 |
Za co odpowiada system oświaty? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 06-05-2013 15:46 | Armindo (3273 punktów) (zablokowany) | Za co odpowiada system oświaty? | System oświaty to nie to samo, co szkolnictwo, co nie mienia faktu, że intelektualiści z prawa i lewa źródeł wszelkich nieszczęść, niepowodzeń i patologii społecznych upatrują w szkole. Jest to, jak można przypuszczać, bardzo wygodne. Warto jednak w tym miejscu zapytać, za co tak naprawdę odpowiada system oświaty? Czy system oświaty odpowiada za całość wychowania dzieci i młodzieży? Czy patologie życia społecznego zawsze należy patrzeć tylko i wyłącznie jako na porażkę systemu oświaty, a może to właśnie takie patrzenie na wzloty i porażki systemu oświaty samo w sobie jest patologią? Co jeszcze można zwalić na szkołę i nauczycieli w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku? Co ma nam zasłonić fantazja o wszechwładnym wpływie wychowawczym szkoły? Dlaczego tak łatwo ta fantazja przysłania nam niedomogi innych elementów systemu wychowawczego? Wątek zainspirowany fantazjami dwóch fantastów: www.tokfm.(*)j_mlodziezy___to_efekt.html#MT | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 | Adrian Trybek (339 punktów) | Żakowski naprawia oświatę i likwiduje faszyzm. | Zachęcam do przeczytania pogadanki koleżeńskiej panów Passenta i Żakowskiego: www.tokfm.(*)j_mlodziezy___to_efekt.html#MT Ten ostatni powiązał radykalizację poglądów młodzieży ("faszyzujące hordy") z systemem oświaty. Nie wyjaśnia jak doszedł do tego wniosku, ale pomijając banały ("nie wystarczy przyprowadzić konia do wodopoju, trzeba jeszcze go przekonać, żeby się napił") przepisuje lekarstwo: okroić program nauczania o połowę. Jednym słowem walka z faszyzmem i budowanie "pozytywnych więzi społecznych" przez produkcję jeszcze większych ignorantów.
|
|
 | Armindo (3273 punktów) (zablokowany) | Odp: Żakowski naprawia oświatę i likwiduje faszyzm. | Usunięte przez moderatora
|
|
 | 1 na 1 Armindo (3273 punktów) (zablokowany) |
Wyalienowani warszawscy intelektualiści patrzą na Polskę z wysokości swojego dobrobytu i opowiadają, co im się przyśniło. 
"Mój Boże! Jacy ci rozumni ludzie są głupi!" Beaumarchais
|
|
 | 2 na 2 | Borys Swoboda (1408 punktów) | > Ten ostatni powiązał radykalizację poglądów młodzieży ("faszyzujące hordy") z systemem oświaty.Ja też tak sądzę. Faszystowsko-opiekuńczy model społeczeństwa to taki, który w dużym stopniu przypomina więzienie albo armię: przymus, hierarchia, odgórna organizacja czasu i zajęć. Współczesna edukacja publiczna idealnie wpasowuje się w ten schemat. W czym nie ma nic dziwnego, jeżeli spojrzeć na fakt, że publiczne szkolnictwo w obecnej formie ma swoje początki w silnie zmilitaryzowanych Prusach. W faszyzującym wpływie szkoły nie chodzi o przekazywane treści, tylko o formę. Przede wszystkim: szkoła jest przymusowa. To powoduje, że dziecko jest od samego początku oduczane kontrolowania własnego życia. A poczucie braku kontroli i sprawstwa jest jednym z najważniejszych czynników powodujących depresje i nerwice. Dzieci są organizowane w ok. 30 osobowe kompanie. Wielce zaskakujące dla mnie było wyczytanie, że w grupach tej liczebności konformizm jest najsilniejszy: Cytat: Liczebność. W grupach trzyosobowych konformizm jest już stosunkowo silny. Bardzo silny jest w grupach siedmioosobowych. Potem nieznacznie rośnie, aż do trzydziestoosobowych grup, po czym zaczyna się zmniejszać. Zmniejszanie jest związane z tym, że w większych niż 30-osobowa grupa trudno jest o jednomyślność i jednostka nie ma już osobistych relacji ze wszystkimi członkami grupy.
Źródło: pl.wikipedia.org/wiki/Konformizm_normatywnyNaturalnie, dziecko nie może sobie wybrać swoich "towarzyszy broni", zupełnie jak w prawdziwym wojsku. A trzeba przyznać, że "towarzysze" to bardzo często wyjątkowo paskudna gromadka. Jak w każdym więzieniu, tak i tu najwyżej w kompanijnej hierarchii znajdują się osoby najbardziej bezwzględne, agresywne i zwyczajnie głupie. Wątpliwe, by z takim poziomem przemocy, chamstwa i bezwzględności można by się spotkać w przeciętnej grupie rówieśniczej, która spotyka się dobrowolnie. Dzieci oczywiście boją się nauczycieli i ich formularzy testujących. Od dziecka jest wpajany strach przed wyższą instancją. A że strach nie jest dobrym motywatorem jeżeli chodzi o naukę i kreatywność, dzieci uczą się, "byle zaliczyć". I oczywiście później zapomnieć. Dzieci muszą się uczyć tego, czego chce "siła wyższa" i wtedy, kiedy chce "siła wyższa". Nawet jeżeli dziecka dany temat zupełnie nie interesuje i nie wyniesie z niego absolutnie nic. W efekcie naturalna ciekawość dzieci jest tłamszona, dzieci są znerwicowane, apatyczne, dostają fobii szkolnej, na samodzielną edukację, edukację przez rodziców, wśród rówieśników albo po prostu edukację w SZKOLE, a nie w więzieniu, nie mają ani czasu, ani chęci, bo nauka została im skutecznie obrzydzona. A potem ludzie dziwią się, oglądając programy typu "surowi rodzice" albo "matura to bzdura". Współczesna szkoła publiczna jest instytucją anty-edukacyjną. > Nie wyjaśnia jak doszedł do tego wniosku, ale pomijając banały ("nie wystarczy przyprowadzić konia do wodopoju, trzeba jeszcze go przekonać, żeby się napił") przepisuje lekarstwo: okroić program nauczania o połowę.> Jednym słowem walka z faszyzmem i budowanie "pozytywnych więzi społecznych" przez produkcję jeszcze większych ignorantów. Taa, bo wiedza uczniów przyrasta wprost proporcjonalnie do ilości godzin spędzonych w szkole.
|
|
|  | Armindo (3273 punktów) (zablokowany) |
Bardzo ciekawe spostrzeżenia, jakkolwiek nietrudno byłoby wskazać kraje, gdzie istnienie podobnie zorganizowanego systemu oświaty do niczego takiego jak "faszyzujące hordy" nie doprowadziło.
"Mój Boże! Jacy ci rozumni ludzie są głupi!" Beaumarchais
|
|
| |  | 2 na 2 | Borys Swoboda (1408 punktów) | >Bardzo ciekawe spostrzeżenia, jakkolwiek nietrudno byłoby wskazać kraje, gdzie istnienie podobnie zorganizowanego systemu oświaty do niczego takiego jak "faszyzujące hordy" nie doprowadziło.
Zależy jak na to spojrzeć. To, co obecnie uważa się za normę, dla mnie jest umiarkowanym faszyzmem.
|
|
| | |  | 1 na 1 Armindo (3273 punktów) (zablokowany) |
>Zależy jak na to spojrzeć. To, co obecnie uważa się za normę, dla mnie jest umiarkowanym faszyzmem.
Umiarkowana wydra to prawie pies.
"Mój Boże! Jacy ci rozumni ludzie są głupi!" Beaumarchais
|
|
|  | 2 na 2 | Adrian Trybek (339 punktów) | Zupełnie nie potrafię zrozumieć pierwszej części wypowiedzi osadzonej na tezie, że "dziecko jest od samego początku oduczane kontrolowania własnego życia". Jeśli chodzi Panu o zakwestionowanie przymusu szkolnego jako zdobyczy cywilizacyjnej to nie ma sensu kontynuować rozmowy. > Taa, bo wiedza uczniów przyrasta wprost proporcjonalnie do ilości godzin spędzonych w szkole.Nie wiem czy zauważył Pan, ale lekarstwo proponowane przez dziennikarza Żakowskiego jest od dawna aplikowane. Doprowadziło do tego, że nawet na prestiżowych (w warunkach polskich) uczelniach, program pierwszego semestru jest tworzony (marnowany) tak by studenci mogli nadrobić zaległości. Ta slow school Żakowskiego od dawna działa i owocuje: www.youtube.com/watch?v=wNBc8xIht-UMam wrażenie, że takich ludzi bardzo łatwo będzie można uwieść skrajną retoryką, która serwuje proste odpowiedzi na pytania bardziej skomplikowane niż "2 metry to ile centymetrów?".
|
|
| |  | 1 na 1 | Borys Swoboda (1408 punktów) | > Jeśli chodzi Panu o zakwestionowanie przymusu szkolnego jako zdobyczy cywilizacyjnej to nie ma sensu kontynuować rozmowy.Proszę im opowiedzieć o "zdobyczy cywilizacyjnej": www.pomors(*)21/SZKOLABEZPRZEMOCY/908642429
|
|
| | |  | 1 na 1 |
| | |  | 1 na 1 | Adrian Trybek (339 punktów) | > >Jeśli chodzi Panu o zakwestionowanie przymusu szkolnego jako zdobyczy cywilizacyjnej to nie ma sensu kontynuować rozmowy.> Proszę im opowiedzieć o "zdobyczy cywilizacyjnej":> www.pomors(*)21/SZKOLABEZPRZEMOCY/908642429Oblicza się, że w 100 lat po wynalezieniu samochodu, na drogach z tego powodu zginęło 30 mln ludzi. Idąc Pana tokiem rozumowania należałoby zakazać tego środka transportu i wrócić do zaprzęgu z woźnicą. O ile bezpieczniej by było. Dwa świetne rozwiązania wszelkich problemów z edukacją: likwidacja obowiązku szkolnego albo obcięcie programu o połowę i stworzenie edukacyjnego fast foodu.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Borys Swoboda (1408 punktów) | >Oblicza się, że w 100 lat po wynalezieniu samochodu, na drogach z tego powodu zginęło 30 mln ludzi. Idąc Pana tokiem rozumowania należałoby zakazać tego środka transportu i wrócić do zaprzęgu z woźnicą. O ile bezpieczniej by było.
Jazda samochodem jest dobrowolna, panie poganiaczu niewolników.
|
|
6 na 6 | Ania. (14138 punktów) | Odp: Za co odpowiada system oświaty? | >System oświaty to nie to samo, co szkolnictwo, co nie mienia faktu, że intelektualiści z prawa i >lewa źródeł wszelkich nieszczęść, niepowodzeń i patologii społecznych upatrują w szkole. Jest to, >jak można przypuszczać, bardzo wygodne. Warto jednak w tym miejscu zapytać, za co tak naprawdę >odpowiada system oświaty? Czy system oświaty odpowiada za całość wychowania dzieci i >młodzieży? Oczywiście - nie. Główną rolę w wychowaniu odgrywają jednak rodzice. I to rodzice odpowiadają przede wszystkim za losy ich dzieci - bo jak inaczej mogłabym wyjaśnić sobie wychowanie zdolnego, uczciwego, myślącego człowieka w szkole, która jednocześnie produkuje setki bezmyślnych leni?
Coraz więcej oczekiwań stawianych jest szkole, coraz mniej rodzicom. Nie przeczę, że biorąc pod uwagę niechciejstwo rodziców lub brak kompetencji, ja również oczekuję, że szkoła będzie ratować sytuację, ale... ileż można.
Nauczyciele w GB buntują się i odmawiają uczenia dzieci korzystania z toalet. Bo trafiają do nich dzieci w pieluchach! No bez przesady!
Poza tym najważniejsze wartości jednak wynosi się z domu... Autorytet szkoły trudno odbudować, jeśli rodzice wpajają dziecku cwaniactwo, brak szacunku, lawiranctwo itd. Podobnie z humanitaryzmem - czego oczekiwać, jeśli tatuś uczy bicia innych?
|
|
 | Armindo (3273 punktów) (zablokowany) |
>Oczywiście - nie. Główną rolę w wychowaniu odgrywają jednak rodzice.
Rodzice? W każdym podręczniku pedagogiki są szczegółowo wymienione elementy systemu wychowawczego - od poziomu lokalnego do poziomu globalnego. Co może szkoła i rodzina wobec gospodarki czy polityki?
"Mój Boże! Jacy ci rozumni ludzie są głupi!" Beaumarchais
|
|
|  | 5 na 5 | Ania. (14138 punktów) | >>Oczywiście - nie. Główną rolę w wychowaniu odgrywają jednak rodzice. >Rodzice? W każdym podręczniku pedagogiki są szczegółowo wymienione elementy systemu wychowawczego - od poziomu lokalnego do poziomu globalnego. Co może szkoła i rodzina wobec gospodarki czy polityki? To, że w podręczniku, to jest mniej istotne od realiów.
Fakty są takie: zdecydowanie najbardziej intensywny rozwój emocjonalny i intelektualny odbywa się zanim dziecko trafi do szkoły. W wieku np. 8 lat trudno jest nauczyć dziecko mówić, bowiem podstawowe umiejętności składniowe nabywane są wcześniej - im później rozpoczyna się nauka mówienia, tym gorsze efekty - chociaż nauczenie słów może mieć całkiem dobre efekty. Słowem możemy spokojnie założyć, że umiejętności w tym zakresie kształtują się w okresie do 7-9 lat (podaję przedział, bowiem cechy osobnicze też należy wziąć pod uwagę). Skąd to wiemy? Na przykład z badań socjalizacji "dzikich dzieci".
Dalej - to samo dotyczy podstawowych relacji społecznych, a nawet światopoglądowych. Wcześnie wprowadzone sposoby myślenia utrwalają się najsilniej i trudniej z nimi walczyć. Po co innego uczy się dzieci religii? Dorosły przywykły do racjonalności nie łyknął by tego. Dlatego w systemach totalitarnych (i nie tylko) wdrażano indoktrynację dzieci jak najwcześniej. Spartanie np. odbierali dzieci rodzicom, wychowując je w specjalnych ośrodkach, po zakończeniu szkolenia wypuszczali gotowych żołnierzy (dotyczyło to z tego co pamiętam chłopców).
A co ma gospodarka do wychowywania? Niewiele. To nie system podatkowy nas kształtuje, a relacje międzyludzkie.
|
|
| |  | Armindo (3273 punktów) (zablokowany) |
>To, że w podręczniku, to jest mniej istotne od realiów.
To są realia i dlatego się o nich pisze. Wpływ tych realiów jest gigantyczny i widać to na każdym kroku. Świat się bardzo zmienił w ciągu ostatnich 10 lat, a przemiany, jakich doświadczyliśmy w ciągu ostatnich lat 20 są epokowe.
>Fakty są takie: zdecydowanie najbardziej intensywny rozwój emocjonalny i intelektualny odbywa się zanim dziecko trafi do szkoły.
To, jak będzie wyglądać najbliższe, tj. rodzinne, środowisko wychowawcze dziecka w tym wieku, nie zawsze zależy od rodziców. Rodzice są tak samo zagubieni i miotani współczesnymi przemianami na wszystkie strony, jak ich dzieci.
>A co ma gospodarka do wychowywania? Niewiele. To nie system podatkowy nas kształtuje, a relacje międzyludzkie.
Znalazłyby się zapewne i dowody na poparcie tezy zupełnie przeciwnej.
"Mój Boże! Jacy ci rozumni ludzie są głupi!" Beaumarchais
|
|
| |  | 5 na 5 | diogenes (42753 punktów) | >A co ma gospodarka do wychowywania? Niewiele.
Warto zwrócić uwagę na realację odwrotną: co ma wychowanie do gospodarki? Zdaje się, że bardzo dużo.
Sprzężenie zwrotne.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | |  | 6 na 6 | Ania. (14138 punktów) | >>A co ma gospodarka do wychowywania? Niewiele. >Warto zwrócić uwagę na realację odwrotną: >co ma wychowanie do gospodarki? >Zdaje się, że bardzo dużo. >Sprzężenie zwrotne. Wychowanie ma wpływ na wiele rzeczy. Na gospodarkę na pewno też.
Kolega dziwił się, że aby leczyć trzeba skończyć studia i zdać egzaminy. Żeby prowadzić samochód trzeba skończyć kurs i zdać egzaminy. A żeby wychowywać dzieci - nie potrzeba niczego. A to znacznie większa odpowiedzialność, niż w czasie prowadzenia samochodu...
|
|
| | | |  | Armindo (3273 punktów) (zablokowany) | >A żeby wychowywać dzieci - nie potrzeba niczego. A to znacznie większa odpowiedzialność, niż w czasie prowadzenia samochodu...
Z idealnymi rodzicami jest jak z jednorożcem - dużo by o tym można powiedzieć, ale nikt tego nie widział na oczy. Poza tym warto wspomnieć, że pomysł, jakoby za wychowanie młodego pokolenia odpowiadali głownie rodzice, jest całkiem świeży - jest to pomysł, który się rozpowszechnił we współczesnym zatomizowanym społeczeństwie, gdy naturalne więzi społeczne się po prostu rozpadły. Dzieci i młodzież, a nierzadko i dorosłych, zawsze wychowywała przede wszystkim społeczność. Dziś system społeczno-gospodarczy wymaga od wszystkich mobilności. Skutki są widoczne gołym okiem.
"Mój Boże! Jacy ci rozumni ludzie są głupi!" Beaumarchais
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Ania. (14138 punktów) | > >A żeby wychowywać dzieci - nie potrzeba niczego. A to znacznie większa odpowiedzialność, niż w czasie prowadzenia samochodu...> Z idealnymi rodzicami jest jak z jednorożcem - dużo by o tym można powiedzieć, ale nikt tego nie widział na oczy.A tu się mylisz - moja mama jest idealnym rodzicem
|
|
5 na 5 | Selanos (12869 punktów) | Jeżeli gdzieś miałbym się dopatrywać winy, to wskazałbym palcem na rodziców. Zaślepieni istnieniem tzw. systemu oświaty zrzucają odpowiedzialność za wychowanie dzieci właśnie na szkołę, a żadna instytucja nie może zastąpić rodziny.
Nie rozumiem idei systemu oświaty w Polsce. Egzaminy robi się tutaj tylko i wyłącznie po to, żeby wszyscy je zdali. Spora część uczniów nie posiada nawet jakiejś podstawowej wiedzy ogólnej, sporo kończy 12 lat edukacji, a w zasadzie w 100% opanowuje tylko umiejętność pisania, czytania i liczenia. To na pewno jest jakaś poprawa w stosunku do czasów, kiedy większość społeczeństwa to byli analfabeci, ale 12 lat na naukę czytania i pisania? To marnotrawstwo czasu i pieniędzy.
Nie jestem zwolennikiem publicznej edukacji, ale jeśli już ta publiczna edukacja ma być, to nadajmy jej jakiś sens. Moim zdaniem, powinno się wprowadzić na każdym roku podział na dwa poziomy: podstawowy i rozszerzony, tak żeby każdy mógł się uczyć we własnym tempie dostosowanym do swoich możliwości. Po drugie, znacznie zwiększyłbym liczbę szkół zawodowych, a liczbę liceów i techników utrzymywałbym na takim poziomie, żeby trafiali tam faktycznie tacy którzy chcą się uczyć i mają do tego odpowiednie możliwości. Bądźmy szczerzy, w tym kraju potrzeba wykwalifikowanych pracowników, a nie nadmiaru magistrów jaki mamy teraz. Kolejna sprawa: zlikwidowałbym gimnazja, a obowiązek szkolny którego też jestem przeciwnikiem (ale wiem że cudów nie zdziałam) zredukowałbym tylko do szkoły podstawowej. No i ostatnie: egzaminy. Powinny być trudniejsze, bo te obecne można zdać potrafiąc jedynie czytać ze zrozumieniem, wiedza za to nie jest wymagana.
I to samo na studiach. Na niektóre kierunki powinno się wprowadzić egzaminy wstępne, bo niektórzy "studenci" to intelektualny plankton który przeżywa studia zakuwając przed egzaminem, zdając to, a potem zapominając. A potem wypuszczamy rzesze idiotów którzy chcą wyglądać poważnie mając "mgr" przed nazwiskiem.
I nie zgadzam się z twierdzeniem, że system oświaty powinien odpowiadać za całość wychowania. Moim zdaniem oświata jest od przekazywania rzetelnej wiedzy, od uczenia, a nie od wychowywania. Wychowywanie to święte prawo rodziców. Ja nie chciałbym, żeby polski, skatolicyzowany system oświaty miał prawo do tego, żeby wychowywać moje dzieci. Niestety takie prawo istnieje w postaci obowiązku szkolnego. I to się tyczy wszelkich prób wpajania jakiejkolwiek ideologii, nie tylko katolicyzmu.
|
|
 | 2 na 2 | Ania. (14138 punktów) | Selanosie - niekiedy nie zgadzam się z Tobą, ale tym razem bardzo się zgadzam.
Chociaż dodam - jeśli płatne szkoły na kolejnych etapach, to koniecznie stypendia dla dzieciaków zdolnych, ambitnych, uczących się, a być może z ubogich rodzin. Tak, aby wyłuskać wartościowe dzieciaki, których szanse na starcie zmniejszają niegospodarni rodzice.
|
|
 | 2 na 2 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Jeżeli gdzieś miałbym się dopatrywać winy, to wskazałbym palcem na rodziców. Zaślepieni istnieniem tzw. systemu oświaty zrzucają odpowiedzialność za wychowanie dzieci właśnie na szkołę, a żadna instytucja nie może zastąpić rodziny. W pełni się zgadzam. Szkoła bez wsparcia rodziców nie na wiele się zda. >Nie rozumiem idei systemu oświaty w Polsce. Egzaminy robi się tutaj tylko i wyłącznie po to, żeby wszyscy je zdali. Spora część uczniów nie posiada nawet jakiejś podstawowej wiedzy ogólnej, sporo kończy 12 lat edukacji, a w zasadzie w 100% opanowuje tylko umiejętność pisania, czytania i liczenia. To na pewno jest jakaś poprawa w stosunku do czasów, kiedy większość społeczeństwa to byli analfabeci, ale 12 lat na naukę czytania i pisania? To marnotrawstwo czasu i pieniędzy. Dużo zdanych egzaminów dobre wyniki w sondażach. Szkół też nikt się nie czepia, egzaminy przecież uczniowie zaliczyli. Co do tego 100% opanowania umiejętności liczenia, pisania i czytania nie byłbym pewien. Czytanie ze zrozumieniem ciężko przychodzi niektórym osobom. >Nie jestem zwolennikiem publicznej edukacji, ale jeśli już ta publiczna edukacja ma być, to nadajmy jej jakiś sens. Moim zdaniem, powinno się wprowadzić na każdym roku podział na dwa poziomy: podstawowy i rozszerzony, tak żeby każdy mógł się uczyć we własnym tempie dostosowanym do swoich możliwości. Po drugie, znacznie zwiększyłbym liczbę szkół zawodowych, a liczbę liceów i techników utrzymywałbym na takim poziomie, żeby trafiali tam faktycznie tacy którzy chcą się uczyć i mają do tego odpowiednie możliwości. Bądźmy szczerzy, w tym kraju potrzeba wykwalifikowanych pracowników, a nie nadmiaru magistrów jaki mamy teraz. Kolejna sprawa: zlikwidowałbym gimnazja, a obowiązek szkolny którego też jestem przeciwnikiem (ale wiem że cudów nie zdziałam) zredukowałbym tylko do szkoły podstawowej. No i ostatnie: egzaminy. Powinny być trudniejsze, bo te obecne można zdać potrafiąc jedynie czytać ze zrozumieniem, wiedza za to nie jest wymagana. Bez współpracy z rodzicami, bez lepszych nauczycieli nie stawiałbym na sukces takiego podziału, choć ogółem pomysł zdaje się całkiem dobry. Zwiększenie liczby zawodówek to dobry pomysł, nie zaszkodziłoby też zadbać o to aby nie stały się przechowalnią marginesu. Co do gimnazjów zgoda. Co do egzaminów, to nie tyle o trudność chodzi, raczej o to, żeby oceniały umiejętności ucznia, nie to jak wpasował się w klucz. >I to samo na studiach. Na niektóre kierunki powinno się wprowadzić egzaminy wstępne, bo niektórzy "studenci" to intelektualny plankton który przeżywa studia zakuwając przed egzaminem, zdając to, a potem zapominając. A potem wypuszczamy rzesze idiotów którzy chcą wyglądać poważnie mając "mgr" przed nazwiskiem. Egzaminy wstępne by nie zaszkodziły, ale czy uczelniom pieniądze nie są przyznawane według liczby studentów? Jeśli tak to jest to część problemu. >I nie zgadzam się z twierdzeniem, że system oświaty powinien odpowiadać za całość wychowania. Moim zdaniem oświata jest od przekazywania rzetelnej wiedzy, od uczenia, a nie od wychowywania. Wychowywanie to święte prawo rodziców. Ja nie chciałbym, żeby polski, skatolicyzowany system oświaty miał prawo do tego, żeby wychowywać moje dzieci. Niestety takie prawo istnieje w postaci obowiązku szkolnego. I to się tyczy wszelkich prób wpajania jakiejkolwiek ideologii, nie tylko katolicyzmu. Dokładnie tak, w szkole powinno się przekazywać rzetelną wiedzę, nie przemycać różne ideologie. Nie miałbym jednak nic przeciwko wprowadzeniu etyki.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|