Racjonalista - Strona głównaDo treści
O wierze powszedniej

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
21-10-2005 00:49outsider (2469 punktów)O wierze powszedniej
Nasza pojmowana jako obowiązek chęć wiedzy o bliższym i dalszym otoczeniu - obowiązek, skoro żyjemy w demokracji i jakiś wspływ na bieg spraw posiadamy - znacznie przekracza nasze bezpośrednie zdolności poznawcze: polegamy zatem na wierze w relacje i komentarze z drugiej ręki. A to wiara wysoce niepewna - w kręgach opiniotwórczych gra idzie o wysokie stawki, ktoś do wczoraj wiarygodny łatwo moze się dziś okazac kłamcą. Są (wydawać by się mogło) niezniszczalne autorytety - a przecież i im łatwo przyhodzi postrzegać niejednoznaczną moralnie sytuację przez pryzmat gry sytuacyjnej: wtedy nawet zacne hamulce puszczają dość łatwo.

Nie da się o tym myśleć na codzień bez popadnięcia w paranoję - mamy zatem jakieś autorytety, jakieś wiary - najczęściej zresztą to poczucie politycznej czy światopogladowej bliskości, wtedy wybaczamy wiele, o szczegóły nie pytając. I wiara nasza powszednia ewoluuje podobnie, jak wiary w ogóle - coraz mniej rzeczywiste jest to, w co wierzymy, w świecie nadmiaru informacji niepewnej prawo Parkinsona działa nie gorzej niż w urzędniczych molochach.

Gdzieś w końcu owa pełna rozczarowań wiara może się otoczyć murem nie do przebycia: nie chcemy być więcej oszukiwani (dajemy sie oszukiwać z konieczności - płacimy jednak za to gdy się wyda przynajmniej dotkliwym poczuciem poniżenia), zatem przyjmujemy pewien obraz rzeczywistości za constans - i nic go odtąd nie naruszy, nawet najgorsze afery: w razie czego powołamy się na skierowany przeciw naszym bohaterosm spisek (gdy to oni sa na celowniku) - lub, gdy to oni polują, powiemy: gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

lipschitz (1674 punktów)
Wegług mnie jest jak jest, gdyż jest to korzystne w zapewnianiu sobie sporych wpływów. Nie żyjemy w świecie zoraganizowanym możliwie najlepiej, ale w świecie gdzie interes różnych ludzi każe im przyjmować jedne zasady, a nie przyjmować innych.

Myślę, że łatwo jest zorganizować społeczeństwo tak, aby reprezentowane było przez ludzi znajomych z prawdziwego życia i zarazem z łatwością ich odwoływania (gdyby okazali się nieudolni lub gdyby pokazał się ktoś o większym talencie organizacyjnym). Na pewno znalazłoby się kilka równie dobrych pomysłów rozwiązania tego problemu. Taka praca przypominałaby tworzenia prawa o ruchu drogowym.

Mamy jednak do czynienia z zapędami ku władzy, do zdobywania przywilejów i gwarancji ich zachowania, i co to by było, gdyby lokalna społeczność w prosty sposób mogła z dnia na dzień odwołać jakiegos pana? Panowie, a także panie znajdą argumenty, aby było to skomplikowane zadanie.

Kiedy pracuje się, powiedzmy w grupie 50 osób, to łatwo poznać charaktery ludzi, skłonności do kłamstewek, gwałtowności lub talenty poszczególnych osób, łatwo dostrzec to, co udaje im się skonstruować wokół samych siebie, ich szare kamienice czy też kwieciste ogrody. O kimś wiemy, że lubi obgadać, o innym, że chętnie wypije, a o kimś jeszcze innym, że jest zorganizowany, uczynny, grzeczny. Jeżeli grupa wybierze powiedzmy skarbnika, a ten zacznie chodzić na piwo, to potępiony wyleci ze swojej funkcji a jego miejsce zajmie ktoś inny. Mało też prawdopodobne, aby w najbliższym dziesięcioleciu powierzono mu podobną funkcję.

W ten sposób jednak nie tworzymy naszych społeczności, są one zawsze "za duże", lub na tyle duże, aby pełny kontakt był niemożliwy. Pozostają więc głosy na oślep, wydaje mi się nawet, że można by wrzucić te wszystkie nazwiska do bębna i po prostu wylosować kogoś - czasem byłoby to nawet korzystniejsze.

Niestety nie wierzę w swoje zdolności dokonywania oceny na odległość, a nawet prawdziwe sygnały, informacje, wiem, że mogą nie dostarczyć rzetelnej wiedzy, tak jak światło z gwiazd mylnie informuje nas o aktualnym stanie nieba. Kontakt musi być pełny.
walpurg
Wiara powszednia, wiara codzienna, wiara tak bliska i tchnąca dziwaczną immanencją, że już niezauważalna, mimowolna, tak bezwolna, że już właściwie mimochodem.
Wiara wierze nierówna, jako że dotyczy indywiduów i nawet najdalej posunięta uniformizacja czy też mechanizacja tejże nie zmieni faktu, że to sam sobie i wedle siebie pławi się niej człowiek - zawsze żądny wygód, stabilizacji, fundamentu, na którym z ulgą zasadzi roztargnione porywy wysubtelnionej intelektem świadomości.
Zmieniają się okoliczności, upada i rodzi się wiara. Nie tylko racjonalność znajduje swoją domenę w przestrzniach pomyślunku, ale bezmyślność i niedorzeczna brawura, czasem samowolna ignorancja, co w konsekwencji zapełnia skwapliwie prowadzone rejestry męczenników za wiarę. Jako przykład podawani, jako rozkoszne w swym szaleństwie pokuszenie, nierealne, a jak szęśliwie, skoro zabrakłoby rąk do przygotowania ofiarnego stosu dla ostatniego śmiałka, który gotów byłby oddać życie za twór okupiony i zroszony ludzką krwią.
Realia i zasada świata, które chcemy poczytywać za rzeczywistość, wydają się bardziej oględne, nie tak dramatyczne, jak te nieopisane baliwiernie i kaprysy umysłu, który sam siebie pozostawić w spokoju nie chce, wręcz przeciwnie, roszcząc sobie prawo do ingerencji w bratni chaos bliźniego, nierzadko depcze jego niepisane prawo - oportunizm w wierze, swoboda wynalazczości paliatywów, które przyniosą kolejny brzask i wzniesienie ponad zamglony horyzont spostrzeżeń - i tak do ostatniego okrążenia, do ostatniego obrotu zalanego rdzą koła.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365