Racjonalista - Strona głównaDo treści
O racjonalizmie

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
16-09-2005 00:54outsider (2469 punktów)O racjonalizmie
Racjonalizm? To nie zdążać do wyznaczonego celu - lecz iść przed siebie, wiedząc że trzeba przecierac szlak, a mapy zawsze się końcżą tam, gdzie ich najbardziej potrzeba. To wiedzieć, że za odpoczynek płaci się zdwojonym wysiłkiem, gdy znowu trzeba bedzie podjąć wędrówkę - to wiedzieć, że niechybnie sprawy mogą co najwyżej pójść źle - kazdy krok co nie prowadzi ku przepaści i tak jest sukcesem.
O wiele łatwiej jest uwierzyć - wbrew wiedzy, wbrew historii - że na długo przed podjęciem owej wędrówki sporzadzono rzetelne mapy, skatalogowano dobro i zło - i wyznaczono nam cel; to przecież myślenie dziecka, gdy jeszcze swiat sie wydaje statyczny i bezpieczny - a przecież przyjmując rzeczywistość za rzeczywistość nie traci sie nic i nie poświęca niczego. I - tak sobie myślę - nie jest wcale trudniej być odkrywcą, niż być we własnym pojęciu wciąż na cenzurowanym: gdy zaakceptujesz już własna przemijalność (co jest wykonalne), sprawy upraszczają się choć nie trywializują - a akceptacja myśli o przeminięciu jest tak w ogóle myślą przydatną i uspokajającą.
Ci co się czują obserwowani uważają za pusty świat bez Obserwatora - ci jednak, co czują się jedynie czujni - nawet owego "braku" nie zauważają: może krępowałaby ich myśl o nieprzerwanym nadzorze, jak niewidoczna obecność wszędobylskich, sklepowych kamer. Dwie drogi zatem - i dwa pojęcia drogi; choc jedno z nich wydaje mi się cokolwiek naiwne i jałowe zarazem.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Totus (1201 punktów)
>Racjonalizm? To nie zdążać do wyznaczonego celu - lecz
>iść przed siebie, wiedząc że trzeba przecierac szlak, a
>mapy zawsze się końcżą tam, gdzie ich najbardziej potrzeba.
To jest cel. Niewiadome staje się celem. Niewiadome jest pytaniem na które odpowiedź staje się celem odkrywcy czy idącego ku niemu. Niewiadome może chce być odkrywane i odkryte?
>O wiele łatwiej jest uwierzyć - wbrew wiedzy, wbrew historii - że na długo przed podjęciem owej wędrówki sporzadzono rzetelne mapy, skatalogowano dobro i zło - i wyznaczono nam cel; to przecież myślenie dziecka,
Które jeśli dominuje sprawia, że racjonalista nie może iść przed siebie, nie może cieszyć się towarzystwem swego brata(siostry), który(a) też pragnie iść w tym samym kierunku. To dziecko plujące w ich kierunku i bezmózgi rodzic to też cele. Tu można zmienić konstrukcję bata, który czyni je kalekami, na łagodniejszy i lepiej ukierunkowany.
Pozdrawiam.
Beatus
>Racjonalizm? To nie zdążać do wyznaczonego celu - lecz
>iść przed siebie, wiedząc że trzeba przecierac szlak,
Racjonalizm, to zdążać do celu, który się samemu wyznaczylo,
i wie się, że trzeba przetrzeć do niego szlak

>mapy zawsze się końcżą tam, gdzie ich najbardziej potrzeba.
dlatego wcześniej przygotowuje się odpowiednie mapy

>To wiedzieć, że za odpoczynek płaci się zdwojonym wysiłkiem,
i wyznacza czas odpoczynku i pracy, aby tród nie przysłonił radości z osiągnięcia

>gdy znowu trzeba bedzie podjąć wędrówkę - to wiedzieć, że
>niechybnie sprawy mogą co najwyżej pójść źle - kazdy krok
>co nie prowadzi ku przepaści i tak jest sukcesem.
stawiając kolejny krok, ku sukcesowi czy przepaści,
robi się to świadomie, bo droga została obrana przez nas
i nie jest ona ani dobra, ani zła

>O wiele łatwiej jest uwierzyć - wbrew wiedzy, wbrew
>historii - że na długo przed podjęciem owej wędrówki
>sporzadzono rzetelne mapy, skatalogowano dobro i zło - i
o ile trudniej byłoby żyć w świecie, gdzie twoja droga
nie zależy od ciebie, gdzie wyznaczono ci cel i czas,
a w rękę wreczono mapę

>wyznaczono nam cel; to przecież myślenie dziecka, gdy
>jeszcze swiat sie wydaje statyczny i bezpieczny - a
>przecież przyjmując rzeczywistość za rzeczywistość nie
>traci sie nic i nie poświęca niczego. I - tak sobie myślę -
Tylko dziecko uzna taki świat za bezpieczny, człowiek
dojrzały wyżej ceni swą niepowtarzalności i wolność
i nie zechce poświęcić jej dla pozornej wygody

>nie jest wcale trudniej być odkrywcą, niż być we własnym
>pojęciu wciąż na cenzurowanym: gdy zaakceptujesz już własna
o ile łatwiej jest być odkrywcą, gdy wartość własna i nasza w
oczach innych wzrasta

>przemijalność (co jest wykonalne), sprawy upraszczają się
>choć nie trywializują - a akceptacja myśli o przeminięciu
>jest tak w ogóle myślą przydatną i uspokajającą.
Z poczuciem takiej mocy i niepowtarzalności, smutno jest
zaakceptować przemijalność

>Ci co się czują obserwowani uważają za pusty świat bez
>Obserwatora - ci jednak, co czują się jedynie czujni
>- nawet owego "braku" nie zauważają: może krępowałaby ich
Po co komu obserwator, który nie wiadomo jakimi kieruje się
kryteriami, co jest dla niego dobre, a co złe

>myśl o nieprzerwanym nadzorze, jak niewidoczna obecność
>wszędobylskich, sklepowych kamer. Dwie drogi zatem - i dwa
>pojęcia drogi; choc jedno z nich wydaje mi się cokolwiek
>naiwne i jałowe zarazem.
Po co komu nadzór, który nie da do zrozumienia, że jest zadowolnony,
ani że nie i nigdzie się przed nim nie można ukryć

Wielość dróg zatem - i wielość pojęć w jednej drodze, jak i wielość dróg pod egidą tego samego pojęcia; a żadna z nich nie jest naiwna ani jałowa, bo tego o losie ludzkim powiedzieć się nie godzi.

Dzięki ci Boże za różnorodność w świecie
Pozdrawiam
Grzegorz (2117 punktów)
>Racjonalizm? To nie zdążać do wyznaczonego celu - lecz
>iść przed siebie,

Skoro nie ma celu to i nie ma kierunku, nie można więc iść "przed siebie". Cel być musi, inaczej nie wiemy czy idziemy "przed siebie", "za siebie" ani czy w ogóle się ruszmy. Jeśli jedynym odniesieniem jest "ja" to kazdy kierunkek w którym patrzę będzie kierunkiem "przed siebie" - w ten sposób mozna kręcić się w kółko przez wieczność.

>O wiele łatwiej jest uwierzyć - wbrew wiedzy, wbrew
>historii - że na długo przed podjęciem owej wędrówki
>sporzadzono rzetelne mapy,

Wiara dotyczy wszystkich, bez względu na deklaracje, może i różna to wiara, rózne jej natężenie i różne przedmioty, ale jednak. Wiara (tu w sensie ścisłym) nie jest "wbrew" wiedzy - jak już to "obok" lub "pomimo".
Zauważ, że dysponując wiedzą nie trzeba wcale jej wybierać za swój kompas. Kiedyś spotkałem się ze zjawiskiem kolizji staktów, których załogi pokładały nadmierną ufność w radar, pomijając zwykłą "optyczną" obserwację, takie "zderzenia radarowe" udowodniły, że jeśli chodzi o bezpieczeństwo nie ma środków naiwnych czy prymitywnych, są tylko środki skuteczne lub nie z punktu widzenia celu (więc ponownie - jakiś cel byc musi).

>to przecież myślenie dziecka,

dzieci sa różne - jedno śni na jawie fantastyczne światy pelne smoków i księzniczek, drugie rozbija kamieniem samochodzik, żeby zobaczyć co jest w środku Czy człowiek w ogóle wyrasta z dziecięcego myslenia - chyba nigdy całkiem - i całe szczęście

>Ci co się czują obserwowani uważają za pusty świat bez
>Obserwatora - ci jednak, co czują się jedynie czujni
>- nawet owego "braku" nie zauważają: może krępowałaby ich
>myśl o nieprzerwanym nadzorze, jak niewidoczna obecność
>wszędobylskich, sklepowych kamer. Dwie drogi zatem - i dwa
>pojęcia drogi; choc jedno z nich wydaje mi się cokolwiek
>naiwne i jałowe zarazem.

Nawet nie pytam które wydaje Ci się naiwne tylko czy słusznie? Obie drogi opierają się na wewnętrznym przeświadczeniu i podjętej na jego podstawie decyzji, wydaje sie, że jedynym nienaiwnym byłby tu skrajny sceptyk, który wybiera konsekwentny brak zaufania do wszystkiego, bowiem jeśli historia faktycznie czegoś nas uczy, to głównie tego że błądzimy a nie zawsze portafimy z tych błędów wyciągać wnioski.

Pozdrawiam
outsider (2469 punktów)
>Skoro nie ma celu to i nie ma kierunku, nie można więc iść "przed siebie". Cel być musi, inaczej nie wiemy czy idziemy "przed siebie", "za siebie" ani czy w ogóle się ruszmy. Jeśli jedynym odniesieniem jest "ja" to kazdy kierunkek w którym patrzę będzie kierunkiem "przed siebie" - w ten sposób mozna kręcić się w kółko przez wieczność.

Orientacja teleologiczna vs orientacja humanistyczna. Odrzucając zewnętrzne cele nie odrzucamy włąsnych nastawień - miejsce zbawienia zastępujapojęcia immanentne istotom żywym: na tym polegał proces zastąpienia teologii (i teleologii) przez humanizm. Celu nie ma - jest rozróżnienie kierunków, z nas samych wypływające.

>Wiara dotyczy wszystkich, bez względu na deklaracje, może i różna to wiara, rózne jej natężenie i różne przedmioty, ale jednak. Wiara (tu w sensie ścisłym) nie jest "wbrew" wiedzy - jak już to "obok" lub "pomimo".

Wiara weryfikowalna (choćby statystycznie) należy do obszaru wiedzy jako wiedza niepewna. Wiary nieweryfikowalne to całkiem inne zjawisko.

>Zauważ, że dysponując wiedzą nie trzeba wcale jej wybierać za swój kompas. Kiedyś spotkałem się ze zjawiskiem kolizji staktów, których załogi pokładały nadmierną ufność w radar, pomijając zwykłą "optyczną" obserwację, takie "zderzenia radarowe" udowodniły, że jeśli chodzi o bezpieczeństwo nie ma środków naiwnych czy prymitywnych, są tylko środki skuteczne lub nie z punktu widzenia celu (więc ponownie - jakiś cel byc musi).

Historie katastrof zawsze stanowią zimny prysznic: mówią o niekompletności procedur i potrzebie ich zmiany. Ale - jesli masz na myśli kolizję Andrea Doria/Stockholm, był tam fatalny zbieg okoliczności, a obserwację wizualną uniemożliwiał mgła; do tego Włoch nie przestrzegał zwyczajowego wtedy jedynie na tamtym akwenie morskiego prawa drogi. Błędem obu dowódców było zaniechanie nakresów i przyjęcie słabych przesłanek za pewne a wniosku z nich - za bezpieczny; potem była modelowa "radarowa kolizja", mimo że kursy poczatkowe prawdopodobnie kolizyjne nie były.

>Nawet nie pytam które wydaje Ci się naiwne tylko czy słusznie? Obie drogi opierają się na wewnętrznym przeświadczeniu i podjętej na jego podstawie decyzji, wydaje sie, że jedynym nienaiwnym byłby tu skrajny sceptyk, który wybiera konsekwentny brak zaufania do wszystkiego, bowiem jeśli historia faktycznie czegoś nas uczy, to głównie tego że błądzimy a nie zawsze portafimy z tych błędów wyciągać wnioski.

"Naiwności" nie da się wyeliminować, lepiej godzić sie na jej cenę - byle niezbyt wysoką. Jest bowiem naiwność nie do uniknięcia i ta, której można uniknąć: ta druga ma raczej charakter uporu i oderwania od rzeczywistości - wygodnie tłumaczonego brakiem pewności, ale takie tłumaczenie jest działaniem obronnym, nie działanie celowym.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nieboska komedia}

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365