularnym cała materia bezustannie i gwałtownie się porusza! Teoria ta została potwierdzona eksperymentalnie przez francuskiego fizyka Jeana Baptiste Perrina, który za swoją pracę otrzymał w roku 1926 nagrodę Nobla.Powtarzam: Nieciągła struktura nie musi być atomowa.
|
|
| | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) |
> Nieciągła struktura nie musi być atomowa.Musi. To naturalna konsekwencja, ponieważ udowodniono, że atomy nie podlegają zniszczeniu chemicznemu. (Spalanie to ultlenianie  Reakcje chemiczne były odwracalne, znano prawo zachowania masy (bardzo ważna sprawa), prawo stosunków wielokrotnych, a także jednostkową masę "atomową". To znaczy wiedziano, że masy poszczególnych pierwiastków mają wielokrotność masy wodoru. Przypominam rozmawiamy o atomie chemicznym, jest to CZĄSTECZKA tak jak cząsteczka wody  Wystarczyło więc wykazać, że materia jest nieciągła by zdefiniować atom. Czysty pierwiastek powinien zawierać właśnie cząsteczki zwane atomami i tak jest w rzeczywistości. Atom (z gr. atomos, niepodzielny) - najmniejszy, niepodzielny metodami chemicznymi składnik materii. Chemicznie nie da się rozdzielić tlenu na coś i na "coś" Kapujemy?Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | > CIACH - CYTOWANIE CAŁEGO POSTU ZOSTAŁO USUNIĘTE PRZEZ MODERATORA
Problem w tym, że cały czas zakładasz atomową strukturę materii, definiując jej ciągłość i nieciąglość. A to jest tautologia, bo poza nią ciągłość i nieciągłość może być nieatomowa.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | > Problem w tym, że cały czas zakładasz atomową strukturę materii, definiując jej ciągłość i nieciąglość. A to jest tautologia, bo poza nią ciągłość i nieciągłość może być nieatomowa.Prosiłem Cię byś wyjaśnił, co znaczy "nie atomowa"  . Należy wiedzieć, co znaczą słowa, których się używa, prawda? Janie przedłużasz niepotrzebnie tę dyskusję. * * * Nie. Mogą być tylko dwa wyjścia. Pierwsze: materia jest ciągła. Nie ma wyróżnionych żadnych cząstek. A podstawowymi składnikami przyrody mogą być woda, ogień, powietrze, czy tlen, wodór itd. itp. Drugie: materia jest nieciągła Jeżeli materia jest ciągła wynikają z tego pewne implikacje. Jak widziano ciągłość materii, możesz sobie poczytać na podstawie dynamizmu Kanta. To jest najdoskonalsza teoria (choć metafizyczna) z rodzaju "ciągła materia", bo była ostatnia. Zawarto w niej wiele informacji, które już wtedy wiedziano. Musisz zdać sobie sprawę, o co chodzi. Wiedziano, że "reakcje chemiczne" zmieniają właściwości ciał. Wiedziano też, że mieszanina różni się od nowego związku. Z innych rzeczy: wiedziano, o próżni dzięki doświadczeniu z rtęcią (termometry). Do tego dochodzi Dalton, który zauważył, że gazy mogą się łączyć w stosunkach S02, S03. Jedna część siarki na trzy części tlenu  , lub jedna część siarki na dwie części tlenu. Potem doszły bardziej skomplikowane sole metali. Przypominam Ci, że atom jest w istocie najmniejszą częścią danego pierwiastka. Czyli albo tlen jest w całości, albo składa się z klocków. Nie ma trzeciej drogi 
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | > >Problem w tym, że cały czas zakładasz atomową strukturę materii, definiując jej ciągłość i nieciąglość. A to jest tautologia, bo poza nią ciągłość i nieciągłość może być nieatomowa.> Prosiłem Cię byś wyjaśnił, co znaczy "nie atomowa" .To jest zrozumiałe samo przez się, nie będę z siebie robił błazna i tłumaczył rzeczy jasnych jak słońce. Stosujesz sofistyczne tricki, które mają na celu wciągnąć dyskutanta w wyjaśnianie rzeczy oczywistych, co by tylko nie skoncentrować się na meritum. > Należy wiedzieć, co znaczą słowa, których się używa, prawda? Janie przedłużasz niepotrzebnie tę dyskusję.Ja nie przedłużam, wciąż wy to robicie, stosując ciągle te same chwyty erystyczne, bo nie macie żadnego dowodu na istnienie atomu. > * * *> Nie. Mogą być tylko dwa wyjścia. Pierwsze: materia jest ciągła. Nie ma wyróżnionych żadnych cząstek. A podstawowymi składnikami przyrody mogą być woda, ogień, powietrze, czy tlen, wodór itd. itp.> Drugie: materia jest nieciągła> Jeżeli materia jest ciągła wynikają z tego pewne implikacje.[.....] > Przypominam Ci, że atom jest w istocie najmniejszą częścią danego pierwiastka. Czyli albo tlen jest w całości, albo składa się z klocków. Nie ma trzeciej drogi Jest: Klocki, które tworzą najmniejszą część materii są nierozpoznanymi do końca molekułami, które mają cechy jakie czasem przypisuje się atomom, ale nie są w istocie atomami. Innymi slowy, znów dużo słów, mało treści, zero dowodów.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) |
>To jest zrozumiałe samo przez się, nie będę z siebie robił błazna i tłumaczył rzeczy jasnych jak słońce. Stosujesz sofistyczne tricki, które mają na celu wciągnąć dyskutanta w wyjaśnianie rzeczy oczywistych, co by tylko nie skoncentrować się na meritum. >>Nie ma trzeciej drogi >Jest: Klocki, które tworzą najmniejszą część materii są nierozpoznanymi do końca molekułami, które mają cechy jakie czasem przypisuje się atomom, ale nie są w istocie atomami.
Twoje zdanie jest częściowo prawdziwe, ale zawiera błędy. 1.Atomy nie tworzą najmniejszej części materii! ZAPAMIĘTAJ! Rozmawiamy o klockach, które tworzą najmniejszą część materii niepodzielnej chemicznie. (Na marginesie... wierzysz w tlen? Może nie odpowiadaj...) 2. Najmniejsze klocki tworzące materię niepodzielną chemicznie nie są molekułami! Nazywamy je CZĄSTKAMI! Najlepszy to przykład na jakim poziomie ja muszę dyskutować. I Ty mi jeszcze mówisz, że nie będziesz robił z siebie błazna i tłumaczył rzeczy jasnych jak Słońce (które pisze się z dużej litery)? Może wypij kawę i zjedz czekoladę. Dodatek: Molekuła inaczej Cząsteczka - zgodnie z aktualną definicją IUPAC to obojętna elektrycznie grupa atomów trwale ze sobą połączonych wiązaniami chemicznymi.
Atom (z gr. atomos, niepodzielny) - najmniejszy, niepodzielny metodami chemicznymi składnik materii. Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | Ale nieciągła musi być atomowa. To logiczne i proste.
Jeśli struktura jest nieciągła, to składa się z najmniejszych niepodzielnych chemicznie kawałków.
Definicją atomu jest bycie najmniejszym niepodzielnym chemicznie kawałkiem.
A to już jak atom wygląda w szczgółach - czy ma elektrony, czy znajdują się one na orbitach, czy orbity to chmury elektronów czy też może uśmiechnięte kuleczki krążące wokół jądra - to już są szczegóły budowy atomu wymagające kolejnych badań.
To tak jak z domem i cegłami. Jaka cegła jest, każdy widzi. Dom składa się między innymi z cegieł. A to czy cegły mają mikrodziurki (czy co tam jeszcze nie widzialnego gołym okiem mają), z jakich atomów się składają i tak dalej to szczegóły - to, czy coś uznamy za cegłę zależy od definicji i od tego, co widzimy na wyższym poziomie, a nie zależy od szczegółów budowy. Atom dawniej wyobrażano sobie jako jądro i krążące po orbitach elektrony. Neutrony i protony nie składały się już z żadnych części. Obecnie wyobrażenie i szczegóły budowy są inne - znamy atomy bardziej szczegółowo, wiemy z czego zbudowane są neutrony i protony i jak są ze sobą powiązane. Jednak atom - ogólnie - pozostał tym samym atomem. Tak jak cegła - pozostała tą samą cegłą.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >Ale nieciągła musi być atomowa. To logiczne i proste.
Nie. Tylko wtedy jest to "logiczne i proste", jak się przyjmie, że atom musi być najmniejszą cząstką materii. Ale wtedy jest to błędne koło, bo wyjaśnia się coś przez to, co dopiero ma zostać dowiedzione. Popełniasz zwykłą tautologię a zatem twoja argumentacja nie ma żadnej wartości.
Resztę wycinam, bo to jedynie barwne analogie operujące tylko na twej płodnej wyobraźni, nie wspartej żadną empirią.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Errata | >>Ale nieciągła musi być atomowa. To logiczne i proste. >Nie. Tylko wtedy jest to "logiczne i proste", jak się przyjmie, że atom musi być najmniejszą cząstką materii.
Żeby nie było znów czepiania się o detale z powyższego zdania wykreślam słowo "najmniejszą".
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | >>Ale nieciągła musi być atomowa. To logiczne i proste. >Nie. Tylko wtedy jest to "logiczne i proste", jak się przyjmie, że atom musi być najmniejszą cząstką materii. LOGIKA. behehehehehe ATOM nie jest najmniejszą cząstką materii, tylko najmniejszą niepodzielną chemicznie. Jeżeli mamy dowody na nieciągłość materii i wiemy, że łączy się ona w MOLEKUŁY. Musi składać się z czegoś niezniszczalnego w chemii, bo procesy się odwracają. Nazwij sobie to "klocki". Ulży.
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >>>Ale nieciągła musi być atomowa. To logiczne i proste. >>Nie. Tylko wtedy jest to "logiczne i proste", jak się przyjmie, że atom musi być najmniejszą cząstką materii. >LOGIKA. behehehehehe >ATOM nie jest najmniejszą cząstką materii, tylko najmniejszą niepodzielną chemicznie.
OK, ale nic to nie wnosi (kwestia drogorzędna).
>Jeżeli mamy dowody na nieciągłość materii i wiemy, że łączy się ona w MOLEKUŁY. Musi składać się z czegoś niezniszczalnego w chemii, bo procesy się odwracają.
Coś niezniszczalnego nie musi być jeszcze atomem.
>Nazwij sobie to "klocki". Ulży.
I w żadnym wypadku nie będzie dowodem na to, że ów klocek to akurat na pewno atom.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) |
> >ATOM nie jest najmniejszą cząstką materii, tylko najmniejszą niepodzielną chemicznie.> OK,ale nic to nie wnosi (kwestia drogorzędna).Wnosi, obniża Twój autorytet jako rozmówcy.Sugeruje brak wiedzy. Jest to erystyka, ale jakże miła  , prawda? Poważnie mówiąc:Janie takie szczegóły są bardzo ważne. Wynika to z CAŁEJ naszej dyskusji. Ponieważ "coś-atom" jest jednostką chemiczną. > >Jeżeli mamy dowody na nieciągłość materii i wiemy, że łączy się ona w MOLEKUŁY. Musi składać się z czegoś niezniszczalnego w chemii, bo procesy się odwracają.> Coś niezniszczalnego nie musi być jeszcze atomem.Hola, hola czy swawola? Ogólnie znów masz rację. Jednak chemicznie jest to zdanie błędne i niezgodne z nazewnictwem Unii Chemii Czystej i Stosowanej. Jeżeli istnieje coś niezniszczalnego chemicznie, musi być najmniejsze "chemicznie". Ponieważ rozbić się tego w żaden sposób nie da. TAK? To właśnie nazywamy atomem. Całkowicie umownie. Kiedyś odkryto "coś", czego w żaden sposób nie zdołano rozbić chemicznie. Myślano błędnie, że w ogóle nie uda się tego zniszczyć. To błędnie nazwano atomem (a-tom Demokryta) i tak zostało. Atom (z gr. atomos, niepodzielny) - najmniejszy, niepodzielny metodami chemicznymi składnik materii.
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Marcin Klapczyński (3149 punktów) | >Obrazy Bragga dowodzą nie istnienia atomów, ale co najwyżej istnienia powtarzalnej sieci strukturalnej materii. Ta sieć wcale nie musi być utkana akurat z atomów. Niczego znów nie dowiodłeś.
Ja tak czytam i czytam i zupełnie nie mogę Pana rozgryźć. Z jednej strony pieje Pan z zachwytu do teorii Big Bang, na której korzysć swiadczą jedynie przesłanki. Z drugiej strony podważa Pan istnienie czegos, co własciwie mozna dosłownie dostrzec mikroskopem elektronowym! Przecież dzisiaj jestesmy w stanie nie tylko sfotografować orbital elektronowy, ale rówież zmierzyć spin składowych jądra, a nawet wykonać pomiar prędkosci przeskoku elektronu pomiedzy atomami! Atomami i ich składowymi można bawic się jak klockami - rozłupywać je w zderzaczach, odsiewać antymaterię od materii w kolektorach antyprotonów, może i wkrótce poddawać fuzji w tokamakach. Może warto się chociaż raz przyznać do błędu?
|
|
| | | | |  | | Jan Lewandowski | >>Obrazy Bragga dowodzą nie istnienia atomów, ale co najwyżej istnienia powtarzalnej sieci strukturalnej materii. Ta sieć wcale nie musi być utkana akurat z atomów. Niczego znów nie dowiodłeś. >Ja tak czytam i czytam i zupełnie nie mogę Pana rozgryźć. Z jednej strony pieje Pan z >zachwytu do teorii Big Bang, na której korzysć swiadczą jedynie przesłanki. Z drugiej strony podważa Pan istnienie czegos, co własciwie mozna dosłownie dostrzec mikroskopem elektronowym! Przecież dzisiaj jestesmy w stanie nie tylko sfotografować orbital elektronowy,
Jeśli tak, to ciekawe czemu racjonaliści nie przedstawili jasnych i klarownych zdjęć tych atomów. Przedstawili tylko jakieś bochomazy, które mogą być nawet dowodem na istnienie Obcego.
>ale rówież zmierzyć spin składowych jądra, a nawet wykonać pomiar prędkosci przeskoku elektronu pomiedzy atomami!
Kiedy ostatnio to mierzyłeś? Po prostu ci powiedziano, że tak mozna zrobić, ale z tego jeszcze nic nie wynika.
>Atomami i ich składowymi można bawic się jak klockami - rozłupywać je w zderzaczach, odsiewać antymaterię od materii w kolektorach antyprotonów, może i wkrótce poddawać fuzji w tokamakach.
Kiedy to robiłeś? Powiedziano ci jedynie, że ktoś tak zrobił, ale nigdy tego nie sprawdziłeś.
>Może warto się chociaż raz przyznać do błędu?
Vice versa.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Marcin Klapczyński (3149 punktów) | > Jeśli tak, to ciekawe czemu racjonaliści nie przedstawili jasnych i klarownych zdjęć tych atomów. Przedstawili tylko jakieś bochomazy, które mogą być nawet dowodem na istnienie Obcego. Technika robienia zdjęć polega na bardzo krótkich pulsacjach lasera, który błyskawicznie jonizuje cząsteczkę azotu, która składa się z dwóch atomów azotu. Kiedy atomy odskakują sprężyście elektron emituje światło, które interferuje ze światłem lasera na różne sposoby, zależnie gdzie znajduje się elektron i gdzie laser trafił w cząstkę. Mierzenie tej interferencji dla tysięcy takich jonizacji pozwala naukowcom określić kształt zewnętrznej orbity w azocie. Tutaj calość zredagowana przez Celecrina: www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,3020> >ale rówież zmierzyć spin składowych jądra, a nawet wykonać pomiar prędkosciprzeskoku elektronu pomiedzy atomami! > Kiedy ostatnio to mierzyłeś? Po prostu ci powiedziano, że tak mozna zrobić, ale z tego jeszcze nic nie wynika.Nie, asystowałem przy eksperymencie czynnościowego rezonansu magnetycznego. Spin protonów jest bezpośrenio mierzalny za pomocą wygenerowanego pola magnetycznego, bedącego skutkiem pola idnukującego, którze wymusza uszeregowanie spinów. Ale gdyby Pana tam nawet posadzić, zapewne stwierdziłby że cała maszyneria jest mistyfikacją, a naukowcy po wyjściu świadków oglądają pornosy na ekranach komputerów. Co do pomiaru prędkości przeskoku, Grzegorz również o tym pisał: www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,4913Polecam czytanie naszych nowinek. Można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy  Ale zaraz, zaraz. Czy Panu też nie powiedziano że Big Bang miał miejsce? Czy może siedział Pan na stołku obok Stwórcy? Ale zaraz, nie istniało żadne obok, ani stołek, ani Stwórca... to temat na inną dyskusję. > >Atomami i ich składowymi można bawic się jak klockami - rozłupywać je w zderzaczach, odsiewać antymaterię od materii w kolektorach antyprotonów, może i wkrótce poddawać fuzji w tokamakach.> Kiedy to robiłeś? Powiedziano ci jedynie, że ktoś tak zrobił, ale nigdy tego nie sprawdziłeś.Byłem w pokoju kontrolnym w Fermi National Accelerator (Fermilab) w Batavii pod Chicago. Wchodziłem również do tunelu kolektora antyprotonów. Widziałem wyniki badań i uczestniczyłem w wykładach je omawiających. Ale oczywiście fizycy (tak jak biolodzy ewolucjoniści) to bezbożna szajka oszustów. > >Może warto się chociaż raz przyznać do błędu?> Vice versa.Panie Lewandowski, niech Pan oszczędzi sobie wstydu. Fakt że przynajmniej coś się na forum dzieje, ale przyzwoitość ma swoje granice...
|
|
| | | | | | |  | | Jan Lewandowski | > >Jeśli tak, to ciekawe czemu racjonaliści nie przedstawili jasnych i klarownych zdjęć tych atomów. Przedstawili tylko jakieś bochomazy, które mogą być nawet dowodem na istnienie Obcego.>  > Technika robienia zdjęć polega na bardzo krótkich pulsacjach lasera, który błyskawicznie jonizuje cząsteczkę azotu, która składa się z dwóch atomów azotu. Kiedy atomy odskakują sprężyście elektron emituje światło, które interferuje ze światłem lasera na różne sposoby, zależnie gdzie znajduje się elektron i gdzie laser trafił w cząstkę. Mierzenie tej interferencji dla tysięcy takich jonizacji pozwala naukowcom określić kształt zewnętrznej orbity w azocie.> Tutaj calość zredagowana przez Celecrina:> www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,3020To zdjęcie już na forum ktoś wrzucał. Nie wynika z niego absolutnie nic. Równie dobrze może to być opis snu po LSD zrobiony przez kogoś farbami plakatowymi. Tak samo jest z tekstem do jakiego odsyłasz. Nie wynika z niego absolutnie nic, co jest empirycznie sprawdzalne. Wiązka teoretycznych sądów, które wcale nie wiadomo, czy są prawdziwe i czy są efektem poprawnej interpretacji bochomaza jaki widać. > > >ale rówież zmierzyć spin składowych jądra, a nawet wykonać pomiar prędkosci> przeskoku elektronu pomiedzy atomami!> >Kiedy ostatnio to mierzyłeś? Po prostu ci powiedziano, że tak mozna zrobić, ale z tego jeszcze nic nie wynika.> Nie, asystowałem przy eksperymencie czynnościowego rezonansu magnetycznego. Spin protonów jest bezpośrenio mierzalny za pomocą wygenerowanego pola magnetycznego, bedącego skutkiem pola idnukującego, którze wymusza uszeregowanie spinów. Ale gdyby Pana tam nawet posadzić, zapewne stwierdziłby że cała maszyneria jest mistyfikacją, a naukowcy po wyjściu świadków oglądają pornosy na ekranach komputerów.Nie stwierdziłbym tak, spytałbym natomiast skąd wiedzą, że wygenerowane pole elektromagnetyczne mierzy akurat spin protonów, a nie np. spin czegoś zupełnie innego, np. cząsteczki hjrwbfhrbwebrwejbfrewjvfewv. Póki nie da się w sposób bezsporny zobaczyć atomu każde twoje twierdzenie o atomach jest tautologiczne, tak samo jak wspomniana interpretacja protonu spinu, ponieważ wyjaśnia otrzymane dane na bazie wcześniej przyjętej teorii atomistycznej. To jest błędne koło, bo "dowodzisz" czegoś na mocy wcześniej przyjętego założenia, że to istnieje i właśnie tak ma się zachowywać. Dokładnie tak samo wygladały wyjaśnienia oparte na teorii flogistonowej. Czemu ciała ulegają spalaniu? Bo zawierają flogiston - tłumaczono. Dlaczego metale mają znacznie więcej cech wspólnych niż rudy? Bo zawierają flogiston - tłumaczono. Czemu węgiel i siarka po spaleniu tworzą kwasy? Bo zawierają flogiston - tłumaczono (za T. Kuhn, "Struktura rewolucji naukowych", Warszawa 2001, s. 179). I tak w nieskończoność. Wprost wszystko co widziano było "potwierdzeniem" teorii flogistonowej, tylko dlatego, że wcześniej przyjęto, że wszystko jest flogistonem, którego jednak nikt nie widział. Podobnie wygląda twoje uzasadnienie, które nie jest tak naprawdę żadnym uzasadnieniem. Póki bezpośrednio nie zobaczymy atomów i nie będziemy o ich istnieniu wnioskować na podstawie poszlak, co do których tautologicznie jedynie zakładamy, że je potwierdzają, nigdy nie będziesz w stanie zagwarantować, że twe wyjaśnienia nie unikają takiego samego błędnego koła. > Co do pomiaru prędkości przeskoku, Grzegorz również o tym pisał:> www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,4913> Polecam czytanie naszych nowinek. Można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy  Nie wątpię. Ale watpię zarazem, czy można dowiedzieć się z nich prawdy. > Ale zaraz, zaraz. Czy Panu też nie powiedziano że Big Bang miał miejsce? Czy może siedział Pan na stołku obok Stwórcy? Ale zaraz, nie istniało żadne obok, ani stołek, ani Stwórca... to temat na inną dyskusję.Big Bang do szczęścia potrzebny mi nie jest. Zresztą, ja jetem wierzący. To wy macie się zaś wybronić przed zarzutem o łatwowierność, dlatego ta dyskusja. > >>Atomami i ich składowymi można bawic się jak klockami - rozłupywać je w zderzaczach, odsiewać antymaterię od materii w kolektorach antyprotonów, może i wkrótce poddawać fuzji w tokamakach.> >Kiedy to robiłeś? Powiedziano ci jedynie, że ktoś tak zrobił, ale nigdy tego nie sprawdziłeś.> Byłem w pokoju kontrolnym w Fermi National Accelerator (Fermilab) w Batavii pod Chicago. Wchodziłem również do tunelu kolektora antyprotonów. Widziałem wyniki badań i uczestniczyłem w wykładach je omawiających.Znów można postawić zarzut, że zinterpretowałeś wraz z nimi, iż coś jest tym, co zakładałeś wcześniej. Odsyłam do mojego obszernego wywodu wyżej. > Ale oczywiście fizycy (tak jak biolodzy ewolucjoniści) to bezbożna szajka oszustów.Czemu nie? Mogą się też wszyscy tak samo mylić z powodu przyjęcia wcześniejszego paradygmatu. Wszystko jest dla nich atomowe z założenia tak jak wszystko było flogistonowe dla fizyków Oświecenia. > >>Może warto się chociaż raz przyznać do błędu?> >Vice versa.> Panie Lewandowski, niech Pan oszczędzi sobie wstydu. Fakt że przynajmniej coś się na forum dzieje, ale przyzwoitość ma swoje granice...Wstyd to pojęcie subiektywne, proszę pamiętać.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcin Klapczyński (3149 punktów) | > To zdjęcie już na forum ktoś wrzucał. Nie wynika z niego absolutnie nic.Dla Pana. Dla naukowców dostarcza cennych informacji. > Równie dobrze może to być opis snu po LSD zrobiony przez kogoś farbami plakatowymi.A może to ufoludek z plasteliny? Nieważne w jak dziecinny sposób strywializuje Pan te dane, nie zmieni to faktu, że orbital elektornowy został sfotografowany. A moze ta fotka: (po prawej przewidywany układ atomów w cząsteczce, całość to obraz kryształu. Odległość pomiędzy dwoma żółtymi kropkami to 5 angstroemów)  To co tym razem: pudełeczko czekoladek, czy sen po marihuanie? Proszę trzymać poziom dyskusji. Powtarzam - pańska trywializacja nie dowodzi niczego i nie podważa ani trochę wartości dowodowej zdjęć. >Nie stwierdziłbym tak, spytałbym natomiast skąd wiedzą, że wygenerowane pole elektromagnetyczne mierzy akurat spin protonów Proton to realna, niewirtualna cząsteczka. Da się rozbić na kwarki. Udowodniono to miliony razy. > a nie np. spin czegoś zupełnie innego, np. cząsteczki hjrwbfhrbwebrwejbfrewjvfewv.Nazwano ją już protonem. Niezależnie jakby ją nazwano zawsze będzie zbudowana z kwarków i równoważyła ładunek elektronu. Gdyby drzewo nazwano traktorem, nadal rosłoby a nie ciągnęłó klatkę ze świnkami. > Póki nie da się w sposób bezsporny zobaczyć atomu każde twoje twierdzenie o atomach jest tautologiczne.Zapewne zna Pan, mniej lub więcej, w jaki sposób powstaje światło ale przypomnijmy - po zmianie stanu energetycznego elektronu (lub powiedzmy "orbity") generowany jest foton. Dlatego "patrząc" na atom widzimy jedynie generowane fotony poprzez jego elektron(y). Dlatego też nie można uzyskać całościowego obrazu atomu, należy więc spowodować wielokrotne jego wzbudzenie, aby uzyskać serię danych o jego budowie. I to już jest "widzenie" atomu - bo Pan żąda jak najbardziej widzenia w sensie uderzania fotonów w pręciki i czopki pańskiej siatkówki. Tak lubiPan porównania. Nie słyszy Pan, że nietoperze wydają dźwięki, prawda? Dlatego do ich śledzenia używa się aparatu, który przetwarza ultradźwięki na dźwięki słyszalne. Tak samo używamy mikroskopu elektronowego aby dostrzec atomy. > Póki bezpośrednio nie zobaczymy atomówNie zobaczymy. Oko ludzkie nie jest w stanie wykryć emisji pojedynczych fotonów. Tak jak bezpośrednio nie zobaczymy czap polarnych na Marsie, gdyż potrzebny jest do tego teleskop. J.W. > >Ale zaraz, zaraz. Czy Panu też nie powiedziano że Big Bang miał miejsce? Czy może siedział Pan na stołku obok Stwórcy? Ale zaraz, nie istniało żadne obok, ani stołek, ani Stwórca... to temat na inną dyskusję.> Big Bang do szczęścia potrzebny mi nie jest. Zresztą, ja jetem wierzący. To wy macie się zaś wybronić przed zarzutem o łatwowierność, dlatego ta dyskusja.Nie odpowiedział Pan na pytanie. Ta dyskusja ciut inaczej wygląda z zewnątrz - to Pan się broni, wijąc się jak piskorz. I to ja (nie wiem jak inni) zabawiam się Pana kosztem. Należy się zastanowić zanim wetknie się kij w mrowisko. > >Ale oczywiście fizycy (tak jak biolodzy ewolucjoniści) to bezbożna szajka oszustów.> Czemu nie? Mogą się też wszyscy tak samo mylić z powodu przyjęcia wcześniejszego paradygmatu. Wszystko jest dla nich atomowe z założenia tak jak wszystko było flogistonowe dla fizyków Oświecenia.Nudny ten flogiston. Teoria flogistonu legła z hukiem. Atomy wciąż trzymają się wręcz kowalencyjnie
|
|
| | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | > >To zdjęcie już na forum ktoś wrzucał. Nie wynika z niego absolutnie nic.> Dla Pana. Dla naukowców dostarcza cennych informacji.To nie jest nadal żaden dowód na nic. Naukowcy mogą być w błędzie. Historia nauki pokazuje, że mylili się wielokrotnie. > >Równie dobrze może to być opis snu po LSD zrobiony przez kogoś farbami plakatowymi.> A może to ufoludek z plasteliny?Kto wie. > Nieważne w jak dziecinny sposób strywializuje Pan te dane, nie zmieni to faktu, że orbital elektornowy został sfotografowany.Nieważne ile razy będzie się powtarzać, że jest to orbital, faktem pozostanie, że sfotografowano coś co jedynie zinterpretowano jako orbital, bo bezspornie orbitalem na tym zdjęciu to niestety nie jest. Może to być równie dobrze cokolwiek innego, także jakiś nieznany jeszcze element materii. > A moze ta fotka: (po prawej przewidywany układ atomów w cząsteczce, całość to obraz kryształu. Odległość pomiędzy dwoma żółtymi kropkami to 5 angstroemów)>  > To co tym razem: pudełeczko czekoladek, czy sen po marihuanie?Jakikolwiek dowolny element materii po powiększeniu, być może nawet jakiś jeszcze dokładnie nie zbadany. Rzeczowo sprawę ujmując, atom składa się z protonu, neutronu i orbit elektronów wokół niego. Na tych zdjęciach tego nie widać. A zatem nie dowodzą one istnienia atomu. > Proszę trzymać poziom dyskusji.Vice versa. > Powtarzam - pańska trywializacja nie dowodzi niczego i nie podważa ani trochę wartości dowodowej zdjęć.Na pewno nie dlatego, że ktoś ciągle będzie powtarzał, że moje trywializowanie nie podważa wartości dowodowej zdjęć. > >Nie stwierdziłbym tak, spytałbym natomiast skąd wiedzą, że wygenerowane pole elektromagnetyczne mierzy akurat spin protonów> Proton to realna, niewirtualna cząsteczka. Da się rozbić na kwarki. Udowodniono to miliony razy.A w tej dyskusji ani razu. > >a nie np. spin czegoś zupełnie innego, np. cząsteczki hjrwbfhrbwebrwejbfrewjvfewv.> Nazwano ją już protonem. Niezależnie jakby ją nazwano zawsze będzie zbudowana z kwarków i równoważyła ładunek elektronu.Nie będzie, bo tak by było tylko w przypadku atomu, a nie w przypadku każdego budulca materii. Materia nie musi być wcale zbudowana na sposób atomowy. > >Póki nie da się w sposób bezsporny zobaczyć atomu każde twoje twierdzenie o atomach jest tautologiczne.> Zapewne zna Pan, mniej lub więcej, w jaki sposób powstaje światło ale przypomnijmy - po zmianie stanu energetycznego elektronu (lub powiedzmy "orbity") generowany jest foton. Dlatego "patrząc" na atom widzimy jedynie generowane fotony poprzez jego elektron(y).Tak, znam te założenia. Problem w tym, że to co uznajemy za foton wygenerowany po przejściu elektronu na inną orbitę i po zmianie jego stanu energetycznego wcale nie musi być fotonem wysłanym z tego powodu, ale może to być jakąkolwiek inna jednostką energii wysłaną z tysięcy innych alternatywnych elementów materii. > Dlatego też nie można uzyskać całościowego obrazu atomu, należy więc spowodować wielokrotne jego wzbudzenie, aby uzyskać serię danych o jego budowie.Nie wiemy jednak co wzbudzamy. Wiemy tylko, że to co wzbudzamy wydaje z siebie coś co określamy jako foton. Ale nie tylko atom może generować jednostki energetyczne po pobudzeniu. Hipotetyczny element materii o innej budowie może powodować dokładnie taką samą reakcję. > I to już jest "widzenie" atomu - bo Pan żąda jak najbardziej widzenia w sensie uderzania fotonów w pręciki i czopki pańskiej siatkówki.Przesada. Wcale tego nie żądam. > Tak lubiPan porównania. Nie słyszy Pan, że nietoperze wydają dźwięki, prawda? Dlatego do ich śledzenia używa się aparatu, który przetwarza ultradźwięki na dźwięki słyszalne. Tak samo używamy mikroskopu elektronowego aby dostrzec atomy.Ale nietoperze widzimy, atomów nie. Analogia nieadekwatna. > >Póki bezpośrednio nie zobaczymy atomów> Nie zobaczymy. Oko ludzkie nie jest w stanie wykryć emisji pojedynczych fotonów. Tak jak bezpośrednio nie zobaczymy czap polarnych na Marsie, gdyż potrzebny jest do tego teleskop. J.W.Tym gorzej dla zwolenników tezy, że atomy istnieją. To nie jest tym gorzej dla mnie. > >>Ale zaraz, zaraz. Czy Panu też nie powiedziano że Big Bang miał miejsce? Czy może siedział Pan na stołku obok Stwórcy? Ale zaraz, nie istniało żadne obok, ani stołek, ani Stwórca... to temat na inną dyskusję.> >Big Bang do szczęścia potrzebny mi nie jest. Zresztą, ja jetem wierzący. To wy macie się zaś wybronić przed zarzutem o łatwowierność, dlatego ta dyskusja.> Nie odpowiedział Pan na pytanie. Ta dyskusja ciut inaczej wygląda z zewnątrz - to Pan się broni, wijąc się jak piskorz.Kwestia subiektywnej interpretacji. > I to ja (nie wiem jak inni) zabawiam się Pana kosztem. Należy się zastanowić zanim wetknie się kij w mrowisko.Doskonale się bawię. > >>Ale oczywiście fizycy (tak jak biolodzy ewolucjoniści) to bezbożna szajka oszustów.> >Czemu nie? Mogą się też wszyscy tak samo mylić z powodu przyjęcia wcześniejszego paradygmatu. Wszystko jest dla nich atomowe z założenia tak jak wszystko było flogistonowe dla fizyków Oświecenia.> Nudny ten flogiston. Teoria flogistonu legła z hukiem. Atomy wciąż trzymają się wręcz kowalencyjnie  Nie ma żadnej gwarancji, że z atomami nie będzie dokładnie tak samo jak z flogistonem. Za kilkaset lat lub wczesniej jakiś nawiedzony gość w kitlu znów coś sobie wyduma i obali wcześniejszy paradygmat, a racjonaliści będą znów tego łatwowiernie bronić, bez żadnych przekonujących dowodów na to, tylko dlatego, że taki będzie paradygmat w nauce. I kto tu jest zniewolony w swym dogmatyzmie, jak nie wy.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcin Klapczyński (3149 punktów) | > >To zdjęcie już na forum ktoś wrzucał. Nie wynika z niego absolutnie nic.> Dla Pana. Dla naukowców dostarcza cennych informacji.> To nie jest nadal żaden dowód na nic. Naukowcy mogą być w błędzie. Historia nauki pokazuje, że mylili się wielokrotnie.No dobra, czyli te też nic nie znaczą: Zbliżenie na pojedynczy atom krzemu za pomocą mikroskopu sił atomowych. Po boku skala wyrażona w angstroemach, białe pionowe 'chmurki' to orbitale.  Autor: Franz Giessibl, Universität Augsburg Poniżej zdjęcie szeregów atomów krzemu, również wykonane za pomoca mikroskopu sił atomowych. Białawe półksiężyce to orbitale. Skala w angstroemach:  Autor: Franz Giessibl, Universität Augsburg Tutaj zdjęcia atomów uranu z 35 soczewkowym mikroskopem elektronowym:  Autorzy: Philip Batson of the IBM Thomas J Watson Research Center in New York and Ondrej Krivanek and Niklas Dellby from Nion R&D in Kirkland, Washington
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcin Klapczyński (3149 punktów) | Musiałem podzielić post, bo nie chce wstawiać więcej fotek. Jedźmy dalej, kwadrat 60x60 angstroemów przedstawiający szeregi atomów KCl, pozyskany za pomocą mikroskopu sił atomowych:  I wreszcie manipulacja pojedynczymi atomami (znikające w srodku) uwidoczniona za pomocą mikroskopu polowo-jonowego (FIM): www.ornl.g(*)ew/rev28-4/graphics/atomp4.gifDaje linka bo znowu mi nie wstawia  Czyli mamy uwidocznione atomy za pomocą trzech różnych technik, wciąż mało? > Jakikolwiek dowolny element materii po powiększeniu, być może nawet jakiś jeszcze dokładnie nie zbadany. Rzeczowo sprawę ujmując, atom składa się z protonu, neutronu i orbit elektronów wokół niego. Na tych zdjęciach tego nie widać. A zatem nie dowodzą one istnienia atomu.Ok, ale powoli dochodzimy do tego, że atomy istnieją - budują kryształy, budują molekuły, da się wykryć kilka rodzajów ich oddziaływań. Pańskie zacietrzewienie opiera się na konkretnie istnieniu bądź nie atomów. Czyli dał się Pan przekonać że istnieją, a teraz będziemy się użerali o częsci składowe? > >Powtarzam - pańska trywializacja nie dowodzi niczego i nie podważa ani trochę wartości dowodowej zdjęć.> Na pewno nie dlatego, że ktoś ciągle będzie powtarzał, że moje trywializowanie nie podważa wartości dowodowej zdjęć.Na pewno nie dlatego. Zgadza się.  > >Proton to realna, niewirtualna cząsteczka. Da się rozbić na kwarki. Udowodniono to miliony razy.> A w tej dyskusji ani razu.Ale w akceleratorach tak. I to jest dowód, nie wodolejstwo i dyskusja jak dyskutuje się w dyskusji o dyskusji o dyskusji. > Materia nie musi być wcale zbudowana na sposób atomowy.A w jaki sposób? Cudowny? > Problem w tym, że to co uznajemy za foton wygenerowany po przejściu elektronu na inną orbitę i po zmianie jego stanu energetycznego wcale nie musi być fotonem wysłanym z tego powodu, ale może to być jakąkolwiek inna jednostką energii wysłaną z tysięcy innych alternatywnych elementów materii.Proces ten udowodniony jest przecież doswiadczalnie. > Nie wiemy jednak co wzbudzamy. Wiemy tylko, że to co wzbudzamy wydaje z siebie coś co określamy jako foton. Ale nie tylko atom może generować jednostki energetyczne po pobudzeniu. Hipotetyczny element materii o innej budowie może powodować dokładnie taką samą reakcję.Nie potrzeba hipotetycznego elementu, skoro mamy faktyczny - elektron. I wiadomym jest, że może występować w różnych stanach energetycznych i przejscia przez nie są źródłem emisji swiatła. > >I to już jest "widzenie" atomu - bo Pan żąda jak najbardziej widzenia w sensie uderzania fotonów w pręciki i czopki pańskiej siatkówki.> Przesada. Wcale tego nie żądam.Czyli wstawione przeze mnie rysunki powinny starczyć. Jesli nie proszę okreslić jakie "zdjęcie atomu" by Pana usatysfakcjonowało. > >Tak lubi Pan porównania. Nie słyszy Pan, że nietoperze wydają dźwięki, prawda? Dlatego do ich śledzenia używa się aparatu, który przetwarza ultradźwięki na dźwięki słyszalne. Tak samo używamy mikroskopu elektronowego aby dostrzec atomy.> Ale nietoperze widzimy, atomów nie. Analogia nieadekwatna.Proszę czytać uważniej - tu nie chodzi o nietoperze tylko dźwięki. > >Póki bezpośrednio nie zobaczymy atomów> >Nie zobaczymy. Oko ludzkie nie jest w stanie wykryć emisji pojedynczych fotonów. Tak jak bezpośrednio nie zobaczymy czap polarnych na Marsie, gdyż potrzebny jest do tego teleskop. J.W.> Tym gorzej dla zwolenników tezy, że atomy istnieją. To nie jest tym gorzej dla mnie.A jednak czapy polarne na Marsie istnieją. Potrzebne jest narzędzie - mikroskop elektronowy czy sił atomowych. > >I to ja (nie wiem jak inni) zabawiam się Pana kosztem. Należy się zastanowić zanim wetknie się kij w mrowisko.> Doskonale się bawię.Cieszę się, że powstał topik gdzie wszyscy bawią się razem  Może moderator browara by postawił  > Nie ma żadnej gwarancji, że z atomami nie będzie dokładnie tak samo jak z flogistonem. Za kilkaset lat lub wczesniej jakiś nawiedzony gość w kitlu znów coś sobie wyduma i obali wcześniejszy paradygmat, a racjonaliści będą znów tego łatwowiernie bronić, bez żadnych przekonujących dowodów na to, tylko dlatego, że taki będzie paradygmat w nauce. I kto tu jest zniewolony w swym dogmatyzmie, jak nie wy.Ale z takim podejsciem Panie Janie nie ma teorii ani zjawiska do zaakceptowania. To jak to w końcu jest - nie wierzy Pan naprawdę w atomy (czy nawet w a-tomy), czy się Pan z nami droczy?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | |
| | | | | | | | | | | | |  | | Marcin Klapczyński (3149 punktów) | > >Cieszę się, że powstał topik gdzie wszyscy bawią się razem Może moderator browara by postawił> Jestem pewien, że jednak nie wszyscy: www.racjonalista.pl/forum.php/s,29023#w29432Panie Janie, "farbowany Niemiaszek"? Żałosne, prostackie, politycznie nieakceptowalna, a przede wszystkim zupełnie niegodne tak gorliwego wojownika przeciwko ad hominem w dyskusjach. Ok, Placownik - dla nas browara dla Pana Jana woda święcona. Albo nie - lepiej świeży wrzątek do wyparzenia ust.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | > Czyli mamy uwidocznione atomy za pomocą trzech różnych technik, wciąż mało?Te zdjęcia są lepsze niż to co wcześniej prezentowali chłopaki. Nie widzę jednak nadal nigdzie na tych zdjęciach tego, co uważa się za atom. Te małe cząsteczki, jakie widać na każdym z tych zdjęć atomami być nie muszą. Jest pewne, że materia składa się z jakichś mniejszych elementów, molekuł, może nawet kulistych. Ale to wcale nie muszą być atomy, po prostu mogą to być niezbadane wciąż jeszcze co do istoty swej budowy jakieś cząsteczki. > >Jakikolwiek dowolny element materii po powiększeniu, być może nawet jakiś jeszcze dokładnie nie zbadany. Rzeczowo sprawę ujmując, atom składa się z protonu, neutronu i orbit elektronów wokół niego. Na tych zdjęciach tego nie widać. A zatem nie dowodzą one istnienia atomu.> Ok, ale powoli dochodzimy do tego, że atomy istnieją - budują kryształy, budują molekuły, da się wykryć kilka rodzajów ich oddziaływań. Pańskie zacietrzewienie opiera się na konkretnie istnieniu bądź nie atomów. Czyli dał się Pan przekonać że istnieją, a teraz będziemy się użerali o częsci składowe?Jak wyżej, to, że istnieją jakieś molekuły, nie znaczy, że w ogóle mogą one mieć atomową strukturę. Mogą być jedynie z pozoru strukturami o takich właściwościach. Póki w nie nie wejrzymy bezspornie, nic empirycznie ne zostało dowiedzione w tej sprawie. > >>Proton to realna, niewirtualna cząsteczka. Da się rozbić na kwarki. Udowodniono to miliony razy.> >A w tej dyskusji ani razu.> Ale w akceleratorach tak. I to jest dowód, nie wodolejstwo i dyskusja jak dyskutuje się w dyskusji o dyskusji o dyskusji.Stwierdzene, że udowodniono to w akceleratorach nie jest jeszcze dowodem na to, że istotnie to udowodniono. > >Materia nie musi być wcale zbudowana na sposób atomowy.> A w jaki sposób? Cudowny?W jakikolwiek sposób. > >Problem w tym, że to co uznajemy za foton wygenerowany po przejściu elektronu na inną orbitę i po zmianie jego stanu energetycznego wcale nie musi być fotonem wysłanym z tego powodu, ale może to być jakąkolwiek inna jednostką energii wysłaną z tysięcy innych alternatywnych elementów materii.> Proces ten udowodniony jest przecież doswiadczalnie.Stwierdzenie, że proces ten został udowodniony doświadczalnie nie jest dowodem na to, że został udowodniony doświadczalnie. > >Nie wiemy jednak co wzbudzamy. Wiemy tylko, że to co wzbudzamy wydaje z siebie coś co określamy jako foton. Ale nie tylko atom może generować jednostki energetyczne po pobudzeniu. Hipotetyczny element materii o innej budowie może powodować dokładnie taką samą reakcję.> Nie potrzeba hipotetycznego elementu, skoro mamy faktyczny - elektron. I wiadomym jest, że może występować w różnych stanach energetycznych i przejscia przez nie są źródłem emisji swiatła.Nie, mamy jedynie coś co określamy jako elektron i co może nawet uwolnić się z cząsteczki, którą traktujemy jak atom. Ale nie wiemy nawet, czy owa cząsteczka jest częścią składową tego atomu, a nie jakimś rodzajem innej cząsteczki pasożyta, który może zagnieździć się w tej drugiej cząsteczce. > >>I to już jest "widzenie" atomu - bo Pan żąda jak najbardziej widzenia w sensie uderzania fotonów w pręciki i czopki pańskiej siatkówki.> >Przesada. Wcale tego nie żądam.> Czyli wstawione przeze mnie rysunki powinny starczyć. Jesli nie proszę okreslić jakie "zdjęcie atomu" by Pana usatysfakcjonowało.Zdjęcie, na którym bezspornie byłoby widać to co myśli się o atomie, protony, neutrony i wokół krążące elektrony o zawsze stałej liczbie dla każdego atomu, który nawet po ich "zgubieniu" dąży do uzupełnienia ich. Pokazywanie mi chmurek i kuleczek nie jest w żadnym wypadku dowodem na to. > >>Tak lubi Pan porównania. Nie słyszy Pan, że nietoperze wydają dźwięki, prawda? Dlatego do ich śledzenia używa się aparatu, który przetwarza ultradźwięki na dźwięki słyszalne. Tak samo używamy mikroskopu elektronowego aby dostrzec atomy.> >Ale nietoperze widzimy, atomów nie. Analogia nieadekwatna.> Proszę czytać uważniej - tu nie chodzi o nietoperze tylko dźwięki.Więc dźwięki są uchwytne co do swej natury, skali, częstotliwości, atomy zaś nie są uchwytne co do postulowanej struktury. > >>Póki bezpośrednio nie zobaczymy atomów> >>Nie zobaczymy. Oko ludzkie nie jest w stanie wykryć emisji pojedynczych fotonów. Tak jak bezpośrednio nie zobaczymy czap polarnych na Marsie, gdyż potrzebny jest do tego teleskop. J.W.> >Tym gorzej dla zwolenników tezy, że atomy istnieją. To nie jest tym gorzej dla mnie.> A jednak czapy polarne na Marsie istnieją.Szkoda tylko, że atomy nie są już tak łatwo widocznie jak Mars. > Potrzebne jest narzędzie - mikroskop elektronowy czy sił atomowych.? Coś chyba zostało zjedzone w tym zdaniu. > >Nie ma żadnej gwarancji, że z atomami nie będzie dokładnie tak samo jak z flogistonem. Za kilkaset lat lub wczesniej jakiś nawiedzony gość w kitlu znów coś sobie wyduma i obali wcześniejszy paradygmat, a racjonaliści będą znów tego łatwowiernie bronić, bez żadnych przekonujących dowodów na to, tylko dlatego, że taki będzie paradygmat w nauce. I kto tu jest zniewolony w swym dogmatyzmie, jak nie wy.> Ale z takim podejsciem Panie Janie nie ma teorii ani zjawiska do zaakceptowania.Właśnie, więc prawdziwy sceptyk nie uzna żadnej teorii, w tym naukowej, a nie tylko nie uzna bóstw, jak racjonaliści, którzy konsekwentnymi sceptykami nie są. Choć słyszałem już, że gdzieś tam zaczynają być tacy konsekwentni racjonaliści, którzy bardzo Naczelnego Racjonalisty wkurzają. Nie pasują do ideologicznej liniii - to jasne. > To jak to w końcu jest - nie wierzy Pan naprawdę w atomy (czy nawet w a-tomy), czy się Pan z nami droczy?  Chyba wierzę. Ale chyba z jakiegoś przyzwyczajenia, nie z powodu jakiegoś dowodu.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Marcin Klapczyński (3149 punktów) | > Nie widzę jednak nadal nigdzie na tych zdjęciach tego, co uważa się za atom.Atom oznacza niepodzielny. A na tych zdjęciach tak wygląda. Aby rozbić go na składowe potrzeba akceleratora i innych technik. > Zdjęcie, na którym bezspornie byłoby widać to co myśli się o atomie, protony, neutrony i wokół krążące elektrony o zawsze stałej liczbie dla każdego atomu, który nawet po ich "zgubieniu" dąży do uzupełnienia ich. Pokazywanie mi chmurek i kuleczek nie jest w żadnym wypadku dowodem na to.Protonów i neutronów nie da się zobaczyć dopóki nie zrobi im się krzywdy w akceleratorze. One nie emitują fotonów, dlatego ich rejestracja jest niemożliwa. Niech Pan nie żąda również fotografi uśmiechniętej kulki elektronu kręcącej się jak planeta wokół słońca. Zdaje sobie Pan zapewne sprawę że "orbita" elektronu to w rzeczywistości chmura rozkładu prawdopodobieństwa pozycji elektronu, ze względu na jego naturę. Obecność orbit i składowych części jądra potwierdzona została na różne sposoby - od prostych reakcji chemicznych poprzez rozpad radioaktywny izotopów niestabilnych aż do zjawiska fotoelektrycznego. > Stwierdzene, że udowodniono to w akceleratorach nie jest jeszcze dowodem na to, że istotnie to udowodniono.> Stwierdzenie, że proces ten został udowodniony doświadczalnie nie jest dowodem na to, że został udowodniony doświadczalnie.Dyskusja o dyskusji o dyskusji o dyskusji o dyskusji.... jestem naukowcem i lanie wody strasznie mnie irytuje. Podałem Panu informacje, jakie są mi dostępne i wyjaśniłem zagadnienie na tyle ile pozwala mi moja wiedza. Jeśli jest Pan zainteresowany dalszym zgłębianiem heretyckiego świata atomów, odsyłam do literatury fachowej. A na początek z popularnonaukowych pozycji gorąco polecam "Boską cząstkę" Leona Ledermana. Wydaje mi się, że bardzo by Pana zainteresowała, gdyż prowadzi bardzo ciekawie przez dzieje odkrywania a-tomu zaczynając od starożytności. > Właśnie, więc prawdziwy sceptyk nie uzna żadnej teorii, w tym naukowej,Chyba że poda mu się przekonywujące dowody. Do następnego starcia
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >>Nie widzę jednak nadal nigdzie na tych zdjęciach tego, co uważa się za atom. >Atom oznacza niepodzielny. A na tych zdjęciach tak wygląda. Aby rozbić go na składowe potrzeba akceleratora i innych technik.
Nie, wcale nie wiadomo, czy na tych zdjęciach jest atom. Co najwyżej jest tam coś, co wedle obowiązującego paradygmatu chce być uważane za atom.
>>Zdjęcie, na którym bezspornie byłoby widać to co myśli się o atomie, protony, neutrony i wokół krążące elektrony o zawsze stałej liczbie dla każdego atomu, który nawet po ich "zgubieniu" dąży do uzupełnienia ich. Pokazywanie mi chmurek i kuleczek nie jest w żadnym wypadku dowodem na to. >Protonów i neutronów nie da się zobaczyć dopóki nie zrobi im się krzywdy w akceleratorze. One nie emitują fotonów, dlatego ich rejestracja jest niemożliwa.
Tym gorzej dla zwolenników istnienia atomu, bo te elementy są właśnie jego nieodłączną składową.
>Obecność orbit i składowych części jądra potwierdzona została na różne sposoby - od prostych reakcji chemicznych poprzez rozpad radioaktywny izotopów niestabilnych aż do zjawiska fotoelektrycznego.
To, że ktoś powiedział, że została potwierdzona nie jest jeszcze dowodem na to, że została.
>>Stwierdzene, że udowodniono to w akceleratorach nie jest jeszcze dowodem na to, że istotnie to udowodniono. >>Stwierdzenie, że proces ten został udowodniony doświadczalnie nie jest dowodem na to, że został udowodniony doświadczalnie. >Dyskusja o dyskusji o dyskusji o dyskusji o dyskusji.... jestem naukowcem i lanie wody strasznie mnie irytuje.
Szkoda, bo tej dyskusji nie da się uniknąć. To dyskusja o fundamentach epistemologii. Nauka nie wykręci się od tego, przez zasłanianie się stwierdzenami o swej uczoności.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | |
| | | | | |  | | suvorov (82 punktów) | >>ale rówież zmierzyć spin składowych jądra, a nawet wykonać pomiar prędkosci przeskoku elektronu pomiedzy atomami! >Kiedy ostatnio to mierzyłeś? Po prostu ci powiedziano, że tak mozna zrobić, ale z tego jeszcze nic nie wynika.
Kiedy ostatnio byłes przy rozmnożeniu chleba? Po prostu powiedziano ci że ktoś kiedyś tak zrobił, ale z tego jeszcze nie wynika że tak było
>>Atomami i ich składowymi można bawic się jak klockami - rozłupywać je w zderzaczach, odsiewać antymaterię od materii w kolektorach antyprotonów, może i wkrótce poddawać fuzji w tokamakach. >Kiedy to robiłeś? Powiedziano ci jedynie, że ktoś tak zrobił, ale nigdy tego nie sprawdziłeś.
Kiedy ostatnio byłes przy wskrzeszeniu umarłego? Powiedziano ci jedynie, że ktoś tak zrobił, ale tego nigdy nie sprawdziłeś
Podziwu godny sceptycyzm...
lasciate ogni speranza
|
|
| | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | > Podziwu godny sceptycyzm...To można nazwać "sceptycyzm wybiórczy".
|
|
| | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >>>ale rówież zmierzyć spin składowych jądra, a nawet wykonać pomiar prędkosci przeskoku elektronu pomiedzy atomami! >>Kiedy ostatnio to mierzyłeś? Po prostu ci powiedziano, że tak mozna zrobić, ale z tego jeszcze nic nie wynika. >Kiedy ostatnio byłes przy rozmnożeniu chleba? >Po prostu powiedziano ci że ktoś kiedyś tak zrobił, >ale z tego jeszcze nie wynika że tak było
Błąd logiczny tu quoque. Brak dowodu na rozmnożenie chleba nie jest dowodem na istnienie atomów.
>>>Atomami i ich składowymi można bawic się jak klockami - rozłupywać je w zderzaczach, odsiewać antymaterię od materii w kolektorach antyprotonów, może i wkrótce poddawać fuzji w tokamakach. >>Kiedy to robiłeś? Powiedziano ci jedynie, że ktoś tak zrobił, ale nigdy tego nie sprawdziłeś. >Kiedy ostatnio byłes przy wskrzeszeniu umarłego? >Powiedziano ci jedynie, że ktoś tak zrobił, >ale tego nigdy nie sprawdziłeś
Dokładnie tak jak wyżej.
>Podziwu godny sceptycyzm...
A twierdziłem, że jestem aż takim sceptykiem? Ja jedynie obnażam brak konsekwentnego sceptycyzmu u racjonalistów. Żaden ptrawdziwy scpetyk nie uzna teorii atomistycznej za potwierdzalną.
|
|
| | | | | | | |  | | suvorov (82 punktów) | >Błąd logiczny tu quoque. Brak dowodu na rozmnożenie chleba nie jest dowodem na istnienie atomów.
Nie zamierzałem dowodzić istnienia atomów. To forum dyskusyjne a nie ciąg przekształceń matematycznych i uwagi mogą mieć "luźniejszy charakter".
> Żaden ptrawdziwy scpetyk nie uzna teorii atomistycznej za potwierdzalną.
Za to mistyk powinien ja uznać za prawdziwą w imię zasady "po owocach ich poznacie". Wielu fizyków i chemików uznających ją za prawdziwą dokonało wielu istotnych osiągnięć.
lasciate ogni speranza
|
|
| |  | | Celecrin (11895 punktów) | > Bardzo byś chciał, ale przykro mi. Atomu bowiem tak samo nie widziałeś, jak wierzący swe bóstwa.Nie widziałem atomu bezpośrednio, bo zobaczyć go się nie da. I co z tego? Nie zobaczę też, że Ziemia jest okrągła. W zasadzie wierzę, że jest. Jestem przekonany o tym. Wystarczy mi, że mógłbym polecieć w kosmos i zobaczyć. Otto Neurath wysunął postulat intersubjektywizmu, to znaczy budowania nauki empirycznej na fundamencie wyłącznie takich zdań, które wyrażają postrzeżenia wszystkim dostępne czyli publiczne. INTERSUBIEKTYWNOŚĆ (łac. inter - między; subiectivus - podmiotowy) - własność pewnych przedmiotów (np. wiedzy) polegająca na ich dostępności dla wielu podmiotów; charakter tych przedmiotów powstający w wyniku istnienia wspólnoty komunikujących się podmiotów; pojęcia opozycyjne: "monosubiektywny", "prywatny", "solipsystyczny". Intersubiektywność związana jest z dyskusją nad warunkami akceptowalności zdań naukowych, czyli to o czym w kółko nawijasz. Zdania naukowe nie tylko mają być weryfikowalne za pomocą jakiejś metody, ale metoda ta musi być zasadniczo dostępna dla wielu (kompetentnych w danej dziedzinie) podmiotów. Wiara moja ma konkretny fundament. Mogę udowodnić Ci istnienie atomów na wiele sposobów z palcem w nosie, jak się wyraziłeś. Wymagana jest jedynie: wiara w rzeczywistość, przyjęcie intersubiektywnośći, wiedza i rozum. Przyjęcie istnienia atomu wymaga WIEDZY. Wiara w Boga...wiary  > Wprowadzanie pozornych różnic do tych wiar, drugorzędnych i nieistotnych z punktu widzenia pierwszej i ogólniejszej definicji wiary, nic tu nie pomoże.Brakuje Schlastyku solidnego uzasadnienia! Brakuje intersubiektywnych argumentów, to są jedynie Twoje przekonania. Ułatwię Ci: Dlaczego różnice mają być nieistotne dla innych, a nie tylko dla Ciebie? Jednym słowem, dlaczego przyjęcie "na wiarę", iż samolot doleci, na podstawie życiowego doświadczenia, jest takim samym sądem (przepraszam, niewiele się różniącym)jak przyjęcie na wiarę, że mam anioła stróża? > Podświadomie zdajecie sobie sprawę i was to dręczy, skoro wciąż szukacie "uspokajacza" przez uporczywe wracanie do tego i samoprzekonywanie się, że tak nie jest.Po pierwsze. Ciebie coś Scholastyku dręczy podświadomie, skoro polemizujesz na Racjonaliście. Po drugie. Budowanie przez Ciebie scholastycznych elaboratów opiera się na pewnych założeniach. Rozmawiamy o tych, podstawowych dla dyskusji, założeniach. Regułą dla Ciebie jest niechlujstwo w stosowaniu języka, jeżeli uporczywie nie wyjaśnia się znaczenia słów i nie powraca się go głównego wątku dyskusji, po pewnym czasie brnie się po kolanach "w śmieciach".
Lacho calad, drego morn
|
|
| | |  | | Jan Lewandowski | > >Bardzo byś chciał, ale przykro mi. Atomu bowiem tak samo nie widziałeś, jak wierzący swe bóstwa.> Nie widziałem atomu bezpośrednio, bo zobaczyć go się nie da. I co z tego?To z tego, że nie wiadomo zatem, czy w ogóle istnieje. > Nie zobaczę też, że Ziemia jest okrągła. W zasadzie wierzę, że jest. Jestem przekonany o tym. Wystarczy mi, że mógłbym polecieć w kosmos i zobaczyć.Ale problem w tym, że nigdy nie poleciałeś, właśnie dlatego, że na ślepo w to wierzysz. W dyskusji nie liczy się to, co ktoś może zrobić, ale to co zrobił. > Otto Neurath wysunął postulat intersubjektywizmu, to znaczy budowania nauki empirycznej na fundamencie wyłącznie takich zdań, które wyrażają postrzeżenia wszystkim dostępne czyli publiczne.> INTERSUBIEKTYWNOŚĆ (łac. inter - między; subiectivus - podmiotowy) - własność pewnych przedmiotów (np. wiedzy) polegająca na ich dostępności dla wielu podmiotów; charakter tych przedmiotów powstający w wyniku istnienia wspólnoty komunikujących się podmiotów; pojęcia opozycyjne: "monosubiektywny", "prywatny", "solipsystyczny".> Intersubiektywność związana jest z dyskusją nad warunkami akceptowalności zdań naukowych, czyli to o czym w kółko nawijasz.> Zdania naukowe nie tylko mają być weryfikowalne za pomocą jakiejś metody, ale metoda ta musi być zasadniczo dostępna dla wielu (kompetentnych w danej dziedzinie) podmiotów.Nie jest. > Wiara moja ma konkretny fundament.Każdy uważa, że jego wiara ma konkretny fundament, więc co z tego. Operujesz na subiektywnych pojęciach. > Mogę udowodnić Ci istnienie atomów na wiele sposobów z palcem w nosie, jak się wyraziłeś. Wymagana jest jedynie: wiara w rzeczywistość, przyjęcie intersubiektywnośći, wiedza i rozum. Przyjęcie istnienia atomu wymaga WIEDZY. Wiara w Boga...wiary To sofistyczne sztuczki. Każdy sofista twierdzi, że jego oponent czegoś nie może zobaczyć, bo niczego nie rozumie. Ale przecież to można powiedzieć o każdej idiotycznej teorii, którą można bardzo łatwo dowolnie skomplikować. > >Wprowadzanie pozornych różnic do tych wiar, drugorzędnych i nieistotnych z punktu widzenia pierwszej i ogólniejszej definicji wiary, nic tu nie pomoże.> Brakuje Schlastyku solidnego uzasadnienia! Brakuje intersubiektywnych argumentów, to są jedynie Twoje przekonania.> Ułatwię Ci:> Dlaczego różnice mają być nieistotne dla innych, a nie tylko dla Ciebie?> Jednym słowem, dlaczego przyjęcie "na wiarę", iż samolot doleci, na podstawie życiowego doświadczenia, jest takim samym sądem (przepraszam, niewiele się różniącym)jak przyjęcie na wiarę, że mam anioła stróża?Od nowa ta sama mantra, ale wy jesteście zindoktrynowani, ja pierniczę. Nie, wasze przekonania światopoglądowe nie opierają się w żadnym miejscu na takiej prewności jak wiara w to, że samolot doleci do celu, zwłaszcza tam, gdzie konkurują z religią. Wychodziło to dziesiątki razy w dyskusjach na tym forum, nigdy nie jesteście w stanie dowieść przeciwnie. > >Podświadomie zdajecie sobie sprawę i was to dręczy, skoro wciąż szukacie "uspokajacza" przez uporczywe wracanie do tego i samoprzekonywanie się, że tak nie jest.> Po pierwsze.> Ciebie coś Scholastyku dręczy podświadomie, skoro polemizujesz na Racjonaliście.Ależ skąd, doskonale się bawię. Wy zaś macie misję.
|
|
| | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Z atomami jest tak, jak z językiem suahili. Nie umiesz go. Nie słyszałeś. Jeżeli napiszę, ależ istnieje: "Dżambo, Kiboko", znaczy "Witajcie hipopotamy". Odpowiesz, przecież to może znaczyć cokolwiek. W internecie napisali, ale to niesprawdzalne kłamstwa, itd.itd. Widzisz, problem tkwi w Tobie, nie we mnie. Wkracza intersubiektywność. Język suahili istnieje, jest dostępny dla wszystkich. Jest jeden problem, trzeba go się nauczyć. Dostępny jest dla specjalistów (ludzi stykających się z nim). Twierdzenie zatem, iż on nie istnieje jest brakiem wiedzy, nie roztropnością Scholastyku. Można, się go nauczyć. Twierdzenie, iż on istnieje, nie jest sofistyką, a wiarą opartą na rzeczywistości. [Mogę dać linka z kursem suahili  ] Wiedza o istnieniu atomów istnieje. Wiedza jak odkryto atomy. Czym są i jakie mają właściwości. Trzeba się tego nauczyć. Potrzeba odrobiny wiary w rzeczywistość i chęci do nauki. Cieszę się, że się dobrze bawisz. Ja też. Scholastyku zaprawdę powiadam Ci, rozmowy z Tobą są inspirujące.
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | |  | | Jan Lewandowski | > Z atomami jest tak, jak z językiem suahili.> Nie umiesz go.> Nie słyszałeś.> Jeżeli napiszę, ależ istnieje: "Dżambo, Kiboko", znaczy "Witajcie hipopotamy".> Odpowiesz, przecież to może znaczyć cokolwiek. W internecie napisali, ale to niesprawdzalne kłamstwa, itd.itd.> Widzisz, problem tkwi w Tobie, nie we mnie.> Wkracza intersubiektywność.> Język suahili istnieje, jest dostępny dla wszystkich. Jest jeden problem, trzeba go się nauczyć. Dostępny jest dla specjalistów (ludzi stykających się z nim).> Twierdzenie zatem, iż on nie istnieje jest brakiem wiedzy, nie roztropnością Scholastyku.> Można, się go nauczyć.> Twierdzenie, iż on istnieje, nie jest sofistyką, a wiarą opartą na rzeczywistości. [Mogę dać linka z kursem suahili ]Fałszywa analogia. Język suahilli słychać, atomów nie widać. > Wiedza o istnieniu atomów istnieje. Wiedza jak odkryto atomy. Czym są i jakie mają właściwości. Trzeba się tego nauczyć.Istnieje wszystko, wiedza o atomach, ale nie wiadomo, czy istnieją same atomy. To dopiero heca.
|
|
| | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | > Fałszywa analogia. Język suahilli słychać, atomów nie widać.Nagle racjonalna uwaga? A skąd wiesz, że to suahili, może to przypomina tylko suahili? > Istnieje wszystko, wiedza o atomach, ale nie wiadomo, czy istnieją same atomy. To dopiero heca.Będzie i o tym 
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | > Fałszywa analogia. Język suahilli słychać, atomów nie widać.
Gdzie słychać? Nigdy nie słyszałem. Tak samo słychać jak atomy widać - obserwacja słuchowa języka suahili jest dostępna małemu gronu osób - pewnie mniejszemu niż obserwacja wzrokowa (pośrednia) atomów.
P.S. jeśli język suahili idzie przez głośniki to są to podobne dowody na jego istnienie jak zdjęcia atomów.
> Istnieje wszystko, wiedza o atomach, ale nie wiadomo, czy istnieją same atomy. To dopiero heca.
Wiadomo, wiadomo.
Na czym polega obserwacja? Obserwacja najczęściej polega na tym, że w coś uderza się pewną ilością mniejszego czegoś i obserwuje się pędy i rozkład przestrzenny tego co wraca. Jeśli coś, czym "rzucamy" jest mniejsze niż obserwowany obiekt, to można ten obiekt z pewną dokładnością opisać. Oczy tak obserwują dzięki światłu (i też nie idealnie dokładnie - by stwierdzić istnienie drzewa nie trzeba widzieć mikroskopijnych komórek oraz cząstek np. DNA itd. gólym okiem). Mikroskop elektronowy - dzięki elektronom (przy czym obraz jest przetwarzany na "fotonowy" - mikroskop jest pośredni).
|
|
| | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >> Fałszywa analogia. Język suahilli słychać, atomów nie widać. >Gdzie słychać? >Nigdy nie słyszałem. >Tak samo słychać jak atomy widać - obserwacja słuchowa języka suahili jest dostępna małemu gronu osób - pewnie mniejszemu niż obserwacja wzrokowa (pośrednia) atomów. >P.S. jeśli język suahili idzie przez głośniki to są to podobne dowody na jego istnienie jak zdjęcia atomów.
No ale co z tego. Nic. Nawet jak analogia jest poprawna, to sama w sobie dopwodem na nic być nie może.
>> Istnieje wszystko, wiedza o atomach, ale nie wiadomo, czy istnieją same atomy. To dopiero heca. >Wiadomo, wiadomo.
Bezpodstawnie jak widać.
>Na czym polega obserwacja? >Obserwacja najczęściej polega na tym, że w coś uderza się pewną ilością mniejszego czegoś i obserwuje się pędy i rozkład przestrzenny tego co wraca. Jeśli coś, czym "rzucamy" jest mniejsze niż obserwowany obiekt, to można ten obiekt z pewną dokładnością opisać. >Oczy tak obserwują dzięki światłu (i też nie idealnie dokładnie - by stwierdzić istnienie drzewa nie trzeba widzieć mikroskopijnych komórek oraz cząstek np. DNA itd. gólym okiem). >Mikroskop elektronowy - dzięki elektronom (przy czym obraz jest przetwarzany na "fotonowy" - mikroskop jest pośredni).
Zgrabny wywód, ale jak zwykle nic empirycznie nie uzasadnia. Mnóstwo pustych słów.
|
|
| | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | >No ale co z tego. Nic. Nawet jak analogia jest poprawna, to sama w sobie dopwodem na nic być nie może. Twoje sądy zatem nie są żadnym argumentem.
Wywód Volratha uzasadnia widzenie atomów tak jak Ty widzisz drzewa. (Kiedy brakuje Ci argumentu, używasz różnych odmian słowa "pusty")
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | |  | J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | > Istnieje wszystko, wiedza o atomach, ale nie wiadomo, czy istnieją same atomy. To dopiero heca.Nooo  Istnieje wiedza o Bogu... Istnieją posty Jana Lewandowskiego, ale czy on istnieje??? Wątpliwe...
|
|
| | | | | |  | | HRTEM (262 punktów) | > Fałszywa analogia. Język suahilli słychać, atomów nie widać.> Istnieje wszystko, wiedza o atomach, ale nie wiadomo, czy istnieją same atomy. To dopiero heca.Jesteś pan żałosny. Atomy widać. w i d a ć! Nie trzeba w nie wierzyć lub nie. Widuję je nie w snach czy objawieniach, lecz przy użyciu mikroskopu transmisyjnego elektronowego wysokiej rozdzielczości. Wpisz pan sobie w przeglądarkę mojego nicka (to jest właśnie skrót w/w)i poczytaj na ten temat, zamiast bredzić głupoty. Poniżej załączam fotografię z pracy Michel JABOYEDOFF, Bernard KÜBLER, Pierre STADELMANN, et Philippe THÉLIN. An attempt to correlate HRTEM and XRD determination of coherent scattering domain size of illite-smectite interstratification using illite crystallinity. Bull. Soc. Vaud. Sc. Nat. 87.4: 305-319.  HRTEM jest standardową techniką obserwacji zmian w nannomateriałach. Są dużo lepsze fotografie, ale akurat tę mam pod ręką. Te linie to grupy atomów, a świecace drobne kulki w ich obrębie - to poszczególne atomy. Wystarczy?
|
|
| | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >>Fałszywa analogia. Język suahilli słychać, atomów nie widać. >>Istnieje wszystko, wiedza o atomach, ale nie wiadomo, czy istnieją same atomy. To dopiero heca. >Jesteś pan żałosny. Atomy widać. w i d a ć!
Racjonaliści "widzą" wiele urojonych przez siebie rzeczy. Mają bardzo bogatą wyobraźnię.
>Nie trzeba w nie wierzyć lub nie. Widuję je nie w snach czy objawieniach, lecz przy użyciu mikroskopu transmisyjnego elektronowego wysokiej rozdzielczości. Wpisz pan sobie w przeglądarkę mojego nicka (to jest właśnie skrót w/w)i poczytaj na ten temat, zamiast bredzić głupoty. >Poniżej załączam fotografię z pracy >Michel JABOYEDOFF, Bernard KÜBLER, Pierre STADELMANN, et Philippe THÉLIN. An attempt to correlate HRTEM and XRD determination of coherent scattering domain size of illite-smectite interstratification using illite crystallinity. Bull. Soc. Vaud. Sc. Nat. 87.4: 305-319. [....]
>HRTEM jest standardową techniką obserwacji zmian w nannomateriałach. Są dużo lepsze fotografie, ale akurat tę mam pod ręką. Te linie to grupy atomów, a świecace drobne kulki w ich obrębie - to poszczególne atomy. Wystarczy?
Nie widzę tam nawet śladu tego co uważa sę za atom. To może co najwyżej dowodzić istnienia brudu, a jak ktoś chce to może mrówek, lub pcheł. Co się komu podoba. Trzeba mieć w sobie wiele racjonalistycznej wiary aby dopatrzeć się tam akurat atomu. Powtórzę już to co pisałem: Nie widzę nadal nigdzie na tych zdjęciach tego, co uważa się za atom. Te małe cząsteczki, jakie widać na każdym z tych zdjęć atomami być nie muszą. Jest pewne, że materia składa się z jakichś mniejszych elementów, cząsteczek, może nawet kulistych. Ale to wcale nie muszą być atomy, po prostu mogą to być niezbadane wciąż jeszcze co do istoty swej budowy jakieś cząsteczki.
|
|
| | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) |
> Nie widzę tam nawet śladu tego co uważa sę za atom.Zdanie źle sformułowane. Jest twierdzące, a przecież nie masz naukowych dowodów na potwierdzenie swoich słów. Zresztą już udowodniłem, że nie wiesz nawet o czym piszesz. > Trzeba mieć w sobie wiele racjonalistycznej wiary aby dopatrzeć się tam akurat atomu.Trzeba mieć wiedzę. Zdjęcia nie są dowodem bezpośrednim na istnienie atomów. Istnienie atomów omawialiśmy bez pomocy zdjęć. Nie moja wina, że trzeba Ci tłumaczyć jak dziecku. Wiedza o istnieniu atomów, plus wiedza o ich rozmiarach, jest punktem wyjścia do oglądania obrazków przez naukowców. Nie obrazek jest dowodem, ale to, że potwierdza coś czego spodziewali sie zobaczyć. > Jest pewne, że materia składa się z jakichś mniejszych elementów, cząsteczek, może nawet kulistych. Ale to wcale nie muszą być atomy, po prostu mogą to być niezbadane wciąż jeszcze co do istoty swej budowy jakieś cząsteczki.Muszą to być atomy. Jeżeli jest pewne, że materia składa się z małych cząsteczek to muszą to być atomy. Budowa Scholastyku nie ma tu znaczenia! KROK PIERWSZY Woda składa się z cząsteczek. JEST TO PEWNE. KROK DRUGI Pytanie: Czy te cząsteczki są najmniejsze chemicznie? NIE. Otrzymujemy z niej tlen i wodór. KROK TRZECI Pytanie: Czy cząsteczki tlenu i wodoru są najmniejsze chemicznie? TAK. Nie potrafimy rozłożyć tlenu na mniejsze części. Cząsteczki tlenu zatem są najmniejsze chemicznie. Są atomami. END Jedyne co możemy zrobić to otrzymać INNY pierwiastek. Zrobił to naukowiec, który nazywał się Ernest Rutherford. Spełnił on marzenie alchemików i przemienił azot w tlen. * * * Posłowie Nazwa "atom" została nadana swobodnie przez jakiegoś gościa. To mogła być dowolna nazwa. Okazało się, że "atom", o którym myślał Dalton i wszyscy chemicy jest niezniszczalny tylko chemicznie. Na tej podstawie ustalono definicję atomu. Atomy są powtarzalne. Wręcz irracjonalnie powtarzalne z dokładnością, którą trudno sobie wyobrazić. Trudno się też pomylić  Miał racje outsider, że można ginąć szybko i bezboleśnie jak Hood lub długo i w mękach jak Bismarck  Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | > >Nie widzę tam nawet śladu tego co uważa sę za atom.> Zdanie źle sformułowane. Jest twierdzące, a przecież nie masz naukowych dowodów na potwierdzenie swoich słów.Chyba cię już do końca porąbało. Moje zdanie nie jest twierdzące, tylko co najwyżej oznajmujące, a w gruncie rzeczy zaprzeczające. To tak jak ja pokazałbym ci niewyraźne zdjęcie lasu, wmawiając ci, że w miejscu jakiejś czarnej plamy jest obiekt fehfejvhfvjvjeve, ty byś zaś powiedział, że tam nie ma takiego obiektu, bo go nie widzisz. Następnie ja bym powiedział, że "Zdanie źle sformułowane. Jest twierdzące, a przecież nie masz naukowych dowodów na potwierdzenie swoich słów". To byłby absurd. Gonisz już w piętkę. > Zresztą już udowodniłem, że nie wiesz nawet o czym piszesz.Jeśli to są takie "dowody" jak ta sofistyczna akrobacja piętro wyżej, to super. > >Trzeba mieć w sobie wiele racjonalistycznej wiary aby dopatrzeć się tam akurat atomu.> Trzeba mieć wiedzę.> Zdjęcia nie są dowodem bezpośrednim na istnienie atomów. Istnienie atomów omawialiśmy bez pomocy zdjęć. Nie moja wina, że trzeba Ci tłumaczyć jak dziecku. Wiedza o istnieniu atomów, plus wiedza o ich rozmiarach, jest punktem wyjścia do oglądania obrazków przez naukowców.Jeśli tak, to w ten sposób można postulować istnienie każdego innego niesprawdzalnego obiektu i bez dowodów bronić jego istnienia. > Nie obrazek jest dowodem, ale to, że potwierdza coś czego spodziewali sie zobaczyć.Jest mało prawdopodobne, że natura dopasowuje się w swej ontologii akurat wedle życzenia. To tak jakby twierdzić, że każda liczba jaką pomyślę będzie akurat np. wygraną w totka. Rozumowanie jakie przedstawiasz jest błędnym kołem i tautologią, ponieważ potwierdza się coś co się uprzednio zakłada. > >Jest pewne, że materia składa się z jakichś mniejszych elementów, cząsteczek, może nawet kulistych. Ale to wcale nie muszą być atomy, po prostu mogą to być niezbadane wciąż jeszcze co do istoty swej budowy jakieś cząsteczki.> Muszą to być atomy. Jeżeli jest pewne, że materia składa się z małych cząsteczek to muszą to być atomy. Budowa Scholastyku nie ma tu znaczenia!"Muszą" to być atomy. Cóż za "uzasadnienie". Naprawdę jestem pod wrażeniem tego "dowodu". Ciekawe co byś powiedział, gdyby ktoś napisał np.: "Bóg musi istnieć". To by ci wystarczyło? Nie, zażądałbyś dowodu. W przypadku atomu zupełnie jednak odstępujesz od tego postępowania, ograniczasz się do: "naukowcy powiedzieli, że coś jest faktem, a więc musi to być faktem i to mi wystarczy". Jesteś więc bardzo niekonsekwentny w weryfikowaniu rzeczywistości. > KROK PIERWSZY> Woda składa się z cząsteczek. JEST TO PEWNE.> KROK DRUGI> Pytanie: Czy te cząsteczki są najmniejsze chemicznie? NIE.> Otrzymujemy z niej tlen i wodór.> KROK TRZECI> Pytanie: Czy cząsteczki tlenu i wodoru są najmniejsze chemicznie? TAK.> Nie potrafimy rozłożyć tlenu na mniejsze części. Cząsteczki tlenu zatem są najmniejsze chemicznie. Są atomami.Non sequitur. Coś co się podzieliło może być np. xndjhcfvhfrhvflv, nie posiadać orbit, nie posiadać neutronu, protonu, elektronów, poziomów energetycznych. A mimo to może dawać nam coś co rozumiemy jako wodór i tlen. Twoje rozumowanie jest bardzo nieprecyzyjne i wcale nie wynika z niego w tym miejscu istnienie akurat atomów jako składników tego co się podzieliło. Przyjmujesz tak tylko dlatego, że wierzysz w obowiązujący paradygmat, bo ktoś ci powiedział, że jest właśnie tak a nie inaczej w tym wypadku. > END> Jedyne co możemy zrobić to otrzymać INNY pierwiastek.> Zrobił to naukowiec, który nazywał się Ernest Rutherford. Spełnił on marzenie alchemików i przemienił azot w tlen.> * * *j.w. > Posłowie> Nazwa "atom" została nadana swobodnie przez jakiegoś gościa.> To mogła być dowolna nazwa.Ale nie o nazwę tu chodzi, tylko o to, że pod pojęciem atomu rozumiemy właśnie to a nie coś innego. > Miał racje outsider, że można ginąć szybko i bezboleśnie jak Hood lub długo i w mękach jak Bismarck Idealny opis dogorywania waszej niepotwierdzonej argumentacji.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | > Chyba cię już do końca porąbało.Scholastyczna kloaka. Jak mogę to inaczej nazwać? Chrześcijańska miłość? > Zresztą już udowodniłem, że nie wiesz nawet o czym piszesz.> Jeśli to są takie "dowody" jak ta sofistyczna akrobacja piętro wyżej, to super.Nie rozróżniasz molekuły od cząstki, atomu od, na przykład, elektronu. Nie wiesz o czym piszesz. Nie masz podstawowych wiadomośći z chemii znanych uczniom z gimnazjum. Swoją "wiedzą" chętnie się dzieliłeś z nami w poprzednich wypocinach. * * * Na początku apologeto twierdziłeś, że atomy są nieobserwowalne. Twierdziłeś, że ich istnienia nie można udowodnić. Pisałeś, że nie ma dowodu na to, że materia jest nieciągła. Wszystko jest napisane. Nigdzie nie mówiliśmy o budowie atomu. Nigdy nie doszliśmy do tej wiedzy, bo nie było potrzeby. By udowodnić Ci, że bełkoczesz bzudy, wystarczyło to na czym skończyliśmy posty, na które nie odpowiedziałeś. W definicji atomu, mistrzu logiki, nie ma słowa o jego budowe. Gdyby było, miałbyś może powody by wstawiać swoje dalsze elaboraty. Atom (z gr. atomos, niepodzielny) - najmniejszy, niepodzielny metodami chemicznymi składnik materii. Wróćmy do logiki apologetycznej, popartej solidną wiedzą  > Coś co się podzieliło może być np. xndjhcfvhfrhvflv, nie posiadać orbit...Atomem nazywamy "xndjhcfvhfrhvflv" ponieważ jest niezniszczalny chemicznie. Przyjęto tą nazwę zanim zaczęto badać jego budowę. Wiadomo po prostu, że pewnych drobin materii nie da się uszkodzić chemicznie. Atomy są podstawowym elementami budującymi materię w chemii, nie zmieniają się w reakcjach chemicznych. Atomy są najmniejszymi cząstkami rozróżnianymi metodami chemicznymi. Takich wniosków właśnie się domagałeś wcześniej, prawda? Ech Jaśko... Atom jest punktem wyjścia, nie jego...orbity.  Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | > >Chyba cię już do końca porąbało.> Scholastyczna kloaka. Jak mogę to inaczej nazwać? Chrześcijańska miłość?> >Zresztą już udowodniłem, że nie wiesz nawet o czym piszesz.> >Jeśli to są takie "dowody" jak ta sofistyczna akrobacja piętro wyżej, to super.> Nie rozróżniasz molekuły od cząstki,Drugorzędna nieistotna definicyjna kwestia, bez wpływu na meritum tego sporu. Po prostu z braku argumentów zasłaniacie się i spychacie dyskusję na takie oboczne ad personalne tematy. > atomu od, na przykład, elektronu.Kłamstwo. Nigdzie nie było tu takiej sytuacji. Po prostu zmyślasz. > Nie wiesz o czym piszesz. Nie masz podstawowych wiadomośći z chemii znanych uczniom z gimnazjum. Swoją "wiedzą" chętnie się dzieliłeś z nami w poprzednich wypocinach.Argumentum ad personam desperata, któremu nie pozostało w dyskusji nic innego. > * * *> Na początku apologeto twierdziłeś, że atomy są nieobserwowalne.> Twierdziłeś, że ich istnienia nie można udowodnić. Pisałeś, że nie ma dowodu na to, że materia jest nieciągła.> Wszystko jest napisane.I to prawda, bo nic takiego nie udowodniliście. > Nigdzie nie mówiliśmy o budowie atomu. Nigdy nie doszliśmy do tej wiedzy, bo nie było potrzeby. By udowodnić Ci, że bełkoczesz bzudy, wystarczyło to na czym skończyliśmy posty, na które nie odpowiedziałeś.Nie będę odpowiadał na posty, gdzie jest wodolejstwo i pisanie zupełnie nie na temat. To, że w jakimś miejscu piszesz ostatni nie oznacza, że masz rację, ale wręcz, że się zgubiłeś. > W definicji atomu, mistrzu logiki, nie ma słowa o jego budowe.Zmyślasz ateuszu i stosujesz już absurdalne uniki w dyskusji, ale założmy, że tak jest. Jeśli tak, to tym gorzej, bo tym bardziej okazuje się, że nie wiemy czym jest atom. Stwierdzenie, że jest tylko najmniejszą cząsteczką jest nic nie wnoszącym banałem. Jest to równie tautologicznie jak stwierdzenie, że najmniejsze jabłko jest najmniejszym jabłkiem. > Gdyby było, miałbyś może powody by wstawiać swoje dalsze elaboraty.> Atom (z gr. atomos, niepodzielny) - najmniejszy, niepodzielny metodami chemicznymi składnik materii.> Wróćmy do logiki apologetycznej, popartej solidną wiedzą > >Coś co się podzieliło może być np. xndjhcfvhfrhvflv, nie posiadać orbit...> Atomem nazywamy "xndjhcfvhfrhvflv" ponieważ jest niezniszczalny chemicznie. Przyjęto tą nazwę zanim zaczęto badać jego budowę.> Wiadomo po prostu, że pewnych drobin materii nie da się uszkodzić chemicznie. Atomy są podstawowym elementami budującymi materię w chemii, nie zmieniają się w reakcjach chemicznych. Atomy są najmniejszymi cząstkami rozróżnianymi metodami chemicznymi.Jak wyżej. > Takich wniosków właśnie się domagałeś wcześniej, prawda?To puste androny pozbawione jakichkolwiek konkretów. Wycofanie się na stracone pozycje tak się właśnie kończy.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Ech, Jasiu...
Miałem już nadzieję, że S/S "Jan Lewandowski" zatonie jak "Titanic" - z orkiestrą grającą żałobne pienia, w pewnym takim skupieniu. Nie potrafisz - niestety, zbyt długo jesteś kataryniarzem, by uszanować powagę końca swojego własnego mitu.
Płyń więc długo i radośnie po Mare Trinitarianum i Mare Apologetum - i daj spokój atomom: wiesz, ja jestem cholernie cierpliwy...
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | >>Nie rozróżniasz molekuły od cząstki, atomu od, na przykład, elektronu. Nie wiesz o czym piszesz. >Drugorzędna nieistotna definicyjna kwestia, bez wpływu na meritum tego sporu. Nie prawda. >Kłamstwo. Nigdzie nie było tu takiej sytuacji. Po prostu zmyślasz. Zobaczymy. Scholastyk: Tylko wtedy jest to "logiczne i proste", jak się przyjmie, że atom musi być najmniejszą cząstką materii. (Wikipedia) Elektron, negaton - trwała cząstka elementarna będąca jednym z elementów atomu. Elektron jest jedną z najmniejszych cząstek. Cząstką elementarną. W fizyce pojęcie cząstka elementarna oznacza cząstki, będące podstawowym budulcem, czyli nie posiadające wewnętrznej struktury. Z cząstek elementarnych zbudowane są wszystkie inne cząstki. Kłamstwo? Atom jest najmniejszą cząstką pierwiastka, nie materii. Kłamiesz więc TY. Scholastyk: >Klocki, które tworzą najmniejszą część materii są nierozpoznanymi do końca molekułami, które mają cechy jakie czasem przypisuje się atomom, ale nie są w istocie atomami. (Wikipedia)Cząstka - w tradycyjnym znaczeniu, to każdy fragment materii, który ma kształt mniej lub bardziej zbliżony do sfery i jest na tyle mały, że nie można go zobaczyć gołym okiem. (Wikipedia)Molekuła to inaczej CZĄSTECZKA - zgodnie z aktualną definicją IUPAC to obojętna elektrycznie grupa atomów trwale ze sobą połączonych wiązaniami chemicznymi. Jak widzisz zarówno cząstka i cząsteczka może być podzielna chemicznie, atom NIE. (Wikipedia)Atomy - najmniejsze cząstki, na które da się podzielić materię za pomocą reakcji chemicznych. CANNIZZARO ściśle rozgraniczył pojęcia: atomu, równoważnika chemicznego i molekuły, już ponad 200 lat temu. Scholastyk: >To jest zrozumiałe samo przez się, nie będę z siebie robił błazna i tłumaczył rzeczy jasnych jak słońce. Stosujesz sofistyczne tricki, które mają na celu wciągnąć dyskutanta w wyjaśnianie rzeczy oczywistych, co by tylko nie skoncentrować się na meritum. I kto to mówi? Ja Ci musze tłumaczyć sprawy jasne jak Słońce, ale nie robię z siebie błazna. Nie umiesz przyjąć pojęcia atomu, to wiedza szkoły podstawowej. A bełkot o budowie a., to jest właśnie unik. > Zmyślasz ateuszu i stosujesz już absurdalne uniki w dyskusji, ale załóżmy, że tak jest. Jeśli tak, to tym gorzej, bo tym bardziej okazuje się, że nie wiemy czym jest atom. Stwierdzenie, że jest tylko najmniejszą cząsteczką jest nic nie wnoszącym banałem. Jest to równie tautologicznie jak stwierdzenie, że najmniejsze jabłko jest najmniejszym jabłkiem. Co za bzdura! Scholastyczna logika. Błee che, che che. DOBRA. Jabłko powiadasz? O.K. Newtona ruszyło, może Ciebie ruszy. Zamiana atomu na jabłko... Jabłko to ilość pierwiastka. Najmniejsze jabłko to najmniejsza ilość pierwiastka. NIEPODZIELNA czyli NIEZNISZCZALNA (chemicznie). I po co Ci do tego pestki? Atom jest najmniejszą cząstką tlenu zachowującą jego właściwości.. To najmniejsza cząstka pierwiastka, niezniszczalna chemicznie. Nadano im taką nazwę ponieważ taką właściwość zaobserwowano. Reakcje chemiczne były odwracalne, na przykład woda---tlen+wodór----woda. Sprawdzano to setki razy, badając masę i objętość. Kiedy udowodniono, że materia składa się z "pewnych cząstek", myślano, że są one całkowicie niezniszczalne i nadano im nazwę atom. Po prostu TLEN składa się z "cząstek" niezniszczalnych chemicznie, którym nadaje się nazwę, atom. Atom tlenu czyli najmniejsza część tlenu niepodzielna chemicznie. I do czego Ci elektrony? Większość Twoich argumentów to metafizyka. Na przykład pojęcie "struktura nie atomowa", czy "atom to nie atom ale inna molekuła" (sorry to idiotyzm). My nie rozmawiamy o metafizyce. Jeżeli udowodnisz mi, że umiesz tlen zniszczyć chemicznie, poddam się. W przeciwnym przypadku, swoją mądrością owce idź paść Pyszałku, zanim znów zasugerujesz mi chorobę psychiczną, albo urazisz kogoś na Forum swoim, czasem wręcz, rynsztokowym językiem.
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >Kłamstwo? Atom jest najmniejszą cząstką pierwiastka, nie materii. >Kłamiesz więc TY.
"Kłamię", bo wyszlo na to, że wedle twoich definicji z wikipedii nie odróżniam atomu od elektronu, a nie, że nie odróżniam atomu od elektronu w ogóle Odpuść sobie spychanie tej kwestii na drugorzędne kwestie definicyjne (często sporne) z braku argumentów na istnienie atomu, bo jest to już nudne.
>Po prostu TLEN składa się z "cząstek" niezniszczalnych chemicznie, którym nadaje się nazwę, atom. Atom tlenu czyli najmniejsza część tlenu niepodzielna chemicznie. I do czego Ci elektrony?
Mi do niczego. Ale mówią o nich fizycy, mówią też o protonach i neutronach w atomie, a więc aby udowodnić jego istnienie należy pokazać obiekt o strukturze zawierającej takie a nie inne elementy. Nie jesteś w stanie tego zrobić a więc poległeś w tej dyskusji. I dlatego na zasadzie zasłony dymnej sprowadzasz tę dysusję już tylko na drugorzędne kwestie definicyjne, co by zasłonić brak dowodów w swej argumentacji.
>Większość Twoich argumentów to metafizyka. Na przykład pojęcie "struktura nie atomowa", czy "atom to nie atom ale inna molekuła" (sorry to idiotyzm). My nie rozmawiamy o metafizyce.
Właśnie. Rozmawiamy o fizyce. Twoje stwierdzenia, że tylko atom z nazwy a więc cokolwiek w zasadzie, i nie powinnismy wnikać w jego strukturę są jedną wielką kapitulacją wynikającą z tego, że nie byłeś w stanie udowodnić istnienia takiej struktury. Wycofałeś się na pozycje, które zamiast ratować twoją argumentację pogrążyły ją tylko, bo dowodów jak nie miałeś, tak i teraz ich tym bardziej nie masz.
>Jeżeli udowodnisz mi, że umiesz tlen zniszczyć chemicznie, poddam się.
Tutaj to ty masz dowodzić, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | > "Kłamię", bo wyszlo na to, że wedle twoich definicji z >wikipedii nie odróżniam atomu od elektronu, a nie, że nie >odróżniam atomu od elektronu w ogóle Odpuść sobie spychanie >tej kwestii na drugorzędne kwestie definicyjne (często sporne) >z braku argumentów na istnienie atomu, bo jest to już nudne.W takiej rozmowie jak nasza, bez wzorów matematycznych, zostają definicje. Języka matematyki nie wchłoniesz, stosuj więc jasne definicje. Jezeli poruszasz tematykę związaną z daną dziedziną musisz przyjąć stosowne definicje. Wiki nie ma nic do rzeczy, nie ściemniaj  > Mi do niczego. Ale mówią o nich fizycy, mówią też o protonach >i neutronach w atomie, a więc aby udowodnić jego istnienie >należy pokazać obiekt o strukturze zawierającej takie a nie >inne elementy. Nie jesteś w stanie tego zrobić a więc poległeś >w tej dyskusji.Nikt, kto ma głowę na karku i czytał Twój post, nie zgodzi się z Tobą. Po pierwsze, definicja atomu nawet z PWN jest zbliżona do tego co pisałem wielokrotnie. Atom w swej istocie jest najmniejszą częścią pierwiastka i koniec. Wiedza o jego budowie jest inną kwestią. Przecież to proste, widząc samochód po raz pierwszy i po objaśnieniu do czego służy, rozpoznasz każdy następny, bez zaglądania pod maskę. Elektrony i protony nie są potrzebne by udowodnić istnienie atomu. Są jego składnikiem  Po drugie zaczęliśmy tę dyskusję od zastanawiania się czy materia jest, w ogóle ciągła czy nie. Ja idę tym tropem, konsekwentnie. > My nie rozmawiamy o metafizyce.Właśnie o fizyce i chemii, a Twoje argumenty są jedynie metafizyczne. Poucz się może trochę chemii i fizyki z książek do podstawówki. > Wycofałeś się na pozycje, które zamiast ratować twoją >argumentację pogrążyły ją tylko, bo dowodów jak nie miałeś, >tak i teraz ich tym bardziej nie masz.Dno. * * * W historii nauki można wyróżnić trzy monenty znaczące dla "atomu". Pierwszy to oficjalna hipoteza o jego istnieniu. John Dalton 1808. Drugi krok wykonano dzięki kilku ludziom w tym Einsteina i Polaka, Mariana Smoluchowskiego. Chodzi o ruchy Browna. Ruchy Browna odgrywają taką rolę, że stały się przyczynkiem ostatecznego dowodu istnienia atomów. Okazało się, że nie można ich (ruchów Browna) wyjaśnić przyjmując ciągłą budowę materii (początki naszej dyskusji). Ich matematyczny opis stworzyli właśnie, niezależnie Albert Einstein (w 1905 roku) i Marian Smoluchowski, udało się dzięki temu i dzięki pomiarom ruchliwości cząstek w zjawisku Ruchów Browna, po raz pierwszy okreslić masę atomów (!) oraz ich rozmiary (!) i intensywność ruchu cieplnego. Dopiero krok trzeci to uszczegółowianie budowy atomu. Dzięki naturalnemu promieniowaniu, odkryto jądo atomu. Określono jego ładunek i udowodniono, że jest znacznie mniejsze od atomu. Tak więc dowód na atom był wcześniej niż dzisiejsa wiedza o jego budowie. Obecny model budowy atomu (kwantowy) powstał chyba dopiero w latach 60-tych. > >Jeżeli udowodnisz mi, że umiesz tlen zniszczyć chemicznie, poddam się.> Tutaj to ty masz dowodzić, nie ja.Jeżeli chcesz coś znaczyć w dyskusji Scholastyku to dowodzić swoich racji w jakiś sposób musisz. Sam bełkot jest ślepą uliczką. Tlenu zniszczyć chemicznie nie da się, więc rację mam ja. Możesz natomiast próbować obalić to twierdzenie.
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >Elektrony i protony nie są potrzebne by udowodnić istnienie atomu. Są jego składnikiem  A więc aby udowodnić istnienie właśnie atomu, należy udowodnić istnienie struktury składającej się właśnie z takich a nie innych składników (nie byłeś w stanie tego zrobić). Inaczej mówi się o wszystkim, czyli o niczym, leje się wodę. I ty to robisz tu non stop. > Po drugie zaczęliśmy tę dyskusję od zastanawiania się czy materia jest, w ogóle ciągła czy nie. Ja idę tym tropem, konsekwentnie.Konsekwentnie ściemiasz jednym słowem, bo to, czy budowa materii jest ciagła, czy nie, nie dowodzi jeszcze istnienia akurat atomów. > >My nie rozmawiamy o metafizyce.> Właśnie o fizyce i chemii, a Twoje argumenty są jedynie metafizyczne. Poucz się może trochę chemii i fizyki z książek do podstawówki.Pustosłowie ad hominem. Przedstaw ateuszu wreszcie dowody (proszę o to od 3 tygodni)na istnienie obiektu o jakim bredzisz, bo jak dotąd dajesz jedynie swe naiwne wyznania wiary, które mnie nie interesują. > >Wycofałeś się na pozycje, które zamiast ratować twoją >argumentację pogrążyły ją tylko, bo dowodów jak nie miałeś, >tak i teraz ich tym bardziej nie masz.> Dno.Kapitulacja. > * * *> W historii nauki można wyróżnić trzy monenty znaczące dla "atomu". Pierwszy to oficjalna hipoteza o jego istnieniu. John Dalton 1808.> Drugi krok wykonano dzięki kilku ludziom w tym Einsteina i Polaka, Mariana Smoluchowskiego. Chodzi o ruchy Browna.> Ruchy Browna odgrywają taką rolę, że stały się przyczynkiem ostatecznego dowodu istnienia atomów. Okazało się, że nie można ich (ruchów Browna) wyjaśnić przyjmując ciągłą budowę materii (początki naszej dyskusji).Ściemniania ciąg dalszy. Powtarzam: to, czy budowa materii jest ciagła, czy nie, nie dowodzi jeszcze istnienia akurat atomów. > Tak więc dowód na atom był wcześniej niż dzisiejsa wiedza o jego budowie.To go może przedstaw wreszcie. Od 3 tygodni jakoś nie jesteś w stanie. Albo zatem zmyślasz, albo powtarzasz jedynie czyjąś wiarę w istnienia atomu, że ktoś tam niby go widział za 7 górami i za 7 lsalami (niczym ktoś komu objawił się anioł). >Jeżeli chcesz coś znaczyć w dyskusji Scholastyku to dowodzić swoich racji w jakiś sposób musisz. Sam bełkot jest ślepą uliczką. Nie ściemniaj. Ja w tej dyskusji nie postuluję istnienia niczego. Ty to postulujesz, więc udowodnij istnienie tego co postulujesz. Bo inaczej uprawiasz jedynie pustosłowie, jak dotąd. > Tlenu zniszczyć chemicznie nie da się, więc rację mam ja. Możesz natomiast próbować obalić to twierdzenie.To nie jest dowód na istnienie atomów. Tlen może się nie dać zniszczyć z wielu powodów. czekam więc dalej na prawdziwe dowody, nie takie jak ten.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >Właśnie. Rozmawiamy o fizyce. Twoje stwierdzenia, że tylko atom z nazwy a więc cokolwiek w zasadzie, i nie powinnismy wnikać w jego strukturę są jedną wielką kapitulacją wynikającą z tego, że nie byłeś w stanie udowodnić istnienia takiej struktury.
Jasiu, poziom wiedzy wykazany przec Ciebie w dyskusji czyni bezzasadnym odnoszenie sie przez Twoich polemistów do struktury atomu: wszak nie rozumiesz pojęć ktorych zasadność negujesz - ateiści uznający Boga za pojęcie puste, samo pojęcie rozumieją przeciez nienajgorzej.
Chcesz dyskusji o strukturze atomu? Wyjdźmy od modelu najprostszego: dodatnie jądro i związane z nim niezbyt silnie elektrony. Podaj jakikolwiek argument przeciw takiemu modelowi ogólnemu rzeczy o wiele bardziej w istocie swej od owego modelu złożonej: samochód posiada silnik, ale dla stwierdzenia czy definicja samochodu jako pojazdu wielośladowego z własnym napedem jest poprawna nie ma potrzeby powoływać sie na termodynamikę. Na razie widać jedno: uwikłany bez reszty w język ignorujesz rzeczywistość, do wiedzy stosujesz pojecie równorzędności, douszczalne w stosunku do światopoglądów - wiedza od niewiedzy jednak sie rózni, i to na poziomie wartości.
Napisałeś głupi tekst (mam na myśli Twoją "polemike" z Barkerem). Skoro zamieściłeś go właśnie na "Racjonaliście", wineneś się spodziewać rzeczowej polemiki - nie przygotowałeś sie jednak, co dowodzi naiwności. Liczyłeś jak zwykle na erystykę - owszem, bywa użyteczna, nie sprawdza sie jednak jako jedyna wiedza; poległeś więc na całej linii i od dawna już dyskutujemy (czy raczej przekomarzamy się) z cieniem.
Wniosek: umiejętność praktyczna dyskutowania o rzeczach pozornych nie przekłada się na umiejętnośc dyskutowania o rzeczach, co pozorne nie są (dlatego scholastyka jest dziś sztuką w zasadzie martwą, jej epigoni sa nieliczni). Proponowałbym Ci jednak wyciągnąć stąd wnioski praktyczne - masz swoje pole dyskusji, próby rozszerzania go jednak najwyraźniej Ci nie służą. Choć - rzecz jasna - taki objazdowy skansen ma swoją wartość, o tyle Twoją tu wizytę uważam za pożyteczną.
Szczęść Boże!
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >>Właśnie. Rozmawiamy o fizyce. Twoje stwierdzenia, że tylko atom z nazwy a więc cokolwiek w zasadzie, i nie powinnismy wnikać w jego strukturę są jedną wielką kapitulacją wynikającą z tego, że nie byłeś w stanie udowodnić istnienia takiej struktury. >Jasiu, poziom wiedzy wykazany przec Ciebie w dyskusji czyni bezzasadnym odnoszenie sie przez Twoich polemistów do struktury atomu: wszak nie rozumiesz pojęć ktorych zasadność negujesz - ateiści uznający Boga za pojęcie puste, samo pojęcie rozumieją przeciez nienajgorzej.
Nonsens. Z braku dowodów na istnienie atomu zacząłeś jak widzę tak samo zaciemniać meritum tego sporu przez spychanie dyskusji na drugorzędne kwestie definicyjne. A skoro istnieje atom to wystarczy podać dowody na jego istnienie, wy tymczasem nic takiego nie jesteście w stanie zrobić.
>Chcesz dyskusji o strukturze atomu? Wyjdźmy od modelu najprostszego: dodatnie jądro i związane z nim niezbyt silnie elektrony. Podaj jakikolwiek argument przeciw takiemu modelowi ogólnemu rzeczy o wiele bardziej w istocie swej od owego modelu złożonej: samochód posiada silnik, ale dla stwierdzenia czy definicja samochodu jako pojazdu wielośladowego z własnym napedem jest poprawna nie ma potrzeby powoływać sie na termodynamikę. Na razie widać jedno: uwikłany bez reszty w język ignorujesz rzeczywistość, do wiedzy stosujesz pojecie równorzędności, douszczalne w stosunku do światopoglądów - wiedza od niewiedzy jednak sie rózni, i to na poziomie wartości.
Chrzanisz. Nie dowodzi się nieistnienia czegoś, tylko istnienia ateuszu. Już chyba zapomniałeś jak piorąc mózgi wierzącym zgodnie z założeniami waszej racjomalistycznej szkoły uciekasz się właśnie do poniekąd słusznego stwierdzenia, że nie dowodzi się nieistnienia czegoś, np. krasnoludków, a właśnie istnienia. A więc dowiedź istnienia atomu, bo ja nie będę dowodził jego nieistnienia.
>Napisałeś głupi tekst (mam na myśli Twoją "polemike" z Barkerem). Skoro zamieściłeś go właśnie na "Racjonaliście", wineneś się spodziewać rzeczowej polemiki - nie przygotowałeś sie jednak, co dowodzi naiwności. Liczyłeś jak zwykle na erystykę - owszem, bywa użyteczna, nie sprawdza sie jednak jako jedyna wiedza; poległeś więc na całej linii i od dawna już dyskutujemy (czy raczej przekomarzamy się) z cieniem.
Twoja opinia kto tu poległ nie ma żadnego znaczenia. Jest to czysto subiektywny bełkot. Ja mogę napisać, że to wy polegliście (i będę miał prędzej rację, bo poza akrobacjami sofistycznymi nie udowodniliście żadnego ze swych twierdzeń, np. że atom istnieje), tak też napisał tu ktoś jeszcze, i jest to tyle samo warte stwierdzenie co twoje. Odpuść sobie takie dyrdymały.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >>Jasiu, poziom wiedzy wykazany przec Ciebie w dyskusji czyni bezzasadnym odnoszenie sie przez Twoich polemistów do struktury atomu: wszak nie rozumiesz pojęć ktorych zasadność negujesz - ateiści uznający Boga za pojęcie puste, samo pojęcie rozumieją przeciez nienajgorzej. >Nonsens. Z braku dowodów na istnienie atomu zacząłeś jak widzę tak samo zaciemniać meritum tego sporu przez spychanie dyskusji na drugorzędne kwestie definicyjne. A skoro istnieje atom to wystarczy podać dowody na jego istnienie, wy tymczasem nic takiego nie jesteście w stanie zrobić.
Jasiu, jakie drugorzędne kwestie definicyjne: mógłbyś je wymienić? Bo jak na razie obawiam się, że piszesz byle co bez związku z dyskusją.
>>Chcesz dyskusji o strukturze atomu? Wyjdźmy od modelu najprostszego: dodatnie jądro i związane z nim niezbyt silnie elektrony. Podaj jakikolwiek argument przeciw takiemu modelowi ogólnemu rzeczy o wiele bardziej w istocie swej od owego modelu złożonej: samochód posiada silnik, ale dla stwierdzenia czy definicja samochodu jako pojazdu wielośladowego z własnym napedem jest poprawna nie ma potrzeby powoływać sie na termodynamikę. Na razie widać jedno: uwikłany bez reszty w język ignorujesz rzeczywistość, do wiedzy stosujesz pojecie równorzędności, douszczalne w stosunku do światopoglądów - wiedza od niewiedzy jednak sie rózni, i to na poziomie wartości. >Chrzanisz. Nie dowodzi się nieistnienia czegoś, tylko istnienia ateuszu.
Jasiu, wzruszasz mnie. Twoje zdanie powyżej nie jest zbyt odkrywcze - szkoda jednak, że zapominasz o jednym: otóż zarzucając coś cudzym dowodom, należy zarzut uzasadnić. Może znajdziesz w całej tej dyskusji uzasadnienie powtarzanego przez Ciebie jak mantra stwierdzenia: "to nie musza być atomy"?.
>Już chyba zapomniałeś jak piorąc mózgi wierzącym zgodnie z założeniami waszej racjomalistycznej szkoły uciekasz się właśnie do poniekąd słusznego stwierdzenia, że nie dowodzi się nieistnienia czegoś, np. krasnoludków, a właśnie istnienia. A więc dowiedź istnienia atomu, bo ja nie będę dowodził jego nieistnienia.
Przespałeś cały wykład, Jasiu. Atom to określenie "ziarnistości" składających się na materię - co więcej nie ma na nie innego określenia. Przedstawiono Ci niepodważalne dowody, że materia nie jest ciągła, że składa się z ziarnistości, tworzących rozciągłość dyskretną, ale wysoce uporządkowaną. Na jakiej to podstawie nadal żądasz dowodów - obal najpierw przedstawiony a wystarczający.
Atom, Jasiu - to pojęcie używane w fizyce. Byłoby używane bezzasadnie (lub bezzasadnie było podstawą atomistycznego paradygmatu) gdyby dało się pojęciu temu wykazać niespójność lub dowodom na jego wywiedzenie z rzeczywistości - niepewność, jeśli nie fałszywość. Tobie się to pojęcie nie podoba? De gustibus - ale nie wypowiadaj się o fizyce: nie znasz jej ani nie rozumiesz.
>>Napisałeś głupi tekst (mam na myśli Twoją "polemike" z Barkerem). Skoro zamieściłeś go właśnie na "Racjonaliście", wineneś się spodziewać rzeczowej polemiki - nie przygotowałeś sie jednak, co dowodzi naiwności. Liczyłeś jak zwykle na erystykę - owszem, bywa użyteczna, nie sprawdza sie jednak jako jedyna wiedza; poległeś więc na całej linii i od dawna już dyskutujemy (czy raczej przekomarzamy się) z cieniem. >Twoja opinia kto tu poległ nie ma żadnego znaczenia. Jest to czysto subiektywny bełkot. Ja mogę napisać, że to wy polegliście (i będę miał prędzej rację, bo poza akrobacjami sofistycznymi nie udowodniliście żadnego ze swych twierdzeń, np. że atom istnieje), tak też napisał tu ktoś jeszcze, i jest to tyle samo warte stwierdzenie co twoje. Odpuść sobie takie dyrdymały.
Jasiu - jest konkretna dyskusja, nie abstrakcja dyskusji. Udało się przeprowadzić Cię od mglistych sądów ogólnych o ateistach do sądów szczegółowych o fizyce. Nie musisz się rzecz jasna na niej znać (nie ma obowiązku) - jednak zagłębiłeś się w spór: co pokazałeś? Swój sposób rozumowania - całkowicie obojętny na fakty i wiedzę, kompletną umysłowa autarkię. Zanegować potrafisz wszystko, także to, o czym nie masz pojęcia - dowieść jednak czegokolwiek nie potrafisz, w tym własnych sądów negujących cudze. Potrzeba nam jeszcze czegoś więcej? Przyznanie się Jana Lewandowskiego do tego, że błądzi nie jest tu nikomu potrzebne - wiesz, racjonalizm i ateizm wywodzą się z humanizmu (zatem humanitaryzm nie jest im obcy) - nie ze scholastyki, czyli stawiania logicznego obłędu ponad prawami człowieka.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >>>Jasiu, poziom wiedzy wykazany przec Ciebie w dyskusji czyni bezzasadnym odnoszenie sie przez Twoich polemistów do struktury atomu: wszak nie rozumiesz pojęć ktorych zasadność negujesz - ateiści uznający Boga za pojęcie puste, samo pojęcie rozumieją przeciez nienajgorzej. >>Nonsens. Z braku dowodów na istnienie atomu zacząłeś jak widzę tak samo zaciemniać meritum tego sporu przez spychanie dyskusji na drugorzędne kwestie definicyjne. A skoro istnieje atom to wystarczy podać dowody na jego istnienie, wy tymczasem nic takiego nie jesteście w stanie zrobić. >Jasiu, jakie drugorzędne kwestie definicyjne: mógłbyś je wymienić? Bo jak na razie obawiam się, że piszesz byle co bez związku z dyskusją.
Acha, czyli motania i ściemniania ciąg dalszy. Poproś ateusza o dowód na potwierdzenie jego konkretnej modernistycznej wiary a otrzymasz zabawę w kotka i myszkę zamiast dowodu. Kiedy napiszesz przez nieuwagę, że atom to najmniejsza część materii, wtedy zamiast skoncentrować się na dostarczeniu ci odpowiedzi na meritum sporu, czyli na dostarczeniu dowodu na istnienie atomu, ten z radością będzie pisał całe elaboraty na temat tego lapsusa. Następnie czepnie się o nazwanie tego kwestią definicyjną. Takie udawanie idioty i zabawa w kotka i myszkę może trwać rzecz jasna w nieskończoność. I tym samym zamiast jednego dowodu na istnienie atomu, otrzymujemy już 150 postów lania przez ateuszy wody dosłownie o niczym, lub koncentrowaniu się na zbędnych dla tej dyskusji atakach personalnych. Innymi słowy, całkiem sprawna demagogia.
>>>Chcesz dyskusji o strukturze atomu? Wyjdźmy od modelu najprostszego: dodatnie jądro i związane z nim niezbyt silnie elektrony. Podaj jakikolwiek argument przeciw takiemu modelowi ogólnemu rzeczy o wiele bardziej w istocie swej od owego modelu złożonej: samochód posiada silnik, ale dla stwierdzenia czy definicja samochodu jako pojazdu wielośladowego z własnym napedem jest poprawna nie ma potrzeby powoływać sie na termodynamikę. Na razie widać jedno: uwikłany bez reszty w język ignorujesz rzeczywistość, do wiedzy stosujesz pojecie równorzędności, douszczalne w stosunku do światopoglądów - wiedza od niewiedzy jednak sie rózni, i to na poziomie wartości. >>Chrzanisz. Nie dowodzi się nieistnienia czegoś, tylko istnienia ateuszu. >Jasiu, wzruszasz mnie. Twoje zdanie powyżej nie jest zbyt odkrywcze - szkoda jednak, że zapominasz o jednym: otóż zarzucając coś cudzym dowodom, należy zarzut uzasadnić. Może znajdziesz w całej tej dyskusji uzasadnienie powtarzanego przez Ciebie jak mantra stwierdzenia: "to nie musza być atomy"?
Oto to uzasadnienie, jest bardzo proste: to nie muszą być atomy, bo nie przypominają atomu o jakim mówi fizyka w niczym. Prędzej przypominają ziarnka grochu lub zdjęcie ulicy oświetlonej latarniami w nocy.
. >>Już chyba zapomniałeś jak piorąc mózgi wierzącym zgodnie z założeniami waszej racjomalistycznej szkoły uciekasz się właśnie do poniekąd słusznego stwierdzenia, że nie dowodzi się nieistnienia czegoś, np. krasnoludków, a właśnie istnienia. A więc dowiedź istnienia atomu, bo ja nie będę dowodził jego nieistnienia. >Przespałeś cały wykład, Jasiu. Atom to określenie "ziarnistości" składających się na materię - co więcej nie ma na nie innego określenia. Przedstawiono Ci niepodważalne dowody, że materia nie jest ciągła, że składa się z ziarnistości, tworzących rozciągłość dyskretną, ale wysoce uporządkowaną. Na jakiej to podstawie nadal żądasz dowodów - obal najpierw przedstawiony a wystarczający.
Kłamiesz. Definicja atomu wcale nie tyczy się tylko ziarnistości materii. Próbujesz się za pomocą chwytów erystycznych wycofać na z góry upatrzone pozycje i ograniczyć pojęcie atomu do niczego konkretnego, tak aby nie musieć właściwie nic dowodzić. Tymczasem nawet uczeń podstawówki wie, że atomom przypiuje się o wiele więcej - pojecie protonu, neutronu, orbit elektronowych o określonych stanach ładunkowych. Kitu tu nie wciśniesz.
>Atom, Jasiu - to pojęcie używane w fizyce. Byłoby używane bezzasadnie (lub bezzasadnie było podstawą atomistycznego paradygmatu) gdyby dało się pojęciu temu wykazać niespójność lub dowodom na jego wywiedzenie z rzeczywistości - niepewność, jeśli nie fałszywość. Tobie się to pojęcie nie podoba? De gustibus - ale nie wypowiadaj się o fizyce: nie znasz jej ani nie rozumiesz.
Brednie. Spojność nie jest dowodem na nic. Można stworzyć dowolny system niesprawdzonych pojęć, które są wewnętrznie spójne, a zupełnie nierzeczywiste. Np. zdanie "prawie każdy krasnoludek ma czerwoną czapeczkę" jest jak najbardziej spójne wewnętrznie. I zarazem zupełnie nierzeczywiste. Spójność pojęć nie jest żadnym dowodem na realne istnienie tego pojęcia.
>Zanegować potrafisz wszystko, także to, o czym nie masz pojęcia - dowieść jednak czegokolwiek nie potrafisz, w tym własnych sądów negujących cudze. Potrzeba nam jeszcze czegoś więcej?
Pustosłowie. W tej dyskusji to wy macie dowodzić. I kompletnie polegliście.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >Acha, czyli motania i ściemniania ciąg dalszy. Poproś ateusza o dowód na potwierdzenie jego konkretnej modernistycznej wiary a otrzymasz zabawę w kotka i myszkę zamiast dowodu. Ateusze, Jasiu, nie żywią konkretnej modernistycznej wiary - więc nic dziwnego...
>Kiedy napiszesz przez nieuwagę, że atom to najmniejsza część materii, wtedy zamiast skoncentrować się na dostarczeniu ci odpowiedzi na meritum sporu, czyli na dostarczeniu dowodu na istnienie atomu, ten z radością będzie pisał całe elaboraty na temat tego lapsusa. Mógłbyś zacytować? Wiem że się czepiam - ale ulatujesz: coraz dalej od tego o czym jest ta dyskusja. A ja nawet nie zauważyłem, że nazwałeś gdzieś atom najmniejszą częścią materii (fe, co za nieścisły język).
>Następnie czepnie się o nazwanie tego kwestią definicyjną. Jasiu, skarbie - toż Ty napisałeś wczoraj: " Z braku dowodów na istnienie atomu zacząłeś jak widzę tak samo zaciemniać meritum tego sporu przez spychanie dyskusji na drugorzędne kwestie definicyjne.". Nie jest moim prawem zapytać, co miałeś na myśli, pisząc zdanie ogólne o niezrozumiałe?
Ale dobrze - widzę ża starasz się jakoś zrozumieć, gdzie popełniłeś błąd: jest tego sporo, cieprliwie może dojdziemy i do tego.
>Takie udawanie idioty i zabawa w kotka i myszkę może trwać rzecz jasna w nieskończoność. I tym samym zamiast jednego dowodu na istnienie atomu, otrzymujemy już 150 postów lania przez ateuszy wody dosłownie o niczym, lub koncentrowaniu się na zbędnych dla tej dyskusji atakach personalnych. Innymi słowy, całkiem sprawna demagogia. Dostałeś ode mnie jeden prosty, nieatomistyczny dowód - nie tylko "istnienia atomu", ale tego, że materia składa się z atomów - pamiętasz interferometrię rengenowską? Optyka Jasiu, nic więcej - optyka dowodzi, że materia jest nieciągła i uporządkowana.
>Oto to uzasadnienie, jest bardzo proste: to nie muszą być atomy, bo nie przypominają atomu o jakim mówi fizyka w niczym. Jasiu - a o jakim atomie mówi fizyka? Na razie dowiedliśmy, że materia składa się z maleńkich powtarzalnych obiektów składowych, róznych dla różnych pierwiastków: czy tak? Bo z Twojej strony dowód ten został skwitowany "nawet gdyby tak było czy jakos podobnie. Bez ustalenia tej jakże prostej sprawy nie pójdziemy w dyskusji dalej: nie rozmawia się o literaturze, kaligrafii ani alfabecie z kimś kto neguje istnienie liter.
>Prędzej przypominają ziarnka grochu lub zdjęcie ulicy oświetlonej latarniami w nocy. Jasiu, te zdjęcia są efektem końcowym bardzo rozbudowanej o dobrze zweryfikowanej koncepcji. Nie kopiowałem tu zdjęć, jakich dostarcza interferometria rentgenowska - one sie nie kojarzą z niczym: ot, symetryczne wzory z plamek. A przeciez to one dowodzą bezposrednio pewnych cech materii, prsewidzianych przez teorię atomistyczną.
>Kłamiesz. Definicja atomu wcale nie tyczy się tylko ziarnistości materii. Dzisiejsza definicja atomu jest skomplikowana, to fakt - daleko jej do pierwotnej prostoty. Może jednak zanegujesz jakiś konkretne stwierdzenie zawarte w tej definicji (na dowolnym jej poziomie) zamiast lać wodę: bo stwierdzenie, że według Ciebie może być inaczej, to jednak trochę za mało. W oparciu o teorię atomistyczną (łącznie ze sprawami bardzo szczegółowymi, których się wszak nie da z Toba omawiać) zbudowano nieco działąjących zgodnie z przewidywaniami teorii - co Ty jasiu zbudowałeś, abyś mógł im twórcom przypisywać nieświadomośc istoty rzeczy?
>Próbujesz się za pomocą chwytów erystycznych wycofać na z góry upatrzone pozycje i ograniczyć pojęcie atomu do niczego konkretnego, tak aby nie musieć właściwie nic dowodzić. Mój drogi Jasiu, z przyjemnością podyskutuję z Tobą i o strukturze atomu - bylebyś rozumiał o czym mowa. No więc: mamy centralne jądro i związane z nim dość słabo i rozdzielnie elektrony. Ładunek jądra jest stały dla danego pierwiastka i jest w stanie niezjonizowanym równoważony przez odpowiednią liczbe elektronów - masa jądra zależy ponadto od izotopu, bą jądro zawiera również pewną masę pozbawioną ładunku: masa naładowana to protony, masa nienaładowana - neutrony. Protony, neutrony i elektrony to samoistne cząstki, nie zmieniające się wtedy, gdy atom zostaje zjonizowany lub rozpada się. Możesz obalić dowolne z powyższych stwierdzeń - czekam.
>Tymczasem nawet uczeń podstawówki wie, że atomom przypiuje się o wiele więcej - pojecie protonu, neutronu, orbit elektronowych o określonych stanach ładunkowych. Kitu tu nie wciśniesz. Hmmmm. nie wiem co to jest stan ładunkowy orbity - ale z grubsza zgoda. No więc, co z tego zanegujesz - byle argumentami, nie wodolejstwem i chciejstwem?
>Brednie. Spojność nie jest dowodem na nic. Można stworzyć dowolny system niesprawdzonych pojęć, które są wewnętrznie spójne, a zupełnie nierzeczywiste. Jak ty selektywnie czytasz, Jasiu... Byłoby bezzasadne... gdyby... lub. sama spójność nie wystarcza - ale spójność wysteująca łącznie z niemożliwością obalenia jakiegokolwiek przyjętego w owym spójnym modelu dowodu? Jasiu, nie jęcz że możnaby obalić - obal cos wreszcie cokolwiek, którykolwiek dowód... choć jeden...
>Np. zdanie "prawie każdy krasnoludek ma czerwoną czapeczkę" jest jak najbardziej spójne wewnętrznie. I zarazem zupełnie nierzeczywiste. Spójność pojęć nie jest żadnym dowodem na realne istnienie tego pojęcia. Ech...
>Pustosłowie. W tej dyskusji to wy macie dowodzić. I kompletnie polegliście. Dowodzić paradygmatu? Jest dowiedziony z definicji. A to, że się analfabecie nie dowiedzie piękna języka Shakespeare'a, naprawdę nie dowodzi kompletnie niczego
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >Mógłbyś zacytować? Wiem że się czepiam - ale ulatujesz: coraz dalej od tego o czym jest ta dyskusja. A ja nawet nie zauważyłem, że nazwałeś gdzieś atom najmniejszą częścią materii (fe, co za nieścisły język).
Udajesz głupka, chociaż przed chwilą jeszcze dobrze wiedziałeś, gdzie popełniłem nieścisłość i na czym ona polegała, a teraz każesz mi nagle to pokazywać punkt po punkcie. Wszystko to oczywiście po to, aby zaciemnić istotę sporu (po kilku takich dociekaniach każdy się już pogubi w tym o co chodziło na początku) i zamaskować własną niemoc argumentacyjną. Zabawy w kotka i myszkę mamy zatem ciąg dalszy. Nie dam się w to wciągnąć.
>>Następnie czepnie się o nazwanie tego kwestią definicyjną. >Jasiu, skarbie - toż Ty napisałeś wczoraj: " Z braku dowodów na istnienie atomu zacząłeś jak widzę tak samo zaciemniać meritum tego sporu przez spychanie dyskusji na drugorzędne kwestie definicyjne.". Nie jest moim prawem zapytać, co miałeś na myśli, pisząc zdanie ogólne o niezrozumiałe?
j.w.
>Dostałeś ode mnie jeden prosty, nieatomistyczny dowód - nie tylko "istnienia atomu", ale tego, że materia składa się z atomów - pamiętasz interferometrię rengenowską? Optyka Jasiu, nic więcej - optyka dowodzi, że materia jest nieciągła i uporządkowana.
Ty jesteś chyba jakiś zaćpany, bo piszesz wciąż te same nonsensy. Ja zatem tez będę powtarzał w nieskończoność to co już odpowiadałem na ten temat: To, że materia jest nieciągła nie oznacza, że składa się akurat z części zbudowanych jak atom.
>>Oto to uzasadnienie, jest bardzo proste: to nie muszą być atomy, bo nie przypominają atomu o jakim mówi fizyka w niczym. >Jasiu - a o jakim atomie mówi fizyka? Na razie dowiedliśmy, że materia składa się z maleńkich powtarzalnych obiektów składowych, róznych dla różnych pierwiastków: czy tak? Bo z Twojej strony dowód ten został skwitowany "nawet gdyby tak było czy jakos podobnie. Bez ustalenia tej jakże prostej sprawy nie pójdziemy w dyskusji dalej: nie rozmawia się o literaturze, kaligrafii ani alfabecie z kimś kto neguje istnienie liter.
Powtarzam: To, że materia składa się z maleńkich powtarzalnych obiektów składowych nie oznacza, że składa się akurat z części zbudowanych jak atom. Nic tędy nie wskórasz.
>>Prędzej przypominają ziarnka grochu lub zdjęcie ulicy oświetlonej latarniami w nocy. >Jasiu, te zdjęcia są efektem końcowym bardzo rozbudowanej o dobrze zweryfikowanej koncepcji. Nie kopiowałem tu zdjęć, jakich dostarcza interferometria rentgenowska - one sie nie kojarzą z niczym: ot, symetryczne wzory z plamek. A przeciez to one dowodzą bezposrednio pewnych cech materii, prsewidzianych przez teorię atomistyczną.
"one dowodzą bezposrednio pewnych cech materii, prsewidzianych przez teorię atomistyczną" - to jest pustosłowie.
>>Kłamiesz. Definicja atomu wcale nie tyczy się tylko ziarnistości materii. >Dzisiejsza definicja atomu jest skomplikowana, to fakt - daleko jej do pierwotnej prostoty. Może jednak zanegujesz jakiś konkretne stwierdzenie zawarte w tej definicji (na dowolnym jej poziomie) zamiast lać wodę: bo stwierdzenie, że według Ciebie może być inaczej, to jednak trochę za mało.
Nie twierdzę, że może być inaczej. Nawet nie muszę. Twierdzę natomiast, że nie podaliście żadnych dowodów na swe twierdzenia w tym punkcie. To obala samo przez się wasze oświadczenia w tej kwestii, jako nieudowodnione tezy.
>W oparciu o teorię atomistyczną (łącznie ze sprawami bardzo szczegółowymi, których się wszak nie da z Toba omawiać) zbudowano nieco działąjących zgodnie z przewidywaniami teorii - co Ty jasiu zbudowałeś, abyś mógł im twórcom przypisywać nieświadomośc istoty rzeczy?
W oparciu o teorię nieistniejącego flogistonu i eteru też niejedno zbudowano i co z tego.
>>Próbujesz się za pomocą chwytów erystycznych wycofać na z góry upatrzone pozycje i ograniczyć pojęcie atomu do niczego konkretnego, tak aby nie musieć właściwie nic dowodzić. >Mój drogi Jasiu, z przyjemnością podyskutuję z Tobą i o strukturze atomu - bylebyś rozumiał o czym mowa. No więc: mamy centralne jądro
Proszę o empiryczny dowodzik, inaczej po prostu wyznajesz tu swoją wiarę.
>i związane z nim dość słabo i rozdzielnie elektrony.
Dlatego właśnie elektrony nie dowodzą istneinia atomu.
>Ładunek jądra jest stały dla danego pierwiastka i jest w stanie niezjonizowanym równoważony przez odpowiednią liczbe elektronów
Proszę o empiryczny dowodzik, inaczej po prostu wyznajesz tu swoją wiarę.
>- masa jądra zależy ponadto od izotopu, bą jądro zawiera również pewną masę pozbawioną ładunku:
Proszę o empiryczny dowodzik, inaczej po prostu wyznajesz tu swoją wiarę.
>masa naładowana to protony, masa nienaładowana - neutrony.
Proszę o empiryczny dowodzik, inaczej po prostu wyznajesz tu swoją wiarę.
>Protony, neutrony i elektrony to samoistne cząstki, nie zmieniające się wtedy, gdy atom zostaje zjonizowany lub rozpada się.
Proszę o empiryczny dowodzik, inaczej po prostu wyznajesz tu swoją wiarę.
>Możesz obalić dowolne z powyższych stwierdzeń - czekam.
Nie muszę nic tu obaalć, skoro obala to sam brak dowodu na każdy z tych postulatów. Jeśli uważasz inaczej, to może zabawimy się odwrotnie. Oto moja teza:
Istnieją krasnoludki. Każdy z nich przypomina małego człowieczka. Każdy z nich ma czerwoną czapeczkę. No prawie każdy. Wszyscy oni są łysi już od dziecka. Na kolacje lubią jeść chrabąszcze. Na śniadanie koniki polne. Wielu z nich jest bajkopisarzami.
Idąc tropem twej porażającej "logiki" z powyższego zdania, to każde z tych stwierdzeń o krasnalach jest prawdziwe, tylko dlatego, że tych zdań nie obaliłeś (bo ciekawe jak to zrobić swoją drogą).
>>Tymczasem nawet uczeń podstawówki wie, że atomom przypiuje się o wiele więcej - pojecie protonu, neutronu, orbit elektronowych o określonych stanach ładunkowych. Kitu tu nie wciśniesz. >Hmmmm. nie wiem co to jest stan ładunkowy orbity - ale z grubsza zgoda. No więc, co z tego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >Hmmmm. nie wiem co to jest stan ładunkowy orbity - ale z grubsza zgoda. No więc, co z tego zanegujesz - byle argumentami, nie wodolejstwem i chciejstwem?
Jak punkt wyżej. Po prostu przyparty do muru moimi żądaniami o dostarczenie dowodów na twe stwierdzenia zaczynasz już domagać się ode mnie dowodzenia nieistnienia czegoś. Iście irytujący spektakl absurdu.
>>Brednie. Spojność nie jest dowodem na nic. Można stworzyć dowolny system niesprawdzonych pojęć, które są wewnętrznie spójne, a zupełnie nierzeczywiste. >Jak ty selektywnie czytasz, Jasiu... Byłoby bezzasadne... gdyby... lub. sama spójność nie wystarcza - ale spójność wysteująca łącznie z niemożliwością obalenia jakiegokolwiek przyjętego w owym spójnym modelu dowodu?
Nie przedstawiłeś żadnego dowodu poza własnymi wyznaniami swej modernistycznej wiary w istnienie atomu.
>Jasiu, nie jęcz że możnaby obalić - obal cos wreszcie cokolwiek, którykolwiek dowód... choć jeden...
Nie. Onus probandi zgodnie z zasadami logiki spoczywa na tobie, bo ty postulujesz tu istnienie jakiegoś obiektu. Popełniasz błąd logiczny Argumentum ad Ignorantiam, każąc mi dowodzić nieistnienia czegoś, czego istnienie masz sam udowodnić.
>>Np. zdanie "prawie każdy krasnoludek ma czerwoną czapeczkę" jest jak najbardziej spójne wewnętrznie. I zarazem zupełnie nierzeczywiste. Spójność pojęć nie jest żadnym dowodem na realne istnienie tego pojęcia. >Ech...
Kapitulacja.
>>Pustosłowie. W tej dyskusji to wy macie dowodzić. I kompletnie polegliście. >Dowodzić paradygmatu? Jest dowiedziony z definicji.
Nic nie jest dowiedzione z definicji, skoro wszystko można zanegować. Piszesz jakieś straszne głupstwa. Jak wy jesteście w stanie zmyślać, byleby tylko ratować swą sofistykę. To tak jak ja bym napisał o Bogu, że jest "dowiedziony z definicji". Równie kretyńskie.
>A to, że się analfabecie nie dowiedzie piękna języka Shakespeare'a, naprawdę nie dowodzi kompletnie niczego
Błędna analogia, a więc erystyka.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | > Udajesz głupka, chociaż przed chwilą jeszcze dobrze wiedziałeś, gdzie popełniłem nieścisłość i na czym ona polegała, a teraz każesz mi nagle to pokazywać punkt po punkcie. Wszystko to oczywiście po to, aby zaciemnić istotę sporu (po kilku takich dociekaniach każdy się już pogubi w tym o co chodziło na początku) i zamaskować własną niemoc argumentacyjną. Zabawy w kotka i myszkę mamy zatem ciąg dalszy. Nie dam się w to wciągnąć.
Jasiu, jak Ty dobrze wiesz, co kto wie... Nie słedzę całości tego, co sie dzieje na wątku. Może mylisz mnie z kim innym - prosze zatem o cytat: co dostaję? Ot, troche hipotez na miare Jana Lewandowskiego o tyc, co mysli rozmówca i jakie cele chce osiągnąć. Ścisłość, Jasiu, nie jest Twoja mocną stroną - to jednak wiadomo nie od tego miejsca.
Więc bądż uprzejmy uzasadnić (nie piszę nawet: dowieść) to co napisałeś wyżej, a ja w tym poscie zacytowałem. Wydłużają sie nam posty - zatem bedę ciął na kawałki.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | jan Lewandowski | >> Udajesz głupka, chociaż przed chwilą jeszcze dobrze wiedziałeś, gdzie popełniłem nieścisłość i na czym ona polegała, a teraz każesz mi nagle to pokazywać punkt po punkcie. Wszystko to oczywiście po to, aby zaciemnić istotę sporu (po kilku takich dociekaniach każdy się już pogubi w tym o co chodziło na początku) i zamaskować własną niemoc argumentacyjną. Zabawy w kotka i myszkę mamy zatem ciąg dalszy. Nie dam się w to wciągnąć. >Jasiu, jak Ty dobrze wiesz, co kto wie... Nie słedzę całości tego, co sie dzieje na wątku. Może mylisz mnie z kim innym - prosze zatem o cytat: co dostaję? Ot, troche hipotez na miare Jana Lewandowskiego o tyc, co mysli rozmówca i jakie cele chce osiągnąć. Ścisłość, Jasiu, nie jest Twoja mocną stroną - to jednak wiadomo nie od tego miejsca. >Więc bądż uprzejmy uzasadnić (nie piszę nawet: dowieść) to co napisałeś wyżej, a ja w tym poscie zacytowałem. Wydłużają sie nam posty - zatem bedę ciął na kawałki.
Zabawy w kotka i myszkę ciąg dalszy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >>> Udajesz głupka, chociaż przed chwilą jeszcze dobrze wiedziałeś, gdzie popełniłem nieścisłość i na czym ona polegała, a teraz każesz mi nagle to pokazywać punkt po punkcie. Wszystko to oczywiście po to, aby zaciemnić istotę sporu (po kilku takich dociekaniach każdy się już pogubi w tym o co chodziło na początku) i zamaskować własną niemoc argumentacyjną. Zabawy w kotka i myszkę mamy zatem ciąg dalszy. Nie dam się w to wciągnąć. >>Jasiu, jak Ty dobrze wiesz, co kto wie... Nie słedzę całości tego, co sie dzieje na wątku. Może mylisz mnie z kim innym - prosze zatem o cytat: co dostaję? Ot, troche hipotez na miare Jana Lewandowskiego o tyc, co mysli rozmówca i jakie cele chce osiągnąć. Ścisłość, Jasiu, nie jest Twoja mocną stroną - to jednak wiadomo nie od tego miejsca. >>Więc bądż uprzejmy uzasadnić (nie piszę nawet: dowieść) to co napisałeś wyżej, a ja w tym poscie zacytowałem. Wydłużają sie nam posty - zatem bedę ciął na kawałki. >Zabawy w kotka i myszkę ciąg dalszy.
Jasne jasiu - konkretne odpowiedzi na konkretne pytania to przeciez nie Twoja specjalność. Napisałeś że coś widziałem - możnaby domniemać, że wywnioskowałeś to z jakiegoś tekstu - cudownie byłoby, gdyby z mojego. Ale rozumiem - to po prostu taka Twoja nieracjonalna wiara.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >>>Następnie czepnie się o nazwanie tego kwestią definicyjną. >>Jasiu, skarbie - toż Ty napisałeś wczoraj: " Z braku dowodów na istnienie atomu zacząłeś jak widzę tak samo zaciemniać meritum tego sporu przez spychanie dyskusji na drugorzędne kwestie definicyjne.". Nie jest moim prawem zapytać, co miałeś na myśli, pisząc zdanie ogólne o niezrozumiałe?
>j.w.
Tzn. - też brak odpowiedzi?
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia} >
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >>>>Następnie czepnie się o nazwanie tego kwestią definicyjną. >>>Jasiu, skarbie - toż Ty napisałeś wczoraj: " Z braku dowodów na istnienie atomu zacząłeś jak widzę tak samo zaciemniać meritum tego sporu przez spychanie dyskusji na drugorzędne kwestie definicyjne.". Nie jest moim prawem zapytać, co miałeś na myśli, pisząc zdanie ogólne o niezrozumiałe? >>j.w. >Tzn. - też brak odpowiedzi?
Zabawy w kotka i myszkę i udawania głupiego ciąg dalszy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >>>>>Następnie czepnie się o nazwanie tego kwestią definicyjną. >>>>Jasiu, skarbie - toż Ty napisałeś wczoraj: " Z braku dowodów na istnienie atomu zacząłeś jak widzę tak samo zaciemniać meritum tego sporu przez spychanie dyskusji na drugorzędne kwestie definicyjne.". Nie jest moim prawem zapytać, co miałeś na myśli, pisząc zdanie ogólne o niezrozumiałe? >>>j.w. >>Tzn. - też brak odpowiedzi? >Zabawy w kotka i myszkę i udawania głupiego ciąg dalszy.
No tka, odpowiedź bardzo na temat. Wygląda na to, że nie jestes w stanie zrozumieć prostego pytania: kalectwo jezykowe czy co?
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >>Dostałeś ode mnie jeden prosty, nieatomistyczny dowód - nie tylko "istnienia atomu", ale tego, że materia składa się z atomów - pamiętasz interferometrię rengenowską? Optyka Jasiu, nic więcej - optyka dowodzi, że materia jest nieciągła i uporządkowana.
>Ty jesteś chyba jakiś zaćpany, bo piszesz wciąż te same nonsensy. Ja zatem tez będę powtarzał w nieskończoność to co już odpowiadałem na ten temat: To, że materia jest nieciągła nie oznacza, że składa się akurat z części zbudowanych jak atom.
Nie, Jasiu - nie jestem zaćpany. Skoro tak przypuszczasz, cóż, jakoś to świadczy o Twojej inteligencji, niekoniecznie dobrze. Widzę jednak że uzgodniliśmy coś: materia jest nieciągła - dobre i to. Ale nie tylko nieciągłą - także wykazuje niekiedy ogromne uporządkowanie: dokładnie takie same elementy składowe (inaczej nie byłoby ostrego obrazu interferencyjnego, toż to dwuwymiarowa transformacja Fouriera), rozmieszczone w dokładnie równych odstępach (jak wyżej). Zatem to coś występuje w bilionach doskonale indentycznych, nieodróżnialnych od siebie egzemplarzy - pamiętajmy: dowód jest z dziedziny optyki, atomistyka niczego tu nie podpowiada.
A do Ciebie dociera z tego jedno, i to po długim męczeniu: materia jest nieciągła. Pomysl teraz Jasiu o teorii ewolucji: miała ogromna ilośc czasu, rozumu zaś nie miała żadnego: ot pewne mechaanizmy selekcji i utrwalania aktywnej informacji. Doszła do człowieka - może i my do czegoś dojdziemy przed końcem świata.
Zapytam zatem: masz w swietle opisanych faktów podstawy wątpić, że to coś z czego składa się materia charakteryzuje się przynajmniej jedną cechą:
owe podstawowe składniki występują w ogromnej masie identycznych egzemplarzy: identycznych w ramach chemicznie odróznialnego pierwiatka (izotopy na razie sobie darujemy)
- tak czy nie? Na razie nie bedę odpowiadał na resztę - ciekaw jestem bowiem Twojej odpowiedzi na postawione proste pytanie.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >>>Dostałeś ode mnie jeden prosty, nieatomistyczny dowód - nie tylko "istnienia atomu", ale tego, że materia składa się z atomów - pamiętasz interferometrię rengenowską? Optyka Jasiu, nic więcej - optyka dowodzi, że materia jest nieciągła i uporządkowana. >>Ty jesteś chyba jakiś zaćpany, bo piszesz wciąż te same nonsensy. Ja zatem tez będę powtarzał w nieskończoność to co już odpowiadałem na ten temat: To, że materia jest nieciągła nie oznacza, że składa się akurat z części zbudowanych jak atom. >Nie, Jasiu - nie jestem zaćpany. Skoro tak przypuszczasz, cóż, jakoś to świadczy o Twojej inteligencji, niekoniecznie dobrze.
Erystyka ad personam.
>Widzę jednak że uzgodniliśmy coś: materia jest nieciągła - dobre i to.
No i co z tego. To, że materia jest nieciągła nie oznacza, że składa się akurat z części zbudowanych jak atom. Że też ty nie potrafisz wyjść poza swój sztywny schemat myślowy.
>Ale nie tylko nieciągłą - także wykazuje niekiedy ogromne uporządkowanie: dokładnie takie same elementy składowe (inaczej nie byłoby ostrego obrazu interferencyjnego, toż to dwuwymiarowa transformacja Fouriera), rozmieszczone w dokładnie równych odstępach (jak wyżej). Zatem to coś występuje w bilionach doskonale indentycznych, nieodróżnialnych od siebie egzemplarzy - pamiętajmy: dowód jest z dziedziny optyki, atomistyka niczego tu nie podpowiada.
No dobra, coś występuje regularnie w uporządkowany sposób. Tylko, że to wcale nie musi być atomami. Tysiące rzeczy występuje w sposób uporządkowany, wcale nie będąc atomami.
>A do Ciebie dociera z tego jedno, i to po długim męczeniu: materia jest nieciągła. Pomysl teraz Jasiu o teorii ewolucji: miała ogromna ilośc czasu, rozumu zaś nie miała żadnego: ot pewne mechaanizmy selekcji i utrwalania aktywnej informacji. Doszła do człowieka - może i my do czegoś dojdziemy przed końcem świata.
Po co ty piszesz takie farmazony?
>Zapytam zatem: masz w swietle opisanych faktów podstawy wątpić, że to coś z czego składa się materia charakteryzuje się przynajmniej jedną cechą: >owe podstawowe składniki występują w ogromnej masie identycznych egzemplarzy: identycznych w ramach chemicznie odróznialnego pierwiatka (izotopy na razie sobie darujemy) >- tak czy nie? Na razie nie bedę odpowiadał na resztę - ciekaw jestem bowiem Twojej odpowiedzi na postawione proste pytanie.
Gonisz w piętkę. Powtarzam: No dobra, coś występuje regularnie w uporządkowany sposób. Tylko, że to wcale nie musi być atomami. Tysiące rzeczy występuje w sposób uporządkowany, wcale nie będąc atomami.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >>>>Dostałeś ode mnie jeden prosty, nieatomistyczny dowód - nie tylko "istnienia atomu", ale tego, że materia składa się z atomów - pamiętasz interferometrię rengenowską? Optyka Jasiu, nic więcej - optyka dowodzi, że materia jest nieciągła i uporządkowana. >>>Ty jesteś chyba jakiś zaćpany, bo piszesz wciąż te same nonsensy. Ja zatem tez będę powtarzał w nieskończoność to co już odpowiadałem na ten temat: To, że materia jest nieciągła nie oznacza, że składa się akurat z części zbudowanych jak atom. >>Nie, Jasiu - nie jestem zaćpany. Skoro tak przypuszczasz, cóż, jakoś to świadczy o Twojej inteligencji, niekoniecznie dobrze. >Erystyka ad personam.
Masz na mysli "Ty chyba jesteś jakiś zaćpany"? To jednak Twoj tekst Jasiu - nie mój ani kogokolwiek innego.
>>Widzę jednak że uzgodniliśmy coś: materia jest nieciągła - dobre i to. >No i co z tego. To, że materia jest nieciągła nie oznacza, że składa się akurat z części zbudowanych jak atom. Że też ty nie potrafisz wyjść poza swój sztywny schemat myślowy.
Ależ Jasiu - to istotnie nie dowodzi struktury atomu. Pisałem kiedykolwiek cokolwiek innego? Bo jesli nie, to - sorry - mamy znowu z Twojej strony odpowiedż nie na temat: ignoratio elenchi?
Bo jakoś sobie nie przypominam, abym kiedykolwiek dyskutował z Tobą o budowie atomu - choc może i na to przyjdzie czas. Wyrażam po prostu radość, że coś sie nam w końcu dało uzgodnić - nie było to łatwe.
>>Ale nie tylko nieciągłą - także wykazuje niekiedy ogromne uporządkowanie: dokładnie takie same elementy składowe (inaczej nie byłoby ostrego obrazu interferencyjnego, toż to dwuwymiarowa transformacja Fouriera), rozmieszczone w dokładnie równych odstępach (jak wyżej). Zatem to coś występuje w bilionach doskonale indentycznych, nieodróżnialnych od siebie egzemplarzy - pamiętajmy: dowód jest z dziedziny optyki, atomistyka niczego tu nie podpowiada. >No dobra, coś występuje regularnie w uporządkowany sposób.
Zatem mozna zasadnie powiedzieć, że albo to coś samo z siebie tak sie układa - albo jakaś siła mistyczna (na przykład) czuwa nad owym ułożeniem? Stwierdzono wyostrzanie się obrazu (zatem polepszenie doskonałości ułożenia) ze spadkiem temperatury substancji: temperatura to parametr nie wywodzący się z atomistyki, choć ta po swojemu ja interpretuje. Gdyby zatem była to (na przykład) siła mistyczna - moglibysmy nia sterować oziębiając lub podgrzewająć daną substancję - a to się jakoś kłóci mistyką, przynajmniej taką jak ja ja rozumiem - wiesz, jestem pod kulturowym wpływem chrześcijaństwa.
Nie Jasiu - trzeba bedzie jednak przyjąć, że owa skłonność do układania się wprzestrzeni w pewien sposób tonatulana cecha owego czegoś - zgodzisz się z tym czy nie? Nalegam na odpowiedź - moze zrobimy kolejny mały kroczek do przodu.
Tylko, że to wcale nie musi być atomami. Tysiące rzeczy występuje w sposób uporządkowany, wcale nie będąc atomami.
A, wiesz, to kwestia kontekstu sytuacyjnego. Na targu bywaja regularnie ułożone jabłka - tu jednak mówimy o materii samej w sobie: kazdej materii. I wiemy, że to ułożenie bardzo małych "cegiełek" jest bardzo geste - możesz podac jakiś adekwatny przykład rzeczy uporzadkowanych w takiej skali? Atomy rzecz jasna, pominiemy.
I tu, Jasiu, nalegam na odpowiedź. Skoro piszesz o tysiącach rzeczy - stać Cię jak sadzę na jedenadekwatny przykład.
>>A do Ciebie dociera z tego jedno, i to po długim męczeniu: materia jest nieciągła. Pomysl teraz Jasiu o teorii ewolucji: miała ogromna ilośc czasu, rozumu zaś nie miała żadnego: ot pewne mechaanizmy selekcji i utrwalania aktywnej informacji. Doszła do człowieka - może i my do czegoś dojdziemy przed końcem świata. >Po co ty piszesz takie farmazony?
Chciałbyś odpowiedź szczerą - czy poprawna politycznie?
>>Zapytam zatem: masz w swietle opisanych faktów podstawy wątpić, że to coś z czego składa się materia charakteryzuje się przynajmniej jedną cechą: >>owe podstawowe składniki występują w ogromnej masie identycznych egzemplarzy: identycznych w ramach chemicznie odróznialnego pierwiatka (izotopy na razie sobie darujemy) >>- tak czy nie? Na razie nie bedę odpowiadał na resztę - ciekaw jestem bowiem Twojej odpowiedzi na postawione proste pytanie. >Gonisz w piętkę. Powtarzam: No dobra, coś występuje regularnie w uporządkowany sposób. Tylko, że to wcale nie musi być atomami. Tysiące rzeczy występuje w sposób uporządkowany, wcale nie będąc atomami.
Wrócimy do pytania, które Ci zadałem wyżej: czekam na jeden adekwatny przykład, nie tysiące nieadekwatnych. Bo że to nie sa jabłka na straganie - chyba sie zgodzimy? Widzisz - ja racjonalista piszę chyba: my racjonaliści odrózniamy dosyć starannie hipotezy od wiedzy.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski |
>możesz podac jakiś adekwatny przykład rzeczy uporzadkowanych w takiej skali? Atomy rzecz jasna, pominiemy. >I tu, Jasiu, nalegam na odpowiedź. Skoro piszesz o tysiącach rzeczy - stać Cię jak sadzę na jedenadekwatny przykład.
[...]
>Wrócimy do pytania, które Ci zadałem wyżej: czekam na jeden adekwatny przykład, nie tysiące nieadekwatnych.
Płatki śniegu tworzą zawsze regularną strukturę. Fale radiowe tworzą zawsze regularną strukturę. Pole magnetyczne tworzy zawsze regularną strukturę.
>Bo że to nie sa jabłka na straganie - chyba sie zgodzimy?
No tylko co z tego. Będę uparty: coś występuje regularnie w uporządkowany sposób. Tylko, że to wcale nie musi być atomami.
>Widzisz - ja racjonalista piszę chyba: my racjonaliści odrózniamy dosyć starannie hipotezy od wiedzy.
Tylko w swoim mniemaniu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >>możesz podac jakiś adekwatny przykład rzeczy uporzadkowanych w takiej skali? Atomy rzecz jasna, pominiemy. >>I tu, Jasiu, nalegam na odpowiedź. Skoro piszesz o tysiącach rzeczy - stać Cię jak sadzę na jedenadekwatny przykład. >[...] >>Wrócimy do pytania, które Ci zadałem wyżej: czekam na jeden adekwatny przykład, nie tysiące nieadekwatnych. >Płatki śniegu tworzą zawsze regularną strukturę.
Ano właśnie, Jasiu - dlaczego? Nie ma to aby nic wspólnego z siecią krystaliczną lodu? Toż to ta sama sieć, kóra odzwierciedla się w rentgenowskich interferogramach; masz jakies nieatomistyczne wytłumaczenie owej pięknej regularności struktury, obserwowanej w makroskali?
> Fale radiowe tworzą zawsze regularną strukturę.
Jasiu. fale radiowe to zaledwie pewien, arbitralnie wybrany wycinek spektrum fal elektromagnetycznych. Regularność (rozumiem, że masz na mysli sinusoidę ze szkoły podstawowej) nie jest ani troche ich cechą - nasze przyrządy wydzielają z pola elektromagnetycznego oddziaływującego na antenę odbiorczą - ani trochę nie regularnego - regularna składową: elementarne żródła fali dodają do pola na zasadzie superpozycji w środowisku liniowym swoją składową - regularną lub nie; na przykład źródła termiczne dodają składową o charakterze szumu, czyli wysoce nieregularną. Owa regularnośc może być cechą nadajnika badź odbiornika - nigdy samej fali, bedącej pojęciem wirtualnym, bytem czysto pojęciowym. Mam wrażenie, że nieznajomośc tematu kazała Ci wybrać wyjątkowo zły przykład.
> Pole magnetyczne tworzy zawsze regularną strukturę.
A to niby w jaki sposób? Pole magnetyczne jest jedną ze składowych promieniowania elektromagnetycznego - czyli na przykład fal radiowych o których byłeś łaskaw napisac wyżej. Zatem tu nie chodzi Ci o fale elektromagnetyczne - chodzi Ci o pole stacjonarne badź "jakieś". Przepraszam - co w nim regularnego? Rozkład natężenia pola może być całkiem dowolny, zależny od konfiguracji źródeł je tworzacych - regularny sam z siebie nie jest ani trochę. Nie Jasiu - nie ma regularnej struktury pola magnetycznego, podobnie jak nie ma regularnej struktury fal radiowych.
>>Bo że to nie sa jabłka na straganie - chyba sie zgodzimy? >No tylko co z tego. Będę uparty: coś występuje regularnie w uporządkowany sposób. Tylko, że to wcale nie musi być atomami.
Jasiu, masz niesłychanie kreatywny sposób dyskutowania. Jest pytanie: składa się materia z atomów czy nie? Zanim na to pytanie odpowiemy, sięgasz do tego czym sa atomy - na to bedzie czas po uzgodnieniu czy istnieją. Będę konsekwentny: skoro atomy jak twierdzisz nie istnieją, rozmawiamy o pojęciu być może pustym, o bycie pojęciowym: taki byt nie musi miec w ogóle struktury wewnętrznej. O strukturze wewnętrznej mówilibyśmy wtedy, gdybyś pojęciu atomu przeciwstawił jakies inne pojęcie: ponieważ atomy sa zdefiniowane dośc szczegółowo, interesowalibyśmy sie ich definicją czy strukturą na takim poziomie szczegółowości, jaki miałby Twój ich zamiennik - nie głębiej. Skoro jednak w niejsce atomów nie proponujesz niczego konkretnego (przynajmniej nie zauważyłem), nie mamy z czym struktury atomów porównac, nie mamy jak ocenić który model jest lepszy. Chcesz rozmawiać o strukturze atomów? Możemy do tego przejść jedynie na bazie założenia o ich istnieniu - rzecz jasna może to być założenie robocze, którego za słuszne nie uważasz. Może więc zapytajmy: co konkretnie uważasz za niesprawdzone w modelu protony-neutrony-jądra? Byłbym wdzięczny za odpowiedź.
>>Widzisz - ja racjonalista piszę chyba: my racjonaliści odrózniamy dosyć starannie hipotezy od wiedzy. >Tylko w swoim mniemaniu.
W naszym - racjonalistów. Ale bywaja mniemania lepsze lub gorsze; to akurat do nieudokomentowanych nie należy, czego dowodzi choćby ta dyskusja.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >>>możesz podac jakiś adekwatny przykład rzeczy uporzadkowanych w takiej skali? Atomy rzecz jasna, pominiemy. >>>I tu, Jasiu, nalegam na odpowiedź. Skoro piszesz o tysiącach rzeczy - stać Cię jak sadzę na jedenadekwatny przykład. >>[...] >>>Wrócimy do pytania, które Ci zadałem wyżej: czekam na jeden adekwatny przykład, nie tysiące nieadekwatnych. >>Płatki śniegu tworzą zawsze regularną strukturę. >Ano właśnie, Jasiu - dlaczego? Nie ma to aby nic wspólnego z siecią krystaliczną lodu? Toż to ta sama sieć, kóra odzwierciedla się w rentgenowskich interferogramach.; masz jakies nieatomistyczne wytłumaczenie owej pięknej regularności struktury, obserwowanej w makroskali?
Popełniasz błędne koło, bo przyjmujesz za wyjaśnienie regularności coś, co samo na mocy swej regularności nie implikuje jeszcze tej regularnosci, a więc ma dopiero zostać dowiedzione.
>O strukturze wewnętrznej mówilibyśmy wtedy, gdybyś pojęciu atomu przeciwstawił jakies inne pojęcie: ponieważ atomy sa zdefiniowane dośc szczegółowo, interesowalibyśmy sie ich definicją czy strukturą na takim poziomie szczeółowości, jaki miałby Twój ich zamiennik - nie głębiej. Skoro jednak w niejsce atomó nie proponujesz niczego konkretnego (przynajmniej nie zauważyłem), nie mamy z czym struktury atomów porównac, nie mamy jak ocenić który model jest lepszy.
Urojone założenie. Nie ma potrzeby proponować kontrmodelu. Odsyłam do mojej pierwszej wypowiedzi w tym wątku (drugi post od góry).
>Chcesz rozmawiać o strukturze atomów? Możemy do tego przejść jedynie na bazie założenia o ich istnieniu - rzecz jasna może to być założenie robocze, którego za słuszne nie uważasz. Może więc zapytajmy: co konkretnie uważasz za niesprawdzone w modelu protony-neutrony-jądra? Byłbym wdzięczny za odpowiedź.
Wszystko.
Resztę tnę, bo lejesz wodę i piszesz też dużo nie na temat (niech ci będzie, że pozostałe przykłady nie muszą dowodzić regularności, co do pierwszego przykładu się zresztą zgodziłeś, można więc olać następne).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >Popełniasz błędne koło, bo przyjmujesz za wyjaśnienie regularności coś, co samo na mocy swej regularności nie implikuje jeszcze tej regularnosci, a więc ma dopiero zostać dowiedzione.
Jasiu - naturę analizujemy, to znaczy idziemy od ogółu do szczegółu. Gdzie tu błedne koło? Nazywamy atomami owe fundamentalne cegiełki o pewnej znanej nam zdolności tworzenia struktury uporządowanej - dopiero potem analizujemy ich strukture wewnętrzną. Chcesz odwrotnie? Owszem, bo nie chcesz przyjąć prawdy dowiedzionej na drodze analitycznej; że przy Twojej wiedzy dyskusja o strukturze atomu musi byc bezowocna, to juz oczywiste.
>Urojone założenie. Nie ma potrzeby proponować kontrmodelu. Odsyłam do mojej pierwszej wypowiedzi w tym wątku (drugi post od góry).
Taaa... Tobie kontrmodel nie jest potrzebny - po co jednak w takim razie udajesz, że dyskutujesz?
>>Chcesz rozmawiać o strukturze atomów? Możemy do tego przejść jedynie na bazie założenia o ich istnieniu - rzecz jasna może to być założenie robocze, którego za słuszne nie uważasz. Może więc zapytajmy: co konkretnie uważasz za niesprawdzone w modelu protony-neutrony-jądra? Byłbym wdzięczny za odpowiedź. >Wszystko.
czyli nic - nic konkretnego. Odpowiedź godna małego Jasia, który nie wie o czym mówi. Nie dowiedziono Ci istnienia elektronów? Nie korzystaj z monitora, bo może popełniasz grzech: to te nieszczęsne elektrony rysują obraz na ekranie kineskopu - elektrony oderwane termicznie od atomu, potem przyspieszone polem elektrycznym i odchylone magnetycznym, aby trafić we właściwy punkt na ekranie (mowa oczywiście o monitorach z kineskopem, nie LCD, te działają na zasadzie skrętu spolaryzowanych molekuł w polu elektrycznym).
>Resztę tnę, bo lejesz wodę i piszesz też dużo nie na temat (niech ci będzie, że pozostałe przykłady nie muszą dowodzić regularności, co do pierwszego przykładu się zresztą zgodziłeś, można więc olać następne).
Pierwszy dotyczy regularności wynikłej z cech atomów - pozostałe nie dotycza niczego bo sa bez sensu, obnażają jedynie Twoja niewiedzę na poziomie elementarnym. A resztę tniesz, bo nie potrafisz odpowiedzieć ani merytorycznie - ani nie burząc własnego wywodu, możesz sobie pisać że nie rozumiesz. Czyli - koniec?
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >>Popełniasz błędne koło, bo przyjmujesz za wyjaśnienie regularności coś, co samo na mocy swej regularności nie implikuje jeszcze tej regularnosci, a więc ma dopiero zostać dowiedzione. >Jasiu - naturę analizujemy, to znaczy idziemy od ogółu do szczegółu. Gdzie tu błedne koło?
W tym, że przyjąłeś, iż regularność płatków śniegu jest powodowana przez atomy, co jest dowodzeniem tezy za pomocą tezy, którą ma się dopiero dowieść. Pomijam już fakt, że taka twoja odpowiedź jest również ewidentnym błędem logicznym ignoratio elenchi, bo płatek śniegu był odpowiedzią na twoje żądanie o wskazanie innej niż atomowa regularności. Kiedy wskazałem na taką regularność w przyrodzie, dowodząc, że sama regularność nie musi być dowodem na istnienie akurat atomów, ty zamiast wycofać się z idiotycznej argumentacji totalnie odwróciłeś kota ogonem i stwierdziłeś, że regularność w budowie płatków śniegu... dowodzi właśnie istnienia atomów. Totalne odwrócenie kota ogonem i błędnokołowe podpieranie się argumentem, który obalił twoje wcześniejsze założenie, iż regularność "dowodzi" istnienia akurat atomowej struktury. Tak to można w nieskończoność "argumentować", stwierdzając, że po prostu wszystko i tak jest atomami, choć istnienia atomów przecież musisz dopiero dowieść (to tak jak panteista pisałby komuś, kto żąda od niego dowodu na istnienie Boga, że wszystko jest Bogiem). Totalny sofizm. Was gdzieś szkolą w tej erystyce?
>Nazywamy atomami owe fundamentalne cegiełki o pewnej znanej nam zdolności tworzenia struktury uporządowanej - dopiero potem analizujemy ich strukture wewnętrzną. Chcesz odwrotnie? Owszem, bo nie chcesz przyjąć prawdy dowiedzionej na drodze analitycznej; że przy Twojej wiedzy dyskusja o strukturze atomu musi byc bezowocna, to juz oczywiste.
Bredzisz. Tylko dlatego próbujesz sprowadzić tę dyskusję do ogólnikowego nazwania atomem czegoś nieokreślonego i bardzo ogólnikowo oraz bardzo oszczędnie zdefiniowanego, bo nie jesteś w stanie wykazać, iż istnieje coś takiego jak atom. Istnienia czegoś dowodzi się za pomocą konkretów, a ty ich nie masz, dlatego uciekasz w ogólnikowe sofizmy, gdzie w zasadzie nic konkretnego o atomie się nie mówi, poza tym, że jakiś fragment materii nazywa się atomem. To nie jest żadna definicja, bo to jest definicja błędna logicznie na zasadzie idem per idem (niewyjaśnione przez niewyjaśnione), która po prostu nic nie mówi.
>>Urojone założenie. Nie ma potrzeby proponować kontrmodelu. Odsyłam do mojej pierwszej wypowiedzi w tym wątku (drugi post od góry). >Taaa... Tobie kontrmodel nie jest potrzebny - po co jednak w takim razie udajesz, że dyskutujesz?
Pustosłowie.
>>>Chcesz rozmawiać o strukturze atomów? Możemy do tego przejść jedynie na bazie założenia o ich istnieniu - rzecz jasna może to być założenie robocze, którego za słuszne nie uważasz. Może więc zapytajmy: co konkretnie uważasz za niesprawdzone w modelu protony-neutrony-jądra? Byłbym wdzięczny za odpowiedź. >>Wszystko. >czyli nic - nic konkretnego. Odpowiedź godna małego Jasia, który nie wie o czym mówi. Nie dowiedziono Ci istnienia elektronów? >Nie korzystaj z monitora, bo może popełniasz grzech: to te nieszczęsne elektrony rysują obraz na ekranie kineskopu - elektrony oderwane termicznie od atomu, potem przyspieszone polem elektrycznym i odchylone magnetycznym, aby trafić we właściwy punkt na ekranie (mowa oczywiście o monitorach z kineskopem, nie LCD, te działają na zasadzie skrętu spolaryzowanych molekuł w polu elektrycznym).
Sam elektron nie jest dowodem na istnienie atomu.
>>Resztę tnę, bo lejesz wodę i piszesz też dużo nie na temat (niech ci będzie, że pozostałe przykłady nie muszą dowodzić regularności, co do pierwszego przykładu się zresztą zgodziłeś, można więc olać następne). >Pierwszy dotyczy regularności wynikłej z cech atomów - pozostałe nie dotycza niczego bo sa bez sensu, obnażają jedynie Twoja niewiedzę na poziomie elementarnym.
Nie spychaj dyskusji na wątki ad personam, z powodu braku dowodów na swą modernistyczną wiarę.
>A resztę tniesz, bo nie potrafisz odpowiedzieć ani merytorycznie - ani nie burząc własnego wywodu, możesz sobie pisać że nie rozumiesz.
Bzdura. Tnę i odnoszę się tylko do najistotniejszych punktów, bo lejesz beztreściwą wodę. Tobie się wydaję, że ilość wylanych przez ciebie słów wzmacnia twoja argumentację. Nie, ilość słów nie powoduje wzrostu zasadności danej wypowiedzi.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >W tym, że przyjąłeś, iż regularność płatków śniegu jest powodowana przez atomy, co jest dowodzeniem tezy za pomocą tezy, którą ma się dopiero dowieść.
Bełkoczesz Jasiu. To Ty podałeś strukturę płatków śniegu jako przykład regularności niezależnej od atomowej natury materii - o to chodziło czy nie? Mnie to dowodowo do niczego nie było i nie jest potrzebne.
>Pomijam już fakt, że taka twoja odpowiedź jest również ewidentnym błędem logicznym ignoratio elenchi, bo płatek śniegu był odpowiedzią na twoje żądanie o wskazanie innej niż atomowa regularności. Kiedy wskazałem na taką regularność w przyrodzie, dowodząc, że sama regularność nie musi być dowodem na istnienie akurat atomów, ty zamiast wycofać się z idiotycznej argumentacji totalnie odwróciłeś kota ogonem i stwierdziłeś, że regularność w budowie płatków śniegu... dowodzi właśnie istnienia atomów.
Jasiu, skarbie - nie dowodzi istnienia atomów, ale nie może być argumentem na rzecz ich nieistnienia. Niby proste - a... Pozwolisz, że resztę Twego wywiedzionego z niezrozumienia tej róznicy bęłkotu wytnę - bo z czym tu polemizować?
>Bredzisz. Tylko dlatego próbujesz sprowadzić tę dyskusję do ogólnikowego nazwania atomem czegoś nieokreślonego i bardzo ogólnikowo oraz bardzo oszczędnie zdefiniowanego, bo nie jesteś w stanie wykazać, iż istnieje coś takiego jak atom.
Nie Jasiu - mówimy o czymś zdefiniowanym w takim zakresie, w jakim jest to w tej dyskusji potrzebne. Nie rozumiesz tej prostej i elementarnej zasady? Na razie wychodzi na to, że to Ty znakomicie wiesz, jakie cechy winien wykazywać atom - który według Ciebie nie istnieje. O tym jaka jest struktura atomu porozmawiamy, gdy rozstrzygniemy: istnieje czy nie - a Ty sie nieco podszkolisz z fizyki. Co prawda - głeboka analiza struktury i własności czegoś niekoniecznie istniejącego to ulubiona zabawa scholastyków - czasy się jednak Jasiu zmieniły, co innego sie dziś uznaje za poprawne rozumowanie.
>Istnienia czegoś dowodzi się za pomocą konkretów, (...)
Nie mnozy się ich w nieskonczoność, zanim sie owego istnienia nie dowiedzie - takie to trudne do zrozumienia? To może konkretnie - jakie konkretne cechy atomu uważasz z niedowiedzione? Nalegam na odpowiedź, choć ramka z tekstem coraz węższa - a może zaczniemy kolejny wątek?
>(..)a ty ich nie masz, dlatego uciekasz w ogólnikowe sofizmy, gdzie w zasadzie nic konkretnego o atomie się nie mówi, poza tym, że jakiś fragment materii nazywa się atomem. To nie jest żadna definicja, bo to jest definicja błędna logicznie na zasadzie idem per idem (niewyjaśnione przez niewyjaśnione), która po prostu nic nie mówi.
Nie jakiś fragment materii nazywa się atomem, tylko materia jest uporządkowaną strukturą drobnych (submikroskopowych) identycznych elementów, właściwych poszczególnym pierwiatkom chemicznym - a owo uporządkowanie wynika z ich własności. Idem per idem, Jasiu?
>>>Urojone założenie. Nie ma potrzeby proponować kontrmodelu. Odsyłam do mojej pierwszej wypowiedzi w tym wątku (drugi post od góry).
A ja - do mojej odpowiedzi tamże. Nie Tobie określać, jakie są istotne cechy paradygmatu - Tobie jako dogmatykowi samo to pojęcie jest zbyt obce mentalnie. Musisz niestety akceptować takie rozumienie paradygmatu, jakie jest ogólnie przyjęte w nauce: to przeciez nie dyskusja o tym, czy paradygmat istnieje.
>>Taaa... Tobie kontrmodel nie jest potrzebny - po co jednak w takim razie udajesz, że dyskutujesz? >Pustosłowie.
Pustogłowie.
>Sam elektron nie jest dowodem na istnienie atomu.
A kto napisał, że jest? Ale - znasz inna prócz atomistycznej teorię, potrafiącą opisac elektron?
>Nie spychaj dyskusji na wątki ad personam, z powodu braku dowodów na swą modernistyczną wiarę.
Jasiu - elementarna nieznajomość przedmiotu dyskusji u jednego z jej uczestników ni jest sprawą dla sdyskusji obojetną. Niewiedzy dowiodłeś: nie da sie o tym ne mówić.
>Bzdura. Tnę i odnoszę się tylko do najistotniejszych punktów, bo lejesz beztreściwą wodę. Tobie się wydaję, że ilość wylanych przez ciebie słów wzmacnia twoja argumentację. Nie, ilość słów nie powoduje wzrostu zasadności danej wypowiedzi.
Tniesz wszystkie zapytania o konkrety - tyle zauważyłem.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >>W tym, że przyjąłeś, iż regularność płatków śniegu jest powodowana przez atomy, co jest dowodzeniem tezy za pomocą tezy, którą ma się dopiero dowieść. >Bełkoczesz Jasiu. To Ty podałeś strukturę płatków śniegu jako przykład regularności niezależnej od atomowej natury materii - o to chodziło czy nie?
Właśnie o to. To kompletnie pogrzebało twój idioyczny argument, że regylarnośc jakiejś struktury musi dowodzić akurat istnienia atomów.
>Mnie to dowodowo do niczego nie było i nie jest potrzebne.
Jak widać było, skoro na tej podstawie próbowałeś uzasadniać po raz kolejny istnienie atomów: "Toż to ta sama sieć, kóra odzwierciedla się w rentgenowskich interferogramach.; masz jakies nieatomistyczne wytłumaczenie owej pięknej regularności struktury, obserwowanej w makroskali?". A zatem nie wykręcaj się teraz ateuszu.
>>Pomijam już fakt, że taka twoja odpowiedź jest również ewidentnym błędem logicznym ignoratio elenchi, bo płatek śniegu był odpowiedzią na twoje żądanie o wskazanie innej niż atomowa regularności. Kiedy wskazałem na taką regularność w przyrodzie, dowodząc, że sama regularność nie musi być dowodem na istnienie akurat atomów, ty zamiast wycofać się z idiotycznej argumentacji totalnie odwróciłeś kota ogonem i stwierdziłeś, że regularność w budowie płatków śniegu... dowodzi właśnie istnienia atomów. >Jasiu, skarbie - nie dowodzi istnienia atomów, ale nie może być argumentem na rzecz ich nieistnienia.
Zdanie podane nez uzasadnienia.
>Niby proste - a... Pozwolisz, że resztę Twego wywiedzionego z niezrozumienia tej róznicy bęłkotu wytnę - bo z czym tu polemizować?
Kapitulacja.
>>Bredzisz. Tylko dlatego próbujesz sprowadzić tę dyskusję do ogólnikowego nazwania atomem czegoś nieokreślonego i bardzo ogólnikowo oraz bardzo oszczędnie zdefiniowanego, bo nie jesteś w stanie wykazać, iż istnieje coś takiego jak atom. >Nie Jasiu - mówimy o czymś zdefiniowanym w takim zakresie, w jakim jest to w tej dyskusji potrzebne. Nie rozumiesz tej prostej i elementarnej zasady?
Chrzanisz. W tej dyskusji jest potrzebne pełne współczesne rozumienie atomu, bo tak definiują go fizycy, podręczniki szkolne, wszystko co mówi się o nim w sposób pełny i konkretny. Tak też rozumieją to inni od początku tej dyskusji. A więc uciekasz w erystyczne popisy upraszczające rozumienie atomu za cenę zafałszowania pełnego jego współczesnego pojmowania. Po prostu żałosna kapitulacja w dyskusji, okupująca to ceną sofisterii.
>Na razie wychodzi na to, że to Ty znakomicie wiesz, jakie cechy winien wykazywać atom - który według Ciebie nie istnieje.
Demagogia. Ja wskazuję jak to się rozumie we współczesnej fizyce i żądam dowodu na to.
>O tym jaka jest struktura atomu porozmawiamy, gdy rozstrzygniemy: istnieje czy nie - a Ty sie nieco podszkolisz z fizyki. ]
Kolejna ucieczka.
>Co prawda - głeboka analiza struktury i własności czegoś niekoniecznie istniejącego to ulubiona zabawa scholastyków - czasy się jednak Jasiu zmieniły, co innego sie dziś uznaje za poprawne rozumowanie.
Sofisteria.
>>Istnienia czegoś dowodzi się za pomocą konkretów, (...) >Nie mnozy się ich w nieskonczoność, zanim sie owego istnienia nie dowiedzie - takie to trudne do zrozumienia? To może konkretnie - jakie konkretne cechy atomu uważasz z niedowiedzione?
A choćby istnienie protonu, neutronu i akurat orbit (nie samych elektronów). Coś bez czego atom nie jest już atomem.
>>(..)a ty ich nie masz, dlatego uciekasz w ogólnikowe sofizmy, gdzie w zasadzie nic konkretnego o atomie się nie mówi, poza tym, że jakiś fragment materii nazywa się atomem. To nie jest żadna definicja, bo to jest definicja błędna logicznie na zasadzie idem per idem (niewyjaśnione przez niewyjaśnione), która po prostu nic nie mówi. >Nie jakiś fragment materii nazywa się atomem, tylko materia jest uporządkowaną strukturą drobnych (submikroskopowych) identycznych elementów, właściwych poszczególnym pierwiatkom chemicznym - a owo uporządkowanie wynika z ich własności. Idem per idem, Jasiu?
Na pewno nie definicja atomu, bo ani słowa tu o nim. Zmieniłes znów front swej erystyki jak widzę.
>>>>Urojone założenie. Nie ma potrzeby proponować kontrmodelu. Odsyłam do mojej pierwszej wypowiedzi w tym wątku (drugi post od góry). >A ja - do mojej odpowiedzi tamże. Nie Tobie określać, jakie są istotne cechy paradygmatu - Tobie jako dogmatykowi samo to pojęcie jest zbyt obce mentalnie. Musisz niestety akceptować takie rozumienie paradygmatu, jakie jest ogólnie przyjęte w nauce: to przeciez nie dyskusja o tym, czy paradygmat istnieje.
Nic nie muszę akceptować z nauki, trujesz i tyle.
>>>Taaa... Tobie kontrmodel nie jest potrzebny - po co jednak w takim razie udajesz, że dyskutujesz? >>Pustosłowie. >Pustogłowie.
Pustosłowie.
>>Sam elektron nie jest dowodem na istnienie atomu. >A kto napisał, że jest? Ale - znasz inna prócz atomistycznej teorię, potrafiącą opisac elektron?
A po co. Nie musi być żadnej alternatywnej teorii. Po prostu sobie elektron może jest (może istnieć w oderwaniu od tego co uważa się za atom), i tyle. Znów wprowadzasz jakieś urojone konieczności.
>>Nie spychaj dyskusji na wątki ad personam, z powodu braku dowodów na swą modernistyczną wiarę. >Jasiu - elementarna nieznajomość przedmiotu dyskusji u jednego z jej uczestników ni jest sprawą dla sdyskusji obojetną. Niewiedzy dowiodłeś: nie da sie o tym ne mówić.
Błąd logiczny Argumentum ad hominem i nic więcej.
>>Bzdura. Tnę i odnoszę się tylko do najistotniejszych punktów, bo lejesz beztreściwą wodę. Tobie się wydaję, że ilość wylanych przez ciebie słów wzmacnia twoja argumentację. Nie, ilość słów nie powoduje wzrostu zasadności danej wypowiedzi. >Tniesz wszystkie zapytania o konkrety - tyle zauważyłem.
To się konkretami tobie jedynie wydaje.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Jasiu - było tak.
1. Ty stwierdziłeś, że wiele jest przykładów regularności struktur, kóre nie mają niczego wspólnego z istnieniem atomów.
2. Ja poprosiłem o przykłady.
3. Ty podałeś trzy: dwa oczywiście błędne (dostrzegałeś strukturę tam, gdzie jej nie ma), trzeci prawdziwy - ów z płatkami śniegu.
4. Zwróciłem Ci delikatnie uwagę, że jedynego znanego wyjasnienia owej struktury płatka śniegu dostarcza krystalografia - nauka o makrostrukturach tworzonych przez atomy; zatem Twój argument ani niczego nie dowodzi ani nie obala - jest dla dyskusji obojetny.
5. Dalej - to już tylko Twoje fantazje: takie na jakie Cie stać.
Konkluzja: jestes niedoukiem, kwestionującym wiedzę ludzkości - ludzkości, bo nie ma w owej nauce odłamu atomistów i nie-atomistów, to społeczność dzieli się na osoby kompetentne i niekompetentne w danej dziedzinie wiedzy. Budujesz swoje logiczne perpetuum mobile, odrzucając wiedzę na poziomie szkoły podstawowej - cóż, może Ci się uda, ale jedynie na użytek Twój własny i Twoich fanów: na mnie krzyki prostaków wrazenia nie czynią. I - uwierz mi Jasiu, wszak wiara to Twoja intelektualna specjalizacja - takich jak ja jest już sporo, coraz więcej.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski |
>4. Zwróciłem Ci delikatnie uwagę, że jedynego znanego wyjasnienia owej struktury płatka śniegu dostarcza krystalografia - nauka o makrostrukturach tworzonych przez atomy; zatem Twój argument ani niczego nie dowodzi ani nie obala - jest dla dyskusji obojetny.
Motasz. Nie jest istotne twe błędnokołowe wyjaśnienie regularności w strukturze płatka, ale sam fakt tej regularności, który obala twój idiotyczny "argument", że regularność w strukturze materii musi "dowodzić" jej zatomizowania. Jak widać nie musi, regularność może sobie po prostu być i tyle.
>5. Dalej - to już tylko Twoje fantazje: takie na jakie Cie stać. >Konkluzja: jestes niedoukiem, kwestionującym wiedzę [...]
Błąd logiczny Argumentum ad hominem. Tnę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >>4. Zwróciłem Ci delikatnie uwagę, że jedynego znanego wyjasnienia owej struktury płatka śniegu dostarcza krystalografia - nauka o makrostrukturach tworzonych przez atomy; zatem Twój argument ani niczego nie dowodzi ani nie obala - jest dla dyskusji obojetny. >Motasz. Nie jest istotne twe błędnokołowe wyjaśnienie regularności w strukturze płatka, ale sam fakt tej regularności, który obala twój idiotyczny "argument", że regularność w strukturze materii musi "dowodzić" jej zatomizowania. Jak widać nie musi, regularność może sobie po prostu być i tyle.
Jasiu, nie dyskutujemy o dyskusji w ujęciu abstrakcyjnym - dyskutujemy o Twieje tezie, ża ateiści wierzą bo atomowej struktury materii nie dowiedziono. Odrzucam Twój argument jako nieistotny, bo owa regularnośc jest pochodną tej regularności o której mówię - nie jest od niej niezależny zatem nie jest przykładem czego innego. Ale jak widać - tonący brzydko się chwyta.
>>5. Dalej - to już tylko Twoje fantazje: takie na jakie Cie stać. >>Konkluzja: jestes niedoukiem, kwestionującym wiedzę [...] >Błąd logiczny Argumentum ad hominem. Tnę.
Jasiu, Twojej niekompetencji w dyskusji o fizyce dowiodłeś sam, bez niczyjej pomocy. Proszony o konkretyzację wygłoszonych bredni - milczysz; w tej sytuacji pozostają już tylko takie argumenty merytoryczne do Ciebie nie docierają bo nie mogą.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski |
>Odrzucam Twój argument jako nieistotny, bo owa regularnośc jest pochodną tej regularności o której mówię - nie jest od niej niezależny
Teza nie tyle bezzasadna, ale wciąż błędnokołowa, bo uzasadnia tę regularność na mocy jedynie jej domniemanej pochodnej.
>>>5. Dalej - to już tylko Twoje fantazje: takie na jakie Cie stać. >>>Konkluzja: jestes niedoukiem, kwestionującym wiedzę [...] >>Błąd logiczny Argumentum ad hominem. Tnę. >Jasiu, Twojej niekompetencji w dyskusji o fizyce dowiodłeś sam, bez niczyjej pomocy. Proszony o konkretyzację wygłoszonych bredni - milczysz; w tej sytuacji pozostają już tylko takie argumenty merytoryczne do Ciebie nie docierają bo nie mogą.
Błąd logiczny Argumentum ad hominem - c.d. Brnij sobie, brnij.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >>Odrzucam Twój argument jako nieistotny, bo owa regularnośc jest pochodną tej regularności o której mówię - nie jest od niej niezależny >Teza nie tyle bezzasadna, ale wciąż błędnokołowa, bo uzasadnia tę regularność na mocy jedynie jej domniemanej pochodnej.
Ty winieneś się wystrzegać mozliwego związku wynikania miedzy podanym przykładem a tym, co negujesz - Ty sie tego nie ustrzegłeś. A bodaj już w szkole podstawowej uczą, czemu przypisujemy owa regularność formy płatkó śniegu.
>>>>5. Dalej - to już tylko Twoje fantazje: takie na jakie Cie stać. >>>>Konkluzja: jestes niedoukiem, kwestionującym wiedzę [...] >>>Błąd logiczny Argumentum ad hominem. Tnę. >>Jasiu, Twojej niekompetencji w dyskusji o fizyce dowiodłeś sam, bez niczyjej pomocy. Proszony o konkretyzację wygłoszonych bredni - milczysz; w tej sytuacji pozostają już tylko takie argumenty merytoryczne do Ciebie nie docierają bo nie mogą. >Błąd logiczny Argumentum ad hominem - c.d. Brnij sobie, brnij.
Niestety, Jasiu - termin argumentum ad hominem też rozumiesz po swojemu, czyli kiepsko. Nie opieram żadnego dowodu czy przesłanki o domniemanie Twoich kwalifikacji umysłowych - dopiero wtedy możnaby mówic o błędzie logicznym. Dowodząc - zadaję Ci konkretne pytania - na które nie odpowiadasz: zadaję Ci je, jakbym miał nadzieję że je zrozumiesz (wszak powinieneś rozumieć, skoro ważysz się na dyskusję).
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >Ty winieneś się wystrzegać mozliwego związku wynikania miedzy podanym przykładem a tym, co negujesz - Ty sie tego nie ustrzegłeś. A bodaj już w szkole podstawowej uczą, czemu przypisujemy owa regularność formy płatkó śniegu.
No i co z tego, że uczą. Nic. Jeśli ma to być argument, to jest to błąd logiczny Argumentum ad Vercundiam (powoływanie się na autorytet a nie na argument). Tym samym twoja argumentacja zjechała na manowce i stała się jałowa. W tym miejscu daję EOT.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Aj, jaka rozpaczliwa samoobrona, Jasiu. Dyskusja zakończyła się wcześniej - gdy obiecałeś przykłady a podałeś rozpaczliwe śmieci. Szkoła podstawowa to nie autorytet, to należy do kanonu - powinno się mimo wszystko znać i cos pamiętać: w kazdym razie nie zaprzeczać bez uzasadnienia.
EOT
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | >Płatki śniegu tworzą zawsze regularną strukturę. >Będę uparty: coś występuje regularnie w uporządkowany sposób. >Tylko, że to wcale nie musi być atomami. Dowód szmelc. Potrójnie bezmyślny, bo płatki śniegu, to tworzą, ale nieregularne zaspy, a nie regularne struktury. Na dodatek każdy płatek jest inny i podobno nie ma podobnego. Po trzecie płatek śniegu to przykład fraktala opisanego krzywą Kocha. Jak wiadomo fraktale to struktury chaosu złożone z identycznych powtarzalnych elementów. Infantylność Tojej logiki polega na tym, że jedynymi regularnymi elementami w płatku, są cząsteczki (nie myl z cząstkami). Argumentum Twoje świadczy więc przeciw Tobie (jak zwykle zresztą).
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >>Płatki śniegu tworzą zawsze regularną strukturę. >>Będę uparty: coś występuje regularnie w uporządkowany sposób. >Tylko, że to wcale nie musi być atomami. >Dowód szmelc. Potrójnie bezmyślny, bo płatki śniegu, to tworzą, ale nieregularne zaspy, a nie regularne struktury. >Na dodatek każdy płatek jest inny i podobno nie ma podobnego.
Tak jak każdy atom ma jakieś tam różnice od innych, choćby dlatego, że w danej sekundzie każdy uwalnia z ostatniej orbity inną ilość elektronów, ma więc jedyny w swym rodzaju ładunek elektryczny i pod tym względem jest nieregularny w stosunku do innych. Nie ma dwóch jednakowych rzeczy we Wszechświecie, na pewnym stopniu złożoności, i pod pewnymi aspektami, jeśli to chcesz powiedzieć. Stwierdzasz banały.
>Po trzecie płatek śniegu to przykład fraktala opisanego krzywą Kocha. Jak wiadomo fraktale to struktury chaosu złożone z identycznych powtarzalnych elementów.
Mącisz i tyle. Ja mówiłem o regularnej strukturze widocznej gołym okiem, nie o jakichś tam fraktalach. Po prostu wciskasz jakieś totalne ściemy, przez odwoływanie się do jakiegoś nieregularnego aspektu czegoś, co jest z grubsza regularne. Pomachać mądrymi pojęciami, które niczego nie dowodzą i słabo odnoszą się do tematu, oto stary sposób na błyskotliwe okraszanie waszej sofistyki rzekomą uczonością i quasi intelektualną wzniosłością.
>Infantylność Tojej logiki polega na tym, że jedynymi regularnymi elementami w płatku, są cząsteczki (nie myl z cząstkami).
j.w.
>Argumentum Twoje świadczy więc przeciw Tobie (jak zwykle zresztą).
No jakoś sobie otuchy dodawać musisz. Fakt pozostaje faktem, regularność jakiejś struktury nie jest dowodem na akurat jej zatomizowanie, bo non sequitur. Nie trzeba tu nawet wskazywać kontrprzykładów regularności. A więc znów zapędziliście się w manowce zaciemniania meritum i tyle
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Ble, ble,ble > Fakt pozostaje faktem, regularność jakiejś struktury nie jest dowodem na akurat jej zatomizowanie.Nie ma żadnych faktów Scholastyku. Twoje argumenty to śmieci. Możesz pisać pod moimi elaboratami tysiące razy pustosłowie i nie odczarujesz swojego infantylnego myślenia. Zobacz, sam zaprzeczasz temu co piszesz wyżej  > Płatki śniegu tworzą zawsze regularną strukturę.(sic!)> Będę uparty: coś występuje regularnie w uporządkowany sposób. >Tylko, że to wcale nie musi być atomami.(sic!) BO REGULARNOŚĆ PŁATKÓW ŚNIEGU WŁAŚNIE WYNIKA ZE ZATOMIZOWANIA.Lewandowski przeczytaj. Przykład płatka śniegu jest śmieciem, bo to nie płatek tworzy regularność. Płatki śniegu tworza zaspy. On jest regularnością. Nie czaisz? Co jest niby odpowiednikiem płatków śniegu, atom?! RACZEJ KRYSZTAŁ. Nie przemyślałeś przykładu i jeszcze podskakujesz.
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | > Ble, ble,ble> >Fakt pozostaje faktem, regularność jakiejś struktury nie jest dowodem na akurat jej zatomizowanie.> Nie ma żadnych faktów Scholastyku. Twoje argumenty to śmieci. Możesz pisać pod moimi elaboratami tysiące razy pustosłowie i nie odczarujesz swojego infantylnego myślenia. Zobacz, sam zaprzeczasz temu co piszesz wyżej Dodawania sobie otuchy ciąg dalszy. > >Płatki śniegu tworzą zawsze regularną strukturę.(sic!)> >Będę uparty: coś występuje regularnie w uporządkowany sposób. >Tylko, że to wcale nie musi być atomami.(sic!)> BO REGULARNOŚĆ PŁATKÓW ŚNIEGU WŁAŚNIE WYNIKA ZE ZATOMIZOWANIA.Racjonalistyczne wyznanie wiary, nic więcej. No bo przecież nie przedstawiłeś na to żadnego dowodu. > Lewandowski przeczytaj.> Przykład płatka śniegu jest śmieciem, bo to nie płatek tworzy regularność. Płatki śniegu tworza zaspy.> On jest regularnością. Nie czaisz? Co jest niby odpowiednikiem płatków śniegu, atom?! RACZEJ KRYSZTAŁ. Nie przemyślałeś przykładu i jeszcze podskakujesz.Ściemniasz. Mowa o kształcie płatka śniegu a nie o tym co go tworzy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) |
> Ściemniasz. Mowa o kształcie płatka śniegu a nie o tym co go tworzy.Dokładnie TY ściemniasz  i to w prostacki sposób  Płatek śniegu NIE TWORZY TEJ REGULARNOŚCI, on nią jest  Wołami mam napisać? Nie kapujesz? Po łacinie mam napisać? Ściemę, przy pomocy "naukowo-scholastycznych" przykładów uprawiasz TY
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | > >Ściemniasz. Mowa o kształcie płatka śniegu a nie o tym co go tworzy.> Dokładnie TY ściemniasz i to w prostacki sposób > Płatek śniegu NIE TWORZY TEJ REGULARNOŚCI, on nią jest A to ciekawe, bo przed chwilą temu przeczyłeś, odmawiając mu regularnosci: "płatki śniegu, to tworzą, ale nieregularne zaspy, a nie regularne struktury. Na dodatek każdy płatek jest inny i podobno nie ma podobnego". Przyparty do mury zaplątałeś się ateuszu. > Wołami mam napisać? Nie kapujesz? Po łacinie mam napisać?> Ściemę, przy pomocy "naukowo-scholastycznych" przykładów uprawiasz TYJesteś notorycznym kłamcą. Jak to racjonaliści.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Zobaczymy kto tu kręci  > A to ciekawe, bo przed chwilą temu przeczyłeś, odmawiając mu >regularnosci: "płatki śniegu, to tworzą, ale nieregularne zaspy, >a nie regularne struktury.Nie odmawiałem regularności płatkom, odmawiam regularności struktur TWORZONYCH przez płatki  . Płatki nie tworzą regularnych struktur. Kłopot z Tobą polega na tym, że napisałeś: > Płatki śniegu tworzą zawsze regularną strukturę.Powinno być: Płatki śniegu są tworzone przez regularną strukturę.  (W domyśle wiem, że odpowiedzialne za to są atomy, tworząc dendryty, ale tego nie wolno mi napisać. Szczerze powiem, że nie jestem pewien czy płatek śniegu to przykład jednego fraktala! Wnętrze płatka to przecież regularna struktura krystaliczna! To multi fraktal. Spox takie wtrącenie.) Dalej piszesz: > Będę uparty: coś występuje regularnie w uporządkowany sposób. >Tylko, że to wcale nie musi być atomami.Porównajmy zatem atom z płatkiem. Atomy tworzą regularności. Są to kryształy. > Płatki śniegu tworzą zawsze regularną strukturę.Co tworzą płatki?? Dużo płatków = zaspa. Przyrównanie płatka do atomu ma się tak jak pięść do oka. > Jesteś notorycznym kłamcą. Jak to racjonaliści.I kto jest kłamcą?
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | > Zobaczymy kto tu kręci > >A to ciekawe, bo przed chwilą temu przeczyłeś, odmawiając mu >regularnosci: "płatki śniegu, to tworzą, ale nieregularne zaspy, >a nie regularne struktury.> Nie odmawiałem regularności płatkom, odmawiam regularności struktur TWORZONYCH przez płatki . Płatki nie tworzą regularnych struktur.A więc w typowo racjonalistyczny sposob motałeś, bo ja wcale nic nie mówiłem o regularności jakichś struktur, mówiłem tylko o regularności samych płatków. Polemizowałeś zatem sam ze sobą. Widocznie lubisz zabawy sam ze sobą. > Kłopot z Tobą polega na tym, że napisałeś:> >Płatki śniegu tworzą zawsze regularną strukturę.> Powinno być: Płatki śniegu są tworzone przez regularną strukturę.  Przeczysz sam sobie, wyżej twierdzisz, że to płatki są regularne, nie ich struktury. Kręcisz i kłamiesz, motasz. W tym miejscu EOT, bo już nic nie wnosisz.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) |
> Płatki śniegu tworzą zawsze regularną strukturę.> Powinno być: Płatki śniegu są tworzone przez regularną strukturę.  > Nie odmawiałem regularności płatkom, odmawiam regularności struktur TWORZONYCH przez płatki .Jaki EOT  Potrzymuję! > bo ja wcale nic nie mówiłem o regularności jakichś struktur, mówiłem tylko o regularności samych płatków .HA! No właśnie! Powtarzam: Płatki nie tworzą swojej regularności, żadnej regularności nie tworzą. Są regularnością tak jak kryształy są regularnością, ale jej nie tworzą. Regularność płatków tworzą dendryty złożone z atomów, których nie ma  Nie kłamię tylko pokazuję błąd w Twoim założeniu. Przecież możesz podać inny przykład "czegoś" co tworzy regularności w przyrodzie. Przykładów są podobno setki.
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | Używając Twojego podejścia można bardzo łatwo stwierdzić, że nie ma dowodóe na istnienie Jana Lewandowskiego - nawet jeśli stałbyś przede mną.
Otóż Jan Lewandowski zbudowany jest z między innymi z komórek i innych materialnych części, te zbudowane są z atomów, a te między innymi z neutronów, a te z kwarków. Nie mamy zdjęcia kwarków (nie zaprezentowano dowodu), a więc nie ma dowodu na istnienie neutronów, a więc nie ma dowodów na istnienie atomów, a więc nie ma dowodów na istnienie komórek, a więc nie ma dowodów na istnienie Jana Lewandowskiego.
Przyjemne rozumowanie, prawda? Różnica między moim a Twoim jest taka, że ja pociągam to samo rozumowanie trochę dalej - powtarzam je kilkakrotnie dla coraz wyższych struktur. Widzisz, gdzie tkwi błąd?
Podpowiem: zakładasz zależność ścisłą jednej warstwy definicji od warstw głębszych - a więc Jan Lewandowski nie istnieje dopóki nie poznamy go nieskończenie dokładnie (bo a nóż to nie Jan Lewandowski, a grvgrewklunkus).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >Nie mamy zdjęcia kwarków (nie zaprezentowano dowodu), a więc nie ma dowodu na istnienie neutronów, a więc nie ma dowodów na istnienie atomów, a więc nie ma dowodów na istnienie komórek, a więc nie ma dowodów na istnienie Jana Lewandowskiego.
Może i tak, ale co z tego? Czy z tego od razu wynika istnienia atomu? Nie.
>Podpowiem: zakładasz zależność ścisłą jednej warstwy definicji od warstw głębszych - a więc Jan Lewandowski nie istnieje dopóki nie poznamy go nieskończenie dokładnie (bo a nóż to nie Jan Lewandowski, a grvgrewklunkus).
Zakładam istnienie podstawowych składników atomu, nie jakieś tajemnicze warstwy głębsze. A zatem analogia kompletnie bez sensu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) |
> >Podpowiem: zakładasz zależność ścisłą jednej warstwy definicji od warstw głębszych - a więc Jan Lewandowski nie istnieje dopóki nie poznamy go nieskończenie dokładnie (bo a nóż to nie Jan Lewandowski, a grvgrewklunkus).> Zakładam istnienie podstawowych składników atomu, nie jakieś tajemnicze warstwy głębsze. A zatem analogia kompletnie bez sensu.Składniki atomu to głębsza warstwa opisu. Tak jak atomy to znacznie głębsza warstwa opisu Jana Lewandowskiego.  Pytanie o istnienienie (zachodzenie) takiego a nie innego modelu budowy atomu jest pytaniem znacznie różniącym się od pytania o istnienie atomów. Nie rozważamy - mimo tego, że chcesz w tą stronę zepchnąć rozmowę o zdjęciach - pytania o składniki atomu, ale o istnienie atomów. Na zdjęciach widać wyraźnie atomy. A to, czy pewien model ich budowy jest słuszny (np. ten z neutronami, elektronami, protonami, gluonami, kwarkami itd.), nie wynika i nie jest związane z tematyką zdjęć - nie bardziej niż struktura atomowa tkanek jest związana z tematyką zdjęcia rodzinnego. Na zdjęciu rodzinnym mogę widzieć wujka Jana lub ciocię Hanię mimo tego, że zdjęcia nic nie mówią o ich budowie komórkowej lub atomowej. Zdjęcia atomów nie rozstrzygają czym atomy dokładniej są i z czego się składają. Pokazują tylko, że atomy istnieją i można je obserwować - a to, z czego się składają potwierdzają inne eksperymenty i obserwacje. Jeśli się zatrzymamy na etapie zdjęć atomów to nie wiele można powiedzieć o ich strukturze - tylko tyle, że istnieją, są powszechne, materia jest z nich zbudowana i są niepodzielne chemicznie oraz występują w pewnej ilości rodzajów. A to czy w środku atomu mieszkają krasnoludki, uśmiechnięte kulki, elektrony, czy co tam jeszcze może sobie siedzieć - to już kwestia dokładniejszych obserwacji innym sprzętem. Jednak pytanie było o istnienie atomów, o dowód na ich istnienie - a nie o dowód na poprawność pewnego szczegółowego i szczególnego ich modelu. Zdjęcia są dowodem na istnienie atomów, ale nie są same w sobie dowodem na rzecz współczesnego ich modelu - do tego potrzeba jeszcze kilku innych obserwacji.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | > >>Podpowiem: zakładasz zależność ścisłą jednej warstwy definicji od warstw głębszych - a więc Jan Lewandowski nie istnieje dopóki nie poznamy go nieskończenie dokładnie (bo a nóż to nie Jan Lewandowski, a grvgrewklunkus).> >Zakładam istnienie podstawowych składników atomu, nie jakieś tajemnicze warstwy głębsze. A zatem analogia kompletnie bez sensu.> Składniki atomu to głębsza warstwa opisu.> Tak jak atomy to znacznie głębsza warstwa opisu Jana Lewandowskiego. > Pytanie o istnienienie (zachodzenie) takiego a nie innego modelu budowy atomu jest pytaniem znacznie różniącym się od pytania o istnienie atomów.Nie, po prostu ściemniasz w ten sam desperacki i żałosny sposób co Celecrin, bo nie masz żadnych dowodów na istnieinie czegoś co określa się mianem atomu. Nie istnieje paradygmat atomu bez elektronów, bez protonów i neutronów. A więc aby dowieść istnienia atomu należy dowieść istnienia obiektu składającego się właśnie z takich a nie innych elementów. Nie wystarczy zatem powiedzieć, że jakaś grudka materii to na pewno atom. To byłoby zbyt niekonkretne, w ten sposób nawet twoja kupa mogłaby być jednostkowym atomem i nie kłóciloby się to z jego definicją. A zatem wciskacie obaj ten sam erystyczny kit i tyle. > Nie rozważamy - mimo tego, że chcesz w tą stronę zepchnąć rozmowę o zdjęciach - pytania o składniki atomu, ale o istnienie atomów. Na zdjęciach widać wyraźnie atomy. A to, czy pewien model ich budowy jest słuszny (np. ten z neutronami, elektronami, protonami, gluonami, kwarkami itd.), nie wynika i nie jest związane z tematyką zdjęć - nie bardziej niż struktura atomowa tkanek jest związana z tematyką zdjęcia rodzinnego.To jest erystyka. Od zdjęć wy zaczęliście. Miały być "superracjonalistycznymi" "dowodami", a okazały się rozmazaną paćką i niczym więcej. Ja chciałem dowód na istnienie atomu, wy zaś przedstawiliście zdjęcia jakichś grudek, czyli nic. Pod zwykłym mikroskopem powiększającym np. 150 razy też widać, że materia jest ziarnista. A te ziarna to przecież nie atomy. > Na zdjęciu rodzinnym mogę widzieć wujka Jana lub ciocię Hanię mimo tego, że zdjęcia nic nie mówią o ich budowie komórkowej lub atomowej.> Zdjęcia atomów nie rozstrzygają czym atomy dokładniej są i z czego się składają. Pokazują tylko, że atomy istnieją i można je obserwować -Nie, dowodzą tylko tego, że materia składa się z grudek, ziaren. Cóż za banał. Nie każda grudka jest przecież atomem, podobnie jak nie każde pióro jest wieczne. > a to, z czego się składają potwierdzają inne eksperymenty i obserwacje.Pustosłowie. > Jeśli się zatrzymamy na etapie zdjęć atomów to nie wiele można powiedzieć o ich strukturze - tylko tyle, że istnieją, są powszechne, materia jest z nich zbudowana i są niepodzielne chemicznie oraz występują w pewnej ilości rodzajów. A to czy w środku atomu mieszkają krasnoludki, uśmiechnięte kulki, elektrony, czy co tam jeszcze może sobie siedzieć - to już kwestia dokładniejszych obserwacji innym sprzętem.Właśnie. Jeśli mieszka tam cokolwiek innego, to te kulki nie są atomami. A zatem, aby wykazać istnienie atomu, należy udowodnić, że istnieje w nim właśnie to czego istnienie w nim się przyjmuje. A zatem dowodzenie, że ziarnistość materii jest dowodem na istnienie atomu, jest wcisskaniem kitu. > Jednak pytanie było o istnienie atomów, o dowód na ich istnienie - a nie o dowód na poprawność pewnego szczegółowego i szczególnego ich modelu.Jedno wiąże się z drugim. Bez tego modelu atom już atomem nie jest. Jest tylko nieokreśloną grudką, a fizyka mówi o atomie coś więcej. A zatem dowodzenie istnienia atomu powinno ściśle wiązać się z udowodnieniem istnienia w nim właśnie takiej a nie innej struktury. > Zdjęcia są dowodem na istnienie atomów,Nie są. Bez protonowo, neutronowo elektronowego modelu atom już atomem nie jest. > ale nie są same w sobie dowodem na rzecz współczesnego ich modelu - do tego potrzeba jeszcze kilku innych obserwacji.Wreszcie napisałeś coś sensownego. Oby nie był to jedynie przebłysk zdrowego rozsądku.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >Nie, po prostu ściemniasz w ten sam desperacki i żałosny sposób co Celecrin [....]
Chodziło o outsidera - sorry.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | > Nie, po prostu ściemniasz w ten sam desperacki i żałosny sposób co Celecrin, bo nie masz żadnych dowodów na istnieinie czegoś co określa się mianem atomu. Nie istnieje paradygmat atomu bez elektronów, bez protonów i neutronów.O to chodzi, że istnieje: atom to najmniejsza "ziarnista" niepodzielna chemicznie część składowa materii. Pytałeś o atom, a nie o składowe atomu według konkretnego modelu, więc nie ściemniaj. > A więc aby dowieść istnienia atomu należy dowieść istnienia obiektu składającego się właśnie z takich a nie innych elementów.Nie żeby dowieść istnienia ATOMU, ale żeby dowieść zachodzenia pewnego MODELU ATOMU. Atomy na zdjęciach pasują do koncepcji atomu znanej od starożytności. Przy czym dawniej myślano, że atomy są całkowicie niepodzielne i nie mają składowych. Obecnie wiadomo, że mają składowe i są podzielne - za to nie są podzielne chemicznie. Definicja atomu nie mówi nic o neutronach, protonach i elektronach. O tym mowi fizyczny współczesny model atomu, potwierdzony innymi eksperymentami niż te potwierdzające samo istnienie atomów. Model fizyczny atomu ma tyle wspólnego z jego istnieniem, co model komórkowy Jana Lewandowskiego ma wspólnego z istnieniem Jana Lewandowskiego. Analogia jest bardzo ścisła, a różnica ilośćiowa - składników i ich rodzajów atom ma według modelu mniej niż Lewandowski komórek i ich rodzajów, a także jego struktura atomu jest prostsza. > Nie wystarczy zatem powiedzieć, że jakaś grudka materii to na pewno atom. To byłoby zbyt niekonkretne, w ten sposób nawet twoja kupa mogłaby być jednostkowym atomem i nie kłóciloby się to z jego definicją.Kłociłoby się, bo kupa, za przeproszeniem, jest podzielna fizykochemicznie. Jak nie wierzysz - poeksperymentuj.  > To jest erystyka. Od zdjęć wy zaczęliście. Miały być "superracjonalistycznymi" "dowodami", a okazały się rozmazaną paćką i niczym więcej. Ja chciałem dowód na istnienie atomu, wy zaś przedstawiliście zdjęcia jakichś grudek, czyli nic.Grudek, które spełniają definicję atomu i mają odpowiednią przewidywaną przez teorię wielkość. Zdjęcie + opis metody jego zrobienia = potwierdzenie. Z resztą to tak jak byśmy pokazali Ci zdjęcie Plutona, a Ty byś powiedział, że to jakaś kuleczka, możliwe, że ping-pongowa - ignorując metodę wykonania zdjęcia. > Pod zwykłym mikroskopem powiększającym np. 150 razy też widać, że materia jest ziarnista. A te ziarna to przecież nie atomy.Tak, to nie atomy, łatwo to sprawdzić poprzez czysto fizyczne (kinetyczne) podzielenie ich na kawałki lub użycie związków chemicznych, które je podzielą/rozpuszczą. > >Zdjęcia atomów nie rozstrzygają czym atomy dokładniej są i z czego się składają. Pokazują tylko, że atomy istnieją i można je obserwować -> Nie, dowodzą tylko tego, że materia składa się z grudek, ziaren. Cóż za banał. Nie każda grudka jest przecież atomem, podobnie jak nie każde pióro jest wieczne.Erytrystyka w czystej formie bez żadnej merytorycznej części. Składa się z grudek - często na różnych poziomach - ale atomami są tylko te niepodzielne chemicznie grudki według definicji. A więc tylko te na powyższych zdjęciach. > Właśnie. Jeśli mieszka tam cokolwiek innego, to te kulki nie są atomami.Ależ są. Fizyczny model atomu jest wtedy błędny, ale atomy nadal są atomami. > A zatem dowodzenie, że ziarnistość materii jest dowodem na istnienie atomu, jest wcisskaniem kitu.Proszę nie przekręcać wypowiedzi - nie ziarnistość materii, ale ziarnistość w pewnej skali (obliczonej z teorii - z chemii) oraz niepodzielność chemiczna "ziaren". > Jedno wiąże się z drugim. Bez tego modelu atom już atomem nie jest.A czym niby jest? Nadal jest atomem - model atomu i jego budowy wtedy jest błędny, ale atom pozostaje atomem zgodnie z definicją atomu, którą parę razy wspomniałem. To tak jakby powiedzieć, że jeśli komórkowy opis budowy Jana Lewandowskiego jest błędny, to Jan Lewandowski nie jest Janem Lewandowskim tylko czymś innym. > Jest tylko nieokreśloną grudką, a fizyka mówi o atomie coś więcej.Definicja atomu nie mówi nic o składnikach (elektronach, protonach, neutronach itd.). Proszę przeczytać definicję czegoś, zanim się poprosi o dowód na istnienie tego czegoś. A to, że nauka mówi także o składnikach - to nie dziwne. O składnikach Jana Lewandowskiego także wiele mówi - i co z tego? Co to ma do definicji Jana Lewandowskiego? > A zatem dowodzenie istnienia atomu powinno ściśle wiązać się z udowodnieniem istnienia w nim właśnie takiej a nie innej struktury.Nie. No, chyba, że uważasz, że udowodnienie Jana Lewandowskiego także wiąże się z udowodnieniem takiej a nie innej jego struktury, a więc musi się wiązać z udowodnieniem istnienia atomu i jego składników. > >Zdjęcia są dowodem na istnienie atomów,> Nie są. Bez protonowo, neutronowo elektronowego modelu atom już atomem nie jest.A czym? Krową? Bez żartów - proszę zapoznać się z definicją, a nie pisać głupoty. > >ale nie są same w sobie dowodem na rzecz współczesnego ich modelu - do tego potrzeba jeszcze kilku innych obserwacji.> Wreszcie napisałeś coś sensownego. Oby nie był to jedynie przebłysk zdrowego rozsądku.Tak, ale prosiłeś o dowód na istnienie atomu, a nie na zachodzenie takiego jego modelu. Trzeba wiedzieć o co się prosi, a nie liczyć na to, że będziemy domyślni i zgadniemy, że pomyliłeś "istnienie atomu" z "zachodzeniem współczesnego modelu atomu i istnieniem jego części składowych".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | nieje: atom to najmniejsza "ziarnista" niepodzielna chemicznie część składowa materii. >Pytałeś o atom, a nie o składowe atomu według konkretnego modelu, więc nie ściemniaj. >> A więc aby dowieść istnienia atomu należy dowieść istnienia obiektu składającego się właśnie z takich a nie innych elementów. >Nie żeby dowieść istnienia ATOMU, ale żeby dowieść zachodzenia pewnego MODELU ATOMU
Jesteś demgogiem. Dobrze wiadomo, że mówimy o współczesnym naukowym pojmowaniu atomu, a tu nie ma żadnego pluralizmu. Przeciez to oczywiste, że nie mówię o pojmowanoiu atomu przez Demokryta.
>Atomy na zdjęciach pasują do koncepcji atomu znanej od starożytności. Przy czym dawniej myślano, że atomy są całkowicie niepodzielne i nie mają składowych. Obecnie wiadomo, że mają składowe i są podzielne - za to nie są podzielne chemicznie.
Weź przestań. Nie mówię o starożytnej niepodzielnej koncepcji atomu. Skąd wy sobie to wzięliście. Mówię natomiast o współczesnej naukowej koncepcji atomu, bo taką w imię nauki wyznają racjonaliści. I ja twierdzę, że wyznają koncepcję niedowiedzioną empirycznie. A jeśli nie wyznają, to znaczy, że nie popierają w tym miejscu nauki i i tak wychodzi na moje, bo w tym wypadku odrzucenie nauki oznacza potwierdzenie tezy, że głosi ona niedowiedzione sądy. Więc nie truj mi o starożytnej koncepcji niepodzielnego atomu, bo poza czysto symboliczną nazwą nie ma ona nic wspólnego z tym o czym mówimy (wy takiej koncpecji też nie wyznajecie, więc po co to tutaj teraz wciskasz, jak nie po to, żeby zaciemnić te dyskusję w inny sposób niż outsider).
>Definicja atomu nie mówi nic o neutronach, protonach i elektronach.
Kłamiesz i zmyślasz. Oto ściśle fizyczna definicja atomu, jaką zgodnie przytaczają Słowniki: "układ cząstek elementarnych złożony z dodatnio naładowanego jądra i z powłok ujemnie naładowanych elektronów". Po prostu za którymś z ateuszy podchwyciłeś tu równie zmyśloną co nieprawdziwą tezę, że wałściwie definicja atomu nic nie mówi o jego budowie, żeby nie musieć dowodzić jego budowy. Erystyka, która ma jak widać krótkie nogi. Ciekaw jestem swoją drogą skąd wy sobie wzięliście to, że fizyczna definicja atomu nic niby nie mówi o jego budowie. Jak na razie wszystko wskazuje na to, że wyssaliście sobie to z palca i tyle. Nawet nie przytoczylście w tej sprawie żadnego dowodu.
>O tym mowi fizyczny współczesny model atomu, potwierdzony innymi eksperymentami niż te potwierdzające samo istnienie atomów. >Model fizyczny atomu ma tyle wspólnego z jego istnieniem, co model komórkowy Jana Lewandowskiego ma wspólnego z istnieniem Jana Lewandowskiego.
Erystyka.
>Analogia jest bardzo ścisła, a różnica ilośćiowa - składników i ich rodzajów atom ma według modelu mniej niż Lewandowski komórek i ich rodzajów, a także jego struktura atomu jest prostsza.
Erystyka.
>>To jest erystyka. Od zdjęć wy zaczęliście. Miały być "superracjonalistycznymi" "dowodami", a okazały się rozmazaną paćką i niczym więcej. Ja chciałem dowód na istnienie atomu, wy zaś przedstawiliście zdjęcia jakichś grudek, czyli nic. >Grudek, które spełniają definicję atomu i mają odpowiednią przewidywaną przez teorię wielkość.
Wielkośc niczego tu jeszcze nie dowodzi. Jest ustalana zresztą arbitralnie.
>Zdjęcie + opis metody jego zrobienia = potwierdzenie.
Te zdjęcia nic nie potwierdziły.
>Z resztą to tak jak byśmy pokazali Ci zdjęcie Plutona, a Ty byś powiedział, że to jakaś kuleczka, możliwe, że ping-pongowa - ignorując metodę wykonania zdjęcia.
Może bym tak powiedział. Nadal nie dowodziłoby to istnienia atomu, bo pluton to nie to samo co atom.
>>>Zdjęcia atomów nie rozstrzygają czym atomy dokładniej są i z czego się składają. Pokazują tylko, że atomy istnieją i można je obserwować - >>Nie, dowodzą tylko tego, że materia składa się z grudek, ziaren. Cóż za banał. Nie każda grudka jest przecież atomem, podobnie jak nie każde pióro jest wieczne. >Erytrystyka w czystej formie bez żadnej merytorycznej części. >Składa się z grudek - często na różnych poziomach - ale atomami są tylko te niepodzielne chemicznie grudki według definicji. A więc tylko te na powyższych zdjęciach.
Niepodzielność nie jest dowodem na to, że coś ma proton, elektron, neutron, orbity. Uprawiasz sofisterię. Tylko nie pisz mi teraz, że atom tym czy tamtym się różni od elektronu, bo będzie to zboczenie z tematu. Użyłeś tylko niepodzielności jako argumentu za istnieniem atomu.
>>Właśnie. Jeśli mieszka tam cokolwiek innego, to te kulki nie są atomami. >Ależ są. >Fizyczny model atomu jest wtedy błędny, ale atomy nadal są atomami.
Jeśli fizyczny model atomu jest błędny, to polegliście, bo rozmawiamy tylko o współczesnym naukowym pojęciu atomu i jego ewentualnym istnieniu, lub nie. Inne pojęcia mnie nie interesują i nigdy nie twierdziłem, że nie istnieje jakaś cząstka, którą czysto umownie można nazwać atomem. Twierdziłem natomiast, że racjonaliści wierzą nauce, która mówi o takim a nie innym niesprawdzalnym pojęciu atomu, jako czymś co ma proton, neutron, orbity elektronów itd. Od tego zaczął się własnie cały ten spór, więc nie zbaczaj teraz na jakieś inne i o wiele bardziej ogólnikowe pojęcia atomu, bo jest to zwykłe ściemnianie.
>> A zatem dowodzenie, że ziarnistość materii jest dowodem na istnienie atomu, jest wcisskaniem kitu. >Proszę nie przekręcać wypowiedzi - nie ziarnistość materii, ale ziarnistość w pewnej skali (obliczonej z teorii - z chemii) oraz niepodzielność chemiczna "ziaren".
To też nie dowodzi istnienia atomu postulowanego przez naukę. Nauka mówi więcej.
>>Jedno wiąże się z drugim. Bez tego modelu atom już atomem nie jest. >A czym niby jest?
Może być czymkolwiek co przeczy współczesnej naukowej definicji atomu.
>Nadal jest atomem - model atomu i jego budowy wtedy jest błędny, ale atom pozostaje atomem zgodnie z definicją atomu, którą parę razy wspomniałem.
Ale ja o takiej definicji nie wspominałem, więc piszesz nie temat.
>To tak jakby powiedzieć, że jeśli kom
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski |
>To tak jakby powiedzieć, że jeśli komórkowy opis budowy Jana Lewandowskiego jest błędny, to Jan Lewandowski nie jest Janem Lewandowskim tylko czymś innym.
Istnienie moje jest bezsporne z mojego punktu widzenia, tak nie jest z atomem. Błędna analogia.
>> Jest tylko nieokreśloną grudką, a fizyka mówi o atomie coś więcej. >Definicja atomu nie mówi nic o składnikach (elektronach, protonach, neutronach itd.).
Bezczelnie kłamiesz ateuszu.Oto ściśle fizyczna definicja atomu, jaką zgodnie przytaczają Słowniki: "układ cząstek elementarnych złożony z dodatnio naładowanego jądra i z powłok ujemnie naładowanych elektronów". Po prostu za którymś z ateuszy podchwyciłeś tu równie zmyśloną co nieprawdziwą tezę, że wałściwie definicja atomu nic nie mówi o jego budowie, żeby nie musieć dowodzić jego budowy. Erystyka, która ma jak widać krótkie nogi. Ciekaw jestem swoją drogą skąd wy sobie wzięliście to, że fizyczna definicja atomu nic niby nie mówi o jego budowie. Jak na razie wszystko wskazuje na to, że wyssaliście sobie to z palca i tyle. Nawet nie przytoczylście w tej sprawie żadnego dowodu.
>Proszę przeczytać definicję czegoś, zanim się poprosi o dowód na istnienie tego czegoś.
Zrobiłem to i widzę, że kłamiesz.
>A to, że nauka mówi także o składnikach - to nie dziwne.
A racjonaliści wierząc za nauką w istnienie takich niesprawdzalnych składników pokazują tylko, że wierzą w niedowiedzione rzeczy. To jest meritum tego sporu, które próbujesz usilnie zaciemnić.
>O składnikach Jana Lewandowskiego także wiele mówi - i co z tego? Co to ma do definicji Jana Lewandowskiego?
Fałszywa analogia.
>> A zatem dowodzenie istnienia atomu powinno ściśle wiązać się z udowodnieniem istnienia w nim właśnie takiej a nie innej struktury. >Nie.
Tak. Właśnie tak.
>No, chyba, że uważasz, że udowodnienie Jana Lewandowskiego także wiąże się z udowodnieniem takiej a nie innej jego struktury, a więc musi się wiązać z udowodnieniem istnienia atomu i jego składników.
Fałszywa analogia.
>>>Zdjęcia są dowodem na istnienie atomów, >>Nie są. Bez protonowo, neutronowo elektronowego modelu atom już atomem nie jest. >A czym? >Krową? >Bez żartów - proszę zapoznać się z definicją, a nie pisać głupoty.
Właśnie, może wreszcie to zrób to przestaniesz pisać zmyślone na poczekaniu głupoty.
>>>ale nie są same w sobie dowodem na rzecz współczesnego ich modelu - do tego potrzeba jeszcze kilku innych obserwacji. >>Wreszcie napisałeś coś sensownego. Oby nie był to jedynie przebłysk zdrowego rozsądku. >Tak, ale prosiłeś o dowód na istnienie atomu, a nie na zachodzenie takiego jego modelu.
Pieprzysz ateuszu aż się płakać chce od tego. Nie będę pisał po raz kolejny, że pisząc o atomie miałem tak jak każdy poważny człowiek traktujący tę sprawę obiekt o określonej budowie wedle nauki. Jest to tak oczywiste, że tylko totalny demagog twego kalibru może zaciemniać tak oczywistą rzecz jak nierozerwalna implikacja atomu i jego budowy, którą nierozłącznie postuluje implicite właśnie współczesna nauka.
>Trzeba wiedzieć o co się prosi, a nie liczyć na to, że będziemy domyślni i zgadniemy, że pomyliłeś "istnienie atomu" z "zachodzeniem współczesnego modelu atomu i istnieniem jego części składowych".
Trujesz. Atom ma określone części skłądowe, a jeśli nie, to nie jest już atomem wedle współczesnych popjęć fizyki, na których operujemy (ja nie mówię przecież o atomie w pojęciu starożytnych). Rozrywając te oczywiste połączenie dowodzisz tylko, że jesteś totalnym erystą.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | Definicji atomu jest kilka i różnią się one stopniem szczegółowości. By udowodnić istnienie atomu wystarczy udowodnić zachodzenie najprostszej i najbardziej ogólnej jego definicji. Cytat z pl.wikipedia.org/wiki/Atom> "Atom (z gr. atomos, niepodzielny) - najmniejszy, niepodzielny metodami chemicznymi składnik materii."Cytat z en.wikipedia.org/wiki/Atom> "An atom (Greek ŹÄżźż˝ from Ź: non and Äżźż˝: divisible) is a submicroscopic structure found in all ordinary matter around us. The word atom originally meant a smallest possible particle of matter, not further divisible. Later, those objects to which the name atom had been assigned were found to be further divisible into smaller subatomic particles, but the word atom nonetheless continues to refer to them."Cytat z encyklopedia.interia.pl/haslo?hid=118341> 1. "Najmniejsza część pierwiastka zachowująca jego właściwości chem."> 2. "Układ złożony z dodatnio naładowanego jądra i otaczających go elektronów; jądro atomowe składa się z protonów i neutronów (z wyjątkiem atomu wodoru, którego jądrem jest jeden proton) związanych siłami jądrowymi."Cytat z encyklopedia.pwn.pl/4394_1.html> ATOM [gr.], najmniejsza cząstka pierwiastka chem. mająca jeszcze własności chem. tego pierwiastka.Dalej są opisane w encyklopediach składniki atomu i historia jego koncepcji, ale nie są one elementem podstawowej definicji - podobnie jak opis komórkowy nie jest elementem podstawowej definicji życia. To, że wiemy szczegółowo z czego atom się składa nie jest dziwne - ale ta wiedza nie jest częścią ogólnej definicji. Podobnie wiemy z czego składa się Jan Lewandowski dosyć szczegółowo, ale nie jest to częścią jego ogólnej definicji. Przy czym co do atomu istnieją szczegółowe definicje - jednak pytając o udowodnienie istnienia atomu nie prosiłeś o jakąś szczególną lub szczegółową definicję, lecz po prostu o atom. Gdyby szczegółowa definicja atomu okazała się błędna, to jednak nadal to samo byśmy nazywali atomem wedle ogólnej definicji. Tak już nie raz było - gdy atom okazał się mieć jednak składowe oraz przy zmianach jego modelu. Ciągle mimo to, to samo nazywamy atomem - różnice pojawiają się w szczegółach jego budowy. Raczej już nie nastąpią jak chodzi o główne składniki (neutrony, elektrony, protony), jednak będą zachodziły jak chodzi o głębsze warstwy opisu - jak kwarki lub być może hipotetyczne jakieś ich składowe. Podsumowując: prosiłeś o potwierdzenie istnienia atomów, więc wystarczy potwierdzenie według podstawowej ich definicji (ona jest podstawą do rozróżniania co jest atomem, a co nie jest - i takie rozróżnienie jest poprawne nie zależnie od tego czy współczesny fizyczny model atomu i szczegółowa definicja przetrwają, czy też nie oraz nie zależna od składników atomu - gwarantuje, że to samo będziemy nazywali atomem nawet jeśli wiedza o nim ulegnie dużej zmiania, w co jednak wątpię), a nie tej szczegółowej. Jak chcesz potwierdzenia szczegółowej to możemy poszukać - ale następnym razem napisz wyraźnie o którą definicje i jak bardzo szczegółowy opis Ci chodzi - np. że nie chodzi Ci o "istnienie atomu", ale "szczegółową fizyczną definicję atomu i istnienie jego części składowych jakie postuluje współcześnie nauka".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | > Definicji atomu jest kilka i różnią się one stopniem szczegółowości.> By udowodnić istnienie atomu wystarczy udowodnić zachodzenie najprostszej i najbardziej ogólnej jego definicji.Bzdura. Skoro definicji atomu jest kilka, to bierzemy najbardziej precyzyjną jaką mamy pod ręką. W tym momencie każda prostsza definicja atomu powinna być traktowana jako niepełna i zafałszowująca przez nadmierne uproszczenie. Twoja ucieczka do jak najbardziej ogólnej i oszczędnej definicji, gdzie będziesz musiał jak najmniej dowodzić w kwestii atomu, jest nie tylko zupełnie nieuzasadniona, ale jest wręcz trickiem sofistycznym mającym zamaskować brak możliwości udowodnienia tego, co fizyka mówi w jak najszerszym wymiarze o atomie. > Cytat z pl.wikipedia.org/wiki/Atom> >"Atom (z gr. atomos, niepodzielny) - najmniejszy, niepodzielny metodami chemicznymi składnik materii."Mało poważne źródło. Każdy z netu, włącznie z dizeckiem, może tam wpisać co mu się zechce. Niereprezentatywna definicja. > Cytat z en.wikipedia.org/wiki/Atom> > "An atom (Greek ŹÄżźż˝ from Ź: non and Äżźż˝: divisible) is a submicroscopic structure found in all ordinary matter around us. The word atom originally meant a smallest possible particle of matter, not further divisible. Later, those objects to which the name atom had been assigned were found to be further divisible into smaller subatomic particles, but the word atom nonetheless continues to refer to them."Znów wikipedia, jak wyżej. > Cytat z encyklopedia.interia.pl/haslo?hid=118341> > 1. "Najmniejsza część pierwiastka zachowująca jego właściwości chem."> > 2. "Układ złożony z dodatnio naładowanego jądra i otaczających go elektronów; jądro atomowe składa się z protonów i neutronów (z wyjątkiem atomu wodoru, którego jądrem jest jeden proton) związanych siłami jądrowymi."Ta definicja mówi już o częściach składowych atomu, więc nie wiem po co ją cytujesz, skoro przeczy twej tezie na temat rzekomo uproszczonej definicji atomu. > Cytat z encyklopedia.pwn.pl/4394_1.html> > ATOM [gr.], najmniejsza cząstka pierwiastka chem. mająca jeszcze własności chem. tego pierwiastka.> Dalej są opisane w encyklopediach składniki atomu i historia jego koncepcji, ale nie są one elementem podstawowej definicji - podobnie jak opis komórkowy nie jest elementem podstawowej definicji życia.W tej encyklopedii nie ma też napisane, że zdanie jakie cytujesz jest akurat jakąś niby definicją atomu. To po prostu jedynie pierwsze zdanie z tej encyklopedii w tym haśle. Całe to hasło może być uznane za definicję. Po prostu zmyśliłeś sobie, że to pierwsze zdanie to nuby niby jakaś uproszczona definicja. Ta encyklopedia tego wcale nie mówi. Słownik PWN i np. slownik Kopalińskiego podają już zgodnie wyraźną definicję atomu (cytuję ją w poprzednim poście), mówiącą o elektronach, protonach i neutronach. Ja mogę twierdzić, że to jest właśnie najpostsza definicja atomu, mówiąca o jego składnikach, których istnienie trzeba w tym wypadku wykazać. > To, że wiemy szczegółowo z czego atom się składa nie jest dziwne - ale ta wiedza nie jest częścią ogólnej definicji.Nigdzie nie udowodniłeś, że to co co cytujesz to jest jakaś niby "definicja". > Podobnie wiemy z czego składa się Jan Lewandowski dosyć szczegółowo, ale nie jest to częścią jego ogólnej definicji.Erystyka. > Przy czym co do atomu istnieją szczegółowe definicje - jednak pytając o udowodnienie istnienia atomu nie prosiłeś o jakąś szczególną lub szczegółową definicję, lecz po prostu o atom.Jesteś demagogiem. Wiadomo, że współczesne pojęcie atomu implikuje jego taką a nie inną budowę. A zatem kiedy mówimy o atomie mamy na myśli proton, elektron, neutron, orbity. Uciekanie od tego faktu w jakiś agnostycyzm w tej kwestii i twierdzenia, że przez atom możemy rozumieć coś nieokreślonego jest kompletnym zlaniem wiedzy fizycznej w tej kwestii. > Gdyby szczegółowa definicja atomu okazała się błędna, to jednak nadal to samo byśmy nazywali atomem wedle ogólnej definicji.Powtarzasz w kółko to samo. Gdyby szczegółowa definicja atomu okazala się błędna, to następne szczegołowe definicje nie mówiłyby o czymś co uważa się za atom. Proste jak drut. Pozostanie przy tej samej nazwie nie zmieniłoby tego, że zaczęlibyśmy mówić o czymś już zupełnie innym. > >Podsumowując: prosiłeś o potwierdzenie istnienia atomów, więc wystarczy potwierdzenie według podstawowej ich definicjiNie wskazujesz na żadne takie definicje, jedynie wskazujesz na jakieś wyrwane z kontekstu zdania z netowych encyklopedii. > ona jest podstawą do rozróżniania co jest atomem, a co nie jestNonsens. Te wyrwane z kontekstu netowych opracowanek zdanka nie mówią zupelnie nic, nie są też żadnymi "definicjami" atomu. Fizyczna definicja atomu mówi już o jego szczegółowej budowie. Po prostu zmyślasz. > i takie rozróżnienie jest poprawne nie zależnie od tego czy współczesny fizyczny model atomu i szczegółowa definicja przetrwają, czy też nie oraz nie zależna od składników atomu - gwarantuje, że to samo będziemy nazywali atomem nawet jeśli wiedza o nim ulegnie dużej zmiania, w co jednak wątpię), a nie tej szczegółowej.Zmyślasz i tyle. > Jak chcesz potwierdzenia szczegółowej to możemy poszukać - ale następnym razem napisz wyraźnie o którą definicje i jak bardzo szczegółowy opis Ci chodzi - np. że nie chodzi Ci o "istnienie atomu", ale "szczegółową fizyczną definicję atomu i istnienie jego części składowych jakie postuluje współcześnie nauka".Od początku tak rozumiano istotę sporu w tej dyskusji. Nikt nie wpadł na takie absurdalne sofistyczne tricki jak ty i outsider dopiero gdzieś po 3 tygodniach, że definicja atomu nie mówi już niby nic o jego budowie. Ta ucieczka do jak najbardziej ogólnej i oszczędnej definicji, gdzie będziesz musiał jak najmniej dowodzić w kwestii atomu, jest nie tylko zupełnie nieuzasadniona, ale jest wręcz trickiem sofistycznym mającym zamaskować brak możliwości udowodnienia tego, co fizyka mówi w jak naj
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | w jak najszerszym wymiarze o atomie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | Chciałeś dowodu na istnienie atomu, a nie na zachodzenie jak najbardziej szczegółowego jego opisu. To fakt. Nic nie pisałeś, że o najbardziej szczegółowy opis Ci chodzi ani o jak bardzo szczegółowy Ci chodzi - a więc domyślnie, jako, że chodzi Ci o samo istnienie, to chodzi o najprostszą definicję.
Możesz sobie pisać co chcesz i nawet negować encyklopedie jedna po drugiej, ale najprostsza definicja odróżniająca atom od nie-atomu to "najmniejszy nierozkładalny chemicznie składnik materii". Dowód na istnienie atomu to dowód na istnienie części materii spełniających tą definicję. I tyle - Twoja erystyka tego nie zmieni.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >Chciałeś dowodu na istnienie atomu, a nie na zachodzenie jak najbardziej szczegółowego jego opisu. >To fakt. >Nic nie pisałeś, że o najbardziej szczegółowy opis Ci chodzi ani o jak bardzo szczegółowy Ci chodzi - a więc domyślnie, jako, że chodzi Ci o samo istnienie, to chodzi o najprostszą definicję. >Możesz sobie pisać co chcesz i nawet negować encyklopedie jedna po drugiej, ale najprostsza definicja odróżniająca atom od nie-atomu to "najmniejszy nierozkładalny chemicznie składnik materii". >Dowód na istnienie atomu to dowód na istnienie części materii spełniających tą definicję. I tyle - Twoja erystyka tego nie zmieni.
Powtórzyłeś jedynie swe bezzasadne opinie, których bezzasadność wykazałem we wcześniejszym wpisie. Nic nie wnosisz. W tym miejscu EOT.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | Ty też powtarzasz się w kółko udając, że nie rozumiesz lub na prawdę nie rozumiejąc.
EOT.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | > Kłamiesz i zmyślasz. Oto ściśle fizyczna definicja atomu, jaką zgodnie przytaczają Słowniki: "układ cząstek elementarnych złożony z dodatnio naładowanego jądra i z powłok ujemnie naładowanych elektronów".Zobaczymy kto kręci. Hasełko "atom" wziąłeś sobie ze Słownika wyrazów obcych Kopalińskliego. (należy podawać źródła). To mają być "słowniki"? Na pewno nie jst ścisłe  , nawet fizycznie. Śmiem twierdzić, iż definicja atomu w słowniku jest niepełna, tym samym zafałszowana. Definicja fizyczna nie jest podstawową definicją atomu. Byłaby wtedy metafizyczna. 1.Nie można postulować istnienia czegoś na podstawie jego składu. Ponieważ pojawia sie problem istnienia tych składników i tak w nieskończoność  2. Nie można określić właściwości czegoś na podstawie jego składników. (czastki subatomowe mają inne właściowści niż cały atom) Jak wiarygodny jest Kopaliński świadczą inne hasła. Na pewno błędna jest interpretacja słowa "proton". Kopaliński proton elementarna, dodatnio naładowana cząstka materii, część składowa jąder atomowych (jądro atomu wodoru).Napisano, że proton to cząstka elementarna, a to nieprawda. PWN CZĄSTKI ELEMENTARNE, obiekty, których istnienie i wzajemne oddziaływanie pozwala wyjaśnić formy występowania i zachowania się materii. W węższym znaczeniu do cząstek elementarnych zalicza się obiekty nie mające struktury wewn.: leptony, kwarki oraz bozony. Proton jest nukleonem. Jest cząstką subatomową. Nie dziwię Ci się, że skoro korzystasz z TAKICH źródeł, wszystko Ci się bełta.
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | > >Kłamiesz i zmyślasz. Oto ściśle fizyczna definicja atomu, jaką zgodnie przytaczają Słowniki: "układ cząstek elementarnych złożony z dodatnio naładowanego jądra i z powłok ujemnie naładowanych elektronów".> Zobaczymy kto kręci. Hasełko "atom" wziąłeś sobie ze Słownika wyrazów obcych Kopalińskliego. (należy podawać źródła).Podawałem, że z Kopalińskiego. Taką samą defiinicję ma też słownik PWN Doroszewskiego (największy polski słownik). > To mają być "słowniki"? Na pewno nie jst ścisłe , nawet fizycznie.> Śmiem twierdzić, iż definicja atomu w słowniku jest niepełna, tym samym zafałszowana.Wasze uproszczone niby definicje też są niepełne, a więc też zafałszowane. > Definicja fizyczna nie jest podstawową definicją atomu. Byłaby wtedy metafizyczna.Piszesz jakieś absurdy. Jak wy potraficie ściemniać. > 1.Nie można postulować istnienia czegoś na podstawie jego składu. Ponieważ pojawia sie problem istnienia tych składników i tak w nieskończoność Erystyka. Atom ma określoną liczbę składników. Kolejne erystyczne stwarzanie sztucznych problemów, co by zaciemnić istotę rzeczy. > Jak wiarygodny jest Kopaliński świadczą inne hasła.[....] > Nie dziwię Ci się, że skoro korzystasz z TAKICH źródeł, wszystko Ci się bełta.Eee tam, ściemniasz co by zamaskować brak dowodów na wasze tezy i tyle. Odczep się od Kopalińskiego. On podaje taką samą definicję fizyczną atomu jak inni. To, iż jest błędny w jakimś innym haśle nie oznacza, że jest błędny w każdym haśle. Popełniasz błąd logiczny Fallacy of Composition. Twój post jest kolejnym przykładem uporczywego spychania dyskusji na tematy nie tyczące się meritum, co by zamaskować fakt, że nie macie żadnych empirycznych dowodów na postulowane przez was tezy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | > Zobaczymy kto kręci. Hasełko "atom" wziąłeś sobie ze Słownika >wyrazów obcych Kopalińskliego. (należy podawać źródła).> Podawałem, że z Kopalińskiego. Taką samą defiinicję ma też >słownik PWN Doroszewskiego (największy polski słownik).Przepraszam, jesli podawałeś. Nie zauważyłem źródła. Powiedzmy, że wierzę. Są to Panie Lewandowski słowniki: jeden wyrazów obcych, a drugi języka polskiego. Nie uważam redakcji tych słowników za doskonałą, mało tego okazało się, że hasła są nieprawdziwe, złe. Nie czepiajmy się jednak, nie są to słowniki naukowe. Ty natomiast trochę "przegłeś" z tym "ściśle fizyczna"  , deninicję ściśle fizyczną wziąłeś waść ze...słownika wyrazów obcych. > Wasze uproszczone niby definicje też są niepełne, a więc też zafałszowane.To nie są niby definicje. To logicznie ułożona informacja zgodna z porządkiem wiedzy. Nie dotarliśmy jeszcze do składu atomu, chciałem udowodnić jego istnienie, zdecydowałem się na chemię. To wszystko. Uważam, chemiczną definicję atomu za podstawową, biorąc pod uwagę naszą rozmowę. Pokażę Ci więcej opisu atomu z Encyklopedii PWN. > >Definicja fizyczna nie jest podstawową definicją atomu. Byłaby wtedy metafizyczna.> Erystyka.Po pierwsze, faktycznie nie można postulować istnienia "czegoś" na podstawie jego składu. Dlaczego to "coś" ma mieć taki skład a nie inny? Ty byś powiedział: inne rzeczy, mają inny skład i istnieją, więc nie muszą to być akurat atomy (czy coś w tym stylu). Druga bardzo ważna sprawa: Co to jest jądro? Może jądro, nie jest jądrem? Może się tylko zachowuje jak jądro? (pisałeś tak) Jądro składa się z kwarków. Niepodzielnych niby, ale sami fizycy przyznają, że NIE WIEDZĄ  Udowodnienie istnienia atomu trzeba oddzielić od jego składu. > Eee tam, ściemniasz co by zamaskować brak dowodów na wasze >tezy i tyle. Odczep się od Kopalińskiego. On podaje taką samą >definicję fizyczną atomu jak inni. To, iż jest błędny w jakimś >innym haśle nie oznacza, że jest błędny w każdym haśle.Bzdura. Kopaliński popełnia błąd w opisie atomu. " układ cząstek elementarnych złożony z dodatnio naładowanego jądra i z powłok ujemnie naładowanych elektronów" W haśle proton podaje, iż jest on cząstką elementarną. Konsekwentnie się więc pogrąża. Jeśli jest to ścisła definicja atomu to ja jestem z Marsa. Jak chcesz udowodnić, że do udowodnienia istnienia atomu potrzebujemy definicji fizycznej, znajdź definicję atomu opartą wyłącznie na fizyce. Oto jest opis atomu z PWN: ATOM [gr.], najmniejsza cząstka pierwiastka chem. mająca jeszcze własności chem. tego pierwiastka. Termin atom został wprowadzony przez staroż. Greków na określenie najmniejszej niepodzielnej cząstki materii; pierwszą atomistyczną teorię materii głosili Leukippos i Demokryt (V-IV w. p.n.e.); koncepcja atomu jako nosiciela chem. indywidualności pierwiastka pochodzi od J. Daltona (pocz. XIX w.). Atomy danego pierwiastka mają określoną masę oraz specyficzne własności fiz.; atom składa się z jądra o dodatnim ładunku elektr. i otaczających jądro elektronów o ładunkach ujemnych (w obojętnym elektrycznie atomie dodatni ładunek jądra jest równy sumarycznemu ujemnemu ładunkowi elektronów). To ma sens. Przestań więc pieprzyć, że "atom to nie atom", bo się tylko ośmieszasz.
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | > >Zobaczymy kto kręci. Hasełko "atom" wziąłeś sobie ze Słownika >wyrazów obcych Kopalińskliego. (należy podawać źródła).> >Podawałem, że z Kopalińskiego. Taką samą defiinicję ma też >słownik PWN Doroszewskiego (największy polski słownik).> Przepraszam, jesli podawałeś. Nie zauważyłem źródła. Powiedzmy, że wierzę.> Są to Panie Lewandowski słowniki: jeden wyrazów obcych, a drugi języka polskiego. Nie uważam redakcji tych słowników za doskonałą, mało tego okazało się, że hasła są nieprawdziwe, złe. Nie czepiajmy się jednak, nie są to słowniki naukowe. Ty natomiast trochę "przegłeś" z tym "ściśle fizyczna" , deninicję ściśle fizyczną wziąłeś waść ze...słownika wyrazów obcych.Który podaje za pomocą odpowiednich skrótów, iż coś co cytuje jest definicją stricte fizyczną. Dyskredytowanie słownika jako nienaukowego nic tu zatem nie pomoże. > >Wasze uproszczone niby definicje też są niepełne, a więc też zafałszowane.> To nie są niby definicje. To logicznie ułożona informacja zgodna z porządkiem wiedzy.A to tylko ty tak twierdzisz, wcale tego nie wiadomo. > Uważam, chemiczną definicję atomu za podstawową, biorąc pod uwagę naszą rozmowę.> Pokażę Ci więcej opisu atomu z Encyklopedii PWN.> >>Definicja fizyczna nie jest podstawową definicją atomu. Byłaby wtedy metafizyczna.> >Erystyka.> Po pierwsze, faktycznie nie można postulować istnienia "czegoś"> na podstawie jego składu. Dlaczego to "coś" ma mieć taki skład a nie inny?Dlatego, że tak się postuluje w nauce wbrew waszemu ściemnianiu. > Udowodnienie istnienia atomu trzeba oddzielić od jego składu.Taki jest wasz najnowszy wybieg erystyczny, owszem, bo przyparci do muru nie jesteście w stanie wykazać nic poza jakimiś punkcikami na zdjęciach. Tylko, że jest to kompletny idiotyzm biorąc pod uwagę wynikające z tego konsekwencje, bo skoro przestajemy mówić o składnikach atomu, to przestajemy mówić o nim samym w ogóle, tak ściśle jest to ze sobą powiązane. > >Eee tam, ściemniasz co by zamaskować brak dowodów na wasze >tezy i tyle. Odczep się od Kopalińskiego. On podaje taką samą >definicję fizyczną atomu jak inni. To, iż jest błędny w jakimś >innym haśle nie oznacza, że jest błędny w każdym haśle.> Bzdura. Kopaliński popełnia błąd w opisie atomu.> "układ cząstek elementarnych złożony z dodatnio naładowanego jądra i z powłok ujemnie naładowanych elektronów"> W haśle proton podaje, iż jest on cząstką elementarną.> Konsekwentnie się więc pogrąża. Jeśli jest to ścisła definicja atomu to ja jestem z Marsa.Definicja protonu to nie definicja atomu. Uczepiłeś się tego jak rzep psiego ogona. Popełniasz nadal błąd logiczny Fallacy of Composition i tyle. > Jak chcesz udowodnić, że do udowodnienia istnienia atomu potrzebujemy definicji fizycznej, znajdź definicję atomu opartą wyłącznie na fizyce.Podaje ją właśnie Kopaliński i Doroszewski wbrew twej propagandzie. Wciskanie racjonalistycznego kitu nic tu nie pomoże. > Oto jest opis atomu z PWN:[....] atom składa się z jądra o dodatnim ładunku elektr. i otaczających jądro elektronów o ładunkach ujemnych (w obojętnym elektrycznie atomie dodatni ładunek jądra jest równy sumarycznemu ujemnemu ładunkowi elektronów). O właśnie. > To ma sens. Przestań więc pieprzyć, że "atom to nie atom", bo się tylko ośmieszasz.Widzę to zupełnie odwrotnie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | > Który podaje za pomocą odpowiednich skrótów, iż coś co cytuje jest definicją stricte fizyczną.> Dyskredytowanie słownika jako nienaukowego nic tu zatem nie pomoże.Definicja jest błędna lub co najmniej nieprecyzyjna. Fizyka nie definiuje atomu w tak beznadziejny sposób. Słowniki są naukowe, ale dotyczą jedynie języka, nie skupiają się na ścisłych definicjach. Znajdź poprawną definicję fizyczną Scholastyku. > >To nie są niby definicje. To logicznie ułożona informacja zgodna z porządkiem wiedzy.> A to tylko ty tak twierdzisz, wcale tego nie wiadomo.ATOM [gr.], najmniejsza cząstka pierwiastka chem. mająca jeszcze własności chem. tego pierwiastka. Termin atom został wprowadzony przez staroż. Greków na określenie najmniejszej niepodzielnej cząstki materii; pierwszą atomistyczną teorię materii głosili Leukippos i Demokryt (V-IV w. p.n.e.); koncepcja atomu jako nosiciela chem. indywidualności pierwiastka pochodzi od J. Daltona (pocz. XIX w.). Atomy danego pierwiastka mają określoną masę oraz specyficzne własności fiz.; O WŁAŚNIE. I co Pyszałku? Te informacje umieszczono zanim mówi się o budowie fizycznej. Chyba są ważniejsze  > Tylko, że jest to kompletny idiotyzm biorąc pod uwagę wynikające z tego konsekwencje, bo skoro >przestajemy mówić o składnikach atomu, to przestajemy mówić o nim samym w ogóle, tak ściśle jest >to ze sobą powiązane.Większego idiotyzmu nie przeczytałem od ostatniego Twojego postu. Patrz na definicję powyżej  > Definicja protonu to nie definicja atomu. Uczepiłeś się tego jak rzep psiego ogona. Popełniasz nadal błąd logiczny Fallacy of Composition i tyle.Jesteś tak, przepraszam, głupi? Atom nie składa się z cząstek elementarnych, protonu, neutronu i elektronu! Zła jest definicja protonu, jak i atomu. Podałem def. protonu, by POKAZAĆ, że układ cząstek elementarnych jaki ma na myśli Kopaliński to proton i neutron oraz elektron!! To nie są cząstki elementarne. > Podaje ją właśnie Kopaliński i Doroszewski wbrew twej propagandzie. Wciskanie racjonalistycznego kitu nic tu nie pomoże.Jak dojdziesz do tej definicji, bez znalezienia po drodze atomu jako przedmiotu badań? Czy atom przed znalezieniem jego budowy niczym się nie wyróżnia? Wyróżnia się. Jest niezniszczalny chemicznie. Wbrew Twoim bredniom nic oprócz atomów nie ma takich własności. Ma masę. Rozmiar. Wyróżnia go brak ładunku elektrycznego. Nie pomylisz atomu wodoru i tlenu  Kto wciska kit? > >Oto jest opis atomu z PWN:> [....]> atom składa się z jądra o dodatnim ładunku elektr. i otaczających jądro elektronów o ładunkach ujemnych (w obojętnym elektrycznie atomie dodatni ładunek jądra jest równy sumarycznemu ujemnemu ładunkowi elektronów).> O właśnie.Co właśnie? Właśnie, że opis modelu atomu, znajduje się dopiero w szóstym zdaniu? Opis atomu w PWN ma pewnie 4 strony A4, w końcu musieli napisać z czego się składa. Przecież to bardzo ważna wiedza. Dziś będzie taki model, jutro będzie inny. Obecnie nam królujący jest już czwartym lub piątym. Podstawowy sens atomu, jako najmniejszej niepodzielnej cząstki pierwiastka pozostanie. Scholastyku jesteś naprawdę inżynierem?
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | > >Który podaje za pomocą odpowiednich skrótów, iż coś co cytuje jest definicją stricte fizyczną.> >Dyskredytowanie słownika jako nienaukowego nic tu zatem nie pomoże.> Definicja jest błędna lub co najmniej nieprecyzyjna. Fizyka nie definiuje atomu w tak beznadziejny sposób. Słowniki są naukowe, ale dotyczą jedynie języka, nie skupiają się na ścisłych definicjach.Ależ skupiają się, bo co stoi na przeszkodzie podać krótką naukową definicję. Ściemnianie tej prostej rzeczy na potrzeby twej propagandy nic ci nie da. Nie ma żadnych przeszkód ku temu. > Znajdź poprawną definicję fizyczną Scholastyku.Już dawno ją znalazłem. Udawanie wobec tego idioty jest słabym wybiegiem. > >>To nie są niby definicje. To logicznie ułożona informacja zgodna z porządkiem wiedzy.> >A to tylko ty tak twierdzisz, wcale tego nie wiadomo.> ATOM [gr.], najmniejsza cząstka pierwiastka chem. mająca jeszcze własności chem. tego pierwiastka. Termin atom został wprowadzony przez staroż. Greków na określenie najmniejszej niepodzielnej cząstki materii; pierwszą atomistyczną teorię materii głosili Leukippos i Demokryt (V-IV w. p.n.e.); koncepcja atomu jako nosiciela chem. indywidualności pierwiastka pochodzi od J. Daltona (pocz. XIX w.). Atomy danego pierwiastka mają określoną masę oraz specyficzne własności fiz.; > O WŁAŚNIE. I co Pyszałku? Te informacje umieszczono zanim mówi się o budowie fizycznej. Chyba są ważniejsze "Chyba są ważniejsze" - porażający "argument". Odrzucam to jako bezzasadne gdybanie. > >Tylko, że jest to kompletny idiotyzm biorąc pod uwagę wynikające z tego konsekwencje, bo skoro >przestajemy mówić o składnikach atomu, to przestajemy mówić o nim samym w ogóle, tak ściśle jest >to ze sobą powiązane.> Większego idiotyzmu nie przeczytałem od ostatniego Twojego postu.> Patrz na definicję powyżej Pustosłowie bez odniesienia się do tego co napisałem. > >Definicja protonu to nie definicja atomu. Uczepiłeś się tego jak rzep psiego ogona. Popełniasz nadal błąd logiczny Fallacy of Composition i tyle.> Jesteś tak, przepraszam, głupi? Atom nie składa się z cząstek elementarnych, protonu, neutronu i elektronu! Zła jest definicja protonu, jak i atomu. Podałem def. protonu, by POKAZAĆ, że układ cząstek elementarnych jaki ma na myśli Kopaliński to proton i neutron oraz elektron!! To nie są cząstki elementarne.Czepianie się pierdół. Poza tym wcale nie wykazałeś za pomocą żadnego naukowego choćby źródła, że Kopaliński myli się w takim definiowaniu. Po prostu powołujesz się na jakieś swoje mniemanie, nic więcej. To jest pustosłowie. > Wyróżnia się. Jest niezniszczalny chemicznie. Wbrew Twoim bredniom nic oprócz atomów nie ma takich własności.> Ma masę. Rozmiar. Wyróżnia go brak ładunku elektrycznego. Nie pomylisz atomu wodoru i tlenu > Kto wciska kit?Ty. Elektron, który może istnieć poza atomem (i ze sceptycznego punktu widzenia wcale nie musi być jego częścią) też ma takie cechy. To nie jest żaden wyróżnik. > >>Oto jest opis atomu z PWN:> >[....]> >atom składa się z jądra o dodatnim ładunku elektr. i otaczających jądro elektronów o ładunkach ujemnych (w obojętnym elektrycznie atomie dodatni ładunek jądra jest równy sumarycznemu ujemnemu ładunkowi elektronów).> >O właśnie.> Co właśnie? Właśnie, że opis modelu atomu, znajduje się dopiero w szóstym zdaniu?> Opis atomu w PWN ma pewnie 4 strony A4, w końcu musieli napisać z czego się składa. Przecież to bardzo ważna wiedza. Dziś będzie taki model, jutro będzie inny. Obecnie nam królujący jest już czwartym lub piątym. Podstawowy sens atomu, jako najmniejszej niepodzielnej cząstki pierwiastka pozostanie.Ów "podstawowy" opis jest tylko waszym wymysłem, stworzonym na potrzeby chwili, bo nie jesteście w stanie udowodnić istnienia takiego obiektu jak atom. Sprowadziliście więc jego rzekomą "definicję" do absurdu, żeby nie musieć udowadniać, iż atom jest naprawdę tym czym jest, czyli protonowo, elektronowo, neutronowym obiektem, jak definiuje go zgodnie ze sobą, w sposób pełny i niezafałszowany fizyka. Nikt nie powiedział, że to co prezentujecie jako wyjęty z kontekstu fragment jest właśnie podstawowa definicja atomu. Po prostu sobie to zmyśliliście przez selektywnie dobieranie fragmentów haseł, które wyrywacie z kontekstu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | > Ależ skupiają się, bo co stoi na przeszkodzie podać krótką naukową definicję.No właśnie, co stoi na przeszkodzie podać poprawną definicję? > >Znajdź poprawną definicję fizyczną Scholastyku.> Już dawno ją znalazłem. Udawanie wobec tego idioty jest słabym wybiegiem.Nie jest poprawna. Upierając sie przy złej definicji Kopalińskiego, popełniasz błąd logiczny, odwołujący się do autorytetu, a nie do faktów. Fakty natomiast są takie, że definicja jest zła lub co najmniej nie ścisła  > "Chyba są ważniejsze" - porażający "argument". Odrzucam to jako bezzasadne gdybanie.Nie odróżniasz argumentów od ironii? To jest argument: encyklopedia.pwn.pl/lista.php?begin=atom&type=0To jest PODSTAWOWA DEFINICJA ATOMU, według PWN, zgodna z IUPAC! Pełen opis dostaniesz po kliknięciu "atom". Przykład: Weźmy hasło "a". Podstawowa definicja a, pierwsza litera alfabetu pol. (i łac.) To pełen opis. a, pierwsza litera alfabetu pol. (i łac.), pochodząca poprzez gr. ą (alfa) od fenickiej (północno-zachodnio-semickiej) litery ' Na dowód przedstawiam link. encyklopedia.pwn.pl/0_3.html >Czepianie się pierdół. Poza tym wcale nie wykazałeś za pomocą >żadnego naukowego >choćby źródła, że Kopaliński myli się w >takim definiowaniu. Przerażasz mnie. Wykazałem to. Zobacz definicję cząstek elementarnych z PWN. >>Ma masę. Rozmiar. Wyróżnia go brak ładunku elektrycznego. Nie pomylisz atomu wodoru >>i tlenu Kto wciska kit? >Ty. Elektron, który może istnieć poza atomem (i ze sceptycznego punktu widzenia wcale nie >musi być jego częścią) też ma takie cechy. To nie jest żaden wyróżnik. Załamujesz mnie i śmieszysz jednocześnie. Elektron nie ma składu i rozpoznajesz go jedynie po cechach. Zresztą to są takie trywiały, że szkoda gadać. Elektron: Masa elektronu: 9,1095x10^-31 Ładunek elektryczny: 1,602189 Ą 10-19 C. Rozmiar elektronu: NIE MA Masa atomu: od 10 do -27 do 10 do -25. Nawet milion razy większa!. Ładunek elektryczny BRAK. Rozmiar rzędy 10 do -10. I tak dalej... Atomy wyróżniają się mnóstwem cech, im jedynie przypisanych, które można mierzyć i obserwować. Nie można pomylić atomu tlenu z atomem wodoru, jak nie można pomylić atomu i elektronu. Widzę, że dla Ciebie ciągle to wszystko jedno. Ciągle więc nie odróżniasz e. od a. >Ów "podstawowy" opis jest tylko waszym wymysłem, stworzonym na potrzeby chwili, bo >nie jesteście w stanie udowodnić istnienia takiego obiektu jak atom. Metafizyka. Erystyka nielojalna. Idiotyzm. Bełkot. Moje "gdybania" opierają się na faktach, podczas gdy Ty opierasz się na metafizyce, ewn. wadliwych definicjach polonistów. P.S. Dawno wykazano, że elektron jest częścią atomu. Brakuje Ci podstawoiwej wiedzy.
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | > >Ależ skupiają się, bo co stoi na przeszkodzie podać krótką naukową definicję.> No właśnie, co stoi na przeszkodzie podać poprawną definicję?Mi nic, tobie tak. > >>Znajdź poprawną definicję fizyczną Scholastyku.> >Już dawno ją znalazłem. Udawanie wobec tego idioty jest słabym wybiegiem.> Nie jest poprawna. Upierając sie przy złej definicji Kopalińskiego, popełniasz błąd logiczny, odwołujący się do autorytetu, a nie do faktów. Fakty natomiast są takie, że definicja jest zła lub co najmniej nie ścisła > >"Chyba są ważniejsze" - porażający "argument". Odrzucam to jako bezzasadne gdybanie.> Nie odróżniasz argumentów od ironii?> To jest argument:> encyklopedia.pwn.pl/lista.php?begin=atom&type=0> To jest PODSTAWOWA DEFINICJA ATOMU, według PWN, zgodna z IUPAC! Pełen opis dostaniesz po kliknięciu "atom".Zmyślasz. Nie ma tam ani słowa o tym, że podano tam jakąkolwiek fizyczną definicję atomu. Natomiast Kopaliński i Doroszewski wraźnie wspominają, że podają definicję fizyczną. Przyparty do muru brniesz w opary bredni i tyle. > Przykład: Weźmy hasło "a".> Podstawowa definicja> a, pierwsza litera alfabetu pol. (i łac.)> To pełen opis.Opis to nie definicja. Błądzisz. > a, pierwsza litera alfabetu pol. (i łac.), pochodząca poprzez gr. ą (alfa) od fenickiej (północno-zachodnio-semickiej) litery ' >Na dowód przedstawiam link. encyklopedia.pwn.pl/0_3.html
j.w.
>>Czepianie się pierdół. Poza tym wcale nie wykazałeś za pomocą >żadnego naukowego >choćby źródła, że Kopaliński myli się w >takim definiowaniu. >Przerażasz mnie. Wykazałem to. Zobacz definicję cząstek elementarnych z PWN.
Pokaż więc, który niby fragment z PWN przeczy temu co mówi Kopaliński.
>>>Ma masę. Rozmiar. Wyróżnia go brak ładunku elektrycznego. Nie pomylisz atomu wodoru >>i tlenu Kto wciska kit? >>Ty. Elektron, który może istnieć poza atomem (i ze sceptycznego punktu widzenia wcale nie >musi być jego częścią) też ma takie cechy. To nie jest żaden wyróżnik. >Załamujesz mnie i śmieszysz jednocześnie. Elektron nie ma składu i rozpoznajesz go jedynie po cechach.
Wedle waszej zbajerowanej niby definicji uproszczonej atom też nie ma składu. Jest jedynie jaką niezniszczalna bryłką, o któej skłądzie boicie się mówić, bo bo wymiękacie poproszeni tu o dowody. Zapędziłeś się w kozi róg swomi akrobacjami erystycznymi.
Zresztą to są takie trywiały, że szkoda gadać. >Elektron: >Masa elektronu: 9,1095x10^-31 Ładunek elektryczny: 1,602189 Ą 10-19 C. Rozmiar elektronu: NIE MA >Masa atomu: od 10 do -27 do 10 do -25. Nawet milion razy większa!. Ładunek elektryczny BRAK.
To nie do końca prawda. Kiedy atom straci elektron, lub zaadoptuje go, przestaje być elektrycznie obojętny. Może mieć wtedy taki sam ładunek jak elektron.
>Rozmiar rzędy 10 do -10. I tak dalej... >Atomy wyróżniają się mnóstwem cech, im jedynie przypisanych, które można mierzyć i obserwować. Nie można pomylić atomu tlenu z atomem wodoru, jak nie można pomylić atomu i elektronu. Widzę, że dla Ciebie ciągle to wszystko jedno. Ciągle więc nie odróżniasz e. od a.
Pustosłowie. Z punktu widzenia waszej uprosczonej definicji atomu nie jest on już niczym konkretnym. Nie jest tym co zwykle uważa się za aatom, bo jest pozbawiony istotnych cech swego składu. Bajerujecie i tyle
>>Ów "podstawowy" opis jest tylko waszym wymysłem, stworzonym na potrzeby chwili, bo >nie jesteście w stanie udowodnić istnienia takiego obiektu jak atom. >Metafizyka. Erystyka nielojalna. Idiotyzm. Bełkot.
Pustosłowie.
>Moje "gdybania" opierają się na faktach,
Pieprzysz, twoje "fakty" nigdy nie zostały tu udowodnione. Racjonalistyczne zmyślanie chorych od indoktrynacji mózgów, którym wydaje się, że jedynie mówią o faktach, nie jest jeszcze żadnym dowodem. Nie udowodniliście istnienia atomu. Musieliście uciec w erystykę, która udaje jedynie, że definiuje atom za pomocą wyrwanych z kontekstu fragmentów z netowych opracowanek.
>podczas gdy Ty opierasz się na metafizyce, ewn. wadliwych definicjach polonistów.
Erystyka ad personam. Tak jakby polonista nie miał już prawa zacytować definicji atomu. Jesteś indoktrynerem i tyle. Pokaż wreszcie dowód na istnienie atomu, bo jak dotąd jesteś jedynie wierzącym w to naiwniakiem.
>P.S. Dawno wykazano, że elektron jest częścią atomu. Brakuje Ci podstawoiwej wiedzy.
Ktoś ci tak jedynie powiedział, a ty tylko w to wierzysz. Wiem, że tak się twierdzi, ale wiem też, że to niczego jeszcze nie dowodzi. Znów wyznałeś jedynie swa wiarę i tyle. Jesteście bardzo wierzącymi ludźmi.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | > Mi nic, tobie tak.Definicja podana w Kopalińskim jest niepełna, i myląca. Uważasz, że jest poprawna? Napisz, że proton i neutron do cząstki elementarne  Do wszystkich Twoich bezmyślności Panie Inżynierze, ta i tak nie pogorszy Twojego obrazu. > Zmyślasz. Nie ma tam ani słowa o tym, że podano tam >jakąkolwiek fizyczną definicję atomu. Natomiast Kopaliński i >Doroszewski wraźnie wspominają, że podają definicję fizyczną. >Przyparty do muru brniesz w opary bredni i tyle.Wyraźnie widać, że kompletnie nie jarzysz. Ty naprawdę jesteś zakręcony cżłowieku  Mam prawo powołać się na źródła, Ty też. Powołuję się więc na żródło pod tytułem: Encyklopedia naukowa PWN. Pokazałem Ci w odnośniku skróconą wersję hasła "atom". Jest to kwintesencja opisu atomu jego podstawowa definicja. Pełen opis jest pod linkiem. > Pokaż więc, który niby fragment z PWN przeczy temu co mówi Kopaliński.Z przyjemnością. Twój Kopalińskiatom fiz. układ cząstek elementarnych złożony z dodatnio naładowanego jądra (por. neutron; proton)(sic!) i z powłok ujemnie naładowanych elektronów. Skorzystajmy z rady słownika i idźmy do protonuproton elementarna(sic!), dodatnio naładowana cząstka materii, część składowa jąder atomowych (jądro atomu wodoru). Definicja Kopalińskiego jest błędna i myląca. Sugeruje, że atom tworzą jedynie cząstki elementarne, to nieprawda. Tworzy go układ cząstki elementarnej i subatomowych. Tyle Twój Kopaliński. PWNatom składa się z jądra o dodatnim ładunku elektr. i otaczających jądro elektronów o ładunkach ujemnych (w obojętnym elektrycznie atomie dodatni ładunek jądra jest równy sumarycznemu ujemnemu ładunkowi elektronów). Ten opis budowy atomu jest poprawny. > Wedle waszej zbajerowanej niby definicji uproszczonej atom też >nie ma składu. Jest jedynie jaką niezniszczalna bryłkąCzyli definicja atomu z PWN jest błędna? P.S.chemicznie niezniszczalną Scholastyku, pamięć kuleje? > Wedle waszej zbajerowanej niby definicji uproszczonej atom też nie ma składu. Jest jedynie jaką niezniszczalna bryłką, o któej skłądzie boicie się mówić, bo bo wymiękacie poproszeni tu o dowody. Zapędziłeś się w kozi róg swomi akrobacjami erystycznymi.Wiesz doskonale Jaśko, że nie możesz zaakceptować podstawowej definicji atomu. Dowodu na istnienie tlenu nie musze przecież podawać.  > To nie do końca prawda. Kiedy atom straci elektron, lub zaadoptuje go, przestaje być elektrycznie obojętny. Może mieć wtedy taki sam ładunek jak elektron.Takie atomy nazywami jonami. Wtrącenie bez znaczenia. > >Atomy wyróżniają się mnóstwem cech, im jedynie przypisanych...> Pustosłowie. Z punktu widzenia waszej uprosczonej definicji >atomu nie jest on już niczym konkretnym.Jest konkretny Jaśko. Jest najmniejszą, niepodzielną cząstką pierwiastka. Ma określone, indywidualne własności. > Nie jest tym co zwykle uważa się za aatom, bo jest pozbawiony istotnych cech swego składu.Głupie zdanko Jasia. Powiedział co wiedział o aaaaaatomie  Zwykle za atom uważa się cześć pierwiastka. > >Moje "gdybania" opierają się na faktach,> Pieprzysz, twoje "fakty" nigdy nie zostały tu udowodnione.Jakie moje fakty nie zostały udowodnione? Takie, że atom jest najmniejszą i niepodzielną częścią pierwiastka?
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | > >Mi nic, tobie tak.> Definicja podana w Kopalińskim jest niepełna, i myląca.> Uważasz, że jest poprawna?> Napisz, że proton i neutron do cząstki elementarne Pustosłowie. > Do wszystkich Twoich bezmyślności Panie Inżynierze, ta i tak nie pogorszy Twojego obrazu.Ad hominem. > >Zmyślasz. Nie ma tam ani słowa o tym, że podano tam >jakąkolwiek fizyczną definicję atomu. Natomiast Kopaliński i >Doroszewski wraźnie wspominają, że podają definicję fizyczną. >Przyparty do muru brniesz w opary bredni i tyle.> Wyraźnie widać, że kompletnie nie jarzysz. Ty naprawdę jesteś zakręcony cżłowieku Mam prawo powołać się na źródła, Ty też. Powołuję się więc na żródło pod tytułem: Encyklopedia naukowa PWN. Pokazałem Ci w odnośniku skróconą wersję hasła "atom".Ale nie definicję. Zresztą, to hasło mówiło o budowie atomu, więc nic ci to nie daje. > Jest to kwintesencja opisu atomu jego podstawowa definicja.Kłamiesz. Nie ma tam nic o tym, że jest to "definicja". Po prostu sobie to zmyśliłeś i tyle. > Pełen opis jest pod linkiem.> >Pokaż więc, który niby fragment z PWN przeczy temu co mówi Kopaliński.> Z przyjemnością.> Twój Kopaliński> atom fiz. układ cząstek elementarnych złożony z dodatnio naładowanego jądra (por. neutron; proton)(sic!) i z powłok ujemnie naładowanych elektronów.> Skorzystajmy z rady słownika i idźmy do protonu> proton elementarna(sic!), dodatnio naładowana cząstka materii, część składowa jąder atomowych (jądro atomu wodoru).> Definicja Kopalińskiego jest błędna i myląca. Sugeruje, że atom tworzą jedynie cząstki elementarne, to nieprawda. Tworzy go układ cząstki elementarnej i subatomowych. Tyle Twój Kopaliński.> PWN> atom składa się z jądra o dodatnim ładunku elektr. i otaczających jądro elektronów o ładunkach ujemnych (w obojętnym elektrycznie atomie dodatni ładunek jądra jest równy sumarycznemu ujemnemu ładunkowi elektronów).> Ten opis budowy atomu jest poprawny.Ale nie mówi nic o cząstkach elementarnych. Wiec sobie zmyśliłeś rzekomą wpadkę Kopalińskiego. Te definicje nie są sprzeczne, jedynie twoje ich nadinterpretacje są sprzeczne. Kłamiesz i zmyślasz rzekome pomyłki aby zaciemnić brak dowodów na swe tezy. Typowe dla demagogów. > >Wedle waszej zbajerowanej niby definicji uproszczonej atom też >nie ma składu. Jest jedynie jaką niezniszczalna bryłką> Czyli definicja atomu z PWN jest błędna?Nic takiego nie mówiłem. Znów zaciemniasz istotę rzeczy. Wskaż dowód na istnienie atomów, składających się z jądra i orbit. Dokąd tego nie zrobisz i lejesz wodę na temat takich kwestii peryferyjnych jesteś demagogiemn. > P.S.chemicznie niezniszczalną Scholastyku, pamięć kuleje?Odwracania kota ogonem ciag dalszy (sam przecież przed chwilą pisałeś, iż chemicznie niezniszczalną). > >Wedle waszej zbajerowanej niby definicji uproszczonej atom też nie ma składu. Jest jedynie jaką niezniszczalna bryłką, o któej skłądzie boicie się mówić, bo bo wymiękacie poproszeni tu o dowody. Zapędziłeś się w kozi róg swomi akrobacjami erystycznymi.> Wiesz doskonale Jaśko, że nie możesz zaakceptować podstawowej definicji atomu. Dowodu na istnienie tlenu nie musze przecież podawać. Pustosłowie. > >To nie do końca prawda. Kiedy atom straci elektron, lub zaadoptuje go, przestaje być elektrycznie obojętny. Może mieć wtedy taki sam ładunek jak elektron.> Takie atomy nazywami jonami. Wtrącenie bez znaczenia.No właśnie, twoja uwaga jest bez znaczenia. > >>Atomy wyróżniają się mnóstwem cech, im jedynie przypisanych...> >Pustosłowie. Z punktu widzenia waszej uprosczonej definicji >atomu nie jest on już niczym konkretnym.> Jest konkretny Jaśko. Jest najmniejszą, niepodzielną cząstką pierwiastka. Ma określone, indywidualne własności.To tylko wierzch, a więc uproszczenie i przez to zafałszowanie. Pełne pojęcie atomu mówi o tym (włącznie z tymi jakie cytujesz), iż składa się z protonu, neutronu i orbit elektronów. > >Nie jest tym co zwykle uważa się za aatom, bo jest pozbawiony istotnych cech swego składu.> Głupie zdanko Jasia. Powiedział co wiedział o aaaaaatomie Pustosłowie. Z twoich wywodów wyparowała już jakakolwiek treść. Daję EOT, bo szkoda na ciebie czasu. Poza czepianiem się pierdółek i mnożeniem urojonych problemów nie wnosisz żadnych empirycznych dowodów na swe tezy. > Zwykle za atom uważa się cześć pierwiastka.> >>Moje "gdybania" opierają się na faktach,> >Pieprzysz, twoje "fakty" nigdy nie zostały tu udowodnione.> Jakie moje fakty nie zostały udowodnione? Takie, że atom jest najmniejszą i niepodzielną częścią pierwiastka?Z tego nic kompletnie nie wynika. To nie dowodzi istnienia obiektu jaki postuluje fizyka, który wedle niej składa się z protonu, neutronu i orbit elektronowych, i zwie się atomem. Tego nie udowodniliście, a więc polegliście w tej dyskusji i okazało się, że wierzycie w coś czego istnienia nie możecie udowodnić. W tym miejscu EOT.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Grzegorz Kozłowski |
> >Napisz, że proton i neutron do cząstki elementarne > Pustosłowie.He, he, he. Patrz niżej. > >Do wszystkich Twoich bezmyślności Panie Inżynierze, ta i tak nie pogorszy Twojego obrazu.> Ad hominem.I co z tego, ale "lojalna", bo prawdziwa. Panie Techniku  > >Jest to kwintesencja opisu atomu jego podstawowa definicja.> Kłamiesz. Nie ma tam nic o tym, że jest to "definicja". Po prostu sobie to zmyśliłeś i tyle.Za mocne słowo. Tak po prostu uważam. Zobacz inne hasła. Wstępnie pokazują się rzeczy najważniejsze, potem możesz kliknąć na rozszerzenia. > Ale nie mówi nic o cząstkach elementarnych.Gówno prawda. Nie umiesz myśleć logicznie!  cząstek elementarnych złożony z dodatnio naładowanego jądra (por. neutron; proton)(sic!)Twoja definicja WSKAZUJE o jakie cząstki elementarne chodzi. Trudno Jasiu. Jest albo dobra definicja albo zła. To jest zła. > >Czyli definicja atomu z PWN jest błędna?> Nic takiego nie mówiłem.Musisz przyjąć, zatem, iż atomy sa najmniejszą częścią pierwiastka, zachowującą właściwości tego pierwiastka i są niezniszczalne chemicznie. Zatem można je rozpoznać i zobaczyć. > >Dowodu na istnienie tlenu nie musze przecież podawać > Pustosłowie.Znów unik. Nie muszę podawać składu atomu by stwierdzając "ziarnistość" materii przyjąć istnienie atomu. Bo przecież tlen jest niezniszczalny, zatem istnieje taka jego najmniejsza cząstka, którą określa się atomem. Dla mnie to proste. > To tylko wierzch, a więc uproszczenie i przez to >zafałszowanie.Niepełne, ale nie zafałszowane. Wystarczy jednak by zrozumieć dwie rzeczy: Atomy są obserwowalne i istnieją. > To nie dowodzi istnienia obiektu jaki postuluje fizyka, który wedle niej składa się z >protonu, neutronu i orbit elektronowych, i zwie się atomem. Skąd ten atom wyskoczył z kapelusza? Nie można postulować składu czegoś przed odkryciem istnienia tego czegoś  To błąd logiczny. My Jaśko jeszcze nie odkryliśmy atomu. W całej sprawie kręcisz, kłamiesz, oszukujesz i ściemniasz. Robisz przy tym błędy logiczne i merytoryczne. Nie było mowy na początku, o tym bym przed Tobą bronił modelu kwantowo-mechanicznego atomu. Twierdziłeś, że atomy są nieobserwowalne. Kiedy argument powoli padał, wymyśliłeś sobie ten numer z modelem atomu. Wszystkie Twoje posty Scholastyku są, więc w razie czego, mogę zacytować  Wcale nie unikam rozmowy o wnętrzu atomu, fizyka zderzeń to mój konik  , ale my jeszcze nie odkryliśmy atomu. Rozważania o składzie czegoś, czego nie ma, to metafizyka.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | placownik | >Gówno prawda.
Proponuję tego typu okreslenia zachować do wyłącznej dyspozycji Pana Jana.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | > >Gówno prawda.> Proponuję tego typu okreslenia zachować do wyłącznej >dyspozycji Pana Jana.Ks.prof.Tishner twierdził że prawdy są trzy. Najprawdziwsza prawda, Tyż prawda i Gówno prawda. Z drugiej strony jak napisał mi kiedyś Drobner, "gówno to swojska rzecz". Przaśny język jest czasem niezastąpiony, by zająć konkretne stanowisko. Placowniku. Staram się raczej unikać wypowiedzi o na temat rodziny oponenta, tego co robi po pracy (Lewandowskiego do mnie: chyba lubisz się zabawiać sam ze sobą)  , nie sugeruję koloru papierów (do końca Cię porąbało). Staram się, bo wierzę, że tylko merytoryczna dyskusja do czegoś może doprowadzić. P.S. Oczywiście masz trochę racji  Uroda języka, uroda myśli. Tak.
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | define:atom 1. (physics and chemistry) the smallest component of an element having the chemical properties of the element Source: wordnet.princeton.eduComment: WordNet was developed by the Cognitive Science Laboratory at Princeton University under the direction of Professor George A. Miller 2. The smallest particle of an element having the chemical properties of that element; the fundamental building block of matter. Source: www.lrb.usace.army.mil/fusrap/glossary-ab.htmUSACE (US Army Corps of Engineers) 3. The smallest particle of an element that can take part in a chemical reaction. Source: www.npl.co.uk/quantum/qtm/glossary.htmlNPL is National Physical Laboratory, The UK's National Measurement Laboratory 4. The smallest part of a chemical element, such as hydrogen, helium, or carbon. Atoms possess a compact nucleus surrounded by one or more electrons. Source:observe.arc.nasa.gov/nasa/space/stellardeath/stellardeath_6.html NASA
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | placownik | Naprawdę masz nadzieję, że skoro po polsku nie da rady, to po angielsku pójdzie lepiej?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | NIE  , ale wygląda przynajmniej na oryginalne 
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | >>ATOM nie jest najmniejszą cząstką materii, tylko najmniejszą niepodzielną chemicznie. >OK,ale nic to nie wnosi (kwestia drogorzędna). Wnosi, obniża Twój autorytet jako rozmówcy.Sugeruje brak wiedzy. Jest to erystyka, ale jakże miła, prawda? Poważnie mówiąc:Janie takie szczegóły są bardzo ważne. Wynika to z CAŁEJ naszej dyskusji. Ponieważ "coś-atom" jest jednostką chemiczną. >>Jeżeli mamy dowody na nieciągłość materii i wiemy, że łączy się ona w MOLEKUŁY. Musi składać się z czegoś niezniszczalnego w chemii, bo procesy się odwracają. >Coś niezniszczalnego nie musi być jeszcze atomem. Hola, hola czy swawola? Ogólnie znów masz rację. Jednak chemicznie jest to zdanie błędne i niezgodne z nazewnictwem Unii Chemii Czystej i Stosowanej. Jeżeli istnieje coś niezniszczalnego chemicznie, musi być najmniejsze "chemicznie". Ponieważ rozbić się tego w żaden sposób nie da. TAK? To właśnie nazywamy atomem. Całkowicie umownie. Kiedyś odkryto "coś", czego w żaden sposób nie zdołano rozbić chemicznie. Myślano błędnie, że w ogóle nie uda się tego zniszczyć. To błędnie nazwano atomem (a-tom Demokryta) i tak zostało.
Atom (z gr. atomos, niepodzielny) - najmniejszy, niepodzielny metodami chemicznymi składnik materii.
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | >To jest zrozumiałe samo przez się, nie będę z siebie robił błazna i tłumaczył rzeczy jasnych jak słońce. Stosujesz sofistyczne tricki, które mają na celu wciągnąć dyskutanta w wyjaśnianie rzeczy oczywistych, co by tylko nie skoncentrować się na meritum. >>Nie ma trzeciej drogi >Jest: Klocki, które tworzą najmniejszą część materii są nierozpoznanymi do końca molekułami, które mają cechy jakie czasem przypisuje się atomom, ale nie są w istocie atomami.
Twoje zdanie jest częściowo prawdziwe, ale zawiera błędy. 1.Atomy nie tworzą najmniejszej części materii! ZAPAMIĘTAJ! Rozmawiamy o klockach, które tworzą najmniejszą część materii niepodzielnej chemicznie. (Na marginesie... wierzysz w tlen? Może nie odpowiadaj...) 2. Najmniejsze klocki tworzące materię niepodzielną chemicznie nie są molekułami! Nazywamy je CZĄSTKAMI! Najlepszy to przykład na jakim poziomie ja muszę dyskutować. I Ty mi jeszcze mówisz, że nie będziesz robił z siebie błazna i tłumaczył rzeczy jasnych jak Słońce (które pisze się z dużej litery)? Może wypij kawę i zjedz czekoladę. Dodatek: Molekuła inaczej Cząsteczka - zgodnie z aktualną definicją IUPAC to obojętna elektrycznie grupa atomów trwale ze sobą połączonych wiązaniami chemicznymi.
Atom (z gr. atomos, niepodzielny) - najmniejszy, niepodzielny metodami chemicznymi składnik materii.
Lacho calad, drego morn
|
|
| | |  | | outsider (2469 punktów) | Nie sadzę, aby naszemu rozmócy cokolwiek doskwierało w tym względzie: jego metafizyka jest zaledwie naszą fizyką ŕ rebours - stąd fizykę traktuje tak, jak my tego rodzaju metafizykę; nie z obojetnością a z niechęcią. Dinozaurom obca była męczaca idea ewolucji - tam przynajmniej gdzie wymagała zyworodności.
Jan Lewandowski nie rozumie, że paradygmat (uzywa tego terminu chętnie) jest rzeczą na danym etapie ewolucji nauki dowiedzioną; nie rozumie też, że nie wszystko w nauce jest paradygmatem a nauka sama to proces, nie cokolwiek skończonego. Rozumie pojęcie dogmatu i do niego stara się paradygmat przykrawać - wraże definicje mu na nic. Jest bezmyślnym uzytkownikiem pewnych terminów, nie rozumiejącym, że tylko w reklamowym pustosłowiu samo używanie czegokolwiek użytkownika uszlachetnia - logika wiary rózni się jednak istotnie od logiki jako takiej i nie uzgodnimy niczego: nawet tego, że Jan Lewandowski używa swojego jezyka na niedostepnym mu obszarze, pojecie kompetencji komunikacyjnej Jan Lewandowski jako strona sporu odrzuca konsekwentnie.
A my? Cóz, mozemy jedynie poćwiczyć pewien typ sporu: ćwiczenie byłoby zbędne w kregu dżentelmenów którzy o faktach nie dyskutują - mamy jednak taka rzeczywistość społeczną jaką mamy, to i to sie może przydać: nasz rozmówca natomiast nie nauczy się z tej dyskusji niczego. Wypadałoby mu co najwyżej wyrazić wdzięcznośc, że tak chetnie acz bezwiednie pomaga innym w treningu - co niniejszym czynię.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | > A my? Cóz, mozemy jedynie poćwiczyć pewien typ sporu: ćwiczenie byłoby zbędne w kregu dżentelmenów którzy o faktach nie dyskutują - mamy jednak taka rzeczywistość społeczną jaką mamy, to i to sie może przydać: nasz rozmówca natomiast nie nauczy się z tej dyskusji niczego. Wypadałoby mu co najwyżej wyrazić wdzięcznośc, że tak chetnie acz bezwiednie pomaga innym w treningu - co niniejszym czynię.Cieszę się, że razem doszliśmy do tych samych wniosków. Chciałbym zaznaczyć, iż dżentelmeni już o tych sprawach dyskutowali. Pełną odpowiedzia na ten typ krytyki Jana jest intersubiektywność, która jest zaprzeczeniem znaczeń "monosubiektywny", "prywatny", "solipsystyczny", "subiektywny". Intersubiektywna komunikowalność i weryfikowalność są warunkami uznania czegoś za wiedzę, a nie wiarę. W zasadzie prezentując swój dziecinny sceptycyzm (wiemy, że oczywiście dla picu, taka zabawa) Lewandowski może wykręcać się od przyjęcia każdej wiedzy. Jak bowiem udowodnisz mu swoje badania?  Dojdziemy do tego, że wiedza nie istnieje.
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | |  | | Jan Lewandowski |
>Jan Lewandowski nie rozumie, że paradygmat (uzywa tego terminu chętnie) jest rzeczą na danym etapie ewolucji nauki dowiedzioną;
To ciekawe zatem dlaczego jedne paradygmaty wypierały inne, skoro każdy z nich był dowiedziony, to powinien być zawsze tylko jeden. Reszty nie komentuję, bo poza bezpodstawnym suponowaniem mi, iż czegoś ne rozumiem, nie ma tam żadnej istotnej treści.
|
|
| | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | > To ciekawe zatem dlaczego jedne paradygmaty wypierały inne, skoro każdy z nich był dowiedziony, to powinien być zawsze tylko jeden.Idealizm Janie  Mogę zgrubnie odpowiedzieć na przykładzie paradygmatu "Teoria względności"versus "Mechanika klasyczna" oraz "Atomizm chemiczny" versus "Dynamizm materii". Istnieją istotne cechy, które wskazują na błąd w teorii, które mogą się nie pojawić od razu, lub (najczęściej brakuje wiedzy by je zlikwidować). Pierwszą fundamentalną cechą jest pojawianie się nieskończoności inne to niezmienniczości. Metafizycznie da się to "rozumieć" "nieskończony", ale nie naukowo. Pojęcie nieskończoności w rzeczywistości nie istnieje. Problem w tym by dowieść i rozwiązać problem nieskończoności, by na niego trafić. Logika Mechaniki klasycznej prowadziła do nieskończonej prędkości. Teoria względności poprawiła ten błąd. Ma ona jednak również haczyk  Wynika z niej, że czarne dziury mogą mieć teoretycznie nieskończoną masę  Tkwi w niej błąd. Czekamy na paradygmat, który go usunie  Dynamizm materii Kanta, głosił, że materia dzieli się w niekończoność. Błąd. Teoria atomizmu wyjaśniła go. I tak dalej...
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | |  | | Jan Lewandowski | >Problem w tym by dowieść i rozwiązać problem nieskończoności, by na niego trafić. Logika Mechaniki klasycznej prowadziła do nieskończonej prędkości. Teoria względności poprawiła ten błąd. Ma ona jednak również haczyk Wynika z niej, że czarne dziury mogą mieć teoretycznie nieskończoną masę Tkwi w niej błąd. Czekamy na paradygmat, który go usunie
>Dynamizm materii Kanta, głosił, że materia dzieli się w niekończoność. Błąd. Teoria atomizmu wyjaśniła go. I tak dalej...
Sam więc widzisz chłopie, że jedne paradygmaty przeczą drugim. Są więc relatywnie prawdziwe, co oznacza, że są teoretycznie fałszywe. Proces ten jest nieskończony.
|
|
| | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >Sam więc widzisz chłopie, że jedne paradygmaty przeczą drugim. Są więc relatywnie prawdziwe, co oznacza, że są teoretycznie fałszywe. Proces ten jest nieskończony.
No widzisz, Jasiu - nie da się twierdzić, że racjonaliści wierzą w paradygmaty: od tego wyszliśmy, nieprawdaż?
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >>Sam więc widzisz chłopie, że jedne paradygmaty przeczą drugim. Są więc relatywnie prawdziwe, co oznacza, że są teoretycznie fałszywe. Proces ten jest nieskończony. >No widzisz, Jasiu - nie da się twierdzić, że racjonaliści wierzą w paradygmaty: od tego wyszliśmy, nieprawdaż?
Nie wiem jak to ma wynikać z tego co napisałem. Non sequitur. A racjonaliści jak najbardziej wierzą w paradygmaty. Wystarczy zakwestionować tu taki paradygmat jak TE, aby się o tym przekonać na własnej skórze przez ostracyzm.
|
|
| | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >>>Sam więc widzisz chłopie, że jedne paradygmaty przeczą drugim. Są więc relatywnie prawdziwe, co oznacza, że są teoretycznie fałszywe. Proces ten jest nieskończony. >>No widzisz, Jasiu - nie da się twierdzić, że racjonaliści wierzą w paradygmaty: od tego wyszliśmy, nieprawdaż? >Nie wiem jak to ma wynikać z tego co napisałem. Non sequitur. A racjonaliści jak najbardziej wierzą w paradygmaty. Wystarczy zakwestionować tu taki paradygmat jak TE, aby się o tym przekonać na własnej skórze przez ostracyzm.
No to bedę Ci do znudzenia powtrarzał (na razie po raz trzeci, jeszcze rachuby nie pogubiłem) zdanie:
nikt nie twierdzi, że jest on [paradygmat] na pewno absolutnie słuszny, natomiast każdy kwestionujący go ma obowiązek udowodnienia tego zarzutu.
Ciekawe swoją drogą - czemu Ty, człek wierzący jak mniemam, za papierek lakmusowy wiary uważasz własnie ostracyzm: aż tak nierozłączne i wsółwystępujące są te pojęcia? Ale to oczywiście jedynie dygresja.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >>>>Sam więc widzisz chłopie, że jedne paradygmaty przeczą drugim. Są więc relatywnie prawdziwe, co oznacza, że są teoretycznie fałszywe. Proces ten jest nieskończony. >>>No widzisz, Jasiu - nie da się twierdzić, że racjonaliści wierzą w paradygmaty: od tego wyszliśmy, nieprawdaż? >>Nie wiem jak to ma wynikać z tego co napisałem. Non sequitur. A racjonaliści jak najbardziej wierzą w paradygmaty. Wystarczy zakwestionować tu taki paradygmat jak TE, aby się o tym przekonać na własnej skórze przez ostracyzm. > No to bedę Ci do znudzenia powtrarzał (na razie po raz trzeci, jeszcze rachuby nie pogubiłem) zdanie: >nikt nie twierdzi, że jest on [paradygmat] na pewno absolutnie słuszny, natomiast każdy kwestionujący go ma obowiązek udowodnienia tego zarzutu.
Wystarczającym zarzutem jest zarzut wskazujący na brak wystarczających dowodów względem czegoś. Przecież wy codziennie to praktykujecie wobec różnych wiar. Nie muszę cię tego uczyć.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Idziesz na łatwiznę Jasiu, aż wstyd. Jeśliby religię jakąkolwiek nazwac paradygmatem (trudne to choćby dlatego, że żadna nie jest powszechną - paradygmaty moga następowac po sobie, jednak teorie równoczesne a to samo różnie tłumaczące sa teoriami, nie paradygmatami) - my proponujemy paradygmat lepszy: paradygmat ateistyczny.
Wystarczające dowody? Jasiu, nie ma dowodów, któreby wystarczyły każdemu - dowody wystarczające to takie, jakie wystarczaja kompetentnym w temacie, bo niekompetentnym żadne przecież nie wystarczą. Gorszym zarzutem, stawianym religiom jest brak jakichkolwiek dowodów, które ostałyby się kompetentnej krytyce: gdyby istniał choć jeden dowód na istnienie Boga, z pewnościa jako racjonalista byłbym teistą.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Niestety Jasiu, Logiczne rozumowanie nie jest Twą mocną stroną. Dowiedziony paradygmat nie moze podlegać ewolucji? Rozszerzasz na nauke swoje obserwacje dotyczace systemów opartych o dogmaty a nie paradygmaty - istotna róznica podstaw skutkuje jednak odmiennym zachowaniem sie obu systemów: rozważymy to na przykładzie. Dynamika newtonowska stanowiła swego czasu paradygmat - a przecież Albert Einstein zastąpił ja teorią, która z czasem przejęła rolę paradygmatu dynamiki; ogólna teorią względnosci. Nalezy zauwazyć, że owej einsteinowskiej dynamiki nie dało sie w roku 1905 (a i sporo lat później) potwierdzić obserwacyjnie (dziś uznajemy ją za potwierdzoną) - Enstein odszedł od paradygmatu na podstawie przesłanek czysto teoretycznych, dotyczacych resztą nie dynamiki jako takiej, a elektrodynamiki: dziedziny znacznie nowszej - na gruncie mechaniki ruchu ciał materialnych (czyli dynamiki) ani prawa Newtona, ani związana z nimi transformacja Galileusza były nie do obalenia teoretycznego, eksperyment potwierdzający teorię Einsteina (i zastosowanie w dynamice transformacji Lorentza) był poza zasięgiem mozliwości. No to co, Jasiu: wierzył Einstein w obowiązujący paradygmat - czy nie wierzył? Gdyby rozumieć "po twojemu" pojęcie wiary - nie wierzył, wszak nie dopuszczasz możliwości wiary krytycznej, wiary i wątpliwości jednocześnie (istotnie, wydajesz się nie rozumieć innego rozumienia pojęcia "wiara"). Najwyraźniej jednak Einstein potrafił jednoczesnie wierzyć dynamice Newtona (nie było innej konkurencyjnej) - i zachować swobodę poszukiwań teorii zastępującej paradygmat, swobodę przez owa wiarę nie ograniczoną. Możesz wierzyć lub nie - ale tak to funkcjonuje w egzotycznym dla Ciebie świecie racjonalistów: nie uwierzysz rzecz jasna, bo dla Ciebie wiara ma tylko jedno, religijnie zachłanne oblicze: wszystko albo nic. Dlatego, Jasiu, to uczeni rozwijają nauke, nie sieciowi filozofowie-amatorzy. Wiara podporządkowana rozumowi poszerza naszą wiedzę - rozum podporządkowany wierze pisze bzdury. Dynamika Newtona stanowiła paradygmat, jak długo nie poznano zjawisk Newtonowi nieznanych - a związanych z dynamiką oddziaływań eletromagnetycznych; paradygmat jest sensownym wyjaśnieniem zjawisk znanych, a nie wszystkiego - w szczególności nie zjawisk, które mają zostac poznane w przyszłości; do dzis zresztą w obliczeniach ruchu ciał materialnych przy predkościach znacznie niższych od prędkości świała wystarcza ów stary paradygmat, podobnie jak wyznaczając drogę do sklepu nie interesujesz sie róznicami między geometrią euklidesową a sferyczną bo owe róznice są w tych warunkach pomijalne. Dyskutujemy tu na niezwykle niskim poziomie, Jasiu - naukowym nazwać go niesposób i to z Twojej winy. Zalecam zatem usilnie zapoznać się z opisem czym jest paradygmat w nienaukowej jak piszesz wikipedii - to wystarczy, a na pewno lepsze to, niż ustawicze mylenie przez Ciebie paradygmatu z lepiej znanym Ci dogmatem. Przy okazji Jasiu - możesz mi jeszcze odpowiedzieć w tym watku na post www.racjonalista.pl/forum.php/s,29529#w29623 - wypadałoby jakoś podsumować, jak się poprawnie nazywają miejsca nieprzezroczyste owej siatki dyfrakcyjnej, która tworzy takie piękne interferogramy rentgenowskie: atomy czy jakos inaczej? Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | |  | | Jan Lewandowski | >Niestety Jasiu, Logiczne rozumowanie nie jest Twą mocną stroną. Dowiedziony paradygmat nie moze podlegać ewolucji?
(Ciach)
Lejesz wodę, z któej absolutnie nic nie wynika. Nawet jeśli paradygmat nie jest tym co dogmat, to jeszcze gorzej, bo w tym wypadku paradygmat jest relatywny co do prawdy, a więc jest potencjalnie fałszywy. Patrz zresztą co piętro wyżej odpowiedziałem Celecrinowi w oparciu o jego spostrzeżenia.
|
|
| | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >Lejesz wodę, z któej absolutnie nic nie wynika. Nawet jeśli paradygmat nie jest tym co dogmat, to jeszcze gorzej, bo w tym wypadku paradygmat jest relatywny co do prawdy, a więc jest potencjalnie fałszywy. Patrz zresztą co piętro wyżej odpowiedziałem Celecrinowi w oparciu o jego spostrzeżenia.
No widzisz Jasiu - jak ładnie sam obaliłeś Twoje wcześniejsze stwierdzenie, ża racjonaliści wierzą w paradygmaty w ten sam sposób, w jaki teiści ulegają dogmatom - że to wiara wysoce podobna? Przytoczę jeszcze raz owo rozróznienie miedzy paradygmatem a dogmatem z wikipedii (wiem, nie cenisz jej - ale widze to bardzo podobnie jak wiki):
- nie jest on dany raz na zawsze - lecz jest wypracowany w toku wieloletnich, rzetelnych badań i przyjęty na zasadzie konsensusu większości badaczy;
- podlega on stałym, powolnym zmianom lub, od czasu do czasu, ulega bardzo głębokim przemianom zwanymi rewolucją naukową;
- nikt nie twierdzi, że jest on na pewno absolutnie słuszny, natomiast każdy kwestionujący go ma obowiązek udowodnienia tego zarzutu.
Widzę Jasiu, że zgadzamy się w coraz większej ilosći spraw. Popatrz: za pierwszym razem napisałeś "na predko" po powyższym cytacie, że wikipedia jest niepoważna - pomyślałeś, zrozumiałeś, i...
Moje gratulacje!
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >>Lejesz wodę, z któej absolutnie nic nie wynika. Nawet jeśli paradygmat nie jest tym co dogmat, to jeszcze gorzej, bo w tym wypadku paradygmat jest relatywny co do prawdy, a więc jest potencjalnie fałszywy. Patrz zresztą co piętro wyżej odpowiedziałem Celecrinowi w oparciu o jego spostrzeżenia. >No widzisz Jasiu - jak ładnie sam obaliłeś Twoje wcześniejsze stwierdzenie, ża racjonaliści wierzą w paradygmaty w ten sam sposób, w jaki teiści ulegają dogmatom - że to wiara wysoce podobna?
"Nawet jeśli" to nie "tak, tak jest". Odsyłam do tego co napisałem we wpisie z 17:59 wyżej.
|
|
| | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >>>Nawet jeśli paradygmat nie jest tym co dogmat, to jeszcze gorzej, bo w tym wypadku paradygmat jest relatywny co do prawdy, a więc jest potencjalnie fałszywy.
>"Nawet jeśli" to nie "tak, tak jest". Odsyłam do tego co napisałem we wpisie z 17:59 wyżej.
Jasiu - mam czekać aż napiszesz co innego niż nawet jeśli - toż czasu Wszechświata by nie starczyło. Zawsze piszesz straszliwie defetystycznie w szczegółach i na to rady nijakiej nie ma. Może byś sie jednak zdecydował: paradygmat to to samo co dogmat - czy jednak nie? W jednym i drugim przypadku będzie dla Ciebie niedobrze, bo da się wykazać sprzeczność z Twoimi wczesniejszymi wywodami. Pisz sobie zatem nawet jeśli - a ja bedę spokojnie rozważał obie możliwości. Tobie cierpliwości nie brak - mnie też.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >Może byś sie jednak zdecydował: paradygmat to to samo co dogmat - czy jednak nie? W jednym i drugim przypadku będzie dla Ciebie niedobrze, bo da się wykazać sprzeczność z Twoimi wczesniejszymi wywodami.
Nonsens, nic takiego nie wykazałeś. Jest zresztą dokładnie odwrotnie. To wy macie problem, jeśli przyjąć, że paradygmat to to samo co dogmat, lub odwrotnie. No bo jeśli paradygmat to to samo co dogmat, to źle, bo paradygmaty zastępowano innymi. A jeśli paradygmat to nie to samo co dogmat, to jeszcze gorzej, bo oznacza to, że paradygmat nie jest żadną pewną wiedzą i jest relatywny w stosunku do prawdy, skoro jest prawdziwy jedynie w określonym kontekście czasowo kulturowym. Oznacza to, że może być zmieniany w zależności od pojęcia racjonalności i metodologii nauki (w każdym stuleciu pojęcia te są różne, za sto lat też będa różne od tego co teraz). Nie może być zatem żadnego dowodu na to, że jest prawdziwy. Może się okazać nawet w 100% fałszywy, tak jak np. naukowa koncepcja butelki lejdejskiej, kolejna zupełna porażka fizyki z punktu widzenia współczesnych paradygmatów elektryczności.
I tyle na ten temat, prawda jest jasna w tym punkcie, choć jak zwykle będziesz próbował to zaciemnić przez typowe dla siebie wodolejstwo, mało odnoszące się do poszczególnych punktów meritum.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >>Może byś sie jednak zdecydował: paradygmat to to samo co dogmat - czy jednak nie? W jednym i drugim przypadku będzie dla Ciebie niedobrze, bo da się wykazać sprzeczność z Twoimi wczesniejszymi wywodami. >Nonsens, nic takiego nie wykazałeś. Jest zresztą dokładnie odwrotnie. To wy macie problem, jeśli przyjąć, że paradygmat to to samo co dogmat, lub odwrotnie. No bo jeśli paradygmat to to samo co dogmat, to źle, bo paradygmaty zastępowano innymi.
Przepraszam Jasiu - czemy Twoje bezpodstawne sądy miałyby stanowić nasz problem a nie Twój? Czy my przyjmowaliśmy kiedykolwiek, że paradygmat=dogmat? Ty - istotnie, zrównywałeś przecież ateizm z wiarą teistyczną. I długo prowadziliśmy Cię za rękę przez ciemność ku światłu wiedzy: cos zaczyna świtać?
Tak Jasiu, paradygmat niewiele ma wspólnego z dogmatem, cały czas Cie o tym przekonujemy: podałem Ci róznice, zbyłeś je pogardą dla cytowanego materiału.
>A jeśli paradygmat to nie to samo co dogmat, to jeszcze gorzej, bo oznacza to, że paradygmat nie jest żadną pewną wiedzą i jest relatywny w stosunku do prawdy, skoro jest prawdziwy jedynie w określonym kontekście czasowo kulturowym.
Ależ Jasiu - tu jak widzę nadal nic nie rozumiesz. Nie znamy prawdy, znamy paradygmaty właśnie. Nie dyskutujemy o nich, bo nie znamy prawdy - Ty dyskutujesz, choć Twoja jej nieznajomość wydaje się (wybacz) znacznie większa. Jeśli znamy jak sadzimy lepsze przybliżenie owej nieznanej prawdy - podejmujemy konstruktywną krytykę paradygmatu - a Ty myślałeś, że czym jest paradygmat - dogmatem?
Dam Ci przykład bardziej dla Ciebie jak sadzę zrozumiały, bo dotyczący spraw bliższych Ci niż fizyka. Rzecz jasna sąd ateistów, że Bóg nie istnieje nie jest paradygmatem - bo ateizm jest światopoglądem a nie dyscypliną wiedzy - wykazuje jednak do paradygmatu niejakie podobieństwo. Zwróćmy jednak uwagę, że ów światopogląd nazywa się ateizmem, a nie na przykład adeizmem. Wyopraźmy sobie teraz (ja jako ateista tej mysli nie odrzucam) że deiści dowiodą swego (światopoglad deistyczny nie buduje tak szczegółowego obrazu stwórcy, aby ów obraz musiał być koniecznie nieprawdziwy; Demokryt niewiele wiedział o strukturze materii a Giordano Bruno o kosmologii - jednak na poziomie bardzo ogólnym i mglistym sformułowali obaj myśli sensowne). Wtedy rzecz jasna podstawowe założenie ateizmu musiałoby zostać uzupełnione: bogowie wszelkich religii nie istnieją, istnieje natomiast osobowa przyczyna znanego nam bytu; co rzecz jasna nie obala ani paradygmatów fizyki ani biologii, bo zmiana dotyczy obcego im obszaru.
>Oznacza to, że może być zmieniany w zależności od pojęcia racjonalności i metodologii nauki (w każdym stuleciu pojęcia te są różne, za sto lat też będa różne od tego co teraz). Nie może być zatem żadnego dowodu na to, że jest prawdziwy.
Jasiu, skarbie - jak może człowiek dorosły mówić o prawdziwości jakichkolwiek sądów, jeśli nie zna poza nimi samymi żadego innego opisu tego, do czego owe sady sie odnoszą? Uznać sąd za nieprawdziwy sam w sobie może - gdy sąd jest wewnetrznie sprzeczny, za bezużyteczny może, gdy sad jest tautologią: ale za prawdziwy? Zlitujże się nad swoim cierpliwym nauczycielem, nie powtarzaj w kółko tak elementarnych błędów. Nikt poza Toba nie rozważa absolutnej prawdziwości paradygmatów - jedynie ich przydatość.
>Może się okazać nawet w 100% fałszywy, tak jak np. naukowa koncepcja butelki lejdejskiej, kolejna zupełna porażka fizyki z punktu widzenia współczesnych paradygmatów elektryczności.
Był paradygmat butelki lejdejskiej? Zaciekawias mnie. Bo wydawało mi sie dotąd, że były pewne poczatkowe próby ogarnięcia rozumem czegoś co istnieje niewątpliwie - a dopiero potem powstała całkiem przyzwoita i płodna teoria zwana elektrodynamiką, istotnie bedąca dziś paradygmatem.
>I tyle na ten temat, prawda jest jasna w tym punkcie, choć jak zwykle będziesz próbował to zaciemnić przez typowe dla siebie wodolejstwo, mało odnoszące się do poszczególnych punktów meritum.
Tak Jasiu? A ja odnoszę takie przykre wrażenie, że Ty po prostu nie rozumiesz treści dyskusji i wykręcasz sie mało aromatycznym sianem. Atakujesz na przykład funkcjonowanie paradygmatów (co ma dowieść, że nauka dostarcza wiary a nie wiedzy) - jesli jednak podać Ci opisową definicję paradygmatu - odrzucasz ją bez dyskusji, i nadal pleciesz swoje.
Lasciate ogni speranza... Natrafiłeś tu na partnerów do dyskusji cierpliwych i kompetentnych - jesli chcesz, plącz sie dalej.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| |  | | Jarosław Sakowski (60 punktów) | >Funkcjonuje na tej samej zasadzie, co pompy pneumatyczne budowane w oparciu o teorię flogistonową, które doskonale rozhartowywały stal w oparciu o tę teorię. Funkcjonuje na tej samej zasadzie, co wiedza o piorunach u starożytnych, które były przejawem działania bóstw. Ta wiedza o piorunach zawsze się sprawdzała. Gdy ludzkość grzeszyła i bogowie gniewali się, pioruny biły.
To jest bardzo niefortunne zestawienie. Flogiston jest (błedną) teorią fizyczną ale umożliwia pewne analizy syntetyczne, pioruny są zjawiskiem. To jest w ogóle nieporównywalne. Na podstawie gniewu bogów nie da się zbudować piorunochronu ani niczego wykorzystać (jak kogoś trafi to zasłużył, nie ma ochorony skutecznej za to jest skuteczne tłumaczenie). Reszty nie zrozumiałem, pompa to jest jasne ale o co chodzi z tym hartowaniem (nie pamiętam wszstkich metod hartowania w tej chwili, chodzi o jakąś obróbkę mechaniczną czy o przegrzanie i związaną z tym zmianę własności fizycznych elementów pompy)?
Na dokładkę występuje tu pamięć faktów w czasie - karę boga dostajesz po przekroczeniu jakiegoś limitu wykroczeń które to wykroczenia na dokładke trzeba znać (tabu złamiesz nieświadomie np. zawsze mam niezły ubaw z pojęciem grzechu), zawsze zapominasz o aspektach informacji i później są takie krzaki jak z tym tajfunem kontra żywe obiekty (radzę poczytać cos warunkach bycią żywym obiektem). A propos jak to w końcu z tym tajfunem jest - chaotyczny czy uporządkowany i dlaczego ?
>Bardzo byś chciał, ale przykro mi. Atomu bowiem tak samo nie widziałeś, jak wierzący swe bóstwa. Wprowadzanie pozornych różnic do tych wiar, drugorzędnych i nieistotnych z punktu widzenia pierwszej i ogólniejszej definicji wiary, nic tu nie pomoże.
Atom jest elementarną, pierwotnym elementem materii. Zawiera skateogryzowaną informacje (właściwości) i ona jest niezmienna w czasie (cząsteczki tworzą się w oparciu o te właściwości). Można go łatwo obserwować (rozproszenie RTG na krysztale) i nauczyć tej obserwacji chętnych. Na podstawie modelu można obliczać właściwości przewidując je w cząsteczce.
Bóstwa są ewidentnie informatyczne (pamięć, decyzje), myślące, istnieją w czasie wierzących i wchodzą z nimi w interakcje (warunek konieczny dla pojęcia boga ale dziwny bo nie wiadomo jak sprawdzać te interakcje jeżeli ktoś jest chętny), wchodzą w interakcję ze sobą (też konieczne bo inaczej będzie jeden bóg), są też poza czasem i poza przestrzenią (bo wieczne), policzalne (3 sztuki górą w tej części świata) i ma to znaczenie dla zjawiska.
No sorry ale to w ogóle nieporównywalne z atomem. Pokaż mi też jak sprawdzić istnienie boga jakiegoś bo RTG na krysztale to się nawet bawiłem.
Ps Co z tymi Marsjanami co zaludnili Ziemie, gdzie w końcu ten God nr 1 jest ? Bo nie odpisałeś na moje pytanie wcześniej.
ps2 Przeczytaj sobie "Kwestie sumienia" Blihsta, sympatyczne (ja nie załapałem wszystkich aspektów teologicznych w tym ale podobało mi się). JarekS
|
|
| | |  | | Jan Lewandowski | > >Funkcjonuje na tej samej zasadzie, co pompy pneumatyczne budowane w oparciu o teorię flogistonową, które doskonale rozhartowywały stal w oparciu o tę teorię. Funkcjonuje na tej samej zasadzie, co wiedza o piorunach u starożytnych, które były przejawem działania bóstw. Ta wiedza o piorunach zawsze się sprawdzała. Gdy ludzkość grzeszyła i bogowie gniewali się, pioruny biły. >To jest bardzo niefortunne zestawienie. Flogiston jest (błedną) teorią fizyczną ale umożliwia pewne analizy syntetyczne, pioruny są zjawiskiem. To jest w ogóle nieporównywalne.
Jak najbardziej jest. Wskazujesz na drugorzędne różnice, które nie negują tego porównania.
>Na podstawie gniewu bogów nie da się zbudować piorunochronu ani niczego wykorzystać (jak kogoś trafi to zasłużył, nie ma ochorony skutecznej za to jest skuteczne tłumaczenie).
A czemu nie. Jakiś nawiedzony kapłan mógłby np. dojść do wniosku, że wystawi bogu piorunów stalowy posąg wysoki aż do nieba. Kiedy pioruny miałyby uderzyć w wioskę, ów posąg działałby jak odgromnik, sciągając pioruny, które nie uderzałyby już w wioskę. Zbudowano by w ten sposób skuteczny piorunochron w oparciu o paradygmat bogów.
>Reszty nie zrozumiałem, pompa to jest jasne ale o co chodzi z tym hartowaniem (nie pamiętam wszstkich metod hartowania w tej chwili, chodzi o jakąś obróbkę mechaniczną czy o przegrzanie i związaną z tym zmianę własności fizycznych elementów pompy)?
Chodzi o różne cechy metali i ciał stałych powstałe w wyniku spalania. Teoria flogistonowa przewidziała np. z powodzeniem co się stanie ze spalonym węglem i siarką, że zamieni się w kwas. Była więc technologicznym sukcesem, choć zarazem kompletnym błędem. Jest to idealny argument przeciw racjonalistycznej tezie, która próbuje dowodzić, że sukces technologiczny jest potwierdzeniem epistemologicznego postępu nauki. Jak widać nie musi być.
>Można go łatwo obserwować (rozproszenie RTG na krysztale) i nauczyć tej obserwacji chętnych.
Wyżej piszecie, że atomu zobaczyć się nie da, za chwilę, że można go obserwować. Te wywody są sprzeczne.
>Na podstawie modelu można obliczać właściwości przewidując je w cząsteczce.
Na podstawie modeli flogistonu też przewidywano, że spalany węgiel i siarka zamieni się w kwas, więc co z tego.
>Bóstwa są ewidentnie informatyczne (pamięć, decyzje), myślące, istnieją w czasie wierzących i wchodzą z nimi w interakcje (warunek konieczny dla pojęcia boga ale dziwny bo nie wiadomo jak sprawdzać te interakcje jeżeli ktoś jest chętny
Podobnie jak z atomem, jestem chętny sprawdzić te interakcje a dostaję tylko jakieś bochomazy przypominające rysunki dzieci z lekcji plastyki.
>), wchodzą w interakcję ze sobą (też konieczne bo inaczej będzie jeden bóg), są też poza czasem i poza przestrzenią (bo wieczne), policzalne (3 sztuki górą w tej części świata) i ma to znaczenie dla zjawiska. >No sorry ale to w ogóle nieporównywalne z atomem.
Zawsze znajdzie się aspekt, w którym są nieporównywalne, ale co z tego. Istotne jest to, że są nieporóywnanwalne jako obiekty nieobserwacyjne.
|
|
| | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | > Była więc technologicznym sukcesem, choć zarazem kompletnym błędem. Jest to idealny argument przeciw racjonalistycznej tezie, która próbuje dowodzić, że sukces technologiczny jest potwierdzeniem epistemologicznego postępu nauki. Jak widać nie musi być.Nie można jednak twierdzić na jednym przykładzie, że nie jest. Historia daje setki dowodów odwrotnych. To, że dyskutujemy Scholastyku możliwe jest dzięki pracy dziesiątek, jeżeli nie setek naukowców nad tranzystorem. Droge jaką odbyto od Teorii złącza prostującego do technologii CMOS podałem ze szczegółami. Technologia CMOS jest bezpośrednim spadkobiercą postępu epistemologicznego. Technika: 1. Technika (z gr. echn, sztuka, umiejętność) to - w znaczeniu ogólnym - całokształt środków i czynności wchodzących w zakres działalności ludzkiej związanej z wytwarzaniem dóbr materialnych, a także reguły posługiwania się nimi. 2.Wraz z rozwojem techniki oraz postępem nauki nastąpiło rozszerzenie pojęcia techniki na nauki techniczne (między innymi maszynoznawstwo, materiałoznawstwo). Techniką więc nazywamy też dziedzinę nauki  3. Technika to umiejętność bądź sposób wykonywania określonych czynności Uwaga suplement:Wiedza, której przedmiotem badań jest technika, to inżynieria. Technologiacałokształt wiedzy dotyczącej konkretnej metody wytworzenia jakiegoś dobra lub uzyskania określonego efektu. Uwaga suplementBiotechnologia jest nauką wykorzystującą procesy biologiczne na skalę przemysłową. Inżynieria genetyczna to nauka zajmująca się ingerowaniem i tworzeniem nowych konstrukcji kwasu deoksyrybonukleinowego (tj.DNA) tworząc zupełnie nowe organizmy lub tylko je w małym stopniu zmieniając. Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | |  | | Jan Lewandowski |
>Technologia CMOS jest bezpośrednim spadkobiercą postępu epistemologicznego.
Powtarzanie w kółko tej samej raqcjonalistycznej mantry nie sprawi, że teza zostanie uzasadniona. Jak pisałem, w nauce istniały błędne teorie co do danego wycinka rzeczywistości, które umożliwiały postęp technologiczny i jego skuteczność. Same te teorie nie stały się przez to bardziej prawdziwe, przeciwnie, wykazano potem ich błędność i inaczej zinterpretowano to co działa w danej gałęzi technologii. A więc odsyłanie w kółko do tranzystorów nic nie pomoże. To, iż odktryto pewne zależności w półprzewodnikach, które wykorzystujemy w technologii nie oznacza, że prawidłowo zinterpretowaliśmy to, co w nich siedzi. Wcale nie było to bezwzględnie potrzebne. Wystarczyło odkryć kilka zależności technologicznych, a nie co naprawdę w półprzewodniku siedzi. Reszta to dorobiona ideologia.
|
|
| | | | | |  | J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | |
|
| | | | | | |  | | Jan Lewandowski | > Szanowny Panie Lewandowski> Tu jest coś o "niewidzianych atomach" www.wiw.pl(*)tka/esej.asp?base=r&cp=1&ce=6, warto pokusić się i przeczytać całość.> Polecam gorąco!Wodolejstwo. Powtarzam, wnioskowanie o czymś na podstawie pośrednich przesłanek zinterpretowanych tautologicznie w duchu teorii, którą dopiero ma się dowieść, nie jest dowodem na nic.
|
|
| | | | | | | |  | J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | > Wodolejstwo.> zinterpretowanych tautologicznie????? Witam! Miałem nadzieję, że odrobinę Pan przeczyta. wodolejstwo, bzdury, pierdu pierdu, itpNiepokojąco często traci Pan panowanie nad sobą... www.racjonalista.pl/kk.php/s,4348
|
|
| | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | >>Wodolejstwo. >> zinterpretowanych tautologicznie >????? >Witam! >Miałem nadzieję, że odrobinę Pan przeczyta.
Przeczytałem 3/4. Wodolejstwo.
|
|
| | | | | | | | | |  | J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | > Przeczytałem 3/4. Wodolejstwo.Naprawdę??? To bardzo zabawne - większa część książki poświęcona jest historii i budowie akceleratorów  Jakoś tak przypomniała mi się "Seksmisja" a może Skłodowska też była kobietą?
|
|
| | | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | Gdy stoisz w parku i widzisz powiedzmy mój ulubiony przykład, - drzewo, to czy przeslanki za jego istnieniem są pośrednie czy bezpośrednie?
Jeśli zgodzisz się, że pośrednie to widzenie atomów jest podobnie pośrednie z tylko jednym dodatkowym stopniem pośrednim. To tak jak z patrzeniem przez lupę.
Jeśli stwierdzisz, że bezpośrednie - to dlaczego?
Czy wyznacznikiem tego co obserwowalne bezpośrednio jest droga: foton wyprodukowany (dajmy na to na słońcu)-długa droga przez przestrzeń-odbicie od przedmiotu-przelot fotonu w powietrzu i przez soczewki oraz gałkę oczną-zamiana na impuls elektryczny na siatkówce-przepływ elektronów w mózgu?
A już bezpośrednią nie jest droga: elektron wyprodukowany-droga przez przestrzeń-odbicie od atomu-droga do detektora-konwersja na impuls elektryczny-konwersja na kolorowy lub czarnobiały i "trójwymiarowy" lub nie obraz na ekranie (fotony)-droga przez przestrzeń-oko-siatkówka-przepływ impulsów w mózgu?
Czym to się różni od nagrania wideo? Tylko tym, że w początkowej fazie nagrywania wideo - przed nagraniem - zamiast elektronów są fotony. No i przy nagrywaniu jest więcej stopni pośrednich (na przykład film chociażby). A więc obserwacja Papieża nagrana na wideo jest tak samo pewna/niepewna jak obserwacja atomów (a w zasadzie bardziej niepewna).
|
|
| | | | | | | | |  | | nicram79 (460 punktów) | Już o tym wcześniej pisałem na forum, ale napiszę jeszcze raz. Może tym razem napotkam mniejszą niechęć w rozumieniu (i nie zostanę przy okazji posądzony o popieranie poglądów Jana Lewandowskiego).
Widzenie jest zawsze bezpośrednie w tym sensie, że fotony padają na siatkówkę wywołując odpowiednie impulsy w mózgu. Ale interpretacja informacji i łączenie ich z innymi, wcześniej odebranymi, zależy od reprezentacji, schematów poznawczych i takich tam różnych. Niektóre z nich są proste, powszechne i wrodzone lub przynajmniej bardzo łatwo i podobnie u wszystkich tworzone. Wynika to z tego, że ewolucja przystosowała nas do funkcjonowania w takim a nie innym środowisku. Rozpoznawanie drzew, omijanie ich, wspinanie się na nie itd. nie wymaga od ludzi i zwierząt szczególnej wyobraźni i używania skomplikowanych teorii. Z kolei interpretowanie pokazywanych w tym wątku obrazków jako przejawu istnienia czegoś takiego jak atomy wymaga znajomości wielu złożonych teorii i użycia wyobraźni. Podobnie jakieś użycie tych informacji. Dlatego można powiedzieć, że drzewa widzimy bezpośrednio, a atomów nie. Nasze zmysły wyewoluowały (między innymi) do widzenia drzew, ale nie do widzenia atomów. Barwne obrazki powtwierdzają nasze opierające się na wyobraźni teorie, ale nie powodują, że przestają one być teoriami.
Co do przykładu wideo, to nie ma to wpływu na bezpośredniość lub nie postrzegania. Jeśli znam z doświadczenia drzewa, to oglądanie ich w telewizji jest symulacją ich bezpośredniego postrzegania. Oglądanie przeze mnie na ekranie monitora barwnych obrazków pokazanych w tym wątku, jest symulacją bezpośredniego ich postrzegania, które z kolei można uznać za pośrednie obserwowanie atomów.
|
|
| | | | | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | >Widzenie jest zawsze bezpośrednie w tym sensie, że fotony padają na siatkówkę wywołując odpowiednie impulsy w mózgu. Ale interpretacja informacji i łączenie ich z innymi, wcześniej odebranymi, zależy od reprezentacji, schematów poznawczych i takich tam różnych.
Zgoda. Dotyczy to zarówno Marsa, komórki pod mikroskopem, drzewa czy atomu.
> Niektóre z nich są proste, powszechne i wrodzone lub przynajmniej bardzo łatwo i podobnie u wszystkich tworzone.
Nie są wrodzone. Np. jeśli kota wychowamy w otoczeniu bez pionowych linii to później nie wytworzy się u niego postrzeganie pionowych linii i w normalnym otoczeniu będzie się rozbijał o pionowe przedmioty. Co do bardziej skomplikowanych schematów to nie ma wrodzonego ich postrzegania - mózg uczy się takich, a nie innych schematów bo z nimi obcuje. Połączenia w mózgu są tworzone w sporej części na podstawie interakcji ze środowiskiem, nie są zapisane w genach - w genach są zapisane pewne ogólniejsze struktury (rozmieszczenie) oraz sposób tworzenia połączeń. Zaś to czy wytworzymy zdolność rozpoznawania drzewa czy gwiazdy itp. zależy od tego czy będziemy ich doświadczać. W niektówych sprawach jest to krytyczne - bo są specjalne wydzielone częsci zajmujące się interpretacją i zanikają lub nie są wytwarzane jeśli się ich nie używa, a w innych jest to normalnie wyuczone.
> Wynika to z tego, że ewolucja przystosowała nas do funkcjonowania w takim a nie innym środowisku. Rozpoznawanie drzew, omijanie ich, wspinanie się na nie itd. nie wymaga od ludzi i zwierząt szczególnej wyobraźni i używania skomplikowanych teorii.
Nie wymaga. Podobnie posługiwania się mikroskopem lub grania w piłkę - gdy już człowiek się tego nauczy. To dowodzi elastyczności umysłu.
> Z kolei interpretowanie pokazywanych w tym wątku obrazków jako przejawu istnienia czegoś takiego jak atomy wymaga znajomości wielu złożonych teorii i użycia wyobraźni.
Wymaga poznania i oceny sposobu powstania zdjęcia. Zdjęcia te są abstrakcyjne - tak jak abstrakcyjne byłoby nagranie meczu piłki nożnej dla kogoś z plemienia z środka dżungli. Jednak po objaśnieniu tego jak powstały i jak można je tworzyć, na czym to polega - to można je zrozumieć. Podobnie abstrakcyjne jest używanie lupy, lunety i mikroskopu. Wymaga do zrozumienia poznania pewnych teorii. Różnica taka, że tu są tylko nieco bardziej skomplikowane.
> Podobnie jakieś użycie tych informacji. Dlatego można powiedzieć, że drzewa widzimy bezpośrednio, a atomów nie.
A czy Marsa widzimy bezpośrednio? A górę na Marsie? A inną galaktykę? A komórkę?
> Nasze zmysły wyewoluowały (między innymi) do widzenia drzew, ale nie do widzenia atomów.
Nasze zmysły wyewoluowały do widzenia po prostu. Oraz do identyfikowania, nazywania i rozpoznawania wzorców i kształtów. Często także w oparciu o wiedzę nie wizualną. W tym różnimy się od zwierząt, że u nas dochodzi jeszcze strona teorii i opisów. Wcale nie jest tak, że widzenie drzew mamy w genach. Tyle informacji w genach się nie mieści - w genach nie ma zapisanych wszystkich ani nawet większości połączeń w mózgu. Kod opisuje tylko poziom najmniejszych szczegółów (działanie komórek, tworzenie połączeń) oraz poziom bardziej ogólny (rozkład struktur, ogólny ich opis, ale nie położenie i połączenia poszczególnych komórek).
> Barwne obrazki powtwierdzają nasze opierające się na wyobraźni teorie, ale nie powodują, że przestają one być teoriami.
A "wiedza" o istnieniu drzewa nie jest oparta o teorię? A jego komórek jako składników? To, że akceptujemy w większości tak jak zwierzęta istnienie obiektów nie zastanawiając się nad tym, nie znaczy, że jest to bardziej uzasadnione niż obserwacja wymagająca poznania teorii i bardziej złożonych wzorców oraz powiązań. W końcu to drugie polega na tm samym i ma podobne podstawy teoretyczne, ale wymaga więcej świadomego wysiłku umysłowego.
>Co do przykładu wideo, to nie ma to wpływu na bezpośredniość lub nie postrzegania. Jeśli znam z doświadczenia drzewa, to oglądanie ich w telewizji jest symulacją ich bezpośredniego postrzegania.
"Symulacja"? Wyświetlanie obrazowe tego jak wyglądają atomy jest także "symulacją" tego jak wyglądają w przybliżeniu rzeczywistości - podobnie zmieniana jest skala, a wygląda to jak "nieostre zdjęcie drzewa" z tego punktu widzenia.
"Kolorowe dodatki" mają za zadanie tylko poprawę wyrazistości, a nie niosą informacji.
A więc zdjęcia atomów są sztucznie dobarwioną i nieostrą (w sensie znanym z fotografii) "symulacją" tego jak bezpośrednio "wyglądają" atomy. Zgodnie z definicją "wyglądania" opartej o analogię oglądania przy pomocy fotonów przeniesioną na oglądanie przy pomocy elektronów.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | nicram79 (460 punktów) | >Nie są wrodzone.
Nie napisałem że są. Ale np. to że widzimy obiekty tylko do pewnego poziomu wielkości już jest wrodzone.
>Co do bardziej skomplikowanych schematów to nie ma wrodzonego ich postrzegania - mózg uczy się takich, a nie innych schematów bo z nimi obcuje. Połączenia w mózgu są tworzone w sporej części na podstawie interakcji ze środowiskiem, nie są zapisane w genach - w genach są zapisane pewne ogólniejsze struktury (rozmieszczenie) oraz sposób tworzenia połączeń. >Zaś to czy wytworzymy zdolność rozpoznawania drzewa czy gwiazdy itp. zależy od tego czy będziemy ich doświadczać. W niektówych sprawach jest to krytyczne - bo są specjalne wydzielone częsci zajmujące się interpretacją i zanikają lub nie są wytwarzane jeśli się ich nie używa, a w innych jest to normalnie wyuczone.
Żeby nauczyć się rozpoznawać drzewa i wykorzystywać tą wiedzą, wystarczy kontakt z nimi. Żeby nauczyć się "widzieć" atomy na tych obrazkach (rozumiejąc co to jest) trzeba w wieloletnim procesie socjalizacji przyswoić odpowiedni sposób myślenia o świecie i wiele teorii. Teorii które są wytworem długiej ewolucji cywilizacji.
>> Wynika to z tego, że ewolucja przystosowała nas do funkcjonowania w takim a nie innym środowisku. Rozpoznawanie drzew, omijanie ich, wspinanie się na nie itd. nie wymaga od ludzi i zwierząt szczególnej wyobraźni i używania skomplikowanych teorii. >Nie wymaga. >Podobnie posługiwania się mikroskopem.
Ale rozumienie czym jest mikroskop i do czego można użyć wyniki obserwacji za jego pomocą już wymaga.
>> Z kolei interpretowanie pokazywanych w tym wątku obrazków jako przejawu istnienia czegoś takiego jak atomy wymaga znajomości wielu złożonych teorii i użycia wyobraźni. >Wymaga poznania i oceny sposobu powstania zdjęcia.
Nie tylko, także teorii fizycznych dotyczących atomów. Zresztą zrozumienie i ocena działania tych urządzeń też nie jest czymś prostym. Obecne teorie i urządzenia z których korzystamy są wynikiem trwającej kilka tysięcy lat kumulacji i ewolucji wiedzy, teorii i umiejętności. Zrozumienie niektórych z tych teorii wymaga znajomości zaawansowanej matematyki, której większość ludzi zwyczajnie nie jest w stanie zrozumieć. Ich przyswojenie to nie jest takie hop siup, i trudno postrzeganie które tego wymaga nazwać bezpośrednim.
>Zdjęcia te są abstrakcyjne - tak jak abstrakcyjne byłoby nagranie meczu piłki nożnej dla kogoś z plemienia z środka dżungli. Jednak po objaśnieniu tego jak powstały i jak można je tworzyć, na czym to polega - to można je zrozumieć.
Myślisz że szybko wyjaśnił byś członkowi plemienia z dżungli co to są atomy i dlaczego to co jest na tych obrazkach miało by być atomami ??? Spróbuj najpierw wyjaśnić to przeciętnemu członkowi plemienia z nad Wisły - tak żeby naprawdę zrozumiał co to są atomy i dlaczego to co widzi na obrazku, to są właśnie one.
>Podobnie abstrakcyjne jest używanie lupy, lunety i mikroskopu. >Wymaga do zrozumienia poznania pewnych teorii. >Różnica taka, że tu są tylko nieco bardziej skomplikowane.
Są nieporównanie bardziej skomplikowane i wymagają nieporównanie większego udziału wyobraźni.
>A czy Marsa widzimy bezpośrednio?
To zależy co rozumiesz przez "widzenie Marsa" ? Widzimy (pewnie, bo sam nie widziałem) jakąś kulę/plamę na niebie - i w takim sensie widzimy go bezpośrednio, choć mało wyraźnie.
>A górę na Marsie?
Jeśli jest np. filmowana kamerą to tak.
>A inną galaktykę?
Tak jak z Marsem.
>A komórkę?
Nie wiem.
>Nasze zmysły wyewoluowały do widzenia po prostu.
Czyli to, że widzimy tylko określony zakres fal elektromagnetycznych i słyszymy tylko określone częstotliwości dźwięku to przypadek ?
>Oraz do identyfikowania, nazywania i rozpoznawania wzorców i kształtów. >Często także w oparciu o wiedzę nie wizualną. W tym różnimy się od zwierząt, że u nas dochodzi jeszcze strona teorii i opisów.
No właśnie, i o tym mówię. Dzieki tej stronie ludzie (przynajmniej niektórzy) widzą na tych obrazkach atomy, a inni ludzie i zwierzęta widzą barwne plamy, albo coś innego co im wyobraźnia podsunie.
>Wcale nie jest tak, że widzenie drzew mamy w genach.
Nie pisałem że tak jest. Ale w genach mamy łatwość z jaką możemy nauczyć sie je widzieć.
>A "wiedza" o istnieniu drzewa nie jest oparta o teorię?
Nie. Chyba że uważasz że zwierzęta też posługują się teoriami.
>To, że akceptujemy w większości tak jak zwierzęta istnienie obiektów nie zastanawiając się nad tym, nie znaczy, że jest to bardziej uzasadnione niż obserwacja wymagająca poznania teorii i bardziej złożonych wzorców oraz powiązań.
Nie pisałem, że jedno lub drugie jest bardziej uzasadnione.
>W końcu to drugie polega na tm samym i ma podobne podstawy teoretyczne, ale wymaga więcej świadomego wysiłku umysłowego.
Jedno w ogóle nie wymaga świadomego wysiłku (chyba że znów założymy że zwierzęta mają świadomość) a drugie wymaga wielu lat edukacji. To nie jest drobna ilościowa różnica.
>A więc zdjęcia atomów są sztucznie dobarwioną i nieostrą (w sensie znanym z fotografii) "symulacją" tego jak bezpośrednio "wyglądają" atomy.
No właśnie - słowo "wyglądają" napisałeś w cudzysłowiu. Dlaczego, skoro jest to taka sama obserwacja jak w przypadku drzewa?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | > Ale np. to że widzimy obiekty tylko do pewnego poziomu wielkości już jest wrodzone.
To oczywiste - nasz wzrok ma pewną dokładność - większa nie byłą ewolucyjnie potrzebna.
> Żeby nauczyć się rozpoznawać drzewa i wykorzystywać tą wiedzą, wystarczy kontakt z nimi. Żeby nauczyć się "widzieć" atomy na tych obrazkach (rozumiejąc co to jest) trzeba w wieloletnim procesie socjalizacji przyswoić odpowiedni sposób myślenia o świecie i wiele teorii. Teorii które są wytworem długiej ewolucji cywilizacji.
> ...
> Ale rozumienie czym jest mikroskop i do czego można użyć wyniki obserwacji za jego pomocą już wymaga.
Ale żeby zrozumieć czym są drzewa (że są rośliny, że są samożywne i inne podobne idee) potrzeba już poznania teorii.
> Nie tylko, także teorii fizycznych dotyczących atomów. Zresztą zrozumienie i ocena działania tych urządzeń też nie jest czymś prostym. Obecne teorie i urządzenia z których korzystamy są wynikiem trwającej kilka tysięcy lat kumulacji i ewolucji wiedzy, teorii i umiejętności. Zrozumienie niektórych z tych teorii wymaga znajomości zaawansowanej matematyki, której większość ludzi zwyczajnie nie jest w stanie zrozumieć. Ich przyswojenie to nie jest takie hop siup, i trudno postrzeganie które tego wymaga nazwać bezpośrednim.
Bez przesady - jeśli podstawy zasad ich działania mogę poznać ja (a jestem studentem informatyki, a nie naukowcem), to znaczy, że nie mogą być skomplikowane. Skomplikowane jest ich zaprojektowanie i zrobienie [bo trzeba opracować wiele szczegółów i zrobić całość dokładnie, a także znać się na wielu rzeczach (elektronika, informatyka, matematyka itd.)], ale nie zasady ogólne działania. Lornetki ani lunety też nie umiałbym zrobić - bo do tego trzeba umieć zrobić szkło, soczewki, obudowę, elementy ruchome itd. Ale zasada działania lornetki jest prosta. Prostsza niż mikroskopu elektronowego - to fakt - ale ten ostatni nie jest czymś bardzo trudnym do pojęcia.
> Myślisz że szybko wyjaśnił byś członkowi plemienia z dżungli co to są atomy i dlaczego to co jest na tych obrazkach miało by być atomami ??? Spróbuj najpierw wyjaśnić to przeciętnemu członkowi plemienia z nad Wisły - tak żeby naprawdę zrozumiał co to są atomy i dlaczego to co widzi na obrazku, to są właśnie one.
Myślę, że dałbym radę wyjaśnić. Nie koniecznie szybko - kto mówił, że musi być szybko? W końcu ktoś dał radę mi wyjaśnić, a nie czuję się wyjątkowy ani "nadludzki".
Przy czym za istnieniem atomów mamy więcej przesłanek niż tylko te zdjęcia - ale te można pokazać wirtualnie na forum, czego nie można zrobić z doświadczeniem.
>>Podobnie abstrakcyjne jest używanie lupy, lunety i mikroskopu. >>Wymaga do zrozumienia poznania pewnych teorii. >>Różnica taka, że tu są tylko nieco bardziej skomplikowane.
> Są nieporównanie bardziej skomplikowane i wymagają nieporównanie większego udziału wyobraźni.
Bez przesady. Tylko trochę bardziej. Są o wiele bardziej skomplikowane rzeczy - teoria względności jest bardziej trudna i skomplikowana.
Je (tego typu obrazy) także można się nauczyć postrzegać jako "codzienne" i poznawalne "intuicyjnie". Tak jak można nauczyć się postrzegać tak lustro, lunetę, lornetkę, monitor, telewizor czy abstrakcje matematyki teorii względności. Przy czym zanim poznasz jak działa lornetka czy telewizor, choć już tego najprawdopodobniej nie pamiętasz, dowiadujesz się "teorii" jego działania. Potem się przyzwyczajasz, postrzegasz to intuicyjnie, bez potrzeby ciągłego świadomego myślenia o tym jak działa.
> To zależy co rozumiesz przez "widzenie Marsa" ? Widzimy (pewnie, bo sam nie widziałem) jakąś kulę/plamę na niebie - i w takim sensie widzimy go bezpośrednio, choć mało wyraźnie.
2 przypadki:
1. Gołe oko. 2. Luneta.
Czy w obu przypadkach go widzimy (jest obserwowalny) i czy w obu bezpośrednio (moim zdaniem w drugim przypadku jest obserwowalny, ale obserwowalny pośrednio - tak jak atomy).
>>A górę na Marsie?
>Jeśli jest np. filmowana kamerą to tak.
A przez lunetę?
Jeśli zaakceptujesz lunetę i kamerę jako rzeczy, przez które można obserwować Marsa to jesteśmy już blisko zaakceptowania obserwowania atomów.
>>A komórkę?
>Nie wiem.
Przez mikroskop. Zwykły, nie elektronowy. Tak czy nie?
> Czyli to, że widzimy tylko określony zakres fal elektromagnetycznych i słyszymy tylko określone częstotliwości dźwięku to przypadek ?
Nie. To nie przypadek. Miałem na myśli to, że potrafimy obserwować obiekty, które nie były przewidziane przez ewolucję. Np. monitor na który patrzysz. Nie zostaliśmy przystosowani specjalnie do obserwacji monitorów. Ale je obserwujemy. Podobnie z atomami.
> No właśnie, i o tym mówię. Dzieki tej stronie ludzie (przynajmniej niektórzy) widzą na tych obrazkach atomy, a inni ludzie i zwierzęta widzą barwne plamy, albo coś innego co im wyobraźnia podsunie.
Interpretacja obrazka wymaga wiedzy o tym jak powstał - tak w tym przypadku, jak i w wielu innych. Zrób zdjęcie mgławicy kamerą podłączoną do lunety. Ty wiesz jak powstało i będziesz widział coś, co nazywasz "mgławica". Jakiś dzikus z buszu nie rozpozna takowego wzorca. Chyba, że go wyedukujesz i będziesz długo tłumaczył. Zrób zdjęcie paczce chipsów. Pokaż dzikusowi - nie rozpozna w tym zdjęciu potencjalnej "żywności".
>>Wcale nie jest tak, że widzenie drzew mamy w genach.
>Nie pisałem że tak jest. Ale w genach mamy łatwość z jaką możemy nauczyć sie je widzieć.
Ale co z tego wynika? Mamy brać pod uwagę tylko to co "łatwo", ale omijać jeśli jest trochę "trudniej"? Najłatwiej więc byłoby się cofnąć do stanu pierwotnego i zlikwidować wszelką edukację oraz, o zgrozo, myślenie.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | nicram79 (460 punktów) | >Ale żeby zrozumieć czym są drzewa (że są rośliny, że są samożywne i inne podobne idee) potrzeba już poznania teorii.
Powyższe zdanie mówi tylko tyle: żeby interpretować jakieś postrzeganie przez pryzmat jakiejś teorii, trzeba znać tą teorię. Ja nie mówiłem o rozumieniu tylko o postrzeganiu.
>Bez przesady - jeśli podstawy zasad ich działania mogę poznać ja (a jestem studentem informatyki, a nie naukowcem), to znaczy, że nie mogą być skomplikowane. Skomplikowane jest ich zaprojektowanie i zrobienie [bo trzeba opracować wiele szczegółów i zrobić całość dokładnie, a także znać się na wielu rzeczach (elektronika, informatyka, matematyka itd.)], ale nie zasady ogólne działania.
Chyba się niedoceniasz. Nie każdy może zostać studentem informatyki, a sądząc po twoich wypowiedziach jesteś osobą o wyraźnie ponadprzeciętnej inteligencji. Współczesne teorie naukowe to nie jest coś co może zrozumieć zwykły człowiek. Poza tym, chyba nie doceniasz tego, jak długiego czasu kumulacji wiedzy i umiejętności wymagało stworzenie takich teorii jakie obecnie istnieją.
>> Myślisz że szybko wyjaśnił byś członkowi plemienia z dżungli co to są atomy i dlaczego to co jest na tych obrazkach miało by być atomami ??? Spróbuj najpierw wyjaśnić to przeciętnemu członkowi plemienia z nad Wisły - tak żeby naprawdę zrozumiał co to są atomy i dlaczego to co widzi na obrazku, to są właśnie one. >Myślę, że dałbym radę wyjaśnić. Nie koniecznie szybko - kto mówił, że musi być szybko? >W końcu ktoś dał radę mi wyjaśnić, a nie czuję się wyjątkowy ani "nadludzki".
Może przez kilka lat, choć wątpię.
>Bez przesady. >Tylko trochę bardziej. >Są o wiele bardziej skomplikowane rzeczy - teoria względności jest bardziej trudna i skomplikowana. >Je (tego typu obrazy) także można się nauczyć postrzegać jako "codzienne" i poznawalne "intuicyjnie". >Tak jak można nauczyć się postrzegać tak lustro, lunetę, lornetkę, monitor, telewizor czy abstrakcje matematyki teorii względności. >Przy czym zanim poznasz jak działa lornetka czy telewizor, choć już tego najprawdopodobniej nie pamiętasz, dowiadujesz się "teorii" jego działania.
Ta "teoria" to coś w rodzaju: jak tu patrzysz to widzisz tak jakbyś był blisko choć jesteś daleko.
>> To zależy co rozumiesz przez "widzenie Marsa" ? Widzimy (pewnie, bo sam nie widziałem) jakąś kulę/plamę na niebie - i w takim sensie widzimy go bezpośrednio, choć mało wyraźnie. >2 przypadki: >1. Gołe oko. >2. Luneta. >Czy w obu przypadkach go widzimy (jest obserwowalny) i czy w obu bezpośrednio (moim zdaniem w drugim przypadku jest obserwowalny, ale obserwowalny pośrednio - tak jak atomy).
Moi zdaniem też, bo patrząc przez lunetę widzimy mniej więcej to, co byśmy widzieli gołym okiem gdybyśmy byli bliżej.
>Nie. To nie przypadek. Miałem na myśli to, że potrafimy obserwować obiekty, które nie były przewidziane przez ewolucję. >Np. monitor na który patrzysz. Nie zostaliśmy przystosowani specjalnie do obserwacji monitorów. Ale je obserwujemy. >Podobnie z atomami.
Właśnie nie podobnie, bo atomy są obiektami takiej wielkości, że bezpośrednio ich obserwować nie możemy. A monitory tak.
>> No właśnie, i o tym mówię. Dzieki tej stronie ludzie (przynajmniej niektórzy) widzą na tych obrazkach atomy, a inni ludzie i zwierzęta widzą barwne plamy, albo coś innego co im wyobraźnia podsunie. >Interpretacja obrazka wymaga wiedzy o tym jak powstał - tak w tym przypadku, jak i w wielu innych. >Zrób zdjęcie mgławicy kamerą podłączoną do lunety. Ty wiesz jak powstało i będziesz widział coś, co nazywasz "mgławica". Jakiś dzikus z buszu nie rozpozna takowego wzorca. Chyba, że go wyedukujesz i będziesz długo tłumaczył. >Zrób zdjęcie paczce chipsów. >Pokaż dzikusowi - nie rozpozna w tym zdjęciu potencjalnej "żywności".
Nie rozumiem. Co ma z tego wynikać?
>Ale co z tego wynika? >Mamy brać pod uwagę tylko to co "łatwo", ale omijać jeśli jest trochę "trudniej"? >Najłatwiej więc byłoby się cofnąć do stanu pierwotnego i zlikwidować wszelką edukację oraz, o zgrozo, myślenie.
Przypisujesz mi wartościowanie, a ja tylko mówię że według mnie to są dwie wyraźnie różniące się rzeczy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | >> Ale żeby zrozumieć czym są drzewa (że są rośliny, że są samożywne i inne podobne idee) potrzeba już poznania teorii.
> Powyższe zdanie mówi tylko tyle: żeby interpretować jakieś postrzeganie przez pryzmat jakiejś teorii, trzeba znać tą teorię. Ja nie mówiłem o rozumieniu tylko o postrzeganiu.
Ok. No więc na zdjęciach postrzegamy atomy - bez teorii opisującej czym są, a być może bez rozpoznawania ich jako "atom" jeśli nie znamy sposobu powstania zdjęcia.
> Chyba się niedoceniasz. Nie każdy może zostać studentem informatyki, a sądząc po twoich wypowiedziach jesteś osobą o wyraźnie ponadprzeciętnej inteligencji. Współczesne teorie naukowe to nie jest coś co może zrozumieć zwykły człowiek. Poza tym, chyba nie doceniasz tego, jak długiego czasu kumulacji wiedzy i umiejętności wymagało stworzenie takich teorii jakie obecnie istnieją.
Ale nadal nie rozumiem co mają do siebie poziom skomplikowania i obserwowalność. Wiadomo, przeciętny naukowiec zobaczy więcej niż rolnik (przynajmniej w kwestii obserwowania atomów). I zrozumie więcej. Rolnik może mieć problem z szybkim zrozumieniem jak działa "oglądanie atomow". Jednak - jak outsider wspomniał w swojej odpowiedzi - taki eskimos może mieć problem z zrozumieniem czym jest drzewo. Pewne większe lub mniejsze i dosyć subiektywne trudności nie dowodzą bezpodstawności obserwowalności ani drzewa ani atomu.
> Może przez kilka lat, choć wątpię.
Możliwe, że przez kilka lat. Nie sądzę, żeby ludzie z plemion byli bardzo mało inteligentni i nie możliwe było wytłumaczenie im niektórych przynajmniej kwestii w ogólny lecz wystarczający sposób.
>> Przy czym zanim poznasz jak działa lornetka czy telewizor, choć już tego najprawdopodobniej nie pamiętasz, dowiadujesz się "teorii" jego działania.
> Ta "teoria" to coś w rodzaju: jak tu patrzysz to widzisz tak jakbyś był blisko choć jesteś daleko.
Tak. To najprostsza, intuicyjna i najbardziej podstawowa wersja. A najbardziej podstawowa "teoria" działania mikroskopu elektronowego to jest: "jak patrzysz to widzisz jak byś był bardzo bardzo malutki". Przy czym można konstruować bardziej złożone teorie zarówno działania np. telewizora i transmisji radiowej jak i mikroskopu elektronowego. Wielu ludzi ma pojęcie jak działa - mniej więcej - telewizja. Podobny poziom skomplikowania ma to, jak działa w przybliżeniu i ogólnych zasadach mikroskop elektronowy. Nie wielu ludzi ma pojęcie o dokładnych szczegółach, ale nie wielu również ma pojęcie o dokładnych szczegółach konstrukcji kamery lub telewizora.
> Moi zdaniem też, bo patrząc przez lunetę widzimy mniej więcej to, co byśmy widzieli gołym okiem gdybyśmy byli bliżej.
Cieszę się, że się zgadzasz.
Jak chodzi o mikroskop elektronowy to trzeba zamienić z odległości (bliżej) na skalę (dużo mniejsi) i obserwacja odbywa się przez elektrony, a nie fotony.
> Właśnie nie podobnie, bo atomy są obiektami takiej wielkości, że bezpośrednio ich obserwować nie możemy. A monitory tak.
Nie twierdzę, że obserwujemy je bezpośrednio. Twierdzę, że je obserwujemy - pośrednio w takim sensie w jakim pośrednia jest obserwacja innej odległej planety lub jej księżyca przez lunetę.
> Nie rozumiem. Co ma z tego wynikać?
To, że obrazek wymaga jeszcze wyjaśnienia pochodzenia i sposobu powstania. Bez tego może być dowolnie zinterpretowany. Tak samo jak obrazek drzewa dla eskimosa będzie dziwny i abstrakcyjny - nie będzie wiedział co to. Co nie oznacza, że nie stanowi on pośredniej obserwacji drzewa (stanowi - wraz z opisem pochodzenia i sposobu wykonania).
> Przypisujesz mi wartościowanie, a ja tylko mówię że według mnie to są dwie wyraźnie różniące się rzeczy.
Ok - różnią się. Ale jakie to ma konsekwencje?
Ja twierdzę, że atomy są obserwowalne. Nie koniecznie bezpośrednio - jak dla mnie pośrednie obserwacje przez kamerę, tv, lunetę czy mikroskop elektronowy są równie dobre.
A Ty?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | nicram79 (460 punktów) |
>Jednak - jak outsider wspomniał w swojej odpowiedzi - taki eskimos może mieć problem z zrozumieniem czym jest drzewo. >Pewne większe lub mniejsze i dosyć subiektywne trudności nie dowodzą bezpodstawności obserwowalności ani drzewa ani atomu.
Eskimosowi wystarczy pare dni i pare rozmów żeby dowiedzieć się czym są drzewa.
>Możliwe, że przez kilka lat. >Nie sądzę, żeby ludzie z plemion byli bardzo mało inteligentni i nie możliwe było wytłumaczenie im niektórych przynajmniej kwestii w ogólny lecz wystarczający sposób.
Zauważ, że w pełni rozumieją współczesne teorie fizyczne prawdopodobnie dopiero studenci fizyki, czyli ludzie którzy: -mają do tego zdolności -przeszli przez 12 lat edukacji prowadzonej przez wyspecjalizowane w tym instytucje -przeszli przez 18 lat socjalizacji w społeczeństwie nasyconym nauką i bardzo ją ceniącym.
Trzeba też zauważyć, że te 12 i 18 lat mają miejsce w okresie dzieciństwa i dorastania, kiedy mózg jest najbardziej plastyczny i chłonny. A teraz pomyśl, jak było by trudno wytłumaczyć dorosłemu członkowi plemienia z dżungli jakąś fizyczną teorię.
>Tak. To najprostsza, intuicyjna i najbardziej podstawowa wersja. >A najbardziej podstawowa "teoria" działania mikroskopu elektronowego to jest: "jak patrzysz to widzisz jak byś był bardzo bardzo malutki".
Tyle, że bycie bliżej nie jest czymś co trzeba sobie specjalnie wyobrażać i nie jest czymś (przynajmniej teoretycznie) niemożliwym. A bycie malutkim i owszem - szczególnie tak malutkim żeby widzieć atomy.
>Jak chodzi o mikroskop elektronowy to trzeba zamienić z odległości (bliżej) na skalę (dużo mniejsi) i obserwacja odbywa się przez elektrony, a nie fotony.
I właśnie dlatego nie jest to dla mnie obserwacja bezpośrednia lub analogiczna do bezpośredniej (jak w przypadku lunety).
>Nie twierdzę, że obserwujemy je bezpośrednio. >Twierdzę, że je obserwujemy - pośrednio w takim sensie w jakim pośrednia jest obserwacja innej odległej planety lub jej księżyca przez lunetę.
No właśnie dla mnie nie jest to to samo.
>> Nie rozumiem. Co ma z tego wynikać? >To, że obrazek wymaga jeszcze wyjaśnienia pochodzenia i sposobu powstania. >Bez tego może być dowolnie zinterpretowany. Tak samo jak obrazek drzewa dla eskimosa będzie dziwny i abstrakcyjny - nie będzie wiedział co to. >Co nie oznacza, że nie stanowi on pośredniej obserwacji drzewa (stanowi - wraz z opisem pochodzenia i sposobu wykonania).
Stanowi pośrednią (choć w winnym znaczeniu - podobnym do tego od lunety) obserwację czegoś co może być obserwowane bezpośrednio - w przypadku atomu tak nie jest.
>Ale nadal nie rozumiem co mają do siebie poziom skomplikowania i obserwowalność. >Wiadomo, przeciętny naukowiec zobaczy więcej niż rolnik (przynajmniej w kwestii obserwowania atomów). I zrozumie więcej. Rolnik może mieć problem z szybkim zrozumieniem jak działa "oglądanie atomow". >Ok - różnią się. Ale jakie to ma konsekwencje? >Ja twierdzę, że atomy są obserwowalne. Nie koniecznie bezpośrednio - jak dla mnie pośrednie obserwacje przez kamerę, tv, lunetę czy mikroskop elektronowy są równie dobre.
Różnice między tymi rodzajami obserwacji (choć słowem obserwacja nazywamy tu w jednym przypadku postrzeganie, a w drugim postrzeganie + teoretryczną interpretację) są podstawą funkcjonowania nauki. Argumenty na rzecz teorii naukowych muszą być obserwacjami bezpośrednimi.
Np. Naukowiec na podstawie swoich rozważań teoetycznych dochodzi do wniosku: jeśli prawdziwa jest teoria A, to jeśli zrobimy eksperyment X, to powinniśmy bezpośrednio zaobserwować "zjawisko A" (cudzysłów stosuję do wyróżnienia a nie wskazania problematyczności określenia). Jeśli prawdziwa jest teoria B, to jeśli zrobimy eksperyment X, to powinniśmy bezpośrednio zaobserwować "zjawisko B". Różni naukowcy w różnych laboratoriach wykonują eksperyment X i widzą bezpośrednio "zjawisko A" . Wwyniku tego przyjmuje się że prawdziwa jest teoria A. Źródłem potwierdzenia teorii naukowych muszą być ostatecznie określone, przewidziane przez teorię bezpośrednie - i dlatego (choć zazwyczaj wymagana jest jeszcze bezstronność i standaryzacja warunków obserwacji) niepodważalne - obserwacje.
Nie można natomiast przyjąć, że naukowcy ci widzieli bezpośrednio obiekty których istnienie przewiduje teoria A. Za kilkaset lat, naukowcy mogą wynaleźć zupełnie inną teorię C, która będzie przy eksperymencie X dawała takie same przewidywania jak teoria A - przewidywania bezpośredniego widzenia "zjawiska A". Poza tym, w innych sytuacjach teoria C będzie się spisywała nieporównanie lepiej niż A, która będzie dawać w nich błędne przewidywania.
Innymi słowy, nie można sensownie podważać bezpośredniej obserwacji "zjawiska A" i każda dobra teoria musi ją przewidywać. Ale można podważyć że, że to zjawisko było wynikiem tego co mówi teoria A.
Innymi słowy - jakiś naukowiec, patrząc za kilkaset lat na te barwne obrazki, może "widzieć" na nich coś zupełnie innego niż atomy - choć bezpośrednio będzie widział te same barwne plamy.
Podsumowując - działanie nauki opiera się o wzajemne wspieranie się dwóch elementów - bezpośrednich, empirycznych obserwacji oraz teorii. Bez rozdzielenia tych rzeczy trudno dokładniej zrozumieć funkcjonowanie nauki.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >Eskimosowi wystarczy pare dni i pare rozmów żeby dowiedzieć się czym są drzewa.
Jeśli zdefiniujesz mu je na sposób naukowo poprawny: sięgnę do słownika PWN:
"każda roślina wieloletnia dużych rozmiarów o wyraźnie wykształconym pniu, który w pewnej wysokości nad ziemią rozgałęzia się w koronę"
Rzecz jasna, uzyte sformułowania i tak bedą wymagały objaśnień: zwrócmy jednak uwage na cos innego.
W naturalnym, osadzonym w kulturze rozwoju językowym dziecko uczy się rozpoznawać klasy poprzez wskazówki, udzielane w następstwie percepcji nowości ("Co to jest? To jest drzewo." - "Czy to jest drzewo? Tak.") - z drzewami sprawa jest może łatwa, ale rozróżnienie psa od innych zwierząt nie jest bynajmniej proste: cechy właściwe psa nie sa bowiem aż tak wyraźne. Jak rozumiem, w ten właśnie sposób wytworzony mechanizm (związek znaku i przedmiotu funkcjonuje na poziomie intuicyjnym) nazywasz postrzeganiem bezpośrednim. To potężny machanizm - z zasady poprawność ortograficzna jest funkcją bardziej pamięci słownikowej niż ciagłego odwoływania się do reguł: a pamięć słownikowa wymaga katalogów, zatem - klasyfikacji w miarę niezawodnej.
Nasz przykładowy Eskimos nie zdobędzie jednak w wyniku paru rozmów tej umiejętności bezposredniego klasyfikowania obiektu postrzeganego jako drzewa: u niego proces odróżnienia drzewa od nie-drzewa bedzie procesem intelektualnym, opartym o definicję. Rzecz jasna, gdyby miał sie przez czas jakiś owym pośrednim mechanizmem posługiwać - utworzy sie i mechanizm bezpośredni; to samo może być zatem odpowiednio do umiejętności osobniczych postrzegane bezpośrednio lub pośrednio (pomijam tu to o czym pisałem już wczesniej - obserwacje są zawsze pośrednie, bezpośredniość jest tu skrótem myslowym).
Nasz Jan Lewandowski ma pewna słownikową wiedzę na temat nauki - dośc selektywną zresztą, filtracja wstępna osiagnęła niego wysoki poziom doskonałości. Czy ma na tym polu umiejętności praktyczne - czyniące postrzeganie bardziej bezpośrednim w używanym wyżej znaczeniu? Raczej nie - ma co gorsza umiejętności praktyczne z potrzebami nauki sprzeczne, a w schizofrenię intelektualna popaść raczej nie chce, woli od niej manię. Pozostańmy więc może przy tym, że dla Jana Lewandowskiego dowody naukowe sa o wiele bardziej pośrednie niż dla jego oponentów: sa to jednak róznice między Janem Lewandowskim a oponentami, o takich czy innych cechach ateistów czy realistów wnioskowac się z nich nie da.
I lepiej nie zatrudniajmy Eskimosów przy wycince drzew - im bardziej bowiem sa przywiązani do idei wiecznej zmarzliny, tym większe ryzyko, że zrąbią zupełnie co innego.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Witam Nicramie. > Innymi słowy - jakiś naukowiec, patrząc za kilkaset lat na te barwne obrazki, może "widzieć" na nich coś zupełnie innego niż atomy - choć bezpośrednio będzie widział te same barwne plamy.Można powiedzieć: Czasy się zmnieniają ale Ty ciągle wciskasz metafizykę na tym forum  Twój upór jest godny podziwu. Najgorsze jest, że wysilając się na takie elaboraty jak powyżej, nie dostrzegasz ile blędów logicznych popełniasz. Najbardziej denerwuje mnie jak ktoś taki jak Ty podszywa się pod naukowe wywody. Po pierwsze: OBSERWACJA: 1.Pośrednia (badacz nie zbiera danych na temat, który go interesuje - jego badania oparte są na danych już dostępnych np. pamiętnikach, dziennikach, prasie) i bezpośrednia (samodzielne zbieranie danych przez badacza); 2.Kontrolowana (jest prowadzona przy pomocy ściśle określonych narzędzi systematyzujących np. schematów, norm, kwestionariuszy) i niekontrolowana czyli nieskategoryzowana (jest ona działaniem planowym, ale badacz przeprowadza ją swobodnie, w sposób jaki uzna za stosowny w każdym z przypadków, które są przez niego traktowane indywidualnie); 3.Jawna (respondenci wiedzą, że uczestniczą w badaniu socjologicznym) i ukryta (respondenci nie wiedzą o przeprowadzanych badaniach). 4.Szczególnym przykładem obserwacji jest obserwacja uczestnicząca polegająca na wejściu badacza w określone środowisko (w okresie badań) i obserwowaniu danej zbiorowości od wewnątrz tj. jako jeden z jej członków. Jest to jednocześnie obserwacja bezpośrednia (badacz sam zbiera dane), ukryta i niekontrolowana. Może Ci sie z tym pomyliło?
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicram79 (460 punktów) | >CYTOWANIE ZOSTAŁO WYCIĘTE PRZEZ MODERATORA
Masz rację, nic się nie zmieniło. Nadal nie da się z Tobą sensownie dyskutować. Na szczęście teraz już to wiem i nie będę nawet próbował.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Witam > Masz rację, nic się nie zmieniło. Nadal nie da się z Tobą sensownie dyskutować. Na szczęście teraz już to wiem i nie będę nawet próbował.Aha. Przypomniałem sobie. Lubisz wklejać 100% postu rozmówcy. To jest bez sensu i zabiera miejsce. * * * Dałem Ci tylko definicje obserwacji. Naukowe definicje. Możesz poczytać co to jest obserwacja bezpośrednia. Oznacza ona, że fizyk SAM musi dokonać obserwacji i wyciągnąć wnioski.Może o tym czytałeś i Ci się trochę pomyliło  , bo ja nigdzie nie słyszałem żeby fizycy musieli obserwować bezpośrednio kwarki żeby uznano że istnieją. Kwarka da się "zobaczyć" tylko w postaci jeta. Strumienia fotonów i różnych śmieci, lecz jakoś uznano kryterium naukowości kiedy przyznawano Nobla ja jego odkrycie. Być może jednak nauka zmieni się kiedy o naukowośći decydować będą studenci psychologii  * * * Twój model myślenia znam i wygląda on tak: Nieobserwowalny---->brak dowodów istnienia---->wiara Poprzednio uparcie twierdziłeś, iż atomu nie da się zobaczyć, teraz odwracasz kota ogonem i zmieniasz "definicję prawdziwej nauki". Sens jednak jest taki sam. * * * Po drugie ja użyłem porównania z drzewem, więc może wyjaśnię o co chodzi. Padło stwierdzenie, że atom jest nieobserwowalny. Naturalnie jest obserwowalny, ponieważ wysyła foton. Prawdę mówiąc to tylko atomy (elektrony w nich) wysyłają fotony. Drzewo składa się z atomów i to one pozwalają Ci widzieć drzewo. Widzisz więc nicramie praktycznie strumień fotonów wysyłanych przez atomy składające się na drzewo. P.S. Kwestia istnienia atomów nie jest związana z ich widzeniem. To istnienie udowodniono wiele wcześniej.
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicram79 (460 punktów) | >Aha. Przypomniałem sobie. Lubisz wklejać 100% postu rozmówcy. >To jest bez sensu i zabiera miejsce. >* * * Ok, racja, to bez sensu.
Co do reszty, to jak już napisałem nie widzę sensu dyskutowania z Tobą.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | >Eskimosowi wystarczy pare dni i pare rozmów żeby dowiedzieć się czym są drzewa.
Ale to jest różnica ilościowa - "parę dni" a "kilka lat".
>Zauważ, że w pełni rozumieją współczesne teorie fizyczne prawdopodobnie dopiero studenci fizyki, czyli ludzie którzy: >-mają do tego zdolności >-przeszli przez 12 lat edukacji prowadzonej przez wyspecjalizowane w tym instytucje >-przeszli przez 18 lat socjalizacji w społeczeństwie nasyconym nauką i bardzo ją ceniącym.
A osoby w pełni rozumiejący zasady działania kamery i telewizji też musieli skończyć studia wyższe - elektronikę lub telekomunikację na wydziale elektronicznym na przykład.
>Trzeba też zauważyć, że te 12 i 18 lat mają miejsce w okresie dzieciństwa i dorastania, kiedy mózg jest najbardziej plastyczny i chłonny. A teraz pomyśl, jak było by trudno wytłumaczyć dorosłemu członkowi plemienia z dżungli jakąś fizyczną teorię.
Trudno. Oczywiście. Jednak co z tego wynika? To czy łatwo, czy trudno raczej nie jest dla mnie wyznacznikiem obserwowalności.
>Tyle, że bycie bliżej nie jest czymś co trzeba sobie specjalnie wyobrażać i nie jest czymś (przynajmniej teoretycznie) niemożliwym. A bycie malutkim i owszem - szczególnie tak malutkim żeby widzieć atomy.
Małe dzieci potrafią sobie wyobrazić krasnoludki.
Można wyjaśnić to na zasadzie bycia bardzo bardzo malutkim krasnoludkiem.
>I właśnie dlatego nie jest to dla mnie obserwacja bezpośrednia lub analogiczna do bezpośredniej (jak w przypadku lunety).
Czemu w takim razie kamera i telewizja jest? W TV obraz nie tylko przechodzi fazę bycia elektronami (w obwodach), ale także co gorsza fal radiowych.
>>Nie twierdzę, że obserwujemy je bezpośrednio. >>Twierdzę, że je obserwujemy - pośrednio w takim sensie w jakim pośrednia jest obserwacja innej odległej planety lub jej księżyca przez lunetę.
>No właśnie dla mnie nie jest to to samo.
Nie jest to samo, ale jest tak samo poprawną obserwacją według mnie. Nadal twierdzę, że kamera i TV to przykłady obserwacji pośredniej - co najmniej tak jak w mikroskopie elektronowym.
>Stanowi pośrednią (choć w winnym znaczeniu - podobnym do tego od lunety) obserwację czegoś co może być obserwowane bezpośrednio - w przypadku atomu tak nie jest.
Mogłoby być obserwowane bezpośrednio raczej. Gdybyśmy tam polecieli - mając ku temu możliwości, których nie mamy lub do tego nie wykorzystujemy. Podobnie z atomami - mogłyby tak wyglądać gdybyśmy się skurczyli. Trudniejsze do zrobienia fizycznie, ale jest to także sztuczka czysto umysłowa i w wyobraźni, więc ma taki sam charakter - różnica ilościowa nie jest tu ważna.
>Różnice między tymi rodzajami obserwacji (choć słowem obserwacja nazywamy tu w jednym przypadku postrzeganie, a w drugim postrzeganie + teoretryczną interpretację) są podstawą funkcjonowania nauki. Argumenty na rzecz teorii naukowych muszą być obserwacjami bezpośrednimi.
W obu jest to postrzeganie i w obu jest obciążenie interpretacyjne większe lub mniejsze. Teoria nie może powstać bez interpretacji.
A poza tym nagrania przy pomocy kamery, użycie teleskopu, mikroskopu itp, itd. są wykluczone?
>Np. Naukowiec na podstawie swoich rozważań teoetycznych dochodzi do wniosku: jeśli prawdziwa jest teoria A, to jeśli zrobimy eksperyment X, to powinniśmy bezpośrednio zaobserwować "zjawisko A" (cudzysłów stosuję do wyróżnienia a nie wskazania problematyczności określenia). Jeśli prawdziwa jest teoria B, to jeśli zrobimy eksperyment X, to powinniśmy bezpośrednio zaobserwować "zjawisko B".
>Różni naukowcy w różnych laboratoriach wykonują eksperyment X i widzą bezpośrednio "zjawisko A" . Wwyniku tego przyjmuje się że prawdziwa jest teoria A. Źródłem potwierdzenia teorii naukowych muszą być ostatecznie określone, przewidziane przez teorię bezpośrednie - i dlatego (choć zazwyczaj wymagana jest jeszcze bezstronność i standaryzacja warunków obserwacji) niepodważalne - obserwacje.
>Nie można natomiast przyjąć, że naukowcy ci widzieli bezpośrednio obiekty których istnienie przewiduje teoria A.
A czemu nie? Może najpierw je przewidzieli, a potem skonstruowali coś, co pozwala obserwować "bezpośrednio" zjawisko Z, które z zasady wybudowanego czegoś nie daje się wytłumaczyć inaczej niż istnienie obiektu Q.
Np. przewidzieli istnienie planet krążących wokół innych gwiazd, zrobili porządny teleskop i zaobserwowali takową planetę. Widok planety w obiektywie teleskopu obserwowany "bezpośrednio" świadczy o istnieniu planety. Albo przewidzieli istnienie komórek jako czegoś z czego składa się tasiemiec, obejrzeli go pod mikroskopem i obserwacja "bezpośrednia" obrazu komórek to potwierdziła. Albo przewidzieli istnienie atomów jako czegoś, z czego składa się materia, skonstruowali odpowiedni skaningowy mikroskop elektronowy, zaobserwowali "bezpośrednio" obraz na monitorze i jedynym możliwym wytłumaczeniem było istnienie atomów (wg. chemicznej definicji).
> Za kilkaset lat, naukowcy mogą wynaleźć zupełnie inną teorię C, która będzie przy eksperymencie X dawała takie same przewidywania jak teoria A - przewidywania bezpośredniego widzenia "zjawiska A". Poza tym, w innych sytuacjach teoria C będzie się spisywała nieporównanie lepiej niż A, która będzie dawać w nich błędne przewidywania.
Dlatego nie uważam "praw" za obiekty, ale za przybliżenia. Patrząc dokładniej też zobaczą atomy - mogłaby sie co najwyżej zmienić wiedza o ich częściach składowych. Jak patrzę na drzewo, to widzę drzewo - choć nie musiałoby się ono składać z komórek (szczegóły definicji, nie wymagane do rozpoznania grupy obiektów).
>Innymi słowy - jakiś naukowiec, patrząc za kilkaset lat na te barwne obrazki, może "widzieć" na nich coś zupełnie innego niż atomy - choć bezpośrednio będzie widział te same barwne plamy.
Będzie widział atomy. Może zmienić się wiedza tylko co do ich głębszej budowy oraz ewentualnie może nazwa (jednak będzie to bezpośredni odpowiednik tego, co nazywamy atomami). Jednak ogólna definicja bez szczegółów zostanie ta
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicram79 (460 punktów) | >Eskimosowi wystarczy pare dni i pare rozmów żeby dowiedzieć się czym są drzewa.
> Ale to jest różnica ilościowa - "parę dni" a "kilka lat".
Różnica ilościowa która wynika z jakościowej. Czym innym jest poznanie nowego typu obiektów i ich właściwości, a czym innym przyswojenie abstrakcyjnej i skomplikowanej teorii.
>Małe dzieci potrafią sobie wyobrazić krasnoludki.
>Można wyjaśnić to na zasadzie bycia bardzo bardzo malutkim krasnoludkiem.
>Nie jest to samo, ale jest tak samo poprawną obserwacją według mnie. >Nadal twierdzę, że kamera i TV to przykłady obserwacji pośredniej - co >najmniej tak jak w mikroskopie elektronowym.
W przypadku lunety i kamery widzimy coś, co mogli byśmy widzieć i bez niej. W przypadku mikroskopu nie.
> Mogłoby być obserwowane bezpośrednio raczej. > Gdybyśmy tam polecieli - mając ku temu możliwości, których nie mamy lub > do tego nie wykorzystujemy. > Podobnie z atomami - mogłyby tak wyglądać gdybyśmy się skurczyli. >Trudniejsze do zrobienia fizycznie, ale jest to także sztuczka czysto umysłowa >i w wyobraźni, więc ma taki sam charakter - różnica ilościowa nie jest tu > ważna.
Jakbyśmy potrafili się tak kurczyć, to uznałbym to za sytuację analogiczną do użycia lunety lub kamery. Ale nie potrafimy.
>W obu jest to postrzeganie i w obu jest obciążenie interpretacyjne większe lub >mniejsze. >Teoria nie może powstać bez interpretacji.
Tylko że w jednym przypadku interpretacja opiera się na wyobraźni i abstrakcji, a w drugim nie.
>Nie można natomiast przyjąć, że naukowcy ci widzieli bezpośrednio obiekty których istnienie przewiduje teoria A.
>>A czemu nie? >>Może najpierw je przewidzieli, a potem skonstruowali coś, co pozwala >>obserwować "bezpośrednio" zjawisko Z, które z zasady wybudowanego czegoś >nie daje się wytłumaczyć inaczej niż istnienie obiektu Q.
Czyli widzieli zjawisko Z a nie obiekt Q.
>Innymi słowy - jakiś naukowiec, patrząc za kilkaset lat na te barwne obrazki, może "widzieć" na nich coś zupełnie innego niż atomy - choć bezpośrednio będzie widział te same barwne plamy.
>> Będzie widział atomy. >> Może zmienić się wiedza tylko co do ich głębszej budowy oraz ewentualnie >> może nazwa (jednak będzie to bezpośredni odpowiednik tego, co nazywamy >> atomami). >> Jednak ogólna definicja bez szczegółów zostanie ta sama.
Skąd możesz to wiedzieć ? Sceptycyzm i zwykła ostrożność każą przynajmniej dopuścić możliwość, że obraz rzeczywistości i teorie naukowe mogą się zmienić w ciągu następnych 500 lat w równie dużym stopniu, jak zmieniły się przez ostatnie pięćset lat. Masz jakieś powody żeby sądzić że to niemożliwe ? A może uważasz że osiągnęliśmy już "koniec historii" w nauce i żadnych fundamentalnych przełomów już nie będzie ?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | > W przypadku lunety i kamery widzimy coś, co mogli byśmy widzieć i bez niej. W przypadku mikroskopu nie.Co za bzdury. Mikroskop elektronowy został zbudowany na zasadzie mikroskopu optycznego. Mikroskop optyczny działa jak luneta. Wszystko działa tak samo. Ma lepszą rozdzielczość, ponieważ elektron ma mniejszą długość fali niż światło widzialne. Jedyna różnica to taka, że elektrony padają na światłoczułą kliszę, a nie bezpośrednio na ludzką siatkówkę. Spełnia to Twoje wymagania "obserwacji bezpośredniej", kamera czy aparat robią to samo. Rejestrują światło na jakimś nośniku. Kamerą możesz zarejestrować pocisk karabinowy, czego normalnie nigdy byś nie zobaczył. Nigdy. I co? > >> Jednak ogólna definicja bez szczegółów zostanie ta sama.> Skąd możesz to wiedzieć ?O czym Ty gadasz? Co za bzdury. Atom to najmniejsza cząsteczka chemiczna, niezniszczalna w procesach chemicznych. Chcesz zmienić ich definicję? Nastąpi odkrycie, że tlen dzieli się na dwa "subtleny"? To nie sceptycyzm, tylko brak wiedzy.Koszmar. P.S. Uwaga, nie twierdzę, iż nie zmieni się istota rozumienia atomu. Czy nie zdobędziemy większej wiedzy na ich temat. Nie sądzę jednak, że zmieni się ich pojęcie jako najmniejszej cząsteczki chemicznej, poniewaz rozbijamy już atomy na mniejsze kawałki 
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | Nicram, może nie lubisz dyskutować z Celecrinem, ale mi strasznie głupio powtarzać to samo za nim lub kopiować jego teksty, a więc proszę, odnieś się do nich, a przynajmniej do tego powyższego oraz tego o eskimosach i drzewie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicram79 (460 punktów) | Ok, nie ma sprawy. Ale niestety zupełnie nie mam teraz czasu i będę mógł odpowiedzieć dopiero za parę dni. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicram79 (460 punktów) | > Nicram, może nie lubisz dyskutować z Celecrinem, ale mi strasznie głupio powtarzać to samo za nim lub kopiować jego teksty, a więc proszę, odnieś się do nich, a przynajmniej do tego powyższego oraz tego o eskimosach i drzewie.Tekstu Celcerina o eskimosach nie znalazłem, więc odniosę się tylko do powyższego. Ale żeby nie było wątpliwości - odpowiadam Tobie a nie Celcerinowi, choć komentuje jego wypowiedź. > Co za bzdury. Mikroskop elektronowy został zbudowany na zasadzie mikroskopu optycznego. Mikroskop optyczny działa jak luneta. Wszystko działa tak samo....Jak już pisałem, to jak powstaje obraz nie ma tu nic do rzeczy. Pisałem o rozróżnieniu na bezpośrednią obserwację i abstrakcyjne wyobrażenia. Najlepszym przykładem tych drugich są dla mnie pojęcia matematyczne. Pojęcia fizyczne są bardziej oparte na bezpośredniej obserwacji, ale na poziomie psychologicznym są dla mnie dużo bardziej podobne do pojęć matematycznych niż np. reprezentacji drzewa. > Kamerą możesz zarejestrować pocisk karabinowy, czego normalnie nigdy byś nie zobaczył. Nigdy. I co?I nico. W tym wypadku nie jest to bezpośrednia obserwacja lub jej bliski odpowiednik. > >>> Jednak ogólna definicja bez szczegółów zostanie ta sama.> >Skąd możesz to wiedzieć ?> O czym Ty gadasz? Co za bzdury. Atom to najmniejsza cząsteczka chemiczna, niezniszczalna w procesach chemicznych. Chcesz zmienić ich definicję?Nie chcę. > Nastąpi odkrycie, że tlen dzieli się na dwa "subtleny"? To nie sceptycyzm, tylko brak wiedzy.Koszmar.Tutaj Celcerin znów przypisuje mi wypowiedź której nie wygenerowałem J. > P.S. Uwaga, nie twierdzę, iż nie zmieni się istota rozumienia atomu. Czy nie zdobędziemy większej wiedzy na ich temat.> Nie sądzę jednak, że zmieni się ich pojęcie jako najmniejszej cząsteczki chemicznej, poniewaz rozbijamy już atomy na mniejsze kawałki Tu już jest ostrożniejszy - "nie sądzi", a nie jest pewien. Ludzie kilkaset lat temu, wyśmiewali by współczesne teorie. Nie wiem jak będzie wyglądała nauka za kilkaset albo kilka tysięcy lat. Ale może być czymś, o czy nam się do tej pory nie śniło. Spojrzenie na to, jak bardzo zmieniały się historycznie poglądy na rzeczywistość, każe przynajmniej dopuścić możliwość, że w przyszłości będą zmieniać się w stopniu równie dużym. A nawiązując jeszcze do kwestii tego co widzimy bezpośrednio a co nie. Twierdzenie, że na tych obrazkach widzimy atomy, jest dla mnie czymś podobnym do twierdzenia, że patrząc na wzór na obwód koła widzimy liczbę pi. Albo jeszcze inaczej - jest to podobne do sytuacji, kiedy jakaś osoba mierzy obwody i promienie różnych okrągłych przedmiotów, oblicza ich stosunki, a następnie twierdzi, że widzi w tym liczbę pi tak jak ktoś inny widzi drzewo.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Materiału do dyskusji, wynikającego z Twojego krótkiego postu jest masa. W tym zajmę się tylko definicją atomu. Warstwą "obserwacyjną" warto zająć się oddzielnie. Po wszystkich Twoich postach materiału jest dość, by dobrze uzasadnić błędy Twoich twierdzeń  Tłumaczę Ci to od początku, Nicram, od samego początku naszego pierwszego spotkania. Jesteś humanistą (filozofem), który gada o fizyce (chemii). To arystotelizm w najczystszym wydaniu, z jakim się bezpośrednio spotkałem  . Trudno jest humaniście tłumaczyć coś, co z góry zakłada za abstrakcyjne, (za użycie tego słowa masz kolejną żółtą kartkę), ponieważ nie może tego pojąć. Spróbuję. Dlaczego ogólna definicja atomu się zasadniczo nie zmieni i dlaczego, by to nastapiło, potrzebujemy "subtlenu"? Jeżeli przyjmiemy definicję: Atom to najmniejsza cząsteczka chemiczna, niezniszczalna w procesach chemicznych.Podajmy jeszcze definicję z PWN: ATOM [gr.], najmniejsza cząstka pierwiastka chem. mająca jeszcze własności chem. tego pierwiastka.Definicję taką można byłoby zmienić, wtedy i tylko wtedy, gdyby okazało się, że w wyniku reakcji chemicznych pierwiastki tracą swoje pierwotne właściwości. Innymi słowy. Mając czysty tlen i działając na niego chemicznie innym pierwiastkiem lub związkiem chemicznym, mógłbyś go rozbić na dwa inne związki. Taka rzecz nie zachodzi. Pierwiastki dzielimy według układu okresowego i nie ma szans na wciśnięcie czegoś pomiędzy hel a wodór, chyba, że izotopy  . Zmienić definicję atomu, którą podałem wyżej można tylko wtedy gdy zaobserwujemy powstawanie nowych pierwiastków w wyniku reakcji chemicznych. Na przykład utleniania  Coś jest niejasne? > >P.S. Uwaga, nie twierdzę, iż nie zmieni się istota rozumienia atomu. Czy nie zdobędziemy większej wiedzy na ich temat.> >Nie sądzę jednak, że zmieni się ich pojęcie jako najmniejszej cząsteczki chemicznej, poniewaz rozbijamy już atomy na mniejsze kawałki > Tu już jest ostrożniejszy - "nie sądzi", a nie jest pewien. >Ludzie kilkaset lat temu, wyśmiewali by współczesne teorie.Nie jestem ostrożniejszy. Nie sądzę, w sensie: jestem pewien. Natomiast, każde odkrycie w fizyce cząstek może zmienić wyobrażenie na temat atomu. Jego model budowy, może się zmienić. Wszystko to co mówisz nicramie to czysta metafizyka. Takie rzeczy może również mówić przedszkolak. Wiedza o atomach to nie teoria. To wiedza empiryczna 
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | placownik | >Jesteś humanistą (filozofem), który gada o fizyce (chemii). Trudno jest humaniście tłumaczyć coś, co z góry zakłada za abstrakcyjne, (za użycie tego słowa masz kolejną żółtą kartkę), ponieważ nie może tego pojąć.
Chemia, w przeciwieństwie do fizyki nie ma szczęścia do filozofów. Jedyny reprezentant chemii jaki przychodzi mi na myśl, którego można by obrzucić epitetem filozof to Ilia Prigogin. Być może dzieje się tak dlatego, bo chemia coraz bardziej roztapia się w fizyce? Można to zresztą odczuć w Twoim wahaniu przy określeniu dziedziny o której gada filozof nicram79.
Dziwi mnie nutka wyższości, z jaką wtajemniczasz nicrama w zawiłości rozumienia przez chemików pojęcia atom. Wypada zazdrościć chemikom tego, że są tak mało skomplikowani. Filozofowie nie mają tak lekko. Co prawda ich mowa może się wydać chemikom bełkotliwa, a tok myśli cokolwiek pokrętny, ale chyba warto podjąć choćby próbę zrozumienia kłopotów tych nieszczęśników, ze zrozumieniem co chemik ma na myśli mówiąc : >Wiedza o atomach to nie teoria. To wiedza empiryczna.
Proponuję :http://www.calculemus.org/racj-panel/walczak2.rtf .Da się z tego na pewno choć trochę zrozumieć.
Zastrzegam, że nie jestem filozofem, choć z niektórymi sympatyzuję.
A tak na poważnie, to na wstępie winniście chyba spróbować uzgodnić wspólne rozumienie pojęć, którymi się w dyskusji posługujecie.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć > Być może dzieje się tak dlatego, bo chemia coraz bardziej >roztapia się w fizyce? Można to zresztą odczuć w Twoim wahaniu >przy określeniu dziedziny o której gada filozof >nicram79.Chemia napisałem w nawiasie, bo raczej przedstawiam atom z pozycji chemii. Nicram użył pojęcia fizyka. Fizyka zajmuje się raczej jego budową, obserwacją. Chemicznie atom jest bardziej rzeczywisty, a jego istnienie pewniejsze  Nicram nie jest filozofem, a jak już to "od siedmiu boleści"  , tak jak ja  . Chłopak jest studentem psychologii. > Dziwi mnie nutka wyższości, z jaką wtajemniczasz nicrama w zawiłości rozumienia przez chemików pojęcia atom.Nutka wyższości? Raczej złośliwości. Nicram stosuje również erystykę. Próbował manipulować moimi wypowiedziami. Zauważ, że nie wprowadzam go w chemiczne zawiłości, jedynie próbowałem pokazać, że chemiczne rozumienie się nie zmieni. Chyba żeby okazało sie że materia jest ciągła i istnieją tylko cztery pierwiastki: woda, ogień, powietrze i ziemia. > Proponuję :http://www.calculemus.org/racj-panel/walczak2.rtf .Da się z tego na pewno choć trochę zrozumieć.Dzięki. Przeczytałem i stwierdziłem, że nie jestem empirystą, ani apriorystą  > A tak na poważnie, to na wstępie winniście chyba spróbować uzgodnić wspólne rozumienie pojęć, którymi się w dyskusji posługujecie.Nie da się (chyba). Nicram ma swój zestaw pojęć. Zaczęło się od dyskusji, iż wiara obecna jest w nauce (kiedyś, kiedyś), oraz że atomy są nie obserwowalne  . Pragnę zauważyć, iż uznaje on tylko obserwację bezpośrednią, rozumianą tak specyficznie, że takoważ nie istnieje  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie przetwarzał wszystkiego mózg. Bezpośredniość urywa się w pewnym momencie i w sumie informacja jest "sztuczna"  . Mózg na swoją modłę przetwarza informację, posiłkując się TEORIĄ, przy tym znacznie obcina dane  Dochodzą do tego przypadki widzenia rzeczy nieistniejących a)interpersonalnych (!) (fatamorgana) b)subiektywnych (schizofrenia paranoidalna)
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | placownik | >oraz że atomy są nie obserwowalne
Filozofowie (i jak się okazuje niektórzy studenci psychologii) już tak mają. Poniżej cytat z tekstu proponowanego przeze mnie w poprzednim poście (wytłuszczenia moje).
Prosty podział dane zmysłowe - a priori wydaje się zbyt uproszczony, bo wrzucający do jednego worka różne rodzaje twierdzeń, pojęć (kategorii): pojęcia matematyczne, różne pojęcia teoretyczne (atom, przemiana materii, ekosystem, wolny rynek, bezrobocie, niedostosowanie społeczne, sąd, uzasadnianie i samo pojęcie a priori), hipostazy (pegaz, krasnoludki).
Zauważyłeś? Atom - pojęcie teoretyczne. To nie przejęzyczenie. I coś w tym jednak jest.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Oczywiście, że jest. Nicram z Outsiderem bardzo szczegółowo to rozwlekają.  Pojęcie "drzewo" też jest pojeciem teoretycznym. Dla Eskimosa, który drzewa nigdy nie widział  i dla nas, wbrew pozorom, też. Czy atom jest konstruktem czy obiektem obserwowalnym? To może na przykładzie temperatury? Temperatura wody 50 stopni, to z jednej strony w fizyce pojęcie teoretyczne. Wyraża się średnią prędkością kinetyczną cząsteczek. No, tak zdefiniowanej temperatury "zobaczyć" się nie da  Z drugiej zaś "temperatura" odczuwana przez nas jakże boleśnie, poprzez włożenie ręki do wody, jest obserwowalna. (Powiedz, czujesz tą nieuchwytność pojęcia temperatura  ? Atom w fizyce (model kwantowy) jest konstruktem. Atomu zdefiniowanego w fizyce, zobaczyć się nie da. Bo muszę Ci powiedzieć, iż błyskawicznie dochodzi się w takiej dyskusji do wniosku, iż obiekty teoretyczne są raczej niewidoczne  Atom jednak jako cząstkę chemiczną z pewnością da się zobaczyć  Zdjęć masz tutaj bez liku. Dla mnie, jeżeli coś da się zobaczyć, nie jest obiektem teoretycznym, bez względu na to ile TEORII jest potrrzebne by wiedzieć co się widzi. Wiadomo bowiem, że nie ma czystej obserwacji bez teorii.
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | placownik | >To może na przykładzie temperatury?
Przykład wyjątkowo nieszczęśliwie wybrany. Temperatura to wielkość fizyczna, atom obiekt fizyczny. Temperatura to bezdyskusyjnie pojęcie teoretyczne. Jeśli potocznie mówimy o odczuwaniu temperatury, to przecież obaj wiemy, że bodźcem który to odczucie powoduje jest nie temperatura, lecz właśnie wielkość energii kinetycznej cząsteczek w bezpośrednim otoczeniu zakończeń włókien nerwowych. Na domiar złego związek powstającego w mózgu natężenia odczucia zimna lub ciepła z temperaturą wcale nie jest prosty. Wilgotność powietrza, jego ciśnienie, prędkość ruchu (wiatr) mają istotny wpływ na to subiektywne odczucie. O chodzeniu po rozżarzonych węglach chyba nie warto wspominać.
>Atom w fizyce (model kwantowy) jest konstruktem. Atomu zdefiniowanego w fizyce, zobaczyć się nie da. >Atom jednak jako cząstkę chemiczną z pewnością da się zobaczyć
Całkowicie niezrozumiałe dla mnie rozróżnienie. Rozumiem, że zainteresowanie chemią atomem kończy się na orbitalach elektronowych określających własności chemiczne atomu, a fizyka idzie dalej. Zawsze jednak jest to ten sam atom. Ponadto pojęcie widzenia jest dość dobrze określone. Rozciąganie go na oba krańce widma promieniowania elektromagnetycznego wprowadza tylko zamieszanie. Tak więc atomu z pewnością nie da się zobaczyć. Zobaczyć można co najwyżej jego graficzne wyobrażenia potocznie nazywane "fotografiami". Żartem powiem, że pokazywanie takich fotografii humanistom mającym wstręt do nauk ścisłych, zwłaszcza fotografii kolorowych, bez odpowiedniego komentarza, powinno być zabronione. Narażamy się bowiem na to, że któryś z nich stwierdzi, że atomy krzemu są żółte, gdyż widział ich zdjęcie na forum Racjonalisty.
Podobnie nie widzimy ultradźwięków, choć możemy obserwować na ekranie monitora obrazy otrzymane w wyniku obróbki sygnałów ultrasonografu.
>nie ma czystej obserwacji bez teorii.
Ano nie ma. W miarę jak posuwamy się z obserwacjami w głąb materii lub odwrotnie, w coraz odleglejsze obszary Wszechświata obserwacje opierają się na coraz obszerniejszych i bardziej skomplikowanych, a przez to niestety coraz bardziej chwiejnych przez swój subiektywizm konstrukcjach teoretycznych. Zauważ, że o konstrukcjach teoretycznych nie można sensownie twierdzić, że są intersubiektywne! Optymizm poznawczy zakładający, że sytuacja z eterem, cieplikiem, systemem geocentrycznym, siłą witalną itp. już się nie powtórzy wydaje się być niczym nie uzasadniony. Jako wyraz takiego optymizmu właśnie, traktuję Twoje stwierdzenie o empiryczności wiedzy o atomie.
Coraz chętniej zapominamy o historycznej wpadce Lorda Kelvina, a chyba warto stale o niej pamiętać.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | > >To może na przykładzie temperatury?> Przykład wyjątkowo nieszczęśliwie wybrany.Pojęcie "temperatura" znane było PRZED opracowaniem pełnej fizycznej interpretacji tego znaczenia. Temperatura jest pojęciem termodynamicznym i oznacza "chęć do wymieniania się ciepłem" (dlatego kobiety są zimne  . Termodynamika w istocie jest nauką obywająca się bez cząsteczek. Przykład jest zatem jak najbardziej adekwatny, IMHO oczywiście. > >Atom w fizyce (model kwantowy) jest konstruktem. Atomu >>zdefiniowanego w fizyce, zobaczyć się nie da.> >Atom jednak jako cząstkę chemiczną z pewnością da się >>zobaczyć> Całkowicie niezrozumiałe dla mnie rozróżnienie.Dziwię się. Proste jak drut. Atom jest niepodzielny chemicznie, by zobaczyć środek musisz go rozwalić. > Tak więc atomu z pewnością nie da się zobaczyć.Widzisz placowniku, nigdy nie twierdziłem, że atom da się zobaczyć (zaobserwować) bezpośrednio. Twierdzę natomiast, że atom da się zaobserwować. Obserwacja to metoda naukowa oznaczająca ni mniej ni więcej zbieranie danych BEZ INGERENCJI W PRZEDMIOT BADANY. > Zobaczyć można co najwyżej jego graficzne wyobrażenia >potocznie nazywane "fotografiami".Dostałem czkawki, jak przeczytałem co tu napisałeś  Fotografia to rejestracja odbitego światła (promieniowania) od przedmiotu badanego. Graficzne wyobrażenie atomu to sobie można kazać wytatuować na plecach. > Żartem powiem, że pokazywanie takich fotografii humanistom >mającym wstręt do nauk ścisłych, zwłaszcza fotografii >kolorowych, bez odpowiedniego komentarza, powinno być >zabronione. Narażamy się bowiem na to, że któryś z nich >stwierdzi, że atomy krzemu są żółte, gdyż widział ich zdjęcie >na forum Racjonalisty.To ja żartem powiem, że kąśliwie odwołałbym się do wiedzy ze szkoły podstawowej  > Zauważ, że o konstrukcjach teoretycznych nie można sensownie twierdzić, że są intersubiektywne!Za duże uogólnienie. > Optymizm poznawczy zakładający, że sytuacja z eterem, >cieplikiem, systemem geocentrycznym, siłą witalną itp. już się >nie powtórzy wydaje się być niczym nie uzasadniony. Jako wyraz >takiego optymizmu właśnie, traktuję Twoje stwierdzenie o >empiryczności wiedzy o atomie.Zależy o jaką wiedzę chodzi. Atomem zajmują się: Fizyka stosowana, fizyka atomowa, chemia. Podchodzisz do sprawy w sposób absolutny, to znaczy, traktujesz sprawy w kategoriach :"wszystko albo nic" P.S. Słowo "zobaczyć" potraktowałem oczywiście w pewien umowny sposób. Chodziło o "zaobserwować". Mój błąd, a do Ciebie mam pretensję, iż korzystasz z tego  P.S.2 > Na domiar złego związek powstającego w mózgu natężenia odczucia zimna lub ciepła z temperaturą wcale nie jest prosty.Jest prosty. Mózg bada zmiany temperatury krwi. Przy pewnych warunkach temp. spada szybciej, w niektórych wolniej. (To tylko dygresja.)
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | placownik | Rozpoczęliśmy od >Wiedza o atomach to nie teoria. To wiedza empiryczna po czym pokręciliśmy się trochę w kółko i nie wiem jak Ty, ale ja straciłem orientację co do przedmiotu sporu. Spróbujmy więc wrócić do początku.
Przeciwstawiasz sobie teorię i wiedzę empiryczną. Z kontekstu w jakim to czynisz wnioskuję, że wiedzę empiryczną cokolwiek by to miało znaczyć, traktujesz jako pewniejszą od teorii. Na poparcie twierdzenia, że wiedza o atomie jest wiedzą empiryczną, a nie teorią argumentujesz: >obiekty teoretyczne są raczej niewidoczne >Atom jednak jako cząstkę chemiczną z pewnością da się zobaczyć Zdjęć masz tutaj bez liku
i dalej >Dla mnie, jeżeli coś da się zobaczyć, nie jest obiektem teoretycznym, bez względu na to ile TEORII jest potrrzebne by wiedzieć co się widzi
Rozumiem, że nieco się zapędziłeś. Pisząc widzi miałeś na myśli obserwuje. Jeśli tak to Twoje wyjściowe stwierdzenie można by chyba zapisać tak :"wiedza o atomie nie jest czystą teorią, gdyż jest poparta obserwacjami". Brzmi to jakby nieco lepiej, ale niestety nie niesie żadnej nowej informacji, gdyż każda teoria fizyczna, opiera się na obserwacjach. Teorie chemiczne również na obserwacjach są fundowane. Teorie tłumaczą obserwacje. Pozwalają na przewidywanie nowych. O co więc się spieramy? Bo chyba nie o to, że rzekome fotografie atomów, w istocie fotografiami nie są?
Wybacz, ale pominę Twoje rozważania na temat temperatury. Twoje stwierdzenie >Mózg bada zmiany temperatury krwi skłania mnie do podejrzeń, że chwilami mylisz temperaturę z gorączką.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Doskonale podsumowałeś naszą dyskusję. Rozmawiając z Tobą, biorę pod uwagę rozmowę z nicramem. Zakładam, że jesteś w temacie. < O co więc się spieramy? Nie wiem czy się spieramy. Raczej przedstawiam moje stanowisko, biorąc pod uwagę, że bronisz "humanistycznego podejścia" ze swojego pierwszego postu  Pozwól... > >Wiedza o atomach to nie teoria. To wiedza empirycznaChodzi mi o sposób badania atomów. Oprócz omawianych tu wielokrotnie metod, dochodzi fizyka zderzeń. Jądro odkryto poprzez strzelanie w cienką złotą folię cząstkami alfa (dodatnie jądro helu), którymi to wówczas dysponowano, dzięki odkryciu promieniotwórczości naturalnej. Oczywiście nikt nie wiedział, co to jest, wiedziano, że te cząstki mają ładunek dodatni. Rozkład odbitych cząstek alfa pozwolił na zdobycie wiedzy że: atomy mają jądra mają one znacznie mniejszy rozmiar od atomu mają ładunek dodatni cała masa atomu skupiona jest w jądrze Czyż nie jest to wiedza empiryczna? Cząstką teoretyczną jest bozon Higgsa, który jest postulowany przez sprawdzoną doświadczalnie, teorię Modelu Standardowego. Cząstkami teoretycznymi są cieżkie, bliźniacze odpowiedniki cząstek elementarnych. Jest wiele obiektów teoretycznych. Przy założeniach, iż obiektem teoretycznym jest każdy obiekt, do którego potrzebujemy teorii, wszystko jest drogi placowniku teorią  P.S. > Teorie chemiczne również na obserwacjach są fundowane.Chemicy oddaliby jednak...dużo by zobaczyć dynamicznie reakcję chemiczną. Fizycy im to umożliwiają. Obecnie chemia nabiera nowych rumieńców, ponieważ możemy obserwować reakcje chemiczne zachodzące między cząsteczkami  > Wybacz, ale pominę Twoje rozważania na temat temperatury.Pomiń, wybaczam, to był bełkot (jednak nie pierwsza część 
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Zabawne, jak się od razu zmienił klimat dyskusji - niby też spór, ale...
Jednak przynajmniej o konkrety. Pozdrawiam obu Panów. I pozostaję z taką myślą - że jednak obrońcom tzw. Absolutu coraz bardziej potrzebny jest zastępca prawny, advocatus diaboli, nie z ich obozu się wywodzący: inaczej dyskurs przypomina wieczność, tak jak ją postrzega młynek modlitewny (zdaje się, że w buddyzmie rozróznienie poziomów bytu nie jest tak drastyczne jak w chrześcijaństwie).
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicram79 (460 punktów) | Mam nadzieję, że nie oczekujesz, że będę traktował wypowiedzi Celcerina jak Twoje i na nie odpowiadał.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | Nie, ale ja się z nimi zgadzam i niewiele mam na razie, niestety, do dodania - ale nikt Cię nie zmusza, możesz je ignorować. Przy czym mi się po prostu nie chce (wiem, leniwy jestem...  ) pisać tego samego, co on, tylko innymi własnymi zdaniami.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicram79 (460 punktów) | > Nie, ale ja się z nimi zgadzam i niewiele mam na razie, niestety, do dodania - ale nikt Cię nie zmusza, możesz je ignorować.> Przy czym mi się po prostu nie chce (wiem, leniwy jestem... ) pisać tego samego, co on, tylko innymi własnymi zdaniami.No to szkoda. Spodziewałem się po Tobie czegoś więcej niż po Celcerinie.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | >>A "wiedza" o istnieniu drzewa nie jest oparta o teorię?
>Nie. Chyba że uważasz że zwierzęta też posługują się teoriami.
Zwierze akceptuje, zapamiętuje i przyzwyczaja się do wzorca "drzewo" nie zastanawiając się nad filozoficznymi aspektami tego na ile jest ono realne. A więc raczej nie ma wiedzy o istnieniu drzewa, a jedynie o częstym postrzeganiu takowego wzorca przy pomocy oczu. Bez zastanawiania się czy wyrażania "istnieć". I bez zastanawiania się nad abstrakcyjnymi związkami drzewa z wieloma innymi obiektami (takimi jak dwutlenek węgla, słońce, woda itp.).
>> W końcu to drugie polega na tm samym i ma podobne podstawy teoretyczne, ale wymaga więcej świadomego wysiłku umysłowego.
> Jedno w ogóle nie wymaga świadomego wysiłku (chyba że znów założymy że zwierzęta mają świadomość) a drugie wymaga wielu lat edukacji. To nie jest drobna ilościowa różnica.
A więc to, co wymaga myślenia i edukacji, jest "obserwowalne" czy nie jest? Czyli np. taki abstrakcyjny związek drzewa ze słońcem polegający na tym, że drzewa pobierają energię z światła słonecznego, jest obserwowalny czy nie jest? Jeśli jest obserwowalny to można to dalej ekstrapolować i nie ma przeszkód ku temu, by bardziej skomplikowane i trudne/nie możliwe do bezpośredniej obserwacji rzeczy były obserwowalne.
>>A więc zdjęcia atomów są sztucznie dobarwioną i nieostrą (w sensie znanym z fotografii) "symulacją" tego jak bezpośrednio "wyglądają" atomy.
>No właśnie - słowo "wyglądają" napisałeś w cudzysłowiu. Dlaczego, skoro jest to taka sama obserwacja jak w przypadku drzewa?
Nie taka sama dokładnie. Użyto czegoś innego zamiast fotonów - użyto elektronów. Jedno i drugie to metody obserwacji, ale troszkę różne. Różnica jest jednak niewielka, zwiększa się tylko stopień "pośredniości".
Przy czym taka obserwacja jest bliska użyciu kamery. Można to porównać z użyciem kamery na podczerwień - w podczerwieni również nie możemy bezpośrednio obserwować, podobnie jak elektronami. Metoda używana w mikroskopach elektronowych jest to w zasadzie użycie bardzo bardzo czułej i dosyć skomplikowanej kamery na elektrony.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | nicram79 (460 punktów) | >Zwierze akceptuje, zapamiętuje i przyzwyczaja się do wzorca "drzewo" nie zastanawiając się nad filozoficznymi aspektami tego na ile jest ono realne. >A więc raczej nie ma wiedzy o istnieniu drzewa, a jedynie o częstym postrzeganiu takowego wzorca przy pomocy oczu. >Bez zastanawiania się czy wyrażania "istnieć". >I bez zastanawiania się nad abstrakcyjnymi związkami drzewa z wieloma innymi obiektami (takimi jak dwutlenek węgla, słońce, woda itp.).
No właśnie to jest dla mnie bezpośrednia obserwacja - bez abstrakcyjnych rozważań z użyciem wyobraźni.
>A więc to, co wymaga myślenia i edukacji, jest "obserwowalne" czy nie jest?
Nie bezpośrednio.
>Czyli np. taki abstrakcyjny związek drzewa ze słońcem polegający na tym, że drzewa pobierają energię z światła słonecznego, jest obserwowalny czy nie jest?
Nie bezpośrednio. Bezpośrednio obserwowale są pewne rzeczy i zjawiska które potwierdzają teorię o jego występowaniu
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | Zgadzam się - nie bezpośrednio.
Ale są obserwowalne, prawda? Atomy więc również.
Problem bezpośrednio-pośrednio jest drugorzędny i w zasadzie zależy od pewnych ustaleń i definicji.
Bo w pewnym sensie wszystko jest obserwowane pośrednio - informacja przechodzi przez wiele nośników (nie wspominając o złożonych systemach przetwarzania w mózgu).
Jeśli jednak "bezpośredniość" ma polegać na tym, że jak chodzi o wzrok, to muszą to być od obiektu obserwowanego do obserwatora tylko fotony (Czy tymczasowy zapis na taśmę wideo jest dopuszczalny? Bo coś wspominałeś o kamerach. A fale radiowe? A strumień elektronów w pewnych obwodach elektronicznych? Jeśli tak to czemu nie strumień elektronów w mikroskopie elektronowym?) i musi być to obserwacja "intuicyjna" bez głębszego zastanawiania się nad wzorcem ani sposobem jego powstania, to ok - atomy są obserwowalne pośrednio, planety bezpośrednio, a Papież w TV nie wiadomo (podejrzewam, że pośrednio).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | nicram79 (460 punktów) | > Problem bezpośrednio-pośrednio jest drugorzędny i w zasadzie zależy od pewnych ustaleń i definicji.Moim zdaniem nie jest drugorzędny i jest rzeczywisty, ale to oczywiście tylko moja teoria, a nie bezpośrednia obserwacja  . > a Papież w TV nie wiadomo (podejrzewam, że pośrednio).Moim zdaniem bezpośrednio, lub w sposób analogiczy do bezpośredniego.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | > > a Papież w TV nie wiadomo (podejrzewam, że pośrednio).> Moim zdaniem bezpośrednio, lub w sposób analogiczy do bezpośredniego.Nie. Obserwacja bezpośrednia ma definicję: obserwacja bezpośrednia (ang. direct observation), obserwacja, którą można przeprowadzić gołym okiem i łatwo zarejestrować na piśmie lub na taśmie wideo.Natomiast w tv oglądasz tylko strumień fotonów, pochodzących ze specjalnej warstwy na szkle, w którą uderzają elektrony. To wszystko co widzisz. Reszta to Twoja teoria, której musiałeś się nauczyć. Tak samo sprawa tyczy się atomów, można powiedzieć, że wręcz idealnie tak samo. Obserwacja bezpośrednia, której znaczenie tak podkreślasz nie ma większej wagi niż każda inna obserwacja. Nie udowodnisz, że obserwowanie czegoś gołym okiem jest bardziej przekonujące niż przez przyrządy. Czasem jest wręcz ODWROTNIE! Na pustyni ludzie często widzą oazę na horyzoncie, której w istocie tam nie ma! Spełnia ten fenomen wszelkie wywagania definicji o. bezp. (można z łatwością nagrać go na video). I co? To ma być kryterium naukowości? Dzięki odpowiednim przyrządom i teorii można odkryć prawdę  Już nie mówię co jeszcze ludzie "widzą" (też na podstawie teorii i hipotez)
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | O bezposredniości można mówić na dobrą sprawę jedynie w przyrządach optycznych czy optoelektronicznych: mamy tu odwzorowanie pewnego przstrzennego rozkłasu promieniowania w okreslonym zakresie na: rozkład jaskrawości na matówce czy ekranie, procesy elektrochemiczne indukowane w kryształach światłoczułych (na przykład halogenkach srebra), rozkład liczb w macierzy... U istot żywych nie da się oddzielić tego pierwotnego procesu do poziomu receptorów siatkówki) od wielopiętrowej analizy, opartej o bogata baze wzorców.
Wynika stąd jedno: trudno w ogóle mówić o bezpośredniości, gdy owa wielo[piętrowa analiza zachodzi - owszem, pewne wzorce uważamy za intuincyjne, innych - nie, rózna rangę przypisujemy zatem koncowej ocenie obrazu. Jednak Eskimos miałby problemy z rozpoznaniem drzewa, podobnie jak rdzenny mieszkaniec Afryki Centralnej z rozpoznaniem góry lodowej. Niewątpliwie wiedza patrzącego wpływa zawsze istotnie na proces analizy obrazu: zecer bez trudu (i nawet nie zauważając) czyta tekst w lustrzanym odbiciu bo tak czyta sie skład drukarski - programiści niekiedy potrafili czytać taśme perforowaną. Wszystko wyumaga nauki - także rozpoznanie drzewa; kiedyś pojawiła się mozliwośc przywracania wzroku ludziom niewidomym z powodu wrodzonej katarakty - otóż musieli sie oni żmudnie i stopniowo uczyć analizy surowego obrazu, dziś podobnie jest z wrażeniamisłuchowymi przy stosowaniu implantów ślimakowych, pobudzających zakończenia nerwu słuchowego.
Zatem rozróżnienie poznania bezposredniego i pośredniego ma charakter ilościowy w gruncie rzeczy - jakość jest ta sama. Uczenie się widzenia nie jest tylko wzrokowe, wiąże się z kojarzeniem informacji z różnych kanałów, w tym (u człowieka) z kanału językowego: rzecz jasna we wczesniejszym wieku uczymy sie rozpoznawać drzewo od innych obiektów niż czytać interferogramy (ta druga umiejętność jest ponadto znacznie mniej powszechna) - niemniej jest to dalej różnica ilościowa tylko, nie jakościowa.
Tak naprawde otrzymujemy od natury złożony aalizator wzorów: analizator dośc uniwersalny: reszta zależy od naszej bazy danych, wypełnianej w ciągu trwającego życia. Jeśłi mamy czesto do czynienia z pewnym typem obrazów które musimy rożnicować - umiejętność dokonywania tego instynktownie a nie w oparciu o zapamiętane świadomie reguły rozwija się znacznie na tym obszarze: trudno przypuścić aby umiejetnośc płynnego czytania była czymkolwiek wrodzonym, a ludzie czytający szybko stosują beziednie dość złożóne algorytmy analizy obrazu.
Niewątpliwie, w naukach przsyrodniczych (ale niekoniecznie w ich zastosowaniach) porządne (językowe a nie intuicyjne - oparte o zrozumienie algorytmu a nie jego "zaprogramowanie" jako umieętności) odgrywa znaczną rolę, między innymi z uwagi na wymóg intersubiektywności. Jesli jednak porównywac percepcję na polu nauk przyrodniczych z percepcją na polu na przykład rozpoznawania drzew - mówić będziemy o umiejętności intuicyjnej, nie o ściśłym matematycznym rozumieniu treści kryjących się za takim czy innym obrazem (fraktalnośc roślin nie utrudnia nam percepcji ich obrazu, na przykład). technika pozyskania tego obrazu jest obojetna - to najniższy poziom przetwarzania, o wiele prostszy niż to, co potem z obrzzem musi zrobić siatkówka i mózg aby stał się zrozumiały. porównujmy więć analizę obrazu z analizą obrazu - nie zahaczając o znany nam opis techniki jego sporządzenia - to zupełnie inna sprawa: znajomość technicznego mechanizmu sporzadzenia zdjęcia jest potrzebą intelektualną, na percepcje jednak ma wpływ mocno pośredni. Odmowa uznania treści konkretnego obrazu za istotną może polegac jedynie na niezrozumieniu sposobu jego sporządzenia - lub na odrzuceniu owego sposobu jako niepoprawnego: percepcja samego obrazu jednak nie staje się przez to mniej czy bardziej bezpoośrednia, co najwyżej wymagany jest inny trening - ale nawet to w przypadku prezentowanych w dyskusji zdjęć nie jest potrzebne. Mówienie o posredniości może być co najwyzej kwestionowaniem treści w taki sposó, aby nie było wiadomo: niewiedza czy sprzeciw wobec metody każe dane zjęcie odrzucić jako obraz rzeczywistości: nasze zmysły dokonują znaczniejszej transformacji wrażeń bezpośrednich, niż owe naukowe przyrządy, jakimi posługują sie fizycy.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | |  | | nicram79 (460 punktów) | > Zatem rozróżnienie poznania bezposredniego i pośredniego ma charakter ilościowy w gruncie rzeczy - jakość jest ta sama.Nie, bo w jednym używasz wyobraźni i abstrakcji (w pośrednim) a w drugim nie. To pierwsze jest niedostępne dla zwierząt. > porównujmy więć analizę obrazu z analizą obrazu - nie zahaczając o znany nam opis >techniki jego sporządzenia - to zupełnie inna sprawa: znajomość technicznego >mechanizmu sporzadzenia zdjęcia jest potrzebą intelektualną, na percepcje jednak ma >wpływ mocno pośredni. Odmowa uznania treści konkretnego obrazu za istotną może >polegac jedynie na niezrozumieniu sposobu jego sporządzenia - lub na odrzuceniu >owego sposobu jako niepoprawnego: percepcja samego obrazu jednak nie staje się >przez to mniej czy bardziej bezpoośrednia, co najwyżej wymagany jest inny trening - ale >nawet to w przypadku prezentowanych w dyskusji zdjęć nie jest potrzebne.Zgoda, percepcja obrazu nie może byc mniej lub bardziej bezpośrednia w takim znaczeniu. Ale widzenie w prezentowanych tu obrazkach atomów to coś więcej niż percepcja obrazu. To percepcja + interpretacja w oparciu o wysoce abstrakcyjne teorie. Cytując fragment Shreka - bracie, ja tam widzę tyko jakieś małe kropki  .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | > >Zatem rozróżnienie poznania bezposredniego i pośredniego ma charakter ilościowy w gruncie rzeczy - jakość jest ta sama.> Nie, bo w jednym używasz wyobraźni i abstrakcji (w pośrednim) a w drugim nie. To pierwsze jest niedostępne dla zwierząt.Czy na pewno? Nie ma poznania bezpośredniego na poziomie ludzkim: musimy być swiadomi, że zawsze nasze postrzeganie dostarcza zniekształconego obrazu rzeczywistości. Nie można tak powiedzić o postrzeganiu zwierżecym - o ludzkim jednak tak: albowiem dla nas jest istotne rozróżnienie między rzecza samą w sobie a jej obrazem. Traktując rzecz w Twoim ujęciu - istniałaby owa różnica jakościowa - jednak nie między postrzeganiem posrednim i bezpośrednim - a ludzkim i zwierzęcym: człowiek bowiem nie traktuje obrazu rzeczywistości jedynie jako informacji doraźnie potrzebnej dla kierowania instynktownymi lub wyuczonymi działaniami - postrzega go jednocześnie na innym poziomie jako odbicie rzeczywistości obiektywnej: i w XXI wieku zdaje sobie zwykle sprawę, że jest to odbicie zniekształcone. Jan Lewandowski zarzuca pośredniość poznaniu fizycznemu (tu konkretnie poznaniu na poziomie atomowym - czy raczej ponadatomowym, ale ze wskazaniem na atomy, gdyż cech wewnętrznych samego atomu nie rozważaliśmy) - na tej podstawie buduje sąd o jego obiektywnej nieistotności. Owa pośredniość (transformacja) zachodzi między oryginałem a jego odbiciem - z całą pewnością nie dotyczy zatem procesów intelektualnych u odbiorcy, a procesu "przedpercepcyjnego". To o czym wspomiałeś (wyobraźnia, rozumowanie abstrakcyjne - ogólnie: intelekt) pojawia się "postpercepcyjnie"; zobaczmy, co z tego wynika? Ano, sporo. Jan Lewandowski nie stawia zarzutu, że zdjęcia stanowią artefakt - musiałby tego dowieść. Stawia zarzut, że uzyskano je pośrednio: jak każde zdjęcie w ogóle - a my przecież pośrednio postrzegamy wszystko co postrzegamy. Pośredniość poznania o której wspominasz pojawia się na zupełnie innym etapie i w tym konkretnym przypadku daje się opisać intersubiektywnie: transformacje jakim dodatkowo (tj. przed przekształceniem w obiektywnie istniejący rozkład farby drukarskiej na powierzchni kartki papieru) podlegała rzeczywistość są opisane jawnie i dokładnie, wiemy o nich więcej niż wiemy o rzeczywistości samej. W tej sytuacji zarzut pośredniości jest bezwartościowy - nie da się go przedstawić jako racjonalnego kontrargumentu przeciw użyteczności owych zdjęć: na ile są uzyteczne? To już sprawa subiektywna - zależy od tego, jakim aparatem pojęciowym i intelektualnym dysponuje odbiorca, to jednak dotyczy każdej w ogóle informacji. Jan Lewandowski ów ogólnie przyjęty aparat odrzuca ostentacyjnie, czyli pozostaje go subiektywnie nieświadomym - istotnie, dla Jana lewandowskiego subiektywnie owe zdjęcia są bezwartościowe, nie dysponuje bowiem (wedle własnych deklaracji, a zapewne i faktycznie) stosownym aparatem pojęciowym. Zamiast jednak podać prawdziwą przyczyne dla której owe zdjęcia odrzuca - podaje wydumaną: posredniość, jakby był w stanie przeprowadzić granicę między poznaniem bezpośrednim a pośrednim. Jan Lewandowski nie potrafi przedstawić ważkich kontrargumentów, woli budować fałszywą konstrukcję myślową - zakładającą, że dostepne jest nam jakies poznanie bezpośrednie, zatem pośrednie jest gorsze. Tymczasem mamy tu jedynie więcej stopni pośrednich niż przy oglądaniu drzew - owe stopnie pośrednie są konieczne z uwagi na ograniczenia naszych naturalnych receptorów: wiecej stopni pośrednich to jednak nadal różnica jedynie ilościowa, jak długo nie przyjmiemy założenia, że pewien stopień pośredni niweczy w ogóle korelację między oryginałem a obrazem - ale tego trzebaby dowieść. Zatem końcowy wniosek Jana Lewandowskiego jest ewidentnie fałszywy: nie dowódł w żaden sposób nieistotności porzedstawionych mu obrazów - a ich fałszywości dowieść nawet nie usiłował. > Zgoda, percepcja obrazu nie może byc mniej lub bardziej bezpośrednia w takim znaczeniu. Ale widzenie w prezentowanych tu obrazkach atomów to coś więcej niż percepcja obrazu. To percepcja + interpretacja w oparciu o wysoce abstrakcyjne teorie. Cytując fragment Shreka - bracie, ja tam widzę tyko jakieś małe kropki .To że dla Jana Lewandowskiego owa interpretacja najwyraźniej jest niedostępna, nie ma wpływu na jakikolwiek racjonalny sąd o wartości przedstawionych dowodów. Po prostu na etapie interpretacji intelektualnej u Jana Lewandowskiego pojawia się niekonieczna pośredniość a właściwie luka, związana z niemożnością transformacji danych w wyniki. Czyniłoby to obrazy obiektywnie nieistotnymi gdyby zachodziło w procesie "przedpercepcyjnym" (obrazy sa publiczne) - jednak zachodzi w subiektywnej "postpercepcji" jedynie, stąd nie ma żadnego ogólnego znaczenia. Zniekształcenie nie dyskwalifikuje przekazu, choć czyni go trudniejszym w odbiorze. Dyskwalifikuje do końca tylko jedno: niezależność funkcji wyjścia czarnej skrzynki od funkcji wejścia. Istotnie, owa niezależność wystepuje w omawianym zagadnieniu - nie jest jednak cechą metody sporządzenia obrazów, a niezdolności intelektualnej Jana Lewandowskiego do przeprowadzenia koniecznej transformacji.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | nicram79 (460 punktów) | >Czy na pewno? Nie ma poznania bezpośredniego na poziomie ludzkim: musimy być swiadomi, że zawsze nasze postrzeganie dostarcza zniekształconego obrazu rzeczywistości.
A u zwierząt obraz ten nie jest "zniekształcony"?. Moim zdaniem to nie kwestia zniekształcenia tylko różnych "filtrów" na informacje oraz różnych mechanizmów interpretacji, łączenia informacji. Filtry występują u ludzi i zwierząt choć u ludzi dzięki kulturze są dużo bardziej rozwinięte. Natomiast interpretacja, używanie wyobraźni (z pomocą mowy) do przewidywania i uogólniania, rozbudowywania teorii opartych o wyobrażenia różnych bezpośrednio nieobserwowalnych rzeczy (wyobraźni i wnioskowania - choć niekoniecznie logicznego, a nie tylko zwykłych, występujących też u zwierząt, procesów tworzenia filtrów) występują tylko u ludzi.
> Traktując rzecz w Twoim ujęciu - istniałaby owa różnica jakościowa - jednak nie między postrzeganiem posrednim i bezpośrednim - a ludzkim i zwierzęcym: człowiek bowiem nie traktuje obrazu rzeczywistości jedynie jako informacji doraźnie potrzebnej dla kierowania instynktownymi lub wyuczonymi działaniami - postrzega go jednocześnie na innym poziomie jako odbicie rzeczywistości obiektywnej: i w XXI wieku zdaje sobie zwykle sprawę, że jest to odbicie zniekształcone.
Rzeczywistości obiektywnej ??? Rozumiem że masz na myśli nie ludzi w ogóle tylko osoby z kręgu kultury europejskiej w czasach nowożytnych.
>W tej sytuacji zarzut pośredniości jest bezwartościowy - nie da się go przedstawić jako racjonalnego kontrargumentu przeciw użyteczności owych zdjęć: na ile są uzyteczne?
Oczywiście że nie. Tu się zgadzam.
>Jan Lewandowski ów ogólnie przyjęty aparat odrzuca ostentacyjnie, czyli pozostaje go subiektywnie nieświadomym - istotnie, dla Jana lewandowskiego subiektywnie owe zdjęcia są bezwartościowe, nie dysponuje bowiem (wedle własnych deklaracji, a zapewne i faktycznie) stosownym aparatem pojęciowym. Zamiast jednak podać prawdziwą przyczyne dla której owe zdjęcia odrzuca - podaje wydumaną: posredniość, jakby był w stanie przeprowadzić granicę między poznaniem bezpośrednim a pośrednim.
Pośredniość tych zdjęć jako "zdjęć atomów" (wynikająca nie z technicznych aspektów procesu ich powstawania tylko z tego, że atomy są za małe żeby je obserwować) nie powoduje ich bezużyteczności. Powoduje natomiast, że nie mamy pewności czy to są atomy - obecnie tak przyjmujemy, bo takie teorie obecnie obowiązują. Nikt nie jest w stanie sobie obecnie wyobrazić jakie teorie będą obowiązywały za kilkaset lat i jak będą interpretowane te zdjęcia. W tym sensie pośredniość tych zdjęć powoduje, że nie można ich uznać za "obraz atomów". Można je natomiast uznać za argument za istnieniem nieobserwowalnych bezpośrednio atomów.
>Jan Lewandowski nie potrafi przedstawić ważkich kontrargumentów, woli budować fałszywą konstrukcję myślową - zakładającą, że dostepne jest nam jakies poznanie bezpośrednie, zatem pośrednie jest gorsze. Tymczasem mamy tu jedynie więcej stopni pośrednich niż przy oglądaniu drzew - owe stopnie pośrednie są konieczne z uwagi na ograniczenia naszych naturalnych receptorów: wiecej stopni pośrednich to jednak nadal różnica jedynie ilościowa, jak długo nie przyjmiemy założenia, że pewien stopień pośredni niweczy w ogóle korelację między oryginałem a obrazem - ale tego trzebaby dowieść.
Jak już pisałem, to nie tylko kwestia stopni pośrednich. Co oczywiście ni oznacza że testowanie teorii (bo tym jest w istocie robienie i analiza takich zdjęć - a nie "obserwacją atomów") jest niepotrzebne i nic nam nie mówi o rzeczywistości.
>Zatem końcowy wniosek Jana Lewandowskiego jest ewidentnie fałszywy: nie dowódł w żaden sposób nieistotności porzedstawionych mu obrazów - a ich fałszywości dowieść nawet nie usiłował.
Te obrazy są nieistotne dla kogoś, kto albo ma zupełnie inny sposób widzenia świata (jak np. osoba z innej kultury) albo ma absolutystyczny sposób myślenia i wymaga w wiedzy o realnej rzeczywistości dowodów równie niepodważalnych jak w matematyce (i taką osobą jest chyba Jan Lewandowski).
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >A u zwierząt obraz ten nie jest "zniekształcony"? (...)
1. Trzebaby chyba nieco rozwinąć moją wypowiedź poniżej - o perspektywie malarskiej. Nawet kanał wzrokowy dostarcza informacji mocno przetworzonej - trapez jawi sie nam nachylonym prostokątem i bywa trudno postrzegać go inaczej; reguły perspektywy wczesniej skonstruowano teoretycznie, w oparciu o geometrię, niż potwierdziła je optyka geometryczna. Musimy sie zatem pogodzić, że nasza percepcja zniekształca - jest domyślaniem się obiektu na podstawie niepełnej informacji, p rzedstawianiem obrazu na płaszczyźnie - ale płaszczyźnie o osobliwie pogiętej metryce.
To cecha ewolucyjna i ogólna - mozna zasadnie sądzić, że podobne ograniczenia postrzegania maja miejsce u zwierząt - niekiedy sa większe, bo ich specjalizacja jest nardziej ścisła niż człowieka. Nie ma mowy o postrzeganiu geometrycznym w sensie rzutowania - nie ma mowy o precyzyjnym odbiorze barwy, posrednie pietra przyjmuja pewne hipotezy o barwie światła padającego, by odtworzyć barwę własna powierzchni rozpraszającej, a to też proces omylny. W gruncie rzeczy móżg obserwuje rzeczywistość ,b>bezposrednio jedynie używając przyrządów pomiarowych i interpretujac liczby - wszelkie obserwacje zmysłowe sa mocno zafałszowane.
2. W procesie przetwarzania informacji (a to zachodzi na nieswiadomym poziomie percepcji) nie da sie mówić o wierności: nasz wewnętrzny obraz rzeczywistości i ona sam różnią sie od siebie znacznie, postrzegamy pewna absrakcję. Patrząc na kształt cylidryczny, widzisz jednocześnie okragł dno i pobocznice walca - takiego rzutowania walca na płaszczyznę nie ma w geometrii euklidesowej, którą uznajemy za właściwą dla przestrzeni nas otaczającej.
Percepcja jest dostosowana do potrzeb - powiedziałbym, potrzeb pierwotnych; zwieerżeta innych nie mają, zatem nie potrzeba niczego więcej. My jednak obok owej naturalnej percepcji przestrzeni rzeczywistej chcemy ja postrzegać zarazem i jako przestrzeń euklidesową - i tu mamy obcy zwierzętom konflikt potrzeb. Niekiedy technika instrumentalna wypłaszcza obraz sama z siebie - obserwacje przez mikroskop biologiczny są obserwacjami cienkiej płaskiej warstwy, zaś jej struktura jest taka, że mózg w zasadzie nie generuje artefaktów; to jednak nie jest zasadą ogólna.
Mam wrażenie, że mysl o rozmaitej obróbce intelektualnej postrzeżeń presłania Ci to, jak bardzo one same są już przetworzone. Obraz świata widzialnego jakim dysponujemy dobrze służy poruszaniu się w świecie rzeczywistym - gorzej znacznie jego geometrycznej interpretacji: jest bowiem podatny na zafałszowania, zobacz choćby jak wiele opisano złudzeń optycznych, najczęściej zafałszowujących własnie geometrię. Z tego powodu świadectwo zmysłów jest zawodne - w innych niż wzrokowa modalnościach jest zdecydowanie gorzej.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | nicram79 (460 punktów) | >1. Trzebaby chyba nieco rozwinąć moją wypowiedź poniżej - o perspektywie malarskiej... >To cecha ewolucyjna i ogólna...
Zgadzam się z tym co napisałeś, choć do "bezpośredniej" obserwacji rzeczywistości (w znaczeniu o jakim piszesz) dodał bym jeszcze odbiór mowy. Jednak w części nie nazwał bym tego wszystkiego zniekształceniami tylko wybiórczym odbiorem informacji i określonym jej wykorzystaniem. Oczywiście są też zjawiska które można nazwać złudzeniami, wynikające z budowy oka lub aparatu zmysłowego. Ale np. to co określa się jako złudzenie torów kolejowych to nie jest dla mnie złudzenie, tylko dostosowanie wzroku do widzenia trójwymiarowego. To, że powoduje to mylne widzenie czegoś na kartce to nie oznacza złudzenia tylko co najwyżej brak elastyczności i niedostosowanie naszego mózgu do oglądania rysunków na kartce i zajmowania się geometrią.
>Mam wrażenie, że mysl o rozmaitej obróbce intelektualnej postrzeżeń presłania Ci to, jak bardzo one same są już przetworzone. Obraz świata widzialnego jakim dysponujemy dobrze służy poruszaniu się w świecie rzeczywistym - gorzej znacznie jego geometrycznej interpretacji: jest bowiem podatny na zafałszowania, zobacz choćby jak wiele opisano złudzeń optycznych, najczęściej zafałszowujących własnie geometrię. Z tego powodu świadectwo zmysłów jest zawodne - w innych niż wzrokowa modalnościach jest zdecydowanie gorzej.
Ale ja skupiam się właśnie na tej obróbce dalszych etapów - i tego - tzn.występowania pewnej specyficznej jej formy - dotyczy moje rozróżnienie. Jedno to bezpośrednie rozpoznawanie określonych wzorców w docierających do nas informacjach. Nie tu dla mnie znaczenia czy jest to "zniekształcone" czy nie - ważne że działa. Na tym opiera się używanie układu nerwowego u wszystkich organizmów - jak się odbierze taką konfigurację bodźców to robimy, to jak taką to coś innego. Oczywiście rozpoznawanie takie jest częściowo wrodzone a częściowo podlega uczeniu.
U ludzi można mówić o tym że nastąpiło rozpoznanie tego samego (w przybliżeniu) wzorca, jeśli pochodzą z tej samej kultury i zgadzają się co do tego co postrzegają - używają na określenie tego podobnych słów albo tak samo reagują niewerbalnie (choć tutaj trudniej stwierdzić że jest to "to samo"). I to - czyli rozpoznawanie wzorców w tym co bezpośrednio dociera do naszych zmysłów nazywam bezpośrednim postrzeganiem.
U ludzi występuje poza tym złożone przetwarzanie informacji z użyciem abstrahowania i wyobraźni, dokonywania nieoczywistych skojarzeń i uogólnień wyższego rzędu. Może najlepiej zacytuję fragment tekstu w którym to przeczytałem i który (przekonał mnie oczywiście cały tekst, a nie tylko ten fragment J) mnie do tego przekonał (Horton R. (1992). Tradycyjna myśl afrykańska a nauka zachodnia, w: E. Mokrzycki (red.), Racjonalność i styl myślenia (s. 396-453). Warszawa: Wydawnictwo IFiS PAN.). Ten fragment to wyliczenie cech które jego zdaniem charakteryzują teorie (zarówno naukowe jak i religijne) i różnią je od myślenia zdroworozsądkowego:
1. "Budowanie teorii wyjaśniającej polega w istocie na szukaniu jedności, która leży u podstaw powierzchownej różnorodności; prostoty w pozornej złożoności; porządku, stanowiącego podstawę powierzchownego bezładu, i prawidłowości, ukrytej w pozornej nieprawidłowości." 2. "Teoria sytuuje zjawiska w szerszym kontekście przyczynowym niż myślenie zdroworozsądkowe." 3. "W życiu codziennym myślenie zdroworozsądkowe i teoria uzupełniają się wzajemnie." 4. "Poziom ogólności teorii zmienia się wraz z kontekstem." 5. "Każda teoria dzieli pojedyncze przedmioty myślenia zdroworozsądkowego na aspekty i sytuuje powstałe tą drogą elementy w szerszym kontekście przyczynowym. Oznacza to, że najpierw ma miejsce abstrahowanie i analiza, potem zaś synteza." 6. "Rozwijając schemat teoretyczny, umysł ludzki zmuszony jest do czerpania z analogii między zjawiskami wymagającymi wyjaśnienia a faktami dobrze już znanymi." 7. "Opierając teorię na analogii między zaskakującymi obserwacjami a dobrze znanymi zjawiskami, bierzemy pod uwagę tylko pewien aspekt tych zjawisk." 8. "Rozwój modelu teoretycznego powoduje niekiedy zatarcie się analogii, na której jest oparty." Horton uważa też, że "[...] teorie przychodzą i odchodzą a świat zdrowego rozsądku zmienia się bardzo powoli." oraz, że "teorię stosuje się tylko wtedy, gdy zdroworozsądkowy, przyczynowy obraz świata okazuje się zbyt ograniczony.".
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >Pośredniość tych zdjęć jako "zdjęć atomów" (wynikająca nie z technicznych aspektów procesu ich powstawania tylko z tego, że atomy są za małe żeby je obserwować) nie powoduje ich bezużyteczności.
Zacznijmy od obserwacji czegokolwiek okiem nieuzbrojonym. Gdy obiekt jest dla niej zbyt mały, bierzemy lupę - czy nastąpiła zmiana jokościowa sposobu postrzegania? Raczej nie, co najwyżej przeszlismy do widzenia jednoocznego - można zresztą (to się zdarza w pewnym wieku) uzywac tej samej lupy nie z powodu mizernych wymiarów obiektu obserwowanego, a spadku akomodacji i potrzeby korekcji dioptrycznej a nie powiększenia - jest to rónoważne uzywaniu okularów: tych nie uważamy za zmieniające jokośc percepcji, choc na przykłąd wykazują znaczna dystorsje brzegową, kompoensowana przez mózg.
Gdy lupa nie wystarcza - sięgamy po mikroskop optyczny: czy coś się zmieniło? Zasada optyczna owszem - ale wiązka świetlna wchodząca do oka jest równoważna wiązce lupy; pojawiło się wypłaszczenie pola obsrwowanego, są jednak i mikroskopy stereoskopowe - zbudowne jak mikroskop złożony (obiektyw + okular), a zezwalające na obserwację przedmiotów przestrzennych. Tak czy owak, poza koniecznością w mikroskopie typowym przygotowania preparatu jako warstwy (lub powierzchni - w mikroskopii odbiciowej) płaskiej, nie ma zmiany resci obrazu ani występujących w nim relacji wzajemnych.
Pokręcamy rewolwer obiektywowy mikroskopu i zwiekszamy powiekszenie - tu już teoria mikroskopu wywiezdziona z optyki geometrycznej traci swa przydatność, nie pozwala bowiem powiązać rozdzielczości z apertura obiektywu, a ona a nie powiekszenie określa przy powiekszeniach parustekrtonych granice rozdzielczości. Musimy oprzeć sie o uogólniona teorię Abbego, bo prócz optyki geometrycznej trzeba już uwzględnić falowa naturę światła, dyfrakcje i interferencję - to jak przejście od dynamiki Newtona do szczególnej teorii względności; czy jednak relacje między obiektem a obrazem uległy zmienie? Nie.
Z drugiej strony niezależnie od powiększenia możemy mieć potrzebę zastosowania w obserwacji mikroskopowej kontrastu fazowego lub obserwacji w swietle spolaryzowanym - geometria widzenia nie ulega zmienie, natomiast uwidaczniamy w postaci kontrastu amplitudowego pewne aspekty obiektu, na które siatkówka nie jest czułą: współczynnik załamania, dwójłomność - czy obserwacja stałą sie przez to bardziej pośrednia? Trudno rozstrzygnąć - nawiasem mówiąć kontrast fazowy (czy podobny do niego kontrast amplitudowy) powoduja pewne artefakty, które musi umiec rozpoznać ten, kto się tego rodzaju mikroskopem posługuje.
Dalsze zwiększanie rozdzielczości wymaga nie zmiany schematu optycznego, ale użycia promieniowania bardziej krótkofalowego - wykorzystujemy więc falowy aspekt wiązki elektronów: optyka geometryczna pozostaje bez zmiany, choc soczewki optyczne zastąpiono magnetycznymi na aprzykład. I samo odwzorowanie płaszczyzny przedmiotowej w obrazową się nie zmienia.
Atomów w mikroskopie nie zobaczymy: długość fali jest wciąż zbyt długa w zestawieniu z potrzebną rozdzielczością, a dyfrakcja dotyczy fal każdego rodzaju w równym stopniu. Jednak już w połowie ubiegłego wieku zbudowano mikroskop jonowy FIM - urządzenie proste konstrukcyjnie - i uzyskano obrazy atomów. Optyka FIM nie przypomina już optyki mikroskopu złożoego - jest jednak od niej prostsza w sensie optyki geometrycznej, prostsza nawet od lupY: to rzutowanie radialne z quasi-punktowego źródła na sferyczny ekran.
Gdzie w tym ciągu oddzielisz obserwacje wiarygodne od watpliwych, Nicramie?
> Powoduje natomiast, że nie mamy pewności czy to są atomy - obecnie tak przyjmujemy, bo takie teorie obecnie obowiązują. Nikt nie jest w stanie sobie obecnie wyobrazić jakie teorie będą obowiązywały za kilkaset lat i jak będą interpretowane te zdjęcia. W tym sensie pośredniość tych zdjęć powoduje, że nie można ich uznać za "obraz atomów". Można je natomiast uznać za argument za istnieniem nieobserwowalnych bezpośrednio atomów.
Podaj proszę, co nazywasz atomem - bo może w tym miejscu się nie rozumiemy.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | nicram79 (460 punktów) | >Gdy lupa nie wystarcza - sięgamy po mikroskop optyczny: czy coś się zmieniło? Zasada optyczna owszem - ale wiązka świetlna wchodząca do oka jest równoważna wiązce lupy; pojawiło się wypłaszczenie pola obsrwowanego, są jednak i mikroskopy stereoskopowe - zbudowne jak mikroskop złożony (obiektyw + okular), a zezwalające na obserwację przedmiotów przestrzennych. Tak czy owak, poza koniecznością w mikroskopie typowym przygotowania preparatu jako warstwy (lub powierzchni - w mikroskopii odbiciowej) płaskiej, nie ma zmiany resci obrazu ani występujących w nim relacji wzajemnych.
Zmieniło się to, że nie widzimy jak to co obserwujemy "wygląda" - bo to dla nas tak naprawdę nie "wygląda". Widzimy pewien obraz, który interpretujemy w określony sposób - uważamy, że tak by to wyglądało jeśli byśmy mogli widzieć dokładnie tak małe przedmioty. Widzimy coś, czego nie widzimy kiedy spojrzymy gołym okiem. To, że przyjmujemy że tam coś takiego faktycznie jest i to co widzimy przez mikroskop zależey jakoś od cech tego czegoś, jest już kwestią interpretacji i teorii. Oczywiście jest to teoria bardzo dobrze potwierdzona i nikt rozsądny raczej w nią nie zwątpi. Ale nie zmienia to faktu, że na poziomie psychologicznym dochodzi tu nowy element którego nie ma przy obserwacji gołym okiem. To samo dotyczy dalszych opisywanych przez Ciebie etapów.
>Gdzie w tym ciągu oddzielisz obserwacje wiarygodne od watpliwych, Nicramie?
To co pisałem nie miało na celu oddzielania obserwacji wiarygodnych od wątpliwych, ani w ogóle oceniania, tylko pokazanie tego, że na poziomie psychicznym te dwie rzeczy się różnią.
>Podaj proszę, co nazywasz atomem - bo może w tym miejscu się nie rozumiemy.
Atomem nazywam konstrukt teoretyczny który określany jest tym słowem. Czyli innymi słowy to, co uważa się za atom we współczesnych teoriach fizycznych.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >Zmieniło się to, że nie widzimy jak to co obserwujemy "wygląda" - bo to dla nas tak naprawdę nie "wygląda" (...)
Prosta transformacja prepercepcyjna, z którą należy się pogodzić. Znacznie gorzej jest w przypadku obrazu w malarskiej perspektywie, zdjęcia czy ekranu telewizyjnego - to co postrzegamy jako okręgi ma tu postać elips, kwadraty - postać trapezów: to transformacja wysoce skomplikowana, i co gorsza, zalezna od nieznanego nam kąta widzenia obiektywu: a przecież żadna psychologiczna trudność sie nie pojawia, obserwujemy zdjęcie tak, jak byśmy obserwowali przestrzenny oryginał, a zarazem widzimy owe elipsy i trapezy, których nie jesteśmy w stanie dostrzec w naturze: malarze nie dostrzegali ich, musieli zastosować konstrukcje geometryczne i prosty pomocniczy przyrząd optyczny, rodzaj celownika z dużą ramą pola widzenia podzieloną na kwadraty. Wiele wysiłku kosztowało skonstruowanie takiego obrazu, jaki konstruują proste optyczne przyrządy - wtedy tych przyrządów nie było (mozna się było posłużyć camera obscura, ale myślenie poszło inna drogą); gdy jednak zasady poznano, ich efekt przyjmujemy bez najmniejszego psychologicznego wysiłku.
>To co pisałem nie miało na celu oddzielania obserwacji wiarygodnych od wątpliwych, ani w ogóle oceniania, tylko pokazanie tego, że na poziomie psychicznym te dwie rzeczy się różnią.
Ale dyskusja nie dotyczy psychologicznych aspektów poznania - dotyczy wniosków rozumowych.
>Atomem nazywam konstrukt teoretyczny który określany jest tym słowem. Czyli innymi słowy to, co uważa się za atom we współczesnych teoriach fizycznych.
No, najostrzejsze wyobrazalne kryterium - dlatego pewnie rozmawiamy cały czas o róznych rzeczach. Oednosiśz pojęcie atomu nawet nie do paradygmatu, a do "współczesnych teorii fizycznych" - pojecie może wygodne psychologicznie, ale nieostre. Niekompletnosć bowiem - tudzież lokalna błędność - całokształtu naszych poglądów na treśc pojęcia atom jest dla mnie niewątpliwa; można taką definicje przyjmować na potrzeby rozmowy, ale nie dyskusji czy sporu.
Jeśli spór idzie o to, czy materia składa się z atomów, nie jest istotne dla sporu, czym sa atomy; ten drugi spór nie byłby do końca rozstrzygalny. W takiej postaci jest: oponent winien przedstawić choćby hipotezę innej od uznanej struktury materii, nie inną definicje tego, co nazywamy atomem: w sposób wspólny dla fizyki i choćby chemii - inaczej mamy to co mamy, czyli bicie piany o nieznajnej styrukturze i składzie.
Moznaby na przykład uznać, że choćby przytoczona przeze mnie interferomietria rentgenowska dowodzi ściśle periodycznego rozmieszczenia w monokrysztale drobnych i identycznych w znacznej liczbie (przynajmniej pod pewnymi względami, istotnymi z punktu widzenia dyfrakcji promieni X) struktur, oddzielonych od siebie obszarami bardziej przezroczystymi - możnaby potem pójśc dalej, duskutować o atrybutach tym obiektom przypisywanym. Jan Lewandowski woli jednak puste zaprzeczenie - cóż, to jestem w stanie zrozumieć, bo dalej ytrzebaby wkroczyć w obszar wiedzy coraz bardziej specjalistycznej, co i tak lepsze niż dyskusja o niczym.
Chyba że chce się zakwestionować dość w końcu prostą tezę przeciwnika, nie chlubiąc sie jakąkolwiek własną kontrtezą.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | > >Zmieniło się to, że nie widzimy jak to co obserwujemy "wygląda" - bo to dla nas tak naprawdę nie "wygląda" (...)> Prosta transformacja prepercepcyjna, z którą należy się pogodzić.Obawiam się, że mamy do czynienia z przypadkiem idealisty (humanisty), który uważa, że to co widzimy nie wygląda tak w rzeczywistości  , więc jest nieobserwowalne. Prowadzi to do bardzo prostego wniosku. W atomy wierzymy. Wiarę nicram zrównuje, dla Twojej wiadomości na równi z wiarą religijną. Nicram sądzi, iż możemy uznać za naukowe jedynie to co ma wyraźne kontury, "prawdziwą" barwę i można to polizać?
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicram79 (460 punktów) | >>Zmieniło się to, że nie widzimy jak to co obserwujemy "wygląda" - bo to dla nas tak naprawdę nie "wygląda" (...) >Prosta transformacja prepercepcyjna... Jak już pisałem, podział który stosuję (na bezpośrednie postrzeganie i wnioskowanie oparte na teorii) nie zależy od sposobu powstania obrazu. Nie jest istotne czy to jest obraz czy nie, i jak bardzo jest schematyczny. Ważne, że rozpoznajemy na nim np. drzewo. A komórek ani atomów, z których się składa nie rozpoznajemy i nie możemy rozpoznać. O ich istnieniu wiemy na podstawie przekazanych nam teorii.
>>To co pisałem nie miało na celu oddzielania obserwacji wiarygodnych od wątpliwych, ani w ogóle oceniania, tylko pokazanie tego, że na poziomie psychicznym te dwie rzeczy się różnią. >Ale dyskusja nie dotyczy psychologicznych aspektów poznania - dotyczy wniosków rozumowych.
Bezpośredniość lub nie poznania jest kwestią psychologii i dlatego włączyłem się w tą dyskusję. Nie miałem zamiaru dyskutować o tym, czy obiekty takie jak atomy istnieją realnie, tylko jaki jest ich status na poziomie psychiki człowieka - a jest on inny niż w przypadku rzeczy bezpośrednio postrzeganych.
>>Atomem nazywam konstrukt teoretyczny który określany jest tym słowem. Czyli innymi słowy to, co uważa się za atom we współczesnych teoriach fizycznych. >No, najostrzejsze wyobrazalne kryterium - dlatego pewnie rozmawiamy cały czas o róznych rzeczach. Oednosiśz pojęcie atomu nawet nie do paradygmatu, a do "współczesnych teorii fizycznych" - pojecie może wygodne psychologicznie, ale nieostre. Niekompletnosć bowiem - tudzież lokalna błędność - całokształtu naszych poglądów na treśc pojęcia atom jest dla mnie niewątpliwa; można taką definicje przyjmować na potrzeby rozmowy, ale nie dyskusji czy sporu.
To w takim razie jak rozumiesz sformułowanie "atomy istnieją" albo "na tych obrazkach widać atomy". Do których teorii się odwołujesz - w zależności od tego, które to będą, te stwierdzenia będą miały różne znaczenie. Przy czym jak sam twierdzisz, niektóre z nich mogą okazać się błędne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >Jak już pisałem, podział który stosuję (na bezpośrednie postrzeganie i wnioskowanie oparte na teorii) nie zależy od sposobu powstania obrazu. Nie jest istotne czy to jest obraz czy nie, i jak bardzo jest schematyczny. Ważne, że rozpoznajemy na nim np. drzewo. A komórek ani atomów, z których się składa nie rozpoznajemy i nie możemy rozpoznać. O ich istnieniu wiemy na podstawie przekazanych nam teorii.
Potrafisz rozpoznać drzewo bez uprzedniego treningu - opartego o przekazaną Ci przez innych wiedzę? Gratuluję, Nicramie - ja bym nie potrafił.
>Bezpośredniość lub nie poznania jest kwestią psychologii i dlatego włączyłem się w tą dyskusję. Nie miałem zamiaru dyskutować o tym, czy obiekty takie jak atomy istnieją realnie, tylko jaki jest ich status na poziomie psychiki człowieka - a jest on inny niż w przypadku rzeczy bezpośrednio postrzeganych.
Kazdy widzi, że Słońce porusza sie po niebie. Kazdy widzi, że Księzyc jest znacznie większy nad horyzontem niż w zenicie. Każdy też widzi, że gwiazdy wchodzace w skład Oriona tworzą piękny płaski wzór na nocnym niebie: dobrze widzimy, że wszystkie gwiazdy znajdują sie od nas w tej samej odległości.
Osobiscie wolę jasno sprecyzowana teorię od poprawek (znacznych) wnoszonych prze mechanizmy przetwarzania postrzeżen na wrażenia zmysłowe - te w najwyzszym stopniu zależą od nieświadomej analizy kontekstu i to analizy wielce złożonej: nasze bezpośrednie wrażenia w ogóle na poziom obserwowalny nie docierają. Ile to warte - widzimy, gdy ubogi kontekst czyni owe nieświadome algorytmy nieskutecznymi - a funkcjonują nadal.
A tak na marginesie - do jakiej kategorii postrzegania zaliczysz obrazy senne i omamy wzrokowe w schizofrenii na przykład? A powidoki? Te bywają bardzo wyraźne.
>To w takim razie jak rozumiesz sformułowanie "atomy istnieją" albo "na tych obrazkach widać atomy". Do których teorii się odwołujesz - w zależności od tego, które to będą, te stwierdzenia będą miały różne znaczenie. Przy czym jak sam twierdzisz, niektóre z nich mogą okazać się błędne.
Atom to słowo - ale słowo o ustabilizowanym znaczeniu. W dyskusji na niskim poziomie jak ta wystarczy przyjąć: niepodzielna chemicznie, powtarzalna jednostka strukturalna tworzaca materię. Chciałbyś bardziej dokładnie? Na potrzeby dyskusji sprecyzujemy dodatkowo cechy, do których chcesz sie odnieść - na potrzeby innych dyskusji precyzuje się rzecz jasna o wiele więcej, przyjmuje sie płaszczyznę semantyczną sięgającą płyciej lub głębiej stosownie do potrzeb. Skoro ktoś wątpi w istnienie atomu jako takiego - nie bedzie się przecież wypowiadał o sensowności czy pewności takich czy innych jego wewnętrznych cech.
Chocby z podanego przeze mnie przykładu interferogramów rentgenowskich wynika, ze materia nie jest continuum a regularną (w monokrysztale) siecią powtarzalnych (w jednorodnym związku chemicznym lub substancji pierwiastkowej) "cegiełek" angstremowej wielkości; inne teorie mówią, że mają one złożona strukture wewnętrzną, ale na razie pozostańmy za Demokrytem przy nazwie "atom", bo taka sie przyjęła. Możesz coś przeciwstawić wnioskom z owej rentgenowskiej dyfrakcji - lub mozesz powiedzieć dlaczego to nie musza być atomy, jak rzecz ujmuje Jan Lewandowski? Obraz dyfrakcyjny nie daje możliwości innej interpretacji - interpretacja ta w całości należy do dziedziny zwanej optyką (dyfrakcja, interferencja), jedynie przeliczenie energii promieni X na (potrzebną dla obliczeń, ale nie dla modelu jakościowego) długośc fali jest przeliczeniem kweantowym, prostym zresztą nad wyraz.
Widzisz Nicramie, fizyka mówi co nieco o nieobserwowalności zjawisk - mówi o tym zasada nieoznaczoności. To czemu ta zasada nie zaprzecza, jest obserwowalne: posrednio, zgoda - ale i tak ta obserwacja pośrednia nie powoduje tak wielkiego błędu jak pewne obserwacje bezposrednie zjawisk na niebie (ruch Słońca, zmienność wielkości Księżyca, stała odległość gwiazd od obserwatora). I o wiele lepiej i precyzyjniej widzimy dziś ów świat subatomowy niż dostepną rzeczywistość - tego błedu widzenia bezpośredniego oświadczyli dawni artyści, którzy dla prawidłowego namalowania tego co widzą bezposrednio musieli sie odwołać do geometrii a zatem nauki - inaczej własnego widzenia bezpośredniego poprawnie namalowac nie byli w stanie.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicram79 (460 punktów) | >Potrafisz rozpoznać drzewo bez uprzedniego treningu - opartego o przekazaną Ci przez innych wiedzę? Gratuluję, Nicramie - ja bym nie potrafił.
Gdzie napisałem, że potrafię bez treningu ? A że bez opartego o przekazaną przez innych wiedzę - wiele zwierząt to potrafi, szczególnie inne małpy poza człowiekiem J.
>Osobiscie wolę jasno sprecyzowana teorię od poprawek (znacznych) wnoszonych prze mechanizmy przetwarzania postrzeżen na wrażenia zmysłowe - te w najwyzszym stopniu zależą od nieświadomej analizy kontekstu i to analizy wielce złożonej: nasze bezpośrednie wrażenia w ogóle na poziom obserwowalny nie docierają. Ile to warte - widzimy, gdy ubogi kontekst czyni owe nieświadome algorytmy nieskutecznymi - a funkcjonują nadal.
Ja też wolę, ale to nie zmienia faktu, że są one czymś innym niż bezpośrednia obserwacja.
>A tak na marginesie - do jakiej kategorii postrzegania zaliczysz obrazy senne i omamy wzrokowe w schizofrenii na przykład? A powidoki? Te bywają bardzo wyraźne.
Według mnie, jest to wykonywana przez mózg symulacja bezpośredniego postrzegania - przynajmniej sny i omamy.
>Atom to słowo - ale słowo o ustabilizowanym znaczeniu. >W dyskusji na niskim poziomie jak ta wystarczy przyjąć: niepodzielna chemicznie, powtarzalna jednostka strukturalna tworzaca materię.
Zrozumienie tej definicji, wymaga posługiwania się abstrakcyjnymi pojęciami i znajomości różnych teorii - chociażby znajomości i rozumienia rozróżnienia między zjawiskami chemicznymi i fizycznymi. Dlatego atom jest pojęciem teoretycznym i abstrakcyjnym. Jego status na poziomie psychiki człowieka jest dla mnie bliższy pojęciom matematycznym niż reprezentacji drzewa.
> Możesz coś przeciwstawić wnioskom z owej rentgenowskiej dyfrakcji - lub mozesz powiedzieć dlaczego to nie musza być atomy, jak rzecz ujmuje Jan Lewandowski?
Nie mogę, ale nigdzie nie pisałem że mogę.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Jeszcze małę uzupełnienie: dobrym przykłądem tego jak dalece pośrednie jest nasze poznanie jest historia perspektywy w malarstwie. Wzrok jest jak się wydaje zmysłem najmniej pośrednim: ot, rzutowanie pewnych relacji przestrzennych na płąszczyznę...
A przecież zgodne z naszymi przyzwyczajeniami (i zbliżone do obiektywnego - tak przecież działa optyka geometryczna) widzenie owego rzutowania pojawiło się póżno i osiągnięto je na drodze rozumowej - wrodzona zdolność percepcji wzrokowej (wysoce przecież rozwinięta ponad średnią o tych, którzy z sukcesem potrafili narysowac czy namalowac to co widzą) nie wystarczyła: najprostsze i prawidłowe zarazem odwzorowanie obrazu siatkówkowego osiągnięto drogą długich analiz niedoskonałości odwzorowań najwyraźniej bardziej dla nas samych naturalnych - acz niezgodnych z kryterium intersubiektywności, co w końcu zauważono. Czyli: zauważano jakoś niezgodność odwzorowań nieperspektywicznych z naszym widzeniem - wychodząc jednak jedynie od widzenia niepopartego konstrukjcą teoretyczną jak byc powinno nie poradzono sobie w żaden sposów z rzutowaniem trójwymiaru w dwuwymiar według uniwersalnej, bo jednej, prostej i czytelnej reguły. Świadczy to nieco o tym, jak dalece pośrednie jest poznanie zmysłowe.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) |
Dobra z grubsza wiem o co Ci TU chodzi. Jednak zwracam Ci uwagę na charakter obserwacji, które czyni dziś nauka. Przede wszystkim oparcie o precyzyjny język matematyki i sukcesy w przewidywaniu przyszłych odkryć. (sukces epistemologiczny Modelu Standardowego). Teoria flogistonu była na poły alchemiczna i raczej nie sądzę, że coś przewidziała. Techniki metalurgiczne, które wspomniałeś znane były na długo przed nią. Teoria była raczej metafizyczną próbą tłumaczenia zjawisk. Zarzuciłeś zresztą Daltonowi, że nic nie udowodnił. Prawda. Dalton postawił hipotezę. Jednak jedyną konkurentką w tamtych czasach była metafizyczna, filozoficzna teoria Dynamizmu Kanta. Dalton natomiast swoje badania poparł solidnymi danymi empirycznymi tlenków SO2, SO3 i innych. Istnienie struktury atomowej, cząsteczkowej udowodnił kto inny. Rozwój techniki jednak wypływa bezpośrednio ze zrozumienia, odkrycia, kolejnych zjawisk przez naukę. Im głębiej i pełniej rozumiemy te zjawiska tym lepiej i tym więcej korzyści osiągamy. Bez teorii względności GPS dawał by za duże błędy, a więc powstać nie mógł. W tym sensie uwiarygadnia on teorię względności, że opiera się na efektach, które przewidziała przecież matematycznie. Zarzuca się bowiem nauce często, jej abstrakcyjność podważając sens rozwoju nauk podstawowych. Dziś, kiedy nauka stała się częścią techniki, Twoje argumenty mają mniejsza siłę. Nadal rozróżniamy nauki podstawowe, takie jak fizyka, lecz zauważ że powstał potężny dział fizyki stosowanej. Nauka się uwiarygadnia przez technikę czy tego chcesz czy nie. Przykro mi. Co ja piszę, sama jest już techniką! 
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | |  | | Jan Lewandowski | > Dobra z grubsza wiem o co Ci TU chodzi. Jednak zwracam Ci uwagę na charakter obserwacji, które czyni dziś nauka. Przede wszystkim oparcie o precyzyjny język matematyki i sukcesy w przewidywaniu przyszłych odkryć. (sukces epistemologiczny Modelu Standardowego). Teoria flogistonu była na poły alchemiczna i raczej nie sądzę, że coś przewidziała.Przewidziała wiele, wiele wyjaśniała, mimo, iż nie sądzisz. > Techniki metalurgiczne, które wspomniałeś znane były na długo przed nią. Teoria była raczej metafizyczną próbą tłumaczenia zjawisk.Teoria atomowa też tłumaczy tylko zjawiska znane przed nią (np. elektryczność). > Istnienie struktury atomowej, cząsteczkowej udowodnił kto inny.Tylko o tym mówicie, nic więcej. > Rozwój techniki jednak wypływa bezpośrednio ze zrozumienia, odkrycia, kolejnych zjawisk przez naukę.> Im głębiej i pełniej rozumiemy te zjawiska tym lepiej i tym więcej korzyści osiągamy.> Bez teorii względności GPS dawał by za duże błędy, a więc powstać nie mógł. W tym sensie uwiarygadnia on teorię względności, że opiera się na efektach, które przewidziała przecież matematycznie.Pustosłowie. Już to wałkowaliśmy w innym wątku, nie byłeś w stanie tego dowieść. > Dziś, kiedy nauka stała się częścią techniki, Twoje argumenty mają mniejsza siłę.> Nadal rozróżniamy nauki podstawowe, takie jak fizyka, lecz zauważ że powstał potężny dział fizyki stosowanej.> Nauka się uwiarygadnia przez technikę czy tego chcesz czy nie.> Przykro mi.Przykro mi, ale nie byliście w stanie tego udowodnić. Samo wksazywanie na sukcesy techniki dowodem na to niestety nie jest. Technika rozwijała się bez udziału nauki, a nawet wbrew niej. > Co ja piszę, sama jest już techniką! Na patrz, a Lewis Wolpert, wielbiciel nauki i jej popularyzotor ma w swej książce rodział "Nauka nie jest techniką". Jakże zabawne.
|
|
| | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | > 1. Jest to idealny argument przeciw racjonalistycznej tezie, która próbuje dowodzić, że sukces technologiczny jest potwierdzeniem epistemologicznego postępu nauki. Jak widać nie musi być.Czytaj: Sukcesy techniczne dzięki nauce, nie są dowodem na odkrywanie prawdy o rzeczywistości przez nią, ponieważ są przykłady przeciwne. Technika nie może być dowodem na prawdziwość nauki. >2. Technika rozwijała się bez udziału nauki, a nawet wbrew niej. Zdanie to powoduje, że pierwszy wywód nie ma sensu. Niechlujstwo Scholastyku. Nie rozróżniasz pojęć. (Na przykład techniki i technologii -wstyd dla inżyniera). Znaczenia tych dwóch zdań mają inną wartość w dyskusji. Zdecyduj się, co twierdzisz. W pierwszym przypadku mówi się raczej o "hard science". Tu trzeba udowodnić, że E=mc^2 przyniósł miliardy dolarów zysku i skok techniczny w postaci wykorzystania energii jądrowej. Całkowicie pomijam kwestię PRAWDY. Dla mnie ważne jest, iż odkrywanie praw rządzących światem pomaga technice, to czy są to "prawdy ostateczne" jest drugorzędne. Miałoby to znaczenie większe gdybyś dzisiaj znalazł, choć jeden przykład z techniki, że jest ona dalej niż wiedza naukowa. Dyskusyjna jest też kwestia naukowości (flogiston) Twoich przykładów, ale to inna sprawa. Do obrony drugiego zdania wystarczy przykład "Metody kucia wałów korbowych", opracowanej przez profesora Ruta z Poznania. Wymyślił on technikę kucia, która zrewolucjonizowała technologię kucia wielkich i kosztownych wałów korbowych. Przy tej metodzie produkcja wałów okrętowych jest tańsza, a przy tym są o wiele bardziej wytrzymałe. Niewątpliwie jest to sukces naukowy i technologiczny, moja argumentacja wystarczy do obalenia zdania nr.2. > Na patrz, a Lewis Wolpert, wielbiciel nauki i jej popularyzotor ma w swej książce rodział "Nauka nie jest techniką". Jakże zabawne.Czyli biotechnologia nie jest częścią techniki  Zabawne to jest przytaczanie tytułów rozdziałów z książek, jako argumentów.
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | |  | | Jan Lewandowski | > >1. Jest to idealny argument przeciw racjonalistycznej tezie, która próbuje dowodzić, że sukces technologiczny jest potwierdzeniem epistemologicznego postępu nauki. Jak widać nie musi być.> Czytaj: Sukcesy techniczne dzięki nauce, nie są dowodem na odkrywanie prawdy o rzeczywistości przez nią, ponieważ są przykłady przeciwne. Technika nie może być dowodem na prawdziwość nauki.> >2. Technika rozwijała się bez udziału nauki, a nawet wbrew niej.> Zdanie to powoduje, że pierwszy wywód nie ma sensu. Niechlujstwo Scholastyku. Nie rozróżniasz pojęć. (Na przykład techniki i technologii -wstyd dla inżyniera).Zamienił stryjek siekierkę na kijek. Sprowadzasz spór na manowce kłótni o drugorzędne niuanse. To jest zaciemnianie istoty sporu. > Do obrony drugiego zdania wystarczy przykład "Metody kucia wałów korbowych", opracowanej przez profesora Ruta z Poznania.> Wymyślił on technikę kucia, która zrewolucjonizowała technologię kucia wielkich i kosztownych wałów korbowych. Przy tej metodzie produkcja wałów okrętowych jest tańsza, a przy tym są o wiele bardziej wytrzymałe. Niewątpliwie jest to sukces naukowy i technologiczny, moja argumentacja wystarczy do obalenia zdania nr.2.Nieprawda, wcale nie udowodniłeś, że był to pomysł stworzony przy pomocy nauki. A jeśli nawet, to zbyt mizerny to przykład aby dowodzić, iż nauka poszła dzięki temu dalej epistemologicznie. > >Na patrz, a Lewis Wolpert, wielbiciel nauki i jej popularyzotor ma w swej książce rodział "Nauka nie jest techniką". Jakże zabawne.> Czyli biotechnologia nie jest częścią techniki Ne, nic takiego Wolpert nie twierdził. > Zabawne to jest przytaczanie tytułów rozdziałów z książek, jako argumentów.Lepsze to niż ciągłe powoływanie się w sądach jedynie na siebie, jak to macie w zwyczaju.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | > 1. Jest to idealny argument przeciw racjonalistycznej tezie, która próbuje dowodzić, że sukces technologiczny jest potwierdzeniem epistemologicznego postępu nauki. Jak widać nie musi być.> 2. Technika rozwijała się bez udziału nauki, a nawet wbrew niej.Nieprawda. Staram się by uczciwy. To są TWOJE TWIERDZENIA, którymi manipulujesz w taki sposób jaki jest w Twoim poście  > Nieprawda, wcale nie udowodniłeś, że był to pomysł stworzony przy pomocy nauki. A jeśli nawet, to zbyt mizerny to przykład aby dowodzić, iż nauka poszła dzięki temu dalej epistemologicznie.W porównaniu do rozwoju epistemologicznego, przykład to może mizerny, ale nie dotyczy zdania pierwszego. O to właśnie mi chodzi. Ja tu nie udowadniam, że "Kucie wałów" jest dowodem na postęp nauki lecz, że nauka pomaga technice, ulepszając technologię. Wystarczy, by obalić zdanie 2. > >Czyli biotechnologia nie jest częścią techniki > Ne, nic takiego Wolpert nie twierdził.I dobrze że tak nie twierdził. Jednak biotechnologia jest nauką wykorzystującą procesy biologiczne na skalę przemysłową. Najczęściej ma ona zastosowanie w medycynie, produkcji żywności i rolnictwie. Użycie środków technicznych zwiększa efektywność i opłacalność produkcji. Jest więc częścią techniki! Technika (z gr. techne, sztuka, umiejętność) to - w znaczeniu ogólnym - całokształt środków i czynności wchodzących w zakres działalności ludzkiej związanej z wytwarzaniem dóbr materialnych, a także reguły posługiwania się nimi.
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | >Wyżej piszecie, że atomu zobaczyć się nie da, za chwilę, że można go obserwować. Te wywody są sprzeczne. Chyba łatwo proste zdanie: Atomów bezpośrednio zaobserwować się nie da? Obserwacja bezpośrednia (ang. direct observation), obserwacja, którą można przeprowadzić gołym okiem. To są podstawowe pojęcia! Ej Jasiu podciągnij poziom dyskusji. (Zobacz w PWN)
Lacho calad, drego morn
|
|
 | | krest | Hahahahahahahahah Czytam wszystkie odpowiedzi Pana Jana i nie mogę się od śmiechu powstrzymać. Toż on nie wie nawet, czy z kimś dyskutuje, bo nie poznał przeciwników bezpośrednio. Wszystko bierze na wiarę. Hahahahahahah Jak ogląda coś w telewizji, albo w internecie to długo zastanawia się czy to nie złudzenie, fotomontaż. Toż to wspaniały, prymitywny styl życia stosowany przez stworzenia o IQ około 50. A ile problemów odpada. Haaahhaahahaha Najbardziej mnie rozśmieszyło, że Pan J musi nie wierzyć naukowo w swój wizerunek w lustrze- przecież to poznanie pośrednie, a nijak bezpośrednio na twarz zerknąć sobie nie można. On wierzy inaczej- dla wygody, świętego spokoju hahahahahah to dopiero rzetelna wiara. A w co najgłębiej wierzy tego nikt nie wie. Można tylko zgadywać, że jest to jego własna nieomylność. Jest chyba takie przysłowie: uczony głupiec trzykroć bardziej niebezpieczny jest od nieuczonego... do kogo by je Pan zastosował, Panie J? PS. Więcej rozrywki na takim poziomie.
|
|
J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | > zaczynaja się problemy> techniczne, przynajmniej jeśli chudzi o Netscape'a.tutejszy Webmaster podpowiedział: Czytając wątki z J.L. w Netscape i Mozillach Ctrl+, Ctrl- ratuje sytuację  Pozdrawiam
|
|
 | | Haribu | Hmmm... Interesującą dyskusja. Tylu racjonalistów na jednego pana Lewandowskiego i nikt nie zdołał go zagiąć jak do tej pory... Brawo!
|
|
|  | | V0lrath (3440 punktów) | Raczej Jan L. stara się sprawiać wrażenie, że nikt go nie zagiął. Przy czym twierdząc na przykład, że nie ma dowodów na istnienie atomów  , brnie coraz głębiej w pokazywaniu swojej nieznajomości tematu oraz niezdolności do przyznania się do błędu.
|
|
|  | J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | > Tylu racjonalistów na jednego pana Lewandowskiego i nikt nie zdołał go zagiąć jak do tej pory...> Brawo!Haribu! Możesz pomóc! Podpowiedz o co chodzi J.L.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|