Profesor Karol Musioł jest fizykiem, na etyce znać się nie musi - jest jednak też rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Według tego co czytam na Onecie, na UJ-ocie powstaje komisja badająca "przeszłość" pracowników naukowych - " Jednocześnie rektor podkreślił, że uczelnia nie będzie prowadziła własnego śledztwa ani brała na siebie roli sądu. W czerwcu historycy z UJ przedstawią naukowe opracowanie materiałów IPN dotyczących uczelni". Chodzi o odsunięcie od dydaktyki, czego ponoć domagaja się studenci tej uczelni. Myli się głeboko profesor Musioł myśląc, że daje to owej komisji (lub jemu osobiście) jakiekolwiek alibi. Dobrowolnie bowiem powołuje w ramach mającej wielowiekowe tradycje uczelni wyższej ciało bedące świeckim ramieniem inkwizycji - niczym więcej. Nie sąd - ale egzekutora wyroków zapadłych gdzie indziej w trybie najzupełniej watpliwym: albowiem skazanemu do końca nie przedstawia się materialnych dowodów jego winy, a to w XX wieku było postępowaniem skandalicznym - widać w XXI takim być przestało. Komisja jak rozumiem zajmie się jedynie wymiarem kary - winę stwierdzili ponad wszelką wątpliwość w postępowaniu niejawnym urzędnicy IPN-u. Rzecz jasna, karac się będzie o ile to możliwe, bez przelewu krwi - taka stara formułka, nieco dziś mniej groźna, bo nie oznacza już spalenia na stosie. Cóż - byłbym przeciwny odebraniu prof. Musiałowi prawa nauczania fizyki za jego działalność polityczno-administracyjną na uczelni (za mojej młodości, a był to PRL, wykładowcy niekoniecznie chwalili władzę publicznie - niekoniecznie też milczeli publicznie o swym braku sympatii dla niej; formalnie jedno i drugie było zbrodnią niemal): mimo wszystko, ale czy naukowcy UJ-u bedą w przyszłości równie wyrozumiali? |