Nadawanie nazw służy poznaniu badź je zastępuje. W zasadzie nie nazywamy rzeczy istniejących, a jedynie jakieś nasze konstrukty. W historii myślenia magicznego (a dzis w fantasy) przewija się myśl nastepująca: nazywając rzecz jej właściwym imieniem zyskuję nad nią władzę: otóż mysl ta sama w sobie jest interesująca, tyle że wnioski z niej wyciągane...
Gdzieś obok toczy sie dyskusja o myśleniu humanistycznym i ścisłym: przytoczona przeze mnie myśl należy do gatunku humanistycznych, a zarazem niezwykle głębokich: jej dopełnieniem jest bowiem to, że nie mam żadnej władzy nad tym, czego nie potrafię nazwać w sposób właściwy - a owo właściwe nazwanie wymaga przynajmniej odróżnienia jakiejś rzeczy rzeczywistej od innych, spojrzenia na rzeczywistośc we właściwy sposób: bez tego mnozymy jedynie nazwy - a te sa nazwami naszych własnych fantazji, mających jedynie pośredni związek z rzeczywistością - w efekcie nie mamy władzy nad niczym. Prawdopodobnie i teiści i ateiści zgodzą się, że większą władzę nad własnym losem daje wiedza o tym, czym on istotnie jest niż snucie na jego temat fantazji: choć rzecz jasna co innego jedni i drudzy uznają za wiedzę i fantazję (z powyższego schematu wyłamuje sie tzw. zakład Pascala, dowodzący wyższości jednej wizji nad inną, niezależnie od tego która jest bliższa prawdzie - ale to raczej meandry ludzkiego myslenia).
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|