 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 25-08-2005 23:28 | Thor | A dlaczego wy...? | Swego czasu niejaki Quazad zadał mi w osobliwy sposób pytanie, które można przetłumaczyć jako: "w jakim celu udzielasz produkujesz się na tym forum, głosząc swoje poglądy?".
Ponieważ posty zostały wykasowane wraz z moimi odpowiedziami, pozwolę je sobie przytoczyć z kopii, którą dostałem dzięki uprzejmości V0lratha:
> Chcesz wiedzieć, po co piszę na tym forum takie, a nie inne rzeczy? Proszę bardzo:
> 1. Drażnią mnie ludzie bezmyślnie wierzący w rzeczy nie mające racji bytu.
> 2. Walczę ze wszystkim co "boskie", ponieważ mam wiele przykrych wspomnień, związanych z religijnością. Nie wiesz jak to jest stracić bliską osobę przez Jej kretyńskie przekonania. Chcę przestrzec innych, żeby w imię swego boga nie porzucali najbliższych.
> 3. Abstrahując od osobistych doświadczeń, uważam większość religii za zjawiska negatywne. Zwróć uwagę na jakże popularnych dziś islamskich terrorystów, niegdysiejszą inkwizycję... ale nawet bez uciekania się do drastycznych przykładów na bezpośrednie naruszenie świętego (świętego- dla mnie) prawa do życia, spójrz: przez idiotyczne nauki takiego, czy innego kościoła, ludzie innego wyznania są dyskryminowani. Ciężko żyje się homoseksualistom, czy ateistom (zwłaszcza żyjącym w mniejszych miejscowościach)... Osobiście miałem przechlapane u dobrych znajomych, którym nie mieściło się w katolickich łepetynach, że mógłbym śmieć nie opłakiwać ich Wielkiego Guru- Karola W.
> Sorry, wodzu, ale chcę żyć wśród ludzi, którzy nie będą oceniać mnie w zależności od tego, w jakiego boga wierzę i czy wierzę w ogóle. Wśród ludzi, którzy z tych samych powodów nie zabiją mnie, ani nie odmówią mi prawa do życia na równych zasadach. W takiej rzeczywistości chciałbym się odnaleźć, dlatego marudzę, smarkam w rękaw i nawołuję do znormalnienia.
Część zagadnień została omówiona w wątku pt. "Post o lekkim zabarwieniu osobistym", który pierwotnie miał być przede wszystkim napomnieniem pewnej osoby, by uważała na pisownię, a zakończył się rozbudowaną dyskusją.
Ponieważ w wątku, z racji ilości postów, ciężko się obecnie połapać, proponuję kontynuować, albo chociaż już zakończyć polemikę TUTAJ (najlepiej w formie nawiązania do jakiegoś wątku pobocznego, by nie gubić podstawowej treści głównego), o ile taką chęć wyrażą dotychczasowi dyskutanci i o ile pozwolą na to moderatorzy.
//Dodane na chwilę przed zatwierdzeniem niniejszego wątku: właśnie dostałem informację że stary został zamknięty ze względu na jego obszerność.//
Wiem mniej więcej z czym, jako racjonaliści, chcecie walczyć. Interesuje mnie jednak: dlaczego? Ja już podzieliłem się z Wami moimi wspomnieniami. Wiecie że religia odebrała mi najdroższą osobę. Znacie moją motywację. Teraz pozwólcie że ja spytam:
Jaka jest Wasza motywacja, moi drodzy?
Zamieniam się w słuch... |
| Leon | O rany! Ale ciebie pokaleczyli ludzie!
Tylko dlaczego obrzucasz odpowiedzialnością Boga?! Możesz śmiało negować religie, systemy i kościoły. Jeżeli nie ma w nich miłości, pokoju i wyrozumiałości itd to dajmy im spokój - niech się same rozpadną.
Ale co z tymi co wierzą w Boga?! Ale prawdziwie - szczerze, nieobłudnie - acha i co ważniejsze - ta wiara przejawia się łagodnością, cierpliwością i życzliwością - nie sztuczną.
Pozdrawiam Leon
|
|
 | | Thor | >Ale co z tymi co wierzą w Boga?! Ale prawdziwie - szczerze, nieobłudnie - acha i co ważniejsze - ta wiara przejawia się łagodnością, cierpliwością i życzliwością - nie sztuczną. >Pozdrawiam >Leon
Jeśli mowa o chrześcijanach, to ich prawdziwa szczera wiara przejawia się niekłamaną życzliwością przede wszystkim w obrębie współwyznawców.
|
|
|  | | TomaszT (172 punktów) | >Jeśli mowa o chrześcijanach, to ich prawdziwa szczera wiara przejawia się niekłamaną życzliwością przede wszystkim w obrębie współwyznawców. Cóż, pięknie by było, gdyby dotyczyło to wszystkich, którzy się do chrześcijaństwa przyznają...
|
|
| |  | | Thor | >>Jeśli mowa o chrześcijanach, to ich prawdziwa szczera wiara przejawia się niekłamaną życzliwością przede wszystkim w obrębie współwyznawców.
>Cóż, pięknie by było, gdyby dotyczyło to wszystkich, którzy się do chrześcijaństwa przyznają...
Sęk w tym, że wcale nie tak pięknie, patrz: post Quazara. Gdyby kółeczko wzajemnej i nader głębokiej chrześcijańskiej adoracji poszerzyło się, mielibyśmy powrót średniowiecza.
|
|
| | |  | | TomaszT (172 punktów) | >Sęk w tym, że wcale nie tak pięknie, patrz: post Quazara. Gdyby kółeczko wzajemnej i nader głębokiej chrześcijańskiej adoracji poszerzyło się, mielibyśmy powrót średniowiecza. Cóż moim zdaniem właśnie 'życzliwa wiara' jest, dla niektórych, jakąś przeciwwagą dla wiary typu 'radyjo'. Problem w tym czy ludzie są przygotowani na świat bez boga. Ateizm nie koniecznie musi prowadzić do oświecenia, mądrości, świadomej odpowiedzialności za innych ludzi. Są to sprawy, które moga przekraczać możliwości intelektualne pewnych grup i efektem może być bezmyślny hedonizm i egoizm. Ale to już temat na oddzielną dyskusję.
|
|
| | | |  | | Thor | Myślę że ten BEZMYŚLNY hedonizm, czy egoizm nie wynikałby z racjonalistycznej postawy, a taką właśnie propagujemy.
W każdym razie faktycznie dobry pomysł na osobny wątek.
|
|
| | | |  | | damabiah | >Problem w tym czy ludzie są przygotowani na świat bez boga. Ateizm nie koniecznie musi prowadzić do oświecenia, mądrości, świadomej odpowiedzialności za innych ludzi. I czy ateizm nauczy nas doceniać życie i właśnie gdy doceniasz życie innych nie bedziesz im źle życzył
|
|
| | | | |  | | Thor | Z pewnością wiara w raj obiecany nie uczy nas doceniać życia, które dla wierzącego jest jedynie stanem przejściowym, odbywającym się na padole bólu i łez.
Niepięknie czuję się, patrząc na ludzi spędzających połowę jedynego życia na modlitwach o lepszy byt w tym, którego nie dostaną.
|
|
 | | quasar (219 punktów) | >Ale ciebie pokaleczyli ludzie! >Tylko dlaczego obrzucasz odpowiedzialnością Boga?! >Możesz śmiało negować religie, systemy i kościoły. >Jeżeli nie ma w nich miłości, pokoju i wyrozumiałości itd to dajmy im spokój - niech się same rozpadną.
Alez wszelkie systemy religijne to twory ludzkie. Ludzie tworza bogów by usprawiedliwić swoje prawo do rządzenia innymi ludźmi czy wytłumaczyć rzeczy, których nie rozumieją - od piorunów do śmierci bliskiej osoby. >Ale co z tymi co wierzą w Boga?! Ale prawdziwie - szczerze, nieobłudnie - acha i co ważniejsze - ta wiara przejawia się łagodnością, cierpliwością i życzliwością - nie sztuczną.
I to właśnie ci są najgorsi. To właśnie ludzie wierzący jak piszesz "szczerze i nieobłudnie" stali wokół stosów i śpiewali "Te Deum" bo powiedziano im, że to Bóg kazał pozbawić śmierci tego człowieka za to co mówił.
|
|
|  | | Thor | >>Ale ciebie pokaleczyli ludzie! >>Tylko dlaczego obrzucasz odpowiedzialnością Boga?! >>Możesz śmiało negować religie, systemy i kościoły. >>Jeżeli nie ma w nich miłości, pokoju i wyrozumiałości itd to dajmy im spokój - niech się same rozpadną.
>Alez wszelkie systemy religijne to twory ludzkie. Ludzie tworza bogów by usprawiedliwić swoje prawo do rządzenia innymi ludźmi czy wytłumaczyć rzeczy, których nie rozumieją - od piorunów do śmierci bliskiej osoby.
Moje oskarżanie boga jest pewnym uproszczeniem przekazu. W gruncie rzeczy oskarżam ludzi, którzy go stworzyli (ci jednak już dawno gryzą kwiatki od spodu), a przede wszystkim tych, którzy zarazili wiarą bliskie mi osoby, ze szczególnym uwzględnieniem Tej, do której już nieraz się na forum odnosiłem.
>>Ale co z tymi co wierzą w Boga?! Ale prawdziwie - szczerze, nieobłudnie - acha i co ważniejsze - ta wiara przejawia się łagodnością, cierpliwością i życzliwością - nie sztuczną.
>I to właśnie ci są najgorsi. To właśnie ludzie wierzący jak piszesz "szczerze i nieobłudnie" stali wokół stosów i śpiewali "Te Deum" bo powiedziano im, że to Bóg kazał pozbawić śmierci tego człowieka za to co mówił.'
Pozbawic śmierci...? W porządku, rozumiem co chciałeś powiedzieć. O to właśnie chodzi- nieobłudni nie mają prawa szanować ateistów, chyba że jako obiekt do nawracania. To że w praktyce katolicy potrafią przyjaźnić się ze zdeklarowanymi ateistami/innowiercami, wynika wyłącznie z (paradoksalnie budującej) hipokryzji. Nie-hipokryci traktują ich mniej więcej tak, jak potraktowała mnie moja kobieta, a gdyby im pozwolono, dziś jeszcze płonęłyby stosy.
Pozdrawiam.
|
|
 | | damabiah |
>Możesz śmiało negować religie, systemy i kościoły. No właśnie jakaś dewocja
|
|
|  | | Thor | Czy mógłbyś sprecyzować o co Ci dokładnie chodzi?
|
|
| V0lrath (3440 punktów) | Ja "walczę", choć może niezbyt agresywnie, z kilku powodów:
1. Chciałbym by mój światopogląd był równouprawniony względem innych światopoglądów - co najmniej w Polsce. Chciałbym też całkowitego rozdziału między państwem a religią oraz nie indoktrynowania w szkołach - co najwyżej nauczania o religiach w formie przedstawiającej obiektywnie te najważniejsze (od katolicyzmu poprzez protestantyzm do buddyzmu), a także światopoglądy niereligijne - m.in. współczesny racjonalizm, ateizm, agnostycyzm.
1.1. Bardzo nie podoba mi się indoktrynacja od małego.
2. Uważam, że wiara stanowi hamulec jak chodzi zarówno o rozwój jak i o poznanie (nie wspominając już o złych skutkach niektórych wiar - terroryzm jest tu dobrym przykładem) oraz jest bardzo nieracjonalna. W tym względzie jest szkodliwa jeśli jest powszechna. Wolałbym żyć w społeczeństwie wyedukowanym, racjonalnym, nie wierzącym w zabobony ani bajki oraz nie podatnym tak łatwo na różne wpływy - nie koniecznie dla ludzi dobre. Nie zamierzam jednak nikogo na siłę zwalczać/przekonywać/uszczęśliwiać - wolność wyboru [w tym także światopoglądu] jest dla mnie ważniejsza niż moja chęć krzewienia mojego światopoglądu i dzielenia się nim z innymi.
3. Idee racjonalizmu oraz ateizmu bardzo mi przypadły do gustu (z wielu względów) i zamierzam je szerzyć w miarę możliwości oraz przekonywać do nich.
4. Uważam wszelkie dogmaty (może poza tymi związanymi z realizmem i materializmem - te podstawowe - jak "świat istnieje i daje się poznawać przy pomocy zmysłów i rozumu") za hamulce w rozwoju ludzkości - jakby kamienie na drodze.
5. Uważam, że ludzie powinni częściej i bardziej konsekwentnie korzystać z własnego rozumu. Dlatego chcę ich przekonywać do tego.
Jak przyjdą mi na myśl jeszcze jakieś punkty to dopiszę.
|
|
 | | Thor | Dziękuję. Bardzo konkretnie i na temat.
> Nie zamierzam jednak nikogo na siłę zwalczać/przekonywać/uszczęśliwiać - wolność wyboru [w tym także światopoglądu] jest dla mnie ważniejsza niż moja chęć krzewienia mojego światopoglądu i dzielenia się nim z innymi.
Tylko tutaj mógłbym dopisać coś, z czym mógłbym się nie zgodzić. Dla mnie nie istnieje pojęcie absolutnej tolerancji, w tym i światopoglądowej.
Homoseksualiści, czy Murzyni, nie są szkodliwi społecznie- zasługują na bycie tolerowanymi w takim samym stopniu jak Ty, czy ja. Religianci nie. W mojej opinii, błędem jest przyzwolenie na rozszerzanie się chorych idei. Trąci trochę totalitaryzmem, ale nie bardziej niż sam paragraf o nielegalności obrzędów (niesprecyzowanych w dodatku!) satanistycznych.
|
|
|  | | V0lrath (3440 punktów) | Ja wyznaję zasadę, że jeśli coś nie jest jednoznacznie szkodliwe dla kogoś innego niż użytkownik (każdy ma prawo sobie samemu szkodzić - np. pijąc alkohol i paląc papierosy - o ile nie szkodzi przy tym "na siłę" [tak, że nie można tego łatwo ominąć - na przykład nie spotykając się z palaczami lub wychodząc gdy palą] innym), to mogę to tolerować.
Nie każdy z przejawów religii i religijności jest negatywny. A więc religię mogę tolerować - np. w wydaniu takim, jakie reprezentowałem ja jeszcze 2-3 lata temu lub takim, jaki reprezentuje moja dziewczyna. Nie toleruję pewnych aspektów religii - takich jak indoktrynacja czy terroryzm itp. Zauważam też szkodliwość na dłuższą metę, ale dotyczy ona bardziej społeczeństwa niż pojedynczych jednostek - a jednostki, jeśli już, to zazwyczaj szkodzą same sobie na własne życzenie.
Z rzadka innym na zasadzie nietolerancji lub przymuszania, ale takiego rodzaju nieuzasadnionej racjonalnie nietolerancji nie toleruję (przymuszania też) - a wolność jednostek jest dla mnie ważniejsza niż postępowość i rozwój społeczeństwa (który nota bene i tak się dokona - choć może wolniej.
|
|
| |  | | Thor | > Ja wyznaję zasadę, że jeśli coś nie jest jednoznacznie szkodliwe dla kogoś innego niż użytkownik (każdy ma prawo sobie samemu szkodzić - np. pijąc alkohol i paląc papierosy - o ile nie szkodzi przy tym "na siłę" [tak, że nie można tego łatwo ominąć - na przykład nie spotykając się z palaczami lub wychodząc gdy palą] innym), to mogę to tolerować.
A co, jeśli szkodliwość przerasta dobroczynność? Nadal to tolerujesz?
> Nie każdy z przejawów religii i religijności jest negatywny.
Nie, nie każdy. Ale powtórzę się: jakie jest Twoje nastawienie w przypadku, gdy coś daje więcej złego niż dobrego? Nadal tolerujesz, czy wolałbyś już to zniszczyć?
> Nie toleruję pewnych aspektów religii - takich jak indoktrynacja czy terroryzm itp.
Biorąc pod uwagę fakt na jaką skalę te procedery się odbywają, już to powinno wystarczyć, byś był przeciwny religii, jako całości.
> Zauważam też szkodliwość na dłuższą metę, ale dotyczy ona bardziej społeczeństwa niż pojedyńczych jednostek - a jednostki, jeśli już, to zazwyczaj szkodzą same sobie na własne życzenie.
Najgorsze że szkodliwość wiary dotyczy przede wszystkim osób niewierzących.
> Z rzadka innym na zasadzie nietolerancji lub przymuszania, ale takiego rodzaju nieuzasadnionej racjonalnie nietolerancji nie toleruję (przymuszania też) - a wolność jednostek jest dla mnie ważniejsza niż postępowość i rozwój społeczeństwa (który nota bene i tak się dokona - choć może wolniej.
Bez postępu nie doczekamy się poprawy w zakresie wolności jednostek. A ja naprawdę chciałbym żyć w świecie, który choć odrobinę posunie się w kierunku prawdziwego oświecenia.
Pozdrawiam serdecznie.
|
|
| | |  | | V0lrath (3440 punktów) | >A co, jeśli szkodliwość przerasta dobroczynność? Nadal to tolerujesz?
Szkodliwość wobec innych, tak? To wtedy zwykle nie toleruję. Przy czym można nie tolerować pewnych aspektów, prawda?
>Nie, nie każdy. Ale powtórzę się: jakie jest Twoje nastawienie w przypadku, gdy coś daje więcej złego niż dobrego? Nadal tolerujesz, czy wolałbyś już to zniszczyć?
A po co od razu niszczyć całość? Wystarczy sprzeciwiać się części.
>Biorąc pod uwagę fakt na jaką skalę te procedery się odbywają, już to powinno wystarczyć, byś był przeciwny religii, jako całości.
Uważam, że całość nie jest skorelowana z tą jej częścią wystarczająco mocno - nie jest co cecha krytyczna całości, niezbędna do tego by coś było wiarą / religią - można wierzyć i być np. antyklerykałem oraz popierać pełne rozdzielenie państwa i kościoła.
>Najgorsze że szkodliwość wiary dotyczy przede wszystkim osób niewierzących.
To jest nietolerancja i brak równości - a tych aspektów nie toleruję.
>Bez postępu nie doczekamy się poprawy w zakresie wolności jednostek. A ja naprawdę chciałbym żyć w świecie, który choć odrobinę posunie się w kierunku prawdziwego oświecenia.
Zgadzam się. Ale nie powinno być odbierania wolności na rzecz postępu. To niebezpieczne.
|
|
| | | |  | | Thor |
> A po co od razu niszczyć całość? Wystarczy sprzeciwiać się części.
Ale bez części, całość nie będzie już tym samym. Myślisz że duchowni zgodzą się na "wycięcie" niektórych aspektów swoich religii, bo jest szkodliwa dla ogółu? Tak se ne da, pane Havranek.
>> Biorąc pod uwagę fakt na jaką skalę te procedery się odbywają, już to powinno wystarczyć, byś był przeciwny religii, jako całości. > Uważam, że całość nie jest skorelowana z tą jej częścią wystarczająco mocno - nie jest co cecha krytyczna całości, niezbędna do tego by coś było wiarą / religią - można wierzyć i być np. antyklerykałem oraz popierać pełne rozdzielenie państwa i kościoła.
Wtedy człowiek nie już katolikiem, gdyż katolik z założenia uznaje zwierzchnictwo kościoła. Zresztą koń, jaki jest, każdy widzi. Żyjemy w kraju oszołomów, którzy nie są zdolni do akceptacji ludzi o poglądach ateistycznych. Mówienie że religianci mogą być nieszkodliwi nie zmienia faktu że w większości SĄ.
> To jest nietolerancja i brak równości - a tych aspektów nie toleruję.
I co teraz? Wytniemy np. z Biblii odpowiednie wersety, żeby wyeliminować owe aspekty? Nie ma szans i dobrze o tym wiemy. Albo zginie cała religia, albo będziemy się z nią użerać do z-pewnością-różami-nie-usłanej śmierci.
> Zgadzam się. Ale nie powinno być odbierania wolności na rzecz postępu. To niebezpieczne.
Może warto podjąć to ryzyko, zwłaszcza że każda większa religia, gdyby tylko mogła, sam najchętniej odebrałaby nam prawa do wolności, a ateistom oraz innowiercom- również do życia. Postępem jest np. ustanowienie paragrafu o przestępstwie pt. "usiłowanie" (dokonania mordu, kradzieży). Myślę że religię można traktować podobnie i zarzucić jej usiłowanie dominacji. Skutki takiej dominacji można odnaleźć na kartach historii, z której powtórki chyba byś nie chciał, prawda?
|
|
| | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | >Ale bez części, całość nie będzie już tym samym. Myślisz że duchowni zgodzą się na "wycięcie" niektórych aspektów swoich religii, bo jest szkodliwa dla ogółu? Tak se ne da, pane Havranek.
Jak dla mnie wystarczy prawnie wszystko wyrównać - np. indoktrynację ze szkół wyrzucić. Itp.
W tym względzie podoba mi się program APP Racja.
>Wtedy człowiek nie już katolikiem, gdyż katolik z założenia uznaje zwierzchnictwo kościoła. Zresztą koń, jaki jest, każdy widzi. Żyjemy w kraju oszołomów, którzy nie są zdolni do akceptacji ludzi o poglądach ateistycznych. Mówienie że religianci mogą być nieszkodliwi nie zmienia faktu że w większości SĄ.
Są, ale być nie muszą - można starać się zmieniać prawo (przede wszystkim) oraz przekonywać ich.
Poza tym znam wielu katolików nie z założenia (bo nie do końca zgodnych z założeniami, a niektórych nawet antyklerykalnych).
>> To jest nietolerancja i brak równości - a tych aspektów nie toleruję. >I co teraz? Wytniemy np. z Biblii odpowiednie wersety, żeby wyeliminować owe aspekty? Nie ma szans i dobrze o tym wiemy. Albo zginie cała religia, albo będziemy się z nią użerać do z-pewnością-różami-nie-usłanej śmierci.
Nie, zmieńmy prawo - wyrównując szanse i rozdzielając kościół od państwa oraz znosząc konkordat. Nadal będą uważać nas za gorszych i nie tolerować (w znacznej części)? Ich sprawa. Możemy ich przekonywać i głosić swoje myśli na ten temat - na to powinno pozwalać prawo. Ale nie chciałbym czegoś na siłę narzucać - bo to zwykle źle się kończy (pokazała to już historia).
Czy walczyć? Oczywiście - ale nie siłą ani agresją (fizyczną i słowną).
>Może warto podjąć to ryzyko, zwłaszcza że każda większa religia, gdyby tylko mogła, sam najchętniej odebrałaby nam prawa do wolności, a ateistom oraz innowiercom- również do życia. Postępem jest np. ustanowienie paragrafu o przestępstwie pt. "usiłowanie" (dokonania mordu, kradzieży). Myślę że religię można traktować podobnie i zarzucić jej usiłowanie dominacji. Skutki takiej dominacji można odnaleźć na kartach historii, z której powtórki chyba byś nie chciał, prawda?
Warto starać się o to, by prawo konstytucyjnie i przy pomocy innych przepisów nie pozwalało na coś takiego. By było demokratyczne i neutralne.
Atak nie najlepiej zadziała - komunizm (pomijając inne jego błędy) walczył z religią i tak się to odbija teraz, że mamy państwo bardziej kościelne, a mniej neutralne, wolnościowe, demokratyczne.
|
|
| | | | | |  | | Thor | > Jak dla mnie wystarczy prawnie wszystko wyrównać - np. indoktrynację ze szkół wyrzucić. Itp.
To już coś, ale nadal pozostanie indoktrynacja rodzinna, środowiskowa.
>> Mówienie że religianci mogą być nieszkodliwi nie zmienia faktu że w większości SĄ.
> Są, ale być nie muszą - można starać się zmieniać prawo (przede wszystkim) oraz przekonywać ich.
Zmiana prawa nie sprawi że zmieni się zawartość świętej księgi chrześcijan. Zresztą żadne z rządzących ugrupowań nie pozwoli na taką zmianę prawa, która zabroniłaby kultywowania pewnych tradycji, zakazałaby niektórych działalności Kościoła, albo dostosowała ją do "eurowymogów". Dlaczego? Bo póki co prawie każde z tych ugrupowań tworzą w większości KATOLICY, przede wszystkim zaś ludzie, którzy nie przyznają się przed polskim społeczeństwem do ateizmu w obawie przed utratą pupularności.
> Poza tym znam wielu katolików nie z założenia (bo nie do końca zgodnych z założeniami, a niektórych nawet antyklerykalnych).
W takim razie katolikami są jedynie na papierku i wyznają indywidualne religie, bazujące na chrześcijaństwie.
> Nie, zmieńmy prawo - wyrównując szanse i rozdzielając kościół od państwa oraz znosząc konkordat.
Początek dobry.
> Nadal będą uważać nas za gorszych i nie tolerować (w znacznej części)? Ich sprawa.
A nasza już nie? Pół biedy, jeśli godzisz się na opluwanie swojej osoby, ale pomyśl o swoich dzieciach. Ja o swoich myślę, mimo że jeszcze pewnie parę wiosen upłynie, zanim doczekam się potomka.
> Możemy ich przekonywać i głosić swoje myśli na ten temat - na to powinno pozwalać prawo. Ale nie chciałbym czegoś na siłę narzucać - bo to zwykle źle się kończy (pokazała to już historia).
Dlatego mamy pozwolić, by to nam narzucano się na siłę?
> Czy walczyć? Oczywiście - ale nie siłą ani agresją (fizyczną i słowną).
Więc obrzucajmy dalej mury fortecy bezami.
> Warto starać się o to, by prawo konstytucyjnie i przy pomocy innych przepisów nie pozwalało na coś takiego. By było demokratyczne i neutralne.
Próbują nam wmówić że właśnie w takim żyjemy.
> Atak nie najlepiej zadziała - komunizm (pomijając inne jego błędy) walczył z religią i tak się to odbija teraz, że mamy państwo bardziej kościelne, a mniej neutralne, wolnościowe, demokratyczne.
Komunizmu nienawidzimy za sparodiowanie jego idei w postaci socjalizmu made by ZSRR, dlatego walka z religią kojarzy się starszym pokoleniom tak bardzo negatywnie. Może pora, by religię zabiło coś, co jednocześnie będzie kojarzyć się pozytywnie na innych, poza antyreligijnym, polach swej działalności? Do tego zagadnienia jeszcze z pewnością wrócimy.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | > To już coś, ale nadal pozostanie indoktrynacja rodzinna, środowiskowa.Zgadzam się. Ale alternatywą jest pozbawienie pewnych wolności - co mi osobiście bardzo nie pasuje ze względów etycznych. > > Poza tym znam wielu katolików nie z założenia (bo nie do końca zgodnych z założeniami, a niektórych nawet antyklerykalnych).> W takim razie katolikami są jedynie na papierku i wyznają indywidualne religie, bazujące na chrześcijaństwie.Możliwe. A więc może nawet większość jest "na papierku". Ja też - formalnie - bo jeszcze się nie wypisałem.  > > Nadal będą uważać nas za gorszych i nie tolerować (w znacznej części)? Ich sprawa.> A nasza już nie? Pół biedy, jeśli godzisz się na opluwanie swojej osoby, ale pomyśl o swoich dzieciach.Nie godzę się na opluwanie. I z takiego rodzaju działaniami zamierzam walczyć. Godzę się na to, by mieli o mnie swoje zdanie - nawet złe zdanie jeśli to konieczne - co myślą i w co sobie wierzą (jak dla mnie mogą i w Papę Smerfa i w Szatana i w Boga i w co sobie chcą) to ich sprawa. Mogę tylko próbować przekonywać, że jest inaczej (przykładem i argumentami). A sprawy ważne z zakresu zachowań międzyludzkich oraz życia w społeczeństwie powinno regulować prawo - i jeśli go przestrzegają to ok. Tak, to jest narażanie się na wiele rzeczy, których by nie było bez religii, ale jak mówią nie od razu Rzym zbudowano. Myślę, że postępu religia nie zatrzymaja i w końcu wiary zanikną. Poza tym moim zdaniem lepiej jest przekonywać niż używać agresji, bo agresja rodzi agresję oraz opór, a przekonać czasem można - o czym świadcze ja jako przykład. > Dlatego mamy pozwolić, by to nam narzucano się na siłę?Mi nikt niczego na siłę nie narzuca. A jak próbuje, to ja mam to, że tak powiem, gdzieś. Dopóki nie ma argumentów, które by mnie przekonały, to mnie nie przekona. Szantarzem też - tylko zaszkodzi próbie przekonania. Poza tym prawo powinno być od tego, by narzucanie na siłę było niemożliwe (no, może poza tą indoktrynacją społeczną i rodzinną, ale czy należy dlatego odbierać wolność przekazywania swojemu potomstwu swojego światopoglądu?). Co do indoktrynacji to przydałby się w szkołach przedmiot "etyka i religioznawstwo". Obiektywne przedstawienie wielu religii, historii religii (także tej negatywnej), ich aspektów (także tych negatywnych), ateizmu jako przeciwieństwa, a także nauki o moralności. > Więc obrzucajmy dalej mury fortecy bezami.Jak zaczniemy "strzelać" to odpowiedzą nam większą agresją i oporem. I raczej nikogo tak nie przekonamy - a chodzi o przekonanie i "nawrócenie" na drogę edukacji, rozumu i logicznego myślenia, prowadzące zwykle do eliminacji wiary w zabobony (co widać w niektórych państwach na zachodzie Europy), a nie walczenie z większością katolików. > > Warto starać się o to, by prawo konstytucyjnie i przy pomocy innych przepisów nie pozwalało na coś takiego. By było demokratyczne i neutralne.> Próbują nam wmówić że właśnie w takim żyjemy.No to nie dawajmy się. Brońmy wolności słowa, a także mówmy, że wcale tak nie jest i pokazujmy dlaczego (przykłady: konkordat, konstytucja z 1997). > Komunizmu nienawidzimy za sparodiowanie jego idei w postaci socjalizmu made by ZSRR, dlatego walka z religią kojarzy się starszym pokoleniom tak bardzo negatywnie. Może pora, by religię zabiło coś, co jednocześnie będzie kojarzyć się pozytywnie na innych, poza antyreligijnym, polach swej działalności? Do tego zagadnienia jeszcze z pewnością wrócimy.A po co od razu zabijać? Ciężko zabić coś, co "żyje" w umysłach ludzi. Szczególnie siłą. Nie ma za bardzo sposobu by ją szybko i łatwo wykończyć nie wykańczając - fizycznie - nosicieli idei religii. Można jedynie ich jak najskuteczniej przekonywać do odrzucenia jej. Wtedy wiara umrze śmiercią naturalną - jak wiele innych wiar (w Zeusa też kiedyś wierzono). Agresja nie wiele zdziała - bo wtedy wierzący stawia się bardziej oporny na argumenty i bardziej trwa w wierze. I tak normalnie najczęściej je odrzuca (często przez niechęć), a agresja tylko to pogarsza (niechęć ostro wzrasta). P.S. Jakie masz pomysły na "zabijanie" religii?
|
|
| | | | | | | |  | | Thor | > Ale alternatywą jest pozbawienie pewnych wolności - co mi osobiście bardzo nie pasuje ze względów etycznych.Wolałbym oficjalne ograniczenie wolności religiantów niż niepisane, acz wyraźne, ateistów. > >> Poza tym znam wielu katolików nie z założenia (bo nie do końca zgodnych z założeniami, a niektórych nawet antyklerykalnych).> > W takim razie katolikami są jedynie na papierku i wyznają indywidualne religie, bazujące na chrześcijaństwie.> Możliwe. A więc może nawet większość jest "na papierku".> Ja też - formalnie - bo jeszcze się nie wypisałem.Miałm na myśli to, że Twoi znajomi jednak w jakieś bóstwo wierzą. Twierdzą że są katolikami, ale nie są. To trochę jak wegetarianin, który polewa swoją porcję warzywek sosem z pieczeni wołowej (na przykład). > Nie godzę się na opluwanie. I z takiego rodzaju działaniami zamierzam walczyć.Więc może jeszcze do czegoś dojdziemy. > Godzę się na to, by mieli o mnie swoje zdanie - nawet złe zdanie jeśli to konieczne - co myślą i w co sobie wierzą (jak dla mnie mogą i w Papę Smerfa i w Szatana i w Boga i w co sobie chcą) to ich sprawa. Mogę tylko próbować przekonywać, że jest inaczej (przykładem i argumentami). A sprawy ważne z zakresu zachowań międzyludzkich oraz życia w społeczeństwie powinno regulować prawo - i jeśli go przestrzegają to ok.Kiedyś myślałem w ten sam sposób. Wiele do myślenia dała mi historia z ukochaną. Nie "opluwała" mnie, ale zniszczyła mi kawałek życia. Na uwarunkowane religijnie łamanie serc nie ma i nie będzie żadnych paragrafów. Zastanawia mnie ilu ludziom przydarzyło się coś podobnego. > Myślę, że postępu religia nie zatrzymaja i w końcu wiary zanikną.A ja powtarzam że chciałbym tego dożyć. > Poza tym moim zdaniem lepiej jest przekonywać niż używać agresji, bo agresja rodzi agresję oraz opór, a przekonać czasem można - o czym świadcze ja jako przykład.Trzaskając ich po policzku, można cytować z Biblii fragment traktujący o konieczności nadstawienia drugiego. Problem kontragresji powinniśmy mieć z głowy.  > Mi nikt niczego na siłę nie narzuca.> A jak próbuje, to ja mam to, że tak powiem, gdzieś.A ja nie mam gdzieś że dzięki kościołowi nie pokażą w kinach "obrażającego uczucia religijne" filmu. To jeden z wielu przykładów (niektóre podawałem w innych postach. Ja ten film chcę obejrzeć właśnie w kinie (a nie kombinować go po kątach z innych źródeł) i kościołowi wara od tego! > Dopóki nie ma argumentów, które by mnie przekonały, to mnie nie przekona. Szantarzem też - tylko zaszkodzi próbie przekonania.> SzantaŻem... :>> Poza tym prawo powinno być od tego, by narzucanie na siłę było niemożliwe (no, może poza tą indoktrynacją społeczną i rodzinną, ale czy należy dlatego odbierać wolność przekazywania swojemu potomstwu swojego światopoglądu?).Jak dla mnie, powinno się zakazać przekazywania światopoglądów irracjonalnych, jako pewne. > Co do indoktrynacji to przydałby się w szkołach przedmiot "etyka i religioznawstwo". Obiektywne przedstawienie wielu religii, historii religii (także tej negatywnej), ich aspektów (także tych negatywnych), ateizmu jako przeciwieństwa, a także nauki o moralności.Etykę mamy, ale uczęszcza na nią nieliczny odsetek młodzieży szkolnej. Większość "wybiera" religię. > Jak zaczniemy "strzelać" to odpowiedzą nam większą agresją i oporem. I raczej nikogo tak nie przekonamy - a chodzi o przekonanie i "nawrócenie" na drogę edukacji, rozumu i logicznego myślenia, prowadzące zwykle do eliminacji wiary w zabobony (co widać w niektórych państwach na zachodzie Europy), a nie walczenie z większością katolików.Na tym to polega. Opór jest nieunikniony, to oczywiste. Zyskać możemy przyspieszenie procesu laicyzacji, a jeśli się nie uda? Co mamy do stracenia? Zawsze pozostanie satysfakcja że chociaż próbowaliśmy, a sam przecież mówiłeś że proces o którym mowa i tak postępuje we właściwym kierunku. W najgorszym przypadku nie dożyjemy czasów, kiedy ludzie będą kojarzyli krzyż wyłącznie z dwiema prostopadłymi liniami. Żeby nie było niejasności: nie chcę przejawiać agresji, organizując bojówki na modłę MW. To już zbyt prymitywne. Nawołuję tu przede wszystkim do pretensjonalnego i ostentacyjnego głoszenia swoich poglądów, a także jawnej pogardy dla klerokracji i jej przedstawicieli, oraz zagorzałych miłośników. Konkretniejsze działania wymagałyby wielu miesięcy wspólnej pracy i- nie ma co ukrywać- nakładów finansowych. Dlatego za dobry początek tworzenia nowego ładu uważam to, co proponuje nam założyciel Racjonalisty. > Brońmy wolności słowa, a także mówmy, że wcale tak nie jest [neutralnie i demokratycznie- przyp. Thora] i pokazujmy dlaczego (przykłady: konkordat, konstytucja z 1997).Kto nie będzie chciał zrozumieć, nie zrozumie. Nadal uważam że w ten sposób zwracamy się niemal wyłącznie do "swoich". Chociaż z drugiej strony... wszystko zależy od wykonania. > A po co od razu zabijać? Ciężko zabić coś, co "żyje" w umysłach ludzi. Szczególnie siłą. Nie ma za bardzo sposobu by ją szybko i łatwo wykończyć nie wykańczając - fizycznie - nosicieli idei religii.Więc trzeba poczekać aż wymrze najstarsze (statystycznie najbardziej fanatyczne) pokolenie i już teraz dbać o to, by choroba zwana religią nie rozprzestrzeniała się wśród młodzieży. > Można jedynie ich jak najskuteczniej przekonywać do odrzucenia jej.To JEDNA z metod, najbardziej etyczna. > P.S. Jakie masz pomysły na "zabijanie" religii?Temat na osobny wątek. W dużej mierze pokrywają się z pomysłami Mariusza Agnosiewicza na państwo wolne światopoglądowo, np. organizowanie sympozjów naukowych, zakładanie neutralnych poglądowo placówek itp. Póki PSR znajduje się w fazie rozkwitu, ciężko będzie o utrzymanie choćby jednej takiej placówki. No, ale to tylko pomysły. Jak będzie z ich realizacją, czas pokaże.
|
|
| | | | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | >> Ale alternatywą jest pozbawienie pewnych wolności - co mi osobiście bardzo nie pasuje ze względów etycznych.
> Wolałbym oficjalne ograniczenie wolności religiantów niż niepisane, acz wyraźne, ateistów.
A ja wolałbym prawo dające wolność obu stronom i państwo neutralne.
Zawsze jest tak, że większość "naciska" na jednostki odmienne. I dopóki nie zmieni się postawa ludzi oraz nietolerancja - dopóty taki nacisk będzie obecny. Walczmy z religiami i z poglądami, ale nie z samymi ludźmi oraz ich kosztem - bez wprowadzania rewolucji, reżimów, ograniczających zakazów czy agresji.
>> Możliwe. A więc może nawet większość jest "na papierku". >> Ja też - formalnie - bo jeszcze się nie wypisałem.
>Miałm na myśli to, że Twoi znajomi jednak w jakieś bóstwo wierzą. Twierdzą że są katolikami, ale nie są. To trochę jak wegetarianin, który polewa swoją porcję warzywek sosem z pieczeni wołowej (na przykład).
Nie są więc do końca katolikami, ale wierzą i łączy ich religijność - choć nie jest ona ścisła ani całościowa.
>> Godzę się na to, by mieli o mnie swoje zdanie - nawet złe zdanie jeśli to konieczne - co myślą i w co sobie wierzą (jak dla mnie mogą i w Papę Smerfa i w Szatana i w Boga i w co sobie chcą) to ich sprawa. Mogę tylko próbować przekonywać, że jest inaczej (przykładem i argumentami). A sprawy ważne z zakresu zachowań międzyludzkich oraz życia w społeczeństwie powinno regulować prawo - i jeśli go przestrzegają to ok.
> Kiedyś myślałem w ten sam sposób. Wiele do myślenia dała mi historia z ukochaną. Nie "opluwała" mnie, ale zniszczyła mi kawałek życia. Na uwarunkowane religijnie łamanie serc nie ma i nie będzie żadnych paragrafów. Zastanawia mnie ilu ludziom przydarzyło się coś podobnego.
Zniszczyć komuś kawałek życia można nie tylko z powodu lub przy użyciu wiary. Powody mogą być różne. Mi kiedyś - gdy byłem młodszy i wiele bardziej nieśmiały niż obecnie - kawałek życia w podobny sposób też zniszczyła dziewczyna. Postawiła ultimatum że albo przestanę być nieśmiały albo odejdzie. Czy to oznacza, że powinienem wtedy zacząć represjonować ludzi śmiałych lub walczyć z śmiałością? Wiara może być jak nóż. Może być komuś użyteczna (np. jako "intelektualne rusztowanie" albo pocieszenie), ale może też zranić lub zabić.
>> Myślę, że postępu religia nie zatrzymaja i w końcu wiary zanikną.
> A ja powtarzam że chciałbym tego dożyć.
Myślę, że masz szanse.
>> Poza tym moim zdaniem lepiej jest przekonywać niż używać agresji, bo agresja rodzi agresję oraz opór, a przekonać czasem można - o czym świadcze ja jako przykład.
> Trzaskając ich po policzku, można cytować z Biblii fragment traktujący o konieczności nadstawienia drugiego. Problem kontragresji powinniśmy mieć z głowy.
A wtedy oni - jako, że z doświadczenia empirycznego to widać - zamiast zastosować się do słów z Biblii trzasną po policzku Ciebie. A o słowach z Biblii powiedzą, że to tylko alegoria albo metafora taka lub znajdą kontrcytat.
>> Mi nikt niczego na siłę nie narzuca. >> A jak próbuje, to ja mam to, że tak powiem, gdzieś.
> A ja nie mam gdzieś że dzięki kościołowi nie pokażą w kinach "obrażającego uczucia religijne" filmu. To jeden z wielu przykładów (niektóre podawałem w innych postach. Ja ten film chcę obejrzeć właśnie w kinie (a nie kombinować go po kątach z innych źródeł) i kościołowi wara od tego!
"Obrażanie uczuć religijnych" powinno być moim zdaniem usunięte z prawa. I nie powinno go być w państwie neutralnym.
>> Poza tym prawo powinno być od tego, by narzucanie na siłę było niemożliwe (no, może poza tą indoktrynacją społeczną i rodzinną, ale czy należy dlatego odbierać wolność przekazywania swojemu potomstwu swojego światopoglądu?).
> Jak dla mnie, powinno się zakazać przekazywania światopoglądów irracjonalnych, jako pewne.
Jak dla mnie to młodzież w szkołach powinna się na zajęciach z etyki i religioznawstwa dowiedzieć, że obiektywnie rzecz biorąc są one irracjonalne.
>> Co do indoktrynacji to przydałby się w szkołach przedmiot "etyka i religioznawstwo". Obiektywne przedstawienie wielu religii, historii religii (także tej negatywnej), ich aspektów (także tych negatywnych), ateizmu jako przeciwieństwa, a także nauki o moralności.
> Etykę mamy, ale uczęszcza na nią nieliczny odsetek młodzieży szkolnej. Większość "wybiera" religię.
Mamy?
Gdzie?
W której szkole? (no, może są pojedyncze wyjątki...ale i tak zapewne etyki poprawnej politycznie i zgodnej z religią)
Kto "wybiera"? Ja wyboru nie miałem.
> Na tym to polega. Opór jest nieunikniony, to oczywiste. Zyskać możemy przyspieszenie procesu laicyzacji, a jeśli się nie uda? Co mamy do stracenia? Zawsze pozostanie satysfakcja że chociaż próbowaliśmy, a sam przecież mówiłeś że proces o którym mowa i tak postępuje we właściwym kierunku. W najgorszym przypadku nie dożyjemy czasów, kiedy ludzie będą kojarzyli krzyż wyłącznie z dwiema prostopadłymi liniami.
W najgorszym przypadku poprawimy sytuację Kościoła. I prawie nikt nie będzie chciał zostać ateistą.
Moim zdaniem należy działać w nieco bardziej wyważony i racjonalny sposób.
> Żeby nie było niejasności: nie chcę przejawiać agresji, organizując bojówki na modłę MW. To już zbyt prymitywne. Nawołuję tu przede wszystkim do pretensjonalnego i ostentacyjnego głoszenia swoich poglądów, a także jawnej pogardy dla klerokracji i jej przedstawicieli, oraz zagorzałych miłośników.
Tu się zgodzę - chociaż ja bym to robił bez pogardy dla wierzących i wiary. Jedynie dla kleru. A wiarę zwalczał głównie argumentami i poglądami. Otóż nie trzeba bojówej i zachowań w stylu MW by uznali to za amoralne i agresywne (słowna agresja, słowne itp.).
|
|
| | | | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) |
> > Brońmy wolności słowa, a także mówmy, że wcale tak nie jest [neutralnie i demokratycznie- przyp. Thora] i pokazujmy dlaczego (przykłady: konkordat, konstytucja z 1997).> Kto nie będzie chciał zrozumieć, nie zrozumie. Nadal uważam że w ten sposób zwracamy się niemal wyłącznie do "swoich". Chociaż z drugiej strony... wszystko zależy od wykonania.Może masz rację, że większość nie zrozumie. Dlatego trzeba równoległych działań na rzecz rozwoju edukacji i nauki w naszym kraju - by w końcu większość była zainteresowana rozumieniem wielu rzeczy i także to zrozumiała. > > A po co od razu zabijać? Ciężko zabić coś, co "żyje" w umysłach ludzi. Szczególnie siłą. Nie ma za bardzo sposobu by ją szybko i łatwo wykończyć nie wykańczając - fizycznie - nosicieli idei religii.> Więc trzeba poczekać aż wymrze najstarsze (statystycznie najbardziej fanatyczne) pokolenie i już teraz dbać o to, by choroba zwana religią nie rozprzestrzeniała się wśród młodzieży.Tu się zgadzam. I edukować pokolenie - by było zainteresowane rozumieniem świata. Inteligencja, rozumność i nauka są naszymi sojusznikami. Ale to wszystko potrwa. > > Można jedynie ich jak najskuteczniej przekonywać do odrzucenia jej.> To JEDNA z metod, najbardziej etyczna.A jakie są mniej etyczne? > > P.S. Jakie masz pomysły na "zabijanie" religii?> Temat na osobny wątek. W dużej mierze pokrywają się z pomysłami Mariusza Agnosiewicza na państwo wolne światopoglądowo, np. organizowanie sympozjów naukowych, zakładanie neutralnych poglądowo placówek itp. Póki PSR znajduje się w fazie rozkwitu, ciężko będzie o utrzymanie choćby jednej takiej placówki. No, ale to tylko pomysły. Jak będzie z ich realizacją, czas pokaże.Takie pomysły są dobre i etyczne moim zdaniem - podobają mi się.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Thor | Może masz rację, że większość nie zrozumie. Dlatego trzeba równoległych działań na rzecz rozwoju edukacji i nauki w naszym kraju - by w końcu większość była zainteresowana rozumieniem wielu rzeczy i także to zrozumiała. Nie muszę zaznaczać chyba, że ta edukacja powinna być odpowiednio naładowana niechęcią do uznania absurdalnych tłumaczeń egzystencjalnych. > > Więc trzeba poczekać aż wymrze najstarsze (statystycznie najbardziej fanatyczne) pokolenie i już teraz dbać o to, by choroba zwana religią nie rozprzestrzeniała się wśród młodzieży.> Tu się zgadzam. I edukować pokolenie - by było zainteresowane rozumieniem świata. Inteligencja, rozumność i nauka są naszymi sojusznikami.> Ale to wszystko potrwa.Dlatego tyle razy wspominałem o konieczności agresywniejszej propagandy racjonalistycznej- by trwało jak najkrócej. > > Można jedynie ich jak najskuteczniej przekonywać do odrzucenia jej.> To JEDNA z metod, najbardziej etyczna.> A jakie są mniej etyczne?Na przykład takie jakich sam nigdy się nie podejmę, czyli mordowanie duchowieństwa w imię myśli ateistycznej. Uważam że dobrze bylo dla naszej sprawy, gdyby ktoś zadbał o fizyczną eliminację bożych sług, ale sam nie potrafiłbym nawoływać do tego, mając świadomość że ktoś mógłby posłuchać. Ja naprawdę szanuję ludzkie życie. > [...] W dużej mierze pokrywają się z pomysłami Mariusza Agnosiewicza na państwo wolne światopoglądowo, np. organizowanie sympozjów naukowych, zakładanie neutralnych poglądowo placówek itp. Póki PSR znajduje się w fazie rozkwitu, ciężko będzie o utrzymanie choćby jednej takiej placówki. No, ale to tylko pomysły. Jak będzie z ich realizacją, czas pokaże.Takie pomysły są dobre i etyczne moim zdaniem - podobają mi się. Więc... niech żyje PSR!
|
|
| duracell (8 punktów) | Kościół w dzisiejszym świecie po prostu się zgubił!
Zauważcie, że ci katolicy- praktykujący- te "wzorce", to ludzie obłudni. W kościele się modlą i udają niewinnych, natomiast an co dzień są zupełnie kimś innym! Przecież to oszustwo...nie rozumiem ludzi, którzy nie widzą tak prostego faktu. A skoro KOściół ma taki wpływ na ludzi, to jak można prędzej czy później nie zrezygnować z jego "usług"?
Nauczanie religii w szkole to kolejny absurd! Te psuedo lekcje zupełnienie mijają się ze swoim pierwotnym powołaniem. Ograniczają, nie pozwalają wyrażać swoich wątpliwości, przemyśleń, zawężaja niesamowicie myslenie. Katecheci sa po prostu zbyt słabi, by bronić swoich ..hmm..przekonań i dlatego z góry zakładają, że wszystko, co się z nimi nie zgadza, to herezje!
Zwróćcie uwagę na genezę chrystianizacji Europy. Działo się to w Średniowieczu, kiedy ludzie nie mający większego wpływu na swój los, przechodzili spod panowania cesarza pod panowanie Kościoła i papieża( w zależności od tego, który z nich miał w danym czasie przewagę). W ostateczności wygrał papież, który w przeciwieństwie do cesarza mógł obiecać zastraszonym, przesądnym ludziom, wieczne, szczęśliwe życie po śmierci... I tak zostało do dziś. Czyli( co bardzo ważne) ludzie nie należą do Kościoła dlatego, że to wynika z ich własnych przekonań, czy prywatnycvh potrzeb duchowych, ale tylko dlatego, że taka jest tradycja, tak jest wygodniej( perpektywa nieba wcale nie odstrasza!). I w tym miejscu instytucja Kościoła traci swój sens.
Po tym wszystkim, co napisałam, może się wam wydawać, że jestem niewierząca. Wręcz przeciwnie! Oczywiście, wierzę w Boga, krytykując jednak cała tę prowizorkę, którą jest instytucja Kościoła.
Nie urodziłąm się z przekonaniami, o których piszę powyżej. Są one wynikiem moich obserwacji.
Zgadzam się z kolegą, który napisał, że różnice w poglądach mogą miec fatalne konsekwencje w relacjach z innymi ludźmi. Sama tego doświadczyłam, kiedy w niedalekiej stosunkowo przeszłości, zaślepiona jeszcze wizją świata propagowaną przez Kościół, nie byłąm w stanie trzeźwo ocenić sytuacji, w której się znalazłam.
pozdrawiam, d.
|
|
 | | Atanazy (26 punktów) |
>Po tym wszystkim, co napisałam, może się wam wydawać, że jestem niewierząca. Wręcz przeciwnie! Oczywiście, wierzę w Boga, krytykując jednak cała tę prowizorkę, którą jest instytucja Kościoła.
Dlaczego wiara w boga wydaje Ci sie tak oczywista ? Ja w slowie "oczywiscie" widze, ze kosciol jednak z Twoim mozgiem dokonal tego co zamierzal. I to jest to o czym pisza ludzie powyzej. INDOKTRYNACJA. Nie odpowiadaj bo to nie miejsce na takie dyskusje. Odpowiedz sobie...
A odpowiadajac tym samym na pytanie w wątku: INDOKTRYNACJA - bezprawne wmontowanie w mozg mlodego czlowieka pojec, ktorych za Chiny sam by sobie nie wklepal w glowe(wiem bo pochodze z rodziny ateistycznej i nikt w niej po prostu nigdy o bogu nie mowil(nie tepil go takze), a odpowiedzi musielismy sobie szukac sami juz jako starsi ludzie)Dlaczego zaczyna sie dziecku wmawiac jak powstal swiat i kto go stworzyl? To przeciez dla niego bardzo abstrakcyjne sprawy. To tak jakby na drodze edukacji naukowej zaczynac od teorii wzglednosci.
Od walki o odstapienie od niej nalezy rzecz zaczac. To pewne, ze trzeba oszczedzic tych ktorzy dzis nie powatpiewaja nawet w istnienie boga a zabranie im wiary mogloby wiecej szkod niz pozytku narobic w ich psychice(np. starsze Panie i Panowie, smiertelnie chorzy czy zolnierze pod ciezkim ostrzalem; tam bog nie ma juz nic wspolnego z klerem a sluzy stabilizacji psychiki niczym maskotka do ktorej przytula sie maluch bojacy sie ciemnosci nocy)
Pozdrawiam
|
|
|  | | duracell (8 punktów) | >Dlaczego wiara w boga wydaje Ci sie tak oczywista ? Ja w slowie "oczywiscie" widze, ze kosciol jednak z Twoim mozgiem dokonal tego co zamierzal. I to jest to o czym pisza ludzie powyzej. INDOKTRYNACJA. Nie odpowiadaj bo to nie miejsce na takie dyskusje. Odpowiedz sobie... >A odpowiadajac tym samym na pytanie w wątku: >INDOKTRYNACJA - bezprawne wmontowanie w mozg mlodego czlowieka pojec, ktorych za Chiny sam by sobie nie wklepal w glowe(wiem bo pochodze z rodziny ateistycznej i nikt w niej po prostu nigdy o bogu nie mowil(nie tepil go takze),
Tak, zgadzam się, ze jestem "ofiarą" indoktrynacji. I bardzo dobrze się składa, że mi odpisałeś, ponieważ teraz wyraźnie widać naturalne różnice w światopoglądach człowieka wychowanego w rodzinie ateistycznej oraz tego, który dorastał w rodzinie kalolickiej(tego się nie wybiera przecież!).
Jedyne, co mi pozostaje do powiedzenia, to powtórne potępienie Kościoła za praktykowanie wspomnianej przez Ciebie indoktrynacji.
|
|
|  | | traeh | przepraszam, że się wtrące ale myślę, mam nadzieję, że się nie pogniewasz bo ostatecznie nie na mój post odpowiadałeś, ale..
>Dlaczego zaczyna sie dziecku wmawiac jak powstal swiat i kto go stworzyl? To przeciez dla niego bardzo abstrakcyjne sprawy
a co chciałbyś powiedzieć dziecku skoro powstanie świata to dla niego sprawy b. abstrakcyjne? nic? myślę, że zaczyna się dziecku wmawiać (choć może WMAWIANIE jest akurat niewłaściwe) takie rzczy na tej samej zasadzie jak opowiada się mu najpierw o motylkach w przypadku spraw związanych z reprodukcją - w sposób barwny i na zasadzie bajeczki. na nieszczęście dziecko nie myśli w dojrzały sposób od momentu narodzin. pewne rzeczy dlatego właśnie opowiada się mu aplikując fikcję, która później w normalnych, zdrowych (sprawa wpływu otoczenia jest jest jasna - choć i tak uważam, że dla ciekawego świata cżłowieka dorosłego stanowi przeszkodę, którą można pokonać) okolicznościach jest przez nie weryfikowana - poznaje różne poglądy. opowiedz małemu dziecku racjonalnie o świecie, szczerze i bez ściemy a prawdopodobnie nie będzie miało możliwości żyć normalnie przez uraz na jeszcze kształtującej się psychice. z innej beczki nieco: nie nadawaj dziecku imienia bo przecież może mu się na przyszłość nie podobać to jakie mu wybrałeś. przez okres kształtowania się jego psychiki jak będziesz się do niego zwracał? dziecko? chłopczyku/dziewczynko? nie widzisz absurdu takiego stawiania sprawy jak chodzi o edukacje młodego cżłowieka?
pozdrawiam,
|
|
| |  | | outsider (2469 punktów) | Dlaczego w takim razie nie przedstawiać dziecku powstania świata według np. Majów ( archeologia.host.sk/majowie.html)? Wszystkie te baśnie mają podobny walor dydaktyczny - a przecież każda prócz lokalnie przyjmowanej za prawdę mniej obciąży umysł owego dziecka gdy dorośnie: nie bedzie wzmacniana środowiskowo. Wybór akurat wersji biblijnej jest w naszych realiach konformizmem po prostu - zrozumiałym, dostosowawczym, ale niczym więcej.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | |  | | traeh | >Dlaczego w takim razie nie przedstawiać dziecku powstania świata według np. Majów (..)
oczywiście, że można i w ten sposób (nie mam teraz możliwości zapoznania się z treścią strony, do której link mi wysłałeś). nie stwierdziłem przecież, że katolicka wizja stworzenia jest najwłaściwsza dla dziecka i całą pewnością masz rację, że może być bardziej szkodliwa przez wzgląd na późniejsze wzmacnianie jej przez środowisko. zastanów się jednak jak wiele prostych katolickich rodzin zada sobie trud poznania historii majów aby wychować dziecko?
|
|
| | | |  | | Thor | Mało która, dlatego zamiast uczyć dziecko o jednej z wielu alternatywnych, bajecznych dróg powstania świata, powino się obdarzać je najbardziej racjonalną wiedzą, którą dają nam teorie NAUKOWE. Wypadałoby podkreślać przy tym że dana teoria nie jest pewna, ale najbardziej prawdopodobna. Wszystko.
|
|
| |  | | Atanazy (26 punktów) | > przepraszam, że się wtrące ale myślę, mam nadzieję, że się nie pogniewasz bo ostatecznie nie na mój post odpowiadałeś, ale..oczywiscie, ze sie nie obraze. czytalem twoje posty wczesniej i podoba mi sie, ze zadajesz te pytania pokazujac druga strone medalu zamiast tepic wszystko kosa rozumu nie patrzac na tego skutki... > >Dlaczego zaczyna sie dziecku wmawiac jak powstal swiat i kto go stworzyl? To przeciez dla niego bardzo abstrakcyjne sprawy> a co chciałbyś powiedzieć dziecku skoro powstanie świata to dla niego sprawy b. abstrakcyjne? nic?wiesz, dzieci wbrew pozorom sa dosc bystre i szybko sie ucza. by zadac pytania musza najpierw nauczyc sie mowic a do tego czasu sa juz w mysl systemu polawiaczy dusz ochrzczone i bywaja z rodzicami w kosciele a tam jak sie zachowuja mialem okazje widziec mimo, ze bylem tam kilka razy. przy czym czekaja na nie kolejne atrakcje w przyszlosci z ramienia kosciola sprytnie przemyslane np. komunia swieta. dobrze wiesz zapewne o czym dzieci wtedy mowia, bynajmniej nie o bogu a o prezentach(na ktore czesto ciezko ktos musi tulac, zeby taki maluch gorzej nie wypadl i nie poczul sie mniej dowartosciowany niz jego rowiesnicy ale to juz odrebna nieco sprawa) wiesz, ze odchodzi sie juz w pedagogice od traktowania dzieci jak niepelnosprawnych intelektualnie doroslych. coraz czesciej mowi sie dzieciom nie o motylkach a o tym, ze np tatus daje mamie nasionko i ono kielkuje w brzuszku mamusi(czyz nei lepsze to niz bajka o motylkach czy bocianie?) i wierz mi, ze mimo dalszych watpliwosci dziecko potrafi sie zadowolic taka odpowiedzia a ona jest bardzo bliska prawdy. o to chodzi tazke jezeli i idzie o kwestie odpowiedzi dziecku na pytanie o to skad bierze sie swiat. kosciol majac na uwadze pozniejszy zysk(chyba nikt w to nie watpi) wklepuje w mlody mozg informacje dosc scisla i jednorodna na ten temat i nie jest to tylko bajeczka, ktora zastapic ma wyzszy poziom abstrakcji lecz docelowa wizja teistyczna jaka ma tez w sobie dorosly. za tym co wyzej, mozna rownie dobrze mowic dzieciom o wielkim wybuchu zdajac sie na to ze one to sobie poukladaja zapewne. mozna mowic o ewolucji nie mowiac o atomach lecz o np klockach z ktorych sie skladamy a ktore za sprawa pewnych sil istniejacych(tu zaprezentowac np spadajace jablko, jako przyklad jednej z takich niewidzialnyh sil)tworza zycie. mam nadzieje, ze wiesz o co mi chodzi...o wlasciwe kierowanie procesu postrzegania swiata a nie o jego falszowanie (zobacz co sie robi w ziarnie[nie wiem czy leci jeszcze]). mozna stworzyc system przekazu informacji naukowej dzieciom. wszak w pierwszych klasach szkoly podstawowej gdy ktos mowi Ci o bialkach, cukrach czy tluszczach tez nie masz pojecia o czym mowa. te terminy wypelnia sie duzo pozniej o informacje dla doroslych najpierw w LO, potem na studiach przyrodoznawczych lub kierunkach typu fizyka czy chemia...dodajac, ze sa to jedynie ekstrapolacyjne modele, ktore najbardziej odpowiadaja przebiegowi zjawisk. czyz nie mam racji ? > z innej beczki nieco: nie nadawaj dziecku imienia bo przecież może mu się na przyszłość nie podobać to jakie mu wybrałeś. przez okres kształtowania się jego psychiki jak będziesz się do niego zwracał? dziecko? chłopczyku/dziewczynko? nie widzisz absurdu takiego stawiania sprawy jak chodzi o edukacje młodego cżłowieka?imiona niektorzy zmieniaja jesli sie im nie podobaja, a jest to proces bardzo latwy w odpowiednim urzedzie, czasem tez ludzie kaza innym inaczej mowic na siebie, np zdrobnieniem, skrotem czy ksywka... tak to faktycznie zupelnie inna becza a mnie boli dzis glowa i nie bede Ci pokazywal dalej z jak odmiennej  wiesz po czym ja poznaje, ze osoba taka jak ty musiala byc kiedys w tym po uszy? zarowno w tym jak i w innych postach, w ktorych wysuwasz swoje watpliwosci mylisz kategorie poznawcze, stad np. niepoprawne porownania(patrz wyzej na tą inna beczkę) Thor o dziwo(bo tez w tym siedzial)nie robi tego typu mieszania kategorii rozumowych i za to mi sie podoba jesli tak moge powiedziec, ale to moze wlasnie kwestia jego IQ  (ale IQ tez ma rozne oblicza  ) > pozdrawiam,ja rowniez
|
|
| | |  | | Thor | > wiesz, dzieci wbrew pozorom sa dosc bystre i szybko sie ucza. by zadac pytania musza najpierw nauczyc sie mowic a do tego czasu sa juz w mysl systemu polawiaczy dusz ochrzczone i bywaja z rodzicami w kosciele a tam jak sie zachowuja mialem okazje widziec mimo, ze bylem tam kilka razy. przy czym czekaja na nie kolejne atrakcje w przyszlosci z ramienia kosciola sprytnie przemyslane np. komunia swieta. dobrze wiesz zapewne o czym dzieci wtedy mowia, bynajmniej nie o bogu a o prezentach(na ktore czesto ciezko ktos musi tulac, zeby taki maluch gorzej nie wypadl i nie poczul sie mniej dowartosciowany niz jego rowiesnicy ale to juz odrebna nieco sprawa)
O to chodzi, dziatwa bezmyślnie (na tym etapie ciężko, by było inaczej) przyjmuje pewne zachowania, powiązane z obrzędami, później przychodzi czas komunii, podczas której rodzina prześciga się w obdarowywaniu pełnoprawnego już członka KrK. Ale to wszystki tylko miły dodatek wspomagający. Największy wpływ na dziecko ma sam fakt, że WPAJA mu się od dzieciństwa pojęcie boga. Rodzice mają zawsze rację, a skoro mówią że bozia istnieje, to znaczy że istnieje.
> wiesz, ze odchodzi sie juz w pedagogice od traktowania dzieci jak niepelnosprawnych intelektualnie doroslych. coraz czesciej mowi sie dzieciom nie o motylkach a o tym, ze np tatus daje mamie nasionko i ono kielkuje w brzuszku mamusi(czyz nei lepsze to niz bajka o motylkach czy bocianie?) i wierz mi, ze mimo dalszych watpliwosci dziecko potrafi sie zadowolic taka odpowiedzia a ona jest bardzo bliska prawdy.
Nie muszę chyba mówić że popieram tę metodę?
> mozna stworzyc system przekazu informacji naukowej dzieciom. wszak w pierwszych klasach szkoly podstawowej gdy ktos mowi Ci o bialkach, cukrach czy tluszczach tez nie masz pojecia o czym mowa. te terminy wypelnia sie duzo pozniej o informacje dla doroslych najpierw w LO, potem na studiach przyrodoznawczych lub kierunkach typu fizyka czy chemia...dodajac, ze sa to jedynie ekstrapolacyjne modele, ktore najbardziej odpowiadaja przebiegowi zjawisk. czyz nie mam racji ?
Masz rację.
Przepraszam za wcinanie się w dyskusję. Pozdrawiam.
|
|
| | |  | | traeh | > wiesz, dzieci wbrew pozorom sa dosc bystre i szybko sie ucząwiem by zadac pytania musza najpierw nauczyc sie mowic a do tego czasu sa juz w mysl systemu polawiaczy dusz ochrzczone i bywaja z rodzicami w kosciele a tam jak sie zachowuja mialem okazje widziec mimo, ze bylem tam kilka razy. przy czym czekaja na nie kolejne atrakcje w przyszlosci z ramienia kosciola sprytnie przemyslane np. komunia swieta. dobrze wiesz zapewne o czym dzieci wtedy mowia, bynajmniej nie o bogu a o prezentach(na ktore czesto ciezko ktos musi tulac, zeby taki maluch gorzej nie wypadl i nie poczul sie mniej dowartosciowany niz jego rowiesnicy ale to juz odrebna nieco sprawa) zgoda, jasnym jest fakt, że dzieci nie podchodzą do zagadnień wpajanej im wiary ze zrozumieniem. dzieje się tak dlatego, że są dziećmi właśnie. jest jeszcze jedna istotna cecha zachowań dziecięcych - bunt (oczywiście nie tylko dziecięcych - nie uważam buntu za przejaw infantylności, rzecz jasna). poza tym dziecko nie przywiązuje wagi do religii dlatego, że myśli racjonalnie albo widzi jej sprzeczności. wychowywane w środowisku ateistycznym dostając na urodziny małpkę oraz wykład od tatusia na temat ewolucji nie zastanawia się nad jej zagadnieniami (ewolucji - nie małpiki  ). z wyżej wymienionych powodów zapada się emocjonalnie w prezentach komunijnych. > wiesz, ze odchodzi sie juz w pedagogice od traktowania dzieci jak niepelnosprawnych intelektualnie doroslych.nigdy nie myślałem, że traktuje sięje w ten sposób > coraz czesciej mowi sie dzieciom nie o motylkach a o tym, ze np tatus daje mamie nasionko i ono kielkuje w brzuszku mamusi(czyz nei lepsze to niz bajka o motylkach czy bocianie?) i wierz mi, ze mimo dalszych watpliwosci dziecko potrafi sie zadowolic taka odpowiedzia a ona jest bardzo bliska prawdy.jak myślisz, jak Twoją definicje prokreacji (na potrzeby dziecka) odbierze? to oczywiście zależy w jakim wieku będzie dziecko ale jeśli będzie na tyle dojrzałe aby zrozumieć nasionko kiełkujące w brzuszku bez większego wysiłku zrozumie istote zapłodnienia opowiedzianą na przykładzie plemniczka i jajeczka. rzecz w tym, że wówczas nie potrzeba dziecku opowiadać bajek - taka potrzeba istnieje zanim dziecko osiągnie omawianą dojrzałość - wtedy kiełkujące w brzuszku ziarenko nie da mu satysfakcji a tatusia zapyta dlaczego mamusia nie jest posadzona w ogrodzie razem z kwiatkami. > (..) jezeli i idzie o kwestie odpowiedzi dziecku na pytanie o to skad bierze sie swiat. kosciol majac na uwadze pozniejszy zysk(chyba nikt w to nie watpi) wklepuje w mlody mozg informacje dosc scisla i jednorodna na ten temat i nie jest to tylko bajeczka, ktora zastapic ma wyzszy poziom abstrakcji lecz docelowa wizja teistyczna jaka ma tez w sobie dorosly.z tym się zgodze ale dodam, że dziecko nie zostaje już wtedy stracone jak chodzi o światłość myślenia - nie wdając się w dyskusje o predyspozycjach intelektualnych wkrótce ma szanse dostrzec absurdy jakie mu wpajano. wiesz.. ja ruzumiem, że byłoby lepiej gdyby cały świat był oświecony ale sam rozumiesz, że to utopia. nawet jeśłi się mylę i tak pozostaje nam rozpatrywać sytuacje obecną, która jeśli się zmieni to nieprędko i szczerze mówiąc dla mnie owa zmiana stanowić może ewentualnie temat dla literatury fantastyczno-naukowej. > za tym co wyzej (wyżej niż wyżej- przyp. mój ], mozna rownie dobrze mowic dzieciom o wielkim wybuchu zdajac sie na to ze one to sobie poukladaja zapewne. mozna mowic o ewolucji nie mowiac o atomach lecz o np klockach z ktorych sie skladamy a ktore za sprawa pewnych sil istniejacych(tu zaprezentowac np spadajace jablko, jako przyklad jednej z takich niewidzialnyh sil) tworzą życiejak wyżej, istnieje możliwość (raczej prawdopodobna), że dziecko skupi się wtedy na kolorze klocków, > mam nadzieje, ze wiesz o co mi chodziliczę, że wiem  ...o wlasciwe kierowanie procesu postrzegania swiata a nie o jego falszowanie (zobacz co sie robi w ziarnie[nie wiem czy leci jeszcze]). mozna stworzyc system przekazu informacji naukowej dzieciom. wszak w pierwszych klasach szkoly podstawowej gdy ktos mowi Ci o bialkach, cukrach czy tluszczach tez nie masz pojecia o czym mowa. te terminy wypelnia sie duzo pozniej o informacje dla doroslych najpierw w LO, potem na studiach przyrodoznawczych lub kierunkach typu fizyka czy chemia...dodajac, ze sa to jedynie ekstrapolacyjne modele, ktore najbardziej odpowiadaja przebiegowi zjawisk. czyz nie mam racji ? masz. tylko cały czas przy założeniu, że wszystko układać się będzie po Twojej myśli i miejsca nie będzie dla irracjonalnym zachowaniu dziecka (a tego niestety wykluczyć nie można) > imiona niektorzy zmieniaja jesli sie im nie podobaja, a jest to proces bardzo latwy w odpowiednim urzedzie, czasem tez ludzie kaza innym inaczej mowic na siebie, np zdrobnieniem, skrotem czy ksywka...eehh.. no oczywiście, znowu masz rację. nie tyle chodzi o możliwość osiągania jakiegoś celu co o drogę do jego realizacji. zakładasz teoretyczny, udany proces zmiany imienia. jednak wszelkie społeczne uwarunkowania stwarzają trudności, życie  . dla przykładu: mc gywer'owi udawało się wprowadzać teorię w życie. gdyby nie był postacią fikcyjną mógłby nie wyjść cało z niejednej opresji - i to nie dlatego, że teoria którą się posługiwał była wadliwa. (mam nadzieję, że ten przykład nie będzie świadczył źle o moim iq  - patrz. niżej (wyżej wedle uznania). > wiesz po czym ja poznaje, ze osoba taka jak ty musiala byc kiedys w tym po uszy?zawiodło Cię poznanie, ja dalej wtym siedzę po uszy (tylko mózg znajduje się nieco wyżej  > zarowno w tym jak i w innych postach, w ktorych wysuwasz swoje watpliwosci mylisz kategorie poznawcze, stad np. niepoprawne porownania(patrz wyzej na tą inna beczkę)tia, te niedoskonałe słowa naprzeciw niedoskonałości oczu.. imię to coś co musisz mieć od najmłodszych lat (tzn. nie musisz, ale sam rozumiesz niedogodności wynikające z jego braku?). tak samo jest ze światopoglądem. kiedyś wybierzesz sobie odpowiadający tobie styl życia (wiem wie
|
|
| | | |  | | Atanazy (26 punktów) | > zgoda, jasnym jest fakt, że dzieci nie podchodzą do zagadnień wpajanej im wiary ze zrozumieniem. dzieje się tak dlatego, że są dziećmi właśnie.czlowieku, skup sie na danym zagadnieniu i domysl je go konca zamiast wprowadzac chaos pojec i tematow liczac byc moze na to ze w nim rozpusci sie to, ze na danym gruncie polegles...zgadzasz sie, ze faktem jest iz indoktrynacja, inaczej wczesne warunkowanie psychiki, o ktorym dziecko nie wie. idzie wlasnie o to aby ani kosciol ani zaden Mc Donald's nie wykorzystywal tego faktu sprawiajac, ze ludzie gdy dorosna zachowuja sie jak sterowane posthipnotycznie marionetki przywiazane do symboli i gotowe bulic kase w ten a nie inny sposob... wiec o czym tu dyskutowac w tym temacie (zwlaszcza z kims kto w takim transie posthipnotycznym sie znajduje i smie mowic, ze uzywa wlasnego mozgu). > jest jeszcze jedna istotna cecha zachowań dziecięcych - bunt (oczywiście nie tylko dziecięcych - nie uważam buntu za przejaw infantylności, rzecz jasna).doprawdy nie wiem o bunt w jakim kontekscie Ci chodzi ? nie mozna buntowac sie przeciw prawu grawitacji bo taki bunt szybko moze sie skonczyc polamaniem sobie kosci... sprecyzuj o co Ci chodzi z tym buntem > poza tym dziecko nie przywiązuje wagi do religii dlatego, że myśli racjonalnie albo widzi jej sprzeczności.najczesciej malo na ten temat samo mysli ...a skoro widzi sprzecznosci to nie dziw sie ze i dorosli widza...wciaz nie wiem jak to ma sie do tematu indoktrynacji... > wychowywane w środowisku ateistycznym dostając na urodziny małpkę oraz wykład od tatusia na temat ewolucji nie zastanawia się nad jej zagadnieniami (ewolucji - nie małpiki czlowieku ewolucja jest faktem, bog nie, i szlo o wychowanie zgodnie z faktami potwierdzonymi nawet jesli dziecko nie wszystko z tego zrozumie. dorosli nie musza wszystkiemu dziecku wytlumaczyc i moga powiedziec, ze to jest trudne do zrozumienia i jak bedzie wiekszy to zrozumie. analogia: nie tlumaczysz dziecku, ze w telewizorze siedzi ludzik, ktory kreci korbka i dzieki temu telewizor dziala. nie mowisz , ze kabelkiem od gniazdka biegnie duch bozy... pewne rzeczy ciezko jest dziecku wytlumaczyc tak aby pojelo je w sposob w jaki je widzi dorosly(nie musi to byc sens czy geneza swiata), ale moze nie chodzi o to aby wszystko zrozumialo tylko o to aby go nie oszukiwac... nigdy nie dostawalem prezentow od tatusia aby myslec w okreslony sposob o ewolucji,inna tez rzecz, ze ewolucja staje sie zrozumiala dopiero na pewnym poziomie poznania faktow i zaleznsci miedzy rzeczami, byc moze na poziomie szkoly sredniej. kosciol stosujac chwyty podobnie jak Mc Donald's (wezmy te wszytskie ksiazeczki do kolorowania od religii czy obrazki swietych czy zabawki, place zabaw dla dzieci w tym drugim)wklepuje czlowiekowi w wieku ksztaltowania jego psychiki symbole, na ktore on bedzie pozniej cale zycie reagowal bardziej znajomo i przyjaznie. czy ty naprawde nie wiesz o co chodzi ? jezeli wiesz do zamknijmy i ten punkt dyskusji a teorii ewolucji drogi kolego to okaz pelen szacunek bo to jest najwyzsze odkrycie faktow, ktore sie dzieja na tej planecie i nijak sie to ma do boskiego genezis i chocbys wytezal kolejne egzegezy pism swietych aby to jakos polaczyc z ewolucja( co robi kosciol )to i tak takie polaczenia nijak sie beda mialy do faktow... > jak myślisz, jak Twoją definicje prokreacji (na potrzeby dziecka) odbierze? to oczywiście zależy w jakim wieku będzie dziecko ale jeśli będzie na tyle dojrzałe aby zrozumieć nasionko kiełkujące w brzuszku bez większego wysiłku zrozumie istote zapłodnienia opowiedzianą na przykładzie plemniczka i jajeczka.owszem zrozumie i o to chodzi aby mowic prawde...albo rzecz w kierunku prawdy na miare poziomu dziecka, powtarzam dziecko to nie dorosly i musi tez czasem od rodzicow uslyszec ta prawde, ze nie wszystko jest w stanie pojac bo jest za male... > > (..) jezeli i idzie o kwestie odpowiedzi dziecku na pytanie o to skad bierze sie swiat. kosciol majac na uwadze pozniejszy zysk(chyba nikt w to nie watpi) wklepuje w mlody mozg informacje dosc scisla i jednorodna na ten temat i nie jest to tylko bajeczka, ktora zastapic ma wyzszy poziom abstrakcji lecz docelowa wizja teistyczna jaka ma tez w sobie dorosly.> z tym się zgodze,...godzisz sie wiec sie ciesze bo to chyba watpliwosci nie budzi a i tym samym kolejny punkt mamy z glowy na korzysc prawdy rozumu do kolejnej kwestii idzmy dalej > ...dziecko nie zostaje już wtedy stracone jak chodzi o światłość myślenia - nie wdając się w dyskusje o predyspozycjach intelektualnych wkrótce ma szanse dostrzec absurdy jakie mu wpajano.idzie caly czas o to, ze ma mniejsze szanse bo na absurdach wychowane latwiej z absurdem sie godzi i nie potrafi odroznic prawdy sprawdzalnej od fikcji wmowionej... jezeli ten punkt nie jest dosc jasny mozemy go jeszcze omowic jedziemy dalej > wiesz ja ruzumiem, że byłoby lepiej gdyby cały świat był oświeconywiesz to i ja to wiem > ale sam rozumiesz, że to utopia.utopia owszem lecz pożądana, przez co sens walki o nia nie traci wcale na wartosci i nie ma powodu lezenia na łopatkach pod rzadami kleru czy starych zabobonow ten punkt chyba tez juz mamy z glowy > nawet jeśłi się mylę i tak pozostaje nam rozpatrywać sytuacje obecną, która jeśli się zmieni to nieprędko i szczerze mówiąc dla mnie owa zmiana stanowić może ewentualnie temat dla literatury fantastyczno-naukowej.zapewniam Cie ze sytuacja sie zmienia na naszych oczach i dlatego ksieza robia wszystko aby temu zaradzic, czyli wzmagaja dzialania w kierunku skuteczniejszej indoktrynacji i podejmuja inicjatywy by uderzac w najslabsze ogniwa dialektyczne jakim sa mlodzi ludzie... a co do inteligencji to swoja droga mozna by zrobic takie slupki jak mowisz i to bez ironii to ze nikt nie chce byc "glupszy" to oczywista rzecz jednak nie zmieni to faktu, ze w pewnych aspektach jeden mozg sprawdza sie lepiej niz drugi... jeszcze jedna uwaga: w jezyku polskim pisze sie: jeśli, jeżeli chodzi o a nie : "jak chodzi" pozdr
|
|
| | | | |  | | Thor | > czlowieku ewolucja jest faktem, bog nie [...]Uważaj, bo przekorny Traeh może się niestety przyczepić, w dodatku ma do czego. Ewolucja jest faktem, ale kontekst dotyczył darwinowskiej Teorii Ewolucji- ta zaś nie jest faktem i nigdy nie będzie z racji tego że nie możemy przenieść się w czasie, by ją potwierdzić. W każdym razie jest najprawdopodobniejszą wersją powstania życia na Ziemi, a dowody świadczą o przynajmniej częściowej jej prawdziwości. > dorosli nie musza wszystkiemu dziecku wytlumaczyc i moga powiedziec, ze to jest trudne do zrozumienia i jak bedzie wiekszy to zrozumie. analogia: nie tlumaczysz dziecku, ze w telewizorze siedzi ludzik, ktory kreci korbka i dzieki temu telewizor dziala. nie mowisz , ze kabelkiem od gniazdka biegnie duch bozy... pewne rzeczy ciezko jest dziecku wytlumaczyc tak aby pojelo je w sposob w jaki je widzi dorosly(nie musi to byc sens czy geneza swiata), ale moze nie chodzi o to aby wszystko zrozumialo tylko o to aby go nie oszukiwac...O to chodzi! Nie: "powiem dziecku głupotę, żeby nie zadawało głupich pytań", ale "powiem że wytłumaczę, kiedy będzie większy". > kosciol stosujac chwyty podobnie jak Mc Donald's (wezmy te wszytskie ksiazeczki do kolorowania od religii czy obrazki swietych czy zabawki, place zabaw dla dzieci w tym drugim)wklepuje czlowiekowi w wieku ksztaltowania jego psychiki symbole, na ktore on bedzie pozniej cale zycie reagowal bardziej znajomo i przyjaznie. czy ty naprawde nie wiesz o co chodzi ?Kościół dba o swoją promocję i jest to niezaprzeczalnym faktem. Może pora zadbać o jego dyspromocję... > a teorii ewolucji drogi kolego to okaz pelen szacunek bo to jest najwyzsze odkrycie faktow, ktore sie dzieja na tej planecie i nijak sie to ma do boskiego genezis i chocbys wytezal kolejne egzegezy pism swietych aby to jakos polaczyc z ewolucja( co robi kosciol )to i tak takie polaczenia nijak sie beda mialy do faktow...Ot co. Jeśli potraktować wszystkie dzieła, opisujące fikcyjne stworzenie świata, jako metaforę, to KAŻDE można dopasować do teorii ewolucji. Nawet tolkienowski Silmarillion. owszem zrozumie i o to chodzi aby mowic prawde...albo rzecz w kierunku prawdy na miare poziomu dziecka, powtarzam dziecko to nie dorosly i musi tez czasem od rodzicow uslyszec ta prawde, ze nie wszystko jest w stanie pojac bo jest za male... Jeszcze raz podpisuję się wszystkimi kończynami: jeśli nie potrafisz czegoś wyjaśnić, bo dziecko jest za małe, by zrozumieć: NIE kłam. Nie wyjaśniaj. > ...dziecko nie zostaje już wtedy stracone jak chodzi o światłość myślenia - nie wdając się w dyskusje o predyspozycjach intelektualnych wkrótce ma szanse dostrzec absurdy jakie mu wpajano. idzie caly czas o to, ze ma mniejsze szanse bo na absurdach wychowane latwiej z absurdem sie godzi i nie potrafi odroznic prawdy sprawdzalnej od fikcji wmowionej...Najgorsze, że nadal nie wiem, jak to Traehowi wytłumaczyć, żeby dotarło.  > utopia owszem lecz porzadana [...]Z całym szacunkiem... przez to poRZądanie Twoja ładna polemika trochę straciła w oczętach mych nadobnych. > [...] przez co sens walki o nia nie traci wcale na wartosci i nie ma powodu lezenia na łopatkach pod rzadami kleru czy starych zabobonowWiadomo że ideału nigdy nie sięgniemy, ale warto sięgać, by być chociaż jak najbliżej niego. > zapewniam Cie ze sytuacja sie zmienia na naszych oczach i dlatego ksieza robia wszystko aby temu zaradzic, czyli wzmagaja dzialania w kierunku skuteczniejszej indoktrynacji i podejmuja inicjatywy by uderzac w najslabsze ogniwa dialektyczne jakim sa mlodzi ludzie...Diabli mnie osobiście biorą, kiedy widzę Lednicę, pielgrzymki, integrację "pokolenia JP II" i tym podobne działania. Widzę wtedy wesoły powrót do ciemnoty w wykonaniu przyszłości narodu- naszej młodzieży. > a co do inteligencji to swoja droga mozna by zrobic takie slupki jak mowisz i to bez ironiiJa nadal obstaję za tym pomysłem. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | |  | | Atanazy (26 punktów) | >> czlowieku ewolucja jest faktem, bog nie [...] >Uważaj, bo przekorny Traeh może się niestety przyczepić, w dodatku ma do czego. Ewolucja jest faktem, ale kontekst dotyczył darwinowskiej Teorii Ewolucji- ta zaś nie jest faktem i nigdy nie będzie z racji tego że nie możemy przenieść się w czasie, by ją potwierdzić. W każdym razie jest najprawdopodobniejszą wersją powstania życia na Ziemi, a dowody świadczą o przynajmniej częściowej jej prawdziwości.
z calym szacunkiem jestem biologiem i jezeli mowie, ze ewolucja zachodzi to wiem co mowie...
ponadto dziwi mnie fakt, ze probujesz wspierac moje wypowiedzi albo nawet je poprzedzac.
szanuje Cie ale jestem nieco starszy od Ciebie i swoj rozum mam i wyglada to nieco infantylnie. nie mam czasu aby w ciagu sekundy odpisywac na wszystkie posty.poza tym pozwol, niech bronia sie same.
odnosnie odejscia Twojej kobiety: wiazac sie z nia wykazales niedostateczna ostroznosc i mogles przewidywac nawet jej przyszle odejscie gdybys uzyl tego co masz w sobie najsilniejsze czyli rozumu zamiast sentymentow. ja popelnialem podobne bledy. z ostatnia moja kobieta rozstalem sie gdyz nie potrafilem zmusic sie do lazenia z nia na dyskoteki z racji tej ze jestem starym rockowcem, ktory tez nosil dlugie piora ponad 10 lat. sytuacja byla do przewidzenia. powodow rozstan zapewne doznasz jeszcze wielu.
zapewne podszyte to wszytsko jest pewna idealizacja, ktorej na jej osobie dokonales(to normalne gdy ktos odchodzi)a takze ciosem we wlasna milosc, ktora z tego co tu widze jest dosc mocno rozwinieta. zakladam nawet, ze im czlowiek bardziej inteligentny tym bardziej potrafi ta milosc do siebie wypielegnowac i nic dziwnego, ze potem ciezko mu pojac, ze ktos nie kocha go tak jakby tego oczekiwal.
bylem tez z dwoma ateistkami i to wcale nie gwarantuje udanego zwiazku. wszystkie inne powody Twej walki z kosciolem rozumiem i podzielam je. ale tu musisz nieco ochlonac w temacie milosnych uniesien. znam nieco lepiej kobiety z doswiadczenia i jeszcze nie raz przyjdzie Ci je zapewne odidealizowywac. gdy dojda tematy walki o chleb w odpowiednim wieku kobiety staja sie jeszcze gorsze i wyrachowane (coz taka ich funkcja biologiczna, ze chca potomstwu zapewnic byt jak najlepszy co z miloscia do Ciebie jako indywiduum meskim moze sie nieco mijac). tak to juz jest.
>Z całym szacunkiem... przez to poRZądanie Twoja ładna polemika trochę straciła w oczętach mych nadobnych.
czepiasz sie bledow mimo, ze Tobie tez sie zdarzaja(niestety) dyskusja nie jest poza tym o poprawnej pisowni(a ja nie przecze, ze nie jestem orlem z ortografii...)
nie dziw sie takze, ze niektorzy ludzie reaguja na Ciebie jak na fanatyka tyle ze z innego ramienia prawdy. odstraszasz niektorych mlodych i sie nie dziwie. gdybys nie okazywal takiego radykalizmu slownego racjonalnych wywodow, ktory niczego nie daje, a uzyl wiecej argumentow psychologicznych osiagnalbys lepszy skutek. mowisz o mlodziezy wszechpolskiej i ich zachowaniach lecz jestes bliski aby stanac w tej walce po przeciwnej stronie barykady formujac inna silowa organizacje. mowisz o ofiarach koniecznych. nie podzielam tak ostrej polityki. boga trzeba zabic lecz nie kosztem jakiegokolwiek okaleczania czlowieka. inkwizycja juz byla. bierzmy lepiej przyklad z obecnych praktyk ludzi kosciola, uczmy sie od nich jak przekonywac pokojowo ludzi. wiem, ze to nierowna sprawa bo oni mieli swoj czas miecza. tworzmy organizacje i rozglosnie radiowe, ktore rozchwieja watpliwosci mlodych i wskazmy im droge rozumu.
nie zapominaj tez, ze to nie tylko religia byla dziejowo zla, ale ludzka natura, ktora potrafi wypaczyc wszystko. nasza drapieznosc i walka o dominacje jest w nas wpisana niejako ewolucyjnie. wykazujesz nie mniejsza drapieznosc walczac o swoje racjonalne podejscie. nie sadzisz zapewne, ze swiat ateistow obedzie sie bez wojen...czlowiek bedzie toczyl wojny niezaleznie od wiary czy jej braku. nie zauwazasz, ze dzis jedynym i prawdziwym bogiem jest pieniadz? firmy farmaceutyczne, ktore nie maja wiele wspolnego z religia sa w stanie raczej pozwolic umrzec polowie afryki niz za darmo czy pol darmo(a stac je na to) przekazac/sprzedac jej np szczepionki przeciw wzw czy srodki powstrzymujace rozwoj wirusa HIV. dzis religia na pewno mniej szkod wyrzadza ludzkosci niz choroby i pozareligijna zadza pieniadza.
i zanim spuścisz na mnie z lancucha swoje psy rozumu pomysl czy nie mam aby troche racji
pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | | Thor | > z calym szacunkiem jestem biologiem i jezeli mowie, ze ewolucja zachodzi to wiem co mowie...> Z całym szacunkiem, kształcę się na lekarza weterynarii i też co nieco o ewolucji wiem. Sama ewolucja jest faktem, ale teoria naszego pochodzenia zawsze będzie tylko teorią, prawdopodobną na 99,(9) %, ale teorią. Chyba że przeniesiesz się w czasie, by potwierdzić cały przebieg wydarzeń, który zaprowadził naszego praprzodka do rozdzielenia gatunku na nas i na małpy.> ponadto dziwi mnie fakt, ze probujesz wspierac moje wypowiedzi albo nawet je poprzedzac.> szanuje Cie ale jestem nieco starszy od Ciebie i swoj rozum mam i wyglada to nieco infantylnie.Wybacz, tak już mam. > nie mam czasu aby w ciagu sekundy odpisywac na wszystkie posty.poza tym pozwol, niech bronia sie same.Nie muszę nawet pozwalać. One bronią się same. > odnosnie odejscia Twojej kobiety: wiazac sie z nia wykazales niedostateczna ostroznosc i mogles przewidywac nawet jej przyszle odejscie gdybys uzyl tego co masz w sobie najsilniejsze czyli rozumu zamiast sentymentow.Panna zarzekała się że wiara nigdy nie stanie nam na przeszkodzie. Tego że zmieni zdanie, nie mogłem przewidzieć. > ja popelnialem podobne bledy. z ostatnia moja kobieta rozstalem sie gdyz nie potrafilem zmusic sie do lazenia z nia na dyskoteki z racji tej ze jestem starym rockowcem, ktory tez nosil dlugie piora ponad 10 lat.Takich kobiet zawsze unikałem. Poza wiarą, w mojej ukochanej pasowało mi wszystko, również gust. Biorąc pod uwagę obietnice, że nigdy nie porzuci mnie z powodu boga, nie zarzucaj mi nieostrożności. Równie dobrze uroczej i inteligentnej ateistce może się odwidzieć, nawróci się i zostawi mnie dla martwego hipisa na drewnianym krzyżu. Nie wszystko sposób przewidzieć. > sytuacja byla do przewidzenia. powodow rozstan zapewne doznasz jeszcze wielu.Obyś się mylił... > zapewne podszyte to wszytsko jest pewna idealizacja, ktorej na jej osobie dokonales(to normalne gdy ktos odchodzi) [...]To właśnie jest zabawne: widziałem w Niej pewne wady i miałem ich pełną świadomość, a jednak Jej odejście narobiło większego spustoszenia w mojej psychice, niż cokolwiek innego. > [...] a takze ciosem we wlasna milosc, ktora z tego co tu widze jest dosc mocno rozwinieta. zakladam nawet, ze im czlowiek bardziej inteligentny tym bardziej potrafi ta milosc do siebie wypielegnowac i nic dziwnego, ze potem ciezko mu pojac, ze ktos nie kocha go tak jakby tego oczekiwal.Raczej- ktoś przestał kochać tak jak kiedyś, bo zawładnęła nim religia. > bylem tez z dwoma [...]DWIEMA. > [...] ateistkami i to wcale nie gwarantuje udanego zwiazku.Na pewno zwiększa szanse na takowy. > wszystkie inne powody Twej walki z kosciolem rozumiem i podzielam je. ale tu musisz nieco ochlonac w temacie milosnych uniesien.Boję się że to nie takie łatwe. > znam nieco lepiej kobiety z doswiadczenia i jeszcze nie raz przyjdzie Ci je zapewne odidealizowywac.W to nie wątpię. > gdy dojda tematy walki o chleb w odpowiednim wieku kobiety staja sie jeszcze gorsze i wyrachowane (coz taka ich funkcja biologiczna, ze chca potomstwu zapewnic byt jak najlepszy co z miloscia do Ciebie jako indywiduum meskim moze sie nieco mijac). tak to juz jest.To również mam na uwadze, możesz być pewien. > czepiasz sie bledow mimo, ze Tobie tez sie zdarzaja(niestety)Nie aż tak rażące. Czasem interpunkcja zawodzi, ale z reguły jest poprawna. Zresztą nawet pod względem interpunkcji stoję tu- względem innych- na wysokim poziomie. Stylistykę mam poprawną, chyba że piszę w dużym pośpiechu (ale zawsze dbam o zrozumiałość swoich tekstów). > dyskusja nie jest poza tym o poprawnej pisowni(a ja nie przecze, ze nie jestem orlem z ortografii...)Nie da się zaprzeczyć.  > nie dziw sie takze, ze niektorzy ludzie reaguja na Ciebie jak na fanatyka tyle ze z innego ramienia prawdy. odstraszasz niektorych mlodych i sie nie dziwie. gdybys nie okazywal takiego radykalizmu slownego racjonalnych wywodow, ktory niczego nie daje, a uzyl wiecej argumentow psychologicznych osiagnalbys lepszy skutek. mowisz o mlodziezy wszechpolskiej i ich zachowaniach lecz jestes bliski aby stanac w tej walce po przeciwnej stronie barykady formujac inna silowa organizacje.Mówiłem kiedyś o koniecznej agresji, prawda? To tak, jakby łudzić się że że wygramy wojnę, rzucając w przeciwników śnieżkami. Oczywiście, spór można rozstrzygnąć dyplomatycznie, ale co zrobić jeśli sędzia jest stronniczy? Nie wystarczy ileś tam podpisów, żeby skatoliczały i próbujący przypodchlebić się większości rząd rozwiązał konkordat. Bez jakiejkolwiek rewolucji, będą nami nadal rządzić imbecyle i religijne oszołomy.
|
|
| | | | | | | |  | | Atanazy (26 punktów) |
> Chyba że przeniesiesz się w czasie, by potwierdzić cały przebieg wydarzeń, który zaprowadził naszego praprzodka do rozdzielenia gatunku na nas i na małpy.jezeli przeprowadze wlasciwie obserwacje zachodzenia zjawisk dzis i ustale, ze pewne prawa rzadzace tymi zjawiskami obowiazywaly wczoraj to mam pewnosc, analogicznie nie musze miec sfilmowanej sytuacji, gdy zona wola mnie z kuchni jezeli wlasnie tam poszla zrobic kolacje aby miec 100% pewnosc, ze to ona a nie kto inny mnei wola pomysl na tym opieraja sie wszystkie teorie lacznie z teoria wielkiego wybuchu... idzie o reguly czasem a nie o sledzenie od punktu a do b > > ponadto dziwi mnie fakt, ze probujesz wspierac moje wypowiedzi albo nawet je poprzedzac.> > szanuje Cie ale jestem nieco starszy od Ciebie i swoj rozum mam i wyglada to nieco infantylnie.> Wybacz, tak już mam.to nie kwestia wybaczenia ale Twoich niedociagniec osobowosciowych, do ktorych najlepiej byloby sie przyznac i nad nimi popracowac. pomysl co byloby gdyby teisci brali z tego przyklad i odpowiadali w ten sam sposob - "wybacz, bo tak mam". rozumiem, ze to poczucie omnipotencji dyktuje Ci Twoj mlody wiek lecz otrzasnij sie bo idealem nie jestes chocbys sie bronil nie wiem jak. i nie lap za slowka tylko skup sie na sednie sprawy bo nie o dialektyke erystyczna tu wszak idzie, ktora ego Twe ma wybronic a o dojscie do prawdy ponad nim. > > nie mam czasu aby w ciagu sekundy odpisywac na wszystkie posty.poza tym pozwol, niech bronia sie same.> Nie muszę nawet pozwalać. One bronią się same.Znowu bawisz sie slowem miast przyznac sie do niedociagniec natury Twej i sens slow moich biorac do siebie obiecac, ze tego juz robic nie bedziesz  > Panna zarzekała się że wiara nigdy nie stanie nam na przeszkodzie. Tego że zmieni zdanie, nie mogłem przewidzieć.Widac za duzo pewnych ksiazek czytales te o naturze kobiet pomijajac. Wystarczylo uwazac jak Mickiewicza cytowali na lekcji polskiego "Kobieto puchu marny..." > > ja popelnialem podobne bledy. z ostatnia moja kobieta rozstalem sie gdyz nie potrafilem zmusic sie do lazenia z nia na dyskoteki z racji tej ze jestem starym rockowcem, ktory tez nosil dlugie piora ponad 10 lat.> Takich kobiet zawsze unikałem. Poza wiarą, w mojej ukochanej pasowało mi wszystko, również gust.gust jeszcze latwiej jest zmienic... > Biorąc pod uwagę obietnice, że nigdy nie porzuci mnie z powodu boga, nie zarzucaj mi nieostrożności. Równie dobrze uroczej i inteligentnej ateistce może się odwidzieć, nawróci się i zostawi mnie dla martwego hipisa na drewnianym krzyżu. Nie wszystko sposób przewidzieć.Owszem i na tym wlasnie ta lekcja zycia polega dla Ciebie. Kobieta zmienna jest i rob z tym co chcesz lecz tego nie zmienisz...Gdyby rzucila Cie dla seksownego kolesia z dyskoteki znienawidzilbys wszystkich kolesi w jego typie? Daj jej jednak troche mozgu wlasnego i pomysl raczej, ze to ona zadecydowala a nie jej religia. > > sytuacja byla do przewidzenia. powodow rozstan zapewne doznasz jeszcze wielu.> Obyś się mylił...zycze Ci tego bym sie mylil. lecz pewnosci nie masz zadnej. masz juz za to jakies przeciwciala na takie sytuacje > To właśnie jest zabawne: widziałem w Niej pewne wady i miałem ich pełną świadomość, a jednak Jej odejście narobiło większego spustoszenia w mojej psychice, niż cokolwiek innego.Uzyje Twojego sposobu odpowiedzi dla zademonstrowania Ci go z przeciwnej strony: Czy naprawde uwazasz, ze to jest zabawne ? Wiec o co tyle halasu ? > > [...] a takze ciosem we wlasna milosc, ktora z tego co tu widze jest dosc mocno rozwinieta. zakladam nawet, ze im czlowiek bardziej inteligentny tym bardziej potrafi ta milosc do siebie wypielegnowac i nic dziwnego, ze potem ciezko mu pojac, ze ktos nie kocha go tak jakby tego oczekiwal.> Raczej - ktoś przestał kochać tak jak kiedyś, bo zawładnęła nim religia.Tak ten mit bedziesz powtarzal do smierci...Czy milosc prawdziwa ma czas przeszly ? Jezeli ma to nie byla prawdziwa...Tym mniejsza strata dla Ciebie. jezeli dalej cierpisz tak samo patrz wyzej o milosci wlasnej bo ta zdaje sie byc doskonalsza niz Twej lubej. > > bylem tez z dwoma [...]> DWIEMA.owszem masz racje: dwiema jak najbardziej. lecz ostrzegam, ten pseudoperfekcjonizm oparty na kryptonarcyzmie obroci sie kiedys przeciwko Tobie nawet na gruncie miedzyplciowym... o innych stosunkach nie wspomne i nie pomoze nawet wtedy stwierdzenie "jestem jaki jestem" czy "tak juz mam" nawet gdybys dodal, ze jestes "bydleciem, ktore tak ma" > > [...] ateistkami i to wcale nie gwarantuje udanego zwiazku.> Na pewno zwiększa szanse na takowy.Ani troche powiem z doswiadczenia. Relacja z kobieta jest zbyt zlozona by moc przypisac wartosc najsilniej wiazaca dwa "serca" wspolnemu wyznaniu. Moze okazac sie ze Twojej ateistce po 50 stosunku plciowym przestanie wystarczac Twoj penis. Bedziesz wtedy biedny. Kogo wtedy oskarzysz o zmiane preferencji partnerki ?Jej rodzicow ? Siebie? > > wszystkie inne powody Twej walki z kosciolem rozumiem i podzielam je. ale tu musisz nieco ochlonac w temacie milosnych uniesien.> Boję się że to nie takie łatwe.Latwe nie latwe. Czas leczy rany. > > czepiasz sie bledow mimo, ze Tobie tez sie zdarzaja(niestety)> Nie aż tak rażące. Czasem interpunkcja zawodzi, ale z reguły jest poprawna. Zresztą nawet pod względem interpunkcji stoję tu- względem innych- na wysokim poziomie. Stylistykę mam poprawną, chyba że piszę w dużym pośpiechu (ale zawsze dbam o zrozumiałość swoich tekstów).W tych rozmowach wazne sa tresci nie drobne bledy gramatyczne czy stylistyczne. Owszem mozna wspomniec o nich rozmowcy ale nie w ten sposob, ze czyjas polemika stracila w Twych oczetach uroczych. Siedzialem nie tylko w naukach scislych i widze, ze pieczolowicie piescisz swe ego... > Mówiłem kiedyś o koniecznej agresji, prawda? To tak, jakby łudzić się że że wygramy wojnę, rzucając w przeciwników śnieżkami. Oczywiście, spór można rozstrzygnąć dyplomatyczni
|
|
| | | | | | | | |  | | Atanazy (26 punktów) | >Mówiłem kiedyś o koniecznej agresji, prawda? To tak, jakby łudzić się że że wygramy wojnę, rzucając w przeciwników śnieżkami. Oczywiście, spór można rozstrzygnąć dyplomatycznie, ale co zrobić jeśli sędzia jest stronniczy? Nie wystarczy ileś tam podpisów, żeby skatoliczały i próbujący przypodchlebić się większości rząd rozwiązał konkordat. Bez jakiejkolwiek rewolucji, będą nami nadal rządzić imbecyle i religijne oszołomy.
Dosc zludzen Twoich o Tobie samym wykazalem Ci powyzej. Wykorzystaj to by nabrac do siebie dystansu. Chcesz rewolucji ? Zacznij od siebie. Potem posluchaj starszych i zbadaj czy tez sie rwa do rozlewu krwi. Zachowaj chlodniejszy umysl a moze przezyjesz zamiast pasc kiedys pod razem scyzoryka jakiegos maloletniego wszechpolaka, ktory rozpozna Cie jako przywodce rewolucjonistow pseudoracjonalizmu. Szanuj zycie czlowieka a walcz z jego pogladami. Niech to bedzie Twoim nadrzednych haslem ateisty. Poki co zamieniasz sie w infantylnego fanatyka, ktory moze i przekona jakis slaby umysl do swojego radykalizmu ale czy o to Ci chodzi ? Jak spojrzysz w oczy matce, ktorej syna zabijesz podczas swej swietej misji?Lepiej otrzasnij sie zawczasu i badz dobrym weterynarzem.
na czesc druga riposty dam odpowiedz jutro jezeli jeszcze uznam, ze to bedzie mialo sens...wydaje mi sie to watpliwe
pozdrawiam Thorze
|
|
| | | | | | | | | |  | | Thor | > jezeli przeprowadze wlasciwie obserwacje zachodzenia zjawisk dzis i ustale, ze pewne prawa rzadzace tymi zjawiskami obowiazywaly wczoraj to mam pewnosc, analogicznie nie musze miec sfilmowanej sytuacji, gdy zona wola mnie z kuchni jezeli wlasnie tam poszla zrobic kolacje aby miec 100% pewnosc, ze to ona a nie kto inny mnei wola
Zdziwiłbyś się, gdybyś poszedł do kuchni i zobaczył koleżankę swojej żony o podobnym głosie.
> pomysl na tym opieraja sie wszystkie teorie lacznie z teoria wielkiego wybuchu... idzie o reguly czasem a nie o sledzenie od punktu a do b
Oczywiście, dlatego teoria jest wysoce prawdopodobna, ale nie absolutnie pewna.
> to nie kwestia wybaczenia ale Twoich niedociagniec osobowosciowych, do ktorych najlepiej byloby sie przyznac i nad nimi popracowac.
Przyznaję się przecież! A póki odpowiadam kulturalnie i z sensem, nie widzę powodu, dla którego miałbym eliminować u siebie pewne, może trochę drażniące cechy. Zwłaszcza że Ty mnie za to nie lubisz, inni wręcz przeciwnie.
> pomysl co byloby gdyby teisci brali z tego przyklad i odpowiadali w ten sam sposob - "wybacz, bo tak mam".
Gdyby wcinali się w dialog i mówili DO RZECZY? To by było za piękne.
> rozumiem, ze to poczucie omnipotencji dyktuje Ci Twoj mlody wiek [...]
Nie czuję się wszechmocny, doskonale zdaję sobie sprawę z własnych ograniczeń, zdaję sobie również z możliwości.
> [...] lecz otrzasnij sie bo idealem nie jestes chocbys sie bronil nie wiem jak.
Nie wiem czy pamiętasz: kiedyś już mówiłem że nie ma ideałów. Po co więc powtarzasz mi rzeczy dla mnie oczywiste?
> i nie lap za slowka tylko skup sie na sednie sprawy bo nie o dialektyke erystyczna tu wszak idzie, ktora ego Twe ma wybronic a o dojscie do prawdy ponad nim.
Jeśli jeszcze nie zauważyłeś, nie unikam dyskusji łapiąc za słówka. Ja łapię za słówka PRZY OKAZJI dyskusji.
> Znowu bawisz sie slowem miast przyznac sie do niedociagniec natury Twej i sens slow moich biorac do siebie obiecac, ze tego juz robic nie bedziesz
Ależ przyznaję się! Już drugi raz w tym poście. Nie obiecuję że nie wetnę się w dialog, ale nie będę już podpierać Twojej argumentacji, chyba że będę chciał z nią przy okazji w jakiś sposób polemizować. Ukontentowan?
> Widac za duzo pewnych ksiazek czytales te o naturze kobiet pomijajac. Wystarczylo uwazac jak Mickiewicza cytowali na lekcji polskiego "Kobieto puchu marny..."
Nie czytałem za dużo o kobietach, zwykle ufałem własnej intuicji. Z ukochaną prawie mi się udało, ale wszystko szlag trafił, o czym ciężko żebyś nie wiedział, bo paplam o tym non-stop... mniejsza. Nigdy nie potrzebowałem zaznajamiać się z naturą kobiet w teorii, obecnie też nie muszę. Co do Mickiewicza- jakoś nie jestem przekonany do jego autorytetu w dziedzinie psychiki kobiecej.
> Gdyby rzucila Cie dla seksownego kolesia z dyskoteki znienawidzilbys wszystkich kolesi w jego typie? Daj jej jednak troche mozgu wlasnego i pomysl raczej, ze to ona zadecydowala a nie jej religia.
Kiepskie porównanie. Żeby Twoja analogia była poprawna, trzeba dodać jeszcze że:
1. Kolesia z dyskoteki musiałaby znać moja ukochana wcześniej i dorastać w przekonaniu że ON jest najcudowniejszym facetem na świecie. 2. Musiałaby obowiązkowo widywać się z kolesiem co najmniej raz w tygodniu (z reguły w niedzielę o godzinie 10:00). 3. Koleś nie mógłby z Nią nawet rozmawiać, wszystkiego o nim dowiadywałaby się od tych, którzy wmawialiby Jej że jest najlepszym gościem na świecie. Mogłaby na niego najwyżej popatrzeć jak sobie stoi i milczy. 4. Każdy koleś z dyskoteki jest w gruncie rzeczy taki sam.
Gdyby pomimo tak absurdalnego sposobu poznania kolesia, moja ukochana zakochałaby się w nim, Wtedy rzeczywiście znienawidziłbym WSZYSTKICH seksownych kolesi z dyskoteki (patrz: punkt 4). Religie są podobne do siebie pod względem omamiania ludzi pięknymi historyjkami, dlatego nie broń religii. Prawda jest taka że gdyby nie ona, nie straciłbym ukochanej.
>> To właśnie jest zabawne: widziałem w Niej pewne wady i miałem ich pełną świadomość, a jednak Jej odejście narobiło większego spustoszenia w mojej psychice, niż cokolwiek innego.
> Uzyje Twojego sposobu odpowiedzi dla zademonstrowania Ci go z przeciwnej strony: > Czy naprawde uwazasz, ze to jest zabawne ? Wiec o co tyle halasu ?
Zwykle jest to: 1. Żart z mojej strony. 2. Odpowiedź na wyjątkowo głupi akapit.
Niektóre rzeczy intepretujesz zbyt poważnie.
>Raczej - ktoś przestał kochać tak jak kiedyś, bo zawładnęła nim religia.
> Tak ten mit bedziesz powtarzal do smierci...Czy milosc prawdziwa ma czas przeszly ? Jezeli ma to nie byla prawdziwa...Tym mniejsza strata dla Ciebie. jezeli dalej cierpisz tak samo patrz wyzej o milosci wlasnej bo ta zdaje sie byc doskonalsza niz Twej lubej.
Teraz można dyskutować przez kolejne 100 postów nad tym czy prawdziwa miłość istnieje, czy też nie. Biorąc pod uwagę jej najpowszechniejsze znaczenie- tak, ma czas przeszły. Jeśli masz wspaniałą partnerkę, którą stać na masę poświęceń dla zapewnienia Tobie szczęścia i stan taki trwa dostatecznie długo- kochasz Ją. A teraz wyobraź sobie że coś Jej- wybacz mój nie-bardzo-francuski- odpieprza i traktuje Cię jak szmatę, doprowadza do rozpaczy, bawi się jak marionetką. Przestajesz Ją kochać, bo nie masz już za co.
Teraz spójrzmy na to z drugiej strony. Panienka ma partnera, obydwoje dają sobie wiele, zakochują się... nagle panience kretyńska wiara uderza do głowy i coraz częściej przypomina sobie że przecież ma obowiązek kochać przede wszystkim panajezusa, który to panajezus jest przeciwny miłości do TEGO partnera. Panienka oddala się od faceta w przekonaniu że to uczucie nie ma sensu, utwierdza się w nim i koniec. Po miłości.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Thor | > owszem masz racje: dwiema jak najbardziej. lecz ostrzegam, ten pseudoperfekcjonizm oparty na kryptonarcyzmie [...]
Nie ma to jak mądre słowa z jeszcze mądrzejszymi przedrostkami w jakże prozaicznie nieskomplikowanych okolicznościach. I kto tu mówi o kryptonarcyzmie? Ehh...
> [...] obroci sie kiedys przeciwko Tobie nawet na gruncie miedzyplciowym...
Nie dbam o to. Z pewnością odsiewam partnerki, które nie umieją poprawnie wysławiać się w ojczystym języku, a na brak powodzenia obecnie nie narzekam.
> Relacja z kobieta jest zbyt zlozona by moc przypisac wartosc najsilniej wiazaca dwa "serca" wspolnemu wyznaniu. Moze okazac sie ze Twojej ateistce po 50 stosunku plciowym przestanie wystarczac Twoj penis. Bedziesz wtedy biedny. Kogo wtedy oskarzysz o zmiane preferencji partnerki ?Jej rodzicow ? Siebie?
Nie zmienia to faktu że, statystycznie rzecz biorąc, większą trwałość ma związek osób o podobnych poglądach.
>>> wszystkie inne powody Twej walki z kosciolem rozumiem i podzielam je. ale tu musisz nieco ochlonac w temacie milosnych uniesien. >> Boję się że to nie takie łatwe.
Latwe nie latwe. Czas leczy rany.
Wolniej niż się spodziewałem.
> W tych rozmowach wazne sa tresci nie drobne bledy gramatyczne czy stylistyczne. Owszem mozna wspomniec o nich rozmowcy ale nie w ten sposob, ze czyjas polemika stracila w Twych oczetach uroczych. Siedzialem nie tylko w naukach scislych i widze, ze pieczolowicie piescisz swe ego...
Ano pieszczę, odbudowuję po tych długich miesiącach czucia się jak podwórkowy kundys. Nie czepiałbym się pewnie w ten sposób, gdybyś popełniał błędy w wyrazach niecodziennych, jak "jarmuż", czy "gżegżółka".
> Dosc zludzen Twoich o Tobie samym wykazalem Ci powyzej.
Ależ ja nie mam złudzeń. Znam siebie, znam swoje możliwości, znam wady, ostatnio też zacząłem poznawać i coraz bardziej doceniać zalety.
> Wykorzystaj to by nabrac do siebie dystansu. Chcesz rewolucji ? Zacznij od siebie. Potem posluchaj starszych i zbadaj czy tez sie rwa do rozlewu krwi.
Widzisz... wystarczyło że przez długi czas mówiłem o agresji, lecz nie przedstawiałem mojego wyobrażenia jej formy, a dla Ciebie oznacza to już rozlew krwi. Nie powiedziałem nic o przemocy w realizacji widzianego moimi oczami planu laicyzacji. Znadinterpretowałeś.
Próbujesz zwracać się do mnie protekcjonalnym, mentorskim tonem, przypominasz o mojej niedoskonałości, po czym doskonale ukazujesz swoją, odnosząc się do nieistniejącego problemu, którego wizerunek utworzyłeś sam. Brawo.
> Zachowaj chlodniejszy umysl a moze przezyjesz zamiast pasc kiedys pod razem scyzoryka jakiegos maloletniego wszechpolaka, ktory rozpozna Cie jako przywodce rewolucjonistow pseudoracjonalizmu. Szanuj zycie czlowieka a walcz z jego pogladami.
Jak wyżej. Bądź pewien że szanuję życie, nawet najbardziej podłe (jestem przeciwnikiem kary śmierci). Nie szanuję tylko niektórych ludzi i poglądów.
> Niech to bedzie Twoim nadrzednych haslem ateisty. Poki co zamieniasz sie w infantylnego fanatyka, ktory moze i przekona jakis slaby umysl do swojego radykalizmu ale czy o to Ci chodzi ?
Zawsze to jakiś osiągnięty pomniejszy cel.
> Jak spojrzysz w oczy matce, ktorej syna zabijesz podczas swej swietej misji?Lepiej otrzasnij sie zawczasu i badz dobrym weterynarzem.
Problem nieaktualny; wszystko wyjaśnione 2 akapity wyżej.
> na czesc druga riposty dam odpowiedz jutro jezeli jeszcze uznam, ze to bedzie mialo sens...wydaje mi sie to watpliwe
> pozdrawiam Thorze
Pozdrawiam, Atanazy.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Atanazy (26 punktów) | > > owszem masz racje: dwiema jak najbardziej. lecz ostrzegam, ten pseudoperfekcjonizm oparty na kryptonarcyzmie [...]> Nie ma to jak mądre słowa z jeszcze mądrzejszymi przedrostkami w jakże prozaicznie nieskomplikowanych okolicznościach. I kto tu mówi o kryptonarcyzmie? Ehh..."Mądrosć" moich przedrostkow to bardzo wzgledna rzecz, mnie wydaja sie dosc proste i malo wyszukane... > > Relacja z kobieta jest zbyt zlozona by moc przypisac wartosc najsilniej wiazaca dwa "serca" wspolnemu wyznaniu. Moze okazac sie ze Twojej ateistce po 50 stosunku plciowym przestanie wystarczac Twoj penis. Bedziesz wtedy biedny. Kogo wtedy oskarzysz o zmiane preferencji partnerki ?Jej rodzicow ? Siebie?> Nie zmienia to faktu że, statystycznie rzecz biorąc, większą trwałość ma związek osób o podobnych poglądach.Nie interesuja mnie statystyki. Z doswiadczenia wiem, ze wspolny temperament seksualny lub jego brak moze odegrac wieksza przyczyne rozstnania niz to, ze ktos wierzy badz nie. i tylko o to mi chodzilo. > >>> wszystkie inne powody Twej walki z kosciolem rozumiem i podzielam je. ale tu musisz nieco ochlonac w temacie milosnych uniesien.> >> Boję się że to nie takie łatwe.> Latwe nie latwe. Czas leczy rany.> Wolniej niż się spodziewałem.Rozumiem Twoj bol bo leczylem sie z pewnej kobiety przez 7,5 roku z tym, ze ostatni 1,5 roczny okres terapii bylem z nia znowu  Tym razem jako nieco starszy czlowiek. Za drugim razem to ja nie moglem z nia wytrzymac. Dopiero po tym wszystkim moja psyche zakonczyla jej temat...A trauma z przeszlosci rozeszla sie na dobre. > > ... widze, ze pieczolowicie piescisz swe ego...> Ano pieszczę, odbudowuję po tych długich miesiącach czucia się jak podwórkowy kundys. Dobrze, ze wiesz o tym. Lecz samoswiadosc pewnych rzeczy w sobie czasem nie wystarcza. U niektorych typow uchodzi nawet za ich zalete: bo owszem jest swiadomy ale otwarcie sie do tego przyznaje...Wada staje sie zaleta na tle duzej samoswiadomosci. > > Wykorzystaj to by nabrac do siebie dystansu. Chcesz rewolucji ? Zacznij od siebie. Potem posluchaj starszych i zbadaj czy tez sie rwa do rozlewu krwi.> Widzisz... wystarczyło że przez długi czas mówiłem o agresji, lecz nie przedstawiałem mojego wyobrażenia jej formy, a dla Ciebie oznacza to już rozlew krwi. Nie powiedziałem nic o przemocy w realizacji widzianego moimi oczami planu laicyzacji. Znadinterpretowałeś.Podaj mi ten rewolucyjny agresywny plan laicyzacji. Rewolucja miala to do siebie, ze lala sie krew. Chodzi by byc konstruktywnym miast siac agresje w ludziach, ktorzy moze nie beda jej nawet rozumieli. Jak ja na kwestie religii patrze wiesz z moich wczesniejszych postow. Mialem spieprzone w duzej mierze dziecinstwo przez to, ze czulem sie obcy za sprawa swego ateizmu. Teraz tez szukam w tlumie katolikow kobiety ateistki bo to dla mnie wazne  Tez walczyc che jak i Ty. Na pewno znasz pismo "NIE" Urbana. On dziala dosc radykalnie zamiast wciaz o tym krzyczec. Nie mowi o rewolucji lecz jak wszyscy robi jedyne co mozliwe: drazy skale. Uwazam, ze z duzym skutkiem. Poczyniles zarzut, ze nikt do organizacji ateistycznej nie wstapi tym bardziej nie bedzie sluchal audycji radiowych przez nia nadawanych. On sprzedaje to pismo z sukcesem nie tylko w Polsce jak wiesz. Mysle, ze mozesz sie mylic i ze to moze miec silniejszy wplyw niz Ci sie zdaje. A niech chociaz da przestrzen w "eterze" naszym pogladom. Nie doda Ci to sily w zyciu psychicznej gdy przeskakujac po stacjach radiowych zaraz po Radiu Maryja trafisz np na stacje Racjonalista?(zobacz ile dodaje sil ta strona, gdy przynajmniej mozemy sie tutaj spotkac) Niech ktos przypadkiem uslyszy, ze nie jedyny sposob patrzenia na swiat reprezentuje kosciol i jego baranki. Niech da w efekcie skutek przejsciowy bo uwazam, ze realnie tylko na taki trzeba poki co liczyc aby teisci stali sie tolerancyjni i aby nasze dzieci nie czuly sie gorsze nie wyznajac zadnego boga. > Próbujesz zwracać się do mnie protekcjonalnym, mentorskim tonem, przypominasz o mojej niedoskonałości, po czym doskonale ukazujesz swoją, odnosząc się do nieistniejącego problemu, którego wizerunek utworzyłeś sam. Brawo.Czasem ton musi byc nieco mentorski. Tonu takiego uzywam i do siebie gdy daje plame na tle moich niedoskonalosci charakteru. Jezeli w rozmowie wykaze chwyty ponizej pasa, wal smialo na forum o tym. Niech wszyscy dowiedza sie jak maly ze mnie czlowiek(a nie przecze, ze bywam maly i niosa mnie czesto emocje)A noz i ja cos z tego wyniose i dorzuce cegielke do samopoznania. A musisz przyznac, ze moglem sie przestraszyc widzac jak ostro reagujesz niesiony osobista trauma sercowa. > > Jak spojrzysz w oczy matce, ktorej syna zabijesz podczas swej swietej misji?> Problem nieaktualny; wszystko wyjaśnione 2 akapity wyżej.Przynajmiej mnie uspokoiles  Jeszcze o tych firmach farmaceutycznych. Tak prawda, ze srodki te wypracowali sami(o ile mozna cos samemu dzis wypracowac). Szlo o idee boga-pieniadza. Kosciol jest w stanie swiadomie indoktrynowac i pozbawiac ludzi rozumu zabijajac ich w jakims sensie dla samych siebie jako istoty o pewnej autonomii psychjiicznej(moze to nawet gorsze niz smierc, tak trwac w tym stanie embrionalnym cale zycie) Chodzilo zawsze i chodzi mu o zysk przeciez=pieniadz. Firmy farmaceutyczne mimo swojej swieckosci rowniez zysk maja na wzgledzie i sa w stanie, majac ludzka mozliwosc pomocy, dac zdechnac Afryce, ba nawet musza sie zapewne cieszyc z tego, ze choroba trwa nadal bo przeciez bez tego nie mialyby zyskow. Moze to niedoskonala analogia ale cos w tym jest wedlug mnie. Jedyny bog to pieniadz w tym swiecie. Jeden zabija rozum drugi pozwalala umrzec dla zysku. Zakonczmy "spor" i wyciagnijmy z niego jak najwiecej. Walczymy przeciez o to samo. Proponuje juz lepiej zalozyc watek kolejny jak walczyc rozsadnie z " klerykalnymi praczami mozgow". Jak plan dzialnia uskuteczniac i wcielac w zycie. > > pozdrawiam Thorze (zakladam "slepo", ze jestes tym samym Thorem)
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Thor | > "Mądrosć" moich przedrostkow to bardzo wzgledna rzecz, mnie wydaja sie dosc proste i malo wyszukane...Na moje oko wstawiłeś coś na siłę. "pseudoperfekcjonizm oparty na narcyzmie" pasuje prędzej, bo narcyzm w moim wykonaniu wcale nie jest krypto-.  No, ale faktycznie nie są aż tak wyszukane, kiedy przyjrzeć się Twoim słowom po długim śnie, którego bardzo mi brakowało podczas pisania kilku ostatnich odpowiedzi. > Nie interesuja mnie statystyki. Z doswiadczenia wiem, ze wspolny temperament seksualny lub jego brak moze odegrac wieksza przyczyne rozstnania niz to, ze ktos wierzy badz nie. i tylko o to mi chodzilo.W porządku: zgadzam się z tym ze różnice we wspomnianym temperamencie są nadrzędnym czynnikiem decydującym. Ale nadal nie możesz zaprzeczyć że różnice w poglądach są czynnikiem dodatkowym, który pomniejsza szanse na udany związek. > Rozumiem Twoj bol bo leczylem sie z pewnej kobiety przez 7,5 roku z tym, ze ostatni 1,5 roczny okres terapii bylem z nia znowu Tym razem jako nieco starszy czlowiek.Bądź pewny że jest mi diabelnie przykro. Ja leczę się ze swojej dopiero 4 miesiące. Chociaż w zasadzie musiałem się leczyć przez znacznie dłuższy czas- długa historia i nie będę Cię nią zanudzał. > Za drugim razem to ja nie moglem z nia wytrzymac. Dopiero po tym wszystkim moja psyche zakonczyla jej temat...A trauma z przeszlosci rozeszla sie na dobre.Ja raczej nie mam szans wrócić do Niej więcej by móc, podobnie jak Ty, stwierdzić samemu że jednak nic mnie z Nią nie łączy. > Dobrze [że zdaję sobie sprawę z pieszczenia własnego JA- przyp. Thora] , ze wiesz o tym. Lecz samoswiadosc pewnych rzeczy w sobie czasem nie wystarcza. U niektorych typow uchodzi nawet za ich zalete: bo owszem jest swiadomy ale otwarcie sie do tego przyznaje...Wada staje sie zaleta na tle duzej samoswiadomosci.Nie będę ukrywał że jestem zakochany w sobie, tak jak nie mogę ukrywać że jestem strasznym egoistą. Zwyczajnie potrafię docenić dziś swoje zalety i nie widzę w tym nic złego. Jeśli mogę poczuć się lepszy na tle ogółu, dlaczego mam sobie nie udowadniać że tak nie jest? W rozmowach z Tobą widzę, iż trafiłem na osobę na odpowiednim poziomie intelektualnym. Przy Tobie niestety nie mogę czuć się lepszy, miej tego świadomość, ale wiedz że cieszę się z tego. Wszak niczego sobie nie udowodnię, rozmawiając z głupcami, czy choćby ludźmi zwyczajnie przeciętnymi. > Podaj mi ten rewolucyjny agresywny plan laicyzacji. Rewolucja miala to do siebie, ze lala sie krew.Przypomnij sobie pojęcie np. rewolucji seksualnej. Lała się krew? Za to ludzie otwarcie sprzeciwiali się purytańskiemu stylowi życia, spopularyzowała się erotyka we wspólczesnej sztuce i środkach masowego przekazu, baby przestały nosić staniki, świat stał się piękniejszy. > Chodzi by byc konstruktywnym miast siac agresje w ludziach, ktorzy moze nie beda jej nawet rozumieli.Uzasadnienie takiej agresji możesz zobaczyć w moich odpowiedziać do V0lratha. > Na pewno znasz pismo "NIE" Urbana. On dziala dosc radykalnie zamiast wciaz o tym krzyczec. Nie mowi o rewolucji lecz jak wszyscy robi jedyne co mozliwe: drazy skale. Uwazam, ze z duzym skutkiem.Czyni to na jedno kopyto i w sposób, który nawet mnie napawa obrzydzeniem. Jako ateista i antyklerykał nie jestem w stanie strawić tego brukowca o języku rodem ze spluwaczki. Co innego zjechać ostro raz na jakiś czas, co innego czynić to w każdym numerze na każdej stronie. Zgadzam się z niepolitycznymi poglądami Urbana, jednak sama forma ich przekazu odstrasza MNIE, więc co dopiero mówić o katolikach, którzy z pewnością po kilku zdaniach, nie będą chcieli dobrowolnie czytać dalej? > Poczyniles zarzut, ze nikt do organizacji ateistycznej nie wstapi tym bardziej nie bedzie sluchal audycji radiowych przez nia nadawanych. On sprzedaje to pismo z sukcesem nie tylko w Polsce jak wiesz.Komu? Gorliwym w wierze chrześcijanom? > A niech chociaz da przestrzen w "eterze" naszym pogladom. Nie doda Ci to sily w zyciu psychicznej gdy przeskakujac po stacjach radiowych zaraz po Radiu Maryja trafisz np na stacje Racjonalista?(zobacz ile dodaje sil ta strona, gdy przynajmniej mozemy sie tutaj spotkac).A tu już się zgodzę. Jak mówiłem wcześniej, trzeba się liczyć z tym, że byłaby to przede wszystkim rozgłośnia OD NAS - DLA NAS. > Czasem ton musi byc nieco mentorski. Tonu takiego uzywam i do siebie gdy daje plame na tle moich niedoskonalosci charakteru. Jezeli w rozmowie wykaze chwyty ponizej pasa, wal smialo na forum o tym.Nie, dziękuję. Z reguły nadrabiam chwytami dozwolonymi. > A musisz przyznac, ze moglem sie przestraszyc widzac jak ostro reagujesz niesiony osobista trauma sercowa.Co nie zmienia faktu że dokonałeś nadinterpretacji. Dobra, ja wytknąłem Tobie własną niedoskonałość tak, jak Ty wcześniej mnie. Na tym zakończmy. > Firmy farmaceutyczne mimo swojej swieckosci rowniez zysk maja na wzgledzie i sa w stanie, majac ludzka mozliwosc pomocy, dac zdechnac Afryce, ba nawet musza sie zapewne cieszyc z tego, ze choroba trwa nadal bo przeciez bez tego nie mialyby zyskow.Firmy farmaceutyczne nie przyczyniają się do śmierci, Kościół tak- na tym polega różnica. Póki same nie zabijają- nie powinno nas obchodzić czy się cieszą, czy nie. Można zarzucić im brak etyki w postępowaniu, ale nie mamy prawa decydować o tym, co zrobią ze swoimi ratującymi życie wynalazkami. > Jedyny bog to pieniadz w tym swiecie. Jeden zabija rozum drugi pozwalala umrzec dla zysku.Potępiając nieszczęsnych farmaceutów sam musiałbyś sobie wyrzucać śmierć wszystkich głodujących w Afryce, bo przecież stać by Cię było na pomoc w przeżyciu przynajmniej paru z nich.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Thor | > Zakonczmy "spor" i wyciagnijmy z niego jak najwiecej. Walczymy przeciez o to samo. Proponuje juz lepiej zalozyc watek kolejny jak walczyc rozsadnie z " klerykalnymi praczami mozgow". Jak plan dzialnia uskuteczniac i wcielac w zycie.W porządku. Od dzisiaj do 31-go sierpnia włącznie robię sobie większą przerwę w udzielaniu się na forum (odpisywać będę sporadycznie), kiedy będę miał już czas, założę nowy wątek z zagadnieniami, do których obiecywałem wrócić. > pozdrawiam Thorze (zakladam "slepo", ze jestes tym samym Thorem)Choćbym zarzekał się że tak jest, nie mógłbyś mieć pewności że nie kłamię.  Pozdrawiam serdecznie.
|
|
| | | | | | |  | | Thor | > mowisz o ofiarach koniecznych. nie podzielam tak ostrej polityki. boga trzeba zabic lecz nie kosztem jakiegokolwiek okaleczania czlowieka.
Ale zabijanie boga bez okaleczania wierzących odbywa się kosztem okaleczania niewierzących, zmuszonych żyć wśród tych pierwszych. I spróbuj tylko nie krakać jak te wrony, między które wpadłeś...
> inkwizycja juz byla. bierzmy lepiej przyklad z obecnych praktyk ludzi kosciola, uczmy sie od nich jak przekonywac pokojowo ludzi. wiem, ze to nierowna sprawa bo oni mieli swoj czas miecza. tworzmy organizacje i rozglosnie radiowe, ktore rozchwieja watpliwosci mlodych, ktorzy zaczeli watpic i wskazmy im droge rozumu.
I kto będzie słuchał tych rozgłośni? Czy ateiści słuchają Radia Maryja? Chyba po to, by się czasem pośmiać. Tak samo teiści z góry będą zakładać że to co głosimy jest bzdurą, a wszystkim najpewniej w ogóle nie będą włączać radia.
> nie zapominaj tez, ze to nie tylko religia byla dziejowo zla, ale ludzka natura, ktora potrafi wypaczyc wszystko.
Zawsze trzeba się z tym liczyć.
> nasza drapieznosc i walka o dominacje jest w nas wpisana niejako ewolucyjnie. wykazujesz nie mniejsza drapieznosc walczac o swoje racjonalne podejscie.
Jak już mówiłem, niektórych wojen nie da się wygrać inaczej.
> nie sadzisz zapewne, ze swiat ateistow obedzie sie bez wojen...czlowiek bedzie toczyl wojny niezaleznie od wiary czy jej braku.
Z pewnością będzie mniej powodów do ich toczenia. To już jest warte podjęcia ryzyka.
> nie zauwazasz, ze dzis jedynym i prawdziwym bogiem jest pieniadz? firmy farmaceutyczne, ktore nie maja wiele wspolnego z religia sa w stanie raczej pozwolic umrzec polowie afryki niz za darmo czy pol darmo(a stac je na to) przekaza/sprzedac jej np szczepionki przeciw wzw czy srodki powstrzymujace rozwoj wirusa HIV.
Tylko widzisz... te firmy farmaceutyczne nie mają obowiązku oddawać tego, co same wielkim kosztem wypracowały. Mogłyby, ale nie muszą. Nie możemy ich potępiać, bo to nie one są odpowiedzialne za pandemię AIDS.
Co do religii- KrK namawiał czarnoskórych Afrykańczyków- "zrzućcie gumki". I zrzucili. Skutkiem jest nadintensywne szerzenie się wspomnianej pandemii. Ilu ludzi mogłoby dziś nie zarazić się, gdyby tylko nie ulegali wpływom Watykanu? Jak dla mnie odpowiedzialność za dużą część zarażeń ponosi... uwaga, proszę Pańśtwa: RELIGIA.
Podłe firmy farmaceutyczne vs Religia- 1:0
> dzis religia na pewno mniej szkod wyrzadza ludzkosci niz choroby i pozareligijna zadza pieniadza.
Religia nierzadko sprzeciwia się pewnym formom leczenia (transfuzje, wszczepy uzyskiwane drogą nietransplantacyjną, niekiedy radykalizm posuwa się do zakazu jakichkolwiek medykamentów). Choroby staramy się eliminować, z religiami powinniśmy spróbować podobnie. Co do żądzy pieniądza- uważam chęć osobistej poprawy waterialnej za zdrowe podejście, tylko nie za wszelką cenę. To już temat na inny wątek.
> i zanim spuścisz na mnie z lancucha swoje psy rozumu pomysl czy nie mam aby troche racji
Przyznałem Ci ją, tam gdzie faktycznie masz (a masz niemało).
> pozdrawiam
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | |  | | traeh | kilkanaście godzin przerwy od wątku i całkowicie się pogubiłem jeśli chodzi (kwestię "jak chodzi" wyjaśnie za chwilę  ) o miejsce wklejenia mojego posta. po pierwsze dlatego, że wątek się rozwija (norma) po drugie bo dyskusja (skądinąd bardzo ciekawa) zmierza konsekwentnie do czepiania się słów (może dlatego jest taka ciekawa  ? jak chodzi.. wiem już teraz, że takiego sformułowania w języku polskim się nie używa (albo przynajmiej, że A. tak twierdzi). to dobry przykład na to jak powtarzane wielokrotnie przez długi okres czasu może wpłynać na przyswojenie człowiekowi poprawności tegoż. chodzi o to, że w ten sposób zwykł był mawiać mój wykładowca na studiach, którego ceniłem sobie niezmiernie. być może była to przez niego celowo łamana reguła - nie wiem. tak czy inaczej podobało mi się to. i cóżeś uczynił A.????  )) fakt, że to A. wytknął mi błąd, popełniając potem pewien ortograficzny co z kolei doprowadziło do wytknięcia tegoż błędu przez T, uważam za wystarczający i zupełny warunek do zakończenia dyskusji o błędach. tak sobie pomyślałem, zgodzicie się? to co próbujesz, drogi A., uświadomić Thorowi (niebezpieczną skrajność poglądów i agresję do religii spowodowaną głównie utratą kobiety) czyniłem i ja w wątku pt. "post o lekkim zabarwieniu osobistym". wiem, że go nie przekonałem ale uważam, że dobrze się stało iż dyskusja na ten temat miała miejsce. na koniec dodam, że cieszę się iż tacy ludzie jak Wy zabierają głos w tak istotnych sprawach na forum. zalezy mi na tym, żeby ludzie mieli WŁASNĄ ŚWIADOMOŚĆ i możliwość wydostania się (jeśłi TYLKO WYRAŻĄ TEGO WOLĘ-nie chcę znowu prowokować dyskusji czy ich wola to RZECZYWIŚCIE ich wola - odnosze dziwnbe wrażenie, że w przypadku naszych różnych osobowości dyskusja mogłaby skończyć się absurdem tudzież nie skończyć się wcale - a żyć trzeba  ) z niebezpiecznych wówczas dla nich szpon kk. rozumiem, że nie zgadzamy się (głównie z Thorem) co do kwesti wymuszania światłości/pozostawiania "straconych" ich teistycznemu losowi - bez wyrządzania im krzywdy namacalnej (ideowo dobrze by było gdyby byli racjonalistami-przez to w konsekwencji ateistami). z różnych względów nie będę brał udziału w dalszej dyskusji (obowiązki życiowe, ograniczony dostęp do internetu to najważniejsze z nich). jestem jednak pewien, że odwiedzę jeszcze racjonaliste.pl. warto rozmawiać z wolnymi inteligentnymi ludźmi. z wyrazami szacunku, T.
|
|
| | | | | | | | |  | | Atanazy (26 punktów) | > fakt, że to A. wytknął mi błąd, popełniając potem pewien ortograficzny co z koleji doprowadziło do wytknięcia tegoż błędu przez T, uważam za wystarczający i zupełny warunek do zakończenia dyskusji o błędach. tak sobie pomyślałem, zgodzicie się?ja zgadzam sie jak najbardziej, dodam jedynie, ze pisze sie " z kolei" nie "z koleji" !!! juz dobrze  zartowalem  > to co próbujesz, drogi A., uświadomić Thorowi (niebezpieczną skrajność poglądów i agresję do religii spowodowaną głównie utratą kobiety) czyniłem i ja w wątku pt. "post o lekkim zabarwieniu osobistym". wiem, że go nie przekonałem ale uważam, że dobrze się stało iż dyskusja na ten temat miała miejsce.tak Traehu Thor ma sporo racji lecz jest w nim zbyt duzo agresji, ktora moze zakazic nieco mniejsze umysly niz on sam...wierze, ze on sie moze jeszcze zreflektowac w pol ciosu ale czy innym bedzie latwo tego dokonac gdy juz sie nakreca, w to moge znajac zycie watpic... > na koniec dodam, że cieszę się iż tacy ludzie jak Wy zabierają głos w tak istotnych sprawach na forum. zalezy mi na tym, żeby ludzie mieli WŁASNĄ ŚWIADOMOŚĆ i możliwość wydostania się...takze dziekuje Ci za ciekawa wymiane zdan, ktora zawsze daje mozliwosc przemyslenia glebiej pewnych spraw. jezeli uzylem wobec Ciebie czasem zbyt bezceremonialnych slow to przepraszam  > z różnych względów nie będę brał udziału w dalszej dyskusji (obowiązki życiowe, ograniczony dostęp do internetu to najważniejsze z nich). jestem jednak pewien, że odwiedzę jeszcze racjonaliste.pl. warto rozmawiać z wolnymi inteligentnymi ludźmi.> z wyrazami szacunku, T.szacunek rowniez Traehu
|
|
| | | | | | | | |  | | Thor | Szkoda że tracę takiego dyskutanta. Trzymaj się, Traeh.
Szacunek.
|
|
| | |  | | traeh | > Thor o dziwo(bo tez w tym siedzial)nie robi tego typu mieszania kategorii rozumowych i za to mi sie podoba jesli tak moge powiedziec, ale to moze wlasnie kwestia jego IQ (ale IQ tez ma rozne oblicza )w dalszym ciągu uważam, że niczego nie mylę (przynajmniej w rozumieniu Twojego stwierdzenia). dobrze, że iq ma różne oblicza (wyobrażasz sobie jak bym się czuł gdybym miał niższe od Thora???  . jej a może mam? nie, nie ma. może.. oszaleje przez to. musze zbadać swoje iq. ułozymy wtedy z Thorem (jeśłi się zgodzi) słupek matematyczny i wykażemy różnice - ale będzie zabawa  . zbudujemy później milutki post z tymi obliczeniami. to powinno rozwiać wszelkie wątpliwości jak chodzi o relgię > >pozdrawiam,> ja rowniez> więc znowu moja kolej
|
|
| | | |  | | Thor | > wychowywane w środowisku ateistycznym dostając na urodziny małpkę oraz wykład od tatusia na temat ewolucji nie zastanawia się nad jej zagadnieniami (ewolucji - nie małpiki ). z wyżej wymienionych powodów zapada się emocjonalnie w prezentach komunijnych.
Prezenty są nieodłączną częścią komunii, nie spotkałem się za to z przypadkiem, żeby rodzic przy okazji obdarowania pociechy, zaczął częstować ją dodatkowo wykładami o ewolucji.
> jak myślisz, jak Twoją definicje prokreacji (na potrzeby dziecka) odbierze? to oczywiście zależy w jakim wieku będzie dziecko ale jeśli będzie na tyle dojrzałe aby zrozumieć nasionko kiełkujące w brzuszku bez większego wysiłku zrozumie istote zapłodnienia opowiedzianą na przykładzie plemniczka i jajeczka. rzecz w tym, że wówczas nie potrzeba dziecku opowiadać bajek - taka potrzeba istnieje zanim dziecko osiągnie omawianą dojrzałość - wtedy kiełkujące w brzuszku ziarenko nie da mu satysfakcji a tatusia zapyta dlaczego mamusia nie jest posadzona w ogrodzie razem z kwiatkami.
Widzisz: kiełkujące nasionko to nie tyle kłamstwo, co skrót myślowy, dostosowany do potrzeb dziecka. Motyw z bocianami (albo, podobnie, z Adamem i Ewą), to- kłamstwa.
> z tym się zgodze ale dodam, że dziecko nie zostaje już wtedy stracone jak chodzi o światłość myślenia - nie wdając się w dyskusje o predyspozycjach intelektualnych wkrótce ma szanse dostrzec absurdy jakie mu wpajano.
Zbyt małą, gdyż będzie się bać, że zobaczy za wiele.
> wiesz.. ja ruzumiem, że byłoby lepiej gdyby cały świat był oświecony ale sam rozumiesz, że to utopia. [...]
Niekoniecznie, ale z pewnością nie osiągniemy tego stanu rzeczy przez kilka najbliższych pokoleń.
> masz [rację- przyp. Thora]. tylko cały czas przy założeniu, że wszystko układać się będzie po Twojej myśli i miejsca nie będzie dla irracjonalnym zachowaniu dziecka (a tego niestety wykluczyć nie można)
W takim razie czekamy z wyjaśnieniami, dopóki dziecko nie osiągnie pewnego etapu pojętności, ale NIE OKŁAMUJEMY go.
> eehh.. no oczywiście, znowu masz rację. nie tyle chodzi o możliwość osiągania jakiegoś celu co o drogę do jego realizacji. zakładasz teoretyczny, udany proces zmiany imienia. jednak wszelkie społeczne uwarunkowania stwarzają trudności, życie. dla przykładu: mc gywer'owi udawało się wprowadzać teorię w życie. gdyby nie był postacią fikcyjną mógłby nie wyjść cało z niejednej opresji - i to nie dlatego, że teoria którą się posługiwał była wadliwa. (mam nadzieję, że ten przykład nie będzie świadczył źle o moim iq - patrz. niżej (wyżej wedle uznania).
A teraz to już zupełnie nie rozumem z czym Ty polemizujesz. Zmiana imienia jest możliwa i niezwykle prosta do realizacji w praktyce. Porzucenie wyznania już nie. Problem polega na tym że człowiek NIE CHCE go zmieniać, a my chcemy, by było inaczej.
>> wiesz po czym ja poznaje, ze osoba taka jak ty musiala byc kiedys w tym po uszy?
> zawiodło Cię poznanie, ja dalej wtym siedzę po uszy (tylko mózg znajduje się nieco wyżej
Szczere wyrazy współczucia z mojej strony.
> Imię to coś co musisz mieć od najmłodszych lat (tzn. nie musisz, ale sam rozumiesz niedogodności wynikające z jego braku?). tak samo jest ze światopoglądem. kiedyś wybierzesz sobie odpowiadający tobie styl życia [...].
Kiedy dorośniesz, możesz dojść do wniosku że Twoje imię jest do chrzanu, bo nikt nie przekonuje Cię na co dzień że jest śliczne. Z kolei o Twojej religii słyszysz bez przerwy że jest jedyną słuszną... i wierzysz w to, a co za tym idzie- zamykasz się na inne światopoglądy.
> [...] musze zbadać swoje iq. ułozymy wtedy z Thorem (jeśłi się zgodzi) słupek matematyczny i wykażemy różnice - ale będzie zabawa .
Całkiem niegłupi pomysł, który rozszerzyłbym na wszystkich, biorących czynny udział w życiu racjonalisty-pe-el. Ciekawy jestem statystyk współczynnika stosunku inteligencji do religijności.
> zbudujemy później milutki post z tymi obliczeniami. to powinno rozwiać wszelkie wątpliwości jak chodzi o relgię.
Może nie wszystkie, ale...
Pozdrawiam.
|
|
| | | | |  | | traeh | wyrwałeś się trochę jak filip z cannabis odpowiadając na posta skierowanego do kogoś innego ale oczywiście zawsze chętnie poznam Twoje zdanie (tylko cośty taki nerwowy  nie przekonują mnie Twoje argumenty do większości tego co napisałem (chwilowo nie mam czasu na analizę zieloną-czarną ale jak wróce na pewno to uczynię). póki co to co zapamiętałem.. odnośnie wykładu o ewolucji przy okazji prezentu.. - nie słyszałeś o takim przypadku więc zakładasz, że tak się nie dzieje? ja znam takie przypadki i myślę, że są dość częste. rodzice zawsze (prawie) chcą dać dziecku to co najlepsze. pisząc, że siedze po uszy miałem na myśli to, że żyje wśród katolików i stanowią oni nieodłączny element mojego środowiska lokalnego ale nie muszę i nie zachowuje się tak jak oni (zresztą takiej interpretacji miał służyć nawias z faktem głowy wystającej - nie zrozumiałeś?). Ty zapewne mieszkasz na jakiejś wyspie oceanu spokojnego więc nie siedzisz po uszy w niczym (no chyba, że w.. nie ważne  póki co, szacunek
|
|
| | | | | |  | | Thor | > wyrwałeś się trochę jak filip z cannabis odpowiadając na posta skierowanego do kogoś innego ale oczywiście zawsze chętnie poznam Twoje zdanie (tylko cośty taki nerwowy
Wiem, przepraszam że się tak często wtrącam. Z drugiej strony jest to przecież forum, które nie służy do prowadzenia zamkniętych dialogów.
> nie przekonują mnie Twoje argumenty do większości tego co napisałem (chwilowo nie mam czasu na analizę zieloną-czarną ale jak wróce na pewno to uczynię).
Taka analiza chyba jest najlepsza, dlatego często ją stosuję. Skoro mówisz że później... chętnie poczekam.
> odnośnie wykładu o ewolucji przy okazji prezentu.. - nie słyszałeś o takim przypadku więc zakładasz, że tak się nie dzieje? ja znam takie przypadki i myślę, że są dość częste. rodzice zawsze (prawie) chcą dać dziecku to co najlepsze.
Doprawdy, pierwsze słyszę o czymś takim. Cóż- nie mam jednak powodu, by Ci nie wierzyć. Uważam że wpajanie światopoglądów, w tym i racjonalnych, z pomocą prezentów, jest równie niezdrowe, co odbywająca się na podobnej zasadzie indoktrynacja religijna. Jeśli wyznaje się pewne poglądy, niechże wynika to z ich zrozumienia, a nie tylko miłych skojarzeń.
> pisząc, że siedze po uszy miałem na myśli to, że żyje wśród katolików i stanowią oni nieodłączny element mojego środowiska lokalnego ale nie muszę i nie zachowuje się tak jak oni (zresztą takiej interpretacji miał służyć nawias z faktem głowy wystającej - nie zrozumiałeś?).
Ja też NIE MUSZĘ zachowywać się jak katolicy, wśród których żyję. Tylko potem zgarniam ochrzan za to że nie popłakałem się, kiedy przenajświętszy papa poszedł do piachu. Później moja własna rodzicielka prosi żebym siedział w domu, kiedy przychodzi ksiądz po kolędzie i- boże broń!- nie przyznawał się że nie wierzę, bo co potem ludzie powiedzą... Tak, rodzina daje mi do zrozumienia, że wstydzi się mnie za moje poglądy.
Nawiasem mówiąc, idę swoją drogą i mimo wszystko nie zachowuję się tak jak oni.
> Ty zapewne mieszkasz na jakiejś wyspie oceanu spokojnego więc nie siedzisz po uszy w niczym (no chyba, że w.. nie ważne)
Mieszkam we Wrocławiu.
> póki co, > szacunek
I wzajemnie.
|
|
| |  | | Thor | Widzisz, dziecko nie od razu zadaje pytanie "jak powstał świat?". Kiedy jest już na tyle dojrzałe, by je zadać, jest również na tyle dojrzałe, by je zrozumieć bez potrzeby uciekania się w babilońskie mity.
Twój przykład z nadaniem imienia jest nietrafny. Głupie imię zawsze można zmienić. Wiary nie zmieni się ot tak, ponieważ dziecko, jako zindoktrynowane, najprawdopodobniej nawet nie będzie miało świadomości bezsensowności tejże.
|
|
| | |  | | traeh | >(..) Głupie imię zawsze można zmienić. Wiary nie zmieni się ot tak, ponieważ dziecko, jako zindoktrynowane, najprawdopodobniej nawet nie będzie miało świadomości bezsensowności tejże.
zawsze można, racja. wiarę też wbrew temu co myślisz. dziecko dorasta i zaczyna szukać innych dróg (choćby ze względu na opisany prześnie przeze mnie bunt - ale nie tylko dlatego). przedstawiasz model cżłowieka (dziecka) upośledzonego intelektualnie, które dorasta, żyje i umiera w ciemnocie. jasne, że tacy ludzie są nieodłączną częścią tego świata ale cały czas próbuje Ci uświadomić, że dla niektórych religia to najlepsze co może ich spotkać - wyznacznik norm postępowania, moralności. dla mnie moralność religijna to jedna z opcji ale dla takich ludzi nie. szanuje to. nie zmieniam ich bo w konsekwencji mogę doprowadzić do tego, że będą nieszczęśliwi (nawet jeśłi ich dotychczasowe szczęści to iluzja - oni czują się szczęśliwi i nie jest ważne tutaj szczęście relatywne).
|
|
| | | |  | | Thor | >(..) Głupie imię zawsze można zmienić. Wiary nie zmieni się ot tak, ponieważ dziecko, jako zindoktrynowane, najprawdopodobniej nawet nie będzie miało świadomości bezsensowności tejże.
> zawsze można, racja. wiarę też wbrew temu co myślisz.
Oczywiście, jestem tego doskonałym przykładem. Ale większość z wiary NIE wyrasta.
> dziecko dorasta i zaczyna szukać innych dróg (choćby ze względu na opisany prześnie przeze mnie bunt - ale nie tylko dlatego).
A prześledź uważnie, o czym pisałem wcześniej. Człowiek naturalnie szuka innych dróg, ale część z góry odrzuca, gdyż boi się potępienia. Tak trudno to zrozumieć? Większość ludzi próbuje nie ulegać zwątpieniu, które wedle ich religii, już jest grzechem. skoro nie ma mowy o zwątpieniu w słuszność światopoglądu, nie ma tym bardziej mowy o odejściu od niego. Nie usprawiedliwiaj na siłę indoktrynacji. Wiem, jesteś przekorny, a ja sam wyznaję zasadę że podyskutować dla samej sztuki można, bo dlaczego nie? Jednak póki co, są naprawdę ważne problemy, które wymagają przeanalizowania.
> przedstawiasz model cżłowieka (dziecka) upośledzonego intelektualnie, które dorasta, żyje i umiera w ciemnocie.
Tak bowiem jest w większości przypadków.
> jasne, że tacy ludzie są nieodłączną częścią tego świata ale cały czas próbuje Ci uświadomić, że dla niektórych religia to najlepsze co może ich spotkać - wyznacznik norm postępowania, moralności.
Moralności polegającej na braku szacunku do tych, którzy nie podzielają wyznania? Na uznawaniu ich za gorsze istoty? Człowieku, myśl! Mam głęboko gdzieś że ktoś może czuć się fajnie ze swoją wiarą, skoro ja sam z racji tejże wiary postrzegany jestem przez niego jako istota upośledzona i dyskryminowany.
> dla mnie moralność religijna to jedna z opcji ale dla takich ludzi nie. szanuje to. nie zmieniam ich bo w konsekwencji mogę doprowadzić do tego, że będą nieszczęśliwi (nawet jeśłi ich dotychczasowe szczęści to iluzja - oni czują się szczęśliwi i nie jest ważne tutaj szczęście relatywne).
Zabawna sprawa że oni mogą być szczęśliwi ze swoją wiarą, ale my ze swoją niewiarą musimy kryć się jak szczury po kanałach, bo wytłumacz takiej konserwatywnej rodzince że NIE wierzysz w boga, to wyprze się Ciebie i do dziesiątego pokolenia przeklnie.
|
|
| | |  | | V0lrath (3440 punktów) | Ja zadałem to pytanie jak byłem mały - chyba gdzieś 3-4 latka miałem.
Bardzo niewiele z tamtego okresu pamiętam, ale to pamiętam - leżałem wtedy przed snem z mamą i zadałem to pytanie i usłyszałem, że Bóg go stworzył. Nie wiem czemu to wydarzenie nadal pamiętam (a nie pamiętam na przykład prawie w ogóle - poza kilkoma szczegółami - mieszkania, w którym do 6-go roku życia mieszkałem).
|
|
| | | |  | | Thor | Cóż, dobry byłeś. Ja też zacząłem dość wcześnie poznawać świat. Samodzielnie. Zanim skończyłem 3 lata, nauczyłem się czytać (o dziwo, nauka poprawnego pisania przyszła mi znacznie później) i poznawałem świat od etapu dziecka o kilka lat starszego, czytując książeczki nadające się dla uczniów szkoły podstawowej.
Nie pamiętam, czy kiedyś sam zadałem pytanie o powstanie świata i życia na nim; myślę że będąc w Twoim wieku zrozumiałbym odpowiednio przetłumaczoną na potrzeby dziecka odpowiedź. Czy naprawdę tak trudno sklecić obrazową historyjkę o malutkich klockach, które łączyły się w całość, potem część z nich stawała się coraz bardziej skomplikowana i my jesteśmy z nich zbudowani? To całkiem dobra baza, która dziecku raczej wystarczy. Jeśli maluch zapyta co dalej- można wgłębiać się w szczegóły do momentu, w którym przestanie rozumieć- wtedy prawdopodobnie sam zrezygnuje z dalszych pytań (do momentu, kiedy będzie w stanie pojąć odpowiedzi na nie).
|
|
| |  | | V0lrath (3440 punktów) | Ja bym osobiście opowiedział dziecku o Wielkim Wybuchu i powstawaniu świata. Być może w sposób bajkowy (jeśli bym umiał).
A jak będzie starsze - niech się dowie, że nikt nie zna całkowicie i do końca odpowiedzi.
Przy czym zero indoktrynacji w domu lub przedstawienie co najmniej 2 przeciwnych punktów widzenia - teizmu i racjonalnego ateizmu (i argumentacji obu stron).
|
|
| | |  | | Thor | >Ja bym osobiście opowiedział dziecku o Wielkim Wybuchu i powstawaniu świata. Być może w sposób bajkowy (jeśli bym umiał). >A jak będzie starsze - niech się dowie, że nikt nie zna całkowicie i do końca odpowiedzi.
Właśnie przyszła mi do głowy pewna myśl. Jeśli jesteśmy wygodni, dlaczego od razu nie powiedzieć dziecku że tak naprawdę NIKT nie wie jak powstał świat? Przecież taka jest prawda. Dopiero później, gdy uznamy że nadeszła pora, możemy opowiadać mu o istniejących teoriach (bądź jednej- obowiązującej).
|
|
| | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | To też jest niezły pomysł.
Tyle, że dziecko może dowiedzieć się od kogoś innego jakiejś wersji wydarzeń (Katolickiej czy naukowej lub nawet obu) i być zagubione - bo jedni ludzie mówią tak (a drudzy może inaczej), a rodzice nic nie mówią - bo mówią, że nikt nie wie (a tu sie okazuje, że jednak wielu wie). Zastanawiam się czy dziecko zrozumie koncepcję kłamania, a także o wiele bardziej abstrakcyjną - bycia przekonanym, że mówi się prawdę, choć tak na prawdę nie ma się racji.
Myślę, że mogło by być trudno wytłumaczyć dziecku o co chodzi gdyby trafiło na wujka naukowca, który by mu opowiedział wersję z WW lub ciocię katoliczkę, która by opowiedziała wersje z Biblii (lub co gorsza oboje).
|
|
| | | | |  | | Thor | Dlatego lepiej nadal mówić dziecku że nikt nie wie jak jest.
Skarbie, wujek SĄDZI że jest tak, ciocia UWAŻA że jest inaczej, a sprawę przedyskutujemy kiedy już dorośniesz, teraz szybko spatuchny, bo rano do przedszkola... no, buziak.
|
|
| | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | A w przedszkolu koleżanki, koledzy oraz pani przedszkolanka z przyjemnością wytłumaczą zanim jeszcze dorośnie by zrozumieć...  To już chyba lepiej zawczasu wytłumaczyć wersję popularno-naukową w formie przystosowanej dla dzieci - by miało czego się trzymać. A potem dodać, że nie wiadomo co było przed WW i nikt tego nie wie (dodać gdy będzie w stanie zrozumieć).
|
|
| | | | | | |  | | Thor | Dobra, przekonałeś mnie. Zamiast mówić dziecku że każdy: wujek, ciocia, koledzy, kolezanka, czy przedszkolanka, wyraża tylko swoje zdanie, chyba rzeczywiście lepiej próbować wytłumaczyć problem w odpowiednio uproszczony sposób.
|
|
|  | | Thor | Duży plus za ładne zdefiniowanie indoktrynacji i za to, że dałeś mi do myślenia. Faktycznie- na pewnym etapie odebrać komuś wiarę, to jak odebrać maluchowi przytulankę.
Czasami jednak, by dokonał się przewrót, potrzeba ofiar. Ich jakość nie wydaje mi się wygórowana w perspektywie życia w tolerancji i większym poszanowaniu, niż wtedy, gdy istnieją relacje ludzi "wierzę w boga" kontra "nie wierzę w boga".
|
|
 | | Thor | Jedno małe pytanie: dostałem od Ciebie głos negatywny. Nie będę się z tym kłócił, chciałbym tylko wiedzieć co Ci się nie podobało.
> Kościół w dzisiejszym świecie po prostu się zgubił!
I oby się nie odnalazł.
> Zauważcie, że ci katolicy- praktykujący- te "wzorce", to ludzie obłudni. W kościele się modlą i udają niewinnych, natomiast an co dzień są zupełnie kimś innym! Przecież to oszustwo...nie rozumiem ludzi, którzy nie widzą tak prostego faktu. A skoro KOściół ma taki wpływ na ludzi, to jak można prędzej czy później nie zrezygnować z jego "usług"?
Póki istnieje TMMB (Towarzystwo Miłośników Moherowych Beretów) i podatni na jego wpływy ludzie, póty kościół- przynajmniej w Polsce- trwać będzie. Oczywiście sam jestem za tym, by co paskudniejsze obiekty sakralne, a więc te, drogie jak nieszczęście, fikuśne awangardowe kościółki, poprzerabiać na budynki praktycznego użytku, a te, które przedstawiają wartość architektoniczną i historyczną- poprzerabiać na muzea.
> Nauczanie religii w szkole to kolejny absurd! Te psuedo lekcje zupełnienie mijają się ze swoim pierwotnym powołaniem. Ograniczają, nie pozwalają wyrażać swoich wątpliwości, przemyśleń, zawężaja niesamowicie myslenie.
Przede wszystkim ktoś pomylił się, nazywając to przekleństwo "nauczaniem religii". To jest "nauczanie wiary katolickiej" i tak właśnie powinno się oficjalnie nazywać, by nikt nie miał co do tego większych wątpliwości.
>Katecheci sa po prostu zbyt słabi, by bronić swoich ..hmm..przekonań i dlatego z góry zakładają, że wszystko, co się z nimi nie zgadza, to herezje!
Zgadza się. W szkole średniej z własnej, nieprzymuszonej woli, uczęszczałem na zajęcia z religii, dzięki czemu większość zajęć opierała się na dyskusjach moich z katechetką. Nigdy, nieszczęsna, nie umiała znaleźć ostatecznych kontrargumentów. Podobnie, jak ludzie, z którymi dyskutowałem znacznie później.
> [...] Czyli( co bardzo ważne) ludzie nie należą do Kościoła dlatego, że to wynika z ich własnych przekonań, czy prywatnycvh potrzeb duchowych, ale tylko dlatego, że taka jest tradycja, tak jest wygodniej( perpektywa nieba wcale nie odstrasza!). I w tym miejscu instytucja Kościoła traci swój sens.
Instytucja Kościoła już od dawna ma inny od powszechnie jeszcze postrzeganego, sens. Chodzi o to, by natłuc dużo pieniędzy i by czarne zarazy (i jedna nadrzędna, biała, prosto z Watykanu) mogły żyć jak paniska.
> Po tym wszystkim, co napisałam, może się wam wydawać, że jestem niewierząca. Wręcz przeciwnie! Oczywiście, wierzę w Boga, krytykując jednak cała tę prowizorkę, którą jest instytucja Kościoła.
Niestety, prowizorką bym tego jeszcze nie nazwał. Niestety.
> Nie urodziłąm się z przekonaniami, o których piszę powyżej. Są one wynikiem moich obserwacji.
Nikt nie urodził sie z jakimikolwiek przekonaniami. No, może poza jednym: że jest znacznie jaśniej, niż było przez ostatnie 9 miesięcy, bardzo chciałbym teraz oddychać, a ten klaps w pośladek bolał, ała!
> Zgadzam się z kolegą, który napisał, że różnice w poglądach mogą miec fatalne konsekwencje w relacjach z innymi ludźmi.
Nie tylko mogą. Mają.
> Sama tego doświadczyłam, kiedy w niedalekiej stosunkowo przeszłości, zaślepiona jeszcze wizją świata propagowaną przez Kościół, nie byłąm w stanie trzeźwo ocenić sytuacji, w której się znalazłam.
Masz więc nauczkę, podobnie jak ja.
pozdrawiam, d.
Pozdrawiam.
|
|
|  | | duracell (8 punktów) | > Jedno małe pytanie: dostałem od Ciebie głos negatywny. Nie będę się z tym kłócił, chciałbym tylko wiedzieć co Ci się nie podobało.Już się tłumaczę  Mój negatywny głos był wynikiem pomyłki, czysto technicznej. Weszłam dziś na to forum po raz pierwszy i nie wiedząc do końca, co robię, oddałam na Ciebie negatywny głos(mało racjonalne zachowanie  ) > Póki istnieje TMMB (Towarzystwo Miłośników Moherowych Beretów) i podatni na jego wpływy ludzie, póty kościół- przynajmniej w Polsce- trwać będzie. Oczywiście sam jestem za tym, by co paskudniejsze obiekty sakralne, a więc te, drogie jak nieszczęście, fikuśne awangardowe kościółki, poprzerabiać na budynki praktycznego użytku, a te, które przedstawiają wartość architektoniczną i historyczną- poprzerabiać na muzea.To będzie możliwe dopiero wtedy, gdzy wiara straci swoich zwolenników. A przypuszczalnie nie stanie się to szybko, ponieważ jest jeszcze bardzo dużo ludzi, którzy nie potrafią działać samodzielnie, boją się myśleć- to oni potrzebują Kościloła, w którym znajdują "wirtualnego opiekuna". > Przede wszystkim ktoś pomylił się, nazywając to przekleństwo "nauczaniem religii". To jest "nauczanie wiary katolickiej" i tak właśnie powinno się oficjalnie nazywać, by nikt nie miał co do tego większych wątpliwości.Jeśli jest to jedynie nauczanie wiary katolickiej, to i tak nie jest najgorzej. Co powiesz na stwierdzenie księdza, podczas lekcji religii, który ogłosił, że wszyscy (wyznawcy innych wiar, ateiści itd.)są skazani na potępienie! Są zgubieni! Przeciez to absurd! Jedną z większych wad katolicyzmu jest to, że stawia się on na pierwszym miejscu- zero pokory wobec czegokolwiek! A najbardziej deberwujące jest to, o czym już pisałam... Że oni(księża) nie potrafią niczego udowodnić, we wszystko karzą tylko wierzyć. Ale na jakiej podstawie mam wierzyć? > Instytucja Kościoła już od dawna ma inny od powszechnie jeszcze postrzeganego, sens. Chodzi o to, by natłuc dużo pieniędzy i by czarne zarazy (i jedna nadrzędna, biała, prosto z Watykanu) mogły żyć jak paniska.Zgadzam się! I to wszystko już tak trwa i trwa od wieków, a ludzie przez swoje tchórzostwo i lenistwo udają, że wszystko gra. > Nikt nie urodził sie z jakimikolwiek przekonaniami.Tak, chodziło raczej o to, że wychowując się w rodzinie katolickiej, pewne przekonania (z którymi teraz muszę staczać boje) zostały mi z góry narzucone. a propos indoktrynacji... Zgoda, że my jako ludzie dorośli, poszukujący prawdy...posługując się rozumem, tworzymy własne przekonania. Łatwo jednak zauważyć, że nie każdy jest zdolny(ma chęć, potrzebę itd.)do samodzielnych przekonań. Czy w takim przypadku nie jest konieczne przewodnictwo? (jednoznaczne przecież z narzucaniem pewnych prawd)? Czy brak przewodnictwa nie spowoduje poczucia bezsensu? pozdrawiam, d.
|
|
| |  | | Thor | Już się tłumaczę Mój negatywny głos był wynikiem pomyłki, czysto technicznej. Weszłam dziś na to forum po raz pierwszy i nie wiedząc do końca, co robię, oddałam na Ciebie negatywny głos(mało racjonalne zachowanie )
No, kurczę, dzięki! Teraz cały punkt w plecy jestem i mam nachrzanione w statystykach. ;P
> Jeśli jest to jedynie nauczanie wiary katolickiej, to i tak nie jest najgorzej. Co powiesz na stwierdzenie księdza, podczas lekcji religii, który ogłosił, że wszyscy (wyznawcy innych wiar, ateiści itd.)są skazani na potępienie!
Czyli, jak na to nie patrzeć, jest to jak najbardziej nauczanie wiary katolickiej. Katolicy właśnie w to wierzą.
> Są zgubieni! Przeciez to absurd! Jedną z większych wad katolicyzmu jest to, że stawia się on na pierwszym miejscu- zero pokory wobec czegokolwiek!
To wada każdej "jedynej słusznej religii", nie tylko katolicyzmu.
> A najbardziej deberwujące jest to, o czym już pisałam... Że oni(księża) nie potrafią niczego udowodnić, we wszystko karzą tylko wierzyć. Ale na jakiej podstawie mam wierzyć?
Na podstawie starego dobrego "BO TAK". Aha: "kaŻą".
>Instytucja Kościoła już od dawna ma inny od powszechnie jeszcze postrzeganego, sens. Chodzi o to, by natłuc dużo pieniędzy i by czarne zarazy (i jedna nadrzędna, biała, prosto z Watykanu) mogły żyć jak paniska.
Zgadzam się! I to wszystko już tak trwa i trwa od wieków, a ludzie przez swoje tchórzostwo i lenistwo udają, że wszystko gra.
W większości nie tyle udają, co nie widzą że coś jest nie tak.
> a propos indoktrynacji... Zgoda, że my jako ludzie dorośli, poszukujący prawdy...posługując się rozumem, tworzymy własne przekonania. Łatwo jednak zauważyć, że nie każdy jest zdolny(ma chęć, potrzebę itd.)do samodzielnych przekonań. Czy w takim przypadku nie jest konieczne przewodnictwo? (jednoznaczne przecież z narzucaniem pewnych prawd)? Czy brak przewodnictwa nie spowoduje poczucia bezsensu?
Więc niech to przewodnictwo będzie coś warte.
pozdrawiam, d.
Pozdrawiam.
|
|
|  | | placownik | >Instytucja Kościoła już od dawna ma inny od powszechnie jeszcze postrzeganego, sens. Chodzi o to, by natłuc dużo pieniędzy i by czarne zarazy (i jedna nadrzędna, biała, prosto z Watykanu) mogły żyć jak paniska.
Włączam się nie jako MODERATOR, przynajmniej na razie. Epitet czarne zarazy wcale nie przydaje mocy Twojej wypowiedzi. A postrzeganie sensu istnienia instytucji Kościoła w zapewnieniu dostatku jego urzędników świadczy o powierzchowności Twojego spojrzenia, albo o całkowitym braku obiektywizmu.
Pozdrawiam.
_______________ Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| |  | | Thor | > Epitet czarne zarazy wcale nie przydaje mocy Twojej wypowiedzi.
Ależ owszem- jest wyrazem mojej niekłamanej pogardy dla określonych przeze mnie w ten sposób osobników. Staram się nie być ordynarny, ale powody (o ile uważnie śledziłeś moje wcześniejsze posty), by nienawidzieć duchowieństwa, mam niezgorsze.
> A postrzeganie sensu istnienia instytucji Kościoła w zapewnieniu dostatku jego urzędników świadczy o powierzchowności Twojego spojrzenia, albo o całkowitym braku obiektywizmu.
Przyznaję, dałem się ponieść emocjom. Naturalnie kościół zapewnia bardziej niż godziwe życie swoim urzędnikom, ale faktycznie- nie jest to głównym powodem jego dalszego istnienia.
Jeśli taka Twoja wola, możesz wyrzucić mój post. Burwami i wujami rzucać na forum nie będę z pewnością, niemniej nie mam zamiaru skrywać swoich osobistych uczuć względem pewnych zjawisk, bądź grupy osób, jaką stanowią duchowni. Możesz zarzucić mi generalizowanie, ale mi osobiście osoby duchowne tylko motały w życiu. Również nikt inny jak słudzy Kościoła, mieszają się w politykę państwa i tępią ludzi za "obrażanie uczuć religijnych", żądają bezwzględnych ustaw przeciwaborcyjnych i tak dalej, i tak dalej...
Oczywiście, staram się być obiektywny, ale wystosowanie subiektywnej i jakże niepochlebnej opinii nt. księży nie służy przede wszystkim wyładowaniu moich emocji. Jestem ciekaw ilu z Was miałoby ochotę określić ich tak samo, gdyby nie wspomniana polityczna poprawność.
Jestem ciekaw ilu z Was gotowych byłoby walczyć nie tylko o (chwalebne moim zdaniem)idee, spisane na łamach Racjonalisty, ale również o to, by proces wprowadzania ich w życie przyspieszyć.
Ilu z Was zdecydowałoby się na walkę agresywną, uznającą szacunek tylko dla tych, którzy zasługują na niego w społeczeństwie i którzy potrafią go odwzajemnić? Nie zapominajmy że jednym z założeń panującej religii jest zasada, iż niewierzący zawsze jest wart mniej od wierzącego.
Niestety, czasem trzeba przewrotu, by zrobić coś z ustrojem. Raka nie wyleczy się, wcinając witaminy, niekiedy konieczna jest chemioterapia.
|
|
| | |  | | placownik | >ale powody (o ile uważnie śledziłeś moje wcześniejsze posty), by nienawidzieć duchowieństwa, mam niezgorsze
Jestem w stanie zrozumieć i zaakceptować nienawiść do konkretnej osoby. Jednak nienawiść do grupy osób, wyodrębnionej z ogółu z uwagi na ich rasę, narodowość, przekonania, status społeczny, wykonywany zawód, orientację seksualną czy z tysiąca innych dających się pomyśleć powodów jest dla mnie uczuciem odrażającym. To w sferze emocji. W sferze intelektu natomiast, jest uczuciem każdorazowo pozbawionym jakichkolwiek racjonalnych podstaw.
Pozdrawiam.
_______________ Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | Tak się zastanawiam - ja żywię negatywne emocje wobec MW. Całej. Czy to nieracjonalne i dlaczego?
Ale co do negatywnych emocji wobec grup osób - to nie są one racjonalnie uzasadnione jeśli nie można powiedzieć, że "zarzuty" pasują do wszystkich członków grupy.
A zarówno wobec wierzących jak i duchownych nie można powiedzieć, że wszyscy spełniają negatywnie ocenianą cechę X (za X można wstawić różne cechy, choć pewnie nie wszystkie bo niektóre są powszechne).
Można chyba zaś żywić negatywne emocje wobec pewnej podgrupy (np. katolików) cechującej się X.
|
|
| | | | |  | | Thor | > Tak się zastanawiam - ja żywię negatywne emocje wobec MW. Całej. Czy to nieracjonalne i dlaczego?
Nie, ponieważ jako całość reprezentują jeden poroniony sposób myślenia i zachowań.
> Ale co do negatywnych emocji wobec grup osób - to nie są one racjonalnie uzasadnione jeśli nie można powiedzieć, że "zarzuty" pasują do wszystkich członków grupy.
Pewnie nawet w szeregach MW znajdzie się jakiś niegłupi młodzian, który podziela poglądy swojej grupy, ale nie do końca uznaje metody bronienia przez nią swoich racji. Tylko my nie wnikamy, czy tacy członkowie istnieją- patrzymy co robi OGÓŁ. Podobnie ja patrzę co dają nam religie ze swoimi duchownymi i ze smutkiem orzec muszę, że niewiele dobrego.
> A zarówno wobec wierzących jak i duchownych nie można powiedzieć, że wszyscy spełniają negatywnie ocenianą cechę X (za X można wstawić różne cechy, choć pewnie nie wszystkie bo niektóre są powszechne). Można chyba zaś żywić negatywne emocje wobec pewnej podgrupy (np. katolików) cechującej się X.
Dla mnie tym X-em, który łączy wszystkich bez wyjątku (nie bierzemy pod uwagę sytuacji precedensowych) duchownych jest reprezentowanie przez nich religii, które- powtórzę n-ty raz- odbieram jako zjawisko bez mała nikczemne.
|
|
| | | | |  | | placownik | >Ale co do negatywnych emocji wobec grup osób - to nie są one racjonalnie uzasadnione jeśli nie można powiedzieć, że "zarzuty" pasują do wszystkich członków grupy.
Po pierwsze, mówimy o nienawiści, a więc uczuciu skrajnym, którego natężenie nie poddaje się stopniowaniu. Lubić można trochę, czasami, bardzo, strasznie, a nienawidzić ? Albo się nienawidzi, albo nie. Stany pośrednie nie są nienawiścią. I tu mamy pierwszą trudność. Jeśli twierdzi się, że się nienawidzi grupy osób, to znaczy że obdarza się tym uczuciem jednako każdą z osób przynależących do tej grupy. A ludzie są różni. To truizm. Dochodzimy do tego, że tym samym skrajnym uczuciem darzymy różne osoby. I tak naprawdę nienawidzimy je bezosobowo, za to tylko, że należą do takiej, a nie innej grupy.
Po drugie, przynależność do grupy rzadko bywa oczywista. Piszesz o posiadaniu lub nie posiadaniu cechy x, stwarzając pozór ścisłości. Spróbujmy przyjrzeć się konkretnemu przypadkowi. Istnieje wcale niemała grupa osób twierdząca, że nienawidzi Murzynów. Tu kryterium wydaje się oczywiste. Kolor skóry. Czarny. A brązowy? Murzyn to, czy nie Murzyn. A może Mulat? A co zrobić z białymi Murzynami. Niby rodzice czarni, a tu masz! Nienawiść musisz zawiesić na kołku do czasu ustalenia szczegółów genealogicznych. A na tym nie koniec!
Po trzecie. Trzymając się Murzynów. Osoby zapytane o powód nienawiści do Murzynów mogą odpowiadać różnie. Bo tak, bo mają przykry zapach, bo są nieodpowiedzialni, bo kradną, bo są mało inteligentni itp. Katalog powodów może być długi. Pomijając pierwszą odpowiedź z racjonalnością nie mającą wiele wspólnego, każda inna prowadzi do trudności podobnych do tych wynikających z kłopotów związanych z ustaleniem przynależności do grupy. Śmierdzą? Czy wszyscy? A co z czarnymi jak noc w tunelu Murzynami kąpiącymi się dwa razy dziennie i obficie skrapiającymi się po każdej kąpieli najlepszą wodą kolońską? Czy tych też nienawidzimy, pomimo iż deklarowany powód nienawiści w sposób oczywisty nie istnieje?
I po czwarte i ostatnie. Tu musimy porzucić Murzynów. Możemy zamiast nich skorzystać z MW. Przynależność do grupy może być nie tylko trudna do ustalenia co do zasady, ale dodatkowo zmienna w czasie. Nie wiem jak jest w MW, ale zakładam że mają jakiś statut, płacą składki członkowskie, a ich niepłacenie skutkuje automatycznym wykluczeniem z organizacji. Czy w związku z tym słusznie czynisz nienawidząc ociągającego się z płaceniem składek osobnika, który nie dalej jak wczoraj z tego właśnie prozaicznego powodu członkiem MW być przestał?
Czy po przedstawieniu tych argumentów, widzisz możliwość istnienia racjonalnych powodów nienawiści do grupy osób?
Pozdrawiam.
_______________ Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | |  | | Thor | Znów pozwolę się wciąć:
Ad. 1.
Dobrze, jeśli przyjąć że uczucia miłości i nienawiści są absolutne i nie można nienawidzieć/kochać bardziej, w takim razie na potrzeby tego zagadnienia wycofajmy się całkowicie się ze stopniowania tych pojęć i używajmy zamienne takich jak: "nie trawię", "nie dzierżę", "nie znoszę", "bardzo nie lubię", "nie toleruję". Inna sprawa że ja duchowieństwa nienawidzę.
Ad. 2.
Prawdopodobnie dalej czegoś nie rozumiesz. Niewłaściwe są Twoje porównania do Murzynów, ponieważ grupa ludzi ludzi mających inny kolor skóry, status społeczny, czy orientację seksualną, nie szkodzą innym. Nienawidzenie ich za samą inność już jest głupotą. Ludzie mają coś takiego że lubią uogólniać i nie można się temu dziwić. Jeśli chorujesz na nowotwór, nie baczysz na to, że w jego obrębie może znajdować się parę zdrowych komórek. Idziesz do lekarza i prosisz żeby wyciął WSZYSTKO, bo całe to paskudztwo Cię wykończy, jeśli zdoła się rozprzestrzenić. Już wiesz jak można odnosić się źle do pewnej całości?
Jeśli zobrazowanie tego z pomocą choroby nie przemawia do Ciebie, spójrz na to w taki sposób: kto dzisiaj powie Ci że nie zywi negatywnych uczuć do SS? Przecież, jak w każdej organizacji, musiały zdarzać się tam dobroduszne perełki. A jednak mało kto się nad tym zastanawia.
Ad. 3.
Patrz wyżej. Kogo obchodzą WYJĄTKI? Patrzy się na grupę, jako całość. To całość oceniamy in plus, czy in minus. Uważamy za oszołomstwo Ligę Polskich Rodzin, a nie mówimy: "wszyscy z LPR to oszołomy, poza posłem Józiem X i posłanką Józefiną Y, którzy mają całkiem poprawne poglądy i jeszcze tym tam, nazwiska zapomniałem...". W człowieka naturze leży upraszczanie pewnych spraw, stąd mam prawo powiedzieć: "nienawidzę duchowieństwa" i mieć głęboko czy- a nuż- mógłbym wyjątkowo tolerować nielicznych, nie do końca źle przeze mnie odbieranych przedstawicieli.
Ad. 4.
Zakładam że ten osobnik należał do WIĘKSZOŚCI, więc nadal mam prawo go nienawidzieć. Nie za OFICJALNĄ przynależność do MW, ale za głoszone przez niego poglądy. Musiałbym nienawidzieć siebie, bo OFICJALNIE jestem katolikiem. Tak mam w papierach, ale jakie moje poglądy są, każdy chyba widzi.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | |  | | placownik | Nie zdążyłem odpowiedzieć w wątku wyjściowym, bo został zamknięty. Rzecz uważam za ważną i dlatego (kompletnie od rzeczy) odpowiadam w jego kontynuacji. Przypomnę sekwencję wypowiedzi:
Beatus
>[...] wszystkie odpowiedzi stwierdziłam, że dla ciebie nie ma nic poza empirią.
Thor
>Brawo! Na tym polega racjonalizm.
placownik
>Horrendum!
Thor
>Sed verum
Dubio!
Znasz zapewne powiedzenie : nie ma niczego bardziej praktycznego od dobrej teorii. Nota bene ilość osób, którym przypisuje się autorstwo tego powiedzenia może przyprawić o zawrót głowy.
Warto także zastanowić się głębiej nad sensem takiej oto tezy, której autorem bezspornie jest Kazimierz Ajdukiewicz : [...] wszystkie sądy, które przyjmujemy i które tworzą cały nasz obraz świata, nie są jeszcze jednoznacznie wyznaczone przez dane doświadczenia, lecz zależą od aparatury pojęciowej, przy pomocy której odwzorowujemy dane doświadczenia
Pozdrawiam.
_______________ Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | |  | | Thor |
> Jestem w stanie zrozumieć i zaakceptować nienawiść do konkretnej osoby. Jednak nienawiść do grupy osób, wyodrębnionej z ogółu z uwagi na ich rasę, narodowość, przekonania, status społeczny, wykonywany zawód, orientację seksualną czy z tysiąca innych dających się pomyśleć powodów jest dla mnie uczuciem odrażającym. To w sferze emocji. W sferze intelektu natomiast, jest uczuciem każdorazowo pozbawionym jakichkolwiek racjonalnych podstaw.
Tak uważasz? Przede wszystkim nie wnikam teraz jakimi ludźmi są prywatnie duchowni, stanowiący krytykowany przeze mnie ogół pewnej populacji. Dla mnie liczy się to, że krzewią i propagują światopogląd, który uważam za niebezpieczny i którego skutki odczułem na własnej skórze. Dla mnie to całkiem racjonalna podstawa, by chcieć zlikwidowania ogółu duchowieństwa.
Sama rasa, narodowość, czy orientacja mnie nie interesują, ponieważ nie antagonizują z zadnymi racjonalnymi przekonaniami światopoglądowymi. Sam status społeczny, czy wykonywany zawód również nie mają nic do rzeczy. Wyznanie religijne i światopogląd- jak najbardziej mają. Tu już nie ma miejsca na bezwzględną tolerancję.
|
|
| | | | |  | | placownik | Dla mnie wydaje się naturalne, że walczyć można z poglądami, a nie z ludźmi którzy je głoszą, a tym bardziej z tymi, którzy je tylko wyznają.
Uważasz, że to dziwny pogląd?
Pozdrawiam.
_______________ Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | |  | | Thor | Jak wyobrażasz sobie walkę z samymi poglądami fanatyków? A osoby duchowne w większości do takich bym zaliczył. To tak, jakbyś tłumaczył Stalinowi że komunizm jest zły.
Duchowieństwo zasługuje na jawną pogardę, może to choć trochę zniechęci kolejnych absolwentów rozmaitych seminariów do wstąpienia w szeregi sług bożych.
|
|
| | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | Walka z poglądami jest trudna, ale może zamiast walczyć z poglądami duchownych to walczyć z poglądami wierzących?? Jak nie będzie wierzących to znikną duchowni. Brak popytu to brak podaży.
Poza tym jak wyobrażasz sobie walkę z duchownymi?
Pozabijać ich?? To niemoralne, nieetyczne, niekonstruktywne i nieefektywne.
Źle na nich popatrzeć? To oni albo będą to mieli gdzieś albo również źle popatrzą i wyklną "z ambony".
Zmieszać słownie z błotem? To oni to wykorzystają jako przykład pod tytułem "tacy oto są ateiści".
|
|
| | | | | | | |  | | Thor | > Walka z poglądami jest trudna, ale może zamiast walczyć z poglądami duchownych to walczyć z poglądami wierzących??
Dzięki wierzącym, duchowni mają jeszcze coś do roboty. Dzięki duchownym przybywa nam wierzących. Należy dążyć do minimalizacji liczebności obu tych grup.
>Poza tym jak wyobrażasz sobie walkę z duchownymi? >Pozabijać ich?? To niemoralne, nieetyczne, niekonstruktywne i nieefektywne.
Moralne? Nie. Etyczne? Jak poprzednio. Konstruktywne? Nie w dzisiejszych czasach. Efektywne? Jak najbardziej, ale nie przemawiają do mnie takie metody.
Niestety za bardzo szanuję życie, by móc spełnić się w skrajnym radykalizmie.
>Źle na nich popatrzeć? To oni albo będą to mieli gdzieś albo również źle popatrzą i wyklną "z ambony". Zmieszać słownie z błotem? To oni to wykorzystają jako przykład pod tytułem "tacy oto są ateiści".
Z drugiej strony, młodzi religijni ludzie zastanowią się dwa razy zanim zdecydują się na pełnienie posług kapłańskich, wiedząc że ich życie nie będzie usłane różami. Bo dzisiaj, panie dzieju, to księżom jest stanowczo za dobrze z płaszczącymi się przed nimi na wioskach, starymi ludźmi. Takie jest nie tylko moje zdanie.
|
|
| | | | | | | |  | | webmaster | > Poza tym jak wyobrażasz sobie walkę z duchownymi?Ekonomia bracie, ekonomia! Niczego tak się nie boją, jak braku kasy
|
|
| | | | |  | | placownik | > Wyznanie religijne i światopogląd- jak najbardziej mają. Tu już nie ma miejsca na bezwzględną tolerancję.
Innymi słowy jesteś przeciwnikiem tolerancji światopoglądowej. Mam nadzieję, że zadowoliłoby Cię zamknięcie ust Twoim przeciwnikom i nie dążysz do ich fizycznej eksterminacji. Tak czy owak moja ocena Twojej postawy, zarówno ze strony etycznej jak i czysto praktycznej ( niezmiernie niska skuteczność), jest negatywna. Na całe szczęście przy władzy są jeszcze reprezentanci przeciwnej postawy i dlatego ani Ty, ani ja nie mamy się jeszcze czego obawiać i swobodnie możemy wymieniać poglądy.
Oby ten stan trwał jak najdłużej.
Pozdrawiam.
_______________ Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | |  | | Thor | > Innymi słowy jesteś przeciwnikiem tolerancji światopoglądowej.
Tak. Na przykład głoszenie poglądów nazistowskich jest zabronine z racji ich szkodliwości. Mimo poszanowania dla wolności, zgadzam się że tak być powinno. Podobnie jest z religiami.
> Mam nadzieję, że zadowoliłoby Cię zamknięcie ust Twoim przeciwnikom i nie dążysz do ich fizycznej eksterminacji.
Zadowoliłoby, gdyż wtedy następne pokolenie tychże przeciwników nie będzie miało skąd brać niewłaściwego przykładu.
> Tak czy owak moja ocena Twojej postawy, zarówno ze strony etycznej jak i czysto praktycznej ( niezmiernie niska skuteczność), jest negatywna.
Skuteczność samej postawy jest wręcz zerowa. Poza tym nie powiedziałem jeszcze jak wyglądałby mój plan rozprawienia się z religianctwem. Podpowiem tylko że nie jest tak brutalny jak Ci się wydaje, podobnie długoterminowy, ale trochę agresywniejszy niż ten, który prezentuje nam Mariusz Agnosiewicz.
> Na całe szczęście przy władzy są jeszcze reprezentanci przeciwnej postawy i dlatego ani Ty, ani ja nie mamy się jeszcze czego obawiać i swobodnie możemy wymieniać poglądy.
Nie chcę zawężania legalności światopoglądów do jedynych, uznanych za słuszne. Niemniej ułamek zbioru wszystkich możliwych powinien zostać zdelegalizowany (tak jak zdelegalizowany został wspomniany nazizm).
Pozdrawiam.
|
|
| traeh | Thorze, witaj ponownie  . poprzedni wątek padł i właściwie dobrze, że tak się stało. pewnien przejaw wyższości sztucznej inteligencji nad przebiegiem dyskusji sprawił, że zastygła ona w dość gorącym momencie. z mojej strony dialog przeradzał się stopniowo w przekorne negowanie Twoich argumentów, z którymi właściwie się zgadzam (choć nie ze wszystkimi). tłumaczę to sobie jako możliwość zaakceptowania punktu widzenia rozmówcy do celów dyskusji właśnie, gdyż nie mam ściśle sprecyzowanego światopoglądu (jeszcze/już). niezupełnie była to gra z mojej strony ale pewne jej elementy w sobie zawierała. nie sądze, żebyś mógł mieć mi za złe ową infantylną przekorę ale jeśli tak właśnie jest to czuję się zobowiązany Ciebie przeprosić. fakt, że daleki jestem od skrajnego wyklucznia pewnych aspektów naszego życia sprawia iż często kieruje się w dyskusji niejako potrzebą zrozumienia innych ludzi, ich poglądów (zwłaszcza w zakresie wiary w byty nierzeczywiste). zadałeś mi (zdaje się w ostatnim żyjącym poście poprzedniego wątku) pytanie "jak to ze mną jest" jak chodzi o teizm. po części znajdziesz wyjaśnienie w powyższych słowach. druga część jest taka, że za cholerę nie wiem. specyfika mojej sytuacji polega na tym, że szukając drogi życia (że się tak wyrażę) jestem bardzo ostrożny i tak jak Ty potrzebujesz niezwykle silnych argumentów aby ktokolwiek przekonał Cie do istnienia jakiejkolwiek siły nadprzyrodzonej tak ja potrzebuje takowych w obydwie strony. choć przyznaję, że zdecydowana większość argumentów skierowanych w stronę ateizmu przekonuje mnie do negowania bytów nierzeczywistych to z jakiś względów (może to kwestia otoczenia w jakim się wychowałem i kilka bardzo wartościowych dyskusji z teistami) pozostawiam w sobie miejsce na coś czego jeszcze mogę nie wiedzieć, nie do końca rozumieć (nawet jeśli miałoby to się okazać fikcją absolutną nie wydaje mi się że-mając na względzie specyfikę mojej sytuacji-mógłby stracić wiele na przestrzeni jakiegoś czasu, dowolnego). padło z mojej klawiatury wiele zaczepnych uwag odnośnie Twoich uczuć do kobiety, którą straciłeś. to pewna forma katharsis dla mnie. przeżyłem w życiu coś ściśle analogicznego. różnica polega na tym, że ja obwiniałem (zastanawiam się czy wciąż obwiniam) franciszkanów za zrobienie papki z mózgu mojej dziewczynie przez co (choć na skutek długoterminowych okoliczności okołoreligijnych) ostatecznie straciłem. tamten rozdział mojego życia prawie w całości usunąłem z pamięci a jedyne co będę pamiętał do końca życia (i co będzie z racji swojego absurdu niepomiermie mnie wk*****ło) to zdanie prze nią wypowiedziane "najpierw pokochaj Jezusa". aby ostatecznie zakończyć wątek straty ukochanej, który wydaje mi się nie stanowić tematu tej częsci forum (choć właściwie argumentuje w jakiś sposób agresję do teizmu) wkleje najbardziej (dla mnie) wymowne świadectwo moich uczuć w tej materii (doceniając Twoją dobrowolną chęć podzielenia się ze mną swoimi, oraz szczerość). pięć powodów.dla których nie lubie Pb ból na kilkanaście języków (po jednym na głowę) a przecież zazwyczaj nie rozpamiętuje się.upadków na twarz. wczoraj doliczyłem się pięciu. pierwszy gdy widziałem cię z nim.zupełnie przypadkiem.po drodze do czajnika.z kubkiem kawy i zamkniętymi powiekami. widziałem jak rozmawiałaś.śmiałaś się a potem oddałaś mu się cała. drugi raz śniłaś o nim.i znowu na twarzy miałaś.ten szczery uśmiech prawie rozkoszny.kiedyś w całości mój. gdyby żył nie przepełniała krew popłynęłaby w nich zazdrość.nawróciła mózg w bezbarwne szaleństwo. trzeci ten duch.za cholerę niezrozumiały stan skupienia.trójkąt w którym nie biorę udziału.często rysujesz go na ścianach wpisujesz się w niego.potem znowu cała i znowu bez reszty obiecujesz mu kochanie.nawet po śmierci. czwarty król.co nie utrzymał tempa.nikt nie pamięta.że mówił do rzeczy. kompani zostawili go na pustyni.sam na sam z morzem skorpionów i węży (z których jeden nawet znał jego imię). dalej gdzieś u kresu podróży czekał ten.którego urokowi uległaś. i piąty upadek mojej wiary.w miłość (najpewniej tak zapisuje się słowo). stałem się tłem przedmiotów.na które patrzysz nie mam zapachu.wewnątrz tylko złość gnije.tyle.że jej też nie czujesz wciąż istnieją noce.w których stawiasz kroki w chmurach.z Panem bogiem. to tyle, pozdrawiam i łącze szczere wyrazy szacunku dla Twojej osoby, bywaj!
|
|
 | | Thor | > Z mojej strony dialog przeradzał się stopniowo w przekorne negowanie Twoich argumentów, z którymi właściwie się zgadzam (choć nie ze wszystkimi).Ze mnie też przekorne bydlę jest, dlatego miło mi się prowadziło dialog.  > padło z mojej klawiatury wiele zaczepnych uwag odnośnie Twoich uczuć do kobiety, którą straciłeś. to pewna forma katharsis dla mnie. przeżyłem w życiu coś ściśle analogicznego. różnica polega na tym, że ja obwiniałem (zastanawiam się czy wciąż obwiniam) franciszkanów za zrobienie papki z mózgu mojej dziewczynie przez co (choć na skutek długoterminowych okoliczności okołoreligijnych) ostatecznie straciłem. tamten rozdział mojego życia prawie w całości usunąłem z pamięci a jedyne co będę pamiętał do końca życia (i co będzie z racji swojego absurdu niepomiermie mnie wk*****ło) to zdanie prze nią wypowiedziane "najpierw pokochaj Jezusa".Mi by to wystarczyło, żeby do końca życia zapałać nienawiścią do Jezusa, jego mateczki i całej tej boskiej ferajny. Źle- mi to wystarczyło. Nie wiem jak bardzo zależało Ci na tej pannie. Moja była dla mnie naprawdę wszystkim. Co do ostatnich wersów- ja też czułem się na swój sposób zdradzany. Cholernie przykre było, kiedy powtarzała mi że nigdy nie będę znaczył dla Niej tyle, co JEZUS. Przykre bardziej, ten hipis prosto z krzyża znaczył dla Niej więcej niż rodzice. Inna sprawa że dla rodziców JEZUS też był NAJważniejszy i wszyscy cieszyli się z tego stanu rzeczy. Pisząc to, aż mi adrenalina podskoczyła. Szukam ludzi takich jak Ty. Mimo światopoglądowej niepewności, masz dobre motywy, by włożyć trochę więcej siły w niszczenie tego, co zdążyło już nabruździć nam w życiu. Pozdrawiam serdecznie.
|
|
| outsider (2469 punktów) | > Jaka jest Wasza motywacja, moi drodzy?
U mnie to nałóg - nie moge nie pisać. Na bojownika jestem za bardzo outsiderem, na misjonarza?
Misjonarze zawsze głoszą jedną wiare przeciw drugiej, a wiara to co najwyżej pożyteczne złudzenia - co z czasem traca swój pożytek.
Staram sie być sobą - nie zawsze sie udaje, niekiedy to sprawa taktyki, ale nie stroniąc od niej zachowuję jednak dystans. Jeśli udaje mi sie niekiedy pisać swobodnie, jestem - co stwierdziłem wielokrotnie - echem cudzych mysli, tych trudniejszych do wypowiedzenia: niewiele własnego, ale przynajmniej nadaję im jako tako czytelny kształt. To wszystko - na powab wiary religijnej zawsze byłem organicznie odporny mimo mniej więcej katolickiego wychowania - i jest to bardziej kwestia gustu (nie dostrzegam w chrześcijaństwie przemawiającej do mnie estetyki) niz cokolwiek innego. Plus może logika - wolę pewny i logiczny koniec niż mgliste i dla mnie kompletnie nieatrakcyjne obietnice: żyć w wierze po to tylko, aby na wieczność... być bliżej Boga?
Nie, dziękuję - to żadna nagroda i żadna zapłata.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
 | | Thor | Innymi słowy, stajesz w opozycji i bronisz dzielnie swego światopoglądu przede wszystkim z zamiłowania do dyskusji. Czemu nie...
Pozdrawiam.
|
|
| Nimrodelka (26 punktów) | A ja nie walczę. Póki co to stoję sobie cichutko z boku i wszystko obserwuję. Walczyć będę dopiero, kiedy opowiem się po jednej ze stron. Kiedyś, kiedy byłam dzieckiem bardzo ważna była dla mnie religia, teraz, gdy już trochę podrosłam i zaczęłam to wszystko obserwować i analizować zaczęłam się skłaniać ku postawy racjonalnej. Ale, ponieważ nie zadeklarowałam sie jeszcze po żadnej ze stron, nie walczę.
|
|
| traeh | > Wiem mniej więcej z czym, jako racjonaliści, >chcecie walczyć. Interesuje mnie jednak: dlaczego? Ja już >podzieliłem się z Wami moimi wspomnieniami. Wiecie że >religia odebrała mi najdroższą osobę. Znacie moją >motywację. Teraz pozwólcie że ja spytam: > Jaka jest Wasza motywacja, moi drodzy? > Zamieniam się w słuch...
jeśli chodzi o mnie (czy jestem racjonalistą?-pewne wątpliwości zawarłem w poprzednim poście) zanim napiszę "dlaczego" podam nieco inaczej odpowiedź na pytanie "z czym [walczyć-przyp. mój]. z ciemnotą, obłudą i hipokryzją - na pewno. tyle, że tej części teistycznego (choć nie tylko) świata, która żyje w ten sposób. dla mnie nie wszyscy teiści są takimi (obłudnymi) ludźmi i choćby z tego powodu, że nie wiem WSZYSTKIEGO nie mogę myśleć w ten sposób o całości. zależy mi wszak na tym aby (podobnie jak tego chce Thor) nie odczuwać lęku o zdrowie psychiczne mojego potomstwa jeśli wychowam je w sposób odbiegający od "norm" otoczenia (lokalnie - katolickiego, bez szacunku dla innego światopoglądu). niektórzy (delikatnie potraktowane stwierdzenie) uważają, że szereg zasad moralnych wyznaczanych przez religię (choć niewątpliwie posiada ona ich wiele) jest jedynym (właściwym) sposobem na życie oraz, że jedynie wierząc w boga można być dobrym cżłowiekiem (czyli żyć uwzględniając bezdyskusyjną wartość jaką ono posiada i zło jakim jest jego pozbawianie innych-to oczywiście nie jedyny wyznacznik moralnego postępowania).
to jest dla mnie główny powód, dla którego "walczę".
|
|
 | | Thor | Właśnie... tylko wierząc w boga można być naprawdę dobrym człowiekiem. Czyż to nie chore: uznanie czyjejś dobroci od tego, czy ta osoba WIERZY, czy też nie?
Twoją motywację już znam. Cieszę się że na tym polu myślimy bardzo podobnie.
|
|
| leo_z (935 punktów) |
>Wiem mniej więcej z czym, jako racjonaliści, chcecie walczyć. Interesuje mnie jednak: dlaczego? Nie wiem czy jestem faktycznym "racjonalistą", ot utożsamiam się z pewnymi postawami propagowanymi na tym portalu. Ale chociażby z tej przyczyny czuję się po części adresatem Twego zapytania... tyle tylko, że nie wiem czy aby na pewno można mnie postrzegać jako "racjonalistę" walczącego. Czy fakt, że nie aprobuję obłudy i wygrywania jednych przeciwko drugim jest walką. Czy to, że moje poglądy i moja postawa drażni co niektórych należy zaliczyć do znamion owej walki. Trudno mi się do końca z tym zgodzić. Jak na razie, to nie ja walczę tylko mnie zwalczają i w związku z tym, niezależnie od mojego światopoglądowego "pacyfizmu" zmuszony jestem do postaw obronnych. O ile to możliwe, staram się nie oceniać innych według własnych kryteriów ocenowych i uważam za zasadne oczekiwanie tego od innych. Coś na zasadzie, że jeżeli komuś przeszkadzają moje długie włosy (bo w tym wieku nie wypada) i daje mi to w różnorodny sposób odczuć - to uważam, że mam wtedy moralne prawo powiedzieć temu komuś, aby najpierw zechciał zobaczyć własną facjatę i jej odbicie w normalnym lustrze, bo póki co przegląda się w mocno krzywym zwierciadle i poprzez to uważa swoje oblicze za ideał i wzór dla innych do naśladownictwa.
Ot, moja "walka" pozdrawiam
|
|
 | | Thor | > Czy fakt, że nie aprobuję obłudy i wygrywania jednych przeciwko drugim jest walką. Czy to, że moje poglądy i moja postawa drażni co niektórych należy zaliczyć do znamion owej walki.
Jawny bunt też, naturalnie, jest formą walki. A nuż ktoś, kogo Twe poglądy drażnią, pomyśli sobie kiedyś: "a może coś w tym jest?".
> Trudno mi się do końca z tym zgodzić. Jak na razie, to nie ja walczę tylko mnie zwalczają i w związku z tym, niezależnie od mojego światopoglądowego "pacyfizmu" zmuszony jestem do postaw obronnych.
A ja z postawy obronnej przeszedłem do agresywnej profilaktyki. Nie chcę, by z racji przekonań porzuciła mnie kolejna kobieta, w której się- nie daj Thorze- zakocham.
> O ile to możliwe, staram się nie oceniać innych według własnych kryteriów ocenowych i uważam za zasadne oczekiwanie tego od innych. Coś na zasadzie, że jeżeli komuś przeszkadzają moje długie włosy (bo w tym wieku nie wypada) i daje mi to w różnorodny sposób odczuć - to uważam, że mam wtedy moralne prawo powiedzieć temu komuś, aby najpierw zechciał zobaczyć własną facjatę i jej odbicie w normalnym lustrze, bo póki co przegląda się w mocno krzywym zwierciadle i poprzez to uważa swoje oblicze za ideał i wzór dla innych do naśladownictwa.
O, długowłosy! Witaj w klubie. Nie wypada, powiadasz, w tym wieku? Ja pewnie za parę lat zetnę, ale wyłącznie dlatego, że powiększają mi się zakola i długie rzadkie kłaki będą wyglądać raczej żałośnie. Poza tym drażni mnie czasem poprawność wzorcowa. Co znaczy że NIE WYPADA? Dla mnie ważne jest co człowiek sobą reprezentuje. Trochę inaczej patrzę na potencjalne partnerki, które jednak powinny być też choć trochę ładne.
> Ot, moja "walka" pozdrawiam
Pozdrawiam.
|
|
J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | Witam Nie walczę otwarcie z wierzącymi ani też z "wierzącymi" nie widzę konieczności. Wierzący zaatakowani zaczynają się bronić i zwierają szeregi, "wierzący" zaatakowani zmuszani są do określenia się. Mam przyjaciół wierzących - omijamy drażliwy temat i już  , nie nawracamy się wzajemnie... Co do dzieci... Mam córkę ochrzczoną (pod naporem tysięcy ciotek), była w tym roku uczestnikiem I kominii, chodzi w szkole na lekcje religii. I co z tego? Traktuje to jak rytuał, jak bal przebierańców. Rodzice dają znakomity przykład omijając kościół szerokim łukiem - ona robi to samo. A co do Twoich problemów z kobietami - Ty jesteś beznadziejnym facetem niepotrafiącym utrzymać kobiety albo ona jest beznadziejna. Z punktu widzenia Twojej ukochanej to Ty jesteś dziwny (nie zostałeś protestantem w imię miłości) Nie martw się  Pozdrawiam
|
|
 | | Thor | > Witam
Witam.
> Nie walczę otwarcie z wierzącymi ani też z "wierzącymi" nie widzę konieczności. Wierzący zaatakowani zaczynają się bronić i zwierają szeregi, "wierzący" zaatakowani zmuszani są do określenia się. Mam przyjaciół wierzących - omijamy drażliwy temat i już , nie nawracamy się wzajemnie...
Mnie po śmierci papy brała cholera że wszystkie media przez długie dni paplały tylko o jednym. Jak w dowcipie o Leninie- strach było konserwę otworzyć. Dawałem jasno do zrozumienia że mnie to niezmiernie irytuje. Czy przeciwstawiałeś swoją irytację tej zbiorowej żałobie po dziadku, którego większość żałobników nawet na żywe oczy nie widziała? Jeśli tak, a przyjaciele byli pełni zrozumienia, to już się zamykam. W każdym razie osobiście, z ust osób po których najmniej bym się spodziewał, dowiedziałem się jakim to ja sukinsynem nie jestem, bo nie płaczę, nie zapalam świeczek w oknach i jeszcze bezczelnie twierdzę że NIC mnie to nie obchodzi.
Nawiasem mówiąc to nie była do końca prawda. Ta śmierć obchodziła mnie- raz że rzygać mi się chciało kiedy wchodziłem na czarno-biały onet (jedyny serwis informacyjny z jakiego korzystam; TV nie oglądam, radia nie słucham) i każda wiadomość dotyczyła ś.p. Karola W., dwa- zafascynowała mnie cała ta żałoba jako zjawisko społeczne. Samego papy nie żałuję bardziej niż miliardów innych ludzi na świecie, których osobiście nie znam.
> Co do dzieci... > Mam córkę ochrzczoną (pod naporem tysięcy ciotek), była w tym roku uczestnikiem I kominii, chodzi w szkole na lekcje religii. > I co z tego?
To z tego, że nie musiałeś brać udziału w tym cyrku. Ja osobiście nie chcę robić sobie dodatkowych problemów, żeby mieć święty spokój z otoczeniem nawołującym mnie do ochrzczenia dziecka, czy posłania go do I komunii.
> Traktuje to jak rytuał, jak bal przebierańców. Rodzice dają znakomity przykład omijając kościół szerokim łukiem - ona robi to samo.
Jeśli odpowiada Ci bycie pasywnym- w porządku. Mi nie odpowiada.
> A co do Twoich problemów z kobietami - Ty jesteś beznadziejnym facetem niepotrafiącym utrzymać kobiety albo ona jest beznadziejna.
Jest beznadziejnie wierząca. Jedyne co mogło Ją przy mnie zatrzymać, to moje nawrócenie.
> Z punktu widzenia Twojej ukochanej to Ty jesteś dziwny (nie zostałeś protestantem w imię miłości)
Rozchodzi się nie o formalne przyjęcie wyznania, ale o faktyczną WIARĘ.
> Nie martw się
Marrwię się, mimo wszystko dzięki.
> Pozdrawiam
Pozdrawiam również.
|
|
|  | J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | Dzień dobry  > Czy przeciwstawiałeś swoją irytację tej zbiorowej żałobie po dziadku, którego większość żałobników nawet na żywe oczy nie widziała? Jeśli tak, a przyjaciele byli pełni zrozumienia, to już się zamykam.Nie, podobnie jak nie pokazuję swojej irytacji obecnością w mediach Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej. Nie lubię piłki, irytuje mnie wszechobecność relacji. Media zarabiają na piłce i na papieżach też  . Nie kryję swoich pogladów, dla przyjaciół są one oczywiste. > W każdym razie osobiście, z ust osób po których najmniej bym się spodziewał, dowiedziałem się jakim to ja sukinsynem ....I bardzo dobrze! Właściciel ust wyjawił co o Tobie myśli i pozbawił Cię złudzeń co do swojej osoby. Trafił mi się tylko jeden przypadek zaczepki podczas tego festiwalu: żona kolegi zwróciła mi uwagę na słuchanie muzyki w aucie (z płyty oczywiście - w radio nic nie było). Przekazałem jej serdeczne pozdrowienia  - wątpię czy zrozumiała... > Samego papy nie żałuję bardziej niż miliardów innych ludzi na świecie, których osobiście nie znam.Bywają mniej szkodliwi... > To z tego, że nie musiałeś brać udziału w tym cyrku. Ja osobiście nie chcę robić sobie dodatkowych problemów, żeby mieć święty spokój z otoczeniem nawołującym mnie do ochrzczenia dziecka, czy posłania go do I komunii.Z dziećmi jednak bywają problemy  > > Traktuje to jak rytuał, jak bal przebierańców. Rodzice dają znakomity przykład omijając kościół szerokim łukiem - ona robi to samo.> Jeśli odpowiada Ci bycie pasywnym- w porządku. Mi nie odpowiada.Nie jestem pasywny - daję przykład. > Jest beznadziejnie wierząca. Jedyne co mogło Ją przy mnie zatrzymać, to moje nawrócenie.Chyba jej już nie odratujesz, szukaj następnej. > Pozdrawiam również.  Zmień dietę  Miłego dnia
|
|
| |  | | Thor | > Nie, podobnie jak nie pokazuję swojej irytacji obecnością w mediach Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej.
Piłka nożna nigdy nie była TAK nachalna jak papa. Nie przemalowują portali internetowych na futbolowe ciapki i nie każdy artykuł traktuje przez kilka tygodni wyłącznie o tym że piłka jest okrągła, a bramki są dwie.
> Nie lubię piłki, irytuje mnie wszechobecność relacji. Media zarabiają na piłce i na papieżach też .
Piłka bywa może nad wyraz często poruszanym tematem, ale to papa był naprawdę WSZECHOBECNY. Podczas mistrzostw świata mogę jednak przeczytać sobie na onecie o innych wydarzeniach i problemach świata.
Nie kryję swoich pogladów, dla przyjaciół są one oczywiste.
>> W każdym razie osobiście, z ust osób po których najmniej bym się spodziewał, dowiedziałem się jakim to ja sukinsynem ....
> I bardzo dobrze! Właściciel ust wyjawił co o Tobie myśli i pozbawił Cię złudzeń co do swojej osoby.
Co potwierdza tylko moją teorię, mówiącą o zgubnym wpływie na ludzi. Bo do tamtej pory żywiłem do większości wspomnianych niekłamany szacunek. Jak widać, oni większym szacunkiem obdarzali papę niż mnie.
> Samego papy nie żałuję bardziej niż miliardów innych ludzi na świecie, których osobiście nie znam.
Bywają mniej szkodliwi...
Też prawda.
> Z dziećmi jednak bywają problemy
Więc po co Ci dodatkowe?
> Nie jestem pasywny - daję przykład.
Niestety, w tym również przykład częściowej asymilacji (vide: ochrzczenie dziecka, czy posłanie go do komunii). Ale dobre i to że nie kryjesz się z poglądami.
>> Jest beznadziejnie wierząca. Jedyne co mogło Ją przy mnie zatrzymać, to moje nawrócenie.
> Chyba jej już nie odratujesz, szukaj następnej.
Obawiam się że nie mam najmniejszych szans. Znalazłem następną, ale nadal rozpamiętuję JĄ...
> Zmień dietę
Chodzi o to że rzygam J.P. II? Już przestałem. Teraz rzygam za sprawą diety B. XVI.
> Miłego dnia
Wzajemnie.
|
|
 | | V0lrath (3440 punktów) | Jak dla mnie wymuszanie na kimś czegoś (np. jak mnie kochasz to skocz w ogień - bo inaczej Cię zostawię) to jest zwykły szantaż emocjonalny. Ja się czymś takim brzydzę i gdyby mnie to spotkało, to taka kobieta byłaby dla mnie, że tak powiem, spalona (nie dosłownie  ). A więc nawet gdybym kochał, to bym sobie odpuścił w takiej sytuacji i nie zrobił tego, czego żąda. Z resztą ja dawno już - bo prawie na początku - ustaliłem jaki stosunek ma moja dziewczyna do innych światopoglądów, a także do ateizmu i powiedziałem, że jestem ateistą. By nie było niedomówień, a także takich sytuacji, że dla niej to, czy jestem wierzący czy nie, jest ważniejsze od Nas. A że jest bardzo tolerancyjna i "nieortodoksyjna" - to nie przekonujemy się na wzajem ani nie kłócimy. Oboje uważamy, że miłość jest ważniejsza od tego czy się wierzy czy nie i jaki się posiada światopogląd.
|
|
|  | | Thor | > Jak dla mnie wymuszanie na kimś czegoś (np. jak mnie kochasz to skocz w ogień - bo inaczej Cię zostawię) to jest zwykły szantarz emocjonalny.SzantaŻ, powiadasz?  No, ale masz rację... > Ja się czymś takim brzydzę i gdyby mnie to spotkało, to taka kobieta byłaby dla mnie, że tak powiem, spalona (nie dosłownie).Ja za to poświęciłem swoją godność, by próbować. > Oboje uważamy, że miłość jest ważniejsza od tego czy się wierzy czy nie i jaki się posiada światopogląd.Problem w tym że tolerancyjna wiara oznacza hipokryzję (jeden z niewielu przypadków, gdzie uważam to zjawisko za pozytywne). Moja ukochana starała się nie być hipokrytką- jeśli wierzy, wierzy naprawdę, a więc też trzyma się tego, co nakazuje/zakazuje Jej Biblia, bez żadnych ustępstw. Dla takich jak Ona najważniejsza jest miłość- do BOGA. Czyli w gruncie rzeczy do siebie.
|
|
| |  | | V0lrath (3440 punktów) | > SzantaŻ, powiadasz? No, ale masz rację...Szantarz czyli taki co śpiewa szanty  To tylko literówka taka - ale dzięki za zwrócenie uwagi - zaraz ją poprawię. EDIT: O, ktoś chyba za mnie rano poprawił. > > Oboje uważamy, że miłość jest ważniejsza od tego czy się wierzy czy nie i jaki się posiada światopogląd.> Problem w tym że tolerancyjna wiara oznacza hipokryzję (jeden z niewielu przypadków, gdzie uważam to zjawisko za pozytywne). Moja ukochana starała się nie być hipokrytką- jeśli wierzy, wierzy naprawdę, a więc też trzyma się tego, co nakazuje/zakazuje Jej Biblia, bez żadnych ustępstw.Taki rodzaj hipokryzji również uważam za zjawisko pozytywne. Ale tolerancyjna wiara nie oznacza na 100% hipokryzji - jeśli wierzy się tylko "częściowo" (np. nie wierzy się w pewne dogmaty Kościoła i w zawartość Biblii tak do końca - ja tak przez pewien czas miałem) i ma własny pogląd na wiarę. To nie jest wtedy Katolicyzm, ale prywatny i jednoosobowy odłam wiary chrześcijańskiej  > Dla takich jak Ona najważniejsza jest miłość- do BOGA. Czyli w gruncie rzeczy do siebie.Z miłością do BOGA chyba jest czasem tak jak z miłością do innego faceta - jak kocha innego bardziej niż Ciebie to z tym raczej nie wygrasz. Ja nie lubię gdy proponują mi - przepraszam za porównanie - trójkącik (JA-BÓG-ONA).
|
|
| | |  | | Thor | Ja byłem w stanie zgodzić się na taki trójkącik. Świadczy to tylko o tym jak nisko upadłem, zakochując się w tej młodej kobietce.
Aż się przykro robi.
|
|
| damabiah | > Jaka jest Wasza motywacja, moi drodzy?> Zamieniam się w słuch...Kościół  JA chce pomogać roziwjając intelektualnie tak Święty Paweł zrzucać obłudy wobec dobra poczytajcie se drugi list do Koryntian z ewngeli oto mój świat choć słowa te przekazane dla odpowiedniego typu ludzi choć sens jest ważny.
|
|
 | | Thor | Teraz wyrażę się lekceważąco i pogardliwie, mam nadzieję że moderator zrozumie.
Dziecko ile Ty masz lat? Ile klas podstawówki masz za sobą? Piszesz bez ładu i składu, cały Twój tekst ma tyle wspólnego z poprawną pisownią, co ja z chodzeniem do kościoła. Powiem Ci coś w tajemnicy: w tym kraju nie wieszają za stosowanie interpunkcji.
Zadbaj najpierw o swój rozwój intelektualny, dopiero potem udzielaj się na jakichkolwiek forach dyskusyjnych.
Chciałbym móc wierzyć że śnię i takie matołectwo nie ma miejsca w świecie. Albo chociaż że to jakaś prowokacja...
|
|
 | | V0lrath (3440 punktów) | Miałem zamiar wyrzucić, ale ubiegłeś mnie Thorze i odpowiedziałeś.
Więc niech zostanie - ku przestrodze: jak NIE należy pisać na forum (gramatyka, interpunkcja, treść).
|
|
|  | | Thor | >Miałem zamiar wyrzucić, ale ubiegłeś mnie Thorze i odpowiedziałeś.
Cała przyjemność po mojej stronie.
|
|
| Teresa | > Wiecie że religia odebrała mi najdroższą osobę. Znacie moją motywację.Thor, rozumiem, ze możesz czuć się dotknięty i zraniony. Przykro mi, że dostałeś kosza. Musisz jednak uważać, żeby uczucia nie przeszkadzały Ci myśleć.  Napisze jeszcze tylko nt. paru wybranych kwestii, ale raczej z chęci jedynie wyjaśnienia mojego stanowiska niż polemiki. NIe wiąże bowiem z polemiką z Toba wielkich nadziei na to, ze będa przez Ciebie zrozumiana, bo do tego potrzeba dobrej woli. > Każde zjawisko psychiczne jest materialne, gdyż każde zależy od przemieszczenia odpowiednich impulsów w kilogramie pofałdowanej galaretki pod czerepem.Niestety, ale z tego, że A zalezy od B nie wynika, że A jest tym samym co B. Bergson: Można by równie dobrze twierdzić, że skoro płaszcz wiszący na żelaznym haku, porusza się gdy poruszamy tym hakiem i spada razem z nim, to jest sam żelaznym hakiem. > Teiści również są terroryzowani przez swoje bóstwo. Bóstwo, które ucieka się do szantażu: "masz wolną wolę, ale jeśli zrobisz inaczej niż chcę, piekło cię nie minie".Przykro mi, ale my w takiego Boga nie wierzymy. Wierzymy w Boga, który nie tylko jest dobry, ale jest samym dobrem, jest miłością. A więc tzw. kara Boża polega na tym, że jeśli ktoś odrzuca (neguje) miłość, to tym samym wybiera pustkę i cierpi tego konsekwencje. (por."Bóg i Świat" wywiad z Ratizngerem) > Nawet nie chce mi się po raz kolejny tłumaczyć całej teorii ewolucji. Jeśli pominąć spojrzenie deterministyczne, to całkowity przypadek brał udział w tworzeniu organizmów do pewnego, dość wczesnego momentu. (...)No właśnie, a ja mając przeciwny do Twego światopogląd mogę równie dobrze powiedzieć, że zadaniem ewolucji było przygotowanie powstania człowieka. To zależy wyłącznie od założeń, jakie się przyjmie.To, że Ty akurat twierdzisz, że to przypadek to wynika z Twych arbitralnie przejętych założeń. Nauka jest obiektywna i bezstronna i to się jej chwali.  > Bóg jest poza wszechświatemTO, co teraz napiszę jest wyłącznie kwestią wiary, i nie ma na to dowodów naukowych, ale pisze to, po to żeby wyjaśnić, że nie ma w tym logicznych sprzeczności: - Bóg jest metafizycznie poza wszechświatem tak, jak artysta w stosunku do swojego dzieła. Czy autor dzieła nie ma nie wpływu? Oczywiście, że ma. Jak powiedział sw. Augustyn: On widzi nas w czasie, sam będąc w wieczności. - Ale z drugiej strony ponieważ Bóg jest wszystkim co naprawdę jest (pozostałe rzeczy, które nie są Nim zostały przez niego stworzone) to my (wszechświat) jesteśmy w nim , jako autor stworzył on materialny wszechświat w sobie. - każdy człowiek -wg dogmatu- ma nieśmiertelną (niematerialną) duszę, zależną od ciała, ale stworzoną bezpośrednio przez Boga. Co więcej św, Teresa z Avilla, mistyczka, porównuje duszę do twierdzy podobnej do "jednego diamentu albo na wskroś przejrzystego kryształu, podzieloną na wiele rozmaitych komnat" ("Twierdza wewnętrzna"), a w tej najbardziej wewnętrznej komnacie może przebywać sam Bóg! ( www.karmel.pl/czytelnia/twierdza/) Tacy mistycy, jak sw Teresa z Avilla czy św. Augustyn byli ludźmi b. inteligentnymi i moralnymi. - nieskończony Bóg może się dawać poznawać skończonym istotom, czyli może oświecać je. Dzięki temu, a przede wszystkim dzięki Objawieniu się Boga zbiorowości jaką jest Kościoł ( w osobie JCH) możemy coś o nim wiedzieć. To tyle. Trzymaj się!
|
|
 | | Thor | > Thor, rozumiem, ze możesz czuć się dotknięty i zraniony. Przykro mi, że dostałeś kosza. Musisz jednak uważać, żeby uczucia nie przeszkadzały Ci myśleć.
Nie przeszkadzają, chociaż z pewnością dodają mi więcej determinacji niż miałbym bez tamtych wydarzeń.
> Napisze jeszcze tylko nt. paru wybranych kwestii, ale raczej z chęci jedynie wyjaśnienia mojego stanowiska niż polemiki. NIe wiąże bowiem z polemiką z Toba wielkich nadziei na to, ze będa przez Ciebie zrozumiana, bo do tego potrzeba dobrej woli.
Mam wystarczająco dużo dobrej woli, by chcieć Cię zrozumieć. Niefortunnie się składa iż większość tego co mówisz aż prosi się o kontrargumenty, które Ty odbierasz jako mój brak zrozumienia.
>> Każde zjawisko psychiczne jest materialne, gdyż każde zależy od przemieszczenia odpowiednich impulsów w kilogramie pofałdowanej galaretki pod czerepem.
> Niestety, ale z tego, że A zalezy od B nie wynika, że A jest tym samym co B. Bergson: Można by równie dobrze twierdzić, że skoro płaszcz wiszący na żelaznym haku, porusza się gdy poruszamy tym hakiem i spada razem z nim, to jest sam żelaznym hakiem.
Gdybym miał zastosować się do Twojej analogii, musiałbym twierdzić że skoro zjawisko psychiczne zależy od materialnego mózgu, to samo jest mózgiem. Ja jednak mówię tylko tyle ze jest materialne. Równa się to stwierdzeniu: ruch płaszcza zależy od haka oraz jego ruchu i wszystko jest logicznie poukładane.
> Przykro mi, ale my w takiego Boga nie wierzymy. Wierzymy w Boga, który nie tylko jest dobry, ale jest samym dobrem, jest miłością.
Spójrz na tę miłość w postaci nieuleczalnie chorych ludzi i wojen, głodu i zarazy. Jeśli bóg jest doskonały, mógł stworzyć ludzi takimi, by nie dali się skusić na owoc z rajskiego drzewa, przede wszystkim nie poddawałby ich próbie skazanej z góry na niepowodzenie (jako wszechwiedzący musiał zawczasu znać finał swojej owocowej prowokacji). Potem ZASTANÓW się, połóż rękę na sercu i jeszcze raz z pełnym przekonaniem powtórz że bóg jest samym dobrem.
> A więc tzw. kara Boża polega na tym, że jeśli ktoś odrzuca (neguje) miłość, to tym samym wybiera pustkę i cierpi tego konsekwencje. (por."Bóg i Świat" wywiad z Ratizngerem)
A co, jeśli ktoś dla kogoś bóg wcale nie jest miłością, a wręcz nie istnieje, jednak przy tym ten ktoś wcale nie neguje miłości? Ja wybieram miłość, ale nie boga, bo w niego NIE WIERZĘ. Niewiara/wiara to nie jest kwestia WYBORU. Tego nie umiała zrozumieć moja ukochana, więc ładnie proszę: nie drażnij mnie, mówiąc o WYBORZE którego nie ma, bo może zrobić się nieprzyjemnie.
> No właśnie, a ja mając przeciwny do Twego światopogląd mogę równie dobrze powiedzieć, że zadaniem ewolucji było przygotowanie powstania człowieka. To zależy wyłącznie od założeń, jakie się przyjmie.
Oczywiście, możesz tak powiedzieć. Niestety chrześcijaństwo nic nie mówiło o ewolucji, tylko Adamie i Ewie. Nie mów mi o Genesis jako literackiej metaforze rzeczywistego powstania świata, bo kłamstwo trzeba nazwać po imieniu. Skoro wiemy już że baza Twojej wiary kłamie już na wstępie (a wiadomo że nie tylko), znacznie spada prawdopodobieństwo że jakiekolwiek działania dążące do utworzenia człowieka, wydarzyły się z pomocą bóstwa, znanego w pewnych kręgach jako Jahwe, oraz że miały POWÓD. Tyle powinno wystarczyć.
> To, że Ty akurat twierdzisz, że to przypadek to wynika z Twych arbitralnie przejętych założeń. Nauka jest obiektywna i bezstronna i to się jej chwali.
Tutaj zgadzam się ze wszystkim.
> TO, co teraz napiszę jest wyłącznie kwestią wiary, i nie ma na to dowodów naukowych, ale pisze to, po to żeby wyjaśnić, że nie ma w tym logicznych sprzeczności:
> - Bóg jest metafizycznie poza wszechświatem tak, jak artysta w stosunku do swojego dzieła.
Artysta i dzieło egzystują w jednym wymiarze, więc mogą powstawać relacje między artystą i dziełem. Jeśli bóg jest POZA wszechświatem, nie może znajdować się w nim. Jeśli przyjmiemy że znajduje się częściowo we wszechświecie, nie ma sensu jego egzystencja poza wszechświatem. Widzisz jak to się ładnie nie trzyma kupy? Twoje twierdzenie nie jest nielogiczne, a nieprawdziwe.
> - Ale z drugiej strony ponieważ Bóg jest wszystkim co naprawdę jest (pozostałe rzeczy, które nie są Nim zostały przez niego stworzone) to my (wszechświat) jesteśmy w nim , jako autor stworzył on materialny wszechświat w sobie.
Więc z tego wychodzi że bóg jest i we wszechświecie (stanowiącym jego część) i poza nim, co już na pierwszy rzut mózgu razi bezsensem idei istnienia poza wszechświatem.
> - nieskończony Bóg może się dawać poznawać skończonym istotom, czyli może oświecać je. Dzięki temu, a przede wszystkim dzięki Objawieniu się Boga zbiorowości jaką jest Kościoł ( w osobie JCH) możemy coś o nim wiedzieć.
To w końcu Twoim zdaniem egzystuje w naszym wszechświecie, czy nie? Musimy to wreszcie uzgodnić, Tereso.
> To tyle.
Uff...
> Trzymaj się!
Ty również. Pozdrawiam.
|
|
|  | | Teresa | > > Thor, rozumiem, ze możesz czuć się dotknięty i zraniony. Przykro mi, że dostałeś kosza. Musisz jednak uważać, żeby uczucia nie przeszkadzały Ci myśleć.> Nie przeszkadzają, chociaż z pewnością dodają mi więcej determinacji niż miałbym bez tamtych wydarzeń.O jejku, to możemy razem ponarzekać na tych protestantów. > Gdybym miał zastosować się do Twojej analogii, musiałbym twierdzić że skoro zjawisko psychiczne zależy od materialnego mózgu, to samo jest mózgiem. Ja jednak mówię tylko tyle ze jest materialne. Równa się to stwierdzeniu: ruch płaszcza zależy od haka oraz jego ruchu i wszystko jest logicznie poukładane.Ciekawe, czym wobec tego wg Ciebie jest zjawisko psychiczne skoro jest materialne i nie jest kawałkiem mózgu?  > Potem ZASTANÓW się, połóż rękę na sercu i jeszcze raz z pełnym przekonaniem powtórz że bóg jest samym dobrem.Owszem, na świecie jest zło. Ale co z tego wynika? Ja widzę przede sobą taki wybór: albo i ja padnę jego ofiarą albo spróbuję się od niego jakoś wyzwolić, np. zostając buddystką albo idąc do psychoanalityka, itd. Albo też zaufam Bogu, że i On poczuwa się jakoś do tego nieszczęścia jakie nas spotkało, że i chce jednak nas z tego "podłego stanu" wybawić.  W tym się streszcza Ewangelia. Szatan, który kusi do złego nic by nie wskórał, gdyby nie znalazł w ludziach jakiegoś punktu zaczepienia. > Niewiara/wiara to nie jest kwestia WYBORU. Tego nie umiała zrozumieć moja ukochana, więc ładnie proszę: nie drażnij mnie, mówiąc o WYBORZE którego nie ma, bo może zrobić się nieprzyjemnie.Ja tylko broniąc się napisałam Ci jak wygląda wspomniana przez Ciebie kwestia ze strony wierzącego katolika. Nie napisałam nic nt. niewierzących. Nie mam takich doswiadczeń  . > Oczywiście, możesz tak powiedzieć. Niestety chrześcijaństwo nic nie mówiło o ewolucji, tylko Adamie i Ewie. Nie mów mi o Genesis jako literackiej metaforze rzeczywistego powstania świata, bo kłamstwo trzeba nazwać po imieniu.Tym samym zamykasz mi usta. Owszem protestanci dosłownie odczytują Biblię (Bóg stworzył świat w tydzień, itd.). Ale dla katolika Biblia to nie jest podręcznik biologii czy historii. Genesis w sposób symboliczny mówi o czymś innym, o człowieku i jego wielkim powołaniu, godności i kondycji moralnej. Jeśli myślisz, że da się sformułować wiarę w formie wolnej od metafor i symboli, to wierzący tego nie potrafią, nie jesteśmy aż tak zdolni. W katolicyzmie zakłada się, że pomiędzy nauką (jej bieżącym stanem) a Biblią nie może być sprzeczności. Ponieważ jeśli (podkreślam jeśli ) to Bóg stworzył świat, to jeśli się dobrze odczyta świat to nie powinno być sprzeczności pomiędzy wiedzą o świecie a Objawieniem. Teologia jest dziełem ludzkim i może zawierać błędy, także samo nauka jest zmienna i niepewna. > Jeśli przyjmiemy że znajduje się częściowo we wszechświecie, nie ma sensu jego egzystencja poza wszechświatem. Widzisz jak to się ładnie nie trzyma kupy? Twoje twierdzenie nie jest nielogiczne, a nieprawdziwe.Jeszcze raz podkreślam, że to, co piszę jest wyłącznie kwestią wiary (to czy to jest prawdziwe nie da się udowodnić), ale piszę to tylko po to, żeby pokazać, że jednak nie ma błędu logicznego. Problem ze zrozumieniem bycia Boga "poza wszechświatem" wynika z ograniczeń naszej percepcji. Już o tym wspominałam w innym wątku. Problem w tym, że gdyby ktoś nie był w stanie pojąć trzech wymiarów to nie mógłby zobaczyć czworościanu tylko widziałby albo jeden trójkąt (cztery trójkąty nałożone na siebie), dwa, trzy albo cztery oddzielne trójkąty. Musimy uwzględnić dwa wymiary: Pierwszy wymiar Bóg jako osoba, Drugi wymiar Bóg jako pierwszy byt. Bóg jest pierwszym bytem i przez to jest wyjątkowy, inni niż inne byty. Jest to jedyny byt, który sam jest swoim bytem. Przykład pierwszy: Reżyser jest poza światem akcji filmu, który właśnie reżyseruje, choć ma nań wpływ. Ale świat akcji filmu, w trakcie gdy film jest kręcony, jest całkowicie realizowany w świecie, w którym jest reżyser. W przypadku Boga - reżyser i świat, w którym jest reżyser to, to samo z tą różnicą, że Bóg jako duch ma moc zmaterializować scenariusz w swoim duchowym świecie. Drugi przykład: Ktoś wymyśla sobie w swojej głowie historyjki, np. jakiś pisarz. Jako osoba, jako pisarz jest poza tymi historyjkami. Co więcej może siebie obsadzić w roli głównej, ale i tak dalej jest "na zewnątrz" nich, musi tak być, bo to on je obmyśla i gdyby przestał o nich myśleć to by uległy unicestwieniu. Ale gdyby zapytać gdzie te historyjki właściwie są, to odpowiedz brzmi, że są jakoś w jego myślach, a więc w nim. Pa
|
|
| |  | | Thor | > Ciekawe, czym wobec tego wg Ciebie jest zjawisko psychiczne skoro jest materialne i nie jest kawałkiem mózgu?
Jest ZJAWISKIEM. Kawałek mózgu to kawałek mózgu. Tak samo jak ruch jadącego samochodu =/= fragment samochodu. Pogódź się wreszcie z tym że użyłaś chybionego porównania.
> Owszem, na świecie jest zło. Ale co z tego wynika?
Że bóg stworzył świat, który zawiera w sobie zło ==> stworzył zło. Zło jest dziełem boga, a dlatego przypisuję je właśnie jemu, ponieważ jako istota DOSKONAŁA, musiał wiedzieć że świat który stworzy, będzie zły, a więc mógł stworzyć taki, który w przyszłości byłby dobry. Wsio.
> Ja widzę przede sobą taki wybór: albo i ja padnę jego ofiarą albo spróbuję się od niego jakoś wyzwolić, np. zostając buddystką albo idąc do psychoanalityka, itd.
Jestem ateistą i dostrzegam zło na świecie, a jednak jakoś radzę sobie bez buddyzmu i psychoanalityków. I boga.
> Albo też zaufam Bogu, że i On poczuwa się jakoś do tego nieszczęścia jakie nas spotkało, że i chce jednak nas z tego "podłego stanu" wybawić.
Super. Bóg stworzył świat o którym wiedział że będzie zły, a teraz łaskawie może Cię od tego zła wybawic, w dodatku też nie za darmo (religijne zakazy i nakazy).
> W tym się streszcza Ewangelia. Szatan, który kusi do złego nic by nie wskórał, gdyby nie znalazł w ludziach jakiegoś punktu zaczepienia.
A kto zaszczepił w nas- według Twojej religii- ten punkt zaczepienia? POMYŚL.
> [...] zamykasz mi usta. Owszem protestanci dosłownie odczytują Biblię (Bóg stworzył świat w tydzień, itd.). Ale dla katolika Biblia to nie jest podręcznik biologii czy historii. Genesis w sposób symboliczny mówi o czymś innym, o człowieku i jego wielkim powołaniu, godności i kondycji moralnej.
Unnskyld, czy w Biblii znajduje się gdzieś ustęp: "Niniejszy podręcznik życia traktuj symbolicznie"? Jeśli nie, to nie masz prawa odczytywać jej wedle uznania i twierdzić że "to właśnie autor miał na myśli". Zresztą sami katolicy długo wierzyli w dosłowność Biblii i w imię tego zabijali z dawien dawna heretyków śmiących twierdzić to, co KrK oficjalnie twierdzi dzisiaj.
> Jeśli myślisz, że da się sformułować wiarę w formie wolnej od metafor i symboli, to wierzący tego nie potrafią, nie jesteśmy aż tak zdolni.
Nie pogrążaj się, bo w tej chwili robisz z ludzi wierzących, w tym i siebie, pieruńskich matołów. Czy tak ciężko byłoby Ci wierzyć, gdyby Biblia opisywała stworzenie świata bez metafor (przecież teorię Darwina spokojnie łapią już 10-latki)? Jeśli tak, to zastanawiam się, po co ja właściwie z Tobą dyskutuję... równie dobrze mogę rozmawiać z amebą.
> W katolicyzmie zakłada się, że pomiędzy nauką (jej bieżącym stanem) a Biblią nie może być sprzeczności. Ponieważ jeśli (podkreślam jeśli ) to Bóg stworzył świat, to jeśli się dobrze odczyta świat to nie powinno być sprzeczności pomiędzy wiedzą o świecie a Objawieniem.
Ale czy nie uważasz że idiotyzmem jest naginanie świata do własnej filozofii, zamiast na odwrót?
> Teologia jest dziełem ludzkim i może zawierać błędy, także samo nauka jest zmienna i niepewna.
Teologia jest dziełem nonsensownym, ponieważ próbuje wyjaśnić naukowo byt logicznie nonsensowny.
> Jeśli przyjmiemy że znajduje się częściowo we wszechświecie, nie ma sensu jego egzystencja poza wszechświatem. Widzisz jak to się ładnie nie trzyma kupy? Twoje twierdzenie nie jest nielogiczne, a nieprawdziwe.
> Jeszcze raz podkreślam, że to, co piszę jest wyłącznie kwestią wiary (to czy to jest prawdziwe nie da się udowodnić), ale piszę to tylko po to, żeby pokazać, że jednak nie ma błędu logicznego.
Jeśli powiem Ci że 2+2=5, nie ma w tym błędu logicznego, jest to kwestią mojej wiary i nie masz się co z tym kłócić, nie uznasz mnie przypadkiem za idiotę (zakładając że znasz poprawny wynik)? Bo ja bym siebie uznał. Proszę, nie pogrążaj się, naprawdę nie chcę stracić dobrego jeszcze zdania o Tobie.
> Problem ze zrozumieniem bycia Boga "poza wszechświatem" wynika z ograniczeń naszej percepcji.
Jeśli mamy ograniczoną tak percepcję, że nie możemy pojąć boga poza wszechświatem (odchodząc już od bijącej po oczach sprzeczności założeń), tym bardziej nie mamy prawa wypowiadać się o jego istnieniu, a zwłaszcza ujmować go w pewne ramy (miłosierny, sprawiedliwy, etc.). Sama się prosisz, żeby powtórzyć Ci po raz kolejny: POMYŚL, zanim wykażesz kolejną tego rodzaju niekonsekwencję w swoich wypowiedziach.
|
|
| |  | | Thor | > > Już o tym wspominałam w innym wątku. Problem w tym, że gdyby ktoś nie był w stanie pojąć trzech wymiarów to nie mógłby zobaczyć czworościanu tylko widziałby albo jeden trójkąt (cztery trójkąty nałożone na siebie), dwa, trzy albo cztery oddzielne trójkąty.> Musimy uwzględnić dwa wymiary:> Pierwszy wymiar Bóg jako osoba,> Drugi wymiar Bóg jako pierwszy byt.> Bóg jest pierwszym bytem i przez to jest wyjątkowy, inni niż inne byty. Jest to jedyny byt, który sam jest swoim bytem.Zwróć uwagę że wszystkie matematyczne i fizyczne wymiary zawierają się w tym, co nazywamy WSZECHŚWIATEM. Nawiasem mówiąc dziwnym jest umieszczenie Boga- OSOBY na pierwszym miejscu. Osobowość jest cechą typowo ludzką i stosując to, tego czego nie rozumiesz, a więc logikę, muszę Cię zmartwić- bóg jako istota doskonała nie może być OSOBOWA. Poza tym Ty dalej swoje- powielasz to, co już niejednokrotnie mówiłaś. Przedstawiasz nam, że bóg jest pierwszym bytem, ale jako że bierze się to z założeń Twojej wiary, niczego nie wnosisz do dyskusji, w której chodzi o stwierdzenie czy bóg istnieje, czy nie. Dobrze chyba będzie, jeśli kwestię "istnienia boga w i poza wszechświatem" zakończymy, bo to co mówisz, kłóci się ze zwykłym zdrowym rozsądkiem, a ja już mam dość pokazywania Ci że kotek to nie jest piesek. > Przykład pierwszy:> Reżyser jest poza światem akcji filmu, który właśnie reżyseruje, choć ma nią wpływ.> Ale świat akcji filmu, w trakcie gdy film jest kręcony, jest całkowicie realizowany w świecie, w którym jest reżyser.Bierzesz pod uwagę różność światów na płaszczyźnie, w której nie ma zastosowania analogia metaświata i świata. Jeden świat jest fikcyjny, drugi nie, więc w takim przypadku fikcyjny musiałby być nasz świat, albo metaświat. Zresztą: fikcyjny czy nie, oba światy reżysera zawierają się w jednym WSZECHświecie, a więc zawierającym z założenia wszystko, a Ty próbujesz udowodnić mi że z bogiem jest inaczej, bo istnieje poza WSZYSTKIM. Szczerze mówiąc już dawno powinienem wyjść z założenia że istnienie poza WSZYSTKIM jest pojęciem wewnętrznie sprzecznym i przerwać tę dyskusję.  > W przypadku Boga - reżyser i świat, w którym jest reżyser to, to samo z tą różnicą, że Bóg jako duch ma moc zmaterializować scenariusz w swoim duchowym świecie.Jak już powiedziałem wcześniej, znalazłaś nieadekwatne porównanie. > Drugi przykład [tu Teresa podała drugi przykład]:Analogia chybiona na podobnej zasadzie jak poprzednia. Pozdrawiam.
|
|
| | |  | | Atanazy (26 punktów) | Jednak za cierpliwosc Thorze to ciezko mi Cie nie podziwiac.
|
|
| | | |  | | Teresa | > Jednak za cierpliwosc Thorze to ciezko mi Cie nie podziwiac.> To Ty jeszcze tu jesteś? Masz coś do powiedzenia czy tylko z okopów zachęcasz do walki innych?
|
|
| | | | |  | | Atanazy (26 punktów) | > >Jednak za cierpliwosc Thorze to ciezko mi Cie nie podziwiac.> >To Ty jeszcze tu jesteś? Masz coś do powiedzenia czy tylko z okopów zachęcasz do walki innych?  Skoro nalegasz Tereso to powiem, powiem : Ciebie Tereso "podziwiam" za cos zupelnie innego  . A wiara Thora, ze moze to zmienic w Tobie wydaje mi sie rownie slepa jak Twoja w sens tego co mowisz. Czy moge spytac, nawiasem mowiac, czym sie w zyciu zajmujesz poza nieudolnymi probami sabotazowania rozumu na tym forum? Ktos placi Ci za to? Czy to tak z milosci do Twego boga(niech spoczywa w pokoju)? Mowisz o wolnej woli danej nam przez niego. Tam wyzej masz cos o indoktrynacji i jej skutkach... Prozno mnozyc przed Toba argumenty bo ty nie szukasz prawdy. Uwazasz, ze wiesz jaka ona jest co powoduje zupelne zamkniecie na inne scenariusze. Stad produkcja tylu steku bzdur logicznych, ktore obalone laduja z powrotem w Twojej glowie po to by z lekka przemalowane farbkami absurdu znowu wyladowac na forum. Tak Tereso bede sie tu krecil i bede sie przygladal Twoim wystepom, bo doprawdy smiechu mam przy tym wiecej niz na portalach, ktore dla smiechu powstaly. Choc nie opuszcza mnie tez wrazenie, ze to jest w pewnym sensie dosc czarny humor.
|
|
| | |  | | Teresa | Rozumiem, że chcesz w ten brutalny sposób wymusić na mnie zmianę poglądów. Próżne żale, daremny trud, bezsilne złorzeczenia ...!  Niestety nie potrafię wytłumaczyć Ci, że wiara/niewiara nie wyklucza możliwości logicznej dyskusji pomiędzy teistą i ateistą, że do istoty religii należy mowa o przedmiocie, przekraczającym możliwości potocznego języka (o Bogu) i dlatego każda religia posługuje się i musi posługiwać się mitami w symbolicznym znaczeniu, oraz że pismo św. zyskało status natchnionego tylko dzięki wierze Kościoła, a więc Kościół może je odczytywać we własnym duchu. A nie widzę sensu dyskusji z kimś, kto tego nie rozumie. Poza tym zgodnie z wykładnią KK Bóg obdarzył ludzi wolną wolą i co za tym idzie stworzył świat z możliwością zła, ale po to by wyprowadzić z tego zła większe dobro. I wyobraź sobie, ze są tacy naiwni, którzy w to wierzą. Przekonuje się, ze istnieją takie rzeczy, że jeśli ktoś nie ma własnego w tych rzeczach doświadczenia; kto ich sam na sobie doświadczył, nie zrozumie. Ale ten kto doznawał ich często, ten zrozumie od razu.
|
|
| | | |  | | Thor | > Rozumiem, że chcesz w ten brutalny sposób wymusić na mnie zmianę poglądów.
Najbardziej brutalne jest tu moje rozczarowanie Tobą.
> Próżne żale, daremny trud, bezsilne złorzeczenia ...!
Jakie złorzeczenia?
> Niestety nie potrafię wytłumaczyć Ci, że wiara/niewiara nie wyklucza możliwości logicznej dyskusji pomiędzy teistą i ateistą [...]
Nie musisz mi tego tłumaczyć, bo ja wiem że ateista i teista mogą logicznie dyskutować. Jedynie w kwestii wiary teiści w większości przypadków nie mogą zdobyć się na odrobinę logiki.
< [...] że do istoty religii należy mowa o przedmiocie, przekraczającym możliwości potocznego języka (o Bogu) i dlatego każda religia posługuje się i musi posługiwać się mitami w symbolicznym znaczeniu
Ale ja, wykazując kłamstwo w Biblii, nie mówiłem o istocie BOGA, tylko o POWSTANIU ŚWIATA, moja droga. Kiedy rozmowa toczyła się o samym bogu, temat nie nawiązywał do metaforyki Biblii. Nie podoba mi się to, jak przeinaczasz niektóre sprawy w dyskusji.
Teoria ewolucji nie przekracza, jak widzisz, możliwości potocznego języka, bo ewolucjoniści jakoś rozumieją to czym się zajmują, a nawet tego sami nauczają, jednak w Twojej świętej księdze powypisywane są takie farmazony że głowa mała! Żebym potem nie musiał Cię napominać do pisania na temat, poproszę Cię o jasną odpowiedź: co teraz masz na wytłumaczenie tego faktu w powyższym świetle?
> oraz że pismo św. zyskało status natchnionego tylko dzięki wierze Kościoła, a więc Kościół może je odczytywać we własnym duchu.
A co, jeśli na przestrzeni wieków interpretacje się zmieniały? A zmieniały się. Na chłopski rozum, panno Tereso- COŚ TU NIE GRA!
> A nie widzę sensu dyskusji z kimś, kto tego nie rozumie.
Mam strasznie mieszane uczucia. Z jednej strony polemizuje mi się z Tobą bardzo miło, gdyż zachowujesz taką kulturę wypowiedzi, jakiej niekiedy brakuje mnie samemu, piszesz składnie i bez błędów, przez co Twoje teksty naprawdę miło się czyta. Z drugiej strony najważniejsza jest część merytoryczna wypowiedzi, a Ty sama masz wyraźnie problemy z przyjmowaniem kontrargumentów. Z pomocą tychże można obalać słuszność Twoich poglądów, a Ty i tak na pewnym etapie zatrzymujesz się w punkcie pt. "no, ale ty tego nie możesz zrozumieć" i od tego momentu zupełnie nic do Ciebie nie dociera.
> Poza tym zgodnie z wykładnią KK Bóg obdarzył ludzi wolną wolą i co za tym idzie stworzył świat z możliwością zła, ale po to by wyprowadzić z tego zła większe dobro. I wyobraź sobie, ze są tacy naiwni, którzy w to wierzą.
Nie muszę sobie ich, niestety, wyobrażać. Otaczają mnie ze wszech stron i, póki co, dominują. Poza tym wyprowadzenie większego dobra owocuje większym potencjałem zła. Czysta matematyka z uwzględnieniem praw natury. Nawiasem mówiąc: czy takie samo zdanie, jak o bogu, miałabyś o lekarzu, który sam zadaje Ci ból i rany, by potem łaskawie leczyć Cię i obdarowywać środkami znieczulającymi?
> Przekonuje się, ze istnieją takie rzeczy, że jeśli ktoś nie ma własnego w tych rzeczach doświadczenia; kto ich sam na sobie doświadczył, nie zrozumie. Ale ten kto doznawał ich często, ten zrozumie od razu.
Kolejny, nic nie wnoszący do dyskusji teistyczny komunał. Słyszałem (i czytałem) to tak często, że naprawdę mogłaś sobie darować.
Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | | Atanazy (26 punktów) | Najdrozsza Tereso Sam juz nie wiem. Patrzac na ilosc Twych punktow zaczynam podejrzewac, ze moze siostry z Twojego zakonu wkrecily Ci kit, ze to jest jakas promocja Coca Coli. Dlatego tak zapamietale je zbierasz majac nadzieje, ze wymienisz je w przyszlosci na jakas nagrode np zycie wieczne...lub sprej o zapachu nieba(widzialem taki w ziarnie kiedys)...
Ten post nie na miejscu i strasznie zle o mnie swiadczy lecz najwyrazniej uleglem pokusie szatana(slyszalas, ze dostal niedawno role w jakiejs sporej produkcji Spilberga. Film ma byc krecony poza naszym wymiarem). Ale z drugiej strony jezeli Ty robisz sobie jaja z rozumu czemu ja mam nie zartowac z Twoich symboli?
To jednak jest ta frustracja codzienna, ze glosno czlowiek pewnych rzeczy sobie nie powie bojac sie ukamienowania w imie ducha swietego. Zwlaszcza w niedziele kiedy to stadko barankow pomyka przez podworze, zastanawiajac sie do ktorej stajenki(bardziej pasuje dojarni)zawitac, bo tyle ich sie namnozylo.
|
|
| | | |  | | placownik | >pismo św. zyskało status natchnionego tylko dzięki wierze Kościoła, a więc Kościół może je odczytywać we własnym duchu.
Co miałaś na myśli pisząc Kościół? Czy Kościół jako instytucję, czy może Kościół rozumiany jako wspólnota wiernych? Tutaj ciekawostka. W Encyklopedii Katolickiej pod hasłem Kościół możemy przeczytać już na wstępie : [...]budynek poświęcony (dedykacja lub benedykacja) w obrzędzie liturg. przez biskupa, gdzie wspólnota ochrzczonych (-> Kościół)[...]. Sic! Odsyłacz do hasła głównego poczyniony już w pierwszym wierszu tegoż hasła świadczy, albo o wyjątkowym niechlujstwie redakcji tego dzieła, albo o dziwnej (przedsoborowej) niechęci do szerszego rozwijania tego tematu.
A może Kościół rozumiesz jako : mieszkanie Boga z ludźmi pojednanymi i zjednoczonymi w Chrystusie (KKK 1199)? A może po prostu (po prostu?) Kościół Matkę naszą? A czy duch, o którym piszesz dalej, to Duch Święty?
Kłopot z Tobą Tereso jest taki, że w swoich sądach swobodnie i dowolnie mieszasz pojęcia i zwroty całe wzięte z języka dyskursu religijnego z językiem potocznym. Czynisz to zapewne nieświadomie, czego powodem może być internalizacja znaczenia tych pojęć. Jeśli tak jest, to niektórzy widzieliby w tym efekt skutecznej indoktrynacji. Nie to jednak jest najważniejsze. Najważniejsze są skutki. A są one takie, że Twoje sądy są niewłaściwie, niezgodnie z Twoimi intencjami rozumiane. Stąd dyskusja z Tobą przyprawia o frustracje wielu dyskutantów, a częstotliwość kierowanych przez nich do Ciebie apeli o stosowanie logiki skłania do podejrzeń, że osiągnęli już etap fiksacji. W efekcie na forum panuje gwar jak w galerii obrazów zwiedzanej przez liczną grupę słuchaczy Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Jeśli zależy Ci na rzeczywistej wymianie poglądów, chyba warto wziąć to pod uwagę. W przeciwnym wypadku bądź przygotowana na pytania typu dlaczego matka kościoła jest jedna, a ojców ponad trzydziestka.
Na koniec pytanie, na pozór bez związku. W jednej z dyskusji toczonych na łamach prasy katolickiej padło stwierdzenie sformułowane przez prominentną przedstawicielkę laikatu, którego sens można sprowadzić do tezy głoszącej, iż chrześcijaństwo posiada jedną tylko wartość specyficzną dla siebie. Stwierdzenie to nie spotkało się ze sprzeciwem dyskutantów, stąd przypuszczam, że się z nim również zgodzisz. Pytanie. Co skłonna byłabyś uznać za tę wartość?
Pozdrawiam. _______________ Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | |  | | Teresa | > Na koniec pytanie, na pozór bez związku. W jednej z dyskusji toczonych na łamach prasy katolickiej padło stwierdzenie sformułowane przez prominentną przedstawicielkę laikatu, którego sens można sprowadzić do tezy głoszącej, iż chrześcijaństwo posiada jedną tylko wartość specyficzną dla siebie.Wiem, że taką wyłączną cechą jest wymóg doskonałości moralnej (+ nadprzyrodzone środki to jej spełnienia)? Ale Tobie pewnie chodzi o coś zupełnie innego?  Jeszcze parę słów w sprawie Twej wypowiedzi. Myślę, że niemożność przekazania stanów uczuciowych w języku naukowym jest sytuacją normalną, lepiej się do tego nadaje język potoczny lub poetycki. Może wiesz jak bardzo jest to kłopotliwe. CS Lewis postawił sprawę tak: załóżmy, że ktoś całe życie spędził w tropikach, jakiego języka użyjesz, żeby mu opisać bardzo zimną noc?  Gdybyśmy użyli języka naukowego i poinformowali go, że wskazanie na termometrze wnosi -10 st, to nic to tej osobie nie powie. Już więcej informacji jakościowych można przekazać, jeśli się powie, co będziemy się czuli, gdy wyjdziemy na zewnątrz ("Będziesz miał wrażenie jakby uszy miały ci za chwile odpaść"  ), czyli używając języka potocznego. Ale takie zdanie zrozumieją tylko nieliczni, którzy mieli podobne doświadczenia. Z kolei język poetycki ma tę przewagę nad potocznym, że można za jego pomocą przekazać treść doświadczeń, których nigdy sami nie doświadczyliśmy, za pomocą środków zaczerpniętych ze naszego doświadczenia tak, aby stały się one drogowskazami do tego, co znajduje się poza zasięgiem. Apologeta, który posługuje się językiem znajdującym się pomiędzy językiem potocznym a poetyckim, ma problem. To oczywiste, że przekazywaniu informacji w takich językach nie sprzyja atmosfera sali sądowej czy przesłuchania. Ktoś, kto zadaje dosadne pytania może zapędzić Cię w kozi róg. Gdyby ktoś wziął poetę w krzyżowy ogień pytań, dlaczego wg niego jakaś pani przypomina różę, to wątpię czy by się obronił  (niewątpliwie nie przypomina jej pod względem kształtu czy koloru  ). Rozumiem, że w dyskusji trzeba posługiwać się językiem naukowym (teologicznym). Z mojego punktu widzenia język teologiczny jest dość nieudolny i pomija prawie wszystko, co w religii jest najistotniejsze, ale mimo to jest czasami skuteczny. Istnieje jednak taki rodzaj doświadczeń ( uczucia), których nie da się wyrazić językiem dosadnym i precyzyjnym. Pytanie zasadnicze, Placowniku, brzmi: jak teolog wychodząc od doświadczonej przez siebie chwały Bożej może wskazać, że nie mogła ona zostać subiektywnie wytworzona? Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | placownik | >>Na koniec pytanie, na pozór bez związku. W jednej z dyskusji toczonych na łamach prasy katolickiej padło stwierdzenie sformułowane przez prominentną przedstawicielkę laikatu, którego sens można sprowadzić do tezy głoszącej, iż chrześcijaństwo posiada jedną tylko wartość specyficzną dla siebie.
>Wiem, że taką wyłączną cechą jest wymóg doskonałości moralnej (+ nadprzyrodzone środki to jej spełnienia)? Ale Tobie pewnie chodzi o coś zupełnie innego?
Chodziło mi o wartość. Trudno wymóg doskonałości moralnej uznać za wartość. Doskonałość moralną, a raczej dążenie do niej, rozumiem jako dokładanie wszelkich możliwych starań aby żyć według wskazań pewnej moralności. A moralność to określony system wartości pozwalający oceniać jako dobre lub złe ludzkie postępki czy postawy. Czyli dążenie do doskonałości moralnej to staranie aby w swym życiu dokonywać możliwie wielu czynów ocenianych jako dobre i unikać postępków ocenianych jako złe. Jeśli się ze mną zgodzisz, to przyznać musisz jednocześnie, że nie odpowiedziałaś na zadane pytanie.
>Myślę, że niemożność przekazania stanów uczuciowych w języku naukowym jest sytuacją normalną, lepiej się do tego nadaje język potoczny lub poetycki.
Też tak myślę. Tyle tylko, że komunikaty językowe stosunkowo często mają na celu przekazywanie informacji. I aby były zrozumiane, muszą być formułowane w języku zrozumiałym zarówno dla nadawcy jak i dla odbiorcy. Prawniczka prosząca męża teologa moralnego o wejście w posiadanie drogą kupna kilograma ziemniaków, będzie jeszcze przez niego zrozumiana (choć ich małżeństwu nie wróżę najlepiej). Ale wybacz mi proszę, że nie rozumiem o co Ci chodzi kiedy pytasz :
>jak teolog wychodząc od doświadczonej przez siebie chwały Bożej może wskazać, że nie mogła ona zostać subiektywnie wytworzona.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | |  | | Teresa | > Chodziło mi o wartość. Trudno wymóg doskonałości moralnej uznać za wartość.Placowniku, chodziło mi o świętość (doskonałość moralną). Może jeszcze wspomnę Maxa Schelera, filozofa katolickiego, fenomenolog, który rozpracowywał ten temat. Wg Schelera podstawą nakazów moralnych są wartości moralne. Moralnie dobre jest urzeczywistnianie wartości pozytywnych i niszczenie negatywnych. Wartościowania moralne są oparte na wglądzie w wartości. Wartość jest to byt idealny, czyli taki, jak byt matematyczny, np. liczba czy trójkąt, mający jednak podstawy w psychologii -fizjologii człowieka. Są następujące typy wartości: hedonistyczne, witalne, duchowe (np. poznawanie prawdy), religijne (świętość, nie-świętość). Niekiedy wartości witalne są często zaprzeczeniem duchowych i przyjemnościowych. Świętość (doskonałość moralna) jest wartością religijną. Tyle fenomenologii wartości  . Zobacz też tutaj: pl.wikipedia.org/wiki/Max_SchelerPowiedz mi, proszę, co ta działaczka powiedziała, chyba nie chodzi, np. o perwersyjne unikanie myślenia  . > Ale wybacz mi proszę, że nie rozumiem o co Ci chodzi kiedy pytasz :> >jak teolog wychodząc od doświadczonej przez siebie chwały Bożej może wskazać, że nie mogła ona zostać subiektywnie wytworzona.Mistyk to ktoś, kto bezpośrednio doświadcza Boga ( przynajmniej tak twierdzi), mistykami byli np. prorocy czy apostołowie. Ale jak wykazać, że tak istotnie jest (było)? Że np. przyczyna tych doświadczeń nie leży w sferze zgoła innej. Otóż, różnice zacierają się przy dokładniejszej analizie. Przykład: Fragment z "Spoczynek w Duchu - kontrowersyjne zjawisko" Kard. Leon J. Sunenens "Les pghenomenes myustiques a la lumiere de la scence contemporaine", opublikowane w broszurze Psychologie contemporaine et christianisme. "(...) Świętej Teresie towarzyszył anioł uzbrojony w ognistą strzałę, otóż jedna z moich pacjentek, bardzo inteligentna, także uważała, że od momentu wyjścia z mieszkania towarzyszy jej wspaniały rycerz, obraz spotkanego w młodości oficera. Jeszcze raz uznajemy za konieczne podkreślić, że jeśli z punktu widzenia psychofizjologicznego nie potrafimy wyróżnić w tych stanach żadnego znaku usprawiedliwiającego specyfikację stanu mistycznego, to w żadnym razie nie twierdzimy, że ich przyczyna leży w tej samej sferze. Czy Bóg nie może być naturalnym źródłem natchnienia i korzystać ze sfery psychosomatycznej, do poznawania, której jest psycholog? Jak nauczali najwięksi z mistyków poczynając od świętej Teresy od Jezusa, tym, co rzeczywiście nadaje takim poruszeniom znamię boskiego pochodzenia są ich owoce. Tak wiec dzieła fałszywych mistyków to rzeczy godne pożałowania, podczas gdy autentyczna mistyka ofiaruje nam prawdziwe kwiaty miłości i miłosierdzia". Jeszcze o bytach w umyśle i rzeczywistości polecam również "Arystoteles - wczoraj i dziś - drogowskaz ku transcendencji" www.magazy(*)/article/20030708012317519.htmTrzymaj się
|
|
| | | | | | | |  | | placownik |
> Powiedz mi, proszę, co ta działaczka powiedziała, chyba nie chodzi, np. o perwersyjne unikanie myślenia . Śpieszę zaspokoić Twą ciekawość: www.tygodnik.com.pl/numer/2716/debata.htmlHALINA BORTNOWSKA: - Nie można odrywać etyki od dogmatyki czy historii zbawienia. Nie można sprowadzać chrześcijaństwa do etyki, bo wszystkie podstawowe wartości moralne dzielimy z innymi pniami refleksji nad ludzkim życiem. Jest tylko jedna wartość specyficznie chrześcijańska - wartością tą jest Chrystus Ponieważ dyskusja toczona była w ramach dyskursu religijnego, co było oczywiste dla pozostałych jej uczestników, zakładam że Pani Bortnowska w swojej wypowiedzi przekazała innym dyskutantom pewną zrozumiałą dla nich informację. Dla mnie zrozumiałą nie jest. I, przynajmniej na pierwszy rzut oka, nie musi. Trudno byłoby mi określić dyskurs, w ramach którego toczone są dyskusje na naszym forum. Jedno jednak nie budzi moich wątpliwości. Nie jest to dyskurs religijny. Co więcej, nie powinno to budzić wątpliwości nikogo, kto w tych dyskusjach decyduje się wziąć udział. Dlatego każdy, kto używa na tym forum w swoich wypowiedziach określeń właściwych dla dyskursu religijnego, pragnąc zostać właściwie zrozumianym, powinien to wyraźnie podkreślić, o ile nie wynika to w sposób jednoznaczny z kontekstu wypowiedzi. Ty Tereso często tego nie czynisz. Tak jak nie czyni tego wielu katolików, zabierających głos w środkach masowego przekazu, w sprawach bezpośrednio z ich wyznaniem nie związanych, a dotyczących ogółu. Praktykę tę stosują niestety również prawodawcy, co może okazać się znacznie bardziej dolegliwe dla niekatolickiej mniejszości. Przykładem takiej praktyki, w sposób bezpośredni związany z treścią wypowiedzi Pani Bortnowskiej, jest nałożony ustawą obowiązek przestrzegania wartości chrześcijańskich przez Telewizję Publiczną. Czy dyskurs religijny niesie treści poznawcze? To teoretyczne wydawałoby się pytanie, w świetle tego co napisałem wyżej, zyskuje nieoczekiwanie praktyczne znaczenie. Wracając do wypowiedzi Pani Bortnowskiej. Infrmacja jaką chciała przekazać, zrozumiała bądź nie, wydała mi sie ważną. Ponieważ pozostali dyskutanci, którzy wszak sroce spod ogona nie wypadli, nie oponowali, uznałem (jak się okazuje na wyrost), że jest to informacja o nie poddawanym w wątpliwość, powszechnie zaakceptowanym fakcie. Moje skierowane do Ciebie pytanie, było podyktowane chęcią upewnienia się czy mam rację. Okazało się, że nie. W ten oto sposób wspólnie przekonaliśmy się, że określenie wartości chrześcijańskie nie jest jednoznaczne nawet dla osób wierzących. Jeśli jednak okazałoby się, że tą specyficznie chrześcijańską wartością, do której przestrzegania Telewizja Publiczna jest ustawowo zobowiązana jest Chrystus, to przyznaję samokrytycznie, że przekracza to moje skromne zdolności pojmowania. Pozdrawiam.
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | |  | | Teresa | > Jest tylko jedna wartość specyficznie chrześcijańska - wartością tą jest ChrystusPlacowniku, ale tu nastąpiło pomylenie wartości z rzeczą wartościową. Chrystus owszem jest Prawdą, Drogą i Życiem, ale czy jest wartością?  Prawda to nie wartość, tylko rzecz wartościowa. Wartość duchową ma natomiast poznawanie prawdy. Przeanalizujmy jeszcze to zdanie "Nie można sprowadzać chrześcijaństwa do etyki" . Istotnie "wartości chrześcijańskie" nie są jednym z paru alternatywnych zbiór wartości moralnych tak wyraźnie się od siebie różniących, że przyszłość gatunku ludzkiego zależy od tego, który z nich wybierzemy  . Etyka chrz. nie pojawiła się jako absolutne nowum. Chrześcijaństwo przecież ofiarowało przebaczenie za grzechy za złamanie wcześniej obowiązującego prawa moralnego. Wg mnie prawo moralne jest jedno (ale być może niektórzy są na to ślepi). Ale z drugiej strony padaj słowa, że: "Nie można odrywać etyki od dogmatyki czy historii zbawienia." Co ciekawe o. J. M Bocheński, racjonalista w białej sukience tak mówił ("Między logiką a wiarą"): "Nie jestem moralistą, ale myślę, że istnieje etyka niezależna. Tylko człowiekowi jest nieraz trudno za nią podążać, jeśli nie ma podpórki. Religia jest taką podpórką. Weźmy np. dekalog są w nim normy, które spotykamy w różnych kręgach kulturowych i różnych religiach, np. u buddystów. Te elementy wspólne są normami, które nie pochodzą z religii. W różnych systemach normy mogą być te same, np. w Europie i Indiach tylko ich uzasadnienie bywa inne." Gdyby nie było piekła albo nawet gdyby można było pójść do piekła za przestrzeganie zasad etycznych to i tak zasady te bezwzględnie pozostają w mocy. "Religia ma dwie funkcje w stosunku do etyki. Jedna jest funkcją podpórki; wzmacnia w człowieku to, co jest oparte na jego budowie biologicznej, a z drugiej strony dodaje coś nowego. Na przykład zasada miłości nieprzyjaciół nie jest zasadą naturalną". Wypowiedzi o charakterze religijnym mają znaczenie. Gdyby, bowiem miały zawierać informacje o rzeczywistych bytach to nie otrzymalibyśmy ich w inny sposób. Masz rację, że w niektórych wypowiedziach może przerażać brak informacji, może to być istny bełkot, ale nie dotyczy to bynajmniej tylko wypowiedzi o religijnych, np. akurat zacytowana przez Ciebie wypowiedź dotyczyła wartości.
|
|
| | | | | | | | |  | | Teresa | Ciąg dalszy mej wypowiedzi. Placowniku! Gdyby pani H. Bortnowska powiedziała, ze wartością specyficzną dla chrz. jest przynależność do Chrystusa to nie popełniłaby błędu. Ale mimo to ja świetnie rozumiem, o co jej chodziło. Genialnie wyraziła to samo matka Teresa  : "Jeden z naszych braci Misjonarzy Miłości kocha trędowatych. W Indiach opiekujemy się czterdziestoma dziewięcioma tysiącami naszych trędowatych braci. Ten brat naprawdę ich kocha. Kiedyś przyszedł do mnie. Miał jakieś kłopoty ze strony swojego przełożonego. Zwierzył mi się: "Kocham trędowatych. Chcę być wśród nich, Chcę dla nich pracować. Moim powołaniem jest praca dla trędowatych". Powiedziałam do niego: "Bracie, popełniasz błąd. Twoim powołaniem nie jest praca dla trędowatych. Twoim powołaniem jest przynależność do Jezusa. Praca dla trędowatych jest tylko środkiem wyrazu miłości do Jezusa. Dlatego ma ona znaczenie tylko wtedy, gdy robisz to dla Niego, gdy robisz to razem z Nim. Tylko to jest ważne. Tak urzeczywistnia się twoje powołanie, twoja przynależność do Jezusa. " Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >"Bracie, popełniasz błąd. Twoim powołaniem nie jest praca dla trędowatych. Twoim powołaniem jest przynależność do Jezusa. Praca dla trędowatych jest tylko środkiem wyrazu miłości do Jezusa. Dlatego ma ona znaczenie tylko wtedy, gdy robisz to dla Niego, gdy robisz to razem z Nim. Tylko to jest ważne. Tak urzeczywistnia się twoje powołanie, twoja przynależność do Jezusa."
I zadumałem sie głeboko, Tereso. Czy praca nie-chrześcijanina (no, nie mówię ateisty - ale choćby buddysty czy hinduisty) dla trędowatych ma znaczenie, czy nie?
Jeśli ma (a praca katolika nie ma) - cóż, pewien problem: wiara pozbawia sensu coś, co bez niej sens posiada. Jeśli nie ma - odbiera się niekatolikom sens czynienia czegokolwiek: powiadasz, że to genialne?
ja bym to jednak nazwał cokolwiek inaczej: to nieludzkie.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Teresa | > I zadumałem sie głeboko, Tereso. Czy praca nie-chrześcijanina (no, nie mówię ateisty - ale choćby buddysty czy hinduisty) dla trędowatych ma znaczenie, czy nie?MA znaczenie. > Jeśli ma (a praca katolika nie ma) - cóż, pewien problem: wiara pozbawia sensu coś, co bez niej sens posiada. Jeśli nie ma - odbiera się niekatolikom sens czynienia czegokolwiek: powiadasz, że to genialne?Praca ta zawsze ma sens i znaczenie, ale w takim wypadku ("Moim powołaniem jest praca dla trędowatych") nie można jej już nazwać pracą katolika. Katolik czy też chrześcijanin, który jest wewnątrz mnie, odcięty od "krzewu winnego" umiera. > ja bym to jednak nazwał cokolwiek inaczej: to nieludzkie.Najważniejsze, ze jej uczynki były bardzo ludzkie. Być może trzeba aż tak mówić (myśleć), aby mieć takie wyniki  ! Czysta empiria.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | > Praca ta zawsze ma sens i znaczenie, ale w takim wypadku ("Moim powołaniem jest praca dla trędowatych") nie można jej już nazwać pracą katolika. Katolik czy też chrześcijanin, który jest wewnątrz mnie, odcięty od "krzewu winnego" umiera.Co gorsze - gdy umiera katolik w człowieku, czy gdy umiera człowiek w katoliku? > >ja bym to jednak nazwał cokolwiek inaczej: to nieludzkie.> Najważniejsze, ze jej uczynki były bardzo ludzkie. Być może trzeba aż tak mówić (myśleć), aby mieć takie wyniki ! Czysta empiria.Jesteś pewna tych wyników, Tereso? Bo różnie mówią.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Teresa | > >Praca ta zawsze ma sens i znaczenie, ale w takim wypadku ("Moim powołaniem jest praca dla trędowatych") nie można jej już nazwać pracą katolika. Katolik czy też chrześcijanin, który jest wewnątrz mnie, odcięty od "krzewu winnego" umiera.> Co gorsze - gdy umiera katolik w człowieku, czy gdy umiera człowiek w katoliku?Pierwsze, co chrz. wbije Ci do głowy to, że nie możesz być dobry opierając się tylko na własnych wysiłkach. Także nie mam takiego dylematu.  > >>ja bym to jednak nazwał cokolwiek inaczej: to nieludzkie.> >Najważniejsze, ze jej uczynki były bardzo ludzkie. Być może trzeba aż tak mówić (myśleć), aby mieć takie wyniki ! Czysta empiria.> Jesteś pewna tych wyników, Tereso? Bo różnie mówią.Masz jakieś wątpliwości, Andrzeju?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | > >Co gorsze - gdy umiera katolik w człowieku, czy gdy umiera człowiek w katoliku?> Pierwsze, co chrz. wbije Ci do głowy to, że nie możesz być dobry opierając się tylko na własnych wysiłkach. Także nie mam takiego dylematu.  W kontekscie naszej rozmowy chodzi nie tyle o własne wysiłki, co o ludzkie wysiłki w ogóle: czy tak? Konsekwencją musi być uznanie, że nie można być dobrym, nie wierząc we właściwego Boga we właściwy sposób: co byłoby jednak sądem krytycznym, wypowiadanym przez chrześcijan o niechrześcijanach - rozumiesz, że taki sąd musi być krytykowany? > >>>ja bym to jednak nazwał cokolwiek inaczej: to nieludzkie.> >>Najważniejsze, ze jej uczynki były bardzo ludzkie. Być może trzeba aż tak mówić (myśleć), aby mieć takie wyniki ! Czysta empiria.> >Jesteś pewna tych wyników, Tereso? Bo różnie mówią.> Masz jakieś wątpliwości, Andrzeju?Wiesz już jak sądze, że niemal we wszystkim jestem sceptykiem - w tym akurat przypadku mój sceptycyzm jest silny; pogłębił go, przyznaję, zacytowany przez Ciebie wywód Matki Teresy. Wydaje mi się bowiem koherentny ze stawianymi jej zarzutami: bardzo koherentny.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa | > Konsekwencją musi być uznanie, że nie można być dobrym, nie wierząc we właściwego Boga we właściwy sposób: co byłoby jednak sądem krytycznym, wypowiadanym przez chrześcijan o niechrześcijanach - rozumiesz, że taki sąd musi być krytykowany?Po pierwsze chrz. mówi coś o wiele gorszego, że nikt nie jest dobry tylko Bóg. Po drugie Extra ecclesia nulla salus poza Kościołem nie ma zbawienia. Zgodnie z Vaticanum II Kościół obejmuje również niewierzących. Jeśli ateista jest naprawdę dobry to znaczy, że tak samo działa w nim łaska (taka też była nauka JPII), bo bez łaski się nie da. Pod tym względem wcale sytuacja ateisty nie jest gorsza od wierzącego. Reguła jest następująca: jeśli ktoś idzie do piekła to tylko dzięki sobie, a jeśli to nieba to tylko dzięki łasce Boga  . Twa krytyka nie ma więc żadnej racji bytu! Poza tym być może narażam się na krytykę pisząc to, ale pytanie raczej powinno brzmieć: czy dany sąd jest prawdziwy, a nie czy spotka się z czyjąś krytyką. Gdyby kierować się jedynie tym czy cos nie stanie się przedmiotem krytyki to należałoby w ogóle się nie odzywać. Być może po prostu prawdę trudno jest znieść.  > Wiesz już jak sądze, że niemal we wszystkim jestem sceptykiem - w tym akurat przypadku mój sceptycyzm jest silny; pogłębił go, przyznaję, zacytowany przez Ciebie wywód Matki Teresy. Wydaje mi się bowiem koherentny ze stawianymi jej zarzutami: bardzo koherentny.Mam nadzieję, Andrzeju, że nie wykluczasz również takiej możliwości, że może nie rozumiałeś tego wywodu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | placownik |
>a jeśli to nieba to tylko dzięki łasce Boga
Czyli sola gratia. Luter byłby w pełni usatysfakcjonowany. A Jan Paweł II ? Zależało mu niewątpliwie na zbliżeniu z protestantyzmem, ale bez przesady!
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Kombinatoryka kurczących sie zasobów... w ramach systemu trudno powiedzieć coś, czego wcześniej juz nie powiedziano. Niby to też jakaś forma syntezy - ale dosyć rozpaczliwa.
Dostrajając sie językowo do tematu - kuszenie węża własnym ogonem: że smaczny.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | > Po pierwsze chrz. mówi coś o wiele gorszego, że nikt nie jest dobry tylko Bóg.No dobrze Tereso - wiemy już, po czym niezawodnie odróznić człowieka od Boga: gdybyśmy mieli taką potrzebę, owo kryterium będzie jak znalazł. Ale nadal nie wiemy, jak oceniac ludzkie uczynki: czy mi się zdaje, czy matka Teresa oceniała właśnie ludzkie uczynki i ich mootywację - bezpodstawnie? Bo jakoś nie dopuszczam myśli o teorii niczemu nieprzydatnej i praktyce nieuzasadnionej: nie mam racji? > Po drugie Extra ecclesia nulla salus poza Kościołem nie ma zbawienia. Zgodnie z Vaticanum II Kościół obejmuje również niewierzących. Jeśli ateista jest naprawdę dobry to znaczy, że tak samo działa w nim łaska (taka też była nauka JPII), bo bez łaski się nie da.Cóż, zabawny sylogizm. Nie odpowiadający jednak ani troche na pytanie, czy jakakolwiek łaska w ogóle działa - i jakby stojący w sprzecznosci z tym, że ateista nie bedąc Bogiem nie może (podobnie jak chrześcijanin) byc dobry - no bo nie. > Pod tym względem wcale sytuacja ateisty nie jest gorsza od wierzącego. Reguła jest następująca: jeśli ktoś idzie do piekła to tylko dzięki sobie, a jeśli to nieba to tylko dzięki łasce Boga . Twa krytyka nie ma więc żadnej racji bytu!Nie krytykuję, Tereso, żadnej spiskowej teorii bytu - mało to sie człowiek w życiu naogląda? Zwracam jedynie uwagę na warunki brzegowe, na niekonieczną stosowalność rozmaitych teorii poza ich właściwymi ramami - historycznymi, społecznymi... Jeśli dla chrześcijanina miłość Boga jest synonimem dobra - niech sobie będzie, niech tak postrzega sam siebie. Ale co z tego wynika dla nie-chrzescijan? Ano - nic, rozróznienie dobra i zła jest jednak ciut starsze, ciut szersze i ciut bardziej użyteczne niż chrześcijaństwo. Zawęzić je? Mozna, ale bedą nieuchronne konsekwencje: mnie się one akurat nie podobają - wiesz, de gustibus...> Poza tym być może narażam się na krytykę pisząc to, ale pytanie raczej powinno brzmieć: czy dany sąd jest prawdziwy, a nie czy spotka się z czyjąś krytyką. Gdyby kierować się jedynie tym czy cos nie stanie się przedmiotem krytyki to należałoby w ogóle się nie odzywać. Być może po prostu prawdę trudno jest znieść. Na jakiej podstawie oceniać prawdziwość sądów? Na mocy tego że nie sa krytykowane - zapewne nie, choć dziś już krytyka nie jest śmiertelnie niebezpieczna. Na mocy autorytetu? Ludzkie autorytety nie sa absolutne - a bogowie milczą; czasem człowiek przemawia głosem boga, ale... Cóz, Tereso, błedem jest sądzić, że aktor grający Hamleta naprawdę walczy o władzę nad królestwem duńskim - i że naprawdę umiera w ostatnim akcie: dowód? Jutro pojawi sie na scenie żywy, z czego nie należy wyciągać żadnych eschatologicznych wniosków: o wiele prawdziwsze jest, gdy marnemu halabardnikowi dekoracja zwali się na głowę: ten może już na scenę nie powróci. > Mam nadzieję, Andrzeju, że nie wykluczasz również takiej możliwości, że może nie rozumiałeś tego wywodu. Nie wykluczam, Tereso - nie wykluczam również tego, że zrozumiałem go dogłębnie. Zresztą jak wiesz każdy przekaz ma różne warstwy i różnie może być rozumiany - kto wie, może odnosimy sie po prostu do różnych warstw tego samego przekazu? Żeby powrócić do teatralnych analogii: za kulisami wizji przedstawionej zawsze czai sie zębata maszyneria, która bywa niebezpieczna. Widz winien o niej zapomnieć, bo inaczej sztuka artystów go nie uwiedzie - ale inspektor BHP? Inspektorzy BHP tez są potrzebni, Tereso.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa | >Ale nadal nie wiemy, jak oceniac ludzkie uczynki: czy mi się zdaje, czy matka Teresa oceniała właśnie ludzkie uczynki i ich mootywację - bezpodstawnie?
Matka Teresa ujęła to w następujących słowach: "Nie liczy się wcale wspaniałość twego działania, ale miłość, jaką w nie włożyłeś; nie to, jak wiele uczyniliśmy, ale przede wszystkim to, jak wiele miłości włożyliśmy w swe czyny."
Jej chodziło o miłość, a prawdziwa miłość niestety wymaga cierpienia, np. kiedy matka rodzi dziecko bardzo cierpi. (św. Paweł "gdybym całe mienie rozdał ubogim i gdybym ciało moje wydał tak, abym gorzał, - a miłości bym nie miał - niczym jestem.")
>Cóż, zabawny sylogizm. Nie odpowiadający jednak ani troche na pytanie, czy jakakolwiek łaska w ogóle działa - i jakby stojący w sprzecznosci z tym, że ateista nie bedąc Bogiem nie może (podobnie jak chrześcijanin) byc dobry - no bo nie.
Miałam na myśli to, że "historycznie" rzecz biorąc się jakoś nie udaje ludziom przestrzegać np. Dekalogu. Jeżeli komuś się to udaje to chwała Bogu.
>Jeśli dla chrześcijanina miłość Boga jest synonimem dobra - niech sobie będzie, niech tak postrzega sam siebie. Ale co z tego wynika dla nie-chrzescijan? Ano - nic, (...)
Ależ bardzo wiele. Myślę, że istnieje etyka niezależna oparta na ludzkiej naturze. Jeśli zapytasz, co dobre, co lepsze, czy np. należy jeść tyle ile jest potrzebnym do życia (wartość witalna) czy należy zaspakajać łakomstwo (wartość przyjemnościowa). To odpowiedź padnie: należy przedkładać wartości witalne nad przyjemnościowymi, bo to wynika z natury. W przeciwnym wypadku można zostać przykutym do nałogu. Chrz. mowi o prawie wypisanym w naturze człowieka, które Bóg jedynie wzmocnił swoim objawieniem. A natura człowieka nie ulega zmianie.
>Ludzkie autorytety nie sa absolitne - a bogowie milczą; czasem człowiek przemawia głosem boga, ale... Trafność sądu zależy od wiedzy, ale i od czystości duszy. Wydaje mi się, że osoby takie, jak matka Teresa są tak często krytykowane, ponieważ wobec nich często sami czujemy się nie porządku (samo ich istnienie jest sądem na nas samych).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >Matka Teresa ujęła to w następujących słowach (...)
Nie liczy się - liczy się... Co właściwie oznacza to sformułowanie? Niewątpliwie ocenę. Otóż pytanie zasadnicze, Tereso: oceniamy samych siebie tylko - czy oceniamy innych? W pierwszym przypadku każdy zostałby oceniony tylko na jeden sposób, w drugim? Mamy wielość ocen - mamy też ich wzajemna sprzecznośc.
Czy da się ocenić cudzą miłość? Raczej nie - to stan zbyt związany z emocjami. Zatem - tylko samoocena? Bo hipotetycznej oceny dokonanej przez Boga sprawiedliwego poznać niesposób.
>Miałam na myśli to, że "historycznie" rzecz biorąc się jakoś nie udaje ludziom przestrzegać np. Dekalogu. Jeżeli komuś się to udaje to chwała Bogu.
Każdy z nas jakichs norm moralnych przestrzega - jedynie owe normy bardzo sie między sobą różnią. Dekalog jest jedna z norm, w mojej ocenie ani szczególnie spójną, ani szczególnie kompletną.
Szczególnie zła prasę ma ostatnio Jacek Kurski - katolik, by tak rzecz, zawodowy (znasz myślę, sprawę jego oskarżenia dziadka kontrkandydata L. Kaczyńskiego). Wzgardził Dekalogiem - czy postawił miłość do własnego pana nad zasady zwane zasadami przyzwoitości? Niesposób mi ocenić wiary p. Kurskiego - muszę zatem założyć, że spodziewa się po śmierci sprawiedliwej oceny...
Konsekwencją każdej działalnosci publicznej - czy to J. Kurskiego, czy matki Teresy, czy wreszcie owego anonimowego zakonnika - jest jej ocena: tu i teraz, od tego niesposób się uwolnić. A miłość - zwłaszcza tak mgliście sformułowana jak w chrześcijaństwie - miałaby owe oceny uniewaźniać? Reinhard Heydrich kochał muzykę - to wysublimowany rodzaj miłości Absolutu: czy można powiedziec, że kochał ludzi? Może - ale z pewnościa nie wszyskich.
"Miłość ci wszystko wybaczy", jak przed wojną śpiewała Ordonka?
>Ależ bardzo wiele. Myślę, że istnieje etyka niezależna oparta na ludzkiej naturze. (...)
>Chrz. mowi o prawie wypisanym w naturze człowieka, które Bóg jedynie wzmocnił swoim objawieniem. A natura człowieka nie ulega zmianie.
Zgadzam się z Tobą: istnieje pewna etyka uniwersalna - choć nie tyle bym ją wywodził z ludzkiej natury, co z natury rzeczy, z cech immanentnych bytu osobowego i społecznego zarazem, takich jak zamienność ról. Pytanie jednak, Tereso: czy istotnie przodłożono ją nam z zewnątrz w charakterze gotowej ściągi - czy też w straszliwym mozole poznajemy ją strona po stronie jak wielką księgę: a na kartach krew, krew, krew?
Skąd zresztą Bóg jedyny i nieśmiertelny miałby wiedzieć, jaka jest głęboka treść bytu śmiertelnych członków ludzkiego stada - wyobraźnia? Wyobraźnia płata figle nawet bogom: czy wolna wola jest jedynie koncesją, nie uwzględniającą możliwości buntu przeciw celowi ponoć nam danemu, możliwości poszukiwania celów na własny rachunek? Skoro tak - komunizm był królestwem bożym na Ziemi.
>Trafność sądu zależy od wiedzy, ale i od czystości duszy.
Znasz niezawodną miare owej czystości?
>Wydaje mi się, że osoby takie, jak matka Teresa są tak często krytykowane, ponieważ wobec nich często sami czujemy się nie porządku (samo ich istnienie jest sądem na nas samych).
Niewątpliwie tak. Zawsze jednak musimy rozróżniać spośród sądów zafałszowanych i jednostronnych - nigdy nie jest łatwo. W ten sam jednak sposób możnaby odrzucić wszelkie zarzuty wobec J. W. Stalina - i bodaj nawet tak właśnie czyniono: oto ludzie mali i zawistni śmieli podnieść nie tylko oczy ale i rękę na stojącą ponad nimi Postać, gdyby nie to - zbudowanoby komunizm zamiast pierestrojki... Nie, Tereso, nie ma postaci jednoznacznych dla wszystkich lub jest ich niewiele - nie należy zatem a priori przypisywać ani chwalcom ani krytykom złych intencji, bo nie ma działań jedynie dobrych ani jedynie złych: nawet jedynie złych, co mówię z pełną świadomością historii powszechnej.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa | > Nie liczy się - liczy się... Co właściwie oznacza to sformułowanie? Niewątpliwie ocenę. Otóż pytanie zasadnicze, Tereso: oceniamy samych siebie tylko - czy oceniamy innych?Oceniać można po owocach ... Andrzeju, ale po co wikłać się w ocenach innych i ich uczynków? Złota zasada (wszystko, co chcesz, aby to Tobie czyniono, czyn innym) mówi o kreatywności: otwórz oczy, otwórz serce i szukaj twórczych możliwości. Nie musimy pytać czego byśmy sobie życzymy od innych, lecz na innych przenosić wszystko, czego byśmy sobie życzyli. Z drugiej strony w życiu musimy wartościować, czyli oceniać, co dobre, a co lepsze (nie mamy obiektywnej wiedzy), żeby podjąć decyzję. Miłość odgrywa ogromną role w poznawaniu tego, co dobre, lepsze ... ponieważ miłość chce dla drugiej osoby rzeczywistego dobra, chce by się jej dobrze wiodło, by była szczęśliwa. Sami w sobie też posiadamy taki kompas, co dla nas jest dobre, jest nim radość. Akt miłości ukazuje skalę wartości od najniższej do najwyższej, która bez tego aktu nie mogłyby się ukazać. Odczucia wartości mają autentycznie poznawczy charakter. Może wiesz, że temat wartości rozpracowywał filozof i moralista XX wieku Max Scheler. U Schelera wygląda to mniej więcej tak: I. Wartości (od najniższej do najwyższej): - wartości hedonistyczne (przyjemności i nieprzyjemności) - witalne (szlachetność i pospolitość) - wartości Ducha - włącznie z estetycznymi wartościami piękna i brzydoty, z wartościami czystego poznania, - wartości religijne (świętość i nie-świętość). II Oznaki wyższości w skali wartości: - im wyższa wartość, tym bardziej trwała - ... tym mniej zależna od organizmu podmiotu - ... tym bardziej osobista i tym łatwiej można ją dzielić z wieloma innymi osobami. III Najmniejszy udział w wyższej wartości należy przedkładać nad wielki udział w niższej.  wycinek z mar-mat.fm.interia.pl/fenomenologia.doc> Każdy z nas jakichs norm moralnych przestrzega - jedynie owe normy bardzo sie między sobą różnią.Ale z tego nie wynika, że istnieje mnogość konkurujących ze sobą etyk. A poza tym okazuje się, że wcale te normy aż tak bardzo się nie różnią, bo podstawowe wartości są te same. > Dekalog jest jedna z norm, w mojej ocenie ani szczególnie spójną, ani szczególnie kompletną.Dla katolika Dekalog to jest tzw., dolna granica, poniżej której nie wolno schodzić. Ideałem jest Kazanie na Górze (złota reguła), które jak już wspomniałam otwiera nieskończony obszar, w którym może się rozwijać kreatywność w czynieniu dobra  . > Niesposób mi ocenić wiary p. Kurskiego - muszę zatem założyć, że spodziewa się po śmierci sprawiedliwej oceny...To może napiszę wychodząc ze skali Schelera. Wg mnie J. Kurski nie zrobił tego dla przyjemności. Myślę, że urzeczywistnił wartość witalną (zamanifestował swoją siłę) gwałcąc wartości Ducha (dążenie do prawdy), ponieważ, o ile się orientuję, do końca nie sprawdził tego, co mówił. Ale niekoniecznie musi się spodziewać "odpłaty" po śmierci, bo może teraz żałować i zadośćuczynić. Niestety Andrzeju, to jest częsty błąd, często nawet apologeci, pogrążają się i stosują nieczyste chwyty w odpowiedzi na nieczyste sztuczki oponentów.  > "Miłość ci wszystko wybaczy", jak przed wojną śpiewała Ordonka?Miłośc jest często źle rozumiana jako słaba i ckliwa. "Jeśli mnie miłujecie - mowi Chrystus - chowajcie przykazania moje ... Mieszkajcie we mnie, a Ja w was ... Kto mieszka we Mnie, ten wiele owocu przynosi, bo beze Mnie nic uczynić nie możecie ... W tym jest uwielbiony mój Ojciec, abyście bardzo wiele owocu przynosili ..." (ew. św. Jana) > Zgadzam się z Tobą: istnieje pewna etyka uniwersalna - choć nie tyle bym ją wywodził z ludzkiej natury, co z natury rzeczy, z cech immanentnych bytu osobowego i społecznego zarazem, takich jak zamienność ról.Jeśli mówi się o sprawiedliwości społecznej to po to, aby żeby ludzie mieli co im potrzeba do dobrego bytu! Wg mnie postawą decyzji jest sumienie( i nawet, jeśli jest fałszywe, to człowiek, nie ma innej alternatywy). A sumienie zakłada normę moralną, a ta z kolei jest oparta na cechach ludzkiej natury. Role, o których wspomniałeś, tez powinny wynikać z natury człowieka. > Pytanie jednak, Tereso: czy istotnie przodłożono ją nam z zewnątrz w charakterze gotowej ściągi - czy też w straszliwym mozole poznajemy ją strona po stronie jak wielką księgę: a na kartach krew, krew, krew?Poczytaj proszę najpierw hasło BAŁWOCHWALSTWO z tego słownika: www.polonica.net/Sto_zabobonow_JM_Bochenski.htmPytasz czy istotnie przodłożono ją nam z zewnątrz w charakterze gotowej ściągi? Wg mnie tak i jeszcze o wiele więcej! Poniewaz Bóg chce być w nas mocą miłowania. Nawet, jeśli nie jesteśmy aż tak zepsuci, żeby nigdy nie wiedzieć, co jest dobre, to i tak często czynimy, co innego. > Skąd zresztą Bóg jedyny i nieśmiertelny miałby wiedzieć, jaka jest głęboka treść bytu śmiertelnych członków ludzkiego stada - wyobraźnia?Nie wyobraźnia tylko wiedza. Może wiesz, że Bóg jest bliższy nam niż my sami sobie (św. Augustyn). Poza tym, ze jest transcendentny jest też immanentny. Zna każdą naszą myśl!  > Wyobraźnia płata figle nawet bogom: czy wolna wola jest jedynie koncesją, nie uwzględniającą możliwości buntu przeciw celowi ponoć nam danemu, możliwości poszukiwania celów na własny rachunek? Skoro tak - komunizm był królestwem bożym na Ziemi.... uwzględniającą możliwość buntu. Poza tym komunizm empirycznie się nie sprawdził, prawda? > >Trafność sądu zależy od wiedzy, ale i od czystości duszy.> Znasz niezawodną miare owej czystości?Mogę Ci co najwyżej napisać, co zrobić żeby dbać o czystość duszy. Wtedy doświadczysz sam na sobie.  > Tereso, nie ma postaci jednoznacznych dla wszystkich lub jest ich niewiele - nie należy zatem a priori przypisywać ani chwalcom ani krytykom złych intencji, bo nie ma działań jedynie dobrych ani jedynie złych: nawet jedynie złych, co mówię z pełną świadomością historii powszechnej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa | c.d. Trudno jest mi się z tym zgodzić, że nie ma działań jedynie złych. Jeśli kogoś niewinnego zabiję, to wg mnie jest to jedynie złe. Stopień winy może być jedynie minimalny (np. wypadek).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >c.d. >Trudno jest mi się z tym zgodzić, że nie ma działań jedynie złych. Jeśli kogoś niewinnego zabiję, to wg mnie jest to jedynie złe. Stopień winy może być jedynie minimalny (np. wypadek).
No tak, to luksus Etyki Absolutnej: bieda w tym, że Etyk Absolutnych jest tyle ile religii - zatem żadna z nich tak naprawdę absolutna nie jest. A dochodza jeszcze różnice międzyosobnicze. Nie wątpię, Tereso, że uznałabyś za czyn niewybaczalny zamordowania ginekologa - ktoś inny stwierdzi jednak, że poświęcił życie swej ofiary w imię obrony "nienarodzonych".
Każde ludzkie łajdactwo ma jakieś wewnętrzne usprawiedliwienie. Mogę z nim jedynie polemizować - przeciwstawiając moje ludzkie postrzeganie sprawy czyjemuś innemu... Mogę bronić swojego osądu spraw - niczego więcej: nie ma tu miejsca na zło absolutne - ono się pojawa automatycznie jako antyteza, gdy ktoś wymyśli Absolutne Dobro.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | > Oceniać można po owocach (...)Oceny mają zawsze fundament w etyce. Powstrzymywanie się od zbędnych ocen sprowadza się do uznania, że wiele w etyce relatywizmu: gdy uznać ją w całosci za pochodną Absolutu - oceny mnożą się, bo wszystko podlega ocenie, wszak Absolut jest całościowy i wszechogarniający. A co do Miłości... zgodziłabyś się, aby sformułowanie miłuj nieprzyjacioły swoje zastąpić przez szanuj nieprzyjacioły swoje? Szacunek to relacja dająca się dokładniej zdefiniować niż miłość, i dlatego wydaje sie bardziej uzyteczna jako relacja normatywna; miłość? Jest powiedzenie " miłość bywa ślepa" - o szacunku podobnego porzekadła nie znam. > Może wiesz, że temat wartości rozpracowywał filozof i moralista XX wieku Max Scheler. U Schelera wygląda to mniej więcej tak:> I. Wartości (od najniższej do najwyższej):> - wartości hedonistyczne (przyjemności i nieprzyjemności)> - witalne (szlachetność i pospolitość)> - wartości Ducha - włącznie z estetycznymi wartościami piękna i brzydoty, z wartościami czystego poznania,> - wartości religijne (świętość i nie-świętość). (...)Wygląda to niezwykle arbitralnie. Na szczycie hierarchii znajduje się bowiem wartośc niezwykle partykularna i niemierzalna sama z siebie - zatwierdzana przez pewne ciało zbiorowe. Przypuszczam, że KC KPZR mogłoby owa hierarchię zaakceptować - po zamianie jedynie świętości na ideowość. > >Każdy z nas jakichs norm moralnych przestrzega - jedynie owe normy bardzo sie między sobą różnią.> Ale z tego nie wynika, że istnieje mnogość konkurujących ze sobą etyk. A poza tym okazuje się, że wcale te normy aż tak bardzo się nie różnią, bo podstawowe wartości są te same.Toteż dyskutujemy jedynie o szczegółach, Tereso. Dla człowieka nam współczesnego dyskusja na przykład o słuszności stosowania tortur lub składania krwawych ofiar to czas zaprzeszły - pozostaje nam dyskusja o sprawach mniejszej wagi, ale to nie znaczy że żadnej. Dam przykład. Nie dzieli specjalnie katolików i niewierzących różne podejście do tego, czy i kiedy się człowiek konczy - dzieli mocno podejście do tego, kiedy się człowiek zaczyna. Bo to się akurat przekłada na język praktyki - w tym prawa państwowego. > >Dekalog jest jedna z norm, w mojej ocenie ani szczególnie spójną, ani szczególnie kompletną.> Dla katolika Dekalog to jest tzw., dolna granica, poniżej której nie wolno schodzić. Ideałem jest Kazanie na Górze (złota reguła), które jak już wspomniałam otwiera nieskończony obszar, w którym może się rozwijać kreatywność w czynieniu dobra .W Dekalogu, Tereso, nie ma zakazu czynienia zła bliźniemu: jest lista zamknięta w przykazaniach od V do X plus selektywne przykazanie IV. Powiadasz - dolna granica? Marnie byśmy wyglądali, gdyby to akurat była dolna granica: zadawanie bólu na przykład ani okaleczanie nie byłoby naganne. Cóż - bagaż wieków, Dekalog jest niezmienny, etyka rozwija się jakoś. > >Niesposób mi ocenić wiary p. Kurskiego - muszę zatem założyć, że spodziewa się po śmierci sprawiedliwej oceny...> To może napiszę wychodząc ze skali Schelera. Wg mnie J. Kurski nie zrobił tego dla przyjemności. Myślę, że urzeczywistnił wartość witalną (zamanifestował swoją siłę) gwałcąc wartości Ducha (dążenie do prawdy), ponieważ, o ile się orientuję, do końca nie sprawdził tego, co mówił. Ale niekoniecznie musi się spodziewać "odpłaty" po śmierci, bo może teraz żałować i zadośćuczynić.Cóz, szkody społecznej nie wyrządził, bo usiłowanie jej wyrzadzenia było usiłowaniem nieudolnym... Ja jednak wyobrażasz sobie zadośćuczynienie - była to próba manipulacji, zaośćuczynić musiałby społeczeństwu, nie tylko Tuskowi. > Niestety Andrzeju, to jest częsty błąd, często nawet apologeci, pogrążają się i stosują nieczyste chwyty w odpowiedzi na nieczyste sztuczki oponentów.  Tylko w odpowiedzi, Tereso? > >"Miłość ci wszystko wybaczy", jak przed wojną śpiewała Ordonka?> Miłośc jest często źle rozumiana jako słaba i ckliwa.> "Jeśli mnie miłujecie - mowi Chrystus - chowajcie przykazania moje ... Mieszkajcie we mnie, a Ja w was ... Kto mieszka we Mnie, ten wiele owocu przynosi, bo beze Mnie nic uczynić nie możecie ... W tym jest uwielbiony mój Ojciec, abyście bardzo wiele owocu przynosili ..." (ew. św. Jana)Nooo, powiedziałbym, że owa miłość chrześcjańska bywa aż za silna... > >Zgadzam się z Tobą: istnieje pewna etyka uniwersalna - choć nie tyle bym ją wywodził z ludzkiej natury, co z natury rzeczy, z cech immanentnych bytu osobowego i społecznego zarazem, takich jak zamienność ról.> Jeśli mówi się o sprawiedliwości społecznej to po to, aby żeby ludzie mieli co im potrzeba do dobrego bytu!Nie mam na myśli społeczeństwa w sensie ekonomicznym - raczej to, że poznajemy (przynajmniej potencjalnie) różne role społeczne, rozkazujemy i słuchamy. Żyjemy również wśród społecznych zagrożeń, stąd " nic co ludzkie nie jest mi obce" plus wyobraźnia prowadza razem do empatii, a to jest jakimś fundamentem etyki uniwersalnej: czysto ludzki i społeczny mechanzim, niezależny od ideologii i wiary. > Wg mnie postawą decyzji jest sumienie( i nawet, jeśli jest fałszywe, to człowiek, nie ma innej alternatywy). A sumienie zakłada normę moralną, a ta z kolei jest oparta na cechach ludzkiej natury. Role, o których wspomniałeś, tez powinny wynikać z natury człowieka.Diabeł tkwi w szczegółach, Tereso - jak interpretować w powyższym zdaniu powinny? > >Pytanie jednak, Tereso: czy istotnie przodłożono ją nam z zewnątrz w charakterze gotowej ściągi - czy też w straszliwym mozole poznajemy ją strona po stronie jak wielką księgę: a na kartach krew, krew, krew?> Poczytaj proszę najpierw hasło BAŁWOCHWALSTWO z tego słownika:> www.polonica.net/Sto_zabobonow_JM_Bochenski.htmNo, przeczytałem: cóż stąd? Sąd o. Bocheńskiego nie ma nadmiernie uniwersalnego charakteru - w czym innym (i może bardziej skutecznie) można upatrywać szerzenia się wiary w Praw
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | c.d.> Pytasz czy istotnie przedłożono ją nam z zewnątrz w charakterze gotowej ściągi? Wg mnie tak i jeszcze o wiele więcej! Poniewaz Bóg chce być w nas mocą miłowania. Nawet, jeśli nie jesteśmy aż tak zepsuci, żeby nigdy nie wiedzieć, co jest dobre, to i tak często czynimy, co innego.No tak. My sobie ze znana nam etyką nie radzimy - a Bóg? Że my sobie nie radzimy wiemy z obserwacji... > >Skąd zresztą Bóg jedyny i nieśmiertelny miałby wiedzieć, jaka jest głęboka treść bytu śmiertelnych członków ludzkiego stada - wyobraźnia?> Nie wyobraźnia tylko wiedza. Może wiesz, że Bóg jest bliższy nam niż my sami sobie (św. Augustyn).Nie, Tereso - kompletnie nie mam pojęcia  . Za to jesli ktoś głosi że Bo jest mu bliższy niź bliźni - nie wnioskuję stąd o bliskości owego człowieka i Boga (to byt bliżej mi nieznany) - wnioskuję natomiast o jefo stosunku do innych ludzi: i i chyba niebezpodstawnie? > Poza tym, ze jest transcendentny jest też immanentny. Zna każdą naszą myśl! Wiesz co, Tereso? Poświęcę temu Twemu zdaniu odrębny wątek - zafrapowało mnie ono dość mocno, choć to jedynie przypomnienie pewnej prawdy wiary, o ktorej kiedyś zapomniałem: kiedy? Być może podczas lektury "Roku 1984". > >Wyobraźnia płata figle nawet bogom: czy wolna wola jest jedynie koncesją, nie uwzględniającą możliwości buntu przeciw celowi ponoć nam danemu, możliwości poszukiwania celów na własny rachunek? Skoro tak - komunizm był królestwem bożym na Ziemi.> ... uwzględniającą możliwość buntu. Poza tym komunizm empirycznie się nie sprawdził, prawda?Tereso, bunt jest mozliwy w każdym systemie - i w kazdym grozi karą. Nie jestem tylko pewien, czy obiecana kara gdziekolwiek dorównała tej, którą grozi nam chrześcijańastwo. > >>Trafność sądu zależy od wiedzy, ale i od czystości duszy.> >Znasz niezawodną miare owej czystości?> Mogę Ci co najwyżej napisać, co zrobić żeby dbać o czystość duszy. Wtedy doświadczysz sam na sobie. Ech, jak Ty głęboko wierzysz w moc sprawczą słowa... Bywa, że owego poczucia czystości doświadczają ludzie zbrunkani w stopniu dla przeciętnego zjadacza chleba niewyobrażalnym. > >Tereso, nie ma postaci jednoznacznych dla wszystkich lub jest ich niewiele - nie należy zatem a priori przypisywać ani chwalcom ani krytykom złych intencji, bo nie ma działań jedynie dobrych ani jedynie złych: nawet jedynie złych, co mówię z pełną świadomością historii powszechnej.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa | > A co do Miłości... zgodziłabyś się, aby sformułowanie miłuj nieprzyjacioły swoje zastąpić przez szanuj nieprzyjacioły swoje? Szacunek to relacja dająca się dokładniej zdefiniować niż miłość, i dlatego wydaje sie bardziej uzyteczna jako relacja normatywna; miłość? Jest powiedzenie "miłość bywa ślepa" - o szacunku podobnego porzekadła nie znam.Po pierwsze okazuje się, że miłość nie tylko nie zaślepia, ale otwiera oczy na dodatnie cechy osoby. Po drugie Pan Bóg w Piśmie św. powiedział wiele rzeczy  . Czy zasady: "Jeśli spotkasz wołu twego wroga albo jego osła błąkającego się, odprowadź je do niego.""Jeśli ujrzysz, że osioł twego wroga upadł pod swoim ciężarem, nie ominiesz, ale razem z nim przyjdziesz mu z pomocą""Gdy wróg twój łaknie, nakarm go chlebem, gdy pragnie, napój go wodą - żar ognia zgromadzisz na nim, a Pan ci za to zapłaci."mówią o tylko szacunku czy jednak o czymś więcej?  W ST są też fragmenty o kamienowaniu, itp. Przypuszczam, ze zechcesz mi zadać śmiertelny cios cytując je?  > Na szczycie hierarchii znajduje się bowiem wartośc niezwykle partykularna i niemierzalna sama z siebie - zatwierdzana przez pewne ciało zbiorowe. Przypuszczam, że KC KPZR mogłoby owa hierarchię zaakceptować - po zamianie jedynie świętości na ideowość.Wątpię, ponieważ owa ideowość stała w konflikcie z wartościami czystego poznania. Nie można było mówić prawdy, albo inaczej to partia decydowała o wynikach naukowych (np. w ZSRR). Poza tym katolicyzm przedkłada dobro jednostki nad wszystko inne, w tym dobro "społeczeństwa". > Dam przykład. Nie dzieli specjalnie katolików i niewierzących różne podejście do tego, czy i kiedy się człowiek konczy - dzieli mocno podejście do tego, kiedy się człowiek zaczyna. Bo to się akurat przekłada na język praktyki - w tym prawa państwowego.Andrzeju, jeśli nie wiadomo, kiedy człowiek się zaczyna, to czy nie bezpieczniej jest uznać, że "zaczyna się" - że się tak się wyrażę- od "zygoty". Po prostu każdy poczęty człowiek jest mile widziany na tym świecie. > W Dekalogu, Tereso, nie ma zakazu czynienia zła bliźniemu: jest lista zamknięta w przykazaniach od V do X plus selektywne przykazanie IV. Powiadasz - dolna granica? Marnie byśmy wyglądali, gdyby to akurat była dolna granica: zadawanie bólu na przykład ani okaleczanie nie byłoby naganne. Cóż - bagaż wieków, Dekalog jest niezmienny, etyka rozwija się jakoś.Nigdy mi nie przyszło do głowy, aby traktować te przykazania tak literalnie. Jestem przeciwna takiemu legislacyjnemu  podejściu. > Cóz, szkody społecznej nie wyrządził, bo usiłowanie jej wyrzadzenia było usiłowaniem nieudolnym... Ja jednak wyobrażasz sobie zadośćuczynienie - była to próba manipulacji, zaośćuczynić musiałby społeczeństwu, nie tylko Tuskowi.Trzeba wpierw uznać swój błąd ... > Tylko w odpowiedzi, Tereso?Acha, czyli już wiem, że nie tylko. > Nooo, powiedziałbym, że owa miłość chrześcjańska bywa aż za silna...Miłość była ok, tylko metody jej okazywania były złe, tzn. nieewangeliczne. > Nie mam na myśli społeczeństwa w sensie ekonomicznym - raczej to, że poznajemy (przynajmniej potencjalnie) różne role społeczne, rozkazujemy i słuchamy. Żyjemy również wśród społecznych zagrożeń, stąd "nic co ludzkie nie jest mi obce" plus wyobraźnia prowadza razem do empatii, a to jest jakimś fundamentem etyki uniwersalnej: czysto ludzki i społeczny mechanzim, niezależny od ideologii i wiary.Całe szczęście chrz. nie jest ideologią, jest wiarą i to wiarą mającą w założeniach wzmacniać (odnawiać) to, co naturalne.  > >Wg mnie postawą decyzji jest sumienie( i nawet, jeśli jest fałszywe, to człowiek, nie ma innej alternatywy). A sumienie zakłada normę moralną, a ta z kolei jest oparta na cechach ludzkiej natury. Role, o których wspomniałeś, tez powinny wynikać z natury człowieka.> Diabeł tkwi w szczegółach, Tereso - jak interpretować w powyższym zdaniu powinny?Rzeczywiście moja pomyłka. Role wynikają również z natury człowieka. Dalej wolałabym nie wychodzić. > Nie, Tereso - kompletnie nie mam pojęcia . Za to jesli ktoś głosi że Bo jest mu bliższy niź bliźni - nie wnioskuję stąd o bliskości owego człowieka i Boga (to byt bliżej mi nieznany) - wnioskuję natomiast o jefo stosunku do innych ludzi: i i chyba niebezpodstawnie?Nie, postaraj się raczej co rozumieć, że "Bóg jest mi bliższy, niż ja sam sobie." Jesli Bóg istnieje, to tak jest - niezależnie od tego czy jesteś niewierzący czy wierzący. > Tereso, bunt jest mozliwy w każdym systemie - i w kazdym grozi karą. Nie jestem tylko pewien, czy obiecana kara gdziekolwiek dorównała tej, którą grozi nam chrześcijańastwo.Ponieważ jest to kara za pogwałcenie własnego sumienia. > Ech, jak Ty głęboko wierzysz w moc sprawczą słowa... Bywa, że owego poczucia czystości doświadczają ludzie zbrunkani w stopniu dla przeciętnego zjadacza chleba niewyobrażalnym.Taak ... a pierwszym świętym KrK jest łotr.  Kocham tę wiarę za jej paradoksalność. > Nie wątpię, Tereso, że uznałabyś za czyn niewybaczalny zamordowania ginekologa - ktoś inny stwierdzi jednak, że poświęcił życie swej ofiary w imię obrony "nienarodzonych".A wcześniej napisałeś, że "miłośc chrześcjańska bywa aż za silna.."? Zdecyduj się  . > Każde ludzkie łajdactwo ma jakieś wewnętrzne usprawiedliwienie. Mogę z nim jedynie polemizować - przeciwstawiając moje ludzkie postrzeganie sprawy czyjemuś innemu... Mogę bronić swojego osądu spraw - niczego więcej: nie ma tu miejsca na zło absolutne - ono się pojawa automatycznie jako antyteza, gdy ktoś wymyśli Absolutne Dobro.Ale, Andrzeju, jeśli pozbędziemy się dobra, czyli wymieńmy: rozumu, słońca, powietrza, poczucia humoru, itd. to już nic nie pozostanie!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | > >A co do Miłości... zgodziłabyś się, aby sformułowanie miłuj nieprzyjacioły swoje zastąpić przez szanuj nieprzyjacioły swoje? Szacunek to relacja dająca się dokładniej zdefiniować niż miłość, i dlatego wydaje sie bardziej uzyteczna jako relacja normatywna; miłość? Jest powiedzenie "miłość bywa ślepa" - o szacunku podobnego porzekadła nie znam.> Po pierwsze okazuje się, że miłość nie tylko nie zaślepia, ale otwiera oczy na dodatnie cechy osoby.> Po drugie Pan Bóg w Piśmie św. powiedział wiele rzeczy . Czy zasady:> "Jeśli spotkasz wołu twego wroga albo jego osła błąkającego się, odprowadź je do niego."> "Jeśli ujrzysz, że osioł twego wroga upadł pod swoim ciężarem, nie ominiesz, ale razem z nim przyjdziesz mu z pomocą"> "Gdy wróg twój łaknie, nakarm go chlebem, gdy pragnie, napój go wodą - żar ognia zgromadzisz na nim, a Pan ci za to zapłaci."> mówią o tylko szacunku czy jednak o czymś więcej? O szacunku nie mówią an trochę, Tereso. Mówią o sytuacjach, samych w sobie bezkonfliktowych - co jednak z sytuacjami konfliktowymi? Czyli - nie, nie można po prostu szanować przeciwników. To dla mnie na płaszczyźnie ludzkiej niepojete - na płaszczyźnie dogmatycznej? Owszem, rozumiem. Co to jest chrześcijańska miłośc bliźniego decydują wszak sami chrześcijanie - bliźniemu nic do tego; z szacunkiem sprawa nie byłaby taka prosta. Szacunek dla człowieka, Tereso, obejmuje także jego poglądy - a miłość? Poglądów przecież kochac nie można - więc pojawia się miłość rodzicielska: chrześcijanin chce dobrze dla swojego oponenta, i baczy pilnie aby ten nie zaprzepaścił swej szansy na zbawienie. Jak pilnie? Cóż, niekiedy bardzo. To się rzecz jasna już dziś nie przekłada bezpośrednio na praktykę, postęp łagodzi obyczaje. Niemniej zawsze w tle jest owa miłość - miłość zaborcza, skoro nie wystarczy jej (zgodnie z rzeczywistym stanem relacji społecznych) sprowadzić do szacunku. > W ST są też fragmenty o kamienowaniu, itp. Przypuszczam, ze zechcesz mi zadać śmiertelny cios cytując je? Nie, Tereso - oboje zdajemy sobie sprawę z tego, że wiele przepisów starotestamentowych jest dziś kompletnie zwietrzałych. Nie mój problem, jak chrześcijanie godzą swoje przekonanie o natchnionym charakterze Pisma z tymi anachronizmami. Cóż, Jezus i jego następcy w wierze składali nowe wyznanie z tego, co było pod ręką: własna jest pewna warstwa etyczna - filozofia natury i społeczeństwa pochodzą z wiary, którą Jezus kontestował. Problem chyba w czym innym, Tereso: otóż Jezus miał odwagę występować przeciw kanonowi. Duch kontestacji nie przetrwał jednak wśród wyznawców - jedynie skamieniałe słowa Mistrza; w tym sensie jego klęska była przeogromna. > >Na szczycie hierarchii znajduje się bowiem wartośc niezwykle partykularna i niemierzalna sama z siebie - zatwierdzana przez pewne ciało zbiorowe. Przypuszczam, że KC KPZR mogłoby owa hierarchię zaakceptować - po zamianie jedynie świętości na ideowość.> Wątpię, ponieważ owa ideowość stała w konflikcie z wartościami czystego poznania. Nie można było mówić prawdy, albo inaczej to partia decydowała o wynikach naukowych (np. w ZSRR). Poza tym katolicyzm przedkłada dobro jednostki nad wszystko inne, w tym dobro "społeczeństwa".Mówisz o stosunku Kościoła do systemu kopernikańskiego, teorii ewolucji itp? Nie - tak daleko komuniści sie nie posunęli. Zabawna sprawa - jeśli tak to można nawać - lobotomia nadoczodołowa święciła tryumfy medyczne i komercyjne w wolnym świecie, okaleczając straszliwie tysiące istnień ludzkich; ta sama lobotomia była w ZSRR od 1948 roku (czyli praktycznie od początku zakazana jako wysoce niemoralna: to co Zachód uznał za tryumf medycyny, w stalinowskiej Rosji stosowano pokątnie i na mocno ograniczoną skalę (stoparędziesiąt przypadków wobec dziesiątków tysięcy w wolnym świecie) wobec dysydentów - dziwne bywają dzieje świata... > >Dam przykład. Nie dzieli specjalnie katolików i niewierzących różne podejście do tego, czy i kiedy się człowiek konczy - dzieli mocno podejście do tego, kiedy się człowiek zaczyna. Bo to się akurat przekłada na język praktyki - w tym prawa państwowego.> Andrzeju, jeśli nie wiadomo, kiedy człowiek się zaczyna, to czy nie bezpieczniej jest uznać, że "zaczyna się" - że się tak się wyrażę- od "zygoty". Po prostu każdy poczęty człowiek jest mile widziany na tym świecie.Tereso, łatwo jest twierdzić nie wiadomo - jeśli do kobiety mającej problem (a i do samego przyszłego człowieka - obciążonego np. straszliwymi wadami genetycznymi) podchodzi się z miłością ale bez szacunku. Szacunek jednak mówi: nie da się powiedzieć "nie wiem" gdy wiemy, kiedy zaczyna funkcjonować układ nerwowy. Dla katolików człowieczeństwo to wszak nie układ nerwowy a dusza i mają niejakie problemy... W ustawodawstwie zezwalającym na oborcję przyjęto znaczna granicę bezpieczeństwa - katolicy wolą jednak granicę absurdalną, byleby ich wierzenia pozostały jako tako spójne: a ludzkie losy? Bez znaczenia. A ja postrzegam rzecz tak. Skoro pośmiertna kara i nagroda w chrześcijaństwie są o wiele więcej warte niż całe nasze życie - katolik bez trudu rozstrzyga między zbawieniem a śmiercią czy cierpieniem doczesnym, zwłaszcza gdy chodzi o jego własne zbawienie a cudze życie. c.d.n.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | c.d.> >W Dekalogu, Tereso, nie ma zakazu czynienia zła bliźniemu: jest lista zamknięta w przykazaniach od V do X plus selektywne przykazanie IV. Powiadasz - dolna granica? Marnie byśmy wyglądali, gdyby to akurat była dolna granica: zadawanie bólu na przykład ani okaleczanie nie byłoby naganne. Cóż - bagaż wieków, Dekalog jest niezmienny, etyka rozwija się jakoś.> Nigdy mi nie przyszło do głowy, aby traktować te przykazania tak literalnie. Jestem przeciwna takiemu legislacyjnemu podejściu.Tyle, że przeciwstawiasz dość dobrze uporządkowanej etyce humanistycznej chrześcijańskie jej pojęcie - a ono jest jakie jest. O szczegółach rozstrzygają bez opamiętania kolejni papieże - ot, Jan Paweł II ze swą wręcz obsesją zycia od naturalnego poczęcia. Jezus miał odwagę reformować skostniała doktrynę etyczną - katolicy podobnej śmiałości nie wykazują ani trochę: cóż, przyjdzie czekać na kolejnego Mesjasza, który to zrobi za Was. > >Cóz, szkody społecznej nie wyrządził, bo usiłowanie jej wyrzadzenia było usiłowaniem nieudolnym... Ja jednak wyobrażasz sobie zadośćuczynienie - była to próba manipulacji, zadośćuczynić musiałby społeczeństwu, nie tylko Tuskowi.> Trzeba wpierw uznać swój błąd ...Byc może uznał - tego nie wiemy: rozpocżął eskalację, która potem i w niego uderzyła, co prawda dość słabo. Być może Tusk potrafi się uczyc na błędach - publicznie raczej się nie przyzna, tego się w polityce nie czyni. > >Nooo, powiedziałbym, że owa miłość chrześcjańska bywa aż za silna...> Miłość była ok, tylko metody jej okazywania były złe, tzn. nieewangeliczne.Ale ustaliliśmy, że owa miłość nie da się zastąpić szacunkiem dla drugiego człowieka? Tu lezy pies pogrzebany... Jeśli pewien imperatyw moralny daje się realizować tylko na jeden sposób (albo w ogóle daje się w taki sposób realizować) - on sam nie pozostaje poza podejrzeniami. Powiedziałbym, że na przestrzeni dziejów jedne nieewangeliczne sposoby okazywania miłości zostają wyparte przez inne, równie nieewangeliczne: chyba że ja nie rozumiem przesłania Ewangelii. > >Nie mam na myśli społeczeństwa w sensie ekonomicznym - raczej to, że poznajemy (przynajmniej potencjalnie) różne role społeczne, rozkazujemy i słuchamy. Żyjemy również wśród społecznych zagrożeń, stąd "nic co ludzkie nie jest mi obce" plus wyobraźnia prowadza razem do empatii, a to jest jakimś fundamentem etyki uniwersalnej: czysto ludzki i społeczny mechanzim, niezależny od ideologii i wiary.> Całe szczęście chrz. nie jest ideologią, jest wiarą i to wiarą mającą w założeniach wzmacniać (odnawiać) to, co naturalne. Naprawdę uważasz, że wiara religijna nie jest ideologią? Możesz sadzić, że jest czymś więcej - ale ideologią jest również: co ja od ideologii różni poza tym, że ideologie odwołują się do ziemskich celów - równie zreszta niesprawdzalnych zanim się po nie nie sięgnie jak życie wieczne? > >>Wg mnie postawą decyzji jest sumienie(i nawet, jeśli jest fałszywe, to człowiek, nie ma innej alternatywy). A sumienie zakłada normę moralną, a ta z kolei jest oparta na cechach ludzkiej natury. Role, o których wspomniałeś, tez powinny wynikać z natury człowieka.> >Diabeł tkwi w szczegółach, Tereso - jak interpretować w powyższym zdaniu powinny?> Rzeczywiście moja pomyłka. Role wynikają również z natury człowieka. Dalej wolałabym nie wychodzić.Zapamiętajmy jednak przywołane przez Ciebie tomistyczne podejście do sumienia fałszywego - zaraz się przyda. > >Nie, Tereso - kompletnie nie mam pojęcia . Za to jesli ktoś głosi że Bo jest mu bliższy niź bliźni - nie wnioskuję stąd o bliskości owego człowieka i Boga (to byt bliżej mi nieznany) - wnioskuję natomiast o jefo stosunku do innych ludzi: i i chyba niebezpodstawnie?> Nie, postaraj się raczej co rozumieć, że "Bóg jest mi bliższy, niż ja sam sobie." Jesli Bóg istnieje, to tak jest - niezależnie od tego czy jesteś niewierzący czy wierzący.Ale bliźni nie jest Ci bliższy niż Bóg? Zatem można zniszczyć jego wolę i poswięcić jego życie dla sprostania boskim nakazom - w imię, koniec końców, Twojego zbawienia? > >Tereso, bunt jest mozliwy w każdym systemie - i w kazdym grozi karą. Nie jestem tylko pewien, czy obiecana kara gdziekolwiek dorównała tej, którą grozi nam chrześcijańastwo.> Ponieważ jest to kara za pogwałcenie własnego sumienia.Skoro ono własne, to Bogu nic do niego. Przypomne jednak - sumienia fałszywego nie ma potrzeby gwałcić, aby postępować źle - cokolwiek by owo źle oznaczało. Zatem sprawa owego gwałtu na sumieniu w ogóle nie daje się w doktrynie katolickiej rozstrzygnąć. Albo człowiek postępuje wbrew sumieniu i grzeszy - albo jest w nim w zgodzie jakiekolwiek by nie było... W efekcie łatwo jest przypisać fałszywe sumienie (i zgodność z nim) jednym zbrodniarzom - zaś działanie wbrew sumieniu innym; Nie, Tereso - dla mnie sumienie jest terenem konfliktu wartości. Liczy się skutek zewnetrzny, nie sam konflikt lub jego brak - brak konfliktów sumienia jest po prostu brakiem sumienia. W katolicyzmie było, jest i bedzie wiele okrucieństwa - bo sumienia nie pozostawiono w nim człowiekowi, zrobiono z niego pomost miedzy ziemskim i pozaziemskim. > >Ech, jak Ty głęboko wierzysz w moc sprawczą słowa... Bywa, że owego poczucia czystości doświadczają ludzie zbrunkani w stopniu dla przeciętnego zjadacza chleba niewyobrażalnym.> Taak ... a pierwszym świętym KrK jest łotr. Kocham tę wiarę za jej paradoksalność.Nie tylko pierwszym - wielu innych dałoby się tym epitetem okreslić. Z punktu widzenia doktryny wiary i politycznych interesów Kościoła byli wręcz doskonali - a z ludzkiego punktu widzenia. Cóż, mieliby sporo na sumieniu - gdyby je mieli. c.d.n.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | c.d.> A wcześniej napisałeś, że "miłośc chrześcjańska bywa aż za silna.."? Zdecyduj się .Mam nadzieję, że Twoja aż tak silna nie jest. Bywa jednak różnie i nie da się nad tym przejść do porządku dziennego. Jan Paweł II na przykłąd tak bardzo kochał dzieci poczęte (termin w istocie swej dosyc abstrakcyjny), że apelował do Bośniaczek (muzułmanki) gwałconych przez Chorwatów (katolicy) o nieprzerywanie ciąży; niby tylko apel, ale jakieś granice przyzwoitosci w mojej ocenie przekroczono i to drastycznie. Tak bardzo też kochał plemniki, że odmówił dziesiątkowanej przez AIDS Czarnej Afryce błogosławieństwa dla prezerwatywy - czy kochał też Afrykanów? > >Każde ludzkie łajdactwo ma jakieś wewnętrzne usprawiedliwienie. Mogę z nim jedynie polemizować - przeciwstawiając moje ludzkie postrzeganie sprawy czyjemuś innemu... Mogę bronić swojego osądu spraw - niczego więcej: nie ma tu miejsca na zło absolutne - ono się pojawa automatycznie jako antyteza, gdy ktoś wymyśli Absolutne Dobro.> Ale, Andrzeju, jeśli pozbędziemy się dobra, czyli wymieńmy: rozumu, słońca, powietrza, poczucia humoru, itd. to już nic nie pozostanie! Jakoś zachowujesz pogodę ducha Tereso - ale to niełatwe o w obliczu Dobra Absolutnego: w jego cieniu lęgnie się zawsze Absolutne Zło, nie ma jednego bez drugiego. Wiesz, poniekąd jestem heglistą...
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa | > Szacunek dla człowieka, Tereso, obejmuje także jego poglądy - a miłość?Chciałam po prostu zwrócić uwagę na to, że poglądy, które są w sposób oczywisty nieprawdziwe, sprzeczne lub niezgodne z nauką trzeba nie tyle szanować, co demaskować. Autentyczny szacunek wg mnie wymaga właśnie poważnego i krytycznego potraktowania poglądów przeciwnika. Oczywiście, że można wysoko cenić "przeciwników", np.: "Uważam, że Marks jako naukowiec to wielka postać; jako filozof dla mnie nie istnieje; jako moralista zrobił bardzo wiele; i wreszcie czwarta sprawa: jego światopogląd, który ma ogromny wpływ na masy. Cena jest u niego krytyka heglizmu, filozofii tradycyjnej, teorii poznania. Jest współtwórcą socjologii, zawdzięczamy mu koncepcję alienacji:" (Bocheński, "Miedzy logiką a wiarą"). Wg Ewangelii nienawiść i pogarda bliźniego godna jest ognia piekielnego (Kazanie na Górze). Ci, którzy przeszli na stronę nienawiści i chęci zemsty zapomnieli o istocie swej wiary. Oj będziemy skwierczeć w czyśćcu.  Może znasz taką przypowieść o celniku i faryzeuszu (Ew. Łukasza 18:9-14, BT). Jezus skierował słowa tej przypowieści do "niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili": "Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam." . Faryzeusz nie został usprawiedliwiony, pomimo że wypełniał uczynki zewnętrzne, ponieważ do swego usprawiedliwienia potrzebował tła grzechów innych ludzi, a więc w rzeczy samej był bezbożnikiem. > Problem chyba w czym innym, Tereso: otóż Jezus miał odwagę występować przeciw kanonowi. Duch kontestacji nie przetrwał jednak wśród wyznawców - jedynie skamieniałe słowa Mistrza; w tym sensie jego klęska była przeogromna.Andrzeju, dziwna rzecz, ale jak dotąd Krk zawsze się odnawiał i podnosił  , np. ruch franciszkański w średniowieczu, ruch charyzmatyczny w XX wieku. Choć wielu ludzi w tym Wolter odgrażało się, że uwolni Europę "od widoku tego europejskiego dalajlamy".  > to co Zachód uznał za tryumf medycyny, w stalinowskiej Rosji stosowano pokątnie i na mocno ograniczoną skalę (stoparędziesiąt przypadków wobec dziesiątków tysięcy w wolnym świecie) wobec dysydentów - dziwne bywają dzieje świata...Dlatego nie jest zwolenniczką światopoglądu naukowego, który opiera się na nauce tak zmiennej i tak mylnej. Ale trzeba przyznać, ze nie nauka jest zła, tylko użytek, jaki z niej człowiek robi. > W ustawodawstwie zezwalającym na oborcję przyjęto znaczna grancę bezpieczeństwa - katolicy wolą jednak granicę absurdalną, byleby ich wierzenia pozosyttały jako toko spójne: a ludzkie losy? Bez znaczenia.Ale ofiarą aborcji nie jest tylko dziecko, ale i kobieta. Zobacz: tzw. "zespół poaborcyjny": "Najnowsze badania zaczynają potwierdzać hipotezę, że przerwanie ciąży może być przyczyną długotrwałych, poważnych zaburzeń emocjonalnych w życiu kobiety. Powoli zaczął funkcjonować termin "zespół poaborcyjny", użyty po raz pierwszy przez dr Vincent Rue, dyrektora Institute of Post Abortion Recovery w Portsmouth, w New Hampshire. Ma ona na celu opisanie niezdolności kobiety do wyrażenia swojego gniewu, złości i winy, które to odczucia towarzyszą przerwaniu ciąży, niezdolności do pogodzenia się z utratą swojego dziecka i wreszcie, niemożności odnalezienia spokoju." Więcej: www.mateusz.pl/mz/1996/L93-3-2.htm.Wspomniałeś o JPII. Wg mnie gwałt to jest jedno zło, aborcja to - drugie. Nie można jednego zła "naprawiać" drugim złem. Czy jeśli kobietę spotkała już jedna tragedia (gwałt) to ma jeszcze ma przeżywać kolejną jeszcze gorszą tragedię (aborcję)? Dla mnie to nie jest zbyt moralne. > Ale bliźni nie jest Ci bliższy niż Bóg? Zatem można zniszczyć jego wolę i poswięcić jego życie dla sprostania boskim nakazom - w imię, koniec końców, Twojego zbawienia?Nie, Andrzeju, możesz być spokojny papież nam tego zabronił  mówiąc, że "prawda nie inaczej się narzuca, jak tylko mocą samej prawdy" . Może wiesz, ze papież przeprosił za błędy KrK. Załączam : 1. linka do wyznania win KrK: www.opoka.(*)twy/wyznanie_win_12032000.html2. "OGÓLNA ZASADA WOLNOŚCI RELIGIJNEJ" " Obecny Sobór Watykański oświadcza, iż osoba ludzka ma prawo do wolności religijnej. Tego zaś rodzaju wolność polega na tym, że wszyscy ludzie powinni być wolni od przymusu ze strony czy to poszczególnych ludzi, czy to zbiorowisk społecznych i jakiejkolwiek władzy ludzkiej, tak aby w sprawach religijnych nikogo nie przymuszano do działania wbrew jego sumieniu ani nie przeszkadzano mu w działaniu według swego sumienia prywatnym i publicznym, indywidualnym lub w łączności z innymi, byle w godziwym zakresie. Poza tym oświadcza, że prawo do wolności religijnej jest rzeczywiście zakorzenione w samej godności osoby ludzkiej, którą to godność poznajemy przez objawione słowo Boże i samym rozumem. To prawo osoby ludzkiej do wolności religijnej powinno być w taki sposób uznane w prawnym ustroju społeczeństwa, aby stanowiło prawo cywilne. " www.nonpos(*)or_II/dignitatis_humanae/I.phpMiałam na myśli bliskość Boga w innym znaczeniu, że "Bóg myśli siebie w nas" jak powiedział Paul Evdokimov, ponieważ wcześniej rozmawialiśmy o wolnej woli.  > Cóż, mieliby sporo na sumieniu - gdyby je mieli."Jednakże żadne okoliczności ani próby zagłuszenia nie zdołają stłumić głosu Boga, który rozbrzmiewa w sumieniu każdego człowieka: właśnie w tym ukrytym sanktuarium sumienia człowiek może się zawsze nawrócić i znów wejść na drogę miłości, otwarcia się na innych i służby życiu ludzkiemu." www.opoka.(*)ii/encykliki/evangelium_1.htmlPo prostu trudno w to uwierzyć, że Bóg nie tylko przebacza grzechy, ale również idzie sam jak pasterz w góry i pustkowia, aby ratować grzesznika ...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Co do zespołu poaborcyjnego | > "Najnowsze badania zaczynają potwierdzać hipotezę, że przerwanie ciąży może być przyczyną długotrwałych, poważnych zaburzeń emocjonalnych w życiu kobiety. Powoli zaczął funkcjonować termin "zespół poaborcyjny", użyty po raz pierwszy przez dr Vincent Rue, dyrektora Institute of Post Abortion Recovery w Portsmouth, w New Hampshire. Ma ona na celu opisanie niezdolności kobiety do wyrażenia swojego gniewu, złości i winy, które to odczucia towarzyszą przerwaniu ciąży, niezdolności do pogodzenia się z utratą swojego dziecka i wreszcie, niemożności odnalezienia spokoju."> Więcej: www.mateusz.pl/mz/1996/L93-3-2.htm.Tereso, palenie tytoniu jest przyczyną chorób dramatycznych - to juz nie zaburzenia emocjonalne. Zwalcza sie przyczynowo ów zespół nikotynowy tworzeniem stref bezdymnych (ale nie strefy bezdymnej, z której nie ma ucieczki) i drastycznymi obowiązkowymi ostrzeżeniami na paczkach papierosów. Gdyby jednak dało się wyeliminować ryzko tej czy innej choroby związanej z paleniem tytoniu - palenie stałoby się znacznie bardziej moralnie obojętne, i nie byłoby już dobrego celu, aby z nim walczyć. Przecież ów zespół poaborcyjny nasila się tym bardziej, im bardziej Kościół aborcję potępia - mamy zatem walkę z aborcją a zarazem radosną zgodę, aby ów zespół czynić tak ciężkim jak się da: uważasz, że jest inaczej? Jeśli komukolwiek z wierzących zespół poaborcyjny sam w sobie wydaje się rzeczą złą a nie dobrą - winien optować za oględnością w potepianiu aborcji i oskarżaniu kobiet ją dokonujących. Bo tak widzimy jedynie hipokryzję: głoszenie że coś jest złem,a zarazem uznawanie owego zła za błogosławiony mechanizm przeciwdziałający aborcjom. Co - jak podejrzewam - może wspłynąć i na obraz samego zespołu oaborcyjnego w oczach lekarzy-katolików: rzecz na silne zabarwienie ideologiczne. Alkoholizm jest zdecydowanie groźniejszy od nikotynizmu, bo rzecz już nie tylko w następstwach dalekich i niepewwnych. Przypomnę Ci amerykańską prohibicję, a również zaniechanie jej - gdy sie okazało, że obok deklarowanych celów "zyskano" również znaczny rozwój inicjatyw nielegalnych zakaz łamiących i tworżacych podziemne fortuny: nie przypomina Ci to funkcjonowania w Posce prawa antyaborcyjnego? > Wspomniałeś o JPII. Wg mnie gwałt to jest jedno zło, aborcja to - drugie. Nie można jednego zła "naprawiać" drugim złem. Czy jeśli kobietę spotkała już jedna tragedia (gwałt) to ma jeszcze ma przeżywać kolejną jeszcze gorszą tragedię (aborcję)? Dla mnie to nie jest zbyt moralne.A tragedia matki dziecka z gwałtu - a tragedia tego dziecka? Ważysz rózne tragedie - czy ograniczasz sie do jednej, z innych względów wybranej? Ech, katolicka miłość bliźniego... A z czysto pragmatycznego punktu widzenia: dbacie bardzo, Tereso, aby i gwałciciele mogli jakoś zapewnić swoim genom nieśmiertelność. O obiekty pożądania dbaja sami - ale katolicy staraja się jak mogą zapewnić im matki zastępcze - matki nie z własnego przeciez wyboru.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | teresa | Odp: A dlaczego wy...? | c.d.> Zapamiętajmy jednak przywołane przez Ciebie tomistyczne podejście do sumienia fałszywego - zaraz się przyda> Cóż, mieliby sporo na sumieniu - gdyby je mieli.Rzeczywiście napisałam, że: "Jednakże żadne okoliczności ani próby zagłuszenia nie zdołają stłumić głosu Boga, który rozbrzmiewa w sumieniu każdego człowieka: właśnie w tym ukrytym sanktuarium sumienia człowiek może się zawsze nawrócić i znów wejść na drogę miłości, otwarcia się na innych i służby życiu ludzkiemu." www.opoka.(*)ii/encykliki/evangelium_1.html a to jest rzeczywiście jakby w sprzeczności z tomistycznym podejściem do sumienia fałszywego, ale tylko pozornie. Niestety kto brnie w grzechach może się doczekać w skrajnych przypadkach zupełnej ślepoty duchowej. Ale nawet grzechy mniejsze oślepiają sumienie i osłabiają nasz wzrok. Na szczególną uwagę zasługuje czystość życia, ponieważ jednym z następstw np. rozpusty jest otępienie duchowe. Innymi słowy sumienie może być "błędne z winy człowieka". Ale nawet, jeśli ktoś ma sumienie fałszywe (jako wierzący), może się modlić, aby dobry Bóg  raczył oświecić jego głupotę. "Nie wolno jednak nigdy mylić błędnego "subiektywnego" mniemania o dobru moralnym z prawdą "obiektywną", ukazaną rozumowi człowieka jako droga do jego celu"(zobacz Veritatis splendor, "Sumienie a prawda", www.nonpos(*)l_II/veritatis_splendor/II.php). Andrzeju, bo jest coś więcej, jak wspomniałam Bóg jest immanentny w człowieku, w jego woli. Pełniąc jego wolę jesteś bardziej sobą niż byś nim był gdybyś działał na własną rękę. Ponieważ jesteś sobą w najwyższym tego słowa znaczeniu, gdy postępujesz zgodnie z tym, co w Tobie samym jest najwyższe.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Tereso - mówiąć miłuj bliźniego swego bądź szanuj bliźniego swego - i mówiąc to samo także o naszych przeciwnikach - nie mówimy o poglądach, jeśli juz to o prawie ich posiadania i głoszenia.
Szanuję jedne poglądy - innych nie (to nie dotyczy agregatów takich jak światopogląd, ale poglądów szczegółowych, mający zatem odniesienia praktyczne). Szanuję czyjekolwiek prawo do głoszenia pogladów dowolnych - co nie znaczy, żę z samymi poglądami nie polemizuję: jeśli trzeba - ostro. Szanuję bezwarunkowo prawo każdego do posiadania najzupełniej dowolnych poglądów: moge odrzucać czyjes poglądy, ale narzucać komukolwiek jakichkolwiek nie mam prawa, możliwości zreszta też.
Mam wrażenie, że w oparciu o miłość trudno bedzie oodzielić trzy wymienione sfery: poglady jako takie, ich głoszenie, ich posiadanie. Miłość jest relacją interpersonalną - nawet miłośc tak odpersonalizowana przez niezbedność boskiego jej podmiotu najwyższego jak chrzescijańska...
Zwróć proszę uwagę na jedno: w przypowieści o celniku i faryzeuszu mamy pewne dramatis personae: ocenie podlega typowość, nie jednostkowość. Typowość można szanować lub nie - czy mozna ja jednak kochać lub nienawidzić? Obawiam się, że to niewykonalne. Mój szacunek czy niechęć do poglądów moga być wyrażone abstrakcyjnie - Twoje też: co jednak z miłością? Deklarujesz ją wobec osoby zdefiniowanej jedynie co do poglądu, zatem raczej jak rzecz określona co do gatunku w kodeksie cywilnym czy handlowym - czy wobec osoby samej w sobie? Ta druga jest zawsze jednostkowa - jesli potrafisz kochać kategorię, nasze rozumienia miłości różnią się znacznie. Możesz rzecz jasna dowolnie na swój użytek (i na uzytek w dyskusji) definiować miłość - co jednak z miłością w rozumieniu potocznym, nie utrudniasz sobie aby dostępu do niej?
Przypomina mi sie Antygony: "Współkochać przyszłam, nie współnienawidzieć". Konstrukcja estetycznie zrozumiała - podobnie jak chrześcijańska miłośc bliźniego - ale w polu sensów bardziej dosłownych? Traktowana ze śmiertelną powagą jako nakaz moralny stanowi w moim rzeczy rozumieniu pułapkę bez wyjścia.
I stąd pewnie nie da się słowa miłość zastąpić słowem szacunek ani odwrotnie. Jasne, że się nie da, po to w końcu mamy pojęcia od siebie różne - jednak trzeba zdawac sobie sprawe z konsekwencji: moralność zbudowana na nakazie miłości będzie zawwsze rózna od moralności zbudowanej na nakazie szacunku.
O zespole postaborcyjnym postaram się napisać oddzielnie.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | | | | | | | |  | | placownik | > Praca dla trędowatych jest tylko środkiem wyrazu miłości do Jezusa. Dlatego ma ona znaczenie tylko wtedy, gdy robisz to dla Niego, gdy robisz to razem z Nim. Tylko to jest ważne. Ani przez chwilę nie pomyślałaś tak: może cytat wyrwany jest z kontekstu, może tłumaczenie zniekształciło sens wypowiedzi, może wreszcie Matka Teresa się myli? Nie miałaś cienia wątpliwości? Może lepiej byłoby gdyby powiedziała, że powołanie jakie odczuwa ów brat, zawdzięcza on Jezusowi, i Jemu za nie powinien być wdzięczny? Ponieważ wydaje mi się, że Twoje horyzonty są nieco szersze niż te wyznaczane przez autorów Naszego Dziennika ośmielę się polecić Ci lekturę GW : serwisy.gazeta.pl/kosciol/1,64808,2909238.htmlserwisy.gazeta.pl/kosciol/1,64808,2898535.htmlserwisy.gazeta.pl/kosciol/1,64808,2932657.html Moim zdaniem, zdaniem prostego ateisty, lektury te obnażają nędzę współczesnej teologii katolickiej. Na tym tle, występy na naszym forum Jana Lewandowskiego, pełne agresji i zadufania w bezwarunkową słuszność swoich poglądów, nie powinny nikogo dziwić. Pragnę polecić Ci również lekturę książeczki innego noblisty Alberta Schweitzera - Moje życie. Bóg nie pchał się osobiście na karty tej duchowej autobiografii, ale mam wrażenie, że zaglądał piszącemu przez ramię. Tyle, że nie był to Bóg Matki Teresy. I to nie dlatego, że Albert Schweitzer był protestantem. Piszesz w następnym poście o Matce Teresie : >Najważniejsze, ze jej uczynki były bardzo ludzkie. Być może trzeba aż tak mówić (myśleć), aby mieć takie wyniki. Jestem pewien, że nie trzeba, a może nawet nie należy. Bo nie należy miłości bliźniego traktować instrumentalnie jako "środka wyrazu", bo jest to instrumentalne traktowanie bliźniego! Naprawdę tego nie dostrzegasz? Skoro o uczynkach mowa. Przyjrzyj się uczynkowi Maksymiliana Kolbego. Jeśli miałbym wierzyć w Boga, to w takiego, który w godzinie ostatecznej próby ulitował się nad Maksymilianem zsyłając nań łaskę zrozumienia właściwego sensu miłości bliźniego (której to łaski był on najwyraźniej pozbawiony), czyniąc tym samym możliwym jego uczynek, którym Maksymilian zaprzeczył sporemu kawałkowi swego dotychczasowego życia. Dalej o uczynkach. Masz może coś do zarzucenia postawie życiowej i uczynkom Tadeusza Kotarbińskiego ponad to, że był ateistą? Pisał On: Przykro jest, będąc ateistą, zdawać sobie sprawę obcości własnej pozycji względem przyzwyczajeń, upodobań, światopoglądu i stylu życia duchowego przeważającego ogółu członków własnego społeczeństwa. Pociecha w tym, że religia, której ono hołduje, zawiera w sobie składniki moralne, które w interpretacji najlepszych jej zwolenników prowadzą do tej samej etyki bezinteresownej i gorliwej opiekuńczości, do której musi doprowadzić ateistę namysł nad istotą sumienia. Jakże Jego słowa są aktualne dzisiaj! Nie wiem za jakim pasterzem podążasz Tereso, ale boję się, że wiedzie Cię on na manowce. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Teresa | > Ani przez chwilę nie pomyślałaś tak: może cytat wyrwany jest z kontekstu, może tłumaczenie zniekształciło sens wypowiedzi, może wreszcie Matka Teresa się myli? Nie miałaś cienia wątpliwości?Wolnomyślicielu  , zgódźmy się przynajmniej, co to tego, że niewątpliwie, chrz. to jest jedyna religia, w której Bóg oddał życie za ludzi. W tym sensie jest wyjątkowa. Ale wcześniej pisałam również o doskonałości moralnej, która jest moralnością z innego świata. Wiiem, że często wolnomyśliciele krytykują chrz. za to, że ideały są zbyt trudne czy wręcz nieludzkie (np. monogamia, zasada nastawiania drugiego policzka, itd.). Być może mają rację. Jest często niemożliwa, jeśli nie jest naznaczona mistyką. Dlatego napisałam "o winnym krzewie". Jeśli chodzi o słowa matki Teresy, Placowniku to będę ich bronić jak lwica  i w związku z tym ja również mam dla Ciebie cos do poczytania ... o potrzebie wyrzeknięcia się wszystkiego dla najwyższej wartości bycia jego uczniem: www.jezuic(*)k2=refleksje&id_informacji=254Koniecznie przeczytaj!
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | placownik |
O ile trafnie odczytuję tok Twych myśli, a przyznaję że nie jest to łatwe, to: 1. Halina Bortnowska popełniła błąd uznając Chrystusa za wartość, abstrahuję w tej chwili od tego, że miałaby to być według niej wartość specyficznie chrześcijańska. 2. Błąd ten polegał na tym, iż >nastąpiło pomylenie wartości z rzeczą wartościową > Chrystus owszem jest Prawdą, Drogą i Życiem... Prawda to nie wartość, tylko rzecz wartościowa. Beztroska z jaką szafujesz słowem jest zdumiewająca. Prawda to rzecz? Określenie Chrystusa jako wartość, to pomylenie wartości z rzeczą? Czyżby według Ciebie Halina Bortnowska traktowała Chrystusa jako rzecz? A odpowiedzi na moje pytanie co jest wartością specyficzną dla chrześcijaństwa jak nie było, tak nie ma. Bo nie jest nią, tak jak to już pisałem >wymóg doskonałości moralnej Nie jest nią również >świętość (doskonałość moralna) choćby dlatego, że wartość tę dzieli chrześcijaństwo z wieloma innymi religiami. Twoje stwierdzenie, że >chrz. to jest jedyna religia, w której Bóg oddał życie za ludzi też trudno uznać za odpowiedź na moje, jak się okazuje dość trudne, pytanie. Być może Halina Bortnowska myliła się znacznie poważniej i takich specyficznie chrześcijańskich wartości jest znacznie więcej? A ich określenia są zależne od tego, co aktualnie w duszy gra zapytanemu o to kaznodziei? Droga Tereso. Zapoznałem się z polecanym przez Ciebie tekstem. Cóż, znalazłem w nim na przykład to Poza Bogiem nasza miłość zabarwiona jest egoizmem, który ostatecznie przecież jest już jakąś forma nienawiści. Skojarzenie z orwellowską nowomową dośc oczywiste. Albo : Tylko wtedy, gdy Bóg będzie na pierwszym miejscu, wszystkie inne rzeczy będą na właściwym miejscu (św. Augustyn). Na tym właśnie polega radykalizm dzisiejszej Ewangelii i paradoks słów Chrystusa, który, mowi:, "Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem" (pisownia i interpunkcja oryginału). To podejście zbieżne z Twoim. Ale są, na szczęście, inne np. Jacka Salija : www.mateusz.pl/ksiazki/js-pn/js-pn_41.htm Dlaczego na szczęście? Ano dlatego, że gdyby ich nie było, to szczerość dialogu z niewierzącymi stanęłaby pod znakiem zapytania. Wszak za główny punkt wspólny w takim dialogu trzeba uznać właśnie miłość bliźniego. A Jacek Salij daje świadectwo temu, że echa Soboru Watykańskiego II, choć na razie bardzo słabe, to jednak do Polski docierają. Polecam do przemyślenia cytat z innej Teresy, Teresy z Avila : Zawsze będzie istnieć wątpliwość czy naprawdę kochamy Boga czy też nie. Ale nigdy nie będzie wątpliwości czy kochamy swego bliźniego czy też nie. Życzę Ci abyś takich wątpliwości nigdy nie miała. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Teresa | > Beztroska z jaką szafujesz słowem jest zdumiewająca. Prawda to rzecz? Określenie Chrystusa jako wartość, to pomylenie wartości z rzeczą? Czyżby według Ciebie Halina Bortnowska traktowała Chrystusa jako rzecz?Tak, wg mnie nastąpiło tu ewidentnie pomylenie rzeczy lub osoby wartościowej z wartością. Wartość to byt idealny jak np. liczba, a nie byt materialny czy byt duchowy. Skłaniam się ku takiemu podejściu. Możesz próbować wybić mi to z głowy, ale to nie jest teologia tylko filozofia. Poza tym np. Jezus jest też prorokiem w islamie, ale nie jest tam uznany za mesjasza. > Nie jest nią również >świętość (doskonałość moralna)> choćby dlatego, że wartość tę dzieli chrześcijaństwo z wieloma innymi religiami.A miłość nieprzyjaciół? Czy jest cos takiego w innych religiach? Tym, co wyróżnia chrz. od innych religii jest też miłość bliźniego.  > Być może Halina Bortnowska myliła się znacznie poważniej i takich specyficznie chrześcijańskich wartości jest znacznie więcej? A ich określenia są zależne od tego, co aktualnie w duszy gra zapytanemu o to kaznodziei?Placowniku, po prostu im więcej ktoś wie tym więcej ma trudności  . Podobno z naukowcami też tak jest, że im większy naukowiec tym więcej ma trudności w udzielaniu odpowiedzi na takie pytania. JCh jest wyjątkowy, ponieważ nikt inny ani Mahomet ani Budda ani Konfucjusz nie twierdził, że jest synem Boga, czy też Allacha, Brahmy czy Nieba.  Można powiedzieć, że wartości specyficznie chrześcijańskich jest więcej, np. miłosierdzie, sprawiedliwość, wiara, nadzieja, miłość, równość. Ale najwyższą wartością jest przynależność do Chrystusa. > Ale są, na szczęście, inne np. Jacka Salija : www.mateusz.pl/ksiazki/js-pn/js-pn_41.htmWolnomyślicielu, to dobrze o Tobie świadczy  , że trafiają do Ciebie słowa Jacka Salija, bo ja niestety potrzebuję mocniejszych tekstów, np. o nienawiści swego ojca i matki, o piekle, odcinaniu członków, itp.  > Dlaczego na szczęście? Ano dlatego, że gdyby ich nie było, to szczerość dialogu z niewierzącymi stanęłaby pod znakiem zapytania. Wszak za główny punkt wspólny w takim dialogu trzeba uznać właśnie miłość bliźniego.Miłość bliźniego? Tylko ciekawe, w jaki sposób niewierzący rozwiązują problem napięcia pomiędzy dążeniem do szczęścia a wołaniem innych ludzi, żeby ich kochać jak samych siebie. Człowiek potrzebuje jakiegoś odniesienia by móc znaleźć motywy i usprawiedliwienie swego postępowania. Miłowanie drugiego człowieka z powodu zadowolenia, jakie wywołuje we mnie jego miłowanie, sprawia, że pozostaję więźniem egoizmu. Nie można, więc na tym poprzestawać. > Polecam do przemyślenia cytat z innej Teresy, Teresy z Avila : Zawsze będzie istnieć wątpliwość czy naprawdę kochamy Boga czy też nie. Ale nigdy nie będzie wątpliwości czy kochamy swego bliźniego czy też nie. Życzę Ci abyś takich wątpliwości nigdy nie miała.Dzięki. Jak na razie nie mam wątpliwości jedynie, co do tego, że Bóg kocha naprawdę ludzi ...
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|