 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » ABC Racjonalisty
| Napisano | Autor | Tytuł | | 08-09-2008 15:07 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | Energia na Ziemi | Kiedy zaczynałem tu pisywać, byłem świeżo po lekturze Bóga Urojonego, gdzie znalazłem adres PSR. Jak pewnie niektórzy pamiętają, zacząłem od założenia kilku wątków, którymi testowałerm inteligencję i zdolność do racjonalnego myślenia uczestników tego forum, gdyż musiałem się upewnić, czy chcę wspierać PSR. Teraz gdy już jestem członkiem PSR, czas odświeżyć tamte wątki w formie czystej i klarownej, bez ukrytych intencji - w celu racjonalizacji przyszłej organizacji świata. Połączę w tym wątku dwa tamte swoje wątki: wegetarianizm i biopaliwa. Ale zacznę od kilku uwag o krążeniu energii na Ziemi. Często w publikacjach i książkach na ten temat można zobaczyć "kompletne" schematy obiegu energii, które wyglądają naukowo, ale grzeszą nadmiarem treści i brakiem zrozumienia dla zagadnienia. Nawiasem mówiąc, jednym z zadań PSR powinno być wspieranie popularyzatorów nauki, żeby racjonalniej podchodzili do swojej twórczości. Jednym ze sposobów racjonalizacji wykładu popularnonaukowego jest rezygnacja z niezredukowanych równań i nieskróconych ułamków. To jest oczywiście metafora. W bilansie energii chodzi o to, żeby zamiast pisać o tym, że energia słoneczna częściowo odbija się od chmur, część jej odbija się od lodowców, a pozostałą część życie wykorzystuje na równe sposoby, to żeby od razy skupiać się na tej energii, która nas interesuje i układać sobie obraz obiegu energii w prostszy i jaśniejszy sposób w głowie. Zacznijmy więc od trzech najważniejszych odnawialnych źródeł energii na powierzchni Ziemi: 1. Pochłanianie promieni słonecznych przez wodę i wilgotną glebę 2. Pochłanianie promieni słonecznych przez organizmy żywe 3. Pochłanianie promieni słonecznych przez baterie i elektrownie słoneczne wyprodukowane przez człowieka Zakończmy na celach konsumpcyjnych dla tej energii; A. Zaspokojenie potrzeb życiowych ludzi (pożywienie, woda, domy, ubrania, klimatyzacja) B. Zaspokojenie potrzeb energetycznych będących kosztami produkcji Przypomnijmy sobie na początek prawo fizyki mówiące, że podczas każdej przemiany energii, część tej energii rozprasza się i ginie bezpowrotnie. Mamy więc podstawowe kryterium racjonalności - ograniczanie liczby form pośrednich energii. Ideałem racjonalności jest np. jedzenie owoców i warzyw podczas którego nie ma żadnego etapu pośredniego przetwarzania energii - mamy B. 2. A., gdzie litera B. oznacza koszty produkcji rolniczej (nawozy, maszyny itd.) Mniej racjonalne jest jedzenie mięsa i nabiału, które wymaga kosztów produkcji w postaci hodowli zwierzęcej - mamy B. 2. B. A. - więcej etapów, większe marnotrawstwo. Równie długi jest ciąg związany z biopaliwami - B. 2. B. B. - drugie B. oznacza koszty wytwarzania biopaliwa. Jeżeli zrezygnujemy z biopaliw, to wystarczy nam np. ciąg B. 1. B. lub B. 3. B. - oba zaspokajające te same potrzeby produkcyjne (lub konsumpcyjne, np. ogrzewanie domu - zamiast biopaliwowego B. 2. B. A. wystarczy B. 1. A. lub B. 3. A.) - pierwsza litera B. oznacza koszty zbudowania elektrowni wodnej, wiatrowej lub słonecznej. Ten post jest oczywiście tylko pierwszym przybliżeniem - nie porównuję w nim kosztów pierwszego B. np. co jest bardziej kosztowne, czy rolnictwo czy budowanie elektrowni wodnych. Niemniej już w tym pierwszym przybliżeniu widać jednakową absurdalność hodowania zwierząt na jedzenie i wytwarzania pośredniej postaci energii zwanej biopaliwem. Innym zagadnieniem na tym pierwszym poziomie przybliżenia jest przetwarzanie enegii z 1. Co się dzieje z energią pochłoniętą przez parę wodną? Wcale nie jest tak, że całe to ciepło ucieka po skropleniu się pary. Część tej energii przekształca się w energię potencjalną a potem kinetyczną wiatrów, strumieni i rzek - stąd możliwość budowania elektrowni wodnych i wiatrowych. A co się dzieje w tą energią, jeśli nie ma elektrowni? Zamienia się w ciepło i huragany, które zamieniają się w ciepło. Prosty bilans energii pozwala nam zauważyć, że budując elektrownie wiatrowe i wodne, spowodujemy ochłodzenie klimatu i osłabienie niszczycielskiej siły huraganów, nawet bez ograniczania produkcji energii ze źródeł nieodnawialnych. To naprawdę niewielka dawka racjonalnego myślenia - prosty bilans energii - a w efekcie mamy prostą receptę na poprawienie naszego środowiska życia, które trudno już nazwać "naturalnym", a które może znów stać się naturalnym, pod warunkiem, że ta odrobina racjonalizmu zostanie zrozumiana przez zwykłych ludzi. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > ...testowałerm inteligencję i zdolność do racjonalnego myślenia uczestników tego forum, gdyż musiałem się upewnić...>> ... czas odświeżyć tamte wątki w formie czystej i> klarownej, bez ukrytych intencji - w celu racjonalizacji przyszłej organizacji świata...> Dla dobra ludzkości.
Pod Pałacem gdzieś, Kultury, siedział mędrzec od...wichury. Skrobał się klawiszem w palec By wymyśleć z czegoś smalec.
Myślał tak przez latek kilka ...może zacząć od motylka? Może takie bydle małe zaopatrzy ludzkość w smalec?
Może także ze słoneczka da się skroplić smalcu beczka? Albo- generalnie myśląc- skropli się antałków tysiąc?
Gdyby tak na Antarktydzie łapać wiatry, choć przez tydzień i z tych pędów atmosfery zacząć, hmmm, wyrabiać sery?
Myślał tak dla szczęścia ludzi, (no, i przy tym się nie nudził). Dobro bowiem tej planety w jego inwencji...niestety!
Gdy już spisał swe pomysły wybrał się do Real sklepu... Tam literek czary prysły: kupił smalec se... z marketu. Miłego dnia
|
|
 | 4 na 4 | plodzien (7378 punktów) | Ty krytykujesz ten post właściwie, A ja ci na to krótko odpowiem. Krótko, lecz myślę, że treściwie Co na to mówi ruskie przysłowie: "Rzek wszystkich wpław przepłynąć nie sposób Ani też wszystkich dziewcząt przelecieć, Lecz tę myśl proszę - dopuść do głosu, Że popróbować trzeba przecie!"  Pozdrawiam
|
|
|  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > ... testowałerm inteligencję i zdolność do racjonalnego myślenia uczestników tego forum, gdyż musiałem się upewnić...>> ... czas odświeżyć tamte wątki w formie czystej i> klarownej, bez ukrytych intencji - w celu racjonalizacji przyszłej organizacji świata...> Pisanki
Gdyby Stańczyk z Zygmuntami zgadzał się jak "ciepłe kluski", nikt by nie wpadł na pytanie: po co nam jest ten "Hołd Pruski"?
Gdyby nie trefnisiów gęby, ich dowcipu cięte "zęby", nikt by nie wpadł na pytanie: po co nam to wszystko, Panie?
W tych pytaniach sednem sprawy bywa "mądrość" tych, z "Warszawy", co w megalomanii wiankach paradują... jak w pisankach!
Miłego dnia
|
|
 | 2 na 2 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > kupił smalec se... z marketu.A ja nie używam smalcu. A do smarowania chleba używam majonezu - od razu jak tylko wprowadziłem tę zmianę do swojego życia zauważyłem, że chleb z majonezem jest smaczniejszy niż chleb z masłem. Dziękuję za piękny wiersz. Myślę, że tego rodzaju satyra jest świetną formą piętnowania mięsożerców i obłudników, a propagowania wegetarianizmu i racjonalizmu. Nie wyobrażam sobie racjonalisty, który by godził się na świadome bycie współsprawcą niszczenia środowiska. Najgorsze jest wlewanie do baku biopaliwa. Jeżeli istnieje wolny wybór, to człowiek myślący i uczciwy nie wleje do baku paliwa zawierającego dodatek biopaliwa, choćby nawet było to paliwo dotowane i tańsze. Mafia biopaliwowa rządzi - stąd system dotacji prowadzący do rabunkowej gospodarki, do niszczenia środowiska na Ziemi. Warto zauważyć, że racjonalista nie musi być wegetarianinem. Wegetarianizm jest oczywiście logicznie naturalną konsekwencją postawy racjonalnej, ale nie traktowany jako religia, tylko jako racjonalny wybór. Jeżeli ograniczymy o 90% spożycie produktów pochodzenia zwierzęcego, to uratujemy przyrodę Ziemi równie skutecznie, jak gdybyśmy zostali wegetarianami "prawdziwymi". Powiem więcej - jako racjonalista sądzę, że przejście na wegetarianizm jest tylko bardzo dobrym wyborem, ale jednak nie najlepszym. Jeszcze lepszym wyborem jest ograniczenie o 80-90% spożycia produktów pochodzenia zwierzęcego, w zależności od indywidualnych możliwości finansowych czy zdrowotnych. Ale najpewniejsze jest, że człowiek, który codziennie pożera kawał mięsa, nie może uważać się za racjonalistę. Gdybym miał np. na potrzeby PSR oceniać wiarygodność jakiegoś innego stowarzyszenia pod kątem, czy mają oni "światopogląd oparty na wiedzy naukowej, rozumie, doświadczeniu, oraz etyce świeckiej i humanistycznej", to jako papierka lakmusowego użyłbym pytań o ich poglądy na temat hodowli zwierząt i produkcji biopaliw, a nie na temat aborcji czy religii i roli Kościoła w państwie.
doku
|
|
|  | | stilgar (7322 punktów) | >>kupił smalec se... z marketu. >A ja nie używam smalcu. >A do smarowania chleba używam majonezu - od razu jak tylko wprowadziłem tę zmianę do swojego życia zauważyłem, że chleb z majonezem jest smaczniejszy niż chleb z masłem.
Ale zawartość cholesterolu jest w nim tak wielka, że na wszelki wypadek, zbadałbym sobie krew na twoim miejscu ( swoja droga, też wolę majonez do kanapek :> )
|
|
| |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > >>kupił smalec se... z marketu.> >A ja nie używam smalcu.> >A do smarowania chleba używam majonezu - od razu jak tylko wprowadziłem tę zmianę do swojego życia zauważyłem, że chleb z majonezem jest smaczniejszy niż chleb z masłem.> Ale zawartość cholesterolu jest w nim tak wielka, że na wszelki wypadek, zbadałbym sobie krew na twoim miejscu ( swoja droga, też wolę majonez do kanapek :> )Już od dawna używam (jeśli w ogóle "smaruję", co robię sporadycznie) majonezu do kanapek i to wcale nie ze względów ideologicznych (każdy kto łączy smarowanie chlebka z ideologią budzi moje...różnorakie podejrzenia). Cholesterol spożywam w innych/różnych postaciach bo- uważam- jest pyszny! Mięsożercą jestem i się tego nie wstydzę...uwielbiam steki oraz golonki z wszelkiej padliny preferując krówki, baranki i świnki, nie gardząc też "dojrzałym" ptactwem z wykluczeniem "nijakich" w smaku kurczaków + tutti frutti di mare. Gdzieś czytałem, że uzębienie człowieka wskazuje na jego WSZYSTKOŻERNOŚĆ* i dieta wyłącznie wegetariańska prowadzi do zaburzeń w organizmie- np. anemii- w wyniku braku w niej (diecie) witaminy B12, która występuje wyłącznie w produktach pochodzenia zwierzęcego. Zapotrzebowanie dorosłego człowieka na witaminę B12 wynosi około 1-2 μg na dobę.Smacznego  P.S. Aha, paliwo tankuję tanie bo moja racjonalność polega na tym, by żyć wybierając to, co dla mnie korzystne bez szkody dla innych. Wszelkie apele pt: "ograniczyć spożywanie"; "ograniczyć oddychanie"; "ograniczyć wiatry pustynne" oraz "przestać chuchać na zimne" uważam za... ideologicznie nieszkodliwe...tak, jak moje wierszyki  Pozdrawiam...nieograniczenie  *- choć moje wskazuje na: kleikojada
|
|
| | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > Gdzieś czytałem, że uzębienie człowieka wskazuje na jego WSZYSTKOŻERNOŚĆ Wszystkożerne są m.in. świnia i szczur. Nic nie mam do tych zwierzątek, jednak pewien dyskomfort psychiczny pozostaje  > i dieta wyłącznie wegetariańska prowadzi do zaburzeń w organizmie- np. anemii- w wyniku braku w niej (diecie) witaminy B12, która występuje wyłącznie w produktach pochodzenia zwierzęcego. Zapotrzebowanie dorosłego człowieka na witaminę B12 wynosi około 1-2 μg na dobę. Dieta, o której piszesz, to dieta wegańska. Jest nieracjonalna ze względów zdrowotnych tylko wtedy, gdy nie uzupełnia się niedoborów. Wegetarianie jedzą produkty odzwierzęce. Ja nie mam anemii, choć od lat nie jem mięsa; mój partner ma nawet za dobrą krew jak na taką dietę (i super cholesterol). Zabawne, że ludzie zaczynają dostrzegać problem niedoborów, kiedy mowa o wegetarianizmie. Jedzenie mięsa nie uwalnia od rozsądnego dobierania pokarmów (z dostępnych mi danych wynika wręcz, że to mięso jest raczej szkodliwe i jedząc je, należy mieć się na baczności). Piszesz o witaminie B12, jakby to była karta przetargowa, a przecież wystarczy wsunąć jedną chemiczną tabletkę dziennie zamiast naturalnej trucizny zawierającej tę witaminę.
Pozdrawiam
|
|
| | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > >Gdzieś czytałem, że uzębienie człowieka wskazuje na jego WSZYSTKOŻERNOŚĆ Wszystkożerne są m.in. świnia i szczur. Nic nie mam do tych zwierzątek, jednak pewien dyskomfort psychiczny pozostaje >Nie mam nic do żadnych zwierzą poza tym, że niektóre z nich bardziej lubię (!), co nie zmienia faktu wszystkożerności ssaka jakim jest człowiek. > Zabawne, że ludzie zaczynają dostrzegać problem niedoborów, kiedy mowa o wegetarianizmie.>Napisałem: "wyłącznie wegetariańska" w ogólnym tego słowa znaczeniu i nie dostrzegam problemu niedoborów tylko w jej kontekście, lecz w kontekście tematu wątku. Zmieniam na "wegańską" co nie zmienia faktu...jw. > Jedzenie mięsa nie uwalnia od rozsądnego dobierania pokarmów (z dostępnych mi danych wynika wręcz, że to mięso jest raczej szkodliwe i jedząc je, należy mieć się na baczności). Piszesz o witaminie B12, jakby to była karta przetargowa, a przecież wystarczy wsunąć jedną chemiczną tabletkę dziennie zamiast naturalnej trucizny zawierającej tę witaminę.>Jem bardzo instynktownie i na tym instynkcie się jeszcze nie zawiodłem. Uważam, że to co mi smakuje (bez przesady  ) jest z założenia dla mnie dobre. Mięso jem bardzo często i krew mam również "aż za dobrą" mimo wrodzonej sferocytozy. Miast chemicznych tabletek ("stilgar" ocenił tabletki jednoznacznie w kontekście wątku i się z nim zgadzam) wolę jeść mięso które mi służy i smakuje, lecz nikomu nie zabraniam tabletek  Nie piszę o Vit. B jako karcie przetargowej, ale idąc tropem Twojej myśli można wykombinować wiele takich...tabletkowych zamienników...tylko po co? Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | >Napisałem: "wyłącznie wegetariańska" w ogólnym tego słowa znaczeniu i nie dostrzegam problemu niedoborów tylko w jej kontekście, lecz w kontekście tematu wątku.
Właśnie w kontekście tematu wątku niedobory witaminy B12 to pikuś. Szkody powstałe przez hodowlę zwierząt są większe niż powstałe z niedoborów. Łatwiej połknąć tabletkę niż wyprodukować dodatkowe jedzenie dla ludzi głodujących z powodu tych hodowli i marnowanej tam energii.
>Jem bardzo instynktownie i na tym instynkcie się jeszcze nie zawiodłem.
Jak chyba każdy. Różnica w tym, że mój instynkt odrzuca zwierzęce zwłoki na korzyść np. czekolady. Szkoda tylko, że tego zwierzęcia sam nie upolujesz.
Pozdrawiam
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > Dieta, o której piszesz, to dieta wegańska. Jest nieracjonalna ze względów zdrowotnych tylko wtedy, gdy nie uzupełnia się niedoborów. Wegetarianie jedzą produkty odzwierzęce.>
Napiszę Ci całkiem szczerze choć- mam nadzieję- bez "szowinistycznego" zacięcia: gdy słucham o dietach przeróżnego autoramentu (nie mylić z dietami stricte leczniczymi, zaleconymi przez lekarzy) typu: dieta wegańska, 1000 kcal, wegetariańska, szwedzka, witariańska, frutariańska, Cambridge, Oxford, filipińska czy "wielka pardubicka"* to mam natychmiastowe skojarzenie, że fani tychże mają jakieś problemy i zupełnie nie mam na myśli problemów trawiennych.
Że nie wspomnę o przemyśle "około dietowym".
Przychodzą mi także na myśl- pewnie bez związku- różnego typu sekty.
Pozdrawiam
*- oraz sześćdziesiąt trzy tysiące innych, tak "cudownych" jak "ideologicznych".
|
|
| | | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) |
Każdy temat można wypaczyć, nawet sposobu odżywiania. Można wsadzić tu ideologię, i będzie to wyglądać "sekciarsko". Niedawno leżałam w szpitalu i oczywiście zostawiałam na talerzu wszelkie mięsiwa; w końcu zauważono to i zapytano, czy jestem wegetarianką, bo takie rzeczy trzeba zgłaszać, to oni wtedy wpisują mi odpowiednią dietę. Chciałam odpowiedzieć "nie, ja po prostu nie lubię mięsa", ale co się będę wygłupiać... Wpisali mi dietę i okazało się, że zamiast mięsa dostaję np. jajko, co w standardzie nie jest przewidziane. A przecież mięsożerca też powinien jeść jajka. Dość dygresji. Możemy nie używać słowa "dieta". Chodzi tu po prostu o zaprzestanie marnotrawstwa, jakim jest hodowla zwierząt na mięso. Jeśli jednak lubisz takie jedzenie, nie będzie nieracjonalnym upolowanie w tym celu dzika w pobliskim lesie.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > Możemy nie używać słowa "dieta". Chodzi tu po prostu o zaprzestanie marnotrawstwa, jakim jest hodowla zwierząt na mięso . Jeśli jednak lubisz takie jedzenie, nie będzie nieracjonalnym upolowanie w tym celu dzika w pobliskim lesie .>Taaak... Z góry przepraszam, że nie odniosę się zbyt "merytorycznie" do argumentów, lecz uważam je za zbyt "sekciarskie" (wg Pani sugestii) by się zdobyć na coś innego (czyt.: groch o "sektę"). Właściwie pozostaje tylko życzyć udanego grzybobrania, zbierania ziół oraz miodu z dziewiczych barci leśnych, oraz zbierania chrustu na opał i jaków pod przepaścią... w Tybecie. Aha, proszę też zrezygnować z bananów przywożonych statkami napędzanymi nieracjonalnie spalaną ropą naftową, lub używać w tym celu żaglówek. Pozdrawiam serdecznie  Ps. Zapomniałbym o jagodobraniu, najlepiej przy melodii "Monkberry Moon Delight" odtwarzanej z gramofonu na Holzgas. Pytanie tak retoryczne jak poza konkursem: oczywiście ma Pani radio (tv, tel., mikser, komp... itp.) na pedały?
|
|
| | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > statkami napędzanymi nieracjonalnie spalaną ropą naftową
A co jest nieracjonalnego w napędzie spalinowym? Czyżbyś nie znał tego argumentu o samochodach i koniach? Gdzieś już go tu użyłem.
>używać w tym celu żaglówek.
Żagle nie są zupełnie wyeliminowane. Czytałem o nowych rozwiązaniach hybrydowych na statkach - gdy wiatr jest sprzyjający, stawia się żagle i ogranicza moc silników, nie pamiętam tylko, czy to był tylko projekt czy już realizacja. Wiem, że takie hybrydowe statki były z pewnością używane w przeszłości i wiem, że dzisiaj opłaca(łoby) się dodawać żagle do wyposażenia niektórych współczesnych okrętów.
doku
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | >> statkami napędzanymi nieracjonalnie spalaną ropą naftową >A co jest nieracjonalnego w napędzie spalinowym? Czyżbyś nie znał tego argumentu o samochodach i koniach? Gdzieś już go tu użyłem. >
Najmocniej przepraszam...tego argumentu nie zdążyłem zapisać w swoim, ozdobnym albumie pod tytułem AAN (Antologia Argumentów Niezbitych).
|
|
| | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >albumie pod tytułem AAN (Antologia Argumentów Niezbitych).
Bardzo dobry pomysł, wart plusa. Środowisko racjonalistów powinno dysponować takim odpowiednikiem tego, co miało by taką rangę w swoich dyscyplinach, jak w matematyce mają twierdzenia i dowody.
doku
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > > Możemy nie używać słowa "dieta". Chodzi tu po prostu o zaprzestanie marnotrawstwa, jakim jest hodowla zwierząt na mięso . Jeśli jednak lubisz takie jedzenie, nie będzie nieracjonalnym upolowanie w tym celu dzika w pobliskim lesie .>Taaak...> Z góry przepraszam, że nie odniosę się zbyt "merytorycznie" do argumentów, lecz uważam je za zbyt "sekciarskie" (wg Pani sugestii) by się zdobyć na coś innego (czyt.: groch o "sektę").> Właściwie pozostaje tylko życzyć udanego grzybobrania, zbierania ziół oraz miodu z dziewiczych barci leśnych, oraz zbierania chrustu na opał i jaków pod przepaścią... w Tybecie.Śmieszne są efekty, gdy racjonalne argumenty zderzają się z nieracjonalnymi upodobaniami - nagle okazuje się, że racjonalne myślenie zostaje nazwane "sekciarstwem" i w ogóle robi się wesoło. Od razu przypomina się wyznanie któregoś z człobnków PSR, który przyznał się do palenia i w tym samym miejscu ocenił to swoje palenie jako nieracjonalne postępowanie. To jedna z cech wyróżniających racjonalistę - umiejętność dostrzenia nieracjonalnego postępowania u siebie samego.
doku
|
|
| | | | | | | |  | |
| | | | | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | >Z góry przepraszam, że nie odniosę się zbyt "merytorycznie" do argumentów, lecz uważam je za zbyt "sekciarskie" (wg Pani sugestii) by się zdobyć na coś innego (czyt.: groch o "sektę").
Przeprosiny przyjęte. Może jednak warto pozbyć się uprzedzeń i zastanowić się nad tymi argumentami. Może chociaż małe uzasadnienie, dlaczego zbyt "sekciarskie"? Czy rozważanie marnotrawstwa energii życiowej jest zbyt "sekciarskie"? Co do bananów, masz rację. To też można przemyśleć. Sprowadzanie roślin przy zużyciu tak cennej ropy... Przecież bez bananów przeżyjemy. Nie chodzi wszak o to, co zużywamy, ale co przez to otrzymujemy. Na produkcję pożywienia roślinnego też "idzie" trochę energii, ale czemuś to służy. Dzięki temu nie musimy chodzić na grzybobrania w celu przeżycia. W rozsądnych granicach korzystanie z dóbr Ziemi wydaje się słuszne. Według mnie (i nie tylko) hodowla zwierząt na mięso to przekroczenie tej granicy. Soja, którymi się je karmi, mogłaby wykarmić wielu ludzi, których na to mięso nie byłoby stać. Gdzie tu ideologia i emocje? Jeszcze ani razu nie powołałam się na najbardziej chyba emocjonalne w tym wypadku "one cierpią itd". Nie trzeba, fakty mówią same za siebie.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | >> Przecież bez bananów przeżyjemy. Nie chodzi wszak o to, co zużywamy, ale co przez to otrzymujemy. Na produkcję pożywienia roślinnego też "idzie" trochę energii, ale czemuś to służy. Dzięki temu nie musimy chodzić na grzybobrania w celu przeżycia. W rozsądnych granicach korzystanie z dóbr Ziemi wydaje się słuszne. Według mnie (i nie tylko) hodowla zwierząt na mięso to przekroczenie tej granicy. Soja, którymi się je karmi, mogłaby wykarmić wielu ludzi, których na to mięso nie byłoby stać.>
Znowu przepraszam, że nie będzie to wypowiedź stricte merytoryczna*, lecz miałbym do Ciebie tylko jedno pytanie, w którym pojawi się słowo "szczerość", będące, chyba, szczytem irracjonalizmu (choć nie dla mnie) :
czy możesz odpowiedzieć szczerze na pytanie, jaka była u Ciebie kolejność zdarzeń: najpierw dostrzegłaś nieracjonalność hodowli zwierząt oraz korzyści jakie przyniosłoby jej (produkcji) zaprzestanie - czyli korzyści dla ludzi głodujących + globalnie pożyteczną oszczędność energii + inne... i w wyniku tych spostrzeżeń przejście na wegetarianizm...czy odwrotnie?
Czy może jeszcze inaczej?
Pozdrawiam
*- chyba staję się specem od niemerytorycznych tekstów
|
|
| | | | | | | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) |
Odpowiedź będzie bardziej złożona. Pisałam już, jak to u mnie jest z tą "dietą". Mój organizm nie cierpi tzw. mięsa, aczkolwiek zanim nie zaczęłam się zastanawiać nad "racjonalizmem" hodowania na mięso i jedzenia zwierząt, czasem jadałam (z przymusu) takie rzeczy. Teraz nie robię tego w ogóle, lecz wynika to nie tyle z refleksji, co z gustu. Mam nadzieję, że racjonalne argumenty nie straciły w Twoich oczach tylko przez moje upodobania smakowe. Gdybym lubiła mięso, prawdopodobnie też bym z niego zrezygnowała, podobnie jak coś jem lub nie jem ze względów zdrowotnych (czyli też racjonalnych).
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > Odpowiedź będzie bardziej złożona . Pisałam już, jak to u mnie jest z tą "dietą". Mój organizm nie cierpi tzw. mięsa, aczkolwiek zanim nie zaczęłam się zastanawiać nad "racjonalizmem" hodowania na mięso i jedzenia zwierząt, czasem jadałam (z przymusu) takie rzeczy. Teraz nie robię tego w ogóle, lecz wynika to nie tyle z refleksji, co z gustu.>
Mój organizm uwielbia mięso. Wiem skądinąd, że większość ludzi lubi mięso i wynika to nie z refleksji, lecz z gustu.
>>Mam nadzieję, że racjonalne argumenty nie straciły w Twoich oczach tylko przez moje upodobania smakowe.>
Nigdy nie zyskały, gdyż ocieplanie/oziębianie klimatu uważam za cykliczne (nie będę wklejał linków, są ogólnie dostępne i dość liczne).
Twój wegetarianizm dla biednych głodujących też nie ma żadnego wpływu, i nie będzie miał, gdyż obowiązują prawa rynku a nie prawa wegetarian.
Biedni głodujący, jeśli się wzbogacą, natychmiast zaczną jeść mięso, bo większości- z tego co wiem- po prostu ono smakuje.
>>Gdybym lubiła mięso, prawdopodobnie też bym z niego zrezygnowała, podobnie jak coś jem lub nie jem ze względów zdrowotnych (czyli też racjonalnych).>
Lubię jeździć na ryby choć nie wyszukuję argumentów za "racjonalnością zbierania pod wodospadem śledzi upadłych" i wpływie mojego wędkarstwa na losy Galaktyki.
Rozumiem, że ktoś czegoś nie lubi, lecz dorabianie do tego ideologii oraz wyszukiwanie globalnych argumentów "za" uważam za sekciarskie i upatruję w emocjach a nie racjach.
Twój styl pisania i używane terminy również sugerują znaczną przewagę emocji nad racjami.
Prawdopodobnym jest, że ktoś lubi wodorosty, lecz sztuczne przerabianie tychże wodorostów na zieleninę o smaku schabowego jest sekciarstwem..nie byłoby, gdyby lubił glony o smaku glonów
Twoja odpowiedź jest nie tyle złożona co mętna.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > ocieplanie/oziębianie klimatu uważam za cykliczne
To bez znaczenia, gdyż kwestia produkcji biopaliw i jedzenia mięsa dotyczy proporcji między powierzchnią lasów a powierzchnią zajętą pod rolnictwo. Mój wątek nie ma na celu wywoływanie tego rodzaju kontrowersji, jak np. cykle klimatyczne. Ja tylko zauważam niekwestionowany fakt, że na świecie marnuje się energię z roślin. Dodam tylko, że wskutek tego jest coraz mniej lasów, a coraz więcej obszarów rolniczych, ponieważ rolnictwo coraz więcej ziemi zajmuje na uprawę na potrzeby biopaliw i na pasze dla hodowców zwierząt.
Skupmy się tym, co najważniejsze i najpewniejsze - wycięcie lasów będzie miało fatalne skutki dla zdrowia naszych dzieci i wnuków, niezależnie od tego, jak zmieni się klimat
doku
|
|
| | | | | | | | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > Odpowiedź będzie bardziej złożona . Pisałam już, jak to u mnie jest z tą "dietą". Mój organizm nie cierpi "tzw. mięsa" , aczkolwiek zanim nie zaczęłam się zastanawiać nad "racjonalizmem" hodowania na mięso i jedzenia zwierząt, czasem jadałam (z przymusu) takie rzeczy. Teraz nie robię tego w ogóle, lecz wynika to nie tyle z refleksji, co z gustu.>
Mój organizm uwielbia mięso. Wiem skądinąd, że większość ludzi lubi mięso i wynika to nie z refleksji, lecz z gustu właśnie.
>>Mam nadzieję, że racjonalne argumenty nie straciły w Twoich oczach tylko przez moje upodobania smakowe.>
Nigdy nie zyskały, gdyż ocieplanie/oziębianie klimatu uważam za cyklicznie naturalne (nie będę wklejał linków, są ogólnie dostępne i dość liczne).
Twój wegetarianizm dla głodujących i biednych też nie ma, i nie będzie miał żadnego znaczenia, gdyż obowiązują prawa rynku (popyt-podaż), a nie prawa wegetarian.
Biedni głodujący, jeśli się wzbogacą wskutek Twoich rad, natychmiast zaczną jeść mięso, bo większości- z tego co wiem- po prostu ono smakuje. Wzbogacony głodujący natychmiast pójdzie kupić sobie golonkę lub schabik... założysz się?
>>Gdybym lubiła mięso, prawdopodobnie też bym z niego zrezygnowała, podobnie jak coś jem lub nie jem ze względów zdrowotnych (czyli też racjonalnych).>
Rozumiem, że ktoś czegoś nie lubi, lecz dorabianie do tego ideologii oraz wyszukiwanie globalnych argumentów uważam za sekciarskie i upatruję w emocjach a nie racjach.
Prawdopodobnym jest, że "ktoś" lubi wodorosty, lecz sztuczne przerabianie tychże wodorostów na zieleninę o smaku schabowego pachnie sekciarstwem na 100 kilometrów..nie byłoby takie, gdyby ten "ktoś" lubił wcinać, np. glony o smaku glonów.
Dokowski- z którym masz dość zbieżne poglądy w tym temacie- podał (pewnie żartem) sugestywny przykład w oszczędzaniu energii... zbieranie chrustu na opał oraz jaków na mięso, pod przepaściami Tybetu... Można też leżeć pod palmą i czekać aż piorun strzeli w kokos, by się najeść wiórków kokosowych... ale po co?
Lubię, np., jeździć na ryby lecz nie wyszukuję argumentów za "racjonalnością zbierania pod wodospadem śledzi upadłych" i wpływie mojego wędkarstwa na losy Galaktyki. Po prostu lubię i już!
Twoja odpowiedź jest nie tyle złożona co mętna, a afektowany dobór określeń (zwłoki, gnicie, "tzw mięso"...itd) (w całej dyskusji) sugeruje znaczną przewagę emocji nad racjami.
Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > Dieta, o której piszesz, to dieta wegańska. Jest nieracjonalna ze względów zdrowotnych tylko wtedy, gdy nie uzupełnia się niedoborów. Wegetarianie jedzą produkty odzwierzęce. Ja nie mam anemii, choć od lat nie jem mięsa; mój partner ma nawet za dobrą krew jak na taką dietę (i super cholesterol). Zabawne, że ludzie zaczynają dostrzegać problem niedoborów, kiedy mowa o wegetarianizmie. Jedzenie mięsa nie uwalnia od rozsądnego dobierania pokarmów (z dostępnych mi danych wynika wręcz, że to mięso jest raczej szkodliwe i jedząc je, należy mieć się na baczności). Piszesz o witaminie B12, jakby to była karta przetargowa, a przecież wystarczy wsunąć jedną chemiczną tabletkę dziennie zamiast naturalnej trucizny zawierającej tę witaminę.>Jeszcze gwoli mojego, "instynktownego" jedzenia. W wątku "papież a rozum" napisałaś: > My ów rozum po prostu stosujemy, o tak o, bez ceregieli. Widzę, że u Ciebie to jakiś niecodzienny i skomplikowany proces, o którym by można godzinami...>Ja tak właśnie jem...po prostu jem bez ceregieli to, na co mam apetyt i tak, jak Ty (ja, chyba też  ) stosujesz rozum. Od zawsze preferuję ciemne mięsa typu baranina czy wołowina i kiedyś (niedawno) przeczytałem, że dla mojej grupy krwi takie właśnie są "najwłaściwsze"... mój organizm przy pomocy apetytu o tym po prostu "wiedział". Napisałaś także: > "Oczywiście, możesz cały dzień siedzieć na kanapie i rozumem hamować swój zwierzęcy instynkt zjedzenia czegoś , ale gdzie w tym sens? ">...no właśnie?- jak to się ma do reszty Twojej argumentacji? > ... mój partner ma nawet za dobrą krew jak na taką dietę ...>Jasne...ale czemu jak na "taką" dietę ?  > jedną chemiczną tabletkę dziennie zamiast naturalnej trucizny zawierającej tę witaminę.>Nie słyszałem o grożącej pandemii z powodu jedzenia mięsa...?- powiem inaczej: znam gorsze "naturalne trucizny" niż mięso  Odniosłem wrażenie, iż cała Twoja argumentacja jest "ideologiczna" i trochę "zamiast" a jedzenie: > u Ciebie to jakiś niecodzienny i skomplikowany proces, o którym by można godzinami...>Sympatyczne pozdrówka
|
|
| | | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > jak to się ma do reszty Twojej argumentacji? To już Ci napisałam wyżej. Nigdy nie twierdziłam, że człowiek nie powinien jeść mięsa. Jeśli lubi, jeśli jest niemal "uzależniony"... Część dietetyków uważa mięso za używkę. Ostatnio taki osąd przeczytałam o czekoladzie. Nie oddałabym czekolady za nic, więc nie gardzę ludźmi, którzy nie mogą odmówić sobie kiełbasy. Uważam jednak, że mięso na dłuższą metę nie jest zdrowe, a jego masowa produkcja również przynosi więcej szkody niż pożytku. Czyli - z każdej strony mamy antyracjonalizm. Uważam, że każdy powinien to przemyśleć. > Jasne...ale czemu jak na "taką" dietę ?  Temu, że prawie wszyscy uważają wegetarian za wątłych i bladych anemików (stereotyp). > Nie słyszałem o grożącej pandemii z powodu jedzenia mięsa...?- powiem inaczej: znam gorsze "naturalne trucizny" niż mięso  Oczywiście gdyby to była jakaś straszna trucizna dawno byśmy wymarli  Jednak gnijące zwłoki w jelitach plus hormony i antybiotyki z hodowli to nie jest raczej szczyt zdrowia. Nie ma w tym nic z ideologii; mam nadzieję, że Twoje pierwsze, błędne wrażenie już przeminęło 
Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > >Nigdy nie twierdziłam, że człowiek nie powinien jeść mięsa. Jeśli lubi, jeśli jest niemal " uzależniony ">Jakbym nie "oglądał" tego "uzależnienia" to wychodzi mi...duże zaangażowanie emocjonalne piszącego to słowo (by uniknąć "ideologizowania") > Część dietetyków uważa mięso za używkę.>Opinie takich "dietetyków" znalazłem tylko na stronach "wegetariańskich"  > >Nie oddałabym czekolady za nic, więc nie gardzę ludźmi, którzy nie mogą odmówić sobie kiełbasy. >No tak, pewnie nawet od nienawiści jesteś daleka? > >Uważam jednak, że mięso na dłuższą metę nie jest zdrowe przynosi więcej szkody niż pożytku. >Ja uważam, że jest odwrotnie  . > >Czyli - z każdej strony mamy antyracjonalizm.>Dla mnie to co piszesz jest irracjonalnym uprzedzeniem z powodów jw w nawiasie. > >Uważam, że każdy powinien to przemyśleć.>Owszem, też uważam, że można to przemyśleć lecz nie widzę powodów do referendum. > >Oczywiście gdyby to była jakaś straszna trucizna dawno byśmy wymarli Jednak gnijące zwłoki w jelitach plus hormony i antybiotyki z hodowli to nie jest raczej szczyt zdrowia...>...w odróżnieniu od Himalajów tężyzny w wyniku gnicia roślin w jelitach wspomaganych chemicznymi tabletkami. (np Vit. B12)  > >Nie ma w tym nic z ideologii; mam nadzieję, że Twoje pierwsze, błędne wrażenie już przeminęło>Emocjonalny ton Twej wypowiedzi podkreślony kilkoma "gnijącymi uzależnieniami" wraz z sugestywnym apelem do ludzkości o "przemyślenia" ...skłania mnie do zapewnienia Cię, że moje pierwsze wrażenie się umocniło- choć się nie upieram przy jego prawdziwości- i nie dostarczasz argumentów pozwalających wykluczyć (lub choćby podważyć) jego prawdziwość...wręcz przeciwnie. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > Jakbym nie "oglądał" tego "uzależnienia" to wychodzi mi...duże zaangażowanie emocjonalne piszącego to słowo (by uniknąć "ideologizowania") "Uzależnienie" nie jest słowem wskazującym na emocje. Mięso zwierząt hodowanych w ciężkich warunkach zawiera dużo adrenaliny, więc może uzależniać tak samo jak np. hazard. > Opinie takich "dietetyków" znalazłem tylko na stronach "wegetariańskich"  Masz rację, jednak nie ma się co dziwić. Czy uzależnieni chełpią się swym stanem?  > No tak, pewnie nawet od nienawiści jesteś daleka? Nienawiść, tak jak każde skrajne emocje, jest nieracjonalna. Dobrych ludzi się szanuje, złymi się gardzi. > Ja uważam, że jest odwrotnie Moje "uważanie" wynika oczywiście z przeczytanych tu i tam "ciekawostek"  > Dla mnie to co piszesz jest irracjonalnym uprzedzeniem z powodów jw w nawiasie. Podaję racjonalne argumenty, więc nie rozumiem, skąd Twoja zaciekłość. > ...w odróżnieniu od Himalajów tężyzny w wyniku gnicia roślin w jelitach wspomaganych chemicznymi tabletkami. (np Vit. B12)  Rośliny nie gniją w jelitach, gdyż zawierają dużo mniej białka niż mięso, a także dużo celulozy, która powoduje ich szybsze przejście przez nasz stosunkowo długi przewód pokarmowy. A co do tabletek... Z moich obserwacji wynika, że mięsożercy jedzą za mało roślin. Co im po zawartej w mięsie witaminie, skoro narażają się na niedobory innych? Jakkolwiek, zostawmy już tę B12 w spokoju, gdyż brakuje jej weganom, a w wątku chodzi o hodowlę zwierząt na mięso. Hodowla na mleko jest mniejszym marnotrawstwem energii, i jest bardziej racjonalna ze względu właśnie na możliwe niedobory. > Emocjonalny ton Twej wypowiedzi podkreślony kilkoma "gnijącymi uzależnieniami" wraz z sugestywnym apelem do ludzkości o "przemyślenia" ...skłania mnie do zapewnienia Cię, że moje pierwsze wrażenie się umocniło- choć się nie upieram przy jego prawdziwości- i nie dostarczasz argumentów pozwalających wykluczyć (lub choćby podważyć) jego prawdziwość...wręcz przeciwnie. "Gnicie" było nieco emocjonalne ze względu na wrażenie, jakie ten obraz na mnie wywiera, ale można też podejść bez emocji: gnicie jest szkodliwe dla organizmu, gdyż rozwijają się zarazki itd. Żadnych apelów nie stosuję, po prostu uważam, że każdy powinien to racjonalnie przemyśleć, podobnie jak picie alkoholu czy oglądanie kreskówek przez dzieci.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Hodowla na mleko jest mniejszym marnotrawstwem energii, i jest bardziej racjonalna
Wyobrażmy sobie klasyczną sytuację, typową dla działań niektórych firm specjalizujących się w oszukiwaniu ludzi starych. Jakiś nietypowy garnek kosztuje w sklepie 10 zł. Jakaś firma funduje ludziom starym komfortową i bardzo tanią wycieczkę (za 10 zł) do jakiegoś pięknego miejsca, połączoną z prezentacją rzadkich i wyjątkowo funkcjonalnych sprzętów kuchennych. Jest tam wiele różnych nieudanych towarów podobnych do tego garnka. Firma prezentuje te towary jako dobra luksusowe, produkty najnowszych technologii, których nie ma w zwykłych sklepach, bo są za dobre dla szarego klienta. Nasz garnek firma sprzedaje tym starym ludziom za 120 zł twierdząc, że w sklepie taki garnek kosztuje 199 zł.
Czy zakup tego garnka nazwiesz "bardziej racjonalnym" tylko dlatego, że inna firma "wycieczkowa", oszukująca staruszki, wciska im ten sam garnek za 149 zł?
Określenie "bardziej racjonalne" jest w tej sytuacji mylące. Marnotrawstwo energii, jakim jest rolnictwo paszowe, jest takim absurdem, że porównywanie mięsa z nabiałem w tym kontekście jest intelektualnie szkodliwe.
To co jest największym absurdem w świecie rządzonym przez mafię rolniczą, to stosunek cenu mięsa i nabiały do ceny warzyw i owoców. Firma oszukująca staruszki sprzedaje im wycieczkę za 10 zł i garnek za 100 zł, podczas gdy prawdziwe ceny tych towarów są odwrotne: garnek kosztuje 10 zł. a wycieczka 100 zł. Oczywiście liczby powyższe służą tylko zobrazowaniu zagadnienia, żeby łatwiej było zrozumieć jego istotę, nie są przykładami-cytatami z życia.
Podobne oszustwo jest dziełem światowej mafii rolniczej, z tą różnicą, że my, w przeciwieństwie do babć z tamtego przykładu, nie możemy pójść do sklepu, gdzie towary mają prawdziwą cenę, bo wszystkie sklepy są w rękach mafii. Za owoce i warzywa płacimy wielokrotnie więcej (w przeliczeniu na energię) niż za mięso i nabiał, podczas gdy prawdziwa wartość jest odwrotna - energia z roślin w racjonalnej gospodarce wolnorynkowej powinna być kilkaśnacie razy tańsza niż energia ze zwierząt.
Mówienie, że hodowla na mleko jest bardziej racjonalna niż hodowla na mięso, jest w tym kontekście, delikatnie mówiąc, wielką niezręcznością.
Znając uczciwość polityków z PSL potrafię sobie wyobrazić scenariusz, że jakiś biznesmen z PSL wpada na pomysł produkowania biopaliwa z tłuszczu zwierzęcego. Mafia rolnicza forsuje ustawę uchwalającą na zachętę dla tej nowej ekologicznej produkcji dodatkowe ulgi podatkowe i dotacje, dzięki czemu biobenzyna produkowana z mleka jest tańsza niż zwyczajna benzyna, a także tańsza niż "zwyczajne" biopaliwo produkowane z olejów roślinnych, a to pozwala uchwalić kolejną ustawę nakazującą wszystkim dodawać biobenzynę mleczną do benzyny w proporcji przynajmniej 5%.
Z absurdem hodowli paszowej zwierząt nie można walczyć tekstami w rodzaju: "hodowla na mleko jest bardziej racjonalna".
doku
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Patty Matheson (2087 punktów) | >Określenie "bardziej racjonalne" jest w tej sytuacji mylące. Marnotrawstwo energii, jakim jest rolnictwo paszowe, jest takim absurdem, że porównywanie mięsa z nabiałem w tym kontekście jest intelektualnie szkodliwe.
Masz rację, jednak napisałam tak tylko w kontekście niedoborów żywieniowych, które "wypłynęły" w tej rozmowie. Moim zdaniem marnotrawstwo energii na chów zwierząt dojnych jest bardziej sensowne (na zasadzie "mniejszego zła") ze względu na to, że bardzo trudno jest zbilansować dietę tylko w oparciu o pożywienie roślinne. W przypadku głodujących takie porównywanie faktycznie nie ma sensu - najpierw trzeba mieć cokolwiek do jedzenia, żeby martwić się o niedobory. Niemniej jednak, jeśli posiadamy np. jedną krowę, bardziej racjonalne jest hodowanie jej na mleko niż utuczenie, zabicie i zjedzenie, a jeszcze bardziej racjonalne - żywienie się paszą dla tej krowy.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > jeśli posiadamy np. jedną krowę, bardziej racjonalne jest hodowanie jej na mleko niż utuczenie, zabicie i zjedzenie, a jeszcze bardziej racjonalne - żywienie się paszą dla tej krowy.
Dokładnie o to chodzi, ale dodam jeszcze, że najbardziej racjonalne jest całkowita rezygnacja z paszy dla tej krowy. Zamiast kupować paszę (karmę), należy hodować zwierzęta na odpadkach i naturalnych źródłach pokarmu, np. trawa rosnąca na obrzeżach lasu czy drogi.
Zauważ jak popularne stały się dla współczesnych leniuchów różne odżywki dla zwierząt, którymi ludzie głupi (lub źli) karmią swoich ulubieńców, bez świadomości (albo mimo świadomości), że kupowanie takich karm jest ekonomicznym i ekologicznym absurdem.
doku
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | >> jeśli posiadamy np. jedną krowę, bardziej racjonalne jest hodowanie jej na mleko niż utuczenie, zabicie i zjedzenie, a jeszcze bardziej racjonalne - żywienie się paszą dla tej krowy.>
Konstatacja laika:
...biedna krówka.
>Dokładnie o to chodzi, ale dodam jeszcze, że najbardziej racjonalne jest całkowita rezygnacja z paszy dla tej krowy.>
Konstatacja Nr 2: już po krówce...?
>Zamiast kupować paszę (karmę), należy hodować zwierzęta na odpadkach i naturalnych źródłach pokarmu, np. trawa rosnąca na obrzeżach lasu czy drogi.
Pytanie laika: ile kilometrów dróg trzeba w związku z tym zbudować?
>Zauważ jak popularne stały się dla współczesnych leniuchów różne odżywki dla zwierząt, którymi ludzie głupi (lub źli) karmią swoich ulubieńców>
Powiedziałem siostrzenicy (karmi koty odżywkami), że jest głupia, zła i leniwa... odpowiedziała niecenzuralnie, sugerując mi leczenie w systemie zamkniętym...
...więc drugie pytanie laika brzmi:
co mam jej odpowiedzieć, by znowu nie narazić się na inwektywy?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | >>> jeśli posiadamy np. jedną krowę, bardziej racjonalne jest hodowanie jej na mleko niż utuczenie, zabicie i zjedzenie, a jeszcze bardziej racjonalne - żywienie się paszą dla tej krowy.>Konstatacja laika: >...biedna krówka. >>Dokładnie o to chodzi, ale dodam jeszcze, że najbardziej racjonalne jest całkowita rezygnacja z paszy dla tej krowy.>Konstatacja Nr 2: już po krówce...? >>Zamiast kupować paszę (karmę), należy hodować zwierzęta na odpadkach i naturalnych źródłach pokarmu, np. trawa rosnąca na obrzeżach lasu czy drogi.Pytanie laika: ile kilometrów dróg trzeba w związku z tym zbudować? >>Zauważ jak popularne stały się dla współczesnych leniuchów różne odżywki dla zwierząt, którymi ludzie głupi (lub źli) karmią swoich ulubieńców>Powiedziałem siostrzenicy (karmi koty odżywkami), że jest głupia, zła i leniwa... odpowiedziała niecenzuralnie, sugerując mi leczenie w systemie zamkniętym... >...więc drugie pytanie laika brzmi: >co mam jej odpowiedzieć, by znowu nie narazić się na inwektywy?
Mam pytanie takie Do pięknej Małgosi i uroczej Awit. Czy ja jestem poetą. Czy nędznym wierszokletotą, Uprzjmię proszę o odpowiedź .Adamik bardzo mi Ciebie tu brakuje >
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > Mam pytanie takie Do pięknej Małgosi i uroczej Awit. Czy ja jestem poetą. Czy nędznym wierszokletotą, Uprzjmię proszę o odpowiedź . Adamik bardzo mi Ciebie tu brakuje> >Wiem, wiem, Witwos... Nie tylko Tobie, ale jestem tak "rozrywany" przez forumową elitę, że się obrobić nie mogę...  [skromny] A wierszokletą jesteś bo "poetą się bywa", jak słusznie ktoś mi/nam dowalił* słowami Poety  [bezradnie uświadomiony] *- dowalił = odebrał złudzenia ślicznymi słowy
|
|
| | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >co mam jej odpowiedzieć, by znowu nie narazić się na inwektywy?
Przeczytać wątek od początku, zrozumieć bilans energii i racjonalnie jej go objaśnić
doku
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > >co mam jej odpowiedzieć, by znowu nie narazić się na inwektywy?> Przeczytać wątek od początku, zrozumieć bilans energii i racjonalnie jej go objaśnić>Ale to będzie "bilans wg Dokowskiego"...właśnie za to mi naubliżała...
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Ale to będzie "bilans wg Dokowskiego"...właśnie za to mi naubliżała...
Bądź racjonalny, a nie "zgodny z dokowskim", nie powołuj się na autorytety, nawet na mnie, zamiast tego powiedz własnymi słowami, jak sam to rozumiesz
doku
|
|
| | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > witaminy B12, która występuje wyłącznie w produktach pochodzenia zwierzęcego.
Jak wszystko w dietetyce i w ogóle w biochemii, tak samo problem B12 jest bardzo złożony. Po pierwsze B12 jest w dużych ilościach produkowany przez bakterie jelitowe, a wcale nie jest prawdą, że cała ta produkcja jest wydalana z kałem. Po drugie nie jest prawdą, że roślinny pokarm nie zawiera B12, choć prawdą jest, że zawiera go zbyt mało, aby wyjaśnić wyniki badań krwi u wegan - jakaś część produkcji jelitowej B12 jest przyswajana wbrew prostemu modelowi, że produkcja B12 odbywa się wyłącznie w jelicie grubym, a z niego B12 nie może być przyswojona. Być może częćć witaminy B12 przedostaje się wraz z pochłanianą wodą z odbytnicy, być może niektóre szczepy bakterii nie są tak zdyscyplinowane, żeby mieszkać wyłącznie tam, gdzie umieszczają je dietetycy w swoich modelach. Jedno jest pewne - wiemy wciąż bardzo niewiele o reakcjach chemicznych w organizmie i w każdej chwili naukowcy mogą odkryć kolejny sposób, w jaki B12 przedostaje się do krwi. Na bazie takiej wiedzy trudno dowodzić racjonalnych racji, łatwo natomiast jest dywagować w nieskończoność.
W porównaniu do dietetyki, ogólny bilans energii jest prosty i jasny. Wystarczy troszkę skupienia i odrobina myślenia... i mamy udowodnioną jak w fizyce nieracjonalność gospodarki opartej na przerabianiu pasz na mięso i nabiał.
doku
|
|
| | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Gdzieś czytałem, że uzębienie człowieka wskazuje na jego WSZYSTKOŻERNOŚĆ
Zawsze się dziwiłem, skąd wiara w takie mity jak ten. Przecież faktem biologicznym jest, że człowiek ma rzadki typ uzębienia, który wskazuje na bulwożerność czy korzeniożerność, zapomniałem jak to się nazywa, może jakiś biolog mi podpowie.
Praczłowiek przez kilka milionów lat odżywiał się głównie tym, co sobie odkładały na zapas roślinny sawannowe pod ziemią. Zresztą nawet szympansy nie stronią od takiego pokarmu, jeśli tylko mają do niego dostęp. Otóż w dżunglach zamieszkiwanych przez szympansy trafiają się enklawy suchej sawanny - to są szczyty nielicznych pagórków, do których dżungla jakby nie sięga. Tylko nieliczne szympansy mają dostęp do takich miejsc, a mimo to, nauczyły się one wykopywać pożywne kłącza i bulwy, gdyż jest to bardzo wydjne źródło żywności. Obserwując takie "nienormalne" szympansy biologowie mają świadomość, że obserwują niemal kopię naszych przodków.
doku
|
|
| | | |  | | Adamiak (36436 punktów) |
Wiki: Naczelne (Primates) - rząd ssaków łożyskowych charakteryzujących się najlepiej wśród wszystkich zwierząt rozwiniętym mózgiem ... W większości są wszystkożerne z przewagą pokarmu roślinnego.
|
|
| | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Wiki: >Naczelne (Primates) - rząd ssaków łożyskowych charakteryzujących się najlepiej wśród wszystkich zwierząt rozwiniętym mózgiem ... >W większości są wszystkożerne z przewagą pokarmu roślinnego.
Nie rozśmieszaj mnie. Dla kogo ta przedszkolna wiedza na tym forum? Nie jest to miejsce stosowne, żeby chwalić się umiejętnością czytania wiki. My już jesteśmy kilka klas wyżej i takie rzeczy wiemy od dawna.
Spróbuj zainteresować się, czym jest typ uzębienia i jak paleontolodzy domyślają się, co jadło dane zwierzę, na podstawie budowy znalezionych zębów. Nie trać więcej czasu na czytanie wikipedii, możesz już śmiało czytać podręczniki
doku
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | >>Wiki: >>Naczelne (Primates) - rząd ssaków łożyskowych charakteryzujących się najlepiej wśród wszystkich zwierząt rozwiniętym mózgiem ... >>W większości są wszystkożerne z przewagą pokarmu roślinnego.Nie rozśmieszaj mnie. Dla kogo ta przedszkolna wiedza na tym forum? Nie jest to miejsce stosowne, żeby chwalić się umiejętnością czytania wiki. My już jesteśmy kilka klas wyżej i takie rzeczy wiemy od dawna. >Spróbuj zainteresować się, czym jest typ uzębienia i jak paleontolodzy domyślają się, co jadło dane zwierzę, na podstawie budowy znalezionych zębów. Nie trać więcej czasu na czytanie wikipedii, możesz już śmiało czytać podręczniki
Może i masz rację, ale mam w związku z tym pytanie: jakie wykształcenie jest potrzebne by pisać na tym forum?
|
|
| | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >jakie wykształcenie jest potrzebne by pisać na tym forum?
Nie znam odpowiedzi na to pytanie i nie mam zdania na ten temat.
doku
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > Dla kogo ta przedszkolna wiedza na tym forum? Nie jest to miejsce stosowne, żeby chwalić się umiejętnością czytania wiki. My już jesteśmy kilka klas wyżej i takie rzeczy wiemy od dawna. > Nie trać więcej czasu na czytanie wikipedii, możesz już śmiało czytać podręczniki>
Więc mam do Ciebie- jako prominentnego forumowicza- dwa pytania:
1. Kogo reprezentujesz pisząc "my" ? 2. Jakie masz, w związku z powyższym, plenipotencje?
Domagam się też szczegółowego spisu wszystkich "takich rzeczy (które) wiecie od dawna", Ty, oraz wszyscy w imieniu których piszesz . Potrzebuję tego spisu by już nie czytać Twojego, protekcjonalnie nadętego "coś wiesz" , lub "wiecie" .
Przyjmuję sugestię co do czytania podręczników za dobrą monetę, ale nie skorzystam z tej prostej przyczyny, iż Ty- w domyśle- przeczytałeś ich multum... i bycie takim, "wzorcowym czytaczem podręczników" jest wizją ponurą, i odstraszającą. Widzę również po Twoich tekstach, że czytanie podręczników prowadzi do upiornego braku poczucia humoru przy jednoczesnym, monstrualnym wzroście megalomanii, co również nie jest mi do szczęścia potrzebne.
(teraz napiszę coś, czego prawie na pewno nie wiesz, choć niewykluczone, że się domyślasz lub czytałeś w jakimś podręczniku...)
Szczerze Ci życzę, byś kiedyś posiadł umiejętność pisania "z głowy".
Wiem, że to dużo trudniejsze , bo trzeba mieć w głowie dużo więcej niż zapamiętaną, stałą i wydeptaną ścieżkę do biblioteczki z podręcznikami , ale może...jeśli nie będziesz tracił czasu na takie... "porady dobrodusznego wujaszka"...może kiedyś doszlusujesz do "naszego" , ekskluzywnego towarzystwa.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > upiornego braku poczucia humoru
Znów mnie rozśmieszyłeś, tym razem tą projekcją. Jak często zdarza Ci się nie śmiać, a potem dowiadujesz się, że ktoś żartował? Mam dobry pomysł, jak możesz się z tego podleczyć. Poproś kogoś z Twojego otoczenia, kto ma renomę człowieka dowcipnego, i daj mu do przeczytania kilka losowo wybranych moich postów...
>Szczerze Ci życzę, byś kiedyś posiadł umiejętność pisania "z głowy".Wiem, że to dużo trudniejsze , bo trzeba mieć w głowie dużo więcej niż zapamiętaną, stałą i wydeptaną ścieżkę do biblioteczki
Teraz piszesz absurdy. Zawsze piszę z głowy i tylko to, co jasno rozumiem i potrafię uzasadnić. Zacznij ten wątek jeszcze raz od początku i popatrz jak funkcjonuje umysł, który nigdy nie wkuwał i zawsze rozumiał.
Te dwa absurdalne zarzuty sugerują jednak, że pomyliłeś nicki - to ja, dokowski, który nie dołączam linków, a zamiast tego wszystko jasno tłumaczę własnymi słowami
doku
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > upiornego braku poczucia humoru>> >Znów mnie rozśmieszyłeś, tym razem tą projekcją. Jak często zdarza Ci się nie śmiać, a potem dowiadujesz się, że ktoś żartował? Mam dobry pomysł, jak możesz się z tego podleczyć. Poproś kogoś z Twojego otoczenia, kto ma renomę człowieka dowcipnego, i daj mu do przeczytania kilka losowo wybranych moich postów...>Powodowany nie tyle obiektywizmem co ciekawością (podsycaną chęcią rewanżu) zastosowałem się do Twojej instrukcji i przesłałem kumplowi-facecjoniście, z prośbą o przeczytanie, cztery ( w kolejności: tytułowy; 2 od góry oraz z 19-09-2008 12:16 i 10-09-2008 12:08) Twoje posty z wątku "Energia na Ziemi", przy czym nie sugerowałem, na co ma zwracać uwagę tylko przeczytać. Kumpel- po przeczytaniu- spytał na gg, o co mi konkretnie chodzi?- więc wyjaśniłem, że Autor tych tekstów uważa je za dowcipne i... ...tu okazało się, że masz rację!- uśmialiśmy się jak pingwiny!!! > >Zawsze piszę z głowy i tylko to, co jasno rozumiem i potrafię uzasadnić. Zacznij ten wątek jeszcze raz od początku i popatrz jak funkcjonuje umysł, który nigdy nie wkuwał i zawsze rozumiał.>Tego też mogłem się domyślić. > >Te dwa absurdalne zarzuty sugerują jednak, że pomyliłeś nicki ...>Niestety, nie. > >- to ja, dokowski, który nie dołączam linków, a zamiast tego wszystko jasno tłumaczę własnymi słowami>Niestety, tak.
|
|
| |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Ale zawartość cholesterolu jest w nim tak wielka
A skąd ten pomysł? Cholesterol w oleju?! Pierwsze słyszę! Musiałeś paść ofiarą jakiejś kłamliwej propagandy mięsożerców.
>na wszelki wypadek, zbadałbym sobie krew na twoim miejscu
Oczywiście że regularnie badam - mam idealny skład
( swoja droga, też wolę majonez do kanapek :> )
Najważniejsze, że nie przestraszyłeś się tej propagandy i odżywiasz się zdrowo i racjonalnie
doku
|
|
| | |  | 2 na 2 | dark magus (320 punktów) | > >Ale zawartość cholesterolu jest w nim tak wielka> A skąd ten pomysł? Cholesterol w oleju?! Pierwsze słyszę! Musiałeś paść ofiarą jakiejś kłamliwej propagandy mięsożerców.W zolteczku! W zolteczku, nie w oleju
|
|
| | |  | | stilgar (7322 punktów) | >>Ale zawartość cholesterolu jest w nim tak wielka >A skąd ten pomysł? Cholesterol w oleju?! Pierwsze słyszę! Musiałeś paść ofiarą jakiejś kłamliwej propagandy mięsożerców.
Majonez robi się z oleju i jaj. I właśnie te jaja mają masę cholesterolu.
|
|
| | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Majonez robi się z oleju i jaj. I właśnie te jaja mają masę cholesterolu.
Weź butelkę z majonezem i przeczytaj skład, jest malutkimi literami napisany. Potem policz sobie procent i zweryfikuj swoją ocenę zawartości cholesterolu w majonezie.
Ale śmieszniejsze w tym temacie jest to, że żółtka jaj są zdrowe mimo cholesterolu i to z wielu powodów: po pierwsze skład cholesterolu w jajkach jest korzystny dla człowieka (a np. w mięsie jest fatalny), po drugie, żółtko jaj zawiera kwas foliowy i inne podobne substancje, które sprawiają, że cholesterol jest przyswajany w sposób korzystny dla człowieka, po trzecie, żółtka zawierają tak wiele innych zdrowych substancji, że dzięki nim stajemy się ogólnie zdrowsi, a więc także odporniejsi na zagrożenia - w tym: na zagrożenie cholesterolem.
Gdyby nie paszowa hodowla drobiu, to produkcja i konsumpcja jaj byłaby racjonalnym wyborem. Jednak, niestety, produkcja pasz niszczy naszą planetę.
doku
|
|
| | | | |  | | stilgar (7322 punktów) | >>Majonez robi się z oleju i jaj. I właśnie te jaja mają masę cholesterolu. >Weź butelkę z majonezem i przeczytaj skład, jest malutkimi literami napisany. Potem policz sobie procent i zweryfikuj swoją ocenę zawartości cholesterolu w majonezie.
Praktycznie 100% zapotrzebowania na cholesterol organizm zaspokaja sobie sam, produkując ten związek w wątrobie. Im więcej się go przyjmuje z pożywieniem, tym gorzej.
Jedzenie jaj jest owszem zdrowe, ale w niedużych ilościach, właśnie ze względu na cholesterol. Nawet jeśli majonez sie nie składa tylko z tego, spożywając go w dużych ilościach kumulujesz ten niebezpieczny związek.
|
|
| | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Jedzenie jaj jest owszem zdrowe, ale w niedużych ilościach
Jedzenie majonezu jest więc zdrowe, nawet w dużych ilościach
> Nawet jeśli majonez sie nie składa tylko z tego, spożywając go w dużych ilościach kumulujesz ten niebezpieczny związek.
Nie chciało Ci się spojrzeć, to ja Cię zaskoczę - to tylko 5%, a nie 50% jak sobie wyobrażasz chyba.
doku
|
|
| | | | | | |  | | stilgar (7322 punktów) | >>Jedzenie jaj jest owszem zdrowe, ale w niedużych ilościach >Jedzenie majonezu jest więc zdrowe, nawet w dużych ilościach
Wniosek jest błędnie wyciągnięty, bo pomijasz inne składniki - olej nie jest zdrowy w dużych ilościach.
>> Nawet jeśli majonez sie nie składa tylko z tego, spożywając go w dużych ilościach kumulujesz ten niebezpieczny związek. >Nie chciało Ci się spojrzeć, to ja Cię zaskoczę - to tylko 5%, a nie 50% jak sobie wyobrażasz chyba.
Toż ja nie mówię, że od łyżeczki majonezu się umiera. Chodzi mi tylko o to, że majonez zawiera znacznie więcej cholesterolu niż inne smarowidła do pieczywa...
Dodatkowo, podwyższony poziom cholesterolu trzeba mieć w organizmie przez wiele lat, żeby zacząć odczuwać jego negatywne skutki - kamienie wątrobowe, miażdzycę, nadciśnienie...
Sam majonez szkody nie narobi - ale jeśli oprócz tego będziesz się odżywiał samym serem żółtym, wątróbką i chipsami, to po kilkunastu latach organizm powie dość...
|
|
| | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Sam majonez szkody nie narobi - ale jeśli oprócz tego będziesz się odżywiał samym serem żółtym, wątróbką i chipsami, to po kilkunastu latach organizm powie dość...
Dokładnie
doku
|
|
|  | 1 na 1 | dark magus (320 punktów) | > Nie wyobrażam sobie racjonalisty, który by godził się na świadome bycie współsprawcą niszczenia środowiska. "Warto zauwazyc," ze racjonalisci w duzej mierze sa wspolsprawcami niszczenia srodowiska. Naukowcy, wynalazcy i przemyslowcy... Cala mafia  Ile gatunkow zwierzat i roslin wyginelo doszczetnie? Codziennie ginie pewnie z kilkaset  No i? > Warto zauważyć, że racjonalista nie musi być wegetarianinem. Wegetarianizm jest oczywiście logicznie naturalną konsekwencją postawy racjonalnej, ale nie traktowany jako religia, (...) użyłbym pytań o ich poglądy na temat hodowli zwierząt (...)Nie dyskryminuj mnie ani nie wywoluj niepotrzebnego poczucia winy u mnie i mnie podobnych. Zostalem ewolucyjnie przygotowany do jedzenia i miesa i roslin, dlaczego wiec bedac jakims racjonalista, mam rezygnowac z codziennego miesa i ryby... Z soczystego (mmmmmmm) steka, z boczku, z tlustawej szyneczki, z miekkiej poledwiczki, ze zdrowej baraninki i cielecinki  Z ryb wedzonych (mmmmm), sledzikow, krewetek? Z egzotycznych, choc niby zwyczajnych w naszym klimacie slimakow (w czosnkowym sosie (mmmmmm)), albo zabich udek?  NIGDY!!!!!! Raczej przestane byc racjonalista!!!  PS. Wracajac do tematu - energie musimy nauczyc sie czerpac z materii  Poparz jak dlugo swieci nam nasze slonko i jak dlugo jeszcze bedzie swiecic. I grzac. A jakie to ilosci energii! Nauczymy sie i my  Zanim sie jednak nauczymy powinnismy raczej - oszczedzac
|
|
| |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Nie dyskryminuj mnie ani nie wywoluj niepotrzebnego poczucia winy u mnie i mnie podobnych. Zostalem ewolucyjnie przygotowany do jedzenia i miesa i roslin, dlaczego wiec bedac jakims racjonalista, mam rezygnowac z codziennego miesa i ryby
Jeeli ktoś nie jest racjonalistą, to nie jest żadna dyskryminacja. Większość ludzi nie potrafi nawet racjonalnie myśleć, więc nie wymagaj od nich, żeby racjonalnie postępowali i kierowali swoim życiem.
Poczucie winy u niszczycieli naszej przyrody jest bardzo potrzebne - wywołując je robię dobry uczynek (dla dobra naszych dzieci i wnuków - powinieneś to docenić i mi podziękować. Powinieneś czuć się winny.
Tak, zostaliśmy ewolucyjnie przystosowani do jedzenia mięsa... raz w tygodniu... ale zastanów się, czym się różni racjonalność od racjonalizacji jako mechanizmu obronnego. I odpowiedz sobie uczciwie, czy racjonalne jest codzienne jedzenie mięsa i ryb.
doku
|
|
| | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > Tak, zostaliśmy ewolucyjnie przystosowani do jedzenia mięsa... raz w tygodniu... >
Może i zostaliście, "dokowski", ja chyba nie...eh!
Proszę o podanie w który dzień tygodnia*...zerknę w agendę z czym mi nie koliduje i postaram się nawrócić (choć nie obiecuję)
(Ewolucja kalendarzowa...??- ciekawe, ciekawe... <myśli>)
*- czy od poniedziałku do niedzieli?
|
|
| | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Proszę o podanie w który dzień tygodnia
Oczywiście w niedzielę. A propos, czy wiesz, jaka jest ewolucyjna definicja pojęcia "święto"? Jakie było pierwotne znaczenie tego pojęcia?
"Święto" z definicji, to dzień, w którym dzielimy się mięsem z innymi. Pojęcie "święta" znają bardzo dobrze szympansy - one naprawdę świętują, gdy udas im się polowanie - ich behawior się wtedy całkowicie odmienia na uroczysty, życzliwy... to zostało dokładnie opisane przez etologów.
Mamy więc zdefiniowane słowo "święto", możemy zdefiniować słowo "tydzień".
"Tydzień" z definicji, to okres upływający między dwoma świętami. Pierwotnie tydzień mógł mieć za każdym razem inną długość.
Tyle mówi ewolucja - mięso jadamy raz na tydzień i powinniśmy pamiętać, że dzielenie się mięsem powinniśmy święcić w sposób uroczysty. "Pamiętaj, aby dzień święty święcić" - tego nie wymyśliły ciemniaki - to jest naturalne prawo, które pokazuje nam, jak bardzo bliskimi krewnymi naszymi są szympansy.
doku
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > >Proszę o podanie w który dzień tygodnia> Oczywiście w niedzielę. A propos, czy wiesz, jaka jest ewolucyjna definicja pojęcia "święto"? Jakie było pierwotne znaczenie tego pojęcia?> "Święto" z definicji, to dzień, w którym dzielimy się mięsem z innymi. Pojęcie "święta" znają bardzo dobrze szympansy - one naprawdę świętują, gdy udas im się polowanie - ich behawior się wtedy całkowicie odmienia na uroczysty, życzliwy... to zostało dokładnie opisane przez etologów.> Mamy więc zdefiniowane słowo "święto" , możemy zdefiniować słowo "tydzień".> "Tydzień" z definicji, to okres upływający między dwoma świętami. Pierwotnie tydzień mógł mieć za każdym razem inną długość.> Tyle mówi ewolucja - mięso jadamy raz na tydzień i powinniśmy pamiętać, że dzielenie się mięsem powinniśmy święcić w sposób uroczysty. "Pamiętaj, aby dzień święty święcić" - tego nie wymyśliły ciemniaki - to jest naturalne prawo, które pokazuje nam, jak bardzo bliskimi krewnymi naszymi są szympansy.Cóż, widocznie moja "inność" przekracza wszystko co mógłbyś na ten temat wymyślić. Nie na darmo wartość dla mnie priorytetową, Niezależność , piszę z dużej litery...nie jest to także przypadek  Otóż mnie niedziela słabo się ze świętem kojarzy, mało tego, żaden dzień w kalendarzu na czerwono znaczony nie jest dla mnie równoznaczny ze świętem. Święto to dla mnie (lub kogoś najbliższego) dzień radosny, a nie dla wydawcy kalendarza lub- za przeproszeniem- Świętodawcy, choć terminy mogą być, przypadkowo, zbieżne. Jestem znany w swej rodzinie z tego, że Święta wyznaczam sobie sam, choć nie zawsze sam je świętuję  Mamy więc inaczej zdefiniowane święta  Co do tygodnia to przedział między poniedziałkiem i niedzielą mnie bardziej pasuje  Co do Twojego ostatniego zdania...spytam krewniaków, nie lubię decydować za innych  Ale i tak gratuluję Ci cudownej zamiany zwykłej niedzieli w "prawdziwe, racjonalistyczne święto"
|
|
| | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | > Ale i tak gratuluję Ci cudownej zamiany zwykłej niedzieli w "prawdziwe, racjonalistyczne święto"  Swięto świętem, a ty dalej jesteś entuzjastą?
|
|
| | | | | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > >Ale i tak gratuluję Ci cudownej zamiany zwykłej niedzieli w "prawdziwe, racjonalistyczne święto"  > Swięto świętem, a ty dalej jesteś entuzjastą?Cze, Witwos. Czytałem Twój nowy wątek lecz zdaje mi się, że jestem zbyt krótko na tym portalu by wypowiadać się o regulaminie. Nie jestem "teoretykiem regulaminów" a mam zbyt mało tu praktyki by się odnieść  Pozdrawiam serdecznie
|
|
| | | | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | > Czytałem Twój nowy wątek lecz zdaje mi się, że jestem zbyt krótko na tym portalu by wypowiadać się o regulaminie.> Nie jestem "teoretykiem regulaminów" a mam zbyt mało tu praktyki by się odnieść Wy mi tu towarzyszu poeto w konformizm się nie bawcie, A gdzie wolność. Jakiś moderator będzie mnie tu cenzurował? Gdyby to była nawet Małgorzata, to ja...,to ja... bym chciał. www.racjonalista.pl/forum.php/s,145072#w145559
|
|
| | | | | | | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > >Czytałem Twój nowy wątek lecz zdaje mi się, że jestem zbyt krótko na tym portalu by wypowiadać się o regulaminie.> >Nie jestem "teoretykiem regulaminów" a mam zbyt mało tu praktyki by się odnieść > Wy mi tu towarzyszu poeto w konformizm się nie bawcie, A gdzie wolność. Jakiś moderator będzie mnie tu cenzurował? Gdyby to była nawet Małgorzata, to ja...,to ja... bym chciał.  > www.racjonalista.pl/forum.php/s,145072#w145559> Dałem Ci- zasłużonego, oczywista...  - plusa za wierszyk. Pisząc poważniej: prócz regulaminu pewnie istnieje tutaj coś w rodzaju "prawa zwyczajowego" i do tego się odnosiłem- zbyt krótko tu jestem. A z Małgorzatą...się podpisuję... (pisząc językiem tutejszych ideologów: "każdy by chciał!!)
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 witwos (7120 punktów) (zablokowany) | > Pisząc poważniej: prócz regulaminu pewnie istnieje tutaj coś w rodzaju "prawa zwyczajowego" i do tego się odnosiłem- zbyt krótko tu jestem.Nasz kolega od pióra tez nic nie wiedział, aż się dowiedział. I teraz musimy pić to winko we dwóch. A to prawie jak do lusterka. Muzy tez gdzieś uleciały. Jakie prawo zwyczajowe? Takie, że jak jesteś grzeczny i politycznie poprawny, to pisz. Zadałem pytanie drogą E-mailową pytanie, czemu mój post został przeniesiony, odpowiedź bezsensowna ukazała się pod moim wątkiem, a ja nie mogę nic napisać, bo nie ma tam takiej możliwości. Taki to jest tutaj zwyczaj. > A z Małgorzatą...się podpisuję... (pisząc językiem tutejszych ideologów: "każdy by chciał!!)  Piękna Amazonka, cała w skórach na szybkim motocyklu. Tak, tak, takie wyobrażenie daje kopa natchnieniu  Pozdrawiam póki jeszcze mogę.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
> Nasz kolega od pióra tez nic nie wiedział, aż się dowiedział. I teraz musimy pić to winko we dwóch. Nie wypijajcie wszystkiego sami. Trochę zostawcie. Tak na wszelki wypadek. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | > >Nasz kolega od pióra tez nic nie wiedział, aż się dowiedział. I teraz musimy pić to winko we dwóch.> Nie wypijajcie wszystkiego sami. Trochę zostawcie. Tak na wszelki wypadek.Czytałem wcześniej. A tu jak nie ma, tak nie ma, a wino i kobitki czekać w nieskończoność nie mogą. Pozdrawiam. P.S. Moderatorze. Miło, ze mój wątek wrócił na poprzednie miejsce. Jako wątek zamknięty, a to już mniej miło.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > >Pisząc poważniej: prócz regulaminu pewnie istnieje tutaj coś w rodzaju "prawa zwyczajowego" i do tego się odnosiłem- zbyt krótko tu jestem.> Nasz kolega od pióra tez nic nie wiedział, aż się dowiedział. I teraz musimy pić to winko we dwóch. A to prawie jak do lusterka. Muzy tez gdzieś uleciały.> Nie "musimy" Witwos...chcemy!- a do lusterka przyjemnie i pożytecznie (by nie rzec: racjonalnie  ) : pijesz z najmądrzejszym facetem na ziemi i...z najbliższą, bądź co bądź, osobą  Z muzami fakt, może nie lubią outsiderów? W moim "profilu" jest Nr gg, w razie "czego"  Pozdro.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | > W moim "profilu" jest Nr gg, w razie "czego"  Zawsze koło ratunkowe jest, ale czy muzy się na nim pomieszczą? Pz -a.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > >W moim "profilu" jest Nr gg, w razie "czego"  > Zawsze koło ratunkowe jest, ale czy muzy się na nim pomieszczą?> Pz -a.> Malkontent...Więc zostaje telefon do przyjaciółki?
|
|
| | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Jestem znany w swej rodzinie z tego, że Święta wyznaczam sobie sam, choć nie zawsze sam je świętuję > Mamy więc inaczej zdefiniowane święta  Dlaczego inaczej? W definicji ewolucyjnej też dominuje niezależność od kalendarza. Udane poolowanie, świniobicie... to może się zdarzyć każdego dnia.
doku
|
|
| | |  | | stilgar (7322 punktów) |
>Tak, zostaliśmy ewolucyjnie przystosowani do jedzenia mięsa... raz w tygodniu... ale zastanów się, czym się różni racjonalność od racjonalizacji jako mechanizmu obronnego. I odpowiedz sobie uczciwie, czy racjonalne jest codzienne jedzenie mięsa i ryb.
Codzienne jedzenie mięsa jest przede wszystkim niezdrowe - mięso zawiera tłuszcze i wspomniany już cholesterol. Tłuszcze roślinne są dużo zdrowsze, nie wspominając już o błonniku i innych składnikach.
Mięso raz w tygodniu - to rozsądne.
Jeszcze chciałem zauważyć, iż chleb i inne pieczywo, mimo iż pieczone praktycznie w 100% ze składników roślinnych, jest dość niezdrowe. Mówię tutaj oczywiście o białym pieczywie, graham i podobne są znacznie lepsze.
|
|
| | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | >>Tak, zostaliśmy ewolucyjnie przystosowani do jedzenia mięsa... raz w tygodniu... ale zastanów się, czym się różni racjonalność od racjonalizacji jako mechanizmu obronnego. I odpowiedz sobie uczciwie, czy racjonalne jest codzienne jedzenie mięsa i ryb . > Codzienne jedzenie mięsa jest przede wszystkim niezdrowe - mięso zawiera tłuszcze i wspomniany już cholesterol. Tłuszcze roślinne są dużo zdrowsze, nie wspominając już o błonniku i innych składnikach. > Mięso raz w tygodniu - to rozsądne. >Jeszcze chciałem zauważyć, iż chleb i inne pieczywo, mimo iż pieczone praktycznie w 100% ze składników roślinnych, jest dość niezdrowe. Mówię tutaj oczywiście o białym pieczywie, graham i podobne są znacznie lepsze.
Właściwie chciałbym cały tekst zaznaczyć. Nie zgadzam się z takimi receptami na "racjonalne życie dla wszystkich"; "racjonalne święta dla ogółu"; "tłuszcze roślinne są dużo zdrowsze"; chleb taki i taki jest lepszy"...itp, etc... Czy nie ma żadnych, osobniczych wskazań do jedzenia więcej lub mniej mięsa? Czy nie ma takich zaleceń lub wskazań ze względu, np. na grupę krwi z akcentem na czynnik Rh? Czy naprawdę niektórzy z Was mają uniwersalne przepisy na racjonalizm?- czy z racjonalizmem nie jest tak jak, np. z wiarą, że każdy inaczej wyobraża sobie swojego boga? Nie dopuszczacie myśli, że dla kogoś bardziej racjonalnym- z różnych względów - jest jedzenie mięsa trzy razy dziennie a dla kogoś innego raz w m-cu?- i, że nie wymyślicie na to formułki?
Dostrzegam w tym pęd do unifikacji racjonalizmu co z założenia uważam za błąd.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | >>>Tak, zostaliśmy ewolucyjnie przystosowani do jedzenia mięsa... raz w tygodniu... ale zastanów się, czym się różni racjonalność od racjonalizacji jako mechanizmu obronnego. I odpowiedz sobie uczciwie, czy racjonalne jest codzienne jedzenie mięsa i ryb . >> Codzienne jedzenie mięsa jest przede wszystkim niezdrowe - mięso zawiera tłuszcze i wspomniany już cholesterol. Tłuszcze roślinne są dużo zdrowsze, nie wspominając już o błonniku i innych składnikach. >> Mięso raz w tygodniu - to rozsądne.>Jeszcze chciałem zauważyć, iż chleb i inne pieczywo, mimo iż pieczone praktycznie w 100% ze składników roślinnych, jest dość niezdrowe. Mówię tutaj oczywiście o białym pieczywie, graham i podobne są znacznie lepsze. >Właściwie chciałbym cały tekst zaznaczyć. >Nie zgadzam się z takimi receptami na "racjonalne życie dla wszystkich"; "racjonalne święta dla ogółu"; "tłuszcze roślinne są dużo zdrowsze"; chleb taki i taki jest lepszy"...itp, etc... >Czy nie ma żadnych, osobniczych wskazań do jedzenia więcej lub mniej mięsa? >Czy nie ma takich zaleceń lub wskazań ze względu, np. na grupę krwi z akcentem na czynnik Rh? >Czy naprawdę niektórzy z Was mają uniwersalne przepisy na racjonalizm?- czy z racjonalizmem nie jest tak jak, np. z wiarą, że każdy inaczej wyobraża sobie swojego boga? >Nie dopuszczacie myśli, że dla kogoś bardziej racjonalnym- z różnych względów - jest jedzenie mięsa trzy razy dziennie a dla kogoś innego raz w m-cu?- i, że nie wymyślicie na to formułki? >Dostrzegam w tym pęd do unifikacji racjonalizmu co z założenia uważam za błąd.
To, że ktoś nie potrafi żyć bez ścisłego zdefiniowania swego życia...potrafię sobie wyobrazić, ale po kiego grzyba bierze się za cudze???
|
|
| | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > Tak, zostaliśmy ewolucyjnie przystosowani do jedzenia mięsa... raz w tygodniu... ale zastanów się, czym się różni racjonalność od racjonalizacji jako mechanizmu obronnego. I odpowiedz sobie uczciwie, czy racjonalne jest codzienne jedzenie mięsa i ryb.>
"Według Piramidy Żywności opracowanej w Instytucie Żywności i Żywienia, w zdrowej diecie każdego dnia powinny znaleźć się: ...chude mięso lub jego białkowe zamienniki, które są dobrym źródłem białka a także witamin z grupy B i składników mineralnych. W Piramidzie, jako 1 porcję mięsa określono 100-150g chudego mięsa, którą można podzielić w ciągu dnia na kilka mniejszych porcji. "
Jedzenie mięsa codziennie jest racjonalne dla każdego, kto mięso lubi, Panie Dokowski, dla dobra naszych wnuków również.
Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >...chude mięso lub jego białkowe zamienniki, które są dobrym źródłem białka a także witamin z grupy B i składników mineralnych. W Piramidzie, jako 1 porcję mięsa określono 100-150g chudego mięsa, którą można podzielić w ciągu dnia na kilka mniejszych porcji. " >Jedzenie mięsa codziennie jest racjonalne dla każdego, kto mięso lubi, Panie Dokowski
Chyba zapomniał Pan o tematyce wątku. Proszę sobie przypomnieć. A teraz proszę zadać sobie pytanie:
Chude mięso CZY jego białkowe zamienniki?
Jeżeli zrozumiał Pan bilans energii, to odpowiedź jest oczywista: zamienniki są racjonalne, chude mięso jest nieracjonalnym wyborem niszczycielskim dla przyrody.
Czy Pan upiera się, zeby zmienić temat dyskusji na dietetyczny? Ten wątek nie jest dietetyczny, jest on o niszczeniu przyrody. Zmianę tematu na dyskusje o diecie odbieram jako ucieczkę od poczucia winy. Świadomość, że niszczymy przyszłe zdrowie naszych dzieci i wnuków, nie jest przyjemna.
Kiedy obżeramy się codziennie mięsem, bo jesteśmy zbyt słabi i zbyt głupi, żeby postępować w życiu racjonalnie, popełniamy przynajmniej dwa różne grzechy: 1. niszczymy własne zdrowie i 2. szkodzimy środowisko naszych dzieci i wnuków, mimo, że je kochamy. Naturalną jest pokusa, żeby na każdą uwagę patrzeć z perspektywy 1. i udawać, ze nie widzimy 2. Polemizując z tezą 1. zagłuszamy nasze sumienie niedopuszczając myśli na temat 2. Dochodzi do absurdu. Ja zwracam uwagę mięsożercy mówiąc: "pomyśl o swoich wnukach", a mięsożerca odpowiada: "nie masz racji, codzienne jedzenie mięsa nie jest niezdrowe, bo Piramida nie zabrania".
Nawiasem mówiąc ta Piramida jest już przestarzała (widzisz, jaki jestem miłosierny, znów dałem Panu możliwość ucieczki od meritum, jeśli wciąż nie jest Pan gotowy zmierzyć się z nieracjonalnością codziennego jedzenia mięsa).
doku
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | >>Jedzenie mięsa codziennie jest racjonalne dla każdego, kto mięso lubi, Panie Dokowski >Chyba zapomniał Pan o tematyce wątku. Proszę sobie przypomnieć. A teraz proszę zadać sobie pytanie:> >Chude mięso CZY jego białkowe zamienniki? >Ja zwracam uwagę mięsożercy mówiąc: "pomyśl o swoich wnukach", a mięsożerca odpowiada: "nie masz racji, codzienne jedzenie mięsa nie jest niezdrowe, bo Piramida nie zabrania".>
Panie Dokowski...z uporem godnym lepszej sprawy (choć lepszej Pan nie artykułuje) wmawia mi Pan swoją wizję ulepszenia świata przez to, że będę pościł...(już o takich słyszałem). Więc: ja się nie obżeram mięsem tylko jem. Nie mam zamiaru jechać do Tybetu i czekać aż coś- jak- mi spadnie w przepaść. Na pytanie chude mięso czy...odpowiadam: tłuste mięso bo takie lubię . Piramidę wkleiłem by pokazać różnice zdań w odniesieniu do Pańskiej teorii o jedzeniu mięsa.
Jeśli Pan się uparł zbawić ludzkość przez zakaz jedzenia mięsa to gratuluję pomysłu. Ja uważam tylko, że forsuje Pan swoją idee fix wbrew oczywistym faktom, np. kwestionując mięsożerność ssaka jakim jest człowiek ...to, iż Pan tak twierdzi nie znaczy, że tak jest i dzięki bogu.
Nie jestem głupi ni słaby, a jeśli nawet to nie od jedzenia mięsa.
Nie lubię sztucznego podpierania się w dyskusji "uogólnieniami" typu: zagłuszamy; niszczymy; szkodzimy; obżeramy... czy autorów postów jest kilku?-czy też zwracać się do Pana "Wy Dokowski" jak do byłego Prezydenta?- czy może, aż strach pomyśleć, nie mówi Pan w swoim imieniu?
Nie upieram się na zmianę tematu wątku tylko mówię Panu co uważam za bardziej racjonalne. A za bardziej racjonalne zdanie uważam: ... jedzenie mięsa (i nie tylko) ma wpływ na bilans energetyczny Ziemi, lecz racjonalnym działaniem nie jest zakaz jedzenia mięsa lecz pozyskanie/uaktywnienie nowych źródeł energii. To samo dotyczy biopaliw i zbierania chrustu na opał. Oraz zbierania jaków w Tybecie
Oświadczenie: będę jadł mięso codziennie, ale tylko w niedzielę za Pańskie zdrowie.
Oświadczenie Nr2: daję Panu punkt za... "galaktyczność" idei oraz dla tego, że cenię science fiction...choćby tak chruścianą.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Na pytanie chude mięso czy...odpowiadam: tłuste mięso bo takie lubię .
Z tym akurat się zgadzam.
>... jedzenie mięsa (i nie tylko) ma wpływ na bilans energetyczny Ziemi, lecz racjonalnym działaniem nie jest zakaz jedzenia mięsa
Przecież napisałem wyraźnie: "ograniczyć o 80-90%", a nie: "zrezygnować w ogóle". Dlatego moje postulary są racjonalne, a nie "galaktyczne". Proszę zauważyć, że kieruję je tylko do winnych, czyli do tych, którzy niemal codziennie konsumują produkty od zwierząt hodowanych na paszach.
Proszę więc nie przekręcać i nie uogólniać moich starannie sformułowanych racjonalnych wniosków na postać gorzej sformułowaną, która możliwa jest do zaatakowania, bo na racjonalnym forum nie wypada stosować takich sztuczek.
doku
|
|
|  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > Powiem więcej - jako racjonalista sądzę, że przejście na wegetarianizm jest tylko bardzo dobrym wyborem, ale jednak nie najlepszym. Jeszcze lepszym wyborem jest ograniczenie o 80-90% spożycia produktów pochodzenia zwierzęcego, w zależności od indywidualnych możliwości finansowych czy zdrowotnych.> Ale najpewniejsze jest, że człowiek, który codziennie pożera kawał mięsa, nie może uważać się za racjonalistę.>Aha, daję punkt za...zgrabne wkomponowanie swej "idee fix" w kontekst mojej rymowanki  Pozdrawiam
|
|
| stary (143 punktów) |
>Mniej racjonalne jest jedzenie mięsa i nabiału, które wymaga kosztów produkcji w postaci hodowli
>pierwszym przybliżeniu widać jednakową absurdalność hodowania zwierząt na jedzenie i wytwarzania
Pomysł dyskusji ciekawy ale ze względu na skomplikowaną naturę na pewno wielowątkowy.Już na wstępie sam pokazujesz ciągi rozbudowanej stryktury zagadnień. Ja tylko chcę zwrócić uwagę, że wykluczenie chowu zwierzą jako "produktów" służących do prawidłowego odżywiania moim zdaniem się nie da ze względu na to że organizm ludzki nie produkuje niektórych białek i związków jemu niezbędnych. Produktów tych nie da się zastąpić spożywając tylko produkty roślinne. Można ograniczyć spożywanie produktów pochodzenia zwierzęcego ale całkowite ich wyeliminowanie prowadzi do degeneracji rozwoju człowieka.
|
|
 | | lipschitz (1674 punktów) | Akurat tu nie ma jakiegoś większego problemu, gdyż wielu ludzi poddało się eksperymentowi wegetarianizmu i weganizmu, i raczej nie ma potrzeby już gdybać co to by było, gdyby... Można poszukać i sięgnąć po dane dotyczące zdrowia i kondycji fizycznej, na przykład brytyjskie, gdzie żyje kilka milionów wegetarian i wegan i gdzie takie badania były prowadzone wielokrotnie, także przez agencje rządowe.
|
|
 | | lipschitz (1674 punktów) | Akurat tu nie ma jakiegoś większego problemu, gdyż wielu ludzi poddało się eksperymentowi wegetarianizmu i weganizmu, i raczej nie ma potrzeby już gdybać co to by było, gdyby... Można poszukać i sięgnąć po dane dotyczące zdrowia i kondycji fizycznej, na przykład brytyjskie, gdzie żyje kilka milionów wegetarian i wegan i gdzie takie badania były prowadzone wielokrotnie, także przez agencje rządowe.
|
|
|  | 1 na 1 | stary (143 punktów) | >Akurat tu nie ma jakiegoś większego problemu, gdyż wielu ludzi poddało się eksperymentowi wegetarianizmu i weganizmu, i raczej nie ma potrzeby już gdybać co to by było, gdyby... Można poszukać i sięgnąć po dane dotyczące zdrowia i kondycji fizycznej, na przykład brytyjskie, gdzie żyje kilka milionów wegetarian i wegan i gdzie takie badania były prowadzone wielokrotnie, także przez agencje rządowe. > O ile wiem wszystkie badania były prowadzone na dorosłych rozwiniętych osobnikach a nie na młodych osobnikach od urodzenia. Ale to nie było celem tytułowego postu.
|
|
|  | 1 na 1 | salek (4701 punktów) | Był także przypadek, gdy rodzicom odebrano dzieci za stosowanie radykalnej diety wegetariańskiej. Tak więc z tą zdrowotnością wegetarianizmu w każdym przypadku też nie jest tak różowo.
Porównać oczywiście również można.. zwłaszcza wegetarian, często z obsesją na punkcie własnego zdrowia i 'mięsożerców', żywiących się tak a nie inaczej z uwagi na niechcemisizm. Ile warte będzie takie porównanie?
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >ciągi rozbudowanej stryktury zagadnień.
Zgadza się. Nie przedstawiłem nawet wszystkich najważniejszych.
>wykluczenie chowu zwierzą jako "produktów" służących do prawidłowego odżywiania moim zdaniem się nie da ze względu na to że organizm ludzki nie produkuje niektórych białek i związków jemu niezbędnych. Produktów tych nie da się zastąpić spożywając tylko produkty roślinne. Można ograniczyć spożywanie produktów pochodzenia zwierzęcego ale całkowite ich wyeliminowanie prowadzi do degeneracji rozwoju człowieka.
Ponieważ było to pierwsze przybliżenie, nie przedstawiłem racjonalnych ciągów dla hodowli i produkcji biiopaliw. Jeżeli zrezygnować z produkcji pasz, to mamy ciąg pozbawiony pierwszego B. czyli ciąg bez marnotrawienia energii. Możliwa jest więc racjonalna hodowla i racjonalna produkcja biopaliw, pod warunkiem, że surowcem będą wyłącznie odpady oraz surowce naturalne pozyskiwane bezkosztowo ze środowiska.
Mówiąc prościej, racjonalne jest polowanie i jedzenie upolowanego mięsa, racjonalne jest hodowanie na odpadkach jednej krowy w rodzinie dla mleka, jednej świni dla mięsa i kilku kur dla jaj. Racjonalne jest zbieranie chrustu (biopaliwa), racjonalne jest robienie gazu z makulatury i innych śmieci.
A kiedy uwzględnić poprawki trzeciego rzędu, dojdą kolejne możliwoci racjonalnego gospodarowania: np. gdyby zlikwidować zbrodnicze dotacje, gdyby pasze kosztowały tyle co normalne jedzenie dla ludzi i dla naszych zwierząt domowych, to mięso miałoby uczciwą, wolnorynkową cenę - każdy właściciel psa lub kota może policzyć, ile musiałby wziąć za kilogram mięsa, żeby mu się opłaciła taka hodowla - gdyby więc wprowadzić do rolnictwa i hodowli prawa wolnego rynku, to okazałoby się, że produkcja pasz jest po prostu nieopłacalna, poza niewielką enklawą dla luksusu, niezagrażającą środowisku, bo specjalnie opodatkowaną na koszta regeneracji środowiska. Taka luksusowa produkcja pasz byłaby także racjonalnym gospodarowaniem.
Widać już, że nie ma potrzeby całkowitego eliminowania mięsa z menu.
Istnieje nawet taka racjonalna kultura. Istnieje w Tybecie kultura zakazująca jedzenia mięsa z jednym wyjątkiem - można jeść mięso zwierząt naturalnie padłych (jeśli jest niezepsute). Ludzie ci codziennie obserwują okoliczne przepaście i jak jakiś jak wpadnie do niej, to go wyciągają i zjadają.
doku
|
|
|  | | stary (143 punktów) |
> Jeżeli zrezygnować z produkcji pasz, to mamy ciąg pozbawiony pierwszego B. czyli ciąg bez marnotrawienia energii. Możliwa jest więc racjonalna hodowla i racjonalna produkcja biopaliw, pod warunkiem, że surowcem będą wyłącznie odpady oraz surowce naturalne pozyskiwane bezkosztowo ze środowiska.
Tak stawiając sprawę zgadzam się z autorem.
|
|
2 na 2 | stilgar (7322 punktów) | Odnośnie marnotrawienia energii przez hodowle zwierząt: Najlepiej byłoby stworzyć drzewa, na których zamiast jabłek rosłyby kawałki szyneczki  Co do diety wegetariańskiej: jak już gdzieś wspominałem, pół mojej rodziny to lekarze i trochę sie nasłuchałem o zdrowym żywieniu  Możliwe jest prawidłowe odżywianie bez spożywania produktów zwierzęcych, ale jest to bardzo trudne - rośliny nie produkują wielu witamin i innych składników, których organizm ludzki potrzebuje. Często dietę wegetariańską trzeba wspomagać suplementami diety. I teraz pytanie, co jest bardziej naturalne : hodowla świnek czy produkcja tabletek?
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > pół mojej rodziny to lekarze i trochę sie nasłuchałem o zdrowym żywieniu
Skoro wszyscy wierzą w szkodliwość codziennego jedzenia jajek z powodu cholesterolu, to muszą być wszyscy z pokolenia Twoich dziadków. Czy wierzą też w to, że picie dużo mleka pomaga walczyć z osteoporozą?
doku
|
|
|  | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) | >> pół mojej rodziny to lekarze i trochę sie nasłuchałem o zdrowym żywieniu >Skoro wszyscy wierzą w szkodliwość codziennego jedzenia jajek z powodu cholesterolu, to muszą być wszyscy z pokolenia Twoich dziadków. Czy wierzą też w to, że picie dużo mleka pomaga walczyć z osteoporozą?
Uważasz, że matematyk po lekturze popularno-naukowych czasopism zna się lepiej na medycynie od lekarza?
|
|
| |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Uważasz, że matematyk po lekturze popularno-naukowych czasopism zna się lepiej na medycynie od lekarza?
Nie.
Pytanie Inczu-Czuny na takim forum nie może być skuteczne, gdyż Inczu-Czuna miał narzędzia, żeby zakazać przesłuchiwanemu komentowania własnych odpowiedzi, a tutaj nikt mi nie zabroni komentować.
Więc dodam, że lekarz, który nie uzupełnia wiedzy o najnowsze odkrycia dotyczące szkodliwości leków i pokarmów, dobrze by zrobił, gdyby czasem posłuchał matematyka, który przypadkiem przeczyta o takim odkryciu. To w niczym nie uwłacza jego pozycji znawcy medycyny
doku
|
|
| | |  | | stilgar (7322 punktów) |
>Więc dodam, że lekarz, który nie uzupełnia wiedzy o najnowsze odkrycia dotyczące szkodliwości leków i pokarmów, dobrze by zrobił, gdyby czasem posłuchał matematyka, który przypadkiem przeczyta o takim odkryciu. To w niczym nie uwłacza jego pozycji znawcy medycyny
Lekarze mają obowiązek dokształcania się - jest specjalny system punktowy, który pilnuje, żeby lekarz nie zaniedbywał uzupełniania swojej wiedzy.
|
|
| | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Lekarze mają obowiązek dokształcania się - jest specjalny system punktowy, który pilnuje, żeby lekarz nie zaniedbywał uzupełniania swojej wiedzy.
Ale to dotyczy tylko jego specjalizacji. A dietykę zdaje się musi znać tylko alergolog pokarmowy. Jeśli masz takiego w rodzinie i on potwierdzi szkodliwość jajek z uwagi na cholesterol, to uznam, że coś musiałem przeczytać bez zrozumienia.
doku
|
|
| |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > >Czy wierzą też w to, że picie dużo mleka pomaga walczyć z osteoporozą?> FUJ tylko nie mleko  >  > Zulka, sto razy więcej(procentowo?) jest wapnia w żółtym serze! Ludzie są jedynymi (chyba) ssakami, które piją mleko- i to mleko innych gatunkowo, ssaków!- gdy już zupełnie nie jest to im potrzebne... picie mleka przez dorosłe, ludzkie osobniki jest potrzebne tylko przemysłowi mleczarskiemu
Na zdrowie
|
|
| | |  | | Zulka (2198 punktów) |
> Ludzie są jedynymi (chyba) ssakami, które piją mleko- i to mleko innych gatunkowo, ssaków!- gdy już zupełnie nie jest to im potrzebne... picie mleka przez dorosłe, ludzkie osobniki jest potrzebne tylko przemysłowi mleczarskiemu Zgadzam się w stu procentach  ale plus mogę dać tylko jeden
|
|
| | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > >Ludzie są jedynymi (chyba) ssakami, które piją mleko- i to mleko innych gatunkowo, ssaków!- gdy już zupełnie nie jest to im potrzebne... picie mleka przez dorosłe, ludzkie osobniki jest potrzebne tylko przemysłowi mleczarskiemu > Zgadzam się w stu procentach ale plus mogę dać tylko jeden Ale cieszę się z niego jak ze stu!  Pozdro serdeczne
|
|
| | |  | | stilgar (7322 punktów) | Mleka nie lubię, moim zdaniem po prostu śmierdzi... ale produkty mlekopochodne - sery, serki, jogurty - pycha  ale: Produkty mleczne, w tym mleko są źródłem wapnia. Człowiek wapna potrzebuje. Co więc jest złego w piciu mleka, jak ktoś lubi? W dodatku, w innym miejscu tego wątku protestowałeś przeciwko ujednolicaniu żywienia, bez patrzenia na cechy osobnicze. Ale teraz stwierdzasz, że mleko be. Niespójność poglądów?
|
|
| | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > Mleka nie lubię, moim zdaniem po prostu śmierdzi... ale produkty mlekopochodne - sery, serki, jogurty - pycha  > ale:> Produkty mleczne, w tym mleko są źródłem wapnia. Człowiek wapna potrzebuje. Co więc jest złego w piciu mleka, jak ktoś lubi?> W dodatku, w innym miejscu tego wątku protestowałeś przeciwko ujednolicaniu żywienia, bez patrzenia na cechy osobnicze. Ale teraz stwierdzasz, że mleko be. Niespójność poglądów?Trochę niedokładnie przeczytałeś, nie napisałem, iż mleko jest "be", tylko, że mleko nie jest człowiekowi do życia niezbędne i człowiek to jedyny ssak, który pije mleko (samic ssaków nieswojego gatunku) jako osobnik dorosły. Też nie lubię mleka- lubię sery, jak Ty- lecz nie twierdzę, iż picie mleka jest "złe"...jest po prostu niepotrzebne. W odróżnieniu od mięsa zawierającego Vit. B12- w innym pożywieniu tej witaminy nie ma. Może inaczej...zacytuj fragment gdzie piszę, że "picie mleka jest złe" , łatwiej będzie mi się odnieść i, ew. , przyznać do błędu. "Osoby nie lubiące mleka mogą korzystać z innych naturalnych źródeł wapnia. Oczywiście najlepiej jest stosować dietę urozmaiconą. Oto przykładowa zawartość biopierwiastka w 100 gramach wybranych produktów spożywczych: orzechy laskowe - 220 miligramów natka pietruszki, rzeżucha - 190 miligramów kukurydza - 100 miligramów chleb razowy - 65 miligramów seler - 60 miligramów groszek zielony - 55 miligramów marchew - 45 miligramów rzodkiew - 35 miligramów jajko (1 sztuka) - 34 miligramy" Pozdrawiam
|
|
| stary (143 punktów) |
>A. Zaspokojenie potrzeb życiowych ludzi (pożywienie, woda, domy, ubrania, klimatyzacja) >B. Zaspokojenie potrzeb energetycznych będących kosztami produkcji
A do czego zakwalifikowałeś energię zużywaną (podobno około 25% zużywanej energii)na: - zbrojenia - ekstrawagancką rozrywkę (jeżdżenie samochodem bez wyraźnego celu, lot w kosmos dla przyjemności itp.
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >>A. Zaspokojenie potrzeb życiowych ludzi (pożywienie, woda, domy, ubrania, klimatyzacja) >>B. Zaspokojenie potrzeb energetycznych będących kosztami produkcji >A do czego zakwalifikowałeś energię zużywaną (podobno około 25% zużywanej energii)na: >- zbrojenia >- ekstrawagancką rozrywkę (jeżdżenie samochodem bez wyraźnego celu, lot w kosmos dla przyjemności itp.
Oczywiście A
doku
|
|
J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | > zacząłem od założenia kilku wątków, którymi testowałerm inteligencję> i zdolność do racjonalnego myślenia uczestników tego forum, gdyż musiałem się upewnić, czy chcęTo miłe z Twojej strony łaskawco
|
|
| sztejkat (4743 punktów) | > (...)> Nawiasem mówiąc, jednym z zadań PSR powinno być wspieranie popularyzatorów nauki, żeby racjonalniej> podchodzili do swojej twórczości. Jednym ze sposobów racjonalizacji wykładu popularnonaukowego jest> rezygnacja z niezredukowanych równań i nieskróconych ułamków.(...)Panie, uchowaj nas od popularyzatorów ! Ehm... No co?! Diabeł zawsze tkwi w szczegółach. Popularyzacja popularyzacją, ale wszelkie ukrywane uproszczenia bądź milczące założenia są jak najbardziej szkodliwe. Widzę nie raz i nie dwa, jak popularyzator wiedzy, bazując na wypocinach innego popularyzatora, upraszcza uproszczenia bądź przyjmuje uproszczone, słuszne w ograniczonym zakresie wyjaśnienia za w pełni prawdziwe i stosuje je tam, gdzie nie powinno mieć to miejsca. Nauka nie jest prosta, nie jest trywialna i nie jest oczywista. Popularyzator powinien więc nie tyle objaśniać, co wskazywać, gdzie szukać owych szczegółowych diabełków. Pozdrawiam, Tomasz Sztejka P.S > (...) Prosty bilans energii pozwala nam zauważyć, że budując elektrownie wiatrowe i wodne, spowodujemy ochłodzenie klimatu i osłabienie niszczycielskiej siły huraganów, nawet bez ograniczania produkcji energii ze źródeł nieodnawialnych.(...)A na co OSTATECZNIE zmienia się energia elektryczna wyprodukowana w tych jakże sprawnych (ironia) elektrowniach?
Tomasz Sztejka
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Diabeł zawsze tkwi w szczegółach.
Wszyscy fizycy wiedzą, że wszystkie ich obliczenia (fizyczne) obarczone są jakimś błędem, często nawet dość sporym, choćby oszacowanie masy kwarków. Sztuka popularyzacji wiedzy polega na tym, żeby użyć terminowlogii właściwej dla poziomu szczegółowości wykładu.
Fizyk napisze, że masa kwarku u wynosi 1,5 - 4 MeV. Zły popularyzator napisze "około 3 MeV", dobry popularyzator napisze: "masa kwarka u jest większa nie tylko od masy protonu, ale także od masy neutronu".
Dobry popularazator może w ten sposób formułować prawdy równie ściśle, jak fizyk formułuje je w swoich naukowych publikacjach. Największy w historii dydaktyk - mistrz fizyków kwantowych - Feynmann - pisał, że naukowiec, który nie potrafi ściśle sformułować teorii bez użycia liczb i wzorów, który nie potrafi wyłożyć jej zrozumiale dla przeciętnego czytelnika książek popularnonaukowych, taki "naukowiec" po prostu sam nie rozumie tej teorii, ma ją tylko powierzchownie "wykutą".
Wśród prawdziwych naukowców, od czasów Feynmanna, dobrzy popularyzatorzy są szanowani bardziej niż badacze uchylający się od popularyzacji, bo takie uchylanie się jest zwykle oznaką tępoty (oczywiście trzeba rozumieć tę tępotę jako względną w środowisku badaczy, w porównaniu z przeciętnym studentem nawet taki uchylający się badacz jest zwykle bystry i głęboki, dopiero w obecności zdolnego popularyzatora wypada blado, także w badaniach).
>Nauka nie jest prosta, nie jest trywialna i nie jest oczywista. Popularyzator powinien więc nie tyle objaśniać, co wskazywać, gdzie szukać owych szczegółowych diabełków.
Popularyzator mierny, bez ambicji... owszem. Ale uczciwy popularyzator dzieli się z czytelnikiem całą swoją wiedzą, tyle tylko, że sformułowaną tak, jak w tym moim przykładzie o kwarkach.
>A na co OSTATECZNIE zmienia się energia elektryczna wyprodukowana w tych jakże sprawnych (ironia) elektrowniach?
Masz na myśli podczerwone promieniowanie tła czy ekspansję Wszchświata? Słowo OSTATECZNIE sugeruje, że możesz mieć też na myśli Boga, który w końcu pochłonie cały Wszechświat z powrotem, mniam. Mnie nie zażyjesz takimi zagadkami.
Ziemia jako całość może produkować (przetwarzać) mniej energii niż teraz, lub więcej niż teraz, przy założeniu stałej wielkości konsumpcji. Produkcja energii się obniży, jeśli zmniejszymy proporcje mięsa i nabiału w pożywieniu oraz jeśli zrezygnujemy z produkcji rolniczej dla biopaliw. Nie przestraszysz mnie diabłem szczegółowym, bo to jest ściśle sformułowana prawda, tak jak ta prawda o kwarku na początku postu. Możemy sprawić, że temperatura Ziemi się obniży i Ziemnia będzie wysyłać mniej podczerwieni w Kosmos. Zaoszczędzona energia pozostanie skumulowana w postaci ropy, węgla i gazu - jedząc mniej mięsa oszczędzamy te zasoby, a produkując biopaliwa z upraw biopaliwowych - przyspieszamy zużycie tych zasobów. Jest to prosty a mimo to ścisły bilans energetyczny.
doku
|
|
|  | | sztejkat (4743 punktów) | >Dobry popularazator może w ten sposób formułować prawdy równie ściśle, jak fizyk formułuje je w swoich naukowych publikacjach. Największy w historii dydaktyk - mistrz fizyków kwantowych - Feynmann - pisał, że naukowiec, który nie potrafi ściśle sformułować teorii bez użycia liczb i wzorów, który nie potrafi wyłożyć jej zrozumiale dla przeciętnego czytelnika książek popularnonaukowych, taki "naukowiec" po prostu sam nie rozumie tej teorii, ma ją tylko powierzchownie "wykutą".
Słusznie. Niestety, jak zauważyłeś, dobry popularyzator musi być bardzo dobrym fachowcem w swojej dziedzinie. Takich jest niewielu i są kosztowni. Zdecydowanie zaś tzw. "dziennikarz naukowy" nie będzie dobrym popularyzatorem. Choć oczywiście wielokrotnie tańszym.
>>A na co OSTATECZNIE zmienia się energia elektryczna wyprodukowana w tych jakże sprawnych (ironia) elektrowniach? >Masz na myśli podczerwone promieniowanie tła czy ekspansję Wszchświata? Słowo OSTATECZNIE sugeruje, że możesz mieć też na myśli Boga, który w końcu pochłonie cały Wszechświat z powrotem, mniam. Mnie nie zażyjesz takimi zagadkami.(...)
Doprawdy, dalece mi aż do takiej ostateczności. Wiem jednak, że ludzie często zapominają o cieple - prądu używamy do oświetlania domów, tak? A co się dzieje po drodze? Co się dzieje z wyemitowanym światłem?
Zdecydowanie, moim zdaniem oczywiście, nikły procent energii wytwarzanej przez człowieka jest wiązany w postaci związków chemicznych lub innych, trwałych postaciach. I tylko o tej części energii możemy mówić, że została użyta do ochłodzenia planety.
Ot, choćby jeden z największych polski konsumentów elektryczności - huta aluminium w Koninie (około 900 GWh energii rocznie). Ogrzewamy rudę, topimy, przeprowadzamy parę reakcji chemicznych, i o zgrozo, studzimy gotowy produkt. Względna ilość energii jaka została uwiązana w produkcie jest znikoma wobec energii przetworzonej na ciepło w trakcie jego wykonywania.
Z ciepłem i energią to w ogóle tak jakoś nieprzyjemnie jest - o ile dowolną formę energii można zamienić w ciepło ze 100% sprawnością, o tyle w drugą stronę to już tak nie działa. Nie możemy bowiem wykorzystać samego ciepła, a jedynie jego przepływ. Co zawsze wiąże się z kwestią źródła ciepła i .... chłodnicą.
A zgadnij, co jest chłodnicą dla planety? Dokąd ma płynąć ciepło powstałe z absorbcji promieniowania słonecznego przez powierzchnię planety ot, choćby po to by powstał z tego wiatr?
Skracanie ilości form pośrednich przetwarzania energii jest oczywiście dobrym pomysłem. Szczegółowy diablik tkwi jednak w stosunku ilości energii jaka jest niezbędna do zainwestowania w konstrukcję tak zwanych elektrowni ekologicznych do energii uzyskanej w ich czasie życia. A także, niestety, w stosunkowo niskich sprawnościach takowych. Owszem, energia słońca jest za darmo. Jednak ma ona stosunkowo niskie natężenie, zbyt niskie by przetwarzać ją w sposób wysoko-sprawny.
Także systemy odbioru energii są przystosowane do określonej jej formy - tej, którą przetwarzają najsprawniej. Ot, choćby mój bandzioch - napcham mięsiwem, mlekiem, jednak nie bardzo już trawą, glonami, korą. Tu skrócenie łańcucha przetwarzania może sprawić, że mój organizm zdecydowanie obniży swoją sprawność. No, ale to mój organizm, może inni mają inny.
O kwarkach się nie wypowiem - tu akurat dobrze wiem, że wiem za mało.
Pozdrawiam
Tomasz Sztejka
|
|
| |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > nikły procent energii wytwarzanej przez człowieka jest wiązany w postaci związków chemicznych lub innych, trwałych postaciach. I tylko o tej części energii możemy mówić, że została użyta do ochłodzenia planety.
Nie mam aż tak ambitnych planów. Wystarczy mi na razie, że zaczniemy zmniejszać zużycie nieodnawialnych (kopalnych) źródeł energii, na razie jest za wcześniej, żeby mówić o zwiększaniu zapasów. Sam pomysł "wiązania w postaci związków chemicznych" jest absurdalny w sytuacji, gdy jednocześnie wydobywamy i spalamy paliwa kopalne będące taką właśnie energią "związaną w postaci związków chemicznych" - nia ma sensu rozwiązywać po to, żeby wiązać - to czyste marnotrawstwo. Takie marnotrawstwo odbywa się na coraz większą skalę. Wydobywamy ropę, żeby mieć energię do uprawiania rolnictwa, którego płody zużywamy do wytworzenia biopaliwa, czyli ekwiwalentu ropy.
Druga kwestia - jeżeli zmniejszymy prędkość wiatru i wody, stawiając na jej drodze elektrownie, to będzie to oznaczało ochłodzenie planety. Z czasem ustali się pewna równowaga między produkcją komponentów i montażem elektrowni ekologicznych i części zamiennych dla nich, a ich wydajnością - zbyt gęsto ustawione wiatraki czy progi na rzece tak spowolniłyby ruch płynów, że przestałoby się opłacać produkować części zamienne dla takich elektrowni.
Trzecia kwestia - krytyka wydajności powinna być bardziej powściągliwa. Gdy 100 lat temu jeżdziły samochody, wielu krytykowało je jako niewydajną ekstrawagancję. Dzisiaj jenak widać jak na dłoni, że gdyby trzymać się transportu konnego, to dzisiaj utonęlibyśmy w odchodach miliardów koni, które tłoczyłyby się wszędzie w naszych miastach, a wszystkie lasy na Ziemi musialyby ustąpiś miejsca produkcji paszy dla koni. Podobnie za 100 lat będą wyglądać argumenty ekonomiczne przeciwników eletrowni słonecznych, wiatrowych i wodnych. Dzisiejsze prymitywne konstrukcje zamienią się w nowoczesne, wydajne i energooszczędne systemy.
Po czwarte - docelowy stan równowagi to likwidacja wszelkiej nieodnawialnej energetyki. Ilość energii, jaką możemy uzyskać ze Słońca przekracza nie tylko potrzeby Ziemi, ale także możliwości przetworzenia jej przez Ziemię. Przyjdzie taki czas, że będziemy pobierać ze Słońca tyle energii, że jej konsumpcja spowoduje rozpraszanie takiej ilości ciepła, że samo to już będzie nasilać efekt cieplarniany - Ziemia nie poradzi sobie z emisją ciepła poprzez podczerwień. Wiatry będą coraz potężniejsze, coraz więcej będzie opadów. Nie uda się tego ostudzić stawianiem coraz gęściej, coraz wyższych wiatraków, bo coraz trudniej będzie magazynować nadmiar energii. Energii będziemy mieli za dużo i trzeba będzie zacząć wyłączać nadmiarowe elektrownie słoneczne.
doku
|
|
 | | Głąbiński (3538 punktów) | >Panie, uchowaj nas od popularyzatorów! Protestuję! Nie zgadzam się!
>Popularyzacja popularyzacją, ale wszelkie ukrywane uproszczenia bądź milczące założenia są jak najbardziej szkodliwe. Nie rozumiem, o czym piszesz? Jakieś przykłady? Są mniej lub bardziej udane teksty i prelekcje popularyzujące wiedzę. Upraszczanie jest w nich konieczne i nie ma potrzeby powtarzania odbiorcom przekazu, że pomijane są szczegóły konieczne dla specjalistów, a jeśli autor nie podaje jawnie fałszywych wiadomości, nie daje to złych skutków. Wiedza zgromadzona przez ludzkość jest tak obszerna, że przyswojenie jej w całości jest niemożliwe nawet dla geniusza. Z kolei specjalista w jakiejkolwiek dziedzinie pozbawiony elementarnej znajomości całości jest nie tylko upośledzony, ale często staje się niebezpieczny dla społeczeństwa (np. chemik nieobeznany z fizjologią, ekologią, czy etyką i in.).
>Nauka nie jest prosta, nie jest trywialna i nie jest oczywista. Popularyzator powinien więc nie tyle objaśniać, co wskazywać, gdzie szukać owych szczegółowych diabełków. Myśl z pewnością słuszna, ale niezrozumiały jest dla mnie jej związek z poprzednio wyrażonym zastrzeżeniem.
Stach M. G.
|
|
|  | 1 na 1 | sztejkat (4743 punktów) | >>Panie, uchowaj nas od popularyzatorów! >(...) >Nie rozumiem, o czym piszesz? Jakieś przykłady?
Haczyk tkwi w słowie: "ukrywane".
Oto przykłady:
Raz:
Discovery i cykl programów o dinozaurach. Łażą tam po okolicy takie superaśne, ładnie animowane w zasadzie nie odróżnialne od rzeczywistości dinozaury.
Program niefortunnie sugeruje: - wiemy o nich wszystko (włącznie z kolorem, dźwiękami jakie wydają, zwyczajami itp); - widzowi z doskoku nie pozwala stwierdzić, że mowa tu, po pierwsze o zwierzętach które już nie istnieją, a po drugie - o hipotezach na ich temat.
Wypada też przypomnieć programy o zwierzętach przyszłości lub przyrodzie alternatywnej, stworzone w taki sam, niefortunnie sugestywny sposób.
Dwa:
Popularne wyjaśnienie zasady nieoznaczoności, pokutujące w wielu podręcznikach, sprowadzające ją do zasady metrologicznej a nie fizycznej. Mówię tu o stwierdzeniu: nie można równocześnie określić pozycji i prędkości cząstek elementarnych, bo trzeba czymś ją mierzyć (w domyśle - kolizją z fotonem), a to zmienia wynik pomiaru.
Wyjaśnienie jest równie prawdziwe jak zasada nieoznaczoności prędkości i położenia fortepianu przy pomiarze jej poprzez obserwację jak odbijają się odeń rzucający się do gry pianiści.
Trzy:
Zdrowe pomidory.
Polecam zupę z liści.
Cztery:
Programy towarzyszące misji Pathfinera na Marsa zdecydowanie chętniej korzystały, z jakże bardziej atrakcyjnych wizualnie, symulacji niż materiałów oryginalnych.
Brak stwierdzeń takich jak: "w uproszczeniu", "podobnie do", "według naszej wiedzy", "prawdopodobnie" itp. powoduje, że odbiorca takiej popularyzatorki nie ma możliwości określenia poziomu prawdziwości przekazywanych informacji.
W przywołanych dinozaurach znamy dobrze budowę ich szkieletu, dedukujemy w miarę słusznie budowę zewnętrzną, spieramy się o sposób poruszania, ale takie rzeczy jak umaszczenie, rodzaj powłoki skórnej, wydawane dźwięki, zwyczaje godowe itp. są już wysoce niepewnymi hipotezami. Czego niestety w tych programach nie było widać.
Często stosuje się wizualizacje, symulacje komputerowe i inne zagregowane, silnie przetworzone prezentacje zamiast pokazywania i komentowania materiałów źródłowych. Co więcej - nie wspomina się o tym, że są to symulacje, nie wspomina się jakie fakty odrzucono, jaka była jakość materiału wejściowego do symulacji itp. W ten sposób skutecznie odbiera się widzowi możliwość samodzielnej oceny jakości przedstawionych faktów. Można pokazać paru aktorów, symulowane mamuty, i już mamy dla widza obraz jak żyli dawni ludzie. NIE pokażemy natomiast tych paru kości, narzędzi, i innych żałośnie skromnych skrawków informacji na podstawie których zbudowano pokazaną symulację. Nie pokażemy, ile w niej założeń, ile ukłonów w stronę wizualnej atrakcyjności, ile domysłów, ile ciężkiej pracy i łączenia najróżniejszych faktów.
Może inaczej rozumiemy popularyzacje nauki. Cóż, moim zdaniem istotniejszym od udanej prezentacji (patrz na przykład przywoływany na naszym forum raport na temat potencjału innowacyjności kraju, z błędnymi opisami wykresów) jest popularyzowanie pewnego sposobu myślenia, wskazywanie źródeł wiedzy a przede wszystkim niepewnych jej fragmentów.
Jeśli traktować popularyzację nauki jak inną formę rozrywki - wtedy owszem, upraszczanie, pomijanie, koloryzowanie, uatrakcyjnianie itp ma sens. Dla oglądalności oczywiście.
Niefortunnie jednak ludzie, nawet wpuszczając informację jednym uchem a wypuszczając drugim nasiąkają jej co atrakcyjniejszymi fragmentami. Później, na podstawie tych przesiąknięć, już zapomniawszy o wątpliwej jakości źródle tejże wiedzy, korzystają z niej do budowy obrazu świata. Patrz -> LHC i czarne dziury pożerające Ziemię.
Zbyt entuzjastyczne, pozbawione wątpliwości popularyzatorstwo stwarza w ludziach wrażenie, że: - wszystko już wiemy; - naukowcy są tak wszystkowiedzący, że trudno pomyśleć by normalny człek mógł zostać jednym z nich; - skoro takie to proste, to czemu tyle to kosztuje!?
Zauważ, niezmiernie rzadko popularyzuje się metody naukowe, sposób postępowania, pracy, analizy problemu, weryfikacji wyników. Cóż, nie jest to atrakcyjne. Tyle, że bez tego nauka nie może istnieć.
Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
| |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >>>Panie, uchowaj nas od popularyzatorów! c.d. - właściwie nowy temat, może należałoby założyć osobny wątek? Jednak chyba kończymy, więc nie warto.
Wielu posiada mylne przekonanie o wartości własnej, powierzchownej wiedzy (nb. na tym forum jest kilku takich). Nie jest to jednak produkt popularyzacji. Szczególnie w tych gałęziach wiedzy, których nie daje się uporządkować ścisłym, matematycznym rozumowaniem i metodami doświadczalnymi (cała humanistyka, nauki społeczne takie jak ekonomia, politologia) często również wśród specjalistów dysponujących ogromnym zasobem wiadomości szczegółowych spotyka się bufonów nadmiernie skłonnych do wyrokowania. Brak zdrowego sceptycyzmu powstaje, jak przypuszczam, w wyniku zetknięcia się w młodości z osobnikiem wypowiadającym sądy apodyktycznie i sugestywnie (częsta wada nauczycieli w szkole średniej). Nie sądzę, by przeczytanie kilku książek mogło mieć na postawę znaczący wpływ, a wielokrotne powtarzanie zastrzeżeń może fatalnie wpłynąć na zrozumiałość tekstu. Zarzuciłeś mnie przykładami, które uważam za chybione: wg moich obserwacji wiadomości o dawnych formach życia, czy o zasadzie nieoznaczoności są na ogół podawane w sposób pozwalający laikowi uporządkować sobie podstawy znajomości tych dziedzin w sposób poprawny, nie prowadzący do błędnych wnioskowań, a osobnik przesadnie mniemający o swojej wiedzy jest wytworem wyłącznie naśladowania wzorców z otoczenia. Natomiast (ale to inne zagadnienie) spotykam się z przekonaniem, że znajomość przedmiotu popularna koliduje ze specjalizacją. Podobno często początkującemu studentowi mówi się, że wiedza ze szkoły średniej bardzo jest przydatna, jednak bez wiadomości dotyczących tematu studiów, które lepiej, żeby szybko wyrzucił ze swej pamięci. Nie przeczy to jednak wartości popularyzacji - nawet mniej udanej.
Stach M. G.
|
|
| | |  | | sztejkat (4743 punktów) | Wszystko prawda, jeśli laik pragnie pozostać laikiem. Wtedy jednak popularyzacja wiedzy jest dlań wyłącznie formą rozrywki. Bardziej kształcącej, ale jednak rozrywki.
Tomasz Sztejka
|
|
| |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Popularne wyjaśnienie zasady nieoznaczoności, pokutujące w wielu podręcznikach, sprowadzające ją do zasady metrologicznej a nie fizycznej. Mówię tu o stwierdzeniu: nie można równocześnie określić pozycji i prędkości cząstek elementarnych, bo trzeba czymś ją mierzyć (w domyśle - kolizją z fotonem), a to zmienia wynik pomiaru.
Bardzo słuszna uwaga, chociaż szczegóły Twojej krytyki są niezręczne. Krytykując ten błąd popularyzatorów sam być może popełniasz błąd przeciwny - nie jestem tego pewien, bo piszesz niejasno. Na wszelki wypadek dodam, że tego rodzaju dyskusje powinny zawsze uwzględniać Zasadę Komplementarności Bohra, która rzuca pewne światło na tę kategorię, która wydaje się dla Ciebie tak jasna - metrologiczny/fizyczny - a która w rzeczywistości nie jest niczym więcej, jak kategorią w sensie kantowskim.
Zasada Komplementarności Bohra mówi nam, że fizyka zdolna jest jednak uniknąć tej kategorii - nieoznaczoność jest nieuchronną konsekwencją faktu, że fizycznie podmiot niczym się nie różni od przedmiotu, a więc nie może istnieć Wszechświat bez podmiotu, jeżeli tylko istnieje jakikolwiek opis Wszechświata. Prawa fizyki nie mogą mieć sformułowania z perspektywy Boga, który nie jest częścią Wszechświata - taka perspektywa nie jest fizyczna, gdyż jest fizycznie niemożliwa.
Zasada nieoznaczoności jest naturalną konsekwencją uniwersalnych praw (kwantowych) fizyki, jest więc zasadą obowiązującą całą fizykę. Poprowadzę teraz rozumowanie fikcyjne i niezbyt ścisłe, ale mające tę zaletę, że dobrze ilustruje sedno zagadnienia.
Na wstępie przypomnę o tym, że prawa kwantowe mają swoje bezpośrednie konsekwencje w naszych realiach. Podam przykład ze snookera. Snookerzyści doskonale wiedzą, jak trudno jest wbić bilę odległą o ponad metr od bili białej i od łuzy - najmniejszy błąd w prowadzeniu kija, nierówność na stole itp. powoduje, że zagranie jest nieudane - nawet gdy bila wpadnie, to biała zostaje źle wyprowadzona. Czy jednak któryś z graczy zdaje sobie sprawę, że efekt zderzenia nie jest precyzyjnie określony z powodu zasady nieoznaczoności? Gracze odruchowo szukają pyłku czy czegoś w tym rodzaju, gdy uderzenie im nie wyjdzie.
Jednak fizycy postanowili obliczyć, na ile precyzyjna może być gra w bilard, jeżeli założyć, że wszystko jest idealnie gładkie, sprężyste, doskonale przyczepne itd., a gracze nie popełniają błędów. Tylko w jednym miejscu zadania miały zadziałać prawa fizyki - w chwili zderzenia cząsteczki z których zbudowane są bile miały zachowywać sie naturalnie, kwantowo. Zadanie brzmiało - ile bil zawodnik jest w stanie precyzyjnie skierować jednym uderzeniem, takim że bile te uderzają kolejno tylko w jedną następną. Fizycy policzyli, że precyzja ginie bardzo szybko, tak że ósma bila może zostać nietrafiona z prawdopodobieństwem ponad 50%.
A teraz powiększmy skalę i przejdźmy do sedna. Zróbmy założenie jeszcze bardziej radykalne - załóżmy że w ogóle pominiemy jakiekolwiek efekty "kwantowe" - załóżmy, że cały świat jest taki sprężysty, gładki i idealny jak ten stół do snookera z poprzedniego zadania, i w dodatku załóżmy, że wszystkie zderzenia są idealnie wg zasady "kąt padania równa się kątowi odbicia". Czy możemy przewidzieć przyszłość? Pamiętacie pewnie cytaty różnych głupich filozofów, że gdybyśmy wiedzieli wszystko, to...
Dzięki Bohrowi wiemy, że to bzdura. Przyszłość jest nieprzewidywalna, nawet jeśli pominąć wszystkie efekty "kwantowe".
Wyobraźmy sobie zadanie: Policz dokładnie w jakiej odległości minie Ziemię ta kometa w następnym okrążeniu.
Zauważmy, że zwykle im prostsze zadania, tym trudniejsze. To zadanie jest nierozwiązywalne z samej istoty praw (kwantowych) fizyki. A oto uzasadnienie. W zadaniu tym należy uwzględnić wpływ grawitacji nie tylko Jowisza i innych planet, ale także wpływ obiektów pasa Kuipera, w których pobliżu będzie przelatywać kometa. Aby to było możliwe z dużą dokładnością, należy wysłać w ślad za kometą przynajmniej jedno laboratorium, które będzie wyszukiwać planetki i mierzyć położenie. Te laboratoria mają jednak swoją masę i same wpływają grawitacyjnie na ruch innych mas. Dokładność przewidywania przyszłości jest więc tym większa, im bardziej się ta przyszłość przybliża.
A czy jest możliwa dokładna wcześniej? Czy jest możliwe, że wszystkie te dane o grawitacyjnych oddziaływaniach w pasie Kuipera mamy już wcześniej? Czy jest możliwe, że już od dawna mieliśmy tam dość obserwatoriów, żeby uzyskać te informacje? Załóżmy hipotetycznie, że już mamy ten stan. Czy już możemy wyliczyć dokładnie przyszłość? A co będzie, jeśli do naszego układu zbliży się kometa pozaukładowa, o której nie wiedzieliśmy, że się do nas zbliża... musielibyśmy mieć wcześniej umieszczone obserwatoria jeszcze dalej... rozumując w ten sposób odwracamy bieg czasu i doprowadzamy do absurdu tezę, że przyszłość jest dokładnie określona.
Czas płynie w jednym kierunku. Najpierw przyszłość nie jest określona, bo żaden podmiot określający jeszcze nie istnieje, potem nie jest określona, bo podmiot już istnieje i oddziałuje na przedmioty podczas pozyskiwania informacji do określania tej przyszłości.
Zawsze warto pamiętać, że prawa fizyki nie dzielą się na prawa mikroświata i prawa makroświata - prawa fizyki mają z definicji charakter praw uniwersalnych dlatego, gdyż są tylko obserwowanymi prawidłowościami, a nie prawami sensu stricto.
doku
|
|
| | |  | | sztejkat (4743 punktów) | Co do zasady nieoznaczoności spotkałem się z jasnym, prostym wyjaśnieniem. Niestety, podręcznik, który je cytował pozostał w pracy więc nie podam tego tak ładnie jak tam.
Ogólnie chodziło o to, że tzw. równania Schrodingera opisujące zachowania cząstek są jak najbardziej jednoznacznie rozwiązywalne. Jednak cechy fizyczne cząstki są opisane formami kwadratowymi tychże równań. Gdzie wkrada się oczywistość (-x)^2 = x^2, prowadząca do zasady nieoznaczoności.
Sformułował je, o ile pamiętam, jeden z twórców teorii stojących za tymi równaniami.
Cóż, do mnie to wyjaśnienie przemówiło. Nie mam kompetencji by sprawdzić słuszność tego stwierdzenia, gdyby kto pytał.
Co do Twojego wyjaśnienia - cóż, pewnie spłynęło na mnie światło.
Niestety, nasze sposoby myślenia są nie przystające, wiedza różna, z różnych dziedzin. Nie czuję się kompetentny do podejmowania dyskusji na terenie na który ją wprowadziłeś.
Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
| | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Cóż, do mnie to wyjaśnienie przemówiło.
Do mnie też przemawia. Jednak ja nie wyciągam z tego wniosku, że zaprzecza ono istnieniu wpływów obserwatora. Funkcje falowe równie dobrze opisują cząstki wchodzące w skład obserwatora jak i cząstki obserwowane.
doku
|
|
| | | | |  | | sztejkat (4743 punktów) | >>Cóż, do mnie to wyjaśnienie przemówiło. >Do mnie też przemawia. Jednak ja nie wyciągam z tego wniosku, że zaprzecza ono istnieniu wpływów obserwatora. (...)
A co ma jedno do drugiego?
Zakłócenie pomiaru jest zasadą metrologiczną - i wedle dobrej metodyki, należy je minimalizować. Fakt, że mierząc słonia metrówką skłaniam go do podrygów nie sprawia, że rzeczony, wskazany słoń ma statystycznie zmienną długość. Dokładniej mówiąc - tworząc matematyczny model np. ruchu tego konkretnego słonia nie muszę, pod rygorem fałszywych wyników, wprowadzać statystyki jego długości. Muszę wziąć pod uwagę niedokładność z jaką ją znam, ale nie założyć jej statystyczną zmienność.
Właśnie to usiłuję wykazać - że, przynajmniej o ile mi wiadomo, zasada nieoznaczoności, mimo podobnych efektów, nie ma nic wspólnego z wpływem obserwatora na pomiar.
W przeciwnym razie można by spodziewać się, że pomiary pośrednie skutków oddziaływań, w które proces pomiarowy nie ingeruje, nie będą obciążone nieoznaczonością. A zdaje się są.
Pozdrawiam
Tomasz Sztejka
|
|
| | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >można by spodziewać się, że pomiary pośrednie skutków oddziaływań, w które proces pomiarowy nie ingeruje, nie będą obciążone nieoznaczonością. A zdaje się są.
Takie uogólnienia wprowadzają w błąd. "Obciążone" nieoznaczonością są tylko pomiary wielkości komplementarnych, pomiary wartości pojedynczych atrybutów mogą być dowolnie dokładne (prznajmniej dopóki nie powstanie kwantowa teoria grawitacji).
Po drugie, nie ma fizycznej możliwości czystego, jakby boskiego, pomiaru skutków pośrednich. Mamy do czynienia z materią, z którą łączy nas wspólna przeszłość, jesteśmy więc w ogólności częścią tej samej funkcji falowej. Trzeba bardzo uważać, gdy skacze się z argumentami między mikro- a makroświatem. Żeby zaobserwować efekty kwantowe w laboratorium, trzeba stworzyć warunki, które to umożliwiają, a wtedy okazuje się, że prawa kwantowe sprawdzają się zawsze, niezaleznie od tego, czy obserwujemy skutki "pośrednie" czy bezpośrednie. Kolaps funkcji falowej nie jest zastrzeżony tylko dla prostych układów.
Pamiętam z czasów studenckich takie dyskusje przy piwie. Zastanawialiśmy się, czy w modelu Wszechświata kulistego (przestrzeń jako trójwymiarowa sfera czterowymiarowej kuli) dałoby się zaobserwować globalne efekty kwantowe, np. poprzez obserwację jakiegoś błysku, który miał miejsce na Antypodach, a światło dolatuje do nas z różnych stron mniej więcej w tym samym czasie. Dzisiaj takie dyskusje są bardziej realistyczne, gdyż teraz bada się soczewki grawitacyjne i można zastanawiać się, czy docierające do nas światło zachowało jakieś ślady ewentulnego pierwotnego "splątania" niektórych superpozycji. Gdy udało nam się wykryć takie splątanie, to czy byłby to dowód na brak ingerencji procesu pomiarowego w obserwowane zdarzenia?
Otóż nie. Dla praw kwantowych fizyki z perspektywy przestrzeni Hilberta nie ma znaczenia, ile czasu i na jakiej odległości ewoluuje funkcja falowa. Dopóki funkcja falowa zachowuje swoje paramentry, jest po prostu spójnym bytem w przestrzeni Hilberta. Jeżeli takiej funkcji uda się przetrwać kilka miliardów lat i przelecieć przez soczewkę grawitacyjną w stanie nieskolapsowanym, to dla takiej funkcji te kilka miliardów lat (świetlnych) to jest po prostu jej elementarna chwila życia. Kiedy w końcu nastąpi kolaps tej funkcji, to efekty tego kolapsu nie zależą od "czasu" życia i "wielkości" tej funkcji we Wszechwiecie. Jeżeli akurat zaobserwujemy ten kolaps w naszym laboratorium, to ulegamy złudzeniu, że przybył on do nas z daleka - zapominamy, że ta funkcja falowa istniała i istnieje tutaj i tam, i gdzie indziej już od wielu miliardów lat.
Jakoś wielu ludziom, fizykom nawet, łatwiej sobie jest wyobrazić, że światło może przelecieć miliardy lat świetlnych zachowując pierwotne splątanie, mimo że na swojej drodze napotkało masywne i burzliwe galaktyki, a jakoś trudno im wyobrazić sobie, że ta sama funkcja falowa mogła przetrwać te same miliardy lat na Ziemi czy w innych okolicach naszej Galaktyki, żeby wreszcie po wielu miliardach lat dokonać kolapsu wspólnego z tymi fotonami, które przeszły przez obserwowaną soczewkę. To klasyczny błąd antropomorfizmu, którego mechanizm jest w tym przypadku następujący: my czujemy, że żyjemy, więc wiemy, że coś się dzieje, wydaje nam sie niemożliwe, żeby jakaś funkcja falowa przez miliardy lat nic nie "widziała" tylko pustkę, ale gdy patrzymy w Kosmos, na te miliardy lat (świetlne) pustki, o wiele łatwiej nam wyobrazić sobie, że jakaś funkcja falowa mogła przez miliardy lat lecieć tamtędy i niczego nie "zauważyć".
Używanie słowa "ingeruje" w kontekście wspólnego kolapsu funkcji falowej obserwatora i obiektu obserwowanego jest jedną z tych kluczowych niezręczności słabej popularyzacji fizyki. Mówienie o "zakłócaniu" pomiaru i jakimś "metrocośtam" tylko pogłębia konfuzję. Oczyścić umysł po takich dywagacjach trzeba, a sposobem jest na to utożsamienie aktu obserwacji (pomiaru) z kolapsem funkcji falowej - niemożliwa jest obserwacja bez kolapsu, a każdy kolaps jest zdarzeniem zaobserwowania tego zdarzenia przez uczestników tego kolapsu.
Tylko Bóg może obserwować zdarzenia bez uczestniczenia (ingerowania) w tych zdarzeniach, chyba że się nie wierzy w Boga. Ateizm bardzo ułatwia rozumienie praw fizyki, jako uniwersalnych prawidłowości, a nie jako obowiązujących praw ustanowionych przez Boga. Niestety, język fizyki wciąż jest archaicznym językiem religii. Fizycy mówią o "obowiązujących prawach", o "przestrzeganiu zasad"; zastanawiają się, czy materia może czasem "łamać prawa" czy zawsze musi postępować "zgodnie z prawami" fizyki. W rzeczywistości fizyka nie zajmuje się odkrywaniem ustanowionych praw, ale opisywaniem zaobserwowanych prawidłowości - dlatego właśnie prawidłowości fizyki mają chakarter uniwersalny - żadna materia się przeciwko nim nie zbuntuje, żaden diabeł nie powiedzie jej na pokuszenie, żeby złamać prawo. Prawidłowości z definicji nie mogą zostać naruszone, jeśli są prawidłowościami opisanymi poprawnie przez fizykę.
doku
|
|
| exeqtor (359 punktów) | Cytat:Mniej racjonalne jest jedzenie mięsa i nabiału, które wymaga kosztów produkcji w postaci hodowli zwierzęcej - mamy B. 2. B. A. - więcej etapów, większe marnotrawstwo. Nie wyobrażam sobie życia bez nabiału. Choć jest on jedynie budulcem, posiada swoją energię ok. 17KJ/gram która nie zostaje wykorzystana gdyż nie jest on podstawowym źródłem dla naszego organizmu. Dla mnie jego istotna funkcją jest rola w budowie tkanki mięśniowej. (cel pośredni lepszy wygląd, i ogólne samozadowolenie z podniesienia swojej atrakcyjności). Najbardziej efektywne i właściwe wydaje mi się przyjecie takiego pokarmu w którym energia z niego uzyskana jest jak najwieksza w stosunku do ceny. Energii jak najbardziej uzytecznej, prostej i szybkiej w "obróbce" czyli szczególny wgląd na cukry z grupy prostej ryboza, glukoza czy tez bardziej złozonej fruktoza, sacharoza które mozna znaleźć w produktach owocowych. Same przecież koszty końcowe za produkt to głównie pokrycia za produkcje, dostępność substratów w sezonie itp. , zysk. wiec jako tako są pewnym odwzwierciedleniem energochłonności do uzyskania produktu. Może to dość ignoranckie, ale ja nie rozpatruje ilości wkładu energi na produkt jedynie energia produktu/ jego koszt. Toteż nie konsumuje "dziadostwa" w słodziki które nie dość ze nie maja zadnej wartości energetycznej to są toksyczne przy późniejszych rozkładach. Ciężko jest pogodzić energetyczność produktów/cena/walory smakowe. Każdy ma swoje priorytety. Cytat:....(...)Prosty bilans energii pozwala nam zauważyć, że budując elektrownie wiatrowe i wodne, spowodujemy ochłodzenie klimatu i osłabienie niszczycielskiej siły huraganów, nawet bez ograniczania produkcji energii ze źródeł nieodnawialnych. Jak poważne ochłodzenie ? Wszystko zalezy od proporcji. Uważam ze energia zużywana w stosunku do energii dostarczanej przez Słońce jest znikoma. Zresztą mozna to policzyć. Jak narazie ta siła ciekawości odpowiedzi na te pytanie na ma wystarczającej siły przebicia na owe dziłanie dla mnie . Ogólnie problematyka dosyć zawiła gdyż zahacza o własne indywidualne wyzbycie sie przyjemności konsupcyjnych.
|
|
 | | exeqtor (359 punktów) | Ogólnie problematyka dosyć zawiła gdyż zahacza o własne indywidualne wyzbycie sie przyjemności konsupcyjnych. Natura znajdzie swoje rozwiązanie na problemy, stabilizacja może przyjśc w postacji wojen, kataklimzów co zmniejszy ilośc konsumentów energii. Sporo zalezy od ideolgi czy stawiamy sobie dobro ludzkie, świata czy też pójdziemy na kompromis. Póki żyjemy widzimy problemy które stwarzamy, wiec nie ma co sie martwić ... rada przyjdzie z czasem..pesymistycznie lecz prawdziwie.
|
|
 | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
>...wykożystana... mieńśniowej... puźniejszych... Coś pięknego! Gdzie można się tego nauczyć? .
|
|
|  | | exeqtor (359 punktów) | > >...wykożystana... mieńśniowej... puźniejszych...> Coś pięknego! Gdzie można się tego nauczyć?> . Raczej gdzie można sie tego nie nauczyć, znam miejsc wiele. Owe fakty na wierzch wyłożył Pan w celu mej kompromitacji abym przeciwdziałał takim p ó źniejszym "bykom" bo społeczeństwo odbiera to jako efekt braku oczytania a motywacją ku przeciwdziałaniu takim "bykom" ma być brak takowych oswidczeń jakowe Pan z lekką ironią mi przystemplował. Piszę bo całkowicie sie z Panem zgadzam  w owym postepowniu, choć też polemizować również można. Jestem na tyle racjonalny aby takowe fakty na wierzch wylać.
|
|
| |  | 2 na 2 | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
Mój zachwyt nie mija, raczej się wzmaga. .
|
|
|  | 2 na 2 J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | >>...wykożystana... mieńśniowej... puźniejszych... > Coś pięknego! Gdzie można się tego nauczyć? W muzodajni...
|
|
| |  | 1 na 1 | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
>W muzodajni... A muzodajnia to tam, gdzie dają muzy, czy muzy dają? .
|
|
1 na 1 | Głąbiński (3538 punktów) | >... Co się dzieje z energią pochłoniętą przez parę wodną? ... budując elektrownie wiatrowe i wodne, spowodujemy ochłodzenie klimatu i osłabienie niszczycielskiej siły huraganów... Ten jeden warunek (budowa elektrowni) nie wystarczy. Ochłodzenie klimatu nastąpi tylko w miejscu pobierania tej energii, która - jeśli w formie prądu elektrycznego, lub paliwa nie zostanie przetransportowana, lub zmagazynowana do sezonu o niższej temperaturze - z powrotem zamieni się na ciepło takie samo jak pobrane dając bilans zerowy. Inna jest sprawa, że energia wiatru (huraganu), jak to zauważyłeś, jest dalszą formą wspomnianych przemian. Przy tym (szczególnie dotyczy to tropikalnych cyklonów, o które chodzi w pierwszej kolejności) tą szybko przemieszczającą się energię trudno zlokalizować, a chwytanie wiatru nie w centrum, ale gdzieś na obrzeżach niszczycielskiego wiru, nie spowoduje znaczącego ograniczenia szkód. W moim przekonaniu należy szukać sposobu na przechwycenie tej energii na wcześniejszym etapie jej bytowania ziemskiego. Są to wszystko na razie tylko marzenia, ale może kiedyś w przyszłości będziemy zdolni zabudować podzwrotnikowe pustynie elektrowniami słonecznymi połączonymi z odbiorcami w strefach zimnych, lub przy pomocy zwierciadeł przesyłać im nadmiar promieniowania?
Stach M. G.
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Ochłodzenie klimatu nastąpi tylko w miejscu pobierania tej energii, która - jeśli w formie prądu elektrycznego, lub paliwa nie zostanie przetransportowana, lub zmagazynowana do sezonu o niższej temperaturze - z powrotem zamieni się na ciepło takie samo jak pobrane dając bilans zerowy.
Zapomniałeś w tym momencie, że cywilizacja cały czas produkuje energię z paliw kopalnych i ta produkcja wchodzi nieuchronnie do bilansu energii. Jeżeli prąd z elektrowni wiatrowej popłynie do odbiorcy, który wcześniej otrzymywał go z elektrowni węglowej, to zmniejszy się masa spalonego węgla - energia z elektrowni wiatrowej nie zamieni się w ciepło, ale naprawdę ochłodzi naszą planetę
>Są to wszystko na razie tylko marzenia, ale może kiedyś w przyszłości będziemy zdolni zabudować podzwrotnikowe pustynie elektrowniami słonecznymi
Huraganów nie wyeliminujesz, bo zawsze będą gdzieś pracowały i grzały fabryki komponentów do tych elektrowni słonecznych, ale ogólnie masz rację, elektrownie słoneczne są potencjalnie najwydajniejszym źródłem energii. I te marzenia się moim zdaniem spełnią jeszcze zanim zniknie lądolód Antarktydy.
doku
|
|
 | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
Pod rozwagę: huragan I stopnia, trwający tylko 1 dobę, to więcej energii, aniżeli potrzeba całym Stanom Zjednoczonym na 3 - 4 lata; to więcej, niż suma całego arsenału atomowego ludzkości.
Dane z Przeglądu NMC (National Meteorological Center) z 1989 r. .
|
|
|  | 1 na 1 | matragon (2557 punktów) | > Pod rozwagę: huragan I stopnia, trwający tylko 1 dobę, to więcej energii, aniżeli potrzeba całym Stanom Zjednoczonym na 3 - 4 lata; to więcej, niż suma całego arsenału atomowego ludzkości. > Dane z Przeglądu NMC (National Meteorological Center) z 1989 r. . >
Jedyny problem to taki - kiedy Panowie mieszkający na jachtach u wybrzeży Florydy, wymyślą sposób na czerpanie pieniędzy z ekologicznych sposobów pozyskiwania energii, i czy dojdą do wniosku, że to się im bardziej opłaca niż sprzedawanie pocisków ...
P.S. świadomie upraszczam ...
Michał 'matragon' Worgacz
BEZ ODCHYLEŃ OD NORMY NiEMOŻLiWY JEST POSTĘP (F.Zappa)
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|