Racjonalista - Strona głównaDo treści
Heterarchia

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
15-07-2006 22:49Viator Solus (217 punktów)Heterarchia
Tak sobie a muzom napiszę...
Imieniem człowieka jest "Legion". Legion ten składa się z dużej ilości stanów umysłu stanowiących jakby osobne części osobowości, które będę nazywał "osobami". W umyśle panuje ciągła gotowość do wysunięcia się na pierwszy plan odpowiedniej osoby. W zależności od sytuacji człowiek może być dobrym, rygorystycznym ojcem, wesołym pijaczkiem, knującym intrygi współpracownikiem, członkiem koła różańcowego, itp. Wszystko powrzucane do jednego worka.
U większości ludzi osoby te ledwo co wysuwają nosa spoza barier społecznych utrzymujących je w ryzach. Społeczności tak ściśle określa wymiary zachowań, że większości ludzi wydaje się, że są zawsze tacy sami, że są czymś jednym. Wielkim ułatwieniem w tym oszustwie jest tzw. zjawisko pamięci związanej ze stanem i amnezji. Polega ono na tym, że gdy dana osoba wysuwa się na pierwszy plan, automatycznie pojawiają wszystkie potrzebne, zgodne z nią dane, a wszystkie inne, potencjalnie mogące wywołać konflikt i dysonans poznawczy podlegają amnezji.
Z chwilowego braku czasu c.d.n. wkrótce
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Agnieszka Niechciał (85 punktów)
Czy masz na myśli wiele osobowości w jednym ciele? Bez pojęcia schizofrenii da się wytłumaczyć różne zachowania człowieka w różnych sytuacjach i jest to zupełnie normalne.
Choć z drugiej strony, według psychologii wschodniej ( Abhidhamma ) nie ma czegoś takiego jak jaźń, a co z tego wynika - elementu "ja". Znika więc samoistnie problem wielojednostkowości w jednym ciele. Człowiek jest wtedy nieustającą rzeką wydarzeń, ciągłym procesem. Ciało i umysł są tutaj połączone w całość, co akurat mnie wydaje się jak najbardzie naturalne. Bardzo dobitnym tego przykładem są tz. choroby psychosomatyczne...

Pozdrawiam.


Wszyscy jesteśmy winni przestępstwa, ciężkiego przestępstwa: nie żyjemy pełnią życia - Henry Miller
Volrath (3440 punktów)
Co do konfliktów wewnętrznych i dysonansów to człowiem ma mechanizmy zabezpieczające przed tym. Nawet do tego stopnia, że w pewnym zakresie człowiek potrafi widzieć coś trochę innego niż jest po to (lub czegoś nie zauważać), by nie było dysonansu. Czyli pewne mechanizmy pozwalają na odchylenie od poprawności i zgodności z rzeczywistością na rzecz utrzymania spójności.

Jednak o pomyśle żeby człowiek składał się z wielu odrębnych osobowości nie słyszałem. Możesz nieco temat rozwinąć?
Viator Solus (217 punktów)
Ok. Spójrzmy na to np. od strony mechanizmu pamięci, sieci neuronowych itp.
Mózg tworzy niezliczoną ilość połączeń neuronalnych tworzących jednostki pamięci. Jednostki te łączą się w określone konfiguracje stanowiące bardziej złożone układy. Poprzez odświeżanie i powtarzanie takich połączeń dany układ utrwala się i powstaje w miarę stabilny zapis, jakby odcisk w plastelinie.

Taki zapis może być np. automatyzmem polegającym na tym, że gdy spotykasz się z drugą osobą i ona wyciąga rękę na powitanie, to bezwiednie robisz to samo. Takich automatyzmów istnieje prawie nieskończona ilość i tworzą one osobowość człowieka, decydują o tym jak człowiek się zachowuje.

Ważną, istotną cechą jest przy tym to w jaki sposób dany automatyzm zostaje wywołany. Zasada jest stara jak świat, czyli bodziec-reakcja. W powyższym przykładzie bodziec jest bardzo złożony. Ręka Wyciągnięta na powitanie musi być nieuzbrojona, osoba powinna być ci raczej znana lub sytuacja i otoczenie musi być związane z powitaniem. Mózg korzystając z informacji zmysłowych musi w niezwykle krótkim czasie dopasować informacje i zareagować. W niespełna sekundę w mózgu odtwarzane są duże ilości skojarzeń tworzących w końcowej postaci wynik, stan - reakcję.

Lecz co to ma wspólnego z wieloma osobowościami? Przecież to tylko opis funkcjonowania mózgu jednej osoby - tak może działać umysł jednej osoby. Gdzie tu wiele osobowości?

Otóż zamiana, rozbicie jednego umysłu na wiele umysłów jest przedstawieniem pewnej wałaściwości myślenia człowieka. Jedną z podstawowych funkcji rozumu jest przymus do zachowywania zgodności pomiędzy danymi docierającymi lub istniejącymi w umyśle. Człowiek nie znosi dysonansów i nie akceptuje sprzeczności. Dana rzecz nie może być dla człowieka jednocześnie kwadratem i kołem. Jeśli taka rzecz pojawiłaby się w polu widzenia to zostałaby pominięta i nieuświadomiona. W sytuacjach społecznych lub psychologicznych człowiek dysponuje mechanizmami filtrowania danych, racjonalizacji, usuwania i pomijania docierających doń faktów, itp.

Te mechanizmy sprzyjają utrwalaniu się dużych układów neuronalnych tworzących osobowości. Ponieważ świat jest zbyt skomplikowany i ma w sobie nazbyt wiele sprzeczności nie do pogodzenia, lub co najmniej będących niewygodnymi w określonych sytuacjach, dlatego człowiek musiał, dopasowując się do tego, stworzyć system wielu układów osobowości i mechanizm przełączania się między nimi.

Skrajne przykłady są bardzo dobre, więc pomyślmy o hitlerowskich katach mordujących gołymi rękami więźniów w obozach, a którzy wobec swoich dzieci byli nalepszymi rodzicami na świecie, którzy pieścili swoje zwierzątka domowe i dysponowali nienagannymi manierami przy stole. Jak wytłumaczyć takie skrajności. Jak można zabijać ludzi, babrać się w krwi, a po krótkim czasie bawić się z dziećmi w salonie?

Umożliwia to mechanizm przełączania się między stanami osobowości. Po przełączeniu się na inną osobowość następuje mniej lub bardziej zaawansowana amnezja poprzednich stanów uczuciowych i pamięciowych. Bodziec, jakim jest dom powoduje uruchomienie innej konfiguracji sieci neuronowej i pojawienie się innej osoby w umyśle. Odtworzone zostają potrzebne w danej sytuacji dane, a inne, sprzeczne nie mają dostępu do świadomości.

c.d.n.



szanuj wszystko, co reprezentuje to, czego pragniesz
zima_bez_ciastka
Po pierwsze jeśli chcesz poczytać sobie, o tym, o czym piszesz, to zajrzyj do Brechta (tego od 'Czekając na Godota' [często myle nazwiska, więc dopisuje]). Napisał on sztukę, która nazywała się Urodziny czy Taśmy (chyba pod dwoma nazwami funkcjonowała). Może to być rzucenie na zbyt głęboką wodę, więc wpierw możesz poczytać w glosach, o czym ona jest (język teatru jest specyficzny, więc kilka ułatwień nie zaszkodzi).

Co do Twojej teorii wieloosobowości. Aby udowodnić, że istnieje wiele oddzielnych osobowości w tym samym czasie musiałbyś podać ich granice. Niczego takiego nie robisz. Jesteśmy raczej hybrydą- w obrębie jednej osobowości są różne zestawy zachowań w zależności od sytuacji. Przy czym gdy zestaw jest rozbudowany i istnieje do niego kontrzestaw w podobnych do siebie sytuacjach można ulec złudzeniu, że istnieje dysonans w osobowości.
Pozdrawiam
rozumek
>Otóż zamiana, rozbicie jednego umysłu na wiele umysłów jest przedstawieniem pewnej wałaściwości myślenia człowieka. Jedną z podstawowych funkcji rozumu jest przymus do zachowywania zgodności pomiędzy danymi docierającymi lub istniejącymi w umyśle.
Człowiek nie znosi dysonansów i nie akceptuje sprzeczności. Dana rzecz nie może być dla człowieka jednocześnie kwadratem i kołem. Jeśli taka rzecz pojawiłaby się w polu widzenia to zostałaby pominięta i nieuświadomiona.
To jest cecha tylko umysłów odtwórczych, zniewolonych, nie umiejących pogodzić się z rzeczywistością. Inne, najpierw nie dowierzają własnym oczom, potem pytają inne umysły czy też widzą coś, co jest jednocześnie kwadratem i kołem, a potem to kwadratowe koło zaczynają używać.
Należę do tych szczęśliwców, którym udało się mieć w ręku kawałek elastomeru. Kiedyś było głośno o tym wynalazku, potem gdzieś zniknął. Elastomer, to tworzywo, które jednocześnie posiada dwie sprzeczne (najwyraźniej tylko pozornie) ze sobą właściwości : jest plastyczny bardziej niż plastelina i sprężysty jak kauczuk. Co z tego, że do dziś "nie mogę uwierzyć", że te cechy da się ze sobą połaczyć, skoro się da? Co z tego, że trzymając dziś w dłoni elastomer, nadal wydawałoby mi się, że gdy rzucę go na ziemię, to się na niej rozpłaszczy? Co z tego, skoro on się odbija pod sufit? Gdy zmysły zawodzą (w przypadku czegoś, co przekracza nasze doświadczenie, zawsze zawodzą), umiem pogodzić się z najbardziej nieprawdopodobną rzeczywistością. Umiem też weryfikować własne doznania (pytać innych). Po co zastępować je sprzecznymi z rzeczywistością, nienaruszalnymi przekonaniami?
> dlatego człowiek musiał, dopasowując się do tego, stworzyć system wielu układów osobowości i mechanizm przełączania się między nimi.
Nie wiem, po co mi taki "przełącznik".
>Skrajne przykłady są bardzo dobre, więc pomyślmy o hitlerowskich katach mordujących gołymi rękami więźniów w obozach, a którzy wobec swoich dzieci byli nalepszymi rodzicami na świecie, którzy pieścili swoje zwierzątka domowe i dysponowali nienagannymi manierami przy stole. Jak wytłumaczyć takie skrajności. Jak można zabijać ludzi, babrać się w krwi, a po krótkim czasie bawić się z dziećmi w salonie?
Oburzano się na film, przedstawiający Hitlera, jako człowieka. Mnie ten film nie oburza, bo nie wierzę, że był czymkolwiek innym, jak człowiekiem. Nie sadzę, aby musiał się przełączać. Istnieją po prostu ludzie działający irracjonalnie, którzy dla swoich mrzonek o uszczęśliwieniu bliskich, najbliższych i siebie, potrafią wszystkim spaskudzić życie (to ci, którzy jedyną drogę do szcześcia - lub osiągnięcia czegokolwiek innego - znajdują w zabraniu tego czegoś innym (choćby miana człowieka lub chrześcijanina).
>Umożliwia to mechanizm przełączania się między stanami osobowości. Po przełączeniu się na inną osobowość następuje mniej lub bardziej zaawansowana amnezja poprzednich stanów uczuciowych i pamięciowych. Bodziec, jakim jest dom powoduje uruchomienie innej konfiguracji sieci neuronowej i pojawienie się innej osoby w umyśle. Odtworzone zostają potrzebne w danej sytuacji dane, a inne, sprzeczne nie mają dostępu do świadomości.
Wypisz, wymaluj osobowość teisty (irracjonalnego fałszerza własnej osobowości).
Viator Solus (217 punktów)
Ad. Literatura.
Prawdopodobnie chodziło o Becketta i jego "Ostatnią taśmę Krappa"? Ale ja nie lubię zgadywać co autor miał na myśli.

Ad. Główny wątek.
Hmmm, nie sądzę, aby istnienie zauważalnych granic miałoby być warunkiem istnienia
oddzielnych osobowości. Poza tym osobowości te nie są aż tak odrębne. Pomijając przypadki schizofrenii, czy wielorakiej osobowości, u przeciętnego człowieka przenikają się i przejawiają się raczej nie tyle samodzielnie, co w grupach, wzajemnie przy tym na siebie
wpływając. Jedynie stworzenie w sobie i świadome wyodrębnienie kolejnej osobowości nadrzędnego obserwatora stojącego zawsze z boku ale na pierwszym planie daje możliwość obserwacji poszczególnych osobowości i dokonanie ich charakterystyki. Być może ten proces można określić kryptonimem "Gnothi seauton".

Poza tym, coż to jest osobowość? Z encyklopedii dowiadujemy się, że jest to "zbiór względnie stałych, charakterystycznych dla danej jednostki cech i właściwości, które wyznaczają jej zachowania i pozwalają odróżnić ją od innych."

Czyli osobowość określić można tylko na podstawie przejawianych przez człowieka zachowań. Osobowość to abstrakcyjne pojęcie stanowiące tylko użyteczny opis zjawisk. Mówiąc o osobowościach rozbijam jedno zjawisko na wiele poszczególnych zjawisk, które można łatwiej zbadać i określić ich wzajemne interakcje między sobą i światem zewnętrznym.

Wracając do meritum. Chciałbym w tym wątku podejść do osobowości pragmatycznie i zastosować metodę stosowaną do badania skomplikowanych zjawisk polegającą na odgadywaniu sensu zjawiska na podstawie jak najszerszego kontekstu, a następnie próbowaniu jego falsyfikacji i uzgadnianiu.

Zgadujmy więc, jaki może być jak najogólniejszy sens istnienia osobowości?

c.d.n.



szanuj wszystko, co reprezentuje to, czego pragniesz
zima_bez_ciastka
>Ad. Literatura.
>Prawdopodobnie chodziło o Becketta i jego "Ostatnią taśmę Krappa"? Ale ja nie lubię zgadywać co autor miał na myśli.
Tak. Sorki, ale mam pewną cechę szczególną przejawiającą się w tym, że przekręcam, mylę i przeinaczam nazwiska i nazwy własne (o ile nie mają powiązania typu logiczne wynikanie). Na egzaminach w czasie studiów powodowało to dość nieprzyjemne dla mnie sytuacje.
>Ad. Główny wątek.
>Hmmm, nie sądzę, aby istnienie zauważalnych granic miałoby być warunkiem istnienia oddzielnych osobowości.
Coś musi być takim warunkiem.
> Poza tym osobowości te nie są aż tak odrębne. Pomijając przypadki schizofrenii, czy wielorakiej osobowości, u przeciętnego człowieka przenikają się i przejawiają się raczej nie tyle samodzielnie, co w grupach, wzajemnie przy tym na siebie wpływając.
Proszę o wytłumaczenie na przykładzie.
> Jedynie stworzenie w sobie i świadome wyodrębnienie kolejnej osobowości nadrzędnego obserwatora stojącego zawsze z boku ale na pierwszym planie daje możliwość obserwacji poszczególnych osobowości i dokonanie ich charakterystyki. Być może ten proces można określić kryptonimem "Gnothi seauton".
Innymi słowy, przed snem wspominamy wydarzenia dnia minionego i wyodrębniamy powody swojego postępowania. Ok, zrobione.
>Poza tym, coż to jest osobowość? Z encyklopedii dowiadujemy się, że jest to "zbiór względnie stałych, charakterystycznych dla danej jednostki cech i właściwości, które wyznaczają jej zachowania i pozwalają odróżnić ją od innych."
>Czyli osobowość określić można tylko na podstawie przejawianych przez człowieka zachowań. Osobowość to abstrakcyjne pojęcie stanowiące tylko użyteczny opis zjawisk. Mówiąc o osobowościach rozbijam jedno zjawisko na wiele poszczególnych zjawisk, które można łatwiej zbadać i określić ich wzajemne interakcje między sobą i światem zewnętrznym.
Może by to nazwać rysami osobowości czy odcieniami osobowości, a nie samymi osobowościami? Pojęcie mnogości osobowości zdaje się być mylące.
...
>Zgadujmy więc, jaki może być jak najogólniejszy sens istnienia osobowości?
Jest to mechanizm podejmowania decyzji w sytuacjach wyboru. Istnienie takiego mechanizmu jest biologiczną koniecznością pozwalającą skrócić proces decyzyjny posługując się wcześniej ustalonym szablonem.
Pozdrawiam
Viator Solus (217 punktów)
>> Jedynie stworzenie w sobie i świadome wyodrębnienie kolejnej osobowości nadrzędnego obserwatora stojącego zawsze z boku ale na pierwszym planie daje możliwość obserwacji poszczególnych osobowości i dokonanie ich charakterystyki. Być może ten proces można określić kryptonimem "Gnothi seauton".
>Innymi słowy, przed snem wspominamy wydarzenia dnia minionego i wyodrębniamy powody swojego postępowania. Ok, zrobione.

Raczej miałem na myśli symultaniczną obecność jakby dwóch conajmniej osób w danym momencie, przy czym obserwator nie działa tylko ogląda. Np. kłócisz się, jesteś wzburzony, rzucasz wyzwiskami, przez twoją głowę przebiegają myśli na temat tej sytuacji, twoje ciało wypełnione jest adrenaliną a jednocześnie zdajesz sobie dokładnie i jasno sprawę z tego co i jak robisz. Nie miałem na myśli retrospekcji.

>>Zgadujmy więc, jaki może być jak najogólniejszy sens istnienia osobowości?
>Jest to mechanizm podejmowania decyzji w sytuacjach wyboru. Istnienie takiego mechanizmu jest biologiczną koniecznością pozwalającą skrócić proces decyzyjny posługując się wcześniej ustalonym szablonem.

Szablon? - Może być. Szablon osobowości dopasowuje się do czegoś, wypełnia coś, współgra ze środowiskiem. Lecz co się stanie, gdy nagle pojawią całkowicie odmienne warunki i dotychczasowy szablon zachowań nie będzie mógł spełnić swojej roli? Może to grozić naruszeniem bezpieczeństwa, a nawet doprowadzić do zagrożenia życia. Cóż w takim wypadku powinien wytworzyć elastyczny organizm? Nowy szablon. Ok. A co się stanie, gdy te dwa szablony będą tak skrajne, że nie będą mogły obok siebie istnieć?


szanuj wszystko, co reprezentuje to, czego pragniesz
zima_bez_ciastka
>>> Jedynie stworzenie w sobie i świadome wyodrębnienie kolejnej osobowości nadrzędnego obserwatora stojącego zawsze z boku ale na pierwszym planie daje możliwość obserwacji poszczególnych osobowości i dokonanie ich charakterystyki. Być może ten proces można określić kryptonimem "Gnothi seauton".
>>Innymi słowy, przed snem wspominamy wydarzenia dnia minionego i wyodrębniamy powody swojego postępowania. Ok, zrobione.
>Raczej miałem na myśli symultaniczną obecność jakby dwóch conajmniej osób w danym momencie, przy czym obserwator nie działa tylko ogląda. Np. kłócisz się, jesteś wzburzony, rzucasz wyzwiskami, przez twoją głowę przebiegają myśli na temat tej sytuacji, twoje ciało wypełnione jest adrenaliną a jednocześnie zdajesz sobie dokładnie i jasno sprawę z tego co i jak robisz. Nie miałem na myśli retrospekcji.
Wiem. Napisałem o tym, dlatego, że retrospekcja jest łatwiej osiągalna, a spełnia tę samą rolę.
Co do Twego opisu symultaniczności, czy istnieją źródła, skąd go wziąłeś? W sensie pisanych, albo jakaś tradycja.
>>>Zgadujmy więc, jaki może być jak najogólniejszy sens istnienia osobowości?
>>Jest to mechanizm podejmowania decyzji w sytuacjach wyboru. Istnienie takiego mechanizmu jest biologiczną koniecznością pozwalającą skrócić proces decyzyjny posługując się wcześniej ustalonym szablonem.
>Szablon? - Może być. Szablon osobowości dopasowuje się do czegoś, wypełnia coś, współgra ze środowiskiem. Lecz co się stanie, gdy nagle pojawią całkowicie odmienne warunki i dotychczasowy szablon zachowań nie będzie mógł spełnić swojej roli? Może to grozić naruszeniem bezpieczeństwa, a nawet doprowadzić do zagrożenia życia. Cóż w takim wypadku powinien wytworzyć elastyczny organizm? Nowy szablon. Ok. A co się stanie, gdy te dwa szablony będą tak skrajne, że nie będą mogły obok siebie istnieć?
Nowy szablon jest przystosowaniem do określonych warunków- nie sa to te same warunki, przynajmniej z początku. Jeśli nowy szablon sprawdzi się też w sytuacji ze starymi warunkami nastąpi wyparcie starego szablonu. Nie musi tak być. Szablony zachowania mogą być związane z określonymi warunkami, a nie być uniwersalnym wzorcem, wtedy nie kolidują ze sobą.
Pozdrawiam
sirhan (2 punktów)
Z waszych postów wynika, że nie ma czegoś takiego jak Ja-Ja. Istnieję tylko ja-uczeń, ja-brat, ja-kumpel. Nie wierzycie, że można być sobą? A jeśli tak - to jaką (którą?) osobowość mogę tak nazwać? Czy coś, co do tej pory uważałem za początek schizofrenii mam nazwać sobą? Czy raczej mam wnioskować, że nigdy nie dowiem się kim jestem, czego chcę? Nie napawa mnie to optymizmem, bo całe moje świadome (choć młode życie) szukam tych odpowiedzi...

No ale: "szukając prawdy, należy zakładać możliwość pomyłki" (przepraszam za brak autora tej myśli - nie znam). Na pocieszenie mam to, że możecie się mylić...
Viator Solus (217 punktów)
>Z waszych postów wynika, że nie ma czegoś takiego jak Ja-Ja. Istnieję tylko ja-uczeń, ja-brat, ja-kumpel. Nie wierzycie, że można być sobą? A jeśli tak - to jaką (którą?) osobowość mogę tak nazwać? Czy coś, co do tej pory uważałem za początek schizofrenii mam nazwać sobą? Czy raczej mam wnioskować, że nigdy nie dowiem się kim jestem, czego chcę? Nie napawa mnie to optymizmem, bo całe moje świadome (choć młode życie) szukam tych odpowiedzi...

Ależ zawsze jesteś sobą. To że istnieje wiele osobowości w człowieku, albo w innym ujęciu, że osobowość człowieka ma wiele aspektów nie znaczy, że trzeba wybierać jedno, a odrzucać drugie. Dla mnie taka złożoność jest czymś pozytywnym i świadczy o cudownej budowie i elastyczności ludzkiego umysłu. Za każdym razem jesteś sobą. Co znaczy, że nie można być sobą? Zawsze jest się sobą. A jeśli nie akceptuje się jakiejś strony swojej osobowości, jakiegoś zachowania, czy nawyku - to jest to już zupełnie inna sprawa. Ale i w tym przypadku wystarczy tylko odrobina cierpliwości wobec siebie i akceptacja wszystkich przejawów swojego istnienia.

Tak naprawdę, jeśli człowiek zgodzi się na koegzystencję w sobie różnych, zdawałoby się nawet sprzecznych osobowości, czy aspektów jednej osobowości, to można zdobyć w ten sposób mądrość życiową, bo po jakimś czasie może okazać się, że to co wydawało się ważne stało się nieistotne, to co złe sprawiło dobro, a to co dobre zamieniło się w zło, ale za jakiś czas znowu...

Jeśli obawiasz się schizofrenii bo dostrzegłeś w sobie różne "Ja", możesz zauważyć, że masz jedno nadrzędne "Ja", które potrafi rozróżnić tamte "Ja" i w ten sposób uczynić je bezsilnymi wtedy kiedy chce. W schizofrenii różne "Ja" są wtedy niebezpieczne, gdy na przemian wydzierają sobie berło i stając się na krótką chwilę ślepymi panami, tłuką nim po głowie na oślep pozostałych. Lecz ty, dostrzegając te różne "Ja" posiadasz już jedno "Ja", świadome tego co się dzieje i przez to nadrzędne nad nimi, więc możesz spać spokojnie.

pozdrowienia


szanuj wszystko, co reprezentuje to, czego pragniesz
Krisz
W zależności od sytuacji człowiek może
>być dobrym, rygorystycznym ojcem, wesołym pijaczkiem,
>knującym intrygi współpracownikiem, członkiem koła
>różańcowego, itp.

Zastanawiam dlaczego dzielisz jednostkę - która jest autonomiczną całością - na mniejsze elementy dla zabawy czy z jakiejś poważniejszej potrzeby? Bawiąc się swoimi myślami kontemplując ich oryginalność i odkrywczość tracimy z oczu to co najważniejsze czyli TO CO JEST tu i teraz. Wniknąć w to dogłębnie ozanacza już nigdy nie dzielić nie wartościować nie deliberować nad cieniami przeszłości a raczej żyć w zgodzie i jedności nie tylko ze soba ale ze wszystkim co nas otacza.
Viator Solus (217 punktów)
Nie jestem pewien, czy naprawdę człowiek jest autonomiczną, niepodzielną jednostką. Dlatego to robię.

pozdro


szanuj wszystko, co reprezentuje to, czego pragniesz
Krisz
>Nie jestem pewien, czy naprawdę człowiek jest autonomiczną, niepodzielną jednostką. Dlatego to robię.

errare humanum est!

pozdro

Wróć do listy wątków działu Nauka

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365