 |
17 lat przemian ustrojowych Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 13-03-2006 22:40 | qazad | 17 lat przemian ustrojowych | miałem okazję usłyszeć dane GUS za rok 2005 n/t sytuacji w polskim społeczeństwie: - 23 mln obywateli żyje poniżej granicy niedostatku - 6 mln żyje w skrajnym ubóstwie - 3.5 mln żyje poniżej granicy skrajnego ubóstwa przy tym wszystkim pewne kręgi (np. centrum + lewa strona parlamentu (bez SRP)) biorą ostatnie 17 lat w obronę nazywając je co najmniej korzystnymi; są też kręgi, które widzą w tym straconą szanse (tzw. populiści, oszołomy i tropiciele spisków). Pozwolę sobie na chwilę refleksji: chwile uwagi zajęła mi myśl: względem jakiego punktu odniesienia oceniamy ostatnie 17 lat - jeśli punktem tym jest rok 88/89 to można nie mieć zastrzeżeń do entuzjastów przemian - przynajmniej w dziedzinie pewnych swobód, oraz możliwości nabywania dóbr. A więc mamy napoik actimel by wydajniej pracować, możemy wysłać coś w Internet, odbierać TVN-gra i odgadywać hasła lub kupić sobie samochód, a przy tym wszystkim handlowcy są zawsze miło uśmiechnięci i dbają o klienta- najczęściej to młode dziewczyny/chłopaki, których zarobki zależą od ilości sprzedanych kart kredytowych, ubezpieczeń lub innych niezbędnych do funkcjonowania w nowoczesnym społeczeństwie gadżetów. Pozwolono nam nabywać podstawowe na całym świecie dobra, korzystać z podstawowych usług - komórka, kablówka, zakupy w promocjach i biuro maklerskie by poczuć się choć odrobinę jak kapitalista. Kończąc żarty, to wszystko może się podobać - w stosunku do poprzedniego ustroju, jest to jakiś skok jakościowy. Niektórym takie drobiazgi wystarczają, by uwierzyć w nieomylność kreatorów przemian PRL w III RP. Pytanie tylko, jak długo takie drobiazgi mogą zamydlać oczy, ile rodzajów danonków trzeba zjeść by przestało to wystarczać ? Jako inny punkt odniesienia można ustawić różnorakie wskaźniki gospodarcze/społeczne innych państw np. znajdujących się w UE (w tym i postkomunistycznych), wtedy się okazuje, że zazwyczaj zamykamy stawkę we wskaźnikach: ubóstwa, bezrobocia, zadłużenia zagranicznego, najgorszego stanu infrastruktury drogowej, korupcji. Czołowe miejsce równiez zajmujemy w liczbie głodnych dzieciaków, bezdomnych, alkohilizmu wśród młodzieży (informacje przytoczone przez panów Sobczaka i Szpaka na podstawie statystyk UE - i to nie był ich żart). Możemy się przy tym pochwalić za to hiper-niską inflacją - chyba najniższą w UE i zarazem najwyższymi stopami procentowymi - jako jednego z czynników najdroższego kredytu konsumpcyjny w UE. Wracając jednak do danych GUS-u, rodzi mi się pytanie, czy można te przemiany uznać za sukces, czy za porażkę, a może porównywalnie dużo jest aspektów pozytywnych jak i negatywnych ? Tylko jak ustawić na szali oceny z jednej strony np. serek danio z promocji + wolność słowa Tomasza Lisa (jednego z wielu pochlebców naszej swojskiej demokracji) do np. zadłużenia w kwocie 450mld złotych + 20% bezrobocia + braku poczucia bezpieczeństwa na ulicach po zachodzie słońca? Można odpowiedzieć bazując na własnej sytuacji - ale byłaby to chyba odpowiedź nijak mająca się do spojrzenia ogólnego na jakość przeprowadzenia transformacji. |
jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | "Komuno wróć!" - to chciałeś powiedzieć?
|
|
| Huzarski (178 punktów) | >miałem okazję usłyszeć dane GUS za rok 2005 n/t sytuacji >w polskim społeczeństwie: >- 23 mln obywateli żyje poniżej granicy niedostatku >- 6 mln żyje w skrajnym ubóstwie >- 3.5 mln żyje poniżej granicy skrajnego ubóstwa
Czyli ledwie 5 milionów Polaków żyje powyżej granicy niedostatku? Jak najbardziej możliwe, pytanie jak poprowadzona jest ta granica??? Potrafisz podać kwotę która ją znaczy?
>Niektórym takie drobiazgi wystarczają, by >uwierzyć w nieomylność kreatorów przemian PRL w III RP. >Pytanie tylko, jak długo takie drobiazgi mogą zamydlać >oczy, ile rodzajów danonków trzeba zjeść by przestało to >wystarczać ?
Nie da się uniknąc własnej perspektywy przy przyjmowaniu tego rodzaju postaw. Ja osobiscie wolę kulejąca demokrację, niż dobrobyt ( bardzo zreszta wątpliwy, bo takie państwo nie powstało ) w kraju o kulturze politycznej Białorusi. Ty jak rozumiem, wolałbyś inaczej.
Nie sposób się nie zgodzić, że w porównaniu z krajami UE, nie wypadamy najlepiej. Nie sposób zgodzić się, że zaniechanie transformacji spowodowałoby, ze dziś, po 17 latach, nasza pozycja - przy tym samym porównaniu - byłaby wyższa.
Nie jestem bynajmniej jakimś prawicowym hyperliberałem, ale autorom takich postów, jeśli nie są prowokacją, jestem w stanie sponsorowac bilet (w jedną stronę, niestety, z pewnością jestem poniżej wspomnianej przez Kolegę granicy niedostatku ) do Phenianu.
Pozdrawiam.
|
|
| pkowalski | >- 23 mln obywateli żyje poniżej granicy niedostatku
Jak ktoś dalej napisał, trudno w to uwierzyć. Wystarczy zerknąć na ulicę -- na nowe samochody, wyremontowane budynki, wcale bogate ubrania, itd. Społeczeństwo się wzbogaciło i to bardzo wyraźnie.
>- 6 mln żyje w skrajnym ubóstwie
Wydaje mi się, że te 6 mln, to dopiero strefa faktycznego niedostatku.
>przy tym wszystkim pewne kręgi (np. centrum + lewa strona >parlamentu (bez SRP)) biorą ostatnie 17 lat w obronę >nazywając je co najmniej korzystnymi; są też kręgi, które >widzą w tym straconą szanse (tzw. populiści, oszołomy i >tropiciele spisków).
Mówienie o straconej szansie ma sens, gdy pokazuje się jakąś alternatywę. Widziałem ekonomistów, którzy wskazywali, że to i owo można by zrobić lepiej. Ale nie byli oni nigdy też radykalnymi krytykami całych 17-lat. Tym bardziej nie głosili teorii spiskowych.
Wydaje mi się, że to jest właśnie źródłem obrony 17-lecia -- brak poważnej alternatywy.
>Pozwolę sobie na chwilę refleksji: >chwile uwagi zajęła mi myśl: względem jakiego punktu >odniesienia oceniamy
Oceniamy względem kryzysu.
>Pozwolono nam nabywać podstawowe na całym świecie dobra, >korzystać z podstawowych usług - komórka, kablówka, zakupy >w promocjach i biuro maklerskie by poczuć się choć odrobinę >jak kapitalista.
Chciałbym zwrócić uwagę, że przynajmniej w niektórych przypadkach (komórki, internet np.), chodziło o dostęp do nowych produktów także w skali światowej.
>Pytanie tylko, jak długo takie drobiazgi mogą zamydlać >oczy, ile rodzajów danonków trzeba zjeść by przestało to >wystarczać ?
Nie powiedziałbym, że to drobiazgi -- urealniła się złotówka, a wraz z nią radykalnie zmienił się dostęp do wielu rodzajów dóbr -- elektronika i samochody, to najbardziej rzucające się w oczy przykłady, ale nie jedyne. Ma to swoje konsekwencje związane z naszym włączeniu się w globalny rynek, co czasem (nie zawsze) przynosi wzrost jakości produktów.
>Jako inny punkt odniesienia można ustawić różnorakie >wskaźniki gospodarcze/społeczne innych państw np. >znajdujących się w UE (w tym i postkomunistycznych), wtedy >się okazuje, że zazwyczaj zamykamy stawkę we wskaźnikach: >ubóstwa, bezrobocia, zadłużenia zagranicznego, >najgorszego stanu infrastruktury drogowej, korupcji.
Znowu warto odnieść się do punktu wyjścia. Chciałbym przypomnieć, że źródłem polskich przemian był głównie kryzys lat 80-tych, w Polsce mocniej przeżywany niż w innych krajach obozu. (Przyczyn jest tu wiele, oprócz nietrafionych inwestycji lat 70-tych, warto dodać amerykańskie sankcje ekonomiczne.) A jeśli chodzi o bezrobocie, to wskazuje się także na większy niż gdzie indziej wzrost liczby ludności w Polsce (po II wojnie światowej), oraz większy odsetek ludności żyjący na wsi (pośrednio przekłada się to na mniejsze możliwości znalezienia pracy).
>Tylko jak ustawić na szali oceny z jednej strony np. serek >danio z promocji + wolność słowa Tomasza Lisa (jednego z >wielu pochlebców naszej swojskiej demokracji) do np. >zadłużenia w kwocie 450mld złotych + 20% bezrobocia + braku >poczucia bezpieczeństwa na ulicach po zachodzie słońca?
Czasem się wskazuje, że przestępczość zależy częściowo od zamożności społeczeństwa.
Irytuje mnie jednoznaczność pochwał dla ostatnich 17-lat. Ale stąd do krytyki, zwłaszcza gdy się postrzega proponowane lekarstwa, za gorsze od choroby, jest bardzo, ale to bardzo daleko.
|
|
 | | yavorr (193 punktów) | Reformy rynkowe po 1989 były konieczne, pytanie tylko, na ile trafnie zostały pomyślane i przeprowadzone. Na ile można było opracować je tak, żeby pozwolić Polsce stać się nie tyle rynkiem konsumentów i wyrobników zagranicznych koncernów, co producentów, samodzielnych podmiotów gospodarczych mogących konkurować na na arenie światowej. Właśnie to jest gwarantem gospodarczej siły kraju, a więc i zamożności samych jego mieszkańców. Nie jestem ekonomistą, ale z tego, co mi wiadomo, potęga ekonomiczna takich państw jak Japonia czy Korea Płd. została wypracowana metodą odwrotną do tej zaproponowanej przez środowisko Balcerowicza.
Jeffrey Sachs, doradca Balcerowicza z okresu przełomu, sam przyznał, że jego koncepcje jak najszybszego wdrożenia Polski w niczym nie skrępowany przepływ światowego kapitału były błędne. Na krytykę pozwalał sobie również noblista Joseph Stiglitz.
No tak, można powiedzieć, ale oni sprzeniewierzyli się światłym ideałom liberalizmu gospodarczego i zdradzili Bank Światowy, więc pewnie są niewiarygodni...
Ale teraz zagadka. Kto w 1990 roku powiedział o gwałtownej prywatyzacji w kontekście reform rynkowych w Polsce: Uważam, że byłby to błąd. Po pierwsze, moglibyście je (czyli państwowe firmy) sprzedać tylko po bardzo niskich cenach, niemal za nic. Kto by na tym skorzystał? Głownie cudzoziemcy, nie Polacy. Po drugie, sytuacja, w której duża część podstawowych środków produkcji danego kraju znajduje się w rękach cudzoziemców, jest na dłuższą metę politycznie nie do zaakceptowania. Nawiedzony socjalista? Etatystyczny oszołom? Nie. Odpowiedź: Milton Friedman.
pzdr.
|
|
|  | | Sodoma i gomora | Witam, > Jeffrey Sachs, doradca Balcerowicza z okresu przełomu............Mówimy o Balcerowiczu, cała Polska o tym mówi. Kto faceta wpuścił w kanał? Balcerowicz jest kozłem ofiarnym PISu, który chce od siebie odsunać podejrzenia o maczanie paluchów w inwigilacji dziennikarzy. 
|
|
| |  | |
| |  | | yavorr (193 punktów) | > Mówimy o Balcerowiczu, cała Polska o tym mówi. Kto faceta wpuścił w kanał? Balcerowicz jest kozłem ofiarnym PISu, który chce od siebie odsunać podejrzenia o maczanie paluchów w inwigilacji dziennikarzy.Rzeczywiście, ciągnąc ten temat nie sposób oprzeć się atmosferze najświeższej awantury sejmowo-bankowej. Sam nie wiem za bardzo co myśleć o tej sytuacji. Z jednej strony rzygam  na widok tego, co wyprawia PiS w państwie, z drugiej - mdli mnie też od tego całego mitu, jakim obrósł Balcerowicz, jako zbawca narodu. Każda ideologia musi mieć swoje święte krowy, więc neoliberalizm ma Balcerowicza. Jego poglądy są przedstawiane przez media jako jedyna poważna ekonomia, podczas gdy nikt nie mówi, że założenia jego polityki gospodarczej spotykały się z krytyką wielu autorytetów zarówno kilkanaście lat temu, jak i teraz. Niemaniej jednak, polityczna dzicz z PiSu, która w demagogii dawno już prześcignęła Leppera, zrobiła sobie z prezesa NBP chłopca do bicia i traktuje go jako jeszcze jeden urząd, który trzeba zdyscyplinować i przejąć nad nim kontrolę. PiS chce postawić go przed TS tylko na Mecha (którego jak najbardziej miał prawo wywalić z Komosji), za to Giertych ciągnie go przed Trybunał "za całokształt". Ludzie, przecież nikogo się nie stawia przed Trybunałem Stanu za poglądy ekonomiczne!
|
|
| | |  | | Sodoma i gomora | > zrobiła sobie z prezesa NBP chłopca do bicia i traktuje go jako jeszcze jeden urząd, który trzeba zdyscyplinować i przejąć nad nim kontrolę.Poczytaj co na ten temat do powiedzenia Leszek B. serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,3214124.html(jeśli można) Polityka jest zmienna, przebiegła i sama nie wie czego chce. Jeśli jej nie przekupisz, dostaniesz nakaz eksmisji.
|
|
|  | | pkowalski | Ja się mogę zgodzić, że popełniono błędy. Mogę nawet przyznać, że zaciążyła na nich osobowość Balcerowicza. Ale główne pytanie dotyczy oceny minionych 17 lat. Uważam, że przeważały tu pozytywy nad negatywami, a dzisiejsza krytyka jest mocno przesadzona. To po pierwsze.
Po drugie, niejeden rząd głosił, że lepiej prywatyzować wolniej, ale z większym rozmysłem, z czego nic specjalnego nie wychodziło. Przyczyny były tutaj conajmniej dwie -- na pewno prywatyzacyjne lobby, ale przede wszystkim -- łatanie budżetu dochodami z prywatyzacji, które musiały do kasy wpłynąć szybko.
Po trzecie, nadal pytam o alternatywę. Realną. Z nazwą partii politycznej i nazwiskiem "antybalcerowicza". Najgłośniejszym "antybalcerowiczem" był Grzegorz Kołodko, ale tu warto sobie przypomnieć jak był on oceniany. I za co.
A po czwarte, mamy autentyczny spór polityczny i prawny między Balcerowiczem, a politykami PiS. Decyzja Balcerowicza w sprawie Mikosza (moim zdaniem słuszna) może być odebrana także jako krytyka całokształtu stylu uprawiania polityki PiS, gdzie nie ma miejsca na fachowość, spokój, rozważenie decyzji, a są tylko gromkie, nieodpowiedzialne hasła. Bo faktycznie obserwujemy tu spór dwóch ideologii politycznych -- technokracji i populizmu. Technokratę Balcerowicza można atakować na płaszczyźnie fachowości, tymczasem próbuje się go wciągnąć w politykierską operę mydlaną, pt. 'Sejmowa komisja śledcza'.
|
|
| |  | | yavorr (193 punktów) | > Po trzecie, nadal pytam o alternatywę. Realną. Z nazwą partii politycznej i nazwiskiem "antybalcerowicza".Nie chodzi mi o żadne "anty" tylko o "alter". Nazwiska nie podam, bo po prostu go nie znam. Partii nie podam, bo takowa na polskiej scenie politycznej nigdy nie miała okazji poważnie zaistnieć. Nie miałem zamiaru podchodzić do sprawy personalnie tylko merytorycznie, dlatego odwołałem się do przykładów azjatyckich. Poza tym, tamten mój post nie miał być reakcją na twój post, tylko odpowiedzią na wątek główny. Pomyliłem się.
|
|
|  | | Huzarski (178 punktów) | >Nie jestem ekonomistą, ale z tego, co mi wiadomo, potęga ekonomiczna takich państw jak Japonia czy Korea Płd. została wypracowana metodą odwrotną do tej zaproponowanej przez środowisko Balcerowicza.
Nie trzeba być ekonomista a raczej socjologiem/etnografem, by po choc pobieżnych obserwacjach historii ekonomicznej krajów dalekiego wschodu dostrzec jak dalece róźnice kulturowe warunkowały rozwój (a także jego sposób) w wymienionych krajach. W Japonii na przykład skomplikowany układ relacji społecznych promuje lojalność zarówno wobec pracownika jak i pracodawcy, lojalność w której nie ma miejsca na zdradę firmy czy jej pracowników - tam nie istnieje konkurencja na rynku pracy, sytuacja której nie potrafimy sobie wyobrazić. Okupione jest to oczywiście ograniczeniem wolności, i to nie tylko na tamtejszych rynkach pracy, ale nie miejsce tu by się nad tym rozwodzić. Sprowadza się mój post do tego, że nie sposób sie porównywać z krajami o tak innym od naszego zapleczu kulturowym. Nie sposób się, jeśli patzeć głębiej niż na suche wskazniki wzrostu, porównywac z żadnym z krajów. Coś co sprawdza się na Czechach, nie musi wcale zadziałać w Polsce. Stąd porównania do Irlandii czy Czech, z reguły zresztą płytkie i dyletanckie, pomijające choćby tak oczywisty, jeśli chodzi o Irlandię, udział w rozwoju Irlandii kapitału amerykańskiego, oraz potężny kryzys prosocjalnej "trzeciej drogi" republiki czeskiej w roku bodaj 97, wydają mi się absurdalne.
|
|
| Balkowski (5685 punktów) | >- 23 mln obywateli żyje poniżej granicy niedostatku Jak już ktoś w powyższym poście, byłoby miło gdyby podać co jest rozumiane przez tą granicę niedostatku. >Niektórym takie drobiazgi wystarczają, by >uwierzyć w nieomylność kreatorów przemian PRL w III RP. Tzn. komu? Spotkałeś taką osobę? Bo wierzyć w to że zmiany były potrzebne, nieuniknione, korzystne, itd. to już coś całkiem innego. Ja osobiście nawet wśród sympatyków tego czy tamtego premiera nie spotkałem takich którzy przypisują mu nieomylność...
>Czołowe miejsce równiez zajmujemy w liczbie głodnych Po prostu za komuny na pierwszy rzut oka syf był dzielony bardziej po równo. Owszem, byli równi i równiejsi, ale ci co mieli nie obnosili się z tym za bardzo i ogólne wrażenie było mniej więcej równości. A teraz mając np. BMW czuje się źle bo mój sąsiad kupił Mercedesa, a taki jeden to podobno nawet Maybacha - więc to ja wychodzę na dziada. A co do LICZB (bo tak napisałeś, więc rozumiem że chodzi Ci o bezwzględne) - to w ogóle z prawie 40-milionowym społeczeństwem jesteśmy jednym z większych państw w UE i nic dziwnego że łatwiej przodować w tym czy tamtym. Podejrzewam że profesorów też mamy więcej niż Czechy, Węgry, czy Litwa - ale nie wyciągałbym stąd jakichś wniosków o wyższości naszej edukacji...
>Wracając jednak do danych GUS-u, rodzi mi się pytanie, czy >można te przemiany uznać za sukces, czy za porażkę, a może >porównywalnie dużo jest aspektów pozytywnych jak i >negatywnych ? To jak zwykle skomplikowana sprawa. Przemiany były pożyteczne, natomiast diabeł tkwi w szczegółach - czyli tym jak to wszystko wprowadzaliśmy. Jak choćby sprawa lustracji którą Czesi czy Niemcy zrobili ileś lat temu i w miarę bezboleśnie - a u nas do tej pory jest to jeden z głównych tematów zastępczych. Powiedziałbym że głównymi porażkami reform były właśnie połowiczność i opieszałość przy ich wprowadzaniu. Dużo okazji zostało zmarnowanyh na samym początku, kiedy była dużo większa swoboda manewru.
|
|
| Leśny | Piszesz:
>miałem okazję usłyszeć dane GUS za rok 2005 n/t sytuacji >w polskim społeczeństwie: ....
a potem ludkowie dopytuja o zrodla. To jest dopiero czytanie ze zrozumieniem! A juz najlepszym tekstem jest gadka o dobrze ubranych ludziach, samochodach na ulicach, odremontowanych kamienicach itp. Pieknie. Ide do multipleksu, do galerii handlowej i juz sie ciesze, ze Polska rosnie w sile. Co za powierzhowna, aintelektualna ocena. Widzisz, im wlasnie te DANIO wystarcza. Nie byli pewnie za granica, nie czytali, nie googlali -- mysla, ze ta mala stabilizacja ekonomiczna to duzy sukces i na wicej Polakow nie stac.
Aktualna sprawa: Balcerowicz -- prywatyzacja. Ludzie glupi bezwarunkowo popieraja Balcerowicza bez wnikania w istote problemu bo chca dowalic Kaczorowi. Kaczor i jego swita skadinad sa miernotami, psuja panstwo ale jesli przypadkiem maja w czyms racje (intencje moga miec nawet brudne) to glupota jest nie zgadzac sie dla zasady.
Zastanawiajace jest poparcie Balcerowicza dla wloskich bankowcow. Co go tak swedzi? W Polsce panuje gremialne przekonanie o zbawczej roli spekulantow MYLNIE zwanych inwestorami. Niech pobuduja od zera to wtedy beda z nich inwestorzy. Tak samo pospiesznie oddano TPSA Francuzom (panstwowej firmie z dlugami). I co? Poprawilo sie? NIE. Blekitna linia zlewa kientow, zyski leca do Francji a monopol jak byl tak jest. Podobnie jest z bankami, ktore w skali Europy sa wyjatkowo pazerne. Duze oplaty przy jednoczesnie rekordowych zyskach za 2005 rok. A bedzie jescze lepiej bo pionek wloskich bankowcow uwazany jest u nas za guru ekonomii i propanstwowca. LOL! Krytyka tego pionka to ponoc wstyd na caly swiat. Zdumiewajace. Wstydem jest zablokowanie kaprysu wloskiego bankiera. Nie jest wstydem zdechniecie przemyslu elektronicznego, brak autostrad, zamkniecie na miedzynarodowa wspolprace techniczna, okupacja Iraku, zabiegi o instalacje amerykanskiej "tarczy", pacyfikowanie gejow. To WLASNIE jest powod do wstydu a nie problemy wloskich cwaniakow i urzednika forsujacego ich plany.
Z bezmyslnej wyprzedazy i braku strategii zrobiono religie. Balcerowicz jest jak JP2 -- zawsze ma racje. Odrobina planowania przestala byc nazywana protekcjonzmem. To juz za slabe slowo. Uzywa sie teraz slowa NACJONALIZM. Polscy nacjonalisci kupuja zagraniczne towary oraz uslugi i grzecznie czekaja na pozwolenia na prace w krajach UE, ze o wizie do Stanow nie wspomne. Acha. Wloska prasa ekonominczna niezle sobie folguje. "Polscy nacjonalisci z piana na ustach".
Nie ma co. Pokorny narodek. Chyba wytresowany przez rozbiory.
|
|
 | | pkowalski | >Piszesz: >>miałem okazję usłyszeć dane GUS za rok 2005 n/t sytuacji >>w polskim społeczeństwie: .... >a potem ludkowie dopytuja o zrodla. To jest dopiero czytanie ze zrozumieniem!
Czytania ze zrozumieniem być nie może, gdy się nie wie, że kryteria oceny "ubóstwa" stosowane przez GUS były już wielokrotnie krytykowane i wyśmiewane, jako nie przystajce do polskich realiów. Te dane należałoby cytować, z podaniem wykorzystanych kryteriów -- to dopiero byłoby czytanie ze zrozumieniem.
|
|
 | | pkowalski | Jeszcze jedno -- zerkam do danych GUSu. Najnowsze dane dotyczące sytuacji gospodarstw domowych znalazłem na ich stronie WWW za rok 2003. Wg. tej statystyki, "pieniędzy nie starcza nawet na najtańsze jedzenie i ubranie", to sytuacja ok. 4,5% gospodarstw domowych w Polsce (4,4 w miastach, 4,6%. Starcza na jedzenie, a nie ubranie -- kolejne 13% (ok.). Myśle, że to są dwie kategorie, które można by uznać za "skrajne ubóstwo" (a i to nie wiem, czy nie na wyrost). Dalej to razem ok. 17% gospodarstw domowych.
Kolejna kategoria -- starcza tylko na najtańsze jedzenie i ubranie, to ok. 20-25% (25% na wsi, ok. 20% w mieście). Myślę, że i te osoby można zaliczyć do "ubóstwa".
Razem daje to jakieś 40% Polaków. Kolejne 55%, to osoby które żyją "oszczędnie" (ale trudno to przecież nazwać "ubóstwem"). a ok. 5% (na wsi tylko 1,9%), starcza na wszystko.
Biorąc te dane za dobrą monetę (choć może należałoby wziąć poprawkę na nasze narodowe marudzenie i czarnowidztwo -- to w końcu samoocena gospodarstw domowych), to trudno mi zrozumieć jak to jest, że "poniżej granicy niedostatku żyje 23 miliony obywateli". W końcu 23 miliony obywateli (wliczamy w to wyraźnie niemowlęta), to ok. 60% Polaków. Może trochę mniej "gospodarstw domowy" (efekt rodzin wielodzietnych?). Ale jednak jak to się ma do danych sprzed trzech lat? Czy zaszła aż taka zmiana -- o 20 punktów procentowych? Sądzę, że raczej ktoś nam manipuluje danymi w imię zasady: kłamstwo, wielkie kłamstwo, statystyka. W końcu wystarczy zastosować kwotę odpowiadającą ubóstwo u starych członków UE w polskich warunkach, a dostaniemy zatrważające (a przy tym nie oddające rzeczywistości) statystyki "ubóstwa" w Polsce.
To a propos umiejętności rozumienia tekstu.
|
|
 | | Balkowski (5685 punktów) | > Ludzie glupi bezwarunkowo popieraja Balcerowicza bez wnikania w istote problemu bo chca dowalic Kaczorowi. Kaczor i jego swita skadinad sa miernotami, psuja panstwo ale jesli przypadkiem maja w czyms racje (intencje moga miec nawet brudne) to glupota jest nie zgadzac sie dla zasady.Z drugim zdaniem zgadzam się całkowicie. Natomiast nie wiem czy zauważyłeś - nie chodzi o to czy Balcerowicz zawsze miał rację, bo podejmując decyzje przez 15 lat nie sposób nie zrobić błędu - zatem przypisując (nam?) wiarę w nieomylność Balcerowicza po prostu się mylisz. Zresztą zasadniczo ten portal grupuję tych co w mało co wierzą bez dowodu  Ja tam mimo wszystko wolę w miarę niezależnego Balcerowicza (czy kogokolwiek innego, bo nie o to chodzi) niż uzależnienie wszystkiego do decyzji rządu i ręczne sterowanie wszystkim przez Jarka, który nawet formalnie nie będzie za nic odpowiedzialny, a omnibusem też nie jest (ja w każdym razie nie podejrzewam go o jakieś szczególne kompentencje jako bankowca). Efekty takiej centralizacji łatwo jest przewidzieć, zwłaszcza że co do oceny tego rządu jesteśmy zgodni.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|