 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 04-09-2005 16:41 | Anonimowy Artysta Początkujący | Rozum i serce | Dwie rzeczy żądzą człowiekiem - rozum i serce. Nic dobrego nam nie wyjdzie kiedy je odddzielimy. Kiedy rozum nie słucha serca jest źle, kiedy serce nie słucha rozumu też jest źle. Kiedy jedno z drugim współgra doświadczamy spokóju, radości i szczęścia. Rozum szuka prawdy a serce miłości. Harmonia poprowadzi nas przez życie. |
J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | >Harmonia poprowadzi nas przez życie. Czasami tylko rogi na głowie psują tę harmonijkę...
|
|
| Przemek K. | >Dwie rzeczy żądzą człowiekiem - rozum i serce. Nic >dobrego nam nie wyjdzie kiedy je odddzielimy. Kiedy rozum >nie słucha serca jest źle, kiedy serce nie słucha rozumu >też jest źle. Kiedy jedno z drugim współgra doświadczamy >spokóju, radości i szczęścia. Rozum szuka prawdy a serce >miłości. Harmonia poprowadzi nas przez życie.
Komuś się wydaje, że to zawsze jest możliwe! A jeśli rozum nakazuje postępować inaczej niż serce?
Co nie znaczy, że nie życzę wszystkich takich złudzeń i życia w sercowo-rozumowej harmonii, póki się da!
|
|
| Nimrodelka (26 punktów) | >Dwie rzeczy żądzą człowiekiem - rozum i serce. Nic >dobrego nam nie wyjdzie kiedy je odddzielimy. Kiedy rozum >nie słucha serca jest źle, kiedy serce nie słucha rozumu >też jest źle. Kiedy jedno z drugim współgra doświadczamy >spokóju, radości i szczęścia. Rozum szuka prawdy a serce >miłości. Harmonia poprowadzi nas przez życie.
Wszystko fajnie, tylko że w życiu stosunkowo często bywa tak, że rozum mówi nam co innego niż serce... a wtedy powstaje pytanie, którą drogą iść? Trzeba dokonywać wyborów, których często potem możemy żałować... Dlatego harmonia nie prowadzi nas przez całe życie... byłoby to zbyt kolorowe...
|
|
 | | Beatus | Autora chciałabym zapytać, co rozumie pod pojęciem harmonia? Na ogół słowo to kieruje naszą intuicję w stronę wizji jakiejś zgodności i równowagi. Mówimy, że coś jest hatmonijne, gdy widzimy w tym proporcje, wzajemne dopasowanie elementów. Jeśli zgodzimy się z takim rozumieniem harmonii, wypadałoby zapytać, jak miałby wyglądać świat zupełnie temu podporządkowany. Świat ludzki, świat kultury, bo chyba o to chodziło autorowi. (Jest też problem możliwości tak pełnego pogodzenia serca i umysłu, ale mniejsza z tym.) W takim świecie nie byłoby zgrzytów, sprzeczności, brzydoty, zła itd. Pomijając już kwestię nieodzowności występowania przeciwieństw, które pozwalają umysłowi ludzkiemu odróżniać rzeczy. Świat harmonijny w tym rozumieniu, byłby piekielnie nudny. Wewnętrzne rozdarcia, które są muzą artystów, konflikty interesów własnych i cudzych, które pozwalają nam wznosić się i upadać w dziedzinie moralności, w ogóle jakakolwiek polemika ze sobą, ze światem. W rzeczywistości idealnie harmonijnej zabrakłoby tych i innych elementów. Nie wiem czy podobałby mi się taki świat. Nie sądzę.
|
|
| Łukasz Majewski (563 punktów) | Być może będzie dla Ciebie pewną inspiracją znajomość faktu, że rozum i serce są nieoddzielne w kulturach takich jak inkaska i tybetańska... kultur "górskich", które rozwinęły się w pełnych piękna zakątkach ziemi a których historia jednak nie zechciała poprowadzić w harmoni i takich tam innych bajerach o jakich piszesz  Inkowie uważają (a przynajmniej uważali) serce za siedlisko ich woli i myśli. Tybetańczycy zaś uważają centrum klatki piersiowej i serce za siedlisko umysłu ze względu na stany inspiracji, które to właśnie stamtąd "wychodzą" i kierują naszym życiem. Taka symbolika serca, jak powiedział mi jeden mój znający się na judaizmie kolega, jest zaś podobna do hebrajskiej  Pewno znalazłoby się jeszce więcej takich przykładów na naszym świecie... ale widzisz...nie chce mi się za bardzo więcej szukać bo mnie to tam już sama tybetańska harmonia wystarcza...  Serdeczne pozdrowienia spod góry Kailaś  Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
 | | Beatus | Primo, nie odpowiedziałeś na pytanie Secundo, co ma brak znajomości anatomii u takich czy innych ludów do tego co my, europejczycy zwykliśmy nazywać rozumem i sercem > Być może będzie dla Ciebie pewną inspiracją znajomość faktu, że rozum i serce są nieoddzielne w kulturach takich jak inkaska i tybetańska..Niepodzielne ale rozdzielalne. Człowiek generalnie jest kiepski do dzielenia. Wszystkie jego funcje jak i organy współpracują lub wzajem wojują, ale taka już nasza ludzka natura. > Inkowie uważają (a przynajmniej uważali) serce za siedlisko ich woli i myśli.Jeśli ich wola i myśl była zwiżana z emocjami, to nie widzę tutaj nic niezwykłego. Tybetańczycy zaś uważają centrum klatki piersiowej i serce za siedlisko umysłu ze względu na stany inspiracji, które to właśnie stamtąd "wychodzą" i kierują naszym życiem. Umysłu owszem, ale traktowanego jako dusza. A mi się wydawało, że mówimy o rozumie, pełniącym funkcji innego rodzaju niż duchowe. Taka symbolika serca, jak powiedział mi jeden mój znający się na judaizmie kolega, jest zaś podobna do hebrajskiej  Z tego co ja się znam na judaizmie, ma on tak rozległe korzenie i tyle było tam przeróżnych wpływu, że zapytałabym raczej, czy da się znaleźć symbol, znak, którego hebrajczycy w swojej historii na pewno nie mają Pewno znalazłoby się jeszcze więcej takich przykładów na naszym świecie... ale widzisz...nie chce mi się za bardzo więcej szukać bo mnie to tam już sama tybetańska harmonia wystarcza... Nie szukaj, ja ci podpowiem. Polska 6 września 2005. Świat mój i twój, po co szukać dalej. A górka śliczna. Chociaż wolałabym poobcować z nią na żywo, ale cóż. Pozdrawiam
|
|
|  | | Łukasz Majewski (563 punktów) | Oj Beatus Beatus  ...żeby mi się chciało odpowiadać tak jak mi się nie chce...  > Primo, nie odpowiedziałeś na pytanieNo dobra... jak chamówa to chamówa  i rzeczywiście Beatus... primo, jakie pytanie? Ja odpowiadałem na wątek a nie Twój post. Tam pytania żadnego nie ma, wątek jest artystyczny. Secundo, nie chcę Cię o to podejrzewać, ale czy Ty uważasz, że jak Ty już coś na forum napiszesz, to wszyscy odpowiadający poniżej Ciebie winni mieć Cię na uwadze?  A już tak trochę poważniej, to "wybaczam"... odpowiedziałem przecież niedługo po Tobie i miałaś emocjonalne prawo uznać ten post za skierowany do Ciebie jak też nie zauważyć przesunięcia mojego postu w lewo w stosunku do Twojego, zwłaszcza jeśli jesteś tu nowiusienka  Co się zaś tyczyłoby jeszcze Twojego postu, skoro już o nim mowa, to bardzo ładny on jest a zawarte w nim treści zgodne i z moim punktem widzenia. Zagłosować nawet chciałem, ale nie logujesz się chyba po wejściu na stronę otwierającą portal tylko dopiero na forum i nie jest wówczas możliwe oddawanie na Ciebie głosu jak i uzyskanie wglądu do innych Twoich postów > Secondo, co ma brak znajomości anatomii u takich czy innych ludów do tego co my, europejczycy zwykliśmy nazywać rozumem i sercemA choćby i to, że rozum to tez pojęcie anatomiczne nie jest  a z sercem to zależy od rozumienia  A tak szczerze, to za bardzo nie wiem i nie chce mi się nad tym myśleć bo mnie to nie zajmuje  Wystąpiłem z pozycji artysty życia, takiego sobie luzaczka, który pokojarzył sobie rozmaite fakty i zaczął swą skierowaną do AArtystyP-ego wypowiedź od Być może będzie dla Ciebie pewną inspiracją bo wydaje mi się, że artystom to często właśnie o inspiracje chodzi a nie jakieś racjonalno-logiczne debaty  > Niepodzielne ale rozdzielalne. Człowiek generalnie jest kiepski do dzielenia.  Dobre!  Lubię Cię za to hasło Beatus czy tego chciałaś czy nie  > >Inkowie uważają (a przynajmniej uważali) serce za siedlisko ich woli i myśli.> Jeśli ich wola i myśl była zwiżana z emocjami, to nie widzę tutaj nic niezwykłego.Ja też nie... na niezwykłości to mi nie zalażało... albo dobra... zależało !!!!    > >Tybetańczycy zaś uważają centrum klatki piersiowej i serce za siedlisko umysłu ze względu na stany inspiracji, które to właśnie stamtąd "wychodzą" i kierują naszym życiem.> Umysłu owszem, ale traktowanego jako dusza.Niech Ci już tak na bardzo upartego będzie, ale nie ma w oficjalnym buddyzmie duszy, w tym tybetańskim można jedynie mówić o pewnej substancjalności elementu reinkarnującego się. > A mi się wydawało, że mówimy o rozumie, pełniącym funkcji innego rodzaju niż duchowe.A to niech Ci się dalej wydaje i dalej sobie mówcie, proszę bardzo, chętnie będę dalej słuchał  > >Taka symbolika serca, jak powiedział mi jeden mój znający się na Judaizmie kolega, jest zaś podobna do hebrajskiej> Z tego co ja się znam na Judaiźmie, ma on tak rozległe korzenie i tyle było tam przeróżnych wpływu, że zapytałabym raczej, czy da się znaleźć symbol, znak, którego hebrajczycy w swojej historii na pewno nie mająKońcówki religii i ideologii nie brzmią Beatus i źm więc na Judai źmie to nikt z nas się nie tylko tutaj, ale i na całym świecie znać nie może, bo czegoś takiego po prostu nie ma! [i przy tej to okazji serdeczne pozdrowienia dla jednego z moderatorów (już on będzie wiedział, że to o niego chodzi  ) ] Co zaś do pozbawionej ortograficznego fundamentu treści nazwijmy ją jednak mimo wszystko merytorycznej, to dyskutował nie będę bo się nie znam za bardzo. Możliwe, że masz i rację. Wątek ten do tego kolegi wyślę i może się tu w wolnej chwili zjawi. > A górka śliczna.No ja Ci zaraz dam "górka"! Czekaj no  Toż to ziemska reprezentacja buddyjskiej góry Meru!  Centrum wszechświata!  Axis Mundi!  Siedziba Khorlo Demczoga (sansk. Czakrasamwara) i jego partneki!  Kailaś to centrum ich świętej mandali!  > Chociaż wolałabym poobcować z nią na żywo,Ja również, chociaż to trudno dostępny i nieprzyjazny dla Europejczyków teren i klimat. Trzeba mieć zezwolenie chińskich władz, o które wcale nie łatwo, a na domiar złego, Chińczycy tam już niestety nawet drogę budują, żeby sobie można było wokół tej górki samochodem pojeździć, co nie dość, ze popsuje atmosferę miejsca to też nie będzie pewno za bardzo w smak wszystkim buddystom, śiwaitom, dżinistom i bon-pom [bo dla tych trzech ostatnich to też centrum świata; dla Śiwaitów siedziba Śiwy www.racjonalista.pl/forum.php/s,27317#w28532)] wykonującym khorę tj. ok. 50-55 kilometrową pieszą pielgrzymkę wokół tej góry... mówią że najtrudniejszą obok tej na górę Fudżi pielgrzymkę świata > ale cóż.No tak..cóż... ja Cię tam niestety nie zabiorę bo mnie na to nie stać  Pewno byś też ze mną nie chciała  > PozdrawiamJa również, ja również 
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| |  | | Łukasz Majewski (563 punktów) | > >>Taka symbolika serca, jak powiedział mi jeden mój znający się na Judaizmie kolega, jest zaś podobna do hebrajskiej> >Z tego co ja się znam na Judaiźmie, ma on tak rozległe korzenie i tyle było tam przeróżnych wpływu, że zapytałabym raczej, czy da się znaleźć symbol, znak, którego hebrajczycy w swojej historii na pewno nie mają> Końcówki religii i ideologii nie brzmią Beatus iźm więc na Judaiźmie to nikt z nas się nie tylko tutaj, ale i na całym świecie znać nie może, bo czegoś takiego po prostu nie ma! [i przy tej to okazji serdeczne pozdrowienia dla jednego z moderatorów (już on będzie wiedział, że to o niego chodzi ) ]Wymądrzałem się a wymądrzałem, piórka stroszyłem i się pyszniłem, Placownika pozdrawiałem, a prawda jest jeszcze taka, że nie piszemy oczywiście religii/filozofii/ideologii dużą literą i nie wiem, co mnie podkusiło, żeby ten SHIFT tam w środku zdania wciskać. Mała to też dla mnie pociecha, że Beatus zachciała ten mój błąd powtórzyć z dodaniem do niego tego swojego  > Co zaś do pozbawionej ortograficznego fundamentu treści nazwijmy ją jednak mimo wszystko merytorycznej, to dyskutował nie będę bo się nie znam za bardzo. Możliwe, że masz i rację. Wątek ten do tego kolegi wyślę i może się tu w wolnej chwili zjawi.Postanowiłem tez dać koledze spokój z tą sprawą, dzieci ma, żonę, a jest to zagadnienie poniżej jego intelektualnych możliwości a ja nie znam się jednak tak słabo jak mi się wtedy z intelektualnego lenistwa wydawało i sam sobie wcale nie gorzej poradzę, ot co, studia do czegoś przecież człowieka zobowiązują  A zatem, zakasawszy rękawy do tym razem bezlitośnie racjonalno-rozumowej, choć nie pozbawionej serca pracy nad... > >Z tego co ja się znam na Judaiźmie, ma on tak rozległe korzenie i tyle było tam przeróżnych wpływu, że zapytałabym raczej, czy da się znaleźć symbol, znak, którego hebrajczycy w swojej historii na pewno nie mają....odpowiadam Ci Beatus banalnie, że się da, bo cała dyskusja zależy przecież od tego, na jaki poziom kategoryzacji w wymiarze parareli tych symboli/ znaków byśmy zeszli; i nie muszę Ci chyba jakoś wymyślnie pokazywać, że im głębiej byśmy w te dywersyfikacje wchodzili, tym większe byśmy widzieli "symbolizacyjne" różnice pomiędzy poszczególnymi religiami. Ja rozumiem, że Ty przyjęłaś perspektywę odgórną, rozległe korzenie i wpływy, o których piszesz to jak mniemam fuzje koncepcji wywodzących się ze starożytnych Mezopotamii, Iranu czy w ogóle Bliskiego Wschodu i wschodniego rejonu śródziemnomorskiego no ale wiesz pewnie doskonale, że z takiej perspektywy to o każdej religii można powiedzieć, że "ma rozległe korzenie i tyle było w niej przeróżnych wpływów". Podobną perspektywę przyjęłaś mówiąc o symbolu, znaku (a o ich rozróżnianiu będzie jeszce niżej)...zgoda Beatus, że istnieją archetypowe matryce dla religijnych symboli wrodzone nam od czasów pierwotnych i obecne we wszelkich kulturach, ale nie upoważnia to do wyciągania będących Twoim udziałem wniosków, bo te archetypowe matryce są wypełniane zupełnie inną treścią niejednokrotnie w ramach pokrewnych tradycji religii. Nie wszystkie symbole też opierają się na tych matrycach i duża tu też rola rozmaitych analogii i luźnych, arbitralnych skojarzeń. Tak się składa, że czuję się dobrze w buddyzmie, więc wytłumaczę Ci to na przykładzie okręgu w japońskim buddyzmie zen i w buddyzmie tybetańskim. W obu tych tradycjach (no i oczywiście nie tylko w nich) okrąg jest matrycą dla wyrażenia jungowskiego archetypu jaźni, pełni świadomości i wielu innych bajerów, o których więcej możesz sobie już sama na necie poczytać. I teraz, w zenie, okrąg maluje się byle jak, jednym pociągnięciem pędzla, tak "od niechcenia", tak jakby malowało go dziecko, pozostaje nieraz otwarty i nikogo to nie szczypie. A weźmy sobie teraz taką całkiem sporych rozmiarów tybetańską mandalę sypaną z chirurgiczną niemal dokładnością przez nieraz kilka tygodni z kolorowych ziarenek piasku i porażającą ilością jej drobnych detali, jakich zdjęć na necie też znajdziesz bez liku, bo całkiem niedawno w Polsce taką mandalę z okazji pierwszej w naszym kraju inicjacji Kalachakry sypano. Widzisz różnicę? Mam nadzieję, że teraz Ci już wszystko ładnie wyjaśniłem i rozumiesz. Nie powiem Ci Beatus jak wyglądają symbole oparte na archetypowym okręgu w judaizmie, bo się nie znam, ale jestem pewien, że nie jest to ani okrąg zenowski, ani tym bardziej tybetańska mandala, której symbolika jest tak szczegółowa, że nie ma mowy o jej występowaniu w innych tradycjach kulturowych (samych tybetańskich mandal też jest zresztą bez liku!!! Nie wszystkie to te same!!!). Możemy Beatus co najwyżej wznieść się na wyższy szczebel kategoryzacji symboli i powiedzieć, że podobne mandale sypią Indianie Am. Płn., ale ich szczegółowa symbolika z oczywistych względów nie będzie identyczna. Tożsame będzie jedynie np.: wyznaczanie 4 głównych kierunków i być może tyle. I mimo tych podobieństw Beatus, trudno jest też przecież mówić o wpływie koncepcji tybetańskich na indiańskie, mimo że jakiś wspólny rdzeń tych ludów w Azji to dałoby się może i gdzieś tam w prehistorii znaleźć, ale byłoby to trochę bez sensu, bo można by pójść na łatwiznę, i zadać też wtedy w Twoim stylu pytanie "Czy istnieje jakiś jeden symbol, znak, który jest oryginalny, niepowtarzalny i właściwy tylko jednej grupie ludzkiej, skoro wszyscy wyszliśmy z Afryki i nasze korzenie rozległe nie są i nie możemy mówić o jakichkolwiek wpływach z zewnątrz [chyba że z kosmosu]  "
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| | |  | | Łukasz Majewski (563 punktów) | Co się zaś tyczy Beatus [wolałbym jednak pisać Beato, lecz nie wiem czy wolno] symbolu i znaku... niby że to samo a jednak nie to samo... tak najprościej mówiąc, symbol jest nieco bardziej złożony, składa się nieraz z kilku znaków. Gdybyś ograniczyła swoje pytanie do formuły "czy da się znaleźć znak, którego hebrajczycy w swojej historii na pewno nie mają", czego na szczęście nie zrobiłaś, to z jeszcze większą swobodą odpowiedziałbym Ci, że tak, bo nie znają oni na przykład w swojej historii pisma Majów czy chińskiego. Zgoda że to pisma bliskie hieroglifom, wysoce symboliczne, ale to tak samo jak hebrajskie i przytoczyłem je świadomie. No a żeby Ci to zobrazować bardziej, to można by tu też przytoczyć bliższe im geograficznie i fonetyczne już pisma tybetańskie czy indyjskie pismo dewangari (a nawet z sąsiednimi arabskimi literami jest chyba u nich dosyć ciężko). Nie wiem jak Ty, ale ja o takich znaków wśród Żydów nie widziałem, podobnie jak hebrajskiego u Eskimosów też jeszcze nie. No chyba, że zachciałoby się nam wejść znów na poziom ogólny i stwierdzić w banalnym stylu, ze litery jako reprezentacje słów/fonemów (zależnie od rodzaju pisma) są właściwe każdej kulturze (co i tak by zresztą prawdą nie było). A ponieważ i takie znaki (tj. litery) można nazywać na upartego symbolami to dobrze Ci Beatus na przyszłość radzę, używaj w takich sytuacjach jak ta nasza powyższa terminu "symbol religijny". Choć zgodzę się, że trudno symbole judaistyczne nazywac stricte religijnymi, tak samo jak judaizm stricte religią. Ot i proste wyjaśnienie sprawy  P.S. Mam nadzieję, ze Anonimowy Artysta Poszukujący wybaczy mi to "trucie" na jego wątku, ale tu o religioznawczą prawdę chodziło, rzecz dla mnie najwyższej wagi 
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| | | |  | | Beatus | > Co się zaś tyczy Beatus [wolałbym jednak pisać Beato, lecz nie wiem czy wolno]Wszystko wolno, aby dobrze się potem bronić.  symbolu i znaku... niby że to samo a jednak nie to samo... tak najprościej mówiąc, symbol jest nieco bardziej złożony, składa się nieraz z kilku znaków. Gdybyś ograniczyła swoje pytanie do formuły "czy da się znaleźć znak, którego hebrajczycy w swojej historii na pewno nie mają", czego na szczęście nie zrobiłaś, to z jeszcze większą swobodą odpowiedziałbym Ci, że tak, Oj, ja bardzo ściśle rozróżniam symol i znak. Symbol jest to nośnik treści, który nie ma desygnatu empirycznego, to co zawiera przełamuje płaszczyzny, tj. można zastosować do religii ale też np. do poezji. Smbol łączy treści normalnie rozdzielone. Nie da się też jego treści ubrać w słowa w sposób w pełni wyczerpujący. Takie po Ghetem ściągnięte. Zank to tylko materialny odnośnik do czegoś innego. Np. czerwone światło, np. litera alfabetu, itd. > P.S. Mam nadzieję, ze Anonimowy Artysta Poszukujący wybaczy mi to "trucie" na jego wątku, ale tu o religioznawczą prawdę chodziło, rzecz dla mnie najwyższej wagi  No, chyba jednak cię polubię, chociaż mi tak nawrzucałeś.
|
|
| | | | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | > Oj, ja bardzo ściśle rozróżniam symol i znak.> Symbol jest to nośnik treści, który nie ma desygnatu empirycznego, to co zawiera przełamuje płaszczyzny, tj. można zastosować do religii ale też np. do poezji. Smbol łączy treści normalnie rozdzielone. Nie da się też jego treści ubrać w słowa w sposób w pełni wyczerpujący. Takie po Ghetem ściągnięte.> Zank to tylko materialny odnośnik do czegoś innego. Np. czerwone światło, np. litera alfabetu, itd.Tak to ładnie wytłumaczyłaś, że sam się czegoś nowego nauczyłem i zrozumiałem to z innej strony  > No, chyba jednak cię polubię, chociaż mi tak nawrzucałeś.To fajnie, miło z Twojej strony i bardzo się cieszę 
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| | |  | | Beatus | Dobra, sprawdziłam autora, to jest ciąg dalszy. Aż się na mnie uwziołeś. > ...odpowiadam Ci Beatus banalnie, że się da, bo cała dyskusja zależy przecież od tego, na jaki poziom kategoryzacji w wymiarze parareli tych symboli/ znaków byśmy zeszli; i nie muszę Ci chyba jakoś wymyślnie pokazywać, że im głębiej byśmy w te dywersyfikacje wchodzili, tym większe byśmy widzieli "symbolizacyjne" różnice pomiędzy poszczególnymi religiami.Głupia sprawa. Ja czym bardziej się przyglądam tym więcej widzę podobieństw a mniej różnic. > Ja rozumiem, że Ty przyjęłaś perspektywę odgórną, rozległe korzenie i wpływy, o których piszesz to jak mniemam fuzje koncepcji wywodzących się ze starożytnych Mezopotamii, Iranu czy w ogóle Bliskiego Wschodu i wschodniego rejonu śródziemnomorskiego no ale wiesz pewnie doskonale, że z takiej perspektywy to o każdej religii można powiedzieć, że "ma rozległe korzenie i tyle było w niej przeróżnych wpływów".No nie koniecznie. Może raczej mam tendencje raczej do syntezy niż analizy. > Podobną perspektywę przyjęłaś mówiąc o symbolu, znaku (a o ich rozróżnianiu będzie jeszce niżej)...zgoda Beatus, że istnieją archetypowe matryce dla religijnych symboli wrodzone nam od czasów pierwotnych i obecne we wszelkich kulturach, ale nie upoważnia to do wyciągania będących Twoim udziałem wniosków, bo te archetypowe matryce są wypełniane zupełnie inną treścią niejednokrotnie w ramach pokrewnych tradycji religii. Nie wszystkie symbole też opierają się na tych matrycach i duża tu też rola rozmaitych analogii i luźnych, arbitralnych skojarzeń.Dodam jeszcze, że istnienia archetypu nie da się dowieść. Odróżnienie symboli archtypowych od innych jest trudne i każdy autor robi to po swojemu. > Mam nadzieję, że teraz Ci już wszystko ładnie wyjaśniłem i rozumiesz. Nie powiem Ci Beatus jak wyglądają symbole oparte na archetypowym okręgu w judaizmie, bo się nie znam, ale jestem pewien, że nie jest to ani okrąg zenowski, ani tym bardziej tybetańska mandala, której symbolika jest tak szczegółowa, że nie ma mowy o jej występowaniu w innych tradycjach kulturowych (samych tybetańskich mandal też jest zresztą bez liku!!! Nie wszystkie to te same!!!). Możemy Beatus co najwyżej wznieść się na wyższy szczebel kategoryzacji symboli i powiedzieć, że podobne mandale sypią Indianie Am. Płn., ale ich szczegółowa symbolika z oczywistych względów nie będzie identyczna. Tożsame będzie jedynie np.: wyznaczanie 4 głównych kierunków i być może tyle. I mimo tych podobieństw Beatus, trudno jest też przecież mówić o wpływie koncepcji tybetańskich na indiańskie, mimo że jakiś wspólny rdzeń tych ludów w Azji to dałoby się może i gdzieś tam w prehistorii znaleźć, ale byłoby to trochę bez sensu, bo można by pójść na łatwiznę, i zadać też wtedy w Twoim stylu pytanie "Czy istnieje jakiś jeden symbol, znak, który jest oryginalny, niepowtarzalny i właściwy tylko jednej grupie ludzkiej, skoro wszyscy wyszliśmy z Afryki i nasze korzenie rozległe nie są i nie możemy mówić o jakichkolwiek wpływach z zewnątrz [chyba że z kosmosu] "To trochę nie tak z tym archetypem, jeśli będziemy trzymać się Junga. O ile mandala, kółko (głupia sprawa bo nazwa odnosi do kultury)może tak - jakieś centrum symboliczne jest pochodzenia archetypowego. Zakładamy, nie wiemy. Jeśli jednak jest, będzie niezależne od kultury. Zmieni się tylko forma. Buddyści piaseczkiem, katolicy rozety w witrażach, itd.
|
|
| | | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | > Głupia sprawa. Ja czym bardziej się przyglądam tym więcej widzę podobieństw a mniej różnic.Staram się Ciebie jakoś tutaj zrozumieć, ale widzisz, też głupia sprawa, nie rozumiem  > No nie koniecznie. Może raczej mam tendencje raczej do syntezy niż analizy.Odwieczne piękno kobiecego umysłu  > To trochę nie tak z tym archetypem, jeśli będziemy trzymać się JungaŚpieszę uzupełnić, że ja to tak bardziej Wiercińskiego się trzymałem, który z Junga ściągnął, ale swoje też dodał. > O ile mandala, kółko (głupia sprawa bo nazwa odnosi do kultury)może tak - jakieś centrum symboliczne jest pochodzenia archetypowego. Zakładamy, nie wiemy. Jeśli jednak jest, będzie niezależne od kultury. Zmieni się tylko forma. Buddyści piaseczkiem, katolicy rozety w witrażach, itd.No, mnie dokładnie o to samo chodziło... głupi sprawa, myslisz to samo co ja a wydaje Ci się, że nie 
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | >Możemy Beatus co najwyżej wznieść się na wyższy szczebel kategoryzacji symboli i powiedzieć, że podobne mandale sypią Indianie Am. Płn., ale ich szczegółowa symbolika z oczywistych względów nie będzie identyczna. Tożsame będzie jedynie np.: wyznaczanie 4 głównych kierunków i być może tyle. I mimo tych podobieństw Beatus, trudno jest też przecież mówić o wpływie koncepcji tybetańskich na indiańskie, mimo że jakiś wspólny rdzeń tych ludów w Azji to dałoby się może i gdzieś tam w prehistorii znaleźć
A propos, kolega pokazał mi dziś 12 s. "Moc, niemoc, przemoc" K. Mroziewicza. Autor pisze tam, że Indianie Ameryki Północnej wyszli z Tybetu i Nepalu. Nie wiem na jakich źródłach się opierał ale jak dla mnie, brzmi to interesująco.
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| |  | | Beatus | > No dobra... jak chamówa to chamówa i rzeczywiście Beatus... primo, jakie pytanie? Ja odpowiadałem na wątek a nie Twój post. Tam pytania żadnego nie ma, wątek jest artystyczny...Masz rację. Myślałam, że jesteście tą samą osobą. Po prostu nie przeczytałam albo nie zapamiętałam autora. Nie ma się o co denerwować. > Co się zaś tyczyłoby jeszcze Twojego postu, skoro już o nim mowa, to bardzo ładny on jest a zawarte w nim treści zgodne i z moim punktem widzenia. Zagłosować nawet chciałem, ale nie logujesz się chyba po wejściu na stronę otwierającą portal tylko dopiero na forum i nie jest wówczas możliwe oddawanie na Ciebie głosu jak i uzyskanie wglądu do innych Twoich postówWiem, wiem. Wchodzę na to forum od lat. Nawet zdaje się jest tu coś mojego sprzed roku, dwuch. Jest to jednak czynność napadowa, tj. miesiąc popiszę i pół roku nie. Dlatego się nie zalogowałam. > A choćby i to, że rozum to tez pojęcie anatomiczne nie jest a z sercem to zależy od rozumienia A tak szczerze, to za bardzo nie wiem i nie chce mi się nad tym myśleć bo mnie to nie zajmuje Wystąpiłem z pozycji artysty życia, takiego sobie luzaczka, który pokojarzył sobie rozmaite fakty i zaczął swą skierowaną do AArtystyP-ego wypowiedź od Być może będzie dla Ciebie pewną inspiracją bo wydaje mi się, że artystom to często właśnie o inspiracje chodzi a nie jakieś racjonalno-logiczne debaty  Wyobraź sobie, że mi chodziło o to samo. Jak się takiemu artyście robi trudności, gnębi się go zamiast klaskać, ma taki w obyczaju stawać się bardziej płodny. Na zasadzie im większa męka, tym większe dzieło. > Niech Ci już tak na bardzo upartego będzie, ale nie ma w oficjalnym buddyzmie duszy, w tym tybetańskim można jedynie mówić o pewnej substancjalności elementu reinkarnującego się.Miałam na myśli nie chrzescijańską duszę, ale raczej starożytnego ducha, energię życiową, mana, wakanda i jak mu tam jeszcze dawali na imię. Wtedy pasuje do buddyzmu. > Końcówki religii i ideologii nie brzmią Beatus iźm więc na Judaiźmie to nikt z nas się nie tylko tutaj, ale i na całym świecie znać nie może, bo czegoś takiego po prostu nie ma! [i przy tej to okazji serdeczne pozdrowienia dla jednego z moderatorów (już on będzie wiedział, że to o niego chodzi ) ]św. Marek? Niestety już nie moderuje - ładne słówko. Odsyłam też do mojej petycji w sprawie dyslekcji, post Czy rzaby dżewne rzyją na dżewach. > No ja Ci zaraz dam "górka"! Czekaj no Toż to ziemska reprezentacja buddyjskiej góry Meru! Centrum wszechświata! Axis Mundi! Siedziba Khorlo Demczoga (sansk. Czakrasamwara) i jego partneki!A tu mnie rozbawiłeś. Święte oburzenie w najlepszym wydaniu. Przepraszam wszystkich buddystów. A wiesz, że Maru miała kiedyś ochydna zamiary? Jest w mitologii indyjskiej, ale nie było obrazka, pewnie dla tego nie poznałam. Co do axis mundi zabawana rzecz, ale europejczyka. Przeczytałam zdaje się u Frazera. Jakieś plemię aborygeńskie ma w obyczaju noszenie ze sobą pala. Zatrzymując się w jakimś miejscu, wbijają pal i mogą rozbić resztę obozu, ponieważ mają już środek. Zgodnie z ich wiarą, owy pal jest środkiem świata. Ponieważ zawsze chcą być w środku noszą go ze sobą. Z górą by się nie dało. Kto wie co się jeszcze stanie. Może i górkę (ups świętą siedzibę Khorlo D.) się zobaczy.
|
|
| | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | > Masz rację. Myślałam, że jesteście tą samą osobą. Po prostu nie przeczytałam albo nie zapamiętałam autora. Nie ma się o co denerwowaćJa to tak zwyczajnie dla śmiechu  ...skoro już się pomyliłaś. > Jest to jednak czynność napadowa, tj. miesiąc popiszę i pół roku nie.Zdrowe podejście, ja się próbuję ostatnio stąd po 6ciu tygodniach wydostać, ale mnie taki jeden natarczywy koleś na bazgrołach swoim niezrozumieniem przetrzymuje  Widziałaś kiedyś CUBE???  Bo ja dwójkę widziałem i nic mi to nie pomaga więc Forum Racjonalisty jest już chyba 5 wymiarowe  > Wyobraź sobie, że mi chodziło o to samo. Jak się takiemu artyście robi trudności, gnębi się go zamiast klaskać, ma taki w obyczaju stawać się bardziej płodny.Kobiecy spryt też mnie chyba nigdy nie przestanie zadziwiać > Na zasadzie im większa męka, tym większe dzieło.   PATUSZKIN!!!!!! JESTEŚ TU????? CZYTASZ TO WSZYSTKO ?????    > Miałam na myśli nie chrzescijańską duszę, ale raczej starożytnego ducha, energię życiową, mana, wakanda i jak mu tam jeszcze dawali na imię. Wtedy pasuje do buddyzmu.Hmmm... kombinuje, kombinuje i kombinuję jak tylko mogę, żeby postawić jakoś na Twoim, ale nie daje rady. Chyba że dołożyłabyś do tego wszystkiego świadomość albo umysł, albo przestrzeń...wtedy to bym się na uparciucha jeszcze zgodził. A może mi to jeszcze wyjaśnisz bliżej... chętnie bym się przekonał do odpowiednika many w buddyzmie. > św. Marek? Niestety już nie moderuje - ładne słówko.Nie... o Placownika chodziło > Odsyłam też do mojej petycji w sprawie dyslekcji, post Czy rzaby dżewne rzyją na dżewach.Daj mi linka > A tu mnie rozbawiłeśO nic innego mi też nie chodziło  > Przepraszam wszystkich buddystów.Pewnie niepotrzebnie...większość z nich pewnie tego i tak nie wiedziała albo sobie tego w ogóle do serca nie wzięli  Ja to jestem taki odmieniec, bo dzięki studiom wiem czasem na temat buddyzmu na pewnych płaszczyznach więcej niż niejeden roshi czy lama  > A wiesz, że Maru miała kiedyś ochydna zamiary?Nie rozumiem. Chodzi Ci o Meru? Czy może o Marę? > Co do axis mundi zabawana rzecz, ale europejczyka. Przeczytałam zdaje się u Frazera. Jakieś plemię aborygeńskie ma w obyczaju noszenie ze sobą pala. Zatrzymując się w jakimś miejscu, wbijają pal i mogą rozbić resztę obozu, ponieważ mają już środek. Zgodnie z ich wiarą, owy pal jest środkiem świata. Ponieważ zawsze chcą być w środku noszą go ze sobą.Chodziło o Aczilpów, po raz pierwszy opisali to Spencer i Gillen, Frazer mógł więc o tym też pisać. Ale ja Ci opowiem coś jeszcze śmieszniejszego (może Frazer też o tym pisał), piszą o tym za Spencerem i Gillenem autorzy tacy jak Durkheim ("Elementarne formy życia religijengo. System totemiczny w Australii") i Eliade ("Sacrum i profanum"). Otóż kiedyś im się ten słup w drodze złamał i stracili tym samym ten swój środek świata i wpadli w panikę, bo brakowało im punktu orientacji. Przerażeni, błądzili w kółko by w końcu położyć się pod drzewem i umrzeć jako pozbawieni swojego kosmosu i pogrążeni w chaosie. Eliade pisze, że całe plemię umarło, Durkheim, że przeżyli. Prawda leży być może pośrodku, że część umarła a część przeżyła. Ci co przeżyli, znaleźli sobie nowy słup i zachowali może pamięć o tej tragedii i mogli o tym opowiedzieć badaczom...ciekawe też czy oni tak do dziś, bo chyba tak. > Z górą by się nie dało.Pewnie nie, chyba żeby im Chrystus ze swoją wiarą pomógł  No ale całe szczęście że chrystianizacji Australii dokonała się w sposób bardzo powierzchowny. > Kto wie co się jeszcze stanie. Może i górkę (ups świętą siedzibę Khorlo D.) się zobaczy.Hmmm...tak się zastanawiam...jakieś aluzje?....To znaczy, że jednak byś ze mną kiedyś pod nią pojechała?  Napisz jaśniej na mail'a to się zobaczy jeszce co będzie się dało w tej sprawie zrobić  Ja Ci pod tą górką więcej opowiem  Moderator Patuszkin się już pewnie domyśla o czym i chętnie by się z nami zabrał 
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| krest | Przepraszam z góry za cynizm. >Dwie rzeczy żądzą człowiekiem - rozum i serce. Tutaj rozumiem chodzi o uczucia i rozsądek, tak? (Twoja dychotomia przypomina czasy romantyzmu) > Nic dobrego nam nie wyjdzie kiedy je odddzielimy. Nie da się tego oddzielić. Zawsze się odczuwa i myśli. To niezależne od nas. Chyba, że chodzi Ci o to, czym się kierować. Tu sprawa jest prosta. Rozsądkiem według mnie. Oczywiście żeby mieć coś takiego, jak rozsądek trzeba troche pożyć i uzbierać doświadczeń, a potem je przemyśleć. > Kiedy rozum nie słucha serca jest źle, kiedy serce nie słucha >rozumu też jest źle. Oj przesadzasz. Czasem nie można mieć wszystkiego. > Kiedy jedno z drugim współgra doświadczamy >spokóju, radości i szczęścia. Znów bajka. Ja tam czuje spełnienie, kiedy rzucam się w wir zdarzeń. Spokój jakoś nie współgra mi ze szczęściem ani radością. > Rozum szuka prawdy a serce miłości. Życie obedrze Cię ze złudzeń. > Harmonia poprowadzi nas przez życie. Harmonia jest statyczna. Nie lubię harmonii. Dla mnie harmonia to stagnacja. Śmierć za życia. Przykro mi, ale widzę to inaczej. Szczęście, że ludzie nie są tacy sami. Szacunek
|
|
 | | inhet (1073 punktów) | Rozum jest do myślenia, zaś serce do tłoczenia krwi - nie radzę próbować wymieniać jednego na drugie. Jesli natomiast chodzi o to, czy kierować sie rozumem, czy emocjami, to każdy z nas i tak postępuje wedle przyrodzonej struktury psychiki, choćby mu sie i zdawało ,że ma jakiś wybór.
gdzie brak pojęcia o przedmiocie, tam włąsnie słowa są w robocie(Goethe)
|
|
|  | | Łukasz Majewski (563 punktów) | Świetna stopka inhet 
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| A.A.P. | >Dwie rzeczy żądzą człowiekiem - rozum i serce. Nic >dobrego nam nie wyjdzie kiedy je odddzielimy. Kiedy rozum >nie słucha serca jest źle, kiedy serce nie słucha rozumu >też jest źle. Kiedy jedno z drugim współgra doświadczamy >spokóju, radości i szczęścia. Rozum szuka prawdy a serce >miłości. Harmonia poprowadzi nas przez życie. Zapomniałem chyba o sumieniu, które roztrzyga wenętrzne spory serca i rozumu. I o ułomnościach serca i rozumu. To była utopia.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|