Racjonalista - Strona głównaDo treści
Trudne pytania dla katolików...

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
04-10-2008 18:19MociumPan (744 punktów)Trudne pytania dla katolików...
Ocena 7 na 7
Ostatnio szperając w sieci trafiłem na ten artykuł:
ateista.pl/articles.php?id=96

Zawarte są w nim ciekawe pytania na które każdy katolik ma problemy z odpowiedzią.
Po co piszę ten temat ? - a więc do rzeczy:
Może byśmy na forum racjonalista.pl stworzyli polską wersje takich ciekawych pytań które przypierają katolików do muru ?
Na pewno każdy z Was dyskutując z katolikami niejednokrotnie zadał pytanie na które brakowało im argumentów, więc jak każdy z nas wypisze jakieś takie jedno pytanko można zrobić podobną listę... co wy na to?

Pytania mogą być bardzo inteligentne jak również te durne typu:
"Czy Adam i Ewa mieli pępki?"

No to ja zacznę:

W Biblii są cytowane słowa Boga: skąd ograniczona istota jaką jest człowiek może wiedzieć co "Bóg rzekł" skoro Bóg człowieka stworzył dopiero 6-ego dnia... ? a to co Bóstwo mówiło mamy w Biblii zanotowane już od 1-szego dnia...
autor: MociumPan

pzdr.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

G.K. (1679 punktów)
Na Ziemi jest w tej chwili ok. 10 000 różnych religii. Każda ma inne założenia, niektóre mają wielu inne jednego boga. Dlaczego akurat chrześcijaństwo w wersji rzymsko-katolickiej jest tą jedyną prawdziwą ? Dlaczego wyznawcy pozostałych 99,9% religii się mylą ?



Każdy bóg umiera wraz ze śmiercią jego ostatniego wyznawcy.
04-10-2008 23:32 
 Ocena-1 na 1
dlaczego? (38 punktów)
>Na Ziemi jest w tej chwili ok. 10 000 różnych religii. Każda ma inne założenia, niektóre mają wielu inne jednego boga. Dlaczego akurat chrześcijaństwo w wersji rzymsko-katolickiej jest tą jedyną prawdziwą ? Dlaczego wyznawcy pozostałych 99,9% religii się mylą ?
>
Każdy bóg umiera wraz ze śmiercią jego ostatniego wyznawcy.


Niekoniecznie się mylą. Bóg mógł się różnym ludziom pokazać w inny sposób. Wszyscy wierzymy w tego samego Boga ale pod inna postacią
stilgar (7322 punktów)

>Nie koniecznie się mylą. Bóg mógł się różnym ludziom pokazać w inny sposób. Wszyscy wierzymy w tego samego Boga ale pod inna postacią
>

Wg. Kosciola jedyna droga do zbawienia prowadzi przez Kosciol. A papiez jest nieomylny.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Wg. Kosciola jedyna droga do zbawienia prowadzi przez Kosciol. A papiez jest nieomylny.

Nie do końca tak. Tu obowiązuje dogmat św.Tomasza: zbawiony jest wyznawca katolicyzmu, względnie chrześcijaństwa (w XIII w. nie było już odłamów, i nie było jeszcze odłamów) albo wyznawca innej religii jeżeli nie miał styczności z chrześcijaństwem (jego niewiara jest niezawiniona) i żyje zgodnie z duchem chrześcijaństwa (kieruje się podobnymi zasadami moralnymi). Jeżeli ktoś miał styczność z chrześcijaństwem i nie jest chrześcijaninem, to po nim, bo jego niewiara jest złośliwa. Ale później wprowadzono kategorię "poszukujących", inaczej "ludzi dobrej woli", którzy popełniają błąd poznawczy, nie uznając doktryny chrześcijańskiej i wierzą w to, że mają rację (są co do tego przekonani). Innymi słowy decyduje intencja. Ten pogląd został chyba przejęty z etyki tomistycznej, gdzie o wartości czynu też decyduje intencja, a nie materialny skutek (poza czynami wewnętrznie złymi, jak celowe zabójstwo). Ale i tak apostazja pozostała grzechem niezmywalnym, co oznacza, że zbawiony nie będzie ktoś, kto opuszcza chrześcijaństwo. Błąd poznawczy może popełniać tylko ktoś urodzony w innej wierze. Tak to wygląda z punktu widzenia doktryny.

Pozdrawiam
05-10-2008 17:22 
 Ocena 2 na 2
Kelly (2051 punktów)
>Ale później wprowadzono kategorię (...).
To też jest dla mnie fenomen. Muzułmanie są przynajmniej konsekwentni, jak ustalają coś nowego, to naprawdę z konieczności (na przykład taki dylemat czy można rozwieść się SMSem, a jeśli tak, to czy trzeba wysłać trzy wiadomości "Rozwodzę się z tobą", czy jedną wiadomość, w której to zdanie jest trzykrotnie powtórzone). Natomiast filozofia i doktryny chrześcijaństwa powstawały przez ponad 2 tysiące lat i nadal powstają. Chrześcijaństwo (a tym bardziej Kościół Rzymsko - Katolicki) takie, jakie jest wyznawane obecnie, niewiele ma wspólnego z oryginalną wersją.
05-10-2008 17:56 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>To też jest dla mnie fenomen. Muzułmanie są przynajmniej konsekwentni, jak ustalają coś nowego, to naprawdę z konieczności (na przykład taki dylemat czy można rozwieść się SMSem, a jeśli tak, to czy trzeba wysłać trzy wiadomości "Rozwodzę się z tobą", czy jedną wiadomość, w której to zdanie jest trzykrotnie powtórzone). Natomiast filozofia i doktryny chrześcijaństwa powstawały przez ponad 2 tysiące lat i nadal powstają. Chrześcijaństwo (a tym bardziej Kościół Rzymsko - Katolicki) takie, jakie jest wyznawane obecnie, niewiele ma wspólnego z oryginalną wersją.

Chrześcijaństwo pożeniło się z filozofią i dlatego wciąż szuka nowych rozwiązań. Wszystko byłoby w porządku, bo to budujące, gdyby nie to, że na każdym etapie twierdzi, że teraz to już naprawdę jest tylko i sama prawda. Choć z drugiej strony, często tak robi też fizyka. Oboje zapominają, że nie są nieomylni. Tyle, że w przypadku chrześcijaństwa, takie otwarte stwierdzenie byłoby druzgoczące dla morale wyznawców.

Z tym islamem, to jest różnie, zależnie od tradycji. Sunnici nie interpretują Pisma, ale już szyici owszem.

Pozdrawiam
artur dulęba
>Choć z drugiej strony, często tak robi też fizyka.

Nie zauważa pan różnicy między nauką jaką jest fizyka, a fantazją jaką są różne religie?
W razie czego spróbuję wyjaśnić.
1. Fizyka i inne nauki ścisłe dążą do poznania prawdy i ciągle rozwijają się w tym kierunku. Opierają się na wiedzy i doświadczeniu. Raczej nie cofają nas w rozwoju. Przykładowo dzięki tym naukom mogę korzystać z Internetu i komputera, czyli dały mi one ogromne możliwości poznawcze.
2. Religie dążą do dowodzenia, że ich dogmaty są prawdziwe i zmieniają przeważnie to, co wydaje się nieracjonalne dla większości przeciętnych ludzi. Opierają się przykładowo na słownych przekazach przodków. Często cofają nas w rozwoju lub ten rozwój blokują. Przykładowo ~1500 lat trwała przerwa w wiedzy o krążeniu Ziemi wokół Słońca i na nowo "odkrył" tę wiedzę Kopernik (nie licząc mniej znanych, spalonych na stosach).
05-10-2008 00:59 
 Ocena 3 na 3
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Bóg mógł się różnym ludziom pokazać w inny sposób. Wszyscy wierzymy w tego samego Boga ale pod inna postacią

A skąd Ty to wszystko wiesz? Ze mną jeszcze nie dyskutowałeś na ten temat, to z czego wynika Twoje twierdzenie, że ja wierzę w Boga pod jakąś "inną postacią". Napisz mi, jaka jest postać tego Boga, w którego ja rzekomo wierzę.
05-10-2008 07:07 
 Ocena 3 na 3
lotrek (14275 punktów)

>Nie koniecznie się mylą. Bóg mógł się różnym ludziom pokazać w inny sposób. Wszyscy wierzymy w tego samego Boga ale pod inna postacią


W piśmie zwanym świętym nic na ten temat nie ma, więc dlaczego wprowadzasz nas w błąd. Żydzi w oczekiwaniu na Mojżesza, który poszedł na randkę z panem B. zaczęli oddawać cześć bogu pod postacią "złotego cielca". I wiemy jak się to skończyło.
A przykazanie "nie będziesz miał cudzych bogów przede mną", znaczy nie tylko że starotestamentowy bóg tępił konkurencje, ale też że są i inni bogowie. Samego siebie pod różnymi postaciami przecież by nie tępił. Ściemniasz...., czyżby "szkołą Bożenki"?
05-10-2008 10:12 
 Ocena 1 na 1
dlaczego? (38 punktów)
>>Nie koniecznie się mylą. Bóg mógł się różnym ludziom pokazać w inny sposób. Wszyscy wierzymy w tego samego Boga ale pod inna postacią
>W piśmie zwanym świętym nic na ten temat nie ma, więc dlaczego wprowadzasz nas w błąd. Żydzi w oczekiwaniu na Mojżesza, który poszedł na randkę z panem B. zaczęli oddawać cześć bogu pod postacią "złotego cielca". I wiemy jak się to skończyło.
>A przykazanie "nie będziesz miał cudzych bogów przede mną", znaczy nie tylko że starotestamentowy bóg tępił konkurencje, ale też że są i inni bogowie. Samego siebie pod różnymi postaciami przecież by nie tępił. Ściemniasz...., czyżby "szkołą Bożenki"?

Tu akurat masz racje, bo to co napisałem jest moim własnym tłumaczeniem tego. Niekoniecznie musi byc tak jak mówie. Każdy na tym forum przedstawia swoją wizje. Ja przedstawiłem swoją jak ktoś się z nią nie zgadza to oki rozumiem. Ja nie twierdze, że tylko to co ja mówię jest 100% prawdą tym bardziej, że nie ma na to potwierdzenia w Biblii, co dla mnie osoby wierzącej jest ważne. Nie wiem jaka jest prawda na ten temat akurat, to są jedynie moje domysły. To pytanie można zadać każdemu człowiekowi niezależnie w kogo wierzy.
lotrek (14275 punktów)
>Nie wiem jaka jest prawda na ten temat akurat, to są jedynie moje domysły.

Za skromność zasługujesz na pochwałę, czyli plusa. Bo już myślałem, że jak nasza maskotka Bożenka wszystko wiesz....
05-10-2008 14:20 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>A przykazanie "nie będziesz miał cudzych bogów przede mną", znaczy nie tylko że starotestamentowy bóg tępił konkurencje, ale też że są i inni bogowie.

Pan tu obala dogmatykę kościelną. Oddawanie czci cielcowi na pustyni było bałwochwalstwem, a nie przejściem do konkurencji. W punktu widzenia katolika nie ma innych Bogów, dlatego, że katolicyzm buduje określoną metafizykę, a nie ontologię. Innymi słowy, zracjonalizowana doktryna interpretuje faktyczną rzeczywistość a nie formalne możliwości. To przykazanie znaczy: "nie ma innych bogów". Chyba, że chodzi Panu o bożków, tj. istoty niekonieczne, niematerialne. W doktrynie jest dla takich miejsce: anioły i demony. Ale Bóg może być tylko jeden, ponieważ jest - w doktrynie - pełnią wszystkiego, gdyby istniał drugi, to żaden z nich nie mógłby być tą pełnią i ostatecznie nie byłoby Boga.

Pozdrawiam
05-10-2008 16:32 
 Ocena 2 na 2
lotrek (14275 punktów)

>Pan tu obala dogmatykę kościelną.

Ktoś musi....dogmaty to nic innego, jak wymysły papieży - często "chore", jak ten o niepokalanym poczęciu, czy o wniebowstąpieniu.

>Oddawanie czci cielcowi na pustyni było bałwochwalstwem, a nie przejściem do konkurencji. W punktu widzenia katolika nie ma innych Bogów,

To ich problem. Z mojego punktu widzenie nie dość, że nie ma innych bogów, nie ma też tego jednego.
Kelly (2051 punktów)
Co do tego Pan Rutkiewicz ma jednak rację: treść pierwszego przykazania nie zakłada istnienia innych Bogów. Zakłada tylko, że ludzie otaczają kultem bożki niezwiązane z (objawionym lub nie) Bogiem i że jest to złe.
05-10-2008 19:25 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)
>Co do tego Pan Rutkiewicz ma jednak rację: treść pierwszego przykazania nie zakłada istnienia innych Bogów. Zakłada tylko, że ludzie otaczają kultem bożki niezwiązane z (objawionym lub nie) Bogiem i że jest to złe.

Dlaczego więc nie brzmi: Nie będziesz miał cudzych bożków przede mną ? I wtedy można by zakładać, że kult bożków jest zły. A nie kult bogów (cudzych). Każdy, jak widzę ma własną wykładnię Biblii, czasem sprzeczną z tym co w niej pisze a zgodną z tym "co nam w duszy gra".
Kelly (2051 punktów)
>Dlaczego więc nie brzmi: Nie będziesz miał cudzych bożków przede mną?
Kwestia tłumaczenia. Niedawno jakiś polski ksiądz chciał nawet przełożyć Biblię na slang (zapamiętałam przede wszystkim "Bez kitu" w roli "Zaprawdę).
lotrek (14275 punktów)
>>Dlaczego więc nie brzmi: Nie będziesz miał cudzych bożków przede mną?
>Kwestia tłumaczenia.

Jeżeli się słowo "bóg, bogowie" tłumaczy się na "bożek, bożki", to całą biblię należało by poprawić. Jednak jest to pewnie typowa dla czarnych ściema a ciemny lud to kupuje. Jeśli mam Ci wierzyć (a jestem niewierzący), że to Ty nie jesteś autorką tej ściemy, to podeślij jakiegoś linka na ten temat.
Kelly (2051 punktów)
>Jeżeli się słowo "bóg, bogowie" tłumaczy się na "bożek, bożki", to całą biblię należało by poprawić.
Benedykt XVI przyznałby Ci rację. Ostatni złapał w Biblii błąd tak straszny i okropny, że trzeba było od nowa drukować (i sprzedawać [czy mi się przypadkiem złośliwość nie trafiła? Znowu?]) tysiące egzemplarzy.

>Jednak jest to pewnie typowa dla czarnych ściema a ciemny lud to kupuje.
Racjonalisto, waż słowa. Chyba że uważasz się za komucha, satanistę i pewnie jeszcze za kanibala.

>Jeśli mam Ci wierzyć (a jestem niewierzący), że to Ty nie jesteś autorką tej ściemy, to podeślij jakiegoś linka na ten temat.
To tylko mój domysł, ale tak na logikę musi mieć mniejszy lub większy udział w takim, a nie innym brzmieniu II przykazania.
07-10-2008 17:51 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)

>Racjonalisto, waż słowa. Chyba że uważasz się za komucha, satanistę i pewnie jeszcze za kanibala.
A kto niby "kupuję" te opowiastki biblijne i jeszcze w nie wierzy?

> To tylko mój domysł , ale tak na logikę musi mieć mniejszy lub większy udział w takim, a nie innym brzmieniu II przykazania.
I tak myślałem, prawda jakie to proste interpretować wszystko w myśl zasady "bo tak mi w duszy gra"? A kler to fachowcy z tradycjami...
Chyba pierwszego przykazania, ale nie musisz na słowo mi wierzyć. Możesz sama sprawdzić:
przykazaniaboga.blog.onet.pl/
Moja logika mi podpowiada, że musieli być inni bogowie, bo niby o kogo Jahwe byłby zazdrosny? W Okoliczne plemiona miały swoich bogów w których nie mniej do Żydów żarliwie wierzyli i bogowie ci stanowili konkretne zagrożenie dla biblijnego stwórcy.
Widzisz jakieś luki w moim rozumowaniu?
08-10-2008 19:30 
 Ocena 2 na 2
Kelly (2051 punktów)
>I tak myślałem, prawda jakie to proste interpretować wszystko w myśl zasady "bo tak mi w duszy gra"?
Wcale temu nie zaprzeczam .

>Chyba pierwszego przykazania, ale nie musisz na słowo mi wierzyć. Możesz sama sprawdzić:
Przepraszam. Literówka. Pewnie stąd, że gdzieś w tym wątku toczyła się dyskusja odnośnie II przykazania.

>Widzisz jakieś luki w moim rozumowaniu?
Tak. Chrześcijanie pojmowali Boga zupełnie inaczej niż poganie. Właśnie to jest różnica między Bogiem i bogiem (bożkiem) ( właśnie dlatego pomimo areligijności piszę "Bóg" od wielkiej litery).
Nawet jeśli przykazanie Boga zdaje się zakładać istnienie innych bogów, to są to tylko bogowie, bożki, istoty niemogące się równać z wszechmogącym, wszechwiedzącym Bogiem, którego nie ograniczają czas i przestrzeń.
W takim układzie chyba nie dziwisz się Bogu, że nie podobało mu się czczenie złotych cielców, które nie zasługiwały na cześć należną jemu. I stąd zakaz czczenia czegokolwiek / kogokolwiek oprócz Boga.
08-10-2008 20:21 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)

>Tak. Chrześcijanie pojmowali Boga zupełnie inaczej niż poganie

Droga Kelly, starotestamentowe biblijne przykazania były dla Żydów, upłynęły setki lat, zanim chrześcijanie wyłonili się z niebytu. Jaka jest różnica między chrześcijanami a Żydami w pojmowaniu boga, to temat na osobny watek.

>Właśnie to jest różnica między Bogiem i bogiem (bożkiem)

Sięgnij jednak do "źródeł", jakiegoś słownika, to znajdziesz tam definicję obu pojęć. Ty z uporem "godnym lepszej sprawy" koniecznie chcesz je utożsamić. To jest zwykła manipulacja.

> właśnie dlatego pomimo areligijności piszę "Bóg" od wielkiej litery).

Słowo bóg nie jest rzeczownikiem własnym, co innego jak używam imienia boga Jahwe, Adonai, czy Allah. Nasza polska gramatyka to precyzuje.
A może dla Ciebie pisanie słowa bóg małą literą to "obraza uczuć religijnych"?

>Nawet jeśli przykazanie Boga zdaje się zakładać istnienie innych bogów, to są to tylko bogowie, bożki, istoty niemogące się równać z wszechmogącym, wszechwiedzącym Bogiem, którego nie ograniczają czas i przestrzeń.

Dla plemion wierzących w swoich bogów, ich bóg nie był wcale gorszy i pewnie też wszechmogący. I przykazanie świadczy monopolistycznych praktykach starotestamentowego boga.
08-10-2008 22:51 
 Ocena 3 na 3
Kelly (2051 punktów)
>Droga Kelly, starotestamentowe biblijne przykazania były dla Żydów, upłynęły setki lat, zanim chrześcijanie wyłonili się z niebytu. Jaka jest różnica między chrześcijanami a Żydami w pojmowaniu boga, to temat na osobny watek.
A jednak, chrześcijanie uznają te same przykazania. Czy je przestrzegają, to też inny wątek, ale jednak uznają.

>>Właśnie to jest różnica między Bogiem i bogiem (bożkiem)
>Sięgnij jednak do "źródeł", jakiegoś słownika, to znajdziesz tam definicję obu pojęć. Ty z uporem "godnym lepszej sprawy" koniecznie chcesz je utożsamić. To jest zwykła manipulacja.
Ja? Manipulacja? Co, jak, gdzie? Staram się być obiektywna, mimo że i tak oboje wiemy, że uważamy tak samo. A jednak, są ludzie, którzy uważają inaczej - w ich skórę staram się na chwilę wejść.

>> właśnie dlatego pomimo areligijności piszę "Bóg" od wielkiej litery).
>Słowo bóg nie jest rzeczownikiem własnym, co innego jak używam imienia boga Jahwe, Adonai, czy Allah. Nasza polska gramatyka to precyzuje.
Jeśli już, to nie gramatyka, ale ortografia.
Ale dobrze. Sięgnijmy po ciężką artylerię.
Słownik języka polskiego PWN:
1. Bóg «w religiach monoteistycznych: istota nadprzyrodzona, stworzyciel i pan wszechświata»
2. «w religiach politeistycznych: istota lub jej wyobrażenie będące przedmiotem kultu»
3. «człowiek lub przedmiot bezkrytycznie uwielbiany»

Ta dam. Język polski jest po mojej stronie .
Tak poważnie, chodziło mi właśnie o różnicę pomiędzy 1. i 2. znaczeniem. Chociaż na pewno są, eee, mocne, argumenty mojego nauczyciela religii z I klasy SP:
brat Jan:
Wasze imiona pisze się dużą literką. Tam samo imię Boga powinno być pisane z dużej literki (...)

...oraz nauczycieli języka polskiego
Pani Renata B., Sorka Dorota S.:
Można pisać "Bóg" od wielkiej litery, żeby wyrazić szanucek, obie formy są poprawne

...w tej jakże delikatnej kwestii moim największym autorytetem pozostanie słownik.

>Dla plemion wierzących w swoich bogów, ich bóg nie był wcale gorszy i pewnie też wszechmogący. I przykazanie świadczy monopolistycznych praktykach starotestamentowego boga.
A jednak. Bogowie pogan byli elementami świata, nie znajdowali się poza nim; ich moce były ograniczone, było ich wielu, musieli dzielić się władzą, nie byli doskonali - nie wiedzieli wszystkiego, złościli się, kłócili, zdradzali itd.
09-10-2008 05:28 
 Ocena 2 na 2
lotrek (14275 punktów)

>A jednak, chrześcijanie uznają te same przykazania.

Masz rację Kelly , tylko że jak wiesz to Żydzi je dostali od swojego boga i to do nich były adresowane.

>A jednak, są ludzie, którzy uważają inaczej - w ich skórę staram się na chwilę wejść.

Nie ma takiej potrzeby i tak tego nie docenią

>brat Jan:
Wasze imiona pisze się dużą literką. Tam samo imię Boga powinno być pisane z dużej literki (...)

>...oraz nauczycieli języka polskiego
>Pani Renata B., Sorka Dorota S.:
Można pisać "Bóg" od wielkiej litery, żeby wyrazić szanucek, obie formy są poprawne


Brat Jan pewnie przestrzega któregoś przykazania "nie będziesz wymieniał imienia pana boga nadaremnie" i ze słowa bóg zrobił na swój użytek rzeczownik własny.
Zapytaj go kiedyś, czy bóg którego wyznaje ma jakieś imię?
A polonistka ma rację, jednak zaznacza że "można" by wyrazić szacunek. Dla mnie jest to nie do przyjęcia...jak można wyrażać szacunek dla kogoś kto nie istnieje. Dla kaczora Donalda też?



09-10-2008 18:49 
 Ocena 2 na 2
Kelly (2051 punktów)
>Nie ma takiej potrzeby i tak tego nie docenią
Ale może mnie to rozwinąć. Od zarania dziejów ludzie wierzyli i nadal wierzą w bogów - dla mnie to fenomen, zjawisko intrygujące i warte uwagi.
Nie dotyczy to tematu, ale może ten - jak to nazwałeś - upór wypływa z deizmu, który od jakiegoś czasu stopniowo zastępuje u mnie ateizm.

>Brat Jan pewnie przestrzega któregoś przykazania "nie będziesz wymieniał imienia pana boga nadaremnie" i ze słowa bóg zrobił na swój użytek rzeczownik własny. Zapytaj go kiedyś, czy bóg którego wyznaje ma jakieś imię? A polonistka ma rację, jednak zaznacza że "można" by wyrazić szacunek. Dla mnie jest to nie do przyjęcia...jak można wyrażać szacunek dla kogoś kto nie istnieje. Dla kaczora Donalda też?
Jeszcze raz zaznaczam, że do mnie żaden z tych argumentów nie przemawia. Pisanie "Bóg" od wielkiej litery uzasadniam definicją, która odróżnia boga politeistów od Boga monoteistów.
10-10-2008 15:21 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)

>Nie dotyczy to tematu, ale może ten - jak to nazwałeś - upór wypływa z deizmu, który od jakiegoś czasu stopniowo zastępuje u mnie ateizm.

I bardzo dobrze Kelly należy szukać najbardziej odpowiedniego światopoglądu dla siebie. Też kiedyś interesował mnie deizm i z tego co wiem odrzuca on religię z jej zasadami, rytuałami i również przykazaniami. Potem wierzyłem w przeznaczenie, pod wpływem lektury "Kubuś Fatalista i jego Pan" Diderota (ze nasze losy są zapisane w wielkiej księdze). Szybko jednak z tego "wyrosłem".

>uzasadniam definicją, która odróżnia boga politeistów od Boga monoteistów.

Jeśli się jest wierzącym w "jakieś byty nadprzyrodzone", to można dzielić że ten bóg monoteistów jest prawdziwy a tamten a politeistów nie. Lub też odwrotnie, w zależności od tego "jak mi się wydaję", bo przecież jakiś sensownych argumentów nie ma. I pewnie dlatego pisząc w własnym bogu, piszą duże "B", a pisząc o tym nieprawdziwym piszą małe "b". Ja nie szufladkuję, ani nie selekcjonuję bogów, ja ich skreślam.
10-10-2008 18:22 
 Ocena 1 na 1
Kelly (2051 punktów)
>I pewnie dlatego pisząc w własnym bogu, piszą duże "B", a pisząc o tym nieprawdziwym piszą małe "b".
Nieprawda, politeiści pisali "bóg Zeuz", "bogini Atena". Tylko monoteiści pisali o "Bogu o imieniu Jahwe".

> Ja nie szufladkuję, ani nie selekcjonuję bogów, ja ich skreślam.
Niech Ci będzie. Nie zgadzam się, ale wyczerpały mi się argumenty. Żeby odpowiedzieć, musiałabym powtarzać w kółko to samo. A właśnie przypomniałam sobie podobną dyskusję z Osobowością i jak sobie pomyślę, że czujesz się teraz tak jak ja wtedy, to aż mi głupio (Osobowość przez kilkanaście rundek udowadniała mi istnienie Boga, który pod koniec tej jakże emocjonującej dyskusji okazał się nie bogiem osobowym - o jakim pisałam ja - tylko ogółem zjawisk zachodzących w przyrodzie...).

lotrek (14275 punktów)
>przez kilkanaście rundek udowadniała mi istnienie Boga,

Ja nawet nie będę udowadniał jego nieistnienia Kelly. Życzę Ci za to słonecznego weekendu
09-10-2008 21:19 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Dla mnie jest to nie do przyjęcia...jak można wyrażać szacunek dla kogoś kto nie istnieje. Dla kaczora Donalda też?
A zatem "odyseusz", "apollo", "el dorado". Są to nazwy puste, ale piszemy je z dużej litery, ponieważ są nazwami jednostkowymi.

>Masz rację Kelly , tylko że jak wiesz to Żydzi je dostali od swojego boga i to do nich były adresowane.
Ale to całkiem dobre przykazania, dlatego nic dziwnego, że się szerzą.

Pozdrawiam
10-10-2008 09:57 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)
>>Dla mnie jest to nie do przyjęcia...jak można wyrażać szacunek dla kogoś kto nie istnieje. Dla kaczora Donalda też?
>A zatem "odyseusz", "apollo", "el dorado". Są to nazwy puste, ale piszemy je z dużej litery, ponieważ są nazwami jednostkowymi

Kombinujesz jak "koń pod górkę" a na dodatek wprowadzasz w błąd Kelly pisząc o nazwach jednostkowych, czy też nazwach pustych.
Cytat:

Nazwa jednostkowa - nazwa, która posiada tylko jeden desygnat. Nazwami jednostkowymi mogą być tak nazwy generalne jak i nazwy indywidualne. Każda nazwa indywidualna jest zarazem nazwą jednostkową, ale nie odwrotnie, gdyż nazwami posiadającymi tylko jeden desygnat mogą być również stanowiące nazwy generalne deskrypcje.
_____________________________________________________________________________
Nazwa pusta (nazwa bezprzedmiotowa) - nazwa, której zakres jest pusty, tzn. nie posiada ona desygnatów. Nazwa pusta nie pełni funkcji desygnowania, pełni jednak funkcję denotowania - dlatego też wszystkie nazwy puste mają tę samą denotację.


Udając, że rzeczowniki własne nie istnieją robisz to celowo. Jednak, jeśli w w swojej niedzielnej szkółce oprócz klepania zdrowasiek i paciorków nie było czasu na nic innego, posyłam Ci link do ściągi:
www.sciaga(*)sci_mowy_i_ich_charakterystyka
na naukę nigdy nie jest za późno.

>Ale to całkiem dobre przykazania, dlatego nic dziwnego, że się szerzą.

Dobre tylko dla tych, dla których bóg, bogowie, bożki i inne nieistniejące byty istnieją. "Psu na budę" to przykazanie bardziej się przyda, niż ateistom. Co najwyżej do celów poznawczych, lub jak tu "przelewać z pustego w próżne".
Pozdrawiam.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Kombinujesz jak "koń pod górkę" a na dodatek wprowadzasz w błąd Kelly pisząc o nazwach jednostkowych, czy też nazwach pustych.
Zgoda, pisząc o nazwach jednostkowych miałem na myśli nazwy indywidualne, i przepraszam za wprowadzanie w błąd. Niemniej jednak, chciałem powiedzieć tyle, że nazwy własne, w języku polskim piszemy dużą literą, bez względu na to, czy są puste, czy nie. Jak mniemam da się to uzasadnić wstecznie (zobrazować) tym, że nazwa indywidualna jest nazwą jednostkową, która nie posiada konotacji - i w logice również określa się ją mianem nazwy własnej, choć jest to termin roboczy, dydaktyczny - a skoro nie posiada konotacji (zespołu charakterystycznych dla desygnatu/denotacji cech, krócej treści), to nie ma znaczenia, czy jest pusta czy nie.

Argument ad personam pominę.

>Dobre tylko dla tych, dla których bóg, bogowie, bożki i inne nieistniejące byty istnieją. "Psu na budę" to przykazanie bardziej się przyda, niż ateistom. Co najwyżej do celów poznawczych, lub jak tu "przelewać z pustego w próżne".
Nie mówię o dwóch pierwszych, ale pozostałe są całkiem rozsądne i, chce Pan czy nie, Europejskie prawodawstwo się na nich opiera; może źle się wyrażam mówiąc 'opiera', w każdym razie grunt, że znajduje uzasadnienie, dla tych samych intuicji. "Nie zabijaj", "nie kradnij", "nie pomawiaj" - to są "przykazania", których znajomość i przestrzeganie sprawia, że nie wejdzie Pan w konflikt z przynajmniej 30% polskiego prawa. Filozofia oświeceniowa je przyjęła, uzasadniając je inaczej, ale jednak starożytne intuicje potwierdziła, na własny użytek. Te przykazania nie są rozsądne dlatego, że są religijne, tylko dlatego, że w efekcie porządkują życie społeczne, w sposób rozsądny i skuteczny.

Pozdrawiam

PS. Czy Pan jest sartre'ańskim ateistą?

PS2. "Nieistniejące byty" nie mogą istnieć (nie można też bezkarnie uważać, że mogą), natomiast te, które Pan nazywa nieistniejącymi, mogą - ich istnienie jest ontologicznie możliwe. Bardzo nam się udał ten, skonstruowany wspólnymi siłami, paradoks
lotrek (14275 punktów)

>PS. Czy Pan jest sartre'ańskim ateistą?

Egzystencjalizm " przerabiałam" w czasach kiedy powstawał (prawie). Tu i teraz jestem zwykłym polskim ateistą-antyklerykałem ;- ))

13-10-2008 11:05 
 Ocena 2 na 2
lotrek (14275 punktów)
>Europejskie prawodawstwo się na nich opiera; może źle się wyrażam mówiąc 'opiera', w każdym razie grunt, że znajduje uzasadnienie, dla tych samych intuicji. "Nie zabijaj", "nie kradnij", "nie pomawiaj" - to są "przykazania", których znajomość i przestrzeganie sprawia, że nie wejdzie Pan w konflikt z przynajmniej 30% polskiego prawa.

Przykazania te i jeszcze inne wywodzą się ze starego testamentu, z judaizmu. Może więc nasza narodowa prawica wystąpi (a B16 poprze) z wnioskiem by do preambuły Europejskiej Konstytucji wpisać, ze Europa posiada żydowskie korzenie. Byłoby to bliższe prawdy, gdyż Katolicyzm takowe posiada.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Przykazania te i jeszcze inne wywodzą się ze starego testamentu, z judaizmu. Może więc nasza narodowa prawica wystąpi (a B16 poprze) z wnioskiem by do preambuły Europejskiej Konstytucji wpisać, ze Europa posiada żydowskie korzenie. Byłoby to bliższe prawdy, gdyż Katolicyzm takowe posiada.

Ba! Jeśli uznaje się powszechnie, że odłamy chrześcijaństwa, które nie uznają boskości Marii są nadal chrześcijaństwem, to musimy uznać, że chrześcijaństwo jest odłamem judaizmu, uznającym boskość Chrystusa. Podobnie jak islam, którego Pismo jest tradycyjnie oparte na lekturze Biblii przez Mahometa, który poprawia je w rozumieniu objawienia i roli Jezusa. Zatem pełna zgoda.

Pozdrawiam
lotrek (14275 punktów)

>Ba! Jeśli uznaje się powszechnie, że odłamy chrześcijaństwa, które nie uznają boskości Marii są nadal chrześcijaństwem,

Odłamów chrześcijaństwa jest tyle co pcheł na biednym bezdomnym psie. Są nawet takie, w których twierdzi się, że kobieta nie ma duszy, czy że ma trzy dusze, ale żadnej rozumnej. Boskości Marii odmawiają Luteranie, oglądałem ostatnio film pt. Luter, który walczył z handlem odpustami, czy z handlem relikwiami. Każdy katolik powinien ten film zobaczyć, to może nie było kłótni o to która parafia jaki kawałem JP2 dostanie. Wszystkie religie coś biorą z innych, w końcu to ludzie stworzyli bogów a nie odwrotnie.

09-10-2008 07:43 
 Ocena 5 na 5
Zulka (2198 punktów)

>Tak. Chrześcijanie pojmowali Boga zupełnie inaczej niż poganie. Właśnie to jest różnica między Bogiem i bogiem (bożkiem) ( właśnie dlatego pomimo areligijności piszę "Bóg" od wielkiej litery).
>Nawet jeśli przykazanie Boga zdaje się zakładać istnienie innych bogów, to są to tylko bogowie, bożki, istoty niemogące się równać z wszechmogącym, wszechwiedzącym Bogiem, którego nie ograniczają czas i przestrzeń.
>W takim układzie chyba nie dziwisz się Bogu, że nie podobało mu się czczenie złotych cielców, które nie zasługiwały na cześć należną jemu. I stąd zakaz czczenia czegokolwiek / kogokolwiek oprócz Boga.

Kelly. Przyznaję że Twoja wypowiedź mnie zdziwiła... Ja rozumiem pisanie słowa "Bóg" z dużej litery przez osobę w Niego niewierzącą, sama zresztą tak robię - ale robię to ze względu na szacunek nie do tego bytu "wirtualnego" ale szacunek do Jego wyznawców. Uważam, że każdy ma prawo sobie wymyślić swojego "idealnego Przyjaciela" - jeśli to pomaga. Szanuję "idealnych Przyjaciół" innych ludzi
Natomiast dziwi mnie w tym kontekście wartościowanie. Nie uważam, żeby "wymyślony Przyjaciel Katolików" był lepszy i należał Mu się większy szacunek niż "wymyślonemu Przyjacielowi" kogokolwiek innego...
To zresztą kojarzy mi się z sytuacją w której naszą przestrzeń zamieszkuje cała masa Bogów - o różnej sile a najlepszy w boksowaniu jest Jahwe-Adonai, reszta jest "gorsza"

pozdrawiam
09-10-2008 08:53 
 Ocena 3 na 3
Vytautas (4394 punktów)
Ja to rozumiem całkiem inaczej.
Każdy bóg istnieje w taki sam sposób -- w głowach swoich wyznawców. Bogowie plemienni musieli mieć imiona, żeby dało się odróżnić gromowładnego Zeusa od wojowniczego Aresa, ale także gromowładnego Zeusa od również gromowładnego Baala.
Zwyczaj nazywania boga żydów imieniem Jahwe bierze się z czasów, gdy Jahwe nie był jeszcze bogiem jedynym, lecz tylko takim, który żądał, aby nie 'brano bogów cudzych przede mną'.
Chrześcijanie, jako monoteiści jeszcze bardziej konsekwentni, niż żydzi, nazywają swego boga Bogiem, no właśnie dlatego, że jest jedynym bogiem i odróżniać go od innych bogów nie trzeba.
Dlatego właśnie o bogu chrześcijan piszę 'Bóg' i to nie jest oznaka szczególnej czci, tylko skutek reguły ortograficznej nakazującej rozpoczynanie imion własnych dużą literą.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>>Pan tu obala dogmatykę kościelną.
>Ktoś musi....dogmaty to nic innego, jak wymysły papieży - często "chore", jak ten o niepokalanym poczęciu, czy o wniebowstąpieniu.
Przepraszam, źle się wyraziłem. Nie chodzi mi o fakt obalania dogmatów, tylko o to, że to, co Pan napisał stoi w sprzeczności z nauką kościoła. Nie neguję możliwości obalania tej nauki kontrargumentami, tylko o to, żeby obalać faktycznie ją, a nie coś innego.

>To ich problem. Z mojego punktu widzenie nie dość, że nie ma innych bogów, nie ma też tego jednego.
J/w.

Pozdrawiam
05-10-2008 19:34 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)
>Nie chodzi mi o fakt obalania dogmatów, tylko o to, że to, co Pan napisał stoi w sprzeczności z nauką kościoła.

Zgadza się, trudno bym akceptował naukę kościoła, która często sprzeczna jest z nauką Jezusa. Nauka kościoła to wymysł hierarchów, którzy dowolnie interpretowali ( i interpretują) Pismo Święte, by było zgodne z ich wizją Świata. I nie akceptuje monopolu kościoła katolickiego na tę wizję, bo niby kto im dał do tego prawo.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>I nie akceptuje monopolu kościoła katolickiego na tę wizję, bo niby kto im dał do tego prawo.
Wyznawcy. Uważam, że nie muszę się zgadzać z doktryną katolicką, ale od tego w co wierzą mi wara. Monopolu nie ma. W chrześcijaństwie jest akurat największy wolny rynek religijny. Problemem jest rozdmuchany marketing Kościoła i to, że się mu na to pozwala zachowywać tak, jakby był jedynym interpretatorem słów jezusowych.

Pozdrawiam
lotrek (14275 punktów)
>>I nie akceptuje monopolu kościoła katolickiego na tę wizję, bo niby kto im dał do tego prawo.
>Wyznawcy.
NIEPRAWDA !!! Urodziłem się i przez sporo lat byłem katolikiem. Czyli wyznawcą i nigdy nie dałem im takiego prawa. Mogłem tylko akceptować ich "widzimisię" - do czasu...Więc bądź tak uprzejmy i nie wciskaj mi tu "kiltu".
07-10-2008 16:36 
 Ocena 3 na 3
Rutkiewicz (1290 punktów)
>>>Wyznawcy.
>NIEPRAWDA !!! Urodziłem się i przez sporo lat byłem katolikiem. Czyli wyznawcą i nigdy nie dałem im takiego prawa. Mogłem tylko akceptować ich "widzimisię" - do czasu...Więc bądź tak uprzejmy i nie wciskaj mi tu "kiltu".

To jest rodzaj schizofrenii, kiedy chce się być katolikiem, ale o innej doktrynie, mieć wpływ na doktrynę. Przykładem są zastępy gejów i lesbijek, które ogłaszają światu, że są katolikami i chodzą do kościoła, nie zważając na Sodomę i Gomorę (lub jak niektórzy wolą "Sodomię" i "Gomorię"). Problem polega na tym, że aby być katolikiem trzeba akceptować - co Pan powiedział - doktrynę. I właśnie w ten sposób udziela się takiego pozwolenia - akceptując. Nikt Panu nie zabrania się odżegnać od katolicyzmu, tylko wtedy nie ma już On prawa ingerowania w tzw. "wewnętrzne sprawy kościoła", przynajmniej katolickiego, bo przecież ludzie, którzy nie zgadzają się z doktryną katolicką mogą pozostać chrześcijanami. Nazywa się ich wtedy protestantami. I to jest też ta wolność religijna, o której mówiłem, a która ma miejsce w ramach religii chrześcijańskiej. Nic prostszego nie znajduję.

Jedyny problem to taki, aby znieść prymat kościoła katolickiego, który trwa tylko dlatego, że ma on najwięcej wyznawców. A przecież każde dziecko wie, że w Niebie nie ma demokracji.

Pozdrawiam
07-10-2008 18:17 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)
>Problem polega na tym, że aby być katolikiem trzeba akceptować - co Pan powiedział - doktrynę. I właśnie w ten sposób udziela się takiego pozwolenia - akceptując.

No więc nie akceptowałem, gdyż nie lubię wierzyć tylko na słowo, szczególnie gdy pochodzi od tak skompromitowanej i niewiarygodnej instytucji jaką jest Kościół zwany katolickim. I do dwudziestu lat mam ich z głowy... a jaki psychiczny luzik?

>nie ma już On prawa ingerowania w tzw. "wewnętrzne sprawy kościoła", przynajmniej katolickiego,
Mogę, przykład pierwszy lepszy z brzegu:
Pewnie nagłośnianie przez media przypadków pedofilstwa wśród kleru jest dla Ciebie wtrącaniem się w "w wewnętrzne sprawy kościoła" Nic z tego...dopóki katolicki kler ma polskie obywatelstwo, odpowiada przed prawem jak każdy inny obywatel. A hierarchów kościoła takie sprawy chętnie "zamiatają pod dywan" i nazywają to tak jak TY. "Wtrącaniem się w wewnętrzne sprawy kościoła". Przykłady można mnożyć, ale myślę, że ten jeden wystarczy.
07-10-2008 20:19 
 Ocena 4 na 4
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Mogę, przykład pierwszy lepszy z brzegu: Pewnie nagłośnianie przez media przypadków pedofilska w śród kleru jest dla Ciebie wtrącaniem się w "w wewnętrzne sprawy kościoła" Nic z tego...dopóki katolicki kler ma polskie obywatelstwo, odpowiada przed prawem jak każdy inny obywatel. A hierarchów kościoła takie sprawy chętnie "zamiatają pod dywan" i nazywają to tak jak TY. "Wtrącaniem się w wewnętrzne sprawy kościoła". Przykłady można mnożyć, ale myślę, że ten jeden wystarczy.

To nie jest wewnętrzna sprawa kościoła, proszę nie definiować pojęć za mnie, jeśli mają być używane na mój użytek. Wewnętrzne sprawy kościoła, to sprawy, które dotyczą kwestii wiary i nauki, struktury, przyjęć, przynależności. Jeśli ktoś występuje przeciw prawu, to nie jest to kwestia kościoła tylko prawa, nie wiem dlaczego miałbym myśleć inaczej (czemu Pan tak założył).

>No więc nie akceptowałem, gdyż nie lubię wierzyć tylko na słowo, szczególnie gdy pochodzi od tak skompromitowanej i nie wiarygodnej instytucji jaką jest Kościół zwany katolickim. I do dwudziestu lat mam ich z głowy... a jaki psychiczny luzik?

Nie zrozumieliśmy się. Chodziło mi o wyprostowanie Pańskiego uważania nt. nauki kościoła, nie chciałem do niej Pana przekonywać, tylko ukazać - moim zdaniem - właściwy jej obraz. Ponieważ jeśli z czymś dyskutować, to znając przedmiot.

Pozdrawiam
07-10-2008 21:14 
 Ocena 3 na 3
lotrek (14275 punktów)
>Wewnętrzne sprawy kościoła, to sprawy, które dotyczą kwestii wiary i nauki, struktury, przyjęć, przynależności.

To znaczy, że nie mogę wyrażać swojej opinii np. zakazie używania prezerwatyw, czy w ogóle środków antykoncepcyjnych głoszonym przez kościół, bo jest to związane z jakim "chorym" wymysłem kościoła? Uczeniem dzieci na lekcjach religii kreacjonizmu, sprzecznym z współczesną nauką i wiedzą? Naciskom kościoła na Ministerstwa Edukacji w sprawie nie wprowadzania wychowania seksualnego do szkół?

>wyprostowanie Pańskiego uważania nt. nauki kościoła, nie chciałem do niej Pana przekonywać, tylko ukazać - moim zdaniem - właściwy jej obraz. Ponieważ jeśli z czymś dyskutować, to znając przedmiot.

To nie bardzo się udało, więc jaki jest ten "właściwy obraz nauki kościoła", bo jak rozumiem na tym portalu znamy tylko ten "niewłaściwy"? A "przedmiot" raczej znamy dobrze.
09-10-2008 12:00 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>To znaczy, że nie mogę wyrażać swojej opinii np. zakazie używania prezerwatyw, czy w ogóle środków antykoncepcyjnych głoszonym przez kościół, bo jest to związane z jakim "chorym" wymysłem kościoła? Uczeniem dzieci na lekcjach religii kreacjonizmu, sprzecznym z współczesną nauką i wiedzą? Naciskom kościoła na Ministerstwa Edukacji w sprawie nie wprowadzania wychowania seksualnego do szkół?

Co do kreacjonizmu, to część chrześcijańskich ośrodków akademickich w Polsce (większość), przede wszystkim zaś moja Uczelnia, żenią kreacjonizm z ewolucjonizmem. Był taki profesor filozofii przyrody, ks. Kłósak i to on rozpoczął ten proces w Polsce. Więc jeśli ktoś tak uczy na religii, to ma braki w filozofii. Innymi słowy, nie jest to problem nauki kościoła, tylko doedukowania katechetów.

Co do innych elementów doktryny. Może Pan wyrażać o nich swoje zdanie i ustosunkowywać się do nich na forum publicznym. Ale nie może Pan wpływać na wewnętrzne siły w kościele, które kształtują ostateczny wygląd doktryny i dążyć do ich eliminacji. Nie wiem, o czym jeszcze dyskutujemy. Uważam, że postąpił Pan słusznie i wzorcowo, po sokratejsku opuścił państwo, którego zasad nie akceptował, bez popadania w społeczną nerwicę przynależności do kościoła.

>To nie bardzo się udało, więc jaki jest ten "właściwy obraz nauki kościoła", bo jak rozumiem na tym portalu znamy tylko ten "niewłaściwy"? A "przedmiot" raczej znamy dobrze.
Pan uważa, że pierwsze przykazanie odnosi się do "konkurencji" Boga. Ja mówię, że to niemożliwe z punktu widzenia metafizyki, którą przyjął kościół, jako racjonalizację doktryny. "Konkurenci" musieliby być równie potężni, co Bóg, inaczej nie stanowiąc konkurencji. A istota równie potężna, co Bóg, to Bóg i nikt ani nic innego.

Panu się wydaje racjonalna i logicznie poprawna analiza słów, "nie będziesz miał bogów cudzych przede mną", jako przyznanie przez Boga, że istnieją istoty równie potężne jak on sam. Ja zaś wiem, że znaczy to tyle, co "nie będziesz obierał sobie za przedmiot kultu bogów czczonych przez inne narody, kultury, plemiona; nie będziesz też oddawał czci bożkom pomniejszym", dlaczego? Bo "jam jest pan twój, który cię wywiódł z ziemi egipskiej z domu niewoli", tzn. "tylko ja jestem" (np. gorejący krzak powiada: "jestem który jestem", co znaczy, że tylko on jest naprawdę).

Pozdrawiam
10-10-2008 16:10 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)
>moja Uczelnia, żenią kreacjonizm z ewolucjonizmem. Był taki profesor filozofii przyrody, ks. Kłósak i to on rozpoczął ten proces w Polsce.

Już nawet Watykan nie kwestionuję teorii Darwina, naszym polskim katolikom to nie wystarcza. I na siłę chcą do teorii ewolucji "wpakować" amerykański wynalazek pt. Inteligentny Projekt. I na dodatek jeszcze uczyć czegoś takiego polskie dzieci.

>Co do innych elementów doktryny. Może Pan wyrażać o nich swoje zdanie i ustosunkowywać się do nich na forum publicznym. Ale nie może Pan wpływać na wewnętrzne siły w kościele, które kształtują ostateczny wygląd doktryny i dążyć do ich eliminacji.

Wewnętrzne siły Kościoły mnie nie interesują, jednak edukacja dzieci i młodzieży w szkołach państwowych jak najbardziej. A nauczanie religii katolickiej, jako jedynej prawdziwej jest zwykłym oszustwem. W szkołach państwowych powinno uczyć się religioznawstwa, bo religię są elementem historii ludzkości.

>Ja zaś wiem, że znaczy to tyle, co "nie będziesz obierał sobie za przedmiot kultu bogów czczonych przez inne narody, kultury, plemiona; nie będziesz też oddawał czci bożkom pomniejszym",

A gdzie w tym spisie miejsce dla Latającego Potwora Spaghetti? Ja nie wierzę, ja wiem , że też ma swoich wyznawców i również zasługują na uwagę...i pewnie też nie chce mieć cudzych bogów przed nim.

>(np. gorejący krzak powiada: "jestem który jestem",

Tak siebie nazywa bóg Jahwe i to faktycznie znaczy "jestem który jestem. Ostatnio jednak Watykan zakazał używać tej nazwy (Jahwe) i zamiast tego wprowadził nazwę Adonaj, co znaczy Pan. Ciekawe co z nazwą Éhyéh, tak przecież przedstawił się bóg Mojżeszowi.
10-10-2008 20:34 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
Ciężko się z Panem rozmawia, ponieważ ilekroć używam trybu osobowego, aby referować doktrynę katolicką, Pan uznaje, że to moje poglądy, i - co więcej - przeszkadza to Panu, co da się zauważyć. Podkreślam: nie jestem katolikiem, obronę doktryny prowadzę w ramach gry intelektualnej.

Nie docieram w rozważaniach na poziom edukacji w szkołach, ale powiem, że się z Panem zgadzam.

Pozdrawiam
05-10-2008 11:25 
 Ocena 7 na 7
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Wszyscy wierzymy w tego samego Boga ale pod inna postacią

Minus za słowo "wszyscy".
Wystarczy jeden wyjątek, aby to słowo sprawiało, iż zdanie jest fałszywe. Ja jestem tym wyjątkiem.


fides ex necessitate esse non debet
05-10-2008 11:37 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Niekoniecznie się mylą. Bóg mógł się różnym ludziom pokazać w inny sposób. Wszyscy wierzymy w tego samego Boga ale pod inna postacią >

Mów za siebie, mnie wyłącz ze swoich... banialuk.
Ja sobie nie życzę...
... choćby ze względu na Twoją "gramatykę".
05-10-2008 14:24 
 Ocena 2 na 2
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Niekoniecznie się mylą. Bóg mógł się różnym ludziom pokazać w inny sposób. Wszyscy wierzymy w tego samego Boga ale pod inna postacią

Owszem. To jest podejście niejakiego Hicka. Tyle, że doktryna rezerwuje sobie monopol na właściwość, innym wskazując błędy - miejsca, w których jest swoista. To, że wszyscy wyznają tego samego Boga pod różnymi postaciami było punktem wyjścia ekumenizmu Wojtyły. Tylko, że on nigdy nie powiedział, że poza katolicyzmem jest dobra wiara, i że ktoś zostanie zbawiony.

P.S. Do "wszystkich": Państwa alergia na posądzenie o wiarę w cokolwiek jest nie dość, że rozbrajająca, to jeszcze czysto syntaktyczna, bo reaguje wyłącznie na słowa klucze. Nie wdaję się teraz w dyskusję na temat tego, "co poeta miał na myśli", ale ja bym założył, że to mowa zależna i ewentualnie dopytywał się, czy tak nie jest. Piszę to z życzliwości.

Pozdrawiam
Kelly (2051 punktów)
>Niekoniecznie się mylą. Bóg mógł się różnym ludziom pokazać w inny sposób. Wszyscy wierzymy w tego samego Boga ale pod inna postacią
Ale wszyscy są przekonani, że Bóg jest właśnie taki, jak dana religia go opisuje. Dla mnie to argument, który ostatecznie udowadnia nieistnienie Jahwe, Boga chrześcijan zapożyczonego od judaistów, a także udowadnia, że Jezuz Chrystus nie był Synem Bożym (o boskości Maryi w jakiejkolwiek formie nie wspomnę).
Kelly (2051 punktów)
Skoro Bóg jest osobowy, dlaczego musimy w niego wierzyć, dlaczego po prostu nie WIEMY, że istnieje i panuje nad nami?
dlaczego? (38 punktów)
>Skoro Bóg jest osobowy, dlaczego musimy w niego wierzyć, dlaczego po prostu nie WIEMY, że istnieje i panuje nad nami?

Na tym polega cała WIARA. Bóg chce, żebyś sam z własnej nie przymuszonej woli w Niego uwierzył. Poza tym Bóg NIE RZĄDZI ludźmi i nie jest jakimś tam władcą Świata. Bóg każdemu człowiekowi daje wolną wolę i potem rozlicza go z jego czynów. Bóg nie steruje ludźmi.
zenek
>Bóg chce, żebyś sam z własnej nie przymuszonej woli w Niego uwierzył.
Po co?
05-10-2008 00:11 
 Ocena 2 na 2
stilgar (7322 punktów)
To dlaczego sie po prostu nie pokaze. Dlaczego siedzi w ukryciu i udaje ze go nie ma?
dlaczego? (38 punktów)
>To dlaczego sie po prostu nie pokaze. Dlaczego siedzi w ukryciu i udaje ze go nie ma?

Jest taki fragment "Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli" Właściwie wszystko tłumaczy. Bóg chce, żebyśmy sami w Niego uwierzyli, bez przymusu. A nie pokaze się całemu Światu bo wtedy byłoby oczywiste, że istanieje i słowo wiara staciłoby sens. A poza tym nie do końca się nie pokazuje, bo przecież są objawienia Jezusa czy Maryi.
webmaster (moderator)
Albo się pokazuje, albo nie. Jeżeli tak, to narusza wolną wolę o której mówiłeś (to już problem wierzących). A jeżeli się nie pokazuje, to skąd wiadomo, że ta a nie inna religia jest słuszna (na każdą są jakieś argumenty) ? Tertium non datur.
05-10-2008 11:09 
 Ocena 3 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Bóg chce, żebyśmy sami w Niego uwierzyli, bez przymusu.
Ale jak uwierzyć na swoje zawołanie? I w imię czego chcieć sobie wywoływać tę wiarę?

>nie pokaże się całemu Światu bo wtedy byłoby oczywiste, że istnieje i słowo wiara straciłoby sens.
Więc wiara więcej jest warta od Boga?

Nawiasem mówiąc - słowo "wiara" nie straciłoby sensu,a tylko przestałoby się odnosić do Boga. Tego Boga.

>A poza tym nie do końca się nie pokazuje, bo przecież są objawienia Jezusa czy Maryji.
Och, jest też moje objawienie, co powiesz na moje?
.
05-10-2008 11:52 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>...A poza tym nie dokońca się nie pokazuje, bo przecież są objawienia Jezusa czy Maryji...>


O Jezus Maryja!
05-10-2008 15:42 
 Ocena 3 na 3
Kelly (2051 punktów)
>Jest taki fragment "Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli" Właściwie wszystko tłumaczy. Bóg chce, żebyśmy sami w Niego uwierzyli, bez przymusu. A nie pokaze się całemu Światu bo wtedy byłoby oczywiste, że istanieje i słowo wiara staciłoby sens.
Odpowiedz w końcu na pytanie, które wszyscy tu zadają w tak różnych formach: CZEMU BÓG CHCE, ŻEBY W NIEGO WIERZYĆ? Czemu nie może naprawdę być obecny wśród ludzi i codziennie szeptać im czegoś na ucho, żeby nie musieli wierzyć, żeby wiedzieli, że Bóg jest? Pamiętajmy, że Bóg jest ponoć wszechmogący, więc może to zrobić. Jest też miłościwy i kocha ludzi, więc powinien chcieć ich dobra. Jest również wszechwiedzący, więc wiedział, jak bardzo stoczy się człowiek z powodu wolnej woli. I to jest miłość? I on na to pozwolił? I ja mam być mu za cokolwiek wdzięczna?

>A poza tym nie dokońca się nie pokazuje, bo przecież są objawienia Jezusa czy Maryji.
Jezus, Maryja i setki świętych (chrześcijańswo jest monoteistyczne, prawda?) objawiają się tylko ludziom, którzy wierzą w nich tak głęboko, że dostają tak zwanych schizów. Właśnie im musimy wierzyć na słowo, że Bóg jest, objawia się i czegoś tam od nas chce. Niech spada! Jestem młodą hedonistką żyjącą w komercyjnym świecie nastawionym na konsumpcję i mam zbyt wysokie poczucie własnej wartości, żeby przejmować się bożymi widzimisiami, które do niczego nie prowadzą. Pokornie uznałabym go za swojego króla, gdyby objawił się całemu światu ORAZ gdyby mądrze i sprawiedliwie kierował jego losami.
05-10-2008 00:44 
 Ocena 1 na 1
Kelly (2051 punktów)
>>Skoro Bóg jest osobowy, dlaczego musimy w niego wierzyć, dlaczego po prostu nie WIEMY, że istnieje i panuje nad nami?
>Na tym polega cała WIARA. Bóg chce, żebyś sam z własnej nie przymuszonej woli w Niego uwierzył.
Nie jest to odpowiedź na moje pytanie. Ta teza nie wyjaśnia, dlaczego Bóg daje wszystkim wolną wolę, ale tylko niektórym łaskę wiary równoznaczną z przepustką do raju.

>Poza tym Bóg NIE RZĄDZI ludźmi i nie jest jakimś tam władcą Świata.
Więc nie ma prawa skazywać ich na wieczne potępienie w piekle.
dlaczego? (38 punktów)
>>>Skoro Bóg jest osobowy, dlaczego musimy w niego wierzyć, dlaczego po prostu nie WIEMY, że istnieje i panuje nad nami?
>>Na tym polega cała WIARA. Bóg chce, żebyś sam z własnej nie przymuszonej woli w Niego uwierzył.
>Nie jest to odpowiedź na moje pytanie. Ta teza nie wyjaśnia, dlaczego Bóg daje wszystkim wolną wolę, ale tylko niektórym łaskę wiary równoznaczną z przepustką do raju.
>>Poza tym Bóg NIE RZĄDZI ludźmi i nie jest jakimś tam władcą Świata.
>Więc nie ma prawa skazywać ich na wieczne potępienie w piekle.
>

Ja mówie, o życiu na ziemi. To co stanie się po śmierci to inna sprawa.
05-10-2008 15:15 
 Ocena 2 na 2
Kelly (2051 punktów)
>Ja mówie, o życiu na ziemii. To co stanie się po śmierci to inna sprawa.
Wcale nie. Jak można mówić o wolnej woli, skoro wcale nie mogę robić tego, co mi się podoba, bo po śmierci zostanę potępiona? Bez prawa do resocjalizacji?

To bezsens, żeby osobowy (nawet jeśli jest niematerialny) Bóg stworzył człowieka, który może go doświadczyć tylko poprzez wiarę. Nie wiem, czy Bóg isnieje i co dzieje się z człowiekiem po śmierci, ale mam pokornie UWIERZYĆ, bo tak kazał facet podający się za Syna Bożego, który żył ponad dwa tysiące lat temu? Toż to absurd w najbardziej absurdalnej z możliwych formie.

Filozofia chrześcijańska jest oparta na wierze, bo człowiekowi zawsze doskwierał brak wiedzy. To jednak do niczego nie prowadzi. Kościół każe ludziom dążyć do wymyślonego Boga (nawet jeśli Bóg istnieje, to na pewno nie ma wszystkich przymiotów przypisywanych mu przez doktryny chrześcijańskie) poprzez wiarę, co ma zastąpić dążenie do wiedzy, która daje spełnienie intelektualne.
jkl; (5859 punktów)
WOLNA WOLA?
Bóg decyduje, czy się urodzisz. Jako kto się urodzisz. Gdzie. Kiedy. W jakiej rodzinie. W jakich wartościach. Jak będziesz wyglądał i czy aby zdrowy.
Decyduje kogo spotkasz na swojej drodze.
Zna wszystkie bodźce i wszystkie reakcje, wszystkie przyczyny i skutki.

To po jakie licho "doświadcza" ludzi? Przecież z góry zna wynik.
I w ogóle kto jest gorszy- Szatan szepczący pokusy, czy Dobry Bóg pozwalający wpaść człowiekowi pod tramwaj by radować się, jak dzielnie radzi sobie bez nóg?
05-10-2008 01:00 
 Ocena 4 na 4
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>... Bóg nie steruje ludźmi.
   Uważaj, mądralo - ślisko! Jeśli Bóg nie steruje ludźmi, to chyba bywa często zaskakiwany naszymi głupotami, co?
   Zmienić by chyba należało przysłowie o tym, co się filozofom nie śniło, zapewne bowiem i Bogu nie śniło się wiele rzeczy.
.
dlaczego? (38 punktów)
>>... Bóg nie steruje ludźmi.
>   Uważaj, mądralo - ślisko! Jeśli Bóg nie steruje ludźmi, to chyba bywa często zaskakiwany naszymi głupotami, co?
>   Zmienić by chyba należało przysłowie o tym, co się filozofom nie śniło, zapewne bowiem i Bogu nie śniło się wiele rzeczy.
>.

Nie zgadzam się. Bóg nie steruje nami jak marionetkami. Bóg zna każdy nasz krok, ale nie ingeruje w niego. Bóg wie o tym co stanie się z Tobą za godzine, za rok itd.
05-10-2008 13:10 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Bóg zna każdy nasz krok, ale nie ingeruje w niego.
Więc dlaczego się modlić o "spełnienie życzeń"?
.
05-10-2008 17:38 
 Ocena 3 na 3
Kelly (2051 punktów)
>Nie zgadzam się. Bóg nie steruje nami jak marionetkami. Bóg zna każdy nasz krok, ale nie ingeruje w niego. Bóg wie o tym co stanie się z Tobą za godzine, za rok itd.
Jeśli więc Bóg wie, że za godzinę ktoś dopełni się morderstwa, ale nic z tym nie robi, to jakim prawem chrześcijanie mówią o nim "kochający ojciec"? I dlaczego mamy otaczać kultem Boga, który siedzi i nic nie robi w sposób bardziej rażący niż obecny rząd, któremu co chwilę się obrywa od społeczeństwa za nic-nie-robienie? Rozumiem, że Bóg jest uprzywilejowany i ma prawo do nadużyć, ale w takim razie stanowczo odmawiam czczenia go.
05-10-2008 01:08 
 Ocena 4 na 4
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Na tym polega cała WIARA. Bóg chce, żebyś sam z własnej nie przymuszonej woli w Niego uwierzył. Poza tym Bóg NIE RZĄDZI ludźmi i nie jest jakimś tam władcą Świata. Bóg każdemu człowiekowi daje wolną wolę i potem rozlicza go z jego czynów. Bóg nie steruje ludźmi.

Powtórzę pytanie, które skierowałem do Ciebie w moim poprzednim poście: SKĄD TY TO WSZYSTKO WIESZ? Z czego wynika Twoja wiedza? Czy Bóg kiedyś Ci to powiedział?
dlaczego? (38 punktów)
>>Na tym polega cała WIARA. Bóg chce, żebyś sam z własnej nie przymuszonej woli w Niego uwierzył. Poza tym Bóg NIE RZĄDZI ludźmi i nie jest jakimś tam władcą Świata. Bóg każdemu człowiekowi daje wolną wolę i potem rozlicza go z jego czynów. Bóg nie steruje ludźmi.
>Powtórzę pytanie, które skierowałem do Ciebie w moim poprzednim poście: SKĄD TY TO WSZYSTKO WIESZ? Z czego wynika Twoja wiedza? Czy Bóg kiedyś Ci to powiedział?

Nigdy Bóg mi tego nie powiedział. Samo słowo wiara mówi o tym, że nie jest to coś udowowdnione, tylko trzeba w to UWIERZYĆ. Ja w to wierze i nikt mi tego udowadniać nie musi. Jesteś niewierzący więc może to być dla Ciebie dziwne, a nawet głupie i wcale Ci się nie dziwie.
05-10-2008 11:26 
 Ocena 4 na 4
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>trzeba w to UWIERZYĆ.
Jak to "trzeba"? A jak mi się nie uda?

Bo trzeba Ci wiedzieć, że nam, ateistom, uwierzenie w Boga nie udaje się.
.
05-10-2008 11:49 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>Jesteś niewierzący więc może to być dla Ciebie dziwne, a nawet głupie i wcale Ci się nie dziwie.>

Święte słowa.
05-10-2008 18:48 
 Ocena 1 na 1
awitu (7627 punktów)
>Nigdy Bóg mi tego nie powiedział. Samo słowo wiara mówi o tym, że nie jest to coś udowowdnione, tylko trzeba w to UWIERZYĆ. Ja w to wierze i nikt mi tego udowadniać nie musi. Jesteś niewierzący więc może to być dla Ciebie dziwne, a nawet głupie i wcale Ci się nie dziwie.

A skąd wiesz że trzeba WIERZYĆ w właśnie to, a nie np w Zeusa ?


"Colorless green ideas sleep furiously"
05-10-2008 12:19 
 Ocena 3 na 3
śliwka (295 punktów)

I co mu szkodzi od czasu do czasu przyjść z nami normalnie pogadać, jak ojciec z dziećmi, skoro nas tak bardzo kocha?
05-10-2008 14:45 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Skoro Bóg jest osobowy, dlaczego musimy w niego wierzyć, dlaczego po prostu nie WIEMY, że istnieje i panuje nad nami?

Pytanie wskazujące na wczesną porę To jak z partnerem. Woli Pani, żeby wierzył, że Pani na nim zależy, czy żeby wiedział? Jeśli będzie tylko wiedział, to jego zaangażowanie będzie coraz mniejsze. Jeśli będzie wierzył, to - istnieje szansa - że będzie tu panować pewien konstans. Tak widzę punkt widzenia chrześcijanina.

Poza tym, żeby gdzieś należeć, trzeba się o to postarać - to projekcja być może. Ludziom ciężko byłoby sobie wyobrazić, że Bóg chodzi po domach i pyta: "raz zbawienie? mamy promocję: jedno zbawienie + kamienna tablica".

Pozdrawiam
05-10-2008 15:22 
 Ocena 5 na 5
Kelly (2051 punktów)
>To jak z partnerem. Woli Pani, żeby wierzył, że Pani na nim zależy, czy żeby wiedział? Jeśli będzie tylko wiedział, to jego zaangażowanie będzie coraz mniejsze. Jeśli będzie wierzył, to - istnieje szansa - że będzie tu panować pewien konstans.
A jednak, wolę grać w otwarte karty. Inicjowanie kłótni z nudów i inne gierki zupełnie nie pasują do mojego obrazu związku, a co dopiero miłości.

>Poza tym, żeby gdzieś należeć, trzeba się o to postarać - to projekcja być może.
Zanim zacznie się Pan starać, zastanowi się Pan, czy warto. Nie będę nawet starać się uwierzyć w Boga. Jeśli istnieje taki, jak przedstawia go chrześcijaństwo, to nie szanuje mnie, nie liczy się ze mną, wcale mnie nie kocha i w ogóle mam go gdzieś, nawet jeśli z tego powodu trafię po śmierci do piekła. Tam przynajmniej będzie szatan: ktoś, kto mnie zrozumie. On też sprzeciwił się Bogu i właśnie dlatego został na zawsze potępiony. Bóg jest więc tyranem, który opozycję zwyczajnie wkłada do mikrofalówki i przypieka. Dążenie do niego jest jak dążenie do Hitlera, Stalina, Mao i podobnych. Bo czy ktoś zaprzeczy, że byli oni potężni?
05-10-2008 16:57 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Zanim zacznie się Pan starać, zastanowi się Pan, czy warto. Nie będę nawet starać się uwierzyć w Boga. Jeśli istnieje taki, jak przedstawia go chrześcijaństwo, to nie szanuje mnie, nie liczy się ze mną, wcale mnie nie kocha i w ogóle mam go gdzieś, nawet jeśli z tego powodu trafię po śmierci do piekła. Tam przynajmniej będzie szatan: ktoś, kto mnie zrozumie. On też sprzeciwił się Bogu i właśnie dlatego został na zawsze potępiony. Bóg jest więc tyranem, który opozycję zwyczajnie wkłada do mikrofalówki i przypieka. Dążenie do niego jest jak dążenie do Hitlera, Stalina, Mao i podobnych. Bo czy ktoś zaprzeczy, że byli oni potężni?

Rozumiem, że Pani nie chcę, i nie zamierzam w to ingerować, ponieważ sam nie chcę. Ja się staram tylko skłonić ludzi do tego, aby zadali sobie pytanie "dlaczego nie chcą?" Takie decyzje, moim zdaniem, powinny być poparte refleksją, natomiast po Pani wypowiedzi widzę - być może źle widzę - że są poparte głównie emocjami, opartymi o pewne wyobrażenia. Doktrynę należy poznać, przemyśleć i wtedy zdecydować, czy ma sens.

Na przykład to zdanie, w ogóle nie ma sensu: Jeśli istnieje taki, jak przedstawia go chrześcijaństwo, to nie szanuje mnie, nie liczy się ze mną, wcale mnie nie kocha i w ogóle mam go gdzieś, nawet jeśli z tego powodu trafię po śmierci do piekła. Szanuje, kocha, liczy się. Pytanie, czy w taki sposób, w jaki by Pani chciała. Trywializując, to że rodzice mają wobec dzieci wymagania, nie oznacza, że ich nie kochają.

W tamtym zdaniu dostrzegam politykę buntu wobec autorytetów, która Panią od tego Boga odpycha. Jedyne co stwierdzam, to to, że moim zdaniem, warto jest wiedzieć, dlaczego się nie chce, a nie tylko to przeczuwać. Zachowuję pełen szacunek dla Pani wyborów, mój wybór o nie uczestnictwie w społeczności katolickiej, był kierowany niesprawiedliwością, za którą uważałem stan posiadania proboszcza i można by rzec: zawodem doznanym od Boga, a więc również emocjami. Niemniej, warto jest swój wybór zracjonalizować, choćby na pożytek umiejętności odpowiedzenia innym, gdy gnębią (choć to mała pociecha, bo i tak nie słuchają, tylko czekają na Pani oddech, żeby wejść z własną kwestią).

>A jednak, wolę grać w otwarte karty. Inicjowanie kłótni z nudów i inne gierki zupełnie nie pasują do mojego obrazu związku, a co dopiero miłości.
Nie chodzi o gierki, ale o to, że szczęście w miłości jest zawsze podsycane cierpieniem tęsknoty i niepewnością. Tak myślę.

Pozdrawiam serdecznie
05-10-2008 17:48 
 Ocena 3 na 3
Kelly (2051 punktów)
>Rozumiem, że Pani nie chcę, i nie zamierzam w to ingerować, ponieważ sam nie chcę. Ja się staram tylko skłonić ludzi do tego, aby zadali sobie pytanie "dlaczego nie chcą?" Takie decyzje, moim zdaniem, powinny być poparte refleksją, natomiast po Pani wypowiedzi widzę - być może źle widzę - że są poparte głównie emocjami, opartymi o pewne wyobrażenia. Doktrynę należy poznać, przemyśleć i wtedy zdecydować, czy ma sens.
Zgadzam się, dodałabym słowo "zrozumieć". Poznać, przemyśleć, zrozumieć i zdecydować. Doktrynę katolicką znam o wiele lepiej niż wszyscy znani mi katolicy (za wyjątkiem katechety z I gimnazjum, nie jestem pewna jak było w przypadku wcześniejszych nauczycieli religii). Nie wiem, czy ją przemyślałam, wiem, że zrozumiałam ją na tyle, by ją zdecydowanie odrzucić. Problem tkwi w mnogości doktryn. Kiedyś postanowiłam, że przeczytam o każdej religii przynajmniej artykuł z Wikipedii. Kiedy zobaczyłam, jak jest ich wiele, wiedziałam, że póki co nie starczy mi do tego motywacji i zapału. Może kiedyś, na studiach, szczególnie jeśli pójdę na filozofię (religioznawstwo nie pociąga mnie aż tak bardzo).

>Na przykład to zdanie, w ogóle nie ma sensu: Jeśli istnieje taki, jak przedstawia go chrześcijaństwo, to nie szanuje mnie, nie liczy się ze mną, wcale mnie nie kocha i w ogóle mam go gdzieś, nawet jeśli z tego powodu trafię po śmierci do piekła. Szanuje, kocha, liczy się. Pytanie, czy w taki sposób, w jaki by Pani chciała. Trywializując, to że rodzice mają wobec dzieci wymagania, nie oznacza, że ich nie kochają.
Rodzice mają wobec dzieci wymagania, ale oprócz tego wychowują je i otaczają opieką. Bóg przedstawiony przez dlaczego? ma tylko irracjonalne wymagania.

>W tamtym zdaniu dostrzegam politykę buntu wobec autorytetów, która Panią od tego Boga odpycha.
To prawda. Ostatnio zauważyłam, że chociaż mam idoli, nie mam autorytetów. W końcu doszłam do wniosku, że nie ma w tym nic złego, a wręcz przeciwnie. Moje poglądy nie są dowolnie modelowane przez jedną osobę, ale wynikacją z samodzielnej analizy i oceny tego, co myślą, mówią i robią inni ludzie.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Bóg przedstawiony przez dlaczego? ma tylko irracjonalne wymagania.
Bo dlaczego? ma trochę zbyt judaistyczne rozumienie Boga, jak na katolika - a już na pewno przedsoborowe. Stąd wymagania bez opieki i dobroci. Ale chrześcijański obraz Boga jest zgoła inny. Piszę to jedynie, dla Pani informacji.

Pozdrawiam
awitu (7627 punktów)
>Poza tym, żeby gdzieś należeć, trzeba się o to postarać - to projekcja być może. Ludziom ciężko byłoby sobie wyobrazić, że Bóg chodzi po domach i pyta: "raz zbawienie? mamy promocję: jedno zbawienie + kamienna tablica".

Wiesz problem z tym że promocje, same w sobie nie bywają dobrymi okazjami. Promocja ma na celu sprzedanie niechodliwego towaru, wypromowanie nowego towaru który trzeba sprzedać choć nie ma na niego zainteresowania, lub wypchnięcie towaru któremu kończy się data ważności, posiada skazy itd. To sztuczka marketingowa... według mnie dobrze to nazwałeś, choć wydaje mi się że niezamierzenie

"Colorless green ideas sleep furiously"
webmaster (moderator)
"Wierzę, że Bóg przemawia przeze mnie. Bez wiary nie mógłbym wykonywać swej pracy." J.W.Bush
Jak udowodnić Bushowi, że Bóg przez niego nie przemawia?

"Jeśli zdarzy mi się nieszczęście, to widocznie Bóg mnie karze za grzechy, jest bowiem sprawiedliwy; jeśli los się uśmiechnie - to najprawdopodobniej dobrotliwość
boża w tym działa.
" Leszek Kołakowski
Jeżeli wierzący dziękują Bogu za rzekome spełnienie ich próśb, to dlaczego nie dziękują za choroby i katastrofy, skoro suma sumarum wszechmocny i wszechwiedzący jest odpowiedzialny za wszystko lub za nic?

Jak odróżnić hostię przed podniesieniem od tej po sakramencie? Według KRK, przed jest to opłatek - po, jest to Ciało Chrystusa. Jako ćwiczenie: zaproponuj eksperyment.
dlaczego? (38 punktów)
>"Wierzę, że Bóg przemawia przeze mnie. Bez wiary nie mógłbym wykonywać swej pracy." J.W.Bush
>Jak udowodnić Bushowi, że Bóg przez niego nie przemawia?
>"Jeśli zdarzy mi się nieszczęście, to widocznie Bóg mnie karze za grzechy, jest bowiem sprawiedliwy; jeśli los się uśmiechnie - to najprawdopodobniej dobrotliwość
>boża w tym działa.
" Leszek Kołakowski
>Jeżeli wierzący dziękują Bogu za rzekome spełnienie ich próśb, to dlaczego nie dziękują za choroby i katastrofy, skoro suma sumarum wszechmocny i wszechwiedzący jest odpowiedzialny za wszystko lub za nic?

A jak ojciec zlał Ci tyłek za to, że zniszyłeś nową zabawkę to mu dziękowałeś? Przecież sprawiedliwie Cię ukarał?
05-10-2008 01:18 
 Ocena 5 na 5
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Jeżeli wierzący dziękują Bogu za rzekome spełnienie ich próśb, to dlaczego nie dziękują za choroby i katastrofy, skoro suma sumarum wszechmocny i wszechwiedzący jest odpowiedzialny za wszystko lub za nic?
>A jak ojciec zlał Ci tyłek za to, że zniszyłeś nową zabawkę to mu dziękowałeś? Przecież sprawiedliwie Cię ukarał?

Porównujesz kilka klapsów do wszystkich tych przerażających kar, które Bóg zastosował w stosunku do ludzi (mam na myśli oczywiście kary opisane w ST i NT). Czy jesteś pewien, że użyłeś dobrego porównania?
Czy jesteś pewien, że wszystkie kary Boga są sprawiedliwe. Czy jesteś pewien, że Bóg ma moralne prawo kary te stosować?
Odnoszę wrażenie, że nie przemyślałeś tego, co napisałeś.
dlaczego? (38 punktów)
>>>Jeżeli wierzący dziękują Bogu za rzekome spełnienie ich próśb, to dlaczego nie dziękują za choroby i katastrofy, skoro suma sumarum wszechmocny i wszechwiedzący jest odpowiedzialny za wszystko lub za nic?
>>A jak ojciec zlał Ci tyłek za to, że zniszyłeś nową zabawkę to mu dziękowałeś? Przecież sprawiedliwie Cię ukarał?
>Porównujesz kilka klapsów do wszystkich tych przerażających kar, które Bóg zastosował w stosunku do ludzi (mam na myśli oczywiście kary opisane w ST i NT). Czy jesteś pewien, że użyłeś dobrego porównania?
>Czy jesteś pewien, że wszystkie kary Boga są sprawiedliwe. Czy jesteś pewien, że Bóg ma moralne prawo kary te stosować?
>Odnoszę wrażenie, że nie przemyślałeś tego, co napisałeś.

Bóg ma prawo zrobić WSZYSTKO! A moja wypowiedź nie dotyczyła katastrof ani żadnej tragedii, tylko tego, że napisałeś, że katolicy powinni dziękować Bogu za te wszystkie kary. Odpowiedź jest prosto NIE!! Bóg wcale nie żąda za to wdzięczności. A skoro Bóg w ten sposób karze ludzi widać ma ku temu powody. A co do sprawiedliwości to myślę, że nie zawsze są sprawiedliwe.... Ale skąd pewność, że część z nich nie jest dziełem Szatana. Te wszystkie wojny, to sztan kusi ludzi żądzą zdobycia władzy...
webmaster (moderator)
>Bóg ma prawo zrobić WSZYSTKO!
Czy zdajesz sobie sprawę, że takie stanowisko prowadzi do absurdalności moralności opartej o religię? Skoro może wszystko to skąd wiadomo, że właśnie dziś nie zmienił treści swoich przykazań?

>Odpowiedź jest prosto NIE!! Bóg wcale nie żąda za to wdzięczności.
Skąd to wiesz? Podaj źródło takiej wiedzy.

>A skoro Bóg w ten sposób karze ludzi widać ma ku temu powody.
Nie, nie widać. Na razie to tylko twoja hipoteza. Jak zauważył Kołakowski, w ten sposób można uzasadnić wszystko - czyli to teoria do niczego.

>Ale skąd pewność, że część z nich nie jest dziełem Szatana.
A skąd pewność, że cała Biblia i wszystkie cuda nie są dziełem Szatana?

>Te wszystkie wojny, to sztan kusi ludzi żądzą zdobycia władzy...
Takie wyjaśnienie obcinamy pewną brzytewką.
05-10-2008 13:00 
 Ocena 1 na 1
Madziorek (28 punktów)
>>Bóg ma prawo zrobić WSZYSTKO!
>Czy zdajesz sobie sprawę, że takie stanowisko prowadzi do absurdalności moralności opartej o religię? Skoro może wszystko to skąd wiadomo, że właśnie dziś nie zmienił treści swoich przykazań?

Tak na marginesie...te przykazania przecież nie były dla nas a dla narodu żydowskiegoo...gdzie do Polaków tekst: "Jam jet Bóg twój, który Cię wywiódł z ZIEMI EGIPSKIEJ(!!!!) domu niewoli"

Przykazanie "Nie zabijaj" dotyczyło tylko Zydów czyli Zyda nie mozesz zabić ale kogoś innego tak.... szanowni katlocu najpierw poczytajcie a potem wierzcie lub nie- podejrzewam iż 99,9% katolików tego w ogóle nie czytała....
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Czy zdajesz sobie sprawę, że takie stanowisko prowadzi do absurdalności moralności opartej o religię? Skoro może wszystko to skąd wiadomo, że właśnie dziś nie zmienił treści swoich przykazań?

>Nie, nie widać. Na razie to tylko twoja hipoteza. Jak zauważył Kołakowski, w ten sposób można uzasadnić wszystko - czyli to teoria do niczego.

>A skąd pewność, że cała Biblia i wszystkie cuda nie są dziełem Szatana?
To Kartezjusz.

Czemu Panu nie można punktów dawać? Mało bez czego a bym zgłosił nadużycie. Więc +.
05-10-2008 15:23 
 Ocena 4 na 4
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Bóg ma prawo zrobić WSZYSTKO!
To pogląd niejakiego Dunsa Szkota - który wprowadził go, nota bene, żeby zrobić w swoisty sposób na złość św.Tomaszowi i ukazać jego myśl jako heretycką (co się zresztą udało na jakiś czas). Ale teraz, to św.Tomasz jest Wielkim Doktorem Kościoła - kłania się Leon XIII - i doktryna mówi jasno, że Bóg robi to, co jest dobre, a nie tak jak mówił Duns, że to, co robi Bóg jest dobre. Czy różnica jest jasna? Bóg sam się ogranicza, do działania dobrego, ponieważ jest dobrem. Dlatego nie można powiedzieć, że zło jest jego dziełem, doktryna rozwiązuje to inaczej. Poza tym, jak słusznie zauważył webmaster, moralność oparta na doktrynie Dunsa byłaby bardzo schizofreniczna, bo codziennie mogłaby być inna. Stąd, Bóg nie byłby żadną podporą, ani opoką; nie dość, że dzieckiem, to jeszcze rozwydrzonym. Bóg nie może zrobić wszystkiego, choć jest to ten sposób niemocy, co człowieka, który nie może zabić sąsiada - Bóg przyjął pewne reguły, ustanawiając je i musi się ich trzymać. Ponieważ jest Logosem, Rozumem, a więc i Logiką.

>A skoro Bóg w ten sposób karze ludzi widać ma ku temu powody.
To jest moralność braku odpowiedzialności. "Jechałem 180km/h i wpadłem na drzewo, zabiłem żonę - Bóg tak chciał". Podczas, gdy większość księży, których spotykam powiedziałaby: "Nieprawda, bo św.Krzysztof chroni tylko do 100km/h, powyżej to już tylko św.Piotr". Zło nie przydarza się dlatego, że Bóg tak chciał i nie jest od niego karą. To bardzo naiwny pogląd, który ma swoje pochodzenie w kulcie duchów przodków i nie ma miejsca w doktrynie. Tak samo jest z kataklizmami, które ludzie powodują, z biedą, etc. Niech Pan zauważy na przykład, że odkąd w Afryce jest katolicyzm, to zrobiło się tam gorzej. A niedoskonałość Świata, w doktrynie tłumaczy się tym, że Bóg nie mógł stworzyć idealnego Świata, bo tylko on może być doskonały. Zresztą, zło fizyczne jest złem, tylko wtedy, gdy ludzie interpretują je jako zło. Czemu płaczemy po zmarłych, skoro idą do lepszego świata? Nie opłakujemy dotykającego ich zła, tylko własną stratę.

>A co do sprawiedliwości to myślę, że nie zawsze są sprawiedliwe.... Ale skąd pewność, że część z nich nie jest dziełem Szatana.
Szatan nie może ingerować w rzeczywistość, może tylko łudzić ludzi jej zniekształconą wizją i w ten sposób zmuszać ich do określonego postępowania. To też jest w doktrynie. Innymi słowy, nie może powodować katastrof naturalnych, ani odebrać komuś ręki.

Tak się jakoś dziwnie składa, że ludzie, którzy nie są katolikami wiedzą o katolicyzmie więcej, niż katolicy. Może dlatego, że aby z czegoś zrezygnować uczciwie - a nie dlatego, że się nie chce pacierzy klepać - trzeba to poznać i zreflektować. Ale żeby pozostać katolikiem, to wystarczy te pacierze klepać i czekać na cud zbawienia (bo przecież za same pacierze się go nie otrzyma).

Pozdrawiam
05-10-2008 15:24 
 Ocena 1 na 1
Kelly (2051 punktów)
>Bóg ma prawo zrobić WSZYSTKO!
To się sado - maso potocznie nazywa.
05-10-2008 10:45 
 Ocena 1 na 1
matragon (2557 punktów)

>A jak ojciec zlał Ci tyłek za to, że zniszyłeś nową zabawkę to mu dziękowałeś? Przecież sprawiedliwie Cię ukarał

Właśnie podważyłeś (łaś) "miłosierdzie Boże"


Michał 'matragon' Worgacz

GŁUPOTA MA PEWiEN UROK, iGNORANCJA NiE (F. Zappa)
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

Miałem objawienie, w którym Bóg twierdzi, że go nie ma. Czy mi wierzysz i dlaczego?
.
04-10-2008 20:06
 Ocena 14 na 14
placownik (17853 punktów)

   Jak wyobrażasz sobie zmartwychwstanie obdarzonej nieśmiertelną duszą zygoty, której nie udało się zagnieździć w błonie śluzowej macicy?


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
05-10-2008 15:28 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Jak wyobrażasz sobie zmartwychwstanie obdarzonej nieśmiertelną duszą zygoty, której nie udało się zagnieździć w błonie śluzowej macicy?

Dobre i trudne. Nie jestem pewien, czy w doktrynie zmartwychwstaje się w ciele materialnym, czy astralnym. Jeśli astralnym, to problemów nie ma, ale jeśli w materialnym, to widzę inny: jak to możliwe, że zmartwychwstanie choćby 1/10 ludzi, którzy kiedykolwiek żyli? Na Ziemi się nie zmieszczą.
05-10-2008 18:24 
 Ocena 3 na 3
placownik (17853 punktów)

>Nie jestem pewien, czy w doktrynie zmartwychwstaje się w ciele materialnym, czy astralnym.

   Oczywiście duchowym (nie astralnym, to nie ta poetyka). Mówi o tym wyraźnie Św. Paweł w pierwszym liście do Koryntian (1 Kor 15, 35-53). Jak to się ma do ciał zmartwychwstania ze Składu Apostolskiego, albo do oczekiwania wskrzeszenia umarłych z Creda Nicejsko-Konstantynopolitańskiego to jeden Bóg raczy wiedzieć. Ale wierzyć można we wszystko. W zmartwychwstanie ciała duchowego (w szczególności ciała duchowego zygoty) i w kwadratowe koło. Wierzyć, to oczywiście nie znaczy rozumieć. I pewnie nawet lepiej nie starać się zrozumieć, bo może to doprowadzić do utraty wiary, co może się fatalnie odbić na przyszłym ciele duchowym.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Rutkiewicz (1290 punktów)
Jeśli to ma być ciało duchowe, to nie widzę problemu. Ciało duchowe nie ma wymiaru materialnego, dlatego nie jest uzależnione od materialnej jakości człowieka zbawianego.
webmaster (moderator)
To czemu Jezus (jedyny rzekomo przypadek zbawionego) był głodny? Ciała duchowe też będą chodzić do stołówki?
Rutkiewicz (1290 punktów)
>To czemu Jezus (jedyny rzekomo przypadek zbawionego) był głodny? Ciała duchowe też będą chodzić do stołówki?

Ale już po zbawieniu? Bo przed, to miał ciało materialne.
webmaster (moderator)
Zależy od definicji zmartwychwstania i zbawienia, czyli od danego wyznania chrześcijańskiego, jednak zdaje się że w KRK nie można być zmartwychwstałym bez zbawienia. Jeżeli się mylę to proszę o źródło na potwierdzenie.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Zależy od definicji zmartwychwstania i zbawienia, czyli od danego wyznania chrześcijańskiego, jednak zdaje się że w KRK nie można być zmartwychwstałym bez zbawienia. Jeżeli się mylę to proszę o źródło na potwierdzenie.
Źle się wyraziłem, bo chodziło mi o zmartwychwstanie, a nie zbawienie. Pytałem, czy jadł po tym, jak: "ukrzyżowan umarł i trzeciego dnia zmartwychwstał", czy za życia.
06-10-2008 20:06 
 Ocena 3 na 3
placownik (17853 punktów)

>Ciało duchowe nie ma wymiaru materialnego

   A skąd ta pewność? Przykład zmartwychwstałego Jezusa nie daje żadnych podstaw do takiego twierdzenia.

   Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: «Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam». Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: «Macie tu coś do jedzenia?» Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich. (Łk 24, 37-43)

   Łukasz pisze do Greków, którym trudno było wierzyć w zmartwychwstanie ciał. Dlatego tak usilnie podkreśla rzeczywistość fizyczną ciała zmartwychwstałego Pana. Wytłuszczenie moje. To komentarz do powyższego fragmentu Pisma zawarty w Biblii Tysiąclecia.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
05-10-2008 19:05 
 Ocena 3 na 3
awitu (7627 punktów)
>Dobre i trudne. Nie jestem pewien, czy w doktrynie zmartwychwstaje się w ciele materialnym, czy astralnym. Jeśli astralnym, to problemów nie ma, ale jeśli w materialnym, to widzę inny: jak to możliwe, że zmartwychwstanie choćby 1/10 ludzi, którzy kiedykolwiek żyli? Na Ziemi się nie zmieszczą.

To od razu nasuwa problem z wniebowzięciem i wniebowstąpieniem.

"Colorless green ideas sleep furiously"
stilgar (7322 punktów)
Dlaczego tylu wierzacych ludzi od czasu do czasu wykrzykuje "O Boze!" "Jezu" czy "Jezus Maria!" wiedzac, ze lamia przy tym pierwsze przykazanie?
04-10-2008 21:01 
 Ocena 1 na 1
aenigma (455 punktów)
>Dlaczego tylu wierzacych ludzi od czasu do czasu wykrzykuje "O Boze!" "Jezu" czy "Jezus Maria!" wiedzac, ze lamia przy tym pierwsze przykazanie?
2,1,3... wróć! 3,1,4,2... wróć! Jak się liczyło do 10? Bo mi się wydawało, że najpierw jest 1 a potem 2
stilgar (7322 punktów)
Kolejnosc przykazan nigdy nie byla moja mocna strona...
dlaczego? (38 punktów)
>>Dlaczego tylu wierzacych ludzi od czasu do czasu wykrzykuje "O Boze!" "Jezu" czy "Jezus Maria!" wiedzac, ze lamia przy tym pierwsze przykazanie?
>2,1,3... wróć! 3,1,4,2... wróć! Jak się liczyło do 10? Bo mi się wydawało, że najpierw jest 1 a potem 2

Tak popełniają grzech. Nie ma ludzi idealncy i katolicy też do nich nie należą...
stilgar (7322 punktów)

>Tak popełniają grzech. Nie ma ludzi idealncy i katolicy też do nich nie należą...

Jakos nie zauwazylem, zeby ktorys z katolikow sie przejal tym, ze lamie Przykazanie, ktore podobno dal mu sam Bog. Nie wspominajac juz o pozostalych...
Madziorek (28 punktów)
>>Tak popełniają grzech. Nie ma ludzi idealncy i katolicy też do nich nie należą...
>Jakos nie zauwazylem, zeby ktorys z katolikow sie przejal tym, ze lamie Przykazanie, ktore podobno dal mu sam Bog. Nie wspominajac juz o pozostalych...

zobacz moja wypowiedź wyżej
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Jakos nie zauwazylem, zeby ktorys z katolikow sie przejal tym, ze lamie przykazanie, ktore podobno dal mu sam Bog. Nie wspominajac juz o pozostalych...

Mnie się wydaje, że duchem tego przykazania jest to, żeby nie tłumaczyć Bogiem wszystkiego, i nie wołać o jego asystencję do wrastającego paznokcia, albo złamanej podkowy.

Pozdrawiam
05-10-2008 15:35 
 Ocena 1 na 1
MociumPan (744 punktów)
Cytat:
Mnie się wydaje...


Wszystkie te przykazania, pismo święte jest dla mnie najbardziej niedoskonałym dziełem wszechczasów...
Tylu ilu jest ludzi tyle różnych interpretacji słów zawartych w biblii...
Czy dzieło doskonałe nie powinno być jednoznaczne i swoim tekstem powodować aby ludzie nie zadawali pytań, bo po prostu nie było by takiej potrzeby... ??
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Czy dzieło doskonałe nie powinno być jednoznaczne i swoim tekstem powodować aby ludzie nie zadawali pytań, bo po prostu nie było by takiej potrzeby... ??

A kto Panu powiedział, że Biblia jest doskonała? Nic co ludzkie nie może być doskonałe - w myśl doktryny - Biblia, to język - który jest niedoskonałym przenośnikiem myśli - ludzka wyobraźnia, etc. Ona została natchniona przez Boga, a nie napisana..

Poza tym, na miłość boską, niech się Pan najpierw dowie co to jest katolicyzm i potem z nim dyskutuje, a nie dyskutuje ze swoimi wyobrażeniami. Łatwo jest dyskutować z dosłownym brzmieniem Biblii, bo jest to treść naiwna. Tyle, że to jest tylko taki zabieg, żeby pokazać katolikom jak się mylą, niewielkim nakładem własnych sił intelektualnych. Zabieg ma ośmieszyć katolików, a ośmiesza autora, bo pokazuje jego ignorancję. Nikt Panu nie każe uzasadniać swojego stanowiska wobec katolicyzmu, ale jeśli już Pan chce to robić, to niech robi to porządnie.

Pozdrawiam
Adamiak (36436 punktów)
>>Jakos nie zauwazylem, zeby ktorys z katolikow sie przejal tym, ze lamie przykazanie, ktore podobno dal mu sam Bog. Nie wspominajac juz o pozostalych...
>Mnie się wydaje, że duchem tego przykazania jest to, żeby nie tłumaczyć Bogiem wszystkiego, i nie wołać o jego asystencję do wrastającego paznokcia, albo złamanej podkowy.>

Paznokieć rozumiem, ale podkowa...?... sama się łamie...???

Rutkiewicz (1290 punktów)
>Mnie się wydaje, że duchem tego przykazania jest to, żeby nie tłumaczyć Bogiem wszystkiego, i nie wołać o jego asystencję do wrastającego paznokcia, albo złamanej podkowy.>Paznokieć rozumiem, ale podkowa...?... sama się łamie...???
W sensie, że koń idzie, złamie podkowę, a woźnica: "czemu mnie doświadczasz Boże?"
05-10-2008 19:12 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>Mnie się wydaje, że duchem tego przykazania jest to, żeby nie tłumaczyć Bogiem wszystkiego, i nie wołać o jego asystencję do wrastającego paznokcia, albo złamanej podkowy.>Paznokieć rozumiem, ale podkowa...?... sama się łamie...???
>W sensie, że koń idzie, złamie podkowę, a woźnica: "czemu mnie doświadczasz Boże?">

No...przecie koń tego nie powie...?
Rutkiewicz (1290 punktów)
>>>Mnie się wydaje, że duchem tego przykazania jest to, żeby nie tłumaczyć Bogiem wszystkiego, i nie wołać o jego asystencję do wrastającego paznokcia, albo złamanej podkowy.>Paznokieć rozumiem, ale podkowa...?... sama się łamie...???
>>W sensie, że koń idzie, złamie podkowę, a woźnica: "czemu mnie doświadczasz Boże?">No...przecie koń tego nie powie...?
Ale woźnica może.

Pozdrawiam
06-10-2008 07:23 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>>>Mnie się wydaje, że duchem tego przykazania jest to, żeby nie tłumaczyć Bogiem wszystkiego, i nie wołać o jego asystencję do wrastającego paznokcia, albo złamanej podkowy.>Paznokieć rozumiem, ale podkowa...?... sama się łamie...???
>>>W sensie, że koń idzie, złamie podkowę, a woźnica: "czemu mnie doświadczasz Boże?">No...przecie koń tego nie powie...?
>Ale woźnica może . >...

...może za konia?

Znaczy... woźnica zakonnik...?

A jeśli koń ateistą?
06-10-2008 18:27 
 Ocena 2 na 2
Rutkiewicz (1290 punktów)
>...może za konia?
>Znaczy... woźnica zakonnik...?
>A jeśli koń ateistą?

O matko! Państwo to rozumieją, tylko się nade mną pastwią Jedzie woźnica z pola, załadowanym wozem. I nagle koniowi pęka podkowa. Sytuacja dramatyczna, bo koń nie powiezie, a sam na grzbiecie nie zaniesie. No więc woła: "Boże, czemu mnie tak doświadczasz?!" O taką sytucję mi chodziło.

Ale z woźnicą zakonnikiem, to doskonałe
06-10-2008 18:44 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>...może za konia?
>>Znaczy... woźnica zakonnik...?
>>A jeśli koń ateistą?
>O matko! Państwo to rozumieją, tylko się nade mną pastwią Jedzie woźnica z pola, załadowanym wozem. I nagle koniowi pęka podkowa. Sytuacja dramatyczna, bo
> koń nie powiezie, a sam na grzbiecie nie zaniesie. No więc woła: "Boże, czemu mnie tak doświadczasz?!" O taką sytucję mi chodziło. >

Ufff...mnie też

(wiedziałem, że koń też katolik )

(tylko czemu koń miałby na grzbiecie czyjś towar nosić...?)
06-10-2008 19:49 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>(tylko czemu koń miałby na grzbiecie czyjś towar nosić...?)

To jak ten dowcip, jak przyjeżdża furmanką chłop na osiedle i woła: węgiel przywiozłem! A koń myśli: ta.. ty przywiozłeś.

Pozdrawiam
06-10-2008 21:03 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>(tylko czemu koń miałby na grzbiecie czyjś towar nosić...?)
>To jak ten dowcip, jak przyjeżdża furmanką chłop na osiedle i woła: węgiel przywiozłem! A koń myśli: ta.. ty przywiozłeś.>

Hmmm, młody, mądry, wyszczekany, żarty...ups, zna się na żartach...nic, tylko Mu plusy walić, temu Rutkiewiczowi.

Miłe pozdrówka

[pozytywnie bezradny]
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Dlaczego tylu wierzacych ludzi od czasu do czasu wykrzykuje "O Boze!" "Jezu" czy "Jezus Maria!" wiedzac, ze lamia przy tym pierwsze przykazanie?

Drugie, stilgarze, drugie...


fides ex necessitate esse non debet
05-10-2008 15:29 
 Ocena 1 na 1
Kelly (2051 punktów)
>Dlaczego tylu wierzacych ludzi od czasu do czasu wykrzykuje "O Boze!" "Jezu" czy "Jezus Maria!" wiedzac, ze lamia przy tym pierwsze przykazanie?
Nie pierwsze, tylko drugie, i wcale nie o to chodzi. Czytałeś "Pottera"? Śmierciożercy mówią "Czarny Pan" zamiast "Voldemort", bo uważają siebie niegodnych za używanie jego imienia. Podobnie jest z יהוה. Pobożny Żyd nigdy nie powie "יהוה". Natomiast chrześcijanie w najlepsze sobie bluźnią, ale nie kiedy mówią "O Boże!" albo "Jezu", tylko "Jahwe" tudzież "Jehowa".
lotrek (14275 punktów)
Dlaczego Bóg, jako istota doskonała nie przewidział, że Ewa z Adamem ulegną pokusie i zjedzą "zakazane jabłko"? A może wiedział, tylko potrzebował na nich "haka", by pogonić ich z raju? Jeśli tak, to dlaczego?
04-10-2008 20:40 
 Ocena 1 na 1
matragon (2557 punktów)
coś z klasyki :

Czy wszechmocny, wszechmogący Bóg - umiałby stworzyć kamień tak ciężki, że sam nie byłby w stanie go podnieść ?


Michał 'matragon' Worgacz

GŁUPOTA MA PEWiEN UROK, iGNORANCJA NiE (F. Zappa)
anty
Czy jakiś "mądry" katolik lub sam bóg odpowie na któreś z pytań?
05-10-2008 00:14 
 Ocena 1 na 1
aenigma (455 punktów)
>Czy jakiś "mądry" katolik lub sam bóg odpowie na któreś z pytań?
Czyżby pole do popisu dla boskiej Bożeny?
MociumPan (744 punktów)
Szkoda że się robi taki offtop
dlaczego? (38 punktów)
>coś z klasyki :
>Czy wszechmocny, wszechmogący Bóg - umiałby stworzyć kamień tak ciężki, że sam nie byłby w stanie go podnieść ?
>
Michał 'matragon' Worgacz

>GŁUPOTA MA PEWiEN UROK, iGNORANCJA NiE (F. Zappa)
>

Bóg jest w stanie stworzyć każdy kamień i każdy jest w stanie podnieść. Dlatego jest wszechmogący
05-10-2008 07:21 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)

>Bóg jest w stanie stworzyć każdy kamień i każdy jest w stanie podnieść. Dlatego jest wszechmogący
>

Nie rozumiesz pytania? Gdyby stworzy kamień którego sam nie jest wstanie podnieś, nie byłby wszechmogący.
Jest to pewien paradoks, nad którym ludzie długo się głowili. I znaleźli odpowiedz, nie jest to jednak związane z bogiem, ani nie jest tematem tego wątku.
dlaczego? (38 punktów)
>>Bóg jest w stanie stworzyć każdy kamień i każdy jest w stanie podnieść. Dlatego jest wszechmogący
>>
>Nie rozumiesz pytania? Gdyby stworzy kamień którego sam nie jest wstanie podnieś, nie byłby wszechmogący.
>
Jest to pewien paradoks, nad którym ludzie długo się głowili. I znaleźli odpowiedz, nie jest to jednak związane z bogiem, ani nie jest tematem tego wątku.

Rozumiem o co chodzi... pytanie w stylu co było pierwsze kura czy jajko. Mi chodziło o to, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.
05-10-2008 10:49 
 Ocena 2 na 2
lotrek (14275 punktów)
>Mi chodziło oto, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

Są, są...pomyśl choć przez chwilę. Nie może sprawić np. byśmy w jego istnienie uwierzyli.
05-10-2008 11:42 
 Ocena 3 na 3
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Mi chodziło oto, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

Nauczenie Ciebie ortografii też zdaje się przekraczać boskie możliwości!


fides ex necessitate esse non debet
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Czy wszechmocny, wszechmogący Bóg - umiałby stworzyć kamień tak ciężki, że sam nie byłby w stanie go podnieść?
To pytanie jest sofizmatem. Jeśli zakładamy, że Bóg jest wszechmocny, to eliminujemy tym samym możliwość istnienia czegoś, czego nie jest w stanie stworzyć - to konieczność formalna, a więc ontologiczna. Bóg jako wszechmogący jest jednak ograniczony tym, że istnieje. Być może więc tylko nicość jest prawdziwie wszechmocna, bo nie istnieje. Ale wszechmoc nicości - ba! w ogóle jej nie-istnienie, to tylko nieuzasadniona analogia, ponieważ nie można nicości określić, w ten sposób sprowadzamy ją do bytu.

Pozdrawiam
dlaczego? (38 punktów)
>Dlaczego Bóg, jako istota doskonała nie przewidział, że Ewa z Adamem ulegną pokusie i zjedzą "zakazane jabłko"? A może wiedział, tylko potrzebował na nich "haka", by pogonić ich z raju? Jeśli tak, to dlaczego?

Bóg każdemu człowiekowi daje wolną wole. To my decydujemy o naszych czynach. To że Ewa zerwała zakazane jabłko było wyłącznie jej decyzją. Uległa pokusie szatana. Bóg o tym doskonale wiedział, ale jak już pisałem dał każdemu wolną wole i NIE INGERUJE w nasze czyny. Każdy według własnego sumienie musi zdecydować co jest dobre i złe, a Bóg na końcu Nas z tego rozlicza
05-10-2008 06:38 
 Ocena 2 na 2
lotrek (14275 punktów)
>Uległa pokusie szatana. Bóg o tym doskonale wiedział,

To powinien wiedzieć, że "ulegną pokusie". Skoro tak postąpił, to znaczy szukał na nich "haka", pretekstu by pogonić ich z raju. Innego wytłumaczenia tej perfidnej gry nie ma.
dlaczego? (38 punktów)
>>Uległa pokusie szatana. Bóg o tym doskonale wiedział,
>To powinien wiedzieć, że "ulegną pokusie". Skoro tak postąpił, to znaczy szukał na nich "haka", pretekstu by pogonić ich z raju. Innego wytłumaczenia tej perfidnej gry nie ma.

Nie szukał haka. Każdy może to interpretować na swój sposób. Moje zdanie jest takie, że Bóg zakazał im zrywać jabłek z tego drzewa, gdyż chciał sprawdzić ich zaufanie do Niego. Bóg nie miał, żadnego interesu w tym, żeby ich z raju wypędzać.
05-10-2008 10:55 
 Ocena 2 na 2
lotrek (14275 punktów)
>Moje zdanie jest takie, że Bóg zakazał im zrywać jabłek z tego drzewa, gdyż chciał sprawdzić ich zaufanie do Niego.

Znowu to samo, piszesz że chciał sprawdzić ich zaufanie do niego. Gdyby był taki doskonały, wiedziałby to bez uciekania się do sprawdzania . Więc jak jest z tą doskonałością?
05-10-2008 11:00 
 Ocena 9 na 9
matragon (2557 punktów)
>Nie szukał haka. Każdy może to interpretować na swój sposób. Moje zdanie jest takie, że Bóg zakazał im zrywać jabłek z tego drzewa, gdyż chciał sprawdzić ich zaufanie do Niego. Bóg nie miał, żadnego interesu w tym, żeby ich z raju wypędzać.>

Po co więc umieszczał w raju to jabłko ?
Dlaczego było to jabłko "wiadomości złego i dobrego" ? a nie na przykład "jabłko wykrzywiające twarz" ?

Mit z jabłkiem to jedna z lepszych opowieści biblijnych, najmocniej obnażająca antyintelektualny charakter tej religii. Oto bowiem Pan mówi - "Nie życzę sobie człowieku abyś był mądry i wiedział tyle co ja. Masz tu siedzieć w raju jak pod kloszem, łazić na golasa i zachowywać się jak każde inne zwierzę. Zerwiesz jabłko - to Ci za karę dowalę, bo nie lubię konkurencji." Całe szczęście, że się tam Wąż pojawił i namówił kobietę (to osobny temat że akurat ją) na to jabłuszko. Bo ludzkość dalej by latała na golasa po drzewach ... jak na ironię większość mitów religijnych pokazuje, że prawdziwym przyjacielem ludzkości nigdy nie był żaden Bóg ... tylko szatan Ten który przeciw Bogom się buntował stając zawsze po stronie człowieka ... To on wykradł dla nas ogień Bogom - jako Prometeusz, to on podał Ewie jabłko jako Wąż ... No ale to też temat na inny post

Michał 'matragon' Worgacz

GŁUPOTA MA PEWiEN UROK, iGNORANCJA NiE (F. Zappa)
05-10-2008 11:04 
 Ocena 2 na 2
stilgar (7322 punktów)
>>>Uległa pokusie szatana. Bóg o tym doskonale wiedział,
>>To powinien wiedzieć, że "ulegną pokusie". Skoro tak postąpił, to znaczy szukał na nich "haka", pretekstu by pogonić ich z raju. Innego wytłumaczenia tej perfidnej gry nie ma.
>Nie szukał haka. Każdy może to interpretować na swój sposób. Moje zdanie jest takie, że Bóg zakazał im zrywać jabłek z tego drzewa, gdyż chciał sprawdzić ich zaufanie do Niego. Bóg nie miał, żadnego interesu w tym, żeby ich z raju wypędzać.
>

Ale Bog stwarzajac taki test od razu wiedzial, ze ludzie go obleja. Czemu nie stworzyl testu, ktory ludzie mogliby przejsc?
05-10-2008 18:55 
 Ocena 5 na 5
placownik (17853 punktów)

>Bóg zakazał im zrywać jabłek z tego drzewa, gdyż chciał sprawdzić ich zaufanie do Niego

   Przecież nie o jabłka tam szło. Pierwsi ludzie po konsumpcji owocu zakazanego posiedli umiejętność odróżniania dobra od zła. Umiejętności zastrzeżonej dotąd tylko dla Boga. Po konsumpcji, co warte podkreślenia. Wcześniej bowiem tej umiejętności nie posiadali i stąd nie mogli wiedzieć, że czynią źle, nie stosując się do bożego zakazu. Niesprawiedliwość Boga, który pomimo to wywalił ich za ten czyn z Raju, jest oczywista dla wszystkich. Z wyjątkiem wierzących.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
09-10-2008 22:51 
 Ocena 4 na 4
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Nie szukał haka. Każdy może to interpretować na swój sposób. Moje zdanie jest takie, że Bóg zakazał im zrywać jabłek z tego drzewa, gdyż chciał sprawdzić ich zaufanie do Niego. Bóg nie miał, żadnego interesu w tym, żeby ich z raju wypędzać.

Twoje wypowiedzi (a ta, do której się odnoszę, jest jedną z wielu) to nieustanne wymyślanie rzeczy przez Ciebie domniemanych, bez jakiegokolwiek potwierdzenia, bez jakiegokolwiek dowodu.

Nigdzie w Księdze Rodzaju nie ma potwierdzenia tego, co wypisujesz na temat relacji między Bogiem a Adamem i Ewą. Nie ma żadnych dowodów na wydumaną przez Ciebie tezę, że Bóg wydając Adamowi zakaz zrywania owoców z drzewa poznania dobra i zła ma celu sprawdzenia zaufania "pierwszych ludzi" do niego. Wydając zakaz bóg mówi wyłącznie:
Ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy tylko zjesz z niego, na pewno umrzesz (Rdz 2, 17).
Bóg nie chce zatem, by człowiek znał dobro i zło oraz oraz potrafił je od siebie odróżniać. Bóg nie chce, by istniała moralność.

Ale człowiek złamał zakaz, a namówił go do tego wąż (szatan -?). Któż jest tu zatem sojusznikiem człowieka: Bóg odcinający człowieka od moralności, czy tez wąż-szatan, który używając przebiegłego, pozornie prawdziwego ostrzeżenia, namawia człowieka do spożycia zakazanego owocu. W sposób pośredni zatem wąż "daje" człowiekowi moralność, pomaga mu umieć odróżniać dobro od zła.

Ale za owocami drzewa poznania dobra i zła coś się jeszcze kryje. Fakty, które nastąpiły w chwili, gdy Adam i Ewa usłyszeli szelest zbliżającego się Boga świadczą o tym, że tym czymś był seks i to, co się kryje za seksem, co jest naturalnym następstwem seksu - tym czymś jest prokreacja. A prokreacja zapewnia nieśmiertelność gatunku!
Czegoż zatem Bóg nie chciał "dać" człowiekowi? Czego mu zakazywał przy pomocy pozornie kłamliwego ostrzeżenia?
Otóż Bóg wyraźnie nie chce, by człowiek posiadał moralność (by umiał odróżniać dobro od zła) i jednocześnie potrafił się rozmnażać.

Człowiek stał się zatem (dzięki umiejętności prokreacji) "nieśmiertelny gatunkowo", a do tego jeszcze umie odróżniać dobro i zło. Tego już Bogu jest za dużo. Zazdrosny Bóg nie chce teraz dopuścić do tego, by człowiek stał się jeszcze "nieśmiertelny indywidualnie", by stał się podobny bogom. Bóg mówi bowiem:
Oto człowiek stał się taki jak my: zna dobro i zło. Byleby tylko nie wyciągnął teraz ręki swej i nie zerwał owocu także z drzewa życia, i nie zjadł, a potem żył na wieki! (Rdz 3, 22).
Co ciekawe - w chwili, gdy Bóg wydawał zakaz spożywania owoców z drzewa poznania dobra i zła, nie zabraniał wcale człowiekowi spożywania owoców z drzewa życia - potwierdza to bowiem dialog Ewy z wężem (Rdz 3, 1-3).
Aby uniemożliwić człowiekowi możliwość zjedzenia owocu z drzewa życia Bóg postanawia wygnać człowieka z raju. Oczywiście są jeszcze kary - jakżeby inaczej. Za płodność kobieta płaci m.in. bólem przy porodzie (Rdz 3, 16), zaś mężczyzna za nieposłuszeństwo - uciążliwościami w zdobywaniu pożywienia dla siebie i rodziny (Rdz 3, 17-19).

To co powyżej napisałem wynika w sposób bezpośredni i oczywisty z pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju. Nie ma tam nawet słowa na temat chęci sprawdzania przez Boga, czy człowiek ma do niego zaufanie. Ty to sobie po prostu wymyśliłeś. Po co?
Rutkiewicz (1290 punktów)
>To powinien wiedzieć, że "ulegną pokusie". Skoro tak postąpił, to znaczy szukał na nich "haka", pretekstu by pogonić ich z raju. Innego wytłumaczenia tej perfidnej gry nie ma.

Bóg nie mógłby wiedzieć, że zerwą jabłko, zanim nie stworzył drzewa. To dość proste. Wszechwiedza Boga nie polega na tym, że wie co się stanie, jeśli coś się stanie, ponieważ to nie jest wiedza i taki pogląd wprowadza determinizm, od którego katolicyzm abstrahuje. Poza tym, to nie jest perfidna gra. Pan przeczuwa, że dziecko nie przyjnie każdego zakazu z ochotą, a mimo to je wprowadza. Perfidnie gra? Nie, po prostu daje wybór: stosujesz się do nakazu, albo ponosisz konsekwencje. Dziecko nie może robić tego, co mu się podoba, i często ogranicza się go w celu ochrony jego dobra. Tak bym to wytłumaczył.
05-10-2008 18:53 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)

>Bóg nie mógłby wiedzieć, że zerwą jabłko, zanim nie stworzył drzewa.

Bardzo śmieszne....mam rozumieć, że pan B. Adam i Ewę zakwaterował w raju bez drzew i jabłek? Ale skoro piszesz, że "nie mógł wiedzieć" , to od razu umówmy się, że nie był wszystkowiedzący . Proste a zarazem logiczne.


> Wszechwiedza Boga nie polega na tym, że wie co się stanie,

Wiesz co to jest "doskonałość"? Gdyby pan. B był doskonały, to byłby wszechwiedzący bez żadnych "ale".
Zresztą udowodnię Ci, że bóg nie był doskonały. My ludzie jesteśmy niedoskonali, zgodzisz się chyba z tym? Skoro bóg nas stworzył niedoskonałych, to sam nie mógł być doskonały!!!Bóg doskonały nie stworzyłby czegoś niedoskonałego, to chyba oczywiste.

Stanisław Lem w której ze swoich książek tak właśnie twierdził, że jesteśmy dziećmi niedoskonałego boga.

Zresztą o co my się spieramy, wiesz również dobrze jak i ja, że tak naprawdę to żaden bóg nie istnieje. Przecież boga nie szukasz na tym portalu? Prędzej wygrasz w lotto niż znajdziesz
05-10-2008 21:19 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Bardzo śmieszne....mam rozumieć, że pan B. Adam i Ewę zakwaterował w raju bez drzew i jabłek?
Dobrze, więc zdefiniujmy: chodzi nam o drzewo poznania dobra i zła, oraz owoc drzewa poznania dobra i zła. Moim zdaniem jabłoń i jabłko było prościej, ale skoro Pan nalega

>Ale skoro piszesz, że "nie mógł wiedzieć", to od razu umówmy się, że nie był wszystkowiedzący.
To zdanie ma jedno założenie, które wcale nie jest obojętne. Zakłada się w nim, że wszystko można wiedzieć, innymi słowy, że świat jest deterministyczny, i że znając stan układu obecnego można zawsze przewidzieć stan układu w przyszłości. W katolicyzmie uznaje się jednak, że świat jest niedeterministyczny, tzn. że nie wszystko się da przewidzieć, znając stan obecnego układu. Ta charakterystyka świata jest poza Bożą mocą i kropka, tak jak kwestia tego, czy Bóg może przestać istnieć - nie może, bo istnienie leży poza jego mocą. Bóg jest "jakiś" i to "jakieś" go ogranicza. Bóg mógłby doprowadzić świat do determinizmu, ingerując ciągle w losy świata, ale dał ludziom wolną wolę i chcąc być konsekwentnym musi się kontrolować.

>My ludzie jesteśmy niedoskonali, zgodzisz się chyba z tym? Skoro bóg nas stworzył niedoskonałych, to sam nie mógł być doskonały!
Bóg jest doskonały, wszystkie możności posiada w akcie. Gdyby stworzył doskonałego człowieka, to stworzyłby istotę, która miałaby wszystkie możności w akcie. A więc byłaby Bogiem, bo byłaby Bogu identyczna. Żeby byt mógł się różnić od Boga, musi mieć cechy niedoskonałe, bo w Bogu są doskonałe wszystkie.

- Życzę ci wszystkiego najlepszego, a Ty mnie?
- Ja tobie też życzę wszystkiego najlepszego.
- Ale nie możesz, bo ja tobie już życzyłem wszystkiego najlepszego.
Jasne?

Pozdrawiam
07-10-2008 14:34 
 Ocena 2 na 2
lotrek (14275 punktów)

>Bóg jest doskonały, wszystkie możności posiada w akcie. Gdyby stworzył doskonałego człowieka, to stworzyłby istotę, która miałaby wszystkie możności w akcie. A więc byłaby Bogiem, bo byłaby Bogu identyczna. Żeby byt mógł się różnić od Boga, musi mieć cechy niedoskonałe,

Wcale nie. Przeciąż bóg nie stworzył boga (drugiego boga), tylko człowieka . Bóg powinien być doskonały jako bóg a jego dzieło, czyli człowiek - powinien być doskonały jako człowiek . I bóg okazał się brakorób, partacz. W mitologi greckiej bogowie też są niedoskonali, ale o ileż sympatyczniejsi.
07-10-2008 14:56 
 Ocena 3 na 3
lotrek (14275 punktów)
>>Bóg jest doskonały,

Opowiadasz nam komplety banialuki. Czyż doskonały bóg pozwoliłby sobie, by szatan z kumplami zrobił mu "rewolucję pałacową"? I bezkarnie "rozrabiał" do dziś. Pewnie zacytujesz nam kreacjonistów o "inteligentnym planie". To już lepiej zabrzmi "w tym szaleństwie była metoda".
07-10-2008 16:42 
 Ocena 2 na 2
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Przeciąż bóg nie stworzył boga (drugiego boga), tylko człowieka . Bóg powinien być doskonały jako bóg a jego dzieło, czyli człowiek - powinien być doskonały jako człowiek.
To jest błąd w rozumowaniu. Katolicyzm nie przyjął platońskiej wizji metafizyki, tylko perypatetycką, w której każdy byt jest doskonały ponieważ - mówiąc kolokwialnie - "trzyma się kupy", ale jednocześnie nie może być doskonały, ponieważ nie jest wieczny i kiedyś się rozpadnie. I tak jest z człowiekiem. W definicji kościelnej, człowiek to połączenie ducha z ciałem, które koniecznie się kiedyś rozpadnie. Idealna istota nie może mieć ciała, musi móc wszystko, wszystko wiedzieć (w danym momencie), etc. Słowem musi być Bogiem. I wszystko, co nie jest nim nie będzie doskonałe. To jest konieczność metafizyczna, i jako taka została żywcem zaimplementowana przez doktrynę.

>W mitologi greckiej bogowie też są niedoskonali, ale o ileż sympatyczniejsi.
Zwłaszcza po pijaku i w czasie knucia bratobójczych intryg

Pozdrawiam
lotrek (14275 punktów)
>Katolicyzm nie przyjął platońskiej wizji metafizyki

Katolicyzm własną stworzył i podparł ją dogmatami.

>Zwłaszcza po pijaku i w czasie knucia bratobójczych intryg

A niby co Kaim zrobił z Ablem i to na trzeźwo. Nawet okoliczności łagodzących nie ma bratobójca jeden
07-10-2008 18:22 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>A niby co Kaim zrobił z Ablem i to na trzeźwo .
>Nawet okoliczności łagodzących nie ma bratobójca jeden
> >

Jak to, nie ma?- na trzeźwo, przecie... zły był, bo nie wypił.
07-10-2008 23:07 
 Ocena 3 na 3
Gosia (9452 punktów)

>A niby co Kaim zrobił z Ablem
Z Ablą!
Jako jest napisane w księgach GENETIX :
pewien samiec nazwiskiem Kain wynalazł zbrodnię i wypróbował ją na swojej siostrze Abli.
>Nawet okoliczności łagodzących nie ma bratobójca jeden
Siostrobójca.Nie trwaj w błędzie, porzuć fałszywą naukę, a raj będzie ci udostępniony.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Katolicyzm własną stworzył i podparł ją dogmatami.
Nie. Katolicyzm przyjął, rękoma Tomasza z Akwinu, perypatetycką tradycję metafizyki i to nią podparł dogmaty, racjonalizując je do postaci tez filozoficznych (niektóre).

>>Zwłaszcza po pijaku i w czasie knucia bratobójczych intryg
>A niby co Kaim zrobił z Ablem i to na trzeźwo. Nawet okoliczności łagodzących nie ma bratobójca jeden
Słusznie
10-10-2008 20:34 
 Ocena 1 na 1
Pan Tau (1237 punktów)
Cytat:
[...] Bóg mógłby doprowadzić świat do determinizmu, ingerując ciągle w losy świata [...]

Czy ta wspomniana powyżej ciągłość boskiej interwencji to ludzki czy boski punkt widzenia?
W jaki sposób Bóg będący poza czasem mógłby ciągle ingerować w losy świata?

Cytat:
[...] ale dał ludziom wolną wolę i chcąc być konsekwentnym musi się kontrolować. [...]

Czy czasem transcendentny Bóg-stwórca świata nie determinuje swojego dzieła już w momencie jego stworzenia?
Jeśli tak jest, to, zakładając istnienie takiego Boga, możemy mówić co najwyżej o iluzji wolnej woli.


We are both atheists. I just believe in one fewer god than you do. When you understand why you dismiss all the other possible gods, you will understand why I dismiss yours.
Stephen Roberts
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Czy ta wspomniana powyżej ciągłość boskiej interwencji to ludzki czy boski punkt widzenia? W jaki sposób Bóg będący poza czasem mógłby ciągle ingerować w losy świata?
Ludzki. Drugie pytanie zawiera słuszną presupozycję, że Bóg jako taki nie ma czasowej percepcji rzeczywistości. Mimo to, jego ingerencje mogą mieć wymiar czasowy (są takie teorie opierające się na metafizyce czasu). Biorąc rzecz od strony doktryny można by powiedzieć, że najbardziej jaskrawym tego przykładem jest Jezus.

>Czy czasem transcendentny Bóg-stwórca świata nie determinuje swojego dzieła już w momencie jego stworzenia? Jeśli tak jest, to, zakładając istnienie takiego Boga, możemy mówić co najwyżej o iluzji wolnej woli.
Tak jest, jeśli przyjmiemy to w punkcie wyjścia, ale zawsze możemy tego nie przyjmować Nie znam Boga, więc ciężko mi go zapytać. Na swój własny użytek uważam Boga, za "wielkiego zegarmistrza", tworzącego same reguły świata (fizyki, biologii, chemii). Ale w moim przekonaniu świat nie jest deterministyczny. Trzeba też rozróżnić dwa znaczenia "wolnej woli", tj. psychologiczne i metafizyczne biorąc pod uwagę zjawisko emergencji systemów. Zaś w katolicyzmie, też nie uważam, aby uznawano Boga, za "wielkiego kukiełkarza".

Pozdrawiam
Pan Tau (1237 punktów)
Cytat:
[...] Mimo to, jego ingerencje mogą mieć wymiar czasowy (są takie teorie opierające się na metafizyce czasu). [...]

Owszem, jednak wyłącznie z naszego punktu widzenia.
Z "punktu widzenia" istoty pozaczasowej żadne działanie nie może przecież mieć wymiaru czasowego.

Cytat:
Tak jest, jeśli przyjmiemy to w punkcie wyjścia, ale zawsze możemy tego nie przyjmować [...]

To jednak nie jest założenie, a wniosek wyciągnięty po przyjęciu pewnych założeń (w skrócie: "Bóg stworzył świat" oraz "Bóg jest transcendentny względem świata, który stworzył").

Cytat:
[...] Nie znam Boga, więc ciężko mi go zapytać. [...]

Jeśli wierzysz, zakładasz co najmniej istnienie Boga. Już coś o nim wiesz..
Przyjmując założenia z wcześniejszego akapitu wiemy, czego z pewnością nie można o nim powiedzieć.

Cytat:
[...] Na swój własny użytek uważam Boga, za "wielkiego zegarmistrza", tworzącego same reguły świata (fizyki, biologii, chemii). Ale w moim przekonaniu świat nie jest deterministyczny.

A czy uważasz, że czas został stworzony przez Boga?

Cytat:
[...] Trzeba też rozróżnić dwa znaczenia "wolnej woli", tj. psychologiczne i metafizyczne biorąc pod uwagę zjawisko emergencji systemów.[...]

Nie komplikujmy zadania bez potrzeby, ponieważ ten przypadek jest wyjątkowo prosty. Niezależnie od tego, jak będziemy próbowali definiować i opisywać wolną wolę z punktu widzenia naszego świata, będzie najwyżej iluzją, jeśli nasz świat został zdeterminowany w chwili stworzenia. A to jedyna możliwość przy takich założeniach.

Cytat:
[...] Zaś w katolicyzmie, też nie uważam, aby uznawano Boga, za "wielkiego kukiełkarza".

Owszem, katolicy od stuleci usiłują pogodzić transcendentnego Boga z wolną wolą. Z marnym skutkiem.

pozdrawiam

We are both atheists. I just believe in one fewer god than you do. When you understand why you dismiss all the other possible gods, you will understand why I dismiss yours.
Stephen Roberts
06-10-2008 10:37 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Zresztą o co my się spieramy, wiesz również dobrze jak i ja, że tak naprawdę to żaden bóg nie istnieje. Przecież boga nie szukasz na tym portalu? Prędzej wygrasz w lotto niż znajdziesz >

Wczoraj zagrałem w lotto, wygrałem "trójcę", nomen-omen.

[w trójcy bezradny]
06-10-2008 12:41 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Wczoraj zagrałem w lotto, wygrałem "trójcę"
Lotto czyni cuda.
.
07-10-2008 14:39 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)
)>Wczoraj zagrałem w lotto, wygrałem "trójcę", nomen-omen.

To dobrze, że dałeś panu Bogu szanse, ale słabo się postarał. Pewnie był zajęty nawracanie ateistów
Róża (601 punktów)
Niepokalane poczęcie, później poród kto udowodni, że ciągle dziewica?
Św. Józef preferował białe małżeństwo? I tak do końca swych dni?


A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
dlaczego? (38 punktów)
>Niepokalane poczęcie, później poród kto udowodni, że ciągle dziewica?
>Św. Józef preferował białe małżeństwo? I tak do końca swych dni?
>
A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.


Dziewctwo Maryi nie polegało na tym, że miała błone dziewiczą tylko, na tym, że nie współżyła z nikim. Głupie pytanie i oczywista odpowiedź...
stilgar (7322 punktów)

>Dziewctwo Maryji nie polegało na tym, że miała błone dziewiczą tylko, na tym, że nie współżyła z nikim. Głupie pytanie i oczywista odpowiedź...

A skad wiesz, ze nie wspolzyla z Jozefem?
dlaczego? (38 punktów)
>>Dziewctwo Maryji nie polegało na tym, że miała błone dziewiczą tylko, na tym, że nie współżyła z nikim. Głupie pytanie i oczywista odpowiedź...
>A skad wiesz, ze nie wspolzyla z Jozefem?

Wierze w to. Na tym polega wiara, że niektórych rzeczy nie trzeba udowadniać tylko w nie uwierzyć.
05-10-2008 09:44 
 Ocena 9 na 9
Zulka (2198 punktów)
>>A skad wiesz, ze nie wspolzyla z Jozefem?
>Wierze w to. Na tym polega wiara, że niektórych rzeczy nie trzeba udowadniać tylko w nie uwierzyć.

Masz rację - na tym polega wiara Ciekawa jestem, czy tak łatwo uwierzyłbyś w dziewictwo swojej przyszłej żony, gdyby okazało się że jest w ciąży a Ty jej nie dotykałeś. I w dziewictwo żony gdyby w kolejnych latach pojawiały się dzieci (te same źródła w które wierzysz w innych kwestiach, mówią o rodzeństwie Jezusa - Paweł z Tarsu(Galatianie 1:19; 1 Koryntianie 9:5), Marek (3:21; 3:31; i 6:3), Mateusz (12,46-50; i 13:55-56), Łukasz (8:19-20), Jan (2:12; i 7:1-5)) a ona tłumaczyłaby ci że to "cioteczne"...
pozdrawiam
05-10-2008 10:49 
 Ocena 4 na 4
matragon (2557 punktów)
>Wierze w to. Na tym polega wiara, że niektórych rzeczy nie trzeba udowadniać tylko w nie uwierzyć.>

nie "nie trzeba" - tylko NiE DA SiĘ


Michał 'matragon' Worgacz

GŁUPOTA MA PEWiEN UROK, iGNORANCJA NiE (F. Zappa)
lotrek (14275 punktów)

>Wierze w to. Na tym polega wiara, że niektórych rzeczy nie trzeba udowadniać tylko w nie uwierzyć.
Wiara... a jak się to robi? To znaczy jak Ci coś mówią, to Ty to wierzysz. Zgoda, ja też mogę uwierzyć, tylko musiałbym mieć pewność, że nie robią mnie "w konia", znaczy nie okłamują. Ty masz taką pewność? Jeśli tak, to skąd?
05-10-2008 01:26 
 Ocena 4 na 4
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Niepokalane poczęcie, później poród kto udowodni, że ciągle dziewica?
>>Św. Józef preferował białe małżeństwo? I tak do końca swych dni?
>Dziewctwo Maryji nie polegało na tym, że miała błone dziewiczą tylko, na tym, że nie współżyła z nikim. Głupie pytanie i oczywista odpowiedź...

A skąd wiesz na czym polegało rzekome dziewictwo Marii, matki Jezusa? Skąd wiesz, czy ona miała, czy też nie miała błony dziewiczej. Skąd wiesz, czy z kimś współżyła, czy też nie?
Pytanie było mądre, Twoja odpowiedź już taka niestety nie była.
Przeczytaj uważnie pierwszy rozdział ewangelii według Mateusza. Warto.
dlaczego? (38 punktów)
>>>Niepokalane poczęcie, później poród kto udowodni, że ciągle dziewica?
>>>Św. Józef preferował białe małżeństwo? I tak do końca swych dni?
>>Dziewctwo Maryji nie polegało na tym, że miała błone dziewiczą tylko, na tym, że nie współżyła z nikim. Głupie pytanie i oczywista odpowiedź...
>A skąd wiesz na czym polegało rzekome dziewictwo Marii, matki Jezusa? Skąd wiesz, czy ona miała, czy też nie miała błony dziewiczej. Skąd wiesz, czy z kimś współżyła, czy też nie?
>Pytanie było mądre, Twoja odpowiedź już taka niestety nie była.
>Przeczytaj uważnie pierwszy rozdział ewangelii według Mateusza. Warto.

Jest napisane, że Dziewica pocznie i porodzi Syna. A czym dla Ciebie jest dziewictwo? Troche komplikujesz temat. Bo jak jakaś dziewczyna powie Ci, że jest dziewicą to od razu wiadomo o co chodzi. Czy może jeszcze zadajesz dodatkowe pytanie: Na czym więc polega twoje dziewictwo? Dla mnie to jest oczywiste...
05-10-2008 12:04 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>A czym dla Ciebie jest dziewictwo? Troche komplikujesz temat. Bo jak jakaś dziewczyna powie Ci, że jest dziewicą to od razu wiadomo o co chodzi. Czy może jeszcze zadajesz dodatkowe pytanie: >
>>Na czym więc polega twoje dziewictwo? Dla mnie to jest oczywiste ...>

Ja zazwyczaj pytam: gdzie poległo?

Dziewczyna odpowiada: w Wąchocku* i..."dla mnie to jest oczywiste".

*- może być inna, równie poważna miejscowość.
05-10-2008 12:55 
 Ocena 5 na 5
Gosia (9452 punktów)

>Jest napisane, że Dziewica pocznie i porodzi Syna.

Gdzie to jest napisane? Bo na pewno nie w Biblii.
Ktoś "uczony w Piśmie" wytłumaczył mi, że w oryginale użyte jest słowo almah (panna, młoda kobieta), podczas kiedy dziewica to po hebrajsku betulah.
Proroctwo Izajasza nie mówi nic o dziewictwie.
Przyłóż się trochę staranniej do obrony swoich dogmatów.Dyletantyzm zostanie natychmiast zauważony. Na tym forum Biblia nie jest uczestnikom nieznana.
05-10-2008 20:29 
 Ocena 6 na 6
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Przeczytaj uważnie pierwszy rozdział ewangelii według Mateusza. Warto.
>Jest napisane, że Dziewica pocznie i porodzi Syna. A czym dla Ciebie jest dziewictwo? Troche komplikujesz temat. Bo jak jakaś dziewczyna powie Ci, że jest dziewicą to od razu wiadomo o co chodzi. Czy może jeszcze zadajesz dodatkowe pytanie: Na czym więc polega twoje dziewictwo? Dla mnie to jest oczywiste...

To nie ja komplikuję temat. To Ty wypowiadasz się w sprawach, o których masz niewielkie pojęcie. Zasugerowałem Ci w poprzedniej wypowiedzi, byś nieco poczytał.
Ja oczywiście wiem, jaką kobietę (dziewczynę) można nazwać dziewicą. Na pewno tym mianem nie można określić kobiety, która urodziła dziecko, nie mówiąc już o kobiecie, która tych dzieci urodziła znacznie więcej. Wynika z tego, że to Ty nie wiesz, na czym polega dziewictwo.
Zatem w dużym skrócie pozwolę sobie podać kilka najważniejszych argumentów przeczących dziewictwu Marii, matki Jezusa:

1) Mam w domu cztery różne wydania Biblii, w języku polskim oczywiście. Tylko w jednym z nich napisano:
Oto dziewica pocznie i porodzi syna [...] (Mt 1, 23)
Taki przekład (użycie słowa "dziewica") jest wynikiem mylnego przekładu wersetu (7, 17) Księgi Izajasza, o czym kilka słów poniżej w kolejnym punkcie.
W pozostałych trzech wydaniach jest już prawidłowo:
Oto panna pocznie i porodzi syna [...] (Mt 1, 23)
Jak więc widzisz tylko w jednym z egzemplarzy Biblii "jest napisane, że Dziewica pocznie i porodzi Syna", w pozostałych to już nie dziewica, lecz panna poczęła i porodziła syna.

2) Błędne użycie słowa "dziewica" wynika z niewłaściwego tłumaczenia w Septuagincie słowa alma = panna (młoda kobieta). W wielkim skrócie cały błąd zasadza się w trzech słowach: hebrajskich alma = panna i betula = dziewica oraz greckim parthenos = panna, dziewica. Poczytaj coś na ten temat i wyciągnij z tego jakieś wnioski.

3) W powoływanym w ewangelii według Mateusza proroctwie Izajasza (Izaj 7, 14) jest użyte słowo alma, a nie betula.

4) Jezus miał czterech braci (Jakuba, Józefa, Jude i Szymona) i co najmniej dwie siostry (niektórzy twierdzą, że co najmniej trzy). Jest o tym mowa m.in. w (Mk 6, 3). Nie mów czasem, że chodzi tu o kuzynów Jezusa, lub o dzieci jego ojca Józefa z poprzedniego małżeństwa (???), bo co niektórzy na tym forum wiedzą, jaka jest różnica pomiędzy słowami adelphoi i anepsioi. Nie mówiąc o tym, że z siostrami Jezusa - na Twoje nieszczęście - rzecz się jeszcze bardziej komplikuje.
Warto również przypomnieć sobie z NT m.in. następujące teksty: (Łk 4, 22), (Mt 13, 55-56), (J 6, 42) i (Dz 1, 14). Nie wynika z nich bynajmniej dziewictwo Marii, matki Jezusa.

5) Warto również zapoznać się z wersetem (Mt 1, 24-25), w którym ewangelista pisze:
Zbudziwszy się ze snu, Józef [...] wziął swoją Małżonkę do siebie, lecz nie zbliżał się do niej, aż porodziła syna, któremu nadał imię Jezus.
Wynika z tego raczej, że po urodzeniu się Jezusa jego rodzice, czyli Maria i Józef, zbliżali się do siebie, czyli współżyli cieleśnie.

6) O dziewictwie Marii nie wspominają: ewangelie według Marka i Jana, Dzieje Apostolskie i listy Pawła. Również sam Jezus nie wspomina nic na temat swego rzekomego poczęcia z Ducha Świętego i narodzin z dziewicy.

7) Wersja Mateusza (i Łukasza) o poczęciu Jezusa bez udziału mężczyzny stoi w jaskrawej sprzeczności z podanymi w tych ewangeliach rodowodami Jezusa (nawiasem mówiąc - jakże różniącymi sie między sobą), a tym samym neguje, by Jezus był potomkiem królewskiego rodu wywodzącego sie od Dawida.

8) Zapoznaj sie również z fragmentem ewangelii według Łukasza (Łk 2, 22-33), w którym dwa miesiące po urodzeniu się Jezusa jego rodzice dziwili się temu, co o Nim mówiono (Łk 2, 33). Zapewne wiesz, że fragment ten dotyczy wniesienia Dzieciątka Jezus do świątyni i reakcji jego rodziców na słowa Symeona (natchnionego przez Ducha Świętego) o Jezusie. Szybko zatem Maria zapomniała o zwiastowaniu.

I na tym koniec. Pozdrawiam Cię.
czes (4083 punktów)
Czytałem ten tekst dwa razy! To była uczta! Dziękuję. Czesiek
lotrek (14275 punktów)
>Czy może jeszcze zadajesz dodatkowe pytanie: Na czym więc polega twoje dziewictwo? Dla mnie to jest oczywiste...

Nie zadaję dodatkowych pytań, tylko sprawdzam. I wtedy jest, albo i nie jest oczywiste.
Przynajmniej "za moich czasów" tak bywało.
05-10-2008 13:04 
 Ocena 1 na 1
Madziorek (28 punktów)
>>>Niepokalane poczęcie, później poród kto udowodni, że ciągle dziewica?
>>>Św. Józef preferował białe małżeństwo? I tak do końca swych dni?
>>Dziewctwo Maryji nie polegało na tym, że miała błone dziewiczą tylko, na tym, że nie współżyła z nikim. Głupie pytanie i oczywista odpowiedź...

hm wiecie co, a dlaczego tak istotne dla katolików było jej domniemywane dziewictwo? gdyby nie była dziewicą to byłaby gorsza? czyli tak wazna dla nich jest ta błona... dlaczego większośc katolików uprawia seks przedmałżeński w takim razie?
09-10-2008 18:16 
 Ocena 4 na 4
Andrzej.51 (15814 punktów)
>hm wiecie co, a dlaczego tak istotne dla katolików było jej domniemywane dziewictwo? gdyby nie była dziewicą to byłaby gorsza? czyli tak wazna dla nich jest ta błona...

Dziewictwo matki Jezusa jest dla chrześcijan bardzo ważne. We wszystkich mitach zbawca (król-zbawca) zawsze występuje jako syn dziewicy. Chrześcijaństwo nie mogło być zatem gorsze od tych mitów.
W żadnym razie ani Maria, matka Jezusa, nie była pierwszą i jedyną matką-dziewicą, ani też o Jezusie nie można powiedzieć, że jako pierwszy narodził się z dziewicy. Legendy o zapłodnieniu dziewicy przez boga znane już były setki lat przed Chrystusem. W III tysiącleciu przed n.e. wynikiem związku egipskiego boga słońca Amona-Rê z egipską królową było przyjście na świat chłopca, który miał rzekomo uszczęśliwić ludzkość. Aby mogło dojść do ich "połączenia się" Amon- Rê przyjął postać jej królewskiego męża, który - co istotne - nie współżył jeszcze ze swą małżonką. Ta była zatem dziewicą do czasu związku z bogiem. W Indiach Budda uznawany był za syna królowej-dziewicy. W Persji synem dziewicy był Zaratustra (Zaroaster), twórca jednej z najstarszych na świecie religii monoteistycznych. Egipska bogini Izyda, żona swojego brata Ozyrysa, urodziła jako dziewica syna Horusa (= Harpokratesa). Warto nadmienić, że Izyda urodziła Horusa - podobnie jak Maria Jezusa - również w czasie podróży. Matką Mitry, boga rzymskiego, irańskiego i indyjskiego, była niepokalana dziewica, bogini irańska Anatuta. Do powyższego wykazu należałoby jeszcze dodać, że na przykład Platon uważany był za syna dziewicy Periktione i boga Apollona (Aryston, małżonek Periktione, powstrzymywał się ponoć od współżycia z nią, dopóki nie urodziła Platona), zaś Hefajstos narodził się z dziewicy Hery. Jeśli zatem Jezus miał co najmniej dorównać ww. bogom, Maria, jego matka, musiała być również dziewicą, a Ojcem mógł być tylko Bóg.
I wszystko jest już jasne.

Joseph Ratzinger, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary, a obecny papież B-XVI, doskonale zdając sobie z tego sprawę, twierdził że mit o cudownym narodzeniu dziecka wybawiciela jest w świecie szeroko rozpowszechniony, a ponadto uważał, iż nadzieje ludzkości związane z matką-dziewicą zostały przez NT przejęte.
Jestem przekonany, że zdecydowana większość katolików nie wie o tym, że ich papież wygłaszał takie sądy.
05-10-2008 09:54 
 Ocena 3 na 3
Róża (601 punktów)
>Dziewctwo Maryji nie polegało na tym, że miała błone dziewiczą tylko, na tym, że nie współżyła z nikim. Głupie pytanie i oczywista odpowiedź...
W porządku, teoretyzujmy dalej: nawet jeśli rodziła to gdzie tu dziewica? cud to-pogwałcenie praw natury, prawda? Więc jak rozumieć to całe dziewictwo, przecież dziewictwo oznacza stan człowieka, mężczyzny lub kobiety, przed podjęciem stosunków seksualnych. Innymi słowy, kobieta jest dziewicą, a mężczyzna prawiczkiem, jeśli nie współżył seksualnie z drugim człowiekiem(pl.wikipedia.org/wiki/Dziewictwo)

Zatem doskonale jest podać, że to Duch Św., czyli coś zupełnie abstrakcyjnego dla ludzkiego rozumu, wtedy można dowolnie kreować sobie daną postać, tak jak powiedzieć, że ktoś jest opętany przez Lucyfera. Tylko, że w drugim przypadku można orzec o zachwianiu stanu psychicznego(jakieś schizofrenie itp), natomiast orzekanie, że ludzka kobieta poczęła z ducha świętego to tak jak powiedzieć: kobieta miała stosunek z duchem i zaciążyła. No niech teraz ktoś tak powie, że w ten sposób rodzą się dzieci będzie to zrozumiałe? No, ale przecież boskości nie można nic zarzucić, boskie to nieroztrzygalne, nie trzeba wodzić rozumem wystarczy uznać:"Nie wierzę w to. Ja to wiem ". I na tym opiera się cała Biblia na bezwarunkowej wierze i traktowaniu człowieka jak bezrozumnej ameby. No przecież bóg musiał przewidzieć, że człowiek będzie zadawał pytania. Dlaczego ta biblia ma tyle sprzecznych z rozumem przesłanek? Bo ...szatan kusi? błędne koło.

A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
05-10-2008 18:28 
 Ocena 4 na 4
Kelly (2051 punktów)
>Dziewctwo Maryji nie polegało na tym, że miała błone dziewiczą tylko, na tym, że nie współżyła z nikim.
1. Dlaczego robi Ci różnicę, czy żyjąca 2000 lat temu kobieta uprawiała lub nie uprawiała seksu?
1.1. Dlaczego chrześcijanie uważają dziewictwo za cnotę?
1.2. Dlaczego przyjemność cielesna jest w chrześcijaństwie grzeszna i "nieczysta", mimo że wiążą się z nią głębokie przeżycia duchowe, emocjonalne?
2. Skąd wziął się chromosom Y u Jezusa? O kodzie DNA pochodzącym od ojca nie wspomnę?
05-10-2008 06:44 
 Ocena 3 na 3
lotrek (14275 punktów)
>Niepokalane poczęcie, później poród kto udowodni, że ciągle dziewica?
>Św. Józef preferował białe małżeństwo? I tak do końca swych dni?

No bez przesady... Jezus miał braci i siostry. Z rodzeństwa Jezusa najbardziej jest znany św. Jakub, który w rozgrywce "o rząd dusz" przegraj Jezusowy "interes" ze św. Pawłem. Tak, że twórcą chrześcijaństwa jest właśnie ten ostatni a rodzony braciszek wylądował "na śmietniku historii".
05-10-2008 07:32 
 Ocena 8 na 8
Vytautas (4394 punktów)
>Niepokalane poczęcie, później poród kto udowodni, że ciągle dziewica?
>Św. Józef preferował białe małżeństwo? I tak do końca swych dni?
>
A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.

W Ewangelii św. Marka jest opis wizyty już nauczającego Jezusa w rodzinnym Nazaret. Mówi się tam wyraźnie, że Jezus miał czterech braci i miał też siostry. Tak więc Maria Józefowa miała co najmniej siedmioro dzieci. Czy wszystkie one były niepokalanie poczęte?
W V w. w Bizancjum panował cesarz Dezydery, ale faktyczną władzę miała jego dumna i apodyktyczna siostra -- Pulcheria. Owa Pulcheria była do końca dni swoich dziewicą, ale ani Żydzi, ani później chrześcijanie dziewictwa nie cenili. Uważali, że kobieta powinna być maszyną do rodzenia dzieci.
To właśnie Pulcheria w majestacie władzy cesarskiej uznała dziewictwo za miłe Bogu i to ona właśnie ona wymyśliła niepokalane poczęcie Maryi.
Metropolitę Konstantynopola, niejakiego Nestora, który się temu śmiał przeciwstawić, kazała potępić za herezję i skazała na banicję.
dlaczego? (38 punktów)
>>Niepokalane poczęcie, później poród kto udowodni, że ciągle dziewica?
>>Św. Józef preferował białe małżeństwo? I tak do końca swych dni?
>>
A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.

>W Ewangelii św. Marka jest opis wizyty już nauczającego Jezusa w rodzinnym Nazaret. Mówi się tam wyraźnie, że Jezus miał czterech braci i miał też siostry. Tak więc Maria Józefowa miała co najmniej siedmioro dzieci. Czy wszystkie one były niepokalanie poczęte?
>W V w. w Bizancjum panował cesarz Dezydery, ale faktyczną władzę miała jego dumna i apodyktyczna siostra -- Pulcheria. Owa Pulcheria była do końca dni swoich dziewicą, ale ani Żydzi, ani później chrześcijanie dziewictwa nie cenili. Uważali, że kobieta powinna być maszyną do rodzenia dzieci.
>To właśnie Pulcheria w majestacie władzy cesarskiej uznała dziewictwo za miłe Bogu i to ona właśnie ona wymyśliła niepokalane poczęcie Maryi.
>Metropolitę Konstantynopola, niejakiego Nestora, który się temu śmiał przeciwstawić, kazała potępić za herezję i skazała na banicję.
>
Nikt niepokalanego poczęcia nie wymyślił! Jest to opisane w Biblii, która była napisane przed tym "wymysłem"
05-10-2008 10:23 
 Ocena 5 na 5
placownik (17853 punktów)

>Nikt niepokalanego poczęcia nie wymyślił! Jest to opisane w Bibli, która była napisane przed tym "wymysłem"

   Niepokalane poczęcie matki Jezusa nie ma niczego wspólnego z jej dziewictwem. A co do zapisów w Biblii o tym poczęciu, to poszukiwania tych zapisów trwały niezwykle długo, bo dogmat o niepokalanym poczęciu został ogłoszony dopiero w 1854 roku.

   Zapewne w Biblii zapisane jest jeszcze więcej "faktów", o których jeszcze się nam nie śniło. To księga, w której Kościół zawsze potrafił znaleźć to, czego najbardziej potrzebuje.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
05-10-2008 11:03 
 Ocena 5 na 5
stilgar (7322 punktów)

>Nikt niepokalanego poczęcia nie wymyślił! Jest to opisane w Biblii, która była napisane przed tym "wymysłem"

Jesli tak jest napisane, to dlaczego biskupi na sobobrze chyba w Efezie wiele lat siedzieli i debatowali czy byla czy nie ? Czemu zaden z nich po prostu nie przeczytal?
05-10-2008 11:22 
 Ocena 7 na 7
matragon (2557 punktów)
Odpowiedzi użytkownika "dlaczego?" mnie nie satysfakcjonują ... To są znów te same, stare frazesy - używane przez większość katolików, na poziomie podstawowym. Brak tu jakichkolwiek przemyśleń i wniosków. Podobnych argumentów używali moi koledzy w szkole podstawowej, kiedy prezentowałem im paradoksy ich religii. Szkoda ... liczyłem na coś więcej. Zadam więc tylko jeszcze jedno pytanie (w zasadzie retoryczne) :

"dlaczego ?" - Dlaczego Twój Bóg jest taki małostkowy, prymitywny, ograniczony i niedowartościowany, że każe Wam przed sobą klękać, modlić się do siebie, wznosić sobie ołtarze i budować ociekające złotem i bursztynem kościoły. Dlaczego ten Wasz Bóg zanim zrobi cokolwiek dobrego - każe się o to prosić ? Jednym zdaniem - dlaczego jest tak doskonałym biznesem i narzędziem do manipulowania milionami ludzi ?

Michał 'matragon' Worgacz

GŁUPOTA MA PEWiEN UROK, iGNORANCJA NiE (F. Zappa)
05-10-2008 10:28 
 Ocena 1 na 1
Vytautas (4394 punktów)

>W V w. w Bizancjum panował cesarz Dezydery, ale faktyczną władzę miała jego dumna i apodyktyczna siostra -- Pulcheria. Owa Pulcheria była do końca dni swoich dziewicą, ale ani Żydzi, ani później chrześcijanie dziewictwa nie cenili. Uważali, że kobieta powinna być maszyną do rodzenia dzieci.
>To właśnie Pulcheria w majestacie władzy cesarskiej uznała dziewictwo za miłe Bogu i to ona właśnie ona wymyśliła niepokalane poczęcie Maryi.
>Metropolitę Konstantynopola, niejakiego Nestora, który się temu śmiał przeciwstawić, kazała potępić za herezję i skazała na banicję.
>
Przepraszam za pomyłkę. Ów cesarz, brat Pulcherii miał na imię Teodozjusz, czy Teodozy II (408 \ 450). Wstąpił na tron jako niemowlę.
05-10-2008 16:01 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Niepokalane poczęcie, później poród kto udowodni, że ciągle dziewica?
>Św. Józef preferował białe małżeństwo? I tak do końca swych dni?

Niektóre dziewczynki rodzą się w ogóle bez błony dziewiczej. Mogła też mieć przypadłość genetyczną, która powodowała, że błona odrasta, i krwawienie ma miejsce po każdym stosunku. A poza tym, chodzi tu raczej o "czystość", niż względy medyczne.
Władek Lichacz (2050 punktów)
>Niepokalane poczęcie, później poród kto udowodni, że ciągle dziewica?

To akurat udowodni wielu ginekologów. Tylko w USA co roku ok. 5 dziewczyn rodzi dzieci, a pomimo to nadal zostają dziewicami. Jest to spowodowane dość specyficzną budową błony.

Wszyscy chcą naszego dobra. Nie dajcie go sobie zabrać.
Madziorek (28 punktów)
Właśnie przeczytałam , że Daniel w swojej wizji widział Przedwiecznego .Jego szata była jak śnieg biała a włosy miał jak z czystej wełny ....i siedział na ognistym tronie .Ciekawe , prawda ?

ps jak wyobrazam sobie tego boga w tych welnianych wlosach to pekam ze smiechu ;p
04-10-2008 23:24 
 Ocena 5 na 5
Róża (601 punktów)
Pewnie groził paluszkiem faktycznie dość groteskowo przedstawione, również się uśmiecham. W mojej wizji plastycznie dostrzegam też góralskie skarpety na nogach Opatrzności+ transparent: "Dobre bo Polskie"

A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
dlaczego? (38 punktów)
Pismo Święte było pisane przez ludzi natchnionych Duchem Świętym. Ludzie Ci nie byli przy stworzeniu Świata. To Bóg natchnął ich do opisania tego.
05-10-2008 06:51 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)
>Pismo Święte było pisane przez ludzi natchnionych Duchem Świętym.

Nie do końca, ewangelię pisali konkretni ludzie i pisali na konkretne "zamówienie", tak by uzasadnić "wizję" Pawła. Zresztą, każdy pisał co innego.
dlaczego? (38 punktów)
>>Pismo Święte było pisane przez ludzi natchnionych Duchem Świętym.
>Nie do końca, ewangelię pisali konkretni ludzie i pisali na konkretne "zamówienie", tak by uzasadnić "wizję" Pawła. Zresztą, każdy pisał co innego.

Moja odpowiedź dotyczyła wizji powstania Świata, ale oki. Masz racje wiem, że jedna z ewangelii była pisana na zamówinie jakiegoś władcy, ale to w niczym nie przeszkadza, że ewangelista pisząc ją nie był natchniony Duchem Świętym.
05-10-2008 10:59 
 Ocena 2 na 2
lotrek (14275 punktów)
>Masz racje wiem, że jedna z ewangelii była pisana na zamówinie jakiegoś władcy, ale to w niczym nie przeszkadza, że ewangelista pisząc ją nie był natchniony Duchem Świętym.

To znaczy, że pozostała trójka "sroce z pod ogona wypadła?" Albo Duch Święty zwyczajnie ich nie lubił, to pewnie tamte trzy ewangelie są nieważne.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Z bożenką jakoś pogodziłem się, niech sobie będzie. Ale czyż potrzebny nam jeszcze jakiś bożenek? Dwa grzybki w barszcz!?
.
05-10-2008 10:39 
 Ocena 4 na 4
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>   czyż potrzebny nam jeszcze jakiś bożenek? Dwa grzybki w barszcz!?
Dwa? Akurat! Samej "bozeny" jest z pewnością więcej. Wikipedia podaje coś ze dwadzieścia dyscyplin teologii katolickiej, więc chyba KK rozwija się wg zasady Petera. Dzięki czemu owym "kamieniem, którego Bóg sam nie może unieść" coraz bardziej staje się sama teologia.
.
05-10-2008 13:03 
 Ocena 3 na 3
Gosia (9452 punktów)
>   Z bożenką jakoś pogodziłem się, niech sobie będzie. Ale czyż potrzebny nam jeszcze jakiś bożenek? Dwa grzybki w barszcz!?

Chyba przybył jej z odsieczą następny działacz RŚŻ. Bliźniaczo podobna, infantylna argumentacja nie wygląda na przypadkową.
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>[...] RŚŻ.

Możesz rozwinąć ten skrót? Jakoś nie kojarzy mi się z niczym znanym.

Z góry dziękuję pozdrawiając serdecznie.

fides ex necessitate esse non debet
Gosia (9452 punktów)
>>[...] RŚŻ.
>Możesz rozwinąć ten skrót? Jakoś nie kojarzy mi się z niczym znanym.

To Ruch Światło Życie.
Wszyscy związani z tym ruchem, z jakimi miałam nieprzyjemność się zetknąć, reprezentują katolicyzm dość siermiężny, by nie powiedzieć jarmarczny.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>infantylna argumentacja nie wygląda na przypadkową.
Zgodzę się natychmiast, po uznaniu poniższego za infantylne:

Cytat:
Właśnie przeczytałam, że Daniel w swojej wizji widział Przedwiecznego. Jego szata była jak śnieg biała a włosy miał jak z czystej wełny ....i siedział na ognistym tronie .Ciekawe, prawda?

ps jak wyobrazam sobie tego boga w tych welnianych wlosach to pekam ze smiechu ;p
p.Madziorek

Cytat:
Pewnie groził paluszkiem faktycznie dość groteskowo przedstawione, również się uśmiecham. W mojej wizji plastycznie dostrzegam też góralskie skarpety na nogach Opatrzności+ transparent: "Dobre bo Polskie"
p.Róża
05-10-2008 18:38 
 Ocena 3 na 3
Gosia (9452 punktów)
Cytowane przez ciebie wypowiedzi można określić jako infantylne, tylko co to ma do rzeczy? Czy przez to działania bozeny i dlaczego zyskują na powadze? Stają się mniej infantylne?
Nadal uważam że te osoby szkodzą katolicyzmowi bardziej niż całe hordy niewierzących.
czes (4083 punktów)
Witaj Gosiu, jak zawsze masz rację . O naszej maskotce Bożence napisano już wiele. Teraz dołączył nowy bożenek - jak Z. Śmigielski nazwał nazwał "dlaczego?". Zgroza!
Ale ten Rutkiewicz wygląda mi na całkiem rozgarniętego faceta, wypowiada się ładnie, spokojnie, logicznie. Jest chyba sympatyczny, bystry i inteligentny. A ma tylko 21 lat! Robi dobre wrażenie. W każdym razie, "nasi" mają godnego partnera do dyskusji.
05-10-2008 21:04 
 Ocena 2 na 2
Rutkiewicz (1290 punktów)
>W każdym razie, "nasi" mają godnego partnera do dyskusji.

Dziękuję za ten strumień pochwał, ale muszę Pana rozczarować, bo apostazję złożyłem już jakiś czas temu. Jeśli mam się samookreślić, to powiem, że jestem deistą, ale na pewno nie racjonalistą katolickim. Staję tylko w ich obronie, kiedy uważam, że są traktowani w sposób nierówny, z góry, nieracjonalnie. Czasem też staram się pokazać, że racjonalność dotyczy wniosków a nie założeń. Ale to wszystko w tym temacie.

Pozdrawiam
05-10-2008 23:28 
 Ocena 1 na 1
czes (4083 punktów)
> ... ale muszę Pana rozczarować, bo apostazję złożyłem już jakiś czas temu.

Nie czuję się rozczarowany. Wręcz przeciwnie!!!
Serdecznie pozdrawiam.

ps. proszę, używaj mego imienia Czesiek
06-10-2008 18:29 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Nie czuję się rozczarowany. Wręcz przeciwnie!!!
W takim razie, może mi być tylko miło

>ps. proszę, używaj mego imienia Czesiek
Dobrze, przystaję. Adrian, miło mi.

Równie serdecznie
05-10-2008 21:08 
 Ocena 2 na 2
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Cytowane przez ciebie wypowiedzi można określić jako infantylne, tylko co to ma do rzeczy? Czy przez to działania bozeny i dlaczego zyskują na powadze? Stają się mniej infantylne?
Nie, absolutnie. Chciałem tylko sprawiedliwego potraktowania obu stron. Dziękuję.

>Nadal uważam że te osoby szkodzą katolicyzmowi bardziej niż całe hordy niewierzących.
To prawda, ludzi można podzielić na kulturalnych i niekulturalnych, bystrych i niebystrych, itd. Dopiero potem należy ich dzielić na katolików, ateistów, deistów, panteistów i innych teistów, bo używają tych stanowisk do różnych celów.

Pozdrawiam
plodzien (7378 punktów)
> Ostatnio szperając w sieci trafiłem na ten artykuł: >
> ateista.pl/articles.php?id=96 >
>
Nie przeczytałem wszystkich, więc nie wiem czy znajduje się tam mój problem.
Dotyczy rodowodu Jezusa, który miał wykazac królewskie pochodzenie naszego Zbawiciela.

"Ten był ojcem Tamtego, Tamten Tego itd., itd..................................................................
......................................................................................

......................................................
... Obed był ojcem Jessego a Jesse ojcem króla Dawida itd. itd. ..................................
(aż do) - Jakub ojcem Józefa, męża Marii, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem."

Wychodzi mi z tego, że Jezus nie był potomkiem króla Dawida bo nie był synem Józefa.
Biedny Józef. Nie pierwszy i nie ostatni.
Ps.
Na marginesie dodam, że osiągnięcia współczesnej nauki pozwalają nam poznac kod genetyczny Ducha Świętego.
Wystarczy zbadac pod tym kątem Całun Turyński.
dlaczego? (38 punktów)
>> Ostatnio szperając w sieci trafiłem na ten artykuł: >> ateista.pl/articles.php?id=96 >>
>Nie przeczytałem wszystkich, więc nie wiem czy znajduje się tam mój problem.
>Dotyczy rodowodu Jezusa, który miał wykazac królewskie pochodzenie naszego Zbawiciela.
>"Ten był ojcem Tamtego, Tamten Tego itd., itd..................................................................
>...................................................................................
>
>...
>......................................................
>... Obed był ojcem Jessego a Jesse ojcem króla Dawida itd. itd. ..................................
>(aż do) - Jakub ojcem Józefa, męża Marii, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem."
>Wychodzi mi z tego, że Jezus nie był potomkiem króla Dawida bo nie był synem Józefa.
>Biedny Józef. Nie pierwszy i nie ostatni.
>Ps.
>Na marginesie dodam, że osiągnięcia współczesnej nauki pozwalają nam poznac kod genetyczny Ducha Świętego.
>Wystarczy zbadac pod tym kątem Całun Turyński.

Jakieś totalne bzdury. Na Całunie Turyńskim można zbadać kod genetyczny Jezusa, bo przcież stał się człowiekiem. A co do rodowu... Jezus nigdy sam nie twierdził, że jest potomkiem króla Dawida czy tam innego króla nie wiem więc czego się czepiasz?
05-10-2008 11:39 
 Ocena 7 na 7
plodzien (7378 punktów)
> Jakieś totalne bzdury. >
No. Cały ten rodowód to jakieś totalne bzdury.

>Na Całunie Turyńskim można zbadać kod genetyczny Jezusa, bo przcież stał się człowiekiem. >
Stąd wiele da się powiedziec o kodzie genetycznym rodziców. Czyli Marii i Ducha Świętego.

>A co do rodowu... Jezus nigdy sam nie twierdził, że jest potomkiem króla Dawida czy tam innego króla nie wiem więc czego się czepiasz? >

Ja tylko wyciągam logiczne wnioski z pisania pod wpływem natchnienia Ducha Świętego. Więc czemu się czepiasz?
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Ja tylko wyciągam logiczne wnioski z pisania pod wpływem natchnienia Ducha Świętego. Więc czemu się czepiasz?

Dodajmy słabo czytając. Jezus nie tytułował się królem, mówiąc współczesnym językiem pomówiono go, biorąc pod uwagę fakt, że jego ojczymem był Józef. Po prostu nie wierzono, że Józef nie jest jego ojcem, bo nie wierzono w opowieści Marii, którą miano za wariatkę. Przed Piłatem Jezus powiedział mniej więcej: moje królestwo nie jest na Ziemi.

Pozdrawiam
05-10-2008 18:25 
 Ocena 3 na 3
plodzien (7378 punktów)

> Dodajmy słabo czytając. Jezus nie tytułował się królem, mówiąc współczesnym językiem pomówiono go, biorąc pod uwagę fakt, że jego ojczymem był Józef. Po prostu nie wierzono, że Józef nie jest jego ojcem, bo nie wierzono w opowieści Marii, którą miano za wariatkę. >

Co to znaczy: pomówiono go, nie wierzono? Kto konkretnie?
Nie wątpię, że wielu ludzi miało go za nawiedzonego wariata. Jego uczniowie natomiast wierzyli we wszystko co mówił. Niektórzy z nich ponoć później pod wpływem natchnienia przez Ducha Świętego pisali jego dzieje. Mateusz mozolnie wylicza 14 pokoleń przed królem Dawidem i 14 od Dawida do Jezusa. Po co to czyni jeśli nie dla podkreślenia królewskiego pochodzenia?
PS.
Swoją drogą, kim się Jezus tytułował bądź nie, co mówił wg jednego ewangelisty a co wg następnych - to następne trudne dla katolików pytania. Jak bowiem jeden nieomylny DŚ bajał każdemu z nich co innego?
Pozdrawiam
05-10-2008 20:03 
 Ocena 6 na 6
Duda (25557 punktów)

> Mateusz mozolnie wylicza 14 pokoleń przed królem Dawidem i 14 od Dawida do Jezusa. Po co to czyni jeśli nie dla podkreślenia królewskiego pochodzenia?

Z rodu Dawidowego miał pochodzić żydowski Mesjasz. Kobieta i jej pochodzenie nie miało znaczenia bo uważano że kobieta jest inkubatorem dla plemnika z którego powstaje dziecko. Później trochę próbowano ten błąd naprawić rozwijając pochodzenie Marii. Ale faktem jest ,że ewangeliści się zaplątali przypisując ojcostwo Józefowi i badając jego rodowód. Chyba , że sami nie wierzyli w poczęcie z "Ducha Świętego".
A swoją drogą jeżeli przyjąć ustalenia Biblii i nauki odnośnie poczęcia dziecka to Jezus był co najwyżej półbogiem. Miał DNA w połowie boskie w połowie ludzkie czyli Marii.
A tak w ogóle to Biblia raczej nie pozostawia wątpliwości, że Jezus był bękartem. Józef w końcu nosił się z zamiarem by Marię odesłać gdy dowiedział się , że jest w ciąży. Jej los byłby straszny i dlatego się ulitował.
A wracając do tematu wątku: Bóg zapłodnił Marię. Po co? Nie mógł stworzyć sobie syna bez udziału ziemskiej kobiety? Mógł przecież stworzyć gotowego człowieka/boga dorosłego, mądrego? Po co konieczna była Maria i jej dramat?
Jeżeli Jezus był bogiem to mógł, gdyby chciał nie cierpieć na krzyżu. Mógł na przykład odczuwać przyjemność. Po co było umieranie na krzyżu? Jeżeli tak umierał syn Boga - to co to za Bóg? Umieranie za grzechy ludzkości? Jedna śmierć zadość czyni: nieskończonej ilości istnień ludzkich? (1 do nieskończoności?)
Jak można mówić o miłości Boga który wie ,że ludzie zamordują jego syna i im przebacza? Albo to nie jest syn albo nie przebacza?
Jak można mówić o miłości Boga, który wie (to co jest dla ludzi nieuchronne), że ludzie popełnią morderstwo i uzyskają przebaczenie? Za co? Za jedną śmierć a co z resztą ludzkich śmierci? Choćby tych spowodowanych przez kościół?

Pozdrawiam
05-10-2008 21:03 
 Ocena 4 na 4
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Po co konieczna była Maria i jej dramat?
> Po co było umieranie na krzyżu?
>Jak można mówić o miłości Boga który wie ,że ludzie zamordują jego syna i im przebacza...
Etycznie jest to tak pokrętne, że każdą przypowieścią wzrusza prostodusznych i usprawiedliwia nikczemników. Uniwersalne narzędzie politycznej indoktrynacji.
.
09-10-2008 00:26 
 Ocena 1 na 1
marzenka (546 punktów)
>Jak można mówić o miłości Boga który wie ,że ludzie zamordują jego syna i im przebacza? Albo to nie jest syn albo nie przebacza?

Dlaczego ma przebaczać ludziom skoro sam wszystko zaplanował? Z tej opowiastki wynika jasno że ludzie to tylko marionetki w teatrzyku.
plodzien (7378 punktów)
>Ostatnio szperając w sieci trafiłem na ten artykuł: >
>ateista.pl/articles.php?id=96 >

No i jeszcze jedno.
Jeśli Jezus jest w Trójcy jedyny to znaczy, że sam się spłodził ze swoją matką.
O Jezu !
dlaczego? (38 punktów)
>>Ostatnio szperając w sieci trafiłem na ten artykuł: >>ateista.pl/articles.php?id=96 >No i jeszcze jedno.
>Jeśli Jezus jest w Trójcy jedyny to znaczy, że sam się spłodził ze swoją matką.
>O Jezu !
>

Jezus nie został poczęty porzez stosunek płuciowy!
05-10-2008 09:32 
 Ocena 12 na 12
J.S. (4752 punktów)
(zablokowany)
>Jezus nie został poczęty porzez stosunek płuciowy!
Może miał miejsce normalny stosunek, bez plucia....
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Może miał miejsce normalny stosunek, bez plucia....

Doskonałe
MociumPan (744 punktów)
Panie Rutkiewicz, powiem Panu jedno...
argumentowanie prawdziwości treści zawartych w biblii za pomocą jej samej jest po prostu nielogiczne... niech Pan znajdzie argumenty pozabiblijne które potwierdzają prawdziwość tej księgi jak i opowieści w niej zawartych... - i na tej podstawie konstruuje swoje wypowiedzi.

pzdr.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Panie Rutkiewicz, powiem Panu jedno... argumentowanie prawdziwości treści zawartych w biblii za pomocą jej samej jest po prostu nie logiczne... niech Pan znajdzie argumenty pozabiblijne które potwierdzają prawdziwość tej księgi jak i opowieści w niej zawartych... - i na tej podstawie konstruuje swoje wypowiedzi.

Pan to na pewno podpiął, gdzie chciał? Bo nie widzę tej wspomnianej ciągłości logicznej. Post, pod który się Pan podpiął, był reakcją na zręczną grę słowną - reakcją autentyczną. Dlaczego Pan zakładasz, że ja się staram dowieść prawdziwości tez zawartych w Biblii? Mnie to guzik obchodzi, poruszając się na poziomie metabiblijnym, komunikuję Panu jedynie, że Pańskie wyobrażenie interpretowania Biblii przez doktrynę i większość wyznawców odbiega od rzeczywistości, i w ten sposób staram się ustawić dyskusję na jej właściwych torach, bo jak na razie jest bezużyteczna. Nic do rzeczy nie ma, czy Biblia głosi prawdę, czy fałsz. Kwestią jest to, czy katolicy biorą ją dosłownie, czy nie. I mówię Panu: nie biorą.

Pozdrawiam
MociumPan (744 punktów)
Cytat:
Pan to na pewno podpiął, gdzie chciał? Bo nie widzę tej wspomnianej ciągłości logicznej. Post, pod który się Pan podpiął, był reakcją na zręczną grę słowną - reakcją autentyczną


Ja mam w opcjach forum zaznaczone sortowanie postów wdł daty dodania... stąd też "podpinam" swoje wypowiedzi zawsze do najnowszego postu...
Swoją drogą te forum jest tragicznie rozwiązane pod kątem przejrzystości wątków i wypowiedzi użytkowników... - no ale to moje subiektywne zdanie na ten temat
05-10-2008 18:39 
 Ocena 2 na 2
Kelly (2051 punktów)
>Swoją drogą te forum jest tragicznie rozwiązane pod kątem przejrzystości wątków i wypowiedzi użytkowników... - no ale to moje subiektywne zdanie na ten temat
Pozmieniaj ustawienia, a tutejsze "rozwiązanie pod kątem przejrzystości wątków i wypowiedzi" zrobią się idealne.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Swoją drogą te forum jest tragicznie rozwiązane pod kątem przejrzystości wątków i wypowiedzi użytkowników... - no ale to moje subiektywne zdanie na ten temat
Często jest to nasza, forumowiczów wina

Pozdrawiam
06-10-2008 10:40 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>Kwestią jest to, czy katolicy biorą ją dosłownie, czy nie. I mówię Panu: nie biorą .
>Pozdrawiam>

To, prócz ryb, drudzy w Polsce.
05-10-2008 10:49 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>sam się spłodził
Może splodził?
.
05-10-2008 11:58 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>sam się spłodził
>Może splodził?
>.
>

...ex plodził...?
Urszula Piskor (140 punktów)
Wszyscy znają biblijną opowieść o potopie, a ja w związku z ta historią mam pewne pytanie. Skoro w czasie potopu zginęli wszyscy ludzie i wszystkie zwierzęta i inne życie, poza Noem, jego rodziną i tym co miał na arce.... czy wynika z tego że Bóg utopił też ryby ? Czy może Noe miał na arce akwarium ?
05-10-2008 09:05 
 Ocena 2 na 2
dlaczego? (38 punktów)
>Wszyscy znają biblijną opowieść o potopie, a ja w związku z ta historią mam pewne pytanie. Skoro w czasie potopu zginęli wszyscy ludzie i wszystkie zwierzęta i inne życie, poza Noem, jego rodziną i tym co miał na arce.... czy wynika z tego że Bóg utopił też ryby ? Czy może Noe miał na arce akwarium ?
>

Nie da się ryb utopić:P Wiesz z potop był wielką powodzią, a sama opowieść ma znaczenie symboliczne, a nie historyczne. Sam potop był i Bóg uratował Noego z rodziną i z tym co miał w Arce. Ale niekoniecznie potop obejmował caaały Świat.
05-10-2008 09:12 
 Ocena 6 na 6
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>potop był wielką powodzią, a sama opowieść ma znaczenie symboliczne a nie historyczne.
Zmartwychwstanie też jest tylko symboliczne, prawda?
.
05-10-2008 10:13 
 Ocena-1 na 1
dlaczego? (38 punktów)
>>potop był wielką powodzią, a sama opowieść ma znaczenie symboliczne a nie historyczne.
>Zmartwychwstanie też jest tylko symboliczne, prawda?
>.

Nieprawda!
05-10-2008 10:44 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>Zmartwychwstanie też jest tylko symboliczne, prawda?
>Nieprawda!
Więc wg jakiej zasady mam odróżnić symboliczne od dosłownego? Wg widzimisię teologów?
.
05-10-2008 11:08 
 0 na 2
dlaczego? (38 punktów)
>>>Zmartwychwstanie też jest tylko symboliczne, prawda?
>>Nieprawda!
>Więc wg jakiej zasady mam odróżnić symboliczne od dosłownego? Wg widzimisię teologów?
>.
>
Potop był tysiące lat temu i ciężko cokolwiek udowodnić. Zmartwychwstanie Jezusa jest rzeczą oczywistą, która była opisywana przez ewangelistów i są na to dowody. Np. Całun Turyński.
05-10-2008 12:05 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Potop był tysiące lat temu i ciężko cokolwiek udowodnić. Zmartwychwstanie Jezusa jest rzeczą oczywistą, która była opisywana przez ewangelistów i są na to dowody. Np. Całun Turyński.
A nie odwrotnie: zmartwychwstanie było prawie dwa tysiące lat temu i ciężko cokolwiek udowodnić, zaś potop został opisany w pod wpływem samego Boga Starym testamencie i są nań dowody, np. dzisiejsza fauna?
.
05-10-2008 12:39 
 Ocena 3 na 3
śliwka (295 punktów)
A stworzenie świata było jeszcze dawniej, a jednak twierdzisz, że jest wiarygodne, bo zostało opisane pod natchnieniem ducha św. To dlaczego potop nie?
05-10-2008 18:53 
 Ocena 2 na 2
Kelly (2051 punktów)
>Zmartwychwstanie Jezusa jest rzeczą oczywistą, która była opisywana przez ewangelistów i są na to dowody. Np. Całun Turyński.
Zmartwychwstanie Jezusa wcale nie jest rzeczą oczywistą. Tak samo jak jak niepokalane poczęcie, jest symboliką. Chrześcijańskie pismo święte składa się z dwóch części: Starego i Nowego Testamentu. Dlaczego ten pierwszy jest uznawany za serię przenośni i symboli, a ten drugi jest brany dosłownie?

Nie wierz bezkrytycznie w dogmaty, które przekazała Ci mamusia albo ksiądz. Trafiłeś na to forum i rozpocząłeś dyskusję ze sporą grupą zdeklarowanych ateistów, agnostyków, ludzi areligijnych, z których bardzo wielu ma mocne podstawy pod swój światopogląd. Na pewno wiesz, że nas nie przekonasz. Przecież za argument możesz podać tylko wiarę. Jeśli ktoś ma zmienić swój punkt widzenia, to będziesz to raczej Ty - osoba wierząca z, jak się wydaje, niewielkim stażem w refleksji nad własną religijnością. Albo wykorzystasz argumenty, które Ci podajemy do uzupełnienia tej luki; albo - jeśli jesteś zupełnie obdarty ze zdolności krytycznego myślenia - będziesz żył w przekonaniu, że Twoje słowa mogą zrobić na kimś z tego forum jakiekolwiek wrażenie.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Na pewno wiesz, że nas nie przekonasz.
Co to za oświadczenie woli w imieniu przeciwnika? Merytoryczna dyskusja powinna się toczyć dopóty, dopóki jedna ze stron nie uwikła się w sprzeczności swoich tez.
.
05-10-2008 11:08 
 Ocena 4 na 4
stilgar (7322 punktów)
>>>potop był wielką powodzią, a sama opowieść ma znaczenie symboliczne a nie historyczne.
>>Zmartwychwstanie też jest tylko symboliczne, prawda?
>>.
>Nieprawda!
Jak odrozniasz fragmenty symboliczne Biblii od prawdziwych?
05-10-2008 14:18 
 Ocena 2 na 2
Urszula Piskor (140 punktów)
>Nie da się ryb utopić:P Wiesz z potop był wielką powodzią, a sama opowieść ma znaczenie symboliczne, a nie historyczne. Sam potop był i Bóg uratował Noego z rodziną i z tym co miał w Arce. Ale niekoniecznie potop obejmował caaały Świat.

Zawsze intrygowało mnie to, jak w zależności od sytuacji katolicy raz interpretują Biblię dosłownie, a innym razem traktują ją symbolicznie. Kryterium jakie stosujecie to chyba : nagięcie do aktualnie wyznawanych dogmatów, żeby się wszystko zgadzało. Wiem, że tylko krowa nie zmienia poglądów, ale takie podejście czyni Twoją religię mało wiarygodną. Pozdrawiam
05-10-2008 16:22 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Wiesz z potop był wielką powodzią, a sama opowieść ma znaczenie symboliczne, a nie historyczne.
Nieprawda. Opowieść o potopie została skopiowana z mitologii arabskiej, konkretnie epopei o Gilgameszu. Skąd wiem, że skopiowana? Bo ta jest wcześniejsza.* Poza tym, istnieją dowody, czy przesłanki do tego, aby uważać potop za wydarzenie historyczne, choć o charakterze lokalnym.

*Zob. Świderkówna A., Prawie wszystko o Biblii, Stentor, Warszawa 2002, s.85
zenek
>Nieprawda. Opowieść o potopie została skopiowana z mitologii arabskiej, konkretnie epopei o Gilgameszu.

Myślałem, że to mit sumeryjski. O co chodzi z tymi Arabami?
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Myślałem, że to mit sumeryjski. O co chodzi z tymi Arabami?
Mogłem w ferworze źle sparafrazować. Sprawdzę i ewentualnie przeproszę.

Pozdrawiam

12.10.2008
Ot, znalazłem i się kajam. Faktycznie jest to mit sumeryjski, a Arabowie, to moja fantasmagoria.

Przepraszam i pozdrawiam
05-10-2008 09:09 
 Ocena 5 na 5
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

> Bóg utopił też ryby ?
To sztuczka Chucka Norrisa. Ale ten to nawet wodę zmoczy i ogień podpali.
.
05-10-2008 19:31 
 Ocena 1 na 1
awitu (7627 punktów)
>Wszyscy znają biblijną opowieść o potopie, a ja w związku z ta historią mam pewne pytanie. Skoro w czasie potopu zginęli wszyscy ludzie i wszystkie zwierzęta i inne życie, poza Noem, jego rodziną i tym co miał na arce.... czy wynika z tego że Bóg utopił też ryby ? Czy może Noe miał na arce akwarium ?

dorzuć do tego pojemniczki na mikroorganizmy np: bakterie, archeany, pierwotniaki nicienie, wrotki, roztocza, niesporczaki, o istnieniu których jeszcze tak niedawno nikt nie miał pojęcia ale przecież istnieją... więc musiały znaleźć się na arce, a żeby były wszystkie jakie istnieją musiały zostać zabrane celowo a nie przypadkowo... wszak nie wszystkie dostosowane są do życia w środowisku owej arki

"Colorless green ideas sleep furiously"
06-10-2008 10:31 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>dorzuć do tego pojemniczki na mikroorganizmy np: bakterie, archeany, pierwotniaki nicienie, wrotki, roztocza, niesporczaki, o istnieniu których jeszcze tak niedawno nikt nie miał pojęcia ale przecież istnieją... więc musiały znaleźć się na arce...>

Jakie pojemniczki?

Się czepiasz, Awitu- całą resztę menażerii, Noe z rodziną, mieli w sobie.
awitu (7627 punktów)
>Się czepiasz, Awitu- całą resztę menażerii, Noe z rodziną, mieli w sobie.

Mości Adamiak, Ty mylisz opowieści, rozmawiamy o Noe a nie o plagach egipskich.

Tyś sadysta, gorszy od boga. Mało że biednego Noe chciałbyś zalać, to jeszcze pokarać (za co?) wszelakimi możliwymi i niemożliwymi chorobami.

pozdrawiam serdecznie


"Colorless green ideas sleep furiously"
Adamiak (36436 punktów)
>>Się czepiasz, Awitu- całą resztę menażerii, Noe z rodziną, mieli w sobie.
>Mości Adamiak, Ty mylisz opowieści, rozmawiamy o Noe a nie o plagach egipskich.
>Tyś sadysta, gorszy od boga.>

Bez przesady, znam gorszego boga, na przykład ten...no, no ten...eee tam, znam i już!

>Mało że biednego Noe chciałbyś zalać, to jeszcze pokarać (za co?) wszelakimi możliwymi i niemożliwymi chorobami. >

Eee tam, zaraz choroby...robale zwykłe i tyle

>pozdrawiam serdecznie>...
...a ja to myślisz mniej serdecznie?...
dlaczego? (38 punktów)
Ciekawa jest dla mnie taka dyskusja. Na codzień nie mam okazji z nikim w ten sposób podyskutować. Jednak myślę, że i tak nigdy się nie dogadamy. Ja wierzę w Boga i żadne tłumaczenie, że coś się nie zgadza, że coś jest bez sensu i tak mnie nie przekonaja. Tak samo w drugą strone, ja też pewnie Was nie przekonam do tego, że Bóg istanieje. Mam takie pytanie, dlaczego na siłe staracie się udowodnić, że Bóg nie istnieje? Ja wyprzedzę Wasze pytanie, którego się spodziewam, dlaczego ja staram się udowodnić,że Bóg istnieje Po prostu Bóg chce, żeby ludzie się nawracali i uwierzyli w to co jest napisane w ewangeli i ja mu w tym pomagam Zresztą nawet w Bibli jest napisane, że na Świecie będzie dużo "fałszywych proroków". I jeszcze jedno pytanko. Nie wierzycie w Boga czy ogólnie w życie po śmierci? Bo przecież jest dużo innych dowódów na życie duchowe niekoniecznie związanych bezpośrednio z Bogiem. Np. jak dzieci bawią się w wywoływanie duchów, nigdy nic dobrego z tego nie wynika, czyli jednak jakaś ingerencja świata duchowego istnieje.
webmaster (moderator)
Cytat:
Ja wierzę w Boga i żadne tłumaczenie, że coś się nie zgadza, że coś jest bezsensu i tak mnie nie przekonaja.

Oprawić w ramkę i na ścianę!

>Poprostu Bóg chce, żeby ludzie się nawracali i uwierzyli w to co jest napisane w ewangeli i ja mu w tym pomagam
Plus za dobre samopoczucie.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>>Ja wierzę w Boga i żadne tłumaczenie, że coś się nie zgadza, że coś jest bezsensu i tak mnie nie przekonaja.
>Oprawić w ramkę i na ścianę!

Ale czy z drugiej strony nie można oprawić w ramkę stwierdzenia z przeczeniem przed "wierzę"? Te dwa stwierdzenia są tak ogólne, że zawsze można je uzasadnić.
webmaster (moderator)
Można, ale nie przypominam sobie, aby ktoś kiedyś tak tu napisał.
05-10-2008 12:20 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>żadne tłumaczenie, że coś się nie zgadza, że coś jest bezsensu i tak mnie nie przekonaja.
Nikt nie chce Cię przekonać, panie egocentryku. W tym wątku zgłaszamy tylko pytania, a Ty sam się tu z motyką na prawdę rzuciłeś.

>Mam takie pytanie, dlaczego na siłe staracie się udowodnić, że Bóg nie istanieje?
Nikt prócz Ciebie nie stara się tu niczego udowodnić.
.
05-10-2008 12:33 
 Ocena 8 na 8
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Mam takie pytanie, dlaczego na siłe staracie się udowodnić, że Bóg nie istanieje?

A gdzie tu widzisz użycie jakiejkolwiek siły? Poza siłą logicznych argumentów, rzecz jasna.

>Poprostu Bóg chce, żeby ludzie się nawracali i uwierzyli w to co jest napisane w ewangeli i ja mu w tym pomagam

Powidział Ci o tym? To szkoda, że zapomniał dodać, iż "po prostu" należy pisać rozdzielnie... A mówiąc poważnie.
Karol Marks też marzył o tym, aby każdy człowiek na ziemi był socjalistą. Podobnie myślał Lenin i Stalin. Ci dwaj ostatni nawet próbowali swą myśl urzeczywistnić.
Mussolini i Hitler marzyli o wszechświatowym faszyzmie jako szczęściu ludzkości.

Bo immanentną cechą każdego totalitaryzmu jest ubezwłasnowolnienie każdej jednostki i wszechwładza. Większość religii (zwłaszcza tych zinstytucjonalizowanych), to ideologie totalitarne tworzące takież instytucje (Kościoły).

>I jeszcze jedno pytanko. Nie wierzycie w Boga czy ogólnie w życie po śmierci?

Ani w jedno, ani w drugie. Zresztą jest to logiczna konsekwencja.

PS. Do genialnej odpowiedzi webmastera dodam jedynie, że zacytowane przez niego Twoje zdanie (po korektach językowych) powinno się znajdować na wszystkich fasadach waszych świątyń!

fides ex necessitate esse non debet
05-10-2008 16:27 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Poza siłą logicznych argumentów, rzecz jasna.

Proszę pokazać jeden. Przeczytałem to dwa razy i nie znalazłem ani jednego, po żadnej ze stron.
05-10-2008 13:23 
 Ocena 4 na 4
Gosia (9452 punktów)
> Poprostu Bóg chce, żeby ludzie się nawracali i uwierzyli w to co jest napisane w ewangeli i ja mu w tym pomagam
Nieudolnie.Jak do tej pory tylko bardziej jeszcze mnie zniechęciłeś. Ośmieszasz własną wiarę.
>Zresztą nawet w Bibli jest napisane, że na Świecie będzie dużo "fałszywych proroków".
Powinieneś się poważnie zastanowić, czy to aby nie o tobie...
dlaczego? (38 punktów)
>> Poprostu Bóg chce, żeby ludzie się nawracali i uwierzyli w to co jest napisane w ewangeli i ja mu w tym pomagam
>Nieudolnie.Jak do tej pory tylko bardziej jeszcze mnie zniechęciłeś. Ośmieszasz własną wiarę.
>>Zresztą nawet w Bibli jest napisane, że na Świecie będzie dużo "fałszywych proroków".
>Powinieneś się poważnie zastanowić, czy to aby nie o tobie...
>
Dlaczego tak myślisz ?
05-10-2008 18:11 
 Ocena 4 na 4
Gosia (9452 punktów)

>Dlaczego tak myślisz ?

Są to ludzie nieświadomi tego, iż głoszą fałsz - głoszą swoją naukę myśląc, iż głoszą słowa Boga - jedna z definicji "fałszywego proroka"

Chcesz przekonać ludzi do swej wiary, a tymczasem odstręczasz ich.Chcąc dobrze (tak zakładam) przez braki w wiedzy wyświadczasz katolicyzmowi iście niedźwiedzią przysługę.
Argumentacja na poziomie szkolnej katechezy, samozwańcze kreowanie się na pomocnika boga, to najgorszy z możliwych sposobów dotarcia do "niewiernych".
Twoje dotychczasowe działanie na tym forum przekonuje mnie, że raczej swego boga nie lubisz...
05-10-2008 21:08 
 Ocena 1 na 1
dlaczego? (38 punktów)
>>Dlaczego tak myślisz ?
>Są to ludzie nieświadomi tego, iż głoszą fałsz - głoszą swoją naukę myśląc, iż głoszą słowa Boga - jedna z definicji "fałszywego proroka"
>Chcesz przekonać ludzi do swej wiary, a tymczasem odstręczasz ich.Chcąc dobrze (tak zakładam) przez braki w wiedzy wyświadczasz katolicyzmowi iście niedźwiedzią przysługę.
>Argumentacja na poziomie szkolnej katechezy, samozwańcze kreowanie się na pomocnika boga, to najgorszy z możliwych sposobów dotarcia do "niewiernych".
>Twoje dotychczasowe działanie na tym forum przekonuje mnie, że raczej swego boga nie lubisz...
>

Wydaje mi się, że choćbym znał całą Biblię, wszystkie doktryny, cały katechizm itd. To i tak pewnie nikogo bym stąd nie przekonał do tego, że Bóg istnieje. Dopiero teraz, czytając Wasze wypowiedzi to zrozumiałem. Ja wierzę w Boga, czuję, jego obecność w moim życiu i kocham Go... a nie lubię. Moje wyznawanie religii nie polega na interpretacji fragmentów Biblii czy klepaniem pacierzy co wieczór. Ja po prostu czuję jego obecność w sercu. Może ktoś pomyśleć, że moja wiara jest płytka i oparta na niewiedzy, ale nie obchodzi mnie to. Bo gdyby iść takim tokiem myślenia to prawdziwym katolikiem mógłby zostać tylko ten kto zna wszystkie doktryny, całą Biblię i katechizm. Wiara pomaga mi w ciężkich sytuacjach w życiu, daje mi poczucie, że nie jestem sam i zawsze ufam, że choćby nie wiem co złego mi się przytrafiło Bóg będzie przy mnie i mi pomoże. To poczucie dodaje mi taką wewnętrzną siłę. Dzięki mojej wierze mam odwage podejmować trudne wyzwania, bo ufam, że Bóg jest ze mną i dzięki Niemu zawsze optymistycznie patrzę w przyszłość. Na tym polega moja wiara i szczerze mówiąc nie obchodzi mnie specjalnie czy Jezus miał braci i czy Adam miał pępek... Nawet jakby okzało się, że Jezus faktycznie miał braci to i tak nie zmieniłoby to dla mnie faktu, że umarł na krzyżu dla Zbawienia ludzi.
05-10-2008 21:12 
 Ocena 3 na 3
matragon (2557 punktów)

> umarł na krzyżu dla Zbawienia ludzi.>

Czyli co ? bo nie rozumiem ... Co to jest wg. Ciebie zbawienie i jaki to ma związek z ukrzyżowaniem kogokolwiek 2000 lat temu. Serio pytam !


Michał 'matragon' Worgacz

GŁUPOTA MA PEWiEN UROK, iGNORANCJA NiE (F. Zappa)
05-10-2008 21:21 
 0 na 2
dlaczego? (38 punktów)
>> umarł na krzyżu dla Zbawienia ludzi.>Czyli co ? bo nie rozumiem ... Co to jest wg. Ciebie zbawienie i jaki to ma związek z ukrzyżowaniem kogokolwiek 2000 lat temu. Serio pytam !
>
Michał 'matragon' Worgacz

>GŁUPOTA MA PEWiEN UROK, iGNORANCJA NiE (F. Zappa)

Według mnie Jezus umarł na krzyżu i dzięki temu otworzył niebo dla wszystkich dusz. Gdyż wcześniej nie mogły one doznać pełni szczęścia. I dzięki temu możesz być zbawiony, czyli pójść do nieba.
06-10-2008 07:43 
 Ocena 6 na 6
matragon (2557 punktów)
>>> umarł na krzyżu dla Zbawienia ludzi.>Czyli co ? bo nie rozumiem ... Co to jest wg. Ciebie zbawienie i jaki to ma związek z ukrzyżowaniem kogokolwiek 2000 lat temu. Serio pytam !>>>

>Według mnie Jezus umarł na krzyżu i dzięki temu otworzył niebo dla wszystkich dusz. Gdyż wcześniej nie mogły one doznać pełni szczęścia. I dzięki temu możesz być zbawiony, czyli pójść do nieba.
>

Wybacz ale to nie jest odpowiedź na moje pytanie. Chciałem się dowiedzieć jak to rozumiesz ...

Dlaczego wg. Ciebie śmierć jednego człowieka miałaby determinować stosunek Boga do innych ludzi, w dodatku żyjących w danym momencie, już nie żyjących oraz jeszcze nie żyjących. Innymi słowy - jaki związek z Twoim "zbawieniem" (komiczne słowo) ma cierpienie na krzyżu, oraz w konsekwencji pozorna śmierć Jezusa, o którym w dodatku mówi się że był synem Boga oraz jednym z elementów Trójcy Świętej - a więc w zasadzie samym Bogiem.

Po za tym : cóż to za poświęcenie - jeśli się wie, że śmierć jest pozorna i nie dalej jak za trzy dni będzie się siedziało po prawicy Ojca w "Niebie". Ja tego nie chwytam ...

Po drugie - skoro śmierć Jezusa ma być warunkiem "zbawienia" ludzi - to jest elementem "Bożego Planu", a więc odpowiedzialny za tą śmierć jest nikt inny jak Bóg Bóg, który dla własnych, partykularnych interesów ukrzyżował sam siebie, pod postacią swojego syna, dla "zbawienia" ludzi - których również sam stworzył. Wybacz ale w tym kontekście, opisywany przez Biblię - Bóg, kwalifikuje się do leczenia psychiatrycznego ... To nawet nie jest zwykłe rozdwojenie jaźni, raczej roztrojenie

Mało tego - Bóg wymiguje się od odpowiedzialności, zwalając część "winy" na Judasza, cześć na Żydów, część na Poncjusza Piłata za "umycie rąk' ...

A gdyby tak Judasz nie zdradził, albo Piłat uwolnił ?
Cały "Boski Plan" wziąłby w łeb ... czyż to nie zabawne ?

Wytłumacz mi - jak Ty to rozumiesz.


Michał 'matragon' Worgacz

GŁUPOTA MA PEWiEN UROK, iGNORANCJA NiE (F. Zappa)
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

"Roztrojenie jaźni" - dobre.
.
czes (4083 punktów)
Piekielna logika racjonalisty! Oj, dobry jesteś!
05-10-2008 21:28 
 Ocena 1 na 1
J.S. (4752 punktów)
(zablokowany)
>kocham Go... a nie lubię.
Ty to masz pecha....
05-10-2008 21:32 
 Ocena 3 na 3
placownik (17853 punktów)

>Wiara pomaga mi w ciężkich sytuacjach w życiu, daje mi poczucie, że nie jestem sam i zawsze ufam, że choćby nie wiem co złego mi się przytrafiło Bóg będzie przy mnie i mi pomoże.

   Być może się zdziwisz, ale wydaje mi się, że Cię rozumiem. Nie rozumiem za to tego, jaką rolę w Twojej wierze odgrywa znajomość (czy raczej nieznajomość) Biblii, Katechizmu i całej reszty dokumentów doktrynalnych produkowanych w takiej obfitości przez kościelną machinę. Czy są Ci one do czegokolwiek potrzebne? Bo wydaje się, że doskonale dajesz sobie radę bez nich. I chyba nie tylko Ty jeden.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
05-10-2008 21:46 
 Ocena 3 na 3
dlaczego? (38 punktów)
>>Wiara pomaga mi w ciężkich sytuacjach w życiu, daje mi poczucie, że nie jestem sam i zawsze ufam, że choćby nie wiem co złego mi się przytrafiło Bóg będzie przy mnie i mi pomoże.
>   Być może się zdziwisz, ale wydaje mi się, że Cię rozumiem. Nie rozumiem za to tego, jaką rolę w Twojej wierze odgrywa znajomość (czy raczej nieznajomość) Biblii, Katechizmu i całej reszty dokumentów doktrynalnych produkowanych w takiej obfitości przez kościelną machinę. Czy są Ci one do czegokolwiek potrzebne? Bo wydaje się, że doskonale dajesz sobie radę bez nich. I chyba nie tylko Ty jeden.
>   Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli


Zawsze miałem takie zdanie, że wiara to osobista sprawa każdego człowieka i może być rozumiana w różny sposób. Nikt nie powinien nikogo zmuszać do chodzenie do kościoła czy odmawiania pacierzy jak komuś to nie potrzebne. Jeśli chodzi o Biblię to znam ją, ale nigdy nie zagłębiałem się tak mocno i nie drążyłem sensu poszczególnych fragmentów. Wydaje mi się, że znam ją na tyle ile jest mi to potrzebne. A czy te dokumenty są mi do czegoś potrzebne.... chyba nie
05-10-2008 22:23 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)

>wiara to osobista sprawa każdego człowieka

   Gdyby większość wierzących (i niewierzących) podzielało to Twoje stanowisko, świat byłby o wiele lepszy. Szkoda, że jesteśmy w mniejszości, ale to, prędzej czy później, zmieni się. Mocno w to wierzę.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
05-10-2008 21:49 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>ufam, że Bóg jest ze mną i dzięki Niemu zawsze optymistycznie patrzę w przyszłość. Na tym polega moja wiara i szczerze mówiąc nie obchodzi mnie specjalnie czy Jezus miał braci i czy Adam miał pępek...
A nie obchodzi i nie martwi Cię, że Bóg mnie już tak wspiera? Sądzisz, żeś dla Boga lepszy, boś katolik?

Czyś Ty od ateistów lepszy? I czy dlatego, że nie śmiesz (głośno) zapytać o pępek Adama?
.
05-10-2008 21:54 
 Ocena 1 na 1
dlaczego? (38 punktów)
>>ufam, że Bóg jest ze mną i dzięki Niemu zawsze optymistycznie patrzę w przyszłość. Na tym polega moja wiara i szczerze mówiąc nie obchodzi mnie specjalnie czy Jezus miał braci i czy Adam miał pępek...
>A nie obchodzi i nie martwi Cię, że Bóg mnie już tak wspiera? Sądzisz, żeś dla Boga lepszy, boś katolik?
>Czyś Ty od ateistów lepszy? I czy dlatego, że nie śmiesz (głośno) zapytać o pępek Adama?
>.
>

Nie wiem na jakiej podstawie wyciągasz takie wnioski, przecież nic piszę o tym, że Bóg wspiera tylko tych co w Niego wierzą i nic nie pisałem o tym, że czuję się lepszy....
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>nic piszę o tym, że Bóg wspiera tylko tych co w Niego wierzą i nic nie pisałem o tym, że czuję się lepszy
Więc po co zajmować się Bogiem, skoro nie niesie to żadnej korzyści etycznej?
.
dlaczego? (38 punktów)
>>nic piszę o tym, że Bóg wspiera tylko tych co w Niego wierzą i nic nie pisałem o tym, że czuję się lepszy
>Więc po co zajmować się Bogiem, skoro nie niesie to żadnej korzyści etycznej?
>.
>nic nie piszę...< błąd mi się wkradł.

Nie zajmuję się Bogiem tylko wierzę w Niego. Dla mnie ma to wiele korzyści nie tylko etycznych...
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Nie zajmuję się Bogiem tylko wierzę w Niego.
Zajmujesz się, tutaj intensywnie walczysz o słuszność doktryny.

>Dla mnie ma to wiele korzyści nie tylko etycznych...
Więc jakich?
.
06-10-2008 00:32 
 Ocena 4 na 4
awitu (7627 punktów)

>Wydaje mi się, że choćbym znał całą Biblię, wszystkie doktryny, cały katechizm itd. To i tak pewnie nikogo bym stąd nie przekonał do tego, że Bóg istnieje.(...)

Małe szanse ale próbować można, choć wielu tu takich którzy je znają i nie wierzą

>Bo gdyby iść takim tokiem myślenia to prawdziwym katolikiem mógłby zostać tylko ten kto zna wszystkie doktryny, całą Biblię i katechizm.

no wypadałoby wiedzieć w co się wierzy, a nie tylko podejrzewać i dopisywać sobie wygodne wytłumaczenia.

>Wiara pomaga mi w ciężkich sytuacjach w życiu, daje mi poczucie, że nie jestem sam i zawsze ufam, że choćby nie wiem co złego mi się przytrafiło Bóg będzie przy mnie i mi pomoże. To poczucie dodaje mi taką wewnętrzną siłę. Dzięki mojej wierze mam odwage podejmować trudne wyzwania, bo ufam, że Bóg jest ze mną i dzięki Niemu zawsze optymistycznie patrzę w przyszłość.

wiem że to co powiem będzie niegrzeczne, ale przeraża mnie ślepa wiara, którą tu reprezentujesz. Identyczne działanie co Twoja wiara ma prozac.

>Na tym polega moja wiara i szczerze mówiąc nie obchodzi mnie specjalnie czy Jezus miał braci i czy Adam miał pępek... Nawet jakby okazało się, że Jezus faktycznie miał braci to i tak nie zmieniłoby to dla mnie faktu, że umarł na krzyżu dla Zbawienia ludzi.

Więc dlaczego takie rzesze hierarchów kościoła przez setki lat tak układają dogmaty i interpretacje by tych rzekomych braci wykasować. Uważasz, że skoro jeden kawałek układanki może być kłamstwem, to inny bardziej ceniony przez Ciebie tym kłamstwem nie może być a musi być prawdą? Chciałabym się właśnie dowiedzieć dlaczego podejrzenie fałszerstwa nie skłania Cię do wątpienia, zadawania pytań. Nie namawiam Cię do tego, tylko pytam dlaczego możliwość kłamstwa nie zmusza Cię do myślenia. Czy to tylko lenistwo, bo wiara Ci pomaga ? Czy jest inna przyczyna.

"Colorless green ideas sleep furiously"
stilgar (7322 punktów)
> Ja po prostu czuję jego obecność w sercu. Może ktoś pomyśleć, że moja wiara jest płytka i oparta na niewiedzy, ale nie obchodzi mnie to. Bo gdyby iść takim tokiem myślenia to prawdziwym katolikiem mógłby zostać tylko ten kto zna wszystkie doktryny, całą Biblię i katechizm. Wiara pomaga mi w ciężkich sytuacjach w życiu, daje mi poczucie, że nie jestem sam i zawsze ufam, że choćby nie wiem co złego mi się przytrafiło Bóg będzie przy mnie i mi pomoże. To poczucie dodaje mi taką wewnętrzną siłę. Dzięki mojej wierze mam odwage podejmować trudne wyzwania, bo ufam, że Bóg jest ze mną i dzięki Niemu zawsze optymistycznie patrzę w przyszłość. Na tym polega moja wiara i szczerze mówiąc nie obchodzi mnie specjalnie czy Jezus miał braci i czy Adam miał pępek... Nawet jakby okzało się, że Jezus faktycznie miał braci to i tak nie zmieniłoby to dla mnie faktu, że umarł na krzyżu dla Zbawienia ludzi.

To sie nazywa "wiara w wiare"
liquid
>Ciekawa jest dla mnie taka dyskusja. Na codzień nie mam okazji z nikim w ten sposób podyskutować. Jednak myślę, że i tak nigdy się nie dogadamy. Ja wierzę w Boga i żadne tłumaczenie, że coś się nie zgadza, że coś jest bezsensu i tak mnie nie przekonaja. Tak samo w drugą strone, ja też pewnie Was nie przekonam do tego, że Bóg istanieje. Mam takie pytanie, dlaczego na siłe staracie się udowodnić, że Bóg nie istanieje? Ja wyprzedzę Wasze pytanie, którego się spodziewam, dlaczego ja staram się udowodnić,że Bóg istanie Poprostu Bóg chce, żeby ludzie się nawracali i uwierzyli w to co jest napisane w ewangeli i ja mu w tym pomagam Zresztą nawet w Bibli jest napisane, że na Świecie będzie dużo "fałszywych proroków". I jeszcze jedno pytanko. Nie wierzycie w Boga czy ogólnie w życie po śmierci? Bo przecież jest dużo innych dowódów na życie duchowe nie koniecznie związanych bezpośrednio z Bogiem. Np. jak dzieci bawią się w wywoływanie duchów, nigdy nic dobrego z tego nie wyniki, czyli jednak jakaś ingerancja świata duchowego istnieje.
>

Ciekaw jestem czy tak samo "wiedziałbys" o istnieniu boga, gdyby ominela cie cala ta indoktrynacja w dziecinstwie. Zadales sobie kiedykolwiek pytanie: "czy to jest prawda?" czy nie myslales na ten temat, wierzac slepo w to, co uslyszales za mlodu i w kosciele?

Pytanie ode mnie:
co z wszystkimi astrologicznymi teoriami nt Biblii, oraz powiazaniami chrzescijanstwa z religia starozytnego Egiptu?
05-10-2008 19:10 
 Ocena 1 na 1
Kelly (2051 punktów)
>Ciekawa jest dla mnie taka dyskusja. Na codzień nie mam okazji z nikim w ten sposób podyskutować.
Nie wiem jak resztę, NA PRZYKŁAD CI, KTÓRZY CIĄGLE DAJĄ CI MINUSY, co może szybko doprowadzić do bana; ja się bardzo cieszę, że osoba religijna cieszy się z takiej dyskusji. Z punktu widzenia racjonalistów, którzy w statucie swojego stowarzyszenie mają "propagowanie idei racjonalizmu", to bardzo optymistyczna sytuacja.

>Jednak myślę, że i tak nigdy się nie dogadamy.
Jeśli Twoja wiara jest mocna i ma porządne fundamenty - rzeczywiście, nie przekonamy Cię. Ale...

>Ja wierzę w Boga i żadne tłumaczenie, że coś się nie zgadza, że coś jest bezsensu i tak mnie nie przekonaja.
A no właśnie. Przyjąłeś katolicyzm bez żadnego zastanowienia, refleksji. My staramy się doprowadzić Cię do nich. Może brak mi właściwej ludziom religijnym pokory, ale tli się we mnie nadzieja, że zadasz sobie pytanie "Właściwie co mi szkodzi głębokie zastanowienie się nad tym, co pisali na tamtym forum?". Tli się we mnie nadzieja, że będzie to katalizator do działania. Że nie tylko poznasz stanowisko ateistów, ale zastanowisz się nad nim. Powtórzę, co pisałam wcześniej: nie wierz bezkrytycznie.

>Nie wierzycie w Boga czy ogólnie w życie po śmierci? Bo przecież jest dużo innych dowódów na życie duchowe nie koniecznie związanych bezpośrednio z Bogiem.
Tutaj się mylisz. Nie ma żadnych dowodów. Są tylko nadzieje ludzi, którzy boją się śmierci.
Swoją drogą, zastanów się, czy naprawdę chcesz żyć wiecznie. Po co? Po co egzystować w niebie? Co to za życie? Na ziemi pracujesz, tworzysz, dowiadujesz się czegoś nowego, uprawiasz seks, kłócisz i godzisz się z przyjaciółmi, otaczasz się pięknymi przedmiotami, poszukujesz prawdy o człowieku i świecie. W niebie wegetujesz bez sensu, bez zmian, za to świadomy, że na ziemi Twoi potomkowie cierpią, a Ty nie możesz im pomóc (ewentualnie bez jakiejkowiel świadomości). Czy nie lepiej byłoby po prostu umrzeć? Po raz ostatni uśmiechnąć się, zamknąć oczy i umrzeć, przestać istnieć? Czy taka wizja nie jest bardziej motywująca niż strach przed piekłem?

>Np. jak dzieci bawią się w wywoływanie duchów, nigdy nic dobrego z tego nie wyniki, czyli jednak jakaś ingerancja świata duchowego istnieje.
Jako mała dziewczynka kilka razy bawiłam się w wywoływanie duchów. Nie wyniknęło z tego absolutnie nic, ale może dlatego, że to była zabawa? Wiedziałam, że żadne duchy się nie pojawią. Bo wiedziałam, że duchy nie istnieją. Że są wymyślonymi postaciami, tak jak syrenki i Święty Mikołaj.
liquid
>Swoją drogą, zastanów się, czy naprawdę chcesz żyć wiecznie. Po co? Po co egzystować w niebie? Co to za życie? Na ziemi pracujesz, tworzysz, dowiadujesz się czegoś nowego, uprawiasz seks, kłócisz i godzisz się z przyjaciółmi, otaczasz się pięknymi przedmiotami, poszukujesz prawdy o człowieku i świecie. W niebie wegetujesz bez sensu, bez zmian, za to świadomy, że na ziemi Twoi potomkowie cierpią, a Ty nie możesz im pomóc (ewentualnie bez jakiejkowiel świadomości). Czy nie lepiej byłoby po prostu umrzeć? Po raz ostatni uśmiechnąć się, zamknąć oczy i umrzeć, przestać istnieć? Czy taka wizja nie jest bardziej motywująca niż strach przed piekłem?
>

Twoj argument jest chyba troszeczkę trefny, mam nadzieję ze nie o to Ci chodziło i ze powodem twojego odrzucenia wiary nie jest to, ze wolisz pozostac w niebycie po smierci : )
Kelly (2051 punktów)
>Twoj argument jest chyba troszeczkę trefny, mam nadzieję ze nie o to Ci chodziło i ze powodem twojego odrzucenia wiary nie jest to, ze wolisz pozostac w niebycie po smierci : )
To nie był argument tylko wyrażenie zdziwnienia tym, że tak wielu ludzi ma nadzieję na życie po śmierci.
liquid
>>Twoj argument jest chyba troszeczkę trefny, mam nadzieję ze nie o to Ci chodziło i ze powodem twojego odrzucenia wiary nie jest to, ze wolisz pozostac w niebycie po smierci : )
>To nie był argument tylko wyrażenie zdziwnienia tym, że tak wielu ludzi ma nadzieję na życie po śmierci.

Ta nadzieja wedlug mnie pochodzi od strachu. Malo jest ludzi niebojacych sie smierci i mysle ze wielu ludzi przedłużyłoby sobie zycie, majac takowa mozliwosc. Nawet niewierzących. Skoro od dziecka wmawia ci się, ze po smierci idziesz do nieba lub piekła na wiecznosc, a ty nie zadasz sobie trudu weryfikacji tego hmm, pogladu(?) to nie masz nadziei na to, ze istnieja takie miejsca, ty po prostu w to wierzysz.
Wiara =/= nadzieja. Nadzieja pojawia sie wraz z watpliwosciami, masz nadzieje, ze jednak, pomimo wszystkich watpliwosci, po smierci dostapisz sadu ostatecznego.

"dlaczego?" pisal wyzej, ze pomaga Bogu w czymś tam, oraz że i tak WIE, bez wzgledu na wszystkie niedopowiedzenia i argumenty przeciwko jego wierze, tym samym chyba nie jest w stanie powiedziec nic na temat nadzei w zycie pozagrobowe.

Pozostaje miec nadzieję, ze mamy racje, co nie?
06-10-2008 21:12 
 Ocena 1 na 1
Kelly (2051 punktów)
>Malo jest ludzi niebojacych sie smierci i mysle ze wielu ludzi przedłużyłoby sobie zycie, majac takowa mozliwosc. Nawet niewierzących.
Ja na pewno bym nie protestowała przeciwko przedłużeniu swojego życia. Ale to coś w niebie co obiecują religie - co to za życie. Wegetowanie, nie życie.
>Pozostaje miec nadzieję, ze mamy racje, co nie?
"Bez kitu". W przeciwnym razie będzie nam gorąco...
06-10-2008 22:02 
 Ocena 1 na 1
Urszula Piskor (140 punktów)

>>Pozostaje miec nadzieję, ze mamy racje, co nie?
>"Bez kitu". W przeciwnym razie będzie nam gorąco...
>

A czy to ważne, że będzie gorąco ?? Ważne, że będzie z nami dużo znajomych
Czarnowski (26 punktów)
>>>Pozostaje miec nadzieję, ze mamy racje, co nie?
>>"Bez kitu". W przeciwnym razie będzie nam gorąco...
>>
>A czy to ważne, że będzie gorąco ?? Ważne, że będzie z nami dużo znajomych
>

"Piekło tez jest dla człowieka"

Lepiej wróćmy do tematu : )
MociumPan (744 punktów)

>Lepiej wróćmy do tematu : )

z tematu zboczyliśmy już po jakiejś 10 odpowiedzi... temat dotyczył konstruowania pytań a nie odpowiadania na nie

Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

- szkoda że dopiero tak późno spostrzegłem tę możliwość, bym zrobił w tym temacie porządek - a może.... - to jak usuwamy te 250 postów ??
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>temat dotyczył konstruowania pytań a nie odpowiadania na nie
Przecież dzięki próbom odpowiedzi ładnie się zweryfikowały.

>bym zrobił w tym temacie porządek - a może.... - to jak usuwamy te 250 postów ??
A można też zaproponowanymi tutaj pytaniami (zaledwie dziesięcioma jak rozumiem) zainicjować wątek będący tego kontynuacją.
.
Danka
>Po prostu Bóg chce, żeby ludzie się nawracali i uwierzyli w to co jest napisane w ewangeli i ja mu w tym pomagam

Uwierz mi na słowo, siostrze w wierze, uwierz proszę w to, że jest dokładnie na odwrót, szkodzisz strasznie. Dlaczego sądzisz, że jesteś osobą kompetentną do udzielania odpowiedzi na pytania dotyczące religii ?
Czy twoim zadaniem nie jest modlić się w obrazek i siedzieć cicho ?
Rutkiewicz (1290 punktów)
>W Biblii są cytowane słowa Boga: skąd ograniczona istota jaką jest człowiek może wiedzieć co "Bóg rzekł" skoro Bóg człowieka stworzył dopiero 6-ego dnia... ? a to co Bóstwo mówiło mamy w Biblii zanotowane już od 1-szego dnia...

Błędnie zakłada Pan, że katoliccy racjonaliści (a chyba z nimi warto dyskutować) zakładają, że można interpretować Pismo iota w iotę (tak jak naiwni kreacjoniści, po polsku Stowarzyszenie Zaangażowanych Dendrologów pw. Macieja Giertycha). Przez większość intelektualistów katolickich Pismo jest traktowane jak przez świeckich badaczy - jako dobry przewodnik przetrwania na pustyni, względnie kodeks prawa zwyczajowego - tyle, że dokładają do tego boży palec, jako nie tyle prawodawcę, co idąc dalej - osobę, która dyktowała. Pytanie jest więc, moim zdaniem, bezzasadne i trochę krzywdzące, zaś z naiwnymi kreacjonistami nie ma co dyskutować, bo to kopanie leżącego. To jak tłumaczenie członkom Brytyjskiego Towarzystwa na rzecz Udowodnienia Płaskości Ziemi, że twierdzenie "zdjęcia z kosmosu dowodzą niezbicie płaskości Ziemi" napotyka na problem, że wystarczy przejść się nadmorską plażą, by kulistości Ziemi doświadczyć.

Pozdrawiam
05-10-2008 14:23 
 Ocena 1 na 1
MociumPan (744 punktów)
Cytat:
>>W Biblii są cytowane słowa Boga: skąd ograniczona istota jaką jest człowiek może wiedzieć co "Bóg rzekł" skoro Bóg człowieka stworzył dopiero 6-ego dnia... ? a to co Bóstwo mówiło mamy w Biblii zanotowane już od 1-szego dnia...
>Błędnie zakłada Pan, że katoliccy racjonaliści (a chyba z nimi warto dyskutować) zakładają, że można interpretować Pismo iota w iotę.


Ja chciałem się bardziej skupić na ludziach głęboko wierzących w religię kościoła katolickiego...
Dla mnie to jest bezsensowne, ponieważ albo się wierzy i przyjmuje wszystkie przesłanki biblijne za prawdziwe, albo się nie wierzy tym samym odrzuca się wiarę w Boga...
Dla mnie jest niezrozumiałe jak katolicy mogą sobie wybierać dane fragmenty Biblii i interpretować po swojemu...
Czyli np: opowieść o "Arce Noego" traktują jako mit, ładną historyjkę lecz nieprawdziwą...
a Zmartwychwstanie Jezusa już interpretują dosłownie...
dla mnie takie wybiórcze traktowanie Biblii mija się z celem... albo wierzysz, albo nie

Cytat:

Zawsze intrygowało mnie to, jak w zależności od sytuacji katolicy raz interpretują Biblię dosłownie, a innym razem traktują ją symbolicznie. Kryterium jakie stosujecie to chyba : nagięcie do aktualnie wyznawanych dogmatów, żeby się wszystko zgadzało. Wiem, że tylko krowa nie zmienia poglądów, ale takie podejście czyni Twoją religię mało wiarygodną. Pozdrawiam


Brawo dla tej Pani !!
05-10-2008 16:35 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Ja chciałem się bardziej skupić na ludziach głęboko wierzących w religię kościoła katolickiego... Dla mnie to jest bezsensowne, ponieważ albo się wierzy i przyjmuje wszystkie przesłanki biblijne za prawdziwe, albo się nie wierzy tym samym odrzuca się wiarę w Boga... Dla mnie jest niezrozumiałe jak katolicy mogą sobie wybierać dane fragmenty bibli i interpretować po swojemu... Czyli np: opowieść o "Arce Noego" traktują jako mit, ładną historyjkę lecz nie prawdziwą... a Zmartwychwstanie Jezusa już interpretują dosłownie... dla mnie takie wybiórcze traktowanie biblii mija się z celem... albo wierzysz, albo nie

Nie będę dyskutować z dlaczego, i jak bardzo jest to wiary niegodne. Niemniej jednak, zdając sprawę ze stanu faktycznego, należy stwierdzić, że Biblia nie jest dosłowną wykładnią wiary dla katolików, lecz podlega ciągłej interpretacji. W katolicyzmie interpretują uczeni, w protestantyzmie każdy na własną rękę. Ci, którzy traktują Biblię dosłownie są wyśmiewani również przez katolików, a argument "bo w Biblii napisano" nie jest argumentem stosowanym, jeśli fragmentu nie pogłębi się refleksją.
05-10-2008 16:47 
 Ocena 3 na 3
MociumPan (744 punktów)
Cytat:
Biblia nie jest dosłowną wykładnią wiary dla katolików, lecz podlega ciągłej interpretacji. W katolicyzmie interpretują uczeni, w protestantyzmie każdy na własną rękę. Ci, którzy traktują Biblię dosłownie są wyśmiewani również przez katolików, a argument "bo w Biblii napisano" nie jest argumentem stosowanym, jeśli fragmentu nie pogłębi się refleksją.


Ja mam trochę inne zdanie na ten temat, interpretacja Biblii zmienia się wraz z nowymi odkryciami przez naukowców i kościół chcąc czy nie chcąc musi się dopasowywać do aktualnego stanu wiedzy posiadanej przez ludzi...
Te historie biblijne które aktualnie nie są interpretowane dosłownie kiedyś były uznawane za najprawdziwszą prawdę - a ci którzy dawniej twierdzili inaczej niejednokrotnie przypłacili swoim życiem...
Prawda jest taka że gdy nauka idzie o krok do przodu i są kolejne odkrycia to po prostu część z opowieści biblijnych staje się mitami i niczym więcej...
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Ja mam trochę inne zdanie na ten temat, interpretacja biblii zmienia się wraz z nowymi odkryciami przez naukowców i kościół chcąc czy nie chcąc musi się dopasowywać do aktualnego stanu wiedzy posiadanej przez ludzi... Te historie biblijne które aktualnie nie są interpretowane dosłownie kiedyś były uznawane za najprawdziwszą prawdę - a ci którzy dawniej twierdzili inaczej niejednokrotnie przypłacili swoim życiem... Prawda jest taka że gdy nauka idzie o krok do przodu i są kolejne odkrycia to po prostu część z opowieści biblijnych staje się mitami i niczym więcej...

Oczywiście, że tak. Ale co w tym dziwnego? Ma Pan pretensję do kościoła o to, że nie jest bandą lunatyków biegających na oślep i krzyczących, że Ziemia jest płaska?
anerov
Zaciekawił mnie temat, więc nawiąże do pytań:
Czy Bóg stworzył Ziemię, człowieka itp. dlatego iż był samotny ?
Jeśli pytanie powtórzyłem to przepraszam, ale z góry trudno ogarnąć okiem taką ilość tekstu
15-10-2008 16:04 
 Ocena 1 na 1
jkl; (5859 punktów)
>Zaciekawił mnie temat, więc nawiąże do pytań:
>Czy Bóg stworzył Ziemię, człowieka itp. dlatego iż był samotny ?

Jaki samotny? Przecież Bóg jest w trzech osobach.
No chyba, że potrzebował czwartego do brydża.
06-10-2008 11:00 
 Ocena 2 na 2
Duda (25557 punktów)
>Prawda jest taka że gdy nauka idzie o krok do przodu i są kolejne odkrycia to po prostu część z opowieści biblijnych staje się mitami i niczym więcej...
Bardzo mądre zdanie.
Czy ktoś może mi wskazać, które teorie biblijne jeszcze się ostały?
Czy jest w Biblii jeszcze jakieś twierdzenie, którego nauka jeszcze nie obaliła?
Jakoś nic nie mogę sobie przypomnieć!
awitu (7627 punktów)
skoro było już o płodzeniu i pępkach... mnie zainteresowała pewna kwestia, ale nigdy nikomu nie chciało mi się wyjaśniać, a mi samej też się nie chciało szukać informacji bo zrzucam to do worka "cudów biblijnych". Adama i Ewę wygnano z raju, mieli dzieci... ok jak doszło dalej do rozwoju liczebności ludności? Kazirodztwo?

"Colorless green ideas sleep furiously"
MociumPan (744 punktów)
>skoro było już o płodzeniu i pępkach... mnie zainteresowała pewna kwestia, ale nigdy nikomu nie chciało mi się wyjaśniać, a mi samej też się nie chciało szukać informacji bo zrzucam to do worka "cudów biblijnych". Adama i Ewę wygnano z raju, mieli dzieci... ok jak doszło dalej do rozwoju liczebności ludności? Kazirodztwo?

Pan Rutkiewicz napisał:
Cytat:
komunikuję Panu jedynie, że Pańskie wyobrażenie interpretowania Biblii przez doktrynę i większość wyznawców odbiega od rzeczywistości, i w ten sposób staram się ustawić dyskusję na jej właściwych torach, bo jak na razie jest bezużyteczna. Nic do rzeczy nie ma, czy Biblia głosi prawdę, czy fałsz. Kwestią jest to, czy katolicy biorą ją dosłownie, czy nie. I mówię Panu: nie biorą.


Ja już z tego nic nie rozumiem
05-10-2008 19:52 
 Ocena 5 na 5
awitu (7627 punktów)
>Ja już z tego nic nie rozumiem

ja rozumiem zdanie o niedosłownym a symbolicznym rozumieniu Biblii. Dlatego zadaję pytanie czy Adam i Ewa to tylko symbol i bóg stworzył ludzkość a nie 2 ludzi, a to od razu nasuwa kolejne pytania. Skoro Adam i Ewa to symbole to skąd bierze się przekonanie o grzechu pierworodnym i przypisywanie jego inicjacji kobiecie? Skoro to tylko przenośnia? Co zrobiły kobiety ? Zaczęły zadawać pytania, szukać wiedzy? Skoro jabłko to symbol to czego czy tylko sprzeciwienia się woli boga czy symbol poszukiwania wiedzy i umiejętności rozróżniania dobra i zła. Jeśli dalej w to wejdziemy i zanurzymy to natkniemy się na inną postać przed Ewą to już ta symbolika staje się iście schizofreniczna.

Księga Rodzaju 1,27 - "I stworzył Bóg człowieka na wyobrażenie swoje: na wyobrażenie Boże stworzył go: mężczyznę i białogłowę stworzył je" a potem mamy informację, że Ewa została dopiero stworzona z żebra Adama... ale to już jest zabawa i papranie się w rożnych tekstach trzech religii.

Dalej są kolejne pytania, skoro Kain zabił Abla przed ogłoszeniem praw, przed śmiercią jakiegokolwiek człowieka, skąd miał wiedzieć że czyni źle, że uderzenie brata spowoduje jego śmierć? Rozumiem pochodną zjedzenia jabłka, ale ktoś kto nie wie o istnieniu ludzkiej śmierci nie może wiedzieć że ją spowoduje, nie może wiedzieć że robi coś źle. Potem skarży się bogu, że będzie mógł go zabić każdy człowiek, którego napotka. Skąd wiedza o śmierci? Jaki człowiek skąd nagle ludzie? Dostaje znamię które ma go chronić, ale to staje się symbolem naznaczenia zabójcy. Z jednej strony Biblia mówi nam, że bóg rozumie nieświadomość konsekwencji czynu Kaina, daje mu ochronę, z drugiej mamy symbolikę która została z tego wywiedziona i która przeczy temu. Nawet symbolika musi mieć logikę, a tej symbolice jej brakuje.

"Colorless green ideas sleep furiously"
06-10-2008 22:16 
 Ocena 4 na 4
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Co zrobiły kobiety ?
>Księga Rodzaju 1,27 - "I stworzył Bóg człowieka na wyobrażenie swoje: na wyobrażenie Boże stworzył go: mężczyznę i białogłowę stworzył je" a potem mamy informację, że Ewa została dopiero stworzona z żebra Adama... ale to już jest zabawa i papranie się w rożnych tekstach trzech religii.

No właśnie, co one takiego zrobiły?
Mamy dwie różne wersje tego samego zdarzenia. Zacytowany przez Ciebie wers 27 z rozdz. 1. oraz w rozdz. 2. wersy: 18. "Potem Pan Bóg rzekł: «Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc»." i 21-23. - "Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał wyjął jedno z jego żeber*, a miejsce to zapełnił ciałem. 22 Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. A gdy ją przyprowadził do mężczyzny, 23 mężczyzna powiedział:
«Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!
Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta»".

Nie wdając się w subtelności argumentacji można stwierdzić, że wersja pierwsza zakłada równość płci; wersja druga stanowi ideologiczną nadbudowę patriarchatu.

To nie jest przypadek. To celowe działanie.

Z pozdrowieniami.

fides ex necessitate esse non debet
10-10-2008 22:50 
 Ocena 6 na 6
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Mamy dwie różne wersje tego samego zdarzenia. Zacytowany przez Ciebie wers 27 z rozdz. 1. oraz w rozdz. 2. wersy: 18. "Potem Pan Bóg rzekł: «Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc»." i 21-23. - "Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał wyjął jedno z jego żeber*, a miejsce to zapełnił ciałem. 22 Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. A gdy ją przyprowadził do mężczyzny, 23 mężczyzna powiedział:
> «Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!
> Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta»".
>Nie wdając się w subtelności argumentacji można stwierdzić, że wersja pierwsza zakłada równość płci; wersja druga stanowi ideologiczną nadbudowę patriarchatu.
>To nie jest przypadek. To celowe działanie.

Mamy bowiem w Biblii dwa początki świata (czyli dwa akty tworzenia przez Boga tego samego świata). Jak na złość obie wersje stworzenia świata diametralnie się od siebie różnią.

1). Pierwszy początek świata opisany jest w pierwszym rozdziale Genesis i na początku drugiego (Rdz: 1, 1-31 i 2, 1-4). Bóg najpierw stworzył światłość (dzień) i ciemność (noc), potem stworzył niebo, a potem lądy i morza, później stworzył słońce, księżyc i gwiazdy, potem trawy, drzewka i inne rośliny, potem zwierzątka, rybki i ptaszki, aż w końcu szóstego dnia stworzył mężczyznę i kobietę na swoje podobieństwo. I wszystko to, co sobie stworzył bardzo mu się spodobało, więc siódmego dnia sobie odpoczął.

2). Drugi początek świata opisany jest w drugim rozdziale Genesis (Rdz 2, 7-25). Tym razem Bóg najpierw stworzył mężczyznę, którego przecież już wcześniej stworzył, ale tym razem stworzył go bez kobiety. Potem Bóg zasadził ogród w Edenie, potem drzewka (a wśród tych drzewek na nasze szczęście stworzył również drzewo poznania dobra i zła). Potem stworzył cztery rzeki, potem zaś stworzył różne dzikie zwierzęta, a dopiero na końcu Bóg uśpił mężczyznę i z jego żebra stworzył kobietę.

Na szczęście zarówno i mężczyzna, jak i kobieta byli nadzy. I znalazł sie jeszcze wąż, który nie dość, że miał kształt falliczny, to jeszcze skusił mężczyznę i kobietę jabłkiem, czyli owocem z drzewa wiadomości dobrego i złego. I znowu na szczęście nagi mężczyzna i naga kobieta dali się skusić i zjedli to jabłko. A po zjedzeniu tego jabłka zorientowali się, że są nadzy, zawstydzili się tej nagości i zakryli ze wstydu swe nagie ciała. Całe szczęście dla nas, że dopiero po zjedzeniu tego jabłka się zawstydzili, a nie przed zjedzeniem, bo umarliby bezpotomnie.
Wypada nam zatem chwalić tego węża, który podobno był szatanem, ale to nie powinno nam przeszkadzać, bo dzięki niemu możemy teraz w zaciszu domowym siedzieć przed komputerami i dyskutować.
Niech żyją węże!

Oczywiście jak najbardziej prawdziwe jest Twoje stwierdzenie, że w pierwszym tworzeniu świata Bóg założył równość płci, zaś Tworząc świat po raz drugi wyraźnie uzmysłowił kobiecie, kto tu rządzi.
To zapewne nie był przypadek. To było celowe działanie.

Pozdrawiam serdecznie.
15-10-2008 16:20 
 Ocena 1 na 1
jkl; (5859 punktów)

W pierwszym odruchu Bóg stworzył Adama, po czym wziął jego żebro... i zgodnie z genetyką wyszedł mu klon Adama. Popatrzył Bóg na swoje stworzenia, popatrzył i uznał za mało rozwojowe.
I zaczął od początku...
16-10-2008 14:49 
 Ocena 2 na 2
Andrzej.51 (15814 punktów)
>W pierwszym odruchu Bóg stworzył Adama, po czym wziął jego żebro... i zgodnie z genetyką wyszedł mu klon Adama.

Jeśli Bóg z żebra mężczyzny Adama wykonał drugiego człowieka, to ten - jako klon - winien być również mężczyzną. To, że zamiast mężczyzny Bóg z żebra ukształtował kobietę imieniem Ewa należy zawdzięczać boskiemu geniuszowi i nieograniczonej jego wszechmocy.

>Popatrzył Bóg na swoje stworzenia, popatrzył i uznał za mało rozwojowe.

Wolałbym nie oceniać, czy boskie stworzenia, czyli mężczyzna i kobieta są mało rozwojowe, czy też tylko Bóg za takie je uznał. Moim zdaniem nie jest z ludźmi tak źle. Rozwijają się.

>I zaczął od początku...

Nic nie zaczął od początku. Raczej zakończył. Opowiastka o stworzeniu przez Boga najpierw mężczyzny, a następnie ukształtowaniu z jego żebra kobiety, jest częścią drugiego z kolei aktu stwarzania prze niego świata. Podczas pierwszego aktu tworzenia świata Bóg nieustanie wyrażał swoje zadowolenie ze swojego dzieła. Mimo to ponownie przystąpił do stwarzania świata. Teraz jednak swego zadowolenia już nie wyraził (ani tez niezadowolenia). Nie wiemy zatem, czy był bardziej, czy też mniej zadowolony z tego, co zrobił. Trzeciego aktu tworzenia już nie było. Może to i dobrze.

Pozdrawiam Cię.
16-10-2008 16:52 
 Ocena 3 na 3
jkl; (5859 punktów)
>>W pierwszym odruchu Bóg stworzył Adama, po czym wziął jego żebro... i zgodnie z genetyką wyszedł mu klon Adama.
>Jeśli Bóg z żebra mężczyzny Adama wykonał drugiego człowieka, to ten - jako klon - winien być również mężczyzną. To, że zamiast mężczyzny Bóg z żebra ukształtował kobietę imieniem Ewa należy zawdzięczać boskiemu geniuszowi i nieograniczonej jego wszechmocy.
>>Popatrzył Bóg na swoje stworzenia, popatrzył i uznał za mało rozwojowe.
>Wolałbym nie oceniać, czy boskie stworzenia, czyli mężczyzna i kobieta są mało rozwojowe, czy też tylko Bóg za takie je uznał. Moim zdaniem nie jest z ludźmi tak źle. Rozwijają się.

No przecież mówię- dwóch Adamów to mało rozwojowe...

>>I zaczął od początku...
>Nic nie zaczął od początku. Raczej zakończył. Opowiastka o stworzeniu przez Boga najpierw mężczyzny, a następnie ukształtowaniu z jego żebra kobiety, jest częścią drugiego z kolei aktu stwarzania prze niego świata. Podczas pierwszego aktu tworzenia świata Bóg nieustanie wyrażał swoje zadowolenie ze swojego dzieła. Mimo to ponownie przystąpił do stwarzania świata. Teraz jednak swego zadowolenia już nie wyraził (ani tez niezadowolenia). Nie wiemy zatem, czy był bardziej, czy też mniej zadowolony z tego, co zrobił. Trzeciego aktu tworzenia już nie było. Może to i dobrze.

A kto go tam wie, czy nie było trzeciego aktu tworzenia. Może tylko nie zanotował.
Trudno, żeby wszechmocny chwalił się porażkami...
06-10-2008 21:55 
 Ocena 3 na 3
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Ja już z tego nic nie rozumiem

A to bardzo proste. Poczytaj starsze wątki z udziałem Teresy, a wszystko zrozumiesz. Te same fragmenty interpretuje ona raz literalnie, a innym razem symbolicznie - jak w danym momencie pasuje jej do argumentacji.
A nie jest ona jedyną stosującą tę metotodę.

fides ex necessitate esse non debet
Moon
Jeśli to bóg stworzył świat, to gdzie on sam istniał, zanim istniała przestrzeń i czas?

Po co bóg stworzył ludzi? Do czego ich potrzebował? Aby patrzyć, jak żyją, karać ich i nagradzać, a w końcu umieścić w stworzonym specjalnie po to piekle lub niebie? Tylko po to? Czy ludzie są jedynym celem istnienia boga, czy tylko jego rozrywką?

Czy, skoro doktryna religijna jest skonstruowana w taki sposób, aby blokować wszelkie próby udowodnienia jej fałszywości (bóg jest niewidzialny, nieukazuje się celowo, celowo nie pozwala aby wszystkie eksperymenty mające na celu dowiedzenia prawdziwości religii poskutkowały etc), jesteśmy w stanie ją obalić?

Jeśli Biblia jest sprzeczna z heliocentryczną wizją układu słonecznego, nie mówiąc o dzisiejszym modelu wszechświata, jak wyjaśnić istnienie pór roku i innych zjawisk przyrody związanych z obiegiem Ziemi wokół Słońca?

Jeśli to "bóg jest miłością", dlaczego ateiści także kochają?

Dlaczego nieistnienie (po śmierci) jest gorsze od istnienia (w niebie, raju, etc)? Brak istnienia oznacza, że nie będziemy się już niczym martwić.

Dlaczego powstajemy w pewnym momencie, w pewnym miejscu przestrzeni, i od tej chwili jesteśmy już na zawsze? Skoro śmierć nie oznacza końca istnienia, jak radzimy sobie z wiecznością? Gdzie zmieszczą się wszystkie informacje jakie można zgromadzić przez wieczność, skoro mózg ma ograniczoną pojemność danych? Dlaczego nie istniejemy też przed urodzeniem, niematerialnie?

Gdy umieramy cieleśnie, wraz z naszym ciałem umiera mózg, od którego zależy nasz charakter, wiedza, osobowość, wspomnienia. Nie można temu zaprzeczyć - przyjrzyjmy się osobom u których brak części mózgu w wyniku wypadku etc. Tracą pamięć, czasem zmieniają osobowość, stają się innymi ludźmi. Kim (czym?) będzie człowiek po stracie nie tylko całego mózgu ale i całego ciała? Ile tak naprawdę z tego, czym jesteśmy, zawiera "dusza"?
Noone (13 punktów)
ODPOWIEDZI Z PKT WIDZENIA WIERZĄCEGO.

>Jeśli to bóg stworzył świat, to gdzie on sam istniał, zanim istniała przestrzeń i czas?

Jest był i będzie istnieniem

>Po co bóg stworzył ludzi? Do czego ich potrzebował? Aby patrzyć, jak żyją, karać ich i nagradzać, a w końcu umieścić w stworzonym specjalnie po to piekle lub niebie? Tylko po to? Czy ludzie są jedynym celem istnienia boga, czy tylko jego rozrywką?

Stworzył ich z miłości. Dar życia jest darem miłości. Gdybyś Ty miał dar rozdawania życia nie skorzystałbyś z Niego. To najpiękniejszy dar jaki można komuś dać.... czysta miłość.

>Czy, skoro doktryna religijna jest skonstruowana w taki sposób, aby blokować wszelkie próby udowodnienia jej fałszywości (bóg jest niewidzialny, nieukazuje się celowo, celowo nie pozwala aby wszystkie eksperymenty mające na celu dowiedzenia prawdziwości religii poskutkowały etc), jesteśmy w stanie ją obalić?

Nie jesteśmy.

>Jeśli Biblia jest sprzeczna z heliocentryczną wizją układu słonecznego, nie mówiąc o dzisiejszym modelu wszechświata, jak wyjaśnić istnienie pór roku i innych zjawisk przyrody związanych z obiegiem Ziemi wokół Słońca?

Wyjaśnić je naukami do tego celu służącymi. Religi w to nie mieszać i Biblii też, ponieważ oprócz słów bożych zawiera również wiedzę autorów, która na owe czasy była skąpa.

>Jeśli to "bóg jest miłością", dlaczego ateiści także kochają?

Bo ateistów także stworzył Bóg Dał im wolną wolę, poznanie i oni poznali i wybrali nie wierzyć.

>Dlaczego nieistnienie (po śmierci) jest gorsze od istnienia (w niebie, raju, etc)? Brak istnienia oznacza, że nie będziemy się już niczym martwić.

Brak istnienia ciała nie oznacza brak istnienia w ogóle. Śmierć jest była i będzie zagadką i każdy z nas otrzyma indywidualną odpowiedź. Jak nieistnienie może być w ogóle dobre czy złe gorsze czy nie. Nie jest ani gorsze ani lepsze jest nieobecnością. Pustką. Istnienie nie oznacza, że trzeba się czymś martwić.

>Dlaczego powstajemy w pewnym momencie, w pewnym miejscu przestrzeni, i od tej chwili jesteśmy już na zawsze? Skoro śmierć nie oznacza końca istnienia, jak radzimy sobie z wiecznością? Gdzie zmieszczą się wszystkie informacje jakie można zgromadzić przez wieczność, skoro mózg ma ograniczoną pojemność danych? Dlaczego nie istniejemy też przed urodzeniem, niematerialnie?

Może istniejemy przed urodzeniem niematerialnie. Być może tylko nie pamiętamy że istnieliśmy niematerialnie. A nie pamiętamy ponieważ zakłóciłoby to życie cielesne. Dwa przeciwstawne stany nie mogą się ze sobą łączyć w tym samym czasie. Jeden występuje po drugim albo występują jednocześnie ale na różnych płaszczyznach gdzie rządzą odmienne prawa. W gruncie rzeczy pytania bez odpowiedzi można tylko przypuszczać, filozofować.

>Gdy umieramy cieleśnie, wraz z naszym ciałem umiera mózg, od którego zależy nasz charakter, wiedza, osobowość, wspomnienia. Nie można temu zaprzeczyć - przyjrzyjmy się osobom u których brak części mózgu w wyniku wypadku etc. Tracą pamięć, czasem zmieniają osobowość, stają się innymi ludźmi. Kim (czym?) będzie człowiek po stracie nie tylko całego mózgu ale i całego ciała? Ile tak naprawdę z tego, czym jesteśmy, zawiera "dusza"?
>

Śmierć będzie autorem tych odpowiedzi. Niech zbytnia ciekawość nie popycha nas w jej ramiona. Gdyby jednoznacznie odpowiedzieć na te pytania (znać odpowiedzi) istnienie ludzkie nie miałoby żadnego sensu i szybszy byłby upadek moralności.

Takie są moje przypuszczenia, domysły.
Moon
Jako osoba wierząca odpowiedziałabym podobnie. Jestem ateistką, ale byłam osobą wierzącą, co prawda jedynie do 12 roku życia, jednak wiem jak funkcjonuje taka logika.
Spróbuję teraz odpowiedzieć na Twoje odpowiedzi z punktu widzenia ateisty, a może i zadać kolejne pytania...

>ODPOWIEDZI Z PKT WIDZENIA WIERZĄCEGO.
>>Jeśli to bóg stworzył świat, to gdzie on sam istniał, zanim istniała przestrzeń i czas?
>Jest był i będzie istnieniem

Dla mnie "jest był i będzie zawsze" lub "jest był i będzie istnieniem" to sformułowanie które przypomina nieco tak zwany symbol nieoznaczony w matematyce. To obejście faktycznej odpowiedzi, które jednocześnie stwarza kolejne pytania. Jak długo to "zawsze"? Czy wieczność (przeszłość będąca nieskończenie długim okresem czasu) jest praktycznie możliwa? Czy nieskończoność czasu nie jest jedynie potencjalna? Czy umysł (bóg) może trwać wiecznie? Nieskończoność, wieczność to słowa które bardzo łatwo się wypowiada, i bardzo łatwo ucina się nimi niewygodne pytanie dotyczące boga. Jakie jednak jest ich prawdziwe, istniejące realne znaczenie? Według mnie nie można zakładać że coś może istnieć wiecznie, czy też że przeszłość jest nieskończenie długim okresem czasu bez udowodnienia tego.

>>Po co bóg stworzył ludzi? Do czego ich potrzebował? Aby patrzyć, jak żyją, karać ich i nagradzać, a w końcu umieścić w stworzonym specjalnie po to piekle lub niebie? Tylko po to? Czy ludzie są jedynym celem istnienia boga, czy tylko jego rozrywką?
>Stworzył ich z miłości. Dar życia jest darem miłości. Gdybyś Ty miał dar rozdawania życia nie skorzystałbyś z Niego. To najpiękniejszy dar jaki można komuś dać.... czysta miłość.

Czyli chodzi o to że boga rozpierała miłość i stworzył ludzi aby ją na nich zesłać? W mojej opinii brzmi to raczej niedorzecznie. Wszechmogący bóg nie potrafił w inny sposób poradzić sobie z nadmiarem miłości? Po za tym jeśli to miłość, to dlaczego nas sprawdza przed umieszczeniem w niebie? Dlaczego nie stworzył farmy myślących roślin do których ciągle przez nieskończenie długi okres czasu dostarczanoby narkotyk szczęścia?

>>Czy, skoro doktryna religijna jest skonstruowana w taki sposób, aby blokować wszelkie próby udowodnienia jej fałszywości (bóg jest niewidzialny, nieukazuje się celowo, celowo nie pozwala aby wszystkie eksperymenty mające na celu dowiedzenia prawdziwości religii poskutkowały etc), jesteśmy w stanie ją obalić?
>Nie jesteśmy.

Zgadzam się, ale myślę że kiedyś będziemy w stanie to zrobić.

>>Jeśli Biblia jest sprzeczna z heliocentryczną wizją układu słonecznego, nie mówiąc o dzisiejszym modelu wszechświata, jak wyjaśnić istnienie pór roku i innych zjawisk przyrody związanych z obiegiem Ziemi wokół Słońca?
>Wyjaśnić je naukami do tego celu służącymi. Religi w to nie mieszać i Biblii też, ponieważ oprócz słów bożych zawiera również wiedzę autorów, która na owe czasy była skąpa.

W takim razie Biblia nie jest nieomylną księgą, lecz zawiera błędy. Podczas formułowania tego pytania uznałam, że Biblia jest uważana przez wierzących za nieomylną.

>>Jeśli to "bóg jest miłością", dlaczego ateiści także kochają?
>Bo ateistów także stworzył Bóg Dał im wolną wolę, poznanie i oni poznali i wybrali nie wierzyć.

Czy ja wiem, dla mnie to nie wygląda jak wolna wola. "Oddawaj pieniądze, albo cię zwiążę i podpalę!" - i wybrał oddać pieniądze. Czy to wolna wola? Bóg też nam grozi, piekłem.
Noone (13 punktów)
>Jako osoba wierząca odpowiedziałabym podobnie. Jestem ateistką, ale byłam osobą wierzącą, co prawda jedynie do 12 roku życia, jednak wiem jak funkcjonuje taka logika.
>Spróbuję teraz odpowiedzieć na Twoje odpowiedzi z punktu widzenia ateisty, a może i zadać kolejne pytania...
>>ODPOWIEDZI Z PKT WIDZENIA WIERZĄCEGO.
>>>Jeśli to bóg stworzył świat, to gdzie on sam istniał, zanim istniała przestrzeń i czas?
>>Jest był i będzie istnieniem
>Dla mnie "jest był i będzie zawsze" lub "jest był i będzie istnieniem" to sformułowanie które przypomina nieco tak zwany symbol nieoznaczony w matematyce. To obejście faktycznej odpowiedzi, które jednocześnie stwarza kolejne pytania. Jak długo to "zawsze"? Czy wieczność (przeszłość będąca nieskończenie długim okresem czasu) jest praktycznie możliwa? Czy nieskończoność czasu nie jest jedynie potencjalna? Czy umysł (bóg) może trwać wiecznie? Nieskończoność, wieczność to słowa które bardzo łatwo się wypowiada, i bardzo łatwo ucina się nimi niewygodne pytanie dotyczące boga. Jakie jednak jest ich prawdziwe, istniejące realne znaczenie? Według mnie nie można zakładać że coś może istnieć wiecznie, czy też że przeszłość jest nieskończenie długim okresem czasu bez udowodnienia tego.

Zrozum, na takie pytanie nie ma jednoznacznych odpowiedzi. Sama też nie udowodnisz nic. Skoro ateiści nie znają odpowiedzi na te pytania dlaczego wierzący ma znać te tajemnice skoro wierzy w Boga bez dowodów. Bierze jego istnienie za dogmat i godzi się ze słabością własnego umysłu, który nie jest w stanie pojąć wszystkiego bo jest ograniczony. Ateista nie wierząc w Boga nie zrozumie i nie pojmie nic z tajemnic wierzących bo chce je rozumem wyjaśnić. Wierzący bardzo wiele przyjmuje za dogmat i nie potrzebuje dowodów. Jeżeli w matematyce nawet tak logicznej nauce pojawia się symbol nieoznaczony jak również symbol nieskończoności to znaczy, że także w innych naukach może owy symbol istnieć (też w postaci bytu). Choćby czas istnieje wiecznie. Przemijanie. Jeżeli nie możesz udowodnić czegoś to logicznie myśląc powinno się przynajmniej nie zaprzeczać temu. Dopuszczać możliwość.

>>Stworzył ich z miłości. Dar życia jest darem miłości. Gdybyś Ty miał dar rozdawania życia nie skorzystałbyś z Niego. To najpiękniejszy dar jaki można komuś dać.... czysta miłość.
>Czyli chodzi o to że boga rozpierała miłość i stworzył ludzi aby ją na nich zesłać? W mojej opinii brzmi to raczej niedorzecznie. Wszechmogący bóg nie potrafił w inny sposób poradzić sobie z nadmiarem miłości? Po za tym jeśli to miłość, to dlaczego nas sprawdza przed umieszczeniem w niebie? Dlaczego nie stworzył farmy myślących roślin do których ciągle przez nieskończenie długi okres czasu dostarczanoby narkotyk szczęścia?

Czemu miałaby służyć taka farma ?? Życia ma mieć sens. Pozbawione sensu życie jest marnotrawstwem.
Skoro Ma możliwość tworzenia dlaczego nie skorzystać z niej. Ludzie zachowują się identycznie. Mają talent to tworzą. Czerpią z tego satysfakcję a czasem uwielbienie fanów. Może Bóg czuł się samotnie, może chciał uwielbienia okazując uwielbienie człowiekowi. Ten jednak szybko się odwrócił od Stwórcy uznając siebie za Boga. I bezmyślnie wierząc w potęgę ograniczonego umysłu.

>>>Czy, skoro doktryna religijna jest skonstruowana w taki sposób, aby blokować wszelkie próby udowodnienia jej fałszywości (bóg jest niewidzialny, nieukazuje się celowo, celowo nie pozwala aby wszystkie eksperymenty mające na celu dowiedzenia prawdziwości religii poskutkowały etc), jesteśmy w stanie ją obalić?
>>Nie jesteśmy.
>Zgadzam się, ale myślę że kiedyś będziemy w stanie to zrobić.

Zgadzasz się i jednocześnie nie zgadzasz ?? Raczej nie zgadzasz się bo myślisz że kiedyś będziemy w stanie to zrobić.

>>>Jeśli Biblia jest sprzeczna z heliocentryczną wizją układu słonecznego, nie mówiąc o dzisiejszym modelu wszechświata, jak wyjaśnić istnienie pór roku i innych zjawisk przyrody związanych z obiegiem Ziemi wokół Słońca?
>>Wyjaśnić je naukami do tego celu służącymi. Religi w to nie mieszać i Biblii też, ponieważ oprócz słów bożych zawiera również wiedzę autorów, która na owe czasy była skąpa.
>W takim razie Biblia nie jest nieomylną księgą, lecz zawiera błędy. Podczas formułowania tego pytania uznałam, że Biblia jest uważana przez wierzących za nieomylną.

Nieomylną w sprawach dogmatów. Nie wiem czy czytałaś Biblię ale jest tam wiele przypisów, które tłumaczą wiele cudów za pomocą zwykłych zjawisk atmosferycznych czy przyrodniczych. Przykładowo pamiętam coś o szarańczy, że Bóg ją zesłał a w przypisie było, że o tej porze roku na tych terenach często występuje takie zjawisko. Pytanie jakie należałoby postawić to co wywołało te zjawiska w tak określonym czasie zbiegającym się z wydarzeniami historycznymi... Dla prawdziwie wierzącego moim zdaniem cuda mają drugorzędne znaczenie (są one dla wątpiących) ważne są dogmaty.

>>>Jeśli to "bóg jest miłością", dlaczego ateiści także kochają?
>>Bo ateistów także stworzył Bóg Dał im wolną wolę, poznanie i oni poznali i wybrali nie wierzyć.
>Czy ja wiem, dla mnie to nie wygląda jak wolna wola. "Oddawaj pieniądze, albo cię zwiążę i podpalę!" - i wybrał
oddać pieniądze. Czy to wolna wola? Bóg też nam grozi, piekłem.

Wolna wola bo przecież możesz wybrać prawda ? Pozwala Ci wybierać nie przymuszając Cię do niczego. Skoro wybierasz ateizm to nie musisz bać się kary boskiej Przecież nie wierzysz w Boga. To jak on może Cie ukarać .......

Proszę wybaczcie mi filozofowanie, wiem że to serwis racjonalistyczny. Jednak chyba nikomu nie zaszkodzi trochę wyobrażeń i przypuszczeń, a może jakiemuś "czystemu" racjonaliście korzystając z moich wypowiedzi będzie łatwiej czemuś dowieść.
Moon
>>Dlaczego nieistnienie (po śmierci) jest gorsze od istnienia (w niebie, raju, etc)? Brak istnienia oznacza, że nie będziemy się już niczym martwić.
>Brak istnienia ciała nie oznacza brak istnienia w ogóle. Śmierć jest była i będzie zagadką i każdy z nas otrzyma indywidualną odpowiedź. Jak nieistnienie może być w ogóle dobre czy złe gorsze czy nie. Nie jest ani gorsze ani lepsze jest nieobecnością. Pustką. Istnienie nie oznacza, że trzeba się czymś martwić.

Religia opiera się na przekonaniu że nieistnienie jest gorsze od istnienia. Główną zaletą bycia wierzącym, według samych wierzących, jest życie wieczne. Dla mnie jednak byłoby ono niedorzeczne i nudne. Wybieram nieistnienie.

>>Dlaczego powstajemy w pewnym momencie, w pewnym miejscu przestrzeni, i od tej chwili jesteśmy już na zawsze? Skoro śmierć nie oznacza końca istnienia, jak radzimy sobie z wiecznością? Gdzie zmieszczą się wszystkie informacje jakie można zgromadzić przez wieczność, skoro mózg ma ograniczoną pojemność danych? Dlaczego nie istniejemy też przed urodzeniem, niematerialnie?
>Może istniejemy przed urodzeniem niematerialnie. Być może tylko nie pamiętamy że istnieliśmy niematerialnie. A nie pamiętamy ponieważ zakłóciłoby to życie cielesne. Dwa przeciwstawne stany nie mogą się ze sobą łączyć w tym samym czasie. Jeden występuje po drugim albo występują jednocześnie ale na różnych płaszczyznach gdzie rządzą odmienne prawa. W gruncie rzeczy pytania bez odpowiedzi można tylko przypuszczać, filozofować.

Tak samo jak mało prawdopodobne jest że istniejemy przed narodzeniem, tak samo mało prawdopodobne jest że istnieć będziemy po śmierci. To chyba oczywiste.

>>Gdy umieramy cieleśnie, wraz z naszym ciałem umiera mózg, od którego zależy nasz charakter, wiedza, osobowość, wspomnienia. Nie można temu zaprzeczyć - przyjrzyjmy się osobom u których brak części mózgu w wyniku wypadku etc. Tracą pamięć, czasem zmieniają osobowość, stają się innymi ludźmi. Kim (czym?) będzie człowiek po stracie nie tylko całego mózgu ale i całego ciała? Ile tak naprawdę z tego, czym jesteśmy, zawiera "dusza"?
>>
>Śmierć będzie autorem tych odpowiedzi. Niech zbytnia ciekawość nie popycha nas w jej ramiona. Gdyby jednoznacznie odpowiedzieć na te pytania (znać odpowiedzi) istnienie ludzkie nie miałoby żadnego sensu i szybszy byłby upadek moralności.

Czyli religia tak naprawdę nie zna odpowiedzi, "nie wie". Dlaczego więc tak się kłóci gdy ktoś inny krok po kroku zmierza w stronę prawdy? Nie jest usatysfakcjonowana swoją niewiedzą? Dlaczego wymaga dążenia do niej u innych?
Noone (13 punktów)
>>>Dlaczego nieistnienie (po śmierci) jest gorsze od istnienia (w niebie, raju, etc)? Brak istnienia oznacza, że nie będziemy się już niczym martwić.
>>Brak istnienia ciała nie oznacza brak istnienia w ogóle. Śmierć jest była i będzie zagadką i każdy z nas otrzyma indywidualną odpowiedź. Jak nieistnienie może być w ogóle dobre czy złe gorsze czy nie. Nie jest ani gorsze ani lepsze jest nieobecnością. Pustką. Istnienie nie oznacza, że trzeba się czymś martwić.
>Religia opiera się na przekonaniu że nieistnienie jest gorsze od istnienia. Główną zaletą bycia wierzącym, według samych wierzących, jest życie wieczne. Dla mnie jednak byłoby ono niedorzeczne i nudne. Wybieram nieistnienie.

Mi się wydaje, że opiera się na przekonaniu, że stan nieistnienia w ogóle nie jest możliwy (nie ma takiego stanu). Nie natomiast, że jest gorsze od istnienia. Mnie jako wierzącego nie interesują zalety tylko pokora przed bytami większego, że tak powiem kalibru niż ludzie. Nidgy nie przekonam się do racji, że człowiek jest istotą najwyższą i nigdy również nie będę wierzył bezgranicznie swojemu rozumowi, który jest bardzo kruchy a dostrzegasz to gdy się starzejesz... Ciało traktuję jako naczynie wypełnione energią (jak to religia określa duszą), która ulatuje podczas śmierci naczynia.

>>>Dlaczego powstajemy w pewnym momencie, w pewnym miejscu przestrzeni, i od tej chwili jesteśmy już na zawsze? Skoro śmierć nie oznacza końca istnienia, jak radzimy sobie z wiecznością? Gdzie zmieszczą się wszystkie informacje jakie można zgromadzić przez wieczność, skoro mózg ma ograniczoną pojemność danych? Dlaczego nie istniejemy też przed urodzeniem, niematerialnie?
>>Może istniejemy przed urodzeniem niematerialnie. Być może tylko nie pamiętamy że istnieliśmy niematerialnie. A nie pamiętamy ponieważ zakłóciłoby to życie cielesne. Dwa przeciwstawne stany nie mogą się ze sobą łączyć w tym samym czasie. Jeden występuje po drugim albo występują jednocześnie ale na różnych płaszczyznach gdzie rządzą odmienne prawa. W gruncie rzeczy pytania bez odpowiedzi można tylko przypuszczać, filozofować.
>Tak samo jak mało prawdopodobne jest że istniejemy przed narodzeniem, tak samo mało prawdopodobne jest że istnieć będziemy po śmierci. To chyba oczywiste.

Dokładnie. I tylko wiara lub brak wiary może określić odpowiedź na to pytanie. Racjonalizm nie..... Choć kto wie jakie ludzie jeszcze narzędzia do badań stworzą i czy może nie odkryją pewnych tajemnic Szczerze wierzę w przeciwstawieństwa bo wszystko takowe ma. Jak jest ciało to jest i duch.

>>>Gdy umieramy cieleśnie, wraz z naszym ciałem umiera mózg, od którego zależy nasz charakter, wiedza, osobowość, wspomnienia. Nie można temu zaprzeczyć - przyjrzyjmy się osobom u których brak części mózgu w wyniku wypadku etc. Tracą pamięć, czasem zmieniają osobowość, stają się innymi ludźmi. Kim (czym?) będzie człowiek po stracie nie tylko całego mózgu ale i całego ciała? Ile tak naprawdę z tego, czym jesteśmy, zawiera "dusza"?
>>>
>>Śmierć będzie autorem tych odpowiedzi. Niech zbytnia ciekawość nie popycha nas w jej ramiona. Gdyby jednoznacznie odpowiedzieć na te pytania (znać odpowiedzi) istnienie ludzkie nie miałoby żadnego sensu i szybszy byłby upadek moralności.
>Czyli religia tak naprawdę nie zna odpowiedzi, "nie wie". Dlaczego więc tak się kłóci gdy ktoś inny krok po kroku zmierza w stronę prawdy? Nie jest usatysfakcjonowana swoją niewiedzą? Dlaczego wymaga dążenia do niej u innych?
>

Relatywizm. Nie można porównać stanu śmierci do wypadku w wyniku, którego ktoś traci pamięć lub zmienia mu się osobowość. Być może podczas śmierci wiedza, wspomnienia itd. zostają przetransferowane w duszę, w energię. Natomiast podczas wypadku uszkodzeniu ulega tylko część ciała (naczynie zostaje uszkodzone) i transfer wspomnień, wiedzy itd. zostaje tylko częsciowo przeprowadzony (stąd ludzie inaczej się zachowują niż przed wypadkiem). Po śmierci natomiast transfer jest dokończony.

Nie rozumiem dlaczego ateiści nie wierząc w Boga dalej próbują go obalić i zadają pytania z gruntu religii, teologii. Kombinuję, że to z zamiłowania wiedzy. Sami nie znają odpowiedzi a pytają tych co kierują się dogmatami. Bez sensu. Ateiści sami muszą znaleźć odpowiedzi na zadawane przez siebie pytania (jeżeli są dla nich tak ważne) albo w ogóle ich nie zadawać. Przecież wierzący nie wytłumaczy Wam takich pytań w sposób racjonalny. I ilośc tych pytań będzie nieskończona.
10-10-2008 23:29 
 Ocena 6 na 6
Andrzej.51 (15814 punktów)
>ODPOWIEDZI Z PKT WIDZENIA WIERZĄCEGO.

Ja natomiast odpowiem Ci z punktu widzenia osoby niewierzącej.

>>Jeśli to bóg stworzył świat, to gdzie on sam istniał, zanim istniała przestrzeń i czas?
>Jest był i będzie istnieniem

Twoja odpowiedź nic nie wyjaśniła. Postaraj się wyjaśnić, co to znaczy - "być istnieniem". Spróbuj napisać jak Ty to rozumiesz. To na pewno nie powinno być dla Ciebie trudne. Podaj źródło swojej wiedzy.
Skoro z taką oczywistością wygłaszasz swoje sądy, więc zadaj sobie nieco trudu i odpowiedz na zadane Ci pytanie, które brzmiało: Jeśli to bóg stworzył świat, to gdzie on sam istniał, zanim istniała przestrzeń i czas? Ty tylko udałaś, że na to pytanie odpowiadasz.

>>Po co bóg stworzył ludzi? Do czego ich potrzebował? Aby patrzyć, jak żyją, karać ich i nagradzać, a w końcu umieścić w stworzonym specjalnie po to piekle lub niebie? Tylko po to? Czy ludzie są jedynym celem istnienia boga, czy tylko jego rozrywką?
>Stworzył ich z miłości. Dar życia jest darem miłości. Gdybyś Ty miał dar rozdawania życia nie skorzystałbyś z Niego. To najpiękniejszy dar jaki można komuś dać.... czysta miłość.

Skąd Bóg wiedział, że kocha ludzi, że darzy ich miłością, skoro tych ludzi jeszcze nie było, skoro jeszcze ich nie stworzył?
Zapewne wiesz o tym, że niedługo po stworzeniu świata "Żałował Pan, że uczynił człowieka na ziemi i bolał nad tym w sercu swoim. I rzekł Pan: Zgładzę człowieka, którego stworzyłem, z powierzchni ziemi, począwszy od człowieka aż do bydlęcia, aż do płazów i ptactwa niebios, gdyż żałuję, że je uczyniłem" (Rdz 6, 6-7). Cóż zatem stało się z ta miłością? Czy pozostał tylko żal? Oczywiście, jak Bóg powiedział, tak zrobił.

>>Czy, skoro doktryna religijna jest skonstruowana w taki sposób, aby blokować wszelkie próby udowodnienia jej fałszywości (bóg jest niewidzialny, nieukazuje się celowo, celowo nie pozwala aby wszystkie eksperymenty mające na celu dowiedzenia prawdziwości religii poskutkowały etc), jesteśmy w stanie ją obalić?
>Nie jesteśmy.

Może więc celowo doktryna ta jest tak konstruowana, by ludzie nie zadawali pytań, tylko wierzyli. Tak jest przecież najłatwiej. Skoro ten, do którego kierowane są pytania, nie wie co odpowiedzieć, bo sam nic na ten temat nie wie, to świadomie udziela pokrętnych odpowiedzi, by zamknąć usta pytającemu.
Sam mógłbym też takich pokrętnych odpowiedzi udzielać. To przecież takie proste. Udawać, że się odpowiada, a jednocześnie nie odpowiadać. Oto przykłady odpowiedzi, z którymi się spotkałem w rozmowach z katolikami: (1) Człowiek nie jest w stanie zrozumieć postępowania Boga. (2) Oto tajemnica wiary. (3) Boga nie można poznać żadnymi metodami. (4) Bóg jest istnieniem (to Twoja odpowiedź).
Pozornie więc była odpowiedź. Tak naprawdę jednak żadnej odpowiedzi nie było.

>>Jeśli to "bóg jest miłością", dlaczego ateiści także kochają?
>Bo ateistów także stworzył Bóg Dał im wolną wolę, poznanie i oni poznali i wybrali nie wierzyć.

I Bóg tworząc tych ateistów dał im rozum, a przy pomocy tego rozumu ateiści doszli to wniosku, że Boga nie ma, a więc Bóg ich nie stworzył.

>Śmierć będzie autorem tych odpowiedzi. Niech zbytnia ciekawość nie popycha nas w jej ramiona. Gdyby jednoznacznie odpowiedzieć na te pytania (znać odpowiedzi) istnienie ludzkie nie miałoby żadnego sensu i szybszy byłby upadek moralności.

Ciekawość nie popycha ludzkości w ramiona śmierci. Ciekawość zawsze popychała człowieka w ramiona wiedzy, a tym samym w ramiona życia.
Ciekawość to naprawdę nie jest pierwszy stopień do piekła. Ciekawość to pierwszy stopień do wiedzy.

>Takie są moje przypuszczenia, domysły.

Tak. To są tylko Twoje przypuszczenia i domysły. One nie mają nic wspólnego z wiedzą. Na szczęście. Prawdopodobnie przypuszczenia i domysły wielu katolików są inne od Twoich. Ale im to zapewne nie przeszkadza.
Noone (13 punktów)
Andrzej.51 Ty wierzysz w rozum, ja w rozum i Boga. Zrozum, że rozum człowieka jest ograniczony i tam gdzie nie sięga mój rozum staram wytłumaczyć sobie tajemnice wiarą i religią. Ot i tyle. Pewne było, że logicznych i racjonalnych odpowiedzi na te pytania nie napiszę. Jak każdy zresztą. Chciałem tylko pokazać jak ja tłumaczę sobie pewne tajemnice. Może natchnie to kogoś albo ktoś wpadnie na jakiś trop żeby móc coś empirycznie dowieść. Wszystko jedno czy to będzie ateista czy wierzący. Szanuję ludzkie wybory i staram się w nie nie ingerować.
"Skoro z taką oczywistością wygłaszasz swoje sądy" - tak wygłaszać można ale nie pisząc. Najzwyczajniej napisałem własne opinie wyłącznie dla mnie oczywiste lecz miałem pewność, że nie będą one oczywiste dla innych.
"Tak. To są tylko Twoje przypuszczenia i domysły. One nie mają nic wspólnego z wiedzą. Na szczęście. " Stwierdziłeś w tym zdaniu co ja stwierdziłem sam. Jaki sens ?
Wybacz, że nie napisałem odpowiedzi na każdy twój zarzut ale piszę 4 posta i siedzę już parę godzin... Może jutro bo padam na twarz heh
11-10-2008 03:39 
 Ocena 4 na 4
awitu (7627 punktów)
>Andrzej.51 Ty wierzysz w rozum, ja w rozum i Boga. Zrozum, że rozum człowieka jest ograniczony i tam gdzie nie sięga mój rozum staram wytłumaczyć sobie tajemnice wiarą i religią.

Czyli jesteś kolejnym reprezentantem teorii "boga zapchajdziury". Przepychacie tego boga z każdej załatanej przez naukę dziury, do kolejnej mniejszej... coraz mniej tego miejsca dla waszego boga i w waszej wiary. Co stoi na przeszkodzie w powiedzeniu "jeszcze tego nie wiem, ale się dowiem" ? Gdyby rodzaj ludzki kierował się zasadą, że rozum ludzki jest ograniczony, nie podjąłby żadnej próby poznania świata i zrozumienia go i siedziałby dalej na drzewach.

Zastanawiam się dlaczego ludzie wierzący tak bardzo wątpią w samych siebie, uznają się za tak ułomnych pomimo, że uważają że są stworzeni na obraz boga. Historia ludzkości udowadnia, że nasz umysł nie jest aż taki ograniczony, okazuje się, że odkrywa i udowadnia to co jeszcze tak niedawno uważano za niemożliwe do wyjaśnienia.

Między rozumem a wiarą jest różnica i to duża. Rozum istnieje, człowiek go posiada, a nie wierzy w niego, a w boga można jedynie wierzyć.

"Colorless green ideas sleep furiously"
Noone (13 punktów)
>>Andrzej.51 Ty wierzysz w rozum, ja w rozum i Boga. Zrozum, że rozum człowieka jest ograniczony i tam gdzie nie sięga mój rozum staram wytłumaczyć sobie tajemnice wiarą i religią.
>Czyli jesteś kolejnym reprezentantem teorii "boga zapchajdziury". Przepychacie tego boga z każdej załatanej przez naukę dziury, do kolejnej mniejszej... coraz mniej tego miejsca dla waszego boga i w waszej wiary. Co stoi na przeszkodzie w powiedzeniu "jeszcze tego nie wiem, ale się dowiem" ? Gdyby rodzaj ludzki kierował się zasadą, że rozum ludzki jest ograniczony, nie podjąłby żadnej próby poznania świata i zrozumienia go i siedziałby dalej na drzewach.
>Zastanawiam się dlaczego ludzie wierzący tak bardzo wątpią w samych siebie, uznają się za tak ułomnych pomimo, że uważają że są stworzeni na obraz boga. Historia ludzkości udowadnia, że nasz umysł nie jest aż taki ograniczony, okazuje się, że odkrywa i udowadnia to co jeszcze tak niedawno uważano za niemożliwe do wyjaśnienia.
>Między rozumem a wiarą jest różnica i to duża. Rozum istnieje, człowiek go posiada, a nie wierzy w niego, a w boga można jedynie wierzyć.
>
"Colorless green ideas sleep furiously"


Nie jestem kolejnym reprezentantem teorii zapchajdziury. Wierzę w Boga i wierzę, że pewne kwestie nigdy nie znajdą odpowiedzi i nauka ich nie wytłumaczy, bo ograniczone są metody badawcze. Ograniczony jest człowiek zmysłami. Rozum jest ograniczony w danej tylko chwili. Na pewno rozwija się w miarę upływu czasu. Nie dojdzie jednak do punktu kulminacyjnego, w którym zrozumie byt Boski, doskonały. Sam musiałby człowiek stać się doskonałością aby ją zrozumieć. Jest ograniczony tylko w pewnych aspektach dotykających abstraktu właśnie. Umie go sobie wyobrazić opisać, stworzyć koncepcję ale nie udowodnić. Trzeba szukać innej drogi poznania tego bytu. Ludzie wierzący wątpią w samych siebie i uznają się za ułomnych ponieważ cnotą jest pokora (u wierzących pokora przed istotą wyższą). Stworzeni na podobieństwo Boga ale nie jesteśmy Jego odzwierciedleniem.
Tak można wierzyć, że istnieje. Ba ja jestem nawet pewny, że istnieje (tak głęboka we mnie wiara, wręcz irracjonalna).
13-10-2008 07:46 
 Ocena 1 na 1
matragon (2557 punktów)

>Nie jestem kolejnym reprezentantem teorii zapchajdziury. Wierzę w Boga i wierzę , że pewne kwestie nigdy nie znajdą odpowiedzi i nauka ich nie wytłumaczy, bo ograniczone są metody badawcze. Ograniczony jest człowiek zmysłami. Rozum jest ograniczony w danej tylko chwili.>

Jak sam napisałeś, opierasz swoje zdanie na "wierze" czyli stawiasz hipotezę. Każdą hipotezę można udowodnić lub obalić. Nie podjąłeś się jednak ani jednego ani drugiego ...

>Na pewno rozwija się w miarę upływu czasu. Nie dojdzie jednak do punktu kulminacyjnego, w którym zrozumie byt Boski, doskonały .>

Byt Boski, doskonały nie istnieje. Nawet opierając się na dotychczasowych opisach bogów wszelakich - mamy do czynienia z bardzo niedoskonałymi postaciami fikcyjnymi. Nie powstała jak dotąd religia, oparta o "byt doskonały".

>Umie go sobie wyobrazić opisać, stworzyć koncepcję ale nie udowodnić.>

Otóż to : możemy sobie wyobrazić, opisać, stworzyć koncepcję Muminków, Trolli, Wilkołaków, Frodo Baggins'a ... ale udowodnić ich iSTNiENiE - raczej będzie trudno. Zacznij przyjacielu odróżniać fakty od fikcji literackiej. Biblia = Książka

>Trzeba szukać innej drogi poznania tego bytu.>

Najpierw twierdzisz, że się nie da poznać tego bytu, za chwilę piszesz, że trzeba szukać innej drogi ... dla mnie to niekonsekwencja ...

>Ludzie wierzący wątpią w samych siebie >

Niestety to prawda ... wątpią w swój umysł, zmysły i inteligencję ...
Tylko dlaczego ??? Z lenistwa, z wygodnictwa ?

>i uznają się za ułomnych ponieważ cnotą jest pokora >

Pokora a ułomność to zaprawdę dwie różne rzeczy ...

>Stworzeni na podobieństwo Boga ale nie jesteśmy Jego odzwierciedleniem.>

W czym wobec tego widzisz podobieństwa a w czym różnice ???

P.S. mam pytanie : w którego boga wierzysz ? albo w których ???


Michał 'matragon' Worgacz

NON SERViAM
awitu (7627 punktów)

>Nie jestem kolejnym reprezentantem teorii zapchajdziury. Wierzę w Boga i wierzę, że pewne kwestie nigdy nie znajdą odpowiedzi i nauka ich nie wytłumaczy, bo ograniczone są metody badawcze. Ograniczony jest człowiek zmysłami. Rozum jest ograniczony w danej tylko chwili. Na pewno rozwija się w miarę upływu czasu. Nie dojdzie jednak do punktu kulminacyjnego, w którym zrozumie byt Boski, doskonały. Sam musiałby człowiek stać się doskonałością aby ją zrozumieć. Jest ograniczony tylko w pewnych aspektach dotykających abstraktu właśnie. Umie go sobie wyobrazić opisać, stworzyć koncepcję ale nie udowodnić. Trzeba szukać innej drogi poznania tego bytu.

Na jakiej zasadzie twierdzisz, że nauka nie wytłumaczy nigdy pewnych kwestii? rozumiem twierdzenie, że obecne metody badawcze są jeszcze niedoskonałe, ale jak pokazuje nasza historia cały czas je udoskonalamy. Więc nie istnieje podstawa do twierdzenia, że nie dojdziemy do punktu gdy nasze metody będą na tyle doskonałe by poznać cała rzeczywistość.

Co do zrozumienia bytu boskiego, tak jak Ci pisałam w innym wątku, by poznać trzeba wejść w kontakt zmysłowy, nie da się wejść w kontakt zmysłowy z obiektem który, nie istnieje. Dlatego moim zdaniem nauka spokojnie może sobie podarować próby zrozumienia tego bytu, bo by go zrozumieć pierw musielibyśmy udowodnić, że on istnieje. A takiego dowodu brak. Jak się takowy znajdzie możemy sobie zacząć łamać głowy nad metodami poznania. Nie ma to żadnego sensu, jest stratą czasu.

Innej to znaczy jakiej? Narkotyki, modlitwy? To żadna metoda, to patologiczne stany i wywoływanie w sobie chemicznych zmian a nie metody badawcze. Możesz je nazywać innymi drogami poznania, ale one jedynie powiedzą Ci o twoich wyobrażeniach, oczekiwaniach i tym w co chcesz wierzyć a nie o stanie rzeczywistym.

>Ludzie wierzący wątpią w samych siebie i uznają się za ułomnych ponieważ cnotą jest pokora (u wierzących pokora przed istotą wyższą).

Pokorą jest wiara w ułomność? A może to lenistwo, skoro z góry zakładasz bez żadnych dowodów że, jesteśmy ułomni. W innym poście piszesz mi o dążeniu do ideału, o marzeniach i zarzucasz mi brak marzeń i motywacji a tutaj stawiasz tezę odwrotną. Mówisz że jesteśmy ułomni i nawet nie silisz się na wykazanie tej ułomności. Wierzysz, że coś istnieje i z góry zakładasz, że nie możesz tego poznać bo jesteś ułomny, bez żadnych dowodów. To nie cnota a lenistwo.

>Stworzeni na podobieństwo Boga ale nie jesteśmy Jego odzwierciedleniem.

Dobrze na podobieństwo... więc gdzie te podobieństwa? Jakieś konkrety?

>Tak można wierzyć, że istnieje. Ba ja jestem nawet pewny, że istnieje (tak głęboka we mnie wiara, wręcz irracjonalna).

Ja Ci w żadnym przypadku nie zabraniam wierzyć, ale nie wplątuj w tą wiwerę rozumu i Wiara to wiara nie ma w niej miejsca na rozum.

"Colorless green ideas sleep furiously"
11-10-2008 02:46 
 Ocena 2 na 2
czes (4083 punktów)
Witaj Andrzej,

Twa wypowiedź jest tak logiczna, tak wyczerpująca, że chyba tudno coś dodać.

Tylko dla zabawy, wspomnę o drobnym epizodzie, o którym przypomniałem sobie czytając poniższe slowa.

>Ciekawość nie popycha ludzkości w ramiona śmierci. Ciekawość zawsze popychała człowieka w ramiona wiedzy, a tym samym w ramiona życia.
>Ciekawość to naprawdę nie jest pierwszy stopień do piekła. Ciekawość to pierwszy stopień do wiedzy.

Kiedyś (ok. 30 lat temu) wpadł mi w ręce jakiś przedwojenny romans (oryginalne wydanie), o panience która zapomniała się z młodym paniczem. I zapamietałem motto do tego romansidła:
"Ciekawość u mężczyzn prowadzi do wiedzy, ciekawość u kobiet prowadzi do grzechu".

Myślę jednak, że "ciekawość" może prowadzić również do śmierci .... w "Trędowatej".

Jadę na tygodniowy urlop, cieszę się i ... męczy mnie myśl czy będę miał dostęp do komputera aby czytać twe wypowiedzi.
Serdecznie Cię pozdrawiam.
11-10-2008 12:33 
 Ocena 2 na 2
Andrzej.51 (15814 punktów)
Witam Cię.

>Kiedyś (ok. 30 lat temu) wpadł mi w ręce jakiś przedwojenny romans (oryginalne wydanie), o panience która zapomniała się z młodym paniczem. I zapamiętałem motto do tego romansidła:
>"Ciekawość u mężczyzn prowadzi do wiedzy, ciekawość u kobiet prowadzi do grzechu".


Zatem my mężczyźni bądźmy istotami charakteryzującymi się ciekawością otaczającego nas świata. I niech ta ciekawość prowadzi nas nieustannie ku wiedzy. Aby zaś ta zdobyta wiedza była dla nas w pełni satysfakcjonująca i abyśmy mogli w pełni odczuwać przyjemność z jej posiadania, życzmy sobie, by kobiety również posiadały nie mniejszą od naszej ciekawość.

>Jadę na tygodniowy urlop, cieszę się i ... męczy mnie myśl czy będę miał dostęp do komputera aby czytać twe wypowiedzi.

Życzę Ci udanego wypoczynku wypełnionego nieustannym dążeniem do poznawania coraz to nowych obszarów wiedzy.
Od komputera odpocznij. Zapomnij o nim choćby na ten tydzień wypoczynku.
Pozdrawiam równie serdecznie.
Moon
>Witam Cię.
>>Kiedyś (ok. 30 lat temu) wpadł mi w ręce jakiś przedwojenny romans (oryginalne wydanie), o panience która zapomniała się z młodym paniczem. I zapamiętałem motto do tego romansidła:
>>"Ciekawość u mężczyzn prowadzi do wiedzy, ciekawość u kobiet prowadzi do grzechu".
>
>Zatem my mężczyźni bądźmy istotami charakteryzującymi się ciekawością otaczającego nas świata. I niech ta ciekawość prowadzi nas nieustannie ku wiedzy. Aby zaś ta zdobyta wiedza była dla nas w pełni satysfakcjonująca i abyśmy mogli w pełni odczuwać przyjemność z jej posiadania, życzmy sobie, by kobiety również posiadały nie mniejszą od naszej ciekawość.

Ech, wy szowiniści. I po co ja w ogóle się fatyguję i wchodzę na to forum?
Ale powiem wam tak zupełnie odchodząc od tematu, że coś w tym jest że społeczeństwo wiąże wiedzę z mężczyznami.
Interesuję się elektroniką i informatyką. I gdy komuś radze w tych sprawach na różnych forach internetowych, ta osoba ufa mi dopóty, dopóki sądzi że jestem mężczyzną. Kiedy tylko wspomnę, że może odmieniać wyrazy po "żeńsku", zwracając się do mnie, od razu zaczyna wątpić w moją wiedzę na dany temat.
Stereotyp? Sama nie wiem, nie przeszkadza mi to aż tak, szkoda tylko że muszę udawać faceta aby być wysłuchana na podobnych zasadach.
11-10-2008 15:37 
 Ocena 2 na 2
Duda (25557 punktów)
>Ech, wy szowiniści. I po co ja w ogóle się fatyguję i wchodzę na to forum?
>Ale powiem wam tak zupełnie odchodząc od tematu, że coś w tym jest że społeczeństwo wiąże wiedzę z mężczyznami.
Nie przejmuj się tak! Mężczyźni na ogół tak mają, ze lubią przypisywać sobie cechy których im brakuje i tak długo to powtarzają aż sami w to uwierzą.
11-10-2008 16:04 
 Ocena 2 na 2
Vytautas (4394 punktów)

> Mężczyźni na ogół tak mają, ze lubią przypisywać sobie cechy których im brakuje i tak długo to powtarzają aż sami w to uwierzą.
Wydaje mi się, że ten mechanizm dotyczy nie tylko płci. Jeżeli się ktoś do niczego nie nadaje, nic nie umie, nic nie potrafi, nie ma żadnych pozytywnych cech, to jednak z czegoś chce być dumny. Jest dumny z tego, że jest biały, że jest mężczyzną, że jest Polakiem, że jest katolikiem, albo że ma z tyłu pięty.
Spotykam także kobiety, które mężczyzn nazywają błędami genetycznymi (to chyba z 'Seksmisji').
11-10-2008 16:21 
 Ocena-1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>> Mężczyźni na ogół tak mają, ze lubią przypisywać sobie cechy których im brakuje i tak długo to powtarzają aż sami w to uwierzą.
> Wydaje mi się, że ten mechanizm dotyczy nie tylko płci.
> Spotykam także kobiety, które mężczyzn nazywają błędami genetycznymi (to chyba z 'Seksmisji').>

Właśnie.
Kiedyś trafiłem na "racjonalistkę", która miała kłopoty z krojeniem grubszej wędliny, a szczególna trudność tkwiła w pokrojeniu ostatnich dwóch plastrów (ze względu na "nieuchwytność" resztki); poradziłem jej (żartem), by odkroiła dwa ostatnie plastry na początku "obróbki skrawaniem"...kroi tak do dzisiaj, klnie i kroi...

(to nie z "Seksmisji", na pewno
11-10-2008 22:35 
 Ocena 3 na 3
Duda (25557 punktów)
>Kiedyś trafiłem na "racjonalistkę", która miała kłopoty z krojeniem grubszej wędliny, a szczególna trudność tkwiła w pokrojeniu ostatnich dwóch plastrów (ze względu na "nieuchwytność" resztki); poradziłem jej (żartem), by odkroiła dwa ostatnie plastry na początku "obróbki skrawaniem"...kroi tak do dzisiaj, klnie i kroi...
>(to nie z "Seksmisji", na pewno
Dałam ci "-" za seksistowskie "dowcipasy"
Jako mężczyzna nie jesteś w stanie sobie wyobrazić na ile takie seksistowskie uwagi utrudniają życie kobietom. To , że nie spotykasz się z ripostą zawdzięczasz tylko temu, że kobiety nauczyły się tego nie słyszeć. Nasz język w wystarczający sposób dyskryminuje kobiety. To co napisałeś nie jest dowcipne a tylko żenujące. Kobiety inaczej postrzegają świat ale jest to świat bardziej realistyczny niż świat mężczyzn.
Wszystkie badania wykazują , że jakąkolwiek nie weźmie się cechę do porównań to wychodzi krzywa Gaussa. 2000 lat dyskryminacji kobiet odcisnęło piętno na wszystkim: języku, sztuce, kulturze............Na samych kobietach.
W każdej dziedzinie życia. Wydawało mi się, że to forum będzie od tego wolne.
Kobieta jest człowiekiem myślącym, czującym,widzącym i słyszącym.
A przede wszystkim jest człowiekiem rozumnym.
Różnice w postrzeganiu świata dodają temu światu wartości a nie ujmują.
Kobiety od mężczyźn się różnią ale nie są od mężczyzn gorsze. Czy wiesz , że widzimy znacznie więcej kolorów niż mężczyźni, że mamy inną skalę dużo większą skalę postrzegania bólu.
Kobiety na każdym kroku i w każdej dziedzinie spotykają się z atakiem mężczyzn starających się je zdyskredytować na każdym kroku i w każdej sytuacji.
Pamiętam jak przeszło 30 lat temu jakie miałam kłopoty z wyprzedzaniem jadących wolniej aut. Gdy kierowca/ mężczyzna zobaczył , że wyprzedza go kobieta niezależnie od tego jakim jechał autem wciskał gaz do dechy i ściskając z całych sił kierownicę usiłował do wyprzedzenia nie dopuścić. Stwarzało to bardzo niebezpieczne sytuacje. Teraz na szczęście to minęło. Ale ten " gaz do dechy i uścisk kierownicy" trwa nadal w wielu innych dziedzinach. Racjonalne spojrzenie na świat winno uwzględniać, że 54% populacji to kobiety. Bez wykorzystania ich siły, pracowitości , intelektu... nasz kraj nie dogoni Zachodu. Tam zrozumieli, że kobiety muszą być traktowane tak by miały z mężczyznami równe szanse dużo, dużo wcześniej i dobrze na tym wyszli.
Pozdrawiam.
Adamiak (36436 punktów)
>Ale ten " gaz do dechy i uścisk kierownicy" trwa nadal w wielu innych dziedzinach.>

Właśnie...gaz do dechy, ścisnęłaś kierownicę i nie potrafisz dostrzec komizmu sytuacji, bo komiczne w niej jest zachowanie kobiety.
A to już jest przeciwne Twojej tezie (w domyśle), że przez następne 2000 lat trzeba śmiać się z facetów.
Czy to moja wina, że tak się zachowała?- czy mam to ukrywać...w imię czego?

>To co napisałeś nie jest dowcipne a tylko żenujące.>

Jasne, z facetem w roli głównej byłoby śmieszne, co nie?- dałabyś pewnie, plusa.

Ja Ci daję plusa, jako zaliczkę na przetrzymanie tych, następnych, radosnych dwóch tysiącleci.

Pozdrawiam milutko

Ps. A w męskim "gazie do dechy" widzę nie szowinizm, lecz naturalny instynkt i fakt, że Ty go nie chcesz dostrzegać nie znaczy, iż go nie ma.
Tak samo faceci reagują na wyprzedzanie w ogóle, bez względu na to, jaki babochłop siedzi za kółkiem.
Masz prawo także nie dostrzegać, że kobiety są tak samo komiczne jak faceci.

>Racjonalne spojrzenie na świat winno uwzględniać, że 54% populacji to kobiety...>

Dotyczy także racjonalnych...majaczeń.
11-10-2008 23:52 
 Ocena 2 na 2
Kurczewski (2471 punktów)
Cytat:
kobiety muszą być traktowane tak by miały z mężczyznami równe szanse dużo, dużo wcześniej i dobrze na tym wyszli.


Hmm... daruj ale nie rozumiem. Jesteśmy inni i z tego powodu w różnych dziedzinach mamy różne szanse. Udawanie że jest inaczej i podstawianie stołeczków niskim albo ścinanie głów wysokim tylko po to, żeby wszyscy byli równego wzrostu do niczego nie prowadzi. Stąd- moim skromnym zdaniem- kobiety i mężczyźni NIE powinny/powinni być oceniani przez pryzmat płci a realnych możliwości, umiejętności, zasług. Wyrównywanie szans przez stosowanie odmiennych kryteriów jest raz- sztuczne, dwa- nieuzasadnione, trzy- niesprawiedliwe.

erka.ovh.org/
12-10-2008 08:40 
 Ocena 2 na 2
Duda (25557 punktów)
> Cytat:
kobiety muszą być traktowane tak by miały z mężczyznami równe szanse dużo, dużo wcześniej i dobrze na tym wyszli.

>Hmm... daruj ale nie rozumiem.
Równe szanse gwarantują w Europie przepisy. Ideą tych przepisów jest by tam gdzie to możliwe wprowadza się parytety płci. A gdy dwóch kandydatów ma takie same wyniki (w konkursie) wygrywa kobieta bo i tak ma życiu trudniej. Tego typu dyskusja już tu się toczyła i trudno powtarzać te same argumenty. Priorytety obowiązują między innymi też w Ameryce, dzięki nim możliwe stało się kandydowanie na prezydenta zarówno kobiety jak i czarnoskórego mężczyzny.Tam obowiązują one już od dawna i obejmują nie tylko płeć ale i pochodzenie etniczne.
Adamiak (36436 punktów)
>> Cytat:
kobiety muszą być traktowane tak by miały z mężczyznami równe szanse dużo, dużo wcześniej i dobrze na tym wyszli.


>> Hmm... daruj ale nie rozumiem .

>Równe szanse gwarantują w Europie przepisy. Ideą tych przepisów jest by tam gdzie to możliwe wprowadza się parytety płci. A gdy dwóch kandydatów ma takie same wyniki (w konkursie) wygrywa kobieta bo i tak ma życiu trudniej.>

Można też to potraktować jako handicap... tylko co to ma wspólnego z równością?

>Tego typu dyskusja już tu się toczyła i trudno powtarzać te same argumenty. Priorytety obowiązują między innymi też w Ameryce, dzięki nim możliwe stało się kandydowanie na prezydenta zarówno kobiety jak i czarnoskórego mężczyzny .Tam obowiązują one już od dawna i obejmują nie tylko płeć ale i pochodzenie etniczne.>

Polska już dawno przegoniła Zachód w "handicapach"...vide nasi... "prezydenci".

Ps. Od dzisiaj daję Pani same plusy...dla wyrównania szans.

Aha, jeszcze uznam Pani taki (troszkę wyświechtany) argument:
w Ameryce już nie biją Murzynów.
Kurczewski (2471 punktów)
Cytat:
A gdy dwóch kandydatów ma takie same wyniki (w konkursie) wygrywa kobieta bo i tak ma życiu trudniej.


"Bo i tak ma trudniej" ? Daruj, ale to raz- uogólnienie, dwa- uzasadnienie bazujące na stereotypach. Jeśli jakikolwiek układ społeczny ma dobrze działać, to przy obsadzaniu stanowisk głównym kryterium musi być zdolność do pełnienia danej funkcji- efektywność działania, a nie płeć. W innym razie dojdzie do absurdów typu "jest co prawda lepsza ale odrzucimy ją bo to kobieta", "nadawałby się idealnie ale jest mężczyzną". Wszystkie zwierzęta są równe ale niektóre są równiejsze od innych ?

Cytat:
Tego typu dyskusja już tu się toczyła i trudno powtarzać te same argumenty.


Większość dyskusji już się tu toczyło- mimo to tematy powracają


erka.ovh.org/
12-10-2008 16:03 
 Ocena 1 na 1
Duda (25557 punktów)
> Cytat:
A gdy dwóch kandydatów ma takie same wyniki (w konkursie) wygrywa kobieta bo i tak ma życiu trudniej.

>"Bo i tak ma trudniej" ? Daruj, ale to raz- uogólnienie, dwa- uzasadnienie bazujące na stereotypach.
Takie jest uzasadnienie wprowadzenia parytetów w Ameryce obowiązuje też w Europie np w Szwecji - to nie mój wymysł. Parytety w zachodnich cywilizacjach się sprawdziły. Przełamały funkcjonujące stereotypy. Bardzo rzadko występuje sytuacja, że dużo lepszy przegrywa ze względu na płeć. Po prostu tam kobieta nie musi być dużo lepsza od mężczyzny wystarczy, że jest trochę lepsza.
W Ameryce jak to zwykle u nich doprowadzone jest to prawie do absurdu bo dochodzą wymagania dotyczące pochodzenia etnicznego ale jak wykazały ichniejsze badania na przykład na uczelniach nie tylko zwiększyła się ilość kobiet - pracowników naukowych ale podniósł się poziom. Jak to zbadali to nie wiem ale tak jest.
12-10-2008 17:21 
 Ocena 1 na 1
Kurczewski (2471 punktów)
Tak długo jak długo jest lepsza choćby i o włos- wszystko gra i jest sensowne, bezwarunkowo i w interesie wszystkich powinna dostać stanowisko, natomiast partytet to moim zdaniem chybiony pomysł, prowadzący do obniżania standardów "bo musimy mieć 50 % kobiet/mężczyzn/czarnych/rudych/łysych/cyklistów". Jeśli uznajemy że kryterium płci jest bez znaczenia (a to dość logiczny wniosek- nie patrzymy na płeć tylko na umiejętności) to tym samym parytet (który polega na jego zastosowaniu) również powinniśmy odrzucić jako postępowanie de facto oparte na dyskryminującej kategorii.

erka.ovh.org/
12-10-2008 19:42 
 Ocena 1 na 1
Duda (25557 punktów)
>Tak długo jak długo jest lepsza choćby i o włos- wszystko gra i jest sensowne, ....
Parytet zmusza do szukania uzdolnionych i mądrych wśród dyskryminowanych mniejszości.
Po jakimś czasie nie jest potrzebny. U nas jeszcze nie zaczęto o tym myśleć.
Rozejrzyj się w około. Masz szkoły, przychodnie, urzędy 90% pracowników to kobiety, wykształcone, mądre a jak weźmiesz listę stanowisk kierowniczych to masz 90 % mężczyzn. Skąd oni się biorą? Sami geniusze?
12-10-2008 20:34 
 Ocena 2 na 2
Kurczewski (2471 punktów)
>>Tak długo jak długo jest lepsza choćby i o włos- wszystko gra i jest sensowne, ....
> Parytet zmusza do szukania uzdolnionych i mądrych wśród dyskryminowanych mniejszości.
>Po jakimś czasie nie jest potrzebny. U nas jeszcze nie zaczęto o tym myśleć.
>Rozejrzyj się w około. Masz szkoły, przychodnie, urzędy 90% pracowników to kobiety, wykształcone, mądre a jak weźmiesz listę stanowisk kierowniczych to masz 90 % mężczyzn. Skąd oni się biorą? Sami geniusze?

Parytet zmusza do wyboru spośród pewnej grupy- tu zgoda, ale wcale niekoniecznie wymusza wybór uzdolnionych. Jeśli w tej grupie uzdolnionych nie będzie w ogóle (co może się zdarzyć) - trzeba będzie wybrać matoła, mimo że nijak się nie nadaje- "no ale za to jest dyskryminowany". To bezsensowne. Wyobraź sobie że masz parytet 50 % a załoga to dwie mądre kobiety i trzech facetów- debili. Sensownym byłoby obsadzenie stanowisk kierowniczych osobami mądrymi. Czy parytet wymusi zastosowanie optymalnego rozwiązania ? Nie, wymusi zaledwie politycznie poprawne ale z punktu widzenia zwykłego zdrowego rozsądku całkiem do ... niczego.

Żeby szybko podejrzeć wziąłem dane dotyczące szkół łódzkich- daruj, ale nijak się mają do danych procentowych które podałaś. Skoro już o tym mówimy- stanowiska kierownicze w szkołach czy innego rodzaju instytucjach w ogóle nie powinny być obsadzane przez nauczycieli czy specjalistów z danych dziedzin. To strata potencjału tych ludzi. Powinny być obsadzane osobami znającymi się na administracji i zarządzaniu, a nie języku polskim, chemii czy pedagogice specjalnej. Znakomita doktorka może być - bez choćby krzty własnej winy- najgorszą możliwą administratorką. Niestety- do wyciągnięcia konsekwencji z tego prostego wniosku chyba jeszcze u nas daleko

erka.ovh.org/
12-10-2008 06:28 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>> Cytat:
kobiety muszą być traktowane tak by miały z mężczyznami równe szanse dużo, dużo wcześniej i dobrze na tym wyszli.
>


>Hmm... daruj ale nie rozumiem . Jesteśmy inni i z tego powodu w różnych dziedzinach mamy różne szanse. Udawanie że jest inaczej i podstawianie stołeczków niskim albo ścinanie głów wysokim tylko po to, żeby wszyscy byli równego wzrostu do niczego nie prowadzi. Stąd- moim skromnym zdaniem- kobiety i mężczyźni NIE powinny/powinni być oceniani przez pryzmat płci a realnych możliwości, umiejętności, zasług. Wyrównywanie szans przez stosowanie odmiennych kryteriów jest raz- sztuczne, dwa- nieuzasadnione, trzy- niesprawiedliwe.>

A ja- chyba- rozumiem.

Po prostu Pani Duda uważa, że kobiety nie są inne z natury (od mężczyzn), tylko są lepsze, bo widzą więcej odcieni... szowinizmu.

W kontekście, szowinizm można- z grubsza- podzielić na dwa odcienie:
1. szowinizm damski, różowy (dobry, zachodnio-amerykański)
2. szowinizm męski, czarny (zły, bardzo zły bo... bo tak!)

>>...Wydawało mi się, że to forum będzie od tego wolne.>

A ten portal przestał się Pani Dudzie podobać, jest zawiedziona pewnie z trzech powodów:
po pierwsze - nie wszyscy się z Nią zgadzają,
po drugie - bywają tu dowcipy o kobietach
po trzecie - prawdopodobnie zaczyna się domyślać... zachodzi prawdopodobieństwo, że

Mariusz Agnosiewicz... nie jest kobietą.
17-10-2008 12:44 
 Ocena 3 na 3
robertlit (127 punktów)
>Kobiety od mężczyźn się różnią ale nie są od mężczyzn gorsze. Czy wiesz , że widzimy znacznie więcej kolorów niż mężczyźni, że mamy inną skalę dużo większą skalę postrzegania bólu.

Widzi Pani, jak bardzo ulegamy socjalizacji.
Pani, która uważa, że "różnią się, ale nie są od mężczyzn gorsze".

Skąd Pani wie, że mężczyźni rozróżniają mniej kolorów?
Skąd Pani wie, że kobiety gorzej orientują się na mapie?
Skąd Pani wie, że chłopcy w szkole szybciej rozwiązują zadania matematyczne?
Skąd Pani wie, że dziewczynki szybciej zaczynają mówić budując prawidłowe zdania?

Powiedziano Pani o tym, przynajmniej kilkadziesiąt razy.
W końcu Pani uwierzyła - prawda?

To wszystko właśnie stereotypy - żadne z tych twierdzeń nie potwierdzają badania naukowe i jako takie są zaliczane do naukowych mitów.

Walczy Pani z nierównościami, a równocześnie sama, niechcący, kontynuuje proces socjalizacji i podziałów. (To nie atak, na Panią. Wszyscy ulegamy stereotypom - ja też).

Działa tu chyba zasada samospełniającego się proroctwa.

Dla przykładu:
nagradzamy dziewczynki, za to, że zaczynają wcześnie mówić, a chłopców, karcimy, że "paplą jak baba";
kobiety ganią mężczyzn za nieumiejętność okazywania uczuć, a równocześnie uspokajają swoich kilkuletnich synów, że "tak duży chłopczyk nie płacze";
nauczyciele w szkole podstawowej, z poszczególnych przedmiotów, inaczej oceniają chłopców, inaczej dziewczynki
itd.itd
Nie generalizuję, ale tak najczęściej właśnie bywa.

Przykłady można mnożyć bardzo długo. Sama Pani może sobie takie przykłady dopowiedzieć. Rozumie Pani o co mi chodzi.

Nieważne, która płeć jest lepsza, która gorsza. Są po prostu różne . Jak można wartościować coś, czego wartościować się nie da??

Acha - tak przy okazji.
Widzenie kolorów zależy od chwilowego stanu emocjonalnego, zmęczenia, pory dnia, oświetlenia, tła etc. i nie ma podziału na "męskie widzenie" oraz "kobiece widzenie".
Mężczyźni, po prostu nie potrafią tych wszystkich kolorów nazwać. Nikt ich tego nie uczył, uznając, że do niczego im to nie będzie potrzebne.

Pytanie:
Ile jest odcieni koloru zielonego, które oko ludzkie jest w stanie rozróżnić i nazwać ?
Ile jest Pani w stanie wymienić?

* * *

Odpowiem:
160
Ja potrafię ok. 10 - wiadomo, facet.
17-10-2008 13:22 
 Ocena 2 na 2
Duda (25557 punktów)
Masz 100% rację. W naszym życiu zbyt wiele jest stereotypów. Po prostu mizoginizm Adamiaka działa mi na nerwy. Tyle ile ludzi tyle cech charakteru i nie da się jednoznacznie zakwalifikować do jakiejś grupy. Kobiety mają cechy uznawane za męskie, mężczyźni mają cechy kobiece. Tak jak mamy różne linie papilarne tak i jesteśmy jedyni i niepowtarzalni. Wszelkie jednoznaczne podziały są niemożliwe.
Masz rację, że na pozycję współczesnych kobiet ma wpływ wychowanie i ponad tysiącletnia tradycja dyskryminacji kobiet, która objawia się w stereotypach.
Dyskryminujący jest język, dyskryminujące są oczekiwania społeczne, praktycznie nie ma dziedziny życia gdzie by nie występowała jakaś dyskryminacja. Dyskryminacja ta dotyczy zarówno mężczyzn jak i kobiety wtłaczając ich na siłę do funkcjonujących od setek lat wyobrażeń ideałów męskości i kobiecości.
Pozdrawiam
Adamiak (36436 punktów)
>Masz 100% rację. W naszym życiu zbyt wiele jest stereotypów. Po prostu mizoginizm Adamiaka działa mi na nerwy. Tyle ile ludzi tyle cech charakteru i nie da się jednoznacznie zakwalifikować do jakiejś grupy...>

Takiego steku bzdur, pomijając egzotyczną stylistykę, skondensowanych w dwóch zdaniach, dawno nie czytałem...

(Może zbyt rzadko czytuję niejaką (niejakiego?) "Duda"?)
11-10-2008 20:08 
 Ocena 1 na 1
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Ech, wy szowiniści.

Nie jestem szowinistą. Chociaż odrobina szowinizmu zapewne jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
Z wypowiedzi czesa wynikało, że dla pełni szczęścia niezbędna jest ciekawość świata zarówno u mężczyzny, jak i kobiety. Tego sobie życzę, czesowi również, a jeśli i Ty masz na to szczęście ochotę, to ja nie mam żadnych zastrzeżeń. Oby ciekawość towarzyszyła Ci wiecznie i obyś w tej ciekawości nie była osamotniona.

>I po co ja w ogóle się fatyguję i wchodzę na to forum?

Życzyłbym sobie, byś się nadal fatygowała i wchodziła na forum. Ono jest jak bakcyl. Kto się raz nim zarazi, nie tak szybko znajdzie właściwy antybiotyk. O ile w ogóle zechce tego antybiotyku szukać.
Moon
Cóż, nie sądziłam że moja mała uwaga wywoła tak długą dyskusję, właściwie zupełnie nie na temat. Czyli to nie tylko ja widzę tę wszechobecną tendencję do przyporządkowania mężczyzna - sztuka, nauka, praca, ambicja, kariera; kobieta - gotowanie, sprzątanie, seks.
Właściwie to sądziłam że jestem osobiście nieco przewrażliwiona, z bardzo prostego powodu. W dzieciństwie, spośród wszystkich dzieci w rodzinie byłam właściwie jedyną dziewczynką. Tak się akurat złożyło, że we wszystkim byłam wtedy najlepsza/najodważniejsza. Jako jedyna nie brzydziłam się nabijać robali na haczyk na wędce, łapałam pająki i wrzucałam braciom ciotecznym za koszule, jako jedyna znałam się na zbieraniu grzybów (mieszkam na wsi), na kompasie etc. Generalnie wszystkie męskie umiejętności były przypisane do mnie, i każdy wiedział, że to ja jestem w tym najlepsza.
Tak więc, w dorosłym życiu, wkurza mnie okropnie, gdy ludzie którzy mnie nie znają, tylko z faktu, że jestem kobietą wyciągają jakieś wnioski dot. mojego umysłu/umiejętności.
Zwłaszcza jeśli chodzi o tematy techniczne/informatyczne, w którym wiem, że orientuję się lepiej niż niejeden facet, a mimo to rzadko się zdarza aby ktoś poprosił mnie o radę na dany temat.
13-10-2008 21:36 
 Ocena 3 na 3
czes (4083 punktów)
Drogie Kobiety,

Cenimy Was i kochamy. Nie uważamy Was za gorsze czy głupsze (blondynki?) .
Ale nie potrafimy zrozumieć co się stało (do cholery!) z Waszyn poczuciem humoru . Jak można robić drakę z zupełnie niewinnych żarcików czy uśmiechów?! To jest forum racjonalistów, a nie Światowej Ligi Kobiet ("Seksmisja"). Śmiejcie się razem z nami!

Proponuję aby któraś z Was założyła osobny wątek "Dowcipy o mężczyznach". Będę czytał i stawiał plusy za każdy dobry (śmieszny) dowcip. OK?

Serdecznie pozdrawiam wszystkie Racjonalistki z tego forum.
Adamiak (36436 punktów)
>Drogie Kobiety,
>Cenimy Was i kochamy. Nie uważamy Was za gorsze czy głupsze (blondynki?) .
> Ale nie potrafimy zrozumieć co się stało (do cholery!) z Waszyn poczuciem humoru . Jak można robić drakę z zupełnie niewinnych żarcików czy uśmiechów?! To jest forum racjonalistów, a nie Światowej Ligi Kobiet ("Seksmisja"). Śmiejcie się razem z nami!
>Proponuję aby któraś z Was założyła osobny wątek "Dowcipy o mężczyznach". Będę czytał i stawiał plusy za każdy dobry (śmieszny) dowcip. OK

Sto plusów!!!

> Serdecznie pozdrawiam wszystkie Racjonalistki z tego forum.
>
>

Ja też
17-10-2008 11:00 
 Ocena 5 na 5
jkl; (5859 punktów)


Gosia (9452 punktów)

>Proponuję aby któraś z Was założyła osobny wątek "Dowcipy o mężczyznach"
Mówisz i masz
czes (4083 punktów)
>>Proponuję aby któraś z Was założyła osobny wątek "Dowcipy o mężczyznach"
>Mówisz i masz

Dziękuję Gosiu.
Zgodnie z obietnicą dałem już cztery plusy.
Pozdrawiam serdecznie. Czesiek
szperacz (2861 punktów)
>W Biblii są cytowane słowa Boga: skąd ograniczona istota jaką jest człowiek może wiedzieć co "Bóg
>rzekł" skoro Bóg człowieka stworzył dopiero 6-ego dnia... ? a to co Bóstwo mówiło mamy w Biblii
>zanotowane już od 1-szego dnia...

Na to pytanie, bez mrugnięcia okiem, odpowie Ci każdy świadek Jehowy, że to bóg podpowiadał piszącym posługując się swoim duchem. . Ciekawe, co o tym sądzą katolicy?
Niezarejestrowany
Wątek interesujący, ale nieskuteczny w stosunku do poglądów ludzi wierzących.
Wprawdzie mógłbym wzbogacić ten wątek wieloma przykładami sprzeczności, ale zaproponuję inne rozwiązanie. Proponuję wypisanie wszystkich tych sprzeczności i przeprowadzenie eksperymentu ze znajomą osobą wierzącą, polegającego na przedstawieniu tych argumentów tejże osobie i obserwację skutków.
To doświadczenie rozszerzy Waszą wiedzę na temat tworzenie i trwania poglądów religijnych, politycznych, jako że te polityczne są podobne do religijnych. Jeżeli ktoś mówi, że jest liberałem, lub lewicowcem, to także deklaracja wiary.
Powinniśmy moim zdaniem pogłębiać swoją wiedzę i wiedzę naszego otoczenie na temat genetyki poglądów.
To chyba jedyny sposób na wdrożenie racjonalizmu w społeczeństwie.
Chodzi o umiejętność samoobserwacji i autodiagnozy genetycznej swoich poglądów.

Przekonacie się, że w stosunku do wierzeń politycznych i religijnych wszelka logiczna argumentacja jest bezskuteczna. Taki jest mechanizm działania powstałego w toku ewolucji mózgu.

Każdy, kto dziwi się hermetyczności na argumenty swojego rozmówcy, zapewne racjonalistą nie jest, bo nie zapoznał się z mechanizmami funkcjonowania mózgu.

Moja propozycja jest następująca:
Zdobywajmy wiedzę na temat "genetyki poglądów " i popularyzujmy ją w społeczeństwie, także za pośrednictwem Internetu.
Totus (1201 punktów)
>No to ja zacznę:
>W Biblii są cytowane słowa Boga: skąd ograniczona istota jaką jest człowiek może wiedzieć

Od osoby nie ograniczonej w tym względzie czyli od Boga. Czy uważasz, że Bóg jest katolikiem?

>co "Bóg "rzekł" skoro Bóg człowieka stworzył dopiero 6-ego dnia... ? a to co Bóstwo mówiło mamy w Biblii
>zanotowane już od 1-szego dnia...

To jest symboliczne przedstawienie początków Boga na świecie. Przyjmuje się, że zwierzę, które nabyło świadomość i zagościło w nim Słowo, które jest elementarną składową i podstawą świata metafizyki a w tym jest Bogiem mówiąc w dużym uproszczeniu acz prawdziwie jak uczynił to już choćby Jan w prologu swej Ewangelii wpierw nazwało i uczyniło myślą niebo i ziemię, potem już poleciało lawinowo nazywanie wszystkiego jak leci aż symbolicznie szóstego dnia zwierzę nazwało samo siebie - człowiekiem, potem określiło płciowość tworząc Adama i Ewę itd.

Powstał Bóg w powijakach w osobie ludzkiej, słaby, mdły, ociężały nadmiarem wrażeń jak dobrze zobrazował go Michał Anioł w Kaplicy Sykstyńskiej, ledwie rękę mógł podnieść ociężale w kierunku swego przeznaczenia w dniu, w którym uświadomił sobie, że jest marnym prekursorem Boga. W dniu, w którym raj przestał istnieć bo pojawiło się ZŁO - istota boska nie będąca Bogiem. Żenująca, brutalna, zdemoralizowana karykatura świadomego Podmiotu, do którego bycia powołana jest z natury zakrytej w samej sobie.

Potem byli prorocy, którzy prorokowali że to a może coś w ogóle się zmieni,

Potem przyszedł Jezus by to zmienić i co było do przewidzenia - został zamordowany przez ludzi łudząco podobnych do dzisiejszych katolików i ich czarnych konserwatorów.

Proces zmieniania trwa zawieszony w fazie początkowej, której etap obrazują słowa:
"Nie lękajcie się"

.
MociumPan (744 punktów)

>>W Biblii są cytowane słowa Boga: skąd ograniczona istota jaką jest człowiek może wiedzieć
Cytat:
Od osoby nie ograniczonej w tym względzie czyli od Boga.


Chyba nie zrozumiałeś mojego pytania... "ograniczona istota jaką jest człowiek" - przecież ludzie napisali Biblię... więc się pytam skąd ludzie wiedzieli co Bóg mówił... ? (Tylko nie sugeruj mi że im sam "Pan Bóg" powiedział - hahaha) - przecież katolicy są mistrzami w posługiwaniu się słowem Bożym, i nauczają co wolno a czego nie, co jest złe a co nie powołując się na słowo Boże które tak naprawdę wymyślili i napisali ludzie, co więcej te "słowo Boże" na przestrzeni tych wszystkich lat ulegało zmianom... (przynajmniej interpretacja)

Cytat:
że Bóg jest katolikiem?


Nie... - uważam że Bóg jest tworem ludzkim...

>>co "Bóg "rzekł" skoro Bóg człowieka stworzył dopiero 6-ego dnia... ? a to co Bóstwo mówiło mamy w Biblii
>>zanotowane już od 1-szego dnia...

Cytat:
To jest symboliczne przedstawienie początków Boga na świecie.


Ja nie uznaję takiej wybiórczej symboliki jaką posługuję się Kościół ...
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Ja nie uznaję [...]

Albo rozmawiasz o czymś poważnie (liczysz się z faktami), albo nie zabieraj głosu.

fides ex necessitate esse non debet
MociumPan (744 punktów)
>>Ja nie uznaję [...]
>Albo rozmawiasz o czymś poważnie (liczysz się z faktami), albo nie zabieraj głosu.

Chodzi mi o to że jedne historyjki biblijne są symbolicznie traktowane przez katolików inne zaś interpretowane są dosłownie... - i ja tego wybiórczego dzielenia faktów i mitów przez kościół nie pojmuję...
Moim zdaniem Chrześcijanie poprzez takie postępowanie sami zaprzeczają swojej wiarzę..
bo albo przyjmujesz wszystkie te opowiastki za prawdziwe, albo żadnej... - no ale przecież od czego mamy Kościół... "Tu się utnie opowiastkę, tę się rozwinie, o tamtej się nie wspomni, a inne przyjmiemy za symbolikę... - no nie ?
Ja uważam że przeciętny Kowalski który uważa się za katolika wszystkie przesłanki biblijne uznaje za symboliczne...
Więc pytam się, skoro Biblia w przeważającej większości jest symboliczna to gdzie tu miejsce na "prawdę" i "Uczciwą Wiarę w Boga i jego słowa" ??
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Chodzi mi o to że jedne historyjki biblijne są symbolicznie traktowane przez katolików inne zaś interpretowane są dosłownie... - i ja tego wybiórczego dzielenia faktów i mitów przez kościół nie pojmuję...

To ja Ci powiem więcej: te same "historyjki biblijne" są przez katolików traktowane raz dosłownie, a innym razem symbolicznie. I tego nikt nie rozumie (nawet sami katolicy).

Mnie chodziło o coś innego. Masz prawo czegoś nie rozumieć, ale nie masz prawa - w dyskusji - czegoś nie uznawać. Bo to tak, jakbyś stanowił własne reguły polemiki.

fides ex necessitate esse non debet
MociumPan (744 punktów)
To dlaczego słowa Boga które w większości są uznawane za symboliczne odgrywają tak wielkie zadanie w naukach kościoła ? - przecież katolicy sami sobie przeczą, jak mogą się powoływać w jednym przypadku na słowo boże w swym nauczaniu, zaś kiedy indziej argumentują to symboliką...
Danka
Jeśli tekst coś symbolizuje według osoby, która tak twierdzi to winna ona wykazać co symbolizuje i w jakim celu. Można wtedy pogadać a nawet i dogadać.
Ale tu nie jestem pewna to czy katolik ma obowiązek rozumieć to w co wierzy ?
Moim zdaniem wystarczy być ochrzczonym i zarejestrowanym w parafii przygłupem.
Dla przygłupów czy to katolików czy ateistów dotyczące religii chrześcijańskiej są i będą za trudne.
Totus (1201 punktów)
>Chyba nie zrozumiałeś mojego pytania... "ograniczona istota jaką jest człowiek" - przecież ludzie napisali Biblię... więc się pytam skąd ludzie wiedzieli co Bóg mówił... ? (Tylko nie sugeruj mi że im sam "Pan Bóg" powiedział - hahaha)

Nie wiem co Cię śmieszy. Dlaczego uważasz, że to nie sam Bóg kierował nimi w tym co piszą ?

>- przecież katolicy są mistrzami w posługiwaniu się słowem Bożym, i nauczają co wolno a czego nie, co jest złe a co nie powołując się na słowo Boże które tak naprawdę wymyślili i napisali ludzie,

Może tak: "wśród katolików są biegli w posługiwaniu się słowem Bożym i co nie musi mieć z tym wcale związku wykorzystują je często nieuczciwie bądź nieświadomie by narzucać ludziom co wolno a czego nie, co jest złe a co nie."

Co do tego, że wymyślili je i napisali ludzie to zgoda tyle, że może Bóg kierował tym co piszą? Mogło tak być?

>co więcej te "słowo Boże" na przestrzeni tych wszystkich lat ulegało zmianom... (przynajmniej interpretacja)

Cóż, nie można Bogu wykazać braku logiki czy też innego rodzaju zwyrodnienia co nie znaczy, że nie mógłbym przyjąć takiego zarzutu w formie najtrudniejszego z pytań, jednego luk kilku z Twojej rosnącej kolekcji.
.
robertlit
Zakład Pascala
Pozwoliłem umieścić to zagadnienie, ponieważ już kilkakrotnie spotkałem się z tego typu argumentacją ze strony katolików.
Znacie? Jeśli tak, to posłuchajcie.
Blaise Pascal przedstawił rozumowanie, mające dowodzić opłacalność wiary w Boga, oparte na dwóch przesłankach:

1. Bóg istniej i nagradza za wiarę życiem wiecznym.
2. Bóg nie istnieje i nie istnieje życie wieczne.

Człowiek ma wybór:

a) Wierzyć w istnienie Boga.
Traci życie doczesne na rzecz praktyk religijnych, ale za to otrzymuje w nagrodę życie wieczne.

b) Nie wierzy w istnienie Boga.
Zatrzymuje życie doczesne, lecz traci możliwość życia wiecznego.

Pascal wywnioskował, że wierzenie w Boga opłaca się bardziej, ponieważ ryzykujemy tylko krótki czas życia, a możemy zyskać wieczność.

Pomijam tu kwestie moralności. Wiara nie jest przedmiotem wyboru (Richard Dowkins " Bóg urojony "), kupczeniem co się opłaca a co nie, i jeśli człowiek nie wierzy, to nie jest w stanie sam podjąć decyzji o uwierzeniu w Boga.
Że zakład Pascala równocześnie mógłby dotyczyć innych kwestii: wiary w boga Azteków, reinkarnacji, UFO (możemy założyć, że kosmici opracowali już metodę bycia nieśmiertelnym i tylko osoby poszukujące kontaktu z UFO zostaną poddani zabiegom SPA, które przywrócą wybrańcom wieczną młodość) itd.
Nie o to chodzi.

Rozważmy następujące przypadki:

1. Bóg istnieje:
a) Wierzymy --> zyskujemy życie wieczne --> jesteśmy na [+]
b) Nie wierzymy --> tracimy wieczność --> jesteśmy na [-]

2. Bóg nie istnieje:
a) Wierzymy --> tracimy życie --> jesteśmy na [-]
b) Nie wierzymy --> żyjemy pełnią życia --> jesteśmy na [+]

Zastanawia mnie kwestia życia wiecznego.
Co to jest życie wieczne?
Jeśli Boga nie ma, czy istnieje wówczas pojęcie życia wiecznego? Nie.
To moje życie, od narodzin do śmierci, tu i teraz, jest dla mnie życiem wiecznym, bo innego nie mam i mieć nie mogę.
Przecież w przypadku 2a tracimy całe życie, czyli naszą wieczność!
Suma zysków i strat w obu przypadkach równa się zero.

1a[+] + 1b[-] = 0
2a[-] + 2b[+] = 0

Wniosek: niezależnie od tego czy Bóg jest, czy go nie ma, czy wierzymy czy nie, nie ma racjonalnych przesłanek, żeby być wierzącym albo ateistą.

Zapraszam do dyskusji.
13-10-2008 11:00 
 Ocena 1 na 1
matragon (2557 punktów)
> Zakład Pascala
>Zapraszam do dyskusji.>

A nie szkoda Ci czasu na sofizmaty ? Równie dobrze możemy "podyskutować" wychodząc z założenia że :
"Bóg istnieje i nagradza za dużą ilość spożytych lodów cytrynowych życiem wiecznym"


Michał 'matragon' Worgacz

NON SERViAM
robertlit
>A nie szkoda Ci czasu na sofizmaty ? Równie dobrze możemy "podyskutować" wychodząc z założenia że :
>"Bóg istnieje i nagradza za dużą ilość spożytych lodów cytrynowych życiem wiecznym"
>

Powtórzę jeszcze raz urywek poprzedniego postu:

>Że zakład Pascala równocześnie mógłby dotyczyć innych kwestii: wiary w boga Azteków, reinkarnacji, UFO (możemy założyć, że kosmici opracowali już metodę bycia nieśmiertelnym i tylko osoby poszukujące kontaktu z UFO zostaną poddani zabiegom SPA, które przywrócą wybrańcom wieczną młodość) itd.
>Nie o to chodzi.
>

Próbuję poruszyć dwie kwestie:
Pierwszą: Czy argument w postaci zakładu Pascala powinien być przytaczany? Wspomniałem, że już kilkakrotnie spotkałem się z tym przykładem na "za".
Drugą: ważniejszą - czy w takim ujęciu, w jaki przedstawiłem, możemy mówić o "życiu wiecznym"? Czy wyznacznikiem życia wiecznego jest nieskończoność?
robertlit
>A nie szkoda Ci czasu na sofizmaty ? Równie dobrze możemy "podyskutować" wychodząc z założenia że :
>"Bóg istnieje i nagradza za dużą ilość spożytych lodów cytrynowych życiem wiecznym"

Wiem, że zakład Pascala uznawany jest za sofizmat. Przynajmniej przez twórców wikipedii.pl (z której podobnie jak Ty, również korzystałem przy opracowywaniu postu). Niepokoi mnie za to fakt, że zakład Pascala jest dość często przytaczany jako niepodważalny argument na istnienie Boga.

Kiedy przytacza go katecheta z gimnazjalistami - mogę na to przymknąć oko (z różnych powodów - nie czas i miejsce, żeby to tu omawiać).
Lecz kiedy (cytuję z pamięci) "zakład Pascala udowadnia nam istnienie Boga i wszyscy powinniśmy w Boga wierzyć" - nooo... to przepraszam.

Czyje słowa przytoczyłem? Wykładowcy na jednej z uczelni w naszym kraju. Wykładowcy z tytułem profesora filozofii. I zapewniam, że zdanie nie jest wyrwane z kontekstu a reszta dyskusji przebiegała w podobnym charakterze.

Więc chyba warto dyskutować o takich "sofizmatach".
Co dla jednych jest sofizmatem, wcale nie musi być sofizmatem dla drugich.
Satyr (4285 punktów)
>Przecież w przypadku 2a tracimy całe życie, czyli naszą wieczność!

To co mówisz jest fałszem. To nie prawda, że w przypadku 2a tracimy całe życie. Po pierwsze, nazywanie tego wiecznością i stawianie na równi z wiecznym szczęściem jest propagandą. Po drugie - życie wedle zasad Kościoła
wcale nie wyklucza bycia szczęśliwym - inaczej nikt by się do Kościoła nie zapistywał. Człowiek żyjący wedle zasad katolickich jak najbardziej może być szczęśliwy, a jeśli wierzy w Boga, to może być szczęśliwy mimo wielu życiowych niepowodzeń (jakby powiedział psycholog - już w tym życiu ma wzmocnienie w postaci perspektywy wiecznego szczęścia).

Zakład Pascala oczywiście nie udowadnia istnienia Boga, taki wniosek byłby absurdalny. Ale nie jest też sofizmatem, istota w 100% racjonalna (jak komputer) wybrałaby wiarę w Boga. Człowiek nie jest jednak istotą racjonalną, a za podejmowanie decyzji odpowiedzialne są emocje, dlatego w momencie wyboru pojawia się obawa (czyli rodzaj emocji), że wybierając życie religijne utracimy możliwość odczuwania (znów emocje) przyjemnych wrażeń.
robertlit
> nazywanie tego wiecznością i stawianie na równi z wiecznym szczęściem jest propagandą.
>

Propagandą?? Tezą, założeniem, błędem - ale propagandą? Słowo "propaganda" ma zabarwienie pejoratywne i jest źle odbierane (przynajmniej w polskim społeczeństwie). Określenie czyjeś wypowiedzi propagandą, ma na celu zdyskredytowanie wiarogodności mówcy. Wmawiasz mi (jak i czytelnikom tych postów), że stosuję propagandę. Taką postawę uznaję za nie fair.
Bez urazy - proszę nie używać tak prostej techniki manipulacyjnej (i jakichkolwiek innych technik, które w poważnej dyskusji uważane są za nieuczciwe).
Mam nadzieję, że użyłeś jej całkiem nieświadomie.
Liczę na szczerą dyskusję, opartą na sile argumentów, bez chwytów erystycznych i technik manipulacyjnych rodem z pierwszego lepszego podręcznika psychologii społecznej.

>Człowiek żyjący wedle zasad katolickich jak najbardziej może być szczęśliwy, a jeśli wierzy w Boga, to może być szczęśliwy mimo wielu życiowych niepowodzeń (jakby powiedział psycholog - już w tym życiu ma wzmocnienie w postaci perspektywy wiecznego szczęścia).
>

Ok.

> istota w 100% racjonalna (jak komputer) wybrałaby wiarę w Boga.
>

Kwestia sporna. Komputer rzeczywiście wybrałby Boga, gdyby pojęciom wieczności przypisać wartości liczbowe. W rozumieniu Pascala byłoby to +nieskończoność, w moim równałoby się średniej długości życia, czyli jakieś +73.
Tylko, że moim założeniu całe życie jest również wiecznością, a wówczas komputer nie byłby w stanie udzielić żadnej konkretnej odpowiedzi.
robertlit
>Człowiek żyjący wedle zasad katolickich jak najbardziej może być szczęśliwy, a jeśli wierzy w Boga, to może być szczęśliwy mimo wielu życiowych niepowodzeń (jakby powiedział psycholog - już w tym życiu ma wzmocnienie w postaci perspektywy wiecznego szczęścia).
>

Co na to badania socjologiczne? Sprawdziłem.
Cytuję raport: "Diagnoza społeczna 2007. Warunki i jakość życia Polaków" Czapiński, Warszawa: Rada Monitoringu Społecznego, str. 204

"W przeciwieństwie do praktyk instytucjonalnych modlitwa jako sposób radzenia sobie ze stresem życiowym nie ma generalnie korzystnego wpływu na dobrostan psychiczny, a w zakresie depresji ma wręcz silny efekt negatywny przy kontroli wieku i płci, czyli czynników najbardziej różnicujących poziom depresji."

I jeszcze jak modlitwa wpływa na ogólny stan zadowolenia w życiu kobiet:

"Kobiety uciekające się w trudnych sytuacjach życiowych do modlitwy są w porównaniu z tymi, które nie modlą się, mniej zadowolone z życia, bardziej nieszczęśliwe i zniechęcone do życia."

Tyle raport.

Wzmocnienie zadowolenia może nastąpić w wyniku poczucia przynależności do określonej grupy społecznej, wsparcia aktorów społecznych o nazwie katolicy - tu się zgodzę. Tyle tylko, że podobnym czynnikiem mogą być inne grupy wsparcia (jak chociażby grypa racjonaliści.pl ).
15-10-2008 15:53 
 Ocena 1 na 1
Totus (1201 punktów)
Witam.
>Blaise Pascal przedstawił rozumowanie, mające dowodzić opłacalność wiary w Boga, oparte na dwóch przesłankach:
>1. Bóg istniej i nagradza za wiarę życiem wiecznym.
To założenie jest zgodne z Ewangelią.
>2. Bóg nie istnieje i nie istnieje życie wieczne.
To jej przeczy.
>Człowiek ma wybór:
>a) Wierzyć w istnienie Boga.
>Traci życie doczesne na rzecz praktyk religijnych, ale za to otrzymuje w nagrodę życie wieczne.
>b) Nie wierzy w istnienie Boga.
>Zatrzymuje życie doczesne, lecz traci możliwość życia wiecznego.
>Pascal wywnioskował, że wierzenie w Boga opłaca się bardziej, ponieważ ryzykujemy tylko krótki czas życia, a możemy zyskać wieczność.
Pascal rozumiał pojęcie "życie wieczne" w ujęciu wiary ludowo-katolickiej tymczasem Ewangelia przedstawia zupełnie inny jego obraz. Szokujące jest to, że człowiek takiego formatu jak Pascal nie zapoznał się z ogólnodostępnymi naukami Jezusa by zrozumieć, że postawa wiary oraz popularne praktyki religijne, przy których ryzykujemy nawet krótki czas życia to ferment, który nie tylko oddala nas od życia wiecznego ale szkodzi w życiu doczesnym.

>Rozważmy następujące przypadki:
>1. Bóg istnieje:
>a) Wierzymy --> zyskujemy życie wieczne --> jesteśmy na [+]
Problemem jest postawa wiary. Jezus jest jedynym znanym mi autorytetem zdolnym do przewodnictwa duchowego celem uzyskania boskiej pełni i radości uczestnictwa w życiu wiecznym Najwyższego. Bierna postawa wiary z uczestnictwem w ogromnej nawet ilości obrzędów do niczego nie prowadzi. Ogromnym problemem, z którym spotykam się aktualnie jest nikła ilość danych o osobach aktualnie uczestniczących w życiu wiecznym.

>b) Nie wierzymy --> tracimy wieczność --> jesteśmy na [-]
>2. Bóg nie istnieje:
>a) Wierzymy --> tracimy życie --> jesteśmy na [-]
>b) Nie wierzymy --> żyjemy pełnią życia --> jesteśmy na [+]
Na tym polega fenomen satanizmu, że nikt do końca nie wie czym on jest. Dobitnie świadczy o tym przykład b), który zakłada jakoby życie wieczne kolidowało z pełnią życia tu na Ziemi. Przecież demona i jego czarne sługi szlag by trafił, gdyby ktoś ludziom wreszcie dowiódł, że ono je takim czyni. Zabawne jest i to, że po to się naucza o życiu wiecznym by właśnie tego demona, który w człowieku siedzi wyciąć jak raka mózgu ciężko nieraz chorej osobie.

>Zastanawia mnie kwestia życia wiecznego.
Świetna pozycja startowa

>Co to jest życie wieczne?
Rozważ uczciwie kluczowy cytat Ew. Jana 17,3 z naciskiem na słowo " znali ".

>Jeśli Boga nie ma, czy istnieje wówczas pojęcie życia wiecznego? Nie.
Jeśli Boga nie znasz to życie wieczne istnieje dla Ciebie na papierze świętej księgi.
Możliwie, że jak i u Pascala jest tylko zapożyczonym urojeniem, którym szkaluje się chrześcijaństwo.

>To moje życie, od narodzin do śmierci, tu i teraz, jest dla mnie życiem wiecznym, bo innego nie mam i mieć nie mogę.
Jednakże takie jakim ono jest jest uboższe o pewną znajomość.
Osoba, która chce Ci dać się poznać w NT uważa, że je odmieni z racji swej wyjątkowości, której rozumienie silnie przekształca jaźń rozumiejącego, czyniąc go kimś innym niż był zanim poznał - tamten człowiek został unicestwiony, umarł w Jezusie (Mt 10,39)

>Zapraszam do dyskusji.
Zawsze do usług.
.
kassandra (5 punktów)
Jako, że z chęcią wróciłabym do tematu początkowego, podam kilka pytań. Nie jestem ateistką, ale i nie jestem katoliczką, satanistką itp. Moja wiara jest wykreowana po około 6 latach czytania mitologii, Koranu, Pisma Świętego itd.
Osobiście tępię tzw. "dewotów" czyli katolików, którzy są zaprzeczeniem doktryny... Dlatego jestem nielubiana (nie przeszkadza mi to:P)A oto te pytania:

1. Czemu na mszy o uzdrowienie w Częstochowie ludzie tarzają się po ziemi (bo są OPĘTANI) po czym po chwili podnoszą się, rozglądają na boki i dalej kontynuują udawanie ataków padaczki na ziemi??? (osobista obserwacja)

2.Dlaczego potępia się mężczyznę, który zostawia żonę po 5 latach (oboje katolicy), dlatego, że ona poroniła po tymże tarzaniu po ziemi??? (starali się o dziecko od ślubu, ale kobieta miała bardzo duże problemy z utrzymaniem płodu)

3. Czemu nie została ona potępiona za swój czyn, skoro to była praktycznie rzecz biorąc aborcja???(w sensie że świadomie do tego doprowadziła!!!Tak wiem, na czym polega ten zabieg, więc z góry tłumaczę

4. Dlaczego katolicy często wymuszają na innowiercach pewne rzeczy???(Pewna katoliczka(ojciec katecheta:/) przez prawie rok skutecznie odbierała mi chęć do życia nagabywaniem o oazę, wyjazdy itp.:/)Powtórzyło to po niej jeszcze kilka innych osób:/

5. W jaki sposób muzyka ma odpowiadać za wiarę osoby???(heavy metal - satanizm, gotyk - satanizm itp.)A jeśli może, to w co wierzy osoba słuchająca disco polo??? Albo dance???

6. Dlaczego księża mają niby przestrzegać celibatu, skoro i tak mają dzieci i kochanki???
Dlaczego tego nie zalegalizują???

7. Skoro Pismo Święte jest takie ach, och i ech to czemu Watykan nie chce ujawnić ksiąg z Biblioteki Watykańskiej??? Np. "Młotu na czarownice" albo Zwoi znad Morza Martwego???

8. Dlaczego osoba, która żyje lepiej niż większość katolików idzie do piekła, a taki seryjny morderca, który nawróci się w ostatniej chwili życia jest zbawiony??

Jak siądę na dłużej, więcej napiszę
A teraz tak z życia:
Moja prelekcja na temat szamanizmu. Nagle jedna z katoliczek podnosi łapę i pyta: "skoro wszystko ma początki w szamanizmie, to czemu sataniści zabijają dzieci na
Halloween?"
Moja odpowiedź "Zła interpretacja przesłań, tak jak w Rybnickiej Odnowie w Duchu Świętym (odłam sekciarski)"itd. przez 10 minut.
A ona na to bystrze " ale my nie interpretujemy źle PŚ"
I jak tu żyć z takimi??? Głuchymi na RACJONALNE argumenty??? Jeśli ktoś jest zainteresowany całą dyskusją, jak zrobię stronę to dam linka

Ps. Do katolików. Nie próbujcie mnie nawracać. To nie ma sensu. Co do znajomości Pisma Świętego : jestem 2-krotną wojewódzką finalistką. Żeby nie było, że smarkula itp.
Kruszewski (5 punktów)
Biblia jest zapisem mitów przekazywanych przez wiele wieku ustnie; niektóre są zapisem wydarzeń poprzedzających nawet o tysiąc lat zburzenie świątyni Jerozolimskiej 860 p.n.e.
Sama Biblia jest dowodem ewolucji myśli religijnej żydów od hemiteizmu do monoteizmu.
" Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną".
oznacza, są inni bogowie, ale masz słuchać w pierwszej kolejności własnego

Pojęcie Boga podlega ewolucji. Inne rozumienie Boga mieli pasterze kilka tysięcy lat temu, inne my dzisiaj.

Czym lub kim jest Bóg?
Bóg jest archetypem porządku wszechświata.
Czy więc istnieje ?
Prawa rządzące tym światem możesz spokojnie racjonalnie istnieje, więc Bóg ( porządek wszechświata ) istnieje.
Jaką ma On czy to formę?
Ten problem jest poza nasza percepcją. Możemy tylko wierzyć, że ma formę osobową lub jest tylko bezwładną ślepą siła.
Czy człowiek potrzebuje religii?
Tak, bo zawsze tworzy na swoje własne potrzeby jakiś zakres wierzeń religijnych. Nie możesz powiedzieć, że Boga nie ma. Powinieneś raczej powiedzieć, że religia, którą sobie stworzyłeś, jego nie uznaje. Złoty Rabbi, jeden z wielkich cadyków chasydzkich mawiał. Nie ma jednej drogi do Boga. każdy z nas ma swoją własną. Ja mam swoją, ty masz swoją. Tak samo jest z zakresem prywatnych wierzeń każdego człowieka.
Czy człowiek potrzebuje kościoła ?
Nie
Czy społeczeństwo go potrzebuje?
Zdecydowanie tak. Podstawą istnienia społeczeństwa jest usystematyzowanie indywidualnych wierzeń różnych ludzi. Inaczej byśmy się pozabijali.

Odpowiadając na twoje pytanie.

Dlaczego w pierwszych księgach napisane jest, że Bóg powiedział do człowieka?

Dlatego, że taka była percepcja pojmowania boga przez człowieka, w okresie tworzenia przekazu.
15-10-2008 14:40 
 Ocena 5 na 5
Duda (25557 punktów)
>Czy człowiek potrzebuje religii?
>Tak, bo zawsze tworzy na swoje własne potrzeby jakiś zakres wierzeń religijnych. Nie możesz powiedzieć, że Boga nie ma. Powinieneś raczej powiedzieć, że religia, którą sobie stworzyłeś, jego nie uznaje. Złoty Rabbi, jeden z wielkich cadyków chasydzkich mawiał. Nie ma jednej drogi do Boga. każdy z nas ma swoją własną. Ja mam swoją, ty masz swoją. Tak samo jest z zakresem prywatnych wierzeń każdego człowieka.
Nie człowiek nie potrzebuje religii. Potrzeba religii została wytworzona sztucznie w człowieku w okresie młodości. Człowiek potrzebuje wiedzy. Jeżeli dostaje wiedzę na odpowiednim poziomie religia nie jest mu potrzebna tak jak nie potrzebna staje się wiara w krasnoludki czy Sw.Mikołaja.

>Czy człowiek potrzebuje kościoła ?
>Nie
Tu się zgadzam.

>Czy społeczeństwo go potrzebuje?
>Zdecydowanie tak. Podstawą istnienia społeczeństwa jest usystematyzowanie indywidualnych wierzeń różnych ludzi. Inaczej byśmy się pozabijali.
Nie! Niema żadnych podstaw do takiego stwierdzenia. Kościół był wystarczająco często przyczyną mordów by móc powiedzieć, że jest jednym z głównych źródeł zła na świecie.
Instytucja Kościoła Katolickiego jest instytucją typu mafijnego, ustawiając się w pozycji w której nie ponosi odpowiedzialności za swoje działania równocześnie wpływa na sposób zarządzania społecznościami i wymusza finansowanie swoich poczynań.
Podobne działanie choć nie tak bardzo scentralizowane ma islam.
Pozdrawiam

Vytautas (4394 punktów)
>>Czy człowiek potrzebuje religii?
>Potrzeba religii została wytworzona sztucznie w człowieku w okresie młodości.
Nie zgadzam się. Moje obserwacje jako nauczyciela fizyki pokazują, że człowiek rodzi się nie jako tabula rasa, lecz z pewnym zapasem fałszywej wiedzy. Każdy uczeń zapytany przed nauką zasad dynamiki jest pewny tego, że jeśli na ciało nie działa siła, ciało musi spoczywać, a po to, by istniał ruch, musi istnieć siła. Podobnie każdy jest pewny, że z dwóch jednocześnie upuszczonych kamieni ten rzekomo spadnie wcześniej, który ma większą masę.
Takie same głupoty zawiera "Fizyka" Arystotelesa.
Dopiero w XVI w. Galileusz wpadł na pomysł, żeby wleźć na wieżę, upuścić dwa kamienie i zobaczyć, jaka jest prawda. Dopiero w XVII w. Newton sformułował zasady dynamiki.
Ba, spotkałem ludzi z maturą, a nawet po wyższych studiach, którzy umysłem tkwią w Średniowieczu. Do takich zaliczam także wierzących.
>>Czy człowiek potrzebuje kościoła ?
>>Nie
> Tu się zgadzam.
A ja nie. Człowiek lubi widzieć, że jego poglądy żywią inni. W kupie raźniej.
Spotkałem się nie raz i nie dziesięć z sytuacją, kiedy głupol na potwierdzenie tego, że w jakiejś sprawie ma rację, mówi, że "wszyscy" tak uważają.
>>Czy społeczeństwo go potrzebuje?
>>Zdecydowanie tak. Podstawą istnienia społeczeństwa jest usystematyzowanie indywidualnych wierzeń różnych ludzi. Inaczej byśmy się pozabijali.
>Kościół był wystarczająco często przyczyną mordów by móc powiedzieć, że jest jednym z głównych źródeł zła na świecie.
Społeczeństwo to nie filozof. Tak, jak łańcuch jest tak samo mocny jak jego najsłabsze ogniwo, tak wiedza i mądrość i moralność społeczeństwa jest taka jak najgorszego z jej członków. Cywilizowany naród niemiecki w czasie II Wojny Światowej pokazał dobitnie, że społeczeństwo to dziki, bezrozumny tłum.
Gdy dochodzi do konfliktów klas, czy narodów, zwyciężają lepiej zorganizowani. Na przykład przez religię.
16-10-2008 14:36 
 0 na 2
Kruszewski (5 punktów)

> Nie człowiek nie potrzebuje religii. Potrzeba religii została wytworzona sztucznie w człowieku w okresie młodości. Człowiek potrzebuje wiedzy. Jeżeli dostaje wiedzę na odpowiednim poziomie religia nie jest mu potrzebna tak jak nie potrzebna staje się wiara w krasnoludki czy Sw.Mikołaja.
Czyżby więc człowiek tworzył coś, co jest nieużyteczne?? Każdy człowiek ma własną religię. Zasady, których nie weryfikuje rozumowo. Można nie uznawać sformalizowanych religii, ale zawsze pozostaje to jakaś forma wiary. Przykładem są choćby kulty Hitlera czy Stalina. Przykłady innych kultów to choćby feminizm, socjalizm, faszyzm, demokracja. Wybacz to też są religie. Przyjmują jakieś dogmaty, które są nie podlegają weryfikacji.
Wybacz człowiek zawsze tworzy sobie jakąś religię.

>>Czy społeczeństwo go potrzebuje?
>>Zdecydowanie tak. Podstawą istnienia społeczeństwa jest usystematyzowanie indywidualnych wierzeń różnych ludzi. Inaczej byśmy się pozabijali.
>Nie! Niema żadnych podstaw do takiego stwierdzenia. Kościół był wystarczająco często przyczyną mordów by móc powiedzieć, że jest jednym z głównych źródeł zła na świecie.
>Instytucja Kościoła Katolickiego jest instytucją typu mafijnego, ustawiając się w pozycji w której nie ponosi odpowiedzialności za swoje działania równocześnie wpływa na sposób zarządzania społecznościami i wymusza finansowanie swoich poczynań.
>Podobne działanie choć nie tak bardzo scentralizowane ma islam.
>Pozdrawiam
Zapomnij o KK. Każde społeczeństwo tworzy swoisty kult religijny. Kult władcy kultu instytucji, kult armii, kult sądu. Państwo jest też strukturą typu mafijnego. Wymusza płacenie haraczy, ZUS, podatki chora kasa etc. W Polsce od najbiedniejszych zabiera 65% dochodu.
Zebrania partyjne, lóż masońskich, stowarzyszeń to jest pewna forma kultu religijnego. Wybacz, ale taka jest prawda.
16-10-2008 19:17 
 Ocena 3 na 3
Duda (25557 punktów)
>Czyżby więc człowiek tworzył coś, co jest nieużyteczne?? Każdy człowiek ma własną religię. Zasady, których nie weryfikuje rozumowo.
Człowiek potrzebuje wyjaśnienia zjawisk potrzebuje wiedzy. Jeżeli w danym momencie rozwoju otrzymuje wyjaśnienie w formie religii/wiary przyjmuje to bez dowodu. Wątpliwości przychodzą później albo nie przychodzą.

Przykładem są choćby kulty Hitlera czy Stalina. Przykłady innych kultów to choćby feminizm, socjalizm, faszyzm, demokracja. Wybacz to też są religie. Przyjmują jakieś dogmaty, które są nie podlegają weryfikacji.
Kult Stalina, Hitlera czy obecnie JP II kształtują media. Jak to się dzieje możemy prześledzić na przykładzie JP II. Brak krytyki. Bo nie wypada, bo on się przysłużył Solidarności itp. Przypisywanie takiej osobie specjalne talenty. JPII pisał sztuki teatralne - mądre genialne z głęboką nauką moralną. Z trudem przebijało się zdanie że ocierają się o grafomaństwo. A jego nauki! Podobno wszyscy byli i są pod wrażeniem jego mądrości.
Tylko, jeżeli wycisnąć z wodolejstwa to nic nie zostaje. Żadnego nowatorskiego podejścia a wręcz przeciwnie zaprzepaszczenie tych wszystkich osiągnięć środowisk katolickich które chciały zmiany podejścia do antykoncepcji, kobiet, innych wyznań, nauki. Jego działania ekumeniczne to tylko puste gesty, udawanie że chce się dyskutować tam gdzie do dyskusji się nie dopuszcza.
Książki , obrazy, nazwy ulic, szkół placów , pomniki za życia......
Tyle że to się nie udało! W dobie dostępu do wiedzy bez cenzury coraz częściej do ludzi dociera prawda. Coraz mniej jest bezkrytycznych zwolenników. Ta bańka mydlana nie tyle pękła ile się kurczy. Kult jednostki już nie jest możliwy. Musiałby być wprowadzony siłą.
>Zapomnij o KK. Każde społeczeństwo tworzy swoisty kult religijny. Kult władcy kultu instytucji, kult armii, kult sądu. Państwo jest też strukturą typu mafijnego.
Jestem za tworzeniem kultu wiedzy, nauki.
>Zebrania partyjne, lóż masońskich, stowarzyszeń to jest pewna forma kultu religijnego. Wybacz, ale taka jest prawda.
Gdy patrzy się na PiS to rzeczywiście kult wodza jest widoczny ale nie do przetransportowania na większość społeczeństwa. Jednak od czasu Hitlera czy Stalina
minęło troszkę czasu. Nie jest możliwy powrót do tamtych ideałów.
Myślę że odrzucając kościół jako instytucję doszczętnie zdegenerowaną nie zapobiegniemy tworzeniu się jakiejś innej patologi ale będą one coraz to słabsze i nie tak totalitarne.
Kruszewski (5 punktów)
JP II dla KK był wyjątkowym, chcesz czy nie, ale to właśnie jego duchowość i mistyka dokonały przewrotu w filozofii kościoła. Nie zmienisz faktu, że jako stary schorowany człowiek potrafił mówić do młodych ludzi, którzy nie wierzyli w nic i to mówim im rzeczy niepopularne. To dzięki niemu religia katolicka stała się z religii starych, biednych ludzi, religią młodych, ekspansywnych.
20-10-2008 21:06 
 Ocena 2 na 2
Duda (25557 punktów)
>JP II dla KK był wyjątkowym, chcesz czy nie......,
JPII traktował ludzi jak dzieci dlatego miał dobry kontakt z dziećmi , młodzieżą, wiernymi. Zakaz wszelkiej krytyki od początku pontyfikatu powodował, że był postrzegany wyjątkowo jednostronnie.
> ale to właśnie jego duchowość i mistyka dokonały przewrotu w filozofii kościoła.
Nie bardzo wiem o czym mówisz. Dokonał raczej odwrotu od wszelkiej postępowej myśli jaką zakiełkowała pod skrzydłami poprzednika.
> Nie zmienisz faktu, że jako stary schorowany człowiek potrafił mówić do młodych ludzi, którzy nie wierzyli w nic i to mówim im rzeczy niepopularne.
I dalej nie wierzą w nic, a już na pewno nie dotarło do nich że mają nie używać środków antykoncepcyjnych, że celibat ustanowiony został przez Jezusa .....
Wybacz ale nie był moim idolem więc nie bardzo wiem w czym był taki rewelacyjny.
Jego popularność oprócz Polski wcale nie była taka duża. Podobno jedynie w Afryce. Europa zachodnia patrzyła na niego mocno krytycznie, nawet wśród teologów katolickich nie wzbudzał zachwytu.
W Polsce wszyscy zostaliśmy poddani praniu mózgu na jego temat. A jeżeli chodzi o konkrety to jakoś ciężko do nich dotrzeć.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Może byśmy na forum racjonalista.pl stworzyli polską wersje takich ciekawych pytań które
>przypierają katolików do muru ?

Pomysł ten z początku wydał mi się marny, bo jako ateista nie chcę popierać poniżania i okrucieństwa wobec wierzących. W moim przekonaniu ludzie religijni są ludźmi albo nieszczęśliwymi, albo ułomnymi, albo kapłanami żerującymi na tych nieszczęściach. Zadawanie takich pytań zwyczajnym cieniakom jest okrutnym naigrywaniem się z ich głupoty. Takie pytania człowiek przyzwoity może zadawać tylko kapłanom.

I właśnie z taką myślą otworzyłem załącznik i zacząłem czytać te pytania... i niestety, są na żenującym poziomie. Gdyby jakiś ateista zadał jakiemuś księdzu takie pytania, to ten zrywałby baki ze śmiechu. Jakość tych pytań spowodowała, że nagle zacząłem popierać ten pomysł. Tak stwórzmy naszą wersję tych pytań, żebyśmy, jako ateiści, nie musieli się wstydzić za ich autora.

Jako przykład podam wcale nie najgłupsze pytanie:

4. Wiele razy słyszałem od wierzących, że Szatan jest też obecny w kościołach, dlatego też nawet tam ludzie mają wciąż nieczyste myśli. Jeżeli znalazł tam drogę, skąd Chrześcijanie wiedzą, że nie odkrył również sposobu na przekręcenie Biblii? - The Infidel Guy

Odpowiedź 41.: Istnieje wiele wersji przekręconych biblii - są one dziełem Szatana.

Odpowiedź 42.: Istnieje wiele technik niedostępnych Szatanowi, którymi posługuje się Wszechmogący, aby chrześcijanie dowiedzieli się, która wersja jest nieprzekręcona. Ja słyszałem o trzech takich technikach: Objawienie, Olśnienie i Oświecenie.

Albo coś z fizyki:

9. Jeśli Bóg jest niezmienny, to jaki jest dowód na jego istnienie skoro wszystko wokół nas się zmienia? - The Infidel Guy

Odpowiedź: Istnienie praw fizyki jest dowodem na istnienie takiego Boga.

itd. itp. ta lista jest kompromitacją (tłumacza czy angielskich ateistów?) - koniecznie trzeba ją skrócić i poprawić


doku
nielubieswojegonazwiska (12 punktów)

>Po co piszę ten temat ? - a więc do rzeczy:
>Może byśmy na forum racjonalista.pl stworzyli polską wersje takich ciekawych pytań które
>przypierają katolików do muru ?

Rok temu, czytając Epikura w pociągu, przyszło mi do głowy pytanie, przez które straciłam wiarę, zwłaszcza że po nim przyszły mi do głowy kolejne...
Jak to możliwe że cierpienie jest dobre? Jak męczeństwo może podobać się bogu, skoro on ma niby nas kochać i chcieć naszego dobra? Jaki sens może mieć cierpienie za kogoś, nawet jeśli mu to pomoże, skoro i tak ktoś będzie wtedy cierpiał?
W średniowieczu, bardzo modne było pokutowanie za grzechy, poprzez bicie się dyscypliną- sznurem z zawiązanym supłem, którym bito się tak mocno i tak długo że pojawiała się krew. Noszono też koszule włosiennice. Nadal afirmuje się cierpienie, choć w nie aż tak skrajny sposób. Jest to jednym ze słabszych stron KK, choć takich jest wiele. Myślę że można zadać wiele pytań, na które katolicy by nie odpowiedzieli, szkoda tylko że dyskusja tutaj porusza też rzeczy niezwiązane z tematem...

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365