Wiele lat temu (acz nie w PRL-u) mignęła mi na poczcie dla filatelistów zapewne przeznaczona zapowiedź wydania serii znaczków "Wielcy Elektrycy Polscy" - zastanawiałem sie wtedy, czy seria owa nie bedzie się przypadkiem składać z jednego znaczka, z Lechem Wałęsą. Żem jednak nie filatelista, do dziś nie wiem - tak było czy inaczej.
Dziś mogę śmiało powiedzieć: największym polskim relatywistą jest Jarosław Kaczyński, a katedrą jego, z której poglądy swoje wybitne głosi - Radio Maryja do spółki z Telewizją "Trwam". Oto pouczony przez organ konstytucyjnie właściwy co do wykładni konstytucyjnych przepisów deliberuje ów wielki uczony (z państwowego punktu widzenia wszak osoba prywatna - to w PRL-u funkcja genseka była państwowo znaczaca, potem juz nie) o... uprawnieniach Trybunału Konstytucyjnego jako całości i jego sędziów z osobna do orzekania w sprawach konstytucją im przypisanych. Cóż, widać można i tak.
Nie rozumie widać Kaczyński Jarosław brat Lecha profesora, że nie ma innej drogi interpretowania przepisów prawa jak przez odpowiednią władzę sądowniczą - być może jego relatywizm jest pochodną absolutyzmu poznawczego, wiary w boskie pochodzenie prawa pisanego? No tak, do Boga Kaczyńskiemu Jarosławowi bliżej niż na przykład sędziemu Safjanowi, wysoko się w niebo wzbiły toruńskie anteny a porosły je moher jeszcze się wyżej unosi bo lekki i włochaty...
Wymieni sobie Kaczyński Jarosław na jesieni sędziów Trybunału na takich, na jakich bedzie chciał - pod warunkiem wszakże, że do jesieni dotrwa i że nadal bedzie trwała powtórka z PRL-u, stawiająca przywódcę Jedynie Słusznej Partii (Prawej i Sprawiedliwej - jakby kto pytał) ponad legalnymi, konstytucyjnymi władzami państwa: jest w oczywistym i niepodważalnym interesie Rzeczpospolitej, aby nie dotrwał. |